Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

Rysunek wykonany ołówkiem przedstawia zarysy czterech kobiet w ujęciu portretowym. Jedna z kobiet to Maria Curie-Skłodowska. Tło białe.

Urodziny Teatru Starego / Bitwa o kulturę. Herstorie / Agnieszka Przepiórska, Anna Kowalczyk / Prowadzenie: Wojtek Szot /PJM

Wróć

Jak wyglądałyby lekcje historii, gdyby nie brakowało w niej połowy dziejów? Dlaczego w 2026 roku wciąż musimy przypominać, że historię współtworzyły także kobiety? Że bez ich perspektywy opowieść o przeszłości jest niepełna?

W specjalnym, urodzinowym wydaniu „Bitwy o kulturę” Agnieszka Przepiórska, Anna Kowalczyk i Wojtek Szot porozmawiają o herstorii jako sposobie odzyskiwania głosu i zmieniania kontekstu znanych wydarzeń. Bo gdy patrzymy na dzieje przez doświadczenie kobiet, inaczej rozumiemy rozwój nauki, sztuki i społeczeństw. Biografia Marii Skłodowskiej-Curie to nie tylko historia wybitnego naukowego odkrycia, lecz także opowieść o świecie, który systemowo wykluczał kobiety z nauki. A przecież można wskazać więcej takich postaci: Rosalind Franklin, której badania nad strukturą DNA przez lata pozostawały w cieniu. Hilmę af Klint, pionierkę abstrakcji wyprzedzającą Kandinsky’ego. Mileva Marić, współpracowniczka i pierwsza żony Alberta Einsteina, do dziś trudno rozstrzygnąć zakres jej wkładu w prace naukowca. Czy Hedy Lamarr, wynalazczyni technologii komunikacji radiowej, która stała się fundamentem współczesnego Wi-Fi i Bluetooth, której naukowe osiągnięcia pozostawały w cieniu urody i filmowej kariery.

Anna Kowalczyk – od 20 lat zajmuję się dziennikarstwem i publicystyką skupiona na problemach i osiągnięciach kobiet. Była reporterką i autorką audycji Polskiego Radia i Radia PIN, publikowała wywiady, artykuły i felietony m.in. w „Wysokich Obcasach”, „Przekroju”, „Gazecie Wyborczej” i „Krytyce Politycznej”. W 2013 roku założyłam bloga Boska Matka, w którym poruszała społeczne i polityczne kwestie związane z macierzyństwem w Polsce. W 2014 roku została zaproszona do stworzenia i pokierowania serwisem internetowym dla matek MamaDu.pl. W 2015 roku została współautorką książki „Macierzyństwo bez Photoshopa”. W 2018 roku wydała pierwszą własną książkę „Brakująca połowa dziejów. Krótka historia kobiet na ziemiach polskich”, ilustrowaną przez Martę Frej, która do dziś sprzedała się w ponad 20 tysiącach egzemplarzy i miała dwa wydania (drugie w 2024r.). Od tego czasu nieustannie podróżuje po Polsce i świecie opowiadając o dziejach i osiągnięciach kobiet, a także barierach stojących im (wciąż!) na drodze do rozwoju. Jestem absolwentką Kolegium MISH Uniwersytetu Warszawskiego, Lowy School for Overseas Students na Uniwersytecie w Tel Awiwie. W 2013 roku zdobyła tytuł EMBA Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie. W 2019 roku została stypendystką Marshall Memorial Fellowship dla liderów i liderek z Europy. W latach 2021 do 2024 roku współtworzyła Fundację Muzeum Historii Kobiet. Od 2024 roku na antenie radiowej Trójki prowadzę autorski cykl Brakująca Połowa Dziejów poświęcony historii kobiet w Polsce i na świecie oraz audycję Klub Trójki. W 2026 roku ukaże się jej druga książka „Brakująca połowa dziejów 2. Prywatna historia kobiet na ziemiach polskich” (WAB).

Gościnie: Agnieszka Przepiórska, Anna Kowalczyk
Prowadzenie: Wojtek Szot

  • Rozmowa tłumaczona na Polski Język Migowy.
  • Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną.
  • Wydarzenie transmitowane online na stronie internetowej Teatru.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.21 → 03:37.42] A: Na gong jeszcze chwilkę poczekamy. Ja nazywam się Michał Karapuda, jestem dyrektorem Teatru Starego, a witam Państwa pięknie w dzisiejszy wieczór, popołudnie, na kolejnym wydarzeniu naszych urodzin, urodzin Teatru Starego. Teatru, który właściwie ma trzykrotnie w roku urodziny. Wyjątkowy teatr, jeden z najstarszych w Polsce, ale my szczególnie, może ja wytłumaczę dlaczego trzy, bo Państwo być może nie wszyscy świecie, chronologicznie 20 października 1822 roku, to jest pierwsza data, która, którą mamy zapisaną, wydarzenia, które się odbywało tutaj w teatrze, spektakl Król Lir. Następna data to 3 grudnia 2010 rok, czyli oficjalne powołanie, powstanie Teatru Starego decyzją Rady Miasta Lublin na wniosek prezydenta jako instytucji nowej. No i wreszcie tą datę, którą świętujemy teraz w marcu, czyli 11 marca, bo to wtedy w 2012 roku teatr po raz pierwszy po 31 latach przerwy rozpoczął działalność. To już 14 lat. Cieszę się, że państwo tak licznie są z nami. Mamy także dzisiaj transmisję, tak jak na każdej bitwie, a bitwa wyjątkowa, bitwa o herstoriach, bitwa o kobietach, o wyjątkowych kobietach i takie dwie wyjątkowe kobiety też będziemy mieli dzisiaj tutaj na scenie. Będzie z nami Agnieszka Przepiórska, jedna z najwybitniejszych polskich aktorek i myślę, że najwybitniejsza polska monodramistka, która w swojej karierze wcielała się w kilka wyjątkowych postaci, Wisławy Szymborskiej, Anny Walentynowicz, a już jutro będzie ją można zobaczyć tutaj na naszej scenie w roli Jadwigi Stańczakowej. No i myślę, że jest szansa, że zdradzi nam dzisiaj nad czym obecnie pracuje wspólnie z Teatrem Starym. Proszę jeszcze o chwilę cierpliwości. A drugą wyjątkową kobietą będzie Anna Kowalczyk, dziennikarka, reporterka, pisarka. która już od wielu, wielu lat przybliża nam nieznaną historię kobiet, Polek, które przez lata pozostały, pozostawały zapomniane. Wydała już dwie książki na ten temat. Prowadzi także znakomity program na antenie programu III Polskiego Radia, programu, który jest partnerem Teatru Starego w Lublinie. również pod tym samym tytułem, jaki miały książki, zapomniana połowa dziejów. A spotkanie poprowadzi Wojtek Szott, którego również państwo doskonale znacie z naszych spotkań. A teraz, jak co wieczór, kong teatralny, który rozpocznie dzisiejsze wydarzenie. A ja zapraszam naszych gości na scenę. Agnieszka Przepiórska, Anna Kowalczyk i Wojtek Szot.
[03:38.44 → 03:47.26] B: Dzień dobry. Dobry wieczór Państwu. Jeszcze raz Agnieszka Przepiórska, Anna Kowalczyk.
[03:47.28 → 03:47.56] C: Dzień dobry.
[03:47.82 → 03:48.28] B: Cześć.
[03:49.70 → 03:50.84] D: Dzień dobry.
[03:51.26 → 05:46.55] B: Zaczniemy sobie cytatu z wybitnej pisarki Elizy Orzeszkowej. Ale zanim zaczniemy od cytatu, to na polski język migowy tłumaczą rozmowy Marta Stępniak i Jolanta Gromada. Przepraszam za to pominięcie. Dziękujemy. Więc teraz Orzeszkowa. Naprzód studiuje ona tajemnice toalety. Potem uczy się szyć, haftować, zawiązać wstążkę, przypiąć szpilkę. włożyć kwiat we włosy. Ale nie dosyć jest mieć zdobiącą wszystko dłoń czarodziejską. Trzeba jeszcze posiąść sztukę wydatnienia własnej piękności. Pan na tedy uczy się chodzić z wdziękiem, to jest płynąć chodząc. Trzymać się prosto, ale bez sztywności. Umieć zawsze do pomóc naturze to ukazać, tamto ukryć, w porę się uśmiechnąć, w porę oczy spuścić. Mieć wyraz twarzy skromny, a postawą swoją w każdej chwili mówić jestem piękna. Obok tego, panna na wydaniu, posiada kilka przyjemnych talentów. Umie tańczyć z przyzwoitą bezwładnością, wykonywa balansy kadryla. Okazuje też pretensje muzykalne i tak długo męczy fortepian, aż wymęczy zeń coś na kształt sonaty. Co do właściwej nauki, rok albo dwa lata używała powietrza na pensji. A, i tam ułożyła naprędce mały tłumaczek wiadomości. Fragment z Elizy Orzeszkowej, jesteśmy pod koniec XIX, na początku XX wieku, to jest przełomowy właściwie moment w emancypacji kobiet, bo pojawiają się sufrażystki, pojawia się polski ruch emancypacyjny. A jakie przełomy Ty odkryłaś, pisząc książki o herstoriach? Co dla Ciebie jest takimi przełomowymi momentami w historii?
[05:49.16 → 08:47.32] D: Ja w ogóle zaczęłam myśleć o brakującej połowie dziejów jako takim projekcie, na który być może mogę się poważyć, nie będąc historyczką, po rozmowie z teraz już profesor Natalią Jarską, która napisała taką monografię, kobiety z marmuru. I to jest historia emancypacji kobiet w PRL-u, poprzez pracę. Więc moim odkryciem było to, co teraz się kwestionuje na przykład, chociaż nie tylko teraz, że ten powojenny okres w historii Polski, a zwłaszcza w historii kobiet, był niezwykły i z punktu widzenia Polek pozytywny i otwierający im na niespotykaną do tej pory skalę drogę do pracy, drogę do edukacji i drogę do emancypacji. Również w kwestii praw reprodukcyjnych był okresem bez precedensu w polskiej historii. I tutaj z kolei mamy nowe badania doktor Anny Dobrowolskiej, która jeszcze niestety tej książki nie ma po polsku, ale wydała w Oksfordzie taką monografię, która się nazywa Polish Sex Revolutions, czyli polskie rewolucje seksualne, zupełnie w opozycji do tego, co nam Mówiono, mnie też tak uczono, że w Polsce nie mieliśmy rewolucji seksualnej. To znaczy rewolucja seksualna była w Stanach Zjednoczonych, była na zachodzie Europy, a myśmy jej nie mieli. Doktor Anna Dobrowolska przekonuje, mnie przekonała, państwa zobaczymy, że jednak mieliśmy tylko po prostu inną i też nie taką, która wydarzyła się wyłącznie na przełomie lat 60. i 70., ale właściwie od czasów powojennych, zwłaszcza od 56. roku, w którym Aborcja stała się zabiegiem nie tylko legalnym, ale też powszechnie dostępnym i darmowym, a de facto główną, podstawową i jedyną skuteczną metodą regulacji urodzeń. Polki sobie ze swoją seksualnością radziły i ze swoją dzietnością, wcale nie gorzej niż ich koleżanki na zachodzie Europy, które miały łatwy dostęp, coraz łatwiejszy, może łatwy to przesada, do pigułki antykoncepcyjnej. Więc to są rzeczy, które dla mnie były odkryciami. Sama jeszcze do końca nie wiem, co o nich myślę i też cały czas się dowiaduję nowych, ale to jest myślę fascynujące właśnie w polskiej historii kobiet, że ona po pierwsze jest ciągle pełna niespodzianek, a po drugie bardzo się też różni od historii kobiet na przykład na zachodzie Europy czy w Stanach Zjednoczonych, które też jako dziedziny, subdziedziny nauk historycznych mają dłuższą historię. Więc nie wiem, czy odpowiedziałam na twoje pytanie, ale tak, to były przełomy, przynajmniej moje, w mojej głowie.
[08:48.50 → 09:18.04] B: I to jest bardzo fajne, co powiedziałaś też, że coś, co da może części z państwa, nie jest zaskoczeniem. To się ma prawo być zaskoczeniem i z różnych epok wychodzimy, z różnych pokoleń i różne rzeczy inaczej widzimy, inaczej odczytujemy. Agnieszka, w jaki sposób, bo zagrałaś bardzo wiele, może bardzo wiele, może nie, ale wiele postaci historycznych kobiet. W jaki sposób wybierasz bohaterki swoje? Jak one do ciebie przychodzą?
[09:18.80 → 12:23.08] C: Właśnie w pytaniu zawiera się również odpowiedź, ponieważ bohaterki moje do mnie właśnie przychodzą. Ja ich nie wybieram, nie szukam. Oczywiście czytam biografie i fascynuję się biografiami kobiet, I właściwie to są moje takie lektury na co dzień, nawet kiedy nie poszukuję jakiejś historii. Czasem to jest tak, że one pojawiają się w trakcie grania innej postaci. Tak miałam z Polą Nireńską. Czasem jest tak, że przyciągnie mnie jakiś nagłówek prasowy, tak jak było w przypadku Ocalonych, kiedy przeczytałam na jakimś portalu awanturę o pomnik, co ma być napisane na pomniku. Ocalony jest to spektakl o Irence K. z Zieleniaka z sierpnia 1944 roku. Zresztą miałam wielką przyjemność tutaj. Przyjemność może nie jest dobre słowo, ale miałam okazję tutaj ten spektakl zagrać. Bardzo trudno jest dobierać słowa do tego spektaklu, żeby one były adekwatne też do tej historii, którą opowiadam ze sceny. A czasem rzeczywiście jest tak, że jakaś biografia mnie na tyle przyciągnie, ta bohaterka kiełkuje i zwykle jest tak, że to trwa bardzo długo, czasem kilka lat. Tak jak było w przypadku Simony Kossa, kiedy przeczytałam biografię Anny Kamińskiej i właściwie spektakl powstał po 3 czy 4 latach, ta postać do mnie wróciła. I też nie śpieszę się. To jest taki proces, który bardzo lubię. Takiego oswajania się z postaciami. Takiego nakładania na siebie ich historii. I wkrótce tutaj mogę zapowiedzieć już oficjalnie w czerwcu będzie miała premiera spektaklu Maria Skłodowska-Curie. Doświadczenie. Już trwają zaawansowane prace. Dzisiaj pierwszy raz moja Maria tu zaistniała na tej scenie. Reżyserką jest Justyna Łagowska, autorem tekstu Piotr Rowicki. I to jest moja absolutnie wielka przygoda z Marią. Też nie jest to oczywista bohaterka dla mnie, bo zwykle one są Poza głównym nurtem, one są bardziej z offu. Tak jak Jadwiga od Mirona, Ginczanka od Tuwima. Zawsze jest gdzieś ten silniejszy bohater, czy Walentynowicz i Wałęsa. A tu jest Maria Skłodowska-Curie na zaproszenie Teatru Starego w Lublinie i też wraz z Domem Spotkań z Historią w Spolsku. To jest wspólny projekt i Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie. Także jestem bardzo podekscytowana i zapraszam Państwa.
[12:24.64 → 12:28.30] B: Już jutro, a jutro, grasz z Tańczakową.
[12:28.50 → 12:30.42] C: Tak, i Jadwiga właśnie wspomnianą.
[12:30.46 → 12:35.44] B: Jadwiga, o godzinie osiemnastej? Siedemnastej.
[12:35.58 → 12:36.78] C: O siedemnastej, tak.
[12:36.82 → 13:19.33] B: Po dobrze Państwo lepiej pamiętają ode mnie. Ale właśnie, Maria Skłodowska-Curie w twojej książce w pierwszej części, bo dzisiaj właśnie mamy świeżynkę, brakująca połowa dziejów, część druga wyszła, właśnie się ukazała, nowe historie kobiet na ziemiach Polski, ale w pierwszej części jest o Marii Skłodowskiej taki cytat, i on jest w ogóle z 1935 roku, 1900, więc jest dość mocno spóźniony, ale że mogła taka postać powstać, powstać tylko dlatego, że miała ojca wybitnego matematyka i trafiła jeszcze na kolejnego wybitnego fizyka. Więc tę sprawczość Marii odbierano nawet później, kiedy już miała dwa Nobla.
[13:20.61 → 13:59.25] D: Tak, w 1935 to już nie żyła, więc nawet po śmierci ją odbierano i rzeczywiście kwestionowano, Państwo znają tą historię, ona jest powszechnie znana, Ale na szczęście o Marii Skłodowskiej-Curie jest jeszcze wiele do powiedzenia i na pewno u Agnieszki Państwo to zobaczą. Ja też piszę z kolei o sportowej historii i części życiorysu naszej wspaniałej noblistki i zapewniam, że to też jest ciekawy kawałek i to też jest jej wielki wkład do emancypacji kobiet. Taki, o którym mówi się najrzadziej.
[13:59.73 → 14:02.87] B: To powiedzmy może trochę, zaspojerujmy troszkę.
[14:03.03 → 17:37.10] D: Jakbym chciała tak powiedzieć górnolotnie, to trochę na rowerach możemy jeździć, również dzięki Marii Skłodowskiej-Curie, bo ona była rzeczywiście jedną z pierwszych cyklistek takich, które, co prawda jeszcze nie w spodniach, jeszcze ciągle w sukni, ale już takiej podwiązywanej w kroku, żeby się nie wkręcała w szprychy, jeździła dużo. I śmiało, mimo że były to czasy, w których damy na stalowych rumakach były odsądzane od czci i wiary i w ogóle taki pomysł, że kobieta na coś siada okrakiem i gdzieś jedzie budził powszechne zgorszenie. Ona już też będąc uznaną uczoną to robiła oraz we własną podróż poślubną pojechała wraz z mężem na rowerze, bo państwo Kiri w prezencie ślubnym dostali dwa rowery. Właściwie to był główny prezent ślubny, jaki dostali, bo ten ślub też był skromny. I zjeździli, jak pisze profesor Maria Rotkiewicz, która bada w ogóle sportsmenki i właściwie do dzisiaj większość tego, co wiemy o początkach sportu kobiecego, Ja też temu poświęcam cały rozdział tutaj w książce. Wiemy od tak naprawdę jednej głównej badaczki historii sportu kobiecego. Teraz to się na szczęście zmienia, ale proszę uwierzyć, że przez dekady sport kobiecy mało kogo interesował. Mimo, że do dzisiaj Nasze sportsmenki, choć dużo później zaczęły i w dużo mniejszych liczbach zaczęły jeździć na Igrzyska Olimpijskie, prawie dorównują mężczyznom. Ten bilans medalowy minimalnie się pewnie zmienił po ostatnich Igrzyskach tegorocznych, ale on był tak 40-60%, mimo że rzeczywiście pierwsze Olimpijki miały trudniej, później. To jest cała oddzielna historia, ale wracając do Marii, tak, bo pytanie było o Marię i o jej wkład. No więc to jest po pierwsze taki, więc rower, po drugie też ten pomysł, że kultura fizyczna, tężyzna fizyczna, krzepa, codzienne ćwiczenia młodym pannom nie szkodzą. tylko im służą. Też był bardzo awangardowy w czasach, w których Maria Skłodowska-Curie zmuszała, bo zmuszała, na początku to zmuszała swoje córki, potem zachęcała, a potem one były jej wdzięczne do ćwiczenia. To też profesor Rzodkiewicz policzyła 30 dyscyplin sportu najrozmaitszych. Ona sama to też wyniosła z domu, bo jej ojciec gonił do ćwiczeń całą swoją trutkę dziecięcą. No i ten słynny fort wiedzy, czyli w południowej Francji kurort, w którym najtęższe umysły i nobliści się pluskali w wodzie, ścigali na kajakach i zażywali właśnie rekreacji, która wówczas też była rozrywką raczkującą, a już na pewno nietypową dla nobliwych profesorów Akademii Francuskiej. Więc to mi się wydaje jakieś szalenie ciekawe. Ponoć też fantastycznie tańczyła i w ogóle ponoć kochała tańczyć jako młoda dziewczyna. Więc nie wiem, czy Państwo mieli w głowie wizję roztańczonej Marii Skłodowskiej-Curie. Ja bardzo długo nie, ale już trochę mam.
[17:38.95 → 18:32.54] B: Ja pracowałem w Muzeum Marii Curie-Skłodowskiej, taki mały coming out. Maria w ogóle wydaje się taką postacią bardzo niechętną, taką stanowczą, twardą, ale to spowodowane jest tym, że my ją znamy tylko z fotografii, a jednej rzeczy, którą ona nienawidziła, to było fotografowanie się. Bardzo negatywnie reagowała na jakiekolwiek próby ganiania za nią z aparatem, na sesje. fotograficzne, właściwie nie pozwalała, cały czas wysyłała do magazynów te same, chociaż z czasem wychodzą takie zdjęcia rzeczywiście, że są prywatne, ale to też powoduje, że ten wizerunek publiczny Marii jest taki bardzo poważny i bardzo srogi, trochę z tego względu. Już patrzymy na ciebie i musimy zadać to pytanie, zadajemy sobie pewnie wszyscy, czy twoja Maria tańczy, czy twoja Maria nie tańczy?
[18:34.36 → 20:05.53] C: Zawsze te bohaterki na scenie przepuszczam też przez swoją wrażliwość, ale jest to bardzo inspirujące, co powiedziałaś, bo nie doczytałam tej informacji o tańcu, a będzie dużo ruchu w spektaklu, bo też czułam, że ta... tej namiętności, w które ona wpadała, ta wielka miłość z Pierrem, wcześniej Kazik Żorawski, też wielka miłość, która trwała lata, potem Langeva, Langeva się czyta, bo różnie, ale chyba Langeva. Więc tak sobie pomyślałam, że jeżeli ktoś jest tak bardzo namiętny i ma taką otwartość też na miłość, to też jest taki wielki dar, taka dyspozycja po prostu, żeby się tak zakochiwać bez pamięci. I gdzieś mi się to łączy też z tańcem, że to ciało jest bardzo żywe i bardzo chłonne. Więc Maria będzie tańczyła mazura z Kazikiem, białego mazura, czyli panie proszą panów. Ale też żałobę po Piotrze też przeprowadzam przez ruch, więc to ciało jest też bardzo aktywne w momentach nie radości i namiętności, tylko też tego, co w życiu może być najgorszego.
[20:06.11 → 22:27.01] D: Ja po prostu umieram z ciekawości, myśląc o tym, że Agnieszka wcieli się w Marię, Ja bardzo dużo i długo czytałam. To jest postać, do której ja do dzisiaj nie mam klucza i myślę, że mało kto ma. Spodziewam się, że Agnieszka go wreszcie znajdzie, ale mnie nie przekonała ani Rosamond Pike, ani Karolina Gruszka w tych filmowych wcieleniach. Widziałam też kilka prób scenicznych. I mam takie wrażenie, że coś nam o tej Marii cały czas umyka, że ona w sobie łączy tak wiele sprzeczności i z jednej strony jest przecież przedstawicielką, córą swojej epoki, swojej warstwy społecznej. I ten wizerunek takiej właśnie zapiętej pod szyję, trochę kostycznej, bardzo powściągliwej osoby, On się nie wziął znikąd. Ostatnio wyszły, może Państwo o tym słyszeli, listy jej do Einsteina, w sensie jej korespondencja z Albertem Einsteinem, po której oczywiście wszyscy sobie też bardzo wiele obiecywali na chętnie i pikantnych szczegółów. Czy mieli romans? Chyba nie mieli, ale rzeczywiście Była między nimi spora różnica wieku, co też pewnie wiele tłumaczy, ale ona też w tych listach jest niezwykle właśnie powściągliwa, zdyscyplinowana. I w tych wielu pismach, które po sobie zostawiła, też w autobiografii, no właśnie taka się zdaje być. A jednocześnie ten rower, te kajaki, te ciężarówki podczas pierwszej wojny światowej, to chodzenie po górach, które też było dla kobiet niezwykle nietypowym sposobem spędzania wolnego czasu wówczas. I też ta wielka, namiętna miłość, ta zdolność takiego naprawdę zatracenia się w kochaniu, To jest ciągle ta sama kobieta i być może to się wcale nie kłóci, a jednak na takim powierzchownym poziomie, dla mnie przynajmniej, to było jakoś trudne do pogodzenia, więc bardzo czekam na twoją Marię, bo myślę, że ty wreszcie te żywioły scalisz.
[22:27.73 → 23:01.58] C: Mam taką nadzieję. Na razie śnią mi się głównie gorące kamienie, które lecą w moje ustrony. więc nie wiem, czy to są cząstki uranu, czy to cząstki polonu, ale po prostu z różnych stron w moim kierunku się zbliżają. Też właśnie o te rowery, czyli ja mówię w spektaklu, że to szatański wynalazek do emancypacji kobiet. Dla mnie też jest bardzo ciekawe w Marii, że ona nie miała tych haseł emancypacyjnych na ustach. Ona po prostu robiła rzeczy. tak jakby to było przynależne jej.
[23:02.02 → 23:38.65] D: A jednocześnie ja jestem przekonana, że ona bardzo świadomie wybierała te rzeczy, podejmowała decyzje, wygłaszała deklaracje tak, żeby tak zwaną sprawę kobiet wspierać. Ale być może jej mądrość polegała na tym, że nie szafowała pochopnie hasłami emancypantek i była bardziej dyplomatyczna, a może też doskonale świadoma tego, jak jej autorytet, jej bezprecedensowe osiągnięcia w nauce mówią same za siebie. Nie wiem tego.
[23:38.93 → 25:23.76] B: Też biografia Marii pokazuje, że po romansie z Langevinem, gdzie stała się jednak bohaterką codziennej prasy i co bardzo źle przeżyła, Ona wtedy postanowiła, że nigdy więcej już nie pozwoli prasie używać sobie na niej. Była zawsze bardzo znaną postacią, ale ograniczała te kontakty do absolutnego minimum. Czy Państwo pamiętają rowery albo widzieli rowery sprzed 40 lat? Proszę sobie to podnieść i porównać ile dzisiaj waży rower. Teraz proszę wyobrazić sobie, ile ważył rower około 1910 roku. To nie jest lekka sprawa, więc te wszystkie rzeczy, które ona w laboratorium musiała przenosić i dźwigać, to były naprawdę kilogramy i taką rzeczą, którą jest tam właśnie ciężko sobie wyobrazić. To jest pytanie do Ciebie właśnie, Agnieszka, że ciężko sobie wyobrazić czasem, jak trudne były rzeczy fizyczne kiedyś. Na przykład ubranie było niewygodne, ubranie było nieprzepuszczające powietrza. Jak zakładam dres vintage z lat 80., to po 10 minutach zastanawiam się, jak ludzie mogli w tym kiedyś chodzić. Magda Grzebałkowska, pracująca z Konopnicką, założyła gorset, ubrała się w strój konopnicki. i chodziła po Warszawie, żeby dowiedzieć się, jak jej bohaterka mogła funkcjonować. Odkryła między innymi to, że nie jest tak trudno się schylić w tej sukni, że to akurat, co zawsze nam się wydaje, że to jest najtrudniejsze, że to nie było, ale odkryła właśnie, że nieprzepuszczalność materiałów była drastyczna. Czy ty tego typu próby robisz, żeby właśnie wyobrazić sobie tę fizyczną, materialną aspekt życia?
[25:24.50 → 26:19.38] C: Tak, takie kostiumy teatralne to też jest codzienność aktora. Też przez pięć lat byłam częścią zespołu Teatru Słowackiego w Krakowie. I tam na dużej scenie gramy wesele, które jest w strojach z epoki, w butach z epoki. Więc to jest mój chleb powszedni. I kiedyś, ponieważ wywodzę się z teatru offowego, głównie grałam na bossaka. I nie wyobrażałam sobie, że można grać w butach na scenie. A teraz z przyjemnością zaczynam pracę w ogóle od butów bohaterki. I one mogą być niewygodne, i strój może być niewygodny, ale nakładając ją na siebie muszę pozbyć się też swoich przyzwyczajeń. To nie ma być wygodnie. Ja muszę nałożyć na siebie tę bohaterkę i też to się przejawia w kostiumie.
[26:20.02 → 30:09.72] D: Czy ja mogę się do butów odnieść? Bo tak jak mówiłeś o Marii, i o tym, jak ona świadomie też zrezygnowała, być może z szansy na własne szczęście osobiste, już po skandalu z Langebenem, to pomyślałam o tym, że ona też, tak jak ja ją czytam i tak jak próbuję zrozumieć, kim była czytając o niej, to widzę też ten niezwykły, taki pozytywistyczny rys jej charakteru, jej osobowości, który sprawiał, że ona naprawdę, mam wrażenie, myślała tak, jak nam dzisiaj już chyba jest trudno myśleć i osoby, które tak funkcjonują, a przynajmniej deklarują, że funkcjonują, że żyją dla kogoś więcej niż oni sami, że mają ideały, dla których są gotowi poświęcić własne szczęście lub gotowe, to wydaje mi się, że rzeczywiście w Marii coś takiego było i w pewnym momencie rzeczywiście ona zaczęła dokonywać takich wyborów, czując ciężar swojej sprawczości, swojego sukcesu, dziś byśmy powiedzieli, jako też pewną odpowiedzialność przed światem, również przed Polską. przecież dla której tak wiele zrobiła, to jedna z tych rzeczy, które mnie do dzisiaj porusza, czyli Instytut Radowy, w którym do dzisiaj pół Polski leczy się z nowotworów. Dzisiaj jest to Instytut Onkologii. To przecież jest wielka praca i też przełamy, wychodzenie z własnej strefy komfortu, jakbyśmy powiedzieli, bo po to, żeby kupić gram radu, który był Wojtek tutaj zrobi fact-checking tego, co mówię, ale widzę, że potakuje na razie, więc chyba się zgadza. Żeby kupić ten gram radu, od którego można było zacząć tworzenie Instytutu Radowego, który, uwaga, odkrywczyni radu musiała kupić za własne pieniądze, bo przecież podjęła tę również idealistyczną, wspaniałą decyzję, żeby nie patentować swojego odkrycia i udostępnić go ludzkości. Ona odbyła dwukrotnie turnę po Stanach Zjednoczonych uściskując setki dłoni, czego nie znosiła i udzielając wywiadów w prasie, czego nie znosiła jeszcze bardziej po to, żeby właśnie przywieźć te dolary i móc kupić ten rat, który ona sama odkryła i mogła Więc widzicie Państwo, co to jest za historia. Ale ten pozytywizm i te buty. Skąd te buty? Bo jedna z takich opowieści o rodzinie Skłodowskiej, która ze mną została, to była opowieść o matce Marii, która była dyrektorką pensji żeńskiej. Przełożoną pensji. Przełożoną dyrektorką chyba się wtedy też mówiło. W każdym razie, ona była taką pozytywistką i tak bardzo też w tym duchu chciała być użyteczną i mieć fach w ręku, że wyuczyła się szefstwa i robiła buty swoim dzieciom. Bo, no właśnie, człowiek powinien być użyteczny i tak sobie myślę, że wiele też wyborów i decyzji Marii Skłodowskiej-Curie, było podyktowanych tym głębokim przeświadczeniem, że ona musi być użyteczna i że musi zrobić dobry użytek z tego niezwykłego miejsca w świecie, które się jej udało osiągnąć.
[30:10.52 → 30:46.93] B: Jadwiga Stęczekowa, wszystko się zgadza z wyjazdem ze Stanów. Pani Mahony zaprosiła ją do Stanów i organizowała ten wyjazd. Ale już teraz chciałbym przejść do bohaterki, o której ja wiem mniej, a Agnieszka na pewno wie dużo więcej, Jadwiga Stańczakowa. Tutaj też mamy niezwykłe przełamywanie barier, nie tylko jeżeli chodzi o bycie kobietą, która chce pisać, która ma swoje pragnienia, ale która jest niewidoma i która jednocześnie postanawia dalej funkcjonować społecznie.
[30:48.01 → 34:19.86] C: Tak, jest oczywiście wspaniała biografia jej wnuczki Justyny Sobolewskiej, którą serdecznie państwu polecam. Bardzo intymna opowieść o własnej babci i te spotkania z Justyną dla mnie były niezwykłą inspiracją też podczas powstawania spektaklu. miałam szansę przesłuchać kasety, które Jadwiga nagrywała, wiersze, które powstawały, ale też takie zapiski codzienności. I często w tle słychać też śmiech Mirona Białoszewskiego. albo jego komentarz, Jadzia nie tak, nie tak Jadzia. To jest dla mnie taki, jakbym po prostu zanurzyła się w tamten świat. One były dla mnie czymś tak odkrywczym i niezwykle, to był taki pokarm mój do stworzenia tej roli. I także sny Jadwigi, które ona opisywała. i wszystko co wiązało się też z jej pragnieniem bycia artystką, bo też to był taki klucz do spektaklu, którego reżyserką jest Ania Gryszkówna, że ona chciała być artystką za wszelką cenę i w spektaklu mówi, będą mnie czytać. Jeszcze o tym nie wiedzą, ale będą mnie czytać. I teraz właśnie wychodzą kolejne książki Jadwigi Stańczakowej, prozinki, wiersze. Justyna też zapowiadała nowe wydania. Więc rzeczywiście Jadwiga Stańczakowa, ona wykraczała poza swój czas, ponieważ pisała o depresji, kiedy nikt wtedy w Polsce, żadna kobieta o tym nie pisała, jeszcze w formie literatury. I także właśnie o ślepocie, o tym zmaganiu się z codziennością, a Jadwiga była niezwykle zaradną osobą, niezwykle praktyczną. ogarniała cały dom i też jej prozinki mają w sobie tyle poczucia humoru. Też mnie to niezwykle przyciągnęło do postaci Jadwigi Stańczakowej. Plus jej pasjonowanie się psychotroniką. Był wtedy taki, wypadło mi teraz z głowy, Stefański on chyba się nazywał. Emfazy Stefański. Do tej pory można wysłuchać na YouTubie jego programowanie umysłu, to się nazywa. Można sobie zaprogramować umysł. Ja się tym pasjonuję, że można sobie właśnie te umysły zaprogramować i Jadwiga też programowała, brała udział w takich sesjach na sali kongresowej, w sali kongresowej dermooptyki, kiedy palcami rozpoznawała kolory pod wpływem właśnie enfazego Stefańskiego. To są jakieś takie wzruszające dla mnie też momenty, takie próby widzenia oczami i ta wyobraźnia, która też z tym współgra. Więc Jadwiga jest mi tak bardzo bliska i też przez to, że byłam w tym mieszkaniu i czułam też te zapachy tych teczek, w którym są cały czas oryginalne zapisy jej wierszy. Chyba nigdy nie znalazłam się aż tak blisko bohaterki, z takim wglądem w jej wewnętrzny świat.
[34:20.46 → 34:51.23] B: Bo jeszcze też dużo z tego świata zostało właśnie dzięki Justynie Sobolewskiej, dzięki tym wszystkim materiałom, które są zachowane, więc to też Myślę, że spora szansa na takie bliższe wejścia. Czy ty gdzieś jeździłaś za swoimi bohaterkami? Bo w książce jest świadectwo bardzo wielu lektur, bardzo wielu twoich przemyśleń, ale czy miałaś podróże reporterskie do swoich książek? Czy postanowiłaś podążyć za jakąś bohaterką?
[34:51.45 → 39:12.61] D: Tak, starałam się, to znaczy tam, gdzie mogłam, to starałam się dotknąć ich w miejscu albo urodzenia, albo... A czasem moje bohaterki wynikały z moich podróży, to znaczy w pierwszej książce też, tak jak Agnieszce, są podarowywane przez los jej bohaterki, mnie została podarowana historia dwóch góralskich skrzypaczek, której bym nie wymyśliła i do której bym nie dotarła, gdyby nie to, że kocham prokrastynację i w ostatnich tygodniach właściwie pracy nad książką pozwoliłam się wyciągnąć znajomym do Zakopanego, ale ponieważ bardzo potrzebowałam uzasadnić sama przed sobą, że ten wyjazd był mi niezbędnie potrzebny również do książki, to zapytałam Krzysztofa Trebuniego? Krzysztof Trybunia-Tutka, znają Państwo wspaniałego muzyka? Ojej, naprawdę, to jest wyzwanie flekcyjne. W każdym razie zapytałam go, o kim ja mogę porozmawiać tutaj, będąc w Zakopanem, o góralkach, o historii góralek. I on powiedział, bardzo proszę, Bukowina Tatrzańska, pani Stanisława Galica-Górkiewicz. Ona jest wirtuoską skrzypiec, ale przede wszystkim jest jedyną uczennicą dziadońki, czyli Znają Państwo postać Bronisławy Dziadoń-Koniecznej. Spodziewam się, że jeśli ktoś z Państwa jest spod hala, to może coś słyszał. Jeśli nie, to się nie dziwię. Ja też nie słyszałam. Ale proszę wierzyć lub nie, jest to pierwsza kobieta, której pozwolono zagrać na skrzypcach w góralskiej kapeli. I stało się to dopiero w początkach XX wieku i tylko dlatego, że była ona wnuczką innego, znaczy nie wnuczką, tylko chrześniaczką innego wirtuoza skrzypiec i tylko dlatego, że hrabia Zamoyski miał taką fantazję, żeby jej kupić w Wiedniu koncertowe skrzypce i ona się wyuczyła tej gry i okazało się, że jest wybitna i okazało się rzeczywiście, że dziewuchy też potrafią grać na skrzypcach. A nie pozwalano im głównie dlatego, że gdzie się grało na skrzypcach? Na weselach i w karczmach, czyli tam gdzie panienki chodzić nie powinny, mężatki również tam chodzić nie powinny, więc nie było dobrego momentu dla kobiety, żeby chodzić w te miejsca i grać na skrzypcach. I ona to przełamała. Była niezwykle też charakterna, ponoć nosiła nóż w cholewie buta i lepiej się jej było nie narażać. Nie chciała też mieć za bardzo uczniów, Panią Stanisławy wyuczyła i rzeczywiście wyuczyła ją tak, że ona do dzisiaj jest jedną z najbardziej uznanych góralskich skrzypaczek, a ja u niej wylądowałam w Bukowinie i jadłyśmy drożdżówki i popijałyśmy Coca-Colą. I tak znalazła się również w mojej książce opowieść o niej, a przede wszystkim też o jej wielkiej nauczycielce Bronisławie Dziadoń-Koniecznej. Czasem tak się też zdarza. Ja rzeczywiście bazuję głównie na literaturze, bo podjęłam się tego zadania karkołomnego. Jak się go podjęłam, to zrozumiałam, że ono być może jest niewykonalne, ale powiedziałam, że je wykonam. Trzeba było. I oczywiście życia by mi nie wystarczyło, żeby samodzielnie zdokumentować biografię i historię wszystkich moich bohaterek. Już w tej chwili jest ich kilkaset w tych obu tomach. Ale na szczęście nie musiałam, bo wiele pokoleń historyków i historyczek kobiet wykonywało tą pracę przez całe dekady. Bardzo często niestety te ich prace są wydawane w bardzo niewielkich nakładach, gdzieś w jakichś pokonferencyjnych tomach. Ja mam ten przywilej, że mieszkam w Warszawie, więc mam niedaleko do Biblioteki Narodowej, gdzie to wszystko jest. I rzeczywiście moja metoda jest właśnie taka, więc podróżuję dlatego, że mogę i lubię, ale zwykle nie odkrywam rzeczy zupełnie nowych, bo już odkryto je przede mną, a ja to zbieram.
[39:14.19 → 39:53.04] B: Ciekawi mnie to, co jest właśnie efektem waszej pracy, tzn. zmiana społeczna, która się dzieje i której jesteśmy świadkami, świadkiniami. Twój spektakl Ocalony to był taki spektakl właśnie wołający o zmianę społeczną, o konkretne wręcz rzeczy, o upamiętaniu historii wojennej. Szcząsający spektakl, na którym byłem absolutnie w szoku jak to, jak się oglądałem w tym. Czy masz takie poczucie, że ten spektakl właśnie coś zmienił? Bo chyba on był tak też właśnie społecznie zauważony bardzo.
[39:54.46 → 42:38.11] C: Tak, też taki, to był nasz cel też z reżyserką, z Mają Kleczewską. Ten apel, który jest, nie wiem czy państwo widzieliście, ocalony na końcu spektaklu jest apel, tak jak jesteśmy przyzwyczajeni do apelu Poległych. Zresztą on wywołał też spore kontrowersje, że jest patetyczny, że też wpisuje się gdzieś w taką patriarchalną narrację. Natomiast uznałyśmy, że te bohaterki zasługują na to, żeby właśnie być patetycznie wymienionymi w apelu. Też nie mają imion, nazwisk. One po prostu nie mają imion, nazwisk, bo nie zostały zapisane. Z różnych powodów, m.in. z takiego powodu, że po prostu się wzajemnie chroniono, mimo że przez Zieleniak przeszło 60 tys. ludzi. Więc ten apel jest dla nas taką próbą zmiany społecznej. A ta zmiana polega na tym, żeby te bohaterki zostały zainstalowane do rzeczywistości i do naszej zbiorowej pamięci. I to było naszym celem od początku. I moja bohaterka Irenka K., otwiera pomnik i ten początek jej, po prostu ta niewygoda, to zawstydzenie w ogóle, że jej się czas poświęca, bo nikt nigdy nie poświęcił jej historii czasu. I bardzo też dla mnie jest ważny moment spektaklu, kiedy czuję, że ta historia nie może w ten sposób zostać wypowiedziana, bo moja bohaterka już jest oddzielona od niej, czyli muszę dokonać niejako regresu, dostać się z powrotem do tej uwięzionej, skrzywdzonej przed laty na Zieleniaku trzynastolatki, żeby móc tę historię znowu wypowiedzieć, żeby ona ze mnie wypłynęła. W Ocalonych jest tak naprawdę w pewnym sensie dybuk. Żeby się dostać do tej zranionej dziewczynki, ja muszę różne wykonać na sobie eksperymenty. Oczywiście wszystko pod kontrolą i w ramach techniki aktorskiej. Natomiast to podłączenie się pod Pod ten strumień tej niepamięci zawsze wymaga ode mnie niezwykłego skupienia. To nie jest spektakl, który ja zagram gdzieś z biegu pomiędzy innymi zajętościami. Zawsze wymaga ode mnie skupienia na mysłu, na nowo przeczytania relacji, na nowo przywołania tej historii, wejścia w nią, żeby móc Państwa też wszystkich zabrać w tę wspólną podróż na dno piekła po prostu.
[42:38.81 → 43:04.85] B: W Warszawie był grany w budynku pasty, co dodatkowo dokładało tego patetycznego właśnie charakteru, prawda, bo to jednak legendarny budynek z kotwicą Powstania Warszawskiego, z symbolem Powstania Warszawskiego na szczycie i tą Warszawą, która właśnie jest i nowoczesna, i socrealistyczna, i wyburzona, więc to też dokładały wtedy w ogóle tych elementów.
[43:05.57 → 45:36.41] C: Tak, grałam w budynku Pasterz, to potem doczytałam też, że moja babcia tam została ranna, też była powstanką, więc to w ogóle jeszcze dodatkowo na mnie piętro nałożyło interpretacyjne. Natomiast tutaj pytałeś Anię o to podążanie za bohaterkami, więc Irenkę też graliśmy w liceum Kołłątaja. czyli de facto na miejscu zbrodni, na miejscu kaźni, bo to właśnie tam jest Zieleniak i tam te kobiety i dziewczyny były zaciągane do liceum Kołłątaja. Z kolei Zuzannę Ginczankę grałam w Krakowie na Mikołajskiej w mieszkaniu, gdzie się ukrywała podczas wojny. Simone, pierwszy spektakl miałam dla aktywistów i dla miejscowych na Polanie przy niedaleko tzw. Dębu Simony. Ja bardzo lubię ten site specyficzny. To przekraczanie i wykraczanie poza budynek teatru. też to jest taki, nie chcę powiedzieć sprawdzian, ale takie wejście, zderzenie po prostu zwykłego przechodnia bez narzędzi do odczytywania teatru, niegotowego, na spotkanie z bohaterką. Czy on ją minie, czy się zatrzyma, czy zawoła żonę, czy przyjdzie jego dziecko jedzące loda. Bo miałam różne takie przygody i czasami trafiłam naprawdę w bardzo dziwne miejsca. i w dziwne okoliczności pomiędzy różnymi innymi występami na piknikach plenerowych. Ale nie zrażam się tym, bo trochę to jest dla mnie taki właśnie też w pewnym sensie teatr szekspirowski. To znaczy, że ja wychodzę i opowiadam o tej bohaterce bez względu na to, co się dzieje dookoła. Czy jest pięciu widzów, czy jest pięćdziesięciu widzów, czy po chwili jest dwustu i pięćdziesięciu zapłakanych. Dla mnie to jest taka esencja teatru. Oczywiście uwielbiam teatr powszechny, w którym teraz jestem na etacie i Złoty Teatr, naszą królową teatr słowackiego. I te bezpieczne przestrzenie, a jednocześnie jest w tym coś niezwykle pociągającego, żeby stanąć na placu artystów w Kielcach i wypowiedzieć słowa Ginczanki.
[45:38.03 → 46:07.45] B: to ryzyko daje szerszej publiczności bliższy kontakt z tymi bohaterkami, który można nawiązać bardziej namacalnie, bo myślę sobie, że tak jak oglądałem Ocalone, wystawione w teatrze, na scenie, tak jak tutaj mamy, zupełnie inaczej by oddziaływały na widzów. Tam reakcje były silne, to było widać po widowni, że one kamieniały niekiedy.
[46:08.07 → 47:07.75] C: Tak, to też jest bardzo silne w Liceum Koh-inta. Ja tu muszę powiedzieć, że rzeczywiście ta sala gimnastyczna, która wygląda identycznie, jak tam są nawet zdjęcia takie też w spektaklu, ale też są w tej szkole sprzed wojny i po wojnie, jakby ta sala jest identyczna. I ten bieg, który ja tam mam poprzez całą salę, jak tam ten spektakl się odbywa, ja czuję też, że to jest jakiś taki rytuał, rytuał pożegnania. ponieważ te bohaterki z Zieleniaka nie zostały należycie pożegnane lub przynajmniej nie ma żadnych relacji czy dowodów na to, że zostały. Tak jak na Woli była odprawiona msza, były jakieś takie rytuały też katolickie, rozsypania prochów, tak tam nie ma żadnych dowodów na to, że to było. Więc w pewnym sensie wspólnie z widownią my przeprowadzamy po prostu odprowadzamy te dusze.
[47:08.33 → 47:33.47] B: Zmiana społeczna, o którą pytałem. W pierwszym tomie swoich książek, dwóch książek, w pierwszym tomie, piszesz o podęcznikach i o tym, jak niewiele kobiecych bohaterek, uczniowie i uczennice mogą poznać się na lekcjach historii. Czy próbowałaś sprawdzić pomiędzy pierwszą częścią, którą napisałaś, a teraz publikowaną drugą, jak to się zmieniło?
[47:35.36 → 52:55.38] D: Próbowałam i o ile wiem to nieznacznie, ale rzeczywiście żeby to zrobić rzetelnie tak jak to zrobiły profesorki Chmura Rutkowska, Skórzyńska i Głowacka-Sobiech, czyli autorki takiego kanonicznego badania obecności, a właściwie nieobecności kobiet w edukacji szkolnej, no to rzeczywiście trzeba zrobić to co one zrobiły, czyli przejrzeć strona po stronie i zdjęcie po zdjęciu wszystkie podręczniki kursu obowiązkowego historii które są w obiegu i to jest wielka praca dla zespołu osób. Ja nie jestem w stanie tego zrobić. To kilka lat temu trochę tak przyczynkarsko, ale całkiem myślę też miarodajnie zrobiła Gazeta.pl, która opublikowała taki raport, stworzyła taki projekt Historia bez Polki to się nazywało i oni nie tyle się skupiali na tej śladowej reprezentacji kobiecych bohaterek, wciąż z tych najbardziej rzetelnych danych, którymi dysponujemy, czyli tych badań z projektu Niegodnej Historii, to wiedzą Państwo ile jest kobiecych bohaterek w podręcznikach historii? Było w obowiązkowym kursie szkolnym. Jaki to jest procent, odsetek wszystkich z imienia bądź innego miana, pseudonimu wymienionych bohaterów w podręcznikach do historii? Proszę strzelać. Pięć procent. Cztery dokładnie, z czego połowa są to postaci mityczne i fikcyjne, boginie. Więc tak, dwie trzy na sto. I ta proporcja się trzyma dosyć mocno. Ona też niewiele się różni, jeśli chodzi o patronki ulic. W Warszawie to swego czasu policzyły dziewczyny, które stworzyły akcję ulice dla kobiet i to było też podaj dwa procent. Była też taka akcja zachęcająca szkoły, które nie mają patronów ani patronek jeszcze, żeby przyjęły akurat kobiece imię. I wtedy to 10% tych imion szkół to były imiona kobiet. Więc to są ciągle właśnie takie rzędy wielkości. Teraz Jest pewna szansa, że się to zmieni. Ja też mam przyjemność, w sensie pierwsza część brakującej połowy dziejów trafiła też na listę rekomendowanych lektur szkolnych nową. Zobaczymy czy się tam uchowa i też czy nie będzie przypadkiem takim listkiem figowym, żeby trochę sztucznie podpompować tą reprezentację bo rzeczywiście jedna książka dostarcza 200 bohaterek i nagle ta statystyka zupełnie szaleje. Mam nadzieję, że to mimo wszystko będzie pożyteczne, ale to nie o to chodzi. Myślę, że moim największym marzeniem, dlatego tak się bardzo cieszę jak słyszę o tym, jak ma być zbudowana wystawa główna w Muzeum Historii Polski, to jest to, żeby historia kobiet przestała być gettem. żeby przestała być przypisem, żeby przestała być apendiksem i dodatkiem i zadaniem z gwiazdką, tylko żeby była integralną częścią historii, której jesteśmy uczeni i uczone i nasze dzieci też. Ale to z kolei wymaga zupełnego wywrócenia i odwrócenia paradygmatu. Jeśli historia uczona w szkole nadal będzie historią polityczno-militarną, to my nie dodrukujemy tych kobiet. To znaczy ich tam naprawdę nie było, bo nie mogło ich być. do początków albo i połowy XX wieku. No ale to jest oczywiście ogromne pytanie o to, jakiej my historii chcemy uczyć i czy rzeczywiście litania bitew i traktatów wojennych i pokojowych to jest to, co nas przygotowuje najlepiej na teraźniejszość i przyszłość, czy być może historia codzienności, historia medycyny, historia innowacyjności, historia domu, historia ciała, czyli wszystko to, o czym piszę teraz w drugiej części brokującej połowy dziejów, to być może jest jednak jakaś ważna część naszego dziedzictwa. I że mieliśmy nie tylko Marię Skłodowską-Curie, ale mieliśmy też Lucynę Ćwierczakiewiczową, która nas nauczyła gotować jako Polki i Polaków. barbarę brukalską, która nam umeblowała kuchnię w sposób, który dzisiaj jest powtarzany w prawie każdym polskim domu. Mieliśmy takie bohaterki, nie wiem, mieliśmy sportsmenki, sportowczynie takie jak Halina Konopacka, która zdobyła dla Polski pierwsze złoto olimpijskie i pokazała, że panny nie będą mdlały jak przebiegną 100 metrów i nie będą od tego się stawały bezpłodne natychmiast. To są też bohaterki historii, które zmieniły świat, zmieniły Polskę, a my ciągle po prostu o tych bitwach pod Beresteczkiem.
[52:56.48 → 53:04.56] B: Agnieszka, pamiętasz swoje lekcje historii? Pamiętasz swoje lekcje historii?
[53:05.04 → 53:20.36] C: Ja pamiętam moje lekcje historii. Dla mnie szkoła to niestety ja tylko pamiętam w kim się zakochiwałam, w której klasie i to jest mój dramat. Musiałam wszystko potem nadrabiać już po skończeniu szkoły, jak trochę zmądrzałam.
[53:22.77 → 53:26.43] D: Ale historia miłości to też jest wspaniały kawałek naszej historii.
[53:26.43 → 53:28.01] C: Dziękuję ci bardzo, Aniu.
[53:28.37 → 53:30.73] D: Kolejny rozdział w książce o tym narastałam.
[53:30.85 → 53:34.05] B: Możemy o tym również porozmawiać, ale chociaż umawialiśmy się trochę na coś innego.
[53:34.85 → 53:55.74] C: Tak, ale oczywiście tak jak wszyscy, historia... Pamiętam, że miałam jedną historyczkę, która była fascynująca i to pamiętam, że była historia metra warszawskiego i to mnie zafascynowało, bo ta historia jest bardzo długa i zawiła i wymagająca i to pamiętam po prostu jako taki błysk, że historia może być interesująca.
[53:55.74 → 53:58.56] D: A o kobietach projektujących metro warszawskie Ci opowiadała?
[53:59.34 → 55:57.14] C: Nie. To też widzisz, to jest też do dopisania. Natomiast ja historią kobiet zaczęłam interesować się może 15 lat temu. Tak zaczęła się moja przygoda od spektaklu i będą święta, który był opowieścią o wdowie smoleńskiej. Właściwie to był też dla mnie taki moment, kiedy zobaczyłam kobiety w dużej ilości, publicznie się wypowiadające, bo to był ten moment po katastrofie spoleńskiej, kiedy wdowy zaczęły mówić. Nie wiem procentowo, nie wiem czy to jest zbadane, ale mam wrażenie, że wtedy te procenty się zmieniły na moment głosów kobiecych w radiu i w telewizji, tylko to były głosy wdów. I to był jakby dla mnie pierwszy moment dania reprezentacji tu na scenie tym kobiecym głosom, Więc dla mnie historia kobiet jest też przez bohaterki, tak jak rozmawialiśmy jeszcze zanim tu się pojawiliśmy. Ja te bohaterki czuję emocjami, czuję je przez ciało, przez zapachy, przez pamięć emocjonalną, przez pamięć sensoryczną, wchodząc w pole tej mojej bohaterki, czy też tego świata, który jej towarzyszył, więc to jest taka To jest bardzo rzetelna, konkretna praca, ale też trudna do opisania i do nazwania, bo to wszystko jest tworzone na intuicji, na jakichś przypuszczeniach, ale potem nagle w spektaklu wszystko składa się w tę jedną opowieść i okazuje się, że to Wszystko działa na tą bohaterkę, więc też wtedy wiem, że coś udało nam się uchwycić, jakąś tajemnicę. Ja wciąż szukam tajemnicy w tych bohaterkach.
[55:58.26 → 57:44.31] B: I tajemnice jutro z Tańczykowej. Jadwigi państwo będą mogli zobaczyć, pamiętam, o godzinie 17. A moje ostatnie pytanie i ostatnia kwestia, którą chciałem podjąć, Z jednej strony rzeczywiście zmiana w podręcznikach, w takiej oficjalnej narracji jest bardzo naskórkowa i bardzo powolna, mimo zmian rządowych, obietnic różnych i tak dalej, to idzie wolno. Ale jednocześnie jest taka zmiana, na przykład w Lublinie w muzeum była wielka wystawa poświęcona twórczości kobiet, w Warszawie teraz jest w MSN-ie. Jest też taka zmiana, która dzisiaj widziałem reklamę BMW, Miałem powiedzieć pewnej marki samochodów, ale za późno się złapałem za język. Jest to reklama o tym, że jest dziewczynka i ta dziewczynka mówi, że chce się uczyć i jest w sali pełnej chłopców. Później jest jakaś kolejna kobieta, dziewczyna czy kobieta, która też czegoś chce i mówi, i one wszystkie są takim pionierkami. I ta chwila, ta narracja się zmienia, że dziewczyny, kobiety mówią, my nie chcemy być pionierkami, nie chcemy być tymi pierwszymi, ale chcemy być jednymi z wielu. To jest bardzo ładne. One of a many. A oczywiście chodzi o to, że one są jednymi z wielu, które mogą jeździć tymi samochodami również. Herstoria herstorią i emancypacja emancypacją, a kapitalizm kapitalizmem. No i właśnie, o to chciałem spytać, że gdzieś jest też to, że oczywiście kapitalizm i komercja zawłaszczają takie herstorie, zawłaszczają odkrywanie kobiet, bohaterek. Na ile to obserwujesz, na ile wydaje ci się to też może niebezpieczne, a może właśnie jednak w tych naszych czasach, gdzie wszystko jest towarem i wszystko jest skapitalizowane, może odpowiednią drogą.
[57:45.05 → 01:03:46.21] D: Ja się bardzo cieszę. To znaczy cieszę się w ogóle ze wszystkiego, jestem właśnie, też opowiadałam tutaj w kularach, że jestem tuż po gorącej dyskusji na temat nowego polskiego serialu, który w niezwykle widowiskowy sposób zabiera się do bardzo trudnego tematu, jakim jest autonomia cielesna kobiety i opowiada to przez pryzmat dwudziestolecia międzywojennego i też z jednej strony świata elit, z drugiej strony półświatka, w którym kobiety na różny sposób walczą o swoje prawo do szczęścia, które bardzo często jest w rękach mężczyzn mających nad nimi władzę. Serial nazywa się Piekło kobiet i rzeczywiście momentami bardzo wprost wykłada niektóre sceny czy problemy historii dwudziestolecia. Państwo pewnie pamiętają tą słynną debatę, też tom tekstów publicystycznych Boja Żeleńskiego, Tadeusza Boja Żeleńskiego, który stał się twarzą tej debaty ale też no właśnie wielkim sojusznikiem kobiet w niej. I z jednej strony to ma tę wspaniałą twarz, że jest takim dyżurnym przykładem na to, jak męskie sojusznictwo dla kobiecych postulatów jest ważne i może być sprawcze i pożyteczne, i że bez niego w jakimś sensie kobiety ani nie mogły, ani do dziś nie mogą doprosić się, czy dowalczyć się o to, o co proszą i walczą od lat. Ale z drugiej strony jest oczywiście taka pułapka, która sprawia, że taki męski bohater, w dodatku uznany też członek establishmentu elity kulturalnej, i też niezwykle na wielu poziomach pociągający mężczyzna, mądry, dowcipny, autoironiczny, w ogóle przykrywa swoją osobowością i postacią te wszystkie kobiety, które wtedy walczyły o to samo. Na przykład taką Justynę Budzińską-Tylicką, jedną z najbardziej zasłużonych polskich emancypantek, która właściwie jest bohaterką trzech pokoleń polskich feministek. Myślę, że nie będzie to nadużyć, jeśli użyję tego słowa, wobec Justyny Budzińskiej-Tylickiej, ale ponieważ ona zawsze się zajmowała robotą i nie tyle była publicystką, co była lekarką tych ubogich kobiet, które nie stać było na bezpieczny, estetyczny zabieg przerwania ciążu pana doktora, który oczywiście go dostarczył za odpowiednim wynagrodzeniem. no to pakowała się w różne tarapaty i nawet niezwykle postępowa Polska Partia Socjalistyczna w pewnym momencie się od niej odcięła od swojej jednej z najbardziej zasłużonych działaczek, bo poradnie świadomego macierzyństwa, w których uwaga, Justyna Budzińska-Tylicka wcale aborcji nie przeprowadzała, tylko uczyła metod przeważnie naturalnych zapobiegania ciąży była już ponad siły wszystkich. No i mamy teraz o tym serial polski, który ma doborową obsadę. Naprawdę gwiazdy trzech pokoleń też aktorskich w nim występują. W dodatku jest wyreżyserowany przez Annę Maliszewską, którą mogą państwo znać z serialu z kolei osadzonego w świecie polskich Romów, czyli Infamy. Ale przez wiele, wiele lat była reżyserką teledysków. I ja ją ostatnio gościłam w radiowej trójce w Klubie Trójki i ona też bardzo, kiedy pytałam ją, jak ją mam przedstawić, to bardzo, bardzo jej zależało, żebym powiedziała o tych teledyskach. Więc jak Państwo będą oglądać ten serial, to teraz już Państwo będą wiedzieć, dlaczego on właśnie jest taki dynamiczny i też taneczny i momentami musicalowy, a jednocześnie mówi o tych ciemnych, brudnych, strasznych zakamarkach, w których kobietom na różny sposób na różne sposoby działa się wielka krzywda i one były wobec tej krzywdy bardzo często samotne i bezradne zupełnie. I widzę tą dyskusję, która się rozpędza, która w dużej mierze podważa wartość tego serialu. To znaczy, że on jest właśnie zbyt kolorowy, zbyt krzykliwy, zbyt widowiskowy i że właściwie to rzekomo przykrywa czy unieważnia ten mocny, trudny i ciągle w Polsce aktualny przekaz, jak to, że prawo kobiet do samostanowienia o swoim ciele i o swoim macierzyństwie ciągle w Polsce nie jest standardem. No a mnie to cieszy. Ja się cieszę, że taki serial powstał. Byłam rzeczywiście, widziałam przynajmniej pierwszy odcinek w kinie, co niestety nie będzie chyba Państwu dane, bo on jest na platformie streamingowej, dostępny wyłącznie. I absolutnie dałam się temu porwać, a jednocześnie ogromnie się cieszyłam, że wreszcie ta historia jest opowiedziana bez znieczulenia, bez obwijania w bawełny i ma szansę kogoś poruszyć, tak jak poruszył Dom dobry Wojtka Smarzowskiego, bardzo wielu Polaków i Polki, mimo że oczywiście środowiska kobiece i feministyczne mówią, my przecież 30 lat o tym mówimy, przywołując dane i tak dalej. A jednak 2,5 miliona Polaków potrzebowało pójść i zobaczyć to w kinie. I coś to zmienia. Wiemy, że coś to zmienia. Wiemy od organizacji pomocowych, że coś to zmienia. Bo rozdzwoniły się telefony, bo kobiety, które przez lata myślały, że no po prostu tak to jest, taki ich los i tak to już zawsze będzie, nagle zrozumiały, no tak, zrozumiały, że tak nie musi być. Więc ja się cieszę z każdej takiej sytuacji i z reklam, z dziewczynkami też się cieszę.
[01:03:46.79 → 01:03:48.23] B: Agnieszka, co o tym sądzisz?
[01:03:48.73 → 01:04:52.13] C: Mam podobne zdanie do Ani, nie, nie, nie jestem w stanie wypowiedzieć na temat serialu, bo nie widziałam, ale wszystko co służy popularyzacji historii kobiet, moim zdaniem działa na, na korzyść. I oczywiście czasami ma to taki wymiar powiedzmy popowy i nie jest to droga, która na przykład trafia do mojego serca, ale wiem, że na przykład dla młodszego pokolenia jest to atrakcyjne. Więc ja uważam, że to po prostu współdzielenie tej historii i im więcej kanałów, do przepływu tym lepiej. Nie sterowałabym tym historią kobiet, że ma być tak opowiedziana. Albo tak, bo trochę mi to przypomina wykreślenie wulgarnego słowa z wiersza Ginczanki, kiedy odkryto już jej poezję. Pewien redaktor uznał, że takie piękne wiersze, ale takiego słowa to nie można użyć, więc zmienił.
[01:04:52.33 → 01:04:53.43] B: A jakie to było słowo?
[01:04:54.27 → 01:04:54.61] C: Naka.
[01:04:57.13 → 01:04:58.59] B: To dość popularne słowa.
[01:04:58.89 → 01:05:01.41] C: Takie popularne, ale nie przystoi takiej poetce,
[01:05:01.55 → 01:05:05.85] D: która tak pięknie pisze. Takiej też właśnie pięknej i eterycznej.
[01:05:05.93 → 01:05:12.89] C: Tak, zostały zamienione na inne, tak. Więc spektakl wypowiadam pięć razy, żeby wszyscy usłyszeli.
[01:05:13.59 → 01:08:25.65] D: A jednocześnie jak się człowiek zajmuje historią kobiet, tak jak my z Agnieszką, to bardzo łatwo jest popaść w takie, tak mi się wydaje, w takie jednak zmęczenie sobą, to znaczy sobą opowiadającą ciągle tą samą historię, którą nam się wydaje, że już wszyscy naprawdę znają. Tymczasem ja od czasu publikacji pierwszego tomu brakującej połowy w 2018 roku nieustannie jeżdżę po Polsce i nie tylko Polsce, żeby rozmawiać o historii kobiet w Polsce. I proszę mi uwierzyć, że większość osób, z którymi się spotykam, nic nie słyszała o polskich emancypantkach, a zapytane właśnie o ważne postaci kobiece z polskiej historii, dokładnie tak jak bohaterowie Sądy Ulicznej, którą przy okazji pierwszej mojej książki przeprowadzono pod bramą wejściową Uniwersytetu Warszawskiego, tam gdzie jest humanistyczny kampus i są studenci historii, filologii różnych. I Justyna Dżbik z Radio Z chodziła z mikrofonem i pytała osoby w różnym wieku, kobiety, które znają z historii Polski. No i proszę zgadnąć, ile osób wymieniło kogoś więcej niż Maria Skłodowska-Geary. Dokładnie tak. Na tych 10 osób, które przepytano. Myślę, że to są historie, które naprawdę jeszcze będziemy opowiadać i opowiadać, bo prawda jest taka, że dla większości z nas kurs historii kończy się w szkole podstawowej bardzo często. Niektórzy jeszcze mają w liceum jakiś tam rok, dwa lata historii, a potem często nawet jak wybiorą studia humanistyczne, to zostają z tym, czego nauczyli się w podstawówce, I co uznają za ważne emblematy historii, ważne postaci, bo je widzą na pomnikach, bo powtarzają je w nazwach ulic, podając swoje adresy itd. No i znów, jak mamy tam 2% kobiet, no to jaki obraz historii sobie budujemy? No właśnie taki. Więc ja się w ogóle nie martwię, że nam pracy zabraknie i bohaterek. I też cieszę się za każdym razem, kiedy widzę ten zachwyt w oczach, osób, które czegoś nowego, zupełnie nowego i zupełnie nieoczekiwanego uczą się o historii Polski, a myślę, że już wszystko wiedzą. Ja tak króciutko, Agnieszka jest twórczynią festiwalu Carpe Diem w Czarnolesie, o czym nie padło dzisiaj żadne słowo, a to jest bardzo ważne wydarzenie. Chciałam opowiedzieć taką historię sprzed dwóch czy trzech lat, jest lato, w parku Muzeum Jana Kochanowskiego odbywa się monodram o Simonie Kossak. Agnieszka cudownie opowiada wśród drzew o osobie, która z drzewami, z lasem jest bardzo mocno związana. Kiedy mówi, że Simona Kossak zmarła, na jej ramieniu siada motyl. Pamiętasz? I ona po prostu patrzy i mówi, to Simona Kossak usiadła. I to był fenomen, że Agnieszki się nawet słuchają motyle. Dziękuję bardzo.
[01:08:26.81 → 01:08:32.14] B: Dziękujemy. I mamy dwa pytania, tak jak się umawialiśmy jeszcze.
[01:08:32.48 → 01:08:33.06] D: Jeszcze ktoś?
[01:08:33.31 → 01:08:45.91] B: No, wróciliśmy specjalnie na te, więc jest Pani. I trzecie pytanie od razu Pana, już widzę Pana, tak? Dobrze, to mamy już harmonogram pytań.
[01:08:46.44 → 01:09:17.82] D: Ja chciałam powiedzieć, dopowiedzieć, gdzie się rozbawiła Skłodowska. Rozbawiła się w miejscowości, w której ja się urodziłam. Mianowicie w Skarbnierzu przyjeżdżała do swojego wujka, radcy prawnego, też Skłodowskiego i to jest udokumentowane, nawet tablica jest w tym miasteczku i tak dalej. No a ponieważ ciągle się mówiło, więc już od szkoły podstawowej wiedziałam o Skłodowskiej
[01:09:17.82 → 01:09:19.48] C: i gdzie co i mimo, że jestem
[01:09:19.48 → 01:09:25.03] D: polonistką, to ciągle o niej czytałam. i potem byłam dumna, że jestem w
[01:09:25.03 → 01:09:28.81] C: Lublinie, gdzie jest uniwersytet jej imienia.
[01:09:28.91 → 01:09:29.83] D: To tyle, dziękuję.
[01:09:30.31 → 01:09:35.01] C: To te słynne kuligi w Skalbierzu. Śnieg, śnieg, śmiechy, śpiewy.
[01:09:35.35 → 01:10:02.53] B: Miasto, w którym uśmiechnęła się Skłodowska. To rzeczywiście jest dobre hasło promocyjne dla Biura Turystyki. Pan w pierwszym rzędzie. To nie jest trzecie pytanie, ponieważ mamy dwie ciekawe refleksje. Mówimy się tutaj na dwa pytania. Pan tutaj jest. Pan jest w pierwszym rzędzie po mojej prawej stronie. Na samym końcu tego rzędu. Dziękuję bardzo. Może będzie wreszcie pytanie.
[01:10:03.69 → 01:10:03.99] A: Dziękuję.
[01:10:04.65 → 01:11:16.44] B: I to ja bym chciał głos mężczyzny tutaj, żeby padł, bo cały czas jest mowa o historii kobiet. Było dużo mówione i rzeczywiście ta historia prowadzi do pewnego rodzaju wstydu u mężczyzny, u mnie. Chociaż z drugiej strony dobrze by było pomyśleć co w tych, w tamtych czasach przeżywali mężczyźni, że może też nie mieli łatwego losu, prawda? I, a też z drugiej strony chciałbym powiedzieć słowami Maxa z filmu Sex Misja, że byliście przedmiotem naszego uwielbienia. To tak na usprawiedliwienie, ale moje pytanie dotyczy dnia dzisiejszego, bo no bo mamy już dwa tysiące dwudziesty szósty rok i czy panie już wreszcie są usatysfakcjonowane z tych zmian i z tego co osiągnęłyście już czy już wreszcie można zasypać ten ten ten te rowy i już czy możemy sobie podać rękę i czy czy już wreszcie no na stanie pokój tutaj.
[01:11:17.02 → 01:12:47.72] C: To może ja. Odpowiem najpierw. Wydaje mi się, że to nie chodzi o zakopywanie rowu, bo my nie jesteśmy na, mimo że to jest bitwa, właśnie też taka nazwa, że to jest jakaś bitwa. Wydaje mi się, że popularyzacja i uwzględnianie historii kobiet służy nam wszystkim i mężczyznom, przecież dla mężczyzn jest to opowieść o ich matkach, siostrach, córkach, jak i kobietom, to jest nasza wspólna opowieść, Jak teraz będziemy więcej mówić o historii kobiet, to historia mężczyzn zostanie gdzieś wyparta. Ona zawsze się będzie trzymała mocno. Tylko chodzi o uwzględnienie całego świata w tej opowieści i wszystkich punktów widzenia. Ja nie odczuwam wychodząc na scenę, opowiadając historię kobiet, że to jest przeciwko mężczyznom. Czy ja umiejszam Edwarda Bekelera? Mówiąc o Marii Skłodowskiej-Curie, wydaje mi się, że to wszystko pracuje wspólnie. tam to słowo się powiedziało, wreszcie, wreszcie, wreszcie, to tak nie bardzo wiem, jak mam się do niego odnieść, bo wydaje mi się, że to jest dopiero początek, a nie wreszcie, że my jesteśmy jakby na początku tej drogi.
[01:12:50.08 → 01:15:23.26] D: Dziękuję. XIX-wieczne emancypantki myślały, że jak wywalczą równe prawa, to będzie koniec, koniec historii w takim sfuku jamowskim, w sensie koniec historii kobiet, bo już dostaną to, o co walczyły. A potem się boleśnie przekonały, że równe prawa to jest dopiero początek, bo do równości szans od równych praw jest jeszcze kolejna bardzo daleka droga. I w Polsce nadal nie jesteśmy na jej końcu. Może nie jesteśmy już też na jej początku, bo jeśli chodzi o prawo do edukacji, które Stulecia było kobietom odmawiane i nawet o naszej ulubionej dzisiejszej bohaterce Marii Skłodowskiej-Curie jakby ciągle były tęgie profesorskie głowy, które powątpiewały w to, czy to jest dobry pomysł, żeby kobiety studiowały. No a dzisiaj kobiety stanowią większość studentek, zdecydowaną większość absolwentek wyższych uczelni. Lepiej się uczą, dłużej się uczą i zrobiły to w 100 lat. Nie wiem czemu tak, a jednocześnie nadal, jeśli chodzi o rektorów wyższych polskich uczelni, to mamy tych kobiet tam garstkę i im wyżej w hierarchii chociażby akademickiej, a tak jest tak naprawdę w każdej innej prestiżowej sferze zawodowej czy dziedzinie życia, tych kobiet jest mniej. Więc dopóki kobiety nie będą za tą samą pracę zarabiały tyle samo, a cały czas tak w Polsce nie jest, dopóki kobiety w Polsce będą umierały, bo odmówiono im podstawowych świadczeń medycznych jak Izabeli Sprzczyny, pani Izabeli, która, no trudno powiedzieć, że doczekała się sprawiedliwości 3 lata po po śmierci, ale rzeczywiście po raz pierwszy skazano na wyroki bezwzględnego więzienia lekarzy, którzy mieli w rękach jej życie i ono się okazało mniej ważne od życia płodu, który nosiła i którego nie miała szansy urodzić jako dziecka, które będzie miało też życie. Dopóki wedle szacunków kobiet przybywa w naszym parlamencie w takim tempie, że parytet osiągniemy za 150 lat, to myślę, że jesteśmy jeszcze ciągle w środku tej drogi, a nie na jej końcu. Choć oczywiście wszyscy, myślę, jak tu siedzimy, byśmy chcieli, żebyśmy mogli Panu odpowiedzieć, że już, już jest dobrze.
[01:15:23.90 → 01:15:37.66] C: Za czasów Marii Skłodowskiej były 23 dziewczyny na 2000 studentów na Wydziale Nauk Ścisłych. i 200 kobiet na Sorbonie na 9 tysięcy studentów. To były takie proporcje wtedy.
[01:15:37.92 → 01:16:25.09] D: I to nie jest przeciwko mężczyznom. Proszę sobie wyobrazić, co by było, gdyby przez te stulecia takim Marią Skłodowskim-Curie, niech urodzi się jedna na pokolenie, ale ile tych pokoleń nie miało szansy się wykształcić, mielibyśmy może leki na raka już do dziś. Mielibyśmy szczepionki przeciwko nieuleczalnym, do dziś śmiertelnym chorobom. Pozbawianie kobiet równych szans to jest wielka strata dla ludzkości. Dla nas wszystkich, nie tylko dla samych kobiet. I myślę, że jeśli tak zaczniemy o tym rozmawiać, to mężczyźni nie będą musieli czuć się zagrożeni czy zaatakowani tym, bo to nie jest gra o sumie zerowej. To jest walka, w której mam wrażenie, że możemy wszyscy tylko zyskać.
[01:16:25.33 → 01:16:26.29] C: Tak, tak dokładnie.
[01:16:27.21 → 01:18:43.32] B: Wielkie brawa. Myślę, że też mężczyźni mogą zyskać poczucie godności, bo jaką godnością, jakie jest poczucie mężczyzny, który wie, że jego koleżanka zatrudniona na tym samym stanowisku zarabia gorzej tylko dlatego, że jest kobietą. Co to robi ze mną, tak? To też trzeba pomyśleć może w ten sposób, że jednak Życie w równym świecie to jest całkiem fajne życie, nie żyjemy. O czym też mówi raport przeprowadzony na akademiach artystycznych, niedawno opublikowany. Mamy tam przewagę kobiet zdecydowanie jako studentek, 80% osób studiujących na uczelniach artystycznych to kobiety, zaledwie 20% to profesorki. To co się dzieje pomiędzy, prawda? studiami, karierą naukową w tym zawodzie, też pokazuje doskonale, że wciąż jednak ten patriarchat się bardzo dobrze trzyma, więc nawet te wystawy, gdzie mamy 100 kobiet w jednej wystawie, jak w Lublinie, czy 50 kobiet artystek wybitnych na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, one coś zmieniają, ale na efekty tego to my jeszcze sobie poczekamy i może doczekamy, To przed nami trzy lekcje Herstorii. Jutro o 17. Jadwiga w wykonaniu Agnieszki Przepiórskiej tutaj na dyskach teatru. Druga to Państwa wolę. Najpierw obejrzymy sztukę, a potem można włączyć pewien serwis streamingowy, żeby obejrzeć piekło kobiet. Przydać książkę można w każdym czasie pomiędzy tymi wydarzeniami, czyli brakująca połowa dziejów, pierwszy i drugi tom, Anny Kowalczyk, bardzo serdecznie polecam tutaj w pierwszym tomie taki rozbieg, podstawowe informacje, w drugim wgryzamy się i widzimy też, jak różne te historie są i też fajnie zmienia się to, czym się zajmujesz. Już widzisz, że masz zrobione w podglebie i rzeczywiście Po słowie podglebie nie mam metafory. Idziesz dalej.
[01:18:43.72 → 01:18:46.50] D: Ja mówię, że zaglądam pod podszewkę historii.
[01:18:46.70 → 01:18:49.52] B: Podglebie zaglądam, pod podszewkę chyba te metafory.
[01:18:49.66 → 01:18:54.28] C: Już też jest dzień kobiet chyba, prawda? Jutro jest 8 marca?
[01:18:54.68 → 01:18:55.74] D: Tak, jutro jest 8 marca.
[01:18:56.78 → 01:18:58.04] B: To co, lubimy ten dzień?
[01:18:59.52 → 01:19:01.34] D: Ja lubię. Ty lubisz Agnieszkę?
[01:19:01.36 → 01:19:03.88] C: Tak, ja lubię, ale też, że to jest w ogóle miesiąc kobiet, prawda?
[01:19:04.22 → 01:20:02.65] D: To jest miesiąc historii kobiet, chociaż w Polsce jakoś mniej. To jest rzeczywiście znów amerykański wynalazek. już mający ponad pół wieku i w Stanach on jest rzeczywiście obchodzony bardzo hucznie przez cały marzec, do tego stopnia, że człowiek idzie do byle pubu wieczorem i się nagle okazuje, że browarniczki, wyłącznie kobiety produkujące piwo, mają swoje herstoryczne performansy i są takie kalambury dla gości tego pubu, jaką kobietą jestem z historii. Więc byłam kiedyś świadkinią tego. U nas mam wrażenie, że to się dopiero rozkręca. Rzeczywiście 8 marca jest takim momentem, w którym dzieje się i mówi. Ja wiem po sobie, ile mam pracy w okolicy 8 marca. Agnieszka też to wie. Po sobie pewnie. Ale widzę, że ten marzec już zaczyna trochę właśnie wypełniać bardziej historiami kobiet i wspaniale, oby tak dalej.
[01:20:03.25 → 01:20:26.45] B: Chętnie poznamy browarniczkę. Wszyscy tutaj na pewno. Jakby była browarniczka, to Agnieszka i Anna na pewno tematem browarniczki się zajmą, myślę. Bardzo serdecznie wam dziękuję za rozmowę. Dziękuję państwu. Dziękuję za przekład. Agnieszka Przepiórska, Anna Kowalczyk były dzisiaj moimi gościnami. Dziękuję bardzo.