Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Wstęp na wydarzenie za okazaniem bezpłatnej wejściówki.
Wejściówki wydawane będą w kasie Teatru Starego od dn. 04.02.2019 r.

Na wydarzenie nie prowadzimy rezerwacji miejsc. Jedna osoba może odebrać maksymalnie 2 wejściówki.
Wydarzenie transmitowane on-line na stronie Teatru Starego.

 

Laureat: Janusz Gajos
Prowadzenia: Agnieszka Szydłowska

Danuta Szaflarska była dla kilku pokoleń polskich aktorek i aktorów swoistym punktem odniesienia. Pierwsza gwiazda powojennej kinematografii, aktorka, która w kilkuset rolach filmowych, scenicznych, estradowych i telewizyjnych wzruszała, bawiła, wzbudzała dreszcz emocji wśród pokoleń widzów. Swoisty „kult Szaflarskiej” przypada od lat dziewięćdziesiątych do daty Jej śmierci – 19.02.2017 roku. Wówczas przede wszystkim dzięki rolom w filmach Doroty Kędzierzawskiej i spektaklach Grzegorza Jarzyny stała się „najmłodszą z najstarszych” dam polskich scen i ekranów!

Przy swej ogromnej popularności świetnie odnajdywała się w roli Gwiazdy, będąc w zasadzie Antygwiazdą. Skromna, punktualna, zawsze pierwsza znała swą rolę na pamięć. Otwarta na najnowsze tendencje artystyczne w kinie i na scenie, nie stroniąca od trudnych tematów podejmowanych przez współczesnych twórców, była jednocześnie jedną z najwspanialszych aktorek komediowych. Najbardziej ceniła wolność, czyli „ślebodę”, jak mówiono w Jej rodzinnych Kosarzyskach. Połączenie rzemiosła i kunsztu aktorskiego najwyższej próby to właśnie Danuta Szaflarska.

Nagroda „GONG DANUTKI” nawiązuje do gongu, którego pomysłodawczynią była Danuta Szaflarska i który co wieczór rozbrzmiewa w naszym Teatrze. Pierwszy raz zabrzmiał przed inaugurującym cykl „Kino w Teatrze Starym” seansem filmowym we wrześniu 2012 roku.   Któż inny mógłby być wówczas „inspicjentem”, jeśli nie Danutka?

„GONG DANUTKI” to nagroda, którą co roku będziemy przyznawać podczas festiwalu, by wspierać rzemiosło i kunszt sztuki aktorskiej. Autorem statuetki jest Jarosław Koziara.

Idea festiwalu

Danuta Szaflarska – gwiazda, aktorka, osobowość, postać, najlepsza Mama, Babcia, Przyjaciółka. Najmłodsza wśród najstarszych, najskromniejsza, najdowcipniejsza, dociekliwa, konsekwentna, pracowita, uparta, odważna, prawa, szlachetna, otwarta, ufna, prawdomówna, towarzyska, radosna… i tak mógłbym wymieniać bez końca!

Danutka Szaflarska była nie tylko wielką, wspaniałą artystką sceny i ekranu, ale przede wszystkim wspaniałym Człowiekiem. Każdy, kto choć raz doświadczył Jej uroku, pozostawał w aurze Jej niezwykłej osobowości.

Od początku wspierała nasz Teatr. Gong, którym otwierała tutaj pierwszy seans filmowy nie zabrzmiał w dniu Jej śmierci. Myślcie o tym co chcecie, ale ja sądzę, że był to znak od Danutki: Wyszłam z roli, zaraz wracam. Bo przecież jest z nami cały czas w swoich rolach, wspomnieniach, książkach…

Prezentując wspaniałe role Danuty Szaflarskiej, chcemy mówić o tym, czym jest dziś sztuka  aktorska, czy etos twórcy nadal istnieje, czym jest rzemiosło artystyczne tak ważne w jej przekonaniu.

A także jakim człowiekiem warto dziś być, o co dziś walczyć, o co prowadzić spór. Danutka mówiła, że najważniejsza w życiu jest ŚLEBODA czyli WOLNOŚĆ.

Zapraszamy na pierwszy, ale nie ostatni, Festiwal Danuty Szaflarskiej ŚLEBODA / DANUTKA!

Michał Merczyński, Dyrektor Programowy Festiwalu

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.87 → 02:14.47] A: Dobry wieczór Państwu. Szanowni Państwo, witamy bardzo serdecznie na specjalnym wieczorze festiwalu Danutka Śleboda, który po raz pierwszy odbywa się w Lublinie w Teatrze Starym. Przez pięć dni publiczność przychodziła tutaj w południe, wieczorami oglądać spektakle, oglądać filmy. I ten kult Danutki emanował na całą Polskę. A więc witamy gości z równin mazowieckich. Witamy gości z gospodarnej Wielkopolski. Witamy gości z równie gospodarnej Małopolski. Z Dolnego Śląska też gospodarnego witamy. Górnego Śląska, od Tatr do Bałtyku kult Danutki się szerzy. A gong bije. Ale przede wszystkim, proszę Państwa, chcemy powitać najwierniejszą temu festiwalowi publiczność lubelską, która przez te wszystkie dni przychodziła do nas na spektakle i na koncerty. I jest dzisiaj z nami pani prezydent, która była na inauguracji, przyszła dzisiaj i wszystkich bardzo serdecznie witamy. Bijcie Państwo brawo sobie, a ja walę w gong. Jeszcze dwa krótkie powitania. Wszyscy wiemy, że jest to wieczór poświęcony laureatowi Nagrody Gong Danutki, a więc witam bardzo serdecznie jego ekscelencję Janusza Biskupa Mordowicza Gajosa. Powitajcie Państwo panią dyrektor Karolinę Rozwód, która to wszystko zbudowała, 6 lat temu otworzyła i znakomicie prowadzi.
[02:15.13 → 02:20.24] B: Dobry wieczór Państwu.
[02:21.01 → 03:23.60] C: Wprawdzie nie 6, a 7. Blisko 7 lat temu, 11 marca 2012 roku, zainaugurowaliśmy działalność tego teatru po 30 latach przerwy. I mieliśmy wtedy ogromny szczęście i zaszczyt gościć panią Danutę Szaflarską z nami. I dokładnie tego wieczoru podzieliła się ze mną taką ideą, że właściwie teatru bez gongu nie ma, że musi być kurtyna. Oczywiście i wiedziała, że kurtyna w teatrze jest, ale powiedziała, wiesz co, brakuje ci tu jeszcze gongu. Ja obiecałam wtedy, że ten gong się pojawi. Faktycznie pojawił się w październiku 2012 roku, kiedy filmem Inny świat Doroty Kędzierzawski i Artura Reinharta inaugurowaliśmy działalność tego teatru jako miejsca również projekcji filmowych. I wtedy po raz pierwszy właśnie pani Danuta Szaflarska w ten gong uderzyła, co państwo mogliście teraz sobie przypomnieć i zobaczyć. I oczywiście nie mogło być festiwalu bez gongu i na dzisiejszy wieczór przygotowywaliśmy jego specjalną wersję, którą tutaj państwo widzicie. I przygotował ją pan Jarek Koziara. Witamy bardzo serdecznie i dziękujemy.
[03:30.19 → 04:49.07] A: Proszę państwa, gong Danutki to jest nagroda, którą po raz pierwszy przyznajemy w tym roku. Kto jest jej laureatem, już państwo wiecie, ale chcę powiedzieć, o co tutaj tak naprawdę chodzi. Chodzi o to, że pani Danuta Szaflarska w całym swoim stu dwuletnim życiu i ponad 80 latach na scenie hołdowała dwóm ideom. Z jednej strony był to szaleństwo i to, co nazywamy nie gwiazdorstwem, ale najwyższą próbą aktorstwa. Ale z drugiej strony była bardzo wierna temu, czym jest rzemiosło teatralne, rzemiosło filmowe, a więc pierwsza znała rolę na pamięć. uczyła się relacji między aktorami, była po prostu znakomitą profesjonalistką. Nigdy się nie spóźniała, pierwsza przychodziła na próby, była zawsze na premierze. Czasem była wobec swoich partnerów, jeżeli byli mało poważni, krytyczna. Dlatego Janusz został laureatem tej nagrody, ponieważ jest ucieleśnieniem tych cech.
[04:55.44 → 05:05.29] C: Zapraszamy na scenę panią Beatę Stepaniuk-Kośmierzak oraz pana Janusza Voglera, prezesa stowarzyszenia ZAIKS. I oczywiście pana Janusza Gajosa.
[05:05.94 → 05:08.94] D: Pani
[05:10.88 → 05:51.31] A: prezydent, panie prezesie, prosimy o wręczenie gongu. Janusz Gajos.
[05:55.64 → 07:53.88] D: Drodzy Państwo, dziękuję serdecznie. Takie miłe przyjęcie. Gdybym się mocno uderzył w piersi, to bym pewnie wydobył z siebie wątpliwość. Nie wiem, dlaczego akurat na mnie padło, ale jeżeli padło, to przyjmuję to stojąc wyprastowany przed całą widownią. Drodzy Państwo, każda nagroda ma moim zdaniem swój ciężar, swój kolor, nawet zapach, odniesienie do jakiegoś momentu w życiu. I to jakby rozumiemy. Ja mam mały kłopot, miałem mały kłopot z uzasadnieniem jakby nazwy nagrody, której patronką jest pani Danusia Szaflarska. Bo to, że była wielką aktorką, to wiemy. Zostało to powiedziane. Jak ktoś nie wierzy, to może sobie obejrzeć na różnych nośnikach. Natomiast ja uważam, że oprócz tego była czymś w rodzaju dobrej magii. była moim zdaniem nośnikiem najczystszej, najbardziej czystej, dobrej energii. Ja to stwierdziłem stojąc, pracując razem z nią. To chciałem państwu powiedzieć. Prawdopodobnie będziemy mieli okazję jeszcze na ten temat porozmawiać. Powiedziałem, że sprawa nie jest łatwa do rozwikłania. Bardzo serdecznie dziękuję.
[07:54.56 → 08:02.68] A: Janusz Gajos. Zapraszamy. Proszę Państwa, żeby jeszcze chwilę spędzić...
[08:02.68 → 08:24.31] D: Chciałem powiedzieć na zakończenie, przepraszam, że jak już weszliśmy w sferę magii, to postanowiłem, jak już dostałem tę nagrodę, odzywać się w chwilach trudnych w życiu. do Danusii i wzywać ją na pomoc. Proszę
[08:26.13 → 08:41.33] A: państwa, pan Janusz Gajos jeszcze zostaje chwilę z nami, a rozmowę z naszym laureatem poprowadzi Agnieszka Szydłowska, dziennikarka Polskiego Radia Programu III i TVP Kultura. Dobry wieczór, Agnieszko. Przekazuję mikrofon.
[08:42.41 → 08:52.25] B: To ten będzie mój. Dobry wieczór Państwu, dobry wieczór Panie Januszu. Gratuluję. W imieniu całej widowni uścisnę dłoń teraz, a potem indywidualne uściski po zakończeniu rozmowy.
[08:52.45 → 08:53.09] D: Bardzo proszę.
[08:53.11 → 08:54.55] B: Która ma być? Krótka.
[08:55.69 → 09:02.99] D: No pewnie, no bo wszystkiego nie rozbierzemy do samego końca, ale jest o czym rozmawiać.
[09:03.07 → 09:41.34] B: Jest o czym rozmawiać. Zażartowałam sobie, bo tak dziennikarze, którzy z panem Januszem mają kontakt, wiedzą to doskonale. Państwo, którzy mają z panem Januszem prywatny kontakt, pewnie tego nie doświadczają, ale my dziennikarze wiemy, że pan Janusz nie lubi rozmawiać, a zwłaszcza gdybyśmy próbowali ciągnąć go za język, w takie strony niewygodne. Więc zacznijmy od bohaterki festiwalu, zacznijmy od Danuty Szaflarskiej i od tych spotkań, które mieliście, bo przecież było ich wystarczająco dużo, aby mógł Pan powspominać Panią Danutę w pracy. To było spotkanie pełne energii, jak już Pan powiedział, ale co się jeszcze wiązało z obecnością Danuty Szaflarskiej?
[09:42.24 → 16:26.54] D: Z obecnością w moim życiu, tak. Oczywiście. No to rzeczywiście nie nadużywając Państwa cierpliwości, chciałem powiedzieć, że miałem okazję poznać Danusię, przepraszam, że mówię Danusię, ale ona wręcz żądała od tego, żeby tak się do niej zwracać. Poznać ją kiedyś w radiu. Weszła aktorka do nagrania słuchowiska, już nie pamiętam, co to było, kiedy dokładnie, ale zobaczyłem, że to jest Danuta Szaflarska. Nie mogłem uwierzyć, że to jest ta osoba, którą znam z filmów, dwóch wtedy znanych filmów powojennych, więc nie przychodziło mi to do głowy, że to jest ta sama osoba, a byłem już troszkę obeznany z tym fachem. Więc takie pierwsze czary-mary. A później drugi etap, mógłbym tak powiedzieć, to było Moment, kiedy Gustaw Holubek zaprosił mnie do swojego zespołu w Teatrze Dramatycznym w Warszawie. No i tam musiałem przejść jakiś rodzaj takiego chrztu bojowego. Nie wiem, czy państwo wiedzą, jeżeli nie, to powiem króciutko, że przejście z jednego zespołu teatralnego do innego zespołu teatralnego, mimo że się zna kolegów, w ogóle z różnych innych prac, jest czymś w rodzaju wejścia w inną rodzinę. To jest sprawa, która wymaga pewnych zabiegów. Zawsze jest trudno zaistnieć w takiej pełnej krasie, kiedy się wchodzi na obcy teren. I wtedy pamiętam, że Danusia Żaflarska podeszła do mnie przywitała się, mówi, jesteś u nas w teatrze, bardzo się cieszę, chodź pokażę ci, gdzie jest bufet. Poszliśmy się napić kawy i tak się rozpoczął mój pobyt w teatrze dramatycznym. Następny etap, było tych spotkań sporo, to jest oczywiście Żółty Szalik. Film Żółty Szalik, dużo by na ten temat mówić. Danusia Szafracka miała wtedy tyle lat, mniej więcej chyba, co ja teraz. Ja pozwoliłem sobie, biję się w piersi, zapytać samego siebie, bo nie śmiałem reżysera, jak to będzie, bo to jest przecież starsza osoba, a wiem, że ten kawałek filmu, który mamy kręcić, wymaga olbrzymiego, nakładu sił, tam były olbrzymie monologi. No i patrzyłem na to z wielkim zainteresowaniem. Znowu będę powtarzał tutaj ocenę, która już padła, że była po prostu profesjonalistką w pełnym, najlepszym tego słowa znaczeniu. Miała tekst na pamięć, wiedziała, gdzie stoi kamera, jaki ma obiektyw. Wszystko, co jest wymagane przy świadomym uprawianiu tego zawodu. To tak. Potem oczywiście spotykaliśmy się. Chciałbym jeszcze udokumentować to, co powiedziałem o tej magii takiej, że ona, moim zdaniem, promieniowała czymś takim. Najlepszym też zastanawiałem się, jak by to udokumentować. Powołam się na premierę filmu Inny świat. Pamiętam, jak wychodziliśmy z Kina Kultura w Warszawie i wszyscy, a kino było wypełnione po brzegi, cała publiczność po prostu kombinowała coś przy oczach. wyciągali chusteczki, tak zwani twardziele udawali, że mają katar. Panie, wszyscy po prostu płakali, jak dzieci. I biorąc pod uwagę to, że obejrzeliśmy film o tak skromnej formie, że starsza pani siedzi i opowiada swoje życie, musiało wywołać w ludziach taki rodzaj szacunku, i pewnie nie umieli sobie z tym poradzić, że coś takiego może się stać przy tak skromnej formie, przy takim otwarciu człowieka, który chce im opowiedzieć, jak to życie wyglądało, a czasy były nie najciekawsze. Jeszcze na zakończenie powiedziałbym, Ostatni raz widziałem Danusię w szpitalu, kiedy była po wypadku na rehabilitacji, liczyła sobie wtedy 101 lat. Poszedłem ją odwiedzić, zastałem ją siedzącą przy oknie, z lupą w ręku i czytającą pismo Polityka. więc ona w ogóle nie odpuszczała niczemu, co mogłoby się obyć bez niej. I pamiętam jeszcze, że kiedy się z nią żegnałem, patrzyła na mnie tak, i to też jest trudne do udowodnienia, ale jest takie we mnie przekonanie, że patrzy na mnie bardzo starsza, 100-letnia kobieta, która ma oczy młodej, cudownej dziewczyny, troszkę kokietliwej. I tak się rozstaliśmy. To wszystko wspaniałe wspomnienia. Można by na ten temat opowiadać bardzo długo, no ale...
[16:26.54 → 17:02.71] B: Ale możemy. Tylko że ten pan zawsze stawia granicę czasu. Ale rzeczywiście to spojrzenie pani Danuty prosto w oczy widza, tak naprawdę spojrzenie do Doroty Kędzierzawskiej, którą widziałam tutaj, i Artura Reinharta skierowane, i ta krotochwilność taka, czy też uśmiech, który pojawiał się w tych oczach, nawet kiedy temat był bardzo poważny. Za nami zdjęcie, które zostało zrobione przez panią dyrektor teatru, tutaj na ulicy w Lublinie. To było przypadkowe spotkanie kilka lat temu. Już ile to było lat temu? Osiem lat temu przypadkowe spotkanie, przypadkowe zdjęcie zostało wyjęte, aby udokumentować to, czy...
[17:02.71 → 17:04.61] D: Przypadkowe to było Daily Substance, jak graliśmy.
[17:04.79 → 17:55.42] B: No tak, ale przypadkowe dla pani dyrektor. O tak, to bym ujęła. Więc to zdjęcie jest tutaj za nami pokazywane. Skoro wspomniał pan inny świat ten film, to może byśmy przeprowadzili takie też sprawdzenie tego, jak bardzo rzeczywiście pan pasuje. do tej nagrody i ile wspólnego można znaleźć pomiędzy Pana podejściem do zawodu, a Danuty Szaflarskiej. Na przykład zaczynając od wyrażanych przez Panią Danutę także w tym filmie zdań na temat emocji. Zapytana o to, czy z czasem w tym zawodzie emocje są coraz silniejsze, czy też słabne, odpowiedziała, że ona je odczuwa coraz mocniej, że są coraz silniejsze, bo odpowiedzialność jest coraz większa. Jak to jest u pana z tymi emocjami, które wiążą się z pana zawodem?
[17:56.76 → 19:20.22] D: Ogólnie wiadomo, że nasz zawód wymaga absolutnego panowania nad emocjami, ponieważ regulujemy życiem innych ludzi, których przedstawiamy i musimy przez przez naukę tego zawodu, mieć takie przekonania i umieć to robić, żeby nasze prywatne emocje nie wchodziły w kolizję z emocjami postaci, które gramy. To jest oczywiste, ale to, co powiedziała ta nuta i co pani zacytowała, to jest prawda. To jest prawda. Z drugiej strony, że tak powiem, ekranu. Świadomość, że Ludzie nas oglądają, no to jest byt codzienny właściwie, ale świadomość, że mamy tyle a tyle lat i ważymy się wejść na scenę i zajmować ludzi swoją osobą, no usiłując im powiedzieć, że to jest warte zobaczenia, jest dosyć deprymujące rzeczywiście. To jest specjalny rodzaj emocji, który trzeba jakby brutalnie zdusić, ale on się nie zawsze daje zdusić.
[19:21.54 → 19:25.34] B: A dlaczego zdusić? Zdusić, żeby mieć odwagę, tak? I żeby wyjść?
[19:25.38 → 19:38.90] D: No tak, żeby, wie pani, bo jeżeli postać, którą gram, będzie się bała widowni, to już nie ma żadnego sensu. Trzeba to po prostu brutalnie trzymać na krótkiej smyczy.
[19:39.71 → 20:24.20] B: W tym filmie Danuta Szaflarska wspominała też o tym, że kiedy przygotowuje się do roli, to czasami zapomina się o tym i bezzwiednie, na przykład tam jest taka piękna opowieść, zaczyna ćwiczyć jakieś ruchy, które pasują jej do postaci, która właśnie rodzi się w jej głowie i nagle się orientuje, że ćwiczy w autobusie przy przypadkowych ludziach. Zdarzały się jej takie momenty, zresztą słynęła zdaje się z rozstrzepania i z rozmaitych przygód, które z tego rozstrzepania wynikały. Czy pan też tak czasami ma, bo odbieramy pana jako człowieka opanowanego, co pan już sam powiedział, i spokojnego, a czy zdarzają się panu, kiedy pracuje pan nad rolą, jakiegoś tego rodzaju przekroczenia, zapomnienia, roztrzepania?
[20:25.10 → 24:51.96] D: Oczywiście, że się zdarzają, za co przepraszałem zawsze i przepraszam z góry, bo nie da się ukryć, że drążymy teatr, tylko temat, dosyć wrażliwy. Znaczy emocje moje prywatne i emocje postaci, którą aktor ma zadanie zagrać. To czasem się musi pokłócić, to znaczy czasem postać, która jest grana domaga się na przykład ciszy, której nie ma na planie filmowym. No i wtedy odzywa się Ta druga strona naszych emocji i bardzo usilnie prosi o to, żeby stworzyć warunki, które pozwolą zaistnieć tej postaci, która ma tutaj się pojawić. To są strasznie trudne do określenia rzeczy. Ja może się posłużę takim, to nie anegdota, bo to mi się kiedyś zdarzyło, dwie anegdoty. Kiedyś dawno temu miałem okazję rozmawiać o takim spotkaniu z młodymi ludźmi. No i opowiadałem im tam właśnie o tym, jak ten zawód wygląda, jak jest trudny. I młody człowiek w pewnym momencie powiedział, no pan nam tu opowiada o tym zawodzie bardzo pięknie, a niech pan powie, kiedy pan jest prawdziwy. No i zostałem przygwożdżony do ściany, tak że musiałem błyskawicznie wpaść na jakiś niebanalny sposób wybrnięcia z sytuacji. I myślę, że udało mi się nie tyle wybrnąć, co powiedzieć jakiś rodzaj prawdy. Powiedziałem, że gwarantuję temu człowiekowi młodemu, że prawdziwy jestem tylko wtedy, kiedy powoduje mną fizjologia. Zresztą nie odpowiadam. Tak, coś takiego jest. Żeby zelżeć troszkę na odpowiedź na ten temat, mogę się posłużyć jeszcze jednym faktem, który zaistniał przy okazji takich rozmów. Mówię o rozmowie na temat filmu Żółty Szalik. Byłem na takim spotkaniu, gdzie wyświetlono ten film i potem była taka krótka rozmowa moderowana przez pewną panią. No i dochodzimy do sedna sprawy, ja już czuję, że chodzi o ten alkoholizm, jak to jest. I powiedziałem tej pani, proszę pani, mój zawód, mówi się czasem diabelski, polega może na różnych sztuczkach, ale od czasu do czasu trzeba go traktować niezwykle rygorystycznie. Wiem, o czym Pani chce mówić. Czy aktor wspomaga się takimi środkami jak na przykład alkohol przy graniu w scenę z alkoholem? Powiedziała mieć, że ja znam smak alkoholu, wiem, jakie wywołuje czasem skutki, natomiast kiedy gram takiego człowieka, nie mogę sobie pozwolić na żadne ustępstwo, po prostu muszę panować nad tymi elementami, o których mówiłem, że trzeba je trzymać krótko w garście. A poza tym, mówię proszę pani, żaden z malarzy malujących na przykład konie nie musi być koniem, żeby namalować obraz, wiarygodny. Ludzie bardzo często nie mogą sobie dać rady z takimi spostrzeżeniami, że teraz jest taki, a z drugiej strony jest taki. Jest ten zawód wieloraki i tym bardziej fascynujący.
[24:52.54 → 26:28.34] B: Ale wiarygodność to jest, myślę, słowo klucz. Wiarygodność, o której pan teraz opowiedział, trochę dowcipnie, ale też przecież można całkowicie na serio podejść do tego. Dla każdego z nas, jak tu siedzimy, Janusz Gajos to jest inne skojarzenie roli, która gdzieś głęboko w nas tkwi. Dla mnie to będzie pewnie w środku nocy msza za miasto Arras. Ale tak jak tu jesteśmy, każdy wymieni inną rolę, inny film, inne przedstawienia teatralne. Może nawet są na tej sali ci, dla których jest pan cały czas Jankiem Kossem, ale nie przyznają się do tego, oczywiście znając pana stosunek do tej popularności. Kiedy przeglądałam po raz kolejny książkę Elżbiety Baniewicz, raz jeszcze znalazłam frapujący fragment, który myślę dotyczy właśnie wiarygodności i tego, jak przyszły aktor może ją odkryć. Bo kiedy pan Janusz Gajos kilka razy próbował zdać do szkoły aktorskiej, ale mu się nie udawało, miał okazję pracować z Janem Dormanem w Będzinie, w tym wspaniałym teatrze, ale też trafił pan do wojska. I w tej książce przypomina pan, panie Elżbiecie, taką, myślę, trudną, a na pewno bardzo trudną dla żołnierza sytuację, w której dowódca dowiedział się, że jest pan także aktorem był pan, że bierze pan udział w konkursach recytatorskich z sukcesami, no i wydał rozkaz wystąpienia przed jednostką. A to, co pan miał do zaproponowania, to zdaje się Tuwim, prawda? I musiał pan przed jednostkę złożoną z żołnierzy wyjść i ten wiersz do nich powiedzieć.
[26:28.64 → 28:49.32] D: Tak, to była taka dosyć trudna próba. To był fragment kwiatów polskich Tuwima. Jeszcze, jeżeli pani pozwoli, to cofnę troszeczkę taśmę. i powiem o tym, że ja w tym wojsku właśnie byłem już święcie przekonany, że popełniłem błąd i teraz jak to się skończy, to muszę się zająć swoim życiem na serio, czyli pójść na jakieś studia. Miałem na myśli polonistykę wtedy i według wskazań moich rodziców bawić się możesz, ale żyć z czegoś musisz. Potraktować to poważnie. W związku z czym właśnie ten dowódca przyszedł i skierował mnie do Domu Kultury w Żarach, powiedział, że tam jest jakiś taki konkurs, mówi, tam wy pójdziecie. Ja mówię, że ja już nie biorę w tym udziału, bardzo przepraszam, bo ja postanowiłem, na to usłyszałem, co on myśli o moim postanowieniu i że powinienem tam jednak pójść, nie mógł zrozumieć, na czym to polega i tym sposobem przymusowo stanąłem tam na tym konkursie recytatorskim i go wygrałem, dostałem pierwszą nagrodę. W związku z czym sam dowódca spraw politycznych powiedział, a teraz proszę nam pokazać, za coście dostali tę nagrodę. Proszę sobie wyobrazić, że jest 800 żołnierzy, stojących w jakimś uszeregowaniu i słuchających Tuwima w moim wykonaniu. To jest coś niemożliwego do opowiedzenia, ale robiłem wszystko i muszę powiedzieć, że wyszedłem z tego dosyć obronną ręką. Po prostu nie da się utrzymać w pewnej dyscyplinie ludzi, którzy mają w ogóle co innego w głowie niż słuchanie Tuwima. a jednak słuchali, jednak słuchali. Także uważam to za jeden z moich sukcesów.
[28:49.56 → 29:00.70] B: Ja też tak uważam i właśnie wtedy rodziła się wiarygodność, ponieważ w tej książce jeszcze dopowiada pan takie zdanie, że nie mając nic do stracenia, postanowiłem mówić po prostu tak, żeby zrozumieli.
[29:03.74 → 29:16.91] D: No tak, żeby zrozumieli, ale to jest podstawa w ogóle wszelkiego działania na scenie. Ale żeby zrozumieli, żeby pułk wojska zrozumiał, to już jest bardzo trudna zabawa.
[29:18.01 → 29:51.67] B: Przypomniałam sobie też taką rozmowę z panem sprzed kilku lat. Pana rozmówcą był ówczesny minister kultury i dziedzictwa narodowego, pan Bogdan Zdrojewski. I on zaczął to spotkanie z panem, bardzo szczególne, od pytania, czy pamięta pan, panie Januszu, ile pan zagrał ról? Pan zrobił taką minę szelmowskiego kota i powiedział, że w internecie chodzą takie różne informacje. Ponad 100. Na co pan minister mówi? 350. A pan na to odpowiedział. A to mnie pan zadziwił.
[29:53.53 → 30:29.17] D: Zadziwił mnie, że minister pamięta takie drobiazgi, jak to zagrał ról. A poza tym zaskoczył mnie oczywiście dawką, którą tam wymienił, że 300-350, oczywiście w różnych rodzajach działania, ale podobno tak. To jest liczba, która mnie przeraża, jak sobie pomyślę, bo to jest prawie niewązliwe, żeby zagrać 350 ról, nawet biorąc pod uwagę, ile lat ja już pracuję.
[30:29.99 → 30:55.99] B: A mnie to zadziwia, szczerze mówiąc, że można nie pamiętać, że było ich tak dużo. Co prowadzi do kolejnego pytania. Co się pamięta? Które z tych ról, które aktor gra, czy też które ma szansę zinterpretować, zostają w głowie, czy też zostają z nim na dłużej? Na tyle długo, aby je pamiętał w momencie właśnie takiego pytania. Co jest dotyczące ról ważnych?
[30:57.21 → 32:01.48] D: co uważamy za najlepsze i umiemy to uzasadnić, szczególnie przed sobą. Pamięta się świetny scenariusz, dobrą literaturę na scenie. Pamięta się ludzi, z którymi się pracowało wtedy. Bardzo ważne jest, ja wspominam na przykład, nie chcę tu wymieniać nazw, żeby kogoś nie urazić, ale pamiętam dokładnie reżyserów, z którymi praca wymagała ode mnie wielkiego, dużego, osobnego przygotowania do niej, a jednocześnie osiąganie upragnionego efektu okazało się jakimś sukcesem. Ja nie wymienię pani teraz wszystkich po kolei, Ludzie, ale są takie i to się da policzyć. Całych 350 milionów.
[32:02.08 → 33:19.93] B: Zresztą od tamtego czasu, to było w 2013 albo 2012 roku, już tych ról jest więcej. Mieliśmy też taką możliwość, żeby zadawać pytania, ale nie wiem, czy z niej korzystamy, czy nie. Mamy taką możliwość, więc gdyby ktoś chciał się podzielić jakąś uwagą albo zadać pytanie, to technicznie taka możliwość istnieje. Tylko jeszcze patrzę na Panią Dyrektor, jak stoimy z czasem. Z czasem jest dobrze, więc możemy rozmawiać, co Pana z pewnością ucieszy. Możemy rozmawiać dalej. Często jest tak, a może w ostatnich czasach też dużo częściej, że od osób, które bardzo dobrze nam się kojarzą, które są ważne w naszym życiu, a artyści dla wielu osób na szczęście jeszcze takimi ważnymi osobami są, wymaga się odpowiedzi na różne doraźne pytania, czyli np. sytuacja polityczna albo jakiś innego rodzaju kryzys powoduje, że przychodzą dziennikarze i zadają pytania, które wykraczają poza sztukę i zaczynają się domagać odpowiedzi już wynikających z tego, co pan czuje, co pan myśli. Jak się pan odnajduje w tego typu sprawach?
[33:20.66 → 34:13.31] D: Nie najlepiej, bo jeżeli rozmawiamy o mojej pracy i o jej efektach i one, jak pani powiedziała, te efekty opowiadają o rzeczach, które się aktualnie dzieją, na przykład w polityce, to ja bym chciał, żeby zatrzymać się na tym, co ja robię, a co ja myślę, to ja mogę powiedzieć, czy udzielić wywiadu w dzienniku, żeby nie łączyć tych dwóch rzeczy, bo można dojść do wniosku, że coś służy czemuś, co nie jest prawdą i tak dalej. Trzeba ostro oddzielić te dwie rzeczy. Tu gramy, a tutaj mówimy, co nam się podoba albo co nam się nie podoba.
[34:14.09 → 34:31.80] B: Ale czasami efekty pracy wywołują społeczny odzew, jak chociażby tutaj zacytowany, czy przywołany na postać z filmu Claire. I co wtedy? Artysta ma nadal prawo wyboru, czy zechce się zaangażować i wypowiadać, czy też dopowiadać siebie poza rolą?
[34:31.99 → 36:59.49] D: Myślę, że to jest ten moment, o którym mówiłem, że wypowiadam się na temat tego, co zrobiłem. Jeżeli rzecz zaczyna wchodzić na temat, co pan myśli, jakiego pan jest zdania, to jest inny rodzaj działalności, przed którą się nie uchylam, rozmawiam. Natomiast trudno mi rzeczywiście kleić jedno z drugim. Są takie sytuacje, w których nie da się uciec, jeżeli film czy postać zyskuje jakiś rodzaj popularności, Wsiadam na przykład teraz do taksówki w Warszawie, no to taksówkarz mnie pyta, dokąd ekselecję życzy. Uważam to za dobry dowcip i, że tak powiem, dowód na to, że jesteśmy po tej samej stronie. A czasem się trafia, że wsiadam do taksówki mówię dokąd i w milczeniu jedziemy. To wcale nie znaczy, że ten człowiek jest przeciwko mnie, ale nie powiem, że nie zastanawiam się, jak zostanie rzecz odebrana na tak zwanej ulicy, jak ludzie będą reagowali. A przy okazji tego filmu powiem pani, że też banalne, ale w tym wieku doszedłem do wniosku, jak to jest z tym, że szata czyni człowieka. Pamiętam, jak robiliśmy w Krakowie zdjęcia do filmu, o którym mówimy, na rynku krakowskim, na małym rynku, tam była cała przygotowalnia, jest garderobak, charakteryzacja. Zaczynaliśmy to dosyć wcześnie, bo było dużo do zrobienia. i tak gdzieś koło siódmej ja już byłem gotów, czyli ubrany, ucharakteryzowany i przechodziłem przy pomocy człowieka, który mi towarzyszył na duży rynek i co chwilę musiałem odpowiadać. Ludzie przechodzili i mówili, niech będzie pochwalony, niech będzie pochwalony. To może wyglądać dosyć komicznie, ale szata jednak czyni.
[37:00.24 → 37:10.80] B: Janusz Gajos. To nie jest zakończenie, ale myślę, że możemy podziękować oklaskami za tę część naszej rozmowy.
[37:15.06 → 37:22.16] D: Bardzo państwu dziękuję. Przepraszam, bo byłem nieprzygotowany do tej rozmowy. Następnym razem postaram się być...
[37:22.58 → 38:08.54] B: Ale niech pan jeszcze nie ucieka, zanim pan ucieknie i będzie w wygodnej dla siebie sytuacji. Chciałam zadać pytanie, z którym właściwie od początku się czaje, ale też nie chciałam zadawać go od razu, bo wiem, że zwykle to jest po prostu nierozsądne ze strony dziennikarza. Więc w tym dniu, w którym odbiera pan gong Danutki i zostaje pierwszym laureatem tej nagrody, będą kolejni, co może pan nam, ludziom, którzy są po drugiej stronie, czy siedzą na widowni, czy siedzą w kinie, powiedzieć o aktorstwie. Dlaczego warto poświęcić życie aktorstwu, a co za tym idzie sztuce? I co takiego w tym zawodzie jest, co dało panu satysfakcję?
[38:10.80 → 40:50.96] D: To jest niebezpieczne pytanie pani, ponieważ odpowiedź na to pytanie zmienia się z upływem lat. Ja się nie bronię przed podejrzeniem, że skierowałem się w tę stronę z powodu tego, żebym był rozpoznawalny na przykład. W szkole średniej jeszcze, pamiętam, jaki miód na serce mi spadał, kiedy dziewczyny z liceum, idąc chodnikiem, mówiły, patrz, to on zagrał pana Tadeusza. No coś w tym nie jest miłym, panie, trudno się czemuś takiemu oprzeć. No ale jeżeli się przy tym tylko pozostanie, to to jest banał i nie warto sobie zawracać głowy. Ale często tak od tego się jakby zaczyna, poprzez bywanie w miejscu, w którym powstaje sztuka, na przykład teatralna, była pani łaskawa wspomnieć, teatr Dormana, aż ja tak wiele rzeczy nauczyłem. Czyli mógłbym powiedzieć, w miarę poznawania istoty rzeczy, zmienia się nasz stosunek do tego i albo pozostaje się na takim etapie, jak mówili moi rodzice, możesz się w to bawić, ale żyć z czegoś musisz, czy mimo wszystko idziesz w ryzyko najgłębiej jak można i staje się to dla ciebie właściwie nieodzownym do życia. Nie wiem, czy panią usatysfakcjonowałem, ale nie da się tego, myślę, tak dokładnie wszystkiego odpowiedzieć, jak to się dzieje. Ja myślę, że moglibyśmy dojść do takiego etapu, kiedy próbowalibyśmy, już mówiąc o dojrzałym uprawianiu zawodu, mówić o jego zagrożeniach. To jest dla mnie dosyć ciekawe, ponieważ wiele takich wypadków sam obserwowałem, moi koledzy również gdzieś obserwowali, kiedy właśnie dzieje się coś niedobrego, kiedy aktor traci kontakt ze światem zewnętrznym i próbuje, czy też coś sprawiło, że próbuje pozostać w świecie, który gra. To wtedy jest niezwykle niebezpieczne Trzeba sobie dawać z tym jakoś radę.
[40:51.94 → 40:56.50] B: Nie zdarzyło się panu nigdy bycie na tej granicy, za którą był już właśnie ten samorząd?
[40:56.52 → 41:21.72] D: Jeszcze nie, jeszcze nie, tak. Myślę, że gdzieś się zwyjrzałem na ten temat. Krótko mówiąc, że gdybym odnalazł sobie takie chęci, albo na przykład moja żona stwierdziła, że ja gram jakiegoś faceta na białym koniu, to musiałaby zawiadomić lekarza jednak bardzo poważnie.
[41:23.02 → 42:13.15] B: Jeżeli pan pozwoli, to na zakończenie wrócę raz jeszcze do bohaterki festiwalu, do patronki nagrody, do pani Danuty Szeflarskiej. We wspomnianym wielokrotnie filmie Inny świat Pani Danuta mówi też o tym, jak była speakerką w Telewizji Polskiej. To były początki telewizji. I opowiada, że miała zapowiedzieć występ z użyciem trudnego słowa. To trudne słowo to prestidigitator. I jak już wiedziała, że to słowo w jej zapowiedzi się pojawia, to wiedziała też, że się wykopyrtnie na tym słowie i oczywiście się wykopyrtnęła. Chciałam pana tak na koniec zapytać, czy takie jakieś wykopyrtnięcia na tej drodze wspaniałej. Zdarzały się panu, które ma pan w głowie i jak ten prestydigitator wiszą w pamięci?
[42:13.21 → 43:09.30] D: Oczywiście, każdy może się potknąć w najbanalniejszej sytuacji. Mnie się i moim wszystkim kolegom myślę, zdarzają się potknięcia, których sobie potem nie można wybaczyć, ale z czasem się o tym zapomina. Oczywiście, mogę pani powiedzieć, Ideą naczelną jest nie dać się temu. Być zawodowcem do tego stopnia, żeby się takie rzeczy nie zdarzały, ale one się zdarzają, ponieważ poruszamy się w świecie. w którym to jest możliwe. Film ma takie różne możliwości, że jak się coś zepsuje, no to można powtórzyć. Jeżeli się ma kontakt z widownią na tak zwane żywo, to całą odpowiedzialność bierze się na siebie i czasem cianki chodzą człowiekowi po plecach w momencie, kiedy ma wyjść tutaj na te deski. Ale to jest osobna rozmowa.
[43:09.86 → 43:19.40] B: A gdybyśmy byli w teatrze, to tuż przed wyjściem na scenę, co by się z panem działo, co by pan robił? gdyby to był spektakl regularny, a nie rozmowa? Te ostatnie chwile przed wyjściem na scenę, to?
[43:20.30 → 43:57.40] D: No jutro mnie czeka wyjście na scenę. To jest zupełnie inny sposób. Ja mówię tylko o strachach, które nam towarzyszą w tym fachu. My jesteśmy żywym organizmem, który jest zmuszany do czegoś, co nie jest prawdą, ale jest na tyle fascynujące, że tę prawdę trzeba wziąć na siebie i przekazać innym ludziom. To jest ten czar, o którym powiedziała Danusia, że jak się uderza w gong, zaczyna się przedstawienie, to się zaczynają czary.
[43:58.24 → 44:09.04] B: Bardzo panu dziękuję. Janusz Gajos, laureat gongu Danutki, pierwszej edycji tej nagrody. Dziękujemy za poświęcony nam czas.
[44:41.69 → 45:27.60] A: Proszę Państwa, to jest koniec pierwszej części dzisiejszego wieczoru. Potem zapraszamy do Lublinianki na Café Chantant, a jutro zapraszamy, już Janusz zaprosił na swój spektakl wieczorny, ale o godzinie 13 będziemy tu mieli dyskusję, dysputę, spotkanie poświęcone oczywiście fenomenowi Danuty Szaflarski. Ale także będziemy rozmawiali o książce, która wyjdzie niebawem. Jest tu wśród nas autorka, Kasia Kubisiowska. I są goście jutrzejszego spotkania. Magda Łazarkiewicz, Majka Maj, pan Maciej Englert, Jan Peszek.
[45:28.44 → 45:29.24] D: Kto jeszcze?
[45:33.41 → 46:19.40] A: I z nimi będziemy rozmawiali o tym, co się przede wszystkim działo w życiu pani Danuty Szaflarskiej w teatrze. I tym telewizyjnym, i tym, który był na scenach wielu, wielu teatrów po wojnie, przed wojną, aż do ostatniego spektaklu w roku 2016, który zagrała na deskach TR Warszawa. Dziękujemy państwu bardzo. Dziękujemy ekscelencji. Dziękujemy fundatorowi nagrody, fundatorom, czyli pani prezydent i panu prezesowi Foglerowi, bo to są te dwie instytucje, które ufundowały i GONK i co nieco. No i cóż, pani dyrektor.
[46:20.46 → 46:27.38] C: Zapraszamy państwa bardzo serdecznie na kontynuację dzisiejszego wieczoru, na jutrzejsze spotkania i zapraszamy za rok.
[46:28.38 → 46:29.16] A: Dziękujemy bardzo.
[46:29.22 → 46:29.80] C: Dobrego wieczoru.

Zobacz także

w Repertuarze

w Mediatece