Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.20 → 01:32.47] A: To jeszcze raz poproszę o brawa dla twórcy obu filmów, Grzegorz Linkowski i Jarosław Koziara. Serdecznie panów coraz zapraszam. Panowie chodźcie. Zapraszamy serdecznie. Witamy widzów, którzy są z nami dzięki transmisji. Witamy państwa również bardzo serdecznie w Teatrze Starym. Panowie, serdecznie zapraszam. Wierzę, że część z Państwa dotarła tutaj bezpośrednio z wernisażu wystawy, którą można od dzisiaj do 9 marca oglądać w Warsztatach Kultury. Pięknie ręcznie zrobione zaproszenie na tę wystawę i zachęcamy Państwa, byście Państwo, jeżeli jeszcze dziś nie byli, to w kolejnych dniach i tygodniach tę wystawę podziwiali. Chciałbym zacząć od tego druczenia i od tego mnożenia się kota. bo to jest motyw najbardziej jakiś przejmujący, gdzie czasami on zachowuje się jak taki apostoł, który musi jakąś wieść światu przekazać. Kompulsywnie wysyła, daje swoje prace i to nie tylko i wyłącznie w tym ostatnim okresie, gdzie to były prace już na przykład skserowane, ale też na każdym etapie swojego życia i chciałem spytać, co leżało tak naprawdę u tej postawy, bo to było rzeczywiście najbardziej dojmujące. To była chęć, żeby świat się dowiedział o tym, że kot istnieje, to była chęć przekazania jego jakiejś filozofii. Jakie były podstawy tego zachowania?
[01:33.59 → 04:00.26] B: Przypominam sobie taki jeden z pierwszych momentów, kiedy spotkałem Andrzeja w jego tej chatynce na Grodzkiej za sprawą kolegi Tomka Bielaka. Jako student pierwszego roku zawędrowałem tam do jego pokoiku i pamiętam taki moment, kiedy on pakował kopertę, którą pieszczotliwie nazywał świnią. Świnia, bo była bardzo taka gruba, czyli ile dała rady pomieścić, to tyle tam pchał do tej świni. I to były różne rzeczy tam. W dużej mierze to był ten urobek z drukarni, ale też przy okazji tak rozejrzał się po chałupie i zobaczył, co tam do tej świni jeszcze można dopakować. I na przykład kończyły mu się sporty, no to tam ostatniego wsadził sobie do buzi, a opakowanie wsadził do koperty. opakowanie po tej herbacie Madras mi tak utkwiło w pamięci. I mówię, niech się dziwią, po co im to wyzywam. Był w tym jakiś dowcip, bo pośredność tego druku, tych opakowań, nawet tych papierosów czy tej herbaty, to było takie bardzo przaśne. wysyłał to po świecie. Później jak już po wydaniu tego albumu trafiłem na jedną panią z Stanów Zjednoczonych, która bardzo wzruszyła się jak dostała album i opowiadała właśnie o tych korespondencjach z Andrzejem. I on miał taki imperatyw po prostu, Myślę, że całkiem umrę. Wszystko, muszę zostać zapamiętany na tym świecie i chyba taka była jego główna funkcja.
[04:00.56 → 04:15.59] A: Jedna z bardziej dojmujących scen w tym filmie, Andrzej Kot na ulicy rozdający cenne dzieła, jak ulotki reklamowe. To była na tym etapie forma po prostu zarobku, czy wciąż chęć dzielenia się swoją sztuką?
[04:16.73 → 05:11.40] C: Raczej to była forma dzielenia się niż zarobku, bo na to nie liczył, bo to była naprawdę rzadka sprawa, jeżeli z kimś się umówił, rzeczywiście zrobił, czy ex libris, czy jakieś zamówienie realizował. zależy w jakim etapie, bo później te zamówienia były już coraz bardziej mniej staranne, gdzieś tam były skserowane. Ja u niego zamawiałem i ex libris, i również wizytówkę, no to one z czasem były jak gdyby już troszeczkę, ta forma gdzieś odpływała, ale Jeszcze wracając do tego, co mówił Jarek, że z czasem też w momencie, gdy ta świnia wracała do niego czasami, bo nie zrobiono zakupu.
[05:12.00 → 05:55.86] B: Tak, ponieważ jego żywot był taki trochę w podróży, nie zawsze miał stały adres, więc czasami używał takich doczesnych adresów zwrotnych, między innymi mojego adresu. I tam na przykład przychodzi koperta z Biblioteki Narodowej w Warszawie. No, że już dziękujemy bardzo, ale nie jesteśmy w stanie kupić tutaj zbioru, ani nawet go włączyć za darmo, ponieważ jesteśmy Na Sycenii.
[05:56.76 → 07:22.99] C: On w pewnym momencie też jak gdyby pytał, bo była taka sytuacja i u mnie, kiedy ja zacząłem zbierać na początku Ax Libris i próbowałem zrobić sobie taką domową wystawkę, zrobiłem ją u siebie w domu na schodach, że w każdej ramce było po kilkanaście to on zaczął pytać, jaka jest moja percepcja tego. Jak gdyby był zainteresowany tą drugą stroną, to nie tylko była ta druczność, o której mówiliśmy, o której mówił Jarek, że gdzieś się nie ruszy. rozdaje, no tak było, no bo też na tym początku on w ten sposób ludzi poznawał, on w ten sposób się przedstawiał, on w ten sposób dawał innym ludziom, jak gdyby w pewnym sensie swoją opowieść, no ta opowieść raz była bardzo precyzyjnie przygotowana, tak jak tutaj widzimy ta pocztówka z trzema królami, czy te koty na łyżwach i tak dalej, a niektóre były zupełnie zrobione o tak w ostatniej chwili gdzieś tam, ale też przytrzymał to i poszedł na ksero, odbił i komuś kserówkę wręczył, więc to były jak gdyby różne kanały dystrybucji nazwijmy to w ten sposób.
[07:23.13 → 08:17.01] A: To teraz chciałem porozmawiać o kocie słuchającym, o kocie, który chce zatrzymać czas na papierze o kocie, który wsłuchuje się w klienta, który zamawiał u niego ex libris. Kto z Państwa posiada ex libris wykonany dla niego przez Andrzeja Kota? Poproszę o rękę do góry. Są szczęśliwcy. Z historii, które znalazłem na stronie Teatru NN, historii mówionych, Kot mówił tam podczas wywiadu, że stara się właśnie dokonywać takiego wywiadu, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o tej osobie. Z drugiej strony wiadomo, że te motywy graficzne się powtarzają. Ptaki, koty, lwy. To na ile rzeczywiście te ex libris były personalizowane I w jaki sposób to przebiegało?
[08:17.03 → 08:55.05] B: On miał kilka patentów. Jeden z patentów to był znak horoskopu. Nigdy raczej się nie powtarzały te, nawet jeśli to był jeden z dwunastu znaków horoskopu, to zazwyczaj nie była to kopia, którego już zrobił. To była kolejna wariacja. Ale to nie ograniczało się tylko i wyłącznie do horoskopu, czasami potrafił coś zauważyć.
[08:55.97 → 09:18.52] C: Zauważyć w zamawiającym, bo często jak u mnie ciągle się pojawiała gdzieś tam moja broda, ale też jak się oglądało, dzisiaj sobie zobaczyłem ten wielki ekslibriz Reny Targońskiej, no to tam jest cała Cała arena, to jest coś niebywałego, to jest właśnie to sięgnięcie do tej osoby, do tej postaci.
[09:18.76 → 09:47.77] B: Umówmy się, że miał parę ulubionych postaci, których tamten Jereminek na przykład, który tam często mu pasowała ta jego broda i to, że zakołnierz nie wylewał i to w różnych odmianach się to pojawiało, także miał kilka sprawdzonych patentów, ale też parę rzeczy, które zauważał.
[09:48.15 → 10:23.15] A: Chciałem teraz porozmawiać o miejscu ważnym dla Andrzeja Kota, o pracowni, o mieszkaniu na Grodzkiej. Są pewnie osoby, które mogą mieszkać, tworzyć wszędzie i wszędzie pewnie czują się dobrze i bezpiecznie i takie osoby, które jak ten kot ma miejsce na piecu, bardzo konkretne. Jak wyglądało to miejsce, bo wiem, że tak naprawdę wyprowadzka z tego miejsca była dramatem dla tego artysty. Jak było to ważne miejsce?
[10:23.43 → 10:47.22] B: Konkretna lokacja to jest teraz, gdzie tam jest galeria Wirida, schodzi się na dół po schodach i tam w tej już w piwnicznej izbie miał swoje pomieszczenie i prasę, gdzie drukował te linoryty, a mieszkał piętro wyżej.
[10:47.36 → 10:49.68] A: Czyli Grodzka 19 2 przez 3, tak?
[10:50.32 → 10:52.20] C: Dom Waksmana teraz.
[10:52.56 → 12:13.27] B: I to było tak, że pośrodku był korytarz, z jednej strony mieszkała jego matka, a on po drugiej stronie tego korytarza miał tam swój pokoik. W albumie nawet czy na stronie Teatru NN są zdjęcia z tego pokoju, czyli taki kaflowy piec, prace na tym piecu i łóżko, stół i tyle. I to było jakby wszystko z jego z jego majątku i wtedy jak on tam przebywał, to miał takie okresy, że prosto stamtąd jeździł do szpitala, czy go zawożono do Abramowic i tam jak go farmakologicznie wzmocnili, wracał i to tak miało charakter nawrotów. Później już jakoś okazało się, że da się to farmakologicznie nad tą jego chorobą zapanować i już tam w końcówce jego żywota już do tego szpitala nie zachodził.
[12:13.67 → 12:34.02] C: Albo były rzadsze okresy po prostu tego. Poza tym już gdzie indziej mieszkał i już jak gdyby pracownię miał na Głębokiej, bo mówimy też o pracowniach, tam był dom, ale to też jest pracownia, gdzie głównym elementem...
[12:34.02 → 12:37.58] A: Po Glockiej rozumiem, że został wyprowadzony na Felin, tak?
[12:37.68 → 13:59.62] B: Był taki epizod właśnie, że w momencie, kiedy kamienica poszła do remontu, on nie zaakceptował tego, że nie może tam mieszkać i dopiero wyprowadził się stamtąd, jak zdjęli dach z kamienicy. I nagle robotnicy zdejmują, a tam kot siedzi. I później został zobligowany, żeby jednak zajrzeć do tego mieszkania, które mu wtedy miasto przygotowało na Felinie. No i ponoć było tak, że on pojechał na ten Felin, dostał tam bęcki od jakichś tam przygodnych aborygenów. Bardzo się zniechęcił i powiedział, że on już tam nie będzie mieszkał. Wiem, że były wtedy jakieś problemy ze znalezieniem tej pracowni, ale jakoś tam się udało. Miał tą pracownię na głębokiej. No i praktycznie tam już się zadomowił, bo to był dla niego taki centralny punkt, gdzie mógł do brata udać się tam na Naukowskich, a tutaj miał całą marszrutę przez krakowskie przedmieście, Stare Miasto i tam te swoje ulubione punkty odwiedzał.
[13:59.93 → 14:58.60] A: Dzięki temu, że Andrzej Kot wysyłał swoje prace w kraju i na świecie, był. doceniany w kraju i na świecie, ale my bardzo dobrze znamy taki przypadek, kiedy jakiś artysta jest doceniany gdzieś tam daleko, a u siebie na swoim podwórku nie. Na szczęście w przypadku Andrzeja Kota, tak ja to czytam po latach, Ten przypadek chyba nie występował, prawda? Ja akurat mieszkałem na Czechowie i tam po raz pierwszy natknąłem się na twórczość Andrzeja Kota, chodząc do biblioteki na Bracie Wieniawskiej, Galeria 31. To chyba było jedno z takich miejsc, które dbało jakoś o twórczość Andrzeja Kota. Ale rozumiem, że tak naprawdę tych środowisk i tych osób, które za życia autora doceniało jego kunszt, było w Lublinie wiele. Rozumiem, że to była osoba doceniana przez środowisko, ceniona, szanowana, poważana, która miała też często wystawy. Czy moja percepcja jest zła? Jak to wyglądało?
[14:58.74 → 17:06.35] B: Nie, nie. On był przede wszystkim w obiegu, bo to, że przytulał się do tych użytków drukarskich, Mieliśmy tutaj chyba, czy jest jeszcze pan z WDK-u, który, czy Piotr, pan Piotr Nakonieczny, który z nim współpracował przy różnych okazjach drukarskich. Więc jakby ta jego obecność i na rynku lubelskim, i nie tylko, i w Polsce, i od czasu do czasu udawało mu się tam zrobić publikację. Nawet w tym projekcie. Projekt to było profesjonalne czasopismo dla projektantów. graficznych i to był wielki sukces, że opublikowano jego twórczość na kilku stronicach, takiego profesjonalnego pisma, nie mówiąc już o tych nowojorskich czy czy japońskich, także tutaj, no a w momencie, kiedy jeszcze skumał się z Leonem Urbańskim, wybitnym typografem polskim, który pracował dla ministerstw, tworzył tam różnego rodzaju dyplomy i druki ulotne, Andrzej tam u niego terminował, no i łapał, że tak powiem, kontakt na świat, więc po prostu dostawał tam adresy do różnych konkursów, które niejednokrotnie On wygrywał.
[17:06.63 → 17:10.43] A: To okres warszawski, kiedy, kiedy mieszkał u brata chyba początkowo, tak?
[17:11.23 → 17:37.99] B: Czy, czy... Tak, no bo jeden z jego braci, Zbyszek, studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie i Andrzej tam pojechał do niego i został chyba tam na jakiś rok czy dłużej. a później ponoć zastąpił go na praktykach u pana Leona Urbańskiego.
[17:38.13 → 17:50.18] A: Rozumiem, że z Leonem Urbańskim poza zamiłowaniem do liter to chyba też to poczucie humoru i takie podejście do życia z humorem, to pewnie mogła być rzecz, która
[17:50.18 → 18:12.52] B: sprawiła, że... Widać, że on był tam uwielbiany w ogóle, bo jak chyba widzieliście Państwo, człowiek o niezwykłej elokwencji, jego sposób formułowania myśli, to nie są jakieś prostackie zdania, tylko po prostu to jest poezja.
[18:13.28 → 19:14.69] A: No właśnie, to ja taką poezję zacytuję, którą zresztą wybrał dla państwa Jarosław Koziaran na dzisiaj. Żeby mleko dla kota i spełniona tęsknota siły tym, kto się miota, żeby udane żniwa, żeby jej mość poczciwa, żeby wiary starczyło, jak było, tak było. Żeby trzy szklanice piwa wzniosłe e viva, jak najmniej denatury i zwyrodnień struktury. żeby buty na luty, żeby zdrowia starczyło, żeby łagodność dla ucha i takowa system mucha, a w lecie prażucha, żeby umiar motoryzacji i szacunek dla każdej nacji, żeby zwierza do statek i mąki na chleb, opłatek, żeby owoc na drzewie i Ewa nie w gniewie, a dla młodych dziatek na długie lata do statek, żeby prawdy muzyka i śpiewka polskiego słowika. Andrzej Kot zawsze postrzegałem twórca graficzny, wizualny, a tu twórca literatury po prostu.
[19:14.80 → 19:29.43] B: No tak, no bo dla niego forma nie była bez znaczenia i zarówno to co mówił i to co pisał było bardzo wysmakowane, wrażliwe.
[19:30.58 → 20:11.24] A: Wróćmy trochę do tych dwóch filmów, które przed chwilą oglądaliśmy. Nie wiem, czy państwo się ze mną zgodzą. Jak ja się cieszę, że są tacy twórcy jak Grzegorz Linkowski, którzy w danym momencie są, żeby przeprowadzić nagrania, prawda? Jak teraz z perspektywy lat możemy docenić ten pierwszy obraz i to, że te zdjęcia są, niesamowity w tym filmie nawet jest ten sam żwawy krok Andrzeja Kota, sprężysty, prawda? To jest niesamowite, ale chciałem spytać o ten motyw, który się przewija przez oba obrazy, tak? O te...
[20:11.24 → 20:11.90] C: Fortepian?
[20:12.30 → 20:25.26] A: te widziadła, które cały czas towarzyszą Andrzejowi Kotowi. To jest próba pokazania tego, z czym się musiał mierzyć właśnie z tą chorobą?
[20:26.20 → 21:16.87] C: To też, oczywiście. Ale to też jakiś rodzaj widziadła artystycznego, bo... Ale mówimy o alfabecie Kota. No więc... Jego marzeniem zawsze było, jak żeśmy rozmawiali o tym, jak będziemy robili ten film, żeby ruszyć tą grafikę, żeby ta litera za nim poszła, żeby ta litera obok niego wystąpiła, żeby ona gdzieś współgrała. Stąd taka pierwsza właśnie niesamowita historia z tym szwejkotem, że nam się to udało, to film jest analogowy i w ogóle zrobić animację, tak napompować ten rysunek, to w ogóle było niemożliwe prawie w tamtych czasach.
[21:16.87 → 21:19.43] A: Trochę się technologia zmieniła między jednym a drugim obrazem.
[21:19.71 → 22:20.16] C: No strasznie, to było robione na betach analogowych, w ogóle zupełnie inna technika, ale widać wtedy też jak gdyby siłę tego, tego, można powiedzieć, tego wyrzutu wobec świata, wobec społeczeństwa, wobec tego, co spotkało delikatnego, bardzo wartościowego artysty i to coś, to jest to wojsko, to jest to wtłamszenie w ramy, to jest to wepchnięcie w jakiś paskudny sznytoryt i po prostu wylał to na papier. To niesamowite, bo on tutaj czyta Dwie trzecie w ogóle tego wiersza, a tam każdy werset jest bardzo ważny, bo każdy werset opowiada o jakiejś historii, która się tam działa podczas tych prawie dwóch lat armii.
[22:20.28 → 22:45.88] B: Ja myślę, że fajnie by było, jakby w tym skrzydełku książki jest taki krótki wywiad z Waldkiem Soliszem, gdzie on odpowiada jednym słowem na każde pytanie i bardzo precyzyjnie myślę go definiuje. Jakbyś był uprzejmy...
[22:45.88 → 23:34.82] A: A możemy się umówić, że miałem to przygotowane na puentę. Możemy się umówić, że na koniec to czytamy, a jeszcze chwilę porozmawiamy. Zgodzą się państwo, żebyśmy jeszcze chwilę porozmawiali o Andrzeju Kocie? Jeszcze kilka chwil i ten tekst rzeczywiście wybrzmi. No bo skoro Andrzej Kot, człowiek wielu talentów i jako twórca Ex Librisu, ale chciałem teraz pytać o dzieło, które być może było najważniejszym dziełem, jeśli chodzi o jego pracę jako kaligrafa, a więc o publikację poświęconą Miłoszowi. i rok osiemdziesiąty pierwszy, tak? Traktat moralny Czesława Miłosza. W jakiej roli kod był w tej publikacji? Kto jeszcze był zaangażowany w tę publikację? Bo ona chyba była bardzo ważna też ze względu na moment, w którym się ukazała.
[23:35.76 → 24:07.99] B: Ja nie mam akurat danych na ten temat. No wiem, że wykorzystano jego talent kaligraficzny i Myślę, że w pewnym sensie wykorzystano instrumentalnie jako po prostu kaligrafa, który napisał treść traktatu Miłosza i myślę, że chodziło to o jakąś formę ładnego podania estetycznego.
[24:08.45 → 24:15.61] A: Tak, ale wiem, że w te publikacje też byli zaangażowani, jeśli chodzi o ilustratorzy, znani twórcy związani z Lublinem.
[24:16.43 → 24:18.71] B: Nie mam wiedzy, akurat nie będę tutaj...
[24:18.71 → 24:45.20] C: Wiem, że to było wydawane chyba przez tą oficynę WDK-u bodajże, czyli to co widać tutaj w pierwszym filmie. Chyba jednym ze składających był Wiesław Kaczkowski. i rzeczywiście zostali zaproszeni też tam jacyś inni. Ja nie wiem, czy tam jakieś grafiki się przypadkiem nie pojawiły właśnie. Pamiętam.
[24:45.22 → 24:57.46] B: Pan Kaczkowski był na wystawie dzisiaj. Myślałem, że że pojawi się tutaj w Teatrze Bąbągi, byśmy tutaj bezpośrednio jego zapytali.
[24:58.14 → 25:12.64] A: Albo mogą państwo sięgnąć do tej publikacji i znajdą państwo tę historię. Zachęcam, żeby to zrobić. Jak jest z dostępnością tego cuda? Jestem ciekaw tego. Ja zdobyłem w Miejskiej Bibliotece Publicznej. Pozdrawiam.
[25:12.82 → 31:31.57] B: Może krótka historia pracy nad książką. Czyli prasa zaczęła się za życia. W momencie, kiedy Jędruś przyszedł i opowiedział, że będzie robił 50-lecie pracy twórczej w Bibliotece Łopacińskiego, miał tam mieć indywidualną wystawę. No i wtedy zrodziła się we mnie myśl, że mówię, chłopie, to jest najwyższa pora, żeby w tym wieku, po 50 latach uprawiania grafiki, wydać jakąś przyzwoitą książkę na własny temat. No i on przyznał mi rację, że tak, to jest dobry moment. obiecał współpracę. Współpraca, która miała polegać na tym, że będziemy odwiedzać miejsca, w których on się robił zrzuty. Bardzo takim solidnym miejscem jest właśnie Biblioteka Łopacińskiego, która ma skatalogowane zbiory. Nie zdziwiłbym się, jakby to było kilka tysięcy artefaktów i ja z tych zbiorów korzystałem, no ale to też w paru innych miejscach, jak między innymi ta Biblioteka Narodowa, dział zbiorów specjalnych i mimo, że wydawałoby się, po jego opowieściach, że ona jest wypełniona po brzegi, to jak doszło do czegoś, to okazało się, że mają skatalogowanych, ale kilkanaście pozycji. No i tak dalej było to poszukiwanie a to w Norbertinum, no i jeszcze w paru innych miejscach. No a w pewnym momencie miałem już tego tak dużo, że nie wiedziałem właśnie, jak sobie z tym wszystkim poradzić. Tworzyliśmy właśnie, już dzisiaj opowiadałem o tym, jakieś podzbiory po to, żeby opanować, co mamy, czego nie mamy. Wyszła dość obfita publikacja. Zrobiliśmy z Piotrkiem Wysockim makietę i pojechałem do drukarni RS Druk, prywatnej drukarni w Rzeszowie. No i jak pan Rysio Świątoniowski zobaczył tą makietę, to tak się podniecił, bo on był takim drukarzem, czy jest drukarzem, ma jeszcze tą drukarnię, no takiego z urodzenia, że po prostu od Druk to była jego pasja i zaczęliśmy kombinować, co jeszcze tutaj możemy dołożyć do tej książki, żeby ją skomplikować. Więc różne techniki druku, różne papiery i tak dalej. I w momencie, kiedy to wszystko już wydrukował i wrzucił do maszyny, która miała to wszystko skleić, maszyna odmówiła współpracy i powiedziała, nie da rady, że po prostu nigdy czegoś takiego nie przerabiała. No i bardzo się zmartwił nasz drukarz, bo miał dwie palety wydrukowanego papieru, a nie dało się z tego zrobić książki. I mówi, że nie spał całą noc, kombinował i rano wstał. poszedł do drukarni, wyprół jej flaki, wszystkie sensory, które automatycznie przyjmowały informacje na temat zawartości książki. I już ręcznie podając te składy udało się to skleić. I to był takie 24 godziny jakiegoś bardzo dużego dramatu. I na szczęście udało się to opanować. I dokładnie rok, tak jak obiecałem, Andrzejowi jeszcze na łożu śmierci, że ja wydam tę książkę. I tak się stało, czyli dokładnie 17 lutego w 2016 roku była premiera tej książki. Powiem, że na samej premierze sprzedałem ponad stówę egzemplarzy. I to rozeszło się, po prostu książka była wielokrotnie nagradzana w różnych miejscach. No i jest już teraz takim białym krukiem. No i myślę właśnie, że trzeba zrobić drugie wydanie, no bo jest takie ciśnienie i jest taka potrzeba po prostu, Wśród absolutnych profesjonalistów, którzy zajmują się drukiem, którzy kolekcjonują książki, jest to rzecz wyjątkowa i pożądana. Nikt nie wydał w Polsce książki tak skomplikowanej i tak, myślę, na taki niebywały temat.
[31:31.99 → 32:34.90] A: To my dziękujemy za to, że dotrzymał pan słowa, opiekun twórczości Andrzeja Kota. No i rzeczywiście chcemy więcej, chcemy kolejnych edycji. Poproszę o brawa dla Jarosława Koziary. Dla Grzegorza Linkowskiego poproszę również o brawa. Dla tłumaczy polskiego języka migowego dzisiaj to pan Łukasz Grzesiuk i pani Marta Stępniak. Bardzo dziękujemy za to tłumaczenie. Przypominamy Państwu, że warto zajrzeć do warsztatów kultury, bo tam od dzisiaj wystawa specjalnie dla Państwa od KOT, a my żegnamy się tym tekstem, a więc króciutkim bardzo wywiadem Waldemara Sulisza z Andrzejem Kotem. Najważniejsza cecha mojego charakteru. Sprawiedliwość. Co najbardziej cenię u ludzi. Uczciwość. Czego w nich nie znoszę. Fałszu. Moje wady? Chaos. Zalety? Uczciwość. Czy nigdy się nie poddaję? Nigdy. Pasje?
[32:35.54 → 32:35.94] C: Praca.
[32:36.58 → 33:16.18] A: Marzenia zawodowe? Żeby wciąż móc pracować. Marzenia dla Polski? Nie mam. Dla Lublina? Żeby doznał międzynarodowej sławy. Ulubiony film? Greg Zorba. Ulubiony polityk? Stanisław Staszic. Taki, co go nie znoszę? Nie mam. Żyję z dystansem. Ulubione danie? Wątróbka pod każdą postacią. Alkohol? Czerwone wino wytrawne. Inne nałogi? Ni, kot, yna i mocna herbancja. Rodzina? Sam, nie przytroczony do żony. Jak mieszkam? Prowizorycznie. Najmilsza chwila w życiu?
[33:16.86 → 33:17.40] C: Nie miałem.
[33:18.14 → 33:21.46] A: Andrzej Kot. Bardzo Państwu dziękujemy za to spotkanie. Dobrego wieczoru.

Kino lubelskie: „Zwierzę na papierze” / „Alfabet Kota” / spotkanie z Grzegorzem Linkowskim i Jarosławem Koziarą

Filmowe wspomnienie Andrzeja Kota w Światowy Dzień Kota – projekcja filmów „Alfabet Kota” i „Zwierzę na papierze” w reżyserii Grzegorza Linkowskiego.

„Zwierze na papierze”
Film jest ciepłym obrazem odchodzącego artysty, pełnego pokory i pogodzonego z życiem, a zarazem zepchniętego przez to życie na margines. Dokumentalne sekwencje pokazują wybitnego grafika, Andrzeja Kota, w drodze, którą odbywał codziennie ze swoimi grafikami. Artyście towarzyszą animowane postaci jego graficznych bohaterów: kot, diabeł, koziołek, ptaki. Te dwa światy złowrogo przenikają się w nieuniknionym finale filmu.

„Alfabet Kota”
Film opowiada o życiu i pracy Andrzeja Kota – rzemieślnika i artysty, wybitnego rysownika, docenianego za swoje wybitne osiągnięcia artystyczne za granicą, a
prawie zupełnie nieznanego w kraju. Film pokazuje różne rodzaje jego aktywności twórczej : ekslibris, rysunek, druk, sztukę poczty, graffiti a także wiersze i rymowanki w charakterystycznym performatywnym dla Andrzeja Kota stylu.

Wróć