[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.23 → 00:02.81] A: Dobry wieczór. [00:03.46 → 00:04.25] B: Dobry wieczór. [00:08.56 → 00:16.66] A: Ja nazywam się Michał Karaputa, jestem dyrektorem Teatru Starego w Lublinie. Bardzo się cieszę, że jest ze mną pani profesor Iwona Hoffman. [00:17.45 → 00:18.91] B: Dobry wieczór jeszcze raz. [00:20.46 → 02:22.39] A: Pani profesor za chwilę powie więcej o tym, dlaczego się tu spotykamy, a myślę, że państwo tutaj na sali Teatru Starego wiecie doskonale, a osoby, które nas oglądają być może Jeszcze nie. Jak państwo wiecie, Teatr Stary jest jedną z najstarszych scen, jednym z dwóch najstarszych budynków teatralnych wciąż używanych w Polsce. Jest też jednym, jak sądzę, z najpiękniejszych obiektów teatralnych w tym kraju. I od 12 lat jest miejską samorządową instytucją kultury. Bardzo się cieszę, że jest dzisiaj z nami pani Karolina Rozwód. pierwsza dyrektorka tego teatru, która przez 12 lat kierowała tą instytucją, która spowodowała, że jest to w ocenie wielu osób jedna z najważniejszych impresaryjnych instytucji w tym kraju i bardzo się cieszę, że może być dzisiaj z nami, a ja od kilku miesięcy staram się, żeby to nadal była jedna z najważniejszych instytucji, która przede wszystkim stara się o to, żeby było to miejsce spotkania państwa, widzów z artystami, żeby to było miejsce rozmowy, dialogu o sprawach często trudnych, czasami najtrudniejszych i w skali naszej osobistej, naszych żyć, ale także w skali globalnej. I myślę, że takim też tematem zajmiemy się dzisiaj. Bardzo dziękuję Pani Profesor za zaufanie i za włączenie Teatru Starego w obchody 80-lecia Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, którego ja jestem absolwentem, a Pani Profesor jest jedną z najważniejszych osób, która przygotowywała ten jubileusz, który trwa już od kilku miesięcy, a jeszcze wiele atrakcji przed nami. Pani Profesor, bardzo proszę o kilka słów o tym, co przed nami. [02:23.20 → 04:45.53] B: Szanowni Państwo, istotnie dzisiaj prawie kumulacja wydarzeń związanych z 80-leciem Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej, ponieważ przed południem pani Agnieszka Holland, ale także pani Anna Appelbaum i pani Olga Tokarczuk odebrały najwyższe godności akademickie, to jest doktoraty honoris causa. To wielkie wydarzenie i bezprecedensowe, nigdy wcześniej w kulturze akademickiej trzy osoby nie odbierały jednego dnia tego wyróżnienia. Myślę, że dla wielu mieszkańców miasta, na pewno dla społeczności Uniwersytetu, wyróżnienie Anna Pelbauna, Gnieszki Holland i Olgi Tokarczuk wiąże się z weryfikowaniem tych wartości, w które wierzymy. I dzisiejsze spotkanie, zarówno to, które odbyło się w Uniwersytecie, w Auli, kiedy mogliśmy wysłuchać lekcji pań doktor honorowych, jak i tu, które za chwilę wysłuchamy, podczas rozmowy z Agnieszką Holland zmierza chyba do tego, żeby porządkować rzeczywistość według takich systemów wartości takiej wrażliwości, która wszystkim nam jest bliska. Chcę przez to powiedzieć, że obrazy filmowe Agnieszki Holland, obrazy literackie Olgi Tokarczuk i obrazy naukowo-publicystyczne, które przedstawiła Ann Appelbaum i o których panie doktor honorowe mówiły, zmierzają do tego, żeby znaleźć przyczyny i sposoby rozwiązania mikrokryzysów, w których znajdujemy się z powodu przemian globalnych. To są też rozmowy o naszym życiu, tak jak wskazał pan dyrektor i myślę, że wszyscy mogą wyciągnąć z nich wiele wniosków, nie tylko tych, że jest jeszcze wiele do odrobienia z lekcji historii, żeby przejść ku postawom i lekcjom obywatelskości, ale także takich, które pozwolą nam wszystkim godniej żyć i pielęgnować poczucie wolności w sobie. Mam zaszczyt i przyjemność zaprosić Państwa na rozmowę z Agnieszką Holland, reżyserką wybitną. Te rozmowy poprowadzą moja koleżanka i kolega z pracy, prof. Natasza Ziółkowska-Kurczuk i pan dr Wojciech Maguś. Bardzo dziękuję, że Państwo są dzisiaj tutaj. [04:46.07 → 04:50.23] C: I zapraszamy. [04:51.63 → 05:04.59] A: Bardzo dziękuję, że państwo jak co wieczór wypełniliście salę Teatru Starego. Bardzo dziękuję także wszystkim osobom, które śledzą to spotkanie przed ekranami. Serdecznie zapraszamy naszych gości. [05:35.61 → 05:36.49] C: Dziękuję bardzo. [05:38.11 → 06:12.75] D: Dzień dobry. Dobry wieczór. Witamy Państwa na spotkaniu. Jesteśmy po wielu emocjach. Dzisiaj już za nami wręczenie tytułów honorowych doktorów. Jesteśmy też przed pokazem filmu Zielona granica i dlatego od tego filmu chciałabym zacząć. To jest film, który pokazuje perspektywę co najmniej trzech stron. I epilog jest taki... Nie zdradzam, nie zdradzę tego epilogu. [06:12.77 → 06:13.89] C: Może ktoś Państwa nie widział. [06:14.25 → 06:17.15] D: Mamy nadzieję, że ktoś nie widział i dzisiaj zobaczy. [06:17.39 → 06:23.09] C: I nie wyjdzie po spotkaniu, bo pomyśli, że wszystko wie o tym filmie. Nie wiecie wszystkiego, trzeba zobaczyć. [06:24.23 → 06:41.99] D: Chciałam spytać o taką rzecz. Jak powstawał scenariusz tego filmu? Bo to nie jest przecież film dokumentalny, tylko fabularny. Ja wiem, że o tym już trochę powiedziano, ale żebyśmy dzisiaj właśnie w tym kontekście różnych sytuacji, które mieliśmy, powiedzieli jeszcze, jak ten film powstawał. [06:44.55 → 18:50.54] C: Więc scenariusz podyktowało życie, ponieważ zaczęły się dziać takie dziwne rzeczy na granicy polsko-białoruskiej, zresztą również na litewsko-białoruskiej i łotewsko. Nagle zaczęli się zjawiać w lasach, bo ta granica przebiega niemal w całości przez lasy, w tym Puszczę Białowieską i rezerwat i jest to takie miejsce, powiedziałabym, w pewnym sensie mityczne i metafizyczne. Więc zaczęli się tam zjawiać ludzie. Niektórzy z nich nie mieli w ogóle pojęcia o tym, gdzie się znajdują i jak to tam wygląda i jak nagle trudno się stamtąd wydostać, bo nie wszyscy mieli dokładnych przewodników czy szmuglerów. I dość długo, no znaczy parę tygodni co najmniej, a może i dłużej, opinia publiczna i nawet miejscowi nie do końca rozumieli, co się dzieje. Aż do takiego zdarzenia, które zostało nazwane usnarzem górnym, kiedy grupa afgańskich uchodźców znalazła się w pułapce. Z jednej strony Znajdowali się według aktywistów i według polityków, którzy tam wówczas byli, na terytorium Polski, w takim jakby trochę ziemi niczyjej, przy samym pasie granicznym i z jednej strony uniemożliwiali im ruszenie się białoruskie służby graniczne, a z drugiej polskie służby graniczne. To się szybko rozniosło, zaczęli się tam zjawiać ludzie, media, właśnie politycy, różni aktywiści, lekarze również, ponieważ szybko się okazało, że tam są osoby, które są chore, starsza kobieta z ciężką chorobą nerek, młodziutka dziewczyna, nastolatka, kot też się tam znalazł. No i wkrótce wszyscy zaczęli obserwować to miejsce i strażnicy polscy, strażnicy graniczni zachowywali się bardzo przyzwoicie i tak życzliwie najogólniej, sami kupowali za własne pieniądze wodę i jakieś jedzenie. Ale po kilku dniach to się zmieniło i nagle przyszedł zakaz z góry, że absolutnie nie można się z nimi kontaktować i nie można im nic podawać. No i zaczęła się taka bolesna wegetacja, bo tam ich warunki życia się robiły coraz trudniejsze. Kłamstwo wokół tego, co się tam dzieje, propagandowe kłamstwo narastało coraz bardziej. I pewnego dnia ci ludzie zniknęli. zostali gdzieś wywiezieni. Gdzie, dokąd, co się z nimi stało, nie było to wiadome, ale uruchomiło to świadomość, że właśnie powstał nowy korytarz migrancki i uchodźczy i że ten korytarz stworzony przez Łukaszenkę i Putina najpewniej, znaczy w oszywisty sposób, ułatwiał przylot do Mińska, można było kupić wizę, potem transport do granicy Na początku, szczególnie przez pierwsze miesiące, ludzie, którzy się tam znajdowali, to byli głównie Syryjczycy z obozów dla uchodźców, Kurdowie, Iraccy, no i właśnie Afgańczycy. I część z nich przyjęła powstanie tego korytarza, znaczy większość z nich, jako jakiegoś swego rodzaju cud. Bo nagle okazało się, że można się dostać do tego bezpiecznego świata, nie płynąc przez morze śródziemne i narażając się na najgorsze, nawet na śmierć, ale przechodząc przez jakieś druty i potem już jesteśmy w tym raju. Stało się jasne też, że Putin to wymyślił nie tak ad hoc i że problem manipulacji ruchów migranckich to jest dość stara metoda destabilizowania różnych krajów, a po kryzysie w 2015 roku stało się to jasne dla różnych dyktatorów, ponieważ Europa pokazała swoje słabe podbrzusze. I okazało się, że to jest coś, co może zdestabilizować politykę Unii Europejskiej i krajów poszczególnych. I że populistyczni autokraci bardzo łatwo dochodzą do władzy na bazie lęków związanych z tego typu kryzysem. No więc stało się też jasne, że Putin będzie to wykorzystywał do imentu. Zresztą Syria częściowo, wojna w Syrii i ta ilość uchodźców była jego dziełem. Za wiele odpowiadamy my jako Zachód, zaczynając wojnę w Iraku czy w Afganistanie, czy w Libii. Krótko mówiąc, dyktatorzy zobaczyli w tym łatwą metodę destabilizacji, natomiast rząd polski wówczas zobaczył w tym polityczne złoto, ponieważ zrozumiał, że można na bazie tego zdarzenia budować różne mity, i pisać różne narracje, które będzie można użyć w celach wyborczych w takim czy innym stopniu. Tymczasem zjawili się tam również aktywiści, ludzie, którzy zobaczyli, że po prostu się tam umiera w tym lesie, tym bardziej, że zaczęło być coraz zimniej, a wielu z tych migrantów i uchodźców nie było przygotowanych na tego typu warunki. Miejscowi ludzie mieli bardzo różne zachowania. Jednym przypominała się II wojna światowa i ukrywający się po stodołach czy po lasach wychudzeni ludzie z płonącymi oczami. I nagle spotykali podobne obrazy. Pierwszym takim odruchem było dzwonić do straży granicznej albo na policję. Dopiero po kilku tygodniach okazało się, że ci ludzie nie są zaopiekowani, tylko że są przepychani z powrotem do Białorusi, gdzie są z kolei bici, torturowani i przepychani z powrotem. Nie będę opowiadać o tym wszystkim, ponieważ duża część tych zdarzeń jest opowiedziana w filmie, ale bardzo szybko również władze polskie zdecydowały się ówczesne stworzyć zonę zamkniętą wokół granicy, gdzie nie było dostępu i dla aktywistów, i dla lekarzy, i dla polityków nawet opozycyjnych, i również dla mediów. W związku z tym nie można było dokumentować tego, co tam się dzieje. Media zresztą dość, powiedziałabym, potulnie położyły uszy po sobie i nie było wielu prób, żeby się tam przedostać. A dlaczego tak się dzieje, powiedział pan prezes Kaczyński. Właściwie on był dla mnie takim głównym inspiratorem, bo on powiedział, że Amerykanie przegrali wojnę w Wietnamie, ponieważ dopuścili tam media i miał rację oczywiście. W momencie, kiedy Amerykanie zobaczyli zdjęcia popalonych przez napad dzieci wietnamskich, kiedy zobaczyli nieszczęścia i tortury, którym poddawana jest ta miejscowa ludność, to powiedzieli, my nie chcemy takiej wojny, nie chcemy, żeby nasi chłopcy ginęli w takim celu. No więc ja zrozumiałam, że pan Kaczyński po prostu chce zrobić taką sytuację, żeby nie było śladów, ponieważ wierzy w siłę obrazu. I ja sobie powiedziałam, że ja też wierzę w siłę obrazu, bo temu poświęciłam całe moje życie zawodowe i że ja umiem zrobić coś takiego, żeby opowiedzieć historię nie w sposób dokumentalny, co było niemożliwe w każdym razie w tym wymiarze pewnym totalności tego zdarzenia, tylko poprzez film fabularny. I wtedy zaprosiłam dwójkę moich kolegów, Maćka Pisuka, który jest scenarzystą wybitnym w moim przekonaniu, ale również jest aktywistą i całe osiem lat PiS-owskiej władzy prowadził takie aktywistyczne protesty. Jeden z nielicznych z filmowego środowiska i młodą scenarzystkę Gabrysię Łazarkiewicz-Sieczko, której mąż zresztą stworzył taką grupę medycy na granicy, która jeździła tam i rzeczywiście uratowała przynajmniej kilkanaście istnień ludzkich, jeśli nie więcej. I zaczęliśmy zbierać dokumentację, jak najszerszą. Wahaliśmy się chwilę, czy skoncentrować się na jednym zdarzeniu, jak usnasz na przykład, czy też pokazać to właśnie w pewnej takiej epickiej totalności i zdecydowaliśmy się na to drugie, mając taką świadomość, że to będzie pierwszy film na ten temat, a być może ostatni. I że trzeba by pokazać jakby najróżniejsze losy, wybory i tego, jak to, co się tam dzieje, odciska się na świadomości, na emocjach i na życiu poszczególnych ludzi. I bardzo nam zależało, żeby to byli ludzie właśnie, żeby to nie było o sprawach, żeby to nie było o geopolityce, żeby to nie było o opresji tylko, ale żeby to było o tym, co się dzieje, kiedy człowiek spotyka się z człowiekiem i każde z nich ma zupełnie inną agendę i inne cele. I chodziło mnie przede wszystkim o to na początku, żeby tym uchodźcom przywrócić ich człowieczeństwo, żeby w momencie, kiedy zostali pozbawieni przez propagandę oficjalną głosu i twarzy, kiedy zmieniono ich w jakieś figury wrogów, jakichś terrorystów, zoofili, pedofili, żeby po prostu pokazać ich ludzki los i ludzki wymiar. No i wtedy zaczęliśmy to pisać. Mieliśmy mnóstwo materiałów. Pojechaliśmy tam, Maciek spędził najwięcej czasu w tych grupach aktywistycznych. Spotkaliśmy się z wieloma też ludźmi, którzy przeszli granicę, z wieloma, którzy tam działają. No i udało się też porozmawiać z kilkoma strażnikami granicznymi. To było najtrudniejsze, no bo oczywiście oni się bali mówić to, co robią i opowiadać o tym, co robią i mówić to, co myślą. I powstał obraz, który jest dla mnie nie tylko z zapisem tego, co działo się w Polsce i co dzieje się niestety dalej, bo ta sytuacja nie zmieniła się i też sposób, w jaki aktualna władza korzysta z możliwości budowania właśnie politycznego złota na tych wydarzeniach również się nie zmienił, ale jest to też uniwersalne, ponieważ taka jest tendencja i takie jest działanie w całej Europie czy w Stanach Zjednoczonych i ci, którzy postanawiają wykorzystać to zjawisko i to wyzwanie, jakim są migracje, do budowania poczucia zagrożenia, strachu i naruszenia jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa, oni wygrywają. W związku z tym nie jestem optymistyczna i nie jest tak, że zrobiłam film i świat się zmienił. Świat się nie zmienił i nie zmieni zapewne na lepsze szybko, ale jak mówię, kiedy robiliśmy ten film, był dla nas najważniejszy człowiek i każdy człowiek jest jakąś taką wolną planetą, która może podjąć wybór za czymś albo przeciwko czemu, albo po prostu za życiem. [18:59.13 → 19:13.83] D: Film sytuacji może nie zmienił, tak jakby można było, ale jest też obrazem PR-u, politycznego istnienia. Pan doktor przygotował też dla Państwa... Dużo [19:13.83 → 20:46.14] E: mówiła Pani o narracji, o mediach. To także pojawiło się w wykładzie wygłoszonym podczas uroczystości. Ja właśnie o to chciałem zapytać. Prześledziłem, w jaki sposób mówiono w wiadomościach TVP o Zielonej Granicy we wrześniu, w sierpniu, we wrześniu. I stała się Pani obiektem ataku. Pojawiło się 20 materiałów, w których w skrajnie negatywnym świetle przedstawiano Panią, przedstawiano film. Pojawiły się określenia, które są nieprawdopodobne. Pięć razy pojawiło się słowo PASZKWIL, Cztery razy w tytule pojawiło się nawiązanie do Putina i Łukaszenki. Odwoływano się do tego, że scenariusz był napisany cyrylicą, że ci, którzy chodzą na ten film, to są zachowują się tak samo jak ci, którzy podczas II wojny światowej chodzili na filmy propagandowe niemieckie. Pojawił się tytuł, tylko świnie siedzą w kinie. Moje pytanie do pani, jak pani wytrzymała ten atak? Jak pani poradziła sobie z tą skrajną, negatywną, zaplanowaną kampanią, która wpisywała się w kampanię wyborczą? Bo przyznam, że z perspektywy odbiorcy no to to musi świadczyć o jakiejś dużej sile, że można się jakoś odnaleźć w tym natłoku negatywnych emocji. [20:47.54 → 20:49.40] C: No ale były też pozytywne. [20:50.18 → 20:50.72] E: Dokładnie. [20:51.24 → 22:11.09] C: Także oczywiście ta kampania nienawiści, którą rozpoczęli Polizy, rozpoczął to pan Ziobro, a potem do tego również dołączyli się inni, właściwie najważniejsi politycy polscy ówcześnie panujący, łącznie z prezydentem Dudą, bo on właśnie rozpropagował to hasło, tylko świnie siedzą w kinie, w kontekście naszego filmu. Nie spodziewałam się, że to pójdzie tak wysoko, bo o tym, że będzie atak propagandowy, to żeśmy jakby wiedzieli i przypuszczali. Był to gorący temat i taki temat bardzo niewygodny, a jednocześnie temat, na którym można było właśnie zbudować jakiś rodzaj emocji przedwyborczych, takich gorących, nacjonalistycznych, pseudopatriotycznych emocji. No ale to, że to właśnie i prezydent, i prezes, i premier, i minister spraw zagranicznych, nie, zagranicznych chyba nie, ale w każdym razie, że cała ta wierchuszka osobiście mnie zaatakuje i to jeszcze pan nie powiedział, że też mnie przyrównywali do Goebbelsa i Hitlera, jednocześnie z Putinem i Stalinem. I najbardziej mnie rozbawił... [22:11.09 → 22:12.47] E: Czasami w trakcie jednego wydania. [22:14.19 → 23:44.87] C: Takie erudycyjne przyrównanie do Leni Riefenstahl, która była bardzo zdolną reżyserką, jedną z pierwszych zdolnych reżyserek, ale niestety służyła diabłowi. No więc oni przesadzili oczywiście. To była zresztą nasza szansa, ponieważ to było już tak absurdalne i tak zmasowane, że ludzie, a Polacy są narodem przekornym, zaczęli reagować na odwrotnie. I muszę powiedzieć, że jestem bardzo wdzięczna szczególnie panu prezydentowi, bo gdybyśmy chcieli zapłacić za taką kampanię reklamową, jaką on nam za darmo dostarczył, to byśmy musieli, ktoś to obliczył z PR-owców, wydać grubo ponad 2 miliony dolarów czy euro. Więc to pomogło filmowi, ponieważ on zaistniał w świadomości społecznej i bardzo dużo ludzi poszło do kina. Jak poszli do kina, to przeżyli to, bo przecież ten film nie jest tym wszystkim, o czym mówiono, tylko jest jakimś, wydaje mi się jednak, dziełem sztuki i przede wszystkim jest jakby głosem humanisty, to znaczy jest głosem o człowieczeństwo, a nie głosem, który by, no zresztą sami ocenicie. No więc tak, jak ja to zniosłam, to ja to zniosłam okej. To znaczy... [23:44.87 → 23:47.87] F: Miałam [23:49.57 → 28:31.32] C: jeden taki moment, kiedy zaczęła się ta najbardziej agresywna kampania, Byłam wtedy w Toronto, na festiwalu w Toronto. Po Wenecji pojechaliśmy do Toronto. Film miał zresztą zaproszenia na wszystkie duże festiwale i żeśmy się jakoś podzielili tymi objazdami tych wszystkich miejsc. I z Toronto miałam jechać do Warszawy na taką małą promocję przed premierą i potem premierę. Miałam lecieć bezpośrednio. Zaczęłam dostawać pogróżki już takie bezpośrednie, po prostu karalne groźby tak zwane. znaczy pogróżki śmierci i różnych takich rzeczy. To nie jest przyjemne, no bo wyobraźnia działa i można sobie wyobrazić, że w momencie, kiedy wpuszcza się w przestrzeń publiczną tego typu masę nienawiści, to zawsze może się zdarzyć jakiś niezrównoważony człowiek, który przekuje te słowa w czyny. To się zdarzyło w Polsce przecież niedawno z prezydentem Adamowiczem i to może spotkać każdego, kto staje się które staje się celem takiej kampanii nienawiści. Z tego Toronta miałam przylecieć samolotem lotu do Warszawy i wtedy jedyny raz właściwie mnie ogarnął przestrach, kiedy sobie uświadomiłam, że mogę być w tym samolocie, gdzie większość pasażerów to będą Polacy, nie wiem jacy. Akurat w Kanadzie jest duża grupa bardzo takich narodowców Polaków i że nagle ktoś mnie tam zaatakuje gdzieś nad Atlantykiem, to jednak wyobraźnia jakąś muszę mieć, więc zadziała i postanowiłam jednak nie robić tego i poleciałam do Paryża, a moi przyjaciele, koledzy, rodzina zdecydowali, że trzeba wobec tych gruźb karalnych wynająć ochronę. I resztę czasu, jak przyleciałam do Polski, to te dwa tygodnie czy trzy tygodnie, trochę ponad dwa tygodnie, które byłam, spędziłam we towarzystwie super sympatycznych ochraniarzy. Wyglądało to dość komicznie, bo ja nie jestem dużego wzrostu, a oni byli bardzo dużego. Więc przemieszczałam się między tymi dwoma panami, którzy byli bardzo fajni, zawodowi, bardzo inteligentni i ciekawi tego wszystkiego, bo oni ochraniali zwykle polityków i korporacje. No a tutaj nagle znaleźli się na przykład na premierze Zielonej Granicy, co było dla nich, jak mi potem powiedzieli, najstraszniejszym doświadczeniem zawodowym. Ponieważ ta premiera była duża, to się robi zwykle te premiery, bo nie mamy jakiegoś pałacu festiwalowego w Warszawie czy kongresowej jakiejś sali i to się robi w takich mallach, takich galeriach handlowych, gdzie jest kino i tam multisalowe kino. Więc się wynajmuje te sale, jak jest mała premiera, to jedną, dwie, jak jest duża premiera, a nasza była duża, to było chyba z pięć czy sześć, No i potem z tych sal się wylali ci widzowie, na ogół to byli jacyś znajomi, w każdym bądź razie byli generalnie życzliwi ludzie. Wszyscy chcieli się do mnie dopchać i mnie ściskać. I ci dwaj bodyguards stali tam i po prostu podsielał po nich tak, ponieważ normalnie oni nie mogą do tego dopuścić, żeby ktokolwiek i ich obieg chroniony był przez kogokolwiek dotykany. A jeszcze szczególnie moi starsi koledzy mnie zawsze łapią za ręce, bo boją się, że sobie pójdę, a oni mi chcą opowiedzieć koniecznie jakąś historię. I oni mnie trzymali za ręce, więc tamci już w pewnym momencie zainterweniowali i zaczęli odpychać tych ludzi. No ale jak zjeżdżaliśmy windą na parking, to jeden z nich mi powiedział, że właśnie to jest koszmar, że on się zastanawia, czy on może podołać dalej. No i potem jeździliśmy po Polsce i czułam się troszkę jak w filmie Driving Miss Daisy, gdzie taki szofer wozi staruszkę. No i oni asystowali również wszystkim pokazom i rozmowom z publicznością, które były bardzo, bardzo emocjonalne. Zaczęliśmy zresztą od Podlasia, od Teremisek i Białegostoku, gdzie zresztą był rzeczywiście atak, także oni się mogli wykazać. Był tam mały atak prowadzony przez wicewojewodę zresztą. No i potem zaczęli to oceniać. Zaczęli mówić, no to spotkanie to było super, ale pani im doładowała, ale pani dobrze powiedziała. A potem w Warszawie się to kończyło i im się nie podobał prowadzący, więc powiedzieli, ten dzisiejszy to jest naprawdę, niczego się nie nadaje, zepsuł pani spotkanie. Więc jak rozumiecie, była to dodatkowa atrakcja. No ale postanowiłam wyjechać po tych właśnie dwóch tygodniach, bo to jednak kosztowne jest. [28:36.83 → 29:11.27] E: To może jeszcze dopytam, czy zareagowała Pani w jakiś sposób w stosunku do tych materiałów telewizji publicznej? Bo wiem, że w stosunku do ministra Ziobry podjęła Pani jakieś kroki. A czy może dobrze by było spróbować napiętnować tego typu przekłamania, które pojawiały się? Bo to były naprawdę te fragmenty, które nie bazowały naprawdę na faktach, tylko nadinterpretacje, jakieś takie wrzutki, przekłamania, manipulacje. Czy nie miała Pani takiej potrzeby, żeby z tym walczyć? [29:11.85 → 30:54.62] C: No wie Pan, życia by nie starczyło naprawdę, żeby prostować wszystkie kłamstwa, które teraz szczególnie w przestrzeni publicznej się wprowadza w sposób często anonimowy i które są potem powielane przez media społecznościowe i przez algorytmy, to myślę, że trzeba wymyślić jakiś nowy sposób i nowy rodzaj regulacji, żeby w ogóle walczyć z kłamstwem, bo obecny system prawny jest wobec tego bezradny. Mogłabym oczywiście coś próbować robić, ale już w wypadku ministra Ziobry reprezentują mnie chyba ciągle, bo to się jakoś toczy powoli. Wspaniali prawnicy, którzy współtworzyli wolne sądy, Sylwia Grzegorczyk-Abram i Michał Wawrykiewicz. I oni to robili pro bono, na zasadzie przyjaźni i takiego protestu, No ale gdybym z kolei zaangażowała prawników, a nie mogłabym chcieć, żeby wszyscy prawnicy pracowali za darmo i tak za dużo z nich robiło to zbyt długo, no to po prostu musiałabym wydać strasznie dużo pieniędzy i na ochronę, i na prawników. To się po prostu nie opłaca. Myślę, że te pieniądze, jeżeli uda mi się je zarobić, to mogę wydać na lepsze cele. Tym bardziej, że nie wierzę w skuteczność, jak powiedziałam, w obecnym systemie prostowania kłamstw. [30:56.30 → 31:28.17] D: Chciałam troszeczkę zmienić temat i zapytać o seriale. Nie wiem, czy to był jeden z pierwszych ekipa, bo to też taki serial profetyczny. ale też o te seriale, dzięki którym, jak pani powiedziała w wywiadzie, jest popularna bardziej, niż dzięki filmom dominowanym do Oscara, czyli House of Cards i Prawo ulicy. Ale może od ekipy zacznijmy. [31:29.03 → 31:38.73] C: Ekipę żeśmy wymyśliły razem z moją córką Kasią Adamik i siostrą Magdą Łazarkiewicz, bo byliśmy zachwycone amerykańskimi serialami, które pokazują politykę. [31:38.87 → 31:39.29] E: The West Wing? [31:39.45 → 32:06.76] C: West Wing, tak. Oczywiście to była inna epoka, to była epoka, kiedy wszyscy wierzyliśmy, że polityka jest i powinna być moralna, a że politycy to są ludzie, którym często stoją przed bardzo dramatycznymi wyborami i często popełniają bardzo tragiczne błędy, ale im przyświeca jakaś idea dobra wspólnego. To były wczesne lata XXI wieku. [32:07.06 → 32:07.82] E: Jed Bartlett. [32:08.14 → 35:47.98] C: Tak. No i ta ekipę żeśmy współpisały, znaczy wymyśliły i wykreowały niejako, a potem pisali to zresztą bardzo zdolni scenarzyści, Wawrzyniec Smoczyński i Dominik Rettinger. I to był czas pierwszego pisu, także mieliśmy takie poczucie, że ta demokracja jednak jest krucha i że trzeba pokazać ludziom, że ona jest ważna i że jest atrakcyjna, bo głównym problemem demokracji jest to, żeby pokazać, że to jest naprawdę ciekawe, że to nie musi być coś nudnego jak lekcja wychowania obywatelskiego albo religii na ogół. No i żeśmy to zrobili i akurat tak się złożyło, że kiedy serial był emitowany, to chyba było tuż przed wyborami, przyspieszonymi, Nie wiedzieliśmy oczywiście, że będą przyspieszone wybory i wygrała te wybory Platforma Obywatelska i Donald Tusk został premierem po raz pierwszy. I wiele osób mówiło, że oni właśnie oglądali w tym okresie przedwyborczym tę ekipę i że się niejako wzorował na naszym premierze z Zamościa. Turski. No i to, co było profetyczne niestety w tym serialu, to było, że prezydent, którego grał Andrzej Seweryn, zginął w katastrofie helikoptera w Afganistanie, a akurat nie w Rosji. No i potem to się stało naprawdę z prezydentem Kaczyńskim. I dostawałam zresztą parę takich jakichś dziwnych listów, które mnie oskarżały o współudział czy coś takiego. A ja się dowiedziałam o tym, kiedy robiłam serial amerykański Treme, tych samych ludzi, którzy Prawo ulicy stworzyli. Byłam w Nowym Orleanie i rano się obudziłam i zobaczyłam na telefonie właśnie wiadomości o tym, co stało się w Polsce. Było to zupełnie szokujące, szczególnie w tych okolicznościach tej tego nowoarlańskiego miasta. No więc tak, w każdym razie to był serial, który nie miał bardzo dużego zresztą powodzenia w sensie oglądalności, ale stał się kultowy i rzeczywiście wtedy dość taki rewolucyjny system dystrybucji, ponieważ telewizja publiczna, której szefem został pan Wildstein wtedy po raz pierwszy, nam szczyściła ten serial, który już miał iść do produkcji, przejął to Polsat, Polsat był wtedy szczególnie nieodpowiednią anteną dla tego typu rzeczy, tak że dla widowni Polsatu, która jest przyzwyczajona jednak do telenovel, to było za trudne. Po prostu nie byli przyzwyczajeni, ale jednocześnie Gazeta Wyborcza co tydzień wydawała płytę, wtedy płyty jeszcze były bardzo popularne, DVD, z kolejnym odcinkiem. Ludzie to zbierali i w wielu domach Widzę do dzisiaj te takie boksy z ekipą. Nie wiem, czy to ktoś znowu pokaże może przed kolejnymi wyborami. Może by się przydało odświeżyć tę wiarę w piękną demokrację. [35:49.64 → 36:16.78] E: To jeśli mogę, bo nie daruję sobie, jak o to nie zapytam. Dwie wizje świata polityki. Jedna idealistyczna, właśnie The West Winga, Roma Sorkina, no i ekipa. Konstanty Turski, premier Zamościa, ale druga zupełnie inna, makiaweliczny, demoniczny Frank Underwood. Która z postaci, z perspektywy twórcy, z perspektywy artysty jest ciekawsza? Którą Pani bardziej polubiła? [36:17.68 → 37:52.92] C: Wie Pan, zło jest zawsze bardziej atrakcyjne, ale dobro jest znacznie trudniejsze do pokazania, więc ja, ponieważ nie lubię iść po linii najmniejszego oporu, Uważam, że to dobro jest bardziej warte naszej uwagi. Jeszcze jeśli chodzi o Prawo ulicy, bo pani wspominała o tym The Wire po angielsku, to jest uważane za właściwie najlepszy serial, który powstał w telewizji amerykańskiej, a może w ogóle. I to było dla mnie niebywałe doświadczenie, praca przy tym serialu. Ja go nie formatowałam, także weszłam w środku i zobaczyłam, to jak to jest napisane, to jak to jest wymyślone, to jacy aktorzy to grają i jacy nieaktorzy tam grają, daje mi taki wgląd w tragedię amerykańskiego miasta i w ogóle w politykę Ameryki, że to mnie więcej nauczyło niż mieszkanie tam przez 10 lat. Także ja pamiętam, że później jak właśnie Donald Trump prowadził swoją kampanię prezydencką po raz pierwszy, I wszyscy mówili, no nie, to jest bładny, to w ogóle niemożliwe, to ja mówiłam, nie, on wygra. Ponieważ zrozumiałam, że ten kraj jest tak chory i jest tam tyle niewypowiedzianych tragedii i tyle jakby takiej podskórnej wojny, że jeżeli przyjdzie zręczny populista, to może zrobić z tym społeczeństwem cokolwiek będzie chciał. No i to się łączy z House of Cards, House of Cards był takim przeciwieństwem West Wingu, czyli jak to się nazywało po polsku West Wing? [37:53.10 → 37:53.96] E: Prezydencki Poker. [37:54.18 → 40:28.24] C: A, Prezydencki Poker. W Prezydenckim Pokerze ci ludzie byli jak w ekipie trochę. Ciekawi, poczciwi, uczciwi, pełni błędów, pełni jakichś słabości, ale jednocześnie żywi i tacy jakby pozytywni. Kiedy się znalazłam w Hollywoodzie w latach 90. i miałam jakieś projekty, które usiłowałam do których usiłowałam namówić studia filmowe czy jakieś produkcje, to na ogół mi mówiono, nie, nie, bo ten bohater nie jest dość sympatyczny. A kiedy tam znowu się znalazłam w 2005 czy 2006 roku i znowu coś przedstawiałam, jakieś projekty, to mówili, nie, nie, nie, nie, ten bohater jest zbyt sympatyczny. I to charakteryzuje tę zmianę, która nastąpiła. Także prezydencki poker stał się pewnego rodzaju utopią, House of Cards, mięsistą, realistyczną wizją, czy taką hiperrealistyczną wizją Waszyngtonu i Białego Domu. Kiedy robiłam, chyba w trzecim sezonie robiłam pierwszy raz dwa odcinki i w trakcie tego jak to robiłam, nagle uświadomiłam sobie, że właściwie robimy coś, co może się okazać społecznie bardzo szkodliwe. ponieważ niejako uwiarygadniamy ten taki mit, że ten Washington jest przeżarty zbrodnią i kłamstwem i że tym politykom nie można w ogóle ufać. I ten brak zaufania do elit, który w tym serialu jest spersonifikowany w osobie Franka Underwooda, się przyczynił jeszcze do tego jakby ogólnej narracji, która doprowadziła właśnie do władzy takiego człowieka jak Donald Trump. Także w jakimś małym stopniu myślę, że zrobiliśmy coś złego. Przedtem można było zobaczyć, że fakt, że w telewizji, że w serialach pokazuje się ciemnoskórego prezydenta pomógł ludziom uświadomić sobie, że to jest możliwe i w jakimś sensie przyczynił się do wyboru Baracka Obamy. Tutaj nastąpił jakby odwrotnie. Telewizja ma bardzo duże znaczenie. Teraz w ogóle jakby narracja audiowizualna w Ameryce, gdzie ponad 50% obywateli nie ma wykształcenia podstawowego, a chyba około 20% to analfabeci. Także ta narracja obrazkowa jest szalenie istotna i ma wielki wpływ na świadomość. [40:30.00 → 40:44.55] D: Chciałam jeszcze zapytać, zmienić trochę temat. Za chwilę damy państwu też głos. o najnowszy film, którego jeszcze nie widzieliśmy. Co można o nim powiedzieć, żeby nie zdradzać tego, co zobaczymy na ekranie, mam nadzieję, wkrótce? [40:44.99 → 42:26.43] C: Najnowszy film nazywa się Franz i jest taką opowieścią dość, powiedziałabym, niestereotypową o Francukawce. Nie jest to biografia sensu stricte, ale jednocześnie jest to jakaś, wydaje mi się, próba dotknięcia tego człowieka. Inna trochę niż inne. utwory, które powstawały na podobne tematy. Inna też od innych biograficznych rzeczy, które ja robiłam, jak kopia mistrza albo całkowite zaćmienie. No i szczerze mówiąc jestem bardzo jakoś taka pozytywna, co mi się rzadko zdarza. Film jeszcze nie jest gotowy, kończymy go teraz, ale mam takie poczucie, może to jest zły znak, kurczę, ale mam takie poczucie, że naprawdę jest zaskakujące dla mnie samej. Kręciliśmy go w Pradze głównie, to jest czesko-polsko-niemiecka koprodukcja i ekipa po jakichś dwóch, trzech dniach takiej niepewności, co my właściwie robimy, zaczęła być szalenie podniecona i taka uniesiona, bo mieliśmy wrażenie, że codziennie kręcimy inny film zupełnie. Więc najtrudniejszy był pierwszy okres montażu, kiedy miałam wrażenie, że nic się z niczym nie składa w ogóle. Ponieważ to jest film relatywnie drogi, szczególnie jak na produkcję głównie czeską, to ogarnęło mnie przerażenie, żeśmy po prostu przepłytali środki wysokie na jakąś taką ekstrawagancję. Ale mam nadzieję, że się to złożyło i wydaje mi się, że młodzi ludzie powinni pójść na ten film i powinien ich pozytywnie zaskoczyć. [42:29.03 → 42:36.39] D: No to teraz oddajemy Państwu głos. Czy ktoś chciałby zadać pytanie? Ja wiem, że jedna osoba w pierwszym rzędzie chciała zadać pytanie. [42:38.77 → 44:21.09] F: Dzień dobry, Piotr Witek, UMCS. Chciałem zapytać o Zieloną Granicę, ale ponieważ jesteśmy przed projekcją, to nie będę spoilerował na wszelki wypadek, gdyby ktoś z Państwa nie widział. Zapytam o coś innego. Robi pani też kino historyczne, prawda? W dużym stopniu te filmy są bardzo mocno nakierowane w przeszłość. Ale tak zastanawiam się nad jedną rzeczą, chciałem zadać takie pytanie. Na ile filmy pani historyczne, to są filmy o trudnej przeszłości, o trudnych wydarzeniach, traumatycznych wydarzeniach, prawda? Bo jeżeli mówimy o koszkich żniwach, czy Europa Europa, czy w ciemności, to jest ta trudna historia. Na ile chodzi o powiedzenie tej trudnej historii, zmierzenie się z tą historią trudną, a na ile, i czy faktycznie tak jest, one są skierowane ku przyszłości, te filmy, w tym sensie, że stanowią pewien fundament do tworzenia pozytywnych wizji przeszłości, jeżeli spojrzymy sobie na nie z perspektywy chociażby Baumanowskiej etyki, traktowania człowieka jako twarzy, nie jako obcego, tylko jako twarzy, brania za niego odpowiedzialność, całkowitą odpowiedzialność, bezinteresowną odpowiedzialność i robienia wszystkiego bezinteresownie dla jego dobra, co też kończy się właśnie tym, że tworzymy ogólne dobro. Jak się przyglądam tym filmom, to coś takiego widzę w tych filmach, szczególnie w ciemności na przykład, ta przemiana głównego bohatera, która następuje i to uczenie się innego. I że to jest właśnie taki obraz, który daje nadzieję, że można, że można dokonać takiej zmiany w okolicznościach jeszcze szczególnie trudnych, tak jak ten film to pokazuje. Także to by było moje pytanie. Dziękuję. [44:22.53 → 50:48.26] C: No więc, niejako pan odpowiedział, bo rzeczywiście moje filmy historyczne są taką nieustanną aktualizacją tego, co się zdarzyło i antycypacją tego, co może się zdarzyć, jeżeli coś, jeżeli czegoś nie zrozumiemy albo jeżeli czegoś zaniedbamy jako, myślę, jako ludzie, poszczególnie jako politycy, jako ludzkość. I są one pewnego rodzaju pewnego rodzaju takim ostrzeżeniem i takim jakby poruszeniem sumień i umożliwieniem żywego doświadczenia właśnie losów, które są odległe, ale które mogą być naszymi losami. Prawdopodobnie nie robiłabym tych filmów, gdybym nie czuła, że one właśnie tu i teraz się aktualizują w jakiś sposób i że są wyzwaniem moralnym nie tylko w ocenie przeszłości, ale też w ocenie tego, gdzie jesteśmy dziś i dokąd zmierzamy. Tak samo film, którego pan nie wspomniał i który nie dotyczy Holokaustu, ale Obywatel Jones mówi o strasznych rzeczach, o odomoru, głodu Stalina, który kosztował życie wielu milionów Ukraińców i też zresztą innych nacji Związku Radzieckiego, ale w tym filmie, w tej historii się aktualizuje bardzo, bardzo dużo. Ja robiłam ten film z takim poczuciem, że opowiadam o latach trzydziestych, zastanawiając się, czy dzisiaj jesteśmy w roku trzydziestym trzecim, czy może już trzydziestym siódmym, a teraz się zastanawiam naprawdę, czy nie jesteśmy przypadkiem w trzydziestym ósmym, a może już dziewiątym, więc Nie chcę powiedzieć, że historia się powtarza w mechaniczny sposób, ale stawia przed nami pytania, które są aktualnymi pytaniami i przechodzimy przez takie fazy. Są fazy energii dobra i energii zła. Takie niemal kosmiczne energię można wyczuć i teraz, kiedy świat jeszcze tak bardziej się zglobalizował, możemy to wyczuć jako coś globalnego. Teraz wchodzimy w tę energię zła i w tej sytuacji Nie wolno nam zaniedbywać jednak tego, żeby energia dobra, mówię to jak w bajce, bo to jest coś takiego jak w jakichś takich baśniach czy mitach, kiedy te dwie siły czarna i jasna się nieustannie ze sobą walczą. I ta czarna jest łatwiejsza do opowiedzenia, narracja zła, To nie jest przypadkiem, że największym powodzeniem cieszą się kryminały, thrillery, horrory teraz. Bardzo poszły w górę horrory, jeśli chodzi o box office. Że np. zbrodniarzy takich masowych, czy zbrodniarzy serial killer, seryjnych, że oni tak ciekawią, że tyle na ich temat powstaje utworów. A dobro jest no takie trochę zgrzebne, mało fotogeniczne i trudno jest je opowiedzieć tak, żeby wywołać równie głębokie emocje, jakie wywołuje zło. No i ja bym chciała jednak, chciałabym jednak uruchamiać te dobre emocje i w Zielonej Granicy również to znajdziecie. I znaleźliśmy to jako Polacy, żeśmy przeżyli nie tak dawno temu takie uniesienie. To było naszą reakcją na wybuch pełnoskalowej wojny w Ukrainie i fale uchodźców, którzy nagle znaleźli się w naszych miastach, na granicy naszych miastach i sposób w jaki społeczeństwo obywatelskie się zorganizowało. Wy w Lublinie to wiecie znakomicie, ponieważ tutaj bardzo wielu z tych pierwszej fali uchodźców dotarło i bardzo wielu znalazło tutaj prawdziwie takie godne schronienie, ale ludność rzeszowa w ciągu jednego tygodnia wzrosła o 30%. 10% Polaków przyjęło pod swój dach prywatnych swoich domów, a wiadomo, że nie mieszkamy na ogół w jakichś 200-300 metrowych mieszkaniach, obcych zupełnie ludzi. Czasami na wiele miesięcy. I czuliśmy się dobrze z tym. Czuliśmy się, że nasze człowieczeństwo jest dowartościowane. Oczywiście to się wiąże zawsze z wysiłkiem, trudem, czasem irytacją. Ci ludzie często byli w strasznych jakichś takich traumatycznych sytuacjach i stresie ogromnym. i nie wszyscy byli fajni, i nie wszyscy byli wdzięczni, i niektórzy mieli jakieś wymagania, dziwnie się zachowywali roszczeniowo, inni jeszcze... Ja miałam akurat uchodźców w trzech miejscach moich, gdzie mieszkam, no i bardzo różnie się zachowywali. Dwie dziewczyny, które tam się zamieszkały z kilkoma kotami i psami, zupełnie zdemolowały nam domek i trzeba było go zupełnie remontować potem. Więc różne to są doświadczenia, ale generalnie rzecz biorąc, to było doświadczenie spotkania z człowiekiem i właśnie takiej próby naszego człowieczeństwa, z której wyszliśmy niebywałym sukcesem. Więc to jest możliwe, to jest. Potrzebna jest do tego nadzieja i wiara, że to ma sens. Nie chcę powiedzieć, że twórczość powinna polegać na tworzeniu takich lukrowanych laurek, ale uruchomienie tego mechanizmu, tego potencjału dobra, myślę, że jest jednym z takich możliwości, których warto próbować. [50:56.63 → 51:20.17] E: Dobry wieczór. Marcin Józiak, ja chciałem zapytać, co może pani powiedzieć na temat odbioru filmu Zielona Granica za granicą? Czy dystans pewnego rodzaju do tych wydarzeń ma wpływ na ocenę właśnie tego, co się działo? I czy za granicą zetknęła się pani z jakimiś trudnymi pytaniami na ten temat? Dziękuję. [51:21.54 → 55:21.38] C: Ja się nie mogę skarżyć na przyjęcie w Polsce, mimo tego, o czym żeśmy mówili przedtem, naszej kampanii nienawiści, bo rzeczywiście mieliśmy ogromną widownię, jak na tego rodzaju film zupełnie niebywał, a do tego wszystkie projekcje, w których albo ja uczestniczyłam, albo uczestniczyli moi współpracownicze, zresztą znajomi, kończyły się jakimiś szalenie silnymi i szczerymi emocjami, więc mogę powiedzieć, że widownia przyjęła ten film Bardzo mocno potem, jakie były jakby refleksje takie ideowo-polityczne, to już jest inna sprawa. Też różni szatani zaczęli tam być czynni. Więc to już jest drugorzędna rzecz. Jeśli chodzi o zagranicę, to tam przyjęcie tego filmu było bez ambiwalencji. Wszędzie on był świetnie przyjmowany. Mimo tego, a może właśnie dlatego również, że w każdym kraju on się aktualizował jakoś, dlatego że zaczęło się od Włoch, bo w Wenecji była premiera tego filmu. Dla Włochów problem uchodźców i imigrantów jest czymś szalenie żywym. Jeżeli u nas przez tą granicę przeszło może kilkadziesiąt tysięcy ludzi, to tamto są miliony. Mimo tego, że Włosi się nieustannie z tym mierzą, to muszę powiedzieć, że są ciągle wrażliwi na ludzki wymiar tych zdarzeń. Również w Niemczech, gdzie pokazywałam ten film i gdzie nie ma problemu tego typu, chociaż uchodźców się tam znalazło, jak wiecie, ponad milion, bez przygotowania, co zresztą okazało się bardzo trudnym wyzwaniem. I gdzie dociera większość spośród tych, którym się udaje przejść przez tą naszą granicę. Tam reakcje były bardzo mocne, ponieważ tam było to poczucie, że my się zmieniamy, że my Niemcy możemy wrócić do czasów, które chcielibyśmy zapomnieć i których nie do końca żeśmy prawdopodobnie przepracowali, kiedy taka właściwie parafaszystowska partia, w każdym razie nacjonalistyczna i xenofobiczna partia zaczęła wygrywać wybory. w tych wschodnich landach. I to właśnie w tym momencie była premiera filmu w Niemczech i muszę powiedzieć, że ludzie tam, kiedy miałam kilka spotkań i tam było dużo, dużo, dużo łez i dużo lęku, takiego lęku egzystencjalnego, co z nami będzie, kim będziemy. No więc wszędzie, łącznie nawet w Japonii, no i na pewno w Stanach Zjednoczonych, Muszę powiedzieć, że wszędzie krytyczne przyjęcie tego filmu było w pewnym sensie lepsze niż w Polsce. Kiedy nasz film otrzymał główną nagrodę na festiwalu w Gdyni w tym roku, rok po swojej premierze de facto, to reakcja w pewnej części krytyków polskich była taka, że a, właściwie się nie należało, a właśnie to inny film powinien wygrać. a właściwie to jest niby dobry film, ale to jest właściwie taka agitka czy coś takiego. Muszę powiedzieć, że gdziekolwiek ten film był pokazywany w świecie, nigdy nie było tego typu reakcji i zresztą dowodem na to są nie tylko te recenzje, które do pewnego momentu zbierałam, a potem już było ich zbyt wiele, ale również nagrody krytyków czy listy najlepszych filmów roku. Ostatnio Zielona Granica znalazła się na liście The Economist, przedtem Vogue. Dostaliśmy nominację do takiej ważnej nagrody niezależnej Gotham Award w Nowym Jorku, więc film jest rzeczywiście bardzo ceniony i ci, którzy go oglądają, na ogół przyjmują go z dużymi emocjami. [55:22.82 → 55:24.70] D: Ostatnia szansa. [55:29.35 → 57:21.42] C: Chciałam się zapytać Panią Agnieszkę, która jest w zasadzie jedyną przedstawicielką reżyserek ze swojego pokolenia. Jak udało się Pani przebić szklany sufit? Światowy szklany sufit. W Polsce to jest Pani jedyna, na świecie raczej w tym pokoleniu Pani jest bardzo mało. Jestem bardzo szczęśliwa, że akurat mój ukochany uniwersytet, któremu patronuje Maria Gris-Kłodowska, dzisiaj Panią zaprosił. i że trzy kobiety zaprosił, także poproszę ich pomóc. Jest to wielkie zwycięstwo kobiet, uniwersytetu i naszej trójki. Nie wiem, jak się udało, trzeba być upartym i długo żyć. Pamiętam, jak montowałam w Brytanii w swoim domu kopię mistrza filmu o Beethovenie, którego grał Ed Harris. I on przyjechał tam, to było w lecie, montowaliśmy, żeby obejrzeć, w jaką stronę to idzie. Zresztą się przyjaźnimy. I tam w tym domku, w którym była montażownia, są bardzo niskie drzwi takie. To jest stary kamienny domek i tam jest... I on nieustannie walił głową w ten taki próg. A ponieważ jest łysy jeszcze, więc to było widać i wrócę, jego głowa była pokiereszowana. Na szczęście miałam w domu hełm z I wojny światowej. I po prostu kazałam mu w tym hełmie chodzić. No i tak mniej więcej wygląda z tym szklanym sufitem, że trzeba mieć sić hełm. Niekoniecznie z pierwszej wojny światowej, ale jakiś taki, który chroni i walić w ten sufit, podskakując. No i jak się długo żyje i długo wali, to to w końcu może się przebije. No to jest najważniejsze. [57:25.70 → 57:30.08] D: Cóż, dziękujemy Państwu bardzo. Zapraszamy na film, że na granicach.
Kino w Teatrze Starym „Zielona granica” / przed projekcją spotkanie z Agnieszką Holland
„Zielona granica” to najnowsze dzieło trzykrotnie nominowanej do Oscara Agnieszki Holland i opowieść o tym, że każdy z nas może nieoczekiwanie znaleźć się w sytuacji granicznej i zostać zmuszony dokonywać wyborów pomiędzy dobrem a złem.
Film reżyserki głośnych obrazów: „W ciemności”, „Europa, Europa”, „Pokot” i nagrodzonego Złotymi Lwami filmu „Obywatel Jones” uświadamia nam, że dyskusja o wyborach moralnych nie jest domeną akademickich sal, lecz dzieje się tu i teraz, we współczesnej Polsce. „Zielona Granica” jest opowieścią fikcją, ale scenariusz filmu powstał na podstawie prawdziwych wydarzeń, które dzieją się tuż obok nas. Przygotowania do filmu objęły setki godzin analizy dokumentów, wywiadów z uchodźcami, strażnikami granicznymi, mieszkańcami pogranicza, aktywistami i ekspertami.
Przejmująco aktualna „Zielona granica” to kino zaangażowane w istotny i aktualny temat. Kino, które otwiera oczy, trafia prosto w serce i nikogo nie pozostawia obojętnym. W filmie przeplatają się trzy perspektywy – uchodźców, polskich aktywistów i strażników granicznych. „Zielona granica” jest opowieścią o ludziach. O ludziach postawionych w sytuacjach granicznych. W obsadzie międzynarodowej koprodukcji wystąpili m.in.: Maja Ostaszewska, Tomasz Włosok, Piotr Stramowski, Jaśmina Polak, Marta Stalmierska, Agata Kulesza, Maciej Stuhr i Magdalena Popławska oraz zagraniczni aktorzy – Jalal Altawil, Behi Djanati Atai, Mohamad Al Rashi, Dalia Naous i Joely Mbundu. Scenariusz filmu jest wspólnym dziełem Agnieszki Holland, reżyserki Gabrieli Łazarkiewicz-Sieczko oraz pisarza Macieja Pisuka (scenarzysty „Jesteś Bogiem”). Za zdjęcia do filmu odpowiada ceniony operator Tomasz Naumiuk.
oryginalny tytuł: The Green Border
czas trwania: 152 min
premiera kinowa: 22 września 2023
premiera vod: 11 stycznia 2024
premiera dvd: 25 listopada 2023
gatunek: Dramat
produkcja: Belgia, Czechy, Francja, Polska 2023
reżyseria: Agnieszka Holland („W ciemności”, „Europa, Europa”, „Pokot”, „Szarlatan”, „Obywatel Jones”)
obsada: Jalal Altawil („Sąsiedzi”), Maja Ostaszewska („Body/Ciało”), Tomasz Włosok („Jak zostałem gangsterem. Historia prawdziwa”), Behi Djanati Atai („Witamy”), Mohamad Al Rashi („Al Hadira: The Hangar”), Dalia Naous („Ucieczka z Rakki”), Jaśmina Polak („Wesele”), Joely Mbundu („Tori i Lokita”), Piotr Stramowski („Pitbull. Nowe porządki”), Marta Stalmierska („Wyrwa”), Agata Kulesza („25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy”), Maciej Stuhr („Belfer”), Magdalena Popławska („Atak paniki”), Monika Frajczyk („Jeszcze przed świętami”), Michael Zieliński („Matecznik”)