Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

Fot. materiały dystrybutora

Kino Przyjazne Sensorycznie „Wróbel” / po projekcji spotkanie z Jackiem Borusińskim / Prowadzenie: Kaja Klimek

Wróć

KINO

Kup bilet

12-15 zł

Remek Wróbel to listonosz i zapalony piłkarz amatorskiej drużyny. Dobiega czterdziestki, wiedzie życie kawalera. Z pasją studiuje encyklopedię, ćwicząc swoją nadzwyczajną pamięć. Poza obrotnym, prowadzącym szemrane interesy, przyjacielem Pedrem nie ma na świecie nikogo bliskiego. I dobrze mu z tym. Pewnego dnia wszystko się zmienia – jego poukładane życie wywraca się do góry nogami, do tego niespodziewanie pojawiają się w nim nowa, wygadana sąsiadka Marzenka i dziadek, którego do tej pory nie znał. Remek będzie musiał się nauczyć, jak zrobić lemoniadę, gdy życie daje ci cytryny.

Po projekcji odbędzie się spotkanie z Jackiem Borusińskim.
Rozmowę poprowadzi Kaja Klimek.

Jacek Borusiński  – rocznik 1972. Głównie aktor, ale również reżyser i scenarzysta. Z wykształcenia teatrolog. W latach 1991-95 współtworzył katowicki Teatr „Gugalander”. W roku 1995 jeden z założycieli Stowarzyszenia Teatr „Epty’a”, produkującego spektakle pod szyldem „Mumio”. Zagrał w ponad 30 filmach. W 2006 roku napisał scenariusz i wyreżyserował swój autorski film „Hi Way”. Współpracował z Festiwalem Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu, Wydziałem Radia i Telewizji UŚ w Katowicach i Szkołą Wajdy w Warszawie. 0d 2005 roku współtworzył legendarną już kampanię reklamową dla firmy Polkomtel. Z ostatnich produkcji szczególnie ceni sobie współpracę z Tomkiem Gąssowskim, w filmie którego mógł zagrać postać Remka Wróbla prezentując nie tylko komediowe, ale również dramatyczne umiejętności. Obecnie pracuje nad najnowszym spektaklem MUMIO, jak również nad własną produkcją filmową – serialem „ONA i ON”, do którego napisał scenariusz.

Scenariusz, Reżyseria: Tomasz Gąssowski
Producent: Robert Kijak
Zdjęcia: Wojciech Staroń Psc

  • Czas trwania: 106 min.
  • Film realizowany w Polsce ze wsparciem finansowym na podstawie ustawy o finansowym wspieraniu produkcji audiowizualnej, przyznanym przez Polski Instytut Sztuki Filmowej ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego.
  • Film powstał we współpracy z Amazon Prime Video.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.65 → 00:20.63] A: Wspaniale. Dzień dobry, drodzy Państwo. Kaja Klimek. Cieszę się, że ponownie się spotykamy w Teatrze Starym w Lublinie, a z nami Jacek Borusiński. Myślę, że teraz jeszcze tak oficjalnie drugie piękne powitanie od twórca głównej roli w filmie Wróbel. Zapraszam. Siadajmy.
[00:20.65 → 00:27.23] B: Dobry wieczór. Witam Państwa. Panią już troszeczkę porozmawialiśmy, a z Państwem jeszcze nie.
[00:27.99 → 01:06.48] A: Urocze uśmiechy na twarzach widzów to dobrze zwiastuje, że film gdzieś z wami się spotkał albo wy spotkaliście się z filmem. To spotkanie tak jak zawsze na tych naszych spotkaniach jest przede wszystkim dla Państwa, więc ja oczywiście zachęcam już do... wymyślania pytań, komentarzy. Pan Jacek jest bardzo otwarty, my rozmawialiśmy już o chyba 17 tematach tak naprawdę, a pół godziny się znamy, więc na pewno będzie miło, żebyście się zaangażowali w to spotkanie. Ja zacznę od pytania, które po prostu mam jako pytanie pierwsze. Gdyby pan był ptakiem, to jakim pan by był ptakiem? Byłby pan wróblem?
[01:07.90 → 02:16.69] B: No oczywiście ta odpowiedź może być koniunkturalna, natomiast myślę, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że chciałbym być wróblem, ponieważ to są ptaki mojej młodości. Jestem dzieckiem blokowym, więc wróble często gościły na parapecie w moim mieszkaniu, więc to jest taka młodość. A poza tym jest to, co już parę razy gdzieś tam mówiłem w jakichś wywiadach, Wróbel jest takim zwierzątkiem, takim ptakiem, który jest na pewno nienadętym, nienapuszonym, nie jest przekolorowanym jak pawczy papuga, tylko taki nasz, prosty, zwykły, jakiś szczery wydaje się. Oczywiście to jest taka personifikacja ptactwa, ale trochę tak jest. Więc myślę, że na pewno byłby... Oczywiście gdzieś tam papuga, no bo mądra, bo tam potrafi tymi językami mówić, prawda, to może też. No i na pewno też jestem gdzieś tam momentami Pawiem, to też pewnie tak jest, ale gdybym miał tak... Na pewno Wróbel byłby bardzo wysoko w hierarchii.
[02:18.67 → 02:38.81] A: A jak to jest, kiedy rola powstaje specjalnie dla pana i jest pisana właśnie... Pan się podrapał po brodzie, to taki gest, który nie wiem, czy dobrze zwiastuję, bo nie wiem, czy państwo wiecie, ale ten film został napisany specjalnie z myślą właśnie o panu Jacku, że to właśnie pan miał się od początku wcielić w tę rolę. Jakie to jest uczucie dla aktora?
[02:40.27 → 05:29.54] B: Po pierwsze z Tomkiem Gąsowskim, czyli z reżyserem, znamy się już bardzo długo, ponad 20 lat. I już zrobiliśmy jeszcze wcześniej taki krótkometrażowy film, Barasz. Ale czy to jest jakaś z jednej strony niewiarygodna satysfakcja, bo to jest naprawdę takie uczucie... Ja jeszcze nigdy chyba tylko podczas komunii dostałem taki garnitur, który naprawdę tak zwany krawiec uszył mi na miarę, prawda? Ale od tego czasu nie miałem takich sytuacji, więc zawsze kupowałem gotowe rzeczy, gotowe gdzieś tam marynarki czy garnitury. I to jest niewiarygodne, bo to naprawdę czuje się, że to każdy tam centymetr jest wykreślony, zmierzony. I niesamowitą, ja może powiem taką anegdotę, którą często opowiadam, ale ona bardzo dobrze jakby obrazuje tę sytuację, ponieważ spotykaliśmy się bardzo dużo, bardzo było wiele prób, wiele pracy przy poszczególnych scenach, I kiedyś Tomek przyjechał do Katowic, tam się spotkaliśmy w jakimś tam hotelu i jakaś tam scena mu nie pasowała. Mówił, to może jeszcze ją przegadamy, jeszcze przeczytajmy, może ona jest za długa, może coś trzeba skrócić, może coś trzeba zmienić. No i tak próbowaliśmy, próbowaliśmy i w końcu ja zaproponowałem Tomek, a może wiesz co, może odłóżmy na moment ten scenariusz i ja trochę poimprowizuję i zobaczymy co się wydarzy. No i zacząłem improwizować, improwizuję, improwizuję i nagle tak zerkam w ten scenariusz i okazuje się, że ja mówię naprawdę 100% tekstem ze scenariusza. Czyli jakby, no tak był napisany właśnie ten scenariusz, że był dokładnie, absolutnie na miarę, co oczywiście było takim też, no trochę też, jakby ja w momencie pracy nad filmem chyba sobie nie zdawałem z tego sprawy, dopiero jak film powstał, to trochę mówię, matko, ale to było też ogromne obciążenie, ponieważ coś się dostaje tak naprawdę specjalnie, coś tak naprawdę z każdym przecinkiem niemalże napisane, z każdą pauzą, z każdym zacukaniem, przejęzyczeniem i tak dalej, bo Tomek jest też muzykiem, więc niewiarygodnie dobrze słyszy dialog. No i też można było to bardzo łatwo zepsuć i nagle się okazać, że niekonieczny człowiek musiałby się w tym garniturku takim na miarę uszytym dobrze prezentować, więc obciążenie też było duże.
[05:30.61 → 06:06.42] A: A jak się wtedy pracuje z reżyserem? Bo ja sobie wyobrażam, że na planie filmowym aktorzy dostają różne zadania albo różne komendy, to może to nie jest to słowo, ale jednak jakieś wskazówki, a tutaj wchodzi pan i po prostu co? już jakby jest i czy też wtedy ta reżyseria wygląda... Pytam, bo rzadko kiedy mam okazję rozmawiać z kimś, dla kogo rola faktycznie została napisana i to jest ciekawy bardzo proces, jak ta praca później wygląda. Czy są jakieś poprawki, czy to już idzie samo? I też zderzenie z innymi aktorami. Dużo tu mam, więc zaraz będziemy rozwijać.
[06:07.34 → 08:43.32] B: Generalnie faktycznie tak było, że że ta rola już jakby była, to znaczy ona była w sensie, wiadomo, jakichś tam, nie wiem, jakichś moich motywacji tego, jak mam grać. Ale nawet ona była w pewnym sensie w takim właśnie, w takim nawet zapisie głosowym, ponieważ i ja, i Tomek już słyszeliśmy, jak to powinno jakby brzmieć. więc ona już była, natomiast zawsze i Tomek i ja chyba też byliśmy ciekawi, co się wydarzy jakby ponad to, co już mamy. Bo już wiedzieliśmy, że mamy taką bazę, to jest, nie wiem, 80-90% to już jest. I teraz jeszcze jest ten jakiś tam dubel, powiedzmy, kolejny i tak liczymy, że może coś, nie wiem, że może, że może, nie wiem, coś spadnie, coś ktoś powie i jakby coś, coś, coś zaistnieje trochę inaczej, co będzie można, co będzie można w filmie użyć. Ale generalnie jakby ta sytuacja nie dotyczyła tylko mnie. W zasadzie z wyjątkiem dziadka, czyli Krzysztofa Stronickiego, wszystkie te role były niewiarygodnie przepróbowane. i właśnie mnóstwo prób z Marzenką, czyli z Julką Chętnicką, z Piotrkiem Roguckim. Z Piotrkiem ja już miałem taki moment, kiedy już wiedziałem, że już trochę nie chciałem próbować, bo wiedziałem, że już nie za dużo, że już jakby dobrze. Natomiast więc... Ale oczywiście na planie z tyle zmiennych, Wiadomo, że tutaj trzeba ustawić światło, tutaj trzeba ustawić kadry, więc to jest wszystko bardzo dynamiczne, ale to też niewiarygodnie zaprocentowało, bo oczywiście nie wiem jak państwo to odbieracie. Ale ja osobiście uważam, że casting w tym filmie i generalnie aktorstwo to jest coś, co na pewno się w tym filmie broni i jest bardzo dobre w każdej z postaci. Jeszcze nie byłem przy żadnej produkcji, oczywiście nie byłem przy strasznej ilości tych produkcji, brałem udział może w 30, ale to i tak jest dużo. I jeszcze nie miałem takich możliwości, żeby tyle czasu było poświęconych na casting i na próbę.
[08:44.12 → 09:33.35] A: To duży komfort pracy, myślę, kiedy się ma przestrzeń, żeby coś sprawdzić również z innymi aktorami. Jako wielka fanka Krzysztofa Strońskiego. I myślę, że nie jestem osamotniona w tym, że kocham serial Daleko od Szosy. To jest jednak serial, który ukształtował Państwo kiwają głowami, jest tutaj zgoda. Bardzo się cieszyłam, że on się w tym filmie pojawia w tak niecodziennej roli. Czy może pan powiedzieć trochę o tym, jak się grało z kimś, kto faktycznie tylko za pomocą gestu, właściwie mimiki i to takiej naprawdę zminimalizowanej, bo on jednak po prostu jest, a trudno odczytać intencje tego bohatera ze względu też na jego stan, ale jednak jest to aktor, Łączący pokolenia, jak się tutaj okazuje. Jakie to było doświadczenie też granie z nim właśnie w takim jego wydaniu?
[09:34.51 → 13:21.32] B: Po pierwsze, ja też się bardzo ucieszyłem, kiedy się dowiedziałem, że Krzysztof Stroiński będzie moim dziadkiem, ponieważ Krzysztof Stroiński jest generalnie bardzo podobny do mojego oryginalnego dziadka, który już nie żyje. Długo nie żyję, dawno nie żyję. Natomiast to było... Zresztą coś, wydaje mi się, że coś nas łączy. Obydwaj nie jesteśmy zbyt postawni, że tak powiem. I coś jakaś taka... drobność i delikatność, czyli on absolutnie również jest wróblowaty gdzieś tam, Krzysztof Stroiński, to jakby pierwsza rzecz. Druga rzecz była taka, że faktycznie Krzysztofa Stroińskiego bardzo trudno jest obecnie generalnie namówić na współpracę, ponieważ on bardzo dużo odmawia, gdzieś tam pojawia się w bardzo niewielu produkcjach, I w momencie, kiedy Tomek Gąsowski wręczył mu ten scenariusz, on powiedział, panie Tomku, ja to przeczytam, ale nic nie obiecuję. Jak powiem, że nie, to proszę mnie nie pytać dlaczego, po prostu nie i już. Ale po przeczytaniu zdecydował się, bardzo mi się ten scenariusz podobał. I to jest, tak jak powiedziałem, jedyna postać w połączeniu z Remkiem, która w ogóle nie była próbowana. To znaczy założyliśmy sobie w trójkę Tomek, Krzysztof i ja, że w ogóle nie będziemy próbować. Mało tego, że tak naprawdę na planie też nie będziemy się kompletnie relacjonować. To znaczy on będzie gdzieś tam w kamperze, gdzieś tam na końcu, ja na drugim. Żeby wydobyć gdzieś tą obcość w filmie, że oni po raz pierwszy tak naprawdę się widzą, kompletnie nie wiedzą, co z drugim zrobić. Jest to jakaś obca materia dla Remka dziadek i dla dziadka Remek z kolei. I to było... no niesamowitym doświadczeniem, ponieważ też z biegiem dni też czuło się, że jakby tam jakaś ta sympatia między nami taka ludzka jest i chciałoby się pogadać, ale gdzieś trzymaliśmy to założenie, że nie rozmawiamy i cały czas ta obcość, chcieliśmy ją utrzymać. Natomiast miałem jedną taką scenę, która była dla mnie szalenie trudna, Jest w tym filmie taka scena, kiedy ja siedzę z Marzenką na tak zwanej wersalce i jestem pod wpływem alkoholu. Założeniem reżysera było to, że w pewnym momencie chrząknie dziadek. No i ja tak myślałem, że niekoniecznie do tego krząknięcia, ten Krzysztof tam będzie siedział w tym kuchni. No ale jednak Tomek się uparł, żeby Krzysztof siedział. Bo nie wiadomo, co się wydarzy, może krząknie w tym, a może krząknie w innym miejscu. No i to było dla mnie bardzo trudne, ponieważ ta scena... Wiecie państwo, grać... tak zwanego wstawionego jest dosyć trudno, bo można z jednej strony przekręcić i zagrać za mocno, a można nie dokręcić i zagrać nieciekawie, kompletnie nie, no właśnie, że tak powiem tych promili widz może nie poczuć kompletnie, więc to było bardzo trudne. A wiedziałem, że Krzysztof to ogląda i też obyliśmy się bez słów. tylko on tak podszedł do mnie, pokiwał głową, poklepał mnie po plecach. Chyba dobrze. Chyba uznał tę scenę za udaną.
[13:23.18 → 13:58.89] A: Myślę, że takich momentów anegdotycznych jeszcze ma pan całą masę. Wierzę, że będą nam tutaj towarzyszyć. Dla Tomka Gąsowskiego, czyli dla reżysera, powrót do tego miejsca, do tego świata, to jest faktycznie powrót do swojego doświadczenia. Na ile właśnie to, że reżyser opowiada o sobie, o tym, że był trenerem, o tym, że mieszkał przez 10 lat właśnie w takiej miejscowości i pracował z takimi ludźmi, na ile to ukształtowało też ten scenariusz i całą historię, z którą tutaj mamy do czynienia? Bo mówił pan, że dużo o tym rozmawialiście, więc czy mógłby nam pan trochę o tym opowiedzieć?
[13:59.44 → 15:36.26] B: Tomek wychodzi z takiego założenia, zresztą to nie jest trochę jego założenie, ale to gdzieś usłyszał, że najlepiej robić filmy o tym, co się ma świetnie zdokumentowane, a Tomek właśnie tę rzeczywistość ma świetnie zdokumentowaną, ponieważ przez lata był też, oprócz tego, że był kompozytorem, twórcą muzyki, teraz reżyserem, był bardzo długo trenerem piłki nożnej właśnie tam w Jazgarzewie. Prowadził jakąś tam drużynę piątej, piątego szczebla, czy nie wiem. I doskonale zna... tę rzeczywistość bojskową, ale też tę rzeczywistość taką małomiasteczkową. On się bardzo tam długo mieszkał, bardzo długo ją obserwował i wydaje mi się, że to też jest, jakby to czuć w tym filmie, że ta małomiasteczkowość jest pokazana tak, wydaje mi się szczerze, to znaczy nie jest ani przekolorowana, nie jest pokazana w taki sposób folklorystyczny, że tutaj biało, czerwono, zielono i śpiewamy, ale z kolei też nie jest pokazana jakby patologicznie, co też często w polskich filmach można zobaczyć. Zresztą on ma dużą sympatię do tego okresu w swoim życiu, więc chyba gdzieś mu się to udało w tym filmie przekazać, a jednocześnie właśnie nie... nie przykolorować tej rzeczywistości.
[15:37.42 → 16:29.54] A: Ta rzeczywistość jest taka, jakby się czas trochę zatrzymał i faktycznie... Wy nas zabieracie w przeszłość, to jest jednak rok 2015. Rzuciliśmy sobie tutaj na backstage'u tak zwanym pogawędkę na temat tego, jak wiele się zmieniło na każdym absolutnie poziomie naszego życia od 2015 roku. Jako osób, jako narodu, jako kraju, jako Europy, jako świata. Myślę, że pod każdym absolutnie względem. Więc też chciałam zapytać, jakie to dla pana było uczucie i dla was w ogóle jako całej ekipy filmowej, jednak cofnąć się do czasu, który myślę, że nie przesadzę, kiedy powiem, wydawał nam się być może bardziej spokojny, bezpieczny, cieplejszy. Nie wiem, może to tylko moje doświadczenie, a jak wspominam te 10 lat temu, to życie wydawało mi się po prostu prostsze. I to nie dlatego, że byłam o 10 lat młodsza, tylko chyba kontekst był trochę inny. Nie wiem, jak pan na to patrzy.
[16:31.10 → 19:03.08] B: To znaczy, my o tym jakoś już teraz bardziej mówimy z Tomkiem, znaczy Tomek o wiele częściej o tym mówi, że właśnie to był ten rok przed... przed wojną polsko-polską, przed COVID-em i przed wojną na wschodzie. Natomiast ja osobiście, jak kręciliśmy ten film, to dla mnie to była trochę tak, jak pani powiedziała, trochę taka rzeczywistość jakby poza czasem, że to była taka prowincja zatrzymana, która równie dla mnie dobrze To mógł być rok 1985, i 1995, i 2005, i 2015. Ja pamiętam takie moje doświadczenie, jak kiedyś raz jedyne pojechaliśmy z Mumio do Stanów na grać spektakle. I oprócz, graliśmy w Nowym Jorku, graliśmy też w Chicago. I tam trafiłem do tej dzielnicy tak zwanego Jackowa. I ja byłem zdumiony, no bo tam wszyscy, wszyscy, no i to był rok, około dwa tysiące, a oni jakby chodzili w takich skafanderkach 20 lat wcześniej, prawie wszyscy. Ja mówię, to w ogóle jestem w Stanach, jestem w Chicago i nagle widzę Polskę z lat osiemdziesiątych i to jakby to wszystko stanęło. I dla mnie trochę też ten film taki jest, no bo jak zobaczymy na przykład w czym ten remek chodzi, kostiumy Remka i też innych, no to one mają straszną szerokość. Dokładnie od 80. do 2015. spokojnie tak wszyscy chodzili. Oczywiście są takie rzeczy typu internet, że wiadomo, że wcześniej internetu nie było jakoś tam czy tak rozpowszechnionego. Ale dla mnie to... Zresztą tam, gdzie ten film nagrywaliśmy, to jest mniej więcej, to jest niesamowita rzecz, bo to jest 20 kilometrów za Warszawą. A jednak, a jednak jak się tam wjeżdża do tej miejscowości, już niestety zapomniałem, to jest gdzieś tam w stronę Konstancina, ale no nie pamiętam. W każdym bądź razie, no i tamten czas stoi, tamten czas stoi na podwórkach, w tych domach, właśnie w ubraniach. To jest niewiarygodne, że po prostu wystarczy się przejechać 20 minut za Warszawę i jest 20-30 lat wcześniej, gdzieś tam się cofamy.
[19:04.28 → 19:45.32] A: Jest w tym jakiś, nie wiem czy pan się z tym słowem zgodzi, jakiś stoicyzm płynący z tego, czyli taka zgoda właściwie na pewien spokój w sobie i taką postawę, którą ja przynajmniej widzę w tym bohaterze, że on wiele doświadczył, ale w tym świecie, w którym jest, te fale uderzeniowe jakby nie zwaliły go z nóg, tylko pozwoliły mu płynąć może trochę inaczej. Wiem, że wróble nie pływają, ale unosić się może na falach powietrza, może by to było bardziej adekwatne. Zastanawiam się, na ile też ten świat sprawia, że ten bohater taki może być, już przechodząc powoli do Pana kreacji.
[19:46.68 → 21:49.44] B: Ja dopiero po czasie gdzieś tam zacząłem się przyglądać temu Remkowi i tak patrzeć na niego z jakimś tam dystansem i zastanawiać się tak naprawdę jaki on jest, co go ukształtowało, dlaczego jest taki, a nie inny. I wydaje mi się, że faktycznie ma dużą taką dozę akceptacji w stosunku do tego, co się wydarza w jego życiu i po jakichś takich pierwszych w zdrygnięciach, że tak powiem, raczej przyjmuje tę rzeczywistość, ale też nie wiem, czy to jest jego wybór tak naprawdę, czy to jest, czy troszeczkę on nie został tak ukształtowany, czy no jednak miał rzeczywistość, że tak powiem, jego rzeczywistość była bardzo smutna, gdzieś tam, wiadomo, od dziesiątego roku życia trafił do domu dziecka, więc wydaje mi się, że on troszeczkę taki zamrożony generalnie był, także ja nie wiem trochę, czy jakby, Wrażenie jest takie, że bardzo dużo się dzieje wokół niego i za niego. Jakby ktoś podejmuje decyzję, a trochę nie on podejmuje, to jego zwalniają, z jednej pracy zwalniają go z klubu. On tak naprawdę chciałby zatrzymać rzeczywistość, zamrozić ją, chciałby pić codziennie kakao, jeść te herbatniki z miodem i chodzić na treningi, chodzić do pracy. byłby pewnie jakoś tam szczęśliwy, aczkolwiek tak niepełnie szczęśliwy, ale to jest taki... Na pewno ma też dla mnie osobiście taką, jak mu się tam przyglądam, dużą dozę jakiegoś, nie wiem, też być może spektrum autyzmu gdzieś tam w tych swoich przyzwyczajeniach, ale też w takich przekonaniach, które są dla niego niezmienne w jakiejś takiej praworządności. To jest człowiek, który jak jest czerwony to w życiu nie przejdzie przez ulicę, bo jest czerwona po prostu i się nie przechodzi.
[21:51.59 → 22:36.77] A: Też jesteśmy, myślę, że tak powiem za nas oboje. Ciekawi, jak państwo patrzycie na tego bohatera. Myślę, że nie ma co zwlekać. Może już teraz macie jakieś komentarze albo pytania, którymi chcielibyście się podzielić z panem Jackiem, odnieść się do tego filmu. Czy ktoś ma już ochotę, potrzebę wróbli śpiew do wydania z siebie? Za wcześnie? Pan ma. To pan poczeka, już nasza droga wolontariuszka idzie do pana z mikrofonem. Jakby pan mógł tak troszeczkę wyjść naprzeciw, myślę, że wszystkim będzie łatwiej. Ja to komentuję prawie zawsze jak na meczach, ja uwielbiam jakby te momenty, gdzie jest coś takiego właśnie. Pan już siada, przejęcie.
[22:37.29 → 22:38.21] B: Dzień dobry, Krzysztof.
[22:38.37 → 22:59.08] C: Mam pytanie do pana. bo zaraz wrócę do domu, miałem tu być ze swoją żoną, ale ona nie mogła przyjść niestety i zadam im pytanie, ale o czym był ten film? Ja będę musiał to powiedzieć w trzech zdaniach, bo będziemy kłaść dzieci spać, więc nie będę mógł powiedzieć całej fabuły. Ja wiem o czym był ten film, mogę potem powiedzieć, ale żeby pan mi powiedział, o czym jest ten film?
[22:59.34 → 23:00.10] B: Jak pan to czuje?
[23:00.36 → 23:03.24] C: Taką syntezę, fakty konkretne proszę.
[23:04.12 → 23:06.28] A: A pan robi notatki na wszelki wypadek.
[23:06.58 → 23:09.22] C: Ja zapamiętam, ponieważ mam taką pamięć jak wróbel.
[23:10.77 → 25:05.48] B: Rozumiem, ale bardzo nie lubię tego pytania generalnie, ponieważ ja jakby we wszystkich swoich działaniach gdzieś tam o wiele bliższa mi jest jakby trochę forma, to znaczy jak ten film jest zrobiony, a nie o czym jest ten film. Oczywiście, że można gdzieś tam szukać, Mnie się wydaje, że Tomek Gąsowski dosyć celnie to powiedział, że ten film jest o tym, czy lepsza jest oswojona samotność, czy też nie taka jakaś groźna relacja trochę, czy groźne relacje, które się tu pojawiają, ponieważ jest ta walka pomiędzy tym, między byciem samotnym a byciem w relacji. I trochę na pewno też o tym jest. Ja bardzo też lubię w tym filmie to, że o ważnych, dużych sprawach mówi się tak jakby lekko i w takich małych w małych rzeczach, że on nie jest taki patetyczny. Ostatnio byłem na najnowszej produkcji, teraz oczywiście wyleciało mi nazwisko z głowy, ale pani mi na pewno podpowie, czyli Młody Papież... S.S.
[25:05.60 → 25:06.42] A: Partenope.
[25:06.92 → 25:09.02] B: Film? Bogini Partenope.
[25:09.58 → 25:13.30] A: Sorrentino, dziękuję. Wie Pani, bo jestem fanką Guadagnino.
[25:13.66 → 26:48.30] B: Ja też jestem fanem, ale oczywiście mam już tam amnezję. I tam generalnie, na początku miałem jakiś totalny zachwyt tym filmem, a potem po pewnym czasie, wieczorem, następnego dnia, jeszcze następnego dnia, dopadał mi jakiś niewiarygodny smutek po tym filmie. I zdaję sobie sprawę z tego, że tam w tym filmie jakby postaci reżysera tak naprawdę interesują postaci gdzieś tam albo piękne, albo niewiarygodnie uzdolnione, albo z niewiarygodną intuicją, jakieś totalne, gdzieś wyjątkowe. a w tym naszym filmie jest właśnie odwrotnie, że tak naprawdę interesuje nas to, co jest w tej szarości, co jest w tej małości, w tej średniości, co tam jest ciekawego. Dla mnie o tym trochę jest ten film, o tej małości, szarości, zwykłości, codzienności. Też spotkałem się z takim porównaniem. Oczywiście znowu zapomniałem tytułu, ale państwo oczywiście podpowiedzą. Ale już przypomniałem sobie. Ktoś powiedział, że ten nasz Wróble jest trochę takim polskim Perfect Days. Nie wiem, czy państwo widzieli.
[26:49.68 → 26:50.40] A: Wim Wenders.
[26:50.54 → 27:26.38] B: Tak. I ja bardzo chętnie poszedłem na ten film. I faktycznie zauroczył mnie ten film. Jestem niewiarygodnym fanem tego filmu. I oczywiście, że u nas nie ma tej takiej, bo tam jest taka, ta codzienność jest sakrum niemalże u tego Wendersa. Natomiast u nas jest taka trochę zakurzona bardziej, ale gdzieś ta ciekawość tej codzienności, szarości, dla mnie o tym jest ten film tak najbardziej.
[27:27.32 → 27:27.92] A: A pan jak ma?
[27:27.94 → 27:32.62] B: Dziękuję bardzo. Właśnie, bo proszę teraz... Te trzy zdania, czekamy.
[27:32.80 → 27:38.18] C: Ja pójdę do żony, powiem jej, kochanie, to było o miłości, o przebaczeniu, tylko w takiej prostej wersji.
[27:40.40 → 27:40.72] B: Super.
[27:42.34 → 27:46.32] A: Super. Drodzy państwo, czy mógłby pan podać mikrofon pani? Dziękuję.
[27:47.33 → 28:48.50] D: Ja tylko chciałam tak się odnieść, bo to co pan powiedział o tym takim spokoju, o takiej zwykłości szarości, to mi trochę się kojarzy ten film z filmem balkonowym reżysera Łazińskiego, że oglądamy jakby taką rzeczywistość, mam w moim odczuciu uspokajającą. Może tam jakieś są te dramaty, tak jak pan wspomniał, ale to jest takie przy tym pędzie życiowym, takim właśnie to, że to jest takie małe miasteczko, że to wszystko jest takie zwykłe, jakby w kółko takie same. To chyba wszystkim, wielu ludziom w dzisiejszym czasie potrzeba takiego uspokajania i w tej pandemii ten film balkonowy był chyba takim też zatrzymaniem, więc wydaje mi się, że Można się odnieść też jakby w tą stronę, że o czym jest ten film. Wydaje mi się, że o wyciszeniu trochę, takim spokoju i jak państwo to kręcili, to znaczy to było przed pandemią, ale to mieli państwo... Kręciliśmy po, kręciliśmy po.
[28:49.04 → 28:53.76] B: Akcja filmu jest usytuowana w 2015, ale kręciliśmy w 2023.
[28:54.58 → 29:01.97] D: Aha, no to tak trochę wyciszający, nie? To może to było po głosie tej pandemii też. Jak pan sądzi?
[29:04.09 → 31:56.73] B: Nie, myślę, że raczej nie chodziło o to. To jest też wynik pewnych fascynacji, które są głównie fascynacjami Tomka, ale w związku z tym, jak powiedziałem, znamy się już tyle lat, gdzieś na podobne rzeczy zwracamy uwagę. I na pewno bardzo ważnym kluczem był ten klucz trochę, to co pani powiedziała trochę o tym filmie balkonowym, że jakby ten klucz dokumentalny też był bardzo ważny, ponieważ zarówno Tomek jak i ja jesteśmy absolutnymi fanami kina Kieślowskiego i to było właśnie gdzieś tam dzisiaj o tym rozmawialiśmy, kiedy to było, kiedy kręciliśmy Barasz, czyli ten film krótkometrażowy, z nim pojechaliśmy do Gdyni i tam też w Gdyni zobaczyliśmy zrekonstruowany spokój Kieślowskiego i wyszliśmy z tego filmu obydwaj zauroczeni totalnie, że można jakby w historii opowiadać w tak właśnie dokumentalny, prawdziwy sposób. I też od tej strony aktorskiej, że to jest ogromna trudność dla aktora, że wejść w świat tych... i nie wystawać, nie pokazywać, że się potrafi ładnie mówić, żeby totalnie zrezygnować, powściągnąć warsztat aktorski, żeby nie grać, tylko żeby być, żeby wejść w taką rzeczywistość prawdziwą. Więc to było bardzo ważne. No i też operator Wojtek Staroń jest też genialnym dokumentalistą, więc myślę, że on też odcisnął to dokumentalne piętno. A co do tego rytmu, to ja, Tomek też, bo Tomek, że tak powiem, ma 63 lata obecnie, więc nie należy do najmłodszego pokolenia, Więc jakby też ten rytm mu taki odpowiada. Zresztą jak się okazało później, kiedy uczestniczyliśmy w różnych spotkaniach z widzami, to też zobaczyliśmy, że ta nasza publiczność jest też trochę taka, nie chcę powiedzieć ile plus, ale bardziej plus niż minus. I tej publiczności to kino takie, wolniejsze jakby odpowiada, już mają trochę dosyć, trochę tego przebudźcowania, które teraz jest, tej szybkości i nagle można trochę było zwolnić przy tym filmie.
[31:57.87 → 31:58.57] D: Dziękuję bardzo.
[31:58.71 → 32:29.06] A: Dziękujemy. Równie popularne jak szybkie kino jest również nurt slow cinema. Byliśmy na tym samym pokazie spokoju. Też byłam wtedy na tym filmie Kieślowskiego i też mnie to niesamowicie poruszyło. A pani pewnie pamięta, jak ważną postacią w filmie balkonowym był pan Listonosz. który mówił, że jestem listonoszem, a nie zakuponoszem, więc faktycznie też miał taki rys trochę remkowy, takiego bycia zasadniczym, ale jednocześnie niesamowitym człowiekiem. Bardzo proszę pani.
[32:29.36 → 33:11.53] E: Mówimy o tym dzisiejszym wspaniałym filmie, ale podpieramy się takim jakby bukietem, wspaniałych innych produkcji, więc ja dołożę tutaj film, który też mnie bardzo poruszył, który mówił o relacjach, o potrzebie relacji takich aż do bólu, czyli moje ulubione ciasto. I ten film z kolei dla mnie był o budzących się relacjach, o potrzebie relacji, tylko jeszcze takiej jakby nieuświadomionej ze strony bohatera?
[33:16.22 → 33:43.33] B: No tak, bo tak jak mówiłem, on przede wszystkim tych relacji nie miał go kompletnie kto nauczyć. To był człowiek, który stracił tych rodziców w bardzo wczesnym wieku i on w ogóle nie wiedział, co to są relacje. więc nagle ten dziadek to taki obcy twór, który trzeba się totalnie tego na nowo nauczyć. A już nie mówiąc o kobietach, bo to w ogóle...
[33:47.39 → 34:19.40] A: Ciekawe jest to, co pan powiedział wcześniej, że tutaj jest cały czas to napięcie, czy lepsza jest oswojona samotność, czy chaotyczny świat nowej relacji. To jest coś, o czym w ogóle jako ludzie rzadko myślimy, czy może już łatwiej by nam było żyć w pojedynkę niż jednak zmieniać absolutnie swoje życie. Ja dopiero po tej naszej rozmowie tak zaczęłam patrzeć na ten film, więc to jakoś jest niesamowicie cenne. Czy ktoś z państwa chciałby coś dodać? O, pani ma, to ja później dorzucę ewentualnie swoje pytania. Cieszę się.
[34:19.40 → 35:08.20] E: Tak, mówimy o takiej normalności, spokoju. i nieprzebodźcowaniu, ale w tym filmie były momenty, nie te momenty, o których zwykliśmy mówić po seansie. I dla mnie tymi momentami był Król Lir. Bo się zastanawiałam, cały czas o wszystko można zagajić w takiej sytuacji, ale o króla Lira, Łody... I chciałam o to zapytać, bo to są takie trochę sny o potędze. I drugim momentem była ta ulica, to marzenie o ulicy. To są dla mnie dwa takie monumentalne wątki, które w tym bohaterze jakoś się pojawiają nad wyraz. To może zacznę od Wróbla.
[35:10.58 → 37:07.39] B: To tak naprawdę trzeba by Tomka zapytać oczywiście, bo myślę, że jako autor Stanarusza by nam tutaj zdecydowanie lepiej odpowiedział. Ja mogę zgadywać skąd. I myślę sobie, że gdzieś ta miłość, Remka do historii, do encyklopedii, żeby było gdzieś coś, żeby przeszło gdzieś, żeby było zapamiętane. Ja myślę, że stąd gdzieś ta ulica się mogła wziąć i żeby to zostało. Natomiast król Lir, to jest kolejna taka anegdota, ponieważ zanim się pojawił Krzysztof Stroiński, rozmawialiśmy z Tomkiem, jaki ten dziadek w ogóle miałby być. No i na początku Tomek się zastanawiał, może to powinien być Naturszczyk, ale potem nie. Myślę, że Naturszczyk jednak absolutnie nie zrobi takiej kreacji, będzie bardzo podobny, będzie tylko przechodził, że tak powiem, z kąta w kąt. Wiadomo, że to wymaga takich niesamowitych umiejętności, żeby nie mówiąc nic, jakby zabrzeć gdzieś bardzo dużo treści tak naprawdę. No i jednak to powinien być wybitny aktor. No dobrze. I potem zaczęliśmy rozmawiać tylko, żeby ten wybitny aktor, jak się czasami pojawia wybitny aktor, który nie ma powiedzieć ani jednego słowa, no to może tak zagrać, że tak powiem, że rozsadzi ekran, bo będzie każdą, że tak powiem, zmarszczką, powieką, każdym tutaj grymasem grał wszystko. No i właśnie wtedy padło to, żeby nam nie zrobił tutaj króla Leara. Ja to jakoś tak wypowiedziałem, króla Leara i Tomek to zapamiętał i zaraz wpisał do scenariusza i ten król Lear się właśnie, że tak powiem, stąd pojawił.
[37:08.35 → 37:10.29] E: Dla mnie moment niesamowity, dziękuję.
[37:11.19 → 37:15.57] A: Wszystko może być inspiracją. Chyba pan tutaj z przodu, proszę bardzo.
[37:16.05 → 37:28.13] C: Ja mam pytanie dotyczące tego, warstwa związana z poczuciem humoru już była w scenariuszu, ona powstawała na próbach, czy to pan dokładał te rzeczy? Tutaj sala wielokrotnie się śmiała w trakcie.
[37:31.21 → 39:21.53] B: Tak jak mówię, w związku z tym, że z Tomkiem się znamy ponad 20 lat, więc on też doskonale znając mnie, twórczość, twórczość sceniczną, inną filmową, absolutnie to gdzieś tam zapisał już w scenariuszu. W zasadzie można powiedzieć, że jedna malutka scenka doszła, to znaczy część sceny, kiedy ja się... To jest taka scena, którą też bardzo lubię, scena zazdrości między Remkiem a Marzenką i Remek się dopytuje na co z tym Jerrym, jak ty go poznałaś, jak to było. No i ta Marzenka opowiada, no i ja tam dodałem taką swoją historię, że wchodziło się tam, cholera, znowu zapomniałem gdzie, do rzeki, ale jakiej rzeki? Fajna nazwa, no ale nic, w każdym razie to dołożyłem, to mikroimprowizacja dosłownie, także naprawdę dużo rzeczy było, tych śmiesznych również było już w scenariuszu zapisanych. Tam też ten nasz piłkarz, oczywiście tradycyjnie znów zapomniałem, jak się nazywa? Ktoś pamięta z Państwa? Proszę. Majewski właśnie. I on właśnie też tam trochę dołożył w tej ostatniej scenie, kiedy Marzenka mówi mu, że ma złego GPS-a, nie chce pan nowego GPS-a kupić. I on nagle wypalił, no takie mi dali. I to też nie było w scenariuszu, czyli jakby gdzieś tam... Ale generalnie 99% rzeczy było już napisanych.
[39:22.66 → 40:02.15] C: Tutaj nawiązując do tego, że ta miejscowość, w której graliście była 20 kilometrów, od Warszawy, to mi się przypomina dokument. czekając na sobotę z HBO z 2010 roku, gdzie też jest taki świat pokazany, o którym nie myślimy w dużym mieście, że on w ogóle istnieje, a to było kręcone też 40 kilometrów od Lublina. Też taki bardzo mocny dokument. I ostatni komentarz, że jestem pod wrażeniem pana rozpięcia takiego między Mumio, różnymi filmami i chociażby projektem z Magdą Umer. tym muzycznym.
[40:04.97 → 40:52.43] B: To przede wszystkim jest trochę tak, że ja na tę rolę mnóstwo lat czekałem, bo do tej pory, jeżeli byłem wykorzystywany w filmie, to trochę na zasadzie przeniesienia z Mumio, a może by pan nam zrobił coś podobnego, może by pan coś tutaj dośmieszył. Natomiast tutaj jest taka rola tragicomiczna, moim zdaniem bardziej tragiczna niż komiczna. I ja bardzo długo chciałem to pokazać, że nie tylko, że tak powiem, ta strona komiczna, ja coś tam mogę zrobić w tym temacie, ale również o tej stronie tragicznej też chciałbym się jakoś pokazać. I Tomek mi dał, że tak powiem, taką możliwość.
[40:54.37 → 40:55.83] D: Drodzy Państwo, ktoś jeszcze?
[40:56.19 → 41:17.76] A: Widzi Pani, tam macha Pani ręką. Ja z tym zagadam ten czas, kiedy mikrofon tam się... Jestem pod wrażeniem dzisiejszego DKF-u, bo to jest naprawdę jak w dyskusyjnym klubie filmowym. Każdy ma nie tylko pytanie, opinię, ale też film do podrzucenia. Gdybyśmy chcieli zrobić listę dzisiejszych tytułów, to już by była całkiem pokaźna. Bardzo jestem wdzięczna państwu za to. Proszę.
[41:18.10 → 44:34.29] E: Dziękuję i dobry wieczór. Kiedy dzisiaj na profilu swoim na Facebooku napisałam, że wybieram się do Teatru Starego na ten film. Koleżanka, do której mam zaufanie, napisała, bardzo mi się podobał, jest pogodny i pełen nadziei. Więc ja idąc tutaj, staram się zazwyczaj nie czytać recenzji, bo to mi zabiera taki osobisty odbiór. Natomiast to zdanie koleżanki we mnie w czasie projekcji było. I pewnie dobrze, bo inaczej bym się w kilku momentach, w dwóch, trzech bała, bała w sensie zaraz się pojawią negatywne emocje. Natomiast tutaj wiedziałam o tym dobrym, pełnym nadziei zakończeniu, więc oglądałam go spokojniej. Ale pojawiła się we mnie taka refleksja, we mnie, o mnie, że jest coś w nas, takiego nastawienia, że coś się musi wydarzyć, coś musi pójść nie tak, coś musi być złego. I myślę, że ten film jest taki w kontrze do tych naszych przyzwyczajeń. I to dobrze, bo potrzeba nam chyba, chociaż nie wiem czy powinnam powiedzieć chyba, filmów o nadziei, o dobrym zakończeniu. Ale jest we mnie jednak, i to się już pojawiło w trakcie filmu, pewien sprzeciw, bo nie wiem czy ta nadzieja, nie jest tu pewną naiwnością i stąd mój taki wewnętrzny sprzeciw, bo o ile główny bohater jest rewelacyjnie przekonujący, zasługa oczywiście też pana, też, bo i scenariusza, o tyle ta relacja z Marzenką, no, pachniała mi taką naiwnością. a już to ten happy end, to zakończenie aż cukierkowe, aż bym powiedziała hollywoodzkie, gdyby nie ten taki przaśny widok, przaśny w sensie scenografii itd. Więc moje wątpliwości dotyczą na ile ten film realizuje naszą odwieczną potrzebę, niech się staje dobro, niech miłość zwycięży, i czy to jest takie spełnienie naszej potrzeby baśniowości, bajkowości, dobrego zakończenia. Nawet nie potrafię sformułować pytania, chciałam się podzielić tą refleksją. Z jednej strony dobrze, że jest nadzieja, dobrze, że jest miłość, dobrze, że są zasady, z drugiej zbyt cukierkowe. w kontrze z kolei do tej przaśności, bo tutaj jako mieszkanka wsi niedaleko Lublina i wychowanej na wsi, trochę mnie ta przaśność tu uraziła. 30 lat temu, 25 okej, ale 10 lat to już trzeba było z lupą takiej wsi szukać takich sprzętów i takich zachowań. To jest moja ocena. Dziękuję w każdym razie bardzo za ten film.
[44:35.45 → 48:04.74] B: Ja też dziękuję bardzo za wypowiedź. To znaczy od końca może. Jeśli chodzi o tę rzeczywistość, to również tutaj powiem trochę za Tomka, że bardzo ważne było to, że nagle jest to dom samotnego faceta. I myślę, że to jest bardzo ważne. To znaczy faceta, który tak naprawdę nie przywiązuje za bardzo wagi do tego, co tam się dzieje i prawdopodobnie, z dużym prawdopodobieństwem myślę, że on tam kompletnie nic nie zmienił. To znaczy jak wyszedł z tego domu, bo rodzice zmarli, trafił do domu dziecka, jak wrócił, no to coś tam może umył gdzieś tam, prawda, ale to pozostało bardzo podobne. Chyba on o to w ogóle nie dbał i myślę, Bo ja też gdzieś tutaj, gdzieś mam, że tak powiem, rodzinę, nie tak daleko, gdzieś koło Sandomierza. Ja znałem takie domy akurat, gdzie to niestety tak wyglądało. Ale to oczywiście to już jest jakby nasze takie jakby, albo gdzieś to czujemy, albo nie. Natomiast... Pierwsza rzecz, o której pani mówiła. Ja mam wrażenie, że jest trochę tak, że jeśli chodzi o kino tak zwane festiwalowe, czyli kino artystyczne, ono się totalnie boi tego typu sytuacji. W zasadzie żaden festiwal nie przyjmie dzisiaj kina, które jest trochę takie. To znaczy polskie kino festiwalowe musi wciskać fotel, musi być choroba nowotworowa, musi być aborcja, musi być wojna, musi być krew. Kino festiwalowe żąda krwi. niekoniecznie tej takiej, że tak powiem, też tej krwi takiej umownej, prawda. No i jakby mieliśmy dużo, dużo takich ech, czy też zdań po tym filmie, że gdzieś tam ludzie oddychają właśnie na tym filmie, że to się, właśnie tak jak pani mówi, że to zło jakieś się nie wydarza. Mieliśmy długo, dużą rozmowę na temat zakończenia tego filmu, dokładnie, bo ten film może mieć wrażenie, że on tak ląduje dwa razy i może gdyby się skończyło wcześniej, bez tego happy endu, może on był bardziej otwarty na to, żeby widz sobie dopisał trochę ten ciąg dalszy. No i trochę tak pół na pół. Dla niektórych, gdyby się wcześniej skończyło, byłoby lepiej dla innych gdzieś ta końcówka, która jest bardziej im smakuje, więc to bardzo trudno powiedzieć. Tyle.
[48:06.77 → 50:56.72] A: potrzeba pozytywnych zakończeń, co faktycznie jest coś, co trochę jest w nas, a trochę z tym dyskutujemy, ale gatunek, a też się wypowiem, co ja się mam nie wypowiedzieć, gatunek feel good movie, czyli filmy, które trochę mają służyć temu, żebyśmy po ich zakończeniu poczuli się lepiej, mają swoją bardzo długą tradycję i to często są takie właśnie tragikomedie, że trochę jest z życióweczki, a trochę nie jak w życiu i że to jest właśnie trochę podciągnięte w taką pozytywniejszą stronę, bo jednak kino chyba temu też może służyć. I zgadzam się z tym. Pamiętam wasz wywiad w Gdyni z Zosią ze zwierciadła, jak mówiliście, że już minister zdrowia ma podpisać, że ten film ma być wykorzystywany jako część terapii osób, które są po tej mroczniejszej stronie życia, żeby je wyciągać. na światło pozytywne i że generalnie twórcy przepraszają Festiwal w Gdyni trochę, że ten film jest taki pozytywny, bo naprawdę na Festiwalu w Gdyni, jak się spojrzy, co tam było wtedy w tym konkursie i wy, to było jak po prostu przeskok do innego świata. Więc coś tutaj faktycznie jest na rzeczy, że ten bohater nie umiera, albo że coś złego go nie spotyka, to jest jakiś cud faktycznie. Myślę, że możemy się z tym zgodzić. Drodzy Państwo, czy ktoś jeszcze ma pytania, komentarze? Zachęcam, bo jutro pan Jacek jedzie do Chełma i już z wami nie porozmawia. Więc korzystajcie. To ja mam pytanie jeszcze, zatem może ktoś będzie jeszcze miał o coś chęć zapytać. Ja mam pytanie o bohaterów męskich w tym filmie, bo każdy z nich jest trochę inny. Są te takie typy na boisku nawet, jak się weźmie po prostu tą szatnię, to już widzimy, jak tutaj są rozłożone akcenty, jest ten trener, jest ten komendant, jest Piotr Rogucki w tym filmie, jest ten kotrzedow, który się pojawia na chwilę z czubem na głowie i znika. w Siną Dal jest oczywiście postać dziadka, jest Pana postać. Każdy ten typ męskości jest inny i mam wrażenie, że też opowiadanie o wróblu właśnie poprzez męskość na ekranie w polskim kinie jest czymś trochę innym. Czy Pan, jak ma też doświadczenie grania w filmach, obserwuje też to, co się dzieje w polskim kinie, miał Pan poczucie, że trochę inaczej pokazuje się tu męskość niż jesteśmy przyzwyczajeni do tego, jakich mężczyzn mamy na ekranie, jakie mamy te wzorce męskości, bo dużo się mówi, dodam tylko, dużo się mówi o czymś takim jak toksyczna męskość dzisiaj. I ja sobie myślę toksyczna męskość, a potem widzę wróbla. I myślę, że to jest bardzo ciekawe spotkanie między takimi właśnie dwoma różnymi nurtami dyskusji o tym, kim jest współczesny mężczyzna, bo myślę, że bardzo mocno jest wróblem. Jak pan na to patrzy?
[50:59.94 → 54:09.48] B: Na pewno też bardzo ważne jest, tutaj będzie kolejny odnośnik do innych filmów, to znaczy dla Tomka i dla mnie też, na pewno też bardzo ważne jest kino czeskie generalnie, czyli i Žimencel i tak dalej, i tak dalej. i troszeczkę, trochę... A jeśli odnosząc się do polskiego kina, to gdzieś na pewno to jest gdzieś tam kino lat 60., gdzieś tam bracie Kondratiukowie może, gdzieś ten czas. To jest trochę męskość typu Bogusława Kobieli bardziej niż dzisiejsza. Gdzieś ta... Nie wiem, wydaje mi się, ja też oczywiście nie jestem takim, wiecie, takim znawcą i obserwatorem bardzo mocnym polskiego kina. Mniej więcej w tym roku widziałem, no bo przyjechałem przez te festiwale, więc widziałem filmy. Natomiast ta męskość jest trochę taka, nie dzisiejsza absolutnie, jest taka właśnie, jest gdzieś tam bardziej z czasów kaweratu starszych panów niż dzisiaj. W naszym filmie nie ma... Może Piotrek jest taką postacią, szemrany mafiozo, który gdzieś tam się w polskim filmie można dzisiaj odnaleźć, ale też jeżeli już, to dzisiaj troszkę jest... Ci mafiozowie mają mniej włosów i są bardziej rozbudowani, że tak powiem. Więc nam chodziło trochę o tą rzeczywistość właśnie, tą podmiejską, wiejską, gdzieś znaleźć te postacie. Poza tym, mi się wydaje, że gdzieś tam Tomek je miał też sfotografowane w swojej głowie, więc on bardzo... Czasami, słuchajcie, castingi na jedną postać trwały niewiarygodnie. Na przykład jeśli chodzi, co prawda to już nie temat męski, ale... Marzenka, no to po prostu było chyba 10 czy 12 aktorek. To było niewiarygodne. I na początku Tomek robił casting i potem ja przyjeżdżałem, żeby zobaczyć jaka jest ta chemia, czy brak tej chemii, czy jak tam to zwał. Więc to trwało naprawdę bardzo, bardzo długo. Przepraszam, córka dzwoni, także nie będę teraz odbierał. No i... No ja nie wiem, ja dzisiaj chyba rzadko widzę takie postaci tragicomiczne w polskim kinie, jeśli chodzi przynajmniej o facetów. Faceci są jakby tacy albo w tą, albo w tą, albo w tą, raczej takie kierunki są zdecydowane.
[54:09.86 → 54:54.68] A: Jasne, wróbel leci do celu jeszcze, nigdzie nie wylądował, więc faktycznie jest taką postacią, która gdzieś szuka dla siebie miejsca w tym świecie. Drodzy Państwo, czy w międzyczasie ktoś jeszcze chciałby o coś zapytać? No dobrze. Skłonił do refleksji myślę. Państwo tu kiwacie głowami. Dziękujemy zatem za oprowadzenie nas po świecie Wróbla i że Pan tutaj do nas przyjechał. To myślę jest zawsze pozytywna wiadomość, żeby można się spotkać i porozmawiać o roli, o tym jak się nad nią pracowało. Wielkie brawa zatem dla naszego wspaniałego gościa. Wróci pan pewnie do Lublina.
[54:56.12 → 55:19.47] B: Ja bardzo lubię przyjeżdżać do Lublina. Uwielbiam to miasto. Tutaj zresztą w teatrze często też grywaliśmy spektakle i mumio i właśnie z Magdą umarł, więc bardzo państwu dziękuję. Pozdrawiam w imieniu swoim, w imieniu reżysera Tomka Gąsowskiego. Także bardzo, bardzo jeszcze raz dziękuję. Wszystkiego dobrego.
[55:19.91 → 55:35.51] A: Dziękujemy bardzo i do zobaczenia na następnych spotkaniach naszego DKF-u. Liczę na rozbudowywanie listy filmów. Myślę, że zacznę chyba robić notatki, jak państwo polecacie tutaj tak różne interesujące produkcje. Dzięki jeszcze raz, spokojnego wieczoru i do zobaczenia. Dziękujemy Panie Jacek.

Zobacz także