Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.48 → 00:42.65] A: Dobry wieczór, moi drodzy państwo. Witam serdecznie w Teatrze Starym Kajak-Limek, a z nami twórcy filmu Ministranci, czyli tego, który właśnie przed chwilą zobaczyliście. Jest z nami scenarzysta i reżyser tego filmu Piotr Domalewski. Wielkie brawa. Oraz producent, producent kreatywny Leszek Bodzak, Aurum Film. Zapraszam do nas serdecznie. Cieszę się, że jesteście z nami. Czy państwo wiecie, który z tych panów jest z Lublina? Wiecie czy nie wiecie? Ktoś wie, ktoś nie wie? Wiecie, dobra. Tutaj usadził się na samym środeczku nasz drogi lubelak. Myślę, że mogę tak powiedzieć lubelak.
[00:42.85 → 00:44.47] B: Jestem prawie z Lublina.
[00:44.69 → 00:46.87] A: Prawie z Lublina? Co to znaczy być prawie z Lublina?
[00:48.09 → 01:00.58] B: Prawie z Lublina to znaczy być z Mełgwi. Ale później kontynuować swoją edukację i życie zawodowe w Lublinie. Wszyscy tu wiedzą, gdzie jest Mełgiew, także spokojnie.
[01:00.80 → 02:15.35] A: Tak, oczywiście. Państwo znają się doskonale na geografii. Piotr Domalewski z Łomży. Prawie z Łomży. To tak jak ja prawie z Katowic, bo z Tarnowskich Gór. Tam 30 kilometrów, ale łatwiej. Bo jak mówię, że z Tarnowskich Gór, to wszyscy pytają, to gdzieś pod Tarnowem? A nie, to na Śląsku. Ale ta nazwa bywa myląca, więc tak oto prawie robi różnicę. Albo nie. Bardzo się cieszę, Myślę, że się spotykamy przy okazji tego filmu. Trochę takim luźnym wątkiem zaczynamy to spotkanie, bo film też jest taki bardzo, wydaje mi się, przyjazny widzom. Dlatego też zachęcam Państwa do zadawania pytań, do komentowania. Tak jak zawsze to spotkanie jest tutaj dla was. Ja bym chciała właśnie skonfrontować dwie wizje początku tego filmu, bo jedną znam od ciebie Piotrze, a drugą znam od ciebie Leszku. Ale gdzieś się kiedyś spotkaliście, żeby o tym filmie porozmawiać i myślę, że możemy zacząć od tego, jak powstają koncepty na filmy, bo to jest coś, co ty mi Leszku przy innej okazji opowiedziałeś. więc chciałabym, żebyśmy to zweryfikowali. Taksówka, Nowe Horyzonty. To proszę do mikrofonu, żeby państwo to słyszeli.
[02:16.43 → 02:19.17] B: Może najpierw usłyszymy, jak Piotr to pamięta.
[02:19.89 → 02:20.91] A: Może sprawdźmy właśnie.
[02:21.23 → 02:43.10] C: Ja to pamiętam tak, że jechaliśmy transportem festiwalowym na Nowych Horyzontach. i zaczęliśmy rozmawiać o tym, co tam kto ma na radarze i co robi. Ja powiedziałem, że bym chciał zrobić film o ministrantach i tyle. To był ten moment. Ja to tak pamiętam.
[02:44.32 → 02:45.88] B: To jest wersja skrócona według mnie.
[02:46.22 → 02:56.36] C: Wpisanie scenariuszy jest sztuką syntezy. Ta dramaturgia jest dosyć uproszczona, ale fabuły z tego nie robiłem.
[02:58.31 → 03:11.59] B: Generalnie Piotr ma rację, tak właśnie było, z tymże zastrzeżeniem, że o ile pamiętam, podczas tej samej rozmowy najpierw padł pomysł na coś w rodzaju polskiej wersji Bodygarda.
[03:13.19 → 03:19.34] C: A, to był Twój pomysł, dalej o niej myślę. Ale tak, były tam różne pomysły.
[03:19.44 → 03:54.37] B: Tak, tylko że stwierdziliśmy, że w polskich warunkach za Whitney Houston i Kevina Costnera robiliby Margaret i Robert Więckiewicz i stwierdziliśmy, że świat jeszcze nie jest na to gotowy. Ale jak Piotrek opowiedział mi o pomysłach dotyczących ministrantów, to ja zadałem pytanie, ale co ci ministranci mieliby robić? I wtedy rzuciłaś właśnie hasło, bo już dojeżdżaliśmy, że mogliby zakładać podsłuchy w konfesjonale. No to robimy. Tak było.
[03:55.10 → 05:17.19] A: Pytam też o to, bo czasami takie właśnie mocne pomysły na film przychodzą w postaci jednego zdania, które ktoś komuś gdzieś mówi, nazywa się to albo 25 words or less, czyli 25 słów albo mniej, albo tak zwany elevator pitch, czyli coś, co wydarza się w windzie, że ktoś komuś coś powiedział i z tego właśnie zarzewia. później płonie ogień zwany filmem. Ciekawa jestem tego, co wydarzyło się dalej, bo tutaj mamy z tego, co już nam powiedzieliście, taki bardzo konkretny obraz. Ministranci, podsłuchy w konfesjonale. No i właśnie, jak później ty z tym Piotrze pracowałeś? Jak sobie to rozpracowywałeś? Bo nie dalej jak... Wczoraj, przedwczoraj wręczano nagrody Gildii Scenarzystów, że jednak ta praca scenarzysty jest równie istotna jak praca reżysera. Czasami jest tak, że autor jest właśnie jednoosobowy, tak jak w twoim przypadku, ale że kiedy film powstaje, to mówimy reżyser, reżyser, reżyser, pojawia się oczywiście czasem producent, aktorzy, ale scenariusz gdzieś schodzi na dalszy plan, a to jest taki bardzo podstawowy, istotny etap, gdzie ten film właściwie nabiera jakiegoś kształtu, więc mógłbyś nam trochę opowiedzieć o tym procesie, jak właściwie z tego krótkiego konceptu, który razem stworzyliście, ten film zaczął ewoluować w postać, którą widzimy na ekranie?
[05:18.75 → 08:16.42] C: Ja osobiście uważam, że scenariusz jest najważniejszym elementem filmu, jeśli ma być super szczery. Ale generalnie to jest długi proces i w moim przekonaniu scenariusz jest jednak najważniejszy, bo plan filmowy jeszcze w tej dyscyplinie kosztów, które my musimy ponosić. To nie jest takie miejsce, w którym można sobie improwizować, albo czarować, albo dać się ponieść chwili, albo nie wiem czemu tam jeszcze. Tylko to jest takie miejsce, w którym się właśnie, taki moment, w którym się właśnie wykonuje plan, który się wcześniej dopracowało. I im bardziej ten plan jest dopracowany, tym na większą swobodę można sobie pozwolić na planie. A im bardziej on jest niedopracowany, tym większą okres zdjęciowy jest torturą niestety. Pełną niebezpieczeństw i zdziwień. To znaczy do tego stopnia, że czasami człowiek nie Znaczy mi się to na szczęście nie zdarzyło, ale wiem, że tak jest, bywa, że człowiek nie wie co nakręcił nawet jakby w sensie, bo po prostu to było już w takim rodzaju jakby dynamiki, paniki pewnego rodzaju, że czasami się nie ma świadomości, co to właściwie znaczy, jaki ma artystyczny wyraz. Ale ja uważam, że pisanie scen już jest najważniejszym elementem, dlatego że że właściwie na tym etapie jakby planowania tego, to można sobie pozwolić na wszystko. Potem to oczywiście się jakby upraszcza. Ja zawsze z reguły robię tak, że najpierw sobie piszę. Tutaj było tak, że ja w pierwszej kolejności przyniosłem treatment. Rozmawialiśmy, czyli opis scenariusza bez dialogów. Taki, tak można powiedzieć, taki może nie rodzaj opowiadania filmowego, ale taki rodzaj mapy filmu, co się dzieje po kolei. I na podstawie tego treatmentu sobie tam z Leszkiem przegadaliśmy to i nakreśliliśmy jakiś kierunek, co nam w tym bardziej pasuje, a co nie. Bo to, że ja to napisałem, to nie znaczy, że dla mnie to jest od razu pismo święte, tylko po prostu to jest jakby materiał do pracy. Ponieważ scenariusz i wydaje mi się wszystko, co człowiek wymyśli i napisze, trzeba z kimś skonfrontować, żeby wiedzieć, czy to działa po prostu zwyczajnie, czy to pobudza wyobraźnię i budzi emocje czytelnika. Nakreśliliśmy sobie jakiś kierunek, ja poszedłem napisać pierwszy draft scenariusza, potem był drugi, trzeci, potem pracowaliśmy już z chłopakami, więc przepracowywaliśmy go z aktorami, Pracowaliśmy już mając bazę lokacji, więc musieliśmy go trochę też dostosować lokacyjnie jakby do tego, co mamy i jak możemy to zrealizować. I właściwie chciałoby się powiedzieć właściwie tyle, ale to właściwie jest aż tyle, bo to jest jednak długi i bardzo żmudny proces.
[08:17.74 → 08:52.91] A: Ciekawa jestem Leszku, jak ty się włączasz właśnie w te prace, bo autor jest tutaj, ale z drugiej strony ty dzięki swojej też wiedzy, jakimś też wyczuciu wydaje mi się tego, co później do widzów trafia i do widzów przemawia, możesz być takim właściwie sparing partnerem wydaje mi się na tym etapie, ale ciekawa jestem, jak ty to identyfikujesz dla siebie i z czego też czerpiesz jakąś Nazwijmy to umiejętność właściwie takiego kształtowania tego, co się w scenariuszu już zaczyna dziać. Możesz trochę o tym opowiedzieć nam?
[08:54.75 → 14:21.64] B: Piotrek i wielu innych twórców, którzy z nami zresztą pracują od lat na stałe, wiedzą, że ja jestem takim frikiem kinowym, kinofilem, który sypie tytułami, cytatami, oglądałem w życiu wszystko, preferencji gatunkowych. Dla mnie liczy się tylko dobry film, który oczywiście wydaje się trudny do zdefiniowania, a w dodatku to się zmienia na przestrzeni lat. Bo gdyby kino się nie zmieniało, to Amerykanie by wciąż kręcili westerny. I chociaż kino nad Wisłą się trochę nie zmienia od 20 lat, a kino na świecie bardzo mocno się zmienia. I teraz widać na przykład, że i to widać od kilku lat bardzo wyraźnie, że coś, co możemy nazywać mainstreamowym kinem środka albo kinem artystycznym, które też ma docierać do szerokiej widowni, ewoluuje w kierunku kina albo takiego high conceptu, gdzie rzeczywiście jedno zdanie powoduje, że chcesz ten film zobaczyć, Ja często nie umiem odpowiedzieć na pytanie, o czym są niektóre filmy, które oglądam i po co one są. A jeżeli jest to jedno zdanie, które rzeczywiście brzmi tak wyraźliwie, tak mocno, że od razu chcesz więcej, chcesz poznać szczegóły tej historii, tej opowieści, to taki high concept jest na wagę złota dzisiaj. Jeżeli ktoś ma jakąś taką myśl, która oczywiście jest rozbudowana na różne sposoby, i potem przybiera kształt filmu, ale też wiesz i czujesz, że z jakiegoś powodu to może ludzi zainteresować, bo nie uważam, żeby robienie filmów tylko dla siebie miało jakiś sens. Są takie filmy, które bym chciał zrobić dla siebie, ale mam obawy, czy inni będą tym zainteresowali. A druga kwestia jest taka, że bardzo mocno też ewoluuje kino w kierunku autorskiego, kina gatunkowego. I to jest też ewidentne, widoczne, Co się też w Polsce nie dzieje. To się dzieje na świecie. Wszędzie od Skandynawii przez Francję, nawet w Farhadzi przyjeżdża z thrillerami do Cannes. Zresztą zobaczmy na tegoroczne Oscary. Horror królował w tym roku. Trzy horrory były nagradzane. Zresztą horror w różnych swoich ojmianach jest w tej chwili jakąś dominantą, mam wrażenie, w kinie. My takich filmów nie robimy z wielu powodów. Co nie oznacza, że ja wykonuję swoją pracę wbrew sobie i robię filmy, których których nie chciałbym robić, bo nie mogę robić tych, które bym chciał. Tylko właśnie jeżeli mamy taką sytuację jak w tym przypadku, gdzie ten koncept ma tyle silny i wiem, że Piotrek ma tę umiejętność, którą ma niewielu moim zdaniem twórców w Polsce, którzy umieją pogodzić ambicje artystyczne i to, że mają coś ważnego do powiedzenia z przystępnością Dawida w opowiadaniu. To jest dla mnie Święty Graal produkcji filmowej. Zresztą jak Państwo zwrócicie sobie uwagę na naszą filmografię, ktoś mi kiedyś powiedział, że filmy, które my produkujemy, poniekąd cały czas spełniają to kryterium, że my staramy się cały czas robić filmy, które mają coś, czasem wychodzi lepiej, czasem gorzej, takie jest życie, ale że cały czas staramy się wchodzić w takie filmy i to jest taka wspólna ich cecha, gdzie zaczepiają gatunek, mają albo ten high concept, mają jakąś formułę, która dla widza jest przystępna, a jednocześnie jednak są absolutnie niepozbawione ambicji artystycznych. I to jest gdzieś pewnie też takie kino, które, jakbym sobie przypomniał różne ulubione moje filmy, to wśród nich są właśnie takie filmy, które są tego typu kinem środka, które ja bardzo lubię. I w polskich akurat warunkach, tak długo jak długo nie będziemy tworzyć stricte kina gatunkowego, to takie filmy są mi najbliższe. I wtedy moje rozmowy na przykład z Piotrkiem, to są rozmowy o motywacjach postaci, o tym czy one są wiarygodne, dlaczego bohaterowie robią to, co robią. Dla mnie scenariusz jest zakończony wtedy, kiedy ja rozumiem każdą scenę i wiem po co ona jest i dlaczego dane wydarzenia dzieją się w tym momencie, przebiegi tych postaci, do czego oni nas zmierzają. Pamiętam, że rozmawialiśmy z Piotrkiem najwięcej na przykład o tych chłopakach, o ich zróżnicowaniu. Tu Piotrek dużo o tym, pewnie mogli powiedzieć w kontekście castingu, ale pamiętam, że to co mnie uderzyło przy pierwszej wersji scenariusza i o tym rozmawiałem z Piotrkiem najdłużej, to jest język bohaterów. Jak sprawić, żeby oni byli różni, że oni muszą być zróżnicowani, a jednocześnie tworzyć jakąś spójną grupę. Chodzimy poniekąd w pewnego rodzaju bagno, bo dużo się mówi o tym, że dziecięcy aktorzy to się nie za bardzo sprawdzają w polskim wikie, a my tu mieliśmy mieć ich czterech i oni mieli pociągnąć cały ten film, więc było wiadomo, że niezależnie od tego, co Piotrek napisze, to jeszcze później tych czterech chłopaków musi to uwiarygodnić.
[14:23.44 → 15:37.82] A: To dobry moment, żeby porozmawiać właśnie o Tobiaszu, o Brunonie, o Mikołaju i Filipie, bo mówił Leszek o tym, że czasami te filmy wychodzą lepiej, czasami gorzej i takie jest życie. A sobie wyobrażam sytuację, że jakby tutaj była drużyna młodych chłopaków, którzy nie mówią, tylko z ich ust padają słowa i się zachowują tak, jakby byli na akademii szkolnej, co bardzo często widzimy niestety w polskich filmach Gdymowa o młodych aktorach. no to to by legło w gruzach i mogłoby absolutnie nie wyjść. Więc chciałabym, żebyś trochę nam opowiedział o castingu i też sam wspomniałeś o tym, że oni mieli wpływ na to, jak ten scenariusz wygląda. Domyślam się, że głównie na dialogi, ale też na różne sytuacje. że po prostu tak by się nie dali rady zachować, albo że to tak by nie wyglądało, gdyby to działo się naprawdę. Więc opowiedz trochę o szukaniu ich i o tym pomyśle, jak właśnie pracować z grupą młodych aktorów, bo już z jednym byłoby ciężko, a myślę, że z czwórką. Jeszcze mamy oczywiście Darię, która gra Dominikę i tam jest jeszcze sporo młodych innych ludzi. no to to jest nie lada wyzwanie. Więc gdybyś nas wprowadził w ten świat właśnie szukania odpowiednich wykonawców do tego zadania.
[15:40.12 → 16:36.40] C: To znaczy jakby trudność tego zadania jest no może rzeczywiście jest większa niż przy obsadzaniu filmu dorosłymi zawodowcami, ale punkt wyjścia jest właściwie ten sam. Ja jako widz, bo ja przede wszystkim jestem widzem, uwierzyć w to, że tym ludziom się to przytrafia naprawdę. Ostatnio sobie o tym myślałem, że przy takich aktorach, których nie znamy, to czasami dla mnie, jako dla widza, to jest łatwiej wejść emocjonalnie w świat tego bohatera, ponieważ on nie niesie ze sobą żadnego dorobku, z którym ja go kojarzę. A teraz jeżeli obsadzam aktora, który grał już papieża, a potem Chopina, a potem Mickiewicza, to powiem tego, Piłsudskiego, przepraszam.
[16:36.42 → 16:38.86] A: Albo jest po prostu Mattem Damonem, albo kimś takim.
[16:39.34 → 21:55.22] C: To rzeczywiście poziom jakby wysiłku, który trzeba włożyć w uwiarygodnienie tej postaci na ekranie, jakby kreowanej przez osobę, która już się pojawiła w każdej odsłonie, jest trudniejszy i to jest jakby inny rodzaj pracy, ale ten punkt wyjścia byłby ten sam, tylko jakby narzędzia do dojścia do tej wiarygodności będą inne. Jakby ja też zawsze jestem przekonany o tym, że film jest tyle wart, ile bohaterowie, których oglądamy na ekranie przez dwie godziny. To znaczy, jeżeli ja z tym bohaterem empatyzuję, jeżeli on mnie porusza, ten człowiek, to ja w tym filmie, to ja zostanę z tym filmem. To znaczy w ogóle jest to też może bardziej serialowa w tej chwili jakby dziedzina, właśnie wyznacznik niż filmowy, ale uważam, że filmowy też zawsze tak było, że podąża się za bohaterami, że meandry fabuły czasami, zwłaszcza w serialach współczesnych, gdzieś nam giną. Ja chcę zobaczyć i niezależnie od tego, czy ktoś się zajmuje tam produkcją, nie wiem, narkotyków jak w Breaking Bad, czy kradzieżą samochodów, czy nie wiem, tam zbawia świat w inny sposób, to te meandry, fabuły, jakby gdzieś tam one schodzą na dalszy plan. Ja chcę oglądać rozwój postaci, ja chcę oglądać przebieg emocjonalny, zmianę tego człowieka w kogoś innego, bo de facto struktura fabularna gdzieś tam powinna chyba o to zahaczać. No i tu mieliśmy trudne zadanie, no bo chłopaki wcześniej nie grali w filmie, no więc zgłosiło się wielu młodych, bardzo utalentowanych ludzi, ale przede wszystkim, z którymi można by zrobić ten film, bo to jest zabawne i być może najtrudniejsze w procesie castingu, że najczęściej jest tak, że film można zrobić z kilkoma wariantami tej obsady. I to podjęcie decyzji, że to jest ten wariant, z którym się wybieramy na tę przygodę, jest chyba najtrudniejszym momentem. Drugi najtrudniejszy moment to jest zdecydowanie o tym, że to jest koniec montażu. To znaczy, to już jest film. To znaczy, tak on będzie wyglądał i w momencie, kiedy sobie powiemy to, to to już jest na zawsze. I to jest takie trudne, ponieważ wyobraźcie państwo sobie, że macie jakby te wszystkie sznurki jeszcze w ręku i musicie nagle je po prostu się ich pozbawić i już nie macie na to wpływu, ponieważ ta maszyna rusza dalej i inni ludzie już się tym zajmują. To jest bardzo trudny moment. Dlatego ja go lubię jak najszybciej z siebie, że tak powiem, zrzucać, żeby nie musieć się z tym męczyć. Ale jeśli chodzi o tą obsadę, to tak. Więc mieliśmy taką trudność, która polegała na tym, że trzeba było tych młodych ludzi jakoś Nie tylko wynaleźć, ale też znaleźć w jakiejś grupie ludzi, którzy się zgłosili do castingu, ale też ich do tego filmu przygotować, bo nam zależało bardzo na tym, żeby ten film nie był dla nich... No cóż, to jest żmudna praca, więc zależało nam na tym, żeby dla nich ten film był przede wszystkim przygodą. Więc sobie na początku pomyślałem razem z Nadią Lebik, która jest reżyserką obsady do tego filmu, że szukamy tylko spośród młodzieży, która ma za sobą doświadczenia albo szkoły muzycznej, albo wyczynowego uprawiania sportu, albo sztuki walki. Ponieważ taki młody człowiek, on jest przygotowany do powtarzalnego procesu, który doprowadza do finału, no bo czym innym jest granie na instrumencie. Jeżeli ja chcę zagrać gamę na fortepianie, no to muszę ją powtórzyć pewnie minimum 200 razy, żeby ją płynnie zagrać. Więc jest to taki rodzaj powtarzania. Podobnie jest w sporcie. Żeby przepłynąć basen szybko, muszę go przepłynąć 2000 razy, żeby jakby technikę pewną wypracować. No i tak samo prawdopodobnie nie mam takiego doświadczenia, ale przy sztukach walki Chuck Norris odszedł niedawno. Widziałem parę filmików, więc rzeczywiście Rzeczywiście to by potwierdzało, że to też jest taka powtarzalność. I to był nasz punkt wyjściowy. I wtedy zaczęliśmy konstruować jakby obsadę z chłopaków, którzy nie tylko musieli mieć w sobie tę gotowość, wrażliwość, ale też w finale musieli zgrać się ze sobą. Co było bardzo ważne, żebyśmy my w nich jako widzowie uwierzyli jako kumpli, a oni się przecież nie znali wcześniej. Ale fajne jest to, że film się skończył, Ta przygoda gdzieś tam dobiega końca, jeśli chodzi o jego dystrybucję, a chłopaki dalej trzymają się razem. Ostatnio spotkałem ich po Orłach, spotkałem ich następnego dnia u siebie na dzielnicy, bo jeden z nich tam mieszka i gdzieś tam sobie w czterech szli. Więc to jest ekstra, że to się trochę przeniosło na życie.
[21:57.22 → 24:25.30] A: Super. Też wspomniałeś o Nadii Lebik. Festiwal w Gdyni był pierwszy z nagrodą za najlepszy casting, ale to jest też tegoroczna nowa kategoria. W kontekście Oscarowym po raz pierwszy przyznawano nagrodę dla najlepszej reżyserii castingu i to zawsze jest ten koncept, czy to jest trudne, żeby znaleźć kogoś, kto się do danej roli dopasuje, czy kogoś, kto jest super znany, a my spojrzymy na niego nowymi oczami. To jednak jest właśnie w tej współpracy bardzo mocno osadzone. Anegdotka. Parę dni temu oglądałam film dokumentalny zrobiony przez bardzo młodych ludzi o tytule O Dzisiejszej Młodzieży. Była to taka sonda uliczna, w której chłopak zagadywał ludzi na ulicach miasta i pytał, co myślą o dzisiejszej młodzieży. Osoby głównie starsze mówiły, że dramat, że kiedyś to było dużo lepiej, że my byliśmy inni. że młodzież jest niemiła, nie przeprasza, nie dziękuje i generalnie jest chamska. Osoby młode mówiły, no ciężko być nam dzisiaj młodzieżą, tak nie ukrywamy, a osoby w średnim wieku mówiły, nic się właściwie nie zmieniło, zawsze było tak samo. No ale jednak opowiadanie o młodzieży z tej perspektywy, na jaką wy się decydujecie, też pokazuje, że to jest po prostu też niełatwe, żeby się odnaleźć w świecie. I też jestem ciekawa tego, jak tutaj nie wejść w taką rolę Jakby to powiedzieć, dorosłych, którzy wiedzą wszystko najlepiej. w obrazowaniu tego, jacy młodzi są. Ciekawa jestem waszego podejścia do tego tematu, bo to też jest kolejna rzecz, która mogła nie wyjść, żebyśmy mieli takie poczucie, że reżyser, producent i wszyscy inni, którzy się zaangażowali w ten projekt doskonale wiedzą, jacy są młodzi ludzie i co myślą i jak właściwie żyją. A tutaj mam takie poczucie, że to jednak nie do końca końca jest tak, że wy to wszystko wiecie, tylko że wychodzicie naprzeciw. Więc chciałabym też o to zapytać, o taki pomysł na to, że w ogóle robi się film o młodych. Co tutaj jest ważne, poza tym, że się ma dobry kontakt z aktorami i że im się oddaje mocno głos, ale w takim myśleniu właściwie o tym, żeby właśnie ten film zadziałał ostatecznie, a nie miał takiego wymiaru mówienia z perspektywy Wszystko wiedzących dorosłych o tym, co to znaczy być młodym dzisiaj. Leszku, może ciebie zapytam.
[24:28.50 → 24:50.72] B: Po pierwsze, uważam, że międzypokoleniowe rozmowy o tym, jaka była kiedyś młodzież, to ja pamiętam już 30 lat temu, że to były takie same i prowadziły do takich samych wniosków, że moje pokolenie było rozbudżoną młodzieżą w latach 90-tych i 2000-tych i była chamska, wulgarna i się nie kłaniała, nie mówiła proszę, dziękuję. Teraz to samo słyszę o młodych. Wydaje mi się, że to... Tylko teraz
[24:50.72 → 24:53.66] A: siedzi jeszcze w telefonach. Zapomniałam to dodać. Wszyscy siedzą w telefonach.
[24:53.68 → 26:41.47] B: A jak ja byłem młody, to siedzieli w grach komputerowych albo coś innego. To zawsze w czymś siedzą. Więc to zawsze jest coś, co odwraca uwagę młodych. Tylko technologia wokół się zmienia i te bodźce się zmieniają, ale zawsze jest coś, co powoduje, że te konflikty są zawsze za każdym razem takie same. Ale wydaje mi się, że w przypadku ministrantów kluczowe jest to, I pamiętam, że czasem właśnie w odbiorze tekstu się z tym stykaliśmy. Być może Piotrek ma nawet więcej wspomnień na ten temat. I to w pewnym momencie wydawało mi się wielką wartością tego scenariusza, że uniknięcie tego, o czym mówisz, Kaiju, wynika z tego, że ten film jest opowiedziany z perspektywy młodych. Dorośli są postaciami drugoplanowymi, które są widziane oczami tych młodych. Czyli wszelkie dyskusje na typie tekstu, czy zachowanie bohaterów nie jest naiwne, czy dorośli nie są przedstawieni rodzice, księża w sposób negatywny, jest obalone bardzo prostą, prostym mechanizmem. To jest perspektywa tych dzieciaków. Oni tak patrzą na świat, a jak sięgamy pamięcią do tego, jak widzieliśmy świat, kiedy mieliśmy 13 lat, to przecież nie byliśmy trochę naiwni w sposobie jego postrzegania i w tym, jak widzimy pewne rzeczy, jak ta rzeczywistość wokół nas powinna być urządzona. I mam wrażenie, że oddając w tym filmie perspektywę opowiadania chłopcom, dzieciakom, uniknęliśmy tego, o czym mówić, tego zagrożenia. że ten świat jest widziany oczami dziecka.
[26:42.77 → 26:54.51] C: Tak, to jest ciekawe, bo wiele komentarzy negatywnych właśnie na tym się skupiało, że to jest świat widziany oczami dziecka.
[26:55.69 → 27:01.59] A: Przepraszam, możesz powtórzyć? Negatywnych komentarzy? Tak. Czyimi powinien być widziany?
[27:01.59 → 27:07.65] C: Że oni są tak romantyczni w swoim podejściu do wiary, do rzeczywistości. Oni są spandermenami w końcu. Ja wiem, tylko wiesz.
[27:08.28 → 27:18.32] A: Czyli właśnie takimi, którzy z wielką mocą płynie wielka odpowiedzialność albo jej brak, ale też dopiero poznają świat i się uczą, co to znaczy mieć jakiś rodzaj odpowiedzialności w sobie.
[27:18.58 → 28:23.58] C: A nam właśnie zależało na tym, o czym Leszek powiedział, żeby się tego w pewnym sensie nie bać. że ci bohaterowie mają takie podejście do wiary, ale ta wykładnia wiary, której oni są uczeni, ona jest przedstawiona w drugiej scenie, kiedy im proboszcz mówi, że jak staniesz na sądzie ostatecznym i tam będzie ten, ten, ten siedzi, ten stoi, to wszystko jest już wymyślone. Oni dostają taki obraz i oni mają po 12 lat. to właściwie to jest ostatni moment, kiedy oni mają prawo być w pewnym sensie bezkompromisowi i tacy romantyczni w podejściu do tej rzeczywistości. Bez tego filtra relatywizmu, którego się za chwilę nauczą, czy też będą musieli nauczyć. Ja mogę zacytować na przykład, jak pracowaliśmy nad tekstem, ale to się nagrywa, jak to jest? Jest gdzieś publikowane? To leci live, tak?
[28:24.40 → 28:27.90] A: Nie... Ania, tak czy nie? Nagrywa się?
[28:29.68 → 28:39.70] C: Leci live, ale będzie potem... A, no dobra, to nie będę opowiadał, bo jak chłopaki czasami krytykowali moje teksty...
[28:39.70 → 28:41.30] A: To tak dookoła, wiesz, owiń w bawełnę...
[28:41.30 → 29:16.12] C: Może generalnie są lamerskie, jeśli chodzi o hip-hop na przykład, więc... Więc dlatego pozwalałem im sobie to jakoś interpretować, tak jak chcieli. I chyba w ten sposób udało nam się wypracować coś, co gdzieś na początku naszej rozmowy powiedziałaś, że zdarza się, że takie deklaratywne jest granie młodych ludzi, ale mam wrażenie, że nam się udało tego całkowicie uniknąć. Więc tak do tego podchodziliśmy.
[29:18.20 → 31:15.07] A: Wiem, że obydwaj uwielbiacie oglądać filmy i że to jest dla was ważny punkt odniesienia również, bo są różni twórcy, są tacy, co nie oglądają, żeby nie robić drugi raz tego samego, a potem wyważają otwarte drzwi. Wiadomo, że różnie z tym bywa. Tak tutaj się składa, że muszę odnieść się do jednego z filmów, który dla mnie jest ważny, jest to Incepcja Christophera Nolana. Bo jest to też taki film, w którym bardzo dużo się dzieje, mamy dużo tych poziomów snu. Koncept jest taki, że można się zagubić, ale tak naprawdę na takim absolutnie najgłębszym poziomie jest to film o gościu, który chce wrócić do domu. Bo o tym to jest film, że tam cała reszta to jest droga. I tak samo zresztą Christopher Nolan już zrobił. My czekamy na Odyseję, czyli kolejny film o gościu, który chce wrócić do domu. Interstellar, też film o gościu, który chce wrócić do domu. One są po prostu w różny sposób przebrane, obudowane. Ale lubię w ogóle ten koncept incepcji, czyli właśnie tego takiego najbardziej ukrytego punktu. Bo to nie jest to samo, o czym mówiliście na początku. Robimy film o ministrantach, którzy zakładają podsłuchy, bo to jest koncept. Ale jest też to serce, głęboko ukryte, które jest właśnie takie bardziej idealistyczne, które ma w sobie jakąś myśl, która jest taka bardzo, nazwijmy to, humanistyczna i bardzo taka ludzka, w której się możemy tutaj wszyscy spotkać. Ciekawa jestem, jak o tym myśleliście w kontekście tego filmu, bo wiadomo, że wszystko musicie przegadać, tak jak tutaj już była o tym mowa, że to wszystko musi być dla was jasne. że wiecie, co robicie. Czyli właśnie, co było tą, nazwijmy to w cudzysłowie, incepcją albo sercem tego filmu dla was. Taka najważniejsza myśl, którą chcieliście nam, widzom, przekazać. Bo wiadomo, że każdy znajdzie swoją, ale wy też jako twórcy macie pewną intencję. Więc gdybyśmy mogli porozmawiać o tych ideach, o tym, co tam w tym filmie dla was się najgłębiej kryje.
[31:18.98 → 33:45.93] C: Wydaje mi się, że każdy film można opowiedzieć na trzech poziomach. Pierwszy jest takim podstawowym poziomem, jak to się kiedyś mówiło, to się nazywało opis okładki płyty DVD, tzw. opis dystrybutora. To jest pierwszy poziom. Drugi poziom to jest opis fabularny, a trzeci to byłby opis znaczeniowy, tak jak powiedziałaś o powrocie do domu w Incepcji. No więc ministranci dla mnie i tak od początku o tym w ten sposób myślałem, no to w tej pierwszej warstwie to jest film o grupie ministrantów, którzy podsłuchują spowiedzi, żeby jakby w ramach rewanżu za to, że spotkała ich niesprawiedliwość. i wymierzają tę sprawiedliwość. W drugiej warstwie to byłby film o grupie młodych ludzi, którzy chcą mieć wpływ na rzeczywistość, w której żyją. A w trzeciej warstwie według mnie jest to film o chłopaku, który chce być dla kogoś ważny. I jak państwo na to w ten sposób spojrzycie, to jakby to wyłonienie się Filipa z grupy i dalsze eskalowanie tego, w jaki sposób funkcjonuje, ono jest cały czas jakby w tej jednej sprawie, żeby się okazać, żeby móc jakby być dla kogoś albo w jakiejś sprawie ważny. I co jest ciekawe, on na końcu Dostaje to pośrednio od matki, ale on to dostaje od swoich przyjaciół, którzy za nim wychodzą z kościoła. To wiadomo, że są interpretacje, co to znaczy, że oni wychodzą z tego kościoła i że nie ma dla niego miejsca itd. Ale to jest w gruncie rzeczy o tym, że oni się ocalają jako wspólnota. On dostaje od tych swoich kolegów to, czego potrzebuje. tego jakby zauważenia, nie wiem jak to powiedzieć, no jakoś tak.
[33:47.39 → 34:56.98] B: Z uwagi na to, że ja zazwyczaj, żeby móc zająć się produkcją jakiegokolwiek filmu, muszę mieć do niego w jakimkolwiek stopniu osobisty stosunek, po prostu muszę, nie jestem w stanie zająć się czymś, co mnie nie obchodzi, nawet jeżeli to może być wartościowe i cenne. Zresztą Są takie filmy znane pewnie państwu, których ja nie chciałem wyprodukować, bo mnie to nie obchodziło. Wiedziałem, że z tego może powstać ciekawy film, ale nie czułem żadnego ognia do tego, a ja potrzebuję czegoś takiego. I do tego wszystkiego, co Piotrek przed chwilą powiedział, z mojej jakiejś perspektywy tego, co mnie w życiu ukształtowało przez lata powoduje, że czasami się tymi emocjami kieruję, to jeszcze bym dodał, że to jest dla mnie współczesne polskie stand-by-me Roba Reinera.
[34:58.02 → 34:59.38] A: Nieodżałowanego, możemy powiedzieć.
[34:59.38 → 36:49.27] B: Nieodżałowanego Roba Reinera, który zmarł w ubiegłym roku w tragicznych okolicznościach. Gdzieś ja uwielbiam ten film, był dla mnie bardzo ważny w młodości i sobie pomyślałem, znałem już o czterech chłopakach w tym samym wieku mniej więcej i oczywiście inna fabuła, inna historia, ale gdzieś w duchu i w klimacie tak bardzo blisko, że później bardzo mocno walczyłem. Nie udało się niestety ze względów finansowych, żeby piosenka Stand By Me znalazła się w zwiastunie, ale to się okazało tak koszmarnie drogie, że się nie udało, a się działa, naprawdę się działa bardzo dobrze w zwiastunie. To byłby taki mój prywatny hołd dla tego filmu. A poza tym to wszystkie tematy związane z wiarą, religią i Kościołem są mi naprawdę bardzo na różnych poziomach bliskie. I to nie w taki oczywisty sposób, bo ja jestem absolwantem biskupiaka. Biskupiak tutaj. I bardzo dobrze wspominam to liceum tymczas. I to jest trochę tak, że ktoś mi się ostatnio zapytał, no tak, ministranci, Boże Ciało, serial Minuta Ciszy, czyli jakieś tematy życia, śmierci, kościoła, religii, to tutaj. No i tak jakoś mam jakiś rzeczywiście osobisty stosunek do tej tematyki i uwielbiam to drążyć na różnych poziomach i dlatego Ten film też był dla mnie pod tym względem bardzo ważny i przypomina mi też o tym czasie, kiedy ja miałem 12-13 lat, jaki miałem stosunek do rzeczywistości.
[36:50.21 → 37:03.61] A: Dziękuję bardzo. Drodzy Państwo, czy ktoś z Was już by miał pytanie albo komentarz względem tego filmu? Mamy na to miejsce. Tutaj Pani się zgłasza. Czy mogłaby Pani jeszcze raz podnieść rękę, żeby tutaj... Dziękuję bardzo.
[37:04.19 → 37:04.47] D: Super.
[37:05.93 → 38:28.24] E: Ja się bardzo wzruszyłam oglądając ten film. Uważam, no dawno nie obejrzałam tak dobrego filmu. Ci młodzi chłopcy grali genialnie. Oni po prostu, oni byli, oni nie grali, oni byli. Ten chłopak, który grał Filipa, no to po prostu jest coś niesamowitego. I gratuluję panom, że wam się udało. Rzeczywiście ten casting się tak udał. I przypomniały mi się takie filmy z mojej młodości. Abel mój brat. Wtedy też udało się temu reżyserowi, to chyba był Nie pamiętam już jak się nazywał ten reżyser, w każdym razie chodzi mi o to, że tam był ten Henio Gołębiowski i oni po prostu genialnie grali ci chłopcy. Oni po prostu tutaj byli. No i tematyka jest niesamowita, i ta wrażliwość, i ta naiwność tych chłopców, ale po prostu ten film jest tak piękny, wzruszający, że każdy powinien ten film oglądać. Także bardzo, bardzo panom gratuluję. To jest super film, to jest Oscarowy film. Dziękuję.
[38:28.64 → 39:03.51] A: W Stanach się podoba, więc teraz tylko trzeba zawalczyć o to, żeby mógł, bo to będzie mógł, tak? Czy już po ptokach, że tak powiem? Może. W tym roku może zostać zgłoszony jako reprezentant Polski w ścigu Oscarowym. To są różne skomplikowane struktury, nazwijmy to tak. Ale gdyby był plebiscyt i moglibyśmy głosować, to myślę, że duże szanse miałby właśnie film Ministranci. Bardzo Pani dziękuję. Czy ktoś jeszcze chciałby się włączyć? Mamy tutaj kolejne pytanie lub komentarz. Proszę bardzo.
[39:08.27 → 40:45.04] D: Dobry wieczór. Chciałam powiedzieć, że przeżyłam ten film bardzo mocno, ale ponieważ obserwuję twórczość pana Piotra, to mam takie pytanie dotyczące właśnie tego balansu między autorskością a przystępnością. Bardzo to jest ciekawe, co pan Leszek powiedział, że trzeba takiego kompromisu, że pan ceni autorskość i ten pomysł autorski, ale jednocześnie, myśląc o samej historii, myślą państwo o jej przystępności, co ja rozumiem jako, żeby miała jak największą, jak najliczniejszą publiczność. I chciałam zapytać panie Piotrze, gdyby nie było tego kryterium przystępności, gdyby to kryterium nie było aż tak ważne, czy ten film czymś by się różnił od tej wersji, którą zobaczyliśmy dzisiaj? Myślę na przykład o zakończeniu, które według mnie jest właśnie takie trochę, żeby wszyscy zrozumieli, O czym jest ten film? Ty tu nie pasujesz. Też jest to oczywiście rozrachunek z kościołem w Polsce, to myślę, że wszyscy to czujemy, ale ty tu nie pasujesz. Czy wszystko trzeba tak, ekspresji z verbis, czy... No właśnie, czy trzeba wszystko powiedzieć, czy nie wystarczy pokazać?
[40:45.50 → 41:59.31] B: Zanim Piotrek odpowie, to chciałem tylko ad vocem do tego, co pani powiedziała. Nie uważam, żeby to był kompromis. Chodzi o to, że to jest pewna ścieżka. Niektórzy ją podążają. Dla mnie takie kino tworzy Quentin Tarantino. I co? Czy ono jest kompromisowe albo jest absolutnie bezkompromisowe? Jest autorskie, a jednocześnie jest przystępne dla widza. Bo ja nie mówię o kompromisie. Ja mówię o tym, że niektórzy twórcy są stworzeni do robienia takiego kina i dla nich to nie jest kompromis. Ja po prostu takich projektów szukam, bo są tacy, którzy taką drogą nie idą i nie umieliby taką drogą iść. To nie można zmuszać do takiego kompromisu, bo jeżeli ktoś chce zrobić kino bardzo artystyczne, skromne, arthouse'owe, to my się rozminiemy, to znaczy w pewnym momencie dojdzie do konfliktu między reżyserem a producentem. To nie ma sensu. Ja nie wchodzę w projekty, kiedy ja nie wiem, że reżyser dąży do tego samego, I wiemy, że nadajemy na tych samych falach i wspólnie robimy taki sam film, jaki chcemy zrobić. No to będę jestem ciekaw, jak Piotrek odpowie na Pani pytanie, bo to ja byłem za tym, żeby to zdanie wyrzucić jako producent.
[42:00.83 → 42:57.20] C: Ja bardzo prosto odpowiem na to pytanie. Ja tu nie szedłem na żadne kompromisy. Ja jestem wychowany na kinie lat 80. i 90. amerykańskim. Jeśli chodzi o podejście do scenariusza, jestem jednak strukturalistą, to znaczy ja lubię trzyaktową strukturę opowiadania. I ja wiem, że mamy w Polsce taką tradycję dwuaktowych filmów, to znaczy tak na koniec podam przykład. Przy cichej nocy słyszałem komentarze, że film powinien się skończyć jak płonie dom. Ja mówię, no dobra, ale jutro jest jutro i co z nimi dalej? Ja muszę wiedzieć, ja to po prostu muszę wiedzieć. I tak samo tu, też słyszałem, film się powinien skończyć, jak całe osiedle jest na nim, on jest pobity i matka go trzyma. I on mówi, wygrałem, koniec. Ja mówię, no dobra, ale przecież on wstanie, no i co? Jakby on jakoś się wyzbiera.
[42:57.38 → 42:59.12] A: I dalej tam będzie mieszkał prawdopodobnie.
[42:59.14 → 43:51.16] C: Właśnie, i jak on będzie tam mieszkał, to znaczy jakby ja być może bezkompromisowość i właściwie Właśnie to artystyczne podejście polega na tym, że to jest mój artystyczny input. I jest jeszcze jedna rzecz, którą ja absolutnie uwielbiam, ponieważ właśnie wyrosłem na tej tradycji kina amerykańskiego. Ja uwielbiam, jak z ekranu padają wielkie kwestie. Ja to uwielbiam, jak gladiator mówi, What we do alive echoes in eternity. Ja lubię jak to mówi. I mówi to tak jakby, nie wiem, podawał przepis na zupę. Ja to po prostu lubię. I to na mnie działa, jako widza. Serio.
[43:51.46 → 43:54.24] B: Dlatego napisał zaszczotkę Schuchart jest polskim Russellem Crowe.
[43:54.52 → 44:02.30] C: Tomasz Schuchart jest polskim Russellem Crowe, Garym Oldmanem, polską Nicole Kidman z lat 90.
[44:03.35 → 44:04.93] A: Dobrze, że nie z etapu baby girl.
[44:05.47 → 44:14.13] C: Nie z tego etapu. Ja uważam, że Tomek powinien grać w każdym filmie, bo jest świetnym aktorem, a poza tym jest super.
[44:14.15 → 44:15.21] A: Ostatnio chyba trochę tak jest, że gra
[44:15.21 → 45:26.18] C: w każdym filmie i w każdym serialu. Marzenia się spełniają. Polski kino pokazuje, że marzenia się spełniają, czyli moje jedno się spełniło. Więc ja w ten sposób, być może to coś ze mną jest nie tak, ale ja tak po prostu lubię, jak tak jest. Zresztą w każdym moim filmie jest dokładnie tak. Zawsze jest trzeci akt i zawsze, proszę zwrócić uwagę, bohater dostaje na koniec to, czego chciał na początku, tylko nie w sposób, w jaki się tego spodziewa. W cichej nocy chłopak chciał wyjechać z Polski na zawsze i założyć tam, rozpocząć nowe życie i mamy pewność, że on tu prędko nie wróci. W jak najdalej stąd, w pierwszej scenie, nasza bohaterka jest na nauce jazdy i rozmawia z ojcem, bo on jej kupi samochód, jak ona zda prawko. Niestety w różnych okolicznościach ojciec odszedł, ale w finale ona jedzie z ojcem i wiezie go samochodem. Co prawda są to jego prochy, a ona prowadzi karawan, ale to się dzieje. I tak jest w każdym filmie, tak robię. Ja po prostu tak lubię.
[45:28.97 → 47:09.42] A: Przystępność i autorskość w jednym. Wspaniale. Myślę, że bardzo w ogóle podobało mi się pani pytanie. Ciekawa byłam, jaka będzie odpowiedź i chyba satysfakcjonująca dla wszystkich. Drodzy państwo, czy jeszcze ktoś chciałby o coś zapytać? Zapraszam, zachęcam. Dobra, to ja zapytam, bo to jest takie pytanie, które tutaj już u pani się troszeczkę ten wątek pojawił. Polskie kino o tematach związanych z Kościołem bywa różne. Bywa takie właśnie dosadne, pokazujące to jakoś tak ostro. Bywa też, że powstają filmy liczne o papieżu i są różne też jakościowo. Jak wy myśleliście też o tym, że to jest temat, który jest albo bliski, albo nawet jeśli nielubiany, to i tak bliski waszym potencjalnym widzom, bo jednak stosunek do Kościoła każdy jakiś ma. Albo pozytywny, albo negatywny, rzadko kiedy on jest obojętny, a jak jest obojętny, to to znaczy, że coś to przykrywa. Takie mam wrażenie, że jednak mocno tak to wygląda. Też może patrzę z perspektywy swojego pokolenia ludzi, których znam albo ludzi, wśród których się wychowałam, że zawsze to było coś. Więc jestem też ciekawa, jak o tym myśleliście, że jednak to jest też film o klerze, właśnie o ministrantach, o społecznościach, dla których wiara, religia są istotne. Jak to opowiedzieć, żeby właśnie, no nie wiem, też znaleźć może znowu jakiś złoty środek, ale też żeby jakiś komentarz mimo wszystko w tym zawrzeć. Jak o tym wątku myśleliście?
[47:13.29 → 47:17.25] B: To jest odłam kina gatunkowego, Polskie Kino Kościoła.
[47:17.59 → 47:20.77] A: Zapytam ministranta z długim stażem.
[47:22.31 → 49:18.12] C: W moim przekonaniu przede wszystkim trzeba o tym spróbować odpowiedzieć uczciwie, to znaczy uczciwie wobec siebie, żeby nie próbować w jakimś sensie właśnie schlebiać oczekiwaniom tylko po prostu opowiedzieć swoją perspektywę tego tematu i to zawsze ratuje twórcę moim zdaniem, bo to chroni przed taką właśnie pułapką publicystyki, jeżeli ja opowiadam w pewnym sensie jakąś swoją perspektywę. Po naszym filmie, co nie jest chyba tajemnicą, wiele osób spodziewało się, że to będzie jakieś rozliczenie z pedofilią, że to było strasznie ciekawe, ale sam tytuł Ministrancie od razu budził we wszystkich taki rodzaj skojarzenia, to zostawię to jako niedopowiedziany komentarz o kondycji Kościoła, jeżeli tytuł ministranci od razu kieruje wszystkich w tę stronę, w jakichś oczekiwaniach. Natomiast ja osobiście nie czuję się po pierwsze na siłach, po drugie temat jest zbyt ważny i delikatny, żebym ja nie mając o tym wiedzy jakiejś rozległej i takiej rzetelnej, mógł w ten sposób o tym opowiedzieć. Ja opowiadałem o tym z własnej perspektywy, jakby bazując na własnych doświadczeniach. I ta chyba, jakiś taki szczerość w podejściu do tego opowiadania, to jest metoda opowiadania o rzeczach ważnych i delikatnych, jak rozumiem, bo wydaje mi się, że kwestia wiary i to już niezależnie, czy to jest wiara katolicka, jest kwestią ważną i rzeczą też delikatną, ponieważ ona w pewnym sensie dotyczy każdego i każdego może dotknąć i dlatego jest delikatna. Więc wydaje mi się, że jakiś taki rodzaj uczciwości jest chyba istotny.
[49:19.90 → 49:24.34] A: Leszku, chcesz coś dodać do tego? Nie wymuszam.
[49:24.42 → 51:16.73] B: Nie, nie, natomiast myślę, że też Mam takie poczucie, że zastanawiam się, czy i co można jeszcze na ten temat opowiedzieć nowego w polskich warunkach. Zastanawiam się, czy w perspektywie czasu jednak, i to takiej bliskiej perspektywie czasu, czy ta tematyka nie będzie wyeksploatowana już, bo wydaje mi się, dotykanie, ja wiem, że to oczywiście jest wciąż ważne, ale ja mam też takie poczucie, że chociażby, dlaczego my nie chcieliśmy, absolutnie nie było w ogóle nigdy w naszych głowach robienie filmu, który jest związany z pedofilią, oprócz tego, co mówi Piotrek, to ja mam wrażenie, że Nie wiem, to zostało przez media tak wyeksploatowane, że budzi trochę odwrotny efekt do zamierzonego. To znaczy mam takie poczucie, że już się przywinęło tyle różnych artykułów i informacji na ten temat, że przestaje to już ludzi obchodzić. Bo wiesz o co mi chodzi, że jeżeli się epatuje czymś, no to w pewnym momencie już ludzie mają tego dosyć i nie chcą na ten temat słuchać. i już uważają, że to jest tylko międlenie czegoś przez media. To niestety do takiego efektu to czasem może prowadzić. I wtedy to niestety przestaje być, niestety lub stety, zależy od punktu widzenia, przestaje być atrakcyjne filmowo, żeby się tym zajmować. A poza tym, nie wiem, niech się tym zajmuje Wojtek Smarzowski na przykład.
[51:18.01 → 51:27.17] A: Który też jest potrzebny polskiemu kinu i my się Polakom również jako twórca, który ostro to zwierciadło miejscami stawia.
[51:27.25 → 51:28.53] B: Sumienie polskiego narodu.
[51:28.63 → 51:48.51] A: Sumienie polskiego narodu z siekierą jednocześnie. Drodzy państwo, czy jeszcze jakieś komentarze lub pytania się w międzyczasie nasunęły? To ja mam pytanie. Będziecie robić razem coś dalej? Jedziecie gdzieś samochodem, żeby wymyślić jakiś nowy film? na dłuższą lub krótszą przejażdżkę?
[51:48.55 → 51:51.93] C: Dzisiaj wracamy do Warszawy, także może jakaś fabułka się tam ukręci.
[51:53.19 → 52:00.77] B: Szczerze mówiąc, to rozmawiamy o kilku rzeczach. Już parę tematów. Zobaczymy, co z tego wyniknie.
[52:01.43 → 52:17.76] C: Trzeba robić. Myślę, że my lubimy opowiadać historie, więc trzeba będzie je opowiadać. One się same nie opowiedzą, więc ktoś to musi. Cytując Małego Kurczaka, a propos tego, że ja lubię, jak padają wielkie kwestie Musimy to zrobić, bo to musi zostać zrobione.
[52:18.32 → 53:18.84] A: Lepszego zakończenia nie znajdziemy. Życzymy wam zatem szerokiej drogi. Wy zrobicie, a my będziemy oglądać, a my będziemy rozmawiać. Mam nadzieję, że też tutaj w przyjaznych progach Teatru Starego w Lublinie jak zawsze trzymamy kciuki za was i dziękujemy pięknie za to przemiłe spotkanie. Dziękuję bardzo. Jeśli chodzi o filmy, zapraszam na film pod powierzchnią. Już na początku kwietnia tutaj seans i też rozmowa z twórcami. Myślę, że film, który też znowu w jakiś sposób zahacza o tak zwaną ziemię lubelską, nazwijmy to tak bardzo opisowo. Niełatwy w odbiorze, bo o pamięci i też o tematach trudnych związanych z zagładą Żydów, ale myślę, że warto ten film zobaczyć. Także przyjdźcie, a my zobaczymy się na pewno już wkrótce przy okazjach filmowych. bitwowych, rzecz jasna. Dziękuję jeszcze raz. Wielkie brawa dla naszych gości. Wracajcie bezpiecznie do domu.

Kino Przyjazne Sensorycznie „Ministranci” / po filmie rozmowa z Piotrem Domalewskim i Leszkiem Bodzakiem

KINO

Grupa nastoletnich ministrantów, sfrustrowana obojętną postawą dorosłych i instytucji Kościoła  wobec niesprawiedliwości społecznej, postanawia wdrożyć własny, nietypowy plan odnowy moralnej. Uzbrojeni w młodzieńczy bunt i własną interpretację Pisma Świętego zakładają podsłuch… w konfesjonale, aby lepiej poznać swoich sąsiadów.  Zamaskowani niczym Zorro i z ambicjami na miarę Robin Hooda, stają się sędziami w swoim osiedlowym świecie, pomagając potrzebującym i wymierzając kary za grzechy. Jednak ich misja zamienia się w niebezpieczną grę, a chłopcy, stosując własny, idealistyczny kodeks honorowy, zaczynają balansować na cienkiej granicy między dobrem a złem. Prawdziwe życie blokowiska miesza się z misją wprost z komiksów o superbohaterach, ale zamiast peleryn, bohaterowie noszą komże.

Film balansuje między dramatem a czarnym humorem, a jego styl przypomina bardziej rapowy manifest niż szkolną katechezę. „Ministranci” to kino, które nie boi się zadawać trudnych pytań o religię, wspólnotę, winę i odkupienie — ale robi to bez kaznodziejstwa, a z luzem, emocją i  mocą autentycznego przekazu.

Wróć