Bitwa o kulturę. „Zagraj to jeszcze raz, Sam!” / Michał Walkiewicz, Olga Drenda, Kaja Klimek / PJM
Wróćopis wydarzenia
Czy kino cierpi na kryzys oryginalności? Hurtowo produkowane (często po wielu latach) kontynuacje hitów sprzed lat oraz remaki filmów uznawanych za klasyki każą zastanowić się nad tym, co powoduje, że powrót do dobrze znanych tytułów stał się ostatnio tak powszechny. Chęć reinterpretacji i opowiedzenia historii na nowo w nowym kontekście kulturowym? Zimna kalkulacja i stawianie na filmowe „pewniaczki” z powodów czysto ekonomicznych? A może…nostalgia i zwyczajna tęsknota za ulubionymi bohaterami, których nadal chcemy oglądać na ekranie? Od „Gladiatora” i „Gwiezdnych Wojen”, po Jamesa Bonda, „Znachora” i „Lalkę” (a właściwie dwie „Lalki”) – porozmawiajmy o „nowych-starych” klasykach.
Michał Walkiewicz – polski krytyk filmowy i dziennikarz. W latach 2013-2024 redaktor naczelny portalu „Filmweb”. Absolwent filmoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Laureat dwóch nagród PISF (2015, 2017), zwycięzca Konkursu im. Krzysztofa Mętraka (2008). Publikował m.in. w „Filmie”, „Playboy”, „Kinie”, „Machinie”, „Tygodniku Powszechnym”, „Przekroju”, „Czasie Kultury”, „K MAG-u”, „Aktiviście”.
Olga Drenda – Pisarka, eseistka, tłumaczka. Absolwentka etnologii i antropologii kultury UJ. Autorka książek „Duchologia polska. Rzeczy i ludzie w latach transformacji”, „Wyroby. Pomysłowość wokół nas” (za którą otrzymała nominację do Paszportów Polityki i Nagrodę Literacką Gdynia w kategorii esej), „Słowo humoru” oraz rozmów „Czyje jest nasze życie” (wspólnie z Bartłomiejem Dobroczyńskim) i Książka o miłości (wspólnie z Małgorzatą Halber). Od 2013 roku prowadzi facebookową stronę Duchologia. Stale współpracuje m.in. z „Tygodnikiem Powszechnym”. Od 2024 – dyrektorka kreatywna Festiwalu Conrada w Krakowie. Wspólnie z Jackiem Paśnikiem prowadzi autorską audycję w radiowej Czwórce.
GOŚCIE
Goście: Michał Walkiewicz, Olga Drenda
Prowadzenie: Kaja Klimek
dodatkowe informacje
- Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 02.02.2026 r.
- Rozmowa tłumaczona na Polski Język Migowy.
- Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną.
- Wydarzenie transmitowane online na stronie internetowej Teatru.
wideo
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.34 → 03:56.67] A: Dzień dobry drodzy państwo. Bardzo się cieszymy, że tak licznie przybyliście dzisiaj do Teatru Starego. Ja nazywam się Kaja Klimek i mam tę przyjemną rolę prowadzącej nasze bitwy, które raczej są miłymi spotkaniami na zadany temat, bo często raczej przyglądamy się jakimś zjawiskom z różnych Dzisiaj będziemy się przyglądać właściwie kryzysowi oryginalności temu, dlaczego jest tak dużo różnych przetworów i nie mam na myśli tych przetworów w naszych słoikach, chociaż może ta nazwa jest bardziej adekwatna niż Remix na przykład, bo jednak to słowo takie nasze bardzo mocno. I dlaczego właściwie ciągle opowiadane nam są te same historie? I czy my tak naprawdę jesteśmy jak ten inżynier mamoń, że lubimy te piosenki, które już słyszeliśmy? Czy może chcielibyśmy czegoś nowego? A jeśli chcemy czegoś nowego, to skąd to wziąć? I właśnie nad tym będziemy się dzisiaj zastanawiać w tym doborowym gronie, bo są z nami Olga Drenda, pisarka, esejstka i tłumaczka. Autorka wspaniałych książek, które serdecznie polecam. Z duchologią polską rzeczy i ludzie w latach transformacji na czele. Książka kończy 10 lat w tym roku już. Wydawnictwo Karakter. Wyroby również Słowo Humoru, czyli o naszym poczućku, humorku, małym albo dużym. Również myślę, warto tę książkę poznać. Do niedawna jeszcze dyrektorka kreatywna Festiwalu Konrada w Krakowie. Rusza dalej w drogę. Kciuki, bardzo się cieszymy, że jesteś z nami Olga. Fajnie bardzo. Jest z nami również Michał Walkiewicz, którego być może państwo pamiętacie z bitwy o Quentina Tarantino. To była bitwa w trakcie pandemii, więc trochę inaczej to się tutaj oglądało, ale teatr ten sam. więc bardzo się cieszymy, że jesteś z nami. To krytyk filmowy i dziennikarz, niegdyś drzewiej, przed laty redaktor naczelny portalu Filmweb, laureat dwóch nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej. Przypominamy te piękne karty, różne kolorowe karty z twojej biografii. Zwycięzca konkursu imienia Krzysztofa Mentraka to było jeszcze drzewiej, drzewiej, ale z 50 lat już. Przepraszam, współpracownik licznych mediów. Myślę, że możemy wymienić dzisiaj Tygodnik Powszechny i Kanał Zero w jednym zdaniu, co zawsze jest. Rzadkość, ale da się. Więc będziemy wspólnie tutaj rozmawiać. Siadajcie moi drodzy, mamy wodę, mamy kotarę, mamy też oczywiście, bo kto był na bitwie o czarownicach, ten pamięta, że my byliśmy tak zjawiskowo blisko publiczności, bo wtedy coś się nie udało ze sprzętem, ale dzisiaj już mamy ilustracje, to będą różne zwiastuny zwane również trailerami. filmów, które mają swoje remake'i, czasem potrzebne, czasem niepotrzebne. I właśnie chciałam od takiego wątku bardziej o charakterze ogólnym zacząć. Czy wy jesteście w ogóle fanami tego, że pewne rzeczy do nas powracają? Może konkret. Nowe wichrowe wzgórza, nowa Duma i uprzedzenie, dwie lalki. Czy to jest radosna wiadomość? Czy raczej sobie myślicie o nie? powtórka z rozrywki, już to wiemy, już były dwie lalki swego czasu i teraz znowu są dwie lalki, więc lalki chodzą parami. Mam oczywiście na myśli adaptację prozy Bolesława Prusa. Więc jaka jest taka wasza pierwsza reakcja, kiedy czytacie newsa dotyczącego nie tylko kina, bo myślę, że kino będzie tu punktem odniesienia, ale nie tylko, że oto powstaje coś, co zaczyna się od słowa re, z właśnie jakiegoś rodzaju reunionem, remake'iem, przetworzeniem itd. Olga, zacznę od siebie. [03:57.67 → 06:29.16] B: Myślę, że jeśli chodzi o kino, to staram się podejść do tych kolejnych interpretacji z dobrą wolą. To znaczy tak, jakbym oglądała zupełnie nowy film. Myślę, że Może to jest dla mojego własnego dobra, to znaczy, żeby się nie rozczarować, ale też prawdopodobnie z mojej perspektywy jakoś szczęśliwej jest też to, że ja chyba nie mam takich filmów, które są dla mnie absolutnym sakrum, to znaczy takich, co do których uważam, że nie wolno ich naruszać. Wiem, że jest takich filmów wiele, które mają swoich wielbicieli, dla których po prostu dana rola, dana interpretacja dana ekranizacja to jest ten model absolutny wzorcowy, którego naruszenie byłoby świętokradztwem. Ja staram się troszeczkę traktować to jako może kowery piosenek, których powstaje bardzo wiele i większość z nich na ogół wypada gorzej od oryginału, ale zdarzają się także czasami wersje lepsze. Myślę, że dla mnie taką może nieprzekraczalną linią, jest ta, w której ja wyczuwam i myślę, że to jest temat, który może będzie pojawiał się w naszej rozmowie kilka razy, rodzaj pójścia na łatwiznę czy rodzaj pewnego lenistwa. Ja nie uważam, żeby reinterpretacja danego filmu była czymś takim z zasady, bo myślę, że Jesteśmy w teatrze, sztuki teatralne mają to do siebie, że mogą być wystawiane wielokrotnie. Myślę, że nikt nie twierdzi, że skoro Hamleta już zagrała doskonale Sara Bernhardt, to po prostu powinien być na to absolutny ban, żeby ktokolwiek wcierał się w tę rolę po niej. Więc myślę, że gdybyśmy podchodzili troszeczkę do tytułów filmowych właśnie jako do sztuk teatralnych czy do oper, które można interpretować na różne sposoby, to to daje nam też jakąś dodatkową perspektywę. Ale właśnie jeśli chodzi o muzykę pop, to bardzo często remiksy bądź covery są właśnie wyrazem niewielkiej kreatywności. I takie niebezpieczeństwo również istnieje. [06:30.01 → 08:25.50] A: Ja bym do tego, co powiedziałaś, dorzuciła jeszcze komiks, który się wydaje takim medium gdzieś bardzo mocno zakorzenionym w popkulturze, ale od niego często kino by się mogło uczyć też ze względu na to, że tam wersji, wariacji, testowania możliwości danej postaci jest bardzo wiele i one czasami się wykluczają absolutnie. I jakoś w świecie komiksu, może dlatego, że jest raczej takim przyjaznym miejscem dla geeków, takich zatwardziałych, nazwijmy to fanów popkultury, którzy bardzo kochają po prostu to medium. Tam nie ma dyskusji, że ale ten Batman już jest po prostu najlepszy i już nie będziemy żadnego innego, bo jednak tym właściwie to medium żyje, że to uniwersum cały czas się powtarza. chociaż różne wersje wnoszą coś nowego, więc to bym tutaj dorzuciła. Skomentuję tylko ten wątek o remiksie. Może nie zawsze remiksy są lepsze niż pierwowzory, może nie zawsze te covery też lądują, ale czasami bywa tak, że remiks jest bardziej popularną piosenką niż ten pierwowzór. Takim przykładem dla mnie sztandarowym jest piosenka U2, Even Better Than The Real Thing, co jest jakimś paradoksem tej sytuacji, jej remiks, czyli taka wariacja utworu, bardzo taneczna, nazwijmy to mniej klasyczna, jak na płycie, bardziej taka dyskotekowo-imprezowa. Paul Oakenfold, akurat bardzo znany DJ z lat 90. zrobił ten remiks. Zarobiła chyba 10 razy więcej i weszła wyżej na listach. I jeszcze ten tytuł piosenki, jeszcze lepszy niż ta prawdziwa, realna rzecz, tutaj wybrzmiewa tym lepiej. Oczywiście to anegdotyczny przykład jest, ale czasami Te drugie wersje, te wersje nowsze, czy jakieś wariacje mogą mieć jakiś rodzaj zwyżki, nawet jeśli to jest właśnie zwyżka finansowa, o której akurat w świecie kina myślę, że dużo możemy mówić. Michał, radość czy smutek, że powstaje remake? [08:26.06 → 10:22.25] C: Myślę, że radość. Są dwie opowieści tutaj. Pierwsza jest tak jak powiedziałaś, to jest opowieść o miłości. Kochamy coś tak bardzo, albo pokoleniowo, albo indywidualnie, że po prostu nie chcemy tego wypuścić z rąk. I z tej perspektywy każda przeróbka, remake, sequel, requel, czyli połączenie remake'u i reboot'u, bo tych walut w popkulturze jest teraz, jest spinów i tak dalej, to zawsze będzie jakiś rodzaj świętokradztwa. Natomiast jest też druga opowieść i to jest opowieść o jakimś dialogu z przeszłością i wydaje mi się, że to co jest ciekawe, to sposób w jaki nowe wersje starych hitów aktywizują tę przeszłość. Taki przykład najświeższy, ale mamy piosenkę kultową Kate Bush, Running Up That Hill, i potem mieliśmy mnóstwo coverów, w tym cover zespołu Placebo, który anulował w zasadzie Kate Bush w zbiorowej świadomości. Ale co się dzieje? Mija 10-15 lat, twórcy Stranger Things z serialu biorą do siebie oryginał Kate Bush i znów oryginał Kate Bush jest na wierzchu, czyli dochodzi do jakiegoś takiego dialogu przeszłości z teraźniejszością, który przynosi dobry owoc. To jest coś takiego, co sprawia, że ta kultura cały czas żyje, ta stara kultura, że dzieciaki, czyli że młodsze pokolenia mają szansę się zapoznać z tym, czego kiedyś słuchali ich rodzice, co było gorące w popkulturze i tak dalej. Więc wydaje mi się, że mimo wszystko bardzo mało jest takich przykładów, w których nowe wersje mogłyby realnie zaszkodzić starym wersjom. To znaczy rzadko jest tak, tutaj korzystając z innej nomenklatury, że ten gorszy pieniądz wypierze ten lepszy. I z tej perspektywy ja każdy remake, każdy sequel, każdą przeróbkę przyjmuję z otwartymi ramionami, Może poza Ridleyem Scottem i Obcym, nie znam przykładu przeróbki, która by unieważniła oryginał, odebrała coś oryginałowi, anulowała ten oryginał dla przyszłych pokoleń. A jeśli twórcy remake'ów wygrają, jeśli zrobią coś fajnego, to osadzają tę samą opowieść w nowym kontekście, dają coś współczesnej widowni. Więc dla mnie to jest zawsze wygrana w zasadzie. [10:22.25 → 10:31.76] A: Zanim Olga przejdziesz dalej, rozszerz proszę tą kwestię Obcego, bo może nie dla wszystkich to jest jasne, jaka ta sytuacja właściwie z Ridleyem Scottem i Obcem była. [10:31.76 → 11:53.74] C: Mamy film Obcy, w polskiej wersji ósmy pasażer Nostromo Ridleya Scotta, czyli absolutne arcydzieło, horroru, kina science fiction, połączenia tych dwóch gatunków. I to jest taki film, który w dużej mierze bazuje na tajemnicy, na niedopowiedzeniu. Poznajemy jakieś zarysy świata w tym filmie, natomiast ten film przez kolejne 3-4 dekady funkcjonuje jako taka, ten świat funkcjonuje jako taka wielka enigma. To, co jest w nim najciekawsze, to jest to, czego nie widzimy, czego się domyślamy, to są jakieś ruiny cywilizacji w statku kosmicznej, które budują jakąś taką bardzo aktywną sferę dyskusji o tym filmie X lat po tym, jak ten film powstał. I później po latach Ridley Scott dochodzi do wniosku, że nikt nie jest w stanie tak dobrze robić Obcego jak Ridley Scott. Symbolicznie odbiera tę serię wielu ciekawym reżyserom, którzy ją robili przez lata, bo to był i James Cameron, i David Fincher, i Jean Pierre Jeunet i wraca do tego Obcego i wyjaśnia wszystkie te zagadki. On się cofa i retroaktywnie psuje swoje największe arcydzieło, rzucając światło we wszystkie te miejsca, gdzie panowała ciemność, gdzie o tej ciemności dyskutowaliśmy. co to jest za statek, co to jest za cywilizacja, pokazuje zasady jej funkcjonowania, aktywnie doprowadza do tego, że odziera z jakiejś takiej tajemnicy coś, co na tej tajemnicy funkcjonowało przez lata w popkulturze i było jedną z ważniejszych rzeczy w popkulturze. To jest jeden z najważniejszych filmów w historii kina pewnie. Może nie w top 5, ale pewnie już w top 20 by się znalazł. [11:55.18 → 12:28.73] B: Ja tylko dorzucę anegdotkę zupełnie spoza świata filmu, ze świata muzyki pop, która myślę, że będzie też czasami tutaj powracać, że powiedziałeś, że nowa wersja nie może zaszkodzić oryginałowi. Otóż był taki przypadek, cover storpetował międzynarodową karierę Edyty Górniak. Na jej płycie zagranicznej znalazła się piosenka Perfect Moment, którą wkrótce po wydaniu tej płyty skowerowała znana angielska aktorka serialowa Martine McCutcheon i to ona spopularyzowała tę piosenkę, przesłaniając lepsze wykonanie Edyty. [12:28.81 → 12:44.47] C: Od każdej reguły są wyjątki. Też Stachurski chyba przerobił Czesnaya Hawksa i jego szlagier z lat 50. Tam te kwiaty Holandii, to wszystko. I też chyba go zniszczył, przynajmniej dla Polaków. Nie wiem jak dla reszty świata, bo reszta świata pewnie bardziej kojarzy jednak te wersje z lat 50. [12:45.09 → 14:19.58] A: Całe szczęście te konteksty mogą się zmieniać. U nas mimo wszystko, myślę, Edyta Górniak górą. choć może nie dla wszystkich i może niekoniecznie dzisiaj, ale gdyby mowa o tych muzycznych jej przygodach z lat 90., to my się pamiętamy i zostanie z nami kolorowy wiatr chociażby na wsze czasy. Skoro powiedziałaś, Olgo, o muzyce, to przeskoczyłabym na moment do tego wątku, żebyśmy jednak tutaj byli w stanie dotknąć nie tylko tematów filmowych. Proszę, jakiś trailer, żeby tu państwo mieli na co popatrzeć. panowie z naszych zbiorów, a my będziemy tymczasem rozmawiać o bardzo różnych rzeczach. No bo przywołałam na końcu, oczywiście to też jest takie wieczne przywoływanie inżyniera Mamonia, co też jest jakimś takim zdartym, wyświechtanym, dosyć mocno stereotypowym, ale jednocześnie bardzo znanym nam wszystkim punktem odniesienia. Mogą być bez dźwięku tak naprawdę. Dziękuję. I się zastanawiam, na ile właśnie jest tak, i to jest pytanie, które wychodzi od muzyki, ale jednak chyba dotyczy też w ogóle naszego odbioru kultury, że my jednak coś czujemy i co to właściwie jest, kiedy przed nami roztacza się albo jest to słuchanie, albo to jest oglądanie, doświadczanie, coś czego my już znamy. Co nam to daje, że my z jednej strony lubimy wracać do tych filmów, które już widzieliśmy, a z drugiej strony, kiedy słyszymy tę piosenkę, która jest nam znana w radiu, od razu coś pozytywnego się w nas jakoś otwiera. Jak to ująć, jak to złapać właściwie? [14:19.90 → 16:03.92] B: Ja myślę, że sztuka jest w tym, żeby zaprezentować ten znany utwór w taki sposób, jakby brzmiał jako jeszcze nieznany. To znaczy oczywiście są tacy artyści, którzy bazują wyłącznie na tym przyjemnym poczuciu swoiskości. To są po prostu zespoły coverowe, które na przykład można wynająć na imprezę. to wtedy tutaj ten zespół jest mało istotny, ważna jest atmosfera, którą mogą zbudować na przykład na weselu przy pomocy piosenek, które dobrze znamy. Ale tutaj z zupełnie innej wersji, co kilka lat ekscytujemy się wszyscy mniej lub bardziej konkursem szopanowskim, który składa się z doskonale znanych, kanonicznych utworów, ale wszyscy liczą na to, że usłyszymy taką interpretację, która będzie nie tylko znajoma, bo do tego wystarczy wsiąść do pendolino, ale taka, która będzie też autorska, że będzie to Chopin plus ten pianista. Więc myślę, że właśnie gdzieś ten złoty środek, gdzieś ten klucz leży właśnie w znanej melodii, bo myślę, że tak naprawdę reinterpretacja znanych może nie tylko utworów, ale znanych tematów, moglibyśmy wydestylować kino do kilkudziesięciu wątków, które w różnych konfiguracjach się pojawiają, więc jest to także pewien kręgosłup kultury, że musimy posługiwać się znajomymi kodami, tylko ustawiać je w rozmaite sposoby, a istotne jest to, żeby to nie było całkowicie przewidywalne. [16:04.82 → 17:13.51] C: Myślę, że jako odbiorcy kultury się odbijamy od takich dwóch ścian. Jedną z tych ścian jest ciekawość ciekawość i potrzeba jakiejś refleksji. Też chyba warto zwrócić uwagę na to, że bardzo rzadko awangardowe formy czy eksperymentalne formy są przedmiotem remake'ów w kulturze popularnej. A druga ściana to jest rytuał, to jest jakaś taka sfera bezpieczna, w której potrzebujemy mieć znajome schematy, w której potrzebujemy tak naprawdę wiedzieć dokładnie z jakiego rodzaju doświadczeniem będziemy mieć do czynienia zanim to doświadczenie się zacznie. I do tego wszystkiego pod tą ścianą są te wszystkie filmy i przerabiane kawałki i tak dalej i tak sobie gdzieś tam jako widzowie albo widzowie masowi wędrujemy między tymi światami i chyba tak z osobistej perspektywy poczucie bezpieczeństwa, Zabrzmi to super prozaicznie, ale kiedy przychodzę z Nerany do domu po 10 godzinach, to chcę dostać dokładnie to, co znam. Chcę być w bezpiecznym świecie, którego zasady znam. I w bardzo dużym stopniu filmy, które już widziałem, albo historie, które kiedyś były opowiedziane, odpowiadają po prostu na te potrzeby. [17:13.96 → 17:20.98] B: To jest właśnie moja mama, która za każdym razem, kiedy ją odwiedzam, ogląda stawkę większą niż życie. I nigdy jej się to nie dotyczy. [17:22.84 → 17:34.72] C: Nie wiem, czy to jest za dużo nazwać takim atawizmem kultury, ale coś jest takiego, że potrzebujesz tego rodzaju ciepełka i wydaje mi się, że wszystkie remake'i to ciepełko dają, plus pojawia się ten delikatny szpilka ekscytacji. [17:35.42 → 17:37.12] A: Jak to będzie zrobione tym razem? [17:37.26 → 17:56.51] C: Jak to będzie zrobione tym razem albo przez tę konkretną osobę, która ma wrażliwość, którą znamy, którą cenimy, czy ta wrażliwość się obroni w starciu z tym materiałem. Wichrowe Wzgórza i Emerald Fennel to jest chyba najświeższy przykład pytania, czy ta wrażliwość się obroni. Niestety się obroniła. Natomiast tego jest mnóstwo teraz. [17:56.79 → 19:23.88] A: Nawet w kinach obecnie już wichrowe wzgórza, może są po cienistej stronie wzgórza, że tak powiem, bo już od dłuższego czasu są w kinach, ale od niedawna mamy film The Bride, czyli panna młoda z wykrzyknikiem, z wielką czarną kropą w kształcie jednorożca, który też jest wariacją na temat opowieści o Frankensteinie, a konkretnie o narzeczonej Frankensteina, która też jest jakimś właściwie spin-offem, czyli taką poboczną, wymyśloną trochę później historią partnerki życiowej, czy ukochanej, której Monstrum potrzebuje, żeby funkcjonować, żeby żyć, nazwijmy to tak. I też to jest opowiedziane w określonym kluczu estetycznym. Też ma mnóstwo nawiązań do tysiąca różnych rzeczy, od Wodewilu musicalu po właściwie ruch Me Too. I te rzeczy się też w tym jakby mieszczą, więc gdzieś chyba faktycznie jest tak, że to co powiedzieliście, że to chyba zależy trochę od nas i od tego jak my się dzisiaj właściwie czujemy. Czy ja się dzisiaj czuję tak, żeby obejrzeć awangardowy arthouse z Filipin, który będzie trwał 7 godzin, czy może po raz 15 obejrzę Incepcję, czyli film Christophera Nolana, to jest akurat taki film, który ja zawsze oglądam 1 stycznia. Właśnie też z jakiegoś powodu, tej potrzeby powrotu, potrzeby rytuału, no bo jednak kino też jest o tym, że to do czegoś nam jest potrzebne. na jakiejś wspólnotowości, nawet jeśli to jest moja wspólnota z Krzysztoferem Nolanem i Incepcją. [19:23.96 → 19:31.38] C: To też jest wspólnota na odległość, ale cały czas istnieje, bo coraz mniej chodzimy do kina. cały czas oglądamy rytualne gatunki w domach. [19:32.24 → 19:55.52] A: Właśnie się zastanawiam, na ile właśnie te kolejne wersje budują jakiś rodzaj mitu. Mam na myśli teraz nie ruch mitu, hashtag mitu, tylko mit jako to, co nam jest potrzebne jako ludziom do jakiegoś funkcjonowania w świecie. Czy można o tych nieskończenie powtarzanych w różnych wersjach opowieściach powiedzieć, że one mają też taką funkcję? Jak o tym myślicie, Olga? [19:56.74 → 21:16.31] B: Na pewno jest taka pokusa z perspektywy antropologii kultury. One na pewno zawierają komponenty mitów, więc bardzo często te opowieści filmowe, mamy wędrówkę bohatera, czyli pewnie taki najpopularniejszy motyw, ściśle mityczny, czyjeś przeobrażenie. czy wyprawa po skarb, takie wątki mityczne, które można by było się pokusić. Ja nie wiem, czy będę to robić, bo wydaje mi się też to troszeczkę może za bardzo pasujące do wszystkiego, że oglądamy filmy właśnie dlatego, że one zawierają w sobie ten komponent mityczny, który gdzieś tam jest takim podzespołem całej naszej kultury. Tak jest i nie jest, bo nie wszystkie filmy na tym też polegają. Myślę, że osobiste mitologie mnie bardziej ciekawią, że właśnie twoim filmem, który musisz odtworzyć, jak odtwarzać mit początku, zawsze 1 stycznia, to jest film, którego ja nigdy nie wytrzymałam w całości. [21:17.01 → 21:30.07] A: Ja go uwielbiam oglądać z ludźmi, którzy mają albo nie obejrzany, albo mają na przykład potrzebę wrócić, więc gdybyś kiedyś miała czas pierwszego stycznia, to tylko po prostu daj mi znać, te trzy godziny spędzimy razem. [21:30.15 → 21:58.60] B: Ale tu mamy ten konflikt osobistych mitologii, że dla ciebie to jest taka ważna składowa twojej filmowej wyobraźni w ogóle. Natomiast dla mnie to by był film prawdopodobnie zupełnie inny. Nie wiem jaki teraz mógłby mi przyjść do głowy, ale chyba nie mam takiego, który oglądam w każdy nowy rok, prawdę mówiąc. [21:59.30 → 22:14.06] A: Ja planuję zmianę, dlatego obejrzałam 1 stycznia i Incepcję, i Oczy szeroko zamknięte Sonnetta Kubricka, żeby może zmienić ten pierwszostyczniowy film i właśnie biję się z myślami, co się wydarzy w 2027. Czas pokaże. [22:14.56 → 22:41.40] B: To są te osobiste mitologie, że są takie filmy, które lubimy oglądać z gwarancją powodzenia. Chociaż ja przyznaję, że wracając po kilku latach do jakiegoś filmu, Mam wrażenie, że oglądam zupełnie inne. To znaczy, że ja już jestem tym statkiem Tezeusza, który się przebudował, że już powstałam z jakichś nowych komponentów, więc oglądam po raz pierwszy zupełnie inny film, który wydawał mi się znajomy, ale jest inny. [22:42.85 → 22:45.42] A: To bardzo przyjemne musi być mieć. [22:45.42 → 22:46.83] C: Chciałem powiedzieć, że nie znam tego uczucia. [22:47.01 → 22:47.81] A: Ja też nie bardzo. [22:47.87 → 23:44.64] C: Wracam do tych samych filmów przez lata, a mam wrażenie, że nic się nie zmienia. Odbieram je tak samo, jakie odbieram, jak miałem 14 lat. Nie wiem, jak to o mnie świadczy, natomiast faktycznie jest coś takiego, Kino rytualne, czyli kino gatunków, często pozwala nam o naszym życiu myśleć w kategorii narracji jakiejś większej niż to życie. W tym jest azyl, bo dzięki temu kinu, który się powtarza i wraca, możemy swoją rzeczywistość jakoś oswajać i też myśleć o swoim życiu w kategorii jakiejś struktury dramaturgicznej, która ma punkty węzłowe, ma momenty smutku, ale też momenty radości, co pomaga. Ale z drugiej strony jest też niebezpieczne, bo np. jak sobie spojrzymy na to, co komedia romantyczna zrobiła ze związkami w szerszym takim z tym jak dobieramy sobie partnerów, czego szukamy itd. i jak korzystamy z tych wzorców. Czego oczekujemy, to niesie to też zagrożenie. Więc ten rytuał i budowanie tej mitologii na krawędziach tego rytuału, jest to taka obosieczny miecz, mam wrażenie. [23:44.88 → 24:09.98] B: Teraz wydaje mi się, że jest taka, jakby tutaj też oddzielam sposób życia w internecie od sposobu życia w rzeczywistości. ale na pewno w internecie jest obecna tendencja do filmizacji swojego doświadczenia życiowego i po prostu wyobrażania sobie, że ono płynie zgodnie z jakąś narracją. [24:10.04 → 24:28.57] C: Dzisiaj jest popularna taka kategoria main character complex, czyli kompleks głównego bohatera, czyli mowa jest o ludziach, którzy są do tego stopnia egotyczni, że zaczynają przypominać tych heroów z różnych gatunkowych filmów, którzy muszą być w centrum każdej sytuacji, muszą być pamiątkiem świata i tak dalej. [24:29.19 → 26:30.18] A: Tak, że cały czas są w tej podróży bohatera i oczekują, że cały świat będzie w tej podróży razem z nim. Ale chciałam właśnie o tę podróż bohatera jeszcze na chwilę zahaczyć, bo Joseph Campbell, kiedy pisał tę książkę, zbierał różne opowieści i szukał ich jakiegoś wspólnego mianownika. Oczywiście to antropolog, więc te opowieści były i mitami różnych społeczności, i legendami, i opowieściami właśnie o bohaterach. I to stało się bardzo dużą inspiracją dla kina. Zresztą pewnie tutaj wśród trailerów pojawią się Gwiezdne Wojny, które są taką naprawdę wersją, nawet bym powiedziała adaptacją tego, czym jest owa podróż bohatera, tyle że w kosmosie, żeby to było właśnie takie. I chciałam cię, Michał, zapytać, od ciebie zacznę z tym pytaniem. Jednak mit bohatera i właśnie ta podróż bohatera mocno wpłynęły na to, czym jest to kino mainstreamowe, czyli to, z którym odbiorcy My tutaj wszyscy zgromadzeni mamy najczęściej kontakt i najbardziej przystępne, najbardziej rozrywkowe. No takie właśnie, przy którym czujemy się bezpiecznie, do którego lubimy też wracać, bo wiadomo, że do Gwiezdnych Wojen raczej się wraca i to międzypokoleniowo i też właśnie jest to taki przyjemny seans, bezpieczny pod tym względem. Ale czy to ma jakiś mrok w sobie? W tym sensie, czy nie rozleniwia twórców, twoim zdaniem, to, w pewnym sensie wiedzą, że jeśli sięgną po te archetypy, po te klocki, to trafią do nas. Bo pytam też o to z tej perspektywy, że kino superbohaterskie, które już jest może trochę wyświechtane, bardzo długo z nami obecne, też z tego bardzo mocno korzysta i w ogóle kino takie, nazwijmy to, przygodowo-bohaterskie, które znamy. No i właśnie, czy to nie prowadzi do jakichś mrocznych wniosków na temat też tej relacji między odbiorcami a twórcami i tego czym kino właściwie się trochę staje. [26:30.68 → 28:37.67] C: Generalnie wydaje mi się, bardzo szybko przejdę do sedna, odpowiem, a potem się wycofam trochę, ale pierwszą połapką jest nostalgia, która nie pozwala nam ruszyć dalej w rozmaitym sensie i kina to też dotyczy. Drugą połapką jest oczywiście to, że mówimy przede wszystkim o wielkim biznesie, no to jest próba dyskontowania naszej nostalgii, dyskontowanie jakichś trendów. I to działa na tym silniku finansowym przede wszystkim. Natomiast teraz wycofując się na bezpieczną pozycję, jest też trochę tak, że w dzisiejszym Hollywood to jest problem drugiej potrzeby. Problemem pierwszej potrzeby jest jakość tego. Raczej nie myślimy już o tym, co to z nami robi psychologicznie, czy co to z nami robi, jeśli chodzi o widzów kina mainstreamowego i osoby nostalgiczne. Ja na przykład po prostu tęsknię za jakościowym, dobrym blockbusterem, kinem hollywoodzkim. Patrzę co się dzieje teraz z Disneyem, który przejął wszystkie nasze kochane marki z dzieciństwa i zamienia je w jakąś totalną abominację. Wspominaliśmy już dzisiaj, że Obcy nawet padł ofiarą Disneya. To tego mi raczej brakuje. Czyli takich robionych scenicznych i ekonomicznych powodów, ale jednak dużych, pokoleniowych doświadczeń, przy których wszyscy będziemy mogli się zebrać. Bo to jest trochę tak, pokolenie moich rodziców miało... Moich rodziców nie, bo tam jest różnica dwóch pokoleń, ale generalnie pokolenie naszych rodziców, dla nich np. Gwiezdne Wojny, filmy lat 80., kino Nowych Przygody, to było to doświadczenie kinowe, przy którym oni się spotkali. Dla nas takim doświadczeniem, tutaj założę to, ale możecie mi wyprowadzić z błędu, pewnie był Władca Piersieni. Park Jurajski do pewnego stopnia. Pierwsza duża, świadoma na przykład trylogia obejrzana w kinie. To jest Władca Pierścieni. A jak sobie teraz myślę o dzieciakach, które teraz żyją gdzieś na styku kina i streamingu, to nie wiem czy będą miały coś takiego. Może Duna, chociaż wydaje mi się, że Duna jest za zimna na to, żeby być. tego rodzaju filmem, który zbierze może seriale, ale brakuje właśnie jakiegoś takiego pokoleniowego strzału, który by sprawił, że ludzie się zakochają w tym wysokobudżetowym kinie i przez to kino będą patrzeć na świat. [28:38.32 → 29:37.36] B: No ale ja myślę, że na przykład mieliśmy całkiem niedawno takie doświadczenie, które było nową adaptacją i które myślę, że w kontekście polskim można nazwać doświadczeniem pokoleniowym, ja bym obstawiała, że to byli chłopi. To byli inni chłopi niż ci z pokolenia naszych rodziców, ale to właśnie był taki film, o którym dyskutowali wszyscy i który wszyscy chcieli zobaczyć, który też zbiegł się z jakimś momentem w kulturze, tym takiego pewnie krótkotrwałej tej wiosny ludowej. ale wydaje mi się, że to był taki fenomen, który po prostu faktycznie sprowadził ludzi wiele razy do kin. Ja spotkałam wiele osób, które po prostu regularnie wracały na ten film, tak jak niegdyś na musical metro chodzono. I wtedy myślałam sobie, o kurczę, to faktycznie jest doświadczenie pokoleniowe. [29:38.06 → 30:23.03] C: Bitwa, wreszcie. Bitwa o kulturę. Myślę, że... Boksofis na przykład tego nie oddaje. To był film, który zarobił pieniądze, ale wydaje mi się, że takie doświadczenie, o którym ty mówisz, to powinny być wyniki Wojciecha Smarzowskiego. Może to jest doświadczenie pokoleniowe. To jest najsmutniejsze, że pewnie bardziej doświadczeniem pokoleniowym jest Kler i Dom Dobry niż Chłopi. Ale znowu, mówimy o filmie, na którym ludzie wracali, on był dyskutowany, ale ten kulturowy rezonans nie był duży mimo wszystko. Duża część tej widowni, która moim zdaniem nie była na takim poziomie, na którym powinna być w przypadku tego, o czym mówisz, jednak to były szkoły zagonione. Nawet jeśli im się podobało, to były zagonione. [30:23.47 → 30:25.33] A: Wymuszone doświadczenie pokoleniowe. [30:25.45 → 30:33.05] C: Ja nie wiem. Myślę, że wracając do tych seriali, może grał Tron do pewnego stopnia, może Stranger Things, jako coś takiego, do czego wracaliśmy. [30:33.07 → 30:34.49] B: Ale to Millenialsi znowu. [30:34.71 → 30:40.69] C: Stranger Things już bym się... Nie wiem. Grał Tron, jeszcze Millenialsi. Stranger Things może już zetki trochę. [30:42.63 → 31:45.07] A: Patrzycie na mnie, ja mam to rozstrzygnąć? Ten element wojowniczy w was? Ja myślę sobie, że dlaczego to w ogóle... Może taką tezę tu postawię. Moim zdaniem to w ogóle już chyba nie jest możliwe. W tym sensie niemożliwe są takie doświadczenia pokoleniowe, o których tutaj mówimy. Czyli takie, że wszyscy się spotkamy i potem wszyscy będziemy do tego wracać. Wydaje mi się, że powody są dwa. Po drugie, treści jest bardzo dużo i one się rozpieszchają. Po drugie, ciągle pojawiają się nowe. Mówiliśmy, kiedy tutaj jechaliśmy, o cyklach wydawniczych książek. Trzy miesiące, next. Trzy miesiące, następna książka, następna, następna. Jeszcze tamtej nie zdążyliśmy doczytać. Już jest kolejna, która będzie ważnym hitem. Tak samo jest z filmami. I wydaje mi się, że właśnie przez to ciągle musimy przesuwać te rzeczy dalej na tym pasie transmisyjnym i nie możemy się nad tym właśnie tak spotkać, tak zjednoczyć i iść na to cztery razy do kina, bo po prostu nawet byśmy nie zdążyli. [31:46.07 → 32:10.52] B: Dlatego jeżeli coś się utrzymuje na powierzchni faktycznie przez dłuższy czas, to to zwraca uwagę. Z mojego doświadczenia akurat miałam wtedy możliwość rozmawiania z ludźmi, którzy nie są kinomanami na co dzień. Natomiast na tych chłopach bywali dwa, trzy razy. Więc to zwróciło moją uwagę, że film, który przyciąga do kina ludzi, którzy nie chodzą do kina tak regularnie. [32:10.70 → 33:52.36] C: Niekoniecznie się kłócę, bardziej chodzi mi o skalę tego. Wydaje mi się, że wracając do tego Smarzowskiego, że to jest trochę tak, bo skończyła się pandemia, mamy ten... absolutnie w streamingowych czasach żyjemy. Wszyscy siedzimy w domach i po prostu oglądamy filmy w domach. Oczywiście Polski Instytut Sztuki Filmowej, ludzie będą się chwalić, że jest coraz więcej widzów w kinach, natomiast to jest iluzja. jeśli są, ubiegły rok jako przykład, to było, mieliśmy 6% wskaźnik poszedł do góry o 6% jeśli chodzi o ludzi w kinach, natomiast to była zasługa dwóch filmów dosłownie i to był awatar na koniec roku i to był dom dobry, czyli to był rok takich ewenementów i chyba właśnie zaczęliśmy swoją tożsamość jako taka, widz jako istota społeczna, i widz jako istota kinowa, zaczęliśmy budować tę swoją tożsamość po prostu na tych bardzo dużych wydarzeniach społeczno-filmowych. Takim wydarzeniem był Smarzowski na pewno, takim wydarzeniem, może niespołecznym, ale wydarzeniem był na przykład Zwierzogród 2 w zeszłym roku, czyli sequel bajki, którą wszyscy kochali, więc poszli na to. Takim wydarzeniem byli Teściowie 3, czyli chyba jeden z takich mimo wszystko lepiej zrobionych filmów o tym, że śmiejemy się sami z siebie i z jakichś takich stereotypów na temat polskości, które gdzieś tam fruwają w popkulturze. Więc trochę się to rozdrobniło i zamieniło na takie małe ogniska i na takie małe rytuały, przy których się gdzieś tam spotykamy i na których sobie, na mocy jakiejś takiej umowy, no wyjaśniamy sobie, że te powroty są potrzebne, że sprawiają, że czujemy się dobrze, że te kolejne remake'i i wałkowanie tej historii jest ważne i potrzebne. No i pewnie lalka będzie takim, do pewnego stopnia, takim spotkaniem wspólnym. Nie wiem, która... [33:52.36 → 33:53.54] A: Jak znachor, który specjalnie [33:56.00 → 34:53.37] C: Ten remake to jest sztos. Uwielbiam Znachora. Wspaniała postać w remake'u. Mam nadzieję, że jeszcze do tego wrócimy. Cieszę się, że jest z tym zwiastunem. Zawsze się używiam jak widzę nowego Znachora. Dwie lalki będą czymś takim i pewnie nawet w zderzeniu z sobą, bo to będzie trochę sytuacja... No jak w latach dziewięćdziesiątych, dobre rzeczy z szłyparami, czyli Armagedon, Dzień Zagłady, Wulkan i Góra Dantego. Lalka i pierwsza lalka, bo mamy też za sobą, był i Wojciech Jerzy Has i Ber, ta serialowa to chyba był Ryszard Ber, o ile dobrze pamiętam. Więc cieszę się, że coś takiego wraca i też się cieszę, że to wraca z takiego powodu, że w ogóle remake'i dla mnie świadczą trochę o dojrzałości jednak kultury, że mamy na tyle dużą bazę rzeczy, z których możemy czerpać, że zaczynamy to robić i zaczynamy... Jest to jakaś też forma mimo wszystko pochlebstwa dla tych dzieł. [34:53.59 → 34:59.09] B: Czy uważacie, że w takim razie co 30-40 lat, tak jak do tej pory, powinna powstawać nowa wersja Znachora? [35:00.31 → 35:18.53] A: Każde pokolenie potrzebuje swojego własnego Znachora, który uleczy jego bolączki. Czy zrobi to Leszek Lichota w streamingu, czy wcześniej ten wspaniały film, do którego wracamy w święta, tak jak do Potopu. O właśnie, a propos tych nietykalnych rzeczy. Niech to wybrzmi. Błagam, żeby nikt nie robił nigdy remake'ów. [35:18.53 → 35:19.39] C: Czyli jednak miłość. [35:19.81 → 35:28.73] A: Jednak miłość zwycięża. Nie potrzebujemy nowego Andrzeja Kmicica, drodzy państwo. Ktoś się ze mną nie zgodzi, ale jednak tutaj stoję. [35:28.97 → 35:44.23] C: A propos tych nowych czasów też. No lalka ta Netflixowa, bo mamy już zwiastun. Nie wiemy jeszcze jaki to będzie serial, czy będzie fajny, czy niefajny. ale już widzimy w tym zwiastunie, że ten wokulski to jak taki po prostu krip się tam skrada, podgląda tę łęzkę i jest taki mroczny bardzo. [35:44.95 → 35:47.23] A: I ma do tego adekwatną ścieżkę dźwiękową. [35:47.41 → 35:53.68] C: Tak, i przygrywa mu Radiohead i już widać, że to będzie... Lalka zrobiona z jakąś taką współczesną wrażliwością. [35:53.70 → 35:54.86] B: To będą dwie twarze lalki. [35:54.96 → 35:57.44] C: Dwie twarze, tak dokładnie. Czyli cztery razem. [35:57.80 → 35:59.24] B: Ale ja czekam przyznaję na obie. [35:59.52 → 36:02.14] C: Ja też czekam. Ja też czekam. [36:02.26 → 38:03.19] A: Myślę, że czekamy. Fajnie jest mieć na co czekać, a ta obietnica remake'u często jest właśnie... spowita tą ciekawością, jak bardzo to może nie wyjść. To jest jeden rodzaj ciekawości. I drugi właśnie, jak to będzie tym razem zrobione. Ale mam do was pytanie trochę inne, bo tutaj wspomnieliśmy o tym znachorze, wspominamy teraz o lalce. Każdy remake przychodzi w jakimś określonym czasie. Często to jest właśnie na fali nostalgii, czy ten cykl trwa 20 czy 30 lat, czy teraz właściwie fala nostalgii to już nawet trwa 15 minut, możemy już nostalgizować rzeczy niedawne, co my się o tym też powiemy, że tu jest pewne zagrożenie. Ja tak to widzę, że to trochę nie jest dobra wiadomość. Ale czy macie taką odpowiedź roboczą nawet na to, dlaczego w danym momencie to się pojawia? Ja mam ten punkt odniesienia przez to, że kiedyś byłam wielką fanką filmów superbohaterskich i miałam takie zrozumienie tego, dlaczego po 11 września nagle znowu potrzebny jest Batman, potrzebni są ci superbohaterowie. w tych różnych zbrojach, bo Stany Zjednoczone są w trudnym momencie w swojej historii, czują się oblężone. Kino na to odpowiada, damy wam bohatera, będziecie się trochę czuć lepiej, przynajmniej w tej odskoczni, jaką jest popkultura. I zadziałało. Zbudowało to z jednej strony ten syndrom oblężonej twierdzy, a z drugiej strony poczucie, że tak, stoimy na szczycie świata, bo Superman do nas wylądował. spadł na ziemię i to nie jest przypadek, że mamy tych swoich amerykańskich superbohaterów. Ale to jest tylko jeden z przykładów. Zastanawiam się na przykład nad tym znachorem. Zastanawiam się też nad tymi lalkami. Dlaczego to jest teraz? Czy jesteśmy w stanie na to znaleźć jakąś odpowiedź? Dlaczego te rzeczy wracają tu i teraz? Albo dlaczego jakieś rzeczy, które możemy tu przywołać, powróciły w danym momencie? Z czego to się może brać? [38:05.66 → 39:12.74] B: Mnie przyszła do głowy troszeczkę inna kwestia. To znaczy, że ja od razu pomyślałam o wichrowych wzgórzach, które w tej najnowszej wersji Emerald Fennel są naładowane jakąś skondensowaną energią 2025-2026 roku. Że gdyby ktoś chciał zabrać wszystkie te krótko żyjące trendy internetowe, wizualne, skondensować w jakiś sposób postawy, takie efemeryczne trendy umysłowe, w dodatku jeszcze z muzyką Charlie XCX, to będzie i na zawsze pozostanie pamiątka naszych czasów. Tak jak są takie efemeryczne filmy z lat 70., które oglądamy po prostu widząc, że to są dokładnie lata 70., prawda? że one mają w sobie to, co próbowano odtworzyć w Tajnym Agencie, moim zdaniem z powodzeniem, że jest muzyka, strój, karate po polsku jest takim filmem. [39:14.20 → 39:39.48] A: Piękne zestawienie, Tajny Agent. Jeśli państwo nie słyszeliście o tym filmie, to mieliśmy te Oscary, za bardzo o nich nie będziemy dzisiaj mówić. Cztery nominacje, film reprezentujący Brazylię genialnego reżysera Klebera Mendoza, Filio, który właśnie przenosi nas w lata 70. jest takim, najbliższe porównanie, jest takim brazylijskim człowiekiem z marmuru trochę. I karate po polsku. [39:39.68 → 41:03.07] B: Ale właśnie chciałam, no człowiek z marmuru oczywiście też jest tym skondensowanym portretem lat 70. Ja pomyślałam o Wichrowych Wzgórzach, że albo są dwie drogi dłuższego trwania tego filmu, że albo on zawsze pozostanie tą pocztówką, takim polaroidem naszej epoki i bardzo szybko się zestarzeje i stanie się niezrozumiały, albo z drugiej strony stanie się właśnie taką ikoną dziwnego kina, jak filmy Makawejewa po prostu, który za 20 lat ludzie będą oglądali i będą łapyli się za głowę. Co to jest? Jak to możliwe, że coś takiego powstało? Więc to jest dla mnie ciekawe, że właśnie klasyczny i bardzo często ekranizowany tekst kultury, bo przecież jest bardzo dużo adaptacji mniej i bardziej wiernych wichrowych wzgórz, że to jest właściwie taka historia, która może się, ona ma pomimo tego, że powstała w czasach poprzedzających znaczniki, no to ma w sobie wiele filmowości. Ciekawe jest to właśnie, że ten klasyk był punktem wyjścia. To jest ciekawe, czy to się stanie po prostu, nie wiem, jak legendarna interpretacja balladyny z Bożeną Dykiel na motocyklu, czy właśnie stanie się taką ekstrawagancją nowoczesności. Bo to też się zdarza. [41:03.35 → 43:20.89] A: Bardzo to ciekawie brzmi ekstrawagancja nowoczesności. Ja jeszcze do tych wichrowych wzgórz się o tyle odniosę, że znowu ta słynna piosenka Kombi, czyli każde pokolenie potrzebuje, jakby ma własny czas i tak dalej. Wszyscy znamy tę piosenkę. Ona gdzieś nam tutaj może brzmieć w głowie. Bo ja myślałam na przykład, niech te wichrowe wzgórza jeszcze tutaj wybrzmią przez moment. że to będzie taka adaptacja, która rozprawi się chociażby z tym, z czym teraz chętnie byśmy się mogli rozprawiać. Michał powiedział o tym, co nam zbudowały komedie romantyczne, zbudowały nam też pewien mit tego, jak powinna relacja między kobietą a mężczyzną wyglądać, albo jak to ktoś ujął kiedyś. czego nas nauczyły, czego mamy pragnąć właściwie poprzez to, jak widzimy to na ekranie, a jedną właśnie z tych wizji jest też taka wizja zbudowana i przez wichrowe wzgórza i wcześniej przez dumę i uprzedzenie, czyli tak zwany mit Darcy'ego. To jest taka ciekawa bardzo książka Rachel Feder właśnie o różnych potworach literackich i filmowych, których nauczono nas kochać i pan Darcy z dumy i uprzedzenia, czyli ten, którego Emocje są niedostępne i trzeba przejść pewną drogę, żeby on się otworzył, rozkwitł jak kwiat, ale trzeba na to zasłużyć. To jest coś, z czego korzystają bardzo często i gęsto komedie romantyczne i co też w jakiejś wersji powtarza się w Wichrowych Wzgórzach. To też jest trudna relacja. Mężczyzna jakim jest Heathcliff jest dosyć Z dzisiejszej perspektywy moglibyśmy użyć tego słowa na T. Toksyczny wobec swoich bliskich i otoczenia i samego siebie chyba również. I ja kiedy spodziewałam się tego, co te wichrowe wzgórza przyniosą, to właśnie może takiej dekonstrukcji, że my już jesteśmy na to gotowi, gotowe, że już jest pora, żeby to pazłotko i ten mit ściągnąć, rozbić go na miazgę. i jakoś, nie wiem, skarykaturować, czy sparodiować, to się w tym filmie nie wydarza. Więc tutaj moje rozczarowanie gdzieś tego też dotyczy, że ja może chciałam, żeby już było bardzo post-Wichrowe Wzgórza, że taka wersja też jest możliwa, ale się zastanawiam, czy w ogóle właściwie jest. Więc to jest taki wątek jeszcze dotyczący tego, filmu. Czy ty, Michał, masz jakieś wobec niego... [43:20.89 → 43:25.57] C: Nie wiem, czy my nie jesteśmy już po prostu w tej epoce postnowy obyczajowej, nie wycofujemy się trochę z tego, że... [43:25.57 → 43:27.51] B: Czyli, że już przegapiłam ten... Że za [43:27.51 → 43:29.29] A: dużo było... Że gdyby ten Witrowe Wzgórza [43:29.29 → 45:40.32] C: powstały z siedem lat temu, to byłoby dokładnie takim filmem, jak mówisz, że Hitchick był po prostu toksycznym gościem, to by było może nieobśmiane, ale by było totalnie rozbite. Natomiast wydaje mi się, że a propos tego poprzedniego pytania, to całe kino amerykańskie powojenne jest oparte Duża część tego kina to są remake'i i przeróbki i one są robione z grubsza w takim kluczu. Zobaczmy, które z historii z lat 30' czy 20' nadają się do tego, żeby były opowieściami o polowaniu na czarownicę, o Makartim, o generalnie tej strachu przed komunistami i tak dalej. To są lata 50', w 60' i później mamy to samo, tylko lęki zimnowojenne. Nie wiem, na początku lat dwutysięcznych w Hollywood jest totalna artystyczna po prostu indolencja i wszystkie remake'i, które wtedy powstają, są po prostu remake'ami zagranicznych horrorów na przykład i zagranicznych filmów, tylko po to, żeby ściągnąć ze Stanów ciekawe historie, których Stany Zjednoczone wtedy nie miały, no i analogicznie dzisiaj, nie? Jak sobie spojrzymy na to, co się remake'owało i co się przerobiało w ciągu ostatnich pięciu lat, to większość z tych historii była po prostu przerabiana w kluczy tej nowej obyczajowości, to znaczy Spróbujmy zamienić płeć, spróbujmy te wszystkie mity toksycznej męskości gdzieś tam, znaczy nie mity, tylko po prostu obrazy toksycznej męskości rozbić. Więc to zawsze gdzieś odpowiada czasom. A jeśli chodzi o Znachora i o to jak na przykład Znachor odpowiada w Polsce, to wydaje mi się, że wszystko się zaczęło z Akademii Pana Kleksa, to znaczy ona nie była chronologicznie pierwszym filmem wypuszczonym z tej nowej fali, ale chyba była pierwszym filmem, który powstawał, a powstawał dlatego, że okazało się, że chodzimy często do kina na kino familijne, że chodzimy do kina rodzinami, że ten rodzaj rytuału nie umarł. Pierwsza Akademia Pana Kleksa, znaczy pierwsza, ta Macieja Kawulskiego, czyli ta pierwsza z tych nowych, była dużym sukcesem. No i na tej fali, na fali tego sukcesu popłynęły, popłynęli inni twórcy i inne filmy z tych, no właśnie, z lat 60., 70., z tej takiej popkultury, nie popkultury, czyli z tej dziwnej sfery, z którą nie wiadomo było, co zrobić w polskiej popkulturze, bo ona nie była szacowna, Ale też za bardzo nie chcieliśmy do niej wracać. A teraz wracamy, bo jest Pan Samochodzik, Znachor, właśnie Akademia Pana Kleksa. Nie wiem, co tam jeszcze. Było trochę tych rzeczy, już część mi wypadała z głowy. [45:40.34 → 45:45.88] B: To była kultura kanonizowana przez telewizję. Wydaje mi się, że to też o to chodzi. [45:46.14 → 45:50.26] C: Ja też przypomnę, że przecież Patryk Wega nakręcił remake Hansa Klossa. [45:52.88 → 45:54.36] A: Wstawka większa niż śmierć. [45:54.40 → 45:58.96] C: Oczywiście film był okropny, ale był. W sensie takim, że zwiastował nadejście tej fali powrotów. [45:59.33 → 46:31.52] B: Tak, ale mnie się wydaje, że właśnie jak na początku rozmawialiśmy o zamachu na uwielbiane produkcje, to wydaje mi się, że w Polsce to ryzyko jest troszeczkę większe, bo u nas po prostu bardzo dużo tych wielkich produkcji zostało utrwalonych w tym swoim kanonicznym kształcie przez telewizję i wydaje mi się, że np. przez to tak dużo kontrowersji wzbudzały, powiedzmy, ciągi dalsze kogla-mogla. które miały dużą widownię w kinie, ale one nie stały się tak kultowymi filmami jak dwie pierwsze części. [46:31.70 → 46:41.26] C: Tak, chociaż myślę, że ktoś kto uważa, że była jakaś zamanta świętość po prostu powinien obejrzeć. pierwszy Kugelmogel albo drugi. [46:41.42 → 46:48.96] B: To są filmy smutne w rzeczywistości. Ale są też bardzo popularne. [46:49.50 → 47:20.08] C: Tak, są w tych nowych wersjach. Znachor jest dobrym przykładem, bo to jest Wielkanocna Świętość. Wszyscy oglądamy Znachora na Wielkanoc, ale powstał remake. Oczywiście to jest inna miara, bo to nie był kinowy film, tylko to jest film na Netflixie. Natomiast jest w miarę ceniony. nie wiem, i przez krytyków, i przez widzów, i tak dalej. Jest to taka rzecz, która przetrwała, istnieje jakoś w popkulturze. Nikt się specjalnie nie burzy z tego powodu. Oczywiście, trzeba to też zrobić dobrze. [47:21.07 → 48:40.06] A: No tak, ten klucz jakości, o którym też mówiłeś wcześniej, myślę, że ma tutaj duże znaczenie. Chciałabym, żebyśmy na chwilę zostawili kino i przeszli do dwóch rzeczy, które też są bliskie waszym sercom, do literatury i do gier. Ze względu na to, że zarówno, właśnie zastanawiam się, zacznę od ciebie Olga, czy w ogóle jest możliwe, żeby powstawały remake literackie? Czy to w ogóle jest też taki świat, gdzie ktokolwiek chciałby wchodzić do końca w buty albo próbować jeszcze raz opowiedzieć to na nowo, tylko innymi słowami, własnymi słowami? Bo mówiłaś o teatrze i to jest bardzo ciekawa przestrzeń, gdzie nieustająco powraca ta sama historia. Wspomniałaś o Hamlecie, dopiero co mieliśmy znowu te Oscary, ale jednak jestem w cieniu cały czas. Mieliśmy Hamneta, czyli trochę opowieść o tym jak właściwie i skąd się wzięła ta historia, czyli film Chloe Zhao, który jest tragedią rodzinną, a jednocześnie trochę filmem o tak zwanej genezie pewnego dzieła literackiego. Więc zastanawiam się, jak też z twoich doświadczeń i z twoich obserwacji i przemyśleń na ten temat wygląda literatura w zderzeniu właśnie z tym prawem wiecznego powrotu i powtarzania, przetwarzania. Bo każdy autor jednak jakoś tam, no poza tymi, którzy nie są pisarzami, ale może po prostu chcą napisać książkę, rozdzielmy to na ten, jednak ma potrzebę jakiejś oryginalności. Tak, zapytam. [48:40.28 → 49:56.89] B: Ale jesteśmy też za i do pewnego stopnia wydaje mi się, że jest to pewien poziom wtajemniczenia w literaturę, w prozę. Jeżeli czytelnik zostanie koneserem tej literatury postmodernistycznej, która się opierała właśnie na remiksie, cytacie, na umiejętnych nawiązaniach, więc także literatura jako gra, literatura jako przygoda w świecie literatury. Właśnie taka jak w książkach Umberta Eco na przykład, która czyta się ciekawie właśnie będąc świadomym ich kodu, czy w jednej z moich ulubionych książek, czyli Trylogii Illuminatus, która także taką naturę ma. więc myślę, że faktycznie jest to też pewien poziom wtajemniczenia, kiedy się rozpozna powiedzmy nawiązanie do innego bohatera literackiego czy cytat zremiksowany gdzieś, że jest to także dodatkowy poziom przyjemności z lektury, ale także takiej pisarskiej rafinady. Ja od razu też pomyślałam sobie o takiej książce, której nie mam, a którą muszę sobie zakupić, Chłopi III Tymona Tymańskiego. [49:59.21 → 50:05.75] A: Nie wiedziałam, że istnieje. Cóż to jest w ogóle za dzieło? To jest jakaś naprawdę kolejna część przygód? [50:05.83 → 50:08.95] B: Ale w stylu właśnie humoru Totartu. [50:10.21 → 50:11.07] A: Michał? [50:11.33 → 52:02.32] C: Z grami sprawa jest o tyle prosta, że technologia jest w równaniu. Z grubsza wygląda to tak, bo remake'i, nowe wersje, tzw. remastery, czyli przeciągnięte pędzlem, nową farbą stare gry, są bardzo popularne. Natomiast z czego to wynika? Język gier wideo jest językiem syntetycznym. Tam jest literatura, jest kino, są sztuki plastyczne, jest mnóstwo rzeczy. Ale cały czas jest ta technologia, która warunkuje rozwój tego. Jeśli gry są przerabiane, jeśli wracają, to głównie wracają dlatego, że technologia jest coraz lepsza, i można za pomocą niej pokazać to ładniej, lepiej, zdynamizować narrację, opowiedzieć to w taki sposób, który będzie bardziej przypominał kino, czy bardziej będzie przypominał jakąś formę literacką. Mimo wszystko to cały czas pracuje na tym silniku technologii. Czyli gry się zmieniają, te same historie powracają do gier, ale technologia sprawia, że mogą być opowiadane lepiej. Też jeśli chodzi o ten język kina, bo gry mają bardzo dużo języka kina, jeśli chodzi o kadrowanie, jeśli chodzi o te techniki narracyjne. I też dzięki technologii mogą być lepiej wykorzystywane dzisiaj. Więc trochę tylko tak to działa. Natomiast jest jeszcze taki element, który jest w grach wideo i którego raczej nie ma w przypadku kina i literatury, co jest paradoksalne, bo gry wideo są najmłodszą ze sztuk, to znaczy konserwowania tej przeszłości i przywracania tej przeszłości blasku tej przeszłości, znaczy brania tych starych produkcji, w które nowe pokolenie już nie zagra i właśnie, no i zamienianie je w coś żywego, w coś, dzięki czemu to nowe pokolenie będzie miało szansę poznać na przykład klasykę. I to jest ten taki element, który jest ciekawy. No bo w kinie raczej, jeśli ktoś ma ochotę poznać klasykę, to raczej się cofnie do klasyki. Wydaje mi się, że mimo wszystko remake'i się ogląda z innych powodów. [52:03.54 → 54:44.72] A: Jasne. Chciałabym porozmawiać też o nostalgii, bo pojawiało się to słowo tutaj w naszych wymianach zdań, ale myślę sobie, że nostalgia ma jednak z jednej strony tą pozytywną stronę, o której tutaj dużo mówiliśmy, czyli ta potrzeba takiego właśnie czy wspólnoty, czy spotkania, czy powrotu, ale z drugiej strony jest też czymś, co nas jakoś niesamowicie usypia i mam wrażenie konserwuje. w czasie. Myślę, że takim dobrym punktem odniesienia i też pokazaniem tego, że właściwie ten powrót do tego, co znane, bezpieczne, przyjemne nie jest możliwe, bo ani to znane, bezpieczne, przyjemne nie było znane, bezpieczne i przyjemne, ani w ogóle nie ma takiej możliwości, żeby przeżyć, powtórzyć coś ponownie. Moim ulubionym przykładem właśnie takiego ukazania, że nie ma powrotu, jest nomen omen serial pod tytułem Powrót, czyli trzeci sezon serialu Miasteczko Twin Peaks. Davida Lyncha, który właśnie pamiętam, powstaje trzecie Miasteczko Twin Peaks, trzeci sezon. Pamiętam te emocje, czyli ekscytacja, że wracamy do Twin Peaks, że będą ci sami bohaterowie, że oczywiście będzie wszystko inaczej, bo wiadomo, że to jest David Lynch, więc na pewno nas zaskoczy. Ale ten poziom zaskoczenia, to był rok 2018, jeśli dobrze pamiętam, był aż za wysoki. W tym sensie, że to było tak dziwne doświadczenie i też ostateczny jakiś komunikat, który David Lynch nam zostawił, brzmi, że nie wrócicie. do tego dinera, żeby pić kawkę i ciasto, bo chciałem wam przypomnieć, że to nie o tym był ten serial, że to sobie tylko wybraliście to, co... I znowu ten tajny agent fajnie tu wybrzmiewa. Wybieracie z przeszłości tylko to, co wam użyteczne, przyjemne i bezpieczne, a tak naprawdę ta przeszłość to jest też bardzo dużo mroku. i wydało mi się wtedy oglądanie tego serialu takim doświadczeniem absolutnie antynostalgicznym, gdzieś zabijającym tą nostalgię w nas, czyli tę tęsknotę za czymś, co jest właśnie takie przyjemne, a przywracającym jej taką definicję, że to jest jak źródłosów tego słowa nostalgia, to tęsknota za domem, którego już nie ma, albo rozdrapywanie dawnej rany, czyli coś takiego, co nie jest przyjemne w samej esencji. I się właśnie zastanawiam, jak wy na to patrzycie, bo wszyscy lubimy sobie nostalgizować, słuchamy starej muzyki, gramy w stare gry, oglądamy stare filmy i cieszymy się na ich remake'i, ale jednak czy jest ten mrok w tym? Tu jest ten element bitwy, że nie będziemy tylko chwalić, ale zastanówmy się nad tym, co tam jest po prostu negatywnego w tym zjawisku, że ciągle wracają do nas te same historie? [54:45.58 → 56:17.18] B: Ja bym powiedziała, że ciekawość przeszłości to nie jest to samo co nostalgia. Ja po prostu jestem konsumentką bardzo wielu starych filmów, częściej oglądam stare filmy niż nowe, ale dlatego, że dla mnie to są filmy nowe. Ja po prostu wielu z nich jeszcze nie widziałam. One są dla mnie przyjemnością odkrycia i często też są dla mnie właśnie, są dla mnie takim bardziej laboratorium, nie powrotem do domu, którego już nie ma, bo to nigdy nie był mój dom, tylko to jest wizyta. Więc ja traktuję często te starsze produkcje, zresztą tak jak mówiłam Ci właśnie o filmach, które często widziałam kiedyś i powracam do nich i czuję się jakbym oglądała je może nie po raz pierwszy, ale oglądam je innymi oczami. Dlatego ja myślę, że ja szczęśliwie pomimo tego, że ja piszę książki o przeszłości i że zajmuję się też zawodowo przeszłością, to ja jestem w dużym stopniu od nostalgii wolna. że choć ja bardzo, moją ulubioną zdecydowanie dekadą w kinie są lata 70., ale nigdy nie chciałabym wtedy żyć. I myślę, że tutaj ta taka laboratoryjna też natura kina, że to jest właśnie ta bezpieczna wyprawa w kapsule do świata, który nie istnieje albo już nie istnieje, to jest To jest dla mnie perspektywa, którą znacznie częściej przyjmuję oglądając filmy. [56:18.42 → 56:22.48] C: Ja myślę, że to jest cicha tragedia życia w ogóle, to o czym przepraszam. [56:22.66 → 56:27.84] A: Jeśli będziemy nazywać tę naszą dzisiejszą rozmowę w jakiś sposób jako plik wideo, proszę, cicha tragedia życia. [56:27.84 → 58:17.58] C: Chciałem Ci podrzucić coś na rolkę, cicha tragedia życia. Nie, no bo to o czym powiedziałeś, no ja to trochę tak postrzegam, no bo nie uważam, nie mam się za osobę nostalgiczną, w sensie, że nie nużam się w tym, ale faktycznie jak sobie pomyślę o tym, jak konsumuję pewną część kultury, która jest ważna w moim życiu, ona ma głównie związek z grami wideo, ale nie tylko, to to jest właśnie takie poszukiwanie tych, dokładnie tych stanów, w których ja miałem po raz pierwszy z tym kontakt. I to jest moment, kiedy sobie uświadamiasz, że to jest niemożliwe, to znaczy, że to jest tak bolesne, w sensie takim, że faktycznie nie ma tego domu i nie ma tego kontekstu i nie ma tego, dokładnie tego samego powietrza w pokoju, które było pierwszego dnia zimy i tak dalej, to jest naprawdę bolesny moment. To jest moment takiego zimna i mroku i chłodu i tylko nostalgia jest w stanie ci taki moment po prostu wygenerować. I faktycznie często tak mam i wydaje mi się, że to taka era, w której tych remake'ów, remasterów, tego wszystkiego jest tak dużo, no prowokuje takie stany. No bo to są, nie wiem, no teraz jest fala takich dzieł, które bardzo bardzo często, głównie w grach, ale nie tylko, wracają do wszystkich takich formacyjnych dla mnie produkcji, które mnie ukształtowały. I to jest z tego mnóstwo. Ja to oczywiście dzisiaj ze współczesnej perspektywy oglądam i ogrywam na bieżąco i prawie za każdym razem to jest ten rodzaj smutku jakiegoś takiego nienazwanego. Niekoniecznie, że od razu zaczynasz myśleć, że o Jezu, to już tam czterdzieści ileś i po prostu zaraz koniec, tylko że, nie wiem, dociera do ciebie, że to nie wróci, to jest smutne. Ja przynajmniej tak mam, że mnie to dobija. I to jest taka strona kultury, której po prostu nie lubię, a jest jej bardzo dużo właśnie przez to, o czym rozmawiamy. Że takie są trendy i są to trendy czysto ekonomiczne w dużej mierze. [58:18.34 → 58:39.30] A: Tak, to jest jakieś żerowanie na tych intertekstualnościach, czyli tych naszych skojarzeniach, że okej, mam te powidoki dzieciństwa, a to jest jednak taki powrót słodko-gorzki niesamowicie, ale jeśli zaczniemy o tym myśleć, że ktoś właśnie ten brak zimowego poranka. [58:39.98 → 58:41.86] C: Prosta sytuacja. [58:42.08 → 58:42.96] A: To serce boli bardziej. [58:43.00 → 59:35.08] C: Mam film X, który oglądam z bratem, jak jestem dzieckiem i mam bardzo konkretne wspomnienie wieczoru, który spędziliśmy razem, czy grę, w którą gram. I powstaje jej remake, albo zostaje nawet odnowiona cyfrowo, albo powstaje jej jakaś nowa wersja. I dzisiaj tak naprawdę może się okazać, że wokół nas nie ma osoby, która Nie chodzi, że nie ma tak bliskiej osoby jak mój brat dla mnie wtedy, tylko że nie ma osoby, która w tym momencie, w tym punkcie w czasie, w ten sposób w ogóle podchodzi do kultury. Bo wszyscy zmieniliśmy się na tyle, że nie oglądamy już kultury tak jak oglądaliśmy ją w latach 90. Nie konsumujemy jej w ten sposób, więc we mnie to może dalej być, ale tragedia polega na tym, że będę w tym sam. Więc tego uczucia jest za dużo u mnie na co dzień, jak oglądam sobie rzeczy itd. A może po prostu mam za dużo wolnego czasu. [59:35.62 → 59:51.30] B: Tak też może być. Jakbym właśnie miała pomyśleć, co by miało być kartelizatorem tego przyjemnego uczucia, że wracasz ze szkoły i już jest czas wolny, to musiałaby być to kombinacja teleturnieju Krzyżówka Szczęścia i na wideo serii Oblicza Śmierci, [59:51.40 → 59:53.06] A: które oglądałeś pod moją siostrą. [59:53.28 → 01:00:08.94] C: Są te memy, że nic nie musisz, nie ma szkoły, nie ma kościoła, nie ma czegoś, mama robi ci śniadanie, dostajesz kakao, Siadasz wygodnie, wreszcie możesz zacząć oglądać. Masz 40 lat, tak? Nazywasz się Jacek. No ale dokładnie te memy do tego uczucia się odnoszą. [01:00:09.18 → 01:00:18.48] A: Tak, dla mnie to jest Batman animowany i moda na sukces. Razem ze sobą utarte na jakąś po prostu przedziwną, niekończącą się serialową piankę. [01:00:19.04 → 01:00:48.70] B: Moja koleżanka miała taką metodę chyba, żeby to uczucie w sobie utrwalić. I jestem absolutnie przekonana, że u niej ta metoda zadziała. Ponieważ codziennie po szkole robiła to samo. to znaczy zjadała te takie lody piankowe, ciepłe lody i oglądała krwawy sport. I to było każdego dnia po szkole. Więc jestem pewna, że to chyba właśnie rozmawialiśmy o rytuale, o utrwalaniu w sobie pewnego uczucia. Jestem przekonana, że właśnie u niej to zaklęcie nadal działa. [01:00:48.92 → 01:01:01.29] C: Z trzeciej znowu strony to wszystko to nie są rzeczy, to są takie rzeczy, które już były wtedy rytualne. To nie był człowiek z marmuru, to był właśnie krwawy sport, czyli dla naszego pokolenia, bo być może Zresztą no tak. [01:01:01.71 → 01:02:31.80] A: No tak, ta magdalenka nigdy nie była magdalenką, tylko raczej ciepłym lodem. To oczywiście nawiązanie do poszukiwania straconego czasu, bo jest to też o tym, to o czym teraz tutaj mówimy. Słuchajcie, to pytanie takie bardziej z kategorii teraz tematy filozoficzne. Czy możliwe jest, żeby kultura nie patrzyła wstecz? Żeby faktycznie w pewnym sensie zmniejszyć tą ilość, tego spojrzenia w tę stronę i żeby zacząć szukać czegoś nowego. Dla mnie takim kontekstem i punktem odniesienia myślę, że być może wam znanym. Myślę, że Oldze nawet na pewno jest książka retromania Simona Reynoldsa, który w 2004 roku, jeśli dobrze pamiętam, albo pierwszym nawet, czy już 20-25 lat temu, napisał taką książkę. Ona wyszła w Polsce w niewielkim nakładzie, jest dzisiaj niedostępna w ogóle. I on się przyglądał czemuś, nazwał retromanią, czyli takim uzależnieniem popkultury od własnej przeszłości. Jako, że on jest krytykiem muzycznym, to bardzo było dużo przykładów ze świata muzyki i tam była taka kończąca tę książkę taką gorzką, mega naładowaną faktami, inspiracjami i tak dalej, bardzo ciekawą książkę, ale jednak ostatnia myśl była taka, gdzie jest ta przyszłość, skoro nie ma jej teraz. I że ja powtórzę to pytanie, gdzie ta przyszłość i kiedy ona przyjdzie? Bo mam wrażenie, że jednak bardzo to uzależnienie od przeszłości, od tamtej pory stało się jeszcze bardziej intensywne. [01:02:32.00 → 01:02:46.58] B: I ono też przyspiesza, bo teraz mamy takie zjawisko jak niustalgia, czyli po prostu tęsknotę za niedaleką przeszłością, która jest charakterystyczna dla pandemicznej młodzieży. Nawet mieliśmy ten wątek, że pandemia to [01:02:46.58 → 01:02:48.36] A: było coś pod pewnym względem super, bo [01:02:48.36 → 01:05:16.16] B: można było siedzieć w domu i robić rzeczy. To było też coś nowego, ale właśnie dla wielu młodych ludzi to było stracone kilka lat, kiedy po prostu Te najbardziej takie zaangażowane, interaktywne, przygodowe chwile, one nie były im dane. Co ciekawe, podobno i to jest dla mnie chyba najbardziej taki zdumiewający przypadek, właściwie nawet nie nostalgizacji, a po prostu użycia formatu z przeszłości, żeby mówić o teraźniejszości. Rafał Księżyk, autor m.in. książki Fala O. polskiej muzyce nowofalowej powiedział, że właśnie wśród młodych ludzi, którzy czasy szkoły średniej ich przypadły właśnie na lata lockdownu, oni założyli jakąś bezprecedensową liczbę zespołów, które grały muzykę punkową i zimnofalową. Zupełnie jak, i to jest dla niego odniesienie, jak w stanie wojennym. Czyli po prostu ta matryca, która już kiedyś istniała, ona jakby naturalnie została podchwycona przez ludzi, dla których bardziej prawdopodobnym językiem jest prawdopodobnie mumble rap. Więc po prostu oni zaczęli faktycznie, założyli czasami nawet zupełnie dosłowne kostiumy takie przypominające lata 80. I to jest bardzo ciekawy przypadek, Ludzi, którzy znaleźli się w sytuacji nowej, która w ich życiu była zupełnie nową, skorzystali z takiego kostiumu retro. To było w przeszłości. Mówię tutaj o latach 70. w modzie i w kinie we Francji, kiedy młode pokolenie, urodziło się już po wojnie, inspirowało się bardzo taką estetyką czasów okupacji. To było dla wielu ludzi niesmaczne wtedy, ale oni uważali to za rodzaj estetyki buntu. Więc to jest dla mnie bardzo ciekawe, że często taka nawet całkiem dosłowna, taka toporna mowa przeszłości, ona bywa najbardziej adekwatna dla wyrażenia tego. To jest dla mnie coś bardzo bardzo ciekawego, ale czego ja też czuję, że nie mam prawa skreślać. [01:05:18.38 → 01:05:46.66] C: Ja myślę, że kultura przestanie patrzeć wstecz, jak przestanie to się, popkultura raczej, jak przestanie to się opłacać, czyli nigdy. Bo nawet jak spojrzymy na nurty czy na tradycje, które dzisiaj nam się kojarzą z czymś oryginalnym typu kino nowej przygody, no to też były nostalgiczne kapitalizowanie np. kina przygodowego lat trzydziestych. Więc to zawsze będzie po prostu zapętlone, bo zawsze będziemy nostalgiczni. I tutaj Olga jest trochę wyjątkiem od reguły, moim zdaniem chlubnym, bo szczerze mówiąc ci tego zazdroszczę. [01:05:46.68 → 01:05:51.20] A: Super by tak było, nie? Się tak odświeżać i nie pamiętać i na dodatek tak odwiedzać inną planetę. [01:05:51.20 → 01:06:41.29] C: Ale też z taką świadomością funkcjonować w kulturze. Ale jednak ja jestem regułą, więc większość osób jest z regułą w sensie poszukiwania tego ulotnego momentu, w którym czuje się najlepiej na świecie. i na tym tak jakby jest kapitał budowany po prostu, jeśli chodzi o te przeróbki i o nowe wersje. Pewnie warto o tym pamiętać, że tak to wygląda, że na samym spodzie są pieniądze, bo zawsze są, natomiast to nie oznacza, że nie może to prowadzić do czegoś, co nas będzie rozwijać, ubogacać jakoś, czy nie będzie ciekawe. Na przykład dla mnie taką idealną definicją remake'u to jest po prostu remake, który jest remake'iem swoich czasów, czyli to o czym rozmawialiśmy, czyli ta historia wraca po to, żeby opowiedzieć nam coś o rzeczywistości, która jest za oknem, na której nie było za oknem w latach 70-tych czy latach 60-tych. Nie znam, nie tak to wygląda. [01:06:42.55 → 01:08:44.66] A: Dla mnie tutaj dorzucę ten wątek znowu Oscarowy, ale niech będzie. Można jednocześnie opowiadać oryginalną, własną historię i czerpać z dokonań poprzedników i myślę, że takim filmem na dobre i na złe, niezależnie od tego, czy nam się podoba, czy nie, ale jednak opartym na oryginalnym scenariuszu, który zaszedł daleko, pobił pewien rekord, bo miał najwięcej w historii nominacji do Oscara. co prawda wrócił do domu z bardzo niewielką ich ilością nagród. Są grześnicy Ryan'a Kuglera, czyli film, który część osób powie, o to taki od zmierzchu do świtu Tarantino, czyli też twórcy, który bardzo mocno korzystał z dokonań poprzedników, tyle że wśród afroamerykanów w czasach kryzysu w jedną noc, ale to znowu bardzo podobne jednak konstrukcyjnie, No ale korzystając właśnie z takich ram, czy archetypów, czy pomysłów, które już były wcześniej, można wnieść coś swojego i jednocześnie te hołdy przeszłości w interesujący sposób składać. Więc to są takie trochę dwa kroki w tył, jeden w przód. Czyli idę do przodu, ale cały czas oglądam się przez ramię, korzystając właściwie w twórczy sposób, bo to też elementem tej dyskusji jest dyskusja, czym właściwie jest ta oryginalność w przetwarzaniu. No i myślę, że tutaj różne odpowiedzi na to mamy. Ale zanim przejdziemy, bo może państwo będziecie chcieli się włączyć tu już za moment, bo ten wątek, który sobie zapisałam, higiena otwierania się na nowe, to Olga nam już o tym opowiedziała. Myślę, że razem z Michałem się zainspirujemy tym spojrzeniem. Ale właśnie odbijając się od tego, Michał, a ty masz jakiś sposób na to, żeby jednak jednocześnie mając to poczucie rzeczy, które znam, coś we mnie otwierają i jest to ta duża przyjemność, żeby jednak to serce zawsze, jak Nomen omen w remake Suspiri, która też gdzieś się pojawiła, otwierać na to, że przychodzą nieustająco rzeczy, które są nieoczekiwane, zaskakujące, bo to też jest możliwe. Kino też oferuje takie doświadczenia. Jak tutaj nie być takim, wiesz, A wolę jednak tamte rzeczy, które znam. [01:08:44.88 → 01:08:49.96] C: Mam, na siłę po prostu. Na siłę. Tak to działa w moim przypadku i działa. [01:08:50.00 → 01:08:53.06] A: Czyli oglądanie filmów z konkursu festiwalu Nowe Horyzonty. [01:08:53.06 → 01:10:36.70] C: Mam też na siłę wychodzenie z domu. Jak już gdzieś jestem, to jest fajnie, jak mam wyjść. Ale to trochę na takim samym silniku po prostu jedzie. Prosty przykład. Rozmawiamy tu głównie o popkulturze. Moją główną działką nie są filmy braci Darden, to nie jest repertuar. to nie jest kaneński, to nie jest repertuar nawet Nowych Horyzontów. Natomiast oglądam te filmy, staram się oglądać nie tylko z powodu zawodowych, ale też dlatego, że wiem, że to są rzeczy, które właśnie otworzą jakieś okienka. Sporo w tym jest takiej matematyki, paradoksu, czyli takiej matematyki emocjonalnej. Wiem, że jeśli już tu wejdę, to wyjdę z czymś, co... Wiem, że mi się to po prostu opłaci. Ja też mam coś takiego, że nie muszę tych rzeczy kochać. Że ta przestrzeń nostalgiczna, czy ta przestrzeń popkultury może być taką przestrzenią, w której ja będę czuł miłość. Natomiast czy z klasyki Bergman, a z nowych rzeczy Kleber, Mendonka, Filio, nie muszą być czymś takim. Ja po prostu wiem, że w kontakcie z tymi ludźmi, z tymi filmami, czy z tą literaturą, czy z tymi grami, po prostu wyjdę na plus. Tak jakby emocjonalnie, czy intelektualnie, czy to są rzeczy. I staram się po prostu w ten sposób konsumować kulturę. Pytanie oczywiście, ile jest w tym przyjemności faktycznej. Czasem mniej, czasem więcej. Natomiast ja nie uważam, że kontakt z kulturą zawsze musi być przyjemny. Właśnie po to jest przyjemny w tych działkach, w których tę przyjemność czujemy, żebyśmy się mogli otwierać na nowe i nieznane, a może się czymś zachwycimy. Na przykład u mnie w życiu funkcjonuje taka kategoria filmu, który prawdopodobnie jest gorszy niż jest, ale jest tak nie mój i tak zachwyca mnie fakt, że jest nie mój, a mi się podobał, że automatycznie go uwznoślam i automatycznie... [01:10:36.70 → 01:10:38.94] A: Wystawianie się na różne doświadczenia po prostu. [01:10:39.36 → 01:11:26.07] C: Tak, nie pamiętam, ale poszedłem na... Boże, kto? Gli italiani? To był Łukasz Barczyk, tak? To jest zupełnie nie mój twórca, to jest jakaś wrażliwość z kosmosu dla mnie. Ale poszedłem na to do kina 100 lat temu z dziewczyną i mi się podobało. I wyszedłem i mówię, to jest niesamowite, że mi się to podobało. To jest tak niesamowite, że mi się to podobało, że automatycznie jak zacząłem myśleć i pisać o tym filmie, to po prostu odmalowałem go jako coś 10 razy lepszego niż było w rzeczywistości pewnie. I jak oceniłby to ktoś, kto jest wyrobiony, ogląda te awangardowe rzeczy itd. Myślę, że to nie do końca tak jest, że jak się ma kontakt z kulturą, to się ma kontakt z kulturą. To nie jest tak, że się zamykamy na pewne rzeczy. Natomiast na pewno jest tak, że czasem trudniej jest po prostu w pewne konwencje wejść. [01:11:26.37 → 01:11:30.61] A: Czasem to jest jak pójście na siłownię jednak, a czasem po prostu jak na lody. [01:11:30.61 → 01:11:34.69] C: Jak już jesteś, to buja, to robisz te powtórzenia. [01:11:34.73 → 01:11:36.25] A: Tak, jest z tego jakaś przyjemność nieoczekiwana. [01:11:36.25 → 01:11:41.89] C: Ale problem jest, żeby wejść właśnie. Do niektórych rzeczy trzeba się zmuszać i do kultury też, żeby zyskać na tym potem. [01:11:42.70 → 01:12:38.21] A: Zanim oddam Państwu głos, mam ostatnie pytanie do Was. Bo oboje jesteście osobami piszącymi. Piszecie dużo. Dłuższe formy, krótsze formy. Czy udaje wam się siebie samych nie powtarzać? Albo czy ta pokusa jednak jest, że to mogę opisać tak jak wtedy tamto? Pytam też z tego punktu, że tak jak wiecie, ja kiedyś byłam osobą piszącą, dzisiaj nie jestem. I wydaje mi się, że nawet nie wiem, jakbym miała wrócić do pisania tekstów, żeby to było właśnie dla mnie świeże, oryginalne i żebym nie... nie chciała powtórzyć tamtych doświadczeń, tylko wymyślić się na nowo jako autorka słów pisanych. Nie jestem jeszcze na to jakoś gotowa, ale zawsze mnie to interesuje, jeśli się dużo pisze, jak to zrobić, żeby to zawsze było jednak jakoś oryginalne, czy może nie ma takiej potrzeby. Ciekawa jestem waszych przemyśleń na ten temat, tego braku powtarzalności we własnej twórczości. słownej. [01:12:38.37 → 01:13:20.36] B: Ja myślę, że kiedy się powtarzam, to sobie nie zdaję z tego sprawy. Ja mam pamięć złotej rybki, między innymi dlatego po prostu tak się cieszę oglądając film drugi raz. Ale zdarza się coś takiego, że po prostu mój mąż, który z kolei ma pamięć słonia, mówi na przykład, przypomina mi, że już kiedyś opowiadałaś mi tę historię. Albo pisałaś to w tym roku w internecie. I ja jestem zdumiona, bo jest to w mojej pamięci białą plamą. Natomiast z drugiej ręki widzę, że faktycznie świadek pamiętę, więc myślę, że to jest mój sekret. On jest bardzo prosty, po prostu słaba pamięć. [01:13:21.82 → 01:14:17.30] C: Ja myślę, że Olga ma luksus też inaczej. To ja mam luksus, to nie ty masz luksus. To ja mam luksus niemyślenia w ogóle o takich rzeczach, bo jednak moje rzeczy są w większym stopniu użytkowe mimo wszystko, znaczy tam można się kłócić. Krytyka filmowa jest formą paraliteracką, pewnie do pewnego stopnia tak, ale nie jest to literatura. Ty jednak tworzysz literaturę i inne rzeczy. A w takim pisaniu użytkowym, czy krytyczno-filmowym, czy czegoś na styku, to raczej trochę jest się fabryką po prostu. I pewnie wiem, że mam takie schematy. Mam pewnie z 15 schematów na to, jak generalnie zaczynać tekst. Co działa na początek, co przyciąga czytelnika i tak dalej. i tyle samo schematów na to, jak go kończyć. Rzeczywiście to nigdy nie są te same zdania, ale generalnie wiadomo, że warto zacząć od cytatu, a potem napisać, że to jest to cytat, który tak dobrze ilustruje jakąś tezę, że powinien znaleźć się na plakacie albo gdzieś tam. [01:14:17.60 → 01:14:19.38] B: Już starożytni gracze. [01:14:19.40 → 01:14:32.66] C: To jest poza... Słuchaj, są rzeczy, zresztą chyba nawet miałeś kiedyś taki post, że rzeczy, których nigdy nie można pisać. I nigdy nie warto zaczynać o braci Lumiere, jak się pisze o kinie, bo to jest po prostu siara. [01:14:33.80 → 01:14:36.64] A: Chyba, że robisz to bardzo, bardzo ironicznie. [01:14:36.66 → 01:15:11.67] C: Chyba, że bardzo ironicznie, ale tak, generalnie się zaczyna tak, żeby czytelnik chciał przeczytać dalej. Więc z tego rodzaju pracy raczej się o tym nie myślę, natomiast wiem, że się powtarzam, bo wiem, że mam trochę tych takich, jak to się mówi po piłkarsku, automatyzmów, które po prostu wskakują. i wiem, że są takie czy schematy składniowe, czy zdania, czy jakieś takie żarciki, które gdzieś tam na przestrzeni, nie wiem, dwóch, trzech lat kilka razy wykorzystałem, bo czemu nie, skoro są w tym medialnym krajobrazie tak daleko od siebie, że może ktoś nie połączy kropek. [01:15:11.87 → 01:15:13.33] B: Żart o Gąsce Balbińca. [01:15:14.57 → 01:15:44.71] A: No ale też stąd bierze się styl, prawda, że wiemy po kim się czego możemy w jakimś sensie spodziewać i to też ma w sobie dużo piękna. Drodzy Państwo, czy chcielibyście się włączyć? Czy ktoś miałby jakieś pytanie, komentarz? Coś Was zainteresowało w tej naszej rozmowie i czujecie, że warto by to było dodać? Może macie swoją perspektywę na tak zwane prawo wiecznego powrotu w kulturze i powracające treści? Będzie nam miło, jeśli ktoś zechce do nas dołączyć. [01:15:51.05 → 01:15:55.77] C: Może mamy tu kogoś z niesmaczonego faktem, że lalka powstaje i to nie jedna, a dwie aż. [01:16:01.01 → 01:16:14.73] A: Ciąży pani mikrofon w ręce, chciałaby go pani komuś przekazać, ale na razie chętnych nie ma. No bywa i tak, no to chyba bitwa wygrana, tylko nie wiadomo. [01:16:15.11 → 01:16:16.72] C: Nie wiadomo z kim, kto się bił. [01:16:16.88 → 01:16:17.61] B: Wszyscy wygrali. [01:16:17.81 → 01:17:32.18] A: Nie wiadomo przez kogo, ale dobrze. Dobra, to ja zadam jeszcze jedno pytanie, a potem sprawdzimy, czy państwo jeszcze będziecie się chcieli włączyć. Bo jednak to, myślę, że jest jakiś taki film w sercu, którego remake'u by się nie chciało jednak. Ja już się przyznałam do swojego, zdecydowanie jest to potop. Jest to absolutnie dla mnie taki film, który nie potrzebuje, jest spełniony, pełny jakoś w tym, co proponuje. Też nie wyobrażam sobie aktora, który podobną charyzmą obdarzyłby Andrzeja Kmicica, jak zrobił to Daniel Olbrychski itd. Więc to jest takie moje nietykalne. Incepcja mogłaby mieć swój rynek, byłabym bardzo ciekawa tych kolejnych poziomów snu i tego, jak można by je było pokazać, więc to nie jest zdecydowanie taki film dla mnie. Ale potop jest, pewnie też właśnie ze względu na te wszystkie emocje, te wszystkie święta, te wszystkie rodzinne spotkania, podczas którego oglądałam i różne przeżycia, które się z tym wiążą. Ale czy wy jakbyście jednak zajrzeli w swoje serca, czy macie coś, czego byście nie chcieli powtórki? Nie musi to być nawet film, ale właśnie, że to już jest, to jest i wystarczy. Już nie trzeba tego powtarzać w żaden sposób. [01:17:32.34 → 01:18:52.19] C: Myślę, że z kategorii filmów, które i tak nigdy nie zostaną w remake'u, a i tak bym nie chciał, żeby dostały, to nikt nie woła Kazimierza Kutza, bo to jest mój ulubiony polski film wszechczasów. Nie wyobrażam sobie, że ktoś miałby wyciągnąć gdzieś spod kamienia, nikt nie woła akurat. Który już w latach sześćdziesiątych miał pod górkę jako film. Był doceniany przez kolejne dekady i dopiero po latach był tak naprawdę uznany za arcydzieło. Natomiast jeśli chodzi o takie rzeczy, które gdzieś tam z polskiej kultury, które potencjalnie mają szansę na remake, a nie chciałbym go zobaczyć, to chyba byłyby to Młode Wilki, Jarosława Rzemoidy. Wiem, że mamy w polskiej przestrzeni paru takich reżyserów, którzy mogliby kiedyś odkryć Młode Wilki, obejrzeć je i pomyśleć sobie, że to jest dobry pomysł. Zapomniałem teraz Mateusza Rakowicz, na przykład twórca Naimro. Dnia Matki, tak z Agnieszką Grochowską. To jest taki gość, który mógłby zrobić... Wygląda mi na gościa, który mógłby wpaść w pewnym momencie na pomysł zrobienia Młodych Wilków. I bardzo bym tego nie chciał. Patryk Vega na przykład. I bardzo bym tego nie chciał. Oczywiście od razu powiem, że jest różnica wielu klas między tymi reżyserami. Bo to jest takie kino, znowu jest to nostalgia, ono jest złe, to jest zły film, ale to jest film, w którym nie ma nic do poprawy, jest idealny taki jaki jest. [01:18:52.23 → 01:18:55.39] B: I bardziej świadomy twórca nie powinien go przerabiać. [01:18:55.83 → 01:19:00.13] C: To jest po prostu, nikt nie powinien ruszać młodych wilków. [01:19:00.69 → 01:20:43.22] B: To ja właśnie pomyślałam sobie, że ja mam też swój ulubiony film polski i to jest Prawo i Pięść, ale mam mieszane uczucia, bo z jednej strony wyobrażam sobie, Nowa wersja mogłaby wypaść ciekawie z tym ładunkiem mroku, który tam się kryje, ale z drugiej strony też wydaje mi się, że typ aktorstwa, który tam się pojawia, taki jeszcze staromodny, wydaje mi się, że on też jakoś dokłada do jakości tego filmu, że on jest pięknie anachroniczny. I też trudno mi sobie wyobrazić jednak wykonanie piosenki przewodniej, inne niż Edmunda Föttinga. To jest bardzo ciekawa propozycja. Tak, bo podobno rejs teraz dla wielu młodszych widzów jest często niezrozumiały. I to jest opinia, z którą się bardzo często spotykam, że nie rozumieją dlaczego to jest komedia, że uważają, że to jest film, który jest tak bardzo osadzony w swoich czasach i wymaga wiedzy, doświadczenia tamtej rzeczywistości. Ja oglądałam Rejs już jako tak zwany film kultowy, kiedy były te letnie seanse w telewizji, takie było kinoletnie. I pamiętam, że już oglądałam go z takim właściwym nastawieniem, to znaczy miałam nawet przewodnik chyba, jak go rozumieć, bo chyba któryś z magazynów, może antena, nawet objaśniał niektóre sceny, czy nadawał im kontekstu, więc ja miałam już trochę z górki, ale właśnie, podobno to jest zagadkowy film dla młodego widza. To mnie też ciekawi. [01:20:43.72 → 01:21:18.09] C: W ogóle cała ta dekada i kolejna w polskiej kulturze to jest okres takich dzieł, które które miały gwarantowaną w zasadzie uniwersalność i nieśmiertelność i nagle przestały mieć, to znaczy nagle zaczęły mieć termin przydatności i tą cenzurą jest pokolenie Z. To jest w ogóle niesamowite, że jeszcze dla nas Rejs i też Bareja i tak dalej, to były w oczywisty sposób rzeczy, które będą po prostu kanonizowane w polskiej popkulturze. Jak to się obejrzy za 80 lat, to cały czas będą tak samo bujać. I okazuje się, że w ogóle nie. Też mam takie samo doświadczenie właśnie z Bareją. [01:21:20.52 → 01:21:28.08] B: Może oprócz zmienników, bo chyba zmiennicy się podobają, bo tam jest dużo takich starszych gagów, ale to też jest mój ulubiony Barea. [01:21:29.08 → 01:21:41.10] A: Drodzy Państwo, czy ktoś jednak może jakiś komentarz, pytanko, cokolwiek? Pewnie chcecie iść do domu oglądać rejs. [01:21:42.32 → 01:21:44.94] B: Ja właśnie może dzisiaj sobie włączę rejs, po powrocie do domu. [01:21:45.49 → 01:22:41.15] A: No i to jest bardzo dobra wiadomość, że odpaliła się potrzeba powrotu. Myślę, że właśnie ta perspektywa dwóch kroków wstecz, jednego kroku w przód, żebyśmy jednak przemieszczali się w czasie, a nie stali w miejscu i, jak to się mówi, gonili w piętkę. Tak, to takie bardzo staromodne sformułowanie, ale lubię je bardzo. To jest coś, co może nas tutaj jakoś zjednoczyć. Bardzo się cieszę, że Państwo byliście z nami dzisiaj. Temat nostalgii i przetwarzania w popkulturze myślę, że nie jest w żaden sposób zamknięty, bo będziemy dalej żyć w tych czasach, w których żyjemy. Ale obejrzymy te dwie lalki, prawda? jedną po drugiej. Państwo pewnie też. A potem wrócimy do Hasa, jeśli się okaże, że tamte były kiepskie. A potem do Prusa, jeśli się okaże, że to jednak literatura. Dobrze, drodzy Państwo, dziękuję bardzo. Dziękuję naszym gościom i wielkie brawa dla nich. [01:22:41.45 → 01:22:41.93] B: Dziękujemy. [01:22:42.21 → 01:23:06.57] A: Dziękuję też pani Ewelinie Lachowskiej i pani Marcie Stępniak, że tłumaczyły dla nas to spotkanie. I zapraszam oczywiście na poniedziałek na film Ministranci Piotra Domalewskiego. Spotkamy się z reżyserem, porozmawiamy o tym, jak ten film powstawał. Tam jest bardzo dużo interesujących historii, a sam film myślę, że warto zobaczyć. Także do zobaczenia w przyszłym tygodniu. Dziękuję bardzo. Dzięki raz jeszcze.