[00:00.69 → 00:42.27] A: Dobry wieczór Państwu. Witam w Starym Teatrze w Lublinie na kolejnym spotkaniu z cyklu Bitwa o kulturę. Nazywam się Roman Pawłowski. Będę miał przyjemność poprowadzić dzisiejszą rozmowę. Jej temat kryzys w Babilonie. Nasze spotkanie dzisiaj miało być zbudowane wokół książki Roberta Brylewskiego, artysty muzyka punkowego. o tym, że właśnie tytule. Niestety kilka godzin temu Brylewski powiadomił nas, że niestety nie przyjedzie z ważnych osobistych powodów, ale mam też dobrą wiadomość. Drugi nasz gość jest z nami i będziemy mogli jednak porozmawiać. Zapraszam na scenę Romualda Lipko.
[00:54.06 → 00:55.60] B: Dobry wieczór Państwu.
[00:56.65 → 01:24.69] A: Pierwotnie rzeczywiście ta rozmowa miała być skoncentrowana wokół książki Brylewskiego, ale pomyślałem, że przecież pańskie doświadczenie obejmuje dokładnie ten sam czas, te ostatnie 40 lat rozwoju muzyki rockowej w Polsce i na świecie i nawet myślę, że doskonale sobie poradzimy bez naszego drugiego partnera.
[01:24.75 → 01:25.49] B: Czy mam wyjść?
[01:26.37 → 02:19.31] A: Nie, nie, nie. Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę z panem porozmawiać. Mam jeszcze do dzisiaj kilka czarnych płyt, budki z przełomu lat siedemdziesiątych, osiemdziesiątych, więc to jest też jakby fragment mojej osobistej historii. Chciałem wyjść od tezy, którą postawili autorzy filmu Beats of Freedom. Czy pan zna ten film? Dokument wyprodukowany przez Instytut Adama Mickiewicza, głównie dla publiczności zagranicznej, opowiadający o muzyce rockowej w Polsce. Teza tego filmu brzmi, że to właśnie rock and roll, rock, przyczynił się do obalenia komunizmu. Jak pan to czuje taką taką tezę? Czy to zgadza się z pańskim doświadczeniem?
[02:19.79 → 05:16.81] B: Ja bezpośrednio w takiej bitwie nie brałem udziału, ale ale myślę, że że muzyka rockowa mają ma takie cechy i taki charakter, że może być rzeczywiście wyzwalaczem jakichś takich. dobrych sił, które dążą ku wszystkiemu temu, co było zaprzeczeniem w ustroju komunistycznym, czyli ku wolności, ku wolności słowa, jakiś swobodny zachowań, po prostu demokracji. Muzyka rockowa, zresztą w ogóle muzyka zawsze była demokratyczna. Niewiele chyba jest rzeczy na świecie poza hymnami narodowymi w muzyce. które są tak internacjonalne, bo cóż to od muzyki się spodziewać. Chyba tylko jakiś najprzeróżniejszy repertuar wytworzony na potrzeby armii, wojska czy jakieś tam inne polityczne pieśni. To to, ale to możemy pominąć, bo to są rzeczy takie na zamówienie zrobione i społeczne i polityczne i jakieś powiedzmy militarne. Ale tak muzyka to jest jak gdyby naprawdę międzynarodowa i ludzie do dzisiaj i kiedyś Była pewnie utrudniona komunikacja kiedyś, ale ludzie dzisiaj słuchają z przyjemnością rzeczy z Szeszely, jakiejś tam ludowej obowiązującej muzyki i zachwycają się w południowej Ameryce naszymi góralami, prawda? My słuchamy mongolskich jakichś wykonań, więc to jest szalenie takie po prostu wolne. Muzyka jest wolna. Muzyka jest, zresztą nigdy nie miała granic, bo bo ona jest w ludziach, w związku z czym gdzieś tam we wnętrzu człowieka można przekroczyć wszelkie granice, gdzie by się ktoś nie znalazł. Natomiast bez wątpienia sfera tekstowa w przypadku muzyki rockowej miała szalony wpływ na jakieś przemiany społeczne, bo to była taka trąbka. Ciężko jest zgromadzić tak szeroką publiczność po prostu niebywale licznego słuchacza na jakimkolwiek wiecu, bo to trzeba mieć na to i pozwolenie, i organizację i tak dalej, w związku z czym poza Hyde Parkiem w Londynie właściwie nie istnieją takie miejsca, żeby dyżurnie coś było cały czas przemawiane, mówione i w jakiś sposób lansowane. Natomiast muzyka skończąca się z głośników radiowych z najprzedożniejszego rodzaju, odtwarzaczy, to jest jakaś niezwykła siła, prawda, w sensie ilości przekazu, zasięgu tego przekazu. Więc jeżeli w ten przekaz wkradał się jakiś element antykomunistyczny, element właśnie wolnościowy, no to bez wątpienia można powiedzieć, że w Polsce muzyka rockowa w przypadku niektórych wykonawców szczególnie naprawdę miała duży udział w osłabianiu, że tak powiem, dumy i takiego poczucia buty w tamtej władzy.
[05:17.07 → 05:34.95] A: Chyba nie tylko teksty były wywrotowe, ale sama estetyka, sam dźwięk, sam sposób uprawiania sztuki, to wszystko było przeciwne oficjalnemu, oficjalnej kulturze, prawda, która miała przekazywać wartości propaństwowe, propartyjne.
[05:35.25 → 10:04.71] B: To się zgadza. Zresztą, drodzy Państwo, ja mam taki W swoim życiu takie doświadczenie, związane zresztą z teatrem lubelskim, nie tym, ale teatrem Osterwy. Ale to może do tego wrócimy, bo to jak gdyby po kolei. Rzeczywiście tak, te postawy muzyków, one zwracały uwagę ludzi, a ponieważ one miały, tak jak tutaj wcześniej powiedziałem, charakter naprawdę taki wyzwolony i taki po prostu niezaprogramowany przez cokolwiek, co jest związane z władzą najczęściej. to po prostu ludzie nagle widzieli, że oto jest coś takiego, jest jakiś taki segment życia społecznego, który nie podlega przepisom PZPR-u, ani jakiejś takiej czy innej, bo to nawet w różnych krajach jakiś przeciwnik był podobny, ale o różnych nazwach. I że można nagle w tym ustroju, w tych jakichś takich ryzach politycznych i społecznych, wyrażać swoje zdanie, być niezależnym i mało tego, prowokować tą władzę. I teraz wracam do tego teatru. Ja przygotowałem taką muzyczną sztukę w 1971 roku. Przygotowałem aktorów w sztuce muzycznej pt. Gwałtu, co się dzieje Fredry z muzyką Saweryna Krajewskiego. I tam to był taki moment, kiedy Krzysiek Sugowski poszedł do wojska na kilka miesięcy, więc myśmy pozostali członkowie zespołu, byli tak troszeczkę zawieszeni w próżni. Ja miałem takie uprawienia po szkole, że mogłem uczyć muzyki, więc mnie tam zaangażowano. Myśmy i tak mieli wszyscy długie włosy, jak gdyby z natury rzeczy. Natomiast jeszcze napisaliśmy umowę z dyrekcją, że musimy te włosy utrzymywać cały czas w stosownej długości, ponieważ sztuka jest o tym, jak kobiety rządzą światem. Więc byliśmy po prostu zespołem ubranym w spódnicę, w jakieś takie, jakieś coś tam jeszcze na tych spódnicach były takie podomki. I musieliśmy te włosy mieć. To była umowa. Ale policja, milicja obywatelska o tym nie wiedziała. I w momencie jakichś zdarzeń, które się odbyły na KUL-u wtedy, jak pamiętam, była jakaś tam wewnątrzkulowska organizacja studencka, która się nie podobała władzy. Oni zrobili jakąś tam taką czystkę, aresztowali i wtedy aresztowali kilkaset osób na terenie Lublina. i między innymi moich kolegów. Mnie nie aresztowali dlatego, że ja po prostu nie byłem w domu, byłem poza Lublinem, ale oni między tam gdzieś czwartą nad ranem, szóstą, aresztowali kilkaset osób, w tym moich kolegów, a później nieżyjącego już niestety Andrzeja Ziółkowskiego, gitarzysta Budki, który w tymże zespole scenicznym grał ze mną, jego brata i wywieźli ich do Krasnego Stawu i tam na komendzie paru fryzjerów wszystkim obcinało włosy. To są fakty. Więc proszę sobie wyobrazić, jak to... prowokowało tą władzę. Każdy coś takiego, co jak gdyby w jakimś sensie takiej systematyki i zbiorowego działania było odmienne. Że oto paru facetów chodzi bezczelnie po ulicy, mają kolorowe ciuchy. A myśmy mieli ciuchy z kotar na przykład tam, spodnie uszyte z jakimiś tam aksamitów z kotar teatralny, prawda? Jakieś czerwone, zielone, fioletowe i do tego te były długie włosy. No i to już było przyczynkiem do tego, żeby no tak się zachować, no to przez to pozostałem ocenę nam wszystkim tutaj, co to były za akty tej władzy. Więc z takich małych rzeczy robiły się potem rzeczy poważne. Nie tylko muzyka, bo muzyce, głównie słowo w muzyce, bo w zasadzie, jak się wydaje, jaki by to instrument nie był, jakiś dźwięk bardzo dramatyczny, prawda, Ilu będzie fachowców od czytania mowy muzyki, to jeden powie, że to właśnie ptak umiera, a drugi, że gdzieś tam dusza się oddala i tak dalej. To nie powie, że to jest antykomunistyczne. Natomiast słowo razem z muzyką wyraża treści nieobrażalnie mocne. Zresztą wiemy o takiej pieśni, żeby była polska, żeby była polską. Najprzeróżniejsze inne z tamtego okresu stały się hymnami społecznymi.
[10:04.81 → 10:08.27] A: Pamiętny numer perfektu, chcemy być sobą.
[10:08.79 → 10:10.19] B: Tak, ludzie chcemy być sobą.
[10:11.29 → 10:33.01] A: Proponuję, żebyśmy zobaczyli fragment tego filmu Beats of Freedom, żeby sobie przypomnieć tę atmosferę. To jest akurat moment chyba poświęcony, będzie tam za chwilę mówiła Cora, wspominała ten czas. Obejrzymy kawałeczek. To skąd zatmowiono mnie?
[11:49.39 → 11:57.75] C: na nocny patrol, cała sala w pewnym momencie albo wkładała, albo ściągała okulary. To już była pewnego rodzaju gra, to już była taka choreografia, ja już nic nie musiałam mówić.
[11:58.07 → 12:02.17] B: Someone is lonely, your mother's crying, don't walk alone.
[12:03.93 → 12:06.69] D: People is lonely, the world is humbling
[12:06.69 → 12:07.85] A: through your happy home.
[12:09.37 → 12:13.43] B: Someone is lonely, your mother's crying, don't walk alone.
[12:15.27 → 12:18.27] D: Myślę,
[12:21.84 → 12:42.34] A: że po 1980 roku, po wybuchu Solidarności, władza Służba Bezpieczeństwa miała tyle do roboty z przygotowaniem stanu wojennego i z aresztowaniem, z pilnowaniem tych ludzi, że po prostu nie starczyło jej sił na kontrolowanie ROK-a. Myślę, że władza chciała to kontrolować, ale nie była w stanie już tym sterować.
[12:46.09 → 12:49.09] B: Jaka
[12:53.13 → 13:07.01] A: była atmosfera na koncertach Budki w tym czasie? Czy rzeczywiście muzyka rockowa uruchamiała wolność w ludziach? Innego rodzaju ekspresje niż ta na co dzień, w szkole, w pracy, na ulicy, w domu?
[13:07.29 → 14:36.06] B: Myślę, że tak. Z tym, że jak tutaj porządkowo, żartobliwie powiedziałem, że myśmy nie brali udziału w tej walce w taki sposób ewidentny, Myśmy mieli natomiast taką sferę tekstową, która często, gęsto, bardzo się nie podobała władzy, cenzurze. Zresztą nie wszyscy państwo o tym wiecie, ale na wszystkich tekstach Budki, tak do osiemdziesiątego roku, ja tych archiwalnych, mam pieczęcie cenzury, to takie mam egzemplarze tekstów w swoim archiwum, gdzie zawsze jest ocenzurowane, ocenzurowane, ocenzurowane. Tej cenzury u nas nie była taka mocna, być może dwa powody do tego. Nie chcę, ponieważ akurat ja paru tych cenzurów lubelskich znałem, to byli młodzi ludzie wykształceni na usługach po prostu komitetu, w związku z czym nie mogę ich o głupotę podejrzewać, ale byli na tyle przychylni samej muzyce, że jeżeli coś ewidentnie nie kopało władzy, to opuszczali to. No nie będę tu wymieniał, no to im się nie podobało, no takie rzeczy tam za ostatni grosz na przykład, to już to... Ja przykład jakiś powiem, czy jakiś utwór tam powiedzmy, tyle z tego masz, a jak gdyby istotą tekstu było, wielkie nic to było wykarmione, no więc cóż to jest wielkie nic, to było wykarmione, wiadomo, że to jest to, co nas otacza.
[14:36.49 → 14:40.38] A: Ostatni grosz rymował się z kryzysem początku lat 80-tych.
[14:40.61 → 17:00.63] B: Tak, więc to różne były odcienie tego buntu, ich buntu przeciwko muzykom, a w 76 roku w Opolu utwór pieśni Pokorna został zdjęty z festiwalu. Był prawie wygrany, miał koncert, a został zdjęty przez Jaroszewicza wtedy, no i osobiste, wiem to od tyłu, po latach się dowiedziałem, to były osobiste decyzje tam, prawda, Biura Politycznego. I to był tak, to się zbiegło z tym, że w 76 roku były te podwyżki w Radomiu, a one były latem zapowiedziane i trwały, a myśmy wykonali Pieśnię Pokorną, która, pewnie niektórzy z Państwa ten tekst słyszeli kiedyś, Adama Sikorskiego, fantastyczny tekst. Jest pieśń jak żagiel, jak orzeł posiół stada w rony i tylko niektórzy ją podjąć umieją, innym gardła dławi strach i tak dalej, i tak dalej. To były poetyckie po prostu ataki, bardzo takie solidne ataki na reżim. Więc oficjalnie nic nie mówili, tylko nagle wycinali to z telewizji, nie było tego w transmisjach koncertu, czy w jakichś w ogóle przekazach medialnych. W stanie wojennym to myśmy dosyć wcześnie zaczęli grać koncerty, ale zabawne było to, że rzucaliśmy, jedna z elementów koncertu było, że tam nasz management tak zwany rzucał powiedzmy właśnie w jakichś salach, które miały jakieś balkony, gdzie rzucało zdjęcia zespołu na pamiątkę. No i wtedy podrywało to całą masę ubeków, którzy myśleli, że to są jakieś ulotki. W każdym razie, nie wchodząc w szczegóły, myślę, że tak naprawdę to poza jakimiś grupami społecznymi, ludzi politycznie walczących, to muzyka rzeczywiście miała swój taki cichy, ale potężny udział w zyskaniu innej świadomości przez społeczeństwo. To był taki, tak jak powiedziałem wcześniej, to był wyzwalacz, to był taki, myśmy wynaleźli tutaj swój taki proch, który działał.
[17:01.27 → 17:52.74] A: Ale to dążenie do wolności nie brało się też spustki. Budka wystartowała w momencie jakoś przełomowym dla europejskiej kultury. w momencie kiedy podniósł się w różnych miejscach kontynentu i w różnych dziedzinach sztuki protest przeciwko temu co było wcześniej. na zachodzie porządkowi europejskiemu zbudowanemu po wojnie, a na wschodzie przeciwko totalitaryzmowi, czyli 1968 rok. Po naszej stronie marzec, wypadki na Uniwersytecie w Warszawie, w Paryżu strajki studenckie, w Stanach protesty przeciwko wojnie w Wietnamie. To jest ten gorący czas, prawda? 80-te lata znowu. Czas buntu.
[17:53.02 → 18:40.78] B: No tak, na świecie muzyka rockowa zrobiła bardzo duży wyłom w tym, co było przed nią, bo teksty brytyjskich, amerykańskich zespołów, oni tam już mieli jakąś demokrację, tam władza nie mogła zabronić śpiewania w interesie, a to prawda, w interesach rasowych, prawda, śpiewano przeciwko rasizmowi, śpiewano przeciwko deprecjonowaniu jakichś ludzi, jakichś warstw społecznych i tak dalej i głównie przeciwko wojnie w Wietnamie, co tutaj pan powiedział. Zresztą ten akurat nurt podjął u nas w kraju Tadek Nalepa, który napisał taki piękny kiedyś utwór, te bomby lecą na nasz dom, prawda, i to się jakoś tam gdzieś też przewijało w polskiej muzyce.
[18:41.07 → 18:46.13] A: Chociaż u nas to inaczej brzmiało, prawda? Bo to brzmiało jak element propagandy państwowej.
[18:46.37 → 18:49.93] B: Tak, myśmy na tej wojnie nie byli. To była taka cudza wojenka i...
[18:49.93 → 18:51.73] A: Myśmy byli w ogóle po drugiej stronie tej wojny.
[18:51.75 → 21:01.17] B: Tak, tak. Dramatu tej wojny myśmy tu zupełnie nie czuli. Natomiast rzeczywiście taka... Powstawały barykady odglądające od przeszłości, rzeczywiście. Wszystko, co było grzeczne, ugrzecznione, Zresztą i w Chinie tak samo w tamtym czasie. Wszystko co było takim, nie wiem, no jakimś kasusem Marilyn Monroe, prawda, Bridget Bardot, jakieś. eleganckie dziewczyny znikały z ekranu, jakieś zbuntowane były bohaterki się pojawiały, zbuntowani bohaterowie, uplątani w jakieś polityczne sprawy, jakąś walkę o dobro. Powstał Greenpeace i zaczęła się jakaś walka na świecie troszkę później, ale zaczęła też muzyka jak gdyby towarzyszyć trochę i ekologii i w ogóle takim przemianom świata, a potem się muzyka włączyła do wielkiej walki z głodem na świecie, głównie z Afryką. Meldow, dobrze wymawiam? Meldow, taki wielki muzykan brytyjski, który zamienił się w fantastycznego animatora, takiego Jurka Owsiaka naszego, tylko że w sprawie głodu w Afryce. koncerty, które miały ten problem podnieść i u wielkich tego możnych świata gdzieś wyprosić po prostu jakieś stanowisko wobec tych głodujących milionów dzieciaków w Afryce i tak dalej. Tak mówię, muzyka zawsze się wciśnie, bo to jest, to nie ma takiej szpary, przez którą by się nie przesączyła. A jeśli towarzyszy jeszcze słowo, To jest już wtedy bardzo potężna, ale sama jest pretekstem do tego, żeby się ludzie zgromadzili w sposób pokojowy, bo to nie jest do końca prawdą, że można stworzyć jakąś taką atmosferę, która jest przeciwko ludziom i jest wroga ludziom na koncercie atmosferę. Są zespoły satanistyczne, ale to są takie niszowe rzeczy, nie mające swojego poweru szerszego, że chyba nie można tego liczyć.
[21:02.08 → 21:32.08] A: Czyli nie tylko rozrywka, ale instrument pracy ze świadomością społeczeństwa czy odbiorców, narzędzie prowadzenia dialogu z ludźmi na bardzo ważne sprawy, czyli nie tylko rytm, nie tylko zabawa, nie tylko przekraczanie granic, ale jakaś istotna rozmowa. Zawsze mieli świetne teksty, prawda? To właściwie była bardzo dobra literatura i do dzisiaj jest.
[21:32.44 → 23:03.95] B: Tak, no to rzeczywiście to nasze szczęście, że pracujemy do dzisiaj z autorami tekstów, którzy zawsze się ocierali o coś więcej niż tylko autorzy tekstów. To są tacy literaci, którym się nie chce pisać książek. Adam Sikorski, postać wyjątkowa, zresztą do dzisiaj bardzo obecna w życiu społecznym, ponieważ Państwo pewnie kojarzycie, prowadzi takie programy historyczne, nie pamiętam tytułu, nie ocalić od zapomnienia, W grzebie w tej historii, w grzebie w ziemi szuka łusek, szuka historii, szuka patriotyzmu Polaków gdzieś wszędzie i pod ziemią nieżyjących i legend i tak dalej. Fantastyczny facet. I on napisał właśnie, to on napisał pieśnię Pocorno, to on napisał A po nocy przychodzi dzień, a po burzy spokój. I wiele innych tekstów, które nie są tak popularne ze względu na to, że utwory nie zyskały takiej sobie aprobaty radiowej, takiej po prostu antenowej. Ale warto sięgnąć po to jako po literaturę. To Andrzej Adam Sikorski, Andrzej Mogielnicki to tekściarz lekki, ale zawsze właściwie z takim scenariuszem w tekście, który też zapada głęboko i coś tam ze sobą niesie. No i paru jeszcze innych, łącznie z moim przyjacielem z zespołu Tomkiem Delizerskim, który też napisał kilka takich znaczących tekstów, uruszających mocno tą rzeczywistością, która jest wokół.
[23:04.73 → 23:31.93] A: Chciałem, żebyśmy posłuchali jednego z utworów z tamtego czasu, z pierwszej płyty Sen o Dolinie, który jest coverem. Nie wiem, może nawet posłuchamy najpierw coveru, a potem waszej wersji, bo to zestawienie zawsze mnie fascynowało. Czyli najpierw Bill Weider's Eighth Note Sunshine, a potem...
[23:32.94 → 25:12.39] E: Nie ma słońca, kiedy ona zginie. Nie jest ciepło, kiedy ona ucieka. Nie ma słońca, kiedy ona zginie. Zawsze zginie za długo. Każdy czas, kiedy ona ucieka. Napisy wiem, wiem, wiem, że chcę zostawić młoda rzecz samotna, ale nie stworzone przez społeczność Amara.org ma słońca, kiedy ona jest w tym
[25:39.08 → 25:52.88] A: domu I teraz wersja budki. Ups, przepraszam. Wystąpił błąd. Zaraz go naprawimy.
[26:09.59 → 27:28.49] E: gdzie smak jak wielki sen. A tam, w tej mojej doliny, gdzie sprzed dni doganiam cię, tam ten czas lub jego cień. To był obłok ten ruszowy, obcy obcy To
[27:35.04 → 29:45.00] A: co mnie fascynuje w tej wersji jest to jej oryginalność. Mamy dzisiaj do czynienia z setkami coverów najprzeróżniejszych wykonawców zagranicznych, ale rzadko się zdarza wersja tak twórcza od strony tekstu, od strony aranżacji, klimatu, bo przecież ten tekst nie jest dosłownym tłumaczeniem, jest w ogóle nową wartością. A jednak nie brzmi jak karykatura amerykańskiego songu, tylko jak rzecz, która po prostu powstała tutaj. Zresztą ja przez lata w ogóle nie zdawałem sobie sprawy, że to jest cover. Ja tego słuchałem jak rzeczy, która się narodziła w polskim kontekście. jest doświadczeniem, nie wiem, wypalonego mężczyzny w kryzysie, który opisuje swoją sytuację. kolejnej klęski życiowej. I dopiero kiedy słyszałem pierwszą wersję, oryginalną wersję, doceniłem pracę tekściarza, który na to I know, I know, który jest najbardziej charakterystycznym elementem tej frazy, nakłada późno, późno, późno. To jest zupełnie, jest absolutnie trafione w dziesiątkę językowo. Więc zastanawiam się, co sprawiało, że w tamtych trudnych przecież dla muzyki rockowej warunkach, przy jakichś minimalnych pieniądzach, praktycznie bez rynku płytowego, w sytuacji kiedy trzeba było się ustawiać o świcie, żeby kupić płytę jakąś dobrą, kiedy w ogóle dostęp do rzeczy z zachodu był tak nikły, udawało się zrobić po prostu coś tak, no nie wiem, genialnego po prostu, jak ta płyta i jak kolejne rzeczy, które nagrywaliście. Znaczy, co sprawiało, że znajdowaliście w sobie tę wolność po prostu tworzenia w ogóle ad hoc muzyki rockowej w takim przyjaznym środowisku, jakim był komunistyczne państwo?
[29:50.00 → 34:56.01] B: Byliśmy w jakimś sensie też taką grupą ludzi, która wypełniała tą transformację. i zapełniała niejako, znaczy stanowiła pomost pomiędzy starym a nowym. Kiedy myśmy, ja, moja kariera rozpoczęła się, znaczy kariera, no takie powiedzmy pierwsze próby bycia samodzielnym w muzyce, bo ja chodziłem do szkoły podstawowej muzycznej i do liceum muzycznego w Lublinie i tu z tegoż liceum mnie, drodzy państwo, usunięto za muzykę rockową właśnie. Nie mam nikomu tego za złe. Zresztą usunął mnie żyjący świętej pamięci Włodzimierz Dębski, ojciec Krzysiwira Dębskiego, dzisiaj mojego przyjaciela. No więc tak się mu synek odwinął, że jeden i drugi, że jest twórcą. No na pewno nie w takiej twórczości, jaką pan Włodzimierz preferował, bo był to kompozytor z Podola. I on pisał tylko najprzeróżniejsze mazury i takie obertasy, takie kresowe, bardzo piękne zresztą niektóre i nie znosił żadnej innej muzyki. Ale to się przez moment wiązało z tym, że ja popełniłem jakieś tam przestępstwo, wystąpiłem w telewizji w kwietniu. A było to po wydarzeniach marcowych w 68 roku, więc oczywiście podciągnięto to od razu pod bunt szkolny, że to w szkole regulaminowi i tak dalej i tak dalej. Takie właśnie czasy to w takich momentach nawet władza typu szkolna się świetnie... Oczywiście dyrektorzy byli przecież partyjni, byli jakoś tam na... cały czas w porozumieniu z władzą nadrzędną gdzieś w Alejach Racławickich i mnie szybko z tego wyrogowano, ale nie traktuję tego oczywiście jako siebie jako męczennika, broń Boże i rzadko kiedy o tym wspominam, tutaj opowiadam, bo to już taka jakby historyczna rzecz dla tego pytania, które tutaj Pan zadał następne. Otóż, kiedy ja się znalazłem poza szkołą, to już miałem wolne ręce i założyłem swój pierwszy zespół w Świdniku przy zakładach lotniczych, do dzisiaj zresztą lotniczych coś tam nowego, jakiś nowy helikopter stworzyli. I tam myśmy grali i ja grałem wtedy covery światowe, no bo jeszcze nie miałem pomysłu na własną muzykę. Znaczy ja miałem pomysł, ale nie wierzyłem w to, że ten pomysł może mieć jakieś realne rzeczywiście urzeczywistnienie. takie materialne, że to będzie fajne i wydawało mi się, że należy rozpocząć naukę od tego, żeby pograć trochę dobrych światowych wykonawców. No i się okazało, że kiedy grałem wykonawców światowych, to jakieś tam powiedzmy kawałki szalenie wtedy popularnych brytyjskich kapel, to było okej. A w momencie, kiedy zaczynałem grać powiedzmy na czerwone gitary chociażby, z wielkim szacunkiem dla Seweryna Krajewskiego, którego zresztą uważam za największego melodyka wśród polskich kompozytorów muzyki rozrywkowej, i napisał tego Seweryna najwięcej i fajnych rzeczy takich naprawdę na każdą chwilę w życiu, to to jednak nie mogłem na tym poprzestać, po prostu na tego typu repertuarze. I już wtedy zrozumiałem, że kończy się czas po prostu takiego śpiewania o listonoszach rozdających skaldów, o już za rok matura, że to już po prostu jest taka stara spodniczka i to musi to... na razie do szafy trzeba odwiesić, bo świat idzie gdzieś indziej. Zaczęły się po prostu pojawiać kapele, które grały właśnie w takie tonacje, o jakiejśmy tu mówili społecznie, że to było z hakiem, to było z dynamiką, to było z agresją, ale świetnie pojęto, bo w tym była sztuka, bo to dzisiaj jest też wszystko dynamiczne, podskakuje, tylko treści w tym nie ma, a wtedy była treść. No i stąd pierwsza próba, z tym, że my pierwszą próbę leczymy w zasadzie od taką naszą, artystyczną, z której jestem niebywale dumny. Jest to wspólne nasze dzieło z Krzyśkiem Cugowskim, jeżeli chodzi o muzykę. Mówię o Cieniu Wielkiej Góry, bo to jest nasze, prawda? To był drugi utwór nagrany w kolejności po tym Śnie o Dolinie. Natomiast sceny o Dolinie, myśmy w jakiś dziwny sposób, to była właściwie taka sugestia i wynalazek Jurka Janiszewskiego, ówczesnego redaktora, muzycznego lubelskiej rozgłośni, który zobaczył w tym utworze niezwykły potencjał i on miał takiego nosa, że on ten potencjał wtedy zobaczył i on się sprawdził, bo myśmy nie mogli przewidzieć w ogóle tego, że piosenka takiego barda amerykańskiego, średnio znanego, stanie się coverem światowym, który potem nagrał Michael Jackson. Najprzeróżniejszy, wielcy tego świata. Wszyscy właściwie mały w repertuarze.
[34:56.01 → 34:59.59] A: Tak, a wy graliście dwa lata chyba po nagraniu oryginału.
[34:59.63 → 36:46.70] B: Tak, tak, tak. Czyli to było taki strzał, że jak gdyby wzięliśmy z takiego po prostu, z takiej miski światowej kultury muzycznej perełkę i nagraliśmy ją z polskim tekstem. Troszeczkę ze strachu przed ryzykiem własnej twórczości, przed zmierzeniem się. Tutaj zawsze mogliśmy powiedzieć, co nie podoba się, a to Bill Woodress pretensje zgłaszać. A jak ja, no to już do mnie. Ale potem przełamaliśmy i poszło dalej. Ale mówię fajnie, że zaczęliśmy szukać treści, treści w muzyce, zaczęliśmy szukać teatru w muzyce, bajania, jakiejś takiej ukrytej wizualności. I nawet tak dzisiaj, taka przykra to strasznie okazja, nie wróciło dwóch chłopaków z Chima z gór. A ten utwór też powstał, tekst powstał w momencie, kiedy nie wrócił z góry Andrzej Stepek. Andrzej Stepek jest do dzisiaj w Himalajach i jemu był poświęcony, nie jemu, a Himalajistom. Sikorski zadał pytanie co im z wami walczyć każe. Oczywiście mając na myśli góry i to fantastyczna rzecz, bo dziś jak słyszałem dwa dni temu chyba rozmowę z bratem jednego z tych zaginionych wspinaczy, to mówił, on tam niech zostanie, bo to on tam całe życie marzył, żeby tam być, to w zasadzie się nic nie dzieje, że on tam jest. I tak piosenka stała się jak gdyby na nowo, przez wiele lat jest hymnem wspinaczy polskich, a teraz jeszcze nabrała, jak gdyby przez kolejne śmierci nabrała znowuż kolorytu takiego, takiej głębokiej treści, bo to jest, to jest ciekawe pytanie, co tych ludzi pędzi w tą górę, na te wysokości, prawda.
[36:47.00 → 36:51.30] A: Może posłuchamy Jeśli państwo wytrzymają po dwóch
[36:51.30 → 36:53.06] B: latach jeszcze raz Cień Wielkiej Góry.
[36:53.74 → 36:55.16] A: Wytrzymają.
[37:19.75 → 37:21.77] D: Na, na, na, na.
[37:22.83 → 40:31.03] E: Na, na, na, na, na, na, na. Na, na, na, na, na. Na, na, na, na, na, na, na. Na, na, na, na, na. Na, na, na, na, na, na, na. Ona przychodzi bytrze z ostrzeżeń grób i grób. Przyczół pęknięcią liną, kamieniem zerwanym spod stół, obcy trudny dzień ściana droga pod szczyt krzyk tutaj wszystko jest kurwy sobie co im z wami walczyć każe ryzyko święte tutaj wszystko nie jest ważne dajmy krzeże swego strachu umor omalić odwagę jest tu lecz następni pójdą tam tylko czas, zamyślenie. Sam możesz wybierać czas, z szczytu, z szczytu wstać. Sam możesz
[40:33.59 → 40:41.97] A: Śmieję się, bo pan pewnie słyszał to już tysiąc razy, a mnie to wciąż porusza. 40 lat i to działa. To znaczy, ten art rock działa.
[40:44.11 → 42:33.85] B: Dziękuję. No mnie to też porusza. Zresztą my nie gramy tego utworu często. Gramy wtedy, kiedy wiemy, że przed nami jest publiczność. Publiczność bywa różna. Oczywiście jest wspólny mianownik dla naszej publiczności. Jest naprawdę wspaniała zawsze. Ale często jest taka, która nie pamięta tego i właściwie to jest w jakiś sposób taki taki troszeczkę wysłanie takiego pięknego gołębia w rejon, w którym nie jest dobrze widziany. Także rzadko to gramy na koncertach, ale kiedy gramy to ja sam się czuję poruszony. Zresztą ta pieśń też wywoływała takie bardzo duże emocje u władzy, bo oni do końca nie wiedzieli, co z tym losem, co to jest. Tak, tak, tak, były takie wiatra. Powie pan, czy tam by się nie dało coś zmienić? Ja już nie opowiadam takich szczegółów, bo to najprzeróżniejsze takie spotkania. Ale ja naprawdę byłem, ja wtedy byłem w roli takiego menedżera artystycznego, do którego jak władza się chciała coś ode mnie dowiedzieć, znaczy o zespole to pytała się mnie dlaczego jest taki tekst a nie inny, ale to były jakieś takie nawet zabawne sytuacje, w których ja tam coś musiałem skombinować, powiedzieć, oszukać. Natomiast gorzej było kiedy np. musiałem pisać opinię o własnych kolegach przed wyjazdem we granicznym. na Olimpiadę w Moskwie na przykład, lub ewentualnie słyszeć stwierdzenie pana sekretara Świergonia, że albo paszporty, albo występ w Zielonej Górze na Piosence Radzieckiej, także to były takie... No był jak był.
[42:34.77 → 43:15.14] A: Ale żeby nie powstał taki obraz, że Budka i Pan jako kompozytor to tylko art rock, to tylko zaangażowane literackie, poetyckie utwory. Przypomnijmy, że Pan pisał też bardzo popularne hity dla Anny Jantar, dla Trojanowskiej, dla Urszuli. Dmuchawce, latawce, wiatr. Kiedy pada pytanie właśnie, czy rock'n'roll obalił komunizm, to raczej ta piosenka nie obaliła komunizmu, ale zapadła ludziom w pamięć.
[43:15.66 → 45:25.10] B: Wie pan, co ci się żartopliwie powiem, tak, to takie piosenki komunizmu może nie obaliły, ale proszę mi uwierzyć, że Pewna swoboda. Komunizm jako taki bał się wszystkiego, co niesie w sobie piękno, estetykę. Komuna zakładała takie budynki, jak były ich komitety, jak jakieś pomniki. Wszystko jest, wiadomo, jakie jest kamienne. Po prostu straszne, że to widzimy najpiękniejszy wyprysk Komuny Światowej Korei Północnej. Te place, te budynki. Więc tam każdy przejaw, każda władza się boi, tak naprawdę boi się, że ludzie nagle poczują w sobie uniesienie wywołane jakimś pięknem. Niedaleko szukając szery rozmawiałem, przedwczoraj rozmawiałem z panem Waldemarem Dobrowskiem, to był minister kultury, a dyrektor sceny narodowej opery w Warszawie. I w Arabii Saudyjskiej muzyka jest zabroniona. Nie wolno, nie może się sączeć z głośników na ulicach, nie może być grana w jakichś klubach czy restauracjach, po prostu muzyki nie ma jako takiej. Ale ona jest w prywatnych domach. Ludzi bogatych, tam mówi on, że... Ale Szejk wystawił teraz dwa razy Ajde, trzy razy w wykonaniu opery Narodowej Polskiej. z wielką nieufnością, co to będzie, jak będzie i tak dalej. Więc proszę sobie wyobrazić, że to jest takie doosiągnięcie także naszej sceny, że w jakiś sposób tam, nie wiem, kto przekonał, jak przekonał, że ich zaproszono. Ale powiem wam, każdy reżim boi się, wie pan, uniesień ludzkich, że nagle oto ktoś się znajduje w świecie takim, w którym mówi, jakie nakazy, jakie w ogóle ograniczenia, co za jakieś bramki, które musimy przechodzić. Także nawet piękne piosenki o miłości są w którymś momencie takim trochę niebezpiecznym obrazkiem, bo dającym poczucie takiego trochę motyla. Tak sobie wyobrażam, że wielka miłość to trochę takie bycie motylem. No i to nie pasuje nikomu, kto rządzi twardą ręką.
[45:25.42 → 46:55.02] A: Teraz sobie uświadomiłem, że tytuł piosenki, którą pan napisał dla Anny Jantar, nic nie może przecież wiecznie trwać. Równie dobrze może się odnosić do komunizmu, bo rzeczywiście minęło dziewięć lat i coś co miało trwać wiecznie rozsypało się. Ja chciałem skorzystać z tej okazji, że pan przeszedł tę transformację głęboko, od czasów gomułkowskich przez epokę Gierka, z 80-te lata stanu wojennego, po kapitalizm i dzisiejszą sytuację. Chciałem wykorzystać to pana wiedzę i doświadczenie do porównania, to znaczy co wtedy ograniczało muzyków, A co im dawało siłę? A co dzisiaj ogranicza muzykę rozrywkową? Bo przecież wiemy, że ograniczenia zmieniły się, ale wciąż istnieją. Lata 90. to wybuch polskiego kapitalizmu. Cała rzeka popkultury, która się wlała i do mieszkań, i do telewizji. To jest zmultiplikowanie kanałów. powstanie prawdziwego rynku muzycznego. W jaki sposób to wpłynęło na wolność artysty, na wolność artysty, który pisze oryginalną rockową muzykę?
[46:55.80 → 51:47.85] B: Teraz, teraz, tak? Tak, ja powiem krótko, żeby tutaj Państwa nie zamęczać jakimś wywodem, chyba zresztą nie uniósłbym czegoś takiego intelektualnie, jakieś porównania wszystkie możliwe, ale wydaje mi się tak, że dzisiaj nikt nie chce się przywiązywać do jakiejś trwałej, większej wartości. Takie jest dzisiaj społeczeństwo, taki jest świat skomercjalizowany do cna i właściwie taki, jak ja to ukułem na własne powiedzenie, taki zmagdonalizowany, po prostu wszystko jest jak hamburger. W związku z czym, a to z kolei wynika z tego, że współczesny świat chce wszystko wszystkim sprzedać. Muzyka, która istniała sama dla siebie w naszych, która walczyła o wielkie ludzkie sprawy, na przykład, załóżmy, o zakończenie wojny w Wietnamie, powstawały dzieła muzyczne, niektórzy z Państwa pewnie to pamiętają ze względu na zainteresowania wiekiem, ale powstawały wielkie widowiska muzyczne w wydaniu głównie artystów zachodnich, prawda? A to Peter Gabriel, a to ktoś tam robili jakieś... The War of Pink Floyds. Tak, czy Pink Floyd. To są jedne z dziesiątych, ale to były fenomenalne po prostu zjawiska muzyczne, fantastyczne. Mówiąc muzyka, na bazie której można było tworzyć takie zjawiska. Miałem kiedyś przyjemność być w Egipcie, kiedy Michel Jarre w piramidach gra, zresztą to cyklicznie gra, co tam co parę lat, kilka koncertów między piramidami, takie po prostu święto światła i muzyki i dźwięku. To jest coś, co jak człowiek nas obejrzy, to ma gęsią skórę do końca życia. No, marnarka nie pasuje, no. I... to proszę sobie przymierzyć, to jak to taka muzyka mogła reklamować pastę do zębów w RMF-ie? To się nie daje. W związku z czym dzisiaj powstaje muzyka, która króciuteńko po prostu reklamodawcy oczekują, że stacje radiowe będą grały takie przytyknięcia, prawda, a między tym będą pojawiały reklamy i to wszystko jest zrobione. Zresztą myśmy nadmienili parę słów przed naszym tutaj spotkaniem. I czy państwo w ogóle spotykacie się teraz ze słowem muzyka? Dzisiaj jak się mówi, to się mówi, to są playlisty najprzeróżniejsze, to są listy przeboju. Kiedyś się mówiło fajna muzyka jest w jedynce na przykład, a teraz jest pojęcie playlisty. Wszędzie ludzie głosują na jakąś playlistę. A cóż to playlista? Playlista to zbiorowisko tej samej piosenki, tylko ciętej z metra, albo od końca do tyłu, albo z drugiej strony. przez kogoś tam zagłosowany, komuś się troszkę podobają bardziej słowa. Dzisiaj już nasze społeczeństwo, młodzież głównie zna język, więc to jest przewaga. Ale przewaga jest reklamowanych towarów po prostu inaczej. My mamy towary na rynku, które mają polskie napisy, natomiast ich najczęstszym wytwórcą jest korporacja zachodnia. I te korporacje zachodnie tak samo z muzyką niestety opłacają, określone proporcje tego, co słuchamy. No bo jeżeli polski tzw. Major, czyli polska wytwórnia Sony Płyt ma polskie zespoły, ale to jest dodatkowa praca wydawnicza, bo głównym jest wydawanie na przykład Stinga. Tam jakiegoś, czy Marie Curie, czy Celine Dion, kogoś takiego. I to jest ich działalność w Polsce, bo oni są po prostu ambasadą Sony w Polsce, a centrala jest w Londynie. Oni chcą sprzedać światowych wykonawców, a przy okazji polskie zespoły. I tak jest zatykowane. W związku z czym muzyka się skomplikowała do oporu i jest to, co pozostało muzyką i jest nadal, nazywa się dzisiaj niszą. I w Polsce taką niszą jest Anna Maria Jopek. Dla przykładu podaję, bo jest kilkudziesięciu artystów i to niektórych fantastyczni artyści. Anna Maria Jopek, teraz w Lublinie koncertuje, taka fajna dziewczyna. Czy Kulka, czy ktoś tam. Są na scenach takich właściwie popowych z pewnego rodzaju repertuarem. odnoszącym się do każdego może w sensie rozumienia jeździ Leszek Morżer, prawda? Więc ta muzyka przez duże M istnieje, tylko że ona się po prostu nie mieści w tych najbardziej popularnych stacjach, w wielkich scenach, bo Leszek Morżer nie zgromadzi 10 tysięcy ludzi na stadionie, a taka lekka i przyjemna muza gromadzi tych ludzi, a gromadzi z takiego powodu, że oni się nie muszą nad tym zastanawiać, oni idą, tam będzie rytm, tam będą znane melodie, dużo błysku, blichtru, reflektoru, świateł, piwo i jest okej.
[51:48.17 → 52:05.99] A: Pan jako kompozytor był kuszony przez, miał pan taki moment, czy takie propozycje ściśle komercyjne, na przykład pisania muzyki do reklamy, albo robienia eventów muzycznych, Nie, do reklamy,
[52:06.07 → 52:41.88] B: znaczy w sensie takiego, że napisania do reklamy muzyki na zamówienie, to ja jeszcze nie pisałem. Natomiast były przypadki, kiedy już istniejące moje rzeczy zostały wykorzystane. Nawet teraz jest jakaś taka reklama powstaje, jakieś tam w nowej kompanii, bardzo tam jakieś precyzyjne ubezpieczenie czegoś. upadających firm, bardzo to jakoś zawiłe. I będą śpiewali to na melodię utworu Urszuli, totalna hipnoza. No i tam coś właśnie, że ktoś ma być zahipnotyzowany tym ubezpieczeniem.
[52:42.66 → 52:44.89] A: Ale to jest żenada,
[52:47.51 → 53:31.76] B: ale to jest też tylko życie, bo to akurat Co do tego to już tam trzeba sobie dać spokój, bo myśmy do pewnego momentu także u nas tu w kraju mieli takie wrażenie, że pewne rzeczy są święte. Święty był Łapicki, święty był Łomnicki, świętej pamięci, święty był Dymsza i tak dalej, i tak dalej. A takie same świętości na zachodzie, Antony Hopkins czy ktoś tam pojemu podobny, biorą udział w reklamie, bo to są zbyt wielkie pieniądze na to, żeby je ominąć. Pewnie ci ludzie nie wzięliby w udziału, gdyby im płacono 10 tysięcy dolarów, ale kiedy ktoś przychodzi do nich z pięcioma milionami dolarów, to oni po prostu te reklamy biorą, więc wszystko przestaje być święte.
[53:32.12 → 53:41.97] A: A współpraca z dużymi wytwórniami? Były takie propozycje, żebyście byli częścią Sany, nagrywali dla nich?
[53:42.59 → 55:48.45] B: Nie, nie, nie. Myśmy nigdy nie powinni... Raz, żeśmy mieli przygodę z firmą przy jednej płycie i żeśmy od tego odeszli. Nie ma to jakiejś tam specjalnej ideologii w tym. Dajemy sobie świetnie radę. Robimy. Jesteśmy z osia samosia. Tworzymy wydajemy to co tworzymy i jakoś to obsługujemy administracyjnie w całości z bardzo prostej przyczyny. Nie chcemy niejako żeby się żeby na naszą podaż naszej naszej oferty kulturalnej nakładały się narzuty kolejnych pośredników. Po tym istnieniu takie niebezpieczeństwo, powiem to jako żart, Andrzej Mleczko kiedyś, kiedy się okazało, że jego rysunki zyskują niebywałą popularność w Polsce, założył kilka takich prawda, galerii z rysunkami Andrzeja Mleczki, ale sobie trochę nie dawał rady z administracją, więc wynajął tam czy zaangażował młodego, fantastycznie zorganizowanego pana z jakiegoś marketingu po tym, no i żeby to objął, to swoimi działaniami te, te, te galerie jej poprowadziły. I co się okazało, że na grze, otóż Mleczko Andrzej zarabia cztery razy więcej. niż zarabiał do tej pory. Pomyślał sobie, że jeśli on zarabia cztery więcej, to jeden facet musi zarabiać i go zwolnił. Także to różnymi drogami chodzą takie, prawda, my też się zastanawiamy, bo to nie, naprawdę to jest tak, że my się często dowiadujemy tak, że na przykład ktoś chciałby, żebyśmy zagrali koncert, no to jest normalna, to jest normalna handlowa sytuacja, prawda. Dzwoni agent do agenta, mówi, czy zespół może zagrać w tym i w tym terminie. ale potem się okazuje, że ustalone reguły gry, jakieś finansowe zobowiązania honoraryjne, między nami a końcowym płatnikiem się powiększyły trzykrotnie, więc kogoś przestaje być na nas stać, ale nie dlatego, że my jesteśmy drodzy, tylko dlatego, że pośrednicy są drodzy.
[55:48.57 → 56:11.34] A: Po prostu rozwija się rynek, powstają firmy producenckie, promocja coraz więcej kosztuje, w ogóle chyba zabiera więcej dzisiaj niż garze dla muzyków. Takie mam wrażenie. Niekiedy w czasach oczywiście w latach 70. samo wydanie płyty już było takim wydarzeniem że nie potrzebna była kompletnie żadna reklama.
[56:11.54 → 56:14.06] B: Wszystko wszystko było wszystko było wydarzeniem.
[56:14.50 → 56:53.73] A: Być może to dlatego ale wie pan co mnie naprawdę fascynuje dzisiaj w Budce to to że nie daliście się zmarginalizować. I nie mówię tu tylko o rynku polskim ale w ogóle o w waszym istnieniu w ogóle w muzyce, to znaczy będąc tym zespołem polskiego rocka, nie opuszczając Lublina praktycznie, nagrywając właściwie dla rodzinnej wytwórni, nie mając kontraktów z majorami, nie tylko się utrzymaliście, ale odnieście się w ogóle komercyjny sukces. I to taki, że powstają covery waszego przeboju, takie tango.
[56:54.35 → 58:27.41] B: Ale proszę, drodzy państwo, proszę mi wierzyć, że naprawdę trzeba mieć mocno zszytą marnarkę, jak nam patrzą w plecy w Warszawie z tyłu. Warszawa nie znosi sukcesów w prowincji. My jesteśmy dla nich prowincją. w jakimś tam umownym sensie, no bo centrala, i to nie bez kozery, no bo centrala wszystkiego, co się w rozrywce dzieje, czyli wszystkie stacje radiowe, wszystkie studia i tak dalej są w Warszawie po prostu, no więc to trudno im odmówić pewnego rodzaju, im, umownie mówiąc, tym Instytutem Warszawskim takiej racji, że prawda, że im się o to wydaje, że oni są pępkiem świata. Dzisiaj obserwowałem przez Momentum TVN24, I to oni są tak dumni z tych telekamer, prawda, swoich, ale każdy swoje chwali tam. Ci mają tych, ci mają tamtych i tak dalej. Tak im się ktoś wciska z Lublina, to w ogóle to co to, co on tu, co jest w ogóle, po co on tu przeszedł i co nam tutaj jakieś zabiera punkty. Natomiast my twierdzimy i wiemy nawet o tym, że Nasza nieobecność w Warszawie jest jednym z dwóch czy trzech podstawowych filarów, na których ten zespół stanął i się obronił przed czasem. Dlatego, że Warszawa potwornie dzieli szarpie ludzi i powoduje takie... Jak ktoś chce coś gdzieś włożyć, kij w mrowisko, to zawsze znajdzie to. Komuś zaproponuje coś takiego, coś takiego. Jest to w każdym razie ścieżka z wieloma przeszkodami.
[58:27.85 → 59:15.28] A: Ale teraz myślę, że w ogóle ta dobra część polskiego rocka to są muzycy, którzy zbudowali swoją artystyczną tożsamość poza centrum. Bo to jest, no nie wiem, kora, która wychodzi z artystycznego środowiska Krakowa. To jest republika, czyli po prostu źródła biją w Toruniu z kolei. Co jeszcze? Miałem jeszcze jakiś trzeci zespół na myśli. To jest scena Jasnowa w Trójmieście. To jest w Zagłębie, to jest w Śląsku z niesamowicie silnym rockowym.
[59:15.32 → 59:59.11] B: To nie jest tak właściwie tak na dobrą sprawę jedynym warszawskim zespołem z takim schwi i kości w większości. No TLAF to nie, TLAF to jest muniek z Częstochowy. Natomiast to jest zespół Perfekt z Grzesiem Markowskim i to są rzeczywiście tacy starzy wyjadacze warszawskich ulic. Ta Warszawa, na której dzisiaj wszystko stoi i się bazuje, to jest taka Warszawa, która przyjechała do Warszawy i jak najszybciej chce zapomnieć, że była gdziekolwiek indziej. W związku z czym to są niebezpieczni ludzie, bo to są tacy, że jakby się powołać na to, że pan nie z Warszawy, ja nie z Warszawy, to się śmiertelnie obrazi. Ale zostawmy ich w spokoju.
[59:59.57 → 01:00:05.91] A: Lokalność jest siłą. To jest fajne przesłanie, bo to daje niezależność.
[01:00:06.65 → 01:00:30.13] B: Jeden z najpiękniejszych takich haseł, jakie współcześnie usłyszałem, to jest hasło, które jest napisane na samochodzie. nie jakimś wykwintem, takim zwyczajnym samochodzie Krzysztofa Logana Tomaszewskiego, czyli starszego syna Bohdana Tomaszewskiego, naszego fantastycznego komentatora sportowego, który ma napisane na samochodzie, prowincja jest piękna.
[01:00:31.77 → 01:00:55.67] A: Ale też niesamowite jest, że coś, co zostało tutaj wymyślone, nagrane i puszczone w obieg, nagle znajduje echo gdzieś po prostu tysiące kilometrów stąd, zupełnie w innej kulturze. Zna pan ten cover na pewno, nie wiem czy państwo znacie, ale na pewno rozpoznacie tę melodię. Powiem tylko tyle, że grupa jest z Tajwanu.
[01:01:20.60 → 01:02:14.70] E: Ja z 7,1,3,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7,7, obcy obcy Co
[01:02:32.46 → 01:02:32.66] C: pan
[01:02:32.66 → 01:02:33.86] A: myśli o tej wersji?
[01:02:35.26 → 01:03:26.71] B: Nie no, ja ją znam. Ja ją znam. Większe myślenie miało paru moich znajomych, którzy z różnych powodów się znaleźli w Chinach. To ma długą historię, bo to jest chyba ze 12 lat temu. Oni kupili ten prawo do zagrania tego utworu na targach w Midę. I nagrali to. A tam gdzieś paru moich... I nagle telefon, jakiś tam jeden, drugi. To się parokrotnie zdarzyło. I jakiś taki mówił, słuchaj... Mówi ten i ten, ale pijany zupełnie, kompletnie gość. Jakiś mój znajomek, jeden czy drugi, tam gdzieś pracowali w jakichś przedstawicielstwach, jakichś tam firmach polskich i siedzieli w barze na pić, a tu nagle słyszał to tango po chińsku i nie bardzo się niczym śni coś, czy w głowach się o tej wódki robię jakiejś tam i dzwonią do mnie, myślę, że to możliwe.
[01:03:28.29 → 01:03:32.15] A: Może to jest idea, żeby kolejną płytę nagrać rzeczywiście po chińsku?
[01:03:32.84 → 01:03:39.58] B: To zmierzamy do tej już całkowitej komersji. Już podobno zsypki będą Chińczycy robili.
[01:03:40.74 → 01:03:57.42] A: Proszę Państwa lokalność jest siłą, ale siłą jest też publiczność i macie okazję zadać pytanie Romaldowi Lipce. Bardzo proszę. Komentarze, opinie, protesty. Proszę bardzo.
[01:04:09.67 → 01:07:35.03] D: Po pierwsze, to ja chciałabym wyrazić moje wielkie obolewanie, że nie ma dzisiaj z nami pana Brylewskiego. Podejrzewam, że ta połowa sali, w której fotele dzisiaj są puste, dowiedziała się o tym wcześniej, bo inaczej nie jestem w stanie wytłumaczyć tych pustych miejsc. No i też to jest związane z tym, że szkoda, że trochę odbiegliśmy od tego tematu docelowego, wyjściowego, jakim była ta twórczość trzeciego obiegu, zrozumiałam biorąc pod uwagę film Beats of Freedom i szkoda. Natomiast ja tu chciałabym wyrazić taką opinię albo obalić może tą tezę wyjściową twórców filmu Beats of Freedom z poziomu osoby, która zajmuje się tymi sprawami i z pasji i naukowo, ponieważ ja piszę rozprawę doktorską na temat festiwalu w Jarocinie, muzyki i twórców, i twórców trzeciego obiegu kultury. No i wydaje mi się, że te zespoły i ta sfera, ten trzeci obieg, on jest tak samo z jednej strony demonizowany. ale też jakby z drugiej strony pokazywane w takim bardzo martyrologicznym, bohaterskim świetle. To zależy, jakie środowisko o tym i o tych ludziach mówi. Ja przypominam sobie, że w gimnazjum, w którejś klasie gimnazjum pokazywano nam taki film na lekcji wychowawczej, którego bohaterami, to były kroniki jarocińskie. Ja teraz sobie to przypominam, jak pracuję nad tym tematem i oglądam. To były wycinki z kronik jarocińskich i to był, a temat jakby lekcji wychowawczych był o takich jakby ludziach marginalizowanych społecznie mówiąc oczywiście eufemistycznie. o narkotykach, uzależnieniach, o takim buncie w bardzo złym kontekście, o takich ludziach w wyrzutkach społecznych, już mówiąc kolokwialnie. Więc jakby tu jest pierwsze światło demonizujące to środowisko. Natomiast wydaje mi się, jestem przekonana o tym, że trzeci obieg raczej nie przyczynił się do obalenia komunizmu. Jeśli w ogóle było to obalenie komunizmu, ponieważ transformacja nastąpiłaby tak czy inaczej, bo ten balon był już tak nadmuchany, że to musiało nastąpić wcześniej czy później. Ale na pewno trochę teczek naprodukowała w tak zwanej Esbecji. Zresztą powstała taka świetna książka, Jarocin w obiektywie SB, to bardzo polecam państwu. zainteresowanym tym tematem. A jeszcze tak PS na marginesie odnośnie tego ostatniego wątka. Taki znany zespół biesiadny Bayer Full osiągnął strasznie ogromny komercyjny sukces właśnie w Chinach. I na potrzeby tamtego rynku nagrał płytę, czy tam jedną płytę po chińsku. Także to musi być jakiś ten azjatycki rynek bardzo chłonny na naszą polską muzykę, To już jest kolejny jakby zespół, który ja słyszę, że gdzieś w tych rejonach otrzymał cover.
[01:07:35.30 → 01:07:38.28] B: To nie jest, to nie jest rynek chiński. Tajwan nie jest Chinami.
[01:07:38.49 → 01:07:48.41] D: Ja wiem, ja wiem, ale akurat Bayer Full zrobił sukces komercyjny w Chinach, natomiast ja tutaj mówię tak ogólnie o tym azjatyckich rejonach, które chłoną polską muzykę.
[01:07:49.64 → 01:08:14.09] B: Znaczy uściśle to nie ma oczywiście żadnego znaczenia. Wie Pani, my nie mamy żadnego związku z tym, z tym wydarzeniem chińskim. Oni po prostu kupili piosenkę na targach muzyki i wykonali sobie, mogło to, może to kupić Azerbejdżan, czy wie Pani, czy Papułasi. I to nie ma znaczenia, ale to wtedy nie będzie znaczyło, że zrobiliśmy karierę u Papułasu, wie Pana, nie w Afryce. Także to piosenka po prostu pojechała.
[01:08:14.45 → 01:10:18.40] A: Ja mogę się odnieść do tej części dotyczącej tak zwanego trzeciego biegu muzycznego. w latach osiemdziesiątych. Ja chyba do jakiegoś stopnia jestem dowodem na to, że muzyka rockowa i punkowa zmieniała świadomość, wspomagała jakąś samoświadomość i dążenie do wolności z pewnością. Ja się wychowałem na tej muzyce, ale nie tylko na muzyce undergroundowej, ale też na muzyce tak zwanego głównego Norton. Słuchałem zarówno, miałem płytę za ostatni grosz ze złotówką na okładce i to dla mnie było zupełnie jasne, co ta złotówka ostatnia oznacza w sytuacji początku lat 80-tych, kartek i kompletnej zapaści. Chodziłem na koncerty perfekte, ale też słuchałem surrealistycznej chory, która przecież w ogóle nie śpiewała polityce, a mimo to była szalenie wywrotowa. w swoim ekscentrycznym zachowaniu, w aranżacjach, choćby właśnie w tym, że w ogóle nie nawiązywała do sytuacji w kraju, a szła za swoim marzeniem. Także na pewno nie bezpośrednio, ale rok na pewno otworzył mi głowę i pewnie wielu ludziom, którzy prosto ze studiów czy prosto często w ogóle ze szkół średnich weszli do mediów, często do polityki. Myślę, że połowa składu dzisiejszego jeszcze... Gazety Wyborczej to są ludzie, którzy się wychowywali na kulcie tealove, armii, dezerterze, czy jakichś innych kapelach punkowych i postpunkowych. Nie wiem, jak to jest z punktu widzenia naukowego, ale moje doświadczenie podpowiada mi, że to jednak mogło mieć znaczenie. Ale proszę, może ktoś jest, kto nie słucha butki Sufflera.
[01:10:19.08 → 01:11:24.02] C: Chciałam bardzo serdecznie podziękować w ogóle butce za tego haka, jak to pan powiedział, za tą muzykę, która trwa już tyle, które ja, jak to mówię, Jestem wychowana i będę jej bronić. Uważam, że ona spełniła ogromną rolę. To, co pan mówił, to ja się obiema rękami podpisuję. I na to spotkanie i z większością ludzi przyszłam właśnie dla pana. I dziękuję Budce Suflera. I jestem dumna, gdziekolwiek pojadę, to normalnie jak i oczywiście wożę ze sobą czy płyty, czy coś. Zresztą nie muszę mówić, bo jak tylko włączę Budkę Suflera, ja nie wiem, czy jest taki zespół rozpoznawalny, jeśli chodzi o muzykę. Może ja jestem taką patriotką, ale przede wszystkim jestem dumna, że ten zespół jest w Lublinie. Tak jak pan mówi, obawiam się, że w Warszawie, może tam gdzieś już zginął w tym marzenie. A tutaj to jest po prostu no zespół, najcudowniejszy zespół, jaki w ogóle może być. Wizytówka Lublina, za co pięknie dziękuję. Proszę całemu zespołowi gratulować.
[01:11:24.76 → 01:15:28.06] B: Dziękuję pani bardzo. Ja jeszcze dwa słowa do tego, co pani powiedziała. Dzięki, dzięki serdeczne. Przekażę kolegom. Drodzy Państwo, ja się zgodziłem na to spotkanie z takim założeniem rozmowy właśnie o roli muzyki, tak jak tutaj od początku mówimy, bo to fajne bardzo zetknąć się z takim kontekstem tego typu. Ale tak naprawdę, bo ja zresztą powiedziałem na początku, że ja się nie uważam za ani męczennika, ani kogoś walczącego. Przy okazji pewnych działań artystycznych ktoś mógł rzeczywiście poczuć w sobie trochę więcej wolności przez nas wywołanej i z nami kojarzonej z muzyką, z kulturą, ze sztuką, przez to co my gramy. Natomiast ja tak naprawdę to się cieszę, z tego, o czym tu pani powiedziała. Nie, bo to, że pani jest z nas dumna, to jest jak gdyby dodatek do tego, chociaż to jest szalenie miłe i bardzo ważne. Ale pani jest dumna dlatego, że pani ta muzyka towarzyszy w życiu. I ja twierdzę cały czas, że naszym sukcesem jest to, że my jesteśmy na półkach u ludzi w postaci płyt i pamięci, bo Działania takie, wszystko się dewaluuje, polityka się dewaluuje. Ówczesny bohater Lech Wałęsa, prawda, dzisiaj jest, no wiadomo, w jakiejś sytuacji. Ja nie oceniam tej sytuacji, bo ona mnie nie specjalnie interesuje, ale tak powiem, były bohater, dzisiaj tu go szarpią, tam go szarpią, więc zawsze się do każdej karty politycznej się można przyczepić. Jakbyśmy na przykład śpiewali tylko polityczne teksty, to pewnie te teksty rozbierano na jakieś małe części, a czy dojścieśmy właściwie, czy za ostro, czy nie za ostro, a czy we właściwy punkt uderzona, czy ta, to bzdura zupełnie. Sztuka, kultura na świecie ma wzbogacać ludzkie wnętrze i ma po prostu, to jest moje wyobrażenie oczywiście, oczywiście także mówię to za wieloma ludźmi, których książki przeczytałem, odczucia poznałem i tak dalej. Nie ma żadnej innej roli, innej kultury niż tylko to, żeby po prostu uprzyjemnić na tym Bożym świecie człowiekowi pobyt. Nie ma, no bo co? Czy to się będzie tańczyło z powodu wesela? Czy to się będzie śpiewało z powodu smutku po kimś kto odszedł? czy się będzie malowało obraz kogoś, żeby nie zapomnieć i tak dalej i tak dalej, robić filmy. A oczywiście to w jakimś tam wielkim skrócie mówię i takimi skrótami właśnie. Ale to jest nasze jakieś wielkie zadowolenie, które mnie towarzyszy i kolegom, że naprawdę bardzo wielu naszych słuchaczy, ludzi, dziesiątki tysięcy, setki tysięcy, miliony ludzi przez te 40 lat, gdzieś tam znalazło, w jakiejś piosence, na jakimś koncercie, znalazła jakieś maciupeńki, kącik, w których się poczuli i coś zabrali ze sobą po wyjściu z koncertu czy po wysłuchaniu czegoś z głośnika. Wszystkim pasowało, wszystko nie będzie. Cudów nie ma. Każdy ma swojego artystę, każdy ma ulubiony jakiś gatunek, każdy ma swoje kolory ulubione, rodzaj filmu i tak dalej. Wszystko. Ludzie się zastanawiają, czy listewka chromowana przy samochodzie, matowa czarta. Każdy po prostu ma coś tam ulubionego. Natomiast spełnić w jakimś sensie nie tyle oczekiwania, bo to człowiek w przypadku sztuki właściwie nie wie czego oczekuje, bo wiedząc oczekuje to mam, tak mi się wydaje, to ma po prostu oczekuje, że będzie mu z tego powodu lepiej, że się z tą sztuką otrze o tą sztukę. Więc wszędzie tam, gdzie się ludzie poczuli lepiej z powodu naszego grania, to to jest właśnie nasza przyjemność, radość i nasza jak gdyby rzeczywiście duma z tych lat, które minęły. Dzięki.
[01:15:32.84 → 01:17:34.78] F: Jeżeli można jeszcze, chciałbym serdecznie również przyłączyć się do tego głosu i podziękować. Tak jak rozmawiamy w tej chwili, czy ta muzyka w tym momencie spełniała swoją rolę, to ja, Rodowity Lubelak, tak jak myślało to nasze pokolenie, troszeczkę młodsze od zespołu, To, że to była możliwość takiego otwarcia wtedy. Słowo budka to było właściwie rodzajem klucza, wytrychu, który stwarzał pewnego rodzaju szansę w świadomości lubelskiej, myślę potem nie tylko lubelskiej, że a jednak można wyłamać pewien kanon, można pisać ciekawe teksty, Można szukać swojej własnej drogi i to był jakby taki drogowskaz dla i twórców, i dla muzyków, dla całego środowiska olbrzymskiego. Budka wydaje mi się, tak jak patrzę na to, że to był wytrych. Wytrych do szukania nowej drogi, własnych ścieżek własnej twórczości, nie tylko muzycznej. Czyli to spektrum było o wiele większe, za co chciałbym również serdecznie podziękować. I również za to, że jako twórca, tak jak pamiętam, najpierw fascynacja Manfredem Mannem, Kim Crimson, zespół Free w repertuarze, to przecież Budka grała. A pan z pełną świadomością podawał rękę innego rodzaju twórcom, chociażby Zdzisławie Sośnickiej, Irenie Santor, W całym swojej twórczości, w tworzeniu muzyki zawsze podawał pan rękę również ludziom młodym. To nie było to, że ja się wstydzę, że ja z tym muzykiem nie będę rozmawiał czy z tamtym. Jestem otwarty. Stąd myślę również ten sukces. Dziękujemy za to.
[01:17:35.52 → 01:17:35.78] B: Dziękuję.
[01:17:38.74 → 01:17:45.14] A: Tu jeszcze jeden głos, jeżeli można prosić. Prosimy o mikrofon.
[01:17:45.48 → 01:18:32.80] G: Mówi się muzyka naszych ojców, czy ta muzyka naszych dziadków, czy Lipko, Cugowski, muzyce naszego pokolenia. Ale najbardziej cieszy mnie coś takiego, że pokolenie naszych dzieci, tak jak pokolenie pana syna, mamo zgłośnij radio, bo butka leci. Mówi to dwudziestoletnia dziewczyna. Mamo zgłosi szybciej, bo budka leci. Jest to fajne, optymistyczne, bo budka jest też własnością tych dwudziestolatków. A najbardziej radosne jest to, że siedmioletni chłopczyk, pewien Antoś, babciu, zaśpiewajmy, bo do tanga trzeba dwojga. Dziękuję.
[01:18:35.68 → 01:19:05.72] B: To bardzo miłe. No cóż, materia jest taka jaka jest. Jest melodyjna, słowa mają zawsze jakiś taki, w ogólnym swoim wyrazie, gdzieś jest w tym tekście coś, co jest łatwo sprzedawalne. To oczywiście ja to mówię w takim tym... Chciał to kupić Miller na kampanię wyborczą, bo do tanga trzeba dwojga. 9 lat temu, przy tych wyborach.
[01:19:06.80 → 01:19:08.32] A: Nie sprzedaliście.
[01:19:08.50 → 01:19:15.65] B: Nie, no nie. Krzywo patrzę od tamtej pory, ale...
[01:19:15.65 → 01:19:17.82] A: Ale to weszło w ogóle do języka potocznego.
[01:19:18.02 → 01:23:57.51] B: My wciąż wracamy do tego, że właśnie do tego, żeby jakieś tam, jakiegoś rodzaju zauważalność dzieła kulturalnego, prawda, tworu kultury, czy to muzyka, czy obraz, żeby to wchłaniało się w człowieka. To wtedy, a to różnica, czy człowiek mały, czy większy? Jeden weźmie z tego muzykę, melodię, drugi weźmie, zrozumie potem tekst i tak dalej. Ale coś z tym pozostaje. Ja tu jeszcze chciałem wrócić do, przepraszam, pani, która doktorat pisze z tych zagadnień, o które my się tu na początku poruszyli. Otóż wie pani, ja nie wiem, być może, że u pani jest taki segment, który pani będzie poruszała w tej swojej pracy. Gratuluję, bo to ciekawa pewnie, w ogóle ciekawy taki właśnie materiał do opanowania. Mam takie wrażenie, wie pan, że historycznie, jak się gdzieś zderzają jakieś takie, prawda, obszar, co zrobiło jedno drugiemu, czyli na przykład kultura ruchom społecznym, czy muzyka tam obaliła komunizm, czy nie, to do tego są potrzebne gołe fakty. Najlepiej się sprawdzają gołe fakty, czyli na przykład, że po koncercie takim i takim policja arsztowała 1200 osób, które skandowało takie, a takie teksty. To jest bzdura oczywiście, bo policja ma pały i pistolety i władza ma broń i władza rozpędzi każde zbiegowisko, ale nie rozpędzi, nie wypędzi ludziom z głowy ani z serc. I to jest siła, bo to oczywiście nie ma, nie ma co, to my jakieś my mamy w końcu, tak jak pan zadał pytanie to na samym początku, no gdzie jest jakaś demonstracja zrobiona pod hasłem, że my tu muzyką rozpędzimy, nie wiem, piąty zjazd partii tam czy dwudziesty trzeci. Tylko to jest po prostu w ludziach, że ludzie nagle mówią, my nie chcemy tej szarzyzny. My chcemy, żeby w środku w nas była radość, słońce, jasno żeby było, a wy nam przeszkadzacie w dotarciu do tej radości, do demokracji. I to jest chyba siła każdego przekazu, który artysta robi. A radość to jest taki przekaz, jaki on nie wiem jak to nazwać, bo słowem radość nie wystarcza na to, żeby opisać rzeczywiście czym jest radość z czegokolwiek, bo sami państwo wiecie, że odcienie radości są tak niewyobrażalnie liczne, ale to jest moje podstawowa rzecz. Ja mam różne swoje upodobania, takie trochę troszeczkę zbyt konserwatywny, jeżeli chodzi o patrzenie na takie dziwne sztuki jak malarstwo, jak teatr. Męczę się na współczesnej sztuce, a w sobotę byłem na premierze Zemsty z Danielem Obryskim, z Andrzejem Sewerynem w rolach głównych w Teatrze Polskim. Ładnie zrobione przez Krzyśka Jasińskiego z Teatru Stus Krakowa. Takie z przytupem z muzyką Piotra Rubika. No takie wartkie przedstawienie oparte także w tekst tradycyjny Fredro i tak dalej. Bardzo mi się to podobało. Bardzo takie rzeczy lubię, ale to jest takie przestarzałe być może podejście. Natomiast nie chodzi mi o to, co tam Fredro mówi, tylko chodzi o to, że zostało stworzone coś, co jest po prostu... Jest to piękny teatr po prostu. Piękny teatr. Pomijając treści tekstu, Ale będę to przedstawienie rys tak zrobione dobrze, że będę je pamiętał całe życie, do końca życia. A widziałem już chyba po raz szósty jakąś inscenizację Fredry. Więc co by nie było, jeżeli coś wywołuje pozytywne, dobre relacje, to naprawdę ma wielką siłę. Ludzie dyskutują, muzykolodzy, dziennikarze muzycznie dyskutują, czy Michał Wiśniewski to jest jeszcze muzyk, czy nie jest muzyk. Czy disco polo to jest muzyka, czy nie, czy to nie jest muzyka. Natomiast w ogóle nie pytają o to, co ta muzyka tym ludziom, którzy słuchają tej swojej jakiejś muzyki, prawda, co robi. No jeżeli by ich wszystkich wkurzała i wypowodowała tylko jakieś cały czas powiedzmy, nie wiem, stres, depresję, to by pewnie była niepotrzebnie, to by jej nie słuchali albo w ogóle by nie była grana. A ponieważ mają ogólną radość i akceptację w pewnych środowiskach, więc jest po prostu elementem życia kulturalnego, który trzeba należy szanować. Można tego po prostu nie puszczać sobie, jak się ma inne upodobania. Natomiast trzeba to niestety szanować, bo to jest wielka siła. To jest wielka siła.
[01:23:58.31 → 01:24:07.05] A: A czy mogę zapytać, czy obok radości dzisiaj w pańskiej muzyce jest miejsce na bunt? A jeśli tak, to wobec czego byłby pan zbuntowany?
[01:24:09.17 → 01:24:15.67] B: Wie pan co, ja się już nie buntuję, nie dlatego, że się nie buntuję, tylko ja po prostu, co rozumiałem przez bunt?
[01:24:17.35 → 01:24:18.65] A: Niezgodę na rzeczywistość.
[01:24:18.67 → 01:26:10.04] B: Często się zdarza, może nie często, ale parokrotnie mi się zdarzyło, że przyszedł ktoś i mówi, a może by pan napisał piosenkę ekologiczną na przykład. Wydaje mi się, że jednak taka Dobra dziedzina kultury to nie jest na przykład, wie pan, to jest śpiewanie, że nie stawialiście nam tu śmietników i tak dalej, bo to na przykład upowiadam, no bo trzeba zawrzeć jakąś taką treść bardzo pożyteczną, ale to się nie daje. Ja miałem bardzo niedobre doświadczenie artystyczne w swoim życiu. Przed Olimpiadą w Moskwie pan Stanisław Cejrowski, ojciec dzisiejszego Cejrowskiego Boso Przez Świat, zaproponował trzem polskim zespołom, nam, Skaldom i Breakoutom, napisanie takiego tryptyku na Olimpiadę w Moskwie to miała być opowieść o pięknie sportu, podniesienie Jakiś tam na piedestał z muzyką razem jakichś tekstów opiewających piękno, sport, dokonań sportowych i tak dalej. No i ja taką płytę całą napisałem. Ona się nazywa Znicz Olimpijski i z tej płyty tak trampkiem zajeżdża, wie pan. Bo pewne rzeczy są w sporcie piękne, ale proszę mi powiedzieć, jakie jest piękno w jakimś takim wysiłkowym sporcie. W każdym razie innymi prawami się rządzi, więc ja myślę, że muzyka powinna... Za muzykę tutaj mówię, bo nie jestem malarzem. Muzyka powinna po prostu sama sobie grać, tak jak gra twórcy w tym tym. Zawsze kiedy przychodzi jakaś programowa sytuacja, to ona troszeczkę jest pewnie nieszczera.
[01:26:10.50 → 01:26:43.85] A: Na pewno nie można być buntownikiem na zlecenie, zwłaszcza zlecenie państwowe, prawda, związane z jakąś potrzebą propagandową. Ja raczej miałem na myśli własną niezgodę, własny bunt. bo nie żyjemy w czasach idealnych, w ogóle nigdy nie ma czasów idealnych, ale te są szczególne. Mamy głęboki kryzys gospodarczy, mamy głęboki kryzys wartości europejskich, mamy kryzys demokracji. Znaczy ten świat, który był jakoś wytęskniony, wyobrażany 30-40 lat temu, on dzisiaj się sypie.
[01:26:44.13 → 01:26:46.39] B: Więc ja panu odpowiem prywatnie na tych państw.
[01:26:46.61 → 01:27:03.26] A: I pytanie, czy można nadal uprawiać muzykę jako coś, co daje radość, co jest przyjemno, chwilą zapomnienia. Czy też ta muzyka powinna jednak odzwierciedlać trudny moment, w jaki wszyscy znajdujemy?
[01:27:03.92 → 01:29:35.36] B: Ja nie zajmując się tym, o czym pan mówi, czyli jak gdyby nie biorąc tego wszystkiego pod uwagę w graniu, to to mi sprawia przyjemność muzyka. Dlatego, że ja uważam, że mój czas buntu, a może nie buntu, tylko takiego twórczego niepokoju, Ja już ten czas zaliczyłem, kiedy byłem w tym wiarygodny. Ja już dzisiaj występuję w roli profesora takiego, gdzie na przykład nawet na antenie radiowej jakiejś radia RMF czy radia Zetki to jest ten taki stary rap muzyczny, który mówił, to młodzi powinni grać. Oni mają jakiś tam w tym sens, dlatego że to młodzi muszą sobie świat poustawiać. Bo ja na ten świat, który dzisiaj jest, patrzę, że najchętniej bym oka nie otwierał. Jakoś szeroko przynajmniej. Mnie się to nie podoba, ale nie dlatego mi się nie podoba, że ja nie rozumiem, że nie umiem obsługiwać do końca, do samego dna jakiejś skomplikowanej komórki czy laptopa. Tego się mogę nauczyć, to nie jest problem. Mnie się nie podoba poczucie, znaczy utrata w tym współczesnym świecie, wie pan, spadek wartości relacji międzyludzkich. To są osobiste bardzo rzeczy typu wiara, religia i tak dalej. Ale generalnie rzecz biorąc nic nie jest ważne. Ludzie są absolutnie całkowicie wyzbyci wszystkiego co mnie uczyła literatura, książki, historia mojego kraju. i rodzina, matka i tak dalej. To wszystko gdzieś teraz znika, znika. Oczywiście potem widzimy procesje 100 tysięcy ludzi idący do miejsca kultu maryjnego. Mówimy, a jednak nie jest tak źle, ale to nieprawda, bo na co dzień jest bardzo źle. Na co dzień jest, wie Pan, jest wyścig szczurów. Nikt Panu nie ustąpi miejsca. Najezdni tak potrącą Pana, zdepczą, przejdą i tak dalej. I to nie tylko dosłownie, ale także w przenośni. Więc mnie się taki świat nie podoba. Ale jak ja będę mówił o tym, to poezją, no zawsze był konflikt pokoleń. Tak mówimy, to jest podstawowy argument, że zawsze kolejne pokolenie nie rozumiało tego pokolenia tuż za nim. Więc ja nie chcę brać udziału w tym, wie pan, jak gdyby takiej krucjacie, która jest skazana z góry na niepowodzenie, po prostu oni sobie muszą sami zorganizować to, co się wokół dzieje. A będzie im dużo trudniej niż tam było. Nawet pokoleniu moich rodziców po wojnie i to się budowało, a tutaj w tej chwili się wszystko niszczy. Tu się po prostu przez okna przysłowiowe, okna samochodu wyrzuca. Jakieś śmieci mamy w domu i w głowie, to wyrzucamy na zewnątrz do tego świata, który jest.
[01:29:36.44 → 01:29:47.33] A: Nie wiadomo, które ze starych numerów budki dzisiaj powrócą w nowym kontekście. Właściwie mogę sobie wyobrazić, że właśnie Za Ostatni Grosz może być w ogóle jakimś hymnem oburzonych.
[01:29:47.39 → 01:30:04.25] B: Refren Za Ostatni Grosz, tak, że tam, prawda, Za Ostatni Grosz kupię dzisiaj, choć tam z dawnych dni. To są takie rzeczy, że tak, no. Ja może tak pesymistycznie bardzo przepraszam może Państwu Macie, ale to, tak, ale to, ale to nie, no.
[01:30:04.62 → 01:30:11.26] A: Proszę Państwa, jeszcze jedno pytanie lub komentarz lub krytyka lub hołd. Proszę bardzo.
[01:30:14.56 → 01:33:47.09] D: Ja chciałam jeszcze tak dopowiedzieć tutaj do wypowiedzi tej początkowej pana Lipko, że jakby moja praca jest skupiona na festiwalu w Jarocinie w prasie w latach osiemdziesiątych, w prasie trzech obiegów, także ja tutaj nie feruję żadnych wyroków, czy było i nie było, czy się przyczyniła, bo to w ogóle nie byłoby sensu pisać o tym, jakbym ja przyszła i powiedziała, że tak było albo tak nie było, prawda? To jest tylko moja opinia względem tej tezy Bits of Freedom początkowej. Natomiast jak najbardziej, jeszcze do wcześniejszego komentarza, muzyka była, jest jakimś aspektem wolności. Wtedy może nawet była jedynym przyczółkiem wolności młodych ludzi, takiej obszaru, który dawał nadzieję, dawał jakiś pocisk do góry, do przodu i rozmywał tą szarzyznę dnia codziennego. Myślę, że dzisiaj też tak w jakiś sposób jest. zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że moje pokolenie i młodsze również słucha tej muzyki. To nie jest tak, że my bazujemy na tym, co wytworzyło się w latach ostatnich, no bo to rzeczywiście, no tu trzeba też powiedzieć sobie jasno, że w muzyce tekst, przynajmniej dla mnie, ma wartość kluczową, ponieważ to jest przekaz, to jest po prostu karma dla duszy. To co ja dzisiaj słucham, to co pan powiedział, te pocięte po prostu kawałki taśmy, to jest po prostu koszmar, to jest profanacja, to jest moja osobista opinia w tym momencie. Natomiast wydaje mi się, że tutaj dużo ludzi z mojego wieku, czy nawet młodszych, ja akurat mam dwadzieścia kilka lat, to aż tak jakby stara nie jestem, ale są też młodsi ode mnie, jak się okazuje nawet na tej sali. Co ja jeszcze chciałam powiedzieć, że wtedy też nie było wszystko czarno-białe, jeśli chodzi o muzykę, o przekaz, to co pan powiedział na początku, że w tekście może być zdanie, może znaczyć dla jednego to, dla drugiego tamto. Tak samo jeśli chodzi o działalność całych zespołów, poszczególnych muzyków. Na przykładzie Republiki w 87 roku pojechali do Jarocina, gdzie zostali wyśmiani przez publiczność, odepchnięci, obrzuceni pomidorami, jajkami, wszystkim co się dało. w ogóle butelkami koszmar i mogliby zejść ze sceny i poddać się, ale według opinii dziennikarzy muzycznych i krytyków dali najlepszy występ w historii swojej działalności. Właśnie wtedy, mimo wszystko, więc to nie było wszystko takie czarno-białe. Było wiele odcieni i w środku, i wtedy, i z zewnątrz. Nie wyglądało, jakby nam się mogło wydawać, że od czarnego do białego. Natomiast dzisiaj, jeśli chodzi o kwestię buntu, jeszcze dwa słowa. Ja osobiście mogłabym wystosować listę stąd do Warszawy rzeczy, przeciwko którym ja się buntuję. Jeśli chodzi o ustrój, gospodarkę, kulturę, politykę, życie społeczne itd. I takich ludzi jak ja jest naprawdę mnóstwo. Tylko wystarczy szerzej otworzyć oczy. Naprawdę jest się przeciwko czemu by to. I dziwię się, że ludzie mojego wieku w tym programie się tak rzadko wypowiadają, bo nie jestem tutaj pierwszy raz i naprawdę się dziwię, bo jest o czym mówić. I zachęcam.
[01:33:47.11 → 01:34:15.21] A: Bardzo dziękuję. To jest bardzo ważny głos. Dzięki właśnie po to robimy takie spotkania, żeby otworzyć przestrzeń do tego rodzaju rozmowy między pokoleniami. Mówimy o literaturze, mówimy o teatrze, mówimy o muzyce, ale w gruncie rzeczy poprzez te media zawsze mówimy o świecie, o człowieku w tym świecie. Więc super to, co pani powiedziała. Dziękuję. Ktoś jeszcze chce spuentować? Słucham?
[01:34:15.49 → 01:34:15.81] G: Działa?
[01:34:16.63 → 01:34:18.53] A: Tak. Prosimy już ostatnio rzeczywiście.
[01:34:19.21 → 01:35:21.98] G: To ja podsumuję. Odnośnie buntu. Mam dwadzieścia parę lat. Trochę bliżej trzydziestu. Dla mnie muzyka, budki słucham od iluś tam lat, nie tylko budki, budka jest jakimś tam elementem mojego życia też. Muzyka ma być bajką, to nie ma być wyraz buntu, to ma być ten moment, w którym znajduję swój świat, gdzie jest kolorowo, przyjemnie i ja nie potrzebuję się buntować przez muzykę, buntować się mogę przez swoją pracę, przez to co robię na co dzień, w tym mogę się gdzieś tam wyżyć. Mogę to wyrazić w innych swoich poglądach. Muzyki chcę słuchać po to, żeby gdzieś tam zamknąć sobie wieczorem oczy, wziąć słuchawki na uszy i przenieść się w ten świat, który gdzieś tam jest proponowany. A muzyka pana Romka Lipka jest akurat taka kolorowa, melodyjna często. I w tym mówię, nie potrzebuję buntu. Dlatego tutaj odnoszę się do tego, co powiedziała pani, że w tym wieku nie każdy też potrzebuje się buntować. Niech to będzie moim podsumowaniem do tej dyskusji.
[01:35:22.19 → 01:35:58.82] A: Dziękuję bardzo. Zazwyczaj bitwa podczas tych spotkań odbywa się na scenie między gośćmi. Tym razem doszło do bitwy na widowni. Jestem bardzo z tego rad. Mamy co najmniej dwie mocne przeciwstawne koncepcje muzyki. Muzyka jako bajka i muzyka jako bunt. I fajnie, mam nadzieję, że to będzie nam dalej jakoś rezonować w głowach i będzie okazją do zastanowienia się w ogóle na temat tego, jaką rolę w naszym życiu pełni muzyka, nie tylko rozrywkowa.
[01:35:60.00 → 01:36:04.86] B: No jest taka rola, że jak sobie człowiek podje, to jest czuły na melodię.
[01:36:06.68 → 01:36:35.31] A: I to jest najlepsza puenta. Dziękuję bardzo. Proszę Państwa, pozostaje mi jeszcze zaprosić Was na kolejne spotkanie za tydzień. Kolejna bitwa o literaturę, lektury i kanony prowadzić będzie Grażyna Lutosławska i gośćmi będą Michał Friedrich i Katarzyna Jóźwik. Bardzo gorąco zapraszam. A tymczasem dobrej nocy.
[01:36:35.53 → 01:36:37.47] B: Dziękuję Państwu bardzo. Dobranoc.
[01:36:49.52 → 01:37:19.50] E: Dzięki za oglądanie!