Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki do odebrania w kasie Teatru Starego.

„Walizka”
autor: Małgorzata Sikorska-Miszczuk 
reżyseria: Wawrzyniec Kostrzewski
muzyka: Piotr Łabonarski
czas trwania: 67′ 16” 
obsada: Adam Ferency, Krzysztof Globisz, Halina Łabonarska, Marta Król

Po spektaklu odbędzie się spotkanie z gośćmi.
Prowadzenie: Wojciech Majcherek
Goście: Anna Wieczur-Bluszcz, Wawrzyniec Kostrzewski, Adam Ferency

Fransua Żako poszukuje prawdy. Prowadzony przez Narratora i Automatyczną Sekretarkę, pokonuje drogę z domu do Muzeum Zagłady, aby tam, na jednej z walizek z Auschwitz, rozpoznać nazwisko swojego ojca. Nie jest to jednak zwykły spacer, ale droga ku odzyskaniu pamięci i tożsamości. Prawda, której brakowało mu przez całe życie, nagle uderzy w niego z niebywałą siłą. Ten gwałtowny zwrot sprawi, że powrócą wspomnienia, sytuacje, pytania, które przez lata nie mogły doczekać się odpowiedzi. Przed oczami bohatera przepłynie całe życie: dziecięce wspomnienia, sny, spotkania, podróże, różne etapy nieporadnej drogi ku odkryciu samego siebie. Spacer do Muzeum staje się podróżą przez pamięć, a miejsca, w których zatrzyma się Fransua, realne lub nierealne, stworzą swoistą mapę mentalną, utkaną z wątpliwości, obaw i nadziei związanych z otwarciem walizki ojca, jedynej pamiątki po nim.

Niesamowita konstrukcja sztuki, jej struktura i język, który o Holokauście mówi w odważny i nowatorski sposób, chronią sztukę przed nadmiernym patosem i smutkiem. Historia Fransua Żako opowiadana jest przez tajemniczego Narratora, który wraz ze swoją towarzyszką, Automatyczną Sekretarką, śledzi, przeżywa i komentuje wszystkie etapy drogi Fransua. Dwutorowość sztuki i silna narracyjna rama sprawiają, że ta oparta na faktach historia nabiera wewnętrznej dynamiki, tworzy z pozoru lekką, ale niezwykle głęboką i aktualną opowieść. „Walizka” stawia także szersze pytanie o społeczną pielęgnację pamięci o Zagładzie.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.87 → 00:41.18] A: Dobry wieczór Państwu ponownie. Jesteśmy po prezentacji nagrodzonych na Festiwalu Dwa Teatry w Sopocie słuchowisku i przedstawieniu teatru telewizji, a teraz zapraszam Państwa na rozmowę z twórcami obydwu tych dzieł. Mam nadzieję, że w kulisie już jest Pani Anna Wieczór-Bluszcz, reżyserka słuchowiska Podróż na Księżyc. Chwileczkę musimy poczekać, więc zapraszam twórców spektaklu walizka. Pan Adam Ferency.
[00:44.94 → 00:47.94] B: Reżyser
[00:51.92 → 01:05.14] A: przedstawienia Wawrzyniec Kostrzewski. I za chwilkę dołączy do nas pani Anna Wieczór-Bluszcz.
[01:07.52 → 01:10.52] B: Jest
[01:12.22 → 03:10.20] A: kilka cech wspólnych obu tych utworów. Nie tylko to, że otrzymały Grand Prix na Festiwalu Teatru Polskiego Radia i Teatru Telewizji Polskiej. Obydwa te utwory napisały współczesne polskie pisarki. Podróż na księżyc Monika Milewska, a walizkę Małgorzata Sikorska-Miszczuk. Ponadto walizka pierwotnie była też przeznaczona do Teatru Polskiego Radia. I prapremiera tej sztuki odbyła się właśnie w Teatrze Radiowym. Później miała też spektakle teatralne i dopiero trafiła do telewizji, do tej realizacji, którą przygotował pan Wawrzyniec Kostrzewski. No i jest jeszcze jedna wspólna cecha, mianowicie można powiedzieć, że to słuchowisko i to przedstawienie są w jakiś sposób francuskie. To znaczy bohaterowie są, z Francji, oba te utwory są jakoś zakorzenione w historii i kulturze Francji, chociaż oczywiście to jest tylko część czy pewna warstwa obydwu tych utworów. Ale chciałem... Witamy panią Ann. Chciałem państwa zapytać na początek, o taki najbardziej osobisty powód, dla którego sięgnęliście do obydwu tych tekstów i co własnego znaleźliście w tych sztukach? Może zaczniemy od pani Anny.
[03:13.00 → 04:46.80] B: Kiedy pierwszy raz przeczytałam słuchowisko Moniki Milewskiej, to przede wszystkim pojawiło się wspomnienie i tęsknota za tym, co czułam, kiedy byłam dzieckiem i oglądałam filmy, czyli emocje. Ale kiedy jeszcze wczytywałam się w to, co tam jest, to pojawiły się też, zresztą tak jak dzisiaj, kiedy słuchałam tego słuchowiska po raz kolejny, tam jest bardzo dużo różnych tematów, różne refleksje się we mnie budziły, na przykład taka, która jest bardzo osobista, co ja robię w sztuce, po co dla mnie, co mi daje sztuka, co ja tu robię, kim ja jestem. I to w kontekście takim najbardziej powiedziałabym mikro, ale też takim makro, to znaczy co ja robię w naszym społeczeństwie, w naszym kraju, jakby w kontekście grupy ludzi. Poza tym też pojawił się temat, nad którym też się zastanawiam, to co robimy z ideami, to co robimy z wynalazkami, co się dzieje, jaką mamy świadomość tego, co wynaleźliśmy jako ludzie i co znaczą dla nas konsekwencje tego, co robimy z wynalazkami i co potrafimy przewidzieć, a czego nie potrafimy. Bardzo dużo jest tam różnych refleksji, ale chyba najważniejsza to taka, Taki temat, o to po co i do czego mi sztuka.
[04:47.62 → 05:56.79] A: Ja za chwilkę jeszcze dopytam i oddam panom głos. Tylko państwu, którzy być może nie słuchali spektaklu Teatru Polskiego Radia Podróż na Księżyc, powiem, że bohaterami tego słuchowiska są Georges Millier i jeden z braci Limier. Georges Millier był, inaczej powiem, jeden z braci Limier, wiadomo, wynalazca kinematografu, natomiast Georges Millier był takim pierwszym właściwie twórcą filmowym, producentem, reżyserem, również występował w tych pierwszych filmach, które realizował, wynalazca mnóstwa różnych trików filmowych. No i ta słynna Podróż na Księżyc to było jedno z pierwszych jego dzieł. Natomiast chciałem dopytać Panią, jaka jest w takim razie odpowiedź na to pytanie, które...
[05:56.79 → 06:50.03] B: To bardzo intymne pytanie. jaka jest odpowiedź, ale krótko mówiąc, w tej chwili to, z czym chcę się z Państwem podzielić, to to, że rzeczywiście sztuka dla mnie jest uwrażliwianiem, poruszeniem w taki sposób, żeby być uważniejszym na to, co jest wokół, co jest wokół mnie, co jest we mnie. I tak sobie myślę, że myśląc już o całości, że jestem takim sercem w organizmie, że to jest coś takiego, co porusza. I z tego poruszenia idzie refleksja i idzie zmiana. Jeżeli jest świadoma ta refleksja i świadomość się pojawia, to jest za tym możliwa zmiana. Czyli tak bardzo, bardzo, powiedziałabym może dużo, ale tak, najprościej.
[06:51.22 → 07:39.28] A: A ta konfrontacja tych dwóch postaci historycznych związanych z kinem prezentuje dwie takie różne postawy, bo Limier raczej się opowiada za tym, że kino powinno pokazywać życie, prawdziwe życie. Natomiast Méliès jest raczej magikiem, czarodziejem, właśnie mówi, nawet w tym słuchowisku, że kino, sztuka nie musi wcale pokazywać prawdziwego życia, że właśnie masz służyć temu, żeby pokazać inny świat, inną rzeczywistość, otwierać wyobraźnię. Pani za którą z tych postaw by się opowiedziała?
[07:39.30 → 08:06.33] B: Za jedną i za drugą. Dlatego, że kiedy myślimy o tym, że pokazujemy coś bardzo tak obiektywnie, to już jest jakaś nasza wersja rzeczywistości i ona już jest przetworzona, ona już jest narracyjna, ona już jest z jakimś sensem, który jest wyciągnięty z czegoś, co każdy z nas pewnie widzi zupełnie inaczej. Więc tu już się pojawia oryginalna opowieść, oryginalna narracja. Więc jedna i druga wersja dla mnie są bliskie.
[08:07.91 → 09:06.45] A: Pytanie do pana Wawrzyńca i do pana Adama. Ja przypomnę, że spektakl Walizka mieści się w takim cyklu teatroteka realizowanym przez Wytwórnię Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. Cały ten projekt polega na tym, że młodzi debiutujący w telewizji reżyserzy przygotowują swoje wersje, swoje inscenizacje współczesnych polskich sztuk teatralnych. I taka propozycja też została skierowana w stronę pana Wawrzyńca-Kostrzewskiego, ale domyślam się, że nie potraktował pan tej propozycji jako jedno z wielu zadań zawodowych i że myślę, że w tej sztuce Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk też pan poczuł coś własnego i osobistego. Czy tak?
[09:10.44 → 10:03.86] C: Cieszę się, bo po raz pierwszy mamy okazję, mieliśmy okazję rozmawiać już w różnych miejscach. Mówiłem sobie o Adamie przynajmniej na temat tego spektaklu. Natomiast po raz pierwszy padło takie pytanie o ten charakter osobisty, o te elementy osobiste i troszkę jestem zaskoczony, bo to jest pytanie, które z zupełnie innej strony jakby zmusza mnie do odpowiedzi troszkę z innej perspektywy. Nie miałem okazji tego powiedzieć nigdzie. Dziękuję za to pytanie, bo dla mnie najbardziej uderzające w tym było przy pierwszym kontakcie, pomijając opowieść, kontekst, ciężar gatunkowy i styl, mówię o lekturze, ale ja poznałem swojego ojca jak miałem dwadzieścia parę lat. Wcześniej go nie widziałem. To było dla mnie spotkanie, odkrywanie,
[10:06.35 → 10:06.91] D: jakiegoś
[10:06.91 → 13:19.00] C: zagubionego elementu mojej własnej tożsamości. Odnajdywałem pewne podobieństwa, sprzeczności i zadziwiająco dużo podobieństw. I kiedy tę sztukę przeczytałem, ta droga, którą syn pokonuje, żeby odnaleźć swego ojca, wydała mi się strasznie jakaś bliska i ważna i taka znacząca. I nagle odkryłem, że Małgosia Sikorska-Miszczuk, kiedy napisała ten tekst, to ona stworzyła tekst, że udało jej się być może stworzyć pewną historię uniwersalną, która z jednej strony ma bardzo ciężki, bardzo mocny, wyrazisty, historyczny kontekst, która dotyka spraw głębokich i dramatycznych, ale jednocześnie nie mówi o nich wprost i pozwala odnaleźć się w tej opowieści bardzo wielu ludziom z zupełnie różnych perspektyw. Na jednym ze spotkań po projekcji w Instytucie Teatralnym Pewien człowiek wziął mikrofon i opowiedział historię swoją i swojego ojca, swojej relacji i też akurat związanej z Holokaustem, ale było to takie stopniowe wyławianie pewnych historii. Udało się jej coś więcej myślę niż po prostu kolejna sztuka radiowa czy teatralna. I jest jeszcze jedna historia, która się za tym kryje. Na moim pierwszym spotkaniu z Małgosią. Ona mi opowiedziała, bo ja zapytałem skąd się wzięło imię bohatera Pantofelnik i ona mi opowiedziała historię, która mnie bardzo poruszyła. Nie ma Małgosi tutaj, ale myślę, że mogę w skrócie opowiedzieć o tym. Była kiedyś w miejscowości Kórnik. w ramach nie wiem dokładnie czego, natomiast oprowadzano ją i zobaczyła bramę, która prowadziła donikąd, w szczere pole. Pozostałość po jakimś wyburzonym domu. I ona zapytała, co tutaj było i jakiś taki pijaczek, zapytała jakiegoś pijaczka na tym rynku, co to było za drzwi, do czego to prowadziło. Tutaj były kiedyś jakieś takie budynki, cały teren do takiego Żyda należał. Ten Żyd się nazywał Pan Tofelnik i Małgosia mi powiedziała, że miała wtedy takie poczucie, że ta pusta brama, te drzwi, które prowadziły donikąd były taką raną, jakby bolesną, otwartą, wciąż jakimś brakiem, jakimś... historią, która zniknęła i której należy się to, żeby ją przypomnieć i żeby przekazać ją następnym pokoleniom. I ta historia i to, że nadała imię bohatera, dała nazwisko bohaterowi po tamtym człowieku, który prawdopodobnie zginął, strasznie mnie jakoś poruszyło i wydało mi się też takim jej bardzo osobistym wkładem w tę historię, która mnie też dotknęła.
[13:19.72 → 14:24.50] A: No niewątpliwie myślę, że w przypadku różnych dzieł sztuki można wyczuć, kiedy kryje się za nim jakaś taka osobista bardzo emocja twórcy, a kiedy nie. I myślę, że walizka ma taki kształt, jaki ma, bo jest w nim właśnie taka osobista emocja. Ja nie wiedziałem o pana historii, ale teraz jakby możemy sobie uświadomić, na czym rzecz polegała. Adam Ferenc. bardzo wiele ról, różnych bardzo. Czy ten François Jacot i pan Tofelnik właśnie, to też jest dla pana coś osobistego, ta rola w tym przedstawieniu?
[14:28.78 → 14:38.05] D: Ja miałem szczęście zagrać również w wersji radiowej tej walizki. Rok wcześniej chyba.
[14:38.91 → 14:39.75] A: Ale inną postawą.
[14:39.79 → 17:38.69] D: Inną rolę, tak, narratora. Ja muszę powiedzieć tak, byłem kiedyś, przepraszam, opowiem trochę może anegdotycznie, byłem kiedyś w Brukseli i zbliżał się, nie zdawałem sobie sprawy co to za dzień, ale to się okazało, że to jest piątek, wieczór i nagle zaczęli wychodzić Żydzi w lisich czapach swoich tych ubraniach, ja nagle poczułem, że okropnie chciałbym ich zobaczyć w Warszawie, w mojej Warszawie, że strasznie nagle uświadomiłem sobie w tej Brukseli, że mnie strasznie ich brak w Warszawie. Nie mogłem sobie z tym poradzić. jakiś opanował mnie żal do moich rodziców, którzy nigdy mi nie mówili o żydowskiej dzielnicy w Warszawie. Nie wiem do dziś, dlaczego nie mówili. Ale może za tym się krył pewien stosunek w ogóle do tej nacji w Polsce. On jest skomplikowany bardzo. W związku z tym ja odczuwam taką potrzebę, żeby ten temat żydowski w Polsce był ciągle i ciągle na nowo poruszany. Jest to dla mnie ważne bardzo. I kiedy myślę o tych trzech milionach współobywateli polskich, nasi współobywatele to byli w II Rzeczpospolitej, którzy przez te drzwi donikąd, zostali wpuszczeni do gazu, to po prostu mam potrzebę łez i potrzebę mówienia o tym. Uważam, że nigdy dosyć na ten temat słów. Pracując z Wabrzyńcem miałem poczucie, że jesteśmy właśnie Jesteśmy na tej drodze do głośnego mówienia o tym i nigdy z tej drogi nie powinniśmy się dać zepchnąć. To spotkanie z tym tekstem i z Wawrzyńcem, z którym jakoś tak ostatnio się układa, że my bez przerwy dwaj łysi ze sobą siedzimy i robimy kolejne przedstawienia, jakoś tam się dobrze ze sobą rozmawia i dobrze się pracuje, że ta ścieżka będzie przez nas również dotykana tego tematu nieprzerobionego, nieprzetrawionego do końca tematów żydowskiego w Polsce.
[17:40.23 → 19:02.59] A: Ale spróbuję tak może przekornie zapytać. To nie jest taka wcale oczywista postawa patrzenia w przeszłość, pamiętania o historii. W końcu nie tak dawno jedna z kampanii wyborczych prezydenckich odbywała się pod hasłem Wybierzmy przyszłość i okazała się zwycięska. Dlaczego tak naprawdę ta przeszłość, poszukiwanie prawdy o sobie jest tak bardzo ważna? Chyba w przedstawieniu Wpada taka kwestia, że być może, żeby wybaczyć trzeba zapomnieć. Może my się za bardzo zajmujemy historią. Proszę pamiętać też, że jest taka tendencja do wykorzystywania historii w celach wcale nie takich szlachetnych, jak jest Państwa też opinia w tej kwestii. Dlaczego to naprawdę tak jest dla nas ważne?
[19:05.03 → 19:14.81] C: Wydaje mi się, odpowiedź z pozoru jest bardzo prosta. To znaczy, żeby takie tragedie nigdy więcej się nie powtórzyły.
[19:15.03 → 19:16.31] A: Ale i tak się powtarzają.
[19:16.41 → 22:24.10] C: Oczywiście, tak. Natomiast może trochę z innej strony. Wydaje mi się, że kiedy myślałem sobie nad realizacją tego spektaklu, Pomyślałem, że oto otwieramy taką jakąś szkatułkę z jedną historią. Bierzemy taką pierwszą z brzegu. Tych historii jest tyle, ile tych butów w muzeum, ile tych gwiazdek, ile tych wszystkich walizek do otwarcia. Pozostało bardzo wiele. Ja miałem takie poczucie, że chciałbym, może to się udało, że my otwieramy tę historię, która jest zamknięta w jakiejś mrocznej, ciężkiej przestrzeni. To pierwsze ujęcie, przepraszam, że tak mówię od razu o spektaklu, ale wydaje mi się to ważne, żeby przełożyć odpowiedź na konkretne obrazy, że ta historia jest ukryta, do niej nie ma łatwego dostępu. Pozostawienie na końcu tych migających lampki, tego wiecznego światełka, każe nam zadać sobie pytanie o to, że każdy z nas może w każdej chwili wejść do tego muzeum, czy to faktycznie, czy wirtualnie otworzyć tę historię, przekazać dalej, poszukać, poczytać. To nie jest łatwe i to jest czasami nieprzyjemne. Natomiast cały czas mi się wydaje, Ja nie miałem takiej potrzeby odpowiadania sobie szczegółowo na pytanie po co. Wystarcza mi to, że w odcięciu od korzeni nie funkcjonujemy w ogóle. Wtedy może się wydarzyć wszystko. Konsekwencje, takie jak pan zresztą wspomina, kiedy mówimy o świecie polityki, jakieś krzykliwe hasła albo populistyczne kampanie, no to można wtedy wszystko w tym zmieścić, jeżeli nie ma się świadomości. historii, która nas kształtuje, która nas buduje. Cytat, który jest w sztuce, który Małgosia zawarła tam oczywiście prowokacyjnie, włożyła je w usta oszalałej przewodniczki, która ma chwilę zwątpienia. To jest cytat akurat z biskupów, aby wybaczyć trzeba zapomnieć i staraliśmy się odpowiedzieć, że otóż nie, no właśnie nie wolno zapominać i trzeba po kolei te historie następnym pokoleniom otwierać i przypominać, dlatego że to, mówię, może dla pokoleń, które idą za nami, To będzie już coraz bardziej odległa historia, już wizyta w muzeum, już jakaś tam ciekawostka, ale mimo wszystko trzeba. Trzeba sprawiać, żeby to były historie żywe, tak jak tutaj przez pryzmat jednostki, tego pojedynczego człowieka. Mówimy o czymś szerszym, żeby nie nazywać tego tylko jakimiś ogólnymi pojęciami, tylko właśnie poprzez historie jednostkowe otwierać to na następne pokolenia. Tak wydaje mi się to jakoś. ważne i nie potrzebowałem szczegółowo łączyć tego ze światem polityki, czy jakoś wychodzić w przyszłość, bo mi się wydaje, że przyszłość jest, chyba słusznie mi się wydaje, naturalną konsekwencją przeszłości.
[22:24.78 → 24:10.40] B: Żeby wybaczyć, trzeba zapomnieć. Ja się absolutnie z tym nie zgadzam. To jest wbrew tak naprawdę istocie wybaczenia według mnie. Przede wszystkim, żeby wybaczyć, musi się najpierw znaleźć ten winny. musi się znaleźć kat, który bierze odpowiedzialność i mówi, tak to ja zrobiłem. Wtedy dla mnie możliwe jest wybaczenie i w ogóle możliwość jakakolwiek wybaczenia. Nie ma możliwości wybaczenia bez winowajcy. Komu się chce wybaczać? I tu przypomniała mi się sytuacja z Legnicy sprzed wielu, wielu lat. Tam trafiłam zaraz po studiach do teatru i był się organizowany jest to jakiś czas zjazd legniczan. Przyjeżdżają na to kary Niemców, starszych ludzi. w teatrze, który jest większy od tego teatru, w Legnicy wszyscy zasiedli. Jan Nowak Jeziorański wtedy prowadził spotkanie. I pamiętam, byłam gdzieś na górze, na balkonie i tak obserwowałam, byłam szalenie ciekawa, co z takiego spotkania wyniknie. I byłam przerażona i przejęta tym, że widziałam dwustu Niemców, starszych ludzi, którzy wykrzykiwali, byli źli, agresywni. i też przejęci z rozpaczeniem w jakiś sposób, mówiąc o swoich krzywdach, jak ich doznali, kiedy byli wysiedlani z tych terenów. Nie było mowy o tym w kontekście tego, co tak naprawdę robili w czasie wojny. Nikt z nich nie trzymał broni, nikt z nich nie walczył. Nie było o tym mowy. I w kontekście tego tak, żeby wybaczyć trzeba zapomnieć, przypominam sobie tę sytuację, że to jest niemożliwe przy takim podejściu, przy takim braku konfrontacji z tym, co się realnie zdarzyło. Nie zgadzam się z tym, żeby wybaczyć musi być ten, komu możemy wybaczyć.
[24:10.96 → 24:32.59] A: Jeżeli oni się nie przyznają do winy, hodują swoje krzywdy bez istotnego i prawdziwego kontekstu historycznego, to czy my wobec nich nadal musimy zachowywać postawę takiego odwzajemnienia?
[24:34.19 → 25:31.28] B: Nie wiem jaką musimy, czy jaką nie musimy. To co we mnie jest, to jest cierpliwość. Taki moment obserwowania i patrzenia, mam w sobie takie poczucie, że jednak jest coś dobrego w tym życiu młodzi Niemcy. Na przykład taki mój znajomy, który razem z Polką napisali książkę. Mój dziadek był esesmanem, a mój zginął w Auschwitz. Polka z Niemcem napisali taką książkę. To była ich podróż rzeczywiście do jednej, do drugiej walizki. Co tam się dzieje, co tam za świat jest. I to jest taki moment, kiedy te dzieci mają potrzebę otworzenia, otwarcia tej walizki i skonfrontowania się z tym, co tam było. Więc to powoduje, że taki Uwe, znajomy mój, zupełnie inaczej postrzega ten świat, zupełnie inaczej postrzega relacji i chce inaczej wychowywać swoje dzieci. Więc to jest coś dobrego. A w kontekście tych starszych ludzi?
[25:34.18 → 27:10.25] C: Jeśli można, no właśnie pojawia się jakiś taki kontekst zemsty albo Natomiast odpowiedzią na to jest też opowiadanie historii, otwieranie kolejnych walizek jest remedium na wszelkie takie tendencje, jakieś pretensje. Wydaje mi się, że jeżeli zapewnić dostęp do pewnych historii, do obrazów, do opowieści ludziom, którzy nie mają jakiegoś wewnętrznego poczucia a mają jakieś poczucie krzywdy, która została im wyrządzona, a tak jak mówisz o tej grupie Niemców, którzy byli niezadowoleni, że ich wysiedlano. Wydaje mi się, że w ogóle nie powinniśmy operować pojęciami zemsty i Małgosia wspomina również w tym tekście w sztuce. Na samym początku, jak mówi narrator, była też historia o zbombardowaniu Helgolandu. Była to wyspa, którą tam zaraz po wojnie alianci zbombardowali, zatopili, żeby to już było akt zupełnie niepotrzebny Zemsty i tu mi się akurat kojarzy Kurt Vonnegut z rzeźnią numer 5, gdzie w powieści znakomicie widać absurd, odwetu czy czegoś i może prawo wojny jest takie, może go nie rozumiemy, bo nie przeżyliśmy, tutaj przynajmniej siedzący na tej scenie, ale wydaje mi się, że mamy narzędzia, żeby pokazywać, informować, uczyć i zmieniać tę świadomość zbiorową poprzez właśnie Pamiętanie poprzez pamięć.
[27:12.49 → 29:11.33] A: Jeżeli państwo chcą się włączyć do naszej rozmowy, to zapraszam serdecznie. Zawieśmy może w tym momencie ten temat. Chciałem też omówić troszeczkę sposób czy formę tworzenia tych obydwu utworów, bo powiedziałbym, że obydwa przypadki są dość paradoksalne. To znaczy w przypadku Podróży na Księżyc mamy do czynienia ze słuchowiskiem, którego tematem w jakiejś mierze jest nieme kino. I to się wydaje coś niebywale dziwnego, jak można zrobić słuchowisko, które odtwarza obrazy niemego kina, a w przypadku walizki to jest też nieoczywisty teatr telewizji, bo może my jesteśmy troszkę przyzwyczajeni do takich spektakli, które poruszają się w takiej konwencji małego realizmu, że wszystko jest prawdziwe i salon, i meble, i wnętrza, albo plener, a w przypadku walizki realizacji pana Wawrzyńca-Kostrzewskiego mamy do czynienia z jakąś niezwykłą kreacją tego świata. Jak się dochodzi do takich efektów? Jaka to jest droga? Domyślam się najpierw lektury sztuk, ale do tego kształtu ostatecznego, który słyszymy i widzimy.
[29:12.51 → 30:08.69] B: W przypadku tego słuchowiska to rzeczywiście, tak jak powiedziałam, pierwsze co to zadziałało, moje wspomnienie z bardzo wczesnego dzieciństwa filmów. i dźwięku, które towarzyszyło tym filmom, takim już dźwiękowym, nie niemym, ale dźwiękowym. Natomiast ten dźwięk oczywiście przetworzony, zniekształcony, niebywały sam w sobie. To było pierwsze i wiedziałam, że na pewno przy takiej strukturze i przy takim zapisaniu słuchowiska jest miejsce na to, żeby takie dźwięki, takie przetworzenia się znalazły, czyli te restrospekcje, które są w opowieści George'a Mélièsa. I jakby to jakby było oczywiste akurat przy tym, przy tej formie, która się jakoś pojawiła. Dosyć, dosyć jakby szybko też, tak, dosyć szybko właśnie przez tą emocję myślę pojawiło się, pojawił się kształt, w którą stronę chciałabym iść.
[30:09.13 → 30:13.61] A: To co było najtrudniejsze w realizacji tego słuchowiska?
[30:14.48 → 31:18.18] B: Myślę, że wyzwaniem było to, że jednak jest to rozmowa dwóch bohaterów i że przy dzisiejszym jakby tempie i jakby takiej potrzebie większych bodźców być może tak, że wydawało mi się, że żeby osiągnąć takie spotkanie dwojga no wielkich kina, żeby to było po prostu poruszające, ciekawe i żeby rzeczywiście dać sobie czas, czas na spotkanie, żeby nie bać się tego czasu, który jest pomiędzy jednym słowem, drugim słowem, po prostu żeby to była rozmowa, która wciąga i która ma swój czas i nie pędzimy nigdzie. Czas zatrzymał się, pociąg się spóźnia, mamy czas, żeby porozmawiać. To chyba było takim momentem dla mnie, przez moment się zastanawiałam, jak to się zadzieje. Czy będzie na tyle interesujące, żeby jednak słuchacze pozostali przy opowieści.
[31:18.90 → 31:32.34] A: Panie Wawrzyńcu, jak się wytworzył w Pana wyobraźni ten tekst i jak się stało, że on przybrał właśnie tak niezwykły kształt wizualny.
[31:34.80 → 34:53.03] C: Struktura sztuki, tak jak pan wspomniał, sztuka była zapisana jako słuchowisko radiowe i to jest ogromne pole do wyobraźni. Sam zapis bez podpowiedzi obrazu, gdzie reżyser może, nawet na tym pierwszym etapie, może po prostu dać upust swojej wyobraźni i można troszkę poszaleć, jeśli mogę się tak wyrazić. I ten język, który Małgosia zaproponowała, lekkość, ilość powietrza w tym króciutkim bardzo scenariuszu, bo to dwadzieścia parę stron to tak naprawdę jest No to też sztuka tak napisać, żeby tyle treści w tak niewielkiej ilości liter. I to była prawdziwa przyjemność. Pozwolić sobie na pewne szaleństwo, jeśli chodzi o wyobraźnię, bo te postaci zaczęły jakoś, jak czytałem, ożywać. Pomyślałem sobie, jest to zapis spaceru bohatera z punktu A do punktu B, z domu do muzeum. i z powrotem, i z powrotem do muzeum. Także bardzo prosty spacer. I pomyślałem sobie, że zostało to zapisane w formie pewnych przystanków, mansjonów, etapów podróży. I w pierwszym myśleniu pomyślałem, w pierwszych takich wizjach sobie pomyślałem, że jest to, że można stworzyć mapę mentalną tego bohatera. Miejsca, które on odwiedza, ludzie, których spotyka, wspomnienia, które przypływają. to tworzy jakąś taką jego wewnętrzną strukturę, na tej drodze dojścia do prawdy o sobie samym, o swojej przeszłości. I potem to już poszło bardzo szybko, dlatego że to jest seria spotkań z współtwórcami, z operatorem, z Witkiem Płciennikiem, z Ewą Gdowiok, ze scenografką, w rozmowach, z którą na przykład wyniknęło, pojawił się pomysł, siedzieliśmy, robiliśmy naradę, że to są dwa światy, świat narratora i świat bohatera. jak to rozprócić, jak to rozdzielić, dlatego że w słuchowisku radiowym jest prosto słychać narratora, narrator mówi i wtedy słychać później bohatera. A tutaj myśleliśmy jak to zrobić, kiedy mamy do dyspozycji pustą halę produkcyjną. Myślałem o jakichś poziomach i w pewnym momencie odkryliśmy, że Świetną metodą byłoby przeskalowanie, stworzenie tego świata miniatury, który zmieściłby się teoretycznie w walizce. Taki malutki świat, na który spoglądamy i w ten sposób stworzyła się ta kluczowa, tworząca pewien mechanizm swoisty, ta metoda, ten pomysł na przeskalowanie. A reszta jest myślę dziełem, jest pracą zespołową, która jest dla mnie akurat bardzo ważna, czyli nasze rozmowy nawet nie tak gęste, bo tak jak Adam wspomniał, my się dosyć dobrze rozumiemy bez słów, ale przede wszystkim od strony technicznej, jeśli chodzi o pracę nad światłem, pracę nad scenografią, nad kształtem tego. Także to chciałbym tutaj oddać cześć całemu zespołowi, który wraz ze mną od pewnego etapu już bardzo efektywnie nad tym pracował.
[34:53.99 → 35:13.78] A: Czy Adam Ferency to jest jest aktor Wawrzyńca Kostrzewskiego. Pan wspomniał o różnych panów w spotkaniach już teatralnych. Jakim reżyserem jest Wawrzyniec Kostrzewski?
[35:14.74 → 36:36.47] D: My sobie ciągle powtarzamy, że musimy wziąć rozwód, że to nasze ostatnie spotkanie, bo już za bardzo się znamy. Spłatka to idzie, rozumiemy się wszystko bez gadania zbędnego. Ja zresztą nie lubię gadać specjalnie. To kiedyś Leszek Dawid powiedział, że był przerażony, jak ja po 10 minutach powiedziałem, że już mi wystarczy rozmowy z nim na temat jakiejś roli, a z Krzyśkiem Stroińskim on rozmawiał półtorej godziny i mieli poczucie, że dopiero zaczynają. A ja wytrzymałem 10 minut tylko. Więc rozstajemy się, rozstajemy się, ale rozstać się nie możemy. Ja cenię Wawrzynica, bo Wawrzynic jest człowiekiem, który w dzisiejszym troszeczkę zwariowanym teatrze, a w tym zwariowanym teatrze trochę mi niewygodnie, bo ja jestem stary, lubi opowiadać historię, to znaczy lubi, żeby przedstawienie miało swój początek, jakiś rozwój i lubię je zakończyć tak, żeby było zrozumiałe dla tych, którzy patrzą. To jest akurat teatr, który ja lubię, bo lubię, jak mi się historia opowiada. Lubię bajki.
[36:37.55 → 36:39.43] A: I aktor może stworzyć postać, tak?
[36:39.61 → 37:43.47] D: I aktor może stworzyć postać. Nie musi chodzić na rękach albo, ja nie wiem, na szczudłach albo co tam. Może chodzić na nogach i mówić ludzkim głosem. To jest fajne, ja to lubię. On poza tym jest człowiekiem, który lubi czytać literaturę teatralną i lubi ją analizować. Nie kroi tej materii literackiej do jakichś własnych fantazmagorii, jakichś własnych wyobrażeń, tylko usiłuje wymyśleć się w to, co tam jest napisane. I ja też lubię taki teatr. Lubię właśnie, jak się tak postępuje. No ale mówię, za dużo pracujemy razem, dlatego on teraz wysłany jest za karę gdzieś poza Warszawę, żebym nie musiał na niego patrzeć. Ale jak znam nasze losy, to oczywiście jak zjedzie do Warszawy, to znowu coś wytrzaśnie takiego, że powie, że specjalnie dla mnie coś ma i nie będę się bronił.
[37:44.07 → 37:44.57] A: Tak będzie?
[37:45.35 → 38:57.59] C: Myślę, że tak. I to też jeszcze chcę dodać, że tu akurat jestem z tego wyjątkowo zadowolony. że pomysł z racji może tych moich poszukiwań, jeśli chodzi o walizkę, o tych relacji ojca z synem, że stwierdziłem, że nie ma takich szans, żeby ojca pantofelnika zagrał inny aktor, że to musi być spotkanie ojca z synem, syn, który nie widział ojca w ogóle w życiu. Pomyślałem, że to jest ten bohater, dlatego Adam w pewnym momencie rozmawia, jakby jest i ojcem i synem i to wydało mi się strasznie jakoś ważne i tak jak od początku wiedziałem, że to jest rola Dla niego. Nie narratora, wiem, że grał narratora wcześniej, tylko właśnie pantofelnika, gdzie są jeszcze echa, korzenie tych dawnych ról, na których ja budowałem sobie swój jakiś system wartości w kinie moralnego niepokoju i tak dalej, gdzie jako dziecko oglądałem Adama w różnych fantastycznych filmach, w dziecinnych pytaniach i tak dalej. Dlatego też dla mnie to była przyjemność i zaszczyt też, spotkać się z Adamem w pracy, a że się tak złożyło, że pracujemy więcej niż przypuszczaliśmy, że będziemy, no to chyba dobrze.
[38:59.35 → 39:50.38] A: Ta scena rozmowy z ojca, syna z ojcem jest zresztą rzeczywiście niezwykle zagrana i niezwykle pokazana. To na pewno jest scena, która zostaje w o tym przedstawieniu żywo w pamięci. A chciałem panią A Annę zapytać, bo w jej słuchowisku występują też niezwykli aktorzy, a w szczególności Jan Englert, który z tego co wiem nie jest takim częstym gościem w Teatrze Polskiego Radia. Jak się Pani udało zaangażować Jana Englerta? Dlaczego właśnie pomyślała Pani o nim w roli Miliesa, wydaje mi się, że to nie był wcale taki oczywisty wybór.
[39:51.70 → 40:59.85] B: Dla mnie w jakiś sposób był. Dlatego, że pomyślałam sobie i tak, zresztą, kiedy spotkałam się z panem Janem i z panem Jerzym na pierwszej próbie, powiedziałam, do pana Jana pan jest poezją, a do pana Jerzego pan jest prozą. I to była cała moja analiza bohaterów. Dlaczego? Dlatego, że Oczywiście, myśląc o radiu, myślę o głosie, to jest cały kostium, cała skóra, całe serce aktora. I gdzieś usłyszałam właśnie w panu Janie ten moment jakiejś takiej przestrzeni na marzenie, też przestrzeni na sentyment i jakąś tęsknotę, też pewnego rodzaju smutek, a w panu Jerzym analizę, skrupulatność i to był klucz. To w tym sensie było dla mnie bardzo oczywiste. No i oczywiście dwaj mistrzowie spotykają się i tu też dwaj mistrzowie przyjęli tę rolę, więc byłam szczęśliwa.
[41:01.09 → 41:53.79] A: A proszę powiedzieć, bo tak jak pani wspomniała, zresztą zaczynała pani swoją pracę najpierw jako aktorka w Teatrze Modrzejewskiej w Legnicy. Zajęła się też pani tam reżyserią teatralną, ale ma pani w swoim dorobku również reżyserię filmową. Przypomnę film Być jak Kazimierz Dejna. To jest właśnie dzieło pani Anny Wieczur-Bluszcz. Podróż na księżyc to nie jest pani pierwsze słuchowisko. Ale chciałem zapytać właśnie o Teatr Polskiego Radia. Co to dla pani jest, jakie ma znaczenie to doświadczenie właśnie w tym medium? No tak.
[41:56.50 → 44:05.21] B: Właściwie ja zaczęłam już reżyserować tuż po studiach. Właściwie nie byłam aktorką teatru w Legnicy. Dogrywałam, jak rzeczywiście dyrektor Jacek Głąb poprosił, żebym zagrała, ale reżyserowałam. Natomiast tak, rzeczywiście, ja reżyseruję różnymi narzędziami i jeśli chodzi o teatr radia, to tak naprawdę Ta moja reżyseria zaczęła się, kiedy miałam dwa, trzy, cztery lata, kiedy słuchałam, jak mój ojciec czytał mi bajki, albo kiedy słuchałam płyt analogowych z bajkami. I to była moja pierwsza reżyseria, kiedy zamykałam oczy i tak naprawdę wyobrażałam sobie wszystko, co tam się dzieje. Układałam choreografię do piosenek, które się na tych płytach działy, przekładałam igłę i jeszcze raz słuchałam piosenki, ponieważ musiałam zapamiętać, co kto robi. I to była moja zabawa. Tak naprawdę od dźwięku dla mnie reżyseria się zaczęła. To dźwięk uruchomiał moją wyobraźnię. Przecież pierwsze to, co chyba my jako jeszcze w brzuchu naszych mam, ludzie, czego doświadczamy, to dźwięku. To nie wzroku, tylko przez dźwięk się wszystko zaczyna. Więc gdzieś to jest u mnie, jakby to było bardzo, bardzo naturalne i bardzo pierwsze. I czym cały czas jest Teatr Radia i praca z dźwiękiem, przede wszystkim jest dla mnie szalenie ważna przez taką ciągłą, takie bycie w jakiejś takiej dyscyplinie i takiej uważności na dźwięk, co szalenie mi się przydało i przydaje i w filmie i w teatrze, tak, że jakby Taka muzyczność i w ogóle cała sfera dźwięku, ona jest dla mnie naprawdę czymś... Dźwięk to rytm, ruch to rytm, ale to wszystko jest jakby z dźwięku. Jak słyszymy, to cała nasza przestrzeń jest rytmem, czyli dźwiękiem. Jakoś tak to dla mnie jest.
[44:06.50 → 44:16.32] A: Panie Wawrzyńcu, pan, o ile wiem, chyba jeszcze nie ma doświadczenia z Teatrem Polskiego Radia. Czy coś było?
[44:17.06 → 44:43.60] C: Prawie. Rozmawialiśmy z ludźmi odpowiedzialnymi o to, żebym miał szansę zadebutować w radio. Byłem tam mile widziany i nawet przyniosłem pewną adaptację, ale wydaje mi się, że jeżeli mam być szczery, to przyniosłem rzecz dotyczącą współczesnej Rosji i kilka lat temu, jakieś trzy lata temu, chyba zbyt to był ostry tekst. Kto wie, może dzisiaj wrócę.
[44:44.49 → 44:49.17] A: Miałby pan ochotę pracować w radiu.
[44:49.33 → 45:10.27] C: Jakoś potem po rozmowie o tym tekście, który wydał się zbyt drapieżny, dużo o tym myślałem i wydaje mi się, Jeszcze innym aspektem reżyserii, to co Ania mówi, to mi się bardzo ciekawe wydaje, bo ja też słuchałem różnych. Potem musimy pogadać, których bajek słuchałeś, bo ja też słuchałem różnych.
[45:10.95 → 45:17.91] A: Alibaba i czterdzieści stu rozbójników na przykład, to była taka klasyczna z Ireną Kwiatkowską bajka.
[45:18.71 → 45:45.10] C: Chyba Kuba Puchatek z Lechem Ordonem. żeby nie być gołosłownym, ale wydaje mi się, że to może być niesamowite doświadczenie, jak pozbyć się obrazu i stworzyć światy właśnie dźwiękiem, rytmem. To wydaje mi się to jakimś kolejnym fajnym wyzwaniem i jeżeli będzie taka możliwość, na pewno z niej skorzystam.
[45:46.48 → 46:02.49] A: No tu pewnie warto by skorzystać z ogromnego też doświadczenia radiowego Adama Ferencego. A pani Aniu, pani dla odmiany nie zrobiła jeszcze nic w Teatrze Telewizji.
[46:02.65 → 46:16.53] B: Ale prawie. Jestem w trakcie rozmów i rzeczywiście mam nadzieję, że to dojdzie do skutku. Jeszcze jest rzeczywiście etap wyboru opowieści.
[46:17.37 → 48:42.49] C: Jeśli chodzi o Teatrotekę w ogóle, to to trzeba powiedzieć publicznie. Im więcej się o tym mówi, tym lepiej dla całego projektu. Dlatego, że Teatroteka powstała przy współudziale Ministerstwa, Ministra Kultury i Wytwórni Filmów Fabularnych i Dokumentalnych w Warszawie, prezesa Niederhausa. I wiele osób włożyło w to mnóstwo wysiłku. żeby ten projekt w ogóle się udał. Powiedzmy sobie szczerze, że to zupełnie jest w sytuacji pewnego kryzysu, z jakim się borykał do niedawna teatr w telewizji, pojawiająca się możliwość realizacji kilkunastu spektakli z ciekawymi aktorami, z debiutantami, robionym przez młodych ludzi. No to była jakaś okazja, żeby ten teatr telewizji kulejący przez ostatnie lata jakoś podratować. Dlatego ja nie chcę już tutaj wylewać jakichś tutaj żalów i pretensji, ale jestem świadom z jakim trudem to przyszło, żeby te teatry zostały nagrane, zrealizowane i żeby doczekały się emisji telewizyjnej. Tutaj na napisach końcowych naszej walizki jest data 2013. Remira telewizyjna była w kwietniu tego roku. Sporo miesięcy, właśnie lat można powiedzieć, mija, zanim ciekawe projekty, mówię nie tylko o naszym spektaklu, ale też o tych wszystkich kilkunastu już spektaklach, które czekają w następnej kolejności. Jeżeli, o czym pan dyrektor pewnie najlepiej tutaj wie, jeżeli teatr telewizji ma problemy finansowe, to teraz warto jakby wspierać Jeżeli ktokolwiek wyciąga pomocną dłoń, to nie wolno jej odtrącać. Ja też pamiętam... taki wywiad, którego pan Wojtek udzielił jeszcze ponad rok temu, zdaje się, kiedy była to w barze studio, była taka rozmowa i pan wtedy po raz pierwszy publicznie powiedział, że będą takie premiery jak Walentyna Wojtka-Farugi i walizka w mojej reżyserii, że to będą pierwsze premiery w sytuacji, kiedy jeszcze wcale nie było, to było dosyć odważne zagranie w E-Bank, bo wtedy jeszcze nie było wcale powiedziane, że uda się dokończyć te rozmowy, negocjacje z dyrektorami, z prezesami telewizji, czy to w ogóle pójdzie.
[48:43.69 → 49:46.61] A: Ale się udało i rzeczywiście Teatroteka będzie na stałe w Studio Teatralnym dwójki. Premierę miała już Walentyna, Waliska. Teraz we wrześniu, ostatnią niedzielę miesiąca, będzie kolejny spektakl z tego cyklu, Chłopiec malowany. Piotra Rowickiego w reżyserii Piotra Ratajczaka i przez cały ten sezon kolejne przedstawienia Teatroteki będą prezentowane, więc jeżeli Państwo jeszcze się nie zetknęli z tym cyklem, to serdecznie zapraszamy zawsze w ostatnią niedzielę miesiąca do dwójki. Chciałem jeszcze zapytać Adama Ferencego o Teatr Polskiego Radia. bo jest pan aktorem, który często jest w radiu, więc co dla aktora znaczy, co daje praca w radiu? Jaka to jest przyjemność? Jaki to jest trud?
[49:49.86 → 50:02.08] D: Tak, często rzeczywiście, bo tak nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić, Ktoś to chyba sprawdzał, że tam ponad tysiąc ról zagrałem w Teatrze Polskiego Radia. Nie chce mi się nawet w to wierzyć.
[50:02.28 → 50:05.10] A: Czy na pewno nie było tyle w teatrze i nie było tyle w...
[50:05.10 → 52:43.53] D: Nie, nie, no jasne, że nie. Oczywiście, ja muszę tak powiedzieć, przyznać się, że ja traktuję radio jako pewnego rodzaju relaks, bo oczywiście to jest tak, że mamy do dyspozycji tylko swój głos i przy jego pomocy musimy przekazać jakieś sygnały, jakieś emocje i tak dalej. Ale dla mnie radio to jest miejsce, w którym nie ma napięć. To znaczy, wiecie państwo, to jest miejsce ubogie. Tam nie ma rywalizacji ani o pieniądze jakieś straszne, a właściwie żadne. Tam się przychodzi dla czystej przyjemności, dla czystej sztuki. Tam nikt nikomu, nikogo nie podgryza, nie chce wysadzić z siodła. Ja uwielbiam to, ten spokój radia, jak również traktuję radio jako pewnego rodzaju ćwiczenie, mianowicie przyznaję się, chyba już tutaj może nawet i mówiłem to w Teatrze Starym, że ja jestem bezczelny, mianowicie ja się nie przygotowuję do ról granych w Teatrze Polskiego Radia. Reżyserzy to nawet już wiedzą to, że nie warto mi tekstu przesyłać, bo ja i tak do niego nie zajrzę. Bo dla mnie jest fascynujące to, jeśli przy pomocy kilku informacji, których mi udziela reżyser, tak uruchamia moją wyobraźnię, że ja jestem w stanie pójść za tym tekstem, nie znając go, będąc zaskakiwany. tym, co się w tekście dzieje. I to jest dla mnie jakaś straszna frajda. I jestem właściwie... rodzaj dumy mnie opanowuje, że sobie poradzę, że nie wiedząc nic, poradzę sobie i mało tego, wyśledzę puenta, jeśli ona tam jest, i potrafię tę puentę sprzedać. To jest jak fascynująca rozrywka jakaś. Nigdy nie mam jakichś napięcia związanego z radiem. W telewizji już tak nie jest, a już w filmie w szczególności, o teatrze nie wspominając, bo tam są tylko napięcia. A w radio wcale i to jest piękne.
[52:44.26 → 52:45.53] A: Pomyłki się nie zdarzają?
[52:45.80 → 52:59.70] D: Zdarzają się oczywiście pomyłki i nawet poważne pomyłki, ale to jest tak, że można poprawić. Ja na żywo, na żywo staram się być przygotowany.
[53:01.78 → 53:06.94] A: Proszę Państwa, jeżeli tutaj Pan, proszę bardzo, tak.
[53:20.54 → 54:19.62] E: Chciałbym włączyć się do dyskusji. Sali też dla Państwa jest w jakiś sposób interesująca, może pochylicie się na tym w krótką chwilę. Uczę młodzież na co dzień, uczę jej konkretnego, praktycznego zadobu, więc konsumuję sztukę tak, jak uważam wypadałoby na miarę naszej wielkości, na miarę naszej historii. Z pierwszych słowach chciałem Pani podziękować bardzo za najbardziej zwierną definicję sztuki. To jedno słowo. Nie wiem, czy pani nie pamięta.
[54:19.98 → 54:21.90] B: Mam nadzieję, że pamiętam.
[54:23.74 → 01:00:39.60] E: To jest taka świetna definicja na dzisiejszy czas. Jedno proste słowo. Pani powiedziała tak. Dla mnie sztuka to... I chciałbym pani podziękować za drugą część, czyli za porównanie. Za porównanie też w skali takiej makro, jak pani już mówiła, że dla pani sztuka to jest takie serce w organizmie, prawda? Chciałbym wszystkim też powiedzieć, że to porównanie jest bardzo piękne w sensie takim czysto estetycznym i jest bardzo, bym powiedział, skuteczne w dalszej części dyskusji, bo zastanawialiście się dalej, panowie, czy sztuka ma sięgać w przeszłość, czy pokazywać przyszłość, czy budzić demony przeszłości, ale też dobre rzeczy i czy ma też tworzyć i budzić wyobraźnię przyszłości. Serce jest odpowiedzią na to proszę Pani, bo do serca krew wpływa i z serca krew wypływa, także musimy patrzeć i do przodu i musimy patrzeć do tyłu. Myślę, że najlepsza odpowiedź to jest odpowiedź właśnie tego złotego środka. Trzeba zachować równowagę pomiędzy pokazywaniem przeszłości i pokazywaniem przyszłości. Tak jako konsument mówię sztuki, jako widz, czytelnik, analizator drobny powiedzmy na tyle na ile czas mi pozwala analizować to co się dzieje w sztuce. Tak bym sobie wyobrażał tą taką zdrową równowagę pomiędzy filmami, które traktują przyszłości i o tym prawda co można wymyśleć typu futurystycznego bardzo. Chciałbym też nawiązać do Panów dzieła i do tego co myśmy tutaj obejrzeli. Prawda, dyskusja otworzyła nam oczy na kontekst, na motyw, dlaczego to się wzięło. Ale zanim ja usłyszałem panów motywy, no to oczywiście nie znałem ich i wyobrażałem sobie i przystawiałem to i próbowałem sobie tłumaczyć to, co widzę. Oczywiście ten kontekst osobisty był bardzo ważny w tym wypadku i pan no myślę miał bardzo mocne takie energetyczne i emocjonalne argumenty, żeby się za ten tekst zabrać. Pan Adam, jeśli pan pozwoli, że tak się będę zwracał do pana, Pan Adam przypomniał historię z Brukseli i tę tęsknotę warszawiaka za ewentualnie podobnymi obrazkami w Warszawie. Ja jestem lublinianinem, jak powiedziałem. My tutaj historię Żydów również mamy bardzo bogatą i ona była również bardzo podobna jak warszawska, tylko w innej skali. Ale jesteśmy naznaczeni z kolei piętnem Majdanka, który nade mną jako uczniem podstawówek prowadzanym kilka razy w ciągu roku na Majdanek przesiąkłem tą martyrologię do szpiku kości i powiedzmy przez wiele lat miałem jej alergicznie dość. Niemniej jednak w miarę upływu lat dojrzewania świadomości odkrywania historii miasta i regionu i Polski wiem, że dyskusja na ten temat jest oczywiście jak najbardziej słuszna. Pan Adam powiedział, że Będziecie panowie sięgać po takie teksty i będziecie starali się odkrywać takie historie. Niewątpliwie tak. Myślę, że jest to potrzebne. Jest to potrzebne też, jak patrzę na młode pokolenia, ponieważ mówię, mam do czynienia z młodymi ludźmi, też ich kształtuję, też ich uczę. Co prawda praktycznych rzeczy, a nie... w szerokiej materii kultury, ale wydaje mi się, że ta sztuka, mimo że zobaczyłem ten motyw osobisty potem, prawda, relacja ojca z synem, ale wydaje mi się, że można by też rozważać przy śledzeniu scenariuszy, wybieraniu nowych scenariuszy do realizacji, Kontekst czy motyw troszkę szerszy np. w takim pojęciu bardzo dzisiejszym bym powiedział potrzebnym to na co ja bym zwracał uwagę młodym ludziom wchodzącym w życie naszym 18, 20 nawet 30 i 40 latkom. Na sprawę pokazywania innych nacji na przykładzie chociażby Żydów. Jest na to klimat w tej chwili, bo chociażby sukces Jidy pokazał, że jest na to klimat i dobrze zrobiona historia i dzisiaj jest dobrze odbierana. Są rzeczy bolesne, jak Jedwabne, filmy z tym związane, ale dobrze pokazana historia Żydów jest dzisiaj potrzebna. Można pokazywać i inne nacje, ale zmierzam do tego, że motywem, jaki powinien również gdzieś tam w głowach panów istnieć, to jest motyw typu tolerancja na innych ludzi, tolerancja na inne kultury, tolerancja na inne nacje, To jest otwartość na innych ludzi i to jest otwartość na tego innego, jak go nazwał Kapuściński w ostatnich latach swojego życia i to za czym promował, prawda. Kapuścińskiego nie mamy już od ośmiu lat, ale myślę, że ta jego idea przerosła nawet jego życie, bo to co się dzieje w tej chwili, prawda, u bramy Europy i to co my na razie sobie tutaj bardzo hermetycznie i spokojnie żyjemy, wynika również z tego, że jesteśmy zamknięci na innych. A myślę, że to może naszego pokolenia już tak nie dotknie, ale dzisiejszych 20-30 latków tak. I stąd dla mnie, mówię jako odbiorcy, ta rola kultury, rola sztuki powinna być również taka troszkę edukacyjna, troszkę pokazująca, troszkę Taka pokazująca odmienności ludzkie i zwiększenie wrażliwości, Pani wrażliwości na innych ludzi i inne nacje.
[01:00:40.58 → 01:01:42.25] A: Bardzo dziękuję. W nawiązaniu do tego co Pan powiedział, zrodziło mi się takie pytanie, czy dla Państwa dzisiaj jest ważnym tematem w sztuce, właśnie to, co się dzieje z imigrantami, czy to was w jakiś sposób porusza, że myślicie sobie, to jest coś ważnego również dla mnie jako artysty, ten problem, ten temat, czy raczej bliższa jest wam postawa żorsza Milier, który by pewnie powiedział, że nie, musimy raczej robić sztukę, która nas jakby skoro mamy te problemy na około, widzimy je w telewizji, to sztuka niech będzie zupełnie inną rzeczywistością, innym światem. Raczej niech da wytchnienie, odpoczynek.
[01:01:44.19 → 01:04:53.84] C: Z tym ostatnim akurat bym się nie zgodził w tym kontekście, natomiast z mojej perspektywy Dlatego, że to jest tak, że każdy przepuszcza to przez siebie, przez swoją wrażliwość, estetykę, dobór narzędzi, jakimi się posługuje przy pracy nad spektaklami. Wydaje mi się, że z mojej perspektywy teraz np. temat, który mnie dotyka, temat imigrantów, uchodźców jest bardzo bolesny, ale dla mnie np. jest on niezwykle publicystyczny i w tym kontekście nie wiem, czy bym potrafił znaleźć, może gdybym znalazł jakiś tekst albo kontekst, który pozwoliłby opowiedzieć o tym nie w sposób publicystyczny, tylko nie wiem, to jest kwestia mojego podejścia, wyboru moich narzędzi. Mnie to porusza, ale w tej chwili nie wiem, Czy ta publicystyka, ta świeżość tematu, bolesność, jego dotkliwość teraz, czy przełożenie na sztukę teraz miałoby jakiś sens? Próbowano robić różne spektakle o Majdanie, o Ukrainie z lepszym, gorszym skutkiem, natomiast zawsze jest pytanie, na które nie udzielimy odpowiedzi, czy warto się spieszyć, czy też lepiej poczekać, aż coś, Znajdziemy narzędzia, żeby o tym mówić. Sztuka Małgosi Sikorskiej-Miśczuk też w jakiś sposób mówi o tym wszystkim, o czym Pan mówi, to jest ważne. Pan mówi, że Pan przesiąkł tutaj opowieściami, tym Majdankiem, tymi wycieczkami, że to był jakiś przesyt w pewnym momencie, a wiele osób, z którymi rozmawiałem o walizce, mówi, że jest to próba zupełnie innego, nowego jakby sposobu mówienia o tego typu, o tej tragedii, mówienia o Holokauście. To jest zupełnie inna narracja, inny sposób. Trzeba było trochę czasu, żeby odnaleźć także i taką formę, która jest oryginalna, jest nowa, jest inna i potrafi też, stymuluje nowe pokolenie. Mam nadzieję, że młodzież, która będzie na przykład oglądać ten spektakl, a już miałem takie doświadczenie w Szczecinku, gdzie byliśmy na pokazie dla młodzieży gimnazjalnej, Ja myślałem, że... Przepraszam, tak skaczę z tematu na temat, ale to wszystko się wiąże ze sobą. Myślałem, że ci młodzi ludzie będą, że pozostaną w opozycji do tej powolnej narracji, do tego trudnego tematu, abstrakcyjnego języka. Otóż nie, całe kino pełne 14, 15, 16-latków, siedzieli, słuchali. Miałem z nimi spotkanie, rozmowy i dzieciaki podnosiły ręce i pytały na przykład takie pytania, a czy ten bohater, czy on wiedział, że jest Żydem, czy nie wiedział, czy był Żydem, czy nie był, skoro miał, jak mógł. To znaczy, że oglądali, słuchali i to było dla mnie budujące na przykład. Dlatego tutaj akurat ten kontekst współczesny jakiś Udaje się to przekazać jakby w przyszłość, nowym pokoleniom. Jest coś nowego, coś innego. Ale czy w przypadku pytania, które tutaj padło, to nie wiem. Ja na przykład osobiście bym miał z tym jakiś kłopot w myśleniu, żeby przenosić coś, co widzę w telewizji, przenosić teraz.
[01:04:54.02 → 01:05:00.30] A: Ale rozumiem, że dla pana jest raczej kłopot nie związany z treścią, z tematem, tylko z formą.
[01:05:00.48 → 01:05:28.12] C: Tak, z formą, dlatego że być może w narzędziach, które ja na przykład w teatrze teraz o tym rozmawiam, Rozmawialiśmy dużo nie o imigrantach, ale o wyborze narzędzi. Z Adamem mamy rozmów i z aktorami, z którymi pracujemy, że w tym sensie publicystyka w teatrze na przykład nie jest to zestaw narzędzi, który mnie interesuje na dzień dzisiejszy. A tutaj byłoby to nieuchronne przynajmniej. No chyba, że ktoś znajdzie taką formę.
[01:05:28.34 → 01:05:28.96] A: Pani Aniu.
[01:05:29.75 → 01:07:24.21] B: Ja niestety smutno się uśmiecham w środku, ponieważ dla mnie to jest sytuacja szalenie poruszająca, szalenie jakby taka dająca przestrzeń do zadawania sobie pytań, na które ja nie znajduję odpowiedzi jeszcze. Ale dlaczego smutno się uśmiecham? Dlatego, że ja znalazłam dwie takie sztuki, które próbuję z jedną z nich od właściwie czterech lat proponować je w warszawskich teatrach. I ona dzisiaj, ta sztuka nabiera takiego kontekstu, który, ze smutkiem mówię, który jest po prostu no właśnie mówieniem nie w publicystyczny sposób o tym, co się dzieje teraz, ale w sposób dotkliwy, metaforyczny, tym czym moim zdaniem teatr powinien się zajmować, tak? Powinien, nie powinien, ale ja chciałabym w teatrze zajmować się tematami, które mnie poruszają w sposób metaforyczny, skrótowy, uruchamiający wyobraźnię i nie w sposób dosłowny to, co mnie porusza w dzienniku telewizyjnym. I druga sztuka, która, kiedy ją, zdaje się, pięć lat temu znalazłam, przeczytałam, francuska sztuka i pomyślałam sobie wtedy, mówiąc do swojego męża, ale kogo obchodzi wojna francusko-algierska w Polsce? Dla mnie to jest tak poruszający temat, nie przez to, żebym znała historię Francji i wojny francusko-algierskiej, ale przez to, co tam jest uniwersalnego i szalenie mnie dotykającego. Dzisiaj ta sztuka jest dokładnie na ten temat, nie dosłownie publicystyczne, ale mówiące i dające mi szansę zrozumieć, co dzisiaj się dzieje z ludźmi, którzy chcą zamieszkać w Europie i przed czym oni uciekają, a skąd tak naprawdę to się wzięło. Przepiękna, skrótowa, metaforyczna, symboliczna, genialna teatralnie sztuka, więc mam nadzieję, ze smutkiem to mówię, że dzisiaj jednak któryś z dyrektorów teatru będzie chciał również opowiedzieć tę historię ze mną.
[01:07:24.37 → 01:07:50.79] A: Zgadzi Pani tytuły? Rozumiemy, tak. Czy państwo mają jeszcze jakieś pytania do naszych gości bądź chcą się podzielić wrażeniami, opiniami po prezentacji tych dwóch utworów dzisiaj po południu? Jeszcze pan chce dopowiedzieć.
[01:07:51.31 → 01:09:42.32] E: Uważam, że bardzo ładnie tamten od naszej strony, prawda, Nie chciałbym, żeby była jednostronna państwo mówicie nam, a my jak gdyby nie sprzedajmy naszych wrażeń. No oczywiście wielkie dzięki dla państwa, wielkie dzięki dla, ja widziałem tylko walizkę, nie widziałem niestety tej pani audycji, ale bardzo było miło posłuchać pani poglądów i pani no wizji, bo powiem szczerze, że moje pytania dotyczące tolerancji i jakiegoś takiego troszkę spojrzenia, no może z lekką jakąś tam nutką dydaktyczną, ale jak najbardziej. Forma metaforyczna, skrótowa, dotycząca, powiedzmy, analogii z innych części świata, jak najbardziej jest dopuszczalna. Nie chodziło mi o jakąś dosłowność czy wbicie się właśnie w tą publistykę tych minut i tych dni w telewizji. Dlatego dziękuję Pani pięknie za przynajmniej to co usłyszałem od Pani i myślę, że parę osób dołączy się do moich życzeń i do podziękowań dla Pani. Dziękuję Panom za wreszcie spojrzenie takie, które zaciekawia. Pan powiedział, ta forma trafiła do gimnazjalistów, trafia i do mnie, prawda, już z drugiego bieguna pokoleniowego, ale to jest coś, co się z przyjemnością ogląda. Także i za formę, i za wykonanie Panie Adamie, także za każdy błysk oka, za każdy mięsień twarzy. Wielkie dzięki i naprawdę wielkie pokłony. W moim imieniu i myślę, parę osób zdaje sobie sprawę.
[01:09:45.80 → 01:10:14.38] A: Ja również oczywiście się przyłączam do podziękowań. Chciałem jeszcze tylko jedno pytanie zadać tak zupełnie na koniec, nawiązujące do wypowiedzi pierwszej pana Wawrzyńca-Kostrzewskiego. Jeśli wolno w ogóle o to zapytać, nie musi pan odpowiadać. Czy pan się lepiej czuje po tym spotkaniu z ojcem?
[01:10:19.74 → 01:10:44.62] C: Myślę, że myślę, że jestem bogatszy. Myślę, że jestem bogatszy. Nie wiem, czy to budzi Czasami radość, czasem smutek, ale myślę, że człowiek, że czuję, że jakby odkryłem troszkę więcej siebie, dowiedziałem się czegoś o sobie, bardziej myślę niż o nim. Także to może, może tak.
[01:10:45.52 → 01:11:41.48] A: Dobrze. Bardzo Państwu dziękuję za te dwa utwory, których mogliśmy dzisiaj, Państwo mogli poznać. Pani Ani życzę, żeby się udało przynajmniej z jedną z tych sztuk, żebyśmy mogli je zobaczyć na scenie. Może będzie okazja, żeby również trafiły one tutaj do Teatru Starego w Lublinie. Panu Wawrzyńcowi życzę, żeby cały czas znajdował swoją formę. Adamowi Ferencemu życzę wszystkiego dobrego, żeby tak się dobrze działo cały czas jak się dzieje, żeby panowie jednak razem jeszcze się spotkali przy jakimś dziele artystycznym. Państwu dziękuję za ten wieczór. Dziękuję.
[01:11:41.80 → 01:11:42.54] C: My dziękujemy.
[01:11:42.56 → 01:11:43.44] B: Dziękujemy bardzo.

Zobacz także

w Mediatece