Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

„Szaflarska. Grać, aby żyć” – spotkanie z udziałem Katarzyny Kubisiowskiej, Magdaleny Łazarkiewicz, Marii Maj (aktorka Teatru TR Warszawa), Macieja Englerta, Grzegorza Jarzyny i Jana Peszka.

Rozmowa o fenomenie Danutki z udziałem Artystów, z którymi współpracowała. Spotkanie połączone jest z zapowiedzią książki o Danucie Szaflarskiej autorstwa Katarzyny Kubisiowskiej, która ukaże się w lipcu 2019 roku.
Po raz pierwszy publicznie zaprezentowane zostaną fragmenty tekstu.
Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Wstęp na wydarzenie za okazaniem bezpłatnej wejściówki.
Wejściówki wydawane będą w kasie Teatru Starego od dn. 04.02.2019 r.

Na wydarzenie nie prowadzimy rezerwacji miejsc. Jedna osoba może odebrać maksymalnie 4 wejściówki.
Wydarzenie transmitowane on-line na stronie Teatru Starego.

„Szaflarska. Grać, aby żyć” – spotkanie z udziałem Katarzyny Kubisiowskiej, Magdaleny Łazarkiewicz, Marii Maj (aktorka Teatru TR Warszawa), Macieja Englerta, Grzegorza Jarzyny i Jana Peszka.

Rozmowa o fenomenie Danutki z udziałem Artystów, z którymi współpracowała. Spotkanie połączone jest z zapowiedzią książki o Danucie Szaflarskiej autorstwa Katarzyny Kubisiowskiej, która ukaże się w lipcu 2019 roku.
Po raz pierwszy publicznie zaprezentowane zostaną fragmenty tekstu.
Książka ukaże się nakładem Wydawnictwa W.A.B.

Czyta: Jan Peszek
Prowadzenie: Michał Merczyński

Idea festiwalu

Danuta Szaflarska – gwiazda, aktorka, osobowość, postać, najlepsza Mama, Babcia, Przyjaciółka. Najmłodsza wśród najstarszych, najskromniejsza, najdowcipniejsza, dociekliwa, konsekwentna, pracowita, uparta, odważna, prawa, szlachetna, otwarta, ufna, prawdomówna, towarzyska, radosna… i tak mógłbym wymieniać bez końca!

Danutka Szaflarska była nie tylko wielką, wspaniałą artystką sceny i ekranu, ale przede wszystkim wspaniałym Człowiekiem. Każdy, kto choć raz doświadczył Jej uroku, pozostawał w aurze Jej niezwykłej osobowości.

Od początku wspierała nasz Teatr. Gong, którym otwierała tutaj pierwszy seans filmowy nie zabrzmiał w dniu Jej śmierci. Myślcie o tym co chcecie, ale ja sądzę, że był to znak od Danutki: Wyszłam z roli, zaraz wracam. Bo przecież jest z nami cały czas w swoich rolach, wspomnieniach, książkach…

Prezentując wspaniałe role Danuty Szaflarskiej, chcemy mówić o tym, czym jest dziś sztuka  aktorska, czy etos twórcy nadal istnieje, czym jest rzemiosło artystyczne tak ważne w jej przekonaniu.

A także jakim człowiekiem warto dziś być, o co dziś walczyć, o co prowadzić spór. Danutka mówiła, że najważniejsza w życiu jest ŚLEBODA czyli WOLNOŚĆ.

Zapraszamy na pierwszy, ale nie ostatni, Festiwal Danuty Szaflarskiej ŚLEBODA / DANUTKA!

Michał Merczyński, Dyrektor Programowy Festiwalu

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.93 → 01:55.56] A: Dzień dobry Państwu, życzymy miłego wieczoru, jak brzmiała zapowiedź. Proszę Państwa, to jest ostatnie z serii spotkań, które realizujemy w trakcie pierwszej edycji festiwalu Śleboda Danutka. Dzisiaj są z nami goście, którzy przyjechali już wczoraj, w wieczorze pana Janusza Gajosa, a dzisiaj będziemy rozmawiali i podsumowywali trochę festiwal, ale też będzie to okazja do po raz pierwszy usłyszenia fragmentów książki, której okładkę państwo jako pierwsi widzicie, pani Katarzyny Kubisiowskiej, szaflarska, grać, aby żyć. Proszę państwa, zapraszam na scenę pani Majka Maj. Pani Magdalena Łazarkiewicz. Katarzyna Kubisiowska. Pan Maciej Englert, zapraszamy. I pan Jan Peszek. Witam państwa. Niestety nie ma z nami Olgi Lipińskiej, która bardzo przeprasza, ale naprawdę nie mówi. Ma takie gardło chore, że nie mogła do nas przyjechać. Tak samo Grzegorz Jarzyna, który jest w jakimś szaleństwie prób, również przeprasza. O, Kasiu, widzisz, to okładka twojej książki właśnie. Będziemy też o niej dzisiaj tutaj mówić. Ale cieszę się, że państwo jesteście z nami od wczoraj. Jak wam się w Lublinie podoba? Są mikrofony, proszę się dzielić mikrofonami.
[01:55.64 → 02:23.47] B: Ja jestem zachwycona, to jest jakieś fantastyczne miasto. Takie mam wrażenie, że przyjechałam do jakiejś innej krainy, lepszej i ładniejszej niż ta warszawska. Także zazdroszczę Państwu bardzo, że mieszkacie w takim pięknym mieście, a w dodatku wydaje mi się, że ono jest bardzo przemyślany i ciekawy sposób rekonstruowany, odnawiany. Także gratuluję bardzo.
[02:23.97 → 02:47.33] A: Gratulujemy Lublinianom. Brawo. Proszę państwa, nie ma jakiegoś planu tego spotkania, poza jedną rzeczą. Oczywiście na końcu będzie też okazja, żebyście państwo mogli zadawać pytania naszym gościom. Ale ja może bym powiedział tak. Prosiłbym o taką pierwszą rundkę, żeby każdy powiedział coś od serca o Danusi Szaflarskiej.
[02:50.59 → 02:51.29] C: Od Lewa.
[02:51.39 → 02:52.85] A: Może być. Janek, proszę.
[02:54.23 → 04:10.69] C: Ja z Donutą miałem przyjemność zagrać w filmie, telewizji i teatrze. I mogę powiedzieć, że obracałem się zawsze w kręgu jakimś magicznym. To była osoba, która z całą pewnością miała ponad codzienne i ponad normalne wpływy na otoczenie i partnera. W tym wątłym ciałku jakoś kumulowała się nieprawdopodobna energia i jakiś taki sublimat obiektywności. Mówiła zawsze prawdę i moim zdaniem była prowokatorką. Kiedy spotykaliśmy się na przykład przy okazji uroczystości tematu szalenie niewdzięcznego w Teatrze Grzesia Jarzyny w terenie Warszawa, gdzie grała moją babcię, zawsze klepała mnie mocno w ramię, ja czułem, że mnie wali mężczyzna właściwie w ramię i pytała, to ile razy grałam twoją matkę, a ile babcię? A ile twoją żonę? Bo żona też grała.
[04:10.75 → 04:11.27] A: Żonę też.
[04:11.39 → 04:20.71] C: I ja musiałem zdawać za każdym razem ten egzamin, który był fantastyczny, uroczy. Ona oczywiście była zawsze przygotowana i zawsze odpowiadała ile razy. Tyle.
[04:21.05 → 04:21.53] A: Kasiu.
[04:25.46 → 06:15.01] D: Ja Panią Danutę widziałam na scenie tylko, ale jako dziennikarka Tygodnika Powszechnego przez lata próbowałam przeprowadzić rozmowę z Panią Danutą i to się nie udawało. Konsekwentnie odmawiała i nawet w ostatnim momencie, to było chwilę przed śmiercią, jeszcze nie miałam pojęcia, że jest już tak niedobrze, że pani Danuta powoli odchodzi, był pomysł, żeby moja wtedy dwunastoletnia córka, która raz na jakiś czas do Tygodnika Powszechnego przeprowadza rozmowy, znakomite, świetne rozmowy, spotkała się z panią Danutą. Marysia Ekier, córka pani Danuty. Pamiętam, że kontaktowałyśmy się i to też się nie udało z obiektywnych względów. Natomiast później wiedziałam, że teraz już całkowicie powinnam wziąć steryż w swoje ręce i spróbować napisać książkę. Najpierw musiałam przekonać dziewczyny, czyli właśnie do tego pomysłu i żebym ja to robiła, czyli Marysię Ekier i Agnieszkę Kinańską-Cypel. Ale mam też wrażenie, że ja jednak dużo wcześniej poznałam panią Danusię i to nie chodzi o to, że widywałam ją w filmach, i tych starych, i tych nowszych, i że widywałam ją w teatrze i w teatrze telewizji, tylko że ja poznałam panią Vande Pilch, czyli matkę Jerzego Pilcha, jedną z bohaterek mojej poprzedniej książki, biografii Jerzego Pilcha, Pilch w sensie ścisłym. I państwo tutaj na festiwalu widzieliście wspaniały...
[06:15.01 → 06:15.87] A: Żółty szalik, tak.
[06:15.89 → 07:48.19] D: Żółty szalik Kuba Morgensterna, który powstał na podstawie scenariusza Jerzego Pilcha, który jest nasycony, jak w ogóle cała twórczość Pilcha, wątkami autobiograficznymi, gdzie na pewien sposób, to jest oczywiście pewna gra, którą Pilch cały czas konsekwentnie toczy, ale główny bohater jest na pewien sposób zaznaczam jego alter ego i matkę głównego bohatera, człowieka, który próbuje zerwać z nałogiem i wszystkim obiecuje, najbliższym osobom, że to jest ostatni kieliszek, już przestaje pić. Matkę gra właśnie pani Danuta Szaflarska, która jest wzorowana na matce Jerzego Pilchawandzie, z którą spędziłam mnóstwo czasu i proszę mi wierzyć, one są do siebie tak nieprawdopodobnie podobne. Fizycznie drobne kobiety. energetyczne, z parą, z fenomenalną pamięcią, serdeczne, żarłoczne na życie i z takim góralskim, twardym charakterem. To było niesamowite, jak patrzyłam na panią Vande Pilch i na Vandę Szaflarską jako matkę Jureczka, czyli postać grana przez Jana Gołęjosa w żółtym szeliku.
[07:48.71 → 07:50.13] A: Dziękuję. Panie dyrektorze?
[07:51.31 → 11:30.41] E: Ja w ogóle uważam, że to jest z Danusią trochę podejrzana sprawa, jak to jest. Dlatego, że to jest postać metafizyczna właściwie. I muszę powiedzieć, że jak jechałem tutaj samochodem, całą drogę myślałem, fajnie, że jadę i się spotkam z Danusią. Mało tego, przyjechałem i uważam, że się spotkałem i w gruncie rzeczy gdzieś ona jest. A dowody na to, że to jest metafizyczne, są dosyć proste. za szybko się połapałem, że ona nie podlega grawitacji. Po prostu jest poza takimi wymiarami. W związku z czym jakby nie za bardzo reaguje na to, na co my reagujemy. Natomiast żyje w jakimś świecie, który nam się strasznie podoba i ten świat jest strasznie fajny i czasem nas do niego wpuszcza. W związku z czym to, że teraz tutaj jej nie ma, to nie dlatego, że jej nie ma, tylko dlatego, że nie ma ochoty się tu pokazać może, bo już się znudziło. Ale to jest jej decyzja, ponieważ ona zawsze robiła to, co chce. Mało tego, mam takie poczucie, że Są tacy ludzie, którzy wchodzą do pomieszczenia i tam wydawało się, że wszyscy w wacie siedzimy, a od momentu wejścia tej osoby nagle się robi strasznie dużo powietrza, jakoś miło i coś się otwiera, jakaś tajemnica, jakieś przygniecenie znika. To też jest jakieś działanie, powiedziałbym, poza lekko kosmiczne, znaczy też poza fizyką. Więc ja mam takie poczucie, że spotkanie z Danusią Właściwie każdy to odczuwa i tak mi się wydaje, że nie ma człowieka, który by nie chciał się z nią spotkać. To znaczy, że na jej wezwanie by nie przybył. Dlatego, że byłoby wiadomo, że to wezwanie czegoś dotyczy, jest w jakiejś sprawie. Po drugie, to jest przy tych wszystkich walorach i umiejętnościach, skromność do tego jest przypisana, a jednocześnie tak niezwykłe, poważne traktowanie tej rzeczy niepoważnej, w myśl idei starych mistrzów, od których ona wychodziła, przecież to jest Zelwerowicz, Schiller, Axer. Zawsze mówiła, że Axera się nie bała, bo była od niego starsza. Wszyscy się bali, a ona się nie bała. W związku z czym, to jest takie myślenie, że to trzeba traktować strasznie poważnie. Dlatego życie można traktować dowolnie, bo ono i tak istnieje. A teatr jest umową, jest konwencją, w związku z czym to musi być na serio. Trzeba być o tej godzinie, o której trzeba. Nie można udawać, że to jest nieważne. Trzeba, jak Osterwa też był w jej życiorysie, trzeba szanować spełnie. Może nie aż świątynia, bo takich tendencji nie zauważyłem, ale w sumie to było strasznie poważne i ważne. I ważne było, miała to wszystko, co wszyscy dobrze aktorzy, że szanowała bardzo tych, którzy szanowali teatr. Może nawet jest tak, że bardziej wolała zdolnych niż niezdolnych. Nie dlatego, że się ludzie nie podobali, bo otwarta była do wszystkich, tylko że ci niezdolni teatrowi źle służyli. w związku z czym jakby naruszali to, co dla niej było święte. W związku z czym, Danusiu, przepraszam, że to mówię, ale jak już się wycofałaś na chwilę, to sobie pozwalam tak opowiedzieć.
[11:31.72 → 11:32.24] A: Majka.
[11:34.83 → 11:53.73] F: Rzeczywiście to, co pan dyrektor mówił, dokładnie tak jest. My z Magdą jadąc tutaj do państwa widziałyśmy takie zjawisko na niebie, które ja widziałam po raz pierwszy i ty zdajesz się też, prawda? Mianowicie okrągłą tęczę. Okrągłą tęczę, a w środku, w centrum tej tęczy słońce. No to naprawdę ja mam dreszcze, jak o tym myślę.
[11:53.95 → 11:54.92] A: I Danusia puszczała oko.
[11:55.04 → 14:02.21] F: Danusia puszczała oko. I tak ciągle jest. Dzisiaj w garderobie nam światło raptem strzeliło. I jak mieliśmy takie spotkanie też po śmierci Danusi, taki rodzaj wypominek w TR Warszawa, to raptem zgasło światło. I koniec. Film nie poszedł, coś walnęło na koniec. Danusia była już dosyć tych wspomnień, które stały się raptem jakieś banalne albo znudziła się nimi zdecydowanie. Więc tak to zawsze z nią było. Natomiast jeśli chodzi o mnie osobiście, to Danusia była królową mojego dzieciństwa, ponieważ moja mama kochała się niesłychanie w Danusii. To był dla niej jakiś ideał kobiety w tych filmach. skarb i zakazane piosenki. I potem to spotkanie w TE, że przez ostatnie 10 lat Danusi miałam niezwykłe szczęście być w jej pobliżu. I to nie chodziło tylko o pracę, a właściwie, prawdę powiedziawszy, to dla mnie najmniej. Natomiast o nią jako o człowieka, o to, w jaki sposób ona istnieje w swoim wieku, w jaki sposób później choruje i jak pokonuje wszystkie takie życiowe trudności. Ta niesłychana potrzeba autorytetów, która w nas ciągle jest, jakoś została dla mnie zaspokojona i dalej jakby Danusia jest dla mnie kimś niesłychanie ważnym. Wydaje mi się, że przez to, że była u nas w zespole, dostaliśmy się jakąś rodziną. Zarówno integrowała wszystkich swoich przyjaciół, właśnie Magdę, Michała i Dorotkę, oczywiście Kędzierzawską i Artura. I ci ludzie, nie mówiąc o córkach. No jakby Danusia miała taką siłę i moc swojej osobowości, że nas wszystkich jakoś tak jednoczyła, połączyła. A poza tym najdziwniejsza jeszcze rzecz z tych wszystkich cudów, że nasz kolega z zespołu kupił dom.
[14:02.89 → 14:06.19] A: Leszek Łotocki był tutaj, pamiętacie Państwo, pierwszego dnia z nami.
[14:06.82 → 14:54.15] F: w kosarzyskach, w piwnicznej, tylko troszkę wyżej nad Danusią, to to dawało nam jeszcze szansę spotykania się w wolnych chwilach na ogniskach z góralami, czyli w ogóle kompletne takie wejście w życie Danusi, dzieciństwo i to wszystko było jakimś naprawdę niezwykłym cudem. Poza tym, Kto jest na etacie w wieku lat 95? To ona wtedy dostała etat w teatrze. A dla aktora, przynajmniej z mojego pokolenia, myślę też i Danusi etat w teatrze, to jest coś bardzo ważnego, bo wtedy rzeczywiście, jak powiedział pan Janusz Gajos wczoraj, wchodzi się do rodziny, więc to jest bardzo ważne. Czyli dla mnie Danusia była kimś i jest nadal niesłychanie ważnym.
[14:54.69 → 14:56.15] A: Magda.
[14:59.03 → 18:49.91] B: Ja się strasznie boję mówić o Danusie, bo mam taki lęk, żebyśmy jej jakoś nie przykryli taką warstwą jakiegoś zagłaskania, lukru. To niewątpliwie była taka osoba, która się nie poddaje takiej prostej opowieści. ponieważ jest taki rodzaj ludzi, ja już na tyle długo żyję, żeby mieć przed oczyma takich kilka postaci, które odeszły z naszego świata, a które jak zamyka się oczy, to jakby przybiegają do nas i stają w takiej bardzo realnej postaci. I Danusia jest na pewno taką osobą, którą się ma pod powiekami. Zastanawiałam się, nad czym to polega. Ja myślę, że jakiś rodzaj jej takiej właśnie energii, to o czym o czym Pan wspomniał, która się nam udziela i która jest taką właściwie jakąś formą substancjalną. To jest taki zmaterializowany jakiś duch człowieka. I to, co dla niej było charakterystyczne, to właśnie te ta niesamowita intensywność bycia, to znaczy to spojrzenie, które właściwie ciągle mamy na sobie. Ja teraz jak mówię, to też z takim lękiem się rozglądam, czy ona gdzieś tutaj właśnie z takim swoim uśmieszkiem na nas nie patrzy i nie mówi, no dobra, dobra, dajmy sobie spokój, już dosyć tych opowieści. I ja tylko może na koniec, przepraszam, zdradzę. Po pierwsze, spotkałyśmy się w momencie, kiedy w 2002 roku, czyli w momencie kalendarzowo dla niej dosyć zaawansowany można powiedzieć, ale wydaje mi się, że w sensie jakby rozkwitu artystycznego, To był taki moment, kiedy właściwie zaczęła się jej kariera w jakimś sensie na nowo i na pewno dzięki temu, że Grzesiek Jarzyna miał ten genialny pomysł dyrektorski, myślę, że należy mu się za to wielka nagroda, żeby przyjąć ją do zespołu normalnie na etap. I ona wtedy, pamiętam, kiedy spotkałyśmy się i poznałyśmy się, mówiła o tym z taką dumą, z taką radością i z tą jej przewrotną miną, że słuchaj, te moje koleżanki to już do skoli mowa się udają, a ja na jedną z bardziej progresywnych scen teatralnych. I tam się jakby spełniała. I to się łączy też z tym, że ona miała w sobie czego ja też zaznałam przy okazji naszej pracy, taką niesamowitą odwagę artystyczną. To się łączyło w ogóle z tym, że była osobą absolutnie zachowującą młodość do końca w sobie. W niej nie było nic ze staruszki takiej stetryczałej. To była osoba otwarta. Ja pamiętam, jak w czasie prób do spektaklu, który przygotowywaliśmy, coś się zgadaliśmy na temat tego, Ja miałam takie doświadczenie w młodości z teatrem Grotowskiego i ona z taką niesamowitą ciekawością i chłonnością słuchała tych opowieści, chciała się dowiedzieć jak najwięcej o tym, na czym to polegało, ta metoda pracy, co to było w ogóle. Czuło się taką niesamowitą otwartość właśnie w niej. I to było niesamowite. Janku, a mogę zdradzić jedną tajemnicę z naszej pracy?
[18:50.95 → 18:53.55] A: Kuraż mojej matki, spektakl, który pokazywaliśmy.
[18:53.79 → 19:27.58] B: Chyba już teraz wszystko możemy. Pamiętam, że właśnie w czasie prób, czy już w czasie zdjęć, kiedyś do mnie powiedziałeś, słuchaj, Muszę ci powiedzieć jedną rzecz. Danusia ma już, ona wtedy już miała, no tak pod dziewięćdziesiątkę chyba, ale ja mam poczucie, że ona ma ciągle sex appeal. Ja myślę, że naprawdę to była właściwa ocena.
[19:29.00 → 19:53.07] A: Proszę państwa, pierwsza rundka za nami, a teraz poprosimy Jana o... pierwszy fragment książki Katarzyny Kubisiowskiej, szaflarska, Grać, aby żyć. Także jesteście państwo pierwszymi, którzy nie czytają, ale w takim wykonaniu czytanym usłyszą kilka fragmentów. Zapraszam.
[19:54.09 → 29:09.33] C: To są dość obszerne fragmenty, więc jeśli będę za dużo zdradzał z książki jeszcze nieopublikowanej, to proszę krzyczeć albo pokazywać nożyczki. Dobrze? To ja wtedy przerwę. To jest rozdział zatytułowany Miłość. Usyłko sierpnia Szaflarska i Ekier jadą z Warszawy do Krakowa, miasta rodzinnego Jana. Tu planują wziąć ślub. Mają mało czasu na załatwienie formalności. 6 września muszą wracać. Jan ma zaplanowany koncert w kawiarni profesora Bolesława Wojtowicza. Do kościoła na życzenie jadą tramwajem. Ona ma 26, on 28. Ich świadkami jest dwóch mężczyzn, Witold Wilga, przyjaciel Ekiera i Józef Kłozowski, przyjaciel Szaflarskiej. Panna Młoda jest w kostiumie z leszkowskiego materiału. Na głowie oczywiście kapelusz, w ręce oczywiście kwiaty, gladiole, bo na nie sezon. jest 3 września 1941 roku, modernistyczny kościół świętego Szczepana. Na obrączkach wygrawerują czułe skróty od swoich imion. NA 309 1943 N czyli Nusia, DA Nusia i A AŚ czyli Jaś. Mama Danuty przywiezie z Nowego Sącza konserwę, którą z Wilna posłała jej córka. Skromne przyjęcie odbywa się przy ulicy urzędniczej. Małżeństwo zawiera Danuta z rozsądku. Za okupacji wzmacnia ono poczucie bezpieczeństwa. Dorota Kędzierzaska. Skoro Danutka umówiła się na ślub, to tak jakby umówiła się na robotę. Wiedziała, że w związku z tym będzie musiała poskromić trochę siebie. Małżeństwo traktowała jako kolejne zobowiązanie. Młode małżeństwo początkowo mieszka kontem u znajomych, potem wynajmie kawalerkę przy Kazimierzowskiej. W 1944 roku są już przy Zielnej, kilka miesięcy przed powstaniem przy Waszyngtona. Za pierwsze lokum zapłacą z góry 50 dolarami ślubnym prezentem od cioci Janki. W mieszkaniu Marii Ekier przeglądam kartki żywnościowe na miesiąc styczeń i marzec 1944 wydane na nazwisko jej ojca. Z natury archiwista w teczkach tekturowych gromadzi nawet tekturowe bilety. Ślad podróżowania tramwajami po okupowanej Warszawie. Jest też kolekcja zdjęć. Ich autor nie tylko ma słuch, ale i oko. plus wdzięczną modelkę, żonę. Istnieje fotografia, której datę wykonania da się określić co do dnia, 4 maja 1944. Już za trzy miesiące rozpęta się powstanie. Na razie panuje spokój. Pierwszy roczek obchodzi Marysia, córka Danuty i Jana. Na zdjęciu jest babcia Wanda. na jej kolanach wnuczka z zawiązanym pod szyją śliniaczkiem. Mała wbija wzrok w miniaturową szklaneczkę udekorowaną wiosennym kwiatem. Na stole tort z ogromną świeczką, wydaje się, że większą od jubilatki. Mama Danuta pochyla się nad książką Tuwima z wierszem murzynek Bambo. Są też zabawki, bączek i klocki. Zdjęcie wykonał tata Jan. Oglądam inne fotografie Marii z niebowlęctwa. Pucułowata dziewczynka w śpiochach, pogodna i jasna. Kiedy 12 maja 1943 roku w rocznicę śmierci Piłsudskiego nad Warszawą trwają radzieckie naloty, Danuta z ośmiodniową córeczką jest jeszcze w szpitalu, którego mury drżą od spadających bomb. W getcie dogorywa powstanie rozpoczęte 19 kwietnia. Żydzi walczą do 16 maja 1943 roku. Tego dnia generał SS Jurgen Stroop ogłosi koniec akcji pacyfikacyjnej i na znak zwycięstwa rozkaże wysadzić Wielką Synagogę przy Tłomackiem. Myślałem, że mam skończyć. Warunki bytowe warszawiaków są na granicy nędzy Kaloryfery nie grzeją, szaflarska może w kozie spalić miesięcznie kilogram węgla. Zimą w mieszkaniu maksymalna temperatura to 7 stopni Celsjusza. Na każdym palcu Danuta ma po dwie rany z odmrożenia. Jesienią 1943 roku na kilka tygodni zostaje wyłączone ogrzewanie we wszystkich mieszkaniach Warszawy. Na kartki kupić można chleb, marmoladę, sól i kartofle. Inny towar pojawia się niezmiernie rzadko. Przydziały mięsa są minimalne. Sporadycznie rzucą makaron, kaszę, jajka. Przy odrobinie szczęścia dla dzieci na święta można upolować cukierki i herbatniki. W zamian kwitnie czarny rynek. Wszelkie rarytasy są na wyciągnięcie ręki. Potrzebna jest tylko gotówka. W lutym w Danuty zaprosi gości. Kupi dziesięć deko herbaty, dziesięć deko cukru i kawałek pasztetowej. Tak wygląda okupacyjna uczta. W prezencie dostanie figurkę Rozentala. Tak wygląda okupacyjna rzeczywistość. Jest porcelana, nie ma chleba. Po latach Szaflarska podaruje figurkę Marysi, która w dzieciństwie chowała do niej mleczaki. Okup dla zębowej wróżki. Pewnego razu przyjedzie z wizytą kolega Ekiera, właściciel sklepu bławatnego przy Floriańskiej w Krakowie. Powodzi mu się dobrze, ze wspólnikami okrada niemieckie wagony. Zaprosi szaflarską z Ekierem do wytwornej restauracji u hrabiego Potockiego w kamienicy przy Mazowieckiej. Szaflarska naje się wtedy dosyta. Żołądek nie wytrzyma, zgubne okażą się sardynki. Złapie stan zapalny błon śluzowych, Dwa tygodnie spędzi w łóżku. Dotkliwe są wieczory. Nocą hitlerowcy zaciemniają miasto. Ponuro, pusto, smutno. Ludzie pragną zapomnieć o łapankach, gestapo, niedostatku. Odskocznią jest kino, a w nim bonus – ogrzewanie. Budynki kin to nieliczne ciepłe miejsca dostępne dla warszawiaków. W repertuarze królują lekkie filmy niemieckie, austriackie, sporadycznie węgierskie. Są też produkcje polskie, których premiery przewidziane były na jesień 1939 roku. Na te seanse ustawiają się kolejki. Widzowie pragną zobaczyć ukochanych aktorów, nawet jeśli podziemie tego zabrania. Dyrektywy rządu polskiego na uchodźstwie Przepraszam, jest błąd tutaj w tekście, w związku z tym czytam z błędem. Są jednoznaczne. Polacy powinni bojkotować niemieckie instytucje kulturalne. Karierę robi hasło, tylko świnie siedzą w kinie. W konspiracyjnej prasie drukowane jest to hasło i rysunek świn siedzących na widowni oraz uzupełnienie. A co bogatsze, to w teatrze. Ta informacja powtarza się w AK-owskim biuletynie informacyjnym kolportowanym w kilkudziesięciu tysiącach egzemplarzy. Nie wiadomo nic na temat tego, czy popierająca bojkot szaflarska robi wyjątek ten jeden raz i na przełomie kwietnia i maja w 1943 kupuje kinowy bilet. Przed filmami wyświetlana jest kronika dźwiękowa guberni generalnej, specjalnie przygotowywana dla Polaków. relacjonuje odkrycie tysięcy zwłok polskich oficerów w Lasku Katyńskim. Po obejrzeniu kroniki widzowie gremialnie opuszczają kina, słychać tylko trzask foteli. Dotąd kroniki kończyły się słowami, Niemcy zwyciężają na wszystkich rąkach dla dobra Europy. Po kronice katyńskiej zmieniono tekst na, pamiętaj o zbrodni sowieckiej w Lasku Katyńskim. Ale jeszcze jak wyszli, to była łapanka, w związku z tym trzeba zakończyć tę myśl. Państwo się nudzą?
[29:09.91 → 29:10.21] A: Nie.
[29:10.81 → 33:12.78] C: Ja też nie. Uratuje ich wazon. Prezent ślubny. Może będę na Michała reagował, przepraszam. Dobra, pani Kasio. Prezent ślubny. Niebieski, mocno rżnięty kryształ. Przywiozą go z Krakowa. Spacelują. Ekier trzyma żonę pod jedną rękę, a w drugiej niesie wazon. Nagle zaczyna się łapanka. To nie ma związku z kinem, przepraszam bardzo. To jest osobny spacer. Przecież do kina nie chodzi się z mocno rwniętym kryształem. Żandarm krzyczy ręce do góry, wazon ekiera ląduje nad jego głową. Teraz Jan przypomina grecki posąg. Szaflarska dostaje ataku śmiechu. To rozbroi żandarma, puści ich wolno. ale już w kwietniu 1944 Śmiech Szaflarski mógłby ich nie ocalić". No i tu jest jeszcze pół strony wyjaśniającej, co mogło. Mam czytać dalej, proszę państwa. Historia ma początek zimą 1943 roku. Mieszkanie przy Kazimierzowskiej. Od komendanta, przyzwoitego człowieka, który niesie pomoc wielu ludziom, dostają ostrzeżenie, że na komendę na placu na rozdrożu przyszedł donos na Ekiera i trzech innych muzyków, w tym dyrygenta Górzyńskiego i profesora Drzewieckiego. Donos oskarżający ich o żydowskie pochodzenie. Komendant obieca wyjawić, kto to jest, dopiero po wojnie. Teraz mówi tylko, że to muzyk, skrzypek, radzi. Kto jest Żydem, niech się ukryje. Kto nie, musi przygotować dokumenty, to potwierdzające do trzeciego pokolenia. Ekier jedzie do Krakowa po metryki urodzenia swojej i swoich krewnych. Za trzy miesiące, tuż przed Wielkamocą, na Kazimierzowskiej, pojawia się tajna policja w cywilu. Ekier, Szaflarska, jej matka i krew Nagórzyńskiego są wyprowadzeni do mieszkania sąsiadki ukrywającej Żydów, dwóch mężczyzn i kobietę. Wszystkich ich zawiozą na komendę. Ekier legitymuje się metrykami. On, jego bliscy i koledzy wyjdą z tego cało. Żydzi zginą. Janowi zdążą powiedzieć, że jak grał, a były otwarte okna, to mogli słuchać jego muzyki. Chcą mu za to teraz podziękować. I jeszcze jedno okno otwarte na oścież dwa lata wcześniej. Sierpień 1942. Szaflarskiej z Ekierem udaje się na kilka dni wyrwać z Warszawy. Jadą do Mszany Dolnej. Danuta ma coś załatwić w tamtejszym magistracie, zbiega po schodach, zatrzymuje się na półpiętrze, staje w oknie. Wabi ją widok ogrodu. Jabłonie w jabłkach, trawa w kwiatach. Żarliwe, mocne słońce. Jej uwagę zwrócą żółte lilie. Niektóre są połamane bez koloru, a nad nimi chmary much. Teraz już widzi cztery kałuże krwi. Ziemia nie daje rady ich wchłonąć. Ktoś jej powie, że kilka dni wcześniej zamordowano tu dziewięć Żydówek. Niektóre z nich zasypano jeszcze żywe. Gdy ziemia ruszała się, żołnierze buciorami ją zadeptywali. Na następny dzień wszystko uniosło się, spuchło. Szaflarska dowie się, że w brzuch ciężarnej kobiety strzelili kilka razy. Chórowi kościelnemu kazali przy tym śpiewać. Później pili.
[33:17.52 → 35:49.13] A: Jan Peszek, Katarzyna Kubisiowska, Grać, aby żyć, to był pierwszy fragment. Proszę Państwa, poglądaliśmy kilka spektakli teatru telewizji w czasie festiwalu. Zaczęliśmy od Damii Huzarów. Był spektakl Magdy, kuraż mojej matki. Był spektakl pana Macieja Englerta, tango. Między nami Dobrze jest, w którym oczywiście występuje Majka. Teatr był bardzo ważną, niezwykle istotną częścią całej kariery pani Danuty Szaflarskiej. Była chyba w siedmiu zespołach, ale były takie dwa zespoły, które stanowiły, nie wiem, coś w rodzaju, no chyba takich najważniejszych miejsc. To był Teatr Współczesny i to był Teatr Rozmaitości, też gdzie potem była na etacie współczesnym była na etacie przez lata. Erwinek, jak mówiła o panu Erwinie Axerze, Danusia Szaflarska, był takim chyba mistrzem pierwszym dla niej. Chciałem teraz pana dyrektora zapytać, bo pan Maciej Englert jest, myślę, że najpewniej najdłużej urzędującym dyrektorem w Polskim Teatrze. Prowadzi teatr współczesny, kiedy pan Erwin Axer odszedł na emeryturę już 38 lat. Ale jest pan w tym teatrze jeszcze, jeszcze dłużej, nie jako dyrektor, ale jako aktor, reżyser. Proszę powiedzieć, jak to było? Jak Danusia Szaflarska w tym współczesnym się zadomowiła? Jak tam funkcjonowała? I pozwólcie państwo, że zanim oddam głos, powiem i przypomnę tylko takie słynne zdanie pana Erwina Axera na temat pani Danuty Szaflarskiej, w którym on mówi tak, że pani Danuta Szaflarska jest jak kamerton i po tym można poznać brzmienie całej orkiestry, czyli tego całego zespołu.
[35:50.72 → 44:37.02] E: Tak daleko nie sięga jednak moja pamięć, żeby pamiętać Danusię Szaflarską przy pierwszym pobycie w Trawsze. Wiem, że taki osobliwy gabinet, gdzie w 1949 roku ktoś przybił taki duży afisz ogłaszający, że powstał taki teatr i kto jest w składzie tego teatru. Była w tym zespole, była Danuta Szaflarska, ten teatr przyjeżdżał z Łodzi do Warszawy w 1949 roku. Tam zawis tego dnia sobie przybili w gabinecie do ściany, potem pierwszą premierę afisz też przybili do ściany i tak została tradycja, się przybija do ściany, w związku z czym cały teatr jest wytapetowany, ja to nazywam takimi słojami drzewa. że takie przyrastają te afisze razem z latami, a to jest dokładnie 70 lat temu, czyli 70-lecie teatru wypada w tym roku. Szaflarska bardzo dużo nie grała tam w tym, bardzo szybko uciekła, ale to myślę, że to miało na to wpływ też filmy, które zaczęła kręcić, i Skarpiec, i Zakazane Piosenki. W związku z czym, jakby kariera trochę się filmowa zrobiła. Z jej opowieści tylko pamiętam, że to było takie wesołe życie. Kiedyś w Sopocie na festiwalu dwóch teatrów, pamiętam, na plaży siedzieliśmy, ona nam opowiadała właśnie, jak żaglówką do Szwecji się wybierała razem z kolegami, jak se złapali ją gdzieś. Więc bardzo bujne życie. Opowiadała to jako rzeczy wesołe i fajne. Dlatego, że Ja myślę, że taką główną cechą życiorysu Danki było to, że ona nie należała do tych, co uważają, że im się coś należy. Ona cały czas mówiła, że jej się coś zdarza. W związku z czym cieszyła się z każdego zdarzenia. Widziała kogoś, to się cieszyła. Dostawała rolę, to się cieszyła. To fajnie. Natomiast nie było tego nabzdyczenia. tego, że właściwie niedoceniają mnie, nie szanują. Dzięki temu wszyscy ją szanowali, że ona się tego nie domagała. To jest jakby pierwsza rzecz. W związku z czym ten pierwszy okres był, ja go mało pamiętam, wiem z archiwów teatru, natomiast ja się tam jako aktor, już dawno się nie było, bardzo dawno, była w Teatrze Dramatycznym. To zresztą pewien fenomen i właśnie to potwierdzenie tego, że mi się nic nie należy. Bardzo rzadko się zdarza, żeby aktorka o olbrzymiej sławie, celebrytka można powiedzieć w tamtych czasach, nagle wpadająca w taką przepaść, że niewiele robi, jest trochę zapomniana, jej to w ogóle niczego nie zmieniło w życiu. W związku z czym jakby dorastając też przeszła w inne role i w tych innych rolach odnalazła się razem ze swoim poczuciem humoru, a przede wszystkim ze swoją umiejętnością obserwacji świata. W tym filmie gdzie opowiada o sobie, jest taka scena, że dom po przeciwnej stronie spłonął i ten rower płonący idzie za oknami. To nie jest to, że każdy by ten rower zauważył albo że pomyślał, że to coś znaczy. W związku z czym sądzę, że to od małego te wszystkie zabawy, ten teatr stodolny, gdzie w mrze odprawiali różne ceremonie, pastorałki, bawiąc się, że naśladowanie innego, podpatrywanie ludzi z ich ruchami, obserwacja ludzi, to jest to wszystko, co budowało w czasach, które przed chwilą usłyszeliśmy, do dzisiaj budzą grozę, ale jednocześnie są niezwykłym sprawdzianem czy też wiedzy o człowieku, jego zachowaniach. Nie o swoim zachowaniu, tylko o zachowaniach ludzi. całe to pokolenie wojenne, które przeszło przez to upiorny czas, miało niezwykle dużą tolerancję i wiedzę dla zachowań ludzkich. Dlatego, że nie można było od każdego wymagać bohaterstwa. Ale jednocześnie też jakby szukania poezji w czymś, co było kompletnie niepoetyckie, jako potrzeby ochrony. I to przenieśli jakby dalej. I w Danusie te cechy ja dostrzegałem Ona była złośliwą przecież obserwatorką, ale dzięki temu mogła portretować. Nie robiła karykatur, podpatrywała ludzkie mentalności, które jej służyły do budowania swoich ról, a jednocześnie odnalazła taką całkowitą prawdę, którą jak jeszcze obejrzymy zakazane piosenki, taki diapazon aktorski w rozmowach, w mobie jest bardzo wyraźnie przypisany tamtym latom. Natomiast ona odnalazła diapazę, nadążała za współczesnością. W związku z czym powrót do teatru odbył się dość dziwnie, dlatego że ja musiałem namawiać Aksera, żeby ją obsadził w miłości na Krymie, że to jest najlepsza ta babcia, która tam występuje. Akser się tak godził, nie godził. Ale on w końcu się zgodził. Ja wiem, jak ona gra. Oczywiście nic nie wiedział, jak gra. Oczywiście jak zobaczył pierwsze próby, nie mówiąc o tym, że obecność Danusiu aktywniła wszystkie próby. Wszyscy byli lekko zdziwieni, dlatego że Danka była osobą, która jak nie grała w scenie, a się scena podobała, to na wszystkich przedstawieniach szła w kulisy oglądać i się śmiała. Tam, gdzie się trzeba było śmiać. Ona to lubiła. Ona chciała w tym być. To było jej życie rzeczywiście. I takie życie, które było bardzo ważne, a to nie znaczy, że nie było normalnego życia. No to normalne życie też było fajne. Tylko, że w sumie mój kontakt, no myśmy byli z Szaflarską na kochany panie dyrektorze i najweselszą babciu świata. Tak się witaliśmy, witam. Dlatego, że po tangu, gdzie był w ogóle zestaw aktorski, powiedziałbym, dopasowany do siebie, oni jako para z Michnikowskim, nie tylko w tym, co Mrożek napisał, ale to, co się działo na próbach, figlach, jakie sobie robili, z dużym smakiem, przezabawnym. A jednocześnie tam jest taki tekst, że babcia umarła, ona była taka niepoważna. I w sumie taka niepoważność jej stanowiła o tym, że to, co robiła, było strasznie poważne, czyli jako jakość tego wykonania. Nie wiem, czy można znaleźć lepszą babcię do Mrożko, dlatego że Mrożek wymaga pewnego abstrakcyjnego poczucia humoru, w ogóle pewnej abstrakcji, a jednocześnie zmiany nastrojów, tematów. grania na wszystkich klawiszach w fortepianie, a nie w jednej oktawie. A jednocześnie abstrakcyjnego myślenia i poczucia humoru, które jest oparte, nie wiem, na timingu czy detonacji w stosunku do zadęcia sceny, nagle ktoś coś mówi normalnie, prawda? To są te umiejętności, które wynikają z aktorstwa nieemocjonalnego, a inteligentnego. I ta inteligencja aktorska, szczególny rodzaj inteligencji, który bardzo często nie musi być poparty jakąś głęboką erudycją albo czytaniem filozofii, filozofów, po prostu olbrzymią wiedzą o człowieku, o życiu i zastanawieniem się, po co żyję, jaki jest cel mojego przebywania przez jakiś określony czas i umiejscowienia w historii, że to coś jest przed nami, coś będzie za nami. Czyli kompletnie niepasujące do dzisiejszej, powiedziałbym, filozofii, która nam na co dzień towarzyszy. Może dlatego utrzymała się ze swoim, nic nie zmieniając, była akceptowana przez wszystkie pokolenia. Mało tego, mieściła się zarówno w rozmowach najmłodszych o niczym, jak i w rozmowach o rzeczach ważnych.
[44:37.82 → 45:20.39] A: Ona mówiła, że w jednej z ostatnich scen Innego Świata, że kiedy właściwie miała już 97 lat, kiedy ten film był realizowany, mówiła, że właściwie wszystko widziała. Widziała człowieka na księżycu, pojawiła się telewizja, pojawił się komputer i jakby ten wiek, ponad wiek, bo przecież żyła ponad 100 lat, to było to doświadczenie, które pozwalało jej jakby patrzeć na tę rzeczywistość naszą dzisiejszą, mając w sobie tę energię, którą z kosarzysk gdzieś tam pobrała i do niej też wracała. To był jakiś swego rodzaju specjalny dar, myślę.
[45:21.03 → 48:51.84] E: Ale ja też jeszcze do tego, bo ciągle mówimy o teatrze. A myśmy kiedyś z małżonką wyczytali, że Piwniczna przyznała obywatelstwo honorowe i że jest dofręczenie. Myśmy wsiedli w samochód i bez opowiedzenia się pojawili. No pojawiliśmy się tam, oczywiście jak nas dostrzegła, no to był ten gest, o, jesteście. No tak tylko, że potem się zaczęły tańce ludowe. W związku z czym ja tańczyłem o Berkę i to, co mówię o grawitacji, to jest to, że ja z nią tańczyłem o Berkę i ona naprawdę nad ziemią była. W związku z czym to mało tego... Tak się to odbyło. Po drugie, w drugim zdaniu powiedziała, że jest obywatelem tego miasta już drugim. Była drugim obywatelem honorowym. Pierwszy był Jan Paweł II. Była z tego strasznie dumna. Cieszyły ją wszystko, ja nie wiedziałem daności zatroskanej. Był kłopot, ona miała kłopot, tę doprotezę trzeba było jej założyć. Grała wtedy w Bambini Lipraga u Agnieszki Glińskiej i myśmy musieli zrobić zastępstwo. Jak usłyszała, że ma kucówkę zrobić zastępstwo, to w ogóle wstała z łóżka razem z tą endoprotezą i w ogóle na własne życzenie wyszła ze szpitala. Więc to jest następny dowód na brak grawitacji. Normalny człowiek przecież by tego nie... urwało by mu się wszystko. W związku z czym, tak żeby już właśnie nie zagłaskać do końca, ale jej się nie da, dlatego że ona i tak jest niezależna, bo ona była impregnowana na głaskanie. Nie domagała się go przecież. W związku z tym, mało tego, był taki okres, gdzie ona słabo słyszała. w związku z czym z radością przepuszczała różne rzeczy, podejrzewa mnie tylko z przyczyn cyfrowych, tylko że w to nie wchodzę. Ale jednocześnie też miała takie swoje złości, takie w przedwojennych aktorach, że jak to zastępstwo za mnie, to ja kocówno nienawidzę tej kocówny. Więc w sumie nie taka miłość sama, tylko wszystkie te odruchy, to jest moja rola, ja tamto chcę grać, to jest moje, ja tam będę. Natomiast jej pobyty w szpitalu, no to już wczoraj wspominał Janusz Gajos, ale w sumie to jest człowiek jakoś szeptak nastawiony, że jakoś tak się upoważni, że to niebezpieczeństwo jakieś jest, a w łóżku siedziała, rozśmiewała staruszkę i go, hej, co robicie, co tam u was, a ja zaraz stąd wychodzę. W związku z czym to jest taka, powiedziałbym, ryzykowne życie, dlatego że ona wchodziła w różnego rodzaju przygody, Mało tego, ale ją to strasznie bawiło, znaczy ona ryzykowała, nie chowała się, chciała być ciągle z ludźmi, chciała coś spotykać nowego, interesowała ją wszystko co nowe, tak nie zastygła we wspomnieniach, nawet te wspomnienia, które przecież i w filmie widzieliśmy, nawet w sposobie grania, to przecież ona ma taki stosunek do tego, że opowiada o rzeczach takich, Pamiętam tu rower z jednej strony, a z drugiej nawet mi się podobało, bo pieluchy szybciej schły od pożaru. Więc to jest jakby taki rodzaj pogodzenia się ze światem, że taki jest, co nie znaczy, że będę robił, a to ten świat mi nakazuje, a i tak będę robił o swoje.
[48:52.43 → 49:48.53] A: Nie ma lekko, ale do przodu. A propos szpitala, to tylko chciałem powiedzieć jedną anegdotę, jaką mieliśmy z Dorotą wspólnie. Odwiedziliśmy panią Danutę Szaflarską. Przez jakiś czas krótki była na takim odpoczynku po szpitalu w Skolimowie. I pojechaliśmy tam przed Wielkanocą. No i wchodzimy do tego pokoju. Danusia siedzi w łóżku, już jest po obiadku, serniczek. Myśmy jej też przywieźli jakieś tam słodycze. I ona mówi, wiecie co? Tak jak by dzisiaj, wczoraj przyszedł tu Olo Łukaszewicz. I ja tak sobie drzemię, otwieram oczy, patrzę, ten Olo nade mną stoi i mówi, Danusiu, a ja mówię, no co, mówię, zajęłam ci miejsce. I ustawiła sytuację kompletnie, także tak to było. Magda jeszcze chciała komentarz, a potem drugi, prawda?
[49:48.57 → 50:16.40] B: A propos endoprotezy, to właśnie pamiętam, że wtedy, kiedy się poznałyśmy, to miała ją świeżo szczepioną. I pamiętam, że opowiadała mi... Aha, i wtedy zaczęła się jej taka kariera z teatrem TR, kiedy mnóstwo jeździli za granicę. I Danosia mi opowiedziała, że zakłada się z kolegami o to, czy na bramce jej endoproteza zadzwoni, czy nie.
[50:16.42 → 50:30.77] A: Zadzwoni, czy nie. Dokładnie. Proszę państwa, będziemy mówili o TR-ze, potem tutaj będę pytał Magdę, przepraszam, Majkę, ale myślę, że teraz akt drugi, czyli drugi fragment grać, aby żyć. Jan Peszek.
[50:31.11 → 54:54.62] C: Trzeci koniec świata. Na jednym ze zdjęć siedzą pod lipą przy kamiennym stole. On z profilu, w koszuli na ramionach, ona amfas, z warkoczykami jak dziewczynka. W tle łany zbóż. Lato 1938. Zdjęcie Danuty i Jerzego Szaflarskich na wakacjach w Klęczanach wykona Jan Ekier. W przeciwieństwie do niskiej siostry Jerzy jest wysoki. Dobija 190 centymetrów. Lubią się, dużo się wspólnie śmieją. Melodię śpiewającej żaby gdzieś ukradną dla swoich bratersko-siostrzanych potrzeb. Gdy piszą do siebie listy, znajdują w nich zawsze miejsce na nuty żabiej melodii. Jerzy jest wyjątkowo muzykalny, umie zagrać na każdym instrumencie i na harmonii, i na mandolinie, i na skrzypcach. Z Danutą lubią wpuścić kota na klawiaturę, by improwizował koncert na cztery łapy, jest przy tym dużo śmiechu. Jerzy kocha słodycze, a w Jerzym kochają się dziewczyny. Danuta kocha brata, choć za maleńkości denerwuje ją, że ma się zajmować brzdącem. On ma lat pięć, ona ma lat pięć, on rok. Pewnego dnia kołyskę z jeżem przechyli delikatnie i brat wyturlika się na ziemię. On wryk, ona niewinnie spuści oczy. Od rodziców dostanie burę, ale więcej wiórka niańczenie danusi nie zaangażują. Jerzy w Nowym Sączu ukończy kolejową podstawówkę i gimnazjum matematyczno-przyrodnicze. Po maturze jedzie do Grudziądz, aby uczyć się w szkole podchorążych kawalerii. 24 sierpnia 1939 roku Jerzy ze swoim pułkiem opuści garnizon w składzie krakowskiej brygady kawalerii generała brygady Zygmunta Piaseckiego. 14 i 15 września Pułk przebywa w lasach w rejonie Janowa Lubelskiego i Biłgoraja. 16 września wojska niemieckie nadciągają z południa, północy i zachodu. Polacy są w okrążeniu. Usiłują przedrzeć się na Lwów poprzez trzykrotne natarcia. 18, 19 i 20 września na zajęty przez Niemców Tomaszów Lubelski. Żadne z nich nie powiedzie się. 20 września o świcie generał Piskor ogłasza kapitulację. Część żołnierzy dostanie się do niewoli niemieckiej, część maszerując dalej, wydana przez Ukraińców, wpada w ręce sowieckie. Ci bądź giną na miejscu, bądź znajdują śmierć w obozach. Jerzy Szaflarski Umiera 27 września 1939 roku, ma zaledwie 20 lat. Karta pobytu z Powiatowego Szpitala Powszechnego w Tomaszowie Lubelskim z informacją o jego śmierci wystawiona jest z datą 19 lutego 1940 roku. Tam, gdzie zginął, płyną rzeki krwi. zostaje pochowany w zbiorowej mogile, do której wrzuca się po 60 ciał owiniętych w sześcioradła. W dniu, w którym dotrze informacja o śmierci Jerzego, Danuta gra w farsie. Po zejściu ze sceny uderza głową w ścianę. Przez następne pół roku rozpacz zapija wódką. Wyzna, piłam, ale nauczyłam się tak pić, że nie byłam nigdy pijana. Na mogiłę brata pojedzie po raz pierwszy po wojnie, krąży po cmentarzu, w pewnym momencie zatrzyma się, powie tu, wie, poczuje, jest przekonana, że w tym miejscu leży jego ciało. Brat był pierwszym i najważniejszym dla niej Jerzym. Tego drugiego, najważniejszego pozna za kilkadziesiąt lat. święty Jerzy stoczą śmiertelną walkę ze smokiem totalitaryzmu.
[54:58.82 → 55:00.94] A: Bardzo dziękujemy.
[55:06.02 → 55:09.02] C: Jest
[55:11.00 → 55:32.56] A: taka symboliczna scena, ponieważ Erwinek, czyli pan Erwin Axer, wręczał Grzegorzowi Jarzynie jedno z najważniejszych nagród teatralnych Laur Konrada. I to było trochę, o tym Kasia pisze też w swojej książce, przekazanie jakby pałeczki temu wówczas bardzo młodemu i takiemu obiecującemu reżyserowi.
[55:33.56 → 55:36.56] E: I...
[55:40.54 → 55:59.86] A: Chciałem pogadać trochę o tym fenomenie TR-u teraz, bo jak mówiliśmy, był współczesny, ale obecność pani Daruty Szaflarskiej w tym zespole, najpierw przy okazji udziału w uroczystości, gdzie też właśnie była wtedy, Janku, mamą, prawda? Nie babcią twoją, festen.
[56:00.24 → 56:00.98] C: Mamą.
[56:01.06 → 56:01.78] A: Mamą, mamą.
[56:01.82 → 56:02.88] C: Mamą, ja powiedziałem babcią.
[56:03.00 → 56:03.90] A: Nie, nie, ja mówię...
[56:03.90 → 56:06.16] C: Mamą, mamą, tak, moją mamę grała.
[56:07.57 → 56:56.16] A: Majka, ty jesteś w tym zespole od dawna. Byłaś przez cały czas z Grzegorzem, przez różne burze, jak w każdym teatrze się przerzucały. Ja myślę, że to jest wzajemny eliksir młodości między przede wszystkim panią Danutą Szaflarską i Jarzyną, ale też całym zespołem. Ona się tam świetnie czuła. Często mówiła, że ten bardzo młody zespół i wiekiem, ale i duchem jest czymś, co dla niej stanowiło taki rodzaj napędu i pozytywnego działania. Jak to było?
[56:58.35 → 57:00.77] F: Nie wiem, może jakieś szczególniejsze pytanie?
[57:01.33 → 57:14.23] A: Nie, chciałem cię zapytać właśnie tak... Jak oceniasz tę relację z Grzegorzem? Jak oni się tu nawzajem odnajdywali?
[57:14.45 → 01:00:27.39] F: My tutaj z Kasią w trakcie rozmów o danotce stwierdziłyśmy po prostu, że nie ma się co oszukiwać. Janusia się kochała w Grzegorzu i tyle. Po prostu... Z zajemnością absolutną, bo właśnie miała ten sex appeal Danusia i to w ogóle okazuje się, że wiek nie ma tutaj nic do rzeczy. Zresztą dla aktora sex appeal jest sprawą bardzo ważną, tak zwany czar i wszyscy żeśmy się kochali w Danusii po prostu, obojętne, po prostu. Więc tak to wyglądało. I jeszcze była taka zabawna sytuacja, bo oczywiście my tam jesteśmy też dwie starsze koleżanki Danusi, czyli Magda Kuta i ja. I jak tylko była jakaś taka sytuacja, że gdzieś tam był Grzegorz i my dwie z Grzegorzem, to Danusia od razu wchodziła i nas rozpędzała, bo jakby to ona tutaj. To było takie uczucie po prostu poważne z dwóch stron. Zresztą to było piękne, jak Danusia była chora, jak Grzesio jej zupki gotował, z indyka rosołki przynosił i taką niesłychaną czułość. Jeszcze wtedy byliśmy razem na świętach jakichś, kiedy właśnie karmił ją, bo ona już nie chciała jeść i to mnie strasznie wzrusza. Ale nie gram, to mogę sobie emocje pokazać. Więc taki to był związek po prostu, a z nami. No to niesłychanie kochała młodych w teatrze i czuła się jakoś tak, matkowała im, przejmowała się. My mamy taką jedną garderobę dla kobiet, jedną garderobę dla mężczyzn, więc Zenusia z nami w tej garderobie siedziała, zresztą siedziałyśmy obok i oczywiście rozbieramy się wspólnie, ubieramy i tak dalej, więc nie ma żadnych tajemnic, jakichś takich osobistych. I to wszystko nas ogromnie jakoś tak zespala. Poza tym jeszcze z takich ciekawostek, to Danusia uwielbiała opowiadać jakieś straszliwe horrory z czasów powstania i wojny, których nie ma ani na filmie Dorotki, ani w ogóle nigdy tak normalnie nie opowiadała. Właśnie ona to opowiadała celowo i nasza taka młoda koleżanka, bardzo wrażliwa Justynka właśnie, Waślewska, dobrze mówię, bo już mi się wszystko myli? Waślewska. Ona po prostu przechodziła następnego dnia i mówi, boże, ja nie mogłam spać. Co ta pani Danusia? Matko Boże. A Danuta to opowiadała absolutnie jakby też celowo. Jeździliśmy razem za granicę w samolotach. Pytałam kiedyś Danusię, czy ona się nie boi, kiedy samolot startuje i później. Ona mówi, no co ty? Po pierwsze grawitacja, ale ona mówi tak, ja się tylko modlę do księdza Popiełuszki i tak po prostu widzę, jak ten ksiądz ten samolot tak dźwiga i teraz, kiedy nie ma Danusi, a ja latam z zespołem czy w ogóle, to tak właśnie modlę się i tak widzę, że tutaj i Danulka teraz z księdzem ten samolot po prostu podnoszą i jakoś to tak leci.
[01:00:28.11 → 01:01:04.10] A: Także chciałem jeszcze zapytać o tą... Oczywiście były różne role, różne spektakle, różne sytuacje, ale między nami dobrze jest. Które też oglądaliśmy tutaj w Lublinie. Tam jest szczególna rola Danuty Szaflarskiej. Jesteś w tym spektaklu. Tekst właściwie napisany na zamówienie TR-u. rola niezwykła osobiałej staruszki i wy wszyscy wokół niej.
[01:01:04.62 → 01:01:42.71] F: To było niesłychane zważenie. My mieliśmy premierę w Szałbinie w Berlinie, to zresztą było piękne. Przez dwa tygodnie siedzieliśmy tam, Marysia była z nami, próbując już ostateczny kształt spektaklu. To jest jakaś... To jest niesłychane, bo to właśnie jak pan dyrektor mówił, że poczucie humoru, a poczucie absurdu i ta abstrakcyjność Danusi tutaj fantastycznie też posłużyło Masłowskiej, a Masłowska jej i to znakomicie się wpasowało.
[01:01:43.06 → 01:01:51.34] A: Tak przywoływana scena z rowerem z powstania jest też w jakimś sensie przypadkowo w tym tekście Dorocy.
[01:01:51.76 → 01:02:03.30] F: Tych przypadków ciągle jest mnóstwo i już tutaj zastanawiałyśmy się z Magdą, jak to jest z tymi przypadkami, przynajmniej w wypadku Danusi, że to wszystko właśnie tak się składa. Podejrzana sprawa.
[01:02:03.92 → 01:02:13.62] A: Danusia właśnie cały czas była na tej scenie na wózku i potem umierała się tam, Przewracała, robiła różne rzeczy.
[01:02:14.04 → 01:03:24.61] F: Mnóstwo anegdot jest związanych z tym spektaklem, ponieważ w pewnym momencie Danusia trochę zasypiała na tym wózku z tyłu, a tu się toczyły różne sceny, więc pomyśleliśmy, że może jednak będzie wyjeżdżać ze sceny. To była strasznie potem rozczarowana, że jednak nie uczestniczy i że coś ją omija, ale też miała problemy z chodzeniem, przecież bardzo poważne. A mimo to chodziła. Była taka sytuacja, że miała jakiś kłopot z paluchem, ale taki naprawdę poważny, że nie mogła zakładać butów. No i w końcu ja ją zmusiłam do tego, żeby wyszła w skarpetkach. I później spotkałam się z nią i ona mówi, słuchaj, miałam sen, śniło mi się, że Jarzyna dowiedział się, że ja w tych skarpetkach wyszłam i zabrał mi rolę i w ogóle wyrzucił z teatru. Danusia w takim wieku miała w ogóle takie różne wątpliwości, a co by Grzegorz na to powiedział. Znaczy ona była tak niesłychanie zdyscyplinowana, Nic nie było ważne, tylko właśnie, żeby było tak, jak powinno być.
[01:03:26.09 → 01:04:27.21] A: Proszę Państwa, jeszcze też jedna anegdota związana właśnie z tą rolą. Otóż właśnie pani Szaflarska miała tam już w pewnym wieku swoje różne problemy ortopedyczne i któregoś dnia z moją żoną Kasią powiedzieliśmy, że zawieziemy ją do takiego lekarza w Poznaniu, naszego przyjaciela, doktora Owczarskiego. Ten dzień nastał, pojechaliśmy, jest wizyta u pana doktora, pani Szaflarska wchodzi do gabinetu i mówi tak, panie doktorze, ja tak naprawdę, to już u wszystkich lekarzy byłam, ale mówi, Michał mówi, że pan jest taki fajny i dobry, to ja muszę pana zapytać o jedną rzecz. Mówi, otóż ja umieram w tym spektaklu i mówi właśnie w ten sposób i się przewróciła, tak jak siedziała z tego krzesła, Doktor Owczarski wstaje i biegnie i mówi, pani Danusiu, niech pani nie umiera, a już na pewno niech pani nie umiera tak na scenie. I potem się ta wersja jakoś też zmieniła, prawda?
[01:04:28.49 → 01:04:30.01] F: Nie pamiętam, wiesz co? Przypomnij.
[01:04:30.59 → 01:04:34.07] A: Nie, właśnie ja też nie wiem, jak już potem umierała, ale na pewno nie padała.
[01:04:34.21 → 01:04:35.35] B: Ale Danusia pamięta.
[01:04:35.61 → 01:04:36.15] A: Na wózku.
[01:04:36.31 → 01:04:37.99] F: Na wózku, tak?
[01:04:38.29 → 01:04:39.27] A: Tak, na wózku.
[01:04:39.85 → 01:06:28.73] F: Ja jeszcze chciałam inną rzecz powiedzieć, bo tutaj a propos tych zastępstw za Danusię, to rzeczywiście była poważna sprawa, że między nami musieliśmy jechać do Stambułu na otwarcie festiwalu, a Danusia była akurat w szpitalu i była absolutnie pewna, że nie pojedziemy bez niej. A tu się niestety okazało, że jedziemy. I jeszcze robi za nią zastępstwo Jankowska-Cieślak. Boże święty. Taka wspaniała aktorka, ona będzie ode mnie lepsza, na pewno będzie lepsza". I potem, kiedy wróciliśmy, to w ogóle była straszna tragedia dla Donosi. Wesny też wypytywała, no ale jak, ale jak, ale Majka, powiedz, czekała na mnie, a ja też jakaś złośliwa się zrobiłam. I tak nie przychodziłam, nie przychodziłam, aż wreszcie przyszłam jej powiedzieć, że no gdzie tam. Po prostu połowa ciebie, bo to prawda. To była rola dla Danusi. No i później, kiedy Danusia odeszła... Jej własność, dokładnie. Kiedy Danusia odeszła, myśleliśmy, że już koniec ze spektaklem, ale po roku żałoby Grzegorz wpadł na wspaniały pomysł żeby zagrał to Leszek Łotocki. Po pierwsze mężczyzna, nie kobieta, to już coś, a po drugie przyjaciel z kosarzysk. Wcześniej było też zastępstwo za nią w drugiej kobiecie i to już Grzegorz, nauczony doświadczeniem, dał Tomkowi Tyndykowi. I Danusia też była wtedy w szpitalu i pyta, No jak tam? Jakiś chłopak za mnie gra. No ale on chodzi w moim kostiumie. No w twoim, Danusiu. A, to się upierze. Ale miała poważny jednak z tym problem, więc tak to wyglądało.
[01:06:30.17 → 01:06:32.09] A: Czy jesteśmy gotowi na akt trzeci?
[01:06:32.65 → 01:06:33.93] C: Ja jestem gotowy.
[01:06:33.95 → 01:06:35.59] A: I trzeci fragment, zapraszamy.
[01:06:37.95 → 01:17:21.88] C: Kościołem rozczaruje się jeszcze w latach trzydziestych. Po pierwsze, zniechęci ją rozwiązłość Kleru. Na jej oczach ksiądz próbuje zbałamucić gospodynię. Po drugie, umysłowa ciasnota. W Warszawie w czasie studiów chce wyspowiadać się w Kościele Świętego Krzyża. Uklęknie przy konfesjonale, wyzna, że kilka razy nie zmówiła wieczornej modlitwy. Ksiądz – ile razy? Ona – nie pamiętam. Ile razy? – słyszy po raz drugi. Nie mogę powiedzieć cyfry, skoro nie pamiętam, ile razy padnie po raz trzeci. Dla spowiednika odpowiedzią będzie głucha cisza. Danuta wyjdzie bez słowa z kościoła. Na czterdzieści lat. Gdy ktoś przez ten czas usiłuje ją nawracać, ucina uprzejmie. Proszę się nie wysilać. Wszystko się zmieni w stanie wojennym. Szaflarska działa w Komitecie Prymasowskim Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i Ich Rodzinom, powołanym pod patronatem prymasa Józefa Glempa w grudniu 1981 w reakcji na internowania działaczy politycznych i ludzi kultury. Zebranie ciepłej odzieży oraz dostarczenie pomocy do więzień jest nakazem chwili, a najbardziej chodzi o podtrzymanie ducha w narodzie. Szaflarska delegowana jest na procesy aresztowanych robotników. Na sali są też inni aktorzy, istotna jest obecność osób publicznych, ale wyłącznie ona wytrwa do końca procesu. Pewnego dnia młody szczupły człowiek zagadnie ją, czy wolne to krzesło? Szaflarska, tak proszę. Młody człowiek, nazywam się Popiełuszko i jestem księdzem. O matko, ksiądz mi tu będzie siedział, przerazi się. Podczas przerwy ksiądz zaproponuje wspólną kawę, jakbyśmy ją słyszeli. Szaflarska mięknie, czuje, że to zapowiedź czegoś dobrego. Potem powie, proszę pani, ja raz w miesiącu odprawiam mszę za ojczyznę, czy mogłaby pani na takiej mszy przeczytać wiersz? Ona, proszę księdza, nie będę brała udziału w tym, bo ja do kościoła nie chodzę i jestem niewierząca. On nie szkodzi. Annie Sosnowskiej Szaflarska wyzna, że te dwa słowa, nie szkodzi, przywróciły jej wiarę. Popiełuszko jest drugim po bracie najważniejszym Jerzym w jej życiu. Kiedy nadawano imię ukochanemu wnukowi Szaflarskiej Wojciechowi, z żalem zapyta córkę, dlaczego nie Jerzy. Szaflarską popiełuszko wyspowiada hurtem, powie tak łatwiej, bo ona się kryguje, zasłania, że ostatni raz uklękła przekonfesjonalę przed okupacją, a teraz pragnie to zrobić z własnej woli, z potrzeby serca. Po spowiedzi Danuta poczuje ogromną ulgę. Dostanie pokutę, gdy przechodzi obok pustego kościoła, ma wejść do niego i pomodlić się. Popiełuszko wychodzi z założenia, że jak człowiek wchodzi do kościoła i żegna się wodą święconą, to wybaczone są grzechy powszednie. Ona mówi do niego Jurek, on daje jej jakieś rzeczy na przechowanie, ochrzci trzydziestoletnią Agnieszkę, W 1983 o chrzci urodzonego rok wcześniej Wojtka, pierworodnego Agnieszki i pierwszego wnuka Szaflarskiej. Agnieszka Cypel-Kiliańska powie, że na jej ślub kościelny i chrzciny dzieci nalegała matka. Sórki Szaflarskiej lubią popiełuszkę. Ile razy przechodzą koło kościoła św. Stanisława Kostki, tyle razy wpadną do niego na kawę i ciasto. O względy popiełuszki Szaflarska rywalizowała z Romą Szczepkowską, twierdzi Barbara Chorawianka. Danka mówiła, słuchaj, ona jest taka głupia, taka głupia, To była nieprawda, więc opanowałam Danusiu. Wiesz co? Chyba przesadzasz trochę. Nie przesadzam. Jak ja ci to mówię, to nie przesadzam, bo ja wiem. No więc to była Danusia cała. W lipcu 1984 roku Popiełuszko odwiedzi szaflarską w Kosażyskach. Towarzyszy mu ksiądz Bogdan Liniewski, przyjaciel, misjonarz z Wybrzeża Kości Słoniowej. Zostaną na kilka godzin, pojadą dalej do Kosażysk, wrócą w sobotę. Wędrują po górach, palą ogniska. W tutejszym kościele odprawią nabożeństwo. Śpią w pokoiku na pięterku. Maria Ekier zażartuje, że mogłaby teraz otworzyć Izbę Pamięci księdza Jerzego. Istnieje zdjęcie z tego pobytu roześmiane dziewczyny, Agnieszka i Marysia, mały Wojtuś i ksiądz Popiełuszko. Planują spędzić razem święta Bożego Narodzenia. Nie spędzą. Agnieszka Kilańska-Cypel. Pamiętam ostatnie spotkanie z Jerzym. Był u mamy, przyszłam z wizytą. Leżał zmęczony na tapczanie. Wymienił datę wyjazdu, Bydgoszcz, 19 października. Zapamiętałam to sobie, nie mam, broń Boże, żadnych takich przeczuć, ale Jerzy mocno to zaakcentował. Od czasu, kiedy zostały odnalezione zwłoki Jerzego, Męczyła mnie wysoka gorączka, byłam półprzytomna. Wszyscy mieli pretensje, łącznie z mamą, że nie chodzę na czuwania do kościoła św. Stanisława Kostki, gdzie się modlono w jego intencji, by się odnalazł cały i zdrowy. A ja nawet nie byłem w stanie drzwi otworzyć, a co dopiero dojść do kościoła. Tyle pamiętam ze śmierci Jerzego. Nie mam pojęcia, co mnie tak rozłożyło, to nie była choroba, którą da się określić, bo moich rodziców śmierć przeżyłam spokojnie. Nie chorowałam. 3 listopada 1984 roku Danuta Szaflarska z córkami wmiesza się w półmilionowy tłum zgromadzony wokół kościoła św. Stanisława Kostki. Pogrzeb księdza Jerzego zamieni się w antykomunistyczną demonstrację. Przed złożeniem ciała do grobu wypowiedziane zostaną ostatnie słowa modlitwy. Zapada cisza. Przerwie ją kobiecy głos intonujący ojczyzno ma. Pieśni podejmują kolejni ludzie, w końcu setki tysięcy zgromadzonych. Barbara Horawianka. Danusia nie modliła się specjalnie. Gdy czasem chodziłyśmy razem do kościoła, to ona mówiła, nie, wiesz co, Nudne takie. Ja, czy my musimy? Przecież możemy się pomodlić, gdzie która chce, jeżeli mamy taką chęć. Ona, ja się pomodlę do Jurka. Ja Jurkowi wszystko opowiem. Jurek załatwi wszystko. Od jego śmierci Danuta wierzy, że Jurek nad nią czuwa. Twierdzi nawet, że dwukrotnie u Pana Boga wynegocjuje jej dłuższe życie. Gdy idzie do szpitala, zabiera z domu jego portrecik. Wówczas wie, że nic złego jej się nie stanie. Za pierwszym razem Popiełuszko negocjuje w sprawie szaflarskiej w 1989. Za kilka godzin ma się rozpocząć premiera zamku w Szwecji w Teatrze Komedia. Danuta jest i jeszcze w domu. W końcu usłyszy dzwoniący uporczywie telefon. Ktoś zapyta, dlaczego nie jest w teatrze, że zaraz przyjedzie po nią samochód. Nie pamięta, jak zamknie drzwi, jak zejdzie po schodach, jak dojdzie do taksówki, jak wejdzie do teatru. W garderobie też jest dziwna. Kawa, która zawsze stawia na nogi, tym razem nic nie da. Poprosi, by uderzyć w gong, to zawsze ją mobilizuje i rzeczywiście wychodzi na scenę. Pierwszą kwestię mówi, wszyscy oddychają z ulgą, ale już przy drugiej cisza. Suflerkę słychać w ostatnich rzędach, kurtyna w dół. Na widowni jest doktor Noszczyk ze swoim kolegą anestezjologiem. Pędzą do garderoby i zawożą szaflarską do szpitala. Okazuje się, że ma zatkaną tętnicę szyjną. Operacja udaje się, lecz kłopot jest z sercem. Danuta ląduje na kardiologii, potem na ojomie. Rodzina usłyszy, proszę się przygotować na wszystko. Szaflarska krzyczy z bólu i prosi, Jerzy, daj lekarstwo. Przypomina sobie, jak kiedyś była chora, odwiedził ją Popiełuszko, powiedział, że ma dla niej lekarstwo i wręczył tabliczkę czekolady. W pewnej chwili wchodzi młody lekarz, aplikuje jej swój prywatny lek. Ból ustępuje. Gdy Szaflarska wydobrzeje, spyta lekarza, skąd wiedział, że jest potrzebny. Powie, że był na kardiologii u swoich pacjentów. Nagle wstał i zszedł na ojom. Jego zdaniem to była siła wyższa. Doktor Misio, tak będzie o nim mówić szaflarska, po latach okaże się, że wtedy przeszła zawał. Na odchodnym konsylium lekarskie zaleci koniec z teatrem. Najwyżej radio i spokojne życie domowe. Szaflarska ma wtedy 74 lata. Drugi raz Popiełuszko wynegocjuje dla niej z Panem Bogiem kawał czasu. Całe 15 lat życia. Jest 2002 rok, Szaflarska wraca z banku, ma przy sobie sporo gotówki. Na klatce schodowej ktoś ją zaczyna dusić. Traci przytomność, skulona leży około pół godziny i zaczyna odczuwać szczęście. Zdaje sobie sprawę, że siedzi koło niej Popiełuszko. Nie widzi go, ale wie, że to on. Kiedy Popiełuszko oddala się, Szaflarska myśli, położyłam się do łóżka zdrowa, to dlaczego wszystko mnie boli? Otworzy oczy, zobaczy, co się z nią dzieje. Znajdzie ją w końcu sąsiad. Policja jest zdumiona, że uszła z życiem. Ma prawie 90 lat.
[01:17:23.32 → 01:18:04.74] A: Brawo, dziękujemy. To jeszcze nie koniec, jeszcze będziemy, proszę państwa, słuchali. Chciałem teraz Magdę poprosić, bo spektakl, który oglądaliśmy, twój spektakl, Kuraż mojej matki, To jest, proszę Państwa, jeden z 59 spektakli, w których wzięła udział pani Danuta Szaflarska w Teatrze Telewizji. Ty często pracowałaś, robiłaś mnóstwo spektakli Teatru Telewizji i nadal to realizujesz. To jest dosyć specyficzna forma.
[01:18:04.76 → 01:18:05.44] B: Nie, teraz nie.
[01:18:05.58 → 01:18:19.35] A: Okej, to taka przerwa teraz. Ale generalnie... Chciałem, żebyś opowiedziała nam o tej współpracy, gdzie jest zresztą wspaniałe spotkanie z Janem.
[01:18:20.52 → 01:18:21.06] B: W roli syna.
[01:18:21.11 → 01:18:22.19] A: W roli syna tym razem.
[01:18:22.69 → 01:18:23.35] B: Taboriego.
[01:18:24.26 → 01:18:50.26] A: o tej pracy, ale też w ogóle o tych niektórych przedstawieniach, które na pewno oglądałaś, pani Danuty Szaflarskiej, których nie jesteś autorem, nie jesteś autorką, ale pamięta się parę różnych ról, chociażby też słynne Damy i Huzary pani Olgi Lipińskiej, które też tutaj pokazywaliśmy. Ale zacznijmy od Kuraż mojej matki.
[01:18:51.55 → 01:19:19.19] B: Zacznijmy i skończmy, dlatego że ja jestem też zazdrosna i uważam, że to jest najważniejsza rola Danusi w Teatrze Telewizji. Przepraszam za to wyznanie nieskromne, ale naprawdę, kiedy przeczytałam ten tekst, a nie znałam wcześniej osobiście Danusi, to od razu ona do mnie przypłynęła. Po prostu miałam poczucie, że to jest dla niej napisane.
[01:19:20.01 → 01:19:21.63] C: Który to był rok?
[01:19:21.73 → 01:19:22.13] A: Przypomnij.
[01:19:22.37 → 01:25:46.86] B: To był rok 2002, więc właśnie to był ten etap jej życia, ten rok właśnie. Prawdę powiedziawszy, wiele wątpliwości na temat tego, po pierwsze, czy ona się zgodzi zagrać w tym przedstawieniu. Nie wiem, czy wszyscy państwo widzieli, ale w tym tekście jest takie pewne przekroczenie, ponieważ to jest taka właśnie... bardzo nietypowa i jak się potem okazało, to znaczy w miarę jak poznałam Danusię i jej opowieści o tym, co przeżyła, to nagle, tym bardziej się utwierdziłam w tym przekonaniu, że to się jakoś niebywale rymuje z jej losami. Pamiętam jej opowieść w czasie jednej z pierwszych prób o tym, jak jak pojechała swojego męża wyciągnąć z oflagu, tak, zdaje się, że z oflagu, nie pamiętam, tak? Z obozu. z obozu, że cudem załatwiła dla niego jakąś taką możliwość, że zostanie on wyciągnięty z tego obozu i tam właśnie się udała. Miała jakąś przepustkę, która pozwoliła jej tam wejść do środka. To w ogóle jakaś opowieść z księżyca. I po czym się okazało, kiedy już mogła go stamtąd wyciągnąć i wyreklamować, że nie ma dla siebie przepustki, która pozwala jej wyjść z powrotem poza ten obóz. Więc nagle zrozumiałam, że ta opowieść, którą stworzył Taboryk, zresztą na kanwie swoich losów i swojej relacji z matką, jest jakąś formą też opowieści o przygodach, nazwijmy to, danusi wojennych i to było niesamowite, że to się jakoś tak ze sobą połączyło i zlało, że mieliśmy poczucie, że ona właściwie opowiada o sobie w tym przedstawieniu. I też miałam taką wątpliwość, ponieważ tam jest też taka dosyć odważna scena opowiadająca o scenie miłosnej, która odbywa się w czasie transportu do Oświęcimia, że ona będzie być może miała z tym problem pewien taki, nazwijmy to, moralny. Natomiast właśnie szybko zorientowałam się, że ona jest aktorką, która ma w sobie taką odwagę artystyczną, że jest w stanie przekraczać te wszystkie granice i że liczy się właśnie to, co jest artystycznym efektem. I ja myślę, że rzeczywiście ta rola była wyjątkowa. To znaczy nie tylko dla nas to spotkanie, ale też w jakimś sensie i czułam to, że ona właśnie wypowiada siebie poprzez tę rolę bardzo mocno. Nie czuję się na siłach, żeby krytycznie się wypowiadać na temat jej innych ról. Na pewno były wspaniałe. bo wielką była artystką, ale wydaje mi się, że to były takie właśnie zwykłe role w spektaklach, natomiast tutaj było coś więcej. Miałam to poczucie takiego spotkania, jakby na bazie tego tekstu, ale takiego głębokiego ludzkiego spotkania i porozumienia. I właściwie od tego momentu zaczęła się nasza jakaś relacja, którą mogę nazwać właściwie taką kumpelską relacją. Zupełnie nie było tej bariery wieku, jakby czułyśmy, że nadajemy na tych samych falach, że to samo nas ciekawi, śmieszy, że nawet czytamy podobne książki, bo też trzeba powiedzieć, że ona była też namiętną czytelniczką. I w ogóle też również prasy, bo śledziła bardzo wszystko, co się dzieje na bieżąco. Pamiętam jeden z ostatnich momentów, kiedy ją widziałam, to było na OIOM-ie, kiedy udało mi się przedrzeć tam przez kordony i ją odwiedzić. No i się spodziewałam, że będzie trudno się z nią porozumieć, Pamiętam, że przyniosłam jej kompot jabłkowy, bo bardzo chciała się tego kompotu napić i właściwie była w takim stanie krytycznym. Wszyscy bardzo się niepokoiliśmy, że być może to jest ostatni moment, kiedy można ją zobaczyć. No i rzeczywiście zobaczyłam ją tam, tam zresztą była też córka Marysia przy niej, Zobaczyłam ją leżącą płasko, podłączoną do tych wszystkich urządzeń kontrolujących życie i sobie myślałam, nie wiem, o czym będziemy rozmawiać. Ten kompot fajnie napiła się i nagle ona mnie tak do siebie przyciągnęła i zaczęła ze mną rozmawiać na temat bieżącej polityki, którą była bardzo wkręcona. I nie mogę chyba cytować tych słów, bo tutaj różnie to może być odebrane, ale bardzo dobitnie wyrażała się o aktualnych politykach. I właśnie powiedziała, bo to było akurat przy okazji stulecia jej, powiedziała, że nawet właśnie pani premier wyraziła chęć odwiedzenia ją tam na tym OIOM-ie. i że ona bardzo zdecydowanie podziękowała za tę wizytę. No i to było takie niesamowite w tym momencie, ponieważ sądziłam, że właśnie to będzie jakiś rodzaj pożegnania naszego, a tu się okazało, że jesteśmy tak mocno, że tak powiem rozmawiamy na tematy bieżące i to mnie jakoś bardzo podbudowało, że Danusia nie odpuszcza. Nie wiem, nie czuję się dobrze w roli krytyka, oceniającego jej inne role, także może ktoś inny mnie zastąpi.
[01:25:47.56 → 01:26:19.34] F: Mogę dodać jeszcze jedną anegdotę? Oczywiście. A propos tych damichuzarów. Ja właśnie oglądając ten spektakl, mówię Danusiu, ale bardzo niechętnie aktorki siebie tak pobrzydzają, że ty sobie takie wąsy narysowałaś, to super, bo to fajnie do tej roli. A Danusia spojrzała na mnie ponuro bardzo i powiedziała, wiesz jaka była anegdota na planie, że tylko dwie osoby mają swoje wąsy tutaj, Pokora i ja. Okazało się, że to były prawdziwe wąsy Danulki.
[01:26:20.92 → 01:27:51.65] A: Chciałem proszę Państwa przed czwartym aktem przeczytać jeszcze jedno zdanie, które napisał pan Mikołajewski w Gazecie Wyborczej, pisał taki wielki tekst na stulecie urodzin pani Danuty Szaflarskiej. Jest coś w Danucie Szaflarskiej, co mi przypomina Wisławę Szymborską. Większe zainteresowanie światem niż sobą. I to rzeczywiście chyba tak było i także w tym, co powiedziała Magda o tych sprawach, które dotyczą nie tylko teatru i sztuki, nie tylko kina, ale właśnie pani Danuta Szaflarska była po prostu bardzo świadomą, wielką obywatelką. Ona po prostu miała pełną świadomość i kompetencje swoich praw, obowiązków i traktowała to też bardzo serio. Nie tylko czytając właśnie bieżące doniesienia na temat tego, co się dzieje na świecie i w Polsce, ale właśnie też to komentując, czego też doświadczałem, bo jak czasem do niej dzwoniłem albo ona dzwoniła do mnie, to pierwsza część rozmowy to było zawsze omówienie bieżącej sytuacji politycznej. Także to naprawdę było coś. Drogi Janie, akt czwarty.
[01:27:56.02 → 01:32:22.04] C: W 1985 roku Szaflarska przechodzi na emeryturę. Ma 70 lat, jest w pełni sił twórczych. W latach 90. sporo gra w telewizji i w radiowych słuchowiskach. Przełom nastąpi, gdy ma lat 95. Etat zaproponuje jej Grzegorz Jarzyna, dyrektor artystyczny TR-u, terenu Warszawa. Jest rok 2010. Grzegorz Jarzyna dla szaflarskiej Grześ, tak zwracała się do niego z czułością, mówi. Z mojej strony to był prosty ruch, w ogóle temu nie poświęcałem uwagi. I może to Danusie ujęło, że stało się to lekko, z dnia na dzień, bez wielkich rozmów. Spytałem się tylko, czy chciałaby mieć u nas etat, ona na to, że marzy o tym. Została zaproszona do podpisania dokumentów i tyle. Dorota Kędzierzaska. Zimą Danusia poczuła się gorzej, kiepsko znosiła mrozy. Kiedyś dzwonię do niej, ona, wiesz, coś źle się czuję, muszę iść do lekarza, sprawdzić, czy wszystko jest ze mną okej. Dzwonię tydzień później, słyszę już inną osobę. Pytam, Danusia, jak tam twoje badania? Ona, o czym ty mówisz, Dorota? Słuchaj, dostałam od Grzegorza propozycję etatu. Jakby rozkwitła. Wojciech Gorczyca, dyrektor naczelny TR-u, Kadrowa mówi mi, że pani Danusi skończył się przegląd lekarski. Od jego aktualności zależy pozwolenie na pracę. Powinna wykonać badania. Ja. No to pani Danusia musi je zrobić. Kadrowa. Ale panie dyrektorze, kto z tym do niej pójdzie? Wszyscy wiedzieli, że pani Danusia każdego, kto przyjdzie do niej z tą sprawą potraktuje, mówiąc delikatnie, z dużą rezerwą. I żebym to ja namówił ją na badania okresowe. No dobrze. Rzeczywiście, za coś się płaci dyrektorowi. Poszedłem, pożartowaliśmy z tych badań, nawet mnie nie dręczyła. Za kilka dni przynosi zaświadczenie o dopuszczeniu do pracy na dwa lata, więc całkiem niezły wynik. Gdy miała 99 lat, ponownie badania skończyły się, więc kadrowa ponownie uderza do mnie. Załatwiam sprawę, pani Danusiu, ona co się dzieje, ja chodzi o przegląd lekarski, ona dobra, dobra, nie ma problemu, idę. Po tygodniu przynosi badania na pięć lat. Mówi, i jeszcze się nie skończyłam. Ja. Pani Danusiu, jestem przekonany, że mnie by nie dali na pięć lat. Ostatnio dostałem tylko trzy. Słaby cholesterol. A pani od razu na pięć. Emerytury Szaflarska miała dwie, właściwie trzy, w tym honorową dla zasłużonych obywateli. O tę drugą w urzędzie dla 96-letniej Szaflarskiej pomoże wystarać się Maria Maj. Trzecią Szaflarska dostanie, gdy skończy 100 lat. Jak każdy w tym wieku, ponad 3000 zł. Maria Maj. Poza wszystkim Danusia umiała się cenić. Grałam w serialu Licencja na wychowanie, bardzo go ceniłam, porządna robota. Producent do obsady wymyślał sobie znane osoby, m.in. Danusię. Dzwonię do niej w tej sprawie. Ona mowy nie ma, ale Marysia zaczęła namawiać Danusię. Mama, co ci zależy? Wiesz, zima idzie, a pieniądze potrzebne. Remont w Kosażyskach trzeba zrobić. Potem Marysia zaczęła namawiać mnie, bym namawiała mamę, więc namawiam. Danusia mówi do mnie, Marysia mnie też namawia, ale nie chce. Ja, Danka nie wygłupiaj się, tam wspaniali ludzie grają. Ania Dymna, Krzysiek Globisz, to naprawdę film na poziomie. W końcu zgodziła się, ale takiej sumy zażądała, że w produkcji żartowali, Jezus Maria, nikogo więcej nie będziemy mogli zaangażować. Pani Danuta nas wykosiła. TR daje jej poczucie zespołowej przynależności". Michał Merczyński. W 2003 roku Danusia w uroczystości do Ukłonów poślizgnęła się, upadła i złamała rękę. była ubezpieczona, miała zagwarantowane wszelkie rekompensaty, ale jako dyrekcja teatru mieliśmy poczucie, że chcemy jej zadośćuczynić z pieniędzy teatralnych.
[01:32:22.30 → 01:32:22.38] G: Ona.
[01:32:22.78 → 01:37:23.53] C: Ale po co wy to robicie? Ja. Pani Danusiu, chcemy, żeby była pani zaopiekowana. Byliśmy wtedy jeszcze na pan, pani. Ona. Po co? Po co? Pani Danuto, rehabilitacja kosztuje. Zazwyczaj jest tak, że gdy człowiek ma w pracy wypadek, to szuka korzystnych dla siebie rozwiązań. Ona kompletnie o tym nie myślała. Mówiła, stara baba jestem, to się poślizgnęłam. Grzegorz Jarzyna. Teraz to mi trochę przeszło, ale kiedyś bardzo nie lubiłem być dyrektorem, gdy ktoś się do mnie w ten sposób zwracał. Gdy jednak Danusia mówiła, ty jesteś moim dyrektorem, to ona mnie w tej sytuacji umacniała. Nigdy nie miała do mnie pretensji, że w zespole wykonuję złe ruchy. Kiedy kilka lat temu przechodziliśmy ogromne kryzysy finansowe i mowa była o zwolnieniach, Danusia powiedziała, Ja to rozumiem, nieraz było ciężko w teatrze, ale najważniejsze jest to, by zespół przetrwał. Ponieważ jestem na emeryturze, chciałem zrezygnować z etatu, by tutaj pomóc finansowo. I to nie była ściema, bo inni myśleli w kategoriach, aha, to teraz będę mniej grał, więc mniej zarabiał. Wiedziałem, że z Danusią trzeba spokojnie rozmawiać. Tłumaczyłem Danusiu, mówię o tej sytuacji wyłącznie dlatego, że nie chcę tego w sobie kisić, ale absolutnie nie ma mowy, by był jakikolwiek uszczerbek na naszym zespole. Zawsze czułem, że ona mi kibicowała. Ciągle Jarzyna mówi. W teatrze zdarzały się różne sytuacje, podziały i pretensje. Ona na to patrzyła z ogromnej perspektywy czasowej i mówiła, a wiesz, jak kiedyś to przechodziliśmy? Danusia miała długą piłkę. Dzięki niej wiedziałem, że trzeba ten moment przetrwać, że to chwilowy dołek. I później, kiedy dochodzisz do szczytów, to nie mówisz, ale fantastycznie, tylko tak powinno być. Uroczystość, pierwszy wspólny spektakl szaflarski i Jarzyny ma rodowód filmowy. Jest to adaptacja teatralna oparta na festen Tomasa Winterberga, duńskiego reżysera, współtwórcy dogmy 95. Premiera uroczystości odbywa się w czerwcu 2001. Jarzyna podpisuje się pseudonimem H7, jeden z serii jego pseudonimów. Szaflarska gra babcie, epizod, ale znaczący. Jan Peszek. Gdy Danka przez jakiś czas nie mogła grać, Grzegorz nie zdecydował się zrobić za nią następstwa. A ponieważ jej kreacja polegała na tym, że Danka właściwie non stop miała być obecna na scenie, mówiła mało, raz śpiewała przejmująco. W moją stronę wypowiadała słowo, synku. Świetnie pamiętam intonację. Do teraz mam gęsią skórkę, kiedy słyszę Danki, synku. Po śmierci Szaflarskiej z uroczystości na zawsze znika postać babci. Taką decyzję podejmie Jarzyna. W późniejszej o 13 lat drugiej kobiecie, opartej na filmowym scenariuszu Johna Cassavetesa, Opening Night, Szaflarska ponownie gra epizod. Dopiero postać osowiałej staruszki w między nami dobrze jest, stanie się jej największą rolą w Teerze. W 2009 roku spektakl otrzymuje Grand Prix na II Międzynarodowym Festiwalu w Krakowie za otwarte przyjrzenie się współczesnej Polsce, jednocześnie pełne ironii i prawdziwej głębi. Spektakl sięgający wyżym pod każdym względem reżyserii, gry aktorskiej, koncepcji, scenografii oraz spójnej realizacji. Zachwyty krytyki nad rolą szaflarskiej są w duchu tego, co pisze w odrze Jacek Sieradzki. Grzegorz Jarzyna zaprosił do roli osowiałej staruszki cudowną danutę szaflarską. Babcie ciepło, babcie mądrość, babcie autorytet. Babcie, której każdy chciałby być wnukiem. Od pierwszej lektury między nami dobrze jest, Nie miałem wątpliwości, kto powinien zagrać staruszkę", mówił Grzegorz Jarzyna. Pamiętam, że kiedy podczas pierwszych prób z aktorami mieliśmy kłopot ze zrozumieniem odczytaniem tego tekstu, Danusia mówiła, a ja to wszystko rozumiem, on jest dla mnie klarowny. I tłumaczyła nam, że dla niej to są strzępy obrazów, które ciągle ma w głowie, wciąż słyszy stukot samolotów bombardujących Warszawę. Są takie doświadczenia, których nie da się zapomnieć. Jako pierwsza z zespołu aktorskiego nauczyła się tekstu na pamięć, kiedy mówiła, Pamiętam dzień, w którym wybuchła wojna. Wszyscy mieliśmy łzy w oczach". Kasiu,
[01:37:29.25 → 01:37:33.31] A: ile pracowałeś nad tą książką? Dwa lata, trzy lata?
[01:37:33.39 → 01:37:35.51] D: Dwa intensywne lata.
[01:37:36.97 → 01:37:43.39] A: Powiedziałaś, że nie spotkałaś się nigdy z panią Szaflarską. Nie było dane, tak?
[01:37:43.47 → 01:41:54.88] D: Nie, nie było dane. No dane było mi, teraz się spotkałam. To też jest ciekawe właśnie, mam tutaj takie... To jest niesamowite, jak pan Jan czyta tę książkę i ja nie mam wrażenia, że ja jej napisałam, chociaż ja ją napisałam, tylko że słucham historii jakiegoś życia. że ja byłam jakimś medium, które miało zebrać fakty, miało z państwem porozmawiać, poszperać w archiwach, zrobić kwerendy przede wszystkim, cały czas uruchamiać wyobraźnię i się zastanawiać, co ta kobieta mogła czuć. i jak się mogła zachowywać. W pracy nad książką biograficzną szalenie istotna jest wyobraźnia. O tym się nie mówi, ale tak naprawdę jest. Też taka wyobraźnia emocjonalna. Bardzo się cieszę, że napisałam książkę o kobiecie. Poprzednia moja książka była poświęcona mężczyźnie, właśnie Jerzemu Pilchowi, Jakoś tam wspomniałam. I zupełnie inaczej się pisze o kobiecie. O kobiecie dużo jakoś... Jest ogromne niebezpieczeństwo, szczególnie przy takiej postaci, jak ja was tutaj słucham, mogą was słuchać jeszcze i strasznie, jestem zważny, nie mam dyktafonu, ale to będzie nagrane, bo jeszcze może coś wykorzystam do mojej książki z tych wypowiedzi. że ona po prostu szalenie, ta kobieta, aktorka, człowiek uwodziła. Ona uwodziła sobą, a to jest bardzo niebezpieczne dla biografa, jak zostanie uwiedziony przez swoją postać i musi zachowywać czujność, taki dystans i zdrowy. Jak się pisze i przez te dwa lata żyje, z tym człowiekiem, to się zaczyna go kochać, staje się częścią piszącego. I teraz trzeba zrobić z tego mądrą miłość, czyli nie napisać książki, która będzie hagiografią, nie napisać książki, która będzie oblepiona anegdotami. Mnóstwo jest anegdot o Dornucie Szczęsławskiej, słuchajcie, cudowne, po prostu sypią się z rękawa, anegdota z anegdotą. I powiem o dwóch rzeczach, dobrze? Myślałam, jak was tutaj słuchałam, po pierwsze, skąd... Zachwyt szaflarską, bo możemy powiedzieć, że to jest osoba, która miała wydzięk. Była świetną aktorką. Żyła 102 lata w pełni władz umysłowych, żarłoczna na życie. Wszystko prawda. Zestarzała się tak, jak każdy z nas by się chciał zestarzeć, czyli bez frustracji. Tutaj pan powiedział bardzo ważną rzecz, że to pokolenie wojenne, ludzie, którzy przeszli przez to piekło okupacyjne, a myślę, że jeszcze też PRL, Stalin i tak dalej, to są ludzie, którzy bardzo dużo potrafią zrozumieć i wybaczyć. I jak oglądałam fantastyczny film Dorotykę Dziewrzaskiej i Artura Reinharta, Inny świat, to w Innym świecie pani Doroty opowiada o swoim dzieciństwie, ale też ogromną część tego filmu poświęca okupacji. I kiedy ona opowiada o okupacji, to się uśmiecha. I ja się zastanawiałam nad uśmiechem Szafracki. Dlaczego ma się tak uśmiecha? I myślę tak, że po pierwsze...
[01:41:57.94 → 01:41:58.16] B: żeby
[01:41:58.16 → 01:47:52.38] D: nas nie wystraszyć, żeby nas nie steloryzować obrazami, żeby nie postawić pod ścianą cierpiętnictwa, żeby nie zrobić martyrologii z czegoś, co by ona sama nie chciała, żeby to weszło w taką opowieść bogu ojczyźnianą, żeby nie stworzyć z tego patosu że z niosłością a śmiesznością jest bardzo cienka granica, ale też myślę, że ona się po prostu chroni tym śmiechem, chroni siebie. To, co ona doświadczyła, co widziała w Powstaniu Warszawskim, to jest koszmar. Ja nie wybrałam specjalnie tych fragmentów. żeby pan Jan przeczytał, bo wystarczające są te, które okupacyjne, o oknie, o ukrywaniu się, o Żydówkach, które zostały zamordowane. Więc ten śmiech ją chronił, ale są momenty, kiedy ona się nie śmieje i to jest wtedy, kiedy na przykład mówi o swoim bracie na spotkaniach publicznych. Kiedy zaczynała mówić o Jerzym, wtedy miała łzy w oczach albo głos się łamał i się wycofywała. Natomiast to, co mnie absolutnie urzekło, to jest jej opowieść, którą wielokrotnie czytałam i przyglądałam się, jak ona prowadzi tę narrację. I to dotyczy tego, jak ona już wychodzi z powstania. 63 dni powstaniu, koszmar Warszawa i ukochana Warszawa, i ukochane miasto umiera na jej oczach. Umierają warszawiacy, umierają AK-owcy. Ona może w każdej chwili, ona z Marysią Ekier może zginąć. Ja sobie pisząc tę książkę uzmysławiałam, Przecież Maria Ekier to jest osoba, która była w Powstaniu Warszawskim. To jest ludność cywilna, najmłodsza, mając rok, ze swoją mamą była w Powstaniu Warszawskim. Tutaj mamy tę osobę na sali. Powstanie się kończy. szaflarska, jej matka, Marysia i Jan Ekier jadą do obozu w Pruszkowie i stamtąd wychodzą jako ludność cywilna i stamtąd nie wiadomo, w którą stronę pojadą. Niby nie mają jechać do obozu pracy albo do obozu koncentracyjnego, ale to jest jednak wielka niewiadoma. lory ogromnej, niezadaszonego wagonu. Nie mogą usiąść, jadą ściśnieni ludzie. To jest październik, przypominam, brzy, chłód, zaczyna się polska jesień. Szefarska trzyma Marysię na rękach, Marysia jest chora. Jest wielka niewiadoma, nie można skorzystać z toalety, jest gdzieś w wagonie dziura, gdzie ludzie po prostu mogą się załatwiać. I dojeżdżają do Bochni. I w Bochni witają ich ludzie, mieszkańcy, powstańców. Czekają na nich. Wyobraźmy sobie dzisiaj taką sytuację. Ktoś czeka na takich. Nie wyobrażam sobie tego. To tylko w tamtym czasie się to mogło zdarzyć. I Szaflarska mówi, wiele razy powtarzała, nie byliśmy ludźmi wtedy, nie byliśmy ludźmi. Wychodzą przy tych ludziach, ci, którzy jechali w lorach, ściągają spodnie, majtki, sikają. I państwo karpińscy podchodzą do pani Danuty Szaflarskiej, właśnie Marysi do mamy Danuty, do tych trzech dziewczyn, które wyszły z powstania, brudnych, niejedzących, zawszonych, przerażonych. Biorą ich do swojego domu. Tutaj odbywa się mała sprzeczka dotycząca tego, gdzie mają spać, bo państwo karpińscy chcą, aby one spały po ludzku, w świeżej pościelnej. W pościeli one mówią, że nie, bo mają wszy, więc idą na kompromis i rozkładają im pościel na podłodze, ugoszczą posiłkiem, to był schabowy z kapustą i ziemniaczkami. Taki dostają posiłek po 63 dniach postu i wtedy szaflarska zawsze jest głęboko poruszona, tak to opowiada. Ja myślę, że to też jest jakaś odpowiedź na to, dlaczego ona takim była wzruszona, poruszona, nie tymi tragediami, tylko właśnie bezinteresownym gestem, który za szczykiem dobroci, który dostaje się do drugiego człowieka. I myślę, że to... powodowało, że ona nas tak czarowała, bo ona się karmiła tym, co dostaje od ludzi dobre. To była ta częściowa recepta na długowieczność. Tutaj też po prostu istotny jest los. Długo żyła, bo nie rozchorowała się na jakąś potworną chorobę wcześniej. Więc myślę, że ona tym uwodziła, że starała się z życia brać to, co pozytywne, nasycać się dobrem.
[01:47:53.36 → 01:48:21.41] A: Premiera książki będzie w lipcu. Bardzo dobrze, bardzo dziękuję. Będzie jeszcze akt piąty na sam koniec, ale zanim do tego dojdziemy, to jeszcze moment i właśnie jeżeli ktoś z Państwa chciałby do naszych gości zadać pytanie. Mamy mikrofon na widowni, to bardzo proszę, to jest ten moment.
[01:48:22.69 → 01:49:05.26] B: Jeszcze mam słówko na temat tego głodowania, bo kiedyś rozmawiałam o tym z Danusią i jakoś zapytałam ją, jaki jest jej zdaniem powód jej fantastycznej kondycji fizycznej, fenomenalnej. I ona mi powiedziała, że ona uważa, że właśnie to się wiąże z tym, że miała w swoim życiu bardzo długie okresy głodowania, głodówki. i że tak naprawdę uważa, że to sprawiło, że jej organizm jakoś bardzo się wzmocnił. Więc takie zalecenie ogólne kieruję w stronę Państwa.
[01:49:06.70 → 01:49:20.13] A: Czy ktoś z Państwa... Przed obiadem to dobrze robi. Nie widzę, nie słyszę. A proszę bardzo. Proszę bardzo.
[01:49:21.87 → 01:50:15.04] H: Dzień dobry, Maja Lamberta-Morowska. Ja w pierwszym rzędzie chciałam podziękować za wspaniały tydzień spotkań z państwem. A też minął rok śmierci mojej mamy, która też miała 99 lat i mogę powiedzieć, że była bardzo podobna do pani Danuty w zachowaniach, w chorobach, w czasie okupacji. No po prostu i ten tytuł tej książki, szaflarska grać, aby żyć, to moja mama malować, aby żyć, bo do śmierci malowała obrazy. I oczywiście jeszcze tyle nie malowała, co właśnie tuż przed śmiercią. mimo ciężkiej choroby w wieku 99 lat. To tyle chciałam powiedzieć jeszcze raz, podziękować Państwu wszystkim. Wspaniały tydzień i oczywiście czekam, tak jak Pan zapowiedział, za rok.
[01:50:15.70 → 01:50:22.00] A: Dziękujemy bardzo. Akt piąty i ostatni.
[01:50:22.94 → 01:52:22.94] C: Grzegorz Jarzyna. Danusia przekroczyła śmierć w świetnej kondycji umysłowej. Teraz w teatrze słyszę często, A Danusia to lubiła, a Danusia tak by zrobiła. W zespole ona nadal żyje. Grzegorz Hanula. Od lat dzwoniłem do pani Danuty w jej urodziny i składałem życzenia. I nie usuwam numerów osób, które odeszły. Mam też numer do jej wnuka, pana Wojciecha. Gdy 6 lutego nadchodzi, to ja albo do niego dzwonię, albo wysyłam SMS-a, że pamiętam o jego babci. Joanna Kulmowa. W pewnym momencie Marysia powiedziała mi, że mama zaczęła się bać śmierci. A ja jej na to. Przypomnij jej księdza Jerzego Popiełuszkę. Miłość jej życia. Powiedz, że on tam będzie na nią czekał. Jan Kulma. W boksie jest powiedzenie, że najważniejsze jest to, jak się wychodzi w ostatnim uderzeniu. Nie liczy się, że przez całą walkę ktoś porządnie wygrywa, a nawet dwa razy przeciwnika kładzie. Jeśli ostatnie uderzenie przed gongiem wykona ten słabszy, to wygrywa on. Można powiedzieć, że Danusia życie wygrała. Gdy ma 93 lata powie. Uważam, że każdy dzień mam wygrany. Gdy ma 100 lat wyzna, że chciałaby po śmierci zobaczyć to, czego nie udało jej się za życia. I że boi się momentu, w którym zrozumie, że to już. Żal za życiem będzie ogromny.
[01:52:30.81 → 01:53:09.49] A: Dziękuję bardzo. Proszę państwa, nasi goście Majka Maj, Magda Łazarkiewicz, Kasia Kubisiowska, pan dyrektor Jan Englert i Jan Peszek. Zbliżamy się też powoli do końca festiwalu. Dziękuję bardzo i jest z nami Karolina, także chcemy też przy tej okazji podziękować nie tylko naszym dzisiejszym gościom, ale Państwu, a także całej ekipie, która tutaj dzielnie z nami przez ten tydzień walczyła.
[01:53:10.53 → 01:55:23.31] G: Tak jest, pozwólcie Państwo, że podziękuję tym osobom, bez których tego festiwalu by nie było. Dziękuję Komitetowi Honorowemu Festiwalu, dziękuję Marysi i Agnieszce za zaufanie i za cały tydzień, który z nami spędzamy. Dziękujemy bardzo serdecznie. Dorocie Kędzierzawskiej, Arturowi Reinhartowi dziękuję za tę niezwykłą przygodę z filmem Pora Umierać i za wszystkie spotkania z Wami z Danosią. Dziękuję bardzo. Marii Maj dziękuję za inspirującą rozmowę sprzed roku, która stała się impulsem do powstania tego festiwalu. Dziękuję Mariusiu. Panu prezesowi Stowarzyszenie Autorów ZAIKS dziękuję nie tylko za przyjęcie zaproszenia do Komitetu Honorowego tego festiwalu, ale również za jego wsparcie. Dziękujemy panie prezesie, dziękuję bardzo. Panu prezydentowi Krzysztofowi Żukowi dziękujemy oczywiście za przyjęcie zaproszenia do Komitetu Honorowego, ale również Kancelarii Prezydenta za wsparcie logistyczne festiwalu. Bardzo dziękuję Michałowi Merczyńskiemu, który przyjął zaproszenie do współtworzenia festiwalu i do tego, że był z nami, że tak fantastycznie go poprowadził. Dziękuję ci serdecznie. Pozwólcie Państwo, że podziękuję również ekipie Teatru Starego, bo oni dzielnie nie tylko przez ten tydzień, ale już od wielu miesięcy go przygotowywali. Dziękuję bardzo Karolinie Mazur, dziękuję bardzo Dagmarze Misztal, Marcie Pyś, całej ekipie technicznej, Pawłowi Witkowi, Sławkowi Paprzyckiemu, Krzysztofowi Jaczyńskiemu, Olegowi Stankiewiczowi, Mirkowi Jungowi. Dziękuję również kolegom z działu programowego, którzy wspierali dzielnie Karolinę w tych pracach koordynacyjnych, a zatem Agacie, Iwonie, Ani i Michałowi. Bardzo dziękuję Paniom z Księgowości. Dziękuję również Dominice i Pani Janecie w kasie, które najczęściej Państwo spotykacie. Dziękuję bardzo całej ekipie, która przygotowała transmisję do internetu. A przede wszystkim dziękuję Państwu, że przyjęliście to zaproszenie, że zechcieliście być z nami przez ten tydzień i mam nadzieję, że zobaczymy się za rok. Również na festiwalu, ale oczywiście też przez ten cały rok regularnie będziemy się spotykać tutaj w teatrze.
[01:55:24.19 → 01:55:25.27] A: Proszę Państwa.
[01:55:26.25 → 01:55:36.43] G: I przepraszam, muszę jedno słowo, bo bym zapomniała. Przepraszam bardzo wolontariuszy. Wolontariuszom dziękuję również z całego serca, nie tylko za ten festiwal. Dziękuję Wam bardzo serdecznie.
[01:55:38.69 → 01:55:40.79] A: Proszę Państwa, to jest tak, że
[01:55:43.86 → 01:55:43.96] C: To
[01:55:43.96 → 01:57:53.80] A: nie jest kult jednostki, to co my tu uprawiamy. Nie ma to z tym nic wspólnego, ale jest to obserwacja pewnego fenomenu, którym niewątpliwie pani Danuta Szaflarska była. Każda osoba, do której się zwracaliśmy, myśląc o tym festiwalu i prosząc o jakikolwiek sposób jego wsparcia, czy udziału, czy przyjazdu, reagowała entuzjastycznie i pozytywnie. Jest bardzo niewiele dzisiaj zjawisk, osób, sytuacji w tym świecie, który właściwie zbudowany jest na konflikcie, które są jednoznacznie pozytywne. Na pewno pani Danuta Szaflarska budzi takie emocje. To jest bardzo ważne poza jakby artystyczną częścią tego festiwalu, który tutaj przygotowywaliśmy, Pani Szaflarska jest trochę jak takie źródło energii odnawialnej, bo ona w tych kosarzyskach naładowała akumulatory i tam jeździła i się też ładowała, a my razem z nią. I teraz mam taką propozycję na koniec, bo to bajka rzuciła w kulisach, a ja mówię zrobimy to. były, proszę państwa, dwie edycje Cafe Chantant, gdzie śpiewaliśmy piosenki. Wczoraj powstał zespół Jan Peszek Consortes i my mamy teraz taką propozycję, bo nie wiem, czy państwo byli, kto był, kto nie był, ale mamy te śpiewniki i tu jest, proszę państwa, piosenka, która jest na stronie siódmej i jest to Serce w plecaku, piosenka z zakazanych piosenek, Także kto zechce, to proszę bardzo, my teraz staniemy i będziemy po prostu wszyscy śpiewali, a państwo śpiewajcie razem z nami. Także do chóru powstań i zapraszamy Jan, bez akompaniamentu, a kapela. I zaśpiewamy dla Danutki. Festiwal się zaczął śpiewami górali i zakończy się sercem w plecaku.
[01:57:55.69 → 01:58:04.90] C: I z młodej piersi się wyrwało W
[01:58:04.90 → 02:01:06.51] I: wielkim bólu i rozterce I za wojskiem poleciało Zakochane czyjeś serce Żołnierz drogą maszerował Nad serduszkiem się użalił Więc je do plecaka schował I pomarszerował dalej Tę piosenkę tę jedyną Śpiewam dla ciebie dziewczyno Może właśnie jest w rozterce Zakochane twoje serce Może potajemnie kochasz I po nocach tęskniesz, kochasz tę piosenkę, tę jedyną. Śpiewam dla ciebie, dziewczyno, nad żołnierza nie masz pana, nad karabin nie masz żony. O, dziewczyno ukochana, oczka twoje zasmusone, Tam w połące pozielonej Żołnierz młody szedł na boje A w plecaku miał czerwone Zakochane serce twoje Tę piosenkę, tę jedyną Śpiewam dla ciebie dziewczyno Może właśnie jest w rosterce Zakochane twoje serce Może potajemnie kochasz I po nocach tęsknisz, kochasz Tę piosenkę, tę jedyną Śpiewam dla ciebie, dziewczyno Poszedł żołnierz na wojenkę Poprzez góry, lasy, pola I ze śmiercią wszedł pod rękę Taka jest żołnierzka wola I choć go trafiły wielce Kulek wyszedł do ataku Żołnierz śmiał się, bo w plecaku Miał w zapasie drugie serce Tę piosenkę, tę jedyną Śpiewam dla ciebie, dziewczyno Może właśnie jest w rozterce zakochane twoje serce. Może potajemnie kochasz i po nocach tęsknisz, kochasz tę piosenkę, tę jedyną. Śpiewam dla ciebie, dziewczyno.
[02:01:06.81 → 02:01:08.91] F: Dla ciebie, dziewczyno!
[02:01:13.43 → 02:01:18.95] A: Oczywiście była to piosenka dla Danutki. Dziękujemy Państwu, zapraszamy za rok.

Zobacz także

w Mediatece