Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Zdjęcie starszego mężczyzny w brązowej marynarce, z szalikiem w bordowo-brązowe wzory. Mężczyzna ma siwe włosy sięgające do ramion, brodę i wąsy. Jedną dłoń trzyma w drugiej i wyciąga je przed siebie. Tło jest czarne.
Fot. Michał Jadczak

Zapraszamy na „OpFest50”, czyli festiwal teatralny poświęcony twórczości Janusza Opryńskiego.

Janusz Opryński, reżyser teatralny, od 1976 roku związany z lubelskim Teatrem Provisorium i jeden z liderów polskiego offu. Mówi o sobie, że ukształtowała go europejska literatura na styku dwóch światów – Dostojewski i Jerofiejew, Miłosz i Herling-Grudziński. Przedstawienia Provisorium z lat 70. i 80. „Nie nam lecieć na wyspy szczęśliwe” (1979), „Wspomnienia z domu umarłych” (1983) ugruntowały jego pozycję – artysty zbuntowanego wobec systemu politycznego i teatru jako instytucji. Po 1989 roku w swoich spektaklach („Z nieba przez świat do samych piekieł”, „Współczucie”) szukał odpowiedzi na pytanie o kondycję człowieka w epoce posttotalitarnej. W latach 1996-2010 Provisorium połączyło swe siły z Kompanią „Teatr”, a Opryński stworzył duet reżyserski z Witoldem Mazurkiewiczem. Realizacje z tamtego okresu badały związki scenicznej groteski z naturalizmem, były próbami zdefiniowania przeklętych polskich uwikłań („Ferdydurke” Gombrowicza, „Do Piachu” Różewicza, „Homo Polonicus” Piwowarskiego). Ostatnie lata działalności artystycznej Opryńskiego to skupienie na scenicznych adaptacjach wielkiej prozy – „Braci Karamazow”, „Idioty” i „Biesów” Dostojewskiego, „Lodu” Dukaja, „Mistrza i Małgorzaty” Bułhakowa, „Łaskawych” Littela. Reżyser czytał je niczym traktaty religijno-moralne, przyglądał się w nich triumfom Zła, pokazywał skutki etycznych przewartościowań. W opublikowanych w 1979 roku „22 tezach do przemyślenia”, manifeście młodego inteligenta i twórcy-nonkonformisty Opryński zapisał zdanie, które do dziś może być mottem jego przedstawień: „Pamiętaj, że teatr jest miejscem, gdzie najtrudniej jest kłamać”.

Jacek Wakar – krytyk teatralny, dziennikarz, publicysta, szef działu kultury PAP, były kierownik redakcji publicystyki kulturalnej „Dwójki” Polskiego Radia oraz szef działów kultury „Dziennika Polska-Europa-Świat” i „Przekroju”. Pracuje jako selekcjoner Festiwalu Boska Komedia, był kuratorem projektu Uniwersytet Patrzenia Teatrem w Domu Utopii w Krakowie, jurorem wielu krajowych i międzynarodowych festiwali teatralnych. Jest współprowadzącym „Tygodnika Kulturalnego”, a także autorem książek „Przyczajony geniusz. Janusz Gajos. 21 opowieści”, „Zawód: aktor” oraz „Pierwsze życie Marka Kondrata”. Ma żonę i dwóch synów. Uwielbia dobrą piłkę nożną (niewykluczone, że ślad tego znajdziecie na blogu), Paryż i pikantną kuchnię.

Goście: Janusz Opryński, Mariusz Tarkawian i Piotr Pękala
Prowadzenie: Jacek Wakar

  • Rozmowa tłumaczona na Polski Język Migowy.
  • Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki do odebrania w kasie Teatru Starego.
  • Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną.
  • Wydarzenie transmitowane online na stronie internetowej Teatru.
  • Partnerem wydarzenia jest Centrum Kultury w Lublinie.

______________________________________________________________

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.06 → 02:58.90] A: Dobry wieczór. Pięknie Państwa witam w Teatrze Starym w Lublinie i z tej dwustu trzyletniej już sceny mam zaszczyt przywitać Państwa, ale też naszych gości, o których za chwilę. Jak Państwo widzicie, dzisiaj drugi dzień wyjątkowego wydarzenia, OpFest 50, jubileusz 50-lecia pracy twórczej Janusza Opryńskiego. Myślę, że większości Państwu tutaj, na Widowni Teatru Starego, ale także na całym świecie, bo mamy dziś z tego wydarzenia transmisję, którą wiem, że oglądają także osoby daleko, daleko stąd, które rada chwila dołączą do nas podczas kolejnych wydarzeń. Wczoraj tu na scenie spektakl Okno The Window najnowsze Najnowsza produkcja teatralna, przy której Janusz także nam pomagał, bo to produkcja Teatru Starego. Za chwilę kolejne wydarzenia. W czwartek spektakl Sara 6 w Centrum Kultury w Lublinie. W piątek tutaj specjalny wieczór poświęcony Januszowi Opryńskiemu. Później znowu przenosimy się do Centrum Kultury w Lublinie na spektakl Nic nie wiemy na pewno Teatru Ósmego Dnia. I wracamy na wielki finał do Teatru Starego w niedzielę. na spektakl LIR z genialną rolą Andrzeja Seweryna, a spektakl oczywiście w reżyserii Janusza Opryńskiego. A dzisiaj wieczór wyjątkowy, wieczór poświęcony książce, którą wydał Teatr Stary. Książce, która zawiera 15 rozmów Jacka Wakara z Januszem Opryńskim. Książce wyjątkowej, bo pierwszej tego typu Książce, ale wydawnictwie, w którym Janusz tak szczegółowo, tak dokładnie opowiada o swojej twórczości. Bardzo się cieszę, że ta książka mogła powstać dzięki gigantycznej pracy wykonanej przez Jacka Wakara, ale także Piotrka Pękale, który był redaktorem tej książki. Mariusza Tarkawiana, który także będzie dzisiaj z nami, odpowiada za te piękne rysunki, które są w tej książce. Nie ma z nami, a przynajmniej nie widzę ich, Idalis Myczyński i Roberta Zająca, którzy odpowiadają za projekt graficzny tej książki i skład. Pięknie im za tą pracę dziękuję. A Państwo wszyscy uczestniczy dzisiejszego spotkania tą książkę dostali, więc zanim wrócicie do domów i zaczniecie czytać, mam wielki zaszczyt powitać na scenie Teatru Starego pana Jacka Wakara,
[02:59.66 → 03:02.66] B: który
[03:04.66 → 05:02.00] A: nasze dzisiejsze spotkanie poprowadzi. Janusza Opryńskiego, któremu ten wieczór jest poświęcony. Piotr Pękala, tak jak mówiłem, redaktor tej książki, ale także taka osoba, która pilnowała i pracowała nad powstaniem tej książki. I Mariusz Tarkawian, którego już wspomniałem. Wybitny artysta, pewnie też Państwu doskonale znany, jak gdybyście się chcieli zapoznać bliżej z jego twórczością, jest pewnie na to wiele okazji, a najlepsza będzie podczas wizyt w Centrum Kultury na wydarzeniach festiwalowych i tam w okolicach Galerii Białej spora dawka prac Mariusza. Panie Jacku oddaję głos. Szanowni Państwo, zapraszam także w piątek, w sobotę, w sobotę na spotkanie z Andrzejem Sewerynem i Januszem Opryńskim i czytanie performatywne utworu w dawniej mistrzowie, oczywiście i mam nadzieję, że to będzie kolejny początek wielkiej przygody tej pary twórców Opryński-Seweryn, ale o tym Janusz opowie, mam nadzieję, także dzisiaj trochę więcej. Życzę Państwu pięknego wieczoru i do szybkiego zobaczenia ponownie w Teatrze Starym przy wszystkich kolejnych wydarzeniach tego festiwalu OPFES 50, ale także rozpoczętego właśnie sezonu artystycznego 2025-2026.
[05:10.77 → 12:13.61] C: Dobry wieczór Państwu. Pozwolę sobie jeszcze przywitać Panię Ewelinę Lachowską i Martę Stępniak, które będą to nasze dzisiejsze spotkanie na zmianę tłumaczyć na polski język migowy. Na chwilę postoję, przez chwilę postoję, bo jestem tutaj w wyjątkowej dla siebie roli, bo to, że zdarza mi się prowadzić spotkania z artystami, Nawet z Januszem Obreńskim kilkukrotnie zdarzyło mi się już rozmawiać publicznie. Nie publicznie więcej razy, ale publicznie też. To to nie jest coś jakiegoś bardzo szczególnego. Taki zawód, taka praca i taki zaszczyt i przyjemność. Ale też w tej roli jestem tutaj dosyć podwójnej. Albowiem rzeczywiście, myślę sobie, że tak jak tutaj we czterech siedzimy, przepraszamy, że nie udało się tym razem zachować parytetów. ale bez pewnych kobiet nie byłoby tej książki absolutnie. O tym za chwilę. Jesteśmy po prostu autorami tej opowieści. Opowieści o ciekawym człowieku, fajnym, ludzkim człowieku, w bardzo ciekawych, czasem dramatycznych, czasem śmiesznych, czasem groteskowych, czasem bardzo przykre w czasach. Myśmy nie chcieli, żeby ta książka, którą państwo macie przed sobą, była podręcznikiem do historii teatru. Nie chcieliśmy także, żeby to była naukowa monografia Teatru Provisorium, czy jakiegokolwiek innego teatru Janusza Opryńskiego, bo wiedziemy czytelnika, Janusz wiedzie czytelnika, przez 50 lat swojego życia w teatrze i w świecie, w Polsce, w Lublinie, który odgrywa tutaj szczególną rolę, dlatego cieszę się, że dzięki dyrektorowi Michałowi Karapudzie, który był pomysłodawcą tego wydawnictwa, po pierwsze mamy festiwal Janusza Opryńskiego z okazji 50. rocznicy pracy artystycznej, Po drugie mamy tę książkę, po trzecie mamy Janusza książkę w Lublinie, bo to co znaczy Janusz dla Lublina, no to Państwo wiedzą zdecydowanie lepiej niż ja. Więc to są takie pierwsze słowa. Przepraszam Was bardzo, muszę to po prostu powiedzieć, bo to wymaga tego, wyjątkowość tego dzisiejszego popołudnia czy wieczoru. Więc tak myśleliśmy o tej książce, tak ją próbowaliśmy przekuwać żartem, ironią, i autodystansem bohatera. O tym, jak ta książka powstawała, zaraz porozmawiamy. To nie będzie łatwe zadanie. Ja będę zadawał pytania, chociaż zadaję trochę pytań w tej książce. Nie jest najszczuplejsza, jak się okazało. No ale troszkę wprowadzimy Państwa w tajniki tego, jak przez ten lipiec gorący, a czasem chłodna w Kępie Borzechowskiej adresu ze względu na najazd fanek i fanów nie podamy. powstawała ta opowieść Janusza, o Januszu i o świecie. Nie byłoby tej książki przede wszystkim bez Anny Opryńskiej, której tutaj dzisiaj z nami nie ma, bo szykuje dom dla gości festiwalu OPFEST 50. Proponuję wielkie brawa, żebyśmy połączyli się z Anią w ten sposób. Jest wspaniałą osobą i robi najlepsze zupy na świecie, to tyle jeśli chodzi o moją rekomendację, ale jej rola w życiu Janusza jest i w życiu nas, myślę, wszystkich stara się bardzo po prostu ważna, więc to jest rzecz niezwykła. Nie wiem, czy jest z nami ministra Hanna Wroblewska, która była wczoraj na oknie, miała być dzisiaj, może dotrze, może wessało ją kulturalne życie Lublina, ale bez udziału Ministerstwa Kultury i Dzieństwa Narodowego pod kierownictwem Hanny Wroblewskiej też tych wszystkich wydarzeń nie było. Hanna Wroblewska była i jest ministrą, która bardzo dobrze zna głos artystów. Także wielkie brawa. I to jest moment, kiedy zacznę próbować zadawać pytania. A przede wszystkim jeszcze powiem dwie rzeczy. O tym, kim jest Janusz Szaproński nie muszę mówić, bo wszyscy wiedzą. O tym, kim jest Mariusz Tarkawian też państwo wiedzą, bo Mariusz jest artystą lubelskowarszawskim już w tej chwili, ale wywodzi się z Lublina. Tutaj funkcjonował, że utworzył i tworzy czasem. i to jest bardzo, bardzo istotne i to był wspaniały pomysł, o którym zaraz pogadamy, żeby tej książki nie fotografować, nie dawać kolejnego kompendium zdjęć ze spektakli, nawet wspaniałych, tylko spróbować Janusza myśli, Janusza emocje, Janusza słowa narysować, jak to wyszło, mają Państwo okazję się przekonać. Pod tym względem jest to na pewno rzecz unikatowa, bo zwykle takie książki jednak opatruje się fotografiami, a tutaj nie ma ani jednej, za to możemy zobaczyć, jak to wszystko w oczach i we wrażliwości artystycznej Mariusza się, że tak powiem, odbiło. Więc za to ogromnie jako autor tej książki dziękuję. Ale nie byłoby też tej książki bez mojego przyjaciela Piotra Pękali. Wielkie brawa dla niego. Ponieważ powiedzenie o nim redaktor to jak powiedzenie o, nie wiem, Leomessim Piłkarz, chociaż ja nie jestem fanem Leomessiego. Wolę Ronaldo, bo jestem za realem, bo po prostu to było prawdziwe oparcie, to, że ta książka mogła powstać w tak rekordowym czasie, to oprócz ekipy, która współpracowała z Piotrem, z Mariuszem, ekipy właśnie graficzno-edytorską wszelkiej, wielka praca Piotra, ale Piotr jest człowiekiem wielkiej erudycji, wielkiej wrażliwości, poczucia humoru i gigantycznego spokoju. Nigdy nie zapomnę naszych podróży do Kępy Bożechowskich, tam i z powrotem, omawiania poszczególnych dni, zastanawiania się nad tym, o czym Janusz Opryński nigdy, mam nadzieję, przynajmniej na trzeźwo od nas nie usłyszy. To tyle, jeśli chodzi o wstęp. Bardzo chciałem, żebyśmy usiedli tutaj na scenie w takim właśnie składzie. Przepraszam, że to tyle trwało, ale wyjątkowa sytuacja, proszę mi wybaczyć. Janusz, opowiedz proszę, czego najbardziej się bałeś przed przystąpieniem do pracy nad tą książką? Czy bałeś się, że wakar nie jest prosta zadaniu? No ale pomyślałeś sobie, znam typa trochę, no to zaryzykuję. Czy bałeś się, że ty sam, że tak powiem, pójdziesz w jakieś niezliczone dygresje, anegdoty i tak dalej, ewentualnie złote myśli i nic z tego nie będzie? Jakie były twoje największe obawy zanim się spotkaliśmy? Zdradzimy to Państwu na wstępie. Pierwszy klaps, jak powiedziałem, padł 4 lipca 2025 roku, zatem niespełna trzy miesiące temu. Prawdopodobnie jesteśmy w jakiejś księdze Ginesa, jeśli chodzi o tempo książki niepoświęconej nowemu papieżowi, bo takie powstają zawsze w tydzień.
[12:15.13 → 17:08.97] B: No już po trochę opowiedziałeś, czego się bałem. To znaczy jest strasznie dużo książek teraz, proszę Państwa, i tak naprawdę Zawsze człowiek myśli, że jakąś taką makulaturę kolejną. A z drugiej strony, bez takiej fałszywej skromności, chciałem się podzielić troszkę różnymi myślami, drogami, przez które przeszedłem. Bo tak jak w moim życiu byli bardzo ważni ludzie i właściwie coś, będę używał takiego słowa Gombrowicza, te wszystkie sukcesiny, które w cudzysłowie traktuję, zawsze zawdzięczamy komuś, zawdzięczamy miejscu, zawdzięczamy jakimś przewodnikom naszym życiowym. Ale chciałem, żeby ta rozmowa, i mam nadzieję, że ona taka jest, ale to państwo muszą ocenić, powinna być żywa. Czasem przeklinam, bo ja bardzo dużo przeklinam, naprawdę. I uwielbiam przeklinać. I Jacek tutaj po prostu zachowuje czasem emocje moją. Chciałem, żeby ona była taka właśnie żywa, żeby nie była nudna. I też żeby nie była taka hagiograficzna, bo z racji tego, że bardzo długo jestem w tym obszarze, no można powiedzieć, że życie mnie prowadziło, że spotykałem bardzo ciekawych ludzi, znanych ludzi na świecie, ale w małych miejscowościach. Tu państwo jesteście w otoczeniu fotografii. Jacek Brzeziński tu siedzi, aktor, ale tu jesteście państwo w otoczeniu spektaklu. który chyba był dla nas jednym z ważniejszych przeżyć, bo to jest Ferdydurkę, którą zagraliśmy bardzo dużo, gdzieś blisko 500, chociaż Jacek się kłóci ze mną, bo ja bym zawyżał, ale on nie pozwala. Ale graliśmy to naprawdę, że tak powiem, od Chełma po Tokio, po Nowy Jork i graliśmy po angielsku, 150 razy zagraliśmy w języku angielskim. gdzie Alen Kucharski przygotował. I tak sobie myślę, że ten spektakl jest też w jakiś sposób dowodem na to, że trzeba marzyć. Jak pamiętam, zaczynaliśmy teatr robić w jakiejś takiej niewielkiej salce w chatce Żaka. Siedzieliśmy tam, wokół był dość ponury czas komunizmu. A mnie się tak wyrwało, że będziemy jeździć po świecie ze spektaklem. No i część pukała się w głowę, że to jest niemożliwe. Ale jakoś to się ziściło, jakiś upór w nas. Ja pamiętam, że ten teatr w różnych miejscach robiliśmy. Pamiętam, jak z Jackiem robiłem teatr w jego kuchni. że on dzieci położył spać, a nie mieliśmy gdzie pracować. I ten spektakl, który robiliśmy w kuchni, potem zdobył Fringe First w Edynburgu. Także to w ogóle sytuacja jest jakaś taka trochę... I o tym jest w tej książce. I o tym jest w tej książce, że to jest jakiś rodzaj zapisu nie tylko myśli, ale też myśli, bo gdyby nie nasze lektury takie, ciągle używa się tego słowa, formacyjne, prawda, to by nas nie było. Myśmy też trafili na niezwykle ciekawy okres, bo tak, rodzimy się w jakichś takich zwykłych rodzinach polskich, rodzice biedni, którzy cieszą się, że przeżyli wojnę. My żyjemy do pewnego czasu w jakimś nieświadomości niezwykle, I potem przychodzi jakaś erupcja w ogóle wolności poprzez wydawnictwa niezależne, przez kulturę paryską, przez nasze kontakty z Piotrem Kłoczowskim, którego będziemy tu gościć. Dzisiaj jest wicedyrektorem Instytutu Literackiego. I wtedy odkrywaliśmy, to znaczy to był nasz drugi uniwersytet, zaczynaliśmy właściwie historię poznawać. I to wszystko, co czytaliśmy po nocach, chcieliśmy potem w spektaklach użyć. I tak się też, pamiętam, że dostawaliśmy książkę Miłosza, Zniewolony umysł na noc tylko. I przeczytaliśmy ją, czytając ją, że tak powiem, Każdy po kolei czytał.
[17:09.23 → 19:03.02] C: Maestro, będę Ci przerywał, bo w przeciwnym razie Państwo nie będą mieli po co czytać tej książki, bo ja trochę wiem, co w niej jest. W związku z tym nie zdradzaj Państwu wszystkiego, bo to zakładamy, że będzie jakaś przyjemność obserwować z tym tekstem. Więc musimy troszkę przerywać. Pytanie do Mariusza. Zostałeś poproszony chyba przez Piotra, prawda? Piotr do ciebie zadzwonił w sprawie, bo wy się w ogóle kumplujecie, przyjaźnicie, możecie opowiedzieć o waszej normalnej, ludzkiej, koleżeńsko-przyjacielskiej relacji. To jest nawet mile widziane, żebyśmy nie tylko o Miłoszu rozmawiali dzisiaj. Ale opowiedz mi, czy to była dla in i państwu, czy to była dla ciebie wyjątkowa sytuacja, że rysowałeś, że tak powiem słowa, bo pomysł chyba głównie Janusza i Piotra, do którego mnie bez żadnego trudu przyznam przekonali, że to nie był mój pomysł, był taki, że wyciągniemy z tej opowieści Janusza Opryńskiego słowa, czasem dwa, czasem akapit i damy to artyście do narysowania. Artysta przybył na jedną z naszych sesji, usiadł sobie spokojnie i zaczął rysować. No i narysował kilka portretów bohatera między innymi, ale też jego środowisko pracy, jego gabinet, o którym jest w tej książce, więc ja przynajmniej nie będę Państwu odbierał przyjemności. No właśnie, jakie to jest wyzwanie rysować słowa? Jakie to jest wyzwanie rysować myśli i emocje? Czy to dla Ciebie było coś nowego? Czy to jest coś, czym Ty się poruszasz bardzo stale i bardzo często? No i właśnie, żebyście też powiedzieli o waszym wspólnym funkcjonowaniu w Lublinie i świecie.
[19:03.36 → 19:11.16] D: Więc tak, jest to wyzwanie, ponieważ ja rzadko rysuję do słów gotowych, zwłaszcza krótkich, na przykład odejrzeć nieszczęściu.
[19:12.16 → 19:13.36] C: Albo obracać słowami.
[19:13.60 → 19:57.46] D: Tak, nie było łatwo to narysować. Ale udało się w jakiś sposób i było to dla mnie ciekawe ćwiczenie. Pobyt w kabinecie i obserwacja waszej rozmowy też dużo mi pomogła w tym przedsięwzięciu, więc miałem jakieś takie pomysły, jak to ugryźć. Na pewno wiedziałem, że niektóre z rysunków będą bardziej surrealizujące, trochę magiczne, bo też często teksty są takie bardzo poetyckie, więc chciałem trochę pójść w taką stronę fantazji też w niektórych rysunkach, ale też są rysunki, które bazują na jakichś starych fotografiach, na realizmie. trochę odnoszą się do historii, więc to był dość złożony proces i bardzo dla mnie ciekawy i nowy jak najbardziej.
[19:58.86 → 21:54.41] C: Zanim oddam głos Piotrowi, to chciałem jeszcze powiedzieć, że jakby to powiedzieć, to co zobaczyłem w twoich pracach i to co się stało w momencie, kiedy zrozmawialiśmy sobie tu nieopodal o tym, jak byśmy tę stronę graficzną książki widzieli, zanim jeszcze pojawiłeś się w gabinecie, mistrza, to polegało na pewnej delikatności, na pewnym przekłóciu tej opowieści, na czymś co nazwaliśmy dystansem, czy nazwaliśmy humorem delikatnym, to znaczy mi strasznie zależy, tu nie byłoby żadnego powodu, ale żeby, no jakby powiedzieć, nie dociskać gazu do piątki, czy tam szóstki, nie wiem jak tam jest, bo ja nie mam prawa jazdy. Więc po prostu, żeby zatrzymać się na pewnym poziomie i tak jak wczoraj po oknie rozmawialiśmy o intensywności, o delikatności, pozostać także w tych emocjach, w tych odczuciach, więc także w tej książce. Janusz bardzo zwracał uwagę na to, żeby nie uderzać w tony mentorskie i trochę się z siebie także śmiać. To podnosi twoje rysunki, aczkolwiek coś, co jest bardzo ważne, wydaje mi się, w żadnym momencie ta jakaś granica, za którą jest rechot, obciach, dla śmiechu, nie została przekroczona. Więc taki humor delikatny, cienki jest chyba w tych rysunkach także bardzo ważny, bo dyktuje także pewne ciepło uczuć wobec tej opowieści. To tak ode mnie. Piotrze, opowiedz proszę i o Mariuszu, ale też chcę cię poprosić, żebyś zdradził Trochę tajemnicy, no bo ty jesteś w sytuacji coś trudnej. Opryński jest Twoim szefem, albo był Twoim szefem. Opryński wziął Cię na swojego towarzysza i kompana teatralnych podróży.
[21:54.57 → 22:02.75] E: Ty jesteś do Opryńskiego... Wakar jest słynnym redaktorem i słynnym krytykiem teatralnym. To już w ogóle komplikuje całą tę sytuację.
[22:03.21 → 22:23.15] C: Wakar małoważny, ale przynajmniej Wakar się nie rozlicza, nie rozlicza Cię z wykonaniem pracy, a tutaj Ty musisz odpowiednio zgrać program do komputera i wykonać wszystko i być jeszcze partnerem w filozoficznych dysputach. Jaka to jest relacja pomiędzy tobą, najpierw Mariuszem, od tego zacząłem, ale także Januszem i to może jest bardziej skomplikowane.
[22:24.15 → 24:00.56] E: Na pewno ta cała sytuacja, którą tutaj państwu zrekonstruowaliśmy jest też pewną taką opowieścią o tej książce, bo rzeczywiście ta książka powstawała wśród przyjaciół. Jest z nami również Robert Zając, autor okładki. Wielkie brawa. Poproszę o wielkie brawa. Nie ma z nami Idalii Smyczyńskiej, która tę książkę składała. I oczywiście nie chcę Państwa zanurzyć opowieścią na temat redakcyjnej kuchni, natomiast myślę, że to, co jest istotne i to, o czym Jacku wspomniałeś, to to, że była to szalenie przyjemna praca i myślę, że też duch naszego tego wesołego składu jakoś w tej książce jest wyczuwalny. Oczywiście bardzo chętnie opowiadamy też z Mariuszem o naszej zażyłości, która trwa już bardzo długo. Natomiast ja chciałem Państwa uprzedzić i też ciebie Jacku, że jestem w dosyć nietypowej dzisiaj roli. Najczęściej to ja prowadzę spotkania i oczywiście to spotkanie też również ja powinienem prowadzić. Nikt nie prowadzi lepiej spotkań od Jacka Bacara, prawda? I trochę wymiękłem. Bo Jacek jest dzisiaj naprawdę w takiej podwójnej roli. Jest zarówno prowadzącym, ale jest przecież autorem tej książki. I odbijając może twoje pytanie do... do Janusza, ja bym ci zadał to samo pytanie, czego się obawiałeś przystępując do tej pracy, bo myślę, że obaw miałeś bez liku.
[24:00.82 → 33:58.14] C: No ale pięknie, bo ty jest, ponieważ prowadzisz spotkania, to wiesz jak uniknąć odpowiedzi na pytanie prowadzącego, więc będziemy się także, tak powiem, przerzucać. Ale oczywiście, znaczy obawiałem się przede wszystkim tego, że nie podołam i że nie zdążę, ale pojawił się redaktor Pękala, który spowodował, że po pierwsze mieliśmy w tym gabinecie Janusza pomiędzy moleskinami, programami, książkami i tym wszystkim, co tam jest, kotem skaczącym po nas, psem, który szczekał za okien, drzewami, które się wydzierały do domu i po prostu dawały nam mimo upału cień. To wszystko próbuję jakoś opisać we wstępie tej książki. No ale mieliśmy też lustro. Mieliśmy też kogoś, kto patrzył na nas okiem opiekuńczym. Czasami w sposób bardzo stonowany wtrącał się i dopowiadał pewne pytania. Czasami reprezentował trochę inne pokolenie niż my i miał okazję powiedzieć, że no może nie używał słowa, że to jest dziadersowskie, ewentualnie tak jak ostatnio niektóre filmy polskie, dziadersi, dziadersom. że tak powiem dla ich fanu. Ja się świetnie w tych filmach odnajduję, niektórych przynajmniej, więc i miał dla nas takie, taki po prostu, no był takim zwierciadłem. Ja bardzo chciałem od początku, od początku naszych rozmów z dyrektorem Karapudą, od początku tej propozycji, za którą jestem ogromnie wdzięczny Januszowi, od początku bardzo było jasne, że Piotr Płękala będzie kimś, kto po prostu doprowadzi jakby co tę sprawę do końca. W momencie, kiedy mnie pochłonął sprawy zawodowe, kiedy nie pozwolą mi wyjść z ulicy Brackiej 6 przez 8 albo kiedy coś się wydarzy innego, no to zawsze był Piotr, który później także w bardzo dobrej rzeczywiście jakiejś takiej symbiotycznej współpracy, która się wydarzyła już w momencie, kiedy odjechałem z Kępy Bożechowskiej pod koniec lipca, no to przecież to był dopiero początek czy połowa pracy nad tą książką. Powstało, nie wiem, czterdzieści ileś godzin nagrań, no a teraz trzeba było to przepisać. zredagować w sposób taki pierwszy, następnie wysłać to do mnie. Następnie nastąpiła redakcja, która polegała na wyrzuceniu 60% tekstu, co jest absolutnie naturalną, wydaje mi się, proporcją. W tym przypadku ja mam za sobą trzy inne książki, takie z wywiadami, powiedzmy sobie, więc mniej więcej wiem, jak to się robi. Poza tym jestem bardzo już niemłody, więc pracuję jako redaktor od dosyć dużej, no od dawna dosyć. więc trochę też wiem, no a następnie już była cała ta sprawa, która wydarzała się konkretnie tu w Lublinie, w której był po prostu Piotr i to Piotr był w relacji z Robertem, w relacji z panią, która zrobiła bardzo dokładną, mam nadzieję, bo ja tylko tak to oglądam, bo boję się tego czytać dokładnie, żebym tam czegoś nie znalazł, ale przynajmniej zakładam, że zrobiła, bo była podwójna korekta. bardzo potrójna, no więc Piotr tego pilnował, no ale przede wszystkim to jest wsparcie intelektualne Piotr i to spowodowało, że tak naprawdę gdybym ja to miał sam robić, to bym siedem razy się rozmyślił, nie dałbym rady, mi się zdarzało już nie dać rady z czymś tam w przypadku książki, może nie w przypadku, że tak powiem żyjącego bohatera, ale owszem czegoś tam, coś tam miałem napisać, a nie napisałem. To była dla mnie gwarancja, że to się uda, a bałem się tego, że ta nasza rozmowa w pewnym momencie może nie tyle stanie się rozmową w relacji podległości, bo Janusz nigdy takiej nie był. To znaczy ja z Januszem, tu ktoś mnie przed chwilą pytał pan, no sytuacja krytyk, krytyk artysta. To prawda, ja od 96 mniej więcej roku zajmuję się pisaniem, mówieniem na teatrze. Jak mnie pytają o perspektywy tego zawodu, to odpowiadam, że są dwie odpowiedzi, jedna optymistyczna, druga pesymistyczna. Optymistyczna taka to, że jest to zawód wymierający, to jest optymistyczna, no bo jest nas powiedzmy trzech, nazwiska, nie ma problemu, mogę za chwilę podać. A druga jest pesymistyczna, to jest, że to już jest zawód wymarły, no bo nikt oczywiście w świecie, a przynajmniej w polskim świecie, nie żyje z tego, że pisze wyłącznie o teatrze, no bo nikt po prostu za to nie zapłaci. Natomiast z Januszem była to już taka sytuacja, że ja z jednej strony bywałem bardzo często zachwycony. Te przedstawienia Janusza Opryńskiego mnie wiodły przez świat. Byłem kimś w rodzaju takiego krytyka dyskretnie, a potem już mniej dyskretnie towarzyszącego twórczości Janusza Opryńskiego od pewnego etapu. Oczywiście nie uczestniczyłem w tych wszystkich rzeczach, które tu Państwo przeczytacie, czyli w Teatrze Prowizorium, tu w Lublinie w pierwszym alternatywnym etapie. Powiedzmy, że taka moja bliska relacja z teatrem Jom Szopieńska zaczęła się od braci Karamazow. No a wcześniej oczywiście oglądałem Ferdydurkę czy Do Piachu, te spektakle z Jackiem Brzezińskim między innymi tworzone w tym okresie właśnie drugim powiedzmy sobie. No ale nie oglądałem ich z tak bliskiej wydaje mi się jakiegoś takiej perspektywy takiego powiedzmy sobie duchowego, intelektualnego, emocjonalnego pojawienia własnego jak to się wydarzało. Natomiast to nie zmienia też faktu, że wydaje mi się, nie mnie to oceniać, że jestem krytykiem w miarę uczciwym i w związku z tym zdarzało mi się polemizować z Januszem Opryńskim na temat jego spektakli. Zdarzało mi się szczerze mówić Januszowi Opryńskiemu, że za tym przedstawieniem nie poszedłem, że to przedstawienie mnie nie porwało, że tu gdzieś czegoś zabrakło i prowadziliśmy częstokroć ożywione dyskusje na ten temat. Ja zresztą wydaje mi się, że widać w tej książce te spektakle, do których jest mi szczególnie blisko, które były dla mnie szczególnie po prostu ważne, tak po ludzku, bo to jest dla mnie istotna perspektywa, a nie perspektywa krytycznego szkiełka i oka, że tak się wyrażę. No ale jedno jest pewne, kiedyś Janusz dostał Laurę Konrada na festiwalu interpretacje w Katowicach, Ja chyba byłem wtedy w Budapeszcie i dowiedzieliśmy się, że zmarł Leonard Cohen, mój ukochany, jeden z moich ukochanych artystów. No więc byłem głęboko poruszony i muszę przyznać, że ta nagroda wtedy dla Janusza ogromnie mi pomogła, bo pomyślałem sobie, że jest jakiś rodzaj sprawiedliwości na świecie. Dzieje się coś bardzo dla mnie bolesnego i przykrego, ale z drugiej strony przyjaciel, ktoś bardzo ważny dostaje absolutnie zasłużoną, konieczną, wydaje się wręcz oczywistą nagrodę. Wtedy kiedy napisałem tekst, na temat tego, że Janusz jest takim nienachalnym mędrcem, to znaczy jest człowiekiem, którego się słucha, który bardzo uważnie i wymagająco słucha. Próbuję to oddać w tym wstępie do tej książki. No i korzystałem z tego i także miałem okazję przy różnych okazjach być w towarzystwie, gdzie to się po prostu jakoś odbywało. Więc oczywiście bałem się sytuacji, że oto wielki artysta rozmawia z krytykiem, w związku z tym w pewnym sensie troszkę go poucza. Mieliśmy takie sytuacje, że troszkę udawało mi się chyba przekłuć. Czasami nawet jeśli pojawiały się takie zapędy, to były przez sekundę. Bałem się czegoś, ale to też się chyba udało, bo sam bohater o tym mówił, że kończyliśmy dosyć trochę zmęczeniu, ale ty mnie drążysz. Ja już odchodzę, ale ty wracasz do pewnych pytań i po prostu nie zatrzymujesz się. Rzeczywiście, próbowałem tak to robić. Zdradzę jeszcze taką tajemnicę, że No oglądam ten teatr, oglądam przedstawienia Janusza Opryńskiego zespołu prowizorium czy teraz kompanii, która jest wokół Janusza. Wczoraj mieliśmy tu na scenie Elizę Borowską, Wojtka Mazoleskiego na widowni, Łukasza Lewandowskiego i Sławomira Rzymkowskiego. Dziś jest z nami pan Jacek Brzeziński, więc myślę sobie, że to jest jakaś taka republika, o której Janusz powiedział, ale też jakaś taka szeroka, teatralna rodzina. No i po prostu mam wrażenie, że jest mi do tego świata zwyczajnie blisko, ale starałem się, żeby ta rozmowa dla samego Janusza była okazją do jakichś odkryć, okazją do jakichś przewartościowań, okazją do nowego spojrzenia na minione czasy, okazją trochę do oddania uczuć. i bliskim sobie ludziom. Pan Jacek Brzeziński jest bohaterem jednego z portretów, które się w tej książce znalazły obok portretu Ewy Wójciak, Adama Michnika, Piotra Kłoczowskiego, Łukasza Lewandowskiego, Sławka Grzymkowskiego, Elizy Borowskiej. Na pewno kogoś jeszcze pominąłem, ale w książce jest więcej postaci ważnych dla Janusza. No i przede wszystkim, ponieważ nie bardzo interesuje mnie pisanie czy mówienie do ludzi, którzy są wyłącznie ekspertami i są, jeśli tacy w ogóle są, i są tak zwanymi po prostu zainteresowani bardzo, bardzo, to chcieliśmy chyba, żeby ta książka była komunikatywna, żeby ją się dosyć dobrze czytało i żeby ona potrafiła wciągnąć. Mnie się zdaje, jak tak przekartkowałem ją sobie, że mogę doradzać Państwu dwa sposoby lektury, to znaczy zarówno można ją czytać od początku do końca, ale także można sobie otwierać tę książkę, jeśli cokolwiek o Opryńskim wie, w dowolnym niemal momencie i jakąś tam rozmówkę sobie przeczytać dwa razy, jakąś porzucić i powrócić do niej po jakimś czasie, jeśli się nie ma odpowiedniego nastroju. No więc mam nadzieję, że będą Państwo mieli przyjemność. Bałem się, ale potem się na szczęście przestałem bać.
[34:00.79 → 36:32.05] B: Ja jeszcze Państwu może tylko przypomnę, może niektórzy już się widzieli, że Mariusz Tarkawian kiedyś namówił mnie na spektakl Rafał Koziński, żebyśmy robili pamiętarz Sen o mieście i to zrobiliśmy i Mariusz Tarkawian, że tak powiem na bieżąco rysował i komentował poemat Czechowicza. I to było jego kunszt. I to było wyświetlane, graliśmy to na dziedzińcu zamku. Także z Mariuszem mamy tutaj... To nie była dziewicza nasza praca, tylko trochę wcześniej. I mało tego, jeżeli pójdziecie Państwo do Centrum Kultury, Mariusz tam całą historię, prawie sztuki wymalował w Galerii Białej i dlatego też jestem pod wielkim zawsze wrażeniem talentu. I pomyślałem sobie, że właśnie jeszcze wrócę tutaj, że ta kreska Mariusza w jakiś sposób też trochę będzie tutaj wartością książki. W ogóle decydując się na tą książkę i dziękuję Jacku, że się zgodziłeś i wam wszystkim, miałem takie poczucie, że to 50-lecie to jest jakiś rodzaj bilansu. Ten bilans może być też oczywiście trochę przyprawiony goryczą, bo no właśnie, jak bilans to co, że się kończy, prawda? Ale tutaj w formie tej książki myśmy też coś zrobili. Państwo może już zobaczyliście, że jest tych 15 rozmów i przed każdą rozmową jest skrót. Kiedyś takie były, pamiętacie, książki, że było streszczenie rozdziału, co się wydarzy. Ja lubiłem te stare książki takie. Tak chyba jest nawet moja ukochana książka Lampart, Tomaso di Lampedusa, do której wracam co trzy lata. I to jest w ogóle... A jeszcze wracając do autorów tej książki, do zespołu kilku.com, to państwu powiem, że właściwie myśmy wydali braci Karamazo, których chciałem państwu powiedzieć, że dzisiaj na Oleiksie kosztują 1500 zł. Czyli i to są też, że tak powiem...
[36:32.05 → 36:37.41] C: Jeśli dostali państwo pomocyjnie trochę egzemplarzy jakiś czas temu, to teraz można zrobić świetny interes.
[36:38.07 → 38:46.82] B: I ta grupa dostała no wiele nagród chyba w Wiedniu, prawda? Tak, tu kiwa mi głową, dobrze, Robert. to pamiętam, że ta praca nad tą książką to była jakaś niezwykła po prostu, bo ona była też, tam był też zapis naszych spektakli. Tutaj Państwu powiem też, że trochę będę się chwalił, że jestem dumny z tego projektu Braci Karamazo, bo ten projekt Braci Karamazo wtedy wydawał mi się jakiś taki strasznie pełny. Zacząłem od tego, że pisałem bardzo długo adaptację, Mój przyjaciel Cezary Wodziński przetłumaczył dla mnie braci Karamazow. Organizowałem wtedy, no słuchajcie, uwierzcie mi, jakbyście tu nie byli, ale po 400 osób przychodzili na wykłady filozofów, ale byłem na tyle sprytny, że wiedziałem, że może na filozofa nie przyjdą, ale przyjdą na aktora. No więc brałem znanych aktorów, żeby czytali i przychodzili. I wtedy te wykłady były, pomijając, że wcześniej były o Platonie, o Nietzschem, o Heideggerze, były też o Dostojewskim. Czyli najpierw wykłady, potem spektakl, potem zarejestrowaliśmy to w TV Po Kulturze, wtedy Katarzyna Janowska, a na końcu wydaliśmy książkę. Czyli wydaje się, że ten projekt taki od początku do końca jakiś został, z czego jestem w ogóle dumny, mimo głosów dzisiaj bardzo trudnych na temat literatury rosyjskiej, ale w to się nie chcę wdawać, bo tylko mogę powiedzieć, to mądrzejsi ode mnie mówią, twarz Rosji jest twarzą Putina, ale literatura rosyjska jest częścią literatury powszechnej i ona weszła i tego już nikt jej nie wyrzuci po prostu, bo tak jak kiedyś Marilyn Monroe marzyła, żeby zagrać grusze. Także my się możemy jakby tym kodem języka tych powieści ciągle jeszcze porozumiewać w świecie.
[38:47.80 → 40:37.57] E: Mnie się wydaje, że musimy dodać też, że ta książka tak naprawdę też jest książką o książkach, bo wszyscy znamy Janusza jako twórcę teatralnego, ale przecież także kojarzymy go jednak z masywną literaturą, która jest na teski teatralne przenoszona. Dlatego też myśląc o książce w kontekście Janusza Opeńskiego myśleliśmy, że to wcale nie jest tak Taka sytuacja zupełnie odległa, że Janusz będzie miał teraz swoją książkę. Ma kilka spektakli na swoim koncie, ale teraz będzie miał książkę. I z mojej perspektywy ta książka jest bardzo ciekawą, w ogóle taką polemiką nie tylko znawców teatru, czy ludzi zanurzonych w teatr, ale także intelektualistów, którzy się spierają o to, który z nich pisze po książce, a który nie. Jacek nie pisze po książkach, Jacek jest pedantem, Natomiast Janusz robi notatki w książce jak leci, w ogóle nie bacząc na to, że zaburza jakąś taką pierwotną estetykę tego pięknego przedmiotu. I stąd, a mówię tylko o tym dlatego, również dlatego, że też pomysł na rysunki Darkawiana wziął się wziął się poniekąd z tego, prawda, czyli że chcieliśmy tą, poszerzyć tę taką żywą paginę, prawda, czyli te zapiski na marginesach, które poprzez kontakt z Mariuszem wyszły nam, zaowocowały, prawda, czy przetransformowały się w zupełnie jakby odrębne takie dziełka sztuki, prawda, które, które z jednej strony pełnią funkcję czegoś zapisanego na marginesie, a z drugiej strony, prawda, też, też, wpływają na jakiś taki estetyczny i zupełnie też merytoryczny, no merytoryczne poszerzenie tego, o czym panowie opowiadacie.
[40:38.85 → 44:12.02] C: Ja bym jeszcze od siebie dodał w takim razie, skoro każdy ma tutaj taki mały spiczek, że co prawda ja jeszcze wrócę do ciebie korzystając ze zbójeckiego prawa prowadzącego, bo relacja twoja z Januszem Opryńskim to jest dla mnie coś bardzo ciekawego. O tym nie rozmawialiśmy, tak zupełnie wprost. ale ja sobie tak myślę, że wczoraj tutaj była opowieść o Patti Smith i Wojtek Mazorecki, Eliza, a myśmy nadali tej książce nie bez przyczyny tytuł W rękach mieliśmy pioruny. Ta książka w moim mniemaniu także, ja jestem rocznik 72 listopad, I pamiętam jeszcze z czasów licealnych, to jest druga połowa lat osiemdziesiątych, z czasów studenckich, czyli pierwsza połowa lat dziewięćdziesiątych, te momenty, kiedy siedziało się długo, długo na balkonach przy tak zwanych różnych domówkach i tak dalej, słuchało się rozgłośni harcerskiej, chodziło się na demonstracje, ja jeszcze się załapałem, Rodzice trzymali bibułę i tak dalej. Paliło się papierosy, nie najlepsze. Piło się alkohol, nie najlepszy. No i rozmawiało się o świecie. I kłóciło się strasznie o świat. Muszę przyznać, że to chyba nie dlatego, że jestem taki stary, już mnie nikt nie zaprasza, choć mam dwóch synów, którzy są młodsi. Ale takiej temperatury dyskusji, która mogła podpalić świat, nawet jeżeli brała w niej udział kilka osób, temperatury czegoś, co łączyło, co budowało na przykład środowisko teatru alternatywnego we wspólnotę, nawet niezależnie od tego, czy przyjeżdżał teatr z Poznania, czy przyjeżdżał teatr z Lublina. Gdzieś te wszystkie historie się ze sobą przenikały. No i muszę przyznać, że zazdrościłem bohaterowi tej książki i zazdrościłem osobom, które on opisał z wielką uważnością w niej. możliwości tych właśnie długich godzin, tych emocji, tej wiary w to, że słowa potrafią zmienić świat, emocje potrafią zmienić świat. Ja oczywiście mam w sobie taki, oglądając dużo dosyć przedstawień teatralnych, mam w sobie taką oczywiście dość realistyczną myśl, że teatr już w tej chwili to świata nie zmieni, ale z drugiej strony bywają takie momenty, Kiedy mam poczucie, że teatr czy sztuka potrafi zmienić choćby jednego człowieka, już wtedy warto. Potrafi wejść z nim w jakąś poważną bardzo rozmowę o podstawowych wartościach i o podstawowych emocjach. I to jest dla mnie bardzo ważne. I ten ogień, który się pojawia wielokrotnie w tej książce, był także dla mnie wartością i także okazał się jedną z tych sfer, dla których później pomyślałem sobie, że warto było się w to zanurzyć, w ten element twojego życia, który było trzemu pokoleniu, tak mi się trochę wydaje, że już jest trochę jakoś mniej dostępny. Nie chcę mówić o tym tak jakoś, że tak powiem, wykluczająco czy twierdząco, ale mam takie poczucie, żeśmy się przenieśli w jakieś inne rewiry i troszkę się zmiękczyliśmy może, mimo że rzeczywistość trudna, dramatyczna i pełna niepewności.
[44:12.46 → 47:47.48] B: Ja bym chciał Państwu jeszcze też pewnie tam w uważnej lekturze doczytali byście, ale tytuł wzięty jest z płomieni Brzozowskiego i to jest też taka klamra, ponieważ myśmy fragmenty płomieni, Jacek pamiętasz, grali w spektaklu Nie nam lecieć na wyspy szczęśliwe, a ja napisałem jeszcze takie 22 tezy i one gdzieś tam krążyły i jedno z pierwszych test to było właśnie z Brzozowskiego, że spróbuj dać sobie wewnętrznie przyzwolenie na bunt, a w tejże chwili zrozumiesz, że w życiu obecnym wszystko jest godne zniszczenia. I Mariusz tutaj, że tak powiem, opatrzył stosownym rysunkiem. A z tymi płomieniami to, proszę Państwa, taką klamrę zataczam, bo w tym roku jeszcze będę pracował napisane adaptacje płomieni, ale to nie tylko płomieni, bo jeszcze też taki bardzo, kompletnie nieznana książka, tak mi się wydaje, Brzozowskiego, sam wśród ludzi. I będę to robił w Teatrze Polskim u Seweryna. W styczniu będzie premiera. Dlatego też tak wydało mi się, że jakaś klamera, prawda, że ten, że Brzozowski, bo słowa Mieliśmy w ręku pioruny, to są głównego bohatera, Michała Kaniowskiego, który dołącza do kółka rewolucyjnego po to, żeby zabić cara. I to była nasza właśnie formacyjna lektura ten Brzozowski. Ja państwu tylko przypomnę, ale to pewnie pamiętacie, że w 2011 roku było stulecie śmierci, krytyka polityczna wydała bardzo pięknie wtedy z rysunkami Sasnala, płomienie, został też wydany, wydana fantastyczna książka Miłosza Człowiek Sił Skorpionów i jeszcze został wydany, jeszcze lepszy uważam, co zresztą nie wiem czy korzystają nauczyciele języka polskiego, przewodnik po brzozowskim ze znakomitymi takimi propozycjami lekcji o brzozowskim. To naprawdę świetne. Tam też wypowiadają się feministki, które w jakiś sposób brzozowskiego bardzo mocno cenią, bo on już w 1906 roku bardzo mądrze pisał przeciwko patriarchatowi, przeciwko rodzinie. To był wielki zapomniany myśliciel, jeżeli sobie w ogóle uzmysłowimy, że umiera w wieku 33 lat we Florencji. Czytający w sześciu językach, czytał po kilkaset stron dziennie. To było niesamowite. Tyle zostawił, Wielka postać i takie mam poczucie czasem, że mamy jakąś taką straszną zdolność niekorzystania z takiego kapitału intelektualnego, że jak się czyta te książki, wiecie, to dziewięćset szósty rok i wydaje się, że to jest dzisiaj napisane, że te wszystkie pola konfliktu dzisiejszego w Polsce są takie same po prostu i to jest z drugiej strony smutne, Ale pamiętam, że jak mówiłem w tym tonie na sześćdziesięcioleciu ósmego dnia, to wstał Michnik i powiedział, no wiesz, ale są jeszcze koledzy z Sofokles i też jest aktualny. Także troszkę mnie przywrócił do porządku.
[47:49.82 → 48:30.47] C: Mariusz, a opowiedz proszę, bo wiem, że rysowałeś w pewnym momencie chyba trochę gorączkowo, żeby też zdążyć. ale czy została jakaś pula prac, które koniec końców w efekcie autoselekcji odrzuciłeś i nie wysłałeś ich do pękali i rozwiniesz to we własny projekt pod tytułem człowiek z brodą na przykład? Było takie coś tutaj, jakieś lekcje, które jak graliście dla szkół, to było, że koleżka z Brodą trochę nam wytłumaczył, tak?
[48:30.67 → 49:11.37] B: Tak, bo myśmy mieli taką serię, gdzie nazywaliśmy, że gramy dla hormonów. To znaczy wyobraźcie sobie, że godzina 10 gramy dla 400 uczniów. Przepraszam, bo inaczej powiedzieć. Dla 400 uczennic i uczniów. I byliśmy tam prowokowani. No i potem ja stwierdziłem, że jednak, żeby aktorów uratować, że ja będę miał taką przemowę. No i ja wychodziłem, najpierw było tak, że tam nie można było uciszyć w ogóle, no ale w końcu jakoś się udało, no i zacząłem mówić o Gombrowiczu. No i potem takie słyszałem właśnie komentarze, koleżka z brodą trochę wytłumaczył.
[49:12.43 → 49:20.81] C: No więc pytanie, czy ty stworzysz własny projekt pod tym koleżka z brodą i trzy kropki, czy wszystko co zrobiłeś weszło do książki?
[49:21.27 → 49:33.45] D: To jest bardzo dobre pytanie. Od razu powiem, że tak jak ty również bałem się, że nie zdążę. Ostatni rysunek wysłałem dokładnie miesiąc temu. To była środa, ósma rano. Pamiętam.
[49:33.93 → 49:35.39] C: Deadline było o ósmej trzydzieści.
[49:35.71 → 49:58.46] D: Tak. A pierwszy rysunek jaki zrobiłem to był właśnie o pierunach. W rękach mieliśmy pieruny. To był ten fragment i bardzo mnie zaskoczyło to, że on znalazł się w tytule. To bardzo tak fajnie się złożyło i bardzo mnie zaskoczyło też pracując z wami to, że ani razu nie zgłosiliście żadnych uwag, żebym coś poprawił. To było niesamowite, naprawdę.
[49:58.80 → 50:06.62] C: Znaczy to Pękala głównie oglądał, ale byliśmy tak zachwyceni, że ktoś zdąża, że tak się wyraża, że nie byliśmy w stanie zaprotestować, bo sami baliśmy się.
[50:06.72 → 50:10.42] E: Po prostu Mariusz jest artystą, który rzadko popełnia błędy.
[50:11.38 → 50:13.24] D: Staram się tak nie robić, to prawda.
[50:13.78 → 51:40.97] E: Myślę, że warto też powiedzieć o tych piorunach, bo one powstały rzeczywiście tutaj z inspiracji rozmów o Brzozowskim, natomiast Z mojej perspektywy ta książka też ma taki właśnie romantyczny sznyt, bo wszystko to, o czym panowie rozmawiają jest rzeczywiście bardzo takim, może dzisiaj, nie jestem już super młody, ale wciąż będę grał za młodego, bo tutaj powiedziałeś o młodym pokoleniu, to wydaje mi się rzeczywiście, że to jest trochę taki zapis świata, który już gdzieś nie jest obecny. My już się trochę inaczej kłócimy o sztukę, trochę inaczej ją przeżywamy i fajnie jest sięgnąć do tych czasów, w których ona miała takie naprawdę wielkie znaczenie dla ludzi, przede wszystkim dla ludzi, którzy ją tworzyli. Ta książka dla mnie jest bardzo ciekawa właśnie z tej perspektywy, że Janusz opowiada o sobie, ale też o swoich przyjaciółach. gdzie w tej siermiężnej komunie starali się robić jakąś estetykę, prawda? I w jaki sposób ta siermięga, czy w ogóle ten stan ducha, który, który wówczas panował, wpływał na kształt spektakli? To jest bardzo ciekawe i rzadko, rzadko mamy taką okazję, żeby tak na dobrą sprawę właśnie spojrzeć na tą kuchnię, jak powstają dzieła sztuki. Myślę, że, myślę, że ta książka jest właśnie też z tego powodu bardzo pożyteczna.
[51:42.36 → 53:53.79] B: Znaczy, bo myśmy mieli, Zobaczycie, Jacek Brzeziński, pewnie wiecie Państwo, jest autorem dwóch książek, bo Jacek napisał dziennik podróży, bo Jacek zawsze notował wszystko i tam wszyscy krzyczeli, tylko tam pisz dobrze o mnie. To Witek Mazurkiewicz najbardziej. Tam się bał, że napiszesz o niego krytycznie. A potem napisał historię i muszę ci powiedzieć, Jacku, że myśmy korzystali z tego bardzo, żeby połapać się w czasie. I oczywiście Jacek ma, słuchajcie, w ogóle takie właściwości Reymena, bo jak ja mu pytam go, a mówię w Kaliszu, a on mówi październik 2008 rok. I on pamięta daty wszystkie, po prostu gdzie graliśmy. I tego efektem jest ta książka, która jest w ogóle bardzo, że tak powiem, rzetelnie zrobiona. Ale też napisane, bardzo piękny tytuł, bo to jest subiektywna. historia i to jest według jakby Jacka widzenia ta jego historia. Także tutaj może pewnie jakiś jakby państwo chcieli mieć taki obraz pełniejszy, to jeszcze wrócić prosimy do Jacka, bo Jacek pewnie to robi bardziej rzetelnie, a ja właśnie tak trochę z tymi piorunami wyskakuję i w jakiś sposób też próbuję oddać ducha Bo wiecie, to są sytuacje, które dzisiaj, tak jak Piotr mówi, Piotr jest też niedobrym przykładem, bo Piotr jest taką młode pokolenie, ale starą duszą, bo on jest bardzo dobrze oczytany. Ja na przykład mogę z nim rozmawiać, odwoływać się do typu lektur, do których chyba I tu nie chcę się skarżyć, bo to jest takie pytanie, czy w ogóle młodym pokoleniu może nie potrzeba ten zestaw lektur, który myśmy przechodzili. To jest pytanie. A może dalsze pytanie jeszcze bardziej będzie okrutne, bo może kurczę za nas to zrobi sztuczna inteligencja. I może, że nie będziemy potrzebni w ogóle. Także to są historie, które na pewno tutaj coś zdradzamy.
[53:55.47 → 56:24.61] C: To prawda, że myśmy, ja szczególnie jako człowiek, który potem na szczęście następowała pomiędzy Januszem a Piotrem weryfikacja faktów podczas autoryzacji tej książki, która też zapewne już jest po prostu opowieścią między wami, że tak powiem, długich wieczornych rozmów, czasami zmaltratowany redaktor Pękala dzwonił do mnie później i mówił, Boż, trzy godziny. Trzy godziny ten rozdział autoryzowaliśmy, ale mam głębokie przekonanie, że było warto. Ale ja odwoływałem się do historii Teatru Prowizorium napisanej przez Jacka Brzezińskiego i to był punkt odniesienia po prostu. Sprawdzałem w książce i mówiłem, no tak było, tak tu jest po prostu u pana Jacka napisane i to była jakby w moim rozumieniu absolutnie ostatnia na etapie naszych rozmów instancja. Chcę zwrócić uwagę na to, że staraliśmy, żeby ta książka nie była, tak jak już mówiłem, nadęta nie była. Tutaj na przykład trafiłem na taki, na taką stronę 144, gdzie z radością odnotowuję fakt zwycięstwa Igi Świątek w Wimbledonie na przykład. I mogą Państwo oczywiście dzięki temu odrestaurować sobie, jaki to był dokładnie dzień i wręcz, tak powiem, jaka to była godzina, kiedyśmy, kiedyśmy gadali. Oczywiście z tymi piorunami to różnie było, bośmy mieli także, ja od razu byłem przyznam fanem, ale były różne propozycje tytułów i bardzo pomocne są w tym przypadku rzeczy, które się nie zestarzały. To znaczy warto sobie wrócić do tez Janusza Opryńskiego, które tu się pojawiają. Pojawiły dawno temu, ale też przytaczamy je w tej książce po to, żeby autor tych słów mógł spojrzeć na nie z perspektywy czasu i na nowo jakoś je spróbować zinterpretować. No i tutaj jest taka teza, którą zastanawialiśmy się, czy też jakoś nie wypełnować bardziej, która brzmi, gdy będziesz tym wszystkim zmęczony, nie wytrzymasz szarości, napij się wódki i przy to aście krzyknij transcendentalnie, jak mówi Jerofiejew. To nie będzie puenta tego naszego dzisiejszego spotkania, ale nie chciałbym też, żebyśmy Za dużo państwo zdradzili, to jest dosyć taka sytuacja, powiedziałbym, i wdzięczna, i niezręczna jednocześnie, no bo jednak trzysta ileś stron, trzysta parę jest przed nami tutaj.
[56:25.84 → 56:42.43] B: To może oddajmy, może to będzie lepsza formuła, jeżeli jakaś rozmowa, i państwo jakbyście mogli, i chcieli zadać pytania, chociaż nic pewnie nie zastąpi lektury, ale no to będziemy o tej kuchni wszystko mówili.
[56:43.06 → 56:54.20] C: Tak jest, łącznie z tym, że możemy opowiedzieć, co było w kuchni, najdosłowniej. Nie wiem, czy tam mamy sprzęt w postaci mikrofonów?
[56:56.26 → 56:58.28] B: Tak, pani, tak, a już, już.
[56:59.20 → 57:05.64] C: Okej. Czy ktoś z Państwa chciałby coś, coś, a już jest pani, tak, proszę bardzo.
[57:05.74 → 57:11.27] B: A nie, to pani będzie podawać, tak? A, ok, ok. Dobrze.
[57:11.57 → 58:51.99] C: Proszę bardzo, to czy ktoś jeszcze chciałby, chciałby coś, o coś zapytać? Panów, Janusza. To ja dam państwu jeszcze czas, bo chcę się, Janusz, odnieść do tego, o czym powiedziałeś, czyli do płomieni i do tego, że bez tego scenariusza, patrząc na twoje wpisane notatniki po prostu. Jakoś tak się nam ułożyła ta książka i ten cykl naszych rozmów, że ona się rzeczywiście skończy trochę tak, jak kończył się taki wspaniały film Perskiego o Tadeuszu Łomnickim. Tam Tadeusz Łomnicki w trzecim odcinku trzy godziny, trwającego trzy godziny dokumentu siedzi w swoim fotelu niczym Opryński w Kępie Bożechowskiej, on w mieszkaniu na Starym Mieście w Warszawie. i mówi to dopiero koniec pierwszego rozdziału. No bo rzeczywiście trochę tak jest u Janusza Opryńskiego, że za chwilę premiera płomieni w Tarcze Polskim w Warszawie. No i właśnie kończyłem tę książkę pytaniami o lęki, nadzieję, radości. W międzyczasie świat jeszcze przyspieszył i jeszcze bardziej stał się makabryczny od tego końca lipca, ale Opowiedz Janusz, co przed tobą. Opowiedz, czy ta książka, skoro miała być bilansem, to coś zamknęła, coś pomogła ci sobie w głowie, w sercu ułożyć? I czy pomaga zaczynać kolejny etap?
[58:53.07 → 01:05:21.59] B: Ja tylko opowiem, to oczywiście, że na przykład jak oni wyjeżdżali, ja byłem potwornie zmęczony. W pewnym momencie pomyślałem sobie, że leżę w gabinecie psychoanalitycznym i oni mnie tam dociskają. I ja sobie tak organicznie wchodziłem w tamten czas. A ten czas był dość trudny fizycznie. Mieliśmy ten teatr objazdowy. to jakieś tysiące kilometrów i jeżeli jakikolwiek zawód mam, to jestem kierowcą dobrym, bo jako niepijący w ogóle, to jestem dobrym w ogóle kierowcą. I to były takie, słuchajcie, no godziny straszne, godziny długie w samochodzie. Ale ja mam taką też refleksję oczywiście, że wiecie, no takie rocznice jak się obchodzi, no to jest gdzieś twarz taka, no a może byś już skończył. Bo po co to, prawda? A szczególnie to żona mi mówi, że to wstyd już dalej. A z drugiej strony wiecie, to jest też tak, że ostatnim spektaklem reżyser się kończy. I na nowo musisz się stworzyć. To znaczy, nie ma tak, że zrobiłeś 60 przedstawień, 100 przedstawień. Czyli każde nowe przedstawienie to jest jakby kolejny egzamin. To znaczy, czy dasz radę opowiedzieć już coś. Ja w tym też chyba wspominałem w tej książce, przeżyłem bardzo... Jest taki wybitny krytyk Ryszard Przybylski, który też pisał o Rosjanach, ale napisał też taki wzruszający esej o starości. Tu opowiem. On był wielkim znawcą muzyki klasycznej i powiedział, słucham muzyki i już się nie wzruszam. I to wydawało mi się tak dojmujący objaw. I ja sobie tak myślę, że jeżelikolwiek jaki dar otrzymałem, nie wiem od kogo, to dar wzruszania ludzi. Jeżeli ten dar odejdzie, to nie powinienem już robić, bo jeżeli to będzie suche, obojętne, a nie będzie emocji, bo to jest uwalnianie emocji, dlatego tak dużo jest problemów i w czasie prób, I jak ktoś nie wie, nie zna tej specyfiki, to to jest jakiś naprawdę aktorzy płacą ogromną, ogromną cenę tego zawodu. Nie wiem, czy to jest zawód, czy zajęcie. Dlatego też te płomienie, to będę robił, wymyśliłem sobie coś takiego, że obsada aktorska to będzie w ogóle zespół teatralny. Jest zespół teatralny, który chce zrobić właśnie płomienie. I chciałbym taki złożyć hołd właśnie, grupom studenckim, nie tylko, które walczyły, ale to też były zagraniczne grupy, Pretend Puppet, argentyńskie grupy, które przyjeżdżały, niemieckie grupy. I chciałbym, żeby to byli ludzie, którzy walczyli, tak jak te kółka narodnej woli. które chciały w ogóle, których Kamil nazywał delikatnymi zabójcami, to chciałem o tym jakby, i Piotr mówił o tych, żeby przywrócić jakieś, mam nadzieję, że będę potrafił przywrócić żar spotkań, kłótni o świat, że ja przeżywałem coś takiego, że po prostu ludzie absolutnie byli tak, że dochodziło do rękoczynów prawie, że po prostu o wizję świata. I ja myślę, że o tym są płomienie. Słuchajcie, płomienie są napisane w 1906 roku w ciągu czterech miesięcy napisał to. Oczywiście Miłosz taką łatkę dał, że nie może być dobry powieściopisze przed trzydziestką. On wtedy nie miał trzydziestu lat i po tym już napisał sam wśród ludzi. Jak mówię, książkę, jakby państwa spytał, kto przeczytał, to nie wiem, czy ktoś podniesie rękę. A jest tam jedna z najlepszych postaci. Miłosz mówi, że tam jest najlepsza postać księdza, księdza Rotuły, który jest w ogóle fantastycznym, taką postacią barwną. Nie będę zdradzał tego. I te pomienie, no to z jednej strony bardzo się cieszę, że będę robił, ale to zawsze jest coś takiego też, wiecie, z lękiem, ze strachem, czy będę umiał to opowiedzieć. Bo nie ma czegoś takiego, że rutyna, bo aktorzy to szybko wyczuwają. Jeżeli przychodzisz i nie potrafisz im emocji, jakiegoś żaru, zaproponować, no to ich nie podniesiesz z krzesła. To nie podniesiesz ich, żeby po prostu... To będziemy udawać. I dlatego też, tak jak Jacek wspominał, mam taką swoją republikę aktorską, do której należy oczywiście Jacek Brzeziński, który od lat jest ze mną, ale Sławek Grzymkowski, teraz właśnie, myśmy wczoraj cały dzień próbowali, Sale 6 i Łukasz Lewandowski, ale Eliza Borowska, z którą graliśmy. I oni wszyscy tęsknią, i to nie znaczy, że tęsknią do mnie, tylko tęsknią do pewnego typu pracy. że będą mogli po prostu uczestniczyć w niekłamanych emocjach, gdzie nie zawsze instytucja teatralna, z różnych powodów, to nie znaczy, że jest zły dyrektor, ale instytucja nie daje tego. A jeżeli my sami bierzemy odpowiedzialność za coś, że po prostu nikt nam nie każe, bo to nie jest etat pracy żaden, Myśmy wszystko robili, słuchajcie, za darmo, to znaczy nigdy nie dostały, ja teraz dostaję pieniądze za reżyserię, ale myśmy nie dostawali żadnych pieniędzy. Myśmy mieli rekwizyty ze strychu. Ferdydurkę, to ja nie wiem, Jacek, ile kosztowała, to grosze, bo to były chyba tylko... Która?
[01:05:21.61 → 01:05:22.53] F: Która ferdydurka?
[01:05:22.63 → 01:05:23.91] B: No ta druga.
[01:05:24.25 → 01:05:54.45] F: Ta druga. No tak, to Jacek Brzeziński, ja tak tutaj za filarkiem, ale jestem. Dziękuję bardzo. No to był rzeczywiście bardzo niskobudżetowy spektakl, bo scenografia składała się z sześcian, właśnie z takich listew, trzy na trzy na trzy, a kostiumy nasz scenograf Jurek Rucki to wziął z tak zwanego ciuchlandu, chodziliśmy z nim jak nas czterech aktorów i on tam wyciągał marynarki, kazał przymierzać spodnie jakieś.
[01:05:54.47 → 01:05:56.78] B: Muzyka była ładna, coś musieliśmy Borysowi zaproponować.
[01:05:56.78 → 01:08:26.32] F: a Borysowi trzeba było tylko zapłacić, bo on tam korzystał z późnych kwartetów Beethovena i jakoś tam je przystosowywał do potrzeb naszego spektaklu. Ja przy tej okazji chciałem powiedzieć to słowo mojej refleksji. Jeśli chodzi o książkę, o której dzisiaj mówimy, ona jest bohaterką Janu Szopryńskiego, Jacek Wakar i tu panowie, pan Robert i Piotrek są bohaterami, ale ja chciałem właśnie powiedzieć, że ja się bardzo cieszę z powstania tej książki, bo z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że przez wiele lat ubolewałem nad tym, że nasza historia, prowizorium, że właściwie nie ma książek o teatrze, prowizorium, że tak obserwowałem to, co się dzieje, jeśli chodzi o taką bibliografię dotyczącą sceny plastycznej KUL czy Stowarzyszenia Teatralnego Gardzienicy i to za chwilę jakaś książka, jakaś książka, a my po prostu jak te siroty ciągle dłubiemy te nasze spektakle, a nikt się nie chce zabrać do napisania u nas książki. Owszem, powstało ileś tam, kilkanaście prac magisterskich, jakieś fragmenty, niektóre rozdziały prac doktorskich. Ja bardzo chętnie służyłem. Archiwum, które zgromadziłem... Jacek ma najlepsze archiwum. Być może. To jest takie tradycyjne archiwum papierowe. Ilość tam parę metrów bieżących segregatorów, tam spektaklami to ułożone jest. Tam w pewnym momencie moja późniejsza synowa zdigitalizowała w dużej mierze, ale nie o tym chcę mówić. W każdym razie bolało mnie to bardzo i tak sobie pomyślałem, proponowałem paru osobom napisanie i już się wydawało, że już był w ogródku, już witał się z Gąsku, a tu nagle coś się znowu kończyło. Pomyślałem sobie, że skoro nikt nie chce tych książek napisać, to może to jest wyzwanie dla mnie. Najpierw zająłem się wydaniem tego dziennika swojego. To takie miało być pokazane, jak teatr współczesny jako naśladowca, powiedzmy, czy epigon dawniejszych teatrów wędrownych wędruje po świecie i tam, że to nie jest tylko turystyka teatralna, ale tam się ciężko pracuje, bo to jest przede wszystkim, że trzeba wieczorem zagrać ten spektakl i dni wolnych od spektaklu jest niezwykle mało. i że trzeba na plecach tę scenografię wnieść. Powiedzmy przy Ferdydurka ona była niezbyt ciężka, ale było i trudniej.
[01:08:26.32 → 01:08:27.73] B: Do piachu było ciężkie.
[01:08:27.74 → 01:08:57.31] F: A do piachu było ciężkie, a sceny z życia Miteleuropy były bardzo ciężkie. To też potężna scenografia. I wreszcie, jak napisałem, ale zmierzam do tego, żeby Siłą rzeczy ta moja książka, druga historia subiektywna, jest o Januszu Opryńskim, bo o kim ma w końcu być. Jak on tam był tą opoką, który tworzył, zapłodniał, krzyczał, czasami w bardzo nieparlamentarnych słowach.
[01:08:57.94 → 01:09:00.53] B: Dzisiaj byłbym absolutnie wykluczony.
[01:09:01.26 → 01:09:41.05] F: Jak to reżyser. Tak, to wymaga chyba napisania następnej książki, która by zebrała te wszystkie wypowiedzi niecenzuralne, ale skutecznie działające. Natomiast kończąc tę książkę, zbieram takie wypowiedzi różnych osób, które były związane z Teatrem Prowizorowym. Prosiłem, żeby coś od siebie dodały, wychodząc z założenia, że takie inne spojrzenie każdego, kto był w tym teatrze, ubogaci ją, prawda? To będzie jakieś nowe światło i udało mi się zgromadzić tych świadectw kilkanaście bodajże. Janusza też prosiłem, on mi w ogóle nie przeszkadzał w pisaniu tej książki.
[01:09:41.83 → 01:09:42.83] B: Ale i nie pomagał.
[01:09:43.05 → 01:11:54.91] F: Absolutnie mi nie pomagał, ale to było, to było dla mnie jakimś też, Odczytywałem to jako, że daje mi absolutnie wolną rękę. Ja będę w całości odpowiadał za tę książkę, ale się nie wtrącał i przyjął ją z wdzięcznością. Ale ja go pytałem też, redagując ją, czy chciałby coś jeszcze, bo uważałem, że jeżeli wszyscy Wiele osób pisze, że on by może chciał, on by chciał, że nie chce, chce mi tylko podziękować i żebym napisał, że chcę mu tylko podziękować za to i tam w zakończeniu tej książki jest o tym. I ja się teraz bardzo cieszę z tego, że powstała książka złożona z 15 takich rozmów, gdzie Janusz daje też inne światło, że opowiada od siebie. Każdy z nas ma wrażliwość jakąś inną, na inne aspekty zwraca uwagę. Janusz jest człowiekiem wielkiego intelektu, czyta, czyta, czyta i spożytkowuje to jakoś. Przekazywał nam w teatrze zawsze Bardzo wiele i do tej pory, prawda, tak jest. I że ta książka, o tym jego też czytaniu i przetwarzaniu się ukazała. Oczywiście z tymi anegdotami. Ja książki nie znam, bo dopiero ją dostałem wchodząc tu na to spotkanie, ale znam troszeczkę z kuluarów. Tu mi zdradzał Piotr Pękala, co tam jest. Janusz tam też... Cieszę się bardzo, że on to powiedział, bo ta wypowiedź jest na pewno bardzo ważna i bardzo potrzebna jako cegiełka do budowania też historii Teatru Prowizorium. Teatr Prowizorium istnieje 50 lat, nawet więcej, bo w 1971 założyli go studenci polonistyki. Dzisiaj mamy 25, czyli już 54 lata. My z Januszem się znamy mniej więcej tyle lat albo rok dłużej, bo jeszcze z liceum. I po prostu mówimy o sobie, że jesteśmy jak stare małżeństwo, które i nie może ze sobą, i nie może bez siebie. I to tak wygląda. Tak już widocznie taka karma nasza, taki nasz los. Bardzo dziękuję. Janusz, bardzo dziękuję wszystkim Państwu, Panom, którzy przyłożyli się do stworzenia tej książki. Dziękuję Państwu.
[01:11:54.99 → 01:15:51.77] B: Dziękujemy Ci, Jacek. Jacek, to z tymi książkami, to mi się zawsze przypomina, jak Miłosz powiedział, że przeczytałem tyle książek i jakbym ułożył te książki tak na stosie i wyszedł na nią, to nie jestem ani o centymetr wyższy. I tak mi się wydaje, że to jest z tymi książkami, to jest tak, że im dalej, to o tym człowiek mniej wie. Zresztą dzieliłem się ostatnio taką refleksją, która jakoś tak mnie, nie wiem, notorycznie dopada, że właśnie boję się wiedzieć, to znaczy, że Nauczyłem się od Dostojewskiego i zresztą wiecie, w trzeciego będę puszczał taki mój film, który nagrałem z moim wielkim przyjacielem Cezarym Wodzińskim. Cezary Wodziński, który mnie uczył w ogóle jak interpretować Dostojewskiego i to szczególnie jest widać, Jacek kiedyś grał to wtedy w kuchni, to zrobiliśmy tą rozmowę przy koniaczku, pamiętasz? bo sam zaproponowałeś i grałeś trzy postacie. Jacek grał Starego, Aloszę i Iwana. I w kuchni to zrobiliśmy, a potem Jacek był, przepraszam, powiem to, w recenzji Scotsmana chyba, czy Guardiana, porównywany do Hopkinsa. I wygraliśmy wtedy właśnie u pana DeMarco French Verse. No właśnie, ale to jest... To jest jakiś taki rodzaj przykrej świadomości po prostu, że Dostojewski uczył, że praktycznie biorąc, nie ma dialogu skończonego. Nie wiemy kto ma rację. I w tej rozmowie przy koniaczku, pamiętacie, stary pyta, jest Bóg, a A Losza mówi, jest. I nieśmiertelność? I nieśmiertelność. A Iwan? A Bóg jest? Nie ma Boga. A diabeł jest? Diabeł nie ma. I na to wszystko stary Kalamazow, jak mnie uczył Wodziński, kanalia, który zadaje pytania, jak Sokrates mówi, najprawdopodobniej Iwan ma rację. Ale zobaczcie tą urodę, jakby powiedział Herbert Koniunktivu, czyli przypuszczającego trybu, że po prostu najprawdopodobniej, I to jest piękne, to jest jakieś otwarcie, że właściwie my nie wiemy, kto ma rację. Genialny absolutnie interpretator Bachting, który stworzył tę teorię polifonicznej powieści, właśnie to stwierdził, że tutaj nie mamy racji. Nie wiemy, kto ma rację. To siła dialogu, wiecie, gdzieś i tak mało mamy rzeczywistości politycznej dialogu, mamy monologii. Nikt nie słucha siebie po prostu. Także jeśli teatr ma jakąś swoją funkcję, jeszcze dzisiaj najważniejszą, to jest szacunek dla dialogu. To to, że musimy po prostu wysłuchać innego. I ja tak ciągle mówię, jak czasem idę do jakiegoś człowieka, wiadomo w jakiej ja jestem opcji politycznej, ale chodzę też do innej opcji politycznej. No i jak się przedstawiłem, nie będę mówił, ale może się domyślicie. I mówię dzień dobry, Janusz Opryński, i mówię walczyłem o wolność, również walczyłem o Pana, żeby świat był różny. I po prostu, bo tak sobie wyobrażaliśmy, prawda, że takie współistnienie i tego uczy nas też literatura. Za dużo gadam, już przerwij mi.
[01:15:52.35 → 01:21:17.40] C: Zaraz Państwu dam jeszcze szansę, żeby coś powiedzieć, zapytać, podzielić się refleksją. Ale chcę jeszcze tylko powiedzieć o tym, że chyba Janusz miał też taki plan, nie zwierzał się, ale oczywiście to jest książka o książkach, jak powiedział słusznie Piotr, o ukochanych autorach Janusza. Staraliśmy się oddzielić to celowo od sytuacji politycznej, sytuacji wojennej. My wszyscy wiemy, kto jest winien wojny w Ukrainie. My wszyscy zdajemy sobie sprawę, ze skutków działań Rosji na poziomie także dezinformacji, na poziomie wojny hybrydowej, która się toczy i to, że rozmawiamy o literaturze rosyjskiej, to jest oczywiste, że musimy o niej z Januszem Opieńskim rozmawiać, ponieważ to jest kawał życia i kawał historii Polskiego Teatru. To w niczym nie zmienia naszego zaangażowania intelektualnego, emocjonalnego i każdego innego po wiadomej stronie i także bardzo trzeźwej oceny Janusza. tego, co się dziś w świecie dzieje, ale nie zmienia to całego rodowodu intelektualnego, duchowego i wszelkiego i także obcowania z tą literaturą nie będziemy tutaj niczego, niczego zmieniać. Ale chcę o jednej rzeczy powiedzieć chyba, nie wiem czy Janusz miał taki plan, ale tak to by chodzi. Tam są takie momenty, ja dużo wyrzuciłem, czy wyrzuciliśmy razem, ale jednak są takie momenty, kiedy Janusz to mnie zadaje pytanie, bo, bo rzeczywiście No nie znudził mi się jeszcze teatr i dosyć dużo teatru oglądam w różnych miejscach. No i między innymi Janusz opowiada, bo jest człowiekiem otwartym na innych artystów. Mnie doniesiono i ty mi tego nie mówiłeś, że ostatni weekend oglądając Weseleja na klaty, no byłeś w pewnym sensie zszukowany faktem, jak ten spektakl po latach koresponduje z rzeczywistością. Przypominam, że na festiwalu Opolskie Konfrontacja Teatralna Klasyka Żywa, jury RI pod przewodnictwem Janusza Opryńskiego, w momencie kiedy akurat w teatrze, w Starym Teatrze mościł się, zdaje się, ktoś zupełnie już inny, Mikos, no ja nie chciałem wymieniać tego nazwiska, ale Mikos, no to Janusz z jurorami przyznał wszystkie nagrody najważniejsze, weseluje na klatę. Ja wtedy miałem przyjemność sprowadzić spotkania i rzeczywiście oblężenie Teatru Kronowskiego w Opolu na tym przedstawieniu było zupełnie niezwykłe. No a teraz w Teatrze Narodowym, gdzie Jan Klater objął dyrekcję, pokazywano wesele. Ja niestety byłem gdzie indziej, ale opowiadano, że ten spektakl nabrał zupełnie nowego wymiaru dzisiaj. Brzmi jeszcze groźniej, jeszcze inaczej, jeszcze bardziej aktualnie i Janusz właśnie zwrócił na to ponoć uwagę, że on to nagradzał, ale to się stało jeszcze zupełnie inne przedstawienie. I trochę zmierzam do tego, że ta książka jest także opowieścią o tym, w jaki sposób w teatrze przegląda się rzeczywistość. Bohater twoich, Boże Brzozowskiego, bohater płomieni pali się, spala się. Ja tam wspominałem o przedstawieniu Wyzwolenie w reżyserii Jana Klaty, które powstało w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, które jest wybitnym teatrem absolutnie i które kończy się samospaleniem, samospaleniem po prostu Konrada, który chodzi po scenie płonąc jak grzewa pochodnia. No i rozmawialiśmy także o tym, że jakiś czas temu w Polsce pod Pałacem Kultury spalił się Szary Człowiek. I o tym także jest ta opowieść w jakimś stopniu, o tym, że trzeba zauważać różne odcienie, najbardziej dramatyczne rzeczywistości i że teatr nie dzieje się w próżni, że jeżeli każda z naszych opowieści zamyka się w swojej własnej rzeczywistości, bańce, to jest niedobrze i jeżeli bohater płomieni w spektaklu, którego jeszcze nie ma, ale który będzie w Teatrze Polskim też się pali, no to wówczas konteksty tworzą się w sposób bardzo jednoznaczny, a z drugiej strony nieoczywisty i wydaje mi się, że Teatr Janusza Łapkańskiego zawsze był teatrem, który zarówno w tym okresie alternatywnym, jak i później, bardzo mocno w sposób nieoczywisty, niepublicystyczny, niedosłowny dialogował z rzeczywistością i te dramatyczne epizody z ostatniej historii Polski, także jakieś refleksy w tej książce, w tej książce po prostu mają. To dla mnie ważne, bo wielokrotnie oglądałem w Warszawie rocznicę tego aktu śmierci Piotra Szczęsnego i oglądałem je z poczuciem głębokiego, nazwijmy to sobie pogubienia, albowiem w pobliskich barach toczyło się życie, ludzie zamawiali prosecco, oraz lat te na Sojowym, a upamiętniało Piotra Szczęsnego kilkadziesiąt osób w wieku zwykle 65 plus, którzy byli weteranami opozycji albo pamiętali inne czasy, no i właśnie temu człowiekowi oddawali hołd. Szanowni Państwo, zapraszam do rozmowy z Januszem, z kolegami, bardzo proszę, może albo po prostu wypowiedzenia swojego sądu na temat czegokolwiek.
[01:21:18.58 → 01:21:43.28] B: My trochę stawiamy państwa w trudnej sytuacji, bo tak, że jakbyśmy powiedzieli, żeby nie przeczytali, a mają powiedzieć. To przypomina trochę taką dyskusję zawsze, że ja nie przeczytałem, ale... Także my trochę tutaj przyprawiamy gębę państwu. Nie, to jak państwo, nie wymuszajmy sobie nawzajem. Może będziemy mieli taką okazję spotkać się po lekturze.
[01:21:43.50 → 01:22:20.23] E: Ja zachęcam jednak, żeby wymusić. To jest typowy Janusz właśnie, prawda? Bo pytałeś Jacku, jaki... jak to jest mieć Janusza Pryńskiego za szefa. Nie jest to łatwa sytuacja, to trzeba jasno powiedzieć. Janusz jest wymagającym szefem i stanowczym człowiekiem. I też czasami właśnie stawia... Bardzo się niecierpliwi, jak się spotkania przeciągają zawsze. Pierwszy zawsze chce kończyć i dzisiaj nie pozwalamy na to. Mówimy stanowczo, nie ich bardzo... Mamy pytanie.
[01:22:22.53 → 01:22:24.43] G: Tak, ja nie przeczytałem, ale zapytam.
[01:22:24.85 → 01:22:25.39] E: Proszę uprzejmie.
[01:22:26.27 → 01:23:54.87] G: Pewnie odpowiedź znajdzie się w tej książce. Chodzi mi o to, że ja pamiętam byłem, oglądałem spektakl do piachu w Edynburgu byliście wtedy i tekst był podawany angielski oczywiście z rzutnika, a graliście po polsku, a teraz słyszę, że opowiadałeś, zaczynaliście grać też po angielsku i chciałbym się dowiedzieć, Jakie jest twoje wrażenie i jakie są swoje refleksje z tych spektakli, które były wykodowane po angielsku? Bo wszyscy wiemy, że stracić akcent, można się nauczyć, można bardzo dobrze mówić po angielsku czy w jakimkolwiek innym języku obcym, ale to dla rodowitego Anglika czy Amerykanina jest zawsze do uchwycenia, że ten aktor nie jest jednak rodowitym Amerykaninem. Co prawda pod koniec XIX wieku Modrzejewska zaczynała grać w Ameryce bardzo szybko po angielsku i zdobiła ogromną karierę. Ale tam wtedy wszyscy mówili z akcentem, zwłaszcza w Kalifornii, a teraz już tak nie jest. Więc moje pytanie jest takie, jakie są twoje wnioski z tych spektakli, które były grane po angielsku? Oczywiście na scenie, rozumiem, amerykańskiej czy angielskiej scenie, bo nie chodzi mi o kraje, w których są inne języki, ale tam też można grać oczywiście w międzynarodowym obecnie języku, czyli w angielskim.
[01:23:55.59 → 01:25:17.29] B: Akurat, wiesz, wspomniałeś rzecz, którą w naszej historii będziemy zaliczać do bardzo trudnej, bo tak, zacznę od właśnie do piachu. Myśmy tam zagrali, ile Jacek? 18 przedstawień? 23. I słuchajcie, powiem wam, Powiem, o właśnie, czyli nie kłamię. I powiem wam, jaka średnia była, jaka średnia była widzów. Jak przychodziłem, a byliśmy w ogóle na boks ofisie, czyli że i ze sprzedanych, to tyle zarobimy. No i przychodzę do kasy, mówię, ile on miał, 11 osób. Dzisiaj dobrze, bo 15. I akurat do piachu, wiesz, myśmy mieli źle przetłumaczone, I potem myśmy, my trochę byliśmy po sukcesie Ferdy Durke. Ferdy Durke rzeczywiście było świetnie przetłumaczone i powiem taką tutaj też anegdotę, bo przychodzili do Brzezińskiego, że najlepiej mówi, a on nie najlepiej mówił po angielsku, a w ogóle wtedy nie mówił, a po prostu powtarzał, powtarzał wspaniale i to, Chwalili nas bardzo za angielską ferdydurkę, że to jest dobrze. Pamiętam, że nawet Holland była gdzieś chyba, gdzie to było, Jacek? W Kalifornii. Widzicie?
[01:25:18.71 → 01:25:20.33] F: Widzicie?
[01:25:20.67 → 01:30:01.24] B: Także nic nie kłamie w książce. I ona bardzo nas chwaliła, że po prostu gramy to po angielsku. Wiesz, do piachu w ogóle, myśmy tam dawali taki fragment, bo wiesz, w ogóle wytłumaczyć, kto to partyzant, a jeszcze sytuacja, że była różna partyzantka, AK-owska, no to w ogóle już tą zawiłe dla człowieka w ogóle z innej, na przykład dla Irańczyka, chociaż nie wiem, tutaj przypomina mi się to, co Słowodzianek zrobił, taką karierę naszą klasą i że na przykład, no, inne narody utożsamiały się z takim losem, że ta figura naszej klasy, gdzie potem z różne losy wspaniale obsługuje w historii różnych narodów. Do piachu wtedy w Edynburgu, Adamie, nie było naszym sukcesem, tylko raczej było, nie chcę używać porażką, ale doświadczeniem gorzkim. Bo wyobraź sobie w tym Edynburgu, gdzie lało, gramy o 14, I zagraliśmy, a jeszcze mamy 13 zagrać i kurcze, nie dość, że nie zarabiamy, to i widownia nie przychodzi. Ale wiecie, myśmy byli ile? Sześć razy, Jacek, w Edynburgu? Tu złapałem go. Siedem razy. No i dwa razy nagrodę dostaliśmy, tak? Dwa razy dostaliśmy Fringe Fest. Edynburg jest festiwalem szalonym. Bo tam przyjeżdżają teatry i właściwie te, co przyjeżdżają, to jest wszystko za dużo. Bo po prostu jest tyle tych teatrów. No i to też uczyło, słuchajcie, wielkiej pokory. To znaczy dostajesz jeden dzień na to, żeby się zamontować, światła, a potem przed spektaklem masz pół godziny. Pół godziny, czyli musisz włożyć swoją scenografię, którą już światła i grać. i grasz w przestrzeniach, które nie były w ogóle teatrem, tylko zrobione. Zresztą tak notabene, ja jestem mistrzem od dygresji, jest taki projekt, który jestem dumny, jestem współautorem, Teatr Polska. To ja przekonałem ministra Zdrojewskiego, bo myśmy chcieli robić to projekt Reduta, pani minister, żeby nawiązywać do Osterwy, do objazdu. Ale ja wtedy chciałem, ale to ten projekt trochę mi zabrali i chciałem też, żeby zrobić takie know-how, jak z sali nieteatralnych robić teatr, czyli przeszczepić ten model edynburski. I to się trochę, trochę miałem trochę pretensje do Macieja Nowaka, że on to trochę spłaszczył. Do dzisiaj to jest ten projekt Teatr Polska, ale uważam, że tam powinno być więcej pieniędzy, bo jeżeli gramy na prowincji, no to wtedy edukujemy. To jest tak strasznie ważne, żeby na prowincji dawać teatr, ale dobry, nie hałturę, bo wiemy, że hałtura jeździ i to... Także, wiesz, Adam, no nie wiem, czy ci akurat wtedy to do piachu, które wydawało nam się, że tam powinniśmy, bo ten spektakl... Historia tego spektaklu jest taka, zresztą to pani minister pewnie pamięta, że myśmy teraz zrobili reaktywację do piachu. i Julia Rożewicz zgodziła się, wnuczka, bo w ogóle do piachu dostało tylko trzech reżyserów zgodę. To został Łomnicki, który był teatr na Woli, potem Kutz zrobił w telewizji i my, i my to takim psim swendem, To Maria Dębicz tak, że tak powiem, omamiła Różewicza, że on się zgodził. A potem wiem, że bardzo często, i nie będę wymieniał reżyserów, a może wymienię, że którzy chcieli robić i Julia nie daje tej zgody. Nie wiem, czy dobrze, czy źle, bo ja uważam, że to jest jedno, Jan Kot twierdzi, że to jest jeden z największych dramatów polskich napisany absolutnie przez Różewicza. No ale wywołał wtedy, słuchajcie, takie rzeczy, że on dostawał od kolegów z partyzantki, że go zabiją. Że go zabiją po prostu za to, że tak kalał gniazdo swoje. I to zresztą wiecie, to Różewicz to jest w ogóle wielkość nasza, która absolutnie takiego poeta i takiego dramaturga podarował nam los i który opisał nasz świat. To jest coś niezwykłego.
[01:30:02.56 → 01:30:27.58] G: Ja przepraszam jeszcze, ale Janusz poszedłeś w dygresję, tak jak ty mówisz, prawda? A moje pytanie sprowadzę bardziej prosto. Czy twoim zdaniem, jako reżysera, lepiej jest za granicą grać w języku tam zrozumiałym, powiedzmy po angielsku, czy lepiej jest grać po polsku, a tekst angielski powinien być wyświetlany?
[01:30:28.48 → 01:32:52.33] B: To zależy od spektaklu, bo rzeczywiście są te rzeczy, że już są ekrany nawet z trzech stron, słuchawki były. Ale jest coś takiego, że jak oglądasz spektakl, to masz i musisz czytać, czyli czytasz i nie jesteś w środku. My mamy w Polskim Teatrze jednego aktora, to jest Andrzej Seweryn, który grał nie w swoim języku i który opowiada, że przez rok spał z ołówkiem w ustach, żeby mieć prawidłową francuską artykulację. I on otwierał festiwale, Avignon, i w Comédie Française, i nie Francuz, otwiera i gra Don Juana. No wtedy to jest ten największy sukces w ogóle polskiego teatru. Nie ma na to dobrej odpowiedzi, Adam, troszkę. Wiesz, nie wiem. To, że mieliśmy wersję angielską, to po pierwsze poszerzało to rynkowo, że nas chcieli kupować. I tyle. No po prostu. I myśmy zarabiali. Sześcioosobowa grupa. To był jakiś cud ekonomiczny, bo zrobiliśmy go za darmo, a zrobiliśmy dość duże obroty tym przedstawieniem. Także Balcerowicz mógłby to napisać coś o tym. Ale tylko jak Jacek mówi, Ja byłem kierowcą, światło prowadziłem, Brzeziński był też, oprócz aktorem, to był też tragarzem, ale też był od kostiumów byłeś, prawda? Najczęściej tak, że pakowałeś kostiumy i rekwizyty, o właśnie. Także to też taka nauka, wiecie, teatru od podstaw i trochę takie, powiem tak troszkę, bo już że czasem tak sobie, jak obserwuję dzisiejszy teatr, też progresywny, który tak walczy, walczy za duże pieniądze, to tak myślę sobie, że fajna walka, że coś ryzykowaliśmy. Nie, nie, ale ja nie krytykuję naprawdę, bo jako też dyrektor festiwalu jestem żywo zainteresowany teatrem dzisiejszym, współczesnym i jeszcze mam poczucie, że kumam coś z tego.
[01:32:53.52 → 01:35:06.96] C: to niewątpliwie to są właśnie takie momenty, w których się czasami z bohaterem spieraliśmy na temat polskiego teatru i na temat tego, czy on wie, jaka to jest walka, no bo bywały walki takie i inne, ale to pewnie temat na zupełnie inną opowieść. Proszę Państwa, może ktoś z Państwa chciałby jeszcze coś powiedzieć. W takim razie nie wiem, czy dyrektor coś jeszcze chciałby dołożyć? Nie, okej. Tak, jeszcze raz bardzo dziękujemy. Ja powiem tak, książka jaka jest, to się Państwo przekonają. Ja jestem ogromnie wdzięczny Januszowi, dyrektorowi Michałowi Krapoczu, co już mówiłem, za zaproszenie do tej przygody, do tego doświadczenia, myślę sobie po prostu ludzkiego, które dzięki Tobie Januszu i dzięki tej sytuacji mogłem po prostu przeżyć. Mogę powiedzieć tak, to jest także książka o wolności i myślę sobie, że o tym nie mówiliśmy, ale to każdy z Państwa być może jak już się z nią zapozna, to to wyczyta. To jest książka o wolności w bardzo różnych czasach i o tym jak zachować niezależność myślenia. ponosząc czasem za to jednak wysokie ryzyko, podobnie jak czasami i dzisiaj artyści ponoszą ryzyko w minionych niedawno czasach, miejmy nadzieję, że w czasach, które nie wrócą, za to, że robią po prostu swoje. Więc tak jak pisał kiedyś Młynarski, trzeba robić swoje i o tym także jest ta opowieść. Zachęcam Państwa bezczelnie, no bo coś tam dołożyłem do lektury tej książki, cieszę się, że jest. Zapraszam Państwa bardzo serdecznie na kolejne wydarzenia OPFEST 50, jubileusz 50-lecia pracy artystycznej Janusza Opryńskiego. Jeszcze raz podziękujmy bohaterom dzisiejszego spotkania. Mariusz Tawary, Tarkawian, Piotr Pękala, Janusz Opryński, Jacek Wakar. Dziękujemy bardzo, kłaniamy się, do zobaczenia w Teatrze Starym.
[01:35:09.18 → 01:36:48.47] A: Proszę Państwa, skorzystam na koniec z Podziękowań dołączyła do nas Pani Hanna Wróblewska, Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Już była, ale mówił o tym Pan Jacek, gdyby nie Pani Minister, to być może ta książka i ten festiwal by nie powstała i tu dziękuję i Pani osobiście, ale także Ministerstwu Kultury i Dziedzictwa Narodowego, bo przypomnę o tym również Pan Jacek mówił, że Teatr Stary dostał dwa granty, dwa dofinansowania na powstanie i festiwalu i książki. Wkłady własne zapewniło nam miasto Lublin, tutaj również na ręce prezydenta miasta Lublin Krzysztofa Żuka i Wydziału Kultury niskie podziękowania. Mamy reprezentantów Wydziału Kultury dzisiaj na widowni. Był pan prezydent Wasilewski, również zabierał głos. Panie prezydencie bardzo dziękuję. Jest z nami Rafał Koziński, dyrektor Centrum Kultury w Lublinie. które jest partnerem tego festiwalu. A teraz jeszcze chwila dla twórców, chwila dla widzów. Książki. Wszyscy uczestniczy dzisiejszego spotkania bezpłatnie tą książkę także dzięki wsparciu Ministerstwa Miasta Lublin otrzymali. Zapraszam do kontynuowania tych rozmów tutaj już na scenie, w kuluarach i do zobaczenia podczas kolejnych wydarzeń festiwalu. OpFest 50, jubileuszu 50-lecia pracy artystycznej. Naszego głównego bohatera dzisiejszego spotkania i całego tygodnia, Janusza Opryńskiego. Janusz, bardzo Ci dziękuję.

Partner Festiwalu OpFest50:

Partner Festiwalu OpFest50: — logo

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Logo z napisem "Ministerstwo Kultury / i Dziedzictwa Narodowego". Pod napisem długa cienka linia w kolorach polskiej flagi, biało-czerwona. Po lewej biały orzeł ze złotymi szponami, dziobem i koroną.