OpFest50 / „Dawni mistrzowie” Thomasa Bernharda, czytanie performatywne Andrzeja Seweryna/ po spektaklu odbędzie się spotkanie z artystami
Wróćopis wydarzenia
Zapraszamy na „OpFest50”, czyli festiwal teatralny poświęcony twórczości Janusza Opryńskiego.
Czytanie performatywne „Dawnych mistrzów” autorstwa wybitnego, austriackiego prozaika i dramatopisarza Thomasa Bernharda. Powieść wydana w oryginale w 1985 roku to zbiór refleksji o świecie, sztuce, filozofii i literaturze. Wygłasza je, z wielką zapalczywością, osiemdziesięciodwuletni wdowiec Reger, siedząc przed obrazem Tintoretta w wiedeńskim Kunsthistorisches Museum. Niewygodne często prawdy, obrazoburcze wywody o niezwykłej sile sugestii, pełne ciętego dowcipu, składają się na lekturę dostarczającą czytelnikowi prawdziwej satysfakcji. Autor krytykuje społeczeństwo i zjawiska w nim zachodzące: przemijającą miłość, muzykę, sztukę generalnie, filozofię, kicz i sentymentalizm, religię, brak sprawiedliwości, państwo, głupotę, czy nawet stan austriackich toalet.
GOŚCIE
Po spektaklu rozmowę poprowadzi Jacek Wakar.
dodatkowe informacje
- Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki do odbioru w kasie Teatru Starego.
- Partnerem wydarzenia jest Centrum Kultury w Lublinie.
______________________________________________________________
- Teatr Stary w Lublinie otrzymał dofinansowanie z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego na Jubileusz Janusza Opryńskiego w ramach dwóch projektów: „Jubileusz 50-lecia pracy artystycznej Janusza Opryńskiego” – w kategorii Teatr przyznane przez Instytut Teatralny oraz „Pół wieku teatru Janusza Opryńskiego” – w kategorii Literatura przyznane przez Instytut Książki.
wideo
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:03.44 → 00:37.42] A: Ja się nazywam Jacek Wakar i mam przyjemność prowadzić tu spotkania przy tej okazji niezwykłej, jaką jest jubileusz 50-lecia działalności twórczej Janusza Opryńskiego, a to wydarzenie, z którym Państwo mieli do czynienia, to lektura głośna książki Tamasa Bernharda pod tytułem Dawni Mistrzowie w wykonaniu maestra Andrzeja Seweryna, który za chwilę do nas dołączy. Właśnie się zastanawiam, czy już dołączę, bo już dołączę. Szanowni Państwo, Andrzej Seweryn, witamy serdecznie. [00:41.90 → 00:54.94] B: Dobry wieczór Państwu, ja z tego napięcia zapomniałem o spotkaniu, bo ja mi się bardzo robię, tak że siedzę i tak przypomniało mi się. [00:56.65 → 02:42.58] A: Spotkanie dzisiejsze ze względu na to, że 20 jest przedstawienie teatru ósmego dnia, nie będzie przesadnie długie tym razem, ale chwilkę sobie porozmawiam. Zacznę od, jeżeli pozwolisz Januszu, od pana Andrzeja, ale także chcę ciebie zapytać o to samo właściwie, to znaczy chcę zapytać o gest, który pan robi przy wyjściu do oklasków, bo tak naprawdę zaprezentował pan nam wszystkim egzemplarz, który pan, że tak powiem, przed chwilą czytał. Jakoby te oklaski, którymi pana nagrodziliśmy za to niezwykłe skupienie i za to wykonanie i za ten ton, który pan jakoś nieprawdopodobnie utrafia, o czym za chwilę, nie były właściwie dla pana, ale były dla Tomasa Bernharda. Ja sobie myślę, że obu was łączy jakiś taki niezwykły służebny, że jak byłem, stosunek wobec literatury. Że to, co Pan robi od lat, najpierw w Ateneum, potem w swoich licznych podróżach, potem przez wiele lat w komedii francuskiej, teraz od lat w Teatrze Polskim w Warszawie, no to to jest po prostu służba dawnym mistrzom. Mollier, Thomas Bernhard, Szekspir, Ostatnio hrabia Potocki w Teatrze Polskim. Więc, że tak powiem, chcę zapytać o ten gest, czy to wszystko przez literaturę i dla literatury i w jaki sposób ta literatura Panu to odważyszy? Janusz o tym dosyć dużo opowiada, ale też za chwilkę Janusz oczywiście się odniesie. [02:55.03 → 07:52.34] B: ponieważ nie chcę powtarzać tego, co Pan powiedział, z czym się zgadzam i chciałbym troszeczkę inaczej to spróbować odpowiedzieć i inną może myśl wyrazić. Wydaje mi się naiwnym rozdzielanie emocji i myśli. A myśl jednak najlepiej jest sformułowana słowami. No więc w tym sensie kocham sztukę, teatr, myśli. Ale myślenie, że ten teatr myśli jest pozbawiony emocji jest naiwne, takie głupie, dziecięce, takie porządkujące rzeczywistość, która oczywiście nie da się uporządkować w tak głupi sposób. Więc gdybym miał odpowiadać na ten takie zagadnienie właśnie o to właśnie literatura, służba literaturze, to ja bym powiedział służba myśli. Służba myśli. Nigdy za dużo myśli. Nigdy. No chyba, że po prostu ktoś robi to w sposób nudny, głupi, no wiecie, no ale no o takiej formule, o takiej figurze nie mówimy, prawda? Poza tym myślę, że przepraszam, Myślę, że myśl mądra, myśl niegłupia, jej jest łatwiej znaleźć formę odpowiednią. To jest ryzykowna teza oczywiście, ale to jest moja. Więc tak, uważam, że trzeba grać te najważniejsze teksty. No, wczoraj żeśmy rozmawiali w sposób jeszcze poważniejszy, prawda, niż w tej chwili ja mówię, to zostało tyle powiedziane, ale tak, najważniejsze. Kiedy pytano mnie, proszę pana, przyszła pandemia, co się zmieni w teatrze, potem, proszę pana, przyszła wojna, co się w pana teatrze zmieniło? Nic, ponieważ od zawsze wiedziałem, że trzeba prezentować państwu Widzowi, który ma na to ochotę, który przychodzi do teatru, który nie idzie, bo dzisiaj słońce jest cudowne, jedna z ostatnich pewnie niedziel takich jeszcze do wytrzymania i tak dalej, a ludzie przychodzą do teatru, żeby spędzić tę godzinę, półtorej godziny, to trzeba nie dawać im głupot po prostu, tylko to, co najbardziej subtelne w historii świata. A tego jest dużo. Tego jest dużo. Grecy, cała literatura grecka, teatralna. Boże mój kochany. No i tak dalej, prawda? Więc w tym sensie nie zmieniło się nic, czy jeśli chodzi o zmiany polityczne wewnątrz mojej ojczyzny, czy na zewnątrz mojej ojczyzny i tak dalej. Patrzę na tę rzeczywistość, czasami się cieszę, czasami się smucę, czasami jestem przerażony, czasami jestem szczęśliwy. Ale jeśli chodzi o to naczelne zadanie, które sobie stawiam, to ono zostało ukształtowane, można powiedzieć, przez moich mistrzów, takich jak dyrektor Warmiński, przez moich mistrzów, takich jak Jacek Kuroń, czy pani profesor Radziwiłł. Ja to powtarzam, dla tych z Państwa, którzy wiedzą coś o tym, przepraszam. I koniec. I koniec. Ale chcę coś dodać i troszkę tak, schodząc troszkę tak z jakichś takich... To może być luźne, to może być na luzie, to może być zabawne, to może być przyjazne, to nie jest, to nie jest takie, taka pupa, pupa, jak Gromczowska pupa intelektualisty, żadnym, nie jestem żadnym intelektualistą, takie... To teraz będziemy o poważnych sprawach mówili poważnie. No nie, nie musimy mówić poważnie, możemy się wygłupiać, byle to miało sens. Rozumiecie? Także to też chciałem troszkę skacze, od razu o formie pomyślałem, ale tak jak mówię, No Gombrowicz się śmieje, Gombrowicz się wygłupia, a za tym jest i dramat, i uśmiech, i sceptycyzm, i podważanie, i rewolucja swego rodzaju, swego rodzaju, bo jeżeli myślimy, że Gombrowicz się tam, prawda, nie był rewolucjonistą, no to ten, który się odrzegał przecież od całej tej, od tych lewicowych, myślenia lewicowego i tak dalej, i tak dalej. To mniej więcej taka jest moja odpowiedź. [07:54.32 → 08:17.51] A: Januszu, które opowiadałeś o literaturze, ale to opowiedz mi proszę nam, w jaki sposób wpadłeś, być może już o tym rozmawialiśmy kiedyś przy okazji tego czytania, nie pamiętam o co wtedy pytałem. Jeżeli o to samo, to jeśli ktoś z Państwa już tego dosłyszał, to przepraszam, ale powiedz proszę jak wpadłeś na pomysł, żeby właśnie Andrzej Seweryn przeczytał Bernharda, tak w ogóle. [08:19.28 → 08:27.56] C: Ja oczywiście mam ciągle nadzieję i chociaż mam obietnicę od Andrzeja, że my to zrobimy. Że my to zrobimy i Andrzej... [08:27.56 → 08:41.88] B: Po prostu nie, ja... Słuchaj, za każdym razem, kiedy to czytam, uważam, że to trzeba zrobić. Tylko ja... To jest 50 stron tekstu. Ja nie... Ja się boję, już po prostu nie ta głowa. No naprawdę nie ta głowa mi się świeci. [08:42.10 → 09:53.28] C: Nie, dasz radę, dasz radę. To oczywiście uważam, że to jest jeden z niezwykłych pisarzy austriackich i to w ogóle, a ponieważ w jakiś sposób my kulturowo, wydaje mi się, jesteśmy blisko, mógłbym powiedzieć, Austriato-polska, jeśli chodzi też o tą cechę narodową, taką trochę endecką, trochę katolicką właśnie. to miałem poczucie, że to jest tak strasznie żywy po prostu. I dzisiaj jeszcze kolejny raz słyszę, kiedy Andrzej tak znakomicie to interpretuje. I kiedy w tym wszystkim jest urąganie światu, pamiętacie, Bernhard zakazał przez 50 lat grania swoich tekstów, dramatów. był w Austrii, że tak powiem, osobą powszechnie, że tak powiem, krytykowaną, bo kalał gniazdo, ale był myślicielem wielkim. [09:53.40 → 10:33.12] A: Przepraszam, że ci przerwę. Trzeba to chyba jasno powiedzieć. Coś się wydarzało w krajach totalitarnych, ale wydarzyło się w Austrii z Bernhardem po książce Wycinka, która została po prostu regularnie zaaresztowana i po tym Bernhard została wycofana, bo ten człowiek, którego w przedstawieniu Krystyna Lupek Raziemiański, nie pamiętam jego prawdziwego nazwiska, rozpoznał w tym tekście siebie i doprowadził, że to zostało wycofane po prostu i wówczas Bertrand powiedział, że nawet nie wiem, czy nie na 70 lat, a może na 50, że tak powiem, nałożył po prostu zakaz wystawiania, wydawania siebie w swojej ojczyźnie. A przepraszam, czerpałem, ale to jest ważne. [10:33.25 → 10:35.13] B: Ale czy, czy, czy tak się dzieje, tak? [10:35.55 → 10:37.29] A: Tak, nie ma, nie, nie ma Bernharda. [10:37.50 → 10:39.24] B: Tak, bo grany jest po prostu za granicą. [10:39.36 → 10:41.03] A: Tak, oczywiście grany jest za granicą wszędzie. [10:41.20 → 11:35.73] C: No tak, to w Lublinie, pamiętajcie Państwo, ja, ja, ja sprowadziłem też plac bohaterów, który zrobił lupa w Wilnie, zresztą z wybitnymi aktorami. No tak, ale jeszcze raz chciałem tutaj, dzisiaj, dzisiaj w czasie czytania, jak tak uderzyły mnie, to jest jakaś prowokacja jakaś niezwykła. Bernharda, bo ten tekst jest właściwie prowokacją, jemu się nic nie podoba, na cały świat urąga, wszystko jest kiczowate, wszystko jest nieprawdziwe. A potem dopada go śmierć, śmierć osoby bliskiej. No i wydawałoby się, że po to czytamy, po to, że coś nam pomaga. I ta tragiczna konstatacja, że sejfy duchowe są puste. I że tylko Schopenhauer... Schopenhauer, tylko pamiętajcie, to taka właściwie wiszelcza filozofia. [11:36.65 → 11:41.71] B: Ale tylko dlatego, że on sam postanowił go użyć. Tak, dokładnie. Tak. [11:43.53 → 12:53.26] C: I z drugiej strony to jest jakiś paradoks, bo praktycznie rzecz biorąc, oczekujemy od literatury jakiejś pomocy, oczekujemy od mądrości, ale nie jest tak, że dostaniemy. I mnie się wydaje, że ten tekst opowiada też o... Miłosz by to terminem opatrzył ziemi ulro, czyli takich wygnańców, bo on ucieka do refugium, refugium miejsce ucieczki. mieć tę ucieczkę, się schronić przed światem, przed głupotą tego świata. Ja myślę też jeszcze raz tutaj, uważam, że to jest jakby urodzony tekst dla Andrzeja, chociaż Andrzej mi powiedział, że jest za młody, bo Reger ma 82 lata. I powiedział, że nie, nie może go grać. No tak, ale bardzo bym chciał, żeby się z tym tekstem zmierzyć. I oczywiście to wszystko będzie zależało od niego, bo jak wiecie, jutro zobaczycie też efekt naszej współpracy, gdzie ja tam dołożyłem kamyczek mały do króla Lira. [12:53.44 → 12:55.92] B: Wyreżyserował mnie mały kamyczek, proszę cię. [12:56.14 → 15:23.71] C: I jakby tak zakosztowałem tej pracy z Andrzejem. ale Bernhardt wydaje mi się w ogóle myślicielem niezwykle odważnym, prowokacyjnym i ja tylko przypomnę Państwu, jak był w Burger Theater, grany plac bohaterów, to przedstawienie, które powinno trwać 2,5 godziny, trwało 5 godzin, bo na sali Prawie, że dochodziło do przerywania spektakli przeciwników, a potem byli też absolutni zwolennicy. I to był chyba teatr największy wtedy, że jednak do końca grano to. Czyli po prostu teatr był postawiony w sytuacji granicznej. Jak się mówi, że ze strefy komfortu, prawda? Wiecie, dzisiaj jak jeszcze raz wysłuchałem tego, I wczoraj jak, Andrzeju, czytałeś ten fragment dzienników Gombrowiczach, zobaczyłem jeszcze jakieś powinowactwo, prawda? Powinowactwo, że myśmy mieli takiego naprawdę na szczęście, takiego człowieka, który opisywał nasz świat jak Gombrowicz. Też był szyderczy, też był bezkompromisowy, a z drugiej strony też, no w tym wszystkim jest jakaś chyba ten rozpacz. Opisał rozpacz człowieka, rozpacz człowieka po odejściu, I o tej samotności i dla mnie ten końcowy apel, nie apel tylko refleksja, że dawni mistrzowie kłamią, ale tylko można między ludźmi żyć. To jest jakiś rodzaj niezwykłej, nie wiem, nawet powiedział rady, że samotność jest rzeczą straszną i pewnie każdy z nas dotykał takiego stanu. To wielka literatura, uważam, wielka. I jeszcze raz powtarzam to, że tak wielką literaturę mogą tylko wybitni aktorzy, po prostu, bo oni jeszcze... Ja więcej rozumiem z tego, jak słyszę, jak Andrzej to czyta, że zaczynam w ogóle dopiero wtedy, jakby, ile jeszcze sensów odkrywać tych, których sam nie jestem w stanie, bo dopiero jak usłyszy się słowo i ono wybrzmi, zostanie jakby... wyciągnięte z frazy. Aktorzy powtarzają, że bardzo lubią grać frazę barhartowską. [15:24.43 → 16:43.47] A: Z jednej strony bardzo lubią i to jest pytanie do pana Andrzeja, który co prawda na tym etapie to jeszcze czyta, ale z drugiej strony ta fraza jest piekielnie trudna, ponieważ ona nawraca, ona ma swój rytm, ona ma rytm nieoczywisty, wydaje mi się te powtórzenia, które tam się pojawiają cały czas, ta fraza dawni mistrzowie, która tutaj funkcjonuje też jak pewnego rodzaju referent w bardzo nieoczywistych zbitkach słownych. To jest i w dramatach Bernharda bardzo wyraźne. Przecież brana dramaty Bernharda, nie wiem, jest sztuka komediant na przykład, która się składa, właśnie jest, tam, tam jest pięcioro bohaterów, z których główny Bruscon, który grał kiedyś na przykład w Polsce Tadeusz Momnicki, ostatnio Jerzy Radziwiłłowicz na przykład, no to on ma w tej sztuce chyba dziewięć dziesiątych i to są po prostu długie takie jeszcze, Bernhard ma takie bardzo specyficzne zapisy w dramatach, bo on jest taki dosyć wąski, że tak powiem i właśnie idąc takimi kolumnami. No właśnie, czy to jest, czy to jest jakieś szczególne zadanie dla, dla aktora, mierzenie się z tego rodzaju Czy pan musiał długo, mówiąc fachowo bardziej, czy nie wiem, czy dobrze to powiem, naczytywać sobie to? Jak to się robi? [16:45.25 → 20:37.40] B: Ja kiedyś brałem udział w przygotowaniu przedstawienia, chyba to po polsku się nazywa zamiana Clodela w Théâtre de Chaillot w Paryżu, reżyserem przedstawienia, zamiana, prawda? To Hanuszkiewicz zrobił chyba w Teatrze Małym. chyba Smolar kilka lat temu też zrobił i tam reżyserem był taki wielki Antoine Vitesse. To jest, język Claudela to jest taki, nie wiem jak to sformułować, jak to opisać, trudny wiersz, no, nierymowany, nierytmizowany itd., itd. Ale aktor taki jak ja, a właściwie nie, polski aktor, który przeszedł szkołę teatralną, gdzie kazano mu recytować tam Przybosia, Gałczyński może nie, no ale też czy tam, no powiedzmy ten Przyboś mi tak przychodzi na głowę, czyli no naprawdę trzeba było się napracować nad tym recytowaniem, wiecie, szukanie po pierwsze sensu, po drugie formy, przechodzenie z jednego wiersza do drugiego, nie przechodzenie z jednego wiersza do drugiego, Ja to miałem za sobą i kiedy zaczęliśmy pracować nad tym Kloedelem, to ten reżyser mówił, słuchajcie, bierzcie przykład z Andrzeja, bo wy jakoś nie umiecie wiersza Kloedela mówić, a on umie. Pierwszy raz grałem tego Kloedela. Więc to nie była moja zasługa, tylko zasługa moich profesorów i pewnej kultury teatralnej polskiej, ale to zostawmy. Dlaczego taki krótki wstęp? Dlatego, że ja grałem Bernharta już. Ja grałem Bernharta w Polsce, to się nazywa Rodzeństwo, a naprawdę nazywa się to... O, dziękuję bardzo. No i ja miałem tę szkołę cudowną tam w tym przedstawieniu. Pracowałem z Żak Rosnerem, takim reżyserem polskim, świetnymi dwoma aktorkami i tak dalej. I tam znowu było to fantastyczne, że te moje doświadczenia polskie, no ja tam po prostu jak z rękawa. Ja nie mówię, że dobrze grałem, tylko że nie stawiało mi, nie było dla mnie problemem to, że w jednym wersecie jest jedna sylaba. prawda, a w następnym jest trzynaście sylab, a jeszcze w następnym trzy. Tak to, więc jeśli chodzi o tę formę Bernhartowską, Ja oglądałem dużo przedstawień, w Paryżu, we Francji on jest bardzo znany, był bardzo znany w każdym razie wtedy, kiedy ja byłem tam, więc to było bliskie mi było. No a teraz jeśli chodzi o ten tekst, czyli o dawnych mistrzów, to jest proza, prawda? To jest proza i to nie jest... Tak, tak. I tam, no to trzeba po prostu się skupić przed lekturą i skupić przed lekturą, to znaczy popracować trochę. Ja Państwu pokażę jedną, dwie strony, jak przygotowuje się, jak ja się, bo chciałem powiedzieć, jak przygotowuje się aktor. Nie, jak się przygotowuje ja, osoba ja. Prawda? To jest znak pauza, to jest znak zawieszenie, to jest pół kropka, to jest kropka i tak dalej, i tak dalej. To jest scenariusz, znaczy nie, inaczej to się nazywa. Jak, jak? Tak, ale to partytura, o partytura, prawda? To jest swego, swego rodzaju partytura. Ja czasami nawet, no, Nie piszę, że wyższym głosem mów, ale pewne znaczki mnie nie oszukują. Wiadomo, że trzeba iść w górę albo w dół i tak dalej. To jest taka moja kuchnia, ale o to pytał właśnie pan, więc to tak to. [20:38.12 → 21:47.91] A: Oczywiście najbardziej legendarne egzemplarze takie sceniczne to ponoć miał wielki polski aktor Roman Wilhelmi. One były dosyć proste. ponieważ zawsze przy poszczególnych frazach była literka P lub literka O. O znaczyło odpuścić, P odwrotność, troszkę brzydsza, przy, trzy kropki. To tak, tak, tak robił Roman Wilhelmi. Pytanie mam do, do obu Panów o waszą wspólną pracę, o to rzeczywiście powstał LIR, ty Januszu, Pracowałeś także u dyrektora Seweryna nad Konradem, nad Oczach Zachodu. Za chwilę będziesz pracował nad Płomieniami, więc jesteście w roli aktor, reżyser. Ty jesteś także, jesteście w roli dyrektor, reżyser. No i przy okazji, jak mniemam, jesteście przyjaciółmi, więc co, jak to jest reżyserować Andrzeja Seweryna i Pani Andrzeju, jak to jest być reżyserowanym przez Janusza Opryńskiego oraz być oraz zatrudniać jeszcze Opińskiego u siebie w teatrze. Czy to są trudne rozmowy o pracy? [21:49.71 → 24:00.39] B: To może ja. Nie, bo ja mam dwie funkcje, że prawda, wiesz. Nawet trzy, bo przyjaciel, aktor i dyrektor. Więc zacznę od tej najbardziej takiej, no od dyrektora. Więc, no nie, wiesz, no ekipa, Janusza i Janusz, z Januszem na czele, to są poważni ludzie, no, ale daję znowu przykład konkretny. Dekoracje, plany dekoracji mają być na 1 marca, powiedzmy, na 1 marca. No to ja wiem, że 20 lutego Janusz będzie dzwonił i mówił, że słuchaj, no może byśmy obejrzeli projekty, no bo już są gotowe. Tak się nie dzieje w wielu przypadkach u polskich, w polskim, u polskich twórców. Więc to jest taki przykład konkretny. Jeśli chodzi o okres prób i tak dalej, no ja nie pamiętam żadnego konfliktu z kimkolwiek w teatrze, kiedy pracował Janusz, czy między nim, a jakimś zespołem, czy tam w ogóle, no nie ma problemu, no. Nie ma problemu, no. Janusz jest po prostu dorosłym człowiekiem, zawodowcem. Przewodził, był, szefem zespołu, był szefem instytucji. On wie, co to znaczy pieniądz społeczny. On wie, że to są wasze pieniądze. Wiecie, czasami zdarza się naprawdę, że artyści mają taką kompletną... Uważają, że mogą wszystko. No to nie, w planie było 200 tysięcy. A nie, nie, my jeszcze potrzebujemy 300. No potrzebujemy 30. Spadaj, no. Na zachodzie zaplanowałeś dekoracje, zaplanowałeś kostiumy za, powiedzmy, 60 tysięcy euro. Jeżeli chcesz sobie jeszcze tam jakieś materiały kupić, bo co ci się nagle, no to płacisz ze swojej kieszeni. To jest fakt. To, co mówię, jest faktem. Nie wiem, czy wszędzie, ale znam takie przypadki. [24:00.83 → 24:09.22] A: No i na zachodzie chyba też tak, co w Polsce jest chyba rzadkie, że jeżeli chcesz przewalić termin premiery o tydzień, to też płacisz. [24:09.24 → 25:46.97] B: Ale w Teatrze Polskim, to muszę powiedzieć, że jestem z tego naprawdę dumny, to jest złe słowo, że bardzo jestem tym uradowany, że myśmy przez 15 lat, przez 15 lat mojej dyrekcji nie było ani jednej premiery odwołanej czy przesuniętej. Nie było. Więc ja wolę mówić o tych konkretnych niż o wartości oczywistej pracy artystycznej Janusza, bo to moim zdaniem przemawiam też do kogoś, kto może nas słuchać, że Janusz szanuje społeczeństwo, tak zwyczajnie i po prostu. I naprawdę, czasami kiedy ja narzekam na coś tam, to Janusz mówi, wiesz, to nie jest takie, to jest względne i tak dalej. Tak ogólnie rzecz biorąc. Teraz, jako aktor, ja to ubóstwiam, dlatego że wiem, że patrzy uważnie na mnie, że jest kompletnie szczery i widzi wszystko. I widzi wszystko. Janusz był wczoraj bardzo miły, powiedział, że ze mną są kłopoty, bo ja mam propozycje zawsze i one nie są złe, te propozycje. No tak, ale to, żeby proponować cztery rozwiązania, to musisz mieć zaufanie do człowieka, z którym rozmawiasz. Więc to jest takie obopólne. I tu nie chodzi o komplementowanie się, bo gdyby tu siedział kto inny, z kim ja się nie przyjaźniam, a pracuję z nim dobrze, to też bym mówił to. A o przyjaźni to w ogóle o takich rzeczach to się publicznie nie mówi, bo to nasza intymna sprawa. Ja [25:50.31 → 25:57.23] C: tylko mogę potwierdzić, Że to jest przyjemność pracy. I z Andrzejem, i w tym miejscu, [25:57.37 → 26:10.55] B: gdzie... Przy czym trzeba powiedzieć, że ja się strasznie męczę. Ja nigdy na przykład... Przesadzam. Ja się rzadko uśmiecham, bo nie wychodzi. Nie wychodzi Janusz, ale nie. Czekaj. I właściwie to jest moja podstawowa mina. [26:11.09 → 26:13.97] C: Tak, tak, tak. [26:14.57 → 26:17.39] B: Wyobrażam sobie męczące dla reżyserów. [26:17.45 → 26:21.67] C: Ale może to jest obrona przed rutyną? Może to jest właśnie... [26:21.67 → 27:25.82] B: Ja się wczoraj zastanawiałem, bo wyście wczoraj mówili o tym, Eliza czytała, że dopiero z kryzysu, z niewiary, z depresji wręcz powstaje, że to jest warunkiem rozwoju i tak dalej. I ja wczoraj do Kaśki, do żony, mówię, Ja nie miałem nigdy zawodowej depresji. Słuchajcie, jest coś niedobrze ze mną. Nie, nie, bo rozumiecie, że jako warunek, no ja wiem, że to nie było może tak sformułowane ostro, jak ja w tej chwili przedstawiam to, ale no nie wiem, no ja chętnie bym teraz przeżył jakiś kryzys. Niech mnie ktoś, może ty, niech mnie, właśnie może to jest właśnie ten, że to jest pięćdziesiąt stron do nauczenia się. Teraz mówię poważnie. Mówię teraz poważnie, czy nie jest tak, że właśnie powinienem się zawziąć i tak sobie powiedzieć, każdego tygodnia jedna scena, dwie strony. Serio teraz mówię, to nie jest żart. Nagle to sobie zdefiniowałem, w tej chwili w głowie. [27:26.10 → 27:52.28] C: Ja w tym tekście też dojrzałem coś jeszcze innego i w takiej relacji twojej z tym tekstem, Jesteś człowiekiem, który posiada ogromny warsztat i pracą swoją doszedłeś do tego. Ja sobie pomyślałem, jakby pójść takim Bernhardowskim trochę, że zaczynasz podejrzewać swój warsztat. żeby ten tekst... [27:52.28 → 27:54.56] B: No tak, tylko co to konkretnie znaczy? [27:54.60 → 27:57.38] C: A to musielibyśmy sobie dłużej o tym porozmawiać. [27:58.68 → 28:22.55] B: Bo warsztat, teraz powiem tak, pokażę, prawda? Warsztat to jest, wiesz, że... O co ci chodzi? O co ci chodzi? No płaczę, naprawdę tak strasznie płaczę, mamo. Teraz przesadziłem i to tak tylko pokazałem prowokacyjnie. No ale jak się tego pozbyć? Co to znaczy tego się pozbyć? [28:22.92 → 29:15.12] C: Ja tego nie wiem, ale to nie znaczy, Andrzej, że się pozbyć tego, tylko na przykład zadać takie pytanie, że chciałbym jeszcze coś obok tego stanąć, że jakby rozumiesz mnie, że po prostu tak jak tu miałeś w czasie tego czytania, ja sobie pomyślałem, bo to też mam lęk, czy tego tekstu się nie zabiję grając. Wiesz, rozumiesz mnie, bo generalnie jest jakaś, ja nie potrafię o tym jeszcze precyzyjnie powiedzieć, ale pewnie jakbyśmy mieli próby, żebyśmy wspólnie doszli, że tak jak on wątpi w te wszystkie, wiesz, wielkie dokonania sztuki, jak zrobić w tym, że na przykład w pewnym momencie przestajesz grać to. [29:16.65 → 29:53.44] B: Zgoda, tylko teraz słuchajcie. Co to znaczy przestać grać, jeżeli ja znajduję się wobec publiczności? Być tylko. To nic nie znaczy. Zobacz. Robiłem takie ćwiczenia ze moimi studentami. Mają wejść na scenę, stanąć i nic nie grać. To nie istnieje. Ponieważ jeżeli ja jestem na scenie, stoję wobec was, to już coś znaczy. Oznaczam coś. [29:53.56 → 29:56.12] C: Ale to znaczy, że musimy udać, że nie gram. [29:57.02 → 29:59.40] B: Tak, [30:02.18 → 30:09.04] A: dokładnie to, co Bożona powiedziała. To zresztą jest dosyć popularne. Grać, że się nie gram. Gram, że nic nie gram. [30:10.02 → 30:14.93] C: Oczywiście to są takie... Wiesz, też takie prowokacje, rozumiesz. [30:15.15 → 30:23.71] B: Tak, ale tylko w ten sposób, rozmawiając, tak prowokując siebie, ty i ja, ty mnie, ja ciebie. Coś może rzeczywiście wykominać. [30:23.87 → 31:17.70] A: Ale to jest jeszcze, Janusz, ciekawe, jeśli mogę się wtrącić w rozmowę fachowców, że grać, że się nie gra, to jedno, ale druga strona, i to pan Andrzej być może potwierdzi, jest przecież coś takiego jak redukcja. jak to, że aktor, który posiada gigantyczny warsztat, może tak, może inaczej, może koloraturowo, może na każdy inny sposób, próbuje ogołocić się z tych wszystkich majerwerków, które ma jakby w kieszeni, które ma wobec populatach. I poprzez tę redukcję, szczególnie wobec tekstu, który prowokuje przecież do tego, siada facet przed obrazem i zaczyna jeżdżać na cały świat, łącznie z katolicko-państwowym państwem, z zakłamaną ideologią. Żółć się jednak wylewa połączona z rozpaczą. Prowokuje to do grania, grania, grania. A tutaj chodzi o to, żeby właśnie na tyle się zredukować. [31:18.30 → 31:31.10] B: To jest bardzo ciekawe. Wie pan, mnie tutaj chwilami ponosiło po prostu. Ja nie mogłem to... Ale to był przykład redukcji jednak. [31:31.12 → 31:32.94] A: Był, absolutnie. Właśnie o tym mówię. [31:33.18 → 31:44.94] B: Tak. Oczywiście. Ja myślę, naprawdę, ja myślę, no, dwie, trzy strony tygodniowo, coś takiego gdzieś. [31:45.58 → 31:47.00] A: No Janusz Czajk powiedział, że jak. [31:47.76 → 31:49.90] B: I premiera, i premiera we wrześniu przyszłego roku. [31:50.64 → 31:51.58] A: Janusz Czajk. [31:51.64 → 31:52.74] B: Zobaczyłem, nie, no ja żartuję. [31:52.96 → 31:53.38] A: Janusz. [31:53.70 → 31:55.02] C: Nie żartuj, proszę Cię. [31:55.36 → 32:20.68] A: Nie no tak, to już, już zapisaliśmy ten termin, nie wiem czy jest kierownictwo tutaj, ale jakby co, to już można wyciągać pewne wnioski. Janusz wczoraj powiedział, że to tak trzeba, chyba jak pan teraz powiedział, że jak robiłeś adaptację, nie wiem, Czarodziejskiej Góry, to sobie stawiałeś za cel, że tyle i tyle stron dziennie, to tak jak pan mówi, no to trzeba po prostu, jak ci mówi twój przyjaciel Tadeusz, robisz, robisz, to w końcu zrobisz. [32:21.08 → 32:22.32] C: Mój sąsiad ze wsi. [32:22.84 → 32:32.06] A: Tak, no więc szanowni państwo, czy chcą państwo może zadać jakieś pytanie obu panom? Proszę bardzo. [32:36.16 → 32:39.16] D: Ale [32:41.08 → 34:57.78] B: to też jest ciekawe, co Pani mówi, dlatego że ja rozumiem, ja rozumiem. Wie Pani, ja nie wiem, czy powinienem o tym mówić, ale no rozmawiamy sobie jakoś poważnie i tak dalej. Ja nad tym nie pracowałem. w tym sensie, że okej, piąta strona, to ja powiem tak, całymi godzinami potrafię stać przy oknie i patrzeć w dół na ulicę. To przyzwyczajenie jeszcze z dzieciństwa. W życiu, ja to przeczytałem całość przed dzisiejszym spotkaniem, przeczytałem półtora raza. I to jest może ciekawe, Janusz, mianowicie, że, cholera słowo improwizacja to jest bez sensu, ale no nie mam innego słowa, to było czytanie spontaniczne. Ja nie miałem tutaj na przykład cała końcówka, to na przykład nie było wymyślone, że ja będę poruszony tym, tylko wynikało to z tego, że on zaczyna mówić, kiedy mówi o żonie, no jak ja mogę, I ten głos... Sorry, bo ja też jestem w stanie siebie obserwować. To państwo rozumiecie, że tego by jeszcze brakowało, żebym robił coś, z czego nie zdaję sobie sprawy. Więc ja nagle czułem i za tym poszedłem sam. Czyli coś we mnie spowodowało coś, za czym ja szedłem też. Taki głos był słabszy. A na przykład ta scena, chciałem powiedzieć, kiedy on płacze, kiedy on mówi, że płakał cały czas. To mi się przypomniała Danusia Stenka, która w naszym przedstawieniu rękopis gra scenę masakry Meksykanów przez naszych katolickich przyjaciół, prawda? Nie, inaczej, nie przyjaciół. Przez naszych, no, tej samej wiary. Braci w wierze, tak. [34:57.78 → 34:59.14] C: To są starsi bracia. [34:59.53 → 35:45.94] B: Nie, nie, nie, no tak, tak. No przez tego, wiecie, katolickie oddziały tam masakrowały tych biednych. I ona, ja sobie nagle, nagle zobaczyłem Danusię, no i pomyślałem, że on, kiedy mówi o sobie, bo on mówi po czasie, że on siebie widzi płaczącego i nie może spokojnie o tym mówić, tak. z dystansem. No i nagle to się pojawiło. Aha, no więc, więc no, no tak to się działo. Ja, ja tego nie, nie, nie przygotowałem. No przygotowałem czytanie słowa, tam czasami się myliłem, ale to wiadomo, ale, ale no nie było to wyreżyserowane. [35:46.58 → 35:50.72] A: Proszę Państwa, czy jeszcze ktoś chciałby? [35:55.68 → 36:00.64] B: I chciałam powiedzieć o tym, że ten [36:00.64 → 36:46.60] D: tekst jest niezwykle aktualny i nawiązać do tego, o czym panowie mówiliście na samym początku. Nasz ojciec lat 82 pochował pół roku temu swoją małżonkę i siedząc tam na górze, żeśmy bardzo, znaczy ja osobiście bardzo mocno odbierałam to wszystko, ponieważ ten ból, ja go Świetnie przeczytałam dzisiaj to rzeczywiście aktualne. I wciąż bardzo ważne. Tak jakbym. Słyszała tatę, który został sam w pustym domu po stracie swojej małżonki. Piękne. Dziękuję bardzo. [36:48.74 → 37:02.14] A: Bardzo pani dziękujemy za te słowa. Proszę się trzymać. Proszę pozdrowić tatę. Proszę Państwa, czy jeszcze ktoś chce coś powiedzieć? [37:04.10 → 37:07.10] D: Zawsze, [37:11.78 → 37:12.12] B: wie Pani. [37:12.64 → 37:13.78] A: Szanowni Państwo. [37:14.04 → 37:25.60] B: Spotkanie, spotkanie to jest zawsze, wie Pani, to jest, to jest wymiana, to, to bez Was nie ma, to rozumiem Pani, to jest zawsze, także my Wam dziękujemy, żeście przyszli, no, o czym mówiłem już. [37:26.18 → 37:30.02] A: Janusz Opryński, Andrzej Seweryn. Dziękujemy bardzo. Wszystkiego dobrego.
Partner Festiwalu OpFest50:
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego