Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

fot. Jarosław Sosiński

Kino w Teatrze Starym „Wszystkie nasze strachy”

Wróć

Przetworzona artystycznie quasi-biografia współczesnego artysty Daniela Rycharskiego, geja i gorliwego katolika, stała się największą niespodzianką ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni, dystansując znakomite przecież filmy w wyścigu po Złote Lwy. Co dostrzegli w niej jurorzy, ale też dziennikarze, DKF-owicze a przede wszystkim młodzież? Może fakt, że Ronduda i Gutt – idąc śladem pierwowzoru swojego bohatera – opisują rzeczywistość przebijając się przez schematy. Tak jak Rycharski ignorują i omijają barykady, nie lekceważąc ani nie schlebiając żadnej z wrogich stron. I zadają najważniejsze może dziś pytanie: o szansę na rozmowę w spolaryzowanym społeczeństwie. Czy skoro nie udaje się zapobiec tragedii, możliwa jest przynajmniej wspólna żałoba? I czy może się ona stać przestrzenią porozumienia? Budowania wspólnoty na nowo? „Wszystkie nasze strachy” to być może najważniejszy film ostatnich lat.

Bilety: normalny 10 zł, ulgowy 8 zł

Każda osoba, która nabyła bilet na wydarzenie podlega obowiązkowi dostosowania się do wymogów i regulacji związanych z epidemią COVID-19, obowiązujących w dniu wydarzenia.

 

„Wszystkie nasze strachy”

reż. Łukasz Ronduda, Łukasz Gutt

scen. Łukasz Ronduda, Michał Oleszczyk, Katarzyna Sarnowska

zdj. Łukasz Gutt

wyst. Dawid Ogrodnik, Maria Maj, Andrzej Chyra, Jacek Poniedziałek, Agata Łabno, Jowita Budnik

Polska 2021

91 minut

Po projekcji zapraszamy na spotkanie z Danielem Rycharskim, pierwowzorem bohatera filmu.

Przetworzona artystycznie quasi-biografia współczesnego artysty Daniela Rycharskiego, geja i gorliwego katolika, stała się największą niespodzianką ubiegłorocznego festiwalu w Gdyni, dystansując znakomite przecież filmy w wyścigu po Złote Lwy. Co dostrzegli w niej jurorzy, ale też dziennikarze, DKF-owicze a przede wszystkim młodzież? Może fakt, że Ronduda i Gutt – idąc śladem pierwowzoru swojego bohatera – opisują rzeczywistość przebijając się przez schematy. Tak jak Rycharski ignorują i omijają barykady, nie lekceważąc ani nie schlebiając żadnej z wrogich stron. I zadają najważniejsze może dziś pytanie: o szansę na rozmowę w spolaryzowanym społeczeństwie. Czy skoro nie udaje się zapobiec tragedii, możliwa jest przynajmniej wspólna żałoba? I czy może się ona stać przestrzenią porozumienia? Budowania wspólnoty na nowo? „Wszystkie nasze strachy” to być może najważniejszy film ostatnich lat.

Magda Sendecka, kuratorka programu filmowego w Teatrze Starym

wybrane nagrody:

  • FPFF Gdynia: Grand Prix Złote Lwy, nagroda za zdjęcia, Nagroda Dziennikarzy, Nagroda Jury Młodzieżowego, Don Kichot Polskiej Federacji DKF
  • Złota Taśma Koła Piśmiennictwa Filmowego SFP
  • Nagroda Stowarzyszenia Autorów Zdjęć Filmowych PSC: nominacja
  • Polska Nagroda Filmowa Orzeł: nagroda Odkrycie Roku (Łukasz Gutt) nominacja dla najlepszego filmu, za reżyserię, scenariusz, zdjęcia, drugoplanowa rola kobieca (Jowita Budnik), drugoplanowa rola męska (Andrzej Chyra)
  • Nagroda im. Krzysztofa Krauze (Gildii Reżyserów Polskich): nominacja dla Rondudy i Gutta
  • Prowincjonalia, Września: Jańcio Wodnik za rolę męską (Dawid Ogrodnik); Odkrycie Festiwalu (Daniel Rycharski)
  • Nagroda im. Weroniki Migoń: nominacja (Dawid Nickel, Marta Kownacka)
  • Kozzi FF, Zielona Góra: Nagroda Jury Młodzieżowego

 

#opisujemy

Po lewej mężczyzna z jasnymi włosami i ciemną brodą i wąsami. Jest ubrany w sportową bluzę. W rozmytym tle krajobraz z łąką, jeziorem, lasem na horyzoncie i niebem.

 

Всі наші страхи

реж. Лукаш Рондуда, Лукаш Гутт

сцен. Лукаш Рондуда, Міхал Олещик, Катажина Сарновська

фото Лукаш Гутт

вист. Давид Огроднік, Марія Май, Анжей Хира, Яцек Понєджялек, Агата Лабно, Йовіта Буднік

Польща 2021

91 хвилина

Художньо оброблена квазібіографія сучасного митця Даніеля Рихарського, гея та ревного католика, стала найбільшою несподіванкою минулорічного фестивалю в Гдині, витіснивши інші чудові фільми в боротьбі за «Золотих левів». Що помітили в ньому журі, журналісти, члени DKF і, насамперед, молодь? Можливо, те, що Рондуда і Гутт – йдучи слідами прототипу свого героя – описують реальність, прориваючи шаблони. Як і Рихарський, вони ігнорують і обходять барикади, не нехтуючи та не догоджаючи жодній із ворожих сторін. І вони ставлять мабуть найважливіше сьогодні питання: про шанси домовлятися в поляризованому суспільстві. Якщо трагедії не можна запобігти, то чи можна хоча б переживати її разом? І чи може вона стати майданчиком для порозуміння? Для побудови спільноти наново? «Всі наші страхи» — чи не найголовніший фільм останніх років.

Магда Сендецька, кураторка програми кіно в Старому театрі

Вибрані нагороди:

  • FPFF Гдиня: Grand Prix Złote Lwy («Золоті леви»), премія за фото, премія журналістів
  • Премія молодіжного журі, Дон Кіхот Польської федерації DKF
  • Золота стрічка кінолітературного гуртка SFP
  • Премія Товариства кіноматографів PSC: номінація
  • Польська кінопремія «Орел» (Orzeł): премія «відкриття року» (Лукаш Гутт), номінація за найкращий фільм, за режисуру, сценарій, фото, жіночу роль другого плану (Йовіта Буднік), чоловічу роль другого плану (Анжей Хира)
  • Премія ім. Кшиштофа Краузе (Гільдії польських режисерів): номінація для Рондуди і Гутта
  • Провінціоналія (Prowincjonalia), Вжесьня: Янчо Воднік за чоловічу роль (Давид Огроднік); відкриття фестивалю (Даніель Рихарський)
  • Премія ім. Вероніки Мігонь: номінація (Давид Нікель, Марта Ковнацька
  • Kozzi FF, Зелена Гура: премія молодіжного журі

 

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa
Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego:
 

 

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.81 → 02:19.42] A: po wszystkich naszych strachach Łukasza Rondudy i Łukasza Gutta. Dla widzów internetowych przedstawię się jeszcze raz. Nazywam się Magda Sendecka, jestem kuratorką programu filmowego w Teatrze Starym w Lublinie, a za chwilę się połączymy z bohaterem tego filmu, nie z aktorem, a z pierwowzorem głównej postaci, Danielem Rycharskim. Zawsze mam takie sekundowe zawieszenie, bo muszę sobie uświadomić, czy Daniel, czy Dawid. ponieważ Dawid Ogrodnik troszkę się nakłada na tę postać, mimo że panowie są zupełnie od siebie różni fizycznie. Czekamy na połączenie. I przepraszam Państwa za te problemy techniczne, które mieliśmy w czasie projekcji. Niestety sprzęt mamy tutaj dosyć prosty i czasami się tak zdarza. Bardzo przepraszam za to. Ja może tytułem wstępu powiem parę słów, zanim będziemy mieli połączenie, powiem parę słów o Danielu Rycharskim, bo to jest chłopak, który skończył najpierw Wydział Sztuki na Krakowskiej Akademii Pedagogicznej, o ile pamiętam, a potem się doktoryzował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie w pracowni Grzegorza Sztwiertni i Zbigniewa Sałaja. Współpracował z Sławomirem Shuty, tworzyli grupę artystyczną i robili też wideo, więc medium filmowe również nie jest mu obce. Jest takim artystą, który twórczość traktuje jako rodzaj praktyki nie tylko czysto artystycznej, ale myślę również społecznej i będziemy mieli okazję o tym za chwilę porozmawiać. Cześć, dobry wieczór. Cześć Daniel. Czy się widzimy i słyszymy?
[02:25.80 → 02:29.22] B: Halo, halo. Halo, dobry wieczór.
[02:29.44 → 02:35.36] A: Cześć, dobry wieczór. Miło cię słyszeć. Dobrze, że chociaż w ten sposób możemy porozmawiać.
[02:36.41 → 02:59.89] B: Tak, ja bardzo przepraszam, że nie mogę być. Bardzo chciałem przyjechać do Lublina, ale dosłownie 3 dni przed wernisażem i oczekiwaniem zaczął mi się problem z nogą. Po prostu udało mi się zakażenie i okazało się, że właściwie to nie mógłem być nawet na wernisażu, ale jakoś wytrzymałem, bo wziąłem garść tabletek i dałem radę. Dzisiaj już się lepiej czuję. Jestem jeszcze osłabiony, ale generalnie nie ruszam się z domu za bardzo.
[03:00.57 → 03:09.55] A: To powiedz od razu, o jakim wernisażu mówimy. bo tutaj mieliśmy premierę wszystkich naszych strachów. No ale jest twoja wystawa do obejrzenia w Warszawie.
[03:10.57 → 04:01.58] B: Tak. W końcu udało się zrobić wernisaż wystawy Umarła Klasa. Czyli to jest taka wystawa, która... Właściwie to jest jeden duży projekt, na którym pracowałem przez ostatnie trzy lata. Właściwie pracowałem nad nim od momentu, kiedy skończyliśmy scenariusz filmu Wszystkie nasze strachy. A ponieważ on jest tak duży tym projektem, podzieliłem go na trzy wystawy. I podzieliłem go na trzy wystawy. Jedna była za granicą, funkcjonująca w Bonn. Właśnie druga w tej chwili się wydarzyła w Warszawie, nazywa się Umarła Klasa. No i trzecia wystawa, która będzie w wakacje, będzie wystawą tylko na wsi w gospodarstwach mlecznych. W Kurówku nie będzie nigdy. To też będzie jakby nowa porcja nowych prac, ale nie będzie pokazywana w mieście, będzie tylko na wsi.
[04:01.96 → 04:03.88] A: Ale na wsi w sensie w Kurówku?
[04:04.68 → 06:48.31] B: Tak, będzie w Kurówku. Ta wystawa nosi tytuł W środku jesteśmy baśnią. ma taki sam tytuł jak ta ostatnia książka wydawnictwa Znak z serią wywiadów Zdzisława Myśliwskiego. Bo w przeciwieństwie do tej mojej poprzedniej wystawy strachy, gdzie strachy były bardzo emancypacji osób LGBT, były taką bardzo wystawą humanistyczną, były bardzo wystawą o mnie, o moich przeżyciach, o moim takim życiu wewnętrznym, duchowym, o religii. to ta wystawa jest bardziej o pejzażu społecznym, który mnie otacza. Ja bym powiedział, że w centrum tej wystawy są zwierzęta. I tak naprawdę to jest wystawa o życiu po życiu polskiej wsi. To znaczy bardzo mnie interesowało, bardzo mnie ciekawiło, co się stało na polskiej wsi po 2004 roku. że właściwie zaszła tam jakaś gigantyczna zmiana, właściwie można powiedzieć, że rewolucyjna, która nie została zarejestrowana przez świat humanistyki, świat kultury, tak jak powinna być zarejestrowana. To się wzięło z takich moich osobistych doświadczeń. relacji z ludźmi, gdzie oni mi to zaczęli w pewnym momencie jakoś mówić, pokazywać, opowiadać, że zobacz, tu nie ma rolników, w Kurywku zostało trzech rolników, zniknęły wszystkie indywidualne gospodarstwa rolnicze, coś, na czym opierała się tysiącletnia właściwie cała ta tradycja chłopska w Polsce. że jeżeli miałbym znaleźć jakąś taką datę, która... Wiadomo, że nie ma jednego momentu, ale jeżeli szukalibyśmy takiej daty, no to ten 2004 rok to jest ten moment, kiedy oczywiście na wsi zmienia się wszystko na lepsze. To znaczy... My płacimy jakby bardzo wysoką cenę za ten indywidualizm, ale warto zapłacić, nawet jeśli wysoką cenę napisić tą ceną jest samotność. I oczywiście właśnie zmieniło się dużo na lepsze, poprawiła się infrastruktura, poprawiła się edukacja, poprawił się dostęp do opieki medycznej, wielu, wielu rzeczy, ale jakby zniknęły już praktycznie całkowicie te małe gospodarstwa rodzinne. Rolnicy to jest tylko 10% w tej chwili mieszkańców wsi. My ciągle jeszcze w kulturze mamy takie wyobrażenie, że to kłop potęgą jest i basta, że to jest jakaś gigantyczna masa w ogóle ludzi. A tak naprawdę rolnicy są już mniejszością, tak samo jak osoby LGBT na przykład, czy mniejszości narodowe, czy religijne.
[06:48.73 → 07:16.50] A: Daniel, ale co to dla ciebie znaczy? Bo ty byłeś takim artystą, postrzegany byłeś tak i trochę to też jest w tym filmie. jako osoba, która łączy przeróżne światy, skrajne, a właściwie z tego co mówisz, to trochę wynika jakby te światy przestały istnieć. W takim sensie, że zrobiły się jednym światem i te różnice przestają być istotne. Jak ty to widzisz?
[07:17.01 → 13:51.14] B: Nie do końca. Właśnie tu jest cały pies pogrzebany, że tak się wydaje. Po pierwsze, jak się patrzy na badania naukowe Niemieckiej Akademii Nauk, pierwsza w brzegu socjolożka Izabela Bułka-Marliska, która pisze socjologię wsi polskiej, i jak się z nią rozmawiam, nie wiem, ja z nią rozmawiam, czy ktoś z nią rozmawia, mówi o końcu wsi, o śmierci wsi, prawda? Pan mówi, nie ma żadnego końca wsi, bo przecież definicja wsi jest taka, że wszystko to, co jest poza miastem, jest wsią, prawda? Więcej ludzi się teraz przeprowadza z miasta na wieś, dlatego że warunki się poprawiły i to jest prawda, tylko że to się dzieje, W obrębie dużych aglomeracji, jeżeli się oddalimy już od tego łuku wokół Warszawy o te 120-100 kilometrów, to zobaczymy, że takie wsie jak Kurówko, jak Gorzewo, jak Smorzewo, to już w ogóle staje się całkowicie pustynią. Po prostu te małe, rodzinne gospodarstwa, na których ja też opierałem, jakby całą tą moją praktykę artystyczną, One znikają, chociaż to też jest ciekawe, że cała ta moja sztuka wydarzyła się w momencie, właściwie dokładnie w tym momencie, w którym ta kultura chłopska już definitywnie się kończyła. I to jest trochę tak, Mnie też bardzo interesuje w tej nowej wystawie, w tych nowych projektach, analizuje to czym jest sztuka ludowa, czym jest kultura ludowa, czym jest kultura chłopska. I ta sztuka ludowa to było trochę coś, co zostało wymyślone na przełomie XIX-XX wieku jako coś, co miało łączyć właśnie trochę zwaśnione plemiona, to znaczy plemiona grupy społecznych, to jeszcze było krótko po zniesieniu pańszczyzny, chłopi nie wiedzieli, że są narodem, trzeba było zrobić z nich obywateli. Oni mieli jeszcze bardzo żywą pamięć tego, co trwało przez pięć wieków, czyli pańszczyzny. Inteligencja, elity myślały, co tu zrobić, żeby połączyć tych chłopów z nami. I to było bardzo ciekawe, że właśnie wymyślono, że to może być sztuka. Chłop, który tworzył, był na przykład rzeźbiarzem jeszcze przed fenomenem tej sztuki ludowej w Polsce. No to co on rzeźbił? On rzeźbił Chrystusa Frasobliwego, bo on nie wiedział, że robi sztukę. On robił pracę o swoim wnętrzu duchowym, o swojej wierze, o swojej duchowości. On robił Chrystusa Frasobliwego. Potem przychodził pan inteligent i mówił mu, Nie no, sztuką ludową to może być to i to, proszę robić to i to, no na przykład jakby całą tą część duchowo-egzystencjonalną zastąpił ornament. I na sztuce ludowej zaczęto zarabiać, co też jest jakby pozytywne w sensie, no kto robił sztukę ludową, no sztukę ludową robili najbiedniejsi mieszkańcy wsi i to jest dobre. Oczywiście ja trochę krytykuję i zastanawiam się nad tym elementem, w którym przychodzi inteligent i wybiera pewne elementy z tej całej kultury chłopskiej, na przykład przedmioty i mówi, to jest sztuką, a to sztuką już nie jest. Natomiast to miało bardzo ważny walor, czym się mniej mówi, animacyjny, czyli to łączyło te światy. Dlatego ja lubię patrzeć na to, co ja robię współcześnie, jako na nową sztukę ludową, która też jakby pojawia się w takim momencie schyłkowym i też jakby w momencie, w którym znowu mamy bardzo rozbite polskie społeczeństwo. I to właśnie tym się zajmuje moja sztuka, łączeniem tych światów. Dlatego jakby finał całej tej wielkiej wystawy, która opowiada o życiu po życiu polskiej wsi, wydarzy się na wsi. dlatego że właśnie ja się tym zajmuję. Oczywiście ja mam dużą świadomość tych różnic, których jednak jest bardzo dużo. Dużo rzeczy się rzeczywiście zunifikowało i można powiedzieć, że ta kultura wiejska stała się bardzo podobna do tej kultury miejskiej, ale ciągle jest bardzo dużo różnic. I ja próbuję przez tą sztukę łączyć te dwie grupy społeczne zresztą, Po doświadczeniu filmu właśnie, wszystkie nasze strachy, to też jakby ten cały projekt umarła klasa, ale nie umarła klasa kantora, tylko umarła klasa społeczna. Był też jakby dla mnie konsekwencją tego doświadczenia spotkania się, po pierwsze, to jakby czego trochę mnie uczył od samego dnia pierwszego pracy nad filmem Łukasz Ronduta, czyli języka filmowego. Bo to było coś, czego ja na przykład nie rozumiałem, a jakby całe wyzwanie scenariuszowe polegało na tym, jak zamienić moje życie, sztukę, moje przeżycia, moją wiarę na język filmowy. I tego się długo, długo uczyłem. I jakoś tam w pewnym momencie już nabrałem wprawy i po doświadczeniu filmu, jak już film wyszedł i później pracowałem nad Umarłą Klasą, to nagle okazało się, że ja jakby trochę wykorzystuję to, czego się nauczyłem w filmie, w tej wystawie. I na przykład w tej wystawie jest taki projekt, który z Łukaszem stwierdziliśmy, że on jest jakby w prostej linii kontynuacją filmu Wszystkie nasze strachy. Bo to jest projekt, tytuł tego projektu to jest List z Nieba. Współpracuję nad tym projektem z Arturem Żmijewskim, aktorem. Nie Arturem Żmijewskim, artystą krytycznym pojażdżonym ze sztuką lat dziewięćdziesiątych, ale celowo pracuję z aktorem Arturem Żmijewskim, znanym, kochanym na wsi przez mieszkańców wsi za rolę ojca Mateusza, produkowanym przez Telewizję Polską zresztą. Co też jest dla mnie ważne? Ważne jest dla mnie, że ja w tej wystawie, po tej doświadczeniu strachów nie chciałem robić wystawy czy projektów, które by się fokusowały na ludowej historii Polski, która teraz jest taka bardzo popularna, dużo się o tym mówi. Pisze się te książki Pobłockiego, Rauschera, Wasiewicza, Leszczyńskiego.
[13:51.77 → 13:53.31] A: żeby sięgnąć do prozem.
[13:53.79 → 16:14.11] B: Świetna baśń o wężowym sercu Radka Raka, która nawet była jakby taką już najbardziej dla mnie bezpośrednią inspiracją, dlatego że właściwie cała ta wystawa jest baśnią w ogóle. Ale trzymam dystans do tej ludowej historii Polski, dlatego że dla mnie to jest jakby przenoszenie wsi o 150 lat do tyłu, gdzie już nawet nikt nie żyje z tego czasu, ani nawet potomkowie tych chłopów. Ale w tamtym czasie żył taki ksiądz, on się nazywał Piotr Ściegienny, który zresztą był związany z Lublinem. On jest pochowany w Lublinie, na cmentarzu. I on był księdzem rewolucjonistą, chłopem, który chciał wywołać powstanie chłopskie w ostatnich latach pańszczyzny. I on zrobił coś ciekawego, bo on wykorzystał bardzo znaną tradycję, nie tylko w Polsce, ale to Jan Bystroń, taki etnograf, na przykład opisał całą książkę o tym. Te listy z nieba występowały na całym świecie. To polegało na tym, że kiedy dwór chciał coś zmienić w myśleniu chłopów, to używając autorytetu religijnego, fałszowano list z Jeba, na przykład od Matki Boskiej, który znajdowano w cudowny sposób na łące albo na przykład za ołtarzem. Przenoszono go chłopom i tak jakby manipulowano tymi chłopami. I ten Piotr Śniegienny skabrykował taki list rzekomo od papieża Grzegorza do chłopów, którym papież Grzegorz nawołuje im do takich bardzo lewicowych wartości. właśnie wspólnoty, no takiego, trochę jakby chciał wywołać obalenie tych chłopów. No i to jest ciekawe, że ten list nie stracił swojego ostrza rewolucyjnego do dzisiaj. Ja postanowiłem, że poproszę Artura Żmijewskiego, żeby trochę jako taki współczesny Piotr Ściegienny, trochę jako właśnie ten Ajsuz Mateusz, pojechał ze mną na wieś i odczytywał ten list jakby rolnikom. Jakby to jest projekt, w którym Próbuję nagromadzić jak największą ilość nieprawdy, bo jest nieprawdziwy ksiądz, właściwie aktor, który gra jego najsłynniejszą rolę, to ojciec Mateusz. Nieprawdziwy list od papieża, ale jakby po to, żeby powiedzieć jakąś prawdę. I to jest jakby w tym sensie dla mnie kontynuacja właśnie tych wątków, tej historii i w ogóle całej tej sytuacji filmowej z wszystkimi naszymi strachami.
[16:14.97 → 16:26.31] A: Czy dobrze rozumiem, że masz na myśli to, że przez fikcję, którą jest na przykład film Wszystkie nasze strachy, można lepiej opowiedzieć prawdę niż gdyby to był dokument?
[16:28.09 → 17:32.02] B: Zdecydowanie. To mnie tak ujęło w tym pomyśle Łukasza Rondudy. Film to są dla mnie kłamstwa, które mają pokazać prawdę. Film fabularny. I to mnie tak jakby ujęło w tym pomyśle, kiedy przyszedł do mnie Łukasz Szundewicz, że chce zrobić film fabularny, a nie film dokumentalny. No to to właśnie, zresztą on to robił wcześniej w tych swoich poprzednich filmach, bo czy Performer, czy Serce Miłości, to przecież to są fikcje fabularne. i tam jest bardzo dużo nieprawdy, bo to są jakby wymyślone historie, ale po to, żeby powiedzieć prawdę o tych artystach. I okazuje się, że właściwie w ten sposób można lepiej nawet tą prawdę o tych artystach powiedzieć, niż gdyby to był film dokumentalny. To mi się wydało w ogóle bardzo ciekawe i Łukasz tak jakby od samego początku kazał mnie traktować to jako taki też mój następny projekt, a nie myśleć tylko o tym, że po prostu robimy film fabularny, ale myśleć o tym w jakimś szczególnym projekcie moim też, czy wspólnym z nim.
[17:32.38 → 17:52.71] A: Opowiedz o tym więcej, bo nie występujesz jako współautor scenariusza w tym filmie. Powiedz, jak to było, ale jednak współpracowałeś, prawda? Twój wkład, wszyscy twórcy to mówią. Powiedz, jak to wyglądało, do jakiego stopnia byłeś w to zaangażowany jaki był twój udział w powstawaniu tej historii?
[17:53.27 → 20:32.38] B: Ostatnio dużo o tym myślałem i chyba powinienem porozmawiać z nimi o tym pojawieniu się mojego nazwiska w pracach scenariuszowych, dlatego że rzeczywiście od samego początku, od dnia pierwszego, my z Łukaszem bardzo intensywnie pracowaliśmy na tym wspólnie. Na samym początku to w ogóle wyglądało tak, że my z Łukaszem musieliśmy się jakoś tam poznać lepiej, musieliśmy bardzo dużo rozmawiać. Ja nie wiem, czy w ogóle w życiu udało się coś takiego powtórzyć, w sensie to się wchodzi w taką bardzo intymno bliską relację z tym reżyserem i trzeba go bardzo szanować. Ja go bardzo szanowałem jako reżysera i trochę go podziwiałem. i tak się nim fascynowałem, i dzięki temu mieliśmy dużo wzajemnego szacunku, więc to się udało tak długo podtrzymać, ale to wyglądało nawet tak, że ja na przykład gdzieś byłem... Tu dobrym przykładem będzie scena z zaśnięciem Ducha Świętego, która jest w filmie. Ona jest tam jedną z pierwszych scen, bo dużo ludzi też o nią pyta, skąd to się wzięło w ogóle. I to jest dobry przykład tego, jak my pracowaliśmy. I to na przykład było tak, że ja po prostu pojechałem sobie do klasztoru, To jest klasztor koło Lipna, teraz zapomniałem nazwę, jak się nazywa ten klasztor, ale tam jest generalnie coś takiego, że się przyjeżdża w niedzielę, się zmrza i podczas tej mrzy ksiądz dotyka głów wiernych i niektórzy z nich upadają. Ja tam byłem i to przeżywałem i zadzwoniłem od razu do Łukasza. W takim miejscu dzieje się to i to, to jest niesamowite. Zacząłem robić zdjęcia, wysyłać filmiki i on od razu mi odpisał, to musi być w naszym filmie, bo to jest ten chrześcijański odlot właśnie. My tu mamy nasze wiksy, czy tam imprezy chaosowo-trance'owe, a to jest ten chrześcijański odlot. I tak było ciągle. Cokolwiek się działo w moim życiu, czy tam kogoś poznałem na przykład, czyli takie bardzo już osobiste historie, czy coś przeżywałem, czy coś mi wyszło, czy coś mi nie wyszło, ciągle jakby to... to mu raportowałem, pisałem do niego non-stop. Dzwoniłem, on mi odpisywał i mówił, to musimy wziąć do naszego filmu. Pisał scenę na przykład i potem wysyłał mi ją. Ja mu odpowiadałem, dopisywałem coś albo zmieniałem, albo po prostu konsultował to ze mną. I tak pracowaliśmy cały czas, dopóki nie
[20:32.38 → 20:37.24] A: doszli potem... Michał Oleszczyk i Katarzyna Sarnowska.
[20:37.81 → 22:20.76] B: Po drodze było jeszcze dwóch innych scenarzystów, bo to okazało się, że nie jest tak łatwo znaleźć dobrych scenarzystów z wielu różnych powodów. To jest bardzo trudne, tak się zgrać, tak żeby te wszystkie osoby w zespole miały naprawdę w miarę wspólną wizję tego projektu. I już przyjście Michała Oleszczyka i Kaśki Sardowskiej, to był ten moment, że my już wiedzieliśmy, że to jest ten zespół ludzi, jest jakby zgoda wspólna na wygląd tego filmu i o co nam chodzi, co nam się podoba. Sporo nas łączyło. I mi się już dobrze pracowało na przykład z Michałem, bo poznaliśmy się. On też jakby miał tak dużo szacunku do mnie, do mojej pracy. Ja jego znałem wcześniej jakby tak z mediów i w ogóle się interesowałem nim. I to się tak ładnie połączyło i my się z Michałem ciągle spotykaliśmy. czy w mieszkaniu, czy w Warszawie, czy w Kurówku. Z Michałem później też tak było, że byłem powiedzmy w Kurówku, siedziałem z ludźmi, z moją babką i działo się coś ciekawego. Nagrywałem to telefonem, natychmiast wysyłałem to do Michała, on na to reagował, odsyłał, ja to czytałem i tak jakby sobie tak wysyłaliśmy, odsyłaliśmy i tak jakby kształtowaliśmy Zresztą Michał się pojawił też w momencie, w którym akurat wieszałem w MSN-ie wystawę Strachy. I to też jakby Michała tak zainspirowało. Ja go zaprosiłem na montaż, cały czas on tam był, obserwował, jak ja pracuję, jak ja rozmawiam. Też się tak fajnie połączyło.
[22:20.86 → 22:23.39] A: To był 2019 rok, o ile pamiętam.
[22:23.58 → 22:27.23] B: Tak, tak, 2019. Ale film pisaliśmy od 2017.
[22:29.10 → 22:35.02] A: Długa praca. A powiedz, czy byłeś na planie przy realizacji?
[22:35.70 → 23:25.73] B: Ale tylko ostatniego dnia, dlatego że to też jakby mogło być kłopotliwe. To nawet pojawienie się ostatniego dnia było takie dla mnie trudne trochę i dla reżysera mogło być kłopotliwe w tym sensie, Jeżeli już mamy ten scenariusz i jeżeli jakby się już zgodziliśmy na te różne rzeczy, to teraz jeżeli zaczęlibyśmy w tym mieszać na planie, który i tak był trudny bardzo, bo oni byli w bardzo trudnych warunkach, to mogłaby z tego w ogóle jakaś katastrofa wyniknąć. Bo jeszcze moje spotkanie z Ogrodnikiem, to jakby jest... Robienie filmu o żyjącym artyście jest trudniejsze niż by się ludziom zdawało, tak bym powiedział.
[23:26.95 → 23:34.43] A: A powiedz, jak to było dla Ciebie, jak już zobaczyłeś, nie wiem, czy pierwszą układkę, czy od razu gotowy film? Jak było patrzeć na siebie samego?
[23:35.97 → 23:51.19] B: No nie, to oczywiście zaprosili mnie na pokaz filmów w trakcie pracy, jeszcze przed zakończeniem montażu. czyli to było na wiosnę, a film był jeszcze montowany do samej jesieni, do samego pokazu w Gdyni.
[23:51.23 → 23:53.01] A: Bo premiera była w Gdyni we wrześniu.
[23:53.43 → 26:00.13] B: Tak, on tam dosłownie był dzień przed skończeniem, trafił na festiwal. Ja patrzyłem na to pod takim względem zgodności scenariuszowej, tego co zostało oddane ostatniego dnia, kiedy popisałem umowę scenariuszową. Ja się skupiałem na tym, co się zmieniło w filmie względem tej wersji scenariuszowej. To było dla mnie istotne. I wiadomo, że oni mi już tak tłumaczyli już w momencie, kiedy film był składany do PiSFu, Scenariusz jest jakby pewnego rodzaju taką potwórką, podpowiedzią, ale jakby jeszcze na planie może się dużo rzeczy zweryfikować i mogą się spienić. Nie jakoś tak może radykalnie, ale tam będą zmiany jakieś. Więc tak się z tego spodziewałem i na tym byłem skupiony, jakby obserwowałem film, bo tak dobrze znałem scenariusz, że jakby coś to jest... I to jest dziwne, znaczy fajne i ciekawe i też moja rodzina była na tym pokazie. i mój kurator z MSN-u, zabrałem więcej osób, żeby to... Trochę wstrząsające też jakby... I też wiadomo, że od razu rodzi się w człowieku trochę niezgody na różne rzeczy, ale generalnie byłem zaskoczony tym, że to tak, że jakby nie było mojego sprzeciwu takiego jakiegoś, że tego nie może być, tego nie możecie pokazać, albo to jest źle zrobione w ogóle. W ogóle nie było takich miejsc w tym filmie, że jakoś bym był. Tylko po prostu film mi się podawał. On był jeszcze trochę inny niż ten, który został pokazany finalnie, ale widać było, że jakby to wszystko się udało jakoś tam. Że się udało. Ja odetchnąłem z ulgą, bo mówię, ten film to był w ogóle wielki eksperyment i ogromne ryzyko dla wszystkich. I dla reżysera, i dla scenarzysty, i dla PiS-u. Jakby w ogóle i dla mnie to był duży eksperyment ten projekt.
[26:00.59 → 26:12.91] A: No tak, bo rozmawiamy już w chwili, kiedy film został nagrodzony, dobrze przyjęty przez różne gremia, a tego nie było wiadomo. Jakie mieliście obawy przystępując do tej pracy?
[26:15.37 → 29:05.06] B: Wszystkie w ogóle możliwe. W ogóle to jest film, zaczynając od tego, że będąc ze świata sztuki, ja i Łukasz, czyli z naszego codziennego podwórka, robienie filmu o artyście wierzącym, katoliku, w jakimś momencie najbardziej zaostrzonej wojny kulturowej, to już jest jakby trudne, tak bym powiedział, bo jeszcze w momencie, w którym myśmy pisali ten film... to były jeszcze takie nastroje, że no tak, to Iwo Zmyślony wtedy jeszcze częściej się pojawiał w mediach i mówił dużo właśnie o dialogu, że przecież wojna z religią nie ma sensu, dlatego dopóki są jacyś ludzie, dla których religia będzie odpowiadać na pytania, na które nic innego im nie da odpowiedzi, dopóty ta religia będzie potrzebna, I jakoś ludzie to rozumieli, że rzeczywiście nie ma sensu iść na wojnę, tylko trzeba jakoś łączyć, że ten świat kultury trochę jest po to, żeby łączyć tę część świata odczarowanego z zaczarowanym jednak. I to się później zradykalizowało. I to się zradykalizowało dokładnie w tym momencie, w którym myśmy już byli przed zdjęciami do tego filmu. Czyli już nie można było zrobić takich zmian dużych w tym filmie. I to był duży strach, jak ludzie na to zareagują. Bo jak na to zareaguje środowisko artystyczne, to jest jakby najmniejszy problem. 300 osób, takich tam powiedzmy najważniejszych, ale środowisko LGBT, ta część bardziej liberalna, czy na przykład grupa Wiara i Tęcza, o której trochę jest też ten film, jak oni w ogóle do tego podejdą. Przecież wiedzieliśmy, że kiedy robiłem pracę Krzyż, to dla nich była bardzo odważna praca, bo wtedy jeszcze łączenie dla tej grupy bardziej konserwatywnych osób LGBT. Łączenie sztuki współczesnej z religią było delikatnie mówiąc trudne, albo czasami nawet niewłaściwe. Więc tu w ogóle nie wiedzieliśmy, jak oni ten film odbiorą. I to było dużo też. I czy ze środowiska filmowego też były takie jakiś czasami, no bo też ten film Łukasz konsultował z tymi wszystkimi najważniejszymi reżyserami, jak na przykład reżyser Bożego Ciała,
[29:05.54 → 29:07.62] A: on się nazywa... Janek Komasa.
[29:08.00 → 30:29.28] B: Janek Komasa na przykład był też takim konsultantem ważnym tego filmu scenariuszowym. Czy reżyser Idy i... Paweł Pawlikowski. Paweł Pawlikowski, właśnie Paweł Pawlikowski. Tam było dużo takich osób, które... Agnieszka Holland też jakoś tam wspierała ten projekt. Ale jakby to było ryzykowne. A już nie mówiąc o pozyskaniu pieniędzy z PiS-u. No wiadomo, jednak... No nie wiadomo było, jak ten PiS zareaguje na tak odważny projekt. Ja też nie wiedziałem jako artysta, bo też miałem jednak coś do stracenia tym filmem, bo przecież to po prostu mógł być zły film. Już pomijam politykę, ale to po prostu mógł być zły film, który dla mnie mógł być gwoździem do trumny, katastrofą jakąś. Więc to było wiele, wiele różnych obaw. A w ogóle też kierunek tego filmu, Czy rzeczywiście Kasia Sarnowska tutaj jakby była kimś takim, kto trochę zdjął ten film z takich torów arthouse'owo, takich właśnie artystowskich w kierunku bardziej filmu dla szerszej publiczności?
[30:29.91 → 30:44.31] A: Kasia Sarnowska, która jest również współproducentką i rozumiem, że to jej zawdzięczamy. Fakt, że ten film jest taki jaki jest. Jest rzeczywiście dla ludzi.
[30:46.75 → 31:41.67] B: Tak, dokładnie tak. Ja zresztą tutaj dużo zawdzięczam nie tylko Kasi, ale i Kubie z HOSM-ie, bo to oni też trochę, nie wszyscy o tym wiedzą, ale zanim powstała ostatnia wersja, ta scenariusza, która została sfilmowana, to były trzy różne filmy. I w jednej z wersji tego filmu, w ogóle ja jako artysta zostałem zamieniony jakby w kobietę, która była bohaterka. Tam jeszcze był Daniel Rycharski, ale już nie był główną rolą, tylko była ta bohaterka, artystka. I to właśnie Kasia Sarnowska przedstawiała i powiedziała, że ona w ogóle, jeszcze wtedy Marta Konarzewska, która też jest świetną scenarzystką, ale trochę chciała inny film z tego zrobić. Powiedziała, że zawieźcie tą bohaterkę, to ma być film o Danielu Rycharskim, a nie o jakiejś wyimaginowanej dziewczynie artystce. I to był właśnie wpływ Kasi Sarnowskiej.
[31:43.58 → 31:58.48] A: Proszę Państwa, zapraszamy do włączenia się do rozmowy. Jeśli ktoś ma ochotę, to mikrofon zaraz zostanie dostarczony. Proszę bardzo, czy są odważni? Proszę bardzo, już idzie do Pani mikrofon.
[32:15.64 → 32:16.26] B: Dobry wieczór.
[32:17.18 → 33:30.85] C: Ja się cieszę, że to nie był film dokumentalny, tylko fabularny, bo wydaje mi się, że to, że znane osoby wcieliły się w pewne postaci, prawda, jakoś bardziej przemawiają do widza. No i myślę, że scenariusz jest dosyć ciekawie napisany, dlatego że te sytuacje intymne, czy też na przykład zachowania ludności nie są przerysowane. I tutaj mam wrażenie, że przy scenariuszu pracowały osoby nieheteronormatywne, bo wydaje mi się, że inaczej chyba byłby bardziej ostry ten film. A moje pytanie jest do pana takie, czy gdyby ta sytuacja miała miejsce w innej społeczności, niekatolickiej, czy też taki przebieg byłby pana życia, czy też zachowań ludzi, Właśnie to mnie ciekawi, bo nie wiem, czy akurat katolicy potrafią być tak po prostu zaciekli w swoich poglądach i nie zawsze wyrozumiali.
[33:32.05 → 37:23.53] B: Znaczy ja powiem tak, ja w ogóle właściwie co to znaczy katolicy, bo No teraz robię dużo pracy o tym, trochę się tym zajmuję, trochę wróciłem do swoich korzeni, czyli do tego ludowego katolicyzmu. Ja go nazywam takim udomowionym katolicyzmem, który jest bardzo inny niż taki katolicyzm, który... bo to jest trochę tak, że po pierwsze nie mamy jednego katolicyzmu, ten katolicyzm ma bardzo wiele twarzy, ale on też się bardzo zmienia. I on też jest trochę inny w różnych miejscach i w różnym czasie. Ja mam wrażenie, że polski katolizm się bardzo zmienił między rokiem 2005 a 2010. Najpierw śmierć Jana Pawła II, później wiadomo, Smoleńsk, że właśnie ten katolityzm, który ja pamiętałem jeszcze taki udomowiony, magiczno-ludowy, chłopski, taki, który jeszcze ma dużo wspólnego z tą jeszcze bardzo dawną kulturą słowiańską i że on jest inny, bo on nie jest poprawny nawet teologicznie, że on właściwie dla mnie jest trochę inną religią, jakoś w ogóle samodzielną. I tam, a potem między 2005 a 2009 on się bardzo upolitycznił. że jakby taki się stał trochę mesjanistyczno-polityczny. I ja też widzę tę zmianę, na przykład u siebie właśnie we wsi. Ten film jeszcze pokazuje taki moment, w którym wydaje mi się, że w Kurówku jeszcze było tak, jak mówiłem, czyli to był taki dobry katolicyzm. Potem na przykład po 2015 roku bardzo duży wpływ na ludzi miała telewizja. Między innymi dlatego robię ten projekt ze Rzymiewskim, Listy z nieba, bo przykładem jest moja babcia, która jest pokazana w tym filmie. Film, tak się umówiliśmy z Łukaszem, że on mniej więcej przedstawia czas w moim życiu między rokiem 2017-2019, to jest mniej więcej ten czas, jakbyśmy mieli to jakoś skonsolidować, to są wydarzenia z tego czasu. I wtedy jeszcze, na przykład moja babcia zachowywała się tak, jak jest to pokazane w filmie. Później też właśnie, na przykład poprzez wpływ telewizji, jej poglądy na temat osób LGBT się trochę zradykalizowały, to znaczy one się po prostu popsuły. Ja mam teraz dosyć duży problem z tym, nie muszę jakoś przepracowywać, to nie tylko z moją babcią, ale też z innymi osobami. Ale generalnie Myślę, że to, co powiem teraz będzie bardzo niepopularne prawdopodobnie i się niektórym nie spodoba. Ja uważam, że największym skarbem w naszym kraju jest właśnie wiara. Że to dzięki wierze mamy bardzo dużo bardzo pozytywnych wartości w Polsce i na przykład to, że przyjmowaliśmy tak dużo mieszkańców Ukrainy, to jest m.in. dlatego, że jednak te chrześcijańskie wartości takie podstawowe są ciągle bardzo ważne. w Polsce. Co innego, że tak jak mówię, ten katolizm się bardzo zmienił po 2005 roku. Nie wiem, wydaje mi się, że gdyby to się wydarzyło, tak, gdyby to się wydarzyło w innym miejscu, gdzie nie byłoby katolicyzmu, to jakby sytuacja byłaby zupełnie inna. Więc jakby to ma znaczenie, że mieszkańcy Kurówka, ja i tak dalej,
[37:27.95 → 37:44.39] C: że właśnie ten katolicyzm się zmienił, bo ja sobie przypominam moich dziadków, którzy do kościoła chodzili po prostu z książeczką, którą mieli i to na tym się opierała ich wiara, na czytaniu właśnie tej książeczki.
[37:45.21 → 40:21.47] B: Tak, ale przede wszystkim jakby wiara była taką gwarancją równowagi pomiędzy światem ludzi, zwierząt i przyrody. To mnie bardzo interesuje, bo trzeba pamiętać, że jak gospodarz miał gospodarstwo, który miał trzy krowy, pięć świnek, konia, parę kur, każde miało imię i każde żyło sobie dobrym życiem, krowa żyła sobie 17 lat i po prostu w pewnym momencie musiała umrzeć, natomiast teraz Są gospodarstwa przemysłowe, gdzie jest 400 krów, tak jak u nas w Kurówku. One nie mają imion. One nigdy nie widziały trawy. One nigdy nie widziały łąki. One żyją 7 lat, bo są totalnie eksploatowane. One nawet nie widzą człowieka, bo je już obsługuje robot. To jest pytanie, czy człowiek w ogóle w takiej relacji jest dalej człowiekiem tak naprawdę. Więc tutaj tego jeszcze nie widać w filmie, bo mówię, ja nad wystawą i nad tymi rzeczami zacząłem się zastanawiać na krótko po skończeniu scenariusza, ale generalnie bardzo zastanawia mnie ten katolicyzm i wydaje mi się, że jedyne, co bym w nim zmienił, czy próbuję zmienić przez praktykę artystyczną, to wkluczyć do niego te społeczności LGBT. Znaleźć dla nich w tym całym... mikro, makro, kosmosie, świata chłopskiego, miejsce dla LGBT, chociaż wiadomo, że myśmy się z tą kulturą chłopską pożegnali, to znaczy do tego nie ma już powrotu, tak jak mówię. Ja opowiadam o życiu po życiu polskiej wsi, dlatego ta wystawa, którą zrobiłem, to jest rodzaj takiego dziwnego gospodarstwa wiejskiego. Tam jest taka praca, dla mnie bardzo ważna, nazywa się Koryta, a drugi tytuł to Cepelia z chlebu. I to są po prostu koryta, przedmiot pogardzany, wysiedzany, przedmiot, który nigdy nie stał się częścią sztuki ludowej. On się nawet nie stał częścią skansenów czy muzeów etnograficznych. Właściwie nie wiadomo, co z nim zrobić. Natomiast ma bardzo ważną funkcję praktyczną. I on, kiedy jeżdża po tych umarłych gospodarstwach, to czasami skupuje te koryta od gospodarzy, Ja to nazywam przenicowaniem sztuki ludowej. To tak jak Roman Stańczak odwraca na drugą stronę przedmioty, to ja chciałem odwrócić na drugą stronę sztukę ludową i obklejam te koryta tysiącami monet, złotych monet prosto z mennicy.
[40:21.59 → 40:25.69] C: Właśnie chciałam powiedzieć, że teraz to koryto ma taki wydźwięk negatywny.
[40:26.77 → 40:44.25] B: Bo to jest też jakby taki rodzaj mojego poczucia humoru, w którym ja też gram jakby z tymi stereotypami, gdzie chłopi się nachapali, jak weszliśmy do Unii, bo dostają dopłaty unijne, ilość tych monet miała odpowiadać właśnie... Tak, ale to, że ktoś
[40:44.25 → 40:48.85] C: się dorwał do koryta, to też takie raczej pejoratywne znaczenie ma.
[40:49.05 → 43:26.50] B: No tak, bo to są jakby te stereotypy, ale jakby ja je przenicywałem na złoto, żeby pokazać, że no właśnie Nie możemy traktować rolnictwa jako działu ekonomii, bo to prowadzi do katastrofy i do upadku tylko jako metafizykę, jako kulturę, jako duchowość. Ta część duchowa tutaj jest bardzo ważna. Jeżeli my przestaniemy tak traktować wieś, to dochodzi do upadku, do katastrofy i o tym jest inna praca właśnie na tej wystawie, która powstała w czasie, kiedy pisaliśmy scenariusz, kończyliśmy go wtedy. Ja wtedy jeździłem, tak jak jest pokazane w motorze, tym motorem po tych wsiach. Ja zawsze jeżdżę od tyłu stodoły, bo tam dużo rolników różne rzeczy wyrzuca. Ponieważ ja recyklinguję te wyrzucone narzędzia, maszyny rolnicze, znalazłem koło od sieczkarni, takie okrągłe koło, które miało jakby wpisane takie dwie łezki, tak jakby to był Yin Yang. I poszedłem do tej rolniczki i ona mi opowiedziała taką historię, która jest przykładem tego, co się stanie, jeżeli my zabierzemy tą metafizykę i duchowość ze wsi i zostawimy tylko agresywny kapitalizm i ekonomię. to wtedy się traci równowagę. I to jest historia rolnika, który właśnie po tym 2004 roku nie zrewolucjonizował swojego gospodarstwa, nie zmienił go na potrzeby Unii, no i przestał zarabiać. Wpadł w depresję, zaczął pić. Zaczął pić, został złapany, pijany jak jechał traktorem. Policja mu zabrała prawo jazdy. Jak rolnik bez prawa jazdy, to jest koniec. Więc on, sfrustrowany w depresji, pojechał pod komendę policji i zniszczył radiowozy. trafił do więzienia, z tego więzienia wyszedł i krótko po tym umarł, no i ta jego biedna żona z dziećmi została, zaczęła wyprzedawać to gospodarstwo. I ja potem kupiłem to koło i połowę tego koła, przeszkliłem je jakby szkłem, i połowę koła wypełniłem mlekiem, a połowę benzyną, tak jak linia. Też dlatego, że rolnicy mi mówili, że dla nich ich marzeniem jest zrównanie cen mleka i benzyny, że dlaczego mleko się sprzedaje po złotych 20, a mogłoby kosztować tyle, czy sprzedawana będzie taka benzyna. I to jest taka praca jakby w takiej mikroskali, to jest historia tego konkretnego rolnika, a jak jest makro, to jest taka praca o potrzebie szukania tej równowagi właśnie w świecie przyrody, w świecie ekonomii, w świecie wsi, czy nawet w świecie miasta.
[43:28.25 → 44:11.56] A: Jak się tak słucham Daniel, to myślę, że właściwie ten film, to bardzo smutne, też jest o takim świecie, którego już nie ma. On na festiwalu w Gdyni był takim powiewem nadziei, bo wnosił coś nowego do tych dyskursów prezentowanych przez inne filmy, które były raczej o takim galopującym poszerzaniu się zła, a twój film dawał nadzieję na jakąś zgodę, na jakieś porozumienie, na jakieś wyjście z tego klinczu i impasu, a teraz jak cię słucham, to tak słyszę, że to też jest przeszłość i że właściwie trochę jesteśmy w sytuacji może nie bez wyjścia, ale bardzo trudnej.
[44:13.83 → 44:53.47] B: Tak, ale rzeczywiście ten film jednak niesie dużo nadziei, bo to chodzi o tą sprawczość właśnie, żeby nie dawać ludziom tylko tej trudnej czy nawet wzruszającej opowieści, która tam jest o krzyżu i tak dalej, tylko żeby to przekroczyć i żeby zrobić coś dobrego. Dla mnie wszystkie nasze strachy to jest przede wszystkim film o nadziei. Koniec końców, on jest dla mnie bardzo optymistyczny.
[44:54.25 → 45:09.61] A: Tak, to zdecydowanie tak. Ja myślę, że on też dlatego wygrał te Złote Lwy dwa lata temu. A powiedz o swoim projekcie zamkniętym już, o ile wiem, Opieka Rodzinna. Czy to wypaliło? Bo to bardzo à propos tego filmu.
[45:11.85 → 50:59.11] B: Tak, bo też... No tak, film Opieka Rodzinna powstawał w momencie, w którym zaczęły się zdjęcia do filmów rzeczywiście. Czyli jesienią 2020 roku. I to był taki szalony pomysł, bo... Wtedy, to jest lato 2020, jesień, czyli moment takiego bardzo dokręcania śruby środowiskom LGBT w Polsce systemową homofobią rządową. I no to taki był już trudny moment, powiem, dla nas wszystkich. Ale wtedy też się zorientowałem, że jest jakiś kryzys poważny na wsi właśnie w związku z tymi wszystkimi zmianami po 2004 roku i że padają te małe gospodarstwa rodzinne. Ludzie są też w depresji, nie wiedzą w ogóle... Nie ma dobrej sytuacji tam przynajmniej w okolicy. I pomyślałem sobie, że to są dwie grupy, które też są trochę najbardziej pogardzanymi grupami w społeczeństwie. No bo jak chcesz komuś dowalić, to już najgorzej to powiesz do niego, niż do tych wieśniaków albo tych pedalek. I że te dwie grupy, pomyślałem sobie, że mógłbym jakby zawiązać taki sojusz między nimi, że one mogłyby sobie jakoś wzajemnie pomóc. I zacząłem, zaproponowałem Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, żeby mi to sfinansowali, że ja chcę zawozić osoby LGBT do domów rolników. I to właśnie do tych ostatnich rolników, do tych ostatnich gospodarstw. I to wtedy właśnie zauważyłem, Tych rolników nie ma. Ja wtedy jeździłem po wsi, no nie wiem, byłem chyba w 40 gospodarstwach, po prostu jeździłem motorem, pukałem do drzwi i pytałem się, przepraszam, czy przyjmie pan na tydzień osobę LGBT i będzie pan jej opiekunem, ja panu zapłacę. Bo to też jest to, że tam byłem atakowany, że dlaczego ja płacę, no ale za opiekę się właśnie należą pieniądze, no to był COVID wtedy, to był sam środek COVID-u. bo wiadomo, że ci opiekunowie są niezbędni, bardzo potrzebni. Mamy dużo zawodów niepotrzebnych w ogóle, ale opiekunii to świat by się dalej nie kręcił bez nich. I o dziwo udało mi się znaleźć pięć gospodarstw, ale właśnie problem był nie w tym, że rolnicy nie chcieli, Tylko, że nawet jak ktoś chciał, to mówił, ale ja już nie mam tych, ja już nie mam, ja już nawet nie mam pola. Co ja tym ludziom? No bo generalnie to się miało opierać na wspólnej pracy, tym gospodarstwie. No ja nie mam tym ludziom już nic do zaoferowania, bo ja nie mam nic. Ja mam tylko budynek domu. Budynki gospodarcze są puste. I tu był problem. Natomiast duże przemysłowe gospodarstwa, do których chodziłem z kolei, mówiły mi, no one może by przyjęły. Oni to nazywali praktyką. Ale nie możemy, bo bez przeszkolenia osoba nie może wejść do 400 sztuk bydła. To jest zbyt niebezpieczne w ogóle, żeby tak kogoś wpuścić. Też nie ma potrzeby, bo tam są roboty. Ale w końcu znalazłem te pięć gospodarstw, właśnie takich małych, rodzinnych gospodarstw w pięciu wsiach i zawiozłem te osoby LGBT. To było dużym ryzykiem, bo naprawdę nikt, po prostu nie wiedzieliśmy się czego spodziewać. Te rodziny rolnicze miały płacone 300 zł za dzień opieki i to wyszło super, bo już po trzech dniach rolnicy jakby zaadoptowali te osoby. Wozili je do swoich rodzin, wspólnie gotowali, robili żniwa, obszątali zwierzęta. No w ogóle bardzo się cieszyli swoim towarzystwem, cały czas rozmawiali. Zawsze robiliśmy wieczorem takie spotkanie, o którym później wszyscy opowiadali właśnie jak było. No nie sądziłem, że to tak szybko się zasymilują i tak się szybko polubią te grupa LGBT. Tam było trzech chłopaków, dwie dziewczyny w tej grupie pięciu osób. I potem nawet przychodzili do mnie rolnicy i mówili, że oni też by mogli wziąć taką osobę, albo że oni by wzięli w ogóle trzy, bo przecież jedna to co to jest? Mało. Oni od razu wezmą trzy, oni mają duże gospodarstwo, nawet przyszło do mnie gospodarstwo z oddalonego 30 km do Brzynia. No i to super wyszło, to się udało i chciałem to kontynuować, z tym, że to jest drogi projekt, taki jakby produkcyjny, organizacyjny, on jest trudny do zrobienia. Wiadomo, z państwa to nie mam co liczyć, żeby to kontynuować, ale teraz jest taki plan, stanę z Jakubem Skrzywankiem, reżyserem teatralnym, i Szymonem Maliborskim, kuratorem MSN-u, zrobić duży taki profesjonalny, pełnometrażowy film dokumentalny, w którym odtworzymy trochę w większej skali ten projekt. To jest jakby sposób też znalezienia pieniędzy na to przez PiS na przykład. Więc właśnie w tym momencie do tego wracam w ogóle, do tego projektu. I to jest super, bo No proszę sobie wyobrazić, gdyby ten projekt trwał przez 10 lat tam w regionie, to właściwie możemy powiedzieć, że po 10 latach nie mamy tam homofobii już w powiecie sierpeckim. Więc ja uważam, że to jest coś, co warto kontynuować, ale też jest po prostu fajne. To znaczy ja pamiętam, że ja świetnie, świetnie mi się spędzało czas z tymi ludźmi. To był taki rzeczywiście Oni tam pracowali w tych gospodarstwach wspólnie, ale mówili, że dla nich to jest taka praca przyjemność. Oni są na wakacjach, oni się jakby byli na turbusie wakacyjnym.
[51:00.95 → 51:22.57] A: Ale to jest chyba to przesłanie, które niesie i film Wszystkie nasze strachy, i które ty niesiesz całą swoją twórczością. To, że jeżeli ludzie zaczynają ze sobą rozmawiać, no to się okazuje, że mają więcej ze sobą wspólnego niż jest tych różnic.
[51:23.14 → 51:29.03] B: Aczkolwiek z tymi różnicami to jest tak, że świat jest utkany z różnic i różnice są potrzebne.
[51:29.12 → 52:30.27] A: To prawda i tolerowanie ich to jest ogromna sztuka, więc tak, bo to co ja powiedziałam to zabrzmiało, jak ja bym chciała te różnice zniwelować, a tymczasem Chciałam powiedzieć co innego, że te różnice są fascynujące i że jeżeli się do nich przybliżamy, to możemy z nich czerpać i to dopiero jest twórcze i rozwojowe. A ty rzeczywiście łączysz światy bardzo różne. Wiesz, jeszcze chciałam cię zapytać bo tak sobie pomyślałam, że ty jesteś jednak osobą, która musiała zrobić podwójny coming out, czyli wyoutować się jako gej w społeczności wiejskiej, konserwatywnej, ale też wyoutować się jako katolik w społeczności artystów, którzy w większości swojej jednak to środowisko jest albo agnostyczne, albo ateistyczne, laickie.
[52:31.20 → 56:51.53] B: Teraz jest na wojnie kulturowej. Dla mnie gorzej jest z tym, że jest dużo ludzi w środowisku artystycznym, które uznało, które ma takie widzenie świata bardzo uproszczone. Bo to też jest coś, dlaczego ja zrobiłem opiekę rodzinną, żeby trochę walczyć z tym takim patrzeniem bardzo czarno-białym na rzeczywistość i takim bardzo uproszczonym. My dobrzy, wy źli. My dobrzy w mieście elity, wy rolnicy PiS źli. Więc to jest dużo bardziej w rzeczywistości, to jest dużo bardziej skomplikowane. I tu rzeczywiście napotykam różnego rodzaju przeszkody, utrudnienia czy wręcz hejt w stosunku do mnie. Dużo ludzi ze znajomych wyrzuciło mnie na Facebooku przy okazji filmu, co było dla mnie szokujące. Ja naprawdę uważam, że wojna z religią nie ma sensu. Ja bardzo długą drogę przechodziłem z tym i też miałem takie momenty wiary w rewolucję lewicowej i tak dalej, ale prawda jest taka, naprawdę żyję na tej prowincji z tymi ludźmi i tutaj nie ma szans. Inaczej powiem, ta religijność się tutaj bardzo zmienia, tak jak mówiłem, to teraz jest bardziej mesjanistyczno-polityczny katolicyzm, Ale przez to, że wieś się umiastawia i wiele ludzie mają Netflixa, Facebooka i tak dalej, nie ma jakby tej negatywnej izolacji, jeśli można poprzez internet, na przykład tak jak ja teraz jestem być w Centrum Wydarzeń, to zmienia się. Dlatego zrobiłem pracę Złoty Cielec na tej nowej wystawie, w której przetopiłem dewocjonalia przedstawiające Jana Pawła II jako Złotego Cielca. Czyli właściwie jako jałówkę mojego znajomego rolnika, Patryka Łomżkowskiego, którym trochę jakby w ten sposób... No nie jest to taka praca jednoznacznie krytyczna, w sensie o jałówkę w gospodarce się dba, jakby ona jest miła, sympatyczna. To nie jest wielki złoty cielec z rogami, taki jaki był w Starym Postabencie. Więc ta religijność się zmienia, aczkolwiek, tak jak chciałem powiedzieć, nie ma szans, żeby ten katolicyzm taki prowincjonalny stąd zniknął. To znaczy, to jest zbyt wiele ludzi, no przecież są na przykład osoby niepełnosprawne, którym naprawdę żaden ideolog, czy lewicowy, czy naukowiec, nie wiadomo jakiej akademii, nie wytłumaczy dlaczego on jest taki, dlaczego on jest niepełnosprawny. Na to pytanie odpowiada mu wiara, na to pytanie odpowiada mu religia. Jest dużo takich grup społecznych też wykluczonych. Ja szczerze mówiąc nie spotykam w środowisku artystycznym osób niepełnosprawnych. Jak studiowałem na akademii, najpierw na Uniwersytecie Pedagogicznym, później na Akademii Sztuk Pięknych, ja nie spotykałem tam takich osób w ogóle. Ja nie spotykam takich osób, jestem profesorem na Akademii Sztuki w Szczecinie, nie ma takich osób. Więc zawsze ta religia będzie komuś potrzebna. I ja przeszedłem dużą drogę, bo ja przeszedłem od osoby takiego regularnego katolika. Chociaż to też trzeba podkreślić. Katolicyzm w Polsce jest takiego typu średniego. My nie jesteśmy radykalni, nigdy tak naprawdę nie byliśmy radykalni. religijnie radykalni w Polsce. Tak jak mówię, teologicznie katolicyzm mój, tutaj ten udomowiony, ludowy jest niepoprawny. Ludzie nie znają katechizmu, nie znają Pisma Świętego. Znają rytuały, znają obrzędy. Dla mnie to wszystko jest w porządku. Nie wierzę w to, że wydarzy tu się jakaś taka wielka zmiana, wielki procent ludzi nagle od tego kościoła tutaj odejdzie. A przecież 40% mieszkańców Polski to są mieszkańcy wsi, takiej jak tutaj, czy malutkich miast.
[56:52.55 → 57:29.74] A: Proszę Państwa, będziemy musieli powoli kończyć. Czekam jeszcze na pytania od Państwa. Pytania, opinie? Ale chyba na razie nie mamy. Daniel, a jak dzisiaj myślisz o tej przygodzie z filmem i powiedz, co ten film zmienił w twoim życiu? Poza tym, że przemalowałeś włosy na blond w pewnym momencie, tak jak Dawid Ogrodnik.
[57:31.01 → 57:32.36] B: Nie, to nie było tak.
[57:32.59 → 57:33.47] A: To nie było tak.
[57:33.80 → 58:43.84] B: Bo jest tutaj dużo nieprawdziwych informacji, fake newsów na temat moich włosów i Dawida Ogrodnika. Prawda jest taka, że w sierpniu 2019 roku, kiedy były już ostatnie te prace poprawkowo-scenariuszowe i było wiadomo, że muszą trochę tego Daniela filmowego jakoś wyróżnić. Właściwie tak naprawdę chodziło o to, tak mi to Łukasz przedstawia, że byłem w tym sensie zbyt, jakby to powiedzieć, męski. I pomysł był taki, żeby zrobić mnie na blond, ale Łukasz bał się takiego rozjechania się w postaci filmowej za bardzo z postacią rzeczywistą i zaproponował mi, poprosił, żebym przynajmniej czasowo w tym sierpniu przefarbował włosy na blond. Więc ja mówię, wiesz co, to jest jakiś eksperyment, ale dobra, mogę to spróbować zrobić. Zobaczymy, czy będę dobrze wyglądać. I nie było tak źle, więc zostawiłem przynajmniej do jesieni. A Dawid Obronnik je przefarbował dopiero, kiedy weszli na plan. Znaczy właściwie dzień przed rozpoczęciem zdjęć.
[58:44.72 → 59:07.88] A: Okej, czyli ja znam wersję oficjalną, która była propagowana na festiwalu w Gdygi. że Dawida pomalowali, żeby był do filmu, a tobie się to tak spodobało, że się też przefarbowałeś. Proszę państwa, poznajemy tajemnicę sztuki filmowej, kulisy. No dobra, a teraz już poważnie, co ten film zmienił w twoim życiu?
[59:10.66 → 01:04:00.19] B: Trochę zmienił. Zmienił najbardziej to, co jest dla mnie aktualne, to moją relację z ludźmi lokalnie. Że jestem bardziej akceptowany, poważniej traktowany, ludzie chętnie się angażują w różne rzeczy, jest lokalnie mniej homofobii, to na przykład oficjalnie nie ma mowy, żeby w ramach polityków lokalnych w Sierpcu, a kiedyś to się powtarzało ciągle. Teraz nie ma mowy, żeby ktoś miał jakieś homofobiczne poglądy, czy wyrażał się w ten sposób. Jeżeli ktoś by tak się wyraził politycznie, lokalnie w Sierpcu, jest skończony. Dlatego, że tu jest już zbyt duży autorytet artystyczny. Ludzie mnie postrzegają przez pryzmat sztuki, a nie tej seksualności, więc oni to traktują bardzo poważnie. Nie można już tutaj w Sierpcu Ktoś taki byłby spalony po prostu, gdyby próbował gdzieś tą homofobią jako lokalny polityk zaistnieć. Nie ma szans na coś takiego. I to jest dla mnie duża, duża zmiana. I wiadomo, że to się jakoś tak... W takim życiu codziennym, jeżeli jestem w Warszawie, to wiadomo, że ta reputacja mnie wyprzedza. Czasami to jest przyjemne, a czasami to jest mniej przyjemne. Wszyscy Cię znają i mają też taki wgląd w Twoje życie osobiste. ale poprzez film fabularny, a nie, że cię znają przez ciebie. Więc to ma swoje plusy i ma swoje minusy, tak bym powiedział. Ale generalnie muszę przyznać, że mnie nic nigdy nie spotkało niemiłego, nieprzyjemnego. Wiadomo, pisze do mnie setki ludzi, czy nawet tysiące, można powiedzieć, z całej Polski, cały czas, do tej pory non stop. Często ktoś obejrzy film, od razu do mnie pisze. Bardzo dużo pisze do mnie księży, pisze do mnie mnóstwo osób LGBT. Okazało się, że w ogóle taką historię, jaką ja mam w filmie, że ma znacznie więcej ludzi niż mi się wydawało, czy nawet nam się wydawało, twórcom. Bo oni teraz piszą do mnie, do Łukasza, czy głównie do mnie, do mnie piszą jednak. Na co to się jeszcze przełożyło? No przełożyło to się właśnie też na sztukę, że świat sztuki zareagował na to, i skrajnie pozytywnie, i skrajnie negatywnie. W sensie gdzieś mi się drzwi otworzyły, a gdzieś mi się drzwi zamknęły przez ten film. Niektórzy uznali, że to w ogóle nie ich Daniel, że to nie ta historia, że to w ogóle jest tak zniekształcone, a niektórzy zobaczyli, że to jest dokładnie to. I dużo jest też takich właśnie historii płótni, w sensie... trochę atakują Łukasza, że jak on to zrobił, to jest absurdalne, ale naprawdę atakuje go i mówi, że ten film ktoś by zrobił inaczej. Tak go ciągle atakuje, że to inaczej powinno być zrobione. Ale to jest też normalne, w sensie jak tam opowiadał mi, robił poprzednich artystów, to też miał takie głosy, że ktoś ich zna i sobie to wyobrażał inaczej. Więc dużo jest takich rzeczy, ale dużo poznałem ludzi ze świata filmowego, typu reżyserów, aktorów, producentów, scenarzystów. Jeżdżę po tych wszystkich festiwalach, więc to jest bardzo przyjemne. Teraz już mnie zapraszają czasami, że nawet jestem czasami jurorem w jakichś festiwalach. Więc jakby tak wszedłem trochę jedną nogą w ten świat filmowy. I to jest fajne doświadczenie, bo to jest co innego. On jest dużo większy niż świat klasyki, Mam wrażenie, że ten świat filmowy jest też trochę zapatrzony na zachód. W sensie takim właśnie złotym cielcem są nagrody zachodnie festiwali. Dużo ludzi oddałoby bardzo dużo za te nagrody. I czasami mam wrażenie, że jest takie zapatrzenie właśnie na zachód w tym świecie filmowym, czego na przykład w ogóle nie ma w świecie sztuk wizualnych. Jednak świecie sztuk wizualnych jakoś tak jest bardziej lokalnie. I co się zmieniło? Pozytywne po prostu, tak mogę powiedzieć wiele rzeczy. Z rodziną też tam powiedzmy, że niektóre rzeczy się skomplikowały, a niektóre się poprawiły. Ogólnie można powiedzieć, że dużo rzeczy się zmieniło.
[01:04:01.47 → 01:04:04.17] A: Czyli ważny epizod w Twoim życiu.
[01:04:05.71 → 01:04:48.86] B: Tak, w sumie jak pracowaliśmy nad tym filmem, to w ogóle o tym nie myślałem, jakie to będzie miało konsekwencje. Tylko po prostu robiliśmy projekt, a teraz już minęło trochę czasu, minął rok. To już jakby widzę, że to jednak dużo namieszało i też ten film w pewnym sensie też rozpieszcza artystę. Bo to później, no ile można mieć takich filmów w życiu, takich w ogóle historii? To już nie będzie się działo co roku. I też poprzeczka jest wysoko zawieszona dla artysty w ogóle po czymś takim. a jeszcze też nie jestem taki stary, więc to jest też trudne w tym sensie, że muszę się dwa razy bardziej starać przy tych następnych projektach.
[01:04:49.30 → 01:04:52.52] A: Trochę jakbyś dostał nagrodę za całokształt.
[01:04:53.30 → 01:05:21.72] B: No to to jest właśnie tak, że trochę dostajesz coś, co powinieneś dostać w sumie, nie wiem, na przykład w wieku lat 70 na przykład, a dostajesz już teraz i jakby Trochę nie wiesz teraz co z tym zrobić, bo no co, możesz robić po prostu następne projekty artystyczne. I ktoś tam mi nawet dał taką radę, żeby się nad tym nie zastanawiać, tylko spokojnie sobie robić te następne rzeczy. No ale jest też taki posmak, w sensie chciałbyś to przebić jakoś.
[01:05:24.63 → 01:06:25.37] A: Wiesz, ale mnie się wydaje, że to co ten film tak niesie przez ludzi, przez odbiór, to jest jakaś jego wewnętrzna prawda, która jest twoją prawdą. I myślę, że to niezależnie od tego jakie będą twoje następne projekty, a z tego co słyszę, co o nich opowiadasz, no to są bardzo interesujące, no to ja myślę, że to zostanie. A wracając jeszcze do tego, od czego zaczęliśmy, czyli od tej Twojej wystawy, no to myślę, że Ty jednak jesteś w tej grupie artystów, którzy rozpoznają dla nas świat. Że tak jak Ci wszyscy autorzy literacki, których wymieniłeś, i historycy, i socjologowie, i powieściopisarze, jak Radek Rak, czy jak Wiesław Myśliwski, do którego też się odnosisz, no to ty też jesteś w tej grupie, że próbujecie nazwać coś, co nie jest nazwane i co nam umyka, no a dzięki sztuce możemy się do tego jakoś dobrać i zrozumieć.
[01:06:26.91 → 01:09:19.01] B: Tak, dziękuję bardzo za te słowa. Też ten Wiesław Myśliwski tutaj jest dla mnie takim, znaczy bardzo ważną postacią. Ja też tego w ogóle nie planowałem, kiedy zacząłem pracę nad tą wystawą, że to się stanie, jak mówiłem, wcześniej pracowałem dużo z antropologami, np. etnografami czy teologami, to tutaj jakby trochę odrzuciłem całą tą część naukową, bo też zacząłem się zastanawiać, na komu ja bardziej wierzę, czy ja wierzę bardziej tym naukowcom, którzy spisują jakieś źródła podejrzane tam sprzed 150 lat, czy ja wierzę bardziej moim sąsiadom ze wsi, ale też literacko jakby po prostu bardziej zaufałem Wiesławowi Myślickiemu, który w całej tej swojej spuściźnie literackiej tak naprawdę opisuje właśnie ten schyłek, chłopstwa, jakby ten schyłek kultury chłopskiej. Natomiast poczułem, że chyba trochę go trzeba jakby pokazać na nowo też w takim kontekście krytycznym. To znaczy, że właśnie może taki artysta jak ja powinien go przywołać teraz. To będzie też trochę co innego. Jest taka praca na tej wystawie, na przykład nazywa się Gniazda. która jest inspirowana książką Kamień na kamieniu, która jest taką dla mnie w ogóle najważniejszą chyba książką Wiesława Myśliwskiego. I tam jest taka scena, w której w Opustoszałem podczas II wojny światowej w cmentarzu ptaki wiją gniazda na cmentarzu na opuszczonych krzyżach, kamieniach. I ja buduję gniazda ptasie na krucyfiksach, które jakby Zakładam tam koło, tak jak się budowało kiedyś koło, na pocianych gniazdach na wsi, na tym buduję to gniazdo. Wykładam je później takim puchem piór tęczowych, bo to jest praca dla mnie z jednej strony tej bezdomności duchowej osób LGBT, o której ja już od jakiegoś czasu mówię, ale która jest dla mnie taka bardzo trudna, bardzo, bardzo. I z wiekiem, i z każdym rokiem. To się staje coraz trudniejsze dla mnie do życia w ogóle w takim świecie. A z drugiej strony to jest praca dla mnie o tym relacji świata zwierząt i ludzi. To znaczy tego, że jeszcze niedawno były te wszystkie gatunki ptaków synantropyjne, które budowały gniazda w jaskółki, wiły gniazda w szopach, stodołach. Po tym 2004 roku nie ma już tam dla nich miejsca. I to też jest jakby z trzeciej strony taka dla mnie praca, w której buduje coś żywego, czy gniazdo na tym, co jest już martwe, czy skostniałe. Że jakby na tej śmierci buduje nowe życie.
[01:09:20.43 → 01:10:12.45] A: Widziałam zdjęcia, nie zdążyłam być na, nie mogłam być na wernisażu i nie zdążyłam być na wystawie, ale się na nią wybieram. Natomiast widziałam fotografię tych gniazd i rzeczywiście to jest wstrząsająca praca. I też myślę sobie, że cokolwiek byś o tym, wiesz, opowiedział, to to nie ma to tej siły, którą ma w bezpośrednim kontakcie, jak wszystkie twoje prace. I myślę, że to jest tak jak dobra poezja. Da się oczywiście jakoś przeanalizować, opowiedzieć, co autor chciał powiedzieć i co miał na myśli, ale ten bezpośredni kontakt z twoją sztuką jest nie do zastąpienia, bo mówi nam coś innego, co nie da się powiedzieć żadnymi słowami za pomocą zdań podrzędnie złożonych.
[01:10:13.69 → 01:11:40.43] B: Także bardzo... Dokładnie tak, bardzo dziękuję. Dokładnie tak, chociaż ja jestem opowiadaczem, bo ja jestem To co ja odziedziczyłem po tych moich lokalnych przodkach z Kurówka czy Zgorzewa, oni też byli, no ta kultura polska jednak była niezapisywana, się opowiadało historię. i moja babka, prababka, dziadkowie, moje dziadkowie z Zgorzewa, o których bardzo mało mówię, ale którym jest ta wystawa dedykowana, to byli przecież działacze ludowi, to byli ludowcy, PSL-owcy, którzy walczyli o podmiotowość chłopów. Oni mieli bardzo poważne zatargi z Kościołem, bo wiadomo, że Kościół nienawidził ludowców, bo ludowcy chcieli wprowadzić powszechną edukację, chcieli wydobyć wieś z beznadziei biedy, strasznej biedy w latach trzydziestych, której była, bo też to jest ważne, że dla mnie oprócz Myśliwskiego to... to drugim taką jakby tą częścią merytoryczną były pamiętniki chłopskie. To znaczy właśnie nie ta historia ludowa, tylko pisane w pierwszej osobie wypowiedzi chłopów od lat 30. do współczesności. Bardzo wzruszające, opowiadające właśnie tak naprawdę o biedzie i beznadziei, jakie byli chłopi, ale dla mnie to są wypowiedzi filozofów. To znaczy to jest to, co też u Myśliwskiego mnie tak bardzo ujęło, że on pokazuje chłopów jako myślicieli, filozofów, kogoś, bardzo takich wzniosłych.
[01:11:43.21 → 01:12:09.48] A: Wiesz, miałam takie w głowie pytanie, jak przed naszą rozmową, skąd w tobie ta odwaga, żeby żyć po swojemu i żeby wierzyć w swoją prawdę i nie dać się z nią jakoś stłamsić, zagadać. No a właściwie odpowiedziałeś mi teraz, bo myślę, że takie korzenie mówią o tym, skąd ty taki jesteś, skąd masz tę siłę.
[01:12:09.62 → 01:12:42.31] B: Tak, to też opowiadam właśnie w tych wystawach, bo to nie jest tylko ta umarła klasa, tylko tak jak mówiłem, teraz pracuję nad trzecią częścią tej wystawy, której tytuł to jest W środku jesteśmy baśnią i tam też opowiadam właśnie o tych moich dziadkach rycharskich. którzy po prostu byli aktywistami na tamten czas wiejskimi i ja jestem kopią mojego dziadka Rychelskiego i wizualnie i podobno tak samo wymachuję rękami i jestem na niego podobny.
[01:12:43.93 → 01:12:56.13] A: Daniel, bardzo serdecznie ci dziękuję. Dziękuję państwu za obecność, za wysłuchanie i za obejrzenie filmu i zapraszam na kolejne seanse. No i do zobaczenia. I dużo zdrowia. Ratuj nogę.
[01:12:56.27 → 01:12:58.05] B: Dziękuję bardzo. Dziękuję. Do widzenia.
[01:12:58.19 → 01:13:00.91] A: Do zobaczenia. Dobranoc. Dziękuję bardzo.