Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Kino w Teatrze Starym. „Wojna polsko-ruska

Wróć

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.33 → 00:06.85] A: Witam ponownie. Ksawery Żuławski.
[00:07.55 → 00:07.87] B: Mam iść?
[00:08.07 → 00:39.72] A: Tak. Mamy nie suwać krzesełek. I zacznę od razu pytaniem o to, jak się spotkałeś z tym tekstem. Bo najczęściej bywa tak, że ktoś się zakochuje w książce, i chodzi za producentem, żeby zrobić ekranizację. Z tobą było inaczej. Podobno odpadłeś od tekstu Masłowskiej po dwunastej stronie.
[00:41.46 → 09:13.45] B: No tak, akurat w moim życiu jest tak, że teksty przychodzą do mnie, a nie ja za nimi chodzę. Więc w tym wypadku też tak było, że zgłosił się do mnie producent, który kupił prawa do tej książki. i wcześniej podejmował się ekranizacji Jan Jakub Kolski i tam się panowie do końca nie dogadali i właściwie ktoś podszepnął Jackowi, że może ja bym spróbował. Ja już jakby znałem Nie tyle książkę, co to, co ta książka narobiła jakby w literaturze współczesnej polskiej, czyli takie szum, szum i halo, które wokół niej było i sam też po nią jakoś tam któregoś dnia sięgnąłem, ale muszę przyznać, że nie byłem, wydaje mi się, gotowy na przyjęcie tej książki i tak dosyć szybko właśnie po, nie tyle, że odpadłem, tylko sobie tak przeczytałem parę stron i stwierdziłem, a to jest taki, taki Ulisses chyba, czy coś w tym stylu. I już mogłem właściwie się wypowiadać na różnych imprezach na temat Masłowskiej. Po dwóch latach to do mnie wróciło. I w momencie, kiedy taka propozycja padła, to super. Wiadomo, książka zrobiła duże halo, więc nie miałem żadnych obiekcji, żadnego takiego oporu, żeby tego nie robić, tylko absolutnie tak trzeba to zrobić. I wtedy tą książkę tak naprawdę przeczytałem pierwszy raz, drugi raz, trzeci raz. Trzy miesiące zajęło mi takie zrozumienie, co by tutaj trzeba było zrobić, bo generalnie taki błąd wydaje mi się popełniany w przypadku innych reżyserów, którzy podejmowali się tej ekranizacji, ona się stawała w pewnym momencie po prostu niemożliwa. To była interpretacja, taka własna interpretacja tekstu i nagle ta interpretacja zmieniała absolutnie tekst i uciekała w ogóle w taką wizję powiedzmy sobie reżyserską i wtedy to przestawało jakby mieć swoją siłę. tą, którą, tą magiczną siłę, którą ta książka właśnie w sobie posiada, więc ja stwierdziłem, przecież intuicyjnie poczułem, bo ja nic nie stwierdzałem, ja też miałem swoje interpretacje i pomysły, tylko w momencie, kiedy jakby sam sobie i widzowi w scenariuszu próbowałem tłumaczyć, o co chodzi, albo rozumieć, o co chodzi w tej książce, to natychmiast to się stawało jakiejś mordęgą taką po prostu i gdzieś tam dzwoniłem do Doroty czy pisałem do niej różne pytania i ona na żadne mi nie odpowiedziała, co też zrozumiałem, że to chyba właśnie o to chodzi, że w tej książce jest zawarta każda odpowiedź na każde pytanie. No i muszę powiedzieć, że w tym momencie się jakby wyluzowałem i też zobaczyłem po reakcjach innych osób, które już podejmowały ze mną współpracę, czy zaczynały czytać, czy też moja partnerka sobie tą książkę już też zaczęła przyswajać i widziałem, że strasznie oni się wszyscy bawią. A ja tak strasznie jakoś na poważnie, że będziemy robić film i ja taki się robiłem inteligentny od razu i... i tak się starałem w ogóle na poważnie do tego podejść, a obok czytający wybuchał co chwilę śmiechem. I tak mówię, kurna, no może to trzeba po prostu się kompletnie wyluzować i po prostu spisać to, co jest tam napisane, czyli spisać to w formie scenariusza, przełożyć to jakoś na język filmu, czyli generalnie książka jest napisana w monologu, więc poprosiłem o wersję właśnie w Wordzie po prostu tej książki i cały ten monolog przepisałem na postacie, czyli wpisywałem tam gdzie, bo to było tak, że w książce jest tak, że Silny mówi, zawsze mówi coś takiego i ona mi wtedy powiedziała, że. No i ja jej wtedy powiedziałem, że. No i ja tam gdzie to było napisane to wpisywałem Silny dwukropek, Magda dwukropek. No i potem oczywiście to było w czasie przeszłym napisane w książce, więc ja przerabiałem na czas teraźniejszy. i potem taką książkę w formie tego zapisu scenariuszowego przesłałem do Doroty z propozycjami zmian i tam z propozycjami skrótów oczywiście, no bo tego tekstu mówionego było jeszcze trzy razy tyle co jest w filmie i ona jeszcze te teksty jakby tak po swojemu podrasowała no i nagle się okazało, że po prostu to jest i teraz całe zadanie było to zwizualizować po prostu zobaczyć to w formie obrazu, a nie w formie litery. I myślę, że tutaj właśnie nastąpiła taka największa zabawa dla nas i takie odkrywanie tej książki naprawdę w formie obrazu, bo ona była też inscenizowana w teatrze, ale to jest też trochę co innego. Teatr posługuje się jakby trochę innymi środkami wyrazu. Tutaj mogliśmy jakby tworzyć te światy, które zostały opisane. I nawet, powiem szczerze, że jeszcze miałem takie wrażenie, że ta książka się tak sama z siebie broni, tak? I my często, robiąc jakąś scenę, jeszcze raz czytaliśmy książkę na planie już, po prostu, żeby zobaczyć, czy to jest, czy to nie. To często było takiego, że coś nam nie grało w scenie, czy w rytmie, bo to jest w ogóle zapisane w jakimś tam, ja się nie znam, od razu mówię, ale w rytmie, tam mówili 14 zgłoszców, czyli coś tam, coś tam, ja się na tym nie znam, to aktorzy cały czas podkreślali, że to jest w jakimś tam rytmie zapisane, a na ucho po prostu było coś takiego, że czasami coś tam, jakby ta melodia uciekała i wtedy zawsze sprawdzaliśmy, czy to się zgadza z tym, jak to powiedział Silny w książce, i parokrotnie dochodziliśmy do wniosku, że trzeba zmienić tak na korzyść książki, znaczy wrócić do tej wersji książkowej i nawet film kiedyś miał inny układ i scenariusz, bo trochę poprzerzucaliśmy niektóre rzeczy i potem w montażu one samoczynnie wróciły na miejsce tak, zostały ustawione jak w książce i to też ciekawa sprawa, także ja mam takie wrażenie, że to jest bardzo Ta książka jest bardzo takim czystym strumieniem świadomości zapisanym na papier bez żadnego kompromisu, podjęty przez dosłownie 18-19-letnią dziewczynę w tamtych czasach i ten strumień po prostu jest na tyle czysty, że on się bronił przed każdą próbą jego zmiany. I dlatego ten film się udało zrobić, że z takim, powiedzmy sobie, staraliśmy się namaszczeniem podejść do tego. I mimo jak błahe mogłoby to się wydawać obecnie, kiedy się ogląda taki film, no to myślę, że to ma niesamowitą potencję Dorota, ma niesamowitą potencję też w sferze wyobraźni i że to tak naprawdę jest takie dzieło, które zapisuje się, książka, być może film, zapisuje się w takim najwyższym kanonie, moim zdaniem, polskiej literatury, który nawiązuje, zauważmy, do międzywojnia, do literatury Gombrowicza czy Witkacego, czy w ogóle takiego nurtu, naprawdę jednego z najciekawszych nurtów w polskiej historii literatury. I to jest bardzo ciekawe, co to jest, bo to jest taka obserwacja życia, która jest dla mnie taka polska. Ma to niesamowitą polską duszę, patrzenia na sprawy w niesłychanie krzywym zwierciadle po prostu.
[09:13.91 → 09:58.94] A: W krzywym zwierciadle, ale też właśnie z taką figurą artysty jako Demiurga, który stwarza własne światy. My tu za tydzień pornografię pokazujemy Kolskiego według Gombrowicza. To trochę przypadkowy wybór, ale myślę sobie, że jakoś tam może moja podświadomość też zadziałała, że to nie jest przypadek, że te dwa filmy się jakoś zderzą. Ty oddałeś głos właściwie Dorocie Masłowskiej przy takim poczuciu, że to jest absolutnie twój film, że to jest wykreowany świat. Wprowadzasz ją właściwie od pierwszego kadru i nią zamykasz. Ona cały czas jest obecna, ona steruje tym światem, ona pociąga za sznurki. Była też na planie podobno cały czas.
[09:59.58 → 11:48.73] B: No my się zakolegowaliśmy i w związku z tym, a ponieważ to też nie jest, to trzeba powiedzieć, że idąc po literze książki, no Dorota się wpisuje bardzo silnie w tą książkę. I ona w tej książce dokładnie tak istnieje, jak ona jest tam masłowska bez w, tak? I po prostu to było się takiego, że w momencie, kiedy doszedłem do sceny na komisariacie, no to zadzwoniłem do Doroty i mówię, czy zagrasz w tej scenie i w ogóle, czy zagrasz w tym filmie siebie. I ona mówi, nie, stary, ja to się nie nadaję, w ogóle, co ty tam, seplenie i w ogóle, to będzie masakra. Ja mówię, no tak, ale mówię, to jest jedyna pamiątka na całe życie, mówię, taka, wiesz, zagranie w takim filmie, także... No skoro tak twierdzisz, no to dobra, okej, no to zróbmy to. A mówię szczerze, no nie zaproponowałbym jej tego, gdyby ona sama się nie zaproponowała w tej książce. To jest takie już pójście do końca po literze książki. Słuchanie wyraźne tego, co w tej książce było i po prostu to się miało pojawić na ekranie. No musi to być Dorota, to nie mogła grać tego jakaś inna osoba. Ja sobie tego nie wyobrażałem, że to zagra jakaś aktorka za nią. to to też dawało ten rodzaj, prawda, że jest wykreowana postać, która mówi niby jakimś schorowanym językiem, ale potrafi te wszystkie słowa jednak wyłożyć dla nas widzów w sposób taki zrozumiały, tak, i też z dykcją i właśnie w rytmie powiedziane. No i pojawia się ktoś ze świata zewnętrznego, czyli z tego, powiedzmy, naszego świata rzeczywistego. No i on już mówi tak, jak mówi, tak, i zachowuje się nie jak tworzywo, tylko jak twórca, czyli naturalnie.
[11:49.97 → 12:16.03] A: Ale podjąłeś się mimo wszystko niezwykle karkołomnego zadania, bo powieść Masłowskiej dzieje się w języku. Ty rzeczywiście stworzyłeś język wizualny, bo w sumie ten film robi takie wrażenie, że nie ma w nim wiele dialogów, że nie ma wielu słów. To wszystko dzieje się w obrazie. Powiedz, jak zacząłeś, jak zaczynałeś myśleć o filmie, to co się pojawiło najpierw?
[12:17.91 → 12:18.87] B: Obraz czy dźwięk?
[12:20.03 → 12:28.03] A: Myślę raczej o tym, czy snułeś to wokół postaci, czy pojawiały ci się obrazy? Mówisz, że kilkakrotnie czytałeś ten tekst.
[12:28.95 → 15:39.67] B: To jest takie pytanie dosyć trudne, bo to tak idzie w parze wszystko razem i myśmy przede wszystkim zrozumieli, mówię myśmy, bo tu była już ekipa twórcza związana, czyli zarówno operator, scenografia i aktorzy i kostiumografowie już byliśmy jakby w takim jednym tyglu i myśmy szybko zrozumieli, że tutaj trzeba się przygotować do tego filmu. To znaczy w ogóle w Polsce, muszę powiedzieć, to pokutuje nadal, no nie wiem, takie są metody jakieś z bardzo dawnych czasów robienia tych filmów, czyli po prostu wchodzimy na plan i coś tam kręcimy tak i w dużej mierze to tak potem wychodzi tak czasami lepiej czasami gorzej. Ze względów różnych teraz nie będziemy o tym opowiadać dlaczego tak jest. W każdym razie myśmy tu zrozumieli że my tak nie możemy iść na plan prawda. Dobra wybieramy sobie Borysa Szyca i teraz Borys taki z teatru pyzowaty niedogolony prawda po imprezce wskoczy nam przed kamerę i sobie dziabnie, prawda, kilka tekstów z Masłowskiej, po czym pojedzie grać w teatrze i tak dalej, i tak dalej, no że to trzeba wszystko przygotować. My od momentu tam powstania scenariusza, no powiedzmy pół roku najmarniej, to dzień w dzień przygotowali, przygotowywaliśmy ten film, co było pracą, no taką systematyczną, tak, że to były spotkania z operatorem, spotkania scenografia, operator, reżyser, spotkania scenografia, operator, reżyser, kostiumograf i to tak szło codziennie i były omawiane wszystkie sceny. Wszystkie sceny zostały rozrysowane, narysowane ujęcie po ujęciu. Były próby z aktorami, były próby też wszystkich choreografii, walk i tak dalej i tak dalej. Borys miał czteromiesięczny tam cały trening, dietę. i tak dalej. Każda scena została spróbowana i przynajmniej trzy razy zagrana przez nas w różnych warunkach, w końcu zagrana też w kostiumie. Także nawet jeśli mieliśmy, mówię tak szczerze, jak graliśmy scenę na moście z Anżelą, to oni chodzili po stołach, tak? Ustawialiśmy sobie stoły i oni chodzili po stołach też po to, żeby jakby poszuć to, co my mamy w ogóle nakręcić, zobaczyć to wcześniej. Także jak żeśmy już zaczęli kręcić, to myśmy trochę odtwarzali To co już wcześniej żeśmy zrobili trochę jak właśnie sztukę teatralną. W związku z tym też nie mieliśmy jakichś specjalnych opóźnień ani takiego. Nie mieliśmy za dużo takich zagwozdek już na planie. Wszystko zostało wcześniej wyjaśnione. No i też właśnie z tym obrazem to jest podobna historia. Myśmy sobie z operatorem opowiadali. codziennie ten filmik i w trakcie, kiedy na przykład operator mi zadawał pytania, ja opowiadałem jak to widzę, to on rysował w tym czasie. Na szczęście, mam takie szczęście, że Marian Prokop jest rysownikiem również, więc szybko.
[15:39.69 → 15:41.03] A: Skorybordy robił sam.
[15:41.21 → 20:15.76] B: Robił takie, ale takie robiliśmy nie takie super precyzyjne, czasami robiliśmy jakiś rysunek taki, żeby wiedzieć, precyzyjnie co do koloru na przykład i tak dalej i tak dalej, ale głównie robiliśmy takie głupie rysunki tylko po to, żeby wiedzieć ile czeka nas ustawień jakby w scenie, żeby całą scenę opowiedzieć. Mieliśmy przygotowaną makietę na przykład domu silnego, także mogliśmy sobie tam wymyślać, co będziemy robić, gdzie i kiedy i jak to powinno wyglądać. Tam parę rzeczy trzeba było przygotować, tak? To nie mogło być normalne mieszkanie, żeby tak sobie można było nakręcić niektóre sceny w tym mieszkaniu. No i w taksie właśnie to jest ciekawa opowieść jest taka, że zrobiliśmy sobie takie ćwiczenie, że wyobrażaliśmy sobie ten film w różnych konwencjach. No i sobie wyobraźcie ten film na przykład taki, że bierzemy taką kamerę Handycam, taką DVD czy DV czy HDV czy tam jakąś tam. Jedziemy do Wejherowa, skąd Dorota prawda jest. Znajdujemy takich ćpunków, dresów prawda, którzy istnieją, no i każemy im to mniej więcej grać, co jest w tej książce i do tego rejestrujemy to tak dość werystycznie, tak bym to nazwał, taką kamerą dokumentalną, powiedzmy, że mielibyśmy wrażenie, że to się dzieje naprawdę. I myśmy, opowiadając sobie ten film naprawdę, nagle zrozumieli, że po 10 minutach zaczynamy mieć dosyć, jakby dosyć silnego a niech się zaćpa, a co nas to obchodzi, a w ogóle to jest, no po prostu to jest dno, tak, to jest dno i jak tu robić film o dnie, tak po prostu jechać, prawda, bo tu zauważcie nie ma odbicia, że on nagle się staje jakiś lepszy albo przechodzi jakąś niesamowitą przemianę, prawda, tylko no to jest raczej ćpuńska wersja, to jest taki ćpun, tak, no powiedzmy sobie. No więc rozumieliśmy, że jeżeli tak, to zakatujemy w pewnym sensie widza i z drugiej strony też widz jakby straci do taką chęć oglądania, że to będzie taki portret dramatyczny, prawda, społeczeństwa polskiego o kondycji zero, prawda, i tak zobaczyć na klatkach schodowych i, prawda, i w ogóle i że wyjdzie takie w ogóle mroki takie totalne. Więc tą wersjęśmy odrzucili i gadając mówimy, No bo to jest taka bajka, tak, to jest książka napisana, to jest taka opowieść bajkowa, trochę błądząca po meandrach mózgu, prawda, i wyobraźni, więc my musimy to też opowiedzieć jak bajkę, trochę jak western i w ogóle my mamy się zachowywać z tą kamerą bardzo spokojnie. To jest pierwsza taka, taki wniosek, tak, że ponieważ tam się dzieje w tym tekście, w tych emocjach, oni tam będą robić różne rzeczy i wrzeszczeć i tak dalej, to my musimy to po prostu tak pyk, pyk, tak, tak, opowiedzieć, tak, a trochę, tak, trochę i to musi być takie spokojne dla, dla człowieka, bo to będzie 90 minut, więc żeby to przełknąć całość, to musimy to tak podać jakby na zasadzie bardzo spokojnej, wyważonej. O i stwierdziliśmy, że taki będziemy robić film tak normalnie, nie będziemy szaleć razem z aktorami, tylko my będziemy spokojnie to się temu przyglądać, a też no jak stwierdziliśmy, że bajka, to znaczy, że, że każdy kadr musi być jakoś tam przez nas dopracowany, to znaczy, kolor ściany, tak, kolor ubrania, wygląd, prawda, to nie puszczamy tego w jakiś tam przypadek albo w prawdę, prawda, bo często prawda, to wam powiem, że w Polsce często prawda to ludzie mają żółte mieszkania na ogół, nie? Nie wiadomo dlaczego. No żółte na ekranie to jest nie do zniesienia. No i tak dalej, i tak dalej. Także u niego jest to mieszkanie zielone. Zielone jest też takim kolorem komunikacji, który fajnie też można spokojnie przebywać w tym wnętrzu jakiś tam dłuższy czas. i też dobrze wygląda człowiek. No i podobnie było z aktorem. Jeżeli potem zaczęliśmy wyobrazić sobie, bo gdzieś w teatrze grał silnego Eryk Lubos. I on był gdzieś przypisany do tej roli i nawet ja się spotykałem z Erykiem kilkakrotnie już jakby myśląc o filmie. Ale mając ucho gdzieś tam nastrojone były narzekania ze strony żeńskiej, to znaczy dziewczyny, Dorota, kostiumografki, aktorki, że ten Lubos, no on jest świetny, tak, no fajny aktor, ale że on jest taki... nie, mówiły, nie.
[20:16.48 → 20:17.86] A: No i my tak... Cokolwiek to znaczy.
[20:17.86 → 22:00.45] B: No, że brzydki, że straszny, że on jest okropny, antypatyczny, nieładny, że okej, że świetnie gra i tak dalej, ale że no jednak, przepraszam, dzwoni mi tu pewnie Roman Polański. Nie mogę rozmawiać z Romanem teraz. No i... I jakby nagle też zrozumiałem, że tutaj też na sali będą kobiety i że ten Kolo musi pociągnąć 90% na ekranie i musi mieć coś takiego w sobie, że my mu to wszystko wybaczymy w pewnym sensie, że po prostu damy radę obejrzeć to do końca bo on ma w sobie jakiś niesłychany urok, mimo że by się grał jakiegoś tam okropnego faceta, tak? No i wtedy od razu się wyświetlił jakby Borys. Tu nie było żadnych innych pomysłów. To był albo Eryk, albo Borys, tak? I było śmieszne, że ja... Właśnie było takie spotkanie i ja zobaczyłem właśnie, że coś... No dziewczyny właśnie, że nie, że pomyślmy o kimś innym, co na temat Borysa. Ja mówię, no właśnie, może Borys wchodzi, Dorota. I my mówimy, słuchaj, bo jest taki pomysł, żeby zmienić aktora jednak, żeby to jednak zagrał Borys. I ona mówi, świetny pomysł, bo właśnie chciałem wam powiedzieć, że mi się dzisiaj przyśniło, że to zagra Borys. Siła wyobraźni. Tak, tak, to były takie numery. No i rzeczywiście ten, mam wrażenie, no Borys się spełnił, tak, w tej roli, bo rzeczywiście dzięki niemu 90 minut jest do łyknięcia, tak. No i tak to.
[22:00.80 → 22:03.52] A: A co z dziewczynami? Jak dobierałeś aktorki?
[22:04.42 → 23:23.16] B: No na dziewczyny był casting taki poważniejszy. Na wszystkich chłopaków i na resztę jakby aktorów, którzy grali, no to był casting. I wyglądał on w ten sposób, że po prostu zamykaliśmy się w jednym pokoju. Dziewczyny miały jakąś tam scenę, scenariusza przygotować. No i ja byłem silnym, czyli byłem kamerą. No i one grały do mnie do kamery no i po prostu ta która tą i każdy z nich kto tą kamerę po prostu rozniósł w drobny mak no to jakby zostało przyjęty do do ekipy tak naprawdę to było tak że jak przyjechaliśmy powiedzmy 30 aktorek no to w momencie jak weszła Roma czy Sonia no to to nie było żadnych wątpliwości czy Mania z tym swoim Bardzo trudno było znaleźć kacperka na przykład, chłopaka, który tak pociągnie naspidowanego dzieciaka. I to się próbowało z nim naprawdę ze 30 chłopaków. A ten przyszedł, narobił tych min głupich, to wszystko se nawymyślał i już, no i kupione. To był fajny moment naprawdę, żeby zobaczyć te postacie po kolei.
[23:23.51 → 23:38.69] A: A jak szukaliście konwencji z aktorami, bo oni są, no nie idą w groteskę, ale są na granicy. To nie jest też realistyczna gra, ale też nie idziecie w jakąś taką komediowość. Jak się udało to...
[23:38.69 → 26:14.23] B: Czasami teraz jak oglądam ten film, to mam wrażenie, że są przegięte niektóre miejsca, ale no ciężko tak. Wtedy się podobało, teraz już mniej. Wiesz co, nie wiem, no tak na ucho jechaliśmy. Po prostu jak było, uważaliśmy, że jest dobrze, to jest dobrze. To już nie było tutaj jakiegoś... Kombinowaliśmy, no to było tak, że ja siedziałem, słuchałem i gadaliśmy o tym, tak? Rejestrowaliśmy sobie próby, oglądaliśmy je wspólnie. Jak dostawaliśmy ataków śmiechu, to uważaliśmy, że jest dobrze i że to działa w ten, co ma, głównie w ten sposób, tak? I mieliśmy no parę scen, których nie byliśmy w stanie nagrać już nawet wiedząc, jakie będą. no to wymiękaliśmy ze śmiechu po prostu tam, czy na hamburgerach, czy na tych radiach jak chłopaki by gadali, to nie mogliśmy tego nakręcić w ogóle za cholerę. Po prostu to zanim się wyśmialiśmy to już by świtało. Mimo, że graliśmy tę scenę na próbach wielokrotnie, ale jednak jak się pojawili w tych kostiumach z tymi radiami to wszystko już tak zaistniało naprawdę przed nami i oni byli w tych rolach i w tych, ten Borys w tych plastikach z tym tym płaszczykiem co też jest śmieszne bo tak mówiąc szczerze to płaszczyk to nie jest taki płaszczyk co on tam go nosi znaleziony gdzieś na targu tylko z tym płaszczykiem była walka według mnie półtora miesiąca dziewczyny szukały zwoziły takie sterty płaszczy i on te wszystkie płaszcze przymierzał i cały czas nam się coś nie nie podobało i to nie było takie śmieszne jak powinno być albo nie takie jak to widzieliśmy. I to było coś takiego, że Ania Englert przywiozła kolejną partię płaszczy i przechodziła tak przez korytarz i miała taki jeden tu sterta i jeden taki seledynowy wystawą. No i wszystkie przymierzyliśmy, ja mówię, ale taki był seledynowy. Ona mówi, nie, ten seledynowy się nie nadaje. Ja mówię, nie, no pokaż. No i założył ten seledynowy, no i wreszcie się stało to dziwne coś takiego z nim. My już zaczęliśmy się śmiać, ale nie miał tego liska, więc liskaśmy znaleźli. Jania mu doszyła tego liska. I potem myśleliśmy, że ten seledyn to nie jest za dobry taki kolor w sumie. I dziewczyny przez całą noc flamastrami, bo tam się okazało, że są takie wzorki na tym seledynie. I one, każdy z tych tam takich wzorków na trzy kolory tam jeszcze go machnęły. Także to taki płaszczyk. ma swoją historię.
[26:14.61 → 26:20.07] A: Budowniczowie średniowiecznych katedr przy scenografach filmowych, to jest w ogóle pikuś.
[26:20.25 → 27:47.67] B: No tak, tak. To jest takie zabawne. Albo Sonia miała ten swój kostium, no tego flejerca i te dżinsy i to wszystko było oczywiste dla nas, że tak i to było nawet przymierzone, a w momencie, kiedy przyjechała na plan i się w to ubrała i stanęła, to my tak, właśnie za nią z kostiumografem, taka, mówi, Coś jest niedobrze z tym wszystkim, po prostu, że wszystko niby jest tak, jak żeśmy ustalili, ale mi się to nie podoba. I nie wiedzieliśmy, o co nam chodzi. Znaczy tak przyglądali rzeczywiście, no coś nie pasowało. Znaczy było za luźno, za ten i okazało się, że przez godzinę one musiały przeszyć, znaczy przeszyły spodnie, żeby się jednak stały bardziej rurkami i przeszyły kurtkę z tyłu, ściągnęły na dwa razy i w ten sposób, że właśnie jak Sonia robiła coś z tym, to jej się robiło taki że się robił taki kark jakiś niesamowity i ta kurtka i tak podjeżdżała w kółko do góry. No właśnie dzięki temu przeszyciu i dzięki temu ta postać się zrobiła takim karaluchem. No i to też a propos tego, że tam nie było tak, że dobra hop, tylko z każdym po kolei powoli buty te mańki sznurowane to były ściągane z Ameryki i miesiąc trwało znalezienie takich, żeby były na jej stopę i długie bardzo, i tak dalej, i tak dalej.
[27:48.23 → 28:01.49] A: Ja rozumiem, że próby przed nagraniami, przed zdjęciami też były efektem tego, że bardzo dużo w tym filmie jest efektów specjalnych. Może musieliście to przygotować.
[28:01.77 → 29:13.25] B: No to już minęło parę lat, jak to oglądam teraz, to już takie te efekty są... Wtedy to nam się wydawało, że jakieś cuda wianki robimy. No tak, ale to prawda. Musieliśmy wszystko przygotować. To były kaskaderskie wszystko ruchy i trzeba było je przygotować. Cały ten bar, gdzie on rzuca nią o tą ścianę, to jest zbudowany. On nie istniał. On był zbudowanym na osiedlu, był bez dachu, więc oczywiście zlało nam ten bar któregoś dnia, zanim przyjechaliśmy na zdjęcia. Więc tam była akcja ratowania, bo on nie miał dachu po prostu i trzeba, bo tam z góry przychodził wysięgnik, na którym, na tych linkach mogła ta Roma tam polecieć. I to nie są kaskaderzy, tylko te latania wszystko robią aktorzy. No tak, no robiliśmy, no trochę tam to nam zajęło czasu, nie było na to czy się pieniędzy, więc to wszystko było takie dość crazy po prostu i też producent nie do końca rozumiał po co, cały czas po co się wytoi, po co. No i tak zrobiliśmy to trochę takim rzutem na taśmę, ale no stwierdziliśmy, że musi to być no po prostu. Także tak.
[29:13.89 → 29:19.47] A: Zapraszam, może państwo macie ochotę się włączyć do rozmowy? Pytania, wrażenia?
[29:19.53 → 29:29.24] B: Jak nie, to my was włączymy zaraz. Palcem kazać trzeba. No to może opowiadamy jeszcze coś innego.
[29:29.42 → 29:40.35] A: Opowiedz jeszcze, ja cię chcę zapytać oczywiście o złego, o następne filmy, ale też powiedz, co ciebie w tej książce, co swojego w tym znalazłeś?
[29:40.37 → 29:40.62] B: W której?
[29:41.05 → 29:44.61] A: W wojnie polsko-ruskiej jeszcze na razie.
[29:44.66 → 31:20.01] B: Ja też mieszkam w tym kraju, też kiedyś miałem 11 lat i i tak dalej i tak dalej, także to jest bardzo takie gdzieś osobiste, to ciężko powiedzieć, ale tak, jakby identyfikuje się z tym tekstem dość poważnie. Też podobnie postrzegam rzeczywistość do Doroty. Uwielbiam to, że ona jest po prostu bezkompromisowa w tej książce i za to ją kocham i uważam, że takie powinny być. Może niekoniecznie wszystkie filmy powinny wyglądać jak Wojna Polsko-Ruska, ale w ten sposób uważam powinny być prowadzone filmy, że film nie znosi czegoś takiego jak słowo kompromis. I dzięki niej, dzięki Dorocie, tej książce przeżyłem naprawdę taką bardzo mocną przygodę, naukę filmową. I zrozumiałem, że nie za bardzo potrafię pisać scenariusze i że w ogóle jestem do kitu literatem i tak dalej, ale to było też fajne, bo jakby zderzenie się z czyjąś twórczością i takie po prostu zrobienie tego też dla kogoś, a nie tylko dla siebie, mój tekst i mój film i w ogóle. było bardzo dla mnie otwierające i poszerzające moje horyzonty.
[31:20.41 → 31:30.73] A: Ja cię o to spytałam, bo mnie się wojna polsko-ruska wydała jakoś tam naturalną konsekwencją chaosu. Jakoś się to komponuje z twoim pierwszym filmem.
[31:31.15 → 32:02.15] B: Jedno z drugim się włącza ze sobą, łączy to fakt, ale to też przez chyba po prostu moją postać i poprzez ekipę, bo to są praktycznie ci sami ludzie i tak żeśmy się śmiali, że parę tam takich elementów kadrów mamy już takich, o kurde, jak z chaosu zupełnie, nie, że tam jakaś kompozycja czy coś, że nawet gadaliśmy na planie wtedy w wojnie, że trzeba z tym zerwać i w ogóle już przestać powielać jakby niektóre rzeczy, ale to są, my wiemy, gdzie to się jakby tam pojawia.
[32:02.55 → 32:03.37] A: Charakter pisma.
[32:03.73 → 32:17.40] B: Tak, no jakiś tam charakter pisma w tym się pojawił rzeczywiście. No mam nadzieję, że już powoli to już przechodzi do przeszłości. Ja też bym chciał ewoluować dalej.
[32:18.20 → 32:20.08] A: No to powiedz coś o następnych projektach.
[32:21.82 → 36:04.46] B: Następny projekt to jest znowu, przyszła do mnie książka w postaci dwóch panów producentów i zaproponowali mi ekranizację złego według Tyrmanda. No i to jest diametralnie z innej strony góry, z innej strony przepaści przychodzi ta książka. Też podobne miałem do niej odczucia, to znaczy, wow, no fajnie, fajnie, że do mnie, bardzo jestem szczęśliwy, dumny i w ogóle ekstra, że ekranizacja złego, no bo gdzieś tam jest to w pewnym sensie książka kultowa, to nie wiem, znana, to chyba tak, a szczególnie ciekawy jest ten tytuł i jakby kiedy się mówi zły, według Tyrmanda, to wszyscy na ogół mówią, Super. Potem to już nie wiedzą do końca o czym to jest i nie pamiętają na ogół, ale to już się liczy, że wow, super, bo większość, myślę, ludzi dzięki temu przyjdzie do kina z ciekawości, co to takiego wyszło. Na pewno to jest kompletna odwrotność do tego, czym jest po prostu twórczość Doroty. Ta książka przychodzi jednak z 54 roku, bardzo mocno autoocenzurowana, z takim fajnym zamiarem, fajny jest ten zamiar autora, tego co chciał zrobić, ale w warunkach w jakich żył i gdzie musiał to napisać, to powoduje, że ta książka jest trochę, mówię szczerze, jak z lamusa, jeśli chodzi o ekranizację, bo ja nie mówię, tej książki nie warto czytać, bo ona fajnie przenosi w ten okres 1954 roku, ale jeśli mówimy o filmie, który ma powstać w 2014, to jest kawałek, gdzie filmy o superbohaterach zalewają po prostu rynek i właściwie można powiedzieć, że wszystko zostało powiedziane o superbohaterach, a my w Polsce jak to zwykle właśnie zaczynamy, czyli będziemy robić pierwszy film o superbohaterze, no drugi, bo jeszcze jest hydrozagadka, no to naprawdę jesteśmy lekko spóźnieni, ja tak uważam. No i dwa, że książka ma 800 stron, mniej więcej, i no dwa lata zajęło zbudowanie z tego scenariusza, który będzie zarówno z tej książki, a jednak będzie filmem z 2014 roku. Więc to było o wiele trudniejsze niż się wydawało na początku, o wiele bardziej skomplikowane niż praca z prozą Doroty. U Doroty to już poszło tak po, tak muszę powiedzieć, jak już się złapało wiatr w żagle to już poleciało, a tutaj Przyznaję, że wiatru żagle bardzo długo i to z dwoma scenarzystami, no nie mogliśmy złapać, bo jak mówię, jest to bardzo trudna proza, żeby nie zrobić z tego czegoś passé, z jakiegoś gniota po prostu, tak bym to nazwał. Jak zrobić z tego po prostu film taki z punchem współczesny, ja to nazywam popowy, to wszystkim się włosy na głowie jeżdżą, jak to popowy, no chyba że jazzowy, no bo... Przecież Thurman to kochał jazz i już się zaczyna rozmowa.
[36:04.58 → 36:09.42] A: No ale w swoich czasach był właśnie popowy, przecież on się wzorował na amerykańskiej literaturze.
[36:09.42 → 36:11.56] B: Absolutnie się z tym zgadzam.
[36:11.78 → 36:14.04] A: Pytanie, czy to nie będzie ramota?
[36:14.46 → 39:25.17] B: Ta niesłychana dyskusja, którą ja muszę cały czas podejmować. Żeby nie zrobić ramoty, to musimy zrobić film popowy i wtedy trzeba się zderzyć z 20 osobami, którzy mówią, że pop to jest najgorszy syf, a jazz to jest coś. I taka to są dyskusje. Mam nadzieję, że tutaj trzeba powiedzieć, że to jest bardzo drogi film i znowu musi powstawać w takich, powiedzmy sobie, próbach tego jak powstają filmy w Hollywood. Takim systemem hollywoodzkim, czyli grup twórczych. To już nie jest taki film, który można sobie zrobić z kolegami w jednym biurze, tylko scenografia tego filmu to jest Współpraca zarówno z najnowszym sprzętem komputerowym jak i same projekty każdej sceny to wszystko nie istnieje już dzisiaj. Trudna sprawa bardzo trudna sprawa wymagająca ogromnego teraz przygotowania w środki już praktycznie producenci zgromadzili. Są plany żeby zacząć w styczniu zdjęcia. Czy to się uda, tego nie wiem i muszę powiedzieć, że mnie denerwuje się tym, znaczy nie wchodzę w ogóle w te, bo myślę sobie, że po prostu jak, jak to mówiłem, jak Bozia da i ma to być zrobione, to my to zrobimy, tak, a jeżeli to ma nie być zrobione, no to nie zrobimy, no tak ja, takie mam do tego podejście. Niesłychanie wymagający projekt i myślę, że scenariusz już mamy, moim zdaniem, ma dobre podstawy teraz do tego, żeby żeby zacząć uderzać i z aktorami właśnie jakby jeszcze przejść ten scenariusz wspólnie i go jeszcze moim zdaniem upięknić i ubarwić i zrobić jeszcze lepiej niż myśmy we trójkę się napocili, żeby to postawić na nogi. No taki projekt. Śmieszne, bo mój ojciec jest również reżyserem i przez większość czas mówił do mnie, nie rób tego! Mówię, że rozwalisz się na tym, no i tak dalej. Ja mówię, no może masz rację, ale przychodzi do mnie coś, ja tego nie szukałem, to samo przyszło. Mówię, no nie można tak, to jest jakaś praca. Ja uważam, że to jest praca właśnie moja reżyserska, także dostaję projekt, biorę go i staram się z tego serca jak najlepiej go przełożyć na ekran. I zacząłem właśnie ojca wkręcać w to i powiem szczerze, że się wkręcił. Bo mu powiedziałem, że to trzeba potraktować jak właśnie robotę i robimy film o superbohaterze z Polski i trzeba zrobić naprawdę film z niezłym punchem, więc on zaczął przelatywać przez wszystkie X-meny, Watchmeny i tak dalej i już mamy takie rozmowy ciekawe na ten temat. Jakby zrezygnował z tego właśnie myślenia o tym, że to jest, że to ma być narodowo, narodowo zbawienny film, tak, czy duchowo jakiś.
[39:25.19 → 39:25.89] A: Popokrzepienie serc, tak.
[39:25.89 → 39:38.01] B: Popokrzepienie serc i tak dalej, tylko trzeba zrobić no po prostu ekstra taki film właśnie popowy, no dla wszystkich o 54 roku i o tym jak pojawił się tam niesamowity mściciel.
[39:39.65 → 39:40.39] A: Ekipa ta sama?
[39:40.93 → 39:42.35] B: Tak, myślę, że tak.
[39:42.81 → 39:43.25] A: A casting?
[39:44.21 → 41:28.86] B: No casting może nie ten sam, chociaż tak jak mówię Nie jestem na dzisiaj 100% przekonany czy Borys zagra czy nie zagra na przykład. Nie wiem tego. Na pewno będziemy próbować. Na pewno będziemy się sprawdzać. Tam jest więcej ról, o wiele. I powiedzmy sobie, że Zły jako postać jest praktycznie... to jest film o człowieku, którego nie ma. Także ten aktor to będzie wielka taka tajemnica. On się pojawi w końcu i odkryjemy. kto to jest, ale przez większość filmu to jest o mitycznej postaci film, o kimś kto jest, ale go nie widać. Jest dużo, to jest akurat bardzo fajne w tym projekcie, że jest bardzo dużo fajnych ról do wykreowania i też plastycznie tutaj to będzie bardzo moim zdaniem plastyczny film. To niekoniecznie aktorzy będą wyglądać tak dokładnie, jak wyglądają teraz. Tu będą duże przez nas proponowane zmiany, no chyba, że ktoś rzeczywiście wygląda tak, jak sobie go wyobrażamy. Więc tutaj to już w momencie, kiedy to odpali, no to myślę, że czeka nas taka niesamowita przygoda. Też w tym momencie mogę powiedzieć Marian Prokop, autor zdjęć do wojny, zbiera doświadczenie ogromne, bo realizuje właśnie zdjęcia do miasta Janka Komasy, także też no to jest zabawne oczywiście, że się śmiejemy, że Janek burzy Warszawę, a my będziemy potem kręcić na tych ruinach, co on ją zburzy.
[41:29.88 → 41:34.30] A: W każdym razie efekty specjalne można będzie przećwiczyć.
[41:34.70 → 41:49.92] B: No oni na pewno teraz ćwiczą i będą mieli doświadczenie jakby dużo większe i będą wiedzieli rzeczy, których my jeszcze nie wiemy. Ale na pewno filmy będą zupełnie różne, to jest pewne.
[41:50.38 → 41:55.30] A: To powiedz jeszcze dwa słowa o Twoim drugim projekcie. Już nie adaptacji.
[41:55.62 → 44:54.59] B: No tak, no to jest jakiś tam mój projekt, który ma tytuł Oddychaj. I to jest, mam nadzieję, możliwość w najbliższej przyszłości. To znaczy też jest tak, że nie wiem jak pójdzie zły, jeśli pójdzie dobrze, to to zdjęcia do mojego projektu zaczną się po złym, a jeżeli zły jakoś nie pójdzie nagle, bo to nigdy nie wiadomo, no to zrobimy te zdjęcia wcześniej. To jest taki film, który chodzi za mną już od ponad dwóch lat, nawet więcej. Po wojnie zaczął mi przychodzić do głowy. I to jest właśnie w temacie tego, jak strasznie długo to jednak trwa. takie przygotowanie i wymyślenie i w ogóle napisanie filmu fabularnego takiego, który nie będzie tylko, jak to nazywam, prostą historią. Takie filmy to są dużo łatwiejsze do realizacji. A ja mam jakieś takie przeloty w głowie, że mnie nosi po prostu w wielu kierunkach i coś Co mnie najbardziej interesuje to jest, żeby robić filmy, których jeszcze świat nie widział. Mam takie poczucie, że nie chcę powielać historii, dlatego też bardzo dużo filmów oglądam, praktycznie codziennie oglądam jeden film i może to być głupi film, albo mądry film, albo znany film, albo nieznany film, bo generalnie się interesuję tym, co już zostało zrobione i co już zostało powiedziane w kinie. żeby próbować pisać coś, co nie zostało zrobione i nie zostało powiedziane. Więc to będzie film mieszający czasy, ale w sposób taki bardzo... nie jak Atlas Chmur, o tak powiem, i nie jak Babel, tylko w taki mój własny sposób. No w każdym razie będzie się działo w dzisiejszych czasach. Dotyczyć to będzie romansu między polską laborantką a amerykańskim naukowcem w Cernie, czyli w miejscu, gdzie ostatnio udowodniono istnienie cząsteczki bozona, bozon-higsa, czyli cząsteczek, które znajdują się między protonami i kwarkami, które są odpowiedzialne za to, że materia staje się materią. W związku z tym nazwano tę cząsteczkę cząsteczką boską, ponieważ gdyby nie ona, to nie istnielibyśmy my jako ciała i cała ta przestrzeń w ogóle. I to jest jakby kanwa tego. Oczywiście ten romans jest burzliwy, ponieważ ona ma związek i męża i dziecko,
[44:56.41 → 44:56.47] A: a
[44:56.47 → 47:35.51] B: on z kolei dochodzi do odkrycia jakby sedna naszego być może istnienia. Jest to historia jej synka, który czyta komiks, a w tym komiksie jest historia miłości trwająca wiecznie, która się zaczyna w Auschwitz, a kończy się w naszych czasach między Żydem a a Arabką, która zamierza się wysadzić w powietrze. I kończy się powrotem pilota z gwiazd, inspirowany Lemem, który przeżywa swój romans z naukowcem, gdzie kobietą, która z kolei jakby jego leczy, bo on wraca z kosmosu, niczego nie pamiętając. Jakby znajdują kapsułę ratowniczą, w której jest pilot i on nie wie w ogóle, co się wydarzyło. Ona trzyma kompletny blank, no i ta dziewczyna jakby pomaga mu powrócić do zdrowia i dzięki miłości, jaka między nimi zakwitnie, on zrozumie, gdzie jest, gdzie się znajduje i co tak naprawdę się dzieje tu i teraz. No ale to właśnie będzie, nie będę zdradzał, tajemnica tego filmu. No i tak, no i to jest taki projekt, który jest spory. Mieli się, zrobiliśmy już trzy wersje scenariusza, a ciągle jesteśmy, mówię, bo znowu z zespół scenarzystą to pisałem, jesteśmy niezadowoleni. Gdzieś, gdzieś mamy takie poczucie, że można by ten film w ogóle opisać bez żadnego dialogu i że dopiero aktorzy mogą te dialogi stworzyć jakby w czasie prób, ale niestety świat wygląda tak, że scenariusz musi mieć dialogi, więc się okrutnie obecnie męczymy nad porządnymi dialogami w tym filmie, a tak strukturę całą już jakby mamy. No i trzeba powiedzieć, że jest to na tyle skomplikowany projekt i szalony, który nie posiada właśnie takiej, no ale kto jest bohaterem tego filmu i o co mu chodzi na przykład, tak? I że jakby ciężko jest nam znaleźć też w naszym kraju taki posłuch i chęci jakby pomocy nam żebyśmy ten projekt skończyli i doprowadzili do realizacji. Tak nie ma takich powiedzmy sobie szalonych producentów sponsorów którzy mogą uwierzyć w takie coś i wyłożyć jakieś pieniądze które spowodują że zamiast szukać roboty na mieście można by się zająć codziennym pisaniem.
[47:38.39 → 47:46.55] A: No to trzeba trzymać kciuki za takiego producenta albo za takiego sponsora. A szukacie też za granicą? Bo to projekt wydaje się idealny na koprodukcję.
[47:46.65 → 50:00.02] B: Tak, tak. No to bardzo byśmy chcieli, żeby to była koprodukcja. Szczególnie, że chcielibyśmy zrobić zdjęcia dotyczące CERN-u. Może nie musimy tego robić w samym CERN-ie, ale jednak fajnie by było, żeby to miało to coś. Czyli też byśmy chcieli, żeby ludzie grający w filmie, żeby to byli aktorzy, różni, tak, że jeżeli mówimy o Polakach, no to będą to Polacy i powinni grać Polacy, ale jeżeli jest naukowiec amerykański, to niech to będzie chłopak z Ameryki albo ktoś, kto mówi po angielsku aktor. Jeżeli pilot wraca z kosmosu, tak, no to też nie musi być to polski pilot, tak, może być to Liam Neeson na przykład, byłoby cudownie, prawda, i jakaś piękna gwiazda, kina amerykańskiego, która jest jego muzą. Byłoby cudownie. Wydaje mi się, że to by miało taki największy, jakby zdało taki duży splendor i taką prawdę, że jakby zacznęłoby się w Warszawie i wychodziło w wiele miejsc. Czyli chcielibyśmy koprodukcję, ale tak jak mówię, żeby złapać koprodukcję za nogi czy za ręce nie jest wprost, bo projekt musi być na tip-top przygotowany. I tak też już po paru doświadczeniach typu jeżdżenia na festiwale, namawiania koproducentów na projekt nie do końca jeszcze taki opracowany, to oni się w ogóle nie interesują tym. Oni mają swoje tam te wszystkie paragrafy urzędnicze, które muszą być spełnione i jak tego nie ma, no to nie ma Nie ma rozmowy. Najlepiej było, żebyśmy mieli ileś tam procent pieniędzy. Wszystkie prawa podpisane. Wszystkie umowy. Wszystkie tam streszczenia i tak dalej i tak dalej. Tego projektu. Scenariusz. W wielu językach najchętniej i tak dalej. No i to... No to nie jest tak hop siup. Ale myślę, że... Mam takie poczucie, że jesteśmy bardzo blisko. Że do końca wakacji prawdopodobnie ten projekt zacznie nabierać rumieńców.
[50:02.33 → 50:08.95] A: Proszę Państwa, będziemy powoli kończyć, więc jeszcze szansa na pytanie albo na opinię.
[50:09.19 → 50:09.99] B: Na pożegnanie.
[50:11.97 → 50:30.48] A: Nie widzę śmiałych. To jeszcze ostatnie pytanie. Zadydykowałeś wojnę polsko-ruską swojemu ojcu. z jakąś intencją, że właśnie ten film, nie chaos, tylko twój drugi film?
[50:31.04 → 51:12.59] B: No wydawało mi się, że to jest taka, żeśmy się śmiali, żyławszczyzna, ta wojna polsko-ruska, że gdzieś tam nawiązuje do twórczości mojego ojca w jakimś tam charakterze, w różnych momentach i wydawało mi się, że to jest film, który będzie mu się podobał po prostu i gdzieś tam zgadłem, że tak było. No i dlatego dla niego był ten film. Zresztą taki mam zamiar zawsze dedykować film komuś z bliskich, bo te filmy jednak mają jakieś tam, są do kogoś też adresowane. A to jest dla taty chyba w ogóle, dla ojców.
[51:14.51 → 51:17.67] A: Dla wszystkich ojców.
[51:17.77 → 51:20.05] B: Tak, dla ojców. To jest film dla ojców, ewidentnie.
[51:20.71 → 51:23.63] A: To prawda. To co, dziękujemy bardzo.
[51:24.43 → 51:24.79] B: Dziękuję.