[00:02.80 → 00:06.72] A: Witam raz jeszcze. Przed nami Arkadiusz Jakubik. Zapraszam.
[00:09.50 → 00:27.09] B: Ja nie wiem, jak my zaczniemy po czymś takim rozmawiać, bo Po filmie Dom Zły to trzeba by chyba pójść do sklepu monopolowego.
[00:27.59 → 00:37.21] A: To zdecydowanie tak. Mamy tutaj niestety bezprocentowe... Zaraz sprawdzę. Ale ja chciałam cię spytać, jak ci się to oglądało?
[00:41.57 → 01:05.73] B: Powiem szczerze, że ciężko, ponieważ nie widziałem tego filmu ze dwa lata. i wróciły jakieś takie wspomnienia, bo ciężko się z tego filmu, z tego świata wychodziło. No i wydawało mi się, że już z tego świata wyszedłem, no i teraz z nim jestem i teraz jestem w środku z powrotem i to nie jest fajne.
[01:06.43 → 01:09.51] A: A ten film wciąga jak to błoto, w którym grzęzną bohaterowie.
[01:10.27 → 04:42.29] B: Tak, no i tak właśnie teraz czuję się taki właśnie umoczony po czubek głowy i brudny. Nie no, nie ma co tutaj, jak gdyby, to jest bardzo trudny temat, taki na granicy takiej intymności aktorskiej, ale faktycznie jest coś takiego, że przy pracy nad filmami Wojtka Smażowskiego, szczególnie w moim przypadku przy pracy nad, nad Domem Złym, jak gdyby próba zmierzenia się z tą materią, z tym światem domu złego, No skończyła się jakąś depresją chyba dwumiesięczną, gdzie po prostu jakoś nie potrafiłem się zupełnie pozbierać. Po prostu to jest coś takiego... Znaczy ja sobie z tego zdawałem sprawę, ponieważ w filmie zazwyczaj jest tak, że jest chyba o wiele trudniej niż w teatrze. ponieważ aktor, który gra w filmie przygotowuje się do danej roli, nie wiem, przez rok, przez pół roku, zależy ile ma na to czasu, czyli kiedy po raz pierwszy dostanie egzemplarz scenariusza filmowego z informacją, że gra tam rolę i to obojętnie jaką, główną, drugoplanową. Jak gdyby już zaczyna wtedy pracę w swojej głowie, w swoim ciele, w swoich końcówkach nerwów i tak dalej. I w momencie, kiedy kończy się ostatni dzień zdjęciowy, to aktor staje na krawędzi przepaści. Budzi się następnego dnia i nie wie kompletnie, co ma ze sobą zrobić. Jeżeli w tym świecie jeszcze unurzał się tak mocno jak w domu złym, to tym bardziej. Kompletnie nie wie, gdzie ma zanurzyć swoją głowę, co ma zrobić ze swoimi emocjami. Gdzie jest ten świat, który był jego prawdziwym światem przez te ostatnie kilka miesięcy? Gdzie jest świat tego filmu, w którym żył, funkcjonował według zasad, którego myślał? I tu mówię o takiej zasadzie, jaka w wypadku aktorów funkcjonuje. W teatrze jest inaczej, bo jest intensywnych kilka miesięcy prób nad spektaklem teatralnym. Jest oczywiście ten najważniejszy moment premiery, konfrontacji z widzem i to jest ten najważniejszy moment. ale kończy się ta intensywna praca z reżyserem na scenie, ale aktor co jakiś czas do tego świata może wracać, czyli nie traci go bezpowrotnie. Możliwość grania tego przedstawienia, czyli powrotu do tego świata jest właśnie czymś fantastycznym i nieocenionym, a w filmie jest zupełnie inaczej. I ja wiedząc o tym, że taka pustka następuje po zakończeniu zdjęć, Teraz to już chyba tak naprawdę do mnie dotarło, ile to było lat temu? Pięć lat temu, Szanowni Państwo, ten film powstał. To ja dopiero chyba dzisiaj wiem, że trzeba tak sobie zaplanować życie artystyczne, pracę, albo ciągłość pracy, albo nie wiem, znaleźć sobie inną robotę, krótko mówiąc, żeby mieć gdzie tego następnego dnia po zakończeniu zdjęć, mieć gdzie się schować, mieć gdzie uciec, bo najgorsza jest taka pustka. To jest pustka, wierzcie mi, przerażająca.
[04:43.65 → 04:52.19] A: To powiedz trochę o tym, jak wchodziłeś w tę rolę. Pracujecie ze Smarzowskim właściwie od samego początku, w Małżowinie zagrałeś niewielką rulkę.
[04:52.19 → 04:56.30] B: Zagrałeś to dużo powiedziałem, tam chyba jest tył mojej głowy.
[04:57.39 → 05:16.17] A: No ale w filmografii jesteś przy pierwszym, od debiutu Wojtka Smażowskiego jesteś jego aktorem i mam wrażenie, że jesteś tak postrzegany jako aktor Smażowskiego. To jest trochę zawężające, ale jeśli chodzi o film, no to owszem, grywasz nawet w komediach romantycznych, ale jednak najlepsze role to Wojtek.
[05:16.59 → 05:23.91] B: Zgadza się, no ale to nawet całkiem sympatycznie schować się do szuflady z napisem aktor Zmarzowskiego.
[05:25.81 → 05:37.07] A: Ale jak właśnie, kiedy dostałeś scenariusz, na jakim etapie wszedłeś w ten, jak to się dzisiaj mówi, projekt? Jak ta współpraca wyglądała? Jak wyglądało wchodzenie w te role?
[05:39.66 → 08:24.56] B: Mamy z Wojtkiem taki dosyć specyficzny układ, bo znając się prywatnie, jakby nie pracując tylko ze sobą przy okazji filmów fabularnych, ja byłem jego asystentem przy fantastycznym Teatrze Telewizji Kuracja. Znaczy jest tak, że dajemy sobie do czytania swoje rzeczy I ja dostałem scenariusz filmu Dom Zły, jeszcze nie wiedząc, że zagram w tym filmie. Po prostu zostałem poproszony, tak jak było to z Weselem, jak gdyby o jakąś tam, no po prostu recenzję, żebym się poprzyczepiał, krótko mówiąc. I ja ten scenariusz jakoś tak dosyć, na ile potrafiłem, wnikliwie zanalizowałem. I miałem problem, nie ukrywam, z głównym bohaterem, który, właśnie z Edwardem Środoniem, który Tego nie ma w filmie, ten scenariusz potem został zmieniony, ale tam były zapisane takie sceny, które dla mnie zupełnie deprecjonowały głównego bohatera, czyli konkretnie mówiąc była scena zapisana, tam był taki fragment, kiedy po stosunku z Dziabasową Edward Środoń robi pompki, potem otwiera walizkę, odkłada książkę, niespodzianka i wyciąga kawałek, no i kanapkę. I z tą kanapką idzie do psa. I tutaj jest cięcie. A była później cała scena, jak on tego psa próbuje głaskać, a potem mu kręca głowę. i idzie po siekierę i rusza w kierunku domu, znaczy w kierunku pokoju, pokoju dziabasów. Tamta wersja nie dawała możliwości jakiejkolwiek interpretacji, bo to jest takie, to pytanie chętnie też Państwu zadam. Tamta wersja nie dawała żadnej możliwości interpretacji, czy Środoń chciał to zrobić, czy też zrobić tego nie chciał. Mam taką ogromną prośbę. Czy ktoś z Państwa uważa, że Środoń chciał zabić dziabasów, czyli że on z tą siekierą naprawdę porąbał to we zgłowie w ich pokoju? Czy ktoś z Państwa tak uważa, że Środoń mógł to zrobić, czy też nie. Proszę ręka do góry. Czyli wszyscy uważają, że Środon jest święty. Okej.
[08:25.25 → 08:27.93] A: No nie, ja tutaj widzę protest i
[08:27.93 → 08:29.69] B: ja też do tego protestu się przyłączam.
[08:29.88 → 08:30.93] A: Święty on nie jest.
[08:39.26 → 09:20.13] B: Oczywiście być może taki detal umyka po obejrzeniu tak wstrząsającego obrazu jakim jest Dom Zły. Ale aktorzy są generalnie nienormalni dosyć, przywiązują uwagę właśnie do takich rzeczy, a dla mnie to była rzecz przy czytaniu tej postaci, mówię po lekturze scenariusza, zasadnicza. Czy Środoń chciał ich zabić, czy też był ofiarą nieszczęśliwego wypadku, czyli że to nie on jest mordercą, tylko ofiarą. To dla wymyślania konstrukcji postaci, którą ma się zagrać, jest rzecz fundamentalna.
[09:21.61 → 09:22.59] A: No to jest właśnie pytanie.
[09:23.01 → 10:00.33] C: Mi się wydaje, że był tak przerażony, że chyba nie miał czasu na myślenie. Mnie co innego zastanawia. Co było inspiracją tak przerażającej wizji tego filmu? Co zainspirowało reżysera, twórcę? Bo ja tutaj tak dostrzegam, że pewne, być może, fakty, czy to jest oparte na faktach, ten film, czy to jest po prostu czysta fikcja, tak przerażająca.
[10:01.09 → 12:28.60] B: Już pani spróbuje odpowiedzieć oczywiście w zastępstwie, to są pytania pewnie, które powinny być skierowane do reżysera, natomiast według mojej wiedzy, którą posiadam, To scenariusz, pierwsza wersja Domu Złego została napisana wiele, wiele lat temu, chyba nawet ze 20 lat temu, 15-20 lat temu przez Wojtka i przez Łukasza Kośmickiego. bodajże Łukasz znalazł w jakiejś gazecie, w rodzaju detektyw czy też horror, nie wiem, taką właśnie historię prawdziwą, z życia zaczerpniętą, kroniki policyjne czy milicyjne wtedy, gdzie faktycznie dwóch mężczyzn, którzy piją alkohol, pokłócili się na śmierć i życie, jeden poszedł spać, Tamten jednak doszedł do wniosku, że nie podaruje mu i wszedł do jego pokoju i zadźgał go nożem. Tyle tylko, że wrócił jego syn. Ta historia wydarzyła się naprawdę. Cała reszta wydarzeń została do tej sytuacji dopisana. Do tego jeszcze dochodzi niespodzianka Rostworowskiego, która też się w naturalny sposób nasuwa, gdzie podobna zasada funkcjonuje, ale to jest początek, czyli scenariusz, bo to jest zawsze punktem wyjścia do każdej filmowej historii. Domyślam się, że gdyby ten scenariusz, Dom Zły, zrobił, nie wiem, Steven Spielberg albo, nie wiem, inny reżyser w Polsce, kto robi takie, no... Kiedyś to był Radosław Piwowarski na przykład, to pewnie by zrobił z tego odrobinę inny film. Może nie tak... Może nie taki brudny, nie taki odpychający, ale... Zmarzowski Wojciech ma taki a nie inny punkt widzenia, ma taką wizję świata i trzeba się z tym zmierzyć.
[12:28.72 → 12:55.30] C: Ale ten świat z tych lat niestety był taki, może jeszcze bardziej okrutny. I oglądając ten film, kiedyś czytałam tego detektywa, tak jak pan mówi, i w pewnym momencie No może nie zupełnie skojarzyłam, dlatego stąd moje to pytanie, czy to rzeczywiście była inspiracja oparta na faktach. I było kiedyś takie wydarzenie, ale to
[12:55.30 → 12:58.78] B: bardzo, bardzo... Naprawdę czytała Pani tego detektywa?
[12:59.98 → 13:10.78] C: To znaczy, ja nie mówię, że akurat, tylko tam były pewne momenty z alkoholem, z przyjazdem tego zootechnika.
[13:14.74 → 13:25.92] B: Gdyby Pani mogła, to ja mówię teraz zupełnie serio, gdyby Pani mogła sobie przypomnieć, sięgnąć pamięcią i podać, ponieważ i Wojtek i chyba jeszcze ktoś szukał numeru tego detektywa.
[13:25.98 → 13:28.24] C: Kiedyś wychodziły takie malutkie książeczki.
[13:28.44 → 13:56.85] B: Być może, ponieważ oni próbowali właśnie dotrzeć do źródeł, bo to minęło tam 15 lat. I oni przeszli wszystkie biblioteki, wszystkie roczniki tych detektywów, bo to do końca nie pamiętali, co było inspiracją, a chcieli dotrzeć do tych prawdziwych źródeł archiwów policyjnych. To bardzo by się ucieszył, gdyby to się udało zlokalizować ten numer. Może ma Pani go w domu?
[14:00.29 → 14:16.25] C: momenty przedstawiane, tak mi się kojarzyły to morderstwo, ale nie wiem czy mam, po prostu pamiętam to takie czasopismo, to był miesięcznik, potem dwutygodnik, to były takie szmatławe,
[14:16.29 → 14:18.35] A: wstyd się przyznać, że to się czytało.
[14:19.01 → 14:22.11] B: No ale jakie fascynujące historie można tam znaleźć.
[14:22.19 → 14:23.15] C: Przerażające, nie?
[14:24.22 → 14:26.06] A: Przerażające, ale i fascynujące.
[14:26.42 → 14:33.18] C: Świetnie zagrana rola i psychika. Nie wiem jaką pan ma psychikę, że pan w ogóle taką rolę potrafił zagrać.
[14:33.54 → 14:34.62] A: Także dziękuję bardzo.
[14:34.72 → 14:35.18] B: Słabą.
[14:37.64 → 15:17.37] A: Powiedziałeś Arku o tym, o co ja właściwie chciałam cię zapytać. Chciałam cię zapytać, jak budować taką rolę, w której jest tyle nie do powiedzenia. Ja oglądałam ten film po raz kolejny, też dawno go dosyć nie widziałam i tutaj jest tak, że właściwie my do końca, dla mnie Środon jest niewinny, jest 80% jakoś mam wiary w to, że było tak jak on mówi, no ale z drugiej strony też zakładam, że to jest jego wizja. Nie wiemy, czy to jest wizja, którą on wyprodukował na własny użytek, żeby jakoś się obronić przed poczuciem winy, czy wyprodukował na użytek śledztwa. To jest kompletnie niejednoznaczne. Powiedz, czy ty z jakimś założeniem wchodziłeś w tę postać?
[15:17.89 → 20:38.18] B: Tak, myśmy się umówili z reżyserem, że będziemy prowadzić taką grę, bo oczywiście, kiedy Wojtek mi zaproponował tę rolę, to ja jak gdyby konsekwentnie powiedziałem, no tak, ale co sądzisz o tym, o czym kiedyś rozmawialiśmy, że moim zdaniem Środoń nie chciał ich zabić. No to umówiliśmy się w ten sposób, że ja uważam, jak mówi Wojtek, że Środoń jest ministrantem, a on będzie uważał, że jest mordercą. I tak się umawiamy. Ja mam grać od początku do końca, że jestem niewinny, natomiast On zada mi tam parę aktorskich zadań, które będą poddawały w wątpliwość to, że on tego nie zrobił. Nie wiem, czy Państwo zwrócili uwagę, bo ten film jest, wiadomo, tak gęsto montowany, ale tam jest konkretnie pokazane, dlatego ja zadałem to pytanie. Jest konkretna scena, kiedy środą, to jest w momencie, kiedy on jest... W którym to jest momencie? Krótko mówiąc, kiedy on podnosi siekierę z tego błota, jest już noc, podnosi siekierę z błota, wchodzi do domu, wchodzi do ich pokoju, bo są dwie wersje tej sceny. Raz, kiedy on podchodzi do łóżka dziabasów i nie ma tam nikogo, nie ma siekiery, on, i słyszy krzyk ze swojego pokoju, w którym leżał. A jest druga wersja tej sceny, kiedy on konkretnie wchodzi z siekierą i zaczyna uderzać siekierą po bezgłowiu. I teraz pytanie, która wersja jest prawdziwa. Obydwie Państwo widzieli na ekranie przed chwilą. To jest tak, że jest wiele możliwości. Tak jak powiedziałeś Magdo, to jest też studium naszej psychiki. Jest absolutnie możliwe, że on ich zamordował, chciał ich, przepraszam, zamordować, tylko że po prostu wyparł to wszystko z pamięci i w głowie sobie ułożył zupełnie inną historię, w którą absolutnie święcie wierzy, za którą oddałby głowę. Gdzie jest prawda? Nie ma takiej. To jest jedno z kluczowych zdań, które padają w tym filmie. Natomiast faktycznie jest tak, że aktor, to jest a propos kombinowania, a propos kierunku myślenia, wymyślania postaci, a który jednak musi wiedzieć, musi w coś głęboko wierzyć. Ja umówiłem się sam ze sobą, że Środoń jest absolutnie niewinny, że jest ofiarą tego, nazwijmy to, nieszczęśliwego zbiegu okoliczności. Czyli faktycznie ten moment, kiedy on wychodzi do wychodka wyglądał tak, jak on mówi. Czyli usłyszał jakiś krzyk, pobiegł ratować Dziabasową, bo pewnie znowu ją bije, a jeszcze być może słyszał, że odbyli ich niestosunek, chciałem uratować, wbiegł do ich sypialni, usłyszał krzyk ze swojego pokoju i pobiegł tam i zobaczył, co zobaczył. Czyli jak gdyby nie chciał absolutnie ich zabić. Uciekł mi jeszcze jeden wątek, ale to może na później, bo to jest też, powiem Państwu, przez ten, czyli raz przez do bólu realistyczny, no niemalże werystyczny świat, który opowiada, o którym opowiada Wojtek, który widzimy na ekranie. To chodzi mi o, żebym nie zgubił wątku. Tak, bo chodziło mi Chodziło mi o to wypieranie prawdy ze swojego twardego dysku. Moim zdaniem nie potrafię znaleźć w polskim kinie drugiego takiego twórcy, który by tak głęboko i celnie penetrował tajniki zakamarki ludzkiego wnętrza po prostu, to czy jesteśmy Dobrzy, czy jesteśmy źli. No, ja to powtarzam trochę jak, ale, bo to jest prawda, jak mantrę, że to są filmy o poszukiwaniu genezy ludzkiej natury, gdzie się rodzimy, czy środoń jest dobry, czy jest zły. No tak głęboko wnikają jakby w środek tajemnicy ludzkiej natury, że no to dla mnie jest, no, w tym świecie, który państwo widzieli, Są zadawane fundamentalne, eskatologiczne pytania o to, skąd pochodzi człowiek, jego natura. Tam jest biblia, tajemnice Szekspir, Dostojewski. To ma taką siłę i wagę, mimo tego, że akcja dzieje się na podkarpackiej wsi, a bohaterami są takie, a nie inne indywidua. No to tyle, bo tak mi się od razu uruchamia. Tak mogę gadać i gadać.
[20:38.20 → 21:19.12] A: Ale on się też unosi wyżej i tam jest mnóstwo takich tropów, o które korczy mnie, żeby cię zapytać, bo na przykład żonę Środonia i ciężarną policjantkę gra ta sama aktorka. Bo np. nie wiadomo właściwie czy Środoń na końcu ucieka czy nie, bo kamera odjeżdża, mamy ptasią perspektywę maksymalną, właściwie boską perspektywę i nie bardzo wiadomo na co patrzeć. Bo scena jest jak z brojgla, na pierwszym planie ktoś rzuca butelką w kamerę, a gdzieś tam w tle ucieka Środoń i niemrawo gonią go policjanci. Jak dla ciebie to jest uciek w środę, czy nie?
[21:19.44 → 22:17.00] B: To jest dobre pytanie, ale spróbuję na to pierwsze odpowiedzieć. To są wszystko takie smaczki, które można wyłapać dopiero przy kolejnym obejrzeniu filmu. Takich smaczków jest więcej, trochę takich też środowiskowych, bo w tym filmie wystąpił Wojciech Smarzowski na przykład. Nie wiem, czy państwo zauważyli tę przepiękną rolę, ten fantastyczny epizod. Pewnie nie, to służę podpowiedzią. Jest moment, kiedy po śmierci, to jest sam początek filmu, po śmierci mojej żony, ja ustawiam się, kupuję alkohol, jest taka długa kolejka, kupuję, a później listonosz przychodzi i tak dalej, ale kiedy ja kupuję na samym początku, po raz pierwszy ten alkohol, to osobą, która stoi w kolejce przede mną jest właśnie Wojciech Smarzowski.
[22:17.34 → 22:19.30] D: I on odchodzi, zupełnie jest nie do
[22:19.30 → 22:43.80] B: poznania, bo jest oczywiście w gumowcach, lekko ucharakteryzowany. No taki Smażowski à la Alfred Hitchcock. Występuje też w tym filmie przez sekundę. No wiadomo, Hitchcock musiał wystąpić w swoim filmie. I Smorzowski też generalnie, jak zauważyłem w ostatnich filmach, też tam się przemazuje za każdym razem w weselu. Tak samo jeździł na rowerkach.
[22:45.86 → 22:47.02] A: W Róży też się pokazał?
[22:47.36 → 24:06.55] B: Właśnie szukam, że w Róży. W Drogówce się pokazał, ale w Róży to chyba nie. Chyba nie, chyba Róża jest jednak innym filmem. Nie znalazł chyba dla siebie jakiejś roli. Montażysta Paweł Laskowski, bo to jest też kolejny temat rzeka, który może też trochę hermetyczny, bo nie do końca zrozumiały dla każdego, ale dla mnie ten tandem reżyser-montażysta, czyli Wojciech Smarzowski i Paweł Laskowski, to to jest Taki tandem, który też stanowi o sile tych filmów, bo nikt tak nie montuje, nikt nie próbuje znaleźć takiej syntezy czasu jak właśnie Paweł, Paweł Laskowski. To jest jakby zupełnie odkrywczy dzisiaj, tak charakterystyczny styl filmowego języka, no też właśnie dzięki Pawłowi Laskowskiemu, a on zagrał tutaj, żeby Państwo widzieli jak wygląda ten fantastyczny montażysta, jak Środoń jedzie pociągiem do tych, no tam do swojej pracy. I tuż przed tym jak płaci pieniądze konduktorowi, taki facet z flaszką wypija przed oknem, potem wyrzuca tę flaszkę. To jest właśnie montażysta Paweł Laskowski.
[24:06.89 → 24:09.49] D: To są takie oczywiście bzdury, detale, ale
[24:09.49 → 24:14.75] B: dla kogoś, kto już zna ten film, to takie właśnie sobie niuanse próbuje.
[24:14.75 → 24:26.05] A: Ale to są takie bardziej niuanse środowiskowe, a to, o czym mówiliśmy wcześniej, to jednak są bardzo znaczące motywy i one naprawdę, myślę, dają pole do tak głębokich interpretacji.
[24:26.89 → 26:26.43] B: Jest oczywiście, szanowni państwo, jest Breugel i Bosch razem wzięci, czyli ostatni Ostatni kadr, gdzie jest podzielone na trzy części, czyli piekło, czyściec i raj. Ten raj to jest właśnie specyficznie widziany przez Wojtka Zmarzowskiego, bo powiem Państwu tak, że ja się może nie pokłóciłem, ale to jest jakby dalszy ciąg tego, o czym rozmawialiśmy. Jak ja przeczytałem, w scenariuszu krótko mówiąc, który dostałem do czytania, ostatnia scena zapisana wygląda zupełnie inaczej. Ja osobiście, a mam takie doświadczenie za sobą reżyserskie, świat widzę zupełnie inaczej. Ja bym tak tego filmu, to mówię też prywatnie, mam nadzieję, że się Wojtek nie obrazi, gdyby to usłyszał, ale ja mu też o tym mówiłem, bo żeśmy o tym gorąco dyskutowali. w scenariuszu było zapisane jakieś światełko nadziei. Krótko mówiąc, jest zapisane, że Madecka rodzi, że się pojawia nowe życie, że to jest najprawdopodobniej syn Mroza, czyli jakieś nowe pokolenie, które, nie wiem, uzdrowi ten piekielny świat. Mało tego, a w ostatniej scenie, kiedy kamera jedzie do góry, Widzimy środonia, który ucieka, zanim biegną policyjne psy, próbują go zabić, ale środoń coraz bardziej zbliża się do linii lasu i wbiega w nią, czyli że gdzieś jednak się Jednak się uda, jednak się uda. Jak ja zobaczyłem ten ostatni kadr na jakiejś tam pierwszej układce montażowej, który mi Wojtek pokazał, bo nie oglądałem tego z zasady, wcześniej musiałem tam gdzieś biegać na
[26:26.43 → 26:29.25] D: ramce kadru, gdzie tego w ogóle nie widać.
[26:30.05 → 28:03.08] B: I ja mówię, ale... Ale gdzie tu jest ten scenariusz? Gdzie tu jest to światełko nadziei? Przecież ty mnie zostawisz jako widza po prostu z wizją świata, którym rządzą bandyci, mordercy. No nie ma nic. Nawet dziecko, które się rodzi, rodzi się w takich bólach, jakby ta kobieta umierała. Mało tego, jeszcze rodzi się do tego wszystkiego potwór, bo akurat No tak wygląda to dziecko jak wygląda. Rodzi się po prostu jakiś mutant, a nie człowiek. A na pierwszym planie, w tym ostatnim ujęciu właśnie z Brojla i Brosza mam sześciu czy siedmiu morderców, którzy się tam klepią, dają sobie paszporty i tak dalej. To z czym ty mnie stale zostawiasz? Z czym ty chcesz zostawić tych ludzi, którzy, tak jak państwa, którzy wyjdą z kina? Wow, ale wiem o tym, że to jest jego święte prawo, bo tak on widzi ten świat, tak go pokazuje i nikt inny w tym kraju nie zostawia widowni tak wciśniętej po prostu w fotele po swoich filmach. Tak jakby każdy z państwa, tak jak ja się czułem. I tak jak rozmawiam z ludźmi po jego filmach, jakby dostali po prostu z kopniaka w splot słoneczny. Ciężko się podnieść albo po prostu trzeba biec do najbliższego sklepu monopolowego, bo to na trzeźwo to nie da rady położyć się spać. I ludzie jakby z tymi filmami chodzą, chodzą i takie domy złe, takie drogówki czy róże po prostu się nie potrafią odczepić od naszej głowy, od naszych emocji.
[28:04.33 → 28:14.35] A: Terapia wstrząsowa. Zapraszam Państwa do zadawania pytań. Też można wyrażać swoje opinie, nie tylko pytania są mile widziane.
[28:14.83 → 28:30.16] B: To jest bardzo złożone pytanie.
[28:30.16 → 28:31.22] A: Czy graliście na trzeźwo?
[28:34.55 → 32:40.66] B: Powiem tak, to już to pytanie pojawiło się z tego, co pamiętam na jednej z konferencji prasowych. Ja tam nie byłem osobiście, ale to Wojtek opowiadał, kiedy wesele było na festiwalu w Locarno. I tam Locarno, czyli świat cywilizacji zachodniej, oni zupełnie inaczej do tego obrazu filmowego podchodzili i głównym pytaniem, które zadawano reżyserowi było pytanie, Przepraszam bardzo, niech nam pan powie, bo jak pan dał sobie radę na planie filmowym ze zgrają tak piekielnie, potwornie pijanych aktorów? Kiedy film Wesele pojechał, nie wiem, na festiwal do Sarajewa, już takich pytań nie było. Czyli to raz kwestie kulturowe, natomiast tak zupełnie serio, wie pan co, Tak mi się wydaje, bo mogę mówić za siebie i za ekipę, która pracuje przy filmach Wojtka, nie da rady grać po pijaku, bo jeżeli alkohol ma pomóc w osiągnięciu jakiegoś stanu, czy na przykład upojenia, czy jakiegoś innego, a mamy 10-15 dubli, to proszę sobie wyobrazić, że przed każdym dublem, gdyby tak trzeba było wprowadzać się w ten stan, który daje alkohol i wyrównywać ten poziom, który nas trzyma przy życiu, to byśmy nie dali rady. Natomiast rysy twarzy, to całe doświadczenie aktorów, którzy grają u Wojtka, czyli oni mają to wszystko wypisane na twarzy, na czele oczywiście z Marianem Dziędzielem czy Lechem Dyblikiem, którzy naprawdę znają temat, krótko mówiąc. I nie muszą tego robić na planie, żeby wiarygodnie, bardzo wiarygodnie wypaść w rolach, czy w sytuacjach, w scenach, upojenia alkoholowego. Natomiast faktycznie było piekielnie zimno. Było zimno, co zresztą widać na ekranie, bo jak rozmawiamy ze sobą, to ta para faktycznie bucha nam wszystkim z ust. Były akurat wtedy piekielne mrozy. Ktoś wystawił termometr na zewnątrz. i zostawiłby tam na chwilę, było 32 stopnie mrozu. To był po prostu jakiś absolutny koszmar. Wszyscy przeklinali ten mróz, bo kręciliśmy najpierw część jesienną, gdzie było błoto, gdzie było koszmarnie, bo po prostu nie było takich butów, które można było założyć, bo nawet te gumofilce, w których chodziliśmy, topiły się w tym błocie i nieraz takiego gumowca można było zostawić i później chodzić. Na Bosaka to było okropne, przerażające i wydawało nam się, że już nic gorszego nas nie może spotkać. To to zimno przeszło najśmielsze oczekiwania wszystkich. Przy produkcji filmowej są takie specjalne ogrzewające wkładki, które wkłada się albo pod stopę, żeby po prostu trzymała ciepło i podgrzewała krótko mówiąc stopę, żeby nam nie marzły, bo jednak kilka godzin na takim mrozie to jest koniec świata. Są specjalne takie właśnie ogrzewające poduszki, które wkłada się do rękawic, nic nie pomagało. Jedyną osobą, która śmiała się z tego mrozu był operator, kolega Piotr Sobociński, który zdaje się jakiś dokument robił na Syberii i wiedział z czym się może spotkać. I nie wiem czy przez internet, czy sam tam pojechał i kupił sobie w Stanach Zjednoczonych Ameryki specjalne, podgrzewane buty na akumulatorki.
[32:40.86 → 32:43.90] D: Podłączał je słuchajcie w nocy do hotelu
[32:43.90 → 32:57.94] B: i 12 godzin miał nogi ciepłe. No i wszyscy mu tych butów bardzo, bardzo zazdrościli. Tak, a myśmy mieli po prostu nogi zimne, skostniałe i to była masakra.
[32:57.94 → 33:00.10] A: To jeszcze powiedz ile to trwało, ile było dni zdjęciowych?
[33:00.60 → 33:30.97] B: Tutaj akurat 35 albo 36 dni zdjęciowych. Co się rozkładało de facto na dwa miesiące takiej intensywnej pracy, no bo nie można pracować dzień po dniu. Potrzebne są przerwy czy na przerzuty w różne lokacje. Czyli pierwsza część jesienna to mniej więcej miesiąc i potem druga część zimowa to również miesiąc. Tak to mniej więcej wygląda.
[33:31.61 → 33:32.81] A: To jak na polskie warunki?
[33:37.59 → 34:09.89] B: To już jest szlachetna sztuka iluzji filmowej. Nie było żadnych burzy, tylko były sikawki. Trzy jednostki straży pożarnej obsługiwały nas bardzo dzielnie. Tak, jeżeli dali się państwo oszukać, to tak. Oczywiście ten deszcz był z tak zwanych deszczownic, a pioruny dzielnie tam udawały specjalne reflektory.
[34:10.73 → 34:13.19] A: Z Marzowskiej aż takiej siły sprawczej nie ma jeszcze.
[34:18.05 → 35:24.85] E: Czy nie chodzi o to, żeby pić, tylko chodzi o Wasz talent aktorski. Chodziło o to, żebyście zagrali właśnie takich pijaków i takich ludzi z różnych środowisk i żeście zrobili to wspaniale. To właśnie świadczy o Waszym talencie, Waszej dedykacji do pracy i jestem pełna podziwu. I jeszcze drugi komentarz odnośnie zakończenia filmu. Wydaje mi się, że celowo tak zostało zrobione, żeby każdy sobie zainterpretował według swoich doświadczeń życiowych czy poglądów politycznych czy społecznych jakichkolwiek, jak sobie zinterpretuje, czy on doleci do tego lasu i uda mu się jakieś w miarę normalne życie kiedyś czy nie. i tak dalej. O każdej postaci z tego filmu można też to powiedzieć. O tych policjantach, którzy przeżyli. Tam jeden leżał zasztyletowany przecież i tak dalej. I ten prokurator. To po prostu nasza interpretacja. Co dalej? Co każdy z nas by chciał, żeby się stało z daną postacią?
[35:25.05 → 36:20.21] B: Pytanie, które... Ma pani rację. Dziękuję bardzo za miłe słowa, ale to jest pytanie, które Magda zadała. że, i też próba tutaj takiej delikatnej polemiki, że ja mam takie wrażenie, mróz, ten jedyny pozytywny bohater romantyk, zasztyletowany, a Środoń, który taki, trochę taki, trochę taki, nie wiadomo, ale najprawdopodobniej go złapią, ponieważ goni go taki wielki tur policjant, no że za chwilę go na pewno złapie, a jak go złapie, no to już jest koniec. Czyli przy życiu zostają dla mnie same bestie. Wszyscy umoczeni. Wszyscy ci, którzy na siebie donoszą, którzy po prostu kłamią, którzy zabijają. Ja mam z tym, ale to można by...
[36:20.21 → 36:27.49] A: No tak, bo z drugiej strony policjanci owszem, duzi, ale pijani w sztok. Więc środań ma pewne szanse.
[36:32.36 → 40:05.17] B: Ale miał kajdanki na rękach. Ale jeszcze się odniosę do tego, co pani powiedziała, bo to faktycznie nie chodzi tylko o to, żeby wiarygodnie odegrać stan upojenia alkoholowego. Tak chyba ja nie miałem nigdzie do tej pory. Może przez chwilę. Szukam jak gdyby w głowie innych prac przy filmie fabularnym. Tak naprawdę każdy by chciał, żeby aktorzy zagrali wiarygodnie, realistycznie. Ale to się nie zawsze udaje i tak naprawdę to, gdzie leży tajemnica, żeby taki efekt osiągnąć, to pewnie do końca nie wiadomo. Chcę o tym powiedzieć, że Wojtkowi udaje się zebrać takich aktorów, którzy dysponują takim rodzajem energii albo takim pomysłem na uprawianie tego zawodu. Sam oczywiście tak pracuje z aktorami, żeby tę granicę niewidzialną skąd inąd przekroczyć. żeby widz miał wrażenie, że aktorzy nie grają, tylko są przed kamerą. Znaczy ja to też powtarzam bardzo często, bo też sam próbuję to nazwać przed sobą. Co to znaczy, że aktor staje przed kamerą i jest? A to znaczy to, próbuję wytłumaczyć sam przed sobą, że każdy z nas i to na czele z Marianem Dziędzielem, o którym też wielokrotnie o tym rozmawialiśmy, tak doskonały, znakomity, wybitny aktor jak Marian Dziędziel podchodzi do każdej swojej nowej roli w filmach Wojtka Smażowskiego tak jakby grał w tym filmie po raz pierwszy. Czyli, że całe swoje doświadczenie aktorskie, wszystkie swoje tak zwane aktorskie sztuczki, sposoby, nie wiem, rzemiosło musi z siebie po prostu wyrzucić, pozamykać te szuflady. Po to, żeby był taką tabulą razem, która od początku pracy nad filmem, czyli pierwsze czytania scenariusza, dostawanie kolejnych informacji od reżysera, czy od partnerów, kim jest ta postać, kim jest ten świat, że on musi tymi informacjami powoli nasiąkać jego głowa, jego emocje, nerwy, całe ciało. I wtedy jest szansa, że stworzy się pełnokrwistą postać, która nie musi nic grać, nic udawać przed kamerą, tylko po prostu wchodzi i jest tylko wyczulona na wszystkie impulsy z tego świata, czyli na impulsy od partnerów aktorów, na impulsy, no nie wiem, zimna, ciepła, gorąca i to się czuje, że jak gdyby Nie chcę używać nazwisk, żeby nie obrażać czy deprecjonować innych kolegów, którzy takiej sztuki nie posiedli, ale jest wielu aktorów, gdzie Państwo mam nadzieję, że czują, że ktoś wychodzi i coś nam udaje. Udaje, że nam gra grą aktorską. To tego właśnie w filmach Wojtka Smarzowskiego nie ma i stąd pewnie są też pytania. Oni musieli być kompletnie, kompletnie narąbani na, na planie zdjęciowym, skoro tak wiarygodnie wystąpili. Ale w moim przekonaniu to rzecz nie tylko tyczy się samego upojenia, tylko wszystkich innych stanów emocjonalnych, czy po prostu, że to wszystko jest tak wiarygodne, że aż, aż przerażające momentami.
[40:05.63 → 40:21.68] A: Potrafiłbyś nazwać w jaki sposób Wojtek z was to wydobywa? Jak to jest, że uruchamia? No bo ci sami utalentowani, niezwykli aktorzy, gdzie indziej nie są aż tak dobrzy. Da się to jakoś uchwycić, czy to jest tak intuicyjne, że... Znaczy, to jest
[40:21.68 → 43:52.16] B: bardzo trudne do nazwania. Myślę, że... Znaczy, wiecie państwo, to jest taki cholerny zawód, w którym jest wpisane gdzieś, no... Taki egocentryzm po prostu. Ja, ja, ja, ja jestem najważniejszy. Ja muszę walczyć o każdą, o każdą linijkę tekstu. Ja muszę być jak najbliżej kamery, bo moja postać jest najważniejsza i tak dalej i tak dalej. To jest gdzieś wpisane w zasadę tego zawodu. Natomiast przy Kiedy pracuje się z Wojtkiem, myślę, że wszyscy ludzie, znaczy on też takie osoby dobiera, które nie mają z tym problemu. Swoje ja, aktorskie ja, nawet to dobrze rozumiane. chowają sobie je gdzieś bardzo, bardzo głęboko, bo najważniejszy jest film. Jeżeli dla dobra sceny trzeba komuś zabrać jakieś zdanie, albo powiedzieć, że w ogóle tego nie mów, bo ono jest niepotrzebne, albo nie daj Boże przy innych produkcjach, żeby to zdanie dać komuś innemu, to na innym planie była po prostu awantura. Jak to? Moje zdanie przecież było w scenariuszu. Ja się go nauczyłem na pamięć, jakim ogólnie prawem. To tutaj przy filmach Wojtka wszyscy grają do jednej bramki. Najważniejsze jest to, żeby powstał dobry film. Ja jestem tylko narzędziem w rękach reżysera. Jeżeli aktor, jakaś gwiazda ma stanąć w ostatnim rzędzie, to nie ma problemu, że pozostaje w ostatnim rzędzie, bo tego wymaga dobro sceny, a nie ma tak zwanego pchania się na szklane oko, czyli na kamerę, tylko po prostu jesteśmy narzędziami w rękach reżysera. I wszyscy, jak gdyby powtórzę to, pracują na to, żeby powstał dobry film, a nie żeby moja rola była najważniejsza, najbardziej widoczna. Ja to w ten sposób próbuję nazwać. Poza tym coś takiego jak wspólna energia, wspólna faza, mówiąc kolokwialnie, jest w tym coś istotnego, że ci ludzie, którzy spotykają się na jego planie, lubią przebywać ze sobą prywatnie. Powiem, zdarza im się spotkać po planie w okolicznościach mniej oficjalnych. Oczywiście mają wspólne tematy, rozmawiają o tym, co się dzisiaj działo, ale to jest tak, że dobór tych ludzi i to, że powstaje jakaś wspólna energia, która kumuluje się w trakcie zdjęć, gdzie nie ma żadnych... gdzie nie ma żadnych napięć, gdzie nie ma żadnych kłótni między aktorami, czy ekipą techniczną, czy realizacyjną, mówię o operatorach, czy o dźwiękowcach, to w sposób niebywały, proszę mi wierzyć, to się w sposób niebywały, to się... Ja nie pamiętam jakiejś sytuacji, gdzie reżyser, nawet mogę dać słowo honoru, nigdy Smażol nie musiał i nie zrobił tego, nie podniósł głosu, nie stracił kontroli nad sobą, nie wkurzył się, no po prostu to wszystko przebiega w jakiś nieprawdopodobnie naturalny, skupiony sposób.
[43:53.12 → 43:59.60] A: To bardzo ciekawe, że tak okropny, okrutny, brudny świat powstaje w tak idealnych warunkach.
[43:59.90 → 44:02.80] F: Ja miałbym jeszcze jedno pytanie, jeśli można przeszkodzić.
[44:03.22 → 44:04.76] A: Tak, tak, tak, zaniedbaliśmy pana.
[44:04.98 → 44:07.60] F: Tak właśnie, ale nie czuję się zaniedbany.
[44:07.76 → 44:10.24] B: Jedno pytanie, bo... Gdzie pan jest, przepraszam?
[44:10.26 → 44:10.38] F: Tutaj jestem.
[44:11.02 → 44:13.74] B: A na końcu właśnie, bo próbuję pana zlokalizować, jasne.
[44:14.18 → 44:49.15] F: Obejrzeliśmy film i jest to jakby nie było stadium zbrodni, stadium psychiki człowieka, natomiast mnie ciekawi inna rzecz. Na ile że tak powiem w zamiarze reżysera było przedstawienie systemu systemu w pigułce bo tak jakby o tym chyba jeszcze nie było wspomniane. Natomiast ja zwracałem uwagę na to poza właśnie tą całą historię opowiedzianą ona się dzieje w jakichś określonych stricte że tak powiem realiach o których że tak powiem nie można tutaj zapominać i właśnie na ile było to w jakiś sposób rozliczenie się nie wiem ukazanie karykatury systemu.
[44:51.22 → 44:52.70] B: A dlaczego karykatury?
[44:54.18 → 45:39.34] F: Może nie karykatury, bardziej groteski, że tak powiem, wyolbrzymienia pewnych cech i wskazania dzięki temu, no nie wiem, jakichś specyficznych cech, które, no tu jest na przykład mamy wątek z podważeniem tak naprawdę wszystkich autorytetów, które, że tak powiem, no przynajmniej powinny iść, jest ksiądz, jest ta scena, że tak powiem, z tymi polonezami. które są, że tak powiem tam znajdują się, bo ksiądz ma układ, jest polityk, jest prokurator, jest tak naprawdę, pokazane jest wszystkie te aspekty, akurat tak jakby to był wypaczenia, były tutaj w pigułce zawartej, wszystko się skupiło właśnie wobec tej historii tego człowieka w tym domu.
[45:40.38 → 48:34.19] B: Tak, to jest kilka pytań zawartych w pana wypowiedzi bardzo ciekawych i sensownych zresztą. Wydaje mi się, że dlatego ja nie podejmowałem tego wątku, ani też państwo go nie podzieli, bo dla mnie to, że ten system jest przeznaczony, czy ten świat jest przedstawiony w taki, a nie inny groteskowy może momentami, nie. Ja bym nie używał, że on jest tak naturalistycznie przerysowany sposób, że to faktycznie jest pewnego rodzaju pigułka, ponieważ to jest dla mnie rzecz oczywista. To, że tamten system był zły, że rządził się takimi prawami, to o tym wszyscy wiedzą. Ja ten film widziałem dwa lata temu, kiedy moi synowie już wystarczająco dorośli i postanowiłem im ten film pokazać. to faktycznie to jest lekcja historii. Ja im wtedy opowiadam, co to jest za worek, w którym są jakieś takie papierosy. Tłumaczyłem im te wszystkie zupełnie dla nich kosmiczne, niesłychane rzeczy, których oni zupełnie nie rozumieli. Tak, jest to jakaś lekcja historii o tamtym świecie, który Świat ja osobiście jeszcze pamiętam, a jaki był to wszyscy wiemy. Drugi temat, który pan poruszył faktycznie bardzo zresztą celnie, nie ma autorytetów u Smażowskiego, dokładnie. Ksiądz, papież, policjant, prokurator, przyjaciel, kobieta narzeczona, no kto jeszcze może być, dziecko, no jakieś takie, no wszyscy są po prostu umoczeni. Ale to znowu wracamy, dlaczego? A propos natury człowieka jest tak, że każdy anioł ma brud za paznokciami i każdy morderca ma w sobie odrobinę anioła. To to pewnie, to to też, no to ja mam, ja tak to sobie tłumaczę, ale faktycznie. Nie ma żadnych świętości, nie ma żadnego punktu odniesienia, bo to są też gdzieś traktaty takie filozoficzne o naszym moralnym kręgosłupie, który zgubiliśmy. Być może w tamtym systemie i być może właśnie to dziecko mroza, które rodzi się takim potworem, miało być albo ma być jakimś odnowieniem, ma być jakąś nową drogą odrodzenia się. Przepraszam, że uderzam w takie tony ludzi. Ale to tam dla mnie w tych filmach taka próba genezy.
[48:35.65 → 48:49.69] A: Podejrzewam, że Drogówka będzie dalszym ciągiem Domu Złego. Jeszcze nie widziałam tego filmu. Za chwilę wchodzi na ekrany. Ale zdaje się, że to jest podobny obraz, tylko odnoszący się do współczesności, do tego co mamy dzisiaj.
[48:50.16 → 49:55.96] B: Muszę koniecznie zobaczyć ten film i to z wielu powodów. Raz, że jak słyszałem ostatnio, bo z Wojtkiem rozmawiałem, to powiedział mi, że to jest ostatnia komedia, jaką nakręcił w życiu. Mówię o Drogówce. Drogówka jest, tutaj spieszę wyjaśnić, jest filmem zdecydowanie bliższym duchowi filmowi Wesele niż Dom Zły czy Róża. Tak jak jest w Weselu, jest śmiesznie, pszaśnie, zabawnie, koszarowe żarty. No i ten śmiech, który widzimy na twarzach widzów coraz bardziej tenżeje, tenżeje, no i potem jest już coraz gorzej, coraz gorzej. To piękna zasada, którą ja uwielbiam w kinie czy teatrze. I podobnie jest w drogówce, też jest śmiesznie. Tak, a potem jest już masakra. Dlaczego ostatnia komedia?
[49:56.06 → 49:58.06] A: Bardzo państwo na pewno czują się zachęceni.
[50:00.16 → 50:01.60] B: Ja tak, ja tak.
[50:01.72 → 50:05.56] D: Ja będę jeszcze opowiadał dlaczego warto pójść na ten film.
[50:05.66 → 50:11.86] B: Druga zasada to jest... O czym ja mówiłem?
[50:12.28 → 50:17.00] A: O tym, że śmiech więźnie w gardle i że najpierw jest zabawnie i że to jest takie jak wesele.
[50:17.69 → 52:44.56] B: A, ostatnia komedia. Dlatego, ponieważ następne projekty, które już zaczął Wojtek robić, na pewno nie będą tak zabawne jak film Drogówka, gdzie naprawdę jest przedniej jakości mnóstwo dosyć grubo ciosanych żartów, specyficznych, sardoniczno-sarkastycznych a la Smażowski. Powiem tylko, może Państwo słyszeli, że następny film, który już Wojtek zaczął, bo jesteśmy jakby w trakcie zdjęć, to jest ekranizacja pod Mocnym Aniołem Jerzego Pircha. Film pod tytułem Anioł. To film na pewno śmieszny nie będzie. A Wojtek pisze następny scenariusz następnego filmu, który będzie o Wołyniu. Także to tam też nie będzie raczej z czego się śmiać. Także komedia to raz zapraszam. A dwa, to jest też a propos tego o czym rozmawialiśmy dzisiaj, a propos wchodzenia swoją psychiką do środka postaci, próba penetrowania jej psychiki i emocjonalności. Tutaj na szczęście reżyser umówił się ze mną sam, zresztą z taką inicjatywą wyszedł i mówił, stary, Petrycki, rola, powiem państwu tylko, że Petrycki to jest sierżant sztabowy, krótko mówiąc pies na baby. żadnej kobiecie nie przepuści, mimo tego, że ma wspaniałą rodzinę, kochającą żonę, którą kocha nawet kilka razy dziennie, żona jest zadowolona, wszystko się tam zgadza. Natomiast on jest taką, a nie inną konstrukcją psychiczną, że po prostu pójdzie kebab, hot dog zje i musi. Koleżanka z pracy, dziewczyny na przedmieściach miast, w zagajnikach się kryjące, No ma tam wiele takich pomysłów na. na to, jak rozwiązać swój problem i reżyser zwrócił się do mnie z propozycją, słuchaj, ja mam tak, że może byśmy tym razem jak gdyby nie wgłębiali się tak aż w tę psychikę bohatera. Proponuję ci, żebyś skupił się na ćwiczeniach gimnastycznych, czyli tak przed rozpoczęciem zdjęć ćwiczymy pompki, przysiady, inne ruchy frykcyjne i no i to tak mniej więcej ta postać oczywiście, żartobliwie mówiąc, została zbudowana.
[52:44.70 → 52:47.90] A: Czyli rozumiem, że tym razem ze zdjęć wyszedłeś obronną ręką.
[52:49.29 → 52:52.10] B: Podobno tak. Podobno, no, Petrycki to jest ulubione.
[52:52.10 → 52:56.21] A: Myślisz, że nie wychodziłeś przez dwa miesiące w Ciejuszkiej Depresji?
[52:56.45 → 53:15.11] B: A nawet wręcz przeciwnie. Ja nie jestem jakiejś specjalnej urody amantem, a po kilku zamkniętych pokazach właśnie, ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu, właśnie Płeć Piękna. jakimś szczególnym uczuciem właśnie darzy tę postać i ja prywatnie jako Jakubi Garkadiusz nagle,
[53:15.70 → 53:18.11] D: wow, widzę, że patrzą na mnie kobiety zupełnie inaczej.
[53:18.16 → 53:29.97] A: Ale to nie pierwsza twoja taka rola, Arku, bo zagrałeś w takim filmie rozmowy nocą i zagrałeś seksoholika, więc ja myślę, że Snarzawski jakoś wręcz tutaj po linii słabego oporu.
[53:29.97 → 54:04.77] B: Tu jest blisko, tylko że tam było preludium, tam było po prostu tyle, a teraz Proszę mi wierzyć, dalej zachęcam Państwa do obejrzenia tego filmu. Ilość stosunków seksualnych, które odbywa sierżant sztabowy Petrycki, przechodzi naprawdę najśmielsze oczekiwania. Mało tego, już tych stosunków na etapie scenariusza było jakieś mnóstwo, a reżyser również zachwycił się tą postacią, czy aktorem, który ją grał.
[54:05.82 → 54:12.14] D: i na planie filmowym wymyślał co rusz to nowe zadania, oczywiście właśnie związane z
[54:12.14 → 54:18.40] B: tym, a nie innym działaniem, działaniem fizycznym. Także, no co się tam, no to tak.
[54:18.78 → 54:32.30] A: To teraz rozumiem te zdjęcia pojawiające się w internecie, zdjęcia z planu i zawsze były opatrzone takim komentarzem, że tym razem jest wśród nas Arek Jakubik. Mam wrażenie, że to jakaś taka była aluzja niezrozumiała dla osób spoza ekipy, tak.
[54:33.38 → 54:37.74] B: Znaczy, że na niego trzeba uważać, zwłaszcza kobiety, zwłaszcza panie.
[54:38.26 → 55:02.74] A: Ale na postać czy na reżysera? No dobrze, wróćmy do spraw poważnych, bo ja mam teraz bardzo poważne pytanie, ale à propos tego, co powiedziałeś. Aktor to jest taki człowiek do wynajęcia jednak. Nie odpowiadasz za ostateczny kształt filmu. Jak się czujesz w takich sytuacjach, kiedy nie do końca jest tak, że zgadzasz się z tym, co robi reżyser?
[55:04.09 → 57:05.82] B: Wiesz co, to jest bardzo trudna sprawa, bo tak naprawdę po lekturze scenariusza trudno przewidzieć jaki będzie efekt końcowy. I zazwyczaj, nie mówię już o tak uznanych nazwiskach jak Smażowski czy paru innych reżyserów w tym kraju, którzy dają jakąś gwarancję dobrego filmu, ale zazwyczaj jest tak, że aktorzy po prostu podejmują ryzyko. Nie mając żadnego wpływu oprócz swojej roli, którą starają się zagrać najlepiej jak potrafią, nie mają żadnego wpływu na efekt końcowy. Cóż mogę powiedzieć? Uwielbiam takie uczucie zazdrości, które się we mnie pojawia, takiej prawdziwej, zawodowej, ale pozytywnej zazdrości, kiedy idę na film do kina Polski, w którym grają koledzy i jest to świetny film, a ja w nim nie grałem. To jest uczucie naprawdę fantastyczne. Słabe, Słabe mi jest uczucie, kiedy ostatnio oglądałem, oglądam bardzo dużo polskich filmów teraz, ponieważ zbliżają się Orły. Dostałem kartę, bo jestem członkiem Polskiej Akademii Filmowej i muszę tam te filmy wszystkie po prostu obejrzeć. No nie ma nic gorszego niż zobaczenie słabego filmu, w którym aktorzy starają się najlepiej jak mogą, a to i tak nie ma kompletnie sensu. Taki niestety jest ten zawód. Dlatego też pewnie ze mną jest tak, ale może nie do końca, może trochę się kryguje, ale też sobie zadaję to pytanie, dlaczego ja że zdarzyło mi się parę razy odmówić po prostu roli, bo nie wierzyłem w to, że coś z tego scenariusza, z tego zestawu osobowego, coś może fajnego wyniknąć.
[57:05.96 → 57:11.24] A: Pomyliłeś się kiedyś? Wyszło coś dobrego, a...
[57:11.24 → 57:15.90] D: Nie, to nie, bo jak zacznę o tym opowiadać, to nie wyjdą Państwo stąd.
[57:16.37 → 58:03.00] B: Nie poważnie, bo głupawka mnie ogarnia. Był taki film, który jest w absolutnym kuriozum. ponieważ ja wbrew pozorom zagrałem w bardzo niewielu, niewielu filmach i nawet chyba się nie mam czego za bardzo wstydzić. Może poza jednym, ale to tytułu Państwu nie podam, to już sobie możecie odgadnąć. Natomiast jest taki jeden film. To jest oczywiście mój pierwszy film, który zagrałem będąc pięknym dziecięciem, mając lat 7. I to jest film pod tytułem Okrągły tydzień, który śmiało, tu mam nadzieję, że się no ani reżyser, ale tam... Państwo, że to jest prawdą, pan Tadeusz Kijański,
[58:03.12 → 58:06.38] D: ani opiekun artystyczny tego filmu, który jest
[58:06.38 → 01:00:22.61] B: współautorem scenariusza, pan Kazimierz Kuc, nie obrażą, no bo się nie udało tym razem i ten film spokojnie może w kategorii razem z klątwą w Doliny Węży, Marka Piestraka czy z Edem Woodem występować w kategorii najgorszych filmów. Tylko powiem, że są takie dwie sceny, które miałem kiedyś pokaz, taką noc filmową w Krakowie, w takim przepięknym DKF-ie mikro, gdzie był pokazywany właśnie tak, dom zły, To był czas, kiedy mój film, mój debiut reżyserski, Prosta historia o miłości. I zadzwonił do mnie szef tego DKF i mówi, niech pan powie, bo mamy te dwa filmy, które chcemy, ale jeszcze chcemy trzeci. Jaki chciałby pan film zobaczyć, w którym ma pan coś wspólnego? Ja sobie myślałem, jaki film, jaki? A ponieważ nie ma ich dużo, pomyślałem sobie, wow, chciałbym zobaczyć Film Okrągły Tydzień, a ja tam zagrałem mając lat siedem, zagrałem tam główną rolę. Miałem wtedy 82 dni zdjęciowe. W ogóle nie chodziłem do szkoły w pierwszej klasie. Grałem razem z panem Franciszkiem Pieczką i z Polojadą fantastycznych aktorów, z panią Marzeną Trybałą, Emilią Krakowską, Ewą Borowik. Henrykiem Talarem, może kogo tam nie było. Anna Dymna. I to jest ta scena, Szanowni Państwo. Ja muszę się ruszyć jako aktor, żeby sobie wyobrazić scenę, gdzie jest kopalnia w Wieliczce. Akcja dzieje się na Śląsku. Tam Franciszek Pieczka, mój dziadek filmowy, oprowadza mnie po tych wszystkich tajnych w tajemnicach Śląska, czyli tutaj Skarbnik, tutaj Utopek. No i a smokiem jest Anna Dymna. I proszę sobie wyobrazić Annę Dymną jako smoka. Anna Dymna była naga, jak pamiętam. Tam było strasznie dużo nagich kobiet na planie tego filmu. Ja tam jakąś taką inicjację, Bo najpierw mi rodzice, którzy mnie pilnowali, zamykali mi oczy, bo na przykład reżyser sobie wymyślił, że podwiesi pod sufitem kopalni Wieliczka takie drewniane klatki, w których będą się wyginały nagie striptizerki.
[01:00:23.61 → 01:00:24.93] A: A to film dla dzieci był, przepraszam.
[01:00:24.97 → 01:00:27.69] B: A to była baśń dla dzieci, właśnie. Dlaczego?
[01:00:28.31 → 01:00:33.59] D: Ja tego zupełnie nie rozumiem. Na początku rodzice mi zakrywali oczy, a potem machnęli ręką.
[01:00:34.69 → 01:00:55.53] B: Wow, wow, widziałem wszystko, bo byłem nagie, nagie kompletnie. No i naga również była pani Anna Dymna. Na szczęście wymyśliła sobie, że sobie założę taką perukę z takimi złotymi włosami aż do kostek, gdzie przykryła swoje piękne kształty. To był rok, proszę państwa, 1977, żeby nie było.
[01:00:56.79 → 01:01:02.53] D: I miała takie zrobione, nie wiem, na poczekaniu w jakiejś pracowni, takie okropne, no
[01:01:02.53 → 01:02:07.17] B: badziwiaste skrzydła z takich rurek i z takich szmat, które na tych rurkach, rusztowaniach zostały przymocowane. Te skrzydła każde miało jakieś 3 metry szerokości i ona tymi skrzydłami tak animowała i tak ruszała. No a ja byłem młodym rycerzem, który miał uratować królewnę, którą porwał właśnie smok. Królewnę grała przepiękna Ewa Borowik. której się wtedy tak naprawdę podkochiwałem w tym filmie. No i ja mówię do Smoka, a Smoku, Smoku, oddaj królewnę. I teraz jest najważniejsze, a Anna Dymna w tym filmie nie mówi swoim głosem. Nie wiadomo, czy przypadek, czy się też nie zgodziła, kiedy zobaczyła, jaki jest końcowy efekt, ale nie zgodziła się podłożyć swojego głosu, a wtedy Wszystko robiło się na tak zwanych post-synchronach, czyli trzeba było wejść do studia i wszystkie dialogi, bo kamery były za głośne, trzeba było, zdaje się, podłożyć ten. I za Annę Dymną, nie wiem, czy Państwo pamiętają takiego fantastycznego aktora, Wirgiliusz Gryn.
[01:02:07.85 → 01:02:16.75] D: I on podłożył głos za Annę Dymną i to wyglądało mniej więcej tak. Smoku, Smoku, oddaj królewnę!
[01:02:16.97 → 01:02:30.69] B: I Anna Dymna. A kim ty jesteś, chłopcze? A kim ty jesteś? Ja jestem smokiem.
[01:02:31.67 → 01:02:48.62] D: Wygląda to tak abstrakcyjnie i tak po prostu beznadziejnie głupio w tym filmie, Pamiętam na tym pokazie w kinie mikro w tym DKF-ie był kolega, nasz przyjaciel Marcin
[01:02:48.62 → 01:03:05.41] B: Świetlicki z narzeczoną i po prostu zachwycił się tym filmem i tą sceną i tam już teraz niestety tego nie robią, ale tam były takie czwartki we wściekłym psie, gdzie zapraszano na tak zwane trzy minutówki.
[01:03:05.99 → 01:03:08.15] A: W pięknym psie. Wściekłe się pije.
[01:03:08.59 → 01:03:17.81] B: W pięknym psie, tak, ale już zamknęli tego psa, to było to strasznie smutne. A ty byłaś na takiej trzy minutówce kiedyś? Widziałaś coś takiego?
[01:03:18.09 → 01:03:19.51] A: Nie, na trzy minutówce chyba nie.
[01:03:19.57 → 01:03:52.01] B: że i aktorzy, i pan Trela, i pan Hug wszyscy, i bracia Janicy od kantora, i ludzie związani z piórem, czy z malarstwem mieli trzy minuty, żeby opowiedzieć jakąś historię, zaśpiewać piosenkę i po trzech minutach schodzili, żeby już państwa nie nudzić. I Świetlicki, który był tam szefem tego, był w Radzie Artystycznej tego pięknego psa i tych czwartków, powiedział, że musimy zagrać na żywo z Panią Anną Dymną dzisiaj tę scenę.
[01:03:52.33 → 01:03:54.71] D: I to będzie nasza tak zwana trzy minutówka.
[01:03:54.83 → 01:03:59.83] B: Ja mówię sobie, jak tylko Panią Annę przekonasz, to ja bardzo, bardzo chętnie. Nie musi być naga.
[01:04:00.63 → 01:04:01.15] A: Udało się?
[01:04:01.43 → 01:04:03.71] D: Nie, nie udało się, bo zamknęli pięknego psa.
[01:04:06.21 → 01:04:38.49] A: Trzeba było użyć tego argumentu, na pewno by się powstrzymali. Proszę Państwa, ja się obawiam, że musimy powoli kończyć, więc jeśli Państwo jeszcze mieliby pytania czy opinie, to zapraszam. No to w takim razie jeszcze nie skończmy. Ja cię jeszcze zapytam, czy to z takich doświadczeń wzięła się twoja pasja reżyserska? Ja od razu dodam, że jestem wielbicielką, o czym wiesz, twojego filmu Prosta historia o miłości. Być może przywiozę go tutaj.
[01:04:39.29 → 01:10:57.40] B: Będziemy negocjować. Bardzo chętnie bym państwu ten film pokazał i o nim opowiedział. Wiesz co, i szanowni państwo, ja miałem coś takiego jako taka natura, nie wiem, nienormalna, poszukująca czy niemogąca sobie znaleźć swojego miejsca. Znaczy generalnie ja od bardzo dawna, chyba gdzieś już w szkole teatralnej dotarło do mnie, że chciałbym swoich sił spróbować jako reżyser. Nie wiem czy to wynikało z tego, że tak z tym aktorstwem nie do końca byłem przekonany, czy to jakieś moje kompleksy, bo jednak zawsze jest tak, że ja pochodzę z małego miasteczka i krótko mówiąc ci z małych miasteczek muszą więcej, muszą dwa razy więcej niż i to gdzieś tak, a poza tym Z aktorstwem to jest właśnie tak, że trzeba na ten cholerny telefon czekać. Ja to zawsze powtarzam, to jest a propos moich synów, że bardzo bym nie chciał, to mówię zupełnie szczerze, to nie jest żadna kokieteria, bardzo bym nie chciał, żeby zostali aktorami, bo uważam, że to jest słaby pomysł dla normalnego faceta. Jak gdyby uzależniać od siebie to, czy ten cholerny telefon zadzwoni, czy nie. Trzeba mieć dużo szczęścia na swojej aktorskiej drodze, takiego szczęścia jakie ja miałem, żeby na swojej drodze spotkać Smarzowskiego, żeby właśnie w odpowiednim jej czasoprzestrzeni spotkać odpowiedniego człowieka na swojej drodze, który do nas wyciągnie rękę. Wszyscy odpowiadają mi, ale tak jest z każdym zawodem. Myślę sobie, że być może podobnie, ale w zawodzie aktora jest to jest to zdecydowanie najbardziej odczuwalne. Dlatego, że ja od samego początku zacząłem gdzieś szukać jak gdyby innych dróg aktywności, nie wiem, twórczej i już pamiętam w szkole teatralnej zacząłem pisać adaptacje, pamiętam, bo zrobiłem takie teatralne. Pisałem pracę magisterską zresztą z Dostojewskiego i zrobiłem analizę teatralnych adaptacji przedstawień Andrzeja Wajdy, których zresztą jestem ogromnym wielbicielem. I wtedy pokusiłem się o to, o próbę teatralnej adaptacji powieści Biesy. I to był taki początek, tego, żeby myśleć o teatrze jakby z punktu widzenia reżysera, a to jest zupełnie inny świat. Jak gdyby aktor operuje zupełnie innego rodzaju energią czy wyobraźnią, bo jesteśmy materią, jesteśmy narzędziem w rękach reżysera. Reżyser jest tą osobą, która musi ten świat stworzyć. Pod koniec szkoły teatralnej i potem, kiedy tę szkołę skończyłem, zacząłem odkrywać właśnie, że ja bym też tak chciał i nawet Nawet bym tak chyba potrafił. Zdawałem do szkoły teatralnej, przepraszam, do szkoły w Warszawie, do Akademii Teatralnej na Wydział Reżyserii. Rektorem był, panie Maciej, ma pan się nie obrazić, bo tu po nazwiskach jadę, ale co tam. Pan Maciej Wojtyszko był wtedy rektorem i nie przyjęto mnie do Akademii Teatralnej na Wydział Reżyserii. Przepadłem, ale wydaje mi się, że chyba byłem już za stary na taką reżyserię. ponieważ wtedy przyjmowano również ludzi po maturze, a ja będąc po kilku latach w teatrze, po szkole teatralnej, chyba nie mogłem już znaleźć wspólnego języka z innymi kandydatami. I też trochę nie zgadzałem się, żeby mnie ci egzaminatorzy traktowali trochę jak plastelinę, czy jak maturzyste. No ale minął rok, zrobiłem swoje pierwsze przedstawienie w profesjonalnym teatrze w Warszawie, w Teatrze Rampa. To było takie małe przedstawienie oparte na poezji oberyutów. Rok później zrobiłem następne duże przedstawienie na dużej scenie w Teatrze Rampa, taki musical o Jimmy Morrisonie, jeździec burzy. To był rok 2000 i wyobraźcie sobie Państwo, że ten spektakl jest do dzisiaj grany. Trzynasty rok i jest grane to przedstawienie, co jest dla mnie ogromnym powodem do dumy. I minęły jeszcze chyba trzy albo cztery lata, kiedy zrobiłem takie przedstawienie jako reżyser goło i wesoło, kiedy na premierę przyszedł właśnie pan rektor, pan Maciej. Pan Maciej po premierze przyszedł do mnie i mówi, No panie Arku, no cóż ja mogę panu powiedzieć, no powiem panu tak, reżyserem nie jest ten, kto kończy studia, tylko ten, kto reżyseruje. No gratuluję panu serdecznie. Także pobłogosławił mnie, mnie namaścił i to się jak gdyby... Od tego zaczęło i w jakąś naturalną koleją rzeczy zacząłem myśleć gdzieś w głowie o debiucie fabularnym. Udało mi się znaleźć fajny tekst scenariusza, fajnego scenarzysta, który jak gdyby był A wiem o tym, bo pracuję ciężko teraz od długiego czasu nad nowymi scenariuszami. Wiem, jak ciężko jest znaleźć scenarzystę, z którym łapie się podobny rodzaj energii, podobny sposób widzenia świata itd. Mowa o Maćku Sobiesztańskim. Tutaj absolutnie pełna symbioza i fantastycznie się pracowało, mimo żeśmy razem ten scenariusz zmieniali i to znacznie. I to jest taki mój ogromny powód do dumy, bo ten pierwszy film mam za sobą i nie ukrywam, że ciężko pracuję nad tym, żeby zrobić następny. I tyle. I tyle. No to jest... No to tyle chyba. Już tak nie wiem, co mam powiedzieć.
[01:10:57.90 → 01:11:17.00] A: Ja mam poczucie, że nowe wątki mogłyby się tutaj pootwierać, bo jeszcze jest kariera muzyczna. Ja bym Cię chciała zapytać, dlaczego debiutowałeś w operetce, ale myślę, że jednak musimy jakoś dzisiaj się zmieścić w czasie, ale mam nadzieję, że to nie ostatnie nasze spotkanie i że Państwo też dopiszą.
[01:11:20.05 → 01:12:11.20] B: Przyjadę tutaj z filmem, ale myślę, że wcześniej przyjadę, to muszę Państwu powiedzieć, bo to faktycznie jutro idę na poważną rozmowę, bo mój zespół o nazwie Doktor Misio wydaje płytę i wyobraźcie sobie, że znalazł się wydawca i jutro idę na poważną rozmowę. Zaczynamy cykl koncertów promocyjnych płyty. Doktor Misio, naprawdę kawał, kawał myślę dobrej muzyki i takiego konkretnego przekazu. Tak, tak, bo to a propos właśnie, Świetlicki Marcin teksty pisał, Krzysiek Warga i jest naprawdę, no coś tam się wydaje, że mamy ważnego do przekazania. No to już o ten wątek pociągniemy następnym razem, a bardzo chętnie bym do Państwa wrócił, no jak mnie tylko zaprosicie, czy to z tym, czy z tamtym, czy z owamtym. Naprawdę miło i dziękuję pięknie.
[01:12:11.88 → 01:12:13.28] A: Bardzo dziękujemy.
[01:12:14.04 → 01:12:15.14] B: Dziękuję bardzo. Dobranoc.