Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Wydarzenie transmitowane on-line na stronie Teatru Starego. Wstęp wolny. Bezpłatne wejściówki do odebrania w kasie Teatru Starego.

Prowadzenie: Grażyna Lutosławska
Goście: Agata Passent, Michał Rusinek

Przekazywanie pochodni czy podsycanie żaru – na czym polega ich praca? Jak popularyzowac i chronić spuściznę, żeby z przeszłości nie uczynić więzów, które krępują? Co oznacza wierność patronowi? Czy to, co robią, przeszkadza czy pomaga w ich aktywności twórczej? Grażyna Lutosławska

                 

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:05.36 → 01:36.38] A: 20 osób jest na sali. Już czas, żebyśmy zaczynali. Ja wiem, że jest nas zdecydowanie więcej i wiem, że nie z powodu deszczu za oknem przyszła połowa publiczności. To były dwa wersy wyjęte z wiersza Wisławy Szymborskiej, który zresztą dziś przywołamy dla Państwa w całości. Jeśli oczywiście Strażnik twórczości poetki. Nie urwie mi głowy za wykorzystanie tych dwóch wersów, bo tego nie wiem. Tak dokładnie nie wiem, na co mogę sobie pozwolić, a czego robić na pewno z twórczością poetki nie powinnam. O to między innymi spróbujemy dziś wypytać naszych gości podczas kolejnej bitwy o literaturę. Kłaniam się państwu pięknie w Teatrze Starym. Dobry wieczór mówię też naszej internetowej publiczności. To spotkanie zatytułowaliśmy Życie po życiu. Bohaterkami tego wieczoru są Agnieszka Osiecka i Wisława Szymborska, a naszymi gośćmi Agata Passent i Michał Rusinek. Zapraszam Państwa. Mikrofony są dla Państwa. Dziękuję bardzo. Gdyby ewentualnie chciała się Pani zamienić, proszę dać tylko znać.
[01:36.38 → 01:36.78] B: Czy masz lepszy?
[01:37.54 → 01:38.44] C: Chyba mam taki sam.
[01:38.64 → 01:51.60] A: Będę z Państwem zupełnie szczera, ja mam najlepszy. Agata Pasend, Michał Rusinek, spotkanie pod hasłem Życie po życiu. Państwo przede wszystkim dziś w roli prezesów. Agata Pasend.
[01:52.13 → 01:53.65] B: Witam serdecznie jeszcze raz.
[01:53.83 → 03:16.90] A: Założyła i prowadzi Fundację Okularnicy, Fundację imienia Agnieszki Osieckiej. Michał Rusinek jest prezesem Fundacji Wisławy Szymborskiej i w tej roli przede wszystkim państwo dziś w Lublinie i w Teatrze Starym. Ale przecież, i myślę, że o tym też porozmawiamy, o kłopotach bycia autorką, autorem, tłumaczem, bo nasi goście mają także część twórczą swojego życia. Agata Passent dziennikarka, felietonistka, Michał Rusinek, tłumacz, pisarz, w sumie ponad kilkadziesiąt książek i dla dzieci, i dla dorosłych, ale także Michał Rusinek związany jest z Katedrą Teorii Literatury w Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. członek Rady Języka Polskiego, gra w tenisa, matka, ojciec. Generalnie o naszych gościach można by było mówić jeszcze bardzo, bardzo długo. Zacznijmy jednak od fundacji, od fundacji, którą prowadzi Agata Passent i Michał Rusinek. W tym przypadku odbyło się to na mocy testamentu. Zacznę więc od Pani, proszę powiedzieć o powodach założenia fundacji.
[03:17.12 → 07:50.83] B: Dziękuję bardzo, że tutaj z Państwem mogę być. Jestem trochę stremowana prezesowską atmosferą, ale mam nadzieję, że nasza rozmowa się potoczy wspólnie i przełamiemy lody. Ja założyłam fundację właściwie tuż po śmierci mojej mamy. Było to działanie dość takie spontaniczne z mojej strony, niewykalkulowane i nie miałam jeszcze takiej, jak to się teraz ładnie mówi, strategii przed sobą. Raczej stwierdziłam, że jako dość bezradna młoda jeszcze wtedy osoba na studiach, ale jednak czująca, że zostałam wybrana lub obarczona, bo każdego dnia myślę, że Michale podobnie się czujesz, że czasami to jest takie, że czujesz się wybrany, a czasami po prostu jest to bagaż, który się niesie i jest człowiek bezradny, również jako jedynaczka. Czułam, że nie jestem osobą, która zna się na zarządzaniu kulturą i jest w stanie naprawdę w sposób taki profesjonalny, merytoryczny podejść do jakiejś opieki sensownej nad dorobkiem mojej mamy. która dodajmy była osobą, no nie była księgową mówiąc metaforycznie, czyli czuła, znała swój talent i była taką zbieraczką dokumentów, tutaj płynnie do tego archiwum przechodzę, więc dorobek nie tylko w sensie jej publikacji i piosenek, które wszyscy znamy i powieści i tak dalej, ale również fizycznie dorobek jej archiwum, które tutaj chyba panie poetesy też miały pasję wspólną właśnie korespondencji, zbierania różnych skarbów, pocztówek. Wszystkie, obie dziewczyny wywodzą się z kultury analogowej, więc ja po prostu z tym wszystkim zostałam i czułam się troszkę bezrabna, ale wiedziałam, że, poczułam od razu, że no nie chcę, żeby to gdzieś pleśniało na jakimś strychu, i żeby za 150 lat ktoś otworzył jakieś kufry i tak jak z tymi lubelskimi negatywami tutaj było i nie wiadomo jaka to poetka, co to za postać, a niedobra rodzina w ogóle o niej zapomniała i tak dalej. Czułam, że muszę podjąć się tego zadania, a również żeby to nie zostało tylko u nas w domu, tylko żeby dostęp do tego był. W związku z tym poszukałam gdzie porady. Najlepiej radzić się mędrców, Jak to mawiała moja babcia, po prostu zlecać wszystko osobom, które się lepiej do tego nadają. W związku z tym poprosiłam bliskie osoby, mamie, nie w sensie takim wyłącznie emocjonalnym, ale to też, ale z jej środowiska, ze środowiska literatury, poezji, poezji śpiewanej, piosenki i teatru, czyli takie środowisko, w którym ona działała, o pomoc, żebyśmy stworzyli coś na kształt rady. i uradzili co dalej z tym fandom. I tak naprawdę w ten sposób na stypie, czyli dokładnie po prostu w dniu pogrzebu zawiązała się taka grupa, która pomogła mi i właściwie trzon tej grupy został z nami. Krystyna Janda, Magda Umer, wspaniali kompozytorzy, Adam Sławiński, to było wielkie wsparcie dla oczywiście mamy, Tutaj jednak ta działalność różni się, bo my dużo w muzyce funkcjonujemy, w siecie muzyki. Nie byłoby Agnieszki Osieckiej, gdyby nie kilkadziesięciu kompozytorów, którzy z nią pracowali. I cały czas przypominamy o tych kompozytorach. No więc taką grupę, jeszcze wtedy mój tata mi pomagał, na początku samym, ale jak już się zawiązał statut, to formalnie ja zostałam fundatorką Rozpoczynałam z taką radą, dokoptowaliśmy oczywiście zarząd, bo wiadomo, że wartość intelektualna i to już takie szczegóły bardziej zarządzania twórczością bez zarządu, bez fantastycznego prawnika trudno funkcjonować. i chronić tę twórczość i tak to się zaczęło.
[07:50.95 → 08:05.42] A: Czyli przede wszystkim zebrać. To była pierwsza rzecz. Zebrać, żeby było w jednym miejscu. Państwo wszystkie te rzeczy przekazali na początku do Muzeum Literatury jako depozyt. Co działo się z tym później i dzieje w tej chwili może nieco później, kiedy dojdziemy do tego punktu.
[08:05.42 → 08:50.67] B: Tak, przede wszystkim zebrać, chronić i nie chcieliśmy z całym szacunkiem pójść w śladami na przykład Marii Dąbrowskiej. Ja znałam temperament mamy, znałam jej gust, to, że szukała cały czas nowych inspiracji, lubiła spędzać czas z coraz młodszymi, znaczy ona jakby zatrzymała się na pewnym wieku, a środowisko wokół niej coraz młodsze było. I także nie chciałam takiego tradycyjnego muzeum, tylko żeby po prostu przekazywać te jej utwory dalej, czyli to popularyzowanie, Czyli właśnie robienie, raczej organizowanie festiwalu i podtrzymywanie piosenek, żeby były w obiegu. I to się okazało najtrudniejszym zadaniem, bo im dalej w las, tym ciężej to się robi.
[08:50.87 → 09:14.08] A: Zebrać, upowszechnić, popularyzować. Myślę, że wokół tych haseł przede wszystkim ta dzisiejsza rozmowa będzie się toczyć. Fundacja Wisła. Właśnie. Czy to jest ta subtelna różnica imienia, Agnieszki Osieckiej, Fundacja Wisławy Szymborskiej. Czy to ma znaczenie, że nie imienia, a Wisławy Szymborskiej?
[09:14.98 → 09:24.74] C: Umówiliśmy się z Agatą, że ona będzie cały czas mówić, a ja będę tylko potakiwać. Miałem też ruszać, szurać krzesłem, ale pani mi zakazała. Okazuje się, że nie wolno ruszać tymi krzesłami.
[09:24.74 → 09:27.62] A: Pan się okazał nad wyraz posłuszny, ale nie wiem, jak długo to potrwa.
[09:27.88 → 10:11.90] C: Niedługo. Różnica jest prosta. Wisława Szymborska zaraz po przyznaniu jej Nagrody Nobla postanowiła założyć fundację, przy czym chciała ją założyć w ten oto sprytny sposób, żeby nie robić tego za życia, ale żeby mieć nad tym kontrolę, więc tak naprawdę założyła, założyła sobie, że aktem testamentu założy fundację. Ten testament zresztą powstawał dosyć długo, bo dopiero w 2003 roku sporządziła jego kształt, a w każdym razie sporządziła statut fundacji. Oczywiście ten statut ze względu na zmiany w prawie polskim nie mógł być zastosowany.
[10:12.44 → 10:15.86] B: Teraz ja potakuję, bo wiem co to znaczy tworzenie statutu fundacji.
[10:16.52 → 10:45.05] C: Więc to jeszcze faktycznie dosyć długo trwało. Ale krótko mówiąc to jest Fundacja Wisławy Szymborskiej, bo sama Wisława Szymborska ją założyła. Natomiast Fundacja Wisławy Szymborskiej postanowiła przyznawać nagrodę i to jest nagroda już imienia Wisławy Szymborskiej, bo ona sama była osobą zbyt skromną, żeby założyć, że jej imienia ma być jakaś nagroda, więc to już była nasza samowolka.
[10:46.63 → 11:27.73] A: Właśnie. Czy duża samowolki w tej Państwa pracy, o tym też za moment? W Państwa życiu pojawiła się nagle taka sytuacja, której sobie Państwo nie wyprorokowali i na pewno nie zaplanowali bez względu na to, jak ambitnie planują sobie Państwo przyszłość. W pewnym momencie w życiu bardzo twórczych osób pojawia się fundacja, stanowisko prezesa i trzeba rządzić. I oto nagle stwórców zamienić się muszą Państwo przynajmniej we fragmencie swojego życia właśnie w kogo? No właściwie w biznesmenów. Czy to był duży kłopot? Co było przede wszystkim kłopotem?
[11:28.67 → 11:37.73] C: Właściwie pierwszy raz słyszę takie określenie biznesmen. Mam nadzieję, że nie, że nikim takim nie jest.
[11:37.73 → 11:48.51] A: Ja to nawet przeczytałam o panu, muszę panu powiedzieć. Czytałam, że ktoś z pana przyjaciół, tylko nie pomnę nazwiska, zmartwił się właśnie bardzo, że taki los biznesmena pana dopadł.
[11:49.13 → 15:12.92] C: To ja muszę się nad sobą zastanowić w takim razie, to proszę mi dać chwilę czasu. W moim przypadku chyba było trochę inaczej, to znaczy ja traktowałem, traktuję tę sytuację po śmierci Wisławy Szymborskiej jako kontynuację tego co robiłem za życia Wisławy Szymborskiej, to znaczy ja się bardziej chyba uważam za jej sekretarza ciągle i bardzo lubię jak ktoś mnie tak przedstawia niż jakiegoś prezesa. Zresztą prezes to jest po prostu czysty przypadek, tak mi się wydaje. Po prostu fundacja ma prezesa, a nie dyrektora. Tak to się przyjęło w polskim prawie. Więc znowu nie przesadzajmy. Różnica jest, poza taką oczywiście oczywistą braku kogoś, różnica jest taka, że trzeba było nagle zacząć myśleć o pieniądzach. Pani Szymborska w ogóle myślała o pieniądzach. Ona zawsze mówiła, że urodziła się w Poznaniu, pod Poznaniem i ma poznańskie podejście, pragmatyczne podejście do pieniędzy i faktycznie chyba tak było, to znaczy w tym sensie, że na przykład nagrodą w jakimś sensie postanowiła się podzielić, nagrodą Nobla, to znaczy bardzo chętnie wydawała na innych te pieniądze. Tak naprawdę w testamencie zobowiązuje nas, czyli fundację do tego, żebyśmy podtrzymywali to, co robiła za życia, to znaczy wspierali ludzi, pióra, którzy znalazli się w trudnej sytuacji finansowej. Oczywiście o wiele łatwiej się to robi, jak jest się osobą prywatną i po prostu przelewa się komuś na konto albo wręcza kopertę albo coś tam innego daje prezent, to zupełnie inaczej się to okazało w robie w momencie, kiedy jest się instytucją. Więc instytucjonalizacja, której nie tylko ja, ale też te parę osób wokół Szymborskiej, która nas spotkała, można powiedzieć, była dosyć bolesnym doświadczeniem, właściwie ciągle jeszcze nie do końca sobie Radzę z byciem instytucją, myśleniem jako instytucja. I muszę powiedzieć, że jeżeli część przyjaciół Wisławy Szymborskiej ma jakieś pretensje do nas czy do mnie personalnie, to zdaję sobie sprawę z tego, że oczywiście wiele jest też na pewno moich personalnych błędów, ale wiele się też bierze stąd, po prostu nagle musimy zacząć działać jako instytucja i na niektóre rzeczy na przykład nie możemy przekazywać pieniędzy, z niektórych źródeł nie możemy brać pieniędzy, no i tak dalej i tak dalej, także to jest dosyć skomplikowane. Oczywiście najbardziej takim trudnym doświadczeniem dla mnie było pozyskanie, też nie lubię tego słowa, ale musiałem się go nauczyć, sponsora i rozmowy ze sponsorami, kto jest, ponieważ my, co pewnie Agata potwierdzi, nie zajmujemy się jednak sportem, a sponsorzy najchętniej sponsorują piłkę kopaną, tylko zajmujemy się czymś, co jest dosyć dalekie, więc przekonywanie prawdziwych prezesów, prawdziwych finansowych instytucji do tego, żeby wsparli takie instytucje jak nasze jest dosyć trudne i myślę, że myśmy mieli bardzo wiele szczęścia. bo znamy też takie instytucje, które borykają się z tym problemem właściwie nieustannie.
[15:13.73 → 20:26.90] B: Ja chciałam powiedzieć, że rzeczywiście to słowo prezes w przypadku prezesa organizacji OPP, czyli pożytku publicznego, jaką my jesteśmy, jest kompletnie niedobrane. Dlatego, że jadąc tutaj, nawet z Michałem się minęliśmy gdzieś w pracy przez chwilę, mówię, ja będę Państwa przestrzegała przed zakładaniem fundacji i prowadzeniem fundacji i w ogóle wszelkim prezesowaniem takich instytucji, bo te wszystkie siwe włosy, które mam, no to większość właśnie przysporzył mi nie sen niesforny, tylko problemy z prezesowaniem fundacji. Właściwie ja bardziej siebie postrzegam jako wykonawcę pomysłów, które ma Rada i tak jak dobry prezes w wielkim przedsiębiorstwie powinien głównie odpoczywać i tylko zaglądać, czy zespół dobrze pracuje, no w przypadku Fundacji OPP prezes haruje tak naprawdę i musi od zajmowania się tak zwanym fundraisingiem, czyli właśnie pozyskiwaniem naprawdę zbieraniną po prostu, bo to nie są kwoty prawdziwie biznesowe, więc czasem aż zawstydzające. są te sumy, o które trzeba prosić i zbierać. Po bywaniu na dywaniku w licznych ministerstwach, urzędach, gdzie w Excelu coś się nie zgadzało albo ciągle się zmieniają jakieś, prawda, te zasady różnych grantów i tak dalej, więc ci z Państwa, którzy zajmują się na co dzień zarządzaniem kulturą wiedzą o jakich ja mówię sytuacjach, no to To naprawdę z takim prawdziwym prezesowaniem ja nigdy się tak nie czułam. Raczej właśnie taki chłopak na posyłki cały czas. A poza tym ja mam jednak świadomość, że mam wspaniałych ludzi w Radzie. i tak naprawdę oni są moimi prezesami, a sytuacja była zupełnie inna, bo was, ciebie z panią Szymborską łączyła współpraca, a ja byłam studentką, która z dala, właściwie moi rodzice oboje chronili mnie od tego, żeby mi pakować do głowy, że są wielkimi ludźmi i że w ogóle moja mama nigdy nie powiedziała, że oczekuje ode mnie, tak jak, nie wiem, zakład szewski, szewc czy jubiler mówi, synu przyuczę cię, prawda, będziesz dalej prowadził, mam nadzieję, że twoja córka będzie prowadziła. W ogóle takich rozmów nie było. Były rozmowy o literaturze rodzinnej i tak dalej z mamą, natomiast tego, co się będzie działo z jej dorobkiem później, nie było też osobą, znaczy znała swój format i twórczość, ale skromną szalenie i też właśnie raczej głównie rozdawała pieniądze, tu bardziej na teatrzyki, tu zdolna wokalistka z Kielc, nie było takiej fortuny, z której można było też rzeczywiście fundować tę fundację. Więc bardziej myśleliśmy o tym, żeby pomagać tym piosenkom i żeby skupić się na celach, które sobie stawiamy, a następnie dostosować naszą organizację do tego, co chcemy robić. I tak myślę, że po 18 latach funkcjonowania Zaczynaliśmy, no po prostu nie było wielu organizacji OPP, to była zupełna dzikość. Tworzyliśmy, nasz statut od zera powstawał, nie mieliśmy innych organizacji, z których moglibyśmy coś kopiować. Nasz prawnik właściwie pisał, teraz on jest powielany, użyczamy naszego statutu innym organizacjom, ale także to była no bardziej taka po prostu ciężka robota z zakasanymi rękawami, a nie takie typowo prezesowanie i myślę, że też jak każda fundacja, która coś osiągnęła, mamy wrogów, szczególnie, że obie panie, tutaj pozwolę sobie tak, no nasza nienoblistka, ale inne zasługi miała, no budzą czasami zazdrość, ale też były osobami, które dość towarzyskie były i ta grupa znajomych, no każdy twierdzi, że znał Agnieszkę Osiecką, wie jak kierować jej sprawami, I często po różnych wydarzeniach, nie wiem, jaki jest UWAŻ, które zrealizujemy, podchodzą do nas, a trzeba było zrobić to, a dlaczego nie ma tego związanego z Agnieszką Osiecką, a dlaczego nie ta śpiewała i tak dalej, i tak dalej. I też często borykamy się z tym, że no przecież taka znana... Dlaczego wasza impreza nazywa się Pamiętajmy Osiecki? Przecież znają wszyscy Osiecką, tak? A my mamy kontakt z pokoleniem coraz młodszym, który nie kojarzy w ogóle tego nazwiska. albo że właśnie Osiecka, no to na pewno jest wam nietrudne o te granty, bo przecież taka znana. I więc mnóstwo jest takich po prostu cały czas przeszkód, które taki trzeba z pokorą pokonywać i dostosować tę analogową kulturę słowa pisanego do współczesnych czasów, które coraz dalsze są od tego. Więc to jest tak myślę, tego się nie spodziewaliśmy 18 lat temu. Innych oczekiwaliśmy problemów, kiedy zakładaliśmy fundację.
[20:27.76 → 21:07.29] C: Jeżeli bawimy się w taką grę znajdź dziesięć różnic, dziesięć szczegółów, którymi różnią się te dwie fundacje, to ja mogę dołożyć jeszcze jeden, a właściwie dwa, to znaczy nasza fundacja nie ma rady, bo tak sobie zażyczyła pani Szymborska, żeby był tylko zarząd, w związku z czym jest trzyosobowy zarząd i to jest też problem nasz, ponieważ my tej rady powołać nie możemy, nie pozwala nam na to statut i to ta część statutu, która jest najważniejsza, bo stworzyła ją sama Wisława Szymborska. No ale też budzi to szereg kontrowersji. Dlaczego właśnie ci najbliżsi przyjaciele powinni przecież w niej zasiadać?
[21:07.49 → 21:12.33] B: U nas mógłoby być 200 osób, 200 osób w Radzie, bo każdy się uważa za bliskiego przyjaciela.
[21:12.41 → 23:16.35] C: Ale tak też myślę, tu akurat jest, myślę, spore podobieństwo między obiema paniami, dlatego że pani Szymborska miała to do siebie, że miała, że właściwie nieomal każdy, kto się z nią stykał, natychmiast miał takie poczucie, że jest jej najbliższym przyjacielem. Ona słowa przyjaciel prawie w ogóle nie używała, to znaczy miała przyjaciółki, ale to były takie przedwojenne przyjaciółki, więc to mało kto mógł sobie na to zasłużyć, ale faktycznie to była kwestia pewnej atmosfery, którą ona robiła. Natomiast przy smutnej dosyć okoliczności, to znaczy zapraszania jej przyjaciół i znajomych na jej pogrzeb, okazało się, że my bardzo wielu osób nie znamy. że to były takie niezachodzące na siebie kręgi najbliższych przyjaciół, więc stworzenie z czegoś takiego, z takiej konstrukcji towarzyskiej rady oczywiście byłoby bardzo trudne. Natomiast druga rzecz, która nas różni, to jest kwestia kapitału, dlatego że pani Szymborska zostawiła naszej Fundacji Milion Dolarów oraz Prawa do Twórczości. No i milion dolarów, ach, jak to brzmi, prawda? To jest akurat równowartość Nagrody Nobla, więc ma to takie bardziej symboliczne znaczenie. Myśmy się zastanawiali, czy się do tego przyznawać, czy nie, ale uznaliśmy, że w rozmowach ze sponsorami to będzie dobrze brzmiało, bo to będzie znaczyło, że w razie czego sobie poradzą. W każdym razie są jakimś takim partnerem, który jest finansowo ustabilizowany. Myślę, że też część sponsorów uznała, ach jak mają tyle pieniędzy, to po co im. Natomiast pamiętam, że jak byłem dumny, że mamy właśnie taki kapitał i rozmawiałem z Janką Ochojską. Janka Ochojska mówi mi, że milion dolarów w trzy lata to wydać. Ja pomyślałem sobie, jak to, przecież to są takie pieniądze, ale jak się okazało, jak się podliczy koszty gali, konkursu, nagrody, funkcjonowania takiego głupiego, bieżącego funkcjonowania fundacji, są nieprawdopodobne zupełnie kwoty, w ogóle nie będziemy Państwa tym zanudzać, Ja myślę, że właśnie
[23:16.35 → 23:32.09] B: powinniśmy, żeby tak sukcesywnie zniechęcić. Dlatego, że rzeczywiście tej pracy jest mnóstwo i jedna osoba nie jest w stanie jej wykonać, a jak tylko się rozkręca, to oczywiście trzeba pozyskiwać nowych współpracowników i tak dalej, i tak dalej.
[23:32.27 → 23:34.24] C: Oczywiście i to jest jakieś błędne koło się robi.
[23:34.35 → 23:34.98] B: Błędne koło.
[23:35.03 → 24:06.05] C: Myślę, że gdzieś na horyzoncie zaczynają się nam jawić takie struktury, których do tej pory nie było. Polskie prawo nie jest przystosowane do ich funkcjonowania i to jest taka struktura typu klastry, która łączy na przykład kilka stowarzyszeń, fundacji, różnego rodzaju organizacji i łączy w ten sposób, że one mają na przykład jedną księgowość, jedną biurokratyczną część wspólną. co powoduje, że spadają koszty.
[24:06.67 → 25:09.40] B: Tak, my ten w sposób mamy taki, brzydko mówiąc, coworking. Właśnie biuro było naszą bolączką najpierw przez wiele lat u mnie w domu, ale jak fundacja się rozkręciła, no to po prostu interesanci i tak dalej, a tutaj, prawda, ja szlaf roku i tak dalej, więc już trzeba było to biuro wynająć i udało nam się właśnie jeden pokój z trzema innymi instytucjami w jednym mieszkaniu, bo nie stać nas na więcej niż jeden pokój. Ale tutaj taka duża też przy nas różnica to jest to, że wy mieliście jakiś drogowskaz, jak podążać, a u nas taką ścieżką poprowadzić, że nie wiemy jaką ścieżką i tak jak już naprawdę nie wiemy, co zrobić, to jak myślisz, jakby ona chciała, to by jej się bardziej podobało już jednak w ostateczności decydują te osoby, które wiem, że rzeczywiście znały albo znają archiwum i co patronka by powiedziała.
[25:09.72 → 26:13.54] A: Myślę, że to samo pytanie Pan też sobie czasem zadaje, co by powiedziała Wisława Szymborska, jaką podjęłaby decyzję, ale z drugiej strony, też pamiętam kiedyś taki tekst patronki Pana Fundacji, to będziecie robić po mojej śmierci. Czyli jakby danie przyzwolenia na to, że pewne rzeczy są do zrobienia, ale ona na to w tej chwili zgodnie daje, proszę bardzo, ewentualnie później. Gdzie? Po pierwsze pytam, jak wyłapywać te subtelności i te granice, co można, czego nie można. Po drugie, jak Państwo sobie radzą, bo przyglądam się, skórze nie przypomina skóry nosorożca, a przecież zgodnie z tym, co Państwo mówili, każdy wie, jak należy kultywować pamięć. I pamiętam też takie wypowiedzi, będę popierać Michała Rusinka, jeśli naprawdę będzie działać w zgodzie z pamięcią o Wisławie Szymborskiej. No to kiedy pan będzie wiedział, że będzie popierany? Jak państwo sobie radzą też psychicznie z takimi sytuacjami?
[26:15.16 → 30:16.79] C: Może ja zacznę, bo akurat ciekawa historia, jak sądzę, nie mówiliśmy tego publicznie, nie mówiłem tego publicznie, jest z archiwum Wisławy Szymborskiej, ponieważ ona z jednej strony wydawało się, że żyje z głową w chmurach, a z drugiej strony tak naprawdę to ostatnie mieszkanie, to mieszkanie, które okazało się jej ostatnim, tak naprawdę jest przygotowane, czy było przygotowane jako jej archiwum, to znaczy ona wiedziała, że musi je przygotować, uporządkować, wiedziała, że nie ma takich naturalnych spadkobierców, wiedziała, że tych spadkobierców sobie wskaże właśnie za pomocą Testamentu i Statutu. I właściwie myśmy po jej śmierci, otworzywszy jej mieszkanie, mieli gotowe archiwum. Wiedzieliśmy, co z tego archiwum, gdzie przekazać. To było w teczkach, kopertach, archiwum listów, m.in. listów od Agnieszki Osieckiej, takich które zostały przekazane w depozyt w Bibliotece Jagiellońskiej, było popakowane w takie woreczki foliowe zawiązane wstążką i dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej błagał, żeby tego nie otwierać, że oni chcą się zorientować, jak to dostaną, zorientować według jakiego klucza Szymborska to pakowała i dzieliła. Znaczy miała ona z drugiej strony specyficzne podejście do porządku, bo miała takie teczki, ja bardzo lubię taką jedną teczkę, gdzie jest napisane tak, moje i nie moje, już innym długopisem, śmieszne albo i nie. I sami państwo rozumieją, że tam w tej teczce mogło być wszystko i de facto było wszystko. No ale też Wśród tych rzeczy znaleźliśmy na przykład taki kuferek, na którym było taką taśmą, to się nazywa Gęsia Skórka, chyba takie coś było, prawda? Taka taśma, bo przyklejona była kartka z napisem przekazać bibliotece kurnickiej. Czyli to był taki jakby głos z zagrobu trochę w Szymborskiej, który nam wskazał, co mamy z tym zrobić, więc ja dzielnie wziąłem ten kuferek, zawiozłem. Bibliotece Kórnickiej i nawet była transmisja telewizyjna, z tego bardzo mnie to rozbawiło. Myślę, że te rzeczy, które mamy robić po jej śmierci, właśnie w jakimś sensie są gotowe w tym mieszkaniu, czy były gotowe w tym mieszkaniu. Wiem, co ona chciała, a czego nie chciała, żeby publikować. To, czego w ogóle nie chciała publikować, jestem pewien, że wyrzuciła. Nie znaleźliśmy takiej teczki, na której byłoby napisane, jak często pisarze mają niedopublikacji. Jak wylądowała w szpitalu i już wiedziała, że to jest koniec, ale też wiedziała, że wróci do domu, to w ogóle w tym szwitalu najpierw powiedziała, że już nie chce z niego wracać, że już właściwie nie chce wracać do domu, a później powiedziała, że chce wrócić do domu, jeszcze coś uporządkować. Nie zrobiła tego, ale ja jej zadałem pytanie wprost, czy chce coś wyrzucić ze swojej twórczości, którą ma w mieszkaniu. A ona powiedziała, nie, nie, twórczości nie, może część listów. ale tego już nie zrobiła. Dlatego do listów podchodzimy bardzo ostrożnie i one są wprawdzie przekazane w depozyt Bibliotecy Jagiellońskiej, ale nie ma do nich dostępu. To znaczy, to jest tak, że zablokowaliśmy je na 10 lat, dostęp do nich, tylko na specjalne życzenie, gdyby ktoś, nie wiem, przygotowywał na przykład publikację, nie na przykład, dam przykład publikacji listów, korespondencji z Karlem Dedeciusem, jej tłumaczem na język niemiecki, no to oczywiście na to udzielamy zgody, ale to dostęp wymaga naszej zgody. Pani jeszcze pytała o kwestię dermatologiczną, o ile pamiętam.
[30:17.51 → 30:19.07] A: Jak Państwo radzą ze skórą?
[30:19.49 → 30:20.91] B: Siwizna pokazywałam.
[30:21.59 → 30:55.91] C: Siwizna, tak, ja też, ja tu przede wszystkim siwiałem, ale też i to znaczy, Zeszły rok był dla nas dosyć trudny, faktycznie wówczas pojawiły się różnego rodzaju ataki. Bo to jest trochę tak, że jak się jest czyimś sekretarzem, to mam wrażenie, że jest się wtedy... Znaczy media takiego kogoś lubią, bo on jest trochę tak na poziomie dziennikarza, prawda? Sekretarz jest trochę takim rzecznikiem prasowym.
[30:55.93 → 30:56.79] B: Duży sekretarzyk.
[30:56.97 → 31:52.16] C: Sekretarzyk. Ale w momencie, kiedy właśnie staje się tym dziwnym prezesem, no to wtedy już zupełnie inaczej jest się traktowany. Wtedy nie ma już taryfy ulgowej i trzeba uważać. Tak naprawdę. Ale też ja zdaję sobie sprawę z tego, że taka, a nie inna konstrukcja naszej fundacji może wzbudzać różnego rodzaju kontrowersje, zwłaszcza wśród przyjaciół i znajomych. Muszę powiedzieć, że wśród osób także i krytycznie nastawionych do tego, co my robimy i jak my robimy, Istnieje bardzo wyrazisty podział. Są tacy, którzy jeżeli coś zrobimy nie tak, to dzwonią i opieprzają, co ja bardzo cenię, bo mogę wtedy, nie wiem. I są tacy, którzy coś tam szemrzą po kontach i tego szczerze mówiąc nie rozumiem. Też tego nie lubię najbardziej, że plotkują
[31:52.16 → 34:12.63] B: albo później po fakcie przychodzą zamiast w czasie powiedzieć coś, poradzić. Zrób to, jeśli masz taki pomysł. Bardzo chętnie, jesteśmy otwarci. Ja może powiem, jeśli chodzi o to zdrowie psychiczne, to najlepszą kombinacją wydaje mi się łączenie sportu z kulturą. Większość maksym, które znam z czasów, kiedy uprawiałam zawodowo tenis ziemny, moich kilku trenerów, na co dzień tutaj w zarządzaniu Fundacją im. Agnieszki Osieckiej, może dlatego, że ona też była zawodniczką, pływała w klubie Legia Warszawa i po prostu jakieś takie wyświechtane hasła, żeby jak coś nie działa, to zmienić strategię, jak nie działa ten chwyt, to zmieńmy coś. uczyć się z porażek i tak dalej i tak dalej. Poza tym świetnie działa jednak taka rada, że właśnie jeśli nie w sensie takim prawnym, to korzystać z opinii, zanim się podejmie tę decyzję, poradzić się kilku osób, co sądzisz o takiej sprawie. i tak dalej, także mam czas, żeby zmienić zdanie. Natomiast są sytuacje, w których jestem przekonana, że Michał również, no jesteśmy już zupełnie osamotnieni, bo nasz podpis zwidnieje pod wszystkimi dokumentami. Bierzemy odpowiedzialność, także każdy, kto jest humanistą, a potem ląduje w zysk, przychód i tak dalej, i tak dalej, to wszystko, no trzeba się jednak w to wgryźć. Ja przestrzegam wszystkich początkujących, przed niefrasobliwym podpisywaniem różnych rzeczy, bo raz zepsuta reputacja fundacji, to jest po prostu ileś lat pracy na marne, bo będzie, że te fundacje malwersują, albo że właśnie magister-pacent jeździ na wakacje za przychód z jednego procenta, prawda, no różny i tak dalej. Także trzeba bardzo pokazać transparentność.
[34:13.74 → 34:18.18] A: Chyba będziemy musieli poprosić o wymianę mikrofonu, bo ten odmawia.
[34:18.89 → 39:07.75] B: Będziemy się dzielili. Transparentność fundacji tak zawsze można pokazać, jeśli ktoś ma wątpliwości. Natomiast jeśli chodzi o wznawianie dzieł, ja nie dostałam żadnych wskazówek. Odwoziłam mamę do szpitala, kiedy już wydaje mi się, że miała dość mocną świadomość tego, że już z tego szpitala nie wróci. I nie chciała wrócić, wydaje mi się, do domu. Ona jakby niejako lubiła tę higieniczność szpitala. Tam czuła się bezpiecznie otoczona przez ludzi. I jedyne, co zostawiła, to tak już wzruszająco może dostawiła ubranie na swoją ostatnią drogę, na krześle i w maszynę do pisania, bo pozostała jednak z daleka od komputerów do końca, wkręciła tekst, który napisała, który przekazała Grzesiowi Turnałowi, aby skomponował tego muzykę, więc piosenka już powstała po śmierci mojej mamy. Tekst brzmi Rozpoznanie, tytuł utworu, Deus ex Machina. I tyle, tak. Zostawiła ogromny bałagan w swoim archiwum, które kolekcjonowała przez całe życie, także nie było teczek i na początku co zrobiliśmy to, bo my jesteśmy też, zaczynaliśmy jako Fundacja Rodzinna, także to też powoduje pewną zawiść, prawda, bo będzie zawsze, że jedni będą uważali, że córka biedna ma to wszystko na głowie i dobrze, że się tym zajmuje i wspaniale, a inni mówią, że jedzie na mamusi zamiast, nie wiem, robić nie wiadomo co tam. Więc ja się z tym liczę, ale myślę, że to jakby sportowy duch mi pozwala się z tym jakby pogodzić i jakoś przyzwyczaiłam się do hejtingu. Natomiast pierwsze co, to po prostu schowaliśmy to w pudła i daliśmy to w despozyt, mówię o rzeczach mamy, do Muzeum Literatury w Warszawie, które wydawało mi się zacną placówką, bo jako uczennica chadzałam tam na przeciekawe wystawy Mickiewicza, korespondencje, Norwid i tak dalej. Oni to z otwartymi ramionami przyjęli, ale ja jestem niecierpliwa mama DHD i po 10 latach, kiedy nie było tej wystawy, to ja mówię, co to jest? Co ta matka cały czas w tych pudłach? Poszłam tam i okazało się, że oczywiście oni powolutku, jak to naukowcy z pietyzmem, dopiero byli przy tam Krasińskim. Ja stwierdziłam, o nie, ja po prostu nie mogę tak matki zostawić tutaj na te lata, bo ja nie dożyję. I wtedy postanowiliśmy, że bierzemy to na swoje barki. Pozyskaliśmy grant z ministerstwa, z firm prywatnych i stworzyliśmy właśnie to cyfrowe archiwum, które było gigantycznym projektem. Nie wiem ile set skanów zrobiliśmy, ale zanim zaczęliśmy to skanować i udostępniać wszystkim w internecie, to jaki przyjąć system? właśnie tych teczek. I w końcu stwierdziłam, że jednak poprosimy pana z Archiwum Akt Nowych, żeby przyszedł do naszego domu, to wszystko pootwierał i posegregował. I tak się stało. Też były wymieszane teksty. Czasami ludzie, którzy kochają swoje ulubione poetki, starają się pisać w stylu. Jestem przekonana, że u pani Wisławy były jakieś wiersze à la Wisława Szymborska nadesłane przez nadgorliwe fanki. Więc jeszcze trzeba było się rozeznać, czy to jest maszynopis autentycznie mojej mamy, czy pani z Radomia, która ma talent i naśladuje Agnieszkę Osiecką. Setki tysięcy fotografii, bo mama ukończyła szkołę filmową w Łodzi, na wydziale reżyserii interesowała się fotografią i namiętnie fotografowała. Dość amatorski, powiedzmy sobie sposób. Więc też to archiwizowanie było amatorskie. Klisze powykręcane, no po prostu ci fachowcy, no krzyk, po prostu ból zębów przeżywali na widok tego. Część dokumentów już pleśniała. Okazało się, że nie do końca, bo nie było w teczkach pomniejszych, no to była groza. Także samo rozpracowanie tego, oczywiście jest mnóstwo korespondencji, bo wydaje mi się, że mamy najlepsza proza, to jest właśnie ta proza epistolarna. i ciekawej bardzo korespondencji i właściwie tylko ukazała się korespondencja z Jeremiem Przyborą, a inna korespondencja się nie ukazała i myślę, że przez jeszcze długi czas się nie ukaże, na dłużej to zastrzegliśmy. Stwierdziłam, że nawet ja nie chcę sobie tego brać na głowę, więc długo to będzie w Bibliotece Narodowej, bo już przekazaliśmy po latach segregowania i układania, do biblioteki i tam to jest i to co jest zamknięte to na razie jeszcze przez 25 lat chyba będzie zamknięte.
[39:09.79 → 40:07.74] C: W przypadku naszego archiwum myśmy mieli taką sytuację, że pani Wisława zostawiła mieszkanie, ale to mieszkanie postanowiła przekazać swojej przyjaciółce, która mieszkała do tej pory na czwartym piętrze bez windy, a tutaj na pierwszym piętrze, starsza państwo, wygodniej i tak dalej. I myśmy się zorientowali, że musimy to mieszkanie bardzo prędko opróżnić i że to się tak wydaje, że tam jest niewiele rzeczy. Tak naprawdę tych rzeczy było tam bardzo dużo. Trzeba z nimi było coś szybko zrobić, szybko postanowić, więc najprościej sprawdzić, czy są takie magazyny, które przyjmują tego typu... Znaleźliśmy taki magazyn. Okazało się, że cztery palety zajęło zawartość mieszkania Szymborskiej poza meblami. To książki, to co wiadomo, do czego nie musieliśmy mieć takiego szybkiego dostępu. To nie aż tak dużo.
[40:08.01 → 40:11.32] B: Osiem kilometrów mieliśmy jakiś akt, czy coś takiego.
[40:11.97 → 41:10.05] C: No nie wiem, jakby te palety rozłożyć na kilometry, to może by się okazało, że podobnie. No ale w każdym razie to było tak, że faktycznie one pojechały do tego magazynu i ja nagle zauważyłem, że to jest, nie wiem czy Państwo pamiętają taką scenę, jak to się nazywało po polsku, Poszukiwacza Zaginionej Arki, kiedy ta Arka Przymierza ląduje w takim pudle gdzieś, w jakimś gigantycznym magazynie i po prostu opieczętowana, że coś tam. Więc to tak trochę wyglądało, to znaczy to archiwum Szymborskiej gdzieś było pod sufitem na takich dwóch palet, czterech palet. Absolutnie pomyślałem sobie, że to jest tak nieludzkie, to jest tak straszne, że jak najszybciej Postanowiliśmy to stamtąd wydobyć z powrotem. Ja mam jednak większe ADHD niż Agata, bo po 10 dniach mniej więcej stamtąd to wydobyliśmy.
[41:10.19 → 41:20.39] B: Ja liczyłam na zespół Muzeum Literatury, że tam cały czas uwijają się wybitni doktoranci rozpracowując po prostu korespondencję.
[41:21.31 → 43:23.78] C: Więc zadzwoniłem wtedy w odruchu rozpaczy do pani Zofii Gołubiew, czyli pani dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie i poprosiłem ją o pomoc. Pomyślałem sobie, co jak co, ale Muzeum Narodowe to chociaż jeden niewielki pokoik nam udostępni gdzieś w jakiejś piwnicy swojej. Okazało się, to też nie jest takie proste, ale pani dyrektor się zgodziła, przy czym postawiła warunek. Powiedziała, że bardzo proszę, pod warunkiem, że się zgodzimy na stworzenie jakiejś wystawy. poświęconej Wisławie Szymborskiej. Więc ja najpierw jęknąłem, szczerze mówiąc, z takiego powodu, jak wspominałaś o Marii Dąbrowskiej. Zaraz mi się przypomniała historia takiej mojej przyjaciółki, która jest w tej chwili dyrektorką Instytutu Polskiego w Wilnie, która mieszka tam od dawna, oprowadza polskie wycieczki po tym Wilnie i oczywiście 150 razy była w mieszkaniu Mickiewicza, w tym Muzeum Mickiewicza, takim maleńkim. No i za którymś, powiedzmy, 149 razem, wchodząc do tego mieszkania, zauważyła, że na biurku Mickiewicza, w kałamarzu Mickiewicza, stoi pióro, którego do tej pory nie było. No więc potwornie podekscytowana, pobiegła do takiego pana, który się tym opiekuje i mówi, Panie Józiu, znaleźliście pióro Mickiewicza, ja o tym nic nie wiem, przecież to jest wydarzenie, to trzeba nagłośnić. Na co pan Józio na nią popatrzył spokojnie i powiedział, Nie, to ja sam gąsko obskubał, żeby ładniej było. Więc nie chcieliśmy też doprowadzić do takiej sytuacji, do takich anegdot. No ale jakoś się dogadaliśmy i z panią dyrektor, i z architektami, którzy stworzyli tę wystawę, że nie będziemy niczego odtwarzać. Nie będziemy odtwarzać gabinetu Szymborskiej, między innymi dlatego, że nie miała gabinetu. Nie będziemy odtwarzać miejsca pracy Szymborskiej, ponieważ pracowała w łóżku. Trochę jest głupie wstawiać łóżkę, pokazywać taką, jeszcze nie wiem jak to się nazywa, ale taką szarfą, czymś odgraniczać.
[43:23.80 → 43:50.75] B: Tak, jedyny poeta, który miał ciekawe łóżko, nie mówię o życiu łóżkowym, bo takich było wielu na pewno, to Wolfgang Goethe, którego łóżko jest po prostu, on sam zrobił jego model i ponieważ był człowiekiem epoki romantycznej, kiedy geniusz różnych talentów to sam sobie to łóżko zaprojektował i sam sobie zaprojektował specjalne krzesło, z którym podróżował, bo nie lubił siedzieć, bo go bolało tam plecy. To są rzeczywiście ciekawe obiekty.
[43:50.89 → 44:18.15] C: Tutaj niczego takiego nie było. Był zwykły tapczan, post PRL-owski, ale jednak dosyć taki skromny, więc bez przesady. Także za pomocą niektórych przedmiotów, którymi Szymborska się otaczała, spróbowaliśmy opowiedzieć o niej i ta wystawa Ciągle jest. Do Krakowa jest kawałek, ale bardzo Państwa zachęcam do jej odwiedzenia w Kamienicy Szołajskich przy Placu Szczepańskim, oprócz poniedziałków. Wstęp za darmo, to w Krakowie jest rzadkie, ważne.
[44:18.81 → 44:46.80] A: Może byłoby prościej zajrzeć na taką wystawę, gdyby... To jest też pytanie, czy są ewentualnie takie plany. było takie archiwum cyfrowe jak w przypadku Agnieszki Osieckiej, bo tak sobie myślę, że w przypadku Agnieszki Osieckiej oskubanie gąski i dorobienie pióra jest mało możliwe, bo właściwie prawie wszystkie te drobiazgi zostały skamerowane. utrwalone i w archiwum cyfrowym spokojnie można je obejrzeć.
[44:47.02 → 47:35.00] B: Nie do końca też wszystkie, bo aż taka pilna nie byłam i też tak nie lubię robić z naszych poetek osób świętych, w sensie takim dosłownym, że gdzieś się pielgrzymuje. Moja matka wiem, że tego by naprawdę nie lubiła. Już pomnik przedstawieniowy wzbudzał, ta rzeźba w Warszawie wzbudzała nie do końca zachwyt nasz, chociaż chcieliśmy ją upamiętnić, ale fundacja miała in przychodząc z tym pomysłem, bo od nas wyszedł pomysł, ale no już niestety odcięto nas od realizacji. Chcieliśmy zrobić konkurs i chcieliśmy, żeby ta rzeźba była przedstawieniowa i bardziej krążyła wokół ducha mamy i wokół jej twórczości, a nie przedstawiała panią siedzącą przy stoliczku. Ja staram się jednak nie cenzurować w ogóle wydarzeń wokół mojej mamy, bo to też jest sporne, różnie podchodzą dziedzice, jak nie lubię tego słowa, czy też wdowy, czy wdowcy, którzy przyjeżdżają do Lublina, mówią, wasz koncert osiecki, to mi się nie podoba, powinien być tak, a to w ogóle nie macie zgody. My tego nie robimy, po prostu my robimy swoje, słuchając mistrza Młynarskiego, róbmy swoje. I też tych pamiątek, no nie wszystkie, aż tak po prostu religijnie do nich podchodziłam, że tutaj, nie wiem, trzecie okulary połamane, to będę przetrzymywała i tak. Instynkt mi podpowiedział, że muszę sfotografować mieszkanie tak, jak ono pozostało. I to zrobiłam, będąc jeszcze, no byłam po prostu też w rozsypce, więc trudno mi się było ale wiedziałam, że mam kolegę, który właśnie skończył już studia operatorskie, to ona by to lubiła, bo tą filmówkę ukończył, to przyjdź ze mną do mieszkania i zróbmy zdjęcia po kolei pokoju, biurka tegoż Tapczanu PRL-owskiego, dokładnie to samo, tylko po otwarciu było tam mnóstwo ciekawych dokumentów, również dzienniki, o których nie wiedzieliśmy. Tapczany jednak były fajne, można było tam sobie schować dzienniki przed wszystkimi. I dzięki temu wiemy, jak to miejsce jej wyglądało, ale tak, żeby wszystkie, nie wiem, chustki czy drobiazgi się uchowały, no część, ale na przykład zbiór książek, który nie był jakiś niesamowicie ciekawy, po prostu przekazałam do lokalnej biblioteki i ludzie sobie z tych książek ze zbioru mamy korzystają, a przede wszystkim chcieliśmy zrobić śpiewnik Agnieszki Osieckiej i to nam się udało. Chociaż też moglibyśmy więcej tych tomów zrobić, ale brakuje nam też finansowania. I żeby żyła twórczość, więc stwierdziliśmy, że najlepszym muzeum jednak będzie właśnie konkurs, tak jak wy macie swój niejako konkurs.
[47:35.62 → 47:52.99] A: Co to znaczy, żeby żyła twórczość? O tym porozmawiamy może za moment. Chciałabym poprosić Jarosława Zonia o przeczytanie wiersza wybranego przez Michała Rusinka. Wiersza Wisławy Szymborskiej.
[47:54.49 → 49:47.82] C: Wieczór autorski. Muzeum. Nie być bokserem to jest nie być wcale. Ryczącej publiczności poskąpiłaś nam. 12 osób jest na sali. Już czas, żebyśmy zaczynali. Połowa przyszła, bo deszcz pada. Reszta to krewni, Muzo. Kobiety radę zemdleć w ten jesienny wieczór. Zrobią to. Ale tylko na bokserskim meczu. Dantejskie sceny tylko tam. I w niebobranie, Muzo. Nie być bokserem. być poetą, mieć wyrok skazujący na ciężkie Norwidy. Z braku muskulatury demonstrować światu przyszłą lekturę szkolną. W najszczęśliwszym razie. O Muzo, o Pegazie, a nie Lekoński. W pierwszym rządku staruszek, słodko sobie śni, że mu żona nieboszczka z grobu wstała i upiecze staruszkowi placek ze śliwkami. Z ogniem, ale niewielkim, bo placek się spali, zaczynamy czytanie. Muzo.
[49:54.08 → 52:10.72] A: Bardzo dziękuję, Jarosław Zań. Co to znaczy uspółcześnić postać? Co to znaczy sprawić, żeby patronka nie była mylona na przykład z Jeremiem Przyborą, co się czasem zdarza? Co to znaczy, powiedzcie państwo? Kiedy na przykład Muzeum Literatury w Szwecji, w ubiegłym roku chyba była, czy dwa lata temu, setna rocznica śmierci Strindberga, dostało takie zadanie, uspółcześnić postać pisarza, to wpadło na taki pomysł, że właściwie należałoby sobie wyobrazić, jak pisarz wyglądałby i zachowywał się współcześnie. W końcu piątka dzieci, trzy żony, wieczne rosterki, czy pisać, czy zarabiać, uwaga przywiązywana do modnych strojów, Postać znakomicie współczesna. No i stworzono mu taki facebookowy profil, który został kupiony przez bardzo wiele osób i rzeczywiście te osoby prowadziły dyskusje ze Strindbergiem. On odpowiadał we współczesnym duchu. Był po prostu takim współczesnym dandysem z tymi wszystkimi problemami. To podobno niosło skutek rzeczywiście do twórczości Strindberga, choć akurat w ich przypadku chyba niespecjalnie trzeba ich namawiać, wrócono i to chętnie. To jest jedna metoda. Anglicy, teraz oczywiście bardzo sprawę upraszczam, ale kiedy w przyszłym roku minie 400 lat od śmierci Szekspira, wymyślili sobie, i to już sporo lat temu, że bardzo poważne angielskie wydawnictwo przerobi wszystkie dzieła Szekspira, na język współczesny. Zatrudniono do tego znakomitych twórców na całym świecie. Każdemu wręczono jeden z tekstów Szekspira i poproszono, żeby napisał współczesną opowieść jego językiem opowieść, która by się z tego szekspirowskiego wątku wywodziła. Różne więc są metody na uwspółcześnianie. Powiedzcie państwo jak wy chcecie to zrobić.
[52:12.88 → 58:39.26] B: Nie spodziewałam się aż tak trudnego pytania. Gdybyśmy mieli receptę, to pewnie byśmy z niej korzystali. My cały czas szukamy. Ja troszkę przekonałam się do tej metody, o której pani mówiła, czyli skupianiu się bardziej na na samym autorze, chociaż jestem skromnym germanistą, germanistką i jako studentka nie lubiłam tej metody egzegezy tekstu. za pomocą studiowania, nie wiem, jakie chusty lubiła nosić Wisława Grzymborska albo z jakim panem Kaziem, w którym tam roku pojechała na kolonie sportowe. Natomiast jednak widzę, że dla wiele osób ten klucz jest szalenie ważny. I widzę to poprzez nie nasze działania, bo właśnie my jednak Skłaniamy się ku temu, żeby popularyzować twórczość Agnieszki Osieckiej, a nie samą Agnieszkę Osiecką, ponieważ też nie mamy klucza do jej osobowości. Wydaje mi się to dość płytkim podejściem do tekstów, które mają być uniwersalne I też nie chcę zawłaszczać części dorobku kompozytorskiego, bo cały czas do tego wracam, że prócz autorskich tekstów mamy, mamy jeszcze tutaj kompozytorów, z którymi mama współpracowała. Więc cały czas nagminnie przypominamy Ptaszyna Wróblewskiego, Seweryna Krajewskiego, Katarzynę Gertner. Minęło już tak dużo czasu, że te osoby stały się klasykami i dla młodych ludzi to są nieznani w ogóle jacyś dziwni autorzy. A mama się stała taką gwiazdą i zawsze była, że przyćmiła. To sformułowanie piosenki Agnieszki Osieckiej jest nie fair w stosunku do jej współpracowników. Mówię współpracowników, bo gdzieś tam drzemała w niej jednak menadżerka, że ona często pisała tekst jako pierwsza, a doszukiwała się kompozytora czy kompozytorki. Czasami odwrotnie. Często to ona szukała kompozytora i wskazywała go i wszyscy wlecieli zachwyceni, że będą pisać do tego muzykę. Więc poprzez jej środowisko popularyzujemy, poprzez właśnie opowieści o kompozytorach, którzy z nią pracowali, poprzez szukanie nowych brzmień, nowych kontekstów, wykonawców, nie wiem, odmładzanie. ale też nie za wszelką cenę. Czasami wolimy, żeby ktoś po prostu zaśpiewał te piosenki dobrze, niż żeby koniecznie to była akurat wokalistka, która nagrała reklamę Coli i jest teraz najbardziej na topie wszelkich list przebojów. Być może to nie jest słuszne działanie. Być może jesteśmy nawet za mało komercyjni, za mało szerokim. szpalerem, nie wiem jak to powiedzieć. Mamy też dużo chyba takich drogowskazów, bo jest kilka instytucji, którzy wspaniale opowiadają historię Polski, choćby w Warszawie Muzeum Powstania Warszawskiego. Można mieć uwagi, ale niektóre zabiegi, które wydawały mi się na początku szokujące, typu na przykład komiksy, o Powstaniu Warszawskim, coś było dla mnie w tym niesmacznego. Albo na przykład rekonstrukcje bitew, które fantastycznie w Polsce cieszą się ogromną popularnością. Jak one były takie, że Bitwa pod Racławicami, to jeszcze tak okej dla mnie było, ale jak już nagle zobaczyłam ustawki ZOMO i rekonstrukcję stanu wojennego, to nagle to się dla mnie, także troszkę taką intuicją się kieruje, że niech robi to może ktoś inny z Agnieszką Osiecką, tak bardziej na przykład komercyjnie, a nie koniecznie my. Ale zauważyłam, że opowiadanie o Agnieszce Osieckiej jednak generuje zainteresowanie jej twórczością takie banalne stwierdzenie i rzeczywiście nie wstrzymuje takich działań. Ostatnio, nie wiem czy państwo zauważyli, ukazały się aż trzy książki o mojej mamie, których my nie wydaliśmy, bo my cały czas konsekwentnie jej językiem podążamy, czyli wydajemy dzienniki po długim milczeniu. po długim trzymaniu ich w tym tapczanie. I część tych książek uważam, że jest świetna, a część wydaje mi się właśnie taka za bardzo trywialna. Jest taka teraz moda na beletryzowanie biografii. Na pewno, Michale, to widzisz. To chyba moda z Anglii. Ty bardziej chyba śledzisz ten brytyjski, amerykański rynek wydawniczy. I wpadła mi w ręce taka książka do cezury mojej, jakby wysłało mi Wydawnictwo Literackie, co ja o tym sądzę. W pierwszej chwili, w pierwszych słowach mego listu, byłam niezadowolona, bo właśnie tak się niesamowicie autorka utożsamiała z autorka książki, z moją mamą, że po prostu wymyślała jakieś historie i ciągle mieszała fakty z prozą, którą tworzyła. Agnieszka jest bohaterką niejako tej powieści. Przepraszam, zapomniałam tytuł tej książki i no byłam tym zniesmaczona, ale myślę sobie okej, jestem za blisko tej postaci, może już też stara jestem, dam komuś młodszemu. Wiele osób się zachwyciło, że to jest poczytne, że to jest okej i tylko zadbałam o to, żeby cytaty były, że to są cytaty z Agnieszki Osieckiej, bo ta autorka już tak sobie tę granicę przesunęła, że już mówiła o Siecką i tak dalej. I odnośniki do jej twórczości. Także my cały czas poszukujemy i powtarzamy, że jesteśmy też bardzo otwarci na jakieś pomysły z zewnątrz. Ale przede wszystkim poprzez młodych wykonawców piosenek o Agnieszce Sieckim. To jest nasze główne zadanie i konkurs wokalny stał się takim miejscem dla debiutantów. gdzie mogą pośpiewać klasykę i po prostu nauczyć się, że piosenka czasem ma aż trzy zwrotki i opowiada o czymś bardzo smutnym.
[58:43.24 → 01:02:38.39] C: My jesteśmy w takiej... w ogóle nie jestem pewien, czy trzeba już uwspółcześniać Szymborską. To jest tak, że chyba ciągle się jeszcze Szymborską czyta, a przynajmniej się ją kupuje, więc w tej chwili nie chcemy robić jakichś specjalnie historycznych ruchów, żeby przypominać o Szymborskiej, o której wydaje mi się, że wiele osób pamięta. Bardzo nas cieszy, jeżeli po Szymborską sięgają ludzie młodzi, tacy, którzy nigdy jej nie widzieli nawet w telewizji, ale w każdym razie nie mieli z nią do czynienia i to bardzo sobie cenimy takie inicjatywy. oddolne, nazwijmy to, i inicjatywy szkolne różnego rodzaju, ale też gdzieś jest też taka granica, Agata mówi o intuicji, chyba właśnie intuicja podpowiada, że nie na wszystko należy się godzić, a przynajmniej nie pod wszystkim musi się znajdować logo fundacji, nazwa fundacji, ten imprimatur jakiś taki. Wydaje mi się, że... Znaczy, problemem dla nas jest żeby nie stworzyć takiej sytuacji, że oto fundacja będzie pozyskiwać pieniądze, które będą służyły promowaniu wyłącznie Szymborskiej, bo wiemy, że ona tego by nie chciała. To znaczy fundacja nie ma służyć... Oczywiście także mamy się zajmować jej spuścizną, mamy się zajmować jej twórczością, ale to raczej odwrotnie. Zyski z tej twórczości, ze sprzedaży, licencjonowania praw mają służyć temu, żeby np. fundować stypendium dla młodych imienia Adama Włodka. I tak to jest skonstruowane. Myśmy tak naprawdę nie wydali ani grosza z tego miliona dolarów, chociaż ostatnio ktoś mnie zapytał, no co, to już jednej trzeciej pewnie nie ma. Nie jest tak źle. Udało się właśnie dzięki temu, że poezja Szymborskiej się sprzedaje, to jest jakiś ewenement, bo sprzedaje się w takich nakładach, w jakich się nie sprzedaje nawet powieść. No może powieść erotyczna się sprzedaje, ale powieść jako tak, a właśnie sprzedaje w takich nakładach, a już absolutnym ewenementem są Włochy. I dwa słowa o Włoszech, bo właśnie dostałem dwa dni temu od pewnej włoskiej artystki, twórczyni komiksów, komiks o życiu Szymborskiej. Ponieważ ukazała się w tej chwili biografia Szymborska, Pamiątkowe Rupiecie, czyli książka Anny Bikont i Anny Szczęsnej, ukazała się w przekładzie włoskim, więc na podstawie tego przekładu, jakichś fragmentów tej książki, artystka zrobiła komiks. Najpierw, zanim otworzyły mi się te pliki graficzne, to się zjeżyłem, co ja zaraz zobaczę, ale okazało się, że to jest śliczne. Nic podobnego, z jakieś takie właściwie impresjonistyczne, ale też z poczuciem humoru podejście. Na razie z tych pierwszych planszy wygląda na to, że to będzie ciekawy projekt. Natomiast w pewnym sensie zmorą są scenariusze filmów. Ponieważ mamy kilka propozycji, dostaliśmy kilka propozycji scenariuszy filmowych, gdzie, filmów fabularnych dodam oczywiście, nie dokumentalnych, gdzie w usta Szymborskiej są wstawiane jakieś frazy, które są organicznie i obce. Gdzieś jak dotarłem do jakichś wulgaryzmów, to jednak przestałem czytać. Więc ja mam jedną odpowiedź na to, bo w tych filmach też oczywiście twórcy tych filmów pytają, jak ja siebie widzę w tym filmie, kto mógłby mnie grać, więc od razu mówię, że George Clooney i że to jest mój warunek i to jak na razie działa, to znaczy odstrasza.
[01:02:39.41 → 01:04:41.13] B: Zapamiętam to sobie. Jako Agnieszka Osiecka, nie, to Meryl Streep może weźmiemy. Ja też nawiążę do tego, co mówiłeś o wokół Wisła Wyszynoborskiej robicie. My też oczywiście, dlatego nasza fundacja się nazywa Okularnice. Nie jesteśmy dla mamy, tylko ogólnie dla tego środowiska wykonawców i odbiorców i naszej publiczności, ale przede wszystkim naszych wychowanków fundacji staramy się prowadzić gdzieś tam dalej i im pomagać. Mówię o tych wokalistach, o tych, którzy debiutują. To się okazało tak naprawdę tym czego ludzie oczekują od nas, najcięższym naszym zadaniem, bo im bardziej skomercjalizowany jest rynek polskiej piosenki, im bardziej media publiczne wycofały się, już właściwie się w ogóle wycofały, z roli producenta, bo przecież mało z nas sobie uświadamia, że Kalina Jędrusik, Wojciech Młynarski, Ewa Demarczyk i tak dalej i wykonawcy, wielcy wykonawcy mamy piosenek, to były osoby, które były stworzone przez Polski Radio. przez Polskie Radio, nie będziemy tutaj wchodzić w problemy, ustawy o mediach, tudzież abonamentu, przestało zajmować się produkcją muzyki, produkcją słuchowisk właściwie też. I jeszcze słuchowiska to stosunkowo niewiele kosztują w porównaniu z zespołem, nagraniem, redakowaniem nagrań itd. nie robią tego i jeżeli chcemy debiut nowych nazwisk w piosence, to musimy przestać narzekać, tylko sami ich poszukiwać i sami to produkować, więc u nas nagrodą jest udział dla młodych ludzi w koncertach, a następnie staramy się ich motywować, żeby pisali swoje piosenki, już nie śpiewali piosenek Agnieszki Osiecki, tylko pisali swoje teksty, a następnie sami je wykonywali, żeby kolejne następczynie były Agnieszki Usiecki.
[01:04:42.05 → 01:06:14.58] C: Z Szymborską było tak, że ona miała poczucie tego, że jej konstrukcja psychiczna nie pozwala jej na przykład promować młodych, to znaczy promować innych. Ona bardzo źle się czuła w charakterze czegoś, co nazywała lokomotywą. Ona zdawała sobie sprawę z tego, że autorytet noblistki, może spowodować, że właśnie ona może wskazać kogoś, namaścić na poetę, na pisarza. Tak zresztą robił Miłosz. Bardzo, można powiedzieć, taką konsekwentną politykę kulturalną prowadził. Był kimś, kto faktycznie, myślę, że stworzył tak naprawdę bardzo wielu pisarzy dzięki temu. Natomiast dla Szymborskiej ten gest był może nie tyle niewykonalny, ile bardzo kosztowny. Wiem ile ją kosztowało tego typu działanie i ona miała poczucie, że jest taką trochę zmarnowaną, jej funkcja jest trochę taką zmarnowaną funkcją i właściwie mam takie poczucie, że jej koncepcja fundacji to właśnie jest taka koncepcja lokomotywy. My mamy tak naprawdę wspierać innych, niekoniecznie młodych, to wcale nie jest powiedziane, że oni muszą być Na przykład musimy wspierać debiutantów. Stypendium imienia Adama Włodka oczywiście jest wyłącznie dla młodych, bo tam do 35 roku życia. Natomiast nagroda imienia Wisławy Szymborskiej jest nagrodą za wydarzenia poetyckie i tutaj już nie ma granicy.
[01:06:14.86 → 01:06:19.06] A: Choć w tym roku akurat się ułożyło raczej w młodszym pokoleniu.
[01:06:19.08 → 01:06:23.52] C: Tak, w tym roku mamy, jak to mówili jurorzy, przedszkolę.
[01:06:25.28 → 01:06:35.78] B: My też raczej już nie musimy wspierać Maryli Rodowicz, nie wypominając wieku, także raczej wspieramy początkujących wokalistów, którzy są często 25, 27 i tak dalej.
[01:06:36.14 → 01:07:06.64] A: Trudno jest mówić o obserwowaniu zmian, jakie zachodzą w tym środowisku na podstawie trzyletniego doświadczenia, ale w przypadku lat kilkunastu już można. W niedzielę bodajże zamknięto listy zgłaszających się do kolejnego konkursu Agnieszki Osieckiej. w imieniu Agnieszki Osieckiej. Proszę powiedzieć, czy jest ich więcej, czy mniej? Bo w przypadku poezji to zdaje się prawie cały dorobek poetycki ostatniego roku. Prawie, prawda? Państwo mają świetny przegląd tego.
[01:07:06.68 → 01:07:43.19] C: Wydaje mi się, że cały, że w tym roku, że to już jest trzecia edycja i że chyba... Bo tak, przestaliśmy dostawać takie tomy poetyckie odbijane na kserografię. Bo już chyba wszyscy wiedzą, że trzeba mieć te magiczne ISBN, czyli to jednak musi być książka wydana. Natomiast chyba dostajemy całość produkcji poetyckiej. Jeden z naszych jurorów, profesor Marian Stala, zajmujący się poezją współczesną, właśnie bardzo sobie to ceni, bo dostaje do czytania 217 tomów. Ma na czym pracować.
[01:07:45.27 → 01:09:05.32] B: U nas to zależy chyba od roku. W tym roku mieliśmy mniej dużo zgłoszeń niż w roku ubiegłym. Na początku było mniej. To tak po prostu faluje. Jest to konkurs, który jest konkursem wokalnym. Oprócz tego, że trzeba rozumieć o czym się śpiewa, to jeszcze trzeba umieć śpiewać. I też często wydaje mi się, że po prostu ludzie się blokują tym, że trzeba mieć jakiś akompaniament, że to są przesłuchania na żywo. Więc jest dużo też takich przyziemnych rzeczy, które blokują. Bywały lata, że było 200, bywało, że 80. W tym roku chyba mamy 106 osób. Też trzeba się przygotować z dwiema piosenkami i zdobyć na odwagę właśnie śpiewania przy żywym jury. Także jest dużo osób, które dzwonią, chcą spróbować, ale odwagi im brakuje. No różnie. Także w tym roku chyba mniej zgłoszeń mamy, dużo niż na przykład w zeszłym roku. Aczkolwiek to się nie przekłada w żaden sposób na poziom w danym roku. Czasami bywało mnóstwo osób. Mieliśmy rok, w którym było ponad 200. Jurorzy wyżyli słuchanie na żywo wszystkich tych osób i tak dalej ciągiem.
[01:09:06.82 → 01:09:09.68] C: Troszkę było... Już nie z żywe żyli, tylko pół żywe żyli.
[01:09:09.68 → 01:10:38.86] B: Pół żywe żyli pod koniec, tak. I wcale nie był taki, ta dziesiątka nie była taka zachwycająca, także trochę liczę na to, że może mniej się zgłosiło, ale rzeczywiście bardzo przygotowanych. Ale jeszcze wrócę do tego cenzurowania, co wydawać, bo zapomniałam, że my mamy dzienniki i mamy. Myślę, że hibernowaliśmy długo. Minęło dość dużo czasu, żeby te lata 50. pokazać, ale już w tej chwili zbliżyliśmy się do granicy takiej, gdzie są bohaterowie tych dzienników i z nami cieszą się zdrowiem i miałam problem taki, czy cenzurować te nazwiska, czy wygumkować je i ciekawostkę taką państwu powiem, że jak na razie obraziła się na mnie tylko jedna osoba i była to przyjaciółka mamy z czasów podstawówki i więc to są opowieści o zupełnie, no nie wiem, 9 lat mają dziewczynki jakieś sprzeczki, mama coś o koleżance napisała Ta pani jednak była oburzona, zgłosiła się do nas po tym pierwszym tomie i w związku z tym jej nazwisko zostało wyczernione. Ale oczywiście wystarczy przeczytać pierwszy tom, żeby się zorientować, kim ta pani jest. A to jej wystarczyło. Także tutaj sama bohaterka się wygumkowała, a nie ja.
[01:10:38.94 → 01:10:51.23] A: Okazały się dwa tomy dzienników. Proszę powiedzieć, Pani nie wiedziała, że mama pisze dzienniki, ale też Pani jakiś czas temu mówiła, że nie chce znać wszystkich tych dzienników hurtem.
[01:10:51.43 → 01:12:16.48] B: Czy ja w ogóle nie jestem osiecko-lożką i przede wszystkim, jak mówię, Jako prezes poszukuję dobrych ludzi, którzy nadają się do tego zadania. Zlecam, myślę, że mam rewelacyjną panią redaktor tych dzienników, Karolinę Felberg-Sendecką. I ona przede wszystkim doszukuje się tych postaci, odszyfrowuje, kim te postacie były. Właściwie zna lepiej samą Agnieszkę Osiecka, niż sama Agnieszka Osiecka siebie zna. Jestem przekonana, że części tej postaci moja mama już nie pamiętała pod koniec życia, a Karolina je odnalazła, jeśli się dało. I ustaliliśmy, że nic nie wycinamy. Idziemy ciągiem, żeby nie było właśnie tak jak z Marią Dobrowską, potem prawdziwa wersja i tak dalej. Także jak dojdziemy do niebezpiecznej granicy, to po prostu zrobimy przerwę i tomy się będą ukazały po jakimś czasie i z tego powodu też korespondencji nie pokazujemy, nie dlatego, że nawet intymne sprawy, tylko po prostu często są oceny. Mama pracowała z ludźmi, coś jej się nie podobało, uwagi krytyczne właśnie o kompozycjach i po co mamy mieć Niezadowolonych. Tak, beznadziejna. Dla Elizy słaby kawałek.
[01:12:17.26 → 01:12:21.82] C: My za to nie mamy dzienników, o ile wiem. Na razie żadnego.
[01:12:21.98 → 01:12:22.84] A: Czy to jest pewne?
[01:12:23.04 → 01:15:08.05] C: Muszę jeszcze raz przeszukać ten tapczan. Może ja napiszę. Bardzo proszę. Natomiast mamy korespondencję w tychże woreczkach. Woreczki już zostały rozwiązane i cała korespondencja już została To się nazywa etap akcesyjny bodajże, jakoś tak się to nazywa w bibliotekoznawstwie. W każdym razie już wiemy ile ich jest i chyba wszyscy nadawcy zostali już rozszyfrowani. Niestety tylko nadawcy, dlatego że Szomborska nie robiła kopii własnych listów. No właśnie, więc to jest kłopotliwe, ale mamy taki pomysł, żeby może już nawet w przyszłym roku wydać korespondencję z wieloletnim towarzyszem życia Szymborskiej, to znaczy z Kornerem Filipowiczem. Oboje byli pisarzami, oboje pisali bardzo smakowicie. Trochę się obawialiśmy, czy nie są to sprawy zbyt intymne i nie są to listy zbyt intymne, Myślę, że po pierwsze ich właśnie konstrukcje psychiczne, ich świadomość w jakich czasach piszą i że jednak gdzieś tam ten cenzor zawsze może do tego zajrzeć. I myślę, że krótko mówiąc kultura spowodowała, że oni absolutnie nie pisali o rzeczach intymnych. Pisali okropnie śmieszne i wzruszające listy. Ja przeczytałem tylko dwa roczniki z lat 67-68, wtedy kiedy się poznawali. Kiedy Szymborska, no bo oczywiście pisze się listy wtedy, kiedy się jest z rozdzielonym, to jest oczywiste, a mieszkali de facto obok siebie, no ale akurat Szymborska wtedy długo chorowała i była w sanatorium, no i to spowodowało wzrost korespondencji. Pisywali do siebie dwa razy dziennie. Długie listy. I myślę, że to będzie znakomite. Podejrzewam, że też będziemy mieli te problemy, że są tam właśnie na przykład oceny, Szymborska była dosyć krytyczna, nie tylko autokrytyczna, ale także krytyczna wobec innych, więc myślę, że może tam być sporo takich problematycznych rzeczy. No ale to będziemy też na bieżąco podejmować decyzje, co z tym zrobić. Mnie się jeszcze przypomniała jedna rzecz, bo pani zapytała, mówiła o tym Stindbergu, i myśmy założyli stronę na Facebooku i to ponieważ to ktoś nam zakładał, więc to jest strona, nie Fundacja Wisławy Szymborskiej, teraz już jest taka, ale strona Wisława Szymborska po prostu, bo ktoś nas przekonał, że tak się to robi, to znaczy to są właśnie takie strony. I ja muszę powiedzieć, że do tej pory mnie śmieszy jak czytam, że Wisława Szymborska lubi to i myślę, że ona chichocze. nad tym wszystkim.
[01:15:08.21 → 01:15:19.53] A: To jest zgodne z pamięcią. Była chichotliwa przecież. Wszystko się zgadza. Natomiast Agnieszka Osiecka myślę, że świetnie by się w czasach facebookowych odnalazła.
[01:15:19.87 → 01:16:11.41] B: Nie, nie sądzę. Nie, bo ona nie lubiła nowoczesnych urządzeń i włączała radio za pomocą włączenia wtyczki do gniazdka i tak też wyłączała radio. i z trudem przekonała się do sekretarki nagrywającej. Takie urządzenie było przy telefonach stacjonarnych i głównie używała jej właśnie jako takiego narzędzia epistolograficznego, że czekała aż tej osoby nie będzie w domu i później długą jakąś ciekawą, śmieszną wiadomość i też tak lubiła, żeby do niej zadzwonić i długo się nagrać. i sobie tego słuchała jak słuchowiska, ale myślę, że bardziej twórcze się interesowało, a nie powiedzenie komuś, że właśnie wypiła kawę i jest tu i zjadła taką szarlotkę. To jest metoda na Facebooka.
[01:16:11.47 → 01:16:16.43] C: Szymborska też bardzo lubiła automatyczną sekretarkę, ale...
[01:16:16.43 → 01:16:17.65] A: Odkąd Pan ją wprowadził?
[01:16:17.73 → 01:17:10.65] C: Ja ją wprowadziłem, tak oczywiście, ale i tam moim groźnym głosem było zawsze nagranie. Te nagrania były trzy. Pierwsze było takie, że tu numer i tak, taki i taki, proszę zostawić wiadomość lub wysłać fax i pod innym numerem był, już poza jej mieszkaniem był fax. Później ona sobie zażyczyła takiego jeszcze groźniejszego nagrania, że tu numer taki, a taki, po usłyszeniu sygnału proszę zostawić wiadomość i jeśli to konieczne wolno i wyraźnie numer telefonu. Ale to jeśli to konieczne było tutaj kluczowe. A potem ją to zaczęło irytować, bo ona za każdym razem słyszała ten mój, tę zapowiedź, więc kazała mi zmienić na i jeśli to konieczne skonsultować się z lekarzem lub farmaceutą. Ale to znowu spowodowało, że częściej przyjaciół wydzwaniała później do mnie, na przykład, czy coś się stało. No więc po pewnym czasie jednak zlikwidowaliśmy ten mesaż.
[01:17:11.45 → 01:17:54.69] A: Bardzo mnie ucieszyła ta wiadomość, bo myślę na wydanie listów, korespondencji między Wisławą Szymborską a Kornelem Filipowiczem, bo nie ukrywam, że trochę byłam zła, kiedy w lutym tego roku Za zgodą fundacji, co Gazeta wyraźnie podkreśliła, Dziennik Polski bodajże opisał te listy chwaląc się, że jako jedyny za zgodą fundacji dostał, że dostał zgodę na zobaczenie tychże. Pomyślałam sobie, a dlaczego Dziennik Polski? A dlaczego w takim razie ja nie mogę tam zajrzeć? I to jest jednocześnie takie pytanie o to, ale pan już odpowiedział, kiedy w takim razie wszyscy będą mogli, skoro Dziennik Polski może.
[01:17:55.11 → 01:18:00.90] C: Jeśli chodzi o korespondencję, to nie jestem pewien, czy to jest konieczne, żeby wszyscy mieli do niej wgląd.
[01:18:01.48 → 01:18:05.41] A: Ale dlaczego Dziennik Polski, a nie inna gazeta? Na jakiej zasadzie selekcja?
[01:18:05.48 → 01:19:00.83] C: On jest naszym partnerem medialnym. To jest na takiej zasadzie, że jako partner medialny ma ma wgląd, ale to też nie jest tak, że on może cokolwiek publikować. Oni mieli prawo napisać na podstawie tego, co przeczytali, stosunkowo krótki tekst. Natomiast to wszystko, bo nasz znowu partner wydawniczy będzie miał prawo do wydania tej korespondencji. To też nie chodzi o cenzurowanie czegokolwiek, ale też nie jestem pewien, czy dla wszystkich wszystko tam będzie interesujące. Na pewno udostępnimy całość, tę część archiwum, która dotyczy twórczości i to również będziemy digitalizować. i udostępniać, ale to już na zasadach udostępniania przez Bibliotekę Jagiellońską. To jest dla badaczy bardzo ważne.
[01:19:00.85 → 01:19:57.87] B: Ja rozumiem, że Fundacja Wisławy Szymborskiej ma horyzont 200, 300, 400 lat. Tak myślę, że powinno być. Bardzo cieszyłam się, kiedy ostatnio opublikowano listy Rilkego. Właśnie. To jest wydarzenie. Dlaczego nie mamy poczekać po prostu 150 lat i ulegać takiej presji? Tak, ale presji takiej, nie wiem, z pisma gala, tak, że już następnego dnia coś ma być gdzieś, już ma coś wisieć, już udostępniamy i tej presji. Zróbmy coś dobrze, zredagujmy porządnie, niech to będzie wydane tak, że za 150 lat, jak ktoś zobaczy tę korespondencję, to będzie naprawdę porządnie opracowane, znaczy w sensie, że takie też powierzchowne przygotowywanie tekstów niekoniecznie może by się patronce podobało.
[01:19:58.94 → 01:20:07.54] A: Skoro wywołane zostało hasło dzienników, proszę nie odkładać mikrofonu, bo chciałam zapytać o pana dzienniki, które pan prowadził?
[01:20:07.94 → 01:20:08.42] C: Nie.
[01:20:08.66 → 01:20:09.00] A: Nie?
[01:20:09.20 → 01:21:08.10] C: Znaczy nic mi o tym nie wiadomo. Muszę zajrzeć do swojego tapczana, ale z tego co wiem, to nie. Ja natomiast czuję już gorący oddech redaktora Jerzego Ilga na karku, ponieważ powinienem kończyć... Zwizualizowałaś sobie to? powinienem kończyć książkę o Wisławie Szymborskiej. To nie będzie żadna biografia, bo przy moim ADHD to w ogóle byłoby niemożliwe, ale to jest taka książka, będzie taka książka wspomnieniowa, książka o tych 15 latach i o tym jak z tych trzech miesięcy, bo przecież zostałem przyjęty na trzy miesiące, zrobiło się 15 lat. Ja nie prowadziłem, znaczy prowadziłem tylko dzienniki podróży i to pewnie z kilku, może kilkunastu takich podróży, z Szymborską, ale teraz jak je czytam, to się okropnie wstydzę i wyzywam się od idiotów, ponieważ tam są właściwie wyłącznie opisane dania, które jedliśmy.
[01:21:08.93 → 01:21:16.65] B: Ale w wspomnieniach Rubinsteina też są dokładnie wszystkie kolacje opisane, kto koło kogo siedział i jaki suflet.
[01:21:16.98 → 01:21:24.65] A: To może wsparła Pani Agata Pasend, jednak nie będzie się Pan wstydził, to byłoby ciekawe.
[01:21:24.66 → 01:24:13.68] C: Nie, nie, no oczywiście częściowo je opublikuję, bo to częściowo są bardzo ciekawe dania, ale to muszę powiedzieć, że poważnie teraz, że wydawało mi się, że to będzie taka książka, którą napiszę po prostu tak, bo ja o tym gadam, opowiadam, to jest coś, co jeszcze całkiem dobrze pamiętam. Tymczasem okazało się to szalenie trudne. Tu nie moja ADHD czy lenistwo ma jakikolwiek z tym związek, ale taka kwestia, podejrzewam, że emocjonalna, o której wolę nie mówić, ale też i kwestia językowa. Znaczy, jakim językiem o niej opowiadać? Znaczy, bym silić się na coś, nie silić się całkiem przeźroczystym? Tak naprawdę najdłużej siedziałem i próbowałem sobie samemu w głowie opowiadać, jak ja bym chciał coś takiego przeczytać. W końcu wymyśliłem, że to będzie pisane takimi Takimi fragmentami nieomal rozsypanymi, takimi, tak jak mnie prowadzi pamięć po różnych wydarzeniach. I też mam takie wrażenie, że w przypadku Szymborskiej akurat, Osieckiej chyba nie, ale w przypadku Szymborskiej jest chyba tak, że ten wizerunek, który pozostał, wizerunek, który budują media, różne media, to jest wizerunek takiej rozchichotanej starszej pani. trochę ekstrawaganckiej, trochę takiej, tak, że tutaj jakieś loteryjki, tu jakieś po prostu anegdotki, tu coś, że to jest prawda oczywiście, ale to jest tylko jedna strona prawdy, bo oprócz tego to była osoba głęboko melancholijna, poważna, smutna można powiedzieć nawet i była takim takim mędrczynią, jeszcze feministki nie wywalczyły, żeby to było słowo na pełnych prawach, mędrcem w rodzaju żeńskim. I zresztą sama o sobie mówiła, że moje znaki poznawcze to zachwyt i rozpacz. Moje znaki szczególne to zachwyt i rozpacz, więc staram się jakoś też to wyważyć. Najwięcej pamięta się anegdot, ale też trzeba pamiętać, że akurat w przypadku Szymborskiej anegdoty pełniły taką funkcję na zasadzie takiego kokonu. Jak się nie chce powiedzieć czegoś bolesnego, to wtedy się opowiada anegdoty. Wtedy ten ktoś, rozmówca coś dostaje, rozładowuje się sytuacja, natomiast nie ma dostępu do wnętrza. Więc ona bardzo często opowiadała anegdoty właśnie wtedy, kiedy chciała, żeby się od niej, może nie odczepić, to jest złe słowo, ale w każdym razie, żeby zbudować jakiś rodzaj buforu. Więc staram się to w tej chwili jakoś odpowiednio zbilansować, zbalansować.
[01:24:14.78 → 01:24:32.94] A: Nie wiem, czy dobrze wymówię to nazwisko, ale chciałam zapytać Panią, co się dzieje z Kamilą Edbergson. Z Kamilą Edbergson, bo taki pseudonim chciała Pani przyjąć, pisząc Wodewil. To był być może żart, kiedy Pani kiedyś o tym opowiadała.
[01:24:32.94 → 01:24:42.26] B: To już Pani lepiej pamięta niż ja, ale to właśnie widać, że ta siwizna jednak jest odzwierciedleniem czasu, które minęło. Nie pamiętałam w ogóle tego.
[01:24:42.74 → 01:25:09.88] A: Pytaniem o Panią Kamilę chciałam wywołać Państwa twórczość, a właściwie kłopoty. twórczością w kontekście zajmowania się losami patronek. Czy to, że prowadzą państwo fundacje, że stoją na straży, że sprawują pieczęć, dbają o to, czy to utrudnia, czy ułatwia.
[01:25:11.60 → 01:27:04.14] B: Może też oddam raczej głos Michałowi, bo już tak mam wrażenie, że strasznie dużo już powiedziałam i długo może nasze spotkanie trwa. Jakoś wydaje mi się, że szukanie usprawiedliwienia w tym, że się nie pisze, bo coś przeszkadza, nie jest tak naprawdę dobrą metodą. Jeżeli czuję, że mam temat, że ten temperament mnie skłania, żeby napisać, że jestem felietonistką, to jest raczej mój temperament felietonistyczny, to to robię Jeżeli bym zaczęła myśleć o fundacji jako przeszkodzie, to byłby to zdecydowanie czas, żeby już zaprzestać działania. W dzisiejszych czasach każdy właściwie musi pracować na 2-3 etaty i myślę, że w życiu pisarza czy w życiu dziennikarki fantastyczne jest życie, uczestniczenie w nim, a zarządzanie nawet grupą kilkunastu osób, borykanie się z tymi wszystkimi kłopotami, no to jest dla mnie też pożywka jako dla autorki. I fakt, że mam kontakt z nim, z mediami współczesnymi, no gdzieś tam działa na korzyść naszej fundacji, bo wiem, wiem co się dzieje, wiem jak myślą media, gazety i tak dalej i tak dalej. Te dwie jakby działalności się chyba uzupełniają, jedna drugą napędza i tutaj nie składałabym jakiś skarg na to, że gdyby nie fundacja, to bym po prostu była Strindbergiem drugim.
[01:27:04.34 → 01:27:22.52] A: Więc raczej pytanie było to, czy nie ma takiego głosu na przykład, nie pojawiają się takie głosy i jakie na Państwu robią wrażenie, napisała sztukę i wystawiła w pięciu teatrach, bo przecież mama, prawda? Raczej w tę stronę szło to pytanie. Czy to jest kłopot?
[01:27:22.73 → 01:27:44.87] B: Nie, nie, to ja nie miałam jakoś tak z tym. Chyba jednak mama zupełnie innymi rzeczami się zajmowała, ja w zupełnie innym kierunku. Mam innych zupełnie czytelników i czytelniczki, inne grono. Też na nieszczęście być może nie jestem poetką, Więc to idzie sobie zupełnie równolegle.
[01:27:46.83 → 01:29:18.61] C: Mnie się wydawało, że ja nie będę miał z tym kłopotu, bo moja twórczość to jest twórczość przez duże tfu. Ja się raczej zajmuję literaturą dla dzieci, tłumaczeniem literatury dla dzieci, a jeśli piszę dla dorosłych, to albo są to prace naukowe, których przecież nikt nie czyta, albo to są jakieś nieprzyzwoite wierszyki, których właściwie też nikt nie powinien czytać. więc gdybym był poważnym poetą, to pewnie miałbym ja z tym wewnętrznie problem. Co jakiś czas spotykają mnie oczywiście zarzuty takie, że ja zostałem wypromowany przez Szymborską, a teraz tylko dzięki temu ktoś chce publikować moje przekłady czy moje wierszyki dla dzieci. Ale to rozumiem, że tak jest skonstruowany świat. Pewnie też jest w tym trochę racji, bo pamiętam, że po raz pierwszy zostałem zaproszony do jakiegoś programu śniadaniowego właśnie jako sekretarz Szymborskiej. A potem już zostałem zapraszany jako twórca książek dla dzieci. A te programy śniadaniowe się zachowują trochę jak Maklakiewicz, że lubią te piosenki, co je znają. To znaczy jak już ktoś u nich był, to go zapraszają, bo on już u nich był. Więc rozumiem, że to też się tak wydarzy, ale na to też nic nie poradzę. Bronienie się przed tym też jest jakimś chyba bezsensem.
[01:29:18.89 → 01:29:25.31] B: To tak, jak ja bym zaczęła publikować felietony pod pseudonimem. To też wydaje mi się tak sztuczne,
[01:29:25.37 → 01:29:29.59] A: że... Pani to, proszę pani, w ogóle nie powinna felietonów z racji ojca z kolei publikować, prawda?
[01:29:29.83 → 01:29:37.15] B: Tak, no mamy tak różnych grupę czytelników, że rzadko ktoś jest równocześnie czytelnikiem dorosłych.
[01:29:37.15 → 01:29:46.51] C: Ale wiesz co, mam takie wrażenie, że nawet gdybyśmy się zajmowali na przykład rybołówstwem, to by nam mówili, wypłynął to a propos rybołówstwo. No właśnie, no wiadomo, wypłynęła.
[01:29:48.02 → 01:30:03.46] B: Na koniec to nie ma żadnego znaczenia, liczy się tylko po prostu ilość czytelników danego tekstu, jakie były okoliczności jego powstawania, czy jakieś tam plotki, czy właśnie ten hejting. Ja akurat chyba mam tę skórę nosorożcową.
[01:30:04.20 → 01:30:13.34] A: Jeśli mają państwo pytania do naszych gości, to bardzo proszę. To jest moment, w którym można je zadać. Tu jest mikrofon.
[01:30:16.30 → 01:30:44.58] C: Zanim państwo się zdecydują, to ja powiem, co mówiła Szymborska w takich momentach, jeżeli mogę pozwolić. Mówiła tak, że strasznie długo państwo wytrzymali i wyjmowała z torebki taką wydartą stronę z gazety telewizyjnej i mówiła tak, minęło państwa tak, minęło państwa tak, teleekspres, coś tam, program dla rolników, serial taki i taki. Wyczytała tak. Strasznie dużo państwa minęło. I mecz pewnie jakiś też.
[01:30:46.76 → 01:30:47.64] B: Krakowie Ruch.
[01:30:49.30 → 01:30:51.62] A: Ale jeśli nie ma żadnych pytań, to
[01:30:51.62 → 01:30:53.66] B: może są, tylko tak nieśmiało państwo.
[01:30:54.00 → 01:30:54.66] A: Bardzo proszę.
[01:30:58.54 → 01:32:11.72] B: Zaintrygowała mnie, zaintrygowało mnie to, że pani Szymborska niejako zleciła, żeby fundacja miała imię Włodka. męża, ale gdy tak słuchałam, siedziałam, to sama sobie na to pytanie już odpowiedziałam. Więc pana nie pytam, bo pan też może nie wie, ale mam takie pytanie do pana. Też może źle zrozumiałam, że poeci przysyłają swoje tomiki. Czy ci poeci, to tak sami z siebie, co wydali, to przysyłają I państwo jako fundacja macie za zadanie czytać i dopiero wybrać te najlepsze. Przecież to jest ogrom pracy. Nie wyobrażam sobie. Przecież to musi być chyba jakaś najpierw recenzja tych rzetelników. No i jeszcze jedno takie może troszeczkę żartobliwe pytanie. Proszę pana, pańskie limeryki są wspaniałe. Niech się pan pisze.
[01:32:12.92 → 01:35:00.36] C: Dziękuję bardzo za ostatnią część, szczególnie pani pytania. To nie jest tak, że Szymborska powołała fundację imienia Adama Włodka. Ona owszem, ponieważ Adam Włodek wychował w Krakowie właściwie pokolenie poetów. Ona sama wie, działa, że jemu zawdzięcza debiut, jemu bardzo wiele zawdzięcza. Wielu z tych poetów się od niego odsunęło ze względu na jego polityczne uwikłanie, nazwijmy to omownie. I zresztą na nas spadły gromy, że chcemy powołać do życia stypendium, bo to chodzi nie o fundację, tylko o stypendium imienia Adama Włodka. Natomiast po pierwsze, to my jesteśmy prywatną fundacją, możemy zrobić stypendium imienia Mao Tse-Tunga, Hoshimina, kogo sobie wymyślimy. To nie są publiczne pieniądze. Po drugie, to był człowiek, któremu faktycznie Szymborska wiele zawdzięczała i chciała, żeby ten jego pomysł, jego dzieło w jakimś sensie, pomaganie młodym twórcom, żeby było jakoś kontynuowane i żeby o nim pamięć przetrwała. Nie jako kimś, kto był uwikłany politycznie, ale o kimś, kto myślę, że... Ja dokładnie nie chcę w tej chwili wchodzić w biografię Włodka, ale myślę, że świadomie w pewnym momencie wycofał się z życia publicznego, także z własnego pisania po to, żeby pomagać innym. To jest à propos pierwszej części pytania. Druga część pytania dotyczyła konstrukcji konkursu. To jest tak, że oczywiście to jest ogrom pracy, ale też i do nas spływają te książki tak naprawdę pod koniec roku, każdego roku. Do końca stycznia kolejnego roku je zbieramy. Ich jest około 200. Najpierw dokonujemy wstępnej selekcji, ale to nie jest jakaś taka... Tak naprawdę odrzucamy głównie te, które z powodów regulaminowych nie mogą w tym konkursie brać udział, resztę wysyłamy jurorom. Mamy znakomitych jurorów, którzy to wszystko czytają i którzy wykonują ten faktycznie ogrom pracy, przygotowują tak zwaną long listę, short listę, w końcu przygotowują piątkę, zgłaszają, wybierają piątkę, pięć książek, i ogłaszamy te pięć książek w maju i w październiku spośród tych pięciu wybierana jest jedna. Oczywiście to jest mnóstwo pracy, no ale...
[01:35:00.36 → 01:35:11.54] B: Przesłuchanie 400 piosenek Agnieszki Osieckiej też jest dość męczące, ale mamy też właśnie to pierwsze jury, a potem mamy jeszcze drugie jury, które już dostaje tę wyselekcjonowaną grupę ludzi.
[01:35:12.22 → 01:35:35.45] C: Tak naprawdę spośród tych książek, tej produkcji poetyckiej, I tak mi się wydaje, że mniej więcej 50 książek rocznie to są takie ważne książki, ta longlista tak wygląda, są takie ważne książki poetyckie, pomiędzy których już się wybiera tę piątkę. To już nie jest tak strasznie. W końcu to nie są też bardzo grube książki.
[01:35:37.71 → 01:36:47.33] A: Dziękuję bardzo. Kto z Państwa jeszcze? Bardzo proszę o sekundę poczekać. Bardzo panią proszę o to, żeby poczekała pani na mikrofon. Dobrze? On już idzie. Chciałam spytać o termos, który miała Szymborska i zawsze z nim jeździła. To mi bardzo właśnie podobało się, a w ogóle to bardzo Jest ważne jak pani, jak poeta czyta swoje wiersze i jak właśnie pani Szymborska czytała w telewizji oczywiście wiersz o tym kocie, to wtedy właśnie tak mnie ujęła za serce naprawdę. I uważam, że inaczej się patrzy na poezję, jak poeta przeczyta chociaż jeden wiersz, bo tak właśnie jakoś uczuciowo bardziej człowiek jest związany z nią.
[01:36:48.39 → 01:39:50.48] C: Tak, ja myślę, że poetów można podzielić nie na dobrych i niedobrych, ale na tych, którzy dobrze czytają swoje wiersze i na tych, którzy źle czytają swoje wiersze. I akurat Szymborska należała do tych, którzy czytali znakomicie. Szczerze mówiąc, ona nie bardzo lubiła, jak aktorzy czytali jej wiersze. I pamiętam kilka takich sytuacji, gdzie organizatorzy jakichś imprez mówili, żeby pani nie męczyć, zaangażowaliśmy naszą wspaniałą aktorkę, która wykona teraz to. Więc odpowiedzi były dwie. Albo, no dobrze, jak się tak napracowała, to niech wykona. A druga odpowiedź była taka, a to może ja przeczytam. Więc tego nie lubiła. Faktycznie nie lubiła też, kiedy jej wiersze się śpiewało. Oczywiście jest kilka piosenek. Jest właściwie tylko jeden wiersz, który jest piosenką. Nic dwa razy się nie zdziwi, nic dwa razy. Poza tym, jeszcze za jej życia, wydawnictwa Agora wydała wybór piosenek na płycie i ona najbardziej z tych piosenek lubi nienawiść w wykonaniu Hanny Banaszak, która w ogóle nie śpiewa, tylko właściwie recytuje ten wiersz. Uznała, że to tak powinno istnieć. Pytała Pani o termos. To był taki termos, jak wszyscy kiedyś mieliśmy. Ochydny, częściowo zardzewiały, chiński. Nie wiadomo dlaczego chińskie termosy, nie wiem czy Państwo pamiętają, były w szkocką kratę. To był prawdopodobnie wyraz albo globalizacji, albo fusionu jakiegoś. Nie wiem co to było, ale one zawsze były. Pani Wisława miała długi czas... Five o'clock tea, wiesz? No po prostu, może tak. Może mieli taką sztancę jakąś. I faktycznie Pani Wisłała długi czas miała taki żółty termos. Nie wiem czy Państwo pamiętają, w nich zawsze coś grzechotało. W każdym. Nie dało się innego. No ale w każdym razie miała taki zwyczaj, że w pokojach hotelowych lubiła sobie, budziła się powiedzmy gdzieś tam nad ranem i wtedy sobie lubiła wypijać kawę, żeby lepiej spać albo herbatę. Każdy ma swoje przyzwyczajenia i ona to właśnie miała. Często nie było, im bardziej elegancki hotel, tym mniejsza szansa na taki czajniczek w pokoju. Więc jak mieszkała w Grand Hotelu w Sztokholmie, Okazało się, że tam właśnie w tym największym apartamencie noblowskim, bo laureat literackiej nagrody dostaje taki apartament na pół piętra w ogóle, coś niebywałego. Można się tam zgubić. Właściwie jeszcze nawigacji nie było wtedy. No ale w każdym razie ona schodziła do restauracji na kolację i wręczała, znaczy niestety moimi rękami wręczała kelnerowi tenże termos i prosiła o wypełnienie go wrzątkiem. Mina obrzydzenia, jaką ten elegant, najelegantszej knajpy, najelegantszy motor, jaką miał ten kelner, to jest nie do opisania zupełnie. Miał białe rękawiczki, jestem pewien, że później oddawał do prania natychmiast.
[01:39:51.82 → 01:40:02.40] A: I ten człowiek właśnie ma coś takiego swojego bliskiego. Bardzo dziękujemy. Kto z Państwa jeszcze? Tutaj jest, jeśli można.
[01:40:05.44 → 01:40:31.44] B: Ja chciałabym bardziej nawiązać w stronę Pana twórczości, bo właściwie o tym, że będę na tym dzisiejszym spotkaniu dowiedziałam się właściwie rano i ja lubię się zapoznać z autorem, z którym będę miała do czynienia i właśnie dostałam Pana wierszyki domowe, które są właściwie dla dzieci, ale na mnie wywarły spore wrażenie, bardzo mi się podobały, no i nie tylko na mnie, bo powiem szczerze, że czytałam je w trakcie lekcji i nie tylko ja, bo czytali ze mną też moi rówieśnicy i również bardzo byli zaskoczeni.
[01:40:31.48 → 01:40:35.32] C: Mam nadzieję, że uwagi nie dostali Państwo za to, że czytali w trakcie lekcji.
[01:40:35.43 → 01:40:46.56] B: Myślał pan może o wydaniu czegoś dla młodzieży?
[01:40:48.76 → 01:42:42.99] C: Tak, myślałem. Dlatego, że moje dzieci bardzo szybko się okazało, że wyrosły i są już młodzieżą, przynajmniej dziecko starsze. Ja chyba się starzeję, bo ja mam lepszy kontakt z młodszymi dziećmi. To, co piszę dla dzieci, już nie jest do testowania na moich dzieciach. Dlatego lubię spotkania autorskie z dziećmi, bo mogę sprawdzić, czy to działa, czy nie działa. Może to jest wyraz zdziecinienia. Wie Pani, na starość tak bywa, że człowiek coś i potem infantylizm. Ale jakoś mi nie wychodzi pisanie dla młodzieży. Może też dlatego, że ja mam takie poczucie, że młodzież to już jest takie płynne przejście od dzieciństwa do dorosłości. Właśnie może niepłynne, takie hop, nagle się dokonuje. I widzę to, co czyta w tej chwili moja 16-letnia córka i to już są bardzo poważne książki. Ja nigdy nie miałem na przykład styków intelektualnych z tak zwaną literaturą dla młodzieży i niewiele jej przeczytałem. Być może w to nie pójdę w ogóle, ale może coś takiego mi przyjdzie do głowy jeszcze pośredniego. Mam taką teorię trochę zaczerpniętą z księdza profesora Tischnera i jego podejścia do filozofii. On twierdził, że jeżeli jakiejś koncepcji filozoficznej nie da się przełożyć na góralski, to jest gównu warta. I mam takie wrażenie, że jeżeli to, czym ja się zajmuję na uniwersytecie, jeżeli o tym się nie da opowiedzieć na przykład dzieciom czy młodzieży, to to właśnie jest nic nie warte, żeby już tak cytować Tischnera nieustannie. więc może na zasadzie takiego ćwiczenia stylistycznego tak.
[01:42:44.71 → 01:43:58.22] A: Bardzo Pani dziękuję. A ja wbrew temu co mówiła Pani Agata chciałabym wszystkich zachęcić, żeby jednak pracowali, zakładali, współpracowali w organizacjach pozarządowych, w stowarzyszeniach. Jest to świetny sposób na życie. fantastyczny, a jeszcze jak komuś można pomóc, to tym bardziej satysfakcjonujący. Wiem coś o tym. Nie mam czasu, mimo że jestem na emeryturze 10 lat, ja mam mniej czasu niż wtedy, kiedy pracowałam. To jest coś, a jest ogromna satysfakcja. No i poza tym chciałabym Państwu obojgu podziękować za wspaniały magazyn księgarnia. Fantastyczny. Poziom niesamowity. Pamiętam jeszcze te dawne, dawne, prawda, w telewizji publicznej te literackie audycje, prawda, ale to, co państwo prezentują co niedzielę, to naprawdę to jest takie okienko, na które czekam. Dziękujemy bardzo.
[01:43:58.64 → 01:45:45.35] C: Bardzo dziękujemy. Co nam miło, o ile wiemy, pieniędzy wystarczy do końca roku. Co będzie dalej, to zobaczymy, ale to już i tak trzeci rok, to jak na tego typu programy o książkach, to w ogóle jest jakiś ewenement. I w telewizji komercyjnej, która zresztą trzeba ją pochwalić, ma taki pomysł, żeby mówić o czymś zupełnie niekomercyjnym, a co w dodatku, okazało się, że mamy, można powiedzieć, w pewnym sensie swoją publiczność, to znaczy są tacy ludzie, którzy faktycznie włączają telewizor, a nie wyłączają, widząc nas, co nas szalenie cieszy, ale co też jest argumentem dla Dla telewizji. Ja pozwolę sobie tylko skomentować króciutko. Mam takie poczucie, że to co się teraz dzieje w mediach, też o tym mówiliśmy przedtem, to jest smutne także dlatego, że media zaczynają równać w dół, to znaczy dawać takie jak najprostsze, jak najłatwiejsze rzeczy. Natomiast to jest głupie myślenie. To jest głupie myślenie dlatego, że wcale nie jest powiedziane, że ludzie tylko tego chcą. Jest taki przedziwny pomysł, na przedziwny pomysł wpadło miasto Sopot, żeby organizować w sierpniu w Sopocie festiwal literacki. No wydawało się to absolutnie, to kuriozalne. Po co ludzie, którzy przyjeżdżają tam na plażę, tu dyskoteka, tu plaża i tak dalej. Nagle się okazało, że to jest szalenie popularny festiwal literacki, że ludzie dziękuję organizatorom, że jest coś takiego, że jest wybór. Można iść na dyskotekę, nie mam nic przeciwko, chociaż uważam, że jest za głośno, natomiast można również iść posłuchać sobie rozmów z pisarzami.
[01:45:46.15 → 01:46:02.83] B: A my już 18 lat organizujemy przegląd Pamiętajmy Osiecki w Teatrze w Sopocie imienia Agnieszki Osiecki i też słuchają długich, bardzo smutnych piosenek. Latem na plaży zamiast właśnie siedzieć w ogródku albo piwnym tudzież kąpać się w wodzie.
[01:46:03.09 → 01:47:13.22] A: Zresztą Państwa obecność tutaj dziś wieczorem, ale też od ponad dwóch lat w każdy wtorek wieczorem, kiedy rozmawia się przede wszystkim o literaturze też o tym świadczy. A ja z kolei chciałam pani bardzo podziękować za pierwszą część tej wypowiedzi, kiedy pani wybiła z głowy naszym gościom, wybijanie z głowy idei fundacji. Proszę sobie wyobrazić, jak wielkie szczęście ma Agnieszka Osiecka i Wisława Szymborska, że dzieją się te wszystkie historie wokół nich. Prawda? Ilu autorów szczęścia tego nie ma. Więc zakładajcie Państwo fundację i radźcie się tych, którzy o fundacjach dowiadują się, bo chciałam powiedzieć wiedzą, ale to chyba jeszcze nie jest taka pełna wiedza, bezustannie. Czy ktoś z Państwa jeszcze? Bo jeśli nie, to oczywiście mam nadzieję, że się Państwo zgodzą. Chwila na ewentualne podpisywanie książek i rozmowy. Bardzo proszę, zwalniam to krzesło. Dziękuję Państwu za spotkanie. Agata Pasend, Michał Rusinek.

Zobacz także

w Mediatece