Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

fot. Marcin Łobaczewski

Bitwa o literaturę. Tyłem do kierunku jazdy / Sylwia Chutnik / PJM

Wróć

BITWA O KULTURĘ

Wydarzenie przeniesione z 17.01.2023 r. Pobrane wejściówki zachowują ważność na nowy termin. Gdyby ktoś nie mógł uczestniczyć w tym spotkaniu w nowym terminie – będziemy niezmiernie wdzięczni za zwrot do kasy teatru.  

Rozmowa tłumaczona na polski język migowy Tłumaczenie na polski język migowy

 

Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną Pętla indukcyjna

Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 01.12.2022 r.
Jedna osoba może pobrać maksymalnie 4 wejściówki na każde spotkanie. Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.

Wydarzenie transmitowane online na stronie (zakładka „Na żywo” oraz na profilu FB Teatru Starego).

 

W swojej najnowszej powieści Sylwia Chutnik pisze o trzech pokoleniach kobiet – szalonej babci, która od zawsze była pewna swego, zastraszonej przez konwenanse matce, która cierpi niemal za miliony i próbującej odnaleźć się w życiu córce, kobiecie transpłciowej. Jak ułożyć sobie relacje w takiej rodzinie, jak odnaleźć się w Polsce, która wciąż – na wielu płaszczyznach – jest państwem opresyjnym i niesolidarnym?

Sylwia Chutnik – autorka powieści „Kieszonkowy Atlas Kobiet” (Ha!Art, 2008), „Dzidzia” (Świat Książki, 2009), ,,Cwaniary” (Świat Książki, 2012), „Jolanta” (Znak, 2015). „Smutek cinkciarza” (Od Deski do Deski, 2016) oraz książki historycznej „Warszawa Kobiet” (Biblioteka Polityki, 2011) , bajki dla dzieci „Nieśmiałek” (Muza 2015) „Dino Bambino” (Wytwórnia, 2018), zbioru felietonów ,,Mama  ma zawsze rację” (Mamania, 2012), zbioru opowiadań,,Proszę wejść. Więzienie, historie nieprawdziwe” (Nowy Teatr, 2012) i ,,W krainie czarów” (Znak, 2014), rozmów „Kobiety, które walczą. Rozmowy z kobietami uprawiającymi sporty walki” (GW Foksal, 2017) i książki naukowej „Miasto zgruzowstałe. Codzienność Warszawy w latach 1954- 1955” (Ossolineum, 2020).

Powieści zostały wystawione przez Teatr Powszechny w Warszawie i Teatr im. H. Modrzejewskiej w Legnicy. Laureatka Paszportów Polityki 2008 (literatura). Trzykrotnie nominowana do Nagrody Nike (w 2009, 2012 i 2015 roku). Jej książki i opowiadania zostały przetłumaczone i wydane w Niemczech, Rosji, Czechach, Słowacji, Węgrzech, Chorwacji, Ameryce Północnej, Serbii i na Litwie. Twórczyni sztuk teatralnych: ,,Muranooo” (Teatr Dramatyczny w Warszawie i Itim Theatre Ensemble w Tel Avivie), ,,Aleksandra” (Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu), ,,Wanda” (współautorka z Patrycją Dołowy, Teatr Stary w Krakowie) „Gwałt. Głosy” (Teatr Powszechny) oraz słuchowiska radiowego „Piwnica” (premiera w Trójce 4.08.2014). Laureatka konkursu ,,Dama Warszawy 2007” i Wawoaktywnych 2008 „Życia Warszawy”;, nominowana do ,,Stołka”; nagrody „Gazety Stołecznej” 2008, nominowana do tytułu „Polki Roku” 2007 „Gazety Wyborczej” i Kobiety „Glamour” 2008 oraz Róży „Gali” w kategorii literatura w 2010 roku, do nagrody ,,3 X portalu ,,Onaonaona.com”, do „Okularów Równości 2012”. Jej ,,Kieszonkowy Atlas Kobiet” został Książką Roku radiowej Trójki w 2009 roku.

W 2018 roku dostała nagrodę m. st. Warszawy za działalność literacką i społeczną.

Prowadzący: Michał Nogaś

 

#opisujemy

Na zdjęciu uśmiechnięta kobieta w ujęciu portretowym. Ma kolorowe włosy z przewagą różowych i niebieskich pasemek. Jest ubrana w czarną bluzkę z trójkątnym dekoltem. W tle pole kwitnącego na żółto rzepaku.

 

Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” na antenie Radia Lublin w każdą niedzielę między 7:00 a 11:00.

 

Битва за літературу

Гість: Сильвія Хутнік

Проводить: Міхал Ногаш

Сильвія Хутнік – авторка романів «Kieszonkowy Atlas Kobiet» («Кишеньковий атлас жінок») (Ha! Art 2008), «Dzidzia» (Джіджя) (Świat Książki 2009), «Cwaniary» (Świat Książki 2012), «Jolanta» (Znak 2015), «Smutek cinkciarza»  («Печаль міняйла») ( З Deski do Deski 2016) та історичної книги «Warszawa Kobiet» («Варшава жінок») (Biblioteka Polityki 2011), казки для дітей «Nieśmiałek» («Сором’ливець») (Muza 2015) «Діно Бамбіно» (Wytwórnia 2018), збірки фейлетонів  «Mama  ma zawsze rację» («Мама завжди права») (Mamania 2012), збірка оповідань «Proszę wejść. Więzienie, historie nieprawdziwe» («Заходьте, будь ласка. В’язниця, неправдиві історії») (Новий театр 2012) та «W krainie czarów» («У країні чудес») (Znak 2014), розмов «Kobiety, które walczą. Rozmowy z kobietami uprawiającymi sporty walki» («Жінки, які борються. Розмови з жінками, які практикують бойові мистецтва») (GW Foksal 2017) та наукової книги «Miasto zgruzowstałe. Codzienność Warszawy w latach 1954- 1955» («Місто, що повстало з руїн. Повсякденне життя Варшави в 1954-1955 роках» (Ossolineum 2020).

Твори були поставлені театрами «Powszechny» у Варшаві та Театром ім. Г. Морджеєвської в Легниці. Лауреатка «Паспортів політики» 2008 (література). Тричі номінувався на премію Nike (у 2009, 2012 та 2015 роках). Її книги та оповідання перекладені та видані в Німеччині, Росії, Чехії, Словаччині, Угорщині, Хорватії, Північній Америці, Сербії та Литві. Авторка театральних п’єс: «Muranooo» (Драматичний театр у Варшаві та Itim Theatre Ensemble у Тель-Авіві), «Олександра» (Драматичний театр у Валбжиху), «Wanda» (співавторка з Патрицією Долови, Старий Театр у Кракові) „Gwałt. Głosy” («Гвалт. Голоси»)   (театр Powszechny) та радіовистави „Piwnica” («Підвал») (прем’єра на радіо «Trójka» 4 серпня 2014 р.). Переможниця конкурсів «Dama Warszawy 2007» та «Wawoaktywnych 2008 Życia Warszawy». Номінована на премію «Stołka»; Премія «Gazety Stołecznej» («Столичної газети») 2008, номінована на звання Жінки року 2007 в Польщі від «Gazeta Wyborcza» та «Kobiety Glamour» 2008 і «Róży Gali» в категорії літератури в 2010, на премію «3X порталу Onaonaona.com» на „Okularów Równości 2012” («Окуляри рівності 2012»). Її «Кишеньковий атлас жінок» став Книгою року за версією радіо «Trójka» 2009 році.

У 2018 році отримала нагороду Столичного міста Варшави за літературну та громадську діяльність.

 

 

 

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.15 → 00:33.44] A: Dobry wieczór Państwu. Dojechaliśmy. Bardzo nam miło być wspólnie w Lublinie. Bardzo proszę o raz jeszcze gorące oklaski dla naszej gościny Sylwia Chutnik na którą czekaliśmy w Lublinie, ale rok 2022 przerodził się w 2023. Niech to będzie dobry prognostyk, że warto po prostu czekać na fajnych gości i gościnie w Teatrze Starym w Lublinie. Co wiesz o Lublinie, Sylwio?
[00:34.80 → 01:25.21] B: Dobry wieczór państwu przede wszystkim. Tak rzeczywiście wybierałam się tutaj od dwóch miesięcy i jak widać udało się. W Lublinie byłam ostatni raz przy okazji Tamary Ołępickiej. To był ostatni dzień, więc ludzie się kłębili i zawsze w takich momentach cieszę się, że jednak sztuka i kultura obchodzi ludzi. i rzeczywiście to było takie dość wzruszające, czy mniej wzruszające było skłębić się z tym tłumem i czekać bardzo długo na bilet. Ale Lublin to oczywiście też miejsce, w którym miałam już kilka razy różnego rodzaju spotkania autorskie i byłam w dyskusjach, ale też na przykład na konferencjach naukowych, więc znam z różnych, powiedziałabym, konfiguracji to miasto. Chciałaś zapytać się o najlepszą restaurację,
[01:27.44 → 01:47.00] A: Chciałem zapytać cię o to, jak dobrze znasz Lublin, topografię, dlatego że twoje powieści liczne zwykle rozgrywają się w Warszawie. Pomyślałem o tym, czy mogłabyś w przyszłości napisać książkę, której akcja dzieje się w Lublinie.
[01:47.64 → 04:54.51] B: Oczywiście próbowałam to robić dwukrotnie. Pierwszy raz, kiedy byłam na takim, nazwijmy to stypendium, pobycie, w Sosnowcu i tam przez kilka tygodni mogłam zwiedzać to miasto i poznawać jego historię, między innymi związane oczywiście z Polą Negri czy Janem Kiepurą. Pisałam opowiadania dotyczące tego miasta i właśnie tych historii oraz osób związanych z miejscem i to się jakoś udało. Natomiast później, kilka lat potem, kiedy zostałam poproszona przez jedno z wydawnictw do udziału w takiej serii na Faktach. To było wydawnictwo Od deski do deski. I cała ta seria polegała na tym, że zapraszano bardzo różnych, różnorodnych bym powiedziała wręcz pisarzy i pisarki. I każdy z nas miał do wyboru, śmieliśmy się, naszą ulubioną zbrodnię. To znaczy zbrodnię i historię, która naprawdę się wydarzyła i która była znana głównie z kronik policyjnych, a może nawet 997. I ja wybrałam sobie historię tzw. Dzieci w beczkach. Tych historii było kilka, m.in. w Łodzi, ale też pod Lublinem. I zaczęłam przygotowywać się do tej książki. To nie miał być reportaż, to miała być powieść, ale mieliśmy możliwość korzystania z akt sądowych. po to, żeby w jakiś sposób wpleść te wątki, które wydarzyły się naprawdę. Przygotowując się do pisania tej powieści, przyznam, że nie byłam w stanie unieść tej historii i poddałam się. ogrom nieszczęścia. Pamiętają Państwo już ponad dekadę na pewno historię nie tylko zamordowania dzieci, trzymania ich w beczkach, ale również tego, że już po oskarżeniu rodziców o dzieciobójstwo mąż tej kobiety twierdził, że nie wiedział, że ona była w ciąży tam ileś razy. To była jego linia obrony, więc było tam wiele naprawdę jakichś skandalicznych rzeczy, które zadziało się wokół całej sprawy. I ogrom tego nieszczęścia, jakiejś dysfunkcji całej rodziny przytłoczył mnie na tyle, że zrezygnowałam, więc moja wyprawa pod Lublin jakoś się nie udała. Ale później sięgnęłam po historię zamordowanego cinkciarza z połowy lat 80-tych, cinkciarza z Sopotu. Jego ciało zostało znalezione w windzie bloku, gdzie mieszkał i podejrzenie padło na jego syna. Ta historia nie była rozwiązana finalnie. Rok później, kiedy skończyłam pracę nad książką, to sprawa została umorzona, ale miałam do dyspozycji Sopot, piękne też miasto, możliwość przeniesienia się do czasów dancingu, połowy lat 80.
[04:55.38 → 04:58.28] A: Ale umorzenie sprawy nie miało związku z twoją pracą pisarską?
[04:58.60 → 05:41.43] B: Nie, ale właśnie tak sobie myślałam, ojej, ojej, będę jeździła do Sopotu i udawała, że to tak muszę budować książki, ale nie wytrzymałam i przeniosłam wszystko do Warszawy. Być może dlatego, że mój tata grał na dancingach w latach 80. właśnie w warszawskich kawiarniach i restauracjach oraz barach. I ja po prostu znałam jego opowieści i te historie i umiałam sobie je łatwo wyobrazić, bo były to miejsca, które w większości już nie istnieją, ale jeżeli istnieją, to nie w takiej formie, że tak się wyrażę, i w taki sposób, jak było to kilka dekad temu. Natomiast jakoś było mi to bardziej bliskie, opisywać te miejsca, które związane są z moim miastem.
[05:42.02 → 06:02.70] A: to zanim przyjrzymy się bliżej twojej najnowszej jak dotąd książce, chciałem jeszcze do jednej rzeczy, o której powiedziałaś wrócić. Użyłaś określenia, że nie mogłaś unieść tej historii. To znaczy, że ona była za trudna. W jakim sensie? A właściwie pytanie brzmi, jak byś określiła swoją wrażliwość pisarską?
[06:03.81 → 10:15.24] B: Nie mogłam unieść jej chyba z dwóch względów. Pierwszy był taki, że w tym czasie prowadziłam jeszcze Fundację Mama, która działała na rzecz praw matek i w ogóle rodziców. I stykałam się po prostu w pracy z bardzo różnymi historiami. Jak to zwykle bywa w organizacjach pozarządowych, zgłaszają się do nich głównie ludzie w potrzebie, więc i te historie, które przynosili były zwykle dość trudne. mając kontakt z tymi rodzicami i ich problemami, miałam poczucie, że nie jestem w stanie udźwignąć jeszcze kolejnych i to takich właśnie dotyczących zbrodni. To po pierwsze. Po drugie, ze względów chyba takich osobistych. Jako matka nie byłam w stanie czytać o pewnych rzeczach, chociaż teoretycznie właśnie dlatego chciałam zabrać się do tego tematu, żeby zrozumieć dzieciobójczynię, znaczy zrozumieć ten moment, w którym kobieta decyduje się na zbrodnię, chociaż to jest też bardzo ciekawe, w polskim prawie dzieciobójstwo to co innego niż zabójstwo, jeżeli już nie pamiętam dokładnie, Wtedy, kiedy zajmowałam się tą sprawą, jeżeli do trzech miesięcy po porodzie kobieta zabija dziecko, to wtedy jest dzieciobójczynią i dostaje mniejszy wyrok, ponieważ jest to tłumaczone często kwestiami dotyczącymi depresji poporodowej, szoku psychicznego, biologii itd. Natomiast niezależnie od tego, jak nazwiemy to, dla mnie było to jednak nie do przejścia wchodzenie w świat tej całej rodziny. Ale jeśli pytasz o to, o wrażliwość, to ona prasuje się często bardzo różnie, bo są momenty, w których jestem w stanie użyć języka groteski, ironii czy jakichś hiperboli w tematach, sytuacjach czy wątkach, które są bardzo trudne. Przykładem może być Holokaust, Zagłada. Oczywiście tutaj czerpię z doświadczenia i dziedzictwa takich pisarek jak choćby Rachela Auerbach, która właśnie groteską opisywała sceny, które widziała i których doświadczała w warszawskim getcie. Natomiast właśnie dzięki tym zabiegom ona trochę jakby przekuwała balon tego niewyrażonego bólu, czy tej sytuacji, która dopadła mi w kontekście tematu rodziny z Podlublina, znaczy takiej jakiejś w ogóle niemocy przejścia. jakimś okropnym tematem, z ogromem bólu i cierpienia. I jak pisał profesor Jacek Leociak, próbujemy wynaleźć język na nowo. Próbujemy odnaleźć się w tych dotychczasowych słowach, zdaniach, sformułowaniach, porównaniach i przypasować je do czegoś, co dla nas jest jakimś absolutnym przekroczeniem, nie tylko naszych wartości, ale w ogóle przekroczeniem moralności, ludzkiego myślenia, nie wiem jak inaczej to nazwać. W każdym razie, jeśli chodzi o moje poszukiwania literackiego języka, to często właśnie do tych bardzo trudnych tematów Jestem w stanie przypasować takie formy, które paradoksalnie pasują, choć są zupełnie różne i odrębne. Czasem jednak nie mogę znaleźć tego języka. Ale osobiście lubię teksty, gdzie widzę mocowanie się z materią, widzę poszukiwania. Może to nie są idealne teksty, ale właśnie te szwy, często taką patchworkowe opowieści, momenty zawahania się, świadczą też o tym, że pisarz czy twórczyni, twórca to nie są roboty, które wykonują pracę nad zadany temat. Właśnie to takie potknięcia często są wyrazem bezsilności i takiego ludzkiego, ludzkiej części tej pracy. Stąd nie boję się też takich potknięć.
[10:15.36 → 10:32.63] A: A skoro mowa o mocowaniu się, też o ewolucji, całego procesu pisania, to masz takie wrażenie, że poruszasz się cały czas po jakimś wybranym czas temu i bezpiecznym polu, czy podbijasz nowe terytoria w swoim pisaniu?
[10:33.75 → 11:51.37] B: Podbijam je choćby pisząc filietony, ale też artykuły naukowe, gdzie staram się wychodzić z kręgu moich zainteresowań albo wychodzić choćby jedną nogą. Oczywiście jeżeli zobaczymy na moje dotychczasowe książki czy zbiory opowiadań, to są pewne tematy, które powtarzają się i jakoś w tym jestem konsekwentna, to przede wszystkim pytania o pamięć, pytania o kwestie związane z Powstaniem Warszawskim czy Powstaniem w getcie. To również oczywiście historie kobiet, tak zwana herstoria i odzyskiwanie ich na różne sposoby albo właśnie przekazując pewne historie bohaterkom fikcyjnym, które wymyślam, bądź w wersji takiej już właśnie grzebania w archiwach i przywracania pamięci, to również tematy, które często nazywane są takimi marginesowymi i bohaterowie, bohaterki również. Taka była choćby moja debiutancka powieść, Kieszonkowy Atlas Kobiet, gdzie opisywałam środowisko czy ludzi związanych z jednym z bazarów w Warszawie. Są to takie osoby, które zwykle raczej
[11:51.37 → 11:53.83] A: nie... Postawiamy zytę ludzką, poprzednią gościnnie.
[11:54.43 → 11:55.59] B: Mówiła dużo o bazarze?
[11:55.73 → 11:59.21] A: No tak, chodzi na bazę, na wolumen.
[11:59.85 → 12:55.08] B: Tak, no to ja znowu Hale Banacha, natomiast myślę sobie, że akurat z Zytą mamy podobne ucho do języka, który próbujemy użyć. Jest to język tak zwany codzienny, którym się komunikujemy, więc on jest często koślawy, bo nie jesteśmy w stanie piękną polszczyzną poprosić kogoś, żeby nam właśnie na bazarze zapakował pół kilo ziemniaków, bo się spieszymy i wiadomo, to jest język typowy komunikacji. Ale myślę, że to nie chodzi o to, żeby teraz na bazarze poruszać się z dyktafonem w kieszeni, a potem przyjść do domu i aha, mam zaraz tutaj opowiadanie. Tylko to jakby cała magia polega na tym, że to nam latuje do głowy przez uszy i my sobie w tej głowie musimy miksować to wszystko, dając tam oczywiście nasze wyobrażenie literackie, naszą wrażliwość, wyobraźnię i tak to się dzieje.
[12:55.14 → 14:09.40] A: To jeszcze dopytam, bo już za chwilę pierwszy fragment twojej książki najnowszej o Ucho. Kiedyś opowiadała mi już, zresztą chyba wspominałem o tym na tej scenie, Zadie Smith, świetna pisarka brytyjska, kiedy się spotykaliśmy akurat wtedy, przebywała ze swoim mężem w Nowym Jorku. Siedzieliśmy w salach zajęć jednego z nowojorskich uniwersytetów i rozmawialiśmy o jej powieści o Londynie, żeby było śmiesznie. I ona się przyznała, że właściwie od pewnego czasu pozwala swojemu językowi brzmieć jak język podsłuchany, podsłyszany w metrze, na ulicy, może na bazarze. I chciałem zapytać, czy ty też tak masz, że jak idziesz, ruszasz w miasto, to po prostu twój słuch się wyostrza i łapiesz słowa, zdania, historie, zasłyszane anegdoty po to, żeby potem je wykorzystać we własnej prozie. Oczywiście przepracowane, zmienione, ale jednak. To znaczy, że poza wyobraźnią jest też świat rzeczywisty, którego nawet najlepszy mózg by nie wymyślił.
[14:11.09 → 14:30.45] B: Ustalmy jedną. Pisarze i pisarki to są złodzieje. Kradną wasze historie. Jak coś mówicie przy osobie, która nie daj Boże pisze, to bądźcie pewni, że prędzej czy później przeczytacie o tym. Oczywiście to może być na zasadzie, że gubimy tropy, inne nazwisko, inne jakieś tam szczegóły.
[14:31.67 → 14:33.77] A: Ty się dobrze z tym czujesz? Że jesteś złodziejką?
[14:34.05 → 14:50.93] B: Oczywiście. Ja od kiedy dowiedziałam się, że zawód pisarza, czy tam pisarki ma swój PKD oddzielny, czyli jest zawodem po prostu wpisanym tak samo jak, nie wiem, rzeźnik i szefc, to pomyślałam sobie, że... Ciekawe skojarzenie swoją drogą. Nie wiem, dlaczego zdaje mi się, że ten rzeźnik.
[14:50.93 → 14:53.89] A: Rzeźnik, historię o zbrodniach, pisarka.
[14:54.31 → 15:02.67] B: Wszystko się łączy. Od kiedy właśnie wiem, że to jest zawód, mogę zawsze powiedzieć, że podsłuchuję i jest to element mojej pracy. I proszę mi nie przeszkadzać.
[15:03.13 → 15:14.55] A: Jak to podsłuchiwanie wygląda? Bo to jest ciekawe. Udaję, że masz słuchawki na uszach, że jesteś niby czymś zajęta, w myślach swoich błądzisz, czegoś szukasz tymczasem.
[15:15.15 → 15:31.56] B: Gumowe ucho. Ja mam takie życie, że historie same do mnie przychodzą i bardzo często jest tak, że ja wręcz nie chcę już ich słyszeć. I naprawdę wychodzę na zewnątrz, do świata, nie wiem, na zakupy albo przemieszczając się autobusem.
[15:31.58 → 15:34.90] A: Myślałem, że krzyczysz w tramwaju do ludzi, żeby przestali mówić, bo już nie możesz tego znaleźć.
[15:34.92 → 15:42.42] B: Niemal tak mnie korci czasem, ponieważ mam te słuchawki, rzeczywiście, bardzo lubię słuchać muzyki, wyobrażam sobie wtedy, że jestem w teledysku i w ogóle w innym świecie.
[15:42.89 → 15:44.81] A: No zdecydowanie.
[15:45.45 → 16:05.29] B: Ale też nie chcę słyszeć ludzi. Już po prostu mam dosyć tych historii. Już dajcie wy mi święty spokój. Ale zawsze jest tak, że po prostu one przychodzą. I to się nie powinnam marudzić. Jak już powiedziałam wcześniej, żyję ze złodziejstwa cudzych historii, więc im więcej, tym bardzo proszę do koszyczka. Ja sobie wykorzystam.
[16:05.39 → 16:06.45] A: Zwłaszcza, że jest inflacja.
[16:06.63 → 16:33.30] B: I kredyt we frankach, ja. Natomiast czasem oczywiście jestem już przesycona, czy wręcz przebodźcowana tymi historiami. Mam ich tak dużo, że nie mam czasu potem siedzieć, niczym skrywa ludzkości, spisywać wszystko, ale one do mnie przychodzą. Przykład z wczoraj. Byłam na poczcie. Nie znoszę, ponieważ tam zawsze się dzieją jakieś straszne rzeczy i ktoś się awanturuje, a ja się bardzo spieszyłam oraz nie byłam w humorze na cokolwiek.
[16:33.99 → 16:35.40] A: Nie byłem w humorze na pocztę.
[16:36.23 → 19:37.73] B: Zapisz proszę, dziękuję. Stoję sobie z tymi numerkami, dowiedzą Państwo jak to jest. Poczta oczywiście zawalona rzeczami, nie widać tej kobiety. w tym okienku, ponieważ jest tam właśnie dobre rady, siostra Anastazja, masoni, po prostu wszystko i jeszcze torby skórzane, więc trochę jestem tak, że się gapię na te rzeczy, nie mam innego wyjścia i nagle słyszę awanturę. Najpierw podniesiony głos w okienku obok. Jakaś kobieta kłóci się z panią z poczty, że jej przesyłka utknęła w jakimś innym urzędzie, tylko że ten urząd nie istnieje. Nikt nie potrafi znaleźć adresu poczty, o której ta pani, kłócąca się, wręcz awanturująca, mówi, że ta poczta tam naprawdę istnieje, bo ona tam była. I wiecie, cała jakaś epopeja. Okazało się, że w ogóle na tę pocztę wszedł kolejny aktor tej sceny, mianowicie mój kolega, który jest dobrym człowiekiem i podszedł do tej pani i chciał jej pomóc. Ona była już cała w nerwach, w ogóle w emocjach. Nie umiałam mu wytłumaczyć, o co chodzi, bo on chciał jej gdzieś w necie znaleźć adres tej poczty. W tym czasie nerwy puściły już tej pani z okienka, która po prostu w pewnym momencie opuściła stanowisko pracy, wychodząc i zamykając drzwi, znikając. jakby nie ma nic gorszego niż pracownica, która ucieka przed klientami. Więc kolejka równocześnie oczywiście całą złość przekierowała na kobietę, która jeszcze przed chwilą była promoterką całej awantury. To było jak w jakimś almodowarze, po prostu wszystko na wysokim C. Tam dramat gonił dramat. Ta kobieta, która pracowała, w końcu wróciła, ale innymi drzwiami, więc przeszła naokoło. Tamta już się trochę uspokoiła, stwierdziła, no dobra, to ja pójdę na tamtą pocztę, jak pani uważa, że jej nie ma i sprawdzę sobie przesyłkę. Ale ten mój kolega już się uwziął, żeby tamtej kobiecie pomóc, więc nie chciał jej wypuścić, ponieważ nagle poczuł, że to właśnie będzie jego ten jeden dobry uczynek, który musimy zrobić w trakcie dnia. Tamta kobieta znowu odeszła, mówię o tej, która pracuje na... No po prostu nie wiem jak to się skończyło, bo ja na szczęście zostałam obsłużona i uciekłam stamtąd. Ale naprawdę myślałam sobie w drodze powrotnej do domu, że te historie przychodzą same. To nie jest tak, że możesz się od nich odizolować. Myślę, że to jest rodzaj też pewnego rodzaju radaru, którego nie możemy wyłączyć, bo jesteśmy zmęczeni i w ogóle nas nie interesuje pani na poczcie i czy ona znalazła i czy ta poczta istniała. Jak już raz sobie otworzymy te uszy, jak już raz jakby otworzymy się też na ludzi po prostu, na to, co się dzieje i to takie dzieje nie właśnie na scenie, jak my dziś siedzimy, tylko tak po prostu na co dzień, no to trudno potem udawać, że się nie widziało, że to właśnie była jakaś scena po prostu. Ja powiedziałam almodower, ale to jakaś operetka właściwie chyba bardziej była.
[19:37.97 → 19:43.55] A: To się nie wyklucza, zwłaszcza że chodzi o kobiety na skraju załamania nerwowego, prawda?
[19:43.97 → 19:46.67] B: No tamta to już była na wielokrotnym skraju.
[19:47.21 → 20:06.79] A: I tak sobie wyobrażam teraz po prostu, że widzisz tę scenę na poczcie i ona się po pięciu latach w jakiejś kolejnej twojej książce odradza pod postacią jednego akapitu, prawda? To znaczy gdzieś to się zapisuje w głowie na twardym dysku, I nagle klapka się otwiera i sytuacja z wczoraj, z poczty, idealnie pasuje do historii.
[20:06.99 → 20:32.25] B: Tak, zwłaszcza, że zwykle myślałam o tym, że jeżeli miałabym pocztę wykorzystać jako scenerię książki, to musiałby być to jakiś kryminał. Ktoś tam po prostu prędzej czy później umrze, zabije kogoś. Tam będą jakieś straszne sceny, bo skala emocji na poczcie jest taka, że to prędzej czy później się skończy jakimś mordem. ale być może jednak libretto, no nie wiem.
[20:32.57 → 20:36.47] A: A są jeszcze takie inne miejsca poza pocztą, które twoim zdaniem wzbudzają emocje podobne?
[20:37.61 → 21:41.53] B: Wszystkie urzędy, zwłaszcza skarbowe. Ale chyba wszystkie takie miejsca, skupiska, gdzie się ludzie kitłaszą i każdy przychodzi z innej parafii, że tak się wyrażę, ma swoje rzeczy, spieszy się, jest wkurzony. Opisywałam już bazarę, o tym była mowa, no ale przecież autobusy i tramwaje, to jest w ogóle jakaś wielka scena. strasznych rzeczy, które się dzieją, ale czasem też oczywiście zabawnych. Jak na przykład ktoś zacznie śpiewać albo ktoś się zaczyna kłócić, ale po dwóch przystankach już wychodzi z drugą osobą, z którą zaczął kłótnie jako w ogóle najlepsi przyjaciele. No i oczywiście cały jest jeszcze segment radosnych twórczości ludzi, którzy rozmawiają przez telefon w miejscach publicznych. Zwłaszcza w pociągach, bo człowiek ten przystanek jeden do drugiego to tak mniej więcej ze 100 kilometrów. Dlatego bardzo dziękujemy za wagony Strefy Ciszy, chociaż i tak tam czasem pojawiają się osoby, które mówią tak, nie mogę rozmawiać teraz, bo jestem w Strefie Ciszy.
[21:41.57 → 21:56.60] A: Czyli tak jest lepsze niż rok 2014, kiedy wystartowało Pendolino i przez pierwszy rok jazdy, przynajmniej dwa razy w ciągu jednej podróży, Słychać było jak ktoś mówił, no jestem w tym Pendolino właśnie, jedziemy i była to cała opowieść.
[21:57.52 → 22:27.50] B: Jedną z największej grozy, którą można usłyszeć właśnie nie w strefie ciszy, na przykład w przedziale, to jest jak siadamy i ktoś siada naprzeciwko nas, wyjmuje komórkę i mówi, no to jestem. i wtedy wiadomo, że najbliższa godzina spędzona będzie z tą osobą, rodziną, problemami finansowymi i wieloma różnymi rzeczami, których naprawdę nie chcemy słyszeć, nawet jeżeli, jak mówi Michał Witkowski, idealne do prozy, do prozy. Nie.
[22:28.40 → 22:58.27] A: Miałaś kiedyś tak, skoro rozmawiamy o pociągach, że na przykład usiadło naprzeciwko ciebie małżeństwo, pociąg ruszył, wyjechał z Warszawy i w tym momencie pani powiedziała, czy ja wyłączyłam żelazko? Ja tak kiedyś miałem do Poznania jadąc. To było nieznośne napięcie. To jak ten pan próbował tę panią uspokoić, a jak ona zadawała kolejne pytania. i nie wysiedli w Koninie i pojechali do tego Poznania. A ja już miałem w głowie widok wozu strażackiego, który gasi to mieszkanie.
[22:58.29 → 22:59.53] B: Sprawdzałeś już w lokalnych wiadomościach.
[22:59.55 → 23:01.67] A: Tak, patrzyłem, czy już są jakieś ofiary po prostu.
[23:01.97 → 23:19.41] B: Ale oczywiście to jest wspaniały materiał do prozy właśnie, no bo przecież to nie jest historia o żelazku, tylko o lękowości tej pani i o tym, jak wiele rzeczy w życiu może wprowadzać ją w taką trzęsiawkę i jak bardzo prawdopodobnie jej to życie uprzykrza.
[23:19.75 → 23:33.69] A: Temu panu też, chociaż szczerze mówiąc to wcale nie jest celowe, bo to mogą być po prostu jakiegoś rodzaju zaburzenia, które bardzo niszczą życie i to w ogóle teraz nie kpimy, to znaczy ja mówię poważnie, że to jest sytuacja bez wyjścia de facto.
[23:33.91 → 24:33.72] B: No trochę taki dzień świra i myślę, że sporo z nas ma taką przypadłość, że jesteśmy już gdzieś i tak, czy ja zamknęłam drzwi? Przecież ja zawsze zamykam drzwi, ale mogła mnie zamknąć tych drzwi. Czy ja wyłączyłam, to znaczy to jest cała galopada tego, tak naprawdę pytania o to, czy ja będąc w tym miejscu w ogóle mogę być w tym miejscu, czy ja robiąc to nie powinnam jednak być gdzie indziej. To jest takie dążenie do tego, żeby się po prostu w tym życiu odnaleźć. A oczywiście liczba rzeczy do zrobienia, w tym takich przezroczystych, codziennych, o których Jolanta Braszczaina pisała, ale też Michel Deserteau, że to są te nasze różne strategie i praktyki radzenia sobie z taką właśnie przezroczystą codziennością, robienia rzeczy, o których nawet nie jesteśmy w stanie zarejestrować, bo robimy je codziennie. i ten brak zaufania do siebie, że dziś mogłyśmy właśnie zostawić to żelazko.
[24:34.02 → 24:57.98] A: Zobacz, jak nam się świetnie wiedzie w tym założeniu, które mieliśmy w samochodzie, że będziemy dzisiaj o wszystkim rozmawiali, tylko nie o konkretnej książce, prawda? Bo np. ja teraz mogę wejść w twoją wypowiedź ze stwierdzeniem, że mam na to sposób. To znaczy np. jeżeli denerwuje nas to, czy wyłączyliśmy kuchenkę, albo światło w przedpokoju, albo czy zamknęliśmy okno, to po prostu wystarczy zrobić zdjęcie telewizyjne.
[25:00.12 → 25:02.54] B: Ale swoje twarze w trakcie, kiedy właśnie o tym myślałem.
[25:02.54 → 25:11.21] A: Nie twarze, jak to robimy, tylko wychodząc, zamykasz drzwi, robisz zdjęcie. albo kręcisz film, że ten, albo kabel, że nie, to tak nie działa.
[25:11.39 → 25:17.41] B: Dobrze kombinujesz, ale jestem pewna, że przy tych dziesięciu zdjęciach pojawiłoby się jedenaste pytanie.
[25:17.41 → 25:18.15] A: Czy to było z dzisiaj?
[25:18.35 → 25:27.91] B: A grzałka, albo na przykład, nie wiem, tam po prostu woda w kranie, w łazience. Znaczy, że ten lęk zawsze by nas dogonił, oczywiście w coraz bardziej absurdalnej formie.
[25:28.21 → 25:30.21] A: Moim zdaniem kuchenka gazowa wyklucza grzałkę.
[25:31.42 → 25:35.68] B: Ja mam płytę indukcyjną, w razie czego na prąd.
[25:36.82 → 25:39.68] A: A żelazko ma tył mostat zwykle?
[25:40.34 → 25:45.20] B: Kiedy ostatnio pracowałam? Dawno. Lepiej nie pracować.
[25:45.40 → 25:59.39] A: A poza tym dobrze mieć fajnego sąsiada, który wie gdzie trzymasz zapasowy klucz. Oczywiście robisz sobie zdjęcie, że zostawiłaś tam zapasowy klucz i wysyłasz do sąsiada i wtedy on po prostu idzie i sprawdza i wszystko jest okej.
[25:59.43 → 26:01.47] B: To jest w ogóle bardzo ważny wątek sąsiedzi.
[26:01.54 → 26:04.26] A: Tylko, że jak sąsiad ma stany lękowe i wtedy nie może sprawdzić.
[26:05.54 → 26:31.58] B: Ja zawsze dbam o dobre relacje z sąsiadami i sąsiadkami, to jest podstawa. i wielokrotnie ratowało to sytuację, wszelakie i oczywiście z kilkoma sąsiadami mamy zapasy kluczy nawzajem do siebie, do domów, na wypadek nagłego ataku lękowego związanego z żelazkiem, ale też podlewaniem kwiatków, pogłoskaniem kota jak nas nie ma i tak dalej, więc sąsiedzi to jest bardzo dobra instytucja.
[26:32.95 → 27:02.33] A: Proszę Państwa, to teraz zrobimy przerwę na literaturę, bo przecież to jest bitwa o literaturę. Tylko powiem, że na polski język migowy nasze spotkanie tłumaczą dzisiaj Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. Bardzo dziękujemy teatrowi za to, że zawsze pamięta o osobach, które używają polskiego języka migowego. Z kolei Jowita Stępniak z Teatru Ostewy będzie dzisiaj czytać fragmenty najnowszej książki Sylwii. Przypomnisz tytuł, Sylwio?
[27:02.85 → 27:04.41] B: Tyłem do kierunku, jazdy.
[27:04.43 → 27:09.43] A: Mieliśmy nawet taki pomysł, żeby usiąść tyłem do kierunku widowni, ale byłoby to nieeleganckie. Bardzo prosimy.
[27:12.19 → 29:29.75] C: Żyję prawie 90 lat, a w życiu miałam tylko jeden dobry seks. Oj, Wnusiu, jaki to był dobry seks. Nie przytrafił mi się taki nigdy więcej. A do łóżka szłam często i z ochotą. Najgorsze, że nie mogłam już tego nigdy powtórzyć z tym samym chłopakiem, bo on był tu tylko na chwilę. Szczęście jest tylko na chwilę, a kiedy przychodzi, to musisz się na nie rzucić i wziąć dla siebie jak najwięcej. Pamiętaj o tym. Spotkaliśmy się na pokazie tańca. Lato, ciepły chodnik i zimny sok. Jak go tylko zobaczyłam, to od razu sobie pomyślałam, no matko boska, takiego to bym z łóżka nie wygoniła. Ale jak go do tego łóżka zaprosić? To sobie wymyśliłam szybko, że coś mi niby upadło i pochyliłam się mu tuż przed nosem. Siedział na ziemi, a ja mu hop, nogi prawie całe pokazałam. Dekolt sukienki zjechał mi do pępka. W tej grze chodzi o to, żeby być świadomą swoich atutów. Bo tak, jak masz cycki, to pokazuj, a jak masz krzywe nogi, to zasłaniaj. Ale jeśli zgrabniutkie jak ułani, to rób wszystko, żeby ludzie patrzyli tylko na nie. I on patrzył. jak on patrzył. A potem wzrok mu zjechał na szyję, na piersi. Ja cała spocona, ale napięłam z całej siły mięśnie i mi aż stanik podskoczył. I do niego, kak djeła? Patomusz to ja w pardiakie, bo on był z Rumunii, więc do niego po zagranicznemu od razu powiedziałam. Przyjechał z organizacją socjalistyczną na Światowy Festiwal Młodzieży. Rok 1955, Stalin już umarł, Myśmy za bardzo nie wiedzieli, co mamy ze sobą zrobić. Wszyscy wtedy rozpaczali. Baby to się na ziemię rzucały w jakimś szlochu, a ja w domu pończochy cerowałam. Mnie nie interesował nieżywy mężczyzna. Ja chciałam prawdziwego, takiego do przytulania. Tamten w trumnie leżał. Ludzie mu się kłaniali, normalnie cyrk. Kazali nam iść z zakładu pracy na apel. W głośnikach szloch, w radiu rozpacz. Gazety tylko o tym pisały. A my z koleżanką na apelu tośmy się prawie zsikały ze śmiechu, bo co na nią spojrzałam, to tamta robiła zeza.
[29:29.95 → 29:30.43] B: W kółko.
[29:31.29 → 31:27.62] C: Złośliwa małpa, jakby mnie wtedy złapali na śmiechu, to bym wyleciała z pracy i pewnie miała jeszcze dodatkowe problemy. Płakać trzeba było i to prawdziwie. Minęło mało wiele, czas stanął w miejscu, a ludzie jak to ludzie, zaraz coś nowego wymyślili i cała koło myje od nowa. Niebawem zorganizowano w Warszawie ponad dwa tygodnie zabawy. Występowały delegacje z całego świata. Śpiewały, tańczyły, dyskutowały. Przecież ja wtedy po raz pierwszy czarnego chłopa widziałam. Wszyscy podchodzili dotknąć. Teraz nie do pomyślenia, zaraz by powiedzieli, że tak nie wolno. Mówić też nie wolno. Ale jaki rasizm. Myśmy przecież byli zachwyceni. Czarna skóra, inne rysy twarzy, taki miły uśmiech. Nawet zapach. Polak to się nie mył nigdy. Nie pachniał jaśminem ani pomarańczami. Może skoszoną trawą. A i to chwilę, bo się zaraz opocił. W każdym razie dla nas każdy inny to był ktoś. Lepszy. Zagraniczny. Co tam się działo? Wszyscy ze wszystkimi się kotłowali. Choroby weneryczne to nie wiedziały w co ręce wsadzić. On przeżył wybuch bomby atomowej. Ona strzelanina i śmierć matki. Japończyk z Hiroshima rozmawiał na murku z Wietnamką, precz z wojną. Obok dziewczyna, taka mała i rubaszna, wpisywała się do pamiętnika wysokiego i smukłego niczym trzcina chłopaka. Co ona mu tam mogła pisać? Malowała więc serduszka. Wpisywała adres. Wyobrażała sobie, że on do niej przyjedzie, będzie błagał rodziców o jej rękę, przywiezie czekoladki. A gdzie on zajedzie na jednorazowym paszporcie? I co, tak daleko będzie jechał, aż mu się te czekoladki rozpuszczą. I tyle będzie ze ślubu.
[31:29.94 → 31:52.60] A: Bardzo dziękujemy. Proszę państwa, Sylwia Chutnik która jest pisarką, jest także feletonistką, aktywistką, ma papiery na bycie przewodniczką miejską, uczy pisania, więc może na przykładzie tego fragmentu przeprowadźmy lekcję pisania. Jak przychodzi do głowy zdanie choroby weneryczne, to nie wiedziały w co ręce włożyć.
[31:54.23 → 32:03.71] B: Być może jest to pokłosie oglądania w dzieciństwie filmu Było sobie życie. Jeżeli państwo pamiętają, to był taki animowany film.
[32:04.19 → 32:05.19] A: Francuski, świetny.
[32:05.33 → 32:06.23] B: Cudowny.
[32:07.25 → 32:08.47] A: Tam się jelita naparzała.
[32:08.75 → 32:21.97] B: W każdym razie to, w jaki sposób ludzki organizm funkcjonuje, było przedstawione, jak to dla dzieci, jak to można powiedzieć, personifikując krew, Nie wiem, różne organy i tak dalej.
[32:22.17 → 32:24.23] A: W każdym razie... Wątawa była niczym człowiek.
[32:24.30 → 33:01.10] B: Dokładnie, ale tam też takie małe człowieczki chodziły i miały różne przygody. Więc ja niestety głównie informacje o kwestii medycznej mam z tego filmu. I cały czas wydaje mi się, że po prostu w nas są takie małe ludziki, które chodzą, na przykład nie wiem, niosą banieczki tlenu w żyłach. No i różne takie rzeczy. Tak masz małe, ty też masz małe ludziki w sobie. Pomyśl o tym przed snem. I pomyślałam sobie, że te choroby weneryczne, one są też różnie przedstawiane, malowane na jakichś takich broszurach z lat osiemdziesiątych, zakurzonych z przychodni, że one się tak biorą za rączki i na przykład mają jakieś grupy wsparcia.
[33:01.22 → 33:03.62] A: Znaczy rączki biorą się za rączki i wchodzą na przykład, tak?
[33:04.24 → 33:38.01] B: Możesz piosenkę o tym wymyśleć. Tak, mają grupę wsparcia. W ogóle mają jakieś takie swoje życie. I pomyślałam, że w takich skupiskach, a zwłaszcza wtedy, kiedy oczywiście też edukacja dotycząca zapobiegania tym chorobom, ale też na przykład ciąży, raczej była mała oraz wszyscy w tym 55. byli bardzo podekscytowani, że ludzie z całego świata przyjechali. I że po prostu te choroby weneryczne mają ręce pełne roboty. Nie wiem, z empatią jakoś myślałam o tym.
[33:39.75 → 34:09.47] A: Po prostu jakoś ręce nie pasują do tego zdania, ale wyjaśniłaś to dobrze i jestem spokojny. Opowiada tutaj blisko dziewięćdziesięcioletnia Staśka, czyli babcia, przedstawicielka najstarszego pokolenia rodziny, którą opisujesz w tyłem do kierunku jazdy. Chciałem jeszcze tutaj trudny wątek poruszyć, a potem już przejdziemy do spraw może mniej poważnych. Jaka jest definicja dobrego seksu, jej zdaniem?
[34:10.45 → 35:50.97] B: W ogóle jeśli chodzi o pierwsze zdanie, które zarówno wysłuchaliśmy, ale jest też pierwszym zdaniem otwierającym książkę, to tak a propos naszej poprzedniej wątków, jest to zdanie oczywiście ukradzione. A było to tak, że Małgorzata Halber prowadziła przez jakiś czas tak zwany klub depresyjny, gdzie zapraszała ludzi, to była taka forma kabaretowo-stand-upowa i rozmawiała, jak sama nazwa wskazuje, o różnych chorobach psychicznych, ale też np. doświadczeniach w terapii itd. No i ja byłam zaproszona do jednego z takich spotkań i przeprowadzałyśmy na scenie jeden z moich ulubionych konkursów w serii, w co grają ludzie. Konkurs pt. Kto ma gorzej. Znamy ten konkurs, często bierzemy w nim udział, nawet jak nie chcemy. że jest jakaś znajoma czy znajomi i mówią, że u nich po prostu w ogóle plagi egipskie. My próbujemy podbić temat, że u nas też wcale nie jest lepiej, ale tamta zawsze ma jednak gorzej. I to tak właściwie im więcej mówi o tym, jakich ma złych rzeczy jej się tam dzieją w życiu, tym bardziej wydaje się radosna. I jakaś nawet dumna z tego, że u nich jest tak beznadziejnie. Więc przeprowadzałyśmy z Gosią na scenie ten konkurs i ludzie, tak jak Państwo teraz siedzą, zgłaszali się i tam krzyczeli, nie wiem, właśnie, porzucił mnie mąż albo tam moje dziecko mnie nie słucha i tak dalej. Tylko, że w przeciwieństwie do tego naszego dzisiejszego spotkania, gdzie my ze sceny widzimy państwa twarze, tam to był klub i jakoś tak było o wiele mniej światła, więc to było o tyle dobre, że
[35:50.97 → 35:53.05] A: można było rzeczywiście powiedzieć... Konfesyjna sytuacja.
[35:53.25 → 36:34.08] B: Konfesyjna sytuacja, no bo ludzie byli w jakimś półmroku. I nagle dobiegł nas głos starszego pana, na pewno starszego niż reszta osób, które się dotychczas wypowiadały, który właśnie powiedział to zdanie. Mam tam 65 lat i w życiu miałem tylko jeden dobry seks. Oczywiście wygrał ten konkurs, ale to było niebywałe, ponieważ to jedno zdanie po prostu ucięło te licytowania się, ale było tak mocne i oczywiście wszyscy się roześmieli, no bo to była bardzo komiczna sytuacja, ale przecież to jest tragiczne zdanie. bo ona nie jest tylko o seksie, tylko jest o jakiejś relacji.
[36:34.08 → 36:35.06] A: O całokształcie życia.
[36:35.32 → 36:53.40] B: O całokształcie życia, może to nadinterpretuje, ale też braku w ogóle bliskości z drugim człowiekiem. Pomyślałam sobie, że to zdanie jest bardzo mocne na wielu poziomach i dlatego też pomyślałam, że będzie dobrym otwarciem tej opowieści, którą chcę przekazać.
[36:53.60 → 38:26.99] A: Na pewno przykuwa uwagę, To jest prawda, bo od razu człowiek się zastanawia, czy jest w sytuacji, czy jeszcze ma szansę. Różne tutaj są historie, ale już teraz sięgając głębiej w te historie. Rok 1955, czyli Światowy Zlot, Festiwal Młodzieży. Polska się otworzyła na świat po 10-11 latach rządów Partii Komunistycznej. No i Staśka, czyli ta najstarsza bohaterka, za chwilę też przedstawimy dwie pozostałe, wspomina, opowiada swojej wnuczce o tym, ale nie oszukujmy się, nie było cię wtedy na świecie. W związku z czym nie masz prawa wiedzieć i pamiętać, co się działo na ulicach Warszawy, w akademikach, na parapetach akademików itd., itd., bo faktycznie poza świętowaniem tej solidarności, przyjaźni, miłości braterskiej, To były też różnego rodzaju występy cielesne, jak pamiętamy z historii polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Urodziło się potem całkiem sporo dzieci o innym niż biały kolorze skóry i innym niż kaukawski typ. Więc jak, żeby tak barwnie oddać tę historię, ty musiałaś się jako pisarka do tego przygotować? Pytam w kontekście tego, o czym mówiłaś wcześniej. Prace z dokumentami w tej serii na faktach, Czyli mówiąc z angielska, o Wiesel. Czego się dowiedziałaś i gdzie szperałaś?
[38:27.39 → 39:37.35] B: Szperałam w bardzo różnych źródłach, przede wszystkim dlatego, że mój doktorat dotyczył życia codziennego w Warszawie w latach 1954-1955. Oparty był o literaturę piękną, przede wszystkim oczywiście Leopolda Tyrmanda, jego dziennik z 1954, ale również powieść która powstawała w drugiej połowie 1954 roku i pod koniec 1955 miała premierę, która, jak wiemy, pamiętamy, opisuje barwnie ten czas. połowy lat pięćdziesiątych w Warszawie, ale oczywiście korzystałam też z różnych dokumentów archiwalnych, również dokumentów partyjnych Krajowej Rady Narodowej. Śledziłam, w jaki sposób pisano o tych latach, a przede wszystkim o festiwalu młodzieży i studentów w prasie, jak mówiono o nim w radiu itd. Z tego składał się doktorat, w którym jeden z rozdziałów poświęciłam właśnie ciału komunistycznemu czy socjalistycznemu i temu w jaki sposób ono było odbierane, jaka była ekspresja, czy była to wolność w końcu po raz pierwszy.
[39:37.85 → 39:43.01] A: To znaczy taką kategorię stworzyłaś czy ona istniała, ciało socjalistyczne, bo to jest bardzo ciekawe.
[39:43.31 → 40:23.14] B: Ja stworzyłam taką kategorię SOC-ciało, które w ogóle skojarzyło mi się z jakimiś takimi produktami czy firmami właśnie czasów PRL-u, że one miały jakieś takie dziwne skróty. I to SOC-ciało oczywiście było bardzo mocno zunifikowane, a przynajmniej tak miało być jeszcze, ponieważ ja Pisałam o latach 50., to jeszcze była końcówka przecież sotralizmu w architekturze i w sztuce, więc łatwo też zobaczyć te ciała, które miały być idealnymi, takimi powiedzielibyśmy współcześnie androgenicznymi, pozbawionymi paradoksalnie płci, a z drugiej strony w Konstytucji po raz pierwszy.
[40:23.16 → 40:26.24] A: I też to jest takie około mundurkowe, prawda? Wszystko takie bardzo spowiedne.
[40:26.26 → 41:23.25] B: Tak, o których Tyrman zresztą w swoim dzienniku pisał dość mizoginicznie o jakichś takich, powiedzielibyśmy, użyli sformułowania babo chłopach, o których on właśnie pisał, że są poza w ogóle kategorią płci, że tam była taka scena, że on stał gdzieś w sklepie i przed nim stała robotnica i on właśnie pisał o tym, że to w ogóle nawet nie jest kobieta, ponieważ jakby jest bezkształtna jakby jej ciało właśnie obleczone tym mundurem czy jakimś robotniczym skafandrem, właściwie zatraca cechy płci według Tyrmanda oczywiście. W każdym razie wszystkie te cechy tamtego ciała i postrzegania go, też myślę, że były dość łatwe do zbadania. Zresztą z tego doktoratu mojego powstała książka, Miasto z gruzowstałe, i też wiem skądinąd właśnie, że ten rozdział dotyczący cielesności był jakoś taki szczególnie z zainteresowaniem przyjmowany.
[41:23.41 → 42:02.36] A: Powiedzmy dla tych spośród Państwa, którzy byliby zainteresowani, że książkę wydało Solineum wrocławskie. Można ją znaleźć na stronie wydawnictwa o Solineum i naprawdę warto, jeżeli ktoś jest zainteresowany, zamówić i przeczytać, dlatego że to jest właśnie poza ludzkimi opowieściami też fascynująca opowieść o mechanizmie miasta, który się odradza, odtwarza. To znaczy, znacznie więcej się jeszcze można z książki Syliwy dowiedzieć na temat tego, jak Warszawa w ogóle odrodziła się po wojnie, a przecież poziom zniszczeń po powstaniu i przejściu armii idącej na zachód, na Berlin, był trudne do wyobrażenia.
[42:02.91 → 44:49.74] B: Jednym z takich elementów, dla których w ogóle sięgnęłam po ten temat, pomijając już antropologię codzienności, to było moje doświadczenie z bycia przewodniczką po Warszawie. Pamiętam, że pewnego razu oprowadzałam grupę po rynku Starego Miasta, grupę poza Polski, z różnych krajów, to była jakaś konferencja naukowa, więc to były osoby z różnych rejonów. No i ja oczywiście jako wtedy młoda, ambitna przewodniczka chciałam popisać się, powiedzieć wszystko co wiem, a tu na lewo, a na prawo, a fasada taka, śraka i tak dalej. Mnóstwo informacji, potem już wiedziałam, że to po prostu nie ma sensu, bo nikt tego nie jest w stanie po prostu przyswoić. W każdym razie tak stałam tam z nimi, tam się popisywałam itd. i w pewnym momencie zupełnie poza moim głównym gadaniem coś takiego rzuciłam, że stare miasto zniszczone w czasie powstania, a właściwie po jego upadku w prawie 90%. Ale była to dla mnie informacja tzw. oczywista oczywistość i w ogóle nie przykładałam do niej wiedzy. Wagi. I nagle okazało się, że ta wiedza właśnie wcale nie jest taka dostępna i oczywista dla ludzi spoza Polski. I dla wielu osób to był prawdziwy szok. Powiedzieli tak, zaraz, chwileczkę. Czyli to, co tu widzimy, to nie jest stare? To dlaczego to się nazywa starówka? No więc ja, że tam zostało to odbudowane, że według różnych fotografii, ale też obrazów, a to, że Zamek Królewski, że była składka społeczna, że dopiero tam w drugiej połowie lat 70. oddany i tak dalej. Ale ich szok, że są po prostu na środku rynku, placu, którego prawie nie było i on udaje oczywiście stary, sprawiły, że pewne rzeczy Wróciły do mnie z pytaniem raz jeszcze, to znaczy, jak to się stało, że ten czyn społeczny, który teraz raczej jesteśmy skłonni uważać za jakieś nadużycie tamtej władzy, mówimy o tym, że no tak, to było przymusowe, że zwozili nas tam, nie wiem, znaczy nas, osoby, które pamiętają tamte czasy, autokarami i tak dalej, że to wcale nie było spontaniczne, ale niezależnie od wszystkiego miasto zostało bardzo szybko odbudowane. Grzegorz Piątek w swojej książce właśnie o tym czasie tuż po wojennym pisze o biurze odbudowy stolicy, że jakkolwiek brzmi to, trudno, to jednak prawie zupełnie zniszczone miasto, zwłaszcza w takich rejonach na przykład jak Muranów, czyli tereny byłego getta warszawskiego, to taka tabula rasa dla architektów i urbanistów. To znaczy, co tu dużo ukrywać, pole do popisu, do wymyślenia miasta na nowo.
[44:49.74 → 45:07.41] A: Co tu dużo ukrywać, niektórzy planowali jeszcze w czasie, kiedy trwało powstanie w getcie, już wtedy planowali. w Warszawie stworzy, jak się to miasto odbuduje, kiedy jeszcze niektórzy obywatele polscy pochodzenia żydowskiego byli w Warszawie, byli w getcie.
[45:07.59 → 45:47.43] B: Tak, ale oczywiście po zniszczeniach, po obu powstaniach i po tym, kiedy wojna skończyła się i można było zobaczyć w jakim stanie jest miasto, pojawiały się również oczywiście pomysły przeniesienia stolicy i to nie tymczasowo właśnie między innymi Lublin, ale po prostu zostawienia tego, bo w jakiejś takiej bezradności i braku możliwości odbudowania czy zrobienia czegokolwiek z tym miastem. Zresztą Leopold Tyrwancy w jednym z felietonów do tygodnika powszechnego też pisał o tym Sac Corifiori, czyli jakimś takim mieście pomniku, pomniku zła, któremu wyrządzono.
[45:47.93 → 46:28.56] A: No i teraz tak trochę odbiegliśmy, to bym jeszcze wrócił do tego soc ciała i tej cielesności w 1955 roku, bo jedna rzecz to oczywiście opowieść o tym, dlaczego festiwal się odbył, że Polska się otworzyła na świat, że dla młodych ludzi, którzy przeżyli wojnę, to było coś bardzo ważnego, że nie tylko gruzy i odbudowa i taka codzienna szarpanina z tą niełatwą codziennością, ale też weźcie świeży powiew Nie chcę powiedzieć, że wolności, ale innego świata i też szaleństwa odrobinę. No więc skąd się dowiedziałeś o tych zabawach w czasie festiwalu w 1955?
[46:29.32 → 47:04.94] B: To paradoksalnie było bardzo proste, zwłaszcza dla osób, które, tak jak ja, przetwarzały to, co się naprawdę działo na język literacki. Otóż nawet w internecie można zobaczyć bardzo dużo fragmentów polskiej kroniki filmowej, która miała chyba, zdaje się, dwa, już z tego co pamiętam, specjalne wydania poświęcone tylko temu festiwalowi. I to na nasz współczesny język wizualny można by przyrównać do jakichś takich mini teledysków, to znaczy, że tam Z ofu głos oczywiście narrator wyjaśniał, ale montaż był bardzo dynamiczny.
[47:05.06 → 47:06.70] A: To jak relacje na Instagramie teraz.
[47:07.00 → 49:24.30] B: To jest taki jakby ich TikTok, ale te relacje, oczywiście czarno-białe. Natomiast te relacje były takie właśnie bardzo dynamiczne, bardzo dużo szybko zmieniających się obrazów i to jeszcze bardziej działało na wyobraźnię. Umówmy się, czasami zakurzony, pożółkły dokument, różnie możecie jakoś tam zainspirować. A te obrazy działały na wyobraźnię literacką i przedstawiają one po prostu absolutnie szczęśliwych, radosnych ludzi, którzy bawią się na środku ulicy. I jakkolwiek znowu możemy powiedzieć, no tak, propaganda, Polska Kronika Filmowa pokazywała przecież tylko taki obraz, który mieścił się w doktrynie. Ale z drugiej strony, kiedy myślę sobie o ludziach, któremu udało się przeżyć wojnę i że np. mają dwadzieścia parę lat, a ich całe prawie dzieciństwo upłynęło na wojennej porzodze, a potem odbudowywaniu, biedzie, deficytach itd. Że jak mają możliwość dwóch tygodni, bo tyle trwał festiwal, na przełomie lipca i sierpnia, czyli jakby letnich miesięcy, po prostu powygłupiać się, i to jeszcze z ludźmi z całego świata, i chodzić po mieście, gdzie cały czas coś się działo, bo to było i Pola Mokotowskie i Pałac Kultury, wtedy właśnie oddane do użytku, gdzie np. była Sala Świetlica, gdzie można było obejrzeć, może jeszcze nie telewizję, ale powiedzmy już pierwsze jakieś tam eksperymenty wizualne, wiele rzeczy, które wtedy się po prostu zmieniły, bo miasto się zmieniło. No i radość tych ludzi, jakaś taka beztroska, to było wzruszające, bo wyobraźmy sobie dorosłych ludzi, którzy na środku miasta trzymając się za ręce, są kółko-graniaste i są autentycznie po prostu radośniej. To jest jakiś, no tak jak mówimy o karnawale, że to jest jakiś wyłom w takim zwyczajnym codziennym życiu, tak i ten festiwal przez badaczy nazywany był karnawałem stalinizmu. No ludzie też mieli nadzieję, że coś się zmieni. Oczywiście 56. dał im tę nadzieję jeszcze bardziej, no ale wiemy jakby, że ona była dość złudna.
[49:24.92 → 49:41.58] A: Ale też, o czym można w twojej książce przeczytać i co wiemy z dokumentów, państwo chciało trzymać to w ryzach, ale ci młodzi ludzie i tak się postanowili wyrwać i rozwobodzić. No i właśnie potem różne były tego efekty, ale była ta odrobina szaleństwa, której tak bardzo brakowało.
[49:42.12 → 50:14.01] B: Bardzo się cieszę, że właściwie żaden system polityczny nie jest w stanie okiełzać młodych ludzi. Moglibyśmy zastanawiać się, czy na przykład, nie wiem, Hitler, Jugend albo inne już takie naprawdę dominujące systemy polityczne, nie zostawiające tego marginesu wyboru czy wolności, nie dawały rady, ale myślę sobie, że finalnie jednak nie i że nie było to aż tak masowe. Natomiast żaden system polityczny po prostu nie daje rady młodości i to jest coś niebywałego.
[50:14.55 → 50:18.07] A: Czy są tu jakieś aluzje do współczesności?
[50:19.04 → 50:25.82] B: Tak, liczymy na młodo pokolenie. Zwłaszcza te, które właśnie ma 18 lat i może iść do wyborów najbliższych.
[50:25.90 → 51:19.65] A: To skoro o tym mówimy, na chwilę odchodząc od Twojej najnowszej powieści, właśnie zapytałbym Cię jako aktywistkę, feministkę, osobę zaangażowaną w walkę o prawa kobiet, jak dzisiaj z perspektywy dwóch lat już ponad, patrzysz na ten udział młodych ludzi w jednak niewesołej sytuacji, jaką były protesty tzw. wyroku tzw. Trybunału w sprawie ustawy aborcyjnej, bo wydaje mi się, że nie wiemy co nas czeka jesienią w sensie wyników wyborów. Możemy się spodziewać, że dojdzie do pewnych zmian i przytasowań, ale na ile Twoim zdaniem młodzi ludzie odegrają tutaj jakąś rolę i na ile brak zrozumienia dla praw i potrzeb młodych ludzi może być jednym z elementów, które obecne siły rządzące tej władzy pozbawi albo znacznie osłabi.
[51:20.29 → 52:37.26] B: Tego czego bym się obawiała to takiego podejścia młodych osób, ale nie tylko młodych, o nich mówimy. To znaczy, że większości, jakby pokolenie mojego syna, który ma teraz 19 lat, ale też młodszych osób, po prostu kompletnie uważa, że to co mówią politycy czy polityczki, to jest jakiś w ogóle cringe. Że to jest w ogóle nieważne i bez sensu. Życie jest gdzie indziej. Oczywiście nie mówię tu o osobach zaangażowanych społecznie, jak np. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny czy wiele innych inicjatyw wychodzących od młodzieży, przez nich robionych, dotyczących spraw ekologii, polityki itd. Tylko o takiej większej grupie, że to jest dla nich jakiś inny świat. Oni nawet za bardzo chyba nie rozumieją tego języka, to nie jest do nich kierowane. Ale strajk kobiet pokazał, że jednak w takich sytuacjach powiedziałabym dość ekstremalnych. To jest takie, wiecie Państwo, ten moment, kiedy jest krok za daleko. To już po prostu jest nasza granica, nie zgadzamy się na to. No i oczywiście też formuła tych protestów była niebywała, to znaczy wyobraźnia... Od głównego
[52:37.26 → 52:40.02] A: hasła, po metody przyjęte w czasie protestów, prawda?
[52:40.22 → 57:03.95] B: Tak, absolutnie metody, happening, w tej niewesołej sytuacji bardzo zabawne transparenty, cieszę się, że Między innymi Michał Rusinek, ale też Muzeum Sztuki Nowoczesnej natychmiast archiwizowało te hasła czy te tektury, bo to przecież powstawało bardzo spontanicznie. Ja sama czasami byłam po prostu dwa tygodnie codziennie na jakiejś demonstracji, więc właściwie to było nieustanne powtarzanie tego samego gestu. że było to niebywale ożywcze, ale też taki właśnie artystyczny sposób takiego wyrażania swojego gniewu. No i umówmy się, bez silności. w bardzo różnych formach, często też szalenie tekstualnych i twórczych, więc pod tym względem to było ciekawe zjawisko. Oczywiście wiem też skąd idą, że dla wielu osób to, że strajk kobiet nie zakończył się odwołaniem wyroku, zmianą prawa itd. a wręcz po tym była pani Iza Sprzczyny i wiele, wiele innych kobiet, o których pewnie nie wiemy. Kilka dni temu w Szczecinie CBA weszło do gabinetu ginekolożki i zabrało całą dokumentację z 30 lat, bo oskarżyło ją, że niby tam jakieś prowadzała nielegalne leki. Wiadomo o co chodziło. Natomiast, więc to się jakby dzieje. Pamiętajmy, że w 2000 roku List stu kobiet, które podpisała m.in. Wisława Szymborska, Maria Janion, To była też sytuacja, kiedy policja wtargnęła do gabinetu ginekologicznego w trakcie, kiedy miało przeprowadzić aborcję, a na pewno było badanie ginekologiczne, aresztowano oczywiście wszystkie strony i tak dalej. To były takie kolejne impulsy. Teraz to się będzie zdarzało coraz częściej, bo to jest zwykle tak, że jak już jest jakiś Krok w jedną stronę, to będą kolejne. I to rozczarowanie, ta niemoc, że przecież chodziliśmy codziennie na zimno, gardła sobie zdaliśmy i buty. I teraz co? Ni co? Dla wielu osób to był taki szok, że my jako obywatele i obywatelki nie mamy wpływu na to, co się dzieje. Ja jestem nie to, że bardziej optymistycznie nastawiona do tego, co się wydarzyło i konsekwencji strajku kobiet, ale powiedziałabym bardziej, może wręcz pragmatyczna. Uważam, że zmiany być może nie staną się za naszego życia, naszego pokolenia i że być może to jest bardzo długi proces, Ale to nie znaczy, że mamy nic nie robić i to nie znaczy, że strajk kobiet nic nie zdziałał. Choćby to, że lokalnie powstało bardzo dużo grup, które od roku działają na rzecz pomocy osobom z Ukrainy. Na stronie ogólnopolskiego Strajku Kobiet można zobaczyć taką mapę punktów, które są już przez rok wolontaryjnie prowadzone. I to jest naprawdę, już nie pamiętam, około chyba 30 miast w tej chwili. Więc to jest ogromna praca, bo jakkolwiek pamiętamy ten nasz pierwszy zryw, kiedy kiedy Rosja wkroczyła do Ukrainy, to potem te nasze zasoby się już kończyły. Już nie mieliśmy pieniędzy, żeby wpłacać na kolejną zbiórkę. Pokończyły nam się wszystkie zapasowe buty, ręczniki, pościel. W domu już nie było miejsca na nowe osoby. Wiedzą Państwo, pewnie sami z doświadczenia, można pomagać, My też jakby nie jesteśmy studnią bez dna, a te ośrodki ogólnopolskiego strajku kobiet nadal funkcjonują, więc myślę sobie, że to właśnie dzięki temu, że ludzie zwłaszcza w tych małych miastach i ośrodkach po prostu poznali się i zintegrowali i robią dobro, tylko że już trochę może w innym temacie albo w inny sposób. Ale też to, że ludzie zobaczyli, że jest nas taki tłum, że mają różne doświadczenia, niestety często ciężkie. Mówię tu przede wszystkim o nielegalnych zatrzymaniach, o pobiciach przez policję i tak dalej. Ale to też jest jakkolwiek przykre, ale jednak edukacja obywatelska.
[57:04.49 → 57:38.66] A: To jest też trochę tak, że oczywiście nie można być zbytnim optymistą czy optymistką, jeżeli chodzi o młodych ludzi. o ile wydaje się jasne, że najmłodszy elektorat, to ta partia konkretna akurat utraciła na zawsze z racji różnych podejmowanych decyzji. To jeszcze nie oznacza, że ci ludzie pójdą zagłosować, żeby wybrać jakąś inną Polskę, więc rozumiem to, co mówisz też jako apel po prostu, żeby z młodymi ludźmi rozmawiać na poważnie, a też szukać takich haseł, które będą odzwierciedlały ich realne problemy.
[57:39.22 → 58:04.70] B: Tak, chociaż oczywiście wiem, że to jest trudne i znowu sięgnę do swojego doświadczenia jako matki jeszcze nastolatka, w każdym razie młodej osoby, że mówienie im o tym słuchaj za kilka lat to będzie to i to, więc musisz teraz iść do wyborów jest absurdalne. W ogóle mówienie do nastolatka, że coś będzie za dłużej niż za miesiąc to jest w ogóle Trochę sytuacja przegrana, ponieważ tam nie sięga już ich wyobraźnia.
[58:04.74 → 58:09.91] A: To taki argument, że jak oni dalej będą rządzić, to będzie jeszcze gorzej i będziemy się jeszcze bardziej wstydzić?
[58:10.09 → 59:17.78] B: Nie chcę uogólniać, ale to jest trudne, żeby to wytłumaczyć. Natomiast pokazać to, co dzieje się teraz, i pokazać też sprawczość, bo myślę, że bardzo często ludzie nie idą na wybory albo w ogóle nie działają społecznie, bo nie wierzą, że ich głos, że ich pomaganie cokolwiek da. Obserwowałam to choćby przy okazji 1, teraz już 1,5% na organizacje pozarządowe, kiedy jeszcze była Fundacja Mama i tam mogłyśmy ten 1% otrzymywać, to ludzie na przykład mówili, nie, ja wam nie wpłacę, Ja mam bardzo małe przychody, więc ten 1% to tam ile? 10 złotych? To nie ma sensu. Tylko, że nie myślą o tym, że tu 10 zł, tu 5, tu 20 i to naprawdę się robią kwoty. Ale to pokazuje, że nie wierzymy w swoje możliwości jako jednostek i ten brak sprawczości i niewiara myślę, że w młodych jest bardzo często. Oni też czują po prostu rozczarowania, ponieważ zazwyczaj ich głos jest niesłuchany albo deprecjonowany, no to tym bardziej upewniają się w tym, że to nie ma znaczenia.
[59:17.97 → 59:29.53] A: Czyli zamiast tego niezbyt zabawnego hasła zabierz babci dowód, teraz po prostu daj młodemu dowód, niech idzie i głosuje i niech wie, co wynika z bycia obywatelem.
[59:31.86 → 01:00:11.92] B: Dzięki też takim grupom jak Polskie Babcie czy innym osobom, które działają społecznie, to powiedzenie, że zabierz babci dowód jest po prostu absolutnie bez sensu i jest jej czystowskie, bo każda osoba ma prawo oddać głos i jej głos się liczy, ale rzeczywiście w przypadku młodych osób myślę, że też ta to obrzydzenie politykom, ale też bardzo często traktowaniem jej jako taki zabawny mem, to też pokazuje, że jest brak zaufania, ale też takiego poczucia, że to w ogóle jest jakaś poważna czy ważna sprawa.
[01:00:12.56 → 01:00:52.82] A: Zwłaszcza jeżeli politycy nie rozumieją, o co chodzi w życiu młodym ludziomi, jakie mają problemy. Hasło polskie jest bardzo istotne, bo np. badania pokazały i też takie rozmowy, towarzyskie, że w przypadku innego ważnego tematu, który miał miejsce w Polsce, właściwie tragedii, która się rozegrała w sierpniu 2020 roku, czyli takiego bezprawdonowego ataku na osoby nieheteronormatywne, to właśnie babcie wyrażały bardzo często wsparcie dla swoich wnuczek i wnucząt w tej sytuacji. I to też jest jeden z tematów, który pojawia się w twojej książce, za chwilę o tym porozmawiamy, ale teraz poprosiłbym panią Rowitę o drugi fragment.
[01:01:02.68 → 01:04:02.99] C: Charlotte przedzierała się przez dziki tłum, który o tej porze zajmował już całe piętro klubu. Ech, co te mury pamiętały, co one widziały. Ruje, poróbstwo, macanki, zdrady, fochy i nagłe fale miłości. Cały ten cyrk queerów, LGBT-ów, poetów, kadry akademickiej po godzinach, aktywistek z płynną tożsamością. Tych wszystkich prekariuszy bez przyszłości. studentek kierunków humanistycznych, zajmujących się dyskursem, grupami mniejszościowymi i przywilejami, a kończących w firmie wujka, no bo jak tu znaleźć pracę? I tych klaunów życia, obrażonych neurotyków, robiących gówno burzę dosłownie ze wszystkiego, dorabiających na kamerkach albo w żabce, pojebów, lunatyczek, trans w transie i dziwaków. I wszyscy oznaczają się na swoich stories, Wszyscy równocześnie występują w swoich komórkach. Są tu i tam. Łapią zasięg, filtrują zdjęcia, kasują niekorzystne komentarze i zgłaszają się nawzajem za mowę nienawiści. Gdyby przenieść tę budę gdzieś na wyspę, to by się wszyscy najpierw ze sobą pieprzyli, później pokłócili, następnie napisali petycję i kombinowali, jak tu zamówić pizzę z Anfą. Magda oddychała pełną piersią w takiej menagerii. Wóz cyrkowy jechał w przepaść, Ale przynajmniej wszyscy dobrze się bawili. Nie znosiła tych dram, obmawiania za plecami, nieustających zmian w dynamice hierarchii grupy pozornie kolektywnej, wiadomo. Ale nie wyobrażała sobie, że gdziekolwiek indziej mogłaby być taką, jaka jest naprawdę. Czterdziestoletnią dziewczyną po przejściach ze zrobionymi cyckami i dziarami opowiadającymi historię życia. Dziara na nadgarstku zakrywająca sznyty. Pierwsza próba samobójcza w liceum z okazji dysforii. Dziara na ramieniu przedstawiająca syrenę i serce przebite strzałą. To po pierwszej nieszczęśliwej miłości, która, jak się później okazało, bardzo dobrze, że była nieszczęśliwa, bo koleś był zdrowo powalony. Dziara na dekolcie, na szyi, na kostkach i na plecach. Z okazji zdanej matury, zdanych egzaminów, pierwszej wypłaty. Dziara na wewnętrznej stronie uda, na pamiątkę pewnej nocy, podczas której Magda zrozumiała, że jest gotowa na tranzycję. Poplątane linie, rozlany atrament. Cała historia życia zapisana na ciele, które staje się pamiętnikiem do czytania przez wszystkich. Patrzyła na mijające ją postaci w klubie, które również miały na sobie tajemne znaki. Parada zapisków intymnych. w postaci z własnymi kodami kreskowymi. To była jej najmilsza terapia. To jej najsmaczniejsze leki. Ludzie, w których mogła się przeglądać.
[01:04:05.43 → 01:04:33.94] A: Teraz mi się włącza opcja ojciec. Chciałem powiedzieć, że lepiej pizza z ananasem niż z amfą. Nawet nie wiedziałem, że takie są, do czasu lektury twojej książki, Proszę tego jednak nie próbować. Pojawiła się druga bohaterka, więc może gdybyś mogła opowiedzmy o tych trzech postaciach, które są najważniejsze w tyłem do kierunku jazdy.
[01:04:35.28 → 01:06:32.74] B: Trochę już rozmawialiśmy o babci Stasi i jej podejściu do życia, które mogłabym skrótowo zawrzeć w haśle Bawmy się. jest jej wnuczka Magda i o niej właśnie usłyszeliśmy. Jest to transkobieta, która już jest w tak zwanym wieku średnim, więc trochę już zna życie i ma doświadczenie bycia w społeczeństwie i która często mierzy się z różnego rodzaju dyskryminacją, ale ja tę bohaterkę wprowadzam powoli, to znaczy zanim dowiadujemy się jaka jest jej historia, to dowiadujemy się, że szuka miłości, że ma pracę, z której nie za bardzo jest zadowolona i w związku z tym ma wiele problemów finansowych, że ma problemy w relacji ze swoją mamą, więc są to tematy czy obszary, które mogą być uniwersalnymi problemami niezależne od od historii życiowej. Dopiero potem dowiadujemy się, że Magda jako transkobieta jest po tranzycji i to miejsce i scena, o której właśnie usłyszeliśmy, dzieje się w jednym z takich queerowych klubów przyjaznych różnym osobom, które w jakiś sposób nie pasują do większości naszego społeczeństwa. I to jest opowieść o tzw. rodzinie z wyboru, czyli tych bliskich osobach, które często są bardziej wspierające niż nasi najbliżsi krwi. i ci, którzy powinni, niezależnie od wszystkiego, po prostu nas kochać i być z nami. Na przykład matka i to trzecia opowieść i trzecia osoba, czyli córka babci Stasi, mama Magdy, Krystyna, którą znowu streścić można taką duszczyzną pod tytułem, co ludzie powiedzą, nie wychylaj się, na co to komu, nie epatuj.
[01:06:32.74 → 01:06:34.72] A: Ale też w życiu mi nie wyszło, prawda, znowu.
[01:06:34.76 → 01:08:30.73] B: Ale oczywiście również w życiu mi nie wyszło i to jest wszystkich wasza wina. To znaczy, niezależnie od tego, jak bardzo nieszczęśliwa czuje się Krystyna, to zawsze znajdzie osobę, która jest za to nieszczęście odpowiedzialna. No i łatwo się domyślić, że taką osobą najczęściej jest właśnie Magda, bo przecież miało być inaczej. Te złożone relacje, które opisuję, też są dość częste w rodzinach. Ponieważ już jest ponad pół roku po w premierze tej książki i odbyłam wiele spotkań takich jak to z państwem i z tobą również Michale, to wiem, że wiele osób ma takie doświadczenie, że w życiu o wiele łatwiej było dogadać się nim z babcią i to od niej czuło większe wsparcie i miłość niż ze swoją mamą czy rodzicami. I wielokrotnie zastanawialiśmy się, dlaczego tak może być. Jedną z takich, nie wiem, teorii albo jakichś tropów, Na odpowiedź na to pytanie jest fakt, że często nasi rodzice mają tak wiele różnego rodzaju napięcia związanego z wychowywaniem, opieką nad nami, że się bardzo jakoś tak usztywniają w tych swoich rolach. Podczas gdy babcia i dziadek, zresztą też kulturowo u nas bardzo często mówi się, że babcia jest od rozpieszczania. Tak naprawdę nie wiem co to znaczy rozpieszczanie, to jest po prostu świetna miłość i tyle. więc wcale nie czuję, żeby to było coś złego, pejoratywnego, ale właśnie to rozpieszczanie, czyli bycie niezależnie od tego, jaką osobą jest wnuczka czy wnuczek, jest też takim wielkim wsparciem ze strony babć czy dziadków. I rzeczywiście być może potrzeba jednego pokolenia, żeby jakoś te relacje były bardziej przyjazne. To nie jest oczywiście reguła, ale streszczam trochę te rozmowy, które pojawiały się w trakcie spotkań autorskich wokół tej książki.
[01:08:30.77 → 01:09:16.95] A: To jest w ogóle ciekawy wątek. Wyjdźmy na chwilę znowu z książki. Trochę o tym już mówiliśmy wcześniej, że żyjemy w społeczeństwie, które określane jest albo samo lubi się określać jako jednak konserwatywne, wychowane w wierze katolickiej, chociaż jak wiemy, coraz większa rzesza ludzi odchodzi od Kościoła. Ale o tym najstarszym pokoleniu mówi się właśnie jako o tym najbliższym Kościołowi przestrzegającym tych zasad, wartości, moralności, tego wszystkiego, o czym rozmawiano i czego uczono. I nagle się okazuje, że w tym zderzeniu ze współczesnym światem, to im nieheteronormatywność wnucząt w zasadzie nie przeszkadza.
[01:09:18.38 → 01:09:24.57] B: To jest też tak, że oczywiście są też historie, gdzie cała rodzina odwraca się od osoby, która jest nieheteronormatywna.
[01:09:24.76 → 01:09:31.02] A: Ale często te osoby, z którymi się rozmawia, właśnie wskazują na to, że wsparcie przyszło ze strony dziadków.
[01:09:31.82 → 01:10:14.27] B: Bo to jest coś, co nazywamy bezwarunkową miłością. To znaczy nie musisz być taka i taki i siaki, żebym ja ciebie kochała. Bezwarunkowa miłość jest po prostu miłością do ciebie jako osoby. I w związku z tym nie ma znaczenia jaką masz tożsamość psychoseksualną, kogo kochasz, kogo nie. Jak widzisz swoje ciało, co robisz w życiu itd. Bo kocham ciebie takim, jakim jesteś i to jest na szczęście moje doświadczenie z babciami, zwłaszcza z jedną z nich, która też jest osobą wierzącą, ale ona zawsze, ja kiedy w wieku 11 lat miałam po raz pierwszy po cztery kolczyki, a już rok później czerwonego i rokeza, a potem robiłam jeszcze...
[01:10:14.27 → 01:10:15.95] A: Nie ma siły rokeza w wieku 12 lat?
[01:10:16.19 → 01:12:01.39] B: Tak. Na koloniach mi koleżanka w toalecie na dyskoterce wycięła. Nie był równy, mógł sobie to przyznać. W każdym razie, a potem oczywiście rozkręcałam się jeśli chodzi o kwestie wizualne, ale też w ogóle życiowe. I moja babcia mówiła tak, no ja nie wiem właściwie, nie rozumiem tego. No tak masz, tak się ubierasz, widocznie tak ci się podoba, ale i tak cię kocham. I ta jej miłość oczywiście miała jakieś tam po drodze różne momenty, w których musiała jakoś bardzo pewnie oddychać kilka razy głęboko, ale zawsze wracała do mnie z takim komunikatem, że niezależnie od wszystkiego to po prostu jest ze mną. I ta bezwarunkowość jest czymś niebywałym, bo bardzo często jest tak, że wydaje nam się w relacjach z innymi ludźmi, że musimy być jacyś, jakieś, żeby oni nas kochali. Musimy być, nie wiem, właśnie Tak, na przykład wobec rodziców. I myślę, że macierzyństwo to jest jedna z wielu nauk, które wyniosłam z mojego macierzyństwa, ale jedna z nich jest bardzo ważna. To znaczy, że przerzucanie na dziecko swoich ambicji, planów, jakie ono powinno być, czy nie wiem, co powinno robić, Po pierwsze, jest z góry skazane na porażkę, zwłaszcza jeżeli się trafi na egzemplarz buntowniczy, a po drugie, no to jest po prostu przerzucanie na kogoś swoich planów i sposobów, w jakich widzi się świat i to naprawdę jest bardzo krzywdzące, więc bezwarunkowa miłość rzeczywiście często pojawiała się w opowieściach o babciach, które ja słyszałam na takich spotkaniach jak to.
[01:12:02.17 → 01:13:10.14] A: Ja mam jeszcze jedno pytanie do ciebie, potem chętnie oddamy państwu głos, chyba że Będzie opór, to będę pytał dalej, ale rozmawiamy już długo, a myślę, że pewnie będą też pytania do Sylwii. Chciałbym ci zapytać o jedną rzecz, która wydaje mi się niezwykle istotna i już o tym zaczęliśmy rozmawiać, o wprowadzanie do literatury tej, która jest w głównym obiegu. Jesteś bardzo popularną pisarką, jesteś w tym, co nazywa się mainstreamem. Twoje książki są czytane, recenzowane, mówi się o nich w prasie, w radiu, w telewizji. jesteś osobą rozpoznawaną, tematy, które poruszasz w felietonach, wypowiedziach rezonują i często trafiasz w sedno sprawy, którą w danym momencie Polska żyje. Więc chciałem cię zapytać, dlaczego było to dla ciebie bardzo istotne, a wiem, że tak było, żeby o tranzycji, o kobiecie transseksualnej napisać, żeby ona zaistniała jako bohaterka w literaturze, która jednak trafia pod strzechy i jest czytana?
[01:13:11.38 → 01:13:51.53] B: Po pierwsze dlatego, że uważam, że takie postaci są bardzo ciekawe literacko. Nie chcę oczywiście absolutnie jakoś tak uprzedmiotawiać doświadczenia i tych osób, to w ogóle nie o to chodzi, ale to po prostu może, mówiąc brzydko, sprawdzić się literacko. Po drugie, takich osób z doświadczeniem jak Magda nie ma właśnie w tej literaturze mainstreamowej. Jeszcze, mam nadzieję. Po trzecie, nie ukrywam, że to co dzieje się jeśli chodzi o transfobię i wypowiedzi głównych osób politycznych w państwie, takich bardzo jawnych, dyskryminujących w ogóle osoby nieheteronormatywne.
[01:13:51.73 → 01:13:58.87] A: Ale wiesz, to wynika z tego, że oni po prostu niczego nie rozumieją, nie czytają. To jest brak edukacji. Nie usprawiedliwiamy oczywiście, ale to po prostu jest niewiedza.
[01:13:59.33 → 01:14:45.96] B: Myślę też, że w dużej mierze, zwłaszcza jeśli chodzi o transfobię, to piszą spin-doktorzy, czyli ludzie, którzy właśnie pracują nad na przykład publicznymi wystąpieniami różnych osób i przenoszą pewne rzeczy na przykład ze Stanów Zjednoczonych takim metodą po prostu kalki, do polskich realiów, które w ogóle są jakieś absurdalne. Możemy zastanawiać się, czemu Jarosław Kaczyński jeżdżąc po Polsce, zdaje się czterokrotnie w różnych miastach mówił o osobach transpłciowych. Serio? Już pomijając wszystko, że osoby transpłciowe mają problemy w Polsce, m.in. dzięki Kaczyńskiemu i innym transfobom. Ale dlaczego akurat o tym? To jednak brzmi absurdalnie. To są też takie kalki, które są przenoszone np. ze Stanów Zjednoczonych, gdzie tam debata jest inna.
[01:14:45.96 → 01:14:50.34] A: Myślę, że jest potrzeba tworzenia wojny kulturowej po to, żeby odciągnąć ludzi od realnych problemów.
[01:14:50.48 → 01:14:56.62] B: Mieliśmy już tak. Kiedyś rzeczywiście Żydów, oni zawsze się sprawdzają, feministki, ekologów, uchodźców.
[01:14:56.62 → 01:14:57.48] A: Dziadków z Wehrmachtu.
[01:14:57.73 → 01:15:11.78] B: dziadku z Wehrmachtu. Kogo mieliśmy jeszcze? Cykliści i weganie. Teraz jest wielki problem, że czy jeść robaki, czy nie. Jakby zawsze znajdzie się po prostu jakiś...
[01:15:11.78 → 01:15:49.32] A: Chcę tylko powiedzieć, bo dzisiaj rozmawiałem, wczoraj o tym rozmawiałem z koleżanką z pracy w podcaście wyborczej. Nie chodzi o jedzenie robaków, tylko owadów. To jednak jest zupełnie inny gatunek. Jeżeli ktoś nie rozumie czym jest robak, na przykład glista, a czym jest szarańcza, z której białko jest bardzo pożywne, to niech kurcze wróci do czwartej klasy podstawówki. Tam jest wbijane do głowy to rozróżnienie i też po prostu apel do Państwa, żeby nie podbijać, jak to młodzież mówi, tych kretynizmów, które oni wypowiadają, jednocześnie fotografując się nad stekami za 100 zł w dobie inflacji.
[01:15:49.52 → 01:15:50.54] B: Na fakturę tak zwanych.
[01:15:50.62 → 01:15:56.54] A: I są to oczywiście, jest to mięso z ubojni, z hodowli, nafaszyrowane antybiotykami.
[01:15:57.36 → 01:16:05.74] B: Także smacznego, ale też myślę sobie, że szukanie zawsze tego innego, no teraz właśnie rzeczywiście wydaje mi się, że transpłciowe...
[01:16:05.74 → 01:16:07.36] A: A jeszcze kobiety dające w szyję było.
[01:16:07.56 → 01:16:16.28] B: A tak, jeszcze przecież matki pijaczki, znaczy nie matki pijaczki właściwie. No w ogóle kobiety zawsze jak już nie... Jak już nie wiadomo co, to kobiety zawsze jakby się super sprawdzają.
[01:16:16.28 → 01:16:24.34] A: Masz jakieś badania, które na przykład wskazują, że do 25 roku można pić, a potem trzeba przestać, bo jak... albo odwrotnie, bo już mi się pomieszało w tych krytynizmach.
[01:16:24.42 → 01:16:38.42] B: Znaczy właśnie mi się też pomieszało, bo ja urodziłam, a potem przestałam pić, bo coś nie zrozumiałam z tego, co po prostu powinnam zrozumieć, więc nie mogę się... znaczy ja się dopytam, ja wystosuję może jakiś list, sprawdzę to u prezesa, co ci powiem.
[01:16:38.44 → 01:16:40.32] A: Dobrze, no ale wracając do tematu osób,
[01:16:41.20 → 01:16:45.84] B: W każdym razie dla mnie to było bardzo ważne, żeby osoby transmisjowe...
[01:16:45.84 → 01:16:46.34] A: Element wsparcia?
[01:16:46.54 → 01:18:29.18] B: Tak, oczywiście jak najbardziej element wsparcia od osoby, która nie ma takiego doświadczenia, ale od osoby, która właśnie ma choćby dostęp do takiej kultury szerokiej, wyjściem z pewnymi tematami, ale też pewnego rodzaju pomyśle, które miałam na tę postać i trochę opowiedziałam o nim przy okazji przedstawiania jej, mianowicie najpierw pisania o niej jako kobiecie, jako o jednej z nas. jako człowieku, który ma różne problemy i dopiero potem odkrywam karty. Myślę sobie, że ta, jakkolwiek to zabrzmi, strategia świadoma zadziałała, ponieważ też wiem to właśnie od czytelników i czytelniczych, że najpierw się skupiamy na tym, kim jest Magda, jakie ma problemy, jakie ma właśnie relacje z matką złe, już wiemy o tym, a dopiero potem myślimy, aha, okej, jest transpłciowa. Jakoś taka kolejna rzecz, ona nie jest w życiu tylko transpłciowa. Ma szereg innych przemyśleń, problemów, elementów swojej tożsamości i dla mnie było ważne to, żeby nie robić z niej właśnie takiego nie wiem, straszaka, jak to jest robione w Polsce, czy jednej tylko homogenicznej osoby. I to było dla mnie ważne, żeby, mówiąc wprost, wprowadzić ją w społeczeństwo, zobaczyć, jakie są interakcje. Ale też jestem związana z ze środowiskiem, które było opisywane choćby w tej scenie, którą niedawno usłyszeliśmy. I myślę sobie, że bardzo często dla wielu osób, które w jakikolwiek sposób...
[01:18:29.18 → 01:18:30.36] A: Ale nie w tej scenie z pizzą.
[01:18:31.68 → 01:18:43.40] B: Nie, absolutnie. Przecież już było powiedziane, że ja, wiesz, na wszelki wypadek nic. Żadnych używek. Ale chociaż pizza z ananasem i ten twój pomysł, żeby jednak zastąpić, to też mnie jakoś bardzo nie...
[01:18:43.40 → 01:18:44.36] A: Ja mówię z dwojga złego.
[01:18:44.85 → 01:18:58.01] B: No tak, ale to jest pytanie, czy chciałbyś, żeby ci oko wypłynęło czy wyschło. Co tu wybrać. W każdym razie ważne dla mnie było też to, żeby pokazać środowisko tej takiej rodziny, którą sobie możemy stworzyć.
[01:18:58.16 → 01:18:59.36] A: Zapiszę sobie to wspaniałe.
[01:19:01.01 → 01:19:04.02] B: Dobrze, kto z Państwa chciałby, żeby oko wypłynęło?
[01:19:05.55 → 01:19:08.12] A: Jak wypłynie, to już nie ma co wysychać, a poza tym wyschnięte.
[01:19:08.74 → 01:20:10.31] B: Nie byłeś taki mądry, panie redaktorze, nie odpowiedziałaś na pytanie, co byś wolał. I myślę też sobie o takim właśnie środowisku tzw. rodziny z wyboru, że bardzo często dla wielu osób odrzuconych przez swoją rodzinę, nie mogących znaleźć u nich wsparcia, wręcz właśnie wyrzucanych np. z domów, zwłaszcza młode osoby, że dla nich taki klub, takie miejsca, taka grupa to są jedyne osoby, które przyjmują ich takimi, jakimi są. Wcześniej powiedziałam bezwarunkowej miłości, więc to jest podobne. Myślę też, że dla wielu osób, w różny sposób nie pasujących do większości, to też jest ważny temat i element, który dla mnie też osobiście był kształtujący. Poczucie, że jest nas więcej, że mamy ludzi wokół siebie, którzy nas rozumieją, jest czymś bardzo takim dającym wsparcie, więc też chciałam, aby ten wątek znalazł się w książce.
[01:20:12.15 → 01:20:27.95] A: Proszę Państwa, czy są pytania do Sylwii? Czy ktoś chciałby o coś zapytać? Tam w ostatnim rzędzie i jeszcze bliżej, więc pani z mikrofonem będzie tak miła i podejdzie. Bardzo proszę. Czyli najpierw tutaj, a potem w przedostatnim rzędzie, dobrze?
[01:20:30.93 → 01:22:16.77] B: Dzień dobry. Ja tak utrzymując się w metaforze, że jest pani złodziejką słów, złodziejką historii, to pójdę dalej. Czy zdarzyło się, że ktoś zrobił z tego powodu, że poczuł się okradzony, zrobił awanturę, miał żal? Czy było panie głupio? I o ile początek jest taki, z przymrużeniem oka, to pytanie jest jak najbardziej serio. Jak daleko mamy prawo w twórczości korzystać z cudzego życia, zwłaszcza życia ludzi, którzy są obok? Dwie odpowiedzi mam na to pytanie. Pierwsza jest trochę żartobliwa. Moja powieść Kieszonkowa Atlaskowy powstawała tak, że zanim zaczęłam pisać, to siedałam z nieżyjącym już niestety moim dziadkiem na werandzie na działce i on mi opowiadał jakieś niestworzone historie ze swojego życia, a ja wysłuchiwałam, a potem szłam wieczorem do swojego pokoju i je zapisywałam. i oczywiście wykorzystałam je w książce. Dziadek mój w życiu przeczytał dwie książki. Pierwsza to była, nie pamiętał tytułu, ale zwykle mówił coś o piratach. I druga jego książka, czyli moja właśnie powieść Kieszonkowa Atlas Kobyt i kiedy ją przeczytał, to powiedział mi, że powinna mu odpalić połowę pieniędzy za to, bo to w ogóle są jego opowieści, jego bijatyki i jego przygody. Później zresztą raz jeszcze sięgnęłam do przygód rodzinnych i poprosiłam mojego tatę, żeby opowiedział mi o właśnie swoim doświadczeniu grania na dancingach, do tej książki, o której wspomniałam. Nie, nie, ale co, patrzysz na czas?
[01:22:16.89 → 01:22:19.47] A: Nie, patrzę ile jeszcze książek będziesz mogła tak napisać.
[01:22:19.91 → 01:22:40.43] B: Nie, ale do tej książki jeszcze pamiętam, że wykorzystałam opowieści mojej babci, czyli mamy mojego taty, która była osobą jeżdżącą w różne miejsca w latach osiemdziesiątych i po prostu przywożącą tureckie kożuchy, złoto z Gruzji i tak dalej. Po prostu przemycała je.
[01:22:40.61 → 01:22:42.21] A: Pozapaństwowy handel wymienny.
[01:22:42.82 → 01:25:55.44] B: pasjami i ona opowiadała mi właśnie jak to w praktyce było. No i moja mama, która była kelnerką w latach osiemdziesiątych, opowiadała mi o tym jak wyglądała gastronomia, ale te osoby wiedziały już wtedy, że ja siedzę i tam nagrywam i albo spisuję. I jakkolwiek z tego żartowały, to też myślę, że były dumne, bo zawsze na spotkaniach promocyjnych siedziały w pierwszym rzędzie i po prostu puszyły się, jakby to była ich autobiografia. Natomiast druga odpowiedź jest taka, że o ile nie miałam chyba ani razu sytuacji, w której wstydziłabym się, że kogoś nadużyłam, czy jego historię wbrew jemu, miałam jedną taką opowieść, którą chciałam wykorzystać jako scenę w powieści Cwaniary i dotyczyła ona bardzo smutnej rzeczy samobójstwa kolegi. Już nie wdając się w szczegóły, to było, jakkolwiek brzydko to zabrzmi, barwne samobójstwo. On najpierw całe mieszkanie, już puste wtedy, zapełnił balonami kolorowymi, których było tak wiele, że człowiek się przedzierał przez nie i zaprosił ludzi na imprezę. Jak się potem okazało, to była impreza pożegnalna. Ponad ranem został znaleziony martwy. I ta scena tych kolorowych balonów, w których po prostu ludzie tańczą i się śmieją, i on później, była bardzo silna. Chciałam wykorzystać ją do sceny samobójstwa nieuleczalnie chorej jednej z bohaterek powieści Cwaniary. Ale ja nie byłam na tej imprezie. I wszystko to, jakkolwiek widziałam te balony i tak dalej, ale na samej imprezie nie byłam. I moja koleżanka znalazła go nad ranem. I opowiedziała mi o całej tej historii. I ja zapytałam się właśnie Ani, że chcę opisać... Chyba nawet zrobiłam tak, że spisałam to i ten fragment jej wysłałam. I ona powiedziała nie. To jest moja historia. Ja ci ją opowiedziałam. Ona jest fotografką. Chciała zrobić z tego jakiś projekt artystyczny. Powiedziała nie. To jest moja historia. Nie. Nie daję ci jej. i oczywiście nie znalazła się ona w książce. Bardzo tam jakieś szczegóły wykorzystałam, ale to nie było to, bo właśnie wtedy czułam, że to może być nadużycie, że to jest po prostu kradzież i to właśnie historii innej twórczyni, która mogłaby ją wykorzystać. Ale zazwyczaj jest też tak, że ja po prostu bardzo miksuje te wszystkie rzeczy, które usłyszę albo które ktoś mi powie. Oczywiście mówiłam wcześniej o pierwszym zdaniu powieści tyłem do kierunku jazdy. To jest mocne zdanie. Ciekawa jestem, co by się stało, gdyby przyszedł ten pan, który wtedy je wypowiedział, ale myślę sobie, że ono jest zazwyczaj... Nie chcę powiedzieć uniwersalne, ale jest to jedno zdanie, nie jest to jakaś historia całego życia. Więc zdziwiłabym się, gdybym miał coś naprzeciw, ale oczywiście zawsze mogłabym powiedzieć, że ja to wymyśliłam.
[01:25:57.54 → 01:25:58.42] A: Bardzo proszę.
[01:25:58.90 → 01:32:00.85] B: Dobry wieczór. Ja zauważyłam, że ostatnio zarówno w literaturze, jak i w filmie pojawia się właśnie ten motyw relacji dziadkowie-wnuczka-wnuczek. Tak było u Joanny Bator w powieści Gorzko-Gorzko, czy też w filmie Wszystkie nasze strachy. I chciałam zapytać, Podkreślając też dobrze te relacje dziadkowie-wnukowie, nie deprecjonujemy w jakiś sposób też roli rodziców i troszkę nie sprowadzamy ich do takiej może niezasłużonej, tej gorszej roli. To jedno pytanie, a drugie, Magda poddaje się tranzycji i tutaj wiemy, że pieniądze dostaje od babci. Chciałabym zapytać, w jakim stopniu państwo finansuje tego rodzaju operacje? Dziękuję. Jeśli chodzi o odpowiedź na pierwsze pytanie, tak, jest takie zagrożenie, nawet bym powiedziała, że, i poszła dalej, gloryfikacji kontaktów czy relacji między wnuczkami, a babcią czy dziadkiem. Ja też przy okazji tej książki usłyszałam od kilku osób, no wiesz co, fajnie, fajnie, ale ja miałam na przykład babcię, która w ogóle nie mogłam się z nią dogadać, znaczy, że to było też jakoś tam bolesne dla tych osób. Natomiast myślę sobie, że ta niemożność kontaktu z rodzicami czy częstych jakichś problemów czy napięć wynika też z tego, w jaki sposób my jako społeczeństwo i nasz kręg kulturowy postrzega rolę rodzica i jak wiele zwłaszcza na matki jest takiego napięcia i takiego obowiązku spełniania bardzo często różnych funkcji w jednym momencie, co jest jak wiemy niemożliwe, a przynajmniej niemożliwe bez strat. I to my tak naprawdę pompujemy ten balon, więc często efekt jest taki, że jest jakaś podskórna albo wcale nie, bo wręcz jawna niechęć rodziców czy matek do dzieci i odwrotnie. i te relacje układają się bardzo różnie. Natomiast teraz oczywiście nie jestem w stanie z głowy powiedzieć kontrprzykładów, które pokazywałyby dobre relacje, ale rzeczywiście jest pewnego rodzaju takie napięcie. Pamiętam, że kilka lat temu prowadziłam spotkanie autorskie promocyjne dotyczące naukowej książki, gdzie badaczka próbowała rozwikłać relacje między matkami i córkami. I to spotkanie autorskie wokół tej książki bardzo szybko przerodziło się w coś w rodzaju terapii zbiorowej i grupy wsparcia. Ja jako prowadząca nawet się już tak wystraszyłam, bo nie mam kompetencji, żeby teraz złapać się ze wszystkimi za ręce. porozmawiać o ich relacjach, ale pamiętam, że to jakoś bardzo uruchomiło ludzi do tego, żeby mówić o tym, a moja mama, a moja córka i być może to jest taki element też tabu kulturowego, że z jednej strony gloryfikujemy matkę i uważamy, że właśnie jest tylko jedna i najważniejsza, a tak naprawdę za mało mamy tego takiego szczerego kontaktu. Ale to jest moja taka hipoteza tylko, dlaczego to też jest opisywane w literaturze, czy przedstawiane w... Natomiast jeśli chodzi o drugie pytanie, transycja nie jest finansowana do końca. Jeżeli osoba chce zrobić tak zwaną jedynkę, czyli kwestię dotyczącą klatki piersiowej, usunąć piersi czy brodawki albo te piersi zrobić, albo tak zwaną dwójkę, czyli kwestię narządów rodnych, to musi już to robić na własny koszt. Tak samo jeśli chodzi o depilację laserową. Natomiast finansowana jest część medykamentów dotyczących terapii hormonalnej. I oczywiście też nie jest to tak sobie, że idziemy i mówimy co chcemy i dostajemy receptę. To jest też szereg różnych spotkań z lekarzami, którzy mają za zadanie potwierdzić to ustalanie płci. To akurat jest na NFZ, ale też do pewnego momentu. Nie wiem, przyznam się, jakie są kwoty wszystkich możliwych hormonów czy środków, które są przyjmowane. jeśli chodzi o obie płcie. Natomiast wyobrażam sobie, że jak każde leki nie jest to tania rzecz. Oczywiście jeszcze inną sprawą jest kwestia dotycząca zmiany dowodów osobistych. Wtedy należy zaskarżyć swoich rodziców, że przypisali nam złą płeć przy urodzeniu. Jest to bardzo często kuriozalne i traumatyczne dla wszystkich stron. Mogą Państwo przeczytać o tym w książce Piotra Jaconia, dziennikarza TVN, który opowiada o tranzycji swojej córki i o tym m.in. co przeszli w czasie rozprawy sądowej. Wszystkie te koszty, ale również później zmiana dokumentów są już po stronie osoby, która która na przykład oskarża swoich rodziców, już pomijając, że to jest jakiś absurdalny proceder, ale koszty są bardzo duże, zwłaszcza dla tych osób, które decydują się również na operacyjne przywracanie swojego ciała. bo są to koszty duże. Jest na szczęście coraz więcej lekarzy w Polsce, którzy to wykonują, ale wiem skąd idą, że część osób, zwłaszcza transkobiet, wybiera się do takich już klinik typu Turcja i tak dalej, więc koszty są większe, bo to jest podróż, pobyt i tak dalej.
[01:32:01.73 → 01:32:12.84] A: Jeszcze jedno pytanie, jeżeli mają Państwo ochotę, zanim posłuchamy fragmentu, to można. Przepraszam, proszę poczekać chwilkę tylko mikrofon, dobrze? Bo jesteśmy w transmisji.
[01:32:20.09 → 01:32:32.65] C: Interesuje mnie, jak długo rozstaje się pani ze swoimi bohaterami, swoich książek? Drugie pytanie, to chciałam zapytać, jaki wpływ miał dom na pani twórczość?
[01:32:32.71 → 01:32:40.83] B: Ale już pani częściowo nam odpowiedziała na to pytanie. Ale gdyby ten dom był inny, czy pani by została pisarką?
[01:32:40.91 → 01:32:41.55] C: Dziękuję bardzo.
[01:32:42.89 → 01:35:55.98] B: Pierwsze pytanie jest bardzo ciekawe, bo zastanawiam się, czy ja się w ogóle rozstaję z bohaterami i bohaterkami. Oczywiście, kiedy zaczynam pisać inne teksty czy nową powieść, to muszę skupić się na tym, co buduję właśnie, w związku z tym opuszczam na jakiś czas tych bohaterów i bohaterki, które powołałam do życia, ale one czasem kłębią się i spotykam je na przykład na spacerach po mieście, zwłaszcza, że bardzo często moje książki wpisane są w topografię miejską i wiemy mniej więcej, a czasem wręcz dokładnie, gdzie chodziła bohaterka, gdzie żyła, gdzie bohater chodził do pracy itd. Więc te prawdziwe adresy i punkty na mapie po prostu jakoś odwiedzam. Zresztą akurat czasami jest tak, że miejsca literackich bohaterów i bohaterek są traktowane bardzo poważnie. Przykładem są dwie tablice dotyczące postaci z powieści Lalka Prusa, które w Warszawie mają swoje tablice na fasadach. Takie tablice, jak wiedzą państwo, tu mieszkał... no to po prostu tu mieszkał Stanisław Wokulski, w tym budynku. Tam chyba jest takie zdanie, że powołany do życia przez Bolesława Prusa, Gdyby ktoś nie wiedział, to po prostu pomyślałby, że to po prostu żył ten pan. Więc trudno, żebym i ja tak czasem nie myślała o moich bohaterkach i spędzam z nimi tyle czasu, że stają się po prostu częścią nawet nie tyle mnie, co jakby mojej bandy, która już ze mną zostaje. Natomiast jeśli chodzi o Drugie pytanie i drugą część pani pytania. Oczywiście, że ja miałam to szczęście, że od samego początku byłam wręcz zachęcana przez moją mamę do pisania. Moja mama bardzo szybko pogodziła się z tym, że ja jestem inna niż reszta osób, które dotychczas znała i że na pewno nie będę się jej słuchała i nie ma sensu w ogóle po prostu próbować. Nawet miałam taką zabawną historię, że dwa tygodnie temu pojechałam z koleżanką do tzw. ciepłych krajów na plażę i moja koleżanka krzyczała na mnie, że powinnam posmarować się kremem przeciwsłonecznym, bo nie ma nic gorszego niż wystawić się na słońce pierwszy raz, bo na pewno można się spalić. Ale oczywiście ja nie, zamierzałam przyjechać opalona i po prostu leżeć na słońcu. Moja koleżanka już nie wytrzymała i powiedziała, że poskarży się mojej mamie i napisała to mojej mamy. Potem właśnie koleżanka mówiła o tym, że moja mama napisała, no tak, no co się dziwisz, ona się nigdy nikogo nie słuchała. I pomyślałam sobie, że tak, coś rzeczywiście się nie zmieniło. W momencie, w którym moja mama jakby zrozumiała, że ja po prostu będę pisała, to mniej więcej miałam 11 lat i
[01:35:55.98 → 01:35:58.14] A: pamiętam, że... To było rok przed Irokezem.
[01:35:58.48 → 01:37:36.65] B: To było rok przed Irokezem, dokładnie, czyli pani Grażyna jeszcze wtedy nie wiedziała wszystkiego, co się wydarzy i trzy lata przed pierwszym tatuażem. Ja wtedy, jakoś tam rok później, czyli miałam 12 czy 13 lat, kupiłam sobie maszynę do pisania i po prostu bębniłam tą maszyną dniami i nocami, a mieszkałyśmy z moją mamą w maleńkim mieszkaniu, więc rozumiem, że to mogło naprawdę ją irytować. Ten dźwięk i to takiego trzaskania, zwłaszcza nocą, ale ona nigdy się na to nie skarżyła, ponieważ ona wiedziała, że ja po prostu piszę. I myślę, że też duży wpływ na mnie miał mój tata, który był muzykiem i który prowadził takie życie twórcze, artystyczne. I też nauczył mnie nie tylko słuchania dobrej muzyki, ale również takiego życia z twórczości, z tego co się lubi i tego, że w ogóle można żyć z twórczości. Więc pod tym względem jakoś miałam też takie dobro wokół siebie i dobre wzorce. No i oczywiście reszta rodziny, która, jak już mówiłam wcześniej, w tej bezwarunkowej miłości, chociaż często z uniesienionymi brwiami, po prostu była ze mną. I teraz też mnie wspiera w bardzo różnych sytuacjach i nawet uważają, że jestem dość zabawna, jakim czasem mówię jakieś rzeczy, które wymyśliłam albo robię. traktują mnie jako jakiś taki leci kabarecik, więc na pewno nie próbują mówić mi co mam robić, bo to już ustaliliśmy, że to w ogóle nie ma sensu.
[01:37:37.07 → 01:37:47.11] A: Proszę Państwa, zanim się pożegnamy i będą ogłoszenia, to jeszcze bym poprosił Panią Jowitę o przeczytanie trzeciego fragmentu powieści tyłem do kierunku jazdy.
[01:37:52.30 → 01:40:07.97] C: Wnusiu, no to trzeba po prostu znaleźć sobie drugą osobę, która lubi te same programy telewizyjne co my i sprząta po sobie. Bo nie ma nic gorszego niż rozwalone graty naokoło i ciągle tylko, gdzie to jest, nic w tym domu nie mogę znaleźć, znowu mi położyła śnie tam, gdzie trzeba. I żeby ta osoba pamiętała o twoich urodzinach. Ale też, żeby wstawiała pranie albo zmywarkę. Żeby dawała prezenty bez okazji i przytulała w nocy, kiedy jest zimno. Tutaj ważny szczegół. żeby nie zabierała kołdry, bo to jest często początek końca. Chodzi też mniej więcej o synchronizację zegarków biologicznych. To znaczy, żeby nie było tak, że ty chcesz spać o północy, a ona właśnie wtedy rozpoczyna imprezowanie. Albo chcesz wyjechać rano na wycieczkę, ale dla niej rano to jest jakaś dwunasta i to też po dwóch kawach. No nie, to może być frustrujące, po co to komu? Mało to zmartwień, mamy dookoła, Jeśli chodzi nam tylko o wychodzenie do kina albo do knajpy, to należy wówczas zbadać, czy osoba lubi chrupać w czasie filmu. I w ogóle jakie filmy lubi, bo ty kupisz bilety na Bergmana, a ona marzyła o nowym Marvelu i będzie kwas. A w restauracji to też dobrze, żeby wcześniej sprawdzić, czy je mięso, czy nie. Bo miło sobie będziecie flirtować, a tu do kelnerki schabowy i czarp pryśnie. Poza tym uciekać od nudziarzy. Tych bez uśmiechu omijać. Napieprzających na innych też raczej unikać, bo prędzej czy później nam również obrobią dupę zdradzając nasze sekrety ku uciesze bandy żmiji. Jeśli chodzi o wygląd zewnętrzny, to różnie. Bycie z kimś bez przyczyny wizualnej może być ryzykowne. Ale jeśli będziemy sobie nie wiadomo co wyobrażać, to w życiu się nie zakochamy, tylko będziemy porno oglądać. I fajnie, no ale ile można. Poza tym należy być pozytywnie nastawioną do życia. Nic nie oczekiwać, nie dziwić się i nie rościć pretensji do nie wiadomo jakiego Hollywoodu. Okej, może pomyśleć o wybielaniu zębów. No i zainwestować w wyszczuplające gacie. Chyba, że jest ci to obojętne, to może wtedy wystarczy dużo mówić o samoakceptacji. Ale nie ma gwarancji, że się w to uwierzy. Nie no, to jest wszystko w ogóle banalnie proste. Czego nie rozumiesz?
[01:40:13.82 → 01:40:15.48] A: Przepraszam, kto udzielał tych porad?
[01:40:16.19 → 01:40:16.74] B: Słucham?
[01:40:16.90 → 01:40:18.28] A: Kto tych porad udzielał tutaj?
[01:40:18.65 → 01:40:23.32] B: Tu babcia Stasia Magdzie i był to rozdział jak się zakochać.
[01:40:23.43 → 01:40:30.19] A: No bo ogromna wiedza życiowa 90 blisko letniej osoby. Od kołdry po porno.
[01:40:31.12 → 01:40:32.32] B: Wszystkie ważne rzeczy.
[01:40:32.52 → 01:41:15.89] A: Wszystkie ważne rzeczy można je wziąć do serca, gdyby państwo akurat byli na etapie poszukiwań, prawda? To teraz tak. Na zakończenie jeszcze kilka informacji. Po pierwsze poproszę o brawa dla Jowity Stępniak, która wspaniale czytała fragmenty powieści. I o oklaski dla naszych wspaniałych tłumaczek na polski język lingowych Eweliny Lachowskiej i Marty Stępniak. Następna bitwa w Teatrze Starym, proszę Państwa, za tydzień to będzie spotkanie dwóch kobiet, gościnią Grażyny Lutosławskiej będzie Ewa Pobłocka, więc będzie bardzo poważnie i muzycznie.
[01:41:15.89 → 01:41:16.09] B: Tak jak i dzisiaj.
[01:41:16.70 → 01:41:36.22] A: Tak jak i dzisiaj, ale myślę, że bardziej fortepian będzie w roli głównej. A ja zapraszam państwa na spotkanie 21 marca, porozmawiamy o książce o bardzo grzecznym tytule i będzie z nami Maria Peszek. A dzisiaj Sylwia Chutnik. Bardzo dziękujemy.
[01:41:36.40 → 01:41:37.26] B: Dziękuję bardzo.
[01:41:40.88 → 01:41:51.98] A: I oczywiście, gdyby ktoś z Państwa chciał od Sylwii autograf, albo coś jej opowiedzieć do następnej książki, to teraz Sylwia pełni dyżur pisarski na scenie.

Zobacz także

w Mediatece