Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

fot. Dawid Grzelak

„U nas cierpienie, najlepiej zbiorowe, jest tożsamością narodową. Polska to wspólnota oparta na ranach, którym nie dajemy się zagoić. Ze strachu, że jak się zagoją, to stracimy siebie? Czym byśmy byli bez tego cierpienia, skoro tylko w nim się jednoczymy? I tylko w nim jesteśmy naprawdę dobrzy” — mówiła kilka miesięcy temu w jednym z wywiadów. W książce, która stała się zapisem rozmów prowadzonych z ojcem, Janem, obala wszystkie tabu — także rodzinne.

 

Rozmowa tłumaczona na polski język migowy Tłumaczenie na polski język migowy

Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną Pętla indukcyjna

 

Prowadzenie: Michał Nogaś

Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 01.02.2023 r.
Jedna osoba może pobrać maksymalnie 4 wejściówki na każde spotkanie. Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.

Wydarzenie transmitowane online na stronie (zakładka „Na żywo” oraz na profilu FB Teatru Starego).

„U nas cierpienie, najlepiej zbiorowe, jest tożsamością narodową. Polska to wspólnota oparta na ranach, którym nie dajemy się zagoić. Ze strachu, że jak się zagoją, to stracimy siebie? Czym byśmy byli bez tego cierpienia, skoro tylko w nim się jednoczymy? I tylko w nim jesteśmy naprawdę dobrzy” — mówiła kilka miesięcy temu w jednym z wywiadów. W książce, która stała się zapisem rozmów prowadzonych z ojcem, Janem, obala wszystkie tabu — także rodzinne.

Jak odnaleźć wewnętrzny porządek i spokój, jak nak*rwiać zen, gdy wokół kłótnie, niechęć, zgliszcza?

Michał Nogaś

 

 

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:08.23 → 00:20.13] A: Dobry wieczór Państwu. Witamy bardzo serdecznie. Fani w ostatnim rzędzie bardzo gorąco powitali w Lublinie. Proszę raz jeszcze o oklaski. Marysia Peszek.
[00:21.27 → 00:25.81] B: Michał Nogać.
[00:28.69 → 00:40.17] A: Proszę Państwa, zaczniemy dzisiaj nietypowo, od przepytanki. Postanowiliśmy dzisiaj odwrócić scenariusz. Kto jest po lekturze książki?
[00:42.89 → 00:44.05] B: Super.
[00:45.05 → 01:11.63] A: Super. Po połowie też się liczy, tak. Ponieważ pomyśleliśmy sobie, że chcielibyśmy dzisiaj, żeby to spotkanie było bardziej inkluzywne. To znaczy, żeby państwo brali aktywny udział w zadawaniu pytań od początku, a nie w ostatniej chwili. Więc panią w szarym, Chciałem zapytać, od czego mamy zacząć?
[01:12.73 → 01:14.89] B: O czym by pani chciała usłyszeć?
[01:14.97 → 01:17.59] A: Na początku. Który wątek książki rozwinąć?
[01:21.09 → 01:27.11] B: Do widzenia.
[01:27.75 → 01:32.99] A: Coś o włosach chyba. No dobra, to może byśmy zaczęli od tremy.
[01:33.59 → 01:36.23] B: Możemy. Ale że siądziemy?
[01:36.41 → 01:40.06] A: Tak, siądziemy. Kiedy po raz pierwszy w życiu poczułaś tremę?
[01:44.20 → 01:48.68] B: Chyba dzisiaj, Michał. Dobra odpowiedź?
[01:49.14 → 01:54.86] A: Dobra. To dla pani odpowiedź. A tak naprawdę twój związek ze sceną rozpoczął się kiedy?
[01:55.66 → 02:49.25] B: Świadome w wieku lat 11, kiedy w Teatrze Słowackiego grałam rolę Isi w weselu Wyspiańskiego w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. ale jeszcze wcześniej, kiedy miałam lat 9, grałam w filmie, więc doświadczenia aktorskie zdobywałam od bardzo wczesnych lat. Natomiast scena jako taka, czyli teatr, czyli coś, co jest tak naprawdę źródłowym doświadczeniem każdego aktora, teatr, i takim przywracającym proporcje, sensy i to jest takie miejsce, do którego trzeba wrócić raz za czas, nawet jak się robi ogromnie dużo innych rzeczy, żeby sobie przypomnieć, po co tak naprawdę się uprawia ten zawód. To pierwsze było rzeczywiście w wieku lat 11, w Krakowie, w Teatrze Słowackiego.
[02:50.23 → 02:51.31] A: Pamiętasz coś z tego?
[02:52.07 → 04:33.12] B: Tak, pamiętam. Do reżysera Mikołaja Grabowskiego, który... zachowywał się karczemnie. Dzisiaj myślę, że mogłaby ta sytuacja jego reżyserowania mnie... Dzisiaj są specjaliści od pracy z dziećmi w zawodach związanych ze sztuką. Wtedy nie było tego. Dlaczego to było karczemne? Bo ja znałam reżysera Mikołaja Grabowskiego jako wujka, czyli kogoś bardzo bliskiego, kogoś, kto był częścią naszej takiej domowej historii, domowego świata i był zawsze bardzo życzliwy, uwielbiał mnie, wygłupialiśmy się. Podczas kiedy próbowaliśmy, kiedy reżyserował mnie, zmieniał się taką jakąś potworną personę, która ode mnie wymagała rzeczy niemożliwych. Na przykład dawał mi pięć złotych i mówił, proszę wyciągnąć, kupić sobie za te pięć złotych bułkę i zjeść trochę, żeby mieć siłę, żeby wyciągnąć tego aktora, który gra chochoła za nogę ze sceny. I to było bardzo dla mnie przykre, bo to było dwóch wujków. Jeden wujek, jak się ma 11 lat, to się trochę nie rozumie tego, co to jest profesjonalizm. Więc czułam się niezbyt przyjemnie, będąc reżyserowana jako 11-letnia dziewczynka. I szczerze odradzam, jeśli ktoś z państwa ma dzieci i te dzieci chciałyby jako dzieci być aktorami, to proszę im na to nie pozwolić. To także do ciebie. Michale, gdyby kiedyś twoja córka zapragnęła być dziecięcą aktorką, to zadzwoń do cioci, ciocia wytłumaczy, że to nie jest dobry pomysł.
[04:34.00 → 05:02.03] A: Ale jak myślisz teraz, mówiąc o tym, że to nie jest dobry pomysł i że przeżyłaś rodzaj szoku, że ci kazał wujek przemieniwszy się w okrutnego reżysera wyciągać drugiego wujka za nogę ze sceny, po zjedzeniu połowy bułki? że trochę było tak, że możesz odczuwać jakiś rodzaj żalu do rodziców, że na to pozwolili? Albo że po prostu w takim się wychowywałaś domu, że było naturalne, że prędzej czy później ta scena ciebie i twojego brata uderzy?
[05:02.99 → 05:45.64] B: Nie mam żalu do nikogo. Przepraszam, to jest taka piosenka chyba, ale nie dzisiaj. Nie, nie mam żalu absolutnie do moich rodziców. Zresztą ja mam taki rodzaj osobowości, charakteryzuje tym, że ja za bardzo nie pytam się o zdanie nikogo, jeśli bardzo czegoś pragnę i to robię, więc moi rodzice bardzo wcześnie sobie zdali z tego sprawę i po prostu wykazali się hartem ducha niejednokrotnie, a w przypadku tej mojej pasji, bo to był mój pomysł, to nie był pomysł taty ani mamy, ani nawet wujka Mikołaja, zatem nie mam do nich pretensji ani o to, ani o cokolwiek innego.
[05:46.76 → 05:51.73] A: Czyli co cię pociągało w teatrze, w dziewięcioletniej dziewczynce?
[05:52.00 → 07:19.90] B: Że są świetne sukienki, że wszyscy przychodzą patrzeć na mnie, że jestem w centrum wszechświata. Bo jak się jest bardzo małą dziewczynką, to ten wszechświat, Jakim jest teatr? Wydaje się to tak naprawdę centrum wszechświata, a jeszcze jeżeli jest to teatr słowackiego, to jest bardzo podobnie skonstruowany teatr jak ten tutaj, przepiękny państwa, tylko parędziesiąt razy większy. Ostatnio miałam szansę wystąpić tam po bardzo wielu latach z koncertem i przypomniałam sobie bardzo precyzyjnie tamte doświadczenia małej Marysi. I to było bardzo niesamowite przeżycie, bardzo wzruszające i niesamowite, jaką długą drogę. przeszłam, ale myślę sobie, że to, co mnie najbardziej kusiło, to to, że wszyscy przychodzili, żeby na mnie popatrzeć. I tak też się stało w tym weselu. Nie przychodzili na Jana Peszka, nie przychodzili na Jana Frycza, tam jeszcze bardzo wielu aktorów słynnych grało, ale ja dotknięta tak do żywego przez wujka, który się okazał podłym zdrajcą, tak heroicznie, wykonałam swoją rolę, że recenzje były miażdżące spektaklu. One są nawet w archiwum Teatru Słowackiego. Jedna była tylko jasna strona tego spektaklu, Isia.
[07:23.86 → 07:30.94] A: Naprawdę? Aż tak to zaszło? Czyli właściwie powinnaś być teraz wdzięczna Grabowskiemu, że ci kazał kupić tę bułkę?
[07:31.38 → 07:56.62] B: Ja jestem jemu wdzięczna. Zresztą tutaj parę lat temu mieliśmy też niesamowite spotkanie na scenie tego teatru. Kiedy przyznawana była Nagroda Gongu Janowi, to jednym z gości był Mikołaj, a drugą gościnią byłam ja i rozmawialiśmy i sobie pewne rzeczy wyjaśniliśmy w czasie tego spotkania, ale bardzo dobrze to wspominam. Jestem mu wdzięczna i to jest ciągle ktoś bardzo ważny dla mnie.
[07:57.32 → 08:07.50] A: To jest wspaniałe, że pamiętasz o tym, że miałaś doskonałe recenzje już jako 11-latka. Tego się nie da zapomnieć. Jeszcze w Krakowie, który nie jest bardzo wdzięcznym miastem.
[08:07.52 → 08:48.31] B: Czasami myślę, że te recenzje i ci recenzenci miały trochę inny cel niż wskazać, kto był fantastyczny w tym spektaklu. Myślę, że chodziło o to, żeby skarcić niepokornego innego aktora w postaci Jana Peszka, który od zawsze był niepokorny i być może chciano mu utrzeć nosa, wychwalając jego córeczkę. Być może, bo Kraków jest rzeczywiście pod tym względem marszywym miastem, bardzo okrutnym, bezwzględnym i w gruncie rzeczy niesprzyjającym. Dlatego być może taka była podstawa tej oto recenzji, ale była ona rzeczywiście dla mnie fantastyczna.
[08:48.81 → 09:33.83] A: A skoro o tym wspominasz, przypominam, że wyszliśmy od pytania o tremę wymuszonego od pani, która siedzi w ostatnim rzędzie, ale czy myślisz, że Kraków, miasto, z którym wielu spośród nas ma problemy emocjonalne, w tym mówiący te słowa, że to Kraków i atmosfera gęsta, miasta, w którym mgłą na plantach można się udusić, Miał jakiś wpływ na rozwój twojej osobowości, charakteru, na to bycie osobą zdecydowaną, pewną tego, czego chcesz? W jakimś sensie przekonał mi sposób jasny i jaskrawy, mówiącą nie temu, co ci się nie podoba?
[09:35.15 → 09:55.26] B: Na pewno. To było jedno z miast, w którym przyszło mi żyć i dowiadywać się tego o sobie, kim jestem. Ale bardzo ważne, bo sprowadziliśmy kiedy miałam 10 lat.
[09:57.30 → 09:59.66] A: To szybki był ten debiut, już po roku główna scena.
[10:00.02 → 10:09.12] B: Ale przyjechaliśmy dlatego, że Mikołaj, czyli wujek, przestał być dyrektorem teatru w Poznaniu, gdzie przyjechaliśmy z Łodzi, żeby tata mógł być.
[10:09.28 → 10:11.40] A: Bo się urodziłaś we Wrocławiu, to naturalna trasa.
[10:11.78 → 11:11.42] B: Wrocław, Łódź, Poznań, z Poznania do Krakowa, bo właśnie Mikołaj obejmował Teatr Słowackiego. i mieszkałam tam 20 lat. To są ważne lata w życiu młodego człowieka, młodej kobiety, młodej artystki. Ale Kraków jest super istotną dla mnie miejscówką, bo ona mi uświadomiła, że trzeba natychmiast uciekać z tego miasta w miejsca, które są bardziej przewiewne. i klarowne w intencjach. I jak tylko skończyłam szkołę teatralną, natychmiast skorzystałam z pierwszej okazji nadarzającej się. Była to propozycja od Jerzego Grzegorzewskiego, dyrektora Teatru Studiów w Warszawie, etatu w teatrze i ja natychmiast to zrobiłam. I nie tęskniłam i nigdy nie wróciłam do Krakowa na dłużej niż wizyty w domu rodzinnym.
[11:12.25 → 11:17.11] A: Kiedy mówisz o przewiewności, chodzi o to, że niecka i smog, czy coś innego masz na myśli?
[11:18.11 → 12:23.80] B: W tych zamieszkłych czasach nie wiedzieliśmy, że jest coś takiego jak smog. Był tylko smog i on nie był aż tak bardzo przerażający. Mówię o takim zakiszeniu, nazwijmy to mieszczańskim trochę. I nigdy tak naprawdę nie wiadomo, co Krakus ma na myśli, kiedy patrzy ci w oczy i mówi kocham. albo podziwiam. Nie jest to miejsce, które jest bliskie mojemu sercu, zwłaszcza jeśli chodzi o artykułowanie klarowne w intencji. Nie wiem z jakiego powodu, ale Warszawa, która jest miastem niezbyt atrakcyjnym wizualnie, pokomplikowanym, dużo bardziej głośnym, niesprzyjającym z wielu powodów. Dla mnie wydała się jakimś rajskim, rajskim w ogóle światem, gdzie ciągle właśnie przeciąg, ciągle ludzie przyjeżdżają, muszą o siebie walczyć, wyjeżdżają. Zdecydowanie to miasto było mi bliższe.
[12:23.94 → 12:25.34] A: W Warszawie krew się miesza.
[12:26.78 → 13:05.68] B: No właśnie. Teraz nie mieszkam już w Warszawie. Nie jestem w stanie też Warszawy, w sensie w ogóle nie jestem w stanie miasta już Zdzierżyć. Potrzebuję ciszy i przyrody, ale mam ogromny sentyment do Warszawy, która dała mi przede wszystkim samodzielność, nauczyła mnie samostanowienia o sobie i dała mi pierwsze sukcesy artystyczne, cudownych odbiorców i siłę, dzięki której mogłam potem w bardzo różnych miejscach świata szukać więcej i dowiadywać się, kim tak naprawdę jestem.
[13:06.69 → 13:35.67] A: To twoja deklaracja o tym, że już nie możesz znieść i potrzebujesz ciszy i przyrody. Ciekawie teraz po latach kontrastuje z płytą Miasto Mania, chciałem powiedzieć, że wszyscy mamy pewnie takie momenty w życiu, kiedy nas zachwyca coś większego, większego, większego. Jeszcze większe skupisko ludzi, ludności, a potem organizm mówi basta. Co było takim momentem albo co sprawiło, że twój organizm powiedział basta, już nie wytrzymam tego hałasu, tego skupiska.
[13:36.66 → 16:30.48] B: Podróże bardzo długie, ponad ośmiomiesięczne do miejsc, których nie ma już. Lubię tak o tym myśleć. Mianowicie na krańce cywilizacyjne. Dlatego nazywam te miejsca miejsca, których nie ma, ponieważ zazwyczaj było tak, że jak do nich dojechaliśmy, z towarzyszem mojego życia Edwardem, to jak już wyjeżdżaliśmy, to praktycznie one przestawały za chwilę istnieć. Cywilizacja docierała i tam. Więc takie podróże uświadomiły nam potrzebę ciszy i potrzebę regeneracji w jakiejkolwiek jeszcze autentycznej sytuacji. I przyroda jest czymś takim, co niewątpliwie mnie regeneruje. A oprócz tego ogromna odpowiedzialność wynikająca z sztuki, jaką uprawiam, która radykalizowała się w miarę tego uprawiania i przysparzała mi coraz większych rozkoszy, wspaniałych odbiorów wśród ludzi, ale także przysparzała mi dręczących odpowiedzialności, bo każda kolejna płyta poruszała coraz bardziej dramatycznie potrzebne, czy też takie tematy, które jakoś społecznie nabrzmiewały. I kiedy się robi takie rzeczy, to jest trochę coś innego, niż kiedy się robi piosenki po prostu o miłości. I trochę trzeba dłużej po nich dochodzić do siebie. A ta odpowiedzialność jest też taka, że trzeba bardzo precyzyjnie się zastanawiać, co się mówi, jakie mogą być tego konsekwencje. bo może się tak wydarzyć, jak przydarzyło się mi po ostatniej płycie i jeszcze przed ostatnich dwóch, że jeśli zmienia się sytuacja społeczna albo polityczna w kraju, w którym się takie utwory robi, to może być duży problem z tym, żeby w ogóle funkcjonować jako artysta, czyli na przykład grać koncerty. I to wszystko razem sprawiło, że się tym bardzo zmęczyłam. I nie chcę zmieniać siebie, Ja mogę łagodzić formę swojej wypowiedzi, jeśli uznam, że taki jest mój zamysł artystyczny i że jest mi to potrzebne do tego, żeby dalej skutecznie wzbudzać w państwu emocje, ale chciałabym móc mieć szansę dzielić się tym z państwem. I to wszystko, o czym mówię, sprawiło, że się tym wszystkim zmęczyłam. I zrozumiałam, że muszę bardziej się skupić na regeneracji, żeby móc dalej wytwarzać sztukę taką, jaką chce.
[16:32.60 → 17:39.80] A: Myślę, że dwie Marii Peszyk, ta sprzed lat i ta obecna, spotykają się w tytule książki, która się ugazała, czyli Na kurwiam zen. Ale zanim o tym zenię, to chciałem cię jeszcze zapytać, bo o tym wspomniałaś, a nigdy o to nie pytałem, chociaż dość często rozmawiamy, Jak ty sama postrzegasz i co wywoływało w tobie potrzebę radykalizowania się? Jakie były etapy tej radykalizacji? Czy to było twoje docieranie do potrzeb, których wcześniej nie mogłaś realizować? Czy zmieniające się otoczenie i zmiana ruchów społecznych w przestrzeni, w której mieszkamy? Czy może taka chwila, w której wreszcie zaczęliśmy dostrzegać problemy osób wykluczanych i też, nie oszukujmy się, zdanie sobie sprawy z własnego uprzywilejowania, że nie jesteśmy w... Chociaż teraz to już też jesteśmy, ale w grupie osób prześladowanych, prawda? Co cię nakręcało w tym byciu coraz bardziej radykalną?
[17:41.63 → 26:13.71] B: Przede wszystkim coraz bardziej dojmujące poczucie krótkości mojej i skończoności mojej egzystencji. Jeżeli sobie uświadamiam to, że będę żyć jeszcze tylko parę dziesiąt lat, to bardzo zależy mi na tym, żeby wertykułować to, co dla mnie najważniejsze. W związku z czym środki, czyli język, czyli forma ulegają radykalizacji, bo szkoda, Czasu szkoda życia i szkoda energii także odbiorców. Ja mam taki jeden bardzo ważny miernik, który zapożyczyłam od pisarza, który zwie się Wellbeck, dobrze? Bo ty jesteś od literatury bardziej. I on, ten oto pisarz, teraz trawestuję jego wypowiedź, powiedział, że artysta pisarz nie ma prawa w ogóle zabierać się, zasiadać do pisania i w ogóle zabierać się za tworzenie czegokolwiek, jeśli to nie jest absolutną koniecznością dla jego całego organizmu. Czyli jeśli, potem jeszcze takie piękne zdanie powiedział, jeśli każda komórka jego ciała nie reaguje entuzjazmem. Dlaczego? Dlatego, że Tworzenie po pierwsze jest takim procesem, który ogromnie wyczerpuje, ale potem efekt tego tworzenia wskazuje odbiorcę na poświęcenie jakiejś części swojego życia. I strasznie mi się podoba to podejście Wellbecka i staram się także je stosować. W związku z czym, ja sobie zawsze zadaję pytanie, zanim wyruszę na ten potworny skomplikowany, wyczerpujący rejs pod tytułem stworzenie czegoś nowego, to sobie po pierwsze zadaję pytanie, czy ja naprawdę muszę to zrobić i co to musi być takiego, żeby wskazać Państwa, którzy macie 100 tysięcy swoich problemów, swoich spraw, swojej miłości, swoje tęsknoty, swoje strachy, swoje priorytety, żeby na przykład przeczytać taką książkę albo posłuchać takiej muzyki przyjść na koncert albo przyjść na takie spotkanie. Co ja i muszę powiedzieć wam i czy to naprawdę jest tak istotne, żeby zabrać wam część waszej egzystencji. I to jest super ważnym takim punktem wyjścia, bo potem następuje drugie pytanie, które sobie zadaję, to jak już wiem, co to, o czym chcę powiedzieć i że upewniam się, że na pewno muszę to zrobić. Wellbeck jeszcze idzie dalej, mówi o tym, nie ma prawa zasiąść do stołu pisarskiego, dopóty nie umieści swoich stóp w płynnym betonie i dopóki nie poczuje, że ten beton tężeje. Ja doskonale wiem, o co mu chodzi w tej metaforze. To po prostu nie wolno tego robić, bo to jest po prostu nieuczciwe wobec odbiorcy i wobec samego siebie także. To jest taki super ważny dla mnie wyznacznik. Poczucie, że ja muszę, takiej wyższej konieczności, że ja muszę o czymś opowiedzieć. I w miarę mojego dojrzewania jako człowieka, to się po prostu radykalizowało, bo coraz mniej rzeczy wydawało mi się wartych tego, żeby po pierwsze poświęcić prawie rok, dwa, czasami trzy, w przypadku książki nawet i cztery lata, poświęcić część, super ważnej dla mnie części mojego życia, jaką jest, czuła, obecność i bycie po prostu z moim ukochanym, bo to zawsze na tym ogromnie cierpi, bo po prostu muszę odsunąć priorytety. I w końcu, a może przede wszystkim, co jest tym tak istotnym, że śmiem temu poświęcić czas, a potem poświęcić wasz czas. I myślę sobie, że ta radykalizacja wiązała się rzecz jasna z tym, że ja dojrzewam. Cały czas dojrzewam i teraz już mi się wydają pewne rzeczy. Kocham wszystkie swoje piosenki w liczbie 61 ostatnio policzyłam, ale teraz sobie tak myślę i z każdej z nich jestem gdzieś tam dumna, bo są znakami też te mniej udane tego, kim byłam kiedyś. Ale nie jestem pewna, czy teraz już poświęciłabym utwór na przykład Rozpudzie. To jest taki utwór Rozpuda na płycie Maria Awaria. Nie wiem tego. Zatem ta radykalizacja brała się z tego, że dojrzewam to raz. Dwa, absolutnie masz rację, także z obserwacji i z tego, że również radykalizowała się nasza społeczna przestrzeń i coraz mniej tlenu było i jest, coraz bardziej trudno się oddycha i my jesteśmy uprzywilejowani, a są osoby zdecydowanie w większej opresji. I to jest bardzo mądre, co mówisz, słusznie zauważasz, że z pewną wrażliwością, jaką dysponuje, być może w niektórych sytuacjach jest ona ekstremalna, dlatego ekstremalne środki są jedynym, co mogę zrobić. Zatem radykalizacja społecznego życia i wszystko to, co nas spotyka, w ostatnim czasie. I nie mówię tylko o polityce, bo polityka jest tylko jedną ze składowych tego wszystkiego, co nas artystów i nas ludzi dotyka. Ale mówię w ogóle o sytuacji, w jakiej jesteśmy jako społeczeństwo ze wszystkimi strachami, które na nas spadają w ostatnich latach. Ze strachami ekonomicznymi, że się świat zaraz skończy, bo nie będzie czym oddychać, nie będzie czego pić. Ze strachami, bo była jakaś straszna choroba, która nie wiadomo co zrobiła i czy ona jeszcze nie wróci. ze strachami ekonomicznymi także, inflacyjnymi, wszelakimi. Polityka i to, że jest bardzo trudno i jesteśmy okrutnie podzieleni i strasznie ponapinani i nie wiemy już, co z tym zrobić i jak ze sobą gadać, żeby się też nie pourażać. Wszystkie te komplikacje coraz bardziej się w moim odczuciu radykalizują. I moja sztuka w związku z czym też się radykalizowała. To jest drugi pod punkt odpowiedzi mojej, dojrzewanie własne jako człowieka i absolutne poczucie skończoności moich możliwości. Radykalizowanie się spraw społecznych i tego, co się dzieje ze światem i chęć jakiekolwiek próby wyrażenia sprzeciwu, bo jako artysta tak rozumiem również moją funkcję w społeczeństwie. Chcę być społecznie przydatna, zatem mam głos, mam talent i mam szansę do tego, że jakaś część osób przyjdzie mnie posłuchać, zatem muszę mówić o rzeczach, które są istotne. Mogę oczywiście także przenosić państwu ulgę, wygłupiając się, robiąc gwiazdy i dając rozrywkę, to jest też super, ale moja droga jest inna, moja droga Marii Peszak, przynajmniej do tej pory. Zatem tak bym odpowiedziała na twoje pytanie, jak to się stało, że to się tak radykalizowało i z czego to wynika. A przy tym jeszcze jest ostatnia kwestia temperamentowa, że po prostu mnie nigdy nie interesowało takie small talki. Szkoda mi jest życia i ja często narażam swoich rozmówców, wiem o tym, na dyskomfort, bo zdarza się, że kogoś bardzo krótko znam i zadaję mu od razu pytanie typu, czy jesteś szczęśliwy albo czego tak naprawdę być pragną, bo wydaje mi się, że szkoda życia na jakieś takie duperele. Czasami jestem odbierana w związku z czym jako osoba agresywna, niezbyt czuła, a mi naprawdę szkoda czasu i jakoś mnie to po prostu nie interesuje. Jest to wyrazem szacunku, kiedy zadaję tego typu pytania wobec osoby, bo jestem jej naprawdę ciekawa, bo jestem ciekawa ludzi.
[26:14.91 → 26:27.26] A: Czy do tego wątku naszej rozmowy ktoś z Państwa chciałby o coś spytać? Dobrze, tutaj w pierwszym rzędzie. Sekundkę, za chwilę podejdzie pani z mikrofonem.
[26:30.50 → 26:51.91] C: Nawiązując bezpośrednio do tego, co pani Maria mówiła, jak pani postrzega sens swojej twórczości, to co jest w takim razie największą satysfakcją w odbiorze dla tak postrzegającej twórczość swą artystki? Co przynosi największą satysfakcję i co jest też największą z takim rozczarowaniem może.
[26:53.11 → 28:02.75] B: Największą satysfakcją jesteście wy, ludzie, którzy słuchają moich piosenek, przychodzą na koncerty, przychodzą się spotkać jak dzisiaj, czytają książkę i piszą, opowiadają, co to im robi. Ja nic więcej w sumie nie potrzebuję do tego, żeby wierzyć, że sztuka ciągle ma sens, choć oczywiście Także w tej książce często poddaję w wątpliwość sensowność uprawiania sztuki dziś, ale tak naprawdę ludzie i tylko raz jeszcze powtórzę ludzie, odbiorcy mojej sztuki to jest wszystko, czego ja pragnę, ale też mam ogromne szczęście, że te odbiory są nieprawdopodobnie emocjonalne. To są więzi, które się nawiązują, których nikt mi przede wszystkim Dlatego czniam. Jestem bardzo ciekawa, jak pani to przetłumaczy teraz. Czniam.
[28:04.93 → 28:18.47] A: Nie przejmuj się. Poprzednim razem Sylwia Chutnik prosiła o pokazanie chorób wenerycznych w polskim języku migowym, więc czniam to nie jest najtrudniejsza rzecz. Ewelina Lachowska i Marta Stępniak tak swoją drogą tłumaczą.
[28:18.57 → 30:13.36] B: Wielkie brawa. Dlatego czyniam, wiele razy to mówiłam i jeszcze mówię i zawsze to będę mówić na takie różne tam środowiskowe, ale nie tylko, no w ogóle te wszystkie różne odznaczenia, ordery. Oczywiście nagrody są miłe i zwłaszcza jak są pierwsze w danej dziedzinie, ale ludzie, ludzie, ludzie i jeszcze raz ludzie, to jest to, dlaczego warto się w ogóle zajmować tym czymś, czym jest sztuka. a najtrudniejsze to są momenty totalnego wyczerpania energetycznego, emocjonalnego, które zawsze się wiążą z robieniem tak radykalnych rzeczy. Tak naprawdę każdy twór wyczerpuje w taki sposób, że czasami myślę, że jest to bardzo okrutne dla najbliższych, wymaga niezwykłej cierpliwości, czułości, dlatego ja zawsze, kiedy mówię o sobie, staram się powiedzieć też o Edku, o moim partnerze, który jest w ogromnym stopniu współodpowiedzialny za to, co ja wyprawiam. Współtworzy to na poziomie idei i samych zaczątków, ale przede wszystkim sprawia i daje mi emocjonalne bezpieczeństwo, dzięki któremu ja mogę takie rzeczy wyprawiać i mogę sobie pozwolić na coraz bardziej dojrzałe radykalizowanie tego, co robię, bo mam zaplecze w postaci emocjonalnego bezpieczeństwa. Bez tego nie sądzę, że można uprawiać Taki rodzaj sztuki, ale nie wiem czy w ogóle jakikolwiek. Brawa dla Edka.
[30:13.88 → 30:38.75] A: Tak jest. Coś mi się wydaje, że je słyszę. Czy ktoś jeszcze chciałby o coś? Bardzo proszę. Tam jest teraz pytanie. Mam nadzieję, że to w porządku, że tak przełamaliśmy zwykły scenariusz i po prostu dajemy państwu, zanim padnie kolejne pytanie, bomba z moich ust. Znaczy nie, że bombowe, tylko bomba.
[30:41.97 → 30:43.47] B: Dobry wieczór.
[30:44.07 → 31:40.92] C: Jest pani drugą osobą, która tutaj na tej scenie krytycznie wypowiada się o środowisku krakowskim, bo był tutaj pan Grzegorz Jarzyna. Miał właśnie podobne takie perypetie jak pani, że już w środowisku krakowskim nie mógł istnieć, dopiero w Warszawie zaczął oddychać i pracować pełną parą. A tutaj jeszcze chciałabym nawiązać do właśnie Pani płyt, do Pani występów. Ciągle zastanawiam się i dziwię się, że pomimo, że aż tyle dobrych zmian w Polsce nastąpiło, że ciągle jeszcze ta inność nam przeszkadza. I chciałabym zapytać, jak Pani sobie właśnie radzi wtedy, kiedy na przykład no może te koncerty nie mogą się odbyć tam, gdzie pani by chciała albo gdzie zaplanowała. Dziękuję.
[31:41.46 → 31:45.74] A: Chyba musimy dobre zmiany od dobrej zmiany oddzielić, żeby to się nie połączyło w całość.
[31:47.30 → 32:58.82] B: Błyskotliwy prowadzący, brawa dla niego. Jak ja sobie radzę? Jak naprawdę jest duży problem z tym, żeby grać koncerty, to na przykład książkę napiszę taką jakąś. bo zawsze można jakąś ścieżkę odnaleźć, w której wytrychem się można przedostać, tam nawet, gdzie się nie jest do końca mile widzianym. I teraz na przykład jeżdżę ze spotkaniami po całej Polsce, czasami po bardzo małych ośrodkach i te spotkania są finansowane przez państwo, bo te spotkania są zawsze wstęp wolny, a prawda taka pisarko, piosenkarka, musi dojechać, gdzieś tam zanocować i to po prostu to Ministerstwo Kultury na to płaci. Ja po prostu, co tu dużo mówić, znajduję wytrychy. Jeżeli mnie nie chcą w teatrze albo w sali koncertowej... Tylko nie wchodź do
[32:58.82 → 33:00.60] A: szkoły, bo się okaże, że czarnek płaci.
[33:02.00 → 33:06.46] B: No właśnie. I nie są mnie na przykład, prawda, tam. Proszę, brawa, brawa.
[33:06.66 → 33:09.30] A: Czarnek chyba jest z Lublina, o ile kojarzę, prawda.
[33:11.06 → 33:15.52] B: Proszę. Niestety. Tak, niestety. Nie lubicie go.
[33:15.54 → 33:18.86] A: Słuchaj, no każde miasto ma jakieś, no Kraków, prezydent jest z Krakowa.
[33:18.98 → 33:20.26] B: Ale Minita jest wspaniała.
[33:20.26 → 33:21.96] A: Marek Suski jest posłem z Radomia.
[33:22.14 → 34:29.75] B: Ale z Krakowa jest też pani Nowak, ona jest kuratorką. I ona właśnie też nie chciała, Marii Peszak też tam. na tym koncercie, ale o co w ogóle o nich. Więc jak mnie nie chcą, wie pani na przykład tam, to ja wtedy hyc i jeżdżę po prostu po tych bibliotekach, a ministerstwo nawet o tym nie wie. Ale mam nadzieję, że się jednak nie dowie, bo będzie gorzej. Oczywiście są zawsze jakieś drogi, którymi można się przedostać i coś dalej robić. To jest po prostu bardzo trudne oczywiście, bo skonstruowanie zespołu muzyków, trasy, to jest to ogromne po prostu... No wyzwania, a potem nagle komuś się jednak nie podoba taka, nie inna piosenka Pani Marii, albo tam, że wulgarna, albo taka, albo śmaka i jest problem. Zatem znajduję wytrychy i znajduję objazdy, a i tak docieram tam, gdzie trzeba, myślę sobie, tylko po prostu zmieniam środki i formy mojego komunikowania się ze światem. Szyfrem czasem posługuję się. No i tak to robię po prostu.
[34:34.56 → 35:34.22] A: Teraz przejdziemy do kolejnej części rozmowy między prowadzącym a gościnią, licząc też oczywiście na włączenie się publiczności. Muszę się podzielić takim wspomnieniem, bo czas jakiś temu pracowałem w trochę innym miejscu, było to radio publiczne. Ukazała się wtedy płyta Marii Peszek, na której była piosenka Sorry Polsko. Zresztą była piosenka dnia w programie Trzecim Polskiego Radia. Akurat przypadła ta piosenka dnia na ten dzień, w którym ja miałem audycję, więc ja dostawałem te maile. Najpierw wyobrażano mnie, że dlaczego włączyłem Play, tak jakbym to ja wchodził i tak wkładał. A potem były tam takie maile od... Było to jakiś rodzaj dysonansu, muszę przyznać, poznawczego. że na przykład słuchacz tej anteny pisał, że jak jej się Polska nie podoba, to niech wypierdala, tak dokładnie było. Chciałem ci zapytać, czy odebrałaś wychowanie patriotyczne?
[35:36.12 → 35:59.64] B: Bardzo, bardzo patriotyczne i jesteśmy patriotami w rodzinie Peszków. Zarówno ojciec Jan Peszek, stary Peszek, jak i matka Peszkowa, dzieci, Syn i córka, bardziej znany państwu.
[35:59.66 → 36:08.06] A: Jesteście bardzo patriotyczną rodziną. Dwa plus dwa, chłopiec i dziewczynka. Wszystko się udało. Żadna nie została księdzem ani zakonnicą.
[36:08.84 → 36:10.90] B: Ale czekaj, jeszcze się nie skończyło życie.
[36:11.18 → 36:11.82] A: To prawda.
[36:15.24 → 36:30.22] B: Jestem bardzo wychowana w duchu patriotycznym. Co przez to rozumiem? Rozumiem przez to, że zależy mi, żeby ojczyzna Polska była fajna, a nie niefajna.
[36:31.26 → 36:35.64] A: Żeby społeczeństwo było miłe, a nie niemiłe, cytując Dorotę Masłowską.
[36:35.68 → 36:35.72] C: Brawo.
[36:35.72 → 37:53.56] B: Nie no, coraz lepszy jest. Żeby... Zależy mi, jak się czują ludzie w moim kraju. Staram się... Jeszcze raz podkreślę tą frazę, którą uważam za fajną. Staram się być społecznie przydatna społeczeństwu polskiemu, a nie na przykład szwajcarskiemu albo niemieckiemu. Prawda? Nie oszukuję. Nie oszukuję. Jest coraz trudniej, Nigdy nie przyszło mi do głowy jakiejś ściemy tutaj uskuteczniać. Robię wszystko to, co obywatel, może mi się nie podobać kto rządzi, albo jakie podejmuje się decyzje, natomiast w związku z czym nie stosuję aktów ostatecznych nieposłuszeństwa obywatelskiego, jakie na przykład stosował ten, który wynalazł tę formułę, czyli jaki to rok, który przestał płacić podatki, bo uznał, że to będzie wyrazem jego nieposłuszeństwa obywatelskiego wobec jego ojczyzny, którą były Stany Zjednoczone. Ja jeszcze nie jestem w takim stanie.
[37:54.70 → 37:55.76] A: Bo jeszcze masz pieniądze.
[37:56.20 → 40:18.54] B: Chociaż on się wyprowadził także z miasta do lasu i zbudował sobie tam własnoręcznie dom i mieszkał w tym lesie bez niczego przez ileś lat. Zatem rozumiem tak moje obowiązki, że nawet jeżeli mi się nie podoba, to po prostu się nie obrażam. Nie migam i robię to, co trzeba. Przede wszystkim mam zawsze z tyłu głowy ludzi, którzy w Polsce, w ojczyźnie naszej, żyją. I co mogę zrobić, żeby im się żyło trochę lżej na przykład teraz? Staram się ich wzruszyć swoją sztuką, staram się zwrócić uwagę na coś, co jest bardzo niefajne, Staram się pokazać, że są także ludzie wśród nas, którym jest dużo gorzej, bo są prześladowani, wykluczani, którzy muszą wyjeżdżać, żeby czuć się jakkolwiek bezpiecznie, którzy podejmują drastyczne próby łącznie z tymi, które się kończą ich śmiercią, bo są w strasznej sytuacji zaszczucia i braku poczucia bezpieczeństwa. To są takie rzeczy, które ja widzę i mój skromny wkład w społeczeństwo, czyli bycie artystą, tak właśnie rozumiem. Stawiam pytania, drażnie wskazuję wykrzyknikiem na rzeczy, które absolutnie nie powinny być miejsca, prowokuję, jak choćby w utworze Sorry Polsko. Prowokuję, zadaję pytanie, czy naprawdę najwyższą ceną i najwyższym wyrazem obywatelskiej postawy jest śmierć dla ojczyzny? To są wszystko pytania, które ktoś musi zadać. Ja jestem od zadawania tych najstraszliwszych, śmierdzących pytań. Ja, Maria Peszek, obywatelka, patriotka. Tak to rozumiem. Jak rozumiem mój patriotyzm? Zadawanie śmierdzących pytań, pokazywanie nieprzyjemnych kwestii, poruszanie tematów, za które nikt się nie chwyci, bo może się to dla nich źle skończyć. bo zostałam wychowana w ruchu i w duchu patriotycznym w domu Peszyków.
[40:20.06 → 40:34.26] A: Który właśnie na tym polegał, mówię ten patriotyzm, że takie idee wam wklejali mama i tata, że tak powinno wyglądać dzieci obywatelskie?
[40:34.54 → 40:46.64] B: Nie, w żadnym wypadku. Ja jestem pierwsza z tego rodu, która zajmuje się wytwarzaniem pieśni patriotycznych.
[40:46.70 → 40:51.74] A: No dobrze, ale w tej chwili... Oczywiście, tak. Pieśni maryjnych nawet można powiedzieć.
[40:52.45 → 40:53.36] B: Pieśni maryjnej.
[40:57.32 → 41:30.97] A: My albo oni nas wywiozą, nie wiem. Bo w tej książce tata, twój Janek, też wyraża bardzo radykalne opinie na temat tego, jak skonstruowana jest Polska. Też może od razu to powiedzmy, bo tylko część spośród państwa czytała książkę Marysi, która jest rozmową z Jankiem, że można kupić te książki i potem po spotkaniu Maria chętnie je tutaj podpisze, więc zachęcamy do, że tak powiem, Wsparcia.
[41:31.65 → 41:32.91] B: Tak, ale jakby ktoś nie był pewny...
[41:32.91 → 41:34.41] A: Żeby miała z czego płacić podatki potem.
[41:35.47 → 41:44.13] B: I gdyby państwo nie byli pewni, czy warto, to przywrócę taką fantastyczną opowieść, która przydarzyła mi się ostatnio na spotkaniu autorskim w Bibliotece Gdańskiej.
[41:44.13 → 41:46.43] A: Pamiętam jeszcze pytanie, więc spokojnie, ta dygresja jest okej.
[41:47.15 → 42:18.11] B: Przepraszam, krew z krwi wyssałam. Słuchajcie, drodzy państwo, byłam na spotkaniu w Bibliotece Małej w Gdańsku, na Żabiance konkretnie i tam bardzo miły starszy fan powiedział tak, proszę pani, bo ja nie czytałem pani książki i bardzo proszę mi tutaj w pięciu zdaniach tę książkę zachęcić mnie. Jeżeli pani mnie zachęci i opowie o czym to w ogóle jest, proszę pani, to ja kupię tę książkę, a jeżeli nie, no to nie, prawda?
[42:18.12 → 42:21.18] A: Mariusiu, wspaniale, poprosimy cię o bleb do swojej książki.
[42:21.76 → 42:37.67] B: I przyszedł, chcę tylko powiedzieć, że po spotkaniu przyszedł z pięcioma. Więc jeśli państwo się wahacie, albo np. nie chcecie, albo nie wiecie, albo w ogóle, to można też zadać pytanie takie podprowadzające i ja zawsze odpowiem. Ale to państwo może zadadzą.
[42:37.99 → 42:45.47] A: Można kupić pięć, jak się coś państwu w pierwszym egzemplarzu nie spodoba, to się przerzucić strony w drugim i w końcu się dojdzie do finału.
[42:45.91 → 42:47.19] B: Świetna sprawa, świetny pomysł.
[42:47.43 → 42:49.73] A: Zapomniałem o to, miałem cię zapytać.
[42:49.93 → 42:51.19] B: Zbiłam cię z pantełeku.
[42:52.15 → 43:48.41] A: A propos tego, o czym rozmawiacie tutaj z Janem, Jan dość radykalnie się na pewne tematy wyobraża, wypowiada. I na przykład jest tutaj kwestia stosunku do Kościoła i wiary, prawda? Myślę, że dlatego wspominałem o tym, że można kupić książkę, że żyjemy teraz w takiej oto nowej rzeczywistości od kilku tygodni, że ona staje się jeszcze bardziej aktualna. Bo tutaj twój tata opowiada na przykład o talentach aktorskich albo braku talentów aktorskich Karola Wojtyły. opowiada o stosunku swoim do Kościoła, rozmawiacie o potrzebie wiary lub braku tej potrzeby. No i myślę sobie, że mimo, że ty jako pierwsza tworzysz te pieśni maryjne i tak w bardzo jasny sposób wyrażasz swoje myśli, też wystawiasz się przez to na ostrzał publicznie, to jednak tatę też masz zadzielonego, bym powiedział. Tak przynajmniej z naukowego MZN wynika.
[43:48.88 → 47:20.89] B: Tak, doskoczył. Byś się nie obraził, drodzy państwo. To jest osobowość wywrotowa. Jeżeli mnie pytasz o to, czy w naszym domu Peszków było wychowanie obywatelskie, czy też wychowanie do patriotyzmu, to może niekoniecznie, ale to wychowanie było do radykalnie klarownej egzystencji. Co przez to rozumiem? No właśnie to, że nie było, było zero tolerancji dla takiej ściemy, która się potem manifestuje właśnie taką, a nie inną postawą Marii w życiu osobistym, ale także w tym, co tworzy. I mi się to bardzo łączy. Jan jest, jego On nie pisze własnych piosenek, on nie pisze własnych tekstów, ale myślę, że całą swoją postawą przede wszystkim krzyczy od zawsze i przekazuje to samo co ja, tylko używając innego medium. Żyj i bądź absolutnie uczciwy. w przeżyciu własnego życia. I w związku z czym masz wrażenie, czytając teraz to, co Jan osiemdziesięcioletni opowiada w tej książce, że to jest jakieś radykalne. To jest po prostu uczciwe i wyrażone tylko w dość bezkompromisowy sposób, ale też taka jest między nami relacja i też tak po prostu u nas się rozmawia. Myślę, że w większości domów, prędzej czy później lub są też takie momenty, że się tak ze sobą państwo komunikujecie, tylko niekoniecznie robicie z tego książkę. a myśmy się na to zdecydowali. Więc Jan jest osobowością wywrotową. Współtworzył awangardę polskiego teatru. Myślę, że to jest bardzo ważne, bo ta jego wywrotowość tam znalazła wentyl takiego ujścia. On nie wytwarzał tych pieśni maryjnych, pieśni patriotycznych czy też obrazoburczych, hymnów. które potem, tak jak w przypadku niektórych moich piosenek, służą części społeczeństwa do tego, że można ich użyć na protestach, albo tatuować sobie, robić z tego filary własnych życiowych statementów. Jan tego nie robił, ale myślę, że jego wywrotowa natura jest równie silna i to się wszystko przejawia w tym, jakim jest aktorem, jakim jest nauczycielem, bo jest pedagogiem od bardzo wielu lat w szkole. i znam dziesiątki, jeśli nie setki osób, które to, kim są, w bardzo dużej mierze zawdzięczają, może złe słowo, zostały zainfekowane tą wywrotową naturą Jana. Zatem to nie jest nic rzeczywiście takiego jakiegoś niesamowicie odkrywczego, że nagle, albo że takiego Jana nikt nie zna, faktycznie po raz pierwszy być może miał też szansę takiej rozmowy, ale też był nieustraszony w niej. I to nie jest tak, że po prostu pyskata czy też nieokrzesana Maria zadawała takie pytania, z których się trudno wywinąć. On mógł zrobić z tym, co chciał, a jego nieustraszoność i jego absolutna uczciwość jest czymś, co mnie bardzo zachwyciło.
[47:23.47 → 47:56.39] A: No właśnie, on tutaj w tej książce, bo poświęćmy jej kilka minut rozmowy, bo przecież jest tekstem naszego spotkania, przyznaje się, że podchodzono go wielokrotnie, żeby napisał książkę o swoim życiu albo żeby udzielił wywiadu rzeki. Nie były to próby udane albo nie był zainteresowany, więc czy ty musiałaś go podejść, czy po prostu wyczułaś taki moment, w którym on był gotowy i oboje zrozumieliście, że trzeba się nagadać, żeby też coś z tej waszej niesamowitej relacji zostało?
[47:57.35 → 49:56.22] B: Ja przede wszystkim, jak zdecydowałam się, żeby taką książkę zrobić, muszę tutaj być znowu absolutnie uczciwa i powiedzieć, że pierwszym inicjatorem, który w ogóle taki pomysł w przestrzeń wpuścił, był znowu Edek, który zna Ja na dłużej niż, chciałam powiedzieć ja, ale to jednak nie jest możliwe, który zna Jana dłużej niż mnie. A ja znam się z Edkiem 30 lat, a Edek zna się z Janem 30 kilka. I on zwrócił uwagę, że ta relacja jednak jest, zwrócił mi uwagę, że to, co ja uważam za coś absolutnie oczywistego, wcale takim nie jest i że być może warto się tym podzielić. Więc on pomyślał i wypowiedział to, po czym ja bardzo długo do tego dojrzewałam. I kiedy ja już zdecydowałam, że chcę tę książkę zrobić, to przede wszystkim po zaproponowaniu Janowi, który zachwycił się, wykrzyknął natychmiast, róbmy, to ja mu wtedy zakazałam jakichkolwiek innych książek do momentu ukazania się tej. Bo wydało mi się ważne, żeby jednak pewne historie i pewne... filary tego, kim jest Jan jako człowiek, miały szansę takiego postu, to znaczy poprosiłam go, żeby wstrzymał się na kilka lat z tą wielką potrzebą opowiadania o sobie w większej formie i żebyśmy tę książkę zrobili i dopiero wtedy może się tym po prostu oddać temu z powrotem. Więc nie musiałam go do tego w ogóle namawiać, bo ja od razu powiedziałam, jak chcę, żeby ta książka wyglądała, że musi to być takie, jak my naprawdę gadamy. Żywi ludzie, bezkompromisowe, bez żadnej cenzury. I to go, myślę, urzekło i zachwyciło. Poza tym ciągle mieliśmy niedoczas przebywania ze sobą i to też, myślę, wpłynęło na to, że się zgodził.
[49:56.80 → 49:59.02] A: A czy jakkolwiek się cenzurowaliście?
[49:59.68 → 51:20.49] B: Nie, to było tak, że myśmy się umówili, że rozmawiamy tak jak naprawdę, czyli po bandzie i bez żadnych cenzur. I umówiliśmy się bardzo też uczciwie i wyraźnie, że jak już napiszę to wszystko, to do niego wrócę i powiem, proszę, tu jest książka, przeczytaj, czego nie chcemy, co może być za bardzo, zdecydujmy. I kiedy to zrobiłam, to Jan przeczytał i powiedział, Jest to wspaniałe, wydajmy do jutro. Więc nie było tutaj cenzury. Cenzury oczywiście jakieś dokonałam ja. Nazwałabym ją skrótami. I parę wątków, które wydały mi się niebezpieczne z punktu widzenia, że mogą zranić kogoś, kto ciągle żyje. A jednak staram się, mimo całej radykalności w mojej sztuce, staram się stosować i przykładać takie jedno żeby niepotrzebnie nie sprawiać cierpienia, więc kilka wątków udajniłam, albo na przykład nadałam pseudonimy, albo zmieniłam nazwiska, albo po prostu ich nie ma. Ale to była moja decyzja i ja ciążył, żeby nic nie odsuwać.
[51:22.53 → 51:24.91] A: Na przykład pytania mogę pierdnąć.
[51:25.81 → 51:47.99] B: Nie, nie, to tutaj w ogóle była raczej sugestia redaktora, że za dużo jest tego elementu akustycznego. I rzeczywiście muszę, przepraszam, ty jednak jesteś bardzo wyczulony. I rzeczywiście tutaj nastąpiła cenzura, to znaczy musiałam podjąć decyzję, które te elementy akustyczne zachować, bo było ich zdecydowanie więcej.
[51:48.87 → 51:56.71] A: Dlatego czasem Didaskalia pod postacią wdawia się Puszczabonka. To faktycznie jest Mniej onomatopeiczne w każdym razie.
[51:56.99 → 52:09.33] B: Tak, w każdym razie trochę było więcej tych właśnie elementów i musiało ich być jednak mniej, bo nie chcielibyśmy przecież, żeby wielki artysta został pierdzącym królem tylko i wyłącznie.
[52:10.55 → 52:52.93] A: Czy w czasie tych rozmów, które są bardzo poruszające, myślę, że ci spośród państwa, którzy książkę przeczytali się zgodzą, że to jest książka, która No dobra, powiem to. Wywraca stolik, gdy chodzi o opowieść o relacjach wewnątrzrodzinnych. I myślę, że też może służyć jako przykład, jak można, mimo różnego rodzaju własnych wydumanych ograniczeń, rozmawiać z kimś bardzo bliskim, najbliższym. Czy były takie momenty w tej książce, w pracy nad tą książką, w czasie rozmów, które cię autentycznie bolały?
[52:54.89 → 53:01.53] B: Oczywiście, taki moment, kiedy widzisz, że sprawiasz cierpienie osobie, z którą rozmawiasz.
[53:03.13 → 53:05.49] A: Czyli, że myślisz, że Jan cierpiał, kiedy rozmawiał, tak?
[53:05.57 → 53:28.52] B: Tak, jedna rozmowa była taka, jest to rozdział Wory mroki cienie, to cierpienie się zamanifestowało cieniami pod oczami, tak zwanymi worami i nawet jeśli w efekcie śmialiśmy się z tego, to na pewno widziałam, że to było coś, z czymś się bardzo mierzy i co go potarmusiło. Więc to był taki moment, który nie był wcale łatwy.
[53:28.62 → 53:29.56] A: A z czym się mierzył?
[53:29.88 → 54:12.46] B: Mierzył się z dowiedzeniem się po raz pierwszy w życiu, jak bardzo samotne bywało moje dzieciństwo, z czego nie zdawał sobie sprawy, bo generacyjnie Jan jest z pokolenia, a ja także z pokolenia jestem takiego, kiedy to rodzice, pragnąc lepszego jutra dla swoich dzieci, poświęcali czas spędzany z nimi na pracę. I to było bardzo charakterystyczne i bardzo też radykalne, ale niekoniecznie chce się o tym słyszeć, co to powodowało. Więc to był na przykład taki moment.
[54:16.72 → 54:22.58] A: I miałaś wtedy poczucie, że to jest trudne dla ciebie, że mu zadajesz ból, ale po prostu musisz się dowiedzieć?
[54:23.64 → 56:46.34] B: Nie, po prostu wydawało mi się, że on to wie. Wydawało mi się, że on to wie, ale okazało się, że nie wiedział. W ogóle nie było niczego takiego w tych rozmowach i w tej książce, że ja miałam jakąś totalną potrzebę, przeniknięcia tajemnicy jestestwa mojej mrocznej egzystencji, że to będzie jakaś terapia, która nas przeprowadzi przez jakieś nierozwikłane problemy. My się bardzo kochamy i bardzo mamy relację napiętą, wybuchową. Jesteśmy w wielu aspektach niesamowicie podobni, gocentryczni. Chcemy mówić głównie o sobie. w związku z czym to niekoniecznie musiała być udana próba. Natomiast nie mamy między sobą jakichś elementów, jakichś nierozwikłanych węzłów, tajemnic z przeszłości. To w ogóle nie o to szło. I zawsze o tym mówię i podkreślam to, że nigdy moim celem nie była autoterapia, pisanie tej książki, choć po czasie okazało się, że taką funkcję także spełniła, dając mi zupełnie niespodziewane jeszcze takie poczucie, jakiejś ogromnej siły, bo te warstwy, które odkrywaliśmy, są bezcenne. Bardzo Państwa zachęcam do porozmawiania z osobami bliskimi, które kochacie, bo myślę, że tylko nam się wydaje, że o nich wszystko wiemy. To jest też takie odkrycie. Rozmowa jako podróż, rozmowa jako proces, no super rzecz, więc choć nie chciałam, to ta praca i ta książka spełniła trochę formę i funkcję jeszcze do tego taką terapeutyzującą i dodała mi jeszcze więcej siły i takiego uwolnienia. I czasami myślę, że w bardzo wielu aspektach jestem niezniszczalna po odbyciu takiej rozmowy z kimś tak dla mnie bliskim. I bardzo państwa do tego zachęcam. Oczywiście nie musicie tego robić w taki sposób jak my, Ale to są zupełnie nieprawdopodobne sytuacje, które się dzieją. Kiedy zadamy sobie trud, czas i jesteśmy naprawdę odważni. Ci, którzy pytamy i ci, którzy odpowiadamy. Ta autentyczność to jest coś, co jest warte wszystkiego.
[56:47.80 → 58:19.59] A: Ale warto o tym przeczytać książkę. Przypomnę, są do zdobycia w FOIA. Dobra, koniec. żartów merkantylnych. Chcę powiedzieć jeszcze o jednej rzeczy, że taki tytuł wymyśliliśmy dla tego spotkania. Koniec tabu, czas na zen. Dlatego, że myślę sobie, że ta książka jest przełamywaniem bardzo wielu tabu, które narastają w życiu rodziny. I to tabu się bierze z wielu powodów i wiele jest źródeł. Na przykład Ojciec aktor, który się zapija, nie ma go w domu, nie spotyka się z dziećmi, ma to właściwie nieprzepracowane i nagle córka prosto w twarz mówi mu, cierpiałam, cierpialiśmy z bratem, bo ciebie nie było, tęskniłam i tak dalej. Ale są tu też inne rodzaje tabu, takie bardziej obyczajowe, bym powiedział, które też w polskich rodzinach, myślę, przez lata, były kultywowane. Chociażby kwestia życia seksualnego rodziców i w ogóle podejścia do opowieści o seksie i edukacji seksualnej w domu. Wasz dom był dość wyzwolony pod tym względem w Polsce, która myślę była znacznie mniej otwarta na rozmowy o kwestiach seksualnych niż dzisiaj. Masz świadomość jakiego rodzaju to jednak było szczęście czy nie?
[58:20.07 → 59:36.03] B: Tak, aczkolwiek wydawało mi się, że wszędzie jest tak samo, że nie stanowi problemu chodzenie nago po domu, że możesz zapytać o wszystko, o co chcesz swojego tatę. Dlatego pytam w tej książce tatę, czy spał kiedykolwiek, czy się kiedykolwiek kochał z chłopakiem, czy monogamia jest niezbędnym elementem udanego związku, czy zdradzał mamę. Dopiero przyłożenie miary reakcji odbiorców uświadamia mi, że to niekoniecznie są oczywiste pytania, które zadaje się swojemu tacie, zwłaszcza blisko 80-letniemu. Ale on nigdy nie powiedział, o co ty pytasz, co ty wyprawiasz, zawsze z absolutnym skupieniem i uczciwością odpowiadał. Teraz już wiem, absolutnie pod tym względem wywrotowe rzeczywiście, bo po prostu w większości domów i w większości relacji to jest nie do pomyślenia.
[59:36.53 → 01:00:08.51] A: I teraz ważne pytanie. Przyszło mi do głowy w tym momencie, tu w Lublinie, ale chcę powiedzieć, że tak się zastanawiam, patrząc na reakcję państwa, też pamiętając inne spotkania wokół tej książki, mieliśmy okazję zrobić wspólną rozmowę do gazety z tobą i z Jankiem, że może paradoksalnie bardzo wielu rodziców czeka na takie rozmowy, tylko obie strony są zblokowane, że ta młodsza część też nie ma odwagi.
[01:00:09.43 → 01:01:04.20] B: No to fantastyczne jest odkrycie tego spotkania, takie postawienie tej kwestii. No to myślę, że nie stoi nic na przeszkodzie podrzucić dziecku własnemu książkę tę oto, oczywiście jak dorośnie, odrobinę jako podpowiedź, która może znaczyć fajnie by było tak porozmawiać póki jestem. To by było w ogóle fantastyczne, gdyby taki impakt tej książki jeszcze udało się uzyskać, Myślę sobie, że polskie społeczeństwo czeka rewolucja. Seksualna, prawdziwa, obyczajowa. Ale przede wszystkim nauczylibyśmy się rozmawiać. W sposób kompletnie nieskrępowany. I może kolejne spotkanie na Golasach.
[01:01:06.20 → 01:01:20.50] A: Nie kuź mnie, bo ja naprawdę, wiesz... Znasz mnie, ja nie mam oporów. To nie jest sytuacja trudna. Może następne spotkanie na plaży w Lubiewie. Dlaczego nie, słuchaj? Albo na błotach wilanowskich w Warszawie.
[01:01:21.22 → 01:01:22.46] B: Albo na górach literatury.
[01:01:22.48 → 01:01:26.38] A: Albo tak właśnie, będziemy tam wspólnie, możemy usiąść w etuikę nago.
[01:01:26.66 → 01:01:30.84] B: W sensie reakcja?
[01:01:31.10 → 01:01:32.12] A: Wyszliby czy nie?
[01:01:32.14 → 01:01:38.40] B: Nie, by się rozebrali. To są oczywiście takie, proszę państwa, troszeczkę prowokacje.
[01:01:38.40 → 01:01:40.08] A: Naturyzm literacki, ładne.
[01:01:41.94 → 01:01:51.44] B: To, co wymyśliłeś, bardzo mi odpowiada. Myślę, że można to wdrażać. podkładać to naszym dzieciakom, Państwa dzieciakom?
[01:01:51.46 → 01:01:56.40] A: Bo to jest pytanie, które się bardziej boi pytań tak naprawdę. Osoba pytana czy osoba pytająca?
[01:01:57.56 → 01:02:41.71] B: No właśnie, muszę powiedzieć raz jeszcze i podkreślić z całą mocą, że Jan Peszek, aktor wybitny, pedagog, doktor, profesor, nie wiem, Profesor Wilczu. Proszę państwa, był tak nieustraszony w odpowiedziach. Niesamowite to było, naprawdę. Podziwiam go, ale skoro artykułuję właśnie teraz ten podziw, to znaczy, że wcale to nie było oczywiste dla mnie, że on odpowie. I tutaj możesz mieć rację. że wcale nie było dla mnie to takie proste go o to zapytać.
[01:02:44.01 → 01:02:45.89] A: A czy mama i brat czytali?
[01:02:46.99 → 01:03:52.94] B: Mama czytała, jak wiesz, przepraszam, nie powinnam tego powiedzieć, jak wiadomo, gdyż w posłowiu jest jej reakcja, to chciałam powiedzieć, a brat mój nie czytał. Mój brat nie czytał tej książki, Albo się nie przyznał. Nie, nie, nie, on nie czytał, ponieważ mówi, że nie ma czasu. Ale ja myślę, że jest inny powód. Myślę, że trochę się może bać przeczytania tego, jest osobą bardzo wrażliwą, bardzo tajemniczą, delikatną i ma swoje zupełnie dla mnie niezbadane światy. Ale podziwiam go za to, że mówi o tym otwarcie, nie przeczytałem. Chce znaleźć przestrzeń, mówi i czas. Poza tym bardzo wolno czytam, powiedział. Więc musi tego czasu być sporo. To zresztą prawda, bo jak byliśmy dziećmi, to przekupywał mnie. Ja czytałam lektury za niego i mu je streszczałam. Więc rzeczywiście, wolno czyta po prostu.
[01:03:53.42 → 01:03:56.14] C: Co?
[01:03:57.78 → 01:03:59.56] A: Ebooka nagrać, jest ebook.
[01:04:00.40 → 01:04:53.96] B: Jest już audiobook. Nagraliśmy. Nie, spokojnie. Ja też go nie słuchałam, proszę pani. Ja nie jestem w stanie słuchać, co tam Peszek, Jan i Maria. To było nieznośne. Więc ja też nie słuchałam, ale są tacy, co słuchają. Nie, myślę, że po prostu... No po prostu nie przeczytał. Wolnym jest człowiekiem. Mama czytała, ale w rodzinie, że tak powiem, bardzo rozmaite reakcje. i nie obyło się bez paru bukietów kwiatów jednak z przeproszeniem. Tam różne ciotki, dalsze. To jednak wcale nie jest takie oczywiste być tą pisarką, Michale, powiem ci. Zwłaszcza jeżeli poruszasz kwestie osób żyjących i wydaje ci się, że jesteś taką wrażliwą artystką, która tak rozumie potrzeby innych, aż tu nagle.
[01:04:55.52 → 01:05:00.78] A: Sugeruje, że figura obrażonej ciotki dalej funkcjonuje w polskich rodzinach.
[01:05:01.21 → 01:05:02.97] B: Tak, myślę, że trzyma się mocno.
[01:05:05.29 → 01:05:07.39] A: Może ciotki też potrzebują rozmowy?
[01:05:08.65 → 01:05:16.19] B: Myślisz, że... wolnią tu? Wychowały mnie ciotki?
[01:05:17.01 → 01:05:36.66] A: Nie wiem, ale wydaje mi się, że trzeba poszerzać to pole oddziaływania na odtabuizowanie, rozumiesz? Może po prostu powinnaś być taką kaznodziejką rodzinnych kontaktów. Kimś, kto będzie teraz nas nauczał, jak powinniśmy to robić.
[01:05:38.46 → 01:05:41.34] B: Ja jednak myślę, że mam inne plany.
[01:05:42.26 → 01:05:43.52] A: Jakie?
[01:05:43.96 → 01:05:56.68] B: To może już na innym spotkaniu. Muszą one nabrzmieć, żebym była zdecydowana i wyartykułować. Komiks może? Erotyczny? Co byś pomyślał o tym?
[01:05:58.62 → 01:06:01.28] A: Jak będą odnobrazki, to dlaczego nie?
[01:06:01.92 → 01:06:03.26] B: Komiksy muszą być.
[01:06:07.70 → 01:06:35.38] A: Wyobrażałeś sobie to? Tak, tylko do czytania nago. Na koncertach pojawia się Jan Peszek jako super tata. I on tam właśnie razem z tobą wykonuje utwór, w którym pojawiają się słowa będące tytułem książki. Prawda? Jak się dwóm pokoleniom Pleszków współpracuje w takiej formie, którą to ty narzucasz?
[01:06:36.98 → 01:09:09.92] B: To jest jedyna dopuszczalna forma, w której dopuszczam Jana do uczestnictwa w moim koncercie. To jest mój świat wyszarpany. który wymagało ode mnie, mówię o muzyce i o tworzeniu muzyki, o koncertowaniu. To jest świat, który stworzyłam sobie dla siebie, okupiwszy to odejściem z teatru, porzuceniem aktorstwa. I to jest moja przestrzeń, w której czuję się wolna i w której jestem świetna. I zaproszenie wybitnego artysty, jakim jest Jan, do takiej przestrzeni jest dla mnie komfortowe. Choć i tak robi co chce. Ustalamy, próbujemy, kiedy, z której kulisy, kiedy co. I tak robi co zechce. Jest nieokiełznany, jest także performerem, ale fantastycznie nam się w tym utworze razem na scenie szaleje. Ale taka przestrzeń, którą decyduje się udzielić Janowi jest wystarczająca. Myślę, że jesteśmy na tyle zaborczymi i ekspansywnymi bytami, żeby tak razem zagrać coś, większego, dłuższego, mogłoby to być w dalszym ciągu trudne. I to jest cecha rasowych artystów, po prostu. I Jan, mimo swojego, chciałam powiedzieć podeszłego, ale to kompletnie do niego nie pasuje, mimo wieku 80-latka, nie bierze jeńców i w ogóle nie wymaga takiej sytuacji jakiejś taryfy ulgowej. wpada na ten koncert i zachowuje się tak jakby po prostu miał dwadzieścia parę lat. I to mówią muzycy, i to mówi publiczność i to jest fantastyczne. Więc fajnie, jest to bardzo ciekawe doświadczenie i bardzo je lubię. Nie zdarza się to często, bo jest to zapracowany człowiek, ale czasami nam się zdarza razem wystąpić na koncercie.
[01:09:13.29 → 01:09:22.71] A: Czy ktoś chciałby o coś zapytać teraz, zanim przejdziemy do ostatnich pytań? Tutaj pani ponownie miałaby pytanie, więc bardzo proszę.
[01:09:23.75 → 01:09:43.97] C: Ja chciałabym jeszcze wrócić do dzieciństwa, bo chciałabym zapytać, jak tata wynagradzał dzieciom te częste nieobecności i długie nieobecności w domu? Druga sprawa to, dlaczego pani chciała koniecznie dowiedzieć się od taty, jak została poczęta? Dziękuję.
[01:09:44.93 → 01:09:46.15] B: A pani by nie chciała?
[01:09:47.17 → 01:09:47.87] A: Ja wiem.
[01:09:48.77 → 01:09:50.59] B: Ty wiesz, podzielisz się z nami?
[01:09:51.47 → 01:09:52.35] A: W Karpaczu.
[01:09:52.65 → 01:09:53.67] B: W Karpaczu?
[01:09:53.89 → 01:09:54.83] A: Tatę bolał ząb.
[01:09:57.23 → 01:10:18.48] B: I to był łagodzący... To była zima. Popatrz, to u nas też była zima. Bo wydaje mi się to intymnym pytaniem. Ale też takim czułym zadać pytanie własnym rodzicom.
[01:10:18.64 → 01:10:19.84] A: O źródło, gdzie miło?
[01:10:21.78 → 01:11:49.11] B: Jakim kosmicznym wytryskiem sprowadziłeś mnie, ojczy, na wypadu? Jakie były okoliczności? Wydaje mi się to po prostu super ciekawe wiedzieć, jeżeli się da to stwierdzić, bo przecież nie zawsze się to da stwierdzić, prawda? Wydaje mi się to super intymne, takie czułe, tak sobie ludzie siedzą i tak pytają sobie, opowiedz mi jak to było, czy pamiętasz tę noc. I to po prostu bardzo ciekawi, bo to są zawsze takie momenty niesamowicie zbliżające ludzi. A jak tata wynagradzał prezentami, kochana, prezenty, prezenty, albo wspólne wakacje, które obiecywał, że na nie pojedziemy, obietnice. Myślę, że to jest wszędzie bardzo podobnie. Więc tak to się u nas działo. Ale o to poczęcie to też zachęcam państwa do porozmawiania z własnymi rodzicami, bo to nagle otwiera zupełnie niesamowite też w nich jakieś takie pokłady w ogóle, rozklejają się, albo idą się zapytać mamy, albo... Albo się kłócą. Nie, to nie było wtedy.
[01:11:49.11 → 01:11:55.05] A: Zapytam mamę. Ona właśnie rozwiesza pranie i przychodzi ojciec i pyta sobie, czy ty pamiętasz.
[01:11:55.65 → 01:12:07.79] B: Słuchaj, to... Nie wiem, mi się to wydaje super ciekawe po prostu. Dlatego się zapytałam. Czy ktoś chciałby coś jeszcze się dowiedzieć? Pani też tutaj.
[01:12:07.85 → 01:12:10.35] A: Bardzo proszę. Mamy stały zestaw pytających.
[01:12:11.03 → 01:12:19.13] B: Jest pan jeszcze. Pozwoli pani, bo to takie było nieśmiałe. Podniósł, żeby się nie rozmyślił. Bardzo miły pan w pierwszym rzędzie, droga szanowna, proszę tu.
[01:12:19.35 → 01:12:20.07] A: To się okaże.
[01:12:23.07 → 01:12:34.71] D: Bardzo, bardzo miły i spokojny i późno to późno, ale w imieniu Lublina przepraszam za ministra Czarnka.
[01:12:35.41 → 01:12:36.79] A: No weźcie ktoś.
[01:12:36.87 → 01:12:48.52] D: Zwłaszcza... Zdaje się, że prowadzący nie pierwszy raz już nawiązał, bo dość regularnie tu przychodzę.
[01:12:48.82 → 01:12:50.78] A: Mam dziecko w wieku szkolnym. No więc właśnie.
[01:12:51.82 → 01:14:31.21] D: Moje najmłodsze też od września. Jeśli miałbym kilkoma słowami opisać tą książkę, to szczerość, bezkompromisowość, w porywach nawet jakiś rodzaj społecznego, jakby to określić, Prometeizmu nawet. Wątki greckie się pojawiły. W niektórych piosenkach oczywiście. Natomiast mam takie pytanie. Miałem przyjemność i szczęście słuchać rozmowy, bo to nie nazwałbym tego wywiadem rozmowy, Pani z Jarosławem Mikołajewskim. Uważam, że to jedna z ciekawszych rozmów wokół książki. I tam padła taka deklaracja. Ja sobie nawet pomogę trochę. Czy pani słowa? Książka powinna być dla czytelnika tak niezbędna, żeby tatuował sobie cytaty na ciele. Żeby podkreślał w tekście akapity zdania słowa. Ja od razu mówię, że niczego sobie nie wytatuowałem, Ale podkreśleń jest sporo, muszę powiedzieć. To jest już podpisana książka po koncertach lubelskich, ale mogę pokazać, jest trochę podpisanych. Natomiast moje pytanie jest takie. Czy na licznych spotkaniach wokół tej książki zdarzają się takie sytuacje, że podchodzi czytelnik i mówi, no wyraziła pani dokładnie to, co grało mi w duszy od nie wiem ilu lat, ale nie miałem odwagi?
[01:14:33.89 → 01:17:48.97] B: No zdarzają się... i też tatuaże. W różnych miejscach zdarzają się zupełnie nieprawdopodobne deklaracje, takie bardzo poruszające. Nie wszystkie na spotkaniach. Zdarzają się też takie listy, które mnie kompletnie rozwalają. Nie wiem z czego to wynika. ogromnie dużo listów po tej książce dostaję z psychiatryków. To znaczy, to jest trochę też i śmieszne może, ale tak naprawdę to jest w gruncie rzeczy poruszające. Przynajmniej kilkadziesiąt mam takich wiadomości stamtąd. Humorystycznym elementem jasnym jest, że często przemycane są te książki. tam i też służą właśnie zakreśleniu, stają się takimi trochę dziennikami tych pobytów, mam takie różne fotografie, przysyłają mi te osoby albo robią tam różne kolaże, z tego wydzierają i że to są takie książki przetrwalnikowe tam i to jest coś, co mnie absolutnie zachwyca, bo ja zawsze chciałam, żeby ta książka dawała siłę i była czymś takim, co jest rodzajem światła, w ciemności, czyli na trudne momenty można tam zajrzeć i zobaczyć, że po pierwsze artyści to normalni ludzie, ale może coś z tego wywnioskować, jak sobie poradzić w jakichś momentach zapaści. Więc to jest dla mnie super. I tak zdarzają się zupełnie niesamowite odzewy ludzkie, też takie transformujące totalnie. Też zdarzają się takie wyznania, których nigdy nie zapomnę, jak na przykład w Zgierzu, bardzo długie spotkanie, po nim bardzo jeszcze długo podpisywałam i po trzech godzinach, kiedy już prawie wszyscy poszli, została jedna pani. Pani pod ścianą długo czekała i przyszła i powiedziała, to było w grudniu przed świętami, powiedziała, że strasznie dziękuję za tę książkę, bo dzięki tej książce, ale tak naprawdę dzięki temu spotkaniu jeszcze, to ona ma siłę i odwagę, żeby mając lat 67 w te Wigilię zrobić coming out swojej rodzinie. I że ona wcale nie jest z tej dużej miejscowości jaką jest Gierz, tylko jest z dużo mniejszej wioski niedaleko i że ta książka jej dała na to siłę. No i to są takie momenty, które ja pozwalam sobie przytaczać, bo one też są trochę po czasie, odpowiedzą na pytanie pani, co tak naprawdę najwspanialszego spotyka mnie, robiąc to, co robię. To są takie spotkania. I to są też takie historie bardzo dramatyczne, których nie chcę opowiadać, ale one są tak poruszające, że wszystkie udręki przestają istnieć. I dają mi ogrom satysfakcji i szczęścia.
[01:17:52.38 → 01:17:53.84] A: Tu jeszcze pani chciała zapytać?
[01:17:55.42 → 01:17:57.94] B: Pani, która na początku się bała.
[01:17:58.68 → 01:18:07.26] A: Pani od Temy. A z tym coming outem w wieku 67 to wspaniała historia w ogóle.
[01:18:08.60 → 01:18:13.52] B: Bo ja już wiem, od czego powinniśmy zacząć. Dojrzałam. Brawa dla tej pani.
[01:18:16.01 → 01:18:19.07] A: Ale dodajmy, jest po lekturze książki, które można kupić w FOIA.
[01:18:19.45 → 01:21:37.23] B: Chciałam Panią zapytać, czy podczas tej rozmowy, w procesie tworzenia tej książki, Jan Peszek, ojciec Jan Peszek, aktor Jan Peszek, człowiek, czymś Panią zaskoczył? Biorąc pod uwagę to, że jak czytamy, macie niesamowitą relację, długotrwałą. od urodzenia taką czystą, klarowną, uczciwą, czy mimo tego w związku właśnie z tworzeniem książki było coś, co Panią zaskoczyło, zdziwiło i w zakresie faktografii jego życia, ale też jego podejścia, jego reakcji? Tak, zdecydowanie zaskoczyła mnie i zachwyciła ta nieustraszoność, jeszcze raz podkreślę, to jest coś, co mnie cały czas w zasadzie zachwyca. Bo nie spodziewałam się, że to będzie aż tak. To znaczy, tam są jednak pytania zadawane tak bezpardonowo przeze mnie i on nigdy nie stracił cierpliwości. On nigdy nie pogroził mi palcem, dziecko, ale czy ty możesz? Jak ty w ogóle możesz? To było zawsze coś takiego właśnie, że jak dwoje najbardziej niesamowitych przyjaciół ze skupieniem, mierzył się w sobie i zawsze odpowiedział. To jest jednak niesamowite i to do tej pory mnie zachwyca i zaskakuje, czyli ta nieustraszoność. A druga rzecz, która się też przydarzyła w czasie trwania tej całej, bardzo długiej podróży, czułość. Też, którą mnie zaskoczył, bo ta czułość przejawiała się również niezwykłym ogromem cierpliwości, którą wykazał, bo ta praca była jednak bardzo długa, a on jest niecierpliwy i bardzo kocha być w centrum zainteresowania i tych propozycji było mnóstwo wokół jego osoby, a jednak po przysiąku, że zrobimy taką przerwę w opowiadaniu o tym wszystkim, żeby ta książka miała szansę też wybrzmieć, I być może to jest trochę komiczne albo takie humorystyczne, jak tak o nim opowiadam, ale to wymagało dużo hartu ducha, bo to jest człowiek, który cały czas potrzebuje opowiadać o sobie, cały czas potrzebuje być w centrum. Michał, który prowadził z nami jedno ze spotkań we Wrocławiu, myślę, też jest w stanie to zaobserwować. To jest człowiek, który kocha ludzi i cały czas chce, żeby ludzie na niego patrzyli. Przychodzi w krawacie, jest zawsze wulkanem energii, a jednak potrafił w sobie pościągnąć tę cechę, bardzo to szanuję, i taką dużą czułość w sobie znaleźć, a nawet czasami pozwala mi, jak razem mamy spotkania autorskie, dojść do słowa. To jest bardzo też zaskakujące i tym mnie zaskoczył.
[01:21:38.64 → 01:22:01.90] A: Pani zaczęła zadawać pytania, to myślałem, że będzie już miał w czasie rozmowy Cię wydziedziczył, ale nie. Był bardzo czuły i otwarty. To jeszcze tutaj, dobrze, tak? Pani chciała o coś zapytać. Tutaj jest pani z mikrofonem. Zrozumiałem aluzję o długości spotkania, a wypowiedzi.
[01:22:02.28 → 01:22:03.06] B: Ja powiedziałam?
[01:22:03.90 → 01:22:51.65] C: Właściwie usłyszałam już część odpowiedzi na to pytanie, które gdzieś mi krąży po głowie, ale jednak doprecyzuję i wyartykułuję. No bo tak, siadając do pisania w kontekście tego, co wcześniej pani mówiła o tym, jak podchodzi do swojej twórczości, to jednak jakaś teza czy tezy w głowie były, co ta książka, jaki interes chce załatwić, pisząc tą książkę. To ja chciałam zapytać pierwotnie, jakie to były te myśli? O czym ta książka? Czy to jest tylko strumień świadomości? Czy to tylko rozmowa? Czy to o relacji córki z ojcem? No właśnie, co przyświecało? Co pani chciała tak naprawdę przekazać i czy to ewoluowało? I czy wyszły w trakcie jakieś właśnie nowe wątki, które stały się takim leitmotywem tej książki?
[01:22:52.33 → 01:26:17.27] B: Podstawowym założeniem było to, żeby podzielić się relacją, o której doskonale wiem, że jest bardzo rzadka. Ale w trakcie okazało się, że nie wiedziałam jak rzadka. To była podstawowa rzecz. Wiedziałam, że musi to być bezkompromisowe, no bo szkoda życia, żeby było inne. I też wiedziałam, że pewne tematy wymagają takiego, a nie innego o nich opowiedzenia. Ale także chciałam, żeby państwo zazdrościli nam tej relacji. Żebyście chcieli coś takiego móc także przeżyć. Czyli żeby Nie chodziło tylko o to, że ja coś opowiadam, tylko że daję narzędzie, które państwo możecie użyć do tego, żeby mieć też coś wspaniałego, ponieważ to był bardzo mroczny czas w moim życiu, kiedy w ogóle do tego się zabierałam. to pomyślałam, że fajnie by było dać odbiorcy, który być może znajduje się również w czarnej dupie w jakimś momencie swojego życia, coś, co będzie takim kompasem, co pokaże, że można z tego się wydostać, żeby to było coś takiego, przy czym się można ogrzać. Marzyłam, żeby wywoływała ta książka gilę do pasa ze śmiechu i po prostu też ze wzruszenia, żeby w jakimś sensie uchwycić taką migotliwość życia, co to w ogóle znaczy i czy to w ogóle jest możliwe. I w końcu chciałam także pokazać Państwu, że my artyści jesteśmy takimi samymi ludźmi, to znaczy puszczamy bąki, o czym tutaj prowadzący ten wyłuskał ten oto element. Mylimy się, po prostu mamy takie, nawet choć jesteśmy artystami, niektórzy twierdzą wybitnymi, to gadamy bez ładu i składu, jąkamy się, ciągle zapominamy o czymś, No i jesteśmy pełni ułomności, czasami robimy wstydliwe rzeczy, czyli my jesteśmy tacy sami jak wy. I chyba w gruncie rzeczy to były podstawowe założenia książki literackie na kurwiam zen. W efekcie nigdy nie było moim założeniem to, co się wydarzyło, bo to jest zaskoczeniem i jakby najcudowniejszym spełnieniem, czyli że ta książka wywołuje tak intensywne emocje, które pozwalają mi wierzyć, że robienie sztuki ciągle ma sens, bo to był punkt, w którym się znalazłam, od którego zaczyna się cała ta przygoda, w którym przestałam wierzyć, że to, co robię w współczesnym świecie, ma jakikolwiek sens. Bardzo wielu powodów, o których nie będę opowiadać, bo to wszystko można przeczytać w książce z różową okładką. Takie były założenia i one w trakcie napęczniały, a następnie eksplodowały, I mam nadzieję, że zostały wypełnione. Proszę bardzo.
[01:26:17.91 → 01:26:23.59] C: Kto wymyślił tytuł? O tytuł. Cudowny, przepiękny, wspaniały, pojemny.
[01:26:24.19 → 01:26:40.65] B: Tytuł? Dziś jest Międzynarodowy Dzień Poezji. Wymyśliłam poetka Maria. Na kurwian zen. Ta fraza wydaje się godna tych rozmówców. choć tytuły miały być zupełnie inne.
[01:26:41.33 → 01:26:41.87] C: Jakie?
[01:26:42.61 → 01:27:48.34] B: Są zbyt dobre, żeby je tak państwu rzucać po prostu. Ktoś może podebrać i co. A może coś jeszcze napiszę, prawda? No, właśnie, słusznie. Zatem, drodzy państwo, ten tytuł pojawił się w ostatnim momencie. Jest jakby cytatem z samej siebie, bo był w utworze, który powstał parę lat wcześniej. Ale wydaje mi się, że absolutnie właściwie obrazuje ścieranie się jasnego, ciemnego, niemożliwego, zmożliwym, kojącego, drażniącego i jest odzwierciedleniem tego, co się mieści w słowie peszek. Wydawca zachwycony, wydawca ma gust, wydawca się zna i wydawca potwierdza, że to była słuszna decyzja. Panie Michale, czy pan jeszcze chciałby coś tutaj zadzierzyć?
[01:27:48.36 → 01:28:01.81] A: Bardzo mi się podoba taka wizja zrobienia takiej... na okładkę taki pasek nakleić. Książka wywołuje gilę do pasa. Bardzo mi się to podoba. Znakomity marketingowy chwyt.
[01:28:01.83 → 01:28:12.93] B: Po czasie myślę, że ta książka może zranić twoje uczucia. Jeśli nie chcesz, nie czytaj. Wymiękna w porównaniu z tym, co zaproponowałeś. Ta książka powoduje gilę do pasa.
[01:28:13.11 → 01:29:50.61] A: To też był cytat. Właściwie autocytat. Chciałem na koniec zadać pytanie, zanim już państwa zostawimy z Marysią w sprawie autografów i ewentualnie zwierzeń. Rzecz, która jest myślę bardzo istotna i ma związek z sytuacją, w której się znajdujemy i ze społeczeństwem, w którym żyjemy. Mówiliśmy o radykalizacji na początku i o tej takiej walce o prawa osób wykluczanych, prześladowanych, ale radykalizacja oznacza też używanie ostrego języka. wykrzykiwanie w przestrzeni publicznej tego, co boli, na co chce się zwrócić uwagę. Tylko pytanie jest, czy myśmy już nie doszli do ściany i czy nie powinniśmy zastanowić się nad tym, jak znaleźć język, który nas wszystkich na nowo sklei. Bo doskonale widać, że to, że my jesteśmy podzieleni, że walczymy o jakieś prawa, Albo po drugiej stronie politycy nakazują albo sugerują ludziom, jak mają myśleć, więc właściwie wytwarzają w nich jakieś poczucie strachu, lęku czy wręcz obłędu. To nas doprowadzi tylko do w przenośni albo dosłownie wojny domowej. Wystarczy się na Amerykę dzisiejszą spojrzeć, żeby zobaczyć, do czego to prowadzi. Czy myślisz, że będzie taki moment, w którym trzeba będzie na nowo wymyślać język zgody?
[01:29:51.85 → 01:32:28.23] B: Tak, absolutnie tak myślę, jestem na tropie. Również te spotkania mają taki cel dla mnie poszukiwawczy, bo koncerty mają zupełnie inny cel. Koncerty to jest jednak Maria bardzo mocno wykreowana, ten wizerunek jest dużo silniejszy niż w rozmowie. I koncerty muszą się odbywać, bo koncerty to są właśnie te wykrzykniki. Ja tak lubię o tym myśleć, że dzielę trochę swoją działalność teraz na takie zupełnie wcześniej wydawało mi się to nie do pogodzenia funkcje. Będąc na scenie, jestem wykrzyknikiem, który wskazuje czasami w ogromnie przerysowany sposób, krzykiem, dramatem, na przykład utworem Barbarka, na drastyczne aspekty, które powinny się zmienić. A spotkania, lubię o nich myśleć jako o pytajnikach i znakach zapytania, bo ja dowiaduję się o Państwu rzeczy, które są dla mnie absolutnie kluczowe. Jakie są potrzeby Państwa, o czym państwo chcecie usłyszeć, o czym państwo chcecie rozmawiać, jak chcecie, żeby do was mówić, bo okazuje się, że wcale... Oczywiście jest cała masa ludzi, którzy kochają Marię taką, która krzyczy i jest wykrzyknikiem, ale okazuje się, że książka, która jest dużo bardziej czuła i jednak może nie jest to łagodna propozycja, ale na pewno bardziej nastawiona na dialog. I te oto spotkania, które odbywam po całej Polsce, są dla mnie pierwszym sposobem dowiedzenia się, jaki ten język przyszłości, który nazwałeś przed chwilą, że będzie on musiał zostać stworzony, żebyśmy mogli się nauczyć z powrotem ze sobą rozmawiać, my Polacy, my ludzie tak naprawdę, to ja się tam tego uczę. I te znaki zapytania są obustronne. Państwo mnie tak naprawdę o coś pytacie, ale ja się przyglądam i dowiaduję, co jest dla Was istotne. I każde spotkanie jest totalnie inne, choć oczywiście dzisiejsze było wyjątkowe z uwagi.
[01:32:32.61 → 01:32:47.28] A: Proszę Państwa, za tydzień w Teatrze Starym w Bitwie o Kulturę Łukasz Drewniak będzie rozmawiał z Anetą Kyzioł i Jakubem Majmurkiem o polskich serialach. To może być ciekawe. Polskie seriale.
[01:32:48.02 → 01:32:49.43] B: Dlaczego tak z przekąsem?
[01:32:50.73 → 01:32:51.47] A: Z jakim przekąsem?
[01:32:51.69 → 01:32:53.90] B: Może być ciekawe polskie seriale.
[01:32:54.02 → 01:32:56.97] A: Może być ciekawe, bo polskie seriale bardzo ewoluują.
[01:32:57.19 → 01:33:00.59] B: Ja zagrałam w polskim serialu. Widziałeś?
[01:33:00.81 → 01:33:01.23] A: Widziałem.
[01:33:01.81 → 01:33:02.59] B: Przemilczał.
[01:33:03.10 → 01:33:05.69] A: Leżałaś w szpitalu i strasznie się awanturowałaś.
[01:33:06.94 → 01:33:13.67] B: Tak zwykle skupiasz się na tej takiej wyświechtanej w trailerze pokazanej scenie. Były też czułe momenty.
[01:33:14.05 → 01:33:16.81] A: Przepraszam, zaczęło się od awantury, a potem było już lepiej.
[01:33:17.63 → 01:33:18.37] B: Kontynuujmy.
[01:33:18.97 → 01:33:22.69] A: Ewelina Lachowska i Marta Stępniak tłumaczyły na polski język migowy.
[01:33:22.77 → 01:33:23.21] B: Brawa.
[01:33:27.55 → 01:34:08.51] A: Między innymi słowo czniam. Brawa. Ja państwa zapraszam na spotkanie 18 kwietnia na miejscu naszej dzisiejszej gościnny usiądzie Iżbery Szatrawska i będziemy rozmawiać o tym, że dramat w Polsce nagle może być czytany. I to będzie opowieść o jej świetnej książce o panu Herszku, czyli Herszku Lipkinie, o polskim życiu, który przetrwał zagładę i trafił do Hollywood i co się wydarzyło potem. Bardzo serdecznie polecam. No dobrze.
[01:34:08.97 → 01:34:09.41] D: I to tyle.
[01:34:09.61 → 01:34:10.37] A: Maria Peszek.
[01:34:20.31 → 01:34:23.57] B: Bardzo Państwu dziękuję i bardzo dziękuję Michałowi.
[01:34:25.61 → 01:34:30.87] A: Bardzo dziękujemy. Ja teraz znikam i można się ustawiać w kolejeczce do Maryki.
[01:34:31.37 → 01:34:36.95] B: Zapraszam Państwa jeśli ktoś chce i dziękuję Teatrowi Staremu w Lublinie za gościnne progi.

Zobacz także

w Mediatece