Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:09.08 → 02:42.99] A: Panie, panowie, dobry wieczór. Witam państwa bardzo serdecznie. Po raz ostatni w tym sezonie we wtorek, podczas bitwy o literaturę. Witam serdecznie publiczność w Teatrze Starym, kłaniam się pięknie tym wszystkim, którzy śledzić będą dzisiejszy wieczór, dzisiejszą rozmowę za pośrednictwem internetu. Co czytają, kiedy nie grają? To hasło tego spotkania, hasło, którego autorem jest Krzysztof Warga, kurator naszych wtorkowych spotkań. Na to pytanie, i mam nadzieję nie tylko na to pytanie, odpowiadać będą moi goście Juliusz Machulski i Janusz Opryński. Panowie, zapraszam. Istotne, tak. Co są mikrofony dla panów? Co czytają? Woda też, zdecydowanie. Jest z nami dziś także Jarosław Zoń, którego będziemy w stosownych momentach prosić o fragmenty, fragmenty książek, które wybrali nasi dzisiejsi goście. Bo to też jest główne pytanie dzisiejszego wieczoru, co czytają, a więc pewnie o tym przede wszystkim opowiedzą, ale najpierw, panowie, jeżeli pozwolicie, to ustalmy, dlaczego czytają. I to jest taki moment... To było tak, jeszcze niedawno pewnie, że takie pytanie, to, które w tej chwili zadałam, byłoby niestosowne. Natomiast przyszedł czas, kiedy takie pytanie zaczyna się pojawiać. Dlaczego czytają? Dlaczego akurat nasi goście znaleźli się wśród tych 11%, bo tak mówią badania, 60% osób nie czyta w ogóle, ponad nawet już, reszta czyta co nieco, natomiast 11% społeczeństwa to są tak zwani stali czytelnicy. Panowie w tej grupie się znajdują. Teraz chciałam zapytać, czy przez zasiedzenie od po prostu Bycie inteligentem zawsze wymagało tego, żeby czytać, w związku z tym ten przymus oczytania panowie w sobie pielęgnują. Czy z przyzwyczajenia, czy może jest w tym jakiś zupełnie inny sens?
[02:43.83 → 03:39.03] B: Ja nie wiem dlaczego czytam, po prostu nie wyobrażam sobie, że mógłbym nie czytać. Zwłaszcza, no to jest dobre miejsce, Lublin jest dobrym miejscem na odpowiedź na to pytanie, gdyż ja się nauczyłem czytać w ogóle w Lublinie, to przypadało moje dzieciństwo i I tu przeczytałem jako jeszcze mały, stosunkowo mały chłopak, no siedmiu, sześcioletni, pierwszego Konwickiego i pierwszego Mrożka, więc to było ważne. A nie wiedziałem dlaczego. Mi to po prostu się podobało i nie miałem żadnej ideologii. Do dziś nie mam. Ja po prostu to robię z przyjemności. Nie czytam dlatego, żeby coś zaadoptować na film czy sztukę. Czytam, bo po prostu nie wyobrażam sobie, że można nie czytać. Czytam kilka książek na raz. Czasem dużo czytam, staram się w wielu językach, więc to może być hobby, ale nie mam w tym żadnego celu, po prostu lubię czytać.
[03:39.37 → 03:41.47] A: Czytanie Panu w życiu nie przeszkadza?
[03:41.51 → 03:47.91] B: Nie przeszkadza, ale nie wyobrażam sobie bez. Mogę bardziej sobie wyobrażać bez oglądania filmów niż bez czytania.
[03:48.33 → 04:14.61] A: To jest tak, bo padło tutaj nazwisko Mrożka, a w sobotę i niedzielę, bodajże w Warszawie, odbywa się jeden z kolejnych festiwali, który jest próbą przywrócenia właściwego miejsca w książce w naszym życiu. I tam Mrożek został między innymi poproszony o to, żeby czytać na dworcu centralnym bodajże, razem z Masłowską i z kilkoma jeszcze innymi osobami. Między innymi Mrożka Mrożek będzie czytał. Więc do takich chwytów trzeba się dziś uciekać.
[04:14.69 → 04:15.19] B: Czy trzeba?
[04:16.24 → 04:17.08] A: Właśnie, czy trzeba?
[04:17.30 → 05:12.71] B: Myślę, że nie trzeba, ale jak ktoś, może to jest dobry, wymyślony jakiś PR na to, ale czy trzeba? No to niech ci, co nie czytają, to tracą, więc to mi ich trochę nie żal, ale z drugiej strony, bo ma Pani rację, ja myślę, że to nie można zostawić tak samo pas tego odwrotu od książki w stronach sztuk wizualnych, ale z drugiej strony też nie mamy na to wpływu. Jak zachęcić? Że to jest tak oczywiste, że jeżeli ktoś nie rozumie, że na czego trzeba czytać, No to ma jakiś problem, ma jakiś problem chyba. Nie wiem, przepraszam. Wydaje mi się, że to jest... To nawet nie chodzi o czy być inteligentnym. Jak się zaczyna czytać, to się nie wie, kim się będzie. Ale chce się czytać. Nauczy się czytać trzech muszkieterów, bo to jest inne życie, to jest inny świat. Chce się czytać. Mi się wydaje, że normalnie chce się czytać. To dużo zależy też od rodziców. No ale dobrze, że są takie akcje, że Mrożek czyta Mrożka. Wtedy można poznać tego, kto to napisał.
[05:13.89 → 05:35.54] A: Janusz, jaki jest powód, dla którego Czytasz, ty to właściwie głównie czytasz. Tak naprawdę przygotowywanie spektaklu i Twoje życie to jest jedno wielkie czytanie. Kiedy spektakl wychodzi już na świat, zostaje urodzony, to ty znowu zaczynasz czytać, bo już się przygotowujesz do kolejnej realizacji. Twoje życie to czytanie w gruncie rzeczy.
[05:36.62 → 08:04.16] C: No tak się złożyło, bo rzeczywiście czytam dla teatru i jakby, nie wiem, chyba, chyba potrafię to robić, znaczy wyczytywać z tekstów literackich, Teatr, ale to jest już jakby, no to wynika z czegoś, ale tak naprawdę myślę sobie, że ten kto czyta, to szczęśliwszy jest chyba i że to jest jakaś strategia na życie też. Ostatnio przeczytałem wybitnego takiego literaturoznawcy Roberta Calasso. On, może Państwo go pamiętacie, z takiej czarnej serii, gdzie pisał zaślubiny Kadmosa z Harmonią. To jest wybitny Włoch, który pisze o bogach greckich tak, że Aninayote nie ma, że tak powiem, wątpliwości, że oni istnieją. On absolutnie wierzy w ten świat. I on w takiej książce literatura o bogowie i bogowie powiedział coś takiego, że czytanie to jest najpotężniejszy teatr wyobraźni. I gdybyśmy umieli w ogóle zrobić taki teatr, to jest niedościgły teatr, prawda, że to jest właściwie tak nas gdzieś prowadzić do takiego wielkiego teatru wyobraźni, do jakichś, on mówi, jaskin, gdzie tam zamieszkiwują bogowie. To jest potężna wyobraźnia i myślę, że hodować tą wyobraźnię to też jest jakby coś rodzaju terapii jakiejś takiej, że jest tam lepiej. Proszę sobie wyobrazić, że Jak człowieka jedna z największych takich rzeczy dopada jak nuda, prawda? Mnisi mówili, że to jest acedia, czyli takie zwątpienie. To jak się sięga po książkę i jak się ma taką pewną umiejętność życia, to zaczynamy żyć. Ja myślę, że to jest oczywiście... Ja też tak jak podobnie jak pan, Nie mam czegoś takiego, że to jest jakieś poczucie wyższości, że ten kto czyta to jest lepszy. Nie, tylko wydaje mi się, że czytanie może być jakąś strategią na nudę życia, na jakąś rozpad życia też. I że mało tego, jeżeli pozwolicie już za chwilę, nie będę tak zabierał głosu dużo, Ja kompletnie różnię się tym, że ja wierzę, że w arcydziełach literackich, w dobrych książkach jest jakiś skroplony zapis życia. I ja kompletnie nie traktuję tego jako fikcji, że to jest jakiś pewien kod, który my musimy złamać. I dlatego uważam, że to jest też jakaś nasza taka mała, maleńka, maleńki krok do jakiejś tajemnicy, prawda? To znaczy nigdy tego nie rozwikłamy, ale to jest jakieś przeżycie, proces, który jest chyba istotnie ważny.
[08:04.34 → 08:27.76] A: A czy w związku z tym, co teraz mówisz, czy to znaczy, że Panowie myślą, że pisarze wiedzą więcej, że kiedy się czyta, to można tę rzeczywistość rzeczywiście bardziej poznać? Czy to jest gatunek wybrany? Czy kiedy się czyta, to rzeczywiście wchodzi się w świat, do którego wejść by się nie mogło, gdyby nie książka?
[08:29.44 → 09:52.64] B: Na pewno wiedzą więcej, lepiej pisarze. Nie każdy kto pisze jest pisarzem, znaczy piszącym, ale nie jest pisarzem. Tak, ja zgadzam się z tym, co pan Janusz powiedział, że to jest rzeczywiście coś, tak jakoś syntetyzuje się kawałek świata w dobrych książkach życia i to jest, i to się, i najczęściej dobre książki są emanacją czegoś, co się wydarzyło, ale po to jest pisarz, żeby z tego stworzył coś, nową jakość. I chyba to nas fascynuje I jakoś ja podświadomie odróżniam książki, które są napisane na podstawie długich czy jakichś rzetelnych przygotowań do tematu, niż coś takiego, że pisarz pisze na przykład o swoim talencie, co nie zawsze jest ciekawe. A są takie książki, gdzie bardzo dużo jest, które się jakby zamieniają w dygresję, dygresji, natomiast nie opowiada żadnej historii w sensie ludzkiej, bo tylko to mnie interesuje jako czytelnika, że poznam bardziej człowieka, czyli siebie w jakimś sensie, świat, To mnie interesuje, natomiast mówię, opowiadanie o swoim talencie, czy to jest książka, czy to jest film, zawsze jest ryzykowne, bo ten talent bywa różny, a życie i świat i człowiek jest ciekawe nieskończenie i trzeba umieć wybierać takie fragmenty, żeby nas czytelników zainteresowało, bo ja się czuję czytelnikiem przede wszystkim.
[09:53.70 → 10:25.77] A: Wierzysz Janusz? Wróćmy do tego pytania, że czytając Dostojewskiego, Ty każesz czytać Dostajewskiego od początku, jak pisałeś te 22 tezy do rozważenia przed laty, to był chyba 1979 rok, to już w punkcie czwartym kazałeś czytać Dostajewskiego i nie tylko. Wierzysz, że kiedy się ich czyta, mówię ich, bo tam był jeszcze Kamiń, tam był jeszcze Miłosz, Miłosz zresztą jest wspólny, zdaje się, obu panom, fascynacja, że kiedy się ich czyta, to oni wiedzą więcej,
[10:25.87 → 12:39.50] C: poprowadzą, Jeżeli nie ufacie Państwu mnie, to tu się podeprę, jeśli chodzi o Dostojskiego. Kiedy pracowałem przy braciach, czytałem bardzo dużo Nowosielskiego. I on miał w ogóle specyficzny stosunek do tego, bo on uważał, że czytanie Dostojskiego to jest spowiedź. On był zresztą wybitnym też teologiem prawosławnym. I to jest, myślę sobie tak, przypominam sobie takie chwile, Jak pamiętam, jak Proust opisywał, jak w poszukiwaniu straconego czasu pisał i on oczywiście ten pokój korkiem, prawda, wyłożył coś takiego, żeby mieć absolutny, jakiś taki laboratoryjny wręcz taką przestrzeń do stworzenia życia. Myślę, że to było w tym jakaś taka rywalizacja z gestem Boga, to znaczy, że on stworzy świat do końca, że tak powiem pełny jego, ale jak mu brakowało jakiegoś gwary jakieś, to biegł o pierwszej w nocy gdzieś do jakiejś gospody i słuchał, i żeby to zapisać. Oczywiście zawsze przegrywamy z życiem, bo życie jest wielowątkowe i nigdy. Ale to bezczelny taki gest artysty, który chce, że tak powiem, rywalizować z gestem stwórcy. Oczywiście tu mówię tak jakby poza wszelkimi religiami, tylko takim, jeżeli wierzymy, że jest taki gest stwórcy stwarzania świata. I tu głęboko wierzę, że Na przykład, że przeczytanie głębokie Dostojewskiego coś, coś, znaczy nie to, że wiemy, ale może, że zawahamy się, żeby wiedzieć tak naprawdę, bo wydaje mi się, że Dostojewski między innymi uczy tego, żebyśmy nie oceniali, że te postacie, które są tak fantastycznie wyposażone w różne kwestie i tak naprawdę nie wiemy, czy stary to jest Kanalia, czy Sokrates. I to jest najpiękniejsze, że w dobrej literaturze to ona jest jakby tak mówiąc po niczańsku poza dobrem i złem. I że tak naprawdę my musimy jakby zawiesić sąd nad światem, nad postacią, bo tak jest uwikłany ona w spory. I to jest piękne, ale to ciągle mówimy chyba o tych najważniejszych książkach, prawda? To znaczy...
[12:39.50 → 12:41.14] B: No, je też trzeba czytać.
[12:42.26 → 12:51.99] A: Tak naprawdę to podobno najważniejsze jest to, żeby na książkę, a wtedy staje się najważniejsza, potrafić właściwą książkę we właściwym momencie życia.
[12:52.67 → 13:06.85] C: Ale jeszcze tak chciałem powiedzieć, żeby tak troszkę jakby odwrócić sytuację, żeby to nie było tak, że to arcydzieła, taki parnasizm, ale pamiętajmy też o strategii Gombrowicza, który uwielbiał czytać złe książki i on miał, uważał, że stamtąd też jest wielka wiedza.
[13:07.01 → 13:50.24] B: No jest coś. Znaczy analogia jest do złych filmów również. Był taki wielki reżyser Stanley Kubrick, który Został reżyserem dlatego, że oglądał bardzo dużo złych filmów, bo to mu dodawało odwagi. Wiedział, że tak złych filmów nie zrobi. To może też jest dlatego, że Gombrowicz się chciał podbudować. Ale coś w tym jest. Znaczy, ja staram się nie czytać złych książek, jeśli wiem, że to jest zła książka, ale niekoniecznie, nie zawsze się czyta tę najwyższą literaturę, żeby było fajnie. Mówiąc tak kolokwialnie, żeby było fajnie, żeby było żeby przejść przez dzień z czymś. Książki powinny być różne moim zdaniem. Ja czytam różne i eseje, i beletrystykę, i historyczne, i biografie. Po prostu lubię czytać.
[13:50.74 → 13:53.92] A: Bardzo różne też fragmenty wybrał pan na dzisiejsze spotkanie.
[13:54.00 → 13:54.44] B: Bardzo różne.
[13:54.56 → 14:03.68] A: Sięgnijmy do pierwszego z nich. Proszę zdecydować, czy to będzie Gombrowicz, którego nazwisko zostało przed chwilą wywołane, czy też może co innego?
[14:04.16 → 14:06.61] B: Ja mam decydować, co ma być? Ja po kolei chyba.
[14:06.87 → 14:10.30] A: Czyli Gombrowicz, zaczynam od Gombrowicza. Jarosław zanim.
[14:16.59 → 14:19.59] C: Kiedyś
[14:23.45 → 16:17.17] D: miałem taką rozmowę z Naukowską a propos pewnej książki. Ona. Tam jest mnóstwo doskonałych podpatrzeń. rozmaitych smaków, smaczków, jakaś taka, wie Pan, swoista serdeczność, coś specjalnego. Ale w to trzeba wniknąć, przyjrzeć się z bliska, poszukać tego. Ja. Jeśli Pani zacznie przyglądać się temu pudełku zapałek, wydobędzie Pani z niego całe światy. A jeśli Pani będzie się doszukiwać smaków w książkach, na pewno Pani je znajdzie, gdyż powiedziano, szukajcie, a znajdziecie. Krytyk nie powinien szperać, szukać. Niech siedzi z założonymi rękami, czekając aż książka go znajdzie. Talentów nie należy szukać przez mikroskop. Talent sam powinien dać znać o sobie biciem we wszystkie dzwony. Ale ponieważ w okresach, gdy poczucie rzeczywistości ulega osłabieniu, wszystko się automatyzuje, Krytyka polska mechanicznie rzuciła się w pościg za wartościami. I rzecz pewna, przy dobrej woli nietrudno i w Gojawiczyńskiej dopatrzeć się eposu. Bo ostatecznie nawet przeciętność coś jednak wyraża. Aby zerwać z tym wyolbrzymianiem i odzyskać właściwą miarę zjawisk, nic zdrowszego jak oderwać wzrok od utworów i przyjrzeć się autorom. Jestże wielki twórca tej wielkiej powieści. A jeśli on sam nie jest wielki, to w jaki sposób książka może być wielka? Rozpatrzywszy się tak w ludziach ówczesnej prozy, cóż ujrzymy? Że wszystkie te powieści nie urodziły ani jednej osobowości i nikt z nich nie był nawet na miarę Żeromskiego czy Sienkiewicza. Skąd wzięło się w Niepodległej to skarłowacenie ludzi?
[16:26.36 → 17:23.01] A: Ciekawe jakby dziś wyglądał dziennik, ten prawdziwy dziennik Gombrowicza, choćby a propos w związku z tym, o czym ten fragment. Panowie, wrócimy jeszcze do waszego czytania, ale chciałabym teraz zapytać o czytanie tych, z którymi macie bezustanny kontakt przy realizowaniu filmów i przy realizowaniu spektakli teatralnych, bo nie jesteście sami. jest jeszcze po drugiej stronie publiczność i jest jeszcze po waszej stronie aktor. Tak uprośćmy te trzy strony. No i teraz tak, zacznijmy od aktora. Co czytają, kiedy nie grają, powiedział Krzysztof Warga i w podtytule zawarł takie oto słowa, że panuje powszechne przekonanie, iż aktorzy nie czytają niczego innego oprócz scenariuszy, a to nieprawda, pisze Krzysztof Warga. A złośliwi mówią, że rzeczywiście to nieprawda, bo oni nawet scenariusze nie czytają.
[17:23.51 → 17:24.07] B: To jest prawda.
[17:24.35 → 18:46.04] A: Dlatego, że przecież aktor jest do mówienia, a nie do czytania, a scenariusz zawsze im ktoś opowie. I teraz Beata Fudalej, znakomita polska aktorka i wielka miłośniczka słowa, opowiadała kiedyś taką anegdotę, że że ona prowadzi przedmiot piosenka w szkole aktorskiej i na tym przedmiocie piosenka w pewnym momencie wprowadziła obowiązkowe na zaliczenie czytanie na przykład Dostojewskiego. Dlaczego? Dlatego, że stwierdziła, że w ogóle nie może się porozumieć z tymi młodymi ludźmi. Nie mają wspólnego kodu porozumiewania się. Oni nie wiedzą, o czym ona mówi do nich. W związku z tym podobno wysiadła w momencie, w którym zapytana młoda dziewczyna, kto napisał nemek i tepa, powiedziała Edyta Górniak. I wtedy zrobiła czytanie na zaliczenie. No i dostała pewnego dnia taki list, który pozwolę sobie zacytować, fragmencik. Zwracam się z prośbą o przełożenie terminu odpytywania ze znajomości lektury, która wypada na datę dzisiejszą na przedmiocie piosenka z powodu, że wolno czytam. Napisał zupełnie poważnie jej student. No więc to jest moje pytanie do panów. Czy wy robicie castingi na to, kto z aktorów, których zatrudniacie, ma za sobą lektury? Kto czyta, a kto nie czyta? Czy to jest w ogóle do czegoś potrzebne? Czy aktor powinien czytać?
[18:47.20 → 19:44.25] B: Nigdy o tym nie myślałem. Każdy powinien czytać, człowiek powinien czytać. Ale nigdy nie myślałem, obsadzając aktorów, Starałem się nie sprawdzać, co oni czytają, bo to mogłoby wpłynąć na moją opinię o nich. Nie, ja odpisadzam psychofizycznie zazwyczaj ktoś, kto pasuje do roli napisanej i ktoś, kto jest najbardziej w niej siedzi i jest jakby urodzony dla niej, czy powiedzmy jak najbliższy w moim wyobrażeniu. Dlatego nie. Potem w czasie zdjęć czy w przerwie czasem się rozmawiamy o książkach i wtedy niektórzy aktorzy okazuje się, że coś czytali. Ale to nie jest tak, że oni w ogóle nie czytają, tylko może nie mają czasu. Rzeczywiście te próby to zabierają tyle czasu, próby, spektakle. Różnie to bywa. Ale są aktorzy, którzy czytają, jak powiedział pan Krzysztof Warga. Dla mnie to nie ma znaczenia pod warunkiem, że znają tekst scenariusza, który mają grać. Niech ten scenariusz przeczytają, który mają grać. Na ogół to robią.
[19:45.10 → 19:46.39] A: Janusz, dla Ciebie to jest ważne?
[19:47.26 → 21:07.50] C: Ja się tutaj podzielę takim doświadczeniem, bo Państwa może część z Was przychodzi na też taki cykl, który organizuję od wielu lat, jak żyć. I on wyrósł z takiego mojego, powiedzmy sobie może pompatycznie tak powiem, głodu duchowego. I wtedy zapraszałem filozofów i Barbarę Skargę, która już nie żyje, gadacza, Wodzińskiego, Stróżewskiego i oni wskazywali mi teksty, a ja wymyśliłem coś takiego, żeby ludzi skusić na to, żeby na tych filozofów przychodzili aktorów i takich aktorów, którzy są twarzami znanymi, żeby oni czytali. Ale ci filozofowie dawali fragmenty i wtedy zadzwoniłem Pamiętam do Pawła Łysaka, który robi bardzo dużo w radio i on mi wskazywał, kto dobrze czyta, bo jak wiemy, nie każdy aktor, nawet bardzo dobry, dobrze czyta. I wtedy właściwie zaczęła się moja przyjaźń z Adamem Woronowiczem, który wiadomo świetnie czyta, z Adamem Ferencym. i Bonaszewski, i tak dalej, i tak dalej. I pamiętam, że to było fajne jednak, że oni dostawali teksty, to dziwne, bo na przykład Adam im się przyznawał, że w ogóle nic z tego nie rozumie, a świetnie czytał.
[21:07.94 → 21:10.14] B: To jest bardzo, ale nie ma powodu, żeby rozumiał.
[21:10.40 → 23:25.65] C: Tak. I na przykład też opowiadał, pamiętacie, on w drugim programie genialnie czytał Bracia Karamazow. I zresztą została wydana. Ja zadzwoniłem do niego i mówię, genialne to, ja mówię, jak ty się przygotowujesz? On mówi, słuchaj, w ogóle się nie przygotowuję, bo jak przygotowuję się, to źle czytam. Czyli po prostu brał i czytał. No ale to, to właśnie, to jest coś takiego niezwykłego, co mają aktorzy, którzy potrafią czytać bardzo gęsty tekst filozoficzny i my myślimy wszystko, że to jest, że oni wiedzą, a oni nic nie wiedzą o tym. No to jest, to jest taka, taka ich jakby, no zwodniczość, prawda? Różnie jest tak. Nie, to nieprawda. Są aktorzy, którzy naprawdę dużo czytają i nie będę tu mówił z tymi, którzy mam, pracuje i co nie znaczy, że oni są lepszymi, czy oni czerpią, ale są tacy, którzy np. jakieś oglądają mnóstwo albumów i widzę tak jak np. jak oni się przygotowują np. gdzieś często jeżdżę, prawda, ze spektaklami. i jak potem oni mają czas wolny i to widać od razu wtedy, jak oni zagarniają. Jeden na przykład kupuje wszystkie albumy, prawda, i ogląda, ogląda tego mnóstwo, a inny tam, że tak powiem, podczytuje albo słucha, albo, bo są też, proszę Państwa, ja miałem takiego niezwykłego przyjaciela, który czytał wszystkie książki do czterdziestej strony, był dyslektykiem i to wiadomo, do czterdziestej go i potem następną, prawda, brał, ale miał genialny słuch. Na przykład jak ktoś opowiadał, to on tak, w ogóle człowieka prawie połknąć chciał po prostu i to była jego wiedza, znaczy to było jego czytanie, prawda, czytanie człowieka. To też takie jest fajne, że to niekoniecznie właśnie musimy czytać, tak siadać, prawda, i tekst, tylko możemy, to to człowiek mówi, prawda, i on chłonie. Są takie, prawda, mamy już tak mniej, ale są tacy ludzie, którzy genialnie opowiadają, prawda, tacy opowiadacze, czyli że i chcemy ich słuchać w ogóle. Pamiętam, jak Barbara Skarga tu była i ona mówi, że ona Mądrość nie dzieli tych, którzy tam przeczytali, skończyli, tylko na przykład spotykało się czasem na wsi takich ludzi. I to byli mędrcy, czasem z trzema klasami, ale oni tak opowiadali ciekawie o świecie i myślę, że to też tak trzeba o tym pamiętać, żebyśmy ci czytający nie byli tak bardzo też zadufani w sobie.
[23:27.11 → 23:57.60] A: To jeszcze zamknijmy ten trójkąt. Jest publiczność, właśnie jest jeszcze publiczność oprócz aktora. Kiedy w latach siedemdziesiątych Janusz robiłeś spektakle, to ta publiczność znakomicie wiedziała po jednym słowie, o czym ty mówisz. Mieliście ten sam kanon lektur za sobą. Czy panowie liczą na to, że publiczność ma jakiś kanon za sobą? Czy możecie się odwoływać spokojnie do pewnych wzorów, do pewnych lektur, do pewnych symboli? Jak to jest?
[23:59.02 → 26:32.45] B: Publiczność filmowa to jest To jest dosyć młoda publiczność, która na ogół, tak mi mówią zawsze dystrybutorzy, że to wiek 15 czy 28 to się chodzi do kina, a potem już nie. Mówimy o tym głównym trzonie publiczności, więc to jest publiczność różna, która dopiero się zaczyna zabierać za czytanie. Myślę, że dla oglądania filmów jest zupełnie nowa publiczność, dzisiaj się wykształciła audiowizualna, która która dla nich książka to jest dzisiaj teledysk albo kawałek filmu, albo kawałek czegokolwiek, co można obejrzeć i oni rzeczywiście postrzegają więcej szczegółów w takim obrazie niż moje pokolenie, które było jednak książkowe. I dla mnie było słowo ważniejsze zawsze niż obraz, nawet w filmie często. No tu jest trochę inaczej. Jak zaczynałem, to byłem w wieku takiej właśnie publiczności, która wchodziła w życie, a także czytelnicze i miałem łatwe porozumienie, ponieważ nie miałem żadnych kompleksów i robiłem to, co mi zdawało się, że mnie interesuje. Czasami to się okazało, że innych też, ale nie liczyłem na wspólny kanon lektur. Później kiedyś, jak już trochę byłem starszy i zacząłem robić inne trochę filmy i wiem, że jest publiczność, która widzi więcej niż tylko historię, która tam jest opowiedziana i czasem wychwytuje to, co ja tam czasem umieszczam na drugim planie dla swojej przyjemności, nie dlatego, żeby publiczność w tym zwabić, ale wiem, że są tacy, którzy to odszyfrują i to jest to porozumienie duch, duszy czy duchowe, ale jakby to nie jest główna grupa publiczności. Publiczność jednak, nie zapominajmy, że kino powstało jako rozrywka dla analfabetów. Dzisiaj może to niekoniecznie tak jest, ale jest coś gdzieś, Proste musi być i emocjonalne musi być kino, a książka jest raczej myśli i słowa, intelekt. Więc to nie zawsze idzie w parze, ale mam taką nadzieję, że tylko mogę mieć nadzieję, że moja publiczność to jest ta publiczność, która zna te same książki co ja. Chociaż ja staram się dużo czytać, ale mówimy o tych podstawowych rzeczach, które są bagażem, powinny być bagażem każdego człowieka. Nie mówię o intelektualiści czy erudycie, tylko każdego człowieka, który korzysta z kultury, z filmu, nie wiem, z czegokolwiek, dochodzi do teatru. To są ileś tam tych książek jest, które się przeczytało. I ja myślę, że to... Ja mam nadzieję, że taka publiczność istnieje nadal. Mówię o filmowej publiczności.
[26:32.93 → 26:33.37] A: Janusz?
[26:33.95 → 28:46.41] C: No właśnie, bo to pewnie jakoś musimy się do czegoś odwołać. Kiedyś pamiętam Józef Brodski, ten genialny poeta rosyjski, powiedział, że tak naprawdę jak się przychodzi na świat, to tak naprawdę następne pokolenie twórców, nietwórców, ale musi zreinterpretować, prawda? Ale zreinterpretować, można by powiedzieć, jakieś 30 najważniejszych ksiąg europejskich. Tam będzie i Biblia, prawda, i kilka tych arcydzieł, bo jeżeli one są ciągle jeszcze nośne, bo to jakiś mit założycielski jest naszego świata, cywilizacji, prawda? I jeżeli to... Oczywiście to możemy sobie też wyobrazić, że to będzie coraz bardziej uszczuplane. To znaczy, że to będzie jakieś reinterpretowane. Ale tutaj wspominała się Grażyna o tym okresie, to był jakiś taki fascynujący okres sztuczny, pamiętam, kiedy myśmy robili taki teatr, powiedzmy sobie zaangażowany i wtedy pamiętam, jakby korzystaliśmy z bibuły, prawda, czyli z tego drugiego obiegu i wiadomo było, że jak wyszedł w teatrze Człowiek z kanistrem, no to była mała apokalipsa, prawda? I to było, i tu było wszyscy, oczywiście brawa, wszyscy mówili, bo tu byliśmy absolutnie w jednym szeregu. I jak, pamiętam, przetłumaczył Barańczak Mandelstama i myśmy powiedzieli pusty imienia, dajmienia, woronesz po rosyjsku, to wszyscy brawa, prawda? Oczywiście to był rodzaj rzeczy znakomitej, ale potem ona przeciwko nam działała, bo myśmy byli przygotowani, prawda? I to się skończyło. Bo teraz naprawdę nie wiemy, co Państwo czytają, bo może Państwo możecie wszystko czytać też, prawda? Ale wtedy odwoływaliśmy się do takiego poczucia wspólnoty. To był bardzo krótki okres, fascynujący, fajny. Ale dzisiaj, dzisiaj pewnie jest taka jakaś niewiedza. Ja tylko Państwu teraz powiem, pracuję nad nowym przedstawieniem i ponieważ chce się jakby publicznie, znaczy żeby być zrozumianym, jakoś tam próbuję różne inspiracje zdekodować i pomyślałem sobie, że będę robił przypisy, że będę wyświetlał przypisy, ale też chciałbym je umieć wyświetlić w sposób taki artystyczny, to znaczy, kiedyś pamiętam bardzo mocno przeżyłem Tarantino, bękarty wojny i tam takie podpisy były, Herman Borman, prawda?
[28:47.13 → 28:48.15] B: Tak, tak, to były przypisy.
[28:48.37 → 29:12.58] C: I to mi się strasznie podoba po prostu, że chciałbym umieć, na przykład jeżeli będę robił w spektaklu odniesienie do Czarodziejskiej Góry, to napiszę, prawda? Weszła jak Kławdia Szosza, bo tam pamiętacie państwo, zresztą fragment wybrałem, Kławdia Szosza wchodziła i trzaskała drzwiami zawsze w Czarodziejskiej Górze, prawda? I chciałbym, żeby moja bohaterka Jelena tak weszła, ale kto to zdekonspiruje?
[29:12.71 → 29:14.47] B: To więc chcę trochę podpowiedzieć.
[29:14.91 → 29:18.26] A: Jarku, to prosimy cię o ten fragment.
[29:32.48 → 33:54.45] D: Podczas obiadu zdarzyły się dwa wypadki, które zwróciły na siebie uwagę Hansa Kastorpa, o ile pozwalało mu na to jego samopoczucie. Przede wszystkim było to przy rybie. Znowu trzasnęło szklone drzwi. Hans Kastorp drgnął i w przypływie złości powiedział sobie, że tym razem musi koniecznie przyłapać sprawcę. Nie tylko pomyślał, ale nawet powiedział to sobie nieznacznym ruchem wark. Tak ważna była to dla niego sprawa.— Muszę się dowiedzieć— szepnął z przesadną pasją, tak, że nawet miss Robinson i jej nauczycielka spojrzały na niego zdziwione. Odwrócił się przy tym całym ciałem w lewo i wytrzeszczył przekrwione oczy. Przez jadalnię szła jakaś pani, raczej młoda dziewczyna, średniego wzrostu, w białym swetrze i kolorowej spódnicy, z rudobląt warkoczami okalającymi po prostu głowę. Hans Kastorf dojrzał niewiele z jej profilu, prawie nic. Szła cicho, bez szmeru, co dziwnie się nie zgadzało z jej hałaśliwym wejściem. Szła jakby skradając się, zlekka wyciągnąwszy głowę i zmierzała do ostatniego stołu na lewo ustawionego pod kątem prostym do drzwi, które prowadziły na werandę. Był to tak zwany lepszy stół rosyjski. Trzymała przy tym jedną rękę w kieszeni obcisłego swetra, drugą podniosła do góry, żeby poprawić swoje włosy. Hans Kastorp spojrzał na tę rękę. Specjalne znaczenie przywiązywał zawsze do rąk i ilekroć poznawał kogoś nowego, szczególną uwagę zwracał przede wszystkim na tę część ciała. Ręka, która poprawiała włosy, nie była tak wypielęgnowana i delikatna jak ręce pań należących do sfery towarzyskiej młodego Hansa Kastorpa. Dość szeroka, o zbyt krótkich palcach, Miała w sobie coś prymitywnego i dziecinnego, coś z ręki uczennicy. Paznokcie jej na pewno nie znały manikil. Były również, jak u uczennicy, byle jak obcięte nożyczkami, a skóra na bokach jakby trochę postrzępiona. Świadczyła prawie o małym nałogu obgryzania paznokci. Hans Kastorp domyślił się raczej tego wszystkiego niż dojrzał wyraźnie. Odległość była zbyt wielka. Z kinieniem głowy przywitała towarzystwo przy stole i usiadłszy po jego wewnętrznej stronie tyłem do sali obok doktora Krokowskiego, który tam rezydował, odwróciła głowę i przez ramię przelotnie obejrzała publiczność, wciąż jeszcze trzymając rękę przy włosach. Hans Kastorp zdołał wtedy zauważyć, że miała policzkowe i wąskie oczy. Niejasne wspomnienie czegoś i kogoś odezwało się w nim na krótką chwilę. Naturalnie kobieta, pomyślał Hans Kastorp i znowu wyszeptał te słowa tak głośno, że nauczycielka panna Engelhardt zrozumiała je. Chuda starsza panna uśmiechnęła się wzruszona, To jest Madame Chauchat, rzekła. Jest tak nonszalanska, zachwycająca kobieta. Wypieki na twarzy panny Engelhardt wzmocniły się o jeden ton, co zresztą zdarzało się, ilekroć zaczynała coś mówić. Francuska? Zapytał surowo Hans Kastorp. Nie, Rosjanka, odpowiedziała panna Engelhardt. Może jej mąż jest Francuzem lub francuskiego pochodzenia? Nie wiem tego na pewno. Czy to ten tam? spytał Hans Kastorp, ciągle jeszcze rozdrażniony i wskazał na pana z obwisłymi ramionami siedzącego przy lepszym stole rosyjskim. O nie, jej męża tu nie ma, odpowiedziała nauczycielka. Nie było go tu jeszcze i nikt go tu nie zna. Mogłaby przyzwoicie zamykać drzwi, powiedział Hans Kastorp. Zawsze tak nimi trzaska. To przecież nie jest sposób.
[34:02.02 → 34:20.96] A: Państwo nie mieli szansy tego zobaczyć, bo po pierwsze na Januszu Opryńskim nie było pełnego światła tak jak teraz, po drugie siedział trochę daleko, ale myśmy widzieli. Nie wiem czy pan zwrócił uwagę proszę pana, ale on miał wyraźną fizyczną przyjemność w słuchaniu tego.
[34:21.12 → 34:22.02] B: Sam to wybrał.
[34:23.03 → 34:47.43] A: Kiedy byłem świadkiem rozmowy między Januszem Opryńskim a Jarosławem Bzoniem, który z fragmentów zaproponowanych, bo było za dużo, który wybrać, to po prostu jak mu zabieraliśmy poszczególne fragmenty, to go bolało, jakby go przynajmniej, nie wiem, jakby ścierpiał. Janusz, ty masz autentycznie fizyczną przyjemność słuchania słowa literackiego.
[34:47.76 → 35:41.13] C: Ja sobie zdaję sprawę, że to może być nienormalne, ale rzeczywiście ten fragment jakoś... Ja proszę Państwa, bo to się zdarzyło bardzo konkretnie, to znaczy pracuję nad, to się wyjaśni nad Jackiem Dukajem lud, to jest niezwykła narracja też uważam. i mam nadzieję, że jej nie zepsuć. I w pewnym momencie, pamiętam, szukając w sieci różnych takich inspiracji o Dukaju, trafiłem na znakomitą audycję w Tok FM z Dukajem. Kurkiewicz, redaktor, to prowadził. I oni tam zaczęli opowiadać, z czym ta książka też jakby się kojarzy. I tam padła czarodziejska góra, na to powiedział Dukaj bingo, że to jest bardzo inspiracja. Ja potem zacząłem to rzeczywiście widzieć, że są tam różne wątki. I przeczytałem jeszcze raz Czarodziejską Górę, bo Czarodziejską Górę się pewnie czyta no w wieku takim studenckim, prawda, albo...
[35:41.13 → 35:41.65] B: Ja tak czytam.
[35:41.75 → 36:09.12] C: Prawda? I potem z reguły nie wracamy do tych książek, albo się wraca już tak zawodowo lub coś. I też Państwu jakby polecam taki jakby powrót do wieku, że tak powiem, kiedy już więcej wiemy. Ja teraz rok temu pracując nad scenariuszem przeczytałem tą Czarodziejską Górę i rzeczywiście Jakiś popadłem w stan euforii, to znaczy, że to tak wielkie dzieło, które, wydaje mi się, nie ma dobrego filmu. Był, był, był.
[36:09.14 → 36:11.54] B: To nie ma, to im większe dzieło, tym, tym gorszy film zawsze.
[36:11.82 → 37:34.45] C: Prawda, ale to tak naprawdę, to jest ten opis tej, tej takiej chorej piękności rosyjskiej, tak mnie, tak mnie fascynuje, bo książka jest wielka. Przypomnijmy, że ona jest, opisuje gdzieś tak 29 rok i u Dukaja jest podobny czas, 24. I tak naprawdę jest to taka jedna z większych refleksji nad chorą Europą. Tu on sobie taką buduje metaforę sanatorium i zaczynają rozmowy. On jest niezwykle profetyczny, bo tam potem Hans trafia między dwóch fantastycznych, dwie opcje, Nafta, jezuita i Setebrini. Setebrini pisze encyklopedię cierpienia i jakby się dwie osoby walczą o jego duszę. On dojrzewa, dojrzewa. Wtedy w Europie na przykład Rengen się pojawia. ale ten erentgen to nie tylko jako, tylko że zajrzeli do wnętrza człowieka, prawda? On tam, on sobie podaruje, kohardia mu daruje zdjęcie jego, swoich płuc. To jest taki rodzaj, żebyś pamiętał o mnie, to moje wnętrze, oczywiście chore moje wnętrze. I czytałem to w ogóle z wypiekami tak naprawdę, bo chyba więcej mogłem pojąć z tej książki niż jako człowiek młody, chociaż pewnie jako człowiek młody bezczelny, Też niezwykle emocjonalnie traktuje, to jest też wielkie, że te dwa czytania się różnią, ale też... Przepraszam, ja za dużo mówię już.
[37:34.87 → 37:36.37] B: Ale ciekawie, nie, to możemy słuchać tego.
[37:36.67 → 37:37.39] C: Nie, przepraszam.
[37:37.81 → 37:39.57] A: Pan też wraca do książek?
[37:39.89 → 38:27.28] B: Tak jest, ja mam lalkę Prusa, do której wracam. Co kilka lat, co kilka lat. A doszło raz do tego, że przeczytałem całego Prusa. Pomyślałem, no kurcze, nie znam dużo rzeczy. Przeczytałem łącznie z opowiadaniami Emancypantki, Fara, no wszystko, wszystkie powieści, no kronik wszystkich nie przeczytałem, no rzeczywiście, ale, ale to jest wielki pisarz, a, a lalka, odkrywa się za każdym razem coś nowego. To nie, nie, nie jest po co powiedzieć, że przeczytałem lalkę. Zresztą tak samo nie można powiedzieć, że przeczytałem Czarodziejską Górę, bo to, Bo to sama przyjemność w czytaniu jest. Są tacy pisarze, nie jest ich za dużo, gdzie sama przyjemność jest w czytaniu. Nawet można odłożyć ich w jakimś dowolnym momencie i wrócić później i ta przyjemność również z nami wraca. Tak, moim ulubionym pisarzem polskim jest Prus,
[38:27.38 → 38:37.98] C: chociaż to... To jeszcze tylko odpowiem, nie wytrzymam. Że jak analizowałem Dukaja, to między innymi ktoś właśnie tę scenę z lalki, kiedy ten metal...
[38:37.98 → 38:38.72] B: A, metal, tak, tak.
[38:39.12 → 38:41.34] C: To przepiękna, prawda?
[38:41.62 → 38:43.30] B: Ochocki z Ochockiem.
[38:43.32 → 38:45.68] C: Z Ochockiem i ten metal, który tak...
[38:45.68 → 39:04.09] B: I tam jest piękne to pytanie, bo Ochocki też się interesował kiedyś techniką, a Ochocki jest młodszy od niego i pyta, i dlaczego pan przestał? A on mówi, no jakoś tak przestałem. A ile pan miał lat? On mówi tam 32. A to ja jeszcze mam 6 lat, żeby zrobić coś z tym. Piękna rzecz, to jest piękna rzecz.
[39:04.09 → 39:11.05] C: W Lalce taka jest fascynująca scena, tak byłem blisko z tym bohaterem, jak oni myślą, że on nie zna angielskiego.
[39:11.17 → 39:11.39] D: Tak.
[39:11.61 → 39:12.03] C: To prawda?
[39:12.19 → 39:12.79] B: No tak, tak.
[39:12.85 → 39:13.61] C: To jest przepiękne.
[39:13.67 → 39:19.91] B: Mówi pan o tej scenie w pociągu, tak. No tak, wtedy się tak, to nie był taki powszechny język, bardziej francuski.
[39:20.51 → 39:42.55] A: Ta rozmowa Panów, której się wszyscy uważnie z zainteresowaniem przysłuchujemy, trochę wygląda tak jak rozmowa salonowa. Kiedyś takie rozmowy się toczyło. O właśnie, teraz takie czasy, że trzeba za to przepraszać. Kiedy przeciwnie, to bardzo pięknie brzmi. A proszę nas zabrać w stronę hiszpańskiego autora, którego pan na dziś wybrał.
[39:43.07 → 41:33.32] B: Jago Javier Marías. Ja powiem dwa słowa dla trzy. Ja w pewnym momencie życia, już po czterdziestce, zakochałem się w hiszpańskim, w ogóle w Hiszpanii, w hiszpańskim i zacząłem się uczyć tego języka. Akurat tak się zdarzyło, że moim nauczycielem był Meksykanin, który mieszka w Polsce, który zresztą grał w filmie Killerów Dwóch, żeby tak zejść troszkę zniżej z tego Parnasu, i on grał tam pana tłumacza. Jak go poznałem na planie, to potem Fernando się nazywał, a on uczył w szkole też, on uczył w szkole hiszpańskiego i zaczął mnie uczyć. I tak go podpytywałem, a co są pisarze fajni, a on jest na bieżąco z tym hiszpańskojęzycznymi pisarzami i powiedział Javier Marías. I akurat tak się zdarzyło, że wy przetłumaczyli, no bo aż tak wtedy, dzisiaj tak dukam sobie ze słownikiem, próbuję przeczytać książki, czasami się to udaje, hiszpańskie w oryginale, ale wtedy jeszcze nie i jak się natknąłem na tego Mariasa, wcześniej przeczytałem jego ze trzy inne książki, które były tam serce tak białe, jeszcze tam było chyba kilka przetłumaczonych, ale to jutro w czas bitwy o mnie myśl, z którego będzie fragment, po prostu mnie zafascynował, bo to jest taka, po pierwsze to jest piękna literatura, ale budująca jednocześnie obrazy w głowie czytającego i ona jest filmowa, ale podejrzewam, żeby się źle przetłumaczyła na ekran, bo jak już tak mi się wydaje, że im większa książka, tym jest gorzej ją sfilmować, bo wtedy jest, bo wtedy się spłaszcza, pewnie, że trywializuje. Ze słabszych książek można robić superfilmy, natomiast, ale odwrotnie, no dlatego Czarodziejska Góra nie wychodzi, nie poddaje się. Lalka bardziej, bo jest, nie to, że to jest słabsza coś, tylko że jest bardziej historią charakterów i takiego obyczaju realizmu i to jest, a film to realizm. Także tyle tytułem wstępu.
[41:50.54 → 47:43.22] D: Całe szczęście nie było jeszcze rozebrane, w każdym razie nie całkiem, bo byliśmy właśnie w trakcie rozbierania. Ja jej, ona mnie, jak to zazwyczaj się zdarza, kiedy zdarza się po raz pierwszy. Otóż to, podczas owych inauguracyjnych nocy, już to obraz stających pozorami zaskoczenia i niespodzianki, już to udawaniem, że nic nie było zaplanowane i przewidziane, a w każdym razie to, by zachować poczucie własnej przyzwoitości. Później zaś dojść do przekonania, że tak widocznie stać się musiało i w ten sposób wyzbyć się ewentualnych skrupułów. Ludzie, jeśli im w danym momencie odpowiada, wierzą w predestynację i w interwencję czarodziejskich mocy. Jakby wszystkim okropnie zależało na tym, by w odpowiedniej chwili móc powiedzieć, ja tego nie szukałem. Ja tego nie chciałem. Kiedy sprawy kończą się źle lub wprawiają nas w zakłopotanie, albo gdy człowiek poczuje skruchę, czy też okaże się, że wyrządził sobie krzywdę. Ja nie szukałem, ja nie chciałem. Powinienem powiedzieć teraz, gdy wiem, że ona nie żyje i że nie w porę umarła w moich ramionach, prawie mnie nie znając. Nie było mi pisane, choć nie wiem dlaczego, przebywać u jej boku. Nikt mi nie uwierzył, gdybym to opowiedział. Zresztą nieważne, bo to właśnie ja opowiadam i albo się mnie słucha, albo nie i tyle. A jednak i ja to teraz mówię. Nie szukałem tego. Nie chciałem tego. Ona zaś ani tego nie może potwierdzić. Niczego w ogóle nie może potwierdzić, ani nie może zaprzeczyć moim słowom. A ostatnimi jej słowami były. Och mój Boże, a dziecko. Pierwsze zaś, które powiedziała brzmiały nie czuję się dobrze, nie wiem co mi jest. To znaczy pierwsze po przerwaniu tego co zaczęliśmy, bo już byliśmy w jej sypialni i ni to siedzieliśmy, ni to leżeliśmy, ni to ubrani, ni rozebrani. Nagle odsunęła się i położyła mi palec na ustach, jakby nie chciała zbyt gwałtownie przerwać ich całowania, a jednocześnie zastąpić całowanie innym dotykiem, innym czuciem. i odsunęła mnie łagodnie wierzchem, wierzchnią stroną dłoni, by odwrócić się ode mnie plecami i położyć na boku, a kiedy zapytałem, co się dzieje, odpowiedziała właśnie, nie czuję się dobrze, nie wiem, co mi jest. Po raz pierwszy zobaczyłem wówczas jej głowę od tyłu, bo przedtem nigdy jej nie widziałem. Głowę pokrytą nieco nastroszonymi, nieco zmierzwionymi, spoconymi, nieco włosami, a nie było zbyt gorąco. Dziewiętnastowieczny kark, ku któremu opadały drobniusieńkie wyżłobienia i źdźbełka włosów czarnych i sklejonych jak na wpół zakrzepła krew albo błoto, niczym kark kogoś, kto poślizgnął się pod prysznicem, ale zdążył jeszcze zakręcić kran. Wszystko to stało się ogromnie szybko i na nic nie było już czasu. Na nic wzywanie lekarza, bo niby jakiego lekarza o trzeciej nad ranem? Teraz lekarze odmawiają wizyt domowych nawet w biały dzień. Na nic wzywanie sąsiada na pomoc. A któregoż to niby sąsiada? Nie znałem żadnego. Byłem tutaj tylko gościem, a teraz intruzem. Nawet na tej ulicy nigdy przedtem nie zdarzyło mi się być. A w tych okolicach też rzadko i to dawno temu. Na nic dzwonienie do męża. Ja, do męża. Wolne żarty, a zresztą mąż był w podróży, nawet nie znałem jego pełnego imienia i nazwiska. Na nic budzenie dziecka. Po co niby miałbym budzić dziecko, skoro tyle trzeba było mozoł, żeby wreszcie zasnęło. I na nic, gdybym sam podjął się jej ratowania. Poczuła się źle nagle i nieoczekiwanie. Z początku pomyślałem, czy też pomyśleliśmy, że zaszkodziła jej kolacja zbyt często przerywana. Albo tylko ja pomyślałem, że może już zaczęło odczuwać przygnębienie albo wyrzuty sumienia lub strach. Te trzy stany często przebiegają, przybierają postać złego samopoczucia i choroby. Strach, przygnębienie i wyrzuty sumienia. A już szczególnie, gdy te ostatnie pojawiają się jednocześnie z czynem, który owe wyrzuty sumienia wywołuje. Wszystko naraz. Jakieś tak, jakieś nie i jakieś być może. A tymczasem wszystko toczyło się dalej. Już całkiem minęło i nieszczęście, że się nie wie, a tu trzeba działać, bo należy jakąś treścią wypełnić czas, który przynagle i nieustannie mija, w ogóle na nas nie czekając. Jesteśmy wolniejsi. Decydować nie wiedząc, działać nie wiedząc, a jednak przewidując największe i najpowszechniejsze nieszczęście. Przewidując, co później nastąpi. Odebrane zazwyczaj jako mniejsze nieszczęście albo odbierane jako takie przez wszystkich każdego dnia. Można się przyzwyczaić, w sumie nie przywiązujemy do tego zbyt wielkiej wagi. Poczuła się źle, więc nie mam odwagi wymówić jej imienia. Marta, właśnie Marta, TLS na nazwisko, powiedziała, że robi jej się słabo, więc zapytałem, słabo to znaczy co? Kręcić się w głowie? Sama nie wiem. Strasznie mi słabo.
[47:43.64 → 47:44.30] B: Niedobrze mi.
[47:44.76 → 47:47.50] D: W całym ciele mi słabo. Chyba umieram.
[47:51.62 → 48:16.66] A: Powoli poznają państwo odpowiedź na pytanie, dlaczego czytają, co czytają nasi goście. Bardzo bym chciała jeszcze wiedzieć, jak panowie czytają, bo że w językach obcych to już wiemy, że długo I często to też już wiemy. Ale jak panowie czytają? Zaginano ją panowie kartki na przykład? Robią notatki na marginesach?
[48:16.84 → 48:18.66] B: Ja nie zaginam, nie wolno.
[48:19.52 → 48:23.58] A: Nie wolno, to nie wolno, ale czasem trzeba coś zaznaczyć bardzo ważnego.
[48:23.68 → 48:25.00] B: Zakładki, mam zakładki.
[48:25.16 → 48:25.54] A: Jakie?
[48:25.68 → 48:52.43] B: Różne, to znaczy zakładki to może być karta, jakaś zużyty bilet. W każdym razie nie zaginam książek. A na marginesach robię notatki, jeśli to czytam książkę jakąś, która mi jest potrzebna do Na przykład pisałem scenariusza albo... i to są najczęściej niebeletrystyczne książki. To są książki historyczne albo biograficzne, albo jakieś takie... Ale mało tego robię. Raczej wolę przepisywać niż zaznawać. A jeżeli to ołówkiem na pewno, żeby potem zetrzeć.
[48:52.76 → 48:53.88] A: Ale nigdy pan nie ściera.
[48:55.03 → 49:03.36] B: No bo jeszcze ciągle nad tym pracuję. Ale mogę w każdej chwili zetrzeć. Nie wyobrażam sobie, żebym mógł zniszczyć książkę.
[49:03.76 → 49:04.84] A: Janusz?
[49:05.49 → 49:47.60] C: Ja mam takie różne swoje sposoby i sposobiki, to znaczy tak, trochę to powiem, że ściągnąłem na przykład. Kiedyś pamiętam jak rozmawiałem o jakiejś rosyjskiej literaturze z Adamem Michnikiem i on mi tam wyjął książkę i on miał taki zwyczaj fajny, jak książka się kończy, prawda, są takie strony wolne i tam on zapisywał strony i kwestie. Ja to przejąłem troszkę, bo to potem jak chce człowiek coś komuś opowiedzieć, To jest taki, że ma się strony, prawda, i tam rozmowa, to takie coś też robię, ale generalnie to kreślę, cholera. I czasem różne rzeczy. Piszę, piszę, dużo piszę.
[49:48.14 → 49:49.52] A: Dyskutujesz po prostu z autorem.
[49:49.98 → 50:19.30] C: No ja nie wiem, ale to jest barbarzyńskie czasem takie wobec książki, bo potrafię, znaczy mam takie książki, że nie, ale są takie, że dużo piszę i pewnie nie mam takiego świętokradczego stosunku, ale ołówkami, to znaczy mam teraz takie, w ogóle bardzo proszę wszystkich moich znajomych jak wyjeżdżają, to mi przywożą z całego świata ołówki. I to rzeczywiście są obdarowane chojnie, bo mam te... Jak też jestem w świecie, to uwielbiam w muzeach te wszystkie...
[50:19.30 → 50:21.28] B: Ja też, ja też. Tymi ołówkami.
[50:21.47 → 50:22.26] C: Tymi ołówkami.
[50:22.36 → 50:22.84] B: Gumki mają.
[50:22.89 → 50:45.41] C: Gumki, tak. Ostatnio Ania, moja żona, mi dała też piórnik, który przywiozłem Szymonowi jeszcze, mojemu synowi, z takim Oxfordem. I to jest szykowane oczywiście dla naszego wnuka, którego ciągle nie mamy. Ale ja ten piórnik przejąłem. Póki co. Także tam mam też ołówki różne i... I właśnie dużo ołówków i dużo gumek.
[50:45.59 → 51:15.96] A: Ja bym to jednak nazywała dyskutowaniem z książkami i tak sobie myślę, że Platon byłby na przykład bardzo dumny. Tu się proszę nie powstrzymywać, proszę pana, bo on chciał wygnać przecież z państwa tych wszystkich pisarzy i poetów, ale głównym powodem jego niechęci do książek zdaje się było to, że z książką nie można sobie podyskutować, a kiedy się chodzi i rozmawia, to wtedy w najlepsze tkwi, toczy się dyskusja. A biblioteka panów domowa jak wygląda? Jest bardzo staranna?
[51:16.30 → 51:27.04] B: Jest bardzo staranna. Wręcz to zakrawa na manię pewną. Znaczy biblioteka w salonie. Tam są tylko książki w twardych oprawach, te najlepsze.
[51:28.48 → 51:29.68] A: A gdzie są te doczytania?
[51:29.92 → 52:53.62] B: Są te doczytania również. A u mnie mam kilka tysięcy tomów. Ale już mi się nie mieszczą, więc ja robię tak, że oddaję te książki. Oddaję, ponieważ mamy drugie mieszkanie w Sopocie. Tam jest biblioteka publiczna bardzo taka fajna i zanoszę i przewożę z Warszawy do Sopotu pełne pudła książek przeczytanych albo takich, których nie chciałem czytać, a są bardzo w dobrym stanie, więc oddaję tam. Mam mnóstwo książek, a biblioteka to jest bardzo ważny element domu i jest w centralnym punkcie zawsze głównego pomieszczenia domowego. Dla mnie jest to istotne. Lubię nawet patrzeć na książki. Lubię patrzeć na książki w jakichś przypadkowych restauracjach, gdzie te książki są na zasadzie dekoracji. To mnie strasznie interesuje, jakie są książki i czasem nawet się zdarzało, że się pytałem, czy potrzebna wam to książka, bo ja nie mogłem jej nigdzie znaleźć, w żadnym imię na akwariacie. Czy ja mógłbym sobie wziąć? Mówię, nie, nie, bo to jest właściciel, tam właściciel przyjedzie pojutrze. Ale do tego stopnia, że ja zawsze, mi książki fascynują jako przedmioty. I nawet za granicą, nawet w krajach, gdzie nie znam języka, jakby Włoszech, bardzo lubię być w księgarni też. Bo one inaczej pachną i graficznie są bardzo ładne. Lubię przebywać wśród książek rzeczywiście. I to, ale to tak, tyle powiem.
[52:55.00 → 54:42.67] C: U nas są wszędzie, to znaczy rzeczywiście mamy taki specjalny jak się wchodzi do domu to stół taki, na tym stole są po prostu takie nowości, które tam wrzucamy i potem z tego stołu do różnych bibliotek są, bo takie Tutaj jakby ja nie mam w ogóle nic do powiedzenia w sensie wystroju domu, bo za to robi Ania i te biblioteki, które są, to one są za szkłem i w różnych jakby częściach, bo i w sypialni i jest też biblioteka, biblioteka moja i biblioteka Ani i tam one są tak jakby też poukładane, bo tu się różnimy też światopoglądowo czasem i bardzo dużo lektur ani takiej teozofii, które są tam. A ja mam takie też swoje miejsce, takie biurko, które też nie lubię strasznie, jak mi tam ktoś w ogóle pomiesza, bo ja gdzieś tak mam poukładane, że pracuję nad czymś, to muszę takie sobie wszystkie książki, które mi pomagają i muszę mieć je blisko siebie. Nawet jeżeli czasem nie korzystam w ogóle, to muszę je mieć, bo w każdej chwili może mi się coś przydać. Z reguły się czasem przydaje lub nie, ale muszę mieć. Ale i to właśnie np. bardzo często muszę mieć wszystkie te rzeczy biblijne, muszę mieć te wszystkie pieśni nad pieśniami, bo wracam do tych rzeczy takich podstawowych i szukać różnych tam cytatów, bo np. coś przeczytam i z czymś mi się to kojarzy i muszę to sprawdzić od razu. Także to pewnie jest jakiś warsztat. I na przykład doskonale wiem, gdzie każda książka jest. Mimo, że jest ich bardzo dużo, to wiem. To wiem, bo wiem też, bo kiedyś był taki piękny z Janion wywiad i ona...
[54:42.67 → 54:47.61] B: Próbowała nową książkę, bo nie mogła znaleźć. Ona tam była, ale nie wie gdzie.
[54:47.91 → 54:51.77] C: Ale ona też powiedziała bardzo konkretną rzecz, że nie wolno robić podwójnych szeregów.
[54:51.79 → 55:12.59] B: Tu właśnie to chciałem powiedzieć, bo to jest najważniejsze, bo jak się zrobi po dwójny szereg, to tamte książki nie istnieją. To jest koniec. Więc dlatego mi się te książki nie mieszczą, gdyż nie robię po dwójnych szeregów, bo... Ale teraz no tak, co pamiętać, trzeba przeglądać. Nie wszystkie książki trzeba mieć. Tak mi się wydaje. Nie sposób zresztą mieć wszystkich tych książek, które by się chciało. Nie sposób.
[55:12.77 → 55:23.07] C: Ale jest i wiem, że mam przyjaciela, tutaj też przyjeżdża do Państwa Łukasz Drewniak. I on też, on się wynajmuje do układania bibliotek, bo on dziś wyczytał u Umberto Eco.
[55:23.07 → 55:24.09] B: Ja bym mógł też, ja też bym mógł.
[55:24.21 → 55:31.39] C: Tak? Że, że jak trzeba układać, że, że jest jakaś, właśnie jakaś kosmologia z tym wszystkim, że najpierw jest teologia, jest filozofia.
[55:31.41 → 55:33.73] B: Aha, a ja nie, a jak wyglądało?
[55:33.91 → 55:38.71] C: Tak, a właśnie, a moja przyjaciółka w Brukseli, że grzbietami, kolorowo.
[55:38.90 → 56:19.83] B: To też wysokościami musi być porządek i estetycznie to musi wyglądać i nie mogą być na boku. Książka nie może być do góry nogami, to jest oczywiste. Nie może być bokiem. Jak ja widzę film, Szczególnie w polskich filmach tego jest dużo. Widzę bohater jakiś, który gra, intelektualisty i tam z tyłu jest biblioteka. Ja zawsze patrzę na tę bibliotekę i wiem, że to w ostatniej chwili przyleciał rekwizytor i rzucił tak, co tam miał, rzucił książka w prawo, w lewo. Ja po prostu nie wierzę, już nie oglądam tego filmu, nie wierzę, że to jest prawda. To jest dla mnie bardzo ważne. Ja mówię, to jest mania, naprawdę. Ja mam lepiej poukładane książki w domu niż w księgarniach wielu.
[56:20.17 → 57:11.72] C: Ale tak chciałem tutaj Państwu powiedzieć, W Polsce był ten spektakl. Ja być może go kiedyś prowadzę, bo jest taki wybitny reżyser litewskiego pochodzenia na Litwiny, Oskar Skorczunowac. I on ostatnio zrobił burzę i wymyślił sobie fantastycznie, gdzie Prospero jest. To znaczy, że Prospero to jest taki inteligent, taki rosyjski inteligent, który się chowa w swojej bibliotece. I to jest fantastyczne. I on na tą bibliotekę, a burza to jest tak, tak było, że nasłuchiwał Radio Swoboda, czyli po prostu... I to piękna metafora, że ten Prospero jest w swojej bibliotece. Bardzo chciałbym, żeby to przedstawienie w Lublinie kiedyś zagrać. To jest wybitne naprawdę przedstawienie Litwina, Oskara Koszynowasa, którego gościliśmy w Lublinie na festiwalach też.
[57:12.76 → 57:38.02] A: Rozumiecie państwo, książki muszą być równo poukładane, to jest oczywiste. Ja bym chciała wrócić do tego, do sceny filmowej z książkami, jeżeli pan pozwoli. Ale najpierw taka mała uwaga jeszcze niedawno, naprawdę niedawno, myślę, że to akurat dwa lata temu, może nawet półtora roku temu, Wystarczyło przejrzeć magazyny wnętrzarskie, żeby zobaczyć, że tam w ogóle nie ma miejsca na książki, prawda? Zupełnie nie ma takich półek.
[57:38.52 → 58:01.03] B: To są szczególnie polskie magazyny wnętrzarskie, które jakby są projektowane przez projektantów chyba hoteli, no w każdym razie przez przestrzeni bezosobowych, bezosobowych, które mają ładnie wyglądać, ale nie mają do niczego służyć. Ja mam takie wrażenie, bo jak się weźmie już na przykład francuskiego, francuski magazyn taki, czy hiszpański, czy amerykański, To te książki są jednak, to książki są i jest ich dużo.
[58:01.43 → 58:05.73] A: No tak, ale tam się zawsze czytało, tam zawsze były tłumy przed księgami.
[58:05.73 → 58:08.81] B: Nic nie stoi na przeszkodzie, żebyśmy tak doganiali świat.
[58:08.93 → 58:20.23] A: No właśnie, przy tym się przez chwilę zatrzymajmy, dlatego że pojawiła się taka tendencja, jeśli państwo teraz przejrzą magazyny wnętrzarskie, to tam powoli zaczynają pojawiać się miejsca na
[58:20.23 → 58:22.89] B: książki, więc gdzieś... Jeszcze bez książek, ale już są miejsca.
[58:22.89 → 58:45.69] A: Ależ, proszę pana, no nie można mieć wszystkiego naraz, od czegoś trzeba zacząć. W związku z tym robi się jakiś ruch i teraz tak sobie myślę, że na przykład myśmy tutaj przed rokiem bodajże odpytywali polityków, jak mogą wspomóc to, żeby naród czytał więcej. Ja panów chciałam zapytać, jak panowie mogą ewentualnie wspomóc. Zacznę od pana, jeśli pan pozwoli.
[58:45.73 → 58:47.19] B: Jak wspomóc, żeby naród czytał więcej?
[58:47.43 → 59:30.00] A: Tak, dlatego że na przykład tak sobie pomyślałam, że jeżeli pan pozwoli, nie będę oczywiście ani słowa zdradzać z filmu ostatniego, którego premiera za cztery miesiące, Zobaczcie Państwo koniecznie ambasadę. Natomiast jest tam taka scena, sporo jest scen wśród książek, tylko proszę Pana, w tej nienagannej bibliotece wypełnionej książkami równo poukładanymi, grzbiet do grzbietu jak się patrzy, porusza się bohater, którego mamy nie lubić. To jest bohater, który nie chce zmieniać świata. Pan bohatera, który jest leniwy, wkłada między książki.
[59:30.02 → 59:33.12] B: Ale to proszę powiedzieć, że to nie jest jego biblioteka, to jest biblioteka jego stryja.
[59:33.14 → 59:34.04] A: Ale on ją kocha.
[59:34.88 → 59:50.48] B: No nie, a to jest biblioteka jego stryja, który dał bohaterom naszymi, temu właśnie bohaterowi, który nie chce zmieniać świata i jego żonie, żeby pilnowali mu kota przez przez sierpień w Warszawie. To nie jest biblioteka mojego bohatera, mimo że on jest pisarzem.
[59:50.66 → 01:00:02.34] A: Ale widzi pan, przepraszam, bohaterka, cudowna bohaterka, którą uwielbiamy wszyscy od pierwszej sceny, ma w nosie te książki, a on nic tylko w tych książkach. I teraz jaki z tego wniosek?
[01:00:02.42 → 01:00:23.31] B: No, bo świat jest różnorodny, świat jest różnorodny. Nie każdy, bo Państwo nie znają filmu, ale jednym z bohaterów, może z postaci bohaterów, to źle brzmi, jest Adolf Hitler, który też czyta książkę w tym filmie. Czyta Winnetou. Bardzo dobrze.
[01:00:24.23 → 01:00:26.45] A: To jest ten wspólny kod kulturowy.
[01:00:27.87 → 01:00:31.69] B: Tak, to było zdokumentowane, co czytał. Winnetou była jego ulubioną książką.
[01:00:31.79 → 01:00:32.61] C: Ale moją też.
[01:00:32.99 → 01:00:33.65] B: Moją też.
[01:00:34.05 → 01:00:35.09] A: Marek.
[01:00:35.41 → 01:00:37.32] B: Tak,
[01:00:39.89 → 01:00:47.30] A: i w ten sposób wdzięcznie pan się wyłkał z tego pytania. Chodzi mi o to, że pan nie bierze odpowiedzialności za to, jakby pan takiego pozytywnego bohatera.
[01:00:47.61 → 01:00:55.76] B: Ale to nie są jego książki. Tam jego stryja gra Jan Englert i zapewniam panią, on czyta te książki, odkurza je i tak dalej.
[01:00:58.75 → 01:01:13.41] A: tak naprawdę jest pytaniem o to, czy można coś zrobić, bo na przykład tak sobie myślę, że jak będziemy oglądać Lód we wrześniu, twój Janusz, to może sięgniemy po tę Czardziejską Górę, przepis, z której umiejscowiłeś tam.
[01:01:13.75 → 01:04:03.99] C: Ja jestem targany takimi sprzecznościami, to znaczy, bo z jednej strony lubimy utyskiwać, że nie czytają, a okazuje się, że jednak przychodzą ludzie też, żeby też słuchać. Ja pamiętam, Wtedy jeden z moich aktorów mieszkał w Londynie i on mi powiedział taką sytuację, to chyba ze 20 lat temu, kiedy jeszcze były kasety takie. I on mówi tak, słuchaj, coś stało się strasznego? Mówi, no nie, nie strasznego, tylko dobrego. Bo mówi, na pierwszej liście najbardziej słuchających nie były utwory, tylko były nagrywane powieści. I w Londynie. I był taki moment, że naraz tak przejadło się, przejadło się śpiewanie takie mocne, tylko ludzie zaczęli słuchać po prostu narracji. Ja myślę, że to chyba nie zginie w ogóle. I tak my się boimy. Ja oczywiście jak przyniosłem teraz scenariusz Lodu do aktorów, to oni się przerazili. Ten scenariusz ma 200 stron. Oczywiście takich pisanych bardzo rzadko i ja wiem, że on już 50 stron wyrzuciliśmy, bo ja chciałem też, żeby było więcej, żeby oni przeczytali więcej. To jest sposób. I potem też chciałem, żeby jakby tak demokratycznie Czasem, bo na to też mam wpływ różnymi sposobami, ale oni też tną ze mną ten scenariusz, bo ja też ufam im, jak dobry aktor czyta. Jeżeli dużo czyta, to wtedy słyszymy w ogóle, bo tak naprawdę te książki... Aha, bo dzisiaj to mamy dzięki komputerowi takie niezwykle umiejętności, bo na przykład moja taka asystentka Barbara, która pracuje, ona mi tak, panie Januszu, mamy 50 tysięcy słów. A główny bohater mówi, Boże, z czego ja 20 tysięcy mam powiedzieć. Ale ja myślę, że zobaczcie, jest coś takiego niesamowitego, metafizycznego. Mamy te książki w domu i na przykład te 50 tysięcy jakichś uśpionych jest słów. To są uśpione słowa. I w momencie, kiedy Państwo bierzecie tę książkę, no to one żyją. Jest też taki opis, Czytam takiego podróżnika Kolina Tubrona po Syberii, on opowiada o takim przyczółku, gdzie jest 70 stopni, niewyobrażalny, minus 70 stopni, tam gdzie zamarzały słowa. Jest taki szamanin, mówili, że dopiero w czasie odwilży słuchać słowa, bo one są zamarznięte. Ja myślę, że to jest taka metafora... Kryokomora trochę. Kryokomora, tak. Że tak naprawdę te nasze biblioteki, jeżeli mamy, no to są uśpione słowa i w momencie, kiedy Państwo sięgacie do tego, no to one żyją, prawda? I żyją w Państwa teatrze wyobraźni. I tak samo, no nie wiem, no to co próbujemy robić, to pewnie próbujemy dawać te słowa w usta fantastycznych aktorów, bo to oni materializują.
[01:04:04.21 → 01:04:04.77] B: To prawda, to prawda.
[01:04:04.83 → 01:04:11.93] C: Oni materializują te słowa. Ja często się dowiaduję wręcz, kiedy na przykład aktor czyta, ja dopiero rozumiem. To prawda.
[01:04:11.93 → 01:04:47.13] B: Ja nawet swój tekst, co to oczywiście zachowuje wszelkie proporcje, ale ja często piszę swoje scenariusze i bywa tak, że ja dopiero widzę, że to jest dobre, jak aktor to zrobi. To jest ciekawe, ale po to są aktorzy. Mało tego, to co pan Janusz już wcześniej mówił, my bierzemy za dobrą monetę to, co oni mówią. Czasami nam się wydaje, że to są oni, ale oni to się tylko upczą na pamięć, oni tak nie myślą. Często można brać aktora z filmu, że on jest taki super, a on gra taką postać fajną, a prywatnie różnie to bywa. Czasem na odwrót też.
[01:04:48.88 → 01:05:35.23] C: To jest taka, jeżeli tak mnie Pan sprowokował do takiego, jakby ciekawą przestrzenią w teatrze są garderoby i co się dzieje. I to są i na przykład w tych garderobach jakby różnie aktorzy przygotowują się do tego jak mają wyjść. Oczywiście wszyscy mają straszne lęki, ukrywają to, prawda. I ja, jeden z głównych aktorów, którego zawsze, więc robił dowcipy i opowiadał, Na przykład, co ty tam robisz? Ale on robił to już w roli, prawda? Czyli on już mówił absolutnie z akcentami, w emocjach, ale nie mówił tekstu, prawda? Tylko cały czas się wcielał. To taka w ogóle hollywoodzka metoda, prawda? Znaczy Stanisławowska rzeczywiście, żeby z postacią jakby zamknąć się po prostu w pokoju.
[01:05:35.52 → 01:05:37.70] B: Już aktorzy to mają. Nawet na planie.
[01:05:37.92 → 01:05:50.36] C: Nawet na planie. I oni tak naprawdę są takimi fantastycznymi udawaczami i że po prostu, że potem jak my słyszymy te rzeczy, to nieważne czy oni rozumieją, ale oni są tak czasem talentem obdarowani.
[01:05:50.44 → 01:05:51.14] B: To na tym polega.
[01:05:51.36 → 01:06:42.14] C: Że po prostu, że to wszystko rozumiemy. Ja proszę państwa wczoraj byłem na takim spektaklu dziwnym. w domu prywatnym, młody aktor mój Żerański, który grał Aloszę, Państwo pamiętacie, zrobił, słuchajcie, coś rzeczy niemożliwą, zrobił rzecz czytaną Marka Bieńczyka tekst twórki. To jest tak ciężka literatura, ale piękna, ale słuchajcie, i on zaczął czytać to z młodymi aktorami i to wszystko było tak skuteczne, że potem mu nawet podarowałem, żeby on, poradziłem, żeby jakby z tego czytania nigdy nie rzucił tego scenariusza, Taki spektakl, pamiętacie, był doku teatr, który po prostu czytali. Czytali i to był spektakl, fantastyczny, ze scenariuszem. I wyrzyło się w to wszystko do końca, żeby nie... Czyli to czytanie też, z czytania można robić wielki teatr, nie odkładając scenariuszy.
[01:06:42.34 → 01:06:50.72] A: No bo czymże tak naprawdę jest reżyserowanie? Jest czytaniem właśnie, prawdziwie głębokim czytaniem, prawda? Pan też chciał zajrzeć do garderoby.
[01:06:50.98 → 01:07:37.91] B: Ja nie chciałem zagrozić tego w garderobie, ale mam taką anegdotę, że trochę nie na temat książek, ale trochę na temat garderoby, że na przykład na Broadwayu garderoby w tych teatrach to są po prostu dwa, dwie, oni po pierwsze są na stojąco wszystkie garderoby, to są takie boxy jak dla koni, może mniejsze i są podzielone takimi sklejkami i tam jest pulpicik, żeby oni tam sobie coś mogli postawić i to jest wszystko. I jak jakiś polski reżyser przyjechał tam i powiedział, co? Ja mówię, że może garderobam przywrócony do wyściełanych garderobów u nas z fotelami, z wszystkim co może być. A dyrektor teatru na Broadway powiedział mu, mówi, u mnie jest wygodna, jest widownia, bo aktorów to ja mogę mieć wszystkich, a widzów niekoniecznie. To jest, to jest, to tak.
[01:07:38.73 → 01:07:45.11] A: Spróbujmy odmrozić słowo, Jarku, Jarosław Zoń, fragment lodu poprosimy.
[01:07:46.28 → 01:07:49.64] C: Który chcesz? Chcesz na pewno ten o miłości, tak?
[01:07:50.32 → 01:07:51.10] A: Ten o miłości.
[01:07:51.98 → 01:08:04.44] C: To będzie tak w temacie. Nie
[01:08:14.86 → 01:08:43.10] D: wstało się więc. Nie schwyciło się pannę w pół, nie poderwało jej do pocałunku gwałtownego, nie nacisnęło się na jej usta, nie połknęło się jej oddechu gorącego, nie posmakowało się jej śliny cukrem i goździkami przyprawionej, nie objęło się wargami jej wargi miękkiej, spieszchniętej, jej języczka trzepoczącego, kolibra śmigającego od oddechu do policzka, do podniebienia. Nie całowało się panny Jeleny.
[01:08:43.95 → 01:08:44.10] C: Nie.
[01:08:45.14 → 01:09:23.84] D: A i panna nie wczepiła się paznokciami w surdut, kamizelkę i koszulę, nie drapała, nie głaskała po gorsie, szyi, karku, twarzy, po czaszce gładkiej. Nie objęła ciężkiej, rozpalonej polodowymi gorączkami głowy, nie obcałowała jej, chichocząc od sińca do sińca, targając pociesznie za uszy, gdy się wyrwało z jej uścisku niewygodnego, do końca padając na kolana z czołem przyciśniętym do sukni, gładko opiętej na gorsie pod skromnym dekolarz. Nie śmiała się z głębi gardła, przesuwając rozkosznie palcami po ogolonej skórze, łaskocząc nad uszami i wbijając paznokcie pod kość potyliczną.
[01:09:24.82 → 01:09:24.98] B: Nie.
[01:09:26.66 → 01:15:14.31] D: Panna siedzi i patrzy, ani mrugnąwszy oko w oko, milczenie w milczenie i tylko jej oddech staje się powoli coraz płytszy, coraz bardziej rwany. Nie sięgnęło się więc z tych klęczek rąbka sukni panny, nie wślizgnęło się dłonią pod materiał na kostkę szczupłą w jedwabnej pończosze, nie zacisnęło się dłoni na pęcinie napiętej nad podnoszącym trzewiczek angielskim obcasem, na co panna nie szarpnęła za uszy, nie zwróciła ku sobie oblicza w pół opatrunkiem zakrytego, oczy ku oczom szeroko otwartym, pytającym, przelęknionym, rozradowanym. Nie ślizgało się po jedwabiu dłonią zimną wzdłuż łydki drżącej do kolanka i tu nie zatrzymując się na moment, gdy panna nie rozchyliła wark, nie wydała cichego westchnienia, chichotu i ponad kolanko do podwiązkiej granicy jedwabiu, nad którą dłoń nie zeszła na wąski pasaż nagiej skóry uda pani Jeleny. Na co panna nie rzekła ani słowa, nie zamarła w sarnim bezruchu z paluszkami do krwi zagryzionymi. Nie. Panna siedzi, zapatrzona, nie mogąc oderwać oczu. To nie jest pojedynek wstydu, jak między rywalami przygodnymi, kto pierwszy wzrok odwróci. Nikt nie chce wzroku odwracać. Siedzi się w milczeniu dusznym po dwóch stronach ciasnego przedziału na wyciągnięcie ręki jedno od drugiego. zamarźli w momencie poprzedzającym jej wyciągnięcie, zatrzymani na sekundę przed. Nie zna się zasad gry, a się gra. Przecież to noc ostatnia. Być może więcej się panny Jeleny nie zobaczy, a już na pewno nie w owej atmosferze bezgrzesznej tymczasowości ekspresu transsyberyjskiego. Nigdy się już ten Benedykt Gierosławski nie spotka z tą Jeleną Muklanowiczówną. Czy pan nam myśli o tym samym? Najwyraźniej tak. Tu w kraju lodu, gdzie przeczucia bliższe są przeczuciom, fantazję fantazją, prawdy prawdą, tutaj właśnie, tylko tutaj, taka noc. Zawija się ramiona w plec, zakłada się nogę na nogę, zaciska się pięści. Ręka panny Jeleny, ta bezwładna, zniechęcona, krąży ślepo po guzikach koralowych pod gorsem sukni. Nie zerwie się tych guziczków, szarpiąc tkaninę, macując się z fiszbinami pod nią, aż się nie zasapało się i panna nie wybuchła śmiechem perlistym, nie odgarnęła materiału własnoręcznie, luziąc haftki, zsuwając rękawy z ramion, suknię całą z gorsetu. Coraz wolniej i wolniej, by na koniec nie zatrzymać się, nagle zdjęta niepewnością, z ciemnym batystem zmiętym w zaciśniętych piąstkach, spojrzeniem pytającym z jeszcze szerzej otwartych oczu. Szczęście, które się nie przydarza, nie wstrząsnęło wagonem, gdy skład pędził w dół pochyłości. Nie pędził. I nie padło się, straciwszy równowagę razem z panną w suknie zaplątaną na posłanie zaścielone grubo kocami i futrem świeżo czyszczonym. Jelena nie śmiała się znowu w piglarno-przekornym nastroju, nie śmiała się i nie zatchnęła się w czkawce chichotliwej, skoro nie całowało się po kolei wszystkich jej palców i po nagiej ręce wzdłuż, na dekolt, nad halkę białą, do linii czarnej aksamitki z gwiazdą rubinową. Kiedy już Panna prawie tchu nie mogąc chwycić od tych trzpiotek, chichotek, nie złapała za łysą łepetynę i nie poczęła targać w dziecinnej swawoli to za uszy, to za nos, to za brodę, to za skórę policzków zarośniętych, zrywając przy tym opatrunek wcześniej już naderwany, gdy się jak psiak rozochocony nie obśliniało, lodowo białych piersi panny, drobnych, przecinanych różowymi odciskami od gorsetu, nie złapało się między zęby guziczek czerwony piersi lewej, ściśnięty do koralu, do rodzynka, którego się nie rozpuszczało w ustach, dmuchając i huchając, i tocząc językiem wilgotnym w tę i we w tę, na co panna nie chwyciła za poduszkę spodek koców wystającą i nie biła nią w plecy amatora rodzynków, a potem nie przykryła się nią sama, chowając twarzy Nie jestem w stanie przeczytać. I tłumiąc chichoty i jęki. Nie zabrało się następnie do rodzynka drugiego. Nie wróciło się dłonią prawą zimną na jedwab pod kolankiem, jedwab nad kolankiem, jedwabną skórę uda nad jedwabiem. Nie wślizgnęło się palcami zmrożonymi połamanymi pod perkalową bieliznę panny, co pół cała co pół cala znacząc powolną pieszczotę nową linię frontu, która jakby pod panny naskórkiem samymi opuszkami wyczuć próbowało przemieszczania jakiegoś maleńkiego agenta zimy, śliskiej grudki zmarzliny, która wciąż się wymyka i w górę ku większemu ciepłu w ciele dziewuszki płynie. Ale capnąć tę drobinę, zmiażdżyć palcami, Dziewczę od razu roztopi się do reszty w objęciach gorących. Rozpłynie się pod pocałunkiem i pieszczotą niby pąk bitej śmietany.
[01:15:15.55 → 01:15:15.67] B: Nie?
[01:15:17.06 → 01:16:13.31] D: i nie pociągnęła panna ku sobie pod poduchę, nie ścisnęła udami dłoni tropiącej szpiona lodu do samego źródła gorączki, nie sięgnęła drugą ręką spódnicy i halki, zbierając je i podwijając ponad białe podwiązki, nie szeptnęła przy tym w dusznej ciemności pod poduchą pachnącą jaśminem i goździkami słów nieprzyzwoitych z romansów francuskich, na które nie odpowiedziało się innymi słowami francuskimi, na które nie otworzyła nóg, wypuszczając dłoń kaleką, która nie dopadła wreszcie i nie schwyciła na ostatnim przylądku rozpalonej skóry maleńkiego agenta zimy. Między palec i palec delikatnie miękko ze złośliwą czułością myśliwego, na co panna nie zakrzyknęła niemo, zaciskając piąstki, by zaraz potem nie rozluźnić mięśni wszystkich rozpulchnionych w długim, głębokim wdechu, roztopiona.
[01:16:21.37 → 01:16:29.45] A: Nie jest łatwo wejść w prozę Jacka Dukaja. Bardzo Ci dziękujemy, Jarku, Jarosław, Zoń.
[01:16:31.73 → 01:17:38.86] C: To się, to jest właśnie, ja tylko Państwu przepraszam powiem, bo ta książka jest najeżdżona różnymi inspiracjami i żeby było jeszcze, że tak powiem, trudniej i tu przypis jest konieczny chyba w moim spektaklu, bo tego już nikt nie pamięta. W pewnym momencie autor na początku mówi ja, a potem przechodzi na formę się. Pamiętacie państwo heideggerowską się, nawet było takie opowiadanie się z Tahury i to jest egzystencjalne, czyli taka ucieczka w bezosobowość i ucieczka po prostu taką dyktaturę się. I to ma taką swoją w ogóle, chcemy to grać to się. Oczywiście to będzie po skrótach, I proszę, bo tak z tych wyborów fragmentów, wgląda na to, że mamy jakąś obsesję erotyczną, ale zawsze bym chciał jakby robić takie rzeczy, bo to jest ciekawe, ale to jest też trudne szalenie. Ale ta jakby cała ta erotyka, jak państwo zauważa, polega na niespełnieniu, prawda? Ale oczywiście on tak odpowiada, jakby to spełnił. I teraz jak to zrobić? No mamy pewne ślady, znaczy pewne tropy.
[01:17:41.07 → 01:17:60.00] A: To jest bardzo specjalny rodzaj czytania. Takie czytanie tekstu, Janusz, gdybyś zechciał dwa zdania na ten temat powiedzieć, bo premiera Lodu we wrześniu. Nie po raz pierwszy sięgasz po taki tekst, który nie jak się ma do teatru. Jak wyczytać z tekstu. powieści, tekst dla teatru właśnie.
[01:18:00.40 → 01:19:38.20] C: Ja bardzo długo pracuję nad scenariuszem zawsze, to znaczy jest to jakiś rodzaj taki dla mnie procesu pewnego. Tą książkę przeczytałem trzy razy, to 1040 stron, te razy trzy to jest te trzy tysiące ileś tam stron. Przeczytałem wokół też różne rzeczy, ale najpierw po tym pierwszym czytaniu robię takie notatki, potem robię plan bardzo, bardzo mocny plan taki dosłownie, że zaczynam rozumieć i potem próbuję wyjąć z tego W tej narracji to, co mnie interesuje, oczywiście różne przewrotki. Najpierw napisałem do Dukaja. On w ogóle żyje nocą. On pisze non-stop. Napisałem takiego maila, że nazywam się tak i tak i tak, i że chciałbym zrobić adaptację. I on tak tydzień czekałem i on napisał po szybkim Googlu, czytam o panu dobre rzeczy. Zgadzam się. I rzeczywiście I potem jakby buduję taką pewną rzecz przezkreślenia, przez udejmowanie, to znaczy to trwa dość długo, to ma takie też znamiona histerii takiej pewnej, czy to się uda, czy się nie uda, lęków dużych, napięć. No i potem przychodzę do aktorów z jakimś takim dużo większym materiałem i to jest ten moment. Teraz potem czytam, bardzo długo czytam. Jest taki moment pewnie tutaj, pewnie pan już podobnie, bo mnie żona zdrodziła wczoraj, że właśnie jest taki moment, prawda, jak się czyta, że aktor już chce wstać, prawda, ale jak się mocno przeczyta, jak się czyta długo, długo i w pewnym momencie jakby naturalnie jest od stolika, prawda,
[01:19:38.42 → 01:19:44.38] B: że już za długo leci na stolik. Oni wiedzą, aktorzy wiedzą, ale trzeba ich przytrzymać.
[01:19:44.40 → 01:19:48.92] C: Przytrzymać, tak. I taki jest moment, że oni już próbują grać przy tym stoliku, prawda, takie sytuacje.
[01:19:48.92 → 01:19:52.72] B: A to dobry test, tak, trzeba ich trzymać na wodzy, Tak, tak i to
[01:19:52.72 → 01:20:55.51] C: wtedy jest taki moment, że upierać się po prostu, bo oni by bardzo szybko chcieli właśnie już do sytuacyjnych rzeczy, a myślę, że te próby czytane są bardzo głębokie, bo jeżeli to przeczytamy, wyczytamy, no to pewnie głęboko potrafimy... To nie jest w żaden sposób na żaden sukces, bo nie ma nigdy sposobu. Nie ma sposobu, tylko że może to wtedy przybliżymy, że słowo wypowiedziane ze sceny będzie miało jakiś ciężar, prawda? Mało tego, zaczynamy też szukać przeróżnych pokładów tego zdania semantycznego, co to znaczy w ogóle. I potem jakby szukać, bo tak naprawdę to nie o to chodzi, że ty mi zagrasz kogoś, czy zagrasz tego, tylko naprawdę zdekodować tekst, rozgościć się w tekście, jakby to słowo szukać takiego, jak je wypowiedzieć. I dla mnie to naprawdę myślę, że to jest najistotniejsza praca i najbardziej lubię ten etap. Najbardziej lubię ten etap, bo ten etap coś mi przynosi.
[01:20:56.52 → 01:21:05.62] A: Wróćmy na sekundę, bo Państwo może nie wiedzą tego, że rzeczywiście pan Juliusz Machulski długo trzyma przy stoliku aktorów, przy tym ostatnim filmie.
[01:21:05.92 → 01:23:05.22] B: Przy tym ostatnim filmie, bo po pierwsze to byli aktorzy którzy nie mieli za dużo doświadczenia filmowego, więc na pewno chciałbym dodać im otuchy tym faktem, że będą znali tekst, bo żeby już nie walczyli z tekstem, tylko z postaciami i z sytuacją. I to było potrzebne. I myśmy rzeczywiście to wałkowali. To był mój tekst, ale to nie dlatego tak długo myśmy wałkowali. Natomiast wiedziałem, że na planie nigdy nie ma czasu, szczególnie na planie filmowym, i żeby to brzmiało jak coś, co jest wypowiedziane tu i teraz, to oni muszą to wiedzieć o wiele wcześniej i się przygotować i to im daje pewność siebie, zwłaszcza młodym aktorom, którym wiedziałem, że przyjdzie grać z doświadczonymi aktorami w uderzeniu typu Robert Więckiewicz czy Jan Englert, z którymi oni nigdy nie mieli do czynienia, a nie chciałbym, żeby byli się czuli gorszymi. Więc to im rzeczywiście, ta znajomość tekstu, mało tego, część tekstu była po niemiecku, A oni nie znają niemieckiego, więc musieli to wykuć. na małpę, jednocześnie z rytmem niemieckiego języka. Nie wystarczyło tak mówić, jak czasem się mówi na wakacjach w Niemczech, żeby ktoś coś sprzedał, kawę dał albo coś, benzynę zatankował. Tylko musieli mówić szybko, tak jak mówią to Niemcy. Nawet jak powiedzą źle, to można potem ich podłożyć tym rytmem językowym, bo to jest przecież istotne. Wielką wagę przykładam do tego, żeby to było realistyczne. Nawet jak to jest komedia, to to musi być realistyczne, no bo jak jest za dużo... Film nie znosi za dużo konwencji, mi się wydaje. I to w przeciwieństwie do teatru, gdzie konwencja jest czymś naturalnym. Mało tego się szuka, czegoś takiego jak konwencja w teatrze. I to było wyjątkowe. Rzeczywiście, tutaj dużo było tekstu, zresztą mieli dużo tekstu na początku filmu i musieli to opanować, a oni jakby chętnie to robili, bo wiedzieli, że to czemuś ma służyć.
[01:23:06.39 → 01:23:49.19] A: Takie mam pytanie jeszcze do Panów, zanim Państwu oddam głos. Może to zabrzmieć trochę dziwnie, zwłaszcza, że na przykład to pytanie zadam między innymi laureatowi Nagrody Swinarskiego, a ja go za chwilę zapytam, po co on teatr robi. Ale tak, chciałabym zapytać Janusz o to i chciałabym Pana o film zapytać, bo jak tak Państwo słuchają, bo pewnie dałoby się opowiedzieć jeszcze dużo, dużo więcej, to nasi goście czytają bezustannie. Właściwie ich życie kręci się dookoła książek. Właściwie wychodzi trochę na to, że prawie nic innego nie robią, tylko ciągle czytają. Juliusz Machulski jeszcze pisze w dodatku. Dużo pisze i nawet ostatnio czytał w jakimś wywiadzie, że swoją przyszłość to pan raczej widzi w pisaniu.
[01:23:49.57 → 01:23:56.30] B: Patrzę jak coraz trudniej się robi te filmy w Polsce przynajmniej. Coraz mniej pieniędzy jest, więc może, To zobaczymy.
[01:23:57.48 → 01:23:59.32] C: Nie chciał pan teatru robić?
[01:23:59.82 → 01:26:22.02] B: Robiłem, ale to chyba nie jest moja konkurencja, bo to strasznie długo trwa, a ja jestem taki dosyć niecierpliwy, lubię iść od razu. I film to jest od razu, to się wchodzi, już jest. Lepiej, gorzej, ale już jest. To jest mozuł. Ja robiłem wprawdzie farse w teatrze, tym niemniej w powszechnym Warszawie, czego nie widać. I to było szalenie precyzyjne. Musiało być, no bo to farsa. Jak ten zamknie drzwi, to następny musi wyjść. To się nie da jak u Strindberga czy Czechowa zrobić pauzę, bo jak aktor zapomni tekstu, to może zrobić pauzę i to jest wielkie. Potem się okaże, że to wielkie było, a on zapomniał tekstu. A tu nie ma pauzy. Musi znać, a aktorzy jak się... Dla mnie to był szok, bo okazało mi się, że... że w aktorzy w teatrze nie znają tekstu do premiery. Prawie, że. Prawie, że. Ja potem powiedziałem, słuchajcie, nie nauczycie się, to ja nie będę świecił oczami, bo ja to jestem na zasadzie raz zrobię i już więcej mnie nie zobaczycie, natomiast wy będziecie musieli tam wyjść, to będziecie mówić. No i tak się też stało rzeczywiście. A ja byłem przekonany, że się, że uczą się, ja bym wolał, żeby aktorzy od pierwszej próby znali tekst nam na biało, ale żeby znali go, bo łatwiej się wtedy pracuje. To mi zresztą opowiadał Jerzy Stuhr, Jak pracował we Włoszech i jak Harold Pinter reżyserował swoją sztukę, to wymagał, żeby na pierwszą próbę mieli znajomość tekstu. U nas to jest, nie wiem, pan Janusz pewnie ma inny teatr, więc ma inne doświadczenia, lepsze, ale ja byłem zaszokowany, myśląc, że to jest matecznik, że to jest sztuka, teatr, jak zwał tak zwał, farsa, nie farsa. Są aktorzy, a okazuje się, że oni są tak samo nieprzygotowani, jak czasem przychodzą do filmu, tylko w filmie zwalają to na teatr, że nie mają czasu, bo próba. A tutaj mi się zwalniali do filmu, bo mówię, nie będzie przez trzy próby, bo ja mam bardzo ciekawy spektakl w Wieliczce w kopalni. No, więc troszkę moje, trochę łuski mi spadły z oczu, jak to się mówi, ale nie dlatego nie chcę. Nie, ja się, ja, ja, po pierwsze tam jest kurz, a ja się, ja mam, ja mam kłopoty z tym, z kurzem, nie, nie lubię kurzów. I, i może dlatego, że tam na malarni robiliśmy próby, nie wiem, nie wiem, to jakoś tak się uczuliłem. I chyba to nie jest moja domena. No nie wszyscy muszą robić wszystko. Chociaż ja zacząłem pisać sztuczki takie, teatr w Łodzi powszechny w ramach tego centrum komediowego, pani Ewa Pilawska z Łodzi. Tam grałem i to przyszli kilka sezonów i to się nawet cieszyło powodzeniem. Nawet potem zrobiłem z tego telewizyjne sztuki, ale to jest zupełnie co innego. Ale od razu na wstępie powiedziałem, że nie będę reżyserował tego.
[01:26:22.24 → 01:26:24.60] A: A to pisanie? Może zostajemy przy tym przez chwilę?
[01:26:24.62 → 01:26:47.18] B: A pisanie, jak mam jakiś pomysł, no to go przekuję wtedy może w... Tylko ja piszę takie lekkie rzeczy. To nie jest wielka literatura dramatyczna. To jest raczej odpowiednik anglosaskich, takich w dobrym stylu fars czy takich komedii, powiedzmy sobie, obyczajowych na scenę. Czego jest głód? Na pewno wśród widzów. Może i wśród aktorów, nie wiem tego, ale na pewno wśród widzów.
[01:26:47.56 → 01:26:57.09] C: Na pewno jest głód, bo ja to pytanie zadałem specjalnie, dlatego że Jak powiedziałem na próbie, że jadę na spotkanie, gdzie będę miał zaszczyt razem z panem Juliuszem Machulskim.
[01:26:57.33 → 01:26:59.31] B: Ja będę miał zaszczyt. Ja powiedziałem swoim widzom.
[01:26:59.47 → 01:27:13.29] C: I aktorzy powiedzieli mi tak, że Boże, dlaczego on w teatrze nie robi? On jest dobry taki reżyser. I ja chciałem też powiedzieć, że to jest piekielnie trudny gatunek farsa. I tak naprawdę to, bo to wymaga takiej precyzji też, że to jest warsztat
[01:27:13.29 → 01:27:19.43] B: naprawdę bardzo... I od aktorów przede wszystkim, bo to jest najwyższej jakości kunszt aktorski.
[01:27:19.55 → 01:27:58.14] C: Ale chciałem też powiedzieć a propos tego, żeby już nie zanudzając, ale o tych pamięciowych rzeczach, bo to są całe legendy chodzą. Mnie tutaj opowiadano, bo ja mam aktorów, którzy pracowali z Grzegorzeskim i był taki, nie będę wymieniał nazw, bo to jest nieładne, ale właśnie tam jeden z aktorów w ogóle w czasie spektaklu operetki W ogóle został takiego po lekach, że... że zapomniał tekstu w ogóle. I to jest w czasie spektaklu i miał w dialogu z kobietą, z aktorką, nie będę też mówił nazwiska, ale ona po prostu znała jego kwestie i ona mówiła i odpowiadała sobie, a on szedł i odpowiadała. I na to poszedł Grzegorzewski i mówił wspaniale.
[01:27:58.42 → 01:27:59.52] B: Widzowie nie zauważyli nawet.
[01:27:59.54 → 01:29:14.12] C: Tak mówi, zostawiamy, tak zostawiamy, że już nie będzie w ogóle mówił. Ale to są też takie, że na przykład starszej generacji, to wiem, to już mogę powiedzieć, Gajos ma taką okrutną jakby rzecz, że na przykład jeżeli aktor gra z nim i na przykład nie zna roli, a on zna absolutnie kwestię, to on sobie odpowiada. To on sobie od razu odpowiada, nie czeka, po prostu jak ktoś mu nie odpowie w tempo, no i wtedy ten drugi aktor jest po prostu tak po prostu już oszołomiony, że już na drugi spektakl nie zrobi, że po prostu absolutnie rzeczywiście jest taki. Ja oczywiście jestem trochę w tym teatrze tak, że jakby nietypowo, bo ja jestem na każdym spektaklu i ja zrobiłem coś takie jakby, próbuję takie budować etos pracy, to znaczy nigdy nie zagraliśmy Braci Karamazow bez powtórzenia całego tekstu. I to jest po prostu absolutnie, ja to jakby upieram się przy tym, to były awantury straszne. Oczywiście jak graliśmy tam jeden po drugim, to nie już, ale pierwszy, to było absolutnie, ja musiałem wysłuchać. Ja mówię, to jest twoje narzędzie, ty się nie możesz mylić w tym po prostu. I to były takie sytuacje na początku, a że były takie prześmiewcze sytuacje, ja wiem, tam za plecami czułem, a potem to było dziękowanie, także.
[01:29:14.47 → 01:29:19.65] A: Narzędzie powiedziałeś, a to przypadkiem nie jest tak, że teatr dla Ciebie w ogóle jest narzędziem do interpretowania literatury?
[01:29:20.69 → 01:30:25.75] C: Ja powiem coś takiego, co może zabrzeć. Ja nie lubię teatru. Ja teatru używam tak naprawdę, bo ja nie jestem takim typowym zwierzęciem teatralnym, że muszę żyć, bo reżyserować. Nie. Ja się jako tako przyuczyłem do tego i tak naprawdę ja używam go. Powiem tak, że czytanie jest pierwszą dla mnie absolutnie fascynacją. czytanie, po prostu takie czytanie aktywne i to jest, to mogę powiedzieć, że chyba potrafię to czytać i że miałem fantastycznych jakby opiekunów, którzy mnie wdrażali, spotkałem ludzi fantastycznych, którzy po drodze mi tłumaczyli, fantastycznych, puzyna. Miałem wielkie rozmowy z Janem Kotem w Santa Monica i to jest teatr największy po prostu, kiedy się spotyka takich mędrców, a teatr jakby jako, kiedy już naprawdę jakby odważę się na pewną narrację, To jakby próbuję tego środku używać, ale nie jestem człowiekiem, który jakby mogę sobie wyobrazić, że nie muszę reżyserować, a nie wyobraziłbym sobie chyba, że nie potrafię czytać.
[01:30:28.77 → 01:30:38.09] A: Panie panowie, zapraszam. Juliusz Machulski, Janusz Opryński. Tu jest mikrofon, gdyby państwo zechcieli po niego sięgać przed zadaniem pytania.
[01:30:42.98 → 01:31:15.04] E: Ja chciałam przyłączyć się do głosów, że Czarodziejska Góra to bardzo dobra książka. Trudna, ale naprawdę dobra. I to była, jak deklarował, ulubiona książka prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jak został on prezydentem, to jej fragmenty można było usłyszeć w radiach, ale dzisiaj zakupiłam książkę, Kuba i inni twarze i maski popkultury, bo interesuje mnie właśnie nie tylko kultura wysoka, ale też fenomen, zjawisk popkultury. Tak tylko chciałam się podzielić z tym, co lubię czytać.
[01:31:15.18 → 01:31:27.00] A: Dziękujemy bardzo. Może ktoś z Państwa chciałby zapytać o którąś z lektur, o którą ja nie pytałam. Tam z tyłu Pani, tak? Gdyby Pani chciała poczekać.
[01:31:27.00 → 01:31:27.78] B: W ostatnim rzędzie.
[01:31:37.94 → 01:32:51.21] F: Ja uwielbiam teatr. Kiedyś, to już przeszło 30 lat, pan Machulski Jan reżyserował w Zamościu Otello. To było wspaniałe przeżycie. To było wspaniałe przeżycie. W ogóle państwo Machulscy byli wspaniali. I pani Halina i pan Jan. W Lublinie mamy właśnie chyba szczęście do dobrych aktorów, bo nawet teraz chodząc do teatru, no oczywiście nie na każdą sztukę, ale i młodzież gra wspaniale. Także jestem zachwycona. Pozdrawiam pana serdecznie jako syna wspaniałej pary wspaniałych aktorów. I życzę Panu właśnie, żeby Pan miał wspaniałe osiągnięcia, chociaż ma Pan, bo filmy są też bardzo dobrze zrobione, wyreżyserowane. Także jestem bardzo wdzięczna Państwu, wszystkim Machulskim.
[01:32:51.39 → 01:32:55.23] B: Ci, co żyją i co nie żyją. W imieniu nielicznej już rodziny, ale dziękuję bardzo.
[01:32:56.25 → 01:32:56.89] A: Bardzo dziękujemy.
[01:32:57.93 → 01:32:59.99] B: No bo mama została z tego grona kultury.
[01:33:01.01 → 01:33:04.89] F: No właśnie, to proszę pozdrowić Panią Halinę.
[01:33:04.99 → 01:33:08.15] B: Bardzo Pani dziękujemy.
[01:33:08.41 → 01:33:13.23] A: Czy ktoś z Państwa jeszcze z pytaniem, refleksją, pozdrowieniami?
[01:33:13.37 → 01:34:36.54] E: Pytanie też, ale najpierw komentarze. Zupełnie zgadzam się z wypowiedziami Panów. o uczuciach i czym są dla nas książki i właśnie pójście do biblioteki czy do księgarni i bycie wśród książek, to jest wspaniałe uczucie i sama ta antycypacja, że weźmiemy książkę z biblioteki, a książka dla mnie to jest przyjaciel i spędzimy z nią kilka godzin czy kilka dni, a z księgarni, że zamieszka razem z nami w naszym domu, to jest w ogóle coś wspaniałego. I pytanie mam, czy zdarzyło się panom kiedyś zagłębić przez jakiś dłuższy czas w jakiejś grupie pisarzy czy tematyce? Ja na przykład parę lat temu bardzo niewiele widziałam o pisarzach Ameryki Łacińskiej i postanowiłam przez pół roku tylko czytać tych pisarzy. Przeczytałam kilkunastu, jedną książkę po drugiej. Najbardziej znane to wiadomo Garcia Marquez, Losa i tak dalej. Bardzo mi się ich twórczość podobała i dzięki tym książkom miałam jakieś wyobrażenie o tych krajach, o tym kontynencie, ale dzięki tym książkom ujrzałam zupełnie inne oblicze tej kultury, tego kontynentu, no i poszczególnych krajów, bo to kilku było, to jest z Argentyny i z Brazylii i tak dalej.
[01:34:37.26 → 01:34:37.56] C: Dziękuję.
[01:34:38.08 → 01:35:46.79] B: Również ten boom literatura południowoamerykańskiego, Iberoamerykańskiej. Rzeczywiście u nas to tłumaczenie tego boomu przypadło na początek lat 70., gdzie ja też miałem szczęście i też kupowałem te książki, wydawnictwo literackie to wydawało i bez wyboru czytałem jedno po drugie, jedno po drugie i tak, że Markeza znałem zanim jeszcze w 100 lat samotności się pojawiło, już znałem jego. Tomik opowiada złą godzinę, pierwszą powieść czy wcześniejszą powieść. Czy tak samo z Vargasem Jossą, też Szczeniaki było wydane chyba wcześniej i Miasto i Psy. Także absolutnie Panią rozumiem, bo to było coś takiego niebywale gorącego, ale nie tylko dlatego, że to modne, tylko to otwierało jakby klapki na zupełnie inne rzeczy, jakby poszerzało pole widzenia i to było coś fantastycznego, że nie tylko są Anglosasi i nie tylko Francuzi czy Rosjanie, Ale też nagle... I to była genialna działalność tego wydawnictwa, że błyskawicznie wręcz zrobili z tego serię i można było to kupować. I ludzie kupowali, tego nie można było dostać, to się dostawało z podlady również często.
[01:35:47.53 → 01:35:47.99] A: Janusz?
[01:35:48.83 → 01:36:12.85] C: No tak, to oczywiście można by takie swoje życie podzielić też na okres fascynacji literackich, że przychodził okres Gomborowicza, Dostojewskiego, Okres słabo mówimy, może nie wszystko da się powiedzieć, ale tak naprawdę pamiętajmy wszyscy też, że my tak naprawdę w świecie jesteśmy naprawdę w pierwszej lidze poezji.
[01:36:13.29 → 01:36:14.69] B: Polacy, tak, Polacy.
[01:36:14.79 → 01:37:57.17] C: To w ogóle uważam, że takich wielkunudów, takich jak Miłosz, Herbert po prostu, Barańczak, to tak naprawdę to nikt, żadna nacja nie miała w XX wieku i oni tak naprawdę nazwali świat dla nas. To jest coś fantastycznego. to my Miłoszem tak naprawdę, no nie wiem, żyliśmy, wiem, że moje takie środowisko, no to po prostu mieliśmy na pamięć mnóstwo tych tekstów, prawda. Już nie powiem, że o Herbercie, którego potem losy też jakoś tak dziwnie, bo go pewne części zanektowały, trochę skłóciły nam po prostu. Ale też proszę pamiętać też, że tak naprawdę moja świadomość, że też muszę dziękować kulturze paryskiej, Giedroyciowi, że właściwie bez niej nie bylibyśmy tacy, jak jesteśmy. Oni nam odkrywali całą Rosję, ale też rozumiem też Pani fascynację taką, że jest taka wycieczka w głąb, w inną kulturę i że wtedy jakby poszerzamy swoje światy, że światów mamy więcej wtedy przez te książki, że rozumiemy, że być może nie zawężamy tego do tego, bo najgorsze, tak jak popadniemy w takie gettowe myślenie, prawda, nasze, ale okazuje się, że proszę, ta Hiszpania jest tak bogata po prostu, tak kolorowa, tak namiętna i że to jest niezwykłe po prostu, że możemy się tam odnaleźć też lub też jakby zazdrościć tak, że na przykład tak samo też jak włoską literaturę, która jest tak fantastyczna. Ja mam taką książkę, której zawsze będę To jest, uważam, jeden z najpiękniejszych książek. Zdaje się, że autor jest tylko jednym autorem. To jest Tommaso di Lampedusa, Grampart. Jedni mówią, że Gepard powinien być, prawda?
[01:37:57.37 → 01:37:57.85] B: A to to samo.
[01:37:58.15 → 01:38:00.77] C: Tak. I teraz Kasprzysiak nowe tłumaczenie zrobił.
[01:38:00.89 → 01:38:01.47] B: Nowe tłumaczenie wyszło, tak.
[01:38:01.63 → 01:38:12.55] C: No to jest fantastyczna książka. To naprawdę, jeżeli Państwo tego nie znacie, to naprawdę proszę, to przeczytajcie i gwarantuję Wam, że to jest najwyższej klasy wzruszenie, najwyższej klasy w ogóle przeżycia. Tak jest.
[01:38:12.81 → 01:38:19.96] B: Tam jest to ważne zdanie, że Wszystko musi się zmienić, żeby wszystko zostało takie samo. Bardzo, bardzo ładna książka.
[01:38:20.60 → 01:38:22.20] C: I film jest piękny też.
[01:38:22.42 → 01:38:27.84] B: To z bardzo młodymi... Z Bartem Lancasterem. Bartem i tam jeszcze... Alain Delon chyba.
[01:38:27.94 → 01:38:30.02] C: Alain Delon, a kobieta to jest Safia...
[01:38:30.02 → 01:38:31.08] B: Cara Cardinale.
[01:38:31.20 → 01:38:34.00] C: Cara Cardinale. Piękny, bardzo młodzi.
[01:38:35.02 → 01:38:35.84] B: Młodzi to piękni.
[01:38:35.96 → 01:38:44.36] A: Bardzo proszę, jeśli państwo mają ochotę wziąć udział w tej salonowej rozmowie, proszę dołączyć.
[01:38:45.03 → 01:38:45.93] B: Możemy zejść niżej.
[01:38:48.77 → 01:38:50.59] A: Salonowa to pięknie brzmi.
[01:38:50.79 → 01:38:54.57] B: Nie, brakuje nam salonowych rozmów, szczególnie w telewizji.
[01:38:58.41 → 01:39:03.67] A: A jeśli nie, to chciała pani zadać pytanie, tak? Bardzo proszę.
[01:39:06.95 → 01:39:48.21] F: Dla mnie na przykład bardzo duże znaczenie ma jak twórcy, na przykład pani Szymborska, czytała swoje wiersze. I jak czytam jej wiersze, a jestem zachwycona, bo wszystkie są przepiękne, głębokie, to widzę właśnie skromną panią Szymborską. Coś fantastycznego. I zresztą też mieliśmy takiego znajomego, który pisał wiersze i też czytał z takim uczuciem, I jak czytam wiersze, to właśnie widzę te osoby. I to tak przybliża bardzo.
[01:39:49.77 → 01:39:55.95] A: Bardzo dziękujemy. Co się ostanie, ustanawiają poeci, to Helder...
[01:39:55.95 → 01:40:02.83] C: Właśnie tak po seksistowsku się zachowałem, nie wymieniłem pani Szymborskiej. Ja powinienem naprawdę wymienić na początku i to bardzo przepraszam za to.
[01:40:04.43 → 01:40:52.16] A: Bardzo... Dziękuję Państwu za to spotkanie. Bardzo dziękuję Panom. Juliusz Machulski, Janusz Opryński. Czytają. Jeszcze słowo, jeżeli państwo pozwolą, to ostatnie spotkanie w tym roku, w tym kwartale, bo na najbliższe zapraszamy państwa do Teatru Starego, we wtorek oczywiście, na osiemnastą oczywiście, za trzy miesiące, 17 września. Do zobaczenia.

Zobacz także