Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Bitwa o kulturę. Kto mieszka w Polsce, ten ma się z czego śmiać / Artur Andrus, Joanna Kołaczkowska/ PJM

Wróć

Rozmowę prowadzi Michał Nogaś.

Rozmowa tłumaczona na polski język migowy Tłumaczenie na polski język migowy

Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną Pętla indukcyjna

Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 01.08.2023 r.

Jedna osoba może pobrać maksymalnie 4 wejściówki na każde spotkanie. Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.

Wydarzenie transmitowane online na stronie (zakładka „Na żywo” oraz na profilu FB Teatru Starego).

 

Co bawi Polaków? Czy istnieje coś takiego jak „polskie poczucie humoru”, a jeśli tak – czy opiera się ono coraz bardziej na śmiechu przez łzy? Gdzie przebiega granica między śmiechem a rechotem? O poczuciu humoru jako pancerzu na rzeczywistość z Joanną Kołaczkowską i Arturem Andrusem porozmawia Michał Nogaś.

Joanna Kołaczkowska – aktorka tekstów kabaretowych. Zaczynała w 1988 r. w kabarecie Drugi Garnitur. Kiedy rok później zespół zakończył działalność, znalazła się w składzie reaktywowanego kabaretu Potem. Grała w nim przez dziesięć lat aż do jego rozwiązania. Od 2002 r. razem z Dariuszem Kamysem, Tomaszem Majerem i Łukaszem Pietschem współtworzy kabaret Hrabi.

Artur Andrus – dziennikarz, poeta, autor tekstów piosenek, artysta kabaretowy co jakiś czas konferansjer różnych imprez kabaretowych, do listopada 2017 r. redaktor trójkowej “Akademii rozrywki”. Od lipca 2018 r. współpracuje z Radiem RMF Classic, prezentując swoje autorskie audycje: „Wakacje z Andrusem” i „NieDoMÓwienia, czyli rozmowy niezobowiązujące Artura Andrusa”. Od czerwca 2023 wraz z Filipem Jaślarem na antenie Radia 357 prowadzi audycję satyryczną „Dom wypoczynkowy Czarna Helena”.

 

#opisujemy
Dwa zdjęcia obok siebie. Na zdjęciu po lewej uśmiechnięta kobieta w ujęciu popiersiowym z półprofilu. Ma dopasowaną, jasną bluzkę z długimi rękawami, zapinaną na zamek. Ma długie, ciemne, rozpuszczone włosy wystające spod jasnobrązowego kaszkietu z daszkiem. Tło ciemne. Po prawej zdjęcie popiersiowe siwowłosego mężczyzny w okularach. Jest ubrany w białą koszulę z czarną muchą pod szyją i granatową marynarkę z czarnym kołnierzem. Tło po lewej jest bordowe we wzorki, po prawej błękitne, jednolite.

 

Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” na antenie Radia Lublin w każdą niedzielę między 7:00 a 11:00.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:04.52 → 01:47.28] A: Dobry wieczór. Właśnie po to wyszedłem sam, żeby chociaż raz brawa były dla mnie dzisiaj. Chciałem powiedzieć, że nasze dzisiejsze spotkanie nosi tytuł, kto mieszka w Polsce, ten ma się z czegoś miać. I jest oczywiście parafrazą tekstu z jednego z dzieł Doroty Masłowskiej, kto mieszka w Polsce, ten się w cyrku nie śmieje. Ale okazało się, że na temat cyrku i mieszkania powstała praca naukowa na Uniwersytecie Wrocławskim. Dokopałem się do niej w sieci i autor podaje tam też inny cytat. Kto w Lublinie mieszka, ten się w cyrku nie śmieje. Jeżeli ktoś spośród państwa wie, o co chodzi w tym cytacie, to oczywiście bardzo chętnie pod koniec spotkania dowiemy się, żeby była jakaś lokalna puenta. Proszę państwa, dzisiaj w ramach bitwy o literaturę nie będziemy rozmawiać o żadnej konkretnej książce, Chociaż przynajmniej jedna z osób występujących na scenie ma w swoim dorobku dzieła, które do literatury można zaliczyć. Drugiej nie pamiętam, zaraz się upewnimy. Dobrze, więc będę wywoływał ich w kolejności alfabetycznej, żeby najlepsze zostawić na koniec. Dlatego najpierw zapraszam na scenę Artura Andrusa. który jak państwo widzą reprezentuje styl sanocko-warszawski, gdy chodzi o ubiór. Ma poszedkę, buty. Powiedział, że on się bardzo lubi przebierać, zwłaszcza gdy jest w pracy.
[01:48.22 → 01:57.78] B: Nie, że się lubi, ale czuję, że ma taki obowiązek, że jak wychodzi na scenę, to ubiera wszystko, co ma najdroższego. Nie rozumiem tych śmiechów.
[01:57.78 → 02:02.88] A: Zobacz, państwo dokładnie podążyli tą samą drogą, też ubrali najlepsze rzeczy, żeby się z tobą spotkać.
[02:02.90 → 02:06.64] B: No i tak się okazuje szacunek publiczności i szacunek artyście.
[02:06.76 → 02:37.83] A: I teraz proszę, żebyś jeszcze nie siadał, albowiem dołączy do nas gwiazda scen wszelakich, piosenkarka, wokalistka, to nie to samo, osoba, która na scenie potrafi wygrać pretensje jak nikt, tancerka, Lino Skoczkini i po prostu... Bungie Skoczkini. Nieskończony powód do radości. Joanna Kołaczkowska.
[02:42.87 → 02:51.27] C: Dobry wieczór. Dzień dobry. Nie, bo to o 19.00 się mówi dobry wieczór.
[02:51.35 → 02:52.05] A: A skąd to wiesz?
[02:52.39 → 03:04.29] C: A ja to wiem, gdyż mieliśmy program w Kabarecie Hrabi i Savoir Vivre i dokopaliśmy się do tych informacji, że dopiero od 19.00 dobry wieczór, ale w stosowaniu jest trudniej.
[03:04.65 → 03:07.27] A: A gdy chodzi o twój ubiór, to jaką przyjęłaś taktykę najlepsze?
[03:09.79 → 03:29.62] C: Przyjęłam taką taktykę, żeby też nie za elegancko, ale też nie za skromnie. Wyjęłam sukienkę, w której byłam tylko raz i ją wyprasowałam i to jest dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Buty...
[03:29.62 → 03:31.09] A: Ale poprzedni raz był kiedy?
[03:31.85 → 03:42.94] C: No jakiś miesiąc temu, bo suknię tę kupiłam w tym roku z myślą, żeby to była taka suknia, która wystarczająco zasłoni.
[03:44.79 → 03:46.99] A: Dobrze, przepraszam, ale... Czekasz na wiatr, to zasłoń.
[03:47.53 → 03:48.83] C: To jest modowe spotkanie, modowe.
[03:48.83 → 03:53.51] B: Nie uważasz, że my jesteśmy trochę poniewierani? A pan redaktor może coś powiedzieć na
[03:53.51 → 03:55.87] C: temat twojego... Co o dresach, pan redaktorkowie?
[03:55.97 → 03:58.61] B: Tak, właśnie. Jak już wszyscy, to wszyscy mówią o tym.
[03:58.61 → 03:59.71] A: Koszula z siódmy raz na mnie.
[03:59.99 → 04:00.33] C: Aha.
[04:01.05 → 04:02.81] A: Uprasowana, ale wczoraj, więc się trochę pomiłam.
[04:02.81 → 04:05.75] C: Ale złożona, na samym dole widać krechę złożoności.
[04:06.01 → 04:07.13] A: Nie, to jest taki styl, to jest
[04:07.13 → 04:08.11] B: taka tutaj... To jest złożona.
[04:08.23 → 04:13.19] A: No bo to jest tak zrobione. Nie, nie mam aż takiego brzuszka, bez przesady. Spodnie kupione w sieci.
[04:14.22 → 04:14.72] C: Co siedzi?
[04:15.46 → 04:20.44] A: Spodnie z siedzi, kupione, buty dość nowe.
[04:20.66 → 04:21.36] C: Nie za krótkie?
[04:21.56 → 04:24.94] A: Nie, one takie są właśnie w stylu, nie zachowuj się jak moja mama, dobrze? Bardzo cię proszę.
[04:26.00 → 04:27.30] C: Aha, czyli jest nas więcej.
[04:29.24 → 04:35.98] A: Przypominam ci o komunikacie, który wygłoszyłem w garderobie. I skarpetki takie do półkostki.
[04:36.41 → 04:36.95] C: I co?
[04:37.15 → 04:38.15] B: Do całej nie było?
[04:38.49 → 04:40.89] A: Nie było. Nie mam całych kostek po prostu.
[04:41.01 → 04:47.99] B: Ale słuchajcie, bo my tworzymy jakąś namiastkę konfliktu niepotrzebnie, a mieliśmy miło ten wieczór.
[04:48.03 → 04:52.61] C: Bo to jest spotkanie modowe. Właściwie będziemy opowiadali o tkaninach.
[04:52.69 → 04:57.91] B: Żeby mi ktoś powiedział, że to będzie modowe, to bym nie przyjął zaproszenia, bo się nie znam.
[04:57.93 → 05:00.79] A: A w jakim najdziwniejszym stroju występowałeś kiedykolwiek na scenie?
[05:00.85 → 05:00.99] B: Ja?
[05:01.17 → 05:02.11] A: I czy były to kalesony?
[05:02.29 → 05:49.18] B: Nie, nie były to kalesony, ale występowałem w stroju bociana, bo to taka piosenka była, panie Bocianie, niech pan to zostanie, dokąd to pana tak niesie, ale to, że ja występowałem jako Bocian, to mało ważne, ale udało nam się namówić Andrzeja Poniedzielskiego, żeby wystąpił jako żaba w tym samym utworze. I Andrzej najpierw strasznie kombinował, żeby mógł tyłem wystąpić, żeby ludzie nie widzieli, że to on, a i tak się skończyło dla mnie tragicznie, ponieważ jak wyszliśmy obaj na scenę, publiczność wiadomo jak zareagowała, no głównie na żabę. I ja tak czekam w tym stroju Bociana, żeby coś zacząć wreszcie zrobić, I pierwszy odezwał się Poniedzielski, który tak popatrzył na mnie, ja cały byłem bocianem, od stóp do głów. I tak popatrzył na mnie i mówi, co ciepło. A także to, jeżeli chodzi o dziwne strój, to chyba to.
[05:49.18 → 05:51.68] C: A mogę też powiedzieć ja, a propos ciepło.
[05:51.76 → 05:54.28] A: Ja tylko powiem, że gdyby państwo pytali, czemu my stoimy, to ja nie wiem.
[05:54.40 → 06:10.48] C: Ja nie wiem. Ale to zrobimy kropkę i usiądziemy. A ja w stroju foci. I tu mi było ciepło, naprawdę ciepło, zwłaszcza, że w środku pod strojem miałam dużo poduszek, bo trzeba było tę fokę ufoczyć, żeby ona była taka bardziej niż...
[06:10.48 → 06:11.82] A: A jak się odezwałaś, to jak było?
[06:12.66 → 06:29.25] C: Tak, tak, tak. Kłapałam... To było w helu? To jest musical pod tytułem Opera Polarna. Znaczy opera, to jest opera. I tam jest Foka, Mors...
[06:29.25 → 06:29.93] A: A kto był Morsem?
[06:30.15 → 06:32.57] C: Morsem? Tomek Majer.
[06:33.09 → 06:35.43] A: A gdybyś obsadzała Artura w Operze Polarnej?
[06:35.43 → 06:36.71] C: Artur byłby Morsem.
[06:37.17 → 06:38.63] A: Myślałem, że Niedźwiedziem Polarnym.
[06:38.75 → 06:39.85] C: Nie, nie, Morsem.
[06:40.19 → 06:43.27] B: Prezesem Morsów tak zwanym. Czy możemy usiąść?
[06:43.43 → 07:03.73] A: Zapraszam, proszę państwa. Czas na pierwsze brawa dla naszych gości. Tak, oczywiście, w środeczku jak królowa. Po tym niewyreżyserowanym przez kogokolwiek z nas Na wstępie mogę wreszcie powiedzieć, że nasze dzisiejsze spotkanie i bardzo proszę o tym pamiętać przy sypaniu żartami z rękawa albo półrękawa.
[07:03.75 → 07:04.55] C: Ja nie zamierzam.
[07:04.87 → 07:29.26] A: Że nasze spotkanie na polski język migowy tłumaczą Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. Wielkie brawa. Więcej komunikatów nie mam, dopiero na zakończenie. Joanno Arturze. Chciałbym odnieść się teraz, jesteśmy już w drugiej części naszego spotkania, szybko nam idzie. Do pierwszego pytania sformułowanego przez organizatorów, to pytanie można znaleźć.
[07:29.28 → 07:30.48] C: W której części się pije wodę?
[07:31.00 → 07:46.48] A: Przed dziewiętnastą można. Za dnia, także spokojnie. Czy istnieje waszym zdaniem, cytuję teraz ze strony Teatru Starego w Lublinie pytanie, coś takiego jak polskie poczucie humoru? Rozumiem, że chodzi o specyfikę.
[07:48.54 → 07:58.29] B: Może istnieje. Więcej może istnieje małopolskie, wielkopolskie, staropolskie, wszechpolskie na przykład.
[07:58.97 → 08:05.39] A: Prawdopodobnie można... To jest proszę Państwa ten moment, kiedy odpowiadający jak polityk szuka odpowiedzi w głowie na pytanie, więc zaczyna...
[08:05.39 → 08:28.15] B: Oczywiście, bo nie zna odpowiedzi na to pytanie, ale skoro pytanie padło, to trzeba jakoś na nie odpowiedzieć. Ale nigdy się nie zastanawiałem nad tym, jakie są wyznaczniki polskiego. Jeżeli mówi się po polsku i to, co się powiedziało po polsku, już kogoś rozśmieszyło, no to już w pewnym sensie jest polskie poczucie humoru. A jeszcze jak się akcja tego, o czym się mówi, dzieje w Polsce, to to jest polskie poczucie humoru.
[08:28.15 → 08:31.19] A: Udało ci się po polsku mówiąc rozśmieszyć jakiegoś obcokrajowca?
[08:31.27 → 08:46.38] B: Więcej. Nigdy mi się nie udało rozśmieszyć nikogo mówiąc w języku obcym. To jest... Dlatego... Dlatego raczej uprawiam polskie poczucie humoru. Taki wniosek wyciągam. Etwa?
[08:46.60 → 09:32.64] C: Ja troszkę inaczej, ponieważ ja się często nad tym zastanawiam, czy jest coś takiego jak polskie poczucie humoru. Czasami mi się wydawało wcześniej, bo się to ciekawe, bo to nie, że czasami, tylko po prostu wcześniej, w pewnym momencie zaczęłam łapać to, że chyba jest coś takiego, jest na pewno... jakiś taki, no wiadomo, każdy naród ma swój ból, swoje problemy, a z tego się zaczyna czerpać tego, z tego zaczyna czerpać komedia czy humor, bo on wydaje mi się służy rozładowaniu i tam bólu, cierpienia, smutków i tego, co jakby jest w niedostatku albo jest zniszczone, albo zdemolowane. Ja tak se.
[09:32.70 → 09:33.96] A: Matko, zobacz ile ludzi jest.
[09:34.39 → 09:41.21] C: Tak, ja właśnie zauważyłam, ja się wzrokowo witałam. Ja się witałam. To znaczy, że już nie kończyć wątku?
[09:41.59 → 09:43.07] A: Proszę bardzo, continue.
[09:43.89 → 10:05.10] C: Tak sobie pomyślam, że trochę to potem musi mieć w sobie coś, co będzie zrozumiałe dla widowni, czyli dla nas, dla narodu, bo ktoś to przyjeżdża z zewnątrz i mieszka u nas powiedzmy przez parę lat, To też już jest naród, czy nie?
[10:05.67 → 10:07.72] A: Ale niewielką literą, małą wciąż jeszcze.
[10:08.70 → 10:35.86] C: W każdym razie, wydaje mi się, że ktoś, kto rozumie i identyfikuje się, z jakimiś tam kulturowymi częściami nas, czy tam różnymi wydarzeniami różnym charakterze, to jest ta nasza tutaj wyjątkowość i można powiedzieć, że to jest jakiś tam rodzaj polskiego poczucia humoru, bo on jest związany z nami i z tym, co się wydarzyło, wydarza obecnie też.
[10:36.44 → 10:38.98] A: Tamten gest u autora.
[10:39.16 → 10:53.12] B: Rzeczywiście, rzadziej nam się zdarza żartować z tego. Co się w Tyrolu dzieje aktualnie, prawda? Czy na przykład... Ja nie pamiętam w kabarecie hrabi portugalskich sketchy ostatnio.
[10:53.14 → 10:54.74] C: Ale było coś.
[10:54.86 → 10:55.14] B: I co?
[10:55.56 → 11:15.08] C: Była taka sytuacja portugalska, że ja mówiłam, że... Przedstawiałam się i mówiłam, że nazywam się Juana Ramirez Rodrigo Abrigado Enciamuara Enguena El Nino El Paniando I tam obrigado, mówiłam, to był wątek.
[11:15.28 → 11:19.26] B: To znaczy, to jest cały dorobek portugalski.
[11:19.70 → 11:24.56] A: Ale przynajmniej byłaś dobrze osadzona w społeczeństwie portugalskim.
[11:24.58 → 11:43.41] C: Poza tym mieliśmy też w jednym skeczu, ja robiłam monodram, wychodziłam z wielkim misiem takim pluszowym i mówiłam, że to jest monodram, że przyjechałam do Portugalii. I pytali, w jakim języku przygotowałam spektakl. Ja mówiłam, że mam monodram. Powiedziałam, że mam w brazylijskim języku.
[11:44.29 → 11:51.09] B: No to czyli jednak jest typowo polskie poczucie humoru, jak słychać po przytoczonych przykładach.
[11:51.13 → 11:55.61] A: No nie, ale mnie akurat cieszy to, że rozróżniasz portugalski i brazylijski, portugalski. To nie jest częste.
[11:55.79 → 11:56.41] C: Tak, oczywiście.
[11:56.47 → 11:59.43] A: A jakie są różnice między brazylijskim, portugalskim a portugalskim?
[11:59.55 → 12:00.11] B: Czego się dowiedziałaś?
[12:00.13 → 12:05.57] C: Takie, że brazylijskiego nie ma. Ale zauważcie...
[12:05.57 → 12:11.61] A: Jeżeli ktoś zobaczy w ambasadzie Brazylii nasze spotkanie, to myślę, że czeka cię trudna przeprawa przez rzekę.
[12:11.89 → 12:26.31] C: Już nie wrócę do kraju. Ale czy nie jest tak, że jeżeli żartujemy z jakichś narodów albo języka, to raczej z tych najbliższych? Czeski, niemiecki.
[12:26.35 → 12:29.63] B: Ale jak widać z Portugalii też potraficie, a ona nie jest tak najbliżej.
[12:29.65 → 12:31.09] C: Ale właśnie nie wiadomo, czy potrafimy.
[12:31.91 → 12:33.67] B: No to, co mówiłaś przed chwilą, śmieszne.
[12:33.71 → 12:33.99] C: Było?
[12:34.11 → 12:41.59] B: Było bardzo. Było także, ale to wiadomo, że najłatwiej Pola, Gruszek, Niemiec, prawda, to zestaw wyborny.
[12:41.99 → 12:43.77] A: Ostrożnie, bo tutaj trudna sytuacja jest.
[12:43.93 → 12:44.65] C: Bardzo trudna sytuacja.
[12:44.67 → 12:47.33] A: Gdy chodzi o Niemców, to jest bardzo trudna sytuacja obecnie.
[12:47.47 → 12:50.81] C: Ale o Rosjanie też jest trudniejsza.
[12:50.91 → 12:56.85] B: Jak zwykle wychodzi, że tylko z nami jest w porządku, a reszta... I to
[12:56.85 → 12:58.43] C: jest polskie poczucie humoru.
[12:58.99 → 13:16.01] A: Ale jeszcze bym się... Trochę tak przystał, niczym pijawka do tego, co powiedziałaś, o tych bólach, które mogą wywoływać albo prowadzić do komedii, do żartu sytuacyjnego. To jakie to są bóle pozapowodowymi, twoim zdaniem, które możemy mieć?
[13:16.03 → 13:49.07] C: To jest na przykład frustracja. Frustracja z powodu... Taki żarcik mam dla pani. ale dobra, już mówimy, że frustracja na przykład z powodu niespełnionych marzeń albo oczekiwań związanych z życiem albo to, co życie przyniesie. Wydaje mi się, że jako naród dużo tego odczuwamy, bólu, takiego bólu istnienia.
[13:49.19 → 13:50.73] B: No i wybory się zbliżają.
[13:51.91 → 13:56.57] C: Nie, właśnie bardzo bym nie chciała.
[13:57.15 → 13:58.29] B: Żeby się wybory zbliżyły?
[13:58.45 → 13:59.33] C: Chciałabym.
[13:59.45 → 14:00.37] B: No, to się zbliżą.
[14:01.03 → 14:09.83] A: Za miesiąc już będzie po wyborach. Albo będzie ból istnienia, albo ból zmiany. Jaki ból przewidujesz, przepraszam?
[14:09.93 → 14:10.47] C: Istnienia.
[14:11.23 → 14:11.71] A: Jednak?
[14:12.33 → 14:14.63] B: Bo on jest wieczny. Ból istnienia jest wieczny.
[14:14.83 → 14:17.31] A: Ratuj sytuację, bo tutaj się zrobiło pesymistycznie.
[14:17.55 → 15:04.09] B: Niepotrzebnie ten wątek wrzuciliśmy tych wyborów, chociaż też zawsze jest wesoło, jak się wybory. Ja kiedyś pamiętam, że zbierałem na przykład hasła z plakatów wyborczych takie i pamiętam ulotek, to Andrzej Strzelecki przyniósł kiedyś taką, że to go zaszokowało, że dostał do skrzynki pocztowej ulotkę kandydata Krajowej Partii Emerytów i Rencistów, kiedyś startowała taka partia w wyborach takich i tam było nazwisko tego kandydata, jego zdjęcie, Krajowa Partia Emerytów i Rencistów. Powiedzmy, że Kowalski to się nazywał ten kandydat i było napisane, Kowalski da radę. To w kontekście partii, którą reprezentował, to odważne dosyć było to.
[15:06.57 → 15:08.77] A: Wytłumacz ten żart, bo nie rozumiem.
[15:08.99 → 15:16.99] B: To nie jest żart. To nie jest żart, tylko kandydat i było napisane jego hasło Kowalski da radę.
[15:17.17 → 15:30.82] A: A ja dzisiaj jechałem, wjeżdżałem do Lublina i widziałem plakat Czarnka Przemysława i było napisane Silna Lubelszczyzna. Państwo się śmieją, widzisz? A na przykład Czarnek da radę, to już nie jest zabawne.
[15:33.65 → 15:35.72] B: Nie wiem, jest, trochę jest.
[15:36.43 → 15:39.91] A: A ty masz jakieś hasło wyborcze zapamiętane?
[15:40.79 → 15:42.74] C: To, co Artur mówił.
[15:44.13 → 15:47.01] B: Bo ona hasło wyborcze pamięta przez 13 sekund.
[15:47.58 → 16:01.91] C: Ale te hasła jakoś mnie zawsze... Nie mają państwo tak, że te plakaty, które teraz obserwujemy, te zdjęcia, to jest jakieś takie wszystko przerażające?
[16:03.63 → 16:05.23] A: Dobrze, że masz się czego chwycić, Jaśkia.
[16:05.45 → 16:14.49] C: Ja tak patrzę na te zdjęcia i na hasła, oczywiście niektóre bardziej, niektóre mniej, ale takie mam wrażenie, że od zdjęć po hasła jest źle.
[16:16.72 → 16:23.04] B: No, ale przecież jakie to jest karkołomne zadanie. Trzeba wymyślić co innego niż ma kontrkandydat.
[16:23.18 → 16:25.24] C: Coś, czego nie było jeszcze w Polsce.
[16:25.66 → 16:33.40] B: A już wszystko było. No to to jest karkołomne przedsięwzięcie, bo wymyślić i żeby to było oryginalne i chwytliwe jeszcze, to nie ma siły.
[16:33.72 → 16:47.78] C: I z małym, jakimś delikatnym żarcikiem, a to się nie da, bo ktoś nie zrozumie żartów. Ktoś zrozumie i już jest cały czas coś nie tak. I źle zdjęcia zrobione, widać, że za bardzo wygładzone twarze. albo wręcz odwrotnie.
[16:47.90 → 16:53.04] A: No dobra, ale słuchajcie, ponieważ sami wrzuciliście wątek wyborów, to was zapytam. Nie, nie, teraz nie ma ucieczki.
[16:53.76 → 16:54.70] B: Na kogo głosujecie?
[16:54.70 → 17:18.86] A: Nie, ale blisko. Załóżmy, że dostajecie ogromne pieniądze, wiadomo, że nie robicie wszystkiego dla pieniędzy, ale na przykład przychodzi propozycja nie do odrzucenia, finansowa. Jedno hasło wymyślone i do końca życia male diwy Polska i tak dalej. to dla którego z uczestników życia publicznego w Polsce chcielibyście ułożyć hasło i jakie by ono było mniej więcej?
[17:19.04 → 17:20.58] C: Prostą odpowiedź, dla żadnego.
[17:21.52 → 17:22.86] A: To byś nie załogiła tych pieniędzy.
[17:22.88 → 17:26.02] C: Ale ja nie potrzebuję melodii, ja w ogóle nigdzie nie jeżdżę.
[17:26.10 → 17:27.64] A: Ty byś w ogóle chciała, żeby politycy zniknęli?
[17:28.16 → 17:34.96] C: Kto? Politycy? Jednak oni są potrzebni.
[17:36.12 → 17:36.92] A: Ale fachowcy.
[17:37.56 → 17:48.05] C: Regulują jakby tak spojrzenie na całość. Gdyby ich zabrakło, to mam wrażenie, że musielibyśmy poszukać jakichś te Artur Ratu.
[17:48.15 → 17:59.01] B: Ja ci podpowiem, bo to jest okazja, gdyby to było tak, że bez względu na to, jakie ja hasło oddaję, to ja te pieniądze dostaję.
[17:59.13 → 17:59.79] A: Tak, dokładnie.
[18:00.29 → 18:11.31] B: To ja bym wziął w tym udział, tylko że ja bym im wymyślił hasło typu na przykład bezpieczne Malediwy. I niech się martwią, co z tym potem zrobić. Ja swoje napisałem teraz.
[18:11.73 → 18:17.35] A: Dla was Malediwy na przykład, tak? Albo silne Malediwy naszych tam żołądków.
[18:17.95 → 18:20.41] B: Malediwy dla Malediwiana na przykład.
[18:20.99 → 18:23.55] A: Solidarne Malediwy, taka partia.
[18:23.59 → 18:50.40] B: Proszę bardzo, niech sobie korzystają z tego, a honorarium się należy wtedy. Ale nie, tak poważnie to nie było jakoś... Nie było propozycji i bardzo proszę, żeby nie było propozycji takich, bo jakoś mi się nie chce specjalnie w to mieszać, a poza tym są ludzie, którzy z tego żyją, fachowcy od wymyślania haseł reklamowych jakichś, oni teraz mają żniwa i bardzo dobrze niech zarobią, bo muszą zarobić na kolejne cztery lata co najmniej.
[18:51.02 → 18:54.56] A: Nie wiadomo, jak się okaże, że będą przyspieszone, to zarobią podwójnie.
[18:55.22 → 18:57.60] B: To oni się modlą o przyspieszone wywody.
[18:57.90 → 19:10.38] A: Tak, to prawda. Słuchajcie, mam teraz taką propozycję, żebyśmy może dzisiaj zmienili trochę konwencję, bo widzę, że Koleżanka Kołaczkowska często patrzy w stronę kolegii Andusa, żeby ją ratował. To może byśmy włączyli od razu publiczność do rozmowy, co Wy na to?
[19:10.43 → 19:10.71] C: Tak.
[19:11.45 → 19:29.53] A: Bo pomyślałem sobie, że to jest taka jedyna okazja, kiedy może zamiast udawać, że mamy do siebie miliony pytań i jesteśmy tacy, znaczy nie wszyscy, ale część. zabawna, mówię o sobie, to państwo mogliby wykorzystać sytuację bezpośredniej konfrontacji z intelektem Andrusa i Kowalczkowskiej.
[19:29.66 → 19:39.51] B: Ale to jest dobra okazja, żeby też państwu, którzy oglądają nas w internecie udowodnić, że tu nic nie jest wymyślone, wyreżyserowane. Także bardzo prosimy pana z pytaniem nr 1 o zadanie pytania.
[19:40.74 → 19:57.28] A: Tutaj jest taki problem, że jeszcze mikrofonu nie ma, bo to jest tak wszystko nieprzygotowane. Ale czy ktoś by chciał o coś zapytać teraz, bo tam jest pan, proszę poczekać, będzie mikrofon i po prostu niech będzie taka sytuacja trochę jak w dominie, że u państwa pytania będziemy się odbijać.
[19:57.30 → 20:02.52] B: Usłyszymy przecież. Ale jak nie mamy mikrofonu, to ja od razu mogę odpowiedzieć na to pytanie, nie, proszę.
[20:03.24 → 20:06.36] C: O, już mikrofon się pojawia.
[20:06.36 → 20:08.86] A: Bardzo proszę, idą państwo z mikrofonami.
[20:09.50 → 20:12.72] B: Tutaj pan, jakby pan tylko wskazał ręką, że to pan.
[20:14.42 → 20:22.58] A: Bardzo był taki gest, nie wiadomo jak go interpretować. Mogą być dwa pytania. Idzie mikrofon. Podaj mikrofon. Dwa pytania.
[20:23.38 → 20:24.00] B: Słychać mnie?
[20:24.12 → 20:24.42] A: Słychać.
[20:24.94 → 20:34.72] B: Dzień dobry. Pytanko takie stricte o kabaretowe. Co było ważniejsze, wichór czy tornado? Tłumacz się teraz.
[20:35.22 → 20:38.36] C: Przepraszam, już opowiadam.
[20:38.67 → 20:40.21] A: Nie wiem, czy to był dobry pomysł
[20:40.21 → 21:22.20] C: z tymi pytaniami ode Asuna, ale... Przepraszam, muszę dojść do siebie. Wichór był przyczyną. ponieważ to była taka sytuacja, że postać wyszła z zakładu pracy, bo akurat pracowała w zakładzie pracy i zobaczyła wichór, że wichór się rozpętał, że burza. No i ten wichór z wichura i z chmury utworzył się tornador i ten tornador rozwalił wszystko. Czyli wichór był praprzyczyną, a tornador był skutkiem. Czyli można powiedzieć, że wichór był ważniejszy.
[21:22.78 → 21:37.54] A: Dziękuję. A jest drugie pytanie, czy nie ma? Już chyba nie, tak? Ktoś z Państwa chciałby dalej? Dobrze, to w takim razie kontynuujmy teraz ten wątek, odbijamy się od Pana. W jaki sposób naradzają się twoje skecze?
[21:38.82 → 22:01.47] C: Na przykład ten fragment, cały fragment, ta postać tak naprawdę był bardzo króciutki. On był napisany na 2-3 zdanka, że ja miałam wyjść i powiedzieć, wie pan, no tutaj nagle była burza, pojawił się deszcz, grat, no i nagle zobaczyłam, że zwłoki mężczyzny. No taka sytuacja. Zobaczyłam ciało i tyle.
[22:01.59 → 22:04.03] A: Często widzisz zwłoki mężczyzny intencjonalnie, czy nie?
[22:04.53 → 23:00.34] C: Nie, nie, nie. To tak było napisane, że tam zagadkowe zwłoki i ktoś tam powiedział, że widział, a ona ma swoje wytłumaczenie. I później ten cały fragment już o wichurze, o tym wszystkim, co tam się wydarzyło, to już improwizowałam. I tak się rodzą bardzo często bardzo duże fragmenty naszych sketchów, że jest dużo improwizacji. Potem to zapamiętuję, powtarzam niektóre fragmenty, wyrzucam niektóre, mówię, ta to jest słabsze, tego już nie powtórzę, a to sobie o to jest fajne. I tak potem zamyka się ta forma. Ale oczywiście piszę też na kartce, w sensie już teraz na kartce, ale po prostu jest tekst pisany. Jest jakiś tam zarys skeczu, ale ja bardzo lubię go później próbować i dorzucać tam bardzo dużo improwizacji, bo to jest zupełnie inna wtedy i energia i ten żart jest taki właśnie bardziej wbity w sytuację.
[23:00.72 → 23:16.79] A: Ja byłem ostatnio świadkiem improwizacji Aśki na jednym ze spektakli, na spektaklu radiowym, który się rozgrywa na komisariacie policji i tak cię poniosło, że krzyczałaś na policjanta, że wylizywał Makutę. Naprawdę? Co się wydarzyło w ciągu dwóch minut?
[23:16.85 → 23:19.09] C: Co się wydarzyło w twoim życiu w
[23:19.09 → 23:21.13] A: chwilę wcześniej, że ta makutra ci przyszła do głowy?
[23:22.25 → 23:37.35] C: Nie wiem. Po prostu nie wiem. To są sekundy. To są nawet ułamki sekund, w których na coś wpadam. No i tak wyszło. Ja nawet nie pamiętałam. Ty mi przypomniałeś dzisiaj, że ja krzyczałam o tej makutrze. Ja nie pamiętałam, że ja to tak rozegrałam.
[23:37.97 → 23:40.59] A: Trudno powiedzieć, że krzyczałaś. Nie dałaś się zapamiętać ze sceny wtedy.
[23:41.72 → 23:53.68] C: Bo mi reżyser Wojciech Malajkat kazał wtargnąć znowu. On mówi stój, wtargnij jeszcze raz. Wtargnęłam i wtargnęłam. Jak zawsze, jak mogę wtargnąć, to wtarguję.
[23:55.48 → 24:04.54] A: Arturze, a skoro rozmawiamy o pomysłach, to proszę odbić się teraz od tego pytania i opowiedz, jak Ci się rodzą pomysły na piosenki. To Artura jest pytanie.
[24:05.30 → 24:09.75] C: Aha, to jest do Artura. Ale to... no to patrz na Arturę, a Artur jest na mojej miłości.
[24:09.77 → 24:10.83] A: Ja się wstydzę, nie patrzę na was, bo się wstydzę.
[24:10.85 → 24:12.57] C: Poczekajcie, to ja zrobię tak, żeby on...
[24:12.57 → 24:13.81] B: On patrzył na mnie tylko...
[24:13.81 → 24:15.21] C: Ale na mnie też, bo to było,
[24:15.35 → 24:49.25] B: wiesz, tak... Aśka ma takie... Aśka po prostu wie, że zawsze każdy na nią patrzy, no i tyle. Także inne spojrzenie nie jest, wiesz, nie jest brane pod uwagę. Ale to nieprzypadkowo patrzyłeś na nas razem, bo my mamy takie piosenki, które nam się razem rodziły. I to ja może powiem najpierw o tych, które rodziły się bez Aśki, a potem tych, które się z Aśką. Te bez Aśki to zazwyczaj tak, że musiałem trafić na jakieś coś, szczegół jakiś. Kiedyś jadąc przez Spałę, wpadło mi do głowy, piłem w Spałę, spałem w Pile. I zostało mi.
[24:49.65 → 24:51.69] A: Zostało z nami na lata, tak, to wiemy.
[24:51.99 → 25:28.49] B: Ale to nawet mi zostało tak, że ja od razu z tego nie skorzystałem. To leżało dwa, trzy lata chyba gdzieś tak sobie zapisałem i nagle się okazało, że ja mam napisać do programu telewizyjnego piosenkę, a nie mam nic, nie mam żadnego pomysłu, nie wiem o czym, nikt mi nic nie zadał. No to sobie do tego piłem w spale, spałem w pile, dopisałem resztę i tak powstała piosenka. Muszę się czepić jakiegoś szczegółu, dlatego o tym mówię, Znam kolegów, bo ja podpytywałem też, którzy mają tak, że oni na przykład... Piotrek Bukartyk mówił o tym, że on najpierw musi wiedzieć, jak się piosenka skończy, że on musi mieć puentę i wtedy się zabiera za pisanie. Ja często nie mam puenty.
[25:28.63 → 25:29.61] A: To jest prawdziwy pisarz.
[25:30.31 → 25:44.24] B: Tym się różni prawdziwy pisarz ode mnie. A ja... Jestem sam czasami zaskoczony tym, do czego mnie ta historia zawiodła. A jeżeli chodzi o nasze wspólne piosenki, to było też... Poczekaj, a do czego
[25:44.24 → 25:45.34] A: cię na przykład zawiodła?
[25:45.64 → 25:46.26] B: Do puenty.
[25:46.48 → 25:52.40] A: No ale bardzo niespodziewanej, to znaczy jak twój mózg skręca wielokrotnie w czasie pisania jednego tekstu.
[25:52.42 → 26:17.05] B: No na przykład jak pisałem Pijem w spale, spałem w pile, to nie miałem pojęcia, że mi się tam jeleń pojawi w tej piosence, a on mi się nagle pojawił, nie wiem skąd, nie wiem dlaczego. Więcej. Potem przyjeżdżam kiedyś, bo był taki moment, że jak ta piosenka stała się popularna i zaczęli mnie zapraszać, gdzieś tam ja przyjeżdżam do Piły, patrzę, a w herbie Piły jest jeleni. Naprawdę, i ja nie miałem pojęcia pisząc te pozytywy.
[26:17.07 → 26:18.20] A: Ale od dawna czy po tej piosence?
[26:18.38 → 26:18.66] B: Proszę?
[26:19.03 → 26:20.61] A: Od dawna był, czy wprowadzisz?
[26:20.74 → 26:34.87] B: Od dawna, już był wcześniej. Już był wcześniej, nie tak, że postanowiono dodać jelenia. I to mnie zawiodło do jelenia, chociaż nie rozumiem zupełnie dlaczego, ale też nie wnikam. Nie wynikamy, jak już się tak stało, to niech tak sobie będzie.
[26:35.55 → 26:37.73] A: No i teraz o naszych wspólnych.
[26:37.73 → 27:01.18] B: To było tak, że Aśka przychodziła z bardzo konkretnymi zamówieniami, to znaczy umówiliśmy się, że ona będzie rzucała jakieś hasło, narysuje jakąś fabułę, a ja mam to spisać jako piosenkę. Tylko że to, co ona przynosiła, ja się nie spodziewałem, że takie rzeczy można Można mieć wyobraźni.
[27:01.36 → 27:02.92] A: Aśka nie pamięta na pewno, opowiedz.
[27:03.20 → 27:44.00] C: Ja pamiętam, ale pierwsza piosenka, Artur, nie wiem, czy ty pamiętasz, to była wigilijna. Mieliśmy grać wigilijna piosenka pod tytułem Very Sherry, Merry Christmas. I napisał ją oczywiście Artur, zapytałeś mnie tylko, czy mam jakiś pomysł. Ja mówię, że mam, mam. I mój pomysł był naprawdę żenujący. to znaczy tak skromny, tak skromniusieńki, a Artur z tego zrobił po prostu coś cudownego. Ponieważ ja miałam napisane takie, rzeczywiście naskrobałam coś tam i przekażę to państwu w jednym zdaniu. Mój pomysł był taki, że święta hehehe, to był mój pomysł.
[27:45.40 → 27:48.24] B: Tak że najważniejsza część już była wymyślona.
[27:48.80 → 27:53.28] C: Generalnie, że tak jakby, że fajnie, święta idą, ale tak trochę ironicznie.
[27:53.74 → 27:57.78] A: Bardzo mnie zainteresowało, jak pani pokazywały hehehe.
[27:58.18 → 27:58.40] C: Jak?
[27:58.78 → 28:00.30] A: Jak jest hehehe?
[28:02.92 → 28:07.74] B: Aśka, ty nie próbuj, bo pokażesz jakiś wulgaryzm.
[28:08.80 → 28:22.73] C: No właśnie, może się zdarzyć, rzeczywiście. No i tak, ja Arturowi to wysłałam, te moje rzępoły napisane. No i Artur napisał piękną piosenkę. Oczywiście bardzo zabawną, bo to jest...
[28:22.73 → 28:24.37] B: Ale już się nie wycofuj, piękna była.
[28:24.51 → 29:10.27] C: Piękna i zabawna. Bardzo, bardzo, bardzo. To była nasza pierwsza piosenka taka, że Artur ją napisał dla mnie. I później kolejną była piosenka, już do mojego recitalu, o Jaśku. Ponieważ przyszłam do Artura, Artur mnie pyta, no i o czym? Ty chcesz. A ja już miałam konkretnie wymyślone, wyobrażone, że to jest taka piosenka, ponieważ kiedy bardzo często spędzałam wakacje na wsi u dziadków, pod Lubinem i tam jako dziewięciodziesięciolatka wyobrażałam sobie, tak chodziłam po tych polach i wyobrażałam sobie stojącego mężczyznę w tym zbożu. I tak, że tak wystaje, no wiadomo, od pasa wystaje i tak stoi w garniturze.
[29:10.29 → 29:10.69] A: Ubrany?
[29:10.97 → 29:48.34] C: Tak, ubrany. Nie no, dziesięciolatka. I miałam bardzo takie melancholijne wyobrażenie, że patrzę na tego mężczyznę, który stoi i mówię to Arturowi. A Artur mówi, i ty nie masz pewności, czy on ma dół. No to już było gotowe i już wiedzieliśmy, że tak, właśnie o tym. I piosenka nosi tytuł Góra Jaśka. I jest właśnie o tym, że ona nie ma pewności, czy ona chce mieć mężczyzny, jak ona nie wie, czy on ma dół i tak dalej. No po prostu też i śliczna i Łukasz napisał pierwszą do tego muzykę. To jest pierwsza, a później przylazłam do Artura i...
[29:48.34 → 29:50.30] A: No druga już, bo pierwsza była he he he.
[29:50.41 → 30:25.99] C: Pierwsza była he he he, ale była pisana nie przy mnie. A ta druga już była przy mnie. To jest bardzo zabawne. Właściwie uznaliśmy, że pisaliśmy razem, ale to jest Artura litość nade mną, To było, Artur pisał, a ja tylko mówiłam, słuchaj, a może by Artur... A wiesz co, bo on mógłby... No i potem mi czytał, ja zdychałam. No i razem napisaliśmy. A później przyszłam do Artura i mówię, no mam kolejne o babie.
[30:26.41 → 30:29.67] A: Jeżeli tu jest coś za X, to proszę mieć to na uwadze.
[30:29.99 → 30:35.28] C: O babie, która chodzi po mieście, i zabija facetów brudną szmatą.
[30:36.68 → 30:44.72] B: Ja się bałem zapytać, dlaczego ona ma takie pomysły, tylko bez słowa usiadłem i zacząłem pisać o takiej kobiecie.
[30:44.72 → 30:47.82] A: Czyli właściwie była w tobie ta piosenka, tylko czekała na moment uwolnienia.
[30:48.10 → 30:57.05] B: Nie, nie, nie. Ona w tym momencie do mnie przyszła, ale ja wiedziałem, że nie powinienem pytać, wnikać. pytać, skąd jej się ten pomysł wziął.
[30:57.11 → 30:58.87] C: Mało tego, bo ja nie wiem skąd.
[30:59.27 → 31:01.23] A: Może ty poznałaś takiej kobiety chodząc po miastach Polski.
[31:01.23 → 31:14.19] C: Ja po prostu marzyłam o takiej piosence, żeby mieć piosenkę o kobiecie, która zabija mężczyzn brudną szmatą. I mój pomysł był taki, ja bardzo chciałam śpiewać tę piosenkę i jednocześnie tą szmatą taką naparzać po scenie.
[31:14.19 → 31:15.95] A: A dlaczego marzyłaś, żeby mieć taką piosenkę?
[31:16.05 → 31:41.55] C: Nie wiem, czułam, że to jest coś dla mnie bardzo fajnego. I ja staram się tak robić, nie zastanawiać się, co by się ludziom podobało, tylko co mnie by rozśmieszyło. Co bym zrobiła widząc kogoś, kto coś takiego wykonuje, budzi się we mnie takie szczęście, taka radość. I wtedy przychodzę do Artura i mówię, Artur, Eureka. I Artur pisze.
[31:41.69 → 31:42.47] B: Ze strachu.
[31:43.47 → 31:51.07] C: I też byłam przy Arturze, jak Artur to pisał, ani słowa nie dodałam do tej piosenki. A Artur powiedział, pisaliśmy to razem.
[31:51.97 → 31:55.15] A: Bardzo się cieszę, że państwo się już zorientowali, w którą stronę ten wieczór zmierza.
[31:55.19 → 31:56.43] C: Mogę jeszcze tylko jedną rzecz dodać?
[31:56.71 → 31:59.15] A: Jeszcze ciągle jest dzień, za 27 minut będzie wieczór.
[31:59.21 → 32:01.73] C: To się potem przywitamy, powiemy dobry wieczór. Tak, tak.
[32:01.77 → 32:02.33] A: Proszę dodaj.
[32:02.35 → 32:26.56] C: Bo ja myślałam, że to będzie szmata. I po prostu jak Artur powiedział, przeczytałam, że tam jest, że ona zabija mężczyzn resztką starej firanki. Pomyślałam sobie, jakie to cudowne. Ile razy trzeba uderzyć człowieka w firaną, żeby on odszedł ze świata?
[32:26.66 → 32:33.76] B: Wyszła tutaj niestety moja nieznajomość tekstyliów. Ja po prostu nie wiem, czym się różni szmata od firanki.
[32:34.08 → 32:37.14] A: Wyobraźcie sobie, co ja głębokie zawieszam.
[32:37.97 → 32:39.99] C: Firanka powiewająca, cieniutka koronkowa.
[32:40.01 → 32:41.87] A: A, bo ty nie rozróżniasz firanek od zasłon.
[32:41.95 → 32:43.29] B: Tak, no tak, rozumiem.
[32:43.89 → 32:52.63] C: Ja myślę, że można umrzeć od bicia firaną, ale z nudów. Po prostu można, zostałbyś i byś nią bił i nic, nic.
[32:53.19 → 32:55.93] A: Wrócę do mojego przerywanego expose.
[32:56.21 → 32:56.85] C: A co było tam?
[32:57.05 → 33:22.07] A: No właśnie chciałem, ale nie dałaś. Bo chciałem powiedzieć, że państwo się już chyba zorientowali, w jaką stronę to zmierza. To znaczy opowieści o polskim poczuciu humoru się dzisiaj objawia tutaj poprzez rozmowy między Joanną a Arturem z niewielkim dodatkiem większym państwa mniejszym moim, ale skoro jesteśmy przy wątku śpiewania, no nie da się ukryć tego, że oboje jesteście wokalistami charakterystycznymi.
[33:24.09 → 33:26.23] C: Nie zaprzeczamy.
[33:26.97 → 33:33.95] A: I teraz chciałem was zapytać o waszą drogę do śpiewania. To znaczy, co się takiego wydarzyło, że jednak postanowiliście śpiewać?
[33:34.27 → 33:35.79] B: Poważnie odpowiadać czy się wygłupić?
[33:35.81 → 33:40.35] A: Bardzo poważnie, a możesz wpleść elementy wygłupów i wtedy nie będziemy wiedzieli, co jest prawdą.
[33:40.51 → 34:57.48] B: Nie, to ja odpowiem poważnie. U mnie to się wzięło z fascynacji młynarskiej. Ja od dziecka gdzieś, nie wiem, gdzie trafiłem na niego, pewnie wypatrzyłem w telewizji, zobaczyłem takiego faceta, który śpiewa coś i to coś jest tak napisane, jest tak... tak zabawne, jest tak fantastyczne, że mnie to zachwyciło. I potem ja sobie kombinowałem, a jakbym ja spróbował kiedyś napisać piosenkę, to co by to było. Nigdy nie myślałem o tym, że będę te piosenki wykonywał na scenie, że to będzie coś takiego, co będzie moim zawodowym. I to właściwie ja nie myślałem, jak mi się zdarzały te piosenki takie, a to gdzieś napisane przypadkiem, na jubileusz listy przebojów Trójki czy coś tak. To wszystko było żartem. I nagle potem się okazało, że ja mam już tych piosenek tyle, że ja mogę wyjść do ludzi i im zaproponować, że tak spędzimy razem taki wieczór, że ja coś poopowiadam, coś pośpiewam i to się w taki sposób zrodziło. Nigdy nie było jakiegoś takiego przygotowywania się do tego, że no to teraz dwa lata uczenia się śpiewu, żeby wyjść na scenę czy coś takiego. Też z drugiej strony wiedziałem, Co ja mogę? Że mogę wyjść i najwyżej spróbować ten tekst w miarę z melodią połączyć.
[34:57.70 → 35:07.30] C: Ale co się okazało? Właśnie kiedy Artur zaczął śpiewać, okazało się, że potrafi. Że ma absolutnie warunki i... Dlaczego nazwałeś charakterystyczny?
[35:08.76 → 35:12.78] A: Poczekaj, dojdziemy do ciebie. A mniej poważną odpowiedź byłaby jaka?
[35:13.42 → 36:12.81] B: Nie miałem mniej poważnej przygotowanej. Tylko lefowałem, że mogę żartobliwiać. Nie no, mógłbym coś tutaj wymyślać, że szkoła... szkoła operowa, trzy lata, ukończone licencjatem, stoski, ale nie, nie było czegoś takiego, także po prostu... Zresztą tak naprawdę to ja uważam, że to jest najciekawsza forma sceniczna, to jest piosenka. Po pierwsze, trzeba w niej zawrzeć, jak to się uda, no to to jest fantastyczne, jakąś całą historyjkę w trzech minutach. A po drugie, jeszcze jak to się fantastycznie uda połączyć z muzyką i stworzyć jakiś klimat takiej piosenki, to ona może zostać na lata i ona sobie gdzieś funkcjonuje. Dużo trudniej tak sobie przywołać w pamięci cały spektakl teatralny. Przepraszam, że takie rzeczy mówię w teatrze. ale niż przywołać trzyminutową piosenkę i to jest najtrwalsze tak naprawdę, co zostaje.
[36:12.91 → 36:32.44] C: Ja też tak uważam, że piosenka to jest taka forma, krótka forma, która też wychodzi poza scenę i przecież muzyka można powiedzieć, że jest wieczna, a jeszcze w połączeniu z tekstem i z charakterystyką, z jakimś stylem. może zostać na wieki.
[36:32.66 → 36:43.28] A: Ale Artur powiedział o tym, że on się zakochał w jakimś sensie w twórczości Młynarskiego i że to było takie marzenie, które udało mu się spełnić. A u ciebie to była Ewa Dymarczyk?
[36:44.84 → 37:28.72] C: Oczywiście ja ją uwielbiam, ale od pewnego momentu. Jak już tak trochę dojrzałam i w pewnym momencie odkryłam dla siebie panią Ewę Dymarczyk. Ale ja to strasznie chciałam śpiewać od zawsze, bo kiedy byłam Dzieckiem to słuchałam cały czas radia i tam sobie nagrywałam. Robiłam różne eksperymenty. Miałam magnetofon szpulowy i od cudu robiłam. Na przykład nagrywałam serial z telewizji, potem go nie wiem po co nagrywałam. Na przykład pogoda dla bogaczy był taki serial. Nagrywałam go, bo miałam mikrofon. Stałam przez godzinę, nagrywałam odcinek, potem go spisywałam sobie do zeszytu. Mam do tej pory, a potem nagrywałam audiobooka, jak go
[37:30.78 → 37:32.89] B: Czyli ty robiłaś dubbing?
[37:33.36 → 37:36.53] C: Takie, czytałam po prostu ten odcinek.
[37:37.36 → 37:47.23] A: Poczekaj, spróbuję to zrozumieć. Ile cię to kosztowało czasu? Najpierw musiałaś godzinę stać z tym mikrofonem. Kto kiedykolwiek pracował w radiu, ten wie, że trzymanie mikrofonu przez godzinę to jest uwiązanie ręki.
[37:47.23 → 37:55.32] C: To była mała dziecięca łapka, która była bardzo... bardzo wyćwiczona, była odważna, była wytrwała.
[37:55.42 → 37:58.72] A: A potem spisywałaś wersję lektora czy oryginalną po angielsku?
[37:58.86 → 38:02.34] C: Nie no, lektora. Gdzie angielski? Myśmy się rosyjskiego uczyli.
[38:03.26 → 38:07.40] B: Czyli jeszcze dojdzie do tego, że ona tę wersję spisaną tłumaczyła na rosyjski potem.
[38:08.92 → 38:11.90] A: I potem wysyłała kontrabandą do Związku Radzieckiego.
[38:11.90 → 38:15.74] B: Żeby jej się nie nudziło, to sobie przetłumaczyła jeszcze na dwa języki.
[38:16.02 → 38:45.83] C: A całą ławę, bo mieliśmy taką ławę, bo to jest stolik, Były jakieś takie ławy w salonach. Tak, tak rozpoznałam. No taka dłuższa. Ja oglądaliśmy serial Korzenie. Ja leżałam pod ławą. Telewizor był gdzieś tam dalej. Tu był mój łeb. Tam miałam nogi i miałam długopis i wszystko to, co mówią na ekranie w Korzeniach, zapisywałam na ławie pod spodem. Nie wiem dlaczego.
[38:46.27 → 38:47.61] B: Gdzie jest ta ława teraz?
[38:47.77 → 38:49.65] C: No niestety mama ją komuś oddała.
[38:49.99 → 38:53.29] B: Z tymi spisanymi pod spodem odcinkami korzeni?
[38:53.41 → 39:01.77] C: Tak, i mało tego, ja podpisywałam się za każdym razem Asia i wpisywałam datę. Jakie to miało znaczenie, że Asia? Przecież wiadomo, że to wszystko zrobiła Asia.
[39:01.77 → 39:07.73] B: Ale ty wiesz, jak teraz gdzieś w okolicach Lubina archeolodzy odnajdą taką ławę z
[39:07.73 → 39:10.45] A: spisanymi odcinkami... To będą korzenie polskiego kabaretu, tak.
[39:10.94 → 39:12.82] C: Ja bym ją chciała odzyskać, ale nie wiadomo.
[39:12.82 → 39:19.04] B: Ale wiesz, i tam będzie spisana historia niewolnictwa, przecież to o tym był ten film.
[39:19.22 → 39:22.60] A: I było Asia i Dawa. Niesamowite.
[39:22.78 → 39:24.80] B: Ale jaka to będzie sensacja.
[39:25.14 → 39:28.38] A: Czyli ty właściwie wtedy już dbałaś o równość społeczną.
[39:28.84 → 39:32.72] B: To w Muzeum Miedzi będzie wystawiane, zobaczysz.
[39:32.84 → 39:34.78] C: Ale to było ciekawe, ale czekajcie, bo o czymś mówiliśmy.
[39:34.78 → 39:36.38] A: Ja pytałem o śpiewanie, ale ty... Aha,
[39:36.54 → 39:49.99] C: no dobrze, to wróćmy do śpiewania. No i słuchałam Beatlesów, cały czas słucham przy głośniku i cały czas marzyłam o tym, żeby być piosenkarką. Piosenkarką, tak to się kiedyś... Bardzo chciałam być...
[39:49.99 → 39:52.95] B: Ale u Beatlesów niewiele było piosenkarek, z tego co ja pamiętam.
[39:52.97 → 39:54.01] C: No właśnie nie było.
[39:55.11 → 39:57.17] A: Trzeba być Yoko Ono, tak? Rozbijać ze szpoły.
[39:57.39 → 40:21.40] C: Nie, nie. Zazdrościłam później tej Lindzie, która była żoną McCartneya. A ja jestem bardziej zakochana w McCartneyu do tej pory. I on nic nie wie o tym. No marzyłam o śpiewaniu, kochałam to, ale raczej śpiewałam tak w domu do miotły, bo do miotły sobie przyczepiłam ten mikrofon, którym nagrywałam tam.
[40:21.52 → 40:23.26] A: Czyli bardziej yesterday czy let it be?
[40:23.56 → 40:31.88] C: Wszystko przyklejałam plastrami, przywiązywałam i przed lustrem śpiewałam, nie wiem dlaczego, owinięta w prześcieradło.
[40:33.64 → 40:43.99] B: Ja wiem dlaczego. To wtedy się pojawił Demis Roussos u nas na festiwalach. I on taki styl wyznaczył trochę. Pamiętasz, że on wychodził w takiej szacie?
[40:44.03 → 40:46.91] C: Pewnie, że on miał szaty. Człowiek w szatach.
[40:47.05 → 40:50.84] B: Wtedy każdy marzył, żeby mieć taką szatę jak Demis Roussos.
[40:51.07 → 41:49.61] C: W każdym razie tak to wyglądało. Nie śpiewałam w szkole, zupełnie bałam się śpiewać w szkole, nigdy nie występowałam na apelach, byłam taka raczej skryta gdzieś, ale w domu po prostu szaleństwo. Biegałam, gitarę zrobiłam z paletki do tego... Do demisa? Do tego, nie, nie, nie, do badmintona. No i to wszystko, gitara była, był mikrofon i ja marząca. No i później, jak już oczywiście zaczęłam studia i pojawił się kabaret, no to śpiewanie trochę, a jeszcze byłam dwa lata w chórze, ponieważ kończyłam studium nauczycielskie, no i w tym studium był chór i to było świetne. Pomyślałam sobie, będziecie się śmiać. Jak się zestarzeje, jak się zestarzeje, to już się macie śmiać. To wrócę do chóru, to będę śpiewać w chórze, zapiszę się do chóru.
[41:49.80 → 41:54.59] A: Ale co? Jakiego chóru? Koszylnego, czy takiego kantata wersowia bardziej?
[41:54.72 → 41:55.38] C: Obojętne.
[41:55.57 → 41:56.61] A: Czy lubińskie słowiki?
[41:56.91 → 42:00.77] C: Nie obojętne, osiedlowy chór. Właśnie osiedlowy.
[42:00.97 → 42:01.81] B: A co będziesz śpiewała?
[42:01.95 → 42:03.31] C: Wszystko, co przyjdzie pod rękę.
[42:03.33 → 42:06.89] B: O kobietach zabijających facetów szmatą? Myślisz, że chóry to śpiewają?
[42:06.91 → 42:12.59] C: Nie, nie, nie. Bardzo bym chciała śpiewać w altach. Ale sopran chyba już nie.
[42:12.59 → 42:14.21] A: A nie mogłabyś się do Mazowsza zapisać?
[42:14.23 → 42:19.43] C: Nie, bo tam są młode panie.
[42:19.83 → 42:22.51] A: Nie, tam są niewygodne stroje.
[42:23.17 → 42:23.69] C: Niewygodne?
[42:23.79 → 42:26.25] A: No tak, musisz się odwijać tymi czopcami i tak dalej.
[42:26.25 → 42:29.42] C: A gdzie ściskają te stroje? Naprawdę?
[42:29.80 → 42:30.60] A: Tudzież w pas.
[42:31.24 → 42:33.58] B: Ale mówię, jakby był rzeczywiście zorientowany.
[42:34.36 → 42:37.62] A: Jakbyś się do zespołu Śląsk zapisała, to w ogóle.
[42:38.06 → 42:39.04] C: Gdzie ściskają tam?
[42:39.12 → 42:40.02] A: Wszędzie i węgiel.
[42:43.86 → 42:48.58] C: Także staram się śpiewać, żeby mnie nic nie ściskało.
[42:48.92 → 42:52.22] A: Gdyby ktoś z państwa mógł wygooglować teraz, gdzie ściska w Mazowszu, to byśmy wiedzieli.
[42:52.22 → 42:54.86] C: To jest ciekawe, gdzie ściska człowieka w Mazowszu?
[42:55.24 → 43:03.48] A: A ty poznałeś wiele tych osób ze świata artystycznego. Z panią Miłą Zimińską nigdy nie pytałeś, gdzie ściska w Mazowszu?
[43:03.68 → 43:08.24] B: Ja nie, a jakoś na temat ściszkania nigdy z nikim nie rozmawiałem, prawdę mówiąc.
[43:08.38 → 43:10.12] C: To nie jest pierwsze, co przychodzi do głowy.
[43:10.26 → 43:16.32] B: Ale jak widać, są tacy ludzie, którym przychodzi to do głowy. Także to już wasza sprawa, dlaczego wy rozmawiacie.
[43:16.32 → 43:21.24] C: Ale są takie czepce, jakieś takie dziwne, tam musi ściskać.
[43:22.91 → 43:31.76] B: Może to jest jakaś technika śpiewu, jak jest człowiek mocniej ściśnięty, wyżej śpiewa. Na przykład może to mieć takie znaczenie, nie wiem, teraz improwizuje.
[43:32.18 → 43:33.82] C: A ja i się tak zapiszę do chóru.
[43:34.99 → 43:35.41] B: No dobrze.
[43:35.76 → 43:39.80] A: Proszę państwa, nie wiem, chyba wyczepaliśmy wątek dotyczący piosenek.
[43:39.91 → 43:41.16] B: Polskiego poczucia humoru.
[43:41.16 → 43:54.71] A: Nie, to nigdy, ale przypomnę, że od Tornadora doszliśmy do Czepców i Mazowsza. Czy ktoś chciałby teraz o coś zapytać? Kolejna osoba ma jakieś pytanie do Artura lub do Joanna.
[43:54.73 → 43:57.25] B: Pani numer dwa z pytaniem prosimy teraz.
[43:57.87 → 44:01.69] A: Tutaj, na górze, to tam. Proszę poczekać, ja się wychylę.
[44:03.97 → 44:07.35] B: A piętro wyżej podasz?
[44:09.29 → 44:17.63] C: Jak niedrogi mikrofon, to mogę spróbować. Dzień dobry. Chciałam spytać, czy bycie śmiesznym bywa męczące?
[44:18.92 → 44:20.34] B: Właśnie, ale kogo pani pyta?
[44:20.54 → 44:21.66] C: Państwa oboje.
[44:22.08 → 44:22.34] B: Proszę?
[44:22.52 → 44:23.38] C: Państwa oboje.
[44:23.50 → 44:27.54] B: Aha. Aśka, ty byłaś parę razy śmieszna, to powiedz coś.
[44:28.70 → 44:40.18] C: Ja rozumiem, że pytanie miała pani na myśli, czy nas w życiu takim codziennym dręczy, tak? Na scenie nie, nie, nie, na scenie nie.
[44:40.57 → 44:42.29] B: Na scenie to daj Boże, żeby być
[44:42.29 → 44:57.35] C: śmiesznym, żeby to się udało. Nie, na scenie absolutnie nie. Za każdym razem, jak wchodzę na scenę, to jest nowa sytuacja. I choćbym grała ten tekst czy ten program tysięczny raz, gdzie? Nie tysiączny, nie?
[44:58.33 → 45:00.53] A: Najbardziej się dziwię, że tysiące razy grasz to samo.
[45:00.87 → 45:26.61] C: Nie, nie, nie. Nie miałam takiej sytuacji, ale wiem, że po prostu za każdym razem, kiedy wchodzę na scenę, sytuacja jest nowa i inna widownia, inny dzień. Inna ja, dziś ja. Zawsze nowa sytuacja. Nigdy nie wyobrażam sobie, żeby była taka sytuacja, żeby mnie to męczyło. Natomiast w życiu, takim codziennym, na pewno oczekiwanie kogoś, że będę teraz śmieszna.
[45:26.71 → 45:27.65] A: Na przykład na poczcie?
[45:27.97 → 45:56.39] C: Na przykład, tak, może się zdarzyć. Zdarzyło mi się ostatnio, przyszłam na spotkanie, na imprezę. I duża część ludzi oczekiwała, że wpadnie Kołaczkowska taka... Tak jak czasami gdzieś na scenie coś gram i myślę, że wpadnę, powiem, hej, idziesz do kibla, coś tam. Ale ja mówię, ale dlaczego mieliście takie wyobrażenie? No tak sobie wyobrażaliśmy ciebie, że wpadniesz, tu, tu, zagadasz, tu, coś kopniesz, gdzieś pójdziesz.
[45:56.81 → 45:58.89] A: Czyli wyszłaś z roli Kołaczkowskiej po prostu, tak?
[45:59.05 → 46:10.33] C: Tak, że z brzydkiego ducha Kołaczkowskiej. I oni tak patrzyli na mnie, a ja siedziałam, No tak skromnie, no jak człowiek po prostu. I bardzo byli sfrustrowani.
[46:10.63 → 46:11.37] A: I co robiłaś jak człowiek?
[46:11.37 → 46:27.81] C: No po prostu o tego siedziałam, nie? A jeszcze nikogo nie znałam, więc byłam taka jeszcze bardziej zdziczała i siedziałam taka zamknięta w sobie. Ale wiedziałam, że coś jest nie tak i później mi powiedzieli, że oni po prostu byli w szoku, że ja jestem taka.
[46:28.05 → 46:28.61] A: Że ty jesteś taka.
[46:28.83 → 46:58.47] C: Ale właśnie nie wiedzieli. Jeszcze mieli dodatkową warstwę, musieli odgadnąć. Czy ja jestem taka, czy ja może jestem taka, bo ja jestem wyniosła? Albo czy ja jestem taka, bo coś mi się stało? No, bardzo dużo jest różnych myśli skołatanych, no i to jest zmęczone, bo ja sama czuję, że tak jest, nie? I mówię, matko, co ja mam zrobić, żeby, czy ja mam teraz przebić tą barierę i zrobić coś zabawnego? Ale mówię, no nie, ja nie mam siły, ja nie mam siły. No i to męczy.
[46:58.87 → 47:00.11] A: A to cię kosztuje dużo siły?
[47:00.37 → 47:01.59] C: Bardzo mnie kosztuje, tak, tak, tak.
[47:02.02 → 47:06.50] A: Bo widziałem, że jak o tej makutrze wylizywanej, to ty wychodziłaś wycieńczona z tej sceny.
[47:06.60 → 47:08.18] C: Nie, no to ja to uwielbiam.
[47:08.78 → 47:14.20] A: Ale potem rozumiem, że... Naprawdę wyszłam wycieńczona? No tak. Słaniałaś się.
[47:14.50 → 47:15.60] C: Nieprawda.
[47:15.94 → 47:17.74] A: Chyba, że to była też rola sceniczna.
[47:17.98 → 47:25.86] C: Dlaczego ja tak się teraz tym przejmuję? Ponieważ byłam na weselu teraz, dzisiaj jest wtorek, ja byłam w niedzielę i tańczyłam z Portugalczykiem.
[47:26.44 → 47:27.04] A: Obrigado.
[47:28.36 → 47:40.30] C: Słuchajcie, ja nie wiem skąd ta Portugalia teraz, ale tańczyłam z portugalczykiem. Ja po prostu w połowie tego tańca myślałam, że umrę, że to już jest mój koniec.
[47:40.94 → 47:41.86] A: Jak to był taniec?
[47:42.12 → 47:42.14] C: Wart?
[47:42.38 → 47:42.72] A: Czy co?
[47:42.72 → 47:44.74] C: Nie, to była zwykła jakaś polska piosenka.
[47:44.82 → 47:45.10] B: Fado.
[47:45.32 → 47:59.14] C: Nie, właśnie gdyby było fado, to po minucie już bym umarła. A ja się zastanawiałam, czy ja mam udar, czy ja mam zawał, bo w połowie piosenki naprawdę to był kosmos. I dlatego jak mówisz, że ja wyszłam...
[47:59.14 → 48:03.30] A: Ciekawe, czemu byś przy Fado po minucie umarła, jak tam się nic nie robi, tylko stoi i smuci.
[48:03.66 → 48:05.38] C: A pokaż, jak się Fado tańczy.
[48:06.64 → 48:09.18] B: To jest Fado? Na pewno? Nie.
[48:09.80 → 48:12.76] A: Możemy do Marcina Kamińskiego zadzwonić, on ci powie.
[48:12.84 → 48:16.12] C: Fado to jest chyba takie, że się bardziej kroczy.
[48:16.70 → 48:18.30] A: Nie, co ty opowiadasz, jak kroczy?
[48:18.32 → 48:22.20] B: A czy w ogóle Fado się tańczy? Nie, tańczy się.
[48:22.72 → 48:25.44] C: Oczywiście, że się śpiewa, ale też się tańczy. Kto się zna?
[48:26.77 → 48:28.49] A: Wszyscy, sami Portugalczycy nawigowali.
[48:28.55 → 48:34.69] B: Proszę, niech państwo wszyscy wstaną i zatańczą fado. Chcielibyśmy zobaczyć, jak się tańczy fado w Londynie.
[48:35.31 → 48:38.45] C: Ja uważam, że jest też taniec fado.
[48:38.87 → 48:41.79] A: Kontynuuj, jak tańczyłaś fado.
[48:42.39 → 48:50.61] C: Bo ja nie o tym fado, ja tylko chcę powiedzieć, że tańczyłam z Portugalczykiem i było to dla mnie doświadczenie na skraju zgonu.
[48:51.29 → 48:53.63] A: Ej jest, portugalski taniec narodowy.
[48:53.73 → 49:06.99] C: I kiedy powiedziałeś do mnie, że ja po zejściu z Makutrą, kiedy byłam na scenie minutę, że ja zjajałam i byłam na skraju, to mnie to niepokoi. Jeżeli tak wyglądałam.
[49:07.15 → 49:19.40] A: Stoisz w kółku i ruszasz tylko ramionami. To jest taniec Fadu. A nie, wykonujesz też takie ruchy, że odchodzisz i wchodzisz, trochę jak pająk.
[49:19.40 → 49:23.30] C: A, rzeczywiście. Czyli mówiłam, że się kroczy? Mówiłam, że się kroczy?
[49:23.52 → 49:24.62] A: Poczekaj, ale to faktycznie można od tego umrzeć?
[49:24.62 → 49:29.68] B: Myślę, że państwo są bardzo zaintrygowani tym, że sobie oglądacie coś w internecie w czasie spotkania.
[49:29.70 → 49:32.58] A: Ustalamy fakty, ponieważ nie wiadomo, czy to było to samo wesele.
[49:32.72 → 49:35.16] C: Cieszę się, że zawsze się człowiek czegoś dowie.
[49:35.22 → 49:44.54] A: Jak to bym był Portugalczyk. Nawet na tym weselu byłaś... Zmartwiłam się,
[49:44.64 → 49:50.64] C: gdyś powiedziałeś, że po zejściu w teatrze, ostatnio byłam zdziajana.
[49:50.70 → 49:53.06] A: Bo tak mówiłaś, że jesteś zdziajana i wykończona.
[49:54.08 → 50:04.12] B: Jakaś niezręczna sytuacja nam się tutaj stworzyła. To może ja powiem o tym. Ja jestem pełen energii właściwie. Uwielbiam tańczyć, śpiewać, wychodzić.
[50:04.14 → 50:05.16] A: A co głównie tańczysz?
[50:06.82 → 50:26.06] B: Niedawno sobie wymyśliłem, to znaczy niedawno, w czasach pandemii wymyśliłem sobie Tango na czasy pandemiczne napisałem takie, czyli takie do tańczenia w pewnej odległości od siebie, bo wtedy sanepid nie pozwalał za blisko tańczyć, także ja napisałem takie tytuja tam tango, tak to się nazywa, czyli że można tańczyć w odległości nawet kilkunastu metrów od siebie.
[50:26.08 → 50:26.96] A: A na zoomie też można?
[50:27.16 → 50:27.70] C: Tytuja tam.
[50:27.92 → 50:28.84] B: Tańczyć na zoomie?
[50:28.86 → 50:29.10] A: Tak.
[50:29.34 → 50:30.40] B: Można, pewnie tak.
[50:30.50 → 50:32.02] C: A ja zagrałam w tym teledysku.
[50:32.42 → 50:32.70] B: Tak.
[50:33.46 → 51:01.64] C: I kręciliśmy go zimą, było bardzo, bardzo zimno. Ja się bardzo, bardzo, bardzo źle ubrałam. Miałam niebieskie futerko, ale nie miałam rękawiczek aniż tego i miałam złe obuwie. No i siedem godzin chyba to kręciliśmy i powiedziałam Arturowi, wracając, Artur, przez to będziesz teraz do końca życia grał w moim słuchowisku, porucznik jego, bo Artur tam gra kapitana Kożuszka. I dzięki temu teledyskowi.
[51:03.18 → 51:16.90] A: A teraz jeszcze byśmy wrócili do pytania podstawowego w tej rundzie, czyli pytania pani z pierwszej loży o to, czy łatwo jest, czy niełatwo być śmiesznym tak w życiu i od święta. I jeszcze ty nie odpowiedziałeś.
[51:17.04 → 51:28.70] B: Ale ja nigdy nie próbowałem, to znaczy tak, jak wychodzę na scenę, oczywiście też marzę o tym, żeby mi się udało być zabawnym, w sensie takim, żeby ludzie mieli z tego trochę radości.
[51:28.74 → 51:34.00] A: Inną sytuację sobie wyobraźmy. No jednak jesteś rozpoznawalny. No jednak. Wchodzisz do żabki i co?
[51:36.76 → 51:40.64] B: Mówię dobry wieczór, poproszę hot doga.
[51:41.20 → 51:44.12] A: Pani sprzedawczyni ma już maślane oczy i uśmiecha się.
[51:44.18 → 52:29.74] B: Nie, zazwyczaj pyta z jakim sosem. Nie wiem, czy to jest przejaw maślanych oczu. wyraz uwielbienia i tyle. Tak się rozgrywają, niezwykle się rozgrywają. Czasami bywają te takie sytuacje, że człowiek zostanie rozpoznany i coś tam usłyszy na swój temat, ale te są zazwyczaj zabawne ze względu na to, że nie zawsze jest to to, może ktoś chciał powiedzieć, takie najświeższe parę, które usłyszałem, to kiedyś podeszła do mnie pani na ulicy i mówi tak, przepraszam, pan Andrus, prawda? Ja mówię tak, z boku pana poznałam. To to jest pewien rodzaj popularności, tak być poznanym z Bogiem. To nie jest trudne, bo ty w
[52:29.74 → 52:35.32] A: tej telewizji to siedzisz właśnie bokiem, więc ludzie cię widzą bokiem, półsiedzełniem.
[52:35.54 → 54:11.92] B: Tak, no to może stąd, a jeszcze później pamiętam na stacji benzynowej w Rzeszowie, to się przekonałem z kolei, jakim jesteśmy narodem, jakie są dwie najważniejsze cechy nas jako Polaków, to jest szczerość i solidarność. Doszedłem do wniosku dlatego, że przyszedłem na tej stacji, płacę, daję pani kartę i pani zobaczyła tam imię i nazwisko na dole i tak popatrzyła na mnie i mówi, to pan? Ja mówię, no tak, ja. A ona, przytyło się panu. I tutaj ta szczerość, ale solidarność, bo nie zostawiła mnie z tym samego, bo tak parę sekund popatrzyła w ten mój przerażony wzrok i powiedziała, ale niech się pan nie martwi, mnie też. Tak że jesteśmy szczerzy i solidarni. No i proszę bardzo, i takie rzeczy mnie spotykają. A to z tym, co Aśka mi tutaj podpowiadała, to sam początek, to gdzieś takie pierwsze moje występy i jedna z pierwszych recenzji, która zresztą przekonała mnie do tego, że może mogę wychodzić na scenę i występować, bo po występie podeszła do mnie pani i tak patrząc mi prosto w oczy powiedziała, boże, pan taki śmieszny jak pies. No i to jest coś takiego, co człowieka utwierdza w przekonaniu, że może robić. Co prawda potem życzliwy kolega z kabaretu starał mi się to wytłumaczyć, że może myślała, że jak pies ogrodnika, że sam się nie zaśmieje i innym nie dam, ale ja już sobie to inaczej zinterpretowałem. Tak że nie mam jakoś takich... Nie często się spotyka, żeby były jakieś takie oczekiwania, że ja teraz... A teraz pan Andrus opowie, Opowie dowcip
[54:11.92 → 54:21.54] A: trochę mnie zaniepokoił ten wątek hot dogów, bo to nie jest do końca zdrowe jedzenie. Ile hot dogów jesz tygodniowo w żabce? I oczywiście z jakim sosem?
[54:22.58 → 54:59.11] B: Nie będziemy takich intymnych szczegółów mojego życia. Ale nie, to jest akurat, ja wiem, że to może nie jest najzdrowsze jedzenie, ale ja kiedyś, był taki czas, kiedy uważałem, że popularność artysty powinno się mierzyć w hot dogach jedzonych na stacjach benzynowych, bo był taki moment, że jak się jeździło po Polsce, właściwie nigdzie się, no nie było takich restauracji tak tyle, żeby się zatrzymywać, zjeść normalny obiad, tylko się wpadało, jadło się to, co było na stacji benzynowej i jechało się dalej. Teraz to się trochę zmieniło. Ale z drugiej strony człowiek się przyzwyczaił do jedzenia jednej rzeczy, to i tak się zatrzymuje i coś takiego zje.
[54:59.35 → 55:04.33] A: Ale nie rozumiem tej popularności mierzonej w hot dogach. Czyli na przykład, że im więcej zjesz, tym bardziej popularnie jest jeść po więcej kilometrów, tak?
[55:04.33 → 55:11.39] B: Tak, bo to znaczy, że więcej jeździsz, tak? Masz trzy tysiące hot dogów na przykład rocznie, no to wiesz, co to znaczy.
[55:12.75 → 55:13.55] A: To jak to się spala?
[55:15.23 → 55:23.53] B: Na scenie, śpiewając na przykład. Wiesz, jaki to jest wydatek energii? Jak się człowiek może zjajać podczas śpiewania jednej piosenki.
[55:23.65 → 55:27.11] C: Podczas minuty w och teatrze, mówiąc o makutrze.
[55:27.63 → 55:47.12] B: O wylizywaniu makutry. Ale nie chciałbym, żeby zostało państwu takie przeświadczenie, że wyłącznie się zajmuję jedzeniem hot dogów, chociaż pani na stacji w Rzeszowie przekonana była pewnie, że tak, że po to przyszedłem. Nawet zdziwiony, ale myślę, że to jest
[55:47.12 → 56:28.70] A: to, o czym pani mówiła przed chwilą, o co pytała i jest. No to jest taki rodzaj. Przemusu albo weźmy to w cudzysłów nie tragedii, która spotyka osoby zajmujące się. Pokazywaniem poczucia humoru, graniem w kabaretach w teatrze, śpiewaniem piosenek, w których z tym poczuciem humoru się gra, bo właśnie właściwie potem już trudno zrozumieć, że ktoś taki jak. na przykład może być smutny albo refleksyjny, że go można zapytać o rzecz, która nie jest śmieszna, prawda, że to jest jakiś rodzaj przypisania, tak przybija się zdjęcie do tablicy krokowej i patrzy się na dusa, żeby się zawsze uśmiechać.
[56:29.70 → 56:57.67] B: Z jednej strony przyjmujemy taką konwencję, no bo skoro staramy się pisać takie rzeczy i występować z takimi rzeczami, które mają wywołać raczej taką reakcję, no to przyjmujemy te konwencje i godzimy się na to, ale z drugiej strony pewnie ludzie sobie też zdają sprawę z tego, że to nie jest tak, że my schodząc ze sceny od razu marzymy o tym, żeby wpaść jak najszybciej do domu i w domu jeszcze porozśmieszać trochę, bo nam mało jeszcze na scenie.
[56:58.03 → 56:59.01] A: I na stacji benzynowej.
[56:59.09 → 57:34.78] B: Tak, i jeszcze po drodze może się kogoś uda gdzieś tam do jakiegoś kierowcy język wystawić gdzieś na światłach, prawda? No nie, no to troszkę trzeba mieć różnego życia u siebie. Ja poza tym mam na przykład takie szczęście i tak sobie to wykombinowałem, że jak mnie czasem poniesie wpisanie troszkę innego tekstu, to mam komu go dać do wykonywania. Na przykład teraz taka cała płyta powstała, gdzie Alicja Majewska śpiewa moje piosenki do muzyki Włodzimierza Korcza i tam już tak nie galopowałem bardzo z koniecznością żartu.
[57:34.98 → 57:37.22] A: Tam jesteś refleksyjny, twoje drugie oblicze.
[57:37.44 → 57:40.04] B: Troszkę tak, no takie było założenie, że to są piosenki.
[57:40.04 → 57:42.98] C: Ale to jest chyba trudniejsze, co Artur, pisanie takie?
[57:43.20 → 57:44.12] A: A to przychodzi z wiekiem?
[57:45.08 → 58:45.02] B: Pewnie trochę. Trochę pewnie tak, bo mam ochotę się zmierzyć też z czymś takim i czy jestem w stanie takie teksty napisać. Tutaj było bardzo konkretne zamówienie, ja wiedziałem, dla kogo piszę, wiedziałem, kto będzie pisał do tego muzykę. to też starałem się dopasować do tego stylu charakterystycznego. Poza tym tutaj się o tyle łatwiej pracowało z Alicją i Włodkiem, że Włodek bardzo konkretnie wie, czego chce i jakie to mają być piosenki. I zdarzało się, że mi odsyłał tekst i mówił, ale to nie jest dla Alicji, to nie jest w jej stylu. Ja biorąc pod uwagę to, że oni czterdzieści parę lat już występują ze sobą i wiedzą, to wiedziałem, że pewnie ma rację i że ja powinienem się do tego dopasować. Ale to ciekawe wyzwanie zawodowe było, coś takiego zrobić. Natomiast to korci czasem, żeby pójść tak wbrew sobie i trochę coś innego zrobić niż... Aśka, próbowałaś na przykład jakąś taką bardzo liryczną piosenkę kiedyś zaśpiewać?
[58:45.14 → 59:29.43] C: Tak, tak. I to jest bardzo trudne. To jest bardzo trudne. Zdarzyło mi się wiosną, No i czułam się trochę, jakbym była absolutnie naga na scenie, odarta z tego, czym mogę się zasłonić, bo ten humor przecież on jednak dosyć dużo zasłania. On jest, wiadomo po co on jest i czemu służy, ale dla mnie to jest też takie, trochę zasłaniam siebie. I nagle tak stałam taka odarta i się czułam fatalnie. To była moja taka próba zaśpiewania czegoś poważnego. Myślę, że nieudana próba, ale ja będę dalej próbować, bo chciałabym bardzo.
[59:29.64 → 01:00:29.97] B: Poza tym jest coś takiego, że jak się na przykład śpiewa jakąś kabaretową piosenkę czy jakąś taką żartobliwą, to rzeczywiście człowiek się trochę zasłania. Ludzie myślą, o wygłupia się, no robi coś tam, śpiewa o czymś, o kimś i tak dalej. A jednak jak się wychodzi z tekstem takim naprawdę głęboko lirycznym czy poważnym, od razu jednak tak z założenia się przyjmuje, że on śpiewa o sobie, że to, o czym on śpiewa, to jest jego przeżycie, że to jest jakieś... I ja wiem, że... Potem się rozumie te konwencje, że przecież aktor nie zawsze gra siebie na scenie, nie zawsze śpiewa w swoim imieniu, a mimo wszystko próbuje to zrobić tak, jakby śpiewał w swoim imieniu. Ja mówię może o sobie. Nie będąc aktorem, nie potrafiąc stworzyć żadnej roli, od razu śpiewam jako ja, jako Artur Andrus. Czyli gdybym śpiewał jakiś dramatyczny tekst, to znaczy, że coś dramatycznego dzieje się w życiu tego faceta.
[01:00:30.35 → 01:00:41.85] A: ale jaki tu jest przepływ po prostu energii między nami teraz, gdy chodzi o sposób szukania podobnych ścieżek rozmowy. Bo chciałem was teraz zapytać, czy was, co chcesz zobaczyć, która jest godzina?
[01:00:42.65 → 01:00:43.29] C: Dobry wieczór.
[01:00:44.25 → 01:01:00.83] A: Dobry wieczór, 19.02. Czy wy mieliście takie epizody w swoim życiu albo czy was nie kusiło właśnie, żeby pójść w stronę aktorstwa, takiego bardziej profesjonalnego, filmowego, niekoniecznie serialowego? Przecież można by. Co się tak dziwisz?
[01:01:01.29 → 01:01:51.48] C: Bo ja też bardzo dużo o tym myślałam, ale nie tylko myślałam, tylko próbowałam. Lubię się tak czasami rzucić na główkę, zupełnie nie na swój teren i popróbować, poeksperymentować. Staram się to robić, ale tak jak mówię, jest to bardzo trudne i chyba bym się bała, bardzo bym się bała zrobić coś, zagrać w czymś poważnym. Często też słyszymy, No ale wy nie macie szkół aktorskich, no ale pani nie ma szkoły aktorskiej. I coś pewnie w tym jest, bo też oprócz aktorstwa, to też musi być współpraca z reżyserem. My przecież tego, ja sama reżyseruję, więc też nie wiem, czy potrafiłabym się odnaleźć jakoś. Było mi łatwiej, gdy grałam w czymś trochę jednak z nutką komediową.
[01:01:51.68 → 01:01:54.88] A: A gdyby na przykład był remake Krzyżaków, to byś zagrała Danuśkę?
[01:01:56.26 → 01:01:56.94] C: Tak.
[01:02:00.55 → 01:02:06.09] A: Ale ona tam popada w obłęd i ją los bardzo dotyka. Musiałabyś być bardzo tłoczliwa.
[01:02:06.53 → 01:02:08.07] C: I nieśmieszna.
[01:02:08.11 → 01:02:11.37] A: Właśnie, bo to jest pytanie, czy jesteś w stanie unieść scenę trudną.
[01:02:14.25 → 01:02:39.71] B: Podobno, nie wiem, przepraszam, to ty się zastanów nad odpowiedzią, a ja w tym czasie się wstrzelę. Nie wiem, czy to jest prawdziwa historia, ale ktoś opowiadał, że podobno Jerzy Dobrowolski dał kiedyś Hance Bielickiej do zagrania jakiś tekst, tylko powiedział, że ona ma to mówić powoli. Powoli i ona oddała, nie była w stanie. Nie podjęła się tej roli, że to było po prostu tak wbrew niej, że nie była w stanie.
[01:02:40.07 → 01:02:43.35] A: A gdyby tobie ktoś zaproponował bycie ordynatem michorowskim, to co?
[01:02:43.65 → 01:02:45.51] B: Mam warunki, dlaczego nie?
[01:02:47.19 → 01:02:52.39] A: Który warunek jest tutaj przekonywający najbardziej?
[01:02:52.83 → 01:02:59.81] B: Uroda. Większość właściwie na swojej urodzie taki ten budował, no to ja bym tutaj też uniósł.
[01:02:59.97 → 01:03:09.41] A: Ty masz wrażenie, podobnie jak ja, że gdybyśmy żyli w czasach przedwojennych, to on by każdą ziemiankę wyrywał po prostu na swoją urodę? Byłby panem na polskich ziemiach.
[01:03:09.55 → 01:03:16.85] B: Że zacytuję piosenkę, co to mówi Nienzyg Muś, że jest taki śliczny, prawda? Ale Aśka, bo ty miałaś odpowiedzieć.
[01:03:16.95 → 01:04:06.18] C: Ja nie wiem, znaczy ja na pewno bym się rzuciła. do roli, na pewno bym się rzuciła. Byłam niedawno na takim castingu trochę ukrytym, to znaczy nie wiedziałam trochę, że biorę udział w castingu. Taka sytuacja. No i przyszłam, tak nie za bardzo się nauczyłam. To jest właśnie to, aktorzy, którzy ukończyli szkoły, wiedzą jak się przygotować do castingu, że trzeba, no pewne są warunki i reguły, które trzeba spełnić, na przykład nauczyć się na pamięć tekst. A ja oczywiście po łebkach coś tam, bo ja przyzwyczajona, no przecież tam coś wyimprowizuję, nie wolno, nie wolno, ja muszę być przygotowana. Przyszłam, w ogóle tego nie zagrałam, mówiłam tylko jak ja, beznadziejnie, źle wyszło, źle wyszło.
[01:04:06.20 → 01:04:08.58] A: A to było do lalki, Izabeli Łęckiej szukali, tak?
[01:04:09.78 → 01:04:23.64] C: Nie, nie, to nie mogę powiedzieć, No i to jest właśnie to. Raczej bym się na poważne role nie rzucała, a jeżeli już, to musiałabym sobie sama wyreżyserować, bo tak.
[01:04:24.20 → 01:06:51.13] B: Ja miałem takie doświadczenia, które też mnie przekonały, że to jest zupełnie inny warsztat i to jeżeli komuś się wydaje, że jak występuje na scenie, wychodzi i na przykład jest w stanie przez prawie dwie godziny zajmować sobą publiczność, bo im śpiewa piosenki, opowiada żarty, to tak samo. wyjdzie na scenę i zrobi to samo, mówiąc czyimś tekstem, to zupełnie nie działa, to jest zupełnie inny warsztat. Pamiętam, że ja dostałem kiedyś propozycję, to mnie bardzo połechtało, żeby zagrać taki epizod w serialu Niania. Oni tam mieli takie fragmenty, że tam się pojawia jakaś taka postać, nie wiadomo skąd ona, coś tam, 30 sekund jest na ekranie, ale jest ciekawostka. I mnie zaproponowano, żebym zagrał policjanta, Miałem dosłownie dwa kapity tekstu, także nietrudne jakieś do nauczenia się. Miałem zagrać policjanta, który odbiera na komisariacie telefon od niani, która gdzieś się zgubiła w drodze na ślub, jakieś takie rzeczy. I przychodzę, dali mi ten mundurek, przebrałem się, wchodzę na plan, witam się z reżyserem i mówię mu tak, proszę pana, tylko ja ostrzegam, że ja mogę zagrać tylko siebie, ja nic innego nie jestem w stanie. Dobra, dobra, znam człowieka, widziałem w telewizji inteligentny człowiek, zaraz sobie z tym wszystkim poradzimy. i zaczyna mi tłumaczyć, co ja mam grać. I mówi mi tak, proszę pana, najpierw tak, jak zadzwoni telefon, to pan podnosi słuchawkę prawą ręką, bo to tak mamy ustawioną kamerę, prawą ręką mówi pan te pierwsze z dwa zdania tekstu, potem odkłada pan słuchawkę po lewej stronie aparatu i idzie pan za stolikiem do tamtego czajnika i lewą ręką nalewa pan wody z tego czajnika. A ja już na etapie słuchawki już się gubiłem w tym, co on mówi. No i potem gramy to i gramy szósty raz. I ja albo nie z tej strony słuchawkę odłożę, albo za późno pójdę i już tekst mi się skończył w połowie tego. No coś jest nie... I słyszę, jak po szóstym razie chyba pan reżyser mówi do ekipy, mówi to nie do mnie, ale ja to usłyszałem. Mówi do ekipy, dobrze, słuchajcie, nie będziemy tego grać wbrew panu Andrusowi. Zagramy to tak, że pan siedzi i struga ołówek. No i taka rola została uwieczniona. Siedzę, strugam ołówek i mówię. I tu się nie pogubiłem. Na tym etapie jestem w stanie mówić. Robić i mówić tekst, którego się miałem nauczyć. Także wtedy się przekonałem, że to są
[01:06:51.13 → 01:06:53.59] A: naprawdę... Czyli ta droga do czajnika była dla ciebie nie do zagrania?
[01:06:53.65 → 01:06:57.17] B: Nie, to już jest, to na Oscara rola jest coś takiego.
[01:06:57.43 → 01:07:35.88] C: Ale to jest, ja miałam to samo, ponieważ grałam w filmie z Stanisława Tymaryś, grałam dziennikarkę, I też miałam mnóstwo zadań, bo my jesteśmy przyzwyczajeni do wolności, że wychodzimy i po prostu mówimy sobie, gramy jednak tutaj cały czas. My gramy na scenie, a w filmie się gra wszędzie. To jest cała nasza przestrzeń. Trzeba sobie wyobrazić, gdzie teraz idziesz, co jest, prawda? I też co chwilę tą ręką, to, to. Ja grałam dziennikarkę. Miałam udawać, że czytam z telepromptera, że mam tutaj ekran i że ja z niego czytam.
[01:07:36.39 → 01:07:38.05] A: Czyli byłaś trochę taką Danutą Holecką?
[01:07:38.43 → 01:08:20.64] C: Tak, ale musiałam znać tekst na pamięć, a Stanisław tym, nauczyłam się na pamięć tym razem, a Stanisław tym przyszedł i jeszcze mi przed wyjściem dopisał kwestię. Tu mi tam dookoła, ponieważ nie było się gdzie zmieścić i pisał na kartce. Mówi, tu zakręcisz, potem dodasz to, tu jeszcze po tym zdaniu ci tutaj dopiszę to, tutaj to. I ja byłam tak strasznie zestresowana. Miałam tam jakieś warkoczyki porobione, wstążeczki, wyglądałam jak wariat. I nie dość, że nie mogłam zerkać na tekst, bo to ma być niby czytane z telepromptera. Nie wiem dlaczego mi tego telepromptera nie włączyli.
[01:08:21.20 → 01:08:21.98] B: Taniej było.
[01:08:22.72 → 01:08:43.49] C: Tak. I byłam tak zestresowana. I to właśnie były te czynności, które musiałam wykonać. Co chwilę musiałam się łączyć z jakąś dziewczyną, z jakąś reporterką na zewnątrz. Tu telewizja, hej, jesteś tam i jesteś... To był dla mnie koszmar. Ja wiem, co ty, Artur, przeżyłeś. Nie wiem, aktorzy po prostu do tego są nauczeni.
[01:08:43.99 → 01:08:45.03] B: Potrafią takie rzeczy.
[01:08:45.29 → 01:08:46.55] C: Albo po prostu potrafią.
[01:08:46.85 → 01:09:28.91] B: Myśmy kiedyś z Andrzejem Poniedzielskim też grali w takim serialu i graliśmy, ale zgodziliśmy się na zasadzie takiej, że my jesteśmy poza scenariuszem, że my mówimy swoimi tekstami. Tam kamera się pojawia tylko raz na jakiś czas. Portierami w telewizji jesteśmy i mówimy swoimi tekstami. I pamiętam raz, Reżyser postanowił jednak nas troszkę włączyć w akcję tego filmu, żeby to nie było tak, że jesteśmy zupełnie oddzielni i mieliśmy zagrać coś takiego, że ktoś przychodzi, bierze od nas klucz do pokoju i wychodzi po schodach i my mamy za nim patrzeć, jak on idzie po tych schodach, a tam wiadomo, że tam nikt nie szedł, tylko mieliśmy udawać. Jezu, jakie to jest trudne udawać, że się patrzy za kimś, kogo nie ma, naprawdę. No i my tak patrzymy.
[01:09:28.98 → 01:09:29.80] A: Pokaż, jak to się robi.
[01:09:29.95 → 01:10:04.73] B: Widzisz, ja to gram od dwóch minut mniej więcej. Widzisz, że nie widać tego, ja to gram, tam coś po tego. I on tak co chwilę nam to przerywa i mówi, ej, ale weźcie, wy zagrajcie, że was to interesuje trochę, jak on odchodzi, a nie tak, że na razie to widać, że wy chcecie stąd uciekać. No i tak po szóstym razie też myślę, że już dla świętego spokoju, bo wiedział, że nic nie ugra. Powiedział, dobra, to mamy to. I w tym momencie nachyla się do mnie Poniedzielski i mówi, to teraz możesz do mnie mówić De Niro. Zagrał rolę, już uznał, że przeszedł chrzest filmowy.
[01:10:05.21 → 01:10:23.69] C: A jeszcze najfajniejsze jest to, jak czasami się gra dialog, ale nie można patrzeć naprawdę na partnera, z którym się prowadzi ten dialog, ponieważ źle to wygląda w kamerach i na przykład trzeba patrzeć tutaj. Ja tutaj patrzę i w ogóle Artura nie widzę, ale z nim rozmawiam. To jest jakiś koszmar.
[01:10:23.97 → 01:10:28.69] B: Ale są ludzie, którzy to potrafią i całe szczęście, bo dzięki temu filmy powstają jeszcze.
[01:10:29.57 → 01:10:32.41] A: Niespodziewana puenta to była.
[01:10:32.79 → 01:10:35.69] B: Spodziewana, ja ją przygotowywałem dwa tygodnie.
[01:10:36.37 → 01:10:52.34] A: Czy ktoś z państwa chciałby jeszcze o coś zapytać? Nasze gwiazdy. Bardzo proszę, tylko poczekajmy na mikrofon, dobrze? Idziemy. Ale jest transmisja i nagranie i chodzi o to, żeby...
[01:10:52.34 → 01:10:53.94] B: A już jest mikrofon, już można.
[01:10:54.74 → 01:10:55.80] A: A jak nie dosłyszymy?
[01:10:55.88 → 01:10:59.06] C: Dobry wieczór, krótkie pytanie. Jakiego poczucia humoru państwo nie lubicie?
[01:11:00.62 → 01:11:20.27] B: Ja to bym najprościej odpowiedział, że chamskiego, to znaczy takiego, które obraża inteligencję widza, w ogóle obrażającego na takiej zasadzie, że ktoś wychodzi i... Ja już widzę, że chcę obrazić wszystkich i tych, o których mówi, i tych, którzy są na widowni, to ja takiego poczucia humoru jakoś nie lubię.
[01:11:20.65 → 01:12:42.23] C: Też bardzo trudno mi jest też przebrnąć przez jakieś żarty, w których pojawia się wulgaryzm, taki zwłaszcza, czasami nie wiem, od czego to może dokładnie zależy, ale są osoby, które potrafią użyć wulgaryzmu w jakiś taki uroczy sposób, I wtedy jest to dużo łatwiejsze, nawet wskazane. Ale z tego, co też tak widzę w komedii, to najczęściej te wulgaryzmy są bardzo dosadnie też wypowiadane. Ja myślę, że nawet zdarza się na przykład, że nie podoba mi się, że już po raz setny widzę ten sam żart, jakby ten sam styl żartu albo to, że to już po prostu było we wszystkie strony mielone. Natomiast i tak zależy, jak kto to wykona. bo widziałam nieraz jakieś fragmenty, skecze, piosenki, które już powiedzmy widziałam ten rodzaj humoru też sto razy, ale ktoś robi to tak stylowo i tak fantastycznie i wkłada w to swoją osobowość i to jest po prostu fajne, urocze, śmieszne. Więc to na pewno też zależy od wykonania, od aktorstwa czy od osobowości. No ale też tak jak Artur, też nie lubię takich... My to nazywamy... Artur, jak my tak mówimy na takie żarty, że one są...
[01:12:42.23 → 01:12:44.29] B: No to dokładnie tak omówimy o tym.
[01:12:44.73 → 01:12:49.49] C: No jest takie określenie...
[01:12:50.96 → 01:13:13.91] B: Nie, ale to jest coś takiego, że jak wychodzi ktoś na scenę i ja widzę, że on nie lubi tych ludzi, do których wyszedł tak naprawdę i że wychodzi, no bo to jest jego zawód, no bo tak się ułożyło w życiu, że tylko tak potrafi zarabiać pieniądze. a nie inaczej, to mnie już coś coś zwija. Tak jakoś ja nie nie czuję się
[01:13:13.91 → 01:13:15.55] A: dobrze, bo ich jeszcze nie jest na to trudno.
[01:13:15.67 → 01:13:23.75] B: Każdego lubi, no ale jeżeli wychodzi się do ludzi, którzy kupili bilet na twój występ, to już masz wstępne założenie takie, że oni przyszli.
[01:13:23.83 → 01:13:24.45] A: Oni cię lubią.
[01:13:24.83 → 01:13:43.52] B: No no albo przynajmniej są ciekawi ciebie. No to postaraj się jak najlepiej najlepiej taki wieczór zaproponować. To tak tak pokrótcze chyba ja bym najprościej tak odpowiedział na to pytanie.
[01:13:43.98 → 01:14:20.10] A: No a teraz. To było pytanie o was w roli publiczności, prawda? A chciałem was zapytać tak. Nigdy te lampy nie były tak włączone, bo nie było tak wielu osób. Jest jakiś w ogóle rekord publiczności. Zapytać o to na przykład, co się dzieje, kiedy wy wychodzicie, a publiczność nie reaguje albo nie nie łapie z wami tego samego poczucia. to się przecież może zdarzyć. Nie zawsze jest tak, że gracie w takich miejscach, w których wszyscy przychodzą wyłącznie na was i jest oczywiste, że jest między wami sympatii nieć.
[01:14:20.24 → 01:15:06.75] C: Tak, czasami się zdarza, że ludzie nie wiedzą w ogóle, kto wyjdzie. I to są, no bardzo rzadko, bardzo rzadko, ale się zdarza, że są to na przykład występy niespodzianka, niespodzianka i wtedy No tak, ja nie lubię takich sytuacji, ponieważ chyba też widzowie też nie lubią. Wszyscy chcemy wiedzieć, na co przyszliśmy. No niespodzianka, akurat sceniczna niespodzianka chyba nie jest dobrym, czymś dobrym i wtedy jest bardzo trudno. Czasami zdarza się, że nie ma tego rezonansu właśnie z widownią. No i wtedy tylko ja sobie stwierdziłem, że aha, będzie ciężko. Dobrze. Włączam dopalanie, włączam rakiety.
[01:15:09.35 → 01:15:11.45] A: Jak dopalasz? Jak dopalasz? W co idziesz?
[01:15:11.57 → 01:15:25.21] C: Co włączam? Kontakt. Przede wszystkim kontakt jest bardzo ważny. Wzrokowy i też taki, żeby ludzie wiedzieli, że ja ich widzę. Żeby było coś między nami. Żeby trochę przełamać tę barierę naturalną.
[01:15:25.23 → 01:15:27.77] A: Zagraj to. Zwróć uwagę, ja jestem ci nieprzychylny.
[01:15:28.39 → 01:15:29.61] C: A ty jesteś nieprzytomny.
[01:15:30.05 → 01:15:34.16] A: Nieprzytomny, nieprzychylny. Przyszedłem na spotkanie z tobą, nie wiem, kim jesteś.
[01:15:34.18 → 01:15:49.27] C: No to ja na przykład mówię dobry, dobry wieczór, witam bardzo serdecznie, czyli patrzę się na ciebie i nawiązuję z tobą kontakt, bo jeżeli widzę, że nie ma szansy, a widzę, że nie ma szansy, przerzucam. Nie, bo na szczęście...
[01:15:49.27 → 01:15:51.49] A: A tam siedzi drugi nieprzychylny. I co wtedy?
[01:15:51.59 → 01:16:32.07] C: Ale ja naprawdę nie odpuszczam wtedy... Aż kogoś złapiesz, tak? To jest bardzo ważne, żeby jednak... Bo jest tak, bardzo często mi się zdarza, że patrzę na kogoś i ktoś się tam zaraz tak jednak delikatnie jakby prostuje, bo ojej, ojej, bo mamy kontakt. I to czuć ten moment, że ten kontakt następuje, no ja się tak bardzo staram, że staram się... Też wiem, że samo staranie się to też nie jest najlepszy pomysł, bo przy rozśmieszaniu musi być ta lekkość, no ale na pewno nie odpuszczam i zawsze sobie myślę, to się dobrze skończy. To się dobrze skończy, zobaczymy, że będzie bardzo dobrze. I jest zawsze.
[01:16:32.09 → 01:16:47.41] B: Ja też mam takie założenie, ja z kolei wychodzę z założenia, że No trudno, jak wyszedłem i się okazuje, że nie jest tak bardzo przychylnie, no bo rzeczywiście przypadkowo się znalazłem w jakimś zestawie, ludzie nie przyszli na mnie, tylko na kogoś innego i muszą mnie przeczekać.
[01:16:47.43 → 01:16:49.95] C: Tak właśnie, takie zbiorowe koncerty są trudne.
[01:16:50.57 → 01:16:57.23] A: To jest taka sytuacja trudna, część z państwa mogła przyjść na Joanna, część na Artura i jednocześnie jesteśmy połączeni.
[01:16:57.65 → 01:16:59.41] C: A część na Marcina.
[01:17:00.05 → 01:17:01.09] B: Na Marcina, tak.
[01:17:01.83 → 01:17:02.69] A: Na którego Marcina?
[01:17:02.75 → 01:17:03.17] C: No właśnie.
[01:17:04.71 → 01:17:07.05] A: Zapomniałeś jak on na imię tak przyznać.
[01:17:07.37 → 01:17:11.55] C: Nie, ktoś mógł przyjść na Marcina, a jak na Marcina nie ma.
[01:17:11.91 → 01:17:21.07] B: Jeszcze może być ta sytuacja i to jest sytuacja krytyczna, że my tu siedzimy, a państwo przyszli w ogóle na kogoś innego dzisiaj. Państwo mają bilety na spektakl.
[01:17:21.85 → 01:17:23.47] C: Uwaga, niespodzianka.
[01:17:24.79 → 01:17:27.27] B: Państwo mają bilety na spektakl dzisiaj teatru.
[01:17:27.35 → 01:17:34.47] C: A tu nagle siedzi Marcin. Marcin, Jolka, Aleksy.
[01:17:35.30 → 01:17:37.04] A: Już nie brunijmy, dobrze?
[01:17:37.60 → 01:18:52.28] B: Ja sobie zakładam w takiej sytuacji, że jest może kilka osób, które są mi przychylne. Ja staram się grać dla nich, a może się uda tę resztę też jakoś przekonać albo przynajmniej część tej reszty i w ten sposób trzeba sobie radzić, ale to są... Na szczęście też to czasem jest inspirujące, bo czasem potem się latami opowiada o takich sytuacjach. Są jeszcze słynne historie, które obrosły legendą aktorską, bo to paru aktorów opowiadało, że to im się zdarzyło, czyli pewnie zdarzyło się tylko komuś innemu tak naprawdę, ale ja to słyszałem, te słynne historie z dzwonieniem telefonu na przykład na widowni, że ktoś w czasie spektaklu odbiera i mówi, w teatrze, w teatrze, takie sobie. To słychać na widowni albo drugie, to Andrzej Poniedzielski kiedyś opowiedział, że on usłyszał, na swoim występie poniedzielskim. Halina chciała. Tak że to są takie rzeczy, które się potem na lata zapamiętują, że coś takiego się wydarzyło. Wtedy warto nawet mieć kogoś tak nieżyczliwego, żeby potem mieć na lata anegdotę dobra.
[01:18:52.69 → 01:19:11.61] C: Wydaje mi się, że najtrudniejsze byłoby, gdyby sobie powiedzieć, przetrwam to. Czyli nie walczyć, wyjść, tylko dobra. Bo niektórzy tak podchodzą, dobra, przetrwamy 20 minut, pół godziny i będzie już do wypłaty. Nie, nie, nie. Nie wyobrażam sobie, nie przetrwałabym.
[01:19:11.87 → 01:19:59.43] B: Ale zdaje się, że są takie sytuacje wyższej konieczności, że tak jest. To jest opowieść o... No może nie będę się posługiwał nazwiskami, ale nasz wybitny aktor pewien wiele lat temu dostał zaproszenie na plenerową imprezę kabaretową taką w amfiteatrze i ja to słyszałem z ust osoby, do której on zadzwonił i jej opowiadał o tej całej historii. Impreza była przedziwna, ponieważ z pęd różnych artystów, głównie kabaretowych, rozrywkowych jakichś i on z takim dosyć wysublimowanym humorem i delikatnym monologiem takim, dostał zamówienie, że ma występować przez 15 minut w tym amfiteatrze. Impreza zaczynała się w południe, przy świetle dziennym.
[01:19:59.81 → 01:20:00.41] C: Już źle.
[01:20:00.63 → 01:20:11.75] B: Tłum ludzi, większość widowni na publiczności przyszła ze swoimi napojami takimi, żeby się czuć swobodniej. Także już w pierwszych dziesięciu minutach... Ty
[01:20:11.75 → 01:20:16.66] A: przed 23. nie mówisz słowa alkohol? Bo jest ustawa, że nie można reklamować.
[01:20:16.66 → 01:20:50.06] B: Nie, ja mówię do inteligentnej publiczności, która się domyśli o jakie chodzi. No i on miał wyjść, on był drugim punktem programu, a pierwszym o 12 w tym amfiteatrze było 12 stripteaserek, które wychodziły na scenę, tańczyły, zrzucały z siebie to, co miały zrzucić, schodziły. A teraz przed państwem i on wychodził. I podobno tamten cały amfiteatr robił... Natomiast on, opowiadając tę historię, powiedział...
[01:20:50.06 → 01:20:51.44] A: Gąbka ci spadła.
[01:20:52.19 → 01:20:53.81] C: Aż gąbka spadła, Artur.
[01:20:53.82 → 01:21:35.19] B: I on powiedział, że wiedział, że nie wygra tego, że zaraz go zlinczują. I jedyne, co mu wpadło do głowy, to przerwał na chwilę ten swój monolog i powiedział tak. Proszę państwa, ja mam w umowie zapisane, że mam być na scenie 15 minut. Żebyście nie wiem, co robili, to ja będę te 15 minut. I on sobie mówił ten monolog, a oni ryczeli, po czym on dokładnie 15 minut był na scenie, ukłonił się, zszedł i na tym skończył. Tak że zdaje się, że stan wyższej konieczności, co masz zrobić. My to mamy szczęście, proszę państwa, bo organizatorzy na koniec dzisiaj stripteaserki zaplanowali, także dopiero jak my zejdziemy, to one się pojawią.
[01:21:35.33 → 01:21:37.58] C: Ale zastanawiam, przepraszam, że ale zastanawiam mnie...
[01:21:37.58 → 01:21:38.89] A: Chyba, że zostaniemy i dołączymy.
[01:21:39.23 → 01:21:41.23] C: Dlaczego 12 stripteaserek?
[01:21:41.25 → 01:21:42.05] A: Bo było południe.
[01:21:43.31 → 01:21:48.07] B: O 12, wiesz, bo... Po striptease'erce na godzinę także naprawdę.
[01:21:48.23 → 01:21:49.77] C: A to nie wystarczy jedna?
[01:21:50.23 → 01:22:01.97] B: W amfiteatrze takim dużym, Aśka, to można nie zauważyć jednej. A tak jak widzisz 12 rozbierających się na tym, to wiesz, to wtedy na pewno którąś zauważysz z odległości.
[01:22:02.37 → 01:22:03.27] A: A jakie to było miasto?
[01:22:03.93 → 01:22:04.79] B: Nie mogę powiedzieć.
[01:22:05.29 → 01:22:09.61] A: Bo chciałem się dowiedzieć, czy też hejnał grali, one się do hejnału rozbierały czy nie?
[01:22:09.95 → 01:22:22.06] B: Nie wiem, nie, to tego nie wiem, do czego się rozbierały aż tak, aż tak daleko nie dopytywałem o szczegóły. Ale to jest odpowiedź na pytanie, co robić w takich sytuacjach? No jak jest stan wyższej konieczności?
[01:22:22.44 → 01:22:31.52] C: A nam kiedyś wiatr, wichur i tornador porwał nam zastawki. Gdzie myśmy grali na festiwalu.
[01:22:31.54 → 01:22:32.20] A: Jakie zastawki?
[01:22:32.36 → 01:23:12.41] C: Zastawki z kurtynami. Kurtyny mieliśmy swoje i taka była burza, że wszystko nam to porwała. Wszystkie rekwizyty odfrunęły, zastawki. I co najgorsze, ramówka. Ja mam jakąś fobię na punkcie ramówki. Nawet zawsze mi się śni, jak jest jakiś problem we śnie z występem, to właśnie z ramówką, czyli z pisem kolejności piosenek, utworów. Ale to był taki już odjazd, że nam to wszystko zdmuchnęło, że właściwie nas to rozbroiło i wszyscy uciekli. Cała widownia po prostu uciekła. Wszyscy rozbiegli się i zostaliśmy sami.
[01:23:13.07 → 01:23:13.49] A: I graliście?
[01:23:14.03 → 01:23:25.75] C: Graliśmy, zostało parę osób i zaprosiliśmy na scenę, bo scena była zakryta, tylko nam to wszystko odfrunęło. Ekipa nasza techniczna pobiegła to zbierać, a my tutaj graliśmy dla tych paru osób tak na scenie.
[01:23:25.77 → 01:24:56.76] B: To jest w ogóle, historie tego typu, cała książka do spisania. Ja też znam opowieść jednego naszego wybitnego wokalisty, który niespecjalnie uczył się, lubił uczyć się tekstów piosenek, zwłaszcza takich, które miał wykonać jeden raz w życiu. To jest duży wysiłek, a potem się raz to zaśpiewa i on przyjechał na tę imprezę, to była jakaś tam festiwal piosenki jesiennej czy coś takiego. Przyjechał, miał napisane to wszystko na kartce, ten tekst, no i że sobie położy gdzieś tak na odsłuchu, to jak będzie śpiewał, to sobie będzie zerkał czasem. i da radę to zaśpiewać, tylko że przyjechał jako ostatni na próbę, a przed nim było już kilku tak samo ambitnych wokalistów, którzy okleili wszystkie odsłuchy tymi kartkami, nie było już miejsca na odsłuchu. To położył sobie to tak na ziemi, tak w takim bezpiecznym miejscu, żeby publiczność nie widziała, a żeby mógł sobie zerkać. Tylko nie wiedział jednej rzeczy, że jak się skończy próba i oni wszyscy pójdą do garderób się przygotowywać, wyjdzie na scenę scenograf i całą scenę zasypie liście. i w związku z tym jego kartka też pod liśćmi była. I potem to było warte wszystkich pieniędzy, tylko że oczywiście wiedzieli wszyscy koledzy, nikt z publiczności nie widział, dlaczego artysta śpiewa pierwszą zwrotkę, grzebiąc nogą w liściach i szukając czegoś tam, a on, biedny, ratował się, żeby sobie znaleźć kartkę. Tak że to uroki tego zawodu, trzeba się ratować w takich sytuacjach. A o czym to my mówimy?
[01:24:59.12 → 01:25:04.70] A: Pytałem was o to, co się dzieje, kiedy publiczność nie jest nie reaktywna, ale to już chyba odpowiedzieliście.
[01:25:04.82 → 01:25:08.48] B: No to trzeba sobie radzić. To jest najkrótsza odpowiedź i walczyć.
[01:25:08.66 → 01:25:21.68] A: Przede wszystkim walczyć, przetrwać, poradzić sobie, walczyć. Czy są jeszcze jakieś pytania? Proszę państwa do naszych gości. Bardzo proszę. W pierwszym rzędzie jest osoba. Poprosimy.
[01:25:27.85 → 01:25:33.31] C: Ja chciałam zapytać o serial Spadkobiercy. On jest improwizowany w dużej części.
[01:25:33.33 → 01:25:40.69] B: W stu procentach, w stu procentach. To znaczy, no nie improwizowane jest tylko to, jakie są sceny. Jest zarys ogólny, ogólny zarys.
[01:25:40.77 → 01:25:47.69] C: I jak sobie też radzicie, jeżeli się sami, jak to się mówi, ugotujecie na scenie i jak opanować wtedy śmiech i coś dalej mówić?
[01:25:48.07 → 01:25:58.64] B: Ja się odwracam zazwyczaj plecami do publiczności i wtedy śmieję się do ściany i to jakoś mniej widać chyba. a nie da się czasami opanować, no bo to są takie sytuacje.
[01:25:58.88 → 01:26:05.96] C: Czy to jest bardzo trudna taka improwizacja? Czy nie lepiej przygotować tekst i na bazie tekstu trochę improwizować?
[01:26:06.72 → 01:26:21.58] B: No pomysł był taki, żeby to improwizować zupełnie i myślę, że to dlatego nas tak wszystkich bawi, że my nie wiemy, co nas spotka na tej scenie, że wychodzimy, wiemy tylko mniej więcej, kim jesteśmy i o co chodzi, a reszta się dzieje i to dla nas jest zaskoczenie.
[01:26:21.62 → 01:26:52.73] C: Tak, ja grałam z córkę, Artur grał w spadkopiercach mojego tata. I miałam zagrać, zapytać ojca, dlaczego nie zapłaciłeś za mnie okupu. No to pytam ojcze, dlaczego nie zapłaciłeś za mnie okupu? I jeszcze nie wiem, co on powie. On jeszcze nie wie, co powie, bo dopiero to usłyszał. I to jest chyba najbardziej fascynujące. I w końcu Artur mówił, Że w
[01:26:52.73 → 01:26:55.87] B: naszej rodzinie jest taka zasada, że łapówka tak, ale okup nie.
[01:26:56.83 → 01:28:15.59] C: No i to teraz wymyślił. I wtedy Jana to jakaś reakcja, on też nie wie, to jest tak fascynujące, bo my nawzajem nie wiemy, co chwilę dostajemy taki cios, ale taki pozytywny. Nawet jeżeli sobie coś wymyślimy i spróbujemy skłonić drugiego aktora do tego, żeby poszedł za mną to, co ja teraz proponuję, to się i tak nigdy nie działo. Ja to po prostu tak uwielbiam. Ja uwielbiam to właśnie, że to jest niespodzianka, że to jest tajemnica, że nie da się swojego, nawet jeżeli ktoś by sobie wymyślił, zapisał i zastosował to na scenie i tak za chwilę ktoś go z tego wybije. Dlatego to był absolutnie, stuprocentowo improwizowany serial i to było najcudowniejsze właśnie w tym. A trudno było śmiech pohamować. Ja najczęściej robię tak, że się śmieję, całe moje ciało tu się śmieje, a tylko trzymam sztywno twarz, żeby jakoś, nie? Oczywiście umierałam tam w środku, bo się dusiłam, bo musiałam złapać oddech, a nie mogę, bo... Także to każdy sobie jakoś tam radził. No właśnie tak.
[01:28:15.60 → 01:28:18.26] A: A to w sumie jest też świetne ćwiczenie fitness, ten śmiech taki.
[01:28:18.80 → 01:29:04.91] C: Gdyby było, to ja bym już to dawno robiła. Bo się cały czas... No mi się to bardzo często zdarza też właśnie w Kabarecie Hrabi, też zawsze się coś takiego wydarzy, że się śmiejemy sami też. Ostatnio mamy taką nową metodę rozśmieszania się, no bo też sobie robimy tam jakieś żarciki, że rozmawiam z kolegą na scenie, gram, ale nie patrzę mu w oczy, tylko patrzę odrobinę w bok. I jak ja tylko to odkrywam, że tak kolega ze mną robi, no to jest koniec. Ja już zdycham. Bo to jest, Artur, wiesz, coś takiego, nie? Co tam, Artur, u ciebie? Wiesz, to jest tak... Proszę spróbować sobie, to jest tak dziwne, żeby patrzeć tu. Cześć. Cześć, Michała.
[01:29:05.46 → 01:29:06.66] A: Cześć Joanna, co u ciebie?
[01:29:06.98 → 01:29:21.80] C: Dobrze. A to jeszcze, proszę. Napoje w spadkopiersach, tak, oryginalne, czyli oryginalne. Kupione w sklepie.
[01:29:22.34 → 01:29:23.38] B: Ale nie wszystkie.
[01:29:24.46 → 01:29:28.20] C: Ja na przykład piłam bardziej takie sokowe soki.
[01:29:29.04 → 01:29:29.78] A: Sokowe?
[01:29:31.19 → 01:29:35.41] B: Ale pomiędzy zdarza się też coś takiego, coś dziwi gości na przykład, że tam
[01:29:35.41 → 01:29:53.99] C: jest taka... Nagle chlup, o! Będę wracać taksówką. No i tak, tak. No takie to były... A teraz zaczęliśmy nowy serial. Mówimy, Artur? Mów, oczywiście. Urodzona dla paszy. Turecki serial historyczny.
[01:29:53.99 → 01:29:58.33] A: Dla paszy, tak? I on się dzieje w Lewo Paszy, tak?
[01:29:58.69 → 01:30:07.32] C: Nie, bo to jest turecki historyczny. Artur gra sułtana, a ja gram, jak ty się nazywasz? Muhamur.
[01:30:07.38 → 01:30:09.38] B: Muhamur IV.
[01:30:10.94 → 01:30:17.90] C: A ja nazywam się, ja jestem ciotka siostra sułtana Aysza.
[01:30:19.00 → 01:30:23.28] A: To nie jest do końca tureckie imię, bo Ayszaje musiałabyś się kończyć.
[01:30:24.78 → 01:30:26.72] B: Ona jest z innego regionu.
[01:30:27.70 → 01:30:30.96] A: Ona jest z okolic tam, rozumiem. Z Kapadocji jesteś.
[01:30:30.96 → 01:30:44.56] C: Urodzona dla paszy. I taką przyprowadzam sułtanowi dziewczynę. Byłam bardzo zdziwiona, że już nie ja ją gram, tylko że... Artur, nie miałeś czegoś takiego? Takiego żalu, że grasz sułtana?
[01:30:44.56 → 01:30:54.58] B: Ale przecież ja w przypadkach też najstarszego grałem. Właściwie do pojawienia się Marysi Czubaszek i Wojtka Karolaka ja byłem najstarszy w tym, także ja nie miałem żalu.
[01:30:54.60 → 01:30:56.94] A: I teraz już zawsze grasz najstarszych czy jeszcze ktoś przychodzi?
[01:30:57.14 → 01:31:19.18] B: Grałem najstarszych, ale... Tylko że to się zmieniło w trakcie grania spadkobierców, bo na początku mnie posiwiano, tutaj mi dodawano siwego i pamiętam, że przyszedłem na jakieś nagranie i pani mówi, że nie trzeba. Już zrozumiałem, że coś się zmieniło. Potem jeszcze stacja paliwna w Rzeszowie i już wiesz, że już komplet.
[01:31:19.82 → 01:31:28.85] C: I wiesz, że ci się przytyło. Ja przyprowadzam sułtanowi dziewczynę, którą... którą gdzieś tam wyciągnęłam, ale wychowywałam ją w tajemnicy.
[01:31:28.87 → 01:31:29.65] A: Skąd ją wyciągnęłaś?
[01:31:29.69 → 01:31:31.27] C: Pod kamieniem ją wychowywałam.
[01:31:31.77 → 01:31:38.87] B: Znalazła dziecko z kartką, że ona jest urodzona dla paszy. Taki jest zarys tej historii dramatycznej.
[01:31:39.63 → 01:31:43.73] C: Na razie pierwszy odcinek, drugi będzie w Warszawie chyba 8 listopada?
[01:31:44.13 → 01:31:44.65] B: Tak, tak.
[01:31:44.67 → 01:31:45.27] C: Czy października?
[01:31:45.53 → 01:31:45.97] B: Listopada.
[01:31:45.97 → 01:31:46.89] C: Listopada, zapraszamy.
[01:31:46.91 → 01:31:48.59] A: A pałac, jaki jest straszny chlew?
[01:31:48.79 → 01:31:53.25] C: Nie, nie, mamy takie szaty wszędzie, jest hałwa, szaty.
[01:31:55.24 → 01:31:57.92] A: Hałwa przecinek szaty, tak?
[01:31:57.94 → 01:32:13.24] B: Stroje są generalnie stylizowane troszkę, bo ja mam na przykład, nie miałem takich typowo, takich sułtańskiego obuwia, to kupiłem sobie na bazarku w Zielonej Górze takie pantofle góralskie.
[01:32:14.66 → 01:32:16.56] A: Z pomponem czy nie?
[01:32:17.26 → 01:32:21.62] B: Nie, ale to były doczepione klipsy do
[01:32:21.62 → 01:32:29.98] C: tego, tak żeby było... Artur pilnował pierścienia, bo miał pierścień i cały czas gdzie jest mój pierścień, gdzie jest mój pierścień, także bardzo tego pilnował.
[01:32:31.12 → 01:32:33.62] B: Na bogato, to jest wysokobudżetowa produkcja.
[01:32:35.48 → 01:32:37.28] C: Urodzona dla paszy, także zapraszamy.
[01:32:37.30 → 01:32:42.82] B: W spadkowiercach generalnie ubieraliśmy się sami, to znaczy górala przebierali, prawda, Roberta Górskiego trochę?
[01:32:42.96 → 01:32:44.42] C: Nie, ubierali nas.
[01:32:44.56 → 01:33:01.18] B: Właśnie was ubierali, a ja grałem w swoich ubraniach. Ja kiedyś Kamola zapytałem, dlaczego wszystkich przebierają, a ja gram w swoich ubraniach i on mi powiedział, że moje ubrania wzbudzają szacunek. Także dobra, niech mu będzie.
[01:33:01.28 → 01:33:02.54] A: Zupełnie jak w skronie.
[01:33:02.62 → 01:33:08.21] C: Moje nie wzbudzały. A nas wciskali, mnie i Marynkę wciskali.
[01:33:08.21 → 01:33:13.99] A: Dla wszystkich świetnie wyglądasz, więc dają co mają, żebyś wszystko mogła pokazać. Gdzie cię ściskali?
[01:33:14.41 → 01:33:26.65] C: Nas wciskali w te stroje. Na początku, jak stylista przeniósł stroje, przeniósł stroje 36 rozmiary. Myśmy się czuły tak poniżone.
[01:33:28.23 → 01:33:28.91] A: Obniżone.
[01:33:29.13 → 01:33:35.91] C: Bo to jest tak, że stylista patrzy i mówi, że za mało. ale czemu się nie zorientował?
[01:33:37.41 → 01:33:47.35] B: A propos stylistów, pamiętam jak do radia zostały wprowadzone kamery. Nagle radio zauważyło, że powinno być też telewizją, że w internecie.
[01:33:47.59 → 01:33:51.25] A: A, mówisz o tych w studiu, które były, nie, że zakładowa kamera.
[01:33:51.29 → 01:34:43.73] B: Nie, nie, nie, nie, w studiu takie kamery, głównie do nagrywania rozmów z politykami i pokazywania tego później w programach informacyjnych. I pamiętam, że radio wtedy zatrudniło stylistę takiego, którego my znaliśmy z naszych kabaretowych działań różnych takich, on pracował dla telewizji, ale zatrudniono go. I ja go spotkałem przy wyjściu z radia i tak troszkę się zdziwiłem, co stylista robi w radiu, bo to zazwyczaj jakoś nie była najważniejsza część naszej pracy garderoba. I mówię mu, a co ty tutaj robisz? A on mówi, no właśnie wiesz, bo tam zamontowali te kamery, będą nagrywać i radio zatrudniło mnie do ubrania dziennikarzy, którzy będą prowadzili prowadzili te rozmowy z politykami i mówi mi tak, słuchaj, ale jak ja pierwszy raz wszedłem na spotkanie z tą redakcją, to myślałem, że ja wszedłem na jakiś zjazd wędkarzy. Oni wszyscy byli w takich samych kamizelkach takich wędkarskich.
[01:34:43.75 → 01:34:46.09] A: Myśmy pracowali w innej redakcji, od razu powiedzmy.
[01:34:46.39 → 01:35:05.05] B: Ale nie, ale tak, to nie była nasza redakcja, ale wszyscy mieli te takie kamizelki, bo to po tym można było nożyczki tutaj, nosić taśmę do klejenia, taśmy i tak dalej. I on mówi, ja wszedłem i myślałem, że to jest zlot wędkarzy po prostu, oni wszyscy w takich kamizelkach. No, strój branżowy taki był.
[01:35:05.99 → 01:35:23.33] A: Tak było, proszę państwa. Dobrze, będziemy chyba powoli kończyć, chyba, że jest jeszcze jedno pytanie ostatnie. Tutaj pan. Tak, będą. To jeszcze pan, bardzo proszę i powoli kończymy, bo jeszcze będzie sekcja pytań intymnych. W sensie face to face.
[01:35:24.88 → 01:35:26.80] C: A ty cały czas nagłaśniasz brodę.
[01:35:27.85 → 01:35:32.77] B: A możecie się posłuchać, co pan ma do zapytania? Przepraszam, bo pan już czeka długo.
[01:35:33.57 → 01:35:44.52] A: Ja mam dwa pytania, w zasadzie jedną historię pytania. Ta pierwsza historia dotyczy pytania pań z pierwszego piętra. Ja leciałem kiedyś z panem Andrusem, długi lot był do Portugalii.
[01:35:47.98 → 01:35:50.76] C: Nie, ja nie wierzę. Wszystko z Portugalią przyszło.
[01:35:50.76 → 01:35:57.46] A: Oczekiwania były duże, ale pan Artur szybko poszedł spać, więc to chyba wyjaśnia.
[01:35:57.72 → 01:36:09.96] B: To po prostu trzeba mnie było zapytać, bo ja zawsze w samolocie, to jest niebywałe, ja zazwyczaj przesypiam już moment startu. Naprawdę, ja wsiadam, od razu mnie to...
[01:36:09.96 → 01:36:10.82] C: Nie boisz się?
[01:36:11.14 → 01:36:14.98] B: Boję się i ja ze strachu śpię, wiesz. Nie, nie boję się.
[01:36:14.98 → 01:36:17.18] A: Ja to potwierdzam, bo siedziałem za panem.
[01:36:17.51 → 01:36:28.17] B: A widział pan, że od razu zasnąłem, także no to przepraszam, widzi pan. Jakoś coś bym pośpiewał w tym samolocie, ale zasnąłem, to nie dałem rady, ja przez sen słabo śpiewam.
[01:36:28.51 → 01:36:32.45] A: No i prośba do pani Anny o ten żarcik dla tłumaczki.
[01:36:34.71 → 01:36:36.97] B: Bo mówiłaś, że masz dla pani taki żart.
[01:36:37.09 → 01:36:43.33] C: Ale nie, to ja miałam żarcik i ja go od razu wykonałam. Ja go od razu wykonałam, bo to była taka pauza.
[01:36:43.63 → 01:36:45.15] A: A pamiętasz chłe chłe, jak się robi?
[01:36:45.39 → 01:36:46.45] C: Chłe chłe się robi.
[01:36:48.19 → 01:36:53.73] B: A widzisz, ty pokazujesz zajączka, a to
[01:36:53.73 → 01:36:57.89] C: jest... Pani też, czy pani pokazuje też tym palcem? Nie, tylko... O!
[01:36:59.19 → 01:37:01.63] A: Ja myślałem, że tak się pokazuje, że to jest w cudzysłowie.
[01:37:01.85 → 01:37:03.09] C: He, he, he. He, he, he.
[01:37:03.17 → 01:37:03.81] A: A, w podwójnym.
[01:37:03.81 → 01:37:06.19] B: Bardzo ładne. No i my się czegoś nauczyliśmy.
[01:37:06.21 → 01:37:12.19] C: I ja zrobiłam taką pauzę wcześniej i wtedy było, że no, no, ja robię żarcik, bo to jest pauza.
[01:37:12.69 → 01:37:16.91] B: Ale od razu państwa poproszę o wielkie brawa dla pani.
[01:37:17.43 → 01:37:21.19] A: Ewelina Nachowska i Marta Stępniak.
[01:37:24.95 → 01:38:13.71] B: To jest naprawdę wielka sztuka, a ja jeszcze chciałem powiedzieć, że kiedyś miałem taki przypadek, że występowałem ze swoim recitalem na takiej gościnnej jakiejś imprezie i okazało się, że połowa sali to jest publiczność francuska i że będzie pani, która będzie symultanicznie tłumaczyła mój recital na język francuski. i jak ja śpiewałem, piłem w spale, spałem w pile i to jak na razie tyle, to zerkałem, co pani robi i po pani spływał pot. I potem przyszliśmy do garderoby i mówię strasznie panią przepraszam, bo ja nie wiedziałem, że pani będzie musiała na żywo całość tłumaczyć tam jakoś. Ona mówi, no troszkę się zmęczyłam, ale starałam się robić, co mogę. No także bardzo dziękujemy za to, że panie nam pomogły. Bardzo dziękujemy.
[01:38:13.87 → 01:38:30.89] A: Żywiołowa reakcja francuskiej publiczności musiała być. Ja chciałem tylko powiedzieć, że nie wiem w końcu, czy ktoś z państwa jest w stanie udzielić informacji, dlaczego pojawiło się to hasło, kto mieszka w Lublinie, ten się w cyrku nie śmieje. Nikt tego nie wie, prawda?
[01:38:30.89 → 01:38:32.81] B: A pojawiło się takie... Tak, właśnie zanim
[01:38:32.81 → 01:38:58.30] A: weszliście na scenę, odnosiłem się do cytatu z Doroty Masłowskiej, którego parafraza była tytułem naszego spotkania, które poszło w zupełnie inną stronę, jak się zorientowaliśmy, ale była na temat cyrku praca naukowa na filologii wrocławskiej na uniwersytecie i tam właśnie był cytat z Doroty, a potem było kto mieszka w Lublinie, ten się w cyrku nie śmieje i chciałem zrozumieć jakby. W Lublinie przez Lyd.
[01:38:59.05 → 01:39:17.13] B: A może to wiesz, niektóre hasła mają po prostu tylko jakąś taką nadzwyczajną wartość przez samo to, że są. Ja kiedyś pamiętam, przejeżdżając w Rawiczu koło zakładu karnego, w Rawiczu zobaczyłem taką planszę reklamującą miasto Rawicz i to jest postawienie tego przy zakładzie karnym, przy słynnym więzieniu
[01:39:17.13 → 01:39:19.81] A: w Rawiczu, to jest pod dowód... Miasto swoich szans?
[01:39:19.93 → 01:40:00.14] B: Nie, nie. Ale sprawdź sobie w internecie, Rawicz ma hasło promujące miasto, Rawicz zawsze otwarty. No i to jest, wiesz, i samo przez się już, co tu wnikać w to, dlaczego tam coś takiego było. Było i kiedyś, pamiętam, wchodziłem na zamek w Książu, ale ja wiem, że to nie wszystkich śmieszy, ale mnie też nie śmieszy, mnie zaintrygowało. Zobaczyłem, wchodzę, a tam jest taka tablica napisana, stado ogierów Skarbu Państwa zaprasza na przejażdżkę. I mnie od razu, nie wiem dlaczego, ale parę znanych twarzy staje przed oczami.
[01:40:00.14 → 01:40:18.08] A: Ja chciałem powiedzieć, a propos ogierów, skarbu państwa, że wszystkim polecam, nie wiem, czy widzieliście i czy państwo widzieli wywiad Roberta Mazurka z Markiem Suskim ostatni, już po aferze wizowej. I on mu zadaje pytanie, a on cały czas próbuje uniknąć odpowiedzi i zachwyca się koszulą Mazurka.
[01:40:19.28 → 01:40:22.24] B: I nagle żartuje sobie, że jak już
[01:40:22.24 → 01:40:49.06] A: go zamkną, a przecież zawsze znajdzie się paragraf Nasuckiego, jak mówi, to on weźmie farbę do więzienia, a propos Rawicza, i będzie tam malował. No i Mazurek go pyta, a gdzie będzie szukał inspiracji? On mówi, a może w pańskiej koszuli. I on mu zadaje pytanie o aferę rewizową, o różne sprawy. On mówi, a tu widzę, jest tygrys na rękawie. I on mówi, panie Pośle, chciałbym panu zadać pytanie. No nie mogę, no tak mnie to rozprasza. A tu widzę jakaś polemka, więc... Kolega
[01:40:49.06 → 01:41:00.68] B: Mazurek mógł pójść tym tropem. A czy przypadkiem w krajach, w których sprzedawano wizy, nie ma palenek? No i to może by to naprowadziło. Może pan Suski był wtedy w nastroju do palenek.
[01:41:00.68 → 01:41:03.00] A: Czy widział pan Tygrysa bęgalskiego kiedyś, prawda?
[01:41:03.20 → 01:41:06.10] B: Też by było. Może właśnie, może wiesz, może to tym tropem.
[01:41:06.40 → 01:41:34.98] A: Proszę państwa, podziękowaliśmy już wspaniałym tłumaczkom. Jak zawsze bardzo dziękujemy Teatrowi Staremu za sprawczość i za to, Ten przekład na polski język migowy jest tu możliwy. Mam jeszcze kilka komunikatów. Po pierwsze, za chwilę będzie można tutaj na scenie ustawić się w osobnych kolejkach. Można sobie zajmować miejsca do Joanny i do Artura, gdyby ktoś chciał autograf. Nie wiem, jak się zapatrujecie na kwestie zdjęcia typu selfie?
[01:41:36.22 → 01:41:38.26] B: My będziemy siedzieć, a państwo niech korzystają.
[01:41:38.28 → 01:41:41.54] C: My będziemy się pozować.
[01:41:41.90 → 01:41:50.72] A: Czyli gabinet figur teatralnych, tak? Chciałem tylko powiedzieć, że dostałem właśnie komunikat, że jeżeli skończymy o 20, to będzie 20 styk teazerek, ale na siłę chyba nie ma sensu.
[01:41:51.86 → 01:41:59.78] B: A ja to przeciągnę, żeby sprawdzić. Sprawdzić obietnice organizatorów, czy będzie na pewno. Proszę bardzo.
[01:41:59.80 → 01:42:23.47] A: Silna Lubelszczyzna, pamiętaj. Za tydzień w ramach bitwy Łukasz Drewniak będzie rozmawiał z Mateuszem Witkowskim i Bartkiem Przybyszewskim, autorami podcastexu i to będzie rozmowa na temat sentymentów i nostalgii z latami 90-tymi. Pamiętacie jeszcze? To było w tamtym wieku, chciałem przypomnieć.
[01:42:23.67 → 01:42:25.69] B: Myśmy się poznali w latach 90-tych.
[01:42:26.25 → 01:42:27.43] C: Spodnie z kreszów.
[01:42:28.43 → 01:42:31.25] B: Tego nie pamiętam na tobie akurat. Miałaś?
[01:42:31.57 → 01:42:39.61] C: Tak, miałam seledynowe spodnie, nie, niebieskie, niebieskie, turkusowe, przepraszam, turkusowe spodnie z kreszów.
[01:42:39.98 → 01:42:40.78] A: I co z nich robiłaś?
[01:42:40.80 → 01:42:45.08] C: I jeździłam w nich pociągiem, żeby się nie wybrudzić.
[01:42:47.16 → 01:42:50.56] A: Nie rozumiem. Jeździsz pociągiem w spodniach, żeby spodni nie wybrudzić?
[01:42:50.72 → 01:43:01.36] C: Mało tego, rozścielałam sobie prześcieradło. Ja nie wiem, co to w ogóle. Dlaczego mnie nie wyciągnięto za włosy z tego pociągu? Rościelałam prześcieradło.
[01:43:01.40 → 01:43:02.32] A: Gdzie? W pociągu?
[01:43:02.40 → 01:43:02.86] C: W pociągu.
[01:43:02.88 → 01:43:04.78] A: Myślałem, że jest przed lustem z tym dymiszem, nie?
[01:43:04.78 → 01:43:08.12] C: Nie, i kładłam się w spodniak z kreszu, żeby się nie wybrudzić.
[01:43:08.16 → 01:43:10.10] A: Ale jechałaś pociągiem gdzieś na studia.
[01:43:10.40 → 01:43:12.96] C: Nie, na występy. Niestety na występy.
[01:43:13.06 → 01:43:14.72] A: A prześcieradło było na gumce czy nie?
[01:43:15.34 → 01:43:17.86] C: Nie było takich jeszcze, w dziewięćdziesiątych.
[01:43:17.90 → 01:44:35.64] A: Pamiętasz, lata dziewięćdziesiąte, dziękuję bardzo. Proszę Państwa, 10 października spotykamy się tutaj ponownie my, w sensie ja z Państwem, z zainteresowanymi. Państwa imioną gościnną będzie Joanna Kuciel-Fydryszak, autorka Chłopek, opowieści o naszych babkach. To jest w ogóle niesamowita historia. Ja się udało odnaleźć głosy kobiet, które były naszymi przodkiniami, babkami i oddaję im głos i należną cześć. Już ponad 120 tysięcy tej książki się w Polsce sprzedało w kilka miesięcy. Można mówić o fenomenie chłopek i przy okazji każdego spotkania Autorka słyszy niesamowite opowieści o babciach, prababciach, o domowej przemocy, o milczeniu, o potrzebie opowiedzenia historii i tego, że przez lata nikt nie słuchał. Więc wszystkich chętnych, wszystkie chętne 10 października zapraszamy tutaj. No a teraz będą siedzieć, a Państwo mogą podchodzić, dotykać, robić zdjęcia, mówić im różne rzeczy, włożyć długopis w rękę, żeby coś podpisali. Joanna Kołaczkowska. i Artur Andrus. Bardzo Państwu dziękujemy i dobrego wieczoru.

Zobacz także

w Mediatece