Kino w Teatrze Starym „Jak pies z kotem”
Wróćopis wydarzenia
Po projekcji zapraszamy na spotkanie z Aleksandrą Konieczną.
Bilety: normalne 10 zł, ulgowe 8 zł
„Jak pies z kotem”
reż. Janusz Kondratiuk
Polska 2018
100 min
scenariusz: Janusz Kondratiuk, Dominik W. Rettinger
zdjęcia: Witold Płóciennik
muzyka: Bartłomiej Gliniak
obsada: Olgierd Łukaszewicz (Andrzej), Aleksandra Konieczna (Iga), Robert Więckiewicz (Janusz), Bożena Stachura (Beata), Marcin Stępniak (Mateusz, syn Beaty), Marian Buczkowski (Maniuś, przyjaciel Janusza), Jan Kondratiuk (Jan), Vera Kondratiuk (Vera), Lucyna Malec (Renia, siostra Igi), Przemysław Glapiński (Artur, mąż Reni)
Po projekcji spotkanie z Aleksandrą Konieczną.
Prowadzenie: Magda Sendecka
Bracia Janusz i Andrzej rywalizują ze sobą od dzieciństwa. Obaj wybrali ten sam zawód reżysera filmowego, a publiczność myli ze sobą ich filmy. Nic dziwnego, że ich stosunki nie są zbyt bliskie. Do czasu, gdy starszy z nich dostaje udaru. Janusz bez chwili wahania przejmuje opiekę nad częściowo sparaliżowanym bratem, podporządkowując jej nie tylko własne życie.
Janusz Kondratiuk porwał się na rzecz niemożliwą. Opowiedzieć o tak trudnym kawałku własnego życia bez ekshibicjonizmu? Z ciepłem i ironią? Bez popadania w sentymentalizm? A jednak się udało, dzięki wyobraźni i subtelności reżysera i geniuszowi czwórki aktorów w wiodących rolach. Życie, śmierć, pamięć, miłość i nienawiść, bezradność, nadzieja i rezygnacja – tego filmu nie można przegapić.
Magda Sendecka, kuratorka programu filmowego w Teatrze Starym
Nagrody:
Festiwal Polskich Filmów Fabularnych, Gdynia 2018: nagroda za drugoplanową rolę kobiecą: Aleksandra Konieczna; za drugoplanową rolę męską: Olgierd Łukaszewicz,
Złota Taśma 2019 – Nagroda Koła Piśmiennictwa Filmowego SFP: wyróżnienie
wideo
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.79 → 00:14.55] A: Dobry wieczór raz jeszcze. Nasz gość, pani Aleksandra Konieczna. Witamy raz jeszcze. Pani Olu, gdybyśmy mogły jednak... [00:14.55 → 00:15.95] B: Nie, nie, nie, nie, nie. [00:16.17 → 00:33.16] A: Jednak na znacznikach krzesło. Bo mamy streaming i... Jakoś będziemy sobie radzić. Czy tak będzie dobrze? Okej. Witamy internautów przy okazji. [00:33.38 → 00:36.36] B: Oczywiście. [00:38.94 → 00:45.90] A: Pierwszy raz w tej pozycji tutaj prowadzę spotkanie. [00:46.06 → 00:53.80] B: Ale ostatnio spotkałam kobietę, która powiedziała, mi jest wszystko jedno, ja mam dwa gorsze. Bardzo jej współczuję. [00:54.28 → 00:55.94] A: Ale może Anfas ma lepsze. [00:56.68 → 00:57.42] B: Co ma lepsze? [00:57.54 → 01:01.20] A: Anfas. Może tylko profile są gorsze. [01:01.27 → 01:04.81] B: Może, może, a to nie rozwijałyśmy rozmowy, więc może, może. [01:05.50 → 01:07.55] A: Iga Cębrzyńska by się przesiadła. [01:09.33 → 01:10.84] B: Lepszym profilem? [01:11.05 → 01:11.92] A: Lepszym profilem. [01:12.33 → 01:17.92] B: Tak, ja tak działam jak ona od pewnego czasu. To znaczy ona bardzo mi pomaga. [01:18.50 → 01:25.67] A: Została w pani coś z Igi, z tej roli? Używa pani tego? [01:26.92 → 02:26.56] B: Tak. Kiedy mnie Iga zapytała, na początku, przed rozpoczęciem zdjęć, bo wiecie państwo, to było zastępstwo, bo Iga miała to grać, ja pojawiłam się w nagłym i dość rozpaczliwym momencie, kiedy już było po pierwszym dniu zdjęciowym z nią. Zapytała mnie, czy pani śpiewa. Ja powiedziałam, średnio, to jak? Popatrzyła na mnie tak, oczy jej pociemniały i tak pomyślała, kogo oni mi tu przysłali. Ja mówię, no ale będę się starać. I tu się jej tak oczy lekko zmiękczyły i powiedziała, a pani ma jakieś kompleksy? A ja mówię, chyba jak każdy. A ona mówi, trzeba mieć w dupie wszystkie kompleksy. Koniec wypowiedzi. [02:27.10 → 02:32.28] A: Czy to jest właśnie to, co pani wyniosła z tej rozmowy? [02:32.44 → 03:55.18] B: Tak, to bardzo mocno. To znaczy nie jest tak do końca, bo ja po prostu w tym momencie poczułam bliskość z nią. Każda rodzina ma takie swoje nawet niewerbalne przekazy, prawda? W mojej rodzinie na przykład bardzo ważne było i jest to, że nie jest to ważne, że się boisz, chociaż to nie zostało powiedziane, ale wszyscy wiedzieliśmy, że tak trzeba działać. Nie jest ważne, że się boisz, ważne, żeby nie było widać, że się boisz. Czyli ta maska. Maska i siła poskramiają siebie. Czyli można powiedzieć, że właśnie w dupie wszystkie kompleksy idąc dalej. I w tym momencie bardzo poczułam dużą bliskość, chociaż wcale tak, jak osoba obecnie jaką jestem, już nie myślę w ten sposób zupełnie. Absolutnie nie myślę. Jestem raczej orędowniczką, że użyję takiego starawego słowa, okazywania bezsilności. [03:55.90 → 03:58.86] A: Ale to chyba co innego, bezsilność i kompleksy. [04:01.36 → 04:06.35] B: Tak, ale często może... w nazewnictwie, ale co ma Pani na myśli? [04:06.73 → 04:33.85] A: Bo myślę sobie, że jeśli jesteśmy w kompleksach, to jesteśmy skoncentrowani na sobie i na jakimś swoim braku. I to rzeczywiście może uniemożliwiać czy utrudniać pójście dalej. A jeżeli jesteśmy bezsilni, to myślimy wtedy o swoich takich realnych ograniczeniach i możemy skorzystać z pomocy. Możemy się do tego przyznać. że potrzebujemy na przykład wsparcia. [04:34.03 → 05:40.86] B: Tak, ma Pani rację, to dziękuję bardzo za to rozgraniczenie. Tak, myślę sobie tak właśnie, że ja po prostu mówię, staram się myśleć w ogóle o tym, kim jest człowiek, który okazuje słabość, kim jest kobieta, która okazuje słabość. Myślę, że dużo, dużo, dużo z tego wynika dla tej kobiety, dla tego człowieka profitów. Takich profitów, różnych prostych, że mianowicie nie myli się tropów, bo maska jest niczym innym, maska nieustannie nakładana, czy tej roli, czy tamtej roli, czy to nawet nie chodzi o aktorkę, czy ja teraz w roli aktorki, która zagrała tę rolę, pani inny w roli rozmawiającej ze mną, państwo w rolach słuchających nas i tysiące jeszcze innych ról, krzyżuje się i nakłada. Poleciałam i urwał mi się wątek. [05:40.92 → 05:50.80] A: Mówimy o maskach i o tym, że bywają profity ze słabości czy z okazywania słabości. [05:51.32 → 06:56.39] B: Tak właśnie i gdy się je tak nieustannie, tak się pielęgnuje, znaczy nie pielęgnuje tylko w ogóle raczej w społeczeństwie, to zwyczajnie okazać słabość to jest wstyd i to jest blamasz i to jest jakaś klęska. To zawsze jest, to po prostu związane z jakimś wstydem, z jakimś jednak troszkę rozluzowaniem siebie, z jakimś rozpadem. Ale kiedy sobie na to pozwalam, to paradoksalnie, tak mi się wydawało, ale zyskuje właśnie słuchacza, zyskuje wtedy przyjaciół, zyskuje przyjaciółki. Zyskuje zrozumienie, zyskuje wsparcie, zyskuje rozwiązania, czyli bardzo, bardzo wiele profitów. Myślę, że nie lubimy ludzi, którzy są tacy zorganizowani, zamknięci maską do końca kadrem, tacy doskonali, bo co możemy od nich chcieć? Oni zawsze raczej wzbudzają w nas pewnego rodzaju dystans, nieśmiałość. Tacy doskonali. Ja taka nie jestem. [06:57.13 → 07:44.69] A: No to całe szczęście. Ale też rozumiem, że mówi pani o tej roli, bo Iga jest osobą, która w całej tej historii jest najbardziej przy swojej słabości, nie przy słabości swojego ukochanego męża, ale przy swojej. I myślę sobie, że to, co pani przed chwilą powiedziała, jest z jednej strony bardzo prawdziwe, a z drugiej wcale nieoczywiste. Bo nie lubimy być może takich osób, które są właśnie tak zorganizowane, poukładane, mają taką maskę wszystko wiedzących i wszystko mogących. Ale w gruncie rzeczy bardzo często sami próbujemy jednak taką maskę nosić. Że jednak ciężko jest tę maskę zdjąć. A pani zagrała postać, która w ogóle nie ma tej maski. [07:46.22 → 10:05.03] B: To znaczy, to zostało zapisane w scenariuszu. W scenariuszu jest swoista autokompromitacja zawarta. i tej wdowy po Andrzeju Kondratiuku, świetnej żony i wielkiej miłości. Ta rola bardzo dużo, jak każda rola mi daje, ale nie w czasie, kiedy gram, bo to jakby nie ma znaczenia, wtedy się dzieje, jest akcja, tylko potem, kiedy myślę o tym człowieku, z którym się spotkałam, z tą kobietą, myślę sobie, ja na przykład, ja raczej, mówiłam pani chwilę przed, że ze Śląska pochodzę, co prawda dolnego, ale ja raczej wykupuję recepty, a nawet na pewno, ja na pewno wykupuję recepty i dla mnie ktoś, kto nie wykupi recept, To po prostu jest... Nie biorę takiego człowieka, takiego kogoś pod uwagę. Ortodoks w tym sensie jestem. To znaczy, że miłość oznacza jednym jej końcem, drugim jej końcem jest na pewno odpowiedzialność za człowieka, którego się kocha. I nie ma innej możliwości do tej pory. Nie było dla mnie innej możliwości. A dopiero jak zagrałam Igę, to zaczęło mi się to lekko rozluźniać. Ale tak lekko, kiedy miałam już czas myśleć o niej i o tym, co się zadziało w tym filmie, co Janusz w swoim scenariuszu zaproponował, że ten związek przyczynowo-skutkowy miłość-odpowiedzialność tak ścisły we mnie wcześniej rozluźnił się. I tam się pojawiła też możliwość No nie wiem. Działania w innych sferach, albo nie działania, albo robienia... No nie wykupiła receptu, ale ułożyła piosenkę o miłości dla niego przez noc. W każdym razie rozluźniło mi się to i jest mi z tym lepiej. [10:05.91 → 10:15.11] A: Ale wyobrażam sobie, że to mogło być trudne dla pani, wejście w tę rolę. Właśnie trudne w takim sensie zrozumienia tej postaci. [10:16.05 → 10:23.21] B: Nie miałam w ogóle czasu na zrozumienie tego. To był po prostu taki skok. [10:23.27 → 10:33.57] A: Jak to było? Czy zdążyła pani scenariusz przynajmniej przeczytać? Czy od razu były gotowe sceny? Czy była chwila na zastanowienie się nad czymkolwiek? [10:34.23 → 15:02.35] B: To znaczy miesiąc wcześniej, zanim doszło do tego, Dnia nieszczęśliwego, kiedy Iga zagrała cały dzień i stało się dla wszystkich jasne, także dla Janusza Kondratiuka ale i dla producenta, że ona nie jest w stanie zagrać się tego filmu. Ona płakała przy każdej scenie po prostu ze świadomością śmierci Andrzeja. To było niemożliwe. Wtedy zawołano mnie, a kręciłam coś innego tam we Wrocławiu, Belfrat, także jeszcze miałam jakieś zajętości, a zdjęcia miałam rozpocząć za dwa tygodnie. Pominął przy tym moje prace, no to może tydzień zostało mi na... przygotowanie się, więc po nocach oglądałam filmy z GZOWA, te najbardziej mnie interesowały. Wzięłam kilka lekcji śpiewu, perukę przymierzyłam, okazało się, że głowy mamy takie same, ale Iga ma troszkę inaczej te głowy, jednak rozmiar mamy ten sam, ale troszkę inaczej jest zbudowany. Więc ja po karku tak dostawałam po kilku godzinach takiego bólu w karku, kiedy grałam, dopiero potem jak była przerwa we zdjęciach, można było ją poluźnić. Ale główny problem polegał dla mnie na tym, że ja mam odrobić igę jeden do jednego i że Janusz tego chce, bardzo tego chce po prostu, On tego pragnie i pomyślałam sobie, że to jest jakaś kompletna bzdura. Przecież każda lepsza, dobra artystka kawaretowa zrobiłaby mu to lepiej ode mnie. A poza tym, co to ma znaczyć za czas jakiś? Może dokładnie opowiadamy, jak miną te sensacje rodzinne, czy jak to nazwać, oglądamy film jak film o tych problemach. Czyli to nie ma żadnego znaczenia, czy ona jest ruda, czy ona jest upierścieniona. I szłam wabank, mówiąc do Janusza, że ja bym chciała zagrać na przykład blondynkę, aktorkę blondynkę, na przykład siwe włosy albo cokolwiek. A on mówił, to pokaż to. Tam jakieś włosy były w garderobie, to zakładaj mi na głowę, mówił. Nie, nie, nie. No Iga jednak ma dobry gust. Ja mówię, no dobrze, a w co będę ubrana? No nie, nie, absolutnie nie, jeden do jednego, pani Olu, nie jeden do jednego, nie. Beatko, w głębi domu do żony swojej przynieś tam te żakieciki, w których Iga była w Paryżu, Iwaka Pulko, Beatka wynosi, a to takie z pagonami, frędzlowo złote, no i już wiedziałam po prostu, że nie jeden do jednego, tylko po prostu ściema kompletna. Absolutnie odrobięć mam Igę i on po prostu tego bardzo, bardzo chce. No i ja pomyślałam sobie, nie mogę tutaj nie powiedzieć o tym, że dobrze napisany scenariusz i rola, o której marzyłoby wiele aktorek, Chciwość i pazerność moje nagranie zadziałała, ale z drugiej strony pomyślałam sobie, to się chyba nie szukuje filmu taki z sensu stick, to tu się raczej szukuje jakiś rodzaj dziwnej, rodzinnej psychodramy. I on tej Igi bardzo, bardzo potrzebuje i potrzebuje bardzo, bardzo zrobić ten film. I nagle przez jedną chwilę po prostu poczułam się tą jego potrzebą, ale też odwagą, bo przecież znałam scenariusz, to odwagą tej opowieści wzruszona. I teraz im mija więcej czasu od tego, to myślę sobie, że jego odwaga była z racji, no z japoński samuraj zupełnie po prostu. On otworzył swoje wszystko, swój dom, swoje serce, swój mózg, poharatał, żeby tylko opowiedzieć tę historię. [15:02.65 → 15:34.65] A: Historię wielkiej miłości. I braterskiej, i małżeńskiej, i siostrzanej. Co ciekawe, właściwie tylko pani jest jeden do jeden odrobiona. Też nie do końca, bo bracia. Przecież wiem, że Robert Więckiewicz, jak dostał tę propozycję, to się dziwił, że przecież kompletnie nie jest podobny. Olgierd Łukaszewicz też się wzbraniał przed zagraniem Andrzeja. Jak pani to rozumie, tę różnicę? [15:36.29 → 16:57.55] B: Ja myślę, że gdzieś jest jakaś część w Januszu, która Igi nie lubi, która w ogóle może nie do końca lubi kobiet. albo rozumie kobietę. Jeżeli chodzi o Igę, to może to braterska relacja, która wyglądała nie najlepiej. Janusz chyba gdzieś w gruncie rzeczy obwiniał Igę zwłaszcza za ten rozpad tej relacji, za zabranie ich i stworzenie po prostu firmy Iga Production w GZOW-ie i taki pewien rodzaj On to tak nazywał pogardy względem świata, względem mainstreamu kinowego. Ale przede wszystkim, że ona go tak w całości zaanektowała. I dopiero wtedy, kiedy zaczął chorować Andrzej, bo my tu widzimy w filmie drugi udar tylko, ale był przedtakt, był pierwszy, nie tak poważny jak ten drugi. kiedy zaczął chorować, to się właśnie wtedy zaczęli zbliżać, ale w też nieprosty sposób, bo też ona zaczęła odpadać. Nie wiem, może się zemścił w ten sposób na niej albo na mnie? Nie wiem. [16:59.13 → 17:39.46] A: No ale jednak taka ambiwalentna ta zemsta, bo mówi się, że aktor zawsze broni postaci i pani też tę igę jakoś wybroniła. Z jednej strony ona jest wyjątkowo irytująca No przerażenie momentami też ogarnia, kiedy widzimy jej reakcję i jej właśnie to skoncentrowanie na sobie. Ale udało się pani w jakiś magiczny sposób pokazać też jej dramat, że pod tym wszystkim jest ta miłość. Ta szczelina, o której pani mówi, że dla pani się to rozszczelniło, ten związek miłości i obowiązku i odpowiedzialności, że to jednak jakoś jest pokazane. [17:40.86 → 20:43.41] B: Jeśli to widać, to myślę w nią, albo w jakichś szczelinach, w pęknięciach, no to dziękuję za komplement. Ja bardzo, bardzo... Jak już wiedziałam, że upierścieniona i Ruda będę musiała na pewno grać, to zależało mi na tym, ponieważ w scenariuszu im później... W ogóle Janusz nakręcił trzy godziny materiału, czyli tak naprawdę mógłby z tego zrobić trzygodzinny film. I on zresztą upierał się przy montażu, że on chce zaproponować widzom trzygodzinny film, na co się nie zgodził producent. I tam w tej drugiej części filmu, którego państwo nie zobaczyliście, jest właśnie bardzo dużo scen, w których Iga się rozpada. Następuje mocna dezintegracja jej mózgu, a równocześnie walka o to, że rozpacz, wołanie o ten zintegrowany mózg ale także żal o to, że tak naprawdę umierają ludzie pod mostami i że jej pamięcią, pamięcią aktorek, jakoś szczególnie się interesują, jakby się nie mogli odwalić. I dla mnie było bardzo ważne to, jak będziemy dochodzić do tych momentów, bo wcześniej to wiedziałam po prostu, że mogę i powinnam spełniać rolę takiej do małpki, wesołej małpki, do dobrego towarzystwa. Tu się śmiejemy, z niej się śmiejemy, ona wchodzi i zgarnia puenty, ale ten moment, kiedy jej się zaczyna rozpadać, to jest ten moment, który był dla mnie najważniejszy, bo myślałam, że właśnie dzięki temu, co nastąpiło potem w filmie, w części materiałów, które nie wyszły do filmu, widz może się zacząć z nią utożsamiać. A na tym mi zależało najbardziej. Moralność mi w ogóle nie przeszkadza w byciu aktorką. to już dawno po prostu sobie dałam chyba klejt od początku właściwie na coś takiego. Są różne ludzie, przecież ja tego jestem, żeby moralizować albo bronić postaci. No ale w gruncie rzeczy dbać o moment, w którym ktoś może się z postacią utożsamić, bo inaczej po prostu oglądamy tylko ciekawą, może lepiej, gorzej zagraną, A kiedy nie ma tego respiratora, dzięki któremu mogę się połączyć z widzem, to obrazek staje się dla mnie trochę martwy. Bardzo dbałam o to, może dlatego, że jestem aktorką przede wszystkim teatralną, że czuwam nad przebiegiem w filmie, który przecież przyszedł do mnie nie tak dawno. [20:44.05 → 20:58.77] A: No właśnie, jak to czuwanie wygląda, skoro sceny nie są grane chronologicznie, skoro jest kamera, a nie publiczność? Jak to wyglądało na planie tego filmu? Jak wyglądała praca z Januszem Kondratiukiem? [21:01.23 → 24:05.05] B: Ze względu na to, że to bardzo osobista historia Janusza, pracowało nam się ciężko, trzeba to powiedzieć. Ja zwykle mam taki rodzaj tremy i wstydu, po pierwsze z tym, Nie gram w scenografii, która została skonstruowana dla filmu, tylko weszliśmy do domu, bo większość scen dzieje się w jego domu i w jego ogrodzie. Grają jego psy, grają jego dzieci, kot, to był kot Igi. Ja grałam sceny w mieszkaniu Igi, więc byłam chyba trochę stremowana na początku tym, że zostałam tak wpuszczona po prostu. Nie chciałabym wszystkiego tego może oglądać, ale zgodziłam się na to, podpisałam ułowę, więc lezę. Dodatkowo jeszcze Janusz w większości nie pracował z aktorami. On jednak pracował w większości z amatorami i myślę, że to też miało znaczenie, bo potrafił na przykład w czasie trudnych scen Olgierda Łukaszewicza czy Roberta Więckiewicza powiedzieć w trakcie ujęcia, kiedy szła kamera, weź tam bliżej stań przy tym stole, tą rękę na lodówce połóż. Może to jest uwaga, która pomaga amatorowi, natomiast aktora kompletnie rozbija. W każdym razie naprawdę było ciężko. Dopiero potem odbył się po skończonym filmie bankiet, w którym przygotowano w warszawskim Spatifie na ekranie sporo zdjęć z making offu i kanapkę, na której usiadł Janusz. Wszyscy kręcili się już z winem, chcieli się bawić, a Janusz siedział przed tym making offem, po prostu jak takie dziecko, które widzi po raz pierwszy, obejrzał go w całości, Poprosił o mikrofon i powiedział, ja was bardzo przepraszam. Ja was bardzo za to wszystko przepraszam. Ja dopiero na tym filmie zobaczyłem, ja byłam tak skupiona na opowiadaniu historii, na aktorach, że ja w ogóle nawet was nie zauważyłem. Ja nie wiedziałam, że tam tyle ludzi jest, że tam taka ekipa przyjechała, że to... Także ja was za wszystko przepraszam, bywał nieznośny. [24:06.08 → 24:07.32] A: Pracował w transie. [24:09.58 → 25:42.59] B: Tak, myślę, że w gruncie rzeczy przemierzał jakąś drogę, taką magiczną drogę ze swoim bratem. Ja wierzę w takie rzeczy. Ledwo film zmontował, nawet nie do końca zapadł w śpiączkę i przez dwa miesiące był w szpitalu, budząc się z tej śpiączki na krótko. Nawet wtedy, kiedy go odwiedzałam, to nie miałam pewności, czy mnie poznaję, zresztą uprzedzono mnie, jak się nachylałam i mówiłam, Janusz, poznajesz mnie? A on mówi, no tak. Ja mówię, kto jestem? Nowotna. I nie wiedziałam, czy jestem nowotna, bo tak żartowano o mnie w domu, czy, ja mówię, A za chwilę jednak mówi, a oglądałaś film? A ja mówię, nie, czekam, aż razem obejrzymy, szykuję sukienkę. On mówi, to znaczy, że ja też mam szykować. Miał takie momenty, kiedy poczucie humoru mu wracało, a potem się zapadał. No i długo trwała ta choroba. 20 kilo schudł i właściwie do tej pory nie jest w dobrej formie. Myślę, że ten film go bardzo, bardzo dużo kosztował. Dokładnie zobaczyłam na łóżku szpitalnym w Pampersie Janusza Kondratiuka, a nie Olgierda Łukaszewicza w chwilę później po zakończonym filmie. [25:44.30 → 26:16.75] A: niezwykłe przeżycie, czy równie niezwykłe, czy bardziej jak Ostatnia Rodzina. Bo to takie dwa filmy, które w jakiś sposób są jednak podobne, myślę. Gdzieś się wiążą. Tu rodzina i tu rodzina. W obu wielka miłość. Tam kończy się tragicznie. Tutaj też w pewien sposób. Chociaż ten film wydaje się o wiele jaśniejszy. Jak pani się gra postaci autentyczne? [26:21.86 → 26:24.58] B: Jakbym się dwa razy zagrała o postaci autentycznej. [26:25.02 → 26:29.90] A: W teatrze jest większa różnorodność, w filmie to już robi jakiś procent. [26:30.56 → 29:26.59] B: Tak, mam nadzieję, że nie zostanę specjalistką, wąską specjalistką do żyjących postaci. Zosia Beksińska nie była osobą medialną. Jest jej bardzo dużo w archiwum, bo Zdzisław Ksiński miał absolutnego fioła na punkcie uwieczniania swojej rodziny, najpierw nagrywania na taśmach, a potem, kiedy kupił sobie kamerę, to cały czas kręcił i ta kamera stała się członkiem rodziny, jak Tomek, jak matki, Zosia się na to zgodziła, Zosia zgadzała się na wszystko. ale ona nie była osobą medialną, więc tam ja nie miałam takiego obciążenia w tym filmie. Wiem, że dostępu do archiwum, który myśmy dostali z muzeum w Sanoku od dyrektora Banacha nie ma dostępu prawie nikt, więc Zosia tam była bardzo, bardzo wdzięczną bohaterką, on ją lubił nagrywać i fotografować, ale ja tak sobie spokojnie wtedy po prostu brałam karteczkę i wypisywałam sobie Ona tak pali papierosy, a tak kładzie rękę na biodrze, a tak patrzy czasem długo, jakby z wyrzutem, ale to cień wyrzutu tylko i nie mówi nic, o takiej ścieżce zdrowia sobie po prostu taką robiłam. Ja czułam się tutaj swobodna i tak do końca tego filmu czułam się swobodna. Tu, w tym filmie, spadła na mnie po prostu taka odpowiedzialność, co to ma znaczyć, bo czy zdarzyła się na przykład aktorka, która w filmach o Manry Monroe zaistniała, grając za Manry Monroe. Nie znam takiego filmu, a kilka prób było, bez szans. No ale jak zapytałam o to Janusza na pierwszej rozmowie, to mi powiedział, no ale znaj proporcjum mocium, panie. On po prostu bardzo chciał, żebym ja zagrała i już. Więc ja z tym problemem, to znaczy dla części społeczeństwa ona nadal jest ikoną, ale w Teatrze Muzycznym w Gdyni, jak na festiwal przyjechaliśmy, to Teatr Muzyczny w Gdyni zgotował jej standing ovation. Była bardzo wzruszona, rozdawała te swoje papieskie całusy i zdaje się, że ją to bardzo podniosło, Nie pamiętamy jej takiej, znaczy pamiętamy bardziej Igę na szpileczkach, ognistą, co zakocha się przy Nodala, ale jednak ona nadal działa. Moja córka na przykład mówi, to ta, co śpiewa taką piosenkę i z piosenki wiosła. Ja mówię, to ty ją mylisz z kraftowną, a moja córka mówi, no to też mała Iruda, co chcesz. Także myślę, że to w ogóle już za chwilę nie będzie miało znaczenia. [29:27.40 → 29:49.39] A: Pani Olu, ale czytałam w jednym z wywiadów, że zastanawiała się Pani, jak Kondratiuk zobaczył Panią w tej Zosi Beksińskiej, jak zobaczył Igę w tej Zosi i że jak Pani obejrzała jeszcze raz ostatnią rodzinę, to zobaczyła Pani tam taki fragment, w którym mógł zobaczyć tę Igę, To był fragment. [29:50.81 → 31:30.85] B: Jak ja obejrzałam drugi raz, obejrzałam drugi, trzeci raz ten film, ale wtedy już wiedziałam, gdzie on ją tam wypatrzył. To była taka scena, kiedy przyjeżdża do domu do beksińskich Marszał Dmohowski z Paryża. I Zosia Beksińska obrała swoją najlepszą sukienkę, koralę, i urocza, i przedstawiała się, i wrzucała jednak to, że skończyła romanistykę, że jest romanistką. I pamiętam, był taki długi przedpokój w mieszkaniu Beksińskich, a oni nie mieli salonu, w ogóle nie mieli części wspólnej. żadnej i ona chciała się zachować jednak, bo przyjechał pan z Paryża, marszan z Paryża, a ona jako ta romanistka, prawda, To tak cały czas popychała towarzystwo i męża, i syna, tak popychała na pokoje i jakby chcąc zaprosić do salonu. I w połowie drogi orientowała się, że tego salonu nie mają. I wtedy mówiła, a to może ja herbatę zrobię panom. I zniknęła w kuchni. No i Janusz mówił, że właśnie w tym momencie, kiedy tak cały czas prowadziłam do tego jakiegoś salonu, Żeby się stało, to w połowie się dopiero zorientowałam, że salonu nie ma. I się wycofałam nagrzać wodę na herbatę. Mówiłam, że to był ten moment. [31:31.83 → 31:42.43] A: Cudowne, bo to rzeczywiście trochę tak jak Iga, która żyje we własnym świecie tutaj przez chwilę. Ona właściwie przez cały czas. I nagle coś ją z tego świata wytrąca. [31:42.69 → 32:07.44] B: Tak, dokładnie. Ale to było bardzo subtelne. Bardzo subtelnie to zagrałam, tak jak w ogóle z Osią Beksińską. Grałam subtelnie bardzo i to było bardzo subtelne. Cieszyłam się, zdziwiłam się, ale i ucieszyłam, że coś takiego zauważa reżyser. Bo myślałam, że jeśli już, to w ogóle będę Housewife do końca życia grała albo takie właśnie łagodne firanki. [32:08.14 → 32:22.36] A: No nie tylko reżyser, również jurorzy licznych festiwali i publiczność. Proszę Państwa, może to jest moment, kiedy Państwa dopuścimy do głosu. Czy ktoś ma pytanie albo komentarz? Zapraszamy. [32:25.54 → 32:27.04] B: Zapraszamy. [32:28.02 → 32:30.52] A: Mikrofon już do Pani idzie. [32:36.50 → 33:30.10] B: Ja mam takie pytanie związane z tymi scenami, kiedy trzeba było podnosić, dźwigać Andrzeja. Jak to było tak technicznie? Czy rzeczywiście pan Więckiewicz musiał i pani Beata takiej siły fizycznej używać? Czy to jakoś tak było technicznie, że jednak nie byłoby problemu dla nich? nie nosiło rzeczy, to wymagało jakichś prób, bo gdyby poszli na spontanno, to mogłoby to się skończyć wypadkami i w łazience tam na przykład i wcześniej, więc oni to po prostu ćwiczyli tak, żeby on im pomagał albo żeby to wyglądało na prawdziwe, a było jednak techniczne. Ja tego problemu nie miałam, bo ja zazwyczaj wtedy zajmowałam się czym innym. [33:30.60 → 34:10.07] A: Upierścienione dłonie nie nadają się do tak prozaicznych czynności. Zapraszamy, proszę Państwa. to skoro na razie nikt nie ma śmiałości, to ja dopytam trochę z boku, bo chciałam spytać o teatr, ale też o to, że pani z tego teatru w pewnym momencie odeszła i zaczęła pani reżyserować. Skąd ta potrzeba i co daje reżyseria w odróżnieniu od aktorstwa? [34:12.45 → 38:18.44] B: Wtedy, kiedy to się działo, ja byłam w teatrze aktorką, dużo grałam, ciekawych rzeczy w Teatrze Grzegorza Jarzyny, więc na pewno to nie był taki moment kryzysu związanego z frustracją. Ale niemniej jednak pojawił się kryzys i tu jak zwykle, jak bardzo często w moim życiu, ciało jest szybsze i mądrzejsze ode mnie. i pojawiały się reakcje psychosomatyczne na granicy jakiejś prawie neurostenii. Kiedy na przykład mówiłam jakiś monolog albo długie zdania stojąc na proscenium i zawieszałam się i myślałam sobie o tym w zupełnie swobodnym tempie, jakie ja mam prawo mówić, do tych ludzi te słowa. I koledzy myśleli, że ja zapomniałam tekstu, na przykład spieszyli mi na pomoc, a ja wychodziłam za kulisy i wchodziłam do toalety i wymiotowałam. Więc myślę sobie, że to bardzo mocno ciało mi dawało znać, że coś tu jest nie tak, że ono po prostu potrzebuje schronienia. Potrzebuje być, było wiele lat oglądane, I to jest taki paradoks, bo aktorka, która nie chce być widziana. Ale jednak taki paradoks zaczął się wydarzać w moim życiu. Więc poszłam na rozmowę do Grzegorza Jarzyny i on, nie wiem czy to zrozumiał, ale w każdym razie uszanował i powiedział, że możemy się rozstać na trochę. A czy w ogóle, jeśli chcę, a jak mi to minie, to mogę wrócić. Wtedy była taka reakcja ciała. Myślę sobie, że to w gruncie rzeczy, jak to teraz i wcześniej tłumaczyłam, była to moja ogromna potrzeba. Trochę tak się czułam i wyglądałam jak w krzyku mąka. To znaczy jakby mi, jakby moja twarz chciała krzyczeć, a tu byłby stale knebel w gardle i to był knebel obcych słów po prostu, obcych zdań, obcych słów. Coś, co ja miałam uprawdopodobnić, co ja uprawdopodobniałam, ale jednak to nie było moje zdanie, to nie były moje słowa, to nie były moje wypowiedzi, to nie były moje myśli. No i myślę, że w gruncie rzeczy tak naprawdę to ten mądry organizm tego się dopominał, że zaczęłam mówić swoim własnym głosem. Jak zaczęłam reżyserować, to w większości pisałam Właściwie zawsze pisałam adaptacje. Bardzo kroiłam i pisałam adaptacje tekstów dramaturgów, ale też powieści, różne takie postmodernistyczne, można powiedzieć, kolarze. Po prostu chciałam mówić ja jako ja. Nie wiem, czy wydawało mi się to, Spróbowałam mówić jako ja i tego mi było brak w aktorstwie, a to mi dała reżyseria. I potem wróciłam do teatru, Grzegorza Jażyny już jako aktorka, ale na innych zasadach. Byliśmy umówieni, że będę grać tylko to, co mnie interesuje. I on się na to zgodził. I tak się to jakoś ułożyło, że aktorstwa praktykuję, aktorstwa zarabiam pieniądze, natomiast jak coś bardzo silnie wzbiera we mnie, że potrzebuję coś bardzo mocno powiedzieć, to się chwytam za reżyserię rzadko. [38:19.62 → 38:21.06] A: A co to zwykle jest? [38:22.39 → 38:23.11] B: Co to jest? [38:23.25 → 38:42.95] A: Na czym pani najbardziej zależy, żeby o czym mówić? Czy dałoby się wyciągnąć jakiś wspólny wątek z tych dotychczasowych przedsięwzięć? Czy raczej to są jakieś takie pojedyncze tematy, które były w określonych okolicznościach ważne? [38:44.67 → 41:31.13] B: Myślę, że to się zmienia w zależności od tego, co mi właśnie przyjdzie. Kiedy robiłam po raz pierwszy Debiutowałam w 2003 roku tlenem Wyrypa Jewa. To była rzecz taka o miłości, ale też i o przemocy. O miłości i przemocy. I kilka przedstawień zrobiłam o miłości i przemocy. Właściwie chyba cały czas interesowała się miłością i o miłości chciała robić, ale nie miłości tak, to co mi na przykład To zdradzę teraz Państwu, chodzi po głowie. Piszę adaptację z kilku opowiadania Raimonda Carvera. To jest taki amerykański mistrz krótkiej formy. Na podstawie jego opowiadań zrobił Altman, niezwykły film na skróty. I jest takie jedno opowiadanie, o czym mówimy, kiedy mówimy o miłości. Dla mnie jest to niezwykłe i kilka innych. kilka innych łączą się w tę jedną całość tematu, o czym mówimy, kiedy mówimy o miłości. Dlatego, że bardzo często mówimy o miłości, szafujemy słowem miłość, love you i wysyłamy sobie serduszka itd. To jest, znaczy nie chciałabym zdrażać nikogo do tego, bo to jest pisane po amerykańskim języku, nie ma tutaj żadnej filozofii, ale jednak dzięki tym karwerze, który zamierzam robić, jest jakby to powiedzieć analiza, analiza zawartości słowa miłość. Zawartości słowa miłość. Tytuł, który mówi, o czym mówimy, kiedy mówimy o miłości, jest właśnie punkt, jak to się dzieje, że z tej miłości Jednego dnia nie jesteśmy w stanie, nam się wydaje, wdechu następnego, bez tego człowieka, którego kochamy, wziąć, a za jakiś czas nienawidzimy wręcz tej osoby albo chcemy, żeby, ponieważ wiemy, że ona ma alergię na pszczoły, żeby ją pożądliło 40 pszczół. Jak to się dzieje? To znaczy, czym jest ta miłość? Co to jest? To znaczy, że... że ona jest przenośna, to jest jasne, i mnóstwo innych refleksji. [41:31.77 → 41:45.47] A: Czy mówiąc to słowo, jeśli mówią je dwie osoby, to czy na pewno mają na myśli to samo? Czy jeśli dwie osoby wypowiadają to samo słowo, to czy na pewno mają na myśli to samo? [41:45.71 → 43:00.05] B: No nie, na pewno nie. To nie dotyczy tylko zresztą miłości, to dotyczy... I myślę, że w ogóle warto... Ja jestem... Ponieważ od pewnego czasu mam w dupie wszystkie kompleksy, to lubię na początku ustalać właśnie w rozmowach różnych z ludźmi, czy na pewno to dla ciebie znaczy to, co znaczy dla mnie, bo to bardzo skraca piłkę. Nie musi chodzić tylko o miłość, ale w ogóle o dom, o projekt, o bezpieczeństwo, o cokolwiek, o miłość własną. Czy to na pewno znaczy to, co dla mnie, bo jeżeli coś innego, to musimy się ułożyć do różnych definicji i być może tu się nie porozumiemy, a tu się musimy nagiąć. Ale myślę, że bardzo dużo nieporozumień między ludźmi wynika z tego, że na przykład za słowem dom idzie coś bardzo mającego metkę, za słowem miłość coś, co jest bardzo ometkowane, za słowem dobry człowiek, i tak dalej. [43:01.39 → 43:11.17] A: Mówi pani o potrzebie mówienia własnym głosem. Czy tym własnym głosem będzie książka, którą pani napisała i która czeka na wydawcę? [43:12.43 → 44:29.84] B: Myślę, że to jest najśmielszy mój głos. Zaczęłam pisać książkę 7 marca tego roku. Wstałam i po prostu usłyszałam. Ja nieraz miewam takie krótkie przekazy, rzadko. Nie wiem, kto mi to mówi, Bóg czy tam jakaś siła jakaś, wewnętrzna intuicja, wszystko jedno mówią mi. Krótkie przekazy, jedź tam albo z nim nie idź, albo nie zdążysz, albo za to nie płać i takie różne. No i 7 marca się obudziłam i usłyszałam, pisz, myślę sobie, Pisz? Ale o co pisz? Zrobiłam sobie kawę, nic mi się nie przejaśniało. Co pisz? Maile jakieś zaległe mam? Czy smsy pisz? Co ja mam pisać? No i dopiero ku końcowi dnia okazało się, że ja mam napisać książkę, która jest od 7 marca tego dnia 2019 roku do 7 marca 2020 roku. Mam napisać o tym książkę i już. No i jak mnie w rozmowach z wydawcami wydawcy pytają, dlaczego te daty, to mówię inteligentnie, nie wiem. [44:32.38 → 44:36.06] A: A jakieś pomysły, jakieś intuicje, dlaczego te akurat? [44:37.22 → 46:58.76] B: Dzieje się dosyć dużo w moim życiu zawodowym i osobistym. Myślę, że dużo mam do powiedzenia, ale też zawsze się bałam, właśnie obawiałam się mówić swoim własnym głosem. bo nie wiedziałam, czy on jest dostatecznie na przykład czytelny, albo czy on ma jakąś moc, albo czy kogoś zainteresuje. W trakcie ostatniego takiego spotkania z reżyserem, który mnie dla kina zrodził, Jankiem P. Matuszyńskim i Szczepanem Twardochem, bo są w trakcie zdjęć do ekranizacji jego króla, Dla Kanal+, Janek Peto reżyseruje, a ja tam też zagrałam. Jak się spotkałam z nimi, to powiedziałam, słuchajcie, a może to jest tak, że ja się na przykład chowałam, że to były maski te moje role. Jezu, jak się roześmiali, zaczęli patrzeć na mnie jak na jakiegoś owada. Schowałam się z tymi refleksjami i już się nigdy nie wychylę. Przynajmniej nie w tych kręgach. Więc od 7 marca do 7 marca przyszłego roku. Oczywiście to jest taki znak czasu, znak mojego czasu, ale jakby ktoś mnie pyta, co to ma być, to dziennik czy pamiętnik, bo umysł ludzki potrzebuje tak nazwać, tak pogatunkować. Jak pogatunkuje, to ma z głowy, zamknie do szuflady i ma spokój. A ja właśnie nie chcę mieć spokoju, tylko chcę pisać taki strumień. W końcu żyję wiele lat i dzieje się coś, ale też wszystko jest obleczone moją refleksją. I to właśnie będzie taka książka, taki strumień świadomości, który się zlał w ten rok. z bardzo dużą ilością pięknych zdjęć, które są robione przez ten rok właśnie, więc jakby moc i czar tej książki myślę może polegać na tym, że to jest takie po prostu chwycone jak ten rok, jak ten czas. Ten, a nie inny. Potem po 7 marca 2020 roku idzie guilotyna. Pani Olu konieczna, już dziękujemy, pani już oddaje książkę. [46:59.86 → 47:13.06] A: Powiedziała Pani przed naszym spotkaniem tutaj, że czas jest dla Pani bardzo ważny i tu też słyszę, że to będzie o czasie. Jak to jest z tą ważnością czasu i z tym, że jakoś jest Pani z nim zafascynowana? [47:14.98 → 50:18.71] B: Wie Pani, ja pochodzę z małego miasteczka na południu Polski pod górami. Tam do tej pory przez całe moje dzieciństwo i całą moją młodość czas działał inaczej. Inaczej działało. Ludzie mieli dla siebie czas, można się było nudzić, a mimo wszystko nie skreślać tych osób, z którymi się nudzi. A od lat żyję w mieście, które pędzi po Warszawsku, tyłkiem po piasku. Nieustannie obiecujemy sobie spotkania, do których nie może dojść, bo coś tam, bo coś tam. Jak przyjechałam do Warszawy, to bardzo mnie to wszystko przerażało, ta przypadkowość, ta mijanka, ten crossing over. jakiś pozór w ogóle kontaktów. Na przykład przedstawienia bardzo długotrwające, teatralne Christiane Luby były dla mnie czymś takim, co mnie wzruszało bez względu na to, jakie to były przedstawienia. Były piękne. Pomyślałam sobie, Boże, ktoś ma dla mnie 8 godzin czasu, a ja mam dla niego 8 godzin czasu. Jaki luksus. W moim prodniku rodzinnym to było normalne, nie trzeba się było zapowiadać. Chodziło się godzinami po szkole i po parku i jadło się kolacje. Jak się już tam zbierali, to trzeba było iść do domu, żeby zdążyć do siebie. Ludzie rozmawiali ze sobą, mieli czas. No a myślę, że drugi też wymiar tego, o co pani pyta, jest związany z tym czasem mojego życia, to znaczy ze świadomością tego, że więcej już jest za mną niż przede mną. I to są refleksje takie związane często, no nie są smutne, Ale one są inne niż refleksje trzydziestolatki albo dwudziestolatki. także czas upływający, który jest inny dla kobiet, a inny dla mężczyzn. Bo rozmawiałyśmy, już niedawno napisałam pierwszy falieton do takiego magazynu, kwartalnika, to jest twój moment. I pisałam o jakiejś swojej bezsennej nocy, bo cierpię na bezsenność od pewnego czasu. I napisałam, że to ma chyba związek z plimiokterium, bo myślę, że ma. Absolutnie, tak mi lekarz powiedział. I dostałam sugestie od redaktorki, że mam wykreślić to klimakterium, że to nieładne. Że to nieładnie brzmi, a pismo jest takie energetyczne, młode i dosyć glamur. Że lepiej nie, bo jak bez tego klimakterium, to i tak wiadomo, o co chodzi. Pomyślałam sobie, ale ściema. Ale tabu, ale ściema. [50:19.79 → 50:34.61] A: I to dzisiaj, kiedy nawet kino upomina się o prawa i o rolę dla kobiet w średnim i w starszym wieku. kiedy mamy na ekranach, nie wiem, Glorie Bell, czy choćby takie bohaterki jak grane przez Panią. [50:36.05 → 53:08.86] B: To znaczy ja bardzo, bardzo, gdy dostałam tę rolę Zofii Beksińskiej, dostałam nagrodę za tę rolę na festiwalu w Gdyni, to jak wyszłam, z tą statuetką, z takim zadowolonym szczęściem gardłem. Widziałam jednak kilka na widowni aktorek moich znakomitych koleżanek. Znakomitych, bo mamy w Polsce zrewelacyjne aktorki, każda z nich mogłaby tę Zofię Beksińską zagrać, każda inaczej, ale na pewno każda świetnie. I pomyślałam sobie, ale ja mam tego farta. Ja dostałam tę rolę i pomyślałam sobie, Ale dlaczego tak się stało? Bo to była rola... Niewiele jest ról napisanych tak. Ja się nie musiałam rozpychać. To nie był portret podwójny, jak w powieści pani Grzebałkowskiej, która się ukazała kilka lat wcześniej. Ale w scenariuszu Roberta Bolesty to był portret potrójny, zdecydowanie. To była rola tej szarej eminencji, ale jednak rola, o której marzyłaby każda dojrzała aktorka. Marzyłaby każda dodejrzała aktorka i one marzą. No ale mi się dostało i wtedy sobie pomyślałam po prostu, że to tak nie może być, że to jest po prostu niefajnie, to jest bardzo, bardzo nieładnie. Nieładnie się wyraziłam jak dziewczynka na przyjęciu u cioci. To jest bardzo, bardzo nieładnie, że na osiem ról męskich przypada jedna kobieca. To jest bardzo nieładnie. ze względu na to, że mamy o wiele mniej pracy i jeszcze dodatkowo jesteśmy słabiej opłacane za tę samą pracę, ale myślę sobie przede wszystkim nie tylko jako aktorka, ale o widzkach myśląc. O widzkach, przecież kobiety kupują do kina przynajmniej 50% biletów, są tak samo albo i więcej, a do teatru inicjują wyjścia, to nawet jest pewne, więc dlaczego one nie chciałyby oglądać siebie na ekranie? Skąd w ogóle jest im to dane? A moja córka młoda mówi, ty dzielisz włos na czworo, ja oglądam to, co mi jest podane w kinie. No tak, no i to jest temat właśnie, o którym się nie mówi. A jak się go nie mówi, no to nie ma problemu. No przecież dlaczego kobiety miałyby nie oglądać siebie na ekranie? Dlaczego nie miałyby się utożsamiać? mają się wiecznie utożsamiać z tymi pościgami? Czy z Angeliną Jolie? [53:10.49 → 53:26.94] A: Na szczęście jest drobna szansa, że to się zmieni, bo zaczynamy o tym mówić. I zaczynamy mówić o tym, że jest 13% reżyserek filmów fabularnych, 25% filmów dokumentalnych tylko dlatego, więcej w dokumencie, że w dokumencie są mniejsze pieniądze i tak dalej, i tak dalej. [53:27.20 → 54:59.40] B: Tak, i oczywiście kiedy się o tym mówi, kiedy się o tym pisze w mediach społecznościowych, to jakieś takie zainteresowanie... Chciałabym powiedzieć taką rzecz, że przecież wiemy, że na grzędzie społecznej wszelkich społeczeństw w Europie i w Stanach jest biały, heteroseksualny, wysoko wykształcony, najchętniej nie singiel mężczyzna. On jest na samej górze hierarchii we wszystkich społeczeństwach. I on, i ponoć psychika ludzka ma to do siebie, że będąc tam, na tej pozycji uprzywilejowanej absolutnie, nie zdaje się z tego sprawy sobie, znaczy w ogóle nie można sobie zdać sprawy z tego, że się kogoś uciska. Trzeba by być Rumunem, gejem, Żydem, kobietą, kimś tam jeszcze, żeby odczuwać, że z dołu się tylko czuje ucisk, od góry oni nie czują ucisku. I dlatego te rozmowy z producentami, rozmowy w ogóle z mężczyznami, którzy są w większości decydentami, zarówno w Polsce, jeżeli mówić o polskim filmie w komisjach eksperckich, PiS-u i tak dalej, i producentami, mężczyznami jednak, czyli ludźmi, którzy mają władzę. Mają władzę, oni decydują o tym, jakie się filmy robi i o czym się filmy robi. Urwał mi się wątek. [54:59.86 → 56:03.76] A: To ja dorzucę, że są jaskółki w tej kwestii, bo wywalczyły kobiety filmu, że ekspertów jest 50 na 50, ma być w Gdyni. i jest 50, nie wiem czy 50, czy ten parytet jest dotrzymywany w ciałach eksperskich PiS-fu, ale taki przykład, który potwierdza tę władzę, który mnie osobiście rozłożył na łopatki, to sytuacja, o której powiedziała jedna z producentek, kierowniczek produkcji, przepraszam, nie, agentek, o, już wiem. Była identyczna rola dla kobiety i dla mężczyzny, dziadek i babcia, tyle samo scen do zagrania. różnica w zarobkach 50%. Ona oczywiście nie przyjęła tego, bo to byli aktorzy z jej stajni i zrobiła karczemną awanturę, ale to właśnie pokazuje najlepiej, bo można używać argumentów, że no przecież nierówne są te role, że ktoś ma więcej dni zdjęciowych. Tymczasem tutaj była czysta sytuacja. Jak inna jest stawka dla aktora i aktorki za tę samą pracę? [56:04.39 → 57:55.44] B: 7 marca Wtedy, kiedy mi się zbiegło z tym pisz, na spotkaniu nominowanych do Orłów, to już jest uroczystość przez Polskie Nagrody Filmowe, taka pielęgnowana, bo samo to już jest wyróżnieniem. Łaziłam za Wojtkiem Smarzewskim i mówiłam, Wojtek, ale ty nie lubisz mojego aktorstwa, czy jak? A on się śmiał i mówi, dlaczego? A ja mówię, no bo nie gram u ciebie. Czemu u ciebie nie gram? A on mówi, nie, no przestań, no coś ty, no przecież to jest, no nie wiem, no potrzeb... Ola, to nie jest takie proste, no mówi, potrzebuję teraz małych 130 żydowskich chłopców, no obróć się profilem. A ja mówię, nie, nie, ja to raczej hobbita. A on mówi, no to co chcesz? Ale jak go dorwałam za chwilę, myślę, nie może mnie tak zlewać ten reżyser i mu powiem, Słuchaj, byli cztery pancerni i pies, ale na pewno w tym czasie były gdzieś jakieś cztery pancerenki i suka. Był pan Wołodyjowski, pani Wołodyjowska była, wiemy, zrobiono o tym film, ale każda sytuacja, wystarczy tylko przesunąć spektrum kamery i tam są kobiety. Tylko po prostu o nich nie opowiadacie. Więc szybko po prostu ty z tych 130 chłopców bierz przynajmniej 70 dziewczynek. Dlaczego ma być 130 chłopców? Bardzo był rozbawiony. Ale wiecie oni to, ponieważ był to biały, heteroseksualny, dobrze wykształcony i nie single mężczyzna, patrzył na mnie jak na owada, kiedy o tym mówiłam. Nie wiedział o co mi chodzi. [57:58.88 → 58:29.31] A: Miejmy nadzieję, że kropla drąży skałę i że po kolejnych takich rozmowach coś się zmieni. Proszę państwa, będziemy powoli kończyć, więc ostatnia szansa na zadanie pytania bądź opinie, podzielenie się komentarzem. Już mikrofon do pani idzie. Chciałam zapytać, czy wątek siostry pani Igi jest fikcją czy prawdą? [58:30.33 → 58:56.25] B: Jest prawdą niestety i jest taka smutna, że gdyby nie pomoc Janusza, to Iga byłaby w przytułku. Tylko że autentycznie jest to brat, żeby nie było procesu ozniesławienia. Tak, w rzeczywistości to jest brat pani Igi. [58:59.51 → 59:36.93] A: Czy jeszcze ktoś z Państwa chciałby coś dorzucić albo o coś zapytać? Mikrofon idzie do pani. Ja chciałam powiedzieć, że cieszę się bardzo, że mogę Panią zobaczyć na żywo, że jest Pani rewelacyjna w tych swoich rolach, w każdej, którą Pani widziałam, w jakichś epizodach nawet. Jestem pod wrażeniem Pani gry aktorskiej i osobowości również. Dziękuję bardzo. [59:40.29 → 59:52.66] B: Dziękuję. Pani bardzo dziękuję, dziękuję. Oliwa nierychliwa, ale na wierzch wypływa, tak mówią. [59:54.12 → 59:58.93] A: Proszę państwa, ja rozumiem, że pani jest wyrazicielką opinii ogółu, bo mojej również. [01:00:00.39 → 01:00:01.64] B: Dziękuję państwu bardzo. [01:00:02.20 → 01:00:22.63] A: Więc zgłóćmy się, że to będzie puenta dzisiejszego spotkania. Bardzo dziękuję pani Aleksandro za wizytę państwu, dziękuję za Tak liczne przybycie mimo wspaniałej spacerowej pogody i zostanie z nami. Bardzo dziękuję i zapraszam na następne projekcje. [01:00:23.91 → 01:00:25.39] B: Dziękuję bardzo i dobranoc.