[00:01.16 → 00:11.24] A: Dobry wieczór, witam jeszcze raz po seansie. Sławomir Fabicki, jeden z najlepszych polskich reżyserów młodego pokolenia, albo średniego już chyba.
[00:11.92 → 00:13.08] B: Średniego.
[00:13.74 → 00:37.45] A: No dobrze, młodego, młodego. Zgódźmy się. Sławku, zacznijmy od tytułu. Równocześnie Haneke. Jest też polski film dokumentalny, bardzo dobry pod tym tytułem. Rozumiem, że jednak nie było innego pomysłu i innego wyboru, że to był jedyny tytuł wydający się stosowny do tej opowieści.
[00:38.27 → 01:27.58] B: Już tak się złożyło, że kiedy już udźwiękawiałem swój film, to okazało się, że Haneke też ma miłość w Cannes. Zresztą Julia Kijowska zadzwoniła wtedy do mnie i powiedziała, słuchaj, Haneke ma w filmie miłość w Cannes. Ja powiedziałem, kurczę, przecież on miał inny tytuł roboczy. I zacząłem zastanawiać się nad tym, czy nie zmienić tego tytułu i szukałem najróżniejszych tytułów. Ale to był ten jeden, jedyny, najlepszy. No i zostałem przy tym filmie, wiedząc oczywiście, że będą siłą rzeczy porównania, siłą rzeczy będą się miliły widzom seanse w kinach, bo też tak się zdarzało, że niż Lina Fabickiego trafia Ina Haneke, niż Ina Haneke trafia Ina Fabickiego. No ale tak już jest.
[01:28.96 → 01:59.71] A: Miłość to jednak jest takie, znaczy to słowo zawiera w sobie myślę więcej konotacji romantycznych. Myślę, że część widowni mogła się czuć zaskoczona tą opowieścią właśnie dlatego, że miłość nam się kojarzy z czymś tkliwym, landrynkowym, z takimi uniesieniami pierwszych miesięcy zakochania. Mam wrażenie, że ty świadomie podejmujesz dyskusję z tym obrazem. tym stereotypem?
[02:00.79 → 02:40.68] B: No tak, oczywiście, bo miłość ma najróżniejsze oblicza. Wszyscy pamiętamy ze szkoły te słynne romantyczne miłości opisywane przez Mickiewicza, Słowackiego, Staffa. Natomiast tutaj ja chciałem troszeczkę pokazać takiej prozy życia. Ale z drugiej strony jest to uczucie, które determinuje całe nasze życie, od po prostu takiego malutkiego człowieczka do starczego wieku. To jest najważniejsze, siła też taka napędowa człowieka, uczucie, miłość.
[02:41.52 → 03:17.47] A: Ale ty też pokazujesz miłość jako coś, co nie jest kwestią wyłącznie uczuć, ale również pewnych decyzji i świadomych wyborów. Twoi bohaterowie się decydują walczyć o swój związek, decydują się, ona wcześniej, on później, świadomie go budować. Przynajmniej możemy mieć taką nadzieję, że po tym kryzysie, który oglądamy, to pójdzie w tym kierunku. Że coś się jednak zmieniło w ich związku i że to, co mogło być katastrofą, jest początkiem czegoś nowego.
[03:18.26 → 03:55.82] B: No wiesz, no przede wszystkim zaczęli ze sobą rozmawiać, a właściwie to on się wreszcie otworzył przed nią i powiedział, co go tak naprawdę gryzie i boli, bo ona oczywiście była gotowa, żeby z nim się spotkać, żeby z nim rozmawiać, żeby przed nim się otwierać, a on nie. I oczywiście to zakończenie jest zakończeniem dla mnie otwartym. Co będzie dalej, to już jakby każdy z widzów musi sobie sam dopowiedzieć. Jest przed nimi jakaś szansa, żeby to uczucie i tę rodzinę, żeby ta rodzina przetrwała.
[03:57.26 → 04:23.34] A: Powiedziałeś kiedyś w którymś z wywiadów o swoim współscenarzyście Marku Próchniewskim, że to jest ktoś, kto zaczyna nie od historii, tylko od postaci. Tutaj u źródeł była pewne zdarzenie opisywane w gazetach, jak wiemy, Mam takie poczucie, że też tutaj postaci były najważniejsze. Powiedz, jak budowaliście tę opowieść?
[04:24.40 → 06:35.08] B: Wiesz co, to było tak, że ja na początku oczywiście słyszałem o tej całej aferze olsztyńskiej, o tym domniemanym gwałcie i molestowaniu w ratuszu przez prezydenta pracownic, ale to mnie nie interesowało w żaden sposób, bo myślałem sobie, że to jest jakiś bardzo taki publicystyczny temat, a ja takiego kina staram się nie robić. Ale jak przeczytałem reportaż Lidii Ostałowskiej w dużym formacie pod tytułem To się stało o mojej żonie i był tam po prostu fragment, część tego reportażu była opisana jakby z punktu widzenia męża, ofiary i to było dla mnie ciekawe. To było dla mnie ciekawy taki punkt wyjścia do tego, aby Pomyślałem sobie, można opowiedzieć teraz o tym mężczyźnie, o jego kryzysie uczucia, o jego poszukiwaniu, o tym, jak on ma się zachować, kiedy nagle dowiaduje się, że jego żona została zgwałcona. Co on może dalej zrobić? I od tego, żeśmy wyszli, zadzwoniłem do Marka, zapytałem się go, czy on czytał ten reportaż. Czytał. Powiedziałem, słuchaj, no to kurczę, ja ci napiszę zaraz obrazy, które mi się pojawiają w głowie, bo zawsze mam tak, że pojawiają mi się obrazy, jakieś strzępy scen w głowie. I spisałem mu to wszystko, wysłałem mailem i powiedziałem, no to pisz, zacznij pisać. I on zaczął pisać i potem pojawiły się kolejne jakby jakieś tam wątki, kolejne bardziej szczegółowe jakieś takie rozwiązania dramaturgiczne. Ale zawsze w głowie mieliśmy ten, jak to nazywam, charakter telling, czyli opowiadanie przez postać, czyli że postać ciągnie historię, to postać determinuje po prostu fabułę, bo gdyby nie ta postać głównego bohatera i gdyby nie postać tej głównej bohaterki, to tego filmu by nie było, bo gdyby byli oni innymi postaciami, to po prostu ona po pierwsze nie dopuściłaby prawdopodobnie do tego, żeby aż tak mocno prezydent przerwie jej życie, a on nie miałby dylematów.
[06:36.88 → 06:40.49] A: A jakie to były obrazy te, które się pojawiły na początku, bo to bardzo ciekawe.
[06:42.12 → 07:25.33] B: Wiesz co, pojawiały mi się jakieś takie obrazy w ogóle niezwiązane z fabułą. Pojawiały mi się takie strzępy właśnie Hoppera, malarza, którego bardzo lubię i którym się inspirowaliśmy razem z Piotrem Szczepańskim, robiąc zdjęcia do tego filmu. Ale też na przykład takie obrazy jak powrót ich z wakacji samochodem. Na początku w ogóle ten film się zaczynał wyjazdem do Hiszpanii. W którejś tam wersji scenariusza i powrotem z Hiszpanii. To oczywiście potem zostało wykreślone w którejś wersji scenariusza, ale takie rzeczy, od tego zaczynamy zawsze.
[07:26.11 → 08:22.70] A: A to bardzo ciekawe co powiedziałaś o Hopperze, bo ja oglądając teraz po raz drugi czy trzeci ten film, pomyślałam o tym jak znakomicie funkcjonuje tutaj scenografia. Bo z jednej strony to jest realizm czysty i nareszcie ja widzę na ekranie kogoś, kto wprowadza się do nowego domu i w tym domu stoją jeszcze pudła i są niezrobione schody, a nie wszystko zrobione przez ekipę scenograficzną na błyski. Można to natychmiast pokazywać we wnętrzarskim piśmie. A z drugiej strony to też dobrze pokazuje moment w ich związku. Kiedy oni jeszcze nie są obrośnięci rzeczami, nie są obrośnięci przyzwyczajeniami, rytuałami. Kiedy wszystko może iść właściwie w różnych kierunkach i oni właściwie dopiero budują to, co jest między nimi. Czy to tak było wymyślone? Czy ten Hopper... Rozumiem, że inspiracje były różne. O Hopperze nie pomyślałam, chociaż rzeczywiście to się narzuca, jak się patrzy na gotowy efekt.
[08:23.46 → 09:03.73] B: Wiesz co, tak, to było wszystko jakby wymyślone od początku, już zaznaczone w scenariuszu, że oni się wprowadzają, są w trakcie właściwie już urządzenia tego domu i te kartony tam są i te kartony powoli Znikają, zresztą były nawet nakręcone takie sceny, kiedy Maria rozpakowuje jeden z kartonów i szuka zdjęć z ich młodości. To potem w montażu wyciąłem, bo było niepotrzebne, ale takie sceny też były nakręcone. Dla mnie jakby scenografia też jest jakby miejscem ważnym dramaturgicznie, to znaczy ono po prostu musi, scenografia musi podbudowywać temat i podbudowywać postacie, które występują w moim filmie. Zawsze na to zwracałem bardzo dużą uwagę.
[09:05.89 → 09:21.05] A: To jeszcze dopytam o scenariusz i o postaci, bo zastanawiam się też, jaki margines wolności mieli aktorzy. Czy dialogi były napisane precyzyjnie, czy było miejsce na improwizację na planie?
[09:22.15 → 10:38.87] B: Wiesz co, 95% tych dialogów to są dialogi napisane w scenariuszu. Oczywiście jest tak, że ja przed zdjęciami spotkałem się z aktorami i żeśmy przylatywali każdą ze scen i właściwie żeśmy część dialogów jeszcze zmieniali i skreślali w próbach tak zwanych stolikowych. Potem na planie jeszcze następuje ten etap, że się też głównie redukuje te dialogi, bo okazuje się, że aktor po prostu wypełnia tą przestrzeń, która jest i nie trzeba tego dopowiadać słowami. A potem jeszcze w montażowni tnę te dialogi. No tak to jest. Scena na przykład, kiedy Maria przychodzi do męża, do biura i wspomina o ich przeszłości, o tym, że on do niej przyjeżdża, o tym, że czuła jego zapach. To jest scena częściowo zaimprowizowana przez Julię Kijowską. Był zadany jakby temat, o czym to ma być, w jaki sposób ona ma się otworzyć przed swoim mężem i jakie chce rzeczy zawrzeć. I ona to już jakby dopowiadała. Ale to jest właściwie jedyna scena, gdzie jest improwizacja taka większa. Raczej to wszystko było napisane już na poziomie scenariusza.
[10:39.99 → 10:43.43] A: Rozumiem, że brak muzyki też był od początku zakładany.
[10:44.85 → 11:43.72] B: Wiesz co, nie, nawet nie. Zawsze mam w budżecie kompozytora. Mam nadzieję, że prezydenci mnie teraz nie słuchają. i zazwyczaj z tego kompozytora rezygnuję, tak samo było przy Zodzysku. Ale mam te pieniądze na kompozytora. A tutaj po prostu przymierzałem różne rodzaje muzyki, ale ta muzyka nie pasowała w ogóle do tego filmu. Była pewnym takim dopowiedzeniem, jakimś takim uproszczeniem, albo wpadała w jakiś sentymentalizm, albo po prostu dopowiadała te uczucia i emocje, które są w bohaterach. A ja wolałem, żeby przemawiał właściwie sam obraz i gra do widza i ta cisza, która właściwie tutaj jest w tym filmie cały czas cisza, cisza. To było dla mnie najważniejsze, żeby widzowie jakby sami wchodzili w te ich emocje bez jakby podpowiadania im, co jest, jaką warstwą emocjonalną, jak mają to przeżywać.
[11:45.25 → 11:56.04] A: No to też sporo mówi o tej ciszy, która trwa między bohaterami. Ona może wybrzmieć. To, że oni tak mało do siebie mówią, to przecież bardzo jest istotne.
[11:56.66 → 12:39.48] B: No tak, dlatego na przykład bardzo... Jedną z takich trudniejszych scen, które miałem i którą właściwie na przykład na zdjęciach próbnych żeśmy próbowali, to jest scena, kiedy zasiadają do wspólnego posiłku i jedzą tak chrupiąc. I w pewnym momencie ona się pyta go, czy mu smakuje, a on nie odpowiada, tylko po chwili mówi, jak to się stało, że on przyszedł do domu. Na przykład tę scenę żeśmy próbowali na zdjęciach próbnych, żebym zobaczył jaka jest energia między aktorami. Ta cisza właśnie, czy to po prostu przechodzi to napięcie między nimi na kamerę, a potem na ekran, tak? No ta cisza jest ważna.
[12:41.13 → 12:55.65] A: Ja zapraszam oczywiście Państwa do włączania się do dyskusji. Jeśli ktoś ma już ochotę, to bardzo proszę, jeśli Państwo już są odważni. Proszę bardzo. Jest mikrofon, prosimy.
[13:00.17 → 13:03.17] B: Mam
[13:08.81 → 15:49.99] C: takie pytanie, bo Część scenariusza jest na podstawie prawdziwej historii. I tak się zastanawiam nad budowaniem właśnie charakteru tych postaci i ich relacjami, bo powiedzmy, jeżeli mówimy o Olsztynie chociaż, to tam to wyszło na jaw, więc te osoby pokrzywdzone w jakiś sposób zmyły z siebie to piętno tej relacji i my o tym wiemy, tak? Oni zostają w tym mieście, zostają wśród znajomych. Ten mężczyzna no po prostu nie załatwia sprawy po męsku, czyli przynajmniej gdzieś mu publicznie nie da w mordę. Krótko mówiąc tylko trzyma te swoje nerwy na wodzy. Takie tutaj dla mnie to takie trochę nierzeczywiste, bo jest to takie coś jak takie najdojrzałe dla mnie osobiście. Może to kwestia temperamentu, że Na początku on przychodzi do domu i mówi dobrze to będziemy żyli tak jakby naprawdę razem, ale oddzielnie. Jest taki moment i ja to tak odbieram, że ta relacja między nimi, taka umowa na życie to jest trudna do wytrzymania. Po prostu zostają w tym mieście, zostają wśród tych znajomych. Ten prezydent ma takie poważanie. Oni nie próbują stamtąd uciec. Jakby tak uważają, że mogą przez to przejść dalej i dalej żyć w tym samym otoczeniu, w tym samym domu, z tymi samymi ludźmi. Ja jakoś tak nie do końca to rozumiem, tą sytuację. Wydaje mi się, że któraś ze stron, czy ona by wykrzyczała po prostu mu to, że jest niewinna i on sobie ten jej przełożony nadinterpretował jej zachowanie, czy po prostu on, że jemu po prostu jako mężczyźnie puszczą nerwy i gdzieś tam wybuchnie i w jakiś sposób upowszechni tą historię, że ten człowiek, który tu buduje sobie taki wizerunek opiekuna miasta, że nawet by tą wodę chciał ludziom dać taką zdrową, jednocześnie niszczy cudze życie kilku osób zaraz na początku. Nie bardzo rozumiem, że oni chcą tam zostać, że mogą przez to dalej wytrzymać. Wydaje mi się, że do końca chyba by sobie z tym nie poradzili. Takie mam wrażenie. Przepraszam, moje odczucia po obejrzeniu filmu. Dziękuję.
[15:51.19 → 17:48.21] B: No bardzo dobrze, że to są Pana odczucia. Każdy jakby filtruje film przez siebie i na tym mi zależało. Jeżeli chodzi o to, dlaczego on nie daje prezydentowi w mordę. Dlaczego ona nie mówi mu od razu po gwałcie, że została zgwałcona. To są takie postacie. Po prostu to są takie postacie. On jest, tak jak Pan powiedział, on jest po prostu niedojrzałym dupkiem. No po prostu jest niedojrzałym dupkiem, bo gdyby on był dojrzały, gdyby był pewny swojej miłości, to w ogóle by tego filmu nie było. On nie jest pewny tej miłości po prostu. On natknął się na jakieś maile, na jakiegoś tańczącego misia od prezydenta z głową, prawda, prezydenta. To już jest jakiś pewien sposób poufałości, tak, że pisze prasodawca do prasownika takie maile. Potem sprawdza te w skrzynkę żony, maili już nie ma. Czyli zaczynają mu się w głowie budować jakieś tam podejrzenia, ale gdyby był pewien, to by przeszedł nad tym do porządku dziennego, uszanowałby, uszanowałby to, że ona miała straszny problem, że nie chciała go obciążać tą wiedzą o gwałcie, że myślała, że sobie z tym da radę, ale nie mogła sobie z tym poradzić. Wie Pan, no to są takie postacie po prostu. Też popatrzmy na tą aferę Olsztyńską, co się dzieje. Ja celowo wyszedłem tylko z tego punktu, z tego, z tej afery. W ogóle później chcieliśmy na początku jechać z Markiem Próchniewskim do tej pary, ale podczas pisania którejś wersji treatmentu powiedzieliśmy sobie nie, my tego nie potrzebujemy, bo nasza historia już jest zupełnie inna. My zupełnie o czymś innym opowiadamy. My opowiadamy o tym oszukaniu jakby miłości na nowo, tak? Nie opowiadamy o o wątku społeczno-polityczno-publicystycznym, czyli ubach, wybuchła afera, wyszła najaw, tak? Nie. Takie było nasze założenie po prostu.
[17:49.15 → 19:34.96] C: Ja to tak jeszcze odbieram, że tutaj jakby ofiara staje się przestępcą, bo ten prezydent jakby przejmuje inicjatywę, czyli nie ma tej rysy na jego wizerunku. A z kolei oni postępują tak, że w tym momencie pod koniec filmu, gdyby nawet chcieli upowszechnić tą historię, nawet zwierzyć się znajomym. Mi tu właśnie brakowało takiego kogoś, że ona ani nie ma dobrej przyjaciółki, której może się zwierzyć, ani on nie ma dobrego kumpla, z którym może tak pogadać po męsku gdzieś tam przywódcę. I w tym momencie jest taka sytuacja, że gdyby oni komukolwiek chcieli to opowiedzieć, No to wychodzi tak jak, że oni są szantażystami, że go wręcz podpuścili, bo tak, ona wzięła pieniądze, prawda, czyli tu już jest jakby sprawa taka, że w każdej chwili można udowodnić skąd ona miała te 100 tysięcy i powiedzono, bo nas szantażowali, bo mąż nie jest winny, tak, to nie jest jego dziecko. I tracą taką wiarygodność i możliwość załatwienia tej sprawy w przyszłości. Wydaje mi się, że tutaj jakby oni przegapili ten moment, kiedy trzeba było się decydować i albo we wtoł, albo to upowszechnimy, albo uciekamy stamtąd, albo coś z tym robimy. W tym momencie wydaje mi się, że mają zamknięte usta w tej sprawie, a wydaje mi się, że życie jest dość długie i przyjdą kolejne jakieś kryzysy i ta wątpliwość, czy to jest moje dziecko, Czy naprawdę ona go nie prowokowała? Czy coś jeszcze między nimi było? Wydaje mi się, że to takie rzeczy mogą przez całe życie później ciążyć na tym związku.
[19:36.20 → 20:06.10] B: Mogą, ale nie muszą. Nie wiadomo. Ja zostawiłem to otwarte. Oczywiście ma pan słuszność. Prawdę pan mówi o tym, że oni po części sobie sami skomplikowali te własne życie. No ale ona te 100 tysięcy wpłaciła do banku po tym, jak on się wyprowadził z domu. No i już to ciągnie za sobą oczywiście konsekwencje. Już nie można się wycofać na to, co teraz zrobią. No tak, sami sobie komplikują życie. Ma pan rację, ale to są właśnie moi bohaterowie również.
[20:06.62 → 21:10.79] A: Ale też jak słucham tego, co pan mówi, to jakoś mam takie poczucie, że pan pomija te kwestie, które w filmie Sławka jest bardzo ważne, to znaczy uczucia. Gwałt to jest coś takiego, z czym ofiara ma poważny kłopot, żeby to ujawnić. Miliony chyba napisano na ten temat reportaży i esejów, bo reakcje, choćby dlatego właśnie, co jest pokazane w tym filmie, że często ofiara jest obciążona winą. że kulturowo jest to tak głębokie, że nawet prawnicy, czy lekarze, czy policjanci, którzy wydawałoby się mają obowiązek chronić ofiarę, próbują zarzucać winę ofierze i to są przypadki naprawdę nagminne. Więc tak jakby pan nie brał tego pod uwagę, że ujawnienie czegoś takiego godzi nie tylko w sprawce, ale przede wszystkim w ofiarę.
[21:11.60 → 22:26.54] C: Nie, ja mam tego świadomość i chyba bodajże od pół roku czy od roku teraz gwałt jest ścigany z urzędu. Nawet nie musi ta osoba, która jest poszkodowana się zgłaszać. Wystarczy, że ktoś zauważy czy poinformuje i to jest z urzędu już ścigane. Właśnie po to, żeby chronić te osoby, które niestety są ofiarami takich czynów, żeby nie musiały przechodzić tych badań, wypełniać rubryk jakichś tam policyjnych, opowiadać jak to było, jeszcze raz sobie przypominać. Ja się zgadzam, że tutaj uczucie jest najważniejsze i piękne jest to w tym filmie, że tak jak to dziecko idzie do chrztu i zmywany jest ten grzech pierworodny, tak jakby oni razem zmywają ten grzech taki, który popełnili na początku tego związku, czyli brak tego zaufania, wątpliwości co do siebie, tą zdradę nawet. To jest piękne, takie piękno, które pozwala im na czymś budować kolejne dni ich życia, tylko Mi ciężko sobie wyobrazić, że oni zostają w tym miejscu i są w stanie unieść dalej to bez jakichś takich wielkich zburzeń. Tylko tyle. Natomiast tutaj uczucie, że uczucie wygrało, to niewątpliwie plus jest tego filmu i ta ostatnia scena jest bardzo piękna. Dziękuję bardzo.
[22:27.32 → 23:04.91] A: Prosimy do mikrofonu. Ta pani jest tuż po oporodzie, więc ten okres jest szczególny i mówimy o tych trudnych decyzjach. Ona miała bardzo trudne decyzje, bo ona była właśnie w tym szczególnym okresie poporodowym. To też trzeba wziąć pod uwagę. I to wszystko, co się naprawiło później, to właśnie zawdzięczamy temu uczuciu miłości. To tylko wszystko, że one były, oni sami relacje swoje budowali, no to wiadomo, bo to są młodzi ludzie. Ale to właśnie zwyciężyła miłość.
[23:05.06 → 23:06.58] B: To jest najważniejsze uważam.
[23:08.30 → 23:11.17] A: Mnie się film osobiście bardzo podobał, bo jest bardzo życiowy.
[23:11.89 → 23:12.21] B: Super.
[23:14.45 → 23:18.60] A: Zapraszam. Kto z Państwa ma jeszcze ochotę się włączyć do dyskusji?
[23:23.73 → 25:18.29] D: Zobaczę czy umiem trzymać. Dobry wieczór. Ja chciałam zacząć od końca. Mnie się wydaje, że za tymi drzwiami, które są otwarte na końcu jest taka jasność, że ta miłość na pewno, która w całym filmie jest i właściwie gdyby nie miłość, to oni by tego nie zbudowali, znaczy nie zmieniliby się, bo oni w moim odczuciu, mnie nie jest potrzebne otoczenie, żeby zobaczyć, co się w nich dzieje, bo oni mają swój świat i swoje problemy. I to jest tak, że ten film jest o nich i o miłości, która ich prowadzi przez to bardzo trudne życie. Bardzo ładnie podobał mi się taki fragment dialogu, kiedy on ją pyta, czy oddałaś pieniądze? I ona mówi, tak oddałam i ona nie skłamała. bo ona je oddała rzeczywiście do banku, prawda? Także takie są momenty, które bardzo mi się podobały, a film wcisnął mnie w fotel. Jest tak mocny, tak uczucia są i świetnie pokazane i właśnie dzięki tej ciszy, bo muzyka bardzo często pomaga. Ale czasem może oczywiście przeszkadzać, a tu świetnie, że jest ta cisza, bo to jest tak kameralne, bo to jest ich kameralny dramat, w którym my jesteśmy. I mówię te drzwi, jasność za drzwiami i ich uśmiechy na końcu, w końcowej scenie. Według mnie to jest bardzo optymistyczne. I ja widzę dobrze.
[25:18.77 → 25:19.11] A: Koniec.
[25:23.91 → 25:25.27] D: Komu mogę oddać?
[25:27.23 → 25:57.02] A: Do kogo powędruje mikrofon? To jeszcze dorzucę taką myśl, która mi teraz właśnie się uwyraźniła, że muzyka często ujednoznacznia emocje, które są na ekranie, a tutaj emocje są bardzo niejednoznaczne, bo mam wrażenie, że bohaterowie przeżywają mnóstwo ambiwalentnych emocji i różnych emocji naraz w tym samym momencie. Gdyby muzyka w to weszła, to mogłaby to zabrać.
[25:58.27 → 26:43.33] B: Tak, to zrobiłoby się takie, no ujedno, ujednoznaczniłoby się, tak, tak można powiedzieć, nie wiem czy takie słowo istnieje w ogóle, ale, ale, ale, ale tak, masz rację, no, ja nie chciałem, ja chciałem, żeby niby widz jakby filtrował też przez siebie i żeby widz sobie zadawał pytanie, kurczę, to jak pan zadaje pytanie, dlaczego on cholera nie poszedł dać mu w mordę? On tam chce, chce dać mu w mordę przy tym źródełku. No chce, ale już tak śledził go, już pojechał za nim, już chciał mu dać tą mordę, ale jeszcze sfotografował go. No strach go obleciał tak.
[26:44.13 → 26:57.33] A: Ja miałam raczej takie poczucie, że nie ma takiego momentu, żeby dać komuś w mordę, to trzeba, tak jak w tej scenie z samochodami, że jest jakiś powód, jakiś pretekst, a tak z niczego?
[26:58.79 → 27:05.22] B: No on tak się napompował, napompował i no i para poszła, niestety.
[27:06.48 → 27:29.84] A: Gdzie indziej. Zapraszam. Kto z Państwa chce się włączyć? To jeśli na razie nie ma chętnych, to spytam jeszcze o zdjęcia Piotra Szczepańskiego, bo są też dosyć szczególne bardzo konsekwentne. Powiedz, jak wymyślaliście tę koncepcję, że to właśnie tak ma być poprowadzone, a nie inaczej.
[27:30.73 → 29:06.57] B: Ja z Piotrkiem zrobiłem jeden teatr telewizji. Znamy się jeszcze ze szkoły filmowej w Łodzi, bo studiowaliśmy na wspólnym równoległym roku. Kiedyś sobie powiedzieliśmy, że musimy zrobić razem film. Trwało to lat naście, ale w końcu zrobiliśmy ten film. Jakieś reklamy też razem robiliśmy. więc pracowaliśmy ze sobą. No a tutaj było dla mnie najważniejsze skupienie się na twarzach aktorów. Ja powiedziałem Piotrkowi, że Piotrek, w tym filmie nie może być planów średnich, czyli takich planów paścowych. Zresztą to są takie plany, których ja nienawidzę w kinie, po prostu są to żadne plany takie cięte przez pas. Ja lubię plany szerokie, ogólne i bliskie, plany twarzy, zbliżenia i półzbliżenia, bo one dla mnie wyrażają emocje potrzebne do tego filmu. Zresztą jakby temat narzucił fotografie filmowi. Czyli to skupienie, które było potrzebne, żebym zobaczył w aktorach. Do tego potrzebna była skupiona kamera, która oczywiście jest z ręki. Ona troszeczkę drży. Nie ma ujęć właściwie statycznych. Ale kamera nie dojeżdża, nie odjeżdża, nie pompuje emocji, nie panoramuje jakoś znacznie. Czyli kamerę dostosowaliśmy całkowicie pod grę aktorów. To była ta koncepcja, a jeżeli chodzi o fotografię, światło i kolory, no to był ten Hopper, który się narodził w czasie pracy w ogóle. W czasie pracy się narodził jakby z Piotrem przed zdjęciami, tak.
[29:07.39 → 29:14.55] A: A to bardzo ciekawe, bo kamera w gruncie rzeczy jest taka jak aktorzy, to znaczy z jednej strony statyczna, a z drugiej rozedrgana.
[29:14.75 → 29:19.19] B: Jest taka lekka, chodzi tam, no pulsuje.
[29:19.31 → 29:29.33] A: Tak, zwłaszcza w tych początkowych scenach widać, bo potem ta ręka jest trochę pewniejsza, ale cały czas jest, no ona tam niewiele się rusza.
[29:29.97 → 29:39.63] B: Niewiele się rusza, tak, niewiele się rusza. Jeżeli już się rusza, to chodzi za bohaterami, chodzi, tak, ale ich nie wyprzedza na przykład, tak, nie objeżdża ich jakoś specjalnie.
[29:40.47 → 29:51.59] A: Też na przykład sceny w samochodzie, jest dużo scen z oczami Dorotańskiego w lusterku, nie widzimy. którą stronę on jedzie, patrzymy na niego, na nim jest koncentracja.
[29:51.83 → 30:01.03] B: Bo tak naprawdę ważne było w tych scenach jego emocja, a nie przestrzeń, czyli to gdzie jedzie. Wiadomo było, że śledzi prezydenta, ale pytanie co zrobi, co zrobi.
[30:02.49 → 30:07.21] A: Czy ktoś z Państwa już dojrzał do zadania pytania albo podzielenia się uwagą?
[30:12.71 → 30:15.71] D: Scenariusz
[30:30.41 → 34:49.94] B: był wcześniej pisany na troszeczkę dojrzalszą parę bohaterów, ale jak zacząłem szukać producenta i zacząłem szukać jakby pieniędzy na ten film, to żeśmy obniżyli ten wiek. Jak żeśmy obniżyli ten wiek, to od razu pomyślałem o Marcinie Dorotcińskim, bo widziałem go wcześniej w boisku Bezdomnych i w Róży. I wiedziałem, że po prostu może zagrać takiego niepewnego człowieka, a ma skórę macho, takiego przystojnego faceta, który wie, wie, On wie, wróży wiedział. W boisku bezdomnych nie wiedział, bo grał alkoholika. Ja chciałem, żeby połączył te dwie rzeczy, czyli żeby wydawało nam się, widzom, że o, proszę, Marcin Dorociński, macho, silny facet, który wie, gdzie jest dobro, gdzie jest zło i da w mordę. A tu właśnie nie. Jednak ten jego charakter przeszkadza mu w życiu, ta niepewność i rozdroganie, które ma w sobie. I to był Marcin Dorociński nie robiłem żadnych zdjęć próbnych z Marcinem Dorotcińskim, bo znam aktorów, wiem po prostu, że on jest świetny. Spotkaliśmy się oczywiście wcześniej w kawiarni, kiedy przeczytał scenariusz i mówi mi, że on nie wie, czy on da radę to zagrać, bo był wtedy wyeksploatowany po róży właśnie bardzo emocjonalnie i nie wiedział, czy ma siłę, ale scenariusz mu się spodobał i zgodził się. I dopiero po tym jak on się zgodził, to zacząłem szukać aktorki, która zagra jego żonę. A wiedziałem, że to musi być aktorka, która będzie jakby przeciwieństwem, a właściwie postać, którą będzie ona odtwarzała musi być przeciwieństwem męża. To znaczy ona musi być bardzo uczuciowa, bardzo emocjonalna, bardzo taka wychodząca do ludzi. Bardzo, bardzo, bardzo empatyczna i chciałem, żeby ta aktorka te wszystkie cechy mogła przenieść na ekran i przenieść na swojego partnera. I pod tym kątem właśnie szukałem aktorki i tu robiłem już bardzo poważny casting i wiele takich topowych aktorek przyszło na zdjęcia próbne do mnie. I to zdjęcia próbne, zdjęcia próbne, nie casting na zasadzie lewy profil, prawy profil, dzień dobry, cześć i czołem. tylko próbowanie z Marcinem Dorocińskim który przez parę ładnych dni grał te same sceny z każdą z tych aktorek. No to wielki szacunek dla niego, bo on naprawdę dawał z siebie wszystko dla każdej z nich tak samo, tak samo. A to jest bardzo ciężko grać przez parę dni te same sceny w kółko, w kółko właściwie. I wtedy się pojawiła Julia Kijowska. Jak się pojawiła Julia Kijowska, No to wiedziałem, że mam już parę głównych bohaterów i potem pomyślałem o obsadzeniu ról drugoplanowych, czyli pary prezydenckiej i pary rodziców Tomka. No i wtedy się właśnie pojawił Adam Woronowicz z Agatą Kuleszą i Marian Dziędziel z Dorotą Kolak. Zgodzili się właściwie wszyscy od razu poza panią Dorotą Kolak. która miała po prostu jakby swoje osobiste przeżycia związane jakby z umieraniem niedawno i tak dalej, kogoś bliskiego i nie chciała tego grać, ale ja jestem uparty. No i trochę ją molestowałem jakiś czas i potem powiedziała, że mój upór sprawił to, że zdecydowała się zagrać. To taka, taka, taka, taka była jakby kolej rzeczy, jeżeli chodzi o obsadzanie tego filmu. Jeszcze chciałem powiedzieć, że wiedziałem, że muszę mieć po prostu bardzo, bardzo dobrych aktorów do tego, bo ten film stoi kreacjami aktorskimi przede wszystkim. On nie stoi fajerwerkami inscenizacyjnymi, tylko stoi aktorami. Dlatego musiałem mieć bardzo dobrych aktorów, których byłem pewien, że dobrze zagrają. I nie robiłem zdjęć próbnych już z Adamem Woronowiczem, Agatą Kuleszą czy z innymi, z nimi nie.
[34:50.72 → 35:33.88] A: Zapraszam. To jeśli na razie nikt się nie chce włączyć, to spytam cię jeszcze o rzecz, która budziła dyskusję. Dwie mam takie rzeczy. Jedna mnie zastanowiła, czy rzeczywiście Maria w chwili paniki, w ataku paniki zostawiłaby wózek z dzieckiem. Ja rozumiem uzasadnienie fabularne, że to jest potrzebne do tego, żeby nastąpił kryzys i żeby się Tomek dowiedział o tym, co się stało. Ale to jednak jest taki moment, kiedy to jest dla mnie na granicy prawdopodobieństwa.
[35:35.40 → 36:23.57] B: Wiesz co, ja o tym dużo rozmawiałem. U jednych ta scena przechodzi i jest prawdopodobna, a u innych nie. Też się nad tym zastanawiałem, jak by postąpiła moja żona na przykład. Ale ponieważ ona była po gwałcie, bohaterka, więc pomyślałem, że jeżeli ona po prostu taką traumę przeżyła, jeżeli ona wcześniej nie była nawet w stanie otworzyć drzwi delegacji tam z ratusza koleżanką, których z kwiatami przyszły, pogratulować jej tam, że urodziła dziecko, czyli jest w takiej panice i jak zobaczyła, że już samochód prezydenta zobaczyła i wpadła w taką panikę, to myślę, że mogła to zrobić. No, no to jest taki, taki newralgiczny moment w filmie, no nie wszyscy wierzą w to. Ja wierzę.
[36:25.41 → 36:45.39] A: A druga rzecz, dodałeś prezydentowi, uczłowieczyłeś go niejako, dodając mu niepełnosprawnego synka z Daunem, co jak rozumiem ma trochę uzasadniać to, że on może, że on też ma jakąś swoją historię. Nie za mocny efekt?
[36:46.79 → 37:54.96] B: Wiesz co, ja nie chciałem nie uzasadniać, chciałem go pokazać, że też się z czymś ściera, tak. żeby nie był takim totalnym potworem, kurczę, no, bo to naprawdę ja go nie usprawiedliwiam, ale chciałem pokazać, że on też ma coś tam, też problem jakiś ma, nie? I tutaj już znowu jest pole do interpretacji dla widza, który może sobie myśleć, aha, okej, no to ma to dziecko niepełnosprawne, no to aha, no to zakochał się w jakiejś swojej pracownicy, odbiło mu, zwariował. Wiesz, no, Potrzebowałem, też się zastanawialiśmy z Markiem Próchniewskim, co tu zrobić. No i wymyśliliśmy właśnie tego syna z zespołem Downa. Nie tyle, żeby nie był czarno-biały, żeby dać mu jakąś historię też, żeby po prostu Wiss też sobie budował jakąś relację tego małżeństwa pary prezydenckiej, bo to od razu buduje w głowie widza, co tam się dzieje w tym małżeństwie, jak to wszystko wyglądało, dlaczego ta żona taka jest, że ta żona wszystko załatwia za niego tak naprawdę.
[37:56.44 → 38:05.28] A: Zapraszam. Proszę bardzo, tutaj prosimy o mikrofon.
[38:06.94 → 39:26.15] B: Miałem takie pytanie, bo mamy do czynienia z dwoma panami, którzy pisali scenariusz, w tym również pan. Jakoś z mojego punktu widzenia wydaje się, że łatwiej jest dwóm panom budować postać mężczyzny w tym filmie. Natomiast ja mam pytanie, z czego panowie, przepraszam, że w liczbie mnogiej, głównie czerpaliście budując postać Ilony, czy to, nie wiem, tak jak Pan mówi, jakieś własne doświadczenia, obserwacje, czy jakieś, nie wiem, konsultacje być może. Jak wygląda proces budowania takiej osoby? No właśnie, ja zaczynam zawsze od opisania backgroundu, czyli skąd ta osoba się wywodzi, kim ona jest, czego potrzebuje w życiu. Jeżeli chodzi o postacie kobiet, no to nie wiem, no po prostu mam jakieś swoje doświadczenie życiowe, obserwuję świat, obserwuję siebie, obserwuję moich znajomych, obserwuję życie, bardzo lubię obserwować tak i zastanawiać się, co tam się w tych głowach ludzi, których spotykam, dzieje. No nie wiem, no to tak... Zresztą mi się łatwiej, wie pan, pisało te postacie kobiece niż męskie. Nie wiem, tak mam jakoś.
[39:27.54 → 39:30.28] A: Może dlatego, że są w gruncie rzeczy mniej skomplikowane?
[39:31.66 → 39:34.22] B: Nie, kobiety nie są mniej skomplikowane.
[39:35.00 → 40:00.66] A: W tym filmie, a może, wiesz co, takie wrażenie moje, że one są jednak trochę wyidealizowane. że są mądrzejsze od mężczyzn, że są bardziej skontaktowane z własnymi emocjami, że jakoś, może mniej skomplikowane to złe określenie, ale może mniej rozdarte wewnętrznie, może bardziej w tę stronę.
[40:01.61 → 40:56.56] B: Wiesz co, one oczywiście są bardziej skontaktowane ze swoimi emocjami, to prawda. ale też zostały zmuszone do podejmowania decyzji poprzez to, że ich małżonkowie w ogóle tych decyzji nie podejmują i robią tzw. wycof. W związku z tym, jak ktoś robi wycof, to druga strona musi przejąć, musi zazwyczaj przejąć podejmowanie decyzji. Czy też Maria podejmuje decyzję, że to ona będzie ten związek stalać, to ona jakby walczy. Ona walczy swoją sposobem, czyli jakby takim wytrwałością walczy. Bo ona nie robi mu żadnych histerii. Walczy o niego wytrwałością i swoją miłością. Natomiast na przykład matka Tomka, powiem brzydko, walczy swoją upierdliwością. To znaczy, że nie pozwala tym facetom podejmować żadnych decyzji. Ona po prostu na przykład...
[40:56.56 → 40:57.08] A: Kontrolą.
[40:57.18 → 41:26.67] B: Kontrolą. Źle wychowała swojego syna. Ona cały czas wisi na nim, tak? Cały czas na nim wisi. że to, że tamto, że tu musi zrobić, a tutaj, bo mam, niedoprasowany jest, prawda. No, czyli nie pozwoliła mu tak naprawdę dorosnąć i dojrzeć do tego, żeby był człowiekiem dorosłym. I tu na przykład to ona nie jest postacią pozytywną według mnie ta matka.
[41:26.93 → 41:46.48] A: No to prawda, że pokazujesz trochę skąd się wziął taki Tomek, jaki się wziął i że w gruncie rzeczy Maria zbiera trochę owoce tego, co zrobiła matka Tomka. Ale też pytanie, co robił ojciec Tomka wtedy, gdzie on był. Skoro dał się zdominować.
[41:46.62 → 41:54.00] B: Wycofał się, on się wycofał. On szedł w gapcie i się wycofał. Nie wiem, dla świętego spokoju, czy dlatego, żeby być po prostu.
[41:55.16 → 42:21.96] A: No bo odpowiedzialność jest trudna, wynika z twojego filmu. I bardzo łatwo się z nią pożegnać. A potem mieć pretensje. Ja tak rozumiem tę scenę z ojcem, który mówi o tym, co naprawdę myślał i czego chciał dla swojej żony. i myślę, że to bardzo jest takie budujące jeszcze jedno piętro znaczeń w tym filmie.
[42:22.32 → 42:39.36] B: Tak, oczywiście, ale on też jest uratowany, bo on potrafi się po prostu przyznać do tego, że jest takim słabym człowiekiem, że nie mógł tego wszystkiego po prostu wytrzymać. Odpowiedzialność jest ciężka.
[42:40.91 → 42:47.41] A: Ale też jesteś bardziej zdecydowanie krytyczny, mam wrażenie, w stosunku do mężczyzn niż do kobiet w tym filmie.
[42:48.71 → 43:04.61] B: To prawda, jestem bardziej krytyczny. Nie wiem, jak to się stało. No tak się stało, że jestem bardziej krytyczny w stosunku do mężczyzn. Mnie się wydaje, że kobiety są tak naprawdę bardziej interesujące niż faceci.
[43:08.17 → 43:09.73] A: Cóż mogę na to odpowiedzieć?
[43:10.09 → 43:13.89] B: Dla mnie postacie kobiece są znacznie ciekawsze niż męskie.
[43:14.67 → 43:19.49] A: No ale widzisz, ale w tym filmie trudno powiedzieć, żeby postać Tomka nie była ciekawa.
[43:20.89 → 43:28.83] B: Jest ciekawa poprzez swoją jakby słabość i to, że tak się po prostu kitwasi w tym swoim własnym sosie.
[43:29.61 → 43:52.49] A: Ale też przez to, że on się zmienia. że on korzysta z tej szansy, którą dostał od życia, bardzo takiej dramatycznej i traumatycznej, ale jednak potrafi jakoś przez to przejść z korzyścią dla siebie. Konfrontuje się z tą twardą rzeczywistością i z wiedzą, z jakąś prawdą o sobie samym.
[43:53.37 → 45:33.05] B: No tak, to zależało nam z Markiem, jak pisaliśmy ten scenariusz, notabene w ogóle Marek i mieszka w Mosinie, w Krosinku koło Mosiny w Wielkopolskiem i widzieliśmy się tylko dwa razy, pisząc ten scenariusz. Tak naprawdę byliśmy na łączach telefonicznych i za drugim razem jak się spotkaliśmy, to spotkaliśmy się po to, żeby pogadać w jaki sposób uratować tego naszego bohatera, to znaczy żeby on coś skumał. żeby on coś skumał, żeby skumał siebie, gdzie tkwi ten problem jego. No i długo żeśmy myśleli, ale wymyśleliśmy właśnie tę śmierć matki, że tylko takie mocne, traumatyczne przeżycie i to, że on nie mógł stawić temu czoła, może go przewartościować. A dlaczego to mówię? Dlatego, że bardzo cenię filmy Haneke, Ale on tak kurcze nie pozostawia w ogóle nadziei ludziom, bo jego postacie, zarówno na przykład, nie wiem, nauczyciel w białej wstążce, czy też ten Daniel Otey, który grał w filmie Ukryte, przeżywają te wszystkie straszne rzeczy, ale nic nie kumają. Po prostu nic nie kumają. Ktoś podżywa im gardło przy nim, a człowiek nic nie kuma, nic nie rozumie. I to jest przerażająco smutne. Zresztą Hanek jakby stawia bardzo takie ciekawe jakby tezy i ciekawe jakby poglądy na świat, że tak naprawdę my nie rozumiemy pełnych rzeczy. A ja nie chciałem. Chciałem, żeby mój bohater miał tę cząstkę, która pozwoli go uratować.
[45:34.15 → 45:39.41] A: No i rozumiem, że jesteś optymistą, bo liczysz na to, że widzowie też coś zrozumieją dzięki temu filmowi.
[45:40.37 → 45:41.45] B: Jezus, tak?
[45:42.11 → 45:44.91] A: Nie no, wiesz tak... Inaczej po cóż robić filmy?
[45:45.51 → 45:50.47] B: Ja nie nauczam, kurczę, ja wolę...
[45:50.47 → 45:57.53] A: Ale też chodzi o to, żeby się jakoś zempatyzować z bohaterami, prawda? A wtedy mamy szansę na coś więcej.
[45:57.89 → 46:18.13] B: To jest najważniejsze, żeby widz miał więź emocjonalną z ekranem i z postaciami. On nie musi tych postaci lubić. Ja zawsze walczę o to, żeby on te postacie rozumiał, dlaczego one takie są. On nie musi ich lubić. Ja też nie za bardzo lubię tego mojego bohatera Tomka, co on wyprawia tam na tym ekranie, jak on się zachowuje.
[46:19.01 → 46:20.99] A: Jest wpieniający, nie da się ukryć.
[46:21.23 → 46:57.89] B: Jest, ale ja rozumiem to, dlaczego on to robi. Pod koniec filmu rozumiem, dlaczego on to robi. Nie nauczam, ale chcę podzielić się jakąś swoją wrażliwością i tym, co obserwuję w świecie. Obserwując świat, widzę pewne rzeczy. z tym się chciałem też podzielić, chciałem się podzielić z tym, że jest jakiś taki kryzys też męskości, wiesz, nie wiem, to po prostu jest, no kurczę, też obserwuję tych facetów, że jak się snują, po prostu się snują, no w jakiś tak, a kobiety są jakieś takie bardziej takie, no więcej rozumieją, no.
[46:59.73 → 47:23.14] A: No znowu nie mogę zaprzeczyć, ale może ktoś z Państwa miałby ochotę zaprzeczyć albo potwierdzić, Nie doczekamy się tutaj dyskusji na ten temat, obawiam się, bo wszyscy się zgadzają, a w każdym razie panie, panowie milczą. To być może jest objawem zgody.
[47:23.16 → 47:59.78] B: Ja tak obserwuję, ja tak widzę świat teraz, obserwuję to. Może też z tego powodu, że wiesz, ja mam, nagle się okazało, że w całej mojej rodzinie jestem jedynym mężczyzną. bo mam żonę, dwie córki, teściową. Teść umarł. Z moim ojcem nie utrzymuję kontaktów. Utrzymuję kontakty z matką. Mam dwie siostry. Kurczę, jedynym samiec.
[48:01.36 → 48:02.88] A: No to musisz czuć się samotny.
[48:03.28 → 48:08.82] B: Nie, nie czuję się samotny. Nie, nie, nie, nie czuję się samotny. Od razu mi się przypominają panny z Wilka.
[48:10.40 → 48:15.52] A: Rozumiem, że ekipa filmowa jest jednak w większości męska, więc może to pomaga.
[48:16.36 → 48:19.34] B: No tak, bo to ciężka fizyczna praca.
[48:19.72 → 48:49.33] A: Chociaż kobiety też tutaj już dają radę i tak jak pamiętam w czasach mojej młodości można było na palcach jednej ręki policzyć autorki zdjęć. to teraz coraz więcej dziewczyn studiuje operatorstwo, ale to dygresja. Sławek, to jeszcze powiedz na zakończenie o swoich planach. Wiem, że od kilku lat przymierzasz się do zrobienia filmu dla dzieci, Bonobo Dżingo. Czy coś z tego wreszcie będzie? Jest taka szansa?
[48:49.43 → 49:18.52] B: Jeszcze dwa miesiące temu myślałem, że wejdę w lipcu w zdjęcia, ale niestety wycofał mi się koproducent niemiecki, i niestety nie wejdę w zdjęcia w tym roku. Mam nadzieję, że wejdę za rok. To jest wysoki budżet, koprodukcja niemiecko, duńsko, norwesko, polska. Jak jedno ogniwo padnie, to już się wszystko sypie. Ale nie poddaję się. Mam nadzieję, że ten film zrobię. To familijny film, w ogóle super scenariusz.
[49:19.04 → 49:19.74] A: Wiem, wiem.
[49:20.06 → 49:29.34] B: Dla mojej córki. Moja córka ma już 16 lat, więc nie wiem. Ale jest ta młodsza, która ma 8,
[49:29.48 → 49:31.86] A: więc myślę, że... Powinieneś zdążyć.
[49:32.20 → 49:33.04] B: Powinienem zdążyć.
[49:33.16 → 49:35.50] A: A jakieś dorosłe kino następne?
[49:37.70 → 49:41.00] B: Chodzi mi od paru lat pomysł na musical.
[49:42.74 → 49:44.10] A: Wow.
[49:44.48 → 50:04.18] B: No tak, musical. Ale taki musical à la Lars von Trier. Taki dogmatyczny bardziej niż taki w stylu hollywoodzkim. Taki o tolerancji. Mam też obrazy w głowie, mam jakieś piosenki, mi się budują.
[50:05.06 → 50:06.14] A: Już mi się podoba.
[50:06.66 → 50:11.30] B: Mnie też się podoba, na samym razie sama idea scenariusza nie mam, ale chodzi mi to w głowie.
[50:11.32 → 50:13.78] A: To może przyjedziesz do Lublina z premierą?
[50:14.22 → 50:14.92] B: Proszę bardzo.
[50:14.96 → 50:30.36] A: Są precedensy. Proszę państwa, to ja rozumiem, że zapraszamy Sławka. Liczę na to, że państwo będziecie. I teraz proszę tylko trzymać kciuki, żeby to jak najszybciej powstało. I za Bonobo Jingo również.
[50:31.22 → 50:33.70] B: Dziękuję bardzo. Dziękuję za fajną rozmowę.
[50:33.72 → 51:10.65] A: Bardzo dziękuję. Dziękuję za spotkanie. Dziękuję za przybycie. I zapraszam za tydzień, a w czerwcu zapraszam na spotkanie z Michałem Bielawskim, który przywiezie tutaj film Mundial grało wszystko o mistrzostwach w piłce nożnej w roku 1982 i o tym jak te mistrzostwa były oglądane też w internacie. Widziałam ten film i jest fantastyczny od strony formalnej i od strony tego co tam można usłyszeć i co zobaczyć. Także zapraszam Państwa serdecznie również. Dziękujemy.