Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

fot. materiały promocyjne dystrybutora

Rok 1945. Wojna zbliża się ku końcowi. Żądza zemsty łączy się z poczuciem bezkarności w świecie pozbawionym norm.

Bilety: normalne 10 zł, ulgowe 8 zł

„Zgoda”
reżyseria: Maciej Sobieszczański
Polska 2017 / kolor / 83 min.
scenariusz: Małgorzata Sobieszczańska
wyst. Julian Świeżewski, Zofia Wichłacz, Jakub Gierszał, Danuta Stenka, Wojciech Zieliński, Paweł Tomaszewski, Jacek Beler, Martyna Krzysztofik

Po projekcji spotkanie z Małgorzatą Sobieszczańską.
Prowadzenie: Magda Sendecka

Rok 1945. Wojna zbliża się ku końcowi. Żądza zemsty łączy się z poczuciem bezkarności w świecie pozbawionym norm. W Zgodzie, dzielnicy śląskich Świętochłowic, w byłym obozie – filii Auschwitz – zwycięzcy osadzają nowych więźniów: folksdojczów, niedobitków niemieckiej armii, ale głównie – rdzennych mieszkańców, którzy mają nieszczęście mówić po niemiecku albo narazili się czymś nowej władzy. Jest wśród nich Anna, w której kocha się Franek. W nadziei, że wydostanie ją z obozu, chłopak zaciąga się w nim na służbę…

Scenarzystka i reżyser oddają hołd bezimiennym ofiarom wydarzeń, wokół których do niedawna panowała zmowa milczenia. Chłodne zdjęcia Valentyna Vasyanovycha pokazują okrutny świat, w którym dobro nie istnieje, a próba sprzeciwienia się złu oznacza zstępowanie w kolejne kręgi piekieł. A ofiarami męskich gier wojennych stają się jak zwykle kobiety.
Magda Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym

Nagrody:
MFF Locarno 2016: First Look dla filmu w fazie postprodukcji
World Film Festival, Montreal 2017: nagroda za reżyserię
FPFF Gdynia 2017: nagroda za kostiumy (Agata Culak), Złoty Kangur dla Jakuba Gierszała
Festiwal Filmu Polskiego w Ameryce, Chicago 2017: Odkrywcze Oko dla młodego talentu (Maciej Sobieszczański)
Nagroda im. Zbyszka Cybulskiego 2018: nominacja dla Juliana Świeżewskiego

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.16 → 00:07.94] A: Dobry wieczór, witamy Państwa raz jeszcze. Małgorzata Sobieszczańska, scenarzystka filmu Zgoda.
[00:09.60 → 00:16.50] B: Podejrzewam, że Państwo jeszcze jesteście w emocjach,
[00:16.80 → 00:34.55] A: które ten film wywołuje. Spróbujmy może porozmawiać troszkę o takich tematach spokojniejszych. Zacznijmy od tego, jak to się stało, że podjęłaś ten temat, że postanowiłaś się zająć tym kawałkiem polskiej historii?
[00:35.73 → 04:02.29] B: Dowiedziałam się o niej od mojego kolegi Stefana Skrzypczaka, który zrobił film dokumentalny o obozie Zgoda. Wcześniej czytałam artykuły, co jakiś czas pojawiały się takie reportaże, ale kiedy czytałam te artykuły, nie myślałam, żeby pisać scenariusza i żeby walczyć o to, żeby powstał film. Natomiast po obejrzeniu tego dokumentu o zgodzie i po rozmowie ze Stefanem, a zwłaszcza później po przeczytaniu wspomnień byłego więźnia, pana Gerharda Gruszki, poczułam, że bardzo chcę, żeby powstał film, to znaczy żeby oddać tym ludziom, którzy byli częścią tą historii, ich życie. bo miałam takie poczucie, że ich życie zostało im odebrane przez niepamięć. W trakcie pisania najpierw oczywiście powstawał treatment i cała ta praca trwała dość długo, bo film trwa niecałe półtorej godziny, ale zrobienie go zajęło nam wszystkim ponad siedem lat. z czego najwięcej oczywiście zajął research i docieranie do źródeł wszystkich. W trakcie właśnie tej pracy, kiedy już miałam napisany treatment, pojechałam razem z reżyserem i producentką. Nie był to reżyser Maciej Sobieszczański który wyreżyserował ostatecznie film. Ani nie był to producent Zbyszek Domagalski, ponieważ przez te parę lat ta historia też przechodziła przez różne osoby i z różnych powodów. Myśmy się rozstawali, ale przyjaźnimy się wszyscy do dziś. To nie jest tak, że gdzieś się skłóciliśmy albo ktoś w którymś momencie stwierdził, że nie chce się zajmować tą historią. Ale w każdym razie pojechałam właśnie z reżyserem i producentką na Śląsk, gdzie spotkaliśmy się z byłymi więźniami i z ich rodzinami, bo nie zawsze byli więźniowie, żyli. I każde to spotkanie było niesłychanie emocjonujące. W każdym spotkaniu, podczas każdego spotkania pojawiały się łzy, I były to bardzo silne wzruszenia. Nikt z nas nie pozostał obojętny wobec tych historii, które dostawaliśmy. I te łzy były związane... Nie zawsze był to płacz z powodu tego, co się wydarzyło. Częściej to był płacz ulgi, że ktoś chce tego w ogóle wysłuchać. I że kogoś ta historia w ogóle interesuje. No i po wyjeździe ze Śląska to pomyślałam sobie, że cokolwiek się nie stanie, jeżeli miałaby to być jedyna rzecz w życiu, jaką zrobię, to ze swojej strony zrobię wszystko, żeby ten film powstał, czyli napiszę scenariusz do końca.
[04:02.73 → 04:18.84] A: Czyli rozumiem, że na początku były emocje. A co było potem? Czy myślałaś o tych wydarzeniach i o tym, jak będziesz o nich opowiadać przez pryzmat postaci? Czy to one się pojawiły najpierw? Czy to były jakieś obrazy, które do ciebie przychodziły?
[04:19.28 → 07:44.34] B: Jak to było? W przypadku tej historii i tego scenariusza, pierwsi byli bohaterowie. Pierwszy był pan Gerhard Gruszka. i nawet nie tyle on sam, co jego sposób myślenia o tej historii, która była jego historią, bo on mówił o niej, pisał w swoich wspomnieniach bez oceniania i bez oskarżania. Opisując jednocześnie, on miał 14 lat, kiedy trafił do obozu, był Niemcem, I nie miał żadnej winy poza tym, że był Niemcem. I on był pierwszy. Kiedy przeczytałam sobie jego wspomnienia, pomyślałam... Miałam wtedy dzieci mniej więcej w tym samym wieku i nie myślałam, żeby moje dzieci... Nie przekładałam tego w ten sposób. Natomiast miałam blisko siebie młode osoby, które żyły w spokojnych czasach, gdzie nie ma... Nie podejmujemy tak ekstremalnych decyzji. I chciałam przełożyć te emocje młodych ludzi na te okoliczności, które nazywają się obóz zgoda. To było pierwsze. Natomiast jeżeli chodzi o obrazy, to one, ja ich nie wymyślałam. to były obrazy, do których docierałam. Nie dostałam ich od razu, ale rzeczywiście bardzo mi pomógł historyk z IPN-u w Katowicach, pan Adam Dziurok, od którego otrzymałam mnóstwo materiałów. Ale też dostawałam wspomnienia, czasami nagrane, czasami spisane przez kogoś i dopiero z tych wspomnień wyłaniały się obrazy. A moim zadaniem jako scenarzystki było uporządkowanie tych obrazów tak, by tworzyły one taką tkankę dramaturgiczną. Żeby to nie był obraz dla obrazu, tylko że coś z tego wynika. Tak jak jest scena zakończenia wojny i biegania po nagich ciałach więźniów. To jest to, co naprawdę wydarzyło się dokładnie tego dnia w obozie Zgoda. A tu musiałam znaleźć, w którym momencie historii bohaterów tej opowieści, bohaterowie są fikcyjni, najlepiej to zadziała. Czyli to jest silny obraz i na mnie zrobiło ogromne wrażenie, najpierw kiedy czytałam o tym, później kiedy widziałam to też na ekranie. Zresztą wiem, że aktorzy i statyści, którzy grali w tej scenie, bardzo długo ją przeżywali i przychodzili na kolejne plany i opowiadali, że brali udział w takim wydarzeniu. To było coś więcej niż tylko zagranie takiej sceny. Więc wiedziałam, że to musi być silny moment, również emocjonalny dla bohatera. I stąd jest to ten moment, w którym Franek musi czyli nasz protagonista, z którym idziemy, musi podjąć tę swoją kluczową decyzję, po której stronie on stoi, mając argumenty za i przeciw.
[07:45.62 → 07:59.88] A: Bohaterowie są starsi niż twój pierwowzór, czyli ten czternastolatek, którego, jak rozumiem, miałaś w głowie. Czy to dlatego, że chciałaś, żeby to była równocześnie historia miłosna? Czy to miało nieść tę opowieść?
[08:01.14 → 09:17.55] B: Nie, to tu powód jest produkcyjny, to znaczy rzeczywiście było bardzo mało czasu na realizację tego filmu i szukanie młodych aktorów, których trzeba byłoby jeszcze przeprowadzić, myślę, że z opieką psychologiczną przez tę historię. byłoby zbyt dużym przedsięwzięciem i stąd to była decyzja reżysera Macieja, żeby bohaterowie stali się starsi. I kiedy mi o tym powiedział, kiedy już rozmawialiśmy też o obsadzie i szukaliśmy wspólnie tych aktorów, no bo to rzeczywiście jest kawałek taki Naprawdę kawałek mojego życia, szłam do teatru, patrzyłam na aktorów i widziałam nagle, że widzę kogoś, kto mógłby się przymierzyć do tej roli, bo to nie moje decyzje, ale moje również poszukiwania. Więc wtedy przepisałam jeszcze raz tę historię, już szukając emocji trochę starszych bohaterów.
[09:19.22 → 09:33.48] A: Wiem, że Julian Świeżewski, który świeżo był po szkole teatralnej, był właśnie wypatrzony przez ciebie w teatrze. Zresztą za tę rolę został nominowany do nagrody imienia Zbyszka Cybulskiego.
[09:34.62 → 12:43.11] B: Tak, to prawda. I jeżeli pozwolisz, powiem coś takiego osobistego, bo byłyśmy razem na tym przedstawieniu. To prawda. Byłyśmy razem na przedstawieniu i rzeczywiście jak zobaczyłam Juliana, który jest wspaniałym aktorem, naprawdę nie boi się niczego, jest bardzo odważny i nie boi się też szukać w sobie trudnych emocji, nie boi się konfrontacji, co było bardzo ważne, jeżeli chodzi o te postaci i zagranie tych ról. Po wyjściu z teatru napisałam do Macieja, żeby koniecznie go zaprosił na casting i zobaczył. I też Maciej nie było tak, że zobaczył i od razu był pewny, rzeczywiście potrzebował dłuższego spotkania i takiego głębszego spotkania, żeby zobaczyć, że rzeczywiście Julian jest tą osobą do tej roli. I ja jako scenarzystka oczywiście, moja rola kończy się w momencie rozpoczęcia zdjęć, bo jeszcze do... ostatniego momentu coś zmieniałam w scenariuszu, bo coś wychodziło w produkcji, że trzeba troszeczkę bardziej w prawo, a może trochę bardziej w lewo, więc do końca jeszcze pracowałam, natomiast w momencie rozpoczęcia zdjęć mnie już nie ma. Ale wiem, że dał z siebie absolutnie wszystko i kosztowało go to ogromnie dużo, ogromnie dużo. i nie oszczędzał się grając. Zresztą wszyscy aktorzy to dawali i wszyscy też o tym mówili, natomiast nikt, do mnie przynajmniej nic takiego nie dotarło, ale nikt tego nie żałował. Mieliśmy taką wszyscy ogromną nagrodę, największą, kiedy przed premierą rok temu dostaliśmy list właśnie od pana Gerharda Gruszki, od którego ten film tak naprawdę się zaczął, który mieszka w Niemczech. I zobaczył fragmenty filmu przypadkiem, bo oczywiście był plan, żeby go zaprosić i się do niego odezwać. a on sam znalazł przypadkiem i z niedowierzaniem, że w ogóle ta historia ma możliwość wyjścia na takie światło dzienne i napisał do nas list z podziękowaniem, że to zrobiliśmy. I napisał tam, że to, co zobaczył, to jest to, co pamięta. Dla nas wszystkich to było największy komplement, że to, co każdy z nas ze swojej strony wkładał tam, żeby rzeczywiście dotrzeć do prawdy, która tam była przez kogoś, kto to znał i przeżył i miał to w swoim ciele, zostało tak odebrane.
[12:44.49 → 12:58.16] A: Masz bohaterów, postaci, masz wstrząsające obrazy, które pochodzą prosto z rzeczywistości, ale scenariusz to struktura. Jak budowałaś tę opowieść?
[12:59.76 → 17:50.68] B: Scenariusz to struktura, ale ona pojawia się później, bo na początku trzeba sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie, po co ja to opowiadam. Oczywiście moja wewnętrzna potrzeba opowiedzenia, żeby oddać komuś hołd, oddać komuś jego życie, jest moją motywacją do tego, żeby w ogóle się tym zajmować, ale to nie jest powód, żeby pisać scenariusz i opowiadać film. To jest za mało. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, co ja chcę w ogóle opowiedzieć, co to będzie za historia, po co będzie ta historia. I żeby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba też w tym przypadku poznać głębiej te okoliczności i z nich dopiero wyciągnąć to pytanie. Bo cały potem proces pisania i cały film jest próbą odpowiedzi na jakieś pytanie. I to pytanie, które mi się pojawiło, to było pytanie oczywiście o zło. o to, czym jest to zło i jak ono się rozprzestrzenia. Szukając odpowiedzi, to już nie chciałam opowiadać o banalności zła. Tutaj ta opowieść o obozie zgody była dla mnie taką podróżą w opowieści o przypadkowości zła. To znaczy, że my przypadkowo znajdujemy się w różnych okolicznościach, czyli albo po stronie katów, albo po stronie ofiar. Dodatkowym tutaj jeszcze elementem, który znamy my z historii, którego na ekranie jest tylko w jednej scenie, odkopania grobów zbiorowych, czyli tego, co wydarzyło się przed chwilą w tym samym miejscu, gdzie role były odwrócone. Ale nie chodziło mi o historię, jak zachowują się ofiary, kiedy stają się katami. Ta opowieść jest wpisana, bo taka była sama historia, sama rzeczywistość. Mnie bardziej interesowało to, w jaki sposób my, jako ludzie, funkcjonujemy w tych okolicznościach, czyli że poddajemy się temu, że to jest silniejsze od nas. I postawy heroiczne, czyli takie jak czy ojca Kolbe, czy Janusza Korczaka są rzadkie, są oczywiście dla nas wszystkich niosące nadzieję, ale to są rzeczywiście Znowu muszę powtórzyć słowo, ale to są bardzo rzadkie przypadki. Większość z nas chce po prostu przeżyć. I to jest naprawdę bardzo dużo, żeby przeżyć w takich okolicznościach. I kiedy też pisałam ten scenariusz, nikogo nie chciałam oceniać. Nie chciałam oceniać strażników tak samo, którzy znaleźli się po drugiej stronie, stali się katami. Mieli narzędzia. Co więcej, po ich stronie były argumenty. bo to są ci, którzy przed chwilą zabijali, to są mordercy. Zresztą, jak państwo zapewne wiedzą, osoby, które trafiały do obozu zgoda, trafiały bez wyroków prokuratorskich. To była łapanka i bardzo przypadkowe osoby się tam znajdowały, niekoniecznie mające w ogóle cokolwiek wspólnego z tym, co się przed chwilą wydarzyło. Natomiast ci, którzy stawali się ich katami, też nie patrzyli na to, co kto zrobił. Tylko mamy to, co było kiedyś nazywane eksperymentem profesora Zimbardo, podobno nie jest. Podobno to się nie wydarzyło, ten eksperyment. Myślę, że jest to coś, co dociera do jakiejś głębokiej prawdy o naturze każdego z nas, człowieka. I to był ten temat, punkt wyjścia, a struktura... Czyli wszystkie elementy, czyli bohaterowie, historia, świat, który był tutaj dany, są wtórne zawsze wobec tego pierwszego punktu. On musi być podporządkowany temu punktowi wyjścia, czyli pytaniu, jakie sobie zadajemy przy pisaniu.
[17:51.80 → 18:36.58] A: Ale struktura... w waszym filmie jest zbudowana częściowo przynajmniej na tym przemieszczaniu się z jednego świata do drugiego. Twój bohater jeździ na rowerze między zgodą a domem rodzinnym. I za każdym razem ta podróż, która może się wydawać banalna albo monotematyczna, albo słyszałam takie głosy, że to jest film o jeżdżeniu na rowerze, złośliwe, za każdym razem jest trochę inna. Za każdym razem on trochę inny wraca i trochę inny jedzie z powrotem. Kiedy to się pojawiło? Czy to od razu było tak wymyślone?
[18:36.96 → 20:14.75] B: To jest pomysł Macieja, już realizacyjny. I to się pojawiło już przy realizacji. Myślę, że wzięło się od początku, czyli od tego, jak Franek na początku filmu jedzie do obozu i tu gdzieś urosło to, żeby to się stało bardziej symboliczne, dlatego w jakim momencie jest bohater. Był też taki pomysł i przymierzaliśmy się do niego jeszcze na etapie scenariusza, żeby nie wychodzić z obozu. I to przyszło do nas z zewnątrz, ktoś nam podsunął bardzo fajny pomysł i szukałam jak to rozwiązać i co z tego wyniknie, ale zrezygnowaliśmy z tego. Ja zrezygnowałam pierwsza, potem przekonałam też Macieja, że fajnie jest, jeżeli właśnie wyjdziemy z tej ciasnoty i powiemy, że obok toczy się normalne życie, że ta wojna się skończyła. I ona obok się skończyła, nie dość, że się skończyła, tam się rodzi życie, a tutaj wciąż trwa. I że ta wojna jest w nas, tak naprawdę. Więc ten rower, o który pytasz, to pojawił się gdzieś w momencie, kiedy już Maciej przymierzał się do obrazów, jakimi będzie operował, opowiadając tę historię. I to jest jego pomysł, który mi się bardzo podoba.
[20:15.76 → 20:31.42] A: Wiem, że do pewnego stopnia miałaś wgląd w to, jak ten film powstaje, chociaż niecałkowity, jak mówisz, twoja rola się skończyła w momencie, kiedy aktorzy i reżyser weszli na plan. Ale czy coś cię zaskoczyło w gotowym filmie?
[20:34.38 → 22:44.44] B: To w sumie trudne pytanie jest, bo mogę powiedzieć, że i wszystko, i nic. bo bardzo zaskoczył mnie każdy element, bo zaskoczył mnie każdy aktor, który tam się pojawił i to w jaki sposób zobaczył tę postać i w jaki sposób tę postać przez siebie przepuścił. I co więcej, jest tam taka postać Althoffa, to jest Niemiec, który był w SS. I kiedy oglądałam film, to nie wiedziałam, kto gra. I pomyślałam sobie, Boże, gdzie ten Maciek znalazł takiego wspaniałego aktora? To chyba niemiecki aktor jest. Byłam zachwycona. A dopiero później zobaczyłam, że to jest Tomek Sapryk, którego znałam dwadzieścia parę lat. Ja go nie poznałam. Więc jeżeli pytasz o zaskoczenia, to były takie zaskoczenia, że nie spodziewałam się, w jaki sposób to się wszystko odbędzie. Z drugiej strony nie chcę powiedzieć, że nic mnie nie zaskoczyło. To nie znaczy, że się spodziewałam tego, co zobaczyłam. Natomiast rzeczywiście, jeżeli chodzi o sposób przeprowadzenia tej historii, o myśl, która tam jest przeprowadzona, to jest rzeczywiście też efekt naszych pewnie setek godzin przegadanych z reżyserem, czego my chcemy z tego filmu, co jest dla nas najważniejsze. I raczej była satysfakcja, że to się udało przeprowadzić, że warunki do realizacji były niezwykle trudne, bo było zaledwie 22 dni zdjęciowych, co na pełnometrażowy film fabularny jest
[22:44.44 → 22:46.40] A: właściwie... Jeszcze kostiumowy w dodatku.
[22:47.06 → 25:43.58] B: Tak. Jest niemożliwe, żeby film zrealizować. I też aktorzy, wszyscy, którzy się pojawili, Jakub Gierszał, który jest gwiazdą i ma wiele propozycji, zrezygnował z innych, żeby tutaj grać, bardzo chciał. i to też długo trwało poszukiwanie aktora, który zagra Edwina i spotkaliśmy się z Maciejem i też go poprosiłam, żeby spojrzał na Jakuba, ponieważ Jakub mówi po niemiecku i mówi po niemiecku naturalnie, co jest bardzo ważne tutaj. i Maciej wtedy się spotkał z Kubą, porozmawiał, poszukał, popróbowali i Kuba, jak przeczytał scenariusz, to powiedział, że to jest coś, co jest dla niego ważne i coś, co bardzo on sam chce zrobić. No i też to, co robił, to wiem, jak go kosztowało, że po zagraniu sceny odchodził na bok i przez godzinę stał oddzielnie i te emocje rzeczywiście musiały z niego schodzić, bo wkładał w to więcej niż miał. I to jest też taki film, w którym każdy z nas przekraczał siebie. Autor zdjęć, jeśli mogę, jest też... jest absolutnie wybitnym operatorem, jest Walenty Wacjanowicz, który jest reżyserem, scenarzystą i tak się poznaliśmy. Walenty studiował w Szkole Wajdy, studiował równocześnie z Maciejem Sobieszczańskim i przygotowywał swój pierwszy film. Miał pomysł, miał zapisane sceny, ale szukał kogoś, kto pomoże mu to ogarnąć. Myśmy w trójkę ten scenariusz pisali, czyli właśnie Walenty, Maciej Sobieszczański i ja. I ten film powstał na Ukrainie. Później Walenty zrobił zdjęcia do takiego ukraińskiego filmu Plemię, który był w Cannes, był wielkim wydarzeniem. Bardzo trudny film. Był też w Polsce pokazywany. I to Maciej już zobaczył film Plemię i zaprosił Walika do tego, żeby razem zrobili ten film. I Walik tak samo nie miał cienia wątpliwości, wiedział, że bardzo chce w tym wziąć udział. I rzeczywiście mimo tych trudności produkcyjnych, to od ludzkiej strony to było właściwie bez żadnych problemów, to znaczy każdy chciał. Każdy chciał i każdy chciał dać więcej niż miał. To było bardzo cenne.
[25:45.12 → 26:31.67] A: Proszę Państwa, może już czas, żeby Państwa dopuścić do głosu. Jeśli ktoś ma pytanie albo chciałby się podzielić opinią, to zapraszamy serdecznie. Skoro na razie nie ma głosów z sali, to ja chciałam cię jeszcze zapytać o perspektywę kobiecą w tym filmie. Bo mam wrażenie, że ona tam jest bardzo mocno obecna, chociaż równocześnie bardzo dyskretna. Ale pokazujesz kobiety jako te, które zawsze przegrywają w walce mężczyzn.
[26:32.95 → 29:41.28] B: Mam nadzieję, że tak nie będzie zawsze. ale to jest historia, która nie jest o przemocy, ale jest to historia, w której jest przemoc. I w tym trójkącie miłosnym ta kobieta, która jest między dwoma mężczyznami, jest przez nich rzeczywiście traktowana przedmiotowo, mimo że oni obaj ją kochają i naprawdę ją kochają. I myślę, że to jest też taki, że to jest gdzieś związane z taką przemianą, w której my teraz żyjemy, czyli tego, że głos kobiety staje się coraz bardziej podmiotowy. Tutaj jesteśmy też prosto z Gdyni, gdzie rzeczywiście ten głos kobiet, kobiet filmu, które mówią również z perspektywy kobiecej o rzeczywistości, staje się coraz mocniejszy i nie chcemy, by był lekceważony i traktowany jako coś gorszego, że to co kobiece jest gorsze. Nie, to co kobiece jest po prostu kobiece i tyle. I to, co kobiece i to, co męskie jest przede wszystkim ludzkie. Ta historia jest, jeżeli chodzi o perspektywę kobiecą z tamtego czasu, jest o kobiecie, która mówi o tym, czego ona chce, a mężczyźni, którzy ją kochają, nie słyszą jej. I oczywiście oni chcą dla niej dobrze, więc to nie jest... Prosta, jednoznaczna taka ocena, że oni ją krzywdzą. Tylko oni załatwiają swoją potrzebę. Oni chcą, żeby ona przetrwała dla nich i nie słuchają jej głosu. W tych okolicznościach jest to szczególnie trudne, bo jest to bardzo ekstremalna sytuacja i ekstremalna historia. I kiedy mówimy, czy kobieta chce umrzeć czy żyć i mówimy, dlaczego ona nie chce żyć, jeżeli opowiadamy historię o Januszu Kurczaku, to mówimy, rozumiem dlaczego on nie chce żyć, prawda? A jeżeli mówimy o kobiecie, którą mężczyzna chce uratować, dziwimy się, ale dlaczego ona się nie chce dać uratować? I że to nie jest silna opowieść w tym filmie. Myślę, że ona jest gdzieś podprogowo opowiadana. Również dlatego, że po prostu ja jestem kobietą i opowiadam to czując też wszystkie te elementy takiej sytuacji kobiety w opresji.
[29:43.36 → 29:59.32] A: Miałeś poczucie, że robisz film współczesny? Że piszesz tekst filmu współczesnego? Czy jednak bardzo mocno to było myślenie o tym, żeby przedstawić kawałek historii?
[29:59.78 → 30:59.39] B: Jedno i drugie. To znaczy opowiedzieć taką historię, żeby ona była współczesna. I jeszcze jedno, czyli tak opowiedzieć historię, żeby ona była nie tylko opowieścią właśnie historyczną polską, czyli była opowieścią o ludziach, którzy są uwikłani w historię właśnie w tym kawałku świata, gdzie my żyjemy. I rzeczywiście pierwsze staniące były za granicą. Bardzo się denerwowałam i naprawdę czekałam, jaka będzie reakcja, czy ta historia, czy ta opowieść będzie w jakikolwiek sposób zrozumiana i przyjęta, czy też będzie uznana za kawałek cudzego podręcznika. Pierwsze przyjęcia były rzeczywiście bardzo dobre. Pierwszy seans w Montrealu miał dziesięciominutową owację nastojącą.
[30:59.57 → 31:13.25] A: I skończył się nagrodą za reżyserię dla Macieja Sobieszczańskiego. A wcześniej była nagroda w Locarno dla filmu, który jeszcze jest w fazie produkcji. I nagroda za scenariusz, wcześniej jeszcze.
[31:14.95 → 31:54.14] B: I potem jeszcze w Chicago też był za debiut nagrodzony. To nie o to chodzi, że te nagrody gdzieś na ego dobrze działają. Chodzi o to, że jak przyszły te pierwsze reakcje, to miałam taką ulgę, że uczciwie to zrobiliśmy i mogę stanąć przed osobami, dla których to zrobiłam, spojrzeć im w oczy i powiedzieć, że dałam wszystko, co miałam i jeszcze więcej. i mieć tylko nadzieję, że nie będą tym rozczarowani.
[31:55.26 → 32:15.28] A: Właśnie, powiedz trochę o reakcjach, bo wiemy, że pierwowzorowi czy komuś, od kogo się ta historia zaczęła, ta praca się zaczęła, się podobało. A co z innymi bohaterami? Wiesz, jakie były ich reakcje? I jeśli możesz powiedzieć też coś o widowni i o reakcjach prasy.
[32:19.98 → 34:23.30] B: Rzeczywiście film był pokazywany na Śląsku. Był pokazywany również w Świętochłowicach na Zgodzie. Natomiast w tych pokazach brał udział reżyser Maciej i aktorzy, więc to oni mogą opowiedzieć więcej. Wiem, że dobrze było to przyjmowane. To jest wszystko, co mogę powiedzieć. Reakcje prasy były różne. Bo oczywiście sobie zdaję sprawę z tego, jaki to jest film, że ten film nie jest z różnych powodów łatwy w odbiorze. Nie chodzi mi o to, że to jest trudny film, ale chodzi mi o to, że to jest film, którego największą trudnością w odbiorze jest to, że on nie daje nadziei. To znaczy on mówi o tym, że w każdym z nas jest potencjał na zło, i wystarczą odpowiednie okoliczności, żeby ten potencjał uruchomić. Więc siłą rzeczy w odbiorze, a poza tym komuś też może nie odpowiadać ta forma taka artystyczna. Natomiast recenzja w większości była bardzo dobra, to znaczy była rzeczywiście z takim pochyleniem nad materią tego filmu. i była z takim zrozumieniem. Ja też dużo się dowiadywałam o filmie od osób, które I o tym, co naprawdę zrobiłam, to mówię tu o swoim wycinku, czyli o scenariuszu. A to, co wszyscy zrobiliśmy, to już jest film skończony. Ale o tym, co zrobiliśmy, dowiadowałam się od ludzi, którzy ten film obejrzeli. Tak że chętnie bym się dowiedziała, jakie są państwa wrażenia i opinie.
[34:24.91 → 34:38.61] A: Zapraszamy. Może jednak ktoś z państwa się zdecyduje. Proszę bardzo, tam z tyłu już do pani idzie mikrofon. Ale potrzebują internauci, bo mamy streaming i nie będzie słychać pytania.
[34:39.35 → 37:12.34] C: Ja chciałam powiedzieć, że film zrobił na mnie duże wrażenie. Oczywiście myślę, że jak i na pozostałych tutaj widach. Tym bardziej, że dotyka pani, państwo dotykacie takiego tematu, myślę, że bardzo bolesnego dla nas wszystkich. Ja to trochę odbieram w ten sposób, że próbujemy jakby odbrązowić Polaków. ponieważ myślę, że my wszyscy, może źle mówię, że trudno nam się pogodzić z takimi faktami z historii, że Polacy też byli oprawcami. Myślę, że to jest taki bardzo trudny temat, tego nas nie uczono na historii i myślę, że nadal się tego nie uczy, pewnie nie będzie uczyć, że nie tylko my byliśmy ofiarami, ale też oprawcami. Natomiast jak oglądałam ten film, to jest subiektywna ocena zarówno moje, jak i artystów, którzy go tworzyli, że to jest taki bardzo wąski wycinek. Oczywiście to jest opowiedziana historia, ja to tak rozumiem. Natomiast ja to widzę w takim szerszym kontekście, w szerszym tle. Tak jak pani mówi, że zamysł reżysera i państwa był taki, że ta historia gdzieś tam toczy się w tym obozie, a poza nim toczy się normalne życie. Wsi spokojna, wsi wesoła, tak mniej więcej. Można by było powiedzieć, że tak wygląda jakieś takie poukładane życie w domu Franka, ta mama, która tam przygotowuje posiłki itd. Natomiast ja chcę powiedzieć tutaj o tym, że ta historia była taka bardzo bolesna wtedy, bo Polacy mieli ogromnie traumatyczne przeżycie i podobne historie, wydarzały się nawet tu w Lublinie. Mi się tutaj ciągle przed oczami przypomina historia trzech procesów publicznych egzekucji, które miały miejsce po wojnie, w tym jedna, która miała miejsce w Lublinie na Majdanku, druga, która miała miejsce w Gdańsku na słynnej Pochulance i trzecia bodajże w Poznaniu. Nie wiem, czy dobrze mówię.
[37:13.04 → 37:14.32] B: Trzeciej też nie pamiętam gdzie.
[37:14.46 → 40:00.11] C: Chyba w Poznaniu, tak mi się wydaje. I też trzeba zrozumieć to, że ludzie potrzebowali wtedy takiej wendety, po prostu wendety. Ja myślę, że to tak to nazwijmy. I tak jak pani mówiła, w tym obozie znalazły się osoby przypadkowe z łapanki. No i niestety historia ich tam rzuciła przypadkowo, ale jakby to nieszczęście, które się stało, też było spowodowane, tym musimy o tym pamiętać. że to nie my, żeśmy tę wojnę wywołali. I tu chciałam powiedzieć o tym właśnie kontekście, że te historie się działy w Polsce, były publiczne egzekucje, ja akurat miałam okazję Zainteresowałam się tematem akurat egzekucji w Gdańsku, która miała miejsce na Pochulance. Nie wiem, czy państwo wiecie, ale te realia tego, co tam były, to były dość przerażające, bo ja znam z relacji osób, że to wtedy ludzie wolne w pracy dostawali. Wszystkie tramwaje w Gdańsku były kierowane na Pochulankę i wszyscy, włącznie z dziećmi, oglądali tę egzekucję. Ta egzekucja była czymś tak drastycznym, ale to uzasadniano tym, że pozwolono społeczeństwu na to, żeby ta wendeta miała taki wymiar bardzo publiczny. To jest takie zemszczenie się za te wszystkie nieszczęścia, aczkolwiek akurat na Pochulance czy gdziekolwiek indziej mieliśmy do czynienia faktycznie z prawdziwymi oprawcami, bo to byli złapani i osądzeni Tak, z obozów Stutthof. Tak, z obozów Stutthof, oprawcy, w tym kilka kobiet i faktycznie to były osoby konkretnie, które były odpowiedzialne za cierpienia Polaków i innych narodów w tych obozach. Natomiast tutaj oczywiście są to przypadkowe osoby. Także myślę tutaj, że... To proszę nie odbierać tego jako zarzut oczywiście, bo to jest Państwa wizja artystyczna. Mi trochę zabrakło tego szerszego kontekstu tutaj. To nie to, że ja usprawiedliwiam w jakiś sposób postawy tych ludzi, staram się też tego nie oceniać, ale nie zapominajmy, w jakich realiach to wszystko się działo. I nam jest łatwo siedząc tutaj, powiedzmy sobie, każdy z duchu oceniać, prawda? A ja bym był taki, a ktoś tam byłby inny, prawda? Naprawdę nie wiemy, jacy bylibyśmy tak naprawdę, ale wydaje mi się, że bardzo ważny jest ten kontekst. Tyle chciałam powiedzieć.
[40:00.27 → 44:03.40] B: Bardzo pani dziękuję. W ogóle to jest tak, że przy pisaniu bardzo fajnie jest, kiedy chce się przede wszystkim zrozumieć drugą osobę, nie oceniać, tylko zrozumieć. Żeby ją zrozumieć, to trzeba się tam dokopywać, dokopywać i dokopywać. Film jest zawsze wyborem. Nie da się opowiedzieć całego świata. I tak samo w książce, mimo że książka może być szersza, to i tak całego świata się nie opowie i coś trzeba wybrać. To, co się wybiera, jest podporządkowane właśnie tematowi, czyli jeżeli Wybraliśmy, ja wybrałam temat takiego penetrowania tego, w jaki sposób rozchodzi się zło i że zło może być rodzajem zarazy, choroby. To oczywiście, że to źródło nie bierze się w obozie zgoda. Ono się również nie zaczęło 1 września 1939 roku. Ono się zaczęło w momencie, kiedy zaczęliśmy mieć Nawet nieświadomość. Myślę, że było zawsze, a potem dopiero zaczęło być nazywane. Czyli to jest oparcie nas wszystkich do tego, żeby przetrwać. A tu mówimy o jakimś bardzo jednym, konkretnym wycinku rzeczywistości. I bardzo cenne jest to, co pani powiedziała o tym, że o tym, co się działo w 45 roku w jakiś sposób Cała ta wspólnota, która tutaj mieszkała, która miała ze sobą sześć lat totalnego opodlenia i była totalnie odarda z godności, musiała odreagować. Bo to, co nazywamy odwetem, wendetą, jest tak naprawdę odreagowaniem. I to też się nie wzięło stąd, nie pojawiło się po raz pierwszy, Wszystkie egzekucje wcześniejsze, średniowieczne, kata, miały zawsze ogromną publiczność. Gilotyna podczas rewolucji francuskiej miała potężną publiczność. Taki jest człowiek i tak to działa. Tak szuka pewnej sprawiedliwości, pewnego potwierdzenia, że ma rację, robiąc to, co robi. i ktoś zostaje ukarany za to, że tej racji nie ma, albo że coś zrobił przeciwko innym, tak jak mówimy o zbrodniarzach wojennych. Natomiast myślę sobie, że to, co my spróbowaliśmy zrobić teraz, robiąc film Zgoda, to była próba konfrontacji, to co w psychologii nazywamy konfrontacją z tym, co jest trudne i z tym, co zamiatamy pod dywan, z czym nie chcemy się konfrontować, nie chcemy się mierzyć, że to, co się wydarzyło, nie jest czymś, z czego możemy być dumni. Ale takie odwaga, Nie chodzi mi o odwagę jednej osoby, chodzi mi o odwagę nas wszystkich do tego, żeby się zmierzyć z czymś takim, jest też dla mnie wskaźnikiem dojrzałości. I kiedy zabrałam się za ten temat, myślałam sobie, że my jako wspólnota jesteśmy już na tyle dojrzali, że możemy zmierzyć się z czymś, co było trudne. co nie mówi o nas jako o bohaterach, tylko mówi o tym, że w nas również jest potencjał na zło. Nie wiem, czy odpowiedziałam na pani pytanie.
[44:04.86 → 44:08.86] A: I mamy następny głos, bardzo proszę o mikrofon.
[44:10.45 → 45:07.47] D: odnośnie scenariusza. Wydaje mi się, że coś zabrakło jednej rzeczy. Pani sprowadza oczywiście do uniwersalnego zła, ale przecież to miało określony kontekst. System obozów to był system obozów sowieckich, to prowadzili Sowieci, to nie wieś wesoła, tam powiedzmy sobie jacyś Polacy czy Polaczki, oni tam nam się pojawia, tak? Przecież to był system sowiecki, Sowieci to wprowadzili i w związku z czym zabrakło mi tego. Na przykład człowieka w czapce MK Włodowskiej czy coś takiego, przecież oni ciągle, oni przecież byli, oni to nadzorowali, oni to tworzyli i w tym widzę słabość scenariusza. Natomiast odnośnie mojej przedmówczyni, No to nie było tak, że Polacy byli narodem zbrodniarzy czy coś takiego. Polacy rzeczywiście byli narodem ofiar. No i tego się nie da zmienić, prawda? Więc to tyle.
[45:07.79 → 48:00.56] B: Tak, ale my oprócz tego, że byliśmy narodem ofiar, byliśmy też narodem świadków i to jest bardzo trudna rola, bo byliśmy świadkami Holokaustu i to jest taka... Również odpowiedzialność za to, co się wydarzyło przez to. Jest to strasznie trudne. Ja w ogóle nie chciałam wchodzić w takie oceny. Nie chciałam opowiadać o tym, że to są Rosjanie, a tutaj weźmiemy Niemców, a tutaj weźmiemy Ślązaków. a był tam Holender i będziemy mówić wskazując, że odpowiedzialność za coś przynależy do jakiegoś narodu. Dlatego, że naród to są ludzie, systemu tak, ale elementem tego systemu jesteśmy my ludzie. I też chciałam opowiedzieć pisząc ten scenariusz o tym, że w momencie kiedy Właściwie jest tylko jedna grupa, którą ja bym oskarżała. To są politycy, którzy podejmują takie decyzje. A my wszyscy później, niezależnie od tego, czy będziemy więźniami, czy będziemy oprawcami, jesteśmy ofiarami. I myślę, że to wszystko, co przeżywają Niemcy pokoleniowo, jest tak samo o tym, że oni są ofiarami. I, wie pan, myślę sobie, że strasznie konfrontować się z wiedzą i świadomością, że mój tata albo mój dziadek jest mordercą. Myślę, że to jest potwornie trudne, że dla nas tak naprawdę łatwiejsze jest skonfrontować się z wiedzą, mój dziadek był ofiarą, mojego dziadka źle traktowali, niż ze świadomością o tym, że wydarzyło się coś złego w mojej rodzinie, bo to jest pytanie wtedy o to, kim ja jestem i co jest we mnie. I pisząc ten scenariusz myślałam sobie, że wszystkie strony stają się wtedy ofiarami. A nie chciałam tego, ma pan absolutnie rację, te obozy założyła NKWD, przejęło po Niemcach. A później przejęło je polskie UB i możemy obwiniać, oskarżać różnych ludzi, a ofiarami tego byli Polacy, chłopi z okolicznych wiosek, którzy przyszli tam pracować i robili rzeczy okrutne. I ja ich nie oskarżam, boże broń, nigdy w życiu. Znaleźli się w takim miejscu i radzili sobie jak potrafili. Ja tylko mogę to obserwować i współczuć i próbować zrozumieć.
[48:03.06 → 48:07.50] A: Proszę bardzo, tutaj mamy... To może najpierw tam, bo bliżej mikrofon, a potem pani.
[48:08.18 → 49:47.59] D: Okej, dziękuję. Ja jednak mam takie dylematy tutaj, gdy chodzi o przedstawianie Polaków jako zachowujących się w sposób bestialski, zarażonych po prostu tym złem. Jednak w tym okresie wojny zabijanie Niemców było raczej zasługą, ponieważ jeszcze wojna się nie skończyła, ona się tutaj w czasie filmu kończy, wojna, prawda. W tym sensie jakby patriotyzm nawet tych ludzi kazał źle traktować tych Niemców. Mnie się to nie podoba, że poniekąd przedstawia się tutaj właśnie Niemców trochę jako ofiary. Mi się wydaje, że oni nie zasługują na takie potraktowanie i bardzo byłbym nieszczęśliwy, gdyby powstał następny film o Niemcach wypędzonych na przykład, gdzie też można pokazać liczne losy, że ktoś kubka wody nie dostał, że ktoś krąpli chleba nie dostał i tak dalej. Też można o to opowiadać. Natomiast całe to zło jednak przyszło tutaj wraz z bombardowaniem Polski z całym okropieństwem tej okupacji i wydaje mi się, że postawa tych żołnierzy była typową postawą żołnierza w czasie wojny, to znaczy oni, dokąd jeszcze Hitler nie podpisał kapitulacji, zabijali Niemców na linii frontu. Tak samo mogli to robić poza tą linią.
[49:48.24 → 51:13.02] B: Tak, oczywiście. To było takie przyzwolenie społeczne, czyli ten patriotyzm i to, że przed chwilą zabijanie Niemca było czymś szlachetnym i tym, co jest zasługą. Absolutnie się zgadzam. Natomiast to, co mnie interesowało i do czego próbowałam dotrzeć tutaj, konkretny człowiek wobec takich decyzji. To są różne historie i różne sytuacje, naprawdę. I myślę sobie, co się dzieje z człowiekiem, kiedy zabija drugiego człowieka. Co się z nim dzieje wcześniej, w trakcie i potem. I tu mówimy o roku 1945, gdzie zabijanie w dodatku jest usprawiedliwione, co więcej, jest nobilizowany, prawda? Ma prawo go zabić, bo on przed chwilą zabijał, niezależnie od tego, czy rzeczywiście akurat ten, ale mówiący w tym języku. Więc mówimy o odpowiedzialności zbiorowej za język, za to, że moi rodzice byli Niemcami. Ja jestem winny teraz, bo jedyną winą części tych osób, nie wszystkich, było to, kim się urodzili.
[51:13.26 → 51:14.40] D: No kim? Że Niemcami.
[51:14.42 → 51:15.22] B: Że Niemcami.
[51:15.42 → 51:20.48] D: No to tak samo mogą powiedzieć Żydzi. Ich jedyną winą było to, że urodzili się Żydami.
[51:20.48 → 51:36.40] B: Absolutnie tak. Absolutnie tak. I dlatego mówię, że jedyną grupą, którą ja bym oskarżała, jeżeli bym oskarżała, są politycy. Czyli to jest Hitler, to jest Stalin. I to są ci wszyscy, którzy z nimi są.
[51:37.38 → 51:54.92] D: Nie zapominajmy, że jednak 90% społeczeństwa niemieckiego popierała Hitlera i wszyscy mu bili brawo i tak dalej, więc to nie jest zupełnie tak, że tylko politycy odpowiadają. Ludzie chętnie się oddali Hitlerowi tym ideom całym.
[51:55.28 → 53:50.70] B: Oczywiście, ale wie Pan, jak popatrzymy sobie tak wokół siebie i zobaczymy, że Tak działa też człowiek i tak działa natura, dlatego ja nie chcę, wie pan, nikogo oceniać ani nikogo oskarżać, że zbiorowość tak działa, wspólnota tak działa, że idzie za tym, kto jest silny. Silny jest ten, kto ma władzę. Dlatego Trump ma takie poparcie. Został wybrany i ma to poparcie, mimo że wszyscy widzą, jak działa jako polityk, że to jest polityk, który szkodzi, a nie poprawia relacje i nie buduje. to jest ten, który niszczy. Ma poparcie, ma poparcie, bo ma siłę, bo ma władzę. Tak działa człowiek. Nie chcę nikogo tutaj też, wie pan, usprawiedliwiać, bo to nie w drugą stronę. Ja tylko myślę o zrozumieniu i myślę o tym, że konsekwencją tego wszystkiego jest później to, że strasznie współczuję chłopakowi, który został strażnikiem w zgodzie, który na tej fali robił to, co robił, a potem ponosił tego konsekwencje przez całe swoje życie. Bo gdzieś przesunął sobie granice tego, co jest dozwolone, tego, co jest dobre, tego, co jest złe. I to, że my mówimy o tym, w jaki sposób te traumy odbijają się nie tylko na osobach, które brały w tym udział, ale to, że te traumy żyją w nas do dzisiaj, to jest to, co się wtedy wydarzyło. To jest to, że my, i Pan, i ja, i każdy z nas tutaj na tej sali jesteśmy ukształtowani najsilniejszym wydarzeniem gdzieś osób, z których pochodzimy. Mamy to w genach, mamy ten gen przekazywany emocji. A ja chcę to po prostu zrozumieć. Kim jestem ja, kim jest Pan, kim każdy z nas, którzy tu siedzimy, jesteśmy.
[53:51.03 → 54:02.03] D: Dzisiaj przekładamy inną miarę poznawania człowieka. Dzisiaj mamy inną moralność, ludzie w czasie wojny są zdemoralizowani, są wszyscy zupełnie w innym świecie.
[54:03.11 → 54:05.18] B: Absolutnie, granice są przesunięte.
[54:05.24 → 54:17.11] D: Śmierć jest tak powszechna, że już na nikim to nie robi wrażenia. Dzisiaj oczywiście może ktoś ukraść 50 zł i będzie cała telewizja w Polsce o tym mówiła, ale wtedy życie człowieka się
[54:17.11 → 54:37.09] B: nie liczyło w czasie Tak, dlatego mówiłam też o tym, że to są sytuacje ekstremalne i w sytuacjach ekstremalnych podejmujemy ekstremalne decyzje. których nie musimy rozumieć, bo podstawą jest zawsze przetrwanie. Robimy wszystko, żeby przetrwać.
[54:37.23 → 54:53.57] D: Ale ja uważam, że bohaterowie nie podejmują decyzji. Oni po prostu są już nakręceni tą epoką po prostu. Oni nie muszą podejmować decyzji. To automatycznie się wiele rzeczy robi. Leje się w ryja, kopie się, pałuje i tak dalej.
[54:53.85 → 56:04.70] B: Dlatego chciałam opowiedzieć historię chłopaka, który przechodzi proces. zanim pierwszy raz uderzy, nie chce tego robić. To jest dobry chłopak. To jest bardzo dobry chłopak, który ma najbardziej szlachetną motywację ze wszystkich. Z miłości chce ocalić drugiego człowieka. I żeby to zrobić, musi robić coraz gorsze rzeczy. I robienie tego wszystkiego nie pozostaje bez śladu. To nie jest tak, że my sobie wszyscy szukamy usprawiedliwień i mówimy, no zrobiłem to, bo to i tamto. I oczywiście my nie musimy w naszej rzeczywistości podejmować tak ekstremalnych decyzji. Nie musimy aż tak walczyć o przetrwanie. Ale mechanizm mamy taki sam, czyli musimy się usprawiedliwić. Jeżeli zrobimy coś, co czujemy się z tym niewygodnie, czyli coś, co być może kogoś krzywdzi. To mówimy, no tak, ale mam taki, taki i taki argument. W takiej ekstremalnej sytuacji argumenty są też ekstremalne.
[56:05.22 → 56:31.84] D: No to mi się podoba. Tak, los tego bohatera oczywiście. I jednocześnie podoba mi się, że ten film jednak pokazuje tych polskich, w cudzysłowie, oprawców, jako takich dyletantów, którzy tak naprawdę w porównaniu do tego, co Niemcy potrafili robić, to to jest po prostu dziecinada. Niemcy by to o wiele lepiej zorganizowali, żeby dać w kość takim więźniom. Dziękuję.
[56:32.49 → 56:34.43] B: Tak, no niestety zbój jest zaraźliwy.
[56:35.38 → 56:38.03] A: Tutaj prosimy na pani. Gdzie już mikrofon?
[56:43.60 → 59:56.59] E: Ja sobie dzisiaj obiecałam, że się już nie będę odzywać, bo gdzieś jest taki moment, kiedy w naszych dyskusjach ja nie wytrzymuję, a dzisiaj we mnie po filmie w ogóle nie było chęci zabrania głosu. Do zabrania głosu sprowokowała mnie w zasadzie ta dyskusja i teraz coraz bardziej emocjonalnie tutaj siedziałam. Dla mnie ten film w ogóle nie był o historii i to nie jest absolutnie zarzut. Dla mnie ten film, chociaż tam jest Żyd, jest radziecki zabójca ojca, są Polacy, dla mnie ten film, powtarzam, nie był w ogóle od historii. I kiedy pani pytała, czy jest to film historyczny czy współczesny, i padła odpowiedź, że on jest i taki, i taki, dla mnie, ja przepraszam, ja powtarzam dzisiaj pewne kwestie, ale jakoś tak one zostały we mnie. I ja nie szukam tu usprawiedliwienia i w ogóle na to nie zwracałam uwagi. Dla mnie ten film strasznie wbił w fotel, dlatego nie chciało mi się w ogóle zabierać głosu. Dla mnie ten film jest filmem beznadziei o potencjale zła, które jest w każdym z nas, we mnie też. I ten film tak strasznie to uświadamia. Na mnie scena leżących mężczyzn i skaczących po nich innych mężczyzn nie zrobiła nadzwyczajnego wrażenia, pewnie przez masowość. Dla mnie w tym filmie były dwie mocne sceny. Jedna, kiedy główny bohater płacze pod prysznicem, usiłując zmyć z siebie gwałt, którego właśnie dokonał. Zazwyczaj to kobieta obmywa się z gwałtu. A tutaj on ten gwałt z siebie zmywał, tylko tego gwałtu już z siebie nie zmyje. Więc dla mnie to była porażająca scena. Taka chęć powrotu do niewinności, do takiej embryonalnej postaci. I druga scena, kiedy syn podnosi rewolwer na matkę. Być może, być może, bo jestem matką, bo mój syn ma mniej więcej tyle lat, trochę więcej. I dlatego ja w ogóle tu nie patrzyłam na historię i stąd moja potrzeba zabrania głosu po moich przedmówcach. On mnie przybił dlatego, że to zło jest w nas, a film pokazał, jak wbrew pozorom niewiele trzeba może, a może wiele, nie wiem. Ja odebrałam, że niewiele jednak. i pokazał prymat emocji nad rozumem, nad rozsądkiem, nad wartościami, nad kulturą i niezależnie jakie są to emocje, mogą prowadzić do ogromnego zła. I dla mnie to nie jest usprawiedliwienie, to nie jest oskarżenie, to jest pokazanie jakiegoś faktu i ten fakt jest niesamowicie przygnębiający, bo kopanie na stadionie tu i teraz bo zlinczowanie człowieka na ulicy, bo gwałt na plaży, nie trzeba wojny.
[59:57.59 → 59:59.51] B: Bardzo dziękuję pani.
[01:00:03.66 → 01:00:06.43] A: Tutaj poprosimy o mikrofon.
[01:00:10.43 → 01:00:13.43] B: Dziękuję
[01:00:15.84 → 01:01:20.49] F: bardzo. Ja chciałem zwrócić uwagę tak czysto warsztatowo pod kątem scenariusza, pogratulować bardzo udanego researchu, bo pozwolę się w pewien sposób nie zgodzić z przedmówcami. Uważam, że jeżeli chodzi o film, który jest formą taką stosunkowo zwięzłą i krótką, udało się tutaj przemycić stosunkowo dużo informacji o tym, czym zgoda była. Począwszy już od samej sceny apelu, gdzie domyślam się, że pierwowym wzorem komendanta był Salomon Morel. będący komendantem zgody. Mamy przedstawienie tego, jakiej narodowości, w jakich mundurach służyli ludzie, którzy zawiadywali całym obozem. Mamy przedstawienie tutaj całej struktury więźniów, począwszy od właśnie osób, które dostały się w tryby całej tej nazistowskiej machiny. służące w Hitlerjugend, SS, Wehrmachtu, poprzez Volksdeutschów różnych kategorii, różnych stopni Volkslist, przez Polaków, w ogóle niczemu niewinnych, oprócz tego, że zamieszkiwali tereny i zostali...
[01:01:20.49 → 01:01:24.47] B: Czasami trafiali tam dlatego, że mieli na przykład za duże mieszkanie.
[01:01:24.68 → 01:04:25.32] F: No dokładnie, na przykład. Pokazuje to tyle, że właściwie ci wszyscy ludzie znaleźli się w takim momencie historii, że zostali po prostu jakby zmieleni przez tryby polityki tego wręcz państwowego w pewien sposób przemysłu zła. I tylko tak jakby od nich zależało w jaki sposób się w tym odnajdą, więc należy wszystkie te postawy rozpatrywać jednostkowo. Co też jest ciekawe, to ta niejednowymiarowość obu męskich bohaterów, bo np. ja mam problem z powiedzeniem wprost, że Franek był człowiekiem z gruntu dobrym. W jakiś sposób, nie znamy też kontekstu i znajomości tych trójki bohaterów przed wojną, jak ona się rozwijała w jej trakcie. Natomiast ja odniosłem wrażenie oglądając film, że w tym człowieku, że mnie jakaś zadra prawdopodobnie polegająca na tym, że jego uczucie zostało w pewien sposób odrzucone. On próbuje, korzystając z sytuacji w jakiej się znalazł, w jakiś sposób odbudować poczucie pewności siebie, może zwrócić uwagę na to, że także jest godnym uczucia bohaterki. Co też jest ciekawe, to to w jaki sposób bohater grany przez pana Gierszała Tak jakby sam w sobie szukał sprawiedliwienia dla tego, co zrobił, denuncjując swojego kolegę rażącego na pryczy obok. Prawdopodobnie, widząc w szpitalu jego ranę pod pachą, można domniemywać, że była to albo rana odniesiona w boju, albo rana powstała na skutek np. usilnięcia tatuażu z grupą krwi, jak to w SS miało miejsce. On sam w sobie tak jakby szukał sprawiedliwienia dla tego, w jego mniemaniu musi zrobić. Poświęca człowieka, który jest chory, prawdopodobnie nie przeżyje, bo kaszle, ma problemy z oddychaniem i poświęca jego życie w imię jakiejś tam mglistej obietnicy uwolnienia jego i jego ukochanej. Co też zrobiło na mnie wrażenie, nie wiem czy to jest zabieg wynikający ze scenariusza, czy też już z samej realizacji. Ale to o czym już pani wcześniej mówiła, czyli to w jaki sposób te podróże na rowerze są odzwierciedleniem przemiany, którą przychodzi bohater. On na samym początku filmu jako osoba jeszcze nie uwikłana w tą wielką historię, jedzie przez stosunkowo przyjazny plener. Jakieś krzaki, mamy rzekę. To się potem zmienia w bardzo, nie wiem, bagniste, brudne, miejscowe drogi, aż poprzez taką totalnie upiorną hałdę, tak? Co tak jakby pokazuje te etapy, które przychodzi on jako człowiek i to, w jaki sposób cała jego dusza i całe jego człowieczeństwo w tym wszystkim się brudzi. Ja to tak odebrałem. Dziękuję bardzo.
[01:04:25.82 → 01:04:26.80] B: Bardzo panu dziękuję.
[01:04:29.55 → 01:04:32.45] A: Gratuluję znakomitego odczytania filmu.
[01:04:33.53 → 01:04:34.33] B: Bardzo naprawdę.
[01:04:34.77 → 01:07:27.62] G: Ja osobiście bardzo pilnuję, żeby te pokazy, które się tu odbywają, jednak nie były w miarę możliwości moimi pierwszymi spotkaniami z tymi filmami. I w tym przypadku wyjątkowo się cieszę, że widziałem zgodę już wcześniej, bo rzeczywiście to jest film, który zostaje z widzem. Nie wiem w jakim stanie bym tu dzisiaj siedział, gdyby nie to, że te parę miesięcy temu, czy paręnaście rzeczywiście już gdzieś ją tam w kinie czy na DVD widziałem, ale właśnie to, co we mnie najbardziej zostało po tym filmie przez te kilka miesięcy od kiedy widziałem go pierwszy raz, to to, że to właściwie mógłbym się zgodzić z przedmówcami, że dla mnie jakby ten kontakt historyczny Nie był aż tak ważny. Dla mnie największe wrażenie zrobił ten wątek, że właśnie obaj panowie kochają główną bohaterkę i to jest niewątpliwie jakaś tam gdzieś wczora miłość. Tak jak Kuba w pewnym momencie mówi, że jak stąd wyjdziemy obiecaj, że zostaniesz moją żoną. Tam drugi bohater też traktuje ją przedmiotowo. To też o czym pani mówiła, bo czy eksperymenty profesora Zimbardo, czy profesora Milgrama, one pokazują jednoznacznie, że tak naprawdę ludzie, którzy wchodzili na te eksperymenty, wiedzieli o sobie zdecydowanie mniej niż potem z nich wychodząc. I przez te właśnie parę miesięcy, od kiedy widziałem film pierwszy raz, to co we mnie zostało, to właśnie ten uniwersalizm tego filmu i to, że rzeczywiście takie rzeczy dzieją się tu i teraz, może nie konkretnie w tym planie i w tych realiach historycznych, ale ten film jest ciągle aktualny. I właśnie ja strasznie lubię filmy nieoczywiste, a gdzieś tam przed zeszłoroczną Gdynią, przed, po, jakieś Scenę, recenzję zdarzało mi się czytać, no i w momencie, kiedy pierwszy raz zabierałem się do tego filmu, właśnie ten kontekst historyczny jakby najbardziej z tego wszystkiego wybijał, a potem okazało się właśnie, że to jest totalnie nieoczywisty film, który zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Także przez to, ile uwagi, ile tam miejsca jest poświęcone tej uniwersalnej psychologii człowieka. I za to po prostu chciałem serdecznie podziękować.
[01:07:27.76 → 01:07:33.00] B: Ja panu bardzo dziękuję, a jeszcze naprawdę bardzo podziwiam, że chciał pan jeszcze raz obejrzeć.
[01:07:35.26 → 01:08:10.79] G: Czysta, przyjemna. To jest jeden z tych filmów, ja strasznie takie coś też mam z kinem Wojtka Smorzowskiego, że wychodzę z tych filmów i zawsze ktoś pyta, jak tam, fajny film? Podobał się? I to jest jeden z tych filmów, o których w życiu bym nie powiedział, że mi się podobał, ale gdzieś pewnie, bo rzeczywiście gdzieś tam mam DVD, gdzieś pewnie wrócę do niego trzeci, czwarty raz, bo to nie jest film, o którym mogę powiedzieć, że mi się podoba, ale film, który naprawdę zostaje w widzu i do którego na pewno wrócę jeszcze nie raz.
[01:08:11.19 → 01:08:22.97] B: Bardzo panu serdecznie dziękuję, naprawdę. Mi też jest zawsze trudno mówić komuś miłego oglądania przed tym filmem.
[01:08:25.80 → 01:09:35.31] A: Proszę państwa, myślę, że powoli musimy kończyć, bo już rozmawiamy tutaj ponad godzinę. Ale ja chciałam tylko powiedzieć, nieczęsto tutaj takie osobiste refleksje zdarza mi się zdradzać, bo od tego są goście, żeby o tym mówili, ale dla mnie ten film jest takim wezwaniem też do patrzenia w siebie i do szukania własnych granic, i do szukania w sobie tego zła. Bo im bardziej my je wypieramy, im bardziej mówimy, że jesteśmy anielscy, tym bardziej diabeł w nas chichocze i tym bardziej zaciera ręce, bo tym bardziej jesteśmy wobec niego bezbronni. Więc myślę, że właśnie dzisiaj potrzebujemy bardzo takich głosów, które nam pokazują, że jesteśmy tylko ludźmi i że do kondycji człowieka należy i dobro, i zło. I jeśli o tym złu zapominamy, to jesteśmy wobec niego bezbronni, tak jak bezbronny był bohater zgody. Bardzo państwu dziękuję.
[01:09:35.85 → 01:09:55.68] B: Bardzo ci dziękujemy. Chciałam ja bardzo serdecznie podziękować. Naprawdę było to dla mnie tak przyjemne spotkać się z państwem, posłuchać tego wszystkiego, co państwo powiedzieli. Bardzo, bardzo, bardzo serdecznie dziękuję. Nie miałam jeszcze takiego spotkania, naprawdę. Dziękuję.
[01:09:56.34 → 01:10:00.66] A: Dziękujemy bardzo i zapraszamy do kina w poniedziałki. Dziękuję.