Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Bilety: normalne 10 zł, ulgowe 8 zł

#WszystkoGra
Polska 2016 / 90 min.

reżyseria: Agnieszka Glińska
scenariusz: Marta Konarzewska, Ilona Łepkowska, Agnieszka Glińska
choreografia: Agustin Egurrola, Weronika Pelczyńska
aranżacje piosenek: Paweł Lucewicz
obsada: Eliza Rycembel (Zosia / prababcia), Kinga Preis (Roma), Stanisława Celińska (babcia), Sebastian Fabijański (Staszek Borucki), Antoni Pawlicki (Woland / Lis), Bartosz Żuchowski (Bartek), Karolina Czarnecka (Wanda), Irena Melcer (Basia), Krzysztof Stroiński (Tadzio), Paweł Wawrzecki (Władzio)

Przed seansem pokaz filmu krótkometrażowego: „Dobry dzień” / reż. Filip Grudziel / Polska 2015 / 6’15” 

Po filmie spotkanie z Agnieszką Glińską.
Prowadzenie: Magda Sendecka

Największe przeboje w nowych aranżacjach i odkrywczym wykonaniu świetnych aktorów. Maanam, Lombard, Perfect, T.Love. Teksty Grechuty i Osieckiej.

Stanisława Celińska jako babcia broni przed deweloperem-oszustem willi na warszawskim Żoliborzu. Kinga Preis snuje się po nocnej Warszawie, żeby… spotkać nieoczekiwane uczucie. Eliza Rycembel (“Obietnica”, “Carte blanche”, “Niewinne”) w towarzystwie Ireny Melcer i Karoliny Czarneckiej, jako buntownicza studentka ASP rozsadza ekran energią. Miłość, przyjaźń, lojalność, dziewczęca energia i więzy rodzinne opowiedziane za pomocą tekstów, które znamy na pamięć, umieszczonych w nieoczywistych kontestach. Konia z rzędem temu, kto nie żachnie się w pierwszej chwili, a potem nie zachwyci nowym kształtem i sensem „Jej portretu” Jonasza Kofty i Włodzimierza Nahornego. Polscy twórcy coraz śmielej sięgają po kino gatunkowe. Warto śledzić te poszukiwania!
Magda Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.03 → 00:34.70] A: Dobry wieczór raz jeszcze. Witamy bardzo serdecznie. Ja przypomnę, że się nazywam Magda Sendecka, to dla widzów w internecie. Jestem kuratorką programu filmowego, a jest z nami Agnieszka Glińska, reżyserka teatralna, filmowa, aktorka, autorka reżyserii tego filmu Wszystko gra. Dziwna była droga w ogóle tego filmu i twoja droga do niego i tego co się potem z nim działo. Powiedz może najpierw jak do niego trafiłaś.
[00:36.20 → 03:34.69] B: Tak, to jest taka historia z cyklu, że pewne rzeczy czasami spadają zupełnie z nieba, bo ja jakoś Ta moja droga z filmem się do tej pory z kinem w ogóle nie zaplatała, mimo że było parę takich punktów stycznych. I tym razem się zdarzyło tak, że ja po prostu dostałam propozycję już bardzo gotowego projektu, który wcześniej miał robić ktoś inny, ale tam się z producentem jakoś nie bardzo dogadali i zwrócono się do mnie z propozycją. Tylko scenariusz wyglądał nieco inaczej, a właściwie radykalnie inaczej i piosenki też były inne, częściowo przynajmniej i tak w jakimś takim turbo tempie, bo to były już zaplanowane zdjęcia, a wszystko już było właściwie w takiej fazie przygotowań i już właściwie miały być, no nie było jeszcze do końca obsady zrobionej, to prawda, bo tutaj jakby zapadły decyzje co do, już z moim udziałem zapadły decyzje co do większości obsady, Natomiast był zaplanowany termin zdjęć, co jest bardzo taką nietypową sytuacją w polskim kinie, że już są pieniądze i termin zdjęć, ale nie ma jeszcze scenariusza, reżysera i obsady. Chociaż z tym scenariuszem to czasami tak bywa, to wiem też, że to się zdarza dość często. No i tutaj rozpoczęły się jakieś takie bardzo gwałtowne prace. nad tym i mocno przyspieszone, łącznie z próbami muzycznymi i choreograficznymi, z przygotowywaniem aranżacji itd. Także ja tak trafiłam trochę... Mówi się złapanki. Myślę, że oni, myśląc producenci, po prostu szukali kogoś do realizacji swojego zamierzenia, bo to był ich pomysł, żeby zrobić film, który wykorzystuje polskie piosenki. Ja uznałam po prostu, że sam fakt tych polskich piosenek i przywrócenia pamięci o tych piosenkach jest jakiś taki dla mnie niezwykle inspirujący i poruszający, zwłaszcza, że tutaj udało mi się umieścić kilka takich moich naprawdę z dzieciństwa i młodości zupełnie ukochanych utworów. Więc jakoś przystąpiłam do tego z olbrzymim zapałem i entuzjazmem, zważywszy, że miałam za partnera jako operatora Pawła Edelmana, z którym spotkaliśmy się wcześniej przy pracy nad filmem Katyń. I to było też dla mnie jakieś takie wzmacniające i motywujące bardzo. No ale oczywiście jak to przy takiej produkcji bywa, nie odbyło się bez różnych perypetii i przeszkód. No ale faktem jest, że jakoś wspominam te prace niezwykle ciepło. To było, no jak zazwyczaj debiuty się tak wspomina potem, jako takie pierwsze jakieś doznania istotne. I to było dla mnie wszystko razem jakimś takim bardzo pouczającym doświadczeniem. O tak bym to nazwała, pouczające.
[03:35.19 → 03:40.83] A: Powiedz jak ewoluował ten scenariusz od tego projektu, który ty dostałaś do ręki do momentu zdjęć.
[03:40.83 → 05:00.93] B: Ta wersja scenariusza, którą ja dostałam do ręki była już jakąś tam kolejną kolejną kolejną już nie pamiętam nastą albo dziestą wersją, bo różne osoby się za to brały i to według swoich swoich wyobraźni i swojego pomysłu na ten film przerabiały, więc to co ja dostałam, właściwie przypomniało mi taką zabawę, nie wiem czy Państwo pamiętają, taką zabawę z dzieciństwa, że się rysuje, coś potem się zasłania, ktoś dorysowuje coś innego i się zasłania, potem ktoś dorysowuje i to tak ten scenariusz wyglądał. Myśmy z Martą Konarzewską, scenarzystką, wspólnie próbowały to uporządkować i ja mam takie odczucie i może nie powinnam się z nim dzielić, ale się podzielę, że To, co potem udało nam się poprawić, to niestety potem udało się też i trochę zniweczyć. Więc ja mam sporo jakichś takich swoich niedosytów, zastrzeżeń, problemów z ostatecznym kształtem tego filmu, ale też myślę, że przez te piosenki, że to, co się udało, takie mam poczucie, to chwycić jakąś taką aurę i klimat, że ten film na pewno dobrze mówi o ludziach, co znowu w polskim kinie nie jest takie częste i oczywiste i że jest w nim jakaś taka, mimo wszystko, dobra energia zaklęta.
[05:01.77 → 05:04.05] A: To jest też film bardzo dziewczyński i kobiecy.
[05:04.65 → 05:58.03] B: Taki miał być, tak. Takie było też nasze założenie. Po pierwsze było to, że bohaterkami są kobiety z trzech różnych pokoleń, co jakby wiadomo od razu generuje pewne powiedzmy napięcia i życiowe sytuacje, zwłaszcza, że mieszkają pod jednym dachem, ale też te koleżanki i Zosi, czyli najmłodszej bohaterki, no jakoś tak zamarzyło mi się, żeby opowiedzieć też o tym, że dziewczyny też o coś walczą i o coś im chodzi i te młode dziewczyny są takie zaangażowane w Warszawę i w to, żeby jakoś o to miasto walczyć. Ja znam mnóstwo takich młodych ludzi, którzy mają pasję i oddają się jakimś takim, nie wiem, społecznym działaniom, pracują przy różnych fundacjach i tak dalej. Zresztą ja myślę, że już abstrahując od wszystkiego, to przy obecnych historiach warszawskich i aferach reprywatyzacyjnych, to ten film jakoś zyskał na aktualności jeszcze dodatkowo.
[05:58.09 → 06:12.33] A: Ja mam wrażenie, że on mówił już wtedy, kiedy powstał, mówił o rzeczach bardzo aktualnych, bo mnie naprawdę, mówiąc, zdumiewa zdumienie mediów w sprawie afery prywatyzacyjnej, bo na Facebooku można było o tym przeczytać trzy lata temu.
[06:12.77 → 06:13.21] B: Oczywiście.
[06:14.54 → 06:34.82] A: Ja miałam nieustający dysonans poznawczy i teraz mam go w dalszym ciągu, natomiast właśnie artyści ten temat podjęli i ja bardzo żałowałam, że właśnie nie ma w tym filmie więcej na ten temat, że zostały takie strzępy, bo Franciszka czyta Puketiego, są jakieś aluzje i w ogóle cała ta
[06:34.82 → 07:55.23] B: fabuła, Ja myślę, że w takim pomyśle naszym i w tym, co kręciliśmy na planie, a co potem się gdzieś nie znalazło w ostatecznej wersji filmu, trochę słysząc siebie, teraz słyszę siebie i słyszę Masłowską, między nami dobrze jest, jak ten reżyser opowiada o filmie, czy coś się nie znalazło w ostatecznej wersji filmu, ale tak faktycznie było. Były tam sceny np. bohaterów, których tutaj Państwo widzieli tylko w takich skrawkach i strzępach, czyli granych przez Krzysia Strońskiego i Pawła Wawrzeckiego. Oni byli takimi komentatorami tej rzeczywistości, mieli kilka scen, trochę jak w cudzysłowie takich Imilsbach z Maklakiewiczem, opowiadali sobie ten świat, nazywali go, mówili o nim, komentowali i taką mieli funkcję jakby takich dopowiadaczy współczesności trochę ze swojego punktu widzenia. To jakoś nie spodobało się producentom, uznali, że to jakby nie mieści się w ich wyobrażeniu o tym filmie i wszystkie te ich sceny, czego strasznie żałuję, wyleciały, a one były i zabawne, i niegłupie, i takie też myślę o dodające temu filmowi takiej przestrzeni, że to nie jest tylko jakaś taka obyczajowa historyjka, w której tak chodzi o jakieś tam romansy tej pani, którą gra Kinga, tylko że to jest jakiś w lekkiej formie jednak serio społecznie podjęty temat.
[07:55.77 → 08:07.56] A: Ja też bardzo tego żałuję, bo widziałam roboczą wersję reżyserską i muszę państwu powiedzieć, że jest czego żałować. Ale też oni byli takim chórem greckim trochę, który komentował tę rzeczywistość.
[08:07.56 → 08:40.85] B: Tak, taki był pomysł na to i myślę, że jakby w takiej ogólnej, w wymowie i już nie mówię o powiedzeniu historii, bo też ten film nie miał mieć historii, tylko miał być takim przyjrzeniem się po prostu, czyli on dużo uważniej na tych ludzi patrzył. I strasznie tych scen żałuję, bo myślę, że one miały w sobie taki potencjał do tego, żeby mówić tymi słowami, których oni tam używali, jak to było w przypadku Chimilsbacha i Maklakiewicza.
[08:40.95 → 08:43.66] A: Poza tym oni byli bardzo serio, Tak,
[08:43.68 → 08:52.20] B: oni są cudowni, oni są wspaniałymi osobowościami i widać tak w tych strzępach, ale tak zostały takie ochłapki trochę.
[08:52.98 → 09:32.61] A: Powiedz o castingu, bo to są fantastyczni aktorzy, bardzo wielu z Teatru Studio, ale jest też Karolina Czarnecka z Pożarów w Burdelu, świetnego warszawskiego kabaretu, który zresztą tutaj też był dwa lata temu chyba w Lublinie, pewnie Państwo widzieliście. Jest Irena Melcer, którą widziałam w kabarecie znakomitym Michała Walczaka w Teatrze Ochoty. w Och Teatrze. Nowe, świeże twarze. Eliza Rycembel już znana z filmu Anki Kazejak, ale znakomitą ekipę udało Ci się zebrać.
[09:33.53 → 10:37.37] B: Robienie castingu jest zawsze radością, a już robienie castingu do filmu jest naprawdę jakimś takim dużym przeżyciem. Tutaj oczywiście warunkiem było to, że żeby chociaż trochę śpiewali. Nie było tych wątpliwości w przypadku Kingi i Stasi Celińskiej, które są najwybitniej śpiewającymi aktorkami, jakie mamy tutaj w naszym kraju. Natomiast młode dziewczyny, ja mam za sobą te... No może nazwijmy to przewagę nad innymi reżyserami, że ja uczę w szkołach od lat. W Szkole Teatralnej w Warszawie lata uczyłam i teraz w Krakowie. W związku z tym mam taki dostęp do tych kolejnych pokoleń aktorów. Znam ich, pamiętam. I to zawsze jakoś tak ułatwia i też poszerza spektrum, że nie grają w kółko ci sami. Eliza wygrała casting, to był bardzo długi i bardzo wieloetapowy casting do tej roli, a Karolinę i Irenkę już jakoś tak wzięłam w pakiecie, bo wierzyłam w ich taką ekranową organiczność i prawdę.
[10:37.69 → 10:46.12] A: Są wyjątkowo autentyczne. Rzeczywiście ja mam wrażenie, że oglądamy młode dziewczyny, a nie aktorki przebrane za młode dziewczyny. Nie zależy od wieku.
[10:46.50 → 11:01.68] B: One są też takie i mają osobowości po prostu. Są takie nieułożone z tą rzeczywistością i są takie charakterne bardzo. Co też było tutaj w tej... Jakoś zależało mi tak, żeby one się tak we trójkę dopełniały, żeby był taki prawdziwy dziewczyński tercet.
[11:02.62 → 11:11.77] A: Powiedz jak wybierałaś piosenki? Myślę, że nie było to łatwe. Ale czy było ich więcej i musiałaś eliminować?
[11:12.35 → 13:17.67] B: Kilka zostało z tych poprzednich wersji scenariusza tutaj. To, co uparłam absolutnie i zależało mi strasznie, to była piosenka Małe tęsknoty, którą pamiętam z dzieciństwa i z młodości. Krystynę Prońko i ten utwór nieprawdopodobnie zawsze na mnie działał, więc na tej piosence mi zależało. I zależało mi na tej piosence, którą zaczyna tak przepięknie śpiewać Stasia Celińska, czyli tych lat nie odda nikt, która też ma jakiś taki niebywały emocjonalny potencjał w sobie. Zależało mi na takich piosenkach, które będą, no bo to też trzeba powiedzieć, że ta polska piosenka z tamtych lat, mówimy o latach 70. i 80., bo z tamtych lat pochodzą utwory w naszym filmie, miały nieprawdopodobnie piękne teksty. Głębokie, mądre, literacko wspaniałe i takim kryterium też się kierowaliśmy, żeby te piosenki włączyły się w tę naszą historię i też coś o tych ludziach jeszcze szerzej, pełniej, głębiej dopowiedziały. Oczywiście nie mogłam dać samych smutnych, bo na początek chciałam dać same smutne, Oczywiście też nie zostałam w tym zastopowana. Aczkolwiek bardzo się cieszę, że udało mi się też tutaj dodać taką niezwykłą, skromną i piękną piosenkę, którą Bartek, chłopak z osi śpiewa, jej grając na ukulele. piosenkę Tomka Lipińskiego, Moje Serce Pełne Ciebie, bo to jest taki mniej znany, mniej hit, a jednak taka urzekająca i prosta i przepiękna piosenka. No, a z kolei bardzo, bardzo lubię i gdzieś tam w środku jestem szczęśliwa, że Marta współscenarzystka i autorka tam też jakiś wcześniejszych etapów tego scenariusza, wymyśliła to, żeby te trzy kobiety, babcia, matka i Zosia zaśpiewały do siebie tak oczyszczająco-ketarktycznie ten jej portret. Bo wydaje mi się, że ta piosenka tutaj dobrze spełniła swoją rolę.
[13:17.69 → 13:24.19] A: Właśnie chciałam cię spytać, kto jest autorem tego pomysłu. Autorką, jak się okazuje, bo to znakomite.
[13:24.95 → 13:46.03] B: Tak, to znaczy w takim rozdaniu między nimi, między takim momencie trudnym też, kiedy one nagle się jakoś tak oczyszczają, wybaczają sobie i znajdują nową płaszczyznę porozumienia, to w ogóle w takiej relacji matka-córka, która jest zawsze powiedzmy w skrócie trudna i skomplikowana i zawiła, to moim zdaniem ta piosenka się bardzo dobrze tam odnalazła.
[13:46.91 → 13:50.47] A: Powiedz jeszcze o zdjęciach, o współpracy z Pawłem Edelmanem.
[13:51.73 → 16:17.31] B: No tak, tak przystąpiliśmy z Pawłem do tej pracy z jakimś takim zapałem, bo to też materia jest, której on nigdy nie dotykał. Jak wiadomo, robi różne wybitne, wspaniałe, niezwykłe filmy i tu, i za granicą, ale raczej takie męskie kino uprawiał do tej pory, albo jak zaczynał z Władkiem Pasikowskim od psów i tam wcześniejszych filmów, czyli takie... powiedziałabym nie kobiece rejony. On z taką olbrzymią ciekawością i nawet takim dziecięcą taką radością podchodził do tego projektu. Co było szczególne, bardzo się szybko dogadaliśmy w takich bardzo istotnych punktach, a mianowicie, że obojgu nam zależało, żeby zająć się tymi piosenkami, skromnie, to znaczy, żeby nie budować tutaj takich jakiś wokół tego, nie wiadomo jakich inscenizacji, tylko żeby, że oglądaliśmy sobie wspólnie jakieś takie stare, przed i tuż powojenne amerykańskie musicale, które jak pięknie tańczyli, śpiewali, to właściwie jednym ujęciem były opowiadane te sceny i jakoś nas to niezwykle zainspirowało, żeby to maksymalnie w tym opowiadaniu tych piosenek uskromnić i zdać się na aktorów i na ich śpiew i ruch i tylko to po prostu sfotografować. Paweł łapał słońce tutaj. To było bardzo dla mnie też ciekawe doświadczenie, bo myśmy tak pisały ten scenariusz, że tam pisałyśmy świt, świt, świt, świt, świt. Co oznaczało potem w praktyce, że połowę zdjęć mieliśmy tak zwanych nocnych, bo świt latem jest o 3, w związku z tym zdjęcia się zaczynały o 2, żeby wszystko przygotować i przestawiliśmy się na taki zupełnie wariacki tryb łapania tego wschodzącego słońca, kiedy to jest właściwie tylko takie 5 minut, kiedy to światło, tę magiczną godzinę można złapać i potem już jest po wszystkim. Paweł jest niezwykły, bo jest takim niezwykle spokojnym, mądrym, wyrozumiałym człowiekiem, mu oczy jak dziecku się zapalają, jak coś mu się podoba i robi taką bardzo szczególną, jedną w swoim rodzaju minę pod tytułem z dzióbkiem, kiedy mu się coś nie podoba. Ja strasznie na tą minę byłam wyczulona i tak bardzo byłam jakoś przez niego tam też myślę zaopiekowana.
[16:18.45 → 16:36.60] A: Proszę Państwa, zapraszamy do włączenia się do rozmowy. Nie wiem, czy już ktoś ma ochotę coś powiedzieć. Niekoniecznie to musi być pytanie, może być opinia, Czy to już jest zamknięta całość? Czy jeszcze są jakieś pomysły?
[16:37.08 → 17:31.17] B: Czy jest nóż po piosenkach? Czy jest nóż, bo czasem wypracowujemy piosenki? Albo powiedzmy sobie, że jest. To najczęściej do spektaklu. No jest to idea. Nie myślałam o tym, ale jest to idea. Dziękuję panu za ten pomysł, bo ja myślę, że w ogóle jak tak zaczęliśmy szperać w tych polskich piosenkach, to ja miałam takie, dobrze, jeszcze to, jeszcze to, może jeszcze to. Nie zmieściło się więcej w filmie, aczkolwiek było kilka takich, których żałuję, że się nie znalazły. Kilka się nie mogło znaleźć ze względu na skomplikowane prawa autorskie też. Jeżeli chodzi o film, to to jest na pewno koniec, ale może ten pomysł z historią, z polskimi piosenkami faktycznie warto do teatru przerzucić.
[17:32.59 → 18:29.24] A: Pytanie było o tym, czy to już jest koniec. Jak się Państwo pewnie zorientowali, to jest wiadomość dla streamingu, bo nie słychać tych pytań, które nie są do mikrofonu. Słuchamy. Kto ma ochotę się włączyć? Proszę bardzo, tutaj poprosimy o mikrofon. Chciałabym bardzo, ale to naprawdę, bardzo serdecznie podziękować za ten cudowny film. Jestem poruszona i piosenkami. Aranżacje po prostu, no, tak jakbym słyszała stare piosenki na nowo i one są na nowo i są przecudowne też te aranżacje. Taki mój ukochany film to jest Janusz Majewski, Ekscentrycy, a teraz to będzie następny ukochany film.
[18:29.64 → 18:30.38] B: Bardzo dziękuję.
[18:30.98 → 19:36.90] A: Bardzo się cieszę. Naprawdę ciepły, cudowny film. Miło mi. Zapraszamy. Kto jeszcze? Proszę bardzo, tutaj. to ja chciałem zapytać, kto wpadł na pomysł, żeby postać grana przez Antka Pawlickiego poszła w takim, a nie innym kierunku, bo przyznam szczerze, że jak widzę nienagannie ubranego mężczyznę, który jest bardzo małomówny, a jego pierwsza kwestia w filmie brzmi, przepraszam, że nie będąc znajomymi panów wtrącam się, to coś mi jakbym gdzieś już to widział. Właśnie tak, bo zawsze jak myślę Agnieszka Gniejska, nie ukrywam, to gdzieś ta literatura rosyjska, przynajmniej dla mnie, jest bardzo ważna i myślałem, że nie da się tego zrobić w takim kształcie, a tu proszę.
[19:37.48 → 20:25.98] B: Bardzo się cieszę, że Pan o tym mówi, bardzo się cieszę, że Pan to zauważył. Dziś sobie rozmyślając o tej postaci i o tym połączeniu, bo Antek właściwie gra tam dwie role, i tego współczesnego, który próbuje odzyskać ten dom, i swojego własnego dziadka przed wojną, który ten dom w karty przegrał. I tak jakoś sobie pomyślałam, że cała ta machina świata, najgenialniej przez Bułhakowa opisana, jam jest częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc wieczne czyni dobro, to pomyślałam sobie, że gdzieś takie skojarzenia z Volandem są może taką inkrustacją po prostu do tego filmu. One tak gdzieś przebłyskują, jak można wyłapać.
[20:26.15 → 20:28.63] A: W piśmie jest nazwisko Liz Woland.
[20:29.03 → 20:52.17] B: Jest też opowieść Irenki o Śniejej, jak opowiada, że jej się śniło, że wszyscy mieli jakieś jedno oko, trochę bardziej, a jeden gość był kotem. Więc tam ten motyw z Mistrza i Małgorzaty i tego, że takiej odmiany miasta, bo przecież przyjechał Woland do Moskwy, żeby zmienić Moskwę, zobaczyć jak żyją teraz i zmienić. I coś tutaj takiego chcieliśmy, żeby powłyskiwało.
[20:57.23 → 21:14.19] A: Zapraszamy. Jeśli państwo potrzebują chwili do namysłu, to ja spytam o kostiumy. Bo są, powiedziałabym, nieoczywiste. Też mało musicalowe, bardziej proste i takie idące w kierunku realizmu.
[21:14.55 → 22:46.86] B: Taka była idea tego filmu w ogóle. On tak miał złapać taki moment, taką chwilę, przyjrzeć się tym ludziom, tym dziewczynom. Potwornie trudnym zadaniem jest ubranie młodych ludzi dzisiaj, bo to potwornie trudne, bo to jest taka cienka granica, żeby nie przekroczyć takiego jakiejś stylizacji czy udawania i tego, żeby się rozejrzeć, bo jeszcze tam jest taki... On też pobrzękuje tylko, bo też część została wycięta, bo myśmy miały taką ideę z Martą, to jest może ciekawe, ja o tym powiem, żeby opowiedzieć o młodych ludziach, bo ja mam syna dwudziestoparoletniego i znam też trochę jego znajomych i mam jakiś kontakt z tym pokoleniem i to jest jakoś i strasznie mi imponuje i podoba się mi ich takie antykonsumpcyjne nastawienie i na przykład to, że oni jakoś strasznie żyją w zgodzie z jakimiś takimi ze sobą i na przykład z takim podejściem do ciuchów, że im taniej się coś kupi, tym ma większą wartość. To znaczy, że oni gdzieś się prześcigują w tym i tam został strzęp takiej rozmowy, ale więcej tych młodych ludzi ze sobą, że się licytują, kto taniej kupił coś fajnego w używanych ciuchach. I gdzieś oni się chętnie właśnie... To się nazywa teraz normkor, ten styl, czyli coś takiego, żeby właśnie się zupełnie nie wyróżniać i nosić takie najprostsze rzeczy, jakie można znaleźć, co można kupić gdzieś w używanych ciuchach czy na straganie. I tak mi zależało, żeby te dziewczyny były takie bezpretensjonalne.
[22:48.42 → 23:01.87] A: Fantastycznie się to udało. A scenografia, lokacje? Ja bardzo żałuję, że wypadło to, co jest w twojej wersji, ta pierwsza sekwencja wprowadzająca, kiedy mamy takie migawki Warszawy, bo tutaj zaczynamy od razu z Poniatowskiego.
[23:01.87 → 24:59.68] B: To był taki pomysł, który nam z Pawłem, myśmy pracowali dość intensywnie przed zdjęciami, przygotowując sobie scenopis i wymyśliliśmy wtedy, żeby cały ten film, to jest śmieszne, bo państwo widzieli jeden film, a ja wam teraz opowiadam drugi, ale powstał taki pomysł wtedy, żeby ten film miał uwerturę, jako muzyczna rzecz, że miał uwerturę i w tej uwerturze Poprosiliśmy młodych chłopaków, którzy pracowali przy naszym filmie, a pracowała tam spora część młodych ludzi, studentów łódzkiej szkoły. Tam pracował też i syn Pawła, który za chwilę już będzie operatorem i kilku jeszcze jego młodych kolegów z Łodzi. I wysłaliśmy z kamerami ich w różne miejsca, żeby fotografowali Warszawę. I oni zrobili mnóstwo wspaniałych zdjęć, takich zupełnie nieoczywistych i z tego do takiej wspaniałej piosenki też Ireny Santor o Warszawie, zmontowaliśmy taką uwerturę, która ten film rozpoczynała, bo chcąc nie chcąc jest to też film o Warszawie. I teraz odpowiadając na Twoje pytanie o lokacjach, to ten dom był umiejscowiony na Żoliborzu, bo tak to wpisałyśmy w scenariusz, więc te wszystkie piękne, zielone tereny i ulice to jest warszawski Żoliborz. Wydaje mi się, że udało nam się pokazać taką Warszawę, której się z filmów trochę nie zna. Pokazać, że ona ma takie swoje zakamarki i takie jakieś parki dziwne, ten park, w którym One się kręcą na karuzeli i ma jest ta budka telefoniczna i spotykają tego volanda. To jest taki park, który w ogóle trochę wygląda jak z powiększenia Antoniego. Tam są takie naprawdę niezwykłe miejsca. Więc tutaj z Agnieszką Zawadowską, która jest żoliborzanką od urodzenia, wyszukiwałyśmy takie miejsca i takie lokalizacje. Zresztą ten dom, w którym odbywa się akcja, no to mogę to powiedzieć, bo to jest dom, świętej pamięci profesora Mierzejewskiego, byłego rektora Szkoły Filmowej w Łodzi.
[24:59.90 → 25:01.20] A: I fantastycznego malarza.
[25:01.20 → 25:16.60] B: I fantastycznego, wspaniałego malarza. Zresztą jego obrazy tam wiszą na ścianach i są użyte w tym filmie. To jest jego dom na Żoliborzu, mocno podupadły. Mieszkają tam jego dzieci w tej chwili. I to w takim miejscu było kręcone.
[25:18.02 → 25:20.88] A: Dodatkowa jakość. Ja myślę, że coś się przeniosło.
[25:21.60 → 25:48.14] B: Ten dom jest niesamowity, to znaczy mnie urzekło w tym domu, oprócz tego, że on był odpowiednio zaniedbany, bo one przecież nie mają utrzymanie takiego domu dzisiaj, to trzeba mieć nie wiadomo ile pieniędzy, żeby móc sobie na to pozwolić, więc ten dom miał mieć te nasze bohaterki, ale ja strasznie lubię ten taki przechodni pokój, w którym jest tak strasznie dużo książek, że jest taka opowieść, że jednak ludzie mają w domu książki, jednak ludzie książki czytają. Mają też instrumenty muzyczne i stare zdjęcia.
[25:50.47 → 26:17.01] A: Proszę państwa, zapraszamy do włączenia się do rozmowy. Proszę bardzo, tylko na mikrofon zaczekajmy, dobrze? W jednej z ostatnich scen, gdy ci bohaterowie idą na plażę nad Wisłę, to mi się wydawało, że ja widzę tę finałową scenę z 8,5 Feliniego. Czy to przypadek, czy rzeczywiście tutaj pani
[26:17.01 → 26:43.58] B: tak trochę Trochę się bawiłyśmy skojarzeniami, tutaj zresztą jest sporo takich filmowych skojarzeń, chociażby z polskim filmem, kiedy ogląda Konwickiego, nasz bohater w telewizji, tę scenę, jak to nie? Ostatni Dzień Lata. Tak, Ostatni Dzień Lata, więc słyszymy tutaj sporo takich cytatów filmowych i było ich więcej, bo sporo tego było. Nie lubię poniedziałków. Tutaj bawiłyśmy się trochę cytatami.
[26:44.20 → 26:45.30] A: Ale też pulp fiction.
[26:45.74 → 27:12.65] B: Tak, kinowymi. tak jak się dzisiaj bawi używając tego. Natomiast ta ostatnia scena właśnie na tej plaży gdzieś miałam takie skojarzenie, ale też chciałam, żeby to było jakieś takie, że właściwie tak naprawdę to, jak żyjemy na tym świecie, o czym przepięknie mówi ta piosenka finałowa Grechuty, zależy tylko od nas i od tym, jakie mamy relacje z ludźmi, a nie od tym, czy mamy dom, czy nie mamy.
[27:14.23 → 27:26.81] A: Zapraszamy. Na razie nie widzę, więc spytam o choreografię, bo trudno o to nie zapytać.
[27:27.61 → 28:42.80] B: Tak, tutaj była też bardzo skomplikowana początkowo sytuacja, ponieważ w momencie, kiedy ja dostałam tę propozycję, to już był zakontraktowany do tego projektu Augustine Gurala. Ja się spotkałam z Augustinem, przyjrzałam się temu, jak on pracuje i jakoś doszłam do wniosku, że to cudownie, że on będzie pracował z tancerzami, zwłaszcza ze swoją grupą tancerzy, Natomiast do aktorów potrzebuję trochę innego języka i trochę innej komunikacji i udało mi się zaprosić do tego projektu choreografkę, z którą pracowałam wielokrotnie już w teatrze, wspaniałą i tancerkę, i choreografkę Weronikę Pelczyńską. która ma nieprawdopodobne takie ucho na treść i pięknie potrafi pracować z aktorami. I ona jest tutaj autorką tej moim zdaniem bardzo udanej choreografii tańca Kingi z Sebastianem na moście, takiej lirycznej, dyskretnej, nawiązującej troszkę do Ginger i Fred. I ona też jest autorką tej choreografii dziewczyn jak we trójkę tam sobie niby improwizują pod Wiktorią, więc tutaj ta praca była podzielona, było tak naprawdę dwóch choreografów przy tym filmie.
[28:43.20 → 28:55.20] A: A powiedz, jak aktorzy, jak długo ćwiczyli i czy to była taka praca właśnie bardziej choreograficzna, czy jednak to były zadania aktorskie, bo ja mam wrażenie, że to gdzieś tak pośrodku ląduje. Pośrodku, tak.
[28:56.00 → 30:50.82] B: To znaczy chyba takim najmozolniej, najdłużej ćwiczonym fragmentem był ten fragment stadionowy z tymi chłopakami, bo on wymagał takiej synchronizacji dużej i tam Augustin ich strasznie stresował przy tym utworze, natomiast wszystkie inne wymagały pracy. W ogóle taniec nie jest jakimś takim... Trochę chciałam, żeby w tym filmie było coś takiego, że oni tańczą trochę tak jak każdy z nas, że właściwie każdy z nas może sobie wyjść potem z teatru i potem pójść ulicą i coś sobie zaśpiewać i zatańczyć tak jak umie. I trochę chciałam, żeby w tym był taki wymiar, to znaczy, żeby to nie było jakimś takim maestrią, bo wiadomo, że aktorzy tancerzami nie są, a przynajmniej rzadko są, tylko żeby to było coś takiego bardzo ludzkiego, co wcale nie jest takie łatwe do przygotowania. Oczywiście, że wymagało pracy. Poza tym taniec w parze jest dość intymny. Kinga z Sebastianem i z tą choreografką Weroniką się dość długo spotykali i pracowali. przede wszystkim na tym, żeby przełamać taką barierę, bo aktorzy mają taką dużą łatwość zagrania ze sobą nawet najdramatyczniejszych emocji, płaczu, krzyku i tak dalej, a już taniec jakoś zawsze jest takim zawstydzeniem. Tak, jest zawstydzeniem, więc tutaj też jakiś taki był proces pokonywania pewnych granic. No i to wszystko się toczyło dość intensywnie, bo nie był długi czas tych przygotowań, więc były próby wokalne i przygotowania z Aldonką Krasucką, która przygotowywała te piosenki od strony wokalnej i z Pawłem Lucewiczem, który przygotował te aranżacje. który pracował też nad odpowiednim wyrazem tego, bo przecież te utwory musiały być nagrane przed zdjęciami po to, żeby można było użyć ich potem w filmie do kręcenia scen, to już musiały być nagrane przynajmniej w takiej wersji wokalnej z prewką. aranżacji musiały być już przygotowane przed zdjęciami.
[30:50.94 → 30:52.38] A: Żeby potem kłapy się zgadzały.
[30:52.40 → 31:31.74] B: Żeby potem się kłapy zgadzały. Tak, zamęczyliśmy Joliborz łezką, ponieważ bardzo długo kręciliśmy te, zwłaszcza te sceny z tym powiewającymi firankami, jak Kinga wraca do domu i śpiewa tę łezkę i przyszła taka sąsiadka tam i powiedziała, czy moglibyśmy już zmienić piosenkę, bo on już cały dzień słucha tej łezki i już ma serdecznie dość. Ale najbardziej lubiłam tęsknoty, bo one były tak rozpisane, tutaj nie wszyscy się pojawiają, natomiast w samej idei było tak, że każdy bohater śpiewa kawałek tego refrenu o tęsknotach, w związku z tym kręciliśmy je w bardzo różnych miejscach Warszawy i właściwie te tęsknoty się przewijały przez cały czas zdjęć. Codziennie ktoś inny śpiewał małe tęsknoty.
[31:32.26 → 31:33.36] A: Ale mieliście fajnie.
[31:33.40 → 31:36.32] B: Mieliśmy fajnie, bo na koniec już cała ekipa śpiewała małe tęsknoty.
[31:37.13 → 31:40.19] A: A powiedz jak długo trwał zdjęcia? Ile mieliście dni zdjęcia?
[31:40.21 → 32:16.93] B: Trzydzieści kilka dni było. Tak było w miarę przyzwoicie. Było przyzwoicie, nie było jakiegoś wariackiego tempelka. Mówię, były te noce. Co też było gdzieś koniec końców wyszło bardzo korzystnie, ponieważ to było to ubiegłe lato, kiedy były te 40 stopniowe upały. W związku z tym w ciągu dnia było nie do wytrzymania, więc te plenery w ciągu dnia byłyby zupełnie nie do wytrzymania. A w momencie, kiedy myśmy łapali to wschodzące słońce i potem szybko kręcili od 4 rano, kiedy było takie przyzwoite dwadzieścia kilka stopni i kończyliśmy zdjęcia około tak 13-14, no to udało nam się nie zamęczyć tym upałem.
[32:19.36 → 32:30.84] A: Zapraszamy, proszę Państwa. A powiedz, czego najbardziej Ci szkoda?
[32:32.20 → 33:04.23] B: Nie wiem, czy tak umiem powiedzieć, bo ja już jakoś się przyzwyczaiłam, że nie wszystko w życiu toczy się po naszej myśli. Już dawno się tego nauczyłam i myślę, że też jakoś dla siebie też sama wyciągnęłam wnioski. Szkoda mi strasznie tych rozmów Krzysia Strońskiego i Pawła Wawrzeckiego. Tego mi jest naprawdę szkoda, bo one są po prostu cudowni, wspaniali, one były zabawne i wnosiły jakieś takie dodatkowe też ich osobiste ciepło do tego filmu.
[33:05.12 → 33:07.96] A: Ale też były mądre, nie były to przypadkowe dialogi.
[33:08.00 → 33:47.82] B: Nie, to były dialogi, które były zainspirowane takimi rozmowami takiego dziennikarza, mojego znajomego Grzesia Stroczyńskiego z Gazety Wyborczej, który przeprowadził takie cudowne, zresztą nagradzane rozmowy z Marcinem Królem i z Karolem Modzelewskim pod tytułem tam Jesteśmy głupi była ta słynna rozmowa. I one tak opowiadały nasz świat, były zainspirowane tymi rozmawami i takimi konstatacjami, że z tej trójki, trójcy wolność, równość, braterstwo została nam tylko wolność, a gdzieś o tej równości i braterstwie zapomnieliśmy i one jakby z takiego punktu założenia te rozmowy wychodziły.
[33:48.98 → 33:56.12] A: No i życiowa rola, mam wrażenie, Krzysztofa Stroińskiego została okaleczona, bo to, co on robi ze swoją fizycznością nawet... Tak, on
[33:56.12 → 33:58.78] B: jest niezwykły w transformacji, absolutnie niezwykły.
[33:59.14 → 34:02.85] A: A ja, prawdę mówiąc, nie widziałam go w aż tak przetransformowanej roli.
[34:02.85 → 34:25.15] B: Tak, takiego śpiącego na śmietniku, bezdomny filozof, no bo to jest coś takiego, zresztą sama w życiu takich sporo osób spotkałam, więc to jest taki... z taką mądrością, wyoutowany z tego społeczeństwa, które gdzieś goni i tak jak oni w jednej rozmowie mówili, kupuje codziennie jedną koszulę, jedną w kratkę, jedną w paski, jakby to było komukolwiek, do czegokolwiek potrzebne.
[34:26.41 → 34:37.09] A: Ale też zdarzało się w polskich filmach różnych, że taka postać filozofa Kloszarda była totalnie pretensjonalna, natomiast tutaj jest po prostu sam autentyzm.
[34:37.09 → 34:53.43] B: Grzegorz jest niezwykłym, wybitnym, wspaniałym aktorem i cudownym człowiekiem i szkoda mi, że tutaj tak jakoś to... To nie udało, ale jeszcze wszystko przed nami, a może my sobie tę scenę osobno nakręcimy. Jeszcze coś wymyślę, żeby mi nie było szkoda.
[34:53.43 → 34:54.64] A: A może w teatrze?
[34:54.70 → 35:33.78] B: Może jakieś takie YouTubowe, zrobimy filmiki z nimi, wrócimy do tego tematu, bo oni byli naprawdę... Zresztą Paweł Wawrzecki też jest wspaniały i ciepły, i niezwykły, więc tutaj tak. Trochę też została zminimalizowana postać tej sąsiadki Franciszki. Jej też było trochę więcej. Ta relacja ze Stasią była intensywniejsza i ważniejsza. Ale tutaj nie ma co już się nad tym zastanawiać. Myślę, że ja tak naprawdę w ogóle niczego nie żałuję, bo taką mam naturę, więc idę dalej.
[35:35.16 → 36:03.69] A: Czy państwo chcieliby jeszcze o coś spytać albo coś dodać? Na razie nie widzę. Ja się nie mogę powstrzymać i odmówić całej tej przyjemności, żeby nie spytać o twoje ostatnie doświadczenie aktorskie, czyli o księgową w serialu Artyści. Powiedz jak trafiłaś do zespołu Moniki Strzępki i Pawła Demirskiego.
[36:04.33 → 37:09.93] B: No jestem tak szczęśliwa, że tam trafiłam. To był też zbieg okoliczności. Ja się po prostu widziałam z Moniką w innej sprawie. To było równo rok temu. Sprawie, która mnie dość mocno wtedy gnębiła i przygnębiła, czyli sprawie Teatru Studio. I po tym spotkaniu Monika do mnie zadzwoniła, że właśnie zaczynają zdjęcia niebawem i że nie ma nikogo do roli. To znaczy tam był ktoś, ale też się nie udało terminowo pogodzić i że proponuje mi tę rolę księgowej. No i ja jakoś oszalałam z radości, bo też tak poczułam, że całe moje lata takiego uciekania i chowania się przed swoim pierwszym zawodem, czyli przed aktorstwem, że jakoś już ten jakiś, nie wiem, lęk czy wstyd, że mi się już wyczerpała ta bateria i że właściwie jestem gotowa do tego wyzwania i mogę to robić, bo robiłam takie dość skuteczne uniki sama przed sobą, jeżeli chodzi o granie. No a potem przeczytałam ten scenariusz i jakoś tak oszalałam wewnętrznie, bo jakoś dotyczył też mnie bardzo bezpośrednio, a poza tym myślę, że ta moja rola była tam jedna z lepiej napisanych, więc w ogóle było super.
[37:10.37 → 37:12.45] A: Cudowne, chowanie się w szafie, naprawdę.
[37:12.69 → 37:14.31] B: Kogoś, która się chowa w szafie.
[37:16.39 → 37:43.28] A: Ale też po raz kolejny, podobnie jak w twoim filmie, tylko o wiele mocniej, wybrzmiewa taki kontakt z rzeczywistością tego serialu. i paradoksalnie właśnie przez bardzo taką odrealnioną, nierealistyczną formę. Im bardziej to jest idące w groteskę, im bardziej mamy tam metafizykę, podobnie jak u ciebie są piosenki i nagle bohaterowie idąc ulicą zaczynają śpiewać, a mówią więcej o rzeczywistości niż niejeden psychologiczny, realistyczny film.
[37:43.64 → 38:46.02] B: No jasne, że to jakby wszystko jest kwestią formy i sposobu komunikowania się z widzem, A myślę, że Monika i Paweł w tym serialu dotknęli też czegoś takiego niezwykle bolesnego i dotkliwego, czego doświadczam na sobie i doświadczyłam wielokrotnie, że ja jako artyści tutaj mamy bardzo małe, że tak powiem, możliwości działania według, to znaczy, że tak naprawdę artystów się u nas w kraju nie szanuje, o to chciałam powiedzieć. I ten serial bardzo mocno o tym mówił, chociaż miał wspaniałą puentę, trochę jak w bękartach wojny u Tarantino w sali kinowej udaje im się załatwić Hitlera i to jest jakiś rodzaj zwycięstwa, tak tutaj udało się im pokonać ratusz warszawski i tych, którzy tam kombinowali za dużo. W rzeczywistości to się nie udało, ale chociaż w serialu się udało i to jest super.
[38:46.77 → 38:51.57] A: A poza tym dla mnie było szalenie istotne, że wprowadzony został wątek metafizyczny.
[38:51.79 → 38:56.27] B: W każdym teatrze to nie jest cele metafizyczne, duchy w teatrach są. Ja Cię zapewniam.
[38:57.85 → 39:16.07] A: Też o tym wiem, ale też dodatkowo jest to bardzo optymistyczne, ponieważ myśl, że jednak ktoś dorwie w końcu tych drani, I że nie będzie to ktoś, z którym można zawalczyć za pomocą karty kredytowej i wybitnego prawnika. Jest naprawdę krzepiąca.
[39:16.23 → 39:21.29] B: I że czuwają, że gdzieś tam ci wszyscy, którzy byli, że gdzieś tam nad nami czuwają. No ja to bardzo wierzę.
[39:21.83 → 39:26.69] A: Poza nami są jeszcze jakieś inne byty. w innej nieco przestrzeni pokrywającej się z naszą.
[39:26.69 → 39:57.69] B: Wiesz, ja jestem jeszcze z tego pokolenia, które w szkole teatralnej miało zajęcia z Andrzejem Łapickim, z Andrzejem Szczypkowskim, z Tadeuszem Łomnickim, z Ryszardą Hanin. I ja gdzieś, tak jak głęboko odczuwam ich nieobecność, tak też głęboko odczuwam ich obecność w moim życiu. I to jest właściwie ta funkcja ducha. To znaczy, że gdzieś bardzo realnie tę ich obecność w moim życiu i we mnie i w tym, co robię, odczuwam.
[39:58.33 → 39:59.63] A: Można się na czymś oprzeć.
[39:59.71 → 40:00.23] B: Tak jest.
[40:01.43 → 40:10.07] A: Proszę Państwa, jeśli nie ma więcej pytań, to ja myślę, że będziemy kończyć powoli tym optymistycznym akcentem.
[40:10.25 → 40:10.81] B: O duchach.
[40:11.01 → 40:15.53] A: O duchach. Kochajmy artystów. Bardzo dziękuję.
[40:15.67 → 40:16.39] B: Dziękuję bardzo.