Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Kino w Teatrze Starym „Ostatni dzwonek”

Wróć

Bilety: normalne 10 zł, ulgowe 8 zł

„Ostatni dzwonek”
reż. Magdalena Łazarkiewicz
Polska 1989 / 107 min.
scenariusz: Włodzimierz Bolecki
wyst.: Zbigniew Suszyński, Agnieszka Kowalska, Henryk Bista, Aleksander Bednarz, Jacek Wójcicki, Artur Żmijewski, Arkadiusz Bazak

Po projekcji spotkanie z gościem.
Gość: Magdalena Łazarkiewicz
Prowadzenie: Magda Sendecka 

Grupa maturzystów, zainspirowana przez nowego ucznia relegowanego z gdańskiego liceum za roznoszenie ulotek, przy pomocy jednej z nauczycielek wystawia spektakl muzyczny „Lekcja historii”. Przedstawienie, będące komentarzem do aktualnej sytuacji i wyrazem buntu młodzieży, rodzi się wbrew przeszkodom, jakie próbują stwarzać konformistycznie nastawione władze szkoły. Z władzą jednak niełatwo wygrać, a za bunt najwyższą cenę płacą najbardziej wrażliwi. Zrealizowany w cieszącym się niezależnością Studiu im. Karola Irzykowskiego film Magdy Łazarkiewicz zwiastował nowe czasy, mówiąc niemal bez ogródek o sytuacji politycznej i pokazując nastroje społeczne tuż przed Okrągłym Stołem. Film do dziś porusza energią młodych aktorów i siłą muzyki Zbigniewa Preisnera (piosenki z filmowego spektaklu wykonywane były w Piwnicy pod Baranami).
Magda Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym

Nagrody:
Koszaliński Festiwal Debiutów Filmowych „Młodzi i Film” 1989:
Grand Prix – Wielki Jantar, Nagroda „Walki Młodych”, nagroda
za scenariusz
MFF Młodego Widza „Ale kino!” Poznań 1990: Poznańskie Koziołki
dla najlepszego filmu autorskiego

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.06 → 00:51.99] A: Raz jeszcze dobry wieczór. Witam państwa bardzo serdecznie, Magda Sendecka. Witam widzów internetowych. Magda Łazarkiewicz jest już z nami. Data... Tak, dużo światła, ale może jakoś damy radę. Jakbyśmy odrobinę zmniejszyli światło, to byłoby fajnie. Dzisiejsza data jest nieprzypadkowa. Szczęśliwie tak się złożyło, że 4 czerwca wypadł w poniedziałek, ale twój film bardzo się w tę datę wpisuje, bo powstał właściwie na granicy epok. Opowiedz, jak to było, jak to się zaczęło.
[00:53.47 → 02:40.32] B: Ten film robiliśmy w 1988 roku i to było... To było to lato, kiedy wszyscy czuliśmy, że coś wzbiera, jest jakieś takie duże napięcie, zwłaszcza wśród młodych ludzi, którym przestało się zdecydowanie podobać to, co działo się w naszej ojczyźnie wówczas. I właściwie to był taki moment, kiedy myśmy kręcili ten film latem 1988 roku, I to dokładnie właściwie się zrymowało ze strajkami na wybrzeżu, więc udało nam się wskoczyć w taką równoległość, co się rzadko zdarza w przypadku robienia filmu, żeby się ta opowieść fikcyjna połączyła z prawdziwym życiem. Tak się stało. Dobrze pamiętam te czasy, bo te daty się łączą też z narodzinami mojej córki, ponieważ robiłam ten film właśnie będąc z nią w duecie, że tak powiem. No i rzeczywiście zanim film ujrzał światło dzienne w sensie, premiery, to już nastąpił rok 1989 i wszystko to, co się z tym łączy w naszej historii. Także rzeczywiście ten 4 czerwca jakoś unosi się nad tym filmem też.
[02:41.94 → 02:50.82] A: Tak się zastanawiałam jadąc tutaj, co było pierwsze? Czy pierwsze były piosenki Piwnicy pod Baranami, czy pierwszy był scenariusz?
[02:51.46 → 02:52.28] B: Na początku było
[02:54.92 → 03:13.78] A: Opowiedz o tym, jak to było, co było inspiracją, co było takim pierwszym zaczynem. Bo scenariusz nie jest twój, scenariusz jest Włodzimierza Boleckiego. Twoje jest współautorstwo dialogów, tak jest przynajmniej w napisach. Ale w każdym razie nie tylko ty go pisałaś.
[03:15.04 → 03:20.83] B: Kiedy napisaliśmy to razem? No może, wyjaśnimy to.
[03:21.13 → 03:54.84] A: W każdym razie piosenki Piwnicy pod Baranami robią jednak ten film w dużym stopniu i to, co ta młodzież, ta warstwa teatralna, ja pamiętam jak wtedy to się odbierało, to po prostu była taka temperatura, że nie sposób było przejść wobec tego obojętnie. I zastanawiam się właśnie, jak te materie się przenikały, jak ta opowieść była budowana, jak piosenki do tego były dołączane, bo też Kaczmarski, Gintrowski. No właśnie.
[03:56.91 → 07:46.68] B: To wszystko to się działo, to był jakiś proces oczywiście, który się nakładał na siebie. Najpierw była taka grupa przyjaciół ze słynnego liceum Rejtana, do którego chodziłam i robiłam tam maturę i w tym liceum też uczniem tego liceum był w wyższej klasie Włodzimierz Bolecki, obecnie zacny profesor teorii, literatury. już nawet nie wiem dokładnie czym się on zajmuje w tej chwili, chyba kiedyś się zajmował Mackiewiczem. Bardzo tak mocno skręcił na prawo. I od tego momentu nasze drogi się rozeszły, ale wówczas byliśmy bardzo zaprzyjaźnieni. No i ta taka grupa nasz przyjaciół z tego liceum się trzymała mocno ze sobą. No i postanowiliśmy napisać scenariusz, który właśnie podsumowywałby nasze doświadczenia szkolne. Już nie pamiętam, czy w takim stopniu jak w moim przypadku, ale chyba podobnie Włodek wtedy też odbierał tę rzeczywistość szkolną. Ja byłam osobą bardzo zbuntowaną, uważałam, że szkoła, nawet takie dobre liceum z tradycjami, było stosunkowo dużo wolności jak na tamte czasy, było jednak taką instytucją bardzo opresyjną. No i chcieliśmy jakoś podsumować ten okres w życiu, jeszcze go pamiętaliśmy na tyle, żeby o tym opowiedzieć w taki sposób emocjonalny. Także bardzo dużo postaci nawet jest zaczerpniętych z życia, z tejże szkoły, na przykład historyk. Moja ulubiona postać w tym filmie, zresztą którego gra pan Jan Skotnicki, wybitny reżyser teatralny, niestety już nieżyjący. Był wzorowany na takiej postaci naszego historyka, profesora Żurawskiego, który był takim przedwojennym, lwowskim profesorem i on miał taki cudowny dystans. Był człowiekiem bardzo wykształconym, erudowanym i mądrym. ale miał taki cudowny dystans, traktował to nauczanie właśnie z takim dystansem. I to są jego powiedzonka tam zaczerpnięte, że np. wyszedłem na korytarz w czasie klasówki dla podwyższenia poziomu itd. Więc on jest uwieczniony w tym filmie. Postać wicedyrektora jest też wzorowana na wicedyrektorze w takim mocno partyjnym betonie. który był w tej szkole, do tej szkoły nasłany w tamtych czasach i był po prostu ubekiem jakimś takim paskudnym typem, który nas gnębił. A z kolei dyrektor tej szkoły, to był taki przedwojenny działacz PSLO, znaczy wtedy to się nazywało Stronnictwo Ludowe, chyba tak, miał ksywkę Bąbel, I był też takim dosyć dobrodusznym człowiekiem konformistycznie nastawionym, bo takie były czasy. Ale właściwie zawdzięczaliśmy mu jakiś rodzaj wolności w tej szkole dopuszczalny. To właśnie było jego zasługą, co byliśmy w stanie ocenić dopiero z perspektywy czasu. Bo oczywiście, kiedy tam byliśmy jako uczniowie, to byliśmy bardzo zbuntowani i nie podobało nam się to, co on z nami robił.
[07:47.59 → 07:53.65] A: Czyli właściwie spełniliście taki sen każdego licealisty. Zemściliście się na nauczycielach.
[07:54.21 → 08:33.07] B: Ale to się właśnie połączyło jeszcze z takim okresem, kiedy narodziła się nasza przyjaźń ze Zbyszkiem Preissnerem, kompozytorem z Krakowa, później znanym głównie z muzyki do filmów Kieślowskiego. Ale właśnie on... napisał muzykę do mojego filmu pierwszego. To był właśnie taki film telewizyjny, który jakoś... zyskał dobry odbiór.
[08:33.27 → 08:39.23] A: Kilkadziesiąt festiwali wygrał, więc dobry odbiór, proszę państwa, jest bardzo subtelnym określeniem.
[08:39.25 → 10:18.37] B: Mówimy o Przez dotyk oczywiście. Tak, to był film Przez dotyk. To nie był jego debiut, jeżeli chodzi o muzykę filmową, ponieważ wcześniej zrobił muzykę do filmu Antka Krausego, Prognoza pogody. i wtedy się poznaliśmy, ale jakoś tak bardzo się zaprzyjaźniliśmy. On stał się właściwie takim stałym gościem w naszym domu. Często przyjeżdżał do Warszawy i siedział przy naszym pianinie i różne rzeczy tam grał. No i oczywiście zaraził nas miłością do piwnicy pod baranami i właściwie pod wpływem tych rozmów o tym filmie, który mamy wspólnie robić, narodził się też ten pomysł, żeby do tego filmu dołączyć piosenki z piwnicy pod baranami, bo pierwotnie w scenariuszu były już piosenki Kaczmarskiego i Gintroskiego i ten Bauma, ale te piosenki z piwnicy pod baranami to był właściwie wkład Zbyszka. On mnie do tego namówił i on to jakby zaaranżował tę możliwość, bo to oczywiście nie było tak łatwo zyskać zgodę od twórców Piwnicy, żeby móc te piosenki wpleść w swoją historię. Ale ponieważ Zbyszek był kompozytorem piwnicznym i też wykonawcą, więc dzięki niemu to się stało możliwe.
[10:20.12 → 10:27.72] A: w filmie, mogli go państwo obejrzeć w tym fragmencie teledyskowym z takim wieńcem serdelków.
[10:28.06 → 10:43.84] B: No tak, ale on sam by się nie poznał chyba, bo jest go w tej chwili połowę w ogóle. I myślę, że tych serdelków już by też sobie na szyję nie założył. Wtedy był takim bardzo wyrafinowanym człowiekiem, który jada tylko kraby.
[10:46.11 → 11:07.67] A: No dobrze, ale były piosenki, a jak powstał, był świat, bo było liceum. Czy ta młodzież, czy to, że sięgnęliście do tej historii licealnej, to była pierwsza rzecz, czy jednak chcieliście opowiedzieć przede wszystkim o buncie?
[11:09.91 → 11:52.91] B: Myślę, że chcieliśmy opowiedzieć o, tak, o buncie, a może bardziej chcieliśmy opowiedzieć o wolności, bo wydaje mi się, że to jest film tak naprawdę mówiący o wolności, a bunt jest jakby sposobem, który prowadzi do niej. I w tym sensie ten film jakoś Niestety albo na szczęście, to sami mogą Państwo ocenić, jest wciąż aktualny, ponieważ mam poczucie, że ta walka się nie skończyła.
[11:55.69 → 12:45.83] A: Jak budowaliście tę historię wobec tego? Czy zaczynaliście od bohaterów, czy raczej od tej kulminacji? Jak powstawały kolejne wątki? Bo jest ich parę. Mamy bohatera, który przyjeżdża z zewnątrz i powoduje ferment, wnosi jakąś nową ideę, nową myśl, nowy sposób funkcjonowania. Mamy świra. który jest takim bohaterem wycofanym, a z drugiej strony bardzo znaczącym i jego los jest najbardziej dramatyczny. I mamy te postaci drugoplanowe, których też jest sporo i myślę, że w tym widać najbardziej to tło i właśnie te takie licealne wygłupy, czuje się w tym taki autentyzm. Ale jak właśnie te kolejne wątki były dobudowywane?
[12:47.29 → 13:22.26] B: Wiesz, że już tak dokładnie nie pamiętam, to było parę lat temu. Ale myślę, że to akurat wypełnia taki dosyć klasyczny schemat dramaturgiczny, że jest ten bohater, który jest buntownikiem, to troszkę taki schemat westernowy właściwie. No i że jest to otoczenie, jest ten jego... Jak to się fachowo nazywa? Teraz mi słowo wyleciało. No taki drugi bohater.
[13:22.37 → 13:24.04] A: Adwersarz, protagonista.
[13:24.16 → 15:16.54] B: Protagonista, o tak, dziękuję. Którego gra właśnie Jacek Wójcicki. Zresztą moim zdaniem troszkę zmarnowany talent aktorski. Ja po prostu uważam, że to był, niestety był już, można powiedzieć, bo nie gra, tylko śpiewa. I to nie zawsze tylko to, co lubi. aktor wspaniały i wydaje mi się, że on rzeczywiście zagrał bardzo przejmującą postać. Notabene muszę powiedzieć, że na jednym z festiwali, na których ten film był pokazywany, w jury tego festiwalu był niejaki Peter Weir. I tak się dziwnie zdarzyło, że rok później powstał film... Upał mnie chyba, pokonał oświetlenie. Stowarzyszenie Umarłych Poetów. gdzie niektórzy krytycy znajdują pewne paralele do filmu Ostatni dzwonek, więc myślę sobie nieskromnie, że zainspirowałam tego wybitnego artysty. Jest też zbiorowy bohater, to w ogóle było najtrudniejsze, Tak się zdarzyło, że wówczas szkołę, Akademię Teatralną w Warszawie kończył bardzo utalentowany rocznik. i ja ich prawie tak jakby zgarnęłam cuzamen, jak to się mówi.
[15:17.02 → 15:22.58] A: Czyli byli zgrani, nie musiałaś pracować na planie nad tym, żeby jakoś ze sobą...
[15:22.58 → 15:25.34] B: Nie, musiałam pracować, to była ciężka praca.
[15:26.30 → 15:28.34] A: Ale nie musiałaś ich oswajać ze sobą.
[15:28.42 → 18:52.52] B: Tak, że oni byli zgrani ze sobą i jakoś tak... była w nich taka autentyczna energia, taka siła młodych ludzi, którzy kończą szkołę i chcą się pokazać i są jeszcze taką zgraną grupą. Także to było fajne mieć ich po prostu na planie i obserwować. I oni właśnie pracowali tak bardzo energetycznie ze sobą. I były takie śmieszne momenty. Wtedy pamiętam, jak kręciliśmy te sceny, kiedy oni występują na tym festiwalu i są tacy cali na szaro. Kręciliśmy to w Warszawie, w klubie hybrydy, ponieważ to trwało dosyć długo, więc oni wychodzili na zewnątrz i tam łazili po jakichś tych ulicach. wzbudzając wielkie zainteresowanie, bo takich postaci wtedy się nie widywało na ulicach. Jeden z nich miał czapkę z gwiazdą. Były na granicy interwencji jakiejś milicji obywatelskiej, ale na szczęście nie doszło do tego. A drugie takie zdarzenie zabawne, które łączy się z tym filmem, ten film był jednym z ostatnich filmów, który był kolaudowany. To znaczy, że komisja taka z ramienia Naczelnego Zarządu Kinematografii, bo to się wtedy tak nazywało, oglądała film, oczywiście cenzura, no i decydowała, czy ten film może być wyświetlany, czy trzeba w nim dokonać jakichś zmian. No i myśmy dostali taki protokół tej cenzury. Było tam, o ile pamiętam, dwadzieścia kilka punktów. Między innymi było zalecenie, żeby wyrzucić piosenki Jacka Kaczmarskiego. Dosyć przerażeni poszliśmy do gabinetu ministra na rozmowę w sprawie tych zaleceń. Tak się złożyło, że ta rozmowa miała miejsce 21 marca. czyli w pierwszym dniu wiosny, który od tego roku został ustanowiony Dniem Wagarowicza. I to się łączyło z tym, że właśnie tacy przebierańcy, młodzi ludzie szli na Wagary i takim pochodem przechodzili przez krakowskie przedmieście. No i w momencie takiej bardzo gorącej dyskusji na temat tych zaleceń cenzuralnych z tym wiceministrem, to był wtedy niejaki Szenborn, Nagle usłyszeliśmy jakiś taki rejwach pod oknami, a okna jego gabinetu wychodziły właśnie nad Kinem Kultura w Warszawie, na krakowskie przedmieście. I podeszliśmy do okna, bo to było takie, po prostu słychać było gwar wielu ludzi, coś się dzieje. No i właśnie pod oknami tegoż gabinetu maszerowała taka młodzież, właśnie poprzebierana, pomalowana i tak dalej. I zobaczyłam, że ten minister zblat po prostu, ponieważ był święcie przekonany, że myśmy to zaaranżowali po to, żeby mieć argument.
[18:52.54 → 18:53.46] A: Jaka siła sprawcza.
[18:54.60 → 19:07.69] B: Po prostu i od tego momentu zamilkł. I już właściwie nie wrócił temat nigdy żadnych cięć cenzuralnych, także ten film uchował się dzięki w jakimś stopniu tej manifestacji.
[19:08.19 → 19:27.82] A: Ale to powiedzmy jeszcze o sposobie produkcji, bo to produkowało studio imienia Karola Irzykowskiego, czyli jedyna instytucja, o ile dobrze pamiętam, w tym czasie, w której scenariusze nie były poddawane cenzurze. Więc film mógł powstać, mógł najwyżej nie zostać dopuszczony do dystrybucji, ale powstał.
[19:28.65 → 20:31.92] B: To była niesamowita instytucja, która powstała troszkę na podobnej zasadzie, o jakiej mówi dyrektor szkoły z tego filmu, czyli takiego wentyla bezpieczeństwa. i właściwie władza, która już tak czuła, że coś nie do końca panuje nad tymi środowiskami twórczymi, chciała zrobić taki prezent młodym filmowcom i stworzyła dla nich właśnie takie to studio Iżykowskiego, w którym my sami młodzi, żeśmy decydowali o tym, które filmy kierujemy do produkcji, jakby to było takie nasze miejsce i właściwie można powiedzieć, że troszkę jakby wyłączone z poddziałania cenzury. Wyłączone z poddziałania cenzury. Oni tak patrzyli trochę przez palce na to i rzeczywiście w tym studio powstało mnóstwo świetnych filmów. Okazało się, że ten system taki demokratyczny, oparty na przyjaźni, na radzeniu sobie nawzajem.
[20:32.56 → 20:33.52] A: Właśnie na wolności.
[20:33.70 → 21:17.98] B: Na wolności po prostu. fantastycznie działał i jakoś tak stymulował tę naszą twórczość. No i właśnie dzięki temu ten film powstał, że miałam poczucie, że za mną stoi ta instytucja. I rzeczywiście myślę sobie, że właściwie W jakimś sensie może kontynuatorem takiej myśli jest obecnie Polski Instytut Filmowy, oby nie skończył równie dramatycznie studia Irzykowskiego, które po prostu zostało w pewnym momencie zamknięte.
[21:19.19 → 21:22.43] A: Czy wtedy już Janusz Kijowski był we władzach studia?
[21:22.95 → 21:29.95] B: Tak, Janusz Kijowski był wówczas dyrektorem tego studia. Znaczy dyrektorem, szefem był, kolegą.
[21:30.63 → 21:38.15] A: Bo tutaj zagrał fantastyczną, choć epizodyczną rolę. To jest, proszę państwa, ten juror na festiwalu teatrów.
[21:38.25 → 21:39.33] B: Który ma wątpliwości.
[21:39.43 → 21:41.55] A: Który tak siedzi z kamienną twarzą.
[21:42.73 → 21:55.16] B: Pan Darek. Janusz Fantastycz po prostu walczył jak lew o ten film. Muszę powiedzieć, że jest osobą, której bezpośrednio zawdzięczam to, że ten film powstał.
[21:56.90 → 22:02.92] A: Kolaudacja, a co z wprowadzeniem filmu do kin?
[22:03.86 → 22:59.85] B: To były takie czasy, kiedy... Kiedy ten film wchodził do kin, kiedyś absolutnie obowiązywała tak zwana wolna amerykanka, to znaczy tak naprawdę dystrybukcja nie działała i nawet chyba nie ma, nikt nie wyliczył nawet ilu widzów miał ten film, a miał na pewno dużo, bo ustawiały się kolejki i nawet powstał fanklub tego filmu w Gdańsku. Więc ja miałam mnóstwo sygnałów, że ludzie chodzą na ten film. To chyba jedyny mój film, który miał frekwencję taką liczącą się. Ale to nie zostało policzone nigdy, bo właśnie wtedy z tego zamieszania, jakby wchodzenia w nową rzeczywistość, w transformację ustrojową, nikt się nie zajmował takimi drobiazgami jak liczenie widzów w kinach.
[23:01.05 → 23:39.96] A: Jak myślałaś o kształcie swojego filmu? Bo rozmawiamy o scenariuszu, ale potem przychodzi przecież realizacja. A myślę sobie, że z jednej strony to jest bardzo blisko rzeczywistości i ta rzeczywistość, tak się ścigałaś z tą rzeczywistością, kto pierwszy. A z drugiej strony odchodzisz od realizmu. Ten film jest bardzo poetycki i gdyby tam chcieć to tak złapać tak precyzyjnie, to jest mnóstwo scen, które właśnie nie są realistyczne. Jak myślałaś o tym, o tej takiej teatralnej stronie okreacyjnej, też o zdjęciach?
[23:41.24 → 24:42.94] B: Ja kończyłam teatrologię i w ogóle teatr był taką moją pierwszą miłością, więc wydaje mi się, że to ciągle jakoś wpływa na sposób widzenia świata. Także to połączenie teatru i kina jest dla mnie czymś takim bardzo organicznym i ciekawym, inspirującym. Zresztą osobiście uważam, Chyba nawet nie potrafiłabym zrobić filmu, który jest taki stricte realistyczny. Realizm wydaje mi się czymś, co nie zadowala mnie, nie satysfakcjonuje mnie jako sposób opowiadania o świecie. I zawsze interesuje mnie najbardziej ten styk magii i realizmu, czegoś właśnie, co się nad nią unosi. W tym filmie to jest też obecne, chociaż chyba w mniejszym stopniu niż w innych moich filmach.
[24:44.22 → 24:46.48] A: A co było najtrudniejsze w realizacji?
[24:49.18 → 27:28.17] B: Dla mnie najtrudniejsze było to, że byłam w ósmym miesiącu ciąży. Nie wiem, czy państwo się orientujecie, ale robienie filmów to jest taki troszkę wysiłek, to jest wysiłek nie tylko psychiczny, duchowy, ale też czysto fizyczny. I to było dla mnie bardzo duże wyzwanie, muszę powiedzieć, ale troszkę nie miałam wyjścia, ponieważ właśnie skierowanie tego filmu do produkcji się jakoś opóźniało, wydłużało i natrafiło na ten moment w moim życiu. No i miałam taką przed sobą alternatywę, taki wybór, że albo nie zrobię tego filmu i nie wiadomo kiedy zadebiutuję, kiedy się powtórzy taka możliwość, albo właśnie się zdecyduje na coś takiego dosyć nieoczywistego, bo nie dość, że baba, debiutantka, to jeszcze z brzuchem. I muszę powiedzieć, że to miało też swoje różne zabawne etapy. Między innymi to był taki czas, kiedy ekipy filmowe bardzo lubiły sobie golnąć na planie. Teraz to już się właściwie nie zdarza, Ludzie są bardzo profesjonalni, ekipy w tej chwili są bardzo profesjonalne i każda minuta na planie się liczy. Ale wtedy, zwłaszcza te tzw. służby pomocnicze, elektrycy i tak dalej, to było normalne, że piją na planie. Ale ponieważ ja biegałam po tym planie z tym brzuchem, I działało to na zasadzie takiego szantażu emocjonalnego, że nikt się nie odważył nawet piwa wypić na tym planie, bo po prostu się tak wszyscy bali. Ale najśmieszniejsze jest to, że równocześnie żona mojego operatora Bogusia Stachurskiego też była w ciąży i urodziła w tym czasie Anię Lewandowską, obecnie żonę znanego piłkarza. Także ten film był bardzo owocny, można powiedzieć, pod tym względem. Dzisiaj już historia się tak zamyka, że właśnie moja córka, z którą robiłam ten film wspólnie, która skończyła w tej chwili też reżyserię w Gdyni, w szkole w Gdyńskiej, za trzy tygodnie spodziewa się dziecka, Wszystko to się tak toczy kołem i ja myślę, że nasza historia też się tak tym kołem zatoczy. Może w dobrą stronę. Czego państwu i sobie życzę.
[27:30.02 → 28:09.56] A: A powiedz Magda jeszcze, bo mówiłaś o tym, o swojej miłości do teatru i też o inspiracjach, które ten film stanowił być może dla innych. Ale tutaj też widać różne inspiracje teatralne z jednej strony, bo ja pomyślałam o kantorze, jak zobaczyłam po raz kolejny tych wymalowanych z szarymi twarzami w tych kostiumach, to to się wydaje taką pierwszą referencją. A z drugiej strony pomyślałam sobie, że jesteś prekursorką, bo to co robi teraz choćby Garba Czeski, czy całe to pokolenie z używaniem wideo w spektaklach, to po prostu wy byliście pierwsi. Jak się z tym czujesz?
[28:10.94 → 29:46.67] B: Tak, rzeczywiście. Teraz zrobiła się taka moda, że nie ma spektaklu bez projekcji wideo. Czuję się dobrze, to było jakoś naturalne. Już teraz nie pamiętam całego tego procesu oczywiście, ale jakoś te inspiracje się przeplatały z różnych stron. Słusznie mówisz o kantorze, ale też ja pisałam pracę magisterską o teatrze studenckim alternatywnym lat 80. i to była też moja wielka miłość. Teatr Ósmego Dnia, Prowizorium, nie daleko szukając. Uczestniczyłam w takich działaniach laboratoryjnych w Teatrze Grotowskiego, Wrocławski Kalambur, Festiwal Teatru Otwartego. To wszystko były takie inspiracje, które przeze mnie przychodziły. Gdzieś tam to się tak zsumowało, a do tego się dołączyła Piwnica pod Baranami ze swoim wolnościowym widzeniem świata i przerabianiem wszystkich tekstów na piosenki, co było wtedy niesamowite, odkrywcze. właśnie między innymi... Traktat o stanie wojennym. Tak, traktat o stanie wojennym został wyśpiewany. Także to wszystko się gdzieś tak ze sobą połączyło.
[29:47.93 → 30:09.06] A: Proszę państwa, chyba czas na pytania od państwa. Zapraszamy. Pytania, głosy, wrażenia? Mikrofon już do pana idzie. Poprosimy tutaj, w drugim rzędzie.
[30:12.82 → 30:21.70] C: Skąd pomysł na pana Zbyszka Suszyńskiego? Czy to był taki naturalny wybór, czy był jakiś proces, że to właśnie on?
[30:24.54 → 30:30.56] B: Robiłam casting do tej roli i...
[30:33.47 → 30:33.61] D: I
[30:33.61 → 31:55.87] B: pamiętam, że Zbyszek jakoś tak fajnie wypadł na tym castingu, ale przede wszystkim... Pamiętam, że na tym castingu żeśmy rozmawiali głównie o książkach i okazało się, że on jest takim namiętnym czytelnikiem literatury i to właśnie jakoś ci autorzy nas połączyli bardzo, bo się okazało, że czytamy te same książki. I jakoś to było tak zaskakujące, że młody człowiek, aktor debiutujący, właśnie ma taką otwartą głowę. I pomyślałam sobie, że to już go wyróżnia spośród innych. Mam takie poczucie, że późniejsza jego kariera troszkę chyba nie poszła w takim kierunku, jakby można było sobie to wymarzyć do końca. Wydaje mi się, że miał pewien potencjał. większy być może, ale życie, konieczność grania w serialach i tak dalej niestety wielu aktorów tak sprawia, że nie do końca są w stanie się zrealizować zawodowo. Ale wydaje mi się, że w tej postaci on się spełnił.
[31:58.37 → 32:01.01] A: Zapraszamy, tutaj jest głos.
[32:04.86 → 32:05.64] B: Dzień dobry.
[32:06.44 → 32:57.00] E: Ja chyba tradycyjnie już po prostu podziękuję za film, bo te dwie godziny tutaj to jest powrót do lat młodości. Myślę, że w większości z nas. I mam trzy refleksje. Uporządkuję, żebym się nie rozgadała. Refleksja pierwsza. Pomijam już wątek wolnościowy, bo to jest oczywiście najważniejsze w tym filmie. Zawsze się zastanawiam, kiedy widzę sportretowane grono nauczycielskie, Czy ono zawsze musi być tak realistycznie pokazane? Mówię to z całą świadomością i ze znajomością tego środowiska z perspektywy 30 lat bycia w tym środowisku. I tak sobie myślę, że nie potrafię sobie przypomnieć filmu, w którym nauczyciele są sportretowani normalnie, ale pewnie normalni nie są. Mówię to ze świadomością tego zawodu.
[32:57.09 → 33:06.33] B: Ale przepraszam, że przerwę, ale wydaje mi się, że ja patrzę na wielu spośród nich z czułością i sympatią.
[33:06.35 → 33:14.73] E: Tak, ja absolutnie tę sympatię odbieram. I ten mój głos jest raczej taką refleksją, że jest to zawód, który jednak
[33:14.73 → 33:19.87] B: powoduje takie pewne... Zmiany w mózgu.
[33:19.89 → 34:06.41] E: Tak, dziękuję. Mój syn, który mówi rocznik 88, cały rok 88, dla mnie też był rokiem chodzenia w ciąży i radości urodzin, mówił o naszej rodzinie, która w 90% jest nauczycielska, reszta rodziny normalna. Ale to tak zamykam wątek nauczycielski. Drugi wątek, druga refleksja, dla mnie trochę niewykorzystaną, ale pewnie dlatego zapamiętaną postacią jest kurczak. Jest dziewczyna z taką swoją ukrytą, może nie ukrytą miłością i tak sobie pomyślałam, że gdyby to było domknięte, pewnie by mi nie została w pamięci. I trzecia prośba, chyba chociaż aż się boję realizacji, a gdyby tak ciąg dalszy, taki tu i teraz, ale chyba się boję tego.
[34:07.87 → 34:08.61] B: No właśnie.
[34:08.77 → 34:09.05] E: Dziękuję.
[34:09.61 → 34:15.79] B: Były takie pomysły i jakoś na razie nie udało się przejść do realizacji.
[34:16.66 → 34:23.70] A: tytuł mógłby być, co się stało z naszą klasą. I gotowy motyw muzyczny.
[34:24.26 → 34:44.26] B: Tak, rzeczywiście. No tak, ale to chyba byłby dosyć smutny film. No właśnie. Ale on na szczęście lubi takie filmy o jakichś tam pieskach pluszowych, o kotkach, więc może by nie obejrzał.
[34:45.86 → 35:18.91] A: Proszę państwa, zapraszamy. Jeśli przez chwilę jeszcze państwo się zastanawiają, to ja dopytam, bo tak się spytałam o realizację, ale jest tam taka scena, która jest na pewno bardzo była trudna realizacyjnie. Mam na myśli tę scenę miejską Festynum. Czy wpisaliście się rzeczywiście w jakieś Boże Ciało albo komunię, czy to było zainscenizowane? Wyobrażam sobie, że nie miałaś zbyt dużego budżetu.
[35:20.05 → 37:58.75] B: Nie, ale to było zainscenizowane. Już nie pamiętam nawet, gdzie kręciliśmy to. W ogóle kręciliśmy ten film w Grodzisku Mazowieckim pod Warszawą, tylko dlatego, że tam było tanio. No i właśnie tak jakby wracając do jeszcze tego wątku, przepraszam, że tak swoje osobiste tutaj historie wywlekam, ale właśnie ponieważ żaden kierownik produkcji wówczas, mężczyzna, nie podjął się tego zadania, żeby robić z debiutantką właśnie z brzuchem film. I jedyna osoba, która się tego podjęła, to była pani Barbara Pec-Ślesicka, wybitny kierownik produkcji filmów, właściwie producentka, można powiedzieć, filmów Wajdy. Myśmy się znały, ponieważ ja pracowałam jako asystentka przy pannach z Wilka. Jakoś się lubiłyśmy i szanowałyśmy. I ona powiedziała mi, OK, ja to zrobię, ale pod jednym warunkiem, żadnej taryfy ulgowej. No i rzeczywiście dotrzymała słowa, do tego stopnia, że zamiast kręcić film, to było w lecie, więc szkoły były opustoszałe, zamiast kręcić ten film w Warszawie, to właśnie zostaliśmy wywożeni codziennie właściwie 50 kilometrów za Warszawę do Grodziska Mozowickiego. To był taki czas, kiedy na planie nie było tak zwanego cateringu, jak to teraz jest, czyli barobusa tak zwanego, w którym się szykuje jedzenie, nawet dietetyczne, można sobie zamówić kaszę jaglaną, jaką się chce. Wtedy w ogóle nie było czegoś takiego. Na plan dowożono tak zwaną zupę z wkładką, czyli to była jakaś grochówka taka w garze albo coś takiego. Aczkolwiek był jeden warunek. Mianowicie, żeby można było dowozić ten posiłek tak zwany regeneracyjny na plan, to plan od wytwórni musiał być oddalony o więcej niż 50 km. Wtedy przysługiwała ekipie ta zupa z wkładką. A Basia Ślesicka skrzętnie obliczyła, że szkoła w Grodzisku jest oddalona od wytwórni nacheumskiej o 48 kilometrów. W związku z tym myśmy tam głodowali po prostu. To były czasy, kiedy w sklepach nic nie było. Nie było barów, restauracji dookoła. Był potworny upał i po prostu naprawdę jedliśmy suchy chleb, dosłownie. Także nie było lekko.
[38:02.17 → 38:09.91] A: Poświęcenie dla sztuki. Ale też były zdjęcia w hotelu Gdynia i kawałeczek morza.
[38:10.27 → 39:28.09] B: Z tym się też łączy pewna taka dosyć złośliwa anegdota z planu. Mianowicie rzeczywiście pojechaliśmy do tejże Gdyni i kręcić tam zdjęcia. ale ponieważ kierownik produkcji tego filmu był osobą bardzo oszczędną, więc zakwaterowała nas Basia w ośrodku takim marynarskim gdzieś w Orłowie, czy nie pamiętam, gdzieś tam, w każdym bądź razie takim też odludziu i zamkniętym siatką, ogrodzeniem z siatki, ale to jeszcze wszystko było nic. Oczywiście nie było ciepłej wody, ale okazało się, że piętro niżej znajduje się, na tym piętrze jest taka kwarantanna dla marynarzy, którzy przyjechali z tropikalnymi różnymi chorobami. No i w tym momencie ekipa się już zbuntowała, muszę powiedzieć, no bo to, zwłaszcza w moim przypadku, to już było bardzo niebezpieczne. No i żeśmy się jakoś gdzieś w każdym razie porozłazili. Ja chyba nawet wynajęłam sobie pokój wtedy właśnie w hotelu. No ale takie to były czasy.
[39:29.57 → 39:41.51] A: Scenografia bardzo przekonująca, muszę powiedzieć, w tym Grodzisku rzeczywiście. Myślę, że takie odrapane drzwi, jak i w szkole, i w mieszkaniu Kurczaka na przykład, trudno byłoby znaleźć w Warszawie.
[39:41.99 → 39:44.59] B: Mieszkanie Kurczaka akurat było kręcone w Warszawie.
[39:45.37 → 39:46.45] A: No tak, ale szkoła?
[39:48.17 → 39:51.71] B: Szkoła w Grodzisku, tak. Ładny budynek taki.
[39:53.21 → 39:55.67] A: Proszę państwa, zapraszamy.
[39:59.40 → 40:08.52] B: Zresztą tatusia Kurczaka, muszę powiedzieć, nie wiem czy to odszyfrowałaś, zagrał niejaki Stanisław Niedbalski, wybitny operator filmowy.
[40:08.58 → 40:11.22] A: Naprawdę, właśnie się zastanawiałam, co to za aktor.
[40:12.38 → 40:20.94] B: Sprawiał wrażenie takiego naturszczyka zupełnie, a był po prostu wybitnym operatorem filmowym.
[40:21.20 → 40:23.68] A: Ale to aktorsko w tej scenie jest świetny.
[40:23.98 → 40:25.06] B: Tak, tak, tak.
[40:25.93 → 41:23.16] F: Właśnie o to chciałem zapytać, jak się obsadza takie cudowne epizody, bo rzeczywiście jak zobaczyłem pana Jana Skotnickiego, bo widziałem ten film niejednokrotnie, jakieś standardy trzeba mieć, ale jak zobaczyłem pana Jana Skotnickiego i to jeszcze w takiej roli, która też to jest moja ulubiona rola i właśnie Zbigniew Preissner tam, profesor Bardini gdzieś tam i Mignault też i kilka innych, bardzo znanych twarzy i w ogóle jak się proponuje takie perełki. Jeden strażak też był znajomy chyba i to rzeczywiście w ogóle wpaść na to, żeby tych ludzi połączyć w takich pięknych rolach, to właśnie chciałem zapytać o to, jak się to robi. profesorowi Bardiniemu zaproponować, żeby tak sobie posiedział w jury?
[41:24.84 → 43:23.58] B: Jakoś tak, nie wiem, miałam szczęście chyba. A poza tym ja bardzo ceniłam, nie wiem jak to powiedzieć, byłam zachwycona dokonaniami czeskiej szkoły filmowej. I to jest taki sposób właśnie używania tak zwanych naturszczyków, który być może jakoś tam przejęłam z tamtej twórczości, bo oni to robią fantastycznie, znaczy robili. I wydaje mi się, że gdzieś tam Właśnie jeżeli mówimy o realizmie w filmie, to wydaje mi się, że takim paradoksalnie sposobem na przełamywanie realizmu jest używanie natruszczyków w filmie, bo oni wnoszą to coś, co jest jakby ich własną aurą, czyli czymś więcej niż tylko wykonywaniem zadania aktorskiego. I jakoś zawsze mi się to podobało i może stąd się to wzięło, a jakoś szczęśliwie się złożyło, że te osoby miały czas i ochotę, żeby w tym wziąć udział. Profesor Ferdinand robił takie rolę i taki epizod właśnie. Profesora zganić kogoś przez minutę w mieście. Ja się nie dziwię, że on się zgodził, bo to była rola No tak, tak. Wtedy, nie wiem czy państwo pamiętacie, ale prowadził taki niesamowity program w telewizji i to była niebywała postać. Naprawdę fantastyczny człowiek, więc dla mnie to jest wielki zaszczyt, że go mam w filmie swoim uwiecznionego.
[43:24.84 → 43:27.96] A: Sporo jest tych twarzy tutaj, które zostaną.
[43:29.04 → 43:31.32] B: No niestety sporo już po drugiej stronie.
[43:33.36 → 43:43.02] A: Powiedz, gdybyś dzisiaj robiła remake swojego filmu, co byś zmieniła, czego byś użyła inaczej, kogo byś obsadziła?
[43:45.56 → 44:28.91] B: Wow. Nie no, nie mam pojęcia. Boję się, że trudno byłoby jakby... wywołać w sobie podobną energię. Nie tylko dlatego, że ja już troszkę jestem starszą osobą, ale też chyba coś takiego było w tamtym czasie, że się czuło, że jesteśmy na granicy czegoś nowego, że coś się zmieni za chwilę. I to był ten taki moment, który działał na nas bardzo stymulująco. I myślę, że w tym filmie jest zapis tej energii, tego przeczucia, że za chwilę wszystko się zmieni.
[44:29.37 → 44:30.59] A: Było światełko w tunelu.
[44:30.69 → 44:36.27] B: Było światełko w tunelu, tak. Teraz już nie wiem, czy ono jeszcze nam błysnie.
[44:36.27 → 44:37.75] A: Okazało się, że to lokomotywa.
[44:38.15 → 45:29.62] B: Właśnie. Pewnie teraz to już byłby zupełnie inny film. To był taki film trochę pożegnania z młodością. To pożegnanie już jest daleko za mną, więc chyba bym nie... Chociaż... Nie wiem. Czasem jak się przyglądam młodym ludziom, z którymi bardzo lubię pracować na planie, to takie mam przebłyski, że wydaje mi się, że mam dużo więcej energii niż oni. No może jak już nie mamy sobie nic do powiedzenia, to lepiej pozostać w niedosycie.
[45:30.14 → 45:38.02] A: Nie, nie, spokojnie, ja właśnie miałam jakieś pytanie na końcu języka, ale też mi umknęło.
[45:38.64 → 45:48.26] B: Właśnie to światło chyba jednak... Jechałam tu do państwa pociągiem bez klimatyzacji, takim zatłoczonym, który miał 45 minut spóźnienia i do tej pory właściwie jadę nim.
[45:50.50 → 45:52.80] A: Ja miałam klimatyzację, ale... Można jeszcze?
[45:53.42 → 45:55.92] B: Słyszałam z powrotem Buz Polska.
[45:58.28 → 46:36.60] C: Ten film był piszony w takich czasach, robiony w takich czasach, kiedy była władza i społeczeństwo. I to było bardzo jasne, w zasadzie władza już nie miała żadnych kart w ręku i już tylko się zastanawiała, jak się poddać. Nie było już takich ludzi związanych z władzą, którzy byliby tam ideowi. Już w sumie od 1968 roku to byli tylko osoby, które cynicznie które działały, były aktywne. Teraz mamy taką sytuację, że społeczeństwo jest przełamane na pół. Mamy taką grupę, która wierzy w taki mesjanizm polski.
[46:37.00 → 46:37.74] B: Trzymającą władzę?
[46:38.72 → 46:55.37] C: Tak, bo to się mówi, że Kaczyński wykorzystuje pewne społeczne nastroje, Profesor Śpiewak o tym ostatnio dzisiaj czytał i pisał, że część tych Polaków oczekuje, bo takie poczucie, że Polacy są narodem wybranym, że to
[46:55.37 → 46:57.05] B: tak... To już było.
[46:57.41 → 47:10.15] C: No więc właśnie o czymś takim się, czy taki film się marzy, który jakoś by to rozgrywał, wyjaśniał, odnosił się do tego. Nie wiem, nie mam na to pomysłu w tej chwili.
[47:10.15 → 47:12.37] B: Można o takiej klasie podzielonej na pół.
[47:13.33 → 47:13.99] C: Może.
[47:14.63 → 47:20.49] B: Jest taka piosenka, ten świat, coś tam podzielony. Czyja to piosenka?
[47:26.01 → 47:30.97] A: Jeszcze mikrofon do pani przyjdzie, żeby internet też nas usłyszał.
[47:31.75 → 47:33.49] B: To jesteśmy podsłuchiwani.
[47:33.63 → 47:36.33] A: Tak, jesteśmy podsłuchiwani. Wielki brat czuwa.
[47:38.85 → 47:46.00] B: Słuchajcie, to były jeszcze czasy, bez internetu.
[47:46.66 → 47:48.74] A: A jaka duża była ta kamera Soniego.
[47:50.24 → 48:30.02] D: Ja mówię, że tą łatwopalność pani tak fajnie to uchwyciła, że to co byliśmy po prostu, że to w tym naszym pokoleniu to entuzjazm, że tego teraz nie widzę w pokoleniu swoich dzieci nawet po prostu. Inaczej po prostu jakoś tak, no nie wiem, My jakoś tak bardziej żyliśmy ideami chyba i wydaje mi się, że nie chcę odbierać oczywiście pokolenia aktualnemu, ale dla mnie ja odebrałam tą taką łatwopalność, ten entuzjazm, który kiedyś tam w nas był i tak chcieliśmy to przekazać chyba.
[48:30.66 → 52:22.21] B: No tak, wie pani, bunt się rodzi pod wpływem pewnej sytuacji, pewnej sytuacji opresji. Myślę, że to, co jest... w tej chwili najtrudniejszy w naszej sytuacji, to jest to poczucie, że dużo łatwiej było wykrzesać z siebie bunt w momencie, kiedy ten wróg był eksterioryzowany, jeżeli on był na zewnątrz nas, a w tej chwili mamy poczucie, że nasi, to jest to słowo, adwersarze, tak powiedzmy sobie łagodnie, są właściwie wśród nas i nagle czujemy jakiś rodzaj agresji, niechęci, poczucia niezrozumienia w stosunku do ludzi, często znanych nam, bliskich, z naszego otoczenia. I to jest najtrudniejsze w tej sytuacji obecnej i to też... sprawia, że ten nasz bunt jest taki rozmyty trochę. Oczywiście, jeżeli chodzi o młodych ludzi, to ja strasznie nie lubię takiego generalizowania. Osobiście znam fantastycznych młodych ludzi, którzy mają wielki zapał, żeby zmieniać świat wokół siebie. Choćby na przykład poznałam fantastycznych ludzi, którzy walczyli o Puszczę Białowieską i to jest naprawdę sól tej ziemi ci ludzie. I poświęcili nie tylko swój czas, siły, ale często swoje plany życiowe. Więc gdyby zrobić o nich taki film na przykład, to myślę, że byśmy też mieli poczucie, że oglądamy jakichś przedstawicieli fantastycznego pokolenia. Oczywiście przeciętna jest inna, zwłaszcza, Wydaje mi się, że pewna fala konsumpcjonizmu i takiego poczucia, że żyjemy w tym kraju, z którego kran ucieknie, ciepła woda przysłowiowa, uśpiła w nas tę potrzebę wolności. Ja sporo rozmawiam z młodymi ludźmi, w zeszłym roku jeździłam sporo po kraju, i spotykałam się w różnych miejscach i zadawałam właśnie, często też w szkołach na przykład, zadawałam im pytanie młodym ludziom, jaka wartość jest dla was najważniejsza. No i było długie milczenie, no i potem ktoś mówił, a dla mnie najważniejszą wartością jest rodzina, a dla mnie przyjaźń czy bliskość z przyjaciółmi, grono przyjaciół. Takie padały odpowiedzi. Ani razu nie usłyszałam słowa wolność jako odpowiedzi na to pytanie, że to jest wartość dla młodego pokolenia. Myślę, że coś rzeczywiście zostało uśpione w tych młodych ludziach. Kto to powiedział? Piłsudski. Jeżeli w młodości nie jest się socjalistą, czy teraz w dzisiejszych czasach lewicowcem byśmy powiedzieli, no to nie możesz być porządnym człowiekiem, będąc dorosłym. No i coś w tym jest chyba, bo wydaje mi się, że jednak pewna wrażliwość, otwartość na świat musi być immanentną cechą młodości. Inaczej ta młodość jest dla nas starością.
[52:33.65 → 54:53.88] D: oglądając sceny w szkole, przywróciłam myślami do lat mojej młodości, właśnie do okresu licealnego, konkretnie do lekcji historii. Mieliśmy, wtedy się mówiło panie profesorze, nie mówiło się sorka, bardzo ostrego historyka, ale co jedno, doceniłam, zauważyłam to po latach. Rekcje historii odbywały się na tej zasadzie, że wchodził pan profesor, otwierał dziennik, kazał zamknąć bezwzględnie książki i wskazywał palcem, pytał, trzeba było wyrecytować to, co było w książce napisane i oceniał. Często stawiał dwóje, wtedy się dawało dwóje. Był temat 17 września 1939 roku. Pan profesor wszedł do sali lekcyjnej, wskazał na koleżankę i zadał pytanie. Ona była jedną z tych, uczennic, która wyrecytowała na pamięć wszystko, co było w książce. Jak już skończyła, zapytał, skończyłaś? Kiwnęła głową. Siadaj. I skomentował jej wypowiedź tylko tak. Oj, głupia ty, głupia. Ja dopiero po latach, znaczy nie doceniłam, zauważyłam, dlaczego on się w ogóle nie włączał po prostu wykłady, lekcje z historii. Ale to trzeba było przeżyć kilka dobrych lat, żeby wiedzieć, dlaczego on tylko kazał odrecytować z tej książki to, co było napisane. I teraz to po prostu doceniam. Dlatego mając tutaj sceny w filmie właśnie tego ciała pedagogicznego, przypomniały mi się właśnie te moje lekcje historii.
[54:55.41 → 55:39.01] B: No tak, ale zawsze właśnie, i to jest też jakaś myśl płynąca z tego filmu, że nawet w trudnych czasach zawsze znajdują się w każdym środowisku, również wśród nauczycieli, ci, którzy potrafią zachować jakąś identyczność ze sobą, ze swoimi poglądami, jak choćby profesor ten, który trzymał dystans. i ci, którzy bardzo chętnie się podporządkowują nakazom władzy. Więc to jest taka, wydaje mi się, prawda uniwersalna, która gdzieś nad naszymi głowami wisi.
[55:40.37 → 55:45.87] A: Bo interpretacje się zmieniają, jak mówi bohater.
[55:46.51 → 56:20.53] D: Chciałam tylko jedno zdanie dodać, bo dzisiaj obchodzimy ten dzień 4 czerwca i nie mogę się bardzo pogodzić z tym, że w mediach czy w wiadomościach niejednokrotnie usłyszałam, że obchodzimy dzisiaj rocznicę wyborów, ale nie do końca prawdziwych, Nie do końca takich i z tym się nie mogę powodzić.
[56:20.81 → 56:23.23] B: Może powinna pani zmienić media może?
[56:23.81 → 56:39.71] D: Nie, nie, nie. Uważam, że po prostu to były tego typu czasy i nie należy już po latach podkreślać. No ale to podkreślane było, że to nie do końca były prawdziwe wybory.
[56:41.69 → 56:53.65] A: Proszę państwa, ostatnie pytanie i będziemy kończyć powoli spotkanie. Czy ktoś jeszcze czuje nieodpartą ochotę podzielenia się? Proszę bardzo, tutaj przy filarze.
[56:53.79 → 57:27.44] B: Ponieważ była mowa o teatrze w filmie, to ja chcę powiedzieć, że nam się dzisiaj przydarzył film w teatrze, w Teatrze Starym, za co bardzo dziękuję. We mnie wywołał wiele wspomnień i bardzo poruszył. Także jeśli naprawdę tak jest, jak mówi pani Magdalena Sendecka, która o nas bardzo dba tu w Lublinie, przepraszam za głos, już się uspokoję. Jeżeli to rzeczywiście jest przypadek, że dzisiaj, tego dnia mamy ten film, to jest niezwykłe.
[57:27.88 → 57:44.86] A: Nie, nie, to nie jest przypadek. Przypadkiem jest tylko to, że w poniedziałek akurat wypadł czwarty, bo ja chciałam koniecznie zaprosić Magdę właśnie z tym filmem, a ponieważ tak się zdarzyło, że jest ta rocznica, no to po prostu nie mogłam tego nie wykorzystać.
[57:44.92 → 57:46.18] B: Tak, także znakomite.
[57:46.40 → 57:51.48] A: Także cudownie, że Magda mogła przyjechać dzisiaj do nas, bo to byłby tylko kłopot.
[57:52.24 → 58:01.55] B: I przepraszamy za ten pociąg w takim razie. Jakoś przeżyłam. I bardzo, bardzo dziękujemy. Dziękuję bardzo.
[58:02.14 → 58:39.78] A: Proszę państwa. Bardzo dziękuję naszemu gościowi. Bardzo dziękuję państwu i zapraszam za tydzień na Florida Project. To jest amerykański film bardzo interesujący. pokazujący trochę wcześniejszy okres w życiu człowieka, bo dzieciństwo i dotykający tego, jak wygląda dzisiejszy świat, jak dramatyczne są podziały społeczne, jak wygląda w Ameryce tym razem. Ale myślę, że nie różni się to aż tak wiele.
[58:39.88 → 58:42.72] B: Bardzo państwu polecam, to rzeczywiście wybitny film.
[58:43.56 → 58:44.96] A: Dziękujemy bardzo, dobranoc.