Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Kino w Teatrze Starym: „Ojciec i syn”

Wróć

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.47 → 00:05.88] A: Dobry wieczór, witamy serdecznie. Przed Państwem Paweł Łoziński.
[00:10.45 → 00:13.74] B: Wyłącz, wyłącz.
[00:15.27 → 00:25.75] A: Ja swojego nie wzięłam. Jeśli Państwo macie już pytania, to zapraszam. Ale zwykle jest tak, że z pierwszym pytaniem jest kłopot, więc ja tradycyjnie zacznę.
[00:26.83 → 00:30.49] B: A te mikrofony to są takie, żeby Państwo też słyszeli, czy tylko transmisyjnie?
[00:30.59 → 00:31.27] A: Nie tylko transmisyjnie.
[00:31.27 → 00:32.53] B: Bo nie wiem, czy Cię słyszą.
[00:32.91 → 00:37.17] A: Też żeby Państwo słyszeli. Teraz jest lepiej chyba.
[00:37.27 → 00:41.15] B: Państwo są bardzo milczące, ale może zachęcimy do rozmowy jednak. Może się uda.
[00:41.73 → 00:52.67] A: Ale to się rozwinie w trakcie. Zwykle tak bywa. Powiedz przede wszystkim, kiedy wpadłeś na pomysł, żeby zrobić film o sobie, o sobie i o ojcu. Czy to byłby Wasz wspólny pomysł?
[00:54.35 → 01:46.88] B: Ja w ogóle nie chciałem robić ani przez chwilę filmu o sobie. Prahistoria tego pomysłu jest taka, że to już wiele lat temu, to był chyba 2008, no może góra dziewiąty rok, kiedy przyszedłem do ojca i powiedziałem, że chciałbym zrobić o nim film. Miałem taką myśl, że jest taki fantastyczny człowiek z takim temperamentem, dowcipem, inteligencją, niepowtarzalny, z ciekawym charakterem, złożoną osobowością, Po prostu żal by go było nie zapisać, bo ja już parę przepuściłem w mojej rodzinie babci, dziadków, tak sobie pomyślałem, no nie, to już rodzicom naprawdę nie odpuszczę, to już spróbuję ich zapisać, żeby oni na zawsze byli, żeby ich unieśmiertelnić. I przyszedłem do mojego ojca z taką propozycją, że właśnie zrobię o nim film. No i tato, jak to tato, powiedział nie, że się nie zgadza, że nie chce.
[01:47.83 → 01:49.71] A: Uargumentował to jakoś?
[01:49.77 → 02:17.90] B: Będzie to taki biograficzny film o mnie taki, że to ja występuję tutaj. Ja mówię, nie, ale w ogóle nie o biografię chodzi. Chodzi o to, żeby było o tobie, ale nie biograficznie, nie jako o reżyserze, tylko jako o ojcu też i o mnie jako o synu. I on po chwili, chwila trwa, trwa tydzień, powiedział, wiesz co, ja mam taki pomysł, jak ty się zgodzisz wystąpić w tym filmie również, no to ja w to pójdę, że to będzie taki film na dwóch reżyserów, dwóch bohaterów jednocześnie. W takim razie taki film możemy zrobić.
[02:17.98 → 02:20.02] A: Ale film miał być jeden pierwotnie.
[02:21.18 → 02:26.38] B: Do samego końca film miał być jeden. No i najpierw kręciliśmy sobie w Warszawie tak, umówiliśmy się, że... Bo ja tylko
[02:26.38 → 02:30.18] A: wtrącę, nie wiem czy wszyscy państwo wiedzą, że w końcu filmy powstały dwa.
[02:31.12 → 04:18.16] B: Ale jakby dla odbioru tego filmu to nie ma większego znaczenia myślę. No w każdym razie umówiliśmy się, że jest dwóch reżyserów, dwóch operatorów, że siadamy, montujemy razem. że zasada robienia tego filmu będzie polegała na tym, że każdy jeden drugiemu może dowolne pytanie zadać bez żadnego tabu, że jak się okaże, że będzie za dużo, to montażowni wywalimy, a jak się okaże, że w ogóle nic z tego nie będzie, no to powstanie home video do pokazania rodzinie za ileś tam dziesiątków lat. No i zaczęliśmy kręcić w Warszawie. Chodziliśmy sobie z kamerą a to do parku, a to do jakiejś knajpy, a to gdzieś tam na balkonie sobie siadywaliśmy i toczyliśmy różne rozmowy na tematy mniej lub bardziej intymne, ale takie wyzwalające emocje w każdym razie. Ale ja sobie pomyślałem w trakcie, że to zawartość merytoryczna to jest ciekawa i emocje są, wszystko jest dobre, tylko nie ma formy filmowej. No bo jest takie siedzenie statyczne dwóch facetów, siedzi i gada, że to nieciekawe za bardzo. A więc pomyślałem sobie, że skoro mamy tego kamperka w rodzinie, tego właśnie co państwo go widzieli, takiego czerwonego, no to żeby wsiąść i pojechać nim gdzieś i żeby ta podróż była takim pretekstem do rozmowy mojej z ojcem. I tak myślałem, ale krótko właściwie zastanawiałem, dokąd jechać, bo właściwie to było jasne od samego początku, że trzeba jechać tam, gdzie ojciec się urodził w czasie wojny w 1940 roku, że to do Paryża po prostu trzeba jechać. Tam gdzie się urodził, tam gdzie pochował swoją mamę, potem po wielu latach i prochy właściwie nielegalnie w ogrodzie luksemburskim. I żeby tę podróż właśnie do tego miejsca, z miejsca zamieszkania do miejsca urodzenia potraktować jako pretekstu takiej poważnej, emocjonalnej, głębokie rozmowy na temat, najogólniej rzecz mówiąc, rodzinne.
[04:18.86 → 04:33.04] A: Tak się stało, kamery są tak ustawione w samochodzie, że ojciec wraca w filmowym języku, a ty jedziesz naprzód. Ty jedziesz z lewej strony ekranu w prawą, ojciec z prawej w lewą.
[04:33.06 → 04:34.14] B: Nie myślałem o tym w ten sposób.
[04:34.56 → 04:38.42] A: Tak podejrzewałam, ale jakoś się to tak zmetaporyzowało niechcąc.
[04:38.86 → 05:34.00] B: Nie myślałem o tym. Ale gdyby, no tak się traf chciał, że straciło się z mój prawo jazdy i nie mógł usiąść za kierownicą, byśmy może kierowali, byśmy może na zmianę chociażby, ale było jasne, że ja muszę prowadzić ten pojazd. A ten pojazd w ogóle był bardzo pojazdem, stał się pojazdem takim specjalnym, my go nazywaliśmy psychobusem, sobie we własnym języku, no bo żeśmy przecież sami na siebie założyli taką pułapkę, która polegała na tym, Zamknęliśmy się w puszce tego auta właśnie na dobrze ponad dwa tygodnie, bez żadnych posiłku z zewnątrz, bez żadnych, bez możliwości takiej, żeby się wysiąść jak ktoś się obrazi na przykład albo zniechęci. I to była sprytna pułapka, bo to była taka pułapka, która zmusiła nas do rozmowy. Znaczy można było się poboczyć dzień czy dwa, jeden na drugiego. No ale potem musieliśmy jechać dalej, a potem jeszcze musieliśmy wrócić.
[05:34.70 → 05:37.88] A: Nie da się cały czas jechać dżarmuszem. Trzeba trochę Ude Allena.
[05:38.04 → 06:33.49] B: Trzeba trochę Ude Allena, a czasem trzeba trochę Bergmana też w to dać, żeby to było pełne. No i wydaje mi się, że pułapka bardzo dobrze zadziałała, bo rzeczywiście nawet jak się kłóciliśmy, no to któryś z nas wysiadał, trzaskał drzwiami i po chwili jednak wracono, bo było wiadomo, Trzeba osiągnąć ten cel, a potem jeszcze wrócić do miejsca zamieszkania właśnie. Ale tak poważnie mówiąc to myślę, że to jakby bez tego filmu taka podróż by się nie odbyła po prostu. To znaczy pewnie byśmy nie wsiedli na te trzy tygodnie, żeby się tak razem przyjechać. To była taka podróż dla mojego ojca bardzo sentymentalna, bo on bardzo dobrze pamiętał nasze podróże jak ja byłem mały i on raz czy dwa je jeździliśmy sobie razem samochodem tak na dłuższych trasach. I tak on trochę z sentymentu właśnie wsiadł, trochę z ciekawości, co też to będzie za film. No a ja wsiadłem po to, żeby zadać parę pytań.
[06:34.41 → 06:36.93] A: A miałeś przeczucia, oczekiwania?
[06:38.95 → 07:30.09] B: No tak naprawdę te rozmowy między nami się toczyły od dłuższego czasu, więc to był taki pomysł na film, który się zrodził z życia. Trochę podobnie jak w filmie ojca, wszystko się może przytrafić. Nie wiem, czy państwo znają taki film, Mały Chłopczyk, w cywilu mój brat. Najmłodszy syn mojego ojca jeździ po parku, hulajnogu, ma sześć latek i zadaje różne trudne pytania swoim rodzicom, dziadkom, właściwie wieku dziadków, ludziom, którzy siedzą na ławce, na ławkach w parku i ich pyta. No to się pomysł ojcu, wpadł na ten pomysł, ponieważ Tomasz tak właśnie, ten mój brat, sobie jeździł i tak pytał. No a ponieważ ja z ojcem też tak sobie rozmawialiśmy od dosyć dawna, bo myśleliśmy zróbmy z tego użytek filmowy też jakiś. Miejmy coś z tej rozmowy, a nie tylko, że wspieramy się, kłócimy się, godzimy się po nic. Niech będzie jakiś ślad na filmie tego.
[07:31.21 → 07:33.61] A: Powtórzyłbyś ten eksperyment jeszcze raz?
[07:35.33 → 07:38.73] B: Teraz już bym nie mógł go powtórzyć, bo już go zrobiłem, ale pytasz czy nie żałuję.
[07:38.77 → 07:39.99] A: Tak, pytam czy nie żałujesz.
[07:41.81 → 08:18.64] B: Nie, nie żałuję, bo to było dla mnie takie... Miałem okazję być wysłuchanym, co jest dosyć, jak teraz widzę, po czasie ważnym dla dzieci, żeby porozmawiać z rodziną, znaczy z ojcem, z matką, najbliższymi. I jakby nieważne, czy się od nich wyciągnie to, co chce się wyciągnąć czasami, żeby się zgodzili na naszą wersję wydarzeń, nie, albo przytknęli czasem, żeby powiedzieli, tak źle zrobiłem. Jakby nieistotne, czy to się z nich wyciągnie, czy nie, bo na nogu się nie udaje zresztą. Ale dla mnie było ważne takie poczucie tego, że zostałem wysłuchany, że mogłem to powiedzieć, on to przyjął na swój sposób i już.
[08:20.48 → 08:50.38] A: Przypomina mi się taki festiwal w Krakowie, kiedy bodaj twój ojciec był jury, chociaż mogę się mylić, a pokazywano film Marcina Koszałki, takiego pięknego syna urodziłam. Wtedy on wywołał oburzenie i Marcel był jedną z osób, sprotestowały przeciwko wywlekaniu brudów na ekran. Tutaj pokazujesz bardzo osobistą historię. Co się zmieniło i jak to byś zinterpretował?
[08:53.42 → 10:21.40] B: Tak, ojciec rzeczywiście wtedy bardzo nie lubił tego filmu Marcina, takiego pięknego syna urodziłam. Ja byłem taki, wydaje mi się, ostrożniejszy w sądach jeszcze. Wydawało mi się to po prostu być dosyć ciekawym eksperymentem. Czułem u Marcina, że to jest taka dla niego potrzeba autoterapeutyczna, ten film, że on tak tą kamerą, tak właśnie coś próbuje wybłagać od tych rodziców tą kamerą. Trochę ich prowokuje oczywiście, ale też trochę próbuje coś od nich właśnie dostać. Ja być może z podobną motywacją sięgałem po kamerę, a właściwie sięgaliśmy, ja sięgałem po jedną, ojciec miał drugą. To było tak, że ojciec dowcipkował właśnie na początku, że to nie będziemy tu robić Marcina koszałki teraz i że ja też muszę mieć swoją kamerę. Żeby była równowaga, żeby on się mógł obronić, żeby nie było, że ja go tylko atakuje, ale żeby on też mógł się atakować, też mógł zadać pytanie. I jakby ta fundamentalna decyzja polegająca na tym, że kamery są dwie i jest dwóch operatorów, zaważyła na tym, że to nie jest takiego pięknego syna urodziłem, tylko to jest ojciec i syn, czy może syn i ojciec. Chociaż nie ojciec i syn, bo bardziej on jest bohaterem. To też był taki kłopot, który spowodował, że nie mogliśmy do końca wykonać zamierzonego zadania. Zadanie było takie, że obaj mamy wystąpić, że tak powiem porówno, ale ja byłem tego mojego ojca dużo bardziej ciekawy niż on mnie był. W związku z tym ja miałem do niego więcej pytań, uważniej słuchałem, bardziej chciałem, bardziej ciągnąłem. Też byłem bardziej reżyserem, a tym samym mniej bohaterem wydaje mi się.
[10:22.97 → 10:57.78] A: Ale ja nie bez kozery pytam o koszełkę, ponieważ wydaje mi się, że też zmieniła się nasza wrażliwość przez te chyba już 20 lat. I że oprócz takiej pewnej straty, która się z tym wiąże, znaczy takim umasowieniem pewnych rzeczy i też takim niefajnym wchodzeniem ludziom w osobiste życie. Jednak więcej mówimy o rzeczach, które są bardzo ważne. Mówimy o nich głośno. Kiedyś to nie było przyjęte. Były tematy ważniejsze, były tematy być może bezpieczniejsze.
[10:57.80 → 14:20.28] B: Na pewno tak było. Tak, że to nie było, jak mówi troszkę ironicznie mój ojciec, modne. Używa tego słowa akurat mówiąc o poczciu bezpieczeństwa, ale można też trawestując go powiedzieć, że nie było modne takie tematy rodzinne. Ale ja zrobiłem ten film nie z chęci tego, żeby być modnym, tylko naprawdę z prawdziwego takiej potrzeby wewnętrznej, żeby się dowiedzieć, jaki był mój ojciec, jak ja byłem mały, bo ja go nie pamiętam. Nie znałem go właściwie wtedy. Niech powie jakie było jego wybory, jak miał czterdzieści parę lat, jak był w moim wieku, jak to było, jak się rozwiódł. Chciałem się po prostu dowiedzieć, jaka jest historia naszej rodziny, skąd my jesteśmy. Człowiek przychodzi na świat maleńki, jak dobrze pójdzie po dziewięciu miesiącach, nauka już wie i już mówi, że to nie jest tabula rasa żadna, że jednak każdy się rodzi z charakterem i innymi przymiotami, ale też taki mały człowiek nie wie tego i długo jeszcze nie będzie wiedział, że już ma plecaczek na grzbiecie, że ma takie coś, co się nazywa dziedzictwo od swoich dziadków, rodziców, że już ma tam na wkładane różne rozstania, śmierci, rozwody właśnie, tragedie wojny i tak dalej. On tego nie wie, on już to ma. Myślałem, żeby tym filmem przejrzeć zawartość tego plecaczka, który ja dostałem. Tak po latach, no może w takim momencie akurat mi przyszedł do głowy ten film, no może dojrzałem wreszcie, żeby taki film właśnie zrobić, czy też takie ojcu pytania postawić. Ale chodziło o to, żeby przejrzeć bagaż, który ja dostałem, między innymi też po to, żeby go dalej ewentualnie nie w całości przekazać, nie przekazać swoim dzieciom, żeby zobaczyć, co jest dobre, co jest złe, zostawić, co chcę sobie i im dać na dalszą podróż. Do tego mi ten film był potrzebny. A wracając do Marcina, to jest zasadnicza różnica jednak, bo to był jego pierwszy film, a dla nas, może nie ostatni, ale dla mnie i dla ojca też, po wielu latach robienia filmów o innych ludziach. Więc to taki rodzaj eksperymentu, który też polegał dla mnie na tym, żeby się poczuć, jak się czuje bohater. moich filmów, tylko że tym razem to jestem ja. Jak się czuje ktoś, komu się przystawia do głowy kamerę, który musi mówić, który musi działać, żyć, być i który potem jeszcze to dodatkowe, nowy element tego eksperymentu musi usiąść w montażowni i próbować zmontować samego siebie, to znaczy wybrać interesujące fragmenty, zrozumieć co tenże bohater zwany synem, ta postać mówi i próbować to włożyć w tę układankę filmową. to z tym akurat miałem największy kłopot. Tak jak w życiu, że nam się wydaje, mi się wydawało, że jestem komunikatywny, że coś mówię, coś przekazuję, że to jest jasne i czytelne. I w tym duchu to montowałem potem z montażystą, ale w tym duchu mówię mu, wiesz, tutaj przytnij, bo to znaczy to i to. Ale potem pokazywałem ten film różnym ludziom bliskim, no bo takim mam zwyczaj, że zanim on pójdzie, to jednak mam taką swoją grupę kontrolną, ludzi, którym ufam. I oni mówili, wyrzuć to. Ja mówię, dlaczego? Przecież to jest świetna scena, o tym i o tym. Oni mówili, w ogóle to nie jest o tym, co ty gadasz tutaj, to w ogóle nie jest to. I to był największy kłopot, żeby samemu, samego siebie po prostu zmontować, żeby się usłyszeć, zrozumieć, zinterpretować. Niewykonalne właściwie.
[14:21.56 → 14:23.88] A: Ile mieliście materiału?
[14:23.88 → 15:13.57] B: Nie wiem, to już w terabajtach się dzisiaj liczy, już nawet nie w godzinach, to by liczył w godzinach, no ale jest dobrze powyżej stu godzin. Bo te kamery były włączane i czasem było tak, że godzinę jechaliśmy, karta się zapełniała i słowo nie padło, a czasem było tak, że nagle coś zobaczyliśmy przy drodze, jakieś coś, co nam powróciło nam jakieś wspomnienia o zobacz, takie coś pamiętasz jak wtedy i wracała historia. Też są takie gorsze dni, kiedy się nie ma ochoty gadać za bardzo, deszcz pada, jest tak jakoś smętnie, a są takie dni, kiedy nagle człowiek się budzi i ojciec mówi, to ja ci teraz wszystko opowiem jak to było. Znaczy on nie był aż tak otwarty, że mówi, że ja ci wszystko opowiem, ale no dobra, dzisiaj to możemy, on tak uprzejmie się zgadzał. Dzisiaj możemy trochę pogadać, tu już odpocząłem w tej Austrii, proszę, to możemy tam pójść nad rzekę, nad Dunaj i proszę, będziesz mógł mi zadawać wreszcie z sobą pytania.
[15:14.11 → 15:22.39] A: Czyli wracając do tego, co powiedziałeś przed chwilą, wykonaliście taki gest amatora z filmu Kieślowskiego, odwracając kamerę w swoją stronę.
[15:22.71 → 15:25.37] B: Tak, ale z innych powodów, nie dlatego,
[15:25.65 → 15:25.75] A: że
[15:27.58 → 16:57.77] B: że to co dotąd robiliśmy było jakoś przeinaczane czy wykorzystywane przeciwko nam czy naszym bohaterom, tylko znaczy ja to zrobiłem z ciekawości. Te kamery na ojca i na siebie skorowałem z ciekawości. Z jakich powodów ojciec? Może też trochę z ciekawości mnie. Może w geście takiej samoobrony właśnie, żeby nie było jak z mamą Marcina, że ona nie ma tej broni, że on też chciałby mieć. Bo było jasne, że film musi mieć dramaturgię jakoś, to znaczy Jak będziemy sobie jechać i będziemy podziwiać widoki, no to jest rzeczywiście home video i to się do niczego nie nadaje. Widzom tego nie pokazujemy. Nie da się tego pokazać, ale no i wiedzieliśmy, że jeśli mamy trafić do człowieka, żeby to nie było jakieś takie mizrzące się minodyryjne i takie, ale może państwo uważają, że tak jest. Ja nie wiem, to za chwilkę może posłuchamy. No to musimy być po bandzie szczerzy, że jak nie będzie szczerości, to nie będzie filmu. Nie powiedzieć, że się tu wypromowali, sobie zrobili wizytówkę, że są piękni i dobrzy i mądrzy. Nie jesteśmy tacy. Jesteśmy normalnymi ludźmi zupełnie i jest w nas trochę zła, trochę dobra, trochę brzydoty, trochę rzeczy ładnych, trochę piękna. Na tym mi najbardziej zależało, żeby też opowiedzieć o takiej złożoności nie tylko nas samych jako bohaterów, ale też tej relacji ojciec-syn, Wydaje mi się jednak, mimo że to taki szczególny niby przypadek, ale ona jest jednak dosyć uniwersalna na świecie.
[16:58.75 → 18:06.82] A: Ty tak się troszeczkę, mam wrażenie, obruszyłeś na to, co ja powiedziałam wcześniej o tej modzie. Powiedziałaś, ja nie miałam na myśli mody, miałam raczej na myśli pewien paradoks, bo mam takie poczucie, że fakt, że powstają teraz takie filmy jak twój, że w gruncie rzeczy i ty, i Marcel pracowaliście jakoś na to. przybliżając się coraz bardziej do swoich bohaterów, wchodząc w takie właśnie ryzykowne tematy, bardzo osobiste. I że też wydarzyło się coś takiego w polskim kinie dokumentalnym. że te tematy stały się bardzo ważne, że relacje rodzinne, że tematy psychologiczne, do których polskie kino wcześniej nie miało, myślę, nie miało ani apetytu na nie, ani też sposobu, ani potrzeby. I że wyście do tego przyłożyli ręki. Wydaje mi się to taką naturalną ewolucją, na którą Marcel się kiedyś oburzył, ale to tak chyba trochę na własne, być może potrzeby też się oburzył.
[18:08.55 → 18:30.99] B: No na pewno tak jest jak mówisz, że rzeczywiście kiedyś na takie filmy nie było miejsca zapotrzebowania z tej prostej przyczyny, że były rzeczy po prostu ważniejsze, istotniejsze. Jak mój ojciec robił w latach 70-tych, 80-tych filmy, a to były takie filmy demaskatorskie, one pokazywały świat taki jak on. naprawdę jest, a nie tak jak chce go widzieć telewizyjna czy filmowa propaganda.
[18:31.13 → 18:38.43] A: Rzeczywistość nieprzedstawioną trzeba było pokazywać, a potem się okazało, że rzeczywistością nieprzedstawioną stał się świat wewnętrzny człowieka.
[18:38.47 → 20:10.59] B: Właśnie, właśnie i to jest najciekawsze, jak już zeszło z filmowców takie poczucie takiej misji, że oni muszą przeciwko systemowi, no to potem jeszcze musieli parę innych rzeczy po drodze zrobić. My na przykład robiliśmy kampanię wyborczą kiedyś Mazowieckiemu na prezydenta, no to jeszcze to musieliśmy zrobić. A potem ja już przynajmniej się czułem wolny od takich tematów, co trzeba. Ale akurat tak się dobrze złożyło, że ja wtedy wszedłem w zawód, więc to obarczenie takimi tematami, co trzeba je poruszać, mnie specjalnie nie dotyczyło. No to znałem to z domu. Byłem przy tym, jak ojciec te wszystkie filmy robił. No ale tak jest, że jak jest trochę bardziej syto, dostatnie i właśnie bezpiecznie, to Byt jest zapewniony, to można pójść trochę głębiej w siebie wtedy, wreszcie. Mój ojciec tego nigdy nie robił ani w filmie, ani tym bardziej w życiu. To nie była jego historia, jego opowieść, żeby się tak introspekcyjnie sobą zajmować. Tak jak mówi o swoich rodzicach, że on nigdy z nimi nie rozmawiał, nigdy nie zadał pytania żadnego. o to, dlaczego się znalazł w domu dziecka. Mówi, poczucie bezpieczeństwa nie było, takie słowa w ogóle nie było modne, chodziło o to, żeby przeżyć. Rzeczywiście trudno człowieka, który myśli o tym, żeby biologicznie przeżyć, wymagać, żeby się zastanawiał nad drgnieniami duszy, albo nad tym, co przyniósł z bagażu, albo właśnie zgłębiał siebie, bo to nie był ten moment.
[20:10.61 → 20:12.87] A: Własne uczucia, które mogą być przeszkodą, żeby przetrwać.
[20:12.87 → 20:46.99] B: No właśnie, chodziło o to, żeby przetrwać, przeżyć. To też jest ten kawałek bagażu, który ja odkryłem w tym swoim właśnie plecaczku, co go dostałem, że jestem z takiej rodziny, która się musiała chować, ukrywać na swój sposób w czasie wojny. Ten bagaż został mój ojciec jakoś nieświadomie, bo oni z nim nigdy też o tym nie rozmawiali tak naprawdę. No i przekazał go jakoś dalej, a takie rzeczy wychodzą najczęściej co drugie pokolenie. Pierwsze przeżyło, drugie wypiera, a trzecie próbuje się za to zabrać.
[20:47.07 → 20:49.41] A: A to co wyparte wraca ze zdwojoną siłą.
[20:49.69 → 20:50.15] B: No właśnie.
[20:51.31 → 20:52.39] A: Zapraszamy państwa.
[20:57.57 → 21:00.57] B: Z
[21:03.99 → 21:24.24] C: tego co pan powiedział rozumiem, że ten film miał taką rolę trochę terapeutyczną dla pana. Był to rodzaj takiego uzupełnienia wiedzy, której pan nie miał z jakichś tam powodów i którą pan próbuje nadrobić po latach. Dobrze zrozumiałem?
[21:25.70 → 21:28.04] B: Tak, tak, tak. W jednym wymiarze na pewno tak było.
[21:28.22 → 21:35.32] C: Jakbyśmy, mam wrażenie, jakbyśmy chcieli nadrobić stracony czas w tych relacjach. Dobrze to czytałem?
[21:37.02 → 22:06.66] B: Tak, z tym, że on nie zawsze był tracony. To były takie Wie Pan, rozmowy, które żeśmy naprawdę prowadzili przez lata i pewne konflikty, które się tkliły i one tak nie wiadomo było skąd one się biorą i właśnie postanowiliśmy, a może jak pojedziemy w tę podróż, to można załatwimy, wie Pan, w tej podróży po prostu. Już sobie wszystko powiemy, tak naiwnie myśleliśmy, wszystko sobie teraz powiemy, jak pięknie będzie wymiecione spod dywanu i wszyscy już będziemy szczęśliwi. I rozumiem, że ten cel nie został
[22:06.66 → 22:16.61] C: zrealizowany, rozumiem, tak, że zostały dalej pytania bez odpowiedzi, czy emocje, które nie zostały nazwane, ma pan takie poczucie, że ten cel nie został do końca zrealizowany?
[22:19.27 → 23:16.69] B: Wie pan, ten cel był z tego, co myślę, bardziej celem czy motywacją dla mojego ojca do tego, żeby wziąć udział w tym filmie. Wreszcie porozmawiajmy tak do końca szczerze, żebyś ty mi zrozumiał, żebyś nie miał do mnie pretensji i się nie czepiał. A ja sobie myślałem, ja się dowiem od niego kim on jest. Tak bardziej. Nie myślałem, że coś załatwię, że coś, tylko myślałem, może gdzieś tam podświadomie myślałem, że usłyszę parę słów, że przykro, że przepraszam, że coś. To było oczywiście dosyć niemądre z mojej strony oczekiwać takich rzeczy, bo nawet gdybym wymusił to na nim, to nie miałoby przecież żadnej wagi. Że właściwie zrozumiałem po tym filmie to, co ja wzyskałem z tego. Wydaje mi się, że jak ma się z kimś kłopot, no to chyba tego trzeba po prostu samemu najpierw ze sobą zacząć rozwiązywać, a potem dopiero z drugim człowiekiem. To może po to była mi ta podróż, żeby to do mnie doszło wreszcie.
[23:17.89 → 23:51.08] C: Historia jest bardzo osobista oczywiście, to jest truizm wiadomo, ale w momencie, gdy pan robi film, staje się sprawą publiczną jakby, prawda? Więc jest pytanie teraz, Jakie było główne przesłanie, gdy Pan robił ten film, jeżeli chodzi o odbiór tego filmu? Mówi Pan tutaj o jakichś aspektach uniwersalnych, o relacjach ojciec-syn. Czy to wyczerpuje te Pana ambicje związane z upublicznieniem tego filmu?
[23:52.68 → 24:36.88] B: Jeśli to się sprawdziło, to wyczerpuje, ale to jakby do Państwa należy ocena tego czy to się sprawdziło czy nie, to znaczy czy to na was działa jako uniwersalna opowieść, czy też was to nic nie obchodzi. I to tak naprawdę dotyczy każdego filmu, który robimy. Każdy film robimy przez siebie, gdzieś tam dla siebie jako widza, a potem na końcu go oddajemy publiczności, jak się uda. I zostajemy z pytaniami czy się udało czy nie. Ten oczywiście projekt jest szczególny, no bo pokazujemy siebie, nasze twarze, nasze życia. nasze myśli, nasze intymności, nasze prawdziwe, naprawdę, bez żadnych zafałszowań, emocje. Ale tym bardziej się czuję bezradny, bo nie wiem.
[24:37.88 → 24:49.24] C: Więc ja mogę w swoim imieniu powiedzieć, że ten film spełni swoją rolę. Ja stanąłem wobec pytania o relacje moje z moim ojcem, więc tutaj brawa dla Pana, bo ten efekt został osiągnięty.
[24:49.28 → 24:51.04] B: Ja się bardzo cieszę, bardzo Panu dziękuję.
[24:51.26 → 25:12.65] C: Gratuluję Panu tego. Natomiast mam jeszcze jedno pytanie. Tam taki wątek o tożsamość taty. On raz się czuje tym, raz kimś jeszcze innym, w innym miejscu jeszcze kimś innym. I w tym kontekście pada określenie, jestem żydowskim ojcem. Co to oznacza? Dzisiaj.
[25:13.29 → 25:14.33] B: Dla mnie czy dla niego?
[25:14.81 → 25:15.83] C: No i tak, i tak.
[25:16.97 → 25:55.33] B: Wie pan... Ja sam nie wiem, dlatego cisnąłem go to tożsamość, bo sam bym miał kłopot właściwie z odpowiedzią na to pytanie. Kim jesteś? Najtrudniejsze pytanie na świecie, nie? Właściwie. Też jestem ojcem. Czy jestem żydowskim ojcem, czy polskim ojcem? Nie wiem, myślę, że jak on mówi, czy też jak ja go zmuszam właściwie, żeby to wypowiedzieć, że on jest tym żydowskim ojcem, To ja czuję, że w tym się kryje jakiś taki rodzaj,
[25:57.25 → 25:57.47] D: dla
[25:57.47 → 26:38.77] B: mnie jakby to powiedzieć, takiej neurotycznej relacji, czy czegoś takiego, jakiegoś takiego rodzaju takiego, takiego zawiśnięcia nad swoimi dziećmi, takiego w obawie, że coś im się stanie. Takiej, takiej czasem neurotycznej dbałości, żeby nic się złego nie wydarzyło, bo przecież to nie chodzi, w tej żydowskości nie chodzi o to, że on mi przekazywał jakąś wiedzę na temat przodków. bo on sam jej nie ma, ja też nie mam. Na temat religii nie, on jest ateisto, on nie wierzy w Boga, nie wie nic na temat żydowskiej religii. Więc nie wiem, dla mnie to jest zagadka, co z niego wycisnąłem tak naprawdę. Wie pan, co on chciał przez to powiedzieć.
[26:39.69 → 26:40.95] C: Nie ma pan ochoty...
[26:40.95 → 28:36.16] B: Ale to jest bardzo, wie pan, to jest skomplikowane, podobnie jak, no on się nie bez kozery wymigiwał od tej odpowiedzi strasznie długo. Ja go pytam, czy się czuje Polakiem czy Żydem, to mówi tak, Jeżeli Żydów bili, to się czułem Żydem, a jak bili Polaków, no to się czułem Polakiem. No to jest opowieść o tym rozdwojeniu takim, o przynależności do dwóch tradycji czy do dwóch kultur naraz. Takie trudne bardzo dziedzictwo, no bo takie dziedzictwo, wie Pan jak to jest, jak się młody człowiek jak ja dowiedziałem się, że jestem Żydem, Polakiem żydowskiego pochodzenia. No to oczywiście rodzice te niedobre informacje, zawsze, mogę powiedzieć, bo sprawdzałem to u różnych moich kolegów, próbują sprzedać jako coś bardzo dobrego. Zaczęło się od tego, że ja wróciłem ze szkoły i mówię, pobiłem jednego Żydka, wiesz, tato. Mówię, jak to? Mówię, tak, był taki jeden i nastukałem go po prostu. Mówię, nie, nie, zaraz, chwileczkę, to ja zaraz ci tutaj siadę i ja ci to wszystko objaśnię. Może miałem 7 lat, byłem w pierwszej klasie. No i mi wszystko objaśnił. No ale objaśniał mi, że Einstein, Rubinstein, Newton, to jest ta dobra część wiadomości. Gorsza część wiadomości to są pogromy, Auschwitz, wygnania i ludzie bez ojczyzny. No i nagle się dostaje taki przedziwny, schizofreniczny bagaż. Byłem normalnym chłopcem siedmioletnim, nagle dostałem taki bagaż, jak to fantastycznie jest być tym Żydem, bo oni są tacy zdolni, wiesz, synku, ale z drugiej strony Setki, tysiące, miliony ofiar pomordowanych i zabitych. To jest bardzo ciężki, jak teraz widzę, komunikat do udźwignięcia, taki rodzaj dziedzictwa. No i tak zostaje się z tym samemu, bo żadnej wspólnoty wokół, nikogo wtedy jeszcze nie... Dzisiaj to może młodzi mogą się zapisać do gminy, czy do jointu.
[28:36.30 → 28:37.28] A: Zwłaszcza, że to był rok, który 72.
[28:37.78 → 29:20.38] B: No tak. I się zostaje z tą wiadomością. Jeszcze bardziej człowiek jest samotny. Ja byłem samotny niż byłem przedtem. No więc jak on mi mówi żydowskim tatą, no to też w tym jest Einstein, Rubinstein i w tym też jest 3 miliony zagazowanych i tysiące, gdzieś setki lat wygnań. Nie wiem co chciał powiedzieć. On sam nie wie kim jest myślę i to bardzo często, mnie to w ogóle nie dziwi. Ja tak go troszkę cisnąłem też właściwie w swojej sprawie, żeby się dowiedzieć kim on naprawdę jest, bo sobie myślałem, że jak on mi odpowie na to pytanie, to może ja będę lepiej wiedział, kim ja jestem. Wie pan, no to... Właśnie miałem zapytać,
[29:20.60 → 29:31.88] C: jak ta tożsamość u pana wygląda. Czy ona jest taka, że tak powiem, różna, niespójna jak u ojca, czy inaczej to wygląda?
[29:32.18 → 30:13.95] B: No ja myślę, że u każdego człowieka, no bo jesteśmy jednak różnymi ludźmi z ojcem i u mnie pewnie trochę inaczej to wygląda. Z drugiej strony on miał jeszcze to szczęście, że miał kontakt z kawałkiem tej żydowskiej swojej rodziny, która Zresztą to niebywałe, bo ona w całości przeżyła. Wszyscy bracia i siostry mojego dziadka przeżyli część na wschodzie, część na zachodzie, część w Polsce, wrócili do Warszawy i on te rodziny miał w pewnym sensie. On ich znał, on był w tym specyficznym takim tyglu tradycji. Ja tego już nie miałem. Z kim ja jestem? Tak, jestem Polakiem żydowskiego pochodzenia, najprościej mówiąc.
[30:15.88 → 30:21.46] C: Jeszcze pytanie o te zdjęcia w tle archiwalne. To są zdjęcia kręcone przez kogo? I to są zdjęcia pańskiej rodziny?
[30:21.96 → 30:22.98] B: Tak, to są prawdziwe.
[30:23.08 → 30:24.48] C: A kto to kręcił?
[30:24.96 → 32:29.45] B: Jak tata występuje, to znaczy, że kręciła mama. A jak mama, no to prawdopodobnie tata lub druga żona mojego dziadka, która też umiała trzymać kamerę i sama nawet robiła zdjęcia. Czyli oryginalne, archiwalne zdjęcia rodzinne. Tak, ja pamiętam, jak ojciec mi raz na jakiś czas w dzieciństwie pokazywał te filmiki. Ja bardzo lubiłem je oglądać. Miałem pewnie pięć czy sześć lat i prosiłem go, błagałem go, żeby mi rozstawił ekran, wyciągnął projektor. To była cała procedura. To nie było łatwe do zrobienia, wymagało wysiłku. Trzeba było go trochę naprosić, żeby on to zrobił, a raz na jakiś czas przy okazji większych świąt, typu moją rodziny, no to on ten sprzęt wyciągał i pokazywał mi te filmiki. Ja je bardzo dobrze pamiętałem z dzieciństwa. Potem one się gdzieś tam przeleżały w jakimś takim kuferku, schowku gdzieś u mnie w domu. W momencie, kiedy zdecydowaliśmy się robić ten film, to już wiedzieliśmy, po co sięgniemy. Mieliśmy więcej archiwaliów, ale już nie takich prastarych robionych na ósemce, tylko takich trochę nowszych, z 80-tych lat. Mieliśmy jakieś nawet sceny właśnie ojca z nową żoną i tak. Nawet próbowaliśmy to włożyć do filmu na zasadzie takiej trochę... Bez sensu zresztą kombinowaliśmy, Jak się okazało, takie ilustracje, że rzeczywiście była taka żona Anna, tata się wyniósł, wyprowadził, widać inny dom. Tylko zrozumieliśmy, że w ogóle to, co w tym materiale jest mocne, to ta archiwalność, że to jest ten mały chłopczyk i ten jego młody wówczas ojciec. A dzisiaj ja już taki bardzo młody nie jestem, ojciec jest starszym człowiekiem. Czas, minął, upłynął czas. jakby nie ma co tak podrobno mu opowiadać o tym, jak on upływał, tylko na kontraście. Był mały, a jest duży. To jest siła w dokumencie, wydaje mi się. To prawdziwa archiwalia. Pan pyta, ja już się przyzwyczaiłem do tych pytań, a na początku się bardzo dziwiłem, ale się okazuje, że na przykład był taki film, Sary Polej, historie rodzinne. Bardzo dobry film, fajny.
[32:30.49 → 32:33.19] A: Chyba jest jeszcze na ekranach, bo to weszło jakieś pół roku temu.
[32:33.41 → 32:55.91] B: Jeszcze pewnie gdzieś tam do zobaczenia jest. I tam są archiwalia. No ale jak się film skończy i idzie lista płasta, jest napisane, że mamę grała tak aktorka, tatę grał taki aktor, ale perfekcyjnie zrobione. Więc jak właśnie dostaję takie pytanie, czy to są prawdziwe archiwalia, to już się przestałem dziwić. Tak, te są akurat prawdziwe.
[32:57.19 → 32:57.73] C: Bardzo dziękuję.
[32:57.97 → 32:58.73] B: Bardzo dziękuję również.
[33:00.21 → 33:11.95] A: Zapraszam. Kto z Państwa ma ochotę włączyć się do dyskusji? No
[33:32.87 → 33:35.77] B: właśnie, żeśmy dosyć słabo się dogadywali.
[33:36.19 → 33:49.05] A: Ja powtórzę pytanie do streamingu. Padło pytanie o to, jak było z montażem? Czy były dyskusje duże? Czy dogadywaliście się z ojcem? Co do poszczególnych scen?
[33:51.69 → 37:20.59] B: Ta historia powstania tego filmu jest taką dosyć dramatyczną sinusoidą. Bo najpierw była ta część warszawska, w której rozmawiając doszliśmy do rozwodu rodziców i tu ojciec już przestał chcieć rozmawiać. Potem odczekaliśmy rok czy półtora roku zanim ruszyliśmy w tę podróż. Odbyliśmy tę dwudziestodniową, czy tam jakoś tak mniej więcej osiemnastodniową podróż i wróciliśmy z niej. Ja zsynchronizowałem materiały, część obejrzałem i czekałem aż ojciec się zgodzi. Czekałem, żeby się to dalej zabrać, żeby to usiąść do montażu, zacząć w ogóle zbierać pieniądze na ten film. No i to minęło dobrze ponad rok minął zanim ojciec się zdecydował, że on chce w to wejść. Także to jest taka historia tego, ile trzeba przejść wewnątrz siebie różnych takich... no ile tam drzwi trzeba otworzyć, żeby się wreszcie zdecydować na to, żeby ten film mógł powstać. I kiedy siedzieliśmy do montażu, to było trudno. Właściwie od samego początku było dosyć trudno. Już na etapie wyboru materiał się przegląda, trzeba wybrać to ujęcie dobre, a to do kosza, ten tekst dobry, ten do wyrzucenia. Już na tym etapie się bardzo różniliśmy poglądami. No i przyszedł taki moment, kiedy się okazało, że właściwie nie jesteśmy w stanie się zgodzić do niczego, w żadnej sprawie. W żadnej sprawie nie mogliśmy mieć jednomyśli. No i ja wtedy usiadłem z Przemkiem Chruścierewskim, montażystą, usiadłem sam i w jakimś dosyć krótkim czasie podmontowaliśmy taką trochę dłuższą niż ta wersja i pokazaliśmy ojcu za pytaniem, czy by przypadkiem zaakceptował takie układki mniej więcej. No i nawet się przez chwilę wydawało, że mu się spodobała jak to jest złożone, ale każdy widzi siebie inaczej, każdy chce być inaczej przedstawiony i on bardzo chciał, żeby pewne sceny wyrzucić, w niektórych scenach coś dodać. Ta mu się nie podobała, bo źle wygląda. No zrozumiałe. No i w pewnym momencie doszliśmy do takiej ściany, że zrozumieliśmy, że jednego filmu nie będzie. Umawialiśmy się na jeden film, no ale chyba nie wyszło. Ojciec bardzo chciał zrobić swoją wersję z tych materiałów, więc wziął mój film, taki mniej więcej, jak go państwo widzieli, po czym go tam obudował, bo jego wersja jest dłuższa. Obudował, czyli dodał, ale też czasami obciął, wyciął, ocenzurował. lekko mnie kneblując. Jak to w życiu między rodzicami a dziećmi? Ty nie możesz tej historii tak pamiętać, bo ja pamiętam ją inaczej. To nie tak przecież było. To nie tak było, ty się mylisz. No ale przecież cały myk polega na tym, że każdy z nas inaczej pamięta każdą scenę właściwie. Każdy ma prawo do swojej pamięci tego, jak to było. I ja wiem, że rodzicom jest ciężko przyjąć, że dzieci pamiętają inaczej, że oni przecież mieli takie dobre intencje, a wyszło tak, że my mamy złe wspomnienia jako dzieci z tego. I to chyba gdzieś legło, że tak się wyrażą, podstaw tego, że powstał drugi film. Myślę, że ojciec też chciał tak pokazać, że ja mam swoją wersję i on będzie miał swoją wersję. No i filmy są dwa. Niestety, no ale co zrobić.
[37:20.99 → 37:28.35] A: Ale też na Festiwalu Krakowskim dostaliście nagrodę EGZEKWO, złoty róg bodajże za pełnometrażowe dokumenty.
[37:28.85 → 37:50.43] B: Jeszcze sprytniej niż EGZEKWO, bo tam szefem jury był bardzo taki miły, inteligentny znajomy reżyser rosyjski, który nas dobrze zna i my jego. I on nie dał EGZEKWO, tylko on dał nagrodę za jeden wspólny projekt. Tak nazwał te dwa filmy, więc już naprawdę To był super Salomonowy wyrok w tej sprawie.
[37:50.93 → 38:15.69] A: Ale też w uzasadnieniu tam padło takie sformułowanie, że to jest też film czy filmy o ludziach wykonujących ten sam zawód, o ojcu i synu. I ten element rywalizacji pojawia się też w filmie, co prawda w żartobliwej formie, ale ta nitka ciągnie się gdzieś tam przez cały film. Mówicie o tym, kto wygra w łapki.
[38:16.52 → 38:25.52] B: I mówimy o tym, czy ja będę zadowolony, jak ja mu dam wygrać. To ustalamy reguły gry dotyczące...
[38:25.52 → 38:30.56] A: Oczywiście, to jest metafora dotycząca całego filmu, ale też osobny temat jakby.
[38:32.14 → 38:44.80] B: Z tą rywalizacją to właśnie wyszło tak, że mimo, że tak powiem, pewnej deklaracji, że nie rywalizujemy, jednak się okazało, że tak. No chyba nic nie ma złego w rywalizacji z własnym ojcem.
[38:45.22 → 38:47.10] A: Nie, no myślę, że jest zdrowa.
[38:47.38 → 38:48.10] B: A w drugą stronę?
[38:49.16 → 38:54.12] A: No wiesz, gdyby było tylko w jedną, to by nie było rywalizacji, tak?
[38:55.34 → 38:57.58] B: No nie, muszę rywalizować z kimś, kto nie chce rywalizować.
[38:57.60 → 39:13.08] A: Nie, w drugą stronę to już nie jest specjalnie zdrowe, tak. No ale właśnie w momencie, kiedy ojciec i syn wykonują ten sam zawód, to sytuacja się komplikuje. Bo się spotykacie już nie jako ojciec i syn, tylko jako dwaj artyści.
[39:13.49 → 39:30.69] B: No tak, ale też oczywiście, że to było tu istotne. Ale też ojciec położył na szale swój wizerunek i swój pomnik, który przez lata budował przecież, na który się sam wzniósł czy wspiął lub na który go posadzili ludzie.
[39:31.97 → 39:33.83] A: Może myślał, że ty mu wybudujesz kolejny.
[39:34.27 → 40:01.09] B: Ja myślę, że to zrobiłem. Tylko mu zrobiłem pomnik ze swoich uczuć. Myślę, że lepszego portretu mu nikt nie zrobi już. Ja mu zrobiłem. Nie wiem, nawet jeśli jest bardzo z niego niezadowolony, to ja uważam, że w moim filmie jest bardzo miłym, budzącym ciepłe uczucia, kochanym człowiekiem. Takim go chciałem pokazać. A że on siebie widzi inaczej, chciał siebie pokazać inaczej, to ja już nic nie mogę na to poradzić.
[40:01.87 → 40:07.87] A: To jak u Witka Cego zrobiłeś taki realistyczny portret, nie ten wylizany.
[40:09.07 → 41:20.83] B: Ja uważam, że człowiek Taki właśnie prawdziwy, co ma trochę mądrości, a trochę głupoty w sobie, czy właśnie tej brzydotej piękna jest prawdziwszy i jest lepszym bohaterem, a nie właśnie taki z zaokrąglonymi rogami, taki, który nie bodzie, taki, który się zamiast mówić, to się wypowiada i mówi zawsze mądre rzeczy. To dla mnie jest nudny bohater, nieciekawy po prostu na filozof, na reportaż telewizyjny, a nie na film o ojcu i synu. On tak siebie chciałby widzieć i tak się przedstawił. No ale w pewnym sensie zrobił film o sobie sam, w tej swojej wersji. To jest jego wersja naszej historii, a też jego wersja samego siebie. Dla mnie to jest bardzo bolesne, bo to też pokazało, jak wygląda tak naprawdę w praktyce, w praniu, jak wygląda to deklarowane partnerstwo, deklarowana równość. To jest równość do momentu... Ja myślę, że to rodzice, my rodzice, mówię, bo ja też jestem ojcem, my często mamy z dziećmi, Tak właśnie, że jest równość, ale na naszych zasadach. Możecie wszystko dać, ale pod warunkiem, że my się na to zgodzimy.
[41:21.15 → 41:29.73] A: Ale to jest przecież to poczucie bezpieczeństwa, którego ci brakowało w dzieciństwie. Te ramy i te reguły, które ustala ojciec.
[41:30.29 → 41:36.07] B: Nie, jak ustalaliśmy reguły filmu, to miał być jeden film podpisany przez nas dwóch i ja się tego trzymałem.
[41:36.47 → 41:41.81] A: Ale też trochę jesteście starsi i ty już nie potrzebujesz sztywnych reguł od taty, tylko czegoś zupełnie innego.
[41:42.10 → 41:54.64] B: No teraz już od niego tego nie mogę dostać i wydaje mi się, że to też jest o tym film, że już nie dostanę, nie dostanę tego, nie będę tego miał, wezmę to sobie skądinąd sam, to sobie załatwię, ale nie od niego już.
[41:54.64 → 41:55.66] A: No bo czas już minął.
[41:56.08 → 43:00.94] B: Czas już minął i to dla mnie to jest ten eksperyment i być może też ten film jest o tym. Ja mam kłopot w ogóle z mówieniem o czym on jest, bo ja naprawdę nie mam kompletnie dystansu do tego, to nie jest żadna minoderia, no tylko rzeczywiście nie wiem. No bo widzę siebie i ojca, dla mnie to jest prywatna historia, a dla Państwa to są obcy ludzie. Nawet bardzo mi zależało na tym, w tej wersji ojca jest sporo o tym, że wykonujemy ten sam zawód, że jesteśmy reżyserami, a strasznie mi zależało, żebyśmy byli prywatnie ojcem i synem, a to, że jesteśmy reżyserami, to wykorzystać tylko do tego, że umiemy się w miarę tą kamerą posługiwać i w miarę ten film potem zmontować, żeby on był oglądalny. tylko to mnie w tym, to mi było potrzebne z tego naszego zawodu, a nie miała to być opowieść. Życie dopisało puentę, ponieważ jak są dwa filmy, to wiadomo, że jest rywalizacja i to jest prawda o naszej relacji. A to też musiałem to zrobić, dokonać tego eksperymentu, żeby to zrozumieć. To trudny eksperyment dla mnie.
[43:03.02 → 43:08.22] A: Proszę bardzo, tu mamy pytanie. Proszę do mikrofonu, dobrze? To będziemy lepiej wszyscy słyszeli.
[43:09.47 → 43:49.01] E: Czy w ogóle jest możliwość obejrzenia filmu pana ojca gdzieś, bo np. dla mnie teraz, jestem strasznie ciekawa jak wygląda tamta wersja. Kiedyś był taki film, życie małżeńskie, fabularny i właśnie pierwsza część to była opowieść żony, tak jak żona to wszystko widziała. a druga część, no te same fakty, albo właśnie widziane oczami męża. No i strasznie mi brakowało wtedy trzeciej wersji, gdzie byłoby, no jak to było naprawdę, bo wydawało się, że...
[43:49.01 → 44:17.51] B: Ale wie pani, właśnie się okazuje, że nie ma naprawdę, no nawet w filmie Rashomon nie ma naprawdę, tylko każdy ma swoją wersję wydarzeń i to jest, no chyba naj, też najcudowniejsze w życiu, że nie ma jednej prawdy, nie ma jednej wersji. Ojca film nie będzie w telewizji pokazywany, bo on jest za długi, nie pasuje do ramówki, ale może się uda przekonać państwa tutaj w Teatrze Starym, żeby te ojca wersje pokazali kiedyś.
[44:17.63 → 44:39.97] A: Ja nawet chciałam pokazać oba filmy, ale obawiałam się, że państwo nie wytrzymacie tak długo, bo film Marcela trwa 75 minut, czyli mielibyśmy półtorej godziny projekcji plus dyskusja, no to robiłyby nam się prawie trzy godziny. i uznaliśmy tutaj w teatrze, że to trochę jednak zbyt duże wyzwanie. Może niesłusznie?
[44:40.07 → 46:36.47] E: Nie, może byliby tacy, ja bym została. Natomiast jeszcze chciałam powiedzieć, że właśnie oglądając ten film i śledząc tę waszą rozmowę, myślałam o moich rodzicach też. Ja już nie mogę porozmawiać z moimi rodzicami. Mama kilka lat nie żyje, ojciec już prawie 20. I właściwie to pomyślałam też o tym, że może mamę mniej, bo z mamą byłam jakoś bliżej, ale zresztą ja wyjechałam ze swojego rodzinnego domu 45 lat temu, więc też nie byłam tak na co dzień. Potem przez ileś lat byłam takim gościem w domu, więc jak przyjeżdżałam, to takie były raczej sprawy bieżące, zresztą to też było moje miasto rodzinne, tam miałam przyjaciółki, więc jak przyjeżdżałam to tak było wszystko, nie było takich rozmów. I tak dzisiaj mi się zrobiło szkoda, bo ja tak moich rodziców widzę bardziej właśnie zewnętrznie, a to co było w nich w środku np. dlaczego mój tato, ja się mogę domyślać, że po prostu mój tato był taki, bo pewnie go tak wychowano. Bo taka była moda, że mężczyźni nie okazywali uczuć, chociaż byli pewnie tacy ojcowie, którzy właśnie brali. Ja na przykład nie pamiętam, żebym siedziała u mojego taty na kolanach albo coś takiego. Nawet nie pamiętam, żeby mi jakiś kupił prezent. On po prostu oddawał mamie wszystkie pieniądze, a mama była od kupowania prezentów, tam chodzenia na wywiadówki i czegoś takiego. No myślę, że mi tego brakuje, a jeszcze myślę, że też ja nie potrafiłam tego dać potem swoim dzieciom, tak jak teraz bym chciała i na to też już jest za późno.
[46:37.43 → 46:39.16] B: I tak jak sama bym chciała.
[46:39.45 → 46:39.64] E: Proszę?
[46:40.01 → 46:41.53] B: No na to to chyba nie jest za późno jeszcze.
[46:41.78 → 47:00.31] E: No nie, no wie Pan, moje dzieci są w wieku Pana, moje wnuki już są dorosłe, więc Na pewne rzeczy jest za późno. Oczywiście, że to co mogę, to robię, ale pewnych rzeczy nie można nadrobić. Tak jak pan mówi, że już pan od swojego ojca nie dostanie tego, czego kiedyś miał.
[47:00.31 → 47:01.55] B: Ale zostałem wysłuchany.
[47:02.51 → 47:03.13] E: No tak.
[47:05.53 → 47:08.15] B: Dzieciom też coś można dać, można wysłuchać.
[47:08.95 → 47:09.97] E: No tak.
[47:10.05 → 47:26.45] B: Można samemu sobie coś powiedzieć. Już na kolana to pewnie nie zechcą przyjść, ale można te kolana próbować zastąpić czymś, jakimś innym rodzajem bliskości. Chyba nigdy nie jest za późno na to, żeby zacząć budować, tak mi się wydaje.
[47:27.99 → 47:45.86] E: Chodzi mi o to, że już nie będzie tego co ja teraz np. myśląc i wiedząc już o wiele więcej, że np. chociaż moje dzieci np. nie mają do mnie pretensji o to, że czegoś im tam nie dałam.
[47:46.39 → 47:47.05] B: Skąd Pani wie?
[47:47.77 → 47:53.37] E: No bo mi powiedziały, że nie mają do mnie żadnych pretensji. Chyba, że to była taka kurtuazja.
[47:54.07 → 47:57.91] B: No jak słyszę, nie mamy żadnych pretensji, to brzmi...
[47:57.91 → 48:03.05] E: No to było już jakiś czas temu, musiałabym zapytać teraz.
[48:03.29 → 48:05.85] B: Dbają o Panią, żeby Pani nie zrobić przykrości.
[48:06.09 → 48:08.01] A: Może tak, może tak.
[48:08.17 → 49:34.55] B: Co do tej wersji ojca to... Dziękuję bardzo. To ona nie chce Państwa zniechęcać. Ale gdyby ten eksperyment nasz polegał na tym, że wracamy z tej podróży, dajemy materiał filmowy dwóm różnym montażystom i każdy robi właściwie swój film, inny, różny, to widz by bardzo na tym zyskał. A ponieważ ja tak to rozumiem, że ta wersja ojca jest rodzajem polemiki z moją wersją. To nie jest zrobię swój film o naszej relacji, tylko pokażę ci jak było naprawdę. Wiem co ty pokazałeś, a ja jestem ojcem. Ja mam ostatnie słowo. Ja z twojego filmu zrobię swój film i postawię kropkę i to będzie koniec rozmowy. Więc tak. Tak się tak bardzo od siebie nie różnią, żeby to dla widza wydaje mi się było jakieś. Ja po prostu chcę powiedzieć, że bardzo panom zazdroszczę tego wzniesienia się w górę, bo Mówią, że anioły mają dwa skrzydła, dzięki temu mogą fruwać, prawda, latać. A każdy człowiek ma jedno podobno. No i żeby się wznieść, no to potrzeba jednak mocno się związać, żeby się nad tematem unieść. I to, że go tak ładnie to jest pokazane, no po prostu wzruszyłem się. Dziękuję. Bardzo dziękuję.
[49:36.01 → 50:30.13] F: Ja skorzystam z okazji, że jest mikrofon po sąsiedzku. Ja chciałam panu podziękować za ten film i powiedzieć, że jestem szalenie szczęśliwa, że mogę ten film oglądać w gronie swoich najbliższych. Wprawdzie nie ma jednego syna, bo mieszka daleko i nie mógł przybyć, ale jest z nami starszy syn, jest synowa i jest mój mąż. I chcę jeszcze dodać, że jest pan bardzo odważnym człowiekiem. I dziękuję szczególnie za te sceny fizycznego zbliżenia ojca i syna, bo takie sceny nie zdarzają się chyba w polskim kinie. Przynajmniej ja nie kojarzę. A pan pokazuje, że i w takim wieku jest to możliwe i myślę, że daje szansę nam też pamiętania o tym i być może zbliżania się do takich sytuacji w naszym prywatnym życiu. Dziękuję.
[50:30.95 → 51:58.45] B: Bardzo pan dziękuję. To bardzo wzruszające, co Pani mówi właśnie o tym fizycznym zbliżeniu. W polskim kinie rzeczywiście może tego jest mało, ale to nie było kino w tym sensie, że to było polskie życie nasze. No tak, jakoś mój ojciec jest takim człowiekiem, który tak potrafi się tak. Potrzebuje też tego, żeby się przytulić, być przytulonym, to wszystko jest też takie Czasem, no ale wzruszające, wzruszające w każdym razie. Bardzo mi miło, że Pani tak osobiście odebrała film i Pan również. Cieszę się, bo tym bardziej, że właśnie na spotkaniu dochodzimy do tematu konfliktu i potem już właściwie ten temat rządzi, że właściwie trzeba mówić o tym, że Panowie sobie pokłócili. Każdy ma swój film. Czy to jest takie ważne? Jest jakiś film, jakaś opowieść i życie na razie poszło troszkę, potoczyło się inaczej niż te filmy się zakończyły, ale to jest jakiś proces, który widocznie musiał po tych czterdziestu kilku latach, które my spędziliśmy razem, musiał się zacząć, a nie wiadomo jak on się skończy jeszcze.
[51:58.85 → 52:25.97] A: Ale też myślę, Paweł, tutaj padły takie słowa. Ja bym chciała też co dopowiedzieć, że właściwie można wam zazdrościć tego, że mieliście kamerę, że ta kamera stała się takim katalizatorem czegoś ważnego, że ludziom myślę jest bardzo trudno rozmawiać tak bez powodu, bo co jesteśmy w jakiejś codzienności, mamy jakieś sprawy, coś załatwiamy i nagle nie ma takiego momentu, żeby sobie usiąść i No
[52:25.97 → 52:34.33] B: ale kamera była tylko dlatego, że robimy filmy. Gdybym ja umiał pisać, no to pewnie bym pojechał z notatniczkiem. Gdybym umiał malować, no to pewnie bym...
[52:34.33 → 52:36.39] A: Ale wtedy nie musiałbyś rozmawiać z ojcem.
[52:36.79 → 52:38.43] B: Nie, moglibyśmy robić jedno i drugie.
[52:39.57 → 52:44.07] A: Rozmawiać i malować, no może tak. No tak, ale... Taki pretekst do tego,
[52:44.11 → 52:58.10] B: żeby ten czas ze sobą spędzić po prostu. Kamera nie jest do tego niezbędna. Nam była, bo my jesteśmy troszkę nienormalni, że nam żal po prostu, Jest dobra historia, dobre emocje, one umykają, jak ja tego nie zarejestruję, to jest mi bardzo przykro potem.
[52:58.14 → 53:23.03] A: A ja myślę, że jest trochę jeszcze inaczej, że powszechną sprawą jest nieumiejętność rozmowy i w momencie, kiedy jest jakiś pretekst, jest jakiś katalizator, to jest łatwiej. I że wy macie to szczęście, że może wam ta kamera właśnie nie była potrzebna, a dzięki temu, że pokazujecie to, może publiczność się zachęci. do komunikowania.
[53:23.03 → 54:04.10] B: Trochę do pewnego momentu myśleliśmy, że to będzie zachęta i tak w scenariuszu było napisane, że to, że brakuje takiej międzypokoleniowej rozmowy, że chcemy pokazać, że można i no ale trochę nam to uwiędło na końcu, jak się okazało, że to są dwa filmy i jest konflikt, no to przystało w sprzeczności z tym, co chcieliśmy osiągnąć, bo chcieliśmy, przynajmniej ja chciałem powiedzieć, że rozmowa jest ważna, potrzebna i ma sens. I nadal tak uważam, tylko że widz może się nie poczuć zachęcony o konflikcie, który jest, do tego, żeby taką rozmowę odbyć, bo może zrozumieć, zanim zacznie taką rozmowę, że ona jest związana z pewnymi kosztami i one mogą się pojawić.
[54:04.22 → 54:07.10] A: Ale tak jest. Ale tak jest, że to jest ryzyko.
[54:07.12 → 54:33.52] B: Tak jest. Jak burzymy jakiś zastany układ, no nie oszukujemy, bo chociaż niektórzy podejrzewali, że sobie PR-owo wymyśliliśmy konflikt, żeby się dwa filmy lepiej sprzedały, ale po pierwsze się dobrze nie sprzedają, po drugie Nigdy by mi przyszedł do głowy, żeby się udawać, że jestem pokłócony. Po to, żeby kogoś zachęcić do oglądania filmu. Ale tak ten świat wygląda rzeczywiście, że... Dobrze jak się mówi o jakimś filmie, że jest kontrowersyjny.
[54:33.90 → 54:46.78] A: O tym kawałku świata mówisz. Ja myślałam o tym kawałku, że rozmowa jednak jest ryzykiem, że możemy obudzić dżemony, że możemy obudzić różne uczucia i w sobie i w drugim człowieku i że nie wiadomo jak to się skończy.
[54:46.88 → 55:11.90] B: Absolutnie nie wiadomo. W celu tej odwagi to ja bardzo pani dziękuję, ale myślę, że ojciec chyba był odważniejszy jednak, bo on miał więcej do stracenia niż ja. Ja pytałem, on odpowiadał lub nie i on, że tak powiem, położył na szali całe życie swoje zawodowe, prywatne też, ale pewnie bardziej zawodowe dla niego było ważniejsze.
[55:14.30 → 55:25.30] A: Myślisz, że zawodowe? Ja mam takie odczucie, że jednak chodziło bardziej o jego wizerunek jako ojca właśnie i o jego, wiesz, obraz samego siebie jako ojca.
[55:27.44 → 55:30.64] B: Może, ale gdyby nie zawodowy, to by nie zrobił swojej wersji.
[55:31.26 → 55:35.56] A: No ale to już, wiesz, ale to było później, jak już skończyliście rozmowę.
[55:35.80 → 56:37.54] B: To jest inna historia. Ja myślę, że ja mam do niego szacunek, że się zgodził wziąć udział w takim eksperymencie, no bo ewidentnie impuls i pomysł był mój i naprawdę dosyć długo musiałem, no jak przy każdym mniej więcej filmie, no chodzić za tym, żeby, żeby tego bohatera namówić, mojego ojca namówić, żeby w tym filmie wziął udział w filmie zwanym, no właśnie psychobusem, eksperymentem, pułapką, którą zastawiamy sami na siebie. No i w końcu wychodziłem, ale nie mogłem przewidzieć, że to się zakończy w ten sposób. Dziś jak o tym myślę, to sądzę, że byliśmy obaj bardzo naiwni, myśląc, że się uda stworzyć jedną wersję. I żałuję, że się nie umówiliśmy od razu na dwie. Bo to byłoby... My byśmy byli dzisiaj w takiej formie, żebyśmy mogli razem tutaj usiąść, z ojcem na jednej scenie. Widz by też zyskał, bo miałby dwa naprawdę różne filmy. A tak jest spór i polemika. Kawałek historii.
[56:37.68 → 56:38.96] A: Takie losy eksperymentów.
[56:39.02 → 56:41.18] B: Takie losy takich eksperymentów są właśnie.
[56:41.30 → 57:50.14] G: Bardzo duże. wszystkich tutaj widzach pokazał jak można rozmawiać, że są te różnice i też pokoleniowe jeśli chodzi o wychowanie dzieci. Także myślę takie bardzo dużo refleksji z nas wszystkich chyba wywołał. i spojrzenia na własne rodziny, na własnych rodziców i za to chciałam panu naprawdę bardzo serdecznie podziękować. Byłam wzruszona od pierwszej do ostatniej sceny pana rozmową z ojcem, właśnie poruszaniem tych trudnych tematów, trudnych tematów rodzinnych, że można o tym mówić i że pan powiedział to publicznie, prawda, bo wiele podobnych historii dzieje się w rodzinach, nie mówi się o tym albo po prostu między sobą. A tutaj, że można o tym mówić tak szczerze otwarcie, z rodzicami, prawda, czy z zesztą. Łatwiej z dziadkami niż chyba właśnie z ojcem czy z matką, prawda. Także dziękuję panu bardzo, naprawdę, no wzruszyłam się i naprawdę taka pełna w emocjach jestem. Dziękuję.
[57:50.56 → 58:30.36] B: Bardzo dziękuję. Cieszę się, że jeśli ten film mimo wszystko, mimo jakby tego backgroundu trochę smętniejszego zachęci, no po prostu ludzi do tego. Ja myślę, że dzieciom jest taka rozmowa potrzebna, ale też rodzicom, rodzicom chyba też, rodzicom chyba też. Jedna pani do mnie podeszła po pokazie filmu na Nowych Horyzontach we Wrocławiu i poprosiła, czy nie mógłbym jej dać kopii, bo chciałaby pokazać swojej córce, a nie taka mniej więcej 60-letnia, bo nie może złapać z nią wspólnego języka, nie wie jak z nią rozmawiać i chciała pokazać jej ten film na dowód, że można, że warto, że można próbować, więc widać, że ta potrzeba jest właściwie z obu stron.
[58:30.74 → 01:00:18.01] D: Bo o ile pan był ciekawy ojca i chciał pan uzyskać odpowiedź na jakieś nurtujące pytania. O tyle myślę, że w roli rodziców, bo ja patrząc na ten film myślałem, jak szybko przechodzimy z roli w rolę. Tutaj ojciec wspomina to swoje trudne dzieciństwo i za chwilę wchodzi w rolę ojca i za chwilę jest tym starym ojcem, który jest przez Pana tutaj dla mnie ewidentnie zaganiany do narożnika, próbuje się bronić, momentami odpłaca piękne co na dobre. ale jednak to pan jest tym, teraz jest pan górą i jest pan tutaj recenzentem życia ojca. Ale ta rola się za chwilę odwróci i będzie pan recenzowany przez swoje dzieci. Ja patrzyłem na ten film, o czym ma właśnie już ojca, który zakończył ten etap, prawda, ja mam lat 50, mój syn 25 i teraz To jest tak, że na początku dostajemy ten plecaczek, ładnie to pan bardzo ujął, później jesteśmy przedmiotem jakichś zabiegów wychowawczych tak zupełnie nieświadomi, a później zaczynamy już recenzowanie życia rodziców, powstają pytania, później zaczynamy być coraz mądrzejsi i tak dalej, i tak dalej, a później się odwracają te role. I o ile właśnie jako dzieci jesteśmy ciekawi życia rodziców, o tyle jako rodzice chcemy otrzymać takie absolutorium z bycia rodzicami. Nie wiem, czy to ojców nie dotyczy bardziej niż matek. I to też jest powód, dla którego chcemy od dzieci usłyszeć, co, jak widziały nas w roli rodziców.
[01:00:18.29 → 01:00:18.49] C: Dziękuję.
[01:00:20.37 → 01:04:02.55] B: No tak, tak, tak jest, jak pan mówi rzeczywiście, że, że ja takie rozmowy już też z moimi dziećmi prowadzę. Ja mam akurat dwie córki, więc Można powiedzieć, że może mam trochę łatwiej, bo one nie próbują na razie zrobić swojego filmu, czy nie próbują mnie recenzować. Na swój sposób to robią oczywiście, ale to nie jest ten rodzaj wyścigu, bo one nie muszą mnie przeskoczyć. Ja czuję coś takiego w relacjach, tak mi się wydaje, że taka modelowa, czyli dobra, Relacja ojca z synem może powinna polegać na tym, że ojciec patrzy jak syn dorasta i się robi coraz mądrzejszy, lepszy czy szybszy i przychodzi taki moment, kiedy on mu mówi leć, bo teraz jest twoja kolej. Ja już to przeżyłem. Teraz ty jesteś w sile. Świat jest twój. Ja się wycofuję, ja zostaję. Myślę, że dla wielu ojców to jest bardzo trudne do przejścia ten moment, że oni pokazują, ja jeszcze jestem, nie przeskoczysz mi póki ja żyję, nie dasz rady, tak, ja cię nie puszczę. Myślę, że to są dialogi, które często synowie słyszą od swoich ojców, że oni za życia mojego nigdy w życiu. A pamiętacie państwo ten, te opowiadania Babla, opowiadania o deskie, o Benikszyku, czytaliście? O, nie? Młodowancek. No nieważne, w każdym razie tam jest Pięknie opisana ta archetypalna po prostu historia buntu synów przeciwko ojcu, zamordyście, który się kończy dla tego ojca strasznie. Jedni to robią przemocą i fizycznie, inni to robią po cichu i delikatnie. Każdy na swój sposób wydaje mi się jakoś to powinien zrobić syn. A z córkami nie wiem jak jest. Z córkami i ojcami ja nie czuję tu żadnej konkurencji ani czuję... Cieszę się jak one mogą ze mną, jak chcą ze mną w ogóle porozmawiać. Ja nawet zachęcam i otwieram ten film zresztą, który wszyscy przeżywali w tej rodzinie, powstawanie filmu, konflikt, który się z tym wiąże. I te moje córki, no się uroczy, nie udało mi się ich ochronić przed tym. Nawet myślałem, że... Właściwie myślałem, że nie warto, że nie chcę ich chronić. To jest kawałek życia, nie ma co ich trzymać pod parasolem. Tak ta nasza rodzina wygląda rzeczywiście i już i nie chciałem tu nic udawać. Ja się staram z nimi rozmawiać prawdopodobnie ponieważ ja też się rozwiodłem i też nie jestem z ich mamą, czyli jakby historia się powtórzyła w związku moich rodziców w pewnym sensie i pewnie ja już dzisiaj płacę za to cenę i pewnie jeszcze zapłacę. Tylko staram się być gotowy na to i na tę cenę i na rozmowę na ten temat. Bo tak sobie myślę, że im uczciwsza rozmowa, tym cena będzie niższa tak naprawdę, a im będzie lżej, a o to tak naprawdę chodzi, bo my jesteśmy dorośli, my sobie poradzimy, a one były, moja jeszcze jedna jest jeszcze dzieckiem niepełnoletnim, no to trzeba o nie dbać po prostu, żeby jakoś przez to przeszły dalej w miarę bezstratnie. Tak przynajmniej myślę o tych pokoleniowych konfliktach, które oczywiście są nieuniknione i one są twórcze, one są budujące. Jakby się synowi nie buntowali przeciwko ojcom, to świat by w miejscu spoczął. To byśmy tu mieli, kiedy ten teatr powstał.
[01:04:04.21 → 01:04:07.09] A: Może jeszcze siedzielibyśmy na drzewach i jedli banany.
[01:04:07.11 → 01:04:17.19] B: Może byśmy siedzieli na drzewach jeszcze. Oczywiście żarty upraszczam, ale to jest motor i to jest siła sprawcza i to jest naturalne i tak powinno być, się wydaje.
[01:04:20.07 → 01:04:28.61] A: Jeśli państwo macie jeszcze jakieś pytania, to zapraszam, bo musimy powoli kończyć, zważywszy porę, bo już siedzimy tutaj.
[01:04:41.65 → 01:04:44.73] E: Nie no,
[01:04:46.45 → 01:05:07.51] B: bo to jest historia, którą oczywiście przecież ja znałem. Przedtem. To nie była dla mnie niespodzianka, że nie wiem jak widz to czyta, ale pewnie czyta to jako, nie wiem, jak czytałeś też te rzeczy. Ja wiem o tym, że tam ona jest pochowana, czy że nie wiem. Nie no, że wiesz, że rozmawiacie o
[01:05:07.51 → 01:05:08.67] A: rzeczy, która jest znana.
[01:05:08.67 → 01:05:09.71] B: O rzeczy, która jest znana nam.
[01:05:10.11 → 01:05:11.93] A: Tyle tylko, że jesteście w tym miejscu,
[01:05:12.01 → 01:06:53.19] B: więc... I dlatego o tym mówimy. I on przypomina jeszcze raz, jak to było. Mnie przy tym nie było, jak on to robił, czyli jak zakopywał te prochy, więc on mi to jeszcze raz opowiada. Nie, tam nic nie było więcej. Tam padał deszcz, co widać. Tam ojciec Mars niechętnie chyba odwiedza to miejsce. To nie jest takie miejsce kultu, że on będzie siedział i rozmawiał ze swoją mamą i tam na tej ławeczce jak najdłużej. Bo ojciec też na grobie swojego ojca zachował się zawsze podobnie, tak samo. Wpadł na chwileczkę. Cmentarz żydowski, więc czasem świeczka, czasem kamyczek. Chwilkę postać i papa do domu. Nie jest tak, że uwielbia. siedzieć na cmentarzach pod każdą postacią, nawet jeśli to jest ogród luksemburski. Nie, tam nie było nic więcej. On mnie zaskoczył. On się szkował do tej sceny. Ja wiedziałem, że on się zbiera, ale nie gadaliśmy o tym nic. To nie było reżyserowane, że nie powiedziałem, a teraz przejdziesz, a teraz podejdziesz, a teraz wyjdziesz, tylko on tam wyprół tak szybko, że ja nie byłem w stanie po prostu go dogonić z kamerą. I byłem zły nawet na niego, bo ledwo dążyłem w ogóle. Powiedziałem, zaraz, zaraz, poczekaj, bo już zdjęcie wyjmuję, już tu szybko. Mówię, nie, no poczekaj, nie jestem gotowy jeszcze, zaraz, moment jest, powtórzmy. Nie mów, nie mręcz, nic powtarzał. Proszę, rób, kręć albo nie kręć. Ja ci teraz wszystko powiem i koniec. Dobra, zamknijmy ten temat. I to było trochę tak. Natomiast się absolutnie nie spodziewałem, że powierzy mi testament ten, który mi tam powieszył. To nie było uzgadniane. On mnie zastrzelił tym, no. No, ale zrobił to, no. A w swojej wersji filmu wyrzucił tę scenę, to znaczy testament wyrzucił. Ale chciał mnie ukarać, wyrzucając. Powiedział, tego nie będzie ani w filmie, ani w życiu. Dosyć, już nie będę cię o nic prosił.
[01:06:56.65 → 01:07:02.15] A: To co, zostajemy z taką puentą, czy jeszcze ktoś z Państwa chciałby się włączyć? Coś weselszego.
[01:07:04.79 → 01:07:14.25] B: Ja Państwu bardzo, bardzo dziękuję za takie osobiste reakcję i za osobiste historie i to, że pani przeprowadziła całą rodzinę.
[01:07:15.89 → 01:07:27.99] C: Czy istotnie ten film zostawił jakiś taki ślad goryczy w waszych relacjach? Jak wpłynął na wasze relacje?
[01:07:31.19 → 01:07:37.63] B: No właśnie, to jest ten najgorszy temat. Przepraszam. Nie, nie.
[01:07:40.07 → 01:07:43.55] C: To pytanie wisi nad salą mam wrażenie.
[01:07:43.87 → 01:09:23.71] B: W moim przekonaniu tak naprawdę właśnie ujawnił, zdarł wszystkie maski już z tego czym ta relacja jest. Ona jest podszyta konkurencyjnością z obu stron i to wyszło mocno w tym co się wydarzyło przy okazji montowania tego filmu. To jakby był drugi film. Proponowałem ojcu, żeby kamerę postawić w montażowni, żeby tam nakręcić jakby taki albo poscriptum, albo coś, co byśmy równolegle montowali z filmem, że tu samochodzik jedzie, ciach, jesteśmy w montażowni, kłócimy się o kształt sceny, samochodzik znowu jedzie, oni się tam kłócą, a my w montażowni się nie kłócimy tym razem, żeby zrobić takie ćwiczenia warsztatowe, pokazać jak można różnie zmontować, teraz będzie po mojemu, a teraz będzie po twojemu i taką równoległość, ale ojciec nie chciał tego, nie chciał tam stawiać kamery, Były dużo silniejsze emocje niż w czasie kręcenia tak naprawdę, bo tam już szło o ostateczny wizerunek, o ostateczny kształt tego, co wy zobaczycie. Tam to było takie schować kartę do kieszeni, może nikomu nie pokażemy, a tu już było dużo większe napięcie. Myślę, że ten konflikt, tak jak teraz o nim myślę, że był właściwie nieunikniony od samego zarania, że właściwie naiwnie myślałem, kombinując, że ojciec się zgodzi na taki wariant, jaki ja chciałem, jaki ja wymyśliłem. No nie jesteśmy blisi, bo w ogóle nie gadamy ze sobą przecież od roku ponad.
[01:09:23.93 → 01:09:24.25] C: Nic.
[01:09:25.39 → 01:09:39.08] B: Nie, nie, no tak mówiąc wprost to tak, tak, no to nie, nie, nie. No nie gadamy, ale to jest taki rodzaj Może przejdzie, może nie przejdzie, nikt tego nie wie.
[01:09:41.74 → 01:09:45.58] C: Wie pan,
[01:09:47.48 → 01:10:28.18] B: nie wiem. Druga strona myślę, że nie wiem, nie wiem co myśli. Myślę, że rzeczywiście, jeśli coś ja mogę tutaj zrobić, to tylko żądać od siebie i od siebie wymagać i samemu próbować się pogodzić z tym, co już zaszło po prostu, że tak już jest. Ale to trudne jest, no taki rodzaj pogodzenia się czy przebaczenia jest najtrudniejszą rzeczą właściwie, jaką można chcieć. Nie, nie, nie żałowałem, nie, bo zrobiłem taki film, jaki chciałem zrobić, jak uważałem, że on powinien wyglądać. No i on jest.
[01:10:29.36 → 01:11:27.04] H: Jeśli można jeszcze na koniec, żeby rzeczywiście nie kończyć tak pesymistycznie jakoś, to tak od strony widza chciałem tylko powiedzieć, bo zaczęliśmy od filmu Koszałki i takiego pięknego syna urodziłem, że urodziłam, że po tamtym filmie ja jako widz rzeczywiście miałem bardzo takie negatywne odczucia i no to taki był ten film, prawda? Natomiast tutaj rzeczywiście, tak jak pan powiedział, to jest jednak jakiś pomnik dla ojca i myślę, że piękny, nie? I tak to odebrałem też rzeczywiście ten film i myślę, że pewnie nie tylko ja, więc więc to jest, że tak powiem, na plus na pewno, że tą miłość, jakąś taką bliskość widać i mimo, że są jakieś tam może rysy, jak to jest w każdym człowieku, prawda, film ładnie, dobrze to pokazuje, to jednak jest to film naprawdę jakoś budujący, jeśli mogę takiego słowa górnolotnego użyć.
[01:11:27.44 → 01:12:39.72] B: Dzięki. Bardzo dziękuję. Ja myślę, że jeszcze jedno zdanie, że to słowo, które takie proste, nie? Parę liter miłość. Ja też chciałem poddać takiej dekompozycji w tym filmie. Zobaczyć, przyżyć mu się po prostu, co ono w sobie kryje. I ono czasem kryje bardzo sprzeczne ze sobą takie uczucia, których pozornie nie można pogodzić, no bo jest i czułość, i bliskość, ale jest też złość, niechęć. Jest no właśnie jak środa ciepłych uczuć i pretensje i to się wszystko w tym słowie przecież mieści, to jest jak ktoś by chciał takiej cukierkowej, lukrowanej miłości takiej, jak taki pierniczek na różowo pomalowany i to serduszko i to jest miłość, to czegoś takiego chyba nie ma, że to jest po prostu taki zbitka, czy zlepek, czy konglomerat, czy jak to nazwać, mieszanina, czasem węzeł gordyjski nie do rozwiązania, uczuć bardzo ze sobą którym jest niby nie po drodze, ale tak naprawdę one razem w sumie wszystkie tę miłość tworzą. No i to tak jest, moim zdaniem.
[01:12:40.02 → 01:12:46.42] A: To jeszcze, żeby spuentować temat koszałki, to akurat po tym filmie relacje z matką jego się bardzo poprawiły paradoksalnie.
[01:12:46.78 → 01:12:57.68] B: Czyli nigdy nie wiadomo. Także nigdy nie wiadomo. Jak zdobyć swoich rodziców i ich uczucie. Bardzo dziękuję Państwu za tę rozmowę.
[01:12:57.86 → 01:12:59.00] A: Dziękujemy bardzo.