Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Kino w Teatrze Starym. „Koniec Rosji”

Wróć

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.03 → 00:33.57] A: Zapraszam oczywiście do ich zadawania, ale ponieważ zwykle jest problem z pierwszym pytaniem, to ja zacznę. Tłumaczysz się Michale z pomysłu, jaki stał u źródeł tego filmu w końcowych napisach. Ma to związek z programem Polska-Rosja. Brałeś udział w realizacji, o ile pamiętam, filmu Marcina Sautera, który też będzie gościem w Lublinie na początku grudnia, przy okazji reklamuje. brałeś udział jako dźwiękowiec w realizacji pierwszego dnia. I to tam właśnie zaraziłeś się tym tematem?
[00:35.77 → 01:59.90] B: To znaczy, tak faktycznie, to był taki projekt Polska-Rosja, gdzie pięciu reżyserów z Rosji robiło film w Polsce, a pięciu reżyserów z Polski robiło film w Rosji. Też była wystawa malarstwa rosyjskiego w Polsce i polskiego w Rosji. I tam gdzieś tam, ponieważ Mój przyjaciel Marcin Sauter robił swój film, więc faktycznie z nim pojechałem, ale temat na ten film powstał kompletnie w losowy sposób, tak jak to większość, jak mi się wydaje, tematów na dokument powstaje. Siedziałem z taką Rosjanką w pubie, dobrze sobie piliśmy i jakoś tak rozmawialiśmy w ogóle o Rosji. Ja jej powiedziałem, że zawsze mnie to ciekawi, że Rosja jest taka wielka, ogromna, 12 tysięcy kilometrów i że jakieś tak 120 milionów osób jest w stanie ją tak naprawdę obronić, że te granice, zawsze tak walczyli o te granice, no taka po prostu rozmowa o genezie może rosyjskości. Ona opowiadała, co jej się w Polsce podobało. No i jakoś tam, jakoś tam w końcu, że ona powiedziała mi, że a wiesz co, jak ciebie tak to interesuje to wszystko, to gdzieś tam moja mama, mojej mamy, kuzynka, czy ktoś tam pracuje w wojsku, I gdzieś tam słyszałem, że są jakieś takie malutkie bazy wojskowe. No i tyle, jakoś tak. Ja powiedziałem, że to brzmi ciekawie, jakbyś mogła coś może się dowiedzieć, to byłoby super, bo to brzmi interesująco.
[01:59.90 → 02:05.08] A: To już tak łatwo poszło, bo wydaje się, że wejść do takiego środowiska to jest mega trudne.
[02:05.18 → 04:32.23] B: Właściwie trzy miesiące później dostałem pocztą kasetę wideo, taki VHS, home video jednego z żołnierzy, nie z tej bazy, ale z innej bazy na Tajmirze, na Półwyspie Tajmirskim. No i od tego się zaczęło, bo zobaczyłem tą kasetę, to było 45 minut, I człowiek chodził z VHS-em takim starym i widać było rozwalony stary domek, jakieś inne działo przeciwlotnicze, które kompletnie nie działało, jakieś psy, no i BL po horyzont z każdej strony. Też na kasecie było napisane, gdzie to się dzieje, więc zaraz spojrzałem na mawę i zobaczyłem, że najbliższej miejscowości jest 500 kilometrów, a też z tego materiału było widać, że tam nie ma żadnej broni, nic się nie dzieje, nie ma żadnego wroga. Ale z drugiej strony też były piekielnie inteligentne twarze, ciekawe osobowości, te strzępki rozmów, które tam były nagrane, też się wydawały jakieś takie nietuzinkowe. No i to gdzieś tam był taki pierwszy impuls, który zaciekawił mnie, że podjął i dalej szukał tego tematu. Potem się dowiedziałem, że jest ekipa z 10, nic nie od lat pięćdziesiątych, że tak naprawdę nigdy nikt o nich nie zrobił żadnego filmu, ani reportażu, ani zostanie pisana książka. I że tam w czasach komunistycznych byli wysyłani, jakby kwiat rosyjskiego wojska był wysyłany. Większość żołnierzy, która po prostu jakoś tam myślała inaczej, można powiedzieć nowocześnie, została tam wysyłana na zsyłkę, no i nie ma granicy z niczym. A po 89, ponieważ wojsko przyszło po części na wojsko już takie zawodowe, to ludzie tam jechali z własnego wyboru. To mnie też zaciekawiło, dlaczego ludzie by, oprócz tych młodych, ci młodzi tam mają półtoralutnią służbę, na którą muszą jechać, ale wszyscy starsi już sami tam wybierają. Więc to mnie zaciekawiło, dlaczego ludzie by jechali na drugi koniec świata na taką ziemnicę i spędzili tam pół roku do czterech, do pięciu nawet czasami niektórzy tam służą a helikopter z zaopatrzeniem przylatuje raz na pół roku i z listami i nie mają tam telefonu, inaczej jest radio z którym kiepsko się połączyć tak naprawdę ze światem zewnętrznym oporze wojskowym no i tyle i jest to co widać w filmie więc to mnie zaciekawiło te wszystkie fakty Zostało dużo pytań w mojej głowie i pomyślałem, że może warto jest o tym zrobić film albo chociaż zbadać ten temat. No i tak to się zaczęło.
[04:32.67 → 04:46.58] A: A jak doszło do realizacji? Bo od takiego pomysłu i fascynacji do zawiezienia kamer w takie pustkowie, ekipy i znalezienia bohaterów. Przede wszystkim wyobrażam sobie, że droga może być wyboista. Jak to było?
[04:47.51 → 07:05.36] B: Tak, to trwało kolejny rok i sporo kosztowało. Na szczęście dostaliśmy dofinansowanie od Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, też od programu Mediadesk Unii Europejskiej i pojechaliśmy na trzy miesiączne dokumentacje do Rosji, trochę jak dzieci we mgle. Wiedziałem mniej więcej, gdzie te bazy są, ponieważ dowiedziałem się od tej cioci, czy tam kogoś tam, tej koleżanki. Wiedziałem też, że dowództwo tych baz jest w Workucie, no więc wsiadliśmy w samolot, polecieliśmy do Workuty, no i zaczęliśmy tam się na miejscu komunikować. Oczywiście była to jakaś taka kompletna, kompletny absurd, bo jak tylko oni się dowiedzieli, co my chcemy zrobić, no to wtedy, znaczy bo... To nie są tajne miejsca, bo tak naprawdę pomiędzy tymi bazami są takie duże bazy strategiczne i to są bazy, które są tajne, tam są samoloty, tam są lodowamacze. i to są takie, tam są też stacje radarowe i to są miejsca, które tak naprawdę odpowiadają za bezpieczeństwo Rosji. Te malutkie bazy były takie już trochę zdeklasyfikowane, nie były na liście tajnych, ale ewidentnie Rosja nie chciała, żeby o nich powstał film, no bo też mieli już pomysł, żeby je zamknąć i już większość z nich jest zamknięta, więc robili wszystko, żeby tak naprawdę już jak najszybciej je zamknąć i żeby, żeby raczej już, bo chłopaki szczeszyli, że nikt o tym nigdy nie zrobił filmu i lepiej, żeby nikt, żeby tak zostało. Więc oni robili wszystko nam na przekór, tak naprawdę. Jak przyjechaliśmy do Workuty, żeby się z nami dowiedzieć, z nami porozmawiać, nasza idea była taka, żeby poznać pograniczników, bo wiedzieliśmy, że tam oni z tych baz przyjeżdżają, więc najpierw taki plan był, żeby po prostu pogadać z osobami, które tam były, z żołnierzami, którzy tam byli, dopiero potem podejmiemy decyzję, czy chcemy oficjalnymi ścieżkami starać się o pozwolenia, bo chcieliśmy zrobić takie rozeznanie, jacy ludzie tam są, jak wygląda to życie, jak wygląda codzienność. jakie mają obowiązki, czy jest tak jak w tym filmie 30-minutowym, 40-minutowym, który miałem, czy jest inaczej. No ale okazało się, że dowództwo właśnie tych bazy, jak się dowiedziało, że my przylecieliśmy, no to zabierali nas na wycieczki, pokazali nam muzeum antropologii, muzeum raniferów, pokazywali nam kopalnie. Po prostu cały, cały dzień, 24 godziny na dobę mieliśmy rozrywki przygotowane tylko po to, żebyśmy nie mogli chodzić po tym mieście, po prostu rozmawiać z tymi żołnierzami.
[07:06.04 → 07:08.00] A: Wieś Pacjonkinowska, tak?
[07:08.34 → 08:36.60] B: Tradycja trzyma się dobrze. Jakiś taki absurd, bo my im uciekaliśmy w ogóle. Mówiliśmy, że przyjdziemy rano, wychodziliśmy o szóstej. Oni już czekali przed hotelem i tak o szóstej rano powiedzieli, że przyjechali dwie godziny wcześniej, bo akurat nie mogli spać i że czekają na nas przed wyjściem. Więc już naprawdę taki kompletny absurd powstał. No nigdy, niby nie byli jakoś nachalni, ale to z drugiej strony naprawdę było bardzo ciężko od nich uciec. A jak w końcu nam się udało z kimś spotkać, z jakimś żołnierzem, to ewidentnie to były osoby podstawione. która nam opowiadała, że jest pięknie, że wita się nowych rekrutów z chlebem i solą i się śpiewa rosyjski hymn na dzień dobry i wiadomo było, że to jest ścięła. Więc wyjechaliśmy z tej workuty jak najszybciej, jechaliśmy dalej już ukrywając kompletnie cel naszej podróży i po prostu podróżowaliśmy po knajpach, już jakieś kontakty złapaliśmy. Zaczęliśmy znaleźć z żołnierzami normalnymi, którzy na takich jednostkach służyli. No i od nich dowiedzieliśmy się tak naprawdę jak to wygląda, jak wygląda to życie, jak wygląda służba, dlaczego tam ludzie jeżdżą. No i od nich jakby byliśmy w stanie wymyślić już sobie, wyobrazić to jak to wygląda. Na podstawie ich opowieści podjęliśmy decyzję, że faktycznie chcemy starać się o pozwolenie, chcemy pojechać na taką jednostkę i chcemy kręcić o tym film. No i potem to było załatwiane też przez już Ministerstwo Kultury, też potem nam taka firma w Petersburgu pomagała. Ale jakby już ponieważ wiedziałem co jest prawdą, to wiedziałem też, do czego dążyć i wszystkie propozycje, które gdzieś tam były ewidentnie naginane, odrzucaliśmy.
[08:37.34 → 08:47.26] A: Ale czy to znaczy, że to było w końcu załatwione na wysokim szczeblu, Ministerstwo Kultury, to w ten sposób dotarliście, czy jednak tak pod spodem i od dołu?
[08:49.94 → 08:51.36] B: Tu też mamy problem.
[08:51.52 → 08:54.20] A: Jeśli możesz o tym powiedzieć, bo może to tajne.
[08:54.38 → 10:39.61] B: Nie, trochę mogę. Było tak, że jak zaczynaliśmy, to jeszcze Polska-Rosja miała dobre relacje. Był ten właśnie projekt Polsko-Rosyjski, który jeszcze funkcjonował i faktycznie tam na wyższych szczeblach ludzie byli nam pomocni. Ale akurat to był 2009 rok, jakaś taka afera mięsna nagle się wydarzyła między Kaczyńskim i Rosją i po prostu z dnia na dzień Rosjanie kompletnie nas wyrzucili, można powiedzieć, i zrezygnowali z jakiejkolwiek współpracy, a też mieliśmy znajomych naukowców, Wojtek Moskal, Kamiński, pan taki głowacki, który prowadzi badania polskie w Arktyce, oni tam kopią odwierty i mieli jakiś taki duży grant, 12 milionów euro na badania i też zostali wyrzuceniem można powiedzieć przez właśnie tą aferę polityczną. Więc wiedzieliśmy, że już na wyższych sferach, jak jest takie napięcie między Warszawą a Moskwą, to w ogóle nie ma szans, żebyśmy załatwili taki koblek pozwolenie. Ale na szczęście poznaliśmy bardzo dużo już takich dowódców niższej rangi. No i oni gdzieś tam nam uwierzyli, że nie chcemy zrobić filmu antyrosyjskiego, że chcemy zrobić film po prostu o ludziach, że chcemy sfotografować to miejsce i tak naprawdę tych ludzi, którzy z jakiegoś tam powodu tam jadą, przed czymś być może uciekają. I wiedzieli, że to nie będzie antyrosyjskie, to będzie po prostu opowieść o osobach, o Rosjanach. I oni nam bardzo pomogli. I pod koniec końców dostaliśmy pozwolenie, żeby nakręcić film ornitologiczny, jak tylko mieszkaliśmy na bazie. Tak naprawdę kręciliśmy film o migracji ptaków z Afryki. I faktycznie mieliśmy taki duży obiektyw, w którym od czasu do czasu kręciliśmy te ptaki, bo tam było ich dużo. Więc mieliśmy taką całą rolkę.
[10:39.91 → 10:41.31] A: W filmie jakoś ich nie widać.
[10:41.82 → 11:23.96] B: Nie, nie, ale mieliśmy całą rolkę nagranych ptaków i dysk opisany tak, że ptaki i materiał ten nasz, nie o ptakach, był schowany głęboko i podzielony, a ten z ptakami był we wszystkich naszych pierwszych torbach i jakby był ładnie opisany, bo byliśmy przekonani, że tak naprawdę jak tylko wrócimy z tej bazy ze zdjęć do większego lotniska, to też nas przeszukają i przejrzą naszą materię. Okazało się, że tak nie było, że mogliśmy spokojnie wrócić do Polski bez żadnych problemów, więc ta przykrywka już nie była potrzebna, ale był to nieźle wymyślony plan, jak obejść.
[11:24.41 → 11:34.07] A: Życie dokumentalisty nie jest łatwe, jak się okazuje. A powiedz, czy film był pokazywany w Rosji? O ile pamiętam, to był na festiwalu Flairtiana.
[11:34.87 → 11:36.99] B: Tak, był chyba na dwóch albo trzech festiwalach.
[11:37.25 → 11:41.11] A: I na Flairtianach dostał nagrodę. Jak Rosjanie odbierają ten film?
[11:42.49 → 12:12.83] B: Też mam wrażenie, że w Rosji wszystko robią podstępem. Zaprosili mnie na najbardziej syfiasty festiwal w jakiejś małej miejscowości. Wszyscy mówili, że to jest wielki festiwal dokumentu. Ogromny, największy. Mnóstwo dziennikarzy w Ekaterynburgu. Okazało się, że sala była na 10 osób. Nikogo nie było. Ekran był... Jakieś fatalnie było tak. Wszystko było zrobione, że było jak najgorzej.
[12:12.99 → 12:14.87] A: Może to było zrobione specjalnie dla Ciebie?
[12:15.05 → 13:15.77] B: Nikt nie wiedział, że tam przyjechałem. Przeszedłem do kina. Ta Panie w ogóle zdziwione, bileterki w ogóle. O co mi chodzi, że nie mam biletu, więc nie mogę wejść. Był kompletny absurd. I mi się wydaje, że to był jakiś taki właśnie plan. Właśnie tak działa Rosja, że oczywiście nie powiedzą wprost, nie zaresztują. Już to nie są te czasy, że pobiją, ale właśnie w taki sposób zniechęcą, zniszczą. I ponieważ na tym festiwalu byliśmy, to już zaprzepaściliśmy szansę, żeby być na moskiewskim festiwalu, który musi mieć premierę rosyjską. A byliśmy zaproszeni na moskiewski festiwal, co się dowiedziałem tydzień później. Więc było to świetnie wymyślone. Mimo tego jakoś tam udało mi się poznać paru dziennikarzy i z tego fatalnego festiwalu się szybko zmiksować. No i potem film poszedł do Permu. i jeszcze do paru innych festiwali, no i tam już też pojechałem, no i tam faktycznie już były normalne sale, większa widownia, co prawda to nie była Moskwa, ale film się spodobał, no i jakoś tak był w ogóle bardzo ciepło odbrany w Rosji.
[13:16.47 → 13:27.55] A: W filmie pada taki cytat, że Rosji nie sposób zrozumieć, ogarnąć umysłem ani zmierzyć Arszynem, można w nią tylko uwierzyć. Masz poczucie, że dotknąłeś rosyjskiej duszy?
[13:32.12 → 14:57.79] B: Ciężko powiedzieć. Gdzieś tam oczywiście chciałem zrobić taki film. Czułem, że w tym miejscu będzie taki styk pokoleń. Wiedziałem, że tam każda osoba reprezentuje kompletnie inne czasy. Wychowała się w innych czasach. Ma zupełnie inne przeświadczenia. Inaczej patrzy na Rosję. Inaczej patrzy też na pewną rzeczywistość. Więc chciałem, żeby to był taki film, że może przez sześć osób opowiemy o większej Rosji. Przez ten cały styk pokoleń. Więc gdzieś tam czuję, że zrozumiałem, choć mi się wydaje, że jest studnia beznata Rosja trochę, ale na pewno poczułem taki, czy zrozumiałem tak naprawdę o co chodzi w tym, że są w stanie tak długo funkcjonować i tak mało osób jest w stanie ten kraj trzymać w ryzach, że ten patriotyzm ich jest naprawdę ładny, piękny, godny podziwu, ale jest taki, że my się bardzo zaprzyjaźniliśmy, piliśmy i w ogóle było pięknie. Polsza, Rosja, Druzja. Ale tak czułem, że jeśli by nagle się okazało, że Polska i Rosja poszły na wojnę w międzyczasie, to my byśmy się rano ubudzili pod lodem, chyba bez żadnego mrugnięcia oka z ich strony. Więc jednak ten patriotyzm jest ostro fanatyczny. I pomimo przyjaźni oni są ostro wkręceni w tę Rosję. Więc to było troszeczkę takie niepokojące, będąc tam. No ale na szczęście się dobrze skończyło.
[14:59.06 → 15:03.20] A: Powiedz, jak znalazłeś tych właśnie bohaterów?
[15:06.24 → 15:43.97] B: To przez właśnie okres dokumentacji. Spędziłem cztery miesiące w Rosji jeżdżąc po tych różnych bazach. Mogłem wejść głębiej, posiedzieć dłużej w niektórych rutynach, ale gdzieś tam w końcu, tak jak powiedziałem, Ci ludzie odpowiedzialni za dowództwo właśnie nad tymi bazami gdzieś tam uwierzyli nam, więc nam bardzo poszło na rękę i pod koniec dnia mogliśmy jednak spotykać dużo żołnierzy, którzy wcześniej tam stacjonowali albo którzy właśnie jechali na takie jednostki, więc no to był taki czteromiesięczny casting, żeby znaleźć najlepsze miejsce i żeby wszedlić się w dobry czas, w którym są akurat tacy, a nie inne osoby.
[15:45.09 → 15:55.02] A: A ten bohater, który prowadzi narrację, to znaczy młody rekrut, który przyjeżdża i wchodzi w ten świat, to za nim podąża kamera. On jest takim pretekstem, żeby pokazać tę bazę.
[15:56.20 → 17:31.01] B: Myślałem tak naprawdę, że film będzie głównie o nim. Słyszałem takie historie, że raczej ci młodzi gadaci sobie tam trochę nie dają rady. Szczególnie, że oni są losowo wybierani. On akurat był z Petersburga. Jest tak, że ludzie z Petersburga mogą być losowo wybrani, mogą być wysłani do Moskwy, albo mogą też być wysłani na taką jednostkę. Jeśli tylko przejdą testy psychologiczne, a większość przechodzi i on przeszedł wcześniej też je. A on nigdy nie był w Syberii, nigdy nie był na dalekiej północy. Raczej też nigdy nie był w takich ciężkich warunkach, z dobrej rodziny w ogóle chłopak, więc myśleliśmy też naładowanie tymi wszystkimi historiami o właśnie młodych chłopakach, którzy sobie nie dali rady, którzy gdzieś tam załamali się i przeżyli jakieś takie jednak bardzo ciężkie pół roku. Szczególnie, że tak jak my przyjechaliśmy było minus 40, słońce prawie w ogóle nie wstawało tam dosłownie na paranaście minut jak przyjechaliśmy. Było kompletnie ciemno. No i to są warunki, jak ktoś nie jest do nich przyzwyczajony, to jednak może przeżyć taką pewną depresję. No i tak zazwyczaj się dzieje. Okazało się, że akurat w przypadku tego chłopaka było kompletnie na odwrót. On chciał udowodnić, że jest twardy, chciał udowodnić, że sobie daje ze wszystkim radę. On wstawał wcześniej, spał mniej, ćwiczył. Też nam tego nie powiedział się. Okazało się potem, że ćwiczył w sporty walki, że w ogóle był mistrzem karate i tak dalej. Otrzymał te asy w rękawie. Więc film dokumentalny jednak się okazało, że miało być film o chłopaku, który się zamuje i być może staje się mężczyzną, a się okazało, że jest film o chłopaku, który sobie daje w pełni radę i tak naprawdę konkuruje z tymi mężczyznami tam na tej bazie.
[17:31.13 → 17:36.69] A: Ale dzięki temu być może jest więcej miejsca na pozostałych bohaterów, którzy są bardzo ciekawi.
[17:37.08 → 20:31.43] B: Tak, więc dlatego jak już zobaczyliśmy, że on jest troszkę płaski, że już złapaliśmy to, co mieliśmy złapać, to zaczęliśmy się o wiele bardziej koncentrować na tych innych bohaterach. No i się okazało tak, że faktycznie ten Valery, który miał taką historię i przeżywał taką sytuację z rodziną, to się okazało punktem wyjściowym, choć na samym początku gdzieś tam Ta scena, w której nagraliśmy tej rozmowy, że on tak bierze to zdjęcie i mówi, że czuje, że ta żona go zdradza. Tak szczerze mówiąc, to było takie nagłe. Wcześniej tego nie zaobserwowaliśmy. On też tego wcześniej nie wspominał, więc byliśmy szkoleni, że to taki trochę bełkot pijacki, że tak po prostu gada. Ale jednak z czasem ten wątek powracał, coraz bardziej powracał. Jednak widać było, że to się działo mu w głowie, że to jest coś, o czym naprawdę Coś go mocno stresuje. No i gdzieś tam poczuliśmy, że musimy iść w tym kierunku, że iść za tym. No i faktycznie ta historia... Nic z nim jakby nie ukrywamy. On nie dostał żadnej informacji. On tak po prostu poczuł, że coś w tym domu się dzieje złego. Potem przed tą ostatnią sceną, w której z chłopakiem, parę dni przed jego wylotem, On zadzwonił do domu i tam faktycznie, ja to nagrałem w końcu, to w montażu wyleciało, coś się dowiedział, choć to nie były konkretne, ale dlatego już się tak jakby troszkę bardziej podłamał. Wrócił do domu, a to jest w ogóle człowiek, któremu w Pierestroicy zamordowali siostrę gangsterzy, który przez też długi stracił prawie dwa razy życie i który tak w końcu już teraz pojechał na taką ostatnią misję, tak naprawdę, żeby spłacić już ostatnie długi. Wyszedł tak naprawdę na swoje, zbudował dom pod Petersburgiem. Poznał tą kobietę, z którą sobie ułożył życie tak naprawdę przez te 15 lat. W końcu miał pierwsze dziecko, 6-letnią córkę. No i tak widać było, że on był szczęśliwy już, że wychodzi tak naprawdę ze swoich problemów, że gdzieś tam już to jest już koniec, że naprawdę to wszystko, co przeżył w Pierestrojce i pod koniec lat 80., że to naprawdę było, no to był hardcore, co ten człowiek przeżył. No i wrócił po tej, wrócił do domu i niestety dwa miesiące Po zdjęciach zamordowała go żona. Tego nie ma w filmie, bo to się dowiedziałem dopiero po zdjęciach. Okazało się, że faktycznie tam był jakiś kochanek i nie wiadomo czy to żona dokładnie, czy to kochanek. Dwóch tych żołnierzy, którzy też wrócili do Petersburga, próbują do tej pory to rozwikłać, gdzieś tam cały czas z nimi w kontakcie i nie mogło do tego dojść. Nikt nie został skazany, nikt nie został złapany, ale wszystko wskazuje na to, że albo żona, albo kochanek to zrobili. Więc niestety człowiek nie żyje.
[20:31.63 → 20:37.91] A: Historia niezwykle dramatyczna, wręcz na fabułę i to taką czarnuchę rosyjską.
[20:39.11 → 21:09.69] B: Najgorsze było też naprawdę, jak się żegnaliśmy przy helikopterze, to tak czuliśmy, że jest człowiek naprawdę bardzo, bardzo blisko tego, żeby to życie już sobie włożyć. Dużo tych ciężkich historii nie ma w filmie, ale naprawdę nie miało łatwe rzeczy. No i tak byliśmy szczęśliwi, że w końcu już jakoś się tam to ułoży, że wróci i będzie okej. No i niestety skończyło się inaczej. więc tak, w Rosji nie jest łatwo.
[21:10.23 → 21:26.71] A: Właśnie zanim to powiedziałeś, chciałam ci zadać pytanie, czy nie myślałeś o tym, żeby to on był bohaterem dokumentu, a on jako postać, rozumiem, że spóźnilibyście się, gdyby był taki pomysł, skoro on dwa miesiące później już nie żył.
[21:27.45 → 21:29.21] B: Znaczy on i tak potem wyleciał, jakby w tym sensie,
[21:32.83 → 21:43.68] A: Trochę taka postać, tak jak mówisz i to co się pojawia w filmie, w której się gdzieś tam historia Rosji odbija ostatnich kilkudziesięciu lat właściwie.
[21:44.74 → 22:07.16] B: Tak, to ciężko jest też te wszystkie jego historie zinkorporować do filmu, no bo oczywiście nie używaliśmy gadających głów. On nie o wszystkim też chciał opowiadać temu młodemu chłopakowi, to co nam opowiadał iść tam na osobności. Nie ze wszystkim chciał się dzielić z innymi żołnierzami, więc też byliśmy ograniczeni na tym, co kamera mogła złapać.
[22:07.26 → 22:12.62] A: Tak, ja nie myślę o tym, żeby coś się znalazło w tym filmie, tylko to wręcz taka postać na osobny dokument.
[22:12.62 → 23:48.56] B: Tak, w ogóle tak naprawdę Tak myśleliśmy. On też świetnie jakoś tak gra. Myśleliśmy, że można go wykorzystać właśnie w jakiejś fabule jako nanotoczryka, który w ogóle trochę gra siebie. Myśleliśmy, żeby do niego wrócić. Choć jak tylko wróciliśmy, musieliśmy montować ten film, bo mieliśmy terminy, więc wtedy nie mieliśmy też pieniędzy, żeby uciec w Petersburgu, ale oczywiście był taki plan, żeby go odwiedzić i być może coś z nim zrobić. Tak, no teraz mam taki pomysł, ponieważ to nie wyszło do filmu, ale on dla tej córeczki nagrywał takie filmy, miał taki aparat cyfrowy i komórkę, która zresztą wpuszcza sobie piosenki z tej komórki, tam nie było zasięgu, ale Rosjanie... Mają hopla na punkcie telefonów, bo używają jako radio, jako telefon, jako notatnik, albo sobie też jako kamerę. Więc on bardzo dużo filmów nagrał tym aparatem dla tej dziewczynki. Mam z trzy godziny takich śmiesznych filmów, jak on opowiada do aparatu. Myślałem, żeby je włożyć do filmu, ale w końcu to wyleciało z montażu. No więc teraz myślimy właśnie, żeby wrócić do Petersburga, odnaleźć tą dziewczynkę, która teraz powinna mieć 8-9 lat. No i zmontować taki film z ojcem i upewnić, że zapamięta ojca takiego, jakim był i że chociaż będzie wiedziała o prawdziwym obrazie ojca. Wydaje mi się, że jeżeli ta matka stała za tym zabójstwem, to na pewno swoją wizję rzeczywistości sprzedała tej dziewczynce. No i teraz chcemy tam wrócić, odnaleźć i przekonać, chociaż i wręczyć ten film. To jest najmniej, co możemy zrobić.
[23:48.98 → 23:59.20] A: Zapraszam państwa do zadawania pytań. Jeśli ktoś ma, ja nie bardzo stąd widzę, gdyby ktoś miał ochotę. Bardzo proszę, pan w środku tutaj.
[24:00.70 → 24:19.76] C: Tutaj już pan wspominał kilka razy, że bardzo dużo rzeczy wyleciało z montażu, znaczy nie pojawiło się w filmie. Proszę powiedzieć, ile było tego materiału na początku i jaki był klucz doboru materiału, który się pojawił w filmie, czyli co decydowało jak gdyby. Powiedziałbym, o tym było sporo różnych dyskusji.
[24:21.83 → 26:29.38] B: Razem mieliśmy jakieś 60 godzin. To nie jest aż tak dużo jak na dokument, niektóre mają po 150-200. W miarę selektywnie kręciliśmy. Mieliśmy historię każdą z tych żołnierzy nagraną. Każdy z nich w pewnym momencie miał taką scenę, można powiedzieć, jak nasz główny bohater Valerii, że trochę pękł albo trochę mu podopadły morały i opowiedział swoją historię życiową. No i te historie były gdzieś tam bardzo podobne do siebie. Zniszczone domy, kobiety krew zdradziły, zostawiły. Kucharz pewnego dnia wrócił do domu po czterech latach służby też na jakiejś takiej bazie w ogóle bez telefonu i widzi takie dziecko bardzo podobne do niego. Mówi żonie, że to chyba ich dziecko. Tak na żonę mówi, że nie, ty już tutaj nie mieszkasz. I od tego momentu zaczął, wyjechał dalej na takie jednostki i całe życie spędził prawie w samotności. Więc jakieś takie mnóstwo smutnych historii, ale nie chcieliśmy w montażu, żeby to był film, taki konkurs smutnych historii tak naprawdę. No więc wybraliśmy tego Valeriego, który gdzieś tam się wydawał takim archetypem takiego bohatera, który tam wyjeżdża, no a resztę zostawiliśmy niedopowiedzianych, ale mam nadzieję, że przez długie ujęcia spojrzeń, czy jakieś takie ewidentnego połączenia, można się domyśleć, że być może tamci mają podobnie. No jednak w montażu trzeba być bardzo selektywnym, bo film w ogóle jest bardzo Napisy może nie płytkim, ale niepojemnym medium. W literaturze można ująć o wiele więcej historii, może być o wiele więcej wątków. Film, żeby się jednak oglądał i żeby była dramaturgia, to trzeba zawsze mniej to więcej. Trzeba zezgnować, wyciąć, wywalić, żeby widz się zasanawiał, domyślał, sam sobie dorabiał historię, niż tak wszystko kawa na ławę wyłożyć. Musieliśmy ostro, ostro, ostro wszystko ciąć i redukować, żeby to miało jakąś taką stworzone przez społeczność Amara.org spójną całość. Zapraszam. Na
[26:35.92 → 27:41.10] D: wstępie chcę podziękować za ten film, bo jestem Rosjaninem mieszkającym w Polsce i mimo, że film jakby nie zawiera pewne fabuły, a tylko jakby takie obrazki charakterów. Film jest udany. Udało się uniknąć takiej jakby bazowej, przepraszam, rusofobii, która dość często w filmach kręconych przez polskich reżyserów występuje. Chociaż troszeczkę ta historia wokół filmu, No może troszeczkę pobawiło, ale ogólnie bardzo wdzięczny jestem temu, że Pan w ciągu czterech miesięcy no potrafił coś uchwycić z tego życia, niełatwego życia w Rosji. I chciałbym tylko zapytać, gdzie Pan kręcił, czy to jeszcze była ta ostatnia jednostka, jedna z ostatnich jednostek, czy już ona była zamknięta i Pan po prostu tam wjechał, zakipał?
[27:42.61 → 27:46.65] B: To było w Naryjanmarze, nad Naryjanmarem.
[27:47.63 → 27:49.27] D: Czyli tam bliżej tego Tajmyru, tak?
[27:49.41 → 28:10.41] B: Na takiej malutkiej wyspie, jakieś 400 kilometrów nad Naryjanmar. I to była taka jednostka, która już, tak, prawie była zamknięta. Jedna z ostatnich. Dziękuję za pierwszy komentarz, bo tak faktycznie mnie to też denerwuje w polskich filmach, strasznie właśnie stereotypowe podejście do Rosji.
[28:10.87 → 28:35.59] D: Pan po prostu podszedł do tego jak sam, jak biała kartka i do białej kartki również, nawiązując nawet do tych pustoszek białych. Jak pan w tamtych warunkach zmieścił swoją ekipę, jak pan tam przebywał, bo widać, że ciasno, prawda? Jak udało się tam być przez ten czas?
[28:36.83 → 29:35.89] B: Mieliśmy taki malutki pokój na górze tej bazy, taka spiżarnia była, która została wyczyszczona dla nas, no i tam się gnieździliśmy w piątkę, no bo bardzo nie chcieliśmy, żeby cokolwiek naszego było w tej ich przestrzeni na dole, więc wszystko trzymaliśmy na górze i schodziliśmy tylko dwie osoby tak naprawdę na zdjęcia. Ja operator dźwiękowiec, bo czasami ja brałem sprzęt dźwiękowy. I byłem tylko z operatorem, żebyśmy byli prawie niezauważalni, żebyśmy mogli sobie tam funkcjonować na dole i nie przeszkadzać im w codziennym życiu. Ale też przygotowaliśmy się bardzo do tego, byliśmy parę tygodni w górach, spędziliśmy. Pan Kamiński, Pan Moskal też nam konsultowali jakby cały ubiór i sprzęt i tak dalej, więc byliśmy dobrze przygotowani do tego, jak w takich warunkach sobie dawać radę. Nie chcieliśmy im zawracać po prostu głowy, jakby chcieliśmy być przygotowani na wszystko, żeby po prostu móc od początku do końca ich tam obserwować.
[29:36.81 → 29:58.40] D: Jeszcze raz podkreślam, że spodobało się podejście pana do tej życiowistości i stąd pytanie, czy będzie jakaś kontynuacja w tym, no może nie koniecznie w zakresie tak dalekiej północy, może coś Pan ma w planach jeszcze nakręcić o Rosji, czy o innych terytoriach, bo były w związku.
[30:00.19 → 30:40.47] B: Nie wiem, zobaczymy. To nie tak, że mnie pasjonowała Rosja. Jak zobaczyłem tę kasetę, to wtedy to mnie zaciekawiło, bo jednak takie miejsce magiczne. Więc nie jest tak, że mam jakąś preferencję do jakiegoś kraju. Po prostu ciągną mnie mocne historie gdzieś, gdzie jest przygoda, coś można nowego się dowiedzieć o świecie, ludziach. Jakieś takie absurdy mnie ciekawią, więc Rosja oczywiście jest bardzo pojemna takich historii, więc mam nadzieję, że na to się jeszcze takiego trafię. Ale jakoś tak nigdy nie szukam tematów. Tak same zazwyczaj wpadają, więc jak coś padnie, to na pewno będę otwarty, żeby to przyjąć.
[30:40.71 → 30:41.41] D: Jeszcze raz dziękuję.
[30:44.15 → 31:42.53] A: właśnie z tego cyklu Polska Rosja Nowe Spojrzenie, bo to był taki program, w którym polscy dokumentaliści robili filmy o Rosji, młodzi polscy dokumentaliści, a młodzi rosyjscy o Polsce i wydaje mi się, że w tych filmach udało się uniknąć stereotypów. Zresztą pokażemy tutaj jeden z dokumentów albo nawet dwa. Na pewno pokażemy elektryczkę Maćka Cuskę. 3 grudnia zapraszam państwa. To jest krótki metraż powstały w ramach tego programu. I te filmy naprawdę są bardzo ciekawe i wydaje mi się, że właśnie unikające takiej stereotypizacji. Miejmy nadzieję, że uda się powrócić do tego pomysłu, do tego projektu, jeśli tylko na górze zaczną wiać pomyślniejsze wiatry. A wracając do twojego filmu, Michał, to ja chciałam cię spytać, czym dla ciebie jest dokument? Tak z grubej rury.
[31:43.35 → 31:49.71] B: Dokument to chyba wtedy, kiedy ludzie nie grają u kogoś, kim nie są.
[31:49.99 → 32:09.41] A: No tak, tak, tak, ale ja pytam nie o definicję dokumentu, bo ona jest szeroka i pojemna, natomiast pytam cię o to, czym dla ciebie, jakim medium to jest, bo powiedziałeś, że dokument, że film to jest takie w gruncie rzeczy płaskie medium, że nie jest tak pojemny jak literatura, że podlega pewnym prawom, a jednak uprawiasz tę sztukę.
[32:11.11 → 32:11.90] B: Potrafię pisać?
[32:13.53 → 32:15.42] A: Czuję, że się wykręcasz...
[32:15.42 → 32:16.59] B: Kiepsko maluję.
[32:16.88 → 32:19.09] A: Wykręcasz się od odpowiedzi trochę.
[32:19.24 → 33:31.45] B: Nie no, jakoś tak po prostu to się nauczyłem robić, więc to robię, ale też oczywiście doceniam te plusy. Wiem, że to nie jest aż tak pojemne jak literatura, ale jest dla mnie plusem, że właśnie bardziej działa na zmysły, bardziej działa na wyobraźnię, bo można więcej... Myślę też, że operuję się dźwiękiem, obrazem, czasem. Trzeba się zmieścić w jakieś ramy, więc to jest dla mnie ciekawe. Oczywiście kocham kino bardzo i jest bardzo fajnie się bawić tymi wszystkimi konwencjami i tymi ubostrzeniami, które kino na nas narzuca. Szczególnie też dokumentalne. To jest po prostu wyzwanie, to jest walka z rzeczywistością i cały czas się kombinuje jak to można reżyserować, to w rzeczywistościach zrobić, żeby wydarzyło się coś, co byśmy chcieli i tak dalej. To jest ciekawe. Dokumenty chyba dla mnie to jakby ta przygoda jest największa, żeby po prostu być gdzieś, gdzie normalnie nie mógłbym być. Nigdy nie lubiłem iść na wakacje bez powodu. Jakoś czułem, że nie wiem, nie czułem się dobrze z tym. A jak jestem gdzieś dla jakiegoś powodu, wtedy czuję się, że mogę tam siedzieć pół roku, rok i mogę wszystkich męczyć i zadawać milion pytań i że jestem do tego uprawniony. Jakby bez kamery się jakoś dziwnie czuję.
[33:33.62 → 33:35.48] A: Zatem zgodziłbyś się na taką definicję?
[33:36.00 → 34:35.21] B: Może takiego dokłębnego, tak, no bo też lubię być w miejscach, gdzie normalnie, no bez pretekstu robienia filmu nikt mnie tam nie wpuścił, no bo już nikt nie włoży tyle energii, żeby mi wytłumaczyć jednostce coś, prawda. Wszyscy, którzy jednak biorą w tym udział, nie robią tego dla mnie też, ale robią tego dlatego, że wiedzą, że być może świat to zobaczy, więc przekazują mi swoją energię, ale dlatego, że wiedzą, że coś z tego może powstać i wyjść, więc jakby wtedy jestem uprawniony, żeby marnować Znaczy, żeby czerpać ich czas, tak, żeby zabierać im czas, no bo inaczej, inaczej, tak, trochę jak się podróżuje tylko samemu, no to jest, tylko tyle można się dowiedzieć rzeczywistości, ile, ile chwila daje, tak, no. Więc, no tak, dla mnie jest to możliwe, że być w miejscach, gdzie po prostu nie mógłbym normalnie być i być tam bardzo długo i męczyć ludzi i się dowiadywać tak naprawdę o co tam tak naprawdę, naprawdę chodzi. Więc to jest najciekawsze.
[34:35.55 → 34:48.95] A: A czy są jakieś granice dla Ciebie w dokumencie, których byś nie przekroczył? Pytam o to, bo Twój ostatni dokument, którego niestety nie zdążyłam jeszcze zobaczyć, właśnie ten nagrodzony przedwczoraj na Warszawskim Festiwalu Filmowym, porusza temat bardzo kontrowersyjny.
[34:49.47 → 34:51.39] B: Do niektórych kontrowersyjny, do niektórych mniej.
[34:51.99 → 34:53.66] A: Z opisu tak by wynikało.
[34:54.20 → 36:56.90] B: Jest to takiej grupie, która kręci filmy pornograficzne w własnej produkcji amatorskiej i sprzedaje je w internecie i za pieniądze zarobione, a jest to około 400 tysięcy euro już, ratują lasy w Amazonii. Tak, jest to taki bajkowy świat, co by dzieciaki zrobiły, gdzie sobie kręcą filmy porno i tak, i się dobrze czują razem i uciekają od problemów i od w ogóle społeczeństwa. Tylko, że ta granica jest płynna, no w tym sensie, Z nimi nie miałem problemu wchodzić do łóżka na przykład z kamerą, bo oczywiście nie prototypowałem w ich filmach, bo powiedziałem, że jakby ja ich dokumentuję i oni gdzieś tam to uszanowali. No ale faktycznie filmowałem orgie i filmowałem jakieś takie intymne zbliżenia i tak dalej. No i tam nie miałem z nimi problemu, dlatego że oni też nie mieli z tym problemu, no bo to są ludzie, którzy gdzieś tam którzy to kręci, którzy to robią i tak, i tak. Gdzieś tam jakieś parze, które tego nie lubili, raczej w dokumencie mnie szedł do łóżka, bo bym po prostu czuł, że coś przekraczam, że jakby nigdy nikogo nie przekonał do czegoś, czego by i tak sam nie zrobił w dokumencie w tym sensie. Więc zawsze staram się obserwować przed zaczęciem zdjęć. Spędzam, tak nie wiem, z tydzień, dwa tygodnie z bohaterami. bez kamery, żeby ich poznać, zobaczyć jakie mają granice, kim są tak naprawdę, co lubią, żeby potem jak wyjmuje kamerę, no to żeby być bardzo wiernym tej ich rzeczywistości, żeby nie przekraczać pewnych granic, które być może dla nich już byłyby zbyt dalekie, więc oczywiście nigdy, tak jak Kieślowski mówił, nigdy bym nie wziął na siebie odpowiedzialności, żeby komuś uprzykrzylić dokumentem. Już nie mówię o tym, że można komuś zniszczyć życie, to już jest daleko idąca rzecz, którą można zrobić, ale nawet żeby ktoś się źle poczuł, czy niekomfortowo poczuł w tym, że wstał biurwo infimielem, czegoś takiego bym nigdy nie chciał. Takie odpowiedzialności bym nigdy nie chciał wziąć na siebie. Ale jest to płynne, bo ludzie są kompletnie różni od siebie, więc ta granica jest bardzo płynna.
[36:57.59 → 37:00.35] A: A przy końcu Rosji był taki moment, że wyłączyłeś kamerę?
[37:03.29 → 38:07.87] B: Tak, oczywiście wiele razy. Znaczy mi się wydaje, że na tym polega też zdobywanie zaufania bohatera. Można mówić wszystko, że ma się świetne intencje, że film będzie taki i owaki. Człowiek może uwierzyć, a tak naprawdę bohater zufa reżyserowi poprzez to, co się dzieje codziennie na planie. Ludzie widzą, że kiedy kręcę, kiedy odkładam kamerę, no i gdzieś tam przez to chyba najbardziej buduje to zaufanie. Widzą, że jak kręcę kogoś, kto nie wiem, płacze i jest zdołowany, no to jak potem go kręcę, jak w innej sytuacji, w której jest pokazany męsko i normalnie i widać, że to był tylko jakiś taki moment, no to oni też ufają, no w tym sensie, że widzą proporcjonalnie co kręcę, no i wtedy mogą sobie zdać sprawę, że okej, pokażę wszystkiego po trochu, no ale takie jest trochę życie, tak, no każdy ma górki, dołki i wtedy jakoś to będzie odzerywało prawdziwy obraz tej osoby, więc zawsze staram się być szczery do tego, kim ta osoba jest. żeby tak, żeby to miało potem sens.
[38:12.83 → 38:35.16] A: Czy to jest polskie, taki dodatek, czy... Czy ten dodatek wielkanocny z biciem jajek, kto zostanie zwycięzcą, czy to jest taki
[38:35.16 → 38:53.20] B: polski wtręt, czy to jest obyczaj rosyjski? Ja tak w domu nigdy nie miałem. Nie, to znaczy ja im nie powrócałem pomysłów, co mają robić. Oczywiście tam gdzieś tam Tradycje,
[39:16.80 → 39:44.10] D: które w każdym domu chyba istnieje, Kiedy pisanki wykładają się na stół i każdy bierze sobie jedno czy dwa i rywalizuje. Nie chodzi o jakąś tam dużą wygraną, po prostu taka satysfakcja i tutaj są cwane sposoby, tak jak było pokazane, że ktoś tam z boku uderza, po prostu zabawa wielkanocna.
[39:45.62 → 39:46.98] A: Ale zwyczaj rosyjski.
[39:47.00 → 39:50.26] B: Rozumiem, że w Polsce też istniejący.
[39:50.58 → 39:54.92] D: Myślę, że tak. Nawet w którymś domu tutaj na Lubelszczyźnie to spotkaliśmy.
[39:55.06 → 39:56.60] A: Pani tutaj mówi, że na Mazurach.
[39:57.60 → 39:59.02] D: Nawet na Lubelszczyźnie niektórzy.
[39:59.46 → 40:18.09] A: Podejrzewam, że tak. Proszę bardzo. Tu mamy z przodu pytanie. A, są dwa pytania. Nie, nie, tu. Przepraszam. Do wygłaszania opinii również zapraszam, to nie muszą być pytania.
[40:18.11 → 41:34.90] E: Mam taką drobną uwagę krytyczną, ponieważ jest coś, co mi odrobinę przeszkadza w tym filmie. Mianowicie, odnoszą takie wrażenie, że tłumaczenie napisów jest odrobinę niestaranne, dlatego że zdarzyło się tam sporo, jak na jeden film, błędów ortograficznych. Zbierz była napisana przez Z kropką na przykład, zamiast przez RZ. Na przykład parcjanki. Ja się nie spotkałam z takim określeniem. Po prostu w mojej świadomości to są onuce. Natomiast to było przetłumaczone jako parcjanki i ja po raz pierwszy w życiu słyszałam takie określenie w języku polskim. Na przykład nie mówi się Rosyjska Federacja, tylko Federacja Rosyjska, prawda? Albo na przykład tam osoba, która się wypowiada, mówi słowa, słowa Bogu, to łatwo nawet po polsku zrozumieć, że to jest chwała Bogu, prawda? Że wróciłeś, a to było przetłumaczone jako całe szczęście. Albo na przykład osoba mówi, małodziec, co się na polski tłumaczy jako zuch, prawda? A było to przetłumaczone jako dobra robota, więc po prostu takie nieścisłości, wydaje mi się, że można byłoby to bardziej dopracować.
[41:36.18 → 41:55.97] B: No tutaj wracamy do kwestii, że jestem lepszy w wydaniu w filmach niż w pisaniu. Więc tak, faktycznie budżet nam się skończył, tak już szczerze mówiąc. Nasza producentka zbankrutowała. Nasza produkcja zbagrotowała tak, ja film musiałem za własne pieniądze kończyć.
[41:56.26 → 41:59.07] A: Także sława Bochu, że filmu się udało skończyć.
[41:59.20 → 42:20.87] B: Tak, i dzisiaj wypłakałem jakąś tłumaczkę od rosyjskiego, żeby mi to przetłumaczyła, ale zrobiła to trochę szybko, potem ja to jeszcze sam poprawiałem i tam w ogóle w niektórych miejscach trochę nie są zsynchronizowane na biznes, coś brakuje. Ja to zawsze chciałem poprawić, ale niestety jak już powstała kopia finalna, to już poszło to w świat i nie miałem jak tego poprawić już, więc tak.
[42:20.95 → 42:47.20] A: To niestety jest bolączka wielu tłumaczy, nie tylko z rosyjskiego, również z innych języków. Ja mam takie wrażenie jako widz, że tłumacze znają język obcy, z którego tłumaczą, natomiast coraz gorzej jest z polskim. I też doskonale Panią rozumiem, ponieważ Mnie się różne dziwne rzeczy robią, jak oglądam to siedząc w kinie. Na przykład rewolwer mi się odbezpiecza w kieszeni.
[42:47.98 → 48:24.64] B: Mogę państwu powiedzieć śmieszną anegdotkę, jeśli macie chwilkę jeszcze. Wodzi się, dlaczego napisy są kiepskie, bo tak naprawdę moja producentka, która robiła ten film, W pewnym momencie, jak my byliśmy na zdjęciach, wpadła na świetny pomysł taka osoba, która robiła film z Christopherem Doylem, jakąś taką fabułę z Lambertem, była producentem wykonawczym opowieści z Narnii w Polsce. Wpadła na genialny pomysł, żeby zrobić film fabularny na podstawie tego filmu, no bo taki fajny pomysł na horror był według niej. No i zadzwoniła do mnie, jak ja byłem na dokumentacji w Rosji, powiedziała, Michał, czy ty nie chciałbyś zrobić filmu fabularnego na podstawie tego filmu? Mówiłem, no możemy o tym pogadać. Jak wrócę, zrobię film, to pogadamy. Zobaczymy, co wyjdzie z dokumentu najpierw. Po dwóch tygodniach dostaje telefon drugi i mówi, wiesz co, no i co z tą fabułą? Czy chcesz robić tą fabułę? Ja mówię, no wiesz co, jestem trochę zajęty dokumentem, nie mam bazy, nie mam jeszcze żołnierzy, no tutaj nie jest łatwo. Pogadamy, jak skończę może dokument. No powiedziała, wiesz co, no nie, no bo jednak chcę zrobić ten film fabularny zaraz po dokumencie, no bo nie ma co, jak już bierzesz sprzęt i ekipę, no to lepiej zrobić film fabularny od razu po. Ja powiedziałem, no ale to odpada najpierw, ja nie będę, ledwo mam pojęcie, o czym będzie mój film dokumentalny, więc no na pewno nie zrobię fabuły, więc przepraszam cię bardzo, ale nie w takim wypadku w ogóle, zezgódnujmy z tego. No i po dwóch tygodniach kolejnych zadzwoniła i powiedziała, że ma scenariusz. Napisał to taki pan, który pisze horrory. No i że może mi go wysłać. Ja powiedziałem, że tym bardziej horror mnie nie ciekawi i dziękuję, bo ja w ogóle nie lubię robić gatunkowego kina. Myślałem bardziej o czymś bardzo obyczajowym. No i znowu po kolejnych tygodniach dozwonię. Powiedziałem, że ma reżysera, który ten film może zrobić. Ma ekipę. Adamczyk zgodził się zagrać gównorolę. I że mogę to reżyserować i że już ostatnią mam szansę, że jest Adamczyk, jest scenariusz i jest gotowa ekipa. Ja po raz trzeci się odmówiłem, mając nadzieję, że to się rozbierze za jakieś chore wymysły, pomysły producenta. No i robiłem swoje, no i potem nagle, miesiąc przed zdjęciami, dostajemy telefon, że za miesiąc przylatuje helikopter z Adamczykiem, z ekipą, z operatorem. A w międzyczasie wypytała całą moją ekipę, czy chce brać się na udział. Wszyscy zrezygnowali, więc ona powiedziała, że za miesiąc, mamy miesiąc, żeby zrobić film, ponieważ przylatuje helikopter z ekipą fabularną, z lampami, ze wszystkimi, kręcą horror. W międzyczasie dostałem ten scenariusz, przeczytałem i historia była o polskim fotoreporterze, który jedzie na taką bazę wojskową, żeby zrobić dokument fotograficzny. o tej bazie i się okazuje, że to jest baza, która strzeże świat żywych od świata martwych. Jest to portal, w którym przechodzą zombie i że to jest ostatnia ostoja ludzkości. No i po czasie się okazuje, że jednak ci pogranicznicy już są martwi, że to są zombie, a to dobrzy zombie, którzy chronią świat przed złymi zombie, a pod tym jest w ogóle cały świat podziemny duchów. Więc poprzez czytanie tego, to nie powiedziałem, że to jest dobry joke, ale chyba nikt na to nie pójdzie, bo takie filmy Piesta, które robił w latach 70., przypominało klątwę Doliny Wężów. No ale ona była kompletnie przekonana, że zrobi to dokumentalnie, że to będzie świetny film, taki Blair Witch Project tylko na Syberii. Na szczęście Adamczyk dostał ospę w późnym wieku i musiał leżeć w szpitalu, bo to już niebezpieczne w takim wieku, więc troszkę im się przesunął ten wyjazd. Ja w ogóle mogłem skończyć ten film, bo tak naprawdę tak już przejęła się fabułą, że zapomniała o dokumencie i była gotowa nam w ogóle dać dwa tygodnie zdjęć, co by się wiązało z tym, żebyśmy nic tam nie zrobili. a dwa lata nad tym pracowałem, więc na szczęście Adamczyka Ospa troszkę przesunęła, no ale zaszantażowała mnie i kazała mi tam zostać, żebym był takim pomagierem na planie ich, więc wszyscy wyjechali, oni przywieźli swoich aktorów, żołnierza się odsunęli, no i zaczęli tam kręcić przez miesiąc fawułę, przy której musiałem pomagać i na przykład robić martwego psa z kości, z jakiegoś mięsa i ze skóry renifera. No i nakręcili to, ale się okazało, że po powrocie, i wydali na to dwa miliony a propos, To TVN finansową. No i się wrócili do Warszawy i się okazało, że nie da się tego zmontować, bo jakiś reżyser kręcił od reklam i powtarzał 15 dubnie. Ktoś wstawał, brał szklankę, wychodził, no ale nie było tam za bardzo historii. No i zmontowali z tego chyba 40 minut, a film miał mieć 1,5 godziny. Potem się okazało, że główna aktorka w ogóle była tak fatalna, że trzeba by ją wyciąć. Więc zostało im 20 minut filmu, Więc żeby ratować sytuację wzięli Przybylską i Przybylska chyba w jakimś studiu dogrywała te wszystkie sceny, potem ją komputerowo tam wsadzali, a potem dopisali scenariusze jeszcze całe miasto podziemne, które nagrali w Katowicach w kopalniach i tam były jakieś sceny właśnie polowania Przybylskiej Adamczyka na wampiry. Wydali chyba kolejny milion. Zmontowali to po raz drugi, no i tym razem wyszło im chyba 50 minut filmu. No i oczywiście tego się też nie dało oglądać i nikt tego nie przyjął. No i ten film leży na punkcie i chyba nigdy nie powstanie. No i przez to zbonkrotowałam ja producentkę, ja nie mogłem skończyć swojego filmu i musiałem z laboratorium wykupić negatyw, żeby zmontować ten film i go zrobić. Więc odpowiadam na panie pytanie, dlaczego napisy są kiepskie. Tak w skrócie.
[48:24.66 → 48:45.75] A: Wydawałoby się, że taka prosta sprawa. To jest taki film zombie, proszę państwa. Ta pani już raczej w Polsce niczego nie zrobi, bo to nie jedyna produkcja, którą ona położyła. Jest jeszcze parę takich nazwisk, o których już w branży wiadomo, że trzeba bardzo uważać, ale takie rzeczy się też zdarzają.
[48:47.42 → 48:52.14] B: Mam making of z tego jeszcze być może. Kiedyś, kiedyś tak coś z tego zmontuję.
[48:52.16 → 48:59.62] A: Ja podejrzewam, że ktoś kiedyś wyciągnie ten film z archiwów i to będzie po prostu taki kultowy film, który zrobi furorę.
[49:00.14 → 49:05.88] B: Mam tego trailer na komputerze, tego ich filmu. Tak, tak.
[49:06.32 → 49:15.62] A: Proszę państwa, ale wracając do dokumentu i do Michała, zapraszam. Czy ktoś, proszę bardzo, tutaj jest pytanie od pani.
[49:17.17 → 49:24.07] B: O tych milionach proszę nie mówić, żeby
[49:24.07 → 49:29.07] A: nie było, że Polacy marnotrawią, że polska kinematografia marnotrawi straszne fundusze.
[49:31.55 → 51:26.58] F: W tym filmie jest taka scena, kiedy przyjeżdżają pod granicę, na granicy tam jest słup, nawet, prawda? Czyli świetnie spełniają swoje te obowiązki codzienne, pomimo tego, że tam nie ma kogoś, kto tak bardzo to sprawdza. Nawet jest taki moment, Oni tam popijają sobie po alkoholu i też jest sytuacja, kiedy nic nie skłaniałoby do tego, żeby ten obowiązek został wykonany. Przynajmniej okoliczności ku temu nie sprawiają, ale i tak trzeba. Czyli to poczucie obowiązku ogromne. Ale mam pytanie, czy jeżeli już Pan rozmawiał z tymi ludźmi, odnajdywał ich później, czy zdarzyło się, że ci ludzie oprócz sensu ucieczki od długów, oprócz sensu tego, że ktoś tam jest jako młody człowiek zsyłany tylko w tym wojsku zawodowym, prawda, ci, którzy właściwie tam jako na Ochotnika pojechali, czy oni zobaczyli w tym bezsens, czy był taki moment, kiedy, no bo był moment taki, że sam Pan opowiadał o tym, że dostawali depresji, ale to są też względy, no jakieś takie fizjologiczne, prawda, tam jest ten wieczny, ciemność i tak dalej. No, ja może nawracam nawet do tego, kiedy chciałam przyjść na ten film i był tekst z Kaczmarskiego, prawda, o tym, o tych pogranicznikach właśnie z tamtych terenów i tam były momenty tych za niskich stropów, no takie, gdzie było bardzo ostro i mocno pokazany ten bezsens. Tutaj też było widać, zresztą, no historia pokazuje tak, jak na końcu napis mówił, że nigdy nie zdarzył się żaden incydent. W takim razie, czy w tych ludziach osobiście, jeżeli pan rozmawiał, czy oni oprócz poczucia obowiązku i świetnie wykonanego tego obowiązku, widzieli, zobaczyli ten bezsens tego wszystkiego?
[51:27.80 → 54:43.51] B: Oczywiście, że tak. Nie ludzie raczej, ale chodzi o coś innego, w tym sensie, że tam po prostu Trzeba coś robić. I tam kapitan... Zresztą oni dobrze wiedzą, że tak naprawdę, no po prostu, bez tej rutyny... Znaczy, może zilustruje to dobrze na przykładzie naszego stępa od kamery, ponieważ wzięliśmy tam kamerę 16-milimetrową, na której planowaliśmy nagrać większość filmu, no bo przy Minus 40 nie byliśmy przekonani, czy nasza kamera cyfrowa, która wtedy to była pierwsza kamera HD dostępna. Nie mieliśmy czasu zrobić prób, nie wiedzieliśmy, czy ona wytrzyma, więc mieliśmy plan, żeby zrobić cały film na 16. Okazało się, że ta kamera HD się... Spełniała świetnie i mogliśmy kręcić dużo materiału, no i więcej dokumentalnych rzeczy mogliśmy łapać, no bo nie byliśmy ograniczeni materiałem. Więc nasz asystent przestał pracować tak naprawdę, no i miał tam tydzień wolny. Gdzieś tam po 8-9 dniach, tak na początku czytał książkę, oglądał filmy, pomagał nam. Gdzieś tam po paru dniach przestał czytać, przestał oglądać filmy już tam, bo tam przez dwie godziny na przykład Agregat chodził, więc tam mógł sobie na laptopie coś tam przez dwie godziny obejrzeć. Przestał czytać, przestał oglądać, potem zaczął spać tak o dwie godziny dłużej każdego dnia, aż w końcu spał tam 15 godzin. Jadł śniadanie, jak my jedliśmy kolację. Potem coś tam już dwa razy schrzanił, źle naładował baterie do kamery, więc my już pozwolaliśmy, zaczęliśmy sami to robić, bo nie było czasu, już nie chcieliśmy się na niego zdawać. No i dziś po półtora tygodnia kapitan do nas przyszedł i powiedział, że tutaj widzi chłopak w tym chłopaku, że coś jest nie tak. Ja powiedziałam, no faktycznie coś jest nie tak, nie chce gadać. Tak walienował się, siedzi sobie sam i stracił chęć do czegokolwiek. No i kapitan powiedział, że się nim zajmie. Rano go obudził, dał mu łopatę i kazał mu przekopać drogę do kibla, chociaż wszyscy chodzili po śniegu, nie trzeba było tej drogi kopać. Po dwóch dniach kopania wrócił, zaczął z nami normalnie jeść, funkcjonować, gadać i kompletnie się wyleczył z depresji. Więc tam trzeba coś robić i tamten kabinet bardzo mądrze wie, że każdy musi trzymać pewnego reżimu. Bo tak naprawdę wtedy człowiek dobrze śpi, a jak się dobrze śpi, to się mało myśli, jak to Rosjanie mówią. No i tak jest lepiej, bo tak naprawdę, no co tam jeszcze można robić, jest ta fizyczność bardzo potrzebna tak naprawdę, żeby człowiek nie wpadł w taki letarg i żeby w jakąś taką anhedonie też nie wpaść, więc oni robią to dlatego, że wiedzą, że tak po prostu jest najzdrowiej. Faktycznie, jak my też pracowaliśmy tam te dziesięć godzin, to potem człowiek jest tak zmęczony, idzie spać Czuję się dobrze, bo gdzieś tam mi się wydaje, że genetycznie jesteśmy do tego jednak predysponowani, żeby te 10 godzin pracować, potem spać. Jakoś tak wtedy człowiek wpada w ten rytm i ten czas szybciej idzie. No jakoś tak lepiej jest o wiele. Więc dlatego mi się wydaje, to wszystko tak znoszą i wygląda, że to robią szczerze. No bo nasza sytuacja kamery też szczerze był przejęte, żeby tą transzeję przekopać do toalety, choć kompletnie to nie była potrzebna sprawa. Ale by się go kręciło, no to by nie widziało się tego bezsensu na jego twarzy. Znowu w taki okrężny sposób opowiadam.
[54:45.56 → 55:42.38] G: Na samym początku może pogratuluję panu świetnie zrealizowanego filmu, bardzo przyjemnie się oglądało, bardzo zajmująca rzecz. Dwa pytania jeżeli pan pozwoli poza tym. Pierwsze moje pytanie dotyczy pana takich osobistych relacji i kontaktów z tymi ludźmi, mianowicie czy Czy trudno było Panu, sięgając wgłąbnie jako duszy Rosjanina, czy trudno było wydobyć prawdę z tych ludzi i czy nie było, czy kamera nie była w tym wypadku z dość dużym obciążeniem? Drugie moje pytanie dotyczy Pana inspiracji, bo jeśli chodzi o kino, gdyby miał Pan wymienić reżyserów, twórców, kina, czy polecić jakieś konkretne filmy, co by to było i dlaczego?
[55:45.40 → 58:39.74] B: Pierwsze pytanie, cały czas się zastanawiam, na ile kamera wpływa i zmienia, na ile ludzie grają. Codziennie tak naprawdę się zastanawiam i też wiele razy, tak jak mówiłem na początku, staram się obserwować tych ludzi, rozmawiać bez kamery. Nawet czasami, nie wiem, siadam sobie w kącie, udaję, że śpię i sobie spodcówkuję i patrzę, żeby nawet nie było tego elementu mnie w tym miejscu, żeby dać tym osobom po prostu być sobą i żebym potem miał punkt odniesienia, jak ta kamera się pojawia, tak? czy grają, czy nie grają, czy między sobą rozmawiają o czymś, o czym my normalnie nie rozmawiali, czy tylko rozmawiają między sobą o tym, dlatego że ja jestem. Nigdy tak naprawdę nie wiadomo. Nie ma chyba prostej odpowiedzi na to. Jak się dużo czasu spędza z osobami gdzieś tam, najlepiej w grupie jeszcze, wieczorami właśnie, jak się popije, to w ogóle jest najlepiej. Wtedy człowiek może udawać, że śpi przez 8 godzin i słuchać. Więc wtedy trochę można dowiedzieć się o tym, jak wygląda życie ludzi bez kamery, bez obecności też człowieka. No ale to nie jest łatwe, więc zadaję sobie to pytanie oczywiście cały czas, no ale gdzieś tam mam nadzieję, że... Znaczy, jak czuję w tym sensie, że ktoś aktorzy, czy coś, no wtedy właśnie odchodzę z kamery, zostawiam na trzy dni tę osobę, na przykład kręcę kogoś innego, albo na przykład kręcę bardzo dużą osobą, żeby to wszystko, co ona chce powiedzieć, Zazwyczaj to są takie epizody, że człowiek chce się wyrzucić i jak już ma wrażenie, że to jest nakręcone, to znowu wraca do bycia sobą. Są różne pomysły jak obejść to aktorzenie. Cały czas się nad tym zastanawiam. Nie ma prostej odpowiedzi na to. Jak się dużo, dużo czasu spędza z kimś, to tak zauważyłem, że ludzie po prostu tracą energię, żeby udawać kogoś innego i po prostu już te zmęczenia są sobą. No i wtedy, dlatego w dokumencie jest potrzebny ten czas po prostu, to wymęczenie, te dni zdjęciowe, żeby ludzie przestali grać, żeby się zmęczyli, no i żeby po prostu zaczęli być sobą, no bo są ludzie, no bo za dużo energii kosztuje granie po prostu. Więc wydaje mi się, że pod koniec dnia udało mi się w miarę do nich zbliżyć. Chciałbym w to wierzyć, może tak. Chciałem w to wierzyć, że to się udało. A inspiracje, no mnóstwo mam różnych, jakby nie wiem, tak strasznie lubię filmy Marcela Łuzińskiego, Pawła Łuzińskiego i dużo, nie wiem, Kublika oczywiście też strasznie lubię, Andersona. Tylko ja jeszcze nie wiem. Muszę się zastanowić. Tak, nie no w ogóle lubię, lubię kina, oglądać różne rzeczy, tak, ale jakoś tak
[58:41.76 → 59:54.70] A: To ja jeszcze Państwu przy okazji polecę. Michał, wyręczę Cię, bo ja mam Państwu do polecenia wybitny film. Nazywa się Pustynia Tatarów. Nie pamiętam, to jest jakoś końcówka. To jest genialna fabuła właśnie na ten temat. O strażnikach nieistniejącej granicy, która właściwie niczego nie dzieje. Słuchaj, no jesteś, bo to jednak była fabuła i w dodatku adaptacja opowiadania Dino Bucatiego, przetłumaczonego. Jest to w Polsce, więc można przeczytać i podejrzewam, że będzie trudno dotrzeć do tego filmu, ale w dobie internetu i księgarni internetowych Pustynia Tatarów, fantastyczna obsada, czołówka kina europejskiego przełomu lat 70-tych, 80-tych, od Fernando Reja przez Jean-Louis Trintignant, co najmniej 10-12 takich nazwisk, że po prostu wniatają w fotel. I to jest film właśnie o tym. Także to nie jest tylko problem Rosji. No sorry Michał, przepraszam, naprawdę, nie chciałam Ci tego robić, ale tutaj poczułam się sprowokowana.
[59:55.72 → 59:56.16] B: No nic.
[59:57.49 → 01:00:01.68] A: Mam nadzieję, że mi wybaczysz. Ale chciałam jeszcze wrócić do...
[01:00:01.68 → 01:00:04.64] B: Ale naprawdę tego nie widziałem. A słyszałem, słyszałem, potem już słyszałem.
[01:00:04.82 → 01:00:11.72] A: Chciałam wrócić, no bo ten film w Polsce, ja go widziałam na jakimś przeglądzie DKF-owskim bardzo dawno temu.
[01:00:11.76 → 01:00:12.86] B: Ja go próbowałem zdobyć w Polsce.
[01:00:13.02 → 01:00:57.66] A: Ludzie tak długo nie żyją, więc nawet nie powiem, kiedy to było. I nie wiem, czy on jeszcze był pokazywany w Polsce poza tym jakimś, no nie wiem, ze dwa razy pewnie. Natomiast chciałam wrócić do tego, co powiedziałeś, że nie jeździłeś na wakacje, natomiast ty dużo jeździsz po świecie, bo też jest ciekawa twoja dróżka wykształcenia, że tak powiem. Stypendium artystyczne w Kanadzie, potem studia w Los Angeles, potem filozofia na UW, potem fotografia na ASP w Poznaniu i na końcu mistrzowska szkoła, obecnie szkoła Wajdy, kurs dokumentalny. Tak się nosiło się po świecie i dalej nosi.
[01:00:58.20 → 01:01:06.14] B: Trochę tak. Znaczy nie, że na szkołę mi się nie podobało, może tak. Dlatego często zmieniałem.
[01:01:07.24 → 01:01:16.20] A: Ale powiedz, bo to takie, no to nie jest typowe, żeby facet bez studiów na razie, tak, dostał stypendium artystyczne w Kanadzie.
[01:01:17.58 → 01:01:30.04] B: Miałem farta. Mam anegdotę oczywiście związana z tą historią, nie wiem czy powinienem ją opowiedzieć. To akurat był taki stypendium, które Kasia Figura zrobiła ze swoim mężem.
[01:01:32.06 → 01:01:33.94] A: To się nazywało Artystyczne Witaminy?
[01:01:34.20 → 01:03:40.57] B: Nie, to nie było w ogóle zreplomowane. Przeczytałem artykuł gdzieś o tym i chyba naprawdę dziesięć osób na to złożyło. i chyba byłem jedyny, który czytał znowu angielski, więc zostałem wybrany, bo naprawdę mój dorobek był minimalny wtedy, ale zrobiłem parę zdjęć, miałem jakieś portfolio zdjęć i jakiś taki krótki filmik nagrałem, no nic specjalnego naprawdę. Wydaje mi się, że to był fart, że po prostu nikt inny tego nie zrobił. Potem szybko zamknęli w ogóle to stypendium i się okazało, że Nie wiem, czy mogę opowiadać, czy nie, no ale to jakaś była ściema, ta stypendia, może tak powiem, tylko jakaś była ściema i chyba im do końca nie zależało, żeby wybrać najlepszą osobę. No na szczęście miałem farta i pojechałem i tak się zaczęła moja przygoda za granicą. Tak, ale znaczy pewnego dnia po prostu się pogłóciłem ze szkołą i dlatego nie skończyłem, bo nie mogłem tam jakieś materiały wydobyć, no i oni mi wygarnęli i powiedzieli, ty tu jesteś za darmo, więc przestań się rzucać. Zdarmo bierzesz stypendium, bo faktycznie były osoby, które dały pieniądze i HBO i różne inne firmy, które fizycznie przekazały 150 tysięcy złotych na to moje stypendium. Oni powiedzieli, że nie, nie, nie, tutaj przyjechało dwóch Polaków i załatwili zdarmo szkołę i tutaj za darmo jesteś. Potem się okazało, że dziewczyna, z którą też tam byłem, też ma za darmo szkołę. A firmy, które dały pieniądze, sprawdziłem, naprawdę dały pieniądze, bo te szkoły kosztowały 30 tysięcy dolarów każda, więc ta fundacja zarobiła 60 tysięcy dolarów. Jeszcze mieli nam zapłacić za mieszkanie, za przelot, za nic nie zapłacili. A ja nawet sobie załatwiłem, potem napisałem tam chyba 150 listów do różnych firm, żeby mi dali pieniądze chociaż na mieszkanie, żebym nie musiał tam pracować cały czas, żebym mógł korzystać z tej szkoły, bo się okazało, że musiałem pracować pewien 24 godziny na dobę i nie mogłem chodzić do tej szkoły, więc to był trochę absurd, dlatego z nią zrezygnowałem. No i w końcu znalazłem firmę, która mi 5 tysięcy euro dała z dypendium, ale Kasia wzięła te pieniądze i powiedziała, że ona będzie nimi administrowała i nigdy ich nie zobaczyłem. Potem się okazało, że wszystko było za darmo, A potem otworzyli restaurację na Nowym Świecie. Trzy miesiące później.
[01:03:41.68 → 01:03:43.28] A: Więc... Tak.
[01:03:43.49 → 01:03:44.82] B: A teraz się okazuje, że on ją bił.
[01:03:45.05 → 01:03:50.80] A: Czy idzie transmisja z tego, bo ja nie wiem, czy nie powinniśmy natychmiast dzwonić do naszych adwokatów.
[01:03:51.64 → 01:03:59.47] B: Tak, a teraz się rozstali i tak. On ją bił i był niemiły, więc może on to wszystko wymyślił. Ona była biedna. Biedna Kasia.
[01:04:00.16 → 01:04:04.01] A: Tak, więc... Te transmisje telewizyjne jakoś zaczynają mi...
[01:04:05.71 → 01:04:34.80] B: Więc tak się zaczęła moja kariera zagraniczna, kompletnym fartem, potem pojechałem dalej. Nie podoba mi się szkoła. Nie wydaje mi się, że potrzebujemy szkoły, szczególnie w dobie internetu i TEDa i Wikipedii. Wszystko możemy dowiedzieć się w internecie. Oczywiście dobrze jest mieć kogoś, z kim można filmy konsultować. Czymś takim była dla mnie szkoła Wajdy potem, że tam faktycznie się robiło po prostu film i tam Marcel, Jacek oglądali
[01:04:34.80 → 01:04:37.38] A: się i mi dawali prawdziwe... Marcel Łoziński, Jacek Bławut oczywiście.
[01:04:37.78 → 01:04:55.37] B: Dawali prawdziwe wskazówki i tam to było miejsce, gdzie naprawdę tak naprawdę można było się nauczyć po prostu robić filmu, a cała reszta szkół, gdzie ludzie gdzieś tam już dla czegoś nie robią, to wszystko tak średnio. Ale te dokumenty,
[01:04:57.47 → 01:05:25.73] A: które robisz, też wymagają jeżdżania po świecie. Kobieta poszukiwana też wiązała się z jakimś przekraczaniem granic. Również takich, nie mówię teraz o granicach etycznych w dokumencie, tylko o tym, że Francuz szuka żony w Polsce. na przykład, potem Rosja, potem Berlin i peruwiańska dżungla. Cały czas się nosi.
[01:05:26.89 → 01:05:57.31] B: Ale to naprawdę przyszła tak, jak się dzieje. To naprawdę tak, nie to, że bardzo bym chciał wysoko, ale tak, no, tematy, które mnie ciekawią, gdzieś tam się dzieją za granicą. Ja też jestem otwarty na temat, też zrobię jeden film teraz w Polsce o takim księdzu, który napadł na bank, który się właśnie, bo się zakochał w młodej dziewczynie, która uczył religii, miała 16 lat, i dziecko, więc nim, a ksiądz za bardzo nie ma umiejętności żadnych poza tym, że jest księdzem, więc napadł na bank, bo to była jedna rzecz, którą mógł wymyśleć. Więc teraz robię film w Polsce.
[01:05:58.05 → 01:06:03.03] A: Właśnie, kiedy go kończysz, bo to jest świeża dosyć sprawa, tak? Nie kradnij się to nazywa.
[01:06:03.35 → 01:07:00.83] B: Jeszcze nie wiadomo, tytuł roboczy. Ale tak pół roku będzie gotowy, mi się wydaje. Tak, tak. A tak w tym filmie jest o tym, że ksiądz trafia do więzienia z takimi własnymi kryminalistami. Oni go uczą, co oznacza Bóg, honor, ojczyzna, bo się okazuje, że on nie ma pojęcia o tych wszystkich kwestiach. Nie wie, jak być ojcem, nie wie, co to znaczy kochać, nie wie, co oznacza rodzina. No i tacy kryminaliści, którzy uczestniczyli w grupach przestępczych, uczą go, co oznacza życie, bo oni gdzieś tam, taka prawda, mają jakiś honor w sobie prawdziwy, więc tak. To jest dokument. Nie, dokument, dokument, tak. No jeszcze nie wiem, co z tego wyjdzie, bo nie zmontowałem, ale zdjęcia już są skończone. Więc no tak po prostu tam, gdzie jest jakiś ciekawy temat, no to tam mnie niesie. Nie jest tak, że mnie Polska nie interesuje, Polska mnie też super interesuje. To jest mocno ciekawa historia, akurat tak się złożyło, że tu Francja, tu coś tam Rosja. Taki przypadek naprawdę.
[01:07:01.27 → 01:07:03.27] A: Ale przygotowujesz też debiut fabularny.
[01:07:04.39 → 01:07:05.61] B: Tak, tak, myślę o tym.
[01:07:05.93 → 01:07:06.83] A: Powiesz dwa słowa?
[01:07:08.80 → 01:07:26.18] B: Taka historia, której mam taką ideę, że nie chcę nic zrobić fabularnie, jeśli nie mogę tylko powiedzieć dokumentalnie, a to był taki film po części dokumentalnej, którego nie mogłem skończyć. Znaczy, tak, to się skomplikowało, więc teraz piszę go jakby w formie fabularnej i być może się tak...
[01:07:26.18 → 01:07:28.26] A: A to jest na etapie scenariusza, czy trochę dalej?
[01:07:28.26 → 01:07:48.55] B: Na etapie scenariusza, jeszcze scenariusza, tak. Nazywa się Radość Chwilowego Wyzwolenia, o takich momentach w życiu, w których Zapominamy o tym wszystkim i momenty ekstazy w życiu, które człowiek przeżywa. Jeszcze o tym myślę. Trochę mi zostało, żeby to skończyć.
[01:07:49.83 → 01:07:51.03] A: Zapraszam.
[01:07:52.55 → 01:07:55.77] B: Może państwo już z domu chcą iść? Późno.
[01:07:57.59 → 01:07:58.99] A: Jeszcze jest tutaj pytanie.
[01:08:00.09 → 01:08:24.61] C: Ta scena na Dzień Zwycięstwa, scena z hymnem, z flagą, A tego kilka razy nie powtarzaliście. Jak tutaj z Pana obserwacji wyglądało autentyzm tej sceny? Gdyby Pana nie było, nie byłoby kamery, to wyglądałoby tak samo? I drugie krótkie pytanie, czy bohaterowie widzieli Pana film i jakie były ich wrażenia?
[01:08:27.10 → 01:11:19.94] B: Oprócz tego, że obserwuję ludzi, no to przez te trzy miesiące, jak jeździłem po tych bazach, to takie długie, długie wiady przeprowadzałem z żołnierzami z innych baz. I właśnie pytałem, jak wygląda dzień, jak wygląda rutyna, ile osób właśnie w tą rutynę wierzy, ile to olewa, jak bardzo są ludzie obowiązkowi, co się dzieje podczas świąt. Bardzo dużo żołnierzy przegrało filmy swoje z komórek. Zdjęcia, też jest taka tradycja w Rosji robienia takiej książki, takiego albumu po całej służbie wojskowej, który jest dekorowany, zdobiony ręcznie i tam wklejają zdjęcia różne ze służby. Prawie każdy żołnierz ma taką książkę, więc takich książek widziałem dziesiątki i na podstawie tych zdjęć opowiadali mi właśnie o tych wszystkich różnych rzeczach, które tam robią. W wielu tych opowieściach opowiadało się, że dzień zwycięstwa jest to właśnie dzień, w którym kapitan daje im więcej wolności, że wszyscy razem piją, że jakaś transparentność wiesza się, śpiewa hymny. To mnie zaciekawiło. No nie muszą tego robić, no oczywiście w dużych jednostkach muszą, w małych tylko mogą i tak tego nikt nie sprawdzi, ale że faktycznie to robią, więc tutaj też akurat wiedziałem, że będzie dzień zwycięstwa, no bo wiedziałem, że wtedy będziemy kręcili. Ja im nic nie sugerowałem, ja obserwowałem tylko i zastanawiałem się, co będzie. Oni to wszystko sami zrobili i sami wymyślili. Ponieważ widziałem tych wywiadów, to czułem, że to jest prawdziwe. Czułem, że to robią dla siebie. Oni też potwornie te wszystkie święta obchodzą. I są naprawdę dumni z tego, że wygrali II wojnę światową. Oni są przekonani, że to oni wygrali II wojnę światową. O tym, że najechali Polskę, naprawdę nie mają pojęcia. Jak im się to mówi, to nie chcą w to wierzyć, albo może wierzą, ale w ogóle to nie jest uczone. Na przykład na historii to nie jest uczone w Rosji, więc oni są przekonani, że zawsze byli po dobrej stronie. Więc tam trochę zakłamanie jest, ale na przykład Dzień Pogranicznika jest naprawdę Dniem Wolnym od pracy i Dzień Pogranicznika jest celebrowanym świętem w ogóle narodowym. Oni są potwornie dumni z tego, że taki mały naród jest w stanie trzymać tak wielki granicę. No oni też faktycznie ponieśli największe straty po raz drugi wojny światowej i pamiętają to bardzo. Więc tamten patriotyzm i te święta są naprawdę szczere u nich. A drugie pytanie. Czy widzieli film? Dwójka nie widziała. Ponieważ wysłałem płyty, ale nie dostałem żadnej odpowiedzi, więc nie mam pojęcia, czy dotarły, czy nie. A reszta widziała i podobało im się film, znaczy wzruszyli ich.
[01:11:20.32 → 01:12:49.25] A: Czy ktoś z Państwa jeszcze chciałby zabrać głos? Jeśli nie, to będziemy kończyć, bo widzę, że trzymamy Państwa godzinę. Także bardzo, bardzo dziękujemy i zapraszam za tydzień. Za tydzień pokazujemy wstrząsający, animowany dokument Anki Damian, rumuńskiej reżyserki, o historii Klaudiu Królika, który zmarł po głodówce w krakowskim areszcie, oskarżony o kradzież. Myślę sobie, że to szczególnie ważne obejrzeć ten film właśnie teraz, kiedy, jak Państwo zapewne wiecie, Odbywają się protesty imigrantów przetrzymywanych w ośrodkach. Ludzi, którzy starają się tutaj o azyl albo o prawo pobytu i walczą o to, żeby traktować ich jak ludzi, a nie jak kryminalistów. Walczą o dostęp do szkoły, do lekarzy, do psychologów. są przetrzymywani w więzieniach w Polsce albo w ośrodkach odosobnienia i ten film jest takim głosem, który wydawałoby się, że jest opowieścią o jednostkowym przypadku, tymczasem może się okazać, że jest bardzo aktualny. Zapraszam serdecznie, a jest to przy okazji naprawdę wybitne dzieło sztuki nagradzane już na wielu festiwalach. Dziękuję bardzo.