Kino w Teatrze Starym: „Bogowie”
Wróćopis wydarzenia
Bilety: normalne 10 PLN, ulgowe 8 PLN
„Bogowie”
Polska 2014 / 111′ / od 15 lat
reżyseria: Łukasz Palkowski
scenariusz: Krzysztof Rak
wyk.: Tomasz Kot (Zbigniew Religa), Piotr Głowacki (Marian Zembala), Szymon Piotr Warszawski (Andrzej Bochenek), Rafał Zawierucha (Romuald Cichoń), Marta Ścisłowicz, Karolina Piechota (pielęgniarki), Magdalena Czerwińska (Anna Religowa), Kinga Preis (matka Ewki), Sonia Bohosiewicz (żona pacjenta), Marian Opania (Jan Nielubowicz), Jan Englert (prof. Wacław Sitkowski), Zbigniew Zamachowski (Stanisław Pasyk), Leszek Piskorz (dyrektor kopalni)
Brawurowa opowieść o kilku latach życia słynnego kardiochirurga Zbigniewa Religi, kiedy nie zważając na liczne przeciwności, budował podwaliny polskiej transplantologii i w 1985 roku dokonał pierwszego w Polsce przeszczepu serca.
Historia determinacji i dylematów bohatera na tle trudnych, zgrzebnych lat osiemdziesiątych zgromadziła w kinach ponad milion dwieście tysięcy widzów. Być może dlatego, że prócz wciągającej narracji, znakomitego aktorstwa i zgrabnie zarysowanego tła mamy tu nie tylko solidne rzemiosło (zdjęcia, scenografia, kostiumy itd.) ale przede wszystkim – sporo poczucia humoru. Magdalena Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym
wideo
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.68 → 00:15.88] A: Dobry wieczór raz jeszcze. Witam bardzo serdecznie na kolejnym wieczorze filmowym w Teatrze Starym. Witam też naszych widzów internetowych i TVP Kultura. No i nasz gość Tomasz Kot. [00:17.60 → 00:37.30] B: Witam Państwa. Tomku. Dzień dobry państwu. Przepiękne miejsce. Dopiero po raz pierwszy w życiu mam okazję. To jest dziwne takie uczucie, żeby wejść od kulis i zobaczyć. Przepiękne. [00:41.64 → 01:00.30] A: Państwo są świeżo po obejrzeniu filmu. Ty nie jesteś już świeżo po obejrzeniu filmu. Akcja promocyjna trwa właściwie nieustająco. No ale dwa miliony widzów to jest naprawdę imponujący wynik. Chyba najlepszy wynik polskiego filmu od bardzo długiego czasu. [01:01.12 → 01:15.36] B: No tak się mówi, że to jest chyba pierwszy film, który nie jest lekturą, który sam się tam... Jest w pierwszej dziesiątce chyba po 1989 roku, który jakby doszedł do tego grona. Nie jest chyba komercyjnym, nie jest lekturą, tak słyszałem. [01:16.38 → 02:01.93] A: Tomku, ale zostawmy na boku komercję, porozmawiajmy o twojej roli. Tak się jakoś dziwnie złożyło, że dwie twoje najsłynniejsze role, nie powiem, że najlepsze, a prośba jest, żebyś nie przesuwał krzesła, bo jest tak, pod kamerę jest ustawiony. I mamy też nie wachlować mikrofonami. Dwie Twoje najbardziej nagradzane, nie powiem, że najlepsze, bo masz mnóstwo ról fantastycznych na koncie i moją ulubioną na przykład jest Ratum, które też tutaj było pokazywane, był Marek Lechki u nas. ale dwie najbardziej nagradzane to Rysiek Riedel i teraz Religa, czyli dwie postacie autentyczne. Bardzo szczególna praca, jak się domyślam. [02:03.05 → 02:40.08] B: Bardzo przydało mi się doświadczenie ze Skazanego na Bluesa przy przygotowaniach do bogów, ponieważ po pierwsze byłem 10 lat starszy, miałem te 10 lat doświadczenia pracy przed kamerą więcej, ale też znałem mechanizmy, to znaczy wiedziałem dokładnie, jak pamiętałem jakoś emocjonalnie tamte przygotowania i wiedziałem, że niektóre rzeczy były niepotrzebne, bądź też nie potrzebowałem ich do bogów, typu na przykład Zbigniew Religa nie chodził w kowbojkach, w których ja zazwyczaj nie chodzę, więc przed skazanym bardzo długo chodziłem w tych kowbojkach, żeby jakoś naturalnie w nich chodzić, bo jednak to jest nienaturalny ten obszar. [02:40.10 → 02:44.32] A: Ale podobno chodziłeś w zniszczonych adidasach, w których chodził Religa. [02:44.97 → 03:28.65] B: Tak, to jest taka rada profesora Stóra, który był opiekunem na studiach i on zawsze mówił, żeby rolę zaczynać od butów i to jest też taka stara szkoła i starsi aktorzy opowiadali, że po wojnie jak ci ze Lwowa, z Kresów, jak ci aktorzy lądowali na etatach w teatrach, to też najważniejszy był szewc i buty po prostu, że od butów się zaczynało, bo buty zawsze mają bardzo osobisty wymiar, nie są tylko dla jednego człowieka. Zawsze wybieramy najwygodniejsze dla nas. Chodzi o to, żeby nam było wygodnie, a ubierając czyjeś buty po prostu musimy troszeczkę zmienić perspektywę. Gdzieś tam w głowie, po jakimś czasie to na pewno jakby tym owocuje. Przynajmniej gorąco w to wierzę. [03:29.60 → 03:49.18] A: Ale chyba nie tylko o to chodzi, że to są takie osobiste, osobista część stroju, ale też o to, że buty potrafią zmienić charakter postaci. Może bardziej jest to widoczne u kobiet, bo jak wkładamy szpilki to chodzimy inaczej niż w butach sportowych. Myślę, że mężczyzn to też dotyczy, chociaż może nie jest to aż tak widoczne. [03:51.32 → 04:51.34] B: Ja osobiście nie lubię białych butów, nie lubię jak mi świecą, więc poprosiłem specjalnie o te adidasy białe, bo wiedziałem, że profesor Religa miał swoje takie przydeptane, te białe adidasy. Przez samo to. Pamiętam, przepraszam, tak troszeczkę jakby wrócę do Skazanego na Bluesa. Pamiętam to takie przedziwne doświadczenie, ponieważ jak się przygotowywałem do Skazanego, to w ogóle nigdzie wcześniej nie grałem. Jakby nikt nie kojarzył mnie, nie wiedział kim jestem i tak dalej. Więc kiedy miałem brodę, długie włosy i wchodziłem do Empiku, to ochrona od razu się przyczepiała do mnie z obawy, że po prostu coś zaraz zwinę, ucieknę i tak dalej. I tak naprawdę to doświadczenie, tego, że faktycznie, fizycznie czuję się innym człowiekiem, ponieważ przyczepia się do mnie ochrona i nie wierzy w to, że mam pieniądze w kieszeni, bo przyszedłem po gazetę, powoduje, że już się zmienia coś w mojej głowie, to znaczy ja chociaż przez chwilę mogę poznać inną perspektywę. [04:52.36 → 04:54.04] A: To było twoje wchodzenie w rolę. [04:54.74 → 05:33.41] B: Tak, ale bardziej chodziło o przyzwyczajenie się do innego rodzaju ubierania się. Nigdy w życiu nie miałem długich włosów, więc to było bardzo ciekawe. To też jest taka zasada w filmie, że nie mogą być nowe rzeczy, takie jak z wystawy, bo przecież pokazujemy jakiś fragment realnego życia. Ci ludzie muszą to wychodzić, te ubrania zazwyczaj są spatynowane. W filmach komercyjnych, w komediach, w reklamach często ci ludzie wyglądają jak z reklamy, po prostu są strasznie wyprasowani i kolorowi, natomiast odwrotność jest przy fabule, że jednak przydałoby się te rzeczy wychodzić. Nie wszyscy aktorzy to lubią, no bo to trochę jednak wysiłku wymaga, ale ja tak lubię. [05:34.41 → 05:44.19] A: To powiedz, z czego mogłeś zrezygnować przy budowaniu postaci religii, co jeszcze przy Riddle'u funkcjonowało? nauczyło tam to doświadczenie? [05:44.83 → 08:12.88] B: Jak się zbliżałem do trzydziestki i pojawiła się propozycja Skazanego, to też jako aktor strasznie chciałem, naczytałem się tych biografii hollywoodzkich aktorów i chciałem łapać takie nastroje, jakieś takie, żeby ulec troszeczkę magii chwili, że tu są muzycy rockowi, trasa koncertowa, ale potem pomyślałem sobie, kurczę, nie wezmę heroiny, żeby zobaczyć jak to jest, to w ogóle nie ma najmniejszego sensu, więc tak naprawdę pomyślałem sobie, Ta metoda w sumie też nie ma sensu tak do końca, że musimy wszystko przeżyć, sprawdzić i zobaczyć, żeby dobrze to zagrać. No bo nie wiem, Antony Hopkins nie zjadał ludzi w ramach przygotowania do milczenia owiec. W pewnym momencie człowiek jest skazany tylko i wyłącznie na własną wyobraźnię, a to jest z kolei podstawowy element. Plus 10 lat tego doświadczenia spowodowało, że przy bogach byłem bardzo selektywny, to znaczy założyłem sobie pewien rodzaj takiej metody najprostszej na świecie. Kiedy byliśmy u pani Anny religii, poprosiłem, ale korzystając z doświadczeń ze skazanego. Przy skazanym oglądałem dziesiątki, setki prywatnych zdjęć z albumów, które nigdy nie były publikowane. Natomiast przy bogach przyszedłem do pani Anny religii i powiedziałem, że potrzebuję tak naprawdę dziesięciu takich urwanych, takich gdzieś złapanych na chwilę, że pamiętam jak byłem dzieckiem, jak były aparaty tylko na klisze, to ludzie raczej się przygotowywali do tych zdjęć, to były strażackie zdjęcia. Panie poprawiały włosy, ludzie stawali na baczność i tak dalej. Bardzo rzadko zdarzały się takie zdjęcia gdzieś w ruchu, gdzieś ktoś przechodzi, ktoś przypadkiem pstryknął, bo szanowało się każdą klatkę. Więc ja poprosiłem głównie o takie zdjęcia, sfotografowałem je sobie wszystkie telefony, wywołałem i jakby dostrajałem się do tych, próbowałem odtworzyć grymasy, same te grymasy zastane na tych zdjęciach. Wymyśliłem sobie moment pstryk, co to było w momencie pstryk, czy on się uśmiechał chwilę później, czy był zły. Zacząłem się tak bawić własną wyobraźnią. Wyobraźmy sobie, co się stało trzy sekundy później, trzy sekundy wcześniej, czyli jakby Całość ujęcia, które widzę w lustrze trwa już sześć sekund, nie siedem, osiem. No i tak w ten sposób po prostu się mechanicznie przeklejałem w te grymasy i to była na przykład w pewnym sensie droga na skróty, ale ja wiedziałem, że jest najefektywniejsza jeśli chodzi o ten film i to było jakby to był efekt doświadczenia zaskazanego na bluesa w ten sposób. Przepraszam, trochę być może chaotycznie się rozwinąłem. Przepraszam o takie tendencje do barokowego owijania. [08:14.81 → 08:43.03] A: Jeśli państwo macie już jakieś pytania, to bardzo proszę. Jest taka opcja. A jeśli nie, to zaraz tutaj będziemy kontynuować. Proszę bardzo. Patrzę też na balkon, żeby państwa tutaj nie... O, tam jest pytanie. Bardzo proszę. Ja powtórzę pytanie, bo tutaj pewnie nie było słychać. Jak to się stało, że pana wybrano do roli religii? [08:44.51 → 09:25.69] B: Kiedy zastanawiano się nad koncepcją scenariusza, który okres życia profesora religii chcemy przedstawić, mnie wtedy nie było absolutnie w tym zespole, prawdopodobnie nie byłem w orbicie zainteresowania, ale producent, który strasznie chciał zrobić ten film. Wiem, że było trzech aktorów, w zależności od okresu życia. Kiedy zdecydowano się, że to będą lata 80., okres pierwszego przeszczepu, No to wtedy ktoś do mnie zadzwonił, ale dlaczego, jaka była motywacja tych, którzy wpadli na pomysł Tomasza Kota, nie mam pojęcia, nigdy nie rozmawialiśmy. [09:26.75 → 09:32.75] A: A czy to było już Tomku na tym etapie, kiedy Łukasz Palkowski był, już było wiadomo, że Łukasz Palkowski reżyseruje film? [09:33.53 → 09:44.07] B: Tak, ja pierwszą rozmowę odbyłem z Łukaszem, który też jakby chwilę wcześniej prawdopodobnie pojawił się w Watch Out Production, czyli jakby u Piotra Staraka. [09:44.95 → 10:04.49] A: Bo nie wiem, czy państwo wiecie, to może taka krótka dygresja, to jest jeden z nietypowych przykładów, taki film, w którym najpierw był scenariusz, nie było reżysera. Krzysztof Rak jest scenarzystą, nie jest reżyserem i to był film, który szukał swojego twórcy i Łukasz Palkowski był bodaj trzecią osobą, której zaproponowano reżyserowanie tego filmu. [10:04.81 → 10:21.15] B: Tak, to zazwyczaj jest tak u nas, że reżyser pisze sam tekst, potem sam robi ten film, wcześniej sam zbiera pieniądze, więc jakby za każdym razem jest to taka bardzo sytuacja wręcz porodu filmu, że ten człowiek przez kilka lat po prostu musi przejść te tysiące kilometrów. [10:21.31 → 10:29.73] A: Nie zawsze to jest dobre, bo potem oglądamy efekt takiego zmęczenia na ekranie czasem. No ale to są bardzo różne przypadki. Tu było inaczej. [10:30.15 → 10:30.49] B: Tak jest. [10:30.99 → 11:02.09] A: Powiedz, jak rozmawialiście na początku o tej roli? Czy to było takie myślenie bardziej techniczne, czy drążyliście bardziej psychologicznie? Bo to, co powiedziałeś o tym, jak ty do tego podszedłeś, to robi takie wrażenie, jakbyś od takiej zewnętrzności zaczynał. I zastanawiam się, do jakiego stopnia wchodzenie w zewnętrzność zmienia też właśnie coś w głowie. Do jakiego stopnia to pozwala wniknąć, że powiem górnolotnie, w duszę bohatera. [11:02.83 → 13:12.38] B: Powiem państwu taką historię, nie wiem czy jest to anegdota, jest to autentyczne wydarzenie z planu filmowego. To był pierwszy dzień zdjęciowy. Ja się czuję aktorem ruchowym przede wszystkim. Gdzieś jestem w stanie zaobserwować, że każdy inaczej chodzi, ale to nie jest jakaś wyjątkowa cecha. Są często tacy klauni, którzy naśladują hut na ulicach przez chwilę, chodzą za ludźmi. Więc jeśli mamy taką charakterystyczność w przypadku profesora religii jak zgarbienie, no to ja wiem, że jakby zacznę fizycznie starać się odtworzyć to, tak żeby nie sparodiować. To jest bardzo ważne, żeby nie popaść w parodię, żeby to nie było przerysowane. I wiedziałem o tym, że jakby od tej zewnętrzności muszę zacząć. I ta zewnętrzność też, jeśli człowiek bardzo długo zaczyna przyjmować czyjąś inną perspektywę, mówię tutaj o fizyczności, ona coś w głowie robi, coś tam się dzieje, naprawdę. Pierwszego dnia zdjęciowego byłem na sali operacyjnej i profesor, konsultant, który pamięta te lata osiemdziesiąte, był wtedy też kardiochirurgiem i pracował z profesorem, patrzy na mnie. Oczywiście wszyscy mówią, kurczę, świetnie, włosy, w ogóle fajnie wyglądasz, super chodzisz i tak dalej. Słyszałem dużo komplementów takich. I pamiętam, że on mówi tak, pan ściemnia. Ja mówię, ale jak? No naprawdę, starałem się jak mogłem. I pan ściemnia każdy kardiochirurg, jeśli jest praworęczny, to lewe ramię ma niżej. Chyba, że jest leworęczny, który prawe ma niżej. I on mi wyjaśnił, że jeśli przez tydzień czasu na przykład przeprowadza się operację za operacją, tych operacji jest mnóstwo, to jest to cały czas w takim zgięciu. Oni są non stop w ten sposób operują. Tu mają pole operacji. W związku z tym każdy z kardiochirurgów będzie miał ciut niżej to ramię po prostu. Ileś godzin w tej samej pozycji tygodniowo powoduje, że pewne skrzywienie się pojawia. I tak sobie pomyślałem, kurczę, to jest okej. Mi w pierwszym tygodniu filmu strasznie kręgosłup bolał, bo tak jakoś bardzo długo się przygarbiałem. [13:13.14 → 13:15.04] A: Ale wyszedłeś z tego, mam nadzieję. [13:15.28 → 13:49.42] B: Tak, oczywiście. potraktowanie przygotowań, nie miałem też problemu z tak zwanym jakby opuszczeniem roli. Bardzo często są takie legendy, że aktor nie może dojść do siebie i to trwa już pół roku i tak dalej i tak dalej. Jakoś było mi łatwiej, natomiast fizyczność została. Kiedy grałem takie przedstawienie jak Zostań seks guru, z którym często jeżdżę, po całej Polsce, to tak przez dwa miesiące od skończenia filmu co chwilę jakby przyjmowałem pozycję profesora, ale na widowni nikt nie wiedział o co chodzi, bo film dopiero miał jakby kilka miesięcy później premierę. [13:50.88 → 13:52.38] A: To chyba lepiej. [13:53.21 → 13:54.28] B: No tak, tak. [13:56.04 → 13:59.37] A: Zapraszam proszę państwa, proszę się wtrącać. [14:00.90 → 14:04.64] B: Na przykład najczęstszym pytaniem... O, przepraszam, przepraszam panią, to nie chcę absolutnie. [14:06.80 → 14:10.62] C: Z tego [14:14.00 → 15:01.06] B: co wiem, to nie. Nikt nie przygotowywuje się do pokazania dalszych losów. Natomiast mogę panią zapewnić, że poznając w trakcie przygotowań do filmu, biografia profesora obfitowałaby w tysiące odcinków dwugodzinnych. ciekawy życiorys i rzeczy takie momentami po prostu niemożliwe do zrealizowania. Okazało się, że jakby za jego pomocą czy za jego... On był takim kołem zamachowym, który sprawiał, że to jednak było możliwe. No fajnie, mógłbym to powiedzieć, mam nadzieję. [15:02.54 → 15:49.39] A: To chyba byłby bardziej materiał na serial niż na pojedynczy film, bo pojedynczy film wymaga na ogół jakiegoś wyraźnego, wyrazistego konfliktu, jednego najlepiej. Tutaj była to walka o dokonanie tego pierwszego przeszczepu i w gruncie rzeczy wokół tego jest ta historia zbudowana. Natomiast jeśli mamy taką całą biografię, to bardziej wydaje mi się, że się nadaje na serial. Ale to trzeba zasugerować naszym scenarzystom. Może Krzysztof Rak weźmie to pod uwagę. Zgłosimy postulat. Mikrofon idzie do Pani, poprosimy, to wszyscy będą słyszeli. [15:50.13 → 17:38.07] C: Bo w ogóle wszyscy mówią, że się nic nie zmieniło. A ja sobie przypomniałam te czasy i nawet żyłam długo na Śląsku i te wielkie inwestycje znam, prawda, i te dymienia i tak dalej. Jeździłam często do Zabrza, właśnie do tego szpitala. Pracowałam w budownictwie, w związku z tym wiele rzeczy tam łataliśmy, robiliśmy, w związku z tym znam te realia i chyba nikt by się nie nie podjął takiej pracy, żeby od gruzowywania, od kafelków, kładzenia, od budowlanych prac przejść do operacji, szukać pieniędzy w taki sposób. Te komitety wojewódzkie, ja to wszystko pamiętam i to był bardzo trudny, ale ciekawy okres. Dzisiaj pan profesor Bochenek, pan profesor Zaremba, zresztą pięknie wyrażali się o panu, ale powiem, że tak jak oglądałam pana wskazanym na blusa i teraz pana profesora religię pan zagrał, to są postacie, które my pamiętamy, przynajmniej część z nas. Więc jest to straszne ryzyko, jeżeli chodzi o aktora, bo my porównujemy. I muszę powiedzieć, że widziałam w Ridlu Pana jako Rydla zupełnie i jak zanim obejrzałem film, oglądałam w telewizji urywki, prawda, wywiady i tak dalej, więc widziałam profesora religię. [17:38.55 → 17:39.15] B: Dziękuję bardzo. [17:39.19 → 17:42.41] C: Także podziwiam Pana, jest Pan wybitny. [17:44.33 → 20:10.69] B: Miałem taki taki rodzaj pilota w głowie, jeśli chodzi o przygotowania, bo pomyślałem sobie absolutnie ani przez chwilę w przygotowaniach do tego filmu nie chciałem naśladować pana profesora, to znaczy nie chciałem się uczyć jakby tego mówienia. Ponieważ, pomyślałem sobie, większość kojarzy profesora z tych sejmowych korytarzy, z tego późniejszego okresu. To jest już inna tusza, inne tempo mówienia, inny rodzaj. Nie było za wiele materiałów filmowych z tamtego okresu, więc prosiłem np. o takie archiwalne nagrania z radia, żeby usłyszeć temperaturę mówienia. I kluczowym momentem był zjazd klubu kardiochirurgów, na którym byliśmy z Krzyśkiem Rakiem właśnie. I tam byli oponenci, byli ludzie, którzy nie do końca jakby pochwalali profesora, byli też zwolennicy. Było bardzo różnorodne środowisko, wszyscy kardiofilurzy. ale wszyscy powtarzali o jakimś dziwnym pędzie, który w środku był profesora, o takiej energii, która po prostu sprawiała, że tam wszystko dookoła ożywało, że on po prostu jakby miał taką rozpędzoną lokomotywę w sobie i każdy powtarzał, to jest proszę pana, to jest bardzo trudne, to ja nie wiem. I było dosyć ciężko podczas tych rozmów, ale ja wtedy zbierałem tą jedną wspólną cechę, ten taki instynkt, jakby coś w rodzaju, jakiś rodzaj gwałtowności. I potem pomyślałem sobie, że tak naprawdę w kinie, no bo czemu nie czerpać z najlepszych przykładów, skoro te filmy są, na półce leżą, można je wziąć. i sobie odtworzyć, że w kinie jest genialny przykład na to, jak wcielić się w człowieka, którego wszyscy kojarzą z późniejszego okresu, a on stworzył taki rodzaj hybrydy. Mówię tu o Robercie De Niro z drugiej części Ojca Chrzestnego. On nie udaje Marlona Brando, tam są jakieś wspólne cechy, on sobie to wykreował, on stworzył jakiś rodzaj postaci. I pomyślałem sobie, że tak naprawdę trzeba zwrócić uwagę na sedno tych scen i mieć na uwadze te machinalne, mechaniczne przygotowanie, mimiczne, ruchowe itd. I cały czas pamiętać o temperaturze. Temperaturze, która ten film popycha do przodu. Więc miałem tak, że na każdą scenę z tych filmów wymyślałem sobie jakieś hasło, jakiś rodzaj Czasami abstrakcyjne te hasła były, ale to mi strasznie pomagało. Mając w głowie tych kilka pilotów, bardzo się cieszę, że taki efekt końcowy wyszedł. [20:11.95 → 20:14.95] C: Zdradzasz [20:17.75 → 20:24.39] A: trochę kuchnię, a powiedz, porozmawiajmy trochę o Twoich początkach, bo Ty masz taką nietypową drogę do zawodu. [20:24.55 → 22:34.31] B: Tak, bardzo nietypową. Szanowni Państwo, byłem bardzo nieśmiałym człowiekiem i w drugiej klasie liceum mieliśmy czytać Macbetha jako lekturę i to było tak nudne, że nie mogłem tego przebrnąć, ponieważ myliły mi się postaci. Nie wiedziałem, co kto powiedział i denerwowało mnie to, że muszę pamiętać, I zacząłem się wygłupiać. Tak po prostu wymyśliłem sobie, że dam każdy głos innej postaci i tak się po prostu wygłupiałem. I w ten sposób uświadomiłem sobie, że tak na tym polega teatr, że kilkaset lat temu jakiś Szekspir coś napisał i teraz ci wszyscy ludzie próbują to odtworzyć na scenie i zastanawiają się, jakby to powiedzieć najlepiej. I chciałem to strasznie zobaczyć i poszedłem do teatru. Okazało się, że tam był klub młodzieżowy, taki teatr młodzieżowy, nie wiem, klub gońca teatralnego to się nazywało. No i zacząłem chodzić na próby, z tym, że byłem tak nieśmiały, że nie chciałem grać, chciałem tylko zobaczyć jak oni to robią. Jak jeden z chłopaków zdał na studia, to potrzeba było chłopaka, a w takich klubach zazwyczaj jest dziesięć dziewczyn i dwóch chłopaków. Więc bardzo szybko wskoczyłem w obsadę, znałem tekst. No i tak to się zaczęło. Po prostu od pierwszego wejścia na scenę jakby wiedziałem, że już muszę robić tylko to. Więc, że tak powiem, zaprzepaściłem edukację w szkole do poziomu mierna, mierna, mierna, byle dalej po prostu, bo i tak po szkole zdaję do szkoły, więc nie potrzebuję chemii, fizyki, matematyki. To jest po prostu niepotrzebne. Zacząłem bardzo mocno się udzielać teatralnie. W efekcie końcowym nie znałem matury i nie mogłem zdawać na studia. Ale dyrektor teatru powiedział do mnie Jacek Głąb, słuchaj znam Ciebie na wylot, pasuje mi to, że nie zdałeś tej matury i nie możesz zdawać na studia, bo chcę Ci zaproponować etat. No i w ten sposób ja z 19 lat byłem na etacie w teatrze razem z absolwentami szkół teatralnych i bardzo dużo grałem przez ten rok. Po roku zdałem maturę oczywiście, zdałem też na studia. Niemal od razu, ale już miałem takie bardzo duże doświadczenie, więc prawdopodobnie w pewnym momencie byłem najmłodszym aktorem w kraju na etacie. Ale nie wiem tego. [22:36.43 → 22:45.01] A: Ale to uważam, że to piękna opowieść, dlatego chciałam, żebyś się z państwem tym podzielił, bo to też jakiś taki pokazuje, wiesz, twój wewnętrzny pęd. [22:46.53 → 23:22.25] B: Znaczy to strasznie pomaga, bo urodziłem się w Legnicy, wszystko miało miejsce w Legnicy i to jest mniejsze miasto, w związku z tym jakby to doświadczenie też było, to była dla mnie taka pierwsza szkoła teatralna, tym bardziej, że w większości grałem tam halabardy, więc po prostu Przeżyłem, nie wiem, 100 przedstawień podając komuś coś, biegając dookoła i tak dalej, więc jakby znałem od tych takich dolnych szeregów, jakby trochę od podszewki, zdając już do szkoły. Znałem to wszystko, więc miałem tak, że pokonywałem od samego dołu, jakby po kolei każde piętro, to też było bardzo kręcące w sumie. [23:23.31 → 23:36.11] A: No ale potem szybko też dostałeś doceniony, bo za chyba jeszcze dyplomowe przedstawienie dostałeś nagrodę aktorską i tam jakieś były kolejne sukcesy teatralne. [23:36.70 → 25:27.96] B: Tak, oczywiście. To było tak, że właśnie Legnica się ponownie po mnie zgłosiła, kiedy kończyłem szkołę teatralną i stwierdzili, że można zrobić Hamleta. I to będzie mój indywidualny dyplom. Ja już bardzo chciałem tak próbować w warunkach dorosłych, to znaczy żeby już nie było tak, że profesor mówi co mam zrobić i tak dalej, że ktoś tam pracuje i przygotowywuje i jest pani od dykcji. Przy czym to wszystko było fantastyczne i dzięki temu mam warsztat, więc absolutnie nie chciałbym tutaj, żeby to wyszło, że narzekam. Ale bardzo wtedy chciałem już samodzielnie pracować, więc pojechałem natychmiast do Legnicy. Miałem też strasznego pecha i niepecha, ponieważ obiecałem im, że spotkamy się w Legnicy i ten Hamlet się odbędzie. W tym czasie okazało się, że drugi dyplom, który ja właśnie opuszczam w szkole, będzie robił Andrzej Wajda. No i wszyscy zaczęli się pukać w czoło, mówić, że to jest raczej taki samobójczy ruch, że dlaczego rezygnuje z dyplomu pana Wajdy i jadę do Legnicy. Ja mówię, że mi jest głupio, że tam obiecałem, że chyba tak nie mogę. Jakby raczej trzeba zaufać tej sytuacji. No i pojechałem do tej Legnicy. No i potem się okazało, że dyplom oczywiście się odbył. Chłopcy grali, koleżanki też. A ja z Hamletem byłem jakiś czas później w Warszawie. No i tam zaprosiłem pana Wajdę. Mówi, panie Andrzeju, bardzo jest mi przykro, że tak to wyszło. Obiecałem, chciałem dotrzymać słowa. Jestem z tym przedstawieniem teraz. I od tego warszawskiego przedstawienia z kolei Hamleta wzięła się historia Skazany na blusa. Bo tam był Janki Dawabłoński i mówi, kurczę, jest młody chłopak, nikt go nie zna, gra tu Hamleta, trzeba go zaprosić na zdjęcia próbne. I to było też tak, jakbym wtedy uległ opinii wszystkich dookoła i odmówił w tej Legnicy, być może nie zagrałbym później w Skazanym. Więc fajnie jest tak iść po swojemu trochę. [25:28.76 → 25:35.98] A: Lojalność popłaca. Zapraszam Państwa do zadawania pytań. [25:36.26 → 27:15.44] B: Ja palę długo papierosy i bardzo lubię palić papierosy. Od kilku lat palę tytoń, skręcam sobie tytoń. Natomiast przy okazji Bogów i przy okazji bardzo wielu artykułów, jakie się pojawiły również na mój temat, przeczytałem też mnóstwo bzdur. Jedną z nich jest to, że na potrzeby filmu musiałem nauczyć się palić. I że paliłem tam jak smoki, to są wielkie koszta zdrowotne i tak dalej. Prawdopodobnie są, oczywiście, że są, nie kłócę się z tym. Natomiast jako palący jakby nie miałem z tym problemu. Problemem była częstotliwość. I to jest najczęstsze pytanie, które mi jest zadawane, ile papierosów Pan wypalił podczas kręcenia filmu Bogowie. No nie mam pojęcia. Rekwizytor będzie wiedział. Ja często biorę taką historię jak do reżysera, kiedy już nie mogłem, bo kiedy np. w ciągu godziny człowiek musi spalić pół paczki papierosów, no to robi się bardzo nieprzyjemnie. Więc ja już podchodziłem i proponowałem mu w akcie desperacji. Ja mówię, słuchaj, mam pomysł. Zrobimy tak. Religa rozmawia z partnerem, ale w międzyczasie szuka papierosów. Pokazujemy nauk. że on ma pustą paczkę zgniecioną, szuka papierosów, a ja w tym czasie nie palę podczas tej sceny, czyli przez najbliższe dwie godziny nie będę palił. Palisz. I to mniej więcej tak wyglądało. Założenie w scenariuszu, to są dwie najbardziej charakterystyczne cechy papieros i siarczysty, energiczny język pana profesora, więc jakby nie było wyjścia. Miałem taki prykaz, Krzysiek Rak powiedział, nie będę ci pisał w scenariuszu, kiedy palisz, bo palisz zawsze tylko nie na sali operacyjnej. Ja mówię, no dobra, okej. [27:19.02 → 27:21.99] A: wyjściem byłoby nieustanne operowanie ewentualnie. [27:22.78 → 27:22.99] B: Tak, tak. [27:24.54 → 27:27.06] A: Tak, proszę Państwa, życie aktora jest ciężkie. [27:28.53 → 28:21.88] B: Tak jak kiedyś, żeby to wyjaśnić znajomym, to wymyśliłem takie porównanie, że kiedy się gra tutaj w filmie, tu serial, tutaj teatr, dwa miesiące prób, to jest takie trochę uczucie, jakby człowiek np. pięć razy w roku zmieniał pracę i w każdej pracy jest 10 do 15 nowych osób, które się zapisują w komórce. Ciężko jakby utrzymywać kontakty ze wszystkimi, w związku z tym bardzo szybko się wszystko myli. I na planach filmowych jest tak, że jak na przykład, to są zawsze wąskie grony, jak się widzimy, to natychmiast ktoś, kto na przykład, nie wiem, robi światło albo ustawia lampę, cześć, spotkaliśmy się przy testosteronie, randka w ciemno i ten, ja, cześć, cześć. Ponieważ cały czas to jest takie dziwne uczucie, jakby się zmieniało prace. Co chwilę ktoś jest nowy i co chwilę jakby nowe okoliczności. To nie jest tak, że się chodzi ciągle do pracy w to samo miejsce, tylko w zasadzie ciągle ta praca zawozi ciebie w nowe miejsce. [28:24.32 → 28:38.14] A: Opowiedz trochę o tym, jak powstawali Bogowie, bo to nietypowy film pod względem produkcyjnym. Mieliście duży komfort pracy, o ile wiem. [28:38.60 → 31:13.66] B: Tak, to też pierwsze pytanie, już korzystając z takiego lekkiego doświadczenia, jak to u nas w rodzimym kinie może być, to znaczy, że czasami jest pomysł piękny, ale się okazuje, że nie ma wystarczających środków, żeby przekazać to, co jest w scenariuszu, w związku z tym scenariusz ulega nieustannie zmianie, jakby ku prostszym wersjom, prostszym, prostszym. potem efekt jest absolutnie jakby odwrotny niż zamierzenie, to ja też wiedząc, że chodzi o człowieka, którego zdecydowana większość pamięta, też wiedziałem, że to jest olbrzymie ryzyko zawodowe, jeśli na przykład ktoś nie postara się równie mocno. Więc natychmiast zacząłem dzwonić, pytać, kto to, co to, kto robi ten film, czy to jest na serio, bo scenariusz jest świetny, bo Krzysiek napisał pierwsza wersję scenariusza, która była bardzo dobra. Okazało się, że sprawa jest bardzo poważna, że wszyscy z wielką atencją podchodzą do tematu, że dział scenografii na przykład. Największym problemem tego filmu technicznego było odtworzenie tych wszystkich medycznych przyrządów i wyglądu sali operacyjnej z tamtego czasu, ponieważ to wszystko się diametralnie zmieniło. Technika poszła do przodu. Lekarze operują zupełnie innymi przedmiotami. Ci, którzy operują dzisiaj mówią, że tam był jakiś kosmos. Oni po prostu poradziliby sobie, ale to po prostu na czym innym polegało. W związku z tym scenografowie ściągali ze szpitali, z magazynów, otwierali. To było takie pospolite ruszenie. Te sprzęty za nami jeździły. Czułem się jak na przykład podczas jakiejś zachodniej produkcji, przy zachodniej produkcji, kiedy weszliśmy, było gruzowisko w szpitalu na Woli. I on mówi, to jest nasze Zabrze. I teraz będziemy tutaj na przykład co tydzień przez dwa dni Kiedy skończymy kręcić kolejny etap budowy Zabrza, pojedziemy w miasto kręcić inne sceny, a w tym czasie tu będą pracowali. Po prostu na naszych oczach też to się tworzyło, więc powstał taki przedziwny ekosystem. Wydaje mi się, że zaangażowanie głównych aktorów, bo też Piotrek Głowacki, Szymek Warszawski, Magda Czerwińska, wszyscy byli bardzo mocno zaangażowani i bardzo jakby weszli w ten temat. Mam wrażenie, że to zaangażowanie też udzierało się reszcie, ekipie, że w pewnym momencie czuć było taką absolutną mobilizację. nakład ze strony producenta, to jak rzetelnie wyglądało odtwarzanie tej scenografii, to plastycy, którzy przygotowywali te fantomy, no bo to przecież nikogo nie cieliśmy. [31:15.33 → 31:31.91] A: oglądając film nie pamiętamy o tym, że to przecież część jest robiona w postprodukcji, a część na planie. Tam cała robotyka była zaangażowana, żeby bijące serce na przykład zrobić. [31:31.91 → 34:43.55] B: Były jakieś mechanizmy takie, to też było niesamowite, że jakby ja mam pełną świadomość, że stoję nad fantomem, który nie ma głowy, nie ma nóg, jest tylko to pole po prostu, żeby odtworzyć tam tkankę tłuszczową, mięśnie, fragmenty kości i nagle serce ożywa. To jest po prostu takie, różne mechanizmy jakieś były. Ale imponująca była praca plastyków Agnieszki Hodowanej. która jak przyjeżdżałem na plan, załóżmy na 6 rano, ona od 4 siedziała i odtwarzała klatkę piersiową np. statysty. Bo jeśli statysta grał i myśmy go tam cieli gdzieś albo trzeba było zrobić cięcie, ten chłopak pod szpitalem, jak karetka podjeżdża i religia rzuca torbę i mówi, a przechodziłem tędy. Ta cała sytuacja była bardzo newralgiczna, ponieważ to był żywy człowiek, miał taką specjalną nakładkę, miał przygotowaną przygotowaną taką komorę, ja mogłem zrobić tylko jedno cięcie, to był tylko jeden dubel, więc olbrzymi stres, to po prostu godzinami mechanicznie ćwiczyłem ten ruch, żeby powstała ta iluzja, że to jest po prostu ręka lekarza, że on to robi szybko, sprawnie, że wie co robi. Ale pamiętam, że jak przyjechałem na plan, to ona od 4 rano siedziała i odtwarzała klatkę piersiową tego statysty, cały czas, każdy szczegół, to było imponujące. Więc to zaangażowanie z każdej strony spowodowało, że ten film kończyliśmy jak już taka drużyna, każdy pion. To było coś niesamowitego i tą drużynę też się czuło w Gdyni, na festiwalu. Żebyśmy po prostu byli razem. Cały ten wysiłek gdzieś tam został w nas. To było fantastyczne. Pamiętam ostatnie ujęcie filmu, to jest odtwarzanie zdjęcia znacznie na geografik. I muszę Państwu powiedzieć, że świętą regułą i bardzo rzadko się zdarza, żeby na planie filmowym zadzwoniła komórka. Każdy dokładnie wie o co chodzi, każdy wie, że to przeszkadza, że to utrudnia pracę, że czasami jeden telefon może spowodować dubel i odtworzenie czyjejś pracy, pracy bardzo wielu osób, więc zazwyczaj wszyscy wyłączają. Obowiązuje cisza. Do tego też są ludzie przyzwyczajeni. I pamiętam, że kiedy ostatnie ujęcie, czyli odtwarzanie tego zdjęcia było, Dźwiękowcy mieli wolne, ponieważ tam już nie było dźwięku, już było wiadomo, że będzie muzyka. I to było takie niezwykłe doświadczenie, ponieważ zobaczyłem z pozoru takie niezawodowe zachowanie. Po prostu usiadłem na tym fotelu, cały czas miałem przed oczami zdjęcie, oryginał. Ktoś tam poprawiał przez radio, mówił tutaj centymetr w lewo, tutaj centymetr w prawo, trochę brwi. W dużym skupieniu po prostu dopasowywaliśmy się do tej sytuacji. I nagle za obiektywem zobaczyłem, jak cała ekipa wyjmuje komórki i zaczyna pstrykać, ponieważ mogą. I to było... Nawet teraz mam ciarki. Bo ja tam odtwarzałem zdjęcie, więc to było nic do zagrania. Nie było żadnego działania. Ja po prostu siedziałem i nagle zobaczyłem, jak cała ekipa, ci wszyscy ludzie, fantastyczni zawodowcy, po prostu wyjmują telefony i to tak jakby każdy chciał zatrzymać tę sekundę dla siebie. I to był koniec filmu. Zdjęliśmy kostiumy i to jest ostatni moment taki. [34:44.79 → 34:51.19] A: A to tak brzmi jakbyście byli taką ekipą jak ekipa religii. Jakby też was wniosła taka podobna energia. [34:52.23 → 35:09.11] B: Jest coś takiego, myślę, że producent Piotr Starak, który jest człowiekiem szalonym i przez to niesamowicie charyzmatycznym, że on ma taką zdolność, że on potrafi tak po prostu zakręcić ludźmi i wszyscy po prostu nagle biegną. Mają celi jeszcze przy tym, to jest fajne. [35:09.73 → 35:12.85] A: A ja myślę, że trochę tam też duch religii się nad wami unosił. [35:13.03 → 37:19.09] B: Też, na pewno. Są też takie momenty kluczowe. Kiedy zobaczyłem, mieliśmy Mieliśmy taką okazję, że byliśmy na operacjach, oczywiście z zachowaniem absolutnego bezpieczeństwa. na zasadzie studentów medycyny, prokuratury, po prostu mieliśmy okazję to zobaczyć, żeby wiedzieć o co chodzi, jak to wygląda, jaki jest rodzaj skupienia między tymi ludźmi, obserwowaliśmy to. Więc jak zobaczyłem po raz pierwszy operację na sercu, to pomyślałem sobie, to wtedy mi tak, ja to nazywam silniki dżambodżetów za uszami po prostu, taki wuuu. To są naprawdę poważne sprawy, zajmujemy się poważnymi sprawami. To jest historia, która zdarzyła się naprawdę. To jest ratowanie życia ludziom, więc naprawdę teraz czas na najwyższy rodzaj skupienia. I to się udzielało każdemu, i reżyser, i operator. I ja od tamtej pory pamiętam takie zdarzenie w Zabrzu. Wszedłem do pokoju, sali, w której było dwóch pacjentów, którzy czekali na przeszczep. Jeden czekał od pięciu miesięcy, drugi od czterech. Obydwoje byli podpięci do komór. To wygląda tak, że oni mają troszeczkę takie para serca na zewnątrz, czyli są podpięci kablem do takich dużych przedmiotów, które przypominają klimatyzatory. No i czas, są cały czas, jakby to nie można nagle zrobić sobie przerwy, prawda, pójść do toalety i tak dalej, oni są po prostu podpięci. I pamiętam jak jeden z tych panów spojrzał na mnie, mówi no taki nawet pan podobny, a ja już kończyłem przygotowania, ja już byłem taki już tam troszeczkę tak jakby starałem się wcielić, ale jakby zachowaniem szacunku do miejsca, bo byłem w Zabrzu, tam się wszystko zaczęło. I tak patrzę na niego, a on mówi, to był taki wlot naprawdę prosto w serce, bo on mówi, zróbcie dobry film, zróbcie to, zróbcie do naszego profesora, bo my tu żyjemy. I to jakby mi się nogi ugięły. To było coś takiego, że po prostu mówię, proszę pana, jadam z siebie wszystko. Po prostu ugięły mi się nogi, bo mówię, no naprawdę trzeba, trzeba, trzeba. [37:20.20 → 37:22.16] A: Poczułeś ciężar odpowiedzialności. [37:22.58 → 37:43.06] B: Tak, tak, trochę tak. Miałem też podobnie przy skazanym, kiedy byłem na cmentarzu i nad grobem Ryśka i widziałem jak podchodzą ludzie i kładą kamienie. Jakoś tak wtedy udzieliło mi się też, że to jest dla nich strasznie ważne, że to jest jakby, że dla wielu ludzi jest to niezwykle ważny przekaz. Wtedy też poczułem takie silniki. [37:45.64 → 38:01.04] A: A powiedz, wgłębiałeś się w te dylematy moralne religii. Myślałeś o tym, jak to było, jaki to był czas i jakie były za i przeciw, bo to przecież nie było takie oczywiste. [38:01.80 → 39:00.85] B: W scenariuszu, pamiętam, na początku było duże miejsce przeznaczone właśnie na pokazanie tego dylematu, na konflikt na przykład. ateizm, religii i Kościół. Nagraliśmy takie sceny na przykład kiedy, bo to jest fakt, że profesor się widział kilkakrotnie z profesorem Tischnerem. Po prostu rozmawiali, dyskutowali na ten temat. On jakby chciał mieć wszystkie za i przeciw, jakby dyskutował, szukał. On wiedział też na co się decyduje, wiedział jaki może być odzew, ale w trakcie też pracy nad filmem Okazało się, że to jest już ciężko przekładalne. Te przeszczepy są tak po prostu... To jest oczywiste. Raczej nie ma takich dylematów. W związku z tym też nie było takiej potrzeby, żeby osobno przedstawiać to. Pamiętam, że w trakcie pracy inne problemy zaczęły przesłaniać to założenie jeszcze scenariuszowe. Nie było to przedmiotem jakiejś większej dyskusji później. [39:02.39 → 39:17.00] A: Czyli raczej dla Ciebie, rozumiem, Problemem religii było ratowanie ludzkiego życia za każdą cenę i to, że czasami się nie udaje. Bo są przecież takie epizody też w tej opowieści. [39:17.52 → 41:10.70] B: Tak, oczywiście, że tak. To są pewnie koszta ponoszone przy tym pędzie do przodu. Przy czym nie mówię tu bardzo negatywnie o samym pędzie. Kroczył do przodu. Nie zgłębiałem się w to za bardzo. Poza tym wiedziałem, że pokazujemy trzy lata, a tak naprawdę cały czas dookoła wchodziła ta strona polityczna. Mówię tu o dziennikarzach, którzy przyjeżdżali, znajomych. Nie, to nie jest o tym. To nie jest tak. Pokazujemy o tych trzech latach. To jest historia, którą warto pokazać. tego człowieka warto przypomnieć, bo to był odważny człowiek, po prostu kroczył przed siebie i zachęcał innych do odważnych postaw, bo tak naprawdę też w tej historii jest ważny element, który być może w tym filmie nie jest tak mocno wybity albo wytłumaczony. Na tym zjeździe klubu kardiochirurgów, na którym byłem, nawet najwięksi oponenci profesora religii przyznawali mu rację w jednym, że on złamał system profesorski. To znaczy do religii było tak, że profesor, który miał pod sobą klinikę, trzymał docentów jako swoich asystentów. W związku z tym operacji było wiele mniej. Oni czekali na swoją szansę, nie wiem, dostawali ją przed pięćdziesiątką i tak dalej. Religa z kolei, jak się okazało, że ma naprawdę jakiś fenomenalny talent w swoich dłoniach, to był bardzo dobry chirurg. Jak został wysłany do Stanów, jak on zobaczył, że tam młodzi ludzie w jego wieku operują, jak się okazuje, że on naprawdę jakby wcale nie odstaje poziomem od nich, Wrócił do Polski z tym jednym zamiarem, po prostu złamać system profesorski, bo jeśli młodzi ruszą do stołów, odbędzie się więcej operacji po prostu. To jest prosty mechanizm. I on tym Zabrzem tak naprawdę złamał ten system, po prostu zabrał młodych ludzi, otworzył od początku klinikę. Zależało mu na tym, żeby to byli sami młodzi ludzie, żeby nie walczyć z czyimiś manierami, przyzwyczajeniami i tak dalej. No i uruchomił całą maszynę i dzisiaj w Zabrzu jest fantastyczna klinika. [41:12.86 → 41:31.58] A: Zapraszam. Kto z Państwa ma ochotę się włączyć? Proszę bardzo, tam z tyłu mamy głos. Idzie mikrofon do Pani. Czy żona profesora religii znała scenariusz i jeśli tak, to czy miała jakieś uwagi do niego? [41:32.01 → 42:36.17] B: Współpraca z rodziną była od samego początku, od jakby pierwszej, Krzysiek mi opowiadał, jeszcze mniej, Palkowskiego nie było w tym projekcie, że on po prostu od samego początku jakby zapytał o zgodę, czy może pisać i jakby była akceptacja. Pani Anna była też na planie za dwa razy, potem w ramach przygotowań też w zasadzie zaczynałem przygotowania od wizyty u niej w domu, po prostu przyjechaliśmy do niej. Pamiętam jedno takie zdarzenie, które było takie bardzo trudne dla mnie. Pierwszy moment, kiedy kręciliśmy na Powiślu w Warszawie w autentycznej kamienicy, w której żył profesor. Cała ulica została scenograficznie zamieniona na te lata 80., więc pojawiły się trabanty, maluchy, duże Fiaty. Wyglądało to przeuroczo. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że Polska się zmieniła tak bardzo, że w zasadzie dzisiaj ciężko pokazać komunizm na polskich ulicach, dlatego że wszędzie są anteny satelitarne, billboardy. I jest to praktycznie niemożliwe. [42:36.39 → 42:37.47] A: Stolarka okienna. [42:38.07 → 43:46.87] B: Tak, tak, tak. Dopiero przy tym doświadczeniu zrozumieliśmy jak bardzo to się zmieniło. W każdym razie odtworzenie tej ulicy. W scenariuszu mam tak. Religa pod wpływem alkoholu wysiada z samochodu, idzie do domu. Żona religii patrzy z okna. No i stoję pod tą kamienicą, patrzę filmowe okno. Tam gdzie film kręcą, tam zawsze jest mnóstwo bardzo mocnych świateł. Oni po prostu potrzebują. Więc widzę bardzo mocne światło w tym oknie. Widzę moją koleżankę Magdę Czerwińską i nagle widzę w pokoju obok, gdzie jest autentyczne mieszkanie profesora, postać. No i słyszę równocześnie komunikat Tomek Bardziej. Chodzi o wpływ alkoholu. I myślę sobie, Boże, wyglądam z epoki, cała ulica się przeniosła i to było bardzo trudne doświadczenie a propos właśnie kontaktów z rodziną i współpracy z rodziną. Więc nawet takie doświadczenia też są i przy skazanym przeżyłem o wiele gorsze chwile, znaczy o wiele gorsze obrazy trzeba było zrealizować też w obecności rodziny. [43:54.91 → 44:19.27] A: Ale do streamingu internauci nas nie usłyszą. Czy wchodząc w rolę profesora religii, w jakiś sposób ingerował pan w scenariusz? Czy pan jako odtwórca, jako główny bohater miał pan wpływ na to, w jaki sposób jednak profesor powinien się zachować? Że pana zdaniem bardziej naturalne jest takie, a nie takie zachowanie? [44:19.72 → 45:59.72] B: Tak, to jest bardzo naturalna współpraca. Reżyser też zachęcał do... Jest taka niepisana zasada po prostu, jeśli można coś pokazać bez słów, to lepiej pokazać to bez słów. Żeby było jak najmniej gadaniny. To były niewielkie zmiany, bo Krzysiek Rak był doskonale też w temacie i też na bieżąco robił poprawki. Bardzo świetnie przebiegała ta współpraca, kiedy reżyser mówił od swojej strony, to będzie lepsze. Były różne dyskusje, ale to nigdy nie kończyło się jakimś wielkim konfliktem. Natomiast jeśli chodzi na przykład o wkład aktorów w scenariusz, to każdy z nas był w jakimś ośrodku, gdzieś tam się przygotowywał. Piotrek Głowacki pojechał do profesora Zembali, Warszawski do Bochenka. I każdy z nich stamtąd przywoził jakąś anegdotę, jakiś autentyk, który mieliśmy potwierdzenie też z innych źródeł, że faktycznie tak było. Faktycznie profesor przeklinał podczas operacji, faktycznie przez jakiś czas liczyliśmy mu oczko. I ostatniego dnia zdjęciowego, kiedy okazało się, że mamy jeszcze parę godzin, takich zostało nam parę godzin, to jest ostatni dzień, Łukasz Palkowski mówi, dobra aktorzy, co tam ten, co żeś się przywieźli, realizujemy. To było akurat na sali operacyjnej, światło ustawione i po prostu improwizowaliśmy, każdy mówi, ja jeszcze mam to, tutaj jeszcze przy operacji zauważyłem, że profesor zrobił to, opowiadał i aktorzy jakby to było te parę godzin, gdzie aktorzy jakby wkładali te swoje anegdoty, które poznali. w trakcie przygotowań. No i chyba dwie sceny z tych dwóch godzin weszły do filmu. Więc to jest taka nasza radość. Element naszej pracy też się zmieścił w scenariuszu. [46:00.22 → 46:00.90] A: Pamiętasz, które? [46:01.76 → 46:05.66] B: Oczko, tak. Ja pamiętam, że przywiozłem oczko i to oczko weszło. [46:08.36 → 46:26.44] A: Zapraszamy. To ja [46:33.14 → 49:14.26] B: mam takie krótkie pytanie. Czy są jeszcze jakieś inne znane postacie, które chciałby pan zagrać? Ewentualnie jakieś role, które chciałby pan zagrać, ale te filmy jeszcze nie powstały. Oczywiście złośliwe koledzy pytają, kto następny. Ja mówię, że nie mam absolutnie takich ciągotek, ani się nie czuję specjalistą. Bardzo się cieszę, że miałem takie dwa doświadczenia, takie dwie okazje i bardzo się cieszę, że one miały miejsce. To jest wielka przyjemność uczestniczenia w tych wydarzeniach. Ale film Erratum, o którym Magda wspomniała wcześniej, to jest też dla mnie taka wyjątkowa historia. To był film, który był zrobiony prawdopodobnie najniższym kosztem w historii polskiej kinematografii. I tu wielka chwała Markowi za jego determinację i że jemu się udało dopiąć ten projekt do końca. Ale dla mnie ten film to też jest taka refleksja na życie i właśnie na wybór ról. On się pojawił tak nagle, tak znikąd. Ja wtedy brałem bardzo duży udział w wielu filmach komercyjnych, serialu i miałem coś takiego, że jak Marek przysłał scenariusz, to mówię, kurczę, okej. Trochę nie do końca poczułem też, jakby nie do końca byłem przekonany, ale pomyślałem sobie, warto to chyba zrobić, kurczę, pojechać, spotkać się z nim, poznać inną wrażliwość. I ten film był dla mnie fantastyczną przygodą. To były bardzo ciężkie warunki, ale potem pomyślałem sobie, tak w dniu premiery, jak zobaczyłem, Jak byłem zaskoczony kilkoma fragmentami, bo to jest też niesamowite, że jestem na planie, widzę obiektyw kamery, ale ja nie wiem co oni rejestrują, więc robimy jakieś działania. Reżyser w ostatniej chwili wymyślił dodatkowe działanie, więc ja to realizuję. Do końca nie mam świadomości jakby w czym uczestniczę. Potem widzę w filmie jakąś piękną scenę, co jest w ogóle zaskakujące. Nie spodziewałem się, że tak to może wyjść. I po tym filmie mam takie przemyślenie, że nie ma sensu być zapatrzonym w jakieś cele na horyzoncie, albo wymyślać sobie ról marzeń, albo polować na cokolwiek. Konfucjusz tak pięknie kiedyś powiedział, że patrząc na wielkie góry można się wywrócić o małe kopce. A generalnie tutaj z boku zawsze się pojawia coś, co być może zawróci moim życiem albo nada mi jakiś inny koloryt i to jest istotne. Doszedłem do takiej konkluzji, że najważniejsze jest jakby być tu i teraz, trwać w takiej uważności, bo tylko dzięki tej uważności pojawiło się ratun. Więc jakby odpuściłem sobie rolę marzeń i takie wymarzone. [49:15.99 → 49:20.55] A: A jak przyjmujesz rolę, to co Cię kusi najbardziej? Nie mówię o projektach komercyjnych. [49:20.93 → 50:10.05] B: Ja się ciągle uczę przyjmować ról, bo kilka razy mi nie wyszło. Więc nie wiem, naprawdę ciągle szukam formuły i to nie jest żadna kokieteria. Po prostu wiedziałem, że bogowie to jest coś wyjątkowego. Pojawiła się też wyjątkowa propozycja od Maćka Migasa i to jest film, na który czekam, on w październiku będzie. Tam też zostawiłem kawał serca i kawał zdrowia na tym planie. Bardzo ciężki taki film, bardzo ciężka rola, bo tam był i alkoholizm, i umieranie na raka, i taka transformacja fizyczna, że w pewnym momencie jak się już 20 dzień patrzy na siebie, jak się jest łysym z różnymi wybroczynami, zmęczeniem, to też się coś tam dzieje w środku, człowiek ma trochę siebie dosyć. Więc czekam na to. [50:11.07 → 50:14.87] A: Nie możemy zdradzić tytułu, bo zdaje się, że jeszcze nie do końca jest ustalony. [50:15.05 → 50:21.97] B: Tak, tytuł nie jest znany. Są różne wersje. W tej chwili trwa wielka dyskusja, jak nazwać ten film. [50:23.17 → 50:24.13] A: Ale Maciej Migas. [50:24.71 → 50:31.73] B: Tak, Maciej Migas, tak jest. Proszę bardzo. [50:33.87 → 50:36.59] A: Nie mam poczucia, że ci przerwałam jakiś wątek. [50:36.63 → 50:41.35] B: Ja z kolei mam wrażenie, że sam sobie przerwałem wchodząc w dygresję i też zgubiłem wątek. [50:41.37 → 50:43.55] A: Ale to bardzo ciekawa dygresja myślę. [50:44.23 → 50:53.29] B: Dziękuję bardzo. W ramach unikania tzw. lania wody i tracenia czasu po prostu nie będę gadał głupot i nie będę wymyślał żadnych sensów. Proszę bardzo. [50:55.11 → 51:24.57] A: Bo teraz ja się zgubiłam i muszę pomyśleć, o co jeszcze cię zapytać. Ale czytając jeden z wywiadów miałam takie poczucie, że tak sterujesz, bo mówiłeś o tym, jak fascynująca jest praca na planie i jaką wielką radość ci sprawiało przyglądanie się, jak ta maszyna działa. Jakoś tak poczułam w tym, że miałbyś samochodę spróbować. Nie wiem, może to dopiero się jakoś klaruje, ale tak pomyślałam, że kurczę, nie zdziwiłabym się, gdybyś stanął z drugiej strony kamery. [51:25.00 → 52:52.21] B: Jest coś fascynującego w tym, bo to są dwie opcje, bo jakby tak się złożyło, że gram w ostatnim czasie duże role, a duże role oznacza, że w zasadzie większość czasu pracy nad tym filmem, czy większość dni zdjęciowych jakby też przypada mi w udziale, czyli jakby jestem od świtu do nocy z ekipą. No i są dwa wejścia, albo na przykład mogę jakoś tak, nie wiem, pielęgnować swoje ego i chować się gdzieś przy czepie i w wolnych chwilach myśleć sobie, jak to fajnie, że gram główną rolę, Albo też, i tutaj niezwykle mnie zainspirował kiedyś Robert Kubica, to jest taka informacja, że on współpracuje ciągle z mechanikami, jakby nie wychodzi z warsztatu. No i pomyślałem sobie, kurczę, to w sumie jest bardzo fajne, poznać materię planu filmowego. Zważywszy na fakt, że moja żona jest operatorką, no i lubię czasami ją zaskoczyć, że wiem jak się nazywa ta duża lampa, co tak świeci, że nie można w ogóle się skoncentrować, więc zacząłem poznawać ten plan. I pomyślałem sobie, skoro jestem z chłopakami, z dziewczynami przez cały dzień, czasami po 14 godzin na dobę, to po prostu będę cały czas siebie przyglądał i w pracy. O co chodzi, co ty robisz, dlaczego taki jest. Pomyślałem sobie tak, skoro już uczestniczę w tym hermetycznym środowisku, bo praca nad filmem jest w sumie dosyć hermetycznym środowiskiem, ponieważ nie wiem, Jest na przykład bardzo wiele zawodów, dla których, dla tych ludzi te nazwy są oczywiste, a dla wszystkich dookoła to jest jakaś czarna magia, nie? Brzmi to jak po prostu... Fokus Puller na przykład. Fokus Puller, Szwenkier... Gaffer. Gaffer, tak, tak, tak. [52:52.21 → 52:53.47] A: Możemy tak długo, proszę państwa. [52:54.11 → 53:56.82] B: W związku z tym pomyślałem sobie, fajnie byłoby ten świat poznać. To naprawdę jakby nic nie stoi na przeszkodzie. Mam to na wyciągnięcie ręki, tym bardziej, że tak naprawdę spełniam swoje marzenia, bo jak sobie chodziłem po Legnicy, no to nawet nie marzyłem o tym, że kiedyś będę chodził na planie filmowym. Wiedziałem raz w życiu Zbigniewa Wodeckiego i raz Stefana Friedmana i to było super. I nagle sobie uświadamiam, kurczę, jestem na planie. Boże, to jest coś niesamowitego. Korzystaj chłopie, poznawaj, ucz się, jest dobrze. Tak, tak, tak. Czasami niepostrzeżenie, ale warto sobie zdawać z nich sprawę. Dziękuję pani bardzo. Tak, w Warszawie gram w Teatrze Polonia Krystyny Jandy w tytule Ich czworo w reżyserii Jerzego Sztura. Również w Teatrze Palladium gram taki swój monodram, stand-up, nie wiem jak to do końca nazwać i też inni mają problem z nazwaniem. Nazywa się to Jak zostać seks guru. No i z tym przedstawieniem też jeżdżę po Polsce bardzo dużo. [53:57.44 → 54:01.18] A: No właśnie, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby na deskach Teatru Starego. [54:02.04 → 54:02.52] B: Dobrze. [54:04.12 → 54:07.92] A: Z panią dyrektor porozmawiamy zaraz po zakończonej rozmowie. [54:10.86 → 54:45.56] C: Ja się cieszę, że pan świetnie wygląda. To jest ważne. Teraz wiem, dlaczego tak źle pana odbierałam. To chyba było, pan grał wtedy, pan wtedy chyba grał w tym filmie, gdzie pan, o którym pan mówił, którego jeszcze nie ma. Bo co widziałam pana w telewizji, to mówię, albo pan jakąś drakońską dietę ma, no bez zarostu pan był, albo pan ma taką drakońską dietę, albo pan jest chory i bardzo się martwiłam. No i dzisiaj zaprzeczył pan i cieszę się. [54:46.07 → 55:13.55] B: Nie, to oczywiście tak jest, no tak się złożyło kilka lat temu, po prostu nagle doszło do zmiany wagi, nie było to efektem właśnie jakiejś drakońskiej diety. No i to tak jest. Ja tak naprawdę większość życia wyglądałem mniej więcej, no bym ważył ciągle podobnie. Jezus, przepraszam, aż tak czuję, zważywszy na piękność tego budynku, szanowną obecność państwa, że to aż w sumie głupio tak w ogóle gadać o wadze i tych sprawach. [55:16.00 → 55:20.32] A: Jesteśmy przy tematyce medycznej, więc może nie jest to całkiem od rzeczy. [55:20.66 → 56:08.16] B: Dziękuję za komplement. We fragmencie tego przedstawienia, jak zostać seks guru, jest taki fragment, kiedy mówię, że żyjemy w czasach, gdzie jesteśmy atakowani setkami i tysiącami obrazów dziennie. To jest po prostu, nasi przodkowie nie znają tego, nie mieli pojęcia, że to może być w takiej skali, a my prawdopodobnie nie zdajemy sobie sprawy, że właśnie tego doświadczamy. To znaczy po prostu tysiące informacji non stop i pomyślałem sobie, że trzeba strasznie szanować czas ludzi i absolutnie się, za przeproszeniem, nie wchrzaniać po prostu z jakimś tematem typu umiem zmieniać pieluchy albo moja żona właśnie Zmieniła kolor włosów. [56:08.94 → 56:16.76] A: Ale u pana Kuby Wojewódzkiego bardzo dobrze się pan odnalazł. Było bardzo przyjemne widowisko. Przepraszam, mówię kolokwialnie. [56:17.09 → 57:03.32] B: Powiem Pani tak, tak jak gadamy sobie o planie filmowym, to ja naprawdę się czuję jak u siebie w domu na planie. To znaczy strasznie lubię tą atmosferę i tak naprawdę najlepiej tam się czuję. Natomiast kiedy przychodzi okres promocyjny filmu, każdy z aktorów ma obowiązek promocji filmu i teraz jakby promocja filmu nie zależy od aktorów. Czasami często tytuł filmu, często plakat, sposób promocji, to absolutnie jest jakby... Czasami się zdarza, że ja po prostu jestem bardzo zaskoczony, a widzę swoją twarz jakby w tych okolicznościach i to wtedy jest troszeczkę takie szokujące. I wtedy, kiedy przychodzi ten okres promocyjny, wtedy po prostu muszę, musimy pójść na kompromis, musimy elastycznie ze sobą współpracować, no bo chodzi o efekt końcowy, czyli film w kinie, ale nie zawsze mi się podoba miejsce, w którym jestem. [57:04.26 → 57:07.74] A: Ale ja mam na myśli, mówię o Kubie Wojewódzkim. [57:07.94 → 57:11.14] B: Tak, tak, tak, oczywiście, Kubo jest bardzo sympatycznym człowiekiem, ja mówię w ogóle. [57:11.38 → 57:15.72] A: Ale ciężko się tam, że tak powiem, znaleźć i odnaleźć nieraz. [57:15.72 → 57:17.34] B: Starałem się jak mogłem. [57:17.95 → 57:19.24] A: Bardzo dobrze wypadł pan. [57:20.03 → 57:42.57] B: Przede wszystkim jakby absolutnie nie chciałbym tu wchodzić teraz w jakiś taki jakby negatywny odcień mówienia o Kubie Wojewódzkim, ale on jest gospodarzem w swoim programie, to jest jego sala, to jest jakby tam zawsze jak jesteśmy gośćmi, nie jesteśmy u siebie, jesteśmy lekko delikatnie skrępowani, więc nie dziwię się tym gościom, którzy są bardziej skrępowani. Podziwiam tych, którzy świetnie się odnajdują. [57:44.10 → 58:12.80] A: Tomku, a powiedz jeszcze o takiej sytuacji właśnie, że oglądasz gotowy film i jesteś zaskakiwany. Zdarzają Ci się przyjemne zaskoczenia i nieprzyjemne? Bo w gruncie rzeczy to też jest taki kawałek pod tytułem trudny los aktora, że bierzesz w czymś udział, czytasz scenariusz, możesz sobie coś wyobrażać na podstawie tego scenariusza, a potem okazuje się, że rzeczywistość ekranowa różni się diametralnie od tych wyobrażeń. [58:13.44 → 01:00:45.39] B: Tak, jest tak. Zacznijmy od tego, że ja bardzo nie lubię oglądać siebie w ogóle. Mam dosyć krytyczne stanowisko. Wiem, że mogło być lepiej. Druga sprawa, ponieważ wiem, co było przy innych dublach, to zawsze powstaje taka groźba czy pretensja, czemu nie wzięli na przykład innego dubla i tak dalej. Zawsze odpowiedź jest ta sama, bo był nieostry albo był ciut za długi i tak dalej. Więc mam taki dyskomfort, jak oglądam po prostu siebie na ekranie. Zazwyczaj to się odbywa jeszcze przed premierą, jakiś taki pokaz wewnętrzny i potem jakby od premiery. Z Kazanego na Bluesa ktoś ostatnio, przypadkowo, coś w telewizji, w jakimś hotelu byłem i zobaczyłem i tak mówię, kurczę, może czasami warto obejrzeć coś, co się robiło 10 lat temu, nie? Tak mam, więc mam dyskomfort w oglądaniu. Natomiast to zjawisko, o którym ty mówisz jest przy filmie Eratu najsilniej odczułem, czyli byłem jakby zaskoczony tak strasznie mile i sympatycznie. Jest taka scena w tym filmie w schronisku dla bezdomnych. Myśmy tam spędzili dwa dni. To było bardzo mocne doświadczenie. I w zasadzie to jest tak jakby inna okoliczność, do której ja byłem przyzwyczajony i odnajdywanie się tam, wspólne tematy z tymi ludźmi, rozmowy. Spędziliśmy tam dwa pełne dni, to dwadzieścia parę godzin w przeciągu dwóch dług, że nie do końca jakby panowałem nad tym, co się dzieje, kiedy jest na przykład akcja, bo tam było też bardzo wielu takich ludzi agresywnych, ludzi, którzy różnie się zachowywali, więc inny zapach. Generalnie to były ciężkie warunki. Pamiętam, że jak byłem w kinie, byłem strasznie fantastycznie zaskoczony, bo bardzo wzruszył mnie ten moment. A pamiętam, że na planie nie byłem do końca świadomy tej całej sytuacji. A in-minus też, też oczywiście się zdarzają. Nawet jakby całościowo, że robię film i widzę operatora właśnie z eratum. I potem ktoś zmienia tytuł w tym filmie i potem nagle, nie wiem, się ten film reklamuje. Jesteśmy specjalistami od kaca i te wszystkie założenia, o których człowiek słyszał przy podpisywaniu umowy, jakby w ogóle są tylko takim jakimś, nie wiem, dziwnym lepem. Więc są też przykre momenty i wtedy jakby bycie aktorem jest tu najmniej opłacalne, no bo jakby ludzie to identyfikują z twoją twarzą i trzeba to po prostu przeżyć. [01:00:47.29 → 01:00:55.61] A: Dajesz się też namówić na występy debiutantom. Ostatnio Maćkowi Bochniakowi. No tak, ostatnio. Mówię o Disco Polo. [01:00:56.63 → 01:01:58.32] B: Tak, ale wydaje mi się, że debiut... że życerze filmowi w szkole filmowej po prostu cały czas pracują z operatorem i z kamerą, cały czas coś dorabiają, pojawiają się na planach. Wydaje mi się, że jakby debiut się odgrywa tylko i wyłącznie w głowie reżysera na bazie, nie wiem, koncepcji merytorycznej wymowy filmu i tak dalej, natomiast technicznie on doskonale wie co robić, bo ponieważ to jest Taka jest materia tego zawodu. Zupełnie co innego to debiut reżysera teatralnego, który kończy szkołę i pojawia się i ma zawodowych aktorów, często w wieku swoich rodziców. Tu jest próba sił też. Film troszeczkę na czym innym się opiera. Dla mnie jest to taka średnia informacja, że reżyser jest debiutantem. Tym bardziej, że na przykład Maciej Migas debiutuje tym filmem, który wejdzie na jesieni do kin, ale on przez 10 lat pracował, stał za kamerą, więc Maciek Bochniak też doskonale wiedział dokładnie jak chce ten film zrealizować, jakich kamer użyć. [01:01:58.32 → 01:01:59.70] A: Robił dokumenty wcześniej. [01:01:59.82 → 01:02:03.38] B: Tak, robił dokumenty, więc jakby ten debiut to jest tylko taki w cudzysłowie. [01:02:03.82 → 01:02:06.54] A: Ale jednak jest ryzyko. [01:02:07.47 → 01:02:40.76] B: Zawsze jest ryzyko. Oczywiście, że jest. Jest taki ryzyko, że w trakcie się może coś zmienić. Pamiętam, że skazane na blusa to było tak, że ponieważ nie miałem żadnych obciążeń, to były takie pełne przygotowania. Zaczęły się wakacje, więc całe wakacje jeździłem do Tychów z chłopakami w trasę. Strasznie mi to też bawiło. Bawiło mnie, że nagle po prostu inaczej wyglądam i ludzie mnie inaczej odbierają. Ja tam z nimi jakoś funkcjonuję. Przerażam, to percepcyjne zmęczenie. [01:02:41.72 → 01:02:58.44] A: Mówimy o przygotowaniach do roli i o pewnym ryzyku związanym z wchodzeniem w jakiś temat. Zresztą w teatrze chyba tak, też nigdy nie wiadomo jaki będzie efekt finalny. [01:02:58.50 → 01:02:59.10] B: Zgadza się. [01:03:00.00 → 01:03:04.08] A: Znasz scenariusz, możesz znać poprzednie rzeczy reżysera, [01:03:04.36 → 01:03:17.99] B: ale tak naprawdę... Zawsze jest ryzyko, poza tym rzadko znaleźć, ze świeżką szukać reżysera, któremu wychodzi film za filmem. To są zazwyczaj fale, nie? To są trzy filmy, pięć filmów, potem jest jakby... No tego nigdy nie wiadomo, czy następny film będzie kolejnym sukcesem. [01:03:19.23 → 01:03:31.97] A: Proszę Państwa, będziemy powoli kończyć, więc jeśli ktoś jeszcze ma ochotę się włączyć do dyskusji, to zapraszam. Żeby potem nie żałować. Proszę bardzo, tam na górze. [01:03:43.38 → 01:03:43.66] B: Nie. [01:03:44.08 → 01:03:48.46] A: Pytanie o rolę telewizyjną na dobre i na złe i czy to była pierwsza rola. [01:04:15.70 → 01:05:59.27] B: Wie Pani co, ja się pojawiłem w tym serialu, nie wiem, przez rok czasu może byłem i to był rok 2004, może 2005 i nie byłem w tym serialu lekarzem, więc jakby nie mam absolutnie żadnych, żadne neurony w tamtą stronę mi nie poszły w przygotowaniach do Bogów. Dopiero teraz Pani mi jakby podrzuciła taką myśl, że można to łączyć, ale nie, nie, nie łączyłem tego absolutnie. Tak, ja tam byłem takim milionerem, który się zakochał w sprątaczce, tak, tak, ale nie miało to nic wspólnego z religią. Tomku, powiedz mi, w jakich rolach lepiej się odnaleźć? W wesołych czy bardziej poważnych? O kurcze, to jest bardzo trudne pytanie i bardzo częste pytanie. Wydaje mi się tak, Szekspir pisał i dramaty i komedie, tak samo Czechow i ci najwięksi po prostu jakby realizowali się w gatunku, jakby w tej materii teatralnej po prostu. Ludzie do teatru przychodzili zarówno po to, żeby się uśmiechnąć i zarówno po to, żeby się wzruszyć, ewentualnie zyskać jakąś nową refleksję. W czasach, kiedy nie było telewizora, ten teatr na prawdę spełniał o wiele większą rolę w życiu. Więc wydaje mi się, że obowiązkiem każdego aktora jest przynajmniej próbowanie sił albo próbowanie odnalezienia się w obydwu gatunkach. Czasami takie jest trochę, że jak jest za dużo jednego, to człowiek tęskni za drugim. Ale staram się bardzo mocno trzymać na ziemi i jednak ciągle dbać o to, żeby jedna noga była komediowa, a druga dramatyczna. [01:06:04.58 → 01:06:05.96] A: Naprawdę ostatnia szansa. [01:06:13.38 → 01:07:52.86] B: Nie, absolutnie nie, ale powiem... Nie, nie, to też nie o to chodzi. Nie, nie, nie do końca. Wyjaśnij pani. Sytuacja jest taka, że w ramach przygotowań do filmu... W ramach ćwiczenia sytuacji scenicznej muzyka rockowego, w której nigdy w życiu wcześniej się nie znalazłem, a wiedziałem, że muszę wyjść na przykład przed tysiąc statystów i po prostu być ryśkiem, bo inaczej oni mnie zjedzą, bo po prostu źle to będę robił, poznawałem te utwory od tyłu, od przodu, od środka, od jednej czwartej. Potrafiłem z tymi utworami zrobić wszystko. Mało tego, poznawałem poszczególne nagrania. Wiedziałem dokładnie, że to powstało wtedy. Chłopaki z dżemu też cały czas mnie musztrowali. W związku z tym mam coś takiego, że natychmiast wchodzi mi ta analiza z tamtego czasu. Troszeczkę nie mogę słuchać utworów, które poznałem aż tak mocno. Nie słucham też z drugiego powodu. Do dzisiaj się zdarza, że bardzo często, kiedy wchodzę do jakiegoś lokalu albo gdzieś jestem, gdzie leci muzyka i ktoś ma wpływ na tę muzykę, natychmiast puszcza mi dżem. Często tak się zdarza, absolutnie nie narzekam na to, to jest bardzo miłe i sympatyczne, ale w związku z tym nie mam potrzeby słuchania jeszcze osobno, bo być może jak gdzieś wejdę, to znowu usłyszę scenę o Wiktorii i to też będzie miłe i sympatyczne i ten Rysiek ciągle mi towarzyszy. [01:08:05.03 → 01:08:05.39] A: Który? [01:08:17.92 → 01:08:46.68] B: Wydaje mi się, że jak człowiek ma 13 lat i w ogóle nie przypuszcza, że będzie aktorem, to tym bardziej nie przypuszcza o roli Ridle'a. Nie, też nie słuchałem. Tyle, co zdecydowana większość ludzi. Jak byłem w Krakowie na wycieczce szkolnej, to ktoś śpiewał whisky moja żona gdzieś tam na ulicy z gitarą. W ten sposób ta muzyka gdzieś tam towarzyszyła, więc była mi znana, ale nie, że osobno jakoś poświęcałem się dżemowi. [01:08:50.41 → 01:09:38.05] A: Proszę państwa, kończymy. Zapraszam serdecznie za tydzień na fantastyczny dokument Rytm to jest to sprzed kilku lat. Za dwa tygodnie zapraszam na gabinet doktora Caligari, o ile dobrze pamiętam, z muzyką na żywo. Potem w czerwcu mamy dwa spotkania, jedno z Magdą Łazarkiewicz. Będziemy pokazywać jej dokument o Piotrze Łazarkiewiczu, jej mężu. Potem mamy Lecha Majewskiego i film Onirika Psiepole. Więc bardzo bogaty program jeszcze przed wakacjami. Zapraszamy w poniedziałki o 18. A Tobie Tomku bardzo dziękuję za przyjęcie zaproszenia i życzę kolejnych fantastycznych ról, niekoniecznie postaci autentycznych. [01:09:39.13 → 01:10:05.96] B: Szanowni Państwo, Ja tylko tak chciałem tak ze swojej strony dodać. Od premiery Bogów trwa jakieś niewiarygodne zamieszanie, to znaczy jest tak, że cały czas próbuję wypośrodkować czas dla moich dzieci, tak żeby po prostu też nie poczuły straty, ale to jest moje pierwsze tego rodzaju spotkanie z publicznością, jeśli chodzi o film Bogowie od premiery, od października, więc tym bardziej byłem troszeczkę zestresowany, ale naprawdę, naprawdę, naprawdę, na początku się to pojawiło. Dziękuję bardzo za spotkanie.