Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki do odebrania w kasie Teatru Starego. Jedna osoba może pobrać maksymalnie 4 wejściówki na każde spotkanie.
Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.
Wydarzenie transmitowane on-line na stronie Teatru Starego. 

prowadzenie: Grażyna Lutosławska
gość: Janusz Kukuła

Od ponad dziewięćdziesięciu lat sprawia, że potrafimy patrzeć z zamkniętymi oczami, a do uczuć inspirują nas dźwięki. Granice poznania przesuwa tak daleko, jak sięga nasza wyobraźnia. Na czym polega specyfika Teatru Polskiego Radia? Gdzie jest tajemnica jego nieprzemijającej popularności?
Grażyna Lutosławska

Janusz Kukuła, (ur. w 1953) reżyser radiowy, poeta, scenarzysta. W latach 1992–2006 i od 2009 do dzisiaj dyrektor – Główny Reżyser Teatru Polskiego Radia. Laureat Złotego Mikrofonu (2000) oraz nagrody Rady Programowej Polskiego Radia (2013). Mistrz Mowy Polskiej (2015).
Słuchowiska w reżyserii Janusza Kukuły reprezentowały radiofonię polską na międzynarodowych festiwalach sztuki radiowej (1993 – Berlin, 1994 – Moskwa, 1995 – Bolonia, 2013 – Turyn).
Reżyserował spektakle multimedialne w Studiu Polskiego Radia im. Witolda Lutosławskiego: Maraton z „Panem Tadeuszem” (1998), Juliusza Słowackiego godziny myśli (1999), Wesele Stanisława Wyspiańskiego (2001), Tryptyk rzymski Jana Pawła II (2003), Maria – spektakl poświęcony 100. rocznicy uhonorowania Marii Skłodowskiej-Curie Nagrodą Nobla (2003), Dalekie wybrzeża ciszy według tekstów Jana Pawła II (2014). Był scenarzystą i reżyserem koncertu Radio Pamięć (2000) – z okazji 75-lecia Polskiego Radia. 29 listopada 2010 roku w dniu 85. rocznicy nadania przez Polskie Radio pierwszego słuchowiska, którym była Warszawianka, wyreżyserował ten dramat S. Wyspiańskiego w Studiu im. W. Lutosławskiego. Słuchacze „Lata z radiem” mieli okazję poznać w jego adaptacji i reżyserii dźwiękową wersję Trylogii Henryka Sienkiewicza (1997–1999), Quo vadis (2001), serial Władca Pierścieni wg J. R. Tolkiena (2002).
W Teatrze Ateneum – Scena 61 wyreżyserował spektakl Centurion. Opowieść o Krzyżu (2000) oraz spektakl Miłość w Teatrze Ziemi Mazowieckiej.
Wydał powieść Miłość to znaczy oraz tomiki poezji: To znaczyZnaczy. Wiersze z lat (2003). 

Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” na antenie Radia Lublin w każdą niedzielę między 7.00 a 11.00.

   

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:03.95 → 02:09.03] A: Panie, panowie, dobry wieczór. Trochę to moje notatki, ale w zdecydowanej większości to prezenty dla państwa, które przywiózł nasz gość. W teatrze rozmawiać dziś będziemy o teatrze. I właściwie nic w tym dziwnego, jeśli państwo bywają tutaj także na spektaklach teatralnych, to znakomicie państwo wiedzą, że po zdecydowanej większości z nich odbywa się na tej scenie rozmowa w związku z tym, co przed chwilą oglądaliśmy. Dziś będziemy rozmawiać jednak o takim teatrze, którego oglądanie jest niepotrzebne, a właściwie niekonieczny jest zmysł wzroku do tego, żeby zobaczyć. Powiem więcej, bardzo dobrze ogląda się spektakle, o których dziś będziemy mówić, kiedy oczy ma się zamknięte. W Polsce od ponad 90 lat ten teatr jest dowodem na to, Nie oczy najważniejsze są w procesie patrzenia. Zmysł wzroku może wyglądać zupełnie inaczej i niekoniecznie, jak mogliby państwo być może pomyśleć, uszy wyłącznie go w tym wspierają. Od ponad 90 lat teatr, który jest dziś tematem naszego spotkania, pokazuje nam, że źródłem naszych emocji, naszych uczuć może być dźwięk. A nasze poznanie sięgać może tak daleko, jak sięga nasza wyobraźnia. I to właśnie słowo, wyobraźnia, to będzie zdaje się główny bohater naszego dzisiejszego wieczoru. Bo jest to słowo, które specjalnie lubi i przywiązuje do niego specjalne znaczenie nasz specjalny dzisiejszy gość. Panie, panowie, Oto dyrektor i główny reżyser Teatru Polskiego Radia, Janusz Kukuła.
[02:10.35 → 02:13.35] B: Pozwolą
[02:18.19 → 02:50.38] A: państwo, że troszkę piękniej zaprezentuję prezenty, które będziemy mieć dzisiaj dla państwa, które na razie zdobić będą nasz stół, ale zniknął z niego. bo przeznaczone są dla państwa właśnie. Panie dyrektorze, w wyobraźni wszystko jest możliwe, czy dzięki wyobraźni wszystko jest możliwe? Dlaczego to takie ważne słowo dla pana?
[02:51.38 → 05:43.17] C: To nie tylko dla mnie, dla wszystkich ludzi, dla państwa również, inaczej państwa by tutaj nie było. Pani Grażyna użyła takiego sformułowania, że życzy państwu miłego wieczoru. Ja zrobię wszystko, by tak było, ale czasami siedzę sam. Nadchodzi wieczór. Nie wiem, co ze sobą zrobić. Państwo to znają uczucie. I nagle pukanie do drzwi. Mówię, kto tam? To ja, twój dobry wieczór. Mówię, to miło, dobry wieczorze, zapraszam. Dobry wieczór przychodzi. Skądś dowiedział się, że lubię koniak, wyjmuje, stawia. On mówi, o, dobry wieczorze, to będzie naprawdę miło. I nagle dzwoni telefon, to ja, twój poranek, pamiętaj o mnie. I koniec dobrego wieczoru. Więc dzisiaj, proszę państwa, nic złego nam nie grozi. Mnie troszeczkę, bo pani Grażyna jest niebezpieczna. zada mi pytania, na które nie będę potrafił odpowiedzieć. Państwo powiedzą, o matko, po co ja tu przyszedłem. Wyobraźnia. Bez wyobraźni nie bylibyśmy ludźmi, to proste. To jest tak, że przychodzi do mnie reżyser do pracy, przychodzą młodzi, uwielbiam ich, i mu pytają, jak to wygląda, bo jeszcze tego nie robili. Więc mówię, są dwie sprawy. Pierwsza, jeżeli wejdziesz do studia, zapali się czerwona lampka, to już zawsze będziesz tęsknił do tej chwili, bo to jest jak narkotyk. Mijają lata, ja trwam i mówią tak, tęskniłem, więc wracają. A druga sprawa to są słowa, które z pozoru tylko są banalne i państwo z całą pewnością i pani Grażyna też potrafi właściwie to ocenić, bo mówię zawsze, że najpierw musisz to, co chcesz zrobić usłyszeć sam. Nie czekać na te chwile, kiedy wejdziesz do studia, przyjdą aktorzy, realizator i inni współpracownicy i dopiero będziesz szukał rozwiązań. Musisz najpierw to usłyszeć. A jak to zrobić? No właśnie uruchomić wyobraźnię. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy byliśmy dziećmi, tak na mnie państwo patrzą, ja też. A propos dziecka, to pani Grażynko, proszę mi przerywać, bo ja chodziłem do przedszkola i sadzano mnie przy osobnym stoliku, bo dzieci nie jadły, ponieważ ja bez przerwy mówiłem.
[05:44.21 → 05:50.63] A: W teatrze na szczęście jeszcze dobre maniery obowiązują, nie jemy, więc jakoś sobie poradzimy.
[05:50.97 → 06:14.97] C: Dlatego proszę przerywać, albo państwo niech jakąś znudzoną minę zrobią, ja wtedy to rozpoznam i szybko zmienię temat. Na razie widzę uśmiechnięte buzie, piękne, więc nie nudzę, bo pierwszą naszą naczelną zasadą w teatrze w sztuce, wszędzie, gdzie mamy do czynienia właśnie z wyobraźnią, musi obowiązywać zasada po pierwsze nie nudzić.
[06:15.73 → 06:45.55] A: Ale to zatrzymajmy się przy tym przez chwilę, ale kto tam rządzi w tym teatrze, proszę powiedzieć? Kto tak naprawdę w teatrze radiowym jest autorem? Czy autor, czy też prawdziwym autorem słuchowiska? bo teatr wyobraźni, słuchowisko, myślę, że będziemy wymiennie stosować te określenia. Pewnie też zapytam, czy pojawi się jakieś kolejne. Kto tam tak naprawdę rządzi? Czyj to jest twór? Teatr Polskiego Radia.
[06:46.45 → 11:12.07] C: Tak, państwo wiedzą, co to jest palimpsest. To jest tak stary dokument, na którym ktoś napisał nowe słowa. Teatr Polskiego Radia jest, każda praca u nas jest współpracą. Najpierw jest to najpiękniejsze, Jest przymiotnik zawsze niebezpieczny. Wszystko jest piękne. Nie wartościuje. Ale najpierw jest jeden człowiek, symboliczna, biała, czysta kartka, długopis i zapisane słowa. Więc najpierw jest to dzieło autora. Na nieszczęście również owrócz dialogów autorzy zapisują didaskalia. Następnie pojawia się ten reżyser, który czyta tekst i wtedy jego wyobraźnia zostaje uruchomiona. Musi dokonać obsady. U nas mówimy, to pewnie w tym miejscu zabrzmi szczególnie donośnie, bo są tu duchy wielkich artystów, które teraz nas słuchają i może też się uśmiechną. My, reżyser w Teatrze Polskiego Radia nie robi obsady, nie przygotowuje, tylko ją rodzi. Tak się śmiejemy, bo to rzeczywiście jest decydujący moment. Rodzenie obsady. Ja też reżyserom to mówię i Państwu to powiem, że w mojej ocenie w radiu szczególnie, w teatrze również, w kinie również, ale w radiu przede wszystkim obsada ma decydujące znaczenie. To jest 60% powodzenia. Nie można popełnić błędu obsadowego, bo powstanie zły utwór. Ja mniej więcej po przeczytaniu trzech stron wiem, czy warto czytać dalej, ale ja to robię całe życie, prawie 40 lat, więc mam prawo tak o sobie powiedzieć. Ja otrzymuję mniej więcej około 15 do 20 utworów tygodniowo. i mam taką normę czytania 100 stron dziennie. To nie dlatego, że to się przerodziło w obsesję natręctw i każdy napis czytam. Tu w tym teatrze już też wszystkie napisy przeczytałem. Uczę się ich na pamięć zupełnie niepotrzebnie, ale to jest ta decydująca chwila, kiedy już Pojawia się obsada, to wtedy na nagraniu, kiedy rozpoczyna się nagranie, to dodajemy do tego wyobraźnię aktorów. No i do tego jeszcze wyobraźnia realizatora. Realizator dźwięku, tak to nazywamy w radiu, to jest mniej więcej porównywalny do operatora kamery w filmie. Ma również ogromny wpływ na to, co się dzieje, do tego dochodzi jeszcze muzyka, no Państwo wiedzą doskonale, muzyka ma również ogromne znaczenie i tak w ten sposób rodzi się utwór. Kiedy jest dobry? Wtedy, kiedy słuchacz zadaje sobie pytanie, co dalej? To jest, niewielu reżyserów zdaje sobie z tego sprawę, bo ja mam największy problem z czasem. Wszyscy mamy problem z czasem, cała ludzkość, bo jesteśmy zatopieni w czymś, czego nawet nie potrafimy zdefiniować. Przecież nikt nie wie, co to jest czas. Ale wiemy, że upływa i że właśnie ten nasz dany czas się kończy. My w radiu mamy 45 minut. I mówię ludziom, którzy tam zaczynają pracę, musisz nauczyć się opowiadać w 45 minut. To jest bardzo trudne, bo wszyscy chcą dłużej. A wtedy mówię, chwileczkę, wymień mi, ilu z nasz ludzi, których chciałbyś słuchać, czy wytrzymałbyś słuchać przez 45 minut. No, tu pustka w oczach, bo niewielu jest takich. To jest też dla mnie, czy państwo zechcą mnie słuchać przez 45 minut. To jest ocean czasu, więc trzeba umieć opowiadać w 45 minut.
[11:13.26 → 12:19.33] A: Przy tych autorach w takim razie zacznijmy od tej białej kartki, którą ktoś zapełnia, bo spróbujemy sobie przyjrzeć się różnym elementom słuchowiska. Przy tych autorach się zatrzymajmy. Czy trzeba mieć dar specjalny, żeby słuchowiska pisać? Czy bywało tak w historii, że na przykład byli tacy twórcy, którzy bez specjalnej znajomości radia nawet, pisali jeden do jednego, trafiali od razu w dziesiątkę i w czasie się wszystko zgadzało i w rytmie. Byli, Iwaszkiewicz na przykład znakomicie pisał dla radia, byli natomiast tacy, którzy dla radia nigdy pisać się nie nauczyli, bo właśnie albo się nie mieścili, albo też nie to tempo, nie ten specjalny radiowy rytm. Są tacy, którzy piszą wyłącznie dla radia i są tacy, którzy nigdy tego dla radia robić nie będą. Czy trzeba mieć specjalny dar, czy trzeba mieć specjalną wyobraźnię? Co to znaczy dobry tekst dla radia? Kiedy pan podejmuje decyzję tak, to jest właśnie to.
[12:20.11 → 12:20.35] B: Tak.
[12:21.69 → 17:54.21] C: No tak. Zdarzyło mi się, proszę państwa, zrobić kilka marnych rzeczy z dobrych scenariuszy. Przyznaję się. Ale nigdy dobrej ze złego. Więc ja jestem w sytuacji, proszę wybaczyć, Tak proste porównanie sapera. Ja nie mogę popełnić błędu, bo wylecę w powietrze. Ludzie nie będą tego słuchać. Minie trzecia minuta i po prostu zmienią stację, albo włączą telewizję, albo zaczną czytać książkę. To jest wielka odpowiedzialność. My produkujemy każdego roku prawie 200 utworów. To jest ogrom. To jest 200 scenariuszy, powiedzmy 180 autorów. Z każdym muszę rozmawiać. A to są rozmowy trudne. Bo wszyscy są geniuszami. Ja mam wielką umiejętność, którą mniej więcej w dwudziestym roku swojej pracy przyswoiłem, rozmów z geniuszami. Otóż rozmowa z geniuszem polega na tym, proszę państwa, jak spotkacie geniusza, to już będziecie wiedzieć, bo tu stary, doświadczony człowiek wam to przekazuje. Patrzę zwłaszcza w piękne twarze młodzieży, chociaż starsi też mogą spotkać geniusza. Nie jest to przypisane do wieku. Geniuszowi musimy powiedzieć, że jest genialny. Bo wtedy geniusz rozkwita. Kiedy geniuszowi powiesz, że nie jest genialny, to on bardzo cierpi, obraża się, wychodzi, trzaska drzwiami i popada w depresję. To dotykało już Mickiewicza. Więc mówię im, że są genialni, ale państwo wiedzą, najważniejsze w języku pojawia się po ale. Bo kiedy mówimy coś, na przykład, że dzisiaj jest bardzo chłodno, ale bywało chłodniej. Polszczyzna jest cudowna. Państwo jeszcze nie wiedzą, ale to przyjmijcie do wiadomości, kocham nasz język, uważam, że Pan Bóg po polsku mówił i tylko reszta ludzkości tego nie wie, ale może kiedyś się tego dowiedzą. I idę ulicą. stoi dwóch ludzi, których określamy słowem Menel. Ja uwielbiam Meneli. To bardzo inteligentni ludzie. I jeden mówi do drugiego, jest tak zimno, że aż ciepło. To jest polszczyzna cudowna. Więc tak wyglądają rozmowy z geniuszami. Geniuszem to bez nazwisk to nie ma sensu, prawda? Państwo wiedzą. Jak ktoś mówi, a ktoś coś gdzieś, żadnego sensu to nie ma. Więc ja z nazwiskami. Andrzej Mulaczyk, to jest geniusz. On tego nie wie, a przynajmniej nie chce słuchać, kiedy ja mu to mówię. Więc on napisał 80 słuchowisk. Wszystkie naprawdę wybitne, cudowne, bo zachwycające. I 72 reżyserowałem ja. Nie wiem dlaczego. Po prostu upierał się, żebym ja robił. Może dlatego, że nie psułem mu. Bo tam wszystko już było. Wystarczyło tylko nie przeszkadzać. I Andrzej przychodzi do mnie. Mam ten zaszczyt, że obdarza mnie swoją przyjaźnią. Rozmawiamy o życiu, o śmierci, o wszystkim. O świecie. O tym, jak jest okropnie. A o tym, jak jest pięknie, również. I gdzieś w 20. minucie rozmowy on z teczki wyciąga kilka kartek i mówi, przepraszam, jak będziesz miał chwilę, to może przeczytasz. Proszę Państwa, miałem wtedy łzy w oczach, chociaż nie mogę mu tego okazać, bo on się pogniewa. No to tak wygląda, kiedy naprawdę pojawia się ktoś wielki. Po drugiej stronie młody człowiek, 28 lat. Mogę państwu tylko inicjały podać. KB. I mówi tak, proszę pana, to ja mam pomysł, że napiszę słowisko. Ach, ma pan pomysł. Mówię mu, że rozmawiałem niedawno z Wiesławem Myśliwskim. Wie pan, kto to jest? Tak pustka w oczach. Gdzieś coś może. Otóż pan Myśliwski powiedział mi, że każdy może mieć pomysł, na szczęście nie każdy go realizuje. No więc co z tym pomysłem? No wie pan, tu w Polsce są takie podziały, wszyscy się kłócą, to ja bym tak w rakiecie kosmicznej zmieścił te wszystkie przeciwstawne typy Polaków, oni by lecieli w kosmos i gdzieś by założyli jakąś kolonię. Ja mówię, o, ale pomysł, o! Myślę, tak jak państwu mówiłem, rozmawiamy jak z geniuszem. To kiedy umowę podpiszemy on do mnie? Ja mówię, proszę pana, umowę to w Polskim Radiu podpisuje się, kiedy jest scenariusz, kiedy ja zaakceptuję i podejmiemy decyzję o realizacji. A nie, nie, to bez umowy on nie pisze. No to nie mamy arcydzieła przez to. O rakiecie wysyłanej w kosmos.
[17:54.66 → 18:45.74] A: To w takim razie sięgnijmy do jednego z tekstów, które pan wybrał. Posłuchajcie państwo bardzo proszę uważnie. To będzie Nowaczyński. Posłuchajmy państwo krótkiego fragmentu słuchowiska, które wyreżyserował nasz dzisiejszy gość. Bardzo bym prosiła, żeby państwo chórem nie odpowiadali na pytanie, kim jest aktor, Tylko po tym, jak wybrzmi ostatnie słowo, pierwsza osoba, która podniesie rękę i poda prawidłową odpowiedź, takie reguły gry przyjmijmy, otrzyma jeden z prezentów przewiezionych przez naszego gościa. Możemy się tak umówić? Znakomicie. To w takim razie...
[18:45.74 → 18:55.92] C: Zagadka numer jeden. Proszę odgadnąć czyj to głos. O
[18:59.30 → 19:13.28] D: Boże, Boże Wszechpotężny! Jere i Ty jesteś na niebie, a wierzę, że jesteś, to widzisz, co ja tej godziny cierpię. Wielki kielch goryczy podałeś mi, Panie.
[19:14.02 → 19:17.32] B: Wychyle, wychyle.
[19:18.18 → 19:25.40] D: Generale, kawalerii von Zitten Wszystko wam przebaczam.
[19:26.62 → 19:28.74] B: Albo im... Aha!
[19:29.48 → 19:36.52] D: Nie wiedzieliście, co czynicie, krzywdząc tak swojego... Ha!
[19:36.52 → 19:36.72] A: Ha!
[19:36.90 → 19:37.00] B: Ha!
[19:38.04 → 19:38.60] A: Ha!
[19:38.60 → 19:38.64] C: Ha!
[19:38.64 → 19:38.76] E: Ha!
[19:38.76 → 19:40.34] B: Ha! Ha! Ha!
[19:40.72 → 19:40.84] F: Ha!
[19:40.84 → 19:40.85] B: Ha!
[19:40.85 → 19:40.86] E: Ha!
[19:40.86 → 19:40.87] B: Ha!
[19:40.87 → 19:40.88] C: Ha!
[19:40.88 → 19:40.90] A: Ha!
[19:40.90 → 19:40.92] C: Ha!
[19:40.98 → 19:41.00] B: Ha!
[19:41.00 → 19:41.02] C: Ha!
[19:41.02 → 19:41.44] A: Ha!
[19:41.62 → 19:41.74] B: Ha!
[19:41.74 → 19:41.78] C: Ha!
[19:41.78 → 19:41.82] E: Ha!
[19:41.96 → 19:42.06] A: Ha!
[19:42.06 → 19:42.13] C: Ha!
[19:42.13 → 19:42.20] D: Ha!
[19:42.30 → 19:42.40] E: Ha!
[19:43.34 → 19:43.60] B: Ha! Ha!
[19:43.60 → 19:44.42] E: Ha! Ha!
[19:45.08 → 19:45.21] B: Ha! Ha!
[19:45.21 → 19:45.26] C: Ha!
[19:45.26 → 19:45.35] D: Ha!
[19:45.35 → 19:45.44] F: Ha!
[19:46.02 → 19:46.12] C: Ha!
[19:46.18 → 19:46.70] B: Ha!
[19:47.80 → 19:48.82] C: Ha!
[19:50.22 → 19:50.32] D: Ha!
[19:52.86 → 19:53.08] E: No!
[19:53.52 → 19:53.76] C: Przejdź!
[19:53.76 → 19:53.88] B: Ha!
[19:53.88 → 19:58.56] D: Ha Przejdź stąd! Gdzie indziej! Moment, moment, moment.
[19:59.00 → 19:59.89] E: No, no, no.
[19:59.89 → 20:01.16] D: Siedzi już, siedzi już. No co?
[20:01.38 → 20:04.82] E: No co? No dobrze, dobrze. No, ja jemu dam kilka kropek.
[20:04.96 → 20:12.38] D: Widał, wzmacniającego. No, byle on nie myślał, że ja go utruję, co? No tak. No i będzie dobrze. Pan Bóg sprawiedliwy.
[20:12.90 → 20:13.12] C: No.
[20:13.38 → 20:16.02] D: No, zagalopował się. O tak, no.
[20:16.14 → 20:16.90] C: Tak, tak.
[20:17.34 → 20:18.02] D: I niech bije, no.
[20:18.18 → 20:19.32] E: Powoli, powoli, powoli.
[20:19.68 → 20:20.12] D: Kroplami.
[20:20.28 → 20:20.36] A: O!
[20:20.72 → 20:33.85] D: Jeszcze troszeczkę. Przyjdzie zaraz do siebie. Słońce, zaświeciło Ci ten ohohoho. Co, lepiej mu? Ale lepiej, dziękuję. No nie obejdzie się bez dziękuję.
[20:34.77 → 20:37.05] C: No i dobrze, że jest z nim lepiej.
[20:38.01 → 20:43.75] D: I kwit. A mogło być całkiem kaput. Bez olejów świętych.
[20:51.75 → 21:12.65] A: Bardzo panią proszę, pani w białej bluzce z tyłu. To nie był pan Marian Dziędziel. Pani? Tak, bardzo proszę. Tak jest. Zbigniew Zapasiewicz. Pierwszy prezent jest dla pani.
[21:13.37 → 21:31.06] C: Proszę wybrać, bo jest możliwość. Tu mamy całą trylogię nagraną przez młodych aktorów. A druga do wyboru to jest Król Lir, który miałem szczęście wyreżyserować bez skreśleń. Proszę bardzo.
[21:31.12 → 21:34.24] A: Bardzo proszę. Panie Aniu, proszę zapamiętać, trylogia.
[21:34.72 → 21:37.34] C: To odkładamy, że już jest mi. Tak jest.
[21:38.68 → 22:18.07] A: Nie był to Solski, nie był to Świderski, to był Zapasiewicz. Wmieniłam te dwa wielkie nazwiska, bo zarówno Solski, jak i Świderski grali wielkiego Fryderyka w teatrze. Te role przeszły do historii, ale rola Zbigniewa Zapasiewicza w wielkim Fryderyku Nowaczyńskiego w słuchowisku reżyserowanym przez pana, to już dziś też jest kanon. To jest przedstawienie, które ci, którzy teatrem się interesują, znają znakomicie. powiedzieć na przykładzie tej roli, jak wyglądała praca, jak wygląda praca nad takim słuchowiskiem z takim aktorem. Jakim aktorem radiowym był Zbigniew Zapasiewicz?
[22:19.83 → 25:35.56] C: No tak, to rozmawiamy o kimś naprawdę wielkim. Ja się go potwornie bałem. To państwu opowiem. Tak, pan Zbigniew Zapasiewicz miał epizod alkoholowy w młodości. To nie jest żadna przywara. Potem oczywiście przeminęło to, ale kiedy się z nim umówiłem na pierwsze spotkanie, żeby rozmawiać właśnie o roli Fryderyka, to z kolei ja poszedłem do baru i walnąłem setkę wódki, myśląc, że nic mi się nie stanie, a będę odważniejszy. bo paraliżował mnie strach. Rozmawiać z Zapasiewiczem o takiej roli? Ale byłem głodny i zaczęło mi się kręcić w głowie. Mężczyźni tu obecni znają to uczucie. Więc poszedłem do... To już było wyróżnienie, bo mnie do domu zaprosił. Więc przychodzę do tego domu, w głowie mi się kręci. On tak na mnie patrzy, patrzy, a wie o tym wszystko. Kiedy komu co się kręci i z jakiego powodu. Panie reżyserze, pan coś wypił?" Ja mówię, nie. Skąd panu to przyszło do głowy? On mówi, proszę pana, ja to już jak pan wszedł, a mieszkał na czwartym piętrze, wiedziałem, ale to dzięki temu, nie wiem czy byłem tak szczery w tym co robiłem, bo on nienawidził kłamstwa i jak ktoś coś udawał, to on po prostu się odwracał i odchodził. I wtedy bardzo mnie polubił, zaufał, śmiał się i nagrywaliśmy to słuchowisko. Było bardzo trudno dla mnie, nie dla niego, bo to było jeszcze, proszę, mówiłem o tym rodzeniu obsady, to było w czasie, kiedy Jan Świderski grał te role w Teatrze Ateneum. Więc wszyscy stukali się w głowę, łącznie z ówczesnym dyrektorem Teatru Polskiego Radia, panem Juliuszem Owickim, dlaczego ja nie obsadzam Świderskiego. Oczywiście to jest mały światek, więc wszyscy wiedzieli, że Zapasiewicz będzie grał u mnie. Ale ja tak bardzo kochałem tego człowieka. cały czas, aż do jego śmierci. I nadal go wielbię w swoim sercu i pamięci, bo to był, no takich artystów już nie ma. Tu zresztą jeszcze dzisiaj z Panią Grażynką przygotowaliśmy Państwu więcej takich wspomnień. Mam nadzieję, że sprawiamy tym Państwu przyjemność, bo te głosy z przeszłości są bardzo ważne, żebyśmy o nich pamiętali, bo właściwie wszyscy z nich jesteśmy. Ja nie wierzę, że Państwa wrażliwość estetyczna nie była w jakimś stopniu kształtowana przez tych wielkich ludzi. Nasza była, prawda?
[25:35.82 → 25:52.18] A: Zdecydowanie tak. Tu padło słowo wielki, ale dodajmy do tego jeszcze słowo splendor, bo to jest znakomita nagroda, której laureatem jest między innymi Zbigniew Zapasiewicz. Nagroda przyznawana przez Teatr Polskiego Racja.
[25:53.78 → 28:44.10] C: Będzie historyczna chwila, bo tylko państwo będą... Mogę, panie Grażynku? Nie nudzę? Państwo tylko będą wiedzieli, jaka jest historia tej nagrody. Bo właśnie w tym roku, 4 grudnia, wręczymy ją, proszę sobie wyobrazić, po raz trzydziesty. No, trzydziesty. Ja pamiętam dzień, kiedy to wymyśliłem. I to było w maju. Nikt nie wierzył, że to będzie miało sens. No jaka nagroda? Siedzę ze swoim przyjacielem Marianem Szałkowskim. On jest kompozytorem, teraz już na emeryturze, ale jeszcze współpracuje ze mną. I mówię, Maniuś, Maniuś, czułość wielka, musimy wymyślić nazwę nagrody. Nazwa jest bardzo ważna. No tam padają różne, wymyślamy, wymyślamy, a w końcu to każdy człowiek ma taki moment, że pojawia się jakieś natchnienie i przecież przypomniała mi się zemsta. Państwo pamiętają, kiedy pod stolina wchodzi i kto mówi wielki splendor na mnie spływa, moja pani miłościwa, więc mówię niech ta nagroda nazywa się splendor, a Maniusz mówi te splendor to za mało. Musi być wielki splendor, skoro tam jest wielki splendor. No i tak powstała ta nagroda. 30 lat temu, jestem tak dumny, że to przetrwało, pierwszym laureatem był pan Bronisław Pawlik, potem była pani Ryszarda Hanin, Zofia Rysiówna. Niesamowite to wspomnienia i mam ciągle mimo upływu lat wiele marzeń i jednym z moich marzeń jest to, w przyszłym roku wydać album, bo zdjęć z przeszłości przez te 30 lat, kto dostawał i jak to wyglądało, gdzieś tam szukam wśród znajomych, kto robił wtedy zdjęcia, bo to nie tak jak teraz, że kamery są i wszystko jest udokumentowane. 30 lat temu to trzeba było mieć aparat, robić zdjęcia, wywoływać, więc to nie takie proste. Ale może mi się to uda. No i pan Zbigniew Zapasiewicz również, tak jak pani Grażyna powiedziała, jest laureatem Wielkiego Splendora. U nas w teatrze, zapraszam, jest taka galeria sławy. Po obu stronach korytarza głównego wiszą zdjęcia laureatów. I proszę sobie wyobrazić, to dla mnie powód do domu, bo są aktorzy, którzy przychodzą i mówią, a kiedy ja tam będę wisiał?
[28:46.75 → 29:33.48] A: Ale fantastyczna równowaga u pana panuje i to też jest pana pomysł, bo z jednej strony wielki splendor dla tych aktorów, którzy są dojrzali, którzy mają swoje należne im miejsce, nie tylko w galerii, ale przede wszystkim w kształtowaniu naszej wyobraźni, ale z drugiej strony bardzo, ale to bardzo dba pan o młodych. Lubię młodych, już co najmniej trzykrotnie dziś powiedział dyrektor Teatru Polskiego Radia o twórcach, z którymi pracuję, ale też oni dostają swoje nagrody, prawda? Próbuje pan ich ściągać, przyciągać, opiekować się nimi. To jest szansa też, dlatego że ten teatr będzie istniał dalej, prawda?
[29:34.90 → 32:08.77] C: No tak, to proszę państwa, Pani Grażynka powiedziała na początku, to trwa 90 lat. Nie trwałoby, gdyby nie młodzi, którzy przychodzą, potem się starzeją i przychodzą nowi młodzi. Ja marzyłem o tym, żeby porozmawiać z panem Aleksandrem Bardinim. Ja byłem bardzo młody. No i rozpoczynam z nim rozmowę i mówię, panie profesorze, ja tak marzyłem, żeby z panem porozmawiać. A on mówi, Wie pan co, ja kiedy byłem młody to marzyłem, żeby porozmawiać z Kurnakowiczem. I też tak do niego podszedłem i powiedziałem, profesorze, tak marzyłem, żeby z panem porozmawiać. A on na to powiedział, wie pan co, a ja marzyłem, żeby porozmawiać z Solskim. I poszedłem do Solskiego i mówię, profesorze, ja tak marzyłem, żeby z panem porozmawiać. A Solski mówi, a ja marzyłem, żeby porozmawiać z Dąbrowskim. No i tak ta sztafeta pokoleń trwa. Rzeczywiście od chyba 8 lat przyznajemy nagrody za debiuty. No młodzi są najwspanialsi, bo to jest tak. I teraz będzie troszeczkę taka nostalgiczna, poważna nuta, państwo wybaczą. Nie chcę, żeby uśmiechy z państwa twarzy znikały. To nie będzie tak strasznie. Ale chcę taką myślą się z państwem podzielić, że to czas odbiera nam doświadczenia. Nie zdobywamy. Kiedy jesteśmy młodzi, to jesteśmy najmądrzejsi i najpiękniejsi. To potem robi się smutniej, bo coś tracimy. Tu patrzę na to, odrobinę starszych państwa i to na pewno potwierdzą. To jest oryginalna myśl, copyright. Nie znajdą państwo tego u Heideggera ani u Schopenhauera, nie. Copyright by Kukula. Więc dlatego właśnie tak bardzo wspieram młodych i oni mi to oddają. Ja powiedziałem, że którąkolwiek pójdziesz drogą, uczynisz dobrze. Bo w końcu zdołasz wyrazić siebie i to usprawiedliwi twoje życie. No i wtedy dostałem brawa.
[32:11.81 → 32:35.19] A: Bardzo mnie korci, żeby już teraz otworzyć drzwi, które znajdują się chyba na końcu tej alei Sław, o której pan mówił, ale zrobimy to za moment. Chciałabym, żebyśmy posłuchali kolejnego fragmentu. Bardzo proszę o rozszyfrowanie tego głosu.
[32:37.41 → 32:39.31] E: Jeszcze raz ciebie wzywam.
[32:40.65 → 32:42.59] D: Jeszcze po przyjacielsku duszę ci odkrywam.
[32:44.57 → 32:45.03] C: Milczysz?
[32:47.69 → 34:27.35] E: Przegrześ z szatanem walczył osobiście. Wzywam cię uroczyście. Nie garść mną. Ja niejeden, choć santów zniesiony, jestem na ziemi sercem z wielkim ludem z bratem. Mam ja za sobą wojska i mocy i trony. Jeśli ja będę bluźnierca, Ja wydam tobie krwawszą bitwę niż szatan. On walczył na rozumy, ja wyzwę na serca. Jam cierpiał, kochał. W mękach i miłości wzrosłem. Kiedyś mnie wydarł osobiste szczęście. Na własnej piersi ja skrwawiłem pięście. Przeciw niebu ich nie wzniosłem. Teraz duszą jam w moją ojczyznę wcielony. Ciałem połknąłem jej duszę. Ja i ojczyzna to jedno. Nazywam się Milion, bo za miliony kocham i cierpię Katuszę. Patrzę na ojczyznę biedną, jak syn na ojca wplecionego w koło. Czuję całego cierpienia narodu, jak matka czuje w łonie bolę swego plodu. Cierpię, szaleję, A ty mądrze i wesoło zawsze rządzisz, zawsze sądzisz. I mówią, że ty nie błądzisz.
[34:33.83 → 35:39.34] A: Bardzo dziękuję. Pan był pierwszy. Jeśli pan nie zna odpowiedzi, to pani będzie druga. Wprawdzie pan Janusz zasugerował, żeby nieco utrudnić jeszcze to zadanie. Myślę, że to nie będzie specjalne utrudnienie, czy nie tylko głos aktora, ale jeszcze z jakiego to tekstu. Spróbujmy. Znakomicie. Bardzo panu dziękuję, Gustaw Holoubek, dziady. Pan powiedział, proszę sobie wybrać prezent. Trylogię, proszę bardzo, odkładamy. To spektakl, którego nie reżyserował nasz dzisiejszy gość, to przedstawienie w reżyserii Zbigniewa Kopałki z roku 1981, ale przedstawienie, które powstało w Teatrze Polskiego Radia. Zatrzymajmy się chwilę przy reżyserach, którzy też chętnie do Teatru Polskiego Radia przychodzą. Specjalne cechy? Specjalne wymagania?
[35:39.60 → 39:24.62] C: Tak, oczywiście. Opowiem jeszcze państwu najpierw o tym reżyserze, Zbigniewie Kopałko. To był mój ministrz. Uczył mnie i byliśmy razem w komisji egzaminacyjnej. Był w łagodności człowiek. Cudowny, delikatny, wilnianin. Z wielkimi dokonaniami jeszcze przedwojennymi. Tak jak widział... Kiedy ja go poznałem, on był troszeczkę starszy ode mnie. I kiedy widział ładną aktorkę, to robił tak. Przecierał oczy. Wszyscy go uwielbiali. No i siedzimy w tej komisji egzaminacyjnej, naprzeciwko piękna dziewczyna. Na reżyserię zdawali ludzie, którzy już skończyli jakieś studia. No i on mówi tak, proszę Pani, jak mówię, łagodności. W którym roku była bitwa pod Wiedniem? Ta dziewczyna tak patrzy na niego i mówi, w tysiąc, w tysiąc. No pięknie, w tysiącach się zgadza. Przyjął ją na reżyserię, ale nie skończyła. Pozostała w tych tysiącach. No to już państwo potrafią go sobie wyobrazić. Mówił tak zaciągając. No i aktorzy go uwielbiali, zwłaszcza pani Irena Eichlerówna. To był jedyny reżyser, z którym chciała pracować. To były takie czasy niesamowite, kiedy aktorzy naprawdę byli za życia legendami i próby nie wyglądały tak, jak teraz, że aktorzy przyjeżdżali do teatru, tylko reżyserzy jeździli do niej. I Kopalko mi opowiadał to państwu. To są rzeczy, o których prawie nigdy, mówię po raz pierwszy, ale okazja jest niezwykła, bo państwo tu są, to cudowne miasto. Pani Grażyna i wasze mądre twarze, więc powiem wam, że przyjmowała go w szlafroku. I tak Zbynio mówił, że siadała i rozchylał się ten szlafrok tutaj. I on nie wiedział, gdzie patrzeć, czy rozmawiać o roli, czy o jej nogach. A była niezwykle piękną kobietą. No to już państwo wiedzą, jakim był człowiekiem. Cholubek by zresztą tej roli nie zagrał u nikogo innego. bo bardzo się panowie przyjaźnili i opowiadali sobie najsprośniejsze dowcipy, to nawet ja czasami nie mogłem powstrzymać się od łez ze śmiechu. Byli niesamowici. A Cholubek, z kolei pan Gustaw był... Ja się przyjaźniłem całe życie z takim chłopakiem, którego państwo na pewno... Mówię chłopakiem, bo wtedy byliśmy chłopcami Krzysztofem Gosztyłą. A Krzysztof Gosztuła to był ukochany aktor Cholupka, jego ukochany student. No i kiedy ja zostałem dyrektorem Teatru Polskiego Radia, to było bardzo dawno temu, ja chyba jestem najdłużej dującym dyrektorem w historii świata. I on mówi, Krzysiu, jak się nazywa ten twój przyjaciel? Ten, wiesz, jego nazwisko chyba się na zero zaczyna. Minęły lata i minęły lata, no ja dużo pracowałem z panem Holubkiem i byliśmy razem w Sopocie i on do mnie mówi, to było na rok przed śmiercią, mów mi Guciu. No to państwo wiedzą, co to dla mnie znaczyło. Oczywiście powiedziałem, Guciu, idziemy na wódkę. Poszliśmy.
[39:24.98 → 41:56.71] A: A my pojedźmy teraz w wyobraźni do Wilna, bo wymienił pan to miasto. To bardzo ważny adres w historii Teatru Polskiego Radia, bo kiedy Teatr Polskiego Radia powstawał, w Warszawie oczywiście, bo wszystko dzieje się w Warszawie, ale miał też bardzo silne swoje tzw. regionalne ośrodki i jednym z tych ośrodków nie wiem, czy nie najsilniejszym było właśnie Wilno. I to w Wilnie, w Rozgłośni Wileńskiej, powstało pierwsze oryginalne słuchowisko Teatru Polskiego Radia. Bo po raz pierwszy, tu odrobina historii, w 1925 roku warszawiankę usłyszała publiczność tuż po tym, jak powstało w ogóle Polskie Radio. Zresztą na jubileusz 85-lecia polskiego radia nasz gość, Janusz Kukuła, Warszawiankę także przygotował. Natomiast szukano już wtedy, i proces ten trwa do dzisiejszego dnia, tekstów oryginalnych, napisanych specjalnie dla radia. I pierwszym takim tekstem napisanym specjalnie dla radia był pogrzeb Kejstuta. Słuchowisko napisane i wyreżyserowane przez znakomite nazwisko związane z Teatrem Polskiego Radia, czyli nazwisko Hulewicza. Dlaczego o tym wszystkim mówię? Nie tylko dlatego, żeby przypomnieć państwu odrobinę historii Teatru Polskiego Radia, ale także dlatego, że wydarzyła się wtedy rzecz niezwykła, mianowicie to słuchowisko było realizowane w plenerze, czyli dźwięki, które słyszał słuchacz, Były dźwiękami naturalnymi. To było słuchowisko poetyckie oparte na legendach wileńskich i w planerze, w jakim dzieją się te legendy, się rozgrywało. Więc był głos aktora i był dźwięk naturalny. Sprawa niezwykle oryginalna i nowatorska na owe czasy, ale też bardzo prosta. Rzeka jak miała płynąć, to płynęła. A dzisiaj? Jak wykreować świat dźwięków? Proszę powiedzieć, przejdźmy do tego momentu robienia słuchowiska. Jak to się dzieje, że tyle się dzieje, a wszystko się dzieje na dwóch metrach kwadratowych na przykład?
[41:58.87 → 46:12.15] C: No tak. Moje pokolenie otworzyło ten świat teatru wyobraźni właśnie na dźwięki zewnętrzne. Bo kiedy myśmy przyszli, mówię w liczbie mnogiej, bo to była grupa ludzi. Myśmy nie tworzyli żadnej formalnej grupy, tak jak grupy bywały poetyckie, ale byliśmy ze sobą bardzo emocjonalnie związani i my byliśmy buntownikami. To znaczy to pokolenie Owicki, Kopalko, Płaczek, mówię te nazwiska, to byli nasi mistrzowie, ale myśmy nie chcieli robić takiego teatru jak oni. Bo ten teatr, który myśmy zastali, mieliśmy po dwadzieścia kilka lat, to był teatr bardzo tradycyjny. Jeszcze mnie uczono, że najważniejsza w teatrze radiowym jest cisza między słowami. To było piękne. Wtedy słuchowiska trwały po 90 minut. I aktorzy inaczej mówili, to wszystko było tak odgrywane precyzyjnie. Oni tak reżyserowali, bo to było, tak jakby to powiedzieć, przenoszenie z teatru doświadczeń. To byli wielcy aktorzy, którzy przychodzili do radia i odtwarzali właściwie sytuacje teatralne. Ja mówię o nas, buntownicy, bo myśmy wprowadzili wnieśli życie do słuchowiska. Stąd pojawiły się te wszystkie dźwięki. Świat zaczął być słyszalny. Właściwie nie uznawaliśmy ciszy. Ja zresztą zawsze dwuje za to dostawałem, że kopalko, proszę pana, dlaczego bez przerwy u pana jest hałas? był przyzwyczajony do czegoś, no to jest proces, prawda? To wszystko się zmienia. Dlatego wpuściliśmy życie i świat dźwięków. To było bardzo trudne, bo kiedy myśmy zaczynali, to nagrywałyśmy na taśmy. To już, to mógłbym godzinami państwu opowiadać anegdoty z tym związane, jak taśma upadła, rozsypała się i to były kilometry taśmy i ja to zwijałem przez 20 godzin, bo nie można było tego powtórzyć. No teraz to jest fantastycznie, bo technologie są niesamowite. Mamy zakupione programy, to zresztą Radio Lubelskie też ma wszystkie rozgłośnie, bo jesteśmy na światowym poziomie i mówię to bez cienia ironii, tak naprawdę jest technologicznie. Realizatorzy dźwięku w tym świecie są mistrzami świata. To naprawdę są fenomenalni, młodzi, cudowni ludzie, dla których takie rzeczy, jak na przykład państwo mają doświadczenia słysząc, no wszyscy mnlaszczemy. Kiedy pojawia... Ja staram się tego nie robić, pani Grażynka też, no ale to mamy już gdzieś tu podkorowo, że tego nie wolno, bo to drażni. Ale aktorzy czasami mnlaszczą. I teraz jest program komputerowy. Proszę państwa, że tylko naciskamy fragment, który ma być wyczyszczony i wszystkie mlaśnięcia znikają. A kiedyś, jeszcze Kopalko uwielbiał, mówił, nie, to nie może być takie czyste, język. Muszą być oddechy, sapania. Ja mówię, no to dodajmy jeszcze przewracania kartek, żeby ludzie wiedzieli, że my czytamy, a nie uczymy się na pamięć. Więc ciągle z kartek czytamy w radiu. Ale to wszystko jest usunięte. Natomiast świat dźwięków jest niezwykle ważny, bo to jest nasze doświadczenie. My się odwołujemy do doświadczenia słuchacza. To, co słyszy, a my ciszy, tak znamy tylko w sobie ciszę. Ale na świecie nie. Nawet tutaj wydaje się, że jest cicho, a nie jest. Prawda? Zawsze coś słychać, oprócz bicia cudownych, gorących serc. a ja je słyszę i myśli państwa też. Więc przerywam, bo myślicie, ale nudzi.
[46:13.01 → 46:46.19] A: Ale przy tych dźwiękach, ja tak szybko od tych dźwięków nie chciałabym odejść, bo ta taśma na przykład, o której pan wspomniał, te kilometry taśmy, z której już się nie korzysta, a oboje zdaje się bardzo za tym tęsknimy, dotyk taśmy i cięcie jej w odpowiednim momencie, to była naprawdę metafizyczna historia. W tej chwili robi to znakomicie komputer pod czujnym okiem, rzecz jasna. tego, kto przy nim siedzi, ale te kilometry taśmy są w Teatrze Polskiego Radia znakomicie wykorzystane i udają liście jesienne, jak się patrzy.
[46:47.11 → 47:51.42] C: Tak najkrócej, bo to takie warsztatowe sprawy. Dźwięki najprostsze, picie, jedzenie, podchodzenie, Podłoże, czyli na przykład właśnie jesienne liście, to wszystko robimy na planie. To aktorzy mają doskonale opanowane. Ja z tego się śmieję i to przeszło już do legendy, bo w radiu drzwi muszą skrzypieć. Teraz drzwi nie skrzypią ani w domach, ani nigdzie. Są elektroniczne, rozsuwane, ale jak pokazać słuchaczowi, że ktoś wszedł? I mamy drzwi specjalne, budowane z wielkim pietyzmem, projektowane przez cudownych ludzi, skrzypią różnie. No i któregoś dnia konserwator przyszedł do mnie i mówi, panie dyrektorze, ja nareszcie zrobiłem coś ważnego, te drzwi nie będą już panu skrzypiały. Na oliwiu wszystko.
[47:52.94 → 47:55.10] A: A to archetyp drzwi był po prostu.
[47:56.27 → 50:08.36] C: Więc przestały skrzypieć i mówię, co pan najlepszego zrobił. A Juliusz Owicki był asystentem reżysera Andrzeja Łapickiego. Andrzej Łapicki u nas też bardzo dużo robił. I pan Łapicki mówi do pana Owickiego, Julku, otwórz te drzwi. Asystent robił to za aktora, no bo tym aktorem był chyba wtedy właśnie Cholubek, więc Cholubkowi nie mógł powiedzieć, Guciu, otwórz te drzwi, bo by powiedział Andrzejku, sam se je otwórz. Więc asystenta poprosił. To były jeszcze czasy takich hierarchii ogromnych. No i pan Andrzej mówi do Gucia, nie, nieźle. No to jeszcze raz, jeszcze raz. W końcu i Owicki się zdenerwował za dziesiątym razem, jak walnął tymi drzwiami. Świetnie. Nareszcie dobrze zamknąłeś. No, takie historie. A więc mówię, efekty te najprostsze robimy, a te poważniejsze jak helikoptery, rakiety, cokolwiek, rozkwitanie kwiatów czy śpiew ptaków, ryk zwierząt, to wszystko mamy. Biblioteka efektów, to każdy realizator ma w małym palcu numer 1963, prawdziwy kaszel Chopina. To musieliby państwo to zobaczyć, ale to mówię młodym, to również, że to jest nudne bycie w trakcie nagrań, bo u nas najważniejsze jest jedno zdanie. Nad piekłem według Dantego było napisane Lasciate onni speranza. Porzućcie wszelką nadzieję. A nad Teatrem Polskiego Radia jest napisane Jeszcze raz proszę. I nagranie wygląda w ten sposób. Aktor gra. Wspomniałem o Andrzeju Łapickim.
[50:08.48 → 50:08.62] E: Mogę?
[50:08.76 → 51:03.28] C: Anegdota o panu Łapickim. Genialnym artyście, który reżyserował Fredrę, bo był mistrzem. No i aktor gra. tam monolog jakiś Fredroski. Więc pan Andrzej, intercom, ja ten gest wykonuję nieprzypadkowo, bo to tak wygląda, trzeba nacisnąć guziczek. Mówi, proszę pana, nie, to niedobrze, niech pan to inaczej zagra. Proszę. Aktor gra. Nie, nie, jeszcze raz proszę, to niedobrze, no musi pan podejść, więcej emocji w tym, żeby było, no przecież pan cierpi. Aktor gra. Już, panie reżyserze, już wiem. Nie, nie trzeba nic mówić, wiem. Proszę. I tak pięć razy. Ja przy tym byłem. Za piątym razem. Niech pan robi, co pan chce. No to odpowiedziałem na pytanie precyzyjnie, jasno i ciekawie?
[51:03.53 → 51:18.89] A: Ja bym tak szybko nie uciekała z tego świata dźwięku, który, jak pan powiedział, to takie techniczne sprawy, ale te techniczne sprawy są fascynujące, bo to jest coś, To jest jak w laboratorium alchemika. Dzieją się rzeczy dla nas, laików, zupełnie niepojęte.
[51:19.16 → 51:20.14] C: Laik się odezwał.
[51:21.14 → 51:26.05] A: Że na przykład taka szczotka ryżowa po starych meblach i pułk piechoty maszeruje, prawda?
[51:26.51 → 54:19.29] C: No to tak było właśnie przy warszawiance. Przy warszawiance oni nie mieli efektów przecież, nie mogli nagrywać. To znamy tylko z opisów. że kiedy przechodziło pług wojska, to po prostu pocierali szczotkami po blacie. Ja próbowałem to zrobić. To okropny dźwięk i w niczym nie przypomina przemarszu wojsk. W niczym. To zresztą był dramat również Wyspiańskiego, bo kiedy on pisał Warszawiankę, to wymarzył sobie, premiera była przecież w teatrze miejskim w Krakowie wtedy. nie miał imienia Słowackiego. On chciał, żeby przyjeżdżał oddział na koniach. To jest w dokumentach dotyczących biografii. A ówczesny dyrektor teatru miejskiego w Krakowie, pan Kotarbiński, powiedział, że koni mu nie sprowadzi. to Wyspiański się śmiertelnie na Kotarbińskiego obraził, ale musiał ulec, że przejdzie półk i przeszły tam cienie jakieś. To w teatrze można było, tu też moglibyśmy w tym cudownym teatrze zrobić. Ale kiedy realizowali w radiu, to nie mieli efektu koni. Więc po prostu tak, a konie nagrywali w ten sposób, że uderzali. Tak jak dzieci się bawią. To było odkrywanie tego świata. Ja próbowałem to zrobić, bo jak pani Grażyna wspomniała, w rocznicę, Taka głupia moja, jak to powiedzieć, boję się słowa metafizyka. Bo właśnie jak wybierałem się na studia, to chciałem tu na KUL-u studiować waszym i zobaczyłem zakład metafizyki napisany. Tak się przestraszyłem, że już tam nie studiowałem, ale potem byłem na WF i przeczytałem zakład ping-ponga i też nie studiowałem. No ale wracam do tego powrotu, bo wesele też zrobiłem dokładnie o tej samej godzinie 100 lat później, tylko w Warszawie, nie w Krakowie, bez skreśleń. Czy dusze wracają, czy nie wracają, nieważne, ale ludziom się to bardzo podobało, bo jest w nas coś, taka tęsknota, że lubimy, tęsknimy do takich pięknych przesłań, że to, co najpiękniejsze zdarzyło się w przeszłości, nam też będzie dane. Stąd tak bardzo kochamy Chopina, Norwida, Mickiewicza, Słowackiego, że odnajdujemy tam coś bardzo ważnego naszego, nie ich, naszego, jedynego. To jest taka właściwość Polaków, bo żaden naród tego nie ma. Zresztą żaden naród nie ma takich poetów jak my. Tylko po polsku można tak napisać, jak oni to zrobili. Czy to trwa? Tak, bo w tym mieście żył Józef Czechowicz. i inni wielcy, więc to trwa i trwać będzie zawsze, dopóki będziemy.
[54:20.63 → 54:25.57] A: Posłuchajmy kolejnego fragmentu. Bardzo proszę.
[54:30.95 → 56:31.61] D: Patrzcie, patrzcie wszyscy cały świat, wszyscy chrześcijanie. Patrzcie na jakiego durnia wystawiono chorodniczego. W mordę go, w mordę starego durnia. Ej ty, tłusta gębo, smarka, szmatę. Przyjął za ważną figurę, pędzi sobie teraz. sypie trójką koni, dzwoneczki mu dzwonią. Po całym świecie rozniesie tę historię. Mało, że się człowiek stanie pośmiewiskiem. Znajdzie się jakiś gryzmoła, gryzi piulek i do komedii cię wstawi. To najwięcej boli. Nie uszanuję stanowiska ani rangi! Wszyscy będą zęby szczerzyć i klaskać w dłonie! Z czego się śmiejecie?! Z siebie samych się śmiejecie! Uch, wy! Ja bym tych wszystkich papieromazów rozkrobił! Liberały przeklęte czarcie nasienie w jeden węzełek, bym was związał na proszek stary i diabło pod kapotę. Wciąż jeszcze nie mogę się opamiętać o świętych słowach, że kogo Pan Bóg chce ukraść, temu najpierw rozum odbiera. No i co? Ten wiercipięta miał w sobie z rewizora nic. Pani Tytio, a wszyscy, rewizor, rewizor. Kto pierwszy puścił, że to rewizor?
[56:32.63 → 56:50.87] A: Bardzo dziękuję. Kto był pierwszy, Pani Januszu? Ela Strong, pani była pierwsza, prawda? Tak, bardzo prosimy. Tak jest.
[56:51.23 → 56:55.75] C: Oczywiście brawo, dziękujemy, tak. Krzysztof.
[56:56.55 → 57:00.63] A: Prezent dla pani, który? Bardzo proszę, trzecia trylogia.
[57:00.65 → 57:06.35] C: Mogę wziąć więcej. Ale też lira chcę, żebyście państwo... Do
[57:06.35 → 57:24.05] A: lira za moment dojdziemy. Będę też chciała, żeby pan powiedział parę zdań na temat lira, ale za chwilę. Najpierw proszę o wspomnienie, bo to Krzysztof Kowalewski w słuchowisku reżyserowanym przez Janusza Kukułę. Pamięta pan dobrze pracę nad tym słuchowiskiem? Była jakaś specjalna?
[57:24.51 → 59:59.74] C: No pewnie. To rewizor. To marzenie każdego reżysera. Tu nie ma żartów. Kto ma zagrać Chorodniczego? Ludzie. No ale obsadziłem pana Kowalewskiego, on grał u Gruzy w genialnym... Państwo widzieli na pewno tę telewizyjną wersję, gdzie Chorodniczego gra pan Łomnicki, a Krzysio gra jednego z chłopów tam, którzy przychodzą na skargę, nie mówi ani słowa. No to jest genialny artysta. Nie wyobrażałem sobie nikogo innego, by to zrobił. No i to reżyserowanie moje Kowalewskiego, proszę państwa, wygląda tak. Bo ja mam sześć świętych słów jako reżyser. Zdradzić państwu? Zdradzam. Szybciej, wolniej, ciszej, głośniej, bliżej, dalej. No i pana Kowalewskiego reżyseruje się ciszej. Krzysiu. A ten jeszcze głośniej. Bliżej, Krzysiu. A ten jeszcze dalej. Więc trzeba zawsze te słowa zamienić. Sześć świętych słów państwo zapamiętają. Możecie u mnie, jak je opanujecie, pracować, ale jeszcze muszą państwo w sobie znaleźć odwagę, by je Kowalewskiemu wypowiedzieć, patrząc mu w oczy, bo tu już się żarty kończą. A propos uwag reżyserskich do aktorów. No to każdy reżyser ma inną metodę, ale najczęściej jest to słowotok, bo każdy reżyser uważa, że jest najmądrzejszy na świecie, kocha aktorów, mają go słuchać, kocha bezwzajemności najczęściej. I taki był cudowny aktor mój przyjaciel Marek Obertyn. Niestety nie żyje, ale był cudownym aktorem. On zresztą, to muszę państwu powiedzieć, był miał grać Glostera w Lirze, w tym w Poznaniu, reżyserowanym przez Eugeniusza Korina, w którym główną rolę grał właśnie Łomnicki i na scenie umarł. Więc ja znam bardzo dokładnie te relacje z tamtych wydarzeń. Zresztą Boże, Janusz. I od Marka. No i Marek marzył o tym zawsze, żeby być reżyserem. Każdy aktor marzy, żeby być reżyserem, a każdy reżyser, żeby być aktorem. Na szczęście kończy się na marzenia.
[01:00:00.24 → 01:00:01.20] A: No nie zawsze, nie zawsze.
[01:00:01.22 → 01:00:56.96] C: Nie zawsze, na nieszczęście. No i chodził za mną, chodził i mówię, dobrze Marku, no już powiedz, ale to jaki utwór chciałbyś wyreżyserować? Don Juana. Mówię, proszę bardzo. I Marek był tym aktorem, jak reżyser mu coś mówił, to mówi, przestań, co ty mi tu opowiesz, przecież ja to wszystko wiem. Po co mi to mówisz? Powiedz mi tylko bliżej, dalej, ciszej, wolniej, szybciej i wolniej. Ja ci wszystko zagram, co chcesz. Mówię, no dobrze. reżyseruje Don Juana, obsadził. Wielki tam, Severin, inni, Machowski, cudowni aktorzy, biegał za nimi, siadaj tu, słuchaj, bo tę rolę trzeba zagrać właśnie tak, wiesz, to tu... I oni mu mówili, Marek, przecież ja to wszystko wiem, ty mi powiedz tylko ciszej, wolniej, bliżej, dalej, głośniej, ten... I on do mnie wszedł i mówi, wiesz co, jest kolosalna różnica po tej i po tej stronie szyby.
[01:01:00.52 → 01:01:04.64] A: Proponuję, żebyśmy zajrzeli jeszcze do kolejnego dźwięku. Bardzo proszę.
[01:01:09.24 → 01:01:12.24] C: Przepraszam,
[01:01:16.02 → 01:02:12.11] F: czy obywatel, redaktor naczelny? Kociubińska. Kociubińska. Kociubińska, tak. Dzień dobry. Zaproszę? Hermeny Gilda, drukowana w odrodzeniu, młoda poetka. Zaraz chwileczkę, panie redaktorze. Tak, oczko puściło. Trudno, los, przeznaczenie. Dziękuję. Chciałam prosić o wzmianeczkę, jeśli można, na pierwszej kolumnie. Urządzam poranek autorski na sieroty zaistniałe w wyniku małżeństw nieślubnych. Obecność sieroty na sali przewidziana. Będę czytać utwory nowe, ponieważ stare wszystkie splonęły w Warszawie na browarnej. Cztery tomy, jak cztery pory roku. Wiosna skowronek, lato pszczółka, jesień jabłuszka i zima z białą brodą.
[01:02:12.25 → 01:02:12.57] A: Hej!
[01:02:13.41 → 01:03:48.36] F: Co proszę? Hermene Gilda, kociubińska, młoda poetka. Ile mam lat? Chum, po angielsku chum. Bardzo lubię Anglików, tacy wytworni, kultura. Pan czytał, kochanka Lady Chatterley, prawda? Jak ona tam z tym Nadleśniczym w tej Nadleśniczówce. Zmysły, co? Ja też. Zasypiam, to różne takie prądy literackie przechodzą przeze mnie, więc zaraz wstaję i piszę. Ale ostatnio nic nie piszę. Kalamarz mi zginął. Los, przeznaczenie. I cielęcina zdrożała. Ja bez cielęciny nie mogę. Pan wie, że każdy poeta pod jakimś wpływem. Dante Beatrice, Andrzejewski wąchał jabłka, Breza gruszki, ja cielęcina. I zawsze byłam radykalna. Egzystencjalizm też ma swoje dodatnie strony, w sensie pesymizmu. Przybosia znam osobiście, ale dlaczego cielęcina drożeje? A może to los? Przeznaczenie? Co proszę? Jak? Zmianka nie pójdzie? Nie ma miejsca? Idzie artykuł o Kwiatkowskiej? Tej małpie z siedmiu kotów? Chwileczkę, proszę redaktora naczelnego, kociubieńska młoda poetka, Hermene Gilda.
[01:03:49.14 → 01:03:51.98] A: Co? Wyszedł.
[01:03:52.86 → 01:03:59.44] F: Ogolić się? Los. Przeznaczenie.
[01:04:01.26 → 01:04:02.90] A: Bardzo dziękuję.
[01:04:02.98 → 01:04:05.60] C: Za łatwe, prawda? Chórem możemy odpowiedzieć.
[01:04:05.60 → 01:04:13.12] A: Bardzo proszę, pan był pierwszym. Tak, to Irena Kwiatkowska oczywiście, Król Lir dla Pana.
[01:04:14.30 → 01:04:22.14] C: Już bez wyboru. Ale grają młodzi tak jak Pan, więc będzie się Panu podobało.
[01:04:22.76 → 01:05:27.87] A: I właśnie w związku z tym do Króla Lira chciałabym, żebyśmy doszli do tego, co otrzymują Państwo w prezencie, tylko tak zupełnie na marginesie chciałam Państwu przypomnieć. bo nasz gość znakomicie o tym wie, sam dzisiaj o tym przypomniał. Irene Czechowicz też przecież był autorem słuchowiska w Polskim Radiu. To poema, to mieście Lublinie, mamy ten zaszczyt jako miasto. I dlaczego o tym mówię w tym momencie? Dlatego, że w 1937 roku, 9 lipca, o 21.45, W słuchowisku pod tytułem poemat o mieście Lublinie Irena Kwiatkowska i Antoni Bohdziewicz. To dla nas bardzo także dlatego ważne nazwisko. Król Lir wyreżyserowany bez cięć, bez skrótów przez Janusza Kukułę. Jaki był powód, pretekst do tego, żeby się tego poznać?
[01:05:28.84 → 01:08:28.74] C: Powód, jak zawsze, marzenia, ale to jest jeden z tych utworów, które można realizować tylko wtedy, kiedy jest aktor, który może to zagrać, bo ten reżyser może sobie interpretować lira na milion sposobów, ale jak nie ma wykonawcy, który nie potrzebuje tylko sześciu słów, ale jeszcze jakiejś piękniejszej rozmowy o decyzjach i o literaturze, to wtedy tylko można to realizować. Właściwie z całym Szekspirem. Jak Romeo i Julia nie zrobimy, nie mając młodych, którzy mogą to zagrać. Tak, tu trzeba mieć starego. No i ja takiego miałem. Mówiłem, nie jest stary przecież. Od 10 lat musimy zrobić lira. Co ty, nie będę grał lira. Co to, nudy to wariat. No oczywiście śmiał się, ale w końcu Przekonałem. Mówię o panu Gosztyne. Krzysztofie Gosztyne. No i nagraliśmy to. To trwało bardzo długo, bo utwór jest niesamowity, a ja jeszcze zdecydowałem się na jedno z najstarszych tłumaczeń. Zresztą wszyscy się dziwili, bo to adresatem są młodzi ludzie, bo to jest prywatne wydawnictwo, bo to jest taki młody chłopak, który założył firmę swoją i marzy o tym, by wydawać tak trudne rzeczy. I ja mu w tym pomagam. To właściwie jest wszystko con amore, przygotowywane bez wielkich pieniędzy, bo to w ramach popierania młodych zdolnych robię, więc taki mój prezent, żeby mu się wiodło. I... On mówił, to będą młodzi. przede wszystkim kupować i słuchać Lyra. Taki był pomysł. Ten archaiczny język może do nich nie dotrzeć. Nie zrozumieją, o co chodzi. Ja mówię, dobrze, a to wyobraźmy sobie, że żyjemy w Anglii. I co, Szekspira też napiszemy nowym językiem? Przecież dla młodych Anglików Szekspir też brzmi archaicznie. A jednak chodzą do teatrów i słuchają tego. bo teraz jest moda, żeby nowe tłumaczenia zawsze były. No i zrobiliśmy to, takie testowe przesłuchania się odbyły, przyszli młodzi, rozumieli wszystko. Nikogo nie bolało, że tam jakieś archaizmy się pojawiają, no bo wszystko, tajemnica tkwi w aktorstwie. Więc proszę pan, żeby rozpropagował wśród swoich przyjaciół, żebyście posłuchali, jak można zagrać lira inaczej niż XXI wiecznie, a jednak uniwersalnie. O kurczę, dobrze.
[01:08:29.78 → 01:10:54.83] A: To wszystko jest też tak, że pan i Teatr Polskiego Radia, to zabrzmi dość górnolotnie, ale szczera to prawda, stoicie na straży. Zwyczajnie na straży pewnych wartości, bo choćby tekst, wierność tekstowi do nich należy. Swoją drogą przy tej okazji i przy Szekspirze, i przy tym, o czym pan mówi, przygotowując się do dzisiejszego spotkania, słuchałam rozmaitych wywiadów z ludźmi, którzy zakładali polskie radio. Nie tylko związanych z teatrem polskiego radio, ale w ogóle zakładali polskie radio. I to, co zrobiło na mnie największe wrażenie, wręcz piorunujące, to było takie zdanie, Niestety nie pamiętam, kto je wypowiadał, ale jeden z założycieli Polskiego Radia. Jakie to fascynujące, opowiada dziennikarce. Niech pani sobie wyobrazi. Siedzę sobie w Warszawie, a tu nagle mam szansę, że ktoś z drugiego końca świata. I tu ja natychmiast pomyślałam sobie, przekazuje mi najświeższe wiadomości. Mówi jaka pogoda, kto wygrał lub przegrał wojnę, albo jakie są notowania na giełdzie. Przecież z tego powodu powstała prasa. a on mówi, a tu ktoś na drugim końcu świata czyta mi Szekspira. Dlatego powstało radio. Radio nie powstało w takim razie, pomyślałam sobie z tego powodu, że chcieliśmy wiedzieć jaka jest pogoda na drugim końcu świata, bo akurat mamy w planie tam wakacje, jak wyglądają notowania giełdowe, albo jak wygląda sytuacja polityczna. Radio nie powstało dla wiadomości. Radio powstało, żeby ktoś komuś mógł powiedzieć Szekspira. I tak naprawdę jedynie teatr, teatr Polskiego Radia, teatr w innych stacjach radiowych, bo istnieje na całym świecie, wciąż jest temu jeszcze wierny. Tyle rzeczy się zmieniło w świecie, zmienili się ludzie, ustroje polityczne, o pogodzie nie wspomnę. A w teatrze wciąż chodzi o to samo i wciąż ma słuchaczy, prawda? To nie jest wprawdzie 12 milionów przy Matysiakach, jak było na samym początku, ale to jest wciąż publiczność. Nigdy jej chyba nie zostawicie. O nią chodzi, prawda?
[01:10:57.53 → 01:14:30.98] C: Co ja mogę powiedzieć? Tak. Oczywiście. Słuchacze są najważniejsi. Bardzo się gniewają, złoszczą. No i użyła Pani tu słowa, które rzeczywiście ma dla mnie znaczenie. Znowu, sekunda serio. Na straży, tak. Języka, to na pewno. Akcentu, na pewno. Imię słowów, na pewno. Nosówek, na pewno. Proszę Państwa, świat jest gorszy, kiedy nie mówimy O i E. Nie możemy tego... zniszczyć. Rozmawiam z mądrymi językoznawcami, mówią, nie ma pan żadnych szans, nie ocali pan nosówek. A ja mówię, dobrze, ale przynajmniej walczyłem. Więc dopóki ja i mnie podobni tam jestem, to będą nosówki w radiu i nie będziemy tego zniekształcać i nie będzie przeklinania. Bo to jest ostatnie miejsce w Polsce, gdzie się nie przeklina. To Państwo muszą sobie wyobrazić, jaką ja wojnę toczę z młodymi pisarzami. Bo dla nich świat bez przeklinania to jest świat kłamstwa. Tak mi mówią. Muszą być przekleństwa, bo młodzież tak mówi. Ja mówię, zaraz, ja znam około 3 tysięcy młodzieży. Przy mnie jeszcze nikt nie powiedział, No bo się pana boją. Nie, dlatego że nie ma takiej potrzeby. Jeżeli człowieku nie umiesz opowiedzieć historii bez przeklinania, to nie zabieraj się za to opowiadanie. Bo to już znaczy, że nie szanujesz swoich odbiorców. Oni tego nie potrzebują. Gniewają się bardzo, wszystko wyrzucam, bezwzględnie wyrzucam. Czasami myślą, że przemycą. ale nic nie idzie na antenę, jeżeli tego nie słucham, więc przemontowują, a czasami nie ma ich, czy gdzieś wyjechali do Hollywood robić kariery, to muszę robić to sam. Złoszczą się, że zniszczyłem ich arcydzieło, ale mówię, to niestety, kochany, będę ci niszczył arcydzieło, bo przeklinania nie będzie. No to w tym sensie tak, to rzeczywiście i słuchacze to doceniają, piszą, że mają, wiedzą, że to jest ostatnie miejsce publiczne, gdzie się nie przeklina. No i takie powinno być, bo to też pokazuje, że można opowiadać nie przeklinając. I ja nie wiem, czy tak będzie zawsze, ale wszyscy musimy robić wszystko, co możliwe, by tak było. To jest odpowiedzialność młodzieży już. Musicie używać on i en, imię słowów i prawdziwego polskiego akcentu. Bo inaczej nie tylko, że będziecie mówić źle, was nie będzie. Będziecie innym narodem bez tych rzeczy. Wszyscy będziemy innym, głupszym i mniej zabawnym narodem. Nie, źle powiedziałem. Stopniowanie przymiotników. Jak powiedzieć mniej zabawnym? Nie da się. Dobrze powiedziałem.
[01:14:32.00 → 01:14:58.31] A: Zanim poproszę o kolejny fragment, przedostatni już, tylko powiem, że dwukrotnie Janusz Kukuła odpierał tytuł Mistrza Mowy Polski raz sam osobiście dla siebie. Siedzi tutaj mistrz Mowy Polskiej. A drugi raz, co jest bardzo też piękne i istotne i ma związek z tym, o czym pan w tej chwili mówił, Teatr Polskiego Radia otrzymał tytuł Kuźni.
[01:14:58.81 → 01:15:09.73] C: Pani Grażynka też jest mistrzynią Mowy Polskiej. Dlatego tak się bałem z nią rozmawiać.
[01:15:09.85 → 01:15:11.20] A: Kolejną zagadką.
[01:15:13.57 → 01:16:20.02] G: Podróże są jak kochanki. Tylko po to, żeby umożliwiać nam zdrady miejsc, które kochamy. Zdrady samych siebie. Nienawidzę podróży. Strata dni. A strata dni jest niezauważalna. w porównaniu ze stratą forsji. A czemu mi się pan tak przygląda? Tak, tak, tak, znów te zawroty głowy. Chyba rzucę palenie. Od tych papierosów palce pożółkły od dymu. O, jeden, dwa, trzy, cała ręka. No proszę spojrzeć, listopad. Pierwszy mróz powykręcał kości drzewom. Cierpią do szpiku, a milczą. Ledwie skrzypną i znów milczą.
[01:16:21.70 → 01:16:24.88] C: Liście im gniją, a one nic.
[01:16:26.48 → 01:17:04.72] G: Takie pogodzone. Kiedy ma się dwadzieścia pięć lat, to się wszystko wie. O miłości, o życiu, o różach, o forsie, a szczególnie o miłości. Ten dobrze poznałem. Na szczęście w odróżnieniu od moich kumpli wszystkich rozumów od razu nie zjadłem. I zanim minęła połowa życia zrozumiałem coś, na wyrażenie czego wystarczą trzy, cztery słowa. Na przykład. W dniu, w którym cię ktoś kocha, zawsze jest pogoda.
[01:17:09.87 → 01:18:13.64] A: Bardzo dziękuję. Czy państwo rozpoznali ten głos? Bardzo proszę. Niestety nie. Bardzo proszę. Bardzo pani dziękuję. Tak, to Aleksander Bardini. Też tak bardzo pani dziękuję, że zastanawialiśmy się w garderobie, czy nie będzie kłopotu z tym pytaniem. Ale nie, nie wątpliliśmy w państwa, ale baliśmy się, że będzie pewien kłopot, bo Aleksander Bardzini reprezentuje ten świat, który zdecydowanie odszedł. z naszego pola widzenia. Aleksander Bardini jako Jean Gabin w przedstawieniu działo się w listopadzie, w przedstawieniu, które sam wyreżyserował. Aleksander Bardini to ważna postać dla Teatru Polskiego Radia?
[01:18:14.08 → 01:22:22.31] C: Tak, oczywiście wszyscy, których tu wspominamy w tak niesamowity sposób. Ja zresztą z wielkim ciepłem myślę o Państwu. Widzę, jak pięknie słuchacie. I to jest dla mnie też dowód, że nie trzeba się bać takich konfrontacji, że naprawdę, i to Państwo z całą pewnością potwierdzą, a przynajmniej w to wierzę, że wystarczy piękny tekst, genialne wykonanie i nie szkoda nam na to czasu. I wcale nas nie boli to, że nie widzimy, Popatrzymy w siebie. W to, co w nas jest, prawda? Takie spotkania z głosami z przeszłości są dla mnie, dla państwa pewnie również bardzo wzruszające. Ja jeszcze... No cóż... Jak państwo wyobrażają sobie, jak młody chłopak stał przed Bardini, jak ja, i... Próbowałem z nim rozmawiać, no oczywiście w gardle wysychało. W głowie się kręciło, tu stała legenda. I jeszcze chciał usłyszeć, co ty myślisz. On był bardzo ciekawy ludzi. A kiedy teraz minęły lata i role się odwróciły, teraz ja patrzę na młodych i jestem bardzo ciekaw tego, jak patrzą na świat, jak myślą. Kiedy ja pierwszy raz wszedłem do Teatru Polskiego Radia, mogę jeszcze takie wspomnienie? Tak? Nie ma naganych? Państwo jeszcze chcą posłuchać? Też nigdy o tym nie mówię. Wszedłem do gabinetu, wtedy dyrektorem był wspomniany przeze mnie pan Juliusz Owicki. Pan Owicki słynął z tego, że zadawał zagadki wszystkim. I kiedyś mnie złapał na korytarzu i mówił, proszę pana, proszę pana, pan jest... Ja tu właśnie nagrywam czerwone i czarne, a zapomniałem, bo do zapowiedzi potrzebuję... Jak miał na imię Stendhal? Ja mówię, kurczę, jak miał na imię Stendhal? No nie, niech pan nie myśli, nie miał imienia, bo to był pseudonim, proszę pana, bo oficer nie mógł pod prawdziwym nazwiskiem pisać, bo to był dyshonor. No potem oczywiście wiadomo, tylko ten moment, kiedy kiedy człowiek zacznie mówić. No więc w gabinecie siedział Owicki, właśnie pan usłyszany przed chwilą Bardini, siedział jeszcze i Reneusz, i Redyński, i tak zapomniany teraz, ale dla mnie wielki pisarz Krzysztof... No i zaraz sobie przypomnę, obłęd napisał. Państwo wie, Krzysztoń, no mówię Krzysztoń. Jerzy Krzysztoń, tak, Jerzy Krzysztoń. Wszedłem do tego gabinetu, oni pili koniak i pan Owicki kazał mi coś ocenić, utwór właśnie, który tam poprosili mnie, żebym wysłuchał i wypowiedział się na ten temat. Więc ja kategorycznie odmówiłem. A to więcej wyglądało... I ja mówię, panie dyrektorze, panie dyrektorze, z 20 razy on mówi, nie trzeba mówić panie dyrektorze. Ja mówię, to jak mam mówić, wystarczy dyrektorze. No to... Mówię o tym, że wtedy pomyślałem, że kiedy dożyję takiego późnego wieku, to zacznę pisać wspomnienia. No i pierwsza scena to byłaby właśnie ta, którą państwu opowiedziałem.
[01:22:24.19 → 01:22:53.82] A: Wiesław Myśliwski, przywołany przez pana dzisiaj, zwykł był mówić, że jak ma pierwsze zdanie, to ma już całą książkę. No to stało się, panie dyrektorze. Książka wspomnienia Janusza Kukuły właśnie zaczęła się rodzić w Lublinie, który jest specjalnie bliski pana sercu. Zanim zaproponuję państwu ewentualne pytania do naszego gościa, poproszę o jeszcze jeden ostatni już fragment.
[01:22:56.98 → 01:24:55.38] B: Późny wieczór w przyszłości. Własny kąt krapa. Po środku mały stolik. Przy stoliku siedzi znękany stary człowiek. Wyrudziały czarne, wąskie spodnie, za krótkie dla niego. Wyrudziała czarna kamizelka bez rękawów. Cztery głębokie kieszonki. Ciężki, srebrny zegarek i łańcuszek. Zmięta, biała koszula, odpięta pod szyją, bez kołnierzyka. Zadziwiająca para brudnych białych butów, co najmniej numer dziesiąty, bardzo wąskich i spiczasty. Biała twarz, purpurowy nos, siłe włosy w nieładzie, nieogolone, Na stoliku magnetofon z mikrofonem i szereg pudełek zawierających rolki z nagranymi taśmami magnetofonowymi. Przez chwilę krab siedzi bez umu, wzdycha głęboko, spogląda na zegarek. Szpera po kieszeniach wyjmuje
[01:24:58.61 → 01:25:01.61] D: To
[01:25:10.31 → 01:26:18.82] A: był beket w reżyserii naszego dzisiejszego gościa. W wykonaniu, bardzo pana proszę. Brawo. Tak, to był Krzysztof Gosztyła. Bardzo panu dziękuję. Król Lir, przywieziony przez naszego gościa od reżysera dla pana w prezencie. Za chwilę będzie pan mógł odebrać tę nagrodę. Jeszcze tylko dodam, że to słuchowisko nagrodzone zostało na Festiwalu 2 Teatry, bardzo ważnym festiwalu dla Teatru Polskiego Radia. To jest taka okazja do tego, żeby raz w roku można się było spotkać i posłuchać najlepszych wybranych słuchowisk. Panie, panowie, czy jakieś pytania do naszego gościa? Czy zasłuchali się państwo? Prawda? Państwa słuchanie jest dowodem na to, że Teatr Polskiego Radia ma przed sobą perspektywę. Bo to zadziwiające. Bardzo proszę, czy ktoś z państwa? Tak? Gdyby pan zechciał poczekać tylko na mikrofon.
[01:26:20.56 → 01:26:22.38] D: Mam pytanie do szacownego pana.
[01:26:22.76 → 01:26:27.44] C: Czy podpisze się pan pod słowami, właściwy facet na właściwym miejscu?
[01:26:28.99 → 01:26:29.53] D: Dziękuję.
[01:26:31.06 → 01:28:32.20] C: Mam ochotę pana przytulić do serca. Taka czułość rzeczywiście, wie pan, nie mam takiego poczucia. Ja każdy dzień zaczynam z niewiarą w siebie i kończę, z jeszcze większą. Ale to jest takie ciągłe pokonywanie. Ja żyję w świecie fikcji. Proszę sobie wyobrazić, że niedawno pojechałem na spotkanie na Plac Konstytucji metrem. Usiadłem, zamówiłem dwie kawy w przekonaniu, że czekam na gościa, I gdzieś po kwadransie zdałem sobie sprawę, że umówiłem się z fikcyjną postacią. Ze słuchowiska. Już pora do lekarza pójść. Ale potem opowiedziałem to właśnie panu Gosztynem, mojemu przyjacielowi, obawiając się, że mnie wyśmieje albo powie, że już zupełnie zgłupiałeś. A on mówi, słuchaj, a Balzak co robił? Przecież to samo, rozmawiał z ludźmi, którzy nie istnieją i był przekonany, że to oni są ważniejsi. No więc miło mi, że Pan tak powiedział. Ale nigdy nie miałem przekonania. Tu Pani Grażna zresztą też tak pięknie wspominała te rzeczy, które udało się zrealizować. To nie jest... Dla mnie żaden powód do dumy ani dobrego samopoczucia. Ja jestem, jak Państwu siebie opisać tak na zakończenie, ja jestem pogodnym pesymistą.
[01:28:35.82 → 01:28:57.09] A: Panie, panowie, pozwolą państwo, że do tego pięknego określenia dodam jeszcze jedno, moim zdaniem bardzo właściwe. Nie tylko główny reżyser i dyrektor Teatru Polskiego Radia, łagodny pesymista, był naszym gościem, kreator Janusz Kukoła był naszym gościem, dziękuję panu.

Zobacz także

w Mediatece