Bitwa o literaturę. Humor bezinteresowny, czyli drópelek na ścieżce / Magda Umer / PJM
Wróćopis wydarzenia
Rozmowa tłumaczona na polski język migowy ![]()
Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną
Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 01.01.2023 r.
Jedna osoba może pobrać maksymalnie 4 wejściówki na każde spotkanie. Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.
Wydarzenie transmitowane online na stronie (zakładka „Na żywo” oraz na profilu fb Teatru Starego).
Prowadzenie: Grażyna Lutosławska
Skąd się wziął drópelek na ścieżce? Jak to możliwe, że w kiosku siedziała kompletnie żywa zmarła staruszka? Czy da się zbudować świat z języka? Kto może zostać członkiem plemienia przyborian? Kim jest adresat listów z krainy Jeremiego Przybory?
Grażyna Lutosławska
Magda Umer – pieśniarka, także aktorka, scenarzystka i reżyserka. Absolwentka Wydziału Filologii Polskiej UW. Laureatka I nagrody na festiwalu FAMA w 1969r. i w 1970 r. Perfekcyjne połączenie wiersza, muzyki i aktorstwa w jej wykonaniu sprawiło, że upowszechniła się moda na piosenkę poetycką. Tworzy widowiska poetyckie dla teatru, estrady i telewizji, programy poświęcone twórcom piosenki literackiej i studenckiej m.in.: Elżbiecie Adamiak, Wojtkowi Bellonowi, Leszkowi Długoszowi, Markowi Grechucie, Elżbiecie Wojnowskiej, Maciejowi Zembatemu a także Agnieszce Osieckiej, Jeremiemu Przyborze i Jerzemu Wasowskiemu, Kalinie Jędrusik, Wojciechowi Młynarskiemu, Sewerynowi Krajewskiemu. Jest również autorką filmów dokumentalnych (poświęconych Jeremiemu Przyborze 1990 r. i Andrzejowi Nardellemu 1991 r.) a także telewizyjnych wywiadów – „Rozmów o zmierzchu i świcie” (z Agnieszką Osiecką) 1996 r. oraz „Dziecko szczęścia – czyli wiosna, lato, jesień, zima” – z Jeremim Przyborą 1988r., ”Ich pierwsze miłości” 2000-2002, między innymi ze Stefanią Grodzieńską, Jeremim Przyborą, Wojciechem Mannem, Krystyną Jandą, Grzegorzem Turnauem, Marylą Rodowicz, ks. Kazimierzem Orzechowskim, Martą Mesaros, Januszem Gajosem itd.
Jej ostatnim przedstawieniem jest, stworzony razem z MUMIO, spektakl pt. „Przybora na 102” – premiera odbyła się w grudniu 2017 r. w Och-Teatrze, z okazji 102 rocznicy urodzin Jeremiego Przybory. Od stycznia 2019 r. jest w stałym repertuarze Teatru
Ateneum w Warszawie. W kwietniu 2009 r , podczas jubileuszowego recitalu z okazji 40-lecia pracy artystycznej, Minister Kultury Bogdan Zdrojewski odznaczył artystkę Złotym Medalem „Zasłużony Kulturze – Gloria Artis”
#opisujemy
Zdjęcie czarno-białe. Zbliżenie na twarz uśmiechniętej kobiety w przyciemnionych okularach. Ma ona jasne, długie, rozwiane włosy. Tło gradientowe ciemniejsze u góry.
Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” na antenie Radia Lublin w każdą niedzielę między 7.00 a 11.00.

Партер і ложі глядацького залу обладнані індукційною петлею
Вхід за безкоштовними перепустками. Перепустки можна забронювати та отримати в касі Старого театру з 1 січня 2023 року.
Одна особа може взяти максимум 4 перепустки на кожну зустріч. Для більших груп (учнів, студентів та інших організованих груп) просимо контактувати безпосередньо з касою татру для бронювання місць.
Захід транслюватиметься онлайн на сайті (вкладка “Na żywo” та у FB-профілі Старого театру).
Модерує: Гражина Лютославська
Звідки друпелек на стежці? Як це можливо, щоб цілком жива померла стара жінка сиділа в газетному кіоску? Чи можна побудувати світ з мови? Хто може стати членом племені параборійців? Хто є адресатом листів зі світу Єремі Пшибори?
Гражина Лютославська
Магда Умер – співачка, а також актриса, сценаристка і режисерка. Випускниця факультету польської філології Варшавського університету. Лауреатка І премії фестивалю FAMA у 1969 і в 1970 роках. Ідеальне поєднання віршів, музики та акторської гри в її виконанні надало популярності поетичній пісні. Створює поетичні шоу для театру, естради та телебачення, програми, присвячені авторам літературної та студентської пісні, серед яких: Ельжбета Адамяк, Войтек Беллон, Лешек Длугош, Марек Грехута, Ельжбета Войновська, Мачей Зембатий, а також Аґнєшка Осецька, Єремі Пшибора та Єжи Васовський, Каліна Єндрусік, Войцех Млинарський, Северин Краєвський. Вона також є авторокою документальних фільмів (присвячених Єремі Пшиборі 1990 р. та Анджею Нарделлі 1991 р.), а також телевізійних інтерв’ю – “Розмови про сутінки та світанок” (з Агнешкою Осецькою) 1996 р. та “Дитина щастя – тобто весна, літо, осінь, зима” — з Єремі Пшиборою 1988 р., “Їхні перші кохання” 2000-2002 рр., серед інших зі Стефанією Гродзенською, Єремі Пшиборою, Войцехом Манним, Кристиною Яндою, Гджегожем Турнаєм, Мариною Родович, кс. Казімєжем Ожеховським, Мартою Месарос, Янушем Гайосем і т.д.
Її остання вистава – “Przybora na 102” (перекл. “Пшибора на 102”), створена спільно з MUMIO — прем’єра відбулася в грудні 2017 року в Театрі “Och” до 102-річчя Єремі Пшибори. З січня 2019 року в постійному репертуарі Театру “Ateneum” у Варшаві. У квітні 2009 року, під час ювілейного концерту з нагоди 40-річчя творчої діяльності, міністр культури Богдан Здроєвський нагородив мисткиню золотою медаллю “Zasłużony Kulturze – Gloria Artis” (перекл. “Заслужений працівник культури – Gloria Artis”).
Підсумки зустрічей можна почути в аудіопередачі “Не тільки розважальна радіо неділя” на Радіо Люблін щонеділі між 7.00 та 11.00 год.
wideo
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.38 → 05:20.52] A: Panie, Panowie, dobry wieczór. Jakże cieszy nas tak liczna Państwa obecność, a ja specjalnie cieszę się, że mogę dziś spotkać, zobaczyć, poznać sąsiadów i sąsiadki. Wiem, że z większością z Państwa widzę się po raz pierwszy. Kto wie, być może ostatni, tym większa to radość, A to sąsiedztwo wynika, tym większa to radość, że możemy się dzisiaj spotkać, a to sąsiedztwo wynika z tego, że wszyscy jak tu jesteśmy i tu i tam, przed ekranami, zdecydowaliśmy się w pewnym momencie zamieszkać w jednym świecie. Może nie w jednym bloku, bo byśmy się nie zmieścili, ale w jednym świecie. W świecie, który wykreował dla nas Jeremi Przybora. Jesteśmy, więc byliśmy, jesteśmy i na zawsze zostaniemy sąsiadami. Każdy z Państwa ma pewnie swoją własną historię do opowiedzenia, kiedy to był ten pierwszy raz, kiedy usłyszeli Państwo tekst Jeremiego Przybory. Chociaż jak mówi Marcin Wicha, także nasz sąsiad, prawdopodobnie większość z nas tego momentu nie pamięta, bo wszyscy mamy to zwyczajnie w DNA. Ja pamiętam, kiedy jedna z moich sióstr usłyszała pierwszy raz piosenkę Jeremiego Przybory. W niezbyt doskonałym wykonaniu, bo do wózeczka, nachylone nad wózeczkiem, śpiewały jej kuplety starszych panów, dwie starsze o kilka lat siostry. Ja i moja druga siostra. Śpiewałyśmy te kuplety, bo znałyśmy je na pamięć, oczywiście niespecjalnie rozumiejąc, o czym są słowa. Młoda w ogóle nie chciała przyjąć do wiadomości tej piosenki, ale nic dziwnego, nie potrafiła wtedy mówić nawet ani tata, ani mama. Byłyśmy uparte, chciałyśmy ją zagarnąć w krąg tych, którzy znają tę piosenkę, ale ona się nie poddawała. Aż tu nagle. Pewnego dnia cała rodzina zgromadziła się w pokoju, tym największym, na kanapie przed telewizorem. My, małe dziewczynki też, bo kabaret starszych panów był rzecz jasna jedynym telewizyjnym programem, który oprócz dobranocki pozwolono nam oglądać. Telewizor nie grał zbyt głośno, no bo to najmłodsze spało w łóżeczku w sąsiednim pokoju. Zaczęły się kuplety, Mołe wygromaliło się z łóżka, otworzyło sobie drzwi, weszło do pokoju i podrygując całkiem w rytm melodii pana Wasowskiego odśpiewało dbaj, dbaj, dbaj. To były pierwsze słowa jednej z moich sióstr. Nie mama, nie tata, tylko dbaj. Jak państwo rozumieją słowo twórstwo, czyli miało to oznaczać dbaj. Tak myśleliśmy na początku, ale po latach, Ja zrozumiałam, że być może to było też jakieś przykazanie. Dbaj. Dbaj o to, co właśnie słyszysz. Dbaj o ten świat, w którym chciałaś się zanurzyć. No i dbam. Od lat prawie trzydziestu w niedzielne poranki ci z państwa, którzy są tak mili i mi towarzyszą, wiedzą doskonale, że piosenki starszych panów nie schodzą z radiowej anteny. A jak dba o to Magda Umer, to aż nie można powiedzieć. Zapraszam bardzo serdecznie. Magda Umer dziś z nami. I Konstanty Kot-Przybora. Zapraszam. Między nami, więc z sąsiadami, dzisiejsze spotkanie w Teatrze Starym. Bardzo się cieszę, że są Państwo z nami, niektórzy nawet pierwszy raz. To jest nasz Teatr Stary, który został wybudowany z powodu miłości, dziś walentynki. Państwo już znają tę historię, prawda, oficera Napoleńskiego, co to kochał swoją żonę, a ona kochała teatr więcej i postawił ten teatr. A że dziś walentynki to dobrze będzie od tego właśnie zacząć. Dziś zresztą będzie dużo miłości, a może właściwie nie tylko dlatego, że Magda Umer twierdzi, że Jeremia Przybora to jest największa artystyczna miłość jej życia. O tym też będziemy rozmawiać. Ale wróćmy może na początek do tego pierwszego razu. dlatego, że Magda Umer już znała słowa. Mówiła nie tylko mama i tata, ale w ogóle czytała książki, bo miała co najmniej 9 lat, kiedy po raz pierwszy usłyszała teksty Jeremiego Przybory. Zrobiło to na pani specjalne wrażenie. [05:21.08 → 05:55.31] B: Zrobiło to na mnie niebywałe wrażenie. Rzeczywiście po raz pierwszy musiałam mieć dziewięć lat, bo był rok 1958, a urodziłam się w 1949. I potem już zawsze chodziłam do sąsiadki oglądać ten świat wymyślony przez Jeremiego Przyborę i jego aktorów. I właściwie w tym świecie zostałam. I też wiele razy powiedziałem, że Jeremi moim zdaniem stworzył jakąś zastępczą ojczyznę, z której nigdy nie chciało się wyjeżdżać i w której się bardzo chciało żyć. [05:55.90 → 06:42.12] A: A jeśli się nawet wyjeżdżało z tej ojczyzny bardzo realnej, to tę zastępczą zabierało się ze sobą, prawda? Moja siostra swoich przyjaciół Niemców do dzisiaj uczy na kabarecie starszych panów właśnie i całkiem nieźle sobie radzą. Nie potrafią powiedzieć dzień dobry, ale gwizd szczianina? Spokojnie, tak. Natomiast w tym przypadku, nie będę pytała, jakie były pierwsze słowa, rzecz jasna, które pan od ojca usłyszał, ale proszę powiedzieć, czy kiedy już później zetknął się pan z jego twórczością, to widział pan specjalną różnicę między tym językiem, którego słuchał pan jako dziecko w domu, a tym, którego słuchała cała Polska? [06:43.10 → 07:18.16] C: Nie, niespecjalną szczerze mówiąc. To znaczy oczywiście nie, Nie mówił tata nieustającym dowcipem w każdym zdaniu. Może to nawet byłoby nieznośne, bo znamy takich, co tak starają się zrobić w życiu i im to kompletnie nie wychodzi. Ale rodzaj języka był ten sam po prostu. To nie było jakiejś dużej różnicy pomiędzy tym językiem, a tym językiem, który potem się pojawiał, czy przedtem się pojawiał, czy w tym samym czasie się pojawiał w [07:18.16 → 07:19.06] D: tym, co tata pisał. [07:20.37 → 07:36.93] A: O źródła tego języka chętnie bym zapytała. Słyszałam opowieści o babci, która mówiła językiem, może nie jest zawsze charakterystycznym dla dam, ale uwielbiam te niektóre powiedzenia, które trafiały. [07:37.35 → 07:55.96] C: To znaczy, to się zdaje się okaże wkrótce, bo jakaś tam książka powstaje na temat przeszłości i jakieś fakty się pewnie tam pojawią nowe, bo to zdaje się była jednak w jakimś sensie babcia przyszywana, [07:56.62 → 08:49.47] D: co w zasadzie kompletnie nie zmienia faktu, że Natyla się zapisała w pamięci taty, że te jej powiedzonka zapamiętał i potem zapisał w swoich wspomnieniach, w tak zwanych memoirach, dzięki którym mamy Znaczy ja mam przede wszystkim, ale też i Magda ma i parę osób, których to może interesować. No po prostu życiorys taty, taki a nie inny, przez niego samego opowiedziany. I to były powiedzonka rzeczywiście jak na osobę płci damskiej w ówczesnym czasie, no dosyć sensacyjne, bo to były powiedzonka typu Żyłka pierdząca, natęża się tak, bo ci żyłka pierdząca pęknie. [08:50.63 → 08:53.93] C: Albo idę się przypstrzyć. [08:54.47 → 08:58.59] A: Co to znaczy? To znaczy do toaletki. [08:58.95 → 08:59.79] B: Zrobić się ładniejszym. [08:59.81 → 09:09.51] D: Zrobić się na ładniejszą, tak. Przypstrzyć. Albo pierdolajdum kleistrum, to też jest z tego samego źródła. No i takie różne. [09:10.61 → 09:13.57] A: W jakich okolicznościach mówiło się pierdolajdum kleistrum? [09:14.44 → 09:16.94] C: Chyba jakieś bzdury czy coś takiego. [09:17.30 → 09:29.92] A: Czyli nie mów głupot po prostu, tak? Jak to banalnie brzmi, nie mów głupot naprawdę. A jeszcze bardzo bym chciała, bo próbowałam zapamiętać, ale nie jestem w stanie, to specjalne zaklęcie, którego używała... Sousa Moussa à [09:29.92 → 09:37.42] C: la Peroussa, Clemencioso Valeriano, Dibu Teilo, Chaba Kuch, 39,5. [09:38.39 → 09:43.15] A: I ciasto drożdżowe rosło w piekarniku i działy się inne domowe cuda. [09:43.33 → 09:48.87] C: No i jeszcze różne tam jakieś były fajne takie, których już pewnie nigdy nie poznamy, bo nie mamy skąd. [09:50.67 → 10:13.44] A: Zastanawiam się, skąd ta dziecięca miłość do kabaretu starszych panów. Pani jako dziewięciolatka, no w końcu nie taka duża dziewczyna, zachwycona tym kabaretem. U nas w domu, pewnie nie tylko u nas, nie byliśmy wyjątkowi, Pozwalano dzieciom oglądać kabaret. My na siłę uczyłyśmy naszą niemowlęcą siostrę tego języka. [10:15.44 → 10:24.24] B: Ja jednak chodziłam do sąsiadki, bo nigdy nie mieliśmy telewizora. Ja dopiero pierwszy telewizor kupiłam rodzicom, jak już byłam dorosła i śpiewałam piosenki. [10:24.42 → 10:25.66] A: I pracowałam w telewizji. [10:25.82 → 10:46.74] B: I za te piosenki kupiłam na raty telewizor. Ale chodziłam właśnie do tej sąsiadki, i rzeczywiście jakimś cudem puszczano mnie. Natomiast moja przyjaciółka Magda Czepińska, wspaniała poetka piosenki, opowiadała, że ona tak marzyła, jeszcze młodsza ode mnie, więc pewnie... Ile ty masz lat, kocie? [10:47.74 → 10:48.92] D: Prawie siedemdziesiąt będzie. [10:49.06 → 10:52.88] B: No to dziecko. A Magda już skończyła siedemdziesiąt. [10:52.88 → 10:53.44] D: Tak też się czuję. [10:53.58 → 11:25.53] B: Jest między mną a kotem Magda. Siedemdziesiąt ona skończyła i ona mówi, że jak marzyła o tym, żeby zobaczyć kawary starszych panów w telewizji, robiła cuda, żeby jakoś się wymknąć, przedostać przez te drzwi, to jakiś czas jej się udawało, patrzyła kawałek, a potem Jak tylko się pojawiała Kalina Jędrusik, to tata ją wyrzucał i mówi, że takich nieprzyzwoitych kobiet nie może oglądać. Dziecko. I ją wyrzucali z pokoju. I ona ciągle marzyła o tym, żeby to obejrzeć do końca. To pamiętam. [11:25.85 → 11:27.05] C: No i w końcu jej się udało. [11:27.13 → 11:52.03] B: W końcu jej się udało i myślę, że też jest jedną z tych osób, które Michał Rusinek tak ładnie nazwał we wstępie przy Morianami i która zna to wszystko na pamięć i to nas wszystkich ulepiło i ukształtowało jako ludzi. Po prostu pokochaliśmy ten język i ten świat stworzony przez Jeremiego. [11:52.38 → 12:07.22] A: A może nam się po prostu, nam dzieciom wtedy niespecjalnie wydawało różne to, co widzieliśmy w bajkach, ten świat, do którego było nam blisko emocjonalnie. I to, co widzieliśmy na ekranie, to też był właściwie rodzaj bajki. [12:07.29 → 12:33.63] B: Dokładnie. Ona mówiła na przykład, że jedne dzieci miały myszkę Miki, kaczora Donalda i psa Pluto, a ona miała Irenę Kwiatkowską, Nieznanych Sprawców i Kaloryferię i miała tych wszystkich bohaterów. I to były jej myszki Miki i psy Pluto. I w jakimś sensie moje także? [12:34.01 → 13:16.27] A: Moje także. Swoją drogą, a propos Ireny Kwiatkowskiej, bardzo jestem ciekawa, w ogóle ciekawe, czy to jest kiedyś do odkrycia. Józef Czechowicz, czyli poeta Stąd, nasz lubelski, napisał poemat o mieście Lublinie, który to poemat został napisany jako słuchowisko. I był po raz pierwszy czytany w Polskim Radiu, oczywiście w Warszawie, bo tych stacji regionalnych nie było, przez Antoniego Bohdziewicza i Irenę Kwiatkowską właśnie. W 1937 roku, kiedy to Irena Kwiatkowska absolutnie debiutowała jako aktorka. Prawdopodobnie wtedy po raz pierwszy weszła do studia Polskiego Radia, żeby ten poemat o mieście Lublinie czytać. [13:16.29 → 13:17.03] B: Miała 22 lata. [13:17.71 → 13:21.17] A: I to był też rok, kiedy Jeremi Przybora wszedł. [13:21.19 → 13:22.19] C: Debiutował, tak. [13:22.35 → 13:22.95] B: Właśnie. [13:23.21 → 13:25.59] A: Ciekawe, czy się właśnie wtedy poznali, czy też ich drogi. [13:25.63 → 13:38.56] B: Myślę, że nie, bo Jeremi po raz pierwszy o niej usłyszał dzięki siedmiu kotom i Gałczyńskiemu w Krakowie. i jego zdaniem bardzo słynną artystką, kiedy ją zaangażował. [13:38.72 → 13:39.54] C: Do ETRK. [13:39.72 → 13:40.62] B: Tak, do ETRK. [13:40.78 → 13:49.24] A: Więc prawdopodobnie kiedy się mijali, nie mogło to być zbyt duże korytarze, to pewnie nie były, więc prawdopodobnie mijali się na tych korytarzach w Polskim Radiu, to jeszcze nie wiedzieli coś. [13:49.30 → 13:55.02] D: W Bydgoszczy się mogli nie mijać raczej, bo tata był przez ten pierwszy swój okres... Tata był w Bydgoszczy i w [13:55.02 → 14:28.66] B: Bydgoszczy było krzywy nad Brdą, a z panią Ireną myślę, że się nie mijali wtedy. Ale słyszał o niej, bo już był przekrój, już był siedem kotów i przede wszystkim był Konstanty Ildefons Gałczyński, którego także wpatrzony był nasz bohater dzisiejszego wieczoru, czyli Jeremi. I też opowiadał mi kiedyś, że z kolei on się raz zetknął z panem Ildefonsem na korytarzu jakimś radiowym i Gałczyński jakoś tak z aprobatą się uśmiechnął i to była wielka chwila w życiu Jeremiego. [14:29.34 → 14:35.00] A: Dlatego, że Kauczyński znał tekst Jeremiego. [14:35.18 → 14:39.14] B: To było niesamowite zupełnie, że on od razu się na tym poznał. [14:39.84 → 15:20.44] A: Ten uśmiech będzie odgrywał jeszcze ważną rolę w naszym dzisiejszym spotkaniu, bo pani z Jeremim Przyborą też tak naprawdę nawiązała kontakt dzięki uśmiechowi, ale za moment, skoro już pojechaliśmy do Bydgoszczy, to krótko może powiedzmy, chociaż nie jestem pewna, czy jest na sali ktoś, kto nie zna bardzo dokładnie tej historii, ale opowiedzmy o tym. Dojdźmy do kabaretu starszych panów. Tego nie było zupełnie w planie. Właściwie pan ojciec niespecjalnie miał plany na życie, co myślę z wielką radością usłyszą dziś młodzi ludzie, którzy czasem martwią się bardzo, że nie mają planów na życie. Proszę państwa. [15:21.12 → 15:40.48] D: Ja myślę, że martwią się rodzice, że oni nie mają planów na życie, a oni się raczej nie martwią, że nie mają planów na życie i to jest chyba podstawowa różnica. Nie miał tata rzeczywiście jakichś specjalnych planów na życie i przed wojną najpierw jedną [15:40.48 → 16:44.10] C: rzecz jakąś tam studiował, trochę studiował, trochę niedostudiował, Tak, jakiś tam, nie wiem, handel zagraniczny, takie rzeczy. W każdym razie nie cechowała go jakaś wyjątkowa wytrwałość naukowa. Natomiast widocznie czegoś tam się nauczył, bo w którymś momencie był po prostu konkurs na speakiera, bo to się tak nazywało, nawet nie speaker, tylko speaker, do Polskiego Radia. No i wydaje mi się, że to w owych czasach to była jakaś zupełnie niezwykła okazja i fakt, że on wygrał ten konkurs jako naprawdę bardzo młody człowiek, no to i ten w zasadzie konkurs go ustawił w jakimś sensie na całe życie, bo oczywiście to nie był jeszcze ten moment, kiedy on cokolwiek pisał, no ale już znalazł się w miejscu, które było w jakimś tam sensie jednym z najważniejszych miejsc. [16:44.48 → 16:48.74] B: Jego przeznaczeniem. On zatrzymywał, że z radia powstał i w radiu się obrócił. [16:48.96 → 16:49.50] D: I tak się stało. [16:49.84 → 18:40.51] C: To była zupełnie niezwykła sytuacja. Został tym speakierem, czyli takim człowiekiem, nie wiem, patrząc na państwa, to pewnie państwo wiecie, co to jest speaker, ale jeżeli ktoś tego słucha, Kto nie wie, no to była taka postać, która po prostu zapowiadała właściwie wszystko, co się działo w radio, w radio na swoim dyżurze, czyli od pewnej godziny do pewnej godziny. No i doczekał w ten sposób wojny i ta wojna go też w jakimś sensie już zaczęła ustawiać, tak jak i cały świat w życiu, więc też się nie musiał specjalnie ustawiać, chociaż taki moment miał, kiedy... Właściwie nie wiem, czy to nie była taka jedyna decyzja w życiu, która na przykład mnie dosyć imponuje, bo to była taka prawdziwa decyzja, już nic go tam nie ustawiało, bo miał opcję w momencie wybuchu powstania, że albo w jednym kierunku się udaje, czyli poza Warszawę, bo mieszkał na Sadybie, więc łatwo tam było się znaleźć, bo właściwie Sadyba była poza Warszawą, albo w zupełnie innym kierunku, czyli do samego centrum pod największe obstrzały i bombardowania, bo tam była siedziba Polskiego Radia. I on jednak sam z zupełnie nieprzymuszonej woli, jako pracownik Polskiego Radia postanowił, że on będzie jednak w tym radio siedział przez, no nie wiedział ile, bo przecież nikt tego nie wiedział i siedział tam do końca powstania pod tymże właśnie obstrzałem wyżej wymienionym. I zresztą w bardzo dobrym towarzystwie tam siedział, nie sam. Były takie dwa radia, było radio Błyskawica. i Polskie Radio i on był w Polskim Radio. [18:40.71 → 18:46.29] B: Tak, on chwilę był w Błyskawicy i jednak tamten wojskowy reżim mu trochę przeszkadzał. [18:46.29 → 18:48.01] C: Nie, w ogóle ja mu wojskowy reżim [18:48.01 → 18:50.23] D: i wszelkie reżimy przez całe życie przeszkadzały. [18:50.25 → 18:53.99] B: I poszedł do zwyczajnego radia i pana, zapomniałam w tej chwili nazwiska. [18:54.31 → 18:57.91] D: Był tam między innymi Nowak Jeziorański i był Osmańczyk. [18:58.23 → 18:59.05] B: Osmańczyk, tak. [18:59.33 → 19:12.75] C: A kto był szefem nie pamiętam, ale wszystko jedno, do końca powstania tam. przeczekał, potem udało mu się przejść przez tak zwany obóz w Pruszkowie bez żadnego [19:12.75 → 19:15.67] D: uszczerbku na zdrowiu ani na życiu, co [19:15.67 → 19:17.11] C: też nie wszystkim się udawało. [19:17.49 → 19:20.09] B: Od tego czasu zaczął nazywać się dzieckiem szczęścia. [19:20.09 → 19:34.40] D: Tak, od tego czasu nazywał się dzieckiem szczęścia i wręcz nawet jak żołnierz w niewoli radzieckiej go poczęstował kartoflami to zapamiętał to też do końca życia. [19:35.10 → 19:36.64] C: Też dlatego, że te kartofle były w [19:36.64 → 20:18.00] D: oleju silnikowym zanurzone, co akurat żołnierzowi radzieckiemu wtedy nie przeszkadzało. No i miał tam też szczęście w tym obozie, bo jakoś tam został dzięki temu tej sztucznej chorobie uratowany. No i potem znalazł się już z rodziną w Bydgoszczy i tam zaczął karierę, bo najpierw pisał te pokrzywy nad Byrdą, o których mówiła Magda. I słynny dla niego też podstawowa jakaś postać w życiu, czyli Tadeusz Kański, dyrektor radia, powiedział mu w którymś momencie, wiesz co Jeremie, ty właściwie powinieneś pisać, bo dobrze ci to wychodzi. [20:18.34 → 21:08.13] B: On tam założył taką gazetkę ścienną i pisał, co będzie, co było, co jest, na co trzeba uważać, na co nie i nazwał tę gazetkę organem wiszącym. I kiedyś właśnie pan Tadeusz Kański wyjechał do Warszawy w jakichś służbowych sprawach i decydowało się jego życie, czy wróci z tarczą, czy na tarczy, jakoś to się szczęśliwie skończyło. Jeremi napisał poemat na cześć pana Tadeusza, którego kochał, który był dla niego wielką postacią. I pan Tadeusz powiedział, Jeremi, to jest dobrze napisane, powinieneś pisać. I wtedy pomyślał, że może rzeczywiście zająć się tym poważniej. na naszych wszystkich szczęściach. [21:08.19 → 21:24.07] A: Tam była jeszcze historia z gimnastyką poranną, zdaje się, z jakąś parodią gimnastyki, to chyba to łącznie z tymi pokrzywami nad Brdą pokazane na antenie ogólnopolskiej spowodowało, że Warszawa się centralnie... To co on wymyślał, zawiesisty. [21:25.47 → 21:31.57] C: Był taki taniec zawiesisty, jest taka audycja nagrana, którą gdzieś teraz Adrozda wygrzebała nawet [21:31.57 → 21:34.53] D: kiedyś niedawno, taniec zawiesisty. [21:35.80 → 21:44.38] A: Później wrócił do Warszawy, zresztą ten jego wyjazd do Bydgoszczy był świadomą decyzją, nie przypadkową. Nie chciał na początku wracać do Warszawy. [21:44.56 → 21:53.97] B: On nie był w stanie patrzeć na te cegły, na te gruzy, na Warszawę, w której zginęli wszyscy jego młodzi koledzy i koleżanki. [21:54.34 → 22:27.67] C: On miał z Bydgoszczą bardzo ścisły związek, ponieważ jego ojciec, zanim umarł przed wojną, bo jego ojciec wcześniej umarł, kupił tam pod Bydgoszczą, to jest teraz część Bydgoszczy już, nazywa się Fordon, dzielnica Bydgoszczy. Zresztą tam powstaje taki pomniczek taty i to na szczęście nie w formie siedzącego dziada w cylindrze, czyli takim standardzie koszmarnym dosyć, bardzo miłym, ale jednak koszmarnym z wyglądu. Będzie tam pomnik takiego dziecka z latawcem. [22:28.19 → 22:33.75] B: Czyli będzie tam pomnik Jeremiego w wieku, w którym Jeremii dojeżdżał do szkoły. [22:33.95 → 22:44.31] C: Z Fordonu właśnie. Więc miał te związki z Bydgoszczą, bo ten majątek tam istniał przez parę lat, potem tata troszkę tam zbankrutował, mimo tego, [22:44.41 → 22:47.45] D: że był znanym przedsiębiorcą warszawskim i nawet [22:47.45 → 22:53.67] C: właścicielem jednej z dwóch najsłynniejszych kawiarni warszawskich, która się nazywała Lurs i Semadeni. [22:54.90 → 23:13.29] D: No więc tak troszkę tata jego zbankrutował i ten majątek zniknął, ale tata miał te skojarzenia z tym Fordonem i z tą Bydgoszczą i z tą wsią podbydgowską. To dość szczęśliwy musiał być dla niego okres też. [23:14.07 → 23:21.81] A: Z Semadenii pan powiada. Rodzina Semadenich miała bardzo dużo kawiarni w Polsce, ale dwie były najsłynniejsze. [23:22.40 → 23:24.16] B: I w Lublinie. [23:24.61 → 23:26.31] A: Ta druga w Lublinie, tak, nie istnieją. [23:26.31 → 23:30.05] D: Chyba nic nie wiedzieli w ogóle, to się właśnie dowiadujemy. [23:30.12 → 23:47.94] A: Istniała w Lublinie, była bardzo sławna przed wojną. To była zresztą kawiarnia, w której po raz pierwszy wprowadzono zwyczaj nakładania ciast nie dłonią, a widelczykami. I to była kawiarnia, w której można było przeczytać gazety, spotykać się z przyjaciółmi. [23:48.37 → 23:50.35] B: Bardzo spóźnienie w PRL-u Empik. [23:50.68 → 24:41.67] C: No tak, Lourdes to była bardzo spektakularna kawiarnia, bo znajdowała się w hotelu europejskim, na rogu hotelu europejskiego i jest parę zdjęć tej kawiarni. I to jest takie potężne wnętrze z takimi przepięknymi, gigantycznymi żyrandolami wiszącymi. Także imponująca taka europejska kawiarnia. No ale tata umarł dość wcześnie. Mój tata miał 15 lat, kiedy jego tata umarł. No i skończyła się historia prezesa Izby Cukrowniczej, nie Cukierniczej, tylko Cukrowniczej, bo jednocześnie był również redaktorem naczelnym, mój dziadek, Gazety Cukrowniczej i prezesem chyba Związku w ogóle Cukrowniku, coś takiego tam chyba. [24:43.06 → 24:46.56] A: Speaker Przybora wraca z Bydgoszczy do Warszawy. [24:47.60 → 24:52.42] B: Pan Młynarski go przeprowadził do Warszawy. Tak. [24:52.90 → 25:02.72] A: I dookoła ma już tę rzeczywistość, w której niespecjalnie dobrze się czuję, ale nie od razu powstaje kabaret starszych panów. [25:03.76 → 25:07.28] C: Natomiast radio istnieje przecież, a telewizja nie istnieje. [25:07.46 → 25:09.50] B: Nie ma telewizji na świecie. [25:10.24 → 25:20.88] C: Na szczęście nie ma jeszcze telewizji. Natomiast radio istnieje i tata działa w radio po prostu, jako radiowiec z krwi i kości już wtedy. [25:21.48 → 25:25.18] A: I rozmawia sobie czasem bardzo prywatnie z panem Wasowskim. [25:25.29 → 25:56.73] B: A z panem Wasowskim bardzo prywatnie już sobie zaczął rozmawiać przed wojną, bo pan Jerzy pracował w amplifikatorni, wtedy poznałam to niebywałe słowo, I puszczali sobie razem, tutaj działy się rzeczy nieprawdopodobne, wojenne, przedwojenne i tak dalej, a oni słuchali, dostawali się do jakiegoś amerykańskiego radia i słuchali swingowej muzyki. I stwierdzili, że razem lubią to samo. Pan inżynier Wasowski i spiker Przybora. I tak się poznali. [25:57.66 → 26:21.46] C: Ale to zupełnie nic nie miało wspólnego z tym, co potem robili, bo to był następny jakiś taki przypadek szczęśliwy w życiu taty, który go gdzieś tam z kolei przeprowadzał z miejsca na miejsce właśnie. Bo eterek powstał w 48 czy 49 roku. [26:21.46 → 26:23.84] D: W 49 roku. [26:24.93 → 26:50.79] C: I to był znacznie dłuższy program niż kabaret starszych panów, bo trwał 10 lat. Przez 10 lat w tak zwanej czarnej nocy stalinizmu pisał tata takie kompletnie abstrakcyjne, zabawne, śmieszne w ogóle, z innego świata historyjki. [26:50.81 → 27:11.40] B: I tam się pojawił profesor Pęduszko i tam się pojawiła I tam się właśnie pojawiła Irena Kwiatkowska. I na tym eterku wychowała się młodziutka Agnieszka Osiecka i młodziutki Wojtek Młynarski. I bardzo często o tym mówili. Ja się jeszcze nie wychowałam, bo byłam za mała. [27:12.70 → 27:15.32] C: I to trwało bardzo długo, no bo właśnie dziesięć lat prawie. [27:16.14 → 27:20.64] A: Zawsze mnie to zastanawiało, czy Jeremiej Przypora nie miał kłopotów z cenzurą? [27:21.53 → 27:36.89] C: No właśnie, o to chodzi, że nie miał takich kłopotów z cenzurą, ponieważ to z dwóch powodów. Jeden powód jest taki, że myśmy mieli ten najweselszy blok w obozie komunistycznym, czy też socjalistycznym, jak to się wtedy nazywało. [27:38.39 → 27:52.71] D: I wydaje mi się, że po prostu u nas właściwie nawet w tym czasie, a szczególnie później, przechodziły rzeczy, które absolutnie nie mogłyby przejść ani w NRD, ani w Czechach, ani tym bardziej w Związku Radzieckim. [27:53.91 → 27:57.12] C: A po drugie dlatego, że jednak to, [27:57.23 → 28:03.13] D: co pisał tata, nigdy nie było bezpośrednią walką z czymkolwiek. [28:03.84 → 28:06.21] B: Jakby nie było satyrą, tylko było... I [28:06.21 → 28:07.38] C: nie było żadną satyrą. [28:08.95 → 28:23.99] B: zrzymał się na to, że ktoś mówi o nim satyryk. On się czuł humorystą i to jest może jakaś zasadnicza różnica, to jest taka, że humorysta nie ma żadnej radości z tym, że kopie leżących. [28:24.99 → 28:27.65] C: Ale to właśnie nawet dosyć dobrze opisuje [28:27.65 → 28:54.48] D: we wstępie Michał Rusinek tutaj w tej książeczce, że to jest inny w ogóle rodzaj podejścia też do rzeczywistości tak naprawdę. Ta książeczka ma takie dwa działy. Jedne to są listy z podróży, tak zwane. Oczywiście to nie są jakieś dalekie podróże, bo to głównie się wszystko kręci w okolicach mieszkania Warszawy. Wszystko jedno, jakie to jest miasto, ale jednego. [28:55.46 → 28:58.58] C: A druga część to są opowiadania, które [28:58.58 → 29:42.41] D: są już bardziej surrealistyczne. Natomiast te listy z podróży, jeżeli się je przeczyta dosłownie, to są strasznie śmieszne i już, a jeżeli się je przeczyta pod takim jakby jednak światełkiem takim, jak światło ultrafioletowe, gdzie widać trochę co innego, to to jest absolutnie genialny opis PRL-u, bo każdy list jest na temat jakiegoś zjawiska typowo PRL-owskiego, I to jest strasznie śmiesznie opisane, ale jednak to jest dokładnie właśnie na ten temat, jaki to jest totalnie absurdalny świat. [29:43.06 → 29:51.72] A: Ale jednocześnie, tak jak już Pani o tym wspomniała, tam nie ma zamiaru, tam nie ma idei zmiany rzeczywistości. Więc być może rzeczywiście cenzura. [29:51.86 → 31:07.81] B: Bo nie ma rzeczywistości. Bo jest stworzony własny świat. Michał świetnie napisał w tym wstępie, z czego Jeremie korzystał. Z tego, co było przed i z tego, co było potem. Jeremie uczestniczył w jednym i w drugim świecie, znał go od potrzewki i umiał się tym bawić, umiał się bawić nazywając tak a nie inaczej bohaterów, wymyślając im zawody, nazwiska. To, co jednak łączyło i to, co myślę, powoduje tę miłość do Jeremiego, która trwa do dzisiaj i mam nadzieję, będzie trwała jeszcze długie lata, to jest życzliwość do ludzi, kimkolwiek by oni nie byli. Ja pamiętam niedawno takie zdanie właśnie pana Wiesława Myśliwskiego, który powiedział, interesuje mnie człowiek, kimkolwiek by on nie był. I trochę to miał Jeremi. W nim nie ma nienawiści do człowieka, ale jednocześnie jest niebywałe poczucie humoru na temat szeregu przywar, które musiały mieć miejsce w związku z kompletną rewolucją świata. [31:08.25 → 31:26.96] A: Poprosimy za chwilę Witka Dąbrowskiego, jest z nami Witold Dąbrowski, o przeczytanie wstępu. Wielko chciałam państwu jeszcze przypomnieć, że na polski język migowy nasze spotkanie tłumaczą Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. [31:29.24 → 35:37.34] E: Podstawowy problem, przed jakim staje każdy, kogo poproszono o dokonanie wyboru tekstów Jeremiego Przybory, polega na tym, że najchętniej wybrałby wszystkie. Każdego tekstu piosenki, każdego opowiadania, każdego listu mu żal jak nie przymierzając zimy. Pewną, acz niewielką pociechę stanowi fakt, że kilka lat temu znak opublikował dzieła niemal wszystkie, a w wydawnictwie muza ukazały się piosenki prawie wszystkie. Zazdroszczę redaktorom obu publikacji, że pozwolono im na to, na co nie pozwolono mnie. należy do osób wychowanych na przyborze, czyli do całkiem sporego plemienia, tzw. przyborian. W plemie to ma paskudny nawyk selekcjonowania nowych znajomych ze względu na ich znajomość tekstów przybory. Na kogoś, kto nie zareaguje prawidłowo na hasło minął sierpień, minął wrzesiem, odzewem znów październik i ta jesień, słysząc słowo szuja nie zakrzyknie naomamiał, natruł i nabujał, a po frazie zamiast kobiet śpiewu wina nie powie wódka, czkawka, gwiszcz, janina, Wino, czkawka, gwiszcz, janina. Patrzymy ze współczuciem jak na osobę, której nie było dane doświadczyć radości obcowania z genialnymi frazami. Nie chodzi o jej braki w wykształceniu, bo te może zawsze nadrobić. Chodzi o to, że smutna i pusta wydaje nam się przeszłość tej osoby. Choć i zarazem zazdrościmy jej, że rozkosz odkrywania dla siebie przybory ma jeszcze przed sobą. Przyznać muszę, że na dokonanie niniejszego wyboru zgodziłem się tylko dlatego, żeby mieć pretekst do przeczytania tekstów przybory jeszcze raz. Lektura utwierdziła mnie wszakże w przekonaniu, jak karkołomnego zadania się podjąłem. W znalezieniu klucza pomógł mi jednak sam autor. A właściwie nie sam, tylko w zespół ze Stanisławem Barańczakiem. W memoiru w części drugiej przytacza przybora fragment od autorskiego wstępu do książki Pegas zdębiał Barańczaka. W naszej rodzimej tradycji nonsens jest zjawiskiem dość rzadkim i wstydliwym. Witany jest zwykle podniesieniem brwi albo i wzruszeniem ramion. Od poety oczekujemy, żeby był poważny. Nonsensami niech się zajmują satyrycy. Sam fakt powszechnego użycia tego słowa w roli synonimu twórcy poezji, pur nonsensu, dowodzi, że nie rozumiemy istoty rzeczy. Nonsens nie jest bynajmniej naturalnym żywiołem satyry, a nawet jest jej zasadniczo obcy. Jeśli poeta nas szczerze śmieszy, zamiast zbudować mu pomnik na krakowskim przedmieściu, z pewnością na taki pomnik zasłużył Jeremi Przybora, który swoją z lekka nonsensowną poezją pomógł milionom ludzi wyjść prawie bez szwanku z kilkudziesięcioleci ciężkiego nonsensu jakim była rzeczywistość PRL, Nazywamy go satyrykiem albo w najlepszym wypadku humorystą i wciskamy do szufladki z napisem poezja drugiej kategorii. A tymczasem może się zdarzyć, że po latach odkryjemy ze zdumieniem, iż to właśnie ten niepoważny poeta stał się nieoczekiwanym klasykiem i jego ranga w ojczystej literaturze dalece przerasta rangę dostojniejszych, współczesnych. [35:38.94 → 35:39.66] B: Tak, to prawda. [35:39.70 → 35:46.06] A: Bardzo dziękuję. Czyżby pomyłka i wódka z winem? [35:46.12 → 35:47.12] B: Myślę, że wóda. [35:47.70 → 35:48.00] A: Wóda. [35:48.20 → 35:56.58] B: Przepraszam, ale chyba Piotrek Machalica śpiewał, wódaczka w kawkach wiszcjanina. Wino to by nie była gmina. [35:57.41 → 36:24.25] A: Ja tutaj się zastanawiam nad jeszcze jednym sformułowaniem, które pada, zwłaszcza w finale, wybrzmiewa poeta. Czy Jeremi Przybora lubił to słowo, bo kiedyś czytałam w którymś z wywiadów, że on się naigrywał nawet z tego słowa w odniesieniu do siebie. Twierdził, że jest raczej Jestem dobry w żarcie poetyzującym. Nazywał się lirycystą, a słowa poeta chyba nie lubił. [36:24.55 → 37:26.63] B: Nie, najpierw jeszcze w listach z Agnieszką pisali, że tekściarze, na przykład pisał o sobie tekściarz. To się brało tylko z tego, że on po prostu pisał prawie zawsze po to, żeby z tego powstała piosenka. Ale myślę, że... W tym, co państwo macie szczęście teraz czytać, czyli te listy i te opowiadania, widać, że nawet kiedy piszę prozą, to to jest poezja najczystszej miary. Myślę, że po latach, i myślę, że to się już zaczyna, oczywiście zawsze najpierw to będzie te parę procent, a potem będzie paręnaście, mam nadzieję, jeżeli świat będzie jeszcze istniał, że będzie tak, oczywiście kiedy może ministrem nauki będzie ktoś inny, że uczniowie będą się uczyć o twórczości Remiego Przybory tak jak się uczą o twórczości Jana Kochanowskiego. Tak będzie. [37:28.97 → 37:54.37] A: Pozwoliłam sobie na tę chwilę ciszy, żeby wybrzmiało to jeszcze intensywniej, ale przy tym przez chwilę się zatrzymajmy, bo Wisława Szymborska, przyborę za poetę. Najczystszej wody. I do takiego poeta, gdzie ta liryka i żartobliwość pięknie się łączą i szwów nie widać. Pani pisała pracę magisterską o Wisławie Szymborskiej. [37:55.47 → 38:33.72] B: Między innymi o Wisławie Szymborskiej, bo pisałam prace o motywach erotycznych w twórczości poetek Młodej Polski, Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i Wisławy Szymborskiej. Jakby chciałam pokazać, jak ta odwaga w opisywaniu erotyki rosła w miarę upływu lat. Chociaż też zupełnie inna była u Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej i zupełnie inna o młodziutkiej wtedy Wisławie Szymborskiej. Bo to był rok 1972, kiedy ja to pisałam. i pani Wisława była dopiero po wydaniu Soli na przykład. To były jej wielkie, wielkie początki. [38:34.12 → 38:35.59] D: Do Konopnickiej nie sięgnęłaś. [38:36.07 → 38:39.28] B: Nie, Bronisława Ostrowska była chyba pierwszą... To [38:39.28 → 38:40.07] D: nie jest żart wcale. [38:40.16 → 38:49.61] B: To nie jest żart. Bronisława Ostrowska była chyba pierwszą poetką, której twórczością się zajmowałam, czyli młodą polską, secesją. [38:50.51 → 39:07.36] A: Pytam o tę pracę magisterską, bo kiedy trafiłam na tę informację, to pomyślałam sobie zaraz, Przecież Magda Umer była już wtedy zakochana w Przyborze. Wprawdzie nie znali się państwo jeszcze, ale wielbiła go pani. Więc dlaczego nie było pracy magisterskiej o jego twórczości? [39:07.52 → 39:24.41] B: Jakoś mi to do głowy nie przyszło. Jakoś mi to wtedy do głowy nie przyszło. Ja wychowana obcując z tym, Tak jak powiedziałam wam, że ze mną było trochę tak jak z Magdą Czapińską, że była myszka, pies, plutok, a Czardonek. [39:24.41 → 39:28.17] C: Pisałaś przecież o poetkach, a nie o poetach. [39:28.17 → 39:29.11] B: A może i dlatego. [39:29.21 → 39:30.71] C: Może i dlatego. [39:30.89 → 40:25.41] B: Poza tym jednak, z tego co Jeremi sam opisywał, jego pierwsza twórczość to było pisanie dla taty wierszy na imieniny. I wtedy jak ten tata go pochwalił, to on był bardzo szczęśliwy. ale jednocześnie w szkole na przykład mówił wiersze i był szczęśliwy, że podobało się to w klasie. Widać było, że to jest jakąś jego wielką pasją. Ale także wielką pasją były kobiety Stefana Żeromskiego. wykształcony, inteligentny, wrażliwy, niezwykły chłopak, który miał tych talentów tyle, że nie miał pojęcia, w którą stronę pójść i czym się zająć. A jednocześnie jeszcze miał jakby kłopot w domu, bo i rodzice się rozeszli i tak dalej. [40:26.53 → 40:37.92] A: Zostańmy na jakiś czas przy tej miłości. Zresztą sam Jeremi Przybora mawiał, że jego motywy, jego twórczości da się podzielić na nierówne dwie grupy? [40:39.36 → 41:40.03] B: Nawet to było początkiem naszej rozmowy w spektaklu Zimny żal, że jak ja namawiałam Jeremiego, żeby zrobić razem spektakl, to on w końcu się zgodził. To zapytał mnie, czy wymyśliłam już jakiś klucz, według którego by były jego teksty prezentowane. Ja powiedziałam, że nie tyle wymyśliłam, co przypomniałam sobie, że on kiedyś gdzieś publicznie powiedział, iż twórczość jego w dziedzinie piosenki można by było podzielić na A, erotyczną i B, wszelką inną. I on powiedział, że ja tej B to sobie w ogóle nie przypominam. Także myślę, że to była erotyka najwyższej próby i najwyższej próby u Jaramiego to było coś takiego, co się nazywało picanterio. Ja na przykład uwielbiam zdanie, kiedy mężczyzna mówi do kobiety, który jest aktualnie zakochany, siedzącej na ławce, zimne drewno tej ławki zawsze już tęsknić będzie za ciepłem pani dotknięcia. [41:42.44 → 41:54.42] A: Chyba Michał Rusinek powiedział, że Jeremy Przybora dostarcza nam dzisiaj narzędzi, słów, języka do tego, żeby mówić o miłości i żeby nie brzmiało to banalnie ani patetycznie. [41:54.98 → 42:20.87] C: Ale ta druga część też gdzieś tam istnieje oczywiście. Ona jest dużo bardziej widoczna w całej reszcie tej prozatorskiej, chociaż tam też jest dużo bardzo erotyzmu, niewątpliwie nawet w tym wyborze. Ale jest tam taki gdzieś nurt, który się pojawia na przykład nawet w takich wcześniejszych piosenkach, jak Zatrzymać tę chwilę. [42:22.55 → 42:24.73] B: Tak, tak, jest czysta liryka, oczywiście. [42:25.31 → 42:39.49] C: To są takie albo Stacyjka Zdrój, która niby jest o kimś, ale dużo ma takich wyraźnie tendencji do tego, żeby mówić o przemijaniu nas na przykład. W taki czy inny sposób. [42:39.51 → 42:40.73] B: W miarę upływu czasu. [42:42.21 → 43:29.66] A: Jaskółka to chyba taki największy symbol piosenki, w której nie ma żartobliwości. Przepiękny utwór, nie wiem, czy państwo go pamiętają. Ale do tych B innych dojdziemy może nieco później. Zatrzymajmy się jeszcze przy miłości. Ta miłość w tekstach Jeremiego Przybory to nie jest taka miłość, że poznali się, zakochali i żyli później długo i szczęśliwie. Oni najczęściej nie żyją długo i szczęśliwie. To jest najczęściej chwila, uniesienie, Szczęśliwe zakończenie lub nie, wszystko jedno, nawet jeśli nie, to i tak cudownie, że to się wydarzyło. Czy dałoby się, śledząc tekst Jeremia i jego przybory, powiedzieć coś na temat jego życia? [43:31.24 → 43:33.76] D: Dałoby się. [43:35.67 → 44:04.71] B: No dałoby się, oczywiście, że by się dało. Przecież on, mimo że potrafił stworzyć własny język, dzięki któremu stworzył też własny świat i to, co jak powiedziałam, zastępczą ojczyzny i tak dalej, to jednak także był to najpierw chłopiec, a potem młody chłopak, a potem mężczyzna doświadczony przez życie i przez związki z kobietami. I dzięki temu powstały takie, a nie inne cudowne teksty. [44:05.34 → 45:02.92] C: Ale to jest tak, że te związki z kobietami to rzeczywiście jest głównie piosenka, w taki czy inny sposób gdzieś tam to się... to nic dosłownie nie można przeczytać tam na temat jakichś konkretnych wydarzeń, natomiast to rzeczywiście jest dość widoczne, szczególnie jak się zna kontekst i wie się, z którego okresu te piosenki są. Natomiast cała reszta jego życia jest we wszystkich możliwych aspektach, które się pojawiają w opowiadaniach właśnie, w tej takiej dziwnej aurze jednak przedwojnia, też w piosenkach, tam po kompocie czy w opowiadaniach, w których się pojawia taki świat, Surrealistyczny trochę dlatego, że go już nie ma. [45:03.62 → 45:07.64] B: Ale jeszcze ciągle pamięć o nim bardzo intensywnie istnieje. [45:07.98 → 45:17.91] C: Łącznie z polowaniami, z saniami, z hrabiankami itd. I to nie jest wcale... Wyssane z [45:17.91 → 45:20.09] B: palca, tylko to wszystko tata przeżył. [45:20.29 → 45:50.43] C: Przeżył, chociaż nie miał zbyt wiele czasu, żeby to przeżywać przed wojną, ale wystarczyło, żeby zapamiętać i żeby stworzyć taką podstawę właściwie do wszystkiego, co on potem pisał tak naprawdę. Bo mnie się wydaje, że to stamtąd pochodzi. Z dzieciństwa i z młodości. To wszystko, co się potem pojawia w różnych formach, w różnych odsłonach we wszystkim, co pisał i wszystko jedno, czy to są piosenki, czy to są rzeczy prozatorskie. [45:51.71 → 46:12.36] B: I potem ten ostatni rozdział, czyli pisanie memoirów przez starszego już człowieka, który myśli o tym, żeby zostawić może dzieciom, może nam, może państwu tę wersję swojego życia, którą on chciałby zostawić. I za to jesteśmy bardzo wdzięczni. [46:12.36 → 46:14.07] C: Tak, no właśnie tę wersję. [46:15.07 → 46:17.51] D: Chociaż pewnie były też i inne wersje. [46:20.85 → 47:06.60] A: Wracamy do miłości. Pan powiedział o kontekstach, że bardzo wiele rzeczy można by się było zorientować, znając kontekst. Przynajmniej dwa lata możemy podporządkować pewnym określonym piosenkom, dzięki listom na wyczerpanym papierze, o których też chciałabym, żeby pani za moment opowiedziała, ale najpierw powiedzcie państwo o tej rozmowie, która się odbywała między Jeremiem Przyborą a Agnieszką Osiecką, rozmowie, która odbywała się też w piosenkach. My słuchamy dzisiaj pieśni Bez Ciebie jestem tak smutny jak kondukt w deszczu pod wiatr, ale ja dopiero później dowiedziałam się, że to była piosenka, która wołała wróć. [47:06.66 → 47:15.32] B: My też dowiedzieliśmy się dopiero później i to było zupełnie nieprawdopodobne z wielkiej okoliczności. Nie wiem do jakiego stopnia kot wiedział [47:15.32 → 47:21.92] C: o tym, Wiedziałem do tego stopnia, że nie wiedziałem, aż ty mi o tym nie powiedziałeś. [47:22.80 → 49:01.11] B: Przyjaźniąc się już z Agnieszką i przyjaźniąc się z Jeremim i z Alicją, ja wiedziałam, że była taka piosenka w kawiarence Sultan, ale do głowy mi nie przyszło, że to było coś tak poważnego i tak ważnego i opisałam to we wstępie, który jest ważny. Natomiast ja tam napisałam, że ta miłość, która ich poraniła, poraniła zakochanych w Agnieszce mężczyzn, żonę Jeremiego i zakochane w nim ewentualnie inne kobiety i ona nikomu nie służyła oprócz nas. Oprócz nas, czyli słuchaczy tych piosenek i tego, co zostało Na długo, kiedy Jeremi umierał i robił porządek w swoich papierach, zadzwonił do mnie, wziął tę kopertę i powiedział, mam dla ciebie bardzo ważne zadanie, zastanawiałem się, co z tym zrobić i pomyślałem, że gdybym to wyrzucił, to i tak się dokładnie wyraził, literatura polska by nam tego nie wybaczyła i mi zostawił te listy. Na razie to były listy tylko Agnieszki do niego. Ja zamarłam, bo ja na co dzień wtedy się spotykałam z Agnieszką, która, myślę, że wiedząc, jak bardzo jestem zaprzyjaźniona także z Alicją, żoną Jeremiego, nie rozmawiała ze mną na ten temat. I po paru latach dopiero zadzwoniła Agata, że znalazła listy taty. [49:01.84 → 49:03.39] C: Agata córka Agnieszki. [49:03.86 → 49:53.76] B: I to się tak nagle połączyło. No i to rzeczywiście się opowiedziała historia niebywała. Ja zadzwoniłam do kota, bo ja myślałam, że ja umrę i za 20 lat po mojej śmierci wyda się te listy. A Agata powiedziała, że za 20 lat to może nie być świata i nikt nie może wiedzieć, kto to był Jeremi, kto to była Agnieszka i że ja nie mam pojęcia, jak szybko galopuje czas. i że to trzeba zrobić teraz. Więc zadzwoniłam do kota i tak jak on państwu się zwierza dzisiaj w tym pięknym teatrze, on dopiero wtedy się dowiedział, co to była za historia. Tydzień to trzymał, tydzień nie dzwoniłeś do mnie i po tygodniu powiedział, no jestem za tym, żeby to wydać, bo przecież tata dając ci to, tego chciał. I tak się stało. [49:55.01 → 50:35.12] C: Tak się stało, reakcje były rozmaite, ale jednak większość reakcji była bardzo pozytywna. Było parę osób, które było absolutnie oburzone tym faktem, żeśmy to wydali, ale po pierwsze nie wydaliśmy tego w formie takiej jak mieliśmy, bo to była dosyć sensowna redakcja jednak i nie wszystko tam jest zostawione w tych listach, co było. A po drugie, naprawdę sądząc z tego, jak wiele osób się o tym dobrze wypowiadało i jak mało było takich komentarzy, że to coś jest niesłusznego. [50:35.38 → 50:37.54] B: Jak dzisiaj to jest ważne dla młodszego pokolenia. [50:38.54 → 51:00.22] C: Wydaje mi się, że jednak taki bilans jest chyba tego słuszny, że myśmy to wydali. A jeśli chodzi o kawiarenkę Sultan, to jeszcze jest taki bardzo fajny jakiś kawałek historii, bo kawiarenka Sultan istniała na Saskiej Kępie w Warszawie przez bardzo wiele lat. [51:01.22 → 51:04.96] B: Potem ktoś inny... Jerzy Gruza zrobił z tego maskę. [51:05.08 → 51:23.81] C: Zrobił z tego maskę, no widocznie nie cenił nazwy Kafe Sultan i któregoś dnia moja koleżanka ze studiów, której mąż miał rodzinę na Saskiej Kępie, przechodziła tą ulicą [51:23.81 → 51:33.97] D: i znalazła przed kawiarenką Sultan wyrzucony szyld, Cafe Sultan. Podniosła ten szyld i do dzisiaj ma [51:33.97 → 51:35.27] C: go u siebie w mieszkaniu. [51:36.33 → 51:41.57] D: Także to jest bardzo dziwna kombinacja, totalnie ezoteryczna według mnie. [51:42.35 → 51:48.41] B: Bo ten szyld wylądował na płycie też, [51:48.81 → 52:06.53] D: bo wysłaliśmy mu kopię tego, bo to jest tytuł płyty Grzesia Turnała i zresztą wyjątkowo dobrej płyty. I uratowany ten szyld został dzięki temu. [52:07.31 → 52:09.73] B: i uratowana pamięć o KWN. [52:09.75 → 52:57.22] D: Przez kogoś, kto zresztą potem w momencie, kiedy tata już tuż przed śmiercią napisał Piotrusia Pana. No i odbyła się cała ta produkcja Józefowicza i Stokłasy. Zresztą wyjątkowo to jest też udany jakiś utwór muzycznie i też lirycznie. I taż, właśnie moja koleżanka ze studiów, służyła jako asystentka taty, który już był starszą osobą. Kasia Wińska, tak. Kasia Wińska. I bywała na wszystkich próbach i raportowała mu, co się dzieje i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Dbała o tekst także. takie dziwne, zataczające jakieś bardzo dziwne koła, nie z tej ziemi. [52:57.68 → 53:13.18] B: Tak, czasami nam się wydaje, że zrobiło się to, bo było tak, albo było tak, a okazuje się, że stało się tak, bo tak miało się stać. I to jest ta wielka wizyta pani metafizyki w naszym świecie realnym. [53:14.38 → 53:54.01] A: Ten moment, w którym podjęli państwo decyzję o druku tych listów, Zaczęło się już o tym mówić, to muszę się przyznać, że w pierwszej chwili ja też pomyślałam sobie, że oj, oj nie. Ale kiedy te listy się ukazały, zanim zdążyłam je kupić, pamiętam wizytę mojej dużo, dużo młodszej redakcyjnej koleżanki, która wpadła do mojego pokoju, cała właściwie, nie wiem czy spłakana, czy wzruszona z tą książką, przytuloną do piersi i z pytaniem, czy już pani czytała to pani Grażyno? I to wtedy była odpowiedź dla mnie na to pytanie. [53:54.07 → 54:18.35] B: Tak, do dzisiaj do mnie piszą młodzi ludzie, że ta książka jest jedną z najważniejszych na jej półce albo na stoliku nocnym. Jest to ważna książka. Nie ma ona nic wspólnego z pomponikiem, pudelkiem czy tam nie wiadomo z czym teraz młodzi ludzie mają do czynienia. Tylko pokazuje jak pięknie można pisać o takich rzeczach. [54:19.15 → 54:48.28] A: Jeremi Przybora mówił, przypomnieli Państwo o sobie, że jest człowiekiem szczęścia, dzieckiem szczęścia. Państwo też, zdecydowanie też, dlatego że te czasy, w których działy się te wszystkie historie, o których tutaj teraz opowiadamy, czasy bez tabloidów, bez internetowe, bez facebookowe, bez pudelkowe, Kto wie, jak pewne rzeczy mogłyby się potoczyć, gdyby ten świat wyglądał trochę inaczej. [54:48.30 → 55:07.02] B: Naturalnie. I Jeremi, i Agnieszka żyli w ogóle w innej epoce. Ani jedno z nich nie miało komputera. Jeremi przed śmiercią powiedział, jeszcze się doczekasz, że wyślę ci SMS-a. Tak było. I pan Mirek go próbował uczyć tego, ale nie wysłał SMS-a, tylko pisał normalnie. [55:07.72 → 55:10.36] A: A pisał ołówkiem, jak Myśliwski przywoływany? [55:10.76 → 56:08.82] C: Nie, pisał długopisem po pierwsze, po drugie pisał na maszynie i to były dwa narzędzia, które używał na co dzień. A propos tego, co Magda opowiadała o tych niewyrzuconych listach, następny argument za tym, że tata uważał, że to jest jednak zupełnie inny jakiś rodzaj twórczości czy literatury, To jest taki argument, że tata wywalił właściwie prawie wszystko, co on napisał. Wyrzucił do śmieci. Także ja w domu mam jakieś mikroskopijne zupełnie archiwum, które tak naprawdę głównie składa się z hołdów składanych mu w listach przez Barańczaka, zresztą absolutnie genialnych. I z bardzo niewielkiej ilości, nawet na te trzy tomy, które zostały wydane parę [56:08.82 → 56:20.71] D: lat temu w Znaku, bardzo niewielkiej ilości rzeczy, które są w albo rękopisie, albo w maszynopisie, bardzo niewielkiej ilości. Tata po prostu wyrzucał prawie wszystko. [56:20.73 → 57:13.44] B: Do końca życia. Do swojego pisania miał taki sam stosunek, jak i panie Wisława. Któryś z poetów zaprzyjaźnionych z panią Wisławą mówił, że gdyby z tego wszystkiego, co ona wyrzuciła wydać tomik, to jeszcze byłaby najwyższa próba. I tak samo byłoby z Jeremiem. Ja też pod koniec jego życia Siedziałam czasami z nimi wieczorami i robiłam te porządki w papierach i któregoś wieczoru patrzę, taką bardzo zgniętą kartkę wrzuca do kosza na śmieci. Ja to wyjmuję i mówię, co to jest? A on mówi, a to tak ja coś pisałem, to mi nie wyszło. Ja patrzę, a to jest najcichszy tekst do muzyki Legranda. Ja oszalałam po prostu. Ja mówię, jak to ci nie wyszło? Ja to zaśpiewałam na płycie Noce i sny i on to wyrzucił, jako coś, co mu nie wyszło. Taki miał stosunek do własnej muzyki. [57:13.44 → 57:17.27] C: No więc właśnie, a tych listów nie wyrzucił z jakiegoś powodu. [57:17.29 → 58:42.19] B: A tych listów nie wyrzucił, no bo na tyle miał dobry gust, że wiedział, jakiej wartości jest to po prostu literatura, a jednocześnie Co jest bardzo ważne, myślę, że dzięki temu, że minęły lata, przestało boleć jego upokorzenie i Agnieszki ból, jak bardzo poranili się jako kochankowie i jedno i drugie poszło swoją drogą i przeżyło masę innych rzeczy. Pewnie także przede wszystkim zespotkał Alicję, która była wielką miłością jego życia. Jak on tam napisał pięknie, ostateczną już żoną, że jakoś tak się wyraził pięknie, nieodwołalną żoną, już trzecią nieodwołalną żoną. Że był po prostu człowiekiem szczęśliwym z inną kobietą. Mógł mieć taki dystans do tego wszystkiego i wspomnieć, Taką swoją historię, nawet nie mogę powiedzieć z młodości, bo on już był bardzo stary, miał 49 lat jak to wszystko się zaczęło, a Agnieszka 28. Ale w każdym razie na tyle wielkimi oni byli artystami, że wiedzieli jaka to jest wartość. I teraz dzięki Agacie i dzięki dziecku temu, czyli kotowi, ja ciągle nie wiem, czy kotowi, czy kotu, to młodzi ludzie mogą to czytać. [58:43.43 → 58:54.63] A: Skoro jesteśmy przy listach, to poprosimy o jeden z listów, ale nie tych, o których mówimy teraz, tylko list z książki. [58:55.05 → 01:01:04.88] E: Po drugie, list z ławki. Na wiosnę udajemy się zwykle z przyjacielem na łono natury do pobliskiego parku. Tak uczyniliśmy i w tym roku. Usiedliśmy sobie na ławeczce i kontemplowaliśmy. Obok nas siedział mężczyzna dość podeszłego już wieku i z dziwionymi oczami rozglądał się dookoła. – Nie macie panowie pojęcia – odezwał się w pewnej chwili – jak bardzo można się oderwać od natury. kiedy tak jak ja na długo się traci z nią kontakt. Pracuję przy reaktorach, wiecie panowie, reakcje łańcuchowe itd. Trafił się wyjątkowo długi łańcuch i parę lat nie opuszczałem instytutu, przy którym zresztą mieszkam również. Zamyślił się głęboko i po chwili kierując wzrok na alejkę, po której skakały ptaszki zapytał, jak się nazywa ten mały, co tak skacze, drupelek? Wróbelek. Poprawił przyjaciel. A to zwierzątko, takie rude z puszystym ogonkiem. Biedurka? Wiedronka? Wiewiórka, sprostowaliśmy. Natomiast Biedronka to jest taki owadzik nakrapiany. Wiem, Boża Mrówka. Nie, nie Mrówka, tylko Krówka. Zupełnie mi te nazwy powylatywały z głowy, zmartwił się ten pan. A ten krzew, co pachnie tak pięknie, wraz? Nie, wprost przeciwnie, bez. Natomiast ten ptak nad głową pana profesora to kawka, uprzedziliśmy jego wątpliwości. Kawka, tak samo jak napój, zdziwił się. A to pyszne! Wyobraźcie sobie, panowie, że zapraszam was na kawkę. Wy przychodzicie, niczego nie podejrzewając, żona podaje dzbanek i filiżanki dla niepoznaki. Raptem ja zdejmuję pokrywkę z dzbanka i co? Ptak z niego wylatuje! [01:01:05.06 → 01:01:06.08] A: Ha, ha, ha! [01:01:06.28 → 01:02:02.40] E: I już po kawce! Długo nie mógł się uspokoić, tak go rozbawił własny żart. Trzeba przyznać, że celny. Kiedy wreszcie przestał chichotać dalej, że uczyć się od nas, że to paw, a nie piw, tamto jaszczurka, a nie praszczurka, ówdzie zaś znów niezapominajki, a nie przypominajki itd., itd. Kawał czasu nam zleciał na tej lekcji zoobotanicznej. Nagle profesor wykrzyknął, a to co znowu takiego? I to już wydało nam się, że przesadził. Tak, to już nie można odrywać się od matki natury. Toteż nie powiedzieliśmy mu, że to zupełnie małe dziecko wypełzło zza zakrętu alejki. Odeszliśmy z niesmakiem. [01:02:04.20 → 01:02:15.14] A: Dziękuję, Litku. A propos oderwania, czy Jeremi Przybora był oderwany troszkę? Bardzo. [01:02:15.48 → 01:02:37.24] B: Bardzo był oderwany od rzeczywistości. Ja zrobiłam o nim film i m.in. w którymś momencie tego filmu kilka osób opowiada o tym, jakim był dystraktem. Alicja opowiada, jak jechali kiedyś, wjeździli kota małego i poprosił go Jeremy, nie wiem, wycieraczki poprawił, czy coś takiego, dziecko wyszło. [01:02:37.26 → 01:02:37.90] C: Szybko umył. [01:02:38.08 → 01:02:43.28] B: Szybko umył, dziecko wyszło, umyło szybko, a on odjechał i zostawił tego chłopca. [01:02:43.30 → 01:02:44.28] C: Na szczęście nie na długo. [01:02:44.76 → 01:03:03.91] B: Na szczęście nie na długo. Moja ukochana o nich opowieść to jest jak pojechali odebrać nowego Fiata, ale pojechali jeszcze starym Fiatem 125P. Jeden z nich prowadził tego starego, jeden tego nowego i na skrzyżowaniu obydwa się zdarzyli, rozwalili. [01:03:04.27 → 01:03:06.79] C: Znaczy niezbyt, ale troszkę. [01:03:07.45 → 01:03:28.72] B: I to, co kot na pewno odziedziczył po ojcu, to jest to rozkojarzenie na każdy temat. Kiedyś było jakieś w Teatrze na Woli, jakiś był wieczór poświęcony chyba panu Wasowskiemu, Jeremiemu i on jako jakiś członek jury wręczał jakieś nagrody i stał cały czas tyłem do publiczności, nie widząc w tym nic dziwnego właściwie. [01:03:29.30 → 01:03:32.46] D: No bo ja też zbyt dużo w teatrach nie przebywam. [01:03:32.68 → 01:03:32.90] B: To prawda. [01:03:33.22 → 01:03:36.52] D: Chociaż parę razy w życiu byłem, ale niezbyt często. [01:03:37.14 → 01:03:59.98] B: Kiedyś była śnieżyca, zima, stulecia i odpadał to Wiesław Michnikowski, Jeremi, wychodzi na dwór i na parkingu stoi tyle samochodów w śniegu, że on nie ma pojęcia, który jest jego. Zaczął sobie coś przypominać, odśnieżać ten samochód i jak już odśnieżył, to zauważył, że to nie jego, więc zasypał z powrotem. [01:04:01.12 → 01:04:25.04] C: Ta historia z tym Żeraniem, czyli miejscem skąd się samochody odbierało, jak ktoś miał taką możliwość w PRL-u, co należy też oczywiście wspomnieć. To ma jeszcze puentę taką, że myśmy się wtedy stuknęli i kierowcy na czerwonym [01:04:25.04 → 01:04:25.50] D: świetle, [01:04:28.00 → 01:04:41.48] C: bo tata nie wyhamował za mną. Zobaczyli taką scenę, a to też trzeba pamiętać, co to było samochód PRL-u, jaka to była wartość przedmiotu. [01:04:41.48 → 01:04:43.22] B: Jakie to było szczęście, że ktoś w ogóle ma samochód. [01:04:43.48 → 01:05:07.04] C: Więc widzi taką scenę, że dwóch facetów jedzie, jeden za drugim i się stuka dwoma fiatami. i każdy się spodziewa co najmniej mordobicie albo nawet może jakichś jeszcze gorszych sytuacji z użyciem kluczy metalowych i tak dalej, a widzi dwóch facetów, którzy wychodzą z [01:05:07.04 → 01:05:09.76] D: tych samochodów i obydwaj się zataczają ze śmiechu. [01:05:09.86 → 01:05:52.73] B: Podpewnie się śmieją. Moja ukochana opowieść to jest o pani Rysi Lankiewicz, która była taką ukochaną redaktorką, która pomagała przy kabaretach i też przy listach Agnieszki Osieckiej. To była taka wspólna znajoma Rysia Lankiewicz i któregoś dnia ta pani Rysia opowiadała Jeremiemu o tym, jak straszna rzecz ją spotkała, jak se złamała nogę, jakie miały w związku z tym kłopoty, jak lekarze, a gips, a to, a tamto. Pół godziny to opowiadała, skończyła, a Jeremi cały czas myślał o czymś zupełnie innym i powiedział, a co to z nóżką pani Rysiu? Więc taki był rozkojarzany. [01:05:54.43 → 01:06:00.17] A: Podobno, nie wiem czy to prawda, że w kronice wypadków w życiu Warszawy, jak Jeremii Przybora... [01:06:00.17 → 01:06:22.13] C: A tak, to prawda, to Senka napisał, że było coś takiego, była kronika wypadków, nie było w życiu Warszawy, tylko w szpilkach, czyli jednak w piśmie humorystycznym, ale była taka rubryczka, kronika wypadków i w tej kronice wypadków było napisane, Jeremii Przybora kupił samochód i jeździ po Warszawie. [01:06:23.56 → 01:06:57.84] B: Więcej, może 2000, Alicja zmarła w 2000 roku, więc to mogło być w 1999 albo jeszcze w 2000. Alicja była już bardzo, bardzo chora i był 1 maja, czyli jak gdyby imieniem, być może ty też byłeś wtedy z nimi u nas w Chęcicach i oni jechali przez kompletnie pustą Warszawę, i się zderzyli z Zofią Merle i jej mężem Jankiem po prostu. Jak oni się zobaczyli na tej ulicy pustej, że się zderzyli, to też się zaczęli strasznie śmiać. [01:07:00.56 → 01:07:20.23] A: Jeśli chodzi o ten odsypany i zasypany samochód, to jest też taka teoria, że to jest właśnie dowód na to, że nawet jeśli nie pisał, tylko odśnieżał, to i tak nie ingerował w rzeczywistość po prostu. [01:07:20.85 → 01:07:27.09] B: Albo stwarzał własną. Zasypany samochód czyjś, to jest własna rzeczywistość. [01:07:29.17 → 01:08:10.77] A: Jest jeszcze taki motyw B. Wśród tych motywów B jest motyw, na który zwróciła uwagę też pewna magistrantka, na Uniwersytecie Jagiellońskim kilka lat temu napisała pracę magisterską na temat, tu cytuję, bardzo często występującego u Jeremiego Przybory motywu śmierci. Co przy tych naszych rozmowach, przy tekstach, które znamy, przy tym szczęściu i przy tym wszystkim, wydawać by się mogło dość kuriozalnym. Chciałabym zapytać was... Bardzo myślę, że o [01:08:10.77 → 01:09:41.82] B: tym myślał i miał trochę trudniej niż cała masa ludzi, dlatego że mówił o sobie, że jest nie tyle człowiekiem niewierzącym, ile człowiekiem głęboko niewierzącym. i zawsze to podkreślał. I też w filmie, który ja robiłam, kiedy zapytałam go, czy zawsze tak było, to powiedział, że nie spadła na niego łaska wiary, chociaż jak był mały i zasypiał, to wyobrażał sobie anioła ze skrzydłami, który otacza go swoją opieką i on spokojny zasypiał. Bardzo na mnie ta scena zrobiła wielkie wrażenie, ale potem był zaciekłym, być może dlatego, że był jednak zaciekłym wrogiem kościoła, a nie wiary. to podkreśla tę swoją niewiarę. Ja też zawsze mówię, że jestem z pokolenia JP1 i że ono mnie wychowało, chociaż ja zawsze mówiłam, że ja wierzę i wierzę za Jeremiego, tylko ja jestem nie tyle osobą religijną, ile wierzącą. Więc myślę, że taki człowiek, który nie ma tej wiary, tym smutniej myśli już dosyć wcześnie o tym, że odchodzi się na zawsze, że nie ma drugiego życia. I myślę, że tak było, a jeszcze tuż przed śmiercią powiedział mi Jeremy, że nawet gdyby tam coś było, to on wolałby, żeby nie było, żeby już była Pełna nicość, żeby już był spokój. [01:09:42.04 → 01:10:11.95] C: Co do Kościoła, to też jeszcze troszkę trzeba to uściślić, bo on rzeczywiście do tak zwanych idiotyzmów Kościoła to nie miał nigdy zdrowia ani... no trudno mieć. Natomiast jednak szacunek do niektórych postaci miał dosyć duży i też jakość tam, no pewnie dla ludzi wierzących to też jest jakoś istotne, Ostatni duży wywiad z nim, [01:10:12.59 → 01:10:15.41] D: opatrzony zdjęciami, na których w zasadzie nie [01:10:15.41 → 01:10:20.17] C: widać taty, tylko jego ducha, chociaż były zrobione u niego w mieszkaniu na Piekarskiej, [01:10:20.95 → 01:10:23.25] D: bo to są takie zdjęcia, one mają taki wyraz. [01:10:24.05 → 01:10:27.95] B: I ten wywiad przeprowadził z nimi Grześ Turnau dla Tygodnika Powszechnego. [01:10:28.41 → 01:10:33.29] D: Wszystko w Tygodniku Powszechnym. I potem jeszcze była jakaś wymiana zdań [01:10:33.29 → 01:10:38.03] C: listownych z księdzem Błonieckim, sympatyczna bardzo. [01:10:39.23 → 01:10:42.85] B: Ramię nad łóżkiem miał powieszony ten list od księdza Manieckiego. [01:10:42.95 → 01:10:46.97] C: Także to nie Kościół jako instytucja, tylko [01:10:46.97 → 01:10:49.37] B: po prostu... Szczególni księże. [01:10:50.09 → 01:10:54.65] C: Tak, ludzie, którzy są albo tacy, albo [01:10:54.65 → 01:11:06.43] D: inni i do niektórych można mieć ogromny szacunek i tata go miał, a do niektórych wprost przeciwnie. [01:11:09.14 → 01:12:01.91] B: ale o przemijaniu i o śmierci. Jest taki piękny wiersz Anioł, piękny wiersz Anioł. Jest jeszcze tyle pięknych rzeczy, które napisał Jeremy i do których trzeba dotrzeć. I dlatego myślę, że to, że teraz zostały wydane te listy i opowiadania, dzięki też wstępowi Michała Rusinka, będą czymś takim, co zachęci może to młodsze pokolenie, żeby jeszcze raz po to się... Ja to niby znam od lat. Właśnie przyniosłam tutaj dla państwa stare swoje wszystkie tomiki sprzed wielu, wielu, wielu lat. Na tym się wychowałam. I myślę, że to, że się ukazała ta książka właśnie, ta książka właśnie, spowoduje, że młodzi ludzie będą po to sięgać. I to jest wielka rzecz, wielka rzecz, bo nie tylko tanie dranie i adio pomidory. [01:12:02.79 → 01:12:16.05] C: Tak, i nawet pod koniec życia to tata też już troszkę miał dosyć tej identyfikacji z tymi paroma latami kabaretów starszych panów. I dlatego na przykład mnie tak bardzo [01:12:16.05 → 01:12:18.27] D: zależało na tym, żeby wydać te dzieła [01:12:18.27 → 01:12:20.85] C: w całości albo w prawie całości, bo [01:12:20.85 → 01:12:23.87] D: one wyszły, ale prawie wszystkie, nie wszystkie. [01:12:24.91 → 01:12:29.95] C: Żeby ten pisarz tam się pojawił, który [01:12:29.95 → 01:12:32.03] D: pisał dużo, dużo różnych innych rzeczy. [01:12:32.03 → 01:12:33.45] B: Tej rangi pisarz. [01:12:35.01 → 01:12:43.13] D: I pisał rzeczy, o których można pisać, te prace magisterskie. Nie czytałem tej pracy i chętnie przeczytam. [01:12:43.60 → 01:12:47.74] C: Bardzo. Ale to jest, pewnie tej pani też [01:12:47.74 → 01:12:50.64] D: chodzi nie tylko samo słowo śmierć jako [01:12:50.64 → 01:12:52.54] C: taka, tylko w ogóle o motyw przemijania, [01:12:52.74 → 01:13:01.20] D: który jest bardzo częsty we wszystkim, co tata pisał łącznie z tą stacyjką Zdrój, o której przed chwilą mówiłem. [01:13:01.68 → 01:13:03.22] B: Albo odjadę z tego peronu. [01:13:03.22 → 01:13:04.36] D: Albo odjadę z tego peronu. [01:13:04.76 → 01:13:06.54] B: Albo pejzaż bez ciebie. [01:13:06.68 → 01:13:13.27] D: Tak, ale też tutaj W tej książeczce są dwa opowiadania, które są też na [01:13:13.27 → 01:13:17.01] C: ten temat i to są opowiadania Płasz [01:13:17.01 → 01:13:33.54] D: i Hotel pod Orłem. Hotel pod Orłem jest wstępem do memoirów, do wspomnień, jedynym kawałkiem fikcyjnym jak gdyby, no bo to jest opowieść mocno oniryczna. Ale to jest opowieść o spotkaniu z nieżyjącym ojcem właśnie. [01:13:33.98 → 01:13:40.26] B: To jest przykład niewierzącego Jeremiego, który napisał całą masę metafizycznych historii. [01:13:40.70 → 01:14:08.26] C: A płaszczy, bo to jest tak jak gdyby rama taka i dlatego mnie też bardzo zależało, żeby te dwa opowiadania się znalazły w tym zbiorze, bo to jest taka rama życiowa, bo jeden jest o ojcu nieżyjącym, a drugi jest o żonie również nieżyjącej, czyli to jest całe życie taty ujęte w dwa opowiadania, obydwa na temat właśnie przemijania. [01:14:09.68 → 01:15:20.76] B: Więc z jednej strony ma coś takiego, że pisze bardzo poważnie o bardzo poważnych, ostatecznych rzeczach, a z drugiej strony ma tę ciągłą potrzebę rozchmurzania, rozweselania siebie i nas, czyli jak gdyby powiedzenie, no to życie jest krótkie, za chwilę się skończy, wy wierzycie, że jeszcze potem coś będzie, ja nie i trzeba korzystać póki jesteśmy tutaj na tej ziemi, żeby jakoś było milej niż ta szara rzeczywistość, która nas która nas otacza i miał też cudowny dystans i poczucie humoru na temat własnej twórczości. Opowiadał mi, że najpiękniejszą recenzją jego twórczości jest recenzja dźwiękowca Bogdana Kryspina, którego znałam i który nagrywał ogromną część kabaretów w telewizji, który tam po jakimś nagraniu przyszedł do Jeremiego i powiedział, Panie Jeremie, tych Pana głupot to ja mogę bez przerwy słuchać. I to była jego ukochana recenzja na temat swojej wielkiej twórczości. Tych pana głupot to ja mogę słuchać bez przerwy. [01:15:21.74 → 01:15:26.96] A: Jeszcze finalizując ten wątek śmierci, chyba że zechcą państwo coś do tego dodać. [01:15:27.94 → 01:15:30.22] C: Tata już nie żyje, to może taki. [01:15:30.68 → 01:15:31.94] A: Nie wspomnieliśmy o tym. [01:15:32.04 → 01:15:48.92] B: Tata nie żyje, ale też jak z umierania, właściwie to się zaczęło od śmierci Alicji. Alicja zmarła w 2000 roku i wtedy powiedział to słynne zdanie, życie jako forma spędzania czasu przestało mnie interesować. [01:15:50.12 → 01:16:06.86] C: To można interpretować na bardzo wiele sposobów wydaje mi się, jeżeli się tak przyjrzeć temu zdaniu. Bo to nie jest tak, że bomba atomowa pozabijała wszystkich naokoło, oprócz niego. [01:16:07.30 → 01:16:08.74] B: Tylko nic już nie ma sensu. [01:16:08.74 → 01:16:09.94] C: Tylko dla niego już nic nie miało sensu. [01:16:10.12 → 01:16:57.37] B: A potem, kiedy już naprawdę było bardzo, bardzo źle, zadzwonił do mnie. Byliśmy umówieni na kolejny spacer w łazienkach. Ostatni był 7 stycznia, następny miał być 14. I zadzwonił do mnie 13 stycznia i powiedział, wiesz, nie chciałbym histeryzować, ale wydaje mi się, że zaczynam umierać. No co to jest za zdanie po prostu? Nieprawdopodobne. A też w filmie powiedział takie zdanie na temat śmierci, że kiedyś w Związku Literatów dyskutowali literaci właśnie o tym, że jakiś inny znajomy pisarz zmarł we śnie i że to taki jest wymarzony rodzaj śmierci. A Jeremi wtedy powiedział, no to trochę zależy od tego, co się wtedy temu komuś śniło. [01:16:58.31 → 01:17:06.35] C: I to jest tak naprawdę jedno z w ogóle najmądrzejszych zdań, które on kiedykolwiek w życiu wypowiedział, mimo tego, że te trzy tomy istnieją. [01:17:07.13 → 01:17:28.66] B: To prawda. Jeszcze kocham jego zdanie, że jedyną urodą starości jest mądrość. Ale mówił to, że nie mówi o sobie, że jemu bardzo do tej mądrości dużo brakuje i szalenie chwalił kota, że w przeciwieństwie do niego Kot jest erudytą, czyta książki, a on ma wielkie braki w tej dziedzinie. [01:17:28.66 → 01:17:37.12] C: No tak, bo tata rzeczywiście czytał... On nie miał umiejętności szybkiego czytania, wręcz odwrotnie. [01:17:38.48 → 01:18:01.46] D: Ale oczywiście wszyscy wiemy, że to, że się czyta dużo i często, to wcale nie znaczy, że się jest mądrym. To zupełnie jedno, z drugim nic nie ma wspólnego. Natomiast to była rzeczywiście taka dość ciekawa cecha taty, że on w zasadzie nie był czytelnikiem wszystkiego, co znalazł na swojej drodze i w zasadzie... [01:18:01.46 → 01:18:20.44] B: Lubił wracać do ukochanych, jakąś prusta, w poszukiwaniu straconego czasu albo coś takiego. W każdym razie Jeremy uwielbiał się nie spieszyć. Uwielbiał, żeby wszystko się działo powoli. żeby wszystko miało inny rytm niż galopująca rzeczywistość. [01:18:22.80 → 01:18:28.98] A: Jak to dobrze, że wymyśli państwo tę książkę, chociaż istnieją dzieła prawie wszystkie. [01:18:28.98 → 01:18:31.88] D: To wydawnictwo wymyśliło tę książkę. [01:18:31.90 → 01:18:35.50] A: Bardzo mi się podoba też taka definicja tego, dlaczego to taki format... To samo [01:18:35.50 → 01:18:37.98] C: zresztą, co wydawnictwo tych dzieł. [01:18:39.11 → 01:18:46.31] A: Dlaczego taki format? Dlaczego tak niewiele? Dlatego powiedział, zdaje się, pan Rusinek, żeby można było książkę spokojnie zabrać do wanny. [01:18:46.41 → 01:18:55.95] B: Ale dokładnie. Ja chcę powiedzieć, że to oczywiście wspaniale, że wydane są te wszystkie grube tomiszcza, ale to są wielkie cegły, które trudno podnieść. [01:18:55.97 → 01:18:56.73] C: Tak, to są za duże cegły po prostu. [01:18:56.73 → 01:19:21.87] B: A to jest na ludzką miarę. Poza tym dla ludzi, którzy mają chore oczy, a ja niestety do nich należę, jestem po dwóch operacjach oczu i nie można mi patrzeć światła, to po prostu coś, Ma tylko dwie, trzy strony i można chwilę odpocząć i przeczytać następne. To jest właśnie taka książka, że można sobie przydać jeden, dwa listy i zasnąć spokojniej niż przed ich przeczytaniem. [01:19:21.97 → 01:19:41.63] A: Kiedy się człowiek obudzi, to jest zdecydowanie zdrowszy, co potwierdziła moja przyjaciółka ciężko chorej, przeziębionej. Dostarczyłam świeże owoce, trochę witamin i tę książkę na wycieraczkę bez kontaktu, żeby się nie zarazić. Zatelefonowała po tygodniu, powiedziała, że owoce owszem pyszne. ale książka uleczyła ją i postawiła na nogi. [01:19:41.89 → 01:20:17.00] C: A tutaj też jest taki element nawet dla mnie i dla nas, to znaczy dla mnie i dla mojej żony, która gdzieś tutaj siedzi, dosyć istotny, bo ta książka się pojawiła całkiem niedawno i tam jest list, to jest list, czy opowiadanie, już nie pamiętam. Ja teoretycznie znam to wszystko na pamięć, ale oczywiście nie studiuję. bez przerwy tych grubych tomów i nagle ze zdziwieniem zauważyliśmy, że tam jest opowieść o wyprowadzeniu psa, [01:20:18.80 → 01:20:32.32] D: że z przyjacielem się udali, bo jacyś znajomi poprosili, żeby się zaopiekować i wyprowadzić psa na spacer. No i historia jest o piesku, który [01:20:32.32 → 01:20:35.70] C: po pierwsze jest niewielkiej postury, ale bardzo [01:20:35.70 → 01:20:39.97] D: długi, czyli jamnikowaty, Tata go nazywa Ogar Polski. [01:20:42.53 → 01:20:45.49] C: A po drugie, w momencie, kiedy panowie [01:20:45.49 → 01:21:37.82] D: przychodzą, żeby go wyprowadzić na spacer, trzeba go w zasadzie ciągnąć i pchać, bo on kompletnie nie ma ochoty wyprowadzać się na żaden spacer. I myśmy właśnie dokładnie w momencie, kiedy ta książka się pojawiła i kiedy ja dostałem pierwsze PDF-y z tym tekstem, Taką samą sytuację, czyli niewielkiego, zupełnie nowego pieska, jamnikowatego, ale nie jamnika, długiego i bardzo krótkiego, jeżeli chodzi o nogi, który kompletnie nie chciał wychodzić na spacer i trzeba go było wyprowadzać za pomocą pchania i ciągnięcia jednocześnie. Jeszcze jest tam jedno opowiadanie, w którym się pojawia bardzo ezoterycznie też według mnie Pesel mojej żony, ale to już jest jakiś zupełnie bardzo dziwny przypadek. [01:21:37.86 → 01:21:45.50] B: Tak, to są znaki na niebie i ziemi. To jest wszystko z cyklu Widocznie tak miało być. [01:21:45.64 → 01:21:46.62] C: Tak, widocznie tak miało być. [01:21:46.62 → 01:22:20.28] B: Kiedyś jechałam, bardzo się spieszyłam na samolot, byłam we Wrocławiu i bardzo się spieszyłam na taki samolot o 6 rano, bo wieczorem miałam jakieś przedstawienie w Warszawie. I zamówiłam budzenie u recepcjonistki z hotelu Wrocław i ona mnie nie obudziła. Jakimś cudem ja się obudziłam z tymi bagażami. Zjeżdżałam windą i donies, z takimi pretensjami, jak pani mogła mnie nie obudzić? Gdybym ja się nie obudziła, spóźniłabym się na samolot. A ona bardzo spokojnie popatrzyła na mnie i powiedziała, widocznie tak miało być. Ja sobie to zawsze powtarzam. [01:22:21.06 → 01:22:28.42] A: Ale też to, co państwo teraz mówią, może podważać te teorie o oderwaniu od rzeczywistości. Iremiego Przybory, prawda? [01:22:28.70 → 01:22:30.70] C: Nie, no to jest, ale bo to [01:22:30.70 → 01:23:21.78] D: w ogóle jest cecha tego wszystkiego, co tutaj się i w tej książce i w tym wszystkim, co tata pisał, bardzo dla mnie istotna, bo ja już któryś raz rozmawiam o tej książce w różnych sytuacjach i w różnych miejscach i spytał się mnie Darek Rosiak w którymś momencie przy takiej rozmowie. Czy to w ogóle, czy taka twórczość to w dzisiejszym czasie ma sens jakiś taki opis świata? I mnie się wydaje, że to co wtedy mu odpowiedziałem, to właśnie jest chyba jednak Celna uwaga, że to ma absolutny... [01:23:21.78 → 01:23:26.20] B: Dzisiaj aprobowana Darka Rosiaka to tak, że staje się raportem o stanie święte. [01:23:26.20 → 01:24:02.72] D: Tak, absolutny sens, bo to jest opowieść o rzeczywistości, która nie jest dosłowna zupełnie, a mnie się już od dawna nie wydaje, że rzeczywistość jest jakaś bardzo dosłowna. Im mniej się dosłownie o niej opowiada, ale im bardziej głęboko, tym więcej to ma prawdziwego rzeczywiście sensu. Jest to naprawdę jakaś opowieść o naszej dużo bardziej skomplikowanej i dużo bardziej też może i sensownej czasem rzeczywistości niż nam się wydaje. Mimo tego, co słyszymy na co dzień z tak zwanych mediów. [01:24:02.96 → 01:24:04.42] B: To znaczy kto słucha ich. [01:24:04.78 → 01:24:06.70] D: Kto ich słucha, ten ich słucha, tak. [01:24:07.60 → 01:24:09.64] A: Witku, poprosimy Cię o jeszcze jeden list. [01:24:10.35 → 01:24:16.81] B: Może o tej windzie, że najpierw za wysoko, potem za windzie. To na zakończenie byłoby wspaniałe. [01:24:18.27 → 01:24:21.93] E: Pamiętacie państwo? [01:24:22.07 → 01:24:24.83] A: To był chyba pierwszy list zbranych. [01:24:24.97 → 01:24:25.59] E: Jest, już mam, już znalazłem. [01:24:25.85 → 01:24:27.79] D: List z windy. [01:24:28.81 → 01:24:31.81] A: List [01:24:33.53 → 01:28:06.95] E: z windy. Postanowiliśmy z przyjacielem wznieść się dźwigiem osobowym na dwunaste piętro pewnego wieżowca w celach towarzyskich. Wraz z nami postanowił wznieść się tym samym dźwigiem pies rasy Boxer, bardzo barczysty, pełnozębny, jeżeli to tak można określić, obcy. Oczywiście nie mógł nam powiedzieć, na które piętro ma życzenie, ale widocznie wychodził z założenia, że z któregokolwiek będzie mu bliżej, względnie wygodniej niż z parteru. No więc zabraliśmy go, a właściwie to on nas zabrał, bo czekał na nas już przy windzie, kiedy nadeszliśmy i zamerdał pogodnie ogonkiem na nasz widok. Pogodny nastrój panował wśród nas atoli króciutko, bo między dwoma kolejnymi piętrami, zdaje się szóstym i siódmym, winda zatrzymała się i dalej nie chciała ruszyć. Wypróbowaliśmy całą klawiaturkę guzikową wraz z guzikiem alarmu, ale dźwig pozostał na nasze zabiegi obojętny. Natomiast pies nie pozostał obojętny na sytuację i już po chwili zaczął warczeć. Usiadł w rogu windy i warczał. Nos paskudnie mu się zmarszczył, a górna warga podjechała w górę, odsłaniając bogaty zestaw zębów, nierzadko kłów bardzo pokaźnych. Warczał i szczerzył się zdecydowanie na nas. Nie na firmową tabliczkę przedsiębiorstwa, które windę wyprodukowało, tylko na nas, raczej postronnych i niewinnych, a przecież tak samo ciężko doświadczonych awarią urządzenia. Widocznie w swoim antagonizmie sięgał szerzej. Uważał, że my z przyjacielem jesteśmy w tym dźwigu jedynymi przedstawicielami cywilizacji, która swoimi niedoskonałymi wynalazkami stawia psy w takich głupich, nieprzyjemnych sytuacjach. i warczał na nas jako na reprezentantów tej cywilizacji. A że z minuty na minutę przybywało mu zębów i w końcu coś musiałby zrobić z tym nadmiarem, postanowiliśmy radzi, nie radzi stanąć w tym antagonizmie po stronie psów i zaczęliśmy również warczeć na naszą cywilizację. Warczeliśmy na zmianę i to go najwidoczniej na razie przynajmniej uspokoiło. Przestał sam warczeć i zaczął się nam bacznie przyglądać, przechylając pysk to w jedną, to w drugą stronę. Potem znów zaczął warczeć, ale już nie przeciw nam, tylko z nami. Potem ujadaliśmy we trzech. Nawet wyliśmy chwilami. Szczerze mówiąc, to już po pewnym czasie robiliśmy to z rosnącym przekonaniem. Tak, że kiedy ktoś nas usłyszał i windę podciągnięto, wysiadaliśmy z uczuciem ulgi i odwalenia kawałka roboty, serdecznie zaprzyjaźnieni z tym psem. Tylko jeden pies? Zdziwił się na schodach jakiś pan, kiedy opuszczaliśmy dźwig. Widocznie przysłuchiwał się od pewnego czasu naszemu ujadaniu. ale przyjaciel tylko raz szczeknął na niego i on uciekł. [01:28:14.19 → 01:29:00.63] A: Wraz, czyli bez. Książka, jeśli państwo mają takie życzenie i nie mają jeszcze egzemplarza własnego, jest do kupienia. Jeśli mają państwo natomiast ochotę teraz zadać pytanie naszym gościom, to bardzo proszę. A chyba, że wolą sobie Państwo zostawić przyjemność rozmowy na moment podpisywania egzemplarzy. Panie, panowie, kto się zetknie z twórczością przybory, podobno staje się szczęśliwszym człowiekiem. Sąsiad nasz. Więc jeśli jakimś cudem ktoś się jeszcze uchował bez tej znajomości... [01:29:00.63 → 01:29:09.87] B: Ale to jest to, co pisze Michał Rusinek. Za to wszyscy zazdrościmy im, że dopiero teraz tę twórczość poznają. [01:29:11.60 → 01:29:18.62] A: Nieście Państwo ze sobą przyboriadę. Dziękuję Państwu bardzo. Magda Umer, Konstanty Kot z Przybora. [01:29:19.00 → 01:29:20.40] D: Dziękujemy bardzo. [01:29:20.60 → 01:29:30.38] A: Na polski język migowy tłumaczyły Marta Stępniak, Jewelina Lachowska, czytał Witold Dąbrowski, prowadziła Grażyna Lutosławska. Dziękujemy.