[00:03.76 → 02:33.85] A: Dzień dobry Państwu, Łukasz Drewniak, witam serdecznie. Za chwilę rozpoczniemy kolejną odsłonę naszej bitwy o literaturę, a wezmą w niej udział Wojciech Orliński, dziennikarz Gazety Wyborczej, jedyny we wszechświecie sepulkolog, asystent profesora Tarantogi. Zapraszam Panie Wojciechu. Piotr Tokarczuk, dyrektor Miejskiej Biblioteki Publicznej w Lublinie. Zapraszam Panie Piotrze. Skoro to bitwa o literaturę, będą fragmenty literackie podczas naszego dzisiejszego spotkania, które będzie czytał pan Witold Dąbrowski, Teatr NN. Witam serdecznie. Będzie czytał we wskazanych momentach przeze mnie. Zapraszam panowie. Drodzy Państwo, dzisiejsza odsłona tej bitwy o literaturę nazywa się chytrze, przewrotnie, czytanie to spadanie. Oczywiście można się długo zastanawiać, co już ukrywa się pod tym przewrotnym tytułem wymyślonym przez Krzysztofa Wargę. Ja tylko Państwa proszę, bo nie mamy tutaj oczywiście żadnej oprawy dźwiękowej tego naszego spotkania, żebyście sobie Państwo nucili taką, taką piosenkę grupy Koma, Piotru Guckiema śpiewała, spadam, cholernie spadam, co się wyprawia. I mieli może taki obraz, obraz opowiadania Mrożka, ten, który spada, gdzie bohater i wielu innych leci w jakąś taką otchłań bezdenną, leci, leci, leci. Jest to otchłań bez książek, świata bez książek, świata bez biblioteki. Panowie, zaczniemy tak. Będziemy... Jeszcze jedno słowo wyjaśnienia, wprowadzenia. Bardzo tak naprawdę chodziło o to, że spada poziom czytelnictwa w Polsce. Może na całym świecie coś się zmienia. Jesteśmy u progu jakiejś nowej ery, gdzie może książka albo nie będzie potrzebna, albo będziemy ją musieli wymyśleć na nowo. Będziemy się zastanawiać, jak zaradzić temu, żeby ten poziom czytelnictwa nie spadał, żebyśmy czytali, myśleli, rozumieli. I zacznę od takiego wspomnienia. Jeszcze kilkanaście lat temu istniało pewne pytanie, które zadawało się przyjacielowi, znajomemu, tak jak pytanie o godzinę, o pogodę, gdzie byłeś na wakacjach i tak dalej. Dzisiaj to pytanie stało się takim pytaniem perwersyjnym, którego nie wypada zadawać. Zadać je politykowi to po prostu obraza. Zadać dziennikarzowi to się obruszy, że nie ma czasu. I to pytanie brzmi, co pan teraz czyta? I to jest pierwsze pytanie do panów. Panie Wojciechu.
[02:35.51 → 02:45.10] B: Ja mam. Dzień dobry państwu. Ten problem, że ja bardzo dużo czytam zawodowo, więc od razu dla mnie jest pytanie... Dla przyjemności.
[02:45.30 → 02:47.28] A: Co pan czyta teraz dla przyjemności?
[02:47.80 → 03:15.53] B: Właśnie skończyłem dla przyjemności bardzo ciekawą książkę kolegi z Tok FM-u Kuby Janiszewskiego, kto w Polsce ma AIDS. Jest strasznie ciekawa. Zupełnie nie ma nic wspólnego z moim dziennikarstwem, więc czytałem ją z tym większą przyjemnością, bo wiedziałem, że w życiu nic nie zarobię z tego, że przeczytam tę książkę. Wtedy oczywiście jest pięć razy więcej Natomiast przedtem, wiedząc, że robię to zawodowo i że mnie za to zapłacą czytelna, nabrał na Inferno. I lepiej się bawiłem przy Janiszewskim. Może dlatego, że za darmo.
[03:16.03 → 03:16.65] A: Panie Piotrze?
[03:18.11 → 03:20.15] C: Czy ja mogę kogoś pozdrowić na początku?
[03:20.17 → 03:23.31] A: Proszę bardzo. Ale w kontekście czytelnictwa.
[03:23.45 → 04:06.76] C: Tak, ja bardzo pozdrawiam tych, którzy zechcieli mnie tutaj zaprosić, żebym ten wieczór spędził w tak zacnym gronie. pana Orlińskiego, pana Drewniaka, a przede wszystkim państwa, których los czytelnictwa i książki w Polsce obchodzi. Bardzo dziękuję. A co czytam. Przeczytałem felieton Krzysztofa Wargi i krótki felieton Wojciecha Orlińskiego o gruponie i o gecko tak żeby być na bieżąco. Wczoraj skończyłem czytać powieść Tomasza Sekielskiego Save i wciąż aktualizuje i sprawdzam swoją wiedzę o kotach czytając poradniki dla hodowców.
[04:07.42 → 04:34.94] A: No to mają Państwo pewną wiedzę bazową. Ja czytam Georgego Spiro X-ów, opowieść o Towarzystwie Teatralnym Recenzentów z początku XIX wieku w Polsce. Wielka, wielka powieść węgierskiego prozaika, dramatopisarza. No więc Państwo wiecie z jakich, jakich pozycji przyjemnościowych startujemy. A drugie pytanie powinno być takie, czy rzeczywiście czujecie Państwo, że w Polsce, czujecie Panowie, że w Polsce czytanie przestało być seksji?
[04:36.26 → 04:44.58] B: Nie, to pytanie mnie przerasta. Czy ja tam mogę wiedzieć o tym, co jest seksyjne? Wiadomo, że ludzie rzeczywiście mniej czytają, no bo to...
[04:44.58 → 04:50.92] A: Ale kiedyś chwaliliśmy się lekturami, prawda? To było w dobrym tonie pokazywać, co czytam, nosić ze sobą opasłe tomy.
[04:51.06 → 04:54.64] B: No nie wiem, czy to panu pomagało, że tak powiem, w podnoszeniu atrakcyjności.
[04:55.14 → 05:02.57] A: No oczywiście, proszę patrzeć. Gruby mężczyzna bez książki wygląda tak? A gruby mężczyzna z książką wygląda tak. Wtedy wszyscy patrzą na grubą książkę.
[05:02.61 → 05:07.35] B: Ja wtedy byłem chudy z utyłem jak się ożeniłem, więc jakoś w ogóle...
[05:07.35 → 05:11.51] A: Jak to jest z tym czytaniem? Rzeczywiście obserwujecie panowie, że coś się złego stało?
[05:11.59 → 05:52.00] B: To znaczy akurat sobie, żeby być przygotowanym, sobie odświeżyłem ten raport Biblioteki Narodowej, który w ogóle Wargę zdaje się zainspirował do tego. No i rzeczywiście wygląda to strasznie. zdefiniowano jako osobę, która, tak zwanego prawdziwego czytelnika, osobę, która przeczytała w ciągu roku 7 książek, to nie jest dużo, a i tak osób, które spełniają takie absolutne minimum jest 11% w Polsce, natomiast więcej niż połowa, czyli jakieś 60% jest ludzi, którzy przeczytało mniej niż jedną, znaczy po prostu żadnej nie przeczytało, mówiąc po polsku, książkę w ciągu ostatniego roku, no to już jest straszne, znaczy tych ludzi jest tam 60% chyba. W Stanach odwrotnie.
[05:52.00 → 05:59.04] A: Należy się cieszyć, że oni przynajmniej zaczęli tą książkę. Mniej niż jedną książkę to mogli zacząć i nie skończyć. Na przykład by mi się nie spodobała.
[05:59.30 → 07:02.77] B: Obawiam się, że tam jest taki ciekawy fenomen. Ciekaw jestem, jak pan jako praktyk obserwuje, kim są ludzie, którzy przychodzą i czytają. Z mojego punktu widzenia to nic się nie stało. Ja dalej czytam. Więc właśnie zaczytany nie zauważam tego, co się dzieje w społeczeństwie, ale jest jakiś taki niezwykły moment w tych statystykach roku 2006, kiedy to tak się troszeczkę poprawiało, troszeczkę poprawiało, a potem łubudu na łeb, na szyję zaczęło lecieć. No i tam jest mnóstwo hipotez, dlaczego właśnie w 2006 i co się wtedy stało. No taka najprostsza to jest taka, że zaczęło w dorosłość, w nastoletność wchodzić właśnie pokolenie tych tak zwanych dzieci sieci. które w ogóle nic nie czytają. I to jest fenomen polski, to znaczy właśnie np. w Stanach nie ma tego spadku, tylko jest fenomen przesiadania się z książki papierowej na elektroniczną. Natomiast niestety, i to jest bardzo smutne, w tym raporcie Biblioteki Narodowej już spróbowali wszystko, audiobooki, e-booki, już wszystko jedno, czytane po prostu z ekranu komputera, jakiekolwiek większe teksty. No po prostu 11% tylko z tym obczuje. No to jest dramat jednak, jakby nie patrzeć.
[07:02.89 → 07:07.83] A: Panie Piotrze, jest dramat. Przychodzi mniej osób do biblioteki, mniej wypożycza.
[07:08.11 → 07:51.18] C: 6 procent Polaków zaczyna czytać, ale nie kończy, bo nie starczą sił woli albo nie rozumie tego co czyta. Idąc dalej tym czarnym kropem statystyki możemy powiedzieć, że 38 procent Francuzów czyta więcej niż 9 książek rocznie, a statystyczny Szwed czyta 20 minut dziennie. Ja patrzę na to, co się dzieje w moim domu i poza wspomnianym kotem czytają wszyscy i namiętnie, także z najbliższego otoczenia zagrożenie żadne dla spadku czy dla czytelnictwa nie płynie. Z moimi kolegami i koleżankami z radością obserwujemy, że do naszych bibliotek przychodzi coraz więcej ludzi.
[07:51.82 → 07:58.88] A: To skąd w takim razie te alarmujące dane? Ludzie się wstydzą przyznać, że czytają? Bo może to w ich środowiskach jest, jak to się mówi, obciach, prawda?
[07:59.31 → 09:31.90] C: W raporcie Biblioteki Narodowej o którym wspomniał pan Wojciech dostrzeżono niezwykle istotną rolę biblioteki publicznej. Jest na trzecim miejscu w rankingu tych podmiotów z których się korzysta biorąc mówiąc nieładnie od nich książki. I trzeba powiedzieć że w Lublinie te biblioteki są coraz lepsze jest ich coraz więcej. Mają coraz bardziej atrakcyjny asortyment. O sile bibliotek, a w szczególności bibliotek publicznych decydują nowości, czyli to co jest na półce w Empiku jako hit musi się pojawić na półce biblioteki publicznej i tak jest u nas i dlatego do nas ludzie przychodzą. Zrywamy ze stereotypem biblioteki jako miejsca niezbyt interesującego, takiego może zbyt bardzo stabilnego. Powstają biblioteki nowe, czego przykładem jest Biblio nasze ukochane dziecko. I proszę sobie wyobrazić od momentu otwarcia biblioteki multimedialnej na Czubach, czyli nie w centrum Lublinu, a gdzieś tam na obrzeżach. Od czerwca ubiegłego ubiegłego roku progi tej zacnej biblioteki przystąpiło ponad 120 tysięcy osób. Dla mnie jest to powód do chwały do dumy do zadowolenia i ja tu specjalnych zagrożeń nie widzę ale to dlatego że ci którzy w mieście decydują o kasie. wiedzą, że tej kasy nie należy skąpić na kulturę, a w szczególności na bibliotekę.
[09:31.94 → 09:53.38] A: Może Lublin jest taką książkową wyzwą, bo ja np. w kontaktach z moimi studentami mam wrażenie, że oni rzeczywiście czytają mniej niż czytają np. moje pokolenia. Jeśli czytają to streszczenia, bryki, oglądają filmy zamiast czytania książek. Mówią, że przeczytali Potop, Lalkę itd. oglądając tylko filmy. Więc może fałszujemy jednak te dane?
[09:53.58 → 10:03.30] C: Wie Pan, profesor Łemcesu, który był na ostatnim naszym spotkaniu autorskim, mówił, że jego studenci operują pulą dwóch tysięcy słów.
[10:03.82 → 11:11.59] B: Takie miejsce z kolei, w którym ja widzę takie bezpośrednie skutki tego, czegoś, to jest wywiadówka. Gdyż jako ojciec gimnazjalistów, czasem były gimnazjalistów po prostu, kolejny raz stykam się z tym samym cyklem, jaki jest dramat, jakim jest zbliżający się. egzamin gimnazjalny, to jest w ogóle ludzie, którzy nie zachęcają swoich dzieci do czytania książek, czasami nie zdają sobie z tego sprawy jak wtedy strasznie jak topór na tego tam piętnastolatka spadnie ten egzamin, który jest pierwszym takim selekcjonującym egzaminem, od którego już zaczyna dużo zależeć, to znaczy już można sobie powiedzmy zniszczyć życie złym wynikiem, znaczy zniszczyć dalsze życie. I jeżeli człowiek nie złapał tego właśnie bakcyla czytania książek i niech to będą nawet te tak zwane głupie, takie, które się potępia, takie, które się mówi, po co czytasz te głupoty, niech to będą nawet te romanse paranormalne, czy jakiś taki zupełnie najgorszy rodzaj, że wszyscy od razu narzekają i wszyscy od razu się krzywią, ale jeżeli ktoś tego nie złapał, to ma fundamentalny taki problem z dzieleniem swojej myśli, jakieś akapity, czy tych akapitów układani w jakieś rozdziały, to jest to coś, co jednak nabiera się z obciążeniem.
[11:11.61 → 11:15.99] A: Ale chciałby pan powiedzieć, że lepiej by było, gdyby Polacy czytali byle co, niż nie czytali w ogóle?
[11:16.09 → 11:18.69] B: To jest moje zdanie. Już po prostu lepszy jest człowiek, lepszy
[11:18.69 → 11:27.05] A: jest człowiek, który czyta... Pamiętam, że kiedy przeszedłem jak w Teatrze Narodowym w Warszawie, zobaczyłem panią szatniarkę czytającą pięćdziesiąt twarzy Greya, tak? Tak to się nazywa?
[11:29.11 → 12:21.38] B: Oczywiście może krytyk posarkać i ponarzekać, jak mu się to bardzo nie podoba, ale jednak kiedy zaniknie ta umiejętność, po prostu człowiek... Napisałem też kiedyś taki tekst, to starał się pokazać czym to się kończy. Jeżeli przestajemy umieć obcować z jakąkolwiek książką, czy to będzie właśnie drama, czy to będzie te pięćdziesiąt twarzy, czy to będzie powiedzmy młodzieżowa, potem nie będziemy znali swoich praw, bo one też są w takich książkach. A to nie do końca jest takie proste, że wszystko można znaleźć w internecie. Człowiek, który zwyczajnie zatraci tę umiejętność obcowania z tekstem na najprostszym poziomie, że literki się uczą, słowa, słowa, zdania, zdaniowa kapita, akapity, wstępy i tak dalej, ten człowiek już potem nawet nie znajdzie na przykład w jakim paragrafie, jakie ma prawa do czego i w jakiej ustawie szukać.
[12:21.52 → 12:36.59] A: To może Polacy nie czytają, bo kule jest system edukacji. Nie tylko ten w rodzinie, gdzie jest pierwszy kontakt z książką, ale także w szkole. Nauczyciele wymagają wiedzy z bryków, ze streszczeń, wypracowań znalezionych w internecie? Nie, nie.
[12:36.69 → 13:48.03] B: Nauczyciele akurat bardzo starają się walczyć z brykami, tylko... Przepraszam, że znowu jestem dziennikarzem, więc jestem jakby szkolony we wskakiwaniu ludziom w pustanie. Już zaraz się uciszę. Znaczy, wydaje mi się, że to kuleje zupełnie gdzie indziej. Znaczy, zaczęliśmy mówić o tych politykach. To znaczy, to jest dla mnie taki ciągle nieustający dramat, że właśnie premier, kiedy chce pokazać, że jest fajny, że jest na czasie, Co on pokazuje? Pokazuje się z piłkarzem, pokazuje się z celebrytą, pokazuje się w jakimś kretyńskim teleturnieju. Oczywiście robi się te akcje promujące czytelnictwo, ale do nich się wciąga ludzi nadal z tego samego zakrętego kręgu. Czyli wiadomo, że aktor teatralny przez samo to, że jest aktorem teatralnym, to musi od czasu do czasu jakąś książkę wziąć. I to jest takie ciągłe dreptanie. Za mało jest sytuacji, w których właśnie w promowaniu czytelnictwa na przykład wciągnięto by właśnie polityków z najwyższego szczebla, czy na przykład jakąś wysoko oglądalną telewizję, to wszystko jest coś, co krąży gdzieś ciągle wśród tych 11%, które jeszcze ciągle istnieją na szczęście, ale to są ciągle ci sami ludzie. To też było widać w tym raporcie z Biblioteki Narodowej, że coraz bardziej jest tak, że ludzie, którzy czytają książki, są ludzie, którzy są jakoś zawodowo związani z tymi książkami. Jak chyba my wszyscy tutaj, jak tu siedzimy i boję się, że na sali
[13:48.03 → 13:55.99] A: pewnie też... Co przyszłości pytanie książek, to będzie domena wyspecjalizowanej grupy? Będziemy czytać książki za kogoś i opowiadać, co jest w środku?
[13:56.45 → 14:04.21] C: Nie daj Boże. Wracając do tych pięćdziesięciu twarzy Greya, to jest pozycja, która uratowała statystyki rynku wydawniczego w Polsce.
[14:04.97 → 14:07.27] A: Jak Harry Potter, kiedyś czytelnictwo na świecie, tak?
[14:07.35 → 14:07.73] C: Tak, tak.
[14:08.51 → 14:11.59] A: Ale pan się cieszy, że ludzie czytają taką książkę?
[14:11.89 → 14:49.15] C: Ja mam to samo zdanie, które ma pan Wojciech. Niech czytają coś, niech składają te literki. A ja podam inny przykład. W naszych bibliotekach pojawiają się gry typu PlayStation, Kinect i temu podobne. I przychodzą dzieciaki i wykonują dziwne ruchy uczestnicząc w tych grach sportowych różnego rodzaju temu podobnych. Częstokroć to są jakieś gry, które być może nie do końca pełnią funkcję edukacyjną, ale ja się cieszę z tego, że oni robią to w bibliotece.
[14:49.95 → 14:54.67] A: Chce pan powiedzieć, że Biblioteka Przyszłości będzie biblioteką bez książek? Będzie tam siłownia na przykład?
[14:55.09 → 15:08.73] C: Konsola do gry? Ja skończę wątek. Otóż ci ludzie stają w przeciągu biblioteki, korzystając z tych dobrodziejstw, może szkodliwych cywilizacji, ale półki z książkami mają na wyciągnięcie ręki.
[15:08.73 → 15:11.55] A: Czyli kuszenie, tak? Jest taki owoc zakazany na półkach?
[15:11.55 → 16:04.54] C: Może przyzwyczajenie, a może po prostu stwarzanie możliwości, z których część z tych osób skorzysta. I to jest niezwykle istotne, bo tak się pozyskuje czytelnika. Czytelnika się pozyskuje najlepiej w młodym wieku, kiedy jest jeszcze przedszkolakiem, kiedy przychodzi z rodzicem. Potem się tego czytelnika wychowuje. On przez te etapy wychowania czyta różne pozycje. Może się na którymś z tych etapów zatrzyma ale może nie. Także czytajmy może nie byle co ale nie krytykujmy tych którzy czytają to co nam akurat nie odpowiada żeby ich nie zrażać. A biblioteki przyszłości nie to nie będą siłownie ale biblioteki muszą ewoluować bo muszą spełniać zapotrzebowania ich klientów czyli naszych szanownych czytelników. My musimy być atrakcyjni.
[16:04.96 → 16:12.46] A: Czy biblioteka nie jako twierdza, strażnik, broń bożna z przeszłości, tylko co?
[16:13.22 → 16:52.27] C: Tylko jako instytucja, jako ośrodek, który zaprasza do tego, żeby wziąć udział w jakimś wydarzeniu, które biblioteka zapoczątkowuje, któremu daje początek. Ja mówię bibliotekarzom, że miejsce w którym pracują, miejsca w których pracują nie mają ograniczeń. Właściwie tym ograniczeniem w bibliotece są tylko ściany, a reszta ma pomieścić To wszystko co się zaczyna na małe albo duże K a nazywa się kultura.
[16:52.63 → 16:54.25] A: Biblioteka bardziej centrum kultury.
[16:54.63 → 18:00.66] C: Nie inaczej. Taka jest idea biblioteki. Biblioteka która jest quasi domem kultury w którym nie tylko wypożyczamy książki ale organizujemy szereg rodzajów szereg przedsięwzięć bardzo bardzo różnych. Ostatnio wzięliśmy udział w Nocy Bibliotek, jest to inicjatywa, którą moja zacna koleżanka wspólnie z innymi bibliotekarzami wymyśliła i przyglądaliśmy się na program tej Nocy Bibliotek i zastanowiła mnie jedna rzecz. Obserwowaliśmy te propozycje programowe w gronie kilku osób i były także osoby z zewnątrz. I jedna z tych osób zachwyciła się pomysłem bibliotekarzy, który polegał na tym, że będą robić kwiatki czy też jakieś artystyczne przedmioty z mydła. Mnie się to wydało kiczem, ale ktoś powiedział, że to jest fajne, bo takie rzeczy też powinny mieć miejsce w bibliotece i niech się tam takie rzeczy dzieją.
[18:01.92 → 18:10.60] A: Czy panu się podoba ta idea bibliotekarzy, którzy zajmują się rękodziełem, zamiast na przykład otworzyć bibliotekę 24 godziny na dobę, bo czytamy w nocy?
[18:10.86 → 18:14.10] B: Ale pan nic nie powiedział, że zamiast, a pan dodał to słowo, nie było tego słowa.
[18:14.34 → 18:18.49] A: Ja was prowokuję panowie troszeczkę, żeby taka jakaś dynamika tutaj była czytelnicza.
[18:18.49 → 18:21.14] B: To znaczy ja uważam, że jest nudno, tak?
[18:21.86 → 18:25.02] A: Nie jest nudno, ale ktoś musi być tym złym tutaj, więc ja jestem złym.
[18:25.26 → 19:48.68] B: Kultura to jest strasznie szerokie pojęcie, które oczywiście obejmuje też rękodzieło i oczywiście obejmuje też gry wideo i bardzo mi się podoba, że wasza biblioteka się nie zamyka także na te znaczenia kultury, bo nigdy... Wydaje mi się, że jakby w ogóle też zadanie... Przepraszam, że znowu wrócę do tego przykładu, ale to jest też zadanie rodzica, kiedy stara się zarazić dzieci tą pasją czytelniczą po prostu. To się bardzo źle skończy, jeżeli się będzie koniecznie chciało, żeby dzieci czytały właśnie konkretnie te książki z jakiegoś tam kanonu. Rodzic tu może mieć różne pomysły, różny może mieć jakieś swoje wizje, ale w jakimś momencie albo to się jego przedsięwzięcie dydaktyczne skończy porażką, albo w jakimś momencie musi się pogodzić z tym, że to dziecko będzie miało swój własny gust. Niekoniecznie taki sam, niekoniecznie odpowiadający, no po prostu trzeba zainspirować i w jakimś momencie to puścić, żeby się samo rozwijało, bo po prostu inaczej się nie da. Więc tak samo jest z wydarzeniami kulturalnymi robionymi w bibliotece, to znaczy w jaki sposób od tego rękodzieła czy od tej gry ktoś w końcu kiedyś przyjdzie do czytania, tego tak naprawdę też ten inicjatyw tego procesu do końca nie jest w stanie zgadnąć. Bo gdyby miał pan doskonały pomysł na książkę pod tytułem literatura rękodzieło, to by pan tę książkę wziął i napisał i tu siedział i podpisywał i przy stosiku taki ładnie wydanym i tak dalej. Nie da się wymyślić wszystkich możliwych powiązań między tym co się dzieje w bibliotece, bo ten kto to wymyślił napisze następną książkę.
[19:48.74 → 19:59.65] A: Czy ten pomysł, żeby biblioteki były bardziej dostosowane do naszego trybu życia? Przecież tak naprawdę wszyscy czytamy w nocy w tej chwili, prawda? Są akcje miasto nie śpi. Może biblioteki też nie powinienem zobaczyć.
[19:59.67 → 20:04.41] C: To pan przyjdzie do biblioteki w dzień, wypożyczy pan sobie, będzie pan czytał nocą. To jest proste.
[20:06.19 → 20:18.28] A: A jeśli chciałbym poczytać w miłym towarzystwie, wśród zapachu starych książek, w auli. pogrzebać po cudzych, czyli bibliotecznych, publicznych regałach, to jest bardzo przyjemne.
[20:18.30 → 20:34.04] C: Wie pan, ja nie przeczę, tylko mamy tutaj dwie rzeczywistości, taką fantastyczną, idealistyczną, którą pan kreśli, i taką zgodną z kodeksem pracy i innymi przepisami, które ustalają to, co wolno, a czego nie wolno.
[20:35.13 → 20:37.87] B: Ja czytam w dzień na przykład, ja w nocy to śpię akurat.
[20:38.35 → 20:53.05] A: Inna kwestia jeszcze, rozpocznę ją teraz, a za chwilę posłuchamy sobie troszkę literatury. A może Polacy nie czytają, bo nie stać ich na książki? Może książki są za drogie?
[20:53.09 → 22:06.13] B: To znaczy, to jest w tym wszystkim problem. Wydaje mi się, że u nas, tak jak była historia z Watem na Naibuki, jest takie coś, że są pewne tematy, które od razu... Zacytuję tą książkę z Kukubia-Niszewskiego. Tam jest takie zabawne, straszne sformułowanie, że politykę w Polsce kształtują ci ludzie, którzy potrafią przestraszyć premiera. Tam jest takie ładne zdanie. To znaczy człowiek, który jest w stanie przestraszyć premiera jakąś katastrofą sportową na przykład, spowoduje, że premier się bardzo przejmie o Jezus Maria nie zdąży mi z tymi stadionami i się zainteresuje. Bibliotekarze nie potrafią straszyć premiera, co jest dziwne, bo w sumie tam jest trochę książek o ogrozie i o straszeniu. Właśnie, ale dopiero człowiek, który wpadnie na pomysł, żeby pokazać, to ten premier jest oczywiście jakąś taką umowną figurą po prostu ważnych decydentów. To znaczy u nas zawsze jakoś tak wychodzi, że przy konstruowaniu podatku, przy konstruowaniu przepisów prawnych zawsze jakoś tak wychodzi, że wszyscy się przejmują, że sport musi być, stadiony muszą być, boiska muszą być, orliki, WUF musi być. To wszystko, a gdzieś ta potrzeba rozbudzania, potrzeby czytania, to zawsze gdzieś u nas pada. I na samym końcu to oczywiście też przekłada na to, że mieć jakiś taki pomysł, że to może być jakiś preferencyjny wad na tej buki, żeby się rozwijały czy coś. To zawsze gdzieś tam upadnie, bo zawsze będą ważniejsze, pilniejsze problemy.
[22:06.35 → 22:24.78] A: Ta książka, którą mam ze sobą kosztuje 69, kosztowała mnie 69 zł. To nie jest egzemplarz recenzencki, to jest kupiona w księgarni. Oni rzeczywiście muszą tyle kosztować. Ktoś z Panów to badał? Ile tutaj narzutów księgarni? Ile narzutów dystrybutora?
[22:25.96 → 24:12.41] C: Ja powiem tak, że wiele można utargować, bo biblioteki kupują te książki taniej, ale ja bym był wielkim orędownikiem tego, żeby chociaż przy zakupach dla bibliotek ten VAT został zdjęty. Ale ja także nie widzę powodów, dla którego Ludzie, którzy chcą czytać swoimi pieniędzmi muszą działać przepraszam zasypywać dziury budżetowe, które ktoś zrobił nieopatrznie, bezmyślnie albo nie przewidując konsekwencji swojego działania. Ja nie wiem ja tak poza tematem ale ja mam taki duży kłopot i taki wewnętrzny konflikt i mnie to strasznie denerwuje jak jadę z najnowszą wersją mapy w nawigacji samochodowej i ta mapa mnie prowadzi na autostrady które już dawno ma zapisane i które są ale tylko w tej nawigacji i ja na nie nie mogę wjechać bo czegoś tam brakuje. I to mnie, wie pan, denerwuje strasznie i ja bym chciał poznać odpowiedzi na pytania dlaczego tak się dzieje i dlaczego przy okazji ten wad na książki jest, a powinno go nie być. I jeszcze wrócę do wątku, o którym zapomniałem, a mianowicie o edukacji, bo moim zdaniem reforma edukacji tu zrobiła dużo krzywdy dla czytelnictwa, bo jeśli przypomnimy sobie starą maturę, na której żeby napisać jakiś esej, ja pamiętam swoją maturę, to ja musiałem tych książek przeczytać naprawdę wiele, a teraz abiturient, maturzysta może sobie przeczytać parę skrótów, bryków i na te testy to odpowie. Tu jest ten feller.
[24:13.67 → 24:46.71] B: Jeszcze konkretnie nawiązując do tej ceny, to znaczy jeden z powodów, już w ogóle padła nazwa właśnie przedsiębiorstwa, które w Polsce jest de facto takim nieformalnym ministerstwem kultury i z jednej strony to dobrze, że biblioteka goni za tym, żeby mieć tą listę bestsellerów w Empiku, ale to mnie coraz bardziej przeraża, że komercyjny podmiot, który właśnie wykorzystuje de facto monopolistyczną pozycję, po prostu zaczyna już decydować o polityce bibliotek, bo jednak te wszystkie listy bestsellerów w Empiku są Za to, żeby książka była w Empiku w ładnym miejscu, trzeba było Empikowi po prostu zapłacić, więc jakaś część w tej cenie tej książki jest paradoksalna.
[24:46.71 → 24:48.94] A: A jeżeli nie jesteś w Empiku, to nie istniejesz, tak?
[24:48.94 → 25:42.81] B: Tak, więc książki, które są w Empiku mają wliczony w ten wkład za to, że trzeba zapłacić Empikowi za to, że ona jest w Empiku, co jest dosyć paradoksalną sytuacją, ale tworzącą taką samo nakręcający się mechanizm windujący po prostu Te ceny, można się domyślić, że to się w dużym nakładzie nie sprzeda, czy w jakimś tysiącu czy dwóch tysiącach egzemplarzy i potem się okaże, że jak ktoś to ma rozjechać po całej Polsce i ma się płacić za ten slot w Empiku, bo to jakieś tam są powiedzmy trzy tygodnie, za które się ileś tam płaci, to nagle okazuje się, że po prostu nie ma siły, że się nie zejdzie poniżej 30 złotych czy 40 złotych, nawet jeżeli by to teoretycznie na papierze, gdyby tak po prostu koszty druku wziąć i tak dalej, koszty druku są w ogóle stosunkowo niskie, dlatego różnym instytucjom, Poetom, którzy mają za dużo pieniędzy, opłaca się w ogóle wydać coś własnym, sumptem i rozdawać znajomym, więc na tym poziomie to potrafi tak tania zabawa, że nawet nie bardzo bogatego człowieka stać na wydrukowanie sobie czegoś jako takiego.
[25:42.81 → 25:53.49] A: Czyli coś takiego takiego pasły Tom, to jest towar luksusowy, towar, który pokazuje, że właściciel, nabywca tej książki należy do troszkę innej klasy społecznej niż ten, który kupił Greya na przykład.
[25:54.54 → 26:11.98] B: Na pewno ten hardcover ma to sugerować, tylko właśnie hardcover jest takim zabawnym trickiem, bo różnica między taką okładką a miękką okładką to jest tak naprawdę w praktyce dosłownie, literalnie kwestia złotówki czy dwóch. To są tak niewielkie pieniądze, ale samo to, że jest hardcover już pozwala nam dopisać na przykład 15 złotych do ceny.
[26:12.20 → 26:18.70] A: To jest prestiż czytelniczy, posiadanie takiego domu. Wydaje mi się interesujący, bardziej mądrzy.
[26:19.72 → 26:34.52] C: Przeciętny nakład książki w Polsce to dwa i pół tysiąca egzemplarzy teraz. To jest naprawdę mizeria. A taka książka, boże, ładnie wygląda na półce na pewno i panu też z nią do twarzy.
[26:34.72 → 26:44.54] A: Dziękuję bardzo. I to jest czas na pauzę. Zapraszam pana. Zaczniemy od fragmentu którego? Wybranego przez pana Orlińskiego czy pana Tokarczuka? Pana Orlińskiego.
[26:46.80 → 31:28.74] D: Steingart Gary, super smutna i prawdziwa historia miłosna. Kiedy byliśmy już w powietrzu, usiłowałem wymazać z pamięci tego wideokamerzystę, a także wydrę i grubasę. Wracając na miejsce z toalety, zarejestrowałem tłuściocha jako niewyraźną, pastelową plamę w rogu, bowiem kształt jego ciała rozmył się w ostrym świetle słonecznym, typowym dla dużych wysokości. Z mojej torby podręcznej wyjąłem mocno sfatygowany tom opowiadań Czechowa. Żałowałem, że nie potrafię go czytać po rosyjsku jak moi rodzice i zabrałem się do opowiadania Trzy lata, w którym nieatrakcyjny, lecz przyzwoity Łabtiew, syn bogatego moskiewskiego kupca, zakochuje się w pięknej i znacznie od niego młodszej Julii. Miałem nadzieję, że znajdę w nim jakieś wskazówki co do tego, jak ostatecznie uwieść Junis i pokonać dzielącą nas przepaść atrakcyjności i urody. W opowiadaniu Łapkiew w końcu postanawia ożenić się z Julią i prosi ją o rękę. Julia najpierw daje mu kosza, ale później zmienia zdanie. Szczególnie pouczający wydał mi się następujący fragment. Piękna Julia, udręczona myślami, upadła na duchu i teraz już doszła do wniosku, żeby odprawić konkurenta, prawego, zacnego, kochającego człowieka, ponieważ on jej się nie podoba. Choć to małżeństwo otwiera przed nią możliwość zasadniczych zmian w życiu, w tym życiu tak niewesołym, jednostajnym, pustym, gdy młodość ucieka i nie ma nadziei na lepszą przyszłość. Odprawić go w podobnych okolicznościach to szaleństwo, kaprys i fanaberia, i nawet Bóg ją może pokarać. Z lektury tego fragmentu wyciągnąłem trzy wnioski. Po pierwsze, Wiedziałem, że Junis nie wierzy w Boga i ubolewa nad tym, że chodziła do katolickiej szkoły, tak więc przywoływanie tego bóstwa i powoływanie się na bezmiar kary, jakie może ono sprowadzić, byle tylko skłonić ją do zakochania się we mnie, nie miało sensu. Niemniej, podobnie jak Łabtiew, ja też byłem prawym, zacnym, kochającym człowiekiem. Po drugie, Życie UNIS w Rzymie, mimo całej zmysłowości i piękna tego miasta, wydawało mi się także niewesołe i jednostajne, a z pewnością puste. Wiedziałem, że kilka godzin tygodniowo pracuję jako wolontariuszka z jakimiś Algierczykami, co niewątpliwie jest niezwykle przyjemne, ale nie jest pracą z prawdziwego zdarzenia. Tymczasem ja, Choć nie pochodzę z bogatej rodziny jak czechowowski Łabkiew, to jednak dysponuje rocznym dochodem w wysokości około 200 tysięcy juanów, co zapewne nie byłoby bez znaczenia dla Junis ze względu na jej potencjał ekonomiczny, a także być może możliwość zasadniczych zmian w życiu. Po trzecie, Mimo powyższego, aby skłonić Junis do pokochania mnie, potrzeba było czegoś więcej niż tylko względów natury czysto finansowej. Jej młodość ucieka i nie ma nadziei na lepszą przyszłość, jak Czechow wyraził się o Julii. W jaki sposób mógłbym wykorzystać już fakt w odniesieniu do Junis? W jaki sposób mógłbym nakłonić ją do tego, by w moim starczym zniedołężnieniu dostrzegła sojusznika swej pełnej energii młodości? W XIX-wiecznej Rosji Kwestia ta przedstawiała się najwyraźniej znacznie prościej. Zauważyłem, że kilka osób z pierwszej klasy spogląda na mnie z obrzydzeniem, ponieważ trzymam w dłoniach otwartą książkę. Facet! To cuchnie jak przepocone skarpetki! Powiedział siedzący obok mnie jeden z tych wysportowanych japiszonów, główny rozgrywający w dziale kredyt banku Land of Lakes GM Ford. Szybko włożyłem Czechowa z powrotem do torby, starannie ją zasunąłem i wepchnąłem w najdalszy kąt schowka na bagaże nad moją głową. Kiedy moi współtowarzysze podróży ponownie skupili się na swych mrugających wyświetlaczach, wyjąłem aparat i zacząłem ostentacyjnie walić weń palcem, chcąc pokazać, jak uwielbiam wszystko, co digitalne, jednocześnie rzucając nerwowe spojrzenia w stronę foteli wokół mnie, w których lekko otumanieni winem pasażerowie Biznes Class zatracali się w swym elektronicznym świecie. W pewnej chwili znów pojawił się mężczyzna w garniturze urzędnika ze swoją kamerą wideo. Stanął na początku przejścia między rzędami i z wyrazem tępego, złośliwego zadowolenia na twarzy skierował kamerę na Grubasa. Jego ofiara wtuliła głowę w poduszkę, albo naprawdę śpiąc, albo tylko udając, że śpi.
[31:29.54 → 31:56.03] A: Dziękuję bardzo. Oczywiście ten fragment wywołuje kolejny temat, digitalny. Czy panowie przestawiliście się już na te inne książkowe nośniki, typu tablety, audiobooki? Czy dalej zostajecie wierni temu fajnemu przedmiotowi, jak zwanego książką, z którego można zrobić bardzo wiele rzeczy? Na przykład jeśli bawimy się z córką, to tak się robi domy na przykład. Tam jakieś figurki mogą być.
[31:56.31 → 32:01.51] C: Jak ja widzę, jak ktoś coś takiego z książką robi, to mnie diabli.
[32:02.01 → 32:05.96] A: A wolno podkreślać, bo ja podkreślam flamastrem jeszcze w książkach, na których pracuję.
[32:06.01 → 32:08.77] C: No jak pan musi w swoich książkach podkreślać, to proszę.
[32:08.79 → 32:09.57] A: Muszę, muszę.
[32:09.98 → 32:20.87] C: Niech pan podkreśla. Pytanie o to związane z digitalizacją jest pytaniem, z którym często się stykam, bo co po niektórzy mądrzy ludzie wieszczą koniec książki papierowej.
[32:22.59 → 32:23.70] A: Można jest nieporęczna.
[32:24.44 → 32:46.15] C: Ale wie pan ma dużą pamięć stosunkowo prawda można można coś nią załatać coś na niej postawić a tak naprawdę. Proszę pana, no ja czytam też nocą, czytam do poduszki i dalibóg nie wyobrażam sobie, żeby położyć się do łóżka z zimnym tabletem.
[32:47.07 → 32:48.49] A: Poza tym, bo tablet nie pachnie.
[32:48.73 → 33:12.83] C: Nie pachnie, tablet nie szeleści i tablet nie niesie ze sobą tego całego nastroju, który niesie ze sobą książka. I niektórzy próbują, a potem mówią, że próbowali na plaży, ale się nie da, bo słońce świeci i się odbija. i piasek niszczy i rysuje, a książkę można założyć, a tam padła bateria i w ogóle to szkoda, bo może się zniszczyć.
[33:12.83 → 33:16.25] A: Czyli co, funkcjonalność książki jako przedmiotu pozwoli jej ocalić?
[33:16.33 → 33:46.19] C: To jest pierwsza rzecz, a druga jest taka, wszyscy jesteśmy przekonani, mówię tu o swoich koleżankach i kolegach, że książka będzie, ta papierowa, ewoluować w kierunku takiej książki bardziej artystycznej. czyli na niej znajdziemy znakomite ilustracje, to ona będzie dziełem sztuki sama w sobie i będzie nas zachęcać do obcowania, do dotykania, do przekładania kartek. Takich wartości nie znajdziemy w tablecie, bo one się tam po prostu nie zmieszczą.
[33:46.39 → 33:49.07] A: Ale tablet chyba też można dotykać, głównie się go dotyka, nie?
[33:49.27 → 34:07.84] B: Chciałem sobie właśnie próbować przypomnieć, ale chyba jeszcze, oczywiście bardzo dużo czytam książek też na tablecie i też w formie elektronicznej, Chyba jeszcze nigdy mi się nie zdarzyło czytać w ten sposób dla przyjemności. Czuje pan różnicę lektury na tablecie i książkowej?
[34:08.02 → 34:09.10] A: To jest inny rodzaj skupienia?
[34:09.90 → 34:17.66] B: Oddzielmy właśnie te dwie rzeczy, czyli tablet i czytnik. Prędzej już czytnik stara się udawać książkę.
[34:18.38 → 34:21.46] A: A tutaj jesteśmy czym się różnią, bo może nie wszyscy wiemy.
[34:21.50 → 35:08.14] B: Tablet jest droższy, od tego zacznijmy. Poza czytaniem książek służy mnóstwo innych rzeczy i wtedy człowiek nigdy do końca się nie skupi, bo jednak trzyma w ręku urządzenie, na którym może odpalić Ann Grybercy i to jest bardzo silny taki czynnik jednak rozpraszający. Ta książka jest jedną z dziesiątków różnych innych ikonek robiących różne inne rzeczy, natomiast czytnik to jest urządzenie wyspecjalizowane tylko do tego. No i ma to też takie bezpośrednie przełożenie na jednym z czynników tej różnicy technicznej i różnicy w cenie jest to, ekran tabletu świeci, a ekran książki jest pasywny, czyli w dobrym świetle, kiedy jest jasno właśnie i czytnik, i książka się lepiej czyta, a tablet odwrotnie, tablet się lepiej czyta w ciemnościach, co ma mnóstwo takich paradoksów.
[35:08.14 → 35:11.24] A: Czy czytniki już udają książki w swojej takiej formie?
[35:11.26 → 36:15.91] B: Tak, tak, tak. I tutaj przynajmniej taka niewielka część tego wszystkiego. Jednym z najważniejszych problemów z tabletem jest taki, że ja właśnie, jak tylko pan wyrzucił ten temat, że żeby biblioteki odpowiadały właśnie warunkom, w którym się najlepiej czyta. Ja zastanawiam się, jak w sposób nieobrzydliwy powiedzieć, gdzie mi się najlepiej czyta. I powiedzmy, że stosunkowo mało nieestetyczne będzie, jak powiem, że w wannie lubię czytać, więc biblioteki pełne wanien od razu to byłby ciekawy pomysł. No i oczywiście wzięcie tabletu, niestety ludzie to robią i to jest sposób, żeby sobie w ogóle nie skasować gwarancji, bo jak oni tylko zobaczą ślady wilgoci, to to jest dla nich zawsze pretekst. I słusznie, bo tablety tej wilgoci Nienawidzą. Natomiast czytnik, ponieważ kosztuje niewiele, to często przychodzi z tą gwarancją, że to kosztuje te 300 zł, ale wymienimy Ci nie zadając pytań, jeżeli dopłacisz tam 2,50 zł za tą gwarancję. Czytnik już ma tę zasadniczą część, jaką ma książka, że książkę można zabrać wszędzie. Najwyżej stracimy 60 zł, jak ją zgubimy, jak nas pobiją i nam ukradną książkę. To jest trudne sobie już wyobrazić, że idziemy przez mroczną alejkę z książką pod pachą, to nas skroją nam Ja chyba
[36:15.91 → 36:20.65] A: byłem do tego zdolny, gdybym zobaczył jakieś rzadkie wydanie, ale to jako napastnika, nie jako ofiara.
[36:21.71 → 36:30.29] B: Natomiast, że nam zabiorą tablet czy iPhona, to już jest jakiś tam prawdopodobny scenariusz, więc niewiele, nie we wszystkie miejsca możemy zabrać.
[36:30.84 → 36:33.12] A: Jaką pojemność ma czytnik? Ile tam książek można wkraść?
[36:33.14 → 36:40.05] B: Nie mam zielonego myślenia, że się nie skończy. To w ogóle nie ma siły, żeby można te książki wrzucić, wrzucić, wrzucić. To w ogóle z tego punktu widzenia...
[36:40.05 → 36:43.70] A: Czy wszystkie tomy z biblioteki pana Piotra mogą się nam tam zmieścić kiedyś w przyszłości?
[36:44.03 → 37:17.68] B: Zależy jak skanowane, znaczy być może jak będą skanowane jako obrazki, to nie, ale jeżeli jako literki, to obawiam się, że tak, bo... Znaczy sam w sobie, samo w sobie, no wszystko to pewnie jest takie, ten plik, który wysłał jakby jakaś osoba robiąca statyczną redakcję czy tłumacz, no to miał może kilkaset mega najwyżej. I to naprawdę najwyżej, zakładając, że to robił w Wordzie i tak dalej, nie oszczędzał. To nie jest dużo. No to ile tego wejdzie na tablet, który ma na przykład 64 giga, to no tak, ze 100 takich tomów. No dobrze, ale no tak, więc może nie wszystkie rzeczywiście. Ale jakby to było sztywniejsze, na przykład jak RTF.
[37:18.70 → 37:22.38] A: Ale na czytniku nie można robić, przepraszam, tylko robić notatek na margines.
[37:22.48 → 37:32.56] B: Jak to nie? Oczywiście, że można. Właśnie zastanawiam się, jak przetrwają autografy, tymczasem oczywiście w najprostszy możliwy sposób, czyli że ktoś przychodzi z tą książką i żeby mu zrobić notatkę.
[37:32.94 → 37:35.64] A: A autonotatki, takie podkreślenia też?
[37:35.82 → 38:02.93] B: Tak, jak mówię, torze tekstu. I to jest wtedy przerażające, ponieważ i to jest moment, który jest dla mnie naprawdę najstraszniejszy i to jest jedna z rzeczy, do której bardzo bym chciał, żeby książki papierowe ocalały oby jak najdłużej, to jest to coś, Kiedy my czytamy tablet, to tablet czyta nas i jak wiadomo właśnie w Kindle'u, którego oferuje Amazon jest absolutnie przerażająca mnie funkcja, że jeżeli wiele osób podkreśli ten sam fragment, to ten fragment jest zaznaczony już wszystkim jako fragment, który wszyscy podkreślają.
[38:04.23 → 38:07.27] A: Czyli w kryminale można podkreślić potem zabójcę
[38:07.27 → 38:40.48] B: i potem wszyscy się domyślają. Ja przymierzam się, żeby o tym napisać artykuł, bo to jest strasznie śmieszne, ale Amerykanie, którzy to dominują, oczywiście okazuje się, że oni podkreślają takie fragmenty, które są tak żenujące. W tym danie Brownie właśnie podkreślali wszystkie takie fragmenty, które są takim taką literaturą samopomocową, że jak być skuteczną bizneswoman, która szczęśliwie idzie przez życie. Tam jest kilka jakichś takich pasażów o tym, jak odnosić sukcesy w życiu i po prostu ci Amerykanie to podkreślają sobie, żeby zapamiętać. To jest dla mnie takie absolutne dno, takie oprawienie takiego motywującego cytatu.
[38:40.73 → 38:43.79] A: Wtedy w lekturze książki nie jest się samemu.
[38:43.85 → 38:44.65] B: Właśnie i to jest okropne.
[38:45.07 → 38:49.67] A: Czyta się na stadionie, pod okiem kamery.
[38:50.01 → 39:30.59] B: I to jest jedna z rzeczy, dla których moim zdaniem właśnie jestem w ogóle, dlatego też prosiłem o przeczytanie fragmentu książki, która jest taką bardzo pesymistyczną wizją cywilizacji, a więc bliską mojej. Ja się naprawdę strasznie martwię, Jakby system społeczny, ekonomiczny, w którym żyjemy, czyli kapitalizm, chce nam zabrać przyjemność czytania książek, ponieważ oni jeszcze nie rozgryźli i nigdy nie rozgryzą sposobu, jak nam przerywać tą lekturę reklamami. To jest ten moment, w którym się od nich wszystkich odczepiamy. Nic nam nie mogą sprzedać, kiedy czytamy książkę. Chyba, że zadzwonił, ale możemy włączyć telefon. Natomiast w tablecie czy w czytniku cały czas jesteśmy wystawieni na sprzedaż. Oni cały czas nam powiedzą, podoba ci się ten fragment, kup tą książkę. I to cały czas tam będzie, to cały czas tam gdzieś migoczek, gdzieś jakimś, znaczy niby można wszystko powyłączać, ale oni ci specjalnie starają się to...
[39:30.59 → 39:42.62] A: Czy nasza lektura będzie zostawiała ślad i będzie informacją dla innych czytelników, na czym się zatrzymaliśmy? Jeśli spodoba mi się zdanie, bohater zwymiotował, to potem inni czytelnicy dostaną informację. Pan Drewniak przeczytał Gorzej.
[39:42.74 → 40:07.71] B: Potem pisarze dostają sygnał więcej scen z wymiotami prosimy. Ludziom to się podoba. No tak to się kończy. To jest coś okropnego. Więc póki czytamy papierową książkę, oni nam nic nie mogą zrobić. Nie wiedzą co my czytamy. Nie wiedzą na której jesteśmy stronie. Nie wiedzą który fragment nam się podoba, który przeskoczyliśmy na tablecie. To wiedzą po prostu. I zbierają te informacje, cholera wie w jakim celu, ale na pewno nic dobrego dla nas z tego nie wynika.
[40:08.01 → 40:21.59] A: Pamiętacie panowie film 7, gdzie para detektywów rozszyfrowała maniakalnego zabójcę, typując listę lektur potencjalnego zabójcy i sprawdzając, czy te książki zostały wypożyczone z biblioteki.
[40:22.35 → 40:27.23] B: Pan ma takich policjantów profilerów u siebie, że rozgryzamy tutaj zbrodnie, czy ktoś ostatnio
[40:27.23 → 40:31.63] A: czytał Macie też rankingi poczytniejszych rzeczy?
[40:31.93 → 40:51.30] C: Wracają do nas książki z podkreśleniami czytelników, z komentarzami. Ja kiedyś taką serię widziałem, na której pani zaznaczała niektóre fragmenty, a na końcu książki Był zapis, czytałam dnia tego i tego, skończyłam o godzinie tej i tej i bardzo mi się podobało.
[40:51.36 → 40:52.24] A: Pozdrawiam Marianę.
[40:52.42 → 41:04.44] C: No nie, bez pozdrowień, ale ja wiedziałem, że ta czytelniczka bardzo aktywnie uczestniczyła w tym spotkaniu z książką i pomimo tego, że tych zapisków nie cierpię, to te akurat byłem w stanie znieść.
[41:04.72 → 41:58.17] B: Te zapiski bywają potem, to znaczy kiedyś byłem świadkiem, znaczy pokazano mi właściwie, W każdym razie niezwykłego, fascynującego odkrycia w historii filozofii, czyli taki wybitny badacz Immanuela Kanta, profesor żelazny z Uniwersytetu w Toruniu, znalazł w bibliotece, okazał się na terenie Polski w Uniwersytecie Gdańskim. Egzemplarz książki to był wykład metafizyki, ale racjonalnej właśnie tej, którą, więc czytając go Kant, robił notatki na marginesie, które były takim jego wstępem do przemyślenia. Te notatki generalnie były nieuprzejmie, sprowadzały się do tego, że co za bzdury, tylko wyrażone takim eleganckim, właśnie nieczytanym dla mnie zupełnie pismem, ale tam były takie eleganckie, takie pełne zdania, ja bym to czytał, ten profesor sprowadzający się do tego, czyli kategorycznie nie zgadzał właśnie z metafizycznym wykładem czystego rozumu. Więc potem po 300 latach odkrywają taką właśnie... Ktoś napisał tutaj, ktoś nawandalizował, nabazgrolił, ale to był Immanuel Kant, którego szlak trafił, jak czytał książkę, z którą się nie zgadzał.
[41:58.53 → 42:09.75] C: Ale pan mnie wystraszył trochę tymi swoimi refleksjami o tabletach i o tym, że ktoś może wnikać w ten intymny kontakt między mną a książką.
[42:10.81 → 42:16.74] B: Oczywiście, dlatego ja w ogóle nie czytam na tablecie dla przyjemności. Ponieważ ja muszę dużo czytać Czy to
[42:16.74 → 42:39.02] A: oznacza, że lektura przyszłości będzie podzielona na dwie sfery? Ta lektura intymna związana z książką papierową i lektura zawodowa, gdzie czytamy rzeczy potrzebne nam do pracy, gdzie tak jak w firmie jesteśmy śledzeni przez szefa, co robimy w naszych komputerach, z czym się łączymy. Może te lektury zawodowych, rzeczy recenzyjnych, poszerzające naszą wiedzę zawodową będą kontrolowane?
[42:40.31 → 42:49.51] B: Odróżnienie tego, co się czyta dla przyjemności, od tego, co się czyta zawodowo było zawsze. Kiedyś to próbowałem.
[42:49.83 → 42:56.79] A: Teraz zmieni się nośnik. Dla przyjemności papier, intymny kontakt w łóżku z książką.
[42:57.17 → 43:11.67] B: Boję się, że to jest tak jak z tym, że kiedy pojawi się ten skuteczny nowy nośnik, to ten drugi po prostu umiera już. Wszystko jedno, czy ktoś lubił robić zdjęcia na starych kliszach fotograficznych czy nie, już po prostu mu nie robią tych kliszy i koniec. i nie ma gadania, więc po prostu...
[43:11.67 → 43:13.53] A: Czy książka zniknie jak kaseta magnetofonowa?
[43:13.55 → 43:40.50] B: Wydaje mi się, że logika kapitalizmu jest taka, że samo to... Właśnie po pierwsze to, że tu nie ma reklam, co już wszystkich denerwuje. Znaczy można wydrukować, ale to będzie raz na zawsze ta sama reklama, po 200 latach to nadal będzie reklama. Mamy kilka jakichś wielkich scen z literatury, od razu sobie przypomniałem Bruno na Szulce i reklamę. Maścina po rozwoju włosów Anny Czidlak, ale no to tam zawsze, jak pojawiła się gdzieś w książce ta reklama, to ona już będzie zawsze, nie można je zmienić. Anna Czidlak mogła zmienić produkt, zmienić rebranding.
[43:40.70 → 43:43.96] A: Są wieczne firmy typu Coca-Cola, które...
[43:43.96 → 44:34.46] B: W książkach one się będą akurat... No w każdym razie te reklamy są nawet jak są to są statyczne. Oni chcą żeby migotało żeby zmienić jak się zmieni oferta żeby to była nowa Coca-Cola zmienia smak zmienia recepturę chcą powiedzieć że zostawmy tam tą Coca-Colę teraz jest nowa która smakuje inaczej ma zero czegoś tam i cały czas ten kapitan chce to zmieniać. W książce tego nie zrobi a na tablecie tak i po prostu i ta metafora to się pojawiła że to jest uczucie czytania na stadionie to jest coś co mnie cały czas prześladuje po prostu kiedy kiedy kiedy czytam na tablecie. I owszem, no to jest mój zawód, czyli powiedzmy właśnie ostatnia rzecz, którą czytałem na tablecie, to był ten wspomniany Dan Brown, no to po prostu muszę go przeczytać, żeby napisać recenzję, kropka. Nie robię tego tak do końca dla przyjemności. Natomiast oczywiście ta prawdziwa przyjemność to się rozłożyć w fotelu, mieć taką sytuację, w której wszyscy się odczepili, wszyscy naprawdę, wyliczając to właśnie cały ten stadion innych czytelników i sobie samemu czytać.
[44:35.02 → 44:37.84] A: A pan też tak samo się boi jak ja słuchając pana Wojciecha?
[44:38.88 → 46:03.44] C: Ja przypominam sobie informację, że posłowie dostali tablety, a jakoś mało z nich korzystają i w tym momencie z taką wdzięcznością o nich myślę. Taka mnie przepełnia wdzięczność dla tradycyjnego sposobu czytania. Wie pan co? Ja nie wiem czy ja się boję, bo ja mam takie poczucie, że ja nie dożyję już tych strasznych zmian, które nastąpią. Nie wiem czy bardzo szybko wie pan to zależy od nas czy damy sobie wcisnąć te rzeczy które niekoniecznie lubimy i których potrzebujemy. Ja kiedyś mówiłem o tym że przed którymi świętami Bożego Narodzenia doszedłem do wniosku że ja chyba muszę kupić sobie ten telewizor bo on mi jest niezbędnie potrzebny do tego żeby te święta spędzić godnie bo zewsząd słychać że to jest taka fantastyczna pora żeby coś nowego na ścianie. powiesić i prawie że uwierzyłem. No nie dajmy się kurcze zwariować. Nie dajmy się zasypać reklamami. Miejmy swoje zdanie i umiejmy to obronić. I proszę się nie wstydzić zarzutów, że człowiek jest niepostępowy, nie wiem, jakiś taki niekulnie, trendy. Ja nie wiem. Ja jak czytałem ten pana felieton to najpierw Sprawdziłem, kiedy się pan urodził, proszę pana. Doszłem do wniosku, że jestem starszy od pana i wcale się nie wstydzę, że na tym tablecie nie czytam.
[46:03.76 → 46:54.36] A: Ja trochę się wstydzę. Ale pamiętacie państwo taką książkę Bradbury chyba? Fahrenheit 451, prawda? Wizja przyszłości, w którym strażacy palą książki i jednocześnie są takie sekty nosicieli książek, ludzi, którzy uczą się naprawić treści. Ale nauczywszy się takiej książki, przekładają wtedy tradycję oralną, to znaczy będą opowiadać jej treść słowo w słowo, zdanie po zdaniu swoim następcom, a prawdziwa książka zostanie zniszczona. I teraz jak już tak bawimy się w taką futurystykę, czy jeśli wejdą te, na stałe opanują nas te elektroniczne, zdigitalizowane książki, to co, te będą tylko w muzeach? Czy nagle ze względu na ograniczenia miejsca, składowania, pozbędziemy się tego? To będą zabytki?
[46:55.47 → 47:26.67] B: Znaczy ten, bo moja ulubiona firma, którą obserwuję z największym właśnie przerażeniem, czyli właśnie Google, postawił sobie to ambitne zadanie, po prostu wskanować wszystkie książki, jakie kiedykolwiek. wydano. Jakiś czas temu ogłosili, że udało im się, co było bardzo ciekawym zadaniem, po prostu policzyć wszystkie książki, to znaczy zrobić coś w rodzaju katalogu ISBN, tylko dla wszystkich epok, dla wszystkich czasów. I kiedyś tam pamiętam, że podali tą liczbę, a też z tej okazji pisałem felieton, bo interesują mnie takie ciekawostki po prostu. Ile książek powstało w ogóle od zarania? idei książki.
[47:26.69 → 47:27.55] A: Poda pan tą liczbę?
[47:28.39 → 47:57.27] B: Nie pamiętam, ale oczywiście, no właśnie na tym polega cały zwodniczy urok tego cyfrowego świata, że już mnie tu zaczęła swędzić, tak jeszcze w tym mam iPhone'a, po prostu wygooglałbym tą liczbę. Ale właśnie, no po prostu naprawdę trzeba się siłą powstrzymywać przed tą cyfrową cywilizacją i to teraz nad ludzkim wysiłkiem woli. Tego nie robię, przełykam silne. I powstrzymałem tą pokusę, ale właśnie ten cyfrowy świat ma mnóstwo takich pokus. Natomiast techniczna możliwość tego, żeby wszystkie te książki zniknęły, i żeby przestały być potrzebne, bo one już wszystkie będą na tabletach
[47:57.27 → 47:58.67] A: i tak się kiedyś rozpadną.
[47:58.79 → 48:38.84] B: Na razie nas to powstrzymuje, przed tym prawo, to znaczy w ogóle robią całą tę akcję Google strasznie tutaj. To jest taka firma, która lubi się odstawać przed faktami dokonanymi, że oni już zrobili coś, co jest w zasadzie nielegalne i teraz proszę nam to zaregalizować zmieniając. Ja się boję, że te firmy są tak potężne, one mają tak duże znaczenie w różnych krajach, w swoim macierzystych Stanach Zjednoczonych, w których są bardzo istotnymi sponsorami kampanii wyborczych różnych. partii, obu głównych partii, również u nas na tyle potrafią dużo sypnąć tutaj groszem na to czy na tamto, że po prostu one w końcu dostaną to, czego chcą. Znaczy to nie o to chodzi, że ja to pisuję... To będzie wtedy hasło,
[48:38.86 → 48:40.16] A: hasło biblioteka w chmurze?
[48:40.28 → 48:59.58] B: Gdzie to będzie przechowywane? Tak, właśnie to jest ten następny etap, który jest jeszcze bardziej przerażający, bo zadawaliśmy dotąd pytanie, ile sobie naładować na ten czytnik, ale to jest ten pierwszy krok. Następny krok to już jest taki, żeby całą Polskę, wszystkie cywilizowane kraje objąć. szybkodostępowym internetem i wtedy już nie będziemy mieli swoich książek, bo po co mieć swoje książki? Wszystko będzie chmurze.
[48:59.58 → 49:02.79] A: Czyli tutaj ci będą pisać wiersze, a wokół mnie fruwają niewidzialne książki?
[49:03.03 → 50:17.09] B: I to jest strasznie przerażające, bo jest taka bardzo ważna książka dla mojego pokolenia, która tutaj wystąpiła jako symbol, czyli rok 1984, Oruella. Tam główny bohater, żyjący w strasznym, upiornym, totalitarnym społeczeństwie, wywalczył sobie odrobinę wolności w taki sposób, że zauważył, że w jego malutkim mieszkanku jest taki kawałeczek pokoju, w którym telewizor go nie widzi, bo Orwell miał tą niezwykłą, to były początki telewizji i Orwell był bodajże pierwszym, właśnie na pewno pierwszym pisarzem, który zauważył, że w przyszłości to będzie działało w obie strony, czyli że my patrzymy na telewizora, patrzy na nas. W 1948 roku, kiedy on to pisał, to był zupełny absurd i jest tam ten fantastyczny moment na początku, w którym wykonuje bohater czynności jakieś tam gimnastyczne wobec instrukcji, z jakiegoś instruktora i ten ktoś go zaczyna nagle opieprzać z nazwiska, że ty tam, Smith Winston, widzę, że nie ćwiczysz, żwawie się tutaj zabrać. To też jest coś, co już mamy. Pan Matego Kinekta, u siebie w bibliotece, ten Kinek też cały czas patrzy, ile osób jest przed ekranem i co one robią. I on wysyła te informacje do centrali, co kto robi, jak robi, więc już dokładnie to coś, że telewizor patrzy na nas, czy my ćwiczymy, to już w tej chwili jest, to znaczy technologicznie to już jest. Więc ta przyszłość... Dobrze, ale czy te
[50:17.09 → 50:19.72] A: zasoby z chmury mogą w jakiś sposób zniknąć?
[50:19.72 → 51:13.74] B: No właśnie, to jest ten następny etap. Pierwszy krok jest taki, że Winston Smith może się schować i ma swój dziennik, który jest jego własny i on tam robi sekretne notatki. W momencie, w którym wszystko będzie w chmurze, Po pierwsze nic nie będzie nasze własne, wszystko będą mogli nam zmienić nasze własne notatki tak, że my nigdy nie dowiemy się, że coś nam zmieniono. Zawsze tak było, będzie nam się wydawało. I oczywiście treści książek też będą mogły być zmienione, także zawsze tak było. Bohater 84 strasznie pracuje właśnie, zajmując się fałszowaniem przeszłości, on przygotowuje zmienione wydania Starych Gazet, żeby wymienione w wszystkich bibliotekach. W czasach mury to nie będzie konieczne. W czasach mury będzie można wszystko zmienić tak, że po prostu nikt... Ta papierowa książka właśnie przez to, że nie można jej zdalnie zmienić i np. jeżeli tam jest gdzieś literówka jakaś czy błąd, to ta literówka już na zawsze zostanie. Najwyżej ratę można dodrukować i to jest piękne w tych papierowych książkach, że w nich nic nie można poprawić. Natomiast pokusa tego, żeby zdalnie poprawiać elektroniczną książkę jest zawsze.
[51:14.71 → 51:19.79] A: poprawiać ogólnoświatowy kryzys elektroniczny, czy wirus, który niszczy zasoby, to jest możliwe?
[51:19.93 → 52:06.12] B: Nie mam pojęcia, to już mnie przerasta. Ale już tylko skończę z tą symboliką roku 1984. Tak się składa, że wśród pierwszych książek, bo również właśnie te firmy tak naprawdę nie sprzedają nam książek, tylko sprzedają nam prawa do czytania książek. No i tak się właśnie zdarzyło, że Amazon nie zadbał, nieprawidłowo zakupił prawa właśnie do roku 1984 Oruella i pewnego dnia po prostu ludzie, którzy go mieli na swoich kindlach, odkryli, że już go nie mają tam po prostu. Tak naprawdę akurat teraz Amazon wyjaśnił dlaczego i przeprosił, ale tak naprawdę książki w jakiejś przyszłej dyktaturze, która się z tego wygoni, książki będą mogły znikać tak, żeby po prostu nigdy takiej książki nie było. Miałeś ją wczoraj, nie masz jej dzisiaj i zostanie najwyżej twoje niejasne wspomnienie, że kiedyś była, ale całe społeczeństwo powie jaka książka, jaki Orłek. Nie było takiej książki, nie było takiego pisarza, nie było takiego człowieka i to jest technicznie możliwe i to już będzie technicznie możliwe za chwilkę.
[52:07.06 → 52:19.60] A: Ja już taką grozę poczułem, że musimy się wzmocnić literaturą, choć ma tytuł zły, Chyba jest mniej straszna niż to, co pan Wojciech tutaj snuje wokół nas w chmurach.
[52:20.84 → 57:32.30] D: Leopold Tyrmandt zły. Świetny wóz, pomyślał Geniek Śmigło, przyhamowując lekko na skrzyżowaniu Jasnej i Świętokrzyskiej. Był wczesny, jasny wieczór. Sygnały świetlne skrzyżowania grały pięknie, stężonymi kolorami na tle świeżych chmurów. Geniek pogładził z uczuciem kierownicę Shosona. Wóz był pusty, zupełnie nowy. Od paru dni Genkowi znów dolegał stłuczony przed pięcioma tygodniami obojczyk. Mimo, że Geniek wrócił do pracy, używano go raczej do przeprowadzania pustych autobusów z zajezdni do zajezdni lub na wymiany w miejsce uszkodzonych w kursie wozów. Jazda pustymi autobusami na nieutartych trasach dostarczała specyficznych przyjemności. W długim wnętrzu autobusu pachniało świeżym lakierem, farbą i nowiutkimi obiciami siedzeń z imitacji skóry. Geniek czytał gdzieś, że lotnicy i marynarze wierzą w duszę statku czy samolotu. Mówią o swych maszynach czy parowcach, że są dobre lub złośliwe, odważne, przyjazne albo wrogie ludziom. Z autobusami jest tak samo, pomyślał. Mają duszę, jak ten na przykład. Wyjątkowo sympatyczny wózek. Jechał wolno, spokojnie, rozglądając się niefrasobliwie na boki spoza przestronnego wizjera przedniej szyby Shosona. Wyjeżdżając z Jasnej w ulicę Zgoda, dostrzegł długi szereg aut osobowych, stojących za dwoma trolejbusami przed trójkątnym sercem miasta, placykiem na skrzyżowaniu Brackiej, Szpitalnej i Chmielnej. Ulica była tu wąska, ruch pojazdów duży, miejsce ożywione. Przejazd zamknięty był na chwilę przez regulujące ruch sygnały, zaś trolejbusy na przystanku czyniły dodatkowy zator. Geniek zwolnił, przyhamował i przystanął tuż za lśniącą piaskowym lakierem Warszawą. Pomiędzy autobusa jezdnie zdołała się jeszcze ślizgnąć malutka dekawka. Lewą stronę zostawił wolną, nie spiesząc się do zajęcia lepszego w szeregu miejsca i respektując grzecznie przepisy. Zdarzenia na jezdni mieszczą się w sekundach, lub w zgołodziesiętnych częściach sekundy. Kiedy i jak Geniek Śmigło dostrzegł nadciągające nieszczęście, kiedy zrozumiał w błyskawicznym olśnieniu, co się dzieje, czy dziać będzie, tego nie sposób sprecyzować. Przytomność umysłu niektórych ludzi sprawia, że wiedzą coś o małym ułamek sekundy wcześniej i z nieomylną dokładnością to, co nastąpi za króciutki błysk chwili. Kątem oka Geniek dojrzał lecącą z niedozwoloną szybkością od strony ulicy Sienkiewicza buldogowatą ciężarówkę marki Chevrolet. Jej płaska, okratowana maska mignęła w lusterku, krótki, krzepki kształt wozu wbił się w wolny pas lewej strony ulicy, gwałcąc wszelkie prawidła ruchu. Po czym dało się słyszeć wycie ciągnących się po asfalcie, unieruchomionych opon. Chevrolet skapotował gwałtownie, zarzucił szerokim łukiem po chodniku, rozległ się straszny krzyk. Chevrolet spiął się w dziwacznym podrzucie jak koń przed przeszkodą i wyrwał desperacko lawirując w gęstwę ruszających do przodu pojazdów. Na bruku chodnika pomiędzy sklepem optycznym, a sklepem z bielizną pozostał trup młodej dziewczyny o odrażająco rozrzuconych nogach. Wśród nieruchomego, odległym sygnałem potoku aut, zaczęły się plątać gorączkowo biegnące postacie. Powietrze rozebrzmiało krzykiem, tumultem, wołaniem. W ten rozpaczliwy hałas darło się buczenie potężnego klaksonu. To trąbił Eugeniusz śmigło. Przez ułamek sekundy zbiegła do sercu krew, spadła mu za słoną na oczy. Jego zbladła stężała pod wrażeniem wypadku twarz, skurczyła się. Uwolnione od mgły przerażenia źrenice zaleśniły zimną, straszliwą wściekłością. Kładąc się całym ciałem na kole kierownicy uwolnił autobus z gęsty pojazdów. Potężny kształt szosona zadygotał z wysiłku i runął z łoskotem do przodu. Włączony klakson ryczał gniewnie jak nieubłagany mściciel. Oczy kierowców i przechodniów rozszerzyły się szaleńczą emocją na widok tego ruszającego w pościg olbrzyma. Balkony i okna domów zabiegły gapiami, ulica jakby znieruchomiała. Szosą przewalił się przez skrzyżowanie i ulica spłynęła gęstymi i szybkimi potoczkami tłoczących się ku leżącej dziewczynie ludzi, jak skóra ludzka krwią po cięciu chirurgicznym lancetem. Po to, aby w tych warunkach dokonać akrobatycznej wolty ciężkim autobusem trzeba być nie lada kierowcą. Eugeniusz Śmigło był nim, ale nafosforyzowana przerażeniem twarz nad kierownicą buldogowatego Chevroleta należała także do doskonałego kierowcy, a ponadto zuchwałego i wyzbytego skrupułów. Resztki alkoholu znikły z czujnego spojrzenia ulicznego drapieżcy. Pozostała sama wola walki i ujścia pościgowi za wszelką cenę. Albowiem szofer kwitasz Kitwaszewski wiedział dobrze, że tak czy inaczej pościg za nim już się rozpoczął. Nie wiedział tylko kto, jak i na czym go goni.
[57:33.12 → 58:46.09] A: Ciąg dalszy nastąpi. Panowie, drodzy państwo, rozmawialiśmy o tym, czy i dlaczego czytamy, co czytamy, a teraz może taka część pod tym, jak czytamy. Pamiętam, że chyba jeszcze do wczesnego renesansu funkcjonowało coś takie jak ars dictandi, czyli wszystko, co zostało napisane, musi zostać przeczytane na głos. Nie istniała cicha lektura. Chyba w starożytnej Grecji, a potem też w średniowieczu jeszcze istniały takie specjalne wskaźniki, prawda, do czytania, jak Żydzi jeszcze czytają, prawda, Tore czy Talmud, przesuwają takim specjalnym wskaźnikiem, prawda, po księdze. Później pojawiła się cicha lektura. I teraz, czy panowie zauważacie, że przy wejściu tych tekstów zdigitalizowanych z czytników, z ekranów, czy zmieniła się też nasz sposób, sposób czytania? Spotkałem się często z taką frazą, czytałeś mój tekst? Tak, obejrzałem go. Czy coś się zmieniło w tym naszym podejściu do tekstu? Spieszymy się, skaczemy, wyszukujemy jakiś kotwic? Czuje pan, panie Piotrze, coś takiego?
[58:46.31 → 59:53.25] C: W płytkim umyśle Nikolas Carr napisał, że internet jest niezwykłym niebezpieczeństwem, bo formatuje umysły. powoduje, że potem nam jest się trudno skupić na lekturze tekstu, bo jesteśmy przyzwyczajeni do tych krótkich, zwięzłych komunikatów, do zmieniających się obrazków, do tego, że naraz czytamy mały fragment tekstu. I tak jest, czytamy... Ja zacząłem od tego, że 6% Polaków zaczyna i nie kończy. Ale ci co już czytają, czytają tak jak lubią. Jeżeli się czyta tą książkę tradycyjną, papierową, to mamy miejsce podczas tej lektury na wszystko. Jeżeli ja sobie czytam ten fragment złego, który przeczytał znakomicie Witek Dąbrowski, to ja jadę tym samochodem proszę pana i ja czuję i ja się spinam i ja balansuję. Wciskam nogę w podłogę żeby nacisnąć gaz lub hamulec.
[59:53.39 → 01:00:04.97] A: W internecie może pan jechać jeszcze szybciej bo jest taka funkcja przesuwania. Mówię czy dojechał bohater czy nie czy uciekł. Ja obserwuję u siebie taką reakcję że szybko chcę wiedzieć co się stało dalej.
[01:00:06.73 → 01:01:04.29] C: Ja korzystam z tabletu namiętnie grając w wyścigi samochodowe. Zawsze poprawiam swoje czasy w poszczególnych wyścigach, jak dostanę informację, że mój kolega mnie wyprzedził. Mamy taką ligę, takie współzawodnictwo co wieczór, to jest 45 minut twardej, męskiej jazdy z tabletem i ja rzeczywiście tak robię. I dzieci się ze mnie śmieją, ale tylko z daleka, proszę pana. Ale wracając do papieru, robimy to, co chcemy i ja też czytam, tak jak pan Wojciech, w miejscach, o których lepiej nie mówić, czytam też przy obiedzie, ale poprawiam moje córki mówiąc, nie róbcie tego, bo mama będzie zła. Ale niech czytają.
[01:01:05.33 → 01:01:08.55] A: Panie Wojciechu, jak to jest z tą naszą lekturą? Ona zmieniła się?
[01:01:08.63 → 01:01:44.75] B: Strasznie ważna różnica. W ogóle jedna z takich rzeczy, która mnóstwo rzeczy mnie przeraża w naszej cyfrowej cywilizacji, ale taka, która mnie przeraża najbardziej, to jest to, że gdybym miał taką jedno zdanie, to jest to coś, że wszystkie te cyfrowe urządzenia zacierają chwilę, w której jesteśmy z kimś, a tymi, którymi jesteśmy sami. Kiedyś czytanie tradycyjne papierowe książki to jest chwila, w której właśnie jesteśmy sami, bo się skupiamy na książce, otoczenie po pierwsze widzi, że ma na nie przeszkadzać, bo czytamy książkę i oczywiście to nie musi być fizyczna samotność, ale nawet kiedy człowiek siedzi właśnie w tym samolocie i czyta, to zapomina o tym, że są... Taki
[01:01:44.75 → 01:01:46.54] A: zwrot zagłębia się w lekturze.
[01:01:46.64 → 01:03:33.90] B: Właśnie. Jesteśmy zagłębieni, w tą książkę się zagłębiamy i to jest taki niemalże rytualny moment, w którym przez chwilę chcielibyśmy nie rozmawiać, przez chwilę chcielibyśmy nie odbierać telefonów i właśnie to jest ten czas, który spędzamy sami z sobą. Cyfrowa cywilizacja z mnóstwa powodów nam to chce zabrać, przede wszystkim dlatego właśnie, że nic nam nie można zareklamować, no i to jest przegrana walka, bo w tej chwili jeszcze ciągle jest niegrzeczne, kiedy rozmawiając z kimś zaczynamy używać iPhona, To się robi tak powszechne, że już się widzi po prostu w kawiarniach stolik, że widać, że jest grupa przyjaciół, którzy się spotkali w kawiarni, ale każdy trzyma tego iPhone'a w ręce. Widziałem takie zabawne zdjęcie z propozycji takiej gry towarzyskiej, w której leży taka kupka tych gadżetów ekranem do dołu i kto pierwszy podniesie, ten płaci rachunek. Bardzo zabawny sposób, ale to jest właśnie desperacka walka z tym, do czego te urządzenia są. są przeznaczone po to, żebyśmy nigdy nie byli do końca z tym, z kim jesteśmy, tylko zawsze byliśmy z tą siecią, z tą chmurą, tam gdzie są te wszystkie nasze atrakcje. No i już za chwilę to przestanie mieć sens razem z upowszechnianiem się właśnie najbardziej przerażającego gadetu, czyli Google Glass. Po nas widać, że nie mamy okularów, więc przynajmniej widać, że jesteśmy naprawdę z państwem, ale pan już będzie podejrzany, bo co pan tak naprawdę widzi, co pan tam naprawdę widzi, jakie pan zasoby sieci przegląda, czy pan nas w ogóle słucha jeszcze, czy tam już gdzieś pan tam odfrunął w tą chmurę, tego nigdy nie będzie już wiadomo i to już w ogóle będzie... Jaką to wytworzy w ogóle zmianę etykiety, po prostu kiedy ludzie przy imprezach rodzinnych, Zdejmij okulary, jak do mnie mówisz. Nie mam pojęcia, czym to się skończy, ale okulary staną się nową komórką za chwilę. Oczywiście potem będzie szkło kontaktowe, a na samym końcu będzie jakiś szczep do siatkówki. Przed tym wszystkim nie ma ucieczki.
[01:03:33.92 → 01:03:36.80] A: Czy zawartość literacka książek podąży za tymi zmianami?
[01:03:36.96 → 01:04:43.69] B: Inna będzie książka pisana na okulary, a inna na talerz? Przypominam, że firmy, które produkują te e-booki, właśnie cały czas wiedzą o tym, na jakim fragmencie zatrzymaliśmy wzrok i oczywiście już jest, znaczy w ogóle to, że ludzie zainspirowani sukcesem 50 twarzy już się rzucili, żeby pisać tego kopię, no to to jest jakby oczywiste. Natomiast jeszcze nie wiem, kto to jest, ale no to to jest zbyt, zbyt kuszące, zbyt kuszący sukces, żeby ktoś nie chciał też tyle samo w ten sposób zarobić. Więc już są w tej chwili e-booki pisane jako e-booki, to znaczy książki, książki, w których ludzie myślą, że załapie się na coś, podobnego, więc ponieważ ta przyszłość, z jednej strony ja nie będę udawał tu jakiegoś Eremita, jakiegoś Szymona Słupnika, który się odcina od tej cywilizacji, no jestem, mam te, nie wszystkie może, ale mam te gadżety, bo też je lubię i doceniam, przyjemności jakieś z nimi wiążą, ale oczywiście ta papierowa książka jest przyjemnością jedyną w swoim rodzaju i ja osobiście zamierzam jakby walczyć w tych okopach świętej trójcy, Tak długo jak się da, tylko właśnie pytanie jak długo się da, no to jest tak jak papierowa, jak kisza fotograficzna, no po prostu zabiorą, przestaną nam robić to, co my wtedy zrobiliśmy.
[01:04:43.69 → 01:05:07.74] A: Powiedzcie panowie, bo ta książka sprawdziła, że przez 30 paru lat Szpiro ma 703 strony, Łaskawę Littela miały gdzieś 800, Lud Dukaja 800. Czy odpowiedzią na właśnie ten rodzaj lektury, na ten rodzaj istnienia książek w postaci zdygitalizowanej jest z drugiej strony snobizm na opasłe tomy? Że jeśli chodzę z tak grubą książką czytam z tak grubą książką...
[01:05:07.74 → 01:05:11.03] B: Ale ten snobizm w Polsce zupełnie nie działa właśnie. U nas to zawiodło.
[01:05:11.39 → 01:05:12.55] A: Zawiodło, tak?
[01:05:13.51 → 01:06:18.36] B: Widać właśnie po tych statystykach. Natomiast ciekawe, że właśnie w Stanach, przeglądając te porównywalne statystyki i tam jest taka strasznie wyraźna korelacja między grupami. Kiedy ludzie się grupuje na zarobki i na to, jaki jest procent w tej grupie ludzi czytających, to po prostu taki jednoznaczny wzrost w tej najwyższej grupie tam zarabiających powyżej 150 tysięcy dolarów. 87% przeczytało przynajmniej jedną książkę w zeszłym roku. A u nas, przypominam, 60 parę procent nie przeczytał absolutnie żadnej. A w ogóle, czy rzeczywiście istnieją społeczeństwa takie, o których możemy myśleć tęsknie sobie, wzdychając, że tam modne jest czytanie? I to jest osobna sprawa, że to są pewnie te głupie książki. Ci najbogatsi ludzie to pewnie właśnie czytają te książki, jak zostać bogatym biznesmenem, no bo dlatego zostali bogatymi. biznesmenami, żeby przedstawili książkę, jak to zrobić. Nie wiem, no mi się nie chce czytać takich książek. Jestem tu, gdzie jestem, już się nie wydostanę. Ale tam może być taki snobizn, no bo tam naprawdę jest taka korelacja. Czytasz, odnosisz sukces. U nas nie ma tej korelacji. U nas coś innego odnosi sukcesy.
[01:06:18.38 → 01:07:09.20] C: U nas snoby noszą iPhone'a piątkę i się denerwują. Proszę zwrócić uwagę, w iPhone'ie piątce jest inna wtyczka, inne gniazdko. I te wtyczki, które pasowały do poprzedniej generacji iPhona i całe te urządzenia peryferyjne i cała ta obudowa tego gadżetu już nie pasuje do piątki. I to jest właśnie do draństwa. Tak jak słucham pana Orlińskiego to coraz bardziej się boję, bo wydaje mi się, że ci którzy mają kasę i tu nie wiem Googla przywołując chociażby, robią nas ewidentnie w konia. bo wciskają nam co chcą, my to łykamy i stajemy się takim, nie wiem, bezwolnym konsumentem, który chce i który daje się śledzić, i który daje sobą poniewierać, i który traci gdzieś swoją podmiotowość. Mnie to zupełnie nie pasuje.
[01:07:09.82 → 01:07:16.22] A: Czyli odpowiedzią na inwazję iPhone'ów 5 będzie slogan reklamowy, książka pasuje do każdej dłoni.
[01:07:16.84 → 01:07:16.88] D: Tak,
[01:07:20.28 → 01:08:06.74] A: proszę państwa, straszymy, straszymy bardzo. Zwłaszcza pan Wojciech. My z panem Piotrem się już boimy. Powrót do domu będzie dzisiaj bardzo trudny i spojrzenie na własną bibliotekę przygnębiające. Czy pamiętacie, panowie, wrócę do tego, taką kodę wykonamy teraz, taki chwyt, który chyba w iPhone'ach, nie wiem, czy istnieje. Pierwsze pytanie było, czy czytanie jest, jest, jest sexy, co czytaliśmy. Czy pamiętacie jakąś bardzo erotyczną, piękną scenę z literatury o czytaniu książek, o książkach? Ja pamiętam z dramatu Michała Walczaka moment, kiedy bohater, student budzi się i poznana dzień wcześniej dziewczyna naga ogląda jego bibliotekę. Jest wspaniały obraz, w dramacie, a w jakichś waszych ulubionych powieściach?
[01:08:06.76 → 01:08:33.70] B: Ja mam, przepraszam, chore poczucie humoru, więc od razu mi się przypomina opowiadanie Woody'a Lenna dokładnie na ten temat, tam ktoś wynalazł jakąś maszynę do... do właśnie realizowania w fantazji, znaczy scen erotycznych, tak żeby wskakiwać do scen erotycznych i tam ktoś chce sobie już skoczyć w ten kompleks pornoja, to się niestety kończy z tragiczną pomyłką, wskakuje w słownik angielsko-hiszpański i kończy się tym, że ściga go, ściga go okropne, włochate, nieregularny czasownik wolwer. Tak się kończy, tak się kończy, więc
[01:08:33.70 → 01:08:39.05] A: przepraszam, ale... Pamiętam ten fragment i doceniam poczucie humoru. Panie Piotrze?
[01:08:39.43 → 01:08:42.31] C: Ja powiem, że nie pamiętam, bo tu siedzą moje koleżanki.
[01:08:42.77 → 01:08:55.06] A: Okej. Jeszcze Mouty Python bodajże w którymś z odcinków tak reklamował, co reklamował. Perwersja, seks, przemoc, morderstwa. Wszystko to znajdziecie w książkach.
[01:08:55.24 → 01:08:56.50] B: W Biblii myślałem, że w Biblii.
[01:08:57.14 → 01:09:25.51] A: Drugi wariant. Drodzy Państwo, żartujemy, trochę straszymy. Czas na Państwa opinie. Podamy mikrofon, Pani Magda tam czuwa z mikrofonem. Mamy się bać, czy mamy bronić książek Jagokopów Świętej Trójcy, walczyć o to, żeby te opasłe tomy były z nami? Albo może cienkie, krótkie książeczki, które można szybko przeczytać i wziąć ze sobą gdziekolwiek. Jak Państwo czujecie? Nadciąga jakaś apokalipsa? Proszę bardzo.
[01:09:27.46 → 01:09:50.40] D: Należy się pochwała za to, że biblioteki nie stanowią już miejsc, w których tylko się czyta, tylko rozwijają się, wychodzą naprzeciw zapotrzebowaniom czytelnika, organizują szereg wydarzeń kulturalnych, ale mimo to chciałabym poprosić pana dyrektora o polecenie mi jakiejś dobrej książki, tylko najlepiej z literatury japońskiej, bo taka mnie najbardziej interesuje.
[01:09:53.82 → 01:10:35.40] C: Boże, proszę podać imię i nazwisko, zapamiętam je. A tak na serio proszę pani, ja nie wiem, zapraszam do którejś z naszych bibliotek, bo mam nadzieję, że w każdej z tych, pod każdym z adresów znajdzie pani ludzi kompetentnych, którzy z pewnością pani pomogą. bo są daleko bardziej mądrzejsi ode mnie. Ja pełnię w bibliotece taką skromną rolę człowieka, który generalnie za to odpowiada, a ta odpowiedzialność polega na tym, że staram się nie przeszkadzać moim kolegom i mam nadzieję, że mi to jakoś wychodzi. Dobrze, dziękuję.
[01:10:35.56 → 01:10:44.32] D: Bardzo na pewno skorzystam, bo wydaje mi się, że wciąż jeszcze tak mało w Polsce się promuje tą kulturę dalekowschodnią, dlatego się o nią upominam.
[01:10:45.95 → 01:10:49.83] A: Czyli potekst był taki, że nie ma w miejskiej bibliotece w Lublinie książek z Dalekiego Wschodu.
[01:10:50.33 → 01:10:55.17] C: Na pewno tak, ale to Pani nawiązuje też do tego, że iPhone nie jest produktem japońskim.
[01:10:56.75 → 01:11:09.89] A: Dziękuję bardzo. Kolejne głosy, żarciki, opinie. Proszę bardzo Pani Magdo, tutaj Pani w pierwszym rzędzie podniosła rękę.
[01:11:14.91 → 01:11:16.85] D: Dobry wieczór, Anna Michalec, ja mam pytanie.
[01:11:17.55 → 01:11:20.09] C: Była mowa o książkach w postaci tej
[01:11:20.09 → 01:11:25.41] D: tradycyjnej, o tych e-bookach, a audiobooki, jakby panowie to ocenili.
[01:11:26.33 → 01:11:33.39] A: Dziękuję bardzo. Czy pan Dąbrowski jest dzisiaj naszym takim audiobookiem na wynos?
[01:11:35.53 → 01:12:51.65] C: Ja prywatną moją opinię wyrażę ja nie dałem rady jeszcze żadnego audiobooka do końca usłyszeć. Próbowałem wiele razy próbowałem przeważnie w samochodzie bo wtedy człowiek ma warunki. Ale to nie to. Ja jestem doceniając to, że te audiobooki są coraz bardziej interesujące, bo czasem są to wielkie przedsięwzięcia już prawie że teatralne, a na pewno angażujące wielość sił osobowych i środków. Ale mnie to mnie to mnie mnie to nie bierze. Ja tak jak mówiłem tutaj kilka razy lubię tę książkę czytać lubię ją odbierać inaczej w zależności od tego jaki mam nastrój. To jest takie moje indywidualne przeżycie i ja lubię sobie czytając w myślach stawiać akcent tam gdzie mnie się podoba a nie lubię jak mi ktoś to narzuca. Ale bardzo, bardzo się cieszę, jak czytelnicy korzystają z naszych zbiorów, z naszych audiobooków, bo tak jak mówiliśmy, niech ta lektura będzie w takiej czy innej formie, niech dotyka literatury wyższych lub niższych lotów, ale niech jakaś tam będzie.
[01:12:52.82 → 01:12:54.48] A: Panie Wojciechu, używa pan audiobooków?
[01:12:54.81 → 01:14:49.69] B: Też, ale mam o tyle, to znaczy nie chciałbym, żeby to zabrzmiało tak, że ich nie lubię, ale rzeczy się po prostu, po prostu... Może w całym swoim życiu przesłuchałem z czterech, z pięciu, czyli to nie jest dużo i to jest jakiś straszny promil tego co czytam w ogóle. Przede wszystkim audiobook to jest jednak inny rodzaj. zwłaszcza taki porządnie zrobiony, to już jest teatr, a nie literatura. Ja nic, zwłaszcza siedząc w teatrze, nie będę ujmował, ale to po prostu jest inny rodzaj przyjemności, to łechce, inne zakończenia w mózgu. I taka pociecha, że przestali czytać książki, a przesiedli się do audiobooków mnie to nie uspokaja, ponieważ moim zdaniem właśnie Ta cywilizacyjna umiejętność obcowania z książką na tym czysto technicznym poziomie, jakim jest umiejętność kartkowania, umiejętność znalezienia w niej czegoś, właśnie umiejętność zrozumienia po co jest akapit i tak dalej, to też się przekłada na rzeczy... No właśnie, zacznęmy od tego, że żeby korzystać z praw, które mamy, musimy wiedzieć, w jakiej one są księdze zapisane i nie możemy liczyć na to, że ktoś to zrobi za nas, bo ten ktoś to może nas wprowadzać w błąd z tysiąca różnych powodów. Więc w momencie, w którym stracimy umiejętność znalezienia, patetycznie mówiąc, swoich praw w Konstytucji, bo proszę, to już za chwilę będzie tak, jakbyśmy ich nie mieli, a Konstytucji raczej na audiobooka takiego funkcjonalnego przerobić się... Nie wiem, może ktoś próbował, ale nawet gdyby ktoś próbował, to byłby jakiś happening poetycki od razu, bo po prostu... Tak, piwnica pod Baranami miała czytanie, pouczenia w dowodzie osobistym zdaje się i dekret o stanie wojennym, ale to są właśnie happeningi artystyczne, teatralne, natomiast nadal nadal po prostu istnieje tam mnóstwo tych książek, którymi powinniśmy umieć się posługiwać. Jak stracimy tę umiejętność, to już palczę tą konstytucję, a z rzeczy obsesyjnej nie wracam do tego, bo bardzo się boję, że to się wszystko skończy, że potracimy te prawa, które są zapisane w tych księgach, bo nie będziemy umieli z nich skorzystać. Ale to też są takie książki właśnie typu, kupiłem tutaj sobie z książek, jak być bogatym biznesmenem, ale są też książki po prostu, jak pielęgnować kota. I to też się nie nadaje na audiobooka za bardzo chyba.
[01:14:50.09 → 01:14:56.97] C: Nie za bardzo, a ta konstytucja niech zostanie na papierze, bo jakiś smyw rzeczywiście zacznie majstrować i wyjdzie nam to nie bardzo.
[01:14:57.66 → 01:15:52.35] A: Tylko jeszcze mała glossa ode mnie w sprawie audiobooków. Mnie też się wydaje, że to jest odmiana teatru radiowego po prostu, słuchowiska. I bardziej należy do mojej sfery, czyli sfery teatru i czy może popisu aktorskiego, kreacji wytwarzanej przez lektora czytającego. Ale są sytuacje, gdzie te audiobooki się sprawdzają, czyli to właśnie jazda samochodem. Ja pamiętam, jak z córką jechaliśmy, słuchaliśmy Braci Dwie Serce, Astrid Lindgren. Płakaliśmy tak, że po prostu musiałem się zatrzymać, bo byłby wypadek. Córka z tyłu płakała, ja płakałem za kierownicą. Edyta Jungowska, wspaniałe wykonanie Edyty Jungowskiej tej powieści Astrid Lindgren. Więc to może być... Tak funkcjonować jak pewien rodzaj muzyki, jazz też jest na pewną chwilę wybrany, chilloutowe numery, muzyka poważna jest na inne, a ostry rock też w innych chwilach i audiobook wypełnia raczej ten rodzaj naszej działalności, zapotrzebowania, a on nie zastąpi książki wydajności.
[01:15:52.37 → 01:16:27.43] C: Tylko trzeba pamiętać, że ten audiobook jest często jedyną formą obcowania z książką dla osób starszych, niepełnosprawnych i tu jest warta podkreślenia jego niezwykle istotna rola. My mamy jeszcze w swoich bibliotekach, powiem jako ciekawostkę, być może literaturę mówioną, zapisaną na kasetach magnetofonowych. i parę razy już nosiłem się z zamiarem, żeby pozbyć się tych zbiorów, bo zastąpić je tymi na płytach CD.
[01:16:27.65 → 01:16:28.43] A: Przegrać, tak?
[01:16:28.53 → 01:16:39.07] C: Zmienić nośnik. Po prostu zmienić, tak, ale wciąż jest bardzo duża grupa osób, która posiada w domu ten tradycyjny magnetofon i nie można im tego odbierać.
[01:16:40.36 → 01:16:56.76] A: Jeszcze zanim poproszę Państwa kolejne pytanie, przypomniała mi się jedna rzecz, a podobała się Panom akcja uwolnić książki, czy wolność dla książek, ten pomysł, żeby zostać w tramwajach, na ławkach, w parku? Ja pamiętam, że ja to przyjąłem jakoś tak dziwnie, bo to jest jednak rodzaj niszczenia książek, pozbywania się...
[01:16:56.76 → 01:17:11.16] C: Ja obserwuję półkę, która spełnia rolę tej półki do bookcrossingu, prawda? I ja tam jeszcze żadnej książki nie położyłem, bo przychodzi i wciąż ten sam facet i zgarnia wszystko do torby.
[01:17:11.84 → 01:17:13.42] A: I sprzedaje jej potem.
[01:17:13.60 → 01:17:22.95] C: Ja nie wiem, pan wstyd mnie pytać, bo mam nadzieję, że te książki dalej, z tych książek jest dobry użytek, ale jest jak widać to ryzyko.
[01:17:22.95 → 01:17:25.20] A: Ten pomysł narodził się w Ameryce, prawda Panie Wojciechu?
[01:17:25.44 → 01:18:26.74] B: Ja też nie jestem za bardzo entuzjastą, to znaczy moim zdaniem To załóżmy jakoś patetycznie, ale uważam, że książką trzeba się w jakimś sensie opiekować. Ponieważ to jest częścią mój zawód, więc ja ciągle tych książek mam za dużo, ale starałem się, tak jak się odwozi zwierzęta do schroniska, to starałem się je odwozić do biblioteki, przed tym robiąc właśnie jakąś selekcję na zasadzie, że jakichś takich zupełnych syfów nie zawiozę. Ale powiedzmy właśnie, jakiś taki trzeciorzędny thriller, że już jednak ktoś sobie nim... Ja sobie nim umyliłem podróż, ktoś sobie nim umylił podróż, to staram się raczej Bo wydaje mi się, że to jest ważne z książką, że ja nie podoba mi się strasznie takie pomysły, bo to jest takie przeniesienie takich idei jak to szafiarstwo, czyli zamienianie się ciuchami itd. Ale książka ma swój temat, książka ma gdzieś tam, trzeba ją położyć na określonej półce, zaklasyfikować na systemie dziesiętnym, dać się jakiś tam kod literowy, to pewnie pan odruchowo patrzy na każdą książkę i panu latają te wszystkie klasyfikacje.
[01:18:27.06 → 01:18:28.78] C: Mówią panu, że ja o tym nie mam bladego pojęcia.
[01:18:29.28 → 01:18:43.27] B: No w każdym razie mówię o tym wszystkim dlatego, że że nie można jej traktować jakiegoś takiego zwyczajnego przedmiotu, to jest konkretny autor, tam jest zawsze takaś ta klasyfikacja Biblioteki Kongresu Amerykańskiego, że tam literatura węgierska XX wiek.
[01:18:43.53 → 01:18:47.59] A: Nie powinno być książek niczyich, bo to jest książka niczyja.
[01:18:47.79 → 01:18:57.07] B: Wtedy jest dziwna, wtedy nie trafi do tej osoby, której powinna trafić i to już jest tak, jakby jej nie było. Nie podoba mi się to rozerwanie funkcji, jaką powinna być.
[01:18:57.11 → 01:19:14.66] A: Dostajecie, panowie, Białej Gorączki, jak przychodzicie do jakiejś modnej knajpy i tam jest taka półka z książkami, piękne okładki, ciekawe tytuły, tylko te książki są tak na pół przecięte, bo jest bardzo płytka półeczka. Widzieliście to kiedykolwiek? Spotkałem się w restauracjach w Warszawie i dostałem właśnie białej gorączki.
[01:19:15.42 → 01:19:28.67] C: Parędziesiąt metrów, może paręset metrów stąd jest znana lubelska restauracja, w której jest sala zwana biblioteką. I same grzbiety są tak na tej ścianie poprzyczepiane. To jest bardzo smutny widok.
[01:19:29.93 → 01:19:31.93] A: Nie podamy nazwy tej restauracji z zemsty.
[01:19:32.47 → 01:19:36.63] B: Natomiast przepraszam, że jak już mówiłem, jestem szkolony w przerywaniu ludziom w pół zdania.
[01:19:36.65 → 01:19:37.29] A: Świetnie pan to robi.
[01:19:38.01 → 01:20:24.96] B: Ja mam ten niegrzeczny strasznie odruch, jakim jest właśnie, jak kogoś odwiedzam, to zapuszczenie żurawia właśnie, co ma do czytania. Czasami właśnie w ramach swoich różnych zainteresowań jako dziennikarz kulturalny odwiedzam plany filmowe i to jest strasznie ciekawe, że tam scenograf musi poukładać jakieś książki. To są prawdziwe książki, na szczęście ich nie przeczynają w pół, ale zebrane w jakiś strasznie chaotyczny sposób. Ale to też jest niesłychanie zabawne i po prostu radość jaką jest dla mnie po prostu oglądanie, tak jak mówiłem, książki powinny mieć jakieś logiczne przeznaczenie. Scenografię układa według oczywiście, tak żeby pasowały kolorem grzbietu, ale po prostu uwielbiam takie coś, że odczepiam się od wycieczki, która zwiedza ten plan, patrzę się na tę bibliotekę, zastanawiam się kim może być ten szaleniec, który ma taki układ książek, Ja
[01:20:24.96 → 01:20:41.18] A: też tak popatruję na biblioteczki znajomych, chociaż biblioteczka znajomych to jest taki zanikający zwierzę, zanikający gatunek. Ludzie mają coraz mniej książek w domu. Kiedyś znalazłem biblioteczkę, w której obok Michnika stał Ziemkiewicz. Jak one się gryzły, jak te książki się gryzły.
[01:20:41.22 → 01:21:43.41] B: Ja nie wierzę, że książki się gryzą. Dla mnie właśnie biblioteka jest taką oazą tego pokoju, gdzie na ten sam temat będzie opracowanie, nie wiem, islamistyczne i chrześcijańskie i one mogą sobie razem być postawione gdzieś na jakiejś półce wielkiej religii monotystycznej, koniec. I mi się w ogóle bardzo podoba, jak wiele naszych problemów życiowych Właśnie będę wracał, przepraszam, do tej klasyfikacji tego kongresu. Mi się tak strasznie podoba, że no może nie pocieszę, nie rozwiążę to żadnego problemu, ale samo uświadomienie sobie nawet tego, jak spadnie na nas jakaś zła wiadomość i dowiadujemy się, że ta wiadomość to jest tam choroby krążenia jakieś tam, to jest ta półka, jest mnóstwo ludzi to miało, mnóstwo ludzi napisało tę książkę, jakoś czuję się wtedy spokojniej. I tak samo jest właśnie z takim Michnikiem Ziemkiewiczem, to coś, że się pogodzi, bo stawia się publicystyka końca drugiego połowy XX wieku, to jakiś taki, no panuje w tym taka spokój, cisza i chciałbym czasami, żeby Cały świat był taką, no może nie cały świat, ale ja bym się chciał schować do tej biblioteki i nie wychodzić czasami, bo chciałbym, że wszystkie spory tak wyglądały, że stoją sobie te książki obok siebie i stoją.
[01:21:43.43 → 01:21:48.39] A: Panie Piotrze, otrzymał pan właśnie ofertę pracy ze strony pana Wojciecha jako bibliotekarz.
[01:21:49.27 → 01:22:00.31] C: Ja mówiłem, że ja z tą fachową stroną mało mam do czynienia i chyba bym nie podołał temu wyzwaniu gdzieś tam.
[01:22:00.63 → 01:22:00.97] B: Nie, nie.
[01:22:00.97 → 01:22:03.79] A: Trudniej niż pana Wojciecha, trzeba pracować w bibliotece u pana Wojciecha.
[01:22:04.37 → 01:22:08.61] C: Żeby pracować w bibliotece, a poza tym wciąż by mi przerywał, to ja tego nie znoszę.
[01:22:09.17 → 01:22:45.59] A: Drodzy państwo, kolejne opinie, głosy. Tak trochę żartujemy dzisiaj, ale dla żartujemy, żeby się mniej bać, bo wizja pana Wojciecha mnie zmroziła, więc jakoś tak w naturalny sposób brnę w groteskę i panowie idą za mną, więc. Czy jakieś głosy? Skoro zapadła cisza, to pan Dąbrowski przeczyta kolejny odcinek powieści. Dowiemy, co się wydarzyło dalej, gdzie dojechali, kto kogo doścignął, kto strzelał.
[01:22:48.55 → 01:25:34.71] D: Geniek poczuł, jak nerwy i żyły wydłużają mu się i łączą z przewodami silnika i spojeniami podwozia. To dobry wóz, myślał gorączkowo, kochany wóz, ma duszę, teraz nie zawiedzie. Ostry skręt przy zejściu z alei Waszyngtona przy francuskiej ku nadwiślańskiemu bulwarowi, który zwrotny chevrolet pokonał przy pomocy samobójczego niemal salta, zdawał się nie do pokonania dla autobusu. Przez ułamek sekundy wydawało się, że wiraż ten wysadzi Shosona w powietrze. To koniec zapaliło się w zdrętwiałym mózgu Genka. To był kres wszelkich możliwości. Lecz nie. Nie wytracając prawie szybkości, autobus obdarzony duszą zwinął się w niesamowitym kołowrocie jak kolorowy dziecięcy bąk i stoczył się ku Wiśle. Twarz wychylonego z szoferki Kitwaszewskiego ścięła się w szoku obłędnej tempoty. Jak on to zrobił? Skakało mu w mózgu. Nie, to chyba sen. Konwulsyjne drgawki pokryły mu policzki i powieki, uniósł się niemal z siedzenia i wbił prawą piętę aż pod dechy. Silnik Chevroleta zachrobotał złym pomrukiem wyciskanej za wszelką cenę osiemdziesiątki. Buldgowaty kształt leciał przez ciepłe, ciemne powietrze. Z tyłu, w pudle ciężkiego Shosona, geniek śmigło modlił się. Teraz, kochany, najdroższy, teraz, tylko ty możesz! Przemawiał do martwego przedmiotu, który ożył naraz w jego rękach, żył jego sercem, mózgiem, unerwieniem. Autobus dygotał w śmiertelnym wysiłku, co w silniku zdawało się nabrzmiewać jak w karku mocarnego atlety zrywającego się do ostatniej rundy. No, dyszał ciężko kitwarzewski w ciemnościach szoferki. No, jeszcze trochę, odsuwamy się, już, odrywamy, kochany, błagał Geniek, mój. Nieuchwytna granica zmagania, o której nigdy nie wiadomo gdzie i kiedy się kończy, napięła się na równym asfalcie miedzeszyńskiego wału. Jeszcze moment i jak w pojedynku na rękę, gdy po długich minutach równorzędności jeden z walczących naderwie nieugiętość przeciwnej dłoni, tak ciężki, czerwono-kremowy chausson, metr za metrem, dysząc ostatnim spięciem sił, zbliżał się do pędzącej ciężarówki. Metr za metrem, wolno, nieustępliwie, straszliwej ostatniej walce, po czym rozległ się skowyt hamulców, buldogowaty szewrolet pośliznął się długim, wielometrowym pasmem na lustrze szosy, jak rozpędzony chłopak na ślizgawce z kałuży przed szkołą zarzucił kilka razy na strony w poprzek szosy. Z błyskawicznie otwartej szoferki wyskoczyła jakaś ciemna postać uciekająca ku czarnym, grząskim zrębom w Wiślanego Brzegu. Geniek Śmigło zahamował z szatańską zręcznością i skoczył z wozu w dół. W prawej dłoni trzymał potężny francuski klucz.
[01:25:38.33 → 01:25:48.51] A: Dziękuję bardzo. Czy pokusimy się jakąś puentę do dzisiejszej rozmowy? Do naszych strachów, nadziei. Panie Piotrze.
[01:25:52.37 → 01:27:14.60] C: Ja wybierając, właściwie stając przed tą swoją biblioteką i zastanawiając się czym odpowiedzieć na wybór pana Orlińskiego, spojrzałem na taki wystrzępiony już grzbiet złego. Zabrałem go ze sobą, żeby skserować ten fragment, który pamiętam od lat. I przy tym kserowaniu grzbiet mi pękł w tej książce. To stare, tradycyjne wydanie z czarną okładką. KAF chyba, to Krajowa Agencja Wydawnicza kiedyś to popełniła. I zrobiło mi się tak smutno. Poczułem jakby mi ktoś zrobił krzywdę. A teraz jak słuchałem Witka Dąbrowskiego, to tak jak państwo pewnie dygotałem razem z silnikiem tego czerwonego autobusu. No i wiem, że tego nie da się porównać z niczym innym i tego się nie da zastąpić i z takim wrażeniem chciałbym, żebyśmy pozostali, że te strachy pana Orlińskiego to gdzieś tam się nie posprawdzają, bo im padną baterie albo zostaną zawirusowane i że my zostaniemy z tymi papierowymi książkami, w których nawet Te grzybiety niech będą popękane.
[01:27:15.12 → 01:27:22.15] B: I tak miał pan szczęście, że pan w ogóle miał tą okładkę, bo ja czytałem Złego, pamiętam, że z egzemplarza, który już w ogóle żadnej okładki nie miał,
[01:27:22.27 → 01:27:24.05] C: więc... Skąd pan wiedział, że to Zły?
[01:27:24.82 → 01:30:31.74] B: Bo to nie była książka, którą się przypadkowo miało, znaczy pamiętam, że w PRL-u to najpierw się ukazało raz w drugiej połowie lat 50. i potem bardzo długo wcale, więc do mnie dotarł taki egzemplarz, nie wiem, którym byłem jego czytelnikiem, ale... W każdym razie pamiętam, że już... To był crossing jednak. Tak, ale więc ja nie chcę idealizować tamtych czasów, bo za chwilę powiem jedno słowo za dużo i mogę być mniej zrozumiany. To znaczy mnie to jednak fascynowało, że wtedy książka mogła mieć tak ogromną wartość, bo ponieważ ten układ się ukazał tylko raz, więc w zasadzie takiej zwykłej ekonomii podaży i popytu stał się ten zły dobrym rzadkim i miał jakieś właśnie absurdalne ceny bazarowe i po prostu trzeba było mieć No albo trzeba było pójść na ten bazar i kupić za jakieś absurdalne pieniądze, albo trzeba było mieć znajomych, którzy czytają książki. Żeby mieć znajomych, którzy czytają książki, trzeba było samemu czytać książki i tak jak płyty winylowe przewożone z zachodu krążyły właśnie wśród i trzeba było coś mieć, żeby mieć na wymianę, tak samo trzeba było mieć ciekawe książki, żeby mieć na wymianę. Jeszcze jakby swoje pierwsze przygody czytelnicze przeżywałem właśnie w takim świecie, w świecie dóbr rzadkich, w świecie książek, na które trzeba było się zapisywać w kolejce społecznej do biblioteki. I nie chcę tego idealizować, bo oczywiście strasznie złe mechanizmy, strasznie... To niedobrze, że była taka książka, którą ludzie chcieli czytać, a jej nie można było wznowić z powodów cenzuralnych, bo autor się przestał podobać systemowi, bo wyjechał i tak dalej. To straszne, że tak się dzieje. Ale jednocześnie, no jakie to było fantastyczne, właśnie mieć taką książkę, która przeszła te wszystkie ręce, która należy do elitarnego klubu ludzi, którzy przeczytali złego. I teraz, kiedy z tego dobra rzadkiego to się stało tym plikiem ściąganym z chomika, bez jakiegokolwiek szacunku dla autora, dla tej książki. To jest okropne i to jest jakaś druga skrajność, na którą wpadliśmy, która mi się bardzo nie podoba. I właśnie w papierowości lubię strasznie to coś, że ona wytwarza tą rzadkość. To znaczy jak już poszedł ten nakład tych kilku tysięcy egzemplarzy, to to już jest konkretna książka z tego wydania. Może zrobią następne wydanie, ale to już będzie inny wolumen, bo ta książka pewnie będzie wyglądała Inaczej, więc ta, którą tu mamy, to jest akurat ta, którą wydano wtedy i ona się już nie zmieni. Jest w tym jakaś, nie chcę powiedzieć magia, bo nie wierzę w magię, ale jest w tym taka jej wartość wynikająca, choćby z tej wspomnianej ekonomii. Natomiast bardzo poważnie się martwię, że właśnie dokładnie dlatego książki są w taki sposób, przez który nie da się uciec, są nienaturalnie drogie, mają za wysoką wartość temu systemowi, który wszystko chce zastąpić erzacem, który wszędzie chce każde złoto zastąpić tą bakiem, gdzie się da, wszędzie wsadzić tekturowo imitacji, wszystko zesłać w Chinach, żeby robili jak najtaniej, że po prostu jemu się nie podoba, że te książki są za drogie, że to jest w transporcie drogie, miejsce na półce zajmuje i ta nieuchronna logika wrzucenia nas w ten świat, w którym wszystko przestaje być dobrym rzadkim, bo plik można kopiować w nieskończoność i nikomu nie będzie. No ta logika, boję się, że wygra, to już są mety i to mi się bardzo nie podoba, ale trzeba z tym jakoś oczywiście walczyć, ale prawdą sama nie mam pomysłu, więc na razie staram się po prostu trzymać swoje papierowe książki, myśleć, że to może już ostatnia książka w moim życiu, kto wie, trzeba to docenić.
[01:30:32.14 → 01:31:13.68] A: Mnie najbardziej w tej naszej rozmowie przeraziła wizja, że wszystkie nasze archiwa, wszystkie biblioteki, wszystkie książki, które zostaną zdigitalizowane pewnego dnia, znikają. Jak pamiętacie państwo tą słynną frazę Błuchakowa, rękopisy nie płoną. To może wtedy pojawi się pisarz, autor hasła, że jest plik, który nigdy nigdy nie zniknie. nie znika, pliki nie znikają. Może to będzie dla tamtych pokoleń jakiś rodzaj małej pociechy, a moje słowo na środę będzie takie, że tak sobie przejdę się teraz starówką lubelską z tą książką pod pachą i mam nadzieję, że na przykład podejdzie do mnie jakaś osoba i zapyta się, co pan czyta, albo ja też czytam tę książkę, jestem na stronie dwudziestej, a pan na pięćsetnej, a to proszę mi powiedzieć, co będzie dalej i może się zacznie jakaś bardzo ciekawa zdrowia.
[01:31:13.68 → 01:31:24.35] B: Ale pan nazwa podejdzie się nie przejść, tylko przejechać mercedesem jakiś dookoła z tą książką tak dędającą. to wtedy dopiero zaimponuje, bo patrzcie, książki czyta, chodzi na piechotę.
[01:31:24.85 → 01:31:32.35] A: Przepaść kulturowa i przypuszczalnie pan Wojciech ma rację, ale bądźmy tradycjonalistami. Dziękuję bardzo za ten wieczór, za to spotkanie.