Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.25 → 04:28.71] A: Panie, panowie, dzień dobry. Bardzo się cieszę, że mogę państwa powitać w Teatrze Starym. Kłaniam się pięknie także publiczności internetowej, czyli tym, którzy próg Teatru Starego przekroczyli wirtualnie. Pozwolą państwo, że na początek przekroczymy jeszcze jeden próg, a może nawet granicę. Na chwilę wybierzemy się do Anglii. Angielski pisarz ma taką możliwość, żeby być laureatem jednego z kilkuset konkursów literackich. Ile jest tych konkursów w Polsce, czy więcej, czy mniej, dokładnie nie wiem, ale tymi ilościowymi sprawami nie będziemy się dziś zajmować. Jakościowo też nie chciałabym tych konkursów porównywać. Natomiast chciałabym zwrócić Państwa uwagę na taki jeden konkurs, który od ponad 20 lat odbywa się w Wielkiej Brytanii. Mianowicie jego laureat ma szansę zdobyć tytuł autora najgorszej sceny erotycznej w literaturze współczesnej. To jest tak, że wymyślono ten konkurs po to, żeby napiętnować i zawstydzić autora, który sceny erotyczne opisuje w sposób albo wulgarny, albo prostacki, albo niechlujny. Po prostu, żeby takie sceny z literatury wyeliminować, przy czym nie mogą brać udziału w tym konkursie książki ani erotyczne, ani pornograficzne. Skutek po latach niestety jest taki, że autorzy nie tylko niespecjalnie przejmują się tym, że dostali taki tytuł, ale też niektórzy starają się taki tytuł dostać, nie mogąc zabłysnąć na innym polu. No bo mówią to rzeczy źle, w każdym razie mówią, więc przekłada się to na sławę, a sława na pieniądze, a seks dobrze się sprzedaje. Wśród nominowanych do tej nagrody przez te lata pojawiły się także znakomite nazwiska. Był i Marques, był Rajdi, był Murakami. I złośliwi mówią, że słaby seks przydarza się także dobrej literaturze. My postanowiliśmy dzisiaj zaprosić do Lublina kogoś, autorkę, której książka jest dowodem na to, W dobrej literaturze przydarza się dobry seks. Bo w literaturze jest seks. To hasło dzisiejszej bitwy o literaturę. Naszym gościem jest Inga Iwasiów. Zapraszam. Mikrofon dla Pani. Książka, która jest dziś pretekstem do naszej rozmowy, to w powietrzu, ale przypomnijmy, że Inga Iwasiów była naszym gościem mniej więcej rok temu. Inga Iwasiów, profesorka literaturoznawstwa, znawczyni literatury, krytyczka literacka, pisarka. Była Pani u nas przy okazji rozmowy o blogach, bo jest Pani także autorką książki, eseistycznej książki, blogotony. Zaraz po niej, a to wydarzyło się ledwie kilkanaście miesięcy temu, więc zaraz po blogotonach ukazał się Umarumi, czyli notatnik żałoby. Książka bardzo biograficzna. No i niewiele miesięcy później, w powietrzu, czyli powieść o seksualności kobiety. Moje pierwsze pytanie jest dlaczego? Jaki jest powód tego, że powieść ta powstała? No bo tak. Powieści kilka ma pani na swoim koncie. Esejów i prac krytyczno-literackich tony. Blog, czyli blogotony, to także sfera pani działalności. O wierszach wspomnijmy jeszcze, choć dodajmy z żalem, że ostatni tomik ukazał się, zdaje się, 10 lat temu. Więc proszę powiedzieć, czy powieść wypełniona scenami erotycznymi, powieść o seksualności kobiecy powstała, żeby zaspokoić pisarskie tamagotchi, to znaczy, żeby pokazać, że spokojnie może pani poruszać się w bardzo różnych formach, gatunkach, czy też z zupełnie innego powodu?
[04:29.75 → 06:49.35] B: Powodów było kilka. Stojąc i czekając na swoje nazwisko, bałam się bardzo, że zmierza pani do tego, by powiedzieć, Ach, mamy tutaj kandydatkę do tej prestiżowej nagrody, autorkę najgorszych scen erotycznych ostatniego sezonu. Ale właściwie jeden z powodów, dla których postanowiłam napisać książkę niby erotyczną, to była taka diagnoza, o której pani mówiła. To znaczy obserwacja, że nawet najlepsza literatura słabo radzi sobie z erotyką. A w ostatnich latach mamy wysyp takich prób podejmowanych przez również polskich pisarzy. Prób przełamania pruderii i napisania czegoś, co byłoby równie ekscytujące jak sceny z pięćdziesięciu twarzy Greya. Tak się zdarzyło, że popkultura zmierzyła się z tym tematem oczywiście o wiele prędzej niż kultura głównego nurtu. I spowodowała pewnie taką myśl, że dlaczego my nie możemy? Przecież też możemy. My dobrzy pisarze, dobre pisarki. Czemu nie możemy, jeżeli jesteśmy w stanie opisywać bardzo skomplikowane kwestie, napisać też czegoś, co będzie interesujące i co być może nawet się sprzeda. I w ciągu ostatnich paru lat czytam jedną po drugiej książki kolegów i koleżanek napisane najwyraźniej z tą myślą z tyłu głowy. że nie ma nic trudnego w tej konwencji, że otwartość załatwia wszystko. I zwykle jestem rozczarowana, a nawet bywam zażenowana, bo uważam oczywiście ten temat erotyki i seksualności za jeden z najważniejszych komponentów literatury w ogóle. Ale kiedy próbujemy przekraczać granice sugestii, eufemizmów, milczenia, przemilczania, sugerowania i idziemy w konkret realistyczny czy nawet naturalistyczny, to granica śmieszności jest bardzo cieniutka. Niezręczności lub śmieszności.
[06:50.19 → 07:53.43] A: Jak jej nie przekraczać, bo ci z Państwa, którzy lekturę książki Ingi i Wasiów w powietrzu mają za sobą, wiedzą znakomicie, że się nawet Pani do niej nie zbliżyła, o przekroczeniu nie mówiąc. Jak jej nie przekraczać? Myślę, że za moment do tego także dojdziemy. Proszę mi jeszcze, skoro jesteśmy przy genezie tej książki, powiedzieć, czy to jest dobry trop, czy też może jestem w błędzie. Erika Young napisała taką książkę Strach przed lataniem. To jest książka, która w Polsce ukazała się kilkanaście lat temu. Zrobiła bardzo dużo szumu. Ja sobie wynotowałam taki fragment, w którym autorka mówi, pisałam strach przed lataniem z duszą na ramieniu, przerażona swoją szczerością, jako manifest własnego wyzwolenia. Pani nie boi się latać, pani jest już w powietrzu. Czy to jest świadome nawiązanie do tej książki?
[07:53.99 → 10:22.71] B: Wszystkie tropy, które pani poddaje są bardzo trafne. Wrócę do tej pierwszej części naszej rozmowy. To jest też pisarskie tamagotchi. To znaczy, to jest też tak, że ja oczywiście jestem osobą, jak większość osób piszących, przekonana o swoich umiejętnościach. W związku z tym wydaje mi się, że potrafię napisać i trend żałobny i powieść frywolną. I zresztą to sąsiedztwo autobiograficznego Umarł mi w powietrzu też myślę, że nie jest przypadkowe. Ono układa się w pewną emocjonalną, moją emocjonalną biografię. bo po książce, która schodzi bardzo głęboko w uczucia smutku, żałoby, braku, chciałam napisać książkę, którą sama nazywałam ekscesem. Taką książkę, która faktycznie by się niczego nie bała i nie byłaby też w takim prostym sensie autobiograficzna, to znaczy opisywałaby pewną fantazję na temat tego, czym może być seksualność, a nie byłaby rachunkiem sumienia, tak jak zdarzyło mi się to w Umarumi, która jest opowieścią o śmierci mojego taty. Potrzebowałam po prostu po schodzeniu w głąb siebie czegoś, co było lataniem w powietrzu. I oczywiście Rikayang to jest też jak najbardziej trop, do którego przyznaję się, o którym mówię głośno podczas spotkań. bo tamta powieść napisana w latach 70., na początku wydana w 1971 roku po angielsku, później u nas faktycznie ze sporym opóźnieniem, była uważana za manifest kobiecej seksualności. I tam też spotykały się dwa tematy. Strachu przed lataniem, rozumianego jako strach przed podróżami samolotami. I strachu przed lataniem jako strachu przed swoją kobiecością, seksualnością. Tamta powieść była pisana w czasach wielkiej popularności psychoanalizy i takiego hasła wyzwalania się kobiet. Dziś jesteśmy chyba na innym etapie. Jak sądzę, jesteśmy na innym etapie. Ja się faktycznie nie boję ani latać samolotami. I tutaj w pewnym sensie tę powieść dedykowałam swoim koleżankom, które się boją. I nie boję się właściwie o niczym pisać. Nie ma takiego tematu, którego bym się bała, który uznałabym za z góry niemożliwy do podjęcia.
[10:24.15 → 10:58.14] A: A na jakim etapie jesteśmy? Powiedziała Pani, że jesteśmy na innym etapie. Kiedy ja się rozglądam dookoła, to właściwie do końca nie wiem, na jakim jesteśmy etapie, dlatego że mam takie wrażenie, że z jednej strony niby jesteśmy bardziej wyzwolone, wyzwoleni w ogóle, że o seksie mówi się bez zahamowań, ale z drugiej strony co krok natykamy się na takie sytuacje, które mówią, że zrobiliśmy się zdecydowanie pruderyjni niż na przykład w czasach lat 80., o których pani tutaj także pisze.
[10:59.88 → 13:48.90] B: Też tak sądzę. Też tak sądzę i to jest też powieść o tym, że w świecie kultury, która epatuje seksualnością, w świecie łatwej dostępności pornografii, jednocześnie nasza seksualność podlega tylu ograniczeniom i jest w tak różny sposób opowiadana przez różne media, środowiska, sposoby wychowania, że właściwie jesteśmy w sytuacji schizofrenii dotyczącej tego tematu. I to jest paradoks, bo w tych latach osiemdziesiątych czy nawet wcześniej, w siedemdziesiątych, z jednej strony był właściwie dość taki znormalizowany sposób wychowywania, także tego dotyczącego seksualności. I można by powiedzieć, że była jedna opowieść, ale ona nie była szczelna. To znaczy, jeżeli nie chcieliśmy, nie chciałyśmy iść drogą ścisłych zakazów i takiej opowieści jednotorowej, że oto ludzie dochodzą do wieku małżeńskiego niewinni, mając za sobą najwyżej romantyczne spacery, Później wkraczają w małżeństwo, zakładają rodziny i właściwie układają sobie wówczas życie choćby pod dyktando podręcznika sztuka kochania Michaliny Wisłockiej. To dalej już jest właściwie wszystko załatwione. Nasza seksualność właściwie trzyma się w tych ramach i nie ma wielkich dramatów. Ale jeśli się tego nie trzymaliśmy ściśle, to znaczy jeżeli romantyczne spacery kończyły się jednak inaczej, to nikt nam nie opowiadał z jakiegoś miejsca, które by było nad nami, o tym, jak straszną rzecz robimy. Nikt ciągle nie mówił nam, co znaczy to, co robimy. A dzisiaj tę opowieść o tym, co znaczy seks, słyszymy z wielu różnych źródeł wykluczających się. Bo w gazecie dla młodych kobiet czytamy o tym, jak być atrakcyjną i nastawić się na mężczyznę. W gazecie dla kobiet dojrzałych przeczytamy, że mamy nastawić się na siebie. W dyskusjach polityków usłyszymy, że sprawa antykoncepcji czy sprawa wychowania seksualnego jest jednym z podstawowych problemów kraju. a z ambony usłyszymy, że w seksie jest zło. I właściwie co zrobimy, którą pójdziemy drogą, jeśli jesteśmy nastolatką, nastolatkiem, ale też osobą z doświadczeniem. Co zrobimy, skoro nie ma jednej opowieści, to paradoksalnie w tej dzisiejszej sytuacji nie ma też wolności, bo jest więcej tych ośrodków obserwacyjnych, które mówią nam, jak postąpić.
[13:49.59 → 14:52.75] A: I też wybór jakiejkolwiek drogi wskazuje nas na wykluczenie, bo automatycznie jesteśmy tymi, którzy zachowują się grzesznie dla drugiej grupy. Seks nie jest więc już tematem tabu, ale tak naprawdę bardzo wiele spraw związanych z seksem tematem tabu jest ciągle. Pani książka absolutnie porusza większość z nich. Na przykład, wprawdzie różne damskie pisma już o tym piszą, ale to nie jest jeszcze temat, o którym szeroko się mówi. Kobieta po menopauzie może mieć bardzo udane i całkiem intensywne życie erotyczne. Biseksualizm, kolejny temat, o którym jeśli nie jest już całkiem tematem tabu, to przynajmniej mówi się nie zawsze w sposób otwarty i na pewno nie wszędzie. Kilka jest takich tematów, o których się jeszcze nie mówi. Ani razu nie zadrżała pani ręka?
[14:53.65 → 16:09.00] B: Nie, nie zadrżała mi ręka, choć Boże, ale nie pamiętam. Ja nie szukałam tych tematów tabu, nie zrobiłam sobie takiej listy, bo uważam takie postępowanie za niebezpieczne dla literatury. Jeśli chcemy pisać książki z tezą, to one są tak odbierane, to widać szwy wówczas. więc ja nie miałam takiej listy, że jeszcze to tabu przełamie, to tabu przełamie, ten temat wprowadzę. Raczej pomyślałam o tym tak. Gdyby napisać taką powieść, w której bohaterka właściwie nie zdaje sobie sprawy z istnienia żadnego tabu. Po prostu żyje. Gdyby opowiedzieć w jej życiu po kolei różne zdarzenia, które wiążą się z seksualnością, a tylko gdzieś w tle byłyby te kiwania głową, ironiczne uśmiechy, podpowiedzi, a ona szłaby sobie tak dalej, nie interesując się tym, jak zostanie oceniona. I oczywiście musiałam zadbać o realizm, więc czasem gdzieś tam pobrzmiewa ta ocena, czy ten jakiś schemat, w którym ona jest umieszczana, ale taka była główna myśl. Nie ma żadnych tabu. Świat bez tabu, czyli utopia.
[16:10.43 → 16:35.75] A: Jeśli jesteśmy przy tabu, chciałabym, może odchodząc na chwilę od naszego głównego wątku, ale bardzo mnie to ciekawi. Chciałam teraz zapytać o Pani wrażenia ze spotkań z czytelnikami i z tego, jak odbierane są te dwie książki. Proszę powiedzieć, co jest u nas większym tematem tabu? Seks czy śmierć? Oba.
[16:36.03 → 19:22.32] B: Nie wiem, który bardziej. Na innych zasadach. Mam wrażenie, że ze śmiercią jest tak, że ona nie jest już tabu, nie jest nieobecna. Pamiętam jeszcze takie swoje doświadczenia uniwersyteckie, kiedy lat temu, kilkanaście, dwadzieścia, mówiliśmy o tym na konferencjach, zaczynaliśmy referat od tego, że śmierć jest tabu i teraz opowiemy o tym, w jaki sposób można ją opisać w literaturze. Mam wrażenie, że to się zmieniło, ale zarazem jest tak, że każda śmierć, która nas dotyka, oczywiście nie nasza własna, tylko śmierć osoby najbliższej, jest takim momentem swego rodzaju przebudzenia, do tematu śmierci i też jest takim momentem przyjmowania do wspólnoty tych, którym ktoś umarł. I ja mam wrażenie, miałam wrażenie na wszystkich spotkaniach, które dotyczyły umarł mi, że ja nie rozmawiam z czytelnikami i czytelniczkami, tylko rozmawiamy we wspólnocie ludzi dotkniętych stratą. Dotkniętych stratą wczoraj, rok temu, 20 lat temu. Oczywiście sam proces przeżywania żałoby w Polsce jest problematyczny i ja o tym między innymi w Umarumi piszę. Piszę o tym, że wolno nam być w żałobie przez tydzień. Jeśli jesteśmy dłużej to zaczynamy być postrzegani jako osoby niezrównoważone. Poza tym rytm życia jest taki, że musimy przecież wrócić do pracy. Pokazywanie, okazywanie żałoby przystoi co najwyżej wiekowym wdowom, które mogą już oddać się uczęszczaniu do kościoła i na cmentarz w odwiedziny do męża. Natomiast inne sytuacje uważane są za przypadki, które każdemu się zdarzyły i w związku z tym nie wolno się na tym koncentrować. Ale najwyraźniej jest nam potrzebne to może nie bezustanne koncentrowanie się, lecz takie miejsce, w którym można porozmawiać o przeżywaniu i o tym, jakie miejsce zajmuje śmierć w naszym życiu. Bo odchodzenie najbliższych jest też sposobem przygotowywania się do tego, że sami znikniemy. Więc rozmowy o Umaru nie były właściwie rozmowami o literaturze, były rozmowami o śmierci. I to pokazuje, że takie grupy hybrydyczne składające się z ludzi o różnym wieku, statusie, doświadczeniu życiowym są potrzebne. A w powietrzu zupełnie inaczej działa, inaczej się rozmawia o tej powieści.
[19:22.82 → 19:53.18] A: Chociaż przecież też na widowni jest pewna wspólnota ludzi. Wszyscy zostaliśmy obdarzeni seksualnością, którą w dodatku w przypadku naszego gatunku oddzielono trochę od prokreacji, w związku z tym niektórzy miewają z tym kłopot. No nie miewa kłopotu bohaterka pani powieści. Proponuję, żebyśmy ją poznali. Mirella Rogozabiel jest z nami. Poprosimy o fragment z książki w powietrzu.
[19:55.86 → 37:19.07] C: Trójkąty nierównoboczne. Te związki z nauczycielem i koleżankami nie miały przyszłości, a nie wiedziałam, że nie muszą. Tamagotchi i ja nie rozmawialiśmy ze sobą. Wykonywałam tyleż jego, ile przyjęty z zewnątrz plan. Potem przyszedł czas na układanie życia. Z pierwszym studenckim narzeczonym rozstałam się łzawo, ale o wiele mniej dramatycznie niż można by się spodziewać. Zdradziłam go z kobietą, która po wszystkim i tak mnie nie zechciała, więc cofnęliśmy się, można powiedzieć, każde do punktu wyjścia, wracając do swoich rodzinnych miast z lekko zamazanymi kartotekami. Nie mógł mieć wielkich pretensji, ponieważ Hanka była naszą wspólną fantazją. Pakt narzeczeński, prawie małżeński zawarliśmy po pierwszym roku studiów. Trochę ze względów praktycznych. Miałam za sobą liczne, powierzchowne, emocjonalnie i nie w pełni satysfakcjonujące, erotycznie doświadczenia nabyte po tym, jak nauczyciel muzyki porzucił mnie na parę dni przed moimi osiemnastymi urodzinami. Tak. Prawie całe liceum upłynęło mi pod znakiem wizyt w jego mieszkaniu. Nie uczestniczyłam w życiu klasy. Koleżanki zapraszałam wyłącznie w nielicznych lukach naszego kalendarza, kiedy on nie mógł wyrwać się ze szkoły w porze mojej ostatniej lekcji, którą bez skrupułów opuszczałam, podrabiając podpis matki na usprawiedliwieniach. Dziewczyny w liceum były zresztą trudniejsze. Bardziej broniły się przed dotykiem niż te z podstawówki. Potrzebowały więcej udawania i trochę wódki. Nauczyciel zaczął pracować w dziennej szkole muzycznej. Zrobił zaocznie dyplom, a w ognisku zaczął prowadzić zespół wykonujący ówczesną muzykę nieklasyczną, czyli pop, rock i heavy metal. Najchętniej składanki abby, czerwonych gitar i deep purple. Bywałam jego anetą z abby. Zapuściłam włosy i śpiewałam o pół oktawy wyżej niż leżało w mojej naturze. Ten zwrot ku muzyce pop był małym ustępstwem mającym zachęcić do piłowania instrumentów dzieciaki, które nie załapały się na prawdziwą edukację muzyczną. Nauczyciel potrafił to zrobić. Umiał skleić malera z New Kids on the Block. Miał sporo zajęć, o większości nie wiedziałam zbyt wiele. Mało rozmawialiśmy o jego życiu poza pokojem w mieszkaniu dziadków, które tymczasem przeszło formalnie na jego własność. Domyślałam się, że chciał ode mnie odejść Zaraz po pierwszym razie i tylko odkłada ten krok. Dręczony wyrzutami sumienia udawał mojego opiekuna. Przygnębiony skalą przeżywanej ze mną przyjemności upijał się regularnie, szukając w alkoholu znieczulenia. Odgrywałam Anetę tańcząc w ciasnym pokoju jego dziadków ubrana w białą bluzkę. Śmiał się przekonany, że tańczę z radości. Pokój, w którym trzy, cztery razy w tygodniu uprawialiśmy miłość, Nie zmienił się od dnia, kiedy pierwszy raz położyłam się pod spranym, cienkim kocem, pamiętającym chyba przedwojenne czasy. Wszystko w tym pomieszczeniu przypominało skamielinę, było scenografią, do której nauczyciel dołożył tylko swoje najbardziej potrzebne rzeczy. Pościel pamiętała czasy wyprawki ślubnej jego rodziców. W szafach wisiały obce, staroświeckie ubrania, męskie i damskie, w dobrym gatunku. Na półkach stały serie książek wydanych tuż po wojnie. Głównie polska i rosyjska klasyka oraz trochę autorów, którzy byli popularni zanim się urodziłam. Stryjkowskiego, Konwickiego, Andrzejewskiego, Putramenta, Iwaszkiewicza. Dużo słowników. Dwunastotomowa encyklopedia polska i czterotomowa niemiecka. Przedwojenne książki niemieckie. Część z tytułami pisanymi gotykiem. Wśród nich filozofowie o złowieszczo brzmiących nazwiskach Weininga, Nietzsche, Schopenhauer. Do babci musiały należeć dzieła Virginia Woolf po angielsku i kilka wydrukowanych na bardzo kiepskim, wchłaniającym kurz papierze książek Simone de Beauvoir. Przeczytałam je w kolejności odwrotnej do tej w jakiej powstawały. Wiek umiaru przed drugą płcią i kobietę zawiedzioną przed korespondencją z Sartrem. Czytałam leżąc nago na wspominanym już cienkim kocyku Bo w mieszkaniu było zwykle za gorąco. Stare kaloryfery przekazywały ciepło z poniemieckiej kotłowni w piwnicy w sposób niekontrolowany. Jak u mnie w domu. Kaloryfery na nóżkach, książki w biblioteczce na wysoki połysk. Sporo zbieżności, jeśli chodzi o księgozbiór, oprócz pozycji przedwojennych i momentu, od którego kupowano nowości. U nauczyciela nie było też na przykład takich ciekawostek, jak proza Anny Zegers w półciennej oprawie. opatrzona dedykacją dla mojej matki. Nie od autorki, lecz od pierwszego sekretarza podstawowej organizacji partyjnej. Nieważne kto napisał, ważne kto dawał. Dziadkowie nie mieli też dzieł wszystkich Aleksego Tołstoja, ani cichego Donu Szołochowa, który moja matka czytywała w dniach nazywanych przez nią nostalgicznymi. Ze słowników mieliśmy tylko dwutomowy polsko-łaciński i łacińsko-polski z czasów szkolnych mamy, Dopiero później kupiłam sobie polsko-niemiecki i angielsko-polski. W drugą stronę nie dostałam, ale byłam zapisana na kolejną dostawę w zaprzyjaźnionej księgarni. Zebraliśmy za to dużo książek medycznych, które dostarczyły mi odpowiedzi na pytanie, czy felatiopo, orgazm łechtaczkowy zamiast oraz pięć razy w tygodniu stanowią normę. Pytanie o normalność prowokowało nauczyciela do długich tyrat, więc mu je zadawałam. Bo lubiłam, kiedy mnie pouczał. Kiedy chciałam, żeby skończył wykład, mówiłam do niego, panie profesorze. Najbardziej lubił ćwiczenia od tyłu, jak mówił, bo nie używał nigdy wulgarnych czy choćby pikantnych określeń. Stosował eufemizmy i terminologię fachową. Eufemizmy podniecały go jak innych pornografiach. Zgodnie z doktryną lat osiemdziesiątych uważał, że w celach instruktażowych należy czasem obejrzeć świerszczyk. Choć przed każdym zerknięciem na rozkładówkę magazynu dla panów wmawiał sobie, że ma do tego dystans. Z konsternacją odkrył, że lubię patrzeć na nagie kobiety. Tłumiłam oddech leżąc na jego ramieniu, gdy przewracał kartki. i tłumaczył Avista niemieckie podpisy w komiksach o pani czekającej na pana. Przy łóżku na pokracznym stoliku typowym dla małych mieszkań urządzonych w latach sześćdziesiątych pojawiały się powieści Hemingwaya, Remarca, Londona, biografie kompozytorów i oczywiście partytury, które mój nauczyciel czytywał przed snem zamiast gazet. Widziałam też biografie Charlie'ego Chaplina, napisaną przez córkę poczętą w jakimś niewiarygodnie starczym wieku, gdy aktor ożenił się z kolejną swoją kobietą dzieckiem. Nauczyciel bardzo lubił Chaplina z okresu niemego. Część książek, w tym studenckie podręczniki oraz niemieckie i szwedzkie gazety pornograficzne trzymał pod łóżkiem. Świerszczyki oglądaliśmy zawsze po alkoholu. To wtedy nauczyłam się pić brandy, dostępne przeważnie tylko w Peweksie. Całe mieszkanie dziadków wydawało mi się magazynem trudno dostępnych dóbr. O ile pamiętam, przez te cztery lata, za każdym razem, kiedy go odwiedzałam, sięgał do jakichś półek, szafek, napawlacze i wyciągał stamtąd butelki, paczki herbaty i kawy, pachnące mydła, perfumy i zagraniczne gazety. Dziadek był emerytowanym kimś. Nauczyciel mówił o nim z przekąsem. Podobnie zresztą jak o rodzicach, których odwiedzał w każdą świętą wobec tego niedzielę. Dlatego nasz romans nie miał niedziel. Nawet jeśli w ten dzień wypadały moje urodziny. W niedzielę był dzień jego matki. Zupełnie dla mnie niedostępnej. Nie wolno mi było nawet o niej wspominać. Wobec czego nie rozmawialiśmy także o mojej. Rodzinę musiałam zostawiać przed wejściem do łóżka. Najlepiej w okolicach pierwszego piętra na parapecie z kwiatkami. które sąsiadka wychodziła podlewać, jeśli zobaczyła mnie wcześniej zza firanki. Wyrzucałam z głowy dom, toczył się wesoło po schodach. Uważałam, żeby moich regularnych wizyt nie widziało zbyt wiele osób. Szybko się umówiliśmy, że w razie pytań mam mówić wścibskim sąsiadkom, że idę na lekcje. No, w pewnym sensie były to lekcje. Poza tym, że dołożył do dziadkowych szaf swoje modne, zagraniczne ubrania, których nie miał wiele i postawił w łazience szklankę ze szczoteczką do zębów i złotą maszynką do golenia, nauczyciel zachowywał się jak w cudzym mieszkaniu wynajmowanym na schacki. Nawet biurka nie używał. W szufladach, co stwierdziłam grzebiąc w nich, kiedy pewnego razu na godzinkę mnie zostawił, leżały papiery nieznanych mi starszych państwa, świadectwa z bardzo odległymi datami, żółtawe dokumenty, sepiowe zdjęcia. Piliśmy z kryształowych szklanek, jedliśmy gotowane przez niego proste potrawy ze zdekompletowanej porcelany, która szczelnie wypełniała kuchenną szafę, podobną do naszej, model z otworem na małą lodówkę. Podczas jedzenia często siadałam mu na kolanach. Nauczyłam się też po jedzeniu i po seksie zapadać w małe drzemki. żeby nie musieć od razu wychodzić albo rozmawiać o muzyce, której de facto nigdy nie lubiłam, wiedząc, że muzykalność nie jest moją najmocniejszą stroną. Na parę dni przed moimi urodzinami, szczęśliwie nie wypadały, tym razem w niedzielę, powiedział, że mnie uwalnia, a poza tym wyjeżdża. Kolejność mogłam pomylić. Być może najpierw powiedział, że wyjeżdża, a potem, że chce mnie uwolnić. Uwolnienie wydaje się czymś pozytywnym, podczas gdy wyjazd jest stratą dla tych, co zostają w domu, czyli dla mnie wówczas prawie nigdzie. Tyle czasu spędzałam w pokoju po dziadkach, że nie miałam już innego domu niż łóżko nauczyciela. Do siebie, do dzielonego z babcią pokoju wpadałam na krótko i od razu układłam się z książką. Rano budziłam się w ostatniej chwili wiecznie niedospana z powodu intensywnego trybu życia. On tymczasem postanowił przekwalifikować się z pianisty, kameralisty i instruktora pop rock classic na trzeciego skrzypka zawodowej niemieckiej orkiestry w miasteczku pod granicą francuską. Myślałam, że skrzypce nie są jego ulubionym instrumentem. Kiedy mówił o swoich planach, Patrzyłam przede wszystkim na jego kształtne szczupłe palce. Nie myślałam o grze na żadnym instrumencie. Tamagotchi kopnęło w przeczuciu odcięcia stałych dostaw seksu. Nie można kaprysić, skomentował moje zastrzeżenie w sprawie skrzypiec. Istotnie, legalny kontrakt zagraniczny był w tamtych czasach czymś właściwie niedostępnym. Domyśliłam się, że zadziałał emerytowany ktoś. Miałam nadzieję, że za każdym razem, kiedy nauczyciel odwiedzi nasze miasto, będę wracać do jego łóżka. Po butelce wina byłam pewna, że po maturze pojadę do niego do Niemiec. Wszystkie moje plany, prośby, zaklęcia, szantaże, które zatruły mi osiemnaste urodziny i wiele następnych dni odsuwał niedbałym gestem. Przygarniał mnie co prawda jeszcze na ten jeden raz, ale nie zmieniał zdania. Nie miałam honoru, nie znałam umiaru, nie dbałam o swoją wartość. Mówiłam mu, że już nigdy nie poczuję tego, co dają moje wąskie usta. Mimo to nie zmienił decyzji. Ożenił się z tamtą dziewczyną z orkiestry i odgrodził się ode mnie dodatkowo ojcostwem. Z przeprowadzonych po latach obliczeń Wyszło mi, że poznał tę dziewczynę, zanim wyjechał. Może razem studiowali, a dziecko musieli począć w któryś z tych ciepłych dni naszego ostatniego lata, kiedy rozbierałam się szybciej niż zwykle, żeby wziąć prysznic i poczuć nasz pomieszany, świeży pot, zanim słońce schowa się za drzewami sięgającymi południowo-wschodnich okien trzeciego piętra. Kilkakrotnie deklarował pilną potrzebę opuszczenia miasta, a potem Spotykałam go przypadkiem na ulicy z elegancką młodą kobietą. Kiwał w moją stronę głową, to wystarczało. Znałam procedury. Przy obcych udajemy nauczyciela i uczennicę. Od pewnego czasu te zabezpieczenia nie były, co prawda, potrzebne. Weszłam w dopuszczalny wiek, nie łączyły nas żadne zależności. Jedynie pokój w mieszkaniu po dziadkach i stojące w tym pokoju łóżko. a właściwie wąski rozkładany tapczan, ale w tej grze pozorów z czasem zaczęło chodzić raczej o dreszcz towarzyszący zakazanemu, który chcieliśmy podtrzymać. A może i o to, że nauczyciel nie chciał dojrzeć, pokazać się ze mną? Przez wiele lat po jego wyjeździe zadawałam sobie pytanie, co go skłoniło do wzięcia na siebie roli ojca. Wtedy, kiedy mówił, uwalniam się". I wówczas gdy z tamtą elegancką wiolonczelistką płodził swoje pierwsze dziecko. Bo po latach miałam się dowiedzieć z wywiadu, którego udzielił wcale niejako muzyk, że został ostatecznie ojcem Trojga. Cudem przeżyłam czwartą klasę liceum. Dołączyłam do wszystkich możliwych grup towarzyskich i konfiguracji erotycznych, jakie istniały w naszej budzie z tradycjami. Sporo piłam. Trunki były gorsze niż te emerytowanego kogoś, więc bardziej kacogenne. Przerażałam rówieśników zachłannością. Zamiast studniówki, tę szkolną zbojkotowaliśmy, trwał stan wojenny, urządzaliśmy regularne pijatyki w swoich domach z przygotowanym przez matki stołem z zakąskami, wychodzeniem do pokoju obok i zamykaniem się w łazience. Chłopakom, choć nadal byłam dla nich niezbyt atrakcyjna, imponowało, że się nie kryguję. W niekrygowaniu się byłam od nich, nie bójmy się tego sformułowania, dużo lepsza. Erotycznie ich przerażałam, bo manifestowałam po prostu wolę. Brałam ich dając za dużo, za szybko, za bardzo wprost, za mocno. Nie udało mi się nawet zapracować na złą opinię. Wszystkie te występy miały miejsce na prywatkach po skrajnie wyczerpującym spożyciu. Często nie pamiętali zbyt wiele. Własną pamięć następnego dnia oddawałam Tamagotchi do czyszczenia. Działało na zasadzie odnowy duchowo-biologicznej. Uwalniało odmoralniaka. Jeden z chłopaków, starszy od nas, pamiętam tylko nazwisko, którego z oczywistych względów nie wymienię, przyszedł do mnie w niedzielne popołudnie po szczególnie wariackiej imprezie. Przez moment myślałam, że mogłabym pobyć z nim na próbę. Pachniał jasnym blondynem, drażniąco, bez pożądania, nie do zniesienia. Poza tym byłam przyzwyczajona do niedziel w pojedynkę. Zaczął przygotowywać się do matury z kimś ze swojej poprzedniej szkoły i chyba nie trafiliśmy więcej na siebie w prywatkowej ruletce. Nie wiem, jak udało mi się zdać maturę. Bez nauczyciela muzyki nie miałam motywacji do czytania. Musiała wystarczyć wiedza z lekcji i pierwszych trzech lat przerabiania materiału do klasówek. Polskiego nie musiałam się bać. O wiele gorzej było z matmą. Bałam się geometrii, a liczyłam na rachunek prawdopodobieństwa. Kto by pomyślał, że przez lata będę pracować z liczbami, statystyką i komputerami. W końcu zdałam bardzo dobrze i dobrze. Po ostatniej imprezce, już bez szybkiego seksu, pojechałam złożyć papiery na studia do nieodległego większego miasta. Miałam zamiar zacząć od nowa. Zakwalifikowałam się na obóz integracyjny. Przestałam farbować włosy na blond. Od mamy dostałam na drogę podomkę od taty tłustego zaskórniaka. Byłam świetną kochanką. Żywiłam chudawe tamagotchi. Prawie się wyleczyłam z sentymentalnego podejścia do seksu.
[37:22.41 → 39:02.24] A: Dziękuję bardzo. Fragment życiorysu bohaterki powieści Nigi Wasiów w powietrzu. Jak się pisze seks? Proszę pani, to zresztą jest znakomity tytuł artykułu, który mniej więcej rok temu ukazał się w książkach w magazynie do czytania, na który to pewnie artykuł często powołują się pani czytelnicy albo przywołują go prowadzący, bo też i zbyt wielu artykułów na ten temat znaleźć nie można. Ten był dość obszerny. A ponieważ niestety zabrakło mi tam Pani głosu, więc to pytanie będące tytułem artykułu chciałabym teraz przywołać, żeby spróbować uzyskać odpowiedź na to pytanie. Zanim jednak oddam Pani głos, to pozwolę Państwu przywołam dosłownie kilka wypowiedzi z tego tekstu. Joanna Bator na przykład mówi, kiedy pisze scenę erotyczną, czuje podniecenie. Pisarz to nie chirurg, którego nie boli jak ktoś kroi ciało. Kuczok. Sceny erotyczne pisze się od strzału. Pisanie scen miłosnych na raty to jak stosunek przerywany może się nie powieść. Ignacy Karpowicz. To trudne i męczące. Jak mam nie kręcić skoro pisze długo a później jeszcze poprawiam 30 razy. W moim przypadku pisanie scen erotycznych nie różni się od pisania w ogóle. Scena erotyczna czy opisywanie krajobrazu taka sama robota. Jak się pisze seks? Pytam Ingę i Wasiu.
[39:03.38 → 41:59.11] B: Tak, ja wybrałam ten fragment dla Państwa niezbyt może ekscytujący właśnie dlatego, że pewnie zadziałała autocenzura. Nie wiedziałam, czy Państwo zniesiecie jakiś bardziej odważny fragmencik. Jak się pisze? Ja bym się zgodziła z tym, że z tym ostatnim głosem Karpowicza, że pisze się jak każdą inną scenę, w tym sensie, że trzeba to najpierw sobie jakoś wyobrazić, następnie jakoś napisać, wielokrotnie poprawić i też usłyszeć. W przypadku scen erotycznych jest trochę bardziej może ważne to, żeby to usłyszeć. Ta próba głosu w moim przekonaniu odsiewa ziarna odplew, to znaczy scena niezręczna, niezręczna scena erotyczna brzmi fałszywie, wyjątkowo fałszywie, o wiele bardziej fałszywie niż fałszywa scena opisu krajobrazu, niż niezręczny opis krajobrazu. Więc jakoś tak. Powiedziałabym, że faktycznie to pisanie scen erotycznych wymaga jakiejś kondensacji, ale to nie jest tak, że ta kondensacja wpływałaby na to, jak ja sama się czuję. Kiedy pisałam tę powieść, ale też przy innych, w których nawiązywałam do tej sfery życia, to właściwie wymyślałam te sceny w różnych sytuacjach. Ja piszę z rywami, to jeszcze też pewnie trochę mnie różni od pisarzy, którzy są mniej obciążeni innym zawodem. Ja muszę sobie wydzielać czas na to, że mam, powiedzmy, teraz dwa tygodnie, w czasie wakacji trzy tygodnie, na to, by popracować nad prozą i wówczas następuje coś takiego jak, nie wiem, taka psychiczna mobilizacja, nastawienie wyłącznie na ten jeden tekst. I właściwie wówczas ja w sobie faktycznie trochę indukuje takie pomysły, stany, które pomagają pisaniu. I w powietrzu jest oczywiście taką powieścią, która poza tym jednym rozdziałem, który państwo usłyszeliście, gdzie są i sentymenty i nawet trochę dramatu, to jest powieścią raczej korzystającą z humoru. Więc te opisy, ich wymyślanie były nie tylko wymyślaniem tego, co można wytrzymać, gdzie jest granica tolerancji po stronie czytających, ale też było takim myśleniem o tym, co jest zabawnego w tych zdarzeniach, które nas tak przejmują. No i to jakoś trzeba było wymyślać.
[41:59.62 → 42:28.54] A: W takim razie skupmy się w okolicach dwóch słów, które padły w tej chwili. Zacznijmy od tej cenzury. Ja pytałam już Panią dzisiaj raz, czy czasem drżała Pani ręka. Odpowiedź brzmiała nie, ale teraz z kolei wybrała Pani fragment, który taktownie, żeby ewentualnie, bo publiczność siedzi naprzeciwko nas. To jest ta cenzura, której się pani trzyma, czyli to jak może zareagować publiczność?
[42:29.34 → 44:24.10] B: To są różne sytuacje, ponieważ powieść nie jest pisana do głośnego czytania. Zupełnie inaczej pisałabym, gdybym miała z tego zrobić dramat. Utwór sceniczny na pewno byłby napisany inaczej. I to nie jest kwestia cenzury, tylko raczej kwestia kontekstu. Powieść jest jednak tekstem pisanym dla pojedynczego czytelnika, który czyta to we własnym domu zwykle, czy też w środkach komunikacji, na leżaku pod drzewem. W każdym razie w takich sytuacjach, kiedy konfrontuje ten świat wymyślony przeze mnie wyłącznie z własną wrażliwością. Nikt nas nie podgląda wtedy, kiedy jesteśmy czytelniczkami, czytelnikami. I w związku z tym ta cenzura nie musi tak działać jak wówczas, kiedy mówimy o głośnym przeczytaniu. Natomiast kiedy wybieram fragmenty do czytania, zawsze kieruję się, i to można uznać za autocenzurę, zawsze kieruję się myśleniem o tym, jak to będzie odebrane. Czy ja kogoś nie zmuszam do słuchania rzeczy, na które ten ktoś nie ma ochoty. Kiedy byłam dużo młodszą pisarką, Zdarzało mi się uważać, że przekraczanie granic jest jednym z głównych zadań literatury. I miałam kilka takich przygód głośnego czytania tekstów, na które publiczność reagowała za wstydzeniem. Kiedy później to przemyślałam, to zastanawiałam się, czy to jest dobra emocja, w kontakcie z czytelnikami. Czy to chodzi o to, żeby kogoś zawstydzić? I odpowiedziałam sobie na to pytanie negatywnie. Nie. Bo niby jakie ja mam prawo do tego, żeby kogoś zawstydzać? Od tego czasu bardzo tego pilnuję, żeby nie przekraczać granic w wyborze fragmentów na spotkania autorskie.
[44:24.48 → 44:54.39] A: To jeszcze przy tym wstydzie przez moment zostańmy. Bo są tacy, którzy uważają, że tam gdzie pojawia się z tyłu głowy choćby pojęcie wstydu, I właśnie tu są dwie drogi. Jedni mówią, nie należy tam wchodzić. Trzy właściwie nawet. Inni mówią pisarz nie powinien odczuwać wstydu. A są tacy, którzy uważają, że właśnie wtedy należy w to wejść, że tam dopiero jest coś ciekawego. Czy to pojęcie wstydu towarzyszy pani? Jaki jest pani do tego stosunek?
[44:55.01 → 46:02.26] B: To jest bardzo ważny obszar emocji. Różnie definiowany, różnie traktowany. i oczywiście ja bym odpowiedziała, że należy wchodzić, ale to są dwie różne kwestie, czy pisarka ma tam wejść, czy ma na siłę ciągnąć tam swoich czytelników, bo pisanie literatury to nie jest przede wszystkim moja autoterapia. Ja nie piszę prosząc o to, by mi za to płacono w dodatku po to, żeby się z czegoś leczyć, czyli na przykład ze wstydu własnego, A też nie mam takiej misji wyraźnie sformułowanej, że miałabym nas na przykład z jakiegoś wstydu społecznego leczyć i prowadzić czytelników znów tam, gdzie nie chcą wchodzić. Myślę, że pisanie, które nie jest amatorskie polega na tym, żeby wyważyć te wszystkie kwestie. To znaczy zaglądać w rejony trudne, szukać tematów trudnych, ale próbować tak do nich podejść, tak je opisywać, żeby to zadziałało, a nie zadziała wówczas, kiedy zatrzaśniemy książkę przed czytelnikami.
[46:04.42 → 48:05.24] A: I jeszcze jedno słowo, które sama pani wywołała, czyli ten humor. Rzeczywiście akurat nie w tym fragmencie, choć i tak patrzyłam na państwa twarze, uśmiech pojawiał się. Zapewniam, że są rozdziały, w których nie uśmiech, a śmiech może państwu przy lekturze towarzyszyć. Zresztą czytałam na portalu społecznościowym pani komentarz, kiedy wracała pani z Olsztyna, z performatywnego, głośnego czytania w powietrzu, z teatru w Olsztynie. Jestem opita śmiechem jak bąk, tak pani napisała kilka godzin po, więc taka była reakcja i autorki, i publiczności. W książce, którą już wywołałyśmy, czyli W strachu przed lataniem, też jest dużo takich sytuacji, w których się uśmiechamy lub śmiejemy. I jeszcze jedna sytuacja przychodzi mi do głowy. Pamiętam, jak to było już jakiś czas temu, po premierze monologów Waginy w Teatrze Wybrzeże, pamiętam taką recenzję o opis Kingi Dunin i jej wielkie zdziwienie, że kobiety, które siedziały na widowni bez przerwy się śmiały, chociaż tak naprawdę tam było bardzo dużo fragmentów, czasem smutnych, czasem okrutnych, które na pewno nie były do śmiechu. I, konstatuje Kinga Dunin, ona w pewnym momencie zrozumiała, że ten śmiech nie dotyczy bezpośrednio tych fragmentów, tylko jest to śmiech ulgi, że oto nareszcie Możemy mówić o tym, że kobieta od pasa w dół też istnieje, że ma potrzeby, jak one wyglądają, że odczuwa, że pragnie. Pani dodaje, że ma fantazję i wiele jeszcze innych rzeczy. Ale to już nie jest śmiech ulgi, prawda?
[48:05.64 → 49:52.43] B: To już jest po prostu śmiech, mam nadzieję, przekłuwający różne balony. Właśnie balon wstydu, właśnie balon milczenia, właśnie balon tej bezustannej kontroli, której podlegamy. Ja tak pomyślałam, że może trzeba o tych rzeczach skomplikowanych skądinąd napisać z humorem, że to jest oczywiście jeden z kluczy do opisywania seksualności. Ale nie tak, by ośmieszyć bohaterkę, i innych bohaterów, którzy się wokół niej kręcą na tej orbicie seksualnej, tylko raczej tak, by pokazać, że te lęki są śmieszne. Bo to rzecz jest nie w tym, że my jesteśmy śmieszni, tylko w tym, że cała ta sfera stabuizowana właśnie zasługuje na to, żeby ją wyśmiać. Faktycznie ja po spektaklu w Olsztynie jechałam w świetnym humorze, ponieważ śmiałam się z własnego tekstu. To czytanie wydobyło z niego te momenty najbardziej zabawne, m.in. w konstrukcji postaci. Męskie role zostały w taki sposób zaaranżowane, faktycznie wejścia poszczególnych aktorów i kwestie męskie wywoływały śmiech na widowni. Co było oczywiście jedną z możliwych interpretacji tego tekstu, pokazanie tego, że mężczyźni ze swoimi potrzebami, kompleksami, narzucanym zdaniem są śmieszni. Ale oczywiście w tej powieści nie tylko mężczyźni bywają zabawni. To było czytanie performatywne, które poszło w tym kierunku.
[49:53.38 → 50:06.16] A: No to literatura w takim razie, literatura erotyczna, dobrze napisana książka o seksualności, ma moc terapeutyczną w takim razie. Może mieć?
[50:07.51 → 52:20.78] B: Może mieć. Ja oczywiście nie stawiałam sobie takich wygórowanych celów, ale na spotkaniach autorskich słyszałam to wielokrotnie od osób, które były po lekturze książki, że to były bardzo zróżnicowane głosy, na przykład takie, że osoba w moim wieku mówiła, że szkoda, nie mogła tego przeczytać 30 lat wcześniej, inaczej by przeżywała własne życie. Młode osoby zwracały uwagę na różne rzeczy, które ja tutaj znów przekłuwam jakoś tam. ich zdaniem przynajmniej trochę. No choćby ta scena, o której państwo słyszeliście. Ona oczywiście ma, jest też przeze mnie zaprojektowana jako odpowiedź na taki męski fantazmat kobiety dziecka, którym to mężczyźni chcą się zaopiekować. I właściwie jest jakąś dyskusją z tym całym nurtem literatury, który można by nazwać takim postnabokowowskim. Bo znajdziemy tego mnóstwo także u współczesnych pisarzy polskich. Takich scen czy całych powieści, które opowiadają o tym, jak to dziecko uwiodło mężczyznę dojrzałego i jeszcze dziecko jest winne. A z drugiej strony mamy oczywiście coś na kształt paniki moralnej dotyczącej pedofilii. W związku z tym to znów są dwa plany. Z jednej strony ciągle mówi się o tym, że dzieci są zagrożone, nie wiedząc za bardzo też, gdzie postawić granice tego dziecięctwa, a z drugiej strony w literaturze uważanej za wysoką, bo nie mówimy teraz przecież o pornografii, mówimy o oficjalnym obiegu kulturowym, ten schemat, on starzejący się, ona tak młoda, że właściwie dziecko, jest jednym z podstawowych schematów miłosnych. Więc ten motyw, przeze mnie tu wprowadzony i zaprezentowany państwu miał być odpowiedzią na ten schemat właśnie. Taką odpowiedzią, która pokazuje, że może to wygląda trochę inaczej. Może tę opowieść można trochę przekręcić i też się z niej nieco pośmiać.
[52:22.24 → 52:43.94] A: Nabokov zresztą powinien być pani w związku z tym bardzo wdzięczny, bo jego Lolita też cierpi tak naprawdę na tym pojmowaniu i na tym słusznym napiętnowaniu pedofilii, ale pojawiają się tu i tam przecież głosy odsądzającego czci i wiary. Są tacy, którzy nie chcą w związku z tym po niego nawet sięgać, prawda?
[52:44.50 → 53:47.15] B: Tak, to się zdarza na wydziałach filologicznych, gdzie studenci mówią, że nie chcą tej książki czytać. lub mówią, że jest to książka obrzydliwa. Właściwie argumenty, które padają we współczesnej dyskusji przypominają dyskusję w momencie, kiedy Nabokov tę powieść napisał i kłopoty z opublikowaniem, z pierwszym wydaniem tej powieści. i powinniśmy to przemyśleć, co to oznacza to nasze cenzurowanie powieści, która naprawdę przecież nie opowiada o zakazanym męskim pożądaniu w sposób, który by był jego apoteozą. To jest bardziej skomplikowane, musiałbyśmy teraz mówić więcej o Lolicie, ale na pewno nie jest to powieść nieprzyzwoita. Natomiast podobne fabuły, o wiele mniej skomplikowane i prowadzące do innych wniosków, wierzcie mi Państwo, bo jestem też literaturoznawczynią i krytyczką, we współczesnej literaturze są po prostu jednym z ulubionych motywów pisarzy mężczyzn.
[53:47.51 → 53:55.55] A: To znaczy, że zawsze będziemy mieć kłopot z seksem, z mówieniem o nim, z ustosunkowywaniem się do niego w literaturze?
[53:56.73 → 55:26.64] B: Myślę, że Nie, to znaczy jeśli w ogóle nie będziemy mieć kłopotu, to znaczyłoby, że seks stał się przezroczysty, że jest nieważny. To, że dyskutujemy, że coś budzi nasze zainteresowanie albo przeciwnie, niepokój, odrzucenie, ostre reakcje, to oznacza, że to jest sfera życia dla nas bardzo ważna. Oczywiście jest też tak, że nie każda powieść jest dla wszystkich. Nie każdy punkt widzenia musi być zaakceptowany przez jakiegoś wyobrażonego czytelnika, który miałby być każdym. I w związku z tym na pewno jest tak, że moja powieść jest powieścią, która jednym może się bardzo spodobać, inni ją odrzucą, na co ja się zupełnie nie gniewam. I nie traktowałabym tego jako symptomu kłopotów z seksualnością, jakie mamy, Raczej jako symptom kłopotów z seksualnością traktowałabym te fabuły męskie, o których mówiłam przed chwilą. To znaczy te, które utrwalają schemat bardzo jednotorowy, nie pozwalają z nim dyskutować i w dodatku wymuszają w pewnym sensie takie traktowanie tej opowieści, opowieści stereotypowej, jako prawdy o życiu. jako jednotorowej prawdy o życiu?
[55:27.52 → 56:37.99] A: Kłopot z odbiorem pani książki może być taki, co wnioskuje po dzisiejszej porannej lekturze artykułu w Gazecie Wyborczej, który to artykuł po prostu zestawiał ostatnie bestsellery, najlepiej sprzedające się książki. Na pewno nie są państwo zdziwieni, od ośmiu miesięcy pierwsze miejsce zajmuje 50 twarzy Greya. Przy tej książce zresztą za moment chciałabym, żebyśmy się przez chwilę zatrzymały, ale wniosek z tego artykułu był mianowicie taki, że tak naprawdę czytelnik nie potrzebuje do końca wyłącznie znakomitej literatury, formalnie znakomitej, pięknego, literackiego języka. Potrzebuje emocji i że to jest ta podstawowa zmiana, która ostatnio zaszła i stąd takie, a nie inne, usystematyzowanie książek w tych wszystkich rankingach. No tu mamy dwa w jednym, tu mamy emocje i dobrą literaturę, ale to trochę wskazuje panią na wykluczenie.
[56:39.45 → 59:50.59] B: Ale ja też nie pretenduję do tego, by napisać, musiałabym zresztą zrobić to po angielsku, bo to jest pierwszy warunek, wszechświatowy bestseller erotyczny, to jest niemożliwe. Ja zresztą, są dwie kwestie. Po pierwsze faktycznie emocje są ważne i temu też służy kultura, by nas z nimi konfrontować. Ale można by też odwołać się do takich teorii, które mówią, że literatura popularna, kultura masowa to jest rodzaj takiej psychologicznej pornografii. jest odpowiednik tego, co oferuje nam pornografia. 50 twarzy Greya oferuje nam coś, co raczej jest pewną opowieścią nie oddziałującą na sferę seksualną, tylko właśnie na sferę emocji. W dodatku jest tak, że te wszystkie fabuły erotyczne, które należą do popkultury, one są budowane na jednej zasadzie. Ta zasada brzmi, nie przekrocz żadnej granicy zapowiadając, że przekraczasz wszystkie. Tak jest z pięćdziesięcioma twarzami Greya, która znów opowiada oczywiście w złagodzonej formie ten sam schemat, to znaczy młoda dziewczyna i wpływowy mężczyzna, i ustępstwa z jej strony na rzecz jego potrzeb seksualnych, które się okazują jej potrzebami seksualnymi. Więc właściwie nie ma tutaj, wbrew tym pozorom, wprowadzania nas w tajemnice seksu sanomasochistycznego, fetyszy itd. Nie ma właściwie żadnego niebezpieczeństwa. Każdy kto to czyta wie, że stoi twardo na gruncie dość tradycyjnie rozdanych ról i happy endu. Ja myślę, że seks niepokoi w literaturze, dlatego że nie zawsze udaje nam się tak mocno stać na nogach, kiedy czytamy książki z motywami erotycznymi, czy książki, których tematem jest seksualność, a które niekoniecznie prowadzą do tak łatwych happy endów, choć moja książka, dodam od razu, proszę Państwa, na zachętę, do happy endu prowadzi, tu wszystko się dobrze kończy, nie ma żadnego dramatu. Więc to by była jedna z kwestii. Ale jeszcze też oczywiście nigdy dość o tym mówić, że jesteśmy w świecie marketingu, z którym nie wygramy. Bo nie ma drugiej takiej machiny, jaką miało 50 twarzy Greya w świecie literatury ostatnich lat. Wcześniej był Harry Potter. Teraz jest 50 twarzy Greya i po prostu porównywanie czegokolwiek z popularnością tej książki, jej wersji na czytniki, filmu, fatalnego zresztą, ale i tak bijącego rekordy popularności, nie da się z tym porównać niczego, co nie jest opakowane w podobną choćby machinę reklamową.
[59:51.81 → 01:00:20.17] A: Ale czy to właśnie ta książka, czy to wydarzyło się wcześniej? Czy także dzięki tej machinie potężnej i popularności, jaką ta książka ma, czy to właśnie ta książka przypadkiem nie otworzyła dość szeroko pewnych drzwi, umożliwiając później powstawanie tych innych książek, niekoniecznie z najwyższej półki, ale jednak, czy to przypadkiem nie ta książka tak na dobre pokazała
[01:00:23.21 → 01:02:14.65] B: Ona pokazała, że jest rynek na opisywanie seksualności i oczywiście to się wiąże z kilkoma sprawami. To się wiąże z obiegami komunikacyjnymi. Z tym, że tego typu literatura przede wszystkim była sprzedawana na czytniki. Więc tutaj zmiana technologiczna, która spowodowała to, że czytelnicy, a jeszcze bardziej czytelniczki śmielej zaczęli szukać tego, co ich interesuje. Literatura erotyczna kierowana do różnych grup to jest potężny przemysł. Piśmienny powiedziałabym, bo trudno mówić, że to jest jakaś, znaczy pewnie to jest jakaś odmiana popkultury, ale nie wiem jak o tym mówić w kontekście kultury w ogóle. bo nie chciałabym się na to gniewać i mówić, że to jest ta gorsza część kultury. Ale na pewno to, że ludzie zaczęli czytać, zaspokajając swoją ciekawość, w tym sensie bezkarnie, że nikt nie patrzył na okładkę książki, to otworzyło drzwi. A później już moda faktycznie spowodowała lawinę. Bo z jednej strony nikt się oczywiście dzisiaj nie wstydzi czytać 50 twarzy Greya w pociągu. Okładka nie do pomylenia z żadną inną. I oczywiście wielka produkcja książek podobnych. Dodać trzeba, że 50 twarzy Greya nawet w tym swoim gatunku to nie jest najlepsza powieść. Znajdziemy wiele lepszych. Część z nich była tłumaczona na język polski, ale nie wszystkie. Większość jest jednak dostępna w języku angielskim na tym największym rynku czytelniczym świata. Więc ma Pani rację, że to otwiera jakieś drzwi, ale to nie są drzwi te same, przez które przejdzie w powietrzu. Niestety.
[01:02:15.73 → 01:03:18.59] A: Zanim zechcą być może Państwo dopytać naszego gościa o różne sprawy, to jeszcze jedno pytanie ode mnie. bo ciekawa jestem, dlaczego prowadzi pani z czytelnikami, a właśnie czytelnikami czy czytelniczkami, to jest też ciekawe, ale to może za moment, bo najpierw chciałabym zapytać o tę grę. Bo jest tutaj taki rodzaj gry, Wprawdzie większość bohaterek, bo bohaterka Pięćdziesięciu Twarzy Greya też jest związana z literaturą, w powietrzu to też zdaje się była związana z literaturą, ale chyba nie tylko z tego powodu bohaterka w powietrzu Ingi Iwasiów jest związana z literaturą. Jest krótko ostrzyżona, jest drobna, No właściwie specjalnie pani nie ukrywa podobieństwa na przykład fizycznego między sobą a bohaterką. No ale to by było za proste. To o co chodzi?
[01:03:18.95 → 01:03:40.38] B: Jasne, to by było za proste. Podobieństwo fizyczne istnieje, bo ja siebie lubię. Uważam, że to jest dobra bohaterka. Podobieństwo zawodowe istnieje także, ponieważ najlepiej znam to środowisko. W dodatku pisarki i pisarze załatwiają sobie przy pomocy tekstów literackich także swoje sprawy.
[01:03:40.52 → 01:03:48.54] A: Tu bardzo wyraźnie znajdą Państwo, znając rozmaite sytuacje np. związane z Ingą Iwasiów i Szczecinem, tu są pewne odniesienia.
[01:03:49.12 → 01:05:31.48] B: Tak, chociaż, jak powiedziałam wcześniej, nie odwołuję tego, nie piszę autoterapii po to, żebyście państwo zapłacili za książkę, czyli za tę moją kurację. Natomiast, jak większość pewnie pisarzy, jakieś swoje sprawy załatwiam. I tu wprowadzam wątek taki o to, że moja bohaterka jest redaktorką naczelną czasopisma literackiego i świetnie na tym zarabia. Oczywiście widać od razu, że jest to wątek absurdalny, bo nikt nie zarabia na czasopiśmie literackim. Za to ja redagowałam przez lat kilkanaście takie pismo i oczywiście miałam z tego powodu wiele kłopotów, w tym finansowych. Więc to jest kompensacja, to jest takie pojechanie, które polega na tym, że właśnie biorę sobie co chcę i oto projektuję świat, w którym można zrobić karierę nie wydając pismo lifestyle'owe, tylko pismo z wierszami. Więc to są takie gry. To są takie gry, w których ja faktycznie umieszczam swoje doświadczenie w tej powieści, ale nie w tych miejscach, których byście się Państwo spodziewali. To znaczy nie jest to mój pamiętnik erotyczny i o czym Państwa zapewniam, bo jak powiedział mój kolega krytyk, jest to bardzo denerwująca powieść, ponieważ żaden mężczyzna, a on ma lat już pięćdziesiąt parę, w całym swoim życiu nie przeżył tylu orgazmów, ile ma moja bohaterka na kartach nie tak znów długiej powieści. W związku z tym wynika już z tego, że nie jest to dzienniczek zdarzeń z mojego życia, bo tyle orgazmów po prostu nie jest możliwe.
[01:05:32.00 → 01:05:35.34] A: Czytelniczki czy czytelnicy, skoro wywołałyśmy to hasło,
[01:05:36.58 → 01:06:10.89] B: Statystyki pokazują, że czytają kobiety w ogóle przede wszystkim, co nie oznacza, że mężczyźni są tylko błędem statystycznym w czytelnictwie. Mężczyźni też czytają i faktycznie to się procentowo tak rozkłada jak w tych badaniach. Więc przede wszystkim mam czytelniczki, ale mam też czytelników, których bardzo lubię przeciągać na stronę tych kobiecych punktów widzenia. Jest takich czytelników w Polsce coraz więcej.
[01:06:13.13 → 01:07:32.42] A: Czytelnicy i czytelniczki, to jest ten moment, jeśli państwo mają ochotę zadać pytanie, bardzo proszę. Gdyby państwo zechcieli tylko poczekać na mikrofon, który jest na sali. Pojęcie wstydu wprawdzie zostało dzisiaj omówione, ale ufam, że właśnie w związku z tym, że zostało omówione, pozbędziemy się go i mogą Państwo zadać pytanie każde. Książki rzecz jasna i tematu poruszanego dzisiaj dotyczące. Zanim Państwo zbierą się na odwagę, to jeszcze jedna historia. Chciałam zapytać o wiersze. Wspomniałam na początku, jest pani poetką. Nie wiem, czy publikuje pani w tej chwili wiersze, czy też zbiera nowy tomik, czy też nie będzie tego tomiku w ogóle. Ale chciałabym zapytać o wiersze w tej książce, bo tak naprawdę porozumienie bardzo głębokie, albo przynajmniej próba nawiązania porozumienia, albo kontaktu, z kimś drugim jest za pomocą wierszy właśnie.
[01:07:33.78 → 01:09:29.54] B: To jest też nawiązanie do strachu przed lataniem, gdzie te wiersze odgrywają pewną rolę. Ja właściwie nie lubię takich powieści, które posługują się wieloma wierszami swoich autorów i tak balansują pomiędzy prozą a potrzebą poetycką. Więc te moje wiersze są wzięte w cudzysłów, one są stylizacjami na wiersze. wiersze różnych osób, więc spróbuję pisać w stylu, w jakim mógłby napisać np. podrywający młodą pracownicę już w zaawansowanym wieku polonista albo młoda autorka o ostrych przekonaniach feministycznych. Więc to są różne wiersze. Jestem z nich zadowolona, one mi się podobają. Myślę, że uchwyciłam tutaj coś ze stylu obowiązującego w kilku rejestrach poezji, pół amatorskiej zresztą, bo nie są to bardzo dobre wiersze. Natomiast ja sama właściwie uważam ten epizod poetycki w swoim życiu za zamknięty. Choć ostatnio, po pierwsze tutaj do tego tomu, do tej powieści musiałam kilka tych prób poetyckich podjąć i widzę, że to nie jest zupełnie niemożliwe. Napisałam też kilka pojedynczych wierszy, które gdzieś tam mam, ale one w nic się nie układają większego. I mam też wrażenie, że bardziej zależy mi jednak na układaniu prozy. Ja wydałam dwa tomiki i one właściwie sąsiadowały z pisaniem habilitacji. To są czasem przyczyny wyboru jakiejś formy są takie bardzo praktyczne. Pisałam habilitację, nie miałam czasu na nic innego. W związku z tym poprzestałam na tych formach krótszych, czyli na wierszach.
[01:09:29.94 → 01:09:56.28] A: To w takim razie ja nadinterpretowałam pewne rzeczy, bo raczej zrozumiałam to tak, że Teraz już może uproszczę to, co zrozumiałam, że seks niekoniecznie musi się wiązać z bliskością i z miłością, natomiast tym, po co sięgamy, wymawiając te słowa, jest na przykład tekst poetycki.
[01:09:56.80 → 01:10:28.71] B: Na pewno ten pośrednik jest potrzebny, ten w słowach. I tak, to trochę tak tutaj oczywiście też jest i zresztą jedyny wiersz napisany serio, bez tego ujmowania w cudzysłów, to jest wiersz miłosny, który moja bohaterka pisze do konkretnej osoby. I on właściwie wybrzmiewa przy końcu powieści, więc tak, ja myślę, że to jest sposób, słowa są sposobem. Seks to nie tylko dotyk, ale też mówienie o dotyku.
[01:10:30.31 → 01:11:24.27] A: Bardzo proszę. Żadnych pytań? Żadnych wątpliwości? Żadnych skarceń? Jeśli nie, to w takim razie zamykając sprawę jednego tabu, chciałabym na chwilę na zakończenie otworzyć sprawę następnego, do którego zdaje się pani się przymierza. Chciałam zapytać po prostu o nową książkę. Książka, jak wieść niesie, będzie nosić tytuł Pięćdziesiątka i będzie mówiła, nie wiem, czy przede wszystkim, czy między innymi, o alkoholizmie kobiet. Następny temat tabu. Proszę opowiedzieć o pomyśle, o książce, o tytule.
[01:11:28.86 → 01:13:59.93] B: Teraz niedługo odbędzie się premiera monodramu na podstawie jednego z opowiadań ze Smaków i Dotyków, napisanego przeze mnie około dziesięciu lat temu. Opowiadania właśnie o zatytułowanego Porada w tej wersji pierwszej książkowej. Opowiadania o tym, jak to bohaterka próbuje uzyskać jakąś poradę w sprawie powrotu do alkoholizmu, ponieważ jest zmęczona swoją abstynencją, a przede wszystkim jej społecznym odbiorem. Tym, że tak trudno jest funkcjonować abstynentce w społeczeństwie, w którym na każdym rogu można powiedzieć reklama piwa, tak jak w sprawie seksu, na każdym rogu reklama seksu, tylko nie wolno go uprawiać. Więc ten temat drąże od dłuższego czasu i pomyślałam, że trzeba by napisać taką powieść, która korzystałaby z konwencji mówienia w pierwszej osobie, podobnie jak w powietrzu. ale tym razem nie będzie to powieść, która by była lekka i humorystycznie przedstawiająca problem alkoholizmu, bo wydaje mi się, że tu się za bardzo nie ma z czego śmiać, że tu trzeba wrócić do tonu serio i w związku z tym opowiadam w takiej konwencji wspominania życia właśnie u progu pięćdziesiątki, wspominania różnych urodzinowych przyjęć zapamiętanych z całego życia. I opowiadam o takim zawahaniu mojej bohaterki. Czy pięćdziesiątka to jest wiek na pięćdziesiątkę wódki? Czy to jest właśnie taki moment, w którym może już nie ma co się oszczędzać, nie ma co męczyć się abstynencją, mimo tego, że bohaterka wielokrotnie próbuje zwalczyć nauk i nie jest to łatwe. Ja w powieści potrzebowałam takiej opowieści nawarstwiającej się tych różnych prób wychodzenia z alkoholizmu. Więc u progu pięćdziesiątki pytanie o to, czy bohaterka napije się czy nie. Taki był pomysł na powieść. Ona jest właściwie napisana, wymaga no właśnie jakichś dwóch tygodni spokoju, oderwania się od innych tematów po to, by zweryfikować pomysły zapisywane zrywami od półtora roku.
[01:14:01.61 → 01:14:07.15] A: Bardzo dziękuję. Dziękuję też Państwu. Inga Iwasiów była naszym gościem.
[01:14:07.53 → 01:14:07.81] B: Dziękuję.
[01:14:09.23 → 01:14:09.83] A: Dziękuję.
[01:14:10.89 → 01:14:12.69] B: Bardzo dziękuję.
[01:14:14.56 → 01:14:30.90] A: Pozwolą Państwo, że jeszcze zaproszę tylko na nasze spotkanie za tydzień. Premiera książki Krzysztofa Wargi, Masakra. Spotkanie z Krzysztofem Wargą, naszym literackim kuratorem. Spotkań wtorkowych poprowadzi Łukasz Drewniak. Spotykamy się w Teatrze Starym o 18.00. Do zobaczenia.
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:10.64 → 03:12.85] A: Panie i Panowie, dzień dobry. Chciałabym zwrócić Państwa uwagę na taki konkurs, który od ponad 20 lat odbywa się w Wielkiej Brytanii. Mianowicie jego laureat ma szansę zdobyć tytuł autora najgorszej sceny erotycznej w literaturze współczesnej. To jest tak, że wymyślono ten konkurs po to, żeby napiętnować i zawstydzić autora, który sceny erotyczne opisuje w sposób albo wulgarny, albo prostacki, albo niechlujny, po prostu żeby takie sceny z literatury wyeliminować, przy czym nie mogą brać udziału w tym konkursie książki ani erotyczne, ani pornograficzne. Skutek po latach niestety jest taki, że autorzy nie tylko niespecjalnie przejmują się tym, że dostali taki tytuł, Ale też niektórzy starają się taki tytuł dostać, nie mogąc zabłysnąć na innym polu. No bo mówią tam rzeczy źle. W każdym razie mówią, więc przekłada się to na sławę, a sława na pieniądze. A seks dobrze się sprzedaje. Wśród nominowanych do tej nagrody przez te lata pojawiły się także znakomite nazwiska. Był i Marques, był Rajdi, był Murakami. I złośliwi mówią, że słaby seks przydarza się także dobrej literaturze. My postanowiliśmy dzisiaj zaprosić do Lublina kogoś, autorkę, której książka jest dowodem na to, że w dobrej literaturze przydarza się dobry seks. Bo w literaturze jest seks. To hasło dzisiejszej bitwy o literaturę. Naszym gościem jest Inga Iwasiów. Zapraszam. Mikrofon dla Pani. Książka, która jest dziś pretekstem do naszej rozmowy, to W powietrzu, ale moje pierwsze pytanie jest dlaczego? Jaki jest powód tego, że powieść ta powstała? No bo tak, powieści kilka ma Pani na swoim koncie, esejów i prac krytyczno-literackich tony, blog, czyli blogotony, to także sfera pani działalności. O wierszach wspomnijmy jeszcze, choć dodajmy z żalem, że ostatni tomik ukazał się, zdaje się, 10 lat temu. Więc proszę powiedzieć, czy powieść wypełniona scenami erotycznymi, powieść o seksualności kobiecy powstała, żeby zaspokoić pisarskie tamagotchi, to znaczy, żeby pokazać, że spokojnie może pani poruszać się w bardzo różnych w formach, gatunkach, czy też z zupełnie innego powodu?
[03:13.90 → 05:30.23] B: Powodów było kilka. Stojąc i czekając na swoje nazwisko, bałam się bardzo, że zmierza Pani do tego, by powiedzieć, ach, mamy tutaj kandydatkę do tej prestiżowej nagrody, autorkę najgorszych scen erotycznych ostatniego sezonu. Ale właściwie jeden z powodów, dla których postanowiłam napisać książkę niby erotyczną, to była taka diagnoza, o której pani mówiła. To znaczy obserwacja, że nawet najlepsza literatura słabo rodzi sobie z erotyką. A w ostatnich latach mamy wysyp takich prób podejmowanych przez również polskich pisarzy. prób przełamania pruderii i napisania czegoś, co byłoby równie ekscytujące jak sceny z 50 twarzy Greya. Tak się zdarzyło, że popkultura zmierzyła się z tym tematem oczywiście o wiele prędzej niż kultura głównego nurtu i spowodowała pewnie taką myśl, że dlaczego my nie możemy, przecież też możemy, my dobrzy pisarze, dobre pisarki, czemu nie możemy, jeżeli jesteśmy w stanie opisywać bardzo skomplikowane kwestie, napisać też czegoś, co będzie interesujące i co być może nawet się sprzeda. I w ciągu ostatnich paru lat czytam jedną po drugiej książki kolegów i koleżanek napisane najwyraźniej z tą myślą z tyłu głowy, że nie ma nic trudnego w tej konwencji, że otwartość załatwia wszystko. I zwykle jestem rozczarowana, a nawet bywam zażenowana. Bo uważam oczywiście ten temat erotyki i seksualności za jeden z najważniejszych komponentów literatury w ogóle. Ale kiedy próbujemy przekraczać granice sugestii, eufemizmów, milczenia, przemilczania, sugerowania i idziemy w konkret realistyczny czy nawet naturalistyczny, to granica śmieszności jest bardzo cieniutka.
[05:31.10 → 06:16.22] A: Proszę mi jeszcze, skoro jesteśmy przy genezie tej książki, powiedzieć, czy to jest dobry trop, czy też może jestem w błędzie. Erika Young napisała taką książkę, Strach przed lataniem. To jest książka, która w Polsce ukazała się kilkanaście lat temu. Zrobiła bardzo dużo szumu. Ja sobie wynotowałam taki fragment, w którym autorka mówi, pisałam Strach przed lataniem z duszą na ramieniu przerażona swoją szczerością jako manifest własnego wyzwolenia. Pani nie boi się latać. Pani jest już w powietrzu. Czy to jest świadome nawiązanie do tej książki?
[06:16.83 → 08:45.56] B: Wszystkie tropy, które pani poddaje są bardzo trafne, bo to jest jeszcze, wrócę do tej pierwszej części naszej rozmowy, to jest też pisarskie tamagotchi, to znaczy to jest też tak, że ja oczywiście jestem osobą, jak większość osób piszących, przekonana o swoich umiejętnościach. W związku z tym wydaje mi się, że potrafię napisać i trend żałobny i powieść frywolną. I zresztą to sąsiedztwo autobiograficznego umarł mi i w powietrzu też myślę, że nie jest przypadkowe. Ono układa się w pewną emocjonalną, moją emocjonalną biografię. bo po książce, która schodzi bardzo głęboko w uczucia smutku, żałoby, braku, chciałam napisać książkę, którą sama nazywałam ekscesem. Taką książkę, która faktycznie by się niczego nie bała i nie byłaby też w takim prostym sensie autobiograficzna, to znaczy opisywałaby pewną fantazję na temat tego, czym może być seksualność, a nie byłaby rachunkiem sumienia. Tak jak zdarzyło mi się to w Umarumi, która jest opowieścią o śmierci mojego taty. Potrzebowałam po prostu po schodzeniu w głąb siebie czegoś, co było lataniem w powietrzu. I oczywiście Ericka Young to jest też jak najbardziej trop, do którego przyznaję się, o którym mówię. głośno podczas spotkań, bo tamta powieść napisana w latach 70., na początku wydana w 1971 roku po angielsku, później u nas faktycznie ze sporym opóźnieniem, była uważana za manifest kobiecej seksualności. Tam też spotykały się dwa tematy. Strachu przed lataniem, rozumianego jako strach przed podróżami samolotami, i strachu przed lataniem jako strachu przed swoją kobiecością, seksualnością. Tamta powieść była pisana w czasach wielkiej popularności psychoanalizy i takiego hasła wyzwalania się kobiet. Dziś jesteśmy chyba na innym etapie. Jak sądzę, jesteśmy na innym etapie. Ja się faktycznie nie boję ani latać samolotami. I tutaj w pewnym sensie tę powieść dedykowałam swoim koleżankom, które się boją. I nie boję się właściwie o niczym pisać. Nie ma takiego tematu, którego bym się bała, który uznałabym za z góry niemożliwy do podjęcia.
[08:46.90 → 09:20.93] A: A na jakim etapie jesteśmy? Powiedziała Pani, jesteśmy na innym etapie. Kiedy ja się rozglądam dookoła, to właściwie do końca nie wiem, na jakim jesteśmy etapie, dlatego że mam takie wrażenie, że z jednej strony niby jesteśmy bardziej wyzwolone, wyzwoleni w ogóle, że o seksie mówi się bez zahamowań, ale z drugiej strony co krok natykamy się na takie sytuacje, które mówią, że zrobiliśmy się zdecydowanie pruderyjni niż na przykład w czasach lat 80., o których pani tutaj także pisze.
[09:22.39 → 12:11.71] B: Też tak sądzę. Też tak sądzę i to jest też powieść o tym. To jest powieść o tym, że w świecie kultury, która epatuje seksualnością, w świecie łatwej dostępności pornografii, Jednocześnie nasza seksualność podlega tylu ograniczeniom i jest w tak różny sposób opowiadana przez różne media, środowiska, sposoby wychowania, że właściwie jesteśmy w sytuacji schizofrenii dotyczącej tego tematu. I to jest paradoks, bo w tych latach osiemdziesiątych czy nawet wcześniej, w siedemdziesiątych, Z jednej strony był właściwie dość taki znormalizowany sposób wychowywania, także tego dotyczącego seksualności. Można by powiedzieć, że była jedna opowieść, ale ona nie była szczelna. To znaczy, jeżeli nie chcieliśmy, nie chciałyśmy iść drogą ścisłych zakazów i takiej opowieści jednotorowej, że oto ludzie dochodzą do wieku małżeńskiego, niewinni, mając za sobą najwyżej romantyczne spacery. Później wkraczają w małżeństwo, zakładają rodziny i właściwie układają sobie wówczas życie choćby pod dyktando podręcznika sztuka kochania Michaliny Wisłockiej. To dalej już jest właściwie wszystko załatwione. To znaczy ta nasza seksualność właściwie trzyma się w tych ramach i nie ma wielkich dramatów. Ale jeśli się tego nie trzymaliśmy ściśle, to znaczy jeżeli romantyczne spacery kończyły się jednak inaczej, to nikt nam nie opowiadał z jakiegoś miejsca, które by było nad nami, o tym, jak straszną rzecz robimy. Nikt ciągle nie mówił nam, co znaczy to, co robimy. A dzisiaj tę opowieść o tym, co znaczy seks, słyszymy z wielu różnych źródeł wykluczających się. Bo w gazecie dla młodych kobiet czytamy o tym, jak być atrakcyjną i nastawić się na mężczyznę. W gazecie dla kobiet dojrzałych przeczytamy, że mamy nastawić się na siebie. W dyskusjach polityków usłyszymy, że sprawa antykoncepcji czy sprawa wychowania seksualnego jest jednym z podstawowych problemów kraju. a z ambony usłyszymy, że w seksie jest zło. I właściwie co zrobimy, którą pójdziemy drogą, jeśli jesteśmy nastolatką, nastolatkiem, ale też osobą z doświadczeniem. Co zrobimy, skoro nie ma jednej opowieści? To paradoksalnie w tej dzisiejszej sytuacji nie ma też wolności, bo jest więcej tych ośrodków obserwacyjnych, które mówią nam, jak postąpić.
[12:12.39 → 13:15.55] A: I też wybór jakiejkolwiek drogi wskazuje nas na wykluczenie, bo automatycznie jesteśmy tymi, którzy zachowują się grzesznie dla drugiej grupy. Seks nie jest więc już tematem tabu, ale tak naprawdę bardzo wiele spraw związanych z seksem tematem tabu jest ciągle. Pani książka absolutnie porusza większość z nich. Na przykład, wprawdzie różne damskie pisma już o tym piszą, ale to nie jest jeszcze temat, o którym szeroko się mówi. Kobieta po menopauzie może mieć bardzo udane i całkiem intensywne życie erotyczne. Biseksualizm, kolejny temat, o którym jeśli nie jest już całkiem tematem tabu, to przynajmniej mówi się nie zawsze w sposób otwarty i na pewno nie wszędzie. Kilka jest takich tematów, o których się jeszcze nie mówi. Ani razu nie zadrżała pani ręka?
[13:16.47 → 14:31.80] B: Nie, nie zadrżała mi ręka, choć Boże, ale nie pamiętam. Ja nie szukałam tych tematów tabu, nie zrobiłam sobie takiej listy, bo uważam takie postępowanie za niebezpieczne dla literatury. To znaczy, jeśli chcemy pisać książki z tezą, to one są tak odbierane, to widać, widać szwy wówczas. więc ja nie miałam takiej listy, że jeszcze to tabu przełamie, to tabu przełamie, ten temat wprowadzę. Raczej pomyślałam o tym tak. Gdyby napisać taką powieść, w której bohaterka właściwie nie zdaje sobie sprawy z istnienia żadnego tabu. Po prostu żyje. Gdyby opowiedzieć w jej życiu po kolei różne zdarzenia, które wiążą się z seksualnością, a tylko gdzieś w tle byłyby te kiwania głową, ironiczne uśmiechy, podpowiedzi, a ona szłaby sobie tak dalej, nie interesując się tym, jak zostanie oceniona. I oczywiście musiałam zadbać o realizm, więc czasem gdzieś tam pobrzmiewa ta ocena, czy ten jakiś schemat, w którym ona jest umieszczana, ale taka była główna myśl. Nie ma żadnych tabu. Świat bez tabu, czyli utopia.
[14:32.16 → 14:37.34] A: Proszę powiedzieć, Co jest u nas większym tematem tabu? Seks czy śmierć?
[14:39.26 → 17:17.77] B: Oba, nie wiem, który bardziej, na innych zasadach. Mam wrażenie, że ze śmiercią jest tak, że ona nie jest już tabu, nie jest nieobecna. To pamiętam jeszcze takie swoje doświadczenia uniwersyteckie, kiedy lat temu, kilkanaście, dwadzieścia, mówiliśmy o tym na konferencjach, zaczynaliśmy referat od tego, że śmierć jest tabu i teraz opowiemy o tym, w jaki sposób można ją opisać w literaturze. Mam wrażenie, że to się zmieniło, ale zarazem jest tak, że każda śmierć, która nas dotyka, oczywiście nie nasza własna, tylko śmierć osoby najbliższej, jest takim momentem swego rodzaju przebudzenia. do tematu śmierci i też jest takim momentem przyjmowania do wspólnoty tych, którym ktoś umarł. I ja mam wrażenie, miałam wrażenie na wszystkich spotkaniach, które dotyczyły umarł mi, że ja nie rozmawiam z czytelnikami i czytelniczkami, tylko rozmawiamy we wspólnocie ludzi dotkniętych stratą. Dotkniętych stratą wczoraj, rok temu, 20 lat temu. Oczywiście sam proces przeżywania żałoby w Polsce jest problematyczny i ja o tym między innymi w Umarumi piszę. Piszę o tym, że wolno nam być w żałobie przez tydzień. Jeśli jesteśmy dłużej, to zaczynamy być postrzegani jako osoby niezrównoważone. Poza tym rytm życia jest taki, że musimy przecież wrócić do pracy. Pokazywanie, okazywanie żałoby przystoi co najwyżej wiekowym wdowom. które mogą już oddać się uczęszczaniu do kościoła i na cmentarz w odwiedziny do męża. Natomiast inne sytuacje uważane są za przypadki, które każdemu się zdarzyły i w związku z tym nie wolno się na tym koncentrować. Ale najwyraźniej jest nam potrzebne to może nie bezustanne koncentrowanie się, lecz takie miejsce, w którym można porozmawiać o przeżywaniu i o tym, jakie miejsce zajmuje śmierć w naszym życiu. Bo odchodzenie najbliższych jest też sposobem przygotowywania się do tego, że sami znikniemy. Więc rozmowy o Umaru nie były właściwie rozmowami o literaturze, były rozmowami o śmierci. I to pokazuje, że takie grupy hybrydyczne składające się z ludzi o różnym wieku, statusie, doświadczeniu życiowym są potrzebne.
[17:18.91 → 18:02.78] A: Joanna Bator na przykład mówi, kiedy pisze scenę erotyczną, czuje podniecenie. Pisarz to nie chirurg, którego nie boli jak ktoś kroi ciało. Kuczok. Sceny erotyczne pisze się od strzału. Pisanie scen miłosnych na raty to jak stosunek przerywany może się nie powieść. Ignacy Karpowicz. To trudne i męczące. Jak mam nie kręcić, skoro piszę długo, a później jeszcze poprawiam 30 razy. W moim przypadku pisanie scen erotycznych nie różni się od pisania w ogóle. Scena erotyczna czy opisywanie krajobrazu, taka sama robota. Jak się pisze seks? Pytam Ingę i Wasiu.
[18:03.98 → 19:34.64] B: Jak się pisze? Ja bym się zgodziła z tym, że z tym ostatnim głosem Karpowicza, że pisze się jak każdą inną scenę. W tym sensie, że trzeba to najpierw sobie jakoś wyobrazić. Następnie jakoś napisać, wielokrotnie poprawić i też usłyszeć. W przypadku scen erotycznych jest trochę bardziej może ważne to, żeby to usłyszeć. Ta próba głosu w moim przekonaniu odsiewa ziarny odplew, to znaczy scena niezręczna, niezręczna scena erotyczna brzmi fałszywie, wyjątkowo fałszywie, o wiele bardziej fałszywie niż fałszywa scena opisu krajobrazu, niż niezręczny opis krajobrazu. Więc jakoś tak. Powiedziałabym, że faktycznie to pisanie scen erotycznych wymaga jakiejś kondensacji, ale to nie jest tak, że ta kondensacja wpływałaby na to, jak ja sama się czuję. W powietrzu jest oczywiście taką powieścią raczej korzystającą z humoru. Więc te opisy, ich wymyślanie były nie tylko wymyślaniem tego, co można wytrzymać, gdzie jest granica, tolerancji po stronie czytających, ale też było takim myśleniem o tym, co jest zabawnego w tych zdarzeniach, które nas tak przejmują. No i to jakoś trzeba było wymyślać.
[19:35.06 → 19:41.18] A: To jest ta cenzura, której się pani trzyma, czyli to jak może zareagować publiczność?
[19:41.96 → 21:37.04] B: To są różne sytuacje, ponieważ powieść nie jest pisana do głośnego czytania. zupełnie inaczej pisałabym, gdybym miała z tego zrobić dramat. Utwór sceniczny na pewno byłby napisany inaczej. I to nie jest kwestia cenzury, tylko raczej kwestia kontekstu. Powieść jest jednak tekstem pisanym dla pojedynczego czytelnika, który czyta to we własnym domu zwykle, czy też w środkach komunikacji, na leżaku pod drzewem. W każdym razie w takich sytuacjach, kiedy konfrontuje ten świat wymyślony przeze mnie wyłącznie z własną wrażliwością. Nikt nas nie podgląda wtedy, kiedy jesteśmy czytelniczkami, czytelnikami. I w związku z tym ta cenzura nie musi tak działać jak wówczas, kiedy mówimy o głośnym przeczytaniu. Natomiast kiedy wybieram fragmenty do czytania, zawsze kieruję się, i to można uznać za autocenzurę, zawsze kieruję się myśleniem o tym, jak to będzie odebrane. Czy ja kogoś nie zmuszam do słuchania rzeczy, na które ten ktoś nie ma ochoty. Kiedy byłam dużo młodszą pisarką, zdarzało mi się uważać, że przekraczanie granic jest jednym z głównych zadań literatury. I miałam kilka takich przygód głośnego czytania tekstów, na które publiczność reagowała zawstydzeniem. Ja, kiedy później to przemyślałam, to zastanawiałam się, czy to jest dobra emocja w kontakcie z czytelnikami. Czy to chodzi o to, żeby kogoś zawstydzić? I odpowiedziałam sobie na to pytanie negatywnie. Nie. Bo niby jakie ja mam prawo do tego, żeby kogoś zawstydzać? Od tego czasu bardzo tego pilnuję, żeby nie przekraczać granic w wyborze fragmentów na spotkania autorskie.
[21:37.12 → 22:07.00] A: To jeszcze przy tym wstydzie przez moment zostańmy, bo są tacy, którzy uważają, że tam, gdzie pojawia się z tyłu głowy choćby pojęcie wstydu, no i właśnie tu są dwie drogi. Jedni mówią, nie należy tam wchodzić, Trzy właściwie nawet, inni mówią pisarz nie powinien odczuwać wstydu, a są tacy, którzy uważają, że właśnie wtedy należy w to wejść, że tam dopiero jest coś ciekawego. Czy to pojęcie wstydu towarzyszy pani? Jaki jest pani do tego stosunek?
[22:07.60 → 23:14.88] B: To jest bardzo ważny obszar emocji, różnie definiowany, różnie traktowany. I oczywiście ja bym odpowiedziała, że należy wchodzić, ale to są dwie różne kwestie, czy pisarka ma tam wejść, czy ma na siłę ciągnąć tam swoich czytelników, bo pisanie literatury to nie jest przede wszystkim moja autoterapia. Ja nie piszę prosząc o to, by mi za to płacono w dodatku, po to, żeby się z czegoś leczyć, czyli na przykład ze wstydu własnego, a też nie mam takiej misji wyraźnie sformułowanej, że miałabym nas na przykład z jakiegoś wstydu społecznego leczyć i prowadzić czytelników znów tam, gdzie nie chcą wchodzić. Myślę, że pisanie, które nie jest amatorskie, polega na tym, żeby wyważyć te wszystkie kwestie, to znaczy zaglądać w rejony trudne, szukać tematów trudnych, ale próbować tak do nich podejść, tak je opisywać, żeby to zadziałało, a nie zadziała wówczas, kiedy zatrzaśniemy książkę przed czytelnikami.
[23:16.42 → 23:22.04] A: Bardzo dziękuję. Dziękuję też Państwu. Inga Iwasiów była naszym gościem.
[23:22.42 → 23:22.66] B: Dziękuję.

Zobacz także