Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

fot. Bolesław Lutosławski

Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki do odebrania w kasie Teatru Starego. Jedna osoba może pobrać maksymalnie 4 wejściówki na każde spotkanie.
Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.
Wydarzenie transmitowane on-line na stronie Teatru Starego.

Goście: Stanisław Baj, Barbara Chwesiuk, Daniel Parol
Prowadzenie: Grażyna Lutosławska

To będzie wyprawa do miejsc, których czasem nie ma na mapach Google. Prowadzi do nich od kilku lat magazyn odkrywający świat na wschodnich krańcach Polski. Bohaterami „Krainy Bugu“ są mieszkający tam ludzie, ich miejsca, kultura. Żyją w rytmie, który wyznacza nadbużańska natura. Albo – związani z nią przed laty – przenoszą dziś niespieszny, uważny sposób funkcjonowania do swojego świata.
Grażyna Lutosławska

Stanisław Baj, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie pod kierunkiem profesorów: Michała Byliny, Jacka Siennickiego i Ludwika Maciąga. W 1982 podjął pracę dydaktyczną w macierzystej uczelni. Przeszedł w niej wszystkie szczeble kariery akademickiej, od asystenta do profesora. W latach 2006–2013 prorektor do spraw studenckich Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Od lat 80. Skupiony jest na pejzażu i przedstawieniach portretowych. Na swych modeli zazwyczaj wybiera prostych, spracowanych ludzi ze swych rodzinnych stron, przedstawiając ich często w naturalnym otoczeniu i przy codziennych czynnościach. Pozostaje bezkompromisowo wierny realistycznej konwencji obrazowania, czerpiąc z tradycji malarstwa polskiego. Stanisław Baj jest polskim malarzem, który ukazuje w swoich obrazach piękno naszego krajobrazu i szczerą prostotę jego mieszkańców.

Barbara Chwesiuk, inicjatorka odbudowy Pałacu Cieleśnica i obecnie jego właścicielka. Założycielka i główna projektantka firmy odzieżowej Bialcon, której siedziba oraz główny zakład produkcyjny znajdują się w Białej Podlaskiej. Zaangażowana w działania na rzecz lokalnego rozwoju. Jest jedną z osób zaangażowanych w uruchomienie pierwszej w powiecie bialskim Spółdzielni Socjalnej Progress, dającej szansę wejścia na rynek pracy osobom bezrobotnym. Działa w Bialskim Stowarzyszeniu Kobiet, należy do kapituły konkursu Wyjątkowa Bialczanka. Jest członkinią Prezydium Bialskopodlaskiej Izby Gospodarczej w Białej Podlaskiej. Felietonistka kwartalnika „Kraina Bugu”.

Daniel Parol, absolwent socjologii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Od 2006 związany branżą komunikacji i mediów. Twórca i redaktor naczelny kwartalnika „Kraina Bugu” oraz programu Ambasador Wschodu oraz Arena Sztuki. Inicjator działań społecznych i kulturalnych w środkowo-wschodniej Polsce.

Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” na antenie Radia Lublin w każdą niedzielę między 7.00 a 11.00.

 

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:05.20 → 06:01.28] A: Panie, panowie, dobry wieczór. Kraina bugu, tak zatytułowaliśmy nasze dzisiejsze spotkanie. Pozwolą więc państwo, że może trochę inaczej niż zwykle. Od szmeru wioseł. Ten nasz wieczór spróbuje zacząć. Szmer wioseł dwojga w gęstwinie fal. I szmer, i słońce, i śpiew, i dal. Tak właśnie trzeba i tylko tak. Płynąć wbrew ziemi, niebo na wspak. Perły, korale skradzione dnu rzucać w głębinę własnego snu i nasłuchiwać. O złód, o złód. Czyli uderzą z jękiem u spód. Łódź się odbija w fali na wznak. Tak właśnie trzeba i tylko tak. Ten szmer wioseł być może po Bugu, ale prędzej po Wiśle, która była specjalnie poecie bliska. Ale spędził też dużo czasu nad łabuńką i w ramionach huczwy. Przepłynęliśmy się po rzece, bo też była ona bardzo ważnym motywem w jego twórczości, punktem wyjścia, dojścia, inspiracją, metaforą do wielu spraw. A to dlatego, że dziś 142 rocznica poety. Takich kilka powodów po to, żeby przywołać rzekę i poetę. Rzekę w wierszu, w którym nazwa Bóg wprawdzie nie pada, ale też i w podpisie obrazów jednego z naszych gości nazwy tej państwo nie znajdą. Zaprosiłam dziś na spotkanie z państwem tych, których rzeka do głosowania, do ciszy, do słuchania, do uważnego patrzenia. Kraina Bóg to hasło naszego dzisiejszego spotkania. Moimi i Państwa gośćmi są ludzie krainy Bóg. Barbara Chwesiuk, zapraszam Panią. Dzień dobry. Bardzo proszę, to jest miejsce dla Pani. Panie profesorze, prosimy. Zapraszam tutaj. I Daniel Parol. Panie Danielu, zapraszamy do nas. Uwolnię ręce panów. Szefa Graniny Buku, poproszę o położenie tutaj kilku numerów, jeśli zechcą Państwo je później przejrzeć. będą do dyspozycji. Natomiast Stanisława Baja, proszę o położenie tutaj książki, która może ja spróbuję ją nawet postawić, do której dzisiaj też spróbujemy zajrzeć, która powstała stosunkowo niedawno, a jej pomysłodawcą i współautorem jest malarz Stanisław Baj. Właśnie. Przedstawię Państwu, Barbara Chwesiuk przyjechała Właśnie, to jest jeszcze bardzo ważna rzecz dzisiaj. Najczęściej ci goście, którzy pojawiają się w Teatrze Starym podczas naszych wtorkowych spotkań przyjeżdżają z Wrocławia, z Warszawy, z Krakowa, z Poznania. Dzisiaj kierunek wschodni dominuje. Biała Podlaska to jest to miejsce, z którego przyjechała Barbara Chwesiuk. Jest związana z Białą Podlaską. Tam też mają siedzibę pani firmy, pani firma Bialkom, prawda? Barbara Chwesiuk jest felietonistką Krainy Bugu. Pisma, które leży na naszym stoliku jest pretekstem do naszego spotkania. Ma pani piękną suknię, pani Barbaro. Suknia jest projektu Barbary Chwesiuk, bo jest także projektantką. Daniel Parol, pomysłodawca, założyciel i redaktor naczelny pisma, które wychodzi od kilku lat. 22 numer właśnie za moment się ukaże. Numer 21, czyli ten ostatni leży przed nami na stoliku. Pan Daniel Parol skończył socjologię na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. I nie wiem, czy to ona zainspirowała pana do tego, żeby myśl socjologa wcielać w życie, czy też było zupełnie inaczej, porozmawiamy o tym. Stanisław Baj, profesor Stanisław Baj, malarz. Profesor Stanisław Baj, malarz, chyba tak w skrócie można by było powiedzieć portretów. Dlatego, że zarówno ludzie, których malujesz, jak i rzeka, To są portrety. I wprawdzie, jak mówi Wiesław Myśliwski, te obrazy już dawno wypowiedziały wierność swoim modelom i z naturalizmem nie mają wiele wspólnego, ale to wciąż są portrety ludzi, rzeki, kawałka świata, który jest Ci specjalnie bliski. To są mikrofony dla Państwa. Jeśli można, prosiłabym, żeby je Państwo wzięli teraz bo najpierw chciałabym spróbować ustalić. Kraina Bogu, czyli właściwie co? Gdzie jesteśmy? W jakim rejonie się będziemy poruszać? I czy ta precyzyjna definicja będzie dotyczyć wyłącznie geografii? Panie Danielu.
[06:02.20 → 06:54.87] B: No właśnie, to jest dość trudne pytanie. Pewnie w 2011 roku dużo łatwiej byłoby mi na nie odpowiedzieć. W tej chwili coraz trudniej. Ja myślę, że generalnie od samej rzeki jako takiej już dawno odeszliśmy, w sensie jest ciągle w centrum, natomiast te peryferia, po których się przemieszczamy są tak dalekie, że właśnie wczoraj na przykład ustalałem Temat kolejnego fotoreportażu człowieka, który z siemia też wyrusza do Afryki, więc to będzie też Kraina Bugu. W kolejnym numerze będziemy publikować Bajkał, więc to także Kraina Bugu, czyli wschód. To chyba tutaj bym szukał tego odniesienia.
[06:55.56 → 07:00.06] A: Ale pomysł na to pismo wziął się od tego miejsca i od tej rzeki, prawda?
[07:00.60 → 07:36.60] B: Tak, generalnie jest to rzeka mojego dzieciństwa, pewnie tak jak tutaj każdego z nas, którzy zasiadamy. Pomysł zrodził się w 2011 roku. Tak po prostu, bez jakichś szczególnych planów, bez jakiejś perspektywy, że będziemy do końca świata wydawać. Była taka potrzeba, żeby takie pismo powstało i tak to zostało już przez 8 kolejnych lat i pewnie kolejne 8.
[07:37.23 → 08:45.61] A: To wymieńmy jeszcze, skoro jesteśmy przy geografii kilka miejscowości. Siedziba firmy, która wydaje to pismo, to jest Janów Lubelski. Redakcja mieści się w Łosicach. Tu mamy Białą Podlaską. I wieś, która leży niedaleko, w której pani przyszła na świat. A tu mamy Dołchobrody. czyli powiat władawa gmina Hanna, jeżeli mamy być precyzyjni. Wszyscy Państwo ruszyli w świat, może nie do Afryki i nie Bajkał był tym kierunkiem. Stanisław Baj dziś z swojej miejscowości Dołchobrody przyjechał, ale tak naprawdę część życia spędzasz także w Warszawie, gdzie jesteś profesorem Akademii Sztuk Pięknych, którą zresztą skończyłeś. Proszę powiedzieć, dlaczego państwo nie zostawili tych swoich miejsc i nie poszli w świat naprawdę? To się często dzieje. Pochodzi się z małej miejscowości, ładnie jest za Miedzą, w związku z tym zostawia się to i jedzie się gdzie indziej. Państwo tych miejsc nigdy nie zostawili. Kraina Boguł jest wasza.
[08:45.81 → 08:46.13] C: Dlaczego?
[08:48.91 → 10:06.49] D: Tak, to może ja zacznę. Wydaje mi się, że każdy z nas ma taką potrzebę posiadania własnego miejsca na świecie. I w moim przypadku było podobnie, że zawsze dobrze się czułam na wschodzie Polski, dobrze się czułam z tymi ludźmi. Wszystkie miejsca, które znałam dawały mi takie poczucie bezpieczeństwa. Natomiast ja też jestem osobą, która uwielbia zmiany i która lubi, kiedy w życiu dużo się dzieje. I akurat podróże uwielbiam. I to, co mi bardzo odpowiada, to to, że mam to miejsce, gdzie mogę się wyciszyć, gdzie mogę znaleźć właśnie spokój, gdzie jestem blisko natury, a jednocześnie, kiedy mam potrzebę pobyć wśród ludzi, zobaczyć inny świat, żeby też mieć inną perspektywę troszkę na pewne rzeczy, które w życiu moim są ważne, wtedy wyruszam w ten świat. Ale dla mnie cenne jest to, że zawsze mogę wrócić, wrócić do tej krainy bógu, gdzie wszystko jest takie swojskie i takie znajome i gdzie tam właśnie mam ten spokój, to wytchnienie, tą ciszę i to jest takie dla mnie osobiście bardzo cenne.
[10:07.61 → 10:08.51] A: Staszku?
[10:09.25 → 12:12.39] C: Na to się składa myślę bardzo wiele jakby przyczyn. To, że się jest teraz tam, a nie gdzie indziej. Najbardziej tam. Ja mam też takie poczucie, że ja właściwie stamtąd nigdy nie wyjechałem. Chociaż muszę powiedzieć, że całe moje dzieciństwo to była jedna wielka tęsknota, żeby się stamtąd po prostu wyrwać z tego, nie wiem, obowiązków wszelkich, z tego znoju, z trudu. Naprawdę dzieciństwo Było bardzo piękne, jak się teraz je wspomina, natomiast było bardzo trudne, jak po prostu na myślę każdej wsi, ponieważ dzieciaki musiały bardzo ciężko pracować również. I dlatego te tęsknoty takie były. I po drodze oczywiście miałem bardzo wiele przygód, również artystycznych, nawet powiem bardzo ryzykownych. Ale na koniec studiów, i to jest w tym momencie bardzo ważne, jak się trafia na pewnych ludzi, a właściwie jak się od nich usłyszy coś bardzo ważnego, czasami nawet to jedno zdanie, które potrafi zmienić w ogóle kolej życia. I tak było w moim przypadku. Ja skończyłem Akademię Sztuk Pięknych w 1978 roku, ale miałem znakomitego pedagoga, profesora Ludwika Maciąga, który w pewnym momencie mi powiedział, słuchaj chłopie, tam przecież u ciebie jest cały kosmos, wszystko w zasadzie masz pod ręką i ludzi i właściwie wielokulturowość. Co ty będziesz w świecie szukał, kiedy to masz po prostu wszystko pod ręką? Mało tego, jeszcze wygodne miejsce do malowania. Tak też się i stało i po prostu od tamtej pory w jakiś sposób bardziej Mentalny w tym jestem. Oczywiście pracuję w Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, ale niezwykle sobie cenię to miejsce. Teraz to nawet powiem z powodów bardzo praktycznych, ponieważ mam wygodną pracownię w stodole.
[12:13.59 → 13:05.71] A: A jak jest ładna pogoda, to zawsze można obrazy wystawić, postawić pod stodołą i galeria jest wtedy taka, jakiej naprawdę nie ma nikt. Masz tam dobre warunki, masz ludzi, powiedział twój profesor. Właśnie. Kim jest człowiek? Krainy Bóg, utrzymajmy się tej nazwy. Czy to jest tak, że gdzieś w świecie można go rozpoznać, trafi swój na swego? Nie po wyglądzie do końca, ale po pewnym sposobie myślenia. To jest pytanie też trochę o to, czego się państwo u tego swojego źródła w tym domu rodzinnym, w tym miejscu, z którego państwo pochodzą, nauczyli. No bo to tam ten człowiek krainy Bógu się rodził i kształtował. To z tym poszli państwo w świat, prawda?
[13:06.99 → 14:57.15] B: Ja bym poprosił o troszkę prostsze pytania, bo to są wyjątkowo skomplikowane, na które pewnie nikt z nas... Jest pewien kłopot z odpowiedzią, tak? Ale ja w tej chwili... czy tam Mariusza Wilka, Wilczy Notes i to jest myślę chyba dość dobre porównanie, bo generalnie to jest tak, że ci wszyscy ludzie są bardzo do siebie podobni, to niezależnie od tego, czy tam pojedziemy na Kaszuby, czy do Wielkopolski, gdzieś powiedzmy do jakiegoś hrabstwa w Irlandii, to pewnie gdzieś tam ta powierzchowność będzie taka sama. Natomiast ta tutaj nasza na wschodzie jest taka bardzo specyficzna, ale ją da się dopiero odkryć po czasie jakimś, czyli po takim głębszym poznaniu, ale nie mówię o poznaniu też takim też powierzchownym, ale po prawdziwym poznaniu i to o czym się wielokrotnie mówi, że te serca i dusze na wschodzie są One są otwarte, ale to też pod pewnymi warunkami. Jest to pewna specyfika. Chociażby zapytała Pani o... o te nasze krainy dzieciństwa, czy te sfery, do których wracamy. Każdy z nas gdzieś tam podróżował, podróżował w sensie takim, że wychodził za horyzont, ale jakoś się tak zdarzyło, że wróciliśmy tutaj, więc to jest ta powierzchowność, o której wielokrotnie mówimy właśnie, a to ten wschód, taki zaścianek, no to jest zupełnie, ale tego w dwóch, trzech zdaniach nie da się powiedzieć. Tam trzeba po prostu być, przeżyć i pewnie po czasie jakimś da się coś więcej powiedzieć.
[14:57.97 → 15:04.21] A: Jakie było to miejsce, z którego wyszedłeś i do którego wróciłeś?
[15:05.13 → 17:47.94] C: Więc w poprzedniej mojej wypowiedzi tak trochę ponarzekałem na moje dzieciństwo, ale proszę państwa, ja miałem bardzo szczęśliwe dzieciństwo, ale o tym się dopiero teraz dowiaduję, poprzez również dla mnie taką bardzo ważną postać, jakim jest znakomity pisarz Wiesław Myśliwski. I dlaczego? Otóż moje dzieciństwo i to miejsce to właściwie był taki najważniejszy, poza później historią sztuki, najważniejszy uniwersytet mojego życia. Dlaczego? Dlatego, że Właśnie ludzie, ponieważ miałem to szczęście, mieszkać w takim domu we wsi, który był jak gdyby taką swoistą świetlicą, domem kultury. Ludzie po prostu do naszego domu przychodzili na tak zwane wieczorki, posiady wieczorne i ja jako dzieciak jak gdyby musiałem wręcz w tym wszystkim uczestniczyć, więc opowiadało się w zasadzie o wszystkim, co jest związane z pradawną, głęboko tkwiącą w ludziach i w ziemi, tą dawną kulturą chłopską. Myślę, że mimo tego, że już w latach 50. zagościł w tych domach telewizor, to jednak jeszcze ta dawna kultura chłopska w jakiś sposób mnie dotknęła i bardzo sobie to cenię właśnie. To był, tak jak powiedziałem, mój najważniejszy uniwersytet. Z tego się po prostu budowało i teraz jak nawet gdzieś przyjdzie mi o tym opowiadać, to pewne wątki są wręcz takie decydujące, związane z muzyką, z teatrem. Po przeciwnej stronie naszego domu był wiejski Dom Kultury, który już był założony w 1935 roku na ziemi takiego muzyka Antoniego Marciochy, który pod koniec życia z kolei spędził w ośrodku praktyk teatralnych Gardzienice. Więc to są tego typu wiązania. Gdzieś nawet takie dalekie echa, jak wiadomo, Teatru Grotowskiego, naprawdę znakomitej literatury. Później kontakt właśnie z takim kwartalnikiem regiony, Wiesław Myśliwski był redaktorem naczelnym, także to są takie wiązania, że aż nie sposób o tym bardzo krótko opowiedzieć, ale dlatego powiedziałem, jestem bardzo szczęśliwy, że właśnie z takiego miejsca, ale to ludzie i ten dom.
[17:48.30 → 18:07.19] A: Mamy czas. Panowie mówią, nie sposób krótko opowiadać, mamy czas. Tak sobie wyobraziłam przez moment twoją chałupę w Dołchobrodach, do której teraz wróciłeś, do której przychodzą ludzie, siadają przy stole, który zdaje się ciągle jest czy już nie?
[18:08.13 → 18:52.12] C: To znaczy chałupa jest, nawet jest po gruntowym remoncie, ale nie ma już sąsiadów. Nie ma już sąsiadów, znaczy sąsiedzi są, ale właściwie te związki takie, międzyludzkie, one są w zasadzie prawie w zaniku, prawie w zaniku. W tej chwili już jakby, no nie wiem, albo obyczajowość się na tyle zmieniła, albo ludzie są zajęci jakby w domach, jakby swoimi sprawami. No, że coraz mniej tego jest, ale mi się do tego bardzo tęskni, naprawdę. I mamy jeszcze takiego sąsiada, który po prostu przychodzi, siada i rozmawiamy. I tęsknimy do tego, żeby tak się stało.
[18:53.61 → 19:34.82] A: Tylko to jest teraz tak, że przy tym stolu mogliby usiąść ludzie, którzy wyruszyli w świat i mogliby przynieść swoje opowieści. A kiedyś świat wyruszali nieliczni i to oni przynosili do tego stołu swoje opowieści. Tak czerpaliście też wiedzę o świecie. I pomyślałam sobie przez chwilę, patrząc na numery Krainy Bugu, że Kraina Bugu trochę mi przypomina taki stół właśnie, przy którym można usiąść i posłuchać opowieści. opowieści kogoś, kto mieszka za Miedzą. Być może go znamy, ale nie znamy jego opowieści do końca, a być może pojechał w świat. i tę opowieść ze sobą przynosi.
[19:35.22 → 19:54.10] B: To piękna metafora, o tym nie pomyślałem w kontekście Krajnobugu, ale faktycznie Krajnobugu może być takim stołem w takich duchobrodach, do którego zapraszamy i tutejszych, i nietutejszych, którzy opowiadają nam o swoim świecie i to jest bardzo trafne.
[19:54.73 → 20:03.59] A: To jest też trochę pytanie o to właśnie, jak się buduje taki numer? Kogo się do tego stołu zaprasza? Co o tym decyduje?
[20:05.19 → 21:45.11] B: Ja powiem państwu bardzo, odpowiem pani też bardzo prosto. To są czyste przypadki. Ja pamiętam, że wielokrotnie byliśmy pytani, zwłaszcza na początku, a po co w ogóle tworzyć to pismo? A czy w ogóle będą tematy? Przecież to trzy, cztery numery i w zasadzie No i w zasadzie wszystko opisane, no bo cóż, tym bugiem. W tej chwili 8 lat już tworzymy, to jest 22 numer, w zasadzie jest już gotowy, czeka tylko na swój moment, żeby się pojawić i nawet Dzisiaj mamy wtorek. W sobotę rozmawiałem z redaktor prowadzącą Moniką Mikołajczuk, z którą ustalamy kolejne sześć numerów, a tak naprawdę ja wielokrotnie spotykam się z sytuacjami, kiedy ktoś dzwoni do nas, dzwoni czy pisze jakąś propozycję dotyczącą materiału i ja mówię, no dobrze, to tak, to świetny materiał, z tym, że będziemy go w stanie opublikować dopiero w 2023 roku, ponieważ mamy Gdzieś tam mamy 3-4 numery w ciągu roku i tego materiału jest naprawdę tak wiele, że nie sposób zmieścić tych opowieści. Myślę, że gdybyśmy pewnie nawet byli miesięcznikiem, to też byśmy dali radę. Stół jest naprawdę bardzo szeroki, ma bardzo dużo krzeseł, na których moglibyśmy usadzić naprawdę wielu bohaterów.
[21:46.02 → 22:28.55] A: No i okazuje się też, że jest potrzeba słuchania tych opowieści, bo czytelników też krajnie bógu nie brakuje. Co dostała pani w posagu? Nie o fizyczność rzecz jasna pytam. Co dostała pani w posagu, jaki sposób myślenia, który spowodował tak intensywne działanie? Czy w pani domu też był taki stół, który doprowadził panią później na przykład do pałaców Cieleśnicy, przepięknego miejsca, które przez Panią zostało odrestaurowane, teraz jest Pani jego właścicielką, do takiego intensywnego, biznesowego działania, które ma Pani na swoim koncie. Czy to się wzięło ze stołu w domu?
[22:31.43 → 23:30.37] D: Ja podobnie jak Pan Profesor, mam takie wspomnienia bardzo ciepłe z dzieciństwa. Akurat stół rzeczywiście w domu mieliśmy bardzo duży, bo rodzina też była bardzo liczna. Natomiast kiedy właśnie jesteśmy dziećmi, to jakoś tak bardziej intensywnie odbieramy całe otoczenie naszymi zmysłami. I to tak dosłownie. Więc jakby to, że byliśmy w sumie wieś, to jest natura, przyroda, zapachy, piękne otoczenie, czyste powietrze. to wydaje mi się, że jest tak głęboko we mnie nadal te wspomnienia. Czasami czuję się jakiś zapach i wracają jakieś wspomnienia z dzieciństwa, bardzo przyjemne zazwyczaj. Tu jeszcze jest coś, na co poluję na świecie, to smak lodów od śmieciucha z Łosic i nie udało mi się upolować tego smaku, ale pamiętam takie gałki na waflach w klubie rolnika podawane w niedzielę.
[23:30.73 → 23:32.83] B: Podobno na jajkach, to był sekret.
[23:33.75 → 24:55.58] D: Natomiast to, co jest dla mnie takie szczególnie cenne, to to, że Wiadomo, praca na roli to jest taka praca wymagająca bardzo dużo znoju, jest uzależniona też od przyrody. Czasami są różne przykre niespodzianki, więc jest też związana z porażkami. I jakby mnie ten czas właśnie w domu rodzinnym przeżyty nauczył tego, że nie można się w życiu poddawać, że trzeba zawsze iść do przodu, że zawsze po burzy wyjdzie słońce. I to jest to, co daje mi tę siłę. No i myślę, że to jest bardzo cenne właśnie. Ja zresztą miałam rodziców bardzo wymagających, więc też teraz może właśnie było mi trudno, podobnie tutaj właśnie, było mi trudno, kiedy byłam jeszcze dzieckiem, bo rzeczywiście mało było tego czasu na czytanie książek na przykład. Trzeba było czasami nawet ciężko pracować przy żniwach i nie tylko. Natomiast znowu to jest coś takiego, co jest takim prezentem na całe życie, że jednak przyzwyczajenie do ciężkiej pracy powoduje to, że też tak nie poddajemy się szybko i że ta praca nas nie nuży i że idziemy cały czas do przodu. I mnie osobiście jakby to też dało bardzo wiele, to że właśnie taką umiejętność posiadłam dzięki właśnie takiemu wychowaniu.
[24:56.24 → 26:18.18] A: Tak nam się rysuje powoli odpowiedź na trudne pytanie, kim jest człowiek Krainy Bugu. Tak nam się powoli rysuje ten człowiek właśnie. Bo w większości z nas, nie mówię wszystkim, ale w większości z nas być może idylliczne krajobrazy Krainy Bugu, przepięknie pokazywane zresztą w piśmie, kojarzą się z ciszą, spokojem, wytchnieniem. Jest pięknie. Tymczasem jest trudno. To jest to słowo, które na początek pojawia się w Państwa opowieściach. Jako też mająca swój początek gdzieś w krainie Bugu, Bóg był pierwszą rzeką, którą zobaczyłam na oczy. Zanim jeszcze zobaczyłam morze i zorientowałam się, że świat może się nie kończyć, to widziałam drugi brzeg Bugu i do Bugu wolno mi było wejść, ale pod opieką wyłącznie dorosłych. Dlatego, że to była pierwsza lekcja, jaką dostałam w związku z wodą. To, że ona wygląda pięknie i jest taka gładka, to nie jest cała prawda o niej, bo można stąpnąć i zejść głęboko pod ziemię. Właśnie. Że nie wszystko jest takie, jak widać. To też jest pewnie lekcja, którą państwo nieraz, obserwując świat dookoła, odebrali. Kiedy pierwszy raz stanąłeś ze sztalugami nad rzeką?
[26:18.88 → 26:20.18] C: Ze sztalugami?
[26:20.38 → 26:20.66] B: Aha.
[26:21.34 → 26:26.78] C: Czy w ogóle? W ogóle to tak naprawdę dokładnie nie pamiętam.
[26:27.70 → 26:28.46] A: Zawsze to było.
[26:29.02 → 28:32.08] C: To było zawsze, bo łąki pastwiska bardzo blisko, więc w zasadzie od zawsze się było. Ale dwa takie zdarzenia, bardzo dramatyczne nawet. Jedno to, jak mnie ojciec po prostu wrzucił do rzeki, żebym sobie radził i próbował pływać. więc rozpacz nieprawdopodobna, to zapamiętałem jako takie zdarzenie rzeczywiście, które mi się przypomina aż do tej pory. A drugie zdarzenie to jest taki piękny czerwcowy właściwie, nawet na przełomie czerwca i lipca. Piękny dzień i w tym pięknym dniu zaczęły się wakacje, a ja z moim sąsiadem, rówieśnikiem, pędziliśmy krowy w tak zwaną kolejkę, kiedy się zabierało po kolei po prostu od różnych sąsiadów. W tygodniu wypadało przynajmniej jeden raz i właśnie z taką naszą koleżanką, trochę starszą, która wróciła po studiach, razem szliśmy nad rzekę i ona przez całą drogę jakby marzyła o tym, żeby się wykąpać w tej rzece. Naprawdę nastrój niezwykły, sialankowy. dziewczyna wskoczyła do rzeki i przy nas potem już nie wypłynęła. I po prostu to mnie tak dotknęło, poraziło wręcz. Do tej pory mam ogromny lęk, jeśli jestem nad tą rzeką, taki nawet atawistyczny lęk o tej, co powiedziałaś właśnie, sferze. takiej właśnie nawet bardzo dramatycznej. To, że jest dzika, nieokiełznana, że jej woda jest właściwie nieprzeźroczysta, ale to jest też, myślę, w jej trwaniu dramatycznym też jest jej niesamowita uroda. W takim nieokiełznaniu jakimś to przyciąga.
[28:33.91 → 28:40.11] A: I to jest ten powód, dla którego malujesz rzekę? Właśnie, malujesz rzekę czy malujesz mógł?
[28:42.57 → 31:20.67] C: Maluję rzekę, jednak rzekę. Rzeka Bug to jest to, co jakby sprzyja malowaniu takie dookólne, wszelkie możliwe, takie nawet kulturowe zachęty. W ogóle jest niesamowita, jeśli chodzi o samo ułożenie geograficzne, bo ona tam się w odległości 15 kilometrów mija z inną rzeką, z zachodnim Bugiem, który wpada w ogóle już do Morza Czarnego, do innego wododziału. W ogóle takie niesamowite nawet zjawiska przyrodnicze w tej rzece są. Ale przede wszystkim też i taki, jakiś taki dotyk świadomości tej wielokulturowej, jakby wielokulturowego jej jakby znaczenia. Tutaj naprawdę działo się bardzo dużo, przecież kiedyś to była wspaniała autostrada. jedna z najbardziej spławnych rzek na tym terenie, więc wędrowali ludzie z różnych stron świata. Teraz młodzi nawet w mojej wsi odnajdują różne takie właśnie pamiątki, nawet bardzo starożytne. To jest jedno i to się ma gdzieś tam właśnie w głowie, że jest ta niezwykłość. Natomiast jak się już jest samemu nad rzeką, a bardzo lubię być w pojedynkę, sam na sam, to człowiek jest taki mały, kruchy, jakiś właściwie nawet nieważny i wtedy dopiero jest widoczna ta jej nieokiełznaność, potęga. Ona nawet nie wie, czy ja tam jestem, czy nie. To jest jakby wyłącznie taki mój problem, nawet powiem taki artystyczny, że ja to obserwuję, w jaki sposób ona istnieje, z jej taką niesamowitą tajemnicą, ale bardziej właśnie jako obserwator tych niezwykłych zjawisk, takich powiem nawet też ryzykownych. Bo przecież odbicie w wodzie to jest jednym z najbanalniejszych obrazów na świecie. Po prostu lustro, tego typu. Ale może to kusi najbardziej, żeby się dowiedzieć, żeby z tego banału właściwie powstało coś zupełnie innego. Żeby wydobyć z tego istotę, kwintesencję tej takiej niesamowitej, metafizycznej jakiejś tajemnicy, nie wiem, światła. Nawet nie wiem, coraz bardziej nie wiem.
[31:21.25 → 31:23.05] A: Światła czy siebie też trochę?
[31:23.42 → 31:41.78] C: No właśnie poprzez to, właśnie poprzez malowanie, nie poprzez rzekę, to dowiaduję się też po trochę o sobie. Okazuje się, że niewiele wiem, ponieważ za każdym razem jest to jednak inaczej, a być może właśnie to to, że jest inaczej, to jest ta całość.
[31:42.92 → 33:04.74] A: Stanisław Baj, malarz portretów powiedzieliśmy. Dodajmy i auto portretów w takim razie. pomalując rzekę, gdzieś docierasz także do swojej tajemnicy. Ja pamiętam naszą pierwszą rozmowę sprzed bardzo wielu lat i zdanie, które zapamiętałam sobie na zawsze. Dziś już dużo bardziej oczywiste, ale wtedy mnie zaskoczyło. Staję nad rzeką, a ona za nic ma moje plany. Pomyślałam sobie, że taka lekcja, którą człowiek dostaje wychodząc po prostu z domu, jest lekcją absolutnie bezcenną. Staje nad rzeką, próbuje ją. Oswoić nie, oswoić nie, ale próbuje. do niej dotrzeć, a ona za nic ma mnie i moje plany. Pokora, czy to jest też cecha człowieka krainy, Bogu? Czy ci ludzie, których na przykład pan spotyka rozmawiając z nimi, bo jest pan redaktorem naczelnym, ale też możemy czytać teksty, które pan pisze, to są rozmowy, prawda? Czy pokora to jest ta cecha, która jest specjalnie ważna? bez niej żyć w takim świecie?
[33:05.68 → 35:18.14] B: To z pewnością, natomiast tak jak sobie myślę o tych, zwłaszcza niektórych bohaterach, to wydaje mi się, że to ta brak próby zmierzenia się z rzeczywistością wielokrotnie. W sensie takim, że ten świat sobie i tak płynie jakoś tam, czy tam będziemy w nim uczestniczyć, czy nie będziemy. To tak on sobie, to co pan profesor powiedział, że w zasadzie ta małość przy rzece, tylko rzeka jest tutaj tym, powiedzmy, symbolem. Jak zacząłem się zastanawiać nad różnymi sytuacjami, to przypomniała mi się taka Historia sprzed kilku lat, kiedy zmarła moja teściowa. W tej chwili to jest przemysł, to tak chyba trzeba nazwać, przemysłem funeralnym, czyli pogrzebowym. Jest to takie bardzo anonimowe i bardzo wypłaszczone. To była mała miejscowość nad Bugiem, to Platerów. I tam była taka sytuacja, w której potem, gdy we wsi dowiedziano się, że zmarła ta moja tościowa, więc część mężczyzn postanowiło udać się na cmentarz, żeby wykopać tą mogiłę, bo to było coś normalnego, nie zamawiało się. jakiegoś zakładu czy czegoś takiego. I tam przyszli różni ludzie, ale najwięcej było tych takich właśnie, którzy nie próbowali się mierzyć z rzeczywistością na co dzień. I pamiętam, że już po jakimś tam wykopaniu części tej mogiły taki pan Rysio usiadł na brzegu tej mogiły i powiedział mi coś takiego. Panie Danielu, to nie sztuka umrzeć, sztuka żyć. To tak mniej więcej, jeśli chodzi o pokorę, o opis tego człowieka, tego człowieka wschodu czy człowieka nadburzańskiego.
[35:19.38 → 35:25.18] A: Panie Elżbieto, pokora? Pani Barbaro, przepraszam.
[35:25.96 → 38:30.75] D: Pokora, tak. Myślę, że każdy człowiek musi mieć w sobie wiele pokory, żeby iść do przodu, żeby podejmować kolejne wyzwania, żeby też właśnie w tej swojej pokorze być przygotowanym na porażki. To, co już powiedziałam wcześniej, to ta pokora chyba w każdym z nas jest bardzo istotna. Ja tylko, jakby powiem tak odnosząc się tutaj do tego, co powiedzieli moi przedmówcy, Ja troszkę inaczej odbieram otoczenie, przyrodę, kiedy jestem z nią sama. Samą też bardzo lubię. Na przykład uwielbiam być w lesie sama. I często nawet znajomi mówią, że tak się nie boisz do tego lasu sama. No nie, nie boję się, uwielbiam być sama w lesie. Ja odbieram to troszeczkę inaczej. Mam wrażenie, że jestem częścią, ale nie jestem świadkiem, nie jestem obok. tylko mam wrażenie, jakbym była taką integralną częścią tego, co mnie otacza i że też nie czuję tutaj, żebym jakąś rolę szczególną odgrywała. Absolutnie nie. Wiem, że jestem taka też mała rzeczywiście w tym wszystkim, jednak mimo wszystko jako człowiek myślę, że to jednak jestem tym mimo wszystko cennym ogniwem, które które coś wnosi do tego, co nas otacza, coś wnosi, nie chcę tak mówić górnolotnie, do całego wszechświata, ale ja czuję tę łączność taką, może nawet z wszechświatem, jakkolwiek byśmy tego nie rozumieli. I to jest dla mnie bardzo fascynujące. Ja może dlatego tak bardzo lubię, kiedyś powiedziałam, że lubię być też sama ze sobą, bo to jest właśnie te przemyślenia, te takie chwile, kiedy ja mogę właśnie sobie podumać o tym wszystkim, o świecie, to są to dla mnie bardzo cenne chwile. I dlatego chyba też na dłuższą metę nie mogłabym być w takim dużym, tłocznym mieście, bo trudniej byłoby stamtąd uciec właśnie, bo ja teraz nawet wspomniana Cieleśnica, gdzie tak się śmieję, że z mężem cieciujemy tam, mówiąc kolokwialnie, bo nie mieszkamy, a po prostu wtedy, kiedy nie ma gości, czy jest mniej tych gości i nie ma na dyżurze obsługi, to my po prostu jakby nadzorujemy tego miejsca. to 20 km pokonuje przez las, jadąc codziennie do pracy do Białej Podlaskiej, czy prawie codziennie i też bardzo często po drodze zatrzymuje się w lesie. Nie tylko wtedy, kiedy są grzyby, ale wtedy też. I to są te chwile takie, nawet pół godziny w drodze do pracy w tym lesie, to jest to coś takiego, co właśnie ładuje akumulatory. No i to są takie fantastyczne przeżycia, pomimo że wydaje się, że to jest takie prozaiczne. Być w lesie czy być w naturze to nic takiego, bo można mieć od życia znacznie więcej, więc wydaje się, że to jest takie... Takie małe coś, ale to jest takie małe coś, co chyba właśnie w sumie tak naprawdę daje mi wielkie szczęście. Więc tak naprawdę okazuje się, że człowiekowi aż tak wiele do szczęścia nie potrzeba.
[38:30.97 → 39:35.02] A: No właśnie pytanie jest, co to znaczy mieć więcej, prawda? Co to znaczy to więcej, właśnie. Ale tutaj poruszyła pani coś, co jest bardzo ważne, o czym się teraz zaczęło bardzo intensywnie mówić, No bo czas najwyższy zacząć ratować świat, więc zaczyna się mówić o tym, jaka powinna być relacja człowieka wobec natury, prawda? I tutaj chciałabym się przy tym w takim razie dłużej zatrzymać i zadać państwu to pytanie właśnie wyraźnie o relację między człowiekiem a naturą. Także może trochę o tym, jak to się zmieniało, jak to było kiedyś, jak jest teraz i o kierunek, w którym to idzie. Jak wygląda No bo nie da się bez pewnych zasad, których się należy trzymać, funkcjonować w świecie, w którym dominuje natura, właśnie. Czy w krainie Bógu dominuje wciąż jeszcze natura, czy też człowiek przejął nad nią władanie? Jak to jest?
[39:36.10 → 43:04.45] B: No ja powiem tak pragmatycznie, jeszcze tak, natomiast już coraz częściej nie, z tego względu, Ten obraz Krainy Bugu, czy obraz, o którym w tej chwili rozmawiamy, rysuje się jako taki bardzo idylliczny. Natomiast rzeczywistość troszkę odbiega od tego wzorca. Bo tak rozmawiamy o pokorze, rozmawiamy o ludziach wschodu, czy ludziach nadburzańskich. Natomiast jest posiadają na pewno wiele atutów, natomiast są takie różnego rodzaju zaszłości. Ja na przykład dzisiaj nawet obserwowałem, jadąc tutaj do państwa, zaraz wyjeżdżając z Łosic, na przykład dom, w którym w środku dnia pali się śmieciami. Więc to są takie sytuacje. Bóg, który jakby to co pokazujemy w magazynie, to są piękne zdjęcia, natomiast rzeczywistość, kiedy się tam zajeżdża, jest wielokrotnie tragiczna. Sami ludzie, czyli miejscowi przyjezdni, nie dbają o to, jeśli mówimy o tej relacji z naturą. To jest po prostu wykorzystywanie tylko w jedną stronę, czyli branie, ale dawanie już od siebie niebo. Na przykład jest takie miejsce, Wydma Mołżewska, to jest rezerwat. On jest rezerwatem zamkniętym, tam się ciągle jeszcze pasą krowy i ten wypas krów jest taki bardzo tradycyjny, który ja pamiętam właśnie z okolic Drohiczyna, bo ja miałem tą możliwość, że miałem dwa rodzaje dziadków. Jednych miałem takich autentycznych, a drugich takich przyszywanych. I ci autentyczni mieszkali w Korczewie nad Bugiem, a ci przyszywani mieszkali na Burzyskach, naprzeciwko Drohiczyna. Tam na przykład moim pierwszym budzikiem, który w wakacje spędzałem w zasadzie całe lato właśnie na tych burzyskach. Pierwszym budzikiem, który był, to był budzik w postaci maszerujących krów. Okiennice były otwarte i one tam o piątej, szóstej rano pastuch sobie szedł z tymi krowami i je wypuszczał. Więc tam na tej Wydmie Morzewskiej ciągle panuje ten rodzaj wypasu. Natomiast jest to miejsce dość popularne, jeśli chodzi o turystów. I my przyjeżdżając tam, za każdym razem wywozimy, naprawdę wywozimy bagażnik śmieci. Różnego rodzaju folie, jakieś puszki, butelki i tak dalej. I to jest właśnie przedziwne, że ta Synergia, która powinna być między tymi, czyli wykorzystanie tej natury, ona niestety działa tylko i wyłącznie w jedną stronę, czyli na razie bierzemy. Te śmieci, o których dzisiaj też opowiadałem, to jest dokładnie śmieci w lesie. To jest w ogóle niebywała sytuacja, kiedy już pomijam 10-15 lat temu, kiedy nie było jakiejś gospodarki odpadami. W tej chwili każdy z nas przecież płaci za za te nasze śmieci, ale ciągle, ciągle po prostu w lasach znajdujemy worki, śmieci, różnego rodzaju gruz i to jest przerażające, przynajmniej jeszcze na razie.
[43:04.91 → 43:15.32] A: Ale przecież nie zawsze, czy zawsze, nie zawsze tak było, że człowiek był głupi pod tym względem. On nie miał wyjścia czasami, musiał się jednak z tą naturą dogadywać.
[43:16.22 → 45:01.36] C: Ja myślę, że Jeśli chodzi o te śmieci, to absolutnie się tutaj z Danielem zgadzam. My też każdego roku na wiosnę ze dwa wory z bardzo pięknego miejsca wywozimy po prostu. No nie można na to patrzeć, no ale cóż, mentalność jest taka, a nie inna. Może tym, że się sprzątnie, może się da jakiś sygnał, że to tak będzie. Ale ja myślę, że problem jest, to znaczy jeśli chodzi o Orzeki, w ogóle orzeki, to problem jest dosyć głęboki. On się gdzieś tam mieści i w kulturze, i w rytuale również. Mianowicie rzeka, a zwłaszcza rzeka Bóg, którą dobrze znam, ona również każdego roku miała taką swoją naturalną moc oczyszczającą. Powódź wielka, prawda? A więc gdzieś stawię dawna nawet. To nie jest problem nawet tych czasów. Odkąd pamiętam, ja się nawet nad tym zastanawiałem. Ludzie po prostu różne niepotrzebne rzeczy wynosili do rzeki, bo wiedzieli, że i tak sprzątnie na wiosnę. Jest coś takiego. To jest oczywiście jakaś taka... daleka jakby diagnoza, ale jest coś takiego, ja u sąsiadów czasami obserwowałem. A, niepotrzebne, wrzucę do wody. Pytam dlaczego? No bo właśnie sprzątnie. Dziwne, dziwne, takie dziwne, bo przecież ten śmieć gdzieś tam się umiejscowi. No ale, ale, ale coś takiego, coś takiego chyba też jest. Ja broń Boże nie tłumaczę tutaj, ale chyba coś takiego też jest.
[45:02.71 → 45:19.11] A: Pan Daniel powiedział, że ten nasz obraz jest tej krainy taki idyliczny. No właśnie, a przecież nie jest, prawda? Przecież to jest miejsce, w którym ścierają się bardzo różne światy.
[45:19.57 → 45:21.51] C: Jeśli chodzi o Rzekę Bóg, tak?
[45:21.53 → 45:23.03] A: Tak, o to miejsce w ogóle.
[45:23.79 → 47:47.29] C: No tak, było łatwiej. Znaczy jest trudniej, ale jest bezpieczniej. Takie paradoksy. Mianowicie, przed wprowadzeniem strefy Schengen można było siedzieć nad rzeką przez całą noc. Teraz nie wolno. Nie wiem, czy państwo o tym wiecie. Ale do zmroku tylko i wyłącznie można siedzieć, dlatego że potem jest zakaz. Straż graniczna może mandatem ukarać. Oczywiście to się rzadko zdarza, ale jednak są takie przepisy. I dobrze, i niepokojąco trochę, prawda? I pewne zamknięcie. Oczywiście z powodu bezpieczeństwa, jak wiadomo. Ale tak, ja tu bym jeszcze nawiązał właśnie do, jeśli można, dobrze? Bo tak, i bezpiecznie, i niebezpiecznie, i o pokorze też trochę, dobrze? Bo tak, bo ludzie z pozoru chyba, jakby, albo nawet czasami z leniwstwa trochę, z pewnego przyzwyczajenia. Ach, można by powiedzieć, że są pokorni, ale tak naprawdę to chyba nie. Bo rybak, który chce złowić ryby, on nie patrzy na to, że straż graniczna może go zatrzymać, że jest duża woda, I po prostu idzie wtedy, kiedy potrzebuje, nawet ryzykuje. Także takie też zachowania są. Jest w tym po prostu wiele sprzeczności. Natomiast ta uroda, myślę, ona też i się bierze stąd, że ta wielokulturowość, wielokulturowość tu się gdzieś właśnie umiejscowiła, dała wyraz w postaci takich, a nie innych właśnie budowli niektórych nacji już w zasadzie prawie nie ma na tym terenie, ale jednak mimo wszystko to zostało, jakby świadectwa pewnej ważnej pamięci jakby zostały. I to też świadczy o tym, że z jednej strony ludzie byli ułożeni, ale z drugiej strony jednak bardzo okopani w tych swoich małych kulturowych, nie powiem nawet religijnych, ale kulturowych enklawach. Jest też coś takiego.
[47:48.87 → 48:21.40] A: Przyjrzyjmy się temu. Bardzo proszę o uruchomienie ekranu. Chciałabym, żeby państwo zobaczyli trochę zdjęć. Pana Daniela, Państwa poproszę też o komentarz do tego, co się za moment pojawi. Właśnie wspomniałeś, Staszku, o graniczności. Był grzeka graniczna, ale to w ogóle jest miejsce przekraczania bardzo różnych granic, prawda? Mieszania się bardzo różnych światów. Z tego też wynika ciekawość tego miejsca.
[48:21.62 → 49:11.36] C: No tak, no to przecież bardzo pociąga. Interesuje mnie ten, kogo po prostu nie znam, chcę go poznać. Nie zawsze ten ktoś da się poznać oczywiście, ale to przyciąga ludzi. Ja ze swojego dzieciństwa pamiętam właśnie takie zdarzenie, Jeden odpust na przykład w kościele katolickim, inny w cerkwi prawosławnej, w klasztorze wiabłecznej. I to niesamowite, to spozornie może to wyglądać na taką jakby szarpaninę, ale jednak nie, to jest dotyk właśnie tego czegoś zupełnie innego. Łatwiej wtedy żyć.
[49:12.48 → 49:26.54] A: Łatwiej, ciekawiej, intensywniej, bardziej inspirująco. Powiedzmy może, uprzećmy najpierw może, panie Danielu, że nie wszystkie zdjęcia, które widzimy, dotyczyć będą tego konkretnego obszaru, prawda?
[49:26.76 → 49:45.19] B: Czyli krainy Bóg jako takiej. Natomiast dotyczą wschodu, to jest ściana wschodnia generalnie. Trochę Suwalszczyzny, trochę Narwi, Biebrzy, znaczy głównie Podlasie, to południowe, tak? troszkę za Bugiem w stronę Siemiaty czy Bielska Podlaskiego.
[49:45.61 → 49:49.55] A: Przez co wędrujemy teraz? Co to są za tereny i czyje to są zdjęcia?
[49:50.21 → 52:12.56] B: Tutaj będziemy mieli do czynienia z dwoma autorami. Jeden to jest Paweł Tadejko, a drugi Adam Falkowski. To jest grupa Magia Podlasia. To są panowie, którzy... Tam są jeszcze trzy dodatkowe osoby. Te zdjęcia pochodzą z albumu, który w tej chwili przygotowujemy, który będzie dostępny, który będzie można obejrzeć pod koniec 2019 roku. Ale generalnie są to zdjęcia, które... Tutaj mamy przekrój właśnie tego i północnego Podlasia i południowego Podlasia. Gro zdjęć to są zdjęcia właśnie gdzieś z okolic Bugu. Głównie wątki tutaj prawosławne, ale to z tego względu, że tutaj zaraz za ze siemiatyczami. To też jest właśnie bardzo ciekawa historia, bo powiedzmy miejscowość, w której ja na co dzień przebywam, czy mieszkam, to są Łosice i to jest miejscowość bardzo jednolita, taka homogeniczna. Natomiast siemiatycze, które tam 30 kilometrów dalej, już za Bugiem, tak to się mówi u nas, oni mówią o nas, że my też za Bugiem, więc tak. Tam jest taka ciekawa historia, bo tam jest dość duża społeczność, żeby tak mniej więcej porównał i osób prawosławnych i katolickich. I na przykład w tej chwili mieliśmy do czynienia ze świętami, i te święta katolickie wypadają pod koniec roku, a te prawosławne zaraz tam od trzech króli katolickich, według kalenderzy gregorijskiego. I tam to, co pan profesor powiedział, że każda ta nacja nacja czy religia jest jakoś tam okopana, natomiast to jest bardzo ciekawe, że ci ludzie się szanują nawzajem i ta wielokulturowość tam ciągle istnieje i ta tolerancja jest na przykład tak, w okolicach Grabarki kiedyś to zaobserwowałem, że jak przychodzi okres świąt wielkanocnych, na przykład wszyscy mają podwójne święta, czyli do szkół się nie chodzi, żadnych prac się nie wykonuje, no bo prawosławni teraz mają Wielkanoc, a oni szanują ten okres, kiedy katolicy mają Wielkanoc czy Boże Narodzenie.
[52:12.92 → 52:54.55] A: Zatrzymajmy się chwilę może przy tym zdjęciu, akurat trafiło na to zdjęcie, ale nie, przy tym kolejnym. Widzieliśmy wcześniej też cmentarze, prawda? Chciałam zapytać o to obecność, to był zresztą jeden ze znakomitych fotoreportaży, w którymś z poprzednich numerów Krainy Bugu, o te granice między życiem a śmiercią. Czy to jeszcze istnieje w tej chwili tak, jak było zawsze, czyli obecność śmierci w naszym życiu była czymś naturalnym i bardzo obecnym, intensywnie obecnym, a nie spychanym pod dywan, jak to się teraz bardzo często w naszej kulturze zdarza.
[52:55.34 → 54:03.10] B: Ja mam możliwość obserwowania powiedzmy w takiej średniej miejscowości, jak są Łosice, czyli to jest jakieś 6 tysięcy mieszkańców i tam, jeśli chodzi o śmierć, jest to już przemysł. Dwa czy trzy domy pogrzebowe. Pamiętam jeszcze takie czasy, w których jeśli ktoś umierał w bloku, to trumnę wnoszono normalnie do bloku, bo przecież zmarły musiał odejść ze swojego miejsca, w którym w tej chwili absolutnie nie ma to miejsca. Natomiast w mniejszych miejscowościach jak najbardziej. To jest ciągle sakrum śmierci. Nawet teraz ostatnio moje rodzice mieszkają właśnie w takiej małej miejscowości. i zmarła jakaś sąsiadka dziewięćdziesięciokilkuletnia. I tam wszystkie obrzędy pod tytułem Różaniec. Dokładnie też nie pamiętam już. Pan profesor pewnie mi tutaj troszkę pomoże.
[54:05.32 → 54:06.18] C: Pusta noc.
[54:06.41 → 54:40.88] B: pusta nos, ale na Podlasiu tam jest jeszcze kilka takich elementów, które są obowiązkowe przed pochowaniem czy przed tą główną celebracją w kościele i to są właśnie takie ciekawe historie, zasłanianie telewizorów, zasłanianie luster, jakieś tego typu rzeczy, więc tam ciągle tak, ta śmierć gdzieś tam jest taka bardzo ludzka, a nie... a nie jest takim przemysłem, którym się po prostu ciało zabiera z kostnicy i wywozi.
[54:42.74 → 54:44.22] A: A w Dołchobrodach?
[54:44.36 → 57:42.67] C: W Dołchobrodach zanikło to dokładnie dwa lata temu. Dlatego, że niedaleko Słowatyczach został wybudowany dom pogrzebowy. Ludzie się zrobili po prostu bardzo wygodni, ale pojawił się pewien kłopot, to o czym mówił Daniel, czyli z tym momentem właściwie takiego rytualnego przejścia osoby bliskiej w zaświaty, czyli pożegnania żyjących zmarłego. I w tej chwili to jest pewnego rodzaju taka sztampowość, taki przerób właściwie, ale ludzie jak gdyby wewnątrz w sobie odsuwają ten Właśnie ten kłopot, w sumie to się zrobiło teraz kłopotem jednak, ale nie wiem jak to powiedzieć, ale pojawił się o wiele większy problem z żałobą, proszę państwa. Tak, po prostu. Sprawą naturalną, że początek żałoby brał się z tego, że zmarły, żegnał się z domem właśnie, Będąc niejako w trumnie przez całą noc, przez całą dobę niemal, przy rytualnych śpiewach, odpowiednich śpiewach, żegnało się właściwie wszystkich bliskich, sąsiadów. Właściwie te śpiewy, niesamowite przejmujące. Adam Struk w tej chwili próbuje takie rzeczy śpiewać. To jest niezwykła, taka dramatyczna, w dramatycznym wyrazie poezja, ale to jest niezwykła poezja. Po prostu ludzie musieli z tą śmiercią jakoś sobie poradzić. więc wymyślali różnego rodzaju formy właśnie śpiewów, czyli estetyczne, na pożegnanie. Ale jednocześnie to był początek żałoby. Ten taki najbardziej dramatyczny moment rozstania. I później ten cały czas żałoby, na ogół rok to trwało albo i dłużej. Mówiło się tak, że jak... Zmarł mąż, to żona dopiero po pięciu latach zaczyna się oswajać właściwie z tą pustką. I myślę, że teraz się pojawił problem bardzo poważny, ale ludzie są na tyle pozamykani, że trudno się o tym dowiedzieć, ale to się wyczuwa. I jakby nie ma odpowiedniego sposobu na przepracowanie żałoby. Celowo o tym tak mówię. Jest to potężny problem, dlatego ludzie się zamykają, dlatego nie rozmawiają, między innymi oczywiście, ale stąd też to się i bierze. Jest coś takiego.
[57:43.37 → 57:50.21] A: Bo wszystko musi mieć swoje miejsce w swoim czasie. Kiedy z tego rezygnujemy, zaczynamy się gubić.
[57:50.25 → 57:53.87] C: Dokładnie, jest coś za coś, nie ma inaczej.
[57:54.53 → 58:06.52] A: Prosimy o kolejne zdjęcia. To jest właśnie ta idylla, o której wspomnieliśmy i która bardzo ciągnie w tamtą stronę.
[58:06.52 → 58:08.26] B: Tutaj pewnie śmieci nie znajdziemy.
[58:11.26 → 58:26.08] A: I nie znajdziemy też zbyt wielu ludzi. Jeszcze, myślą państwo, czy kraj niebogu grozi zadeptanie na przykład, czy też nie wszyscy zechcą do niej dotrzeć?
[58:26.59 → 58:50.81] C: Mogę jeszcze coś dodać do tego wątku? Proszę państwa, bardzo to widać na współczesnych cmentarzach. Zrobiło się bardzo kolorowo. Ludzie w taki sposób znajdują ujście właśnie w tym pożegnaniu. W tej takiej zewnętrznej, bardzo czasami przesadnej właśnie formie. Gdzieś to musiało znaleźć ujście, więc znalazło w tym.
[58:51.45 → 58:58.83] A: Monidło. Też bardzo charakterystyczna, myślę, nie tylko dla Podlasia rzecz, prawda?
[59:02.39 → 59:06.37] B: To akurat będzie jabłeczna pewnie.
[59:07.87 → 59:09.79] A: Gdzie jesteśmy, panie Danilu?
[59:10.57 → 59:37.45] B: To chyba będzie raczej gdzieś w okolicy Narwi. Tak, tak. Czy jakaś Bugo, Narew? Zapytała Pani o to, czy Kraina Bugu, czy generalnie ten wschód będzie zadeptany. Rozmawialiśmy o tym w garderobie przed spotkaniem właściwie.
[59:37.93 → 59:39.53] A: I mieliśmy podzielone zdania.
[59:39.73 → 01:00:26.12] B: Tak, tak. Więc według mnie chyba raczej w tej chwili następuje moment opuszczania wsi. Czyli profesor wspomniał o tym, że są całe wioski, które po prostu są puste. Ja wielokrotnie jak podróżuję wzdłuż Boguto, a jeszcze 10-15 lat temu wioski, które tętniły życiem, no w tej chwili tak naprawdę pamiętam taki pierwszy reportaż, który wykonywałem dla Krainy Bugu. To był pierwszy numer, Droga 816. Ja tą drogą wróciłem w tym roku, w 2018 roku miałem okazję ją przyjechać, więc jeszcze kompletnie nie poznałem tych miejsc, w sensie takim, że tak wielu opuszczonych domów i pustych wiosek nie widziałem.
[01:00:27.24 → 01:00:29.90] C: Michała Książka, tak? To jest droga 816.
[01:00:29.92 → 01:00:58.02] B: To 816 to już, bo i Stasiuk miał 816, Michał Książek. Michał Książek najpełniej, ale on tak pod kątem ornitologicznym też troszkę ją potraktował. Stasiuk wiem, że w jednym felietonie dość mocno i we wschodzie. W Tygodniku Powszechnym też co chwila wspomina o tej 816.
[01:00:58.55 → 01:01:58.75] A: Czyli właściwie modele rozwiązania sytuacji mogą być bardzo różne. Może być tak, że rzeczywiście to się wyludni zupełnie i przyroda zdominuje ten teren. Mało prawdopodobne, ale taką wersję można byłoby zakładać. Można byłoby zakładać wersję pod tytułem Zmienią się ludzie. Po prostu zupełnie pewne pokolenia się skończą i przyjadą na to miejsce... Warszawiacy. Warszawiacy. Można by było też zakładać taką wersję, że więcej osób uruchomi taki sposób myślenia jak pani, czyli żeby w to miejsce inwestować, ale jednocześnie inwestując, dawać pracę innym, prawda? Czy to, że na przykład pani firma funkcjonuje w Białej Podlaskiej i tam zdecydowana większość rzeczy jest szyta, a nie gdzieś w świecie, gdzie może byłoby taniej, To jest też efekt tego sposobu myślenia?
[01:02:00.21 → 01:04:27.80] D: Takie było założenie od początku, że dopóki będzie to możliwe, to będziemy produkować w Polsce. Rzeczywiście jest to w tej chwili bardzo trudne i tak naprawdę wszystkie firmy, które produkują w Polsce mają troszeczkę problemów. My w tej chwili robimy taki eksperyment, że myślimy, Może dobrym rozwiązaniem będzie, gdy nasze klientki zostaną właścicielkami firmy. Jeżeli będą właścicielkami, to będą kupowały swoje własne produkty. I właśnie jesteśmy teraz w trakcie sprzedaży akcji firmy. Właśnie głównie kupują te akcje panie, które się u nas ubierają. Podobnie zresztą robimy podobny eksperyment również z hotelem w Pałacu Cieleśnica, bo osobiście mnie Sam biznes, prowadzenie tego miejsca daje dużo przyjemności, natomiast akurat w moim przypadku najwięcej samorealizacji czerpałam z tego procesu renowacji obiektu i też w tej chwili z kolei znowu, żeby zaopiekować się kolejnym obiektem, bo również na Lubelszczyźnie Tutaj bliżej, my też jesteśmy Lubelszczyzna, ale na południowej Lubelszczyźnie jest też mnóstwo takich obiektów, które popadają w ruinę, że już też nie wspomnę, nie mówię o dworach, pałacach, ale również o chatach podlaskich też. Więc też chcemy zrobić taki zabieg właśnie również w Cieleśnicy, gdzie też chcemy, żeby ogromna społeczność kupiła to miejsce, bo jeżeli kupi je ogromna społeczność, to ta ogromna społeczność zapewni po prostu obłożenie, będzie traktowała to miejsce jako swój własny dom. A dzięki temu myślę, że też zaopiekujemy się kolejnymi obiektami. Zobaczymy, jak nam się to uda, ale to jest taki dla mnie bardzo ciekawy eksperyment biznesowy. Chociaż nie tylko, bo za tym idzie jakaś tam idea. No chociażby to, że właśnie myślę, że ściągniemy trochę więcej ludzi i że całkiem ta Kraina Bugu nie wyludni się w przyszłości. Aczkolwiek nie chcielibyśmy, żeby to miejsce było zadeptane. Niemniej jednak. Niemniej jednak miejsca jest tam dużo i tej przyrody jest bardzo wiele i myślę, że wystarczy je jeszcze dla bardzo wielu osób. Jest masa ludzi zmęczonych życiem, którzy chcą uciekać w Bieszczady, równie dobrze mogą uciec na południowe Podlasie. I na takich uciekinierów też czekamy.
[01:04:29.76 → 01:05:04.79] A: No jak uciekniemy wszyscy, to wtedy trzeba się będzie zająć Lublinem, Warszawą i poroba jeszcze innymi miastami. Czyli to jest taki sposób myślenia, że uczyńmy coś naszą własnością, wtedy o to zadbamy, zanim zdamy sobie sprawę z tego, że tak naprawdę wszystko to jest nasze i powinniśmy o to zwyczajnie zadbać. W nawiązaniu do tych wszystkich śmieci, o których panowie opowiadali śmieci i nie tylko, bo przecież nie tylko śmieciami wykańczamy teren, w którym mieszkamy, oczywiście. Gdzie jesteśmy?
[01:05:06.33 → 01:05:44.74] B: Prawdopodobnie to akurat Fronołów, most na Bugu Kolejowy, łączący dwa województwa, między Sarnakami a Siemiatyczami. Poprzednio most na Narwi, pomiędzy Za Bielskiem Podlaskim, zaraz za mostem jest skrętna Zabłudów, jak dobrze pamiętam. Tu charakterystyczny Koźlak, których też jeszcze nie brakuje, ale już są dość mocno zużyte.
[01:05:45.62 → 01:05:59.88] A: Co się zmieniło najmniej, proszę powiedzieć, na tamtym terenie? ludzka mentalność, rzeczy, które nas otaczają, architektura, co się zmieniło najmniej?
[01:06:00.28 → 01:06:55.72] B: My żyjemy tam na co dzień, więc pewnie dużo trudniej nam dostrzec te sytuacje. Właśnie ostatnio z kimś rozmawiałem na temat tych moich łosic, gdzie w zasadzie na co dzień widzimy, że coś się zmienia. Dla nas jest to pewien naturalny proces, którego gdzieś tam nie dostrzegamy. Natomiast osoby, które wracają, nie wiem, po wielu latach, diametralnie, jeśli chodzi chociażby o architekturę, czy o takie zmiany infrastrukturalne, to tak, to widać. Mentalnie to też z pewnością, Na pewno staliśmy się bardziej otwarci, znaczy otwarci na świat, ale zamknięci na ludzi. To chyba tak przyrodniczo. Chyba też troszkę.
[01:06:56.57 → 01:06:57.18] A: Staszku?
[01:06:57.91 → 01:11:09.79] C: Może wolniej, ale jednak się zmienia. Jednak się zmienia i w ludziach, i w przyrodzie też. Areał, większy pól. To jest jednak kwestia właśnie krajobrazu. Po dawnych nawet PGR-ach powstały takie bardzo duże, zresztą świetnie prosperujące gospodarstwa. Pejzaż w tym momencie się zmienił. To może nie aż tak gwałtownie, ale jednak to się zauważa. Przynajmniej w mojej okolicy, tam bliżej właśnie drohiczyna może mniej, ale tutaj tak, ale to w samym pejzażu. Mentalnie też, proszę państwa, połowa mieszkańców wsi, przynajmniej połowa, tak jeszcze było do niedawna, teraz trochę mniej. ale tak było do niedawna, w średnim wieku i młodych pracowali za granicą, przyjeżdżali z zupełnie innymi doświadczeniami. Może nie było gwałtownych reakcji, ale jednak to się czuje w architekturze, naprawdę różnego rodzaju są zmiany, oczywiście czasami bardzo pozytywne, a czasami dziwne, po prostu nieprzystawalne do tego terenu. Ale ja bym nad tym nie płakał. Taka jest natura po prostu świata, natura życia. Tak to jest, wpływy są bardzo różne. Przecież tu na tym terenie wpływ Bizancjum przecież ogromny. Teraz to traktujemy jako taki tygiel tej różnorodności. Traktujemy to jako swoje, a jednak to są pewne takie czasami bardzo obce naleciałości. które gdzieś po iluś latach jakoś się mieszają. Zapominamy nawet pewnych źródeł, jak to jest. I z tego powstają nowe wartości. Ale niewątpliwie ta rzeka, to rzeka, gdzieś ona jest takim krwioobiegiem w tym wszystkim, bo albo granica, prawda, albo jakaś taka właśnie nieprzepuszczalna strefa, raz z jednego powodu, raz z drugiego powodu, podczas wielu licznych wojen, prawda, w przeszłości oczywiście. 1915 rok, I wojna światowa bardzo dramatycznie zresztą pokrajała tutaj ten teren, Nie wiem, czy nie najbardziej wówczas właśnie, jeśli chodzi zwłaszcza o zabytki. Ale niewątpliwie ta uroda została. Ja bym tutaj, jeśli można jeszcze, przypomniał bardzo ważną postać i właściwie takim patronem i adresatem, ale takiej naprawdę niezwykłej przyrody i niezwykłego kunsztu fotografiki. To jest Artur Tabor, świetnej pamięci, który właściwie w każdym numerze jest tu przywoływany. I ja nawet polecam poczytać jego komentarze na temat, na bardzo różne tematy. Okazuje się, że to jest niewyczerpana encyklopedia i wiedzy, i niezwykłego doświadczenia takiego bardzo, bardzo dobrego na ten temat, także przyroda. Ale ona cały czas jest, cały czas jest. Teraz w niedzielę byliśmy nad rzeką, słyszeliśmy tylko chrzęst kry. i czasami samotny kruk, ale już zaczynają się pojawiać pierwsze ptaki. Proszę Państwa, ta przyroda jest niesamowita. Ona w jakiś sposób też się przyzwyczaja również do nowych warunków. Gniazda są w bardzo różnych miejscach. I tak jak powiedziałem, ludzie również przywożą ze świata bardzo ciekawe, bardzo pozytywne również doświadczenia. Chociażby budowa płotów, sprzątanie wokół domu, to jest jednak coś.
[01:11:10.89 → 01:12:21.92] A: Tak sobie myślę, Staszku, że ktoś mógłby pomyśleć, że bardzo precyzyjnie wyreżyserowaliśmy ten fragment naszego spotkania, żeby opowieść o wizycie nad rzeką, krze, styczniowym mrozie, wygłosił na tle, siedząc tyłem, do takiego właśnie zdjęcia. Ale może to przywilej ludzi z Krainy Bugu, że mają tak genialną intuicję, że doskonale wiedzą, co w tym czasie dzieje się za ich plecami. Myślę sobie, że... także czytając kolejne numery Krainy Bugu, jest coś, co się chyba jednak nie zmienia. Bardzo silna potrzeba szukania sensu. naszej obecności na Ziemi. Kiedyś załatwiało się to pewnie trochę inaczej. Nie wiem, czy nie było prościej. Teraz gdzieś się pogubiliśmy, ale czytając te artykuły widzę, że do Krainy Bogu też wracają albo przybywają ludzie właśnie dokładnie w tym celu, żeby znaleźć sens swojego funkcjonowania. To są moje doświadczenia jako czytelniczki. Państwo jako mieszkańców potwierdzają Ci to?
[01:12:23.44 → 01:12:25.26] B: Nie będę obiektywny.
[01:12:26.22 → 01:13:44.57] D: Zdecydowanie tak. Myślę, że to jest w ogóle jakby takie znamienne w dzisiejszych czasach, gdzie gdzieś tam wraz z rozwojem cywilizacji człowiek jest coraz bardziej zagubiony. Jest taka potrzeba naturalna powrotu do korzeni i to nasze miejsce, ono jednak nie zmienia się tak szybko jak reszta świata, no może reszta świata to za dużo powiedziane, ale jakby jak inne miejsca, chociażby w naszym kraju. Te zmiany postępują wolniej, bo nawet jednak tej architektury, owszem, ona też się zmienia, ale jest jeszcze bardzo wiele tej architektury starej drewnianej. W zachodniej Polsce już na przykład, czy w Polsce centralnej, nie ma tej architektury drewnianej, jak u nas na wschodzie. To zresztą mówią wszyscy nasi goście. Wiadomo, że tych krów już jest coraz mniej, które tam gdzieś sobie są przeganiane, ale jednak wygląda to troszkę inaczej, te nasze okolice. Myślę, że to jest właśnie to, że w takiej scenerii, w takim otoczeniu przyrody łatwiej jest te pytania sobie zadawać i łatwiej jest też szukać odpowiedzi na pewne pytania, tak zwane fundamentalne, które na pewno wcześniej czy później każdego człowieka dopadają.
[01:13:48.23 → 01:13:53.50] C: Sześć lat temu jak zobaczyłem pierwszy numer
[01:13:53.50 → 01:13:56.22] B: Krainy Bugu... Panie profesorze, 8.
[01:13:57.92 → 01:16:11.69] C: 8 już, tak? 8, przepraszam. W takim razie 8. Czas szybko. Dostałem jakiegoś takiego bardzo pozytywnego, takiego emocjonalnego paraliżu. Mówię wprost, myślę sobie, Boże, coś to musi być za jakiś taki niezwykły apostoł tej sprawy, że takie coś wymyślił. Naprawdę przeglądałem raz, drugi, trzeci to pismo i myślę sobie, nie to, że jest to o moim świecie, tylko jest o sprawach tak ważnych, mało tego, znakomicie wydane. Znakomicie wydane, tyle ile trzeba jeśli chodzi o rozmowy, o długość tekstu. Znakomicie pod względem graficznym, jeśli chodzi o zdjęcia, o fotografię. Naprawdę strzał taki bez pudła w dziesiątkę. Ale dowodem na to, Daniel, jest to, że ono po prostu w MPiKach w Polsce znika. I to w zachodniej Polsce nawet szybciej niż tu w centralnej. Najmniej, bo podobno Sugeruje pan, że więcej kradną? Nie, zainteresowanie, naprawdę z powodu jakości. Po prostu całego pisma, zawartości i formy edytorskiej, to wszystko jest naprawdę znakomite. Ale nie byłoby tego bez takich postaci, bo tutaj słuchałem Basi właśnie bardzo uważnie. I też można by podawać jako wzór, nawet taka Takie podsumowanie, jeśli chodzi o pałac w Cieleśnicy, że tak, zrobiłam, doprowadziłam to do dobrego stanu i szukam dalej, chcę to zrobić dalej. Więc jest w tych ludziach na wschodzie coś, co robią po prostu dla sztuki. Zrobiłam, już stało się. Zresztą zrobiła bardzo pięknie, polecam. Naprawdę pałac jest pod każdym względem wysmakowany estetycznie. Wielki kunszt odnowy tego, także daj Boże wielu takich pomysłów i takich bardzo sensownych, z czułością zrobionych realizacji.
[01:16:11.99 → 01:16:30.56] D: Dziękuję bardzo, ale ja też się chciałam dołączyć do gratulacji wielkich z okazji tej ósmej rocznicy już. To rzeczywiście jest wielkie dzieło i myślę, że Daniel tu ze skrajną bógu jest takim prawdziwym ambasadorem tego naszego miejsca na ziemi. Także dziękujemy ci bardzo, Danielu.
[01:16:30.76 → 01:16:48.81] B: Bardzo dziękuję. Ja tylko nadmienię państwu, że my jako redakcja jesteśmy tylko bardzo technicznie, natomiast macie państwo przed sobą też trójkę naszych autorów, więc gdyby nie oni, tak naprawdę to to pismo byłoby zupełnie inne i nie byłoby takie. Zasługa tak naprawdę tutaj.
[01:16:52.59 → 01:17:17.38] A: Sięgnijmy po jeszcze jedno wydawnictwo. Słownik, chociaż niespecjalnie lubisz tę nazwę, bo rzeczywiście upierasz się przy tym, że to nie jest typowy słownik. No bo nie jest, a może i na szczęście nie jest. Skoro rozmawiamy o powodach robienia różnych rzeczy, to zapytam cię o powód, zrobienia tego hachłackiego słownika.
[01:17:19.30 → 01:18:03.18] C: Chciałem jeszcze dodać do Krainy Bugu, ale właśnie w związku z powodem. Proszę państwa, czasami tak się zdarzało w tej wielotysiąceletniej historii sztuki, że wielkie budowle, bardzo masywne czasami, popadały w ruinę, a jakaś taka skromna kartka papieru, gdzieś zostawała i naprawdę wiele świadczyła o kulturze. Ja wierzę w moc tego typu wydawnic i m.in. to było też jednym z powodów wydania tej skromnej książeczki.
[01:18:04.11 → 01:18:25.38] A: Opowiedzmy o niej, dlatego że to jest taka rzecz, której kupić niestety nie można. Namawialiśmy w garderobie Stanisława Baja na kolejne wydanie, już w twardej okładce, już szyte, już żeby poszło jeszcze dalej w świat. Mamy kilka egzemplarzy, niewiele. Ale mamy jeszcze kilka egzemplarzy.
[01:18:25.46 → 01:18:28.22] C: Będziemy mieć dla państwa prezencie.
[01:18:29.00 → 01:18:41.52] A: Ja cię proszę nie tylko o sprostowanie, tylko w ogóle o opowieść o tym języku, o tych pieśniach, które były jedynym źródłem tego, żeby można było rzecz całą spisać.
[01:18:42.30 → 01:18:45.20] C: Książkę można będzie kupić w Domu Kultury w Hannie latem.
[01:18:45.36 → 01:18:53.20] A: Książkę będzie można kupić w Domu Kultury w Hannie latem. To bardzo dobra jest wiadomość, ale mimo wszystko wciąż namawiamy cię na kolejne wydanie.
[01:18:54.46 → 01:26:29.57] C: Proszę państwa, tak naprawdę powinno się przeczytać wstęp do tego, ponieważ on jakby bardzo jakoś tak dobitnie chyba uzasadnia to, dlaczego to powstało i dlaczego właśnie takie jest ta książka. Ale ta książka powstała z bardzo prostego powodu, w okolicznościach zagrożenia. ale zagrożenia bardzo konkretnego, Domu Kultury w Dołchobrodach, w którym rezydowała Jutrzenka, czyli zespół śpiewaczy Jutrzenka. I ponieważ były takie zakusy, żeby to już przestało być, ponieważ panie już mocno starsze, więc po co, prawda? I oczywiście... Oczywiście ja, jak się o tym dowiedziałem, no popadłem niemal w rozpacz i trzeba było coś wymyśleć. Także to się stąd wzięło, nie z jakiegoś takiego wielkiego nabożeństwa do tradycji tej mowy nawet, choć to się gdzieś tam wewnątrz kotłowało, kłębiło, czuło się, że tak jest, ale człowiek zawsze odkładał, dopóki żyją te osoby, które jeszcze coś wiedzą, myślę sobie, a, to jeszcze zdążę, prawda? Po czym się okazuje, że już nie zdążę. I tu los nam podpowiedział, nawet taki powiem dramatyczny los nam podpowiedział, że trzeba to wreszcie zrobić. I panie z zespołu Jutrzenka przyszły do nas zrozpaczone, że co one będą w życiu robiły, jak to? No po prostu już nic, żadnych prób, niczego. No i po namyśle, ja tak na początku nie bardzo sobie zdawałem sprawy, nawet rzucając takie zdanie, a może by tak właśnie przetłumaczyć te wasze pieśni. Od tego się zaczęło i one przez kilka lat, przez pierwsze dwa lata to bardzo regularnie, niedziela w niedzielę, szczęśliwe, zadowolone, że miały sens po prostu przyjść do domu kultury. I to uzasadniało ich tam po prostu bytność w tym domu kultury. Trzeba było pomieszczenia na to, żeby one tam były. I jakoś tak właśnie, jakoś tak się decydenci z tym oswoili, że to już tak ma być i tak do tej pory zostało. Także oprócz książki, nie dlatego, że ja taki chytry jestem, to nie o to chodzi, to wszystko przypadek, ale niewątpliwie taką największą pracą to jest właśnie państw zespołu Jutrzenka, a zwłaszcza takiej pani Karoliny Dymianiuk. I znowu po kolei się jakby pewne kwestie otwierały. Mianowicie ten język, jak wiadomo jeszcze do niedawna, on jest taki dosyć wstydliwy w używaniu. Ja zresztą w szkole zdarzało mi się nawet dwóje obrywać na polskim, jak się gdzieś tam wymsknęło jakieś słowo hachłackie. Tak było, natomiast już od ładnych paru lat tak nie jest. Ludzie traktują to też jako pewna wartość, zwłaszcza ci średniego pokolenia, którzy jeszcze rozumieją ten język, w tym języku już się nie posługują, ich rodzice na ogół, którzy jeszcze jakby zostali w tym takim wstydliwym jakby podejściu do tego, oczywiście jeśli, jeśli opowiadają w tym języku na zewnątrz, bo w swoim gronie to jest wszystko w porządku, tak nawet trzeba. I te panie właśnie tłumaczyły przez te kilka lat, to dojrzewało, dojrzewało. Oczywiście mieliśmy pomysły, bo to jest oczywiście, umówmy się, słownik, dobra. To jest tylko z pieśni, które one śpiewały. Okazało się, że kilka pieśni było na tyle, jakby trudnych do przetłumaczenia archaicznych, że nawet musiały na zasadzie pewnego rodzaju domniemania, domysłów niektóre słowa tłumaczyć, ale to też naprawdę jakby... zrodziło w nich taką twórczą potrzebę poszukiwania w tych nawet własnych źródłach, we własnych rodzinach, w jakichś takich zapiskach, w papierach jakichś takich dawnych. Naprawdę otworzyło to dużo, a zwłaszcza po dwóch latach pisania tego słownika właśnie pani Karolina Demianiuk tak nieśmiało zapytała, a może by tak ujawnić, co ma w domu. A mianowicie, że właśnie zapisywała po kryjomu oczywiście wierzenia i przysłowia. To było fantastyczne takie odkrycie. Oczywiście one się gdzieś tam powtarzają z innych terenów, ale jednak w tej mowie hachłackiej, to właśnie nawet nie język, a mowa hachłacka, która oczywiście w dużej części wywodzi się jakby z języka ukraińskiego, z dużą ilością słów języka białoruskiego, wiele jest z polszczeń, ale fantastyczna historia, że można było, ja zresztą tu o tym napisałem, że można było rozpoznać, kto jest z jakiej wsi, po tym jakich słów używa, albo jakiej intonacji tych słów. Także fantastyczna historia. To mi oczywiście się przypomniał Wiesław Myśliwski który w zasadzie całą swoją literaturę osadził na przekazie ustnym, na mowie mówionej, bez zapisu. To jest wartość też i właściwie jego literatury. On zresztą to cały czas podkreśla. To miało oczywiście swoje takie bardzo odległe, nawet bardzo archaiczne jakieś takie związki, gdzie przez wieki wypracowywano jakby model tych słów. I nie boję się tak powiedzieć, ale ta najdawniejsza kultura chłopska, jakby obrabiając te słowa, dostosowując je do pewnych zniuansowań, to mowę wypracowała i to jest bezcenna wartość. Ja to słyszałem, już tak jak na wstępie powiedziałem, Słyszałem to u mnie w kuchni za stołem podczas wieczorek, gdzie spotykali się sąsiedzi wyłącznie właśnie w tej mowie. Do tej pory mam w uszach na przykład poszczególnych sąsiadów, których nie pamiętam czasami wizualnie, ale ich mowę pamiętam, ich jakby wyraz języka. No bezcenna rzecz, fantastyczna historia. No i tak to jest. Dla porównania, dla sprawdzenia załączyliśmy do tego płytkę właśnie z pieśniami w większości śpiewanymi właśnie w tym języku. Tam między innymi jest przepiękne chyba trzy pieśni solo pani Karoliny Weremczuk. Naprawdę jeden z takich piękniejszych głosów w ogóle, jeśli chodzi o te śpiewy tak zwane ludowe. Tego określenia bardzo lubię, ale jest coś takiego. Także to jest z najlepszego czasu śpiewów zespołu Jutrzenki są te pieśni. Plus na dodatek również i polskie, żeby było łatwiej wyłowić pewną melodykę.
[01:26:30.60 → 01:27:02.26] A: Tutaj kilka razy padało dzisiaj ze sceny słowo inspiracja. Ja tak sobie myślę, przeglądając przez ostatnie dni bardzo często te publikacje, że ona też może być znakomitą inspiracją do tego, żeby pójść jeszcze krok dalej. Dlatego, że tutaj nie tylko te pieśni tłumaczone na polski, nie tylko te zebrane zwyczaje, powiedzenia, które zresztą porządkowały życie, bo jeśli się słowem coś nazwało, to znaczy, że tak miało być.
[01:27:02.40 → 01:27:05.96] C: To było. Nie było słowa, nie było rzeczy.
[01:27:06.14 → 01:27:50.65] A: Tak jest. Czytanie poszczególnych słów, które funkcjonowały wtedy w pieśni, a pieśń była tym, za pomocą czego się komunikowało także ze sobą, z drugim człowiekiem, opisywało świat, to studiowanie języka może dać komuś znakomity punkt wyjścia do tego, żeby tamten świat móc także opisać. Ale co jeszcze zwraca bardzo moją uwagę, to to, To rysunki na przykład na końcu i zdjęcia. Dużo zdjęć, przedmiotów związanych z tkactwem. Na sekundę jeszcze, zanim oddam państwu głos, przy tym się zatrzymamy, bo to jest także dla pani istotne. No i rysunki, bynajmniej nie twojego kolegi malarza.
[01:27:51.10 → 01:29:14.35] C: No nie wolno było moich dać, no bo już sama jakby inicjatywa, to jest wystarczająca, ale poprosiliśmy naszego takiego bardzo dobrego, znajomego, zaprzyjaźnionego, dawnego stolarza. On w tej chwili wyplata bardzo piękne przedmioty, bardzo piękne rzeczy, takie ze słomy, z wikliny, szalenie misterne, wspaniałe rzeczy. znakomicie opowiada. Ma naprawdę taki dar, dar takiego dosadnego, a jednocześnie bardzo zabawnego przekazu. Używa bardzo takich świetnych, trafnych słów na różne sytuacje. Można go godzinami słuchać. I ja w pewnym momencie powiedziałem Józek, narysuj mi parę przedmiotów i nazwij je, bo ty Całe życie byłeś z tym, robił te przedmioty, wykonywał i on bardzo chętnie się na to zgodził i tam na was grolił trochę tego. Ja zobaczyłem, myślę sobie, w tej surowości jest niesamowita uroda. I właśnie on na początku nie bardzo się chciał zgodzić, ale jakoś go tam przekonaliśmy, że to jest jednak... że jednak warto i cała ta surowość nawet, nawet tam trochę inaczej są ponozywane te różne rzeczy, ale to też świadczy o tym, że jak każdy jakby też inaczej się wypowiadał. No właśnie.
[01:29:14.75 → 01:29:23.19] A: Właśnie, inaczej się wypowiadał rysunek, to też jest sposób opowieści, wzór na tkaninie, to też jest informacja, prawda?
[01:29:24.15 → 01:29:31.55] D: Tak, to prawda. Wzory na tkanienie rozumiem, że tutaj... Bo one Panią inspirują.
[01:29:32.37 → 01:29:35.66] A: Przypomnijcie Państwo, jak nazywają się te wzory na tkanienie?
[01:29:35.66 → 01:31:59.32] D: Perebory. Właściwie to, a propos inspiracji, to ta sztuka ludowa i tkanina południowego Podlasia. była inspiracją do tego, że powstał Rabarbar. To jest nasza druga marka, która wprost nawiązuje do tych właśnie tkackich tradycji chawciarskich. Też w drukach bardzo często wykorzystujemy te wzory, które gdzieś tutaj kiedyś w tych dawnych strojach występowały. Kiedyś też a propos tego upływu czasu i jakby próby złapania jeszcze, uchwycenia, tego co odchodzi, może już na zawsze, to kilka lat temu nakręciliśmy film, który się nazywa Akty Stworzenia, więc jeżeli na YouTube ktoś wrzuci takie hasełko, Akty Stworzenia Bialką, to ten film się pojawi. I tam z kolei, ja kiedyś odwiedzając Biawenę, która jeszcze istniała w Białej Podlaskiej, Chciałam zamówić takie bieżniki w paski, które Biawena kiedyś produkowała. Nawet Kraina Bułgum też wydawnictwo rozsyłało takie bieżniki. Tam się wybrałam, żeby zobaczyć jakie zalegają z dawnych lat resztki wełen w magazynie i żeby takie bieżniki zamówić. I też taką tkaninę pasiastą. I szłam właśnie korytarzami Biaweny i słyszałam krosna pracujące. Zajrzałam przez takie szklane drzwi, przez taką szybkę i zobaczyłam na dużej hali jedną tkaczkę, która przy krosnach pracowała. No i kiedy wróciłam do firmy, to mówię do syna, no musimy to nakręcić, bo po prostu za chwilę tego nie będzie. I w tym filmie oprócz tej właśnie Biaweny, która produkuje tkaninę wełnę właśnie na sukienki dla nas, pokazane są też panie z Hruda, z Podbiałej Podlaskiej, Mają warsztatów tkackich kilka. Ja zresztą też taki warsztat tkacki mam na korytarzu w mojej firmie pod drzwiami działu projektowego, który ściągnęłam łącznie z dwoma kołowrotkami i kilkoma innymi sprzętami ze strychu domu moich dziadków. Tylko jeszcze nie założyłam niestety tam osnowy, a już czekam z niecierpliwością, bo już jest kolejka. osób, które chętnie by potkały sobie coś na tych krosnach, więc musimy to uruchomić. Natomiast rzeczywiście, wracamy do tych tradycji, zresztą te wzory, one się bardzo podobają. I nie tylko tutaj tym klientkom ze wschodu, ale w ogóle w całej Polsce. Tak bardzo spotykają się z dobrym odbiorem.
[01:31:59.96 → 01:33:16.69] A: Mnie to by się marzył taki słownik wzorów tkackich jeszcze, bo przecież tam prawdopodobnie też są zapisane pewne informacje. Taki warsztat tkacki, o którym pani w tej chwili mówi, kilka miesięcy temu otwierał wystawę w znakomitej Tate Gallery w Londynie, gdzie pokazywano pracę Annie Alberts. która artystki zajmującej się właśnie materiałami, tkaniną i która twierdziła, że najbardziej fascynujące materiały, jakie w życiu spotkała, bo ona też dużo podróżowała po świecie i wszędzie te materiały oglądała, szukając także inspiracji, znajduje w Peru. W Peru, w którym te wzory służyły do komunikacji. Zamiast języka pisanego, którego nie było, komunikowano się w taki, a nie inny sposób za pomocą wzorów na tkaninie właśnie. Zastanawiam się więc, co też można byłoby wyczytać z takich pereborów znalezionych w krainie Buku. Ale też utkany na maszynie chodnik Twojej matki inspiruje Cię czasem do malarstwa, Stanisławie, tak?
[01:33:17.03 → 01:34:30.77] C: To jest taka kolorystyka, że ja nigdy tego nie doścignę. Świeżość zestawień. Ciągle się tego uczę. Uciekam w niuanse, bo tak jest łatwiej podobno. Ale nie, przewrotnie. Jest tu taki ważny aspekt, że one są takie, a nie inne. Mianowicie... Podskórnie, ale konkretnie jednocześnie, proszę Państwa, dał o sobie znać Islam. Tak jest. Tak jest. I te wpływy właśnie tatarskie, które gdzieś przyszły, one miały właśnie tego typu geometryczne wzory. Coś, co gdzieś ze świata przyszło, bardzo kolorowe, jednocześnie inne i bardzo konkretne, nie przyroda. Nie przyroda, która jest jakby obła, która się wije, tylko właśnie wzór bardzo geometryczny. To są oczywiście dalekie jakieś takie echa, ludzie sobie to przyzwoili, ale to jest między innymi tego typu czytanie tych wzorów.
[01:34:32.89 → 01:34:48.19] D: A jeszcze mogę, przepraszam, coś dodać w kontekście pereborów, ponieważ w Chrudzie właśnie, gdzie te panie dzielnie jeszcze kultywują te tradycje tkackie, tam jest pracownia imienia Stanisławy Baj. Możesz stać powiedzieć, Stanisława Baj to była...
[01:34:48.19 → 01:34:51.21] C: To znaczy podobno Baję to wszyscy gdzieś kiedyś razem, ale...
[01:34:51.21 → 01:34:52.77] D: Nie, bo ona z Dołchobród pochodziła.
[01:34:52.83 → 01:34:53.83] C: Ze wsi Baję.
[01:34:54.49 → 01:34:55.51] D: Ze wsi Baję jednak?
[01:34:55.57 → 01:35:05.45] C: Tak, nawet jeszcze. To znaczy jest taki przysiłek niewielki, z tamtej wsi pochodzi również mój dziadek, pradziadek i jeszcze tam, i jeszcze dziadek, dziadka, dziadek.
[01:35:05.89 → 01:35:08.13] D: Czyli Stanisława Baj na pewno była twoją kuzynką.
[01:35:08.39 → 01:35:34.41] C: W dalekiej jakiejś takiej przeszłości na pewno tak. Tak, bardzo znana postać, ona, jeśli chodzi o Pere Bory, ona jak gdyby najbardziej prawidłowo, ale jednocześnie w sposób taki najbardziej czysty je wykonywała. Dlatego właśnie w Hrudzie jej imienia jest ten właśnie Dom Kultury. Bardzo daleko od duchobród.
[01:35:35.53 → 01:36:02.62] A: Bardzo dziękuję. Jeśli państwo mają ochotę zadać pytanie gościom, bardzo proszę. Jest mikrofon na sali, jeśli państwo zechcą. Bardzo proszę. Proszę tutaj z mikrofonem, gdyby pani zechciała podejść. Dobrze, nie, nie. Bardzo panią proszę o podejście do drugiego rzędu, dobrze? Dobrze. Nie, mikrofon już idzie. Która pani? Pani profesor.
[01:36:06.02 → 01:37:32.29] E: Dziękuję bardzo za udzielenie głosu. Mam nadzieję, że wybaczycie mi państwo zabieranie głosu i czasu, dlatego że chciałabym połączyć kilka innych głosów z Krainy Bógów. Państwo tutaj nam zaprezentowali swoje piękne osiągnięcia w postaci gazety, czy malarstwa profesora Baja, czy całej jego twórczości. Ale zdążyłam się zorientować, że na tej sali jest bardzo dużo obywateli krainy Bugu, którzy pewnie jeszcze o tym nie wiedzą albo wiedzą i zaraz się do tego przyznają. Ja chciałam powiedzieć o jednej przede wszystkim osobie, którą za chwilę przedstawię i poproszę, żeby pani wspaniała Grażyna zechciała ją wysłuchać.
[01:37:33.73 → 01:37:34.17] F: Już
[01:37:36.92 → 01:38:34.75] E: Mówię w czym rzecz. Państwo tutaj powiedzieliście z inspiracji Pani Grażyny, mówiliście o związku życia i śmierci, końca i początku. I przy okazji o takim niezwykłym i wspaniałym zjawisku, że coś się kończy na pozów, nieodwołanie, A zaraz patrzymy, a ono się znowu zaczyna, czyli trwa. Mam nadzieję, mam na myśli przede wszystkim język hachłacki, który został tutaj przywołany i zaprezentowany w postaci tego wspaniałego wydawnictwa z gminy Hanna, tak?
[01:38:34.99 → 01:38:35.99] C: Gmina Hanna, tak.
[01:38:37.10 → 01:39:21.45] E: I ja niechcący zupełnie stałam się świadkiem i pośrednikiem troszeczkę takiego cudu kulturowego. Mianowicie od kilku lat mam szczęście przyjaźnić się ze Stanisławem Bajem i jego wspaniałą małżonką Iwoną z jednej strony, a z drugiej strony miałam też szczęście poznać a w szczególnych okolicznościach pan Edyt Ostrowską. Ona się bardzo wstydzi i jest bardzo... się pozwoli przedstawić.
[01:39:25.78 → 01:39:34.98] A: Ale bardzo prosimy, jeśli ma pani Eda Ostrowska ochotę zabrać głos w dyskusji, to bardzo prosimy, a jeśli nie, to polecamy jej książki i bardzo dziękujemy.
[01:39:35.28 → 01:41:34.06] E: Więc powiem, w jakim punkcie się te dwie osoby, czy w jakim ciągu zdarzeń, przypadków, wypadków cudownych się na sobie, na siebie natknęły. Mianowicie, jeden ciąg zdarzeń, to Staszek opowiadał bardzo precyzyjnie i przeżył w tym miejscu, że ta książka miała ratować istnienie zespołu z Dołchoborowców. A drugi ciąg zdarzeń, Oczywiście on jest odlejszy w czasie, lekarzna historia właściwie nie ma wstecz końca. Dział się na moich oczach i uszach, mianowicie od kiedy dowiedziałam się i poznałam, fascynację Edy Ostrowskiej, jednej z najznakomitszych polskich współczesnych poetek, jej fascynację słownikami. Powiedziałabym, że amatorskimi, ale za to autentycznymi. Mam nadzieję, że Eda o tym więcej powie. ale gdyby się speszyła, to tylko dopowiem jedno zdanie. Mianowicie, od długiego czasu Eda pracuje ze słownikiem Gwary Kachłackiej. Przy tej okazji przeżywa mnóstwo przygód z wielkimi profesorami, Pani profesor, ja się czuję
[01:41:34.06 → 01:41:44.40] A: absolutnie zainspirowana do tego, żeby panią Edę Ostrowskiej wykorzystać do następnego spotkania i porozmawiać także na te tematy. Bardzo proszę.
[01:41:44.53 → 01:45:03.66] F: Myślę, że bardzo niewiele osób wie o tym, że się zajmuję właśnie teraz słownikiem Gwary Chachłackiej, ale wychowałam się też nad bugiem, nad bugiem się bawiłam, nad bugiem jeździłam na drewnianych łyżwach, rozlanym bugiem w przerębli lądowałam. Czytałam książki, leżałam, siedziałam, fojarki robiłam. Także Bóg to jest moje naturalne środowisko. On jest też w mojej twórczości. Dla mnie był groźny, ciemny, trochę tak jak moje życie, ale teraz widzę, że to było piękne życie i że ono jest w ogóle piękne. Więc ten słowniczek spisywałam w latach osiemdziesiątych w Gwary Chachłackiej, kiedy jeszcze panu profesorowi chyba do głowy nie przyszło w ogóle ratowanie, ocalanie. Nie wiem skąd mi się to wzięło. Byłam zawsze bardzo wrażliwa na słowo, na język. Chodziłam za mamą, marudziłam i wypytywałam, dopytywałam się słów, których nie byłam pewna. I dowiedziałam się o istnieniu tego, że te słowa zostały opracowane, że w ogóle poszły w świat przypadkiem, że są na Harvardzie. Na Harvardzie roczniki humanistyczne są. Wcześniej słyszałam, że ktoś się zajął, bo rękopis słownika złożyłam w KUL, w bibliotece, w sekcji rękopisów. Takie na malutkich karteczka, bo tak zawsze lubiłam takich małych, że w kieszeniach się nadmieściły. Notowałam sobie. I teraz wróciłam do tego słownika. Po tych latach osiemdziesiątych, kiedy odkryłam, że są trzy opracowania tego słownika, a słownika nie ma. Więc to jest niedopuszczalne. Zresztą zaczęłam się wracać bardzo, wracać. Mojej rodzice, tata ma 90 lat, zna doskonale Chachłacki, ale niestety ma demencję, nie słyszy. Już nie mogę nic od niego wziąć i bardzo mi żal. Ale żyje jeszcze mój brat pioteczny, który też doskonale zna Chachłacki, więc zaczęłam Jakoś się odnalazłam z nim, taką ciepłą więź, więc myślę, że wchodzę w ten nurt, też dzięki pani profesor nawiązałam kontakt na razie tylko w tej chwili wzrokowy również z panem profesorem. Książkę tę mam, przejrzałam, przeczytałam bardzo dużo, słuchałam sporo pieśni. Jestem zachwycona i uważam, że to jest świat jak z epoki kamiennej. Tam wszystko ludzie sami robili. Wszystko sami narzędzia, kosze, wszystko produkowali. To, co spoczywali sami, to po prostu niezwykłe w ogóle. To jest świat przedpotopowy. To nie są lata sprzed 100 lat czy w ogóle 150. Nie, to są nasze początki w ogóle, prapoczątki. To jest niezwykłe, ogromną czułość spływa we mnie ta książka. Jest bardzo czuła. Mój słownik będzie prawdopodobnie mroczny, również jak Bóg. Będzie inny chachłacki, ponieważ mój tata wnosił element. Mogę powiedzieć tylko jeden przykład. Kolędować, czyli śpiewać pieśni bożonarodzeniowe. U mnie to miało inne znaczenie. Przeklinać, na czym świat stoi, drugie znaczenie. Tata, jeszcze jedno powiem, zamiast basałyga, dryblas, to powiedział byblas. I oczywiście, tu już były bardzo negatywne znaczenia, czyli nie tylko duży, potężny dryblas, ale leń, płysek, to jeszcze po hochłacku, czyli nie rób. Przepraszam, tak jest mój słownik, takie jest moje życie, ale myślę, że bardzo ciekawe. Ja mam dla niego czułość mimo tego mroku i złowieszczych akcentów.
[01:45:03.76 → 01:45:42.69] A: Bardzo pani dziękujemy. Szykuje nam się w takim razie kolejne spotkanie międzysłownikowe. Spróbujemy opisać świat, stawiając na stole kilka różnych słowników. Ja dostrzegam, nie chcę specjalnie Cię wywoływać do odpowiedzi, Waldemarze, ale kiedy pytałam się o to, jakie zmiany zachodzą i co się nie zmienia, to ciekawa byłam też kuchni. jaka jest Waldemar Sulisz, autor tekstów związanych z kulinariami Krainy Bógu, nadburzańskimi. Gdybym cię mogła prosić o dwa zdania o tym, jak smakuje to miejsce.
[01:45:43.57 → 01:48:00.15] G: Dzięki pięknie. Dobry wieczór państwu. Dwadzieścia lat temu po raz pierwszy pojawiłem się w Dołchobrodach, ponieważ zaintrygowało mnie tam takie zjawisko, że tam nie mówi się pierogi, tylko pirochy. Mało tego, że są to pirochy z duszoi. Nie rozumiałem, co to znaczy pirochy z duszoi, ale udało mi się poznać dwie wspaniałe panie. Jedna była znakomitą poetką, ale także doskonale gotowała. Druga gotowała w sposób poetycki i kiedy zaczęły robić te pierogi, one były bardzo dziwne, ponieważ w środku miały takie nadzienie ze śliwek, z sera, nie znałem takiego smaku, to Panie powiedziały, że pirochy składają się z dwóch elementów. Że skórka to jest ciało, a to co w środku to jest dusza i dlatego to są pirochy z duszą. No i wtedy sobie pomyślałem, że kuchnia, tak jak cała Kraina Bogu składa się z tych dwóch części. Dzisiaj ksiądz ojciec Tomasz w zostatnich Żartobliwie mówi, że lubię pisać o tym, co jest duchowe i brzuchowe, łącząc w jednym tekście. Jeżdżę po tej krainie, jeździmy z Małgosią, fotografując zresztą wiele, i mamy taką kochaną trasę, bo to jest bardzo blisko, proszę państwa. Stąd z Lublina to jest bardzo blisko. Wystarczy wsiąść w samochód albo w bus, pojechać do Włodawy, a potem zatrzymać się na chwilę, zobaczyć Bóg, który płynie przez miasto i nad nim kapliczka, którą raz omywa, raz nie omywa i następnie pojechać wzdłuż granicy do Kodnia, gdzie jedzie się nad Bugiem, gdzie można zjechać, zboczyć, pokłonić się Matce Boskiej-Kodeńskiej, zajść do małego klasztoru, pojechać do Jabłecznej, no a potem już będąc w tym mateczniku właśnie zatapia cię w te niezwykłe pejzaże, miejsca duchowości. I ja jestem szczęśliwy, że jesteśmy tutaj, mieszkając w Lublinie, tak blisko tej krainy Bóg.
[01:48:00.55 → 01:48:36.66] A: Bardzo ci dziękuję. I tak sobie też myślę, że zarówno ty z Małgosią, jak i większość z Państwa, którzy podróżują po tych terenach, nie włączają żadnych map elektronicznych, żeby doprowadziły do celu, bo cel jest za każdym zakrętem. Po prostu za każdym zakrętem. Jeśli mają państwo ochotę, to bardzo proszę, ale jeśli mają państwo ochotę na indywidualne rozmowy z naszymi gośćmi, to też bardzo serdecznie zapraszam. Bardzo proszę, Sławku, tak? Malarz.
[01:48:37.22 → 01:48:37.68] C: Sławku.
[01:48:37.82 → 01:48:56.68] A: Później. Dobrze. Bardzo dziękuję, że państwo dziś tak licznie przyszli. Dziękuję za takie piękne słuchanie. Państwu wyjątkowo pięknie dziękuję za to, że chcieli państwo do nas z tej Krainy Bóg dotrzeć. Barbara Chwesiuk, Daniel Parol, Stanisław baj. Dziękuję.

Zobacz także

w Mediatece