Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Fot. kadr z filmu "Plan 9 from Outer Space" / Wikimedia Commons

Bitwa o kulturę. Filmy tak złe, że aż dobre / Monika Stolat / Bartosz M. Kowalski / Kaja Klimek / PJM

Wróć

Raz na jakiś czas kultura popularna wydaje z siebie produkt tak zły, że nie jest się on w stanie wpisać nawet w kontinuum jej licznych nieudanych wytworów. Książka, film czy komiks niekiedy przekraczają granice złego smaku i choć w teorii niewarte, by o nich pamiętać, w praktyce nie pozwalają o sobie zapomnieć. Są bezwstydne – nie wystarcza im niesmak pozostawiony u tych, którzy mieli wątpliwą przyjemność zapoznać się z nimi. Mają jednak w sobie tajemniczą moc sprawiającą, że nie tracąc nic ze swojej niezwykle kiepskiej jakości, pojawiają się na przeciwnym biegunie jako (arcy)dzieła w specjalnej kategorii: „Tak złe, że aż dobre”.

W ubiegłym roku podsumowaliśmy galę wręczenia Oscarów. Tym razem, dla odmiany, porozmawiajmy o filmach, które w historii kina zapisały się bynajmniej nie ze względu na ilość zdobytych nagród… chyba, że mówimy o „Złotych Malinach”.So bad, yet so good…

Monika Stolat – do 2020 roku wieloletnia pracowniczka Centrum Kultury w Lublinie (producentka teatralna, kuratorka kina), w latach 2020-2021 pracowniczka Centrum Spotkania Kultur w Lublinie, w którym jako kuratorka Kina CSK, zbudowała i rozwinęła repertuar i styl Kina CSK od podstaw.

Dwukrotna stypendystka Prezydenta Miasta Lublin (2017 i 2019). Nominowana dwa razy w plebiscycie Człowiek Roku 2017 Dziennika Wschodniego oraz w plebiscycie Kuriera Lubelskiego w kategorii Kultura za organizację Splat!FilmFest. W 2019 roku została laureatką plebiscytu „Kobieta na medal 2019” oraz otrzymała medal Prezydenta Miasta Lublin za działalność Fundacji Nowa Aleksandria.

Monika Stolat jest pomysłodawczynią, dyrektorką artystyczną i producentką ogólnopolskiego cyklu kina klasy B – Filmy Najlepsze z Najgorszych. Mrozi krew w żyłach jako dyrektorka artystyczna i producentka międzynarodowego festiwalu nowego kina gatunkowego, horrorów, fantastyki i bezkompromisowego kina arthousowego Splat!FilmFest International Fantastic
Film Festival (Warszawa, Wrocław). Programerka ogólnopolskiego cyklu Kultowe Klasyki od Splat!FilmFest oraz dyrektorka artystyczna nowego festiwalu strasznie dziwnych filmów WTF FEST (Warszawa, Wrocław). Fanka wolności ekspresji artystycznej oraz kina wyrazistego i mrocznego.

Była organizatorką pierwszej w Polsce trasy Grega Sestero – amerykańskiego aktora, reżysera i scenarzysty, odtwórcy roli Marka w kultowym, B-klasowym „The Room” i autora bestsellerowej książki „The Disaster Artist” na podstawie której James Franco wyreżyserował nagrodzony Złotym Globem film o tym samym tytule. (Filmy Najlepsze z Najgorszych, 2024).

Monika Stolat odpowiadała również za pierwszą w naszym kraju wizytę Lloyda Kaufmana – amerykańskiego reżysera, producenta i założyciela kultowej wytwórni horrorów klasy B – Troma Entertainment (Splat!FilmFest, 2018).
Na jej zaproszenie do Polski pierwszy raz przyleciał także David Howard Thornton, odtwórca Arta the Clowna w serii bardzo popularnych horrorów „Terrifier”. (Splat!FilmFest, 2024).

Bartosz M. Kowalski – absolwent szkół filmowych w Paryżu i Los Angeles. Autor nagradzanych dokumentów HBO „Moja Wola” oraz „Niepowstrzymani”. Zwycięzca Konkursu Scenariuszowego Script Pro 2014. Nominowany do Paszportu Polityki i nagrody Gildii Reżyserów Polskich. Jego debiut fabularny, dramat społeczny „Plac zabaw” miał premierę na festiwalu filmowym w San Sebastian i wyróżniony został m.in. na festiwalach w Gdyni, Warszawie, Koszalinie, Londynie czy Melbourne. Ostatnie lata współpracował z portalem streamingowym Netflix, dla którego wyreżyserował horrory „W lesie dziś nie zaśnie nikt” (dwie części) i „Ostatnia wieczerza”. Jego najnowszy film, dramat fantasy „Cisza nocna” miał premierę jesienią na jednym z najważniejszych na świecie festiwali kina gatunkowych – w hiszpańskim Sitges. Kolejny film, thriller home invasion ukaże się w 2025 roku. Okazjonalnie reżyseruje także reklamy, stworzył spoty min. dla Orange, Lotto, ING, KFC.

Goście: Monika Stolat, Bartosz M. Kowalski
Prowadząca: Kaja Klimek

  • Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 01.02.2025 r.
  • Wydarzenie transmitowane online na stronie internetowej Teatru oraz na profilu FB Teatru.
  • Rozmowa tłumaczona na polski język migowy.
  • Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.21 → 01:29.15] A: Dzień dobry, drodzy Państwo. Witam wszystkich w Teatrze Starym. Nazywam się Kaja Klimek. Cieszę się, że tak licznie przyszliście na spotkanie o złym kinie. To może oznaczać, że lubicie takie filmy i chcecie o nich rozmawiać. Przede wszystkim chcecie o nich posłuchać, ale tak jak zawsze na naszych spotkaniach, to spotkanie jest otwarte również na Wasze głosy. Liczę na dyskusję. Nasze spotkanie na polski język migowy będą tłumaczyły Ewelina Lachowska i Marta Stępniak i chciałam to powiedzieć na samym początku, bo jest to niebywałe wsparcie i ważna dla nas sprawa, że tak to może wyglądać. Zanim opowiem o czym dzisiaj będziemy rozmawiać i trochę wprowadzę Państwa w temat, zaproszę do mnie już naszych dzisiejszych gości, a będą to Monika Stolat. Brawa! Zapraszam tutaj w środek. I Bartosz M. Kowalski. My sobie usiądziemy, ja chwilę opowiem o tym, kim są nasi goście. Zapraszam. Powiem... Czy wolisz w środku? Wolisz w środku? Nie, Monika woli na flance. Dobrze. Tak, dobrze. Powiem kilka słów najpierw o naszych gościach, a później o czym będziemy dzisiaj rozmawiać, żeby trochę Państwa wprowadzić w to zagadnienie, jakim są złe filmy, czy filmy złego gustu, czy filmy tak złe, że aż dobre, bo tutaj różne nazwy możemy temu zjawisku przyporządkować. Przede wszystkim przedstawiam Monikę Stolat, którą być może Państwo jeszcze pamiętacie z Lublina, bo po pierwsze pochodzi stąd.
[01:29.48 → 01:31.91] B: Z Łęcznej dokładnie, ale przez wiele lat w Lublinie.
[01:32.14 → 01:44.41] A: To bardzo blisko. A po drugie, przez wiele lat tworzyła tutaj kulturę. Centrum Kultury w Lublinie. Zbudowała tam właściwie od podstaw kino i program filmowy. Uzupełniaj.
[01:44.47 → 01:46.46] B: W Centrum Spotkania Kultur. Wcześniej w Centrum Kultury w Lublinie.
[01:46.47 → 02:47.08] A: W Centrum Spotkania Kultur, oczywiście. Ale ja ją zaprosiłam tutaj nie tylko dlatego, że bardzo miło spotkać się z ludźmi, którzy są z Lublina albo z pobliża, ale też dlatego, że Gdy mowa o polskich ekspertach i ekspertkach do spraw tego tematu, którym się dzisiaj chcemy zająć, czyli właśnie filmów tak złych, że aż dobrych. Nie znam drugiej osoby, która by miała większe doświadczenie, wiedziała na ten temat więcej, więcej takich filmów pokazała ludziom niż Monika, która też organizuje różnego rodzaju wydarzenia filmowe wokół kina gatunkowego, kina od klasy B do klasy Z. Myślę, że mogę tutaj powiedzieć, bo ta gradacja tam są naprawdę już te najgorsze, najlepsze, najgorsze i najlepsze, czy najlepsze z najgorszych filmów, bo tak też jeden z cykli się nazywa. I przy okazji, gdy jesteśmy w tym świecie, to niech po raz pierwszy padnie tutaj tytuł filmu, do którego na pewno będziemy nawiązywać wielokrotnie, czyli film The Room, Tommy'ego Wise'o, czy Wise'o, czy Wise'o.
[02:47.20 → 02:48.64] B: On sam różnie mówi.
[02:49.22 → 04:35.13] A: Podobno z pochodzenia jest Polakiem, takie wiadomości na ten temat możemy też znaleźć. Współgrający razem z autorem filmu The Room, Greg Sestero też przybył do Polski, miał tutaj nawet turnę, które zainicjowała właściwie Monika. Dodam tylko tyle, że na seansach, które Monika organizuje i które właśnie reprezentują bardzo specyficzny gust filmowy, sale są pełne. I to też jest pytanie na dzisiaj. Jak to jest, że my właśnie takie filmy chcemy oglądać? O tym będziemy dzisiaj rozmawiali. A drugim z moich gości dzisiaj jest i naszych właściwie tutaj w kinie w Lublinie, jak to lubię sobie mówić, bo jesteśmy w teatrze, a jednak jesteśmy też w sali, gdzie filmy są wyświetlane. Jest Bartosz M. Kowalski, czyli reżyser filmowy, twórca filmów, które reprezentują szeroki spektrum gatunku, jakim jest horror, myślę, że tak to mogę powiedzieć. aczkolwiek jego filmy też mają taki wymiar dramatu, fantazy, to bym powiedziała najbardziej bliski jest ten ostatni film, czyli Cisza nocna, ale filmy w lesie dziś nie zaśnie nikt. Uwielbiam mówić ten tytuł, bo on się zawsze tak jakoś rytmizuje, nie wiem czy tylko jestem jedyną osobą, która go tak rytmizuje. ale też Ostatnia Wieczerza, to są horrory autorstwa Bartosza. Mamy też debiut, który gdzieś jest takim horrorem z życia wziętym, czyli Plac Zabaw, to film, który mroził krew w żyłach już parę ładnych lat temu, ale też wywołał szeroką dyskusję. Był odbierany jako film kontrowersyjny, czego zawsze gratuluję twórcom, bo być kontrowersyjnym twórcą to Bardzo dobra wiadomość. Także bardzo się cieszymy, że też jesteś z nami, bo nie tylko tworzysz filmy, ale też, z tego co wiem, kochasz takie kino, o którym dzisiaj będziemy rozmawiać.
[04:35.39 → 04:39.18] C: Ja bardzo dziękuję za zaproszenie i dzień dobry państwu.
[04:40.17 → 09:22.31] A: Także taki mamy skład. Państwo przez aklamację potwierdzają, niczym Komisja Gier i Zakładów aprobują uczestników dzisiejszej bitwy o kulturę. No właśnie, myślę, że z tą bitwą, tak jak zwykle, może być różnie, bo my się chyba co do tego raczej zgadzamy, że filmy, które dostają dwie gwiazdki, trzy gwiazdki na dziesięć, jedną gwiazdkę na pięć, które mają bardzo niskie rankingi, w serwisach takich jak Rotten Tomatoes, czyli taki agregator właściwie recenzji filmowych, ale też recenzji nie tylko krytyków filmowych, ale również użytkowników, które mają niskie oceny na Filmwebie czy na IMDB, że to jest taki specyficzny land, specyficzna kraina, do której warto się czasem zagłębić, żeby coś w niej przeżyć. Dodam jeszcze, zanim przejdziemy właśnie do rozmowy o tych filmach, W zeszłym roku o tej porze spotkaliśmy się tutaj z Kasią Borowiecką i Piotrkiem Górzkowskim, dziennikarzami filmowymi i kulturalnymi, po to, żeby porozmawiać o Oscarach. Czy ktoś z Państwa był na tym spotkaniu? Tutaj się pojawiają jakieś delikatne ruchy, wzniesione ręce, to komentuję dla osób w internecie, które nas oglądają, witam Was też serdecznie. I wtedy rozmawialiśmy, co to znaczy, że film jest Oscarowy, co to znaczy, że film jest dobry, jak to się dzieje, że filmy dostają nagrody i właściwie dlaczego. W tym roku też się spotykamy po Oscarach. Wokół filmów nagrodzonych z Anorą, Shona Bakera na czele wybuchają różne kontrowersje dotyczące bardzo wielu sfer. Myślę, że temat kontrowersji wokół kina to też jest w ogóle, Michał mówię to do ciebie, temat na bitwę, filmy kontrowersyjne Oscarowe, ale też nie tylko. Ale też ten czas, kiedy Oscary są wręczane, to czas, kiedy wręczane są inne nagrody. Maliny! Świetna odpowiedź. Uwielbiam ten kolor bardzo. Malinowy to jest wspaniały kolor. Nawet tutaj mój iPad ma taką okładkę. Ale złote maliny to nagrody właśnie dla najgorszych filmów w roku. I w tym roku była bardzo ciekawa sytuacja. I ten mój wstęp jest długi, ale wierzę, że państwo ze mną wytrzymacie. Bo w tym roku nominowany w kilku kategoriach był bardzo znany reżyser filmów niezwykle docenianych. Jeden z klasyków amerykańskiego kina, czyli Ktoś wie? Francis Ford Coppola, reżyser Czasu Apokalipsy, między innymi rozmowy francuskiego łącznika, podaje trzy tytuły arcydzieł, ale tych filmów, no Ojciec Krzesny, no można by tutaj sypać jak z rękawa. To są filmy bardzo doceniane, wybitne. Został nominowany za film Megalopolis do tej nagrody właśnie dla najgorszego filmu. I jako bodajże jeden z nielicznych twórców historii, wiem tylko o Paulu Werchowenie, że on odebrał swoją złotą malinę za film Showgirls. Francis Ford Coppola tę nagrodę postanowił odebrać, bo zwykle najgorszy film roku, kto by się wybierał na odbiór takiej nagrody, chyba że to by było na festiwalu albo na przeglądzie organizowanym przez Monikę, że to jest jednak duży... I on podczas tego uzasadnił to, że będzie odbierał tą nagrodę. Mówił między innymi, że świat dzisiaj zmierza, właściwie pikuje ku jakiemuś strasznemu dnu ze względu na to, że sztuce przyznaje się oceny czy gwiazdki, tak jakby to była punktacja na jakichś zawodach sportowych. I on nie chce podążać za takimi regułami gry. Przeraża go to środowisko, ta branża, w której przyszło mu działać. Wie, że jest bardzo wielu młodych, utalentowanych ludzi, ale jest duża szansa, że oni nie stworzą filmów, które będą żyły przez najbliższych 50 lat. Bardzo takie krytyczne słowa właściwie. Więc dla niego to jest duży zaszczyt, że może tą nagrodę właśnie dostać i że dla niego to jest taki jakby order, ta złota malina. Więc to nawiązanie Oscarowe w naszym dzisiejszym spotkaniu też jest. Co Wy na te słowa Francisza Forda Coppoli i też na to, reżyser, który właśnie kiwamy głowami, znamy te tytuły, wiemy, że to arcydziała, dajemy im dziesiątki i uważamy, że warto je oglądać, nagle pojawia się w świecie złego gustu. Jego ostatni film jest bardzo źle oceniany, uważany jest za gniota, stąd ta złota malina w kilku kategoriach, ale reżyser przyjmuje to, mówiąc kolokwialnie, na klatę i jeszcze na dodatek uważa, że to zaszczyt. Macie na ten temat jakiś komentarz? Co to za przedziwna sytuacja ma miejsce?
[09:23.29 → 10:30.11] B: Chodziły jakieś opinie, że ten film to jest jak The Room, tylko z bardzo dużym budżetem, słowem drogą. Może nie wiem, może trochę mają wyjść, a też twórcy, którzy próbują przekonać krytyków i widzów, że ich film wcale nie jest taki zły, to zazwyczaj jakoś tak są słabo odbierani, więc tłumaczenie się, że wcale mój film nie jest zły, tylko wy nie rozumiecie, to pewnie wyszłoby kiepsko. Lepiej właśnie przyjąć na klatę i odebrać taką nagrodę. Nie wiem jak będzie w przypadku tego filmu, ale też życie pokazuje, że tam w historii Złotych Malin było sporo filmów, które okazały się nie tylko kultowe, czyli lubiane przez widzów z perspektywy czasu, ale w sumie były też może arcydziełami. Takie najbardziej, które pamiętam, znane filmy. Leśnienie dostało Złotą Malinę. Morricone za muzykę do coś. Dostał album nominowany. Nominowany do Oscara. Jednocześnie
[10:31.97 → 10:34.19] A: do Oscara i do Złotej Maliny.
[10:34.71 → 11:02.08] B: Możliwe, na pewno. I jeszcze co? Jeszcze parę takich filmów, które nie ma dzisiaj wątpliwości, że są kłótowymi klasykami. dostawały te maliny, więc nawet chyba mają nagrodę, która się nazywa w ramach Złotych Malin Nagroda Odkupienia, czyli przeproszenie za to, że wcześniej film nie został doceniony, więc kto wie, może z filmem tym będzie podobnie z czasem, też nie wiem.
[11:03.56 → 12:10.01] C: Mi się trudno ze słowami Coppoli nie zgodzić a propos tego, jakie są czasy, a propos tego, w jakim miejscu jest kino dzisiaj, bo filmy straciły swoją ważność i jeszcze w latach dziewięćdziesiątych, ale przede wszystkim w latach osiemdziesiątych filmy potrafiły być na ekranach przez rok, dwa lata, a teraz codziennie jest jakaś nowa premiera, na platformach jest content, a nie filmy. I zgadzam się, że to gwiazdkowanie filmów, szczególnie, znaczy każdy film to jest dziecko jakieś, nad którym się pracuje rok, dwa, pięć, czy tak jak Coppola w przypadku Megalopolis, on ten koncept nosił w sobie od chyba trzydziestu lat. Więc no trudno, żeby go nie zabolało to, że ktoś poszedł, obejrzał film i potem spędził dwie i pół minuty, bo umówmy się, że nie wszystkie recenzje są recenzjami, tylko są jednozdaniowym podsumowaniem filmu typu, no to, no nie przecinek, nie kropka dwa na dziesięć.
[12:10.45 → 12:15.37] A: 160 znaków dostajesz do dyspozycji na FilmWebie na przykład, żeby to zrobić.
[12:15.49 → 13:17.38] C: No właśnie, więc to jest... On też wydaje mi się, że po tylu sukcesach i po takiej długiej przerwie może po prostu też był zaskoczony zderzeniem z tym, jak ten dzisiejszy świat wygląda. Natomiast jeśli chodzi o Maliny i Oscary, dla mnie to się naprawdę zlało w jedno i ja przestałem to już jakiś czas temu rozumieć, dlaczego pierwszy Joker dostaje Oscary, nominację, a drugi Joker, który, zgadzam się, wynudziło mnie trochę to śpiewanie, ale to nie był zły film i Phoenix nie zagrał gorzej niż w pierwszej części, a za pierwszą część ma nominację do Oscara, za drugą do Maliny. Ja przestałem nadążać, No i to też jak rozmawialiśmy między sobą w kuluarach, a propos Oscarów chciałem przywołać na przykład film Wszystko Wszędzie Naraz, który przecież nominacji miał też ponad 10, a jest to film,
[13:17.62 → 13:21.88] A: który... Też część z tych Oscarów dostał, w tym dla najlepszego filmu.
[13:21.94 → 13:57.19] C: Dokładnie. A no właśnie. A to jest film, który balansuje na tak cieniutkiej granicy między właśnie Malinami lub Oscarami. No jakby tam Jamie Lee Curtis ma parówki w dłoniach. że jest to dosyć odważny koncept, forma jest ciekawa, bardzo inwazyjna. Mnie osobiście ten film wymęczył i gdyby nie tę nominację do Oscara, myślę, że bym nie obejrzał tego do końca. Dlatego też bardzo się cieszę na tę rozmowę, bo jestem ciekaw, co wy macie do powiedzenia i co państwo, bo ja jakby przestałem za tym nadążać chyba.
[13:58.38 → 14:40.11] A: No tak, okazuje się, że kategoria oceny dobry albo zły jest bardzo umowna i może zmieniać się w czasie. Dla mnie takim, bo przywołałaś kilka filmów, które pojawiły się w tym wyścigu złotomalinowym jako filmy prowadzące. Ja wspomniałam już o tym filmie, jest to jeden z moich ulubionych absolutnie filmów, czyli Showgirls. Pola Verhoevena, też film kontrowersyjny, który wywołał skandal. Aktorka nigdzie później nie mogła zostać zatrudniona, bo ten film został zaorany przez krytykę. Nie podobał się też widzom, a był kolejnym filmem po sukcesie filmu, który państwo pewnie znacie, czyli Nagi Instynkt, który ten sam reżyser kilka lat wcześniej stworzył z Sharon Stone i ten film chociaż też reprezentuje różny gust, nazwijmy to tak.
[14:40.13 → 14:44.49] C: Żołnierze kosmosu, genialnym filmem, a też uznanym
[14:44.49 → 15:56.31] A: za Za niezbyt dobry, ale oferującym dużo walorów. Ta historia Showgirls też się wpisuje trochę w to, o czym tutaj mówimy, bo dzisiaj film jest uznawany właśnie za kultowy, za odzyskany zarówno przez aktorkę, jak i przez społeczność fanowską. Są organizowane festiwale, gdzie on jest odtwarzany. Twórcy biorą w tych festiwalach udział. Powstał musical, który jest na bazie tego filmu też. różne grupy tożsamościowe ze spektrum LGBT+. Ten film kochają i uznają za swój, więc ma jakieś swoje drugie życie. Stał się też o, bo też jest jakieś ukoronowanie kariery filmu, stał się tematem innego filmu dokumentalnego pod tytułem You Don't Know Me i to jest już taka wisienka na torcie, że film już naprawdę został ukoronowany jako coś, co warto ocalić, co warto celebrować i co należy do historii kina. Więc takich losów filmów Na początku odbieranych negatywnie znamy trochę, ale skąd w ogóle się wzięła, i to jest pytanie do ciebie Moniko, jako tutaj naszej ekspertki i też historyczki złego kina, tak cię tutaj roboczo dzisiaj.
[15:56.75 → 15:58.87] B: Bardzo roboczo jestem historyczką.
[15:59.19 → 16:46.01] A: Skąd się w ogóle ta kategoria, która nas dzisiaj interesuje, wzięła? Czyli właśnie filmy, które... To nie jest tak, że ty pokazujesz film widzom i pytasz ich o cencie. Czy to dobry, czy to zły film? Jakby z założenia wiadomo, że to jest film, który już ma... pewien walor, który gdzieś poza tym, że jest to duża doza rozrywki czy fanu frajdy tak zwanej, to jednak reprezentuje ten specyficzny typ kina. Skąd w ogóle się ta kategoria wzięła? Jak te filmy zaczęły w ogóle przyciągać do siebie ludzi. Jak to można osadzić w jakimś miejscu, w jakimś czasie? Jak byś nam to tutaj zaprezentowała?
[16:47.55 → 21:10.55] B: To tylko jeszcze o tej historyczki powiem. A propos, że jestem bardziej entuzjastką złego kina, czy w ogóle kina, nie jestem historyczką. Ale jeśli chodzi o kino klasy B po prostu, to jest w ogóle takie wielopoziomowe pytanie. Różnie na nie można odpowiedzieć. Jeśli mowa o w ogóle takim zjawisku właśnie jako kino klasy B, czyli nie A, czyli to gorsze, to gdzieś tam od zarania kinematografii gdzieś to pojęcie w miarę funkcjonowało, ale w sumie najbardziej rozpowszechnione gdzieś w latach trzydziestych, kiedy Powstało takie zjawisko Double Fidget, czyli podwójnego seansu, kiedy kina, branża filmowa chciała trochę podreperować budżet i sprzedawać więcej biletów widzom do kina, więc wymyślono taki patent, gdzie przy filmie, który był z gwiazdorską obsadą, był tym właściwym tytułem. Dodawano jeszcze drugi seans filmu niskobudżetowego, zrobionego po taniości, ale wtedy widz mógł po prostu w ramach jednego biletu obejrzeć dwa filmy. Więc to ta kategoria, z którą się wzięła, był ten dobry film i ten gorszy, tańszy. Potem mam wrażenie gdzieś jeszcze pewnie aż do... Ta nazwa kino klasy B gdzieś coraz bardziej była popularna w przypadku lat 60-tych, 70-tych, kiedy pojawiło się też coś takiego jak kino eksploatacji, czyli też filmy często niskobudżetowe, horrory, jakieś patujące trochę przemocą, nagością. No i pewnie też VHS-y się do tego wszystkiego jeszcze mocno przyczyniły, gdzie jeszcze bardziej dostępne i popularne były filmy właśnie słabiej zrobione. Ale ja w ogóle sobie dzielę, bo to jest, z jednej strony to jest to, teraz mówię o tym takim zjawisku, coś, które się nazywa kino klasy B, ale jest też coś takiego jak filmy tak złe, że aż dobre. To jeszcze inaczej to można ugryźć. Ja sobie generalnie na własne potrzeby coś, co się nazywa filmy tak złe, że aż dobre albo po prostu kino klasy B dzielę na kilka kategorii, żeby tak najłatwiej to zrozumieć. I też czym się zajmuję pokazując widzom takie filmy. Czyli są filmy po prostu złe. Czyli takie, które są złe, nudne, które wysysają duszę, nie chce się ich oglądać, nic nie wnoszą do życia i nie ma sensu ich oglądać. No ale czasami wiemy to dopiero już po wyjrzeniu, że nie było warto. Czyli takich nie lubimy najbardziej. Są też filmy, które miały być jakimś arcydziełem może nawet. Na pewno twórcy chcieli stworzyć coś dobrego. ale bardzo im nie wyszło. Nikt się w całym procesie produkcji, postprodukcji nie zorientował, co powstało. I intencje były takie, żeby stworzyć bardzo dobry film, ale wyszło źle, czyli takie nieintencjonalne, nieświadomie zrobione, złe filmy. Właśnie ja takie najbardziej chyba lubię i często na cyklu najlepszych, najgorszych takie pokazuję, bo to jest wielka przyjemność to oglądać, ale jeszcze będziemy pewnie o tym mówić. Są też jeszcze trzecia kategoria, to filmy, które są właśnie kiczowate, kampowe, słabo zrobione, ale z premedytacją. Twórcy bardzo dobrze wiedzieli, co robią. Może, kto wie, może nawet potrafią robić dobre filmy, ale nie chcą. I jeszcze czwarta, taka może trochę naciągana kategoria, ale też mi to napasuje do tego podziału, to są filmy, które tak naprawdę Jeśli chodzi o taki walor produkcyjny, to wszystko się w nim zgadza. Są dobrze aktorzy, dialogi, dobrze nakręcone, światło, dźwięk, wszystko. Wszystko się zgadza, tylko temat jest trochę absurdalny. To bym podała przykład filmu Reanimator, albo nawet, może nawet trochę mordercza opona, Quentina Dupié, który jest filmem, jeżeli dobrze pamiętam, miał premierę w Cannes, ale to jest film o oponie, która ma takie paranormalne umiejętności i sprawia, że ludzie giną. I ona tego się turna przez cały film.
[21:10.93 → 21:23.93] A: Ten reżyser zrobił też film o kurtce, która zabija, więc to jest po prostu jego... Weszłam Ci na moment słowo. Michał, poproszę Cię o ten obrazek, który wysłałam Ci na Messengerze, bo on myślę będzie tutaj dobrą ilustracją. Proszę.
[21:24.47 → 21:43.93] B: Czyli tak podsumowując, te filmy, które są po prostu złe i nudne, jedna kategoria, druga miały być dobre, ale bardzo nie wyszło, trzecia intencjonalnie zrobione jako campowe, kiczowate, no i czwarta to jest właśnie te, które są dobrze zrobione, ale są tak absurdalne, że nie można ich tak do końca traktować poważnie. To jest mój ulubiony podział.
[21:44.74 → 21:57.18] A: Bartku, co ty na ten podział? Czy on się jakoś rymuje z tym, jak ty myślisz o filmach, o których dzisiaj rozmawiamy, czy masz jakąś swoją własną tabelkę, czy jakby to określić? Jaka jest tutaj twoja historia z tym?
[21:57.52 → 22:14.77] C: Ja się chciałem jeszcze zapytać, co z filmami, które teraz uznajemy za dobre i kultowe, a w czasach, kiedy one miały premierę, czyli spójrzmy na W zasadzie wszystkie horrory lat 80. i 90. były uznawane za kinoklasy B, na czele z cośem Carpentera.
[22:15.13 → 22:23.95] B: To ja to uwielbiam, bo bardzo często mam też taki cykl z filmami właśnie kultowymi, gatunkowymi często i moje wszystkie prelekcje...
[22:23.95 → 22:39.73] C: Tylko, że kultowe dobre, a nie... były złe, a teraz są kultowe. Tylko one są uznawane tak samo jak pierwsze Halloween, czy pierwszy piątek trzynastego, pierwszy koszmar z ulicy Wiązów, coś Carpentera. To wszystko były filmy generalnie zrównane z ziemią w okolicach swojej premiery.
[22:39.92 → 22:57.62] B: No to ja się właśnie łapię na to, robiąc prelekcje jeszcze, już pomijając te najlepsze i najgorsze, tylko właśnie do dobrych, takich naprawdę ważnych filmów kultowych, gatunkowych szczególnie. Wszystkie moje prelekcje zaczynały się tak samo. Początkowo niedoceniony przez krytyków, współcześnie kultowy.
[22:58.02 → 23:01.08] A: Odzyskany nie tylko przez fanów, ale też krytyków po latach.
[23:01.52 → 23:11.18] B: Może takie filmy wybieram, ale jakieś 9 na 10 filmów, to wszystkie prelekcje moje wyglądają tak samo. Pytanie, czemu tak jest?
[23:11.34 → 23:43.34] C: Możemy się wspólnie zastanowić, z czego to wynika. Ja nie mam odpowiedzi na to, ale też pewnie z horrorami jest, to jest też o tyle specyficzna sprawa, że jednak jest to gatunek już od czasów Universal Monster Movies, czyli lat 40. to zawsze był uważany za ten gatunek jednak sztuka niższa. I poza w zasadzie egzorcystą, czy filmem omen, czy teraz ostatnie lata tych tak zwanych elevated horror, wspólnie...
[23:43.34 → 23:45.64] A: Bardziej artystyczne horrory nazwijmy to.
[23:45.86 → 25:02.40] C: Tak, w cudzysłowie bardzo nie lubimy tego pojęcia elevated horror. No jest jakiś taki renesans kina gatunkowego od paru lat, gdzie te filmy faktycznie bardziej się szanuje, ale... w zasadzie przez 90 lat, no to to kino zawsze jak się pojawiał potwór, czy zabójca, czy duch, to zawsze jednak było uważane za to kino trochę mniej artystyczne, troszkę jednak głupsze. Pomimo tego, że jednak z dekady na dekadę to kino gatunkowe reagowało na sytuacje polityczne, na sytuacje społeczne, ja sam będąc w branży Zdarzyło mi się na jakimś bankiecie wśród filmowców rozmawiać o inwazji porywaczy ciał w filmie z Donaldem Sutherlandem z lat 60., który też pewnie jest uznany za film klasy B, a to jest świetny film. Jest ogromną metaforą strachu przed komunistami, ale sam tytuł i to jak on brzmi, inwazja porywaczy ciał, naszej rodzimej branży filmowej można się naradzić na pewnego rodzaju ostracyzm rzucając takimi tytułami zamiast filmami Kieślowskiego.
[25:03.41 → 25:38.82] B: To może być właśnie związane nawet z tymi podwójnymi seansami i tym zjawiskiem kina klasy B, bo jeśli powstawały te dodatkowe filmy z takim zamierzeniem, żeby nakręcić tanio, szybko, jak najłatwiej, najmniejszymi środkami i niekoniecznie to musi być dobry film, tylko po prostu żeby dopakować do biletu drugi seans, no to często sięgano właśnie po kina gatunkowe i horrory, bo wydawało się, że to jest takie najprostsze, wymyślić jakiś dramat, trzeba by było się zastanowić, a horror to przynajmniej tak w takim prostym bardzo myśleniu, no bo wiadomo, że to nakręci...
[25:38.82 → 25:39.94] C: Jest dokładnie na odwrót.
[25:40.14 → 25:44.74] B: Tak, jest dokładnie na odwrót, ale tak stereotypowo myśląc, no to żeby zrobić horror,
[25:44.84 → 25:48.48] A: dobra, trzeba jakiegoś potwora... Przerażoną dziewczynę, jakiegoś
[25:48.48 → 25:49.40] B: wybacza... I jakoś to będzie.
[25:50.12 → 25:56.32] A: I byle do happy endu, prawda? Jakiegoś tam mniej lub bardziej, albo jeśli chcemy przestraszyć, no to bez happy endu.
[25:56.32 → 26:33.33] B: My wiemy, że żeby stworzyć naprawdę dobry horror, który ma tego potwora ciekawego i on jakoś tam przeraża i działa na różne sposoby, no to jest duża sztuka, łatwiejsza, na pewno nie łatwiejsza niż, no nie, nie będę porównać tych gatunków, bez sensu, ale jest to duże wyzwanie. Natomiast dla takiego taniego filmu, no to wydaje się, że to jest ten taki schemat, tam jakiś duch, właśnie potwór. I może dlatego, że dużo takich niskobudżetowych horrorów albo filmów, nie wiem, science fiction powstawało, to tak gdzieś tam się utrwaliło, że po prostu niskobudżetowy horror równa się film Castaway, ale to jest drugi temat.
[26:33.75 → 29:55.32] A: Ja myślę też, odpowiadając na tą twoją wątpliwość, jak to jest, że te filmy wtedy były uznane za złe, a dzisiaj są uznawane za dobre, wszędobylski klucz nostalgii może nam tutaj pomóc. Czyli wtedy te filmy oglądali Ludzie, którzy byli bardzo młodzi, z czasem dorośli. Część z nich zaczęła zajmować się kinem profesjonalnie, czy tworząc je, czy będąc krytykami filmowymi. I nagle się okazało, że to są rzeczy, które bardzo mocno ludzi ukształtowały. Więc powrót do nich, szczególnie w kontekście współczesnego kina, który tak jak sam powiedziałeś, bywa z nim różnie, może się okazać takim powrotem do jakości. Na pewno tacy twórcy jak Quentin Tarantino, którzy są piewcami różnego rodzaju kina, bardzo wszystkożernymi powiedziałabym, Też te filmy jakoś dla nas, chciałam użyć słowa elevate, wyciągają właściwie w górę. Trochę jak ten właśnie wyciągnięty w górę, czego horror w ogóle nie potrzebuje, bo po co go wyciągać w górę? Jemu jest dobrze tam, gdzie można go znaleźć. Powinien być w mrocznych zakamarkach, a nie gdzieś na... na świeczniku, tak mi się wydaje, to się jakoś kłóci z samą ideą tego gatunku. Ale właśnie, że z jednej strony upływ czasu patynuje, nostalgizuje. Poza tym, gdy już mówimy o filmie, do którego już się kilkukrotnie tutaj odwołaliście, czyli coś Carpentera, jego walor estetyczny, to w jaki sposób został ten film stworzony, jakie są w nim efekty specjalne, jak intryga przebiega, że jednak jest to też oparte na na prozie Stephena Kinga, który jest znowu takim twórcą kiedyś uznawanym za gatunkowego, a dzisiaj za jednego właściwie z wybitnych pisarzy popkulturowych, jakby na to nie patrzeć. Więc ja bym to gdzieś tutaj widziała, tak odpowiadając roboczo może na tą wątpliwość. Ale chciałam waszą uwagę zwrócić na obrazek. To jest jeden z moich tak zwanych świętych obrazków. Mam go we wszystkich folderach, żebym się nigdy nie zagubił. To jest takiego internetowego komiksu XKCD. Jest to wszystko po angielsku, ale pozwólcie, że ja to przetłumaczę. Zresztą tu jest moja ingerencja na tym obrazku. Można poznać ją po kolorze malinowym, o którym mówiłam już wcześniej, bo go bardzo lubię. Czyli tak. Nawet podczas nocy ze złymi filmami, co jest jedną z rzeczy, o których już tutaj zostało powiedziane, należy unikać Holiday Special Star Warsów, czyli takiego odcinka świątecznego, który został zrealizowany w sadze Star Wars. PS jest naprawdę koszmarny, nieoglądalny właściwie. I na tym grafie mamy przyjemność czerpaną z kina na tej linii pionowej, na tej linii poziomej jakość owego filmu. I mamy na samej górze dobry film, Film, który jest okej, zły film i nagle ten nasz wykres się wybrzusza w stronę tytułów takich, które brzmią Plan dziewiąty z kosmosu, Rocky Horror Picture Show, The Room to ja dodałam tam, bo myślę, że tam jest po prostu miejsce tego filmu, no i potem oczywiście Opad na te głębiny. gdzie znajduje się Star Wars Holiday Special. I tam pod tym słowem The Room jest właśnie napisane, tak zły, że aż dobry. Czyli jest w jakimś magicznym miejscu tej przyjemności, która niekoniecznie idzie w parze z jakością. Myślę, że to wyśle ci Monika, może ci się to przydać do twoich różnych reprezentacji.
[29:55.32 → 29:57.29] B: Ale za nisko, na samej górze to powinno być The Room.
[29:57.29 → 30:22.61] A: To powinno być wyżej niż te dobre filmy. Więc tutaj chciałam was zahaczyć też o ten wątek przyjemności, bo ty już trochę zaczęłaś chyba o tym mówić, że gdzieś ta przyjemność odbioru z filmów tak złych, że aż dobrych bywa czasem wyższa, właściwie tak jak tu sugerujesz, niż z filmów dobrych. Naprawdę tak jest? Opowiedzcie o tym, jak to dla was działa.
[30:23.00 → 33:07.00] B: Może trochę zaszalałam, ale jest coś na rzeczy. Nie zapomnę, jak dziś, dobre parę lat temu, jeszcze w Centrum Kultury w Lublinie, jedne z pierwszych pokazów, właśnie najlepszych z najgorszych. Już nie pamiętam, który to film był. Kto wie, może nawet i The Room albo coś porównywalnego. Ja zawsze tak sobie stawałam przy wyjściu i patrzyłam, w jakich nastrojach widzowie wychodzą. No i zawsze do tej pory tak jest, że wszyscy uśmiechnięci od ucha do ucha. I pamiętam panią, która miała łzy w oczach, po prostu płakała, wcierała łzy ze śmiechu i powiedziała, że chyba nigdy w życiu nie powołała się tak dobrze na żadnej komedii, jak na filmie, który w ogóle tam komedią nie był, ale przynajmniej nie zamierzoną. Po prostu był tak zły, że aż dobry i tak satysfakcjonujący. Więc z taką opinią, że te najlepsze z najgorszych filmy ogląda się lepiej niż komedie, to spotkałam się później jeszcze wiele razy. Jakie było pytanie? Jakie było pytanie o satysfakcję z oglądania? Tak, to jest kluczowe, bo tak jak wspomniałam, nie wystarczy obejrzeć jakiś zły film, żeby czerpać z tego przyjemność. Tam się musi sporo rzeczy zgadzać. No przede wszystkim właśnie, musi być satysfakcjonujące. Nawet jest tak, że jeśli film ma super niski budżet, nic nie jest w tym filmie dobrze zrobione, jakby od dialogów, po fabułę, to jednak te tak złe, że aż dobre są bardzo wciągające. Też często dlatego, że twórcy, to jest też drugi temat, twórcy z jednej strony często są poza mainstreamem, jakimś Hollywood, więc żaden producent tam nie tłumaczy, jak film musi wyglądać, czyli mają pełną swobodę i wolność artystyczną, co jest wspaniałe tak naprawdę. Oczywiście ona jest trochę hamowana na przykład właśnie małym budżetem, brakiem sprzętu, kostiumów czasami, rekwizytów, scenografii, ale jest jeszcze Często to prowadzi do tego, że są tak nieoczekiwane rozwiązania fabularne, których nie spodziewalibyśmy się w tzw. normalnych filmach, gdzie jednak musi być jakiś sens, jakaś logika, a często np. w tych filmach, które pokazujemy najlepszych z najgorszych, są takie twisty, których nikt nigdy by się nie spodziewał. I z jednej strony to może być głupie i śmieszne, ale też daje taką niesamowitą wolność i wyobraźnia, a nie logika takich twórców nie ogranicza nigdy. Poproszę o twój głos.
[33:08.80 → 33:13.04] A: A was poproszę o przygotowanie trailera The Room, bo zaraz go chyba odpalimy.
[33:13.06 → 36:43.50] C: The Room jest jakimś swoistym fenomenem, bo to faktycznie oglądając ten film, to jest też jedyny taki film, który ja znam, który faktycznie jest tak zły, że stał się komedią, bo w głowie się nie mieści to, co dzieje się tam w zasadzie w każdej scenie i w każdym dialogu. Natomiast jeśli chodzi o taki kino gatunkowe, bo ja jednak głównie w tym kinie gatunkowym klasy B, czy też zawsze lubiłem oglądać, nazwijmy, okej, filmy tak złe, że aż dobre. Częściowo to są filmy, które ja pamiętam z dzieciństwa i do nich wracam, więc jest tu pewnego rodzaju jakaś nostalgia, czy Maniak, Kop, Kritersy, Kleszcze i filmy, które w latach 80-tych faktycznie nie miały premiery kinowej, od razu wychodziły na VHS-ach. Natomiast dla mnie to nigdy nie były komedie. Dla mnie to zawsze była rozrywka swoista, a jako że od najmłodszych lat interesowałem się filmem, to oprócz tego, o czym powiedziała Monika, że w każdym filmie, który np. tutaj wymieniłem, czy Klitersy, czy Maniak Cop, Były albo jakieś rozwiązania fabularne, albo jakieś techniczne rozwiązania, jakichś zabójstw, które mnie po prostu interesowały jako aspirującego filmowca. I pamiętam, jak pierwszy raz obejrzałem El Mariachi, czyli debiut Rodriguez'a. To jest film zrobiony podajże za 15 tysięcy dolarów. I to jest swoista szkoła filmowa tego, jak zrobić film za takie pieniądze. Łącznie z tym, jak zrobić odstrzały pirotechniczne i to... Obiektywnie to nie jest dobry film. On potem zrobił Desperado, który jest jakby tą samą wersją, tylko z większym budżetem i zrobiony na poważniej. Natomiast... No właśnie, bo to jest też coś takiego, że jest to film uznany za generalnie niedobry. Ale to nie jest niedobry film, to jest po prostu nisko budżetowy. No parę rzeczy się tam nie udało, ale jest kilka świetnych rozwiązań, świetne sceny akcji i wydaje mi się, że też to o czym my rozmawiamy jest tak szalenie subiektywne, że też nie da rady tego zobiektywizować. I ty przywołałaś Quentina Tarantino, który w zasadzie jako jedyny facet w Hollywood tak nam przybliża to kino klasy B. Natomiast on też musiał się z tego gatunku trochę wyrwać, żeby wejść do tego mainstreamu, choćby Oscarowego. Bo w czasach, kiedy on współtworzył Od Zmierzchu do Świtu, czy potem nawet Grindhouse z Rodriguezm, to on nie miał nawet szansy otrzeć się o jakiekolwiek nagrody. On się wtedy świetnie bawił. I dopiero jak wszedł w to kino takie poważniejsze, zaczęły się nominacje do Oscara za scenariusz i teraz Tarantino jest tutaj gdzie jest. Nie wiem w zasadzie nawet do czego zmierzam, bo nie ma tu żadnej puenty tej mojej wypowiedzi, ale chyba poza tym, że to wszystko jest szalenie, szalenie subiektywne. Czy Oscary, czy Maliny, wszystko wszędzie naraz, a ja jeszcze chciałem was zahaczyć, ale to pewnie za chwilę o film Substancja.
[36:43.99 → 40:09.20] B: A jeszcze tylko dodam, bo tak sobie wymyślałam, że jeśli ktoś nie spotkał się z Państwa z takim zjawiskiem właśnie, jak film tak zły, że aż dobry, to może być to trochę dziwne. W ogóle o czym rozmawiamy i po co oglądać złe filmy, skoro jest tak dużo dobrych? I my tu jesteśmy po to, żeby to wyjaśnić, ale prawda jest taka, że to trzeba po prostu zobaczyć czasami na własne oczy, żeby to zrozumieć, bo zdaję sobie sprawę, że to może być dziwne, że po co ktoś traci czas na oglądanie tych złych filmów. ale to naprawdę potrafi być niesamowita rozrywka, ale też patrzę po widzach, którzy oglądają takie filmy i też po sobie, że to nie jest tylko taka wyłącznie rozrywka, bo mam wrażenie, że widzowie oglądający właśnie chociażby na cyklu najlepsze z najgorszych są bardzo czujni i uważni. Mam wrażenie, że czasami jak się ogląda film, który jest arcydziełem i wszystko się w nim zgadza, no to tak jakoś chłoni się taki film jako taką Całość, która pozostawia właśnie świetne wrażenie. I nawet może nie jest aż tak uważnym. Nie zwraca się uwagi na jakiś tam drobny rekwizyt. A właśnie wspomniana na przykład The Room to jest taki film, gdzie to powiem Państwu, na przykład w tym filmie, kiedy chciano stworzyć właśnie pokój, przestrzeń pokoju, no to kupiono na przykład ramki. dla zdjęcia, które miały gdzieś tam stać na jakichś szafkach, ale nikt nie pomyślał, żeby wyjąć takie zdjęcie, które było po prostu fabrycznie tam wstawione i jakiś łyżek. Nikt nie wstawił tam prawdziwych zdjęć bohaterów na przykład, tylko zostały te łyżki. I teraz jest taka w ogóle kultura oglądania tego filmu, że jak tylko, jak widzowie oglądają w kinie ten film razem, to w momencie, kiedy widać gdzieś tam w tle między bohaterami taki obrazek z łyżkami, to widzowie mają już ze sobą przygotowane łyżeczki i rzucają w ekran i czasami W Polsce już to się zdarza, ja widziałam to już w Londynie, ale to były takie ilości łyżek, że tam jakieś setki tego leżały. To zwraca uwagę na takie detale w dobrych filmach, a w tych złych to i tu jakiś dialog, jakiś cringe, tu jakiś kostium bez sensu. Ed Wood robiąc Plan 9 z kosmosu, kiedy chciał przedstawić kosmitów, ale nie miał ani budżetu, ani dostępu do strojów kosmitów, jakkolwiek one miałyby wyglądać, ale miał dostęp do tych takich fatałaszków, które nosili średniowieczni rycerze. Więc normalny reżyser powiedział, no nie, nie da się z tym nic zrobić. Ed Wood tak ubrał swoich kosmitów. Więc to jest w ogóle długi temat, a próbować tej nieograniczonej wyobraźni i pasji też, która udziela się widzom takiego kina. Bo naprawdę złe filmy, ale nie wykalkulowane jakoś mainstreamowo, produkcyjnie, hollywoodzko, tylko zrobione z pasją, nawet jeśli nieudolnie, To ja mam wrażenie, że to się czuje. Czuje się, który film klasy B jest zrobiony naprawdę z sercem, a który jest na przykład trochę pod publiczkę. Teraz współcześnie jest taka moda, bo gdzieś tam już twórcy się zorientowali, że te filmy klasy B złe, one się też dobrze sprzedają, ludzie lubią takie rzeczy, mają jakaś nostalgia właśnie za VHS-ami. Więc współcześnie też takie filmy powstają i niektóre niezłe są, ale niektóre są takie też wykalkulowane, żeby po prostu zarobić na tym. Udajemy, że kręcimy film klasy B i to się czuje, że tej pasji i tego prawdziwego serca tam nie ma.
[40:10.00 → 41:23.35] A: Jasne. Dodałabym, poza tym, że mamy ten wymiar przyjemności albo lekcji kina, jak się okazuje, bo tak mówisz o tym, że tam można zobaczyć, jak zrobić film tanio. Nie pomyślałam o tym wcześniej, że to może być jakiś instruktaż, ale jak się okazuje, jak najbardziej. Zresztą film teksańska, masakra piłą mechaniczną, myślę, że jest takim laboratorium formy horroru dla wielu osób, a też wielce budżetowy nie był. Też został ostatnio ukoronowany filmem na swój temat. Chain Reactions nosi on tytuł Aleksandra O'Philippa. Więc z jednej strony ta przyjemność, z drugiej strony lekcja kina, a wydaje mi się, że z trzeciej właśnie budowanie pewnej wspólnoty, bo o tym zaczęłaś trochę mówić w kontekście filmu The Room. Zaraz Państwu pokażemy trailer tego filmu, żebyście wiedzieli o czym tutaj chociaż trochę mowa, bo jest to, jak się mówi o tym filmie, arcydzieło złego kina czy Obywatel Kane wśród złych filmów, czyli takie połączenie dosyć paradoksalne. Film, który też doczekał się filmu na swój temat i to nie filmu dokumentalnego, tylko filmu fabularnego pod tytułem Disaster Artist. który został nagrodzony, jeśli dobrze pamiętam, Oscarem albo nominowany przynajmniej do Oscara dla najlepszego filmu za scenariusz.
[41:23.55 → 41:24.03] B: Złoty Glob.
[41:24.17 → 43:31.35] A: Złoty Glob był dla twórców tego filmu, zrealizowany przez chociażby Jamesa Franco, który też należy do tej naszej wspólnoty fanów filmu The Room. Z filmem The Room, myślę, że w ogóle Michał, warto by może kiedyś pomyśleć o tym, żeby tutaj państwa zaprosić na film The Room, może z rozmową z Moniką albo z jej prelekcją, żeby państwo się wystawili właśnie na to doświadczenie, bo to jest, to mówię też, myślę, że każdy z nas, jak tutaj siedzimy, w taki sposób The Room poznało. Ktoś ten film musi nam pokazać. Ktoś, kto ten film już widział, bo to raczej nie jest tak, że o co by tutaj obejrzeć, o jest jakiś film The Room. To raczej tak nie działa. Ten film to jest taki film należący do pewnego klubiku fanów bardzo specyficznego kina, więc ja pamiętam swoją inicjację, to znajomi jeszcze z czasów krakowskich Powiedzieli, dobra Kaja, dzisiaj jest ten wieczór, przychodzisz do nas i oglądamy The Room. I tam było siedem osób, które już ten film znały i ja jedna, która nie znam. I oni zamiast patrzeć na film, patrzyli na to, jak ja na ten film reaguję, widząc go po raz pierwszy. Kiedy ja się śmieję, kiedy jestem zszokowana, kiedy łapię się za głowę. I to była dla nich równie duża przyjemność, jak oglądanie samego filmu, bo ktoś właściwie wchodził do tego bractwa, czy tam siostrzeństwa, czy jakiejś grupy po prostu osób, które ten film poznają, bo jest w tym jakiś właśnie taki walor budowania wspólnoty. Pamiętam, że później moja koleżanka zaśpiewała piosenkę Google Gable One of Us, czyli też cytat właściwie z filmu jednego z uznawanych za właśnie takie filmy z seansów o północy, czyli Freaks. więc poczułam się przyjęta do jakiegoś klubu. My byśmy Państwa też chętnie do tego klubu, myślę, przyjęli. A tymczasem możemy Wam pokazać trailer, żebyście mieli chociaż jakiś taki posmak tego, czym zjawisko, jakim jest film The Room jest. I my oczywiście trochę więcej zaraz o tym filmie też Państwu opowiemy. Poproszę zatem. Ale to jest motyw, że oglądamy tutaj w tym pięknym, starym teatrze trailer The Room. Michał, zrób zdjęcie. Naprawdę musimy to potomstwu pokazywać.
[43:43.13 → 43:46.03] C: Perfekcyjna świata. To dla Ciebie.
[43:46.75 → 43:48.25] A: Dzięki, kochanie, są piękne.
[43:48.77 → 43:54.01] C: Perfekcyjna życia. Zrobię cokolwiek dla mojego dziewczyny. Kocham Cię, Lisa.
[43:54.55 → 43:55.95] A: Kocham Cię, Johnny.
[43:56.43 → 43:56.93] C: Niespodzianka!
[43:58.45 → 44:01.41] A: Prowadzi to dla Ciebie. Uwielbiam, że nie możesz sobie wspomóc.
[44:02.21 → 44:03.15] D: Już go nie kocham.
[44:03.81 → 44:08.45] A: Nie otrzymał promocji. Wczoraj wczoraj się napijał. I mnie uderzył.
[44:08.69 → 44:09.53] C: To nie jest prawdziwe.
[44:09.71 → 44:10.65] B: Nie uderzyłem jej!
[44:10.97 → 44:12.83] C: Może powinieneś mieć dziewczynę, Mark.
[44:13.71 → 44:15.85] B: Tak. Tak, może masz rację.
[44:16.55 → 44:24.21] C: Może już mam jeden. Nie wiem jeszcze. Nie możemy już tego robić. Johnny jest moim najlepszym przyjacielem. To będzie nasz sekret.
[44:24.75 → 44:25.31] D: Nie martw się.
[44:25.71 → 44:26.53] B: Możesz mi wierzyć.
[44:27.17 → 44:29.83] C: Czekamy! Jestem twoim przyszłym mężem.
[44:30.35 → 44:30.77] A: Jesteś pewien?
[44:31.31 → 44:34.87] C: Proszę, rozmawiaj z nami! Proszę! Masz sprawę z Lisa, prawda?
[44:36.88 → 44:38.22] B: Potrzebuję więcej od życia niż to, co
[44:38.22 → 44:38.86] A: Johnny może mi dać.
[44:39.16 → 44:41.78] C: Ona jest socjopatką. Nie może kochać nikogo.
[44:42.04 → 44:42.88] D: Nie ma dziecka.
[44:43.20 → 44:44.60] A: Powiedziałam mu to, żeby to zrobiło ciekawe.
[44:44.88 → 44:46.58] C: Jesteś takim manipulowanym księżnikiem.
[44:46.82 → 44:48.44] A: Złamałeś się. Złamałeś naszą przyjaźń.
[44:48.94 → 44:59.32] C: Traktuję cię jak przyjaciela. I zatrzymałeś mnie z powrotem. Złamałeś mnie, Lisa! Hej, Danny. Gdzie jest moje pieniądze, Danny?! Złamałeś się!
[44:59.86 → 45:01.50] A: Co do cholery z tobą jest nie tak?!
[45:01.50 → 45:18.91] C: Cisza! Uciekaj z tego świata! The Room, a film with the passion of Tennessee Williams. Directed by Tommy Wiseau. The best movie of the year. Experience this quirky new black comedy. It's a riot!
[45:23.61 → 45:28.37] B: To, że to black comedy, to chyba potem wymyślono, najpierw to miał być melodramat.
[45:29.16 → 46:06.35] A: Tak, czasami twórcy sami dodają coś po odbiorze filmu zupełnie innym. Jak się państwo czujecie po tym wglądzie w świat Tommy'ego Wise'a? Mamy mikrofon dla was, więc jeśli ktoś zechciałby się podzielić takim wrażeniem po obejrzeniu trailera, czy byście obejrzeli ten film, czy to wygląda ciekawie, czy właśnie jest zbyt dziwaczne albo zbyt nieudane, bylibyśmy bardzo wdzięczni. Czy ktoś zechciałby zabrać głos? Film jak film, czy może coś innego? O, tak zapytam. O, mamy jedną nieśmiałą rączkę. Przepraszam, czy mogę prosić? Tutaj pani podnosi rękę, dziękuję.
[46:09.85 → 46:25.31] D: Ja bym chciała zauważyć, że był fragment w tym trailerze, w którym na początku jeszcze można było uważać, że jest to faktycznie jakiś taki dramat, może niskobudżetowy, ale jednak. I w pewnym momencie te cięcia, jakaś ta produkcja zmieniła się, wszystko zostało się takie bardzo dramatyczne.
[46:25.73 → 46:29.98] B: Ta muzyka, te jakieś przejścia. I na pewno była jedna scena, którą
[46:29.98 → 46:33.38] D: rozpoznałam z memów po prostu, jak bohater wychodzi na dach.
[46:33.64 → 46:34.30] B: O, hi Mark.
[46:34.78 → 46:37.32] D: To już przeszło na pewno do jakiejś popkultury.
[46:39.12 → 46:39.88] A: Jasne, dziękujemy.
[46:40.08 → 47:02.03] C: Mi się wydaje, że też ten zwiastun kompletnie nie oddaje tego, czym ten film jest. I to głównie za sprawą tego głównego bohatera. To jest naprawdę film absurdalny i to, co się wokół niego wydarzyło. To, że ten reżyser, ukośnik, aktor, do dziś udaje...
[47:02.03 → 47:03.15] A: Producent, scenarzysta.
[47:03.63 → 47:35.86] C: Producent, scenarzysta, tak, do dzisiaj udaje, że urodził się w Nowym Orleanie i pochodzi stamtąd, chociaż wszyscy z jego akcentu wnioskują, że jest raczej z tej części Europy. I to, jak on projektował ten film, że to miał być bardzo poważny dramat, inspirowany Martinem Scorsese, i to, co wyszło z tego, ale to głównie Tommy chyba na to zapracował, wydaje mi się, tą otoczką. Jak się Tobie wydaje, Monika?
[47:36.14 → 49:24.26] B: No tak, jak Kaja zauważyła, bohater z długimi włosami właśnie Tommy Wiseau był twórcą głównej roli, reżyserem, scenarzystą, producentem, generalnie wszystkim. Czym można być przy produkcji filmowej, no i jednocześnie największym zakałem tego filmu, bo to on sprawił, że jest tak zły. Ja się przyznam, że widziałam ten film minimum 20 razy. Chyba w ogóle ze wszystkich filmów, które widziałam więcej niż raz, to właśnie The Room najwięcej. Między innymi ze względu na to, że też go wiele razy pokazałam i oglądałam z widzami. To już nawet nie jest kategoria kina klasy B, to już jest kategoria sama w sobie. Derwunt wydaje mi się, albo już żyje w swojej takiej bańce, ale wydaje mi się, że to jest jeden z najpopularniejszych, kultowych filmów świata. Tak w ogóle. Bardzo państwu polecam, szczególnie osobom, które nigdy z takim zjawiskiem tak złych, że aż dobrych filmów się, jeśli państwo nie spotkaliście, to jeśli zacząć przygodę od jakiegoś filmu, to myślę, że The Room to jest właśnie ten tytuł. Aczkolwiek, co jest właśnie ważne przy okazji tak złych, że aż dobrych, Ważny jest jednak ten element oglądania takich filmów w większej grupie. Można oczywiście też w domu, ale to jest... trochę inny odbiór. Ja pierwszy raz niestety The Room obejrzałam właśnie sama w domu i moja pierwsza akcja była taka, że mi po prostu głowa eksplodowała i pomyślałam sobie, Boże, jak strasznie, jak ogromne ego musiał mieć ten Tommy Wiseau, ale jednak oglądanie z widzami, ten cały śmiech, entuzjazm, wspólna konsternacja, to jest generalnie jeśli chodzi o kino klasywe, ważny bardzo element oglądania w grupie.
[49:24.78 → 52:19.23] A: Bo wtedy film przestaje być już tylko filmem, a staje się takim wspólnotowym doświadczeniem. To jest chyba bardzo ważne w przypadku tego kina, o którym dzisiaj mówimy, czyli kina tak złego, że aż dobrego, bo mówiliśmy o tym wcześniej i to chyba jest tutaj sęk, że ten element subiektywny jest tak istotny, że tylko w spotkaniu z innymi elementami subiektywnymi to może nabrać większego sensu. Wierzę, że państwo rozumiecie, o co nam tutaj chodzi, bo też tutaj często pojawia się ta kategoria filmu kultowego, bo bez wątpienia The Room takim filmem jest. Wspominamy o Quentinie Tarantino, mówimy o różnych filmach z lat 80., które stały się kultowe. Może warto przywołać jakąś definicję tego, czym jest w ogóle to zjawisko kultowości, bo ono dzisiaj się strasznie rozmyło. Mówi się kultowe buty, kultowe kurtki, wszystko jest kultowe i przez to nic nie jest kultowe. To się stało taką metką, takim sposobem sprzedawania różnych rzeczy. Kolejny kultowy film kultowego reżysera. Prawie memiczne trochę, tak jak Pani tutaj powiedziała. Ja bardzo lubię definicję filmu, dzieła kultowego w ogóle. Autorstwa Umberto Eco. To jest taka postać, która raczej się kojarzy z Akademią. Też oczywiście autor, jakby nie było, kultowej książki Imię Róży, na podstawie której powstał kultowy film. Ale też autor wielu interesujących takich antropologicznych tekstów Jamesa Bonda, przez superbohaterów takich w stylu Supermana, tych dawniejszych, nie tych dzisiejszych, bo to są dawne czasy. Książki o bibliotekach, książki o kolekcjonowaniu, książki o książkach. Bardzo ważna postać dla kultury. europejskiej, kultowy autor powiedziałabym, i on stworzył taką definicję, w której zaznacza, i to bardzo się rymuje z filmem The Room, że dzieło kultowe wcale nie musi być dobrze i sprawnie zrealizowane ani spójne. To nie jest jego cechą, ale musi, i to pozwólcie, że będę tutaj spoglądać, musi zrekompensować swoje niedostatki, dostarczając danych, które pomogą widzom konstruować ich własne fantazje. I wtedy wchodzą te memy, o których pani powiedziała, że my już bierzemy ten film i on przestaje być filmem Tomiego Uizo, tylko staje się naszym filmem. My już jako widzowie, fani możemy robić z nim co chcemy. Im więcej tematów film obejmuje, a jak wiadomo tutaj w przypadku tego filmu jest ich bardzo dużo, im więcej społeczności może wokół niego powstać, im więcej wrażeń może dostarczyć, tym lepiej. Jeśli przy tym staje się nowym odczytaniem mitu albo można dostrzec w nim aluzje i odniesienia do innych dzieł, to również on stanie się niewyczerpanym ich źródłem. Pisał to o Casablance swoją drogą, ale równie dobrze mógłby to napisać o filmie The Room, mam wrażenie.
[52:19.56 → 53:16.15] B: Bardzo dobra definicja. Ja mam swoją dużo bardziej prostą. Czyli zdecydowanie też to, co było na początku, że film kultowy wcale nie musi być arcydziełem. Nawet często chyba nie jest, znaczy nie wiem czy często, ale nie musi być arcydziełem, nie musi być doskonały. Ale też o tym, czy jest kultowy, no to świadczy właśnie nie recenzent, czy jakaś marka, która sobie wymyśla kultowy produkt, tylko jednak widzowie. Często też to są filmy takie ponadczasowe i to właśnie uwielbienie widzów, fanów, też posiadanie fanów danego filmu, to chyba też jest taki element kultowości, ta ponadczasowość, czyli nie coś, co tam mija po jednym roku, ale to widzowie decydują o tym, co jest kultowe i pewnie jeszcze jakiś wpływ filmu na kulturę później jeszcze.
[53:16.81 → 54:04.89] C: Tak, ja się absolutnie zgadzam i też miałem powiedzieć, że to są filmy, które przetrwały próbę czasu dzięki widzom i o nich się po prostu mówi. Natomiast jeszcze nawiązując, czy w zasadzie do tego, co powiedziałyście a propos, że to nie znaczy, że film nie musi być arcydzielem, nie musi być doskonały, tylko kto decyduje o tym, czy film jest doskonały, czy film nie jest doskonały, bo to jest też jakby, ja będę trochę Wracał do tej subiektywności, bo rozmawiamy o kinie klasy B, czy o kinie The Room nie zalicza się do żadnej klasy, bo to jest w worku z filmami typu Samurai Cop. Też zresztą kultowy, który przetrwał próbę czasu.
[54:04.91 → 54:19.59] A: Mamy trailer Samurai Cop, niech tutaj nam towarzyszy w tle. Nie będzie on z dźwiękiem, tylko będzie tutaj go można sobie zobaczyć na ekranie. Poproszę tam jakieś ilustracje w dowolnym wydaniu, żeby coś tutaj nam towarzyszyło. Opowiadaj dalej.
[54:19.91 → 54:24.25] B: Ja już słyszę te... Szkoda, że bez
[54:24.25 → 54:30.01] C: dźwięku jesteśmy, ale... Samuraj kop.
[54:30.15 → 54:36.83] A: Może właśnie o czym ten film jest? Powiedzcie może w kilku słowach. Skoro ty Bartku go przywołujesz to wprowadź może państwa.
[54:37.59 → 54:38.83] B: Tango i cash dla ubogich.
[54:39.85 → 54:47.03] C: O proszę bardzo tango i cash dla ubogich. Policjant, który włada mieczem samurajskim.
[54:47.05 → 54:49.15] A: Ma piękne długie włosy i skórzaną kurtkę to ten.
[54:49.68 → 55:49.49] B: Nie, to jest generalnie właśnie film nawiązujący do takich kultowych filmów policyjnych, można tak powiedzieć, właśnie gdzieś z lat 80., który też byłem wspomniany. No tylko bardzo, bardzo nieudolne. Nic się nie zgadza. Jest na przykład właśnie z San Diego przyjeżdża policjant, który doskonale mówi po japońsku. Potem się okazuje, że nie potrafi prostego nazwiska japońskiego wymówić, więc coś w scenariuszu nie wyszło. Też przez cały film jest taki... Ma te długie włosy, ale gdy zakończono zdjęcia obciął je, ale potem reżyser stwierdził, że trzeba dograć parę scen i jest jedna, co najmniej jedna scena walki, gdzie jest tak zmontowany film, że czasami jest w peruce, czasami w swoich własnych włosach i to jest tak komiczne i absurdalne, że ja jak pierwszy raz oglądałam, to myślałam, że o coś chodzi w tym, że to jest jakiegoś, bo nie przyszło mi do głowy, że ktoś naprawdę zrobił taką głupotę.
[55:50.05 → 56:10.24] C: To jest faktycznie film tak zły, że aż zabawny, bo można się w dobrym towarzystwie właśnie, nie samemu, ale oglądając to można się dobrze bawić, ale no to jest właśnie, to nie jest kategoria, to nie jest kino klasy B, to jest, Nie wiem, można to nazwać poza jakąkolwiek klasą, czy klasą Z, czy... No właśnie.
[56:10.54 → 56:34.80] B: Ja myślę, że... Możemy ustalić? Ustalmy, że jest taki podział. Nieważne są gatunki, horrory, niehorory, kinoakcji. Ja myślę, że najważniejszy podział, oczywiście subiektywny w stu procentach, to jest taki, że filmy dobre, złe i tak złe, że aż dobre. I tyle wystarczy. Nie? Za mało? Czy za mało? Mi się bardzo to podoba, takie uproszczenie świata.
[56:35.36 → 57:04.32] A: Porządkowanie świata wydaje się być tutaj potrzebne. Tak, cały czas gdzieś mierzymy się z tym, czym są właśnie te przedziwne kategorie oceny. Czy to się bierze z nas? Czy to krytyk nam musi powiedzieć? Czy może oczekujemy od festiwali, że nam powiedzą, pokazując film, że okej, to jest to wartościowe kino. Może nawet to słowo wartościowe jest ciekawsze niż złe albo dobre, bo może dzięki temu właściwie każdy film trafić do tej kategorii.
[57:04.54 → 57:07.34] C: Wspaniały wstęp zrobiłeś do substancji.
[57:07.36 → 57:10.60] A: Okej, bo właśnie to jest jakiś temat, który...
[57:10.60 → 57:15.60] C: Nie, ja jestem bardzo ciekaw też państwa opinii, jeśli ktoś widział.
[57:16.00 → 57:23.38] A: Czy państwo znacie film Substancja, który został nagrodzony kilkoma... W tym roku były Oscary.
[57:24.10 → 57:25.16] C: Miał ileś nominacji.
[57:25.18 → 57:42.28] A: Było wiele nominacji, w tym dla reżyserki kolejnych historycznych. Za efekty specjalne został. Demi Moore nie dostała tego Oscara, którego wszyscy jej przewidywali, ale miał bardzo dobry obiekt festiwalowy wcześniej, prawda?
[57:42.47 → 57:44.30] C: Startując w głównym konkursie w Cannes.
[57:44.38 → 57:48.78] A: Oczywiście. No to jakie są twoje wątpliwości dotyczące filmu Substancja?
[57:49.45 → 59:22.70] C: Ja ten film obejrzałem dosyć późno, po całym tym hype i szumie, który się wydarzył wokół tego filmu, więc ja się spodziewałem, że oglądając go, on mi się nie do końca będzie podobał, bo zwykle tak jest. Jak ta poprzeczka jest tak ekstremalnie wysoko zawieszona i słyszało się już tyle peanów na temat jakiegoś filmu, że potem musi nastąpić jakiś zawód. Wiem, że ty miałeś zupełnie inną styczność z projekcją tego filmu, więc też twój odbiór jest na pewno inny. Natomiast nie, ja z tym filmem miałem coś takiego, że po pierwsze byłem bardzo zdziwiony, że nagle świat odkrył body horror po tym, jak Cronenberg od 50 lat robi to, co robi. Natomiast powstał film, który ma fajny, umowny świat. Fabularnie nie klei się to, jak zacznie się rozkładać na części pierwsze z zasady tego, w jaki sposób funkcjonuje to, co ma funkcjonować w tej całej dziwności, w tym odłączaniu się jednego człowieka od drugiego. Natomiast efekty fantastyczne oczywiście, tu się w pełni zgadzam. Natomiast najbardziej chyba uderzyło mnie to, jak płytki ma przekaz ten film. I tego się kompletnie nie spodziewałem, bo myślałem, że jednak jak na taki obiekt festiwalowy, to spodziewałem się jednak, że ten message będzie ciut mądrzejszy.
[59:24.47 → 59:28.77] A: Monika, jako, że widziałaś ten film z nas jako pierwsza podczas festiwalu w Cannes.
[59:29.11 → 59:31.77] B: Jeden z najlepszych horrorów ostatnich lat, jak widziałam.
[59:31.79 → 59:32.55] A: Dla mnie również.
[59:33.57 → 01:00:23.12] B: Ale a propos dzisiejszego też tematu, tam w którejś części, jak się robi już tak trochę groteskowo, nie spoilerując może też za dużo w sumie, gdzie już bohaterka się tak przemienia, no to ja też tam widziałam nawiązania na przykład do, mi się to przynajmniej tak skojarzyło z tym, co chociażby robi wytwórnia Troma, Czyli też bardzo taka backlessowa wytwórnia amerykańska, już z 40 lat albo więcej. Właśnie, która specjalizuje się w tworzeniu takich horrorów, pewnych flaków i krwi bardzo kontrowersyjnych, ale właśnie też niskobudżetowych i w 100% backlessowych. I to jest właśnie też, Troma jest przykładem właśnie kina, które z premedytacją jest robione kiczowato i też ma rzesze fanów na całym świecie.
[01:00:23.51 → 01:02:46.38] A: I tutaj się pojawia temat, o których też bardzo chciałam zahaczyć, bo z jednej strony są te filmy, o których Ty już mówiłaś wcześniej, czyli te, które dzisiaj powstają i mają być imitacją kina tak złego, że aż dobrego. Czyli z założenia mają trafić w to miejsce. Ma się wokół nich spotkać społeczność, chociażby podczas specjalnych pokazów albo podczas festiwali i mają wywołać ten rodzaj emocji, ale to jest zaplanowane. To jest jedna rzecz. A druga rzecz to właśnie mainstream, czyli główny nurt wyciągający ręce niejako po to, co kiedyś było zarezerwowane dla właśnie seansów o północy, dla specyficznych publiczności, które właśnie spotykają się w niewielkich kinach. Tak trochę to romantyzuje, nie? Albo w wielkich kinach, ale mówią, że oglądamy tutaj Samurai Cup albo jakiegoś Trolla 2 i w ogóle nikt się poza osobami wtajemniczonymi tym nie interesuje. Po czym nagle ta estetyka staje się interesująca dla kina głównego nurtu, bo jednak oczywiście film Coralie Fargeau pod tytułem Substancja, o którym teraz mówimy, jest filmem arthouse'owym, ale gra w nim aktorka, która jest kojarzona z kinem bardzo mainstreamowym, bo to Demi Moore odgrywa tutaj główny... i Dennis Quaid to są aktorzy znani, hollywoodzcy, swego czasu bardzo popularni i bardzo też związani z głównym nurtem, więc jest tu jakiś taki dziwny, nie wiem, romans, jakieś właśnie wyciągające się szpony po to, co kiedyś było właśnie gdzieś alternatywne, niezależne, spoza mainstreamu. O to was chciałam zapytać. Jak wy patrzycie właśnie na te zjawiska, które mnie się kojarzą z tym, że nawet coś, co jest bardzo takie właśnie dziwaczne, odrzucone, że to może też stać się towarem, że to może być też czymś, co służy zarabianiu pieniędzy i mam na myśli też może bardziej niż substancje to te filmy, które dla mnie one mają taki walor, że one się tak łaszą do osób, które kochają te prawdziwie złe filmy, które mają to serce takie niewinne i nieskażone. Jak wy na to zjawisko patrzycie, że te dwie rzeczy gdzieś się tutaj pojawiają w świecie filmów tak złych, że aż dobrych?
[01:02:48.06 → 01:05:09.34] B: No nie wiem, pewnie też chodziło o pieniądze, tak jak wspomniane gdzieś tam lata trzydzieste, te filmy, czasami właśnie te tańsze, te gorsze, wspomagały Hollywood, czy po prostu branżę filmową, to już się wtedy zaczęło. Potem pewnie jakieś pomysły po prostu przechodziły też do mainstreamu. I też może po prostu chodziło o to, że filmy poza mainstreamem, poza głównym obiegiem, one były jakby... często bardziej nowatorskie właśnie przez to, że sobie na różne rzeczy pozwalały. No a potem z czasem po prostu Hollywood i mainstream też po to, prędzej czy później musiał też do pewnego poziomu dotrzeć i też te elementy gdzieś tam skopiować. Niedawno właśnie w ramach najlepszych z najgorszych pokazywaliśmy film, który był taką jawną inspiracją właśnie dla Quentina Tarantino, dla Grindhouse Death Proof, czyli film, który w tym roku obchodzi w ogóle swoje 60-lecie rasa Mayera. pod tytułem Szybciej koteczku, zabij, zabij. I też właśnie przygotowywałam się do prelekcji do tego filmu, to też tak o nim dużo myślałam. Film, no właśnie, skoro 60-lecie, to jest z 65 roku i mamy tam np. bohaterki, które rozbijają się furami po pustyni, nienawidzą ludzi i są killerkami. To np. w 65 roku to musiał być szok, że taki film powstał. Oczywiście klasycznie niedoceniony początkowo. Obecnie ma w swoim świecie jakimś fanów status superkultowy. Zresztą nawet Tarantino, tak jak wspomniałam, inspirował się, ale też odgraża się od wielu lat, że w ogóle nakręci remake tego filmu. Zobaczymy. Ale nawet współcześnie, jak myślę sobie np. o filmach, np. grozy albo jakichś takich, jak bardzo mało, niech państwo się zastanowią, jak mało jest filmów, gdzie kobiety są zabójczyniami tak bez powodu. Zazwyczaj są albo jakimiś ofiarami przemocy, które się mszczą, albo okazuje się, że mają jakąś niepełnosprawność, w sensie są chore psychicznie, dlatego mordują. Wiem, że to jest taki trochę może zabawny temat, że rozmawiać o tym
[01:05:11.57 → 01:05:12.09] A: że
[01:05:12.09 → 01:05:59.56] B: bohaterki filmowe zabijają tak po prostu bez żadnego powodu, ale jest coś na rzeczy. W ogóle wśród męskich bohaterów to jest normalne, że są jacyś seryjni mordercy albo coś w tym stylu. kobiecych bohaterek tego typu współcześnie nawet jest bardzo mało. Zdarzają się takie filmy, ale bardzo, bardzo rzadko. A co dopiero na przykład w 65 roku. Nic dziwnego, że film został odrzucony początkowo przez widzów, przez krytyków, bo wydaje mi się, że po prostu był za nowatorski. A to, że mainstream po latach w końcu się jakoś docząga do tego poziomu, który wykroczenia poza jakiś schemat kina czy klasy B, czy eksploatacji, czy wszystkiego co nie jest w mainstreamie, no to prędzej czy później pewnie po prostu mainstream po wszystko sięgnie w końcu.
[01:06:01.68 → 01:08:22.93] C: Z tym nowatorskim kinem według mnie to jest trochę tak jak z festiwalami i z nagrodami, że trzeba mieć po prostu ogrom szczęścia i trafić z filmem we właściwy czas. Przykładów, bo tu możemy też rozmawiać o substancji. Ja uważam, że gdyby ten film powstał w Hiszpanii z nieznanymi aktorami i wyszedł na Netflixie, to miałby ocenę na IMDb 3,1 i pies z kulawą nogą by się tym filmem nie interesował. Natomiast trafił w swój czas, w świetną premierę. trafił na odpowiednich selekcjonerów, którzy akurat ten film dostali, obejrzeli i im się spodobał i zakwalifikowali go do konkursu. To tak samo jak parę lat temu film TITAN, który zdobywa Złotą Palmę, jest filmem przedziwnym i to też można by dyskutować, czy jest to właśnie kino tak dobre, że aż złe, czy tak złe, że aż dobre, o co z tym filmem chodzi. Natomiast był Spike Lee wtedy szefem jury, który jest antysystemowcem i ten film mu się po prostu spodobał. Więc tak się te planety ułożyły, że nagle ten film, który jest filmem nowatorskim, wypływa ze Złotą Palmą i zaczyna się sprzedawać. I mi się też wydaje, że obserwując to, co się dzieje i te coraz mniejsze zainteresowanie właśnie nagrodami, Oscarami, Mało kto już to śledzi, bo faktycznie przestaje to mieć jakieś znaczenie. Dla mnie Oscary przestały być wiarygodne. Nie pamiętam, który to był rok, ale pamiętacie, jak zakochany Shakespeare wygrał z szeregowcem Ryanem? To dla mnie było bardzo dziwne. Był też parę lat temu taki francuski, czarno-biały film Artysta. Niemy, który dostał chyba 10 czy 11 Oscarów. Nikt o tym filmie nie pamięta, ale trafił w swój czas, był bardzo nowatorski, opowiadał o czymś, co akurat było na topie, no i po prostu się wstrzelił. Natomiast czy... Jest to film bardzo nagrodzony, ale czy jest to film kultowy? No właśnie, jak się okazuje po 10 latach absolutnie nie, pomimo tego, że ma 10 oscarów na koncie.
[01:08:23.17 → 01:10:29.06] A: Tak, te wszystkie zestawienia pokazujące, że filmy wygrywające nagrody często zostają zapomniane, a te, które nawet się... o ten system nagród nie otarły, zapadają w nasze serca, to jest osobna historia. Przywołujesz tego zakochanego Szekspira i szeregowca Rajana, to był ten pierwszy moment, w którego długim cieniu my funkcjonujemy dzisiaj w systemie Oscarowym. Ważniejsza jest promocja niż jakość, tak naprawdę. Nie do końca wiem, czy mówię o tym roku, bo akurat dla mnie film Anora ma jakość, jest interesujący, ciekawie zrobiony. Nie wiem, czy też ta złota palma w Cannes nie wzięła się znikąd, bo to film, który połączył te dwie nagrody dla najlepszego filmu i złotą palmę w Cannes w tym roku, podobnie jak wcześniej chociażby film Parasite. więc nie wiem, czy mówię o tym roku, ale wiem na pewno, że mówię o tym, że dzisiaj to promocja filmów, którą wtedy rozhulał bardzo mocno, niechlubny już dzisiaj, chcemy o nim trochę zapomnieć, ale to on stał za sukcesem, za kochanego Szekspira Harvey Weinstein, to jest jego rzecz, że tak powiem, jego sukces gigantyczny, że udało mu się zwrócić uwagę członków Akademii właśnie na swoją kostiumową komedię, podczas gdy Steven Spielberg zrealizował arcydzieło kina wojennego i tą nagrodę sprzątnięto Spielbergowi wtedy z przednosa. Więc tak, ta promocja filmów dzisiaj jest o wiele istotniejsza niż same filmy. Dyskursy narastające wokół kina są ważniejsze niż sama kinematografia i i to z jakimi historiami mamy do czynienia, więc tutaj myślę, że warto to odnotować, co też prowadzi mnie do takiego pytania. Tutaj ciągle pojawiają się różne plakaty filmów na ekranie i państwo możecie sobie właśnie może zapamiętać się do nich odnieść, bo jeden z moich ukochanych filmów, czyli Wickerman z Nicolasem Cage'em w jednej ze swoich takich bardzo charakterystycznych, szalonych, rozkrzyczanych ról. O, tak tutaj jeden z najpiękniejszych scen tego filmu.
[01:10:29.27 → 01:10:30.10] C: Ale to jest remake.
[01:10:30.36 → 01:12:35.09] A: To jest remake klasycznego horroru z lat 70. pod tym samym tytułem, który jest bardzo dobrym horrorem, a tutaj mamy do czynienia z jakimś właśnie przedziwnym, niby to nieudanym, ale jednocześnie kultowym dosyć mocno filmem. Tutaj Nicolas Cage w tej scenie krzyczy not the bees, not the bees, my eyes, my eyes, czyli byle nie pszczoły, bo jest na nie uczulony. Moje oczy, moje oczy i sam właśnie zaraz niestety dokona tutaj żywota. Więc tak, prowadzi mnie to do pytania. Zanim jeszcze ciebie, Bartku, podpytam o to, jak twórca się spotyka z tym kinem, i już trochę zaczęłaś o tym mówić, ale pociągnę cię za język, jak to może działać jako inspiracja dla kina, które ty tworzysz, to chciałam was zapytać, czy wierzycie w to, że w takim świecie kina, w jakim my dzisiaj funkcjonujemy, to właśnie jakiś potencjał wywrotowy, czy odświeżający to, czym kino jest, może być właśnie w filmach klasy B, czy w tym świecie takim trochę zepchniętym na margines, jeszcze kryje się nadzieja na ciekawe historie, na jakąś świeżość, bo ciągle słyszę ostatnio i sama też mam często takie odczucie, że filmy stały się jakoś może nie mniejsze, cytując klasyka, czyli Bulwar Zachodzącego Słońca, ale że są trochę bardziej sztampowe, że już wiele rzeczy widzieliśmy, że nawet jak coś jest szokujące i zaskakujące, nie rozsadza ekranu od środka. Część osób mówi, że to dlatego, że już jesteś po 40, już dużo widziałaś i że tobie się oko zmieniło, ale ja mam wrażenie, że jednak kino jest w jakimś dziwnym momencie takiego impasu i filmy się kurczą zasadniczo i się zastanawiam, czy może właśnie w tym kinie B-klasowym jest jakaś nadzieja na odświeżenie tego tematu. Monika, co ty o tym myślisz, bo masz dużo do czynienia z takimi z twórcami, którzy ten świat reprezentują, z publicznością, która wali drzwiami i oknami na twoje pokazy. Masz takie wrażenie, że to jest właśnie to kino, które jeszcze może nas uratować, że tak powiem?
[01:12:36.37 → 01:16:05.79] B: Może. Ja czasami też się łapię na tym, jak oglądam jakiś film i nic nie czuję. niby wszystko się zgadza w filmie, ale jakoś wychodzę z kina albo tam wyłączam i nagle niby dobry film, ale w sumie właśnie nic nie czuję i już o nim nie pamiętam. I się tak zastanawiam wtedy, czy ja już po prostu stara jestem, czy za dużo filmów widziałam i już tak nie robią wrażenie, jak odkrywałam różnych twórców gdzieś tam, jak byłam młodsza. No ale potem na przykład trafiam na taki film, który jednak wzbudza te emocje, więc stwierdzam, nie, to jednak jeszcze coś czuję, ale właśnie Może to tak banalnie też zabrzmi, ale też jakimś dla mnie takim kategorią tego, jak odbieram film, to są właśnie te emocje, które odczuwam. One nie muszą być wcale przyjemne, mogą być jakieś druzgocące wręcz, ale jeśli są, no to jest dobrze. Chyba najgorzej jak film pozostaje tak, że szybko właśnie się o nim zapomina, nie wzbudza żadnych emocji, bez względu na to, co tam krytycy o nim powiedzieli, czy jest dobry, czy zły, to chyba jest najgorsze. A widzę po sobie i po widzach, właśnie najlepszych z najgorszych, że te filmy, które są prezentowane w tym cyklu, czyli tak złe, że dobre, one wzbudzają ogromne emocje. Widzowie też, jak już ktoś przyjdzie raz, to jest jak w sekcie. Już zostaje na zawsze, jeszcze ściąga znajomych, potem ci znajomi jeszcze ściągają znajomych, żeby pokazać ludziom te świadki na klasy B, bo to jest w sumie zjawisko nieznane w większości, myślę, widzów. A frajda, satysfakcja, przyjemność, taka rozrywka też w dużej mierze, która temu towarzyszy i te emocje. I to są filmy, których się naprawdę nie zapomina. The Room jest takim filmem, nie ma szans, żeby o tym zapomnieć. Do niego można co najwyżej wracać wielokrotnie. Część tutaj prezentowanych produkcji, wcześniej był bilet na Hawaje z Ronem Mossem, znanym szerzej jako Rich z Mody na sukces. To są filmy bez względu na to, jak źle zrobione, takie, które się nie zapomina i zostają na lata i z przyjemnością się wraca. Ja bardzo, bardzo polecam. Szczególnie jeśli ktoś jest znużony, na przykład twierdzi, że nie powstają dobre filmy, to polecam w drugą stronę właśnie obejrzeć te najgorsze. i poczuć też taką frajdę z oglądania tych filmów. A jeszcze mi się też przypomniało trochę z innej, też w sumie film Kasybala, trochę innej kategorii niż na przykład The Room, czyli Rocky Horror Picture Show. Też miałam tą przyjemność rok temu organizować seansę tego filmu. No i to było coś, To było prawdziwe świętokino. Jest takie określenie, że jak twórcy festiwali robią swoje festiwale, to mówią, że odbywa się świętokina. Ja byłam świadkiem prawdziwego świętokina i polegało to na tym, że na film Rocky Horror Picture Show oczywiście przyszła pełna sala, jeszcze musieliśmy dokładać seanse, duża część widzów była poprzebierana w różne takie kostiumy jak z filmu, śpiewali wszystkie piosenki po angielsku, które są w filmie i ostatecznie widzowie tęczyli pod ekranem. No to jak to nie jest świętokina, to nie wiem co jest.
[01:16:06.69 → 01:16:27.85] A: A jak wiadomo, film Rocky Horror Picture Show to jeden z tych seansów o północy, film, którego kiniarze nie chcieli pokazywać, kiedy został zrealizowany. Bali się tego filmu. Kto to będzie oglądał? Oczywiście ja serdecznie zachęcam, bo dzisiaj to jeden z takich też naprawdę kultowych musicali, które jakby mają swoją zupełnie publiczność odległą od tego, jaka kocha...
[01:16:27.85 → 01:16:30.51] B: W Stanach są kina, które co tydzień grają ten film.
[01:16:30.73 → 01:16:38.29] A: Tak, że nie schodzi z ekranów. Tu mówiliśmy o filmach, które może rok były grane, a ten to od... dwudziestu, trzydziestu, czterdziestu lat czasami nie...
[01:16:38.29 → 01:16:39.85] B: Równo chyba pięćdziesiąt masz w tym roku.
[01:16:39.85 → 01:16:44.99] A: Pięćdziesiąt, no właśnie, bo to już pięćdziesięciolecie seansów o północy też jest oglądany.
[01:16:45.13 → 01:16:47.67] C: Wszystkie te filmy, o których ty mówisz, to są filmy stare.
[01:16:49.86 → 01:16:53.05] B: The Room jest z 2003, więc tak jeszcze nie.
[01:16:53.05 → 01:16:55.16] A: 22 lata, no nie najnowsza produkcja.
[01:16:55.44 → 01:17:45.55] B: Ale jeśli mowa o złych, złych satysfakcjonujących filmach, no to tak jak wspomniałam, ja nie lubię tych takich, które udają. Trochę na przykład takim chyba filmem, który miał udawać, patrzcie jaki zły film, ale fajny, to na przykład Puchatek, Krew i Miód. Dostał tam niezliczoną ilość tych złotych malin. Po prostu nienawidzę tego filmu. Przepraszam dystrybutorów. To jest właśnie taka... Cynizm cię odpycha. Cynizm po prostu był tak ciosany. Coś strasznego. Ale na przykład jest seria filmów pod tytułem Birdemic, czyli po polsku Ptakodemia. Powstały już trzy części. Trzecia część jakieś dwa lata temu. Jeden z najgorszych też filmów świata. Reżyser wciąż nie wierzy, że ludzie oglądają jego film ironicznie. Cały czas idzie w zaparte, że to jest wybitne dzieło. Więc też jakaś taka nowsza rzecz.
[01:17:45.55 → 01:17:46.27] A: Na ekranie akurat.
[01:17:46.39 → 01:18:56.92] B: O, no to jest właśnie wirdemik. Tutaj ptaki zostały zrobione, efekty specjalne, inaczej. To jest film inspirowany ptakami Hitchcocka. Hitchcock jakby... Dobrze, że tego nie dożył, tyle powiem. A te mordercze, zmutowane ptaki to jest tak niesamowity efekt specjalny, polegający na tym, że to są gify. One nawet są takie płaskie. I wiem od producenta trzeciej części Birdemic, że reżyser cały czas uważa właśnie, że stworzył arcydzieło z takim wątkiem też ekologicznym. Był na seansach, gdzie było pełno sali widzów, którzy się śmiali z jego filmów, ale okazało się, że dzięki temu jego ego jeszcze bardziej wzrosło i uważa się za jeszcze bardziej wielkiego twórcę, który jest ceniony po prostu przez widzów. Ale to jest fascynujące, to jest właśnie jeden z tych przykładów filmów, który był zrobiony z misją, z pasją na pewno też, ale jednak z misją taką, że to ma być ważny, dobry film, być może arcydzieło, ale wszyscy, tylko Ryszner tak uważa, reszta świata nie. Ale ciężki, ciężki jest do oglądania, samemu nie polecam, bo można nie przetrwać.
[01:18:56.92 → 01:18:59.49] C: Bo to jednak trochę wygląda jakby ktoś sobie robił jaja.
[01:19:00.32 → 01:19:02.78] A: A to jest na poważnie.
[01:19:03.38 → 01:19:17.26] B: Ale ludzie, widzowie nie wierzą, że to jest na serio. Uważają, że jednak reżyser zrobił to dla żartów. No ale właśnie miałam okazję rozmawiać z producentem filmu, który mi wyjaśnił, że absolutnie na poważnie. Trudno w to uwierzyć.
[01:19:17.98 → 01:19:44.72] A: Właśnie. Chciałabym Cię Bartku też zahaczyć o perspektywę twórcy w tym kontekście, bo sam robisz filmy, które są gatunkowe. Wspomniałam ich tytuły wcześniej, nawet można było tutaj W lesie dziś nie zaśnie nikt zobaczyć na ekranie. Czy w tym, jakim jesteś dzisiaj reżyserem, faktycznie dużą rolę odegrało to, że oglądałeś tak dużo złych filmów, kiedy byłeś młodszy? Czy to cię ukształtowało? Czy patrzysz na to w ten sposób?
[01:19:45.16 → 01:19:47.96] C: Ja nie uważam, że to były złe filmy.
[01:19:48.28 → 01:19:55.62] A: Powietrzny cudzysłów dodaje. Tak złe, że aż dobre. Jasne, jesteśmy cały czas w tej kategorii. Złe przez duże Z.
[01:19:56.94 → 01:24:58.20] C: Serduszka. uznane za horrory klasy B. Czy wtedy, czy po dziś dzień, bo to jednak już tak jak już wspominaliśmy, że niektóre tytuły wykaraskały się z tej kategorii B i są teraz bardzo szanowanymi horrorami. Natomiast wtedy nie były. Na pewno mnie to ukształtowało. Oczywiście, że tak. Stąd moja miłość do gatunku. Jak miałem lat 10-11 zacząłem tych horrorów oglądać bardzo dużo. czy wspomniane Critters, części 1, 2, 3, 4, to jedne z moich ulubionych filmów, czy Martwe Zło 2, co też jest pewnie ciekawym filmem do dyskusji, czy on jest tak dobry, że aż zły, czy w drugą stronę. Jest to jeden z moich ulubionych filmów, natomiast nie powiedziałbym o tym, że jest to film jakkolwiek doskonały, czy że jest to arcydzieło. Natomiast na pewno mnie to ukształtowało. Natomiast ja jakoś mam jakąś taką misję, chyba sobie ją wymyśliłem, że w naszym kraju, gdzie kino gatunkowe nigdy nie istniało i nie ma żadnej tradycji, tym bardziej więc to kino gatunkowe nigdy nie było i nie jest do końca szanowane też. Ja od zawsze chciałem te gatunkowe drzwi w Polsce uchylić, no i ciągle staram się je uchylać z różnym skutkiem. Nie jest to proste, ale wydaje mi się, że przede wszystkim też żyjemy w kraju, w którym jest miejsce dla każdego filmu, na każdy gatunek i jeśli możemy mieć 20 komedii romantycznych rocznie, komercyjnych, no to nie wiem dlaczego nie możemy mieć rocznie trzech horrorów, bo Też te filmy, które zrobiłem, to one, oczywiście te gatunkowe filmy, były dla Netflixa robione. One miały bardzo dobrą oglądalność. Więc widz jest. Tym bardziej w dzisiejszych czasach, gdzie przede wszystkim zwracają się z kin i w ogóle z platform horrory. Natomiast wciąż jest jakiś taki wyczuwalny opór, wydaje mi się, przede wszystkim w naszym kraju. jeśli chodzi o to kino gatunkowe. Nie wiem z czego to wynika. Myślałem też, że w którymś momencie, że wielu moich kolegów i koleżanki pójdą też za ciosem, ale no ale tak się chyba nie stało. Może, znaczy nie wiem, mogę tylko spekulować dlaczego. Natomiast chciałem jeszcze nawiązać do tego, co powiedziałaś wcześniej a propos, a propos tego, gdzie to kino jest dzisiaj. i tego, że tak niewiele potraficie zaskoczyć, jeśli w ogóle coś. Ja mam podobnie i wydaje mi się, że to nie wynika z tego, że mamy tyle lat, ile mamy. Chociaż to, że jesteśmy wyoglądani w tych filmach, no to to jest jedna kwestia, ale to też Spielberg w latach 90. już o tym mówił, że wszystkie historie zostały już opowiedziane. Możemy je teraz opowiadać trochę w inny sposób, poszukać jakiegoś twistu, jakiegoś zaskoczenia, czy Film, o którym też rozmawialiśmy wszystko wszędzie naraz, który jest prostą historią relacji matki z córką, ale jest podany w tak nowatorski sposób, w tak dziwaczny sposób, że jest to faktycznie ciekawe i interesujące, ale opowiada coś, co doskonale znamy, tylko robi to po prostu w zupełnie inny sposób, czy mówiąc nieelegancko, jest to po prostu odgrzany kotlet, tylko jest odgrzany w bardzo fajny sposób. To chyba na tym w dzisiejszych czasach ja czy my jako twórcy się skupiamy, żeby znaleźć ciekawy sposób, żeby coś odgrzać, bo nie ma czegoś takiego i to też np. w branży jak się chodzi szukać dofinansowania na film jest ogólny zakaz mówienia Mam coś, czego jeszcze nie było. Bo nie ma czegoś takiego. Wszystko już absolutnie było. I szczególnie dla kogoś, kto kino lubi, zna i od lat, tak jak my, po prostu ogląda tego dużo. No mnie też nic nie jest w stanie czy przestraszyć, czy zaskoczyć. Co nie zmienia faktu, że są filmy, na których potrafię się świetnie bawić jako widz. I ostatnio też z opóźnieniem obejrzałem kot zła, Long Legs. Nie wiem, czy Państwo widzieliście i to też nie jest nic, czego byśmy nie widzieli wcześniej, jeśli chodzi o historię, natomiast forma tego jest na tyle ciekawa, że wprowadza coś fajnego, coś interesującego, coś nowatorskiego.
[01:24:59.02 → 01:25:39.46] A: Czy taka myśl przyświecała Ci też, jak tworzyłeś ciszę nocną? Bo jakby na to nie patrzeć. Jest to film o ludziach, którzy są już w jesieni życia, którzy zamieszkują w dom spokojnej starości i wydaje się, że to jest taki temat, który eksplorowany jest jakoś przez mój ulubiony gatunek, czyli trudne sprawy i różne programy, takie z pogranicza reality show. A Ty... swoich bohaterów pchasz właśnie w historię związaną ze światem fantazji i też z wątkami związanymi z horrorem. Czy to też była taka myśl, która ci przyświecała, żeby tutaj podkręcić trochę to, co już może nawet znane?
[01:25:39.92 → 01:26:26.65] C: Nie, z Ciszą Nocną to jest historia luźno inspirowana moją rodzinną historią. To jest coś, co pomysł miałem na ten film wiele, wiele lat temu i pierwszy scenariusz powstał w zasadzie zanim napisałem Plac Zabaw. Tylko zbieranie finansowania i realizacja tego filmu zajęła tak długo, że on powstał dopiero jako mój piąty film, a miał być pierwszy lub ewentualnie drugi. Także tutaj pobudki były bardzo, że tak powiem, rodzinno-osobiste, a te motywy gatunkowe, które zawsze były bardzo bliskie mojemu sercu, no to tutaj one bardzo mi się przydały do opowiedzenia historii głównego bohatera, Lucjana.
[01:26:27.51 → 01:27:28.60] A: Państwo ten film możecie zobaczyć, on jest na Netflixie, prawda? Gdybyście chcieli do niego sięgnąć, to jest przede wszystkim właśnie opowieść o o naszym bohaterze, który przeżywa pewien moment w swoim życiu i jest w bardzo specyficznym miejscu. Jest to naprawdę poruszająca historia i fakt, że można temu filmowi przypisać gatunek, jakim jest właśnie horror. To jest bardzo interesujący wątek, ale nie taki, który jest na pierwszym planie. Drodzy Państwo, czy macie jakieś pytania, komentarze, obserwacje? Chcielibyście coś uściślić albo opowiedzieć o swoich doświadczeniach, z tym czym dla Was jest Kino tak złe, że aż dobre, albo po prostu złe, bo o takich filmach też możemy porozmawiać. Bardzo jesteśmy ciekawi waszej perspektywy na to, o czym tutaj dzisiaj rozmawiamy. Czy ktoś zechciałby się włączyć? O, mamy tutaj Panią Henną. Proszę trochę wyżej rączkę podnieść, dobrze? Żeby nasza pani wolontariuszka wiedziała, gdzie zmierzać z mikrofonem. Dziękuję.
[01:27:35.83 → 01:30:53.69] D: Ja sobie tak siedzę i kiwam głową cały czas i przychodzą mi różne myśli do głowy. Jak teraz mam mikrofon, to wiadomo, że one uciekły. Ale tak też myślę, że warto poruszyć taki wątek, że te filmy, które się stają kultowe bądź które są w jakiś sposób one nas wciągają, to one są bardzo uzależnione też od tego, w jakim momencie na nie trafimy. I mam takie poczucie, że Mając sama nastolatkę w domu, że ja jako nastolatka po prostu no wpadłam w te sidła tych filmów złych, kultowych, klasy B, horrorów właśnie. Wtedy to była taka fascynacja. Jeden po drugim. Nawet, nie wiem, piątek trzynastego wiadomo było, że się spotykamy po szkole i oglądamy całą noc filmy. i że to będą po prostu wszystkie Krugery, co tam wpadnie, kto ma, bo wiadomo, że ja jestem z takich czasów, że nie było streamingu, więc trzeba było sobie szukać VHSu albo cioci z Ameryki, żeby coś przysłała. Więc generalnie mam wrażenie, że to trafia po prostu w czas i niektórym osobom zostaje ta fascynacja, niektórzy się w jakiś sposób nie wyrastają z niej, gdzieś tam można powiedzieć dziedzieją i wychodzą z tego i oczekują już od kina po prostu innych wrażeń. I też mam takie poczucie, że nie wiem do końca, Moniko znamy się, więc pozwolę sobie po imieniu powiedzieć, nie wiem jak jest z publicznością, czy rzeczywiście młodzi ludzie są w stanie się wciągać w tę seansę, czy są bardziej może zachęceni przez kogoś. Natomiast mam takie poczucie, że to pokolenie, które jest teraz, jakoś słabiej wchodzi w tę fascynację. Pomimo tego, że to są kultowe firmy i one są zrealizowane w taki absurdalny sposób, to jednak np. ujęcia są zbyt długie, to nie jest TikTok, trzeba się na tym też trochę skupić. i że po prostu może naszym pokoleniom jest łatwiej, bo mieliśmy do czynienia, ja miałam do czynienia z VHSami, przeszłam całą drogę aż do tych streamingów i mam tą cierpliwość w sobie i taki właśnie gen ciekawości, a współczesne dzieciaki po prostu mam wrażenie, że trochę w to nie wchodzą. Być może twórcy, robiąc teraz rzeczy, próbują zadowolić i takiego widza jak ja, i takiego młodego, no i wychodzą kwiatki, Ani ja nie jestem usatysfakcjonowana, nie dostaję np. kina gatunkowego w takiej postaci, w jakiej chcę, a ten młody człowiek z kolei, bo też z tym się spotkałam chodząc z nastolatkami do kina, że w ogóle o co im chodziło i nie wiem o co to chodzi w ogóle, jakby kompletnie się rozmijamy gdzieś tutaj. I to jest taki moment chyba trudny i dla twórców, trudny dla odbiorców, dla świadomego widza myślę, że jest bardzo taki dojmujący. też wychodzę ciągle niezadowolona z kina i ciągle mam takie, kurde, no, dlaczego? I jeszcze jedna rzecz, która mi przyszła gdzieś, taka myśl, że... Oj, teraz mi znowu uciekła. Może wróci, to powiem, ale generalnie chodzi mi właśnie o to, że ten wiek jakby jest też kluczowy tego wejścia w te złe filmy i wyjścia również. I też to, że ten widz po prostu jest teraz troszeczkę jakby, no, nie wiem, oporny, można powiedzieć, jakby zbyt mało skupiony, nauczony bardzo krótkimi formami, takimi po prostu fleszowymi, więc wręcz bym powiedziała, jakby nieskupiony na historii.
[01:30:55.13 → 01:31:40.45] C: Jest dokładnie tak, jak pani mówi. I to, czy w rozmowach z producentami, czy z platformami, to jest to wszechobecne przyśpieszanie wszystkiego, żeby dostosować się do widza, dla którego i tak wszystko będzie za długie. I ja uważam, że kino powinno iść dokładnie na odwrót i próbować wychowywać tego widza, który pędzi, żeby jednak zmusić go do tego, żeby zwolnił, zamiast dostosowywać się właśnie do widza, który jest nieskupiony, bo jest wychowany na TikToku, czy do widza, który nie ogląda filmu, tylko go słucha, bo to jest też pewnego rodzaju trend, że platformy się traktuje jako słuchowisko. czy widza, który ogląda film robiąc coś innego w kuchni?
[01:31:41.13 → 01:33:19.08] D: Przypomniałam się jedną jeszcze rzecz, to pozwolę sobie, że też mam takie poczucie bardzo często, że osoby, które tworzą filmy, też zwracam się czasami, patrzę sobie, jaki rocznik był reżysera, kto tworzył mniej więcej film, bo mam też poczucie, że jest jakiś taki rodzaj nonchalancji, przedzielenia grubą kreską tego co było i takiego trochę ignorowania historii. Nie jestem w stanie teraz przywołać tytułów, ale bardzo często jest tak, że te filmy zrealizowane przez młodsze pokolenia, one po prostu tak jakby są strasznymi odgrzewanymi kotletami i nawet takimi dla mnie parodiami jakichś filmów, które już widziałam z historii kina. I mam poczucie, że oni po prostu z zasady nie oglądają tego. Tak jak moje pokolenie miało to, że obejrzyj, zobacz, to cię zainspiruje. Nie chodzi o to, żeby powtarzać, powielać, ale oglądaj jak najwięcej, żeby jak najwięcej chłonąć tego. i dobre, i złe, ale po prostu oglądaj, jeżeli się interesujesz kinem. Tak teraz jest coś takiego, że nie oglądam, nie interesuje mnie, po prostu robię swoje, no i to swoje wychodzi niestety od twórczy, bardzo często. Tutaj mam też taką refleksję, że z tego też powstają może takie filmy, które nawet może nie trafią na festiwal najlepszych, najgorszych, bo one są po prostu tak jakby nonchalancko złe, nudne, niedobre. Nawet tych filmów, które mogłyby nas rozbawić w sposób taki niezawiniony. Dziękuję.
[01:33:19.52 → 01:33:37.18] B: Ja coś powiem teraz, ale przepraszam. Przepraszam pana dyrektora Karapuda. Jakby co, najlepsze z najgorszych, które powstały zresztą w Lublinie 10 lat temu, miesiąc temu wróciły do Lublina. Niestety nie do Teatru Starego, do innej instytucji. Mogę powiedzieć do jakiej?
[01:33:37.75 → 01:33:38.71] A: Nie, nie patrzy na mnie.
[01:33:39.13 → 01:33:46.01] B: Dobra, do kina CSK. Przepraszam, że tutaj nawet nie krypto, a jawną reklamę robię.
[01:33:46.31 → 01:33:49.49] A: Dzisiaj korzystanie z kultury to jest wszystkie ręce na pokład.
[01:33:49.53 → 01:36:04.71] B: Jeśli chcecie poczuć jakieś emocje i zobaczyć w ogóle o czym rozmawiamy i dlaczego to jest tak wspaniałe oglądanie tych filmów, to zapraszam. Jeszcze też co miesiąc będzie jakiś film. W kwietniu będzie w ogóle film reżysera, który ja uważam za boga kina klasy B, czyli Neil Breen. Film się nazywa Faithful Findings. Niestety nie przetłumaczyliśmy go na polski, ale po prostu jak się wpisze najlepsze z najgorszych, to czy wejdzie na stronę kina, to się to znajdzie. To jest w ogóle reżyser, który tworzy coś w stylu arthouse'owego kina klasy B. Tam jest dużo symboliki, taki twórca, który na pewno przekonany jest o swoim geniuszu. On też występuje w swoim filmie, pisze scenariusze, taki przypadek Tommy'ego Uizo. Ale a propos jeszcze tych widzów młodych, no to nie znam statystyk, żadnych badań nie czytałam, tylko mogę gdzieś tam po swoich pokazach opowiedzieć. no to faktycznie, czy najlepsze z najgorszych, czy jak kultowe filmy dobre, powiedzmy, pokazuje, to na pewno nie widzę za bardzo np. nastolatków, ale nie wiem z czego to wynika, bo sala jest pełna, może nie mają pieniędzy, albo robią coś innego w tym czasie, więc tych takich dzieciaków młodych to faktycznie dużo nie ma, ale wiem, że też zdarzają się widzowie, którzy np. nie widzieli tych superkultowych filmów, no bo też nie każdy wszystko widział, jeśli ktoś jest młodszy, to po prostu nie zdążył jeszcze wszystkiego obejrzeć. No i przynajmniej te osoby, które podejdą albo napiszą komentarz w internecie, no to widzę, że oni czują ten klimat. Nie pamiętają czasów VHS-ów, nie oglądali tych filmów za dzieciaka. Oglądają na przykład pierwszy raz na dużym ekranie, bo też często się pytam, kto już widział film ręka do góry, no i tak sobie sprawdzam, że my sobie, kurczę, nie widzieli właśnie The Thing albo ostatnio The Lost Boys. Ale mimo tego, że nie mają tych tej nostalgii takiej prawdziwej, bo nie przeżyli tych lat 80-tych czy 90-tych, to jeśli film jest naprawdę kultowy i jest fajny, to potrafią czuć się w ten klimat i im się to podoba. Ale to przynajmniej jeśli mowa o tych seansach, które ja organizuję, a w skali całego świata, to nie wiem.
[01:36:05.21 → 01:36:37.60] A: No to dla Pani zadanie, przyjść na najlepsze z najgorszych z tą nastolatką, zobaczyć, co się wydarzy. Może to będzie, bo cały czas mówimy o tym, jak istotna jest ta społeczność, że jednak dopiero oglądanie wspólne sprawia, że coś w nas może się obudzić, co by się w domu nigdy przed telewizorem czy innego rodzaju rzutnikiem nie obudziło. Więc może tu jest jakiś kierunek do eksplorowania. Czy jeszcze Państwo macie jakieś pytania albo komentarze? Ktoś jeszcze chciałby zabrać głos? Pani tutaj podnosi rękę, bardzo proszę o mikrofon.
[01:36:40.60 → 01:37:09.77] D: Ja mam takie przemyślenie, że w ostatnich czasach wychodzi dużo produkcji, wszelkiego rodzaju. Kina praktycznie cały czas mają nowe premiery, są seriale, miniseriale. W internecie też coraz łatwiej jest robić jakieś takie produkcje niezależne, lepszej lub gorszej jakości. I czy może zauważyliście, czy to też wpływa jakoś na jakość tych produkcji? Czy to, że widz ma większy wybór może sprawia, że twórcy mniej się przykładają
[01:37:09.77 → 01:37:12.93] B: do tego, co stworzyć, byleby po prostu ktoś to obejrzał?
[01:37:15.03 → 01:37:17.38] A: Brzmi jak pytanie do twórcy.
[01:37:17.65 → 01:39:03.51] C: Nie, ja bym bronił twórców. Nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek twórca podchodził do czegokolwiek, czy do miniserialu, czy do filmu i decydował się, żeby spędzić dwa lata swojego życia nad produkcją i się do tego nie przykładać. No chyba, że faktycznie robi coś takiego jak serial codzienny tak zwany, który leci od 20 lat i jest reżyserem numer 36 i po prostu wszedł na zastępstwo na 4 miesiące. potrzebuję sobie to robić, no to to wyobrażam sobie, że można się wtedy sercem nie angażować w to. Natomiast tak, to mogę mówić oczywiście za siebie, ale wydaje mi się, że za swoich kolegów i koleżanki też, że każdy wkłada serce w produkcję, w którą się angażuje. Natomiast to, co pani powiedziała, ja się zgadzam i mówiłem o tym na samym początku, że ilość produkcji, premier, która teraz jest, natłok i dostęp tego wszystkiego, co jest jakby paradoksalne, że mamy 100 filmów do wyboru na pięciu platformach i nie da się na nic kliknąć i niczego wybrać. Natomiast to wydaje mi się, że przede wszystkim, że właśnie te filmy straciły ważność. I nie wydaje mi się, że to jest ich jakość, chociaż oczywiście platformy rządzą się jakimiś swoimi regułami fabularnymi, jeśli chodzi właśnie o to, o czym rozmawialiśmy, czyli o tempie montażowym. To są jakieś takie rzeczy czy kierunki, w których kino nie powinno iść według mnie. Natomiast nie do pomyślenia jest w dzisiejszych czasach, żeby jak Lorenz z Arabii, ujęcie otwierające...
[01:39:03.51 → 01:39:05.59] A: Wczoraj pokazywany w Warszawie Nomen omen.
[01:39:06.80 → 01:41:16.37] C: Żeby ujęcie otwierające miało 15 minut, jak facet idzie w kierunku kamery, to by po prostu w dzisiejszych czasach nie przeszło nigdzie, czy na platformie, czy w kinie, po prostu no nie, bo żyjemy za szybko i ta nasza uwaga nie wytrzymałaby tego. Natomiast sama ilość tych filmów właśnie wydaje mi się, że wpłynęła na to, że to kino stało się nieważne, bo jeśli My pamiętamy czasy, gdzie w osiedlowej wypożyczalni w piątek były jakieś trzy premiery i wjeżdżały trzy nowe kasety i można było ją zarezerwować, ale dopiero na za dwa tygodnie. To nawet film, który był horrorem klasy B, który wjeżdżał prosto na VHS, on miał swoją wagę i to jest film, który się pamięta do dzisiaj. a przy tej ilości, przy takim natłoku premier i w kinie, i na platformie, seriale, miniseriale właśnie, no to oglądać, teraz obejrzeć się wszystkiego nie da, bo to jest fizycznie niemożliwe. A to, co się ogląda, no to ja też niejednokrotnie trafiam na film, gdzie po 15 minutach się orientuję, że ja to chyba już widziałem. I to jest straszne, ale wydaje mi się, że to wynika w dużej mierze z tego, ile tych filmów jest. Bo nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że przez to, że tych filmów jest więcej, to one się stały gorsze. Technologia się zmieniła oczywiście, też te filmy odrobinę prościej się kręci niż kilkadziesiąt lat temu. Są telefony komórkowe, maile, produkcja działa sprawniej. Mamy kamery cyfrowe, a nie kamery na taśmę 35 mm, więc to wszystko przyspieszyło, ale nie wydaje mi się, żeby też twórcy olewali swoje filmy, bo jest ich dużo.
[01:41:17.35 → 01:41:32.31] B: Ja mogę zadać pytanie publiczności? Ciekawa jestem, czy ktoś z Państwa w naszej dyskusji jest chociaż trochę zainteresowany tym, żeby obejrzeć film z kategorii tak złe, że aż dobre Ktoś chciałby obejrzeć? Ręka do góry.
[01:41:33.30 → 01:41:46.06] A: Słuchaj, publiczność jest. To bardzo, to serce rośnie chyba, jeśli część z Państwa się zainteresowała tym zagadnieniem i przyjdziecie zobaczyć, czy wystawić się na tego rodzaju eksperyment.
[01:41:46.20 → 01:41:56.32] B: Ale od Ptakodemii nie polecam zaczynać, bo to się może skończyć ta przygoda, bo Ptakodemia to już jest dla takich wyjadaczy wprawionych, dla koneserów. To jest za ciężki na początek.
[01:41:56.40 → 01:42:41.64] A: To może zmierzając już powoli do końca naszej dyskusji, jaki film poza The Room, No bo to już państwo wiecie, ale to nie pojedynczo, tylko może się tutaj skrzykniecie, drodzy państwo, i obejrzycie to gdzieś razem u kogoś na rzutniku. Film jest dostępny w internecie, rzecz jasna. To jaki film poza The Room byście osobom, które właśnie chcą wejść w świat kina tak złego, że aż dobrego, jaki byście polecili? Poza tym, który będzie pokazywany w kwietniu, to już wiemy. Ale taki z tych może bardziej dostępnych albo po prostu z tytułów, które waszym zdaniem są poza The Room, bo ten wiadomo, są właśnie zachęcające do tego, żeby wejść po kostki, po kolana, a potem po szyję w świat kina tak złego, że aż dobrego.
[01:42:42.41 → 01:42:45.59] C: Ja bym chyba polecił Martwe Zło 2. Dlaczego?
[01:42:45.85 → 01:42:49.15] A: Proszę o uzasadnienie plus krótki opis tego filmu. Dziękuję.
[01:42:49.52 → 01:44:21.82] C: Bo to nie jest film z kategorii ptakodemia, ani Samurai Cop, ani The Room. Natomiast jest to film tak absurdalny i tak przesycony groteską. W zasadzie historia jest o tym, że jedzie Bruce Campbell ze swoją dziewczyną do domku w lesie na weekend. A w tym lesie jest jakaś zła siła i opętuje jego dziewczynę. To jest chyba koniec fabuły. Cała ta ekspozycja... Martwe zło 2. Martwe zło 2, tak. To musi być druga część. I ekspozycja trwa jakieś 3,5 minuty, a potem w tym filmie się po prostu dzieje. Natomiast ja uważam, że ten film jest fantastyczny. To jest absurdalnie groteskowe. Wyreżyserował to Sam Raimi, który potem robił Spidermany i jest dosyć znanym reżyserem. Natomiast wydaje mi się, że... Ale też znam reakcję ludzi, czy ze swojej rodziny, czy z branży, którzy ten film oglądali i wywracali oczami, bo jest na co tam wywracać oczami. Natomiast wydaje mi się, że to byłby fajny taki pierwszy krok do tego, żeby zmierzyć się z czymś, co jest mocno pojechane i groteskowe. zanim by się przeszło w tytuł, który zapewne wrzuci Monika teraz jakiejś w wagi ciężkiej?
[01:44:23.14 → 01:45:51.05] B: Bardzo trudne pytanie. Na tej liście byłby wspomniany gliniarz Samurai, ponieważ jest niezwykle satysfakcjonujący i oglądanie go sprawia bardzo, bardzo dużą przyjemność. Byłby wspomniany bilet na Hawaję. z Ronem Mossem, byłby ten oczywiście, który niedługo w Lublinie. No ale dobra. Może powiedzmy, że szczególnie dla osób, które jakieś takie mają trochę może sentyment za właśnie VHS-ami latami 80-tymi, to polecałabym i który jest właśnie nie tak ciężki jeszcze w odbiorze, jak to wspomniane w Akademii, Miami Connection, czyli łącznik z Miami. To jest film o grupie przyjaciół, którzy walczą z motocyklowymi Ninja gdzieś właśnie w Miami, chociaż to nie było w ogóle kręcone w Miami, ale nieważne. I mają też swój zespół, śpiewają piosenki o tekwondo, o tym, że są przeciwko ninja, ale też o lojalności. I tam jest wszystko to, co tak się kojarzy trochę stereotypowo właśnie z kinem akcji lat 80. pastelowe marynarki z podwiniętymi rękawami.
[01:45:51.23 → 01:45:52.69] A: Policjanci z Miami troszkę, tak?
[01:45:53.23 → 01:46:21.61] B: Są te motocykle, są te palmy powiewające na wietrze, ale przede wszystkim jest to film o przyjaźni, lojalności, o tym właśnie jak oni tam się wspierają, no i walczą przy okazji z Ninja. Ja bym chciała mieszkać w tym filmie i mieć takich przyjaciół jak ci z łącznika z Miami. Nawet jeśli mogłabym to przepłacić życiem, to zdecydowanie polecam Miami Collection, łącznik z Miami.
[01:46:22.79 → 01:46:47.74] A: Mogę dorzucić od siebie jeden? Ja dla Państwa mam perełkę też. Ja bardzo lubię te filmy, w których gra Nicolas Cage, te złe. Ale nie taki wam polecę, bo nie wiem, który miałabym wybrać, więc polecę wam inny film. Powiedzę Wam film Street Fighter z Jean-Claude Van Dammem w roli głównej na podstawie gry komputerowej z pecetów starych, czyli jakby jest bardzo dużo tej wspaniałej nostalgii.
[01:46:48.60 → 01:46:51.26] C: Street Fighter istnieje do dzisiaj, jest szósta część.
[01:46:51.42 → 01:48:26.17] A: Szósta część. W roli głównej Jean-Claude Van Damme, mięśnie i w ogóle wspaniały aktor, o którym kiedyś powstał przepiękny esej wideo, w którym autor porównał jego twarz do twarzy Grety Garbo, że to jest tak zwana lovely face, na której żadna emocja nie musi zostać wypisana, żebyśmy nie mogli oderwać od niej oczu. Coś jest w tym. Na drugim planie Kylie Minogue. ze wspaniałym warkoczem jako taka właśnie fighting girl, a do tego jedna z pięknych historii związanych w ogóle z kinem. Bo w tym filmie rolę złola, nikczemnego pułkownika Bisona zagrał legendarny aktor Raoul Julia, który wcześniej grał w naprawdę wybitnych filmach. Zagrał też w Rodzinie Adamsów, ale chodzi bardziej o jego historię życia. To była ostatnia rola, którą on zagrał. Był już bardzo chory, zmarł na raka niedługo później. I tu mam ciarki jak to mówię i może to jest taka właśnie ciarkowa historia dosyć mocno. Bo on zapytał swoje dzieci o ostatni film, w którym chciałyby, żeby on się pojawił, bo miał kilka propozycji. I dzieci powiedziały mu, tato, zagraj w Street Fighterze, bo to jest taki film dla nas. I to była jego ostatnia rola w życiu. W tej roli zobaczymy go właśnie po raz ostatni w tym filmie. I to jest taka piękna historia też o miłości do dzieci, do rodziny, do kina, o pewnej wspólnocie, która z filmami jest związana, bo o tym tutaj dzisiaj Dużo rozmawiamy, więc ja dorzucam Streetfightera z całym tym dobrodziejstwem inwentarza, które mu towarzyszy. Także wiecie Państwo, co oglądać. Zapraszamy zatem na najlepsze z najgorszych już niedługo.
[01:48:26.35 → 01:48:28.99] B: Nieodwrotnie to jest ważne. Najlepsze z najgorszych.
[01:48:29.07 → 01:49:58.37] A: Najlepsze z najgorszych. Polecamy filmy Bartka, które znajdziecie na Netflixie i są to naprawdę przeróżne horrory, bo te bardziej takie właśnie VHS-owe, jak w lesie dziś nie zaśnie nikt. Mistyczne, jak Ostatnia Wieczerza. i poruszające bardzo wiele emocji jak cisza nocna. Dobrze powiedziałam? I plac zabaw dla widzów o naprawdę mocnych nerwach. Bardzo Wam dziękujemy za to dzisiejsze spotkanie. Cieszymy się, że mogliśmy Was zabrać do takiego trochę niestandardowego filmowego świata. Bardzo dziękuję naszym gościom. Wielkie brawa dla nich. Bardzo dziękuję też Państwu, którzy się zaangażowali i z nami tutaj porozmawiali. Dziękuję też Pani Ewelinie Lachowskiej i Pani Marcie Stępniak, że dla nas przepięknie przetłumaczyły to spotkanie. Zanim zaproszę Was na kolejne też będziemy mieć tu seanse filmowe ze spotkaniami z twórcami, już wkrótce film Wróbel ze spotkaniem z Jackiem Borusińskim, które będę miała przyjemność poprowadzić, to na początku kwietnia to mamy też kolejną bitwę, bitwę już za tydzień, bitwa o dźwięk. Spotkanie pod tytułem W poszukiwaniu ciszy poprowadzi Katarzyna Michalak, a jej gośćmi będą Filip Springer i Marcin Dymiter, więc bardzo ciekawi goście. Myślę, że to będzie naprawdę interesująca rozmowa. Dziękuję Państwu za ten wieczór i do zobaczenia w Lublinie. Dziękuję.
[01:49:58.57 → 01:50:00.29] C: Dziękuję Wam jeszcze raz.

Zobacz także