Bitwa o kulturę. Dźwięk bez fikcji – o reportażu dźwiękowym / Bartosz Panek, Anna Sekudewicz / PJM
WróćOPIS WYDARZENIA
Od kilku lat obserwujemy tzw. „zwrot audiocentryczny” w kulturze. Świadczy o tym chociażby praktykowanie słuchania jako powszedniej aktywności. Nigdy wcześniej tak wiele osób nie chodziło w słuchawkach na uszach! Coraz częściej szukamy informacji i rozrywki w dźwiękowych podcastach. Swój renesans przeżywają narracje audialne: reportaże i słuchowiska. Jednocześnie, zmęczeni wszechobecnym hałasem, równie mocno pragniemy wsłuchiwać się… w ciszę. Słuch to ważne narzędzie poznania.
O słuchu, ale także o dźwięku, dyskutuje się jednak wyłącznie w hermetycznych środowiskach radiowców, podcasterów, ekologów akustycznych, badaczy z obszaru sound studies Warto włączyć tę dyskusję do otwartej, publicznej debaty o kulturze i społeczeństwie, bo jak mówi brytyjski badacz dźwięku Julian Treasure: „bez słuchania – nie ma zrozumienia, bez zrozumienia – nie zbudujemy więzi”.
Bartosz Panek – reporter, dziennikarz, politolog. Od marca 2024 roku redaktor naczelny Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia, wcześniej dziennikarz radiowej Dwójki i freelancer. Laureat Prix Italia, jednego z najważniejszych wyróżnień dla twórców audio na świecie, oraz m.in. Srebrnego Medalu URTI, Åke Blomström Memorial Prize i Srebrnego Melchiora. Autor i współautor setek audycji oraz kilkudziesięciu reportaży i dokumentów dźwiękowych. Stypendysta Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Miasta Stołecznego Warszawy oraz Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Autor dwóch książek reporterskich – „U nas każdy jest prorokiem” i „Zboże rosło jak las”.
Anna Sekudewicz – pracowała w PR Katowice. Otrzymała ponad 60 nagród i wyróżnień w najważniejszych konkursach radiowych w Polsce, a także w świecie, w tym m. in.: Złoty Mikrofon w 1990 roku, dwukrotnie Grand Prix KRRiTV, Special mention na Prix Italia 1990 r., finalistka Prix Italia w 2002 r., nagroda główna Prix Italia czyli radiowy Oscar w 2004 r., „Melchior”- radiowy reportażysta roku w Polsce w 2004 r., Nagroda Związku Literatów Polskich im. Witolda Hulewicza 2008 r., Medal Gloria Artis Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w 2009 r.
Juror wielu konkursów krajowych i międzynarodowych. Przez 7 lat reprezentowała polską radiofonię w Komisji Reportażu EBU (Europejskiej Unii Nadawców). Niektóre reportaże znajdują się w zbiorach biblioteki Lincoln Center w Nowym Jorku.
GOŚCIE
Goście: Bartosz Panek, Anna Sekudewicz
Prowadząca: Katarzyna Michalak
DODATKOWE INFORMACJE
- Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego.
- Rozmowa tłumaczona na polski język migowy.
- Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną.
- Wydarzenie transmitowane online na stronie internetowej (zakładka „Na żywo”) oraz na profilu FB Teatru Starego.
- Wydarzenie sfinansowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w ramach „Programu wspierania działalności podmiotów sektora kultury i przemysłów kreatywnych na rzecz stymulowania ich rozwoju w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności”. #KPO
wideo
[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.92 → 02:57.89] A: Dobry wieczór Państwu. Dźwięk potrzebuje opowieści. Dźwięk potrzebuje rozmowy. A gdzie lepiej będzie nam się rozmawiać o dźwięku jak nie w Lublinie? Jak napisał kiedyś dźwiękoczuły poeta, Lublin nad łąką przysiadł, sam był i cisza. Napisał to świadomy, że w ciszy można usłyszeć najwięcej. Ja nazywam się Katarzyna Michalak i bardzo się cieszę, że tutaj w Teatrze Starym od czasu do czasu będziemy rozmawiać o dźwięku, o jego fenomenie, a także o słuchaniu. Bo, tak sobie myślę, o dźwięku rozmawiamy zdecydowanie za rzadko. Być może dlatego, że jest on niewidzialny, niedotykalny. Może dlatego, że jest z nami zawsze. Nawet gdy śpimy, nasze uszy nie mają powiek. I dlatego, że mało o nim rozmawiamy, chyba też nie za bardzo zdajemy sobie sprawę, jak jest ważny, jeśli chodzi o budowanie połączenia, naszego połączenia ze światem i z drugim człowiekiem. Pierwsze nasze spotkanie, dzisiejsze poświęcone będzie reportażowi radiowemu. To spotkanie będzie tłumaczyły, będą tłumaczyły dla nas Ewelina Lachowska i Marta Stępniak. Brawa dla pań. To będzie bardzo trudne zadanie, bo będziemy rozmawiać o dźwięku. Oczywiście tłumaczenie na polski język migowy. Zaczęłam nasze spotkanie od fragmentu eseju Edwina Brysa, mojego radiowego mistrza. Esej był czytany przez Witka Dąbrowskiego. Bo relacja uczeń-mistrz jest bardzo ważna w naszym reportażowym świecie. Bardzo się cieszę, że już za chwilę pojawi się na scenie inna mistrzyni. Myślę, że mogę śmiało nazwać ją ikoną reportażu przez lata związaną z Radiem Katowice. Będzie też drugi gość, autor, którego głos być może Państwo znają z radiowej dwójki, potem ten głos na chwilę ucichł. a nasz gość od marca jest szefem Studia Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia. Powitajmy Annę Sekudewicz i Bartosza Panka. Kochani, bardzo się cieszę, że jesteśmy dzisiaj w Teatrze Starym, choć zdaję sobie sprawę, jak mało komfortowa jest to sytuacja dla radiowca być na scenie i być widzialnym. [02:59.39 → 03:25.57] B: Kasiu, masz stuprocentową rację, to jest rzeczywiście bardzo trudne, ale ja przede wszystkim chciałam powiedzieć, że ogromnie się cieszę, myślę, że mogę to powiedzieć w imieniu Bartka również, że jesteśmy w tym pięknym teatrze starym, w tym przepięknym Lublinie i możemy rozmawiać z państwem o dźwięku. co jest dla nas niezwykle ważne i jednocześnie jest to coś, co jest nam bardzo bliskie. [03:26.49 → 04:28.09] C: Powiedziałaś, Kasiu, o dźwiękach, które otwierają. To, co powiedziała Ania, było dla mnie otwierające, bo wydaje mi się, że trzeba wrócić do podstaw w tym momencie, do tytułu naszego spotkania, który się odbywa pod hasłem Bitwa o dźwięk. I to jest trochę wbrew temu, o czym będziemy przede wszystkim rozmawiać przez najbliższe prawie dwie godziny. My się nie bijemy nagrywając reportaże i dokumenty literackie, artystyczne. Takie przymiotniki bardzo często stosujemy, opisując naszą pracę. My się przede wszystkim spotykamy z kimś, kto powierza nam swoje emocje, swoją historię niesiemy tę historię dalej. Więc intryguje mnie szalenie ten paradoks, ten tytuł i to zaproszenie, które od Kasi od Teatru Starego przyjąłem, bardzo mnie, bym powiedział, nakręca wręcz emocjonalnie, co z tego spotkania wyjdzie. Dzięki Kasiu za przedstawienie, ty też jesteś mistrzynią, też jesteś ikoną. [04:29.03 → 06:01.28] A: Dzisiaj gospodynią, co mnie bardzo cieszy, ale też jestem przejęta, nie ukrywam tego. Kochani, chciałabym, abyśmy najpierw spróbowali osadzić ten reportaż dźwiękowy w obecnej chwili, w czasie, w którym jesteśmy. I może trochę przekornie zacznę od dwóch cytatów. To jest taka sztuka dla sztuki. Czasy klasycznego reportażu w radiu minęły. Zmieniła się percepcja odbiorcy i pojawiły się nowe media, a internet zmienił sposób odbioru przekazu. I jeszcze jeden cytat. To delikatnie mówiąc forma archaiczna. Jestem pewien, że można zrobić ciekawy, doskonały, gatunkowo reportaż, atrakcyjny dla słuchacza, ale nie dłuższy niż 7-8 minut. To są wypowiedzi odnotowane przez dziennikarza miesięcznika Press, uwaga, 19 lat temu. 19 lat temu mówiono, że reportaż radiowy już właściwie się kończy. Na szczęście te ponure proroctwa się nie spełniły. Mało tego, mamy teraz zwrot audiocentryczny w kulturze. Wszyscy słuchają, wszyscy słuchają podcastów. No i właśnie, mówi się nawet o renesansie reportażu dźwiękowego. Czy wy się z tym zgadzacie? Czy jest się z czego cieszyć, jeśli chodzi o nasz gatunek? [06:02.61 → 07:57.63] B: Może zacznę, dorzucę do tych cytatów, które wymieniłaś coś jeszcze, co nie pochodzi sprzed 19 lat, tylko sprzed 100, bez mała, kiedy ja zaczynałam robić reportaże, było to naprawdę bardzo, bardzo dawno temu. I od pierwszej minuty dosłownie słyszałam ciągle takie zdanie, powiedz czy reportaż umiera. No jak to było tak dawno temu, to ja byłam oburzona i to szczerze oburzona. I jak widać minęło mnóstwo lat i ten gatunek trzyma się znakomicie, a dawno bym powiedziała, idąc za twoją myślą, że się rozwija, że się naprawdę rozwija, to się czuję słuchając produkcji ludzi bardzo młodych. że idą w innym trochę kierunku, ale że są to reportaże również artystyczne, pogłębione, pokazujące jakieś myśli uniwersalne. Przywołam ostatni konkurs, prawda, konkurs organizowany m.in. przez ciebie, Audionomia Award. I akurat tam zachwyciły mnie, mogę tak powiedzieć, ku mojemu zdziwieniu, bo powiem szczerze, że po pandemii i po takim trudnym okresie w Polskim Radiu myślałam, że się coś rzeczywiście złego z reportażem stanie. Tymczasem okazało się, że młodzi poprzesłali naprawdę perełki, nie waham się powiedzieć. I to było wspaniałe, a to bardzo młodzi ludzie i dodajmy niezwiązani w ogóle z radiem, w ogóle. z radią, żadną stacją, z żadną rozgłośnią produkują. I w internecie możemy ich reportaże, prawdziwe reportaże, nie jakąś namiastkę, prawdziwe reportaże odnaleźć. To jest cudowne. [07:58.35 → 08:01.05] A: Budujące. Bartku, myślisz podobnie? [08:01.37 → 12:13.96] C: Myślę podobnie, chciałbym myśleć podobnie, ale mam trochę chyba więcej wątpliwości i nieco więcej dystansu. do takich bardzo optymistycznych test, które Ania przedstawia. Jest dużo dobrego, dużo dobrej energii, dużo, bym powiedział, potrzeby, czyli wielka jest potrzeba, żeby reportaż się odrodził, ten no właśnie artystyczny, literacki, ale nie wszyscy, wydaje mi się, którzy decydują o tym, co pojawia się na publicznych antenach, mają tego świadomość. Niektórzy się mierzą z kryzysem finansowym, nadal on jest istotny w działalności mediów publicznych, radia publicznego i to z pewnością wpływa na ten stan rzeczy. I myślę sobie też z perspektywy mojego biurka na Myśliwieckiej w Warszawie, że wkładam zdecydowanie zbyt dużo energii w to, żeby redakcja działała na jak najlepszych warunkach, a zbyt mało w to, żeby mówiąc najogólniej, rozwijać gatunek. Chciałbym, żeby te proporcje jak najszybciej się zmieniły. Są na to nadzieje. Trochę mniej mam cierpliwości. Być może w tym momencie, bo to też specyficzny moment roku, koniec roku i to całoroczne zmęczenie, bycie, funkcjonowanie w nowej mojej roli też jakoś się na pewno na to przekłada. ale chciałbym wrócić jeszcze na moment do podstaw. Mówimy o reportażu jako o sztuce, jako o gatunku, który jest specyficzny, który ma swoje określone cechy, który jest niszowy cały czas, szlachetnie, ale cały czas wydaje mi się niszowy, ten, na którym nam najbardziej zależy, ten, o który się bijemy, ten artystyczny, ten, jak się kiedyś mówiło, literacki, też nie, bez przyczyny, może jeszcze o tym Będziemy mogli chwilę potem porozmawiać. I to jest jedna rzecz, jeden punkt odniesienia. Drugim punktem odniesienia byłby ten reportaż, o którym mówili rozmówcy, autora tekstu w presie sprzed 19 lat. To byłby reportaż dziennikarski. I on rzeczywiście bardzo często może trwać 7-8 minut, 10. Opowie o pewnym zdarzeniu, ustali fakty, przedstawi dwie strony konfliktu, skutecznie zainterweniuje w jakiejś sprawie. Jest jeszcze trzecia warstwa, ta która się rozwija bardzo intensywnie od paru lat i o której w tym miejscu na tej scenie też było głośno niedawno. To są opowieści, których słuchamy w podcastach i to jest w dużej mierze jednak rzecz dotycząca sfery rozrywkowej. Podzieliłbym te twórczość audialną, czy produkcję audialną na właśnie te trzy kategorie. Z jednej strony mamy dziennikarstwo, z drugiej strony rozrywkę, a z trzeciej strony coś, co z pewną nieśmiałością chcielibyśmy nazywać sztuką, ale ciągle się boimy wymawiać głośno tę sztukę w odniesieniu do naszych produkcji, do naszej twórczości, do tego czego jesteśmy autorami i autorkami. z premedytacją mówię emfatycznie w tym momencie, ale wydaje mi się, że jeśli zrobimy to rozróżnienie, to to będzie nam łatwiej rozmawiać o tym, czym się w gruncie rzeczy zajmujemy i nie nakręcać się, że każda z tych kategorii musi ze sobą konkurować i nie będziemy musieli się wtedy przekonywać, która jest lepsza. Niech one sobie funkcjonują równolegle. Tak ten świat, nie wiem czy został zaprojektowany, ale w tę stronę się potoczył. No i znajdźmy sobie, znajdźmy sobie wygodne miejsce, Nawet i w tej niszy, ale bardzo szlachetnej, intymnej, oświetlonej półświatłem, mówiącej półgłosem, a nie pełnym głosem, nie krzyczącej, nie opowiadającej wszystkiego w bardzo dosłowny sposób. [12:14.45 → 12:21.45] B: No można się zastanowić, dlaczego ciągle używamy właśnie tego słowa, że reportaż jest w niszy, bo ja uważam, że jest... [12:21.45 → 12:24.63] A: A to przylgnęło do nas, to jest takie piętno, prawda? [12:25.31 → 14:47.60] B: Z jednej strony może dlatego, że się właśnie ociera o sztukę, wszystko co jest jednak trochę sztuką, jest jednak elitarne, no nie bójmy się tego słowa, ale tutaj jest jeszcze jedna rzecz, o której bardzo często w tym gronie dyskutujemy, mianowicie Reportaż dźwiękowy, bo teraz bardziej się mówi o reportażu dźwiękowym niż radiowym, bo jak powiedziałam, nie musi powstawać w radiu, może nie mieć z radiem żadnego związku. Reportaż radiowy jest, tak jak powiedziałabym, bardziej spychany, nie chcę używać słowa na margines, ale mniej doceniany i nieraz to chyba podkreślaliśmy, niż reportaż pisany, o którym się mówi, że albo się ociera o literaturę, albo literaturą jest, albo film dokumentalny, gdzie mówi się, że to jest twór artystyczny. Nasze reportaże, nie wiem czemu, bo uważam, że chociaż niektóre na to zasługują, nie są uważane za twórczość, są uważane za rodzaj dziennikarstwa, może nieco ambitniejszego, ale jednak dziennikarstwa. I tutaj właśnie powstaje pytanie, dlaczego tak jest, że jak się mówi o reportażu, o reportażu w ogóle, jak czytam na przykład artykuł, to tam są przywoływane przykłady filmów, tam są przywoływane przykłady reportaży pisanych. bardzo rzadko zdarza się odniesienie do reportażu dźwiękowego. Jak na przykład jest sytuacja taka, że autorzy, radiowcy wpadają na jakiś temat, a ktoś jeszcze ten temat opisze, Ja miałam sama takie sytuacje ze swoimi reportażami. Reportaż powstał w radiu, nad którym bardzo pracowałam i uważam, że wyszedł. Potem uczestniczyłam w produkcji filmu. To ilekroć ktokolwiek się do mnie zwracał, innych kolegów też to dotyczyło, to zawsze mówił, a tak widziałem ten film. Nie wiem, jesteśmy nastawieni na cywilizację obrazkową, odbieramy świat obrazami. Ja myślę, że będziemy jeszcze o tym mówić, że się słuchem odbiera 20% raptem. [14:48.14 → 15:36.74] A: Spróbujemy określić, co jest sednem dobrego reportażu dźwiękowego i może łatwiej nam będzie znaleźć przyczynę tej niszowości. Ale chciałam was zapytać teraz o wasze spotkanie z reportażem, Do radia przychodzimy nie po to, żeby robić reportaż. Przekraczamy próg redakcji, zaczynając współpracę z radiem czy pracę w radiu po to, żeby być dziennikarzami. Po jakimś czasie okazuje się, że to dziennikarstwo nie wystarcza, że pojawia się w naszym życiu reportaż. Magda Skawińska, znakomita reportażystka Polskiego Radia, powiedziała, To reportaż wybiera człowieka. Jak to było w waszym przypadku? [15:38.80 → 18:18.68] B: No cóż, różne są drogi. Czasami to może być coś takiego niezwykłego. Ja mam do opowiedzenia, będzie to opowieść, że tak to nazwę, wręcz szkolna i dość banalna. No ale jak mam się trzymać prawdy, a jako reportażystka się tego jednak bardzo nauczyłam, że reportaż jest dochodzeniem. Czy można odkryć prawdę, nie wiem, ale dochodzeniem na pewno. Otóż dawno bardzo to było, koniec Gierka, po bardzo nieudanym moim pobycie i stażu w redakcji newsowej, w katowickiej rozgłośni, z której pochodzę, była to czysta propaganda, coś zupełnie okropnego. Skierowano mnie do redakcji interwencji i tam segregowałam segregatory, odkurzając je. I potem nieoczekiwanie, znalazłam się w redakcji literackiej. Było to rzeczywiście nieoczekiwane, bo usłyszałam, nie tacy jak ty tam przepadli, No więc to było takie, że jeszcze kawałek i sprawa się skończy. I niemalże w tym samym momencie, jak przekroczyłam próg tej redakcji, okazało się, że moja rozgłośnia, Radio Katowice, organizuje seminarium reportażu. Na to seminarium przyjechały największe tuzy reportażu ówczesnego. Większość z nich niestety już nie żyje. Krysia Melion, Krysia Usarek, Irena Linkiewicz, Kazimierz Dymel ze swoim cudownym świętem narodzin, reportażem, którego nie zapomnę, zresztą pamiętam wszystkie reportaże. Krzysztof Wyrzykowski-Wielowiejski, wszyscy oni nie żyją, panuje nam miłościwie ciągle jeszcze, Janina Jankowska, wielka legenda polskiego reportażu. Też tam była wówczas młodziutka. I nie chcę nadużywać słów, bo wydaje mi się, że słowa w dzisiejszych czasach się strasznie zużyły. Już wszystko zostało powiedziane, wszystko zostało nazwane na wszystkie możliwe strony. No ale tak wprost mówiąc, to ja tam doznałam olśnienia, naprawdę olśnienia. Słuchałam tych reportaży, byłam po prostu cała w środku. Każdy reportaż był na dodatek, to był przegląd fenomenalny, inny, zupełnie inne propozycje. Reportaże artystyczne, stricte, interwencyjne, ludzkie opowieści, najprzeróżniejsze rzeczy. Ja pomyślałam wtedy, że to właśnie jest mój świat i że to chcę robić, opisywać tenże świat, który mnie otacza dźwiękiem. No i tak się zaczęło. [18:21.14 → 18:21.94] A: Na szczęście. [18:22.74 → 18:28.54] B: Głównie na szczęście dla mnie, bo bardzo to lubię. [18:30.18 → 22:47.75] C: Mnie reportaż wciągnął niedaleko stąd. Jesteśmy w Teatrze Starym w Lublinie, w pierścieniu Starego Miasta. Tu niedaleko jest Brama Grodzka, która zamyka od drugiej strony lubelskie Stare Miasto. W końcu lat dziewięćdziesiątych byłem uczniem liceum Staszica w Lublinie. Radio Lublin i Teatr NN, ośrodek Brama Grodzka, Teatr NN, organizowali Dni Radia w Sali Czarnej. I tam się słuchało w ciemności. Być może, być może, być może przełom wieków. Tak, to pięknie historycznie brzmi w tym momencie. Jesteśmy już ćwierć wieku później, a ja cały czas pamiętam tamto wydarzenie. ciemna, pusta, czarna sala w Teatrze NN. Pamiętam, że nawet dostałem rolę statysty w tym przedstawieniu. Tomasz Pietrasiewicz, który te dni radia organizował, poprosił mnie, żebym tuż przed odtworzeniem dokumentu, którego wtedy publiczność miała słuchać, żebym zgasił lampkę, która się dyskretnie świeciła na stoliku postawionym na scenie. Słuchaliśmy wtedy dokumentu Czesławy Borowik, tu gdzie jeszcze cisza trwa, o obozie filtracyjnym przejściowym w Krzesimowie pod Świdnikiem. I pamiętam niesamowitą, dziwnie to słowo brzmi, energię, która z tego nagrania do mnie mówiła, bo to jest dokument o bardzo traumatycznym okresie, o latach pięćdziesiątych. w polskiej historii i o tym, jak ówczesna władza, ówczesny aparat bezpieczeństwa łamał niepokornych wobec niej ludzi. To w największym skrócie. Ja słuchałem tego z takim bardzo wielkim emocjonalnym zaangażowaniem, myśląc sobie, że to jest też mój świat, opowiadanie dźwiękami w ten właśnie sposób i że ja chcę kiedyś ten świat współtworzyć. Więc wszystko się zaczęło w Lublinie i kiedy Katarzyna przywołała fragment poematu Józefa Czechowicza, no to w mojej głowie od razu pojawił się ciąg dalszy tego, tego fragmentu. Dookoła pagóru koła, dymiąca czarnoziemu połać. Dużo jest wspólnego między reportażem dokumentem artystycznym, dźwiękowym czy audiodokumentem, teraz też takiego określenia często się używa, a poezją. Chodzi o podobne doświadczenie i o przekazanie podobnego doświadczenia, o wejście w tak głęboką intymność i ona ma różne poziomy, tak głęboką intymność, która nas odcina od całej reszty świata, która nas zamyka jako w kapsule czasu, zatrzymuje nas w danym momencie, w którym słuchamy dźwiękowej opowieści. I to jest intymność, która rodzi się pomiędzy autorami, a bohaterami. Potem autor musi sobie z tym poradzić, opowiadając historię. No i finał, wielki finał, to jest jeszcze inny poziom intymności. pomiędzy bohaterami, a słuchaczami. To jest chyba najtrudniejsze. I my się o to bijemy. O to, żeby naświetlić, jak istotny jest ten zupełnie nieuchwytny, nawet w dźwięku, który jest fizyczną falą. To jest zjawisko akustyczne jak najbardziej, może nie namacalne, ale odczuwalne. I żeby przerodzić, przemienić ten bardzo konkretny moment w ogromną wartość. tego państwo nie znajdą w reportażach dziennikarskich w takim stopniu. W niewielkim stopniu znajdą to państwo w podcastach, których ja absolutnie nie chcę negować istnienia, bo to nie w tym rzecz, zupełnie. Nie w tym rzecz, żeby bić się z kimś. Rzecz w tym, żeby wykorzystać zwrot audytywny w jak największym stopniu na naszą korzyść, bo o to chodzi. [22:47.75 → 22:49.35] B: Czyli jest jakaś bitwa jednak. [22:49.45 → 22:53.33] A: Jest, ale ja jednak wolę mówić o... [22:53.84 → 23:07.30] C: może nie o bitwie, ale o spotkaniu, o ścieraniu się, w tym sensie, że ścierają się idee i z tego ścierania wynika lepsze zrozumienie tego, czym się wszyscy zajmujemy. [23:08.32 → 24:29.22] A: Bo pytanie o reportaż dźwiękowy to jest pytanie o wartości i też o wartości jakościowego dziennikarstwa, prawda? Czy zgodzicie się ze mną, że są takie dwa fundamenty reportażu dźwiękowego? To jest to spotkanie bardzo intymne i dźwięk, i nasze tworzywo. Proponuję, abyśmy teraz wysłuchali pierwszego fragmentu, przygotowaliśmy ich kilka dla Państwa, pierwszego fragmentu reportażu Ani Sekudewi. reportaż nosi tytuł Głośniej. Może nie zdradzę, kto jest jego bohaterką, może Państwo rozpoznać, zdradzić. Niesamowita audycja, którą bardzo Państwu polecam, jest do odnalezienia w internecie. Bohaterką jest inna mistrzyni reportażu, Hanna Kral. Ania zresztą zrobiła wiele audycji z osobami znanymi, rozpoznawalnymi, ważnymi dla kultury. Posłuchajcie Państwo, jak tam brzmi Hanna Kral. Czy to jest ta Hanna Kral, którą znacie z publikacji prasowych, z wywiadów telewizyjnych, czy nawet z wywiadów radiowych? Posłuchajmy fragmentu numer dwa. [24:30.50 → 24:32.12] B: I usiądź. I w ogóle to zabierz. [24:32.26 → 24:33.60] A: Tu usiądź, proszę bardzo. [24:36.72 → 24:50.34] B: No, musisz coś zrobić z tym magnetofonem, niestety, ale... Ja nie jestem dobrym obiektem dla Ciebie, dlatego, że ja... że ja przez cały czas Ciebie słyszę. Trudno, ja tak mówię. [24:50.42 → 24:51.22] A: Mówię, jak mówię. [24:51.34 → 25:32.66] B: No, chyba słyszysz, że ja tak mówię, no. A co Ty byś chciała, żebym nagle szlochała tu? Płakała? Ja to nie liczę. Na to nie licz, nie mogę. Nie patrz taka zniesmaczona na mnie. Gdybyś miała sama o sobie opowiadać, co byś opowiadała? Co? Ja też. Też jestem nieciekawa. Ciekawe są historie, które opowiadam. Mój bohaterowiec jest najciekawszy, który mi się przytrafił w życiu. I ty przenosisz to na mnie i wydaje ci się, że ja jestem równie ciekawa. [25:32.78 → 25:33.32] A: Otóż nie. [25:34.58 → 25:35.20] B: Otóż nie. [25:40.90 → 25:47.66] A: Aniu, jak udało ci się tak intymnie spotkać z Hanną Kral? [25:49.44 → 29:22.49] B: Nie było to na pewno łatwe, ponieważ poznałyśmy się właściwie bardzo blisko jako jurorki dwie naszego bardzo ważnego konkursu na reportaż radiowy, który się nazywa Melchiory. I Hania została przez Irenę Piłatowską, też świetną reportażystkę, twórczynię tego konkursu, zaproszona do udziału w jury. I bardzo entuzjastycznie to przyjęła. Bardzo była zadowolona, świetnie w tym wszystkim się odnalazła, uczestniczyła. Ciekawiły ją bardzo reportaże dźwiękowe. To był jednak dla niej troszkę inny świat. No ale po paru latach ja pomyślałam sobie, Boże, tyle spotykamy się, rozmawiamy. Ja wiem, że ona udziela wywiadów, ale to są raczej rzeczy doraźne, to znaczy powstaje książka, zostaje wydana i ona o tej książce mówi. Natomiast taki jej portret, ona się wzbraniała bardzo. To znaczy, to tak jak tu powiedziała na początku, że nie jest dobrym obiektem. Nie wiem jak to ująć, ale odnosiłam chwilami wrażenie, że ona była tym troszeczkę zdenerwowana, że była tym przejęta, bo jednak będąc tej miary reporterką, literatką tak naprawdę, pisarką, miała jakąś taką gdzieś choćby minimalną, wewnętrzną obawę, że chciała, żeby to wypadło tak, żeby ona była z tego jednak jakoś tam zadowolona. W związku z czym przyjęła taką postawę w stosunku mnie, do mnie, a bardzo się jej lubimy, atakującą. I ta postawa atakująca była przez bardzo wiele godzin, bo ja ją nagrywałam wielokrotnie, przyjeżdżałam do Warszawy, do niej mieszkania, tygodni było bardzo dużo i cały czas zastanawiałam się nad tym, jaką stworzyć perspektywę. I pomyślałam, że to bezustanne mnie takie podszczypywanie, jakieś szpilki, jakieś takie czy owakie, różnego zresztą rodzaju, czasami śmieszne, czasami smutne, ale różne rzeczy, gdzie ona mnie w jakiś naturalny sposób ona sama wciągnęła, włączyła, że to będzie jakaś oś. Chociaż naczelną osią tego reportażu to jest opowieść o listach i tym samym o ludziach, którzy byli dla niej ważni, jest tam rodzina, Jest tam ksiądz Adam Boniecki, jest tam Marek Edelman, oczywiście jest Krzysztof Kieślowski, z którym była niezwykle zaprzyjaźniona. No ale jednak ta forma, siłą faktu stała się czymś takim, że mówiła, mówiła, ale w pewnym momencie coś zauważała, jakąś moją minę, jakiś mój uśmiech, jakieś moje spojrzenie, nie patrz, nie wyciągaj tego mikrofonu, przesiądź się tu, siądź tu. I tak było przez cały czas. I wydaje mi się, że o paradoksie te takie rzeczy pozornie właściwie jakby nieistotne, bo to przecież nie mija się z istotą tego reportażu, gdzie ona opowiada o sobie i o tych swoich spotkaniach z ludźmi, Bardzo mocno ją charakteryzuje. [29:22.85 → 30:08.50] A: Właśnie, to jest ta charakterystyka pośrednia. Doświadujemy się, jaką jest osobą. Nie tyle dowiadujemy się, doświadczamy osoby. Ten jej głos jest takim symbolicznym wykładnikiem osobowości. I Bartek, i Ania, wielokrotnie prowadziliście też wywiady publicystyczne w radiu. Tutaj są młodzi ludzie, studenci. Gdybyście mieli wyjaśnić, na czym polega najważniejsza różnica między wywiadem dziennikarskim, a wywiadem, choć nie lubimy tego słowa, robionym na potrzeby reportażu. Jaka jest różnica? [30:11.70 → 30:13.46] C: Rozmowa na potrzeby reportażu? [30:13.66 → 30:27.40] A: Rozmowa, tak. Wydaje mi się, że to jest właśnie coś, z czym mamy coraz rzadziej do czynienia, jeśli chodzi o dziennikarstwo. [30:27.48 → 30:28.00] C: Z pewnością. [30:28.02 → 30:31.92] A: Taki sposób rozmawiania, który nie jest wywiadem dziennikarskim. [30:32.28 → 31:29.29] C: To spotkanie, o którym opowiedziała Ania, jej spotkanie z Hanną Kral, To też była rozmowa, bardzo specyficzna, czasem przypominająca bitwę, ale piękna, bo wasze stanowiska się ścierały. Był jakiś drobny konflikt, może odrobinę potem podkręcony, ale to właśnie też napędza każdą dobrą opowieść. Oczywiście nie w sposób tabloidowy sensacyjny podany ten konflikt, to też warto tu zaznaczyć. Rozmowa na potrzeby reportażu W zasadzie nie ma ograniczonego czasu, poza tym ograniczeniem, które wynika z naszych ustaleń z bohaterami. Albo kiedy widzimy, że już więcej danego dnia o danej porze nie jesteśmy w stanie nagrać. Zbyt wiele ważnych słów padło, zbyt wiele ważnych emocji znalazło ujście przed naszymi mikrofonami. [31:29.29 → 31:30.21] A: Naszych wspólnych emocji. [31:30.23 → 33:58.40] C: Naszych wspólnych. I po prostu kończy nam się energia i musimy spotkać się jeszcze raz. Taka rozmowa nie jest przede wszystkim nastawiona na ustalanie faktów w moim rozumieniu. Jest, natomiast nie jest to coś, o co ja bym się bił zawsze, na samym początku. A wydaje mi się, że te publicystyczne wywiady to bardziej przypominają w tym momencie bitwy, szczególnie te z politykami. Ten konflikt jest podkręcany w dużej mierze sztucznie. Wiele takich materiałów dziennikarskich bazuje na łapaniu się za słowa, na pokazywaniu, że ktoś kiedyś powiedział daną rzecz, która już teraz jest nieaktualna, na wyłapaniu, nie wiem, niekonsekwencji, hipokryzji, na łapaniu za słowa na takim może bym powiedział, pokazywaniu swojego rozmówcy, partnera w niekorzystnym świetle bardzo często. W tym wypadku to jest nawet uzasadnione, mówimy przecież o tych, którzy decydują o naszym państwie, o naszym codziennym życiu, o naszym losie, więc punktujmy ich niekonsekwencje. I tutaj najczęściej się trzeba spieszyć. Tutaj słowa wypowiadane w określonym czasie, z określoną szybkością mają rzeczywiście znaczenie. nie może się spieszyć, nie powinien się spieszyć. Czasem się oczywiście spieszy, no bo to jest jeden ze środków stylistycznych, to jasna sprawa. Natomiast lepiej, jeśli słowa wybrzmiewają, jeśli wybrzmiewają emocje, tak jak ten gong, który państwa przywitał i nas. On wybrzmiał. Miał czas i miał przestrzeń, wypełnił całą przestrzeń. To jest niesamowicie ważne, to nadaje tempo opowieści i to sprawia, że my w tę opowieść wchodzimy i dajemy się jej ponieść. No i mamy do czynienia z tym, z czym Ania się spotkała na seminarium reportażu organizowanym przez Radio Katowice, a ja na dniach radia w Teatrze NN w Bramie Grodzkiej. To jest olśnienie i to jest chyba jednak Niestety jednorazowa sytuacja, to się nie powtarza. To jest jak z Szymborskiej, że nic dwa razy. [33:59.86 → 34:16.94] A: Chciałabym, abyśmy posłuchali próbki tego olśnienia, takiego olśnienia, które niesie ze sobą głos człowieka. Tym razem usłyszymy tak zwaną zwyczajną wiejską kobietę. Powiedz Bartek, kim jest pani Teresa? [34:17.72 → 35:09.26] C: Była. Pani Teresa, Pani Teresa Banach ze wsi Cieciory położonej między Łomżą a Nowogrodem nad Pisą na wschodnim krańcu Kurpiów była matką Sławka Banacha, mężczyzny, który nagle zmarł i który stał się dawcą narządów dla kilku osób i to nie byłoby, nie byłoby dziwne, szokujące, intrygujące, gdyby pan Sławek nie został dawcą twarzy dla mężczyzny, który stracił znaczną część twarzy podczas pracy w zakładzie kamieniarskim w zupełnie innej części Polski. [35:10.05 → 35:26.23] A: Twój reportaż jest takim dyptykiem. W pierwszej części poznajemy panią Teresę, matkę Sławka, a w drugiej tego Biorcę. Posłuchajmy głosu krótkiego fragmentu reportażu Niezwyczajne życie. [35:26.45 → 35:26.83] C: Tak jest. [35:27.77 → 35:29.49] A: To jest fragment numer 3. [35:31.11 → 35:44.49] B: Po pogrzebie syna, ja zasunęła rolę ty, nie wychodziła nigdzie. W ogóle to było długo, [35:47.80 → 35:49.53] C: pół roku. [35:51.88 → 36:15.64] B: Siedziałam, zasunęłam serolety, nie chciałam, żeby do mnie ktoś przychodził. Chciałam pobyć sama. Później pani Maria do mnie przyjechała, bardzo się ucieszyłam. Bo tak to nie wiem, co by ze mną było. Ja bym tego nie przetrwała w ogóle. [36:17.51 → 37:36.72] A: Słuchając Pani Teresy, od razu myślę o Swietłanie Aleksijewicz, jedynej jak dotąd reporterce, noblistce, która odbierając Nagrodę Nobla powiedziała tak, Istnieje część ludzkiego życia, tamówiona, której nie udaje się nam zawłaszczyć dla literatury. Jeszcze jej nie doceniliśmy, nie zadziwiła nas, nie zachwyciła. Mnie jednak oczarowała i uczyniła swoją niewolnicą. Kocham to, jak człowiek mówi. Kocham samotny ludzki głos. To moja wielka miłość, wielka pasja. Powiem wam, że to był dla mnie taki bardzo przełomowy moment, kiedy usłyszałam tę mowę noblowską, bo sobie pomyślałam, że Swietłana Aleksijewicz nieświadomie wyznacza taki obszar, którego nie mogą zawłaszczyć ani pisarze, ani dokumentaliści filmowi, który jest dla nas, bo my pracujemy z głosem człowieka, z tą mową osobniczą, z ideolektem. i to jest właściwie nieprzepisywalne. [37:37.02 → 39:03.25] B: Nieprzepisywalne. Ja jeszcze nawiążę, nawiązując do tego, co mówiłaś o wywiadach, o sposobie rozmawiania, żeby uzyskać tę pewną intymność, to przypomina mi się spotkanie z innym wielkim reporterem, przepraszam, zrobiła się taka pogoda, mianowicie Ryszardem Kapuścińskim. I ja pamiętam moje zdziwienie, to już robiłam reportaże i wymieniano, zapytano go, bo to było takie spotkanie bezpośrednie, odbywało się na Wigrach, w dużym gronie reportażystów z całej Polski i ktoś zadał pytanie panu Ryszardowi, jaka jest najważniejsza cecha reportera? I znając twórczość Kapuścińskiego, bo myśleliśmy, że on odpowie, że taka siła, odwaga, że wymieni cały szereg różnych tego rodzaju cech, a on powiedział, że jego zdaniem najważniejsza jest pokora. I w pierwszej chwili trochę mnie to osłupienie wtedy, to bardzo dawno temu było w latach 90. wprawiło, ale potem jak się nad tym zastanowiłam, to pomyślałam sobie tak, Właśnie różnica między wywiadem dziennikarskim a tym innym polega na tym, że tam dziennikarz musi być osobą bardzo kompetentną, znającą się na rzeczy, zadającą konkretne, kompletne i właśnie kompetentne pytania. [39:03.41 → 39:05.17] A: I eksponującą siebie. [39:06.08 → 42:11.61] B: Ale to jest naturalne. Natomiast przy rozmowie takiej, która ma wywołać przede wszystkim emocje, my szukamy tych emocji, my szukamy tego, żeby się człowiek otworzył, szukamy tej głębi, to ten reporter musi być pokorny, musi być wycofany. To właściwie nie są pytania, to są takie jakieś zdania poszczególne, które popychają rozmowę i prowadzą ją w kierunku czegoś, Proszę mi wierzyć, nie chcę powiedzieć, że jest to łatwe, ale też nie jest to bardzo trudne, jeżeli człowiek jest w taki sposób nastawiony do nagrań, mianowicie do takiej spowiedzi. Ludzie czują potrzebę opowiedzenia, zwykle nagrywamy tych ludzi, mówisz, że ja nagrywałam wiele osób znanych, ale dziesięć razy tyle zupełnie nieznanych. Ludzie, którzy są przez nas nagrywani są bardzo często w momencie jakiegoś przełomu, tak jak pani Teresa, straciła syna, nagle wszystko się załamało, podjęła taką heroiczną decyzję, ale dla jej życia to była katastrofa. I często to jest taka sytuacja. I teraz chodzi o to, żeby ten człowiek prawdziwie, szczerze o tym opowiedział, ale nie dlatego, że ja go teraz przyduszę, złapię, gdzieś jakoś zrobię coś takiego, że ten człowiek się będzie przede mną otwierał, a potem będzie tego żałował. Tego jednak nie robimy, myślę, że w absolutnej naszej większości i myślę, że też się często, często może nie, ale kilka razy przy ważnych reportażach zdarzyło mi się, że opowiedzieli mi ludzie drastyczne rzeczy i ja tego nie dałam, ponieważ uważałam, że to jest opowiedziane pod wpływem chwili. Była między nami to, co powiedziałaś, intymna taka, bo to się tworzy, bez tego się nie nagra reportażu, intymna więź. i bardzo specyficzna relacja, której ja uważam, nie da się porównać z niczym. Dlatego ja często mówię, że mikrofon, którego nie trzymam, jest takim instrumentem magicznym. Faktycznie. Jakoś tak wszystko ogniskuje. Człowiek mówiąc porządkuje swoje życie. I rzeczywiście, a autor, tak jak nawiązałeś do tego, co się dzieje z autorem, autor nie może skończyć nagrania i o nim zapomnieć. Nie ma takiej sytuacji. To jest coś takiego, że się z tym chodzi czasami miesiącami. Ja nieraz powtarzam, że mnie się zdarzało, że nagle używałam sformułowań tych, mówiłam językiem tego mojego bohatera. Poza tym montaż potem bardzo długi tkwi się w tej rzeczywistości i siłą faktu emocjonalnie także się to bardzo przeżywa. Więc to jest taka sytuacja faktycznie niespotykana. Wydaje mi się, że to jest możliwe tylko między bohaterem i autorem i chodzi o to, żeby te emocje również odebrali słuchacze, bo po to to robimy przecież. [42:12.45 → 44:18.48] C: Cierpliwość to jest ta druga cecha. Chociaż wynika z pokory oczywiście. Jest z nią mocno spleciona i otwartość przede wszystkim. Ta otwartość moim zdaniem, w moim rozumieniu polega na tym, żeby żeby słuchać i słuchać aktywnie. Nasza reakcja na to, co mówią osoby przez nas nagrywane, to jest właśnie czasem uśmiech, czasem skrzywienie, gryma z twarzy, czasem lekkie potaknięcie. A potem ta cierpliwość wiąże się z bardzo długim, często montażem, czy postprodukcją. Ile oddechów zostawić, jak długą ciszę pomiędzy zdaniami, słowami, jak bardzo grać prosodią, jak bardzo udźwiękawiać sceny, czy one powinny być suche. czy tylko przestrzeń pomieszczenia, w którym nagrywamy, powinna grać. Mnóstwo jest dylematów, coraz więcej jest tych dylematów. Jak opowiadać, żeby przyciągnąć uwagę, nie tracąc jakości, nie tracąc tej intymności, która jest jednak najważniejsza, bo ona buduje nastrój przede wszystkim. Reszta to dodatki, czy dołożymy kroki, kota, zegar w montażu, w realizacji, to są wtórne rzeczy. to też decyzje, które przed nami stoją. Ja bardzo często opowiadam o tym, jeśli ktoś mnie pyta, jak tworzę swoje opowieści, czy te powierzone, jak przekazuję dalej, bardzo często mówię o tym, że ja je muszę wychodzić, muszę przejść dużo kilometrów, biegać po lesie, żeby mieć w głowie dużo przestrzeni na filtrowanie tej historii. najzwyczajniej w świecie i to samo dotyczy... [44:18.48 → 45:23.57] B: Przepraszam, że ci wchodzę w słowo, powiedzieć tutaj może o takiej rzeczy podstawowej, bo mówimy o sposobie nagrywania, o tym, o tym, o tym. No a jednak to, co jest nasze w reportażu, reportaż to ja, to mogę powiedzieć, że to jest konstrukcja tego reportażu, ponieważ mamy jakąś historię, która istnieje, jest absolutnie obiektywna. Ale całość jest stworzona z bardzo subiektywnej perspektywy. To jest moja perspektywa. Kasia, Bartek, ja. Mielibyśmy ten sam temat. Powstałyby trzy różne reportaże. Bo to jest po prostu, każdy znalazłby inny klucz, inną osi. Może być na dziesiątki sposobów pewna rzecz pokazana, pewien dramat, czy jakiś moment przełomu. I to jest rzecz rzeczywiście chyba najważniejsza, znalezienie tej spójnej, ona musi być konsekwentna, konstrukcji całości, w oku której budujemy reportaż. [45:24.47 → 45:56.84] A: Bartek wspomniał tutaj o scenach. Sceny, czyli Coś, co tworzy filmowość reportażu dźwiękowego. My mówimy o reportażu dźwiękowym, że to jest taki audialny film. I to jest chyba też ta unikalna cecha reportażu. Mamy dla Państwa kolejny fragment, taką egzemplifikację tej filmowości. Aniu, to będzie twoja opowieść o Katarzynie Gertner, którą to opowieść bardzo pięknie zatytułowałaś. [45:57.74 → 47:15.76] B: śpiewająca czarownica, ale tutaj od razu muszę dodać, że to jest reportaż nagrany 30 lat temu i to jest pewien wycinek, tutaj to będzie kawałeczek tylko, ale to był pewien wycinek życia Katarzyny Gertner wtedy. Ona była potem na zupełnie innym etapie, była z innym mężczyzną, bo tu się pojawia jej ówczesny partner, aczkolwiek zdaje się, że na tej ziemi kieleckiej pozostała Przez długie lata była związana z Kazimierzem Mazurem, on zmarł, aktor, który grał Tomaszka w Nocach i Dniach. Ale to już była inna część jej życia. Natomiast tamta część jej życia, kiedy nagle opuściła Warszawę, kiedy nagle opuściła też Wielki Świat, bo wróciła ze Szwajcarii, postanowiła hodować kozy na Kielecczyźnie, mieszkać w starym młynie, w którym podobno Hubal bywał i jednocześnie budowała zamek. No i tutaj jest taki fragment, ponieważ ten reportaż rzeczywiście z samych takich fragmentów się składał, wszystko niemal było w ruchu, ponieważ oni oboje wraz z tym partnerem Jerzym kipieli energią, tam się cały czas coś działo. Trudno mi było, no to jest fragment jeden początkowy, jeden końcowy i kawalątek ze środka. [47:16.22 → 47:20.42] A: I to jest coś, czego nie odnajdziemy w podcastach na przykład. [47:20.50 → 47:21.26] B: No tego nie. [47:21.82 → 47:24.08] A: Fragment czwarty, bardzo prosimy. [47:26.59 → 47:27.45] B: Aże, szukaj Pani. [47:28.21 → 47:51.05] C: Zamówaj do niej, szukaj. Tu jest naprawdę raj. Zamek stoi na wyspie. Tu są nasze śluzy. Sobie idą. Te pampasy, to wszystko nasze. Te góry tu, to wszystko. Halo, halo! Madam! [47:51.49 → 47:53.05] B: Kasiu! [47:53.89 → 48:05.31] C: Goście! Kasiu! Kasiu! No chcę cię, bo ja pokonam samobójstwo za chwilę. Mama, no co ty robisz, no? [48:05.65 → 48:12.63] B: Niesforny dziewczynka. Całe życie. I zawsze w poprzek, i zawsze indywidualistka. [48:12.99 → 48:14.15] C: I nie zawsze mądrze. [48:15.23 → 48:16.91] B: No ale zawsze do celu. [48:24.67 → 48:44.63] C: patrz, patrz, patrz, patrz, patrz no co jest? no gdzie jesteś? no chodź tutaj no chodźcie, no chodźcie malutkie ojciec ojciec, ojciec no chodźcie szczeniaki, kasiny, dzieci jakie to cuda są? [48:46.54 → 48:51.20] B: A właśnie, bo młyn i piaski kieleckie [48:51.20 → 48:58.42] C: i kozy, wszystko dobrze, ale gdybym nie spotkała na swojej drodze mężczyzny mojego życia, który zaakceptował ten tryb życia, a wręcz [48:58.42 → 49:07.12] B: przeciwnie, powiedział jeszcze, że tak trzeba, że to jest na dzisiejsze czasy jedyna odtrutka, jedyne lekarstwo, to nie wiem, gdzie bym była. [49:07.64 → 49:38.32] C: Cóż trzeba kobiecie? Męskiego ramienia silnego. Kobieta musi mieć bezpieczeństwo życia, ciepło życia, i raduj życia i musi być autor tego, że ja jestem tym jej stróżem, jej Bogiem, jej wszystkim. Dlaczego ktoś kładzie, daje tylko kwiaty na imieninie? Ja bardzo często kładę róże między Cudowny Pierś i Katarzyna. [49:38.64 → 49:53.81] B: Czasem go musiał i tak już zostało, nie wiedział w co się pakuje. Aziunia! [49:54.01 → 49:54.57] C: Zostaw kota! [49:55.81 → 50:02.83] B: Jest to jedna czwarta mojego życia. Wpakowana tutaj, w to miejsce. [50:03.47 → 50:06.61] C: Bo tu nie jest nudno. Tu po prostu człowiekowi ręce odpadają. [50:06.79 → 50:22.78] B: Tyle jest roboty. Ja muszę mieć pięć ton zboża, trzy tony warzyw. Kozy zjedzą dwie tony marchewki. To naprawdę można żyć, a nie umierać. Może dlatego, że tyle się tułałam po świecie. No to... Marzyłam o domu i o [50:22.78 → 50:33.70] C: zupie grzybowej na stole. Jak to pięknie pisał Gałczyński. Już kocham cię tyle lat. Jerzy, nie chcesz spróbować mojego sosu? Nie, ja tylko z cukrem. [50:34.22 → 50:35.06] B: Ty wolisz z tym? [50:35.42 → 50:50.62] C: Znaczy, no w roku już piękne. Tylko, że jest dziewięć lat, może osiem. Wszystko sprątało się z wierzchu. Gdzie ty? Gdzie ja? I myślę w pół drogi, że to jest rewolta i klęska i mgła. A ja? To twoje, że? Wersji. [50:50.96 → 51:00.34] B: I loki. Kasia [51:05.42 → 51:06.02] A: śpiewa? [51:06.08 → 51:09.58] B: Tylko to, co nadała, śpiewa. [51:17.84 → 52:00.13] A: Chciałabym wam się do czegoś przyznać. Cały czas w tyle głowy, planując i to spotkanie, i wszelkie działania związane z popularyzacją i dźwięku, i reportażu dźwiękowego, mam taką opozycję, którą zauważam w dyskusjach o kulturze, o rewolucji podcastowej, taką opozycję, którą słyszałam w różnych wypowiedziach, osób dosyć opiniotwórczych dzisiaj, opozycję właśnie, tak zwany nowoczesny reportaż i reportaż tradycyjny, reportaż Polskiego Radia. A mam też taki cytat. [52:00.77 → 52:14.49] C: Mogę tylko wejść Ci w słowo na moment. Nie tylko Polskiego Radia, bo również Radia Brytyjskiego, Radia Francuskiego, Radia Włoskiego, Radia Hiszpańskiego. szwedzkiego, duńskiego, norweskiego, australijskiego i tak dalej. [52:15.91 → 53:16.82] A: Może nie ma świadomości tego, że ten reportaż funkcjonuje w zasadzie we wszystkich najważniejszych radiofoniach, ale właśnie pewien młody autor, którego bardzo lubię, nawet nagradzany za reportaż, powiedział niedawno tak, zawsze trzymał To była, ten reportaż tradycyjny, to była jakaś smutna kalka ze smutnym pianinkiem i egzaltacją. Oskarek odszedł we śnie i tak dalej. Zakodowane mają reportażyści w DNA, że zawsze ludzki dramat stanowi przepis na reportaż. No tutaj słyszeliśmy jednak coś zupełnie innego. No i przykre jest takie sprowadzanie reportażu radiowego do takiej smutnej, ponurej opowieści o ludzkim dramacie. Ale niestety to do nas przylgnęło. [53:17.47 → 53:24.93] C: No bo sytuacje graniczne jednak są na ogół smutne. Ania o tym już wspominała w kontekście. [53:25.16 → 53:28.76] A: Ale to jest substancja każdej sztuki, prawda? Sytuacja graniczna. [53:28.99 → 54:29.03] C: Mojego reportażu o pani Teresie. No i protestowałbym przeciwko jeszcze jednej tezie z przywołanego przez ciebie cytatu. Otóż to smutne pianinko to dopiero od jakiegoś czasu się pojawiło, bo mamy bazę biblioteki z muzyką, którą wykorzystujemy w różnych produkcjach audialnych i w niereportażach dźwiękowych. które powstają w polskim radiu, częściej to smutne pianinko się pojawi niż w tychże reportażach. To jest pewien paradoks. Nie wiem dlaczego to smutne pianinko, to nie jest pianinko zresztą tylko fortepian, jeśli już, mamy być precyzyjni, przylgnęło do tych produkcji polskiego radia. Prędzej bym chyba zidentyfikował tam skrzypce i wiolonczelę, jeśli ma być minorowo. Wiolonczela ma bardzo głęboki śpiew. [54:30.78 → 55:32.90] B: Ja powiem tylko jedno zdanie a propos tego fortepianu, bo to był fortepian. Oczywiście, że Katarzyna Gertner, Małgośka, te wszystkie rzeczy, śpiewogry, ale ja nie chciałam tam wykorzystywać w tej audycji absolutnie takich właśnie nagrań, że teraz wezmę płytę, czy wtedy lata 90. to płytę i zacytuję. Ona to sama grała dla nas tam, bo ja byłam z realizatorem w tej młynie. Natomiast w tym reportażu występuje również Maryla Rodowicz, również zabawnie mówiąca, którą namówiłam, żeby zaśpiewała a capella tak. Wyciągnęłam mikrofon i Maryla Rodowicz czyściusieńko, czyściusieńko zaśpiewała. Także właśnie też szukamy jakichś takich innych, nie tylko takich już powiedzmy sobie potwornie zbanalizowane pianinko czy cokolwiek, tylko się szuka jednak innych środków wyrazu, że tak to nazwę, górnolotnie. [55:33.14 → 56:02.35] A: Najciekawiej jest, najbardziej komfortowo dla nas, kiedy mamy muzykę immanentnie związaną z historią, czyli jakieś dźwięki, które się wydarzają podczas nagrania, albo reprezentują muzykę, albo podpowiadają nam, jaką muzykę wybrać. Kochani, Co dla was znaczyło to najważniejsze światowe osiągnięcie, jakim jest nagroda PRI Italia? [56:02.67 → 56:05.31] B: Kasiu, to może nie powiem, co dla ciebie znaczyło. [56:05.35 → 56:33.92] A: Oboje jesteście laureatami. My bardzo się lubimy Oscarami filmowymi. Natomiast mało kto wie, że jest kilka Oscarów radiowych i to takich Oscarów to nie jest określenie na wyrost. Nagroda Pre Italia jest najważniejszą światową nagrodą za reportaż radiowy. Aniu, ty z Anią Dudzińską otrzymałeś tę nagrodę w roku 2004. [56:33.98 → 56:36.50] B: Dokładnie 20 lat temu. [56:36.66 → 56:38.16] A: Bartek 10 lat później. [56:38.32 → 56:42.46] B: 10 lat później, tak. I jest ostatnim, jesteś laureatem w dokumencie. [56:42.62 → 57:17.47] C: W dokumencie, tak. W dokumencie jeszcze parę lat temu Ania Kowodziejczyk w kategorii audycji o muzyce za dokument o tym, jak funkcjonują mury w Białorusi, mury Kaczmarskiego. Ale Białorusini przejęli tę polską wersję, nie wersję Louisaliaka katalońską. Na tym też polega dramaturgia całej tej opowieści, że zaczęło się w Katalonii, a do Białorusi dotarło przez Polskę. Ale tak, jeśli chodzi o dokument, to ja na razie jestem ostatnim laureatem tej kategorii. [57:17.47 → 59:39.22] B: Warto może powiedzieć, nagroda istnieje od 1948 roku. Niezwykle przytomnie i sprytnie wymyślili ją Włosi i nazwali też, bo to pięknie brzmi, Pri Italia. No ale to nie jest nagroda włoska, bo mnie o to często pytają. Ona była bardzo krótko włoska, a ona jest nagrodą światową po pierwsze, a po drugie to wszystko w tej chwili jest pod auspicjami EBU, Europejskiej Unii Nadawców. Także te wszystkie kraje łożą odpowiednie wadia po to, żeby ten konkurs, festiwal istniał. ale odbywa się istotnie we Włoszech i jest to rzeczywiście, tak jak powiedziałaś, bardzo prestiżowa nagroda. Ja ją dostałam w 2004 roku, miałam współautorkę Annę Dudzińską, zrobiłyśmy reportaż o górnictwie, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi. Był to bardzo trudny okres górnicy, okres transformacji i tym samym jakieś lawiny wypadków, które ukrywano. I powstało mnóstwo rzeczy, właśnie nawiązywałaś do publicystyki czy rozmów, no mnóstwo o tym, bo ciągle wypadki, bo ciągle coś się działo i to dramatyczne wypadki rzeczywiście. Natomiast my postanowiłyśmy, ja pomyślałam sobie, chciałam namówić innych kolegów, nikt nie chciał i zrobiliśmy ten reportaż. Tam nie ma ekspertów, tam jest samodzianie się. Tam dzieje się wypadek, pali się kopalnia, tam wdowy rozmawiają o tym, co się zdarzyło dokładnie rok wcześniej. i omawiają straszliwy wypadek w kopalni Aszczembie i tak dalej. Więc w takim tym opisie było napisane, że jurorskim na Pria Italia, że otrzymałyśmy to zabudowanie takiego publicystycznego tematu obrazami. Nie było tam, powiedzmy sobie, zupełnie takich rozmów znawców, ekspertów, ludzi odpowiedzialnych i tak dalej. sceny, sceny, sceny pokazujące jednak wielki dramat, a ludzie ukrywali wypadki i nie mówili, że bezpieczeństwo jest zagrożone i jak to funkcjonuje, ponieważ bali się po prostu, że wtedy kopalnie zamkną i stracą pracę. [59:39.42 → 59:42.68] C: Część rozmówców wręcz fizycznie się od was odwraca i to słychać. [59:43.30 → 59:43.76] B: Uciekali, uciekali. [59:44.10 → 59:52.52] C: To są genialne momenty, te stricte audialne, to jest ten specyficzny język, dokumentu dźwiękowego, który nie jest osiągalny w żadnym innym medium. [59:52.54 → 01:01:20.47] B: W tym sensie było to bardzo trudne, gdyż po prostu ludzie nie chcieli mówić, zwyczajnie ze strachu. To nie był żaden jakiś wielki, tutaj inny, wygórowany powód, tylko bali się. Jak pani to puści, to to już po nas, prawda? Jest taka nagrana zresztą na dole scena. w kopalni, tam gdzie ten potworny wypadek się wydarzył. Natomiast jak się okazuje, nawet właśnie do takiego publicystycznego tematu można podejść w reporterski sposób, ale przyznaję, że nie było to łatwe właśnie dlatego, że nie mogłyśmy zdobywać nagrań. Więc godziny nagrań, kilkadziesiąt godzin było tych nagrań, które były całkowicie nieprzydatne. No ale upór, pokora i cierpliwość No i zostały nagrodzone. Pytasz, Kasiu, jakie uczucia? Takie, wydaje mi się, jakie mają wszyscy w takich momentach. Nic specjalnie oryginalnego nie są w stanie wymyślić. Poczucie takiego spełnienia. Ja zaczęłam pracę jeszcze w tych czasach słusznie minionych i wtedy w ogóle nie Nie było w ogóle nawet takie marzenie o pre-Italia. Były pre-Italia, już pierwsze było w 1966, drugie w 1972, potem Jankowska za Polski sierpień, czyli za to co się działo na wybrzeżu. Potem Maciek Drygas, potem my. [01:01:20.73 → 01:01:22.99] C: Jeszcze trochę wyróżnień twoje między innymi. [01:01:23.29 → 01:02:09.82] B: Tak, no i właśnie w tym 90. roku my dostarczyliśmy z kolei z kolegą, który się bardzo tym tematem znał, świętnie Grunigów w Ogórnicy w 90. roku, bo reportaż był, robię od razu taką małą dygresję, wybacz Kasiu, to nazywało się Użyto broni, to było w wydarzeniach w kopalni Wujek. I oni wtedy mówili o tym po raz pierwszy oficjalnie. I oni byli naprawdę, jeszcze szczerze przestraszeni. Myśmy zaczęli nagrywać w 88. Marek siedział, Marek Mierzwiak, mój współautor, siedział z jednym z nich, z nim się zaprzyjaźnił, miał do niego zaufanie, dlatego się zgodzili. I ten reportaż w 90. roku dostał to special mention, takie specjalne wyróżnienie, rzadko bardzo przyznawane, jak jury nie potrafi się zdecydować, komu dać nagrodę. [01:02:10.30 → 01:02:11.78] A: Same z drugim miejscem. [01:02:11.92 → 01:03:04.30] B: Takie tak zwane właśnie. No i tutaj, wtedy pamiętam, że nawet nie było jakiejś myśli o tym, że można tam pojechać, że można to odebrać, że można w tym uczestniczyć. Jak Janka dostała swoje Pri Italia, no siedziała w więzieniu w ogóle. Także to były mniej więcej takie czasy. Witold Zadrowski, który dostał jako pierwszy za śmierć słonia, został wyrzucony dyscyplinarnie z radia po paru latach, ponieważ w takiej niszowej nocnej audycji puścił nagranie, puścił mówię tak kolokwialnie, nagranie z Piłsudskim. Jedno z pierwszych w ogóle nagrań, jakie się ukazały w radiofonii. czterdziestosekundowe, gdzie Piłsudski mówił o jakimś specyficznym, słyszałam je wielokrotnie także w świecie, bo ono jest przywoływane. Pamiętasz, w Kopenhadze było. [01:03:04.62 → 01:03:06.50] C: Stoję przed jakąś dziwaczną trąbą. [01:03:06.52 → 01:03:07.82] B: Tak, dokładnie. [01:03:07.84 → 01:03:11.70] C: I trudno mi uwierzyć, że kiedyś mój głos oddzieli się od mojego ciała. [01:03:11.70 → 01:03:12.36] B: Tak, tak. [01:03:12.48 → 01:03:17.54] C: Nic politycznego, nic politycznego. W tamtym momencie, w dwudziestym szóstym, reportaż. [01:03:17.80 → 01:03:33.07] B: A Witold Zadrowski, pierwszy laureat Prii Italia, na drugi dzień już nie pracował w radiu, a za chwilę wyjechał z kraju już na zawsze. Przyjechał jako ciężko chory człowiek w latach dziewięćdziesiątych, już po to chyba, żeby tylko zobaczyć jeszcze Polskę. [01:03:33.69 → 01:03:39.61] A: Czyli ta nagroda była niejako wyrokiem wtedy, nie przysparzała. [01:03:39.83 → 01:04:04.07] B: Jacek Stwora, no cudowny reportaż jest tam. Bo to było z kolei Misterium Męki Pańskiej w Kalwali Zebrzydowskiej widziane i Jacek Stwora po to, żeby to w ogóle mogło się znaleźć na Pre Italia i zaistnieć, to to było emitowane, to mówiła Janina w nocy w radiu. No bo jak tu puszczać takie Misterium Męki Pańskiej, prawda? [01:04:04.34 → 01:04:05.64] C: To był początek lat 70. [01:04:05.80 → 01:04:06.66] B: Początek lat 70, drugi rok chyba. [01:04:06.66 → 01:04:10.91] C: Na początku lat 80 byłoby już pewnie trochę inaczej po porozumieniach sierpniowych. [01:04:11.48 → 01:04:32.20] B: No ale takie były dzieje tej nagrody właśnie. No teraz już jest jakby lepiej, łatwiej. Po nas byłaś ty, prawda? Potem była Patrycja Gruszyńska, świętej pamięci, niestety koleżanka młoda nasza zmarła. No i Martek. No i to tyle. [01:04:32.50 → 01:04:36.82] C: No i mnie to przeraziło. Ja byłem wtedy bardzo młody. [01:04:37.38 → 01:04:52.18] B: Ja mam jeszcze twoje smsy, że jesteś na shortliście, 5 wykrzykników, shortlista, bo najpierw są takie nominacje, ich nominacje, tak jak w Oscarach, to jest taki sam, dlatego to jest tak nazywane. [01:04:52.48 → 01:04:55.90] C: I już znalezienie się na tej shortliście to jest ogromny sukces. [01:04:55.92 → 01:04:59.54] B: Ogromny sukces, bo tak jak ktoś jest dominowany w filmie, to też się... To [01:04:59.54 → 01:05:02.24] C: jest sytuacja, w której skacze się ze szczęścia. [01:05:02.32 → 01:05:03.94] B: A potem już skoczyłeś. [01:05:04.52 → 01:05:41.12] C: Tak, tak to było. Ucieszyło mnie oczywiście nieprawdopodobnie. Ucieszyło bohatera tego reportażu, chcę więcej, Dominika Pomońskiego, którego też już z nami nie ma. Ucieszyło Tomka Perkowskiego, realizatora tego reportażu, który również zmarł. I ucieszyło oczywiście Janusza Deblesama, który był wtedy moim opiekunem artystycznym. Ten reportaż powstał dzięki stypendium imienia Jacka Stwory. To jest taki program stworzony przez Janinę Jankowską w połowie lat dziewięćdziesiątych, który szczęśliwie przetrwał. [01:05:41.78 → 01:05:42.86] A: Dla młodych autorów. [01:05:42.86 → 01:07:00.35] C: Dla młodych autorów. Kolejną odsłonę tego konkursu będziemy rozstrzygać na początku grudnia i bardzo się cieszę już na to, co nas czeka w Warszawie 5 i 6, jeśli mają państwo czas, serdecznie zapraszamy, wstęp wolny. studia imienia Agnieszki Osieckiej w Warszawie. Niedaleko Łazienek, niedaleko Stadionu Legii. Pełnia szczęścia, by tak rzec. Jeśli szukamy różnych, naprawdę, różnych emocji w jednym kwartale Warszawy, to tam akurat je znajdziemy. Ale mówię o tym, że przeraziła mnie ta nagroda w pewnym momencie, dlatego że ja byłem naprawdę na początku swojego bardzo głębokiego wnikania w reportaż i trzeba było to udźwignąć. Ja nie wiem, czy, czy ja to rzeczywiście udźwignąłem w taki sposób, w jaki ode mnie oczekiwano, czy sam sobie nawet to wymarzyłem. Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. To było ogromne, ogromne brzemię, takie duże zobowiązanie, że od teraz to już każda audycja, która wychodzi pod twoim nazwiskiem, która się ukazuje na antenie, musi być perfekcyjna. To jest strasznie trudne. [01:07:00.35 → 01:07:01.29] A: To jest brzemię. [01:07:01.45 → 01:07:03.51] C: Okropne. Miałaś pewnie podobnie. [01:07:03.97 → 01:07:05.27] B: Powiedz, Kasiu, teraz ty. [01:07:05.29 → 01:07:09.45] A: Dlatego się staram. Staram się nie odpuszczać. [01:07:09.79 → 01:07:14.31] B: Ja tam byłam, jak odbierałaś. W Wenecji. [01:07:14.63 → 01:07:25.76] A: Ja miałam szczęście, że w Wenecji, bo konkurs Pre Italia wędruje po najpiękniejszych włoskich miastach. Ty Aniu odbierałaś w Katani. [01:07:25.84 → 01:07:37.60] B: Ja miałam szczęście zawsze do... Tamta nagrodała w Palermo, gdzie nie byliśmy, a ja jeszcze byłam na shortliście raz i też to było Palermo. Także ja miałam szczęście do Sycylii. [01:07:37.66 → 01:07:38.68] C: No to ja tylko w Turynie. [01:07:38.90 → 01:08:03.57] A: Bartek w Turynie. Kochani, to jest ciekawe, mając w pamięci uzasadnienia tych nagród, myślę, że warto podkreślić to, że to nie były nagrody za temat, czy że temat, który podjęliście, nie był najważniejszym kryterium, tylko sposób opowiedzenia, sposób opowiedzenia tej historii, również dźwiękiem. [01:08:05.47 → 01:08:28.39] C: Nie pamiętam, co było w uzasadnieniu, jakie dokładnie słowa się znalazły w tym uzasadnieniu. I jeszcze coś tam było, ale ta oryginalność jest jakoś podkręcona, wyróżniona. Pamiętam też, że realizacja Tomka Perkowskiego była bardzo pochwalona przez jurorów, została zauważona. [01:08:28.83 → 01:08:32.23] A: Powiedz krótko, o czym był reportaż, bo chyba nie powiedzieliśmy tego. [01:08:32.25 → 01:08:56.82] C: Jeszcze nie, ale jeszcze tylko ten wątek pokrótce rozwinę. My jesteśmy autorkami, bez realizatorów i realizatorek nasza praca nie brzmiałaby tak, jakbyśmy chcieli i to oni ostateczne brzmienie naszym reportażom i naszym dokumentom nadają. Fantastycznie pracować z osobami, które tak samo jak my czują ten gatunek. [01:08:56.96 → 01:09:01.10] B: W Katowicach Jacek Kurkowski, naprawdę genialny realizator. [01:09:01.50 → 01:09:29.48] C: Reportaż Chcę Więcej opowiada część historii Dominika Połońskiego, znakomitego, genialnego, wielonczelisty, który będąc, trzeba to powiedzieć wprost, u szczytu sławy trafił do szpitala z diagnozą, która brzmiała bardzo niepokojąco i jednoznacznie. Glejak wielopostaciowy w czwartym stopniu zaawansowany. [01:09:29.51 → 01:09:31.52] B: Powiedz, że był bardzo młody jeszcze. [01:09:31.82 → 01:11:23.27] C: Dominik miał wtedy 26 lat, kiedy usłyszał tę diagnozę. Zmarł w wieku 41. w 2017 i po którejś kolejnej operacji, w zasadzie już po tej pierwszej, stracił na pewien czas możliwość chodzenia, poruszania się samodzielnego, dzięki bardzo żmudnej rehabilitacji zaczął chodzić i wrócił do grania, natomiast ponieważ jedna część jego ciała była trwale sparaliżowana, mógł grać tylko jedną ręką na wiolonczeli i to tylko utwory pisane specjalnie dla niego, dedykowane mu. Ale ta jego opowieść jest nawet nie do końca o chorobie, o radzeniu sobie. z tym trudnym momentem, kiedy każdy z nas, będąc w takiej sytuacji, pewnie nie wiedziałby do końca, co zrobić. To jest opowieść o tym, że nie wolno odpuszczać, będąc artystą. Ja tak czytam po tylu latach to, co Dominik wtedy do nas wszystkich powiedział. To jest o walce o siebie, o swoją tożsamość. Mamy bohatera, który znajduje się w bardzo granicznej sytuacji i ta graniczna sytuacja może zachwiać jego tożsamością, w tym wypadku artystyczną. To jest idealny moment, by wyciągnąć mikrofon i podążać za bohaterem. My się z Dominikiem też spotykaliśmy wiele razy, czasem tylko po to, żeby wypić kawę, bo żaden z nas nie chciał nagrywać, nie chciał pytać ani opowiadać, czy odpowiadać na pytania. To było oczywiste. [01:11:24.17 → 01:11:41.19] B: To co on mówił jest tak fascynujące, jest tak tajemnicze, jest niesłychane. To jest po prostu to, co udało ci się nagrać, to udało ci się uzyskać w tych rozmowach. To jest naprawdę niezwykłe, niezwykłe muszę powiedzieć. [01:11:42.11 → 01:13:01.70] C: On nas wpuścił, mnie wpuścił, a dzięki temu, że ta historia została opublikowana, ta opowieść, on nas wpuścił do swojego świata, nie do końca. Zgadzam się w stu procentach z tym, o czym wielokrotnie mówiła Małgorzata Szejnert, fenomenalna reporterka, autorka książek. Zresztą w Faktycznym Domu Kultury trwa teraz spotkanie poświęcone monografii jej, monografii jej dorobku, autorstwa Bernadette Darskiej. Małgosia Szejnert powiedziała kiedyś, definiując rolę narratora, autora w reportażu, i radząc, by się autor, narrator schował bardziej niż eksponował, schowaj się, bo nie poznasz nigdy całej prawdy. Cała prawda nigdy ci nie będzie dana. Nie usiłuj się nawet dowiedzieć, jak ta obiektywna prawda mogłaby wyglądać, bo to jest nieosiągalna sprawa. My się możemy do niej zbliżyć, i poprzez to zbliżenie próbować przekazać doświadczenie, które jest nam dane, no bo taką relację uda się nawiązać z bohaterami, którzy wpuszczą nas do swojego bardzo intymnego świata. [01:13:02.46 → 01:14:33.98] A: No właśnie, ale jest to dla autora pewien wysiłek, który tak mi się wydaje, że autorzy podejmują coraz rzadziej, niestety, aby się tak głęboko spotkać, aby spędzić z rozmówcą wiele godzin albo wiele dni, aby zapłacić cenę z własnego spokoju. Mamy czasy dominacji pierwszoosobowych narracji. Julian Treasure, badacz dźwięku brytyjski powiedział, że to są czasy osobistego nadawania. Wszędzie jest to ja, ja, ja. opowiem wam o tym, co mnie się przytrafiło. Widzimy to i w podcastach, i również w reportażach, kiedy autor jest jednym ze składników, z bohaterów historii, jest jednym z elementów świata przedstawionego. Wartek, ty wybrałeś również do posłuchania taki fragment, który może reprezentuje to, o czym mówię, czyli tę skłonność autorów do opowiadania o sobie, o swoich bliskich, o swoim życiu. To jest fragment audycji nagranej w pandemii. Powiedz, dlaczego chciałeś, abyśmy posłuchali tego fragmentu? [01:14:34.45 → 01:16:51.52] C: Chciałem, żebyśmy posłuchali tego fragmentu z dwóch powodów. To jest audycja, która zyskała pewne uznanie, pewne uznanie grona jurorów oceniających dokumenty i reportaże w konkursie URTI, Międzynarodowej Unii Radiowo-Telewizyjnej, która ma siedzibę w Paryżu. skupia się głównie na krajach frankofońskich, ale jest otwarta też na inne kultury, estetyki i idiomy. Ale to co najważniejsze, to właśnie wydała mi się w tej mojej produkcji, w tym moim reportażu, ta nuta intymności, która bliska była pewnemu przekroczeniu i to słychać w paru momentach. Ale tak naprawdę to ja postanowiłem nagrać ten reportaż z nudów. To był czas totalnego lockdownu. Byliśmy zamknięci w czterech ścianach swoich mieszkań, domów, podwórek. To był też czas, kiedy formalnie nie wolno było wyjść nawet do lasu. No i w mojej rodzinie mam żonę, dwójkę dzieci. Wtedy jeszcze nie mieliśmy psa, był tylko chomik. Powstał pewien pomysł, jak sobie z tą nudą poradzić. Ta nuda, ta energia, która się kumulowała i prowadziła do różnych konfliktów, przerodziła się w stworzenie piosenki o tejże nudzie. Pomyślałem sobie, że też jako reporter mam obowiązek wewnętrzny, by udokumentować ten czas, nawet jeśli dotyczy to mojego prywatnego życia. innej przestrzeni do innego życia, nie miałem wtedy dostępu, więc to była jedyna możliwość, żeby zarejestrować tę bardzo specyficzną, nie erę, nie epokę, ale bardzo specyficzny okres w tym naszym najnowszym odcinku historii, o którym chyba całkiem skutecznie zapomnieliśmy. A tam się wiele rzeczy wydarzyło, które cały czas rzutują na to, jak funkcjonujemy teraz. [01:16:52.24 → 01:16:57.96] A: Posłuchajmy Francji Cześć, a reportaż nosił tytuł? [01:16:58.30 → 01:17:01.46] C: Reportaż nosi tytuł Zachowam spokój. [01:17:01.68 → 01:17:02.74] A: Zachowam spokój. [01:17:04.76 → 01:17:13.30] C: Jesteś 575 w kolejce. Prosimy poczekać. [01:17:16.82 → 01:17:24.04] A: Muszę otrzymać odpowiedź na pytanie, na które nie mogę znaleźć odpowiedzi w sieci. [01:17:26.53 → 01:17:33.89] B: bo od stycznia jestem na umowie zlecenie, a wcześniej miałam swoją firmę, więc mam ciągłość. [01:17:33.89 → 01:17:39.15] C: Jesteś 569 w kolejce. Prosimy poczekać. [01:17:39.19 → 01:17:56.37] B: Pytanie, czy ten zasiłek może być wypłacony na podstawie moich przychodów z czasu, kiedy pracuję na umowę zlecenie i z tych, kiedy miałam swoją firmę? ale nie wiem jak to formalnie znaczy [01:17:56.37 → 01:18:02.29] C: bo jakby [01:18:04.53 → 01:18:10.73] B: tylko z tych dwóch miesięcy to po prostu ten zasiłek będzie śmieszny to będzie na karmę dla świnek 200 zł [01:18:15.57 → 01:18:27.69] A: Co tu robić? Co tu robić? Luda! Luda! Co tu robić? Co tu robić? [01:18:28.71 → 01:18:33.49] B: Ja nie wiem czy ty chcesz to nagrywać. To jest masakra. [01:18:36.13 → 01:18:36.71] A: To ile to jest? [01:18:36.77 → 01:18:59.63] B: 12 szóstych? Dlaczego dwa i sześć szóstych? No bo są dwa całe kółka. Dwa całe kółka, to gdzie masz dwa i sześć szóstych? Dwanaście szóstych to jest inaczej. Sześć szóstych plus sześć szóstych. Czy to się zgadza? Rozumiesz to? [01:18:59.85 → 01:19:00.11] A: Nie. [01:19:01.91 → 01:19:10.20] B: Dwanaście to jest sześć dodać sześć. A mianownik przypisujemy. Te dwie szóstki wzięłam z tej dwunastki. [01:19:10.64 → 01:19:14.86] A: Sześć szóstych to jest jaka liczba naturalna? [01:19:15.06 → 01:19:19.00] B: A drugie sześć szóstych to jest jaka liczba naturalna? [01:19:20.02 → 01:19:20.98] A: Ile to jest jeden? [01:19:21.06 → 01:19:53.64] B: Dodać jeden. Dwa. Dziękuję za uwagę. Czyli to się równa dwa? Alleluja! Następny przykład. Siedem trzecich. Nic nie mogę powiedzieć incognito w tym domu. Dzieci, słuchacie mnie? Chciałam powiedzieć, że posprzątałam dziś dużą łazienkę. Nie ma tu się z czego śmiać. [01:19:54.28 → 01:19:59.04] A: Znalazłam tam klej do slajmów. To aktywator. [01:19:59.86 → 01:20:27.81] B: Aktywator do slajmów. Pardon. Kupę pustych opakowań po kosmetykach. Zuzanna, w tym resztka mojego szamponu, którego już nie ma, a przecież był. Mikstura w jakimś spryskiwaczu do włosów. Mhm. I mydłem zapchany odpływ. Okej. Okej. Julek, słuchasz mnie? [01:20:28.02 → 01:20:28.23] A: Tak. [01:20:28.66 → 01:20:33.06] B: Uprasza się o zlikwidowanie tego całego badziewia z łazienki. [01:20:33.16 → 01:20:33.48] A: Mhm. [01:20:34.12 → 01:20:44.12] B: I nie pozostawianie go tam ponownie. Mhm. I to dotyczy każdego kolejnego dnia, a nie tylko dzisiejszego. [01:20:45.80 → 01:20:53.28] A: Gdyby nie pandemia pewnie nie poznalibyśmy twojej rodziny. [01:20:54.04 → 01:23:06.77] C: Być może, być może pewnie miałbym większą oporę, żeby różne takie zwykłe codzienne historie nagłaśniać. No to nam pozwoliło przetrwać, wydaje mi się, najtrudniejszy moment tego lockdownu. Coś się działo, coś wspólnie stworzyliśmy. Weszliśmy też w pewną konwencję. I wydaje mi się, że gdyby nie, nawet nie mikrofon, bo wtedy nie miałem, chociaż nie miałem, ale dużo rzeczy nagrywałem zwykłym Tascamem z wewnętrznymi mikrofonami. wbudowanymi, to pewnie te dialogi brzmiałyby inaczej. Byłoby tam mniej zadziorności, więcej zwyczajności. Tak mi się wydaje. Ale też chciałem nagrać swoje dzieci w tamtym momencie. One są już trochę inne teraz. Julek właśnie skończył 9 lat. Zuzia gra na altówce już kolejny rok. i kiedy siebie słuchają, to też odnajdują taką część swojego dzieciństwa, która już nie wróci, więc stricte dokumentalnie i dokumentacyjnie, jeżeli byśmy spojrzeli na tamte nagrania, no to one dla mnie mają cały czas ogromną wartość. Ale też są opowieścią w dużej mierze herstoryczną, bo główną bohaterką stała się moja żona ostatecznie w tym dokumencie i to ona Ta emocjonalność niesie na sobie, w sobie. To ona się zmaga, mówiąc ogólnie, z systemem. To ona się zderza z humorami naszych dzieci. Ja jestem właśnie schowany trochę. Ja podpytuję, ja prowokuję, ja podstawiam mikrofon w najmniej oczekiwanym momencie. Ja nagrywam z różnych planów to, co się dzieje w domu. Czasem jestem bliżej, czasem jestem dalej, jak w tej ostatniej krótkiej scence z filmem. opowieścią o aktywatorze do slajmów i tych innych rzeczach niepokojących, które wydarzyły się w dużej łazience. Tak wtedy wyglądała nasza codzienność. Cieszę się, że udało się to w tej opowieści zamknąć. [01:23:07.00 → 01:24:12.69] A: Mówisz tu o planach, o posługiwaniu się mikrofonem, ustawieniach, bliżej, dalej. No właśnie, dzisiaj bardzo mi tego brakuje, kiedy słucham podcastów, także audioseriali, użycia planów dźwiękowych, tej trójwymiarowości dźwięku. Zazwyczaj mamy jeden plan, Ktoś nam opowiada historię, właśnie tę pierwszoosobową i nie słychać tych dalszych planów, nie ma tego dziejstwa, nie ma tego doświadczania rzeczywistości. Czy to nie budzi waszych obaw, że reportaż czy dźwiękowa literatura non-fiction tak bardzo się zmienia, że za chwilę nie będzie i tego pogłębionego spotkania, i tego dziania się na naszych uszach, tej bezpośredniości doświadczania czy jegoś losu. Czy to nie jest aby zagrożenie dla sedna reportażu dźwiękowego? [01:24:14.37 → 01:27:25.96] B: Muszę powiedzieć, że ja się zgadzam z tym, co powiedział Bartek na początku. To znaczy, że należy te podcasty, które bywają przezabawne. Ja nie słucham akurat zbyt wiele, bo jak wiadomo, należę do trochę innej epoki, ale te, które słyszałam, to naprawdę mi się podobały. były zabawne na swój sposób, miały kapitalną dynamikę, miały niesamowite chwilami tempo. No i był taki ten element sensacyjności, no bo jeżeli to jest serial, no to trzeba zachęcić, prawda, i to jest cel do posłuchania kolejnych odcinków. Więc jakaś historia kryminalna w tle, jakiś oszust, jakiś człowiek, który chce skrzywdzić innych, naciągnąć i tak dalej. One były bardzo dobrze zrobione, ale rzeczywiście jest to coś innego, ponieważ były momenty, które są w ogóle w reportażu takim naszym, klasycznym, nie do przejścia, mianowicie np. bezustanne przypominanie, kto jest kim i co się wydarzyło 15 minut temu, bo na pewno słuchacz nie zapamięta tego. No więc to takie przypomina rzeczywiście troszeczkę takie filmy serialowe. I ja tu się z Bartkiem zgadzam, że będzie coś w rodzaju koegzystencji. To znaczy, że to się będzie rozwijało, bo nie wątpię w to, gdyż wszyscy to podkreślają, że to ma niesamowite wzięcie. Natomiast przyznaję, że troszeczkę mnie przeraził zaproszony przez ciebie do Łodzi Liam O'Brien. Bardzo dobry dokumentalista, pamiętam go jako młodego chłopaka i jego dokumenty Irlandczyk, znakomity, zadziorny. Natomiast w tej chwili on się stał, wydaje mi się, że fanem podcastów kryminalnych historii, o których mówił, że stały się te jego, w jakimś teamie robione, stały się Najpopularniejsze w Irlandii zostały zauważone przez Netflix, Hollywood i bardzo wiele stacji w Europie. W związku z czym i bardzo wielu słuchaczy siłą faktu, bo tak by się nie stało, gdyby to nie miało słuchaczy. Nie wiem jak wyście to odebrali, ale ta jego fascynacja, Taka była dla mnie troszeczkę element niepokojący, jakby to miało tylko i wyłącznie istnieć i wyprzeć tamto całkiem. A ja w to nie wierzę osobiście. Ja uważam, że młodzi ludzie, mówiłam też o tym na początku, przypuszczam, że w innych krajach w ogromnym stopniu też się to czuje, bardzo lubią, że tak to określę kolokwialnie, kombinować dźwiękiem. I będą się tym bawić i będą powstawać reportaże. Więc ja myślę, że to się potoczy swoim torem, może też to jest kwestia nowości, potem będzie, a tu będzie to. Miejmy taką nadzieję. [01:27:26.60 → 01:27:54.08] A: Ja myślę, że to przejście z takiego trybu reżyserskiego do trybu produkcyjnego, że reportaż coraz rzadziej jest przejawem autonomicznej, autorskiej twórczości, a staje się produkcją, która musi się klikać, która musi mieć zasięgi, że to jest w ogóle taki przełom chyba dla każdej dziedziny twórczości. [01:27:55.38 → 01:31:30.68] C: Jesteśmy na pewno w momencie zwrotnym i my bardzo wyraźnie widzimy, że zwrota audiocentryczne, zwrota audytywne, czyli ten moment w historii ludzkości, historii kultury, w którym coraz częściej odbieramy treści bardzo różne, bo również dzięki sztucznej inteligencji możemy przeczytać, w cudzysłowie, tekst prasowy w formie dźwiękowej. On ma też tę drugą stronę, to znaczy powoduje, że w tym ogromie treści audio i produkcji dźwiękowych, to co najwartościowsze będzie spychane do niszy. Ono się będzie ogniskować przy dużych międzynarodowych imprezach. Oczywiście one mają różną publiczność w różnych krajach. Świetny jest festiwal Hearsay w Irlandii. Jest doskonały festiwal organizowany przez Szwajcarów, Fonurgianowa. I tam w zasadzie od kilku lat pojawiają się wyłącznie rzeczy, które nazywamy dokumentem artystycznym. Historii dziennikarskich tam państwo nie znajdą. To są długie, godzinne czasem opowieści. Czasem wypełnione w połowie albo i w większym procencie nagraniami terenowymi. Opowieścią o audioscenografii, o sferze audialnej lasu, łąki, pola. to się nie klika, to nigdy nie będzie na pierwszej stronie pokazane jakiegokolwiek portalu, jakiegokolwiek nadawcy. My wchodzimy tu w zupełnie inny nurt, w zupełnie inną przestrzeń. Ja jestem zwolennikiem polifoniczności, wielowektorowości, nienarzucania nikogo, niczego nikomu i wyobrażam sobie, że w tym zwrocie audytywnym, który działa i na naszą korzyść, ale też pokazuje pewne ograniczenia, fast food zawsze będzie bardziej dostępny od żywności organicznej czy ekologicznej, no to jednak pozwala nam znaleźć takie miejsce, które będzie bardzo dobrze określone, sprofilowane, zdefiniowane i tego bym się trzymał. Nie przestawałbym się bić o jakość, nie przestawałbym się bić o plany dźwiękowe, o to, by mikrofon traktować jak kamerę, Teraz mnie słychać inaczej, teraz mnie słychać jeszcze inaczej, teraz mnie słychać wreszcie wyraźnie, a teraz mnie słychać w bardzo bliskim planie, nawet za bliskim. Ta różnorodność faktur jest też dla mnie jako dla autora i redaktora najbardziej pociągająca. To, żeby reportaż był, mówicie o trójwymiarowości dźwięku, ja czasem myślę sobie o tym, że dźwięk w mojej głowie robi się wypukły, nie płaski. tam są właśnie różne przestrzenie w ten sposób budowane. Tak moja głowa działa, więc dla mnie wypukłość dźwięku jest, cokolwiek to dla państwa będzie znaczyło istotna. Jakieś nieoczekiwanie, zmiana. Ten dźwięk nie powinien być dla mnie jako dla słuchacza przez cały czas tak samo nieskazitelnie czysty, wyprodukowany. tak jak żywność wysoko przetworzona, to tego porównania będę się trzymał. [01:31:31.18 → 01:32:48.11] A: Ja myślę, że będzie dobrze dla reportażu, jeżeli autorzy nie wyzbędą się tej jednej najważniejszej cechy. Pisała o niej inna noblistka, dziś przywoływałam, Svetlana Aleksijewicz, nasza, Olga Tokarczuk. Oczywiście chodzi o czułość. czułość, którą ona definiuje jako najskromniejszą odmianę miłości, która pojawia się tam, gdzie z uwagą i skupieniem zaglądamy w drugi byt, w to, co nie jest ja. W to, co nie jest ja. I już na zakończenie, bo teraz będzie część dla Państwa, przestrzeń dla Państwa, żeby pytać, chciałabym przytoczyć zakończenie reportażu Głośniej, tej opowieści o Hannie Kral, która moim zdaniem właśnie egzemplifikuje tę czułość, sedno reportażu i to, jak ważne jest udzielanie głosu naszym bohaterom i jak ważne w reportażu jest pytanie. Nie tyle odpowiedź, co pytanie. [01:32:48.88 → 01:33:17.90] B: Mogę powiedzieć jedno zdanie, mianowicie ja tam jestem w tym reportażu rzeczywiście nieobecna i wycofana i tak jak mówiłam poddana tym atakom, nazwijmy je tak w cudzysłowie, ale w gruncie rzeczy te wszystkie pytania, które i ten cały dialog między niby mną a Hanną, to jest tak naprawdę dialog z ludźmi, z słuchaczami, to są różne pytania, które ona jednocześnie jakby stawia im, [01:33:18.60 → 01:33:40.44] A: Więc to... I autor ma za zadanie ponieść to pytanie do państwa, do naszych słuchaczy. Posłuchajmy tego fragmentu. Hanna Kral komentuje tutaj przedstawienie bodajże Warlikowskiego, adaptację jednej ze swoich powieści, Apolonia. [01:33:43.96 → 01:35:07.95] B: I na tym przedstawieniu między innymi, kiedy widziałam ten tłum ludzi, te tłumy młodzieży w tych dredach i ta młodzież siedzi zasłuchana i wzruszona i poruszona dziejami mojej Poli Machczyńskiej, no to myślałam sobie, że coś w życiu zrobiłam, wiesz? Jestem pewna, że zastanawiają się, czy oni zrobiliby to samo w jej sytuacji. Czy oni wzięliby do swojego domu Żydów, schowaliby ich w spichlerzu, a nad tym spichlerzem byłaby trójka dzieci? Wyobrażasz to sobie? Narazić własne swoje dzieci na śmierć po to, żeby ratować obcych ludzi? Kto z tych obecnych na sali zrobiłby to? Ja bym tego nie zrobiła, jeżeli w Twoich błękitnych oczach jest pytanie, czy ja bym to zrobiła, to się od razu odpowiadam, nie, nie zrobiłabym tego. A Ty byś zrobiła to? No to powiedz to głośniej. Głośniej. Głośniej. [01:35:22.12 → 01:35:57.14] A: Anna Sekudewicz, Bartosz Panek. Byli naszymi gośćmi. Ale ja za wcześnie użyłam czasu przeszłego, bo teraz oczywiście jest czas dla Państwa. Prosimy o pytania. Bardzo jesteśmy ciekawi Państwa przemyśleń i jak to jest z tym reportażem, jak to jest z tym dźwiękiem. Mamy tam naszych wolontariuszy. Za wcześnie chciałam skończyć. [01:35:58.72 → 01:36:47.32] B: Państwo są już zmęczeni. Dobry wieczór. Ja może odniosę się najpierw do tego reportażu z Hanną Kral, bo wczoraj miałam okazję wysłuchać wywiadu Michała Nogasia z panią Hanną i mam wrażenie, że ona w ogóle się nie zmienia, że jest taka prawdziwa, że ona nie gra. Także tak jak gdyby cały czas była taka sama i to mi się bardzo w niej podoba. I teraz chciałabym się jeszcze odnieść do tego reportażu studyjnego i reportażu w terenie, bo pani Katarzyna, kiedy była w Szczebrzeszynie, właśnie opowiadała, znaczy nawet mieliśmy okazję wysłuchać jej reportaż chyba studnia, tak mi się [01:36:47.32 → 01:36:48.92] A: wydaje, że taki tytuł. Fragmentu, tak. [01:36:50.26 → 01:37:45.66] B: I właśnie tam było widać tę różnicę, bo ja parę dni wcześniej miałam okazję zwiedzić studio radiowe razem z synkiem mojej siostrzenicy. I on, który zawsze bardzo dużo mówi, nawet tam, kiedy wszedł do pomieszczenia bardzo wyciszonego i takiego zupełnie odmiennego od codzienności, to zapomniał języka w buzi. Ja tak sobie też myślę, że właśnie do reportażu jednak Ludzie muszą w swoim środowisku wypowiadać się, bo wtedy są właśnie autentyczni, są prawdziwi. I tutaj jeszcze też do, jeśli chodzi o Dominika Połońskiego, bo też oglądałam reportaż albo film dokumentalny. [01:37:45.68 → 01:37:46.46] C: Film dokumentalny. [01:37:46.46 → 01:37:47.62] B: To chyba film był, tak? [01:37:47.74 → 01:37:48.62] C: Aleksandru Rek. [01:37:49.24 → 01:38:09.44] B: i pewnie jakieś tam fakty na pewno podobne wystąpiły i w pana reportażu i w tym filmie dokumentalnym. Ja tylko chciałabym dodać, że życie pana Dominika ratowali lubelscy lekarze, więc to też warte podkreślenia. Tak, to prawda. [01:38:09.84 → 01:38:24.62] C: Przepraszam, wejdę w słowo, tylko Dominik dużym sentymentem darzył Lublin i był zawsze bardzo wdzięczny neurochirurgom z Lublina, którzy pomagali mu dość normalnie funkcjonować na pewnym etapie jego życia. [01:38:24.62 → 01:39:11.38] B: Tak, miałam okazję być na koncercie pani Izy Połońskiej i ona właśnie też wtedy dziękowała, zresztą zaproszeni byli lekarze na ten koncert. A chciałabym zapytać właśnie, gdzie uczyć się, jak robić reportaż? Bo tutaj pani wspomniała, że młodzi ludzie, prawda, wysyłają swoje reportaże. Gdzie oni mają możliwość nauczyć się, jak robić reportaż i czy właśnie na studiach dziennikarskich studenci też mają właśnie taką możliwość i czy jest to jakoś takie możliwe wyszlifowanie wręcz tego warsztatu? Dziękuję. [01:39:13.77 → 01:39:14.99] A: to pytanie do gości. [01:39:16.39 → 01:39:18.35] C: Ze studiami jest trudno teraz. [01:39:18.47 → 01:39:20.35] A: Właśnie to jest problem studiów. [01:39:21.03 → 01:39:41.61] C: Były różne próby podejmowane przez nas w Fundacji Audionomia z różnym skutkiem. Akademia, mówię teraz o szkolnictwie wyższym, skupia się na czym innym, nie na formach artystycznych. [01:39:41.75 → 01:39:46.32] A: To jednak redakcje, Przygotowuje pracowników mediów. [01:39:46.47 → 01:40:24.44] C: Tak, redakcje, redakcje reportażu czy czasem redakcje publicystyki w niektórych rozgłośniach radia publicznego są tymi miejscami, gdzie można się nauczyć reportażu od starszych kolegów i koleżanek. Ta zasada mistrz uczeń działa najskuteczniej do tej pory. Nie udało nam się, nikomu się nie udało w Polsce stworzyć programu na poziomie uniwersyteckim, czy licencjackim, czy magisterskim, który by stawiał na dokument dźwiękowy, na reportaż, na audio reportaż, audio dokument. To jest jeszcze wszystko przed nami. [01:40:25.16 → 01:41:16.38] A: Chociaż warto wspomnieć łódzką szkołę radioznawczą, która istnieje na dziennikarstwie na Uniwersytecie Łódzkim. No i też wysiłki, to akurat są kobiety, byłych dziennikarek radiowych, które rozpoczęły pracę na uczelniach i działalność badawczą. One przemycają te treści swoim studentom i też jakaś praktyka tam jest, ale rzeczywiście to różni Polskę od krajów zachodnich, że nie mamy jakby odrębnego, osobnego przedmiotu na studiach wyższych, który na przykład nazywałby się Dramaturgia dzieła radiowego, prawda? Albo reportaż dźwiękowy, albo dźwiękowa niefikcja. [01:41:17.48 → 01:41:20.08] B: A laboratorium reportażu Maćka Drygasa? [01:41:20.62 → 01:41:36.80] A: to były studia podyplomowe na Uniwersytecie Warszawskim i tam były jakby wszystkie tworzywa i pisanie, i fotografia, i reportaż dźwiękowy. Rzeczywiście Aniu, dobrze, że przypomniałaś, ale nie wiem, czy laboratorium istnieje jeszcze. [01:41:37.00 → 01:41:48.62] C: W ograniczonym stopniu. Najprościej jednak być współpracownikiem, współpracowniczką, czy osobą zatrudnioną na etacie. [01:41:49.09 → 01:41:51.20] A: trafić na swojego mistrza. [01:41:52.24 → 01:42:00.89] C: W redakcji, w rozgłośni, w polskim radiu, po prostu. To jest najprostsza, najpewniejsza ścieżka, droga. [01:42:01.78 → 01:44:12.04] B: Moje doświadczenie takie, bo ja jakoś zawsze bardzo stroniłam, muszę powiedzieć szczerze, od nauczania, chociaż zachęcano mnie wielokrotnie, ale uważam, że nie mam talentu pedagogicznego. zupełnie, więc jakoś sama nie. Natomiast przychodzili do nas młodzi ludzie, do mojej rozgłośni, do Radia Katowice, po studiach dziennikarskich. Ale to zdecydowanie muszę powiedzieć, że nigdy nie było takich osób, które już jakoś zaczęłyby robić reportaże. To wszystko, tak jak mówi Bartek, zaczynało się w radiu. Robili bardzo często i tak jest właściwie do dzisiaj, że na przykład pracują w newsach, albo pracują w redakcji sportowej, albo pracują w publicystyce, w każdym razie robią mnóstwo różnych rzeczy i nagle znajdują temat i wtedy w to bardzo mocno wchodzą. Mocno lub mniej mocno to zależy. I ja uważam, że pewną bolączką tej sytuacji, na szczęście ty tego nie masz w Warszawie, jest to, że Kasia też tego nie ma w Lublinie, bo Lublin jest chwalebnym wyjątkiem, absolutnie wybitną, muszę to powiedzieć, redakcją reportażu w skali kraju, że w bardzo wielu stacjach, a jest ich 17, nie ma odrębnych redakcji reportażu. I nawet jeżeli młody człowiek się zapali do tego, nawet jeżeli chce coś robić, to takie na dłuższą metę, robienie z doskoku, Wszystko z doskoku. Rzucam, robię co innego, wracam, bo mam nowy temat. Uważam, że jednak tu musi być, jeżeli ma być jakiś progres, jeżeli ma być jakiś rozwój, to musi być jakaś ciągłość. I tej ciągłości ktoś, kto zajmuje się autoradiem i bada szosy, a potem biegnie i coś nagrywa, No to raz się uda, drugi raz się uda, ale nie wierzę w to, żeby taki ktoś mógł się stać pełnowartościowym reporterem, reportażystą. [01:44:12.40 → 01:44:22.68] C: Jest jeszcze jeden czynnik. Te dyżury przy trafikach, czy dyżury reporterskie przynoszą wyższe uposażenia. [01:44:22.76 → 01:44:24.64] B: Otóż to i to jest też wielki problem. [01:44:26.12 → 01:46:48.96] C: Z reportażem dźwiękowym jest tak jak z pisaniem książek. Mało kto się utrzymuje z samego pisania. Tak samo niewielu z nas utrzymuje się wyłącznie z tworzenia dzieł audialnych, z tworzenia reportaży. My jesteśmy wyjątkami wśród w ogóle pracowników publicznego radia, wśród dziennikarzy, chociaż nie do końca jesteśmy dziennikarzami, bo ta hybrydowość dokumentu i reportażu jest dla nas bardzo oczywista, dla państwa być może trochę mniej. Próbowaliśmy dzisiaj powiedzieć, To jest naczelna cecha tego gatunku. On nie jest stricte dziennikarski, on wychodzi z dziennikarstwa, ale jest jednak bliższy literaturze, stara się być bliższy literaturze i to się udaje. Bardzo często w zupełnie nieoczekiwany sposób wyciągnąć. Czasem odnajdziemy nawiązanie do ulubionego wiersza w dialogu, który toczą nasi bohaterowie. czasem nawiązanie do prozy, do wielkich tematów i to jest taki moment spełnienia. Dla mnie również jako redaktora, kiedy słucham nowego reportażu, nowego dokumentu osób pracujących w mojej redakcji, i tam odnajduje cząstkę swojej wrażliwości. To jest w ogóle fenomenalna sprawa też na poziomie tworzenia intymności, tego o czym wspominałem na początku pomiędzy nami, autorami, bohaterami, a potem jeszcze słuchaczami. Ktoś mi zadał niedawno pytanie, jak powinien brzmieć idealny reportaż. No i to jest pytanie, na które zasadniczo nie powinno się odpowiadać, bo dla każdego ten reportaż idealny będzie czym innym, i dla słuchacza, i dla autora, i dla realizatora, i tak dalej, i tak dalej. Natomiast wydaje mi się, że reportaż, który spełnia swoją funkcję w największym stopniu, to taki reportaż, i to też jest bardzo ogólne, to też jest bardzo ogólna odpowiedź na to nieodpowiadalne pytanie, to jest reportaż, który potem w nas żyje. który w nas wrezonuje, który coś z nami robi, który zmusza nas do przemyślenia pewnych rzeczy, do którego chcemy wrócić. I to jest reportaż idealny, niezależnie od tego, czy on będzie artystyczny, dziennikarski, czy, czy interwencyjny. [01:46:49.06 → 01:46:49.58] B: Porusza. [01:46:49.84 → 01:47:01.28] C: Porusza. Po prostu musi poruszyć, żeby zadrgnęło w nos, w nas coś, czego pewnie się nie spodziewaliśmy w tym momencie. To spada trochę jak gram z jasnego nieba. [01:47:02.81 → 01:47:54.12] A: Bardzo dziękuję Bartku. Drodzy Państwo, zachęcam do zadawania pytań. Tutaj Pani w pierwszym rzędzie. Dobry wieczór. Ja mam krótką refleksję i dwa pytania do Państwa. Refleksja jest taka. W nieodległym czasie brałam udział w takim wydarzeniu zorganizowanym przez Lumberską Fundację Szpilka. I było to coś niezwykłego, bo proszę sobie wyobrazić, siedzimy kilka osób dosłownie, przyszło na to spotkanie w starej kamienicy, w ciemnym pokoju, nic nie widać i włączony zostaje dźwięk. Słuchamy reportażu. To był reportaż pani redaktor Katarzyny Michalak o Tekli Pondażewskiej. [01:47:54.72 → 01:47:55.48] B: I to jest coś, [01:47:58.66 → 01:49:35.60] A: słuchanie, bo nie oszukujmy się, w domu radia słuchamy jakby przy okazji, bo albo jemy śniadanie, albo gotujemy obiad, albo coś tam odkurzamy, sprzątamy, kręcimy się, a to radio w tyle gdzieś tam gra, coś doleci, coś umknie, nie ma jak tego cofnąć już, żeby odsłuchać drugi raz, a tam cisza, telefony wyłączone, ciemno, nic się nie dzieje i tylko ten dźwięk to jest zupełnie, ale to zupełnie inny odbiór tego reportażu. Jeśli mamy w domu taką możliwość, że włączamy telefony, nic nie robimy i siadamy i słuchamy, to by było cudownie, ale wtedy zawsze zadzwoni sąsiadka, zaszczeka pies, samochód przejedzie, więc to było niezwykłe przeżycie. A pytania są dwa. Jedno, jak temat wybieracie do reportażu, no bo się często mówi, że to temat z życia, no to taka banalna odpowiedź, tego informatora czy, no nie wiem, bohatera reportażu, jeśli to nie jest ktoś znany, no bo jak wiemy, że chcemy zrobić o kimś znanym, no to łatwo go znaleźć. I też takie krótkie moje wspomnienie osobiste. Kilka lat temu dzwonek do drzwi, otwieram, widzę młodego człowieka, pierwszy raz w życiu nie znam go i on mówi tak, dzień dobry, nazywam się Dominik Gil, jestem reporterem Radia Lublin. Chciałbym z panią porozmawiać. Ja takie wielkie oczy. Jak dotarł do mnie? Skąd on? Ja nie mam nic wspólnego z radiem, więc to jest te dwa pytania właśnie, czyli temat i dotarcie do bohatera. Dziękuję. Dziękujemy bardzo. [01:49:36.52 → 01:49:52.50] C: Trochę o tematach powiedzieliśmy, może nie wprost. Szukamy bohaterów w sytuacjach granicznych, w momentach zwrotnych. Szukamy... Tak, praktycznie szukamy tematów. Różnie. [01:49:53.56 → 01:55:13.23] B: To są często najzwyklejsze sytuacje. Jak ktoś długo tkwi w tym zawodzie, nie zajmuje się tym powiedzmy od wczoraj, no to muszę przyznać, że te tematy do nas docierają, w jakimś sensie do mnie już potem docierały same. więcej było tych propozycji różnych tematycznych niż ja byłam w stanie udźwignąć, bo też nie wiem czy wystarczająco wyraziście powiedzieliśmy o tym, że jeśli ma powstać naprawdę dobry reportaż, dobry, taki faktycznie, który porusza, który posiada te wszystkie cechy, to jednak on powstaje naprawdę długo. Bo potem się słucha tego efektu, czyli tego co już zostało na dziesiątki sposobów przez wiele miesięcy zmontowane, potem realizowane w studio, potem bardzo często jeszcze zmieniane. I to jest taka iluzja, że ktoś gdzieś przed, nagrał, troszeczkę może skrócił i jest. I taka jest nasza rola, my mamy taką magię wytwarzać, że to tak właśnie się dzieje. Montaż ma być niesłyszalny, wszystko w treści, czasami jest przecież wiele osób, ma się zgadzać, nigdzie nie jesteśmy pogubieni słuchając, wszystko jest można powiedzieć na swoim miejscu. a jednocześnie są emocje, a jednocześnie jest przesłanie, a jednocześnie jest właśnie to poruszenie, wzruszenie, wszystko razem. No ale to naprawdę powstaje, to jest bardzo długi cykl produkcji, moim zdaniem fascynujący. Nigdy mnie to mimo moich lat nie znudziło, nie nudziłam się nigdy, każdy reportaż był inny, każdy reportaż mnie wciągał, natomiast jednak nie da się tego robić tak, kończę, zaczynam, kończę, zaczynam. Myśmy zawsze zazdrościli naszym kolegom z zachodu, kiedy już te kontakty nasze były rzeczywiście bardzo bliskie, że oni mieli olbrzymią przestrzeń czasową na zrobienie tego reportażu. I że jednocześnie, no to jest taka banalna bardzo prawda, niepasująca do twórczości, ale mieli podpisany kontrakt, który umożliwiał im spokój tego tworzenia. No bo jeżeli po prostu te pieniądze, które się otrzymywało, ja już jestem na emeryturze, ale za te reportaże były takie, że nie pozwalały jednak wyżyć i trzeba było się zastanawiać nad czymś innym, no to szalenie utrudniało pracę. Oni tego nie znali. Także te tematy faktycznie trzeba przyznać, że jakoś tak pojawiają się, a słyszałaś o czymś tam, a ktoś mi coś tam powiedział. A potem dochodzenie do tych bohaterów, no szuka się, no to teraz już są naprawdę bardzo duże ułatwienia. Ale często się pojawiało takie zdanie, słuchaj mam niesamowitą sprawę, ale oni ci o tym nie powiedzą. Ale to jest nieprawda. Nigdy nie spotkałam się z odmową. Okazywało się, że przy jakimś określonym podejściu, kiedy ten człowiek w jakiś sposób mógł zrozumieć, bo ci ludzie znani to jest co innego, ale przede wszystkim my reportaże robimy z ludźmi, których się nie zna, właśnie w takich punktach zwrotnych, granicznych. to okazuje się, że mają taką potrzebę takiego, nie wiem jak to nazwać, katarzys. Po prostu chcą o tym opowiedzieć, ale nie chcą, żeby ten materiał ich i to szczęśliwie jakoś, myślę, wszystkim nam się udaje, żeby ten materiał posłużył jako taka prosta sensacja, którą się puści, gdzieś tam się wyemituje prędziutko i tacy ludzie są potem nieszczęśliwi. Ja spotykałam się z takimi sytuacjami, że już nie będę mówić jaka stacja, ale Państwo wszyscy się na pewno domyślają, która bardzo szybko dociera telewizyjna wszędzie i potem przychodzili np. ja prosiłam moich kolegów młodszych, czy nawet ja sama, nie, oni już tutaj byli, to co z nami zrobili, my nie chcemy więcej czegoś takiego. I dopiero następowało powolne tłumaczenie, że jednak to nie chodzi o to, że chodzi o to, że to cel jest inny, ma czemu innemu zupełnie służyć, będzie zupełnie inaczej pokazywane. i udawało się przekonać szczęśliwie, przynajmniej mnie się udawało przekonać, różne osoby, że to, co przekażą oni z kolei światu, ma wielką wartość i że tego się powinni trzymać i takiej myśli. Ale po to, żeby to miało jakąś rzeczywiście wartość, to my się musimy bardzo wysilić. Dlatego to tak taśmowo, prawda, nie jesteśmy w stanie. A rzeczywiście, proszę mi wierzyć, nie ma problemu ze znalezieniem. To tyle jest różnych ludzkich historii. No masy. Zgodzicie się? [01:55:13.47 → 01:56:51.26] C: Tak, oczywiście. To moim zdaniem dawanie głosu tym, którzy chcą opowiadać, to jest ukłon w stronę ich podmiotowości. Pokazywanie, że nasi bohaterowie są ważni. potrzebują, by tę historię ktoś usłyszał. Jeśli na początku spotykamy się z jakąś rezerwą, z dystansem, to okazuje się, że wystarczy zamienić kilka słów, wypić kawę, opowiedzieć o sobie trochę i już nagle pojawia się więź, zaufanie, nic zaufania przynajmniej, która czasem się potem przeradza w stałą relację. z częścią bohaterów i bohaterek, utrzymujemy kontakty. Na tyle sobie zaufaliśmy, na tyle się polubiliśmy, że moment emisji reportażu nie kończy tej relacji. To jest też fascynujące w tej pracy. W takim, bym powiedział, zwykłym, standardowym, korporacyjnym dziennikarstwie raczej nie mamy do czynienia z takimi przypadkami. One są bardzo rzadkie, tak myślę. coś oznaczają to może taką trochę klientelistyczną relację, jakaś informacja w zamian za to, że my ją upublicznimy i pokażemy, naświetlimy problem w dany sposób. Wydaje mi się, że nasze intencje chyba są zupełnie czyste. Tak bym chciał to przynajmniej pojmować i widzieć i wierzyć w to, że tak jest. Ale mogę mówić za siebie i za tych, których dobrze znam, za Anię i za Kasię na pewno. [01:56:51.69 → 01:57:06.68] A: Aniu, a powiedz jeszcze króciutko, bo czas nas goni niestety, jak nie w reportażu. Jak namawiasz osoby znane, rozpoznawalne do zwierzeń, do tego otworzenia się? [01:57:06.84 → 02:03:47.81] B: Tutaj czasem przywołuję taką sytuację, która była bardzo na mnie samej interesująca. Mianowicie robiłam takie audycje dokumentalne, to były też lata 90., końcówka, o Wojciechu Kilarze. Wojciecha Kilara nie musiałam namawiać specjalnie, ponieważ znałam go od dziecka dzięki mojej mamie, która nauczyła w Akademii Muzycznej w Katowicach i też go znała tak po prostu bardzo, bardzo długo. No i w pewnym momencie postanowiłam, że może jednak będzie to dobry moment, żeby o panu Wojciechu opowiedzieć. I o jego muzyce filmowej, i o jego życiu, i o jego różnych przemianach. On był głęboko wierzący o komponowaniu. Ale od razu powiedziałam, że to nie będzie audycja muzyczna, ponieważ ja się do tego nie nadaję. To nie będzie muzyczna publicystyka, tak jak krytyk muzyczny by zrobił czy coś. że chciałabym poprzez te jego działania pokazać go jako człowieka. Zaczęliśmy, nagrywaliśmy mnóstwo godzin też u niego w mieszkaniu, w takiej willi, którą miał od miasta, obok której przejeżdżam codziennie i która się w tej chwili przemieniła w jego muzeum. Przy okazji jeszcze tam nie byłam, bo nie było jeszcze oficjalnego otwarcia. No ale ja ten dom, no tam wiele, wiele tego, bo zawsze zasiadałam w takim samym zielonym fotelu i patrzyłam na portret kota, którego namalował Jerzy Duda Gracz. I robiąc to, tą audycję, bo to audycja dokumentalna jednak, bardzo chciałam nagrać także tych, z którymi on współpracował, a mianowicie Andrzeja Wajdę, to się udało, i Krzysztofa Zanussiego. No i przyjechałam do Warszawy. Pan Krzysztof Zanussi zaprosił mnie do siebie, do swojej tej wili na Żoliborzu. No i ja go pytam. No takie pytanie, takie naprawdę bardzo banalne, żeby był jakiś początek o tym, jak się ich zainteresowało. No i ono się nawiązało. Takie rzeczy, takie basic. I on kiwnął głową i zaczyna mówić. No i ja struklałam w pewnym momencie. Wiadomo, że Krzysztof Zanussi mówi świetnie, mówi super gładko, mówi nie tylko, że nie bez cuknięcia, ale cudownie dobiera słowa, potrafi nazywać różne rzeczy. No ale było to... No właśnie było to nie do reportażu, jak pytałaś, do wywiadu, bardzo dobre, ale do reportażu o Wojciechu Kilarze. I do tego, że powinien jakoś emocjonalnie opowiedzieć o swoim stosunku do tego człowieka, Kilar napisał muzykę do wszystkich jego filmów. I on zobaczył chyba coś w mojej twarzy, bo jakoś ja nie miałam odwagi przerwać. Pomyślałam sobie, w pewnym momencie się zdobędę na odwagę, ale może coś się zdarzy. I zdarzyło się. I on spojrzał na mnie i mówi, to nie to, prawda? Nie o to, panie, chodziło. Ja mówię, no nie. Tutaj już powiedziałam otwartym tekstem, że nie. I on zaczął i mówi, no to zacznijmy jeszcze raz. I zaczął. Wojciech Kilar był jak kot, jest jak kot. Już ich obu, znaczy Andzanus jest, ale Wojciecha nie ma. Jest jak kot. powiedział, ma coś z kota w sobie, ma taką zmienność, taką kapryśność, najdroższe samochody, najdroższe marynarki, a jednocześnie na niczym mu nie zależy, na pieniądzach mu nic nie zależy, domu nie ma własnego, a mówby i tak dalej. I tu popłynęła przepiękna opowieść, taka, która była, no faktycznie, czy cała prawda? Nie wiem, ale jakaś prawda o ich relacji z tego się narodziła. Także to było takie bardzo symptomatyczne, że można tak powiedzieć i można tak powiedzieć. I tam to było bardzo piękne, bardzo gładkie, ale nie nadające się do reportażu. Właśnie sposób mówienia w reportażu jest szalenie ważny. Ja przypominam sobie jedyny raportaż, tak powiem dosłownie w dwóch zdaniach, który zrobiłam z Janką Jankowską, się zwał Lęk. I to był reportaż o najdłuższym strajku, Podobno był w ogóle w naszych dziejach w fabryce tyskiej, fabryce Maluchu, tych samochodów małolitrażowych. Oni tam siedzieli 50 ileś dni, Janka przybywała z doskoku, a ja tam siedziałam praktycznie cały czas. Początkujący wtedy w naszym radiu, taki później bardzo znany prezenter, też niestety świętej pamięci, Kamil Durczok, robił namiętnie tam nagrania, no bo to był temat, prawda, z tym, z tym, z tym. I ja mówię, Kamil, daj mi coś do tego mojego, bo znaliśmy się blisko, on wtedy pracował w polskim radiu naszym, zanim poszedł do telewizji. I on mówi, oczywiście bierz, co chcesz, bardzo był zadowolony, tu możesz wykorzystać, tu nagrałem tego, tu nagrałem tego, tu nagrałem tego. Ja tego słuchałam, to były świetnie zrobione wywiady. To był bardzo dobry dziennikarz, absolutnie trzeba mu to oddać, jakkolwiek by był uważany za postać kontrowersyjną, ale dziennikarzem był doskonałym. Proszę państwa, ja nie mogłam wziąć ani jednego zdania. Nic się nie nadawało. Było mnóstwo informacji, mnóstwo bardzo tego, mnóstwo najprzeróżniejszych rzeczy, które były absolutnie interesujące z tego dnia, z tego dnia, ale w ogóle nie było czuć atmosfery strajku i tego wszystkiego. Ja tam się musiałam przemienić w kogoś takiego, w takie popychle. Oni mnie wyrzucali, ja mówiłam, mogę wejść, no to dwa kroki, proszę, nie dalej i tak dalej, i tak dalej. I tak się rodził ten reportaż, ale rzeczywiście czuło się tam ten strajk. strach, atmosferę, rzeczy jednocześnie groteskowe, komiczne, bo wiadomo, że ludzie w takich okolicznościach miewają różne humory. Więc ten sposób nagrywania jest w naszym przypadku czymś, co jest kluczowe jednak. [02:03:49.01 → 02:05:07.53] A: Myślę, że cała nasza trójka marzy o tym, żeby państwo przekonali się empirycznie, szczególnie mam tu na myśli młodych ludzi, czym jest ta niezwykła substancja opowieści, jaką jest dźwięk. Zachęcam do słuchania reportaży, zachęcam do komentowania naszych audycji. Teraz można słuchać radia online, ale przede wszystkim są podcasty. Dziś już serdecznie dziękuję za spotkanie naszym gościom, Annie Sekudewicz, Bartkowi Pankowi, Państwu za uważne, głębokie słuchanie i Paniom tłumaczkom na polski język migowy Ewelinie Lachowskiej i Marcie Stępniak. Jeśli mają Państwo jeszcze jakieś pytania, to zachęcam do rozmów już po naszym spotkaniu. Chciałabym też zaprosić na spotkanie za tydzień. W roli prowadzącego spotkania z cyklu Bitwa o literaturę zadebiutuje Wojtek Szott, który porozmawia z Justyną Sobolewską m.in. o jej ostatniej książce, Jadwiga. Opowieść o Stańczakowej. To będzie wtorek za tydzień o 18. Serdecznie Państwu dziękujemy. [02:05:11.60 → 02:05:11.92] C: Dzięki.
galeria
Sfinansowano ze środków KPO