Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

Fot. Bolesław Lutosławski

Bitwa o kulturę. Czuj się jak w domu / Waldemar Kuligowski / PJM

Wróć

Rozmowę prowadzi Grażyna Lutosławska.

Rozmowa tłumaczona na polski język migowy Tłumaczenie na polski język migowy

Parter i loże sali widowiskowej wyposażone są w pętlę indukcyjną Pętla indukcyjna

Wstęp za okazaniem bezpłatnej wejściówki. Wejściówki można rezerwować i odbierać w kasie Teatru Starego od 01.10.2023 r.

Jedna osoba może pobrać maksymalnie 4 wejściówki na każde spotkanie. Większe grupy (uczniowie, studenci i inne grupy zorganizowane) proszone są o bezpośredni kontakt z kasą Teatru w celu rezerwacji miejsc.

Wydarzenie transmitowane online na stronie (zakładka „Na żywo” oraz na profilu FB Teatru Starego).

 

Kto wymyślił dom? Czy musi mieć ściany? W czym są podobne do siebie te z roślin, dźwięków, marzeń i ze śmieci? O czym mówią domy? Czy nasze myślenie o domu zmienia się? Skąd tak wielka popularność w mediach programów poświęconych sztuce urządzania domu?

Grażyna Lutosławska

 

Waldemar Kuligowski – profesor zwyczajny nauk humanistycznych, kierownik Zakładu Antropologii Kulturowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Prowadził badania terenowe w Europie, Azji i Ameryce Północnej. Przewodniczący Kapituły Nagrody Artystycznej Miasta Poznania, juror nagrody muzycznej Związku Producentów Audio-Video „Fryderyk”, odznaczony odznaką „Zasłużony dla Kultury Polskiej”.  Ostatnio opublikował trylogię „Trzecia płeć świata”, „Małżeństwa świata” i „Domy świata”.

 

 

Obszernych skrótów ze spotkań można wysłuchać w audycji „Nie tylko rozrywkowa niedziela radiowa” na antenie Radia Lublin w każdą niedzielę między 7:00 a 11:00.

wideo

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.45 → 05:39.96] A: Panie, panowie, dobry wieczór. Cieszy nas niezmiernie państwa obecność. To, że mieli państwo dzisiaj do wyboru albo listopadowy wieczór spędzić w ciepłym domu. Przepis na listopadowy wieczór jest z reguły prosty. Książka, koc, herbata. Albo wyjść w zimny, ciemny, niepewny wieczór. Mając to do wyboru, wybrali Państwo tę drugą ewentualność. Serca dziękuję. Chciałabym powiedzieć, proszę czuć się jak w domu, bo tak zatytułowaliśmy sobie nasze dzisiejsze spotkanie, ale chyba jednak nie byłby to najlepszy pomysł. Jednak reguły, którymi kierujemy się żyjąc w domu, a tymi, którymi wychodząc na zewnątrz są trochę odmienne, ale wierzę, że będą się Państwo czuć tu znakomicie i że o tym powiedzeniu, a także wielu innych charakterystycznych dla tego, co mówimy mówiąc o domu, rozmawiać dziś będziemy. Ukazała się kilka miesięcy temu taka książka, nie wiem czy trafili Państwo na nią, Nim dojrzeją maliny, Eugenii Kuzniecowej, ukraińskiej młodej pisarki. Znakomita książka, której bohaterem jest dom. Jest tam wiele kobiet bohaterek. To jest dom należący do 96-letniej Nestorki, do której przyjeżdżają pokolenia kobiet z rodziny, żeby spędzić z nią czas. Dom jest ciepły, dom jest otwarty. Dom, kiedy jedna z kobiet trafi go z oczu, bo wychodzi na przechadzkę, przestaje być takim punktem orientacyjnym, ona wpada w panikę. Wokół domu toczy się ta opowieść, a synonimem domu w tej książce kuźniecowej jest schron. Dom, schronienie. Książka powstała przed 24 lutego 2022 roku, a po tej dacie z Sołowo schron nabrało, jak wiemy, zupełnie nowego znaczenia. I od tamtej pory Kuzniecowa podpisując na spotkaniach autorskich tę książkę pisze, żebyście zawsze mieli swój schron, dom. A więc także o tym, jak zmienia się nasze patrzenie na dom. Czy zmienia się wszędzie? Jakimi metodami domy można wybudować? Bo choć dziś będziemy mówić o tych z roślin, z dźwięków, z marzeń, ze śmieci i jeszcze kilku innych, to jednak ośmielam się postawić tezę, że metoda na wybudowanie domu jest tylko jedna. Czy zgodzi się ze mną nasz znakomity gość, profesor Waldemar Kuligowski? Zapraszam bardzo serdecznie. Bardzo proszę, to jest miejsce dla Ciebie, to jest mikrofon dla Ciebie. A to jest książka, która jest pretekstem do naszej dzisiejszej opowieści. Z roślin, z dźwięków i z marzeń. I to jest jednocześnie książka, którą rozpoczyna fenomenalne zdanie. Co domy mówią o ludziach, o miłości i o wielu jeszcze innych rzeczach. Więc cieszę się bardzo, że zaproszenie do naszego Lubelskiego Teatru Starego przyjął człowiek, który umie rozmawiać z domami. Zresztą nie tylko. Pozwolą Państwo, że przedstawię. Profesor Waldemar Kuligowski spędził dziś pięć godzin w pociągu, bo przyjechał do nas z Poznania. Jest profesorem zwyczajnym nauk humanistycznych, kierownikiem Zakładu Antropologii stosowanej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu właśnie. Prof. Kuligowski jest osobą, której nazwisko znajdą Państwo oczywiście w bardzo wielu publikacjach, ale ja specjalnej uwadze chciałabym polecić trzy książki, Ta książka, jak się przed chwilą dowiedziałam, niestety jest ostatnią w tej serii. Domy świata zamykają ten cykl. Były tam też małżeństwa świata i książka pod tytułem Trzecia płeć świata. Tak sobie myślę, że może kiedyś jeszcze o tej pierwszej byśmy porozmawiali. Tyle mojego wstępu. Przypomnę Państwu jeszcze, bo ufam, że znakomicie znane są Ewelina Lachowska i Marta Stępniak, które tłumaczą nasze spotkanie na polski język migowy. Jest jeszcze jedno takie zdanie w tej książce, że dom zamieszkiwał człowiek, zanim jeszcze stał się człowiekiem. Mógłbyś to wytłumaczyć? To jest jednocześnie też pytanie o pierwsze domo, to skąd się w ogóle dom wziął. I choć trudno to sobie nam dzisiaj wyobrazić, to jednak były czasy, że nie były one nam specjalnie potrzebne.
[05:41.18 → 11:59.08] B: Po pierwsze, dobry wieczór. Bardzo mi miło, że mogę się z Państwem spotkać, że Państwa jest aż tyle. Rzeczywiście myślałem sobie, że W taki dzień niezbyt przyjemny, właściwie słodny, to dom jest lepszą alternatywą niż teatr. Ale teatr to też dom. W pewnym sensie. A w dodatku jak tutaj wszedłem na scenę, to mam takie déjà vu, bo poznański Teatr Polski, z którym od lat współpracuję, bardzo jest podobny do tego. Więc trochę już mi jest lepiej. Trochę przestrzeń oswoiłem. Mam nadzieję, że to się przełoży też na jakość naszej rozmowy. Dziękuję też za zaproszenie. No i teraz to pierwsze To pierwsze pytanie, czy można sobie wyobrazić człowieka bez domu w takim ujęciu wielkiej historii? Czy człowiek mógł się stać człowiekiem bez domu? Wiemy, że człowiek stał się człowiekiem dzięki temu, że zaczął posługiwać się artykułowaną mową. To było potrzebne. Nie wystarczą dźwięki, nie wystarczą gwizdy, nie wystarczą jakieś dźwięko naśladowczy odgłosy. Człowiek musiał wynaleźć artykułowaną mowę, co wcale nie jest ani oczywiste, ani naturalne, bo budowa naszego ciała, budowa gardła i przełyku wcale nie sprawia, że my naturalnie zaczynamy mówić. Zwróćcie Państwo uwagę, jakie odgłosy wydają noworodki. to jest dalekie od tego, co teraz państwo np. słyszycie ode mnie, potrzeba dużo wysiłku, żeby zsynchronizować, zharmonizować działanie kilkuset bardzo drobnych mięśni, żeby one zaczęły grać, tak jak trochę wieloosobowa orkiestra. Więc po pierwsze, żebyśmy mogli mówić o Homo Sapiens, musi być pratykułowana mowa. Po drugie musi być społeczność i chyba rodzina, choć z tą rodziną bardzo różnie w tym sensie, że ona mogła być zupełnie inna od tych, które wyobrażamy sobie dziś. No ale po trzecie, żeby ta mowa gdzieś mogła wybrzmieć i żeby ta rodzina gdzieś mogła mieszkać, to potrzebny był dom. No i w powszechnym wyobrażeniu pojawia się taka wizja, że człowiek pierwotny, ten archaiczny, ten pierwszy sprzed wielu set tysięcy lat, mieszkał w jaskiniach. I rzeczywiście są takie badania, które potwierdzają obecność człowieka w jaskiniach, taką obecność rozpisaną na wiele lat, a więc nieprzypadkową, nie krótkotrwałą. Najstarsze z tych znalezisk sięgają, proszę Państwa, dwóch milionów lat. Bardzo to jest odległa przeszłość. Tylko jest jeden problem z takimi znaleziskami. To znaczy, czy naturalnie stworzona jaskinia naprawdę jest domem? Nie mamy jednej wszechobowiązującej, uniwersalnej definicji domu, ale większość definicji mówi, że dom to coś stworzonego przez człowieka. Jaskinia z kolei jest tworem naturalnym. Pieczara, jaskinia czy tego typu naturalne twory są stworzone przez naturę, więc w zasadzie trudno nazwać je domem. nawet jeśli ludzie w nich rzeczywiście mieszkali przez wiele lat. Mamy też takie znalezisko trochę młodsze, datowane na 1 milion 800 tysięcy lat temu. Ciągle mówimy o Afryce, no bo stamtąd się homo sapiens wywodzi. I to jest taki okrąg, który pewnie zajmowałby może jedną czwartą powierzchni tej sceny i istnieje bardzo silne podejrzenie, że ten okrąg wyznaczał po prostu kształt pierwotnego domostwa. No tylko znów mamy jeden kłopot. Nie wiemy czy to na pewno był dom, Czy on był zamieszkiwany trwale, czy tylko czasowo, na przykład Domek Myśliwski, czy może był to po prostu jakiś spichlerz. Tyle tysięcy lat minęło, nic się nie zachowało. Ta najstarsza historia domów jest po pierwsze bardzo odległa, po drugie dość niejasna, ale wyraźnie wskazuje na to, że ludzie rzeczywiście poszukiwali miejsc schronienia, bezpieczeństwa, odosobnienia i te wszystkie trzy cechy możemy z powodzeniem zaliczyć do takich niezbywalnych cech tego miejsca, które nazywamy domem. Jeszcze jedna rzecz. To jest niezwykle interesujące, a często nam umyka, a ten teatr akurat jest dobrym przykładem, żeby o tym powiedzieć. Pierwsze ludzkie domy, te budowane przez ludzi, już nie pieczary, ani jaskinie, to były domy budowane na planie koła. Dopiero znacznie później zaczęły powstawać domy budowane na planie czworokątów, kwadratów, prostokątów i tak dalej. Za tą zmianą nie stoi żaden przełom technologiczny, żaden wymóg architektoniczny. Za tą zmianą stoi transformacja myślenia. Dom okrągły to znaczy, że wszyscy jesteśmy blisko i że wszyscy są równi. Zauważcie, Jakie się dzisiaj obiekty buduje na planie koła? Na przykład kiedy są harcerzy albo skauci, to się dają w koło ogniska. Ten teatr też jest półokrągły, co sprawia, że jest bardziej wspólnotowy. Mamy słynne obrady okrągłego stołu. To przecież miało sprzyjać temu, żeby zasiadający przy tym stole lepiej się porozumieli. Stadiony są, jeśli nie okrągłe, to takie owalne. W refleksji humanistycznej mówi się, że to są takie przestrzenie dospołeczne. Jesteśmy razem, jesteśmy bliżej. Co zrobiły domy plastikowe i kwadratowe? Oddaliliśmy się od siebie. Ten najbliższy skutek tego oddalenia to pandemia, ale już nie COVID, tylko pandemia samotności. Jesteśmy samotni jako gatunek jak nigdy wcześniej w historii, do tego stopnia, że w trzech krajach świata, w Japonii, Wielkiej Brytanii, jeśli się nie mylę w Singapurze, powstały już ministerstwa do spraw samotności, bo to jest prawdziwy problem i to też temat związany z domem.
[12:00.21 → 13:45.90] A: I właśnie teraz chciałabym wrócić do tej mojej dosyć ryzykownej tezy, że choć domy są różne, zobaczą je Państwo zresztą dzisiaj także, to tak naprawdę wszystkie są budowane według jednej metody. Ta metoda mianowicie to jest wyraz naszych wartości, naszego światopoglądu. bez względu na to, wobec tego, czy dom z liści palmowych, czy też te apartamentowce, które państwo mijali idąc do teatru, albo te, które się właśnie budują. Ja minęłam, a mieszkam naprawdę niedaleko, trzy budowy w centrum nowych domów. Wszystko to jest wyraz tego, kim jesteśmy i co myślimy o świecie. Kiedy dla mnie dość absurdalne z punktu widzenia nie wiem, praktycznego jest rezygnowanie z budowania okrągłych domów z tego choćby powodu, że nie wiem czy mam rację, ale jak obserwuję w Anglii kościoły średniowieczne z okrągłymi wieżami, to one stoją do dzisiejszego dnia i nie wymagają żadnych podpórek. Natomiast te budowane później, które mają wieże kwadratowe, mają podpory, bo taki się łatwiej może zawalić. W związku z tym rezygnacja z budowania domu okrągłego wiele, wiele, wiele lat temu, to była też rezygnacja z bardzo praktycznej strony. No, bo ważniejsze było i bardziej wartościowe było to, że już nie jesteśmy. wspólnotą, że już nie jesteśmy częścią wszechświata, tylko że my tu przejmujemy rządy. Po wszystkich domach widać systemy wartości?
[13:47.40 → 14:25.42] B: Tak, chyba tak można by powiedzieć właśnie bez względu na to, czy to dom z liści, jak wspomniałaś, czy dom z rodem z muratora na przykład, tak, te bardzo podobne do siebie, bliźniacze podobne. Rezydencje, które wyrastają jak grzyby po deszczu przy każdym większym polskim mieście, to też jest wyraz pewnych wartości, aspiracji, marzeń, tego co o sobie myślimy, tego jak myślimy o przestrzeni, która nas otacza. Epidemia tui, coś przerażającego to jest estetycznie i botanicznie właściwie, no bo tuja to jest Obco-agresywny gatunek, no ale bardzo tani, prawda? Więc znów mamy wartości.
[14:25.42 → 14:26.36] A: I nie ma liści, nie ma liści.
[14:26.68 → 15:30.51] B: Nie ma liści, tak, nie ma liści, ale raczej myślałem o tych względach estetycznych. A więc także względy i wartości ekonomiczne grają tutaj ogromną rolę. Bo dom jest taką wielowątkową, wielorozdziałową opowieścią o nas samych. W domu się przecież żyje, w domu się śpi, w domu się spożywa posiłki. W domu się kocha, w domu się nienawidzi, czasem najbliższego sąsiada za płotem albo za tą tujową jakąś zasłoną. W domu się także umiera i to czasem bardzo mocno odciska się na tym, jak w domu żyjemy. Dom przechowuje przeszłość, dom mówi o tym, jacy chcemy być w przyszłości, wyznacza nasz status. Bardzo wiele tych opowieści jest wpisanych wpisanych w każdy dom i znów powtórzę bez względu na to czy jest on zrobiony z takich nietrwałych wydawałoby się liści czy z tak trwałego jak sądzimy dzisiaj materiału jak na przykład żelazo beton.
[15:31.55 → 16:49.07] A: Pokaż mi swój dom, powiem Ci, kim jesteś, oczywiście. To jest akurat ciągle aktualne powiedzenie. Powiele z tych opowiedzeń, do czego mam nadzieję dojdziemy, straciło już swoją aktualność. Świat się zmienił na tyle, albo zmienia, jest w procesie zmiany, że pewne powiedzenia dobrze byłoby przeformułować. Swoją drogą, to smutna jest opowieść o nas w takim razie, o nas na przykład Europejczykach. kiedy obserwujemy, co robimy ze swoim środowiskiem po to, żeby stawiać kolejne i kolejne domy. Choć, jak twierdzą ci, którzy sprawę badają, gdyby tak w tej chwili wszystkich ludzi rozlokować po mieszkaniach, to wystarczyłoby tych wybudowanych już dla wszystkich, więc tak naprawdę nowych budować nie trzeba. Więc zastanówmy się, dlaczego je budujemy. Powód jest tylko jeden. Chodzi o zysk. Chodzi o zysk tych, którzy to budują i o zysk, którzy to kupują, bo prawdopodobnie jest to na wynajem itd. Raz jeszcze powiem, dla mnie to jest smutna opowieść o naszym świecie. Liczę na inną przyszłość.
[16:50.89 → 19:33.91] B: Trochę może bym zmiękczył to, co powiedziałaś przed momentem, że zysk i wyłącznie zysk czasem idzie też o realizację marzeń. Zwłaszcza w takim kraju jak nasz, gdzie ten problem mieszkaniowy właściwie od dziesięcioleci, by nie powiedzieć od stuleci się ciągnie. Zawsze mieszkań było mniej niż rodzin, które chciały takie mieszkanie posiadać, a potem domy, one zawsze były zbyt małe niż mówiły o tym Te metraże były zbyt małe niż mówiły o tym oficjalne instrukcje czy rozporządzenia. No i kiedy się pojawiły możliwości finansowe, ekonomiczne, też takie organizacyjne, to ludzie zaczęli te marzenia realizować. I ja to świetnie rozumiem, choć czasami czuję wielką złość, bo mamy oto jakiś wspaniały krajobraz. Z trzech stron jest tylko las i jest pięknie i czasami tam można zobaczyć zwierzęta. ptaki, które tam żerują i nagle ktoś realizuje marzenie i w środku tego cudownego krajobrazu stawia dom. No i jemu jest może fajnie, bo tam przez okno sobie widzi ten las, natomiast dla całej reszty jest już trochę gorzej, bo krajobraz z tym domem nie jest już tak ujmujący ani tak naturalny. No i kłopot polega też na tym, że mamy fatalne zarządzanie przestrzenią. Polityka przestrzenna w Polsce jest okropna. Ktoś to porównał do takiego nieudolnego robienia jajecznicy. Miasto powinno być zwarte. Dzisiaj tą ideą forsowaną przez na przykład badaczy z Sorbony jest tak zwane 15-minutowe miasto, że powinniśmy mieć najdalej kwadrans do wszystkich miejsc, które dają nam pracę, pieniądze, zdrowie, satysfakcję, gdzie możemy zrobić zakupy, czyli gdzie jesteśmy po prostu sobą jako osoby w różnym wieku, o różnych też sprawnościach i tak dalej i tak dalej. A jak powstają polskie miasta, to są takie rozlane jajka sadzone, tak? Te podmiejskie osiedla ciągną się w nieskończoność, No bo każdy chce mieszkać jeszcze pod lasem, jeszcze pod lasem, a ten las ucieka jak horyzont. Do czego to prowadzi? No do tego, że te przedmieścia się właściwie nie kończą, do tego, że coraz droższa jest infrastruktura, no bo tam wszędzie ostatecznie do tych osiedli trzeba dociągnąć prąd, wodę, za chwilę będzie potrzebny asfalt, a jak dorosną dzieciaki, no to przecież będzie trzeba je dowozić itd. I to się staje coraz droższe i miasta stają się takimi przeciążonymi, przeinwestowanymi molochami. No ale to jest kwestia po prostu tego, że tak można. Jeśli działamy w obrębie prawa, a prawo jest wadliwe, no to właściwie trudno mieć pretensje do ludzi, że realizują marzenia.
[19:34.09 → 20:34.28] A: Budowanie w tej chwili domów i eksploatacja domów według takich technologii, jakie w tej chwili obowiązują u nas na przykład, odpowiada za 30% globalnej emisji dwutlenku węgla i ta cyfra, ta liczba się zwiększa. To, że nie bierzemy tego pod uwagę jest jakimś dużym nieporozumieniem, ale o przyszłości domów, bo o tym jednak się czasem myśli, więc ja chcę, żebyśmy na chwilę też zajrzeli na aktualną wystawę do Muzeum Designu w Londynie. Ale zanim o tym będziemy rozmawiali, to proponuję, żebyśmy zobaczyli kilka domów i zatrzymali się przy niektórych. Poprosilibyśmy najpierw o ten dom najstarszy, ten taki na planie koła. Wrócimy do tej Twojej opowieści. Czyli na samym początku.
[20:36.40 → 21:15.69] B: No to są jeszcze te Wcześniejsze domostwa, jak mówiłem, tutaj stawiamy znak zapytania, czy te naturalne jaskinie rzeczywiście można nazwać domami jako takimi, a na następnym slajdzie będzie można zobaczyć ten troszeczkę młodszy, no właśnie datowany na milion osiemset tysięcy lat, kamienny krąg. Zdjęcie jest niewyraźne, nie udało mi się lepszego znaleźć, ale jak mówiłem, ciągle nie wiemy, czy to był dom zamieszkiwany stale, czy tylko spichlerz. Wiemy jednak, że było to dzieło rąk ludzkich, że żaden inny gatunek nie jest w stanie takiej konstrukcji stworzyć.
[21:16.89 → 21:30.43] A: Poprosimy następny. I zatrzymajmy się przy tym przez chwilę, dlatego że tutaj mamy prawdziwy przegląd tego A jak człowiekowi jest wygodnie?
[21:32.57 → 25:24.45] B: Moglibyście Państwo potraktować to, co jest napisane na tym slajdzie, trochę jak manifest, trochę jak wyznanie wiary, tu rzecz jasna cudzysłów. osoby, która postanowiła domom przyjrzeć się trochę bliżej. Rzeczywiście dom jest mikrokosmosem. Tu w nim, jak w soczewce, zbierają się te różne sprawy i różne wymiary życia, o których tutaj mówiliśmy. No i może nawet tak szumnie można by powiedzieć, Dom jest kluczem do zrozumienia tego, co to znaczy być człowiekiem. W tym znaczeniu, że w domu rzeczywiście żyjemy na co dzień. I tam dokonujemy tych wszystkich rzeczy, które nas konstytuują. Znaczy zanim wejdziemy do przestrzeni publicznej, to stajemy się osobą publiczną w domu. Przed lustrem, w garderobie, przed własną szafą. Bez względu na to, czy mamy wielką rezydencję, czy tak zwaną mikro-kawalerkę. Stolicą mikro-kawalerek w Polsce jest Poznań. Mówię to niestety ze smutkiem. Ponad 10% mieszkań przeznaczonych na wynajem to są mikro kawalerki. Wiecie jaka to jest przestrzeń? Mniej niż 10 metrów kwadratowych i tam jest wszystko. Pokój, łazienka, kuchnia, garderoba, co tam chcecie. Początkowo wydawało się, że nie będzie na to chętnych, bo szukano ubogich studentów albo zdesperowanych. ale okazało się, że one schodzą. Mało tego, niektóre osoby zamieniły to w rodzaj, jakby to powiedzieć, takiego triumfu trochę. Zobaczcie, potrafię się tak zorganizować, że się tam mieszczę. Jak patrzę na to jako antropolog, to powiedziałbym, to jest właściwie cudowny powrót. Po takim ogromnym kręgu wróciliśmy do momentu, w którym żyli łowcy i zbieracze. Ci, którzy kiedyś zasiedlali wielkie przestrzenie, na przykład Australii czy Afryki. Na czym polegało ich życie? Na tym, że mieli wszystkiego po jednej sztuce. Nie 7 par spodni, czy 15 garsonek. i pięć torebek na przykład, tylko po jednej sztuce. Tyle, ile potrafili wziąć ze sobą idąc w podróż. Jak się coś zepsuło, to sami robili nowy albo prosili eksperta od łuku, od kosza, od przepaski biodrowej, żeby im to zrobił. Te mikro kawalerki sprawiły, że oto mamy współczesnych łowców i zbieraczy, którzy mają wszystkiego po jednej sztuce. Jest taka osoba trochę uchodząca za gwiazdę, bo ona w tej mikro kawalerce nie dość, że sama żyje, to przyjmuje gości ma w takim malutkim okienku dwie rośliny i jeszcze żyje z kotem. No kota nikt nie zapytał o zdanie jak mu jest, ale ta osoba się rzeczywiście kreuje na taką bohaterkę, a mówiąc trochę bardziej poważnie, najprawdopodobniej taki w ogóle jest kierunek. To znaczy nie ulega wątpliwości, że my jako ludzie będziemy się musieli uskramniać. Bo jeśli się nie uskromnimy, to za jedno pokolenie góra, za dwa pokolenia będziemy żyli w warunkach nie do zniesienia. gdzie będzie brakowało wody, węgla, paliwa, gdzie będzie klimat co chwilę wstrząsany tornadami, jakimiś opadami, które będą miały katastrofalne skutki. Musimy się uskromnić. A żeby to tak nie brzmiało trochę jak z katedra, to muszę się Państwu przyznać do jednego, udało mi się to osiągnąć, bo długo myślałem co zrobić, jak się tu uskromniać. No jeżdżę pociągiem na przykład, ale to jest łatwe i to jest proste. Jak kupuję nową rzecz, To tylko pod jednym warunkiem, że drugą starą oddaję. Jak to ułatwia życie. Już parę razy miałem w rękach koszulę jakąś fajną albo marynarkę, ale potem, no ale zaraz, co mam wyrzucić. Przecież to wszystko co mam jest dobre, w sumie mi się podoba, jeszcze na mnie pasuje i odwieszam. Polecam taki sposób.
[25:25.04 → 25:27.14] A: Nie wyrzucić, tylko obieg zamknięty.
[25:27.26 → 25:27.94] B: Oddać, oddać.
[25:27.94 → 25:39.80] A: Tak jest, oddać. No więc właśnie nie żałuj, że Poznań jest królestwem mikrokawalerek, bo to jest bardzo wyraźny trend w tej chwili i jest to jakiś rodzaj manifestacji ekologicznej także, prawda?
[25:40.14 → 26:01.42] B: Chciałbym to tak rozumieć, ale w istocie to chyba jednak na razie chodzi o to, że mamy niesamowite problemy z dostępem mieszkań i studentów nie stać na większe mieszkania, po prostu. Spróbujmy w tym też zobaczyć tą zieloną żarówkę, która mówi, no może to jednak się zamieni w taki bardziej pozytywny trend, a nie przymus po prostu.
[26:01.68 → 26:19.98] A: Ona na razie mruga ta żarówka, jeszcze się nie pali pełnym światłem, ale takie sygnały i takie powody decyzji zamieszkania w takich miejscach już się pojawiają i to rzeczywiście jest całkiem dobry trend. niewiele większe niektóre z tych domów od tych mikrokawalerek.
[26:20.38 → 28:03.43] B: Nie, nie, to tylko prawdopodobnie wygląda tak na tych zdjęciach. No oczywiście Trump Tower jest gigantyczny, te litery Trump są złote, wiadomo, cały ten pan jest ze złota. To po lewej, ale to tylko na zasadzie pewnego przypomnienia. Zobaczcie Państwo trzy budowle na planie koła. Dwie współczesne, no to już takie wielorodzinne mrówkowce, które są kwadratowo prostokątne. Jurta, która jest ogromna, która może pomieścić całkiem sporą rodzinę. Iglo budowane na dalekiej północy przez mieszkających w regionach arktycznych Inuitów. Niesamowity wynalazek, jeden z najbardziej genialnych wynalazków świata. Chyba nawet sztuczna inteligencja miałaby problem, żeby coś takiego od zera wymyśleć. W tych najtrudniejszych warunkach, w jakich mieszkają ludzie, śnieg, który jest przeciwnikiem, wrogiem, tak wykorzystać, żeby się stał sojusznikiem, żeby nie mroził tylko ogrzewał. To jest absolutnie genialne i to tak zrobione, że w środku jeszcze można zapalić takie lampy, które są napędzane tłuszczem i ten śnieg powoli topnieje, ale nigdy nie grozi nam zawalenie ani to, że przed zimą ten dom przestanie istnieć. No i wreszcie tam najdalej po prawej stożkowy namiot stawiany na preriach amerykańskich zwykle nazywany wigwamem, ale to jest zła nazwa, błędna. Wigwam to jest taki kopulasty szałas z kory brzozowej, a to ten stożkowy namiot, teraz zwykle przykrywany płótnem takim żaglowym, kiedyś z cienko garbowanych skór bizonich, nazywa się tipi, czyli po prostu dom.
[28:04.07 → 28:05.61] A: Byłeś w tych domach?
[28:06.93 → 28:09.25] B: No w Trump Tower nie byłem, byłem tylko pod.
[28:11.75 → 28:45.81] A: Chodźmy dalej, to znaczy pokażmy następną planszę. I od takich domów zaczyna się twoja opowieść o domach. To są domy, w których można zamieszkać, ale nie są to nasze domy. A powiedzenie zdaje się było jakieś takie nasze polskie, ciasny, ale własny i tego typu, prawda? Tymczasem coraz częściej dobrze czujemy się także w innych, w domach, które należą do innych. Naprawdę można się tam też czuć jak w domu?
[28:46.79 → 31:51.04] B: Rzeczywiście od tego przykładu zaczyna się moja książka. Pomyślałem sobie, że może warto zacząć od takiego przewrotnego, a może nieoczywistego, przykładu jakim jest firma Airbnb. Od 2007 roku ta usługa istnieje, już jest dostępna właściwie w skali globalnej. Pomysł jest prosty. Jak gdzieś wyjeżdżamy to nie korzystamy z usług sieci hotelowych, bo te sieci są bardzo do siebie podobne, bo to jest trochę taki noclegowy McDonald's, wszędzie jest to samo. Jesteśmy traktowani jak klienci, chłodno, z dystansem, chodzi o przerób, o 15 możemy wejść, o 13 ma już nas nie być. Bardzo to jest rzeczywiście takie ztechnicyzowane, zmechanizowane. No więc ktoś wpadł na pomysł, że może ludzie będą nawzajem sobie wynajmować własne, prywatne mieszkania, domy albo pokoje w tych mieszkaniach bądź domach. Idea okazała się na tyle nośna, że, jak mówią dane statystyczne, każdej nocy około dwóch milionów ludzi korzysta z tej usługi. Każdej nocy. Zwróćcie Państwo uwagę, jaka to jest gigantyczna skala. I rzeczywiście wszystko było napędzane tą ideą, że będzie inaczej. Że będziemy, jak pojedziemy, bo ja wiem, do Barcelony albo do Lublina, to poczujemy się bardziej na miejscu. Bo to nie będzie jakaś europejska sieć hoteli, tylko mieszkanie człowieka, który tam mieszka i to pozwoli nam bardziej doświadczyć tego, co Francuzi nazywają couleur local, czyli takiego kolorytu lokalnego. I być może na samym początku to tak wyglądało, natomiast dziś już nie. Chyba skala spowodowała, że ta usługa I ta wizja, ten miraż, że będziemy blisko normalnego życia niestety zamienił się po prostu w wynajmowane kolejne mieszkania. Wszelkie badania, do których udało mi się dotrzeć pokazują, że gości Airbnb nie wchodzą w długie relacje z gospodarzami. To są zwykle takie zdawkowe, czysto techniczne rozmowy, jak odebrać klucz, nie wiem, instrukcja obsługi łazienki, kuchni albo jeszcze kilka innych informacji o tym, Nie wolno organizować wieczorów panieńskich i kawalerskich i tyle. To się nie przełożyło na bliskość między ludźmi. Co więcej, to się przełożyło też na tworzenie takiej wyabstrahowanej przestrzeni. Badacze, którzy rozmawiają z ludźmi wynajmującymi swoje mieszkania na cele Airbnb mówią, że to jest zwykle sezonowe, czyli zimą mieszkamy, obchodzimy święta. Jak się zaczyna ten sezon dużego ruchu turystycznego, to te mieszkania są wynajmowane. Co trzeba zrobić, żeby wynająć mieszkanie? Pierwsza rzecz, ogałacamy je z własnych, prywatnych rzeczy. Zdjęcia, książki, obrazy, bibeloty, pamiątki, wszystko co jest moje, Wszystko co wyróżnia mój dom spośród innych znika.
[31:51.34 → 31:52.12] A: Robimy hotel.
[31:52.52 → 33:35.17] B: Wchodzimy do przestrzeni niemal hotelowej, choć nie ma neonu hotel i nie ma recepcji. To jest zatem dość ciekawa opowieść. Przypomnę, 2007 rok, minęło 15-16 lat od tego momentu. I bardzo duża zmiana, czyli znów nastąpiła komercjalizacja, znów właściwie okazało się, że duża skala prowadzi do takich relacji, które są raczej relacjami klienckimi niż takimi zbliżeniowymi. No i jeszcze jedna rzecz, gdy o tym mowa, to może warto wspomnieć, Największe centra usług Airbnb, no to takie miasta jak wspomniana już przeze mnie Barcelona albo Amsterdam, kolejny taki hit, to się natychmiast też sprzęgło z tanimi liniami lotniczymi. Te osławione bilety za 30 zł czy za jeszcze niższe kwoty, to oczywiście nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego, to jest dziwaczny ze wszechmiar pomysły, no ale ci, którzy korzystają z tych linii zdają się raczej cieszyć niż zastanawiać dlaczego tak jest. A efekt jest taki, co roku do Amsterdamu przyjeżdża 20 razy więcej ludzi niż tam mieszka. Więc jak sobie lecimy do Amsterdamu albo do Barcelony, to proszę Państwa nie miejcie złudzeń. Zdecydowana większość ludzi, którą spotykacie to są turyści. Nie miejscowi. A więc, jak wynajmujecie mieszkanie w Airbnb, to trafiacie do niby to prywatnej przestrzeni, ale ona jest właściwie na prawach hotelu i ludzie, których spotykacie, to są wam podobni turyści. Taki jest efekt masowej, taniej turystyki. Dość przykre w sumie.
[33:35.54 → 33:45.16] A: Przy Placu Świętego Marka w Wenecji jeszcze kilkanaście lat temu mieszkał podobno jeden tubylec. Ale już się wprowadził.
[33:45.52 → 34:33.38] B: Podobna historia jest z pozańskiego Starego Rynku. Kiedyś to był najbardziej prestiżowy adres w mieście. W latach sześćdziesiątych mieszkali tam notable i ich rodziny. Został jeden mieszkaniec dzisiaj, bo już jest na tyle niedołężny i stary, że się nie może wyprowadzić, a miejsce jest upiorne do mieszkania. Nie tylko dlatego, że od trzech lat trwa tam niekończący się chyba remont. ale że jeszcze przed remontem to było takie miejsce, gdzie nie można oczywiście podjechać własnym autem, gdzie trudno jest się odwiedzić. Nieustanny ruch i gwar, a ten ruch i gwar turystyczny sprawia też, że poznikały miejsca, w których taki człowiek może sobie odpocząć i oczywiście ceny windują się bardzo do góry. No to jest taki efekt, który właściwie spotykamy we wszystkich miastach, które są centrami ruchu turystycznego.
[34:33.93 → 34:44.55] A: To jedźmy w takim razie w świat. Poprosimy o kolejny slajd. Mamy znowu koło. Gdzie jesteśmy?
[34:45.39 → 38:55.12] B: Teraz jesteśmy, proszę Państwa, w Amazonii. Przy okazji Arktycznego Iglo mówiłem o niesamowitym wynalazku technologicznym i właściwie mógłbym to samo teraz powtórzyć. To, co Państwo widzicie, to jest gigantyczna budowla, która może być domem dla nawet 400 ludzi, dla kilkudziesięciu rodzin. Budowla mniej więcej na planie koła, część zadaszona przeznaczona dla rodzin. Każda rodzina ma swój boks, powiedzielibyśmy. Tam są hamaki, kolejny niezwykły wynalazek. Przy tych hamakach ognisko, różne sprzęty związane z rodziną, a na środku otwarta przestrzeń, która zwyczajowo służy jako plac zabaw dla dzieci, a kiedy jest jakiś czas na rytuał, to tam się te rytuały przeprowadza. Każdego ranka to miejsce wspólne, ta przestrzeń publiczna jest sprzątana i ona rzeczywiście jest bardzo bezpieczna i czysta. To co najbardziej interesujące, to nie tylko sposób w jaki techniczny, stricte techniczny sposób w jaki ten wielki dom powstaje, ale też z czego on powstaje. Jesteśmy w Amazonii, trzeba znaleźć rozległą polanę, bo taki dom może mieć nawet 100 metrów średnicy. W dodatku trzeba tak go zbudować, żeby przy ewentualnej wichurze przewracające się drzewa nie upadły na dach i go nie połamały. Ten dom w całości zbudowany jest z roślin. Od ziemi po najwyższą część dachu. Używa się tego wszystkiego, co jest bardzo blisko, ale do czego potrzeba niezwykle wyrafinowanej wiedzy botanicznej. Wyliczono, że co najmniej kilkadziesiąt, ponad 30 gatunków roślin jest wykorzystywanych przy budowie tej konstrukcji. To są oczywiście pnie, gałęzie, liście, korzenie, kora, pnącza, liany, wszystko co da się wykorzystać. A więc dom całkowicie biodegradowalny, dom, który jest zamieszkiwany przez kilka lat, choć jego budowa trwa nawet do pół roku i jest przedsięwzięciem takim gromadzkim, zbiorowym. Wszyscy, którzy mogą, nie są chorzy i nie są małymi dziećmi, w tej budowie pomagają. Szacuje się, ktoś to dokładnie wyliczył, że żeby upleść dach, który będzie odporny na czasami rzęsiste, opady deszczu, kiedy zbliża się ta pora, kiedy nadchodzi ta pora, a jednocześnie żeby był przewiewny i żeby dym z ognisk łatwo się ulatniał, to trzeba na jeden metr kwadratowy dachu zużyć 160 palmowych liści. Co więcej, każdy z tych liści, wyobrażacie sobie Państwo, jest taki szeroki, przez środek biegnie ta struna, jest składany na pół. I żeby się nie rozłożył, to te dwie połówki łączone są właśnie specjalnym korzeniem, żeby to usztywnić. 160 liści jeden obok drugiego, kilka warstw, żeby stworzyć metr kwadratowy tego poszycia dachowego. Na cały dach około pół miliona liści. Gigantyczne przedsięwzięcie, wielki nakład pracy, ale rzeczywiście miejsce, które jest bezpieczne, które jak mówiłem chroni chroni przed słońcem, przed deszczem, przed wiatrem, a jednocześnie zachowuje tę potrzebną wentylację. To jest akurat dom zbudowany przez janomami, taką grupę liczącą około 20 tysięcy mężczyzn i kobiet. Dzisiaj oni żyją na północy Brazylii. Pytanie o to, skąd w ogóle taki pomysł, jak to zrobili, gdzie są ci janomamscy inżynierowie? Pokazują na drzewo, mówią tam. Bo są przekonani, że oni się tego nauczyli od ptaków. Jakbyśmy zobaczyli slajd wcześniejszy, to byście Państwo tego ptaka zobaczyli. W języku Ianomami na tego ptaka mówi się Koli.
[38:56.62 → 38:57.94] A: Poprosimy o wcześniejszy slajd.
[38:58.72 → 39:01.00] B: zobaczyć, a ja sprawdzę jego botaniczną nazwę, bo...
[39:01.00 → 39:02.58] A: Nie, a to mamy ten wcześniejszy, wiesz?
[39:02.76 → 39:03.46] B: A, to nie ma.
[39:03.54 → 39:03.80] A: Nie, nie ma.
[39:03.80 → 40:28.70] B: No dobrze, może nie ma. Przecież są takie ptaki, które budują bardzo skomplikowane, mające nawet półtora metra długości gniazda, w kształcie takiego rękawa, w kształcie takiego wydłużonego rękawa. I to jest bardzo złożona budowla oparta o gałęzie drzew, które są jakby takim naturalnym szkieletem i na to te ptaki potrafią nałożyć w bardzo skomplikowanym wzorze kolejne gałęzie i stworzyć bardzo odporne, a jednocześnie lekkie i przewiewne gniazdo. Sami Janomami mówią, że to są ci inżynierowie i oni kiedyś Kiedy świat był jeszcze młody, używają takiej formuły, bardzo ją lubię, jest taka poetycka. Kiedy świat był jeszcze młody, to ich przodkowie od tych koli nauczyli się budować te fantastyczne domy. Takie domy powstają do dzisiaj, choć janomami mają bardzo wiele problemów związanych z tym, że ich naturalne terytorium się kurczy. przy co chwilę pojawiają się, a to studenci, którzy chcą sobie zrobić z nimi zdjęcie, a potem się na końcu okazuje, że trzeba nimi opiekować, bo oni nic nie umieją, nie wiedzą jak tam żyć, jak zdobyć wodę. Jedzenie, bardzo ryzykowne są takie wyprawy. No ale oczywiście pojawiają się tam też poszukiwacze złota, poszukiwacze ropy naftowej, bo cała Amazonia jest gigantycznym rezerwuarem tych zasobów. Ale ciągle te domy powstają.
[40:29.51 → 40:41.29] A: Zobaczcie Państwo, w takim razie to jest opowieść o tych ludziach, jaki jest ich system wartości, jak oni się umieszczają wobec natury, wobec świata.
[40:42.15 → 41:04.91] B: Jak mówiłem, dom całkowicie biodegradowalny, a zobaczcie Państwo, my żyjemy w takim dziwnym świecie, niby to cywilizowanym i bardzo wyrafinowanym, a tworzywo, które w zasadzie w ogóle się nie degraduje, czyli plastik, jest stosowany do jednorazowych opakowań albo jednorazowych kubków. Nasz świat.
[41:05.67 → 41:17.31] A: No właśnie. Chodźmy do następnej opowieści. Poprosimy o kolejny slajd. O, to jest dom, który wzbudził we mnie bardzo mieszane uczucia.
[41:18.05 → 41:23.25] B: Nie lubisz podmiejskich szeregowców, tzw. bliźniaków?
[41:23.75 → 41:24.73] A: Gdzie jesteśmy?
[41:25.47 → 46:52.34] B: Jesteśmy, proszę Państwa, na Borneo. I tutaj pozwólcie Państwo na chwilę prywaty. Kiedy się wybierałem na Borneo, to miałem przed oczami fantastyczny obraz zielonej dżungli pełnej orangutanów, spowitej mgłą. Coś cudownego. Niestety nic z tego. Borneo jest strasznie zdegradowane z tego powodu, że rośnie na całym świecie niemal bez przerwy, choć ostatnio trochę słabiej zapotrzebowanie na olej palmowy. Popatrzcie na składniki tego, co używacie w swoich kuchniach, no to będzie wiadomo skąd to zapotrzebowanie. I są karczowiska, jedzie się przez wiele kilometrów i są smętne karczowiska, nie ma śladu po zielonej dżungli, o orangutanach nie wspominając. Ale mieszkają tam nadal dajakowie. Pierwotna, pierwsza ludność, która się tam pojawiła, ideakowie, są kolejnymi mistrzami architektury i kolejnym ciekawym przykładem, jeśli idzie o budowę domu, bo oni stawiają, podobnie jak Janomami w Amazonii, domy wielorodzinne pod jednym wysokim dachem, dachem sięgającym nawet 10 metrów wysokości. Może mieszkać kilkadziesiąt rodzin, czyli kilkaset osób, łatwo to przeliczyć. Domy są stawiane na bardzo solidnych palach, Podłoga jest robiona z drewna żelaznego, niezwykle trwałego i też nie poddającego się inwazji tych wszystkich drobnych insektów i owadów, które drewno niszczą i podzielone na boksy. Dlatego pozwoliłem sobie powiedzieć, że to są takie szeregowce z dżungli. Jak mówię, dokładnie ten sam pomysł jak te bliźniaki podmiejskie budowane w wielu miejscach Polski. To jest rozdział opowiadający o tych domach nazywa się Dom z dźwięków. No właśnie, bo on pozornie jest zbudowany z tych różnych rodzajów drewna i wymaga wielu nakładów pracy i służy trzem, czterem pokoleniom zanim nie ulegnie zniszczeniu i takiej powolnej erozji i potem trzeba stawiać nowy, co znów jest gigantycznym wysiłkiem, ale jest inny klej, który powoduje, że mieszkający tam ludzie czują, że ten wielki dom jest ich wspólnym miejscem. Zamieszkała tam kiedyś antropolożka, wynajęto jej jeden z tych boksów gdzieś w środku. I ona tam weszła, każdy z tych boksów ma takie trzy przestrzenie. To, co jest najbliżej tego zewnętrznego otwartego tarasu, gdzie można sobie spacerować, rozmawiać, palić tytoń i spotykać innych, to potem za bambucową ścianą jest miejsce, gdzie rodzina przygotowuje sobie posiłek, ognisko. I tam też można włożyć głowę, zajrzeć i powiedzieć dzień dobry. Trochę dalej mamy kolejną ściankę i jest miejsce, gdzie rodzina spożywa posiłek. Tam już nie można wejść. Spożywamy posiłek w gronie rodzinnym. I wreszcie za trzecią ścianką, najbardziej w głębi, jest miejsce, gdzie rodzina śpi. Są sypialnie. No i takie miejsce dostała owa antropolożka, o której mówiłem. Wszystko się zgadzało z tych opisów, ale szybko zauważyła, że w tych ścianach zewnętrznych, gdzie są sąsiedzi, są duże szpary. Jakoś czuła się nieswojo. Albo będą podglądać, albo białaska przyjechała, będą ciekawi, co tam mam pod spodem. Zaczęła te dziury zatykać. No i szybko się zorientowała, że coś jest nie tak. że ludzie patrzą na nią podejrzliwie, że ludzie patrzą na nią dość dziwnie i ci, którzy się wcześniej uśmiechali, miny mają skwaszone. Szybko się okazało, że ona zatykając te dziury narusza wewnętrzną strukturę tego domu. Ta struktura polega na tym, że ludzie przebywając we własnej przestrzeni i na przykład gotując trawę nad ogniem rozmawiają sobie z kimś, kto jest pięć domów dalej. Przez te szpary dźwięk się niesie. Co tam sąsiadka u ciebie? A u mnie dobrze. A spytaj tą na końcu, czy tam nie ma trochę soli, bo mi na przykład potrzeba do ryżu. To brzmi może banalnie, ale w ten sposób tworzy się codzienna, rutynowe poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty. Wiecie państwo, co dla dajaków jest najbardziej smutne? sama osoba pojedyncza. Jeśli się kogoś spotyka samego w dżungli, to jest podejrzenie, że albo jest chory, albo że opanował go zły duch. Oni żyją we wspólnocie. Wspólnota jest całym światem, całym kosmosem. Kiedy przez tą pierwszą ściankę widać, że w jakimś domostwie nie pali się ogień, a ogień musi się palić, bo wiadomo, że ktoś tam jest w środku, natychmiast jest interwencja. Co się stało? Czy może jesteście chorzy? Może trzeba wam pomóc? Kolejny, inny przejaw tego, że coś się dzieje złego? Bałagan. Jak ktoś ma bałagan przed chatą, natychmiast jest interwencja. No halo, my tu żyjemy razem. Zbierajcie te rzeczy, które pozostawiliście. I kiedy się Dajaków pyta o to, czy naprawdę ten sposób takiego kolektywnego życia, jest najlepszy na świecie, czy nie lepiej sobie zbudować domek i tam ogródeczek i spełniać się osobno, pojedynczo? Są zupełnie zdziwieni i mówią, że ten długi dom to jest jedyny sposób, w jakim może żyć cywilizowany człowiek.
[46:52.86 → 46:54.36] A: Dlaczego one są na palach?
[46:54.55 → 47:23.70] B: One są na palach z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że wtedy odcina się niebezpieczeństwo wielu zwierząt, które mogłyby tam wejść, a po drugie rzeki wylewają. Te domy zwykle buduje się w dolinach rzek, bo tam zaraz za nimi są ogrody, a jak rzeka wylewa, nanosi ten muł, na którym lepiej się te uprawy udają, dlatego na palach. Wchodzi się po takich drabinach dość stromych, czasem bardzo, bardzo pieczyłowicie zdobionych, ale tak, to wymaga pewnej sprawności.
[47:24.41 → 47:50.91] A: Powiedzmy sobie jeszcze o takim jednym powiedzeniu, gość w dom, bo opowiedziałeś o antropolożce i o tym, że przydzielono jej taki sam dom, takie samo mieszkanie jak reszcie, ale nie wszyscy mają ten przywilej. Zdaje się, że dajakowie niespecjalnie jednak lubią przybyszów. Muzułmanie na przykład nie cieszą się ich specjalnymi względami i są lokowani bynajmniej nie w salonie.
[47:52.19 → 48:43.49] B: Tak, jest rzeczywiście taka Taka historia, która się ponoć powtarza, ma być wyrazem takiego poczucia humoru Dajaków. Jak przychodzą do nich goście, sąsiedzi gdzieś mieszkający powiedzmy 10 kilometrów w dole rzeki i są muzułmanami, a Dajakowie niespecjalnie przepadają ze muzułmanami, to mówią oczywiście możesz u nas spać, tutaj na zewnątrz, na tym otwartym tarasie my ci nawet przyniesiemy jakiś kocyk, żebyś nie spał na gołym drewnie. No i delikwent się kładzie, zapominając albo nie będąc świadomy jednego, że pod spodem Bardzo często są takie klatki, takie przenośne chlewiki, w których dajakowie trzymają świnie. No więc muzułmanin zmawia ostatnią wieczorną mszę, kładzie się i słyszy najbrudniejsze zwierzę w systemie czystości islamskim, świnia. Myślę, że noc jest nieprzespana.
[48:44.00 → 48:57.70] A: Z naszego punktu widzenia eleganckie to nie jest, ale bywają zupełnie inne postawy. Jedźmy dalej do kolejnego miejsca na ziemi. Gdzie jesteśmy?
[48:58.72 → 54:12.57] B: To jest chyba najbardziej niezwykła historia. Sami dorośli, więc można. Poza tym prawie wieczór. Przenosimy się do Mali, do Dogonów. To jest niezwykle interesująca społeczność, znana po pierwsze ze swojej nieprawdopodobnej wiedzy kosmologicznej. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo... dzięki jakim czynnikom, ale mają gigantyczną wiedzę na temat ruchu planet, zanim mogli o tym przeczytać w internecie, bo notowano to już w XVIII i XIX wieku. Po drugie, są cudownymi rzemieślnikami, robiącymi wspaniałe maski, które zdobią dzisiaj muzea, nie tylko etnologiczne, ale też galerie sztuki na całym świecie. Ale po trzecie, budują niezwykłe domy. Domy, które są wyznaniem miłości. I proszę to rozumieć dosłownie. To jest trudno oczywiście oddać na fotografiach, trudno pokazać na obrazku, dlatego raczej będę o tym opowiadał. Tradycyjny Dom Dogonów ma taką ciekawą fasadę, jak Państwo widzicie, ta fasada składa się z takich wielu otworów. Każde z tych otworów to jest pamiątka po naszym przodku. Zobaczcie jak daleko sięga ta pamięć. Ja wielokrotnie pytam studentów jak daleko potraficie opowiedzieć o swoich przodkach. Pradziadek, prababcia to jest najdalej. Mimo, że mamy tyle możliwości, żeby to utrwalać, a jednak nie sięgamy aż tak daleko. Zobaczcie, tu jest kilkadziesiąt, co najmniej kilkadziesiąt tych otworów. One są tak zrobione, i to są oczywiście gliniane budowle, one są zrobione tak, że w każdym z tych otworów gnieździ się jaskółka. I ona jest naszym żywym przodkiem. Myślę, że to też jest bardzo poetyckie i takie symboliczne. Ale to jest tylko fasada. Ale pokazująca ten niezwykły sposób myślenia dogonów. Otwieramy drzwi wejściowe. One się otwierają do środka, do największej środkowej izby. Mówię z tymi detalami, bo to jest ważne. Te drzwi duże, ciężkie, które otwierają się do środka, wchodzą do środka, To jest męski narząd płciowy. Ta sala, do której te drzwi się otwierają, to jest kobiecy narząd płciowy. W środku mieszka para, która się kocha, mężczyzna i kobieta. Cały dom wspiera się na czterech belkach. Dwie z nich to ramiona kobiety, która leży na plecach i podtrzymuje mężczyznę. Dwie kolejne belki to ramiona mężczyzny, który leży na kobiecie. i cały szkielet dachu to są żebra mężczyzny. To jest uosobienie miłości, aktu seksualnego, fizycznego w jak najbardziej dosłownym sensie, choć gdyby patrzeć na same te fotografie, to one o tym nie mówią. Dogonowie budują takie domy, które są rzeczywiście tak silnie związane z ich myśleniem o miłości po prostu, ale w ich wioskach można znaleźć jeszcze parę innych ciekawych rozwiązań. Jak oglądałem wczoraj obrady, pierwsze obrady nowej kadencji Sejmu, to pomyślałem sobie, że warto by może było ten pomysł podrzucić. W centrum każdej wsi dogońskiej, tradycyjnej wsi dogońskiej, znajduje się miejsce obrad, ich Sejm, ich parlament. Zadaszone, no bo słońce, wiadomo, środkowa Afryka, więc to słońce jest bardzo, bardzo silne. Siada się w kręgu i co najbardziej ciekawe i co najbardziej znaczące, daszek przykrywający to miejsce obrad, ten dogoński Sejm, ma tak mniej więcej półtora metra wysokości. Jest niski, nieludzki, niewygodny, ale z pewnego określonego powodu. To znaczy jak dochodzi do kłótni, do sporów, to żaden facet nie może się zerwać na równe nogi i rzucić na swojego przeciwnika, żeby go udusić, no bo walnie głową w dach i zaraz usiądzie z powrotem. Gdyby na wiejskiej ten dach trochę obniżyli, ile by to może zapobiegło ilu nieszczęściom zupełnie niepotrzebnym. A już mówiąc zupełnie poważnie, to rzeczywiście jeden z najbardziej niezwykłych przykładów tego, jak wydawałoby się dość niewyrafinowana technika, budowa z gliny i takiej wysuszonej trzciny, która zastępuje źdźbła zboża, prowadzi do niesamowitej wyobraźni. Może jeszcze warto dodać jedno, że ta technika budowy domów jest współcześnie wykorzystywana i podglądana przez Firmy także zagraniczne, które pojawiają się w kraju Dogonów i budują tam na przykład gmachy użyteczności publicznej, takie jak szkoły czy urzędy. Okazuje się, że żaden beton, nawet najbardziej jakoś tam przepuszczalny w tym klimacie, nie zdaje tak dobrze egzaminu jak te stare, wielowiekowe technologie wypracowane przez Dogonów.
[54:13.90 → 54:27.94] A: Czy czeka nas w ogóle powrót do starych, może nie technologii, ale wykorzystania nowych technologii przy starych materiałach? To powiemy sobie, jak cię będę pytać o przyszłość naszych domów. Poprosimy o następny slajd.
[54:30.66 → 59:36.40] B: Tutaj trochę bliżej się przenosimy. Po Amazonii, po Borneo i po Mali przenosimy się do Turcji. Turcja ma ostatnio pięć minut w polskich mediach, tureckie seriale nagle zawojowały naszą wyobraźnię, wypierając seriale latynoamerykańskie. To swoją drogą też jest jakiś ciekawy trend kulturowy. To jest miasteczko leżące na najbardziej wysuniętym na zachód z kraju Turcji. I bardzo charakterystyczny dom, tutaj po lewej stronie możecie to Państwo zobaczyć. Dom, który jest otoczony z każdej strony murem. Jest tylko jedno wejście otwarte dla tych, którzy chcą wejść i wyjść. W środku jest dziedziniec, tam się odbywa przy dobrej pogodzie całe rodzinne życie. Przed domem jest tzw. sofa, czyli ta zadaszona przestrzeń, gdzie można sobie drzemać w ciągu dnia. Zresztą drzemki w ciągu dnia są bardzo zdrowe, właściwie wszystkie badania medyczne dzisiaj to potwierdzają. Ci janomami, o których mówiłem przed momentem, proszę sobie wyobrazić, że oni śpią od czterech do sześciu razy dziennie. Znaczy ta norma spania jeden raz w nocy okazuje się być dość dziwaczna dla ludzi jako gatunku, choć my ją uważamy za zwyczajną i naturalną. Janomami śpią, proszę Państwa, wtedy, kiedy chce im się spać. Wyobrażacie sobie taki luksus? I rzadko śpią sami, a to z mężem, z żoną, z dzieckiem, z psami, z małpkami, z kuzynem. Leżą w tych hamakach i te drzemki trwają od dwóch do trzech godzin. Stąd jest ich tak wiele. Prawdę mówiąc, ja im zazdroszczę. Myślę sobie, że to jest jakiś genialny sposób życia. Wracając do Turcji. Więc mamy ten dom, którego centrum i stąd zdjęcie jest palenisko. otwarte, wysoko sklepione palenisko, w którym można też piec chleby. Przykleja się je do wewnętrznej strony tego pieca. Potrzeba do tego pewnych umiejętności, żeby się nie oparzyć, żeby to ciasto też za długo tam nie przebywało. Całe życie organizuje się wokół tego pieca. On się po turecku nazywa ocak, co dosłownie znaczy, co właśnie ma dwa znaczenia, znaczy miejsce ognia, ale też dom ojca. No w związku z tym, że to jest społeczeństwo patri linearne, czyli dziedziczymy po stronie męskiej, no to z ojca na syna to przechodzi. I podobnie jak u dajaków, jak ogień nie płonie, to znaczy, że w domu dzieje się źle. Ten ogień musi być podtrzymywany. Najmniejszy żar, ale on jest tożsamy z życiem, szczęściem, dobrostanem. I tutaj pewne rzeczy dla mnie też w zaskakujący sposób się potwierdzają. Oczywiście to, co ludzie robią wewnątrz tej otoczonej murem przestrzeni jest ich sprawą. Natomiast każdy jest zobligowany do tego, żeby utrzymywać porządek na zewnątrz tego muru. I znów, jak tego porządku nie ma, to przez mur się woła, halo sąsiedzie, co u ciebie trzeba zagrabić albo zamieść. I jak nie ma odzewu, no to można na przykład na bas grać coś na murze. albo zacząć krzyczeć, albo zacząć obrażać. To jest bardzo ważne. Taka norma, po pierwsze, żeby ogień płonął, a po drugie, żebyśmy utrzymywali porządek. Przy tym piecu najczęściej spożywa się posiłki. Tradycyjna turecka rodzina raz dziennie powinna spożyć wspólnie, razem posiłek. Na środku rozkłada się specjalną matę półcienną, Na to trafia właśnie taki okrągły stół i na tym stole ustawia się kolejne dania. Zgodnie z taką normą patriarchalną zaczyna najstarszy mężczyzna, czyli ten właśnie związany z ogniem. On odmawia modlitwę, jako pierwszy się częstuje. Potem najmłodsze kobiety zbierają to, co pozostało po jedzeniu. Jeśli cokolwiek spadnie na podłogę, się już tego, broń Boże, nie spożywa. To tam nie ma, że trzy sekundy i można jeść. W islamie to już jest ubrudzone, to się wyrzuca zwierzętom, na przykład kurom, czy innym, które akurat są są hodowane. Ten typ zabudowy nazywa się hilani. Domy budowane z gliny, zwykle podzielone na trzy pomieszczenia, czyli kuchnia, salon, sypialnia, no i w zależności potem od wielkości tej rodziny, dobudowuje się kolejne pomieszczenia, na przykład dla dorastających synów, czy córek, no i bardzo charakterystyczna jest ta sofa na zewnątrz. Zresztą to słowo sofa z tureckiego przeszło do nas dziś i te sofy, na których czasami wypoczywamy, to właśnie wija język turecki. Zresztą z tureckiego wywodzi się też słowo jasiek, ten jasiek, który jako poduszkę bierzemy pod głowę.
[59:36.76 → 01:00:04.27] A: Mówisz, że Turcja ma u nas pięć minut, że popularne seriale i tak dalej, i tak dalej. Jakby tak jeszcze przenieść to czystość, na zewnątrz domu. Nijak się to ma do naszych papierków w windzie, na ulicy. Wychodzimy z domu, zamykamy za sobą drzwi i wchodzimy w przestrzeń niczyją. W związku z tym możemy w niej robić to, co chcemy. Jedziemy dalej? A, jeszcze pokój gościnny, największy dla gości, nie?
[01:00:05.05 → 01:06:25.31] B: Tak, to chyba ciągle w Polsce normą jest na przykład na terenach wiejskich, że jest taki dom dla gości, pomieszczenie, pokój dla gości, czasem pewnie nawet nieużywany dość długo, no bo jak ich nie ma, to tam te poduszki piętrzące się na łóżkach, jakieś takie bibelociki w przeszklonej etażerce i tak dalej i tak dalej. Proszę Państwa, teraz miejsce, które paradoksalnie z domem ma niewiele wspólnego. Nazywa się Kibera, największy w naszym świecie slums. Położony w granicach terytorialnych stolicy Kenii, czyli Nairobi, na obszarze dwóch i pół kilometra kwadratowego mieszka około, bo rzecz jasna nikt tego precyzyjnie nie jest w stanie wyliczyć, mieszka około 200 tysięcy ludzi. Ścisk niebywały. Ja to gdzieś policzyłem, to jest 22 razy większa gęstość niż w Nairobi, poza slumsem. 22 razy większa. No i kiedy mowa o domach, kiedy mowa o najtrudniejszych warunkach, w jakich mogą żyć ludzie, to mówi się, patrzcie, slums. Natomiast z punktu widzenia mieszkańców slumsów, to nie jest takie proste. Po pierwsze, oni sami tego miejsca slumsem nie nazywają. W rozmowach mówią, że oni właściwie dowiedzieli się, że mieszkają w slumsach z mediów. Wie pan, bo to w mediach mówili, bo to w internecie piszą, a to nas obraża. To jest nasz dom, na inny nas nie stać. Jak slumsy powstają? Ludzie trafiają tam rzadko z własnego wyboru. To jest poszukiwanie lepszych szans, więc jedziemy do stolicy. No czynsze w stolicy są tak przeogromne, że bardzo wielu nie jest na to stać. No więc jadą do tej najbiedniejszej dzielnicy. Tam często nie ma prądu, nie ma wody, a jeśli jest, to wszystko jest połączone nielegalnie. Nie ma adresów. Tam żaden GPS nam nie pomoże i DHL paczki nie przyniesie, co nie oznacza, że to życie nie jest jakoś ustrukturyzowane. Takie przeciętne domostwo w Kibery to jest 4x4 metry, taka zrobiona z blachy. No, co zrobione? No dom, tak, dom z blachy, 4x4 metry. Jedno pomieszczenie otwarte, które co chwilę zmienia swoją funkcję. Jest sypialnią, potem jest miejscem, gdzie się je śniadanie, potem jest miejscem, gdzie się pracuje, spożywa posiłek, przyjmuje gości. Jeśli jest mała rodzina, jeśli jest większa, no to właściwie jak wszyscy porozkładają śpiwory i koce, to nie ma miejsca już na nic. W ciągu dnia tylko zrzuca się je do jednego narożnika i one piętrzą się tam jeden na drugim. Ale ci ludzie mają swoją godność. Ci ludzie zwykle traktują mieszkanie w slumsie jako moment przejściowy, Ci ludzie potrafią nazwać miejsca w slumsie od nazwiska, od imienia kogoś, kto jest znaczący. Czasem od kształtowania powierzchni, że tu góra, tu jakaś sadzawka. Wypracowali też wiele strategii przetrwania, które pozornie mogą się wydawać dla nas chyba dość trudno akceptowalne. Na przykład kwestia toalet. W Kibery istnieje system publicznych toalet, ale po pierwsze to toalety są płatne. Jedna wizyta w toalecie to jest mniej więcej równowartość takiego pięciolitrowego baniaka wody. No więc wcale nie mało. Często na to skarżą się kobiety wychowujące małe dzieci. Mówią, no słuchaj, no jak ja bym musiała co chwilę z tym dzieckiem tam chodzić, to po prostu zabraknie mi pieniędzy. Kolejny kłopot to to, że na noc te toalety są zamykane. No czyli w nocy to już rób kto może i jak może i gdzie. No i łatwo sobie wyobrazić, że w momencie otwarcia jest długa kolejka. I w momencie przed zamknięciem równie długa się ustawia. I one w ciągu dnia nie są sprzątane. Wiele kobiet czuje dyskomfort, że nie chce tam chodzić. No i potem pojawiają się medialne doniesienia o tym, że ludzie w kibery załatwiają się gdzie popadnie albo tymi odchodami zapakowanymi do worków foliowych rzucają na dachy sąsiadów. Specjalnie nie mają wyjścia. Trudno, żeby mogli zrobić coś innego. Kolejna rzecz to ekonomia. Tam są sklepy, choć trudno je tutaj wśród tej plątaniny dachów rozpoznać, ale tam są sklepy, które są przystosowane do tego, że ci ludzie żyją rzeczywiście z dnia na dzień, że mają grosze wieczorem, które mogą wydać rano. No więc wszystko jest sprzedawane w mikroporcjach. gumy na sztuki, papierosy pojedynczo, olej wlewany do worków foliowych zawiązywanych i na przykład to jest tam 10 czy 5 mililitrów, podobnie mąka i tak dalej i tak dalej. Niestety gdyby policzyć kwoty jakie są wydawane na te małe porcje, to okazałoby się, że one są droższe niż te kupowane w dużych opakowaniach, ale ci ludzie nie mają jednorazowo takich pieniędzy, żeby wydać na przykład kilogram mąki, cukru i opakowanie gum dla dzieci. Kolejny wynalazek, który wiąże się z życiem w takim miejscu, to rosnące buty. Nie mamy pieniędzy, ale są dzieci i dzieci rosną. Więc tam się sprzedaje takie specjalne buty, które mają takie zaczepy. I te zaczepy można przesuwać. Jak dziecku rośnie stopa, to but się też wydłuża, żeby nie trzeba było co chwilę kupować nowej pary. Najbardziej wstrząsający obrazek. Jedna z granic tego slumsu kończy się na płocie. Nowoczesnym, wysokim, niedawno postawionym płocie. Za tym płotem jest wielkie pole golfowe. na którym grają miejscowi bogacze. Po jednej stronie zraszana co rano trawa, powoli przechadzający się dżentelmeni, kije, piłeczki, drinki, po drugiej ludzie stłoczeni jeden na drugim.
[01:06:25.93 → 01:06:27.15] A: I płacący za wodę.
[01:06:28.15 → 01:07:09.37] B: No właśnie, jeszcze ten problem wody, bo on właśnie po obu stronach płotu jest jakiś dramatyczny. Chciałbym, żebyście Państwo zapamiętali jedno, Ci ludzie też chcą myśleć o sobie pozytywnie, że oni robią co mogą, że wiążą koniec z końcem. Nazywanie ich mieszkańcami slumsów i ich przestrzeni slumsem odbiera im tę godność. Czasem warto ugryźć się w język i na przykład nie używać takich słów, zwłaszcza, że oni sami mówią, że nie żyją w slumsie, że to jest tymczasowa przestrzeń, którą zamieszkują, ale przecież marzą o lepszym życiu.
[01:07:11.67 → 01:07:19.97] A: Przenieśmy się w kolejne miejsce. Czy państwo poznają? Gdzie jesteśmy?
[01:07:21.31 → 01:12:22.51] B: Czy w Lublinie albo pod Lublinem są takie domy z marzeń, romskie wille i pałace? Gdzie? Głośniej. W kierunku Chełma pani mówi. Ale są. I poznajecie państwo. No właśnie, bo te domy rzeczywiście można znaleźć w wielu miastach Polski, głównie chyba wydaje mi się centralnej i południowej i one są zwykle na wylotach miast. Nie bez powodu. Domy z marzeń. Romskie wille. Romska realizacja myślenia o szczęściu. Wyszydzane, robimy zdjęcia, one trafiają do mediów społecznościowych, zobaczcie, budują. A to jest niezwykle ciekawa historia. Ostatni, ostatni Romowie podróżowali przez Polskę w latach siedemdziesiątych. To były ostatnie tabory. To był ten moment, kiedy Maryla Rodowicz wyśpiewała swój wielki hit, jadą wozy kolorowe. To też ciekawe, że ona śpiewała o tych wozach, a one w tym momencie przestawały jeździć. I początek lat dziewięćdziesiątych, uwolnienie pewnych możliwości, transformacja roku 1989 sprawiła, że Romowie zaczęli kupować ziemię i budować nowe domy. Domy, które podglądali w dwóch miejscach, bo zaczęli podróżować po świecie. Pierwszym miejscem były Indie i tam podglądali Pałace Maharadżów, te z tymi kopułami, minaretami, wielkie, kolorowe, barwne, bogate. A z drugiej strony to były Stany Zjednoczone i na przykład rezydencje aktorów Beverly Hills. No i teraz takie marzenia trzeba było przełożyć na polską, skrzeczącą rzeczywistość. Zatrudnić miejscową ekipę i powiedzieć im, proszę pana, chcemy taką rezydencję, która będzie połączeniem Pałacu Maharadży z rezydencją Roberta De Niro. No i Polacy, polscy murarzy zakasywali rękawy i próbowali to zrobić. Dlaczego mówię o tym napięciu? Bo to prowadziło do bardzo wielu dziwnych rozwiązań. Mamy na przykład takie wille, gdzie z pięknej kopuły, jakby znad Gangesu wyrasta komin. Mamy rynnę, która biegnie przez środek tarasu, skądinąd wykładanego bardzo drogimi włoskimi płytkami. Mamy balkony, do których nie prowadzą żadne drzwi, bo projektant zapomniał i nie zrobił. Ale oprócz tego mamy fontanny. Mamy naczółki, mamy balustrady, balustradki, mamy przy fontannach bardzo wiele rzeźb, ozdób, to wszystko jest wystawne. To wszystko budowane jest na, jak mówiłem, na wylotach miast, nie podpiwniczone, jakby na chwilę, jakby na moment, jakby bez przekonania, że będziemy tu długo. I rzeczywiście wiele tych willi, pałaców dziś jest pustych. I często zachodzą ludzie w głowę, dlaczego no tyle zainwestowano i nagle są puste. Otóż one od początku były budowane na moment, na parę lat. Na przykład dlatego, że rodzina chciała wyprawić wielki ślub albo chrzciny i sprosić krewnych z połowy Europy. I tak naprawdę jakby się temu przyjrzeć, proszę państwa, to te domy odzwierciedlają to, jak wyglądały dawne romskie wozy. Wozy też były na chwilę gdzieś postawione na rozstajach dróg, żeby szybko mogły ruszyć dalej. W wozie mieliśmy jedną otwartą przestrzeń. Jak wejdziemy do takiego romskiego domu, to tam też jest przestrzeń otwarta po obu stronach. Jedyne miejsca, gdzie są drzwi, to są toalety. To, co jest na parterze, jest odwzorowane na piętrze. Bardzo wiele rzeźb przypominających te, które zdobiły romskie wozy kiedyś. Romowie w ten sposób przenieśli dawne wzorce na te nowe. Proszę Państwa, lud pochodzący z nad Gangesu, który pokonał tak wiele kilometrów i trafił do nas, nigdy nie miał tradycji stałego osiedlania się i stałego budowania. W tym sensie oni czuli absolutną wolność, mogli zaprojektować co chcieli. Pod łodzią mamy romskie wille, które przypominają dawny pałac fabrykanta poznańskiego. Pod Koninem jest budowla, która przypomina tą z Disneylandu, która się pojawia, też jej zarys się pojawia, jak filmy czy bajki Disneya są wyświetlane. A jeden z Romów, i ta historia podoba mi się najbardziej, bo pokazuje jak oni rzeczywiście są wolni, nieskrępowani jakimś takim naszym myśleniem. Jeden z Romów mieszkający w Mołdawii wrócił ze Stanów, przywiózł dolary, zawołał miejscowych majstrów i mówi, panowie, budujemy. No szefie, okej, budujemy i tak dalej. Gdzie jest plan? Już wam pokazuję. Wyciągnął z kieszeni banknot dolarowy, rozwinął go i powiedział, budujemy to. Tam był biały dom. Oni mają taką fantazję.
[01:12:23.57 → 01:12:26.57] A: Rozmawialiśmy
[01:12:28.41 → 01:12:36.05] B: trochę o tym, jak kiepska jest polityka przestrzenna w Polsce. To myślę, że to nie są jeszcze najgorsze grzechy tej polityki.
[01:12:37.25 → 01:12:41.75] A: Chodźmy dalej. Zbliżamy się w tej podróży do końca.
[01:12:42.69 → 01:15:37.65] B: Teraz jesteśmy w Irlandii travellersi. To taki przykład, że dom może być w ruchu, że dom może być mobilny. To jest bardzo ciekawa społeczność, istniejąca co najmniej od średniowiecza, według różnych szacunków od 50 tysięcy, nawet do pół miliona ludzi. Ciągle wędrują. Mają te przyczepy, czasem bardzo nowoczesne, zresztą w związku z tym dzielą się wewnętrznie. Ci najbiedniejsi mają jedną przyczepę, taką nieogrzewaną, która czasem przecieka, a w zimie jest tam rzeczywiście w środku trudno wytrzymać. Klasa średnia ma przyczepy ogrzewane, z telewizją, z wi-fi w środku, a klasa najwyższa ma dwie przyczepy. jedną do użytku codziennego, drugą do przyjmowania gości. Ona jest schromowana, tam w środku są kryształy, filiżanki Rosenthala, szyby są z rżniętego szkła, rzeczywiście cacuszka. I oni nadal wędrują, oni się nadal przemieszczają. Kiedy obozują, to tworzą koło, wracamy do tego, o czym już mówiłem na samym początku, to znaczy przyczepy są ustawiane do siebie tym hakiem holowniczym. W środku jest koło jak u Janomami, tam się bawią dzieci, wszyscy mogą na nie patrzeć, wszyscy je nadzorują, jest bezpiecznie, ale oczywiście wszyscy nawzajem się widzą. To też taka ukryta kontrola społeczna, tam żadna awantura w przyczepie nie ujdzie uwagi sąsiadów, bo to jest po prostu widać i słychać. Oni zwykle budzą, ich pojawienie się zwykle budzi panikę moralną, oto przyjechali Cyganie, nie wiadomo kto to jest, na pewno będą kradli, na pewno będzie nieporządek. Jeśli idzie o trawelersów, bo tak się o nich mówi, mają oni bardzo wyszukany system myślenia o tym, co jest brudne, a co jest czyste. Trawelersi nie uznają psów i kotów, bo one brudzą. Trawelersi osobno przygotowują posiłek i w innym miejscu się myją. Jak kupują żywność to tylko hermetycznie zapakowaną, która nie miała kontaktu z innym człowiekiem. Jest taka opowieść o bardzo już leciwym trawelersie, który miał ulubioną piekarnię, kupował w niej chleb, jeździł wiele mil. ale nawet jak z tej ulubionej piekarni, o której sądził, że jest czysta, przywoził ten chleb, to i tak nożem odkrajał skórkę, żeby pozbyć się choćby cienia podejrzenia, że tam jest brud. Więc to jest bardzo ciekawe i tylko dodam jeszcze jedno, że w 2004 roku travelersi zostali uznani za odrębną grupę etniczną w tym miejscu, gdzie żyją i pięknie napisano, że ich sposób życia, mobilny, wędrowny, że nie są przyspawani do jednego adresu przez całe życie, to jest nawiązanie do najbardziej archaicznego sposobu życia w Europie. Bo nasi przodkowie tak właśnie żyli.
[01:15:38.27 → 01:15:58.41] A: Pytała Pani wcześniej o to, kto wydał zgodę na takie romskie domy. Tu, jak widać, wydano zgodę na to, żeby można było być sobą, chociaż wcześniej nie było tak różowo. To zdjęcie na dole, po prawej stronie, pokazuje jak próbowano ich ucywilizować.
[01:15:58.54 → 01:16:23.74] B: Tak, te próby ucywilizowywania polegały na przykład na tym, że budowano za publiczne pieniądze, decyzją rządu, miejsca dla obozowania dla travellersów. Toalety, łazienki, wszystko było elegancko, ale oni tam przyjeżdżali i mówili słuchajcie, ale my się nie będziemy myć i robić jedzenia w tym samym miejscu, to jest obrzydliwe. I odjeżdżali. Bez znajomości wartości, bez znajomości reguł tego typu kontakty są naprawdę, naprawdę trudne.
[01:16:24.64 → 01:16:26.20] A: Przenieśmy się w kolejne miejsce.
[01:16:29.27 → 01:16:38.15] B: To jest ostatni rozdział książki, chociaż tak sobie myślę, że jak opowiedzieliśmy o całej książce, to nikt jej nie będzie chciał czytać o kupieniu, nie wspominając.
[01:16:38.17 → 01:16:54.37] A: Nie, przeciwnie. Ja bardzo liczę na to, że państwo kupią tę książkę, zresztą opublikowaną przez znakomite i bardzo troskliwe wydawnictwo, bo w tej książce jest masa nie tylko cudownych jeszcze opowieści, ale też świetne ilustracje.
[01:16:54.97 → 01:17:21.16] B: Tak, potwierdzam. Rzeczywiście współpracowałem z doskonałą ilustratorką, która uważna, zdolna, która jest uważna, zdolna, czujna, a w dodatku pracowaliśmy na materiałach naukowych, to znaczy ja jej pokazywałem fotografie dokumentalne, a ona je przerabiała na ilustrację. Doszliśmy do wniosku, że to jest być może lepszy sposób opowiadania niż fotografia, która mimo wszystko ma w sobie taką nutę dosłowności.
[01:17:21.54 → 01:18:20.41] A: Przepraszam, ja jeszcze wrócę do tego ewentualnego, chyba pierwszy raz to robię od 11 lat, ale bardzo Państwa namawiam do kupienia tej książki. Dlatego, że dobrze jest do tej książki zwyczajnie wracać. Poza tym jest tutaj oczywiście dużo więcej opowieści niż te, które profesor Kuligowski w tej chwili przedstawia. Dobrze jest zwyczajnie do tej książki wracać, poznawać te opowieści. Dużo było zdziwień w czasie dzisiejszego programu, dużo było zadziwień. dużo było niewiarygodności, ale czy tak można, ale jak tak można. No właśnie, dobrze do tej książki wracać, żeby sobie uświadomić, jak bardzo jesteśmy pozamykani w swoich wyobrażeniach. Dobrze jest poczytać tę książkę z córką, wnukiem, z sąsiadką, samemu sobie przed snem. No właśnie, a teraz jesteśmy tak właściwie na granicy, mam wrażenie, bo to jest gra, o której za chwilę opowiesz. ale jednocześnie nie wiem, czy to nie jest jakaś zapowiedź przyszłości naszego domu.
[01:18:20.67 → 01:23:17.82] B: Tak, proszę Państwa, to jest jedna z najbardziej popularnych gier w historii, która miała swoją premierę w roku 2000 i wyznaczyła pewien trend, nie tylko jeśli idzie o ten świat internetowy, ale o świat jak najbardziej realny, Sims. Gra, której produkcja miała się skończyć fiaskiem, no bo tak, Tam się nie ściga, nie poszukuje skarbu, nie strzela, nie zabija wrogów, nie ucieka przed zombie, tylko się buduje dom i go urządza. Wszyscy producenci mówili, nie no przecież kto to kupi, to jest strasznie nudne. No i po pierwszym pół roku jakieś gigantyczne osiągi sprzedaży, a potem kolejne wersje tej gry. Rzeczywiście, tam się buduje i urządza dom w najdrobniejszych detalach, projektuje, kupuje bibeloty, gromadzi, można realizować własne marzenia, można gonić jakieś pragnienia i miraże. I ta gra albo się zbiegła z pewnym trendem, albo ten trend właśnie poprzedzała. Jaki to trend? Zauważcie Państwo, że mniej więcej od początku naszego wieku, wieku XXI, Niezwykle popularne jest myślenie i działanie związane z urządzaniem wnętrza. Pojawił się nowy zawód. Mamy całą masę programów telewizyjnych. Remonty. Od Szelągoskiej poczynając przez remonty robione przez heteroseksualistów, homoseksualistów w Polsce, w Stanach, w drewnie, w betonie. Kto jak chce i za jakie pieniądze chce, każdy kanał telewizyjny dziś taki program musi mieć. to znaczy, że jest w nas jakaś potrzeba. Gigantyczna popularność sieci, które sprzedają produkty do urządzania domów, Home Depot i IKEA oczywiście. Nie wiem, czy państwo wiecie, że nakład katalogu IKEA jest dzisiaj większy niż nakład Biblii. Jaka to jest potrzeba? My chcemy się realizować, my chcemy pokazywać, kim jesteśmy poprzez nasz dom, poprzez jego wnętrze. Gdyby pod tym kątem przeglądać media społecznościowe, to okaże się, że poza fotografowaniem samych siebie i czasem naszych pupili, zwierzątek, ludzie najchętniej fotografują własne domy bądź mieszkania. Zobaczcie, oto ja. To jest moja witrynka. Sofa, kanapa, tapeta. W COVID-zie doszły do tego jeszcze rośliny, bo nagle wszyscy zakochaliśmy się w doniczkowych, domowych roślinach. Trochę o tym mówię żartobliwie, ale rzecz jest jak najbardziej realna i przeliczalna na pieniądze, a także wymowna w tym, co rzeczywiście robimy. Otwieramy te prywatne kiedyś przestrzenie dla właściwie nieskończonego odbiorcy, no bo fotografia naszego domu, wnętrza naszego domu umieszczona w mediach społecznościowych może być oglądana przez właściwie każdego. Sims, jak potem pokazały badania, to była gra często używana przez ludzi, którzy w swoim normalnym życiu nie mogli sobie pozwolić na budowę domu. Nie mówiąc o rezydencji z basenem, wielkim trawnikiem i dwoma labradorami, które na tym trawniku leżały. A więc kompensacyjna, tak? Jak nie mogłem czegoś zrobić w rzeczywistości, to chociaż w tej grze mogłem to robić. A to urządzanie wnętrz. Proszę Państwa, być może tutaj chodzi o to, że łatwiej urządzić wnętrze domu niż wnętrze samego siebie. Zacząłem trochę na wstępie mówić o tej pandemii samotności. Generalnie doszliśmy do takiego momentu rozwoju kultury, że mamy ze sobą więcej problemów niż radości. Świat nas przeraża, świat jest niepewny, świat jest kruchy, nie wiadomo w jaką stronę idzie. Wynalazki, które miały służyć oszczędzaniu czasu, sprawiły, że nie mamy czasu jak nigdy wcześniej. Te technologie, które miały nas lepiej poinformować, sprawiły, że jesteśmy właśnie zdezinformowani. Wstąpamy po kruchym lodzie, a jeszcze grozi nam katastrofa klimatyczna. Młode pokolenie jest przerażone. Nigdy wcześniej w historii nie było tak wielu ludzi, którzy nie chcieli zakładać rodzin i mieć dzieci. Oni się realnie boją przyszłości. Chyba dlatego łatwiej urządzić dom, chyba dlatego łatwiej ze znajomymi na przykład na weekend umówić się na tapicerowanie kanapy niż zrobienie porządku gdzie indziej. To jest być może ten kawałek podłogi, który jesteśmy w stanie opanować i jakoś przez moment poczuć się, że nad czymś mamy kontrolę. Ja myślę, że to jest chyba najważniejszy, najbardziej taki palący problem, że my nad niczym nie mamy kontroli, że wszystko dzieje się tak szybko, poza naszą świadomością, a my jesteśmy jak ten liść na wzburzonym morzu.
[01:23:18.12 → 01:23:44.44] A: Była też swego czasu taka teoria, że wielka popularność jedzenia, to zresztą była bardzo podobna sytuacja, kucharze, celebryci, w księgarniach wyłącznie książki kucharskie, że właśnie nie możemy zapanować nad światem, nad sobą, zapanujmy nad talerzem, chodźmy nad talerzem. Jaka będzie przyszłość domów? Powiedz proszę twoim zdaniem. Umiesz z nimi gadać, to może coś ci powiedziały?
[01:23:45.62 → 01:25:45.87] B: Bardzo dużo się dzieje, bo gdyby przyglądać się trendom, tym najnowszym trendom związanym z projektowaniem, to to są trendy niezwykle zaskakujące i w ogóle idące w poprzek tego, co możemy najczęściej oglądać, to znaczy domy, zewnątrz sterowne, tak zwane inteligentne, gdzie każde właściwie urządzenie możemy uruchamiać i sterować nim z dużej odległości, właściwie z drugiego końca globu. To jedno. Drugie, te domy mają być samowystarczalne. To już nie tylko fotowoltaika, ale pompy cieplne, które robią taką wielką karierę, jakaś subkultura termomiksu, która też się teraz narodziła. Idziemy jednak w stronę myślenia bardziej oszczędnego, tego uskromniania się, o którym myślałem, choć o paradoksie wszystkie te technologie, przynajmniej jeszcze na razie, są dość drogie. Ja bym najbardziej sobie życzył, jeśli mowa o Polsce, bo właściwie co kraj to inny przypadek, żeby rzeczywiście ktoś zapanował nad tym myśleniem o przestrzeni, żeby te miasta tak nie puchły, żeby myśleć o tym, co jest w ich środku. Spacerowałem dziś Lublinem, Czemu to nie może być trochę lepsze i bardziej przyjazne? Dlaczego tak wiele mieszkań stoi pustych? Dlaczego centra miast tych najbardziej odwiedzanych przez turystów to są mieszkania wyłącznie na wynajem, gdzie nikt już nie czuje się z tą przestrzenią związany na stałe? Na pewno domu będziemy potrzebowali, bo potrzebujemy bezpieczeństwa, schronienia, bliskości. Jak widać te domy mogą być budowane i realizowane na różne sposoby. Humanista zawsze jak jest pytany o przyszłość, to będzie robił pauzy i mówił, że właściwie wszystko jest możliwe. Ja też bym tak powiedział, ale żeby całkowicie nie uciec od odpowiedzi, to myślę sobie, że tak, że idziemy w kierunku domów wysoce ztechnologizowanych i jednocześnie coraz bardziej oszczędnych i ekologicznych. Taki jest chyba wymóg.
[01:25:46.11 → 01:26:24.08] A: Pojawiają się już w świecie, w Londynie na przykład, ale nie tylko, domy, które są budowane z materiałów dawnych. czyli kamień, drewno, słoma, nie żaden beton. I to jest właśnie ten moment, kiedy nowoczesne technologie wykorzystane do używania tych produktów, tych materiałów, jest to jakieś rozwiązanie. Proszę Państwa, profesor Waldemar Kuligowski do Państwa dyspozycji. Pytanie.
[01:26:24.38 → 01:26:52.32] B: A czy państwo jesteście szczęśliwi w swoich domach? Czy byście je chętnie zamienili na inne miejsca? Ale może w domu jednak. To, to zapytam Polki, czy panie jesteście szczęśliwe w domach? Czy chętnie zapraszacie tam gości, bo Same się tam dobrze czujecie, jednocześnie myślicie, że się dobrze poczują. No i widzę i przeczące, i kiwające głowy. Najchętniej bym podszedł z mikrofonem, ale nie wiem, czy jest taka formuła.
[01:26:52.40 → 01:26:53.70] A: Jest mikrofon na sali.
[01:26:55.18 → 01:27:09.30] B: Bardzo proszę, Pani Matto. Pani w okularach i w takim... Trzeci rząd. Trzeci rząd. Pani siedzi naprzeciwko mnie i najbardziej Panią widziałem.
[01:27:10.62 → 01:27:59.73] C: Mieszkam w domu. w którym nie chcę mieszkać. Gdy zamieszkałam w tym domu, myślałam o dzieciach. Miałam trzy córki i chciałam, żeby były blisko mnie i jest trochę ten krąg w środku, ponieważ jest otwarta przestrzeń i w zasadzie z każdą z tych moich córek, będąc w kuchni, mogłam rozmawiać, chociaż one były na tak zwanej antresoli. Ale nie chcę teraz tego domu. One wyjechały, a ten dom jest duży, nieprzyjemny i ma schody. I nie cierpię schodów. I chciałabym mieszkać w takim pomieszczeniu, gdzie jest kuchnia, łazienka i łóżko i biblioteczka. Wszystko w jednym.
[01:28:02.09 → 01:28:04.83] B: No to może trzeba zamienić duże na mniejsze.
[01:28:05.37 → 01:28:51.58] C: Natomiast nie mam w sobie takiej odwagi, żebym po prostu wyszła z tego domu, ale mam taką możliwość i często zarobię, po prostu wyjeżdżam z tego domu do całkiem innego domu, gdzie właśnie w takim jednym pomieszczeniu, gdzie jest węglowa kuchnia i białe kafle i stół zrobiony ze starych drzwi i krzesło wzięte ze śmietnika, i gdzie jest bardzo blisko łazienka i gdzie nie bardzo muszę tak sprzątać, bo tam nie ma na przykład też jakiegoś głupiego parkietu albo jakichś dywanów, tylko jest trochę tak prymitywnie, tak dla mnie swojsko, trochę taki powrót do takich młodzieńczych lat, trochę jak w bajce, że tam o wiele mniej muszę.
[01:28:51.94 → 01:28:53.14] A: Dom z marzeń po prostu.
[01:28:53.66 → 01:29:08.62] C: Mam taką izbę i mam taki komfort, że po prostu mogę tam wyjechać, no to moje ukochane podlasie, a natomiast ten lubelski dom z tymi schodami, z tymi glazurami, po prostu go nie cierpię, ale taki los.
[01:29:08.86 → 01:29:28.30] B: Dziękuję bardzo za ten głos, a może dla przeciwwagi ktoś, kto się świetnie w swoim domu czuje, bo były takie osoby, które natychmiast kiwały głowami. O, o, pierwszy rząd, tu jest pani, jeśli możemy podać mikrofon. Przecież chyba generalnie jest tak, że co dom i co człowiek to historia.
[01:29:29.96 → 01:30:39.03] D: Domu się dobrze człowiek czuje, bo to jest mój dom i dlatego się dobrze czuje. Po pierwsze jest to stara kamienica, stuletnia, więc i wysokość jest, niedużo mieszkańców, bo raptem dwie klatki, trzypiętrowa kamienica w centrum Lublina, ale ze swoim podwórkiem, czyli z tą wspólną przestrzenią. gdzie są trawniki, gdzie stoliki są, gdzie są ławeczki, możemy sobie się spotkać, a sobie wyświetlamy filmy, organizujemy spotkania, Sylwestry na podwórku, nawet w pandemii, z zachowaniem dystansu. Ale ja chciałam jeszcze wrócić do domów, bo widziałam kiedyś taki program Domy na wodzie, na przykład nad Sekwaną. jako stałe miejsce zamieszkania, a jednocześnie można się tak jak ci travelersi przemieszczać. To też jest jakiś sposób. Właśnie takie barki. I jeszcze jedna sprawa, którą chciałabym poruszyć. Zieleń. Zieleń i przestrzeń wokół domu, zwłaszcza w miastach. Tego chyba ciągle brakuje.
[01:30:40.23 → 01:34:02.47] B: Tak, to bardzo ciekawe, co Pani powiedziała o tej zieleni, bo można by pewnie zrobić o tym zupełnie odrębne spotkanie, ale chyba idzie na lepsze. Są takie przykłady, jest takie miasto w Kanadzie, nazywa się Vancouver i tam na przykład stworzono, proszę Państwa, plan zagospodarowania przyjazny ptakom. który się wiąże z tym, że np. nie do każdego parku można wejść z psami i kotami i innymi zwierzętami, no bo one straszą ptaki, że tzw. nieużytki są czymś niezwykle ważnym w tkance miejskiej, bo one zbierają wodę, bo tam się mogą schronić inne drobne zwierzęta. One też oczywiście oczyszczają, czego nam dziś brakuje bardzo w mieście, cienia np. te wybetonowane parki, te wybetonowane centra miast i stare rynki, i na środku wodotrysk za unijne pieniądze zbudowany, to jest jakaś katastrofa, to jakieś pandemonium, które dotknęło naszą przestrzeń publiczną, jakże ważną. I jeszcze jak pani mówiła o schodach i że nie lubi schodów, to przypomniała mi się taka Sytuacja, trzy tygodnie temu brałem udział w forum miast polskich i tam występował taki bardzo uznany międzynarodowo architekt zajmujący się budową mebli miejskich. I pokazywał swoje realizacje. Bardzo to wszystko było imponujące i ciekawe, bo mówił, że ludzie mają różne potrzeby. A więc tak, są ławki z oparciem i bez oparcia. Szerokie i wąskie, na których można usiąść i się położyć. W cieniu i na słońcu. Odwrócone do ludzi, bo ktoś lubi patrzeć. Odwrócone tyłem do ludzi, bo ktoś woli się schować. Jak mówię, to było bardzo ciekawe. Po czym stała jedna pani i mówi, to wszystko jest cudowne, tylko dla mnie w ogóle niedostępne. Ja jestem osobą z afazją, osobą po udarze. Ja w ogóle mam problem, żeby podnieść nogę. Mam problem z równowagą. Na żaden z tych przedmiotów, które pan zaprojektował, a każdy jest na podniesieniu, ja się nie dostanę. No konfuzja tego architekta była ogromna. Musimy myśleć o tym, jak jesteśmy bardzo różni. Dzisiaj mamy takie nowe słowo, które się pojawiło. Jesteśmy neuroróżnorodni. Rzeczywiście, jedni lubią hałas, inni ciszę. Jedni lubią tłok, a inni raczej, żeby było luźno. Ktoś lubi, jak się mówi szybko, ktoś inny wolno i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Zresztą jest takie ćwiczenie, pewnie się rozgaduję za bardzo, z zakresu psychologii społecznej służące temu, żeby dobrze rozpoznać partnera bądź partnerkę, czy do siebie pasujemy. Są trzy takie stadia. Po pierwsze trzeba pójść razem na obiad i zobaczyć czy jemy w tym samym tempie. No bo są ludzie, którzy pochłaniają obiad, wiecie państwo, to po prostu trwa dwie minuty i kucharz jest zawsze załamany, mówi ja tutaj pół dnia, a ktoś inny, każdy najmniejszy kęs jeszcze na czworo podzieli. Potem po obiedzie trzeba pójść na spacer. Ludzie w różnym tempie chodzą, więc będzie ktoś, kto stawia wielkie kroki i po prostu pokonuje przestrzeń od punktu A do B, a jest ktoś, którego najdrobniejsza kałuża zatrzyma i będzie Będzie to rozważał. Więc tempo jedzenia, tempo chodzenia. No i oczywiście na końcu trzeba pójść do sypialni i zobaczyć to tempo tam. To są trzy rzeczy, które też pokazują jak jesteśmy neuroróżnorodni.
[01:34:03.11 → 01:34:12.26] A: Jesteśmy różnorodni i dlatego właśnie nie sprawdziła się tak naprawdę idea bloków wymyślona w latach trzydziestych ubiegłego wieku.
[01:34:12.90 → 01:34:22.49] B: To chyba nie jest takie jednak jednoznaczne. Cała Warszawa, cała młoda Warszawa wraca dziś do bloków, bo mówią, że one są bezpieczne, tanie, ekologiczne.
[01:34:22.99 → 01:34:47.16] A: Ja tylko mówię o tym, że idea bloku Le Corbusier to była ta idea, że jesteśmy wszyscy tacy sami, czyli pracujemy, jesteśmy robotnikami, idziemy do pracy o tej samej godzinie, mamy te same powroty, te same potrzeby i tak dalej. Odpoczywamy wspólnie, a okazało się jednak, i dlatego możemy mieszkać w jednej przestrzeni. I nie przeszkadzać sobie, tak jest.
[01:34:47.18 → 01:35:04.98] C: Ale jeśli można, to państwo pewnie nie pamiętacie, ja już jestem wiekowa i na przykład w 80 roku zamieszkałam w bloku, który sami tworzyliśmy przy pomocy architekta. On pytał, czy wolisz mieć cztery pokoje, czy trzy w tej samej przestrzeni.
[01:35:05.10 → 01:35:05.64] B: W Lublinie?
[01:35:05.72 → 01:36:16.36] C: Tak, w Lublinie na ulicy Puławskiej. I ja miałam szczęście tam mieszkać. To my tworzyliśmy, gdzie chcemy mieć plac zabaw dla dzieci i siadałyśmy na ławeczkach z tymi naszymi dziećmi, z sąsiadkami i my sadziliśmy drzewa. I z sąsiadami byliśmy z życi nieprawdopodobni. Gdy był stan wojenny, myśmy do siebie chodzili, nie musieliśmy chodzić na ulicy, bo chodziliśmy do siebie na przyjęcia chrzciny, jakieś tam imieniny i tak dalej. I jeden pan wolał na przykład mieć dwa pokoje. Pan J, a pani pod nim mówiła, a ja wolę jeden większy. I architekt z nami siedział, tak jak pan dzisiaj. I ta społeczność, która się tam stworzyła, my się do tej pory przyjaźnimy, szanujemy, tak samo nasze dzieci, bo to, że myśmy tworzyli, że myśmy sadzili te drzewa, że my nie chcieliśmy tam śmietnika, tylko gdzie indziej i mieliśmy możliwość robienia tych tak zwanych wydeptów, w 1979-1980 roku. Zapewniam Państwa, że to było świetne miejsce, świetne mieszkanie, wspaniała społeczność, cudowna. Każdy za nim tęskni jak za pierwszą miłość.
[01:36:16.44 → 01:36:56.31] A: To jest bardzo piękna opowieść, ale z drugiej strony trudno mi jest sobie wyobrazić, żebyśmy teraz tak wszyscy się zabawili w architektów. Raczej być może proponowałabym zmienić myślenie architektów o przestrzeni, w której jesteśmy. Proszę Państwa, bardzo serdecznie namawiam też do tego, żeby przyjrzeć się i miastu i swoim domom, no bo to jest opowieść o nas. Może zbyt rzadko zastanawiamy się, co domy, co nasze domy o nas mówią, prawda? Ja się dawno nad tym nie zastanawiałam. Bardzo proszę. I mikrofon Magda jeszcze tutaj, proszę.
[01:37:02.14 → 01:42:56.70] E: Może trochę, ja siądę, bo jestem, o kulach przyszedłem i zostawiłem w szatni. Ja może, bo przyszedłem zwabiony zapowiedzią, która mnie bardzo jakoś interesuje osobiście. W ogóle sens słowa dom, to jest coś tak elementarnego, a zarazem niedostępnego człowiekowi, że to jest jakieś urojenie, marzenie. Podam taki przykład. W 1994 roku dwójka, taka para najsławniejszych architektów na świecie, Herzog i de Meuron, uważani za najlepszych architektów obecnie, Oni dostali zlecenie od pewnego właściciela galerii sztuki francuskiego, żeby zaprojektować jemu dom na wsi. Taki, który jemu się śni z dzieciństwa i oni nie wiedzieli jak się do tego zabrać i poprosili go, to może narysuj ten dom. I on, nie umiejący rysować, narysował taki schemat jak w przedszkolu, że okna były za wysoko, drzwi niżej miały nadproże niż te okna. To jest najsłabniejszy budynek jednorodzinny obecnie i stał się wzorem architektonicznym dla zabudowy praktycznie całej Europy, a może i świata, ale Europy z pewnością. W Polsce też w mojej wsi Jakubowice połowa domów nowo budowanych jest wzorowanych na tamtym domu. On narysował i ten dom trudno jest opowiedzieć, ale to dwoje dwoje okien dużych i drzwi dużo za małe w stosunku do tych okien. I ten dom w gruncie rzeczy patrzy na nas. To jest twarz, ale narysowane przez dziecko nieświadomie, że to jest twarz, to znaczy z jakiejś takiej potrzeby uduchowienia tego rysunku. I on to tak narysował i oni tak mu to zaprojektowali i ten dom na takim wzgórzu stoi, łąka taka i patrzy. I teraz I on jest tak prosty, jak elementarnie prosty. I powstało takie zjawisko, mianowicie ktoś to nazwał donem minimalistycznym. Po prostu i poszła fala takich budy dla psa. Takie po prostu okapy zniknęły, detale zniknęły, bo teraz jest minimalist. To jest ciekawa sprawa. studentów architektury, z którymi miałem zajęcia przez ilość lat, zapytałem studentów piątego roku, czy wśród nich, którzy robili dyplom właśnie, ale ja uczyłem czego innego, czy ktoś by mając pracę dyplomową zaprojektował dom jednorodzinny, który musi mieć okapy, ponieważ ma dwuspadowy dach. Czy by bez okapów zrobił? Ich 12 osób było. Pytałem każdego osobno, czy byście zrobili i każda osoba odpowiadała, że nie. Że nie zrobiłaby okapów, tylko tak równo ścięte. To jest ciekawa sprawa. Ja pytam dlaczego i odpowiedź była jedna, bo to jest obciachowa. I wiecie co państwo, byłem załamany tą odpowiedzią. To znaczy, że nie ma dziedziny tak bardzo zależnej od mody jak architektura. To jest moja teoria, którą głoszę. To jest najbardziej podatna na modę. Nawet mam pewien pomysł, dlaczego tak jest. Otóż Dlaczego tak jest? Ponieważ w architekturze uczestniczy kilku partnerów. Nie można sobie samemu zaprojektować i zbudować domu zgodnie z prawem w Polsce. Po prostu nie można. Chociaż ja kilka domów zaprojektowałem bezprawnie moim bliskim różnym. Otóż w tym procesie projektowym dochodzi do uzgodnienia. I teraz na ogół ludzie zamawiający domy mają jakieś wzorce, które chcą przeszczepić do myśli tego projektanta albo wybierają z katalogu gotowe domy, które im się najbardziej podobają. Kończy się to zwykle straszliwym banałem, straszliwym banałem, bo te uzgodnienia nie prowadzą do niczego. Znika w gruncie rzeczy to, co U mnie skrywa się w takim niezdefiniowalnym pojęciu domu. Nawet taką kategorię, powiedziałem kiedyś tam studentom, że można mieszkać w budynku mieszkalnym, to jest pierwsze ten, można mieszkać w architekturze, to mieszkają architekci w architekturze oraz snobi i można mieszkać w domu, tylko że dom jest najtrudniej zaprojektować. No to tyle komentarza.
[01:42:56.96 → 01:43:07.05] A: Bardzo dziękujemy. Czy ktoś z Państwa jeszcze? Profesorze, zapraszamy na kolejne spotkania do Lublina.
[01:43:08.19 → 01:43:20.41] B: Było mi bardzo miło. Dziękuję Pani Grażynie Lutosławskiej za zaproszenie Państwu, że byliście i że jeszcze się daliście wciągnąć w rozmowę. To się dzisiaj rzadko zdarza, ale widać, że w Lublinie lubią gadać. Lubię to.
[01:43:20.93 → 01:43:47.32] A: Profesor Waldemar Kuligowski. Dziękujemy. Jeszcze pozwolą Państwo słowo, za tydzień bitwa o literaturę, jak hartowała się Gdynia. Gościem Michała Nogasia będzie oczywiście Grzegorz Piątek. Dziękujemy Państwu bardzo. Dobrej nocy. Ewelina Lachowska, Marta Stępniak, tłumaczyły na polski język migowy. Do zobaczenia.

Zobacz także