Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.69 → 00:07.83] A: Dobry wieczór Pani Krystyno. Bardzo się cieszę, że przyjęła Pani nasze zaproszenie wirtualne.
[00:07.87 → 00:12.01] B: Jak mogłam nie przyjąć? Jak mogłam nie przyjąć?
[00:12.30 → 00:23.98] A: Witam serdecznie w imieniu przede wszystkim publiczności zgromadzonej tutaj. Właśnie jesteśmy świeżo po obejrzeniu filmu. Witam w imieniu zespołu i cieszę się, że Pani z nami jest.
[00:25.98 → 00:41.00] B: Ja się bardzo cieszę. Żałuję, że oczywiście, że nie mogłam przyjechać, Niestety już teraz mam troszeczkę małą możliwość poruszania się takiego po dalszych miejscach niż Kraków.
[00:41.88 → 00:56.22] A: Teknologia nam na szczęście ułatwia spotykanie się nawet w takich sytuacjach. Ale zacznę od tego, to znaczy pani była tutaj z panem Andrzejem w tym teatrze, który wówczas wyglądał troszkę inaczej niż dzisiaj.
[00:57.52 → 01:21.88] B: Ja to dobrze bardzo pamiętam, tylko Andrzej, szukałam tego zdjęcia, bo mamy jedno zdjęcie, które dobrze pamiętam z tego momentu, kiedy oglądamy teatr. Niestety w trzeluściach w moich komputerach nie mogę go absolutnie odszukać, tak że jak zrobię porządek ze wszystkimi moimi zdjęciami, co nie jest łatwe, to wtedy oczywiście zaraz panuje przyszłość.
[01:22.72 → 01:34.17] A: Bardzo pani dziękuję. A czy mogę prosić o podzielenie się wspomnieniem, jak pani zapamiętała to miejsce, bo to był rok 2000 wrzesień i przyjechali państwo na zaproszenie.
[01:34.27 → 01:40.35] B: 2000 rok właśnie nie mogłam odnaleźć. Dobra dla mnie wskazówka, bo ja wtedy łatwiej mogę znaleźć.
[01:41.57 → 01:51.73] A: I wiem, że przyjechali tutaj państwo na kongres kultury chrześcijańskiej zdaje się i przy okazji odwiedziliście ten teatr, który wyglądał troszkę inaczej niż dzisiaj.
[01:53.36 → 02:49.18] B: Widziałam, pamiętam dobrze tę wizytę i pamiętam teatr. Trudno powiedzieć zrujnowany, bo zrujnowany to była Warszawa po wojnie. Teraz niestety widzimy to wszystko na Ukrainie. Ale teatr był zniszczony po prostu kompletnie. To jest takie zniszczenie przez zaniedbanie, czas. Rzeczywiście był w stanie bardzo, bardzo... przykrym do oglądania. I ja jestem bardzo szczęśliwa, że teraz oglądałam oczywiście zdjęcia tylko w internecie, jak wygląda pięknie i jak działa. I bardzo się cieszę też przy okazji, że jeżeli mogę, pozdrowić panią dyrektor Rozwód, którą pamiętam z naszej wyprawy do Cannes, jak był wznawiany. Tam był pokaz kanału zrekonstruowanego.
[02:49.98 → 04:34.30] A: Przekażemy na pewno, chociaż pewnie nas słucha. więc na pewno już potrafienie dotarły. No tak, troszkę się zmieniło w naszym teatrze, ale za to wróciliśmy do tradycji pokazywania filmów tutaj, bo przez wiele dekad to miejsce było kojarzone w zasadzie tylko i wyłącznie z filmami. No i właśnie dzisiejszy wieczór Panny z Wilka, przypomnienie tego, że od tego filmu we wrześniu 2012 roku rozpoczęły się tutaj regularne, co poniedziałkowe projekcje filmowe. Dzisiaj zapytałem Karolinę Rozwód, bo nie wiedziałem tego, dlaczego ten film właśnie był wybrany na inaugurację. Powiedziała mi, że to był odruch serca. To znaczy ona i Magda Sendecka, która jest kuratorką programu filmowego od samego początku, na tyle wielką miłością pałają do filmu Panny z Wilka, że po prostu ten film chciały na inaugurację. Dzisiaj się spotykamy po latach, oglądamy ten film, Myślę, że nic się nie zestarzał i jedna rzecz tam jest, no dziwnie się to dzisiaj słucha, to znaczy kiedy Wiktor wspomina wojnę i wyprawę do Kijowa i że tego lepiej nie wspominać i to oczywiście rodzi dzisiejsze skojarzenia jedyne możliwe. Ale chciałbym panią zapytać o wasze spotkania z Jarosławem Iwaszkiewiczem. jak do tej pracy dochodziło, bo wydaje mi się, że przy Brzezinie nie było tak intensywnie, jak przy właśnie Pannach z Wilka i te przygotowania do tego filmu, spotkania. Jak to wyglądało, gdyby pani mogła się podzielić z nami wspomnieniami?
[04:36.66 → 06:43.89] B: Przede wszystkim przy Brzezinie nie mogłam brać udziału w niczym, bo nie znałam jeszcze Andrzeja. Myśmy się poznali dopiero przy okazji pracy przy Biesach w Starym Teatrze w Krakowie. I Panny z Wilka były chyba trzecim albo czwartym projektem takim, który robili mój męża, który robiliśmy razem. Po pierwszym było wesele, potem był Człowiek z Marmuru. I Panny z Wilka po bezznieczuleniu, zresztą zaraz po bezznieczuleniu. Ja muszę powiedzieć, że z Jarosławem Iwaszkiewiczem mąż był już przed tym właśnie zaprzyjaźniony właściwie. od czasu na pewno jeszcze przed Brzeziną, ale w czasie Brzeziny to się nawiązało. I potem mieliśmy zawsze bardzo serdeczne z nim stosunki. Często jeździliśmy do jego do domu. Ale ja nie pamiętam, muszę powiedzieć szczerze, nie pamiętam żadnych rozmów o przygotowaniach do filmu. Nie pamiętam żadnych rozmów, absolutnie. Także albo oni rozmawiali, rozmawiali o tym w jakichś innych okolicznościach ze mnie, albo w ogóle nie było rozmów przygotowawczych, żadnych takich w momencie, kiedy mąż pracował nad filmem, nad przygotowaniami do filmu. Dopiero Jarosław obejrzał. Przepraszam, że mówię Jarosław, ale byliśmy po imieniu. Jestem na tyle stara, że mogę się do tego przyznać. i wiem, że jego na początku, tak jak Brzezina, zresztą też nie była takim trudnym jego tematem, pani Anna, jego żona była z tego filmu raczej niezadowolona, bała się bardzo panien z Wilka, że tam będą jakieś brutalne, erotyczne sceny, ale potem się pogodziła i film się jej podobał. Jarosław tak samo stopniowo jakby do tego filmu się przekonał i w końcu absolutnie zaakceptował.
[06:45.77 → 07:22.03] A: Myślałem, że być może byliście państwo razem z Jarosławem Waszkiewiczem w tym dworku, w którym faktycznie miały miejsce podobne wydarzenia, to znaczy w tym dworku pod Łodzią, gdzie on spędzał lata 911, 913, 914, jeśli mnie pamięć nie myli. Tam był nauczycielem i tam faktycznie stamtąd wyniósł te różne obrazy, które przeniósł później na karty swojej fantastycznej panie Zwilka. Z tego później powstał film, taki film dokumentalny z tej wizyty.
[07:23.31 → 09:03.37] B: Jest taki film zrobiony, można go obejrzeć. I myśmy tam byli razem, ja to dobrze pamiętam, ten dwór w Byszewach. To jest dwór niedaleko Łodzi. kompletnie zrujnowany, też przez czasy komunyzm opuszczony. On stoi jako budynek, ale ma wyrwane drzwi i okna, nic nie ma. Nie wiem, jak teraz wygląda, ale to było, jak robiliśmy przygotowanie do Panny Zwilka. Bo się wydawało, że jakiś tam będzie fragment nakręcony taki, że Jarosław wraca do tego miejsca, gdzie Panny Zwilka jakby się działy. W tej chwili to wyglądało naprawdę strasznie, bo to właśnie dom był kompletnie opuszczony, bez okien, bez drzwi. I Jarosław tylko opowiadał nam wtedy właśnie, gdzie co było, co wspominał. Do rogów tego domu dosłownie była przymurowana świniarnia, wycięte drzewa w parku. Także opis tego domu, który nam pamięci jego był zupełnie inny niż ta obok domu, też zaraz bliziutko tego domu był dowareczwon czteropiętrowy, taki mieszkalny dla pracowników, jakiś blok taki po prostu. Także w ogóle absolutnie nie było to w niczym podobne do tego dworku, który się udało znaleźć Alana Wistarskiemu do filmu.
[09:04.17 → 09:19.43] A: Jasne, dziękuję bardzo. Proszę się podzielić wspomnieniami z tej atmosfery na planie. Jak tam spędzaliście czas? Bo podejrzewam, że w tym dworze oprócz tego, że kręciliście, to po prostu dużo czasu spędzaliście.
[09:21.45 → 10:23.99] B: To po prostu trudno powiedzieć. Pamięta się z takiego okresu robienia zdjęć. Pamięta się, tylko tam nie ma czasu, spędzania czasu. To jest właściwie od początku do końca praca, dlatego że musi być przygotowanie. Najpierw oswojenie miejsca, w którym się będzie grało. Potem próby do tej sceny, która jest. I Kroniecz zabiera to cały dzień. Zabiera to cały dzień, tak że tam nie ma takiego momentu, nie pamięta w ogóle takiego momentu jakiegoś towarzyskiego życia. Z planu w ogóle nie ma, z żadnego filmu nie pamiętam tego w ogóle. Nie ma nigdy na to czasu. Robi się zdjęcia od momentu, kiedy można zacząć zdjęcia, właściwie do późnej nocy, do momentu, szczególnie jak się robi we wnętrzach, w różnym świetle, to ten czas jest nieograniczony. Ale... Słucham, czy pan chciał jeszcze coś spytać?
[10:24.64 → 10:39.96] A: Dlaczego to zapytałem? Bo trafiłem na to wspomnienie Daniela Lubryskiego, o którym mówił, że właśnie tak siedzieliście przy tym stole i nie bardzo było wiadomo, na samym początku zdjęć, nie bardzo było wiadomo, co się tam dzieje, ale może właśnie to było to oswajanie przestrzeni, o którym pani mówi.
[10:41.42 → 13:10.12] B: Ja panu powiem, że ja to zresztą, to zresztą mąż też to w swoich wspomnieniach, w swoich notatkach zapisał, To był film robiony na jesieni, a wiosną były zdjęcia do bez znieczulenia, filmu politycznego, bardzo takiego dynamicznego, ostrego. I Andrzej to opisuje właśnie w swoich notatkach, że nie mógł na początku jakby się przestawić do atmosfery panie Zwilka, tego opowiadania, tego co miał, w filmie miało być pokazane. Był strasznie zdenerwowany i cały czas mówił, co tak wolno gracie, proszę szybciej. Był bardzo zdenerwowany tym. I jak wracaliśmy do domu, a to jest dosyć daleko, Redachówka jest daleko od Warszawy, trzeba przejechać sporo kilometrów, także codziennie wracaliśmy do Warszawy i rano jechaliśmy na plan. I pamiętam, że rzeczywiście zaczęłam się niepokoić tym jego zdenerwowaniem i rzeczywiście tak jak Daniel opisywał, że nie wiadomo było, nic się nie mogło zacząć. I ja mu powiedziałam wtedy, co on potem zapamiętał, jakby ją pisał, przytoczył w swoim tym, że konfitur nie można robić szybką, że to jest film tak jak konfitury, że trzeba robić to powoli. a ponieważ robiłam rzeczywiście konfitury w tamtych czasach, to dobrze wiem, że rzeczywiście konfitury nie jest coś do ugotowania w ciągu pół godziny, tylko to się robi wiele dni. I że to jest kompletnie inny film niż te poprzednie, które człowiek z marmuru czy bez znieczulenia wymagały takiej energii. szybkiego grania i szybkiej atmosfery, to ten film wymaga zupełnie czegoś innego. I on przyznał, że to moje porównanie go przekonało. I jakby od tej chwili rzeczywiście przyjął ten sposób życia naszego w Radachówce, w tym dworku, że to się ma toczyć powoli, że to jest takie życie, właściwie już nie ma.
[13:11.92 → 13:42.15] A: No właśnie, mówiła Pani o tym, jak Jarosław Iwaszkiewicz opowiadał, oglądając te ruiny PRL-owskie do budówki, do dworu, że tego życia już nie było, a później próbowali się wskrzeszać to życie. Proszę powiedzieć, widzieliśmy Jarosława Iwaszkiewicza oczywiście w pociągu, to jest ta piękna scena wymiany spojrzeń z Rubenem, ale czy Iwaszkiewicz był na przykład na planie, czy on tam się pojawił, Dopiero jak obejrzał film, to mógł się do niego odnieść.
[13:42.75 → 13:55.71] B: Jest ta nakręcona scena, że on przechodzi przez ogród, ale nie było żadnej jego interwencji w zdjęciach. On dopiero zobaczył film, jak był gotowy.
[13:56.73 → 14:37.81] A: Rozumiem. Czy ktoś z państwa chciałby coś zapytać? To jest ważne pytanie. Nie widzę na razie. Chciałbym zapytać o bardzo interesującą postać, to znaczy o pana Kamińskiego, Zbigniewa Kamińskiego, który tutaj napisał scenariusz. Wiem, że później przymierzał się do adaptacji kolejnej Iwaszkiewicza, a później zniknął, znikł w zasadzie. To są losy, które ja za bardzo nie znam. Był po świetnym debiucie, był członkiem zespołu filmowego X, ale w zasadzie chwilę po napisaniu scenariusza do panie Zwilka, Jego kariera się urwała. Czy pani może coś o nim powiedzieć?
[14:39.19 → 14:54.99] B: Ja muszę powiedzieć, że ja też tak samo z nim... Nie mam w tej chwili żadnych z nim stosunków. Ja wiem, że oni z żoną wylądowali w Ameryce w końcu. Ja nie mam z nimi żadnego kontaktu.
[14:55.91 → 15:39.01] A: To bardzo interesująca postać, taka tajemnicza, trochę w tle. No właśnie, wypadałoby może sprawdzić, co się dzieje z panem Kamińskim. Może to jest zadanie dla nas na najbliższy czas. Chciałbym zapytać jeszcze o jedną rzecz. Ten film spowodował faktycznie pewnego rodzaju spowolnienie tempa, tego ekranowego tempa w twórczości pana Andrzeja. Pamiętam, że chyba zapisał w swoim dzienniku, że będzie się starał utrzymać to tempo przez jakiś czas, że troszkę chce osiąść w Krakowie, troszkę bardziej częściej spoglądać ludziom w oczy, ale to się chyba nie udało za bardzo, prawda?
[15:40.67 → 16:26.03] B: Nie za bardzo się udawało, dlatego że zawsze były jakieś okoliczności zewnętrzne, które zmuszały do życia bardziej pospiesznego. Od samego początku życie nie pozwalało na takie na takie spokojne jakby pytowanie. I te wydarzenia, które no 70. rok przeżyliśmy oddzielnie. Ja mogę powiedzieć o tym, cośmy przeżyli razem. To było 80. Solidarność, 80. rok, który rzeczywiście nie pozwolił nam ani przez chwilkę jakby no oderwać się od tego, co się działo.
[16:27.87 → 16:58.33] A: Rozumiem. Czyli znowu historia wkroczyła tutaj i nie pozwoliła na to spowolnienie. Bardzo jest też ciekawe, jak by się potoczyła ta alternatywna historia kina, gdyby historia troszkę inaczej się potoczyła, jakimi projektami zajęlibyście się państwo oboje, bo nie mam wątpliwości, że ta wasza współpraca była na tyle intensywna, że należy mówić o waszym wspólnym dorobku filmowym. Czy mogę nawiązać trochę do tego... Słucham panią Sławę.
[16:58.71 → 17:19.47] B: Trudno mi to było sobie wyobrazić, wie pan, nawet dlatego, że Solidarność była czymś tak silnym, ważnym dla nas bardzo, że ja sobie nie bardzo wyobrażam, jakby nie bardzo mogę wyobrazić, co by było, gdyby Solidarności nie było.
[17:21.23 → 17:35.30] A: No nie wiem, czy ktokolwiek jest sobie w stanie wyobrazić dzisiaj w sumie. Czy mogę zapytać o to, co dzieje się teraz i co zaprząta naszą głowę, myślę wszystkich? Wiem, że pani bardzo mocno jest zaangażowana w pomoc uchodźcom.
[17:39.10 → 19:52.18] B: Ja panu powiem, że trudno powiedzieć, że jestem zaangażowana, dlatego że ja myślę, że nie ma nikogo, mam nadzieję, że nie ma nikogo, a w Kanszynie wiem o tyle, co wiemy, że nie jest dużo ludzi, dzięki Bogu, którzy są przeciwko pomocy i przeciwko Ukrainie, tacy są u nas. chociażby wystarczy wspomnieć o Konfederacji, która niestety jest wrogiem Ukrainy i tego wszystkiego, co się dla niej robi w tej chwili. Dla nas jest kompletnie oczywiste, że w ogóle nie ma żadnej wątpliwości, że mamy być dla Ukrainy jakimś wsparciem i pomagać w miarę swoich możliwości ludziom, którzy do nas przychodzą w tej chwili z tamtego z tamtego strasznego świata. Ja muszę powiedzieć, że mam też sama osobiście takie nieporównywalne w gruncie rzeczy doświadczenie z Warszawy, jak wychodziliśmy z Warszawy po powstaniu w 1944 roku. Ja miałam 14 lat wtedy, brałam udział w powstaniu jako łączniczka. Ale wychodziliśmy w innych warunkach jednak niż ci w tej chwili uchodźcy z Ukrainy, dlatego że Polska była pod okupacją niemiecką, czyli wiadomo było w jakiej jesteśmy sytuacji od 1939 roku. Natomiast w Warszawie jednak było zamieszenie broni, czyli myśmy wychodzili z Warszawy już po zawieszeniu broni. I to nie było wychodzenie z domu pod odstrzałem. Wychodziliśmy oczywiście każdy z jakimś tobołkiem w ręku, ale wychodziliśmy jednak bez groźby tego, że ktoś nas zabije, że czeka na nas, że wchodzimy w jakąś, idziemy w czasie wojny. Byliśmy wywiezieni wszyscy z Warszawy, z Dworca Zachodniego w niewiadomym kierunku, ale to jednak byliśmy wśród swoich, wśród Polaków. To było ważne.
[19:54.46 → 20:01.06] A: Proszę powiedzieć, czy wojna na ekranie kinowym jest w stanie oddać prawdziwą grozę wojny?
[20:02.36 → 20:28.78] B: Myślę, że nie. Myślę, że nie. Myślę, że nie. Bo to jednak są obrazy, to jest co innego. Tak jak ja pamiętam powstanie bardzo dobrze, to jednak jest coś, co jest nie do... Nie do przekazania, myślę, ani w literaturze, ani w obrazie, ani w filmie, ani w teatrze.
[20:29.96 → 20:36.54] A: Czy te sceny, które dzisiaj oglądamy, jakoś pani przypominają na przykład właśnie powstanie?
[20:38.16 → 20:52.06] B: No oczywiście, że tak. Oczywiście Warszawa byłaby mordowana w taki sam sposób, jak w tej chwili jest umordowany Charków. mieszkania, domy mieszkalne, ludzi cywile, szpitale.
[20:53.86 → 21:04.50] A: Mam Pani pomysł. Jak to jest możliwe, że wraca to doświadczenie? Skąd to się bierze w człowieku?
[21:06.04 → 22:00.63] B: Ze zła, które w człowieku niestety jest. A w Rosji jest po prostu niestety KGB. Ciągle jest to samo. Ta sama ideologia i te samo... Jak się słychać? Słyszałam takie kazanie, które zresztą na pewno większość ludzi u nas w internecie może znaleźć. Kazanie tego księdza prawosławnego, który wychwala Putina jako najgorszy wróg Związku Radzieckiego. To jest Michał Gorbaczow, który sprowadzał upadek Związku Radzieckiego. Cerkiew Moskiewska, która przecież cały czas komuny współpracowała z KGB. To jest bardzo smutne.
[22:02.77 → 22:29.55] A: To jest nieprawdopodobnie smutne. Siłą rzeczy nasza dyskusja w tę stronę popłynęła, ale to chyba dlatego, że żyjemy tymi obrazami obecnie i pięknie się wraca do dawnego pięknego kina, ale co innego cały czas z tyłu głowy mamy. Zachęcam, gdyby państwo chcieli zadać jakieś pytanie. To jest ważna i wyjątkowa okazja. Podejdę z mikrofonem.
[22:33.77 → 23:48.45] C: Chciałem się zapytać, znając tutaj dorobek pana Andrzeja Wajdy, Skąd się wzięło, że akurat wybrał ten temat i chciał go poruszyć? I co przez to chciał powiedzieć do społeczeństwa, do nas Polaków? Bo wszystkie filmy, które oglądaliśmy, czy kanał, czy te barwy ochronne, czy Człowiek z żelaza, to wszystkie są bardzo zaangażowane, bardzo silnie zaangażowane i po prostu pokazują Polskę, Polaków w sytuacjach, można powiedzieć, wyboru, albo unikania wyboru. Natomiast tutaj właśnie przez ten spokój, przez takie jakieś niedomówienie, taką atmosferę pomiędzy tymi ludźmi, czy to jakieś miało odniesienie do rzeczywistości lat 70., czy chciał pokazać, że społeczeństwo się zmienia, czy jakiś tu miał być znak, sygnał, powód do rozmów przy stole wśród Polaków. Jaki miał być wydźwięk tego filmu i skąd ten temat właśnie akurat Taki, dość można powiedzieć melancholijny momentami. Dziękuję.
[23:52.07 → 25:50.37] B: Ja mogę odpowiedzieć w bardzo prosty sposób, dlatego że te filmy, które pan wymienił, jak człowiek z marmuru, człowiek z żelaza, to były filmy polityczne. To były filmy bardzo trudne do zrobienia, szczególnie człowiek z marmuru, jak pan wie, czekał kilkanaście lat w ogóle na zrealizowanie tego filmu. W końcu, jak to było możliwe, to dzięki tylko jednemu człowiekowi, czyli ministrowi Józefowi Teichmie, który zdecydował, ryzykując swoje stanowisko, był ministrem kultury w tamtym czasie, zrobienie tego filmu. Zresztą sam to pisał i wiem o tym dokładnie, że uważał, że on sam musi też od czasu do czasu uciec w cenzurze, uciec w zupełnie inne rejony. Oprócz tego uważał, że takie opowiadanie jak Panny z Wilka, to co pisze Iwaszkiewicz jest tak ważne, i tak potrzebna taka refleksja nad życiem, nie wplątana w żadne polityczne spory, w żadne polityczne spora w czasie komuny. Oczywiście żadnych sporów nie było, tylko byłoby zniewolenie. Uważał, że powinna być taka właśnie chwila, to co pan powiedział, zresztą chwila oddechu po prostu takiego, a dla niego osobiście to jest ucieczka od stałej walki, nie walki, ale sporu z tym, co u nas było dominujące, czyli z komunizmem.
[25:52.47 → 25:54.77] A: A czy ten film miał jakiekolwiek problemy z cenzurą?
[25:57.07 → 26:01.52] B: Nie pamiętam. Nie pamiętam, żebym miała jakiekolwiek kłopoty z cenzurą.
[26:02.12 → 26:10.96] A: Zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem towarzysze cenzurzy nie zaczęli się bardziej przyglądać mu, węsząc jakiś podstęp, znając wcześniejszy film.
[26:11.18 → 26:16.22] B: Prawdopodobnie tak, ale do tego nie byliśmy wtajemniczeni w żadnym stopniu.
[26:16.88 → 26:45.76] A: Rozumiem. Pan wspominał o tym, że filmy Andrzeja Wajdy mówią o wyborach Polaków. Ten film też jest trochę o wyborze. On też, Rudik Wiktor Ruben, dokonał pewnego wyboru. No i też traktuje o tym, że wszystko było jako tak, aż się pojawiła wojna. To jest znowu jakiś refren, który się pojawia, bo on tam mówi, że do 14 roku ta jego linia życia szła do góry, a później sam nie wie, jak ją narysować. Więc to znowu jest coś, co robi się bardzo współczesne niestety.
[26:49.06 → 27:10.58] B: Wiadomo, że Wiktor jest przez tą wojnę naznaczony w jakiś sposób, na pewno to jest ważne, Ale to nie było żadnym elementem, zresztą państwo widzieli film przed chwilą, to nie było w filmie w ogóle, a nie było podtrzymane jako temat.
[27:13.48 → 27:31.64] A: Dobrze, szanowni państwo. Jeśli nie, to będziemy się powoli zbliżać do końca. Czy ja dobrze pamiętam, pani profesorze, że to była pani największa rola, prawda? tak jak w filmach męża.
[27:31.66 → 29:28.73] B: To dosyć przypadkowo, ponieważ właściwie dlatego, że ja naprawdę w domu robiłam konfitury. Także może, może ja nie pamiętam, bo wiem, że na przykład do kroniki wypadków miłosnych to była zdecydowana żądanie Tadeusza Konwickiego, żebym ja zagrała matkę Witka, a nie wybór. I jak panu powiem, ja zaczęłam grać, pierwsza rola to było człowieku z marmoru, Kazie. Także tutaj miałam rodzaj takiego naprawdę debiutu. Natomiast ja wiele lat występowałam w piwnicy pod baranami, w kabarecie, przecież kabaret to nie jest teatr, nie ma widowni daleko, tylko widzowie siedzą naprzeciwko, bliziutko. Trzeba mieć z nimi bezpośredni kontakt. To, co mają często amatorzy, strach przed tym, że kamera podchodzi pod nos, że ktoś patrzy, ile kroków ja mam zrobić, że wszyscy siedzą blisko mnie, to dla amatora jest bardzo peszące, że ma coś wtedy rozpłakać się albo coś powiedzieć, jakieś uczucia pokazać. Natomiast dla kogoś, kto występował 20 lat w kabarecie, to nie jest żadna nowina i ja miałam takie Łatwy kontakt z kamerą nie przestraszało mnie to, że ktoś mi podtyka coś pod nos. Niemniej tego, co amatorzy się bają, którzy się boją tego bliskiego kontaktu, czy te aktorzy ściśle teatralni, którzy też w filmie często się gubią. Ale nie było to nigdy jakąś moją ambicją, żeby zostać aktorką.
[29:29.93 → 29:40.09] A: A czy ten przesmaczny epizodzik kawiarki z panem Tadeuszem, to było takie świadome, specjalne nawiązanie do tych konfitur z panią Zwilka?
[29:41.65 → 29:56.09] B: Nie, to był taki przesąd w zespole Andrzeja, w zespole Fuszkiewicza. że jak ja się pokażę na ekranie, to filmowi przynosi szczęście.
[29:56.87 → 30:24.43] A: Mamy panią dzisiaj na ekranie, żeby nam to wszystkim przyniosło szczęście. Bardzo pani dziękuję, chyba że ktoś jeszcze chciałby zadać jakieś pytanie. Ostatnia okazja. Pani Krystyno, bardzo, bardzo, bardzo serdecznie dziękujemy za to spotkanie. Trzymajmy kciuki, żeby sytuacja wkrótce w Europie się uspokoiła. Mamy panią na ekranie, to musi nam przynieść szczęście. Bardzo dziękuję i do miłego spotkania.
[30:25.37 → 30:29.67] B: Ja dziękuję bardzo, ja dziękuję bardzo, że zechcieli się Państwo ze mną zobaczyć.
[30:31.41 → 30:47.15] A: Dziękuję bardzo. Szanowni Państwo, była z nami Pani Krystyna Zachwatowicz-Wajda. Oklaski już były. Nie zdążyłem przed. No dla mnie to zawsze jest wielki zaszczyt. Dziękuję serdecznie.

Staromiejskie zaprasza „Panny z Wilka”

W roku podwójnie jubileuszowym – dwustulecia otwarcia teatru i dziesięciolecia działalności jako Teatr Stary w Lublinie – narzucamy cyklowi „Staromiejskie zaprasza” pewien reżym. W programie znajdą się wyłącznie filmy już niegdyś tu, w tym budynku, prezentowane. A przypomnijmy, że projekcje organizowano tu w latach 1907-1981 i od 2012 roku. Z każdej dekady kurator cyklu wybrał jeden tytuł. Dzieła ze światowego kanonu przeplatać się będą z filmami nieco zapomnianymi czy zgoła nieznanymi. Nie będą prezentowane chronologicznie. Zatem to już nie tylko „Staromiejskie zaprasza”, choć przy takim tytule cyklu pozostajemy, ale i „Théâtre Optique Parisien zaprasza”, „Adria zaprasza”, „Rialto zaprasza”… Spotkania raz w miesiącu, zawsze w poniedziałek, wstęp wolny.

„Panny z Wilka”
(Panny z Wilka)
reż. Andrzej Wajda
Polska 1979
116 minut
Film był pokazywany w Teatrze Starym 17 września 2012 roku.

Arcydzieło w reżyserii Andrzeja Wajdy. Jedna z najbardziej udanych ekranizacji prozy Jarosława Iwaszkiewicza. I ta obsada: Celińska, Komorowska, Pascal, Seniuk, Zachwatowicz-Wajda i Olbrychski. Czterdziestoletni Wiktor Ruben po stracie przyjaciela przyjeżdża do rodziny na wieś, gdzie w pobliskim dworku spędził młodzieńcze lata. Mieszkały tam i nadal są obecne one: Julia, Jola, Zosia, Kazia i Tunia. Wizyta dawno niewidzianego gościa zaburza zastany porządek, uruchamia wspomnienia i chęć ożywienia przeszłości. Film był pokazywany w Teatrze Starym 17 września 2012 roku, inaugurując regularne, coponiedziałkowe projekcje filmowe.
Maciej Gil, kurator cyklu „Staromiejskie zaprasza”

Wróć