[00:01.13 → 01:04.47] A: Dobry wieczór Państwu. Gong Danutki zabrzmiał, jak zwykle w tym teatrze. I jak Państwo wiecie, gong Danutki to nie tylko ten wspaniały instrument i sygnał dźwiękowy, który rozpoczyna wszystkie wydarzenia w Teatrze Starym w Lublinie, ale także nagroda. Nagroda, którą przyznajemy od początku festiwalu Ślewoda Danutka aktorkom, aktorom, osobom niezwykłym, które oprócz tego, że je stwórca obdarzył talentem, to jeszcze są osobami, które bardzo swoją pracę szanują. Szanują siebie nawzajem, a przede wszystkim szanują widzów, czyli państwa. W tym roku po raz pierwszy mamy dwie laureatki. W zeszłym roku mieliśmy dwoje. Przypomnę, że była to pani Jadwiga Jankowska-Cieślak, i pan Krzysztof Globisz. Powitajcie panią Jadwigę, bo jest wśród nas.
[01:07.87 → 01:10.87] B: Przed
[01:14.43 → 03:17.74] A: tym był to Jan Peszek, Krystyna Janda. Możecie państwo bić brawo, bo oni na pewno nas oglądają w sieci. bo jesteśmy nie tylko tutaj, w tym jednym z najpiękniejszych budynków teatralnych w Polsce, ale także w sieci. I pierwszym laureatem był Janusz Gajos. Pozdrawiamy Janusza. Z naszymi dzisiejszymi laureatkami wiążą się różnego rodzaju anegdoty, historie, ale przede wszystkim coś, co jest niezwykłego, w ich pracy, karierze, a mianowicie to, że są one symbolem pewnego pokolenia, które weszło do polskiej kultury teatralnej, filmowej, audiowizualnej mniej więcej na przełomie wieków. I funkcjonują w tym systemie wspaniale. Są tytankami pracy. Są obdarzone niezwykłym talentem. Przepiękne, wspaniałe, urocze, dowcipne. Koleżeńskie, trudne i wymagające, czyli takie jak Danutka. A dziś witamy na scenie Magdalenę Cielecką i Maję Ostaszewską. Brawo! Dla wszystkich osób, które posługują się polskim językiem migowym tłumaczą Pani Ewelina Lachowska i Pan Łukasz Grzesiuk. No i jak? Fajnie w Lublinie?
[03:18.98 → 03:21.40] B: Cudownie, przepięknie. Dobry wieczór.
[03:22.41 → 05:39.46] A: To jest wspaniałe miasto, które ukochała Danuta Szaflarska i ten teatr, i Karolinę, która zainicjowała te spotkania łącznie z Majką Maj, Agnieszką, Marysią, córkami, Arturem Reinhardtem, Dorotą Kędzierzawską, która nas ogląda. Przypomnę, to jest kapituła i mówiącym te słowa skromnym człowiekiem tutaj na scenie. No i od pięciu lat ten festiwal realizujemy. Mamy taki jubileusz pierwszy papierowy, więc będziemy tańczyć pewnie jutro. Będzie koncert. Może też będziemy śpiewać. Zobaczymy. W każdym razie jesteście laureatkami jubileuszowymi. Jesteście najmłodszymi laureatkami tej nagrody, bo jest to, proszę państwa, w Lublinie w tym roku Europejski Rok Młodzieży, więc wybraliśmy najmłodsze, najpiękniejsze, najwspanialsze dziewczyny. Danusia Szaflarska w wieku 100 lat tańczyła na swoich urodzinach i zawsze mówiliśmy, Danusiu, ty jesteś najmłodsza z najstarszych, a wy jesteście najmłodsze z najmłodszych. Jeszcze raz brawa. Nie wiem jak zacząć, ale zacznę od początku. Jak to było, że zdecydowałyście się na ten wspaniały i przeklęty zawód? Wspaniały, bo daje on wiele możliwości, daje on wiele szczęścia, kiedy jesteście na scenie, kiedy wszyscy was podziwiamy, kiedy jest premiera, kiedy jest premiera filmu, kiedy są ścianki, kwiaty, szampany i tak dalej. Praca to jest znój, cudowny, ale znój, prawda? Więc mówię, że on jest piękny, wspaniały, ale jak każda sytuacja na serio, niezwykle wymagający i trudny. Jak to się stało, że zdecydowałyście się na to, aby zostać aktorkami? Zaczyna Magda w kolejności alfabetycznej.
[05:39.58 → 08:11.04] C: Właśnie to jest ciekawe, że ja jestem po pierwsze na C, ale też jestem starsza, o pół roku, więc szacunek mi się należy. Nie, śmiej się, że powinno być teraz tak, że my powinniśmy odpowiadać na te pytania dokładnie unisono, idealnie, równiutko, mieć wyuczone te odpowiedzi. Myślę, że one się będą troszeczkę pokrywać, a na pewno pięknie różnić, więc ja powiem tak. Jak to się stało? U mnie to się stało przez muzykę i przez śpiewanie, więc to, co jutro postaram się wykonać, będzie swoistą klamrą z powodu tego jubileuszu, bo będę miała jutro ten wielki stres i przyjemność, mam nadzieję, zaśpiewać na tym koncercie, bo nie mogę odmówić sobie takiej sposobności, żeby Bartek Wąsik mi zagrał. Ale naprawdę to ja się znalazłam w tym zawodzie troszeczkę nieświadomie, w tym sensie, że poszukując siebie w okresie takim licealnym, Wzięłam gitarę i zaczęłam trochę brzdąkać i śpiewać. I zainspirowana i urzeczona wówczas takim nurtem piosenki kabaretowej, ale w takim kabaretowo-literackim ujęciu, czyli piwnicą pod baranami. Wówczas istniał taki nurt jak poezja śpiewana. Poczułam, że to jest mój świat i moja nisza i zaczęłam startować w konkursach recytatorskich. I tak to się zaczęło. I tak naprawdę od połknięcia tego bakcyla zaczęła się moja droga zawodowa. Bo ja w ogóle nie miałam pojęcia, ani pomysłu, ani chęci, żeby zdawać do szkoły teatralnej, tylko pomyślałam sobie, że to jest świat, który kocham, który mnie ciekawi, fascynuje i chcę z takimi ludźmi, z którymi wtedy w tych konkursach brałam udział, spędzić życie. I że to jest mój świat. I oni powiedzieli, no to zdawaj do szkoły teatralnej. Ja tak pomyślałam, no to dobra. I zdałam. Gdybym nie zdała, nie wiem szczerze, czy bym tutaj dzisiaj siedziała, gdybym nie zdała za pierwszym razem. Nie było we mnie takiej pewności, determinacji i marzenia, które chciałam zrealizować na tyle, żeby zdawać po kilka razy, jak czasem to się zdaje. Więc piosenka mnie tu przywiodła i piosenkę państwu jutro zaśpiewam.
[08:11.30 → 08:14.44] A: Janusz Gajos trzy razy zdawał. I za czwartym razem się dostał.
[08:14.46 → 08:15.78] C: Może niezdolny. Ja dwa.
[08:18.33 → 08:27.91] A: Jeszcze powiedzmy, że tylko zanim poproszę Majkę, że Magda pochodzi z niewielkiej miejscowości pod Częstochową, Żory.
[08:28.83 → 08:36.39] C: Co? Jeszcze się nie nauczyłeś? Tyle lat się znamy, Michał. Żarki Letnisko, tu siedzi przedstawicielstwo i ono może pomachać.
[08:36.83 → 08:38.19] B: Żarki Letnisko.
[08:38.67 → 08:51.17] A: Natomiast Majka pochodzi z takiej krakowskiej rodziny artystycznej i jakby miała bliżej do szkoły, ale to nie znaczy, że też od razu tam wskoczyłaś, prawda?
[08:52.45 → 13:10.36] B: Tak jak powiedziałam, dwa razy zdawałam, za drugim razem się dostałam. Ale u mnie też to w pewnym sensie nie było przemyślane, było zdecydowanie nawet podświadome, ponieważ ja sobie wymyśliłam to, że chcę być aktorką, kiedy miałam 6 lat. Istotnie, ponieważ mieszkaliśmy w Krakowie, mój ojciec jest muzykiem, już jako małe dzieci w Krakowie mieliśmy naprawdę wspaniały wybór i teatru dziecięcego, to były takie lata w ogóle rozkwitu groteski, więc też ten teatr dziecięcy był fenomenalny. Ale bardzo często, też oczywiście nie w wieku 6 lat, troszkę później, ale zabierali nas na dorosłe spektakle i do starego. Teatr Manga wtedy kwitł, przyjeżdżały zespoły z całego świata. Od Tańca Buto, bo naprawdę było co oglądać. Teatr Stary, Wajda, Jarocki, potem Krystian Lupa. To wszystko mnie kształtowało, ale właśnie jako ta mała dziewczynka, już dużo obejrzawszy i zabierał nas tata też na koncerty, i jazzowe, bo wtedy Ossian taki był bardziej open music, ale jednak i na Jazz Jamboree jeździli i tak dalej. i te z muzyki klasycznej. I czułam, że w ogóle to wszystko jakoś mnie fascynuje i tak dalej, ale pamiętam właśnie kiedyś w Grotesce był spektakl Alicja w Krainie Czarów i twórcy pozwolili dzieciom po spektaklu wejść na scenę. i zobaczyć to od tyłu. To były takie czasy, że to była taka klasyczna butafora, ta scenografia. Ale pamiętam ten moment do dziś, bo to było dla mnie przełomowe. Po prostu weszłam na tę scenę. Może nie miałam 6, może 7, 8 lat, bo to już była podstawówka. No i ja poczułam po prostu wtedy, że to jest moje miejsce. Nie chciałam w ogóle zejść z tej sceny. Pamiętam jak mama parokrotnie już mówiła, słuchaj, już musimy iść, a ja tam dalej przy tych butaforach. I oczywiście potem z latami, nawet na chwilkę pojawiały się jakieś inne pomysły, ale ten główny towarzyszył mi przez te wszystkie lata. co z jednej strony jest wspaniałe, bo często ja teraz jestem też mamą nastolatków i wiem, co to znaczy szukanie swojej drogi, więc z jednej strony to jest dobrodziejstwo, że wiemy, gdzie jest nasz cel i o czym marzymy i że siebie tam po prostu już widzimy, ale z drugiej strony po drodze to jest bardzo obciążające, ponieważ lęk przed tym, że to się nie uda albo że to jest tylko nasza wizja siebie, a świat na to nie odpowie zaproszeniem otwartymi ramionami, jest paraliżująca i żartujemy sobie o tym dostawaniu się, niedostawaniu się, ale ja kiedy się nie dostałam do tej szkoły teatralnej przeżyłam po prostu dramat. To była w ogóle depresja, nie wiadomo co robić. Zwłaszcza, że nie przyjmowałam do wiadomości. Ludzie mieli dla mnie różne fajne pomysły. Miałam wyjechać na rok za granicę, ale ja byłam tak zdeterminowana. Miałam to szczęście, że Komisji Interpretacji się bardzo spodobała. I pamiętam, i tu już zaczyna się nasze wspólne jakieś jak Anna Polony, która mnie nie uczyła i której osobiście nie znałam, to znaczy będąc z Krakowa zawsze się jej grzecznie kłaniałam, doskonale wiedziałam kto to jest, ale ona... dobyła telefon do moich rodziców i zadzwoniła i powiedziała, że mam nie rezygnować, że to było świetne i że, a dlaczego zaczynają się moje historie z Magdą, ponieważ to była później opiekunka roku Magdy i Magda ma też całą swoją historię z panią Anną Polony, ja tylko ten moment jeden. I ona mnie namówiła, żebym pojechała do Wrocławia, że tam są później egzaminy. Okazało się, że na Wydział Aktorski już jest za późno, już jest zamknięta lista i że mogę zdawać na lalki. I pamiętam, jak właśnie zadzwoniłam też wtedy do pani Anny, mówię, no ale ja chcę, przepiękny stad lalkowy, uwielbiam go oglądać, ale to ja tego nie chcę. I ona pewnie na mnie nakrzyczała tak, że Maja Komorowska jest po lalkach, co ty mówisz dziecko, musisz tam iść, potem jakoś tam się przeniesiesz. No i wylądowałam na tych lalkach, dużo się nauczyłam, była tam wspaniała pantomima, to jakoś najwspaniale wspominam. No ale potem zdawałam po prostu jeszcze raz do Krakowa i już się dostałam.
[13:10.68 → 13:36.38] A: Zaczynałyście pracę już właściwie w czasie studiów na scenach krakowskich, można powiedzieć, ale też od razu weszłyście w kino. Magda może trochę wcześniej nawet, bo 1995 rok to jest... pokuszenie i nagroda od razu w Gdyni za najlepszą rolę kobiecą. Majka w 1999 roku patrzy na ciebie Marysiu.
[13:36.59 → 13:38.88] B: Film, który... Wcześniej, film Przystań.
[13:38.92 → 15:55.05] A: Przystań. Fakt. Patrzę na Ciebie, Marysiu, dlatego tak zacząłem o tym, bo pokazywaliśmy ten film tutaj przedwczoraj na festiwalu. Za diabła nie mogliśmy zdobyć Magda. Nigdzie nie ma pokuszenia. To jest jakiś absurd, proszę Państwa. Jak nas słyszy minister kultury, to niech znajdzie tę taśmę, bo po prostu naprawdę nie można nigdzie tego filmu zdobyć i pokazać pani Barbary Sas. Ale ten przełom lata dziewięćdziesiąte, to jest także ten przełom w teatrze. Jesteście już w Teatrze Rozmaitości, no i jest Magnetyzm Serc. Ale magnetyzm jest takim spektaklem, gdzie, no tak się mówi, że to... Właściwie był taki, no właśnie te dwa, ok, bzik i magnetyzm, że one coś zmieniły w tym, że zespół wtedy Teatru Rozmaitości, potem nazywany TR Warszawa, Grzegorz Jarzyna został najmłodszym dyrektorem i coś się działo. Pojawił się nowy język w polskim teatrze, potem spektakle Krzysztofa Warlikowskiego w TR Warszawa, Krystian Lupa, pamiętam, wtedy pracowałem w TR Warszawa, był dybuk, stosunki Klary, Krystiana Lupy z Mają, także znamy się długo, też z pracy. Raz z Majką lecieliśmy do Kanady jednym samolotem siedząc obok siebie. Wszystko mi powiedziała, czym jest zen i wegetarianizm i w ogóle. A z Magdą na helu, no już nie powiem, co robiliśmy, bo to w ogóle nie można opowiadać. Ja i surfer, proszę państwa, to już jest naprawdę... Nie ma o czym gadać, ale zostawmy prywatę. Powiedzmy o tym przełomie, który, bo trochę mówiliśmy też o tym tutaj z Jurkiem Kapuścińskim, kiedy gadaliśmy o pokoleniu 2000 i właśnie o filmie Łukasza, w którym występuje Maja, trochę gadaliśmy o pokuszeniu i pokazywaliśmy też wczoraj egoistów. To nie jest grupa, że tak powiem, pokolenie 2000.
[15:55.55 → 15:57.49] C: No jest, bo ten film to jest z 2000 roku.
[15:57.53 → 17:07.27] A: Tak, ale on jakby w tym sensie reżyserów, którzy dotykają pewnych, używają jakby innego języka. To jest opera. i jakby w sensie estetycznym, bo ty śpiewasz, a Mariusz potem już wiedział, że będzie robił wszystkie opery z Kudliczką, ale jest to taki przełom wieków i przełom nowego języka w polskim teatrze i także częściowo w polskim kinie po latach dosyć komercyjnego kina, które w tych latach 90. to zdominowało. Jak wspominacie tamten czas? Co było wtedy ważnego, zarówno w waszej pracy w teatrze, w pracy w filmie, no i też w teatrach telewizji, bo studio teatralne dwójki to były spektakle, które też często współtworzyłyście, po prostu grając w nich, prawda? I pewien krąg młodych reżyserów, który tam zaczął funkcjonować właściwie tak przebojem wchodząc do polskiego teatru, nazwano ich ojcobójcami. Jak pamiętacie, taką Piotrek Gruszczyński książkę nawet napisał. A wy byliście kim? Ojcobójczyniami, czy matkobójczyniami,
[17:09.49 → 22:20.74] B: Na pewno to był też w moim przypadku bardzo mocny moment odrywania się od mistrzów, nie negowania ich, ale decyzji, że idziemy własną drogą. To była też taka grupa, w dużej mierze nie wszyscy, która była uczennicami, uczniami Krystiana Lupy. W szkole teatralnej w Krakowie w ogóle było to, zresztą śmialiśmy się z tego wielokrotnie, bo Krystian jest tak silną osobowością, że bardzo często jego studenci, zwłaszcza przy swoich pierwszych egzaminach, starają się albo starali się, bo już bardzo dawno tam nie byłam, więc ja mówię o tych latach, kiedy ja studiowałam, trochę kopiować styl Krystiana, co oczywiście w większości przypadków wychodzi jak parodia. Zresztą też naszym pierwszym spotkaniem zawodowym był taki dialog Grzegorza Jarzyny z Krystianem, bo to był zupełny off, więc my od początku łączyłyśmy mainstream z offem. To się nazywało Mali Lunatycy. My robiliśmy w tym czasie, ja też miałam szczęście grać w tym spektaklu Lunatyków Brocha w Starym Teatrze z Krystianem Lupą, a Grzegorz w hali Sokoła wymyślił sobie taki rodzaj jakby dialogu z tamtym spektaklem. Bardzo tak zaskakująco też to obsadził. I pierwszy raz też pokazał jakąś swoją w ogóle, kompletnie jakby inną wizję teatru, który bardzo też opiera się na rytmach. Akurat formy u Krystiana też zawsze było bardzo dużo i z charakterystyczną jego scenografią, obrazami. Ale to było szalenie ciekawe, bo czuło się, że ktoś, kto jakby wyrasta spod ręki kunsztu i niebywałego talentu mistrza jest gotów, żeby pójść własną drogą. I te nasze początki w Warszawie, dla mnie to była w ogóle ważna decyzja, czy ja zostaję w Krakowie, czy właśnie będę w Warszawie jeszcze. Jeszcze kiedy zaczęłam pracować w Warszawie, gdy zdecydowałam się na etat w Warszawie, robiłam gościnnie z Krystyną Meissner spektakl w Teatrze Starym, robiłam z Krystyną Lupą drugą część Lunatyków Brocha, więc cały czas byłam w takim, czy wracać do tego Krakowa, ale dla mnie jako też takiej osoby, którą Kraków ukształtował i kultura Krakowa była w moim krwiobiegu, bo oglądałam to od maleńkości. Dla mnie też to wtedy była taka decyzja o tym, że ten wybór Warszawy, choć to tak blisko siebie, był taką decyzją, że chcę zacząć coś opowiadać i brać udział w czymś, co będzie moim własnym językiem, moją własną drogą. Bo też tak czułam, że gdybym została w tym Krakowie i właśnie pracowała od razu pewnie z Krystianem, bo był moim też profesorem, robiliśmy razem dyplom w Szkole Teatralnej i że jakoś tak... Pamiętam taki dzień, kiedy się zastanawiałam, czy jechać do tej Warszawy na stałe, czy zostawać w Krakowie. I sobie pomyślałam, Boże, ja widzę siebie za 10 lat. Ja wiem, jak będę wyglądać, w którym ogródku będę w Krakowie siedziała, z tymi samymi ludźmi. I poczułam, że jednak potrzebuję wiatru, powietrza. Warszawa jest, bo Kraków jest, kocham Kraków całym sercem, ale Kraków jest taki, nie chcę. I pamiętam, że to było cudowne, że jak się przyjeżdżało do Warszawy, to wiatr wiał. I to było w ogóle coś, a poczułam, tak, to jest moje miejsce. I tak to było i zaczęliśmy pracować razem w rozmaitościach. Ja jeszcze najpierw pracowałam w Teatrze Dramatycznym, tam debiutowałam Szekspirem u Piotra Cieślaka z Jadzią. I to było dla mnie też niesamowite wyzwanie, bo pamiętam jak przyjechałam do Warszawy, nie miałam, bo Piotr też zobaczył mnie w spektaklu dyplomowym właśnie Krystiana Lupy w Płatonowie i od razu zaproponował mi rolę Rosalindy. jak wam się podoba, ale musiałam natychmiast przyjechać na próby i ja nie miałam w ogóle jak ogarnąć tego miejsca do spania, do mieszkania, więc przez pierwsze, a próby były już bardzo intensywne, przez pierwsze dwa miesiące mieszkałam w teatrze dramatycznym w tak zwanej loży Stalina. No i słuchajcie, to było doświadczenie na zawsze, niebywałe po prostu. Wieczorem sobie z balkonu patrzyłam na spektakl cichutko, żeby nie przeszkadzać, musiałam gasić światła w tym pokoiku. No ale to ja czułam, że teraz się coś dzieje. No i potem po Teatrze Dramatycznym to było wspaniałe doświadczenie. Wielka scena, cudowni koledzy, Szekspir. Zaczęliśmy działać z Grzegorzem. Najpierw był właśnie BZIK. szalony nasz zupełnie i potem już nasz wspólny magnetyzm serca. Ale też zaczął się ten czas robienia różnych filmów. Moim pierwszym filmem, debiutem to było chyba 1997, ale w 1996 to była przystań Janka Hryniaka.
[22:22.78 → 22:23.74] A: I nagroda w Gdyni.
[22:23.82 → 23:22.02] B: Tak, myśmy rzeczywiście tak blisko siebie się trzymały z różnymi wydarzeniami, docenieniami. A czasem też z trudniejszymi momentami. Tak jak jedna miała gorszy rok, to potem druga. I też jakoś tak się to plotło. I potem rzeczywiście było takie lato, kiedy zbawam jednego lata, patrzę na ciebie Marysiu i Prymas Trzy Lata z Tysiąca. i wtedy już tak zaczęłam dużo więcej pracować i w filmie, i w teatrach telewizji. Mieliśmy rzeczywiście poczucie wtedy najpierw z Grzegorzem, ja pracowałam później niż z Magda, z Krzysztofem Warlikowskim, ale również w tej grupce, którą tworzył Łukasz Barczyk, że próbujemy znajdować coś swojego, że próbujemy przede wszystkim być szczerzy wobec samych siebie. Także to był przepiękny czas i wtedy też zaczęła się moja przyjaźń i bliska relacja z Marią Maj, która tutaj jest na widowni.
[23:23.14 → 23:24.32] A: Koleżanka z zespołu.
[23:24.68 → 24:16.02] B: Tak. I Maria tak naprawdę, no ona też tak tego Grzegorza po prostu trochę jakby mianowała tym nowym, przyszłym dyrektorem TR-u, bo od razu wyczuła ten jego geniusz. Także te początki, praca przy bziku, później magnetyzmie, to są niezapomniane dla mnie chwile, za które jestem bardzo wdzięczna. I wtedy zaczęłyśmy już trzymać się bardzo razem, bo w Szkole Teatralnej tak się sobie przyglądałyśmy. Ja zawsze mi się mega podobało to, co robi Magda, fascynowało mnie. Ale taka mam ciekawa, kto to jest, o co chodzi? Jakaś bardzo silna energia. Miałyśmy tego samego przyjaciela, Ale cały czas tak się przyglądałam tej Magdzie. O co chodzi? Bardzo się lubiłyśmy, ale to jeszcze jeden. Natomiast mnie się wydaje, że taka przyjaźń wybuchła przy magnetyzmie. Taka pełną parą.
[24:16.70 → 24:28.04] A: Artur Reinhart dzisiaj powiedział, że Magda chodziła wtedy po Krakowie z różą w zębach. Majka powiedziała, przepraszam. Artur siedział koło mnie, wszystko mi się myli. Że tak chodziłaś z różą w zębach.
[24:28.20 → 24:34.17] C: Bardzo możliwe. Na rynku dużo róż jest, a wiesz... Jak ktoś dawał, to ja nie odmawiałam.
[24:34.41 → 24:43.05] A: Magda, jak to było u ciebie, ten przełom? Czy to jest przełom wieku dwutysięczny wcześniej?
[24:43.97 → 28:42.33] C: Tego się nie czuję w momencie, kiedy to się dzieje. Ja tego przynajmniej nie czułam. Teraz z perspektywy dziś mogę powiedzieć, że to oczywiście był przełom i to już histerycy i historycy teatru Napisali, że to była rewolucja i tak to było nazwane, że to się pojawił po prostu nowy teatr, nowy sposób opowiadania, ale myśmy tego nie czuli, bo myśmy po prostu to robili i dla nas nie liczyło się nic innego. Myśmy w teatrze spędzali po prostu całe życie. Wielu z nas nie miało życia poza teatrem, myśmy spędzali razem wakacje, święta, wigilie, pracowaliśmy, kłóciliśmy się, płakaliśmy, zawiązywały się związki, miłości, potem się rozpadały, płakaliśmy razem, ale przede wszystkim byliśmy w próbach, byliśmy w procesie, byliśmy na scenie, zderzaliśmy się z aprobatą lub aplauzem, zderzaliśmy się też z z krytyką. To są procesy, które się nie dzieją z dnia na dzień, więc widownia, czy tak zwany widz, odbiorca nie do końca był gotowy na bzika tropikalnego, czy potem na spektakle Krzysztofa Warlikowskiego. To jest jasne, natomiast dla nas było Najważniejsze, że my robimy coś, w co wierzymy, co nas pcha, co nas zapala. Pojawiły się bardzo szybko zagraniczne zaproszenia, festiwale. Te najważniejsze, które chłopaków, mam na myśli głównie Grzegorza i Krzysztofa, natychmiast zapraszały na najważniejsze imprezy teatralne. Myśmy z teatrem zwiedzili, naprawdę zjeździliśmy cały świat. I teraz to się może wydawać czymś takim powszechnym i oczywistym, ale wtedy to było wyjątkowe. Naprawdę pamiętam nasz pierwszy wyjazd do Nitry chyba z Hamletem, Marianie, autokarem. A wyście jechali do Londynu też autokarem, dwie doby. To są historie rzeczywiście takie pionierskie, powiedziałabym. Ale rzeczywiście nas tam hołubiono i mam takie poczucie, że znowu szybciej ta tak zwana zagranica się poznała na nowatorskim geniuszu obu panów, a Polska troszeczkę podążała za pół kroku. Ale ważne było to, że myśmy byli po prostu razem. Tworzyliśmy rodzaj takiej grupy, takiej może nie komuny, ale jakiejś takiej grupy twórczej, która oczywiście też Część z tej grupy jest nadal, bo my pracujemy teraz obie, jesteśmy w Nowym Teatrze w Warszawie, którym dowodzi Krzysztof Warlikowski. Jesteśmy już 15 lat w tym teatrze, bo w tym roku obchodzimy 15-lecie, ale biorąc pod uwagę teatr rozmaitości i to takie przejście, i można powiedzieć, płynne bardzo, to jesteśmy wiele, wiele lat razem w związku z tym, To jest jak w związku, to jest jak w rodzinie, że są bardzo trudne i różne momenty i było wiele kryzysów i ludzie odchodzili, wracali, pojawiali się nowi, niektórzy odchodzili na amen. Tak po prostu jest, ale ten twórczy ferment i ta pewność, że dajemy sobie ciągle nawzajem, ale przede wszystkim dajemy widzom i teatrowi coś, co oni chcą odbierać, co państwo chcą oglądać, no to to jest taki motor, który nas napędza i który Każe nam w tym, jak powiedziałeś słusznie, piekielnym, czy szatańskim, czy niełatwym na pewno zawodzie być i istnieć.
[28:43.21 → 30:35.15] A: Chciałem na chwilę tylko wrócić do tego właśnie okresu i momentu tego zachłyśnięcia się tym nowym polskim językiem teatralnym za granicy. Bo naprawdę, proszę Państwa, od najważniejszego festiwalu, jaki do dziś jest na świecie, czyli Avignon poprzez Wiener Festwochen, wszystkie festiwale niemieckie i Edynburg, a także tak jak się to często zdarzało w Stany Zjednoczone, a więc Nowy Jork i Bam i Kanada i potem już wiele innych jeszcze scen, to rzeczywiście było tak, że te spektakle Jarzyny i Warlikowskiego były jednym z najważniejszych polskich znaków, jeśli chodzi o polską kulturę w świecie. I to w jakimś stopniu też zostało do dziś, ale tamten impet, z jakim że te spektakle i wy, i koledzy, i koleżanki aktorzy byliście rozchwytywani, można powiedzieć, przez tą publiczność. Ja parę razy brałem też w tym udział, widziałem to, co się działo. To było jakieś szaleństwo. To był też ciekawy czas, Jeszcze byli tacy ludzie, na przykład jak Arpad Schilling z Węgier, którzy też wchodzili z tej... Świat odkrył tę Europę i tak się stało, tę część Europy, że było kilka nazwisk, które... Nekrosius oczywiście i Ostermeyer. I oni weszli, jak gdyby wyście weszli do tej absolutnie ekstraklasy. Tak jak dzisiaj Lewandowski gra, to wy byliście po prostu takimi... Dzisiaj Właszczykowski podobno gra ostatni raz jako kapitan.
[30:35.21 → 30:37.71] C: Oby to nie był nasz ostatni raz.
[30:38.21 → 34:22.20] A: Także tego bym się raczej nie obawiał, przynajmniej jeśli chodzi o panie, to tu jestem spokojny. Magda wspomniała o tym, ale ja się jeszcze muszę trochę zatrzymać nad tym i wymienię nazwisko Warlikowskiego, ponieważ od tych 15 lat jesteście Jezu, filarami, nie powiem, że filarami, bo to brzmi jakoś fatalnie, ale po prostu karyatydami w tym zespole, który składa się z samych filarów i karyatyd, można by powiedzieć, nie umniejszając filarów, więc przyjmijmy, że panowie to filary, a wy karyatydy. I jest to miejsce też niezwykłe, które ma taką energię bardzo dobrą. Tam nawet wystarczy przyjść na kawę i posiedzieć chwilę i popatrzeć, kupić książkę. Spotyka się różnych ludzi, czuje się pewien rodzaj takiej energii, która emanuje w tym teatrze z waszej energii, twórców, którzy tam są. Krzysiek jest trochę wielkim nieobecnym, bo rzadko go tam widujemy, ale jednak on jest tym Demiurgiem, który stworzył to miejsce przy Waszym ogromnym udziale. Jest takim reżyserem, który... też przeszedł bardzo długą drogę i ja na przykład pamiętam początki Krzyśka w Poznaniu, kiedy on robił spektakl w Teatrze Nowym i to były jeszcze lata 90., to był Cukko, to była opowieść zimowa. I też pamiętam, że nie wszyscy do końca jak gdyby łapali ten język, który on miał, który on wprowadzał właściwie dopiero potem. W Warszawie też jakoś to było na początku dziwnie, w Dramatycznym Studio były różne, już nie będziemy przypominać różnych protestów, czy tam bujek, kto kogo pobił, kto kogo bronił, kto dostał popysku, a kto kto uciekł, się... kto komu kazał się ubrać i w ogóle, albo rozebrać i bić i tak dalej, ale to nie było łatwe. I potem jest z tych kilka spektakli Krzysztofa w Teatrze Rozmaitości. Jest wspaniały dybuk, Lea tu siedzi. Jest burza, gdzie Mieliśmy też niezłą sytuację z burzą. Pamiętacie, premiera była przesunięta, Janusz Gałęzyk zrezygnował, ale to była uzasadniona rezygnacja z powodów artystycznych i wszedł Adaś Ferency wspaniale. Potem był Krum. gdzie Majka już bardzo ostro weszła w kruma w spektakl Krzysztofa. No i potem się zaczął nowy teatr, Apolonia. Anioły w Ameryce były? Tak, ale potem był nowy teatr i to miejsce, które dzisiaj jest w tej dawnej zajezdni, najpierw w ogóle miało zupełnie inaczej wyglądać, były jakieś pomysły architektoniczne szalone, ale ja myślę, że jest dobrze tak jak jest. I jest Apolonia. Czy Apolonia to jest jakby po prawie ponad dekadzie magnetyzm? Czy czujecie coś takiego, że w tym spektaklu nastąpiło też coś takiego, czy to jest jakby, nie wiem, kolejny przełom jakiś?
[34:22.98 → 36:25.42] C: Tak, ja myślę, że tak, że to jest 15 lat od Apolonii, bo premiera Apolonii była w 2008 czy 2009 roku. Bo to był pierwszy spektakl jeszcze przed remontem naszej siedziby. My go nazywamy zresztą takim spektaklem założycielskim, inaugurującym w ogóle nową jednostkę kultury, bo jeszcze nie mieliśmy budynku. Próbowaliśmy gdzieś po jakichś wynajętych salach, a graliśmy potem jeszcze przed remontem w tej hali naprawdę nieogrzewanej, niewyremontowanej. Ale tam się rzeczywiście, oczywiście to jest kompletnie inny spektakl niż Magnetyzm Serca, bo o czymś innym opowiada, jest spektaklem przejmującym, jakimś rozdzierającym i ciągle nieprawdopodobnie ważnym i aktualnym. My go gramy regularnie, najbliższe spektakle we wrześniu. I on się kompletnie nie starzeje, on tylko rozwija się i dojrzewa w sensie sensów, kontekstów, odniesień do rzeczywistości. To jest jednak antyk i to jest na wspaniałej literaturze rzeczywiście oparte i przepięknie przez Krzysztofa przemieszane, zmelanżowane i zinterpretowane, więc myślę, że to się nigdy nie zestarzeje, to my nie będziemy już w stanie pewnie tego grać, a moglibyśmy. I to był rzeczywiście taki spektakl, który też mieliśmy straszliwy kryzys przed premierą i nie wiadomo było, czy to się w ogóle uniesie i jak też zareaguje widownia, bo był to pierwszy taki spektakl Krzysztofa, powiedziałabym taki mozaikowy, w którym on łączy różne pozornie wydawałoby się nieprzystające do siebie materiały i teksty. Jeszcze jest zespół na żywo i projekcje i ten spektakl jest długi. I nagle na premierze to wystrzeliło i wybuchło. I czuliśmy, że to jest jakaś nieprawdopodobnie kosmiczna energia, a jednocześnie też, a przede wszystkim taki przekaz, że do dzisiaj to działa.
[36:25.88 → 36:27.24] A: Antyk, ale też kucji.
[36:28.18 → 36:33.04] C: Wykład Majki.
[36:34.22 → 42:00.77] B: Ja jeszcze tylko nawiążę, dla mnie była tylko taka, jeśli chodzi o dialog z widzami i o tą w ogóle przestrzeń jakby takiej debaty o kulturze w Polsce, to jednak była znacząca różnica między Magnetyzmem a Polonią, ponieważ a Polonie zaakceptowali wszyscy. To był taki absolutny sukces zarówno wielbiciele teatru bardziej konserwatywnego, klasycznego. Wszyscy ogłosili to wydarzeniem, a przy magnetyzmie to były naprawdę afery. Bardzo to było dla nas zresztą też i ciekawe, bo na przykład Zbigniew Zapasiewicz był wielbicielem magnetyzmu, a Gustaw Holoubek, którego kochałam i do dziś przeżywam, jak oglądam te stare te, że to jest skandal, że to jest okropne, że w ogóle nie wolno tego oglądać. I pamiętam jak ten Zapasiewicz nas bronił, więc to nie było tylko, że krytycy, którzy tam się rzeczywiście do czerwoności rozpalały te recenzje, czy wspaniale, czy bluźnierstwo, a przy Apollonie jednak była akceptacja. Dla mnie Apolonia jest też, nie wiem czy to jest pierwszy raz, ale chyba taki najbardziej wyraźny, kiedy Krzysztof powiedział, że dla niego antyk, on sięga po antyk, ale tak naprawdę my mamy bliższe antyczne dramaty i że II wojnę światową trzeba czytać przez antyk, a antyk przez II wojnę światową. Ta Apolonia jest też dlatego tak aktualna, bo dzisiaj mamy blisko kolejną wojnę. I dla mnie ten dialog właśnie, kral z antykiem i tego wszystkiego, co niesie ze sobą wojna z tymi mitami, jakie są w nas, jest jedną z najbardziej fascynujących rzeczy w Teatrze Krzysztofa i takim też myślą filozoficzną tym, co to jest nasz los, jak my sobie z tym radzimy. On tę myśl kontynuuje w naszym najświeższym spektaklu, czyli w Odysei, losy Odysa łączą się z historią Izoldy, która idzie przez wojnę. Nie chcę, bo to można bardzo długo mówić. I też zupełnie jakby nowe podejście do tego, co jest czyją powinnością. Syn Ryfki, który nagle mówi o tym, też takie wywrócenie, to znaczy zadanie pytania, co to znaczy poświęcenie się, bo to jest cały spektakl o tym, o oddawaniu życia za kogoś innego, o oczekiwaniu, że ktoś za nas odda życie lub o tym, że ktoś nie chce oddać tego życia. I nagle perspektywa dziecka, który mówi o matce, która poświęciła swoje życie, żeby ratować innych, że tak naprawdę jego porzuciła i poświęciła te relacje. Więc to wszystko rzeczywiście było niesamowicie otwierające myślenie. I ja mam swoją osobistą też historię, bardzo dla mnie ważną i głęboką, bo Krzysztof zastanawiał się, co w ogóle ja mam grać w Apollonie. Magda gra cudownie i Alkestis i Apollonie, a ze mną był taki pomysł, że ja będę tylko tą Apollonią, nie wiadomo co. I potem nagle, ponieważ Krzysztof znał moje poglądy i to, że jestem weganką z powodów etycznych i od lat bardzo się w to angażuję, I on miał taki nagle przebłysk, że przecież jeśli mówimy o tym poświęceniu, dzisiaj to jest oczywiste i to są tematy w związku też z kryzysem klimatycznym, które są naszą codziennością, nikogo to już nie dziwi. Ale ten geniusz Krzysztofa, że on wtedy postanowił do spektaklu, w którym mówimy o antycznym poświęcaniu czy odbieraniu komuś życia i tym, co wiązało się z II wojną światową, zderzyć, co dla których też było obrazoburcze, ale jakoś tak ciszej wypowiadane, bo tak jak mówię, jednak był to jednoznaczny sukces. nagle opowieść o holokauście zwierząt i książka Elisabeth Costello Johna Maxwella Kutziego. Zupełnie inna perspektywa. Dla mnie to było coś fenomenalnego, bo to są właściwie moje poglądy. Więc też pierwszy raz w Teatrze Krzysztofa ja właściwie grałam, nie grałam. Znaczy wymyśliliśmy sobie figurę tej bohaterki, ale mówiłam do ludzi to, co sama myślę i czuję. co się zresztą do dziś nie zmieniło. No ale dla mnie też to była, bo to było w ogóle o poświęceniu, o życiu, odbieraniu życia. Ja byłam wtedy w zaawansowanej ciąży. I upadłam, miałam wypadek, wylądowałam w szpitalu z zagrożeniem i tej ciąży, i mnie. Nie chciałabym, żeby to się dzisiaj działo. I nie zagrałam premiery. I pamiętam, jak leżę, zresztą Krzysztof, który on jest genialny z tym. On, jak zadzwonił do mnie, miał taki pomysł, że on wynajmie karetkę pogotowna i to łóżko szpitalne, i że mnie przywiozą, i ja leżąc, bo ja musiałam leżeć, i że ja leżąc w tym łóżku, podpierdam od kropówki, powiem ten monokostrum i że sobie wrócę do szpitala. Cały Krzysztof. Zresztą za to go kochamy. Oczywiście to było niemożliwe kompletnie. No więc premiery, a szykowałam się do tego i miałam takie poczucie, że to jest też coś takiego bardzo mojego. Premiery nie zagrałam, wróciłam potem do tego spektaklu. Więc to rzeczywiście jest ważne dla nas.
[42:00.79 → 44:32.85] A: Powiem państwu, że Apolonia, którą nagraliśmy, była pierwszym spektaklem, który w całości został umieszczony w takiej wirtualnej encyklopedii teatru, którą zrobił Google. Pamiętam ten moment, Oni zadzwonili i powiedzieli, słuchajcie, robimy coś takiego i chcemy w całości ten spektakl właśnie ze wszystkich możliwych, jakie powstały na świecie umieścić. I to było coś też, coś się tam naprawdę wokół tej Apolonii działo i dzieje, jak słyszymy we wrześniu w Nowym Teatrze. Będzie można Panie podziwiać. Moglibyśmy mówić mnóstwo o pracy w Nowym, ale Chciałem jeszcze poruszyć dwa wątki, a też zapowiem, że jest mikrofon na sali i będzie też taki czas za chwilę dla Państwa, więc proszę sobie przygotować pytania i będzie okazja zapytać Magdę i Majkę o te rzeczy, które Państwo chcielibyście od nich usłyszeć, a ja będę sobie cichutko siedział i słuchał, ale powiem jeszcze tak. Chyba 4 lata, nie, to już więcej lat temu. Już nie pamiętam, w którym roku. Newsweek, nie możemy milczeć. Okładka, na której czworo polskich aktorów, a więc panie i Jacek Poniedziałek i Maciek Sztur mówią o sytuacji, która O sytuacji i zaangażowaniu obywatelskim, które jest potrzebne w obliczu różnych rzeczy, które się dzieją w Polsce, na świecie, ale głównie w Polsce. I jesteście znane z tego, że nie milczycie, gdy coś was uwiera i gdy coś jest niedobrego wokoło. Majka przez ostatnie dwa lata jest też bardzo znana z zaangażowania na granicy. Zresztą cały Nowy Teatr się tam włączał w różnego tego typu sytuacje. Nie chcę, żebyśmy tutaj gadali o polityce, Chcę, żebyście trochę powiedziały o tym, jak to jest, ponieważ jesteście osobami publicznymi i często wasz głos ma inny ton, że się tak wyrażę, i inny zasięg niż tych wszystkich, którzy wyrażają to w jakiś inny sposób.
[44:35.79 → 47:30.78] C: Po pierwsze, to jest bardzo indywidualna sprawa chyba, Nikogo nie można zmuszać ani oczekiwać od niego, żeby głośno się wypowiadał, czy stawał w obronie czegoś lub kogoś. Nie każdy ma taką przestrzeń. Ja to kompletnie rozumiem i szanuję. Też nie zawsze i nie stale na przykład te osoby, które mają taką energię albo przestrzeń, to są w stanie utrzymać. To też trzeba zrozumieć. Natomiast jeśli myślę o sobie w tym kontekście, Kieruję się po prostu całkowicie czymś jakimś takim organicznym odruchem i takim po prostu instynktownym morale, które mam albo po prostu jakimś poczuciem przyzwoitości czy nieprzyzwoitości. I to, czy zabieram głos, czy nie zabieram w danej sprawie i w danym momencie, to to jest kwestia też mojego poczucia ważności tego, czy mam to zrobić, czy nie. Ale mam oczywiście świadomość tego, że... Bo przede wszystkim jestem też po prostu człowiekiem, kobietą, obywatelką tego kraju. Uczestniczę w tej zbiorowej sytuacji, na tej szerokości, w tej przestrzeni, geograficznej, obchodzą mnie i interesują mnie rzeczy, co się dzieje wokół mnie, jak wygląda rzeczywistość wokół mnie, i polityczna, i społeczna, i obywatelska, i chodnikowa, i sklepowa, każda. Bo po prostu mnie to dotyczy. I w związku z tym nie widzę powodu i nie wyobrażam sobie, żebym, gdy coś mnie uwiera, tak jak powiedziałeś, nie zabierała głosu. Ale oczywiście będąc osobą rozpoznawalną i mającą większą możliwość docierania tam, gdzie głos tzw. obywatela bez takich możliwości i takiego przywileju, bo ja to odczytuję jako przywilej, nie ma, to świadomie robię z tego użytek i świadomie zabieram głos w różnych sprawach, w które wierzę oczywiście i za którymi stoję, bo one po prostu trafiają szerzej, bo one dodają też energii i tzw. otuchy i odwagi ludziom, którzy tego głosu tak nagłośnionego nie mają i nie mają takiej możliwości. I uważam to trochę za swój nie obowiązek, ale przywilej. I w związku z tym, że mogę to robić to, gdzie tylko czuję, że powinnam i chcę, to to robię, bo dano mi też takie narzędzie, bo dano mi taką możliwość, Więc występuje też trochę w imieniu tych, którzy tego głosu... Znaczy nie, że go nie mają, bo wszyscy go mamy, tylko że on nie będzie tak słyszalny.
[47:30.95 → 47:36.07] A: Właśnie, możesz go użyć jakby w innym tonie, że tak powiem. Majeczko, coś dopowiesz?
[47:36.32 → 54:24.76] B: Zgadzam się z tym, co powiedziała Magda. Oczywiście tak jest. Ja mam bardzo silną potrzebę zajmowania stanowiska, mówienia, włączania się. Również dlatego, że wydaje mi się szalenie ważne, żeby normalizować pomoc i normalizować to, że jesteśmy odpowiedzialni za rzeczywistość, która nas otacza. Często ludziom wydaje się, że dobrze, tam są jacyś ludzie, którzy to robią, tam są jakieś organizacje, które to robią. A ważne jest, żeby powiedzieć, że każdy ma coś do zrobienia. Ja naprawdę wierzę w to, że my kształtujemy te, nawet jeśli nie globalnie, bo dzieją się straszne rzeczy mimo naszych wysiłków i zaangażowania, ale tę rzeczywistość wokół nas kształtujemy. I my jako osoby publiczne, ale też dla mnie to było dziwne, kiedy teraz to się już poprawiło, ale na początku, kiedy artystów takich zaangażowanych, otwarcie mówiących o tym, co myślą i włączających się w takie działania prospołeczne i obywatelskie było niewiele. Mówię o naszym pokoleniu, nie mówię o czasach stanu wojennego. I właśnie pojawiają się takie głosy, że dlaczego, że zamiast grać... Na całym świecie artyści w Stanach Zjednoczonych, francuskie aktorki, to jest norma. Każdy ma swoją jakąś domenę. Naszą jest to, że mamy pewien talent, umiejętność albo przywilej, jak mówi Magda, bo ludzie chcą nas słuchać. czasem, nie zawsze, czasem otwierania głów i serc. No więc naprawdę możemy to wykorzystać i dla mnie to jest całkowicie naturalne. A do tego, no tak, często zdarza się, że mimo że wybitni specjaliści albo ludzie, którzy robią coś dziesięciokrotnie intensywniej niż ja, próbują się przebić do mediów, do opinii publicznej i jest im trudniej. Kiedy, nie wiem, ja przychodzę, pokazuję, jak to jest, to to ma szeroki oddźwięk. I oczywiście niejednokrotnie ja czułam pewien rodzaj zażenowania, kiedy, nie wiem, czy to w sprawach zwierząt na początku, ja proponowałam, żeby poszedł wybitny profesor Andrzej Elżanowski, a media, i to też te media takie bardzo na poziomie, które cenimy, informacyjne, mówię, no nie, my wolimy, żeby to o pani przyszła. I pamiętam takie nawet nasze narady przy różnych kampaniach, kiedy ja byłam właśnie w takim szkoleniu też u Andrzeja, bo chciałam być przygotowana amerytorycznie i to było dla mnie trudne, ale wiedziałam, dobra, idę. On akurat nie miał z tym problemu. Tak samo jest oczywiście w kwestii tego wszystkiego, co się dzieje w naszym kraju, czyli tego wykluczenia, czyli tej opresji i tego wszystkiego, co dotyczy praw kobiet, wolności kobiet. Osoby medialne są niezbędne w takiej przestrzeni. Czy teraz nagonki na mniejszości, No i od dwóch lat istotnie ja się bardzo zaangażowałam w wspieranie działań związanych z pomocą humanitarną na granicy polsko-białoruskiej. I zresztą jedną z osób, od której bardzo dużo się nauczyłam i byłam na takim szkoleniu, to jest Anna Dąbrowska, która tutaj w Lublinie prowadzi Homo Faber i jest taką jedną z najistotniejszych dla mnie osób, zwłaszcza na tym początku mojej drogi. I ja też na początku nie chciałam tego jakoś nagłaśniać, chciałam pomóc. Przeszłam szkolenie, więc mogłam iść do lasu jeszcze w chwili, kiedy tam była strefa stanu wyjątkowego. No ale będąc na miejscu, po pierwsze też poczułam, że chcę też tak tego doświadczyć. ale zostałam wręcz poproszona o to, że w chwili, kiedy tam się pojedzie i pokaże się, że tam się jest, no to to ma jakiś tam oddźwięk. No więc tak się w to włączam, bo tego po prostu potrzebuję, ale też są momenty, które nie mogę sobie na to pozwolić, tak jak powiedziała Magda. I też myślę, że to jest szalenie ważne, żeby Słuchać też siebie, żeby siebie też nie zajechać, żeby nie stać się też kimś, kto jest do dyspozycji wszystkich. To jest bardzo ważna rzecz. Mówię o tym, że to jest spotkanie o sztuce, ale dla mnie Wszystko co robię jest w pewnym sensie jakby całością, więc dla mnie to, że jestem mamą dwójki dzieci, dzisiaj nastolatków, też stanowiło o tym, że ja nie mogę siedzieć na Podlasiu miesiąc, bo muszę się zajmować i skupić na swoich dzieciach, na sztuce, ale też muszę wiedzieć, kiedy ja rzeczywiście mam na to przestrzeń. Mam na to siłę, różnie można wspierać. Co więcej, akurat ja kocham teatr metaforyczny i najbliższy jest mi ten, który robimy z Krzysztofem Warlikowskim. Czasem oczywiście z przyjemnością robię coś zupełnie innego. Ale sztuka też ma tę wielką moc otwierania serc i głów. I oczywiście czasem może być tylko cudowną zabawą formy. Ja to też lubię. Uwielbiam grać w komediach. Jesienią będzie premiera mojego filmu komediowego. Ale są takie momenty, kiedy i to, co robimy prywatnie, aktywistycznie, wolontariacko, nagle znajduje przestrzeń w sztuce. Już dzisiaj zapraszam państwa, w jesienią, we wrześniu, nie wiem, czy już jest oficjalnie data podana, ale przyjedziemy tutaj... Jest, tak? Mogę? No to wspaniale, Karolina Kiwagomszy, tak? Przyjedziemy tutaj 29 września ze spektaklem dokumentalnym, takim właściwie przewodem, który zrobiliśmy z Teatrem Centrala, gramy to w Warszawie w Teatrze Powszechnym, zrobiliśmy to z prawnikami Helsjskiej Fundacji Praw Człowieka, I to jest taki przewód, wszystko w tym spektaklu jest prawdą, o właśnie kryzysie humanitarnym, ale również prawnym i politycznym. na granicy polsko-białoruskiej. Jeździmy z tym po całej Polsce i będziemy też tutaj u Państwa. Już dzisiaj zapraszam. Ja również jestem świeżutko po skończeniu zdjęć do najnowszego filmu Agnieszki Holland, Zielona granica, który również opowiada o tej historii. Więc są takie momenty, kiedy można to łączyć. No a co? Rzeczywistość u nas jest dość mocno opresyjna, więc uważam, że jak się za to nie weźmiemy solidnie na różne sposoby. Ja uwielbiam ten, po co zacząć od tego, że teraz ten rok młodych i że młodzi, więc ja uwielbiam na przykład podejście młodych, które na przykład to, co groźne, wyśmiewa. To jest też kapitalne, bo to jest odebranie siły temu, ale to jest taki moment, w którym jak nie weźmiemy się za to, żeby być odpowiedzialnymi, jak nie pójdziemy na wybory i nie zagłosujemy za demokracją i za tym, żebyśmy zostali w Unii Europejskiej, no to nie będzie wesoło, więc nie ma się co zastanawiać, czy się wypowiadamy czy nie.
[54:25.02 → 55:09.11] A: Tak trzymać. Już nie ma czasu, żeby cały rozdział waszego komercyjnego kina dotknąć. Parę filmów z Patrykiem Wegą i tak dalej, ale to dzisiaj nie ma już na to czasu. Na koniec z mojej strony jeszcze zawsze jest jedno pytanie, bo chyba dobrze nam idzie, nic się nie stało, transmisja jest. światła nie gasną, czyli Danutka jest zadowolona, bo ona potrafi interweniować w różnych sytuacjach. No więc teraz na koniec mojej serii pytań, za chwilę oddam mikrofon państwu, chcę was zapytać o wasze relacje z Danutką.
[55:12.83 → 57:26.78] C: No jejku, Danusia to jest przede wszystkim uroczystość w Teatrze Rozmaitości Grzegorza Jarzyny Spektakl, w którym grałam. Danusia grała oczywiście, a w sumie dlaczego oczywiście? O dziwo babcie. W parze na początku z Włodkiem Pawlikiem, potem był Gustaw Lutkiewicz, potem pewnie miała jeszcze paru dziadków, bo długo żeśmy to grali. I była przeboska i przesłodka. Bo myśmy z tym spektaklem zjeździli naprawdę też pół świata i ona z nami zjeździła, pamiętam taką podróż do Izraela, nie wiem, czy ty byłeś z nami wtedy, podróż do Izraela, do Jerozolimy i mam takie nawet, no mam mnóstwo zdjęć oczywiście z Anusią, ale mam takie zdjęcia w kapelutku, w tym upale takim potwornym, gdzieś pod Masadą. I ona dzielnie rzeczywiście pełna życia i wigoru, ale też bardzo taka, Pamiętam, jak się denerwowała, jak coś nie szło na scenie. Potrafiła być zjadliwa i nawet taka wkurzona na różne sytuacje i wyrażająca to absolutnie. Filmowo spotkałam się z nią na pewno w listach miłosnych Sławka Kryńskiego. Teraz tak na szybko sobie przypominam, to zawsze były takie... takie momenty, jakieś mistyczne zupełnie, bo ona zawsze była, odkąd się pamięta i była w teatrze z nami bardzo długo. I tak jak odeszła rzeczywiście, to ja mam wrażenie, że... Ja przynajmniej tak miałam, wiele z nas myślało, że to jest chyba jakiś jej żart. że to jest jakiś jej kolejny kawał, bo była też przecież osobą niezwykle pogodną i dowcipną i płatającą figlę, nie tylko na scenie. A żyła przecież tak wspaniale długo, że nikt nie mógł wierzyć, że to jest serio.
[57:28.44 → 57:29.54] A: Majka?
[57:30.41 → 59:27.28] B: Ja nie spotkałam się tyle razy na scenie z Danusią, ale bardzo się lubiłyśmy. Spotykałyśmy się, dużo też rozmawialiśmy razem. Ona się też bardzo lubiła moimi od serca, bo nie formalnie teściami, czyli z Martą Lipińską i z Maciejem Englertem, więc też dużo czasu siedzieliśmy, gadaliśmy sobie. Wiadomo, że kochamy jej filmy i wszystko, co robiła, Ona rzeczywiście była tą wieczną dziewczynką, miała tą nieprawdopodobną energię. Ja pamiętam taką jedną historię, bo to były czasy jeszcze, kiedy Festiwal Teatru Telewizji nie był jeszcze partyjnym festiwalem i odbywał się w Sopocie i to było w ogóle cudowne święto. I jakoś zawsze tam się ze mną spotykałam i dużo rozmawiałyśmy. I tak się zdarzyło, że ja rzeczywiście tam przyjeżdżałam też jak byłam w ciąży i z dziećmi. Ona miała też fantastyczny kontakt z dziećmi. Zawsze zagadywała do tych moich dzieci takich małych bebusi. One były całe szczęśliwe. I pamiętam jak kiedyś No i tak już moje dzieci nigdzie ze mną nie przyjeżdżały na żadne festiwale. I idziemy sobie deptakiem i tak ja trzymam pod ramię Danusię, a ona mówi, a Maja, bo pamiętasz jak tam, tutaj właśnie ty byłaś w ciąży i to byłaś, ty wtedy byłaś w ciąży z Janką. I tam się zdarzyło to i to. Ja sobie myślałam, no tak, Danusia jest już starsza. Ja mówię, Danusiu, nie, no to było w ciąży z Frankiem, to jest w ogóle niemożliwe, ja tu z Janką nie przyjechałam. I ona się tak uparła, Ale tak się uparła, to czy to było z Janką? I ja myślę, no dobrze, ja się nie będę z nią kłócić, bo rzeczywiście jest już mocno starsza, no nieważne z kim ja tam byłam w tej ciąży. Ale to był cały ten Monciak, Danusia, że nie, to było w ciąży z Janką. I słuchajcie, tak to jakoś, że potem jakoś wieczorem siadam i myślę, kurczę, sprawdzę to. No i ona miała rację. I słuchajcie, to była cała Danusia, no po prostu. I jej charakter, jej siła, kochaliśmy ją wszyscy, dalej ją kochamy.
[59:27.30 → 59:31.72] A: Dalej ją kochamy, tu ją kochamy bardzo. Teraz proszę, brawa dla Danutki. Mocne.
[59:35.76 → 59:38.76] B: Proszę
[59:41.60 → 59:56.86] A: państwa, teraz czas dla was. Jest mikrofon, czy możemy pokazać mikrofon? Jest mikrofon, to już pani prosimy. I zapraszam Państwa do zadawania pytań. Proszę bardzo.
[59:59.66 → 01:00:59.99] D: Dobry wieczór. Cieszę się, że możemy gościć Pani dzisiaj w naszym teatrze. Chciałabym zapytać o taką rzecz, bo tutaj słyszymy o tych takich bardzo poważnych rolach Pań wymagających dużego zaangażowania. Dlatego też takim trochę zaskoczeniem dla mnie było na przykład rola pani Maji w filmie, w takim serialu, przepis na życie, gdzie pani grała doktor Beatę. Natomiast pani Magdy w spektaklu telewizyjnym, moralność pani Dulskiej, gdzie zupełnie jakoś pani Magda mi do pani Dulskiej nie pasowała, ale jednak świetna to była rola. Jeszcze właśnie ostatnio w telewizji widziałam też panią Magdę śpiewającą z jakiegoś archiwalnego nagrania i chciałam zapytać, dlaczego pani nie śpiewa?
[01:01:00.65 → 01:02:48.23] C: Jutro zaśpiewam. Oczywiście Maja też, ja na pewno. Jesteśmy bardziej aktorkami jednak dramatycznymi. i ten repertuar tak zwany poważny jest w naszym DNA, ale nie ma nic straszniejszego niż aktor zaszufladkowany i aktor, który gra to samo i sam się ze sobą tak strasznie znudzi, że znudzi na pewno też widownię, więc ten płodozmian w naszym zawodzie jest kluczowy. Oczywiście to też jest tak, że jak już człowiek sprawdzi się w danym repertuarze, przylepi się do niego tę łatkę, taką fiszkę z napisem ciężkie, trudne, dramatyczne role, to trudno też potem dostać inną, bo tak nas widzą. Tego od nas oczekują zarówno reżyserzy, producenci, jak i pewnie widownia, więc szczęściem jest, kiedy można zrobić taki trochę twist i jakiś taki skok w bok i z jednej strony pokazać się oczywiście też z innej strony, ale w naszym, w moim przynajmniej odczuciu zmierzyć się z jakimś nowym wyzwaniem, którego nie umiemy, bo te pozornie lżejsze zadania, te takie krotochwilne, komediowe rzeczy, my też z Mają gramy farsę u Krysi Jandy w Teatrze Polonia w tej chwili, nie jest wcale łatwo. To znaczy mnie na przykład sprawia to o wiele większą trudność niż zagranie tych wszystkich płacz, rozpacz, bebechów i tak dalej. A zmierzenie się z czymś, czego się na co dzień nie uprawia i co nie jest tak wytrenowane, jest po prostu trudniejsze. Dlatego bardzo się obie denerwujemy przed jutrzejszym koncertem.
[01:02:50.53 → 01:04:08.37] B: No tak, dokładnie tak myślę jak Magda. No ale jest jeszcze ten jeden aspekt. Ja uważam, że szalenie ważne dla artystki, artysty jest to, żeby być wolnym, żeby być przekornym, żeby nie być spełnieniem czyjegoś wyobrażenia na nasz temat. I nawet często to wyobrażenie najszlachetniejsze nas jakoś ogranicza. Więc ja uważam, że to jest szalenie też ważne, zwłaszcza, Owszem, jesteśmy bardziej znane z tych dramatycznych rzeczy. Miałyśmy szczęście do wybitnego teatru w tym kraju, do dobrych bardzo filmów. Obiegrałyśmy w Katyniu Andrzeja Wajdy. To jest wszystko wspaniałe, ale... No cudownie jest też po prostu odkręcić wentyl i też dla samych siebie, to znaczy mnie się wydaje, że będąc aktorką, ja nie mogę stracić dystansu do samej siebie. Ja muszę nie dość, że z siebie trochę śmiać, popatrzeć na siebie z boku, ale też muszę sobie przypominać, że ja nie mogę się bać tego, że coś mi nie wyjdzie, bo wtedy nie będę już w ogóle gotowa do poszukiwań. Więc czasem bierzemy takie projekty obie, które wiemy na początku, że to może nie wyjść, ale warto jest po prostu się zaryzykować. I poza tym śmiech jest kurcze no leczący.
[01:04:08.49 → 01:04:19.61] A: Kto nie ryzykuje, ten we wrąkach nie siedzi. Proszę bardzo, mikrofon dla Państwa. Proszę bardzo, Pani w drugim rzędzie.
[01:04:27.53 → 01:05:00.53] C: Ja jestem świeżo po obejrzeniu filmu Egoiści. Przedtem go nie widziałam. I bardzo jestem ciekawa, co powie pani o swoich odczuciach. Czy były jakieś związane z tym, nie wiem jak to nawet nazwać, to pani to pewnie nazwie. Tak. co się działo z panią jako człowiekiem
[01:05:00.53 → 01:05:03.89] B: i aktorką, kiedy pani odgrywała tę rolę,
[01:05:03.99 → 01:05:08.14] C: bo przyznam szczerze, wyszłam ze zmieszanymi uczuciami
[01:05:08.14 → 01:05:11.72] B: i to już było późno i pod wrażeniem i w ogóle.
[01:05:12.51 → 01:08:41.82] C: Więc jeszcze jestem pod wrażeniem bardzo różnym tego filmu i bardzo proszę o pani wypowiedź. Ja muszę powiedzieć, że uwielbiam ten film. Ale rozumiem, o czym pani mówi, bo myślę też, że ten film troszeczkę wyprzedził swój czas, że on w tym 2000 roku, chyba moją premierę w 2001, o ile pamiętam, trochę jakby nie trafił w swój moment. Mariusz w jakimś sensie, w swoim geniuszu też wyprzedził czas, antycypował to, w kinie polskim jeszcze później, ale nawet w europejskim, światowym przyszło już za chwilę. Ja byłam bardzo młodą osobą, nie miałam 30 lat wtedy i byłam już po paru filmach, ale trochę na wiarę brałam to, o czym ten film opowiadał, bo prywatnie jako człowiek takiego świata nie znałam. Jeszcze nie mieszkałam w Warszawie wtedy. Myślę, że byłam wtedy w takim rozkroku pomiędzy Krakowem a Warszawą. Myślę, że ten film w jakimś sensie obciął mi Kraków i tym filmem obcięłam Kraków. Nie znałam takiego życia nocnego. Nie obracałam się, że tak powiem, w takim środowisku. Nie żyłam w takich relacjach. Więc brałam to, jak mówię, na wiarę z zaufaniem reżysera i tym wszystkim, co mogę dać z siebie i wyobraźnią. Rozumiem, że pyta pani też o nagość, o odważne sceny, o sceny samobójstwa, narkotyczne, orgie i różne tego rodzaju sceny. To jest to ryzyko, o którym mówiła Maja, kiedy się czyta dobry scenariusz. A ja wcześniej pracowałam z Mariuszem Trelińskim przy dwóch teatrach telewizji. To był też wtedy artysta w takim swoim piku filmowym. Jeszcze nie robił wtedy oper. Nie wyobrażam sobie, żeby odmówić, ale też pociągał mnie taki świat. Świat mi kompletnie jeszcze wtedy obcy, ale bardzo seksi, bardzo jakiś taki wciągający. Bardzo też ryzykowny oczywiście, dający mi też możliwość jako aktorce zagrania jakiejś bardzo odmiennej roli od moich poprzednich, bo ja zagrałam Pokuszenie, chyba Amok wtedy. Nie wiem czy w tym samym czasie chyba zrobiłam Zakochanych, czyli naprawdę na antypodach kino. Więc miałam też ochotę na Skok na główkę. I ten film rzeczywiście mówi o takim pokoleniu wówczas... Maja zresztą też tam zagrała. O świecie rzeczywiście takich rekinów, reklamy, ludzi, którzy bardzo szybko zrobili ogromne kariery, którzy mają duże pieniądze i właściwie taka ich arogancja i właśnie rodzaj egoizmu powoduje, że są straszliwie samotni, nieszczęśliwi i zagubieni w życiu. Ja wiem, że takie pokolenie, takie środowisko istniało. Ja w nim jeszcze wtedy nie byłam. Później też na szczęście nie, ale potem już je poznałam. A wtedy rzeczywiście Mariusz opowiedział trochę o sobie. To był bardzo gdzieś taki autobiograficzny, znaczy z wątkami myślę, biograficznymi film.
[01:08:42.40 → 01:08:59.81] A: Myślę, że ten film wyprzedził czas także w sensie leksykalnym, bo słowo hipster wtedy jeszcze nie istniało. A to jest film, dzisiaj byśmy powiedzieli, że bohaterami są właśnie hipsterzy także. Coś takiego. Proszę bardzo.
[01:09:02.67 → 01:09:30.85] B: Wasza kariera jest absolutnie imponująca, bo oprócz tego, że znane jesteście z teatru, ale też robicie karierę w telewizji i w kinach wiadomo, ale jak to jest możliwe, że przez tyle lat A
[01:09:33.27 → 01:09:34.17] C: co to jest normalność?
[01:09:34.27 → 01:09:42.79] B: No właśnie, a poza tym może właśnie to jest normalne. Słuchajcie, tak naprawdę to jest normalne. Dlaczego miałybyśmy zachować się nienormalnie? Dlaczego miałybyśmy się... Ani ci, którzy myślą,
[01:09:42.83 → 01:10:01.68] C: uważają, że zachowujemy się nienormalnie. A przede wszystkim, że nasza przyjaźń jest fake fake'iem jakimś i że jest taką medialną też figurą. Spotykamy się z takimi głosami, że to co robimy albo to jak wyglądamy jest nienormalne.
[01:10:03.64 → 01:10:36.28] B: Jesteście absolutnie piękne, absolutnie utalentowane. Jesteście artystkami, a przy tym jesteście cudownymi dziewczynami, które chodzą po Warszawie, jeżdżą rowerami i jakby to wasze bycie na ulicy jest zwyczajne. co obserwując takiego świata show biznesu nie jest... Nie tak, nie jest częste. Będę was wałkować w tym temacie teraz.
[01:10:36.62 → 01:12:03.17] C: Nie wiem, muszę powiedzieć, że ja się na tym w ogóle nie zastanawiam. Ja na przykład wolę rower niż samochód. Jeśli tylko jest na to szansa, to wybieram rower. Robię normalne zakupy w normalnych sklepach, tych, których lubię. Normalność dla każdego pewnie znaczy coś innego. Nie staram się, po prostu żyję w zgodzie z sobą. Komuś to się może wydawać nienormalne, komuś normalne i za to mnie lubi czy akceptuje. Ktoś inny może powiedzieć, że to, że właśnie żyję tak jak żyję i mogę tak żyć i tak wybieram, jest w jakiś sposób odstające od normy. Normy sobie sami stwarzamy, wydaje mi się. Ja wybrałam taką, Stałam się być uczciwa w swoim życiu i nie krzywdzić nikogo, ale przede wszystkim być szczera sama ze sobą. I to, jakie wybieram propozycje, jaki wybieram środek lokomocji, albo jaką wybieram relację, czy przyjacielską, czy namiętną, dyktuje tylko moje wnętrze. To, czego pragnę, to, czego potrzebuję, to, co uważam za stosowne i wartościowe dla mnie samej. I dopóki nie stwarzam zagrożenia w ruchu lądowym albo w sferze uczuć czy emocji, to wydaje mi się, że mogę żyć tak jak chcę, chciałabym w każdym razie.
[01:12:03.75 → 01:12:05.05] A: Czyli autentyczność.
[01:12:06.81 → 01:15:26.60] B: No tak. Tak, ale to jest to samo. Ja mam w swoim DNA bardzo silne poczucie potrzeby wolności i niezależności i tego, że decyzje, które podejmuję, które oczywiście pociągają za sobą różne, prowadzą do różnych konsekwencji i różnych ograniczeń, ale to są moje własne decyzje. daję sobie ten komfort, żeby również nie być niewolnicą swojego zawodu, żeby po prostu być sobą. I tak jak Magda powiedziała, uprawiam i ten zawód, i żyję tak jak czuję. I mnie się wydaje też, to podoba mi się w innych ludziach, kiedy kogoś spotykam i on jest, i to co robi, to co mówi, jest spójne. To znaczy ja wtedy temu wierzę, że jest w tym jakiś autentyzm. No tak, trzeba dawać sobie tę wolność. Pamiętam takie dwie sytuacje. Jedna, kiedy zadzwoniono do mnie z jakiejś gazety, że jest taka kampania i czy ja się na nią zgodzę, bo to jest takie, że będziemy tam na okładce, będą kobiety i w środku, aktorki, artystki pokażą się bez makijażu. I co ja na to? I pamiętam, że ja nie w sposób parsknęłam się. Ja mówię, proszę pani, ale ja bardzo często mam zdjęcia bez makijażu. Ja na co dzień chodzę bez makijażu. Oczywiście jak mam ochotę, to mam full makijaż. Ale to jest dla mnie w ogóle, nie wiem o co chodzi. I że ktoś to przeżywał, że sobie zrobi takie zdjęcie, czy nie zrobi. Było to dla mnie dziwne. A druga, pamiętam, historia taka, bo różne mamy te zadania, również mamy komercyjne. Ja między innymi jestem ambasadorką biżuterii i pamiętam, że akurat był taki moment, kiedy ja intensywnie jeździłam na Podlasie, jeździłam do lasu i tam brałam udział w interwencjach i wiedziałam, że jest data premiery tej kampanii. I pamiętam, że miałam ogromną potrzebę też zakomunikowania tego, co się dzieje na Podlasiu, bo to był taki moment, że w przestrzeni publicznej jakby ucichł ten temat. I pamiętam, jak... Mój partner, wolny człowiek, artysta, mówi do mnie tak, no ale czekaj, ty może jakoś, nie wiem, wstrzymaj na razie to o tym Podlasiu, bo przecież to będzie dziwnie wyglądało, że ty tu jesteś, masz zdjęcia jakieś z Podlasia w tych kaloszach i w tym, i za dwa dni ty będziesz glamour, beauty z tą biżuterią. I ja wtedy poczułam całą sobą, może to niektórym osobom nie wyda się na temat, ale dla mnie to było na temat. Nie, ja nie będę niczego wstrzymywać, ponieważ to jest prawda o mnie. I ja będąc sobą, będąc aktorką, która czasem jest glamour i kocham to, uwielbiam modę, ubrania, biżuterię, Ale idę do lasu pomagać. Dlaczego ja mam udawać, ja mam się przebierać za kogoś, żeby móc być wiarygodną? Oczywiście, że jak idę do lasu, nie zakładam biżuterii, zakładam kaloszę i wygodną kurtkę czarną, żeby mnie nie było widać. To jest jasne. Ale po prostu jesteśmy sobą i tu, i tu. I nie chciałabym, żeby mój lęk przed tym, że ktoś mi nie da jakiejś roli, powodował, że na przykład nie pójdę do lasu albo nieumalowana pójdę gdzieś tam z dziećmi. Po prostu.
[01:15:34.58 → 01:15:39.62] A: Proszę państwa, szansa na ostatnie pytanie. Proszę bardzo.
[01:15:43.52 → 01:16:09.29] D: Tutaj pani Maja powiedziała, że jest mamą dwójki nastolatków i teraz wielu rodziców stoi przed bardzo trudnym wezwaniem wychowania swoich dzieci. Jak wychowywać? w to młode pokolenie, żeby wychować ich na przyzwoitych ludzi, żeby rządzili nami przyzwoici i tacy prawi ludzie.
[01:16:09.73 → 01:17:22.56] B: Ja bym z Panią z przyjemnością o tym porozmawiała, ale myślę, że to na inne spotkanie. Mogę tylko powiedzieć, moje doświadczenie jest takie, bezgranicznie kochać, przyglądać się im, akceptować i tyle, zaciekawiać ich różnymi sprawami, kulturą, literaturą. Ale to jest takie ciekawe, że jak stają się nastolatkami, to już też nasze jakieś śmieszne zakazy możemy sobie schować, bo oni naprawdę już idą swoją drogą. Ja mogę o tym bardzo długo rozmawiać, ale to chyba nie jest na dzisiaj. Ale tak, to jest bardzo ważny dla mnie też temat. Fascynujący zresztą. To jest też ciekawe, jak właśnie stały się tacy coraz bardziej dorośli i nagle tak wiele ja się uczę o sobie dzięki tej relacji. I to zarówno dzięki chwilom cudownym, wspaniałymi ludźmi są moje dzieci, ale również w tych chwilach, kiedy one są dla mnie trudne. I tu może tylko powiem, że dla mnie artystki wolnej osoby to mierzenie się z tym, Kurczę, ja też muszę im dać tę wolność, ale moją jestem jako figura w ich życiu, jestem ich mamą, nie jestem ich kumpelką. To są bardzo ciekawe doświadczenia.
[01:17:23.44 → 01:17:43.98] A: Brawa. Bardzo wam dziękuję. Bardzo dziękuję Państwu. Zapraszam jutro na Rynek Lubelski, gdzie będzie przepiękny koncert, o którym już dzisiaj trochę tutaj Panie wspominały.
[01:17:44.36 → 01:17:46.32] B: Ja nie śpiewam, od razu mówię.
[01:17:47.16 → 01:17:49.22] A: Magda śpiewa, ale Maja będzie na scenie.
[01:17:49.22 → 01:17:50.56] B: Na szczęście dla Państwa.
[01:17:50.58 → 01:19:06.60] A: Także obie Panie nie tylko będą odbierały gong danutki, ale będą czynnie uczestniczyły w sensie artystycznym, także będziemy mieli okazję jutro je zobaczyć w premierowym wydaniu wieczoru, który przygotowuje dla Państwa Bartek Wąsik. Dzisiaj leje, niech leje, jutro będzie ładna pogoda, także się w ogóle niczym nie przejmujcie i przychodźcie na festiwal Danuty Szaflarskiej, Ślewoda Danutka, a dzisiaj naszymi gościniami, czy gościniami oczywiście, są i będą z nami do jutra Magda Cielecka i Maja Ostarzewska, Laura Apki i Gongu. Magdalena Cielecka, Maja Ostarzewska. Wolne, piękne, utalentowane, doświadczone.