Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.88 → 01:26.72] A: Dobry wieczór. Dobry wieczór w Teatrze Starym w Lublinie. Nazywam się Roman Pawłowski i będę miał przyjemność poprowadzić to spotkanie. Kolejne spotkanie z cyklu Kratka Przyszłość. Będziemy dzisiaj rozmawiali o sztukach wizualnych, które zawsze uważałem za najbardziej progresywną dziedzinę kultury. Wydaje mi się, że artyści wizualni mają tego rodzaju wrażliwość, jakiej chyba nie mają filmowcy, pisarze czy twórcy teatralni. Oni naprawdę formułują wizję przyszłości, nowe języki, których jeszcze nie rozumiemy, nawet nie domyślamy się ich istnienia. Dlatego ta rozmowa jest dla mnie szczególnie ważna. Jestem podekscytowany. Podwójnie, bo moim gościem jest wspaniały artysta, performer, artysta wizualny, absolwent Instytutu Sztuk Pięknych na UMCS-ie, obecnie wykładowca, Robert Kuśmirowski. Zapraszam. Zawsze chciałem zadać panu to pytanie, teraz będzie Dobra okazja. Czy pan jest oryginałem, czy pan jest kopią?
[01:28.48 → 01:46.90] B: Witam serdecznie wszystkich. Oczywiście w dniu dzisiejszym typu pre-aprilis myślę, że to kopia i to wierna. Czyli możemy sobie odpuścić sztywne ramy. Możemy też powoli pofantazjować, bo tak naprawdę nie ma przyszłości bez chorych wizji, czy też jakby nieprzystających wizji.
[01:47.22 → 02:19.94] A: Ale naprawdę, obserwując pana twórcześć, jestem w stanie uwierzyć, że potrafiłby pan sporządzić swojego żyjącego, nie tyle może sobowtóra, bo pan przecież nie zajmuje się kopiowaniem istniejących obiektów, tylko imitowaniem tych, które mogłyby zaistnieć. To są kopie bez oryginału, Stąd to pytanie. Więc przyjmujemy, że Pan jest do pewnego stopnia imitacją samego siebie.
[02:21.88 → 02:41.40] B: Jeśli weźmiemy na przykład historię, że miały się nie narodzić, bo były problemy medyczne, to jeszcze chyba ta kopia jest bardziej wzmocniona, w szczególności w takim dniu, jak Dzień Pomylony, Oszukańczy. Myślę, że tym łatwiej będzie nam rozmawiać i wszystkie chwyty dozwolone.
[02:42.82 → 03:36.06] A: Chcę z panem porozmawiać o przyszłości, chociaż powszechnie się pana uważa za artystę, którego uwaga jest skierowana ku przeszłości, bo pan w swoich pracach nawiązuje do obiektów, do estetyki, do atmosfery rzeczy dawnych. Rekonstruuje pan takie obiekty jak cmentarz, czy pijalnia wód mineralnych, czy z drugiej strony instalacje elektrotechniczne czy elektroniczne, przypominające nam jakieś filmy z lat siedemdziesiątych, czy istniejące w tamtych czasach laboratoria. Czy pan się uważa za twórcę przeszłości, czy jest inaczej? Czy patrzy pan w to, co nas dopiero czeka?
[03:36.84 → 05:06.36] B: Gdybyśmy mieli robić rzecz, która ma się tyczyć przyszłości, nie biorąc tego co kiedyś było i jakby bez bazy, bez wiedzy, bez materiałów, które zostały wcześniej wykonane, to byśmy wybrali się w podróż ślepą i w ogóle spisaną na straty. Także to co tutaj było wspomniane, że czerpię bardzo, bardzo z przeszłości, z tych wszystkich rzeczy, które kiedyś moim zdaniem były triumfem możliwości ludzkiej. Jeśli chodzi o rzemiosło, chodzi o wyczyn jednego osobnika na daną dyscyplinę, to czapeczki z głów, ale dzisiaj jest mało takich ludzi, którzy są w stanie dorównać. Mamy przykłady, czy też tutaj cmentarzy, nagrobek dzisiaj wykonany, a 150 lat temu, to schowajmy te dzisiejsze nagrobki, bo jest wielki wstyd wizualny, artystyczny, duchowy. Kiedyś też wkładano mnóstwo serca do tego, żeby cokolwiek zrobić. To samo jest z tymi wielkotechnicznymi projektami, gdzie ten rozpęd przemysłowy i technologiczny był znacznie ciekawszy. Więcej było tego, co w przyszłości możemy się spodziewać. Niespodziewane komputery nas też dopadły, nie tyle co w wymiarze przemysłowym, a w wymiarze domowym. Dzisiaj możemy być takimi małymi przemysłowcami, i sami dokonywać małych rewolucji. Myślę, że o nich dzisiaj też wspomnimy.
[05:07.66 → 06:09.47] A: Czyli pan jest raczej zwolennikiem poglądu, że mamy do czynienia z regresem, a nie z progresem, czyli w przeszłości przyszłość była lepsza. Mówi pan o tym, że np. umiejętności rzemieślnicze uległy jakiemuś regresowi, że już dzisiaj ani kamieniarz już nie wytworzy takiego pięknego obiektu jak ten, który pan trochę z wyobraźnia, trochę z inspiracji lubelskimi cmentarzami zbudował w jednej z galerii. Z drugiej strony elektronika, te fascynujące wszystkie instalacje dzisiaj się mieszczą w jednej miniaturowej kości pamięci. Nie mają już tego uroku zegarów, zmieniających się cyfr na wyświetlaczach, całej tej estetyki wieku elektroniki, czyli regres czy jednak rozwój?
[06:11.18 → 07:25.98] B: Oczywiście regres masowy, ale są też wyjątki, o których dzisiaj warto było wspomnieć. Jest dużo osób, jednostek, które działają dla dobra naszego społeczeństwa i jej przyszłości. Przede wszystkim jeśli chodzi o składanie, propozycja jakaś patentowa, wynalazcza. Zaczynamy tak naprawdę już tonąć w tych patentach. One są tylko liftingowane, one są troszeczkę poprawiane, ale bywają też bardzo nowe. Dzisiaj też o nich wspomnę. Mam taką listę kilku takich przypadków na dzień dzisiejszy aktualną, bo bywało też, że z braku czasu, z braku tego, że po prostu mamy tylko jedno życie ludzkie, jestem w stanie zrobić tylko tyle projektów, czy też pomysłów, wystaw, działań artystycznych, na które na dany moment stać. Ale one się odkładają w głowie i nagle patrzymy, że ktoś je już wykonał. Czyli fajnie, że nie jesteśmy osamotnieni w tym całym świadku. I myślę, że dzisiaj nie będę się rozpamiętywał o tych pomysłach, które miałem i się zrealizowały, tylko wspomnę o tym, co może się w przyszłości wydarzyć.
[07:26.58 → 07:46.10] A: Pomówmy rzeczywiście o tym, o tych wszystkich niezrealizowanych, nienarodzonych jeszcze koncepcjach, które są w głowie Roberta Kuśmirowskiego. Na kopię czego ma pan pomysł? Albo na jaką pracę konceptualną?
[07:47.24 → 09:13.37] B: Jeśli chodzi o sytuację, którą już kiedyś dotykałem, a była taka dosyć wyraźna, kiedyś zapuściłem się mocno, jeśli chodzi o włosy i brodę. i w jaki stopniu też miałem dużo realizacji, byłem zmęczony. To zmęczenie w jakiś sposób chciałem na wystawie pokazać. Sam też dokonałem maszyny odmładzającej. Ten projekt nazywał się 45-25, czyli doprowadzić się w wieku 30 do wieku 45 wizualnie, kondycyjnie. A później przejść przez tą maszynę odmawiającą, która wyglądała na urządzenie z lat sześćdziesiątych, gdzie wszystkie te zegary jeszcze pokazują nam jakieś pomiary. Można by było powiedzieć, że wszystko działało i miało się to dokonać. I przeskok miał być, żebym się przynajmniej o 5 lat, może 10 odmłodził. Co naprawdę każdy z tutaj zarośniętych facetów jest w stanie się przekonać, gdy się tylko ogoli do cna, że od razu jest trochę młodszy, lepiej się czuje, może nie wiem, żwawiej. Niektórzy się nie mogą przyzwyczaić do takiego widoku. I dobrze czasami taką prywatę z łazienki, z toalety pokazać publicznie, że my możemy też dokonać takiej przemiany. To był taki jeden wątek, który się jakby pojawił, jeśli chodzi o próbę zabawy z czasem. Drugi był...
[09:13.37 → 09:16.09] A: Udało się panu odmłodzić.
[09:16.17 → 09:17.21] B: Udało mi się odmłodzić.
[09:17.59 → 09:19.75] A: Najpierw, ale najpierw pan się postarzył, tak?
[09:19.83 → 09:41.38] B: Najpierw się postarzyłem, żeby ten, ten przeskok był jeszcze ciekawszy dla mnie osobiście. Myślę, że nie pomniejszy był dla widza. Stąd naprawdę poczułem się młodziej, nie wiem, jakieś, nigdy tego nie robię, ale uśmiechają się do siebie. co może tylko podkreślać, że zabawa, niby projekt wystawienniczy, a skutkujący.
[09:41.94 → 09:54.10] A: Dobrze, czyli artysta przewiduje, jak będzie wyglądał za 10 lat, jednocześnie cofa się w czasie, a projekty, które ma pan w głowie, a jeszcze się nie narodziły w formie wystawy.
[09:54.12 → 10:36.52] B: Tak, tutaj już rozkręcę się Wszystko będzie zależało też od kryzysu lub lub dobra że tak powiem gospodarczego. Jeśli będą duże finanse może naprawdę stanąć na głowie. Jeśli będzie tak że zabraknie nam prądu no nie wiem czegokolwiek wszystkiego co może do dnia dzisiejszego mamy. Ta sztuka będzie myślę że skłaniała się do tej analogowej ręcznej wykonawczej ale na pewno głowa nie pozostanie sprytna i jakby niechętna tego, żeby podjąć próbę jednak przeskoczenia tego braku budżetu i zrobić coś bardzo dużego.
[10:37.16 → 10:42.14] A: Czyli czeka nas brak energii, brak pieniędzy, czyli sztuka na czasy kryzysu.
[10:42.40 → 10:44.66] B: Jak ta sztuka... To jest na czas kryzysu, ale zaraz też powiemy...
[10:44.66 → 10:46.02] A: Jak ta sztuka by wyglądała?
[10:46.18 → 12:28.50] B: Ona by wyglądała w sposób bardziej, myślę wydaje, że domowy, mniej publiczny. Przestałyby funkcjonować instytucje. Też już proponowałem sytuację, która powoli mogłaby wypuścić ludzi z instytucji, artystów, w ogóle nie dopuszczać, żeby oni korzystali z tego, co jest dookoła. Jeśli mamy np. projekt, pomysł chemiczny, czysto naukowy, może wizualnie przypominający kolory chemiczne, powinniśmy chyba dotrzeć do może koncernów, które mają wspaniałe hale, by może zająć jakąś przestrzeń i by ów projekt mógł być lepiej odebrany lub inaczej nie można byłoby go odróżnić, co jest zrobione, a co jest zastane. Jesteśmy w muzeum, musimy dokonać jakiegoś abordażu na przestrzeń, zniszczyć, nie wiem, zbudować konstrukcję. Mało tego, w bardzo krótkim czasie, bo jeszcze trwa jakaś wystawa, gdzieś pokątnie. Mało tego, później to trzeba wszystko zlikwidować, bo następna wystawa wchodzi. Muzea i galerie powodują, że nie robimy kuriozów, nie robimy tyle, co byśmy chcieli, bo są limity czasowe i finansowe. Dlatego brak instytucji spowodowałby, brak muzeum jakiegoś określonego, czy też galerii spowodowałby, że artysta by szukał środowisk godnych, czy też idealnych do przedstawień swoich wyobraźni, swoich propozycji artystycznych, a tego się nie robi. Robi się to sporadycznie i naprawdę w niewielu przypadkach.
[12:28.66 → 12:51.20] A: Czyli proponuje Pan taką wizję artysty działającego po partyzancku, pozostawiającego bardzo delikatne ślady swojej działalności gdzieś w przestrzeni publicznej albo w muzealnej, ale nie w ramach normalnych wystaw, tylko jako taki wirus? Chciałby Pan wpuszczać wirusy w przestrzeni?
[12:51.72 → 14:19.98] B: Wirusy to może później, jeśli chodzi o wirusy. Mam danego jednego przechodnia. Jest taki pomysł, że wyobraźmy sobie Państwo, że wychodzimy na Stare Miasto, na tą część tutaj za teatrem i jedna osoba, tylko jedna osoba nie jest poinformowana o naszym projekcie. My sobie tutaj dogadujemy rzecz, a w czym rzecz, że wybieramy takiego osobnika, którego obtaczamy przez 5, może 10 minut, stwarzamy wrażenie tłumu, I nagle niezaczekiwanych jakby przyczyn nikogo wokół tej osoby nie ma. Dogadujemy też z sąsiadów. Są powyłączane światła, pozamykane drzwi, sklepy. Ten osobnik przez chwilę w naszej przestrzeni architektonicznej jest sam. Nie może nigdzie ani wejść. Jest też i ciemno. Czyli taka sztuka cwana, dogadywana, kolektywna jest też chyba tą sztuką, która się w przyszłości bardziej rozwinie. Bo jest to raz, że to jest dobrą propozycją do przemyślenia, dwa, czasami straszną, ale na pewno też trzy, zabawną dla, mam nadzieję, że dla większości i na pewno dla tej strony, która została obrana jako kozioł ofiarny.
[14:20.54 → 14:25.34] A: Czyli coś, co w internecie funkcjonuje jako flash mob?
[14:26.16 → 14:27.82] B: Coś jak public jokes.
[14:28.25 → 14:40.99] A: openingu wcześniej zaplanowanego, którego jedynym odbiorcą, i to jest ta różnica, jest, którego odbiorcą jest jeden widz. Wszystko to jest jakby skonstruowane.
[14:41.01 → 15:13.68] B: Jedyny zainteresowany, który może na dwie strony przyjąć tą naszą propozycję, ale myślę, że też w przyszłości będą tak zwane kolektywy, grupy artystów, które będą pracowały dla jednej wystawy przez swój cały czas, tak jak robią to naukowcy, przekazując jeszcze następnikom, następcom swoim dalej, żeby np. zrobić coś jednego, ale genialnego. Czyli nie tak jak my w tym momencie, że kilkanaście, kilkadziesiąt wystaw w roku, czy może mniej, więcej.
[15:13.96 → 15:16.10] A: Pan zrobił w zeszłym roku 36.
[15:16.56 → 15:32.67] B: Tak się nieszczęśliwie udało. I też jestem na siebie zły, że nie mogę posiedzieć przy dużych, bo lekko się rozrzuciłem na jakieś takie Też sprawdzające, bardzo fajne rzeczy i nagle jak się to liczy, to się człowiek przeraża.
[15:33.43 → 16:00.38] A: Mówimy o dwóch rzeczach równolegle, żeby to uporządkować. Jedna to są działania w przestrzeni publicznej, poza systemem galerii, a druga to jest taka propozycja kolektywnego działania długofalowego, że artysta nie zajmuje się projektami, ale współpracując z jakąś grupą, Wypełnia miejsce, jakieś miejsce, czy buduje cały czas jakąś jedną konstrukcję?
[16:00.44 → 16:18.18] B: Myślę, że nawet zbiera informacje, zbiera materiały. Jeśli możemy mówić o tym długofalowym, to mam taki przykład. Spróbujmy siebie, czyli człowieka sprawić, żeby był transparentny, żeby nasze wnętrzności były widoczne.
[16:19.05 → 16:19.63] A: A dlaczego?
[16:20.05 → 16:34.35] B: Dlaczego? No po prostu ludzie są chętni do różnych form inności, tatuaże, fryzury, cudawianki i to jest na pewno przyszłość wizerunku, czyli jeśli danego osobnika...
[16:34.35 → 16:35.77] A: Wizerunek wewnętrzny, tak?
[16:35.89 → 16:36.73] B: Wizerunek wewnętrzny...
[16:36.73 → 16:38.37] A: Portret z głębią.
[16:38.39 → 17:16.70] B: Jeśli danego osobnika będziemy trzymać bardzo długo jego rodzinę i jeszcze dalsze pokolenia, to każe się, że ten prawnuczek będzie transparentny. Jeśli będzie bez światła dziennego, jeśli będzie w jakichś tam, tak jak żyjątka w głębinach na bardzo, bardzo niskich pułapach, a one są z utratą wzroku, z utratą jakiekolwiek pigmentów, są czysto transparentne, bo to stworzyło środowisko. Czyli tak naprawdę artysta będzie budował przez lata środowiska po to, żeby spróbować zrobić coś, co Może się tylko na dzień dobry, na dzień dzisiejszy zapisać jako pomysł.
[17:18.29 → 17:28.61] A: Jakoś trudno mi to wyobrazić sobie, że będziecie wy artyści hodować. specjalny gatunek ludzi, którzy...
[17:28.61 → 18:11.92] B: No szkoda, że nie możemy tego pokazać. Przyszykowałem kilka materiałów i nie mrzonki, tylko dowody faktyczne, jeśli chodzi o... Dzisiaj mamy na tyle zbudowane batyskafy, że wchodzimy naprawdę na te kilometry, na samo dno. Bo bodajże chyba na dziesiątym kilometrze zostały zaobserwowane nowe formy życia, niedaleko odbiegające od tych, które znamy. i wyglądają przeurocza, przedziwnie. Nie trzeba aż tak też nisko wchodzić, wystarczy zasięgnąć wzroczności do jaskin, które są pozbawione światła dziennego. To samo się dzieje z tymi rybami, które już tam, gdzie jest światło, inaczej wyglądają.
[18:11.98 → 18:13.38] A: I Pan chce to zrobić z człowiekiem.
[18:13.66 → 18:42.51] B: Ja nie chcę, ja po prostu wiem, co będzie się mniej więcej odbywało, do czego człowiek jest zdolny tak naprawdę, żeby trochę siebie poprawić, trochę, trochę zaproponować coś więcej niż, niż ktoś inny by się odważył. Tutaj będzie na pewno na pułapie odwagi gdzieś to się odgrywało i jakiegoś, nie wiem, pomysłu, ale wszystko zależy od finansów. Jeśli one będą, będą też takie odpały, bym tak to nazwał.
[18:43.28 → 19:16.11] A: To jest niezły odpał. To jest chyba najodważniejsza wizja, jaką słyszałem na tej scenie w naszym cyklu, czyli sztuka, której materiałem jest sam człowiek, jego ciało. Przebudowywanie człowieka, to znaczy, jakby to jest, to już się stało, to już jest nawet pewien styl życia. Dużo osób poprawiają. w jakiś absolutnie radykalny sposób. Wyglądają jak bohaterowie Wojen Gwiezdnych.
[19:16.47 → 19:33.37] B: Dlatego to nie jest coś, co ma osłabić, ma nas zmienić i przystosować do innych warunków. Jeśli byśmy z takiego środowiska wyszli natychmiast na słońce, wszystkie nasze receptory inne będą spalone. już przebywać, zdecydowaliśmy się, to musimy przebywać w tych zaciemnieniach.
[19:33.43 → 20:08.77] A: Ale proszę powiedzieć, jaki byłby cel tych wszystkich działań, tych eksperymentów? Czy chodzi o to, żeby znaleźć jakieś granice, przesunąć granice kondycji człowieka? Czy chodzi o jakieś odkrywanie nowych terytoriów dla sztuki? Czego my się dowiemy o nas samych i o świecie, jeśli wyhodujemy przezroczystego człowieka gdzieś na dziesiątym kilometrze pod powierzchnią wody. Co to tam powie o ludzkości?
[20:10.12 → 21:20.75] B: Napędzi pozostałe jednostki do tego, żeby nie były bierne, jeśli chodzi o zdobycze nauki i o tego, co tak naprawdę możemy z sobą, z pozostałymi rzeczami, które posiadamy, które dopiero będą wynalezione, co możemy z nimi zrobić. Bo zdaję sobie sprawę, że jeszcze trochę i będą takie performance, takie wydarzenia. Wyobraźmy sobie Państwo, że mamy tutaj wielki kiub ze szkła akrylowego i dany student, który powiedzmy jest zdesperowany, żeby zaistnieć, a na pewno po wykonaniu tego performance'u by zaistniał wszędzie, gdzie tylko się to da, zaleje się tym szkłem akrylowym, a później żeby wyglądał tak jak w ostatnim momencie zastygnięcia, to jeszcze jego płuca i wszystkie wnętrzności też zostaną zalane szkłem szkłem akrylowym. Czyli ostatnia żywa taka sekwencja z jego uroku będzie zamrożona nam na wieki wieków. Także ja wyobrażam sobie, że takie rzeczy będą. Może już się odbywają gdzieś, ale desperacja ludzka, czy mają zginąć pod syrenką, czy dla dobra sztuki, niedługo będziemy mieć z tym problem.
[21:22.18 → 21:39.58] A: Faktycznie istnieją już technologie, które pozwalają na tego rodzaju zakonserwowanie ludzkiego ciała. Od lat po Europie jeździ ta obwoźna, wystawa, nie pamiętam jak się nazywa, ten patolog von Hagen. Niemiec ma wielkie laboratoria.
[21:39.60 → 21:49.32] B: Jestem sprzeciwiony, jak on po prostu z sytuacją taką czystą, tanią, komercyjną, jeszcze źle zakomponowaną.
[21:49.44 → 21:54.84] A: On sprzedaje to jako teatr anatomii, kupuje ciała, jak pamiętam, w ogóle w Chinach.
[21:54.86 → 22:15.10] B: A widziałem bardzo dobre propozycje, które były bardzo, bardzo spółpodobne, bym tak to nazwał, naprawdę były z poszanowaniem dla ciała, z pełną etykietą prawa, od początku do końca prowadzony ten był projekt. Tu jest po prostu od początku do końca jakaś wielka pardobicka, nieprzemyślana i żądna pieniądze.
[22:16.26 → 22:37.58] A: No tak, ale rzeczywiście znaczy ta wizja artysty, który się, jak to powiedzieć, jak owad po prostu w bursztynie próbuje się zakonserwować, jest możliwa technicznie do wykonania. Potrzeba tylko jednego, desperata, który...
[22:37.58 → 23:10.50] B: W sumie tak, ale przy takiej masie populacji jaką mamy dziś, na pewno się znajdują takie osoby, które są gotowe na wszystko. Nie możemy o tym nie zapomnieć, bo tak jak mówię, będą później problemy dla miejsc sztuki współczesnej, czy teatrów, czy też innych, gdzie zapraszamy artystę, a on się do takiego stopnia, że tak powiem, zrobi. że będziemy odpowiadać za to, że przyszykowaliśmy, zaprosiliśmy artystę, a on się tak naprawdę poświęcił i nie mamy prawa tak przyszykowanego, żeby się bronić.
[23:10.54 → 23:15.12] A: Właśnie, ciekaw jestem, jakby wyglądała umowa z takim artystą, umowa o dzieło.
[23:15.46 → 23:25.62] B: Umowa do bójki pomiędzy samcem, a drugim samcem jest taka, że jeden jak zginie, nie może rościć prawa, jego rodzina też. Czyli myślę, że to byłoby na takiej zasadzie.
[23:26.44 → 23:53.90] A: Co z ubezpieczeniem? Co z ZUS-em? Gdzie wypłacić honorarium? Honorarium musiały być płacone jako zaliczki. Ale wracam do pytania, czego się dowiemy wtedy o człowieku? No bo rozumiem, że dowiemy się o tym, że są tak zdesperowani artyści, którzy gotowi są śmiercić, czy jakby złożyć swoje ciało na ołtarzu sztuki?
[23:53.96 → 26:01.23] B: Oczywiście to będzie tania forma, nawet już do tego stopnia tak nam przywołana, czy też zaznajomiona, że nie będziemy może aż tak bardzo tego przeżywać, ale to będzie się odbywało. Na pewno jest dużo, dużo jest propozycji, które są znacznie ciekawsze i mądrzejsze, i w tym chyba momencie możemy płynnie przyjść zwłok do jakichś ciekawych propozycji. Na przykład każdy z nas będzie mógł się stać artystą, czyli bezwiednie od tego, czy posiadamy wiedzę manualną, czy nie. Jeden taki sposób jest, wymyśliłem taki program, który myślę, że jakbym użył mechanizmów, przepraszam, może programu z medycyny albo albo wojskowości. Dzisiaj z powodzeniem w naszych domach mógłby funkcjonować jako samoartystyczny program wytwórczy, może tak to nazwą, nie wiem. Chodzi o to, że jeśli byśmy zabrali się pod obrazy, wybudowaliśmy dom, chcemy mieć jakiś piękny obraz na naszej ścianie, a nie możemy dokonać tego obrazu manualnie. Zbieramy całą ikonografię z wszystkich publikacji ze stron internetowych, które nam się podobają. Wrzucamy do tego programu. Ten program nas się dokładnie pyta później wybiórczo. Robi nam test, czy z obrazu np. Picasso, które formy nam się dokładnie podobają. No i on to zapamiętuje, które nam się nie podobią w jakiś specjalny, szczególny sposób, ale mimo tego, żeśmy wybrali ten obrazek. I tych pytań im więcej, tym trafniejszy rezultat będzie. Ten obraz pod koniec będzie naprawdę świetnie wykonany, bo o co chodzi? Po zebraniu tych wszystkich danych. czułości na kolor, wrażliwości na jeszcze coś innego jak kompozycja, to im więcej tych obrazów będzie wprowadzonych do komputera, do naszego programu, tym mówię, efekt będzie zadowalający.
[26:01.32 → 26:27.16] A: Ja mam właśnie jakąś wątpliwość w sobie, czy rzeczywiście ten obraz będzie piękny, bo on będzie tylko sumą stereotypowych oczekiwań, jakie ludzie mają wobec sztuki. Nie obawia się pan, że po prostu będzie to jakiś kitsch, jakiś w pastelowych barwach pejzażyk, ze strumieniem i niepółnagą dziewczą?
[26:28.30 → 26:37.48] B: Na dzień dobry to w ogóle może być jakaś masakra z tego wszystkiego wejść na naszej propozycji płóciennej, ale my się później będziemy z tym programem dalej kształcić.
[26:38.54 → 27:13.68] A: Teraz sobie przypomniałem, że jest taka praca pary rosyjskich artystów, którzy skomponowali najbardziej pożądany i ulubiony utwór muzyczny na świecie i najbardziej niepożądany utwór muzyczny na podstawie ankiety, badania opinii publicznej, które pokazywało, że ludzie na przykład wolą zdecydowanie smyczki od, dajmy na to, saksofonu, A najbardziej nie lubię
[27:13.68 → 27:23.30] B: muzyki dodykafonicznej czy... Cały piz polega w szczegółach. Dużo było rzeczy, które powstały dla zabawy.
[27:23.40 → 27:28.36] A: Przepraszam, bo jakby nie dało się słuchać jednego i drugiego zresztą. Oba były potworne.
[27:28.64 → 29:22.18] B: Domyślam się. Dlatego, tak jak wspominam, że to wszystko zależy od tego, jak podejdziemy do wynalazku. Jeśli będziemy się nim bawić, to będzie tylko formą zabawy jakiegoś bełkotu czy coś w tym duchu. Jeśli do tego podejdziemy ponad naukowo, czyli nawet lepiej jak naukowiec, który siedzi 30 lat, bo tutaj przytoczony wątek muzyczny chyba najbardziej rozwija ten program, który tutaj zaneksowałem, że po prostu chodzi o rzecz, jeśli wprowadzamy mnóstwo utworów, całe albumy, później które utwory są najlepsze, później które partie z tych utworów są najlepsze. Pytają się o algorytmy, czy skoki tempa jakiegoś, nie wiem, w ogóle prowadzenia utworu. Te wszystkie informacje będą ważne. I komputer nam robi, jak wstajemy rano, 4 utworki mamy zrobione. Odsłuchujemy. No i zaczynamy krytykować to wszystko. Tam też co do minuty na 23 sekundzie, jeśli przejdziemy do minuty, ten fragment mi się podoba. Komputer się uczy na swoich błędach i na naszych nowych wytycznych. I tak naprawdę w tej partii muzycznej, fonetycznej największe radości będziemy przeżywać, bo tam naprawdę i wszystkie barwy będziemy mogli też wprowadzać, które nam się podobają i na podstawie silniczka jakiegoś aranżera, czy też może tych algorytmów, które są w innym utworze, który właśnie nam się tylko dzięki tym aranżom jakby podobał, podstawiając te barwy z jakichś nieudomych przyczyn nam się ten utwór będzie podobał. Ryzykowne jest to. w tej chwili sztuk wizualnych, tam trzeba jeszcze precyzyjniej siedzieć i tak jak zawsze w dzisiejsi ludzie, którzy pstrykają, mają wszędzie aparaty na tysiąc fotografii, zdjęć, nie fotografii, jedna pretenduje do tego, żeby być fotografią.
[29:22.24 → 30:24.90] A: Ta idea oczywiście bardzo jakoś, bardzo trafia w dzisiejsze procesy zachodzące w kulturze. bo rzeczywiście z biernych odbiorców staliśmy się, jak to z grabnie ktoś ujął, prosumentami, czyli konsumentami, którzy jednocześnie produkują nowe treści, bo zamieszczamy zdjęcia na Facebooku, bo kręcimy krótkie filmy, potrafimy już je nawet edytować, czyli montować. Nie mamy może manualnych umiejętności, ale rzeczywiście programy mogą nam pomóc w narysowaniu jakiegoś prostego widoczku, więc na pewno jesteśmy producentami. Pytanie, czy możemy być kreatorami, twórcami, bo w tym, o czym Pan mówi, brakuje mi, no wie Pan, tego romantycznego, boskiego elementu natchnienia, talentu, nie wiem, nieprzewidywalnej jakiejś kreacji.
[30:25.81 → 31:29.20] B: To mechanicznie brzmi, to o czym pan mówił. Ale ja bym był bardzo rad, jeśli na przykład masy zaczęłyby robić swoje takie widoczki, te dla nich świeże bułeczki trafiałyby również do mnie i czy ja bym je zjadł, czy by mi stanęły w garle, nie wiem, ale ja bym się też tym żywił, miałbym większe spektrum. pobierania dalszych informacji na dalszy rozwój. Nie możemy komuś zabronić, że ktoś jest mało kreatywny albo nie ma tego paluszka z talentem, a drugi na przykład z tego zrobi jeszcze jakąś złą rzecz, nawet totalitarną, że wszystkim te obrazki będzie wprowadzał, będzie domokrążcą i będzie nam to chciał wcisnąć. Nie, tu chodzi o ten drobny smak, tak jak dzisiaj. Jesteśmy ludźmi, którzy musimy wybierać z nauki, z sztuki, z wszystkiego, co nas otacza. I kto pierwszy w dobrą sytuację wciśnie ten temat, rozwinie i dokończy, ten jest powiedzmy w jakiś sposób zauważony i ma na przykład szansę na dalsze, bardziej może chore realizacje.
[31:29.32 → 31:33.92] A: To odbierze panu pracę i pańskim kolegom i koleżankom. Ma pan świadomość?
[31:34.04 → 31:44.58] B: Ja myślę, że nie. Zawsze będzie doceniana ta sytuacja i wtedy wygra wyobraźnia. Nie wygra talent, tylko wyobraźnia przy tych sytuacjach, które będziemy prowadzać.
[31:44.81 → 31:47.97] A: Czy może nie wygra rzemiosło, nie wygra umiejętności?
[31:47.97 → 32:12.58] B: Nie wygra rzemiosło, nie wygra umiejętności, nie wygra talent, tylko myśl i wyobraźnia. A dużo osób posiada ogromną wyobraźnię i trochę tęsknie za posiadaniem tej wiadomości o ich przemyśleniach. Fajnie się czasami z ludźmi rozmawia, ale za mało czasu jest, żeby z nich wydusić. Mało tego, nie są w stanie na dzień dobry mi tą wyobraźnię zarysować.
[32:12.70 → 32:38.09] A: Tylko my trochę pomijamy element ekonomiczny, bo żeby być artystą trzeba mieć przestrzeń do kreacji, trzeba mieć na to czas, środki. Artyści sprzedają swoje produkty swojej kreatywności albo z drugiej strony są wspieranie przez mecenasów, przez publicznych czy prywatnych darczyńców.
[32:38.11 → 32:55.89] B: Myślę, że ten program by kosztował jakieś parę groszy. To nie jest coś, co potrzebne. Wystarczy jeden metr kwadratowy, żebyśmy się zmieścili z naszym komputerem. Czas nie gra roli, tak jak mówiłem, na kilka pokoleń można pewne rzeczy rozłożyć, rozwinąć, a jak ktoś chce być sławny teraz tu, to jest stracony u podstaw.
[32:56.21 → 33:01.11] A: Czyli chce Pan z nas zrobić, czy może inaczej, widzi Pan nas jako przyszłych
[33:01.87 → 34:13.73] B: Twórców, współtwórców naszego wizerunku, z czym będziemy się później borykać, na co będziemy patrzeć. Architektura też trochę rakietą wyje do przodu, czyli goni jakieś najśmielsze projekty, wizje z przyszłości, jakieś super drapacze chmur, a tak naprawdę koń z wozem jeszcze przez Lublin nieraz przyjedzie. I teraz ten smaczek, czy ta architektura nie jest ponad przeskalowana moim zdaniem, ale dobrze, że też się ten dział rozwija. Może zje swój własny ogon niedługo, ale my będziemy znowu obserwować to i się tym dokształcać. Czy warto było tyle pieniędzy tracić, czy nie lepiej byłoby pozostać w fazie projektów. Bardzo mi się też podoba jak sięgam po prototypy, które nigdy nie ujrzały światła dziennego i dobrze je na przykład pokazać. Zaczyna być coś w pograniczu przeszłości i przyszłości. Tego nigdy nie było, ale może być. My możemy na przykład dzisiaj pozbierać pieniądze i zrobić rzecz, która odpadła z konkursu w 1950. Piękna sprawa.
[34:13.91 → 34:16.13] A: Jakiś projekt budynku czy samochodu?
[34:16.25 → 34:26.96] B: Projekt komputera na przykład do biura, który tylko analizował, nie był tak szybki i przeliczył, ale jest jakaś frajda, że posiadamy rzecz, która na przykład przeliczy ile jest
[34:26.96 → 34:29.54] A: 2 plus 2, to jest... Kompletnie nieużyteczne.
[34:29.62 → 34:31.42] B: Kompletnie użyteczne, ale jest.
[34:31.50 → 34:32.20] A: Tak jak sztuka.
[34:32.38 → 34:41.10] B: Tylko to nam udowadnia, że możemy z każdym pomysłem, który został odrzucony na jakimś etapie, dojść swego i zrealizować, dać mu szansę.
[34:41.16 → 35:04.50] A: Tylko tych pomysłów jest jakaś nieprawdopodobna dzisiaj już ilość, bo magazynujemy informacje. Nie jesteśmy w stanie przecież ogarnąć nawet ułamka procenta tych idei, tych dzieł, tych potencjalnych jakichś genialnych prac, które mogłyby się narodzić.
[35:05.12 → 35:20.72] B: Stąd dobrze wrócić czasami, odkurzyć całą paletę patentów i nagle okazuje się, że z 1990 pomysł na uzdrowienie życia kulturalnego w mieście Lublin jest genialny.
[35:20.84 → 35:21.48] A: Jaki to pomysł?
[35:21.76 → 35:32.85] B: Jeszcze nie przeczytałem. To jest na tej zasadzie, że czasami pędzenie do przodu, to ta dobra część, żeby się zanurzyć tym pędem do tyłu.
[35:32.89 → 35:43.39] A: Czyli Pan proponuje, i to jest taka ciekawa idea, Pan proponuje, żeby wrócić do tych utopii niezrealizowanych z przeszłości i spróbować je wcielić w życie.
[35:43.67 → 35:45.49] B: Nie, gdyby były lepsze od tych dzisiejszych.
[35:45.95 → 35:46.51] A: Pod tym warunkiem.
[35:46.51 → 37:04.57] B: Tylko warunkiem, tak. Ale też niewiele osób jest w stanie, że tak powiem, zobaczyć to lepsze. Ja pod kątem wizualnym mam jakoś intuicyjnie sytuację, że jak to wygrzebie i pokaże publiczności, jest tak, że się i dziadek popłacze i wnuczek też. Coś w tym jest, nie wiem. Ja przede wszystkim pierwszy się popłaczę, bo coś za tym, po pierwsze kształt, gabaryt. Dzisiaj wszystko jest minimalizowane, lekko ukryte, cała dusza. Jeszcze był tak niedawno pomysł, żeby wszystkie albumy muzyczne były wydawane na tak zwanym małym w pendrive, że okładka to byłaby tak jak nasz paznokieć. I czy to ktoś by miał serce, nie wiem, wyobrazić sobie, że to jest kupę roboty pewnego teamu, jakiegoś zespołu muzycznego plus nagłośnienie, realizacja, to wszystko tam jest cała energia ludzka. I tak naprawdę najlepsze były płyty winylowe. słuchacz dostawał pakiet przemysłowy, wartości przemysłowej idące za muzykami, za całym sztabem technicznym, który dokonał tej realizacji. Czyli naprawdę miniaturyzm u mnie nie wchodzi i szukam dużych gabarytów, które za tym dużym gabarytem chowa się ta mądrość i trochę pomysł na nowo technologiczne zagrywki.
[37:05.37 → 37:18.47] A: to bym mógł określić hasłem back to the future, powrót do przyszłości. Powrót do przyszłości możliwej, ale nie zrealizowanej kiedyś tam w przeszłości.
[37:18.55 → 37:19.87] B: Oczywiście, najlepiej unplugged.
[37:20.39 → 37:31.81] A: To jest super idea. Ja też zawsze, nie wiem, mam do dzisiaj kilkadziesiąt czarnych płyt i chowam je jak największy skarb, bo wiem, że to jest ten...
[37:32.57 → 38:54.47] B: Jeśli sobie odpowiemy na pytanie, co nas bardziej cieszy? Właśnie Mały Pendrive, dzisiaj wydany jako superalbum i jeszcze podwójna płyta na DVD z konceptem, czy tam CD, a winyl. Tak naprawdę, jak odpowiemy sobie, że to, bo jest większy obrazek, bo jest jakoś z materiałem, pomimo, że tam jest jakiś ebonit, czasami były to jakieś jeszcze szelakowe, a później plastikowe, to jednak ta czernia była taka jakby transparentna i nam się wyobrażało, że tam zapis jest fizycznie. A na tych cyfrowych nośnikach, no szczerze powiedziawszy, to jakiś szacunek do zespołu jest taki pobieżny, czy też człowiek się nie wczyta, nie zagłębi. Przy tej płycie to całą płytę czytało się i było mało. Proszono później o jakieś okładeczki z zapisem, książeczki wkładane. Te później były dwupłytowe albumy winylowe, a wszystko właśnie przez to, że otwieramy wyobraźnię. Ja tylko dam przykład jednej mojej znajomej, która, uwielbiam ten przykład, która w wieku 9 lat była przekonana, że jak włącza magnetofon, to Natalia Kukulska, która tam akurat leciała, ona wstaje i dla niej śpiewa.
[38:55.95 → 39:05.11] A: Jak w książkach Pratchetta, Zdjęcia robi maleńki demon ukryty w pudełku. Maluje je bardzo szybko.
[39:05.23 → 40:19.19] B: I ona cały dzień potrafiła słuchać, a mama gdy podłapała ten rodzaj wyobraźni, bo nie powiem, że schorzenia, to takiej fajnej, ciekawej, zdrowej wyobraźni, mówiła, zostaw, Natalka już cały dzień dzisiaj dla ciebie śpiewa. Wiesz, niech się położy spać. I tak się zmusiła, żeby wyłączyć magnetofon. Naprawdę, ja też bym nie zabijał tej wyobraźni, Współczesny artysta, myślę, że ten, który nadejdzie na lepie, jakby był zbudowany z tej takiej bardzo dobrej, z domu wyniesionej wyobraźni. I niestety ten współczesny świat ekonomiczny, jakiś taki prawny, już bym powiedział mocno zakazany, ogniska nie można rozpalić, ten dzieciak jest już zabity na dzień dobry, jeśli chodzi o warstwy artystyczne. I myślę, że przyszłościowo szkoła taka dla artysty to taka, lekko rozmyta, dająca dzieciom większą sytuację poznawczą, więcej czasu na to, żeby z ludźmi przebywali, a nie tak, że nawet nie mają czasu na rozmowy z rówieśnikami, bo wszystko w boksach, bo tu na balet, bo tam, bo siam. Nie ma komunikatów, jest tylko wykonanie.
[40:20.28 → 41:18.09] A: Mówimy o projektach bardzo ulotnych, tak jak ta flashmobowa akcja na ulicach Lublina. Pan nie przywiązuje też specjalnie wagi do magazynowania czy archiwizowania własnych prac? O ile wiem, pan po prostu je recyklinguje lub też ma pan ten projekt w ogóle polegający na tym, że się pali prace i deponuje je w specjalnym archiwum, tak jak prochy ludzkich ciał. Czy przyszłość sztuki to jest sztuka niematerialna? To nie są przedmioty trwające wieki? Czy skończyła się już w myśleniu o sztuce ta idea exegi monument, monumentere, czyli pomnik trwały wystawiłem?
[41:19.05 → 42:50.83] B: Nie, kończąc rzeźbę, nie zapomnę o monumentalnych realizacjach i jakichś takich czysto rzeźbiarskich, punktowych, jednokierunkowych. Bym powiedział, że tylko jeden obieg jest w uwadze. Ale myślę, że przyszłość w sztuce to jest ta wielowarstwowa taka półka pobierania tych dobrych, zacnych informacji, cennych uwag, tekstualnych, później wspaniałych zauważeń wizualnych, jeszcze lepszych na przykład skierowań współgrania obu tych dyscyplin tekst, żeby z obrazem się zgrywał i post-synchronizacja muzyki z obrazem. Poezja, poezja to jest to tak jakby kwintesencja tych wszystkich dyscyplin. Myślę, że tak jak wspomniałem tutaj w wcześniejszej naszej rozmowie, że najfajniejszą rzeczą jest zebranie tego wszystkiego do jednego garnka i artysta wtedy, kiedy używa nauki, filozofii, troszeczkę literatury i jeszcze bierze swój warsztat, którego nie szanuje, bo on musi być, że tak powiem, w zasobach, nie robi z niego jakichś tam złotych wyczynów i on po prostu musi być do... w niektórych momentach trzeba przywarsztatować, przyrzemieślić, żeby to tak wyglądało, a nie inaczej, żeby wrażenie było pełne.
[42:51.19 → 43:35.78] A: Pan operuje materiałami skrajnie nietrwałymi. Robi pan rzeczy np. z kartonu albo styropianu. To wszystko trzyma się w ogóle na sznurku i tylko na chwilę. To są jakieś złudzenia, że te pańskie instalacje, wnętrza, przestrzenie, mają kilkadziesiąt lat, one zostały stworzone kilka tygodni temu i potrwają te kilka tygodni, więc ulotność jest jakoś tak wpisana w pańskie prace. Ale chciałem pana zapytać, nie ma pan naprawdę marzenia, żeby zbudować jakąś piramidę, która przetrwa Pana pokolenie? Znaczy w sensie, no nie wiem.
[43:35.94 → 43:38.34] B: Jest dużo, jest bardzo dużo prac, które powstały.
[43:38.58 → 43:42.54] A: Śladu, który będzie trwał nie jako zdjęcie, nie tylko pamięć.
[43:42.54 → 44:23.08] B: To tak naprawdę stropiane, lekkie materiały, to tak zaczynałem, to było 10 lat temu. Dziś zrobiłem dużo prac, które zostały i zostaną na czas, kiedy, nie wiem, jakaś bombka nie spadnie lub nie zniszcze je z tytułu aurk pogodowych. Tylko również w Lubinie wykonałem piramidę, ale została w dniu otwarcia zasypana, bo tylko miasto mogło na moment... wynająć ten teren, który w momencie, w tym momencie stoi już biurowiec obok teatru w budowie. Czyli są rzeczy, których ja nie przeskoczę. Ja bym chciał, żeby były wieczne, żeby tam się woda zbierała na części nasypane jako ta piramida, żeby jakieś może i rośliny się pojawiły.
[44:23.16 → 44:24.32] A: Z czego była ta piramida?
[44:24.56 → 45:13.80] B: To była spirala nazywana plus minus, czyli wykupałem pięciometrowy dół w sposób spiralny i wszystko, co wybierałem, usypałem na plusie, czyli na górce. W taki sposób ósemkowy z samego dołu wychodziłem do góry. Tak powstały dwie piramidy negatywna i pozytywna. To jest wszystko w oparach jakby o twardego miasta, który ten projekt chyba miał swoją inaugurację czy pierwszą odsłonę. ale też pokazuje, że my możemy bardzo dużo stworzyć nawet z betonu, ale nie mamy takiej możliwości finansowej, ale dla osoby, która przychodzi, może sobie delikatnie tą sprawę podłożyć pod, że nie wnikamy, że to ze styropianu. Mało tego, tak naprawdę tego nie widać, że to jest ze styropianu.
[45:13.80 → 45:15.46] A: Nie no, ja byłem w absolutnym szoku.
[45:15.78 → 45:34.63] B: Do opisów stosuje, że na przykład użyto takich materiałów i lekkich i jeszcze dziwnych, mazideł, żeby na przykład zapach też wyzwolić. To dla wnikających, żeby się dowiedzieli, że to też jest naprawdę wytwór ręczny, a nie sprowadzony.
[45:34.73 → 45:50.06] A: Dla przeciętnego widza te rzeczy wyglądają tak jakby miały 150 lat. Ja rzeczywiście byłem w szoku. kiedy chyba to było na Biennale w Berlinie, zobaczyłem pański wagon towarowy. Mogło być to na Biennale?
[45:50.62 → 45:52.06] B: Na czwartym Biennale w Berlinie.
[45:52.18 → 46:22.39] A: Tak. I bardzo tam obsługa dbała, żeby nie dotykać, ale jakoś tak musnąłem przypadkowo ten wielki pojazd i on nagle poruszył się. I to było dla mnie jakieś wstrząsające, jak można tak grać, ze złudzeniem, z moimi wyobrażeniami, czym są przedmioty, jaką mają konsystencję, wagę, twardość. Pan mnie oszukał całkowicie.
[46:25.55 → 47:12.96] B: że to nie do końca też był aż tylko ten jeden zamiar, bo wtedy się mówi o cyrku, a nie o warstwach artystycznych. Tam był głębszy przekaz, że ten wagon był na drugim piętrze, czyli jeszcze jeden by się pożywił, technik by się zamał jak ten wagon wjechał, a dwa jak wytrzymuje na tym stropie, który jest drewniany. To ta trzecia osoba, czyli nasz uwielbiany przez artystów wizytujący, żywi się tym, że kontekst jest bardzo smutny. Wagon był w Bydlence, czyli w szkole dla dziewczynek żydowskich w Berlinie, czyli mówił o deportacji. Jeśli projekt Myszy i Ludzie był na całej ulicy Auguststrasse, od kościoła do cmentarza, to myślę, że ten wątek się wklejał idealnie.
[47:13.85 → 47:57.76] A: Tak, oczywiście w kontekście Berlina ten wagon miał specjalne znaczenie, ale jego fizyczność, jego materialność też była jakoś niezwykła, bo wprowadzała dysonans, wirus. Nagle okazywało się, że rzeczy nie są takie, jakimi je postrzegamy i to było bardzo jakoś dotykające wrażenie. Ale wspomniał Pan o widzach i to jest też ważna chyba kwestia, którą W przyszłości będzie trzeba rozwiązać, no bo jeśli każdy będzie mógł być artystą, kto będzie odbiorcą w takim razie? Czy w ogóle w tej pańskiej wizji jest miejsce na zwiedzających, na odbiorców?
[47:57.88 → 49:04.51] B: Ja też jestem odbiorcą, czyli artysta to nie jest człowiek, który siedzi w piwnicy i tylko wypuszcza przez okno swoje dzieła. Myślę, że taki przyszły człowiek to będzie W odbiorco-artystycznym wychowaniu, przygotowaniu trochę o takich ludzi zabiegamy, bo jest lekki spadek zainteresowania, chociaż tak jak mówię, bywają momenty lepsze. Ja myślę, że też dla widza, tutaj mam też taki podpunkt numer 8, Widzę, że dla widza wybrednego, czy też takiego znudzonego trochę współczesnością będą w przyszłości robione wystawy powracające, czyli na przykład coś, co było w 2000 roku, dajmy na to, w Galerii Białej. I będzie wielkie życzenie, tak jak niegdyś państwo dzwoniło do Pani jakiś redaktor w telewizji, czy może Pani puścić jeszcze czterech pancernych i pies? No dobrze, to tam jakby był jeden telefon, to nic, ale jak było 100, to niestety już musieli to zrobić.
[49:04.63 → 49:06.37] A: Niestety puszczają na okrągłe.
[49:06.37 → 49:09.55] B: Myślę, że telefony są nieustannie albo maile w tym momencie.
[49:09.57 → 49:13.73] A: Czyli proponuje Pan, żeby powtarzać, jakby remake'i robić, remake'i wysłać.
[49:14.29 → 49:22.15] B: Rzadko coś takiego w ogóle chyba nie zaobserwowałem, powrotu idealnie jakiejś wystawy na dane miejsce, ale to jest przyszłość.
[49:22.49 → 49:31.88] A: Ale proponuje Pan, żeby te wystawy po prostu, żeby powracały dzieła, czy żeby konstruować ich imitację?
[49:32.60 → 50:12.95] B: Jeśli nie ma dzieła, przywiezienie z kolekcji dzieła to byłoby za nudne. Mówimy o sprawach bardziej złożonych i o rekonstrukcji danej rozłożonej na przykład site specyfic pracy. To wtedy Wtedy na tak zwane życzenie właśnie optyczne, że chcemy znowu to ujrzeć, znowu pokontemplować, a może młodym pokazać, co było ważne w tamtych latach, to będzie miało sens. Mało tego, dzisiaj dokumentujemy bardzo dobrze wystawy i jesteśmy przyszykowani na taką precyzyjną pracę rekonstruatorską.
[50:13.05 → 50:27.26] A: Jaką wystawę by pan z ostatnich lat, na przykład za 30 lat uważa pan, że warto byłoby zrekonstruować? Jest coś takiego? Czy to się wie już teraz co warto byłoby powtórzyć.
[50:28.76 → 51:47.89] B: Myślę że każdy z nas jak tu siedzimy odpowiedział swoją propozycję. Ja się trochę obawiam że dla mnie już rzeczą nostalgiczną jest coś co było 10 lat temu i kiedyś trochę było to inaczej i zastanawiam co będzie za dalsze latka kiedy człowiek jeszcze będzie starszy czy rzeczy które były dwa lata temu nie będą nas w jakiś sposób dotykały czy trafiały. Stąd nie mam określonej jednej dzisiaj wystawy, ale ja bym już kilka chciał zobaczyć jeszcze raz. Tak jak z oglądaniem książki raz jeszcze, nie wiem, przedwczoraj kupiłem. Dzisiaj oglądałem, jutro na pewno obejrzę i coś innego zobaczę. To jest niesamowite, że my mamy mnóstwo nieuwagi. Poprzez to pędzące życie my pomijamy naprawdę dużo rzeczy. Mamy tak skonstruowany umysł, żeby chłonąć tylko to, co najlepsze. Nie możemy się rozłożyć w czasie na takiego odpoczywacza, żeby lekko sobie odpuścić i pochłonąć książkę, tak jak czasami się to na plaży Bałtyku robiło, że nawet zwykłe wiadomości, gazeta, musiała być w dłoni, bo mieliśmy głód intelektualny. Wiadomo, że tam pożywki mocno filozoficznej by nie było, ale jednak ja łapałem gazetę, żeby coś czytać.
[51:48.31 → 52:17.44] A: Ta idea powrotu do wybitnych dzieł z przeszłości jest bardzo silna w innych dziedzinach sztuki. Rekonstruuje się na przykład choreografię, czyli coś bardzo, bardzo łetnego. z lat 30-tych, lat 20-tych. Można zobaczyć dzisiaj w wykonaniu nowych tancerzy oczywiście, choreografii, Marty Graham na przykład, czy z drugiej strony remake'i filmów. To już jest banalne.
[52:17.44 → 53:05.57] B: To faktycznie w teatrach. Byłem teraz w Bochum i byłem świadkiem rekonstrukcji chyba z 50-tego któregoś roku spektaklu dla pracowników, dla górników. ale przez bardzo cenioną panią choreograf i młode osoby, które wzięły się za szrank tego wydarzenia tanecznego, powaliły mnie hukiem. Ten metal był prawdziwy, młoty były prawdziwe, czyli jakby poprawiony był wątek choreograficzny o przedmioty, które już nie były sztuczne, tylko prawdziwe. I tak naprawdę największym hukiem dla mnie było nie to, że zostałem oślepiony jakimiś wielowatowymi żarówami i młotami, tylko aplauz późniejszy mnie po prostu totalnie już doprowadził do jakiejś głuchoty.
[53:05.85 → 54:05.01] A: Czyli mamy taką wizję. Wszyscy lub duża część populacji zajmuje się sztuką. Każdy ma w domu program, który pozwala mu na sporządzenie bardzo fajnego obrazu, który będzie go spełniał jego oczekiwania. Niektórzy artyści są tak zdesperowani i tak żądli uwagi, że są gotowi na śmierć dla sztuki. Wracamy do pomysłów, idei, utopii z przeszłości. Rekonstruujemy wystawy, które były ważne kiedyś. To jest jakaś niesłychana wizja, tylko wciąż zachodzę w głowę, z czego artyści będą żyć, jeśli nie będą sprzedawać swoich prac. Ma pan na to jakąś koncepcję?
[54:05.01 → 54:58.55] B: Na to nie ma ani złotego ośrodka. Zawsze pytając mnie o takie rzeczy, czy co mam robić, żeby zostać artystą, albo jak ty to robisz, że jesteś artystą, codziennie bym musiał napisać książkę dla siebie. I z wiadomych przyczyn, że jakbym ją pisał, to nie mam czasu jej przeczytać. A ta książka byłaby tylko na dany dzień, prawda? To jest ten wielki problem, że pisząc scenariusz na dzień dzisiejszy, nie jestem w stanie go przeczytać, bo nadchodzi następny dzień. I nie ma reguł. Musielibyśmy coś robić. Myślę, że ten program, o którym wspomniałem, mógłby lekko przeanalizować wszystko, ale musiałby się ktoś pojawić na kilka pokoleń, wprowadzać te wszystkie wątki biograficzne artystów, co tak naprawdę decyduje, że dana jednostka staje się artystyczna.
[54:59.53 → 55:04.15] A: Czyli program do wytwarzania, taki algorytm... Ten
[55:04.15 → 55:05.81] B: sam muzyczny program zamiast dźwięku.
[55:05.83 → 55:19.83] A: Algorytm Michała Anioła, czy algorytm Leonarda. Jak zostać Leonardem? Ale czy to oznaczałoby, że jeśli się spełni jakieś... Naprawdę pan wierzy, że jeżeli spełni się pewne kryteria, to można powtórzyć... Gdybam.
[55:19.95 → 55:48.04] B: Ja w to nie wchodzę. Tak jak powiedziałem, tylko warstwy wizualne i fonetyczne w tych programach byłyby dla mnie pożywką. Na pewno wiedziałbym, jak korzystać z tego programu. Nie wszystkim by to szło w smak, tak jak rezult rosyjskich pionierów tego wydarzenia najgorszego i najlepszego utworu muzycznego. Tak jak mówię, porażka powinna stać się dla nich powodem do, tak naprawdę, początku pracy nad tym.
[55:48.20 → 56:14.10] A: Proszę Państwa, czas aby włączyć Was do tej rozmowy. Jak Wam się podoba taka wizja sztuki, kultury? Czy odnajdujecie się w niej? Czy macie może własne pomysły na to, jak mogłyby wyglądać sztuki wizualne w przyszłości? Mówimy
[56:21.14 → 56:41.96] B: o takiej tubie, którą jak delikatnie patrząc pod światło przekręcamy w różnych kierunkach. Figury geometryczne umieszczone w kalejdoskopie zbudowanego minimum z trzech zwierciadeł. daje nam różne wyobrażenie, czy też, no nie wiem, jakieś mandale geometryczne.
[56:42.32 → 56:46.20] A: Znamy. To było pytanie.
[56:46.42 → 56:46.78] B: I to jest przyszłość.
[56:47.16 → 56:54.64] A: To jest przyszłość też, tak? Patrzenie przez kalejdoskop. No dla mnie to jest przeszłość. Miałem to w dzieciństwie.
[56:55.62 → 58:03.54] B: Coś wspaniałego. Ja tylko przypomnę taką jedną rzecz. Oczywiście będziemy tutaj żywo rozmawiać, bo zrobiłem kilka spraw, Ja to nazywam wirusy, że 5-8 lat temu wprowadziłem książki, które były tak zrobione jak stare, obłożone w szary papier, a one są na nowo napisane, bez ISDN-u, tam po prostu wszystkich tych numerów takich współczesnych i chodzą one po prostu po antykwariatach. Również stare fotografie. I już mi się udało znaleźć na przestrzeni 2004, w sumie 9 lat, że jedna fotografia jest w sprzedaży w antykwariacie, jako historyczna, czyli ta przyszłość w sztuce jest taka fajna też, że można zasiać dzisiaj wirusy, które będą do odczytania za 5, za 10 lat, a może nigdy, bo może zostaną utracone. Ale taka fajna jest nadzieja, że warto opiekować się tym widzem, czy też potencjalnym odbiorcą dopiero za kilka lat, żeby nie brać z tego profitów już teraz, dzisiaj, za miesiąc. Ja muszę stać się artystą, bo jak nie, to ja już nie dam rady.
[58:05.63 → 58:08.75] A: Bardzo proszę. Jeszcze Pani, prosimy.
[58:10.75 → 58:35.53] B: Przypadkowo szłam ulicą Dolnej Panny Marii od Świerczewskiego, od ulicy Świerczewskiego. Fantastyczna przestrzeń, fantastyczna i radzę Panom wybrać się na spacer. Inaczej wygląda na przykład idąc od Ale
[58:35.53 → 58:40.99] A: my nie rozmawiamy o przestrzeni miasta dzisiaj, tylko o przyszłości sztuki wizualnej.
[58:41.17 → 58:47.21] B: Tak, tak. To ja teraz zapraszam na spacerek, żeby panowie się spacerowali.
[58:47.63 → 58:49.95] A: Z przyjemnością udamy się na spacer.
[58:50.21 → 58:52.79] B: Duża wyobraźnia będzie wzbogacona.
[58:52.91 → 58:53.63] A: Dobrze, dziękuję bardzo.
[58:54.81 → 58:58.43] B: Byłem w sobotę i jest się czym pożywić, to prawda.
[58:59.39 → 59:40.84] A: Ciekawe, że funkcjonują nadal nazwy sprzed demokracji. To jest ciekawe. Przezwyczajnie. Proszę bardzo, czy ktoś jeszcze chciałby dodać coś od siebie? Jakieś pytanie, jakaś wizja, jakaś utopia? Bardzo proszę. Na razie, póki się Państwo zastanawiają, jeszcze chciałbym zapytać o to, Co pan w tej chwili robi? Co w najbliższym roku planuje pan? Jakie projekty, czy jakie działania, jakie wystawy? Ma pan jakiś harmonogram już?
[59:41.58 → 01:00:40.46] B: Jest, pomyślę, kilka prac. Już dużo jest w fazie rozwojowej. Ta w Bochum, bo jak byłem na pierwszej wizycie, teraz będę jechał na 30 dni, w Bochum jest pewnym ukłonem w stronę kultury w mieście, bo w Bochum padły chyba już wszystkie fabryki jak tylko mogły paść i ludzie się, lekko mówiąc, rozjeżdżają. Taki sam przypadek dopadł miasto Detroit i poniekąd też tak jest tytuł tej wystawy, że Das ist nicht Detroit, czyli jakby nie chcą tego syndromu. nie próbują zrobić wszystko, teatr tam świetnie działa, duże projekty, nawet dobrze finansowanie kulturowe, ale no mówię, bez pracy to ta widownia odpadnie i oni tak naprawdę wszystko to robią, żeby tą widownię przyciągnąć.
[01:00:40.66 → 01:00:44.06] A: No i... Co pan, co pan właśnie zaproponował w tej okazji?
[01:00:44.38 → 01:01:59.32] B: Moją pierwszą pomysłowością byłoby w fabryce Opla, bo tam, to jest ostatnia rzecz bardzo liczebna, jeśli chodzi o, która odpadła od, od, od, od, mieszkańców, czyli już ta fabryka się przenosi, miałem zrobić odwrócenie sytuacji produkcyjnej, żeby samochody zaczęły wytwarzać ludzi, prawda? Czyli tak jak roboty sterowane przez ludzi wykonywały samochody, samochody zjeżdżały z taśmy, to bardzo bym chciał, żeby roboty, które wyglądają na samochody, bo to się da w sposób blacharski bardzo dobrze zrobić, żeby wytwarzały najpierw moduły do manekinów, które Dobrze znamy z crash testów. To są takie człowiekopodobne formy. w przejechaniu przez następną jakąś tam stację, którego już tego fragmentu nie widzimy. Powiedzmy, że przez lakiernię, tak samo samochód jest pozakrywany. Wyjeżdżają już później powleczone te manekiny, a na końcu wykorzystana ta grupa teatralna, na końcu prawdziwe postacie, ludzie praktycznie wyjeżdżali z linii i tak pomyślałem sobie, żeby zespolić ten problem z dobrze rozwiniętym teatrem w tym mieście.
[01:02:00.06 → 01:02:03.66] A: I ten pomysł został przyjęty, ma szansę na realizację?
[01:02:03.68 → 01:02:19.34] B: Został przyjęty rok temu, ale z pewnych przyczyn nie do, powiem, nie do gadania się z Oplem. Zostało tak zrobione, że nie możemy skorzystać nawet z hali, pomimo, że już nie ma tam produkcji.
[01:02:20.04 → 01:02:21.14] A: I co w zamian?
[01:02:21.72 → 01:03:10.12] B: W zamian robię rzecz, która jest w bardzo fajnym miejscu, po dawnej kotłowni, w Bochum i jeszcze innego obiektu. Załatwiam i wykonuję tylko trzy manekiny do krasztestów. Robię z nich pełnoprawnych muzyków i wydaję im album. Czyli tak naprawdę za przemysłową muzyką, która będzie pozbierana, zaaranżowana, zakomponowana w tym miejscu, w tych przestrzeniach. Za tym będą stały już nie osoby, które będą czerpały, że tak powiem, z tego tytułu profity, tylko w szlachetny sposób manekiny oddały też trochę swojego talentu, czy też pomysłu na muzykę. To wszystko będzie zarejestrowane na, mam nadzieję, że na jakimś czarnym winylu, ewentualnie szpulowcu.
[01:03:10.20 → 01:03:17.00] A: Jeszcze raz, bo nie do końca rozumiem, manekiny komponują tę muzykę, czy ona się sama komponuje z dźwięków przemysłowych?
[01:03:17.63 → 01:04:03.39] B: Nie, oczywiście ja będę lekko za tym stał, bo ja robię tę wystawę, ale powołam do życia zespół muzyczny, który składa się, powiedzmy, tam z manekinów. Dobry ukłon jest też w stronę zespołu Kradwer, który też wychodził i grał w tych przestrzeniach tam na miejscu. Zna każdy, tylko że, tak jak mówię, manekiny do crash testów są w jakiś sposób bardzo fotogeniczne. i jakiś taki ukłon pomimo tych uderzeń i twarzy zdeformowanych, one się świetnie wpasują w tak zwaną industrialną płytę, muzykę, a nie żywe osoby, które powiedzmy mogłyby być ładnie upodrowane. Wolę tą przemysłową też część ludzką.
[01:04:05.37 → 01:04:22.45] A: A czy jest jakiś pomysł na projekt, którego dzisiaj pan nie jest w stanie zrealizować, bo nie ma takich technologii, materiałów, możliwości, a który jest jakimś silnym marzeniem. Ma pan coś na chwilę?
[01:04:23.47 → 01:04:28.12] B: Nocy by nam zabrakło, żeby opowiadać faktycznie. Nie ma pan 100 takich projektów, ale
[01:04:28.12 → 01:04:30.41] A: proszę wybrać pierwszy na A.
[01:04:30.97 → 01:07:55.66] B: Na A to jest sprawa, która jakby w pierwszej kolejności bym chciał zrobić, Bo im dłużej będę zwlekał rzeczą najbardziej energetyczną dla mnie na dzień dzisiejszy, tym ona słabnie z biegiem czasu. Jest to projekt chleb. Chleb, który chciałem zrobić w Jerozolimie, a z przyczyn ministerialnych został odwołany, uznany za niegrzeczny. Po prostu polegało na tym, że wchodzący widz na wystawę ma do czynienia z pierwszą jakby przestrzenią zostaje uhonorowany czy przywitany chlebem i solą. Prawda. Nic polskiego. Ktoś może nawet od razu w tym miejscu mi zarzucić że facet pojechał za aż za bardzo trąca to trochę kiczem czy też ludyzmem ale niech to tak się dalej dzieje. Później mamy do czynienia z jakimiś odłożonymi kromkami też do poczęstunku ćwiartkami chleba. Później patrzymy że są regały i tych chlebów jest bardzo dużo. Czyli mamy wrażenie, że jesteśmy w jakimś sklepie, ale przychodząc do drugiej sali, która jest większa, akurat taką miałem tam w propozycji, co też już było wszystko dogadane i strona izraelska zaakceptowała ten pomysł, a Ministerstwo Kultury powiedział, że nie, bo za mocne. I w tej drugiej części z większej sali miało dochodzić do wypieku tego chleba. I żeby tylko tak dać do przykładu, jak ten piec by wyglądał, przy którym bym stał, ten piec po prostu wyglądałby delikatnie jak krematorium. Co jest oczywiście nieprawdą, bo krematoria były budowane na wzór pieców chlebowych z 1800 na przykład 60 roku w Londynie, gdy były ciurkiem ustawione piece z takimi drzwiczkami. One po prostu były piekarnią na potrzeby ludności. Jak ktoś tego nie wie, to od razu Czyta to na zasadzie powierzchownej wiedzy, takimi jaskrawcami bym to nazywał, że wiesz co to jest holokaust, jak wygląda krematorium, co to jest chleb, co to jest sól. A tam jest cały wątek takich małych tematów, które nie zawsze do człowieka docierają podczas naszej podróży edukatywnej. Dlatego gdybym stał za tym piecem, po pierwsze parałbym się mąką, lepiąc ten chleb. Drugie, musiałbym dorzucać węgiel do, czyli mamy do czynienia z czernią i bielą. I cały czas w tej pracy bym pozostał, non-stop, tu gorąco, tam coś trzeba zrobić. Non-stop był przy wystawie, czyli to coś, co też by mnie, lekko mówiąc, fizycznie mocno związało. I powstaje pot, prawda? Zbierałbym go z czoła, tak jak prawie dzisiaj w sumie, Zbierałbym go do szklanki, w ten sposób podgrzewając tą wodę otrzymywałbym ten sól i ta sól właśnie byłaby do chleba na dzień dobry. To jest za mocne, ale moim zdaniem jest to na tyle dobry pomysł, żeby się doczekał w końcu realizacji. Ale tak jak mówię, tu trzeba wykształcenia, tu trzeba innego odbiorcy, może właśnie innego ministra. W tym momencie jest pan Zdrojewski, który myślę, że by się zgodził na to, bo to wtedy było za Ujazdowskiego.
[01:07:56.68 → 01:08:20.16] A: To jest bardzo rzeczywiście wielowymiarowy pomysł, bo on łączy ze sobą odniesienia do Holokaustu, ale jednocześnie wpisuje w nie coś niezwykle arcypolskiego, czyli tzw. gościnność polską, ale też za tym jest symbolika chrześcijańska.
[01:08:20.93 → 01:08:24.81] B: Inną współpracę przy tym takiej, której każdy Polak myślę, że wykonał w swojej życiu.
[01:08:24.81 → 01:08:28.95] A: Ale z drugiej strony jeszcze oczywiście za tym jest symbolika ofiary.
[01:08:30.65 → 01:08:38.61] B: Jest i którą musimy spożyć. Każdy z nas musi też dowiedzieć, że tak się to odbywało. To spożycie powoduje, że jedni przełknął, drudzy nie.
[01:08:39.69 → 01:09:14.40] A: Tak, bo to jest coś, co rzeczywiście może zmienić. Jeżeli sztuka tęce nie najbardziej, która zmienia moje widzenie świata, a to jest To, co Pan proponuje, w jakiś niezwykły sposób ukazuje rzeczy dobrze znane. Zestawia je ze sobą w nowej konfiguracji, która je inaczej oświetla. Tylko widać już wyraźnie, gdzie jest limit, gdzie jest granica, która może ograniczać naszą wyobraźnię.
[01:09:14.84 → 01:09:18.46] B: odbiorczość czy też współtowarzyszenie takim sztukom.
[01:09:18.68 → 01:09:27.54] A: No tak, że w sensie pańska idea napotkała na granicę w postaci ideologii, polityki.
[01:09:27.90 → 01:09:30.30] B: Polityki, tak. Czasami coś takiego się odbywa.
[01:09:32.12 → 01:10:23.71] A: Minister kultury z partii narodowo-prawicowej, narodowo-katolickiej nie może sobie oczywiście pozwolić na tego rodzaju akt, czyli Zazwyczaj się uważa, czy myśli, że to właśnie ograniczenia technologiczne, czy z drugiej strony rynkowe, ekonomiczne, to jest coś, co najbardziej nam limituje wyobraźnię. Natomiast jeszcze jest ten czynnik ideowy, bo nie chodzi tylko o polityków, tu chodzi też o polityce, o emanację jakichś przekonań, stereotypów, które są w społeczeństwie. To jest chyba jedyna rzecz, która może pańskie, absolutnie swobodne i nieograniczone myślenie zastopować. Nie obawia się pan tego troszkę?
[01:10:24.11 → 01:11:07.93] B: No nie, myślę, że jak nie w Polsce, gdzieś ten grunt się znajdzie, czas weryfikuje, a w międzyczasie można pracować nad tym, co zrobić, żeby sny zapisać. To jest chyba też jedna z ciekawszych propozycji na przyszłość, bo to nie jest czysty zapis obrazu, ale tam są wszystkie jakieś zmysły, czułostki i tym podobne z nas wynikające. Trzeba by taki inkubator do zmysłów czy zapisów już 7-8D stworzyć, ale jest to pewnie już badane, rozpatrywane.
[01:11:08.44 → 01:11:11.30] A: Chodzi o to, żebyśmy mogli śnić cudze sny?
[01:11:12.10 → 01:11:25.84] B: Nie, nie cudze. Wystarczy, żeby własne zapisać, to już jest duży sukces. Ale gdyby można było czyjeś przeżyć, to byłoby jakąś rewolucją.
[01:11:26.38 → 01:11:31.88] A: Skoro można byłoby je zapisać, to dlaczego nie powielić albo nie udostępnić innym?
[01:11:32.74 → 01:11:51.00] B: musiałaby być zgodność biologiczna dwóch osobników. Ten, który miał sen i ten drugi, który chce to odczytać, bo jeśli chemia zadana do organizmu byłaby niezgodna czy też inwazyjna, mogłoby doprowadzić do obowiekła.
[01:11:51.36 → 01:12:06.12] A: To jest jednak chyba praca jednego twórcy, jednego odbiorcy. Sen jest czymś zamkniętym w kole. wejść w cudze sny jednak na razie, może to się jednak uda.
[01:12:06.66 → 01:12:23.64] B: Warto o tym myśleć, bo nawet efekty połowiczne mogą być dla nas super zbawienne do innych rzeczy, do innych dyscyplin. A jak sięgamy gwiazd, których nie możemy dosięgnąć, to chyba to jest ta droga.
[01:12:25.18 → 01:12:29.98] A: Proszę Państwa, Robert Kuśmirowski, człowiek przyszłości, ja bym tak powiedział.
[01:12:30.71 → 01:12:31.63] B: niedalekiej przyszłości.
[01:12:33.13 → 01:13:01.09] A: Ja mogę tylko to skojarzyć z jednym wybitnym artystą, który tworzył równie chyba radykalne wizje, równie odważne wizje sztuki i przyszłości, to był Joseph Beuys. To był człowiek, który rzucił hasło, każdy jest artystą. Jestem naprawdę dumny i zaszczycony, że mogłem z panem porozmawiać Ja cieszę się, że
[01:13:01.09 → 01:13:22.20] B: trafiliśmy na taki temat, bo cały czas z ludźmi o tym rozmawiamy. To jest tylko w jakichś lekkich sekwencjach podawane. Myślę, że jakby mieć możliwość co tydzień o tym mówić, to by przeszło to też do czynów praktycznych, czyli nie tylko rozmowa, ale powoli byśmy się za to zabierali.
[01:13:22.35 → 01:13:32.56] A: Jakieś laboratorium przyszłości. Ja bym w ogóle oddał władzę artystom wizualnym, bo oni mają naprawdę wyobraźnię. życie może byłoby mniej nudne.
[01:13:34.42 → 01:13:40.10] B: Tylko władza jest rozliczana co miesiąc, księgowa ta sprawa, to nie to, to zabójstwo.
[01:13:40.56 → 01:13:53.40] A: No ale przynajmniej rząd dłuż, rząd dłuż, czyli chodzi o to, żebyście wypełniali, żebyście kształtowali świadomość, tak, jakby pomagali ludziom, wyzwolić ich wyobraźnię.
[01:13:53.64 → 01:14:21.28] B: Jest to szczęśliwe, że od jakichś kilku, kilkunastu, może nie, może kilku lat jesteśmy blisko tutaj władzy, przynajmniej w Lublinie, czy mniej lub bardziej, ale niektóre projekty się realizują i władza miejska, czy też bym powiedział ta najwyższa, jest chyba w najlepszej komunikatywie od lat, co w niektórych przypadkach widać i słychać na odległość.
[01:14:22.42 → 01:14:31.44] A: Tak, to na koniec taki mały akcent. Posłodził pan władzy.
[01:14:32.50 → 01:14:37.14] B: Dobrze, bo naprawdę bez nich też naprawdę kilku projektów by się nie dało zrobić.
[01:14:37.92 → 01:14:56.88] A: Proszę Państwa, jeszcze raz Robert Kuśmirowski, a właściwie jego na dzisiaj specjalnie przygotowana kopia, imitacja. Na co dzień oryginał można spotkać na ulicach Lublina oraz na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu. Bardzo dziękuję za rozmowę.
[01:14:56.92 → 01:15:00.32] B: Ja również dziękuję za przybycie i za ciekawy ciąg pytań.
[01:15:00.92 → 01:15:20.23] A: Dziękuję bardzo. Dobrego wieczoru. Dobrego wieczoru i zapraszam na kolejne spotkanie. Będziemy rozmawiali również o sztukach wizualnych ze Zbigniewem Liberą. Także zajmiemy się również snuciem utopijnych Dobrej nocy.

Robert Kuśmirowski. Bitwa o kulturę. #przyszłość

BITWA O KULTURĘ

105 lat temu dwaj włoscy twórcy: poeta Filippo Tommaso Marinetti i malarz Umberto Boccioni ogłosili w paryskim dzienniku Le Figaro „Manifest futuryzmu”, który dał początek jednemu z najważniejszych prądów intelektualnych i artystycznych początku XX wieku. Zafascynowani rozwojem cywilizacyjnym futuryści zerwali z przeszłością i tradycją i zwrócili się w stronę przyszłości, w której dostrzegli nową szansę dla rozwoju człowieka i sztuki. Czy dzisiaj sztuki wizualne mają podobną odwagę kreślenia utopijnych wizji przyszłości? Na ile wyznaczają nowe drogi myślenia, a na ile są przywiązane do dawnych form?

Kim będą artyści przyszłości: dostarczycielami oryginalnych i cennych przedmiotów, zaspokajających snobizm kolekcjonerów czy architektami umysłów, którzy za pomocą sztuki będą kształtować społeczną świadomość? Kreatorami nowych światów czy zręcznymi imitatorami rzeczywistości?

Gościem wieczoru będzie Robert Kuśmirowski, artysta wizualny i performer, absolwent Instytutu Sztuk Pięknych UMCS w Lublinie. Przez krytyków nazywany „geniuszem atrapy”, „genialnym imitatorem”, „fałszerzem i manipulatorem rzeczywistości”. Jego prace są doskonałymi imitacjami rzeczywistych lub wyobrażonych przedmiotów, obiektów, dokumentów, wnętrz. Kuśmirowski skopiował m.in. cmentarz, wiejską studnię, stację kolejową z wagonem towarowym naturalnej wielkości, pracownię artysty z czasów PRL oraz pijalnię wód z dawnych lat.

Wróć