Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:02.07 → 00:41.61] A: Panie, panowie, dobry wieczór. Pewnie nie po raz pierwszy w tym teatrze, bo to przypomnijmy, przez kilkadziesiąt lat było także kino. Pewnie nie po raz pierwszy, więc w tej sali można było zobaczyć fragment Ziemi Obiecanej. Pewnie też nie po raz pierwszy i państwo, i nasza publiczność, która ogląda nas gdzieś w świecie, film ten oglądali. No bo to jest film, do którego się wraca. Panie, panowie, witam bardzo serdecznie w Teatrze Starym w Lublinie na spotkaniu związanym, poświęconym Ziemi Obiecanej.
[00:41.79 → 03:04.58] B: Grażyna Lutosławska i Łukasz Maciejewski. Dobry wieczór, witam państwa również bardzo serdecznie. Przypominam, że jest to ostatnie z wydarzeń. Nowe inicjatywy już festiwalu, ale wydaje mi się, że najlepsze przed nami dopiero w kolejnych edycjach, przestrzenie inspiracji, czyli festiwal, który chciałby dostrzec, dowartościować, docenić i pokazać światu. tych artystów, wielkich artystów kina, którzy odpowiadają za to, czym jest esencja sztuki filmowej, czyli wizualność, czyli świat plastyki. Kostiumografów, scenografów, fotosistów, dekoratorów wnętrz. Jestem bardzo szczęśliwy, że zostałem zaproszony do tej inicjatywy pani Katarzynę Kubackiej, dyrektora i producenta festiwalu, Kasiu. Za chwilę dołączy do nas w innej roli, ale ambasadorem festiwalu jest jeden z najwybitniejszych polskich aktorów, reżyserów, dyrektor Teatru Polskiego Andrzej Seweryn. Drodzy Państwo, dzisiaj po wielu wydarzeniach, które miały miejsce W ciągu niesłychanie intensywnych trzech dni wręczaliśmy nagrodę pani Albinie Barańskiej, w której imieniu tę nagrodę odbierał Andrzej Barański. Przyjechała Maja Komorowska. Wczoraj była z nami. Byliśmy w Gardzienicach. Młodzi przyszli, być może artyści kina, uczyli się na czym polega sztuka filmowa i wizualność plastyka. Jan Frycz przyjechał oczywiście, no i nie chciałbym nikogo pominąć, Jacek Petrycki, no i mnóstwo wybitni artyści, którzy już za chwilę na scenie. Pozwólcie państwo, że ich zaproszę. Niestety oglądanie fragmentów Ziemi Obiecanej to również smutek wynikające z tego, że wielu artystów Już nie ma, ale cieszmy się z tych wspaniałych, którzy są z nami i zechcieli przyjechać. Autorka znakomitych kostiumów do tego filmu. Każdy, kto zna Ziemię Obiecaną od razu widzi te barwy, te kostiumy, te postaci. Pani Barbara Ptak. Zapraszamy Pani Barbaro, zapraszamy.
[03:08.96 → 03:33.24] A: Jest z nami także, zapraszamy bardzo serdecznie na scenę, autorka fotosów Renata Pajchel. Będą one nam zresztą towarzyszyć przez całe spotkanie. Bardzo prosimy. Fotosy do Ziemi Obiecanej to oczywiście, podobnie jak w przypadku kostiumów, jedynie część działalności naszych gości.
[03:33.94 → 03:50.73] B: Pani Renato, droga, jeśli można, dość z środka. Wspaniali artyści w centrum, prowadzący na krawędziach. Tak się ustawiliśmy. Tak, tak. Scenograf filmu, jeden z najwybitniejszych polskich scenografów, Andrzej Haliński.
[03:51.67 → 03:54.67] C: I
[03:57.53 → 04:31.10] A: nie tylko twarz tego festiwalu, ale także znakomity odtwórca roli Maxa Bauma, Andrzej Saweryn. Mamy do państwa tylko taką prośbę, żebyśmy pozostali na miejscach wyznaczonych nam przez kolegów za kamerą. Przesunięcie krzeseł grozi utratę kontaktu z naszą publicznością internetową.
[04:31.48 → 04:35.00] B: Internetową podkreślam, bo jesteśmy również na żywo w internecie.
[04:36.38 → 06:00.62] A: Panie, panowie, festiwal, który dziś dobiega końca, to ostatni akord tego wydarzenia, nosi tytuł Przestrzenie Inspiracji. Pomyśleliśmy sobie, że może o inspiracjach przede wszystkim w takim razie porozmawiamy. Bo to jest tak, że od 40 lat nie ma osoby, która kończy oglądanie Ziemi Obiecanej i nie twierdzę, że zaraz następnego dnia staje się innym człowiekiem, ale zachodzą zmiany w sercu, w duszy, w głowie. Nie pozostają obojętni na ten film widzowie właściwie niemal na całym świecie. Przypomnijmy także nazwiska wybitnych reżyserów światowych, którzy przyznają się do inspiracji tym filmem. A państwo? A ci, dzięki którym my możemy doznawać wzruszeń, wrażeń. A państwa inspiracje? Może spróbujemy z Łukaszem dziś państwa trochę o to wypytać. Jeśli państwo pozwolą, to chciałabym jednak zacząć od samego tekstu. Bo pewnie, znaczy nie sądzę, żeby wszyscy Państwo namiętnie i do poduszki czytali Ziemię Obiecaną. Ciekawa jestem, czy kontakt z Ziemią Obiecaną, z tekstem książki był tym pierwszym kontaktem, czy też z odmiennym jednak scenariuszem Andrzeja Wajdy. Bardzo proszę. Pierwsza deklaracja już padła, prosimy tylko, żeby padła też do mikrofonu.
[06:02.89 → 08:51.96] C: Chodzi o kontakt nasz pierwszy z Ziemią Obiecaną. Więc ja, jeżeli chodzi o pierwszy kontakt, to był całkowicie pierwszy, znaczy pierwszy raz przeczytałam Ziemię Obiecaną, razy trzy, bo to trudna książka i żeby po prostu Raymonda prześwietlić na zewnątrz i jeszcze pomyśleć sobie, jak on by zobaczył ten nasz film, bo tu o film chodzi ciągle. Także to było bardzo trudne dla mnie. Wydawało mi się nawet, że nie wiem, czy ja podejmę tą pracę, bo tego jest strasznie dużo i w mojej wyobraźni te postacie ożywały właśnie przy pomocy kostiumów. Nie dlatego, że akurat ja je robię, tylko dlatego, że kostium powoduje jakiś upływ czasu w samym tworzeniu filmu, prawda? I to można uzyskać. Więc ile tej pracy przede mną, no ale jednak w końcu jakoś dałam się przekonać wewnętrznie i mieliśmy kilka spotkań z reżyserem. Andrzej Wajda nie wypowiadał się, jakby to mogło być, znaczy się tak wypowiadał, że zdecydował wszystko na mnie, no wiesz, no jak ty tam pomyślisz, jak tam coś, to będziemy rozmawiać. Czyli jest odwrotna sytuacja, reżyser będzie mi Mówił, czy tak zwykle jest, prawda, że coś powie o jakiejś wizji, tylko tak ostrożnie, szalenie ostrożnie, tak jakby liczył na mnie, co jest jeszcze trudniejsze dla mnie, dlatego że ja muszę tą wizję swoją własną, ziemi obiecanej i cudownych trzech panów, którzy w tym występują, tak zobaczyć, żeby po prostu, bo dla mnie to jest dalszy ciąg powieści, tylko narysowany w obrazach, prawda, tak ja pojmuję film. I to jest bardzo ważne, jak daleko my odejdziemy od powieści. I jeszcze wielka niespodzianka, jak daleko aktorzy wpiszą się właśnie w tę powieść. Tego nikt z nas nie wie, bo to dopiero jest przed nami. Ale są to jednak takie tematy, które ja muszę wziąć pod uwagę, myśląc o tym filmie, czytając tę książkę kilkakrotnie, i czekam takiego momentu, że mi to wypłynie jakoś, co jest najważniejsze. No i wtedy dopiero przy pomocy tak zwanej tyki obiektu, co jest to wszyscy będący tutaj wiedzą, co to znaczy, to są po prostu sceny poszczególne całego kina, zobaczyć to towarzystwo i ubiegający czas, bo jest tyle ciekawych rzeczy w ziemi obiecanych, że nasi bohaterowie naprawdę mieli o czym myśleć, a my jako oprawa plastyczna, też mielibyśmy o czym myśleć i mieliśmy o czym myśleć. Dziękuję.
[08:52.94 → 09:00.20] A: Max Baum się pojawił w książce, obraz po przeczytaniu książki, czy dopiero scenariusze?
[09:00.82 → 10:52.16] D: Ja najpierw zostałem obdarzony tym obowiązkiem, żeby zagrać rolę. Potem dopiero zapoznałem się z tekstem powieści. Jeśli chodzi o scenariusz, bo pani właśnie wspomniała, właśnie wypowiedziała pani słowo scenariusz, co w przypadku, ja nie wiem jak jest dzisiaj, ale wtedy to było pojęcie względne. Co chcę przez to powiedzieć? Kiedy pojechałem do Francji w osiemdziesiątym pierwszym osiemdziesiątym roku i zacząłem pracować we Francji i między innymi kręcić filmy, to spotkałem ludzi, którzy już przed rozpoczęciem filmu wszystko o tym filmie wiedzieli, mieli narysowane kadry, opisane często gesty aktorów i tak dalej. No po prostu wszystko wymyślone, pomyślane. Ja z czymś takim nie miałem przedtem do czynienia. Grałem nie tylko w filmach Andrzeja Wajdy w Polsce, ale z innymi reżyserami to też była w dużym stopniu praca na planie. Ale u Andrzeja to było tak, że scenariusz był tylko taką inspiracją. Właściwie Andrzej to troszkę tak jak Basia mówi, że wypuszczał wszystkich swoich współpracowników, a potem dopiero wybierał, decydował i tak dalej. Otóż ja któregoś dnia nie mogłem przyjechać na zdjęcie, no bo grałem w Warszawie w Teatrze Ateneum, no to moje teksty zostały przez kogo innego zabrane Już nie powiem, która scena, nie powiem jaka osoba, ale no tak się stało.
[10:52.20 → 10:52.92] B: Ale trochę żal.
[10:53.34 → 11:56.05] D: Trochę żal, tak. Dlatego, że później ja czytałem powieść w dużym stopniu pod kątem postaci oczywiście, bo to nie dało się, już nie można było obiektywizować, ale po latach miałem przyjemność. Pan prezydent Kropiwnicki organizował taką, jakąś tam wspomnienie o Ziemi Obiecanej, nie pamiętam co to było. I w Pałacu Poznańskich miałem przyjemność przeczytać pewne fragmenty publicznie Ziemi Obiecanej. No więc wydaje mi się, że opisy Łodzi czy opis pogrzebu to są pogrzebu Millera, tak? Dobrze? Nie, nie Millera, nie, no. Bucholca. To są sceny godne największych literatur moim zdaniem na świecie.
[11:57.25 → 13:10.19] B: Dosłownie parę godzin temu, dwie godziny temu miałem przyjemność w doborowym towarzystwie oglądać dokument siedzącego wśród nas pana Krzysztofa Korwin-Piotrowskiego. Dokument poświęcony pani Barbarze Ptak. Przypominam, że to nie tylko Ziemia Obiecana, ale i Nóż w wodzie, i Faraon, i Noce i Dnie, i najsłynniejsze filmy Kuca, więc naprawdę legenda polskiego kina. I tam Andrzej Wajda właśnie wspominał, że w tym filmie, że on pani zawierzył, że to była pani działka, a pani też bardzo dużo czerpała w relacji z aktorami. To jest pytanie otwarte również do pana Andrzeja Pani Renaty, wszystko jak teraz opowiadacie, że scenariusz był pretekstowy, że powieść przeczytaliście tam przy okazji, a my oglądamy arcydzieło bezwzględne. Wszystkie kanony polskiego kina, jeżeli mamy historię polskiego kina, to jest pierwsza piątka co najmniej. Czy wy mieliście, bo to była też ogromna produkcja, nie wiem ile tych tysięcy kostiumów musiało powstać, ale to pewnie na pewno szło w tysiące. Nie?
[13:11.87 → 14:07.66] C: Jeżeli to pana interesuje, to jakieś 600 było takich pierwszoplanowych, jak my to w filmie nazywamy. Później był drugi plan i trzeci plan. Z tym, że od razu powiem, wszystko w tym filmie jest zaprojektowane. Nie ma mowy i nie było mowy o tym, żeby cokolwiek się przycisnęło z jakichś magazynów. Taka jest moja w ogóle metoda tworzenia. Więc na wszystko były projekty, więc te sześćce to były takie pierwszoplanowe, a potem były drugoplanowe, prawda? Ci robotnicy i tak dalej. Wszystko, co tam się pokazuje w tym filmie od strony kostiumowej, wszystko było narysowane, zaprojektowane, uszyte, spatynowane, co jest niezmiernie ważne było w tym filmie. Także jeżeli pan pyta, to no jakieś 800 do 1000 taka, ale myślę, że nie więcej.
[14:07.88 → 14:22.22] B: Bardzo mało, tak, rzeczywiście. To drobnostka, rzeczywiście. Moja szafa ma więcej. Pani Renato, pani Andrzeju, czy czuliście, że powstaje arcydzieło? Czy to się czuło, kiedy ten film się rodził? Powiedzcie coś o tym.
[14:22.32 → 14:23.78] E: Wydaje mi się, że się czuło.
[14:23.82 → 14:25.00] B: Do mikrofonu, pani Renato.
[14:25.78 → 15:18.26] E: Wydawało mi się, że się czuło i taka była w tym filmie ogromna energia. Takie miałam wrażenie. Miałam również wrażenie, że powstaje jakby na żywo jakby nowoczesny przekaz Ziemi Obiecanej, że chłopcy, no w końcu to były chyba najlepsze lata naszego życia. Nie zapomnę, jak żeście się zbierali wieczorami, opowiadaliście sobie życiorysy postaci, wszystkie powiązania. To była jakby nauka nowej ziemi obiecanej. To był oczywiście Reymont, tylko jakby zobaczony w bardzo nowoczesny sposób.
[15:21.08 → 18:28.98] C: Ja może dodam, bo ty wspomniałaś, żeśmy się spotykali. Tak, to była praca niezwykła dla nas, dla wszystkich. Bez wyjątku. Wszystkie osoby, które pracowały, miały jakąś siłę w sobie. Ale ja uważam, że ta siła to jest ta emanacja Andrzeja Wajdy, który ma niesamowity fluidy w sobie i jak gdyby czaruje nas wszystkich dokładnie z aktorami i z realizatorami. Wszyscy mamy poczucie, że pracujemy dla niego wcale nie dla siebie i chcemy jak najlepiej. Ja nie wiem, to ja tyle tych filmów zrobiłam, ale coś takiego, takie uczucie mnie osobiście towarzyszyło od pierwszego spotkania do ostatnich dni zdjęciowych. I teraz wspominasz właśnie o tym. Tak jest. Wszyscy jakby byli lekko zaczarowani, nawet o tym nie wiedzieli i dlatego ta praca tak cudownie szła i pracowaliśmy właściwie 12 godzin, ponieważ dziewiątą godzinę, to była taka godzina dziewiąta o wieczorem, gdzie Andrzej w hotelu prosił nas wszystkich, my zupełnie zmęczeni, najwyżej jakaś kąpiel czy coś w tym rodzaju, bo idziemy na spotkanie z panem reżyserem. I to spotkanie było niezwykle owocne, ponieważ tam i aktorzy, jak mogli, to brali udział. Realizatorzy i się codziennie wieczorem, to dosyć długo trwało, omawiało przyszłe sceny. To tylko jedyny film w moim jakimś spotkaniu z filmami był taki, że reżyser był niezniszczalny i po prostu w jakimś sensie zmuszał nas wieczorem, że my wiemy, że o dziewiątej godzinie, to właśnie co powiedziałaś, musimy się znowu spotkać, żeby się przygotować na poranne zdjęcia, żeby nie tracić tego czasu. To jest jedna rzecz, a druga rzecz, że nie wspomnę o tym Andrzeju, że były dwie właściwie ekipy i reżyserów, Andrzej Kotkowski i jak to wyglądało, jak to jest możliwe w ogóle, prawda, w wyobraźni państwa, że my kręcimy na dwie ekipy. Tak, kręciliśmy, jedna kręciła inny obiekt, ta pierwsza kręciła ten obiekt, a Andrzej tylko wsiadał w samochód i tak jeździł tu, tu, tu trochę, tu trochę i tu trochę. Także to był niezwykły film, bo ogromną ilość tych scen i myśmy go w stosunkowo krótkim czasie nakręcili, już nie mówię o późniejszych sprawach. Także ten film miał zupełnie inne kryteria od samego początku. Ja go doskonale pamiętam, już nie chcę tutaj powtarzać się, że to cudowny film, bo jest rzeczywiście cudowny i spełnił te moje osobiście plastyczne wszystkie życzenia. Andrzej się bardzo cieszył z każdego kostiumu do ostatniego dnia. Pytał, czy nie masz tam jeszcze coś w zapasie? Nie, już nie miałam, już nie miałam. Już wszystko, co miałam, wszystko dałam. Ale po prostu, dlaczego o tym mówię? Dlatego, że taka atmosfera była tworzenia od pierwszego do ostatniego dnia. Tak? Zgadza się?
[18:28.98 → 19:12.50] A: Pani zresztą często pytano o to, która z realizacji praca, przy którym filmie sprawiała pani największą przyjemność, Właśnie Ziemię Obiecaną. Nawet nie noce i dnie, gdzie ponad trzy tysiące kostiumów Pani zaprojektowała, a właśnie Ziemię Obiecaną. Kiedy tak słucham Państwa, to myślę sobie, że wprawdzie nie używają Państwo tego słowa, od którego myśmy zaczęli, czyli inspiracja, ale gdyby nawet Ziemia Obiecana nie była arcydziełem, to i tak należałoby od niej rozpocząć festiwal związany ze słowem inspiracje, bo to, co Państwo mówią, to jest właściwie jedna wielka inspiracja. Nie było scenariusza, było inspirowanie się poszczególnymi sytuacjami. Nie było planu...
[19:12.50 → 19:14.88] C: Scenariusz był, był, tylko może zmiennie.
[19:14.90 → 19:18.04] D: Scenariusz był w tym sensie, że... Była praca.
[19:18.80 → 19:19.90] F: To był nofis.
[19:20.76 → 19:30.26] E: Pamiętacie, że Wajda chodził w takiej kurteczce, a w kieszeni kurteczki, z kieszeni kurteczki sterczała mu ziemia obiecana Reymonta.
[19:30.52 → 19:33.18] D: Tak, tak. Andrzeju, zdaje się, że miałaś ochotę.
[19:33.69 → 21:26.47] F: Nie no ja po pierwsze chciałem się usprawiedliwić, że ja tutaj w ogóle jestem, dlatego że tylko istnienie chyba tych dwóch ekip zdjęciowych pozwala mi zastąpić no niestety już nieżyjącego głównego scenografa tego filmu, czyli pana Tadeusza Kosarewicza, któremu się należą z tego miejsca wielkie podziękowania. dobrał sobie dwa młode wilczki i je wypuścił w przestrzeń. Ja natomiast miałem jeszcze, wracając do scenariusza, ja wyszedłem z zupełnie innej szkoły, bo przedtem byłem przez prawie dwa lata w stajni pana Wojciecha Hasa, sanatorium pod Klepsydrą. To był film napisany tak precyzyjnie, że nawet operator nie mógł ułożyć troszkę dłuższą jazdę, czy też zmienić obiektywu bez pozwolenia reżysera, bo to wszystko było opisane dokładnie w scenariuszu. Pan Haas pisał 6-7 lat scenariusz. Przepraszam. I nagle znalazłem się w filmie, w którym od razu na początku Andrzej powiedział, to jest tylko taki brudnopis, nie traktujcie tego poważnie. Czasami były wycinane z książki nawet takie fragmenty, trzy linijki, oto na jutro. A to, przepraszam, jest XIX wiek, my jesteśmy w środku współczesnego miasta i na jutro przygotować ulicę ze szyldami, ze sklepami, z pojazdami, no nie jest takie proste. Także myśmy w ogóle nie spali. Już nawet po tych spotkaniach, po tym wszystkim, myśmy wyruszali do pracy gdzieś tak o 3-4 rano. Ja w ogóle nie wiem, w jaki sposób to przeżyliśmy. Chyba dlatego, że byliśmy w trochę innym wieku. Przeżyliśmy.
[21:26.67 → 21:31.33] A: Fabrykę trzeba było wybudować. W końcu to pan wybudował fabrykę Borowieckiego.
[21:31.37 → 21:56.08] F: Andrzej miał to dość fantastyczne, że ufał. Tak jak Barbarze we wszystkim ufał. Nie, ja się zapytałem, czy on chce zobaczyć może szkicę tej fabryki, która była dość potężną dekoracją. A on powiedział, a po co? Przecież jesteś architektem, no to co? Nie umiesz fabryki zbudować? No to zbudowałem, tak jak uważałem, a potem spłonęła.
[21:56.54 → 22:04.44] B: To może zobaczmy właśnie, wychodząc naprzeciw pana zamówieniu, fragment pożaru fabryki, fragment z filmu.
[22:05.93 → 22:07.99] A: Czy do końca udało się zapanować nad żywiołem?
[22:08.89 → 22:47.82] D: No właśnie, właśnie tak obserwując, obserwując tę scenę, po pierwsze uważam, że to nie jest scena pożaru, tylko to jest scena śmierci Starego Borowieckiego. Znaczy takie mam poczucie, że Andrzej nie robił tego po to wyłącznie, żeby zaimponować widzom, widzowi, że umie pożar zrobić. Proszę zwrócić uwagę, że tam się odgrywają różne dramaty, zmieniają się relacje między ludźmi. To mnie, to mnie w tej chwili uderza. Ale muszę powiedzieć, że powiedziałem przed chwilą Andrzejowi, że rzeczywiście byliśmy młodsi, bo ja bym dzisiaj tam nie wbiegł, bo ja naprawdę tam wbiegłem. Max tam wbiega i wbiegłem do tego pożaru.
[22:54.20 → 22:55.82] A: Inspirację młodością.
[22:56.22 → 23:42.78] F: Znaczy dodatkowym utrudnieniem, bo to jest wspaniale zmontowane, to wygląda jakby to trwało i trwało i trwało, a tymczasem ta dekoracja, no pirotechnicy chcieli się też wykazać, spłonęła tak nagle, że byśmy ledwo, były uruchomione 3 czy 4 kamery i one nie nadążyły za akcją, także finał tej całej zabawy Musieliśmy dokręcić już w ogóle innego dnia, w zupełnie innej spalonej fabryce, autentycznej spalonej fabryce, tam kiedy pojmują Walczewskiego jako podpalacza, to to już jest nakręcone gdzie indziej, dlatego że z naszej nie zostało nic, po prostu. Stare leżące okna, to były jedyne.
[23:43.08 → 24:04.46] D: A jeszcze a propos tych czterech kamer, ja pamiętam, że kiedy kręciliśmy tę scenę, ja po prostu szukałem gdzie jest jakakolwiek kamera i biegłem do kamery i mówiłem I choć na mnie, czy coś tam, czy wbiegałem w oś kamery, w obraz kamery, bo z tego powodu, nie po to, żeby tam nas sfilmowano, tylko żeby materiał sfilmowano w te kilka minut.
[24:04.80 → 24:11.78] F: No i straszliwie było gorąco. Myśmy byli poparzeni, pomimo, że noc była tak zimna, a czekaliśmy, aż będzie ciemno,
[24:12.34 → 24:14.96] D: także... Były bardzo krótkie zdjęcia w tym dniu. Tak.
[24:15.36 → 24:20.10] F: Ekipa się rozgrzewała kilka godzin i później może trochę utrudniło to zdjęcia.
[24:21.25 → 24:24.83] D: To jest naturalne, że ekipa się rozgrzewa, kiedy jest zimno.
[24:24.99 → 24:55.61] B: Różnymi sposobami. Nie zawsze to musi być ogień, ale może być ogień. Zresztą też padło hasło, że było dwa piony realizacyjne równolegle. To wspomnijmy, że również rzecz dotyczyła operatorów. Był Witold Sobociński i Edward Kłosiński. I Dybowski jeszcze. Andrzeju, ja chciałem ciebie zapytać, ponieważ No oczywiście ty wielokrotnie pracowałeś z Andrzejem Wajdą, to jedno z najważniejszych nazwisk na twojej drodze filmowej.
[24:55.89 → 24:56.87] D: Później, potem pierwszy.
[24:57.07 → 25:47.52] B: Tak, ale i potem i dyrygent, i pan Tadeusz, i Zemsta, no długo by wymieniać, ale chciałem zapytać, czy podczas twoich bardzo licznych i niedostatecznie, przyznajmy, znanych doświadczeń filmowych, i teatralnych we Francji zwłaszcza, ale w ogóle w kinie europejskim, bo przecież tych filmów masz kilkanaście na koncie, co najmniej. Czy ten tytuł był istotny? Czy on jest rozpoznawalny również na świecie? Bo dla nas to jest pomnik, ale wydawałoby się, że jednak Wajda na świecie to jest przede wszystkim człowiek z marmuru, Człowiek z żelaza, że ten dyptyk jest jakby takim... No a dla koneserów powiedzmy Panny z Wilka też, dla miłośników takiego bardzo wyrafinowanego kina. Ale czy Ziemia Obiecana jest również takim tytułem, który automatycznie kojarzy się na świecie z Andrzejem Wajdą?
[25:47.70 → 27:11.42] D: Wydaje mi się, że na świecie... Wiesz Łukaszu, jeśli chodzi o uogólnienia, to staram się już w tej chwili, żeby je wyeliminować. Natomiast na pewno we Francji, na pewno w latach 80-tych, na pewno wśród tych ludzi teatru, kina czy życia publicznego, na pewno Ziemia Obiecana była bardzo znanym filmem rozpoznawalnym i docenianym. Muszę przyznać, że ta kwestia antysemityzmu niektórych fragmentów tego filmu mnie bardzo zawsze zasmucała, ale ja we Francji, gdzie ludzie są bardzo wrażliwi na tym punkcie, tego tak bardzo nie odczułem. Na przykład rozmawiałem z z byłym trockistą, byłym skarbnikiem trockistowskiej partii, który mówił o tym, że to jest film fałszujący historię Żydów, ponieważ nie ma tam przedstawicieli Bundu. No więc wiesz, na tej zasadzie to jest paranoja. Natomiast Nie, kiedy mówiło się o Wajdzie w tamtych latach, w latach 80-tych, kiedy ja byłem we Francji, mówiło się spontanicznie o Ziemi Obiecanej, bardzo podziwiając ten film.
[27:11.62 → 27:19.70] B: Zresztą Martin Scorsese umieścił właśnie ten film Wajdy pośród innych, bo też tam jest Popio i Diament na liście piętnastu największych arcydzieł polskiego kina.
[27:19.94 → 27:23.58] D: Bergman w pierwszej dziesiątce umieścił Dyrygenta.
[27:24.38 → 28:16.42] A: Nawet nie tylko umieszczanie, ale gangi Nowego Jorku mają wręcz sekwencję, która wprost nawiązuje do sekwencji z Ziemi Obiecanej i reżyser się do tego przyznaje. Tak, zdecydowanie tak. Tak się zastanawiam, zerkając przez prawe ramię na zdjęcia, bo rozumiem, że trzeba było szybko filmować płonącą dekorację, bo to w końcu nie mury, tylko styropian przede wszystkim, ale jak zdjęcia? No przecież pewnych sytuacji nie można było ustawić. Wszyscy państwo pewnie znakomicie wiedzą, że nasz gość wprowadził do nową metodę robienia zdjęć. To już nie było takie teatralne ustawianie przede wszystkim. Ale właściwie taka praca reporterska to chyba po Paryżu przede wszystkim, wpływ Paryża.
[28:16.42 → 28:17.98] E: Po prostu też biegała.
[28:18.00 → 28:19.84] A: Ale ten bieg musiał tam być bez przerwy.
[28:20.16 → 28:24.96] E: No ale to biegałam za kamerami, patrzyłam gdzie kto jest, który z aktorów.
[28:25.20 → 28:56.29] A: Zastanawiam się po prostu jak się przygotować, jak się poprzedniego dnia przygotować do robienia fotosów, zdjęć dnia następnego, skoro nie ma precyzyjnego scenariusza. Skoro wszystko ustalane jest właściwie na bieżąco, to jak, jakże, bo zdjęcia Państwo widzą. To są tego rodzaju fotosy, po których rozpoznaje się film, a to najwyższy komplement dla, dla fotosu, prawda? Widzisz zdjęcie, masz przed oczy, ma cały film. I takie są właśnie fotosy do ziemi obiecane. Więc jak się przygotować?
[28:57.21 → 28:59.35] E: Wydaje mi się, że nie można się przygotować.
[28:59.35 → 29:01.57] F: Biorąc aparaty ze sobą, no.
[29:01.90 → 30:37.74] E: I pamiętać, żeby w aparacie była taśma. Ale to żarty oczywiście. Natomiast nie, przygotować się nie można, dlatego że to, co nawet czytając precyzyjny scenariusz, jest się w stanie sobie wymyślić, że na przykład o tutaj jest ten moment, gdzie warto byłoby. Jest tak opisany, że jest to obraz, powinno tu być zrobione. ale życie niesie zupełnie inne zaskoczenia i czasem to wymyślone jest w ogóle nie do sfotografowania. A coś, co się zdarza obok jest. Na przykład przynajmniej wyobrażamy sobie, że przy jakimś dialogu wartołoby zrobić fotos, a scena jest zrobiona kontrplanowo i właściwie Ja mogę sfotografować tylko dwa zbliżenia, czyli muszę gdzieś coś kombinować, że może odejść, a może wymyśleć, żeby byli razem. Bo po prostu w momencie, można zrobić oczywiście cały szereg portretów lepszych, gorszych, ale kwintesencją jest relacja między ludźmi, a nie pojedyncze jakby portrety. Te też, ale w mniejszym stopniu. A tak naprawdę to się biega za kamerą i no coś się kombinuje, no gdzie coś. Czasami się kogoś złapie i przez sekundę przytrzyma. Wojtka, tak pszeniaka przytrzymałam przy pożarze. Po prostu go trzymałam.
[30:39.04 → 31:00.50] A: A czy zdarzały się takie sytuacje, choć tutaj nie wiem, czy było dużo zdjęć ustawionych raczej, chyba nie, ale czy zdarzały się takie sytuacje, jakie Zdarzyły się na przykład przypomnach z Wilka, gdzie Andrzej Wajda, zobaczywszy jak Pani ustawia do zdjęcia, kazał nakręcić tę scenę jeszcze raz.
[31:01.72 → 32:02.04] E: Tu nie, tu się nigdy to nie zdarzyło w ziemi. Czasami się to zdarza w jakimś drobnym szczególe, że coś tam, jeśli już robiło się te fotosy po scenie, To nie polega na tym, że z jakiś tam przyczyn, ale niestety pracowaliśmy wtedy na tak głośnym sprzęcie fotograficznym, że po prostu już nie mówię, że przeszkadzałam aktorom, ale przede wszystkim dźwiękowcom. W związku z tym nie można było robić w trakcie, a przy takim filmie jak Ziemia Obiecana próby też właściwie nie za bardzo istniały. A w każdym razie były zarysy prób, ale nie do końca. W związku z tym musiałam to ustawić później i czasem jakiś tam szczegół czy coś, no nie wiem, może coś wymyśliłam inaczej.
[32:03.14 → 32:08.04] A: Te inspiracje idą w różne strony, to nie jest takie do końca oczywiste, w którą.
[32:09.05 → 34:28.20] F: Proszę łaskawie pamiętać, że kontynuując to, co powiedziała Renata, że wtedy tzw. stosunek taśmy i również pomimo tego, że ten film był już na samym wstępie doceniany przez tzw. władzę ówczesną, to jednak obowiązywał rygor 1 do 3. To znaczy, że można było maksymalnie zrobić 3 duble, co przy ogromnych scenach, nie wiem, pożaru, teatru, gdzie mieliśmy... pogrzebu. Nieprawdopodobnie mało. Teraz się robi głównie na cyfrowych nośnikach i można sobie robić dowolną ilość. Więc ta precyzja musiała być o tyle dziesięciokrotnie czy więcej, nawet większa niż w dzisiejszych czasach. Ja chciałem się tylko jedno troszeczkę pożalić. Widziałem troszkę, dwie godziny temu, po raz pierwszy film o Andrzeju Wajdzie i takie wywiady z nim i tak dalej. I on, co mnie zaskoczyło, też uległ takiej pewnej presji recenzentów, ponieważ wielokrotnie to, co nas bardzo bolało, i Barbarę, i mnie, było tak, że no co, no pojechał sobie Pan Wajda, wtedy Łódź była niezmieniona, zrobił sobie ziemię obiecaną, teraz to byłoby dopiero trudno zmienić. To oznacza, że co, a to były puste pałace, zrujnowane, fabryki były wymalowane w jakichś idiotycznych kolorach, także wszystkie te obiekty były adaptowane i to w porozumieniu z Basią, bo inaczej byśmy wylądowali tak, jak nam się raz zdarzyło w Królowej Bonie, gdzie miałem przyjemność współpracować z Barbarą i w jednej z komnat ogromnych wawelskich nagle weszła pani Aleksandra Śląska, tak jakby się ściana ruszała po prostu bez naszego porozumienia. Ja obiłem ściany tą samą tkaniną, z której Barbara uszyła suknię, więc jakby twarz pani Aleksandry przesuwała się w sposób magiczny tak na tle.
[34:30.37 → 37:11.03] D: Ja chciałem, jeszcze dwa drobiazgi. Pierwszy dotyczący tej taśmy. Otóż to była, to była prawdziwa presja również na, na nas, aktorach. Pomyłki tekstowe to były dzisiaj, to jest żadna sprawa, ale to wtedy to pamiętam, to przecież nawet doszło do wielkiego konfliktu, o którym mi opowiadał Andrzej Wajda z Jankiem Nowickim, prawda, różne takie rzeczy. Ale producentem Andrzeja była, Basia Ślesicka. I Basia Ślesicka jak przyjeżdża, przyjeżdża, dochodziło do ostatnich dni, to ona w tajemniczy sposób wyjmowała z szuflady jeszcze, jeszcze 150 metrów, puszki jeszcze tam 150 metrów i to ratowało. I to, to jest prawda, to znaczy rzeczywiście te 150 metrów brakowało. Druga rzecz, o której chciałem wspomnieć to To tak, żeby wyjaśnić sprawę tego scenariusza, że to nie było tak, że nic nie było, na litość boską proszę tak nie rozumieć. Był scenariusz oczywiście, dialogi były niepełne, pewne rzeczy po prostu zwyczajnie wypadały, bo Andrzej miał inne pomysły, ale również mieli pomysły inne jego współpracownicy. Jest przecież ta słynna scena między Wojtkiem Przoniakiem a Danielem wyjście z bankietu, prawda? To ona w ogóle była, decyzja o niej powstała tam o trzeciej nad ranem. A jeszcze chciałem o takiej męce powiedzieć, dlatego że myśmy rzeczywiście spotykali się o dziewiątej wieczorem i obgadywaliśmy wszystkie sceny, ale czasami było tak, że nie dochodziliśmy do żadnych wniosków, konkluzji, tak zwanych twórczych. Znaczy, że wiemy, wiemy co robimy. I to była straszna męka. Ja pamiętam, zdarzyło się to, ja pamiętam co najmniej 2-3 razy, że wychodziłem wieczorem, szedłem spać i nie wiedziałem, co się będzie jutro rano działo. Nie miałem świadomości takiej, o której mówił czy Basia, czy Renata, że to powstaje wielki film, może dlatego, że w tym samym czasie intensywnie pracowałem w teatrze, no nieważne. Nie miałem tej świadomości, a kiedy zobaczyłem kiedyś pierwsze materiały, to były materiały z pogrzebu Bucholca, to tylko filmowcy doświadczeni, jak oni mogli wiedzieć, że z tego materiału się zrobi coś genialnego, a ja patrzyłem na to, to trwało godzinę, dwie godziny, ponad dwie godziny i mnie, ja byłem po prostu bardzo, no myślę sobie matko boska, co to za film będzie. Także o takich kilku chciałem motywach powiedzieć.
[37:11.90 → 38:24.75] B: Ale to jest też niezwykle istotne, o czym Andrzeju wspominałeś, o tym jak aktor funkcjonuje w tworzeniu filmu, że często bazuje na intuicji, często bazuje na własnych niepokojach również, ale też na kooperacji z tymi to oto artystami, którzy są dzisiaj obecni, których już nie ma, bo nie dojechali albo nie ma w ogóle niestety, bo o tym też musimy wspomnieć, że również wielu aktorów, już jak patrzę na te znakomite fotosy pani Renaty, no to już tak jednej trzeciej praktycznie Kalina Jędrusik, Marek Walczewski, Jerzy Nowak, no niestety. Tak, ale mówię o tej wzajemnej inspiracji, prawda, bo Ty nas z kolei wszystkich zainspirowałaś nawiązaniem do festiwalu. Pani Barbaro, Pani opowiadała na przykład, że pomysł, ten brawurowy pomysł na Bożenie Dykiel w tym filmie, Madę Miller, no to też się rodził, Bożena Dykiel wypowiadała się w dokumencie pana Krzysztofa o barbarze ptak, że ona pani zasugerowała, żeby to były wszystkie kolory, których ona by w życiu nie ubrała.
[38:24.93 → 41:19.32] C: Tak, ale to tutaj muszę wnieść, bo tam jest niedomówienie. Tak, oczywiście, że tak Bożenka mówiła, ale to nie tak, bo u mnie nie może się zdarzyć żadnych przypadek, Bo jeszcze w dekoracjach sama też jestem dekoratorem. Można zmienić jakąś ścianę, czy coś wyciągnąć, czy okno zmienić, to zależy, bo czasami są takie różne sytuacje. Natomiast nie można zmienić nic w kostiumie, żadnym. Więc dlaczego o tym mówię? Dlatego, że ja, tak jak mówię, wspominałam, Wszystko było namalowane i Bożenka także widziała te kostiumy i tylko może tam coś dodawała, ale to nie tak, że to na podstawie naszych rozmów, bo to po prostu jest niemożliwe i to się w ogóle nigdy w filmie nie może zdarzyć. W tym momencie, jak ona to oglądała, to to już było gotowe, prawda? Jest tam jakieś tam różne drobiazgi, ale nie żeby mieć wpływ na tworzenie, bo to absolutnie ja z nikim nie uzgadniam, co mam robić, nigdy tego nie robiłam. Mam natomiast taki zwyczaj, że przetrzymuję wszystkich do końca. W tym przypadku Ziemi Obiecanej też tak było. To były inne czasy w filmie. Ja mieszkam w Katowicach na stałe, więc musiałam po prostu przyjeżdżać do Warszawy. i jakieś tam delegacje ciągłe były i formalnie wyglądało to tak, że myśmy brały pieniądze na przykład za cały miesiąc, co jak wszyscy wiedzą to jest dzisiaj niemożliwe, a wtedy było możliwe i myśmy sobie wynajmowały mieszkanie z Krajewską Janką, która była drugim kierownikiem produkcji na niskiej Warszawie. Ja tam, dlaczego? To były dwa pokoje, kuchnię i coś. Ja po prostu musiałam mieć pracownię swoją, gdzie ciągle siadam i rysuję, wyjadę do domu, ale wracam. Przecież nie mogę wozić tego całego warsztatu ze sobą wte i wewte, czyli ja miałam na okres ziemi obiecany i zresztą tak samo nocy i dni, miałam normalnie pracownię w Warszawie swoją. I tam wszystko tworzyłam. I jak na przykład To może jest ciekawe dla Państwa, a dla mnie to jest jakaś nauka. Ja do ziemi obiecanej zrobiłam dwa komplety projektów. Nie wiem, czy o tym wiecie w ogóle całe. Dlaczego? Dlatego, że chciałam jak najlepiej. Chciałam po prostu wyczuć tego Raymonda i mojego kochanego reżysera, prawda, żebyśmy wspólnie coś wymyśliły i ja jako trzecia. W związku z tym zrobiłam taką próbę, ponieważ ja byłam chyba po nocach i dniach już, nie? Zdaje się, że to tak było.
[41:21.47 → 41:23.39] F: Nie, chyba wcześniej.
[41:24.57 → 44:16.09] C: Byłam tak nasycona tymi beżami, że to jest jeden z powodów, że są takie kostiumy w ziemi obiecane, dlatego że ja już powiedziałam koniec, ja od tamtego czasu nie założyłam nigdy żadnego beżu na siebie i to moi bliżsi znajomi o tym wiedzą. Wąs z wszystkimi beżami. Bo Noce i Dnie to był film, który miał być pocztówkowy i jest pocztówkowy na zasadzie starych fotografii. I tak jest prowadzony. I tam nic się nie mogło wcisnąć takiego. Ja nagle dostaję taki temat jak Ziemia Obiecana. I nie wiem, do dzisiaj nie wiem, czy to czasami nie było głównym powodem, że ja się rzuciłam w tą ziemię obiecaną, bo treść i rozmowy z Andrzejem spowodowały, że ja sobie mogę robić, co ja chcę, bo ja taką szaloną wariatkę mamy, dikielówną, która nie stoi z owon, jest bogata i jeszcze chce uwieść takiego szlachcica, Daniel Olbryski i wszystko, wszystko na to wskazuje, że ona by zrobiła wszystko. Ja sobie tak myślałam. Wszystko by zrobiła, żeby tylko pokazać się i zaznaczyć swoją osobą. W związku z tym ja właściwie od niej zaczęłam te projekty. A potem tak trochę się uspokajałam. I dlatego ona jest taka szalona, bo tak sobie myślę, degust... Ja to nazywam degust kontrolowany. Sama sobie to wymyśliłam, bo to tak jest. To nie jest tak, że robię co chcę, tylko... i takie ryzykowo. No, ale się okazało, że dobrze. Dlaczego mówię, że dwa razy zrobiłam projekty? Zrobiłam sobie tyle pracy. Zrobiłam, ponieważ byłam nasycona ziemią obiecaną i tutaj siedzi mój kolega Plastyk. Ja nie byłam w stanie przez długi okres czasu wyjść, bo myśmy trzy lata robili ziemię obiecaną, prawda? Wyjść nocyjnie, wyjść z tych beżów. I z tego wszystkiego, z tych walorów takich, ja po prostu nie mogłam. I forma taka niezwykle dokładna, bo to zupełnie inne czasy, bardzo skomplikowany, cały XIX wiek, to co chwilę zmienia modę, to jest coś niesamowitego. Ja to musiałam wszystko wziąć pod uwagę. Tamten film trwał 37 lat, nie? Noce i dnie, to jest coś, nie? I w tym czasie co chwilę się coś zmieniało. No i jeden z najtrudniejszych filmów to był dla mnie, żeby tę konsekwencję przytrzymać. No i ja taka byłam i tu nagle ziemia obiecana. Coś takiego dzikiego. Andrzej Wajda nazwał mnie już dzisiaj, bo mam takie różne jego wypowiedzi, że ja, że moje projekty to tak jak ptak wypuszczony z klatki. Dosłownie tak jest napisane.
[44:16.14 → 44:17.28] F: Fioletowy.
[44:17.72 → 44:48.42] C: Nie, niekoniecznie. Ale ptak, Basia to jest taki ptak wypuszczony z klatki. Mnie się to nawet podobało, bo to i dowcipne, i właściwie trochę bliskie mi. I co ja zrobiłam? I zrobiłam ten pierwszy komplet, bo mam taki zwyczaj, że ja nie mówię, co będę robiła, tylko namaluję, pokazuję i proszę, żeby przyjść. Andrzej przychodzi do tej mojej pracowni, a ja zawsze wieszam tak po sufit wszystko, bo tych projektów była niezliczona ilość. I widzę, że Andrzej wchodzi,
[44:50.43 → 44:50.95] E: Tak wchodzi
[44:50.95 → 48:23.26] C: sobie, idzie, widzi te wszystkie projekty. Ja sobie myślę, aha, coś tu jest nie tak. I jeszcze idzie, idzie do końca, w jedną stronę, w drugą stronę, no i tak tego, i tak. I myślę sobie, nie, no nietrafione, po prostu pomyłka. Myślę sobie, no tak, no i zaczęliśmy rozmawiać, ja mówię, wiesz co Andrzejku, ja widzę, że coś tutaj, nic ci tak się nie, zafascynowałeś się niczym, to coś jest niedobrze. Powiedz mi tylko jedną rzecz, a już mi się w głowie kręciły różne rzeczy. Czy pozwolisz mi tak kompletnie poszalić i pomyśleć po swojemu? Ja ciągle brałam pod uwagę, żeby tam kogoś nie dotknąć, czy coś nie zrobić, ale czy ja mogę to wszystko poopuszczać, sobie zrobić tak, jak chcę? Tak. No to myślę sobie, o, nareszcie usłyszałam coś fantastycznego. No to proszę bardzo, spotykamy się za dwa tygodnie. I za dwa tygodnie nocami i dniami siedziałam i namalowałam na nowo wszystko. Ta wersja namalowana to właśnie jest w filmie. A jak to się odbyło? Przychodzi Andrzej i ciągle do mnie dzwonił. Czy ty już jesteś gotowa? Ja już to chcę zobaczyć. Ja mówię, jeszcze chwileczkę, jeszcze chwileczkę, jeszcze chwileczkę. No w końcu nastąpił ten moment i Andrzej wchodzi. Dla mnie to jest taka psychologiczna, psychologiczny moment i ja właśnie na tym czekałam, bo ja wtedy wiem, w jakim kierunku ja mam iść, co ja mam zrobić, ale jak mnie Andrzej pozwolił, no to szalałam. I wchodzi pan Andrzej, ja się patrzę zupełnie inaczej jak poprzednim, Wchodzi, w ogóle mnie nie widzi, tylko natychmiast patrzy na te wszystkie ściany i to tu wchodzi, tam dochodzi, tak jakby to nie był Andrzej, jakiś, ja nie wiem, jakiś inny człowiek. Tu dotyka, tam palcem pokazuje, o, to jest Bauman, ten ty, ty, ciebie od razu zauważył. No nie, a to jest kto? Olbryski, no jasne, szlachcic. uwodzący, musi być szalenie elegancki. Tak, tak. Później do kobiet po kolei. W ogóle tak, a ja stałam z boku. Nic. Więc to były moje najpiękniejsze przeżycia, bo ja widziałam, co się dzieje z moim Andrzejem, że za chwilę, no to wiadomo, już żeśmy się chyba znaleźli. Tak to wyglądało i wszystkie te dzikie projekty, które są jednak w kinie, nie są wszystkie pokazane, ale tam były pokazane wszystkie, bo przecież i bale był i różne takie rzeczy. Więc Andrzej to zaakceptował i tak się cieszy i mówi, nie, to jest ten, to jest tamten, a to jest ten, dosłownie po postaciach. Więc to było coś nadzwyczajnego, dlatego że jakbyśmy się w pewnym momencie nie umawiając się, pomyśleli o tej samej postaci w ten sam sposób. Więc to było to fajne. A druga rzecz, po tym jak już były gotowe kostiumy, ja też przytrzymywałam Andrzeja, nie pokazywałam gotowych kostiumów. No już taki mam zwyczaj. Było to w Łodzi, w tej wytwórni na ostatnim piętrze, pokaz zrobiłam, bo ja lubię robić takie pokazy. Było pianino, był taki stołeczek okrągły przy pianinie i Andrzej sobie na tym stołeczku usiadł. No i siedzi na tym stoliku, ja mówię, to trzech, nie wiem, czy ty byłeś wtedy też na tym pokazie, ale był Orburski i był Przoniak. Ja ich, ja ich tam z tyłu za kulisami przebierałam.
[48:23.34 → 48:25.24] D: To ja musiałem być jednak, ja nie pamiętam.
[48:25.26 → 50:48.25] C: Ale ty chyba nie byłeś tam. No i co chwilę, i mówię, zaraz chwileczkę, chwileczkę, bo się wszyscy denerwują, Andrzej się, chce wszystko zobaczyć. Więc ja ich tam z tyłu przebierałam i tak jak gdyby scenami. A ty, to może ktoś za ciebie był ubrany, nie wiem. Ale mnie tylko chodziło o waszą trójkę, żeby pokazać jak wy wspólnie będziecie ubrani i co z tego wynika. I taki pokaz zrobiłam. I Andrzej na tym stołeczku, to już myślałam, że się wywróci. Co chwilę jak wchodzili, to się tak kręcił i obracał się, zanim cokolwiek powiedział. Ale bardzo mu to wszystko odpowiadało i naprawdę ja byłam się, czułam, wiedziałam, że nie na darmo się tak napracowałam, a zrobienie dwa razy tych samych projektów, to nie jest takie proste, nie Andrzejku? No i wobec tego, ja tylko dlatego o tym mówię, żeby państwo wiedzieli, że to nie powstaje znikąd takie rzeczy. Czasami za tymi projektami czy gotowymi kostiumami czyje, czyjaś praca jest i wszystko się to gdzieś tam, no ja nie wiem, no to się tworzy. To jest najlepsze określenie. To jest i status nascenti, absolutnie stan tworzenia jest cały czas i jeszcze chciałam Państwu powiedzieć, no nie, to nieprawda, że się w międzyczasie tworzy. My jak zaczynamy film, to ja mam całą pełną garderoby uszytych dużo wcześniej, 8 miesięcy to trwało, przygotowań do filmu ziemia obecana. Te kostiumy w 80% czy 85% nawet są gotowe jak przychodzi reżyser przed filmem oglądać te kostiumy, prawda? Więc my jesteśmy niezwykle przygotowani do tego. Żadnej przypadkowości tam nie ma. Po prostu się to po kolei ubiera. Wszystkich jest to dosyć ściśle z reżyserem. Jakby w momencie, jak są gotowe kostiumy, on też przychodzi, też ogląda. Andrzej był niezwykle zaangażowany w to wszystko. Także to jest jakaś ciężka praca. Ja jeszcze chciałam coś powiedzieć, co jest bardzo interesujące według mnie. pewne odkrycie przy tym filmie. Ty pewnie o tym będziesz wiedział. Brakowało nam tam czegoś, nie wiem, a myśmy robili zdjęcia w Cieszynie, w czeskim Cieszynie, pamiętacie?
[50:49.01 → 50:49.61] E: Nie, to w polskim.
[50:49.61 → 50:50.75] F: W naszym Cieszynie.
[50:50.85 → 50:52.27] C: W polskim, tak.
[50:52.51 → 50:53.25] F: W Teatrze w Cieszynie.
[50:53.27 → 54:03.05] C: W polskim, tak, w Cieszynie. I ja, ponieważ ja tam robiłam różne scenografie, miałam dużo znajomych, był dyrektor Engurkiewicz, który dawno nie żyje, bo już bardzo dużo ludzi już nie żyje, Ja tak pojechałam do niego, myślę sobie, zawsze mi ktoś mówił, że na strychu w Teatrze Bielskim coś tam są, jakieś kostiumy z czasu wolny, bo on należał do Niemiec, oczywiście był to niemiecki teatr, i że tam są jakieś pozostałości. No więc ja z tej ciekawości myślę sobie, ja tam pójdę zobaczyć, co to jest. Może mi się tam uda coś znaleźć. Poszłam. A ponieważ to był znajomy mój, ten dyrektor, ja mówię, słuchaj, ja tu muszę coś zobaczyć, bo ja mam takie jakieś wiadomości, że jakieś tajemnice się kryją na strychu. Czy wy o tym wiecie? A nie, nic nie wiem, kto by tam po strychach chodził, nie? Tyle roboty. Ale ja poszłam. Oczywiście wisiało tam sporo kostiumów jakichś małych ludków z okresu renesansu, ale tego renesansu niemieckiego, a tu nie będę żadnych wykładów robiła, on jest inny aniżeli polski, hiszpański czy angielski. Ja myślę sobie, no rzeczywiście, ale zadziwiło mnie tylko jedno, ale nie takie kostiumy chciałam, prawda? A ja już wiem, to chodziło między innymi, że jakiś teatr mamy wykombinować i to było na poczekanie, bo przecież Andrzej nie wiedział, on chciał tylko tą piłę z Krakowa i nic więcej, a się zrobił teatr normalny. No więc ja tam poszłam i nie, ale nagle tak patrzę, pod ścianą, tam gdzie były okna, bo to bardzo piękny teatr barokowy, taki neo-barokowy, świetny teatrzyk, mały, ale piękny. Ja tak patrzę, co tam jest na dole, tak w kącie, tu były okna wszystkie na stryszku takim, a tam coś leży takiego długiego, strasznie długiego, na całą ścianę. zapezione to, jakieś tam pleśnie były, wszystko tak. Myślę sobie, co to jest takiego? Ja odkrywam to, a jeszcze odkrywam, z trudem, a to była ta kurtyna. Kurtyna piękna, pozostawiona, leżała tam na górze no przynajmniej z 20 lat. od wojny do tego momentu, albo może z 15, ale coś takiego. Ja zaraz lecę do dyrektora i mówię, słuchajcie, co się tu dzieje? Przecież tutaj leży coś, musimy to zobaczyć, ciężkie to. Oni to, kolega tam był wtedy kierownikiem technicznym teatru, wyciągnęli to olbrzymie, to się okazuje, że to piękna malowana kurtyna, bardzo zniszczona. Ja to Andrzejowi od razu powiedziałam, on w ogóle poleciał ze mną tam, dlatego że no i ta kurtyna istotnie gra, w ziemi obiecanej, w tym naszym teatrzyku. Ona jest bardzo zmarnowana. Ona potem przechodziła różne renowacje, ale ja
[54:03.05 → 54:06.47] B: tu siedząca... Komu to zawdzięczamy, że ona...
[54:06.47 → 54:24.19] C: Tak, ja tu siedząca i nikt tam nigdy nie chodził po tym strychu chyba. Ta kurtyna dzisiaj jest w świetnym stanie, bo ona przeszła różne takie zdrowotne rzeczy. Więc ja to chciałam powiedzieć, uznałam to za większy sukces, jak Jak kostiumy do ziemi obiecanej.
[54:24.35 → 54:48.69] F: My bardzo zawdzięczamy dużo temu, ponieważ żeśmy próbowali coś wymyśleć, ponieważ tam były zwykle pluszowe kurtyny i gdyby nie odkrycie basi, to byśmy rzeczywiście byli w głębokim impasie, ponieważ nie było pieniędzy na rozmalowanie dużej kurtyny. Natomiast to jest autentyczny Siemiracki. To jest mniejsza jakby kopia tego, co jest Stara Słowackiego w Krakowie.
[54:49.24 → 54:57.26] C: Tam jest jakaś w Krakowie scena, a tu są takie tańce, takie odaliski. No w ogóle piękna kurtyna i wszyscy się zachwycają.
[54:57.26 → 55:04.30] F: Ale też i teatr w Cieszynie jest tak pięknie wyremontowany przez rzemieślników, zresztą z Wiednia sprowadzonych.
[55:04.30 → 55:06.88] C: Ale Bielski też, Bielski jest po odnowie.
[55:06.98 → 55:07.68] F: Tak, tak.
[55:07.68 → 55:12.99] B: Jak będziemy w Cieszynie na spektaklu gościnnym, to będziemy myśleć wyłącznie o barbarze ptaków.
[55:12.99 → 55:30.40] C: Nie, ale ta kurtyna wisi w Bielsku, bo to w Bielsku było to odkrycie. Teatr Bielski, tak i od czasu do czasu, teraz niedawno byłam, bo ja tam Amadeusza robiłam takiego szalonego, bardzo nam się to udało i błagałam, żeby spuścili tą kortynę i spuszczają.
[55:30.54 → 55:31.32] A: Ostatni fragment?
[55:32.10 → 55:32.62] B: Czy jeszcze jakieś?
[55:32.64 → 55:56.83] A: Jeszcze może słowo o kostiumach, skoro było tak wiele opowieści na ten temat. Tak sobie myślę swoją drogą, że pretendujący do miana eleganckich mężczyzn w dzisiejszym świecie powinni przeglądać nie tylko katalogi z modą, ale oglądać na przykład Ziemię Obiecaną. Poproszę zobaczyć trzech bohaterów. eleganckich bohaterów, trzy kompletnie różne rodzaje elegancji, prawda?
[55:57.09 → 55:57.97] C: Zamierzone, zamierzone.
[55:57.97 → 56:02.99] A: Zamierzone, no naturalnie, bo wyczytane postaci, bo aktorzy...
[56:02.99 → 56:29.05] C: No i właśnie Jadama Andrzej też się zgodził na to, bo ja zaproponowałam to, że Andrzej będzie wiedział. No właśnie chciałam... Teraz pytałam... Nasz Andrzej, żeby Przoniak, bo on taki trochę cwaniaczek ciągle, żeby mu dać te kokardy, bo on to po prostu... Tak mi się wydawało, że to jest coś po jego myśli, no ale musiał to zaakceptować Andrzej Waldecki.
[56:29.07 → 56:36.93] A: O tę inspirację bym chciała zapytać teraz aktora. Czy zakładając kostium stąpa się inaczej?
[56:38.05 → 56:39.45] C: Czuję, czuję, na pewno.
[56:39.97 → 58:21.66] D: Ja, kiedy mowa o wpływie kostiumu, to mam ochotę przypomnieć niezwiązaną ze ziemią obiecaną historię, którą przeżyłem, a mianowicie byłem wtedy na drugim roku studiów i był dyplom. Co to było? To jakiś Zabłocki albo inny, nie? I pani profesor, pani dziekan Tomaszewska przypomniała, Andrzej, ty tutaj zagrasz to tam coś tam, Służącego. I Służącego, który się dowala do Joli Lotte i do, tak jest, lub do Magdy Zawadzkiej, bo one dublowały. Próby się odbywają, no więc ja tam w tych swoich tam dresach, prawda, tam coś tam ruszam się i tak dalej, po czym dostaję kostium. Słuchajcie, tu mnie coś od razu wyprostowuje. Nie można stawać tak, tylko oczywiście trzeba stanąć tak, bo buty po prostu... No po prostu nie pozwalają. Gestów nie można wykonywać, takich byle jakich tam, ponieważ tutaj to jest obcisły i tak dalej i tak dalej. Tak jest. Kostium, no załatwia, nie załatwia, wpływa w sposób naprawdę ogromny na rolę. Dodam do tego tylko, że na końcu tej sceny z Jolą lub z Magdą, dostawałem w twarz kilkakrotnie i muszę powiedzieć, że Magda biła mocniej.
[58:24.00 → 01:00:02.69] F: Teraz sobie uświadomiłem, że nikt, nikt nie wspomina o wspaniałych operatorach. Po prostu ten fragment, gdyby nie Witold Sobociński i jego, i jego pomysły, a jeden niesamowity na samym końcu, jest taki bardzo długi stół. i wtedy nie było żadnej techniki, która by na to pozwalała, na takie ujęcie. I Witek złapał chłopaka na ulicy kilkunastoletniego, który sobie popychał taką prymitywną deskorolkę, których jeszcze wtedy nie było i go przyprowadził razem z tą deskorolką. Myśmy zrobili bardzo długi stół, po prostu taki przedłużony zdechami, a on z tym przykryty pluszem, on się położył Kamerę przywiązano przed nim i kazał się pchać za nogi. I w ten sposób powstało to ujęcie, ta długa jazda, która w innych warunkach, która zrobi nieprawdopodobne jednak wrażenie. Tak samo jak ten upadający kamień, jak to wszystko, te szerokie kąty, które były ukochane rodzajem fotografii Witolda. Żałuję, że go nie ma z nami. Jest w Warszawie, tylko tutaj nie przyjechał. On sprzedał naszą robotę. Razem z nieobecnym już niestety Edkiem Kłosińskim, który wspaniale wykonał swoją działkę. Także to, co wnieśli operatorzy do tego filmu, gdyby nie ich talent, to by zupełnie inaczej to wszystko wyglądało.
[01:00:02.85 → 01:00:19.26] B: To był rzeczywiście konglomerat wielu talentów i Wojciech Chilar, muzyka fenomenalna, aktorzy, pion scenograficzny. fotograf. Jednym słowem rzeczywiście warto było poświęcić wydaje mi się temu filmowi to nasze dzisiejsze spotkanie.
[01:00:20.50 → 01:00:25.88] A: Bardzo Państwu dziękujemy. Bardzo Państwu dziękujemy. Do zobaczenia w przyszłym roku.
[01:00:26.14 → 01:00:30.84] B: Miejmy nadzieję, że na kolejnej przestrzeni inspiracji. Bardzo dziękujemy.

Przestrzenie inspiracji. Spotkanie z twórcami „Ziemi obiecanej”

Spotkanie z twórcami „Ziemi obiecanej” ilustrowane fragmentami filmu Andrzeja Wajdy

Wróć