Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.65 → 01:31.79] A: Dobry wieczór Państwu. Po projekcji filmu Powrót zapraszam na spotkanie z twórcami tego obrazu. Pan Andrzej Wolski, reżyser i scenarzysta. Pan Andrzej Seweryn. A ja się nazywam Wojciech Majcherek. Zapraszam Panów. Witam Państwa tutaj zgromadzonych w Tatrze Starym w Lublinie i również naszych widzów przed ekranami komputerów. Film nosi tytuł Powrót. Jest obrazem Witolda Gombrowicza po jego powrocie do Europy. Ale wydaje mi się, że jest w tym tytule też taki symboliczny sens, bo to są panów powroty do Witolda Gombrowicza i dzienników. I o tym chciałbym z panami porozmawiać. Ale pierwsze pytanie by brzmiało po prostu tak. Czy panowie pamiętają swoją pierwszą lekturę dzienników Witolda Gombrowicza? Kiedy to było? pozostawiło już wtedy tak silne wrażenie.
[01:33.65 → 01:35.31] B: Ja doskonale pamiętam... Słychać mnie?
[01:35.59 → 01:36.25] C: Tak, tak.
[01:36.53 → 02:08.06] B: Doskonale pamiętam. Ja miałem chyba 16 lat i czytałem dzienniki Gomrowicza w wydaniu Kultury Paryskiej, co wtedy w Polsce było zakazane, z tą charakterystyczną okładką taką. I pamiętam, że byłem na tyle bezczelny nawet, że czytałem jej na lekcjach języka polskiego pod ławką na kolana trzymając książkę. Taka prowokacja. Jakiegoś nauczycielka polskiego mnie na tym nakryła. Zobaczyła tę książkę, położyła na stole i nie było żadnej konsekwencji. Widocznie w dobrym liceum byłem.
[02:09.62 → 02:12.90] A: Ale czytał pan pod ławką i co?
[02:14.62 → 02:46.65] B: Mnie w kompromisie zachwyciło od razu to, że nagle usłyszałem kogoś absolutnie wolnego, swobodnego, który mówi o życiu sobie, i odchodzi od takiego stylu literatury polskiej, męczeństwa, martyrologii. Normalny, swobodny człowiek i to mnie zachwyciło.
[02:47.87 → 02:48.81] A: To było odkrycie.
[02:49.61 → 02:51.57] B: Tak, jak najbardziej.
[02:52.63 → 02:53.69] A: A pan, panie Andrzeju?
[02:54.09 → 03:25.74] D: Ze mną było mniej efektownie. Pamiętam na drugim roku szkoły teatralnej reżyser Roman Kordziński robił z nami fragmenty chyba ślubu. Chyba, ale ja też nie pamiętam, czy to nie były jego fragmenty adaptacji Ferdydurkę. Bo pamiętam, żeśmy grali chyba z Piotrem Fronczewskim, scenę, ja ciebie palicem, palic, palicem, palę, wiecie.
[03:25.90 → 03:26.50] A: No to ślub.
[03:26.68 → 03:44.60] D: Ślub, no tak, tylko że my się to... I muszę powiedzieć, że miałem wrażenie, że jestem wtajemniczony, bo właśnie tutaj pracuję nad Gombrowiczem, bądź co bądź.
[03:44.62 → 03:45.64] A: Zakazanym wtedy.
[03:45.76 → 05:11.69] D: Zakazanym i tak dalej, ale nic nie rozumiałem. kompletnie i właściwie rozpocząłem moją prawdziwą, na moim poziomie, dogłębną przygodę, czy współ, jakieś takie, no weźmijmy do przygody, z panem Witoldem Gombrowiczem, kiedy Małgosia... Smoleń? Nie, Małgosia... Tak. Małgosia? W Paryżu, wiesz? Nie, nie, nie. Ta, która robiła pierwszą adaptację dzienników. No nieważne. Była taka koleżanka, która z panią Gombrowicz zrobiły adaptację taką na... Smorąg, właśnie trzeba, właśnie, Smorąg. Która zrobiła, zrobiły panie adaptację, pierwszą adaptację taką na lekturę godzinną na festiwal do Radomia, ponieważ ja nie mogłem zagrać takiej wersji, już nie pamiętam jakiej sztuki, przepraszam was, którą zaproponował mi Wojciech Kępczyński. Nie, Wojtek Kapczyński jako dyrektor, ale reżyser, a widzicie, widzicie jak to jest, za dużo, nie, za dużo, to nie to,
[05:11.77 → 05:12.91] A: że ja... Może za chwilę się przypomnie.
[05:12.91 → 05:38.37] D: Nie, nie, nie, ja zaraz sobie przypomnę, oczywiście się przypomnę, pracowałem potem z nim Kilkakrotnie. I nie mogłem zagrać w tym przedstawieniu, w związku z czym postanowiliśmy, żeby przeczytać po polsku, bo rok wcześniej czy dwa lata wcześniej czytała to Emmanuelle Riva na festiwalu. I ja wtedy odkryłem fragmenty dziennika. Potem zacząłem czytać dziennik. Nie przeczytałem go do dzisiaj całego. To od razu też proszę mi wybaczyć.
[05:38.71 → 05:41.57] A: Przepraszam, to od razu wtrącę. Dlaczego pan nie przeczytał całego?
[05:41.57 → 06:45.53] D: Bo nie miałem czasu. Nie miałem czasu. Nie, nie, nie. Panie redaktorze. Bo pan nie jest aktorem. Mówię panu, to zwierzęta. My jesteśmy zwierzętami, które... Wie pan, mnie jakieś sześć miesięcy temu moja przyjaciółka z komedii francuskiej podarwała książkę, którą napisała o komedii francuskiej i ja przeczytałem do tej pory jakieś trzy czwarte. Nie, nie. Wróćmy do Radomia. W Radomiu było to piękne i od tego się zaczęło. Potem ten dziennik i jego powieści i sztuki teatralne, byłem z nimi zawsze. Nie wiem, czy wszystko jestem w stanie opisać, opowiedzieć, wytłumaczyć wnuczkom moim, ale tak, dzienniki po francusku, po polsku.
[06:46.67 → 07:03.68] B: Andrzej, przecież największym sukcesem twoim było czytanie tych dzienników po francusku. w małej sali Comédie-Française w Wielkolumbie przez wiele miesięcy. I przy fantastycznej widowni francuskiej, która przychodziła bardzo licznie, przecież to trwało dosyć długo.
[07:04.52 → 08:14.59] D: Proszę państwa, skoro taką nutę wprowadził tutaj Andrzej, to muszę też powiedzieć, że jestem Henrykiem ze ślubu z komedii francuskiej. Ślub Gombrowicza został wpisany do repertuaru komedii francuskiej. Tam, żeby sztuka była zagrana, to musi mieć akceptację komitetu lektury. Kiedyś było tak, że nie mogli być realizowani na scenie autorzy żyjący. Gombrowicz, przepraszam, na szczęście był już nieżyjący, więc ta przeszkoda nie stawała przed nami. Natomiast potrzebna była akceptacja. Wiecie, że niektóre sztuki Sartra nie są akceptowane. przez komitet lektury na przykład. No, w każdym razie komprojekt został zaakceptowany i myśmy to grali. To było bardzo porządne przedstawienie. Bardzo mało widowni było. Było wtedy jakieś 200 osób mniej więcej na widowni, która normalnie ma 640 bodaj. I zespół bronił tego projektu i grał naprawdę do dechy. To było uczciwe i byłem tym bardzo głęboko poruszony.
[08:14.65 → 08:15.67] A: Pan grał Henryka.
[08:15.71 → 08:29.88] D: Ja grałem Henryka, tak. Wczoraj rozmawiałem z kimś, że teraz już Gombrowicza nie realizują, jakoś odeszło. Będziemy pamiętali.
[08:29.96 → 08:49.30] A: Panie Andrzeju, bo tak szukałem pana do Sierul i ten Henryk w ślubie to jest jedyna chyba pana rola w tekstach Gombrowicza wystawionych na scenie. Nie żałuje pan, że nie było wcześniej
[08:49.30 → 09:31.97] D: okazji albo... Wie pan, tak się zastanawiam, żałuję, że nie zagrałem Schindlera w liście Schindlera ze Steven Spielbergiem, ale to jest pół żart, ponieważ jedna rzecz w ogóle nie mam jak to porównywać. No cóż, Jest parę ról w ogóle, których żałuję. Na przykład nigdy nie zagrałem Hamleta, chociaż wiem, że Hamleta jest zagrać bardzo łatwo, bo to jest dobrze napisane. Nie, naprawdę, panie redaktorze, to jest... Słuchajcie, po prostu nie być mądrzejszym niż Szekspir i jest po herbacie. Wszyscy grają na Hamleta, a potem stajesz, mówisz być albo nie być, wszyscy są zachwyceni i tak dalej.
[09:32.55 → 09:34.17] A: Jeszcze wszystko przed padem.
[09:36.11 → 09:42.23] D: W moim przedstawieniu Szekspir Forever, nawet mówię monolog być albo nie być.
[09:42.99 → 11:39.58] B: Ja muszę tu powiedzieć, jaka była trudność przy tym filmie. Andrzej został zaproszony jakieś trzy lata temu, czy dwa lata temu do Wąs, do willi Aleksandrin, żeby czytał dzienniki. Zorganizowała to muzeum Mickiewicza we Wsoli wraz z maerowstwem Wąs. I oni do mnie zadzwonili i powiedzieli, że warto by to sfilmować. Ja się tak pochopnie sobie zgodziłem, ale potem zacząłem myśleć, bo jak Andrzej mówi to ze sceny, jak jest na scenie i jest publiczność, to powstaje jakaś taka, no jest prąd, jest magia. Jak się zaczyna filmować aktora na scenie i bez publiki, to ta magia znika. I ja pomyślałem, że tutaj, no, będzie kłopotne, jak on będzie, jak jednym ciągiem czytał te fragmenty, nawet jak zmieniamy miejsca, ta willa już się zmieniła, ja starałem się unikać w tych kadrach, żeby nie było za bardzo widać tego muzeum, to pomyślałem, że tutaj trzeba znaleźć jakiś sposób, znaleźć jakąś drugą linię narracyjną, która nam pozwoli to troszeczkę unieść. jeszcze oprócz wspaniałego talentu Andrzeja. I wpadłem wtedy na ten pomysł, żeby popsuć takie stare jakieś filmiki, trochę część archiwum to ja zrobiłem na modułę, w latach 60-tych to było Supervid, takie kamerki, którym się filmowało jakieś uroczystości rodzinne, obiady, wakacje, takie rzeczy. I tutaj to wygląda tak, jakby to Rita filmowała albo sam Gomorowicz, takie filmiki właśnie, trzęsie wszystko. I to nam dało taką drugą linię, która może troszeczkę pomaga w tym...
[11:42.91 → 12:03.75] D: Ja chciałem wręcz powiedzieć, że dobrze, że wracamy do tego filmu, który zobaczyliśmy przed chwilą i uważam, że taką robota, którą wykonałeś, jest fantastyczna. Ja się dałem oszukać, ja myślałem, że większość tych, no tam pewnie są jakieś dokumenty z Argentyny, takie już prawdziwsze, ale niektóre ujęcia, ja po prostu myślałem, że to Rita, czy tam Gombrowicz.
[12:04.23 → 13:59.00] B: Nie, Asperityka mogłem troszeczkę... Ja tam też zmieniłem tekst, bo ty byłeś przyzwyczajony do tego, ten tekst przecież potem mówiłeś wielokrotnie i w Polsce. Ja musiałem jakoś uzasadnić, że my to robimy w tym miejscu, w tej widli, której wiele, no tam troszeczkę ją widać, ale w sumie... Więc powstawałem tam fragmenty, które są, nowe fragmenty, które są ściśle tymi, jak on opisywał jakieś właśnie wycieczki w okolicach Vence, Val Parity, Max Riton i tak dalej, to musiałem tym bardziej, że on tam się zapisał w pamięci mieszkańców Vence i całego tego miasteczka. Tym bardziej, że jak to Gombrowicz często prowokował. Tam jest taka kawiarnia La Regence, która jest naprzeciw tego Placyku. Oni tam chodzili często coś zjeść. I Gombrowicz, który starał się łamać takie schematy, jakieś konwencje, zaczynał zamawiać obiad od końca. Najpierw zamawiał kawę, potem deser, potem danie i wyjście na końcu, co doprowadzało Francuzów do szału. Ja pamiętam, że byłem jakieś 15 lat temu w Wąs zaproszony z Ritą, żebyśmy pojechali przez mera, bo on tam odsłaniał taką tablicę, tą upamiętniającą na tej willi. I potem zaprosił tam taką grupę, nas tam było trochę ludzi też z telewizji, zaprosił nawet jakieś 10-12 osób do jakiejś wystawnej restauracji, gdzieś w jakimś chateau na zamku obok Wąsk. I jak żeśmy usiedli przy stole, to ja zaproponowałem, że jak już jesteśmy tu z okazji Gombrowicza, to może zaczniemy od końca. I zapanowała lodowata cisza. I ja zrozumiałem, że jak się będę upierał, to mnie zgilotynują na tym placu za chwilę. I że tu nie, że pan co za mnie ma żarty.
[13:59.71 → 14:24.39] D: Ja kiedyś we Włoszech po obiedzie poprosiłem o cappuccino. To oni spojrzeli na mnie, no tak jak Francuzi pewnie. A propos tego jedzenia od końca, to przypomina mi się taka była piosenka kiedyś Kukiza, że on coś tam wraca do domu, ona coś czeka i ona mu serwuje torta, potem schabowy. Była jakaś taka piosenka.
[14:24.76 → 15:11.54] A: No to takie gombrowiczowskie gesty, ale panie Andrzeju, zwracam się do pana Andrzeja Wolskiego. Pan jako filmowiec, dokumentalista ma duże bardzo zasługi dla Gombrowicza, bo to przecież powrót to nie jest jedyny pana film o Gombrowiczu. Były jeszcze dwa poprzednie, z 89 roku bodaj Mła Gąbrowicz i później zrealizowany w takiej serii na stulecie wielkich pisarzy, około 2000 roku, międzynarodowa produkcja. która przedstawiała biografię Gombrowicza, to od urodzin do wybuchu wojny, to znaczy do jego wyjazdu.
[15:11.60 → 15:24.40] B: Tak, ja ułożyłem tak fragmenty dziennika, żeby sam siebie jakby opowiadał i to też Andrzej czyta, tylko z offu i to jest troszeczkę inny film, bo tutaj to też jest jakiś dziwny twór, właśnie nie wiadomo, czy to jest teatr, telewizji, film, dokument, nie wiadomo, czy to jest coś my widzieliśmy, tak.
[15:25.86 → 16:30.51] D: To fakt, to fakt. Zresztą... Bo to jest przedstawienie też, które ja gram, taka lektura, spektakl. Zresztą chyba tutaj grałem to wiele lat temu, więc to wtedy jest jasne. Ja chodzę, tu staję, tam w światle zmieniam miejsce, siadam, przechodzę, biegam, nie wiem. A tutaj to... to nie wiedziałem, jak to będzie. I taka techniczna rzecz, której żałuję, to to, że nie wiedziałem za każdym razem, jaki jest plan. Czy jest tak bliski, czy tak bliski, czy taki bliski. Bo jakbym wiedział, że jest tak bliski, to bym nie trzymał tekstu tu, tylko tu. Rozumiecie? Bo i tak byłby niewidoczny. a wtedy wy nie bylibyście zmęczeni czy rozdrażnieni tym, że ja robię tak.
[16:30.87 → 16:32.63] A: Reżyser nie instruował?
[16:32.91 → 16:35.55] D: Instruował, ale akurat... Za mało instruował.
[16:35.87 → 16:58.82] B: Żebyś się czuł na planie bardziej swobodnie, to poprosiłem Andrzeja Jaroszewicza, operatora, którym pracowałeś pierwszy raz, jedyny raz chyba, to był operator Żuławskiego, i oni wspólnie pracowali na Srebrnym Grobie. I tu się spotkali po raz drugi.
[16:58.96 → 16:59.72] D: W sensie ja, tak.
[17:00.41 → 17:06.21] B: I myślałem, że Jaroszewicz, że to cię uspokoi, bo ja nie mam takiego doświadczenia.
[17:08.88 → 17:24.07] D: Nie, nie, ale wszystko było w porządku, jest w porządku, tylko żal mi trochę tych spojrzeń takich. A czy państwo się nie nudziliście? Ale nie, no szczerze tylko, że...
[17:24.07 → 17:30.61] A: Jak Gombrowicz mówi, nie ma prawdy, więc nie ma szczerości.
[17:32.45 → 17:38.87] D: Wszyscy kłamią, to prawda. Wydawca, kochanka, żona, przyjaciel, krytyk, tak, tak.
[17:38.89 → 17:59.89] A: No pan, tak mniej więcej od 30 lat te dzienniki. W takich i innych, przy takich lub innych okazjach, w różnych bardzo miejscach, czyta pan te dzienniki i właściwie zadam takie pytanie proste, po co?
[18:00.07 → 18:19.28] D: Czemu? Dlatego, że Głombrowicz zmusza nas do myślenia. Tak najprościej. Naprawdę, on stawia pod znakiem zapytania właściwie wszystko. Ale to piękne, jak on mówi, nie traktujcie mnie jako na końcu szatana, jakiegoś tam...
[18:19.28 → 18:20.16] A: Taniego demona.
[18:20.22 → 20:49.01] D: Taniego demona. Ja jestem za porządkiem, ja jestem... Przepraszam? Za porządkiem ludzkim. Za porządkiem ludzkim. Nawet za Bogiem, chociaż nie wierzę. Jest taki piękny dialog, to a propos ciągłej obecności jakiegoś towarzyszenia, to panu Gombrowiczowi kilka dni temu była w Teatrze Polskim, bo my jesteśmy tradycjonalnym, starym, dziaderskim teatrem, obchodzi rocznicę, na przykład żeśmy jeden teatr w Polsce, który obchodził rocznicę tysiąc pięćdziesięciolecia chrztu polskiego, niepodległości, setną rocznicę i takie różne rzeczy. Więc teraz, ponieważ jest rok Gombrowicza, no to Zrobiliśmy, proszę sobie wyobrazić, powtórzyliśmy w gruncie rzeczy, ale nie zaprosiliśmy kolegi Radziwiłłowicza, z którym to kolegą Radziwiłłowiczem, ja czytałem dialog, korespondencję Dubuffeta i Gombrowicza. Myśmy to robili w WANS ponad rok temu i teraz zrobiliśmy to w Teatrze Polskim. To jest fantastyczna, naprawdę fantastyczna debata między nimi i Gombrowicz tam mówi, ja jestem za policją. Ja nie jestem za anarchią. Zanim powiem słowo przeciwko policji, to muszę się bardzo, bardzo dobrze zastanowić i tak dalej, i tak dalej. To też jest prowokacja, no przecież oczywiście. To mi się bardzo podoba za takim porządkiem ludzkim. My gramy również w przedstawienie deprawatora Maćka Wojtyszki, w którym mam zaszczyt grać rolę Gombrowicza, kolega Wojtek Malajkat gra Miłosza, a Paweł Krucz Herberta. No i te rozmowy, te dialogi, które są napisane na podstawie autentycznych tekstów przez Maćka Wojtyska, które są po prostu przerażające w swojej aktualności, ale nie chodzi mi o to, nie aktualności aktualnej, tylko takiej dogłębnej ludzkiej aktualności po prostu. Takiej, że jak pada deszcz, to jest średnio, ale deszcz jest potrzebny. Więc z radością to gramy i to jest właśnie jeszcze jeden Gombrowicz w moim życiu.
[20:49.24 → 21:11.99] A: Tak, to jeszcze o deprawatorach będę pytał. Natomiast jak pan tak czyta w tych różnych miejscach dzienniki Gombrowicza, to po pierwsze, czy przez te 30 lat ta lektura jakoś się zmieniła, zmienia? I jak pan odbiera słuchanie publiczności tych tekstów?
[21:12.05 → 21:26.54] D: Więc wie pan, po pierwsze, ja mam sceptyczny stosunek do moich opinii. Ja siebie znam i wiem, że to są opinie tego dnia, a jutro, Wiecie, no ale tak w zwyczaju.
[21:26.68 → 21:27.18] A: Ale dzisiaj.
[21:27.64 → 22:28.38] D: Tak, oczywiście. Więc tak, po pierwsze ja myślę, że coraz więcej rozumiem z tego, co czytam. Słuchajcie, tam jest taki fragment na przykład, kiedy on mówi o Demoklesie i on mówi, że wyobraźmy sobie ziemię za czasów Demoklesa kiedy było tam nie wiem ile milu mieszkańców w Grecji, potem w średniowieczu było trochę więcej, potem gdzieś tam w XIX wieku coraz więcej, na początku XX, a teraz jest nie wiem ile miliardów i tak dalej. I za każdym razem w związku z tym świat chociażby z tego powodu kompletnie jest inny. Znaczy świadomość tego, a dzisiaj z internetem, to już w ogóle. Jak porównywać świat sprzed 40 lat pod tym względem? Ale internet zmienił kompletnie nasze życie. Nie zmienił miłości, nie zmienił nienawiści, to tak, to rozumiem.
[22:29.62 → 22:31.80] A: I nie zmienił tego Gombrowicza.
[22:31.82 → 23:24.02] D: I nie zmienił tego Gombrowicza, ale trafił Gombrowicz, W to, że kiedy ma się świadomość, że w świecie, w którym żyję, żyje dziewięć miliardów ludzi. Ile, tak? Dziewięć, już nie pamiętam. Osiem miliardów ludzi. No to jest co innego, jakbym żył w Grecji i bym wiedział, że jest tam, nie wiem, milion, no nie wiem, dwa miliony, bo reszta, kto to tam wie, co tam dalej jest. Więc mówiliśmy... Aha, tak. To po pierwsze myślę, że go, jeśli można takiego słowa użyć, rozumiem, że trochę lepiej. To jest jedno, że może troszkę lepiej wiem, jak podawać Gombrowicza w tym przedstawieniu, o którym mówię, ale moim zdaniem widzowie są jeszcze bardziej, nie wiem, złe słowo, wyrobieni.
[23:25.34 → 23:26.08] A: Świadomi?
[23:26.10 → 23:29.42] D: Świadomi, o czym mowa. Świadomi, o czym mowa.
[23:33.31 → 23:40.43] A: A proszę powiedzieć, bo ten gest odrzucania tych kartek, on się powtarza, prawda? Pan to używa.
[23:40.59 → 24:51.25] D: No tak, to był taki pomysł mój, że Holender... Bo to był pomysł ze spektaklu. Troszkę powiem tak, troszkę ze wstydem, mianowicie, że chciałem, żeby się dekoracja zmieniała też. Bo wiecie, jest taki mały stolik, jest fotel, a ja chodzę sobie po scenie. No to jak odrzucam kartkę, jak państwo patrzycie z góry, to troszkę ta dekoracja się zmienia, a potem jestem w całym takim polu kartek. Więc to było pierwsze takie myślenie. Drugie myślenie to jest oczywiście Mickiewiczowskie, to znaczy, żeby trafiły pod strzechę moje wiersze, może moje teksty. czyli właśnie rozrzucam sieję ziarną. I Andrzej to uznał, że to można w naszym filmie też zastosować, więc to jest dyskretniej, bo to nie ma żadnej takiej pseudo-teatralnej formy i to zostało w filmie.
[24:52.93 → 25:14.53] A: Pytanie do obu panów też takie, no może troszkę prowokacyjne. A czy panowie się zawsze zgadzają z tym, co napisał Gombrowicz w dziennikach, w tych wyborach, tych tekstów? Podpisujecie się pod tymi tekstami?
[25:15.59 → 26:55.57] D: To jest bardzo ważne pytanie, moim zdaniem. Ja zaraz się skupię, bo na pewno coś było, z czym się nie zgadzałem, ale ja dlaczego uważam to pytanie za ważne? Dlatego, że ono dotyczy pracy aktora. Otóż ja jestem przekaźnikiem. Ja jestem... I teraz tak, czasami zdarza mi się, że całym sercem jestem za itd. No ale jeżeli gram Ryszarda III, no to nie jestem sercem za nim, ale ja go muszę przekazać. Ja muszę tę rzeczywistość Ryszarda III przekazać i na przykład przekazać, jakby to powiedzieć, w sposób przekonywujący, pierwszy monolog, w którym on mówi, że naturo, skoro mnie skrzywdziłaś w ten sposób, że ja mam garb, mam uschniętą rękę i kuleję, to ja udowodnię ci, że to nie będzie przeszkadzało mi wypełniać mojego życia. Czyli może, już nie pamiętam tekstu. Stanę się królem, będę miał wspaniałe kobiety, będę rządził, będę walczył, będę zwyciężał. Ja, broń Boże, nie chcę przez to uzasadnić morderstwa dzieci, których dokonuję i w ogóle wszystkiego, co dokonuję, tylko Szekspir tak pokazuje tę rolę. No więc tutaj nie zgadzałbym się z Ryszardem, ale w przypadku Gombrowicza też pewnie nie za każdym razem, ale w tej chwili, szczerze mówię, nie pamiętam.
[26:56.42 → 27:50.71] B: Ja mogę dać taki drobny przykład. Otóż on tam mówi w pewnym momencie, że Bach to jest taki obiektywny, matematyczny, geometryczny, strukturalny, zimny, a Beethoven jest subiektywny. I ja rozmawiałem z naszym przyjacielem Piotrkiem Gamińskim, który pomógł mi tu znaleźć muzykę do tego. I mówię do niego, no przecież to jest nieprawda. Przecież Beethoven, Bach napisał tyle rzeczy, które się potem... I odpowiedziałem bardzo prostą rzecz. W latach 60. w wydawnictwach płytowych, istniał wyłącznie Bach klawiatury. Już tylko klaves albo fortepian. Nie było tych wszystkich wielkich oratoriów. I on nie miał, on miał takie nagrania.
[27:50.71 → 27:51.59] A: Nie znał.
[27:52.77 → 30:23.66] D: Wie pan, kiedyś przeczytałem, bo czytam recenzje, nie zawsze się zgadzając, czasami czytając z jakimś ogromnym zainteresowaniem recenzje. Dzisiaj to już prawie nie ma recenzji, ale pamiętam taką recenzję i proszę sobie wyobrazić się Romana Pawłowskiego. I była w niej bardzo ciekawa myśl. Otóż myśl dotycząca teatru Gombrowicza. Że oto Gombrowicz znał tylko jeden model teatru, ten warszawski, sprzed wojny. Nie wiem, czy on znał Silerowskie jakieś... Rozumiem, do czego prowadzę. Znaczy, prowadzę do tego, że on miał... Jak to powiedzieć? Z jednej strony pewnie chciał wejść w tę strukturę, która była pewną strukturą dramatu polskiego, teatru polskiego lat trzydziestych mniej więcej. Z drugiej strony, no ślubem na przykład czy Iwoną, no w ogóle on ją rozwalał, ale miał do czynienia z takim teatrem, prawda? Z jednej strony to jest ograniczenie, z drugiej strony to jest szansa. Ja nie wiem, czy tekst o Polsce, o polskim katolicyzmie, który jest bardzo celny i cenny, moim zdaniem, czy jest wystarczającym opisem polskiego katolicyzmu. Tu mam wątpliwości, ale w takim polemicznym tonie on jest potrzebny. To tak jak pracowałem przez lata z Peter Brookiem nad Mahabharatą i wszyscy mówili, że należę do sekty hinduistycznej, że tam Krishna, Krishna i tak dalej, a ja mówiłem, że dzięki temu staję się, przynajmniej tak mi się wydawało, głębszym katolikiem, ponieważ wtedy stawia przed mną pytania hinduizm, który zresztą twierdzi, że Jezus był ich świętym, także ktoś, kto wierzy, czyli katolik jest hinduistą i tak dalej. No widzicie państwo, najlepszy dowód, zmusza do myślenia. Ale na pewno by się znalazły, jakby tak zaczęło teraz... Z tą emigracją również pisarze, emigranci,
[30:26.92 → 30:58.21] A: To jest ciekawe, bo pan Andrzej w tym scenariuszu umieścił ten cytat jako jeden z pierwszych. Ta odpowiedź na prośbę Giedroycia, żeby odpowiedzieć Cioranowi o emigrację. I on tam pisze, że artysta, pisarz w swoim kraju może być emigrantem, prawda?
[30:58.89 → 30:59.35] B: Jest.
[31:00.63 → 31:24.95] A: Panowie obydwaj mieli doświadczenie emigranckie. Jak odczuwaliście to oddalenie od kraju, od naszej, od kultury, w której wyrośliście? Czuliście się samotni czy przeciwnie? Właśnie szliście za Gombrowiczem.
[31:25.37 → 31:41.03] B: Ja uważam, że to jest wzbogacające, bo to się nabiera dystansu wtedy i do samego siebie, i do Polski. Jest masa rzeczy, które mnie strasznie denerwuje u Francuzów. Jest masa rzeczy, które mnie strasznie denerwuje u Polaków. Ale tak siedzę w środku, to...
[31:41.03 → 31:43.81] D: Nie, bo trzeba państwu powiedzieć, że Andrzej mieszka w Paryżu.
[31:44.61 → 31:45.49] B: 47 lat.
[31:46.53 → 34:27.31] D: Ja mieszkałem tylko 33. Więc to po pierwsze, Mnie Polski nie brakowało dlatego, że ja byłem tam w Polsce, w Paryżu. Byłem ciągle u Palotynów, ciągle mówiłem po polsku tam, jakieś poezje tam prezentowaliśmy wtedy, kiedy był stan wojenny, to jeździliśmy po całych w ogóle Europie i tam, prawda, żeśmy byli Polską. Moja żona i dzieci nie były Polakami, więc w domu, że się tak wyrażę, była Polska tylko przeze mnie, którą też starałem się jakoś pielęgnować, ale będąc w kontakcie przecież z Polską, no tak po prostu będąc w kontakcie, ja musiałem żyć. Ja musiałem zarobić na chleb, ja musiałem dbać o rodzinę, że się tak wyrażę. Więc jeżeli powiem, że nie miałem czasu na góralu czy ci nie żal i tak dalej, to to jest prawda. Ja musiałem się uczyć tekstów, musiałem się uczyć dykcji, musiałem pracować. Potem się ta praca rozwijała, byłem wykładowcą w szkołach teatralnych i tak dalej. Więc ja zasuwałem po prostu. Natomiast zawsze wiedziałem, że będę chciał, że będę musiał, że powinienem wrócić do kraju, a cała ta przygoda francuska, no nie tylko francuska, ale powiedzmy przede wszystkim francuska, była dla mnie niezwykłą szansą i w dużej mierze ją wykorzystałem, moim zdaniem, na zrozumienie lepiej chyba świata, spojrzenie, o którym mówił Andrzej, z pewnym dystansem na moją ojczyznę, kiedy zostałem dyrektorem Teatru Polskiego w Warszawie 14 lat temu, to na pewno wykorzystuje pewne doświadczenia. Nie imituje, nie powtarzam, to naprawdę nie, to bzdura, ale na pewno coś mi to dało. Wiecie państwo, granie w trzech językach, czy nawet czasami w czterech, czy czytanie w czterech językach, to rozwija po prostu tak obiektywnie. To nawet nie moja zasługa, to po prostu zasługa tego, że zostałem zmuszony do tego, żeby tak pracować. Ale to rozwija, kiedy się czyta Racina, Corneille, Malraux też, ale Molière po francusku, to rozwija.
[34:27.53 → 34:43.76] B: Po prostu jedna niesłychana rzecz. Zawsze się mnie to zadziwiało, bo jak byśmy się widywali, Andrzej mówiąc po francusku, miał lekki akcent polski, to się wyczuwało, ja też zresztą. Jak wchodził na scenę w Comédie-Française, nie był akcentem.
[34:43.76 → 37:46.21] D: Po pierwsze, myślę, że to nie do końca prawda, ale po drugie, wiecie państwo, jak ja, jak aktor francuski, powiedzmy, jak się uczy na pamięć, to on tam powtórzy ten tekst, nie wiem, 100 razy, może 80 razy, a ja powtarzałem 1000. Więc wiecie, to... Ale to bardzo ważne, co Andrzej mówi, bo nie zdawałem sobie z tego sprawy. Ale nigdy nie byłem w takiej sytuacji, w której mógłbym myśleć, że jestem na zawsze, że emigracja, że tak jak mówię, góraluczyci nie żal, że w Stanach Zjednoczonych majątki robią, przecież dzisiaj są bogaci ludzie, naprawdę bogaci. W Denver, Boże kochany. Któregoś dnia napisał do mnie pan Sławomir Mrożek, po obejrzeniu jakiegoś mojego przedstawienia i proszę sobie wyobrazić, że ja zachowałem się jak... ostatni źle wychowany człowiek i nie odpisałem mu. I odpisałem po dwóch, trzech miesiącach, a on do mnie na to, że to jest klasa, rzeczywiście po trzech miesiącach, żeby odpisać, to to jest w porządku, spotkajmy się. I od tamtego czasu zaczął mnie nazywać kuzynem, bo on się prawdopodobnie ucieszył, że jest aktor tam coś, który gra, naprawdę, myślę tak po ludzku. Mimo, że to słowo Mirbrożek, który miał ten przecież sceptycyzm w sobie do całego świata. bo on porównywał swoją drogę do mojej, co ja słuchałem pokornie, spuszczając oczy, bo przecież kim człowiek jest w porównaniu ze Sławomirem Rożkiem. A on tak właśnie mówił mi, że pan wyjechał, ja też wyjechałem, potem tam wrócił, nie wrócił. Ja tak słuchałem, od czasu do czasu mówiłem panie Sławomirze, że jednak nie tak samo, pan jest i tak dalej, nieważne. To a propos tego, jak funkcjonował człowiek tam. Ja tam zawsze byłem traktowany jako nasz Polak, tak bym powiedział. Przez 33 lata dostałem tylko raz list, bardzo się zawiodłam, że pan jest Polakiem. Ale może tam była jakaś inna myśl. Myślałem, że to była kobieta. A ja teraz chyba powiedziałem, że bardzo żałuję, że pan jest Polakiem. Myślałem, że powiedziałem, że bardzo żałowałem, żałowałam i wtedy ten żart byłby uzasadniony. Bardzo żałowałam, że jest pan kobietą. Myślałem, że było to jasne dla państwa, że to pisała kobieta. Jeżeli kobieta pisała do mnie, żałuję, że jest pan Polakiem, to mogło to nie tylko oznaczać, że żałowała, że jestem Polakiem. Krótko mówiąc, zostawmy to.
[37:48.71 → 37:50.29] A: Zrozumieliśmy to w pewni.
[37:50.29 → 37:51.83] D: Przepraszam bardzo, przepraszam.
[37:52.81 → 38:42.67] A: O tym deprawatorze, bo to jest właściwie kolejne pana spotkanie z Gombrowiczem, że rzeczywiście pan samego Gombrowicza w sztuce Macieja Wojtyszki, która opowiada o spotkaniu jego z Czesławem Miłoszem i Zbigniewem Herbertem właśnie w tym wałs. W finale tej sztuki Gombrowicz umiera. Są też kobiety, jest Rita, oczywiście jest żona Czesława Miłosza. I tam w finale, jeśli pamiętam, pada takie zdanie, które wypowiada Gombrowicz. Nie lawiruj, płyń prosto pod wiatr. To jest też jakieś pana motto?
[38:45.41 → 41:23.51] D: Chciałbym, wie pan, no to dobra okazja, żeby powiedzieć, kim człowiek jest w porównaniu z takimi ludźmi jak Gombrowicz czy Mrożek. Każdy powinien znać swoje miejsce. Ja naprawdę znam swoje miejsce w szeregu, jak to się mówi. Pani Rita Gombrowicz zaszczyca mnie zawsze, kiedy się widzimy, mówiąc do mnie Witoldo, bo ona, ponieważ wiedziała, Ona widziała przedstawienie w komedii Francaise oczywiście i tak dalej, na Witoldzie, Witoldo i tak dalej. Ja wiem, co to znaczy i są sytuacje, w których nie lawiruję, ale z jednej strony jako dyrektor instytucji państwowej nie mogę nie lawirować. Z drugiej strony, proszę mi wybaczyć, Jako aktor też nie mogę nie lawirować, ale powiem gorzej, jako człowiek też nie mogę, ja wiem, że dobrze by było, żeby, też nie mogę czasami choć trochę lawirować, ponieważ życie w tak zwanej prawdzie, jest bardzo, bardzo trudne. O tym debatuje Filint z Alcestem w pierwszej scenie. Ten mu mówi, mów prawdę. Jaką prawdę? Jaką prawdę? Swoją prawdę. Dlaczego ja mam mówić swoją prawdę, skoro za to, że powiem prawdę, zostanę zabity? I oczywiście teraz chwileczkę, prawda, są sytuacje, w których człowiek tę prawdę szanuje ponad życie. I historia nas tego uczy, że tak jest. I kto wie, czy gdybym został zmuszony do takiej sytuacji, czy bym nie wybrał śmierci, to ja nie. Ale dzisiaj, kiedy stawia pan w ten sposób pytanie, to wyznaję, że lawiruję, chociaż wiem, co to znaczy, nie lawiruj płyn prosto pod wiatr, czyli bądź sobą, bądź głoś swoją prawdę, a nie dawaj się porwać modzie, obowiązującym zasadom, nie wiem co, prawda? Ja to rozumiem, ja to rozumiem.
[41:24.97 → 41:25.07] B: No,
[41:27.11 → 41:30.87] D: cynicznie powiem, nie zawsze się opłaca, ale to mówi Filent raczej.
[41:32.65 → 42:32.65] A: Może na tym polega wielkość Gobrowicza i to, że go wciąż słuchamy, że on się o tą prawdę upominał, miał tę odwagę. Swój dramat może rozgrywał w związku z tym, ale on był jeden, a my no możemy tylko go słuchać i myśleć o tym, co nam przekazywał. Proszę państwa, nie chciałbym zdominować pytaniami tego spotkania, więc teraz jest okazja dla państwa, żeby naszym gościom zadać pytanie, bądź podzielić się wrażeniami po tej projekcji, bądź jakimiś refleksjami na temat. O, jest, jest, proszę bardzo.
[42:33.93 → 44:06.82] C: Dobry wieczór. Ja może najpierw na temat filmu. Bardzo mi się podobało to, że jak gdyby pan Andrzej wchodzi w ten portret Gombrowicza i staje się niejako pisarzem. Chyba bardziej wtedy te teksty docierały do nas i jeszcze do tego chyba sympatyczniejszym wydał się Aniżeli sam pisarz. Tutaj chciałabym zapytać właśnie o te powroty, bo tak naprawdę Gombrowicz wrócił do Europy, ale nie wrócił nigdy do swojej ojczyzny. Panowie obydwaj mieli okazję, nawet będąc na emigracji, wracać do kraju. Chciałabym zapytać w ogóle o powody zostania na emigracji i jak te powroty do kraju wyglądały. Jeszcze chciałabym tutaj na temat tych rozrzucanych kartek. Mnie one się bardziej skojarzyły z kalendarzem takim, z wyrywanymi kartkami, że właśnie już coś było i coś już nowego. Nowy dzień następuje, już tamto minęło. Także tak jak pan mówił, że zaczynał od tych wcześniejszych lat z dziennika wybierać teksty i po kolei te kartki były odrzucane. Dziękuję.
[44:11.22 → 44:20.60] B: Pani, to było... Andrzej przyjechał do Francji przed stanem wojennym i stan wojenny cię zablokował, jeśli dobrze pamiętam.
[44:20.96 → 44:26.86] D: Tak, ale... Myślałem, że mówisz o sobie, dobrze. Nie, nie, nie.
[44:27.44 → 44:39.63] B: Myśmy między 81. i 89. nie mieliśmy co... Jakbyśmy przyjechali do Polski, to by nam w ten czas zabrano paszporty i by nas tu ziemniono. Byśmy cały czas siedzieli w Komitecie Solidarności.
[44:40.73 → 44:47.29] D: Tak, ale pani pyta o to, jakeś przyjechał do Paryża. No to powiedz, kiedy przyjechałeś i dlaczego potem nie wyjechałeś.
[44:47.79 → 44:54.97] B: Ja przyjechałem przez przypadek, tak jak to się wszystko... Przyjechałem na dwa miesiące wakacji, dostałem zaproszenie i do tej pory jestem na wakacjach widocznie.
[44:56.30 → 47:47.76] D: A ja przyjechałem z Andrzejem Wajdą, robiliśmy przedstawienie w styczniu, potem, to był osiemdziesiąty, potem były wakacje, więc przyjechałem do Polski i woziłem różne ulotki panu Gieremkowi, tam nieważne, do Gdańska, nie Gdańska. Potem była ta słynna, słynna, to też zabawne, bo zarejestrowano Solidarność i był wielki koncert w sali kongresowej. I jednym z najważniejszych takich elementów tego koncertu, co było, był pietrzak, żeby Polska była Polską. I myślę sobie, że czegoś nie wykapowałem. I potem pojechałem znowu, bo kontynuowałem pracę. To był 1981, bo już tam miałem zaangażę. I cały 1981 spędziłem w Paryżu, no i przyszedł stan wojenny. Ja byłem związany tak rodzinnie też już z Francją, ale oczywiście wracać było... Byli koledzy z piwnicy pod Baranami, była Agnieszka Holland, masa kolegów była, wtedy i wracali wszyscy, Agnieszka chyba nie, a ja miałem pracę i rodzinę, więc takie było to, no oczywiście mogę wracać, no ale i zostałem i cały czas pracowaliśmy i komitet, no i komitet to już bardzo, bardzo było intensywnie, Komitet Solidarności. Potem zostałem wezwany do konsulatu, to było chyba troszkę później. Przekazano mi stanowisko władz w postaci listu podpisanego przez towarzysza Olszowskiego, że ponieważ moja działalność jest publiczna, to muszę publicznie ją ocenić i odwołać i tego w telewizji. Jeżeli chcę wracać do kraju, a jeżeli wrócę, to będę mógł pracować wyłącznie w teatrze, to się chyba on nazywał Republika, teatrze dzisiejszym dramatycznym i wcześniej dramatycznym, którego dyrektorem był pan Gawlik. To też są jakieś żarciki historii. Gawlik jako dyrektor teatru Wrony. Wiecie, to się w ogóle To jest wszystko przedziwne, naprawdę. No a później przyszła wolność, a paszportu już nie miałem, więc potem odzyskałem jakoś ten paszport. No i właściwie powrót mój był po 20 latach pracy w komedii francuskiej, kiedy otrzymałem propozycję, otrzymywałem kilka innych wcześniej, Jakoś nie doszło do realizacji tych propozycji i doszło do realizacji, do objęcia przeze mnie dyrekcji Teatru Polskiego i tak jest od 14 lat.
[47:48.70 → 48:54.10] B: No ja powiem jeszcze słówko co do powrotu Gomrowicza. Otóż to jest ten taki słynny fragment z dziennika, który tutaj Andrzej też mówił, że od momentu tego spaceru w Tilgance on poczuł, że śmierć mu usiadła na ramieniu i go już więcej nie opuszcza. On tego nie mówi dosłownie, ale on był bardzo schorowany, on cierpiał na astmy od zawsze, dusił się, zresztą zmarł na niewydolność oddechową w wąs. Więc on miał tą świadomość, bo te ataki astmy były coraz gorsze. Jeszcze tam jest taka historyjka z Argentyny, w Buenos Aires, on miał takiego przyjaciela, Aleksandr Rusowicz, który też był schorowany i oni zawarli taki pakt o wzajemnej pomocy, że jak jeden z nich że jest za bardzo cierpi, to drugi dostarczy mu takich środków do samobójstwa skutecznych. I kiedyś po jakimś ataku, silnym ataku astmy u Gombrowicza, Rusowicz się zjawił i powiedział, no przyszedł moment, żebyśmy zrealizowali to przyrzeczenie, na co Gombrowicz spojrzał na niego i powiedział, wiesz, czuję się znacznie lepiej.
[48:55.62 → 49:19.64] A: Rusowicz go przeżył dosyć znacznie. To doświadczenie emigracji myślę, że bo troszkę się czai za tym no taki żal, że właśnie, że tyle wspaniałych naszych twórców znalazło się na emigracji, ale może potraktujmy to jako niebywałą zdobycz, niebywałą.
[49:19.80 → 51:13.52] D: Myśmy o tym często mówili, to jest, może szansa jest za dużo powiedziane, ale my tam poznawaliśmy ludzi, myśmy się kształcili, myśmy otwierali drogę dla innych. przecież Stuhr pracował, Jurek, we Włoszech. Był aktorem włoskim, aktorem niemieckim był Olgierd Łukaszewicz, Wojtek Przoniak, świętej pamięci, Daniel Olbrychski, Krysia Janda. No przecież to... Bruck proponował, żeby Konrad i Zelnik i Olbrychski przyjechali do niego przynajmniej na spotkania. Żaden z nich nie chciał, bo jak się dowiedzieli, że to będzie trwało 8 miesięcy czy tam rok, to powiedzieli, że nie chcą i tak dalej. Poza tym nasza obecność, proszę mi wybaczyć, ja oczywiście, tak jak mówię, znam swoje miejsce Nie twierdzę, że tak, ale my jakimiś małymi ambasadorkami czy konsulami kultury polskiej też jesteśmy, byliśmy i będziemy. Przepraszam, że o sobie mówię, ale gdyby ktoś był inny, to bym powiedział o kimś innym. jestem członkiem honorowym komedii francuskiej i to jest gdzieś zapisane tam w tej historii i to jest moim zdaniem takie fajne. Oczywiście to nie jest jakieś Nobel, ani żadne tam Oscary, ale to jest jakiś taki ślad polskiej kultury, bo ja osobiście jestem po prostu wychowankiem polskiego teatru, Ateneum Warmińskiego, Pszoniaka, no Pszoniaka też, ale Świderskiego, Wojszczerowicza, no już nie będę tutaj się popisywał. To czasami osobiście to były dramaty dla wielu z nas. Ale
[51:15.58 → 51:47.17] A: proszę państwa, przecież... Najwybitniejsi twórcy polskiej kultury XX wieku byli emigrantami. Właśnie Gombrowicz, Miłosz, Mrożek, bohaterowie filmów pana Andrzeja, bo pan Andrzej zrobił film o Józefie Czapskim, Janie Lebensteinie, o paryskiej kulturze, która była Wie pan o kim myślę?
[51:47.23 → 51:50.65] D: O Semkowie również. Semkow przecież właściwie pracował...
[51:50.65 → 51:52.35] A: W dyrygencie, tak.
[51:52.47 → 51:53.11] D: Fantastyczny.
[51:53.33 → 51:54.19] B: Herling-Rodziński.
[51:54.73 → 52:12.27] A: No tak, najwięksi. To niebywałe doświadczenie. Czy jeszcze jakieś kwestie? Tutaj proszę, tak? Najpierw pan tutaj poprosimy, a później będziemy pamiętać o pani.
[52:22.71 → 53:01.98] D: Fajny Pani ma ten kapeluszik. Pana okres francuski jest dość dobrze znany, zresztą dzisiaj wiele Pan o tym powiedział, ale ja wyczytałem w Pana życiorysie, że Andrzej Teodor Seweryn urodził się w Niemczech. Tak, urodziłem się... W tym kraju jest teraz taka, nie wiem, zasada, że wszystko co zawiera, dotyczy niemieckości powinno być wyjaśnione. I teraz powiem szczerze, że Seweryn to też nie bardzo polskie nazwisko. Proszę
[53:10.06 → 53:10.80] A: wyjaśnić.
[53:11.68 → 54:07.32] D: Więc wie pan, to było tak, że moja mama i mój tata zostali zgarnięci na ulicy po prostu w czasie okupacji. Tam się poznali, w Niemczech. Czyli na razie nie ma ich winy. Potem się zakochali w sobie, no nie wiem, może niektórym, wiecie którym, to też nie podoba, że się ludzie tam kochali. Potem z tego urodziło się dziecko, no więc nie wiem, w którym momencie ta wina się pojawia. No krótko mówiąc, w Heilbronn w 1946 roku, potem przyjechaliśmy do, może powinniśmy zostać i pojechać, bo proponowali ojcu pojechać do Australii, bo to była strefa angielska. Może to niektórych był, jakoś usatysfakcjonowało. Ja jestem szczęśliwy, że jestem w Polsce w każdym razie. No i potem do Skolimowa przyjechaliśmy, a potem Warszawa była i tak dalej.
[54:07.80 → 54:24.66] A: No całe szczęście, że został pan polskim aktorem, a nie australijskim. Pani tutaj jeszcze miała pytanie. ale dla naszych obserwatorów w internecie może.
[54:24.66 → 54:50.89] C: Ja mam pytanie do pana Andrzeja Seweryna, też związane w sumie trochę z emigracją. Chodzi mi o początki języka francuskiego, a przypomina mi się taka wypowiedź pana Przoniaka, właśnie kiedy dostał pierwszą rolę chyba jako danton, powiedział coś takiego, że nauczył się fonetycznie, bo nie znał języka francuskiego.
[54:51.88 → 56:17.75] D: To było inaczej. Wojtek otrzymał propozycję, ktoś opowiedział Klodowi Rezzi o Wojtku. Daniel już dostał angaż do tego przedstawienia, to było Légende Raisonnable, Je ne sais pas, nie wiem, coś takiego. I to było przedstawienie, w którym grał Gérard Depardieu, Daniel Orłowski, paru innych. I Wojtek dowiedział się, że reżyser... Chyba siostra żony zadzwoniła do reżysera i powiedziała, że zaraz Wojtek przyjdzie z następnego dnia. I napisała mu, co ma mówić. To ja powtarzam, Wojtusiu, sam wiesz, że to prawda. Przynajmniej to opowiadasz. W czasie tej rozmowy, którą słuchała siostra żony i dawała znak, mówiła, co trzeba odpowiedzieć, on po prostu przekonał tego reżysera, że zna francuski. Potem jak przyjechał, to tam troszkę się to skomplikowało, ale wszystko było w porządku. Wojtek mówił po francusku w ogóle. Miał taki akcent, który dawał mu również możliwość grania postaci polskich Żydów. On grał tak w filmach, jak i w teatrze. Bardzo piękne tam były takie... Zresztą nagrał to do telewizji polskiej, to się nazywało Atelier. Dobrze mówię?
[56:19.09 → 56:21.43] C: A właśnie chodzi mi o pana.
[56:22.03 → 56:59.25] D: Wie pani, było tak, że ja się uczyłem francuskiego w szkole teatralnej, czyli niczego się nie nauczyłem, bo myśmy byli głupimi, młodymi, bezczelnymi kretynami. Tak samo jak się rytmiki nie nauczyłem i wielu innych rzeczy. Chór. Mój Boże, mieliśmy takiego fantastycznego profesora, pana profesora Boga. Z taką bezczelnością głupców, kretynów przeszkadzaliśmy mu w zajęciach, to jest... Boże, nie przebacz mi tego nigdy. Naprawdę, mówię to bardzo poważnie.
[56:59.49 → 57:00.91] A: No to Ferdynurkę po prostu.
[57:02.09 → 59:02.76] D: Tak, więc... Mieliśmy takie tak zwane zajęcia z Francuzji, wiecie, potem mieliśmy nawet egzaminy, graliśmy sceny. Ja grałem Valerego jakąś scenę, mówiłem tam z Moliera, nic nie pamiętam, nic nie umiałem, nic nie wiedziałem, co mówię, ale zdałem. A potem pojechałem do Avignon, bo w 67. może nie, w 1966, nie pamiętam, pojechałem do Awinią i trzeba było zdać egzamin w ministerstwie, więc też się wykułem. Żywy, wódry, ale, a tam... zaakceptowali, pojechałem. I potem ze słownikiem rozmawiałem z kobietami na przykład, bo to bardzo włosik, bardzo seksi. No i potem... Nie było francuskiego oprócz takich, wiecie, Brel, Beko, tam nie wiem, Edith Piaf, tam wszystko. Więc to trzeba było wiedzieć, co to znaczy, prawda? Albo Ne me quitte pas. No to przecież jak można nie wiedzieć, co to znaczy, ne me quitte pas i tak dalej. No a potem nagle przyszła ta propozycja i ja nagle spanikowałem, ale miałem kontakt z fantastyczną kobietą, nieżyjącą niestety już, panią Ewą Wendę. której mężem był Edward Wende, pan mecenas, już nieżyjący oboje. I ona uczyła mnie najpierw tekst, wzięliśmy tekst i pracowaliśmy nad tekstem, a to były Witkacy, czyli to był język, wiecie, daleki od codziennego języka francuskiego. Więc ja tego wbijałem, wbijałem do głowy, a potem ona mnie wzięła do Instytutu Francuskiego i też uczyła po prostu francuskiego przez jakiś czas, przez dwa miesiące chyba. No a później to już było życie we Francji. Tyle tylko, że tak jak powiedziałem na początku naszej rozmowy, ja to powtarzałem tysiąc razy, a koledzy tam osiemdziesiąt.
[59:03.53 → 59:31.10] C: Może jeszcze takie krótkie pytanie, bo może nie dotyczy konkretnie Gombrowicza i tutaj tego spotkania, ale a propos pana ról francuski w jednym z moich ulubionych filmów Indochiny. Jakby pan mógł powiedzieć, w jaki sposób tą rolę pan dostał? Sama rola była świetnie zagrana, aczkolwiek postać jak wiadomo niesympatyczna.
[59:31.60 → 01:01:12.05] D: Regis Varnier zaproponował mi, żebym, on widocznie widział mnie w teatrach francuskich i szczególnie u Peter Brooka, tak mi się wydaje, i zaproponował mi, żebym zagrał w jego pierwszym filmie La Mour de Mavie. Chyba tak się nazywało. L'homme de Mavie. Christophe Malavois, Jane Birkin, Jean-Louis Trintignant, Didier Sandre i moja skromna osoba. I to był jego pierwszy film. I proszę sobie wyobrazić, że jakieś trzy tygodnie temu reżis zadzwonił do mnie i mówi, słuchaj, ja już nie będę robił filmów w tym kraju, już koniec już tego, robię ostatni film. Mam tam rolę dla ciebie. Czy zgodzisz się za mnie? Oczywiście, bo tego niech produkcja się... I produkcja dzwoni do mnie, mówi... I zaproponowali mi tak małe pieniądze, że nie wiem, co zrobić. Bo oni chyba nadal myślą, że my jesteśmy gdzieś z Zabieguna, że tu niedźwiedzie chodzą po ulicach. Ale na pewno tam coś się dogadamy i według słów Rezi Zwarnie zagrałbym w jego ostatnim filmie. W pierwszym i w ostatnim. Nie no, on po prostu zrobił ten pierwszy swój film, potem zrobił jeszcze jeden, a potem zrobił ten i chciał z ludźmi, których zna. To tak to funkcjonuje często, pracować.
[01:01:16.50 → 01:01:22.22] A: Ostatni głos, jeśli ktoś z Państwa, tak tutaj Pani, tak.
[01:01:28.44 → 01:01:31.44] D: Ja
[01:01:33.68 → 01:02:23.96] C: chciałabym jeszcze nawiązać do tego głoszenia prawdy. Bo pan właściwie już od takich lat chyba studenckich angażował się w działalność polityczną. No i właśnie cały czas jakoś nie zniechęcił się pan do tego, chociaż różne kary tam dostawał. I zagłoszenie prawdy również teraz obrywa pan. Ale to daje nam jakąś nadzieję, że To, co pan głosi, będzie zrealizowane i to, że również młodych angażuje pan, żeby brali sprawy w swoje ręce, to też jakoś optymistycznie nastawia. Dziękuję.
[01:02:24.26 → 01:04:03.43] D: Bardzo mnie cieszy to ostatnia część pani wypowiedzi, znaczy o tej młodzieży. Nie, wie pani, ja dlatego tak się krzywię, bo ja tak bardzo chcę uniknąć bycia kombatantem. Ja to, ja już wiem, jakie tu są pułapki czyhają. Wie pani, teraz tam, no nie powiem o co konkretnie chodzi, ale ktoś dzwoni do mnie, słuchaj, to załatw to z Tuskiem, żeby to... Oni mają porąbane w głowach, no. Oni sobie wyobrażają, że to tak w ogóle funkcjonuje. Zajdź, załatw to z Tuskiem. Wiesz, rozumiesz. Nie, nie. Po pierwsze, ja w ogóle nie mam kontaktu z panem przewodniczącym, z panem premierem. Skąd te pomysły w ogóle? Bo śpiewałem wolność. Ludzie, zabawne to jest. Natomiast wie pani, mnie wychowywał Jacek Kuroń, ale nie znowu, żeby to jakieś było bohaterstwo, bo co to za bohaterstwo, to akurat tak gdzieś tam po drodze się przytoczyłem i jakaś taka wrażliwość na to, co społeczne, na to, co ogólne została. No i tyle. Ja bym o tym jak najprościej, najskromniej wolał mówić, No tak jak mówię, znaczy postawiłem sobie pewne granice, to znaczy kiedy mówię o tym lawirowaniu na przykład, prawda, no to są granice po prostu.
[01:04:03.79 → 01:04:05.29] A: Czasami pan nie lawiruje.
[01:04:05.97 → 01:04:06.89] D: No czasami nie.
[01:04:07.51 → 01:04:17.41] A: Dobrze, to już ode mnie takie ostatnie, finałowe pytanie, czy przewidują panowie jakiś kolejny powrót do Gombrowicza?
[01:04:23.48 → 01:04:58.66] B: Więc mnie się to wydaje dosyć trudne. Zrobiłem pierwszy film, taki duży dokument o Gombrowiczów w 1989 roku dla Trzeciego Kanału Telewizji. Dziesięć lat później zrobiłem następny, właśnie ten z Andrzejem, który był w takiej znanej serii, na tym bardzo zależało, ta seria, 250 odcinków o pisarzach, żeby tam zaistniał Gombrowicz. Już tutaj myślę sobie, ile można robić filmów o Gombrowiczu. Już trzeci, to już jesteśmy limit, myślę, że już więcej chyba nie.
[01:04:59.38 → 01:05:03.66] A: Troszkę to się układa w taką biografię filmową Gombrowicza, te trzy tytuły.
[01:05:04.94 → 01:05:38.38] D: Przepraszam, muszę zareagować. Słyszeliście państwo, co powiedział Andrzej? Że jakiś kanał telewizji francuskiej zrobił 250 filmów, w ramach cyklu Wiek Pisarzy. Ja bym to dedykował taki piękny program naszym władzom, żeby znaleźli pieniądze, żeby tego typu wydarzenia miały miejsce.
[01:05:38.58 → 01:05:45.68] B: Mało tego, to było emitowane w świetnych gonicach, to nie było emitowane o drugiej w nocy, tylko ten program szedł o 21.30.
[01:05:45.96 → 01:05:46.42] D: No właśnie.
[01:05:48.19 → 01:06:57.67] A: Może zacznijmy od tego, żeby w film Powrót wyemitowała polska telewizja, bo tego nie było. No właśnie. Proszę Państwa, bardzo dziękuję za to spotkanie. Pan Andrzej Wolski, pan Andrzej Seweryn, bardzo dziękujemy. Pamiętaj... Z panem Andrzejem Sewerynem myślę, że będą mogli się państwo spotykać tutaj na tej scenie, bo przecież król Lir będzie prezentowany. Bardzo dziękuję. Ja również chciałem państwu podziękować, bo to dzisiejsze spotkanie jest ostatnim, które w Teatrze Starym poprowadzę, w związku z tym, że zakończyła się dyrekcja pani Karoliny Rozwód i po tych 12 latach Tutaj tej jej dyrekcji też pomyślałem, że czas może na... Jak wspominałem, na jantar nic nie może wiecznie trwać, ale oczywiście bardzo chętnie będę widzem tutaj w Teatrze Starym i zasiadał wśród państwa. Bardzo dziękuję.
[01:06:57.83 → 01:07:07.71] D: To ja w imieniu widzów, pozwólcie państwo, lubelskich, bardzo panu serdecznie dziękuję za te 12 lat. Serdecznie.
[01:07:07.87 → 01:07:09.83] A: Dziękujemy. Dziękuję bardzo, dziękuję.

„Powrót” – pokaz filmu na podstawie „Dziennika” Witolda Gombrowicza / po projekcji spotkanie z Andrzejem Sewerynem i Andrzejem Wolskim

Nikt nie opowiada lepiej o Witoldzie Gombrowiczu niż sam Witold Gombrowicz. Nie ma lepszego momentu, by przypomnieć twórczość pisarza niż 2024 rok, którego jest oficjalnym patronem.
„Dziennik” to jeden z fundamentalnych utworów literatury nie tylko polskiej, ale i europejskiej. Jest niezwykłą, pełną autoironii podróżą intelektualną, kluczem do zrozumienia naszych narodowych przywar i lustrem, w którym przeglądają się nasze „gęby”.
Zapraszamy na spotkanie z Andrzejem Sewerynem i Andrzejem Wolskim. Najpierw zabiorą nas do Vence, miasta tak ważnego w biografii pisarza. Wspólnie z nimi zajrzymy do mieszkania, w którym przez wiele lat żył i tworzył, spotkamy Honorową Obywatelkę naszego miasta – Ritę Gombrowicz, a nawet samego Witolda. A po projekcji filmu spotkamy się z jego twórcami w Teatrze Starym.

Karolina Rozwód, dyrektor Teatru Starego w Lublinie, koordynatorka Roku Gombrowicza 2004

„Powrót” to telewizyjno-kinowa wersja cieszącego się niesłabnącą popularnością monodramu przygotowanego przez Andrzeja Seweryna na podstawie „Dziennika” Witolda Gombrowicza.
Spektakl powstał w latach 90. ubiegłego wieku. Narodził się w Comedie Française, z którą Andrzej Seweryn, jego pomysłodawca i twórca, był związany. W jednej scenicznej postaci splatają się dwie osobowości: wielkiego aktora i wielkiego pisarza. Seweryn mówi słowami Witolda Gombrowicza, literackim tekstem zaprawionym doświadczeniami imigracyjnymi, autokreacją, czasem ironią. Gombrowicz w ujęciu Seweryna porusza i prowokuje.
Monodram przeniósł na ekran Andrzej Wolski, mieszkający w Paryżu reżyser filmowy, nagradzany dokumentalista. Zdjęcia kręcone były w Vence na południu Francji, w dawnym mieszkaniu Gombrowiczów. Producentem filmu jest Muzeum Literatury w Warszawie. Film powstał dzięki wsparciu Samorządu Województwa Mazowieckiego.

Premiera filmu „Powrót”, dokumentu w reżyserii Andrzeja Wolskiego z doskonałą rolą Andrzeja Seweryna, była jednym z punktów festiwalu Opętani Literaturą w 2023 roku. „Powrót” to telewizyjno-kinowa wersja cieszącego się niesłabnącą popularnością monodramu przygotowanego przez Andrzeja Seweryna na podstawie „Dziennika” Witolda Gombrowicza. (…) Powstało w ten sposób dzieło-hybryda, łączące w sobie elementy dokumentu i teatru telewizji. W jednej z pierwszych scen filmu Andrzej Seweryn niemal dosłownie wchodzi w obraz, podświetlone zdjęcie pisarza będące elementem ekspozycji obecnego muzeum. Postaci nakładają się na siebie i splatają. Ten sugestywny zabieg reżyserski jest dla odbiorcy wskazówką, choć nie wykładnią – przez cały film aktor balansuje między „czytaniem” Gombrowicza a graniem Gombrowicza, wcielaniem się w pisarza. Granice są płynne, iluzja sugestywna. Siłą tego filmu są dokumentalne zdjęcia. Część z nich pokazuje to samo mieszkanie sprzed kilkudziesięciu lat. Oprowadza po nim – i po okolicy – Rita Gombrowicz. Ale w tych archiwalnych ujęciach zbliżamy się też do samego pisarza – kamera pokazuje go w sytuacjach codziennych, w mieszkaniu, podczas zabawy z psem czy na spacerze. Wplecione w dokument ujęcia sprzed lat nie tyle oddają, ile raczej sugerują atmosferę Vence (częściowo także Berlina) sprzed lat, przenoszą do tamtego świata. (…) Widzowie mają zatem możliwość podziwiania kunsztu aktorskiego, wielkiej postaci świata teatru w zderzeniu z kunsztem literackim i osobowością wielkiego pisarza. Ale mogą też dostrzec Gombrowicza – człowieka, twórcę, który zdaje sobie sprawę, że sukces i uznanie, o które zawsze zabiegał przyszły zbyt późno.

Fragmenty tekstu Roberta Utkowskiego

„POWRÓT” – pokaz filmu na podstawie „Dziennika” Witolda Gombrowicza
Reżyseria: Andrzej Wolski
Zdjęcia: Andrzej Jaroszewicz i Magdalena Jaroszewicz
Występuje: Andrzej Seweryn

Czas trwania: 60 min.

Producentem filmu jest Muzeum Literatury w Warszawie.
Film powstał dzięki wsparciu Samorządu Województwa Mazowieckiego.

Wróć