[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.42 → 02:31.77] A: Panie, panowie, dzień dobry, a właściwie dobry wieczór, bo wprawdzie wystarczyłoby otworzyć okno, żeby zobaczyć, że mamy piękne, jasne światło na zewnątrz, ale to jednak jest noc, noc kultury. Panie, panowie, dobry wieczór. W takim razie witam państwa bardzo serdecznie w Teatrze Starym. Zachwycona tym, że zdecydowali się państwo ciąg wydarzeń, odbędą się dziś w nocy, rozpocząć od wizyty w Teatrze Starym. Punktualnie o 19, a więc właśnie w tej chwili rusza w Lublinie Noc Kultury. To jest informacja, może nie tyle dla Państwa, bo wszyscy mamy to w małym palcu od co najmniej 8 lat, ale dla tych z Państwa, którzy gdzieś w świecie oglądają nas za pośrednictwem internetu. W Lublinie raz w roku zdarza się taka noc, jaka nie zdarza się w żadnym innym miejscu na świecie. 200 wydarzeń kulturalnych, spośród tych 200 wydarzeń kulturalnych państwo zdecydowali się na to, aby wziąć udział w bitwie, bo to jest bitwa. Taki tytuł nosi cykl wydarzeń wtorkowych w Prawdzie, dziś więc wydanie specjalne. Taki tytuł nosi cykl wydarzeń, który wymyślił Krzysztof Wargaj, nazwał to bitwą o kulturę i o literaturę. Nie chodzi oczywiście o to, że za moment Senata zamieni się w ring, Udam się do garderoby, żeby założyć stosowny dresik niehamujący ruchów, bo bić się tu oczywiście nie zamierzamy. Bitwa o kulturę i bitwa o literaturę, celem tych spotkań, które odbywają się tu od dwóch lat jest raczej upominanie się o miejsce kultury i literatury w naszym życiu. Krzysztof Warga stwierdził, że nie będziemy robić tego łagodnie, że ostro, trzeba użyć ostrego słowa, stąd słowo bitwa, które może być nieco mylące, Nie chciałabym, żeby się państwo go kurczowo trzymali. Witam więc państwa podczas bitwy o literaturę, która będzie rozmową o czytaniu. Ale bohaterami tego wieczoru będą aktorzy. Czy granie to czytanie? Taki znak zapytania postawiliśmy i spróbujemy o tym porozmawiać z naszymi gośćmi. Pozwolą państwa i moi goście Zapraszam Marta Ledwoń, Adam Ferenc i Piotr Głowacki. [02:35.73 → 02:38.73] B: Jeszcze [02:44.57 → 05:09.24] A: wczoraj na tej scenie Barbara Niccolò Machiavelli i Francesco Taruggi. Jeszcze wczoraj. przez kilka godzin, bo wczoraj dwa spektakle oczywiście przy pełnej sali. To były pierwsze popremierowe spektakle. Jeszcze wczoraj Barbara Nicola Machiavelli i Francesco Darucci, czyli bohaterowie sztuki, którą napisał i wyreżyserował Juliusz Machulski. Witamy bardzo serdecznie pana reżysera. Reżyser Juliusz Machulski, pozwolą państwo, że od maki także zaczniemy, choć pewnie nie tylko wokół tego tekstu i tej sztuki poruszać się dziś będziemy, sugerują to także tomy, które leżą na stole. Będziemy do nich dziś w stosownym momencie zaglądać. Juliusz Machulski, zaproszony przez dyrektor teatru, przez Teatr Stary, przez Karolinę Rozwód do tego, aby napisać sztukę dla naszego teatru, zdecydował się na makię, ale tak naprawdę pomysł na to przedstawienie chodził za nim i to od lat. W związku z tym Juliusz Machulski naczytał się, że zostajemy przy słowie, które ma zdominować nasz dzisiejszy wieczór, naczytał się na temat Machiavelle'ego mnóstwo. Pytanie moje do państwa na początek jest takie, czy państwo na tym poprzestali, czyli na efekcie czytania Juliusza Machulskiego, który napisał stosowny scenariusz, dramat teatralny? Czy też nie zaufali państwo tylko jego czytaniu? Czy państwo też swoje studia wokół Machiavellego, siedząc w rozmaitych księgach i lekturach, zrobili? Czy to jest niepotrzebne? Czy aktor, kiedy dostaje scenariusz filmowy lub dramat w teatrze, poprzestaje na tym tekście czy na własną rękę bada całą okolicę literacką. Tu są mikrofony dla państwa. Mikrofony będą niezbędne z powodu tego, że inaczej nie będą nas słyszeć dalej poza tą salą. [05:12.48 → 05:15.48] B: Pani [05:19.04 → 05:19.52] A: Marto. [05:23.96 → 06:05.91] C: o tę sztukę, o makię. Ponieważ powierzono mi rolę Barbery, próbowałam się jej doszukać, nie doszukałam się, więc w jakichś innych oczywiście publikacjach nie doszukałam się, więc w pracy nad tą rolą raczej skupiałam się na odnalezieniu kurtyzan z tamtego czasu, ale nie były to poszukiwania w literaturze raczej film i skupienie się może bardziej na epoce, ale filmowo. [06:09.39 → 06:31.60] B: Ja mam w ogóle taki kłopot, że jak coś trzeba generalizować, to ja się od razu wycofuję. Nie wiem, jak to jest u innych aktorów. Piotr zupełnie inaczej podchodzi do pracy nad, on studiuje księgi wszystkie możliwe. Natomiast, znaczy prawdopodobnie, nie wiem. [06:33.22 → 06:37.84] A: Nie lubię generalizować, ale odpowiem za Piotra. Bardzo proszę, żeby pan spróbował za siebie. [06:38.10 → 07:25.65] B: Mówię o nas dwóch, nie wiem jak inni. Piotra trochę znam od tej strony, więc tak ryzykuję takie twierdzenie. To różnie bywa po prostu. Czasami człowiek ma chęć studiować. To jest okropne, ja się boję na przykład, Julek napisał sztukę o XV-wiecznym przełomie XV i XVI wieku i sobie pomyślałem, że jak zacznę grzebać, to nie wylezę z tego w ogóle, bo to jest potwornie... Wie pan jak to jest, weźmie się jedną książkę i potem to otwiera lawinę kompletną, no bo oczywiście można czytać do końca życia już wtedy o tym złotym wieku we Florencji. Nie, ja nic nie czytałem, mi się podoba sztuka Wilka. [07:28.97 → 08:53.91] D: Ja przeczytałem sztukę, potem przeczytałem księcia, bo wcześniej do niego nie zaglądałem. Czułem się tym zaproszeniem zmuszony do tego. I w związku z tym, że przeczytałem tego księcia, a w sztuce jest takie zdanie, Taruji mówi, ja jestem Taruji dla ciebie, dla Cezara byłem Brutusem, a dla Napolona będę Wellingtonem. Idąc za tym zdaniem, sobie pomyślałem, dla kogo bym był kim dzisiaj. Po przeczytaniu księcia zacząłem obserwować tę reminiscencję, to jak on się odbija w dzisiejszych czasach. Dużo było tutaj lektury, Tak naturalnie też przychodziła prasy codziennej w jakichś też... Ja tutaj szukałem, czytając dookoła. A jako zasada jest taka, że rzeczywiście jak dostaję jakieś pytanie, taki tekst jest dla mnie pytaniem, to zaczynam sobie, on budzi we mnie kolejne pytania i zaczynam szukać w różnych innych książkach, dostępnych źródłach, filmach. informacji, które pomogą mi odpowiedzieć na te pytania albo zadać jeszcze więcej tych pytań, czy znaleźć te punkty, o których nie wiem. [08:55.82 → 10:14.46] A: Ja bardzo Państwa proszę o łagodność w stosunku do ewentualnie zadawanych pytań, dlatego że dla Państwa to jest sprawa oczywista, jasna i normalna. No jak to czytamy? No nie czytamy albo czytamy. Natomiast dla nas, chyba że na sali znajdują się tacy, którzy teatr od kulis znają jak własną kieszeń, Dla nas to są sprawy zaglądania, gdzieś odkrywania pewnej tajemnicy. Był taki wywiad, którego Juliusz Machulski udzielił tuż przed premierą Maki, w którym mówił, że z zachwytem obserwuje, jak aktorzy zaczynają odkrywać w postaciach, które grają, takie poziomy, o których on nie miał pojęcia, kiedy pisał tę sztukę. Czyli czytają tę sztukę w taki sposób, że widzą więcej niż widzi autor. Opowiedzą mi państwo, opowiedzą nam państwo, co udało się wam wyczytać, czym zaskoczyć autora, co takiego znalazło się, co my później widzieliśmy na scenie, co zostało przez was właśnie wyczytane gdzieś między wersami, poza wersami, jak chcą niektórzy. [10:18.82 → 10:18.96] D: Ty? [10:20.36 → 10:22.68] A: Może weźmiemy monetę. [10:27.30 → 11:38.46] C: Nie wiem, czy Juliusz miał na myśli mnie, mówiąc to zdanie. Ale ja w ogóle lubię szukać inspiracji nawet poza tekstem, w sensie takim, że nawet jeżeli nie wyczytuję czegoś ze sztuki, lubię, często zdarza się tak, że coś mnie zainspiruje, ja wplatam w coś, co zupełnie nie przy czytaniu danej sztuki, nie wiem czy ja się dobrze wysławiam, bo tak to już ze mną jest, że wysławiam się ciężko. Tak. Więc nie wiem, co chciałam powiedzieć. Chciałam powiedzieć, że szukam inspiracji nawet w nieprzystających rzeczach. Lubię takie nieoczywiste skojarzenia. [11:40.76 → 15:45.47] B: Ja to myślę sobie tak, że oczywiście autor, nie tylko przecież Julek, Jeśli byśmy teraz ryzykowny most taki zawieszymy, no to się Szekspira, jakbyśmy się jakoś to z godnością znieśli. Od wielu stuleci każde nowo pokolenie czyta jakoś tego Szekspira, jakoś go interpretuje, ale to nie chodzi tylko o Szekspira, że jak jest coś rzeczywiście, żywego, co powoduje w mózgu jakąś zawieruchę, to próbujemy to analizować i tak dalej i tak dalej i to bez końca może trwać. Bo przychodzi nowy człowiek ze swoim bagażem doświadczeń i czyta jakby przez swój los, przez swoje doświadczenia tekst i tak dalej i tak dalej. To jest taki proces bez końca właściwie. Ja chcę powiedzieć o czymś innym. Jeśli Julek powiedział, że my możemy go zaskoczyć czymś, Ja mam takie poczucie, że chciałbym zresztą, żeby tak było, że każdy wieczór jest inny zupełnie. Ja wchodzę na scenę i zupełnie nie wiem, co się zdarzy. To znaczy ja ten szkielet, który Juliusz stworzył, bardzo mam i go czuję tak w sobie. Natomiast nie wiem, spojrzę w oczy Piotra, jak on wchodzi, tak potyka się tutaj, tak odwraca się do mnie i ja nie wiem, co z tego wyniknie. I w gruncie rzeczy Nie chcę wiedzieć, niech to się dzieje tu, w tym momencie. To tak jak ja czasami czytam poezję dla słuchaczy i ja lubię robić to bez przygotowania. Przede wszystkim nie zastanawiam się nad tym, co poeta chciał powiedzieć. Uważam, że to jest jakieś takie... jakaś uzurpacja w tym. Ja nie wiem, co poeta chciał napisać. Jeśli czytam Mickiewicza i czytam zdanie, Litwo, ojczyzno moja, ty jesteś jak zdrowie, to to już mnie ustawia w jakiejś takiej pozycji kompletnie, której ja nie mogę sobie z tym poradzić. Dlaczego Litwo? Skoro on przecież się urodził na Białorusi, do jasnej cholery. A w ogóle jest polskim wieszczem. Same kłopoty. Więc w ogóle nie chcę myśleć o tym, Znaczy, nie przychodzi mi do głowy, co Mickiewicz miał w głowie, kiedy to napisał. Ja myślę sobie, co się ze mną dzieje, jeśli ja mówię te słowa. I zaczynam odczuwać coś. Nie wiem, na przykład wzruszenie, prawda? Że powiem, Litwo, ojczyzno moja i czuję, że ścisnęło mnie w gardło. To myślę sobie, o, to jest dobrze. Jak Piotr wchodzi na scenę i uśmiecha się z nadmakreli, co jest okropne oczywiście, żre te makrele. i widzę jego oczy i ten uśmiech taki, to myślę sobie, co z tego wyniknie dzisiaj. I to jest fascynujące. To znaczy wtedy to jest taka postawa wiecznego debiutanta. Wtedy z całą pewnością można uniknąć czegoś, co jest najbardziej niebezpieczne w teatrze, przy graniu wielokrotnym, mianowicie rutynizacji. Nie wiem, on czasami jest łaskawy znad tej makreli, a czasami wręcz przeciwnie. Ja też czasami się źle czuję na przykład i myślę sobie, Boże, żeby spadła kurtyna i żebym nie musiał już ani słowa powiedzieć. I tak dalej, i tak dalej. Niech to się staje. I wtedy myślę, że państwo, jeśli byście przyszli na... Ja namawiam zresztą na kolejny raz na makie. To mam nadzieję, że zobaczycie inne przedstawienie niż poprzedniego wieczoru. [15:45.59 → 15:50.65] C: Jak ty ładnie powiedziałeś wszystko to, co ja chciałam powiedzieć właśnie. Dokładnie się zgadzam z tym. [15:50.65 → 15:51.15] B: No właśnie. [15:51.25 → 15:53.31] C: Naprawdę. Ja też tak myślę. [15:55.57 → 18:14.69] D: Też się zgadzam, tak. Stworzyłem takie... Przyszło kiedyś do mnie takie zdanie, że połączenie Wyobrażenie i rzeczywistość. Jest coś takiego w tym rytmie tworzenia sztuki teatralnej, że najpierw jest wyobrażenie, wyobraża sobie autor, wyobraża sobie jakąś rzeczywistość, a kolejnym etapem jest urzeczywistnienie wyobrażenia. I w momencie, kiedy pojawia się aktor i przychodzi do tej wyobrażonej rzeczywistości, czy ta wyobrażona rzeczywistość przychodzi do aktora, to musi nastąpić to ucieleśnienie, to urzeczywistnienie tego wyobrażenia, które dzięki temu, że aktor jest przez jakiś określony czas na scenie, to ono już ma materię, już ma tę ciągłość, a cały proces polega potem na tym, żeby siebie odnaleźć w tej ciągłości, żeby to przeżyć tak ciurkiem, tę rzeczywistość, która się składa z tych sekund i tak naprawdę znaleźć to, co jest pomiędzy słowami. Czyli w momencie, kiedy właśnie wypowiadamy jedną kwestię, jest to, co nie zostało zapisane przez autora, bo jest po prostu tylko napisana linijka. Jeden tekst, drugi tekst, tekst, tekst. I fizycznie pomiędzy tymi słowami nagle pada, po prostu jest ta sekunda milczenia. A drugie, że kiedy Adam mówi, to ja milczę. Kiedy ja mówię, to Adam milczy. I ten moment, to milczenie, to jest to coś pomiędzy słowami, którego nie da rady zapisać autor. W sensie tego ucieleśnienia i to się staje automatycznie. Z czystej mechaniki tego tworzenia wynika, że to ucieleśnienie będzie inne od tego wyobrażenia. Będzie zaskakujące. A to jest cudowny proces tego, że coś, co istnieje tylko w głowie, co przychodzi z całego świata do jednej głowy, biega się w literki, a potem nagle wyrasta nam tutaj kwitnie takim jakimś akcją, jakimś ruchem, jakimiś gestami. Znowu a propos takich tendencji wypowiadania się, to ja często zapominam pytanie. [18:16.84 → 18:54.21] A: Wróćmy do potknięcia się, choć ten moment, do którego panowie teraz doszli, chciałabym zatrzymać, żeby do niego za chwilę wrócić, ale to pytanie poprzednie dotyczyło tego, czym panowie zaskoczyli autora. To znaczy, co wyczytali panowie z jego tekstu i przenieśli na scenę, czego on zupełnie nie miał w planie. To potknięcie na przykład. Zostańmy przed tym przez chwilę. Czy fizyczność wyczytał pan z tekstu? O tak zapytam. Czy fizyczność tej postaci. [18:54.49 → 18:56.05] B: Potknął się na próbie po prostu. [18:56.23 → 18:57.17] D: Potknął się na próbie. [18:57.51 → 18:58.23] A: On się tam ciągle potyka. [18:58.31 → 19:04.23] D: Tak, wyczytałem ze słowa miernota. [19:05.33 → 19:10.89] A: Czyli to, że on jest ułomny wynika z jednego słowa, tak? Tak. [19:10.89 → 19:52.51] D: Z tego... Jak ja mówię, będzie... Mierny, bierny, ale wierny sługa Medyceuszy. Miernota nie warta twojego małego palca. Dokładnie jest to zdanie. Miernota nie warta twojego małego palca. I pomyślałem, że ten palec to może być autentycznie palec. Czyli zacząłem tak chodzić i czuć, że coś jest z tym palcem. I stąd się zaczęła ta figura powoli, powoli wykrzywiać i wykrzywiać. żeby znaleźć fizyczną reprezentację dla tego opisu. To tak. [19:53.13 → 20:43.23] A: Czy granie to czytanie? Jak państwo słyszą, czasem bardzo szeroko można potraktować to sformułowanie. Ale wróćmy do tego, o czym panowie zaczęli mówić, o tym czytaniu po swojemu, wedle swego świata, według swojej miary tekstów wcześniej napisanych. Nie da się inaczej. Każdy czyta i tworzy świat, czytając książkę nawet sobie po cichu do poduszki na swoją miarę. Inaczej przecież nie można. Dlatego zapowiadając to dzisiejsze spotkanie, odważyłam się porównać wasz zawód, zawód aktora, do zawodu tłumacza. Tłumacz tak naprawdę, tekst dobrze przetłumaczony, [20:45.49 → 20:45.63] D: w [20:45.63 → 21:47.79] A: dużej mierze tekstem już tłumacza. To jest tak naprawdę druga książka. Ten tekst został przepuszczony przez wrażliwość, językową wrażliwość osoby, która wzięła tę książkę na warsztat. Granie jest nawet w ten sposób tłumaczeniem tekstu. Jest tłumaczeniem tekstu, bo przepuszczaniem przez waszą wrażliwość językową. Chciałam zapytać, jak ją państwo karmicie. No bo ona musi być syta, żeby miała później dostała dobry obiad na scenie. Jak ją państwo karmicie, tę swoją wrażliwość? Czy literatura akurat w państwa przypadku zajmuje dużą rolę? Czy wybierając książki do lektury poruszacie się wyłącznie w kręgu tych tematów, które są związane z aktualnymi rolami, czy też zupełnie nie? Pytam, a może to nie są tylko książki, Czytam o pokarm dla waszej wrażliwości. Pani Marto? [21:50.25 → 22:00.49] C: Teraz faktycznie jest tak, że jeżeli czytam, to czytam rzeczy związane z daną rolą, nad którą pracuję. [22:01.31 → 22:20.39] A: A właśnie to przy okazji, czy po raz kolejny sięgnęła pani po mistrza i Małgorzatę Marta Ledwoń w trakcie ostatnich prób, czerwca premiera Mistrza i Małgorzaty w Teatrze Osterwy. Artur Tyszkiewicz realizuje to przedstawienie. Wystarczył pani tekst, który pani dostała od reżysera, czy sięgnęła pani natychmiast? [22:20.39 → 22:48.31] C: Nie, sięgnęłam natychmiast, znowu przypomnieć sobie Mistrza i Małgorzatę w oryginale. No i cóż, teraz pozostaje adaptacja i człowiek ubolewa nad tym, co zostało wycięte. No ale taki już jest los, jeżeli adaptuje się na scenę takie książki, jak na przykład mistrzy Małgorzata. [22:48.47 → 22:54.07] A: Ale wiedza o tym, co zostało wycięte, pomaga, prawda? W budowaniu, czy też nie? [22:54.73 → 23:18.10] C: Pomaga, chociaż wielokrotnie miałam tak, że wolałam nie czytać. Po przeczytaniu adaptacji, nie znając. Tutaj akurat mam na myśli ostatnie przygody z Szekspirem. Wolałam nie czytać oryginału. Teraz ty. [23:20.42 → 26:50.67] B: Ja tak sobie myślę, że rzeczywiście strasznie trudno jest mówić o inspiracjach takich. I to zresztą się zmienia. Myślę, że Marta na pewno więcej ogląda filmów. Ja mam takie doświadczenie spotkania z Krzyśkiem Warlikowskim i z jego tą kompanią szaloną Teatru Nowego. Oni właściwie mało mówią o literaturze, natomiast bardzo dużo o filmie. Ja jestem w tym kompletna analfabeta. Nie pasjonuję się filmem, chociaż teraz oglądam ten House of Cards, taki serial, ale to nie film oczywiście, wiem, to serial. Oni bardzo z filmu czerpią na przykład. Wszyscy, cała ta kompania. Ja natomiast jestem jeszcze chowany na książkach, to znaczy, że jednak się czytało przede wszystkim. Więc jeśli szukam jakichś inspiracji, to raczej w literaturze, prawda. O tych strasznie trudnej, tak sobie myślę, Jak by powiedzieć Państwu, jak smakuje jajecznica? Jak to powiedzieć w ogóle? To jest doświadczenie, które nas łączy absolutnie. Każdy jadł jajecznicę, a teraz jak to powiedzieć, cholera jasna. I tak samo jest z takim, co może wpłynąć na mnie, jak pracuję nad rolą. Na przykład spotkam się z kimś na ulicy i zamienię pozornie przypadkowe trzy zdania, Coś we mnie zostaje z tego, na przykład. I potem wchodzę na scenę, myślę sobie, coś mi się przypomina, myślę sobie, cholera, to dobre. Coś, nie wiem, to są, dlatego mówię o tej jajecznicy, że to jest taka rozmowa trochę o smakach, o zapachach. Nie wiadomo, z czego to wszystko idzie. Pani mówi o tłumaczeniach, że to jest interpretacja. No jasne, że tak. Zresztą zabawnie Tłumacz X o tłumaczu Y mówi, ten facet w ogóle nie rozumie, co autor napisał. Mówi o tłumaczeniach Becketta. No niby słowa są zapisane, no to można je przełożyć po prostu, ale oczywiście nie można przełożyć, bo za tymi słowami kryją się te milczenia, o których mówił Piotr i one mają fundamentalne jakieś znaczenie. Czy tłumacz X rozumie, co między tymi słowami jest, czy tylko tłumaczy słowo? Ja bym nie wiedział. Czy aktor, wchodząc na scenę, zdaje sobie sprawę, jaka jest przestrzeń między poszczególnymi zdaniami? To są strasznie tajemnicze, bym powiedział, jakieś byty, te przestrzenie, które zmieniają się w zależności od tego, w jakim jesteśmy sosie, jak publiczność reaguje itd. A inspiracje ze wszystkiego można wyciągnąć. Humphrey Bogart mówił na pytanie, co powoduje, że ma taką mękę na twarzy, takie cierpienie straszliwe. Lewy but na prawej nodze i pięć whisky w środku. Różne są sposoby. [26:53.89 → 29:43.11] D: Z tym tłumaczem, aktor jako tłumacz, to chyba najbliżej w tej chwili pojawiła się ta myśl, kiedy pani mówiła, że do tłumacza na język migowy. Zawsze mi się to podobało w telewizji, w dzieciństwie, jak pamiętam ekran telewizora, kiedy były audycje właśnie z tłumaczem migowym i ten taki malutki pan, On sprawiał wrażenie krasnoludka, jakiegoś takiego dobrego ludka, który właśnie wykonywał te magiczne ruchy dla osoby, że ja nie znałem tych gestów. Więc on wykonywał jakiś magiczny taniec dla mnie, którym tłumaczył. I coś w tym było jednak, że tutaj padają słowa, a on jednocześnie wykonuje jakiś taniec, który jest sprowokowany tymi słowami. Dla kogoś, kto znał język migowy, były to te słowa, ten tekst, ale też już przetłumaczony, że ten ktoś widział te słowa, a ja je słyszałem. Albo widziałem jakiś cień tych słów. Więc to gdzieś ten właśnie krasnoludek to jest coś chyba najbliżej w rozumieniu aktora jako tłumacza. Takie mam wrażenie. Co do inspiracji, to kiedyś słyszałem takie zdanie o aktorach, że aktorzy to są ludzie czytający, ale to są że to są ludzie, którzy czytają tylko te książki, które znają na pamięć. Tylko te przeczytali, ile się nauczyli na pamięć. I coś w tym jest, że pewnie właśnie te znamy na pewno i łatwiej jest nam wtedy nawet cytować, mówić niż w towarzysty. Bo grałem w tym. Ja często na przykład posługuję się jakimiś cytatami ze sztuk, w których gram. One są mądrzejsze zawsze niż to, co ja mówię, więc to jest przyjemne. Ale inspiracje do granicy, tak jak powiedział Adam, wszystko jest tą inspiracją. Jeśli weźmiemy sobie właśnie tego aktora jako ten materialny byt, tę figurkę, która właśnie tłumaczy ten tekst, to wszystko, jakby całym ciałem tłumaczy. I na to, jak będzie tłumaczył, ma wpływ też to, co zjadł, że akurat tego dnia było nieświeże jedzenie w tej restauracji i odczuwa właśnie ten ból. I nagle się okazuje, że kucharz przez to, że przechował jedzenie o wiele dłużej niż powinien, wpłynął na to, jak wyglądał tego wieczoru Hamlet. I tak jest. Takie jest życie tłumacza migowego. [29:43.43 → 30:27.91] C: Tak zastanawiałam się w trakcie, jak powiedziałeś, że ja bardzo często tym filmem się inspiruję, to tak często się nim nie inspiruję. Jeżeli chodzi o książkę, to mam jedną książkę, do której zaglądam bardzo często i ona sprawdza się praktycznie przy budowaniu każdej roli. Mianowicie jest to książka profesora Zimbardo, Psychologia i życie, Ponieważ ja budując rolę zastanawiam się najpierw, kim trzeba być, żeby mówić takie rzeczy. I wtedy tam są wszystkie symptomy schizofreniczne, różne przypadłości ludzkie i wtedy tylko je trzeba odnaleźć i się nabobować. [30:29.19 → 30:57.60] A: To skoro jesteśmy przy skojarzeniach kulinarnych, to Adam Ferency zapytał, jak państwu wytłumaczyć, jak smakuje jajecznica. Pomyślałam sobie, że najprościej ją podać do spróbowania. Poproszę państwa o wybór, o zaprezentowanie może nie wszystkich na raz. Zacznijmy może od pana, od książki, którą przyniósł pan poproszony o wybór tomu, który jest specjalnie istotny. I to będzie? [31:00.78 → 43:27.08] B: Ja przyniosłem taką książkę, żeby się pochwalić oczywiście. Ona wygląda jak mocno czytana. I to prawda. Transatlantyk i ślub, wydanie takie czytelnikowskie sprzed lat. Trochę się zajmowałem obydwoma tekstami, to znaczy miałem przyjemność trzykrotnie grać w ślubie. Moja właściwie przygoda z aktorstwem rozpoczęła się od ślubu, który zrobiliśmy w szkole teatralnej w 1973 roku. Ja wtedy grałem ojca. Potem grałem pijaka dwukrotnie. Transatlantyk, jak czasami mi źle, to sobie czytam, otwieram w dowolnym miejscu i jakoś mi się poprawia. Nie wiem, czy państwu się poprawi po tym. Ja zacznę od początku. Jak się państwo już znudzicie, to zamknę książkę po prostu. Odczuwam potrzebę przekazania rodzinie, krewnym i przyjaciołom moim, tego oto zaczątku przygód moich już dziesięcioletnich w argentyńskiej stolicy. Nikogo ja na te kluski stare moje, na rzepę może i surową nie zapraszam, bo w cynowej misie, chude, kiepskie i do tego podobnież wstydliwe na oleju grzechów moich, wstydów moich, te krupy, ciężkie moje, ciemne, z kaszą czarną moją. Ach, że i lepiej do ust nie wziąć, bo chyba na wieczne przekleństwo, poniżenie moje, na drodze nieustającej życia mojego i pod tę ciężką, żmudną górę moją. 21 sierpnia 1939 roku ja na statku Chrobry do Buenos Aires przybijałem. Żegluga z Gdyni do Buenos Aires nadzwyczaj rozkoszna i nawet niechętnie mnie się na ląd wysiadało, bo przez dni dwadzieścia człowiek między niebem i wodą, niczego niepamiętny w powietrzu skąpany, w fali roztopiony i wiatrem przewiany. Ze mną Czesław Straszewicz, towarzysz mój, kajutę dzielił, bo obaj jako literatki, żal się Boże, mało co opierzone, na tę pierwszą nowego okrętu podróż zaproszeni zostaliśmy. Oprócz niego Rembieliński, senator, Mazurkiewicz, minister i wiele innych osób, z którymi się poznajomimy, dwie też panienki ładne, zgrabne, pochopne, z którymi ja w wolnych chwilach bajdużyłem i baraszkowałem, główki zawracałem i tak powtarzam między niebem i wodą, a wciąż przed siebie spokojnie. Otóż jakaś my do lądu dobili, ja z panem Czesławem i Rembielińskim senatorem, w miasto zapuściliśmy się, a całkiem na oślep, jak w rogu, bo żaden z nas tu nigdy nogą nie stąpił. Zgiełk, pył i szarość ziemi niemile poraziły poowym czystym, słonym fal różańcu, cośmy go na wodzie odmawiali. Niemniej przez plac Retiro, na którym wieża stoi przez Anglików zbudowana, przeszedłszy żwa w ulicę Florida, wstąpiliśmy, a tam sklepy luksusowe. Nadzwyczajna artykułów, towarów, obfitość i publiczności kwiat dystygowanej. Tam magazyny wielkiej cukiernie. Tam Rębieliński senator sakiewki oglądał, a ja? na którym słowo karawanas wypisane, zobaczyłem. I mówię do pana Czesława w ten dzień jasny, zgiełkliwy, gdyśmy to tak sobie chodzili, chodzili. I widzisz, pan Czesław, te karawanas. Ale zaraz na statek wracać musieliśmy, gdzie kapitan prezesów i przedstawicieli tutejszej Polonii podejmował. Zeszła się tych prezesów i przedstawicieli duża kupa, a ja zaraz sobie wrogów narobiłem, bo w tylu nowych, nieznanych obliczach, jak w lesie zgubiony, w godnościach i tytułach się gubiłem, ludzi, sprawy i rzeczy mieszałem, to wódkę piłem, to znowu nie piłem i jako mackiem po polu chodziłem. Także i jaśnie wielmożny minister Kosiubicki Feliks, poseł nasz w tym kraju, obecnością swoją przyjęcie zaszczycał i szklaneczkę w dłoni trzymając, Stał ze dwie godziny do tego, do tamtego najuprzejmiej staniem swoim zaszczycając. W mów, rozmów, odmęcie, w lamp nieżywym lśnieniu, ja jak przez teleskop na wszystko patrzałem i wszędzie obcość widząc nowość i zagadkę jakąś nikłością i szarością zdjęty domu mego przyjaciół i towarzyszów wzywałem. Oboż i mało co z tego. Ale coś niedobrze, bo już tam, panie, gdzieś tam coś tam się kiełbasi, a choć i pusto jak w nocy na polu, tam za lasem zagumnym trwoga iskara nieboże i jakby się na coś zanosiło, ale każdym myślał, że może rozejdzie się po kościach, a z dużej chmury mały deszcz i tak to jak z babą, co tarza się, ryczy, jęczy z brzuchem wielkim, czarnym, ach niemiłosiernym, że chyba szatana porodzi, a to ją tylko kolki sparły. Więc po strachu. Ale coś niedobrze. I coś niedobrze chyba, oj niedobrze. W ostatnich tych dniach przed wojny wybuchem ja z panem Czesławem, Rembielińskim senatorem i Mazurkiewiczem ministrem na wielu przyjęciach byliśmy i to i jaśnie wielmożny poseł Kosiubicki i konsul i markiza jakaś w hotelu Alvear i Bóg raczej wiedzieć kto i co i gdzie i z jakiej przyczyny, a z czym, do czego i po co. Ale gdyśmy z tych przyjęć wychodzili, to na ulicach o uszy nam się obijał gazet krzyk Polonia, Polonia, uprzykrzony. Już wtedy coraz nam ciężej, coraz markotniej, a każdyn uszy po sobie jak z truty chodzi, Tyleż troskami, co frykasami wypełniony. A tu Czesław do kajuty naszej, bo wciąż na statku mieszkaliśmy, z gazetą wpada. Wojna dziś, jutro, wybuchnąć musi, nie ma rady. Oboż kapitan rozkaz wydał, aby jutro statek nasz wypłynął, bo choć do Polski już się nie przedostaniemy, to pewnie gdzieś do Anglii, Szkocji, brzegów dobijemy. Gdy to wyrzekł, ze łzami w objęciach sobie padliśmy. i zaraz na kolana padliśmy, pomocy Bożej wzywając i Panu Bogu się ofiarowując, a tak klęcząc powiadam do Czesława, płynciesz, płynciesz, nienawidzę śniegu, z Bogiem. Czesław do mnie, jakże to, przecież z nami płyniesz, powiadam więc, a umyślnie z kolan nie wstawałem, płynciesz i obyście szczęśliwie dopłynęli. Mówi, co tyż ty mówisz, to ty nie popłyniesz? Powiadam, ja bym do Polski popłynął, ale po co mnie do Anglii? Po co mnie do Anglii lub do Szkocji tu zostanę? Takiemu półgębkiem mówię, bo całej prawdy powiedzieć nie mogłem. A on patrzy się na mnie i patrzy. Pozwał się, a już bardzo zafrasowany, nie chcesz z nami? Tu wolisz się zostać? A ty do poselstwa naszego pójdź, tam się zamelduj, żeby cię za dezertera albo i co gorszego nie ogłoszono. Pójdziesz do poselstwa? Pójdziesz? Odpowiedziałem. Co sobie myślisz? Pewnie, że pójdę. Przecież wiem, co jako obywatel powinienem. Już się nie bój o mnie. Ale lepiej nikomu nie mów. Może jeszcze zamiar swój odmienię i z wami odpłynę. Dopiero w ten czas sklęczek powstałem, bo już najgorsze przeszło. A Czesław poczciwy, ale i zafrasowany, Nadal serdeczną mnie darzył przyjaźnią, Choć jakby jakaś tajemnica między nami była. Ja człowiekowi temu, rodakowi, Prawdy całej nie chciałem wyjawić, Ani też innym rodakom i swojakom moim, Bo chyba by mnie za nią żywcem na stosie palono, Końmi albo kleszczami rozrywano, A od szci i wiary odsądzono. Trudność zaś największa moja taka, że na statku mieszkając żadną miarą potajemnie jego opuścić nie mogłem. Dlatego to jak najusilniej się przed wszystkimi mając na baczności, ja niby to w rozgardiaszu powszechności całej, w biciu serc, w zapału, wykrzykach i śpiewkach, w cichych lęku i troski wystchnieniach, też za innymi wołam albo śpiewam albo biegam albo wzdycham, Ale gdy już liny odwiązują, gdy statek ludźmi rozkołatany, od ludzi rodaków czarny już, już odbijać ma, odpływać, ja z człowiekiem, który za mną dwie walizki moje niózł po schodach na ląd, zstępuję i oddalać się zaczynam. Owóż tak się oddalam, ale wcale za siebie się nie oglądam. Oddalam się, a nic nie wiem, co tam za mną, ale oddalam się po żwirowanej alei i już dość daleko jestem, dopiero gdym się już dobrze oddalił. Przestanąłem i za siebie spojrzałem, a tam okręt od brzegu odbił, na wodzie stoi, a ciężki pękaty. W ten czas na kolana paść chciałem. Jednakowoż wcale nie padłem, a tylko tak z cicha bluźnić i wyklinać silnie, ale do siebie samego zacząłem. A płyncież, płyncież rodacy do narodu swego, Płyńcież wy do narodu waszego świętego, chyba przeklętego. Płyńcież do stwora tego świętego ciemnego, co od wieków zdycha, a zdechnąć nie może. Płyńcież do cudaka waszego świętego, od natury całej przeklętego, co wciąż się rodzi, a przecież wciąż nienarodzony. Płyńcież, płyńcież, żeby on wam ani żyć, ani zdechnąć nie pozwalał, a na zawsze was między bytem i niebytem trzymał. Płyńcież, do ślamazary waszy święty, żeby was ona dali ślimaczyła. Okręt już z kosem się zwrócił, odpływał, więc jeszcze to mówię. Płyńcież! do szaleńca wariata waszego świętego, a chyba przeklętego, żeby was on skokami, szałami swoimi męczył, dręczył, was krewią zalewał, was rykiem swym ryczał, wyrykiwał, was męką zamęczał, dzieci wasze, żony na śmierć, naskonanie, sam konając w konaniu swoim, szału swojego was szalał, rozszalał. Z takim więc przekleństwem Od okrętu się odwróciwszy, do miasta wstąpiłem. Zaglądałam [43:31.94 → 43:57.48] A: na nieskalane żadną notatką strony czytanej przez pana książki i chciałam zapytać, jak państwo traktują swój księgosbiur? To są tomy, które są zanotowane, pozaznaczane. Czy książki stoją u państwa w specjalnych bibliotekach za szkłem, czy też może na podłodze w siedmiu warstwach? [43:57.50 → 43:58.40] B: Moja za szkłem. [43:58.74 → 44:15.06] A: No więc właśnie o to pytam. Ta nosi wyraźne znamiona częstego noszenia w torbie. Grzbiet przetarty jak się należy. Ale notatki pan robi, czy też nie śmie kalać własnym pismem druku? Jaki jest państwa stosunek do książki jako przedmiotu? [44:16.08 → 44:26.74] B: Ja mam okropny, to znaczy ja strasznie niszczę książki, piszę coś tam, co mi do głowy przyjdzie. Ja po prostu je w jakimś sensie pożeram. [44:28.60 → 44:30.92] A: Jak wygląda biblioteka Marty Ledwoń? [44:33.02 → 44:56.16] C: Nie mam jakiegoś specjalnego stosunku do samej książki. Ja się tak często przeprowadzam, że one też nie mają, nie mam jakiejś swojej biblioteczki. Za każdym razem jakieś zostają odrzucone, zostają tylko te, które muszą się ze mną przeprowadzić. [44:57.50 → 44:59.24] A: Te uszy te na tę miarę, na ten czas. [45:00.70 → 46:14.61] D: Ja bardzo lubię książki w mieszkaniu. Więc się cieszę za każdym razem, kiedy muszę nową półkę dobić. I tak już mam całe ściany. Zawsze mi się to marzyło, że tak będzie wyglądało w moim mieszkaniu. I one mają swoje miejsce. Moja żona bardzo lubi, na przykład też ma taki zmysł olbrzymi porządku, więc one są poukładane tematycznie, alfabetycznie i to jest świetne. Sam nigdy bym się na to nie zdobył. ale skrzętnie z tego korzystam, bo jest to cudowne mieć tak właśnie poukładane książki, jak robi to Aga. Samą książkę traktuję użytkowo. Często czytam z przeźroczystym flamastrem. Fragmenty, które wzbudzają moje zainteresowanie, nagle po prostu zaznaczam. A lubię to dlatego, że niestety nie wiem z czego to wynika, z różnych rzeczy, ale nie mam takiej siły czytać książek na raz całych. Więc często fragmentami wiem wtedy, dokąd doszedłem, dzięki tym kolorowym zaznaczeniom. Ale też jak biorę książkę... [46:14.61 → 46:17.23] C: Wracasz po roku, to możesz sobie tylko te zakreślone przeczytać. [46:17.27 → 46:29.39] D: Te zakreślone fragmenty sobie czytam i wiem, co one mi... Nagle budzą we mnie jakieś... Mówię, wow, czemu ja to zakreśliłem? Więc tak, opisuję, rysuję czasem. [46:30.85 → 49:39.23] A: To mazanie i to pisanie, to jest tak naprawdę, myślę, że można to nazwać rozmową z książką, bo jest to zajmowanie stanowiska wobec tego, co się przed chwilą przeczytało. I na przykład myślę sobie, że Platon, na którego się tu kiedyś powoływaliśmy, byłby zachwycony, bo on przecież protestował stanowczo przeciwko pismu, bo twierdził, że to w ogóle po pierwsze zabije nam pamięć, kiedy się zacznie spisywać pewne teksty, a po drugie, Książka uniemożliwi dialog. Myślę, że bardziej byłby zadowolony Platon z panów, państwa stosunku do książki i z internetu, w którym też można sobie z treścią ewentualnie podyskutować. I tu chciałabym do tego internetu na chwilę przejść, bo tak naprawdę jesteśmy w tej chwili w takim momencie, w którym wydarza się na naszych oczach, bo jesteśmy jej uczestnikami, czy chcemy, czy nie, rewolucja. w którą na stronę pójdzie i do czego doprowadzi teatr, nie wiem, może państwo już wiedzą, ale rewolucja polega na tym... Dziś ukazał się świetny artykuł w Gazecie Wyborczej, to był przedruk z New York Timesa o erudycji czasów Twittera. Skończyły się już bowiem czasy, w których myślę, że państwo wypowiadając pewne kwestie na scenie, mogliby, tak jak w latach 70., choćby, czy nawet nieco później, odwoływać się do pewnych tropów, które natychmiast przeczyta także publiczność, bo czytaliśmy te same książki, bo wypadało znać pewien kanon lektur. Teraz nie, nie tylko dlatego, że mniej się czyta, ale także dlatego, że zdecydowanie więcej informacji nas na co dzień atakuje. W związku z tym, wypowiadając pewne kwestie i poruszając się wśród pewnych tropów na scenie, nie mają państwo pewności, że my, publiczność, będziemy za wami tymi tropami nadążać. Erudycja czasów Twittera, zdaniem autora tego artykułu, polega na tym, że w tej chwili nie czytamy źródła, czyli np. książki czy tekstu publicystycznego, tylko nagłówki, które zawarte są choćby w mediach społecznościowych. Komunikacja polega na tym, że przekazujemy to dalej bez wgłębiania się w to, co autor napisał, Komentujemy nawet to, przy czym socjologowie twierdzą, że komentowanie nijak się nie ma do czytania. Jeśli komentuję, to nie znaczy, że to przeczytałem. Możemy się denerwować, możemy przechodzić nad tym do porządku dziennego, możemy być zachwyceni. Wszystko jedno, jaką postawę przyjmiemy, to są fakty. Chciałabym państwa zapytać, jakie to może mieć konsekwencje dla teatru? Czy literatura jest jeszcze szansa, że będzie tym, co jest źródłem słowa wypowiadanego na scenie? [49:44.49 → 50:06.23] D: To może teraz odwrócę ten temat. Ja mam wrażenie, że to będzie jak za jakieś, nie wiem, myślę tak około półtora do dwóch lat, Tak to zajmie gdzieś od 18 do 36 miesięcy, na powrót literatury jako podstawy. [50:06.23 → 50:07.67] A: Czyli to jest chwilowa fascynacja? [50:08.01 → 56:55.25] D: To jest cykliczna fascynacja. Wydaje mi się, że mimo tego, że rzeczywiście tak silnie działa ta zmiana, której jesteśmy uczestnikami, ale w związku z tym, że jesteśmy jej uczestnikami, to jej nie rozumiemy, więc też jeszcze do nas się kołaczą jakieś stare przyzwyczajenia, jakieś tenelciałości, jesteśmy tym przejściowym ogniwem w cywilizacji, co jest cudowne, bo jesteśmy tak pośrodku, jesteśmy bardzo podatni na zmianę, odczuwamy zmianę, ona jest cudowna, jest istotą naszego istnienia, więc jest to świetny czas. Nie zamieniłbym na żaden inny. Ale cykliczność, wydaje mi się, że tak można by ją pokoleniowo przedstawić. Trwa taki cykl dla mnie, taka myśl kiedyś do mnie przyszła, podzielę się nią, ona nie jest poglądem nieruchomym, jest tylko taką myślą, jakimś obrazkiem, który się pojawił. Takiego okoła 30-35 lat, czyli okres mniej więcej trwania pokolenia. Kiedyś Jan Englert, profesor powiedział, że on bardzo doświadczył czegoś takiego dziwnego w teatrze, że kiedy był młodym aktorem, wchodził na scenę, to czuł, że wszystko jest nowe. Każda nowa jakaś forma przychodząca, nowe teksty, nowy sposób reagowania z widownią. To się skończyło, kiedy przeszedł jakiś okres, I nagle przyszli młodzi, kolejne pokolenie młodych twórców awangardowych, zaproponowali mu coś i on mówi, ale ja już tu grałem. Nie, przecież to jest nowe. No tak, ale to było 30 lat temu. Bo dokładnie pamiętam, że właśnie powiedzieli, że mam nie mówić teraz tak, tylko będziemy skracać. I rzeczywiście poszedłem za tą myślą i prześledziłem ostatnio powojenną historię polskiego teatru, tak pod tym kątem obserwowałem i rzeczywiście można zaobserwować taki ruch, i bieżny z życiem społeczeństwa. Biorąc pod uwagę takie momenty, które są kluczowe, które możemy się zahaczyć, czyli momenty, kiedy życie społeczne staje się teatrem w takim najlepszym formie. Gdy społeczeństwo przyjmuje teatr i zaczyna korzystać z narzędzi teatralnych, na przykład jest to okres rewolucji. Czyli ten moment, kiedy ludzie wychodzą na ulicę i robią jakiś wielki happening wspólny. I jak weźmiemy to jako początek, to następnym etapem jest to, że teatr sam jako instytucja nagle czuje się ograbiony przez widzów z tych narzędzi teatralnych, więc cofa się do takiego teatru formy. I to jest pierwszy moment po rewolucjach. Najczęściej przychodzi taki, że teatr zaczyna się chować i zaczyna się robić niszowy, wręcz jakiś... niedostępny, zaczyna być teatrem formy bardzo silnej. Potem następuje moment, kiedy ta forma się zaczyna na chwilę nudzić, wchodzimy w teatr głęboko psychologiczny, z czwartą ścianą, już zauważamy, że się odcięliśmy od widowni, więc mówimy, że jest czwarta ściana i gramy psychologiczne rzeczy. Następnym etapem jest to, bo już widownia wtedy do nas przychodzi, zaczyna nas rozumieć, ale zaczyna iść od widowni taki temat, że widownia się uspokoiła też po rewolucji, więc ma taką swoją małą stabilizację i raczej nie chce słyszeć poważnych tematów, raczej chce, żebyśmy zaczęli ją bawić na przykład. I ten teatr czwartej ściany psychologiczny pozostawia czwartą ścianę, ale już z takimi zwrotami do widowni przez ramię i zaczynamy grać farsy. Zaczyna się robić tak, że robi się wesoło, Potem nagle przychodzi następne pokolenie, które mówi hej, hej, hej, dosyć już tej stabilizacji takiej małej, a formalnie to się robi tak, że to oko zaczyna tak przyciągać, że się zaczyna obnażać to mówienie na stronie. I zaczynamy się zwracać coraz bardziej w stronę widowni i mówimy, dobra, koniec z czwartą ścianą. Nie ma czwartej ściany, jesteśmy razem tutaj. Skoro jesteśmy razem w tym jednym miejscu, to zaczynają nas interesować i tu się pojawiają młodzi twórcy. nowe pokolenie, następne pokolenie, które zaczyna chcieć zmiany. I to pokolenie mówi sobie, ludzie, przecież coś jest nie tak na świecie. Wy tutaj siedzicie, chcecie się bawić, chcecie tylko farsy, a przecież są poważne tematy. A widownia mówi, nie, my chcemy farsy. W momencie, kiedy znika ta czwarta ściana, aktorzy zaczynają rozmawiać z widownią. Kolejnym etapem jest, ludzie, ale odezwijcie się. Czyli jest przekroczenie tej granicy Próba uaktywnienia widzów i to jest teatr taki interaktywny. W momencie, kiedy widzowie zaczynają się odzywać, to teatr zaczyna wychodzić, wysmykiwać się w taki rejon, że widzowie zaczynają tworzyć teatry. Na razie jeszcze tylko teatry. W latach 70. był to ruch teatrów studenckich, ruch teatrów przyzakładowych, różnych. Było bardzo dużo takiego teatru. Dzisiaj mamy do czynienia z tym teatrem w formie seriali docu-dram. To jest taki szeroki ruch amatorski i talent show. To jest to, co zastępuje nam to, co było w latach 70. teatrem studenckim, ruchem kabaretowym, takim silnym, rozwiniętym. Dzisiaj po prostu widownia chce też grać i wchodzi do telewizji, jest wykorzystywana finansowo oczywiście, ale wchodzi do telewizji i realizuje swoje ambicje teatralne. I następnym jest znowu w tym ruchu, Pokazanie, no ale skoro już jesteście tak odważni, że chcecie grać, to wiedzcie, że ten teatr może być ważny. Następny ruch to jest ruch, że znowu zamienia się to w happening taki życiowy, czyli to pokolenie już dorasta, zbuntowane, do tego, żeby wyjść na ulicę znowu. I potem następny etap. Teatr wycofuje się z tego swojego działania i przychodzi teatr formalny. Teatrze w tej chwili mamy takim teatrze mainstreamowym i awangardowym z jednej strony młodego pokolenia, jesteśmy na etapie tej rozmowy z widzem bezpośredniej, tych tematów społeczno-politycznych, jednocześnie mówię o tym ruchu amatorskim, więc to by mówiło, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy czy dwóch, trzech lat wykona się jakiś ruch społeczny, jakaś aktywność społeczna, to niekoniecznie rewolucyjna. Chodzi o to, że na przykład to pokolenie wejdzie w życie i zacznie coś robić. I następnym etapem będzie ten, więc tak za mniej więcej za trzy lata pewnie w teatrze zacznie forma, za jakieś pięć, siedem wróci taki prawdziwy etap psychologiczny. [56:56.35 → 57:05.97] A: Jeszcze się naoglądam w takim razie, bardzo się cieszę, mnie się to podoba. Jakie jest państwa zdanie na ten temat? [57:07.65 → 58:51.26] C: Ja się takie zastanawiałam, jak to koło przytoczyłeś, że to jednak ma duży wpływ na te... Duży wpływ mają te informacje, które do nas dobiegają z różnych źródeł, właśnie na zasadzie czytania nagłówków, że nie wczytujemy się. Mam takie poczucie, że oczywiście generalizuję, ale że dzisiejszy widz coraz trudniej znosi monologii, coraz trudniej znosi jakieś takie dłuższe wypowiedzi aktora. Jak na scenie za dużo się nie dzieje, to mam wrażenie, odpływa, oczywiście tam garstka odpływa w zasłuchanie i słucha, i interpretuje, analizuje, ale mam wrażenie, że jeżeli... to jakby jakaś taka przykra mnie dopadła teraz taka myśl, ale że wiele osób się wyłącza. Jesteśmy atakowani taką masą tych rozrywki, że wszystko już teraz musi nas bawić, musi nas chwytać jakby naszą uwagę. Więc jeżeli aktor staje i jest ogołocony ze wszystkich środków i ma tylko słowo, no mam nadzieję, że to nie pójdzie aż w taką stronę, Ja wiem, że ja mówię za wiele. Przepraszam państwa, bo bardzo trudno mi jest złapać swoje leki. [58:51.28 → 59:10.82] A: Ale spektakl, którego pani była wczoraj bohaterką, spektakl bez multimediów, bez stukania widza po głowie co chwilę, żeby mu atrakcyjnić albo wybić na inne tory, żeby nie zasnął. Ten spektakl nie ma tego wszystkiego. [59:10.88 → 59:13.00] C: Nie ma i na szczęście. Jest długi. [59:14.04 → 59:20.68] A: Siedzą i mówią, czasem chodzą, a mimo wszystko publiczność ogląda to z zapartym tchem. [59:21.66 → 59:22.14] C: To prawda. [59:23.34 → 59:31.92] A: Jakie jest miejsce dziś, jakie będzie w przyszłości literatury w teatrze? Dramat jest jeszcze literaturą w ogóle? [59:34.84 → 01:02:02.43] B: Nie wiem, Piotr wieszczy, a ja bym tak powiedział, Nie wiem, mi się zdaje, że oczywiście powrót do literatury na pewno nastąpi, ponieważ myślę o tym od strony takiej zawodowej, że ludziom się, jak to powiedzieć, znudzi się ludziom takie, że ktoś wychodzi i tak prywatnie mówi, okropnie boli mnie wątroba i tak mówi o swoich jakichś tam lękach, No dobrze, już mamy tam w telewizji, pokazują nam jakieś te, te tam Anna Maria Wesołowska czy inna pani Sendzina, męczą się ze sobą wszyscy. Myślę, że ludzie zaczną odczuwać taką tęsknotę, żeby znaleźć się w bajce. Ja to mówię tak, jestem strasznie teatralnym aktorem i dobrze się lubię rozmościć. Jak Piotrek wchodzi i ja patrzę w oczy mu, to zaczyna się takie, bym powiedział, moszczenie. Oczywiście to jest może niedobre słowo, ale tak się rozsiadam w tym, w tym miejscu, że jestem we Florencji i tak dalej. Mnie się zdaje, że ludzie strasznie będą potrzebowali tego właśnie, żeby oderwać się od tego, co tam telewizja, seria, że takie żyćko się pokazuje, a jest jakaś kreacja jakiegoś świata. Do tego oczywiście niezbędni będą aktorzy, którzy będą potrafili tę rzeczywistość wykreować. Oni będą ciągnąć widzów do siebie, bo mi się zdaje, że wyraźnie taka nastąpi opozycyjność między tym, co oglądamy w telewizji, a tym, w jakimś sensie myślę, teatr się zrobi takim oddechem, niszowym trochę oczywiście, no bo przecież telewizja zawładnęła wszystkimi, ale tych sto kilkadziesiąt osób, które przychodzą do Teatru Starego będzie chciało, spotkać się z taką rzeczywistością wykreowaną, nie mającą nic wspólnego albo niewiele wspólnego z potocznym życiem. I to jest pewna szansa i wtedy właśnie literatura bardzo pomoże w kreacji takiej. Ale oczywiście nie taki jestem ja szalony, żeby coś mniemać albo i nie mniemać, żeby trochę się posłużyć Gombrowiczem. [01:02:02.73 → 01:02:04.69] A: Ale pragnienia i marzenia można mieć. [01:02:06.52 → 01:05:21.93] D: Oprócz tych nagłówków i tej dyskusji, myślę, że tak jak Adam mówi, że teatr jest takim miejscem, w którym mimo wszystko, mimo tego, że te nagłówki mogą nawet głosić, że jest takim miejscem, zrobił się pustym takiej rozmowy, i tak mimo wszystko teatr jest miejscem najgłębszej rozmowy, nawet w kwestiach takich społeczno-politycznych, które się pojawiają. A propos Gombrowicza. która ciągle trwa z deklaracją wiary lekarzy, w mediach wywołała właśnie wojnę nagłówków. I nagle bardzo poważne osoby, stojące za różnymi tymi generatorami nagłówków, zaczęły się podpinać pod to i tak się pojawiły przy tych nagłówkach. I wziąłem sobie te deklaracje i mówię, kurde, to jest tekst. Czyli tekst taki dramatyczny, powiedzmy. Więc sobie go przeanalizuję jak tekst, który bym miał zagrać, miałbym wypowiedzieć, no a już na pewno, gdybym miał go podpisać, gdybym miał się zgodzić i stać się jego... bo ktoś, kto podpisuje tekst jakiś, staje się poniekąd jego autorem, kimś, kogoś identyfikuje się z tym. I zwróciło mi w tym tekście uwagę jedno zdanie. Bóg daje płeć, która jest zdeterminowana biologicznie. I zacząłem się zastanawiać nad tym. Jeśli ktoś daje coś, co jest zdeterminowane, to znaczy, że on jest drugi w kolejce, że najpierw coś było zdeterminowane, a potem on wziął i to dał. Czyli logika tego zdania wskazuje, że autorzy tego tekstu albo osoby, które się pod tym podpisują, mówią, że to biologia jest pierwsza, a potem jest Bóg. i mówię, czy to nie jest czasem tekst, który zakrawał herezję. Jeśli miałby być takim, bo to jest groźne dla głoszenia takich rzeczy. Kiedyś skutkowało naprawdę w tych czasach, o których mówimy, powiedzieć coś takiego mogłoby być i to przynieść złe skutki. Ale nikt, Miałem wrażenie, dopiero jak sobie przeczytałem tak samemu, że nikt z tych, którzy tworzyli te nagłówki, chyba nie przeczytał tego tekstu. Bo tam są naprawdę tak niesamowite zdania. Są to niesamowite zdania z punktu widzenia aktora, który miałby je wypowiedzieć i miałby znaleźć właśnie, sięgając do twojej ulubionej książki, znaleźć tego kogoś, kto miałby te kwestie wypowiedzieć. Więc nadal uważam, że właśnie teatr, to, że my mówimy dzisiaj, to, że ja mogę dzisiaj to powiedzieć i mówimy sobie, to mówimy ze sceny i mimo wszystko nadal jesteśmy aktorami, nadal, pani, wszyscy jesteśmy tutaj aktorami i ta scena, ten teatr daje możliwość właśnie porozmawiania o tym, bo nawet czulibyśmy się skrępowani, gdybyśmy rozmawiali teraz z tymi nagłówkami. Więc to, że internet działa w taki sposób, czy prasa, czy że te wszystkie inne media, one rezygnują z myślenia, To jest dla teatru wręcz błogosławione. [01:05:22.22 → 01:06:10.75] C: Ale co z pokoleniem, które teraz, to już nie nasze, nawet nie nasze. To takie pokolenie dzisiejszych dziesięciolatków, które internet mają odkąd żyją i tworzą swoje awatary w internecie i wydają rzeczywiste pieniądze na wirtualne pieniądze, żeby kupić wirtualną bluzkę dla wirtualnego swojego awatara. jaki to będzie miało wpływ? Powrócić do literatury, powrócić do wartości, o których mówimy, to mnie zastanawia. [01:06:11.07 → 01:07:45.54] D: Ja niekoniecznie odczuwam potrzebę powrotu do całej literatury. Mam takie poczucie, że my aktorzy cierpimy... Ja teraz patrzę tak na... Wracałem ostatnio do tematu szkoły, bo w wieku 33 lat udało mi się obronić pracę magisterską, więc wróciłem napisać pracę, wróciłem do szkoły. I popatrzyłem też na rynek pracy aktorskiej i mówię, dlaczego trudniej jest moim koleżankom o pracę niż kolegom? Dlatego, że jest więcej ról męskich. A dlaczego jest więcej ról męskich? dlatego że sięgamy do literatury, w której panował prymat mężczyzn. Czyli cała literatura klasyczna, czy jest to Szekspir, czy jest to Majschilos, czy jakiś wielki twórca, to przede wszystkim w takiej materialnej formie tego tekstu, który nam przysyła sprzed tych 3000 lat, czy 2000 lat, czy 500 lat, to przysyła do teatru dzisiaj swój tekst sprzed 500 lat i mówi, Proszę zatrudnić 15 facetów i jedną kobietę. Dwie. I robimy makbeta. I teraz w szkole, w związku z tym, że w szkole cały czas się powraca do tej literatury i cały czas się mówi o tych klasycznych tekstach, że musimy robić te klasyczne teksty, kiedy są egzaminy, to wszyscy profesorowie siedzą i mówią, że musimy przyjąć więcej facetów. Musimy przyjąć więcej facetów, bo jest więcej ról dla mężczyzn. [01:07:45.92 → 01:07:50.26] C: I przyjmują. 800 dziewczyn i 300 facetów. [01:07:50.30 → 01:09:27.49] D: I o to chodzi. Zdaję 800 dziewczyn, 300 facetów, a oni przyjmują 12 facetów i 8 dziewczyn. Czyli się okazuje, że ze względu na to, że traktujemy z szacunkiem starożytną literaturę, to przynosimy sobie problem ze starożytności. Przynosimy sobie problem tego, że w teatrach jest mniej pracy dla aktorek niż dla aktorów. Dlatego ja bym tak nie wracał do tych dzieł, bo one nas uczą złych rzeczy. Uczą nas na przykład nierozwiązywalności konfliktu. Mnie się wydaje, że jeśli następuje konflikt wewnętrzny, to można go rozwiązać. A to, że odpowiadam, w szkole podstawowej pani mi tłumaczyła, że jest zjawisko, jak to się nazywa, nierozwiązywalny konflikt tragiczny. Ja nie mogłem pojąć, co to jest konflikt tragiczny. Pani mówi, no to, że laska ma do wyboru albo pochowa brata, albo coś. Ja mówię, no ale jak? Pani mówi, trzeba napisać rozprawkę. Czy antygona powinna pochować brat? Jakiś taki był temat. No to wziąłem i napisałem jedną, że dobrze zrobiła, że nie, a drugą rozprawkę udowodniłem, że źle, że zrobiła. Bardzo ładnie tu napisałeś to i to bardzo ładnie, ale musi być ten konflikt tragiczny, że to się nie da rozwiązać. A ja mówię, że się da, bo jak ona zrobi tak, to będzie tak, a jak zrobi tak, to będzie tak. Nie, musi być konflikt tragiczny, to jest nierozwiązywalne. No i teraz dyskutuj z tym, bo 2000 lat temu jakiś facet stwierdził, że konflikt jest nierozwiązywalny. [01:09:35.26 → 01:10:31.68] A: Chodzi o to, że po prostu może to z lenistwa wszystko jest, do tego starego wracamy, wracają też egzaminatorzy, bo to świetnie znają, natomiast te nowe trzeba by było jednak przeczytać, żeby ewentualnie coś z tym dalej robić. A tak zupełnie poważnie z tą deklaracją, o której pan znakomicie powiedział, bo to jest dokładnie jeden z tych najważniejszych punktów cywilizacji, a właściwie erudycji czasów Twittera, czyli że nie czytamy, a podpisujemy i komentujemy, to jednak nie zatrzymuje się tylko na poziomie internetu, to nie są nagłówki tylko prasowe i facebookowe. To ma swoje konsekwencje, bo każdy ten podpis to jest przeniesienie też decyzji na życie. Ale my się lepiej przenieśmy teraz w krąg bogów rozmaitych. Chciałabym, żeby do swojej książki, z krótkim wstępem, dlaczego taki wybór zajrzała Marta Letwoń. [01:10:33.65 → 01:11:06.33] C: Ja przyniosłam Balladyny i Romance Ignacego Karpowicza. To nie jest książka, która ma dla mnie jakieś szczególne znaczenie lub jest dla mnie szczególnie ważna, ale zdecydowałam się na nią i to tak od razu, dlatego że to jest książka, która mnie bardzo rozbawiła. Ona mnie tak strasznie rozbawiła, że postanowiłam przeczytać państwu fragment. A to jest, widzisz, nowa dramaturgia i tutaj ról dla kobiet jest dużo. Widzisz? [01:11:07.63 → 01:11:11.89] A: Dla mężczyzn... To jeszcze nie jest dramaturgia, ale może się stać, tak. [01:11:14.61 → 01:16:16.15] C: Chyba już było wystawione. Jeszcze mam karteczkę tutaj. No dobrze. Ponieważ w tej książce wszyscy bogowie schodzą na ziemię, niebo zamknięte, więc jest i Zeus, i Jezus, i Nike, ale jest też w niebie Baryladyna. Oni wszyscy zeszli na ziemię, do kraju promocji, czyli do Polski. Ale wybrałam fragment, przedstawienie Baleladyny. Nazywam się Baleladyna. Prowadzę wspólnie z Grabcem firmę cateringową. Firma nazywa się Alina Spółka Niebieska. Zajmujemy się urządzeniem przyjęć, jubileusze, zaręczyny, wesela, pogrzeby, wieczory panieńskie, kawalerskie, go-go, chippendales, kremacje, orgie, nawiedzenia, koktajle, zaślubiny z morzem, słońcem, ojczyzną, druga komunia, polskie legiony, bisbierzmowanie, zmazanie chrztu, pierwszy dzień w niebie, apostazja, voodoo, youtube, afterparty, tojtoj, facebook i tak dalej. Robimy wszystko. Nasza karta dań jest najobszerniejsza na rynku. Od standardowej, choć w najwyższej, nierozciączonej próbie ambrozji, przez klaunów, arlekinów i fosforyzującą kiriz kłodowską, Po kieszonkowy Armagedon. Spełniamy każdą zachciankę klienta. Jesteśmy jak złota rybka, tylko że nas nie ogranicza liczba 3. Spełniamy tyle życzeń, za ile klienta zdała zapłacić. Firmę prowadzę wspólnie z Grabcem oraz moją siostrą Aliną. Kiedy mieszkaliśmy na ziemi, chyba w Genewie, będącej kiepską i jednocześnie lepszej jakości od oryginału podróbką słowiańskiej wsi, swoją siostrę zabiłam mimochodem i w lesie oraz w celu wyrwania się z biedy. Potem wdałam się w jedno małżeństwo oraz liczne romanse i zbrodnie, nieszczególnie przemyślane, co muszę teraz przyznać, ex post i poniekąd ad hoc. W efekcie tych zdarzeń, pełnych krwi i spazmatycznego seksu, zostałam królową. Następnie wmieszał się ex machina, któryś z deus, dziś nie wiem, który to był, słowiański, grecki, chrześcijański. Wszyscy umywają ręce od mojego zgonu. Bo nie wspomniałam dotąd o tym, zostałam skazana przez samą siebie na potrójną karę śmierci. Kara została wykonana jak dotąd tylko raz. Znalazłam się w niebie. Odnalazłam siostrę i grabcę, a pogodziliśmy się, żeby wynająć wspólnie najtęższe mieszkanie. Norę właściwie w dzielnicy Pogańskiej. Przez lata klepaliśmy biedę, kopulując od czasu do czasu niechętnie i z głodu. Tutaj głód siedzi w głowie, nie w żołądku. Potem założyliśmy firmę cateringową. Goplana, kochanka grabca i prezes zarówno Jeziora, jak i firmy cukierniczej, otworzyła nam linię kredytową w BMW. Interes się rozkręcił, teraz to my pożyczamy Goplanie, to znaczy moglibyśmy. Ja, Balladyna, odpowiadam za kontakty z klientem. Alina zajmuje się stroną kulinarną. Grabiec rozrywkową z naciskiem na orgię. Niedawno przyszła do nas prost z Wołga Anna Wintour. Odpowiada za elegancję i szyk. Siedzi w przestronnym gabinecie i się złości. Jej specjalność są apostazje oraz besztanie podwładnych. W ostatnim czasie bardzo jestem zapracowana, nie na tyle jednak, żeby pokonać własny egoizm. Dlatego opowiem, jak się tu znalazłam. W mieście miast, na chmurze chmur, w dziurze dziur. Trafiłam tutaj, ponieważ zostałam opisana i wielokrotnie przeczytana, głównie w streszczeniach. Należy do kanonu obowiązkowego Szkoły Średniej. Niebo jest zbudowane przede wszystkim ze słów. To solidny budulec, mocniejszy od cegieł, zbrojnego betonu i palonej gliny. Niebo jest w ciągłej przebudowie, jest dynamiczne, podlega redakcji, także cenzurze. Kto raz trafił do nieba, ten w nim pozostanie do końca materii. Nie ma zmiłuj. Bogowie, zamożni bogowie mogą wracać na ziemię. Nam nie przysługuje takie prawo. Mieszkańcy miasta, miast przybywają z dwóch kierunków. Bogowie z wymiaru ultymatywnego pozostali z dołu. Nie wiem, czy wymiar ultymatywny rzeczywiście istnieje. Niekiedy sądzę, że wymyślili go bogowie. Niekiedy sądzę, że bogów wymyślili ludzie, że nie istnieje prawo boskie. Jest tylko prawo ludzkie podlegające ciągłym zmianom. pełne precedensów. Nie ma zbrodni i nie ma kary. Są tylko zdarzenia. Oraz moja śmierć, która burzy moje rozumowanie. Weźmy mnie zatem, mój przypadek. [01:16:18.97 → 01:16:21.79] A: Weźmiemy dalej? [01:16:22.57 → 01:16:25.39] C: Bo to tak można i można. [01:16:26.47 → 01:17:42.56] A: Bardzo dziękujemy. Balladyny i romanse. Karpowicza, zanim na finał sięgniemy do wyboru Piotra Głowackiego. Chciałabym Państwa zapytać, bo tak mi się trochę przestało zgadzać, bo z jednej strony teatr rzeczywiście w dużej mierze od literatury odchodzi, zanim do niej wróci, co przyjęliśmy z pewną ulgą. Ale z drugiej strony proszę zobaczyć, co się dzieje. Słucham Państwa czytania. i myślę sobie, że to właściwie taki trend w tej chwili jest czytanie w teatrze. Trudno jest mi wskazać teatr w Polsce, w którym się nie czyta. Czyta się dzieciom, czyta się dorosłym, po prostu wyjmuje się literaturę, książkę i się ją czyta i przychodzi publiczność na te czytania. Więc jak to jest? Z jednej strony odchodzimy od literatury w teatrze, a z drugiej strony bocznymi drzwiami tę literaturę do teatru wprowadzamy. To brak zaufania do literatury, czy po prostu inaczej tę literaturę w tym teatrze teraz należy traktować? O co chodzi? Bo trochę nie rozumiem. [01:17:47.00 → 01:19:32.53] B: Ja myślę sobie, że tu można powiedzieć za Piotrem, że właśnie cykl owego koła, to koło się na tyle zatoczyło, że wprowadzamy literaturę po to, za chwilę odzyskać ją całkowicie w teatrze. Myślę, że czytanie w teatrze jest w ogóle taką prostą reakcją na telewizję. Ludzie chętnie odrywają się od ekranu telewizyjnego i chcą posłuchać słowa. Tracimy umiejętność czytania i w związku z tym ludzie chętnie chętnie cedują to na kogoś, żeby im poczytał. Mnie się zdaje, ja miałem taką przygodę, 3 czy 4 tygodnie temu byłem na drugiej edycji festiwalu Książka Czytana w Szczecinie. To było coś niesamowitego. Sale pełne ludzi. Czytaliśmy z Krzysiem Kowalewskim, Martą Lipińską, Jan Czarskiego, kocham pana, panie Sułku, było na widowni 800 osób, wyobraźcie sobie państwo. Coś niesamowitego zupełnie. Słuchają ludzie, potrzebują słowa, ale mówię, straciliśmy umiejętność czytania i tylko niektórzy potrafią. Ja myślę, że po prostu wszyscy tęsknimy do tego, żeby nam ktoś bajki opowiadał. Tęsknimy do tego i dlatego ludzie przychodzą posłuchać bajek, nawet jeśli to jakieś ponure i bardzo nowoczesne. Potrzebują słowa, chcą się odlepić od obrazków i mnie się zdaje, że to jest właśnie to, co spowoduje powrót całkowitej literatury do teatru. [01:19:34.55 → 01:19:36.93] A: Państwo też chcą tego zdania? [01:19:39.21 → 01:20:43.44] D: Wracając do tego koła, zgadzam się właśnie z Adamem, ale też dodatkowo, że to nigdy nie jest tak, że jest tylko jeden rodzaj teatru. Jest tak, że te teatry idą równolegle, te wszystkie formy teatralne idą równolegle, tylko w którymś momencie, któraś z nich zdobywa taką przewagę medialną, ale nie mówię nawet o o mediach, które komentują teatr, tylko że staje się jakimś medium, najsilniejszym medium do myśli, która gdzieś wynika z ludzi, czyli gdzieś nagle ta dziurka przelewu jest na tej konkretnej formie. Więc ona od najszerszego potem jest tak cieniutko, cieniutko i znowu wyrasta. W tym czasie, kiedy jej jest najmniej, to najwięcej jest innej formy teatralnej. istnieją równolegle i tak właśnie, bo musi to ziarenko paść wcześniej, żeby ono potem urosło w taką bogatą, kwitnącą roślinę. O, ten cykl rzeczywiście idealnie pasuje. To bym zaliczył właśnie to, jak Adamu widzę, że to ziarenko padło i zaczyna kiełkować. [01:20:44.32 → 01:22:25.30] A: To mnie panowie znowu uspokoili, dlatego że przestraszyła mnie trochę nazwa pewnej fundacji, którą założyli niedawno aktorzy w Łodzi, bodajże absolwenci Wydziału Aktorskiego. Mianowicie ta fundacja nazywa się Teatr Zamiast i zajmuje się między innymi, a chyba nawet w dużej mierze, przede wszystkim właśnie czytaniem. Skąd inna znakomita idea, aktorzy kupują książki albo je też dostają, idą do parku, czytają te książki na ulicach. I pomyślałam sobie w pierwszej chwili, że to bardzo pięknie, ale później coś mi skrzypnęło, bo ja rozumiem, że to nie jest zamiast teatru, że nazwa tej fundacji Teatr Zamiast nie jest przyrocza, że teraz tak nie będzie, że aktorzy będą tylko czytać, a przestaną grać. Ale z tego, co panowie mówią, to jest tylko faza, więc jestem spokojna. Z ciekawości, kiedy dostają państwo, panowie wiem na pewno, że mają te doświadczenia i to często za sobą, nie wiem szczerze mówiąc, czy pani Marta czytała już audiobooki na przykład, czy inne teksty, czy panowie czytają to, czytelni, bo na przykład są aktorzy, którzy mówią, że nie chcą znać tekstu wcześniej, chcą rzeczywiście, żeby ich głos, ich emocje zostały zarejestrowane tak, jakby czytali tę książkę po raz pierwszy, są jej czytelnikiem, zupełnie niechcący przy okazji dobrym aktorem. Czy też nie, czy też to jest zadanie aktorskie, jak to jest z audiobookami, z tym kiedy aktor czyta książkę do tej formuły. [01:22:25.77 → 01:22:31.25] B: Przepraszam, poczułem się strasznie zawiedziony, bo myślałem, że tylko ja tak robię. To znaczy, że nie czytam wcześniej. [01:22:31.29 → 01:22:32.63] A: Piotr Frączewski też tak robi. [01:22:32.93 → 01:24:18.05] B: Jak nazwisko? Dobrze, ja zadzwonię do niego. Podkupił to. To jest strasznie indywidualna rzecz oczywiście. Ja szalenie lubię czytać Avista nieprzygotowany, bo wtedy coś mi się... Margines błędu, jest ryzyko, że się popełni błąd, człowiek się zagrzebie w jakieś maliny. Ale przecież nagrywając audiobook niczym nie ryzykujemy. Jeśli poszliśmy złą ścieżką, to się wycofamy i pójdziemy tą, która wydaje nam się właściwą. Natomiast zyski z tego są znacznie przekraczające straty. To znaczy to, że się odkrywa w momencie. To jest trochę tak samo, jak mówię tutaj, że zupełnie inaczej mogę zareagować na spojrzenie Piotra, który wchodzi na scenę. I tak samo jest z książką. Jeśli ja jej nie znam, to ja ją odkrywam w tym momencie, kiedy ją czytam. Myślę, że jeśli ją odkrywam dla samego siebie, to jest pewna szansa, że ktoś, kto będzie słuchał tego, będzie miał poczucie, że odkrywam to i dla niego. Jednym słowem, że to odkrycie stanie się naszym wspólnym doświadczeniem potem. A straty są niewielkie oczywiście, dlatego że zawsze można się wycofać i coś poprawić. Ale wydaje mi się, że ten bilans jest oczywiście jasny. Niektórzy wolą się przygotować do tego. Nie mam dobrych doświadczeń z tymi przygotowanymi tekstami. [01:24:21.15 → 01:27:50.21] D: Ja mam bardzo skromne doświadczenie związane właśnie z czytaniem, z audiobookami. Ja sobie przyjąłem, że jest to jakaś forma jednak Trochę nie byłem w stanie tego przyjąć, jako że jestem czytelnikiem, nie mam też takich umiejętności, nie czułem się gotowy, żeby tak a vista, wchodzić, nagrywać. I za każdym razem zastanawiałem się, żeby to była jakaś akcja. Żeby to nie było czytanie książki, bo też nie do końca rozumiem to zjawisko. Czytam komuś książkę, czyli jednak ją właśnie interpretuję, czy czytam ją sobie na głos, co wydaje mi się już takie trochę dla mnie osobiście jakoś tak dziwnie. Dlaczego czytam sobie na głos książkę? Przecież mógłbym ją czytać w głowie. I zacząłem się zastanawiać też, komu ją czytam, gdzie ją czytam. Ostatnią rzecz, którą czytałem, to była książka Sławka Schutego, 90., która bardzo osobista dla mnie też, książka opisująca tam ciekawe lata młodości. I w tym wypadku ona jest tak skondensowana, ma tak skondensowany język, jest taką piąchną. Normalnie mógłbym to zapisać w ten sposób, ale ono ją ściągnął tak, że to wymagało ode mnie pewnej dyscypliny i pomyślałem, też pomyślałem rzeczywiście o tym, jakim stanem mam to czytać. Czy ja mam to czytać jako ten autor, czyli Sławek dzisiaj, czy jest to tam paroletni, czy że jest takim, jak on to opowiada, ale zarazem jak to czytam, to budzi się we mnie tamten chłopak z kiedyś. Więc sobie zadałem te kilka tam pytań i stwierdziłem, że to musi być szybko i maksymalnie jakby muszę się w tym momencie przenieść, próbuję się przenieść do tamtego czasu. Czyli, że ta przygoda jest tym, co wyznacza mój stan, a nie czytanie tej przygody. Kiedy pierwszy raz czytałem, czytałem Stasiuka Deutschland, dla mnie to była okazja na to, żeby się spotkać ze Stasiukiem, czyli sobie przeczytałem w domu tę książkę raz, drugi, pojechałem do Stasiuka w góry, więc popytałem go, a kto to jest ten, o kim piszesz, więc była taka okazja do tego. Naładowałem się tymi informacjami, przyszedłem na sesję i stwierdziłem, skoro ludzie chcą, żebym im przeczytał książkę, to przeczytam im książkę. Wziąłem butelkę wina, papierosy, wziąłem książkę i przeczytałem całą książkę za jednym razem, po prostu od jednego posiedzenia. To trwało ponad trzy godziny, to była krótka książka. Ponad trzy godziny, więc na końcu ten głos już jest taki... I w związku z tym, że popełniłem w trakcie, bo przesłałem to właśnie Andrzejowi i on wychwycił tam ileś błędów, że przekręciłem słowa przy takim longu, więc stwierdziłem, że nie będziemy wklejać tam kawałków, tylko zrobiłem erratę. Jest dodana errata, że przeczytałem tak, a powinno być tak. Bo gdzieś mnie to bawi jako takie medium, z którym można właśnie spróbować sobie, że taka akcja dla mnie. Może tak, takie podejście. [01:27:50.69 → 01:27:56.93] A: Proszę nam teraz przeczytać. Proszę powiedzieć, jakiego wyboru pan dokonał. [01:27:58.99 → 01:37:58.87] D: Ja dokonałem wyboru podstawowego. W którymś momencie życia się zorientowałem, że czytam książki, w których za każdym razem w naszym kręgu kulturowym, bo są te książki, jakoś tak najwięcej ich było stąd i one się odwołują albo we mnie pobrzmiewają, jakieś skojarzenia z Nowym Testamentem. Cała literatura, to jest w związku z tym, że ona przyszła z... U nas w ogóle pismo przyszło z religią na tę ziemię, to zostało zapisane w literach, które przyszły głównie w tej książce, więc wszyscy, którzy się uczyli pisać, uczyli się czytać z tej książki i ta książka jest tak naprawdę cały czas przewracana. Poza tym w naszej kulturze słyszymy ją od dzieciństwa czytaną właśnie przez w różnych okolicznościach, na różne sposoby. Przyszedł taki moment, kiedy nagle do mnie dotarło, że nigdy nie przeczytałem tej książki. To było jakieś trzy lata temu. Wiem, co dziwnie brzmi w języku polskim w takiej rozmowie, kiedy mówię książka o Nowym Testamencie, ale tak mówi o niej też nagle się okazało Jan Ewangelista. Mówi, że oddaję wam tę książkę, żebyście ją sobie czytali. To są ostatnie słowa jego Ewangelii. Chciałem przeczytać państwu fragment Nowego Testamentu, Ewangelia według św. Mateusza. Kazanie na górze. Jezus widząc tłumy wyszedł na górę, a gdy usiadł, przystąpili do niego jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami. Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazywani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami. Słyszeliście, że powiedziano przodkom, nie zabijaj. A kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A ja wam powiadam, Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi, a kto by rzekł swemu bratu raka, podlega wysokiej radzie, a kto by mu rzekł bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw ten dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj. Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by Cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, aby nie wtrącono Cię do więzienia. Zaprawdę powiadam Ci, nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz. Słyszeliście, że powiedziano, nie cudzołóż. A ja Wam powiadam, każdy, kto porządliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa. Jeśli więc prawe oko Twoje jest Ci powodem do grzechu, wyłupie i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało być wrzucone do piekła. Jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła. Powiedziano też, jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list rozwodowy. A ja wam powiadam, każdy kto oddala swoją żonę poza wypadkiem nierządu, naraża ją na cudzołóstwo. a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się cudzołóstwa". Tak sobie czytałem to i nagle do mnie dotarło, że jest to przetłumaczone na język polski. Ja sobie pozwolę przeprowadzić taką rozmowę ze samym sobą nad tym tekstem na zasadzie właśnie tłumaczenia. Z całym doświadczeniem przychodzę jako aktor do tego tekstu, więc zaczynam sobie zadawać pytania. Żeby wypowiedzieć te słowa, musiałbym wiedzieć, co one oznaczają. Mimo tego, że są przetłumaczone na język polski, a tutaj czytałem tłumaczenie akurat Palotinum Biblii Tysiąclecia, to wielu słów nie rozumiem. I tak zacząłem sobie poszukiwać znaczeń tych słów. Na przykład słowo Jezus. Okazuje się, że takiego imienia nie ma. To imię zostało zlatinizowane, a potem zesłowiańszczone w jakiś dziwny sposób i jest słowo, które w oryginale widnieje, to jest joshua. Od razu to mi bardzo zmieniło sposób czytania, kiedy sobie pomyślałem, że to mówi joshua. Bardzo umieściło mi tę historię na pustyni gdzieś 2000 lat temu. Po czym zacząłem sobie tak czytać dalej? Co to znaczy błogosławieni? Zacząłem szukać sobie w słownikach. Okazało się, że gdzieś etymologicznie doszedłem do jakiegoś takiego sformułowania, że błogosławiony mogłoby znaczyć... W ogóle słowo Bóg jest bardzo ciekawym słowem, bo ono się pojawia i nagle Bóg jako podstawa. Skąd jest to słowo? Przecież ja go nie znam w ogóle. Znam je, cały czas je słyszę, ale co ono oznacza? Jako słowo. I doszedłem do takiej informacji, że słowo Bóg jest słowiańskim odpowiednikiem alfy i omegi. Dlatego, że alfa i omega powstało w języku pisanym, a odpowiednikiem w językach mówionych, czyli jakim językiem był język słowiański, język polski, było słowo Bóg, dlatego że to jest cały alfabet w aparacie mowy. najbliższej głoski do G, najgłębszej. To jest ten łuk całego aparatu mowy, czyli tej wokalnej reprezentacji alfy i omegi. Czyli to jest to wszystko, co wypowiadamy, to jest bliskie do logosu, ten nasz mówiony logos słowa, ale i sensi. Więc dla zrozumienia umieściłem sobie słowo świadomość, jako to słowo, które zastępuje w rozumieniu świadomość, ta świadomość, która przenika wszystko, która jest pierwsza Słowo błogosławione wtedy brzmi szczęśliwi, odczują, błogosławieni to ci, którzy są szczęśliwi krocząc ścieżką świadomości. Od razu mi to przeskoczyło. Słowo duch to jest słowo z hebrajskiego tchnienie, natchnienie. Królestwo niebieskie, niebo się okazało, że gdzieś pochodzi od takich w tamtym czasie rozumowania, że jest to coś, co się kryje pod kopułą albo kosmos, albo jakaś przestrzeń idei. Jeśli to jest królestwo niebieskie, w którym króluje świadomość, to będzie to przestrzeń świadomości, jakiś świat świadomości. I zacząłem tak sobie to tłumaczyć. i czytać ten tekst na nowo, za każdym razem. I nagle zrozumiałem, że tak jest z każdym tekstem, że tak wygląda moja praca za każdym razem, że często zatrzymujemy się, słyszymy jakieś zdania, że my za każdym razem dokonujemy swojego własnego tłumaczenia. Jeżeli ja biorę ten tekst i go tłumaczę, to potem znowu czytam, po tym, do czego dochodzę, czytam sobie tekst tych błogosławieństw i nagle brzmi to tak. Szczęśliwy z postępowania w zgodzie ze świadomością jest ten, który pyta, bo on się będzie cieszył. Szczęście z życia w zgodzie ze świadomością odczuwa ten, który mało mówi, bo więcej czyni, dzięki temu ziemia jest jego. Szczęście z życia w zgodzie ze świadomością odczuje ten, którego jedynym pragnieniem jest to, żeby każdy dostał, co mu się należy, bo tylko to pragnienie się spełni. Szczęście życia w zgodzie ze świadomością odczuje ten, który bezinteresownie pomaga, bo on dostąpi bezinteresownej pomocy. Szczęście życia w zgodzie ze świadomością odczuje ten, który nie ma pragnień sprzecznych ze świadomością, bo on zobaczy świadomość przenikającą wszystko. Szczęście życia w zgodzie ze świadomością odczuje ten, który nie używa przemocy, bo będzie nazwany dzieckiem świadomości. To takie. [01:38:00.55 → 01:38:03.55] B: Tłumaczeniem [01:38:08.19 → 01:38:59.45] A: Biblii Piotra Głowackiego chyba zakończymy ten wieczór, bo ja już nie mam więcej pytań. Prawda jest taka, że te rotacje na widowni dzisiejszego wieczoru są jak najbardziej zrozumiałe. Dziś o określonej godzinie dzieją się bardzo różne rzeczy. Trzeba na nie także zdążyć. To pytanie, które zawarliśmy w tytule spotkania, czy granie to czytanie, w finale tego wieczoru zamieniamy na znak zapytania na kropkę, granie to czytanie, życie to czytanie, Jeżeli mają państwo jakieś pytania, bardzo proszę, nasi goście do państwa dyspozycji. Gdyby pani zechciała chwilę poczekać na mikrofon. Już idzie. [01:39:00.89 → 01:39:35.97] C: Nie wiem, czy mogę zapytać o kulisy powstania maki. Interesowałoby mnie bardzo, bo dzisiaj słuchaliśmy raczej o tym, że czyta się tekst, czyta się również między wierszami i trzeba interpretować zarówno jedno jak i drugie. Na ile państwo mieliście swobodę w tej interpretacji sztuki, kiedy nie trzeba się domyślać, co autor miał na myśli, bo autor jest, żyje, mało tego, jest reżyserem sztuki równocześnie. Czy dał wam swobodę i jak dużą? Czy może wręcz wymagał od was więcej niż można by się było spodziewać, że pozwoli na to? Dziękuję. [01:39:40.25 → 01:40:19.99] B: Siedzi autor i reżyser, trochę ciężko o tym mówić. Zatkaj uszy, Julek. Nie, on powiedział, że zaskakujemy go często jakimiś znaczeniami, które sami Wiesz, paramy w tym tekście. Dał nam absolutną swobodę. Mieliśmy bardzo luksusowe warunki. Mogliśmy robić to, co nam przychodzi do głowy. To w ogóle jest łaskawy i liberalny człowiek, więc nie mogę więcej mówić, bo musiałbym strasznie mu sklepieć. [01:40:25.81 → 01:41:42.45] D: Tak, rozwijając na chwilkę jeszcze kawałek tę myśl, wczoraj Juliusz powiedział, że można sztukę wyrejestrować dobrze, można źle, ale zrobić taką atmosferę, żeby było przyjemnie, to tylko ja umiem i to prawda. Było naprawdę przyjemnie i w tej przyjemności istniała taka fikcja absolutnej wolności. To jest to coś, co istnieje na scenie zawsze, a tutaj ona była jawna, bo Juliusz pilnował tekstu. Ale nie mówił, jak go mówić. Tylko pilnował tego, żeby padły te konkretne zdania. A myśmy w chodzeniu po szczebelkach gubili sobie te szczebelki. Mówili, nie, tutaj nie wejdę. Super, bardzo mi się podobało. Ale zapomniałeś tam takiego zdania powiedzieć. Więc z jednej strony całkowita wolność, a z drugiej strony takie precyzyjne podsuwanie tych szczebelków. Nie, nie, nie tutaj, tędy. I teraz pogimnastykuj się. No i potem obserwował właśnie tę gimnastykę i zastanawiał, dlaczego skoro można było wejść tak po prostu po tych szczebelkach, to ci aktorzy tak bokiem, tak jedną nogą tu się trzyma tego szczebelka. Więc to takie moje wrażenia. [01:41:45.65 → 01:41:49.19] A: Bardzo proszę. [01:41:55.02 → 01:41:56.94] D: przechodzimy w fazę teatru interaktywnego. [01:41:58.94 → 01:42:07.55] A: Jeśli nie mają państwo pytań do naszych gości, to proszę przyjść na matkię w nowym sezonie. Tak, pani Marto? [01:42:07.56 → 01:42:37.23] C: Chciałam tylko powiedzieć państwu anegdotę, jak kupowałam tę książkę. Mianowicie wiedziałam, że nazywa się to Balladyny i romanse, nie znałam autora, ktoś mi polecił tę książkę i wchodzę do Empiku i mówię do pana, który jest z działu książek, Nie znam autora, ale tytuł jest Balladyny i romanse. I ten pan na mnie z taką pogardą, Adam Mickiewicz. Tak mi się przypomniało. [01:42:37.23 → 01:42:48.27] A: Proszę pani, granie to czytanie, ale sprzedawanie to niekoniecznie czytanie. To naprawdę nie musi iść w parze. Marta Ledwoń, Adam Ferenc, Piotr Głowacki. Bardzo państwu dziękujemy.
Noc Kultury. Bitwa o literaturę. Czy granie to czytanie?
Tłumacz otwiera inny świat, pozwala w nim przebywać – mówił Ryszard Kapuściński o tłumaczach literatury. Czy interpretowanie tekstu jest jego tłumaczeniem przez aktora? Czy teatrowi potrzebna jest literatura? Jak teksty literackie funkcjonują dziś w teatrze? Czy i co czytają aktorzy? Czy aktor musi czytać, skoro erudycja nie jest dziś w cenie? Co z tego wyniknie dla teatru? Grażyna Lutosławska