Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:08.60 → 00:15.54] A: Jeśli Państwo od razu mają jakieś pytania, to bardzo proszę, albo chcecie się podzielić uwagami na temat filmu.
[00:16.54 → 00:18.86] B: Chwila na oddech.
[00:19.68 → 00:23.74] A: To ja zacznę wobec tego od Ciebie, Robert, jeśli pozwolisz.
[00:23.82 → 00:24.22] B: Trudno.
[00:25.00 → 00:37.34] A: Powiedziałeś kiedyś, że szukając postaci, szukając klucza do postaci, znajdujesz taki punkt zero. Co było punktem zero dla postaci Alfreda?
[00:38.88 → 01:44.30] B: Przede wszystkim dobry wieczór Państwu. Bardzo się cieszę, że mogę ponownie gościć w tych fantastycznych, wspaniałych progach. Dzięki pani Karolinie Rozwód. Poprzednim razem, mniej więcej rok temu chyba, byliśmy tutaj z Włodkiem Pawlikiem przy okazji takiego koncertu Struny na Ziemi, gdzie tam czytałem parę wierszy. Też było tak dużo ludzi jak dzisiaj, więc bardzo się cieszę, że przyszliście, bo jak zwykle konkurencja jest duża, telewizja, seriale, mecze i tak dalej, więc jesteśmy bardzo tutaj radzi, że znaleźliście czas na obejrzenie filmu i spotkanie z nami. Tutaj było trudno z tym punktem zero, Dlatego, że właściwie ten punkt zero, może państwo, ja nie chcę długo mówić, ale może państwo jakby objaśnię, na czym polega ten punkt zero, chociaż to miało być w ogóle moją wielką tajemnicą. Okazuje się, że jak Magda już o tym wiedziała, że wszyscy już z branży o tym wiedzą.
[01:44.64 → 01:45.54] A: Nie doceniasz mnie.
[01:47.24 → 04:19.69] B: To jest przeze mnie wymyślone, może ktoś wcześniej na to wpadł, ale ja nie słyszałem o tym, jakiś taki rodzaj. dowiedzenia się czegoś o postaci, którą mam grać, mianowicie punkt zero, to jest taki moment, kiedy jesteśmy tacy, jacy jesteśmy po prostu. Na przykład jesteśmy sami w domu, nikt nas nie widzi i my wtedy siebie też nie widzimy, tylko jesteśmy jakby samym byciem albo samym działaniem, tak? Nie zastanawiamy się jak przyrządzamy obiad, czy jak sobie parzymy herbatę, po prostu to robimy. Bo zazwyczaj, jak jest jakaś sytuacja, gdzie już są dwie osoby albo więcej, to wtedy już zaczynamy się oglądać, zaczynamy już na siebie patrzeć poprzez chociażby te osoby, albo zaczynamy się w jakiś sposób kontrolować, poprawiać sobie włosy i tak dalej, i tak dalej. Więc to jest taki punkt zero. Czyli osoba taka, jakby to powiedzieć, saute, taka, która jest taka, jaka jest. Nic nie udaje, nic nie gra. I tutaj mamy do czynienia akurat w przypadku postaci Alfreda z pewnym kłopotem, dlatego że tak naprawdę Alfred do momentu incydentu jest zupełnie kimś innym, później staje się zupełnie kimś innym. I właściwie w tej pierwszej części filmu nie ma szansy na taki moment, kiedy ten punkt zero mógłby się zdarzyć. Natomiast ja sobie pomyślałem o tym człowieku, że on jest jakoś głęboko gdzieś, że tam jest jakiś problem w środku po prostu, który on gdzieś jakoś zagłusza, przytupuje w sobie. No i się okazało, że rzeczywiście jest poważny problem. Natomiast Wyobraziłem sobie, że omknięcie rzeczy jest jakoś bardzo samotne, po prostu taki jaki jest, sam ze sobą, że jakoś sobie nie może poradzić, w związku z tym używa różnych protest, żeby jakoś funkcjonować w rodzinie, wobec bliskich znajomych, w ogóle w życiu. To tak, od takiego punktu mniej więcej wyszedłem.
[04:20.23 → 04:49.42] A: Mamy rzadką okazję rozmawiania ze scenarzystą. To nieczęsto się zdarza. I ta okazja jest dla mnie tym cenniejsza, że możemy spróbować skonfrontować ogląd wasz obu tej postaci. Ale przede wszystkim ja chciałam zapytać Janusz o to, jak to się stało, że tłumacz Deridy, Rortiego, Gadamera i znawca Gombrowicza, autor dwóch książek o Gombrowiczu, zabrał się za pisanie scenariusza.
[04:52.17 → 05:04.61] C: No cóż, najlepszy kot przy jednej dziurze zdechnie, jak mówi przysłowie, więc postanowiłem zarabiać za coś innego. No i to jest właściwie jedna odpowiedź.
[05:08.08 → 05:25.18] A: To już ma też swoją historię. Była nowela Czarka Harasimowicza, byli producenci. Czy to było tak, że ty przyszedłeś do producenta z tym tekstem, z pomysłem, czy jakoś znaliście się wcześniej? Jak to w ogóle, czy z reżyserem, czy z producentem? Od kogo wyszła inicjatywa?
[05:25.44 → 07:03.71] C: Dosłownie zaprosił mnie Greg Zgliński. Nosił się dosyć długo z tym pomysłem, przeczytał właśnie to opowiadanie Harasimowicza. I jakoś nie mógł sobie z tym poradzić, nie wiedział, jak to ugryźć. No i tak się złożyło, że poznaliśmy się i zaproponowałem współpracę. I trochę na tym posiedzieliśmy, poobracaliśmy z tej strony, z tej strony. Tak się złożyło, że była możliwość uczestniczenia w programie Ekran w Szkole Wajdy. To są zajęcia warsztatowe polegające na tym, że przygotowuje się kolejne wersje najpierw treatmentu, czyli jak gdyby takiej nowelki filmowej, następnie scenariusza i dyskutuje się z innymi scenarzystami, z reżyserami, a także z tutorami. Wśród nich byli Agnieszka Holand, Wojciech Marczewski m.in. Także bardzo zacne grono i to było bardzo, bardzo inspirujące. I to jest oczywiście, to był taki koncept najpierw, jak to zrobić, ale takim najważniejszym impulsem dla nas było spotkanie z Robertem, ponieważ w ramach ekranu kręciło się dwie sceny, takie właśnie warsztatowe, które zarazem miały być czymś w rodzaju uciekającego filmu, czyli takiej prezentacji filmowej dla producenta. No i zobaczyliśmy z Gregiem Roberta, no i okazało się, że Robert po prostu jest Alfredem i tyle.
[07:05.56 → 07:10.69] A: To, co przed chwilą powiedział Robert, zabrzmiało dosyć po gombrowiczowsku.
[07:11.19 → 08:55.99] C: Bardzo, bardzo. Kiedyś, już pamiętam, Robert wspominał o tym punkcie zero i w sumie nie miałem okazji porozmawiać z Robertem o tym, bo to bardzo mnie zaintrygowało. To było w ogóle bardzo ciekawe. i bardzo oryginalne. Jeżeli mam jakieś skojarzenia, to to z Diderotem. W Paradoksie o aktorze jest taki fragment, gdzie Diderot mówi o tym, że aktor musi być nikim. Taka jest sugestia. I to jest właśnie coś takiego bardzo ciekawego. To oczywiście w przeróżny sposób analizowano wraz z takimi egzystencjalnymi, czyli filozoficznymi odniesieniami. Znaczy innymi słowy nie tylko aktora jako człowieka, ale również człowieka, czyli człowiek w ogóle, żeby cokolwiek zrozumieć, do czegokolwiek dojść, żeby być człowiekiem, musi znaleźć rzeczywiście ten punkt zerowy, musi być nikim, oznacza to, że musi się maksymalnie otworzyć, prawda, na wszystko, na innych ludzi, na śmierć również. I to jest takie przejście od Liderota do Gombrowicza. Gombrowicz czytywał Liderota, ślady tego są pamiętniku z okresu dojrzewania, bardzo wyraźne, także Ferdy Durke. Jego także, jak wiadomo, fascynowała ta postać człowieka jako aktora. Tylko że on nie potrafiłby powiedzieć czegoś takiego, że, tak jak Robert mówił, że człowiek jest sam. Otóż Gombrowicz tak straszliwie komplikuje te relacje teatralno-egzystencjalne, tak to nazwijmy, że u niego ten człowiek nigdy nie może być sam. Ponieważ człowiek, nawet jak jest sam, to gra. I to znaczy, że zawsze jest z kimś.
[08:56.23 → 08:57.97] A: Czyli punkt zero jest nieosiągalny.
[08:58.03 → 08:58.57] C: Tak, tak.
[08:58.80 → 09:21.00] A: Nie pamiętam, który z psychologów to powiedział, czy psychoterapeutów, że jeżeli spotyka się dwóch ludzi, to jest naprawdę sześć osób. Ich wyobrażenia o sobie nawzajem, ich wyobrażenia o sobie samych, no i realne osoby. Ja rozumiem, że to, o czym mówisz Robert, to jest ta realna osoba, która zostaje po zdjęciu wszystkich masek swoich wyobrażeń o sobie i wyobrażeń cudzych o sobie.
[09:22.44 → 10:36.56] B: Oczywiście jest to też z drugiej strony, muszę powiedzieć, że to jest w jakiś sposób umowne, tak? Bo do czego mi jest potrzebny ten moment? Ten moment nawet może być... Oczywiście on jest w jakiś sposób przeze mnie wymyślony, wykreowany, bo ja tak naprawdę nie wiem, jaki ten człowiek mógłby być, prawda? Natomiast on jest potrzebny do takiego najgłębszego jakby zdjęcia wszystkich, wszystkich emocji i masek z tego człowieka po tym, po to, żeby Określając ten punkt, dopiero później móc nakładać te wszystkie, jak na kręgosłupie są rozpięte mięśnie, to tak na tym punkcie zero dopiero są dołożone wszystkie elementy, które jakby tego człowieka konstytuują. I są potrzebne mnie jako aktorowi, żeby tę postać jakoś uwiarygodnić i ją zagrać. Począwszy od takich bardzo prostych sytuacji, jak nie wiem, sposób poruszania się tego człowieka, pewien jego wewnętrzny timing, Czyli taki puls, który on ma, zmienny bądź niezmienny, w zależności od okoliczności, aż po jakieś motywacje głębsze, poprzez jakąś psychologię, uczucia, emocje.
[10:37.64 → 10:54.31] A: Brzmi to tak dosyć racjonalnie i technicznie. A jak to wygląda w praktyce? Czy to jest tak, że rzeczywiście siadasz nad scenariuszem i budujesz rolę tak kawałek po kawałku, opierając się na jakiejś strukturze zawartej w scenariuszu, czy jest w tym więcej intuicji?
[10:56.49 → 11:06.47] B: Nic już nie będę mówił o tym, koniec. To jest po prostu, to jest za daleko jakby idziesz. Znaczy, namawiasz mnie do jakby, to jest kompletnego odsłonięcia mojej tajemnicy, mojego sukcesu.
[11:07.61 → 11:09.99] A: Myślałam, że się uda.
[11:12.31 → 12:27.27] B: Mogę powiedzieć tylko, że często jest chaos. Nie, myślę, że nie pracuję aż tak metodycznie. Poza tym nie powiem teraz tego, co chcę powiedzieć ze względu na obecność Janusza, ale po prostu to był genialny scenariusz. Jakby jeśli mam się do czynienia z takim materiałem, ja zawsze powtarzam tak, że w dobrym scenariuszu Wszystkie informacje potrzebne aktorowi do wykreowania ciekawej postaci już są zawarte. Sztuką jest je przeczytać. Znaczy, sztuką jest to tak rozczytać, znaleźć te miejsca, które często są ukryte. Oni nie podali mi tego na tacy. Oni tam to pochowali, tam skrzętnie zakamuflowali różne rzeczy. I teraz moim zadaniem było chociaż część, prawda, pewnie nie wszystko, odnaleźć i rozszyfrować. To jest też bardzo przyjemna zabawa. Ale tak jak powiadam, jakby ten materiał jakby dostarczał takich możliwości i był tak pełny i był tak jakby nieoczywisty i był tak wielopłaszczyznowy, że z wielką przyjemnością się po prostu zanurzyłem potąd w tym materiale.
[12:28.40 → 12:49.02] A: Trochę, Janusz, wytrąciłeś pytanie z garści, bo chciałam spytać o to, jak to jest, jak postać zapisana na papierze, jakoś tam wymyślona, jakoś dookreślona, nagle się ucieleśnia. Jakie były Twoje wrażenia po obejrzeniu filmu po raz pierwszy? Ale rozumiem, że to pierwsze wrażenie to był już ekran.
[12:51.71 → 12:55.65] C: Mówisz konkretnie o roli Alfreda.
[12:55.65 → 12:57.11] A: Tak, mówię o roli Alfreda.
[12:57.13 → 15:23.65] C: Ja myślę, że w ogóle to dotyczy scenariusza, co to jest scenariusz, jak się w ogóle ma do filmu. Ale tutaj myślę, że tak naprawdę chodzi o dwa zagadnienia. Jedna sprawa to jest to, że sądzę, że dużo lepiej się pisze, jeżeli ma się na myśli konkretnego aktora. W tym przypadku to było tak, że jak pisaliśmy tę scenę z Gregiem, to obaj niezależnie od siebie pomyśleliśmy o Robercie. Oczywiście to był strzał, bo Robert od razu zareagował. Takie mieliśmy pamiętne spotkanie na Soskiej Kępie w herbaciarni i to było bardzo spektakularne, dosłownie. Robert od razu po prostu Od razu poczuł ten tekst i gdzieś on zaczął mu grać w środku. To była scena, kiedy Robert wraca do domu po wypadku. Oczywiście na planie, gdy już robiliśmy film, ona została nakręcona ponownie. Więc to jest jedna sprawa i to jest bardzo, bardzo pomaga, gdy scenarzysta wie, kto będzie grał. A nawet jeżeli nie wie, kto będzie grał, to dobrze, jeżeli sobie kogoś wyobrazi. Jakiegoś aktora ulubionego, takiego, który sobie upatrzył, albo kogoś z rodziny. W każdym razie ktoś, kto ucieleśnia tę postać. Bo to jest rzeczywiście żywe. Pojawia się postać w całej swojej cielesności, całym wyposażeniem. I to jest jedna rzecz. I paradoksalnie ta relacja, taka bardzo ścisła i angażująca, ona się kompletnie nie przekłada na te sytuacje, gdy po nakręceniu filmu scenarzysta patrzy na film. Albo inaczej, albo nawet wtedy, gdy jest na planie, tak jak ja akurat byłem, patrzy jak scena jest realizowana. Otóż to są dwa zupełnie różne światy, scenariusz i film. Rola scenarzysty kończy się absolutnie w momencie, gdy stawia ostatnią kropkę. Później oczywiście może służyć radą, bo może dyskutować, tak jak zresztą robiliśmy. Natomiast to jest po prostu już zupełnie inny świat. Zupełnie inny świat, no bo taka jest po prostu natura rzeczy.
[15:26.42 → 15:40.20] A: Bo to jest dosyć szczególna sytuacja, bo Ty brałeś udział w tych zdjęciach, które były w ramach ekranu, jak rozumiem. Byłeś na planie, a byłeś potem na planie już przy realizowaniu filmu?
[15:40.32 → 15:41.60] C: Tak, tak. Byłem od porządku do końca.
[15:41.60 → 15:42.34] A: Byłeś na planie. Tak, tak.
[15:42.36 → 17:30.74] C: To było bardzo pouczające doświadczenie. To był mój pierwszy plan taki od porządku do końca, bo wcześniej się zdarzało, bywałem tu i gdzie, natomiast chciałem tu tak przeżyć od pierwszego klapsu do ostatniego, od przedprodukcji aż do postprodukcji, no i tym wszystkim czynnościom towarzyszyłem. Tylko, że to jest oczywiście takie sprzężenie zwrotne, ponieważ, i to jest reguła w ogóle dotycząca wszystkich tekstów, literatury również, niezależnie od tego, że uważam, że scenariusz to nie jest literatura. Myślę, że ze wszystkimi autorami, pomijając autorów donosów i nie wiem, protokołów sprawozdań, jest tak, że autor nie do końca wie, co pisze. Autor nie do końca wie, co pisze i na tym polega całe szczęście literatury i w ogóle tekstów pisanych. Podobnie, na tym polega myślę podobieństwo autora do aktora, zresztą tak naprawdę to znaczy to dokładnie to samo, autor i aktor z łaciny. jest to po prostu sprawca. Otóż on potrzebuje widza, potrzebuje czytelnika. Tekst w momencie, kiedy jest napisany, staje się obcy autorowi. takim tekstem jak każde inne dzieło, nie napisane przez tego konkretnego autora. I autor odpoznaje ten tekst, ten tekst go zaskakuje. Pisanie jednak jest, mimo skrupulatnych analiz, rewizji, kolejnych wersji i tak dalej, jest jednak takim procesem bardzo intuicyjnym. I nagle ten język nas zdradza. On jest znacznie bogatszy niż my sami. to ten nasz własny tekst przynosi nam coś, z czego nie do końca zdawaliśmy sobie sprawę.
[17:30.84 → 17:37.80] A: Trochę jak z dzieckiem, które nagle okazuje się, nie wiem, utalentowane w jakiejś niezwykłej dziedzinie.
[17:37.80 → 17:39.16] C: Tak, albo co gorsza krnąbrne.
[17:39.56 → 17:43.18] A: Co gorsza krnąbrne. To co cię zaskoczyło w wymyku?
[17:43.20 → 18:57.23] C: Przede wszystkim zaskoczyły mnie emocje. jak zobaczyłem na ekranie, ponieważ rzeczywiście ja akurat z racji może tego takiego filozoficznego i literaturoznawczego szlifu lubię posługiwać abstrakcją, myślę pojęciowo, co oczywiście przy pisaniu scenariusza niekiedy przeszkadza, pomaga go analizować, ale utrudnia samo pisanie. I dla mnie samo pisanie było pracą raczej taką konceptualną, czyli zasady wykluczającą emocje. Jeżeli były to emocje, to były emocje dziecka, który się bawi, składa jakieś puzzle i cieszy się, że mu wychodzi. Tymczasem ta historia już opowiedziana przez Roberta i jego kolegów na planie, Nagle tętni życie. Okazuje się, że tam chodzi o prawdziwych ludzi, mimo że prawdziwi ludzie tam nie grają, mimo że jest to wymyślone.
[18:58.63 → 19:10.23] A: Robert, a ty też miałeś taką reakcję? Jak oglądasz filmy ze swoim udziałem, to też coś cię w nich zaskakuje? Nie obiecywałam, że będzie łatwo.
[19:17.29 → 21:30.47] B: Tak, czasami tak, ponieważ z aktorami jest to troszeczkę podobnie jak z pisarzami. Tu mam na myśli Janusza, Nie do końca wiedzą, co grają. Myślę tu jednak o roli intuicji. Co więcej, ja już od kilku ładnych filmów mogę powiedzieć, że też się czegoś uczę przez cały czas i staram się wykorzystywać tę naukę przy następnych rolach. Ale ja wolę nie wiedzieć tak naprawdę na planie. Stąd jakby ja nigdy nie robię jakiegoś specjalnego researchu. Nawet jeśli tam gram postaci, o których można by się coś dowiedzieć. Bo wolę nie wiedzieć właśnie. Ja się wolę jakby dowiadywać. Tak było na przykład w przypadku w ciemności. Ale tak było też w przypadku wymyku. Ja po prostu chcę, żeby ta postać zaskoczyła mnie. w trakcie realizacji. Później to już jest jakby inna sprawa. Żeby tak coś zrobić, tak coś zagrać, żeby ten Alfred zaskoczył Roberta. Czyli de facto Robert zaskoczył Roberta. No bo tak to jest. Bo tutaj jest też ten paradoks. Z kolei Chiaramonte również w takim eseju paradoksa aktora powiedział, że aktor jest Zdaję się na chwilę kimś innym, pozostając tą samą osobą. To jest strasznie trudno wytłumaczyć, bo to trzeba po prostu wejść tam przed tą kamerą i zagrać. Więc zazwyczaj, mówiąc trochę żartobliwie, zaskakuje mnie to, że wcale tak źle nie jest. Że całkiem chyba sobie poradziłem.
[21:33.16 → 21:42.94] A: A czy filmy z Twoim udziałem Cię wzruszają? Jesteś w stanie zapomnieć, patrząc na ekran, o tej całej kuchni, o tym, jak to powstawało, jak to było robione?
[21:43.10 → 24:05.84] B: To zależy, w jakim odstępie czasu oglądam ten film, od momentu realizacji. Dlatego, że podobnie też jak do tego, co Janusz powiedział, że w momencie, kiedy pada ostatni klaps, co nawet więcej, w momencie, zrealizowana jest jakaś scena konkretna, to ja już tę scenę wyrzucam z siebie i już nie ma tej sceny. Ona jest już mi zupełnie obca. Nie ma miejsca na nią po prostu. Dlatego mam zawsze taki kłopot, kiedy trzeba jakąś scenę przekręcać na przykład. Coś tam nie wyszło, nie wiem, jakieś problemy techniczne albo no cokolwiek, to wtedy ja mam problem, muszę wrócić do tego samego. Oczywiście to już nie jest takie samo, ale tego bardzo nie lubię, bo tego już we mnie nie ma po prostu. Także to jest tak, że ja po prostu po skończonym filmie, po skończonej relacji zamykam temat po prostu. Jakby w ogóle się pozbywam tego tematu. Nie tam na siłę, tylko po prostu on już przestaje być we mnie. I musi minąć jakiś czas. Oczywiście zazwyczaj jest tak, że jak po raz pierwszy oglądam film, no to niestety patrzę głównie na siebie. Nie jest próżności. Tylko patrzę, czy gdzieś po prostu nie dałem ciała, mówiąc krótko. I strasznie się boję. I czasami mam tylko takie, a... To są te momenty, gdzie mogłoby być lepiej. Jak jest dobrze, to modlę się, żeby ta kolejna minuta minęła i szybciej do końca, bo niech tak zostanie. Dopiero po jakimś czasie się dystansuję. I to nawet nie chodzi o to, że pamiętam, co było na planie, bo to się zaciera jakoś. Ale patrzę, czy to działa w ogóle. I jak ta postać funkcjonuje w całej historii. Czy ona nadaje jej jakieś pięterko. Czy to w ogóle działa. Czy my to jesteśmy w stanie jakoś polubić albo znielubić. Mówiąc po prostu kolokwialnie bierze. To jest właściwie też moje kryterium odbioru jakiejkolwiek sztuki. Album nie bierze. albo mnie nie bierze. Jak bierze, okej.
[24:07.04 → 24:09.18] A: No ostatnio tak się składa, że raczej bierze.
[24:11.68 → 24:15.06] B: No coś tam chyba bierze, nawet nieźle bierze.
[24:15.28 → 24:29.35] A: Masz dwa takie lata, a wcześniej też było nieźle, ale dwa ostatnie lata to naprawdę pozazdrościć. No a teraz grasz Wałęsę i Hitlera. Nie w tym samym filmie.
[24:29.45 → 25:26.02] B: Ja po prostu mam naprawdę, mogę powiedzieć tak, że po pierwsze mam szczęście, że trafiają mi się takie scenariusze i tacy reżyserzy, a po drugie, powiem absolutnie totalnie nieskromnie, że troszeczkę To jest też kwestia wyboru, bo to jest kwestia decyzji. Ja sobie nie wyobrażam, że Janusz i Greg by do mnie przyszli, gdybym był etatowym tancerzem na lodzie albo połykaczem ognia w programach o talentach i tym podobnych. Myślę, że Janusz wtedy powiedział, raczej przy pisaniu by miał kogoś innego przed oczami.
[25:26.74 → 25:43.40] A: Ja też chcę Cię spytać o to, czy był taki moment w Twojej ścieżce zawodowej, kiedy poczułeś, że stoisz na twardym gruncie. Kiedy poczułeś, że to jest taki moment, kiedy coś się fajnego zaczyna. Było coś takiego?
[25:43.50 → 26:35.58] B: Że się fajnego zaczyna? Tak, natomiast ja nie stoję na twardym gruncie. Ten grunt jest właściwie coraz bardziej grząski. Ja się przed każdym następnym filmem jeszcze bardziej się boję. Nie tego, żeby, nie wiem, żeby utracić swoją pozycję, jakakolwiek by ona nie była, ale sam przed sobą czuję jakieś takie brzemię odpowiedzialności po prostu. To wymaga jednak dużego wysiłku, żeby siebie przeskakiwać po prostu cały czas. Nie wiem, czy to jest możliwe. Do pewnego momentu oczywiście jest to możliwe. Później już jest trochę gorzej, ale dopóki sił, to będę się starał. Natomiast... Także to nie, nie, nie. To cały czas jest płynne. To za chwilę się może odwrócić, to ja zdaję sobie sprawę z tego. Natomiast ja pozostanę konsekwentny.
[26:36.54 → 26:42.82] A: To spytam inaczej. Czy był taki moment, kiedy poczułeś, że już trzeba zacząć odmawiać?
[26:43.90 → 27:06.92] B: Tak, tak. Na pewno dlatego, że takich scenariuszy jak scenariusz wymyku, to się nie dostaje na pęczki. Dostaje się chłam. Dostaje się gówniane komedie romantyczne i tym podobne rzeczy, które mnie kompletnie nie interesują. Scenariuszy na tym poziomie jest bardzo mało. I we wszystkich gram ja, więc...
[27:12.92 → 27:13.78] A: No to prawda.
[27:14.06 → 27:20.70] B: Ja policzyłam, jadąc tutaj, tak się zaczęłam
[27:20.70 → 27:26.96] A: zastanawiać, to ilu jest takich, wiesz, twojej klasy w tym pokoleniu, nie? Czterech naliczyłam.
[27:27.14 → 27:28.64] B: Za dużo, za dużo, za dużo.
[27:28.78 → 27:56.96] A: Nie no, czterech się znajdzie. Sam ich lubisz, więc tyle byśmy dali radę uzbierać. Ale mam jeszcze takie pytanie, bo powiedziałeś, że resetujesz. że resetujesz sceny, że resetujesz filmy, ale trudno mi uwierzyć, że po filmach coś w tobie nie zostaje. I po pracy z reżyserami. Gdybyś powiedział, z którym jakoś najbardziej ta robota cię zbogaciła, przeorała.
[27:56.98 → 28:02.32] B: Tak to ja nie umiem. To jest taka gradacja, ten taki, a ten taki, ten lepszy, ten gorszy.
[28:03.09 → 28:06.87] A: Nie, ale nie, że lepszy i gorszy, tylko nadaje się na tych samych falach.
[28:06.89 → 28:13.71] B: Każdy mi coś daje. Każdy daje mi coś albo podobnego, albo zupełnie innego. To jest tak jak spotkanie z człowiekiem.
[28:14.03 → 28:15.89] A: No właśnie, to najciekawsze.
[28:16.05 → 29:56.17] B: To powiedz co który. Ci ludzie, z którymi ja pracowałem, to są wszyscy fantastyczni artyści, bardzo interesujący ludzie sami w sobie. Nie tylko, wiesz, to nie jest tak, że my kończymy film i później mówimy adieu i już w ogóle nie mamy ze sobą żadnych tematów wspólnych, tylko też rozmawiamy. Zresztą tutaj, jak Janusz wspomniał, myśmy długie godziny już w trakcie realizacji filmu też przesiedzieli i sobie pogadali na różne tematy, nie tylko związane z tym, co akurat robiliśmy. Zresztą, co mi zostało tutaj z pracy z nimi? Zostało mi to, że... To było największe dla mnie zaskoczenie, właśnie. że oni pomyśleli o mnie a propos tej roli, dlatego że oni pomyśleli zupełnie niestereotypowo, dlatego że ja miałem przez jakiś czas taki wizerunek twardego mężczyzny, który potrafi dać w gębę i jest taki raczej na zewnątrz bardzo. A tutaj mieliśmy do czynienia jednak z facetem, który jednak to wszystko upycha do środka, że on jest defensywny. Zresztą nie jest ofensywny człowiek, który rozdaje karty, tylko on jest raczej defensywny. I to mnie zaskoczyło i to mnie troszeczkę zmartwiło, że oni są dobrymi psychologami i widzą miękkie podbrzusze moje, które ja oczywiście zawsze starałem się ukryć. No ale już po tym fakcie, to ja już zrozumiałem, że mi trochę jest głupio już być innym. i się musiałem już mocno pilnować.
[29:56.21 → 29:57.85] A: Już tego się nie dało zresetować.
[29:57.95 → 30:17.37] B: Myślę, że to był strzał dziesiątki, oczywiście z mojego punktu widzenia, że Gregu z Januszem mi zaproponowali tę rolę, bo ja mogłem gdzieś też podotykać takich miejsc w sobie, których wcześniej albo nie dotykałem, albo w niewielkim stopniu.
[30:18.71 → 30:22.61] A: Zdarzyła ci się rola jeszcze bardziej słabego faceta, u Marka Kotarskiego.
[30:23.88 → 30:34.10] B: No to już rozpacz. Ja już leżałem tam jak taki żuczek na grzbiecie i tak tymi kończynkami tak machałem, żeby ktoś mnie odwrócił.
[30:35.16 → 30:39.14] A: Cały film tak machacie z Adamem Borowieckim.
[30:39.14 → 30:41.58] B: Jak to się kończy, nikt nas nie odwraca.
[30:43.30 → 30:48.14] A: A nawet wprost przeciwnie, raczej rozjeżdża. Ale powiedz o tym doświadczeniu.
[30:48.68 → 31:06.10] B: O Kotarskim? No na co my tu będziemy mogli? To jest wymyk dzisiaj. Co my będziemy gadać o innych filmach? Tu zjechałem, już przyjechał z Bydgoszczy. Jak przyjechałem z Warszawy, to są ciężkie godziny, długie podróży. Chcesz tu mi mówić o Koterskim? Zaproście z Koterskim, to pogadamy o Koterskim.
[31:06.76 → 31:12.90] A: No dobrze, okej. Trzymam cię za słowo. Ale jeszcze też przyjedziesz z Tomkiem Wiszniewskim.
[31:13.00 → 31:18.54] B: Już byłem w Lublinie z Tomkiem Wiszniewskim. No byłem, pokazywaliśmy to w klasztorze gdzieś. Wszystko będzie dobrze.
[31:18.86 → 31:20.62] A: Czy państwo widzieli Wszystko będzie dobrze?
[31:21.34 → 31:24.44] B: O, widzisz? Tutaj są, to są fani, tutaj wiesz,
[31:24.54 → 31:27.92] A: to są... To musimy, to musimy zmienić kwietniowe plany wobec tego.
[31:28.70 → 31:29.84] B: No bo trzeba coś innego pokazać.
[31:29.86 → 31:31.06] A: Ja się, ja to jeszcze przemyślę.
[31:31.22 → 31:31.56] D: No dobra.
[31:31.68 → 31:35.48] A: Bo tutaj jest 90 miejsc na sali mniej więcej, więc wiesz, jest szansa, że
[31:35.48 → 31:38.00] B: w Lublinie jeszcze jest... Pani Karolina mówi, że 160 jest.
[31:38.34 → 31:49.64] A: To tak na duś. Może państwo macie jakieś pytania? Bardzo proszę.
[31:59.09 → 31:59.97] C: Telewizja jest.
[32:01.39 → 32:02.23] B: Będziemy w telewizji.
[32:02.27 → 32:04.07] A: Bezpośrednia w internecie będzie.
[32:04.57 → 33:50.96] D: Dzień dobry. Chciałam zapytać o taką jedną rzecz. Powiedział pan, że znalazł u siebie tak zwany punkt odniesienia punkt zero, który stosuje w grze aktorskiej. Jestem zachwycona pańską rolą w filmie w ciemności. Czy tam równie zastosowana została ta sama taktyka? Przemiany osoby z jednego na zupełnie inną postać, prawda? Ta sama osoba, która gra w zasadzie dwie osobowości. Tylko, że chciałam jeszcze zapytać, tak powiedzieć przy okazji, że o ile w tamtym filmie Istoczenie jest dla mnie świetne, to naprawdę. Człowiek pokazuje swoje całkowite człowieczeństwo. Natomiast w tym filmie, wymyk, muszę Panu powiedzieć, że przeistoczenie, w drugą, budzi litość moją. To nie jest pogarda, ale litość nad tym człowiekiem. I teraz moje pytanie jeszcze jest takie. Będzie Pan grał w naprawdę dwóch wielkich filmach w tej chwili? Czy będzie się pan starał również zastosować tego rodzaju taktykę odniesienia, takiego punktu zerowego, nie daj Boże? Bo, proszę pana, są osoby, a to czytuje się, że niektórzy z Hitlera też dostrzegli człowieczeństwo. To były takie sfabrykowane dzienniki. I właśnie chciałabym odnieść się w tej chwili właśnie, żeby mi pan powiedział, jak mniej więcej by wyglądały pańskie role w tej chwili. Pan Wałęsa, przy jego wielkim szacunku jako prezydentury, też możemy powiedzieć, że ma swoje drugie oblicze. Dziękuję.
[33:51.32 → 37:07.62] B: Dobrze, to ja wyjaśnię tylko, że tu jakby mówiąc o tym punkcie zero, to się nie odnosiło do mnie, tylko do postaci. Szukam punktu zero tej postaci, którą mam zagrać. Jakby ja to mam taki punkt zero, proszę pani, że to w ogóle jest bardzo mało interesujące. Mi chodzi o punkt zero postaci. No ale dobrze. To jest jakiś rodzaj idei, Panie Profesorze. To jakby to jest też... Tego się nie da tak jakby... Nie da się tego tak powiedzieć, że ja zawsze jakby... Znaczy ja nie stosuję żadnej metody, tak bym powiedział. I tak to później się kończy. Ja mówię do jakiejś dziennikarcy, jakiemuś dziennikarzowi, później po prostu ludzie mnie ciągają przez dwa lata albo przez pięć. A co to jest ten punkt zero? Wieckiewicz ma tajemniczy punkt zero po prostu. Niech pan wyjaśni, co to jest ten punkt zero. No różne są punkty, prawda? Jedni mają taki, inni mają... A pan ma zero. Ale już żeby zakończyć ten wątek. Nie no, chodzi o to, żeby było prawdziwie, tak? Znaczy chodzi o to, żeby pani uwierzyła. Chodzi o to, żeby Pani nie powiedziała, że no ale co zaraz, ja nie wierzę temu facetowi, to w ogóle to niedobrze jest. Jak ja mu nie wierzę, to znaczy, że to w ogóle mnie nie wierzy. Dziękuję, bardzo się cieszę, że Pani się zlitowała nad Alfredem, bo to o to też między innymi chodziło. Ja Pani powiem więcej, że jak ja ten scenariusz przeczytałem po raz pierwszy, to ja sobie pomyślałem, że nie ma szans na obronę tej postaci, że ludzie znienawidzą tę postać. że to brzemię jest tak silne po prostu, że nie dość, że on jakoś dźwiga jednak to brzemię, ale że ludzie po prostu odrzucą tę postać. Janusz z Gregiem przekonywali mnie, że zobaczysz, że będzie inaczej, że będą ci współczuć, że coś takiego się pojawi. I jak pani teraz to powiedziała, że pani się nad nim lituje, no to to jest właśnie to, o co nam chodziło, między innymi, prawda. Bardzo to dziękujemy i się cieszymy. że to tak zostało przez panią rozczytane. Rola Hitlera to jest rola w komedii Juliusza Machulskiego, więc bierzemy ją w nawias, prawda? Raczej się śmiejemy z niego, robimy z niego takiego... trochę fajtłapę. Nie, nie, proszę się nie obawiać, nie. Nie będziemy mu stawiać pomnika, to na pewno. On jest tam takim śmiesznym, aczkolwiek bywa też groźnym, ale przez to też śmiesznym często, takim facetem. Powstało mnóstwo filmów. Ostatnio, nie wiem, Untergang, zresztą świetną rolą tego... Jak on? Bruno Gans. Nie, nie, my się tym nie zajmujemy. To jest też rola drugoplanowa. Główne role grają tam młodzi ludzie, to jest troszeczkę o czymś innym film. Ja tam sobie się gościnnie pojawiam, jak w każdym filmie Julka, od pewnego momentu. I próbowaliśmy się tą postacią po prostu zabawić, żeby było śmiesznie. I tyle. O Wam się nie będę rozmawiał. Jak Państwo zobaczycie film, się spotkamy, pogadamy.
[37:09.00 → 37:10.92] A: Bardzo sprytnie.
[37:14.84 → 37:42.12] D: krytykiem, który się czepia jakichś punktów, co powie ten. Po prostu zapytałam tylko dlatego, a wie pan, jako widz, będący z drugiej strony, ja mam taką swoją, ja wiem, ideę. Wchodzę do kina, bo wiem na co idę. I szczęściem wielkim dla mnie jest, że ten film zanoszę go do domu. Bo wielkim nieszczęściem jest, kiedy trzaskam tylko drzwiami i filmu nie ma. Dziękuję.
[37:42.42 → 37:47.28] B: To wtedy do kasy proszę i domagać zwrotu natychmiast.
[37:48.54 → 38:05.41] A: Zapraszam. Kto z Państwa jeszcze ma ochotę o coś spytać? Proszę bardzo. Przepraszam, ja też jako widz chciałabym.
[38:06.01 → 38:07.39] D: Czuję pewien niedosyt.
[38:08.03 → 38:11.41] A: Znając pana z innych filmów i tak
[38:11.41 → 38:24.84] D: jakby mam troszeczkę inne wyobrażenie, no bardziej o panu jako o Robercie. I tutaj tak jakoś czekałabym na jakąś,
[38:24.88 → 38:27.43] A: nie wiem, drugą część, może za dużo
[38:27.43 → 38:37.03] D: powiedziane, ale coś tam jeszcze powinno być dopowiedziane. w związku, nie wiem, to jest takie odczucie na gorąco.
[38:38.41 → 38:41.35] B: Wie Pani, bardzo fajnie, super, bardzo mi się to podoba.
[38:41.35 → 38:48.05] D: Także to powinno być jeszcze tak jakoś, tylko no właśnie nie wiem, no drugi film raczej chyba nie.
[38:49.47 → 38:50.80] C: Może sequel zrobimy?
[38:51.11 → 38:53.86] A: Nie, przepraszam, że się odważyłam w ten
[38:53.86 → 39:02.51] D: sposób powiedzieć, ale tam ta końcówka filmu jakoś kłóci mi się, Może nawet z
[39:02.51 → 39:04.61] A: postacią głównego bohatera, że on tak sobie
[39:04.61 → 39:27.47] D: spokojnie, prawda, te pudełka przekłada z tym pracownikiem. Coś tutaj, mi się wydaje, że tak normalnie człowiek z krwi i kości po takim wydarzeniu, no tam na pewno jakiś czas chyba upłynął filmowy, ale chyba to troszeczkę tak, no ja wiem, czy za bardzo poukładane, może też niedosłownie.
[39:28.10 → 40:55.20] B: Ja zaraz oddam głos scenarzyście, bo to on będzie się tłumaczył, ale ja powiem tylko tyle. Dwie rzeczy, chcę zwrócić na dwie rzeczy uwagę. Pani mówi, że spokojnie te kartony rozkłada. No, ja sobie spróbowałem wyobrazić taką sytuację, co ja bym zrobił. Po takim czymś albo się powiesić, chwileczkę, albo się powiesić, albo jednak próbować żyć dalej. Alfred wybrał drugą opcję. Próbuje żyć dalej. To jest pierwsza rzecz. Druga rzecz. Ten niedosyt jest najcenniejszy. Najcenniejszy. Myślę, że takie poczucie po skończonym filmie czy po skończonej lekturze, że chciałoby się więcej, to jest najlepsze, co się może zdarzyć. I to jest dla nas wielki komplement. Bo teraz dopiero spokojnie mógłby się zacząć film. Prawda? Lub panią, ja wiem, co panią kręci, co panią tam nurtuje. Panią nurtuje, co się dalej będzie działo z Alfredem. No, to już proszę sobie teraz dopowiedzieć. A teraz Janusz.
[40:58.41 → 41:01.80] C: Mam się tłumaczyć, że się zdziała.
[41:03.11 → 41:08.95] B: Nie. Dlaczego nie pokazałeś, że żył długo i szczęśliwie?
[41:13.05 → 44:55.11] C: Właściwie lepiej było, gdyby żył krótko i nieszczęśliwie. Znaczy jest nieszczęśliwy, To by się jakoś domknęło. Ale poważniej może... Ta ostatnia scena... W ogóle długo z Gregiem dyskutowaliśmy nad tą ostatnią sceną. Tak jak w ogóle nad postacią Alferda długo dyskutowaliśmy. Jak reżyserzy, scenarzyści w szkole Andrzeja Wajdy zobaczyli ten tekst, to muszę przyznać, że u wielu z nich postać Alferda wywoływała sporą irytację. że nic nie rozumie, że jak tak można, dlaczego nie reaguje. Pamiętam młodego reżysera, który opowiedział taką historię, że był w górach i z kolegą wspinali się i nagle coś się porobiło z linką, gdzieś się zaczepiła, w każdym razie trzeba było ciąć. I ten kolega, i ten reżyser spadł. I mówi, że on w ogóle nie miał pretensji do tego kolegi swojego, że on musiał go odciąć od linii. Oczywiście przeżył, skoro mi to opowiedział. Więc ja powiedziałem mu, że nas interesuje trochę inna historia. Nas interesuje historia tego, który odcina, a nie tego, który spada. I zależało nam na dotarciu do takich historii, które w sumie każdy z nas ma. To, że tu daliśmy ciała, tam nie zareagowaliśmy. Każdy ma z nas różne grzechy na sumieniu. I teraz cała trudność polega na tym, żeby żyć. Tylko żyć uczciwie, znaczy tak, żeby uznać to, co się stało. Na ogół ściemniamy przez całe życie niejednokrotnie, prawda, że nic się nie stało, że jest okej, że mamy nadzieję, że nic się nie wyda. To jest oczywiście najgorsze, mimo że tak jest najczęściej. Chodziło nam o takie poprowadzenie losu bohatera, który by dawał szansę, szansę na takie życie autentyczne. Życie z takim trupem w szafie, trupem brata do tego wszystkiego w tym wypadku. no byłoby czymś zupełnie nieznośnym, absolutnie skazującym Alfreda na byt podrzędny. I często właśnie w życiu sami się skazujemy na taki podrzędny byt tylko dlatego, że nie chcemy uznać oczywistości, czyli tego, co się stało. Alfred do pewnego stopnia jest taką postacią komiczną, prawda? Czyli ktoś, kto ukrywa przed sobą coś, co i tak wszyscy wiedzą ostatecznie, prawda? Tylko że tak to jest, że drugą stroną tego komizmu jest jednak tragizm. Tak jest w przypadku Edypa, który z teoretyków kiedyś powiedział, że losy wielu postaci tragicznych da się swobodnie przedstawić w kategoriach komediowych i to jest prawda. Edyp to jest ktoś, kto prowadzi śledztwo przeciwko sobie, schemat komiczny tak naprawdę. Stąd takie właśnie zakończenie. Tak staraliśmy się ułożyć, żeby zagospodarować całą tę przestrzeń. Te skrzynki, te paczki, którymi najpierw Alfred oddziela się od swojej żony, ta ciężarówka, która tarasuje dziedziniec firmy i tkwi jak wyrzut sumienia Alfreda, który ostatecznie decyduje się skonfrontować z rzeczywistością i tak naprawdę z sobą samym.
[44:55.27 → 44:56.65] B: No i te paczki to jest ten brat przecież.
[44:56.77 → 46:28.32] C: No i te paczki to jest ten brat, to są jego plany firmowe, plany na inne życie itd. figura poczucia winy Alfreda. I to jest coś takiego, że to oczywiście niesłychanie trudno się konstruuje takie historie, ale zależało nam z Gregiem na tym, wydobyć, nie wiem do końca czy to się udało, bo tak naprawdę jest sprawa niesłychanie indywidualna i w gruncie rzeczy bardzo intymna, co się czuje oglądając takiego bohatera. Czasami przed sobą się przyznajemy do naszych drobnych grzechów i przede wszystkim zaniechań, bo historia Alfreda jest tak naprawdę historią zaniechania o niesłychanie poważnych skutkach. Zależało nam na tym, żeby udało się uruchomić w widzach mechanizm wstydu, wstydu przed samym sobą. Oczywiście żaden z nas, ani Greg, ani ja, ani Robert, nikt nie chciał dobijać się do sumienia widza. Najgorzej bić się w cudzą pierś. Ale ten mechanizm wstydu, choć tak niesłychanie intymny, jest zarazem mechanizmem wspólnotowym. To jest coś, co bardzo jednoczy wspólnotę na poziomie niewidzialnym. Dlatego tak jest.
[46:30.12 → 46:44.78] A: Dotykacie w tym filmie problemu rywalizacji, która często jest ukryta, podskórna. Trudno nam się przyznawać do tego, że rywalizujemy. A tutaj ona wybucha w takim momencie, kiedy już nic się z tym nie da zrobić.
[46:45.41 → 47:41.10] C: Tak, to są właśnie takie uczucia, które często tłumimy przez całe życie. To jest przypadek, myślę, bardzo wielu rodzeństw, które dziesiątki lat często żyją w takiej ukrytej rywalizacji, tłumionej przy okazji rodzinnych spotkań, ale są to uczucia dochodzące często do głosu w najbardziej nieoczekiwanych momentach. I tutaj rzeczywiście w takich kategoriach czysto psychologicznych można by powiedzieć, że Alfred jest psychicznym zabójcą brata, biorąc pod uwagę sam początek tej historii. Tak poniekąd jest. Stąd ta ostatnia scena jest jakby sceną oczyszczenia. Mimo, że to jest tak ponure, że Alfred zostaje sam, że wyrzuca go ojciec, wyrzuca go żona, zostaje sam jak palec, to jednak jest oczyszczony i to jest stawka jego egzystencji.
[47:42.93 → 50:37.63] B: Co więcej, już chyba w tym momencie zdaję sobie z tego sprawę, dlatego że przecież tak to jest skonstruowana ta opowieść, że na początku Alfred właśnie nie żyje. Udaje, że żyje. Ten samochód, ta broń, te wszystkie takie atrybuty męskości, a w gruncie rzeczy takiego chłopieństwa jego, pokazują, że on cały czas konstruuje jakieś protezy, które gdzieś go podtrzymują w tym życiu. On musi ponieść jakąś ofiarę po to, żeby zacząć żyć po prostu. Tą ofiarą w tym przypadku jest no niestety jego brat. Ja powiem Państwu jeszcze jedną rzecz, że kiedy przeczytałem ten scenariusz po raz pierwszy, to sobie pomyślałem, że no nie, ja taki jak ja, to ja bym jednak zareagował. Ja miałem jakby wielki problem z tą sceną. Że ja bym zareagował jednak, tak. Ale kiedy obejrzałem film, to już nie byłem tego taki pewny. Coś się zmieniło. Coś się zmieniło. Bardzo często mamy taką tendencję takiego łatwego osądu, siedząc w wygodnym fotelu, oglądając jakąś sytuację na ekranie telewizora czy w kinie. Bardzo łatwo i bardzo szybko często zdarza nam się powiedzieć, a nie, ten to nie, to jest... źle, jak on mógł, coś takiego. Do momentu, którego nikomu nie życzę, konfrontacji z taką sytuacją. Wtedy już nie jest tak łatwo. To jest to, o czym mówił Janusz przed chwilą. Chcieliśmy, żeby państwo się poczuli niekomfortowo, po prostu. Żeby nie było tak wesoło. Żeby się zastanowić. Jest taka jedna genialna, oprócz wielu dziesiątek, innych genialnych scen, ale jedna jest bardzo... mnie absolutnie ta scena poruszyła, mimo że jest bardzo prostą sceną i nawet taką by the way. Jak oni wsiadają do tego pociągu i szukają miejsca, żeby usiąść. Wszyscy na wolnych miejscach, na wolne miejsca koło siebie odkładają torebki, gazety. Nikt nie chce, żeby koło niego usiąść. Ja chcę być sam. Ktoś się zasłania gazetą, ktoś się zwraca do okna. To samo później widzimy w trakcie tego incydentu, prawda? Nikt nie reaguje. Co więcej, później na wyrywki biegną do tych policjantów i mówią, ja widziałam, ja widziałam, to ten, to ten, to ten. To teraz sobie Państwo wyobraźcie, że wy tam siedzicie.
[50:45.45 → 51:00.24] A: Dla mnie najmocniejszy w tym filmie jest ten paradoks, który niesie zakończenie. Bohater przestaje zaprzeczać, zyskuje świadomość, która jest równocześnie karą i nagrodą.
[51:05.66 → 51:23.92] B: No tak, to właśnie usiłuję powiedzieć Janusze, że to jest po prostu Szkoda, że w taki sposób, nie? Ale z drugiej strony dobrze, że w ogóle, bo przecież w innym wypadku to
[51:23.92 → 51:24.88] C: nic by się nie zmieniło.
[51:26.48 → 51:58.73] B: Myśmy prędzej czy później może pozabijali. Ona by w tym tkwiła, w tym związku, a on by dalej myślał, że jest wszystko w porządku. No i tak jak się też Janusz powiedział, no tak żyjemy w gruncie rzeczy bardzo często, tak? Dożywamy tych swoich lat I jeśli ktoś się zdobędzie na jakąś refleksję i sobie pomyśli, że wszystko było nieprawda, wszystko było inaczej, to jeszcze jest uratowany. Ale często jest tak, że nawet na to nas nie stać.
[52:00.85 → 52:03.07] A: Macie poczucie misji?
[52:04.34 → 52:07.42] B: Oczywiście, no jak to? Przepraszam.
[52:08.24 → 52:26.92] A: Już teraz tak poważnie to zabrzmiało, że myślę sobie, że... To jest poważny film. To trochę żart, ale nie do końca. Bo no kurczę, macie rząd dusz w gruncie rzeczy. Ludzie przychodzą do kina, patrzą na to, co opowiadacie.
[52:27.88 → 52:31.96] C: To ich jakoś obchodzi. Zabrzmiało nieapetycznie.
[52:33.73 → 52:39.75] A: No tak, nieapetycznie. To może jakoś innego sformułowania użyjmy. Macie wpływ na cudze emocje.
[52:40.31 → 53:36.05] C: Może tak. Ja osobiście swojego wpływu nie przeceniał, ale to może powrócę do Gombrowicza. No to dużo gadać. To jest jednak historia, to jest jednak film. Paradoksem sztuki, każdej sztuki, nawet tej najpoważniejszej, najmroczniejszej, opowiadającej o strasznych rzeczach, jest to, że jest sztuką, czyli że bawi. Gombrowicz w pewnym momencie pisze o filozofii w nawiązaniu do Martina Heideggera w dzienniku i mówi, że rozprawiamy o mrokach naszej egzystencji, o odchłaniach, zagryzając czarną kawę ciasteczkiem. I tak to po trosze jest, że to jest druga strona tego zagadnienia, że nigdy nie jest tak, że jest to jakaś esencja kwaśna. Nie, jednak to jest sztuka, sztuka jest sztuczna, sztuka jest zabawą równocześnie, poważną, często przejmującą, ale jest zabawą.
[53:36.37 → 53:37.33] B: Ale z drugiej strony...
[53:37.33 → 53:39.71] A: Ale z drugiej strony czarna dziura dzieje.
[53:39.81 → 54:04.91] B: Ale wiesz, przecież Janusz mógł sobie spokojnie tam w tych filozofach siedzieć jeszcze. To mu sprawia przyjemność, to jest jego życie. W związku z tym, jak już coś robisz, to już coś robisz poważnie. Jak już zostały tych filozofów, to przynajmniej chciał wymyślać tysiąc panoramicznych krzyżówek.
[54:05.41 → 54:12.41] A: Ale ja jestem właśnie bardzo ucieszona i głęboko wdzięczna, że jednak nie panoramiczny Krzyżówki.
[54:12.41 → 54:13.81] B: Żeby to jednak miało sens.
[54:14.23 → 54:49.59] C: Tak, tylko że ja myślę, że nie należy tego przecenia, że to jest jednak sztuka, a nie filozofia. To jest coś zasadniczego. Kiedyś Czesław Miłosz pisał, że to nie może być tak, że Pisarz, artysta nie może podsuwać widzowi, czytelnikowi kwaśnej esencji i pytać go, co kwaśne, nie? To nie na tym polega. To działanie sztuki jest jednak szersze. Sztuka musi sprawiać przyjemność, mimo że boli.
[54:50.53 → 54:55.99] A: No właśnie, porusza uczucia. Dlatego ma większy zasięg rażenia.
[54:56.09 → 55:32.28] C: Ja myślę, że te definicje, takie przecież bardzo stare, wzięte jeszcze ze starożytności, wciąż są żywe. Jak Arystoteles pisze o tragedii, budzić litość i trwogę, prawda, pamiętne zdanie z poetyki. I na tym polega oczyszczająca funkcja sztuki, prawda, że może oczyszczać zarówno przez śmiech, jak i przez łzy. Ale pozostaje sztuką, a nie esencją.
[55:32.68 → 55:38.08] A: A zasady poetyki w dalszym ciągu są przywoływane przez autorów podręczników dla scenopisarzy.
[55:38.22 → 55:38.84] C: Tak, to prawda.
[55:41.53 → 55:48.09] A: Zapraszam. Kto jeszcze miałby ochotę porozmawiać? Rzadka okazja. Proszę bardzo.
[55:52.95 → 56:47.63] C: Udało mi się zapamiętać, przynajmniej tak na teraz na gorąco, trzy sceny, które tak mi zapadły w pamięć. Scena, w której on prezentuje ten film, który miał pokazać, że to ten chłopak był złym, a tak naprawdę on stał pod ścianą, Artur stał pod ścianą. Druga scena z kościoła. Ja w momencie, gdy widziałem go w ławce, to czułem się tak samo, jak czytałem Zbrodnię i Karę, że to są te same emocje, które tam czytałem. I trzecia scena. Chciałbym, żebyście panowie spróbowali powiedzieć o kuchni, o tych dyskusjach, które gdzieś były pod tymi scenami, co się działo w związku z tymi dwoma. Nie będę przedłużał te dwa.
[56:56.03 → 01:00:57.96] B: Słabo pamiętam już. Muszę panu powiedzieć, Dobrze reżyserzy mało mówią. I to nie jest tak, że Greg coś każe aktorowi, prowadzi go za rękę, mówi mu tutaj zrób tak, a tutaj zrób tak, a teraz się uśmiechnie, a teraz płacze. To nie na tym polega. To jest jednak budowanie, raczej budowanie pewnej atmosfery. I te nasze rozmowy, one nie dotyczą jakby właśnie konkretnie danej sceny, czy jakby sposobu zagrania danej sceny, tylko krążą gdzieś wokół jakby zagadnienia, tak? Tego się nie da precyzyjnie wyliczyć, wymyślić. Przytoczył Pan scenę w kościele, ja zanim przyszedłem do tego kościoła, to ja nie wiedziałem, co ja mam tam zrobić. Naprawdę. Ja sobie nie wymyśliłem, że tutaj tak muszę zagrać. Usiadłem w tej ławce i nagle coś poczułem. Ja do końca nie wiedziałem i nadal właściwie nie wiem, co ja powinienem w tym pociągu zrobić, jak to zagrać. Ja tam przeżywałem jakieś katusze. Ta scena po prostu nie pozwalała mi spać, bo ja po prostu byłem bezradny. Byłem bezradny jako aktor. I nagle przyszło mi do głowy, że moja bezradność to jest właśnie to. Że to właśnie jest to. Że trzeba po prostu pokazać bezradność. I to często się tak zdarza, że wpada się na coś po prostu, jeśli się o czymś myśli. Co więcej, po tygodniu spędzonym na planie, po tygodniu rozmów człowiek zaczyna jakby stawać się rzeczywiście tą postacią. Czasami to jest trochę wcześniej, czasami to jest troszkę później, to jest mniej więcej tak po kilku dniach zdjęciowych. Zaczyna myśleć jakby tą postacią, zaczyna przejmować pewne cechy tej postaci. I to się jakby gdzieś rodzi. To jest tak jakby pan zapytał, jak to jest napisać taką długą książkę na przykład, nie? To się pisze, no nie wiem, ja nie piszę, Janusz to może coś powiedzieć o tym, ale tak sobie to mniej więcej wyobrażam. Nie podejrzewam, że to jest jakiś konspekt, ja sobie nie układam tak po prostu roli. Podobną sytuację miałem w ciemności, kiedy mój bohater zwyczajnie nie wiedział, co będzie zaraz. Więc ja też nie chciałem wiedzieć, co będzie zaraz, ja jako aktor. Oczywiście pewne rzeczy się wie, dlatego że się czyta o scenariusz, ten scenariusz zawsze z tyłu głowy jest. Ja bardzo mało, ja czytam raz, może dwa razy czytam cały scenariusz, od początku do końca. Wtedy robię sobie notatki, albo coś sobie podkreślam tylko, albo stawiam sobie krzyknik. Po to, żeby natychmiast zapomnieć, żeby mi ten scenariusz nie przeszkadzał. On gdzieś tam jest, tak jak powiedziałem, pewne echa tam się gdzieś odzywają. Ale w danym momencie najważniejsza jest tylko ta i wyłącznie scena, tylko i wyłącznie ta reakcja. Więc siedziałem w tej ławce tam nie wiem z pół godziny i oni tam ustawiali wszystko i patrzyłem na tych ludzi. Patrzyłem na tego księdza. Wyglądał on się kompletnie bezradny. Tak samo jak w tym pociągu. To spróbowałem oddać. To mniej więcej tak działa. Tak jest najlepiej. z mojego punktu widzenia.
[01:00:57.98 → 01:02:02.06] C: Jak kręciliśmy tę scenę, to rzeczywiście wszyscy byli pod wrażeniem. To była milcząca twarz Roberta na podglądzie, za kamerą i wszyscy wiedzieli, że coś się dzieje. A tymczasem na zewnątrz, lato, upał, szykowany schabowy przez szefa kuchni i nagle w takim zwariowanym w sumie świecie. Proszę sobie wyobrazić, że tutaj pracuje jakiś agregat, tutaj ganiają dziewczyny na planie, dyżurni z kablami, z reflektorami i tak dalej i tak dalej. Cała ta filmowa kuchnia, no cyrk po prostu. w kościele. I nagle rzeczywiście coś się stało takiego. Wszyscy byliśmy wtedy pod wrażeniem. Bardzo cicho się zrobiło po skończonej scenie, gdy Greg zamknął ujęcie.
[01:02:05.94 → 01:02:08.86] A: Tak, to chyba nie tylko dla Pana ważna scena w tym filmie.
[01:02:10.04 → 01:03:03.97] B: Zapraszam. Właściwie ja zawsze mówię na takich spotkaniach, pozwól, że coś powiem, że... I chyba zacznę to stosować po prostu. Właściwie to jest chyba trochę tak, Janusz, że jak się pojawiamy na takich spotkaniach z publicznością, to najchętniej... Ja bym się zamienił z państwem po prostu. Znaczy, żeby państwo tutaj usiedli, a ja tam. Ja bym państwu zadał pytanie, A państwo by mi odpowiadali na te pytania. Proszę bardzo. Bo myśmy już właściwie wszystko powiedzieli, no.
[01:03:06.39 → 01:03:18.13] C: Ja muszę powiedzieć, że ja się czuję trochę bezradny, dlatego po prostu, że w zasadzie przejmuję się na tym, że ja w zasadzie niewiele mam do powiedzenia tak naprawdę. Po prostu to, co miałem do powiedzenia, napisałem.
[01:03:18.15 → 01:03:21.77] A: Jak ma niewiele do powiedzenia, to całkiem nieźle nam idzie, godzina.
[01:03:22.07 → 01:03:22.93] C: To Robert mówił.
[01:03:24.72 → 01:03:25.60] B: No ja za dużo gadam.
[01:03:26.74 → 01:03:27.60] A: Tego bym nie powiedziała.
[01:03:27.60 → 01:03:29.72] B: Okej, milczę, koniec, ostatnie słowo.
[01:03:30.98 → 01:03:37.88] A: Ale ja rozumiem, że chcielibyście się też dowiedzieć od widowni jak film jest odbierany.
[01:03:37.92 → 01:03:39.24] B: Nie, nie, nie, to w ogóle nie.
[01:03:40.26 → 01:03:41.58] A: Nie o to chodziło.
[01:03:41.82 → 01:04:10.34] B: Nie znam czy się podobał. Tak, podobał się, super. Nie, nie, nie, tylko że przecież to jest Właściwie dla nas jedyna szansa, bo to jest trochę inaczej niż w teatrze, to jest tak, że ja czuję jakąś tam reakcję widowni mniej więcej. Natomiast tak się składa, że w kinie jest tak, że państwo widzą mnie, ale ja państwa nie widzę. I to troszeczkę jakby utrudnia sytuację.
[01:04:11.28 → 01:04:33.23] C: To rzeczywiście coś takiego jest. Przypominam się taka historia, którą opowiadał mi Marek Bieńczyk. Otóż jechał, który jak wiadomo wczoraj dostał nagrodę. jechał autobusem i nagle widzi dziewczynę, która czyta jego książkę i przyłapał do dziewczyny na gorącym uczelniu czytania jego własnej książki. To jest właśnie coś takiego mniej więcej.
[01:04:34.77 → 01:04:38.93] A: A siadacie na widowni na zwykłym seansie z waszym filmem?
[01:04:41.07 → 01:04:43.47] B: O co ty pytasz w ogóle? Co to w ogóle jest?
[01:04:44.25 → 01:04:47.47] A: Na każde pytanie można nie odpowiedzieć.
[01:04:48.07 → 01:04:50.39] B: Idę do kina, kupuję bilet, mówię po
[01:04:50.39 → 01:04:56.91] A: cichutku, niech pani mnie wpuści, bo będzie ciemno. Ale na festiwalu na przykład. Czasami się zdarza.
[01:04:58.25 → 01:06:05.02] B: Rzeczywiście zdarzyło mi się, zwłaszcza przy Wymyku. Ostatnio jak byłem na festiwalu w Stambule, to nie mogłem sobie odmówić tej satysfakcji. Kiedy ona się zatrzyma, tu pociąg jedzie, wszystko tam się dzieje, dzieje, dzieje i nie mogę sobie odmówić tej satysfakcji, że w momencie incydentu, kiedy wyrzucają Jurka z pociągu, tej reakcji nie mogę sobie po prostu odmówić widowni. I na ten moment się odwracam zawsze, siadam z tyłu w pierwszym albo w drugim rzędzie, odwracam się i jak oni wygruszają, to jest ten moment i później, To jak pokazują, jak ja tam siedzę na tych schodkach i jak oni wtedy na mnie patrzą. To są dwa momenty genialne. Pierwszy jest taki, o, w ogóle przerażający, a później widzę czystą, krystaliczną nienawidź i pogardę. To jest piękne.
[01:06:06.40 → 01:06:07.14] A: To chciałaś osiągnąć.
[01:06:07.60 → 01:06:13.64] B: Tu mi się zdarzyło, tu mi się zdarzyło, nie przypomnijmy ku... Te dwa momenty, czekam na nie. To jest naprawdę, aż się, od razu się lepiej czuję.
[01:06:14.34 → 01:06:15.26] C: Jak cię nienawidzi.
[01:06:19.58 → 01:06:25.14] A: To jeszcze spytam, czy jeździłeś z Polską Światłoczułą z tym filmem, bo jeździł Grek, o ile wiem.
[01:06:25.46 → 01:06:59.07] B: Nie, ja nie mogłem, ale ja byłem z Polską Światłoczułą, byliśmy w dwóch miejscach z filmem. W ciemności, w ciemności. Tutaj moja żona potwierdza, że to było w ciemności, tak? Tak, to byliśmy w Supraślu i byliśmy w Kętrzynie. Podobnie jak tutaj, tłumy ludzi, tylko, że tamci byli troszkę bardziej jednak aktywni od państwa. Sorry, ale muszę was trochę oskarcić.
[01:06:59.43 → 01:07:04.55] A: Nawet może bardziej spragnieni kontaktu, to jednak mniejsze ośrodki, mniej...
[01:07:04.55 → 01:07:06.64] B: Ja wiem, tutaj publiczność jest rozbestwiona.
[01:07:06.82 → 01:07:07.74] C: I stąd ten Hitler później.
[01:07:07.93 → 01:07:10.36] B: Tu przyjeżdżają gwiazdy nie takie, więc po
[01:07:10.36 → 01:07:12.59] C: prostu... Robert, stąd ten Hitler później, rozumiem.
[01:07:13.00 → 01:07:42.74] B: Tak, tak. A Hitler się pojawił po prostu z prostego... Hitler się pojawił z prosta zasada trójpolówki, prawda? Buraki, żyto, pszenica i później zamieniamy. Chodzi o płodozmian, tak? Bo jak się przez wiele lat uprawia buraki na tym samym kawałku, no to one coraz gorsze, coraz gorsze, coraz gorsze. A jak się zmienia, no to wszystko kwitnie. Więc na takiej zasadzie od Wałęsy do Hitlera, a co będzie dalej, to zobaczymy. Teraz to już mogę szaleć.
[01:07:43.18 → 01:07:45.14] A: Ale o Smażowskim możemy już powiedzieć.
[01:07:46.10 → 01:07:47.10] B: Nie za bardzo jest o czym.
[01:07:47.64 → 01:07:49.74] A: No, ale preprodukcja.
[01:07:49.74 → 01:08:05.48] B: Tak, mamy nadzieję rozpocząć zdjęcia za miesiąc do najnowszego filmu Wojtka Smażowskiego. Będzie to adaptacja pod Mocnym Aniołem Jerzego Pilcha.
[01:08:06.42 → 01:08:10.74] A: Także rozumiem, że trzymamy kciuki, żeby wszystko się powiodło i w terminie ruszyło.
[01:08:12.59 → 01:08:23.23] B: Tego byśmy sobie z całą ekipą życzyli, no bo jak wiadomo tutaj w Polsce to nie jest tak łatwo, nawet z Morzowskiemu nie jest tak łatwo zabrać pieniądze, ale prace trwają i jest wielka nadzieja, że ruszymy jednak za miesiąc.
[01:08:23.79 → 01:08:30.03] A: To żeby państwo jakoś wynagrodzili ten brak aktywności, to ja proponuję trzymanie kciuków za następną produkcję.
[01:08:31.55 → 01:08:34.89] B: Nie, nie, nie, to była taka mała prowokacyjka, jesteście cudowni.
[01:08:39.52 → 01:09:24.43] D: Jeszcze jedno na zakończenie, bo to już nie będą żadne pytania. Chciałam panu powiedzieć tylko, że będąc na filmie w ciemności, na pewno większość z nas była na tym filmie, Lublin i widzowie kin mają naprawdę wielkie poczucie humoru, zwłaszcza ostatnia scena, jakby pan siedział z nami. Film naprawdę ciężki, temat bardzo ciężki, Ale kiedy wam wypowiada, że ma pan swoich pięciu Żydów i się pan z tego cieszy, to cała widownia również się cieszy. My naprawdę mamy poczucie humoru i wiemy się kiedyś śmiać. A że byliśmy izolowani tak długo od Warszawy, od centrum, po prostu jesteśmy skromni. Dziękuję.
[01:09:24.87 → 01:09:33.67] B: Ależ absolutnie to doceniam. Fantastycznie. Jesteś się cudowną publicznością. Takiej bym sobie zawsze życzył.
[01:09:35.04 → 01:09:45.92] A: Ja jeszcze widziałam pytanie tam gdzieś z tyłu, nie wiem czy... A, rozumiem, okej, okej. Tutaj jeszcze pan bardzo proszę.
[01:09:47.52 → 01:10:31.12] C: Doceniając pańską wszechstronność i ten płodozmian, że tak powiem, bardzo chcielibyśmy pana widzieć znów powiedzmy w pierwszoplanowej roli komediowej. Tak jak pan pokazał, że tak powiem, swoją kreację w Koniu Trojańskim, było to bardzo zachwycające. Natomiast ostatnio, no wiadomo, pańskie role są ponure. Mówiąc tak ogólnie, generalnie, to powiedzmy poważne. O, tak, to jest adekwatne słowo. Natomiast, no tutaj akurat ta postać Hitlera, ale to nie jest postać taka, że tak powiem, To jest z drugiej linii. Czekamy na komedię z panem w roli głównej.
[01:10:31.98 → 01:11:36.75] B: Ja też czekam. Długo, długo już czekam, bo od konia już minęło parę lat. Tak się składa, wie pan, że dostaję różne scenariusze, no tak nazwijmy je komediowymi, ale one jakby mało mnie śmieszą. I w gruncie rzeczy są tragediami. W związku z tym, no nie jest za dobrze, nie jest za dobrze. Juliusz Machulski ma swoją publiczność, ma swój charakter pisma i u niego zawsze. Ale Julek też nie może robić filmu co pół roku. czy jednegorocznie, więc oprócz tego, że jest reżyserem, to jeszcze jest producentem i zajmuje się jeszcze wieloma innymi rzeczami. Ostatnio nawet książkę wydał. Także, wie pan, nie jest za dobrze z komediami, ze scenariuszami filmów komediowych. Nie wiem, z czego to wynika. Ale obiecuję, że jeśli coś takiego trafi w moje ręce, to tak.
[01:11:37.94 → 01:11:40.60] A: Może Janusz Margański powinien napisać komedię.
[01:11:42.42 → 01:11:44.18] C: Chyba coś się tam kroi.
[01:11:44.86 → 01:11:48.16] A: Skoro jest tak blisko do tragedii, to myślę, że spokojnie...
[01:11:48.16 → 01:11:52.76] B: Ale to nie wystarczy, że Janusz napisze. Jeszcze muszą mnie zaprosić do współpracy.
[01:11:53.56 → 01:12:00.83] A: Ja myślę, że po starej znajomości jakoś... przekonamy tutaj producentów i reżysera.
[01:12:01.19 → 01:12:02.15] B: To załatwisz mi.
[01:12:02.37 → 01:12:06.85] A: Słuchaj, nie wiem, czy mam aż takie przełożenie, ale zrobię wszystko, co w mojej mocy.
[01:12:06.87 → 01:12:11.09] B: Nie, nie, nie, bo Janusz już ma kogoś innego przed oczami, teraz mu zakłócimy obraz i co będzie.
[01:12:12.07 → 01:12:13.43] C: I nie napisze w końcu.
[01:12:14.03 → 01:12:24.13] A: Nie, nie, ja myślę, że to może być nie jeden tekst, dla tego innego przed oczami może być jakaś mniejsza rola, może, no, ja myślę, że trzeba o tym pogadać.
[01:12:24.75 → 01:13:54.55] B: Powiem jeszcze na koniec, naprawdę musicie Państwo zdajeć sobie sprawę, że mimo że w Polsce robi się coraz więcej filmów i coraz więcej jest filmów dobrych, takich których byśmy się nie wstydzili, ja przynajmniej po wyjściu z kina, to ciągle jest ten problem z dobrym scenariuszem. Cierpimy na to od 80., od tego przełomu, coraz więcej młodych ludzi pisze, gdzieś tam się odważają w końcu to wyciągać z szuflad i tak dalej, jest jakiś progres. Ale mimo wszystko, proszę mnie zrozumieć, że jak czytam wymyk, a później dostaję coś, co się nie zbliża nawet gdzieś tam na dwa kilometry do wymyku, no to jakby trudno mi jest jakby się przełamać, żeby w tym zagrać. Oni zawiesili poprzeczkę bardzo wysoko, bardzo wysoko. W związku z tym naprawdę to jest trochę moje i szczęście, i nieszczęście. Ale tak jak powiadam, chyba jest lepiej. Jeśli jeszcze Janusz nadal będzie chciał coś zrobić dla filmu, napisać jakiś scenariusz, to będzie super. Nawet jeśli w tym nie zagram.
[01:13:55.69 → 01:13:58.15] A: Może jakąś małą rulkę chociaż.
[01:13:58.73 → 01:14:00.27] B: Oj, już tam nie targujmy się, dobrze.
[01:14:01.01 → 01:14:14.99] A: No dobrze. Proszę Państwa, ja jeszcze korzystając z okazji chciałam, chyba że jeszcze są jakieś pytania? To sekundeczkę, już mikrofon do Pani się przemieszcza.
[01:14:15.51 → 01:14:20.95] D: I tam panowała wspaniała atmosfera, taka,
[01:14:23.89 → 01:14:25.41] A: No trudno określić.
[01:14:25.71 → 01:14:33.77] D: Przyjazna. Ci aktorzy tak właśnie patrzyli z zadowoleniem, że ktoś dostaje nagrodę.
[01:14:34.55 → 01:14:44.81] A: Nie wiem, czy ja może byłam w takim nastroju lepszym, ale w ogóle mi się bardzo podobało. Dla żadnym nie widziałam, tak?
[01:14:45.21 → 01:14:50.43] D: Jak właśnie wtedy, kiedy tu były wręczane. I było bardzo dużo tych nagród.
[01:14:51.15 → 01:14:53.17] A: Bardzo dużo nagrodzonych było osób.
[01:14:54.15 → 01:16:15.90] B: Panie, jak w każdym środowisku zdarzają się różne reakcje i różne zachowania ludzi. Natomiast wydaje mi się, że ja mówiąc o sobie, mógłbym powiedzieć, że ja już się wyzbyłem jakiejś zazdrości na szczęście. Ja się cieszę, jak ktoś odnosi sukces. Ja się cieszę, jak powstał jakiś dobry film w Polsce. Bo to jest dla nas wszystkich dobrze. To jest dla widzów dobrze, to jest dla nas aktorów dobrze, bo jak będziemy robić dobre filmy, coraz więcej dobrych filmów, to coraz więcej ludzi będzie oglądało te filmy, to te filmy będą jeździć na festiwale, będą zdobywały nagrody, będą po prostu przewoziły Złote Palmy, Oscary, Lwy i Ziedźwiedzie i jeszcze całą menażerię. Będzie więcej pieniędzy, w związku z tym będziemy znowu... będzie jeszcze więcej filmów robić, a jak się będzie robić, no to w końcu gdzieś muszą mnie wziąć, w związku z tym to wszystko pracuje też na mnie, także mówiąc poważnie, nie, to jest dobrze, to jakby prawdopodobnie jest, w każdym środowisku jest tam jakaś odrobina zawiści, ale staramy się jednak z przyjaciółmi, z kolegami cieszyć się z tego święta po prostu, cieszyć się z tego święta i doceniać pracę innych, pracę naszych kolegów.
[01:16:17.86 → 01:17:57.64] A: A ja chciałam Państwa zaprosić za tydzień na wybitny dokument młodego dokumentalisty Michała Marczaka, który pokazujemy również w cyklu Polska Światłoczuła, a szczególnie serdecznie i gorąco, przepraszam, nie za tydzień tylko za dwa tygodnie, bo za tydzień tutaj są konfrontacje teatralne. Natomiast w ostatni poniedziałek, październiku zapraszam Państwa na film absolutnie wyjątkowy. To jest film Droga na drugą stronę, zrealizowany przez Ankę Damian, rumuńską reżyserkę, zrealizowany w koprodukcji z Polską. Historia jest rumuńsko-polska. Chodzi o młodego Rumuna, który został bezprawnie niesłusznie oskarżony o kradzież i spędził kilka miesięcy w krakowskim areszcie, co skończyło się tragicznie. On podjął głodówkę, ponieważ wszelkie jego prośby, apelacje nie skutkowały i zmarł. Reżyserka znalazła dla tej historii wstrząsającej niezwykłą formę. Obejrzą Państwo film animowany. To jest coraz częstsza praktyka, animowany dokument. Waltz Bashirem czy Persepolis to są przykłady takich filmów na granicy fabuły i dokumentu używających animacji jako środka formalnego. I taki film powstał w koprodukcji polsko-rumuńskiej. On zdobył chyba dwadzieścia kilka nagród, w tym na największym festiwalu animacji Wannsee Grand Prix. Także gorąco polecam ten film i zapraszam Państwa w ostatni poniedziałek października, a za dwa tygodnie Michał Marczak i film Koniec Rosji. A na dzisiaj dziękujemy serdecznie.

Kino w Teatrze Starym. „Wymyk”

„Zawsze staram się pokazać ludzi na ekranie jako postacie złożone, niejednoznaczne. Interesują mnie ich postawy wobec sytuacji ekstremalnych. Bo czasem zdarza się, że kiedy nieoczekiwanie sytuacja ich zaskakuje, reagują wbrew deklarowanym poglądom i przyzwyczajeniom. Wówczas bezwiednie odsłaniają głęboko przedtem skrywaną cząstkę swojej natury. Nie chcą jej uznać, wypierają się jej. Przyparci do muru, wiją się i bronią w tragikomicznych grymasach, aż w końcu, zmuszeni przez otoczenie, zdejmują maski, które noszą na co dzień, dzięki czemu ocalają coś, co okazuje się dla nich najważniejsze – miłość. O tym właśnie opowiada ten film”Greg Zglinski

Janusz Margański – tłumacz, literaturoznawca i pisarz. Przetłumaczył kilkadziesiąt książek z zakresu filozofii, teorii literatury i filmu oraz literatury pięknej. Jest autorem kilku adaptacji scenicznych. Scenariusz „Wymyku” napisał z Gregiem Zglinskim.

Robert Więckiewicz – aktor teatralny i filmowy, absolwent PWST we Wrocławiu. Występował w Teatrze Polskim w Poznaniu, następnie w Teatrze Rozmaitości w Warszawie. Zasłynął z roli Tytusa w spektaklu „Testosteron” w reżyserii Agnieszki Glińskiej w warszawskim Teatrze Montownia. Nagrodzony m.in. Orłem w kategorii – najlepsza główna rola męska, za role w filmach „Wszystko będzie dobrze” (2008), „Różyczka” (2011) i „W ciemności” (2012). 

Wróć