[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.62 → 00:23.20] A: Jeszcze raz dobry wieczór. Ja nazywam się Paweł Błędowski. Na co dzień jestem dziennikarzem muzycznym. Pracuję w radiu. Często też opowiadam w różnych sytuacjach scenicznych o muzyce, więc dzisiaj będę miał wielką przyjemność porozmawiać o muzyce, ale także o historii zespołu The Birthday Party ze znakomitym kolegą po fachu, dziennikarzem radiowym, także publicystą Mateuszem Demskim. Wielkie brawa dla niego, proszę Państwa. [00:24.12 → 00:25.80] B: Dobry wieczór. [00:26.64 → 01:00.83] A: Przyjechał specjalnie do Lublina, by porozmawiać i poopowiadać przede wszystkim państwu o The Birthday Party. I zanim porozmawiamy sobie o tym w filmie i postaramy się też umieścić go w kontekście tych innych dokumentów muzycznych, które niedawno pojawiły się, jeśli chodzi o takie nowe odczytania tego, co działo się z historią muzyki rozrywkowej, to chciałbym na początek, Mateusz, zapytać cię, jak zaczęła się twoja przygoda z The Birthday Party, z ich twórczością. Czy to było tak, że ona była zapośredniczona przez Nika Cave'a usłyszałeś Murder Ballad i stwierdziłeś, co ten facet jeszcze robił wcześniej, jak to było? [01:01.79 → 01:55.95] B: Ja mam taką problematyczną relację z Nikiem Cave'em. Ona zaczęła się w zasadzie od takiej rekomendacji mojego znajomego, który wiedział, że ja jestem właśnie mocno zapośredniczony w środowisku punkowym, a może wręcz hardkorowym, ale byłem też wielkim fanem Toma Waitsa i on o tym wiedział i powiedział, że to jak Tom Waits i tego typu klimaty, to ja może powinienem Nika Cave'a sprawdzić. I powiem państwu szczerze, że ja sprawdziłem tego Nika Cave'a i niefortunnie trafiłem na najbardziej prawdopodobnie znany, a przynajmniej ten najbardziej komercyjny utwór Sky Lee Minogue. I jak ja to usłyszałem, to mi ręce opadły i stwierdziłem, że to jest jakaś beznadzieja, że to jest po prostu mizeria. [01:56.08 → 02:01.36] A: No to szkoda, że nie trafiłeś na przykład na Henry Lee z tej samej płyty, bo wtedy może byłoby troszkę lepiej z PJ Harvey, prawda? [02:02.92 → 03:35.93] B: I tak było, że ja zawiesiłem w ogóle moją jakąś taką znajomość z Cave'em na długi czas. W ogóle nie śledziłem jego, jego poczynań. Jakoś się strasznie zraziłem. No i w pewnym momencie właśnie wpadłem na ten zespół, o którym dzisiaj będziemy pewnie jeszcze trochę rozmawiać. I to było coś, czego ja szukałem w muzyce w tamtym czasie. To znaczy ja byłem nastolatkiem. Jest tam też to takie tło, nie wiem na ile ono będzie tutaj przydatne do tej rozmowy, ale ja się urodziłem i wychowałem w Oświęcimiu. I to jest miejsce, o którym dzisiaj rozmawiamy w kontekście trwającej właśnie 80. rocznicy wyzwolenia Auschwitz. Natomiast ja ten oświęcim z mojego dzieciństwa, powiem państwu szczerze, zupełnie inaczej zapamiętałem. Ten obóz, który jest oczywiście wpisany w ten krajobraz miejski, to było takie miejsce, które każdy oczywiście znał, każdy kojarzył, przejeżdżał obok niego tramwajem, autobusem, nie tramwajów, nie było w Oświęcimiu, ale autobusem, autokarem, samochodem, czymkolwiek codziennie. więc jakoś nie zwracaliśmy na to szczególnej uwagi, natomiast wówczas w Oświęcimiu działała naprawdę prężnie scena punkowa, co jak opowiadam ludziom wydaje się wręcz niedorzeczne, bo to było w jakiejś odległości dwóch kilometrów od samego obozu. I tam przyjeżdżała cała scena punkowa z całej Polski. I tam się działy takie rzeczy mniej więcej jak oglądaliśmy... [03:35.93 → 03:36.99] A: Jak tutaj na filmie, tak. [03:37.11 → 04:21.61] B: Dokładnie tak. Znaczy ja jestem wychowany na street divingu, czyli skakaniu ze sceny na główkę innych ludzi. Sami mieliśmy kapelę punkową. I ja do dzisiaj uwielbiam coś takiego w muzyce. Nawet jeżeli to jest na pograniczu jakiegoś nihilizmu, autodestrukcji, czasem jakiejś agresji, ale takiej performatywnej oczywiście, nie zawsze wyrażonej właśnie wprost. I pamiętam, że jak usłyszałem o tym zespole Nika Cave'a, od którego on zaczynał, to gdzieś bardzo mocno się wpisało w te punkowe moje korzenie. Chociaż to jest ciekawe, bo dla mnie to nie jest zespół punkowy i o [04:21.61 → 05:00.88] A: tym możemy chwilę porozmawiać. To, co jest w ogóle bardzo interesujące, to jest to, że oni zawsze, Mateusz, w zasadzie byli gdzieś obok. Bardzo trudno było ich umieścić w jakiejkolwiek szufladce, no bo jak spojrzymy sobie na ich początki, to mamy rok 1973, a więc o punk rocku jeszcze wtedy nikt nie słyszał. Rockowe dinozaury mają się świetnie, takie jak Led Zeppelin czy The Rolling Stones, Ale oni nie grają piosenek Stonesów, oni grają piosenki Davida Bowie, oni grają piosenki The Stooges, już wtedy się tym inspirowali. I ta bliskość z tą taką nieprzystawalnością na przykład Davida Bowie do sceny, ona będzie powracać w ich biografii, także The Best Day Party. [05:02.11 → 06:18.19] B: Tak, ja zebrałem ze sobą taką książkę, ja państwu ją polecam. Znaczy okładka jest obrzydliwa, naprawdę. Istnieje takie powiedzonko, że grafik płakał jak projektował. I naprawdę graficznie wygląda to strasznie. Natomiast to jest chyba jedyna taka biografia Cave'a, która sięga tak głęboko i mówi o jego też prapoczątkach. I ta książka bardzo ciekawie próbuje ich jakoś usytuowić, ale nie tylko w jakichś tradycjach muzycznych, ale też literackich i różnych jakichś takich fascynacjach. Dla mnie ten zespół, kiedy czyta się tą książkę i czyta się o tych ludziach, którzy naprawdę byli czasem z różnych bajek, interesowali się różnymi rzeczami w kulturze, to mi przypomina Dorsów. Dorsi tutaj pojawili się jako pewna referencja. Dla mnie Dorsi byli takim zespołem, też powstał zresztą fantastyczny dokument o Dorsach, w którym to w jednej scenie jest opisywany jakiś taki fundament dorsów i trudno tak naprawdę złapać ten fundament, bo w dorsach było tak. Mieliśmy Manzarka, który w zasadzie grał na klawiszu jak nikt inny w tamtym czasie. [06:18.29 → 06:19.77] A: No bo jeszcze dodawał partie basu. [06:19.81 → 06:31.55] B: Partie basu, no bo właśnie w tym czasie to było naprawdę niespotykane, żeby nie było basisty w zespole, a oni nie mieli, więc Manzarek robił za basistę. Robi Krieger, który grał palcami na gitarze w stylu flamenco. [06:31.63 → 06:34.07] A: Inspirował się zupełnie innymi gatunkami muzycznymi. [06:34.21 → 08:41.30] B: Mieli perkusista, który w zasadzie wywodził się od jazzu. No i był ten szaman, czyli Jim Morrison, który też był niespełnionym filmowcem, bo miał ukończyć szkołę filmową i poszedł w inną stronę. I trochę takim koktajlem też jest ten zespół, o którym dzisiaj rozmawiamy. I Nick Cave w tej książce nawet nie mówi o inspiracjach muzycznych. Tam jest taki wątek już, który w zasadzie zamyka karierę tego zespołu. I tak jak w tym filmie on mówi, że on nie wie dlaczego oni się rozpadli, to w tej książce w zasadzie też o tym opowiada w takim jednym zdaniu, że po prostu on się znudził. I on tak naprawdę nigdy nie słuchał ani specjalnie punk rocka, ani specjalnie jakiegoś New Wave'u. On mówi, że bardziej go interesował zawsze blues, jakieś takie naprawdę klasyczne gatunki. No i tutaj zresztą też się pojawia ten Johnny Cash, który był oglądany z rodzicami. Więc to chyba nie interesowało go jakoś super bardzo. Ten gatunkowy jakiś taki kierunek, w którym oni mogliby podążać. On też tutaj na przykład mówi, że dla niego jakimś punktem zwrotnym w szkole była lektura Zbrodni i Kary. I to była taka książka, która mu przewróciła świat do góry nogami. On interpretował tę książkę w taki sposób, że to jest książka o dualności właśnie świata, że z jednej strony jest to nasza rzeczywistość, a z drugiej strony jest coś pod tą całą potrzewką, coś takiego mrocznego, co się skrywa w każdym z nas. I on tutaj takie rzeczy podaje jako punkt wyjścia dla swojej kariery. Zupełnie nie żadne inspiracje muzyczne, dlatego może oni się tak wymykali. że oni nie chcieli grać jak Sex Pistols, nie chcieli grać jak Dramons później czy inni, tylko chcieli po prostu jakieś inne chyba swoje fascynacje gdzieś przelewać w tą muzykę. No i właśnie wyszło coś takiego. Nie wiem jak państwo to oceniają i czy państwo to próbują albo potrafią jakoś osadzić w jakichś konkretnych rejestrach. Ja nie potrafię. Trudno mi nawet powiedzieć czym ten zespół jest, gdybym tutaj miał postawić jakąś diagnozę o jakiej muzyce mówimy. [08:42.04 → 09:22.27] A: Tak, to jest w ogóle też bardzo interesujące, co było pokazane w tym filmie, że oni niby kojarzeni częściowo przez prasę muzyczną z Punkiem, docierają do Wielkiej Brytanii, gdzie tak naprawdę Punk już umarł, nawiązując do słynnego hasła. No bo lata 80. to już mamy początki New Wave'u, mamy już też wielkie zmiany też wśród dyskografii tych wielkich, jak chociażby David Bowie, który już w 80. roku nagrywa Scary Monsters Jest to odległe całkowicie od tego Glam Rocka, wiadomo, z połowy lat czy z początku lat 70. Powiedz Mateusz, jak ty odbierasz właśnie punk kontra The Birthday Party, no bo były elementy punkowe, ale chyba tylko elementy, prawda? [09:23.23 → 09:33.98] B: No prawdopodobnie elementy, ale też chyba nie ma takiego elementu, który Znaczy, no w ogóle trudno jest zdefiniować punk, bo jedni powiedzą, że to jest Sex Pistols, inni powiedzą, że Ramones. [09:34.06 → 09:35.08] A: A jeszcze inni, że The Clash. [09:35.26 → 12:23.42] B: A inni, że The Clash, a ja w zasadzie ani jednego z tych zespołów nie lubię, a identyfikuję się jako w ogóle stary punkowiec. Ale ja na przykład zawsze byłem zapatrzony w scenę hardcore punkową w Nowym Jorku i w Waszyngtonie. Tam się grało znacznie szybciej i tam też o coś zupełnie innego chodziło. Na przykład, kiedy myślimy o Sex Pistols, no to nam się kojarzą ci właśnie Młodzi chłopcy, którzy mają 15 agrawek w uszach, skóry i rokezy są pijani po prostu tak, że nie mogą wejść na scenę. A scena, o której mówię, nowojorska, zupełnie to odrzucała. Tam w ogóle powstał taki ruch Straight Edge, który mówił o tym, że nie pijemy, nie bierzemy narkotyków i w ogóle nawet nie wchodzimy w kontakty seksualne z przygodnymi osobami. co w ogóle nie brzmi jak punk rock, ale to jest w zasadzie muzyka punkowa, gdyby państwo jej posłuchali. Więc w zależności od tego, gdzie pokażemy palcem na mapie, to wtedy się okaże, co będzie tym punkiem. A tutaj w zasadzie w Australii, ja też nie znam dobrze jakoś tej sceny muzycznej australijskiej z tamtego okresu, ale z tego, co można wyczytać w tej książce i z tego, co można tutaj odnaleźć w tym filmie, to w zasadzie tego punka nie było. W tej książce jest mowa chyba o dwóch, trzech czy tam czterech zespołach, które się pojawiały i bardzo szybko też znikały. Jeden z nich chyba zrobił karierę w Wielkiej Brytanii i ponoć to za nimi Nick Cave i cała ekipa podążyli, bo zobaczyli, że można, że jest ktoś, kto może przetrzeć ten szlak, więc tak naprawdę ponoć też z tego wynikała ta decyzja, że też producenci wyczuli, że to po prostu może być jakiś taki hack na coś egzotycznego w tym właśnie australijskim zespole, bo Australia to zupełnie jakieś takie obce miejsce pewnie dla Brytyjczyków, ale też dla wielu innych nacji. I to też się nie udało. Ta Wielka Brytania to ich tam wypluła w zasadzie. Też jest to znacznie mocniej opisywane w tej książce, Oprócz tego, że oni nie mieli pieniędzy, to jest raz, ale tam były jakieś takie mocno ksenofobiczne nastroje. W tej książce są opisywane sytuacje, że oni mieszkali w jakiejś tam dzielnicy, gdzie w zasadzie codziennie dostawali połbię od skinheadów. Do tego stopnia, że dziewczyna Nika Cave'a była po prostu cały czas zaczepiana w zasadzie codziennie. Więc oni się tam czuli nawet nie tyle, że wyobcowani, ale oni się czuli w jakimś śmiertelnym zagrożeniu na co dzień. Więc to też był jakiś wielki problem i naprawdę zdradzał ich na przykład akcent, no bo Australia, Wielka Brytania... [12:23.42 → 12:24.68] A: Natychmiast to było słyszalne. [12:24.74 → 13:28.75] B: Dwa różne światy, więc... Wracając do początku, trudno mi te elementy punkowe wskazać też dlatego, że punk rock też kojarzy się bardzo często z jakimś takim antysystemowym podejściem do świata, znaczy taką walką Wprost mamy w Sex Pistols odniesienie chyba najprostsze do królowej i jej reżimu. Natomiast tutaj ja tego nie zauważam. To jest taki trochę bunt dla buntu, przeciwko wszystkiemu. Ten wróg nie jest do końca wskazany palcem. To nie jest ktoś, kto rządzi w Australii, tylko to jest świat, który jest beznadziejny, który jest trochę piekłem na ziemi. I to też jest bardzo szczeniackie, bo jak się posłucha dzisiaj tych tekstów, to ja tak trochę z uśmiechem na twarzy patrzyłem dzisiaj na nich. Szczerze się przyznam, że mi to imponowało, jak tam miałem 17 lat, ale jak dzisiaj jestem prawie dwa razy starszy, to mam takie poczucie, że... Właśnie bardzo dobrze, [13:28.85 → 13:57.35] A: że o tym wspomniałeś, Mateusz, dlatego, że chciałem cię zapytać, bo spotkałem się kiedyś z taką recenzją brytyjskiego dziennikarza, który napisał, że The Birthday Party jest tylko epizodem w tym instatu nascendi, w tym tworzeniu się kariernika Cave'a i tak naprawdę artystycznie zupełnie nieistotnym epizodem. I co ty o tym sądzisz? Czy to oczywiście jest pewnie zbyt mocna diagnoza, natomiast rzeczywiście, kiedy porównujemy sobie tę twórczość i rozwój artystyczny Cave'a na przestrzeni kolejnych dziesięcioleci, no to widzimy ogromną przepaść. [13:58.84 → 15:37.74] B: Tak, ale z drugiej strony te elementy się jakoś zachowały, bo ta warstwa tematyczna, szczerze powiedziawszy, jakoś się wielce nie zmieniła. Jakieś takie zapatrzenie w te mroczne rejony i w ogóle w śmierdzi jako taką. To też zaraz przejdę do takiego innego motywu, który jest obecny nawet nie w twórczości Nicka Cave'a, ale w jego życiu. On jakiś czas temu w 2018 roku, czyli już już 7 lat temu założył taki portal internetowy Red Hand Files. To jest taki portal, w którym w zasadzie każdy może wysłać list do Nicka Cave'a i on odpisuje. To jest bardzo ciekawe, że w dobie Instagrama, mediów społecznościowych, kiedy każdy wielki artysta ma powiedzmy swojego człowieka od tej brudnej roboty, który będzie odpisywał na komentarze internautów i tak naprawdę wrzucał posty i tak dalej. No zatem Nick Cave właśnie zapragnął mieć większej kontroli nad tym wszystkim, ale przede wszystkim kontaktu z fanami. Tam jest bardzo ciekawa rzecz, bo jak się wchodzi na tę stronę, to ostatni list został wysłany z jakiejś szkoły podstawowej ze Stanów Zjednoczonych. Myślę, że tu nauczycielka musiała pomagać w pisaniu takiego listu, bo tam są podpisanie uczniowie w wieku 12-13 lat, a pytają o motyw śmierci Unika Kejwa w jego twórczości i w ogóle jakiejś grozy świata. No i on odpisuje, że w zasadzie towarzyszy mu to po dziś dzień, od samego początku, więc tu akurat bym się kłócił i akurat ten element się nie zmienił jakoś szczególnie. ale też ta taka dzikość sceniczna, mam wrażenie, że ona jeszcze gdzieś tam się tli. [15:37.90 → 15:39.96] A: Ten szamanizm taki sceniczny też trochę. [15:39.96 → 19:15.85] B: Tak, dlatego tego Morrisona przywołałem, bo oni mi się tutaj jakoś rymują i widzę jakąś taką korespondencję między nimi. Ja na przykład byłem w tym roku na koncercie Nika Cave'a w Krakowie i on ma takie momenty, są takie utwory, które go odpalają absolutnie, że po prostu on jest w stanie się tarzać po scenie. rzucać się na ludzi, po prostu machać tym mikrofonem, robić takie rzeczy, które właściwie robił tutaj. I to są takie momenty, które mnie najbardziej cieszą, bo właśnie ta energia się jakoś w taki bardzo pierwotny sposób unaocznia, ale twórczość się na pewno zmieniła, warstwa tekstowa też się zmieniła, Cave się stał bardziej taką świadomą jednostką do tego stopnia, że dzisiaj już jest bardziej nazywany poetą niż tekściarzem. Zresztą w Polsce został wydany taki tom poetycki złożony właściwie z tekstów, piosenek poszczególnych. utworów Nika Cave'a i to jest bardzo ciekawy tom. On się nazywa... Bardzo ciekawie, bo dzisiaj oglądaliśmy film Bunt w niebie, a tom się nazywa Revolta w niebie i on został wydany kilka lat przed tym, zanim ten film się pokazał, więc mamy jakieś takie połączenie między twórcą z zupełnie innego rejonu świata, a naszymi redaktorami, którzy ustawili taki tom. I ten tom jest niezwykle ciekawy i ja państwu polecam, gdyby państwo chcieli prześledzić tą ewolucję Cave'a. bo tom składa się bodaj z 30 utworów i każdy pochodzi z innego albumu Cave'a, rok po roku. I tak właśnie wybrano, żeby nie było na przykład jakiejś gradacji, że o, ten album jest najlepszy, to weźmiemy 10 najlepszych utworów. Nie, po prostu co roku jest właśnie inny album, więc inny utwór został wpisany w ten tom, no i dodatkowo on jest opisany, każdy z tych utworów. i tam się dużo zmienia, tam się fraza zmienia, tutaj nawet słyszeliśmy to po prostu, jak on wykrzykuje jakieś pojedyncze słowa, jakieś powtarzające się właśnie frazy, no oczywiście tak, śmietnik, śmieci, piekło, zło, śmierć i tak dalej, a później to się zamienia w zupełnie inne rzeczy. I on też przeszedł w ostatnich latach ciekawą ewolucję, bo z jednej strony on był takim bajarzem, bajarzem, takim opowiadaczem. Niektóre te utwory to wręcz brzmiały, jeżeli się je rozpisało na papierze, jak opowiadania. To jeszcze taki jeden z najbardziej znanych utworów Cave'a, który gra go do dzisiaj, ten From Her to Eternity, gdzie on zaczyna w zasadzie taką frazą. Słuchajcie, opowiem wam historię o dziewczynie. Mieszkała pod numerem 29. Dlaczego? Mieszkała nade mną. Więc to naprawdę brzmi jak wstęp do jakiegoś opowiadania. A dzisiaj na przykład jego teksty poszły w bardziej taką impresyjną stronę. On gdzieś szuka zupełnie teraz jakichś takich poetyckich formuł do opowiadania o rzeczach ze swojego życia. Ostatnie albumy też były poświęcone tragediom rodzinnym z życia Cave'a, o czym zaraz pewnie powiemy. I tam on nie werbalizuje tego wprost. On nie śpiewa o tym, że umarł mi syn i jest mi smutno. Tylko szuka jakichś takich konstrukcji literackich, które będą to jakoś inaczej próbowały ująć. Więc niezwykła ciekawa postać i niezwykle ciekawa twórczość. Jednocześnie tajemnicza postać. Znaczy człowiek, który o sobie za dużo nie mówi. I tak naprawdę nawet ten dokument jest takim filmem. Dlaczego my się dowiadujemy o Niku Kejwie z niego? W zasadzie niczego. [19:16.61 → 19:42.06] A: To jest bardzo trafne spostrzeżenie Mateusz, dlatego że ostatnio kiedy zapytano aktora, który zagrał Boba Dylana w bardzo głośnym filmie, Zapytano go o to, co pana najbardziej pociąga w Dylanie i on odpowiedział bardzo prosto. To, że on jest 60 lat tak naprawdę na rynku i on jest dla mnie, nawet jako dla aktora, który go odgrywa, ciągle tajemnicą. Myślę, że do Nika Cave'a czy do Leonarda Cohen'a i innych tego typu artystów się to też odnosi. [19:42.33 → 20:24.23] B: Tak, bo ten dokument jest, jak było widać, oczywiście złożony w całości z archiwaliów i taki był pomysł na ten film. Nie chciano tutaj nikogo wyciągać pod tablicę, po latach. Oczywiście są te późniejsze już materiały nagrane. jakoś w kolejnych etapach twórczości poszczególnych muzyków, gdzie oni wracają wspomnieniami do pewnych chwil, ale starano się właśnie wyciągać bardziej archiwalia. No a że Cave za dużo o sobie nie mówił, więc tutaj nie ma narratora z zewnątrz, jakiegoś wszechwiedzącego, który będzie opowiadał. Dlatego tu wielu wątków brakuje. Jak Nick Cave tutaj mówi o tym, że on miał spokojne dzieciństwo względnie... I bardzo szczęśliwy, tak? [20:24.47 → 20:25.67] A: W tym filmie. [20:25.71 → 22:33.13] B: Więc mi się kąciki ust też podnoszą, bo jak się bierze tą książkę do ręki, to pierwsze czego się dowiadujemy, że on już w szkole podstawowej sprawiał takie problemy, że trzeba było po prostu co miesiąc szkołę zmieniać. aż w końcu wylądował w szkole z internatem i co się stało pierwszego dnia, po prostu wpadł w jakąś wielką bójkę z największym zakapiorem w szkole, który był dwa razy większy od niego, ale go tak pobił, że został królem. A jak został królem, to musiał bronić tytułu, a bronił tytułu codziennie, więc codziennie się po prostu bił do takiego stopnia, że nikt nie był go w stanie opanować. A z drugiej strony Też ten film nie odsłania takich kulis prywatnych, bo też tak na nich patrzymy jak na takich totalnych nihilistów. Widzimy jakichś młodych chłopaków i myślimy, no tak, narkotyki, alkohol i tak dalej. Co też jest dużym uproszczeniem, bo w tej książce jest taki przejmujący moment, w którym właśnie Cave znowu narobił jakiegoś syfu, mówiąc kolokwialnie. Matka go odbiera z komisariatu i na tym komisariacie mówi, no słuchaj, twój ojciec zginął właśnie w wypadku samochodowym. I ponoć to był taki cios dla Kejwa, że to też mu wywróciło życie do góry nogami. I od tego momentu ponoć zaczęły się te jego takie najbardziej mroczne momenty związane z uzależnieniem. Ale od tego momentu też zaczynają się już te teksty, które naprawdę wchodzą w taki mrok, że ciężko przez to dzisiaj przebrnąć. Więc to nie jest tak, że to po prostu byli tylko chłopcy, którzy nie mieli co robić i uznali, że będzie fajnie śpiewać mroczne piosenki i czytać Biblię, Księgę Hioba czy inną. Tylko za tym stały też po prostu prywatne tragedie. Więc Cave zawsze jakoś znajdował ujście w tekstach dla takich momentów. Właśnie ostatnio, w ostatnich latach śmierć dwójki synów i to jest jakaś jego próba w ogóle zmierzenia się z tym. Niekoniecznie właśnie wywiadach, wlekanie, opowiadanie, bo też możemy o tym wspomnieć, że tych filmów o Cave'ie powstały już kilka. [22:33.27 → 22:34.39] A: Tych dokumentów było, tak. [22:34.73 → 22:50.96] B: Więc to nie jest pierwszy przypadek i to są takie dokumenty, w których faktycznie Cave jest głównym bohaterem i on przez dwie godziny jest na ekranie. i jakiś czas temu oglądałem jeden z tych filmów i tak się zastanawiałem, co ten Cave powiedział na ekranie przez dwie godziny i do teraz nie wiem, bo w zasadzie nic nie powiedział. [22:51.60 → 23:13.83] A: No właśnie, oglądając te filmy mamy, proszę Państwa, takie wrażenie, że on się przed nami otwiera do końca, a tymczasem wychodząc z tego filmu, okazuje się, że znów pozostaje ta enigma. Myślę, że jeśli chodzi o enigmy w zespole The Best Day Party, to Raymond Howard też jest tutaj bardzo istotną osobą, nie tylko w tym filmie, ale przede wszystkim w twórczości tego zespołu, No bo to są zupełnie inne zespoły, zmienia się nie tylko nazwa w momencie, kiedy on przychodzi. [23:14.33 → 23:34.11] B: No tak, tak, tak, ale to też jest ciekawe, bo jak rozmawialiśmy o tym punk rocku, to oni mi w ogóle na punkowców też właśnie nie wyglądają takich sensu stricte, a on to w ogóle dla mnie wygląda jak postać z kabaretu Boba Fossego z czystą kreską pod okiem i jest coś tam takiego, nie wiem, no właśnie kabaretowo-cyrkowego. [23:34.71 → 23:37.29] A: Taka niedożywiona wersja Keitha Richardsa. [23:37.57 → 25:15.26] B: Też, też jednocześnie. To jest ciekawe, że w ogóle Nick Cave całe życie się ściera z takimi postaciami i jakieś takie duety tworzy. I te duety bardzo często nie są w stanie przetrwać próby czasu. Ten, który przetrwał najdłużej i trwa do dzisiaj to jest Warren Ellis. czyli jeden właśnie z muzyków, Betsy Itz i oni jakoś znaleźli dla siebie taką wspólną ścieżkę do tego stopnia, że robią w zasadzie prawie wszystko. Jest taka scena właśnie w tym filmie innym, dokumentalnym, 20 tysięcy dni na ziemi i to jest taki Powiedzmy portret Nick'a Cave'a w kontekście jednego dnia z jego życia. To jest taki dzień sfingowany, to jest taki dokument, który jest trochę taką łudą, takim wyobrażeniem na temat tego, jak ten dzień mógłby wyglądać. Ale tam się pojawia Warren Ellis i on w pewnym momencie stwierdza przy jakimś obiedzie, którzy jedzą razem, że, no słuchaj Nick, ja częściej jadałem obiad z tobą niż ze swoją własną żoną. Więc to jest też ciekawe, że Cave właśnie zawsze wchodził w jakieś takie bardzo intensywne relacje w tych zespołach. W tym przypadku to się jakoś zdekompresowało w pewnym momencie i niewiele z tego wyszło. Ale z drugiej strony to trochę o tym jest ten film, że ile to mogło trwać tak naprawdę. Znaczy, że oni zaczęli od jakiegoś takiego wysokiego poziomu intensywności, tej intensywności wszelakiej w tym zespole, że no ja sobie nie wyobrażam, żeby to mogło trwać więcej niż te trzy lata, więc dla mnie to i tak jest wyczyn, że oni w ogóle jakoś przeżyli tę próbę. [25:15.30 → 25:24.54] A: No właśnie, ten poziom intensywności był tak ogromny, że w zasadzie oni już pod koniec tego filmu, pod koniec tej opowieści o Bears Day Party stają się chyba troszkę zakładnikami własnego stylu. [25:24.80 → 25:25.69] B: Jak każdy. [25:26.34 → 25:27.04] A: To prawda. [25:27.82 → 25:36.50] B: Jak wiele zespołów. I zazwyczaj tak jest, że te największe zespoły to po prostu gdzieś w pewnym momencie Ta linia się przerywa. [25:37.06 → 25:55.76] A: Tak, kiedyś Pete Townshend z The Who powiedział, że wielki zespół ma tylko dwa wyjścia. Albo się rozpaść w odpowiednim momencie, tak jak Beatlesi, albo zamienić się w kabaret. No i nie wiem kogo miał na myśli, nie wiem czy Rolling Stonesów. Powiedz, jak ty postrzegasz ten film, który właśnie wspólnie z Państwem obejrzeliśmy na tle innych dokumentów, które się ostatnio pojawiły? [25:57.58 → 30:00.51] B: Ja wspomniałbym jeszcze te dokumenty o Nicku Cave'ie tak na szybko, bo jeden 2016 rok, One More Time With Feeling, Andrew Dominick go nakręcił. Człowiek, który jest odpowiedzialny za film Blondynka, który jakiś czas temu był na Netflixie o Marilyn Monroe. Straszliwie skrytykowany przez nie tyle widownię, co w zasadzie Wiele osób, które ten film też widziały premierowo, pisały o nim, ja go też gdzieś tam miałem okazję zobaczyć. Ale ten film o Cave'ie jest bardzo ciekawy, bo to jest 2016 rok i to jest ten moment, w którym Cave przeżywa żałobę po śmierci syna. Zresztą wychodzi ten taki słynny już album Skeleton Tree. To też jest taka historia dość mroczna i Cave o tym tak bezpośrednio nie opowiadał, ale ten chłopak miał chyba 15 lat. był na LSD, spadł z klifu, więc taka trochę historia, która mogła się przydarzyć Kejwowi w zasadzie w jego wieku, więc jakaś pętla się pojawia, a jednocześnie to było dziecko z jakiegoś takiego dawnego związku Nika Cave'a. Cave z tym synem nie utrzymywał kontaktu. Tam w zasadzie powstaje pytanie, czy to też trochę brak tego ojca nie spowodował tej tragedii, bo tam się pojawiły już później jakieś dokumenty itd. Nie chcę za bardzo w to wchodzić. Ale ten film jest o tyle ciekawy, że to jest właśnie taki film, który jest sesją nagraniową. Znaczy my oglądamy Cave'a w procesie twórczym i bardziej poprzez twórczy proces jesteśmy w stanie dojść w ogóle do jakichś jego emocji z tym związanych. A ostatni film, 2022 rok, to jeszcze wspomnę This Much I Know To Be True. To też bardzo ciekawe, bo ten film miał premierę w Berlinie, więc w tym miejscu, w którym Nick Cave w zasadzie też z tym zespołem wylądował. I to jest właśnie film, w którym obserwujemy Cave'a w trakcie pandemii. Też w takim trudnym dla niego momencie. Wszystkie trasy koncertowe odwołane. I jednocześnie tam też pojawiają się takie ciekawe elementy. Na przykład jest taki moment, w którym Nick Cave nawet nie siedzi przy fortepianie, nie komponuje, ale jest w takiej swojej pracowni. I ten Andrew Dominic, reżyser, z nim wchodzi do tej pracowni i mówi pokaż co tam masz, a Nick Cave pokazuje, że cała pracownia jest wypełniona rzeźbami diabła. I tam są po prostu takie piekielne głowy. I on na niego patrzy naprawdę jak na wariata i pyta, ale o co ci chodzi? A on tak chodzi i właśnie tutaj zacytuję, on tak pokazuje i mówi, o to jest diabeł jako dziecko, które budzi się do życia, a to diabeł jedzie na wojnę i wraca z niej jako dojrzały mężczyzna. umocniony cierpieniem, a to ostatnia scena, mówi diabeł, umiera, dziecko pochyla się nad nim i mu podaje rękę na znak. przebaczenia. I on to robi tak jakby, nie wiem, po kuchni swojej chodził albo kanapkę miał sobie zrobić. I Andrzej Dominik jest zaskoczony absolutnie, że w ogóle on na co dzień myśli o takich rzeczach i wchodzi w takie rejony. No i drugim takim członem tego filmu jest właśnie ta korespondencja z fanami. To Red Hand Files, gdzie na przykład jeden z fanów wysyła do niego list i tam pisze o tym, że jego brat ostatnio zmarł i No i że chciałby usłyszeć coś od tego Nika Cave'a. No i oni sobie tak korespondują. I to jest też bardzo ciekawe, bo Cave siedzi w tej scenie nad w zasadzie jakąś maszyną do pisania. On to tak bardzo celebruje i tak siedzi i mówi nie, nie jestem w stanie dzisiaj tego napisać, napiszę to może jutro. I odchodzi od tej maszyny i zaczyna tam jakiś taki się proces myślowy, twórczy. Jak w ogóle odpisać temu człowiekowi? On nie musi tego robić, nie dostanie za to ani złamanego grosza. Te portrety są zawsze niepełne Nika Cave'a filmowe, ale jest w nich coś magicznego, naprawdę. To jest taki człowiek, który mam wrażenie, że trochę na innej planecie funkcjonuje. [30:01.05 → 30:15.15] A: Wspomniałeś o tym, że zabrakło Ci trochę tła, szczególnie jeśli chodzi o ten okres londyński Birthday Party. Czego Ci jeszcze zabrakło w tym filmie? No wiadomo, siłą rzeczy film nie może opowiedzieć dokładnie wszystkiego, bo musiałby trwać kilka godzin. Ale jak sądzisz, czego jeszcze zabrakło? [30:16.11 → 31:47.00] B: Trudno mi powiedzieć. To też nie jest jakaś taka dla mnie imponująca historia. Takich zespołów było wiele. I ja też nie czuję, żebym zobaczył tutaj jakąś taką niesamowitą historię, o której będę pamiętał, bo mówiłeś o tych dokumentach muzycznych, że one w ostatnich latach faktycznie obrodziło od nich i jest tego całkiem sporo. No takim przed prawie dekadę dokumentem, który mocno gdzieś takim echem się odbił był Sugar Man. O muzyku, który zniknął na jakieś tam dekady i później wrócił, więc to są dla mnie takie dokumenty muzyczne, do których lubię wracać, znaczy gdzieś jest jakaś tajemnica, gdzie coś odkrywamy, gdzie to jest też tak dramaturgicznie zbudowane. Tutaj jak się ogląda ten film, to można się domyśleć, że chłopaki trochę zrobią burdy, trochę będą mieli problemów, później się pokłócą i zespół się rozwiąże. To nie jest jakieś rocket science, ani jakaś wielka historia, która będzie za nami chodzić jeszcze bardzo długo. Ale też lubię takie dokumenty muzyczne, w których... I to się tutaj udało ze sprawy tych dokumentów zrobić, gdzie gdzie jakby filmowiec stara się znaleźć taką formę, by oddać daną twórczość na ekranie. Bo wiadomo, dokument muzyczny też nie jest trudno zrobić, taki w klasycznym wymiarze jesteśmy w stanie posadzić muzyków przed kamerą, zrobić tak zwane gadające głowy. [31:47.10 → 31:48.36] A: I zrobić to chronologicznie. [31:48.54 → 32:23.01] B: I zrobić to chronologicznie, ale też właśnie, żeby ktoś opowiadał po latach do kamery było tak, tak i siak. A w ostatnich latach właśnie mamy jakiś taki, mam wrażenie, zwrot w kierunku zupełnie innego opowiadania. Znaczy, że nie wszystko musi być wyartykułowane, nie wszystko musi być opowiedziane, mamy książki muzyczne, można po nie sięgnąć, ale właśnie są dokumenty, które próbują być doświadczeniem takim kinowym stricte i doświadczeniem właśnie muzycznym, że nie trzeba może za wiele rzeczy mówić, może lepiej właśnie muzycznie tutaj poprowadzić tę opowieść. [32:23.29 → 32:26.21] A: Czyli wracamy do Bowiego, tak? Moonage Daydream chociażby. [32:26.35 → 32:37.27] B: Moonage Daydream to jest film o David Bowie, o którym rozmawialiśmy tutaj przed wejściem i sam mówiłeś, że dla ciebie to było momentami też problematyczne doświadczenie. [32:37.41 → 32:52.55] A: Wizualnie było to trudne doświadczenie, przynajmniej za pierwszym razem, a wcześniej ten sam reżyser zrobił dokument o Rolling Stones, który był właśnie taką chronologiczną opowiedzią, to się chyba nazywało Crossfire Hurricane, Tymczasem Moonage Daydream jest zupełnie innym filmem, jest kreacją też na swój sposób. [32:52.75 → 34:15.69] B: Tak, to jest dokument, w którym mamy jakiś niezwykły collage form. Materiały archiwalne to jest raz, ale tam się pojawiają jakieś takie filtry nakładane, jakieś takie sceny zainscenizowane. W normalnym dokumencie o Bowie zobaczylibyśmy Bowiego, który właśnie siedzi i coś tam mówi. A tu się w ogóle zaczyna dokument od tego, że Bowie jest na księżycu. I leci sobie muzyczka w tle. No i musimy sobie jakoś poradzić z tym obrazem. Totalnie psychodeliczne doświadczenie. Znaczy ten film było wspaniale zobaczyć w kinie, ale myślę, że jak Państwo mają okazję zobaczyć go też na jakiejś platformie streamingowej, to warto. Bo można się też czegoś dowiedzieć o Bowie. On jest narratorem w ogóle. W zasadzie on jest takim przewodnikiem po tym swoim świecie. To jest taka próba wejścia w jego umysł, w jego głowę. jakiś niezwykły potok jego wyobraźni, obrazów, myśli, skojarzeń. I to wszystko się gdzieś tam po prostu jakby to wrzucić do jednego worka, wymieszać i rozsypać na podłodze. Więc to jest ciekawe, bo właśnie nie musimy o Bołim opowiadać poprzez historię, tak jak mówiłeś, chronologicznie, tylko poprzez samą jego kreację, która sama w sobie była jakimś po prostu wydarzeniem. Ja akurat nie jestem fanem Bołiego. To w ogóle okazuje się, że nie jestem fanem nikogo w tej rozmowie. [34:16.17 → 34:19.05] A: Jak na razie nie, ale to się jeszcze może okaże. [34:19.65 → 34:25.35] B: Ale bardzo ciekawe doświadczenie. Nawet właśnie dla kogoś, kto ten bowie może nie jest tak ważny. [34:25.99 → 34:34.33] A: No i mamy też takie filmy, Mateuszu, gdzie mamy pokazane spotkanie różnych muzycznych światów. Pierwszy, który nam przyszedł do głowy to jest It Might Get Loud. [34:35.23 → 36:30.08] B: Tak, tak. W polskim tłumaczeniu będzie głośno. To jest też właśnie świetny film, bo ja lubię też jak dokument prowokuje jakąś sytuację, do której prawdopodobnie nigdy by nie doszło, pod żadnym innym pozorem. No i w tym przypadku, jeżeli państwo nie widzieli tego filmu, no to krótki opis, że spotyka się on trzech muzyków, a konkretnie gitarzystów. I mamy Jimmy'ego Page'a z Led Zeppelin. Mamy gitarzystę zespołu U2 i mamy... Jezus... Jacka... Jacka White'a. Jacka White'a, tak, chciałem powiedzieć Black'a, ale to aktor. Mamy Jacka White'a z White Stripes i... Z jednej strony można powiedzieć, że spotykają się trzy pokolenia muzyków, ale dla mnie tam się spotyka coś więcej. Dla mnie spotykają się trzy filozofie... Trzy wrażliwości. Trzy filozofie tego, czym może być gra na gitarze. Ten film się zaczyna od takiej sceny, Jack White jest na jakiejś totalnie zapadłej wsi, bierze jakąś deskę, która leży obok, butelkę, kawałek struny, przybija to gwoździem, podpina to, przetwornik oczywiście wsadza, podpina to w jakiś wzmacniacz, to po prostu rzęzi niesamowicie, a on mówi, że no super, że stworzył gitarę i że on na takim sprzęcie gra, a później się na przykład pojawia scena, gdzie on Kupuje w Walmartzie jakieś gitary za 15 dolarów, takie tandetne, plastikowe, różowe i on na tym gra wielkie koncerty na wielkie hale. I super. A później przychodzi Jimmy Page, który z taką po prostu nonszalancją i z jakimś takim w misteryjnym, błogosławionym tonie w ogóle traktuje tą gitarę. i wraca gdzieś tam do swojego dzieciństwa, a później pojawia się pan z U2, z fanem U2 też nie jestem. [36:31.08 → 36:32.44] A: Ja też, tutaj się zgodzamy. [36:32.84 → 36:47.00] B: Dla którego gitara w ogóle jest tak naprawdę narzędziem, pomostem pomiędzy właśnie brzmieniem, które on sobie kreowuje za pomocą różnych efektów specjalnych, dźwiękowych. [36:47.02 → 37:00.28] A: Tam jest piękny moment, proszę państwa, kiedy on te efekty wyłącza i okazuje się, że mamy takie pojedyncze w zasadzie pojedyncze dźwięki na strunach, nic wyjątkowego i potem on z powrotem te efekty włącza i okazuje się, że mamy brzmienie jutra. [37:01.39 → 39:15.50] B: Tak, więc to też jest bardzo ciekawy dokument i właśnie chwała za to, że udało się sprowokować takie spotkanie, bo to jest jednak spotkanie, to nie są trzy planety, które gdzieś tam po swoich orbitach krążą, tylko to są trzy światy, które się spotykają, oni są w jednej sali prób, oni dżemują razem, Nie wyobrażam sobie, żeby kiedykolwiek Jimmy Page grał piosenki White Stripes, a on tam je gra. Więc niezwykle ciekawy dokument, to też polecam, z takich moich odkryć. Ale to też jest taki dokument już sprzed lat, 2008 rok. Ale dla mnie największym odkryciem takim, jeżeli chodzi o dokumenty muzyczne, sprzed kilku lat był film Summer of Soul. Nie wiem, czy to państwo widzieli. To był też film, który otrzymał Oscara, bardzo głośno o nim było, bo to jest dokument, który opowiada taką historię nieopowiedzianą dotąd. Jest rok 1969, lato, Stanów Zjednoczonych, no co nam się kojarzy, Woodstock. I faktycznie w tym czasie trwa Woodstock, ale ten dokument pokazuje festiwal, który odbył się dokładnie w tym samym czasie, też w Stanach Zjednoczonych, na drugim krańcu w zasadzie kraju, a dokładnie w Harlemie w Nowym Jorku, gdzie odbył się festiwal muzyczny, na który przyszło 300 tysięcy osób, mieszkańców Harlemu, czarnej społeczności, afroamerykanów. I ten dokument w zasadzie przypomina ten dokumentalny film o Woodstocku, bo jest zapisem w zasadzie poszczególnych koncertów. Oglądamy jeden koncert po drugim i sobie myślimy, no fajnie muzyczka gra, ale w tym przypadku te takie ścieżki dźwiękowe są poprzetykane obrazami z ulic miast Stanów Zjednoczonych. 1969 rok, no Malcolm X nie żyje, został zastrzelony. Martin Luther King tuż po nim też. Wielkie zamieszki na terasowym. jakaś ogromna niezgoda na to, co się dzieje. Z drugiej strony jakaś totalnie nowa epoka się zaczyna. Wchodzimy powoli w lata 70., jest Nixon, zaraz będzie afera Watergate itd. A w tym wszystkim jest właśnie ten festiwal, który dał tylu ludziom radość i też niezwykły właśnie film pod tym względem, że jak mówiłem o tym dokumencie Sugar Man, gdzie... [39:15.50 → 39:17.78] A: Odkrywa dla nas coś, co jak gdyby przepadło, tak? [39:17.78 → 40:17.13] B: Tak, bo taśmy, na których był zarejestrowany ten festiwal zostały odkryte dopiero w tych latach 2020 powiedzmy, 50 lat później. I po prostu ktoś to zarejestrował, wrzucił do piwnicy i w tej piwnicy przyleżało, więc wielkie odkrycie, świetnie zmontowany dokument, fantastyczna muzyka, też artyści, o których dzisiaj już nie usłyszymy, chociaż pierwszy, który pojawia się na scenie to Stevie Wonder, więc akurat w tym przypadku znamy pana, ale wiele też innych zespołów. Na przykład tam jest taka świetna scena, gdzie taki wielki gospelowy band odgrywa kawałki z musicalu Hair, gdzie właśnie Totalnie taki emblemat tamtych czasów, wojna w Wietnamie, cały ruch hipisowski i tak dalej, ale tutaj przejęty przez czarną społeczność, która tak naprawdę też wywraca go do góry nogami, reinterpretuje i pokazuje, że to jest trochę też bunt, w który oni są wpisani, więc fantastyczny dokument. [40:17.75 → 40:31.47] A: Odejdźmy na chwilę proszę Państwa od filmów i wróćmy do Birthday Party. Spotkałem się z taką opinią, że to był przede wszystkim, a w zasadzie wyłącznie zespół koncertowy, że nigdy nie udało im się uchwycić na płytach studyjnych tej magii, no i tej nieprzewidywalności. No i to chyba było nieuniknione, prawda? [40:32.19 → 41:53.37] B: Tak, to prawda. Ale muszę się przyznać do czegoś. Jak jeżdżę sobie po różnych miejscach albo gdzieś wyjeżdżam na wakacje, to pierwsze co robię, to idę do sklepu z płytami winylowymi. Dopiero później zaczynam zwiedzać. Nie wiem, jadę do Rzymu, Najpierw wideosklepów z winylami, a dopiero później Koloseum. I tak dalej, i tak dalej. To można mnożyć. I muszę się przyznać, że najdroższą płytę, jaką kiedykolwiek w życiu kupiłem, to była właśnie tego zespołu, która się tutaj pojawia, Prayers on Fire. Udało mi się właśnie wyłapać takie pierwsze wydanie tej płyty. Ja po prostu z nią wracałem, taki przeszczęśliwy. Jakieś tam wspaniałe wydanie. Nie da się tego zdobyć. Powinienem to w sejfie trzymać. No i odpaliłem to na chacie i powiem Państwu, że straszne rozczarowanie. W ogóle źle to jest nagrane. Trochę to jest wypłaszczone. I jak myślę sobie o tej ich energii, to było nieprzekładalne. To chyba nigdy nie jest przekładalne. Też jakieś moje ulubione zespoły z takich punkowych, powiedzmy, nurtów, tego się chyba nie da oddać do końca. Tutaj, no cóż, trochę jesteśmy bezradni względem tych studyjnych nagrań. Można próbować nagrywać rzeczy na setkę. Punkowe zespoły głównie nagrywały na setkę. [41:53.55 → 42:01.35] A: Tutaj też była mowa o tych przenikach dźwiękowych, prawda? Że to wtedy też nabiera więcej autentyczności, kiedy nie jest to tak bardzo sterylnie oddzielone brzmieniowo. [42:01.47 → 42:35.03] B: Tak, no na setkę to tylko wyjaśnię dla tych, którzy nie wiedzą, że po prostu nie nagrywamy instrumentów osobno i ich później nie łączymy razem w jakimś takim montażu, tylko Wszyscy grają naraz, więc po prostu dźwięki się ścierają. Później nie jesteśmy w stanie tak naprawdę tego oddzielić od siebie. Musimy na tej jednej ścieżce pracować, a nie na przykład na dziesięciu innych, które można by nagrać osobno. Więc no tak, ja myślę, że nigdy nie doświadczymy tak naprawdę tego zespołu w stu procentach. To jest niemożliwe. A to, co robi dzisiaj Nick Cave, no to to jest niebo, a ziemia. Znaczy tam, tak jak mówiłem, tam się coś tli i jest ta taka energia. [42:35.05 → 42:36.15] A: Przewija się coś, tak. [42:36.27 → 44:00.82] B: Jest taka energia koncertowa. I to jest nadal performatywne. Dla mnie Nick Cave jest świetnym aktorem też. Ja nie wiem na ile to jest szczere, na ile to jest zagrane i na ile to jest właśnie przyaktorzone, jak to się mówi. Bo byłem w tym roku na tym koncercie w Krakowie i byłem świadkiem takiej sceny, bo stałem całkiem blisko jego po prostu i całej sceny. I on grał jeden z utworów z ostatniego albumu i On zaczął płakać, ale po prostu takimi łzami jak groch po prostu. I on nie mógł się powstrzymać, ale jednocześnie śpiewał nadal. I w tłumie stał chłopak, bardzo wysoki, taki dwa metry z hakiem. I on wyciągnął chusteczkę i mu podał. I ten Nick Cave go zauważył, wziął tą chusteczkę do ręki, otarł sobie te łzy. Musiał szybko pobiec do fortepianu, bo miał taką partię, że musiał ją tam jeszcze dograć. Ale on po tym utworze w ogóle wrócił. Tak poprosił ludzi, żeby przepuścili tego chłopaka, on go wyłapał z tłumu i tak się chwycili za ręce w takim geście, właśnie tak w powietrzu. Bardzo to było piękne, ale jednocześnie miałem takie wrażenie, że to jest chyba jakoś świadome, w sensie, że ten człowiek jest tyle lat na scenie i takie sytuacje mu się wielokrotnie zdarzały. Ja go widziałem też na koncercie na Openerze, tam były bardzo podobne sceny. [44:01.19 → 44:09.47] A: No i tam były trudne warunki, prawda? O tym wspominałeś, zanim jeszcze tutaj wyszliśmy dla Państwa na scenę, że tam było jeszcze słońce, które biło w oczy. Ale poradził sobie. [44:09.61 → 45:04.99] B: Na openerze Nika Cave'a dali w godzinie 19, więc tam jeszcze cztery zespoły po nim grały, więc tak go trochę po macoszemu potraktowali. On był zły z tego powodu, bo pełne słońce. Jeszcze to słońce w pewnym momencie zaczęło zachodzić i w ogóle nie widział ludzi. Więc w pewnym momencie po prostu zszedł do tych ludzi, stał na barierce. W końcu spadł z tej barierki. Lata doświadczeń. Tak, ale to jest coś fajnego w nim, że po prostu nie stracił jakiejś takiej woli bycia też wśród tych ludzi, że on bardzo często jest pośród ludzi. Ponoć też właśnie przy okazji przygotowania do tej rozmowy tak szukałem informacji na temat pierwszego koncertu Nika Kejwa w Polsce i to był rok, zapisałem sobie 97 maja dwa koncerty w sali kongresowej w Warszawie. Byli państwo? Był ktoś? [45:06.27 → 45:08.59] A: To bardzo sterylne warunki jak na Nika Cave'a, prawda? [45:08.79 → 46:22.89] B: Sala kongresowa. I właśnie to jest najciekawsze w tym całym koncercie. Sala kongresowa w Warszawie, miejsca siedzące. No i wszyscy tak siedzą sztywno. On daje ten koncert i w pewnym momencie jedna z kobiet wstała ponoć i podbiegła do niego z różą. No i ochroniarz jak Kto zobaczył, to ją po prostu odepchnął. Odepchnął ją w taki sposób, że ona w ogóle wylądowała na ziemi. I Nick Cave ponoć wtedy tak się wkurzył, że wyprosił ochronę z sali. Jej pomógł wstać, a jak ludzie zobaczyli, że nie ma ochrony, przed sceną, to ponoć wszyscy weszli na scenę. I to był taki koncert, że ludzie po prostu stali wokół tego Nika Cave'a i robili z nim co chcieli, przytulali się do niego, śpiewali z nim razem do mikrofonu i tak dalej. Ponoć właściciele obiektu byli wściekli i ten drugi koncert już był bardzo pod kontrolą, bo to były dwa koncerty z dnia na dzień. No więc takie rzeczy też się dzieją na koncertach Nika Cave'a i on był już w tej takiej powiedzmy późniejszej fazie twórczości, mega znany twórca. A jednocześnie jest w stanie sobie na coś takiego pozwolić. Niewyobrażalne. Raczej jest na odwrót, że jak byłaby taka sytuacja, to wzywano by posiłki, a u niego to wolna amerykanka trochę. [46:23.53 → 46:30.68] A: Czy jest taka płyta Cave'a z jego ostatnich dokonań, która zrobiła na tobie ogromne wrażenie? Może Wild Gad, ostatni album studyjny? Czy nie? [46:31.30 → 49:25.07] B: No tak, rozmawialiśmy też o tym przed wejściem, że ten Wild Gad jest ciekawy. Znaczy też aranżacyjnie, dużo ciekawych rzeczy wydarza. I też ten Cavy z takim poszukującym muzykiem. No i Warren Ellis przede wszystkim, czyli ten jego partner w zbrodni. Człowiek, który też fantastyczne rzeczy robi. I oni razem też, a propos filmu, tworzą ścieżki dźwiękowe do wielu filmów. Ta wspomniana blondynka Andrewa Dominica, poprzednie filmy Andrewa Dominica, film Droga na podstawie przecież znanej powieści Cormaca McCarthy'ego nagrodzonej Pulitzerem. Tam też w tej ekranizacji z Viggo Mortensenem jest muzyka Cave'a i Warrena Ellis'a. I jeszcze ciekawa rzecz, bo ja z Andrew Dominikiem miałem okazję rozmawiać w Berlinie przy okazji dokumentu, który nakręcił o Cave'ie i wtedy zbliżała się dopiero premiera Blondynki. On nie mógł za bardzo jeszcze nic powiedzieć o tym filmie, bo to oczywiście umowy podpisane z wielkimi studiami hollywoodzkimi, ale jedyne co powiedział to o muzyce, że on dostał tyle materiału, od Kejwa i od Elisa, że to są godziny. To są taśmy, których można słuchać naprawdę... On tam mówił o kilkunastu godzinach. Film ma trwać tam dwie, trzy godziny, a oni mu przysyłali tyle muzyki, że mógłby jeszcze nakręcić cztery takie filmy. Więc to też jest niezwykłe, że tam nie ma... To znajduje takie ujście, że tam nie ma po prostu tego momentu, w którym oni się zatrzymują. Oni ponad niesamowicie się rozumieją. na tej przestrzeni muzycznej. Ale taka, no z tych ostatnich płyt chyba ta, o której mówiłem, to Skeleton Tree. Znaczy tam ten motyw żałoby po śmierci syna jest niesamowicie odczuwalny. Znaczy ta płyta jest przesiąknięta jakimś takim stanem żałoby. Ale z jednej strony, no właśnie żałoby, z drugiej strony próby pogodzenia się z tym wszystkim. Takie albumy się rzadko zdarzają, naprawdę. I to też jest ciekawe, że z taką muzyką nikt do jakiegoś mainstreamu jednak przenikł. Może to nie jest gwiazda pop oczywiście, ale te koncerty są wypełnione po brzegi. Czy ten Kraków, w którym ostatnio byłem, czy inne miasta, Wszędzie są wyznawcy Nika Cave'a, to już nie są fani, to są naprawdę wyznawcy. Ja byłem z taką małą grupą znajomych, to jedna moja koleżanka, to po prostu wszystko na pamięć. I była po prostu zapłakana przy każdej w zasadzie możliwej chwili, którą spędzała na tym koncercie. To widać było, że ona to przeżywa niesamowicie, że jej się przypominają jakieś rzeczy z jej prywatnego życia, związane z różnymi kwestiami. No to jest coś niezwykłego, że to tak w ogóle rezonuje i działa na ludzi. [49:26.25 → 49:50.88] A: Powiedz mi jeszcze, bo za chwilę rozejdziemy się do domów, zarówno nasi widzowie tutaj w pięknej sali Teatru Starego, jak i nasi internauci, którzy nas teraz oglądają. Czy jest taki utwór The Birthday Party, który byś im polecił, żeby mogli go teraz jeszcze sobie posmakować w momencie, kiedy ten film jest już za nami, który jest taki najbardziej emblematyczny, najbardziej charakterystyczny, a jednocześnie też dobrze nagrany, dobrze brzmiący. Czy to będzie jakieś nagranie z Berlina? [49:51.66 → 49:58.50] B: Wiesz co, moją ulubioną sceną z tego filmu jest scena na wysypisku. Zakładam, że Państwa też. [49:58.50 → 49:59.42] A: Ten teledysk, tak? [49:59.50 → 54:49.57] B: Tak, więc ten nick tutaj przetłumaczony stripteaser, to ja bym to polecał. W ogóle ten teledysk jest niezwykły. To jest trochę tak, jakby wejść do głowy młodego Nicka Cave'a i mu powyciągać te rzeczy, bo on tutaj mówi, że Hieronim Bosch, To się udało, prawda? Tak, że ci pacjenci jakiegoś zakładu. Tam jest wszystko. Ja w ogóle po tym filmie jeszcze, bo ja go widziałem też wcześniej, oglądałem ten klip. Tam są jacyś połykacze ognia, którzy się pojawiają na sekundę, zaraz znikają. Ten Chrystus na krzyżu. Ta głowa świni w ogóle dla mnie to też jest takie bardzo literackie, bo ja zakładam, że Nick Cave mógł potraktować to jako punkt odniesienia i referencje do Władcy Much Goldinga. Tam jest ten słynny motyw, że mamy grupę dzieciaków, która ocalała katastrofy, są na bezludnej wyspie i tworzą właściwie takie swoje plemie. No i też wyglądają w tym teledysku jak takie plemie, po prostu na jakiejś wyspie. wszystko płonie, w tym u Goldinga też już w zasadzie na końcu wszystko płonie. To się wymyka spod jakiejś kontroli, więc ja myślę, że to jest niezwykle jakoś tak uświadomione i niby to było takie bardzo punkowe w swojej naturze, chaotyczne, ale jednak wydaje mi się, że tam jest dużo rzeczy do rozszyfrowania, nawet w ogóle w tym polu wizualnym, że to nie jest jakiś taki zbiór przypadkowych elementów, które na tym wysypisku się pojawiły, Tam był jakiś chyba duży plan za tym wszystkim. Znaczy o to jestem w stanie Nika Cave'a podejrzewać nawet w tym wieku. Więc dla mnie w ogóle ten album Prayers on Fire jest w całości bardzo ciekawy, bo on też się tak wymyka właśnie jednoznacznym jakimś klasyfikacją. Znaczy początek jest taki trochę jak oni mówili, że na końcu swojej twórczości grali na koncertach już takie utwory właśnie Ani niespecjalnie dynamiczne, takie bardziej elegijne, takie snujące się, to tak ten album się zaczyna, on się później rozkręca, a później znowu jest jakaś taka zapaść, jeżeli chodzi o tą energię, więc bardzo ciekawe, bo takie nieuchwytne i trudno to zdefiniować w kilku słowach. Ale jeszcze właśnie chciałem, bo ja mówiłem o tym Red Hand Files i ja Państwu naprawdę polecam zajrzeć na tą stronę. Tam są te listy do Nika Cave'a i tam są jego odpowiedzi i wynotowałem sobie właśnie w takim luźnym tłumaczeniu odpowiedź na temat, czy dotycząca tego pytania od uczniów szkoły podstawowej wiek 12-13 lat. Ja nie wiem w ogóle co to za nauczycielka, ale chyba ją uwielbiam, bo oni w tym liście piszą tak. Uczyliśmy się z nauczycielką o o motywach twojej muzyce, szczególnie o śmierci. Mamy kilka pytań dotyczących twoich piosenek. Jak przedstawiasz śmierć w swoich utworach i czy czujesz się winny z powodu tragicznych wydarzeń w swoim życiu związanych ze śmiercią? Czasami uważaliśmy cię za dziwaka, jakiegoś mrocznego odklejeńca i w twoich różnych piosenkach to czuć, ale z drugiej strony nam się to podoba, więc jak widzisz siebie w swoich piosenkach, czy czasami jesteś w ogóle szczęśliwy? I on tutaj odpowiada Na początku, że w ogóle jest mega szczęśliwy, że dostał taki list, a dalej odpowiada śmierć, a raczej konsekwencje śmierci to poczucie straty przebija się w wielu moich utworach. Być może jest to mój trwały motyw. Podejrzewam, że dzieje się tak dlatego, że zawsze czułem pewne pragnienie lub tęsknotę, poczucie, że czegoś brakuje. Często postrzegam świat jako mroczny, dziwny, niestabilny i nawet w waszym wieku uważałem, że te mroczne tematy są w jakiś sposób złączone z moim życiem. W moich wcześniejszych piosenkach te emocje były często przedstawione poprzez akty przemocy. Jednak nie tyle przejmowałem się samymi aktami przemocy, ile pustką, którą po nich pozostawiałem. Jak wiecie, jedno z moich dzieci zginęło w strasznym wypadku. Artur był niewiele starszy od was. Kilka lat później zmarł inny syn, Jethro. To poczucie, że czegoś mi brakuje, stało się bolesną rzeczywistością. Chociaż nie chciałem specjalnie pisać o tych wydarzeniach uczucia straty i winy. Tak to wszystko mnie przenikało. Nagrałem płytę Ghosting, też zresztą wspaniała płyta. i czułem jakby wszystkie piosenki były zbudowane wokół postaci niewidzialnego, nieobecnego chłopca. Z każdym słowem i nutą błagałem o przebaczenie. Strata przestała być tylko moim tematem, przekształciła się w sposób na życie, w cudzysłowie. No i on tam dalej też opisuje, że to nie jest tak, że tylko mrok, ale znajduje też jakieś szczęście i ukojenie po prostu w jakichś takich codziennych czynnościach. No bo naprawdę, ja mam takie wrażenie, jak pierwszy raz Nika Kejwa poznałem z jakichś jego tam wypowiedzi, utworów i tak dalej. No nie wiem, to trochę jak się kiedyś mówiło o Tomaszu Beksińskim, że on w trumnie prawdopodobnie śpi, no bo te wampiry i tam inne jakieś motywy z popkultury. [54:49.76 → 54:51.05] A: Taką aurę ma wokół siebie. [54:51.09 → 55:19.59] B: Tak, to trochę tak sobie Nika Kejwa wyobrażałem. No ale wiadomo, to wszystko można od siebie oddzielić, ale No ale widać, że sama nawet ta korespondencja z fanami jest jakimś w ogóle takim dziedzictwem. Ja mam nadzieję, że to kiedyś albo zostanie wydrukowane, albo zebrane, albo jakoś tam to się zachowa, bo myślę, że stamtąd można się więcej o Cave'ie dowiedzieć niż właśnie z filmów, a czasem nawet z jego muzyki. [55:20.27 → 55:25.57] A: No więc być może państwo także staną się częścią tej korespondencji, bo rozumiem, że strona działa, więc gorąco... Tak, można wysyłać [55:25.57 → 55:26.71] B: nawet z Lublina listy, tak. [55:26.83 → 55:33.17] A: Gorąco zachęcamy do wysyłania, do pisania z Lublina do Nika. A czy państwo mają jakieś pytania do Mateusza? Ja chętnie powiedzę. [55:33.17 → 55:40.71] B: Albo może państwo mają jakieś, nie wiem, tutaj... Przemyślenia. Przemyślenia albo historie. Może państwo, nie wiem, jakoś... Byli na [55:40.71 → 55:42.83] A: niezwykłym koncercie Nika i chcieliby nam o tym opowiedzieć. [55:42.83 → 56:04.31] B: Tak, byli państwo na koncercie albo mają jakąś relację szczególną z Nikiem Cave'em, bo to... Jest też dla mnie arcyciekawe. Dobrze, to taką próbę zrobię. Ręka do góry, kto w ogóle Nicka Cave'a słucha, albo jest do jakiegoś stopnia przynajmniej minimalnym fanem. Czy to jest jakieś pierwsze spotkanie państwo? A pierwsze spotkanie kto? Nie, nikt. [56:07.65 → 56:10.09] A: Śmiało, śmiało, naprawdę, niech się państwo nie krępują. [56:11.21 → 56:27.20] B: To może jakaś historia, chociaż jedna? Dobrze, to zrobię jeszcze jeden test. Nick Cave z tego okresu, czy z tego późniejszego z tego? Z późniejszego. [56:27.98 → 56:36.20] A: Jesteś jedynym, który z tego okresu, tak? Na pewno Nick z Państwa nie ma żadnego pytania? [56:36.24 → 56:36.50] B: To ja podejdę. [56:36.74 → 56:39.26] A: Nie, ja chciałem tylko rzucić taki temat, [56:39.40 → 56:41.66] B: że dobrze, że Państwo [56:43.52 → 56:56.16] C: Fajnie, że państwo zaprezentowaliście ten film z tego wczesnego okresu Nicka Cave'a. Szczerze mówiąc, ja interesowałem się nową falą, [56:56.80 → 56:58.48] B: tym punkiem nazwijmy to. [56:59.04 → 57:31.58] C: Akurat Birthday Party mało znałem. Jestem wychowany na trójce i stosunkowo mało go było. Także fajnie, dzięki za podrzucenie tego tematu. Natomiast chciałem tutaj też wrzucić taką rzecz, że był wymieniony Blixa Bargeld i byliśmy tutaj świadkami koncertu jego kapeli ładnych parę lat temu w Lublinie i naprawdę było to niezapomniane wrażenie. [57:32.62 → 58:06.20] B: Także dzięki jeszcze raz. Ja tylko dopowiem, że na wspomnianym koncercie w Warszawie, pierwszym koncercie w Warszawie Nika Caiva, ponoć Tobiksa symulował Kylie Minogue, więc był na dwa głosy wygrany ten utwór, że nie było Kylie Minogue na sali, to ktoś musiał to zrobić i właśnie ponoć on, to Jarek Szubry z Wyborczej o tym kiedyś opowiadał, że to ponoć niezapomniane przeżycie, że on jak coś zapamięta z tego koncertu Nika Caiva z 97, to właśnie tę scenę. [58:06.76 → 58:27.40] A: Jeszcze taka ciekawa mała dygresja radiowa też, bo obaj pracujemy w radiu, że gdyby nie John Peel, gdyby nie jego odwaga, bo jednak BBC nie było chętne ani muzyce rozrywkowej najpierw w latach 60-tych, później w 70-tych tak, ale tak naprawdę to była muzyka tak awangardowa i tak nie radio friendly, że myślę, że należy mu się szacunek, że zaryzykował. [58:28.78 → 58:46.74] B: No na pewno, na pewno, ale też jeszcze jedna sytuacja mi się przypomniała, to a propos tej anegdoty, którą przed chwilą opowiedziałem, bo właśnie chyba to Schubricht gdzieś zestawił w jakiś sposób, że oni powstali w 1973, jeżeli się nie mylę. [58:46.94 → 58:49.30] A: Tak, jeszcze jako Boys Next Door. [58:50.66 → 59:36.58] B: Oni się jakoś tak spotkali w szkole. A bodaj 76 rok to jest ten słynny koncert Sex Pistols w Manchesterze, gdzie na sali znaleźli się muzycy późniejszego Joy Division, tam chyba Morrissey nawet był. Co też było śmieszne, bo z takich później jakiejś dokumentacji okazało się, że na sali było chyba tylko 30 osób, z czego 15 to chyba później muzycy z największych brytyjskich kapel. Więc ponoć to było duże przeżycie. I tutaj też tak było frekwencyjnie. W ogóle mam wrażenie, że w jakiś sposób ten dokument też przekłamuje momentami rzeczywistość, bo jak czytałem tę książkę, ten nowojorski koncert spektakularnie opisywany, coś tam nie działo, no i faktycznie on tam ponoć dusił jakąś dziewczynę tym kablem. [59:36.58 → 59:37.96] A: Ale było 20 osób na widownice. [59:37.98 → 01:00:01.29] B: Ale na widowni to tam było tyle co jest teraz ponoć, więc to nie było tak, że tam były jakieś wielkie tłumy i też tak ten dokument to przedstawia, jakby oni naprawdę tam w pewnym momencie taką karierę wielką robili, a ja mam wrażenie, że to taka karierka bardziej była i gdyby być może nie ta późniejsza właśnie kariera Nicka Cave'a, to my byśmy o tym... [01:00:01.29 → 01:00:03.01] A: W ogóle byśmy nie pamiętali o BSD i pracy. [01:00:03.03 → 01:00:19.25] B: Nie pamiętali byśmy, nie dowiedzielibyśmy się być może, więc ja też bym tutaj nie jakoś nie wyolbrzymiał tak naprawdę tej sytuacji związanej z tym, że... Tak? Dziękuję. [01:00:21.78 → 01:01:18.46] C: Bo tak mi się właśnie przypomniało, a propos tych małych koncertów i małej liczby ludzi, faktycznie to birthday party, wtedy nikt tego nie grał w latach 80. Ale jedna postać, która w tym filmie jest ważna, bo był współproducentem, czyli Wim Fenders ma tu zasługi dla popularyzacji Cave'a. Bo w filmie, który u nas był wyświetlony jako Niebo nad Berlinem, były fragmenty koncertów właśnie z przywołaną piosenką From Heart to Eternity. I była też kapela, Rolanda Howarda, czyli Crime and the City Solution, które gdzieś tam się przeniknęły w tym filmie. Także ukłon dla Wendersa, bo to też ważny twórca i chyba ja pierwszy raz zobaczyłem właśnie The Birthday Party dzięki niemieckiemu reżyserowi. No i jeleniem będę się rozgadywał. Szacun dla Kejwa. Red Hand Files to w ogóle jest mega portal. Polecam państwu, bo to... Dorwałem się do mikrofonu i nikt nie chce uciec. [01:01:18.64 → 01:01:21.92] A: Też radiowiec, więc to dlatego. Sorry. [01:01:22.64 → 01:01:50.42] C: To jeszcze słowo rzeknę, bo powiedziałeś o tym, że takim trochę bujającym w obłokach się jawił Kejw. U mnie się jawi zupełnie odwrotnie. Jest to facet, który tak mocno stąpa po ziemi. Teraz, bo kiedyś to widzieliśmy na filmie, ale nawet ten wspomniany dokument, ten następny, w którym były figurki Diabła, on tam ceramiczny. [01:01:50.46 → 01:01:54.90] B: Tak, tak, tak. This much I know to be true. [01:01:55.08 → 01:02:13.53] C: I tam Cave mówi jakiego dzień wygląda, dziewiątej wstaje, idzie do biura swojego, gdzie siedzi i tworzy do siedemnastej, A potem się oddaje domowym aktywnościom. Żonę go do pionu stawiło. Tak z żonami bywa często. Dobra, koniec. Fajny gość. Dzięki za spotkanie. [01:02:14.05 → 01:02:20.33] B: Ale wspaniale, że to nie było nad Berlinem, zostało wspomniane. Ja o tym zupełnie zapomniałem. Tak, a to niezwykle ważny film. [01:02:21.65 → 01:02:42.02] A: Tak, nawet jeśli, proszę Państwa, cała historia Birthday Party jest tylko przypisem do biografii Cave'a, to myślę, że bardzo dobrze, że w Teatrze Starym mogliśmy obejrzeć ten film. Jeśli Państwo nie mają więcej pytań, to pięknie Państwu dziękujemy za obecność na seansie i na tej rozmowie, a naszym gościem dzisiaj w teatrze był znakomity dziennikarz Mateusz Demski, który tak pięknie Państwu opowiadał o Niku Kejwie. Wielkie brawa. [01:02:42.08 → 01:02:42.36] B: Dzięki. [01:02:43.64 → 01:02:54.38] A: A rozmowę prowadził Paweł Błędowski. Pięknie Państwu dziękujemy i zapraszamy oczywiście na wszystkie kolejne spotkania w teatrze. Starym dziękujemy także naszym widzom. Dobrej nocy.
Kino w Teatrze Starym: „The Birthday Party: Bunt w niebie” / po projekcji spotkanie z Mateuszem Demskim
Nick Cave i jego zespół The Birthday Party są bohaterami kinowego dokumentu „The Birthday Party: Bunt w niebie”, uznanego przez opiniotwórczy dziennik The Guardian za jeden z najlepszych dokumentów muzycznych ostatnich lat.
The Birthday Party było jednym z najmroczniejszych post-punkowych zespołów, powstałych we wczesnych latach 80. XX wieku, o którym pisano ani John Cale ani Alfred Hitchcock nie byli tak przerażający.
To wyreżyserowane przez Iana White’a, porywające jak rockowy koncert widowisko opowiada o pokonywaniu przeszkód, geniuszu artystycznym i totalnej dysfunkcji. Historia powstania, sukcesu i nieuchronnego upadku The Birthday Party zawiera szczere rozmowy z muzykami, fragmenty nigdzie dotąd niepokazywanych nagrań, piosenki, których nie umieszczono na żadnym albumie i ogromne bogactwo różnorodnej twórczości członków zespołu. „The Birthday Party: Bunt w niebie” to opowieść o niespotykanej kreatywności, o cenie sławy i autodestrukcji, którą snują, z właściwym sobie czarnym humorem, sami członkowie zespołu. Widz dostaje unikalny wgląd w ich marzenia, nadzieje i motywacje, z których powstała jedna z najbardziej wpływowych grup muzycznych na świecie.