Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.77 → 00:09.31] A: Dobry wieczór raz jeszcze. Juliusz Machulski.
[00:12.21 → 00:20.47] B: Tylko do mikrofonu. No więc mamy z kim porozmawiać, bo jesteście tutaj, to dobrze.
[00:20.75 → 00:54.21] A: Zapraszamy od razu oczywiście do zadawania pytań i do wygłaszania opinii, ale tradycyjnie ja zacznę, żeby państwa ośmielić, bo jak wiadomo zawsze pierwsze pytanie jest najtrudniejsze. A myślę, że tutaj jest o czym rozmawiać. Ja chciałam cię spytać, Ulku, jak to się stało, że ty postanowiłeś zrobić ten film? Bo to nie był oczywisty film. Jest rok 1992, czyli pewnie scenariusz w 1991. Jesteś po sześciu komediach. Jesteś królem polskiej komedii. I nagle film historyczny, poważny. To był szok.
[00:55.16 → 00:55.94] B: Znaczy dla ciebie.
[00:56.40 → 01:02.40] A: Dla widowni, ja pamiętam odbiór i w Gdyni, i wiesz, i prasy, to jednak trochę był szok.
[01:02.82 → 04:17.08] B: Nawet nie dlatego, może coś tam w widowniach, nie wiem, to był szok. Dla mnie nie był szok, bo ja, ten film, był rok 77, może tak, o to prehistoria, ale ja mam dobrą pamięć. Więc w 77 roku w jakiejś wakacji natknąłem się na książkę Stanisława Rembeka, Balada o Wzgardliwym Wisielcu i dwie gawędy styczniowe. Po pierwsze, nie znałem tego autora, ale jak przeczytałem tę książkę, to są trzy opowiadania, wszystkie są o powstaniu styczniowym. Pierwsze, ta balada o Wzgardliwym Wisielcu, to się dzieje w mieście, w Warszawie. A te dwie pozostałe, z tych dwóch pozostałych, napisałem scenariusz na podstawie tych dwóch pozostałych tego filmu. I to był 1977 rok, ja byłem na trzecim roku szkoły filmowej w Łodzi, na reżyserii. I tak sobie marzyłem, że kiedyś, kiedyś, może jak będę reżyserem już kiedyś, jeśli się uda, bo nie widziałem do końca, czy się uda, to chciałbym zrobić film na podstawie tych opowiadań, ponieważ one mnie po prostu bardzo ujęły w swoją malarskością, ale przede wszystkim taką kinowością, bo to były gotowe sceny do zrobienia. Nie słyszałem nigdy o Rembeku, zacząłem się bliżej przyglądać tej postaci, już doszedłem do tego kim on jest, ale to jest osobna historia. Natomiast wiedziałem, że taki film chcę zrobić. Miałem również... 1977 rok to był bardzo ważny rok w moim życiu, bo już miałem taki pierwszy, pierwszy zrąb, z Remby, chyba z Remby, scenariusza w abanku. I pisałem, to się nazywało kwintę, pisałem to w wakacje również, później. I tego roku napisałem kwintę. A w jesienią wpadłem na pomysł z eksmisji. No więc zrobiłem trzy filmy, które potem zrobiłem. Miałem tego samego roku, w przeciągu od lipca do grudnia. Wiedziałem, co bym chciał zrobić. No i ja nie wiedziałem, jak ja będę reżyserem. Czy będę reżyserem komediowym, czy będę reżyserem... nie komediowym, czy w ogóle bym był reżyserem, nie wiedziałem. To był taki remanent. Potem się życie tak potoczyło, że Babang się bardzo dobrze obejrzał. Był polubiony przez publiczność. Zrobiłem seks misję, miałem trochę więcej możliwości. Miałem carte blanche, jeśli tak mogę powiedzieć. W zespole, w którym byłem, czy cokolwiek mi przychodziło do głowy, to mogłem realizować tam. I tak powstały i Kingsize, i Deja Vu, No WIP to już w moim jakby, znaczy i Deja Vu i WIP to już było, ja prowadziłem studio od 88, ale jeszcze w międzyczasie, bo była Solidarność i w 81 roku bodajże to było zaraz po wabanku, zaniosłem książkę tą, te opowiadania i taki szkic, treatment tego co bym chciał napisać do telewizji, do redakcji filmowej w telewizji. i na fali, tej gorącej fali o wolności i solidarności. Oni mówili, tak, to nam się bardzo podoba, będzie pan to robił. No i ja myślałem, że będę robił, to będzie mój następny film po Wabanku, ale potem był stan wojenny, więc wiedziałem, że już nie.
[04:17.10 → 04:17.66] A: Temat przestał być wygodny.
[04:17.96 → 06:54.97] B: Nie, no bo wtedy, wtedy, wtedy car był ze Związku Radzieckiego, wszyscy, każdy Rosjanin to był obywatel Związku Radzieckiego i czy carski, czy nie, więc nie wolno było w ogóle robić filmów o tym, o tym, że, że coś było nie tak, albo że w ogóle byli Rosjanie w naszej historii. Krótko mówiąc, to się przeleżało aż do następnej fazy wolności, kiedy ja już miałem, w 88 roku zostałem powołany na szefa studia filmowego, ale to jeszcze było państwo, znaczy to było, to jest do dziś państwowe, natomiast to było jeszcze socjalistyczne studio i nie bardzo, nie miałem ruchu do tego filmu. Natomiast i po 89 zacząłem zbierać się już z nieżyjącym, już nieodżałowanym Jackiem Moczydłowskim, moim szefem produkcji, który też uwielbiał historię i powstanie styczniowe, zaczęliśmy kombinować, jak zrobić ten film. A to widzieliśmy, zdawaliśmy sobie sprawę, że to jest niełatwy film, że trzeba mieć dużo pieniędzy. No i koprodukcję... Ja wiedziałem, robiąc... W ogóle zrobiłem... W ogóle zaangażowałem się w jakiekolwiek współpracę z Rosjanami przy Deja Vu i potem przy VIP-ie, bo cały czas miałem na uwadze, że ten szwadron kiedyś będę robił i będę potrzebował rosyjską stronę do kostiumów, do militariów, broni, może i scenografii. Także ten film się rodził tak. Ja wiedziałem, że ja muszę go kiedyś zrobić, ale nie wiedziałem kiedy. Ale wszystko co robiłem, to z każdej strony dokładałem do tego. I spotkałem przy Derzewie świetnego scenografa Gudulianowa, Wale, który robił scenografię Deja Vu i częściowo do Szwadronu i później aktorów, których tam poznałem. I to się tak składało powolutku, powolutku. Przy VIP-ie robiłem koprodukcję z Francją, z Ericiem Dioniziusem, którym do dziś się przyjaźnimy i który mi też pomógł przy Szwadronie, bo on tam miał jeszcze swojego przyjaciela Belga i złożyliśmy, wtedy trzeba było mieć dwóch zagranicznych z zachodniej Europy wtedy koproducentów, żeby dostać pakiet żeby składać pakiet do Euro i Marz i dostać pieniądze. Krótko mówiąc to była wielka, to strasznie długo trwało i jak wreszcie w 92 roku mogłem zacząć ten film i chcieliśmy zacząć w lutym, bo to powstanie styczniowe, to nie było śniegu. No nie było śniegu i ta pierwsza scena, kiedy tam Jeremin jedzie i natrafia i spotyka się z Jak on się nazywał? Porucznik?
[06:55.65 → 06:56.51] A: Dobrowolski.
[06:57.29 → 07:52.04] B: Żuryn. To są pierwsze sceny filmu. Miało być to w śniegu. Niestety nie było śniegu. Wczoraj nie było problemu. Tak się złożyło. Jedno i drugie. Wczoraj też historyczna była opowieść na scenie. Dzisiaj historyczny film. dorobku dotychczasowym. Ale, żeby skrócić już tą opowieść, to nie wzięło się tak znikąd. Ja właściwie, ten szwadron był na takiej palecie filmowej, kiedy ja jeszcze nie wiedziałem, kim ja będę, ale wiedziałem, że ten temat mnie interesuje. Tak jak interesowało mnie swego czasu powstanie warszawskie, ale widzę, że teraz już tyle filmów będzie na ten temat, że mogę sobie odpuścić. No i tak, więc to miało bardzo, od 1977 do 1992 to było prawie 15 lat.
[07:53.34 → 08:15.32] A: Ja też tak myślę, że odbiór tego filmu, bo on nie miał najlepszego odbioru mimo nagrody w Gdyni, mimo dwóch nagród w Gdyni, bo ty dostałeś wtedy nagrodę prezydenta, pani prezydent Franciszki Cegielskiej i Janusz Gajos dostał nagrodę za rolę drugoplanową, ale generalnie to było tak przyjęte, no powiedzmy, raczej chłodno.
[08:15.56 → 08:21.63] B: Niechętnie. Ja jeszcze przymontowałem ten film po Gdyni, Tam się śmiano, ten film był świeży, dopiero przyjechał. Przepraszam, że przerwałem się.
[08:21.63 → 08:43.84] A: Nie, nie, ja pomyślałam oglądając go dzisiaj, że to był taki moment, kiedy wydawało się, że ten temat jest zamknięty, że jesteśmy w wolnym kraju i że teraz już będzie wszystko dobrze. I dzisiaj, kiedy Rosja znowu szczerzykły, i mamy Putina, i Krym, i Ukrainę, ogląda się go znowu trochę inaczej. Może ty się trochę nie wstrzeliłeś w dobry moment z tą opowieścią?
[08:43.84 → 16:39.20] B: A na pewno się nie wstrzeliłem w dobry moment. No przez to, że było kilka tych fal startów, na pewno, że nie wstrzeliłem się w dobry moment. Ja naiwnie sądziłem, że przyjmując taką perspektywę z PRL-owską, że takie filmy, że takie filmy swego czasu jak Popioły, czy Faraon powodowały burzliwą taką debatę publiczną, jakieś były spory, ale to były inne czasy. To były czasy, gdzie po pierwsze nie było nic innego do roboty, a po drugie był jeden program, jeden chyba wtedy w telewizji. Naprawdę nie było nic do roboty. A dodatkowo jeszcze się wstrzeliłem w czas, kiedy w 92, jak kręciliśmy tę scenę, kiedy oni wyjeżdżają, ostatnia scena finałowa w deszczu, To chyba wojska radzieckie pod dowództwem generała Dubynina opuszczały Legnice i żegnaliśmy ich bez żalu. I chyba, teraz ja wiem, że na pewno polski widz miał to gdzieś. On się chciał cieszyć wolnością. Były kolorowe rzeczy na rynku, konsumpcja. Nie interesowało go jakieś tam problemy. A poza tym, ja tak jak przekorny był Rembek Stanisław, autor opowiadań. Ja też chciałem być przekorny i opowiedzieć o Powstaniu Styczniowym z perspektywy Rosjanina, który jest szlachetnie urodzony i ma wątpliwości i może jest normalnym człowiekiem, który jest na wojnie, to musi zabijać, żeby samemu nie dać się zabić. I to nie mogło się podobać polskiemu widzowi. Nie sądziłem. Myślałem, że bardziej jesteśmy otwarci na takie spojrzenie, ale to może, no nieważne. A jednocześnie w tej samym oddziale jest renegat polski, kapitan Dobrowolski, który wykonuje swój zawód jak najlepiej potrafi. Mało tego, bardziej lepiej niż to by robił Rosjanin, żeby nie podpaść. To autentyczne takie postacie były przecież. Co tu dużo mówić. Myśmy nie mieli oficerów w tamtych czasach. Musimy mieć oficerów albo w armii carskiej, albo CK austriackiej, albo w pruskiej. I z tego się potem zrobił, już po odzyskaniu niepodległości, trzon naszego wojska. Ale wówczas Romuald Traugutt, który był wydaje się pułkownikiem carskiego wojska, został dyktatorem powstania i zginął powieszony przez Rosjan, a tacy dobrowolscy dawali sobie radę i to był ich zawód. Musieli pobierać żołd, bali się, że jak nie będą okrutni, Musieli mieć predyspozycje swoją drogą, bo to nie starczy się bać, ale tacy byli. I to mi się podobało, Rembek, a ja w tym się nie spotkałem. Myśmy w szkole, nam mówiono strasznie opatriotycznie, że cały naród stanął tutaj, prawie chłopi. A okazuje się, że chłopi wcale nie stanęli razem, ramię w ramię, no bo byli za słaba świadomość była jeszcze wtedy. To nie był ich kraj, to nie było ich powstanie. Krótko mówiąc, mnie to wszystko interesowało, ale być może ja za bardzo się interesuję historią, a nie wziąłem pod uwagę, że polski widz wolałby wtedy oglądać Filmy lżejsze, ale na pewno chciałbym zobaczyć film taki, jak zrobił Władysław Pasikowski, czyli Psy, który też miałem szczęście wyprodukować i zrozumiałem, że takie filmy są, teraz powinny być robione. Oczywiście ja wiedziałem, że albo zrobię ten Szwadon tak jak wtedy, albo nigdy, bo wtedy to kosztowało bodajże, przeliczywszy na dziś, wówczas to kosztowało w sumie około miliona dolarów, co dzisiaj daje około 3 miliony złotych, a jak wiemy, albo nie wiemy, to co się dowiemy, że film dzisiaj kosztuje około 5 milionów złotych, czyli taki szwadron musiałby kosztować dzisiaj 10-15 milionów złotych. Przecież połowę miałem prawie za darmo, to była koprodukcja rosyjska, czyli te wszystkie mundury. I te mundury są zrobione tak, jakby polscy kostiumografowie wówczas czy nawet dzisiaj by nie zrobili, bo nie mieli takiej dokumentacji. Oni mieli zresztą prawdziwe sukna takie, nieuszlachetniane tą współczesną technologią i dlatego one się nie świecą, one są prawdziwe. Tak mi o to też chodziło. Konie są takie, jakie były, to znaczy dragoni mają normalne konie. Znaczy ja się nie znam na koniach, więc mówię normalne, ale to się pewnie inaczej nazywa. A kozacy mieli wtedy takie kaukaskie koniki małe i tu też tutaj się... Ja do takich rzeczy przywiązywałem wagę, że chciałem, żeby to wyglądało... jeżeli by w tamtych czasach była kamera filmowa, po sfilmowaniu, żeby to takie robiło wrażenie. I chyba to jest w ogóle największy walor, jeśli ja ten film mogę oceniać, że są fragmenty, rzeczywiście to wygląda prawdziwie tak jak u Grottgera, że to są takie fragmenty. Tak powstanie styczniowe jeszcze nie było w polskim filmie sfotografowane, zresztą nie było za dużo tych filmów, było bodajże Wierna Rzeka, może jeszcze coś przed wojną, ale może coś przeoczyłem. Krótko mówiąc, to był mój, na tym się skupiałem, żeby to wyglądało prawdziwie, naturalistycznie. Być może za mało popracowałem nad scenariuszem, to było zlepione z dwóch opowiadań. Teraz bym napisał to troszkę inaczej, bym miał więcej doświadczenia, ale wówczas to zrobiłem to co najlepiej potrafiłem. Ale ten film od początku, jak nie było tego śniegu, on był pod złą gwiazdą robiony. Potem miałem wypadek na planie, gdzie mieliśmy przerwę przez tydzień i strasznie się wykrwiawialiśmy z pieniędzy, bo to cały szwadron, czyli ponad 100 koni gdzieś zgrupowane. pod Lanskronie, pod Krakowę. My w Krakowie czekamy. Ekipa, kamera nam się spadła. Przewróciła się kamera z takiego wysokiego bardzo kranu razem z operatorem. Operator otwarte, złamanie w kostce nogi, a kamera rozwalona. To była kamera Pana Wyżyn. Wtedy jeszcze tutaj nie było w Polsce dostępne. Myśmy to przywozili z Francji dzięki koproducentowi francuskiemu. Krótko mówiąc to nas kosztowało bardzo dużo. i film się nie zamknął w sensie kosztów i mieliśmy jakieś tam przekroczenia duże. Wówczas to było wtedy to się w miliardach złotych liczyło więc to się to już dzisiaj nie do tworzenia. Ale krótko mówiąc była wpadka a drugą wpadkę mieliśmy na produkowanym przez Studio Zebra również przeze mnie prowadzonym produkowanym przeze mnie również w filmie Psy właśnie z różnych innych względów. Więc w pewnym momencie wydawało mi się że Studio Zebra będzie ostatnią ofiarą powstania styczniowego ponieważ bardzo łatwo Staliśmy na krawędzi bankructwa. Mimo, że to był państwowy zespół, państwowe studio, to reguły były te same. Mogliśmy osiągać sukcesy, zyski, robić następne filmy, jakbyśmy dobrze to prowadzili i umieli sobie radzić. Albo jakbyśmy się nie umieli radzić, a na to właśnie wyglądało, że nie umiemy sobie radzić, mogliśmy zbankrutować. Na szczęście jakoś się wykaraskaliśmy. To studio wówczas było młode, bo w 1992 to miało 4 lata. Dzisiaj już ma prawie, już ma 26 rok prowadzę to studio, więc to jest historia, no pokolenie całe, ale wracam, ja jestem bardzo jakby, mimo tej traumy, ja dosyć źle wspominam ten film, w sensie dużo rzeczy takich złych się zadziało właśnie, no to cierpienie, naprawdę to nigdy nie zapomnę, jak to było, ten wypadek, to było straszna rzecz, no przy wszystkich to się stało i to nie było, to nie było coś, co się, co się powinno dziać na planach filmowych. Krótko mówiąc, mimo że były różne smutne momenty, jestem zadowolony, może nieszczęśliwy, no szczęśliwy, no dobrze, jestem szczęśliwy, że ten film zrobiłem, bo bym nosił go ciągle taki niezrealizowany, coś w zanadrze i bym myślał, ojej, jak ja bym ten film zrobił, to bym dopiero, to moja kariera by się potoczyła zupełnie inaczej. A tak zrobiłem, potoczyła się jak się potoczyła, wiem, że co umiałem, to zrobiłem i się jakby Pozbyłem się tematu, który zalegał we mnie, by zalegał na pewno.
[16:39.88 → 16:41.28] A: Wyjąłeś buławę z plecaka.
[16:41.68 → 19:04.82] B: Tak, buławę wyjąłem, oddałem. Oddałem Oscara, które nosimy w... Nie, ale remanent może, tak. Pozbyłem się czegoś... Tak jak zresztą jak pan był wczoraj na maki, czy tam przedwczoraj, to też się... Wczoraj! A, to wczoraj było najlepiej. To makia też był taki temat, który ze mną był bardzo, bardzo długo. I też dzięki temu, że go tu zrealizowałem w Lublinie, to się pozbyłem remanentu też. Czy są w Zanadrzu niekomediowe. Długi czas chodziłem z zamiarem jeszcze za życia Nowaka Jaruzelańskiego o zrobieniu serialu o nim. I to jakby to było zrobione rzeczywiście wtedy, kiedy chciałem coś tak w 89, 90, to może to miało znaczenie, ale wtedy nie było pieniędzy i dzisiaj też nie. Znaczy ja to porzuciłem, ten projekt gdzieś z 5 lat temu, ale no nie mogłem zdobyć funduszy na to. To nie może być robiony film bardzo tanio i tak jak filmy takie popularne, nic nie mówiąc czasowi honoru, który jest bardzo, to jest sukces, hit i tak dalej, ale znaczy ta inscenizacja, to co ja widzę na ekranie w tym filmie czas honoru, to to było za mało, żeby Znaczy mnie to nie zadowalało, więc zrezygnowałem. Jeżeli mam robić tak, to nie zrobię w ogóle. No i nie zrobiłem tego serialu, no bo nie mogłem zebrać pieniędzy. Później mi proponowano zrobić film o powstaniu warszawskim i też to się nie udało. Natomiast urodziło się z tamtego projektu, jeżeli ktoś widział w teatrze telewizji, taką moją sztukę poważną też, a właśnie, Przerwanie działań wojennych. No to właśnie to pozostałość, strzępek taki z tego projektu o powstaniu. Ale o powstaniu to powstanie było jeszcze droższe niż niż niż film o Janowaku Jeziorańskim, więc też z tego się nic nie stało. A może dobrze. Nie wiem, ale ja to stoicko przyjmuję. Widocznie tak musiało być. Zobaczymy co będzie dalej. Na razie jestem tu tylko dlatego, że z państwem, że wczoraj była premiera sztuki o Machiavelli. I z przyjemnością zresztą jestem w Lublinie za każdym razem kiedy mogę być, bo to jest miasto mojego dzieciństwa. o czym zawsze mówię, a im jestem starszy, tym bardziej o tym mówię, no bo to, bo to coś znaczy bardziej.
[19:05.98 → 19:11.62] A: No, ale krótko mówiąc, powrót do historii, do której miłość, jak rozumiem, towarzyszy Ci przez całe życie.
[19:12.06 → 20:48.28] B: Znaczy miłość to może za dużo powiedziane, ale na pewno jest, ja się, mnie ciekawi historia, bo nie, ponieważ historia dzięki, poprzez historię możemy poznać, dlaczego traźniejszość, no co tu dużo mówić i wyzbyć się takich różnych kompleksów, oczekiwań, mrzonek. Ja lubię takie rzeczy wiedzieć, bo dlaczego jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, albo dlaczego jesteśmy w tym miejscu, dlaczego coś się nie udało, a dlaczego się udało. Historia jest jakby nauczycielką życia i im jestem starszy, tym wiem, że przysłowia są mądrością narodu. Bo tak się mówi, tak się myślało na przysłowie. Nosił Wilgrazy kilka, wszystkie przysłowia. To jest w pigułce bardzo duże mądrości. I tak, mnie interesuje historia, no ta najnowsza, szczególnie historia Europy, no i też z tego zainteresowania historią wyrosła ksztułka o Machiavellim, o pewnych paradoksach, o pewnej uniwersalnym pojmowaniu historii i niezmienności natury ludzkiej. Bo to jest, to jest, ona zawsze taka była, czy to byli medyceusze, czy to jest dzisiaj Człowiek jest taki sam, a zmieniają się okoliczności, broń się zmienia, domy dookoła i tak dalej. Krótko mówiąc, tak, to jest ta część, która jak nie robię komedii, to robię filmy historyczne albo robię komedie historyczne, tak jak zrobiłem film Ambasada, który zresztą tu też był pokazywany w tym teatrze, więc no tyle.
[20:48.48 → 20:55.31] A: Pani chciała coś spytać. O
[20:58.65 → 21:01.65] B: konkurs
[21:14.27 → 21:21.57] A: scenariuszowy, ja tylko powiem, bo mamy streaming, żeby Państwo, którzy nas oglądają w internecie, wiedzieli, że chodzi o konkurs scenariuszowy.
[21:22.09 → 24:17.10] B: Rozpisany przez studio filmowe Zebra. To jest druga nasza próba jakby zaaktywizowania domorosłych scenarzystów, ale nie tylko domorosłych, bo to był otwarty konkurs, ale ponieważ to jest wąskie gardło w kinematografii nie tylko polskiej, tych scenariuszy brakuje. Wydawało nam się, że jak rozpiszemy konkurs na komedię współczesną i współczesny film w ogóle, w dwóch kategoriach, to coś się urodzi. No i rzeczywiście przyszło ponad 300 prac, z tego jedna trzecia to były komedie. W kategorii komedie nic nie nagrodziliśmy, gdyż nie było co nagradzać, tak prawdę mówiąc. Nie było. Nie dlatego, że naprawdę byśmy chcieli. To nie jest festiwal gotowych rzeczy, gdzie czasem jury pokazują, że jest takie jeszcze lepsze niż cały ten festiwal. Nie daje pierwszej nagrody. Tutaj naszym celem było za wszelką cenę znalezienie jakiejś komedii. Nie było nic takiego. A w tej drugiej kategorii filmu współczesnego zwyciężył na pewno najlepiej napisany scenariusz, który się nazywa Demony. Nie pamiętam nazwiska tego pana, ale jeszcze o nim usłyszycie. Ale jest to człowiek, który nie miał nic wspólnego z pisaniem zawodowym. Pracuje w szpitalu, jako technik zresztą, w szpitalu zakaźnym. Ale napisał bardzo dobry kryminał. Bardzo dobry gatunkowy film. Taki w stylu dobrych kryminałów, które znamy. Gdzie są narysowane dobre postaci. Że jest zagadka kryminalna, która jest trudna do rozszyfrowania. I będziemy ten film chcieli, jak to się mówi po filmowemu, rozwijać. Będziemy starali się, żeby ten scenariusz był jeszcze lepszy. I być może go zrealizujemy. Taki jest cel. Poraziło mnie, że z tych 315 bodajże prac, 8 czy 10 było takich, co można było w ogóle rozważyć jako scenariusze, interesujące scenariusze, bo reszta to były albo jakieś kalki z telenovelowo, takich sitcomowych, telewizyjnych, to co widzimy w telewizji, tych filmików, albo jakieś takie rzeczy już widziane 100 razy, albo nienapisane dobrze, albo nieciekawe, dziejące się w środowisku, w którym, jak widać od razu, autor nic nie wie. Krótko mówiąc, to jakoś uzmysłowiło mi chyba nędzę jednak naszego rynku scenariuszowego. To nie jest coś, co poraża tylko polską kinematografię, ponieważ to jest wszędzie, w bardziej lub mniejszym stopniu. Nawet Stany Zjednoczone mają z tym czasem problem. Ale coś w tym jest, że może pisanie scenariuszy nie jest naszą domeną.
[24:17.76 → 24:58.20] A: Ale coś się zmienia Julek, bo ja mogę się wtrącić, ponieważ ja czytam od kilku lat scenariusze, które przychodzą na konkurs, do niedawna Hartley Merrill, a teraz to się nazywa Script Pro. i w ostatnim roku była znacząca poprawa. O ile wcześniej naprawdę bywało tak, że myśmy, no w gronie czytamy to dziesięciu osób powiedzmy i wybieramy scenariusze, które potem są dopiero oceniane przez zasadnicze jury i tak jak kiedyś było tak, że każdy ze swojej puli miał kłopot, żeby wybrać jeden albo dwa, tak w tym roku musieliśmy zrobić dogrywkę i drugie posiedzenie, żeby wyłowić 25 spośród tych 300 prawie, które przyszły, więc być może to też, wiesz,
[24:58.44 → 25:00.30] B: jest to, że ludzie się przyzwyczaili do
[25:00.30 → 25:04.82] A: tego, że jest taki konkurs i coraz więcej sensownych osób zaczęło.
[25:04.98 → 25:17.38] B: To jest bardzo dobra wiadomość. Widocznie ci najlepsi, ci, którzy aspirują, być może wiedzą o tym konkursie, o którym ty mówisz i tam się skupiają, żeby tam być zauważonym, a do mnie przyszły...
[25:17.38 → 25:19.22] A: Może mieliście za małą reklamę jeszcze, wiesz?
[25:19.22 → 25:34.21] B: Może mieliście za małą reklamę, za małą tradycję tego I może może to nie ma co przesądzać. Nie ma co przesądzać. Rzeczywiście wolę żeby było tak jak ty mówisz. Natomiast to co przyszło do nas to było rzeczywiście słabo i może na tej podstawie tak trochę.
[25:35.22 → 25:53.34] A: Ale to rzeczywiście jest bardzo trudna sztuka, pisanie scenariuszy. I też wśród tych, które myśmy wybrali, nie ma czegoś takiego, żeby nas powaliło na kolana. Są rzeczy, które są do pracy, które są interesujące z różnych powodów. Także naprawdę to jest wyzwanie, a też komedia to jest dodatkowa trudność.
[25:53.66 → 26:50.67] B: Taka komedia, która nie jest plastikową komedią, która nawet nosi sukcesy jakby gasowe. Tylko nie wiem, czy inteligentni ludzie chcą takie komedie oglądać. No trochę tak jest sytuacja raka na bezrybiu, że coś trzeba oglądać polskiego i się ogląda, i to są znani aktorzy, to się ogląda tych aktorów czasem. No nie wiem, niezręcznie mi jest oceniać tutaj kolegów, ale mam wrażenie, że albo się robi pod publiczkę bardzo te filmy nasze, jeśli chodzi o komedię, albo w ogóle jakby przeciwko widzowi się robi te filmy poważne. W jakimś tym sensie, że nie ma tego środka, który który jest trzonem każdej kinematografii, gdzie się widza traktuje poważnie, a jednocześnie reżyser opowiada pewną historię, z której coś wynika, a nie opowiada o swoim talencie, z którego wynika historia, albo i nie. Bo takie mam wrażenie często, że nasze te filmy takie są, że to bardziej jest ego widoczne twórców, niż...
[26:50.67 → 26:52.99] A: Nie tak zasadzają na bycie wielkim dziełem.
[26:53.27 → 28:24.88] B: No, złabiania świata, czy opowiedzenie, nie wiem, o wszystkim naraz. A to jest nudne albo trudno się... Nie trywializując, broń Boże, bo są filmy, które... Ja jestem za trudnymi filmami. Sam produkowałem filmy. I Agnieszki Holland w ciemności, i Krauzego Dług, i Basikowskiego, o czym co mówiłem. Także to ja jako widz i jako producent jestem zwolennikiem filmów trudnych również. Ale filmy smutne czy ponure, jak tego jest mnóstwo w polskim wydaniu, Dla mnie to nie wystarczy. To jest za mało, że ktoś ma jakiś problem, żeby zrobić o tym film. Ale być może to są i tak najlepsze scenariusze, jakie są na rynku. Być może. Ja myślę, że to tak jest. Nie to, że tam gdzieś są jakieś perełki, które są odsuwane, a brane są gorsze rzeczy. Ja myślę, że to, co dochodzi do produkcji, to są i tak najlepsze rzeczy z tego, co mamy. A co mamy, to potem widzowie oceniają. Ale zdaje się, że jest lepiej. Zdaje się, że jest lepiej niż jeszcze kilka lat temu. dzięki Polskiemu Instytutowi Sztuki Filmowej, który potrafi jednak wydobyć środki od nadawców, którzy do tej pory, znaczy do czasu powstania Instytutu, tylko korzystali z wyświetlania polskich filmów, a teraz się muszą trochę dzielić zyskami, a za te zyski są robione następne filmy. Więc to jest, mówiąc w skrócie oczywiście, w uproszczeniu. Więc jest na pewno lepiej. No tak, żeśmy tak mówili sobie w detalu o scenę Żytom. Powiedziałem, że ten konkurs nie przyniósł jakiegoś sukcesu, nie powalił nas też.
[28:25.44 → 28:27.10] A: Ale może następnym razem będziemy filmować.
[28:27.18 → 28:28.88] B: Być może, być może, zobaczymy jak będzie.
[28:33.60 → 28:37.00] C: Troszeczkę mam tremę.
[28:37.56 → 28:38.32] B: Ale niepotrzebnie.
[28:38.36 → 32:17.82] C: Jak to się robi właśnie taki film o naszej historii, bo mamy tych powstań, różnych tragedii narodowych dużo, chociażby z uwagi na nasze położenie geograficzne i pewnie można by zrobić o Szwedach film, może troszeczkę mniej. pompatyczny, jak było o panu Wołodyjowskim i o wojnach kozackich. Jeszcze Bóg wie, z kim myśmy mieli do czynienia w tej naszej historii. W tym filmie, który obejrzałem, ja odebrałem to, dlaczego ten film publiczność źle odebrała, czy tak można powiedzieć chłodno jakoś. No bo w tym filmie chyba wszyscy są przegrani. I zwykle filmy o dramatach narodowych są na końcu osłodzane jakąś taką historyjką, że powiedzmy myśmy moralnie wygrali, że ktoś przeżył, ktoś się zakochał, że ktoś się zmienił. W tym filmie tutaj ja zobaczyłem, tak jest moje odczucie, że wszyscy przegrali. Tu nie było ani zwycięzcy i wszyscy są pokonani. I najgorsze, że ci ludzie, dobrze wśród nich, po prostu giną i im się zatyka usta i nie mogą się wyłamać z grupy, bo są karani, tak jak ty. w prawie ostatniej scenie, że nawet jeżeli chcesz stąd uciec, to i tak cię złapiemy i od nas dostaniesz nagrodę tutaj za to, że nas zdradziłeś. I myślę, że tu problem będzie i z powstaniem warszawskim i z kolejnymi takimi powiedzmy wydarzeniami narodowymi, chociażby, nie wiem, 23 rok czy tam 26, tak? Ten zamach majowy, że my jako Polacy i tutaj państwo, którzy produkujecie te filmy, piszecie scenariusze, czy jest możliwość znalezienia jakiejś drogi, żeby poprzez trudne filmy, filmy, które mówią o śmierci, o porazce, umieć pokazać to, co nam dało, żeby wydźwięk tego wszystkiego był taki, żeby ludzie może lepiej umieli się do siebie odnosić, żeby umieli może lepiej zrozumieć czyjeś zachowania, bo mi tego właśnie brakuje. Pięknie się opowiada o tragediach narodowych, próbuje się znaleźć takie momenty, które widza pamięta, że coś dobrego się może zdarzyło w czyimś życiu, ale tak ogólnie my nie chcemy oglądać takich filmów, taka publiczność codzienna. Teraz tak jak właśnie pan dał przykład, że tutaj ten czas honoru, Film oparty, gdzieś tam te wątki takie prawdziwe z okupacji się przewijają i jest na nich tworzony scenariusz. Natomiast ci chłopcy są zawsze młodzi, weseli, śliczni. Nawet jak gdzieś ich tam ten zły Niemiec dorwie, to oni ucieknie i jeszcze go tak nie pokieraszowali i w sumie jeszcze jakoś to życie sobie może dalej układać. Ja chyba to troszeczkę takie... Właśnie tego oczekuje współczesność, młode pokolenie, kolejne, które już nawet nie pamięta tych solidarności. Może nie musiało walczyć o takie idee, a teraz walczy o jakiś byt ekonomiczny. Żebyśmy może próbowali znaleźć w takich właśnie tragediach narodowych, trudnych sprawach, tych ponurych, coś więcej. Ja nie wiem jak to nazwać, nie umiem tego nazwać, ale coś, co po prostu, jak to mówią w piosence, wszyscy Polacy to jedna rodzina. Czy coś takiego jest możliwe? Ja nie mam na to pomysłu. Dziękuję bardzo.
[32:18.04 → 40:38.48] B: Dziękuję bardzo. Bardzo bardzo ciekawe to co pan powiedział, bo no tak, bo albo się robi ku pokrzepieniu serc, ale to my już te serca mamy tak pokrzepione, że jest za słodko. To co pan powiedział na początku, rzeczywiście podzielę odpowiedź na dwie części, że szwadron to jest rzeczywiście o tym, że przegrani wszyscy, ale to jest, ale to W takim świetle nikt o powstaniu styczniowym nie mówił, że wszyscy są przegrani, bo wydawało nam się, że to Polacy są przegrani, a Rosjanie wygrani. Natomiast okazuje się, że to jest bardziej... Ten mój film chciałem zrobić o człowieku, który jest po dwóch stronach granic, ale może być człowiekiem właśnie. Człowiek, który może być człowiekiem. Tak jak ten Rosjanie, który wie, że bierze udział w złej wojnie, niesłusznej, niesprawiedliwej. No ale cóż, wydawało mu się, że to będą takie manewry tylko z użyciem ostrej broni. Pojechał, wszedł w to. No i robi wszystko, żeby przeżyć, ale wie, że jest przegrany. I to mi się wydawało właśnie humanitarne i kiedy u przeciwnika możemy dostrzec człowieczeństwo, no bo wtedy jeżeli przeciwnik jest tylko nieludzki, no to tak, no to mamy pecha, żeśmy się zdarzyli z potworem, potwór nas złamał, zjadł, pożarł i tak dalej. Ale tutaj wydawało mi się, że ponieważ oni, ten bohater Jeremi był przegrany, no to coś, dobrze mówię o o tym, że może nie wszystko stracone, że może się dogadamy kiedyś, mówię ze sąsiadami, w ogóle, że człowiek jest raczej dobry, mimo że bierze udział w czasach, w złych sytuacjach, ale raczej jest dobry, skoro ma takie dylematy. A druga sprawa, no czy można zrobić, no ja starałem się, kto widział to przerwanie działań wojennych w telewizji, to to była próba właśnie znalezienia w klęsce jakiejś jaśniejszej nuty, Bo ten mój spektakl jest o tym, jak przedstawiciele Komendy Głównej Armii Krajowej negocjują z von Dembachem, szefem wojsk w okolicy Warszawy, który walczył z powstaniem, warunki kapitulacji. Nie chcą tego nazywać nawet kapitulacją, bo pierwszy warunek jest, żeby nie nazywamy tego kapitulacją, tylko przerwaniem działań wojennych. Bo my nie kapitulujemy, tylko w Warszawie przerywamy działania. I pokazana jest grupka ludzi czterech, w której tam nie ma Bora Komorowskiego, jak się nam wszystkim wydaje, że on podpisywał. Nie podpisywał kapitulacji. On wysłał swojego szefa wywiadu, czyli pułkownika Kazimierza Iranka-Osmyckiego, który był przewodniczącym tej delegacji. I z trójką bardzo inteligentnych, bardzo mądrych AK-owców z tej ekawendy. Jak równy z równym, no na tej zasadzie, no bo akurat tak to było możliwe, jak równy z równym dyskutują i negocjują warunki poddania się z von Dembachem, wykorzystując swoją paradoksalną przewagę, taką, że po pierwsze von Dembach za wszelką cenę musi mieć front przygotowany przed kampanią sowiecką, która wcześniej czy później ale nastąpi, a on ma w środku swojego frontu cierń w postaci Warszawy, która powoduje, że się nie może bronić. I oni o tym wiedzą. Dwa, że wiedzą też, że von dem Bach, jemu strasznie zależy na dogadaniu się z Polakami, ponieważ dzięki temu jego pozycja skoczy, podniesie się w hierarchii całego tego niemieckich, tych wszystkich wojskowych struktur, ponieważ on mówi, że ma krew polską. No to było zresztą prawdą. Część krwi miała Polska, matka była Polka. Krótko mówiąc, wykorzystują te No jakby to atuty maksymalnie doprowadzają do tego, że wychodzą z powstania z bronią, bo początkowo było w ogóle niemożliwe, żeby oni wyszli z bronią, muszą oddać amunicję, broni, w ogóle nie będziemy rozmawiać z nami. Powiedzieli, że nie, bo zanim wyjdziemy przez te otaczeni, przez armię narodowościowe z bronią, która jest między nami, jest tylko nienawiść, więc jak będziemy się bronić, to oni mogą nas zabić, a żołnierz poza tym bojąc się o życie, nie odda broni, więc może gdzieś tam coś ktoś schowa i jak przyjdzie co do czego, to ktoś strzeli i to otwiera wrota do masakry. I powiedział, dla was, mówi do von den Bacha, dla niemieckiej strony to nie ma żadnego znaczenia czy my mamy broń czy nie, bo i tak się poddajemy, a dla nas to ma wielką broń. No i to wynegocjowali, wynegocjowali, że wychodzą, że wyszli z barwami narodowymi, z bronią. w tym czasie, kiedy to było możliwe, obronili wszystkich, którzy walczyli w powstaniu, bo Fondenbach chciał ich podzielić. No dobrze, to jesteście Armią Narodową AK, no ale już ten AL i te wszystkie tam NSZ, to już chyba nie, z nimi zrobimy porządek. Oni mówią, nie, nie, nie, to są nasi towarzysze broni, albo wszyscy, albo nikt. I to można powiedzieć, bo czwórka ludzi w centrum jakby jaskini wroga, bo oni przyjeżdżają do Ożarowa, kwatery głównej von den Bache i myśląc, że może tam stamtąd nie wrócą, bo nie wiedzą co będzie. Różne rzeczy się działy. Więc oni jadą pogodzeni z tym, że to może być ich ostatnia podróż. Ale będąc już tam, wstrzymują się od takich animozji, doraźnych na zasadzie, bo wiecie jak strasznie. Punktują po prostu jak świetni negocjatorzy z godnością, i negocjują pokój na najlepszych wówczas warunkach, które mogły być do ustalenia. Co jest taką małą, co jest jakby taką cegiełką na pomniku pod tytułem. Mieliśmy wielkich, czy mieliśmy mądrych i szlachetnych ludzi, którzy potrafili w najtrudniejszych sytuacjach zachować twarz, godność i czasami to nie było w tej masie, w tym W całym nieszczęsnym powstaniu warszawskim przynajmniej to potrafili zrobić godnie i za to trzeba mieć szacunek i podziw dla nich. I są takie epizody w całym powstaniu. Mój scenariusz ponad tym polegał, żeby wyciągać takie epizody, które są nie tylko taką martyrologią, którą znamy i którego już jesteśmy karmieni, już przekarmieni, ale to, gdzie się zachowywali ludzie po ludzku i potrafili w tych ekstremalnie ciężkich, niewyobrażalnych dla nas warunkach zachować człowieczeństwo, godność i nawet wyjść czasem zwycięsko, no w jakimś sensie, no nawet w sensie przenośnym. Także to też bym chciał takie filmy widzieć. Tylko wie pan, po odpowiedzie Strywiana, to za dużo kosztuje. Zrobić dobry film wojenny, militarny, to są pieniądze olbrzymie dzisiaj. Był taki, zresztą, a coś w tym jest, że na przykład Anglosasi, najlepszy moim zdaniem film, jaki powstał o wojnie II, to był Jeden most za daleko. I paradoksalnie to jest jedyna kampania połączonych sił angloamerykańskich, która przegrała, znaczy która nie wyszła, to było nieudane, ten desant na Arnhem. To było nieudane, a oni z tego zrobili swój sztandarowy film o jakby, nie wiem, o cnocie bycia, nie wiem, żołnierzem, o towarzyszu, o wzajemnym, nie wiem, jak powinna, jak w tych ciężkich warunkach nawet, jak się jest że się przegrywa coś, można być wygranym jakby, nie wiem, moralnie w jakimś sensie. I to jest piękny film, który do dzisiaj być może się trochę zestarza, bo on ma już ponad 30 lat albo i więcej, 40 może, ale to jest zawsze taki niedościgły wzór filmu wojennego, gdzie jest bohater zbiorowy, a mimo to ja przeżywam poszczególne epizody i taki chciałem zrobić film o powstaniu warszawskim, ale to by kosztowało strasznie dużo i chyba się to nie uda. Może się uda, ale nie wiem, czy ja będę miał jeszcze siłę.
[40:40.12 → 40:42.82] A: Silna ekipa z Lublina trzyma kciuki, jak rozumiem.
[40:43.18 → 40:44.84] B: Wiem, że Lublin będę miał za sobą, to wiem.
[40:48.66 → 40:55.98] A: Zapraszam, kto z Państwa ma jeszcze ochotę się włączyć?
[41:00.10 → 41:24.90] B: Mówiłem o tym, że młodzież mogła przyjść, taka młodsza młodzież również, ponieważ na ten film, który dzisiaj oglądaliśmy, taka młodsza młodzież jeszcze nie przyjdzie.
[41:25.66 → 41:59.53] A: Z przyjemnością byśmy tutaj Do tej pory pokazaliśmy seks-misję. Pokazaliśmy seks-misję i stąd się wziął Juliusz tutaj, bo to był jeden z pierwszych seansów w Teatrze Starym. No ale niestety mamy do dyspozycji tylko jeden poniedziałek tygodniowo, a czasem nawet nie, w związku z czym musimy jakoś tak gospodarować tymi terminami, żeby się tutaj zmieścili też inni, ale ja z rozkoszą bym Killera pokazała, Może, może się uda.
[42:00.01 → 42:05.07] B: No to jest znany film, więc to... No znany film, znany. No dobrze.
[42:07.09 → 42:25.83] A: Ale dzieciaki też na DVD teraz dużo oglądają. Rozumiem, że nigdy dość.
[42:29.45 → 42:46.38] B: Ile to już jest prawie ile to jest 17 lat chyba. 16.
[42:47.38 → 42:48.91] A: 97.
[42:50.93 → 43:16.66] B: 97 lat. W 97 w jesienią wszedł na ekrany. No tak, potem był drugi w 98. No to dawno, tak, rzeczywiście to jakiś ten film, który się udał, rzeczywiście. No nie mów, tu właśnie jest przykład, że ktoś inny napisał scenariusz, ja się do tego dołożyłem i rozwinąłem ten scenariusz.
[43:17.58 → 43:17.68] A: Tak.
[43:19.96 → 44:02.30] B: Tylko tam, ale tam to jest inny scenariusz. To jest inny niestety, znaczy nie wiem czy niestety, no tamto było komediowe z założenia, a ten, który teraz wygrał, to jest ponury taki film dosyć, znaczy w sensie kryminalnym, bardziej takie siedem albo gra. Takie były filmy amerykańskie. Jak on się nazywa? Fincher. A Fincher, tak. David Fincher. Robi takie przewrotne filmy i takie może ponure to złe słowo, ale takie mroczne. I to jest taki film, Nie wiem, czy na to się znajdzie, się widzę, ale scenariusz jest dobry, więc zobaczymy.
[44:02.40 → 44:17.76] A: Ale może kłopot z scenariuszami polega po prostu na tym, że za mało pracy się w nie wkłada, że jednak u nas jest tak, że jak już jest scenariusz, który rokuje, to natychmiast się z niego robi film, a nie pracuje się zesadzając do tego trzech, skrót doktorów albo chociaż jednego.
[44:18.48 → 45:23.46] B: Tak, za mało się czuje się po tych scenariuszach, że są niedopracowane, pod względem przede wszystkim psychologicznym, o takiej najprostszej psychologii ludzkiej, nie mówię o jakimś głębi typu Bergmanowsko i tak dalej, ale to, że dlaczego ten bohater zachowuje się w ten sposób, tylko dlatego się tak zachowuje, że dobry bóg scenarzystów, jak ja to nazywam, tak chce, a nie dlatego, że tak by się zachował w życiu. I to jest rzeczywiście też, to się widzi w tych filmach. Tak, one są pisane za szybko, za krótko. Mało tego, rynek w seriali i Telenowel wciąga tych zdolniejszych i no i potem ich tak troszeczkę wyrównuje i ci co byli zdolni już są teraz mniej zdolni, ale mają z tego, ale dobrze z tego żyją, muszą za to co robią, płacą rachunki, mają wyjazdy w dobre miejsca na wakacje, więc to czasem wystarczy, no to pieniądz czasem potrafi popsuć. Zbyt łatwo, no może nie tyle łatwo, no bo to jest trudna sztuka.
[45:23.46 → 45:24.14] A: Ciężka praca.
[45:24.94 → 46:30.61] B: Ale mimo wszystko, no to jest, jak się pisze coś, że tak powiem, bezinteresownie, albo czy ktoś zobaczy to i będzie chciał zrobić, to też jest inaczej. To też jest inaczej, bo z potrzeby, z potrzeby serca się pisze wtedy. I pierwsze filmy, pierwsze scenariusze tak się powinno pisać, nie? One najczęściej są najlepsze i tak te scenariusze i potem się, potem się doczekują ekranizacji. No ale zobaczymy, zobaczymy. Ja wierzę, że rośnie, no mam nadzieję, że rośnie to młode pokolenie, bo cały czas ja byłem najmłodszy, no ale już na Boga tyle lat minęło, więc już naprawdę ktoś powinien się... Przynajmniej ja mówię o komedii teraz, bo rzeczywiście są fajni młodzi koledzy, którzy bardzo dobrze sobie radzą z filmami jak Jankomasa, czy może Wojtek Smarzowski, który nie jest zawsze tak młodszy, ale jest młodszy. I są mu... reżyserzy, tylko boję się, że nie ma za dużo nowych reżyserów z poczuciem humoru takiego, jak my jako widzowie byśmy chcieli oglądać. Ja nikogo nie wychowałem co następcy, jak to się mówi, ale to nie było moje zadanie może.
[46:31.61 → 46:37.11] A: Ale pojawi się... Słucham?
[46:37.57 → 50:19.96] B: Tak? No mam nadzieję, że to się dobrze skończy. Tak? Nawet nie wiedząc, co to znaczy czasem. Nawet nie wiedząc do końca, co to znaczy. No to przepraszam, ale wydaje mi się, że to pozytywne jest to, że film żyje w Tak, w powiedzeniach. Tego się nikt nie spodziewa nigdy. Ja się nigdy nie spodziewałem, które z moich filmów będą, które cytaty wejdą do użytku. Znaczy trochę sobie zdaję, bo... No może, ale może coś pierwszego. Ja jestem chyba za ambitny, bo nie, ale tam Killer i Wamanki poszły na takiej fali, że jeden po drugim, no to wtedy można zrobić. Ale jak tak się kunktatorsko myślę, to teraz może zrobię drugą seks misją. Po pierwsze, to już jest nie ten czas. Po drugie, ja nie chciałbym być samobójcą w jakimś sensie, że jakby szargać jakby swoją przeszłość, która mi się udała. Więc ja na pewno nie wyreżyseruję drugiej seksmisji. Albo dalsze ciągnięcie. To już trochę czas minął. Jakoś tempo się to minęło. Jedno tempo za późno. Więc wolałbym coś wymyślić nowego. Ale trochę sobie zdaję sprawę z tego co państwo mówicie. Bo może to nie jest jakiś tam dowód. Ale na pewno jest. No bo Empik wypuścił serię takich różnych gadżetów z cytatami z seksmisji. W zeszłym roku teraz będą skillerów z jednego i z drugiego i to gdzieś na jakichś kubkach, koszulkach, świecach. I to jest fajne. Z drugiej strony, że się uczestniczy w takim żywym... Tworzy się język czasem. Na przykład mój szwagier Boguś wymyślił słowo debeściak. Ale gdyby Boguś to wymyślił, to może by to tak szybko nie wyszło do języka. Ale dzięki temu, że to włożyłem do scenariusza, kilerów dwóch, no to teraz to chyba jest już. No ale to jest tak, czy też ja nie wymyśliłem słowa spoko, ale usłyszałem to kręcąc Kingsize i tam pierwszy raz słowo spoko, spoko jest użyte w Kingsize, więc mam kilka takich zasług językowych, słowotwórczych. Co jest przyjemne. Podejrzewam, że tak jest w każdym kraju, ale to na pewno ci reżyserzy czy scenarzyści, którzy dostąpili takiego zaszczytu jednak, bo to jest pewnego rodzaju zaszczyt, że ludzie to przyjmują, są zadowoleni, więc ja też jestem zadowolony. Pewnie ze szwadronu nie będzie żadnych cytatów, bo to jest... Bo za dużo po rosyjsku. Za dużo po rosyjsku jest, tak.
[50:20.37 → 50:53.34] A: Ale z maki. Wczoraj po spektaklu padały cytaty liczne. Nie wiem czy pamiętasz, jak Adam Ferency proponował, żeby Piotrek kupił nowe buty swojej żonie, Piotrek Głowacki, bo ona zmieniła szpilki na coś wygodniejszego, na co Agnieszka odcięła się cytatem z maki. Nie zacytuję dosłownie, bo nie znam tekstu na pamięć. Lepiej nosić stare spodnie.
[50:53.64 → 50:54.99] B: Może nie modnie, lecz za to wygodnie.
[50:55.01 → 50:56.03] A: Może nie modnie, za to wygodnie.
[50:56.72 → 51:46.77] B: No tak, ja też tego nie wymyśliłem, to też gdzieś usłyszałem. Ale daj Boże, żeby... Co to jest, że mamy w głowie filmy? To są pewne sceny z pewnych filmów, które lubimy, bo nie pamiętamy przecież wszystkiego. I to jest ta przyjemność takiej relacji widz-ekran. Film, który się pamięta, czy się go lubi? A jak się go lubi, to znaczy, no tak. Dla mnie, jako człowieka, który robi filmy, zawsze wolę mieć taki film zapamiętany niż taki biedny, jak właśnie ten biedny Szwadron, który jest troszkę pokieryszowanym filmem przez czas, w którym powstał. I być może to bardziej ja sam dogodziłem sobie bardziej może niż widzowi, ale wydawało mi się, że po tylu filmach, które robiłem dla widzów, mogę coś zrobić dla siebie.
[51:48.56 → 51:49.80] A: Siódmy film zresztą to był.
[51:49.82 → 51:50.42] B: Tak, to był siódmy.
[51:50.44 → 51:57.26] A: Siódmy policzyłam, tak. Siódmy pełnometrażowy. No to siódmy zrobiłem na siebie. To teraz trzeba policzyć na który wypadnie teraz.
[51:57.30 → 52:01.18] B: No teraz nie, teraz 16 zrobiłem chyba gdzieś, tak, fabularnych.
[52:01.82 → 52:03.98] A: Czyli teraz do 21 trzeba czekać.
[52:04.00 → 52:06.00] B: Ale czy 14 też był dla mnie? Może tak.
[52:06.56 → 52:07.28] A: Trzeba sprawdzić.
[52:07.30 → 52:09.10] B: Muszę sprawdzić. No to tak.
[52:10.66 → 52:12.44] A: Czy ktoś z Państwa jeszcze chciał?
[52:12.44 → 53:35.90] D: Ja trzymam tutaj mikrofon i chciałam tylko wrócić do szwadronu. ponieważ z tego powodu tu jesteśmy dzisiaj. Przede wszystkim, ale także, ponieważ wspomniał pan o tych kostiumach, mogę tak to nazwać. Rzeczywiście od początku miałam takie wrażenie, chcę potwierdzić to, co pan mówi było pana zamiarem. Oczywiście nie jestem pewnie jedyną osobą, która to mówi, ale chciałam się podzielić jako widz tym że miałam właśnie takie znakomite uczucie, że to nie są kostiumy, że aktorzy nie są przebrani. Co zdarza się, przecież wiemy o tym. Także to było znakomite. Bardzo, bardzo mi to odpowiadało. A druga rzecz chcę w odniesieniu do tego, co pan przedmówca, pan, który pierwszy wziął mikrofon do ręki z widzów. Pomyślałam o tym, że to taki ciężar chcielibyśmy rzucić na barki filmowców, żeby nas zrobili lepszymi ludźmi, prawda? To jest chyba niemożliwe, ale ponieważ film odbiera się tak indywidualnie i oczekujemy, żeby film był dobry, to tak najogólniej, czyli spójny i z taką energią, którą ja w pana filmach wyczuwam, znaczy jest mi dobrze w pana filmach.
[53:36.64 → 54:14.76] B: Bardzo pani dziękuję, rzeczywiście bardzo dziękuję. To jest wielka przyjemność słyszeć coś takiego. No czasem tak, no czasem się, no tak, no chcielibyśmy, chcielibyśmy. Mówię o filmowcach, tak mi się wydaje, no może nie wszyscy, ale wydaje mi się, że jeżeli ktoś mówi, że nie chciałby, żeby jego film dotarł na największej ilości widzów, to nie mówi prawdy. To nie znaczy, że to musi być od razu film lekki, czy jakiś taki robiony, rozrywkowy. Każdy film, są filmy, które które docierają do dużej ilości widzów. Tak na przykład Agnieszki Holland w ciemności, która ponad milion widzów to widziała. To jest strasznie ciężki film.
[54:14.76 → 54:16.48] A: Chyba milion dwieście czy nawet więcej.
[54:16.66 → 56:04.86] B: Ja to produkowałem, czyli byłem jednym z producentów. Mieliśmy wątpliwości, nie tylko my, bo i dystrybutorzy, którzy zobaczyli film, powiedzieli tak, mamy wzyw oczach, to jest świetny film, ale nikt na to nie pójdzie. I wreszcie ktoś wziął chyba bodajże kino, świat, dystrybutor, który wziął to na zasadzie, no trudno, trzeba w pewnym obowiązku takim historycznym, patriotycznym, bierzemy ten film. No i dobrze na tym wyszli, bo obejrzało to milion, dwieście, został wybrany, kandydował do Oscara jako jeden z pięciu filmów ze świata dwa lata temu. I to było takie znienacka trochę. Spodziewaliśmy się i rzeczywistość nas zaskoczyła in plus. No ale rzeczywiście, ma Pani rację i ja, wszyscy, co robimy filmy, tak też, ale nie mogę mówić za wszystkich, ja na pewno bym chciał, żeby widz po obejrzeniu filmu czuł się lepiej niż przed obejrzeniem filmu, ale to nie znaczy, że to musi być tylko rozrywka, taka śmiech i tak dalej, ale śmiech, nie przecenia, nie można przecenić terapeutycznego działania śmiechu, gdyż gdzieś wyczytałem, że śmiech, sen, dobra muzyka czy głęboka wiara religijna, przedłuża życie. To jest coś, naprawdę, więc to nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie No ale czasem też tak przybyło.
[56:05.22 → 57:30.30] A: A jakoś usłyszałam w tym, co pan mówił i w tym, do czego pani się odniosła, taką tęsknotę za taką sytuacją, kiedy oglądanie filmu buduje czy robienie filmu, kiedy film buduje wspólnotę. Kiedy wspólne oglądanie filmu daje nam takie poczucie, że jesteśmy jednak z kimś związani, że nie jesteśmy w tym oglądzie sami, tylko że jest jakaś publiczność, której jesteśmy częścią. I myślę, że śmiech może dawać takie poczucie, ale też jakiś głęboki i ponury dramat. I to co pan mówił wydaje mi się bardzo ciekawe i też takie, no to zalecają w zasadzie wszystkie podręczniki scenariuszowe, żeby bohater się zmieniał, żeby sytuacja się zmieniała. Wtedy jesteśmy w stanie za tym jakoś pożądać, podążać emocjonalnie. Ale ja chciałam państwa zaprosić na film za tydzień, bo to będzie film bardzo kameralny, film Miłość Sławka Fabickiego. który być może jest w stanie zbudować taką wspólnotę odbioru, ponieważ opowiada o bohaterach, którzy się zmieniają. Właściwie o jednym bohaterze, bo jest dwójka bohaterów, ale to ten mężczyzna, na niego bardziej jest uwaga skierowana w gruncie rzeczy. Więc być może będzie okazja, żeby przeżyć coś takiego ważnego w kinie.
[57:31.47 → 57:38.45] D: Ale my także się zmieniamy dzięki filmom. Po to przychodzimy do kina.
[57:39.26 → 58:29.97] B: Dlatego wszyscy jesteśmy widzami przede wszystkim. Ja też się uważam za widza bardziej niż za filmowca. Bo tego trzeba zacząć chyba. Jakby ktoś sobie nie wyobraża życia bez kina, to to jest początek. Niekoniecznie. Można wykonywać każdy inny zawód. Ale ja jako mały chłopak Wiedziałem, że co mnie, tak myślałem, co mnie w życiu najbardziej interesuje, no chodzenie do kina. Jak stał przekuć na jakiś zawód, którego by... Nie wiedziałem jeszcze, nie wiedziałem czym to się je, jak to się robi. Wiedziałem tylko, że są aktorzy, no bo to moi rodzice byli aktorami, więc wiedziałem, to co widzimy na ekranie, to są aktorzy. Ale kto stoi za tym, za tym, że ci aktorzy tam są i co robią? I tak zacząłem się interesować historią kina powolutku, powolutku, nie wiedząc jeszcze, czy mi się to uda. No ale miałem takie marzenie, które mi się ziściło, Być może za szybko i teraz nie wiem, co robić dalej.
[58:30.65 → 58:51.27] A: Ale to powiedz jeszcze słowo o tym, Julek, bo to jest coś w rodzaju twojego powrotu do teatru, bo spędziłeś dzieciństwo za kulisami. Jak się teraz czujesz z tym, że wystawiłeś sztukę na dyskach teatralnych, nie w teatrze telewizji, tylko w prawdziwym żywym teatrze w Dodatku w Lublinie?
[58:51.39 → 01:01:54.39] B: Pierwszy raz sam napisałem i sam wyreżyserowałem sztukę, którą chciałem zrobić. I w tym mieście, w którym zacząłem chodzić do teatru, co tu dużo mówić, zacząłem chodzić do teatru, do kina, nauczyłem się czytać, w tej kolejności chyba, bo rodzice mnie brali do teatru, czy chciałem, czy nie chciałem, siedziałem za kulisami jako tam czterolatek, no może nawet niecały, bo nie mieli mi z kim zostawić, bo babcie były w Łodzi, obie, w mieście Łodzi oczywiście. I tak, no jest jakiś powrót. No ale to jest taki powrót w bardzo dobrym momencie. Oczywiście pomiędzy wyjazdem moim z Lublina 50 lat temu, bo jako ośmiolatek wyjechałem dalej z rodzicami w Polskę, to byłem tutaj kilka, kilka, może kilkanaście razy i było to miasto się, widzę jak ono się bardzo zmieniło na korzyść. Po pierwsze dzięki temu, że jesteśmy już wolnym krajem i weszliśmy do Unii, no tego teatru by nie było. Po drugie, Młodzi ludzie, którzy są, jeśli chodzi o polityków rządzących w tym mieście, czy dyrekcję tego teatru, to są już ludzie trochę młodsi niż ja byłem, kiedy zaczynałem swoją karierę i mają otwarte głowy, byli na świecie, widzieli pewne rzeczy. Także Lublin ma bardzo dobrą przed sobą chyba pasję, tak mi się wydaje. A jednocześnie jest tu tak piękna Tak piękne stare miasto, zwarte, to jest idealny plener do filmu. Ja się dziwię, że tu mało filmów powstaje, ponieważ to jest kompakt, to jest zwarte. Kraków też jest piękny, inaczej oczywiście, tam robiłem film Vinci, więc wiem o czym mówię, ale tam to jest trochę skansen, a to miasto żyje. Tam jest tylu turystów, że już nie wiadomo, co jest prawdą, a co nie, a to jest żyje, także nic Ja myślę, że ja tutaj wiążę jakieś nadzieje, że kiedyś coś mi przyjdzie do głowy, żeby zrobić w Lublinie. A ponieważ bardzo tutaj lubię być, bo to jest miasto dzieciństwa, to jest chyba jeden z ważniejszych, zwłaszcza jak to dzieciństwo jest szczęśliwe, to jest z ważniejszych okresów życiowych, więc z przyjemnością się jakby odpłacam Lublinowi, jeśli tak mogę to powiedzieć, za to dzieciństwo i cieszę się, że tutaj w tym, gdzie siedzimy, wczoraj była premiera Maki, Pewnie do innego miasta bym się tak łatwo skusić nie dał. Chyba nie. Robiłem, pisałem sztuki w Łodzi, gdzie też mam sentyment do Łodzi, bo tam moi rodzice stamtąd pochodzą i babcie i tam studiowałem, ale tam raczej się ograniczałem do pisania, a kto inny reżyserował. To były komedie, to bardzo dobrze też tam szło, ale to był inny rodzaj sztuk. Natomiast tę sztukę chciałem zrobić tutaj osobiście i jestem bardzo szczęśliwy z tego powodu, że nam się to udało i że się udało zebrać takich aktorów i że wszystko się udało i zobaczymy jak będzie dalej. Ale to jest naprawdę miasto, dla którego mam taką ciepłe miejsce na sercu, jak to się mówi, i chętnie tutaj zawsze wrócę.
[01:01:55.61 → 01:02:03.09] A: To zapraszamy Państwa również na Makiem, bo będzie grany jeszcze w czerwcu, a potem w przyszłym sezonie również.
[01:02:04.55 → 01:02:10.49] B: Kompletnie inna sztuka. To jest sztuka, no tak, ale też o historii, tylko jeszcze XVI wiek.
[01:02:11.97 → 01:02:13.65] A: I trójka świetnych aktorów.
[01:02:15.90 → 01:02:34.22] B: Ale może drugi raz przyjdziecie. Będzie jeszcze lepiej. Ile ma lat? To już może tak. Nie no może i wcześniej też. Proszę bardzo.
[01:02:40.56 → 01:02:43.56] A: Zawróceniem
[01:02:50.46 → 01:03:05.14] B: rzeki Arno, tak. Ale chyba ludzie radzieccy zawracali chyba. Zawrócili gdzieś w jakiejś tam prowazji,
[01:03:07.76 → 01:03:57.20] A: że niemożliwe jest możliwe. Jest taka historia sierpniowska, to jest w Nowym Jorku i tam jest namasta świętego Onifrego. I ja przypomnę Wam dokładnie, niektórzy to wie, że opowodni się przyśniła Matka Boska, która powiedziała, przyczyniła świętomów, że nawet mu się przyśnił, że ma przechować świętego Onifrego. I ma ten klasztor już na drugiej stronie. I on to zrobi. Tam za pokute chłopom kazał się przechować. I tu są dwa klasztory. Męski i żeńskie. Męski i żeński to klasztor w Katusławie. Oczywiście po żeńskim, który został po tamtej stronie głowy, to nie zostało nic. A jabłoczna jest piękna. Tam jest mały klasztor. Jak ja tam ostatnio razy byłam, to było cztery. Ale to jest tak piękne, drobne miejsce. No i właśnie tam i mały.
[01:03:57.71 → 01:04:31.47] B: Czyli się udało? Pewnie tak. Pewnie, to jest wszystko sprawa zainwestowania sił i środków. A co dziwne, jeśli chodzi o Machiavelle i Arno, to musiałem to włożyć do sztuki, gdyż to było coś niecodziennego i surrealistycznego wręcz. Ale w Rosji, znaczy w Związku Radzieckim zawracali rzeki, to miało zły wpływ na ekosystem później zdaje się.
[01:04:31.65 → 01:04:32.85] A: Za Stalina próbowało.
[01:04:33.37 → 01:04:34.49] B: Ale chyba zawrócili coś tam.
[01:04:35.83 → 01:04:36.51] A: Nie jestem pewna.
[01:04:36.57 → 01:04:57.53] B: No ale próby były i takie średnio udane, ale coś tam robili. No tak, jest to trudne. A Jabłeczna to jest w jakim rejonie? Nad Bugiem, czyli tu gdzieś. No Tomisa dużo nie mówi, nie znam aż tak dobrze geografii.
[01:04:58.39 → 01:04:59.18] C: To na biały stek.
[01:04:59.20 → 01:05:04.26] B: A, Włodawa, w tę stronę, już wiem. Już wiem, dobrze. Zapoznam się, jak to się mówi.
[01:05:05.64 → 01:05:09.53] A: To co, będziemy powoli kończyć? Nie chciałabym się...
[01:05:09.53 → 01:05:11.03] B: No dziękuję państwowi, siedzieli ile? Godzinę?
[01:05:11.07 → 01:05:12.09] A: No, dłużej nawet.
[01:05:12.11 → 01:05:13.89] B: Dłużej nawet. Brawo, brawo.
[01:05:15.26 → 01:05:16.43] A: Także bardzo...
[01:05:16.43 → 01:05:17.18] B: Ja dziękuję bardzo.
[01:05:17.30 → 01:05:23.47] A: Bardzo dziękujemy. Jutro zapraszamy na... A, jeszcze, przepraszam bardzo, jeszcze tutaj zdaje się jest głos...
[01:05:23.47 → 01:05:39.26] C: Ja tylko mam jedno pytanie. Mam jedno pytanie, przepraszam, tak skaczemy z tematu na temat, ale nie mogę sobie odmówić, po prostu wahałem się z tym pytaniem, ale jest okazja się dopytać. Chodzi mi o film Personnel i o pewnego młodego aktora.
[01:05:40.51 → 01:05:41.82] B: Amatora, reaktora, tak.
[01:05:42.55 → 01:06:16.85] C: Film jest wspaniały, do tej pory aktualny i może na przyszłość właśnie warto trafić do młodego widza właśnie o współczesnym filmie, ale też o trudnych wyborach. Tak jak tam jest. Ktoś przychodzi i zastaje sytuację i musi się w niej odnaleźć. Ale oglądając ten film, zawsze mnie nurtowała ta ostatnia scena. Co pan tam pisze? Czy pan pisze to, co pan widział? Czy pan pisze zwolnienie z pracy? Jak pan widzi ten teatr?
[01:06:16.87 → 01:06:17.93] B: Bo tam w tym piśmie to jest.
[01:06:19.57 → 01:06:21.23] C: Co to jest? Co pan chciał napisać?
[01:06:21.23 → 01:10:42.28] B: Dziękuję. No to tam też scenariusz był, nie to, co ja chciałem, tylko co Kieślowski chciał powiedzieć. Ja tam nic nie napisałem. Kazał mi wziąć ten długopis i udawać, że pisze czy nie, dotknąć do kartki papieru długopisem i nie. No tak to zawiesił. To dobry koniec jest tego filmu. Tak, to ostatni kawałek. Wydaje mi się, że ta postać, którą ja tam na siebie nałożyłem w jakimś sensie, bo to przecież nie byłem ja, tylko tam On się nazywał chyba Romek Januchta, ten bohater mój. Ja myślę, że on by nie napisał nic. On by nie wydał kolegi, nie napisał donosu. Prędzej by spowodował, że go zwolnią albo... No tak. Ale to właśnie Kieślowski zostawił widzowi ten wybór i to było szlachetne z jego strony, że nie stawiał kropki nad i tak zwanej. Że można... A nie, ale pamiętam, że kręciliśmy coś takiego. Zaraz to mi się przypomina. Jak się myśli, to się przypominają różne rzeczy. że on mówi w pewnym momencie, słuchaj dobra, to weź tą kartkę zmień w kulkę i wrzucimy do kosza. No to ja mówię dobra, no i tak żeśmy to robili. A może to był mój pomysł, już nie pamiętam. Krótko mówiąc miał taki wariant, żeby było jasne, że, że nie, że nie lepisz, że jest, że jest szlachetny, ale lepiej go zostawić z tą kartką papieru. Widz jest mądrzejszy niż nam, niż niektórym filmowcom się wydaje. I no taka to było. No to była przygoda dla mnie też, spotkanie z prawdziwym planem. Kieślowski był wtedy początkującym żeby nie powiedzieć debiutującym fabularzystą, bo on robi filmy dokumentalne, które są genialne. Genialne, do dziś się ogląda z zapartym tchem. I no to wtedy był dla mnie taki mało znany, starszy kolega, no filmowiec. A potem no ta jego kariera niebywała, co nie spowodowało żadnego zmiany w jego zachowaniu. Myśmy się do końca niemalże spotykali, no póki on był w Polsce. I zawsze miał dla mnie czas, jak go potrzebowałem. Więc ja mam bardzo dla niego taki Bardzo zachowałem ciepły wizerunek jego. W pewnym momencie już nawet wolałem się z nim spotykać niż z jego filmami tymi ostatnimi, bo to już za bardzo były konfekcyjne i coś tam, jak już się zaczął z Przysiewiczem raczej coś tam podbijać tę Europę Zachodnią, to już mniej mi się to tak podobało jak te filmy polskie, czy nawet niektóre momenty w dekalogu jego w tym serialu. Ale te początki były fascynujące, rzeczywiście, bo tak zaczynał... To był w ogóle taki paradokumentalny film ten personel, bo to miało być... Tam było dużo... Wszyscy byli filmowcami, którzy tam grali, ale to byli niezawodowi aktorzy. Tam Tomek Lengren był, nie wiem, Mirek Dobek, Tomek Zygadło. To byli filmowcy, ale to nie byli aktorzy, więc chyba krawcy byli prawdziwi z pracowni krawieckiej we Wrocławiu, bo oni się dokręcili we Wrocławiu. I to na tym polegało. Tam jedynym zawodowym aktorem był ten taki aktor Buffon, który drze kostium. Andrzej Siedlecki świetnie to zagrał, a reszta to byli naturszczycy, no tak to się nazywa. I ponieważ gdzieś Kieślowski mi wypatrzył na jakimś fuksówce studenckiej, czy takim balu, czy party studenckim, a wydawało mu się, że jestem bardzo podobny do niego w czasach młodości i to zdecydowało chyba. On nie wiedział, czy ja mam jakieś umiejętności jeszcze aktorskie, nazwijmy to tak, ale były próbne zdjęcia i on się zdecydował na mnie i się uparł. Ja byłem wtedy na pierwszym roku szkoły filmowej w Łodzi na reżyserii, ale jeździłem na plan i mnie bardziej interesowała ta kuchnia filmowa, jak się ustawia kamerę, co ci ludzie robią dookoła, niż to co ja grałem, bo to było dosyć proste. Ja miałem jakieś doświadczenia aktorskie, tam prowadziłem jakiś kabaret, robiliśmy jakieś sztuki. Poza tym przez osmozę od rodziców to nie było trudne. Był taki moment, że może myślałem, że może aktorem najpierw zostanę, ale potem oni mnie wyperswadowali na szczęście. Mówię na szczęście dla mnie, nie mówię, może to jest świetny zawód, ale może nie dla mnie. I także tak się to... Miałem szczęście wówczas, że akurat Kieślowski i że akurat ten film... I to jest chyba jeden z jego lepszych filmów, takich skromnych. Nie dlatego, że ja tam występuję, ale ja ten film lubię jakoś tak, przez taką szczerą świeżość.
[01:10:43.60 → 01:10:49.72] C: Przypomina troszeczkę taki film Janusza Majewskiego, zaklęte rewiry też, że młody człowiek wchodzi w
[01:10:49.72 → 01:10:53.72] B: jakiś system i poddaje to od frontu,
[01:10:53.80 → 01:10:55.34] C: tylko od tyłu, od kuchni tej.
[01:10:55.44 → 01:11:55.01] B: Janusz Majewski też jest moim mentorem takim, przyjacielem rodzinnym. Zresztą tutaj był wczoraj na premierze. To jest już bardzo, można powiedzieć, pan w podeszłym wieku taki bardzo Można powiedzieć arystokracja naszych filmowców. I też szczycę się tym, że z nim pracowałem i też u niego grałem w filmie Lekcja martwego języka i bardzo lubiłem jego filmy. I mój ojciec grywał u niego i dobre filmy właśnie miał, zawsze były związane z Januszem Majewskim. No i Zaklęte Rewiry są takim już jakby wersją taką pełnokrwistą, ekranową, fabularną, za czym Krzysiek Kieślowski nie przepadał, bo wiem, że tam coś nawet tak dobudowali, tam coś w tym personelu, bo tam trzeba było coś zmienić. topografię jakiegoś miejsca, żeby tu było okno, a nie tam, bo tam... To był wściekły, że to jest... ze którym ubudują świat, a on by chciał taki prawdziwy świat pokazywać. Więc to też było śmieszne. Ja to tak obserwowałem jako tak... Ja miałem 19 lat wtedy, więc wszystko mnie ciekawiło.
[01:11:55.97 → 01:11:56.82] C: Dziękuję bardzo za odpowiedź.
[01:11:56.82 → 01:12:14.50] B: Dziękuję. Ależ to jest oczywiste. Tylko na czym? A mamy. No ja jestem do państwa dyspozycji. Przecież po to tu jestem. Dziękuję. Dziękuję bardzo.
[01:12:14.68 → 01:12:18.06] A: Bardzo dziękujemy i zapraszamy w kuluary po autografy.
[01:12:19.26 → 01:12:19.72] B: Pozdrawiam.
[01:12:19.86 → 01:12:21.42] A: A za tydzień zapraszam do kina.

Kino w Teatrze Starym: „Szwadron”

Rok 1863. Młody rosyjski szlachcic, baron Fiodor Jeremin (Radosław Pazura) wstępuje do wojska, aby zaimponować ukochanej. Zgłasza się na ochotnika do tłumienia powstania na ziemiach zaboru rosyjskiego, licząc na szybki awans i sławę. To, czego doświadczy, będzie przyspieszoną szkołą dojrzewania, lekcją polityki i etyki.

Jedyna jak dotąd w dorobku Juliusza Machulskiego pełnometrażowa fabuła, nie będąca komedią, jedyny film historyczny. Niedoceniony w swoim czasie – w pierwszych latach po upadku komunizmu dylematy bohaterów wydawały się mało aktualne – oglądany dziś nabiera wartości. Świetną rolę Janusza Gajosa w roli zrusyfikowanego Polaka walczącego po stronie Rosjan uhonorowano na festiwalu w Gdyni.

Nagrody:
– Festiwal Polskich Filmów Fabularnych Gdynia 1992: Nagroda Prezydenta Gdyni dla Juliusza Machulskiego, nagroda za rolę drugoplanową dla Janusza Gajosa

Wróć