[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:10.26 → 00:27.36] A: Dobry wieczór, witam Państwa w Lublinie, gdzie zawsze z przyjemnością wracam. Do mych lat dziecinnych, jak powiedział poeta. [00:27.36 → 00:33.52] B: Miasto twojego dzieciństwa. Przypomnijmy, że jesteś jednym z nielicznych polskich twórców, którzy zadebiutowali przed trzydziestką. [00:34.91 → 00:35.75] A: No to już nie moja wina. [00:36.35 → 00:38.15] B: Nie, wprost przeciwnie, ale zasługa tak. [00:38.79 → 01:04.27] A: No tak, bo ja wiedziałem dosyć wcześnie, że chciałbym, no marzyłem o tym, żeby wykonywać ten zawód, ale nie wiedziałem czy mi wyjdzie, ale wiedziałem dosyć wcześnie, że chciałbym spróbować i w związku z tym się przygotowywałem. Już nie traciłem czasu na te takie wszystkie młodzieńcze poszukiwania odejścia, powroty, ślepe uliczki. Tylko ja wiedziałem, że ja chcę być na reżyserii w Łodzi, a zobaczymy co będzie dalej. [01:04.49 → 01:05.75] B: A jak było z seksmisją? [01:05.89 → 03:16.77] A: Miałem napisany scenariusz w Abanku, który się nazywał Quinto wówczas jeszcze. Po trzecim roku reżyserii, po wakacjach, pomyślałem sobie, a ponieważ moim autorytetem w dziedzinie filmu był Stanley Kubrick, który robił różne filmy w różnych gatunkach i każdy był arcydziełem. No może poza tym ostatnim, które może już to był jeden film za daleko, którego nie powinien zrobić, myślę o oczach szeroko zamkniętych. Ale wszystkie poprzednie filmy były jakimiś arcydziełami w każdym gatunku. ponieważ oni robili komedię i science fiction, i film historyczny, i fantazy, i horror, to pomyślałem, że ja też chciałbym tak. No więc napisałem Kryminał, Retro, to teraz bym chciał napisać komedię science fiction. Od razu wiedziałem, że to będzie science fiction, że komedia. No nie wiedziałem, czy mi to wyjdzie, ale najpierw miałem gatunek, a potem miałem pomysł, o czym to będzie. No i potem zacząłem czytać o prognozach XXI wieku i w rozdziale o biologii Doszedłem do... Po raz pierwszy przeczytałem opartę na genezie, czyli o tym, że można komórkę jajową zapłodnić inną komórką ciała kobiety, więc mężczyzna jest niepotrzebny. No już miałem pomysł wtedy. I tylko... To był pomysł, ale nie wiedziałem jak to ugryźć, no bo świat bez mężczyzn to jest fajnie, ale wtedy... Nawet pierwszą wersję tak napisałem, że rzeczywiście nie było mężczyzn aż bardzo długo. Tylko, że tam nie było konfliktu trochę. Można było między kobietami wymyślić konflikt, zresztą w filmie to jest, że też są te różne zwalczające się ugrupowania tak zwane. Żeby pokazać o świecie bez mężczyzn, to muszą być mężczyźni, którzy będą zwierciadłem tego świata, odbiciem. Pomyślałem sobie, że trzeba jakoś przeflancować ich tam. Co tu zrobić, żeby oni się tam znaleźli? Dwa pomysły miałem. Pomysł, że to są astronauci wystrzeleni w naszych czasach, znaczy wówczas w osiemdziesiątych latach XX wieku, którzy wracają na Ziemię. Dla nich minęło trzy lata w kosmosie, a na Ziemi już pięćdziesiąt. Ale zacząłem myśleć, jak to zrobić, jak ci astronauci będą wracali, te rakiety. O, pomyślałem, nie, hibernacja jednak. Hibernacja, zakopali ich. [03:16.97 → 03:17.99] B: Wersja oszczędnościowa. [03:18.01 → 06:23.68] A: Wersja oszczędnościowa, no tak zwane ograniczenie Problem z Małgosią Braszką, która robiła kostiumy. Jak je ubrać? To są kobiety, więc muszą dobrze wyglądać, muszą być seksi. Ale jak je ubrać militarnie, bo chciałem je ubrać tak, żeby to nie... Nie wyobrażałem, w sukienkach, no coś, ten świat musi różnić. Pomyślałem sobie, jaki jest mundur, który będąc mundurem jednak pozwala zobaczyć poza mundurem kobietę. No i wyszło mi, że to są mundury Afrika Korps, czyli 8 Armii Brytyjskiej, czyli safari, takie mundury jak nosili w czasie II wojny żołnierze w Afryce. No bo widać nogi, krótkie rękawy i tak dalej i tym podobnie. I tak to nam wyszło. I Małgosia to oczywiście już przeszła przez swoją wyobraźnię, to przemnożyła. I tak to się stało. Stanarz był gotowy w końcu 1981 roku. I nagle, gdzieś tak w 1982, jak już to przewaliło się, ta pierwsza fala, najstraszliwsza jakby. I się okazało, że no jednak będzie trzeba z tym żyć jakoś, nie wiadomo jak to długo potrwa, no ale jest kraj, no co. Nie da się zatrzymać wszystkiego, ubrać wszystkich w mundury, zagonić do wojska czy do obozów, no nie da się. Czyli trzeba żyć. No i zadzwonił ten kierownik, dyrektor wytwórni do Jerzego Kawalerowicza, który był moim producentem wówczas. Trzeba robić jakiś film, żadnego filmu. Te filmy, które tam składane, inne, polityczne, tu obalający Związek Radziecki, które jeszcze za czasów Solidarności można by było wyprodukować, tak jak przesłuchanie, no nagle zostały się znowu cenzurowane, bo przez chwilę nie było cenzury przez ten rok 81. Mówią, macie tu ten film, trzeba ten głupi film o tych kobietach zrobić taki. No i mi to było w to gra i mówię, głupi ma szczęście i mieliśmy dzięki temu możliwość wejść do produkcji w jesienią 1982, no bo to przygotowania scenograficzne, no to był dosyć długo i żmudnie przygotowany film. Może tego nie widać, bo on taki jest, no, czaśny, bo to pieniądze były takie, jakie były, mimo że to były olbrzymie pieniądze wówczas, mi się wydawało. To były pieniądze, które można było zrobić, to było z pięć filmów, z pięć filmów takich jak Babank. Seksmisa kosztowała 70 milionów wtedy, a dwa bank kosztował jedną piątą. To był debiut i to dlatego tak krótko musiałem zrobić, a to krótko to było 46 dni. Dla uzmysłowienia, dokąd żeśmy doszli z gospodarką rynkową, dzisiaj film się robi w 30 dni, czasem w 28 i to widać niestety, ale każdy dzień zdjęciowy kosztuje i dlatego nie można sobie na więcej pozwolić, ale to były czasy rzeczywiście, kiedy się Te filmy robiło gdzieś w sposób zbliżony do innych krajów może zza żelaznej kurtyny. Nie mówię o Ameryce, bo to jest odległość nie do pokonania, ale tylko europejskich. Dzisiaj jesteśmy troszeczkę z powodu braku pieniędzy zmuszeni do sprintu, a wtedy to był taki bieg przełajowy jednak. [06:23.85 → 06:33.61] B: Ten film stoi na dwóch mocnych filarach. Jerzy Szturm, Olgierd Łukaszewicz. Jak to było z obsadzaniem tych ról? Od razu wiedziałeś, że to oni będą grali? [06:33.85 → 12:30.97] A: Chciałem mieć dwa typy. Takiego polskiego macho, wszystko wiedzącego beserwisera, który kompletnie nic nie wie w zderzeniu ze światem, ale uważa, że wie wszystko. Są tacy do dzisiaj. A drugi to miał być właśnie inteligent, trochę zahukany, bo niepewny, czy ta inteligencja jest do czegoś potrzebna. I wiedziałem, że to ma być Olgierd Łukaszewicz. Dzisiaj to się wydaje, no jak to, no sztura, trzeba wyobrazić. Wiedziałem, że to będzie Olgierd Łukaszewicz, natomiast nie wiedziałem, kto ma być ten drugi. Chciałem, żeby byli, żeby obaj byli przystojni najpierw chciałem. I tak o drugim, jak piszą, bo pisząc zawsze, jako scenarzysta teraz muszę powiedzieć coś, pisząc zawsze staram się kogoś wyobrazić, no aktora najlepiej jakiegoś, bo to niekoniecznie on musi potem zagrać, tak jak tu się stało w tym wypadku, ale starałem się, wyobrazić kogoś. I myślałem o Janie Englercie ówczesnym po Kolumbach. To był młody taki polski polniumen zachowując proporcje i odległości. Na Janka Englerta nie zdecydowałem się, bo wydawało mi się, że za blisko, że to wyszło tak, że jeden jest przystojny i jeden inteligent i drugi inteligent, tylko jeden jest bardziej sportowy, a drugi jest la Mazzara, czy tam fajtłapa, jak się to wtedy mówiło. Olgierd została. Mówię, nie wiem kto ma być tym drugim. I długo, już zaczęliśmy dokumentację, już byliśmy w Wieliczce, a ja nie mam ciągle drugiej roli, najważniejszej w sumie. I pojechaliśmy, jak byliśmy w Wieliczce, to mieszkaliśmy w Krakowie i poszliśmy do Spatifu i przyszedł Jurek Sztur z Teatru Starego, tak jak tu, tylko że w Krakowie. I przyszedł po spektaklu odreagować, jak zwykle, tam na chwilę, na mnie jakiś koniak. I zobaczył nas i mówił, o koledzy z Warszawy. A wtedy się tak dużo filmów nie robiło, więc on tak zatęsknił. do filmu, mówi, to filmowcy i co robić, robicie jakieś filmy, to można robić jakieś filmy, no powoli zaczyna się coś, chyba będziemy robić. Ale nie chciałem, ja nie chciałem o nic mówić wtedy, jakoś nie byłem przekonany, nie pomyślałem w ogóle o nim wtedy, ale jak wróciłem do swojego stolika, do scenografa i do operatora, to oni mówią, ty, a może Sztur? Ja mówię, nie no Sztur, jak Sztur, Sztur gra we wszystkich komediach tych, znaczy nie komediach, tylko w kinie moralnego niepokoju, nie, chyba Sztur, nie no. Wprawdzie ja wiedziałem, że on jest zabawny, bo widziałem go w tym, Wieczór z Balladą, spotkania z Balladą, on mnie strasznie śmieszył, ale też grał te wszystkie filmy, od Wodzireja, Spokój był na półkach, ale ja widziałem jakiś film Blizna Kieślowskiego, no takie poważne rzeczy. Następnego dnia mieliśmy być rano, wszyscy pociągniem pojechać do Warszawy, bo każdy miał jakąś sprawę z Krakowa, ale Traff chciał, że, myślę, że anegdota zrobiła, że recepcjonistka w hotelu zaspała. i nie obudziła nas. No to my za anturą do... Dlaczego? Jak tak można? Pani kierowniczka mówiła, że ona też jest człowiekiem, też musi kiedyś spać, ale może nas przecież nie obudziła. Krótko mówiąc, nie było wyjścia, musieliśmy lecieć samolotem. W samolocie spotkałem Jerzego Sztura znowu, do Warszawy. Siedział przede mną i ja sobie myślałem... Nie, ja nie wierzę w takie rzeczy, że los, że tam przeznaczenie, ale mówię, ale może czasem warto uwierzyć. I siedział tak przede mną i ja tak nie widziałem, na czym on... Przywitaliśmy się, ale no siedział przede mną i tak, ja nie lubię tak zagadywać, jak ktoś siedzi przede mną, bo to jest niewygodnie, tam to musi odwracać. Ale przez cały ten lot miałem, myślałem, czy mu zaproponować, czy nie. Ale wychodząc już, mówię, no kurczę, to jest wywóz albo przewóz. I powiedziałem, ale panie Jerzy, bo my taką komedię robimy w zasadzie i czy w ogóle pana interesują komedie, bo pan gra te poważne filmy, takie, rozumiem, to takie walczące, a to takie głupie te komedie. A on mówi, nie, ja czekam na coś takiego, ja, Boże, jak ja marzę, żeby komedię wreszcie zagrać, bo ja nie jestem od komedii, ja nie lubię tych, znaczy nie powiedziałem nie lubię, nie, może to już jest nadinterpretacja, ale powiedziałem, ja czekam na komedię, bo to jest mój żywioł. No to w takim razie, mówię, no to się dobrze składa, gdyż mam ten scenariusz i on mówi, to dobrze, ja jestem, dzisiaj wprawdzie wracam do Krakowa, ale jutro znowu jestem na jakimś tam posiedzeniu szkół teatralnych, spotkajmy się. Ja mówię, spotkamy się, no dobrze. No i następnego dnia będziemy się spotkać, czy tam za dwa dni chyba, czy trzy. Krótko mówiąc, a ja w tym czasie rozpuściłem, no, sondę, no, co, sztur, mówię. I wszyscy mówią, o, sztur. Nie, sztur jest moralny niepokój, to nie. Nawet Kawalerowicz mówił, że o, nie, nie, to jest sztur. Niech Pan się zastanowi, bo to jest zupełnie z innej kategorii. Rodzina mi mówiła, nie, sztur nie, sztur nie. Ale tak mi powiedzieli, że sztur nie. A ja miałem ten scenariusz już na powielaczu, bo to dzisiaj w czasach szczęśliwcy, którzy nie znają czasów sprzed laptopów, wtedy to była masakra napisać scenariusz w sensie technicznym nawet, już nie abstrahuję od jakości. Na maszynę do pisania kalki, przebitki, poprawki, masakra. Potem na powielaczu, jak już cenzura zaakceptowała, to na powielaczu zespół filmowy drukował i miałem taki scenariusz. No ale mówię, kurczę, to jednak szturnie, to ja się muszę zastanowić. Nie, nie zaproponuję mu tego dzisiaj. I poszedłem bez tego scenariusza na to spotkanie. I on mówi, no a gdzie pan ma scenariusz? Ja mówię, no kurczę, tam w tym powielacz jeszcze coś, tam coś zacząłem kręcić. Ale widzę, że on taki był bardzo rozczarowany. Ja mówię, to ja panu opowiem, to ja panu opowiem, spokojnie, ja panu opowiem. Mamy trochę czasu tak. No i opowiedziałem mu cała scena. I już opowiadając, wiedziałem, że ja nie mogę mu tego nie zaproponować. On był tak po prostu, czytał i w ogóle widziałem, że już to jest ta postać. Ja powiedziałem, nie szkodzi, nie ma dzisiaj, już żeśmy chyba przeszli na ty. Mówi, nie ma sprawy, ja ci jutro, słuchaj, ja to natychmiast teraz poprzpieszę ich tam w tej powielarni i jutro ci przyślemy do Teatru Starego w Krakowie. No i tak się zjawił szturm w tej obsadzie. Może nie powinniśmy palić w czasie kwarantanny? Za parę dni, proszę pana, to się dopiero zacznie. Wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy. Jeszcze się panu przeje. O przepraszam bardzo, proszę uprzejmie. [12:31.45 → 12:33.13] B: Nie mogę nie spytać o Michnikowskiego. [12:33.80 → 14:07.18] A: Pomyślałem, że tak, będę robił, zrobię tak, wezmę kobietę, która jest bardziej podobna do mężczyzny później, ale będzie kobietą, która jak potem będzie mężczyzną, to ja mu podłożę głos męski. Tak zacząłem coś kombinować. Zrobiłem takie z bardzo takimi cierpliwymi, starszymi paniami aktorkami, starszymi, no w sensie, starszymi od bohaterów naszych, paniami aktorkami i tak to zrobiłem, zrobiliśmy te pudne zdjęcia. Ja zrobiłem tą przemianę głosu i tego i pomyślałem sobie, że to jest jakaś głupota. To musi być facet. który ubrany jest na kobietę i który mówi damskim głosem, a potem wraca do swojego. No i kto to może być? No i nie wiem, czy tam, nie wiem, który drugi reżyser, Bożena Michalska, która jest dziś, wtedy też była żoną Kazimierza Kaczora, która mówi, słuchaj, ja miałem fajne do czynienia z Wiesławem Michnikowskim przy Janie Serce. To jest super aktor, niewykorzystany. No Michnikowskiego to oczywiście znałem, no bo kto go nie znał z kabaretu starszych panów i teatru. I mówię, no Michnikowski oczywiście, on ma taką łagodność, delikatność kobiecą. No i poszedłem mu to zaproponować, a akurat miał jakieś badania w szpitalu. Przychodzę do tego szpitala, a oni mówią, no ja chcę pana Michnikowskiego, to był jakiś rządowy szpital, ale wpuścili. Mówią, gdzie pan? No i niech pan idzie na drugim pierwszym tam, na wydziale położniczym leży. Ale ja mówię, no to dobrze. I on mówi, widzi pan jak się przygotowuje? Okazało się, że nie mieli gdzie go położyć, więc tylko dlatego. [14:07.22 → 14:07.90] B: Dokumentacja. [14:07.98 → 14:13.42] A: Tylko miał izolatkę, miał tam. No więc wiedziałem, że to jest on. No i tak się stało. [14:13.62 → 14:21.92] B: Gdzie nasze święte jabłka? Zbeszcześcili rezerwat przyrody. Zeżarli nasze święte jabłka. [14:22.54 → 16:47.59] A: Święte? Te psiary święte? Małe jabłuszka. Kto mi je zwróci? Co to jest szczęście? Pierwszy raz miałem do czynienia z cenzurą rzeczywiście przy tym filmie i wezwano mnie po pokazie tym koledacyjnym. Pierwsza rzecz, to co kazali wyciąć, to jak na konferencji prasowej z Kupelweiserem, Sztur mówi, że tam przetrwamy coś i tak podnosi palce i on potem te palce rozkładał na V. No oczywiście to był podpucha do cenzury, że wiadomo było, że to wytnę i oni mówią, że tak to trzeba wyciąć, bo na tą literę nie zaczyna się żadne polskie słowo, mówią cenzor. Ja mówię, no ale przecież to jest Victory. To nie jest niemieckie słowo, ale mówi, że to jest niemieckie, bo to niemieckie było V, Wiktoria na wszystkich pociągach. Ja mówię, no tak, ale jeszcze też Churchill to pokazywał i mówił, że to jest Wiktoria. To nie jest niemieckie. No okej, to wyciąłem. A drugą rzecz, którą bardziej mi szkoda, to tam jest taka scena, kiedy uciekają już Max i Albert i otwierają się drzwi i jest celniczka, która mówi po niemiecku, proszę, proszę paszporty do kontroli". No więc w oryginale to było po czesku. I to była pasowa kontrola pasy prosimy. No i oczywiście to nie mogło się, to nie mogło przejść. A ja mówię, ale dlaczego? To wie pan, to nie może przejść. Jakoś to, ale mówię, ale przecież co jest? Nie, nie, nie, nie. To niech to będzie, ja mówię, to musi być granica. Ja chcę zaznaczyć, że to jest, to jest kilka tych państw, że to nie jest jeden kraj, to niech będzie po francusku. Po francusku. Ja mówię, nie, to po francusku, to dlaczego po francusku? My nie mamy granicy z Francją, może to niech będzie po niemiecku. On mówi, no dobrze, ale po zachodnioniemiecku. To był wyjątkowo głupi cenzor, chociaż oni nie wszyscy tacy byli, ale to był na przykład taki cenzor, który jak potem wyjeżdżałem do Stanów na stypendium, to był początek, raczkowanie, kaset VHS, były takie czasy. I ja to gdzieś musiałem mieć zezwolenie ze stęplami, że taką kasetę sobie robię i potem wywożę ją. I potem, z powrotem ją oczywiście wiozę, z powrotem. A co potem? Pytam się tego cenzora, a on mówi, co potem? A ja mówię, co co potem? No co z tą kasetą mam zrobić, co potem? A on powiedział, zniszczyć. No więc taki to był cenzor. To było i śmieszne, i straszne. Dzień dobry. [16:47.91 → 16:58.32] B: Kontrola pasów. Proszę o wyjaśnienia. Do dialogów choćby, bo mówiłeś o tym, że aktor w pewnym momencie zaczyna widzieć... [16:58.32 → 17:22.54] A: No tu szczególnie, tu szczególnie dużo i myśmy mieli... ten scenariusz był tak napisany rzeczywiście na taki science fiction, takimi mówili... Jak przyszedł Jurek Sztur ze swoim mówieniem, z krakowskim akcentem i z tym takim... z tą taką dezynwolturą i radością życia, no to wiedziałem, że to musi być... to on musi mówić mi tym językiem, nie inny wymyślony postać. Tam pewne rzeczy były zapisane tam, ale... [17:22.54 → 17:23.72] B: Zostałem Jolkę na przykład. [17:23.82 → 19:54.55] A: To nie, to na planie. Zostałem Jolkę na planie, ale cyganie cycki też sobie przykładają, to też on tą wymyślił na planie. Znaczy Jolkę ja wymyśliłem, a on wymyślił te cycki. Cała ta scena jak z lamią rozmawia, że ty masz te fakultety coś, a tu trzeba jak zwierzątka. To była zupełnie inna scena, nawet nie pamiętam jaka. Jaki tam był dialog. Ale myśmy usiedli dzień zanim ujechaliśmy na plan. Usiedliśmy pamiętam w barze wytwórni w Łodzi i mówię Jurek to trzeba, bo myśmy cały film już zrobiony mieli. Wiedzieliśmy, że to musi być inaczej napisane. Ten dialog był jakiś papierowy. No i usiedliśmy i napisaliśmy razem tą scenę. No mnóstwo takich jak on tam te rzeczy, aha jak były te dzieci z probówki i on mówi, że były tak jajo o jajo i tam w probówce. To ja mówię Jurku, to powiedz, nie przy jedzeniu jak była kochana. No i on to zagrał. I tak było cały czas. Nasi tu byli, no to było też, że przynieśli butelki różne. Jak scenografowie czy tam rekwizytorzy przynieśli mi butelki do wyboru. Jaką chcesz butelkę? Mówią. Bo tu było w scenariuszu, że ma być kalosz i butelka. Myślałem wódka, no nieważne. Ja widziałem, że to jeszcze czas, żeby się zastanowić. I jakbym powiedział wino tam, czy wódka wyborową, to bym przynieśli wódkę wyborową, może też by na to wpadł. Ale jak zobaczył to wino patykiem pisane, to powiedział, nasi tu byli. No i tak to się stało. No i tak było często, bo ja to często, często się odważam takie rzeczy prowadzać na planie, bo idę, no kierunek wschód, to musi być jakaś cywilizacja, to też tego nie było w scenariuszu. A to już ja wymyśliłem. Jak sobie zobaczyłem, oni tak wychodzą i tak idą i tak zrobiliśmy próbę i oni tak idą i tak idą w tych skafandrach i tak mówię to coś, co oni muszą powiedzieć. No i to mi wpadło do głowy. Także trzeba mieć głowę otwartą. Może mnie ratowało to, że jestem też scenarzystą, więc to mi było łatwiej, bo nie zawsze reżyser może mieć scenarzystę na planie. Góra czy dół? Dół. To były żenujące sceny, rzeczywiście, jak pani stripteaserka zawodowa w windzie miała się rozbierać. Cała wytwórnia stanęła. Wszyscy mężczyźni byli na tej hali. Tam są takie pomosty, jak tu, balkony, tylko że większe. Były zapchane. Była cisza, jak makiem zasiał. Czuło się, żeby tylko przełykanie śliny słychać było. I ona była zażenowana. Zawodowa stripteaserka była zażenowana. [19:55.01 → 19:58.25] B: Dlaczego się tak patrzycie, siostry? Mam dwa kilo nadwagi. [19:59.03 → 20:31.57] A: spotkałem się z Czesławem Miłoszem w San Francisco i on zobaczył tą seksywizję i chciał się ze mną spotkać. Nie to, że on chciał i mnie szukał, odwrotnie było. Ja przez swoich przyjaciół amerykańskich do niego się dotarłem i oni go spytali, czy zechciałby się ze mną spotkać. Kumuję mu z dziwieniem i powiedział tak. No i jak się spotkaliśmy, to go spytałem oczywiście, mówię, jak pan myśli, panie profesorze, że to przeszło w ogóle, A on powstawił diagnozę, która moim zdaniem jest najtrafniejsza do dziś, że zadecydował chłopski antyfeminizm władz PRL. [20:33.29 → 20:36.37] B: A kiedy się dowiedziałeś, że zrobiłeś film antyfeministyczny? [20:36.77 → 23:17.61] A: To też w Ameryce. Tam Ameryka bardzo była dla mnie takim miejscem, gdzie wyedukowałem się w przyspieszonym tempie, bo z dumą pokazywałem ten film na różnych festiwalach, przeglądach i w Minnesota pamiętam. Tam też był właśnie Jerzy Kowalerowicz z Austerią, a ja byłem z Sexmission. I później taki był zwyczaj tam na tym przeglądzie, że widzowie pisały takie kartki, to jest taka sytuacja w amerykańskiej kinematografii, kiedy jak producent nie jest pewien swego, to pokazuje publiczności film, o którym on o nic nie wie i potem prosi, żeby na kartkę napisali, czy się podobał, czy ten aktor, co zmienić, takie rzeczy. I oni potraktowali te nasze filmy europejskie w ten sposób i ja dostałem Cała masa tych wyników na tych kartkach i z przerażeniem, znaczy ze zdziwieniem bardziej, to mi w sumie mało przeraża, ale ze zdziwieniem zobaczyłem, że ten film jest uznany za film antyfeministyczny, że powinien być zakazany, bo jest szkodliwy dla ludzi, tak jak film Narodziny Narodu, rasistowski film znany, historyczny film z początku wieku XX, a dlatego powinien zakazany być, bo bo tak jest manipulowany widz, że nawet te feministki były po stronie mężczyzn i to się im nie podobało, ale zdawały sobie sprawę, że są manipulowane i takie były dezyderaty tam, więc ja nie wiedziałem, ja zrozumiałem wtedy, że oni patrzą na te filmy na innych płaszczyznach w ogóle, oni nie rozumieli politycznych odniesień i to rzeczywiście była prawda, bo potem do tego filmu kilka razy podchodził ktoś Ten film był znany, on był tam po tych różnych wytwórniach jeździł. Jak jest film oglądany w Hollywood, to zaraz jest ktoś, kto opisuje to dokładnie, żeby szefostwo miało bank danych. I kilka razy miałem propozycję robienia jakiegoś tam remake'u. Nie do końca to zawsze wychodziło z powodów tego, że oni z jednym czasem się mówili, czy to wystarczy. Taki antyfeministyczny za bardzo ten film jest. A cała ta sfera polityki, no to u nas już nawet nieatywalna, więc to ich to nie dotyczyło. Zdałem sobie sprawę, że zrobiłem coś niegrzecznego. Przeczytałem później po latach książce Agnieszki Graf o tym filmie. ta grupa co chodzi na te manifestacje, Manifa. Manifa podebrała kilka haseł z tego, że Kopernik był kobietą. Bardzo się cieszę, więc to jest zadośćuczynienie, że naprawdę nie miałem złych intencji, co mnie nie usprawiedliwia, ale po prostu nie mogłem, nie pomyślałem, że może tak to być odebrane. [23:17.95 → 23:21.51] B: Ale jaka siła przekonywania, nawet feministki były po stronie mężczyzn. [23:22.21 → 23:24.95] A: No to było straszne, to tak jak narodzili narodu. [23:30.28 → 23:33.28] B: Eee!
Kino w Teatrze Starym. „Seksmisja” TVP Kultura
Czerpiąca z Orwellowskiej antyutopii ironiczna komedia o dwóch mężczyznach uwięzionych w totalitarnym świecie, zamieszkiwanym i rządzonym przez kobiety, w stanie wojennym dawała nadzieję na wyjście z opresji, dzięki solidarności opozycjonistów mimo woli i zdrowym instynktom przedstawicielek władzy.
Dziś aluzje polityczne nie są ani tak istotne, ani – zapewne – tak czytelne, ale nie zestarzał się duch wolnościowej rewolty, a uwyraźniły się (podobno niezamierzone przez twórców) uszczypliwości pod adresem feministek. A przede wszystkim – pozostała brawurowo zrealizowana wizja przyszłości (scenografia Janusza Sosnowskiego!), wyśmienite aktorstwo Jerzego Stuhra i Olgierda Łukaszewicza, precyzyjny scenariusz i mistrzowskie dialogi, z których część przeszła już dawno do potocznej polszczyzny. Magdalena Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym