Tryb wiązania: strict

Staramy się pokazać tylko najmocniejsze trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:00.67 → 00:01.39] A: Dobry wieczór.
[00:01.55 → 00:11.59] B: Jak widzicie, Damian Kocur odsłania zasłonę i po prostu wchodzi sam na scenę. Myślę, że te oklaski jeszcze raz, bo jednak gość z daleka do nas przyjechał.
[00:12.09 → 00:15.59] A: Witam ponownie, bo tu może strzęści.
[00:15.59 → 01:57.15] B: Tak, właśnie to nasze spotkanie było reklamowane zdjęciem ciebie na tle tej błękitnej kurtyny, więc wiedziałam, że już miałeś okazję. Drodzy Państwo, spotykamy się po filmie. To spotkanie jest przede wszystkim dla Was, więc jeśli będziecie mieć pytania i komentarze, to zachęcamy. Ja się za chwileczkę do Was zwrócę w tej sprawie, żeby jak najszybciej jednak to spotkanie właśnie poszło w stronę spotkania, a nie dialogu, bo powtórzę się, my o kinie rozmawiamy już od 10 lat na wielu festiwalach. Przy okazji wszystkich filmów Damiana mieliśmy okazję rozmawiać również przy okazji tego filmu. Również o stanie kina polskiego mamy różne tematy, które się pojawiają. Dlatego ja zacznę od szczegółu. Wiem, że to nie jest typowe, żeby zacząć spotkanie od szczegółu, ale kiedy rozmawialiśmy o tym filmie, to o to nie zapytałam, a dalej chciałabym cię o to zapytać. Bo ten film, będziemy rozmawiać o tym, o czym on jest, kogo w nim spotykamy, gdzie. Ale on ma refren i bardzo jestem ciekawa pomysłu na ten refren, bo dla mnie te wzburzone fale, rozbijające się obrzeg, są z jednej strony kojące, a z drugiej strony bardzo niepokojące. Więc chciałam cię o to zapytać, bo to jest taki szczegół, który może nas poprowadzić do dalszych różnych odkryć. ale teraz, kiedy oglądałam ten film drugi raz, to bardzo mnie omen omen uderzyło. I chciałam cię zapytać o to, na jakim etapie przyszła potrzeba właśnie tego... przerywnika, oddechu, refrenu, czy właśnie jednak wciągania nas jeszcze głębiej w te odmęty psychologiczne i właściwie sytuacji.
[01:57.31 → 01:57.81] C: Powiesz o tym.
[01:57.93 → 03:28.61] A: Ja myślę, że te fragmenty, one dobrze działają w kinie tylko i wyłącznie, bo one na laptopie jak się ogląda film, to one działają po prostu jako taki zwykły przerywnik, a tam jest bardzo dużo pracy włożone w taką dźwiękową sferę przede wszystkim. One były od początku wymyślone, one były w tekście nawet. Bo ja szukałem jakiejś takiej, nie chciałem pokazywać lawy, wybuchu, wulkanu, bo to by było zbyt oczywiste. Pomyślałem sobie, że ta woda nakręcona w takim zwolnionym tempie, ona jak się rozbryzguje, to ona bardzo przypomina w ogóle taką rozbryzgującą się lawę. Więc było poszukiwanie jakiejś takiej, takiego symbolu też może. A poza tym, no wiesz, dla mnie też kino jest taką sztuką audiowizualną, a nie koniecznie tylko fotografowaniem tekstu. Szukałem takich rozwiązań wizualno-dźwiękowych, które wprowadzą jakąś atmosferę. Na niektórych działają te rzeczy, na niektórych nie. To była forma jakiegoś tam eksperymentu, powiedzmy. No i uznaliśmy z montażystą Salanym Zajerem, że to jakiś, tak jak wspomniałeś, rodzaj może dobrego refrenu do tego, żeby przerywać rzeczy, żeby nie wprowadzać takich typowych, jak w filmie się robi, tak zwanych ujęć ustanawiających, czyli że nagle widzimy wycież pęso szersze kadr, widzimy ten hotel albo widzimy coś, że po prostu ja unikam bardzo takich rzeczy i staram się zastępować jakimiś albo czarnymi planszami właśnie, albo jakimiś takimi refrenami wizualnymi.
[03:30.31 → 03:49.63] B: Na mnie to mocno podziałało, jednak miałam okazję obejrzeć ten film na rzutniku, z dobrym dźwiękiem i to faktycznie dużo robi, bo ta audiosfera jest bardzo niepokojąca, to nie jest tylko dźwięk morza, to nie jest morza szum ptaków, śpiew, tylko raczej narastający niesamowity niepokój.
[03:50.33 → 04:12.06] A: Nie wiem jak tu na sali, ale Esercha2, który robił, jest reżyserem dźwięku tego filmu, on wprowadził taki rodzaj bardzo, takiego niesłyszalnego niemal tonu, który który ciało odczuwa, ale my go nie słyszymy i który wprowadza bardzo dziwne, właśnie stąd może ten niepokój, ale wiem, że to bardzo zależy od po prostu systemu dźwiękowego w danym kinie, czy to się przenosi, czy nie.
[04:13.20 → 04:55.88] B: Dobrze, to idźmy od tego szczegółu już bardziej w stronę opowieści, ale znowu z takiej perspektywy, o którą też nie zapytałam. Państwo oczywiście pewnie będziecie mieć zaraz swoje pytania. Chciałam zapytać też o tak zwany geniusz Loci, bo ten film powstaje w bardzo konkretnym miejscu, są to wyspy kanaryjskie. Jestem ciekawa na ile to, że trafiasz właśnie tam, wpływa na weryfikację tego, o czym myślałeś wcześniej, kiedy ten film powstawał w myślach, w pisaniu, które też jest częścią tutaj procesu. Na ile to miejsce zmieniło podejście do tego, o czym będziecie opowiadać? A może tak nie było w ogóle? Ciekawa jestem.
[04:56.26 → 08:41.28] A: Na pewno bardzo dużo scen było efektem moich podróży na ryfie jeszcze w czasie pandemii. Ta wespa była bardzo pusta wtedy, mi się tam udało jakoś wyjechać. I na przykład ta scena z tymi dziewczynami, które tańczą na tej róże, ten pole dance, to jest scena taka, autentycznie widziałem coś takiego dokładnie w tym miejscu, I wiedziałem, że chcę to mieć w filmie i później musiałem po prostu znaleźć tylko uzasadnienie jakieś do tego, też takie nieoczywiste. I to też wynikało trochę z castingu i z tego kim jest Sofia, jak wygląda i tak dalej. I jakiś taki generalnie problemu z jej fizycznością. Też dojrzewającej nastolatki, która się zmienia i tak dalej. Więc sporo jest takich rzeczy w tym filmie, które są efektem po prostu mojego obcowania z tym miejscem i z tymi ludźmi. No i sam wulkan jest takim elementem tej wyspy, który gdzieś wydało mi się... Myśmy mieli propozycję na przykład kręcenia w Grecji, ale ja mówię, no nie no, w Grecji to oni mogą wsiąść z samochód, nie? Bo to jest łatwiejsze po prostu. Nie ma tej komplikacji takiej. Wyspę Kanaryjską to jest najbardziej oddalona część Europy od kontynentu. No i to wymaga już latania głównie, znaczy można oczywiście promem, ale to trwa też dni całe i jest mało efektywne i trzeba z dużym wyprzedzeniem zrobić. No więc, no sporo takich rzeczy chyba wydaje mi się. Już teraz, zresztą już jest od momentu, kiedy ja zacząłem pisać ten film minęły 3 lata, bo 3 lata temu się zaczęła wojna, nie? I ja ten tekst napisałem jakoś powiedzmy w marcu, w kwietniu, taką pierwszą, tam 2042 roku, mamy 25 rok, więc sporo czasu minęło, ale także nie pamiętam tam wszystkich jakichś takich rzeczy, które gdzieś tam, że implikowała ta obecność tej w ogóle wyspy, ale że takiego miejsca, które jest daleko, okrożone oceanem, które jest miejscem wypoczynku, ale jednocześnie może być więzieniem, jak dla bohaterów trochę. No i na pewno cały wątek imigrancki jest też po prostu Gdybym to kręcił w Grecji, to tego prawdopodobnie by nie było w takim... może w ogóle bym tego tam nie zauważył, ale to co się dzieje obecnie teraz na Wyspach Kanaryjskich, to jest jakiś absolutny kataklizm, nie? Bo ilość łodzi, która przypływa tam i łodzi, która nie dopływa i gdzieś ludzie kończą po prostu na Oceanie Atlantyckim, bo prądy są tam bardzo zwodnicze i część z tych łodzi, jeśli wysiadają tam silniki, one nie dopływa i po prostu znajdują dziesiątki ciał u wybrzeży w Brazylii na przykład. Ludzie po kilku miesiącach dopływają gdzieś tam, więc to wydawało mi się, bo też były takie dyskusje, czytałem kiedyś taki artykuł w Okopresie, dwie Ukraińki wypowiadały się na temat mojego filmu i powiedziały, że nie do końca w ogóle się identyfikują z tym wątkiem, że nie rozumieją w ogóle tej paraleli tych imigrantów z Afryki i siebie jako uchodźców. Dla mnie ten element tego zderzenia, tego utraty domu był dla jednej i drugiej strony łączący. Był takim linkiem, że chciałem to po prostu zatrzymać i wydaje mi się, że gdyby nie że ludzie, których nie było w ogóle na teneryfie, mogą nie mieć takiego tak silnego poczucia, że to są rzeczy do połączenia. Ja to jednak miałem, więc też pewnie pod tym względem ta wyspa wpłynęła na ten wątek.
[08:41.62 → 09:01.02] B: Szczególnie, że tutaj spotykamy osoby, które z sekundy na sekundę przestają być turystami, a stają się właściwie uchodźcami, czy osobami właściwie, które chciałyby wrócić do domu, ale nie mogą, czyli są w drodze, która niekoniecznie może wyglądać tak, jakby chcieli. Mam na myśli oczywiście rodzinę.
[09:01.02 → 10:13.12] A: To był jedno z haseł w ogóle dziewczyny, z którą przeprowadzałem taki wywiad, bo rozmawiałem z wieloma Ukraińcami, których wojna została na wakacjach i ona właśnie powiedziała, że ona sobie, że życzy by nie pomyślała, że w zasadzie z dnia na dzień stanie się, turysty stanie się uchodźcą, że to jest ogromny przeskok jakiś taki. I ona mi też powiedziała i co wydawało mi się bardzo łączące te dwa wątki właśnie afrykański i ten ukraiński, że ona powiedziała, że oni ze stresu w tych pierwszych, pierwszego dnia zjedli wszystko co mieli do jedzenia. Oni byli w Hiszpanii akurat gdzieś tam na kontynencie. Ona mówi, że ona po prostu objadła się wszystkim co było. Później się zorientowali, że już nie mają nic do jedzenia i w zasadzie nie mają tutaj pieniędzy, bo mieli wracać, a tutaj już I to jest ta sama przyczyna, ale z powodu której giną ludzie na tych łodziach. Bo ja rozmawiałem z tym Mike'iem i on mi powiedział, że głównie ludzie giną dlatego, że z euforii, ale też ze zlęku i z tego stresu objadają się strasznie, jedzą i wypijają wszystko na tych łodziach w ciągu pierwszych dwóch, trzech dni. A te łodzi płyną około tygodnia, więc niektórzy po prostu już są pozbawieni możliwości uzupełnienia płynów i dlatego umierają. Więc to gdzieś podobne reakcje takie psychologiczne działały na ludzi.
[10:15.06 → 10:25.66] B: Dziękuję bardzo. To jest porażający wątek. Nie miałam pojęcia, że takie rzeczy są też związane właśnie z sytuacją osób na łodziach, więc myślę, że to warto sobie...
[10:25.66 → 11:43.84] A: No i też wątek power banków, który jest eksploatowany w tym filmie, bo to jest coś, co... Bo my też... To jest w zależności od kraju, w którym film jest pokazywany. Wydaje mi się, że w Polsce mamy najlepszy kontakt, Wyraźny kontekst tego symbolu, którym jest Power Bank, to jest w sytuacji uchodźczej po prostu rzecz, która ratuje ludziom życie w lasach po prostu białoruskich i polskich. To jest coś, co było w stanie uratować życie. Ludzie byli w stanie wysłać pineskę ludziom, którzy ich ratowali, przenosili jedzenie i tak dalej. Ludzie pozbawieni dostępu do telefonów z rozładowanymi bateriami po prostu umierają. Ja też się złapałem na tym, ale np. jak pokazywałem film gdzieś, to było chyba w Marrakeszu i tam był chłopak z Singapuru, to on w ogóle nie wiedział co to jest power bank. Nam się wydaje to tak absolutnie naturalnym urządzeniem, z którym większość z nas chodzi przynajmniej jak idziemy w góry albo gdzieś wyjeżdżamy na wakacje, żeby mieć dodatkowe źródło zasilania. Bardzo dużo rzeczy w światu, w którym my żyjemy też bardzo wpływa na interpretacje i to, co czytamy w filmie, a czego możemy nie przeczytać.
[11:44.52 → 13:41.60] B: Nawet mamy tę sytuację, kiedy nasza rodzina z braku właściwie zajęcia wybiera się na tę wycieczkę pod wulkan i tam też używasz takiego bardzo mocnego moim zdaniem wizualnie momentu, kiedy oni wyłaniają się z takiej mgły, a ja kiedy oglądałam ten film pierwszy raz sobie myślę, Hej, czy taka mgła w ogóle jest możliwa w tym miejscu, że nagle mam wrażenie, że jesteśmy przeniesieni metaforycznie przynajmniej do sytuacji trochę innych podróżujących przybyszów, czy osób, które zmagają się właściwie z przebiciem się przez jakąś trudną sytuację, więc to też działa na takim poziomie. Oni oczywiście nie mają power banku, więc tam się ich te telefony rozładowują, mam na myśli bohaterów filmu, więc to taki dodatkowy element. Ale to, o czym teraz rozmawiamy, to jest jednak to, co ty wyciągasz bardzo mocno z rzeczywistości. Już państwo sami słyszycie, że to wynika z rozmowy, a to wynika z obserwacji. Trafiamy do sytuacji, która wydaje się być fikcyjna, jednak jest to wymyślona rodzina. pomogę może pod tym względem, że rodziców faktycznie grają aktorzy, że jest to sytuacja pewnej umowności, ale z drugiej strony tak wiele w tym filmie jest rzeczy rzeczywistych, realistycznych i do tego są osoby, które są aktorami nieprofesjonalnymi, a przy okazji myślę, że w takiej kolejności są też dziećmi. Więc chciałabym cię zapytać o budowanie tego filmu właśnie z tych dwóch połączeń, czyli tego co wymyślone i tego co tak bardzo rzeczywiste. Co tutaj było największym wyzwaniem? Bo zahaczam o młodych aktorów, bo mówi się od dziesięcioleci, że najtrudniejsza jest praca. z młodymi aktorami na planie, czyli z dziećmi, a tutaj mam wrażenie, że to zupełnie, przynajmniej w tym efekcie, który widzimy, i mówię nawet nie tyle o Sofii, bo o niej myślę, że porozmawiamy również, ale też o Fedirze, który jest po prostu żywym srebrnym.
[13:41.78 → 17:26.68] A: Jest po prostu sobą, jest dzieckiem, które w filmie mało widać prawdziwych dzieci, bo się im nie daje po prostu wolności, bo się ich reżyseruje. Dziecko nie można reżyserować, dziecko nas reżyseruje. To znaczy, ja byłem ciągle reżyserowany przez Fedira i ciągle musiałem się dostosować do jego potrzeb. I w momencie, kiedy on po prostu... To były dosłownie minuty w ciągu dnia, kiedy on był, że tak powiem, do wykorzystania, bo jemu się bardzo szybko nudziło w ogóle. I był duży opór w ogóle często z jego strony też, że już... Pierwsze trzy dni to była absolutna fascynacja. Wtedy dużo scen powstało na szczęście takich, w których potrzebowaliśmy w dużej energii. A później trzeba mu było ciągle zapewniać jakieś rozrywki, żeby on utrzymał ten poziom po prostu zainteresowania, bo później jak już widział kamery, to już po prostu ziewał i mu się nic nie chciało. A jednak musiał na tym planie spędzić trochę dni. Ale dużo takich jest, jak pytałaś o tę rzeczywistość, to dużo jest takich scen, w których myśmy go przyłapywali na prawdziwych sytuacjach, na prawdziwych emocjach. Jego płacz jest oczywiście jego prawdziwym, naturalnym płaczem. Z innego powodu oczywiście, to co nam się wydaje w filmie, że jest jakieś napięcie budowane przez rodziców i on go nie wytrzymuje, on w bucha płacze, a Sofia próbuje go uspokoić. Ugryzł się w język po prostu na plaży też, bo grając w piłkę, więc to też, przecież ja bym tego nie, on tego nie zagrał, bo ja bym go nie wyreżyserował. Akurat byliśmy z kamerą wtedy na statywie i ja tylko podreżyserowałem tę scenę i pokazałem tam biec Romanowi, a później Nasti na końcu, jako tej macosze, która ma najmniejszy kontakt z dziećmi. Po prostu zrobiłem takie interwały w puszczaniu ich tam do niego. Było już sporo w ogóle takich rzeczy, które... Scena z fajerwerkami i reakcja Sofii, to też jest oczywiście rzecz, której byśmy się w ogóle nie spodziewali, bo myśmy się zorientowali, podobnie jak ona dopiero jak usłyszała te fajerwerki, że ona ma po prostu syndrom, jak się nazywa post-traumatyk, PTSD, czyli posttraumatyczny syndrom. W sensie, że zareagowała bardzo nerwowo na te fajerwerki, bo przyjechała z Kijowa i po prostu jej się to kojarzyło z wybuchami, więc wpadła w absolutną panikę i myśmy musieli gonić z tą kamerą po prostu. I ten jej płacz jest autentyczny. I ta scena wydawała mi się tyle mocna, że postanowiłem ją, że jakby przepisałem w ogóle koniec scenariusza zupełnie, bo ten film miał się zupełnie inaczej kończyć. No i takie rzeczy wpływają. Ja po prostu idę za tym, co jest po prostu prawdziwe. Nawet jeśli na ekranie niektórym może się to wydawać jakby konwencją znowu, że coś jest zagrane, ale ja wiem, że to jest prawdziwe i dla mnie jest prawdziwe, to ja idę za tym, co dla mnie, co mi się wydaje prawdziwe i co mnie porusza, bo ja oczywiście bardzo chciałbym, żeby państwo poruszył ten film, ale on też, ale w związku z tym, że robię kino autorskie, to też cenię sobie takie sytuacje, w których... Ja robię kino też dlatego, żeby samemu coś z tego mieć, nie? Oczywiście, żeby jak najwięcej osób z tym też mogło jakby w tym uczestniczyć i robię oczywiście filmy dla ludzi, bo jakby bez widowni nie ma, w ogóle kina nie istnieje i to jest bez sensu robienie tego wtedy. Ale ja bardzo lubię po prostu takie sytuacje, w których czuję, że sam czegoś doświadczam i później staram się za szeroką cenę przenieść to doświadczenie też na ekran. I licząc na to, że część przynajmniej z publiczności też złapie się na ten taki szczególny moment.
[17:27.92 → 18:25.69] B: Wiem też, że ważne są dla ciebie spotkania z tymi ludźmi, których później spotykamy my w twoich filmach. Tak było w przypadku filmu Chleb i sól. zawsze w przypadku twoich filmów krótkometrażowych, które oczywiście wszystkim serdecznie polecam. Jeśli państwo nie znacie wcześniejszych dokonań Damiana, to naprawdę warto, bo tam wykuwała się stal, czyli ten sposób pracy z aktorami nieprofesjonalnymi chociażby, już zaczynał się właśnie w filmach krótkometrażowych. I chciałam zapytać o spotkanie z Sofią, bo o tym też nie mieliśmy okazji rozmawiać. Myślę, że to dla Państwa też jest interesujące. Sofia została zresztą nagrodzona za tę rolę podczas festiwalu w Gdyni. To było takie zwrócenie uwagi na wasz film, bo jest po prostu niezwykłą obecnością tutaj, postacią na ekranie. I chciałam cię zapytać o spotkanie z nią. Skąd ona w ogóle? się wzięła? Możesz trochę o tym powiedzieć?
[18:25.91 → 20:05.91] A: Ona się wzięła tak bardzo przypadkiem, bo myśmy wcześniej nakręcili taki 15-minutowy, króciutki film w Kijowie z jej siostrą, która jest aktorką i też idąc metodą w ogóle taką swoją, czyli jakby wciągania do filmów ludzi, którzy są w prawdziwych relacjach z bohaterami moimi, ludzi, których kastinguje, zapytałem, mówi, przydałaby się taka scena, ona rozmawia z siostrą i zapytałem czy ma siostrę i Elera mówi no tak mam siostrę Sofiję. Myśmy nakręcili taką scenę w ogóle jak ona rozmawiała w pokoju no i ta Sofija była świetna no po prostu wystarczyło włączyć kamerę i powiedziałem o co chodzi ona to robiła i tam nie czułem zupełnie fałszu w tym. I zrobiliśmy dwa duble może i to też trzeba było szybko kręcić bo to był czas kiedy bombardowano mocno kijów więc kręciliśmy to na dziesiątym piętrze wieżowca więc mieliśmy trochę pietra w ogóle że za chwilę trzeba będzie ciągle no ale na szczęście Oczywiście był pośpiech też taki duży. I się cieszyłem, że to się udało w tym drugim take'u. I pamiętam, że jak robiliśmy casting do Wulkanu, to Anastasia Solonowicz, która była współreżyserką tego krótkiego filmu, powiedziała mi, że szukasz tej dziewczyny, tej nastolatki, a co z Sofiją? Ja mówię, o kurczę, przecież my te komperły, w ogóle o niej zapomniałem. No i ja po prostu zadzwoniłem do Sofii i powiedziałem jej, że chciałbym, żeby ona zagrała w filmie ponometrażowym, a ona powiedziała, że nie, że jest w ogóle niezainteresowana, że ona nie jest aktorką, ona nie chce wiązać swojego życia z aktorstwem i ona chce studiować anglistykę i że dziękuję, do widzenia.
[20:06.37 → 20:12.43] B: To jedyna osoba we wszechświecie młoda, która mówi nie, film nie interesuje.
[20:13.81 → 23:09.68] A: Dużo ludzi odmawia i najczęściej ci ludzie najbardziej mnie interesują. A ci ludzie, którzy najczęściej od razu się zgadzają, to są zupełnie nieinteresujący. Jakoś tak jest. Przynajmniej jest w moim doświadczeniu. Chociaż nie zawsze, ale... Czyli parcie na szkło nie jest dobrym prognostykiem. Ona po prostu... Ale ona też miała... Okazało się podczas... Ona zaczęła czytać, bo ja nie dawałem scenariusza, oni czytali scenariusz, jak już przyjechali na wyspę, spędzili tam tydzień razem, żeby się zasymilować ze sobą. jakoś poznać lepiej, jako rodzina. Ja dzień przed zdjęciami im pozwoliłem przeczytać scenariusz. I Sofia czyta ten scenariusz i mówi, ale ja lubię swoją bohaterkę. Ja mu mówię, no bo w zasadzie to jesteś ty, bo ja na podstawie tego, jak na tyle na ile cię poznałem, napisałem tą postać, że nie lubisz pokazywać jakby do końca swoich rzeczy, tam ciała i tak dalej, bo ona mi powiedziała, że ona była po prostu przez całe życie z tego powodu prześladowana, jako dziewczynka w szkole. Mówi, że jest nieatrakcyjna, że jest gruba, ble, ble, ble, nie? I pamiętam taki bardzo mocny moment, że ja pokazałem jej jedną scenę, którą nakręciliśmy trzeciego dnia zdjęciowego i ona po prostu zobaczyła ten fragment i powiedziała, ja nie lubię się tutaj. I poszła do pokoju i następnego dnia jej siostra, która też jej tam pomaga, Lera, powiedziała, wiesz co, Sofia płakała pół nocy po prostu. Ja mówię, ale co się stało? Ona mówi, no bo ona w ogóle nie lubi się w ogóle oglądać w tym filmie. Ja mówię, Boże, ja zrobiłem straszny błąd, że jej to pokazałem w ogóle, ale nagle przychodzi Sofia na śniadaniu i rozmawiamy. Ja mówię, Sofia, strasznie Cię przepraszam, ale naprawdę jakoś chciałem dobrze, a ona mówi, nie wiesz co, mi się wydaje, że ja po prostu dzięki temu filmowi mogę zacząć się w końcu akceptować, że ja będę się musiała z tym zmierzyć, z tym kim jestem i wiem, że mnie będą ludzie oglądać, że sama się będę oglądała. I sobie pomyślałem, że jeśli taki film jest w stanie zmienić życie przynajmniej jednej osoby, takiej nastolatki, która całe życie ma jakąś niewygodę z tym jak wygląda, no to jest już bardzo dużo dla mnie. I ona faktycznie po tej nagrodzie w Gdyni, ona w ogóle, to myślę, że ten film bardzo zmienił jej życie i postrzeganie siebie przede wszystkim, bo takie życie zawodowe jej pewnie się nie zmieniło, bo kino ukraińskie jest chyba jeszcze bardziej powiedziałbym takie mainstreamowe i klasyczne, nawet jak u nas, że po prostu raczej jest system aktorski i tam się nie pracuje z aktorami nieprofesjonalnymi, więc ona nie dostała do tej pory żadnej propozycji. Film wchodzi jutro na ekrany w Ukrainie, więc być może ktoś ją zauważy, ale do tej pory po prostu nikt nie jeszcze. Ale tak samo było w przypadku moich poprzednich filmów, że Tymoteusz i Jacek i tak dalej, Chyba epizody dostały jakieś tam propozycje później.
[23:10.85 → 23:11.85] B: I Dawid.
[23:11.98 → 25:45.63] A: Dawid właśnie. Ale to jest pewien problem i wydaje mi się, że... A z kolei Anastasia Karpianka, jeśli mogę rzucić jeszcze taką ciekawostkę, to mi się bardzo... Czyli Macocha. Ona wygrała Locarno, bardzo ważny festiwal, rok wcześniej za najlepszą rolę kobiecą, też zagrała w ukraińskim filmie. Ja byłem przekonany, że będzie mi się dobrze z nią pracować, ale okazało się w ciągu pierwszych trzech dni, że mi się z nią koszmarnie pracowało, że ona zupełnie nie rozumiała mojej metody. Ona musiała mieć tekst, a ja pracowuję na improwizacji. Ona nie potrafiła improwizować. I ja byłem załamany i ona była załamana. I ona mi po tej pierwszej części zdjęć powiedziała, Damian słuchaj, ja widziałem przez te pierwsze trzy dni, że nie spełniam twoich oczekiwań, że jesteś bardzo wymagający. i że nie wiedziałem co z tym zrobić i pomyślałem sobie, że albo po prostu sobie wsadzę ego swoje aktorskie do kieszeni i się poddam jakby temu co ty chcesz, albo po prostu no nie wiem, no rozpłaczę się i po prostu będzie koniec. No i na szczęście zrobiła to pierwsze. I później jak wróciliśmy na zdjęcia na ten RFP po miesiącu, bo zrobiliśmy taki miesiąc przerwy na montaż, to ja jej napisałem jak byłem w Polsce, że bardzo bym chciał, żeby na zdjęcia wróciła ona, Anastazja Karpienko właśnie, bo ja tylko chcę Ja potrzebuję jej, nie potrzebuję jakiejś postaci, którą ona będzie grała. Nie potrzebuję postaci Anastazji, Macocha. Ja potrzebuję, mówię, ciebie. I ona mi wtedy powiedziała, słuchaj, ja się zorientowałem, że w wieku 42 lat nie wiem, kim jestem. Że jestem aktorką z dorobkiem i jestem dojrzałą kobietą z dzieckiem i ty jesteś pierwszym reżyserem, który mnie poprosił o to, żebym ja była sobą. A ja się nagle zorientowałem, że ja nie wiem, kim jestem tak naprawdę. I to było dla mnie wstrząsające, że można w ogóle Jeszcze w pracy z aktorem, bo jak się z naturczykami pracuje, to tam różne rzeczy się pojawiają. Ludzie, dotykasz się jakichś ich traum, jakichś lęków i tak dalej. Ale takiego warsztatu aktorskiego, czyli obecności swojej, osobowości włożonej w swój zawód, że można jeszcze takich rzeczy dotknąć, tego się nie spodziewałem. To było dla mnie mocne doświadczenie. Myślę, że dla niej też. I wiem, że ona zmieniła swój stosunek trochę do swojej pracy. Że jej się bardzo ciężko teraz pracuje. w Ukrainie, bo ona znowu jest poproszona o to, żeby być tu panią lekarz, tutaj panią prokurator i tam ona nigdy nie może być sobą. A Roman z kolei, on bardzo, mimo że to jest aktor dramatyczny... To jest
[25:45.63 → 25:47.13] B: aktor wcielający się w ojca.
[25:47.37 → 26:16.96] A: Ojca, tak. Mimo że to jest, on grał Maję Kleczewskiej w Hamlecie, to jest aktor znający język polski i też teatralny aktor, To on w ogóle, on był taki, jak był przed kamerą, tak był później po prostu z nami poza kamerą. To jest absolutnie ten facet. I Maja Kleczewska, jak zobaczyła pod wulkanem, to powiedziała, nie wiem jak ty to zrobiłeś, ale ten facet to jest normalnie Roman. To jest ten gość, którego ja znam. Ja mu po prostu pozwoliłem być sobą i on się dobrze czuje ze sobą, więc on został sobą w tym filmie.
[26:17.28 → 26:32.90] B: Drodzy Państwo, zachęcam zatem do zadawania pytań. Jak widzicie, my różne Tematy poruszamy, ale czy są takie, o których wy byście chcieli porozmawiać? Może chcecie o coś zapytać? Od scenariusza przez plan?
[26:32.96 → 26:35.20] A: Można skrytykować, można rzucić pomidorem.
[26:35.20 → 26:50.88] B: Ja jestem szybki, będę unikał. Będzie nam miło, jeśli się włączycie. Pani macha wyraziście, za tobą Aniu. Pani zawsze zadaje jakieś pytania, ja już Panią pamiętam.
[26:52.32 → 26:55.08] D: Ale ja czekałam chwilę, żebym nie była pierwsza.
[26:56.44 → 26:57.34] B: Ktoś musi zacząć.
[26:58.10 → 28:44.05] D: Powiem szczerze, że nie planowałam dzisiaj pytać, bo przyjechałam tutaj, wiedziałam na co jadę, wiedziałam o czym jest film. Nie czytałam recenzji, bo staram się tego nie... Nie czytałam jakichś pogłębionych recenzji. Natomiast w zasadzie od pierwszej sceny było we mnie takie zdziwienie, dobre zdziwienie, aż się boję powiedzieć. to o czym myślę, bo dla mnie to był film o wojnie w Ukrainie, o sytuacji uchodźców, o kryzysie, kiedy zewnętrzny świat wchodzi w nasze życie, ale dla mnie ten film był przede wszystkim film o relacjach, o rodzinie, o rodzinie tworzonej, notowało mnie przez pół filmu albo może i cały film pytanie, a co z tą matką? Bo do końca ta sprawa nie jest wyjaśniona, czy ona odeszła, czy ona umarła, raczej chyba to drugie, ale powtarzam, jak gdyby nie chodzi mi w tym momencie o odpowiedź na takie pytania, ale dla mnie to jest film o relacjach w rodzinie, trudnej rodzinie, o tym braku porozumienia, Z drugiej strony o lęku o każdą z osób i o siebie nawzajem i to jak jakikolwiek kryzys, no tutaj mamy do czynienia z kryzysem wagi największej chyba, ale jak każdy kryzys jest w stanie zachwiać rodziną i pytanie na ile ta rodzina, jeśli to jest rodzina, na ile przetrwa?
[28:45.61 → 31:30.25] A: No to chyba Czy ten film ma konstrukcję otwartą i taką formę otwartą? Więc ja zadaję to samo pytanie, które pani zadaje. Ja nie udzielam odpowiedzi. Czy dla mnie scena, w której tego płaczu Sofii, kiedy słyszę te fajerwerki, to jest scena o potencjalnej utracie drugiego rodzica, czyli pozostaniu sierotą tak naprawdę. Bo ona już matki nie ma prawdziwej, jak się dowiadujemy pod koniec filmu w rozmowie z Romanem. I ona zaczyna sobie zdawać sprawę, że ojca też może nie mieć za chwilę. Więc dla mnie to jest film o utracie. O utracie kraju, o utracie rodzica. Jednego, być może drugiego za chwilę. Trochę braku akceptacji wobec świata, w którym się żyje. Co się stanie z rodziną? No nie wiemy. Jakby nie dowiadujemy się. Dlatego wydaje mi się, to co mi się wydaje zawsze w kinie ważne i ciekawe, to wtedy kiedy ja nie widzę jakichś jednoznacznych gestów po prostu na końcu, nie? Są takie filmy, które się kończą gestami takimi, że ktoś, nie wiem, po prostu się przytula na przykład do siebie, nie? Czy są jakieś takie, czy całuje, czy... czy to jest jakiś rodzaj po prostu pojednania jakiegoś takiego. Ja lubię filmy, w których my nie wiemy w ogóle, że zostajemy z jakimś pytaniem w głowie i wychodząc z kina my sobie cały czas zadajemy to pytanie, co się właściwie wydarzy, albo co się wydarzyło i staramy się szukać odpowiedzi na te pytania. Dlatego bardzo się starałem zrobić film, który nie daje za dużo odpowiedzi, który się Dla niektórych to jest oczywiście jakaś wada tego filmu, że się ślizgają po powierzchni. Zostawiam takie pytania, że ten Wojtek, wątek z Majkiem to jest w ogóle jakiś taki nierozwinięty, że wszyscy się spodziewają, że będziemy mieć jakiś roman z tą Sofią. Nie ma, po prostu znika, jedzie do innego obozu, go przenoszą, to jest życie po prostu. I tak dalej, i tak dalej. Ja nie powiedziałbym, że się, bo tam czytałem kiedyś taką recenzję, że tam ktoś napisał, że się ślizgam po powierzchni tematów, które dotykam albo w zasadzie nie wiem, czego dotykam. Ja bardzo wiem, czego dotykam, tylko to jest kwestia tego, jak się też ogląda ten film i na ile jesteśmy gotowi na taką indywidualną pracę nad treścią w sobie, a na ile po prostu jesteśmy, oczekujemy po prostu podawania interpretacji obrazów.
[31:31.04 → 31:45.64] D: Ja powiem, że ja na tego typu filmy mam swoje określenie i jeśli mówię, że film lub książka jest nieoczywista, to w mojej klasyfikacji jest to najwyższa ocena, więc ja dziękuję za ten nieoczywisty film.
[31:45.68 → 31:46.12] A: Bardzo dziękuję.
[31:46.14 → 31:51.00] D: I za te wszystkie obszary różnych interpretacji różnych spraw. Dziękuję bardzo.
[31:51.02 → 35:26.31] A: Dziękuję. Ja myślę, że Ja myślę, że też ostatnio rozmawiałem, byłem we Wrocławiu dwa dni temu, też miałem pokaz. To był z kolei pokaz dla publiczności głównie ukraińskojęzyczne, bo to był taki cykl filmów ukraińskich i jakby w ramach tego cyklu był pokazywany nasz film. I tam też rozmawiałem z moją znajomą i ona mi powiedziała, bo nie wiem czy państwo wiecie, ale ten film był polskim kandydatem do Oscara i ona mi powiedziała, że to jest jakby że zrobiono mi jakąś dużą krzywdę w ogóle tym, czy tam filmowi, czy mnie. Wydaje mi się, że bardziej filmowi, że się oczekuje od takiego filmu, który ma nominację, który ma tą, jestem polskim reprezentantem, z tych wybranych jestem iluś filmów, czegoś takiego, czego ten film po prostu nie mógł dać, że on jest utkany jakby z innego rodzaju opowiadania. Ja sobie tak pomyślałem, że, znaczy ja nigdy o tym nie myślałem w tej kategorii, ona mi to jakoś tak uzmysłowiła, że to jest jakiś taki, że do niego się podłączyły jakieś takie duże oczekiwania wobec tego w ogóle właśnie jego rozmachu, jakiegoś takiego, nie wiem jak to nawet nazwać, ale to w ogóle totalnie nie jest to kino, które mogłoby gdzieś tam się znaleźć w tych filmach, które są albo bardzo mocne wizualnie, są w jakiejś konwencji silnej. Albo dają jakąś odpowiedź. I myślę, że bardzo dużo, ja widziałem nieprawdopodobne filmy, jeżdżąc z wulkanem po festiwalach, oglądając filmy kolegów, koleżanek z różnych krajów. I muszę powiedzieć, że te najciekawsze filmy to one, dla mnie przynajmniej, one nigdy się nie znajdą na tych listach Oscarowych, a przynajmniej większość z nich nie. Bo to są trudne rzeczy, małe takie raczej. Był piękny izraelski film, czy palestyński w zasadzie, w zasadzie taka skomplikowana to była produkcja, bo to był film zrobiony przez palestyńczyka, żyjącego w Haifie w Izraelu, więc w zasadzie nie wiadomo było, jak był duży problem polityczny z tym filmem. Happy Holidays, jeśli będą Państwo mieli okazję zobaczyć, to bardzo polecam. I to też jest film, który w ogóle Nikt nie słyszy, ale ten film ma nieprawdopodobną pasję festiwolową. Jak już się znajduje na jakimś festiwolu, to najczęściej go wygrywa. Ja dostałem nagrodę za reżyserię na festiwalu w Marrakeszu, a w Happy Holidays Skandera Coptego wygrało ten festiwal. To znaczy, że to są takie filmy, które raczej się nie przedostaną do większej dystrybucji. Ja dostałem pieniądze na następny film. To też będzie film, który będzie dotyczył wątek imigrancki uchodźczy, bo to jakoś mi chodzi też o spółgłowia. Myślę, że to jest ważne. Ale też mam poczucie, że każdy kolejny film, który będę robił, będzie pewnie jakoś skromniejszy. I pewnie będę wracał do jakichś takich rzeczy... Wydaje mi się, mniej mnie interesuje szukanie na zewnątrz, coraz bardziej mnie szukanie interesuje do wewnątrz. Nie chodzi o to, żeby robić takie hermetyczne filmy o sobie, nie? Nieznośne, artystyczne, bo to w ogóle nie o to chodzi. Ale na przykład wiem, że Mateusz Pakuła miał się tu pojawić jutro, ale z jakiegoś powodu się nie pojawił reżyser teatralny, który zrobił świetną książkę, jak nie zabiłem swojego ojca, jak bardzo tego żałuję.
[35:26.91 → 35:28.47] B: Ale był tutaj z tą książką.
[35:28.51 → 37:43.72] A: Był, tak? Ja z Mateuszem rozmawiałem na temat tego, Zapytałem go, czy on jest w ogóle zainteresowany ekranizacją tej książki w jakiś sposób. I on akurat po projekcji mojego filmu jakoś tak zaczęliśmy rozmawiać o tym, a to już zrobił książkę o jakimś bardzo swoim doświadczeniu, o takim bardzo rodzinnym doświadczeniu. U umierania taty. U umierania taty. A ja właśnie przyjeżdżając niedawno do mojego domu, jeszcze się zespoileruję tak szczęśliwie, że mój ojciec jest zdrowy absolutnie, Ale my jesteśmy z Mateuszem z jednego rocznika. Jesteśmy w 83 rok. I ja przyjeżdżam do domu i widzę mojego ojca i mówię, tata, co ty jesteś taki chudy jakiś, bo dawno go nie widziałem. Mówię, co ty jesteś, jest okej? On mówi, nie no, jest okej. Poszedł na wagę i się zważył i faktycznie waży tyle, ile zwykle, więc mi się wydawało, ale ja rzeczywiście się przestraszyłem i od razu potem napisałem do Mateusza. Bo myślałem sobie, że ja jestem w tym wieku, kiedy odchodzą rodzice, moich przyjaciół, znajomych, rówieśników właśnie. powoli. My się musimy mierzyć z tym poczuciem utraty właśnie. Być może zrobiłem podświadomie wulkan też o tym utracie rodzice z innych powodów oczywiście. Ale czuję, że gdzieś będę szukał chyba jeszcze mniej. I wydaje mi się, że żyjemy w tych czasach, kiedy jest trudno sfinansować film artystyczny i taki autorski i będziemy musieli po prostu poruszać się w coraz mniejszych budżetach, bo do niedawna filmy, które były robione za 100 milionów dolarów, to trzeba je zrobić za 10 milionów dolarów. I to się często udaje też, To jest oczywiście okupione ogromną pracą, jakimiś wyrzeczeniami i depresją twórców. Jak brutalistę polecamy, zresztą Sky'ą chyba ten film. Ja nigdy nie będę miał 40 milionów dolarów, tak jak Corbett, na zrobienie filmu prawdopodobnie. Natomiast 40 milionów złotych, bo to 10 milionów dolarów. Dlatego sobie pomyślałem, Chodzi o to, żeby jakieś szczere rzeczy robić cały czas, żeby znajdować po prostu może małego widza, niedużą publiczność, ale taka, która bardzo przeżyje te rzeczy. Tak bym chciał przynajmniej.
[37:44.30 → 38:40.71] B: Pani ma pytanie, proszę bardzo. Chciałabym do tej rodziny wrócić, Chociaż jest to rodzina patchworkowa i mi się wydaje, że jak gdyby każda z tych osób w ogóle nie pasuje do siebie. Dla mnie to tak jakby te osoby nagle zostały zlepione razem, ale w zasadzie to i też brakuje tam jakiejś więzi też między nimi takiej głębszej. A chciałabym wrócić jeszcze do tych fajerwerków. bo raczej dzieci lubią fajerwerki, bo to dla nich coś kolorowego, jeszcze coś tam strzela, a tutaj mamy zupełnie inny odbiór. I chciałabym zapytać, bo ten film był kręcony już, kiedy te osoby grające już miały jakieś doświadczenie w swoim kraju, całej tej sytuacji. Czy to przeszkadzało, czy pomagało?
[38:41.83 → 40:58.51] A: W tym przypadku to pomogło, ta reakcja Sofii to była właśnie ta reakcja na strach, bo ona przyjechała z Kijowa i kręciliśmy ten film dokładnie rok temu w lutym. Dokładnie w tym, tego dnia mieliśmy już zdjęcia. To było bardzo ważne, żeby dla nas zrobić ten film w lutym, bo wtedy jest też największy karnawał w Europie, ten drugi na świecie po Rio, po brazylijskim karnawale i musieliśmy to też złapać, po prostu ten bawiący się świat w połączeniu z tą wojną. Wtedy, dokładnie w 22 roku to wyglądało tak samo, Mało osób się przejmowało, gdzie tam na Kanarach się będą przejmować wojną w Ukrainie. Więc to jest doświadczenie Sofii, właśnie ten lęk przed bombami, który się tam objawił w tej scenie. A na przykład w przypadku Anastasji Karpienko, lęk przed utratą męża, bo jej mąż jest od trzech lat na froncie. I ona była cały czas po prostu w telefon, miała gdzieś obok. I to też utrudniało czasami pracę, bo ona nie potrafiła się skupić, bo ona po prostu boi się tego. o tą bliską osobę, więc była cały czas gdzieś tam, próbowała być w kontakcie z nim, a on często też nie miał zasięgu oczywiście, bo on się ma dobrze, żyje, był niedawno w domu, z tego co wiem, no ale były takie rzeczy, które wpływały bardzo na pracę na planie, ale dla mnie było ważne to, żeby nie pogłębiać traumy tych ludzi, żeby nie robić filmu, który eksploatuje wojnę, i pokazuje ludzkie cierpienie w taki eksploatujący sposób i robi z tego film, bo takich filmów się robi dużo. Ja uważam, że to jest nie do końca etyczne. Tym bardziej, że jestem Polakiem, nie doświadczyłem tej wojny. Ja nie mam prawa moralnego, wydaje mi się, dotykać tych rzeczy i eksploatować tego cierpienia. Ja ich przeniosłem w tym czasie na zdjęć na bardzo bezpiecznego miejsca. Bezpieczniejszego niż Kijów czy Iwano-Frankisk, z którego pochodził akurat Roman. No więc oni doświadczali tej wojny, ale też tylko tak jak bohaterowie mogli doświadczać, czyli czytają coś w telefonie i oczywiście wiedzieli, że wrócą do tego. Roman wrócił do Kijowa i siedzi cały czas, od początku wojny wszyscy zostali w Ukrainie.
[40:59.13 → 41:18.53] B: Jeszcze jedna rzecz zwróciła moją uwagę. Sofia w rozmowie ze swoją koleżanką słyszy, że A po co tam jechali? Przecież mogli przewidzieć, że coś takiego się wydarzy. Czy można takie rzeczy przewidzieć?
[41:19.34 → 42:40.91] A: Ja bardzo dobrze zdokumentowałem w ogóle tą psychologię, która się działa między ludźmi wtedy. Ukraińcy, którzy zostali i ci, którzy wyjechali akurat wcześniej, na przykład na wakacje, byli bardzo często oskarżani w jakimś przypływie lęku, strachu, złości tych, którzy zostali, że oni coś wiedzieli, że oni uciekli, że oni coś musieli wiedzieć, że przecież wiedzieliście, że to była zwykła ucieczka. To jest jakiś rodzaj traumy, która się przenosi później w taką przemoc wobec drugich ludzi, którzy są tak samo jak my ofiarami, ale są w trochę lepszej pozycji z różnych powodów. Wydaje mi się, że to jest teraz coś, co powoduje takie duże rozdarcie w ogóle w Ukrainie, czyli to, że jest to kraj o największych dysproporcjach ekonomicznych na tym kontynencie. Ilość bogatych osób, które wyjechały, bo stać było na to. I cała ta reszta tych ludzi, którzy musieli tam zostać, bo ich po prostu niezwyczajnie było stać na łapówki. To jest coś, co powoduje ogromny kłopot w ogóle z utrzymaniem morali teraz w armii. bo niestety pieniądze bardzo zniszczyły ten kraj, nie tylko ten, ale i ten bardzo nierównomierny ich dystrybucja pewnie.
[42:42.65 → 43:05.75] B: Drodzy Państwo, czy jeszcze jakieś pytania? Zachęcam, komentarze, tak jak mówiliśmy wcześniej, wszelkie rzeczy, które Was nurtują. Czy Państwo się tu namawiacie, macie jakieś pytanie? Nie. O, tutaj Pani ma. Czy Pan będzie też chciał o coś zapytać? Tak, to pan i pani, to jak sobie życzę. Dobrze, to później pan, dziękuję.
[43:06.61 → 43:45.79] E: W filmie pada, padają na początku filmu pytanie o normalności. Prawda? Tam jest tak, normalni ludzie, ona pyta, Sofia, a jacy to są normalni ludzie? I to też już jest, prawda, że ktoś jest taki, ktoś jest taki, ktoś jest inny. albo jeszcze jak rozmawia z tym Majkiem, dobrze mówię, proszę mi powiedzieć to, że on się tam upierał, że to Brad Pitt grał, a nie Leonardo DiCaprio. To tak wymyśliła, kto wymyślił to?
[43:45.91 → 43:46.63] A: Ja to wymyśliłem.
[43:46.73 → 43:47.69] E: Bardzo fajnie.
[43:48.21 → 44:00.11] A: To było akurat w tekście. Natomiast to normalni ludzie, to jest typowe, typowo rozmowa nastolatki z rodzicem i ten taki język właśnie.
[44:00.41 → 44:05.99] E: Tak, tak, bo ona tutaj bardzo dobrze gra, kiwa głową.
[44:06.17 → 44:39.47] A: I ona jeszcze mówi, osoby z niepełnosprawnością. I ktoś zwrócił uwagę, przecież nikt tak nie mówi, mówi się niepełnosprawni. A Sofia mówi, nie, mówi się osoba z niepełnosprawnością, ja tak będę mówić na tym planie, tak jak się mówi. Jak się mówi osoba taka, osoba taka, osoba studencka, wiecie, w tym jakby nowym języku w ogóle, który jest gdzieś przez tę generację używany. Ale Roman na przykład, właśnie jako ten dziaders, z mojego rocznika, to on z kolei mówi, jacy tam, to normalni ludzie. Normalni, co to znaczy normalni? Tacy jak my, bo to wiadomo.
[44:41.50 → 45:13.97] E: No i właśnie w tej scenie, gdzie jest ten ocean, to rzeczywiście ta głębia tych fal, to duże wrażenie, że to jednak, ja też kojarzyłam to z tym, co się właśnie tam dzieje, z tymi wybuchami, z tym ogromem tej fali. Nawet też miałam takie skojarzenie, że jak maszerują na tym, znaczy maszerują, no tak zrozumiałam, czy idzie ta parada, To tak jakby szła parada wojskowa. Takim ja miałam skojarzenie.
[45:14.61 → 45:21.39] A: Ciekawe bardzo. Nie wpadłem na to chyba. Ale jest coś takiego wojskowego w tym marszu.
[45:21.71 → 45:47.78] E: Tak, dokładnie. I to jest jakby tu pod żołnierskich nóg. I tam jest jeszcze ładnie powiedziane właśnie przez Sofię i przez Majka. Właściwie on powiedział, patrząc na ten ocean, opowiedział historię i właśnie też o stracie przyjaciela. miliony pewnie takich już teraz jest sytuacji, może przesadziłam, że widzą to samo innymi oczami.
[45:48.34 → 45:55.32] A: Ten tekst akurat jest jego tekstem, jest przypadkiem. Wydaje mi się to bardzo trafne w ogóle.
[45:56.82 → 45:58.94] E: I może, no nie wiem czy ja to powinnam, może nie.
[45:59.76 → 46:00.32] A: Jeszcze raz?
[46:00.43 → 46:28.70] E: Nie wiem, czy powinnam powiedzieć, bo teraz jeszcze jakoś skojarzyłam, że on był ciemnoskórym człowiekiem i ten ocean też był w tym momencie czarny. I ta cała historia, kiedy oni płyną dla Europejczyka czy kogoś, kto nie zna, nie zgłębia się, może nie jest zrozumiała, ale to tak jak w życiu, nie powinno się oceniać kogoś, kto...
[46:28.70 → 47:31.08] A: Ja długo szukałem tej postaci, bo bardzo trudno było znaleźć chłopaka angielskojęzycznego, oni wszyscy są z Senegalu prawie, ale on się urodził w Ganie i później mieszka chwilę w Senegalu, więc mówił i w Wolof, i po francusku, i po angielsku. Jak z nim rozmawiałem i on mi opowiadał o tym, jak przypłynął do Europy i zapytałem go, co było najgorsze, co było najstraszniejsze. On mówi, najstraszniejszy jest ocean w nocy. Po prostu ta czerń. Mogłem sobie tylko wyobrazić, bo nigdy nie widziałem i mam nadzieję, że nigdy nie zobaczę czegoś takiego, ale faktycznie dla tych ludzi, którzy często też nie potrafią pływać, to jest w ogóle coś przerażającego, bo to jest takie limbo, które zabiera, jakiś rodzaj piekła, do którego się wpadnie. Woda ma taką temperaturę w Atlantyku nawet latem, że po kilkudziesięciu minutach człowiek umiera z hipotermii. Więc to się często też tak kończy, że po prostu ludzie wpadają do wody, bo są fale i tak dalej i też umierają.
[47:31.58 → 47:37.44] E: A jeszcze, już tak kończąc, o tego wykonawcy, który śpiewał na końcu tak pięknie.
[47:37.92 → 48:44.32] A: To jest jeden z chłopaków, który tam siedział, jeden z tych Senegalczyków i on po prostu czekając na ujęcie tak sobie śpiewał. Ja mówię, Jezu, jaki ty pięknie śpiewasz. A on mówi, no bo ja sobie tak śpiewam czasami, wiesz. I ja zrobiłem po prostu taką scenę, I ja nie wiedziałem tak naprawdę, gdzie tę scenę użyję, bo jej w ogóle nie było w tekście. I później pomyślałem sobie, długo się zastanawialiśmy z montażystą i współscenarzystką, Martą Konarzewską, czy w ogóle, jak kończyć ten film, czy go kończyć na scenie Sofii. Ale ja później pomyślałem, że jeśli ten film ma być w jakiś sposób bardziej uniwersalny i bardziej mówić ogólnie o problemie po prostu utraty domu, nie tylko wojny w Ukrainie, bo ta wojna mam nadzieję, że się skończy niedługo. i głównie Ukraińcy będą o niej pamiętać, bo Europa już powoli zapomina o tej wojnie, to łapie, łączy chyba wszystkie te wątki, na końcu ten śpiew wydaje mi się. Myślę, że to była dobra decyzja, może mi się po jakimś czasie zmieni. Ale to jest taka rzecz, która też powstała w jakiś sposób przypadkiem.
[48:45.08 → 49:08.09] E: Ja uważam, że to jest super, ciekawe bardzo zakończenie, bo rzeczywiście to, jak Sofia nie może już z bólu, z tego cierpienia znieść, to rzeczywiście wskazywało na koniec filmu, a ten akcent, właśnie tak jak tutaj reżyser mówi, pogłębił jeszcze te różne utwory.
[49:08.11 → 49:10.29] A: Jest to jakiś epilog powiedzmy. Tak, dokładnie.
[49:10.41 → 49:20.03] B: A nie jest też taką sceną kompletnego dyskomfortu, z którą byśmy bardzo się poczuli. Jednak jest trochę odbicia, a to chyba jest nawet w trudnej okolicy.
[49:20.03 → 49:24.07] A: Chociaż ja wolę zawsze zostawić w dużym dyskomforcie, widzę, jakby wolałbym, ale...
[49:24.07 → 49:29.35] B: Ale w chlebie i soli finał na scenie taki też jest, otwierający z oddechem, też jest muzyka.
[49:29.35 → 49:30.45] A: Tutaj śpiewa, tam gra.
[49:30.83 → 49:44.77] B: Tak, będą kiedyś pisać o tym teksty, muzyka, a kino Damiana Kocura, jak się jeszcze trochę więcej nazbiera, żeby można było szeroko to zarysować. Czy zechciałaby pani podać mikrofon do tego pana tutaj? Dziękuję bardzo.
[49:45.09 → 49:45.83] A: Dziękuję za pytanie.
[49:46.42 → 51:49.45] C: Trochę osłabłem już może w zapale, ale jeżeli chodzi o ten niezamierzony efekt, to widocznie coś w tym jest, ponieważ miałem podobne tutaj odczucia jak pani, że rzeczywiście ta maszerująca kolumna nie tylko chodzi o ten wydźwięk radości, ale również o ten rytm tej kolumny może być dotkliwy dla tych osób, którzy dotykają czegoś, co jest związane z wojną, z wojskiem, z czymś, nie wiadomo, czy z wojskiem maszerującym z Rosji, czy z Ukrainy, trudno powiedzieć, ale dotkliwe. To tak na marginesie. Jesteśmy przyjaznym, w związku z tym nie przygotowaliśmy się do dyskusji, do twórczości, przepraszam pana, ale taka jest ogólna uwaga. naturalna taka, taki odruch i sympatia idzie w stosunku tego, w kierunku wątku ukraińskiego, w kierunku wojsku tego wątku emigranckiego, to jest naturalne. Jako człowieka to jest naturalne. Czy może przy tym filmie, czy może rozmawiając z aktorami, czy też może z tą społecznością hiszpańską, żeby było prościej może, czy może również mają swoje przemyślenia takie ogólne, czy zawsze Czy to w ogóle się dzieje? Czy są jakieś naczynia połączone? Czy ratując jeden świat, powiedzmy wątek ukraiński, wątek imigrancki, czy zawsze on jakoś się musi przenikać? Czy te światy muszą jakoś zapłacić? Mówię teraz powiedzmy o tym wątku hiszpańskim, czy w ogóle o tym wątku społeczeństwa, tego świata, gdzie nie ma wojny. Czy to się jakoś przenika? Czy to jedno czerpie z drugiego? Czy to tylko w jednym kierunku? I czy w ogóle ci aktorzy w jakiś sposób mają takie przemyślenie? Wiem, że to nie jest czas, bo to jest ich krzywda. I czy w ogóle jako autor można zauważyć, że te światy w jakiś sposób muszą czerpać jeden z drugiego? Czy to są moje takie luźne, zbyt daleko posunięte pytania, wątpliwości, które nie są na tym etapie jeszcze?
[51:49.70 → 54:59.51] A: Ja nie wiem, czy ja dobrze zrozumiałem pytanie, ale dla mnie przede wszystkim było ważne to, żeby pokazać samotność człowieka w innej kulturze też, w tym sensie, Ja się zorientowałem, że to nie chodzi o to, że to musi być tylko wojna, w której Ci Ukraińcy są niezrozumiani, będąc w innym miejscu gdzieś na świecie wtedy, bo rozmawiałem z wieloma z nich i oni mieli poczucie ogromnej samotności. Oczywiście w Polsce to wyglądało inaczej, bo to był jakiś taki bardzo duży odzew. Im dalej na zachód, tym mniejsze zainteresowanie, to jest naturalne. W Ameryce Południowej w ogóle nie ma tego zainteresowania. Miał pokaz film na festiwalu w Sao Paulo i tam dla ludzi w ogóle to było takie bardzo też nowe, że taki wątek jest opowiadany, że ta wojna w Ukrainie, że oni wiedzą oczywiście, że tam jest wojna i tak dalej. Dla mnie przede wszystkim to jest film o samotności w tym sensie, że mi się wydaje, że nie trzeba mieszkać w innym kraju, czy być w ogóle wygnanym z powodu wojny, żeby czuć obcość, albo czuć po prostu taką dysproporcję obok innego człowieka, jakby odmienność od niego, bo wiecie państwo, to jest tak, że na przystanku autobusowym siedzi jedna osoba, która przeżywa jakąś ogromną tragedię, a obok siedzi osoba, która się świetnie bawi i jakby na tym też polega, szczególnie w tym świecie, w którym żyjemy, gdzie coraz więcej jest tej samotności, bo coraz gorzej się ze sobą komunikujemy, coraz mniej ze sobą rozmawiamy. I to powoduje, że po prostu my nie widzimy drugiego człowieka. Jacek Leociak, badacz Zagłady w ogóle, człowiek, który się zajmuje tematem Holokaustu od wielu lat, teraz gdzieś komentuje to, co się dzieje w gazie. On napisał taki post na Facebooku kilka dni temu, gdzie napisał o tym, że te media społecznościowe, internet... Może zacznę od tego, że mamy bardzo podobny gen do małego Bonobo. które jako jedyne z człowiekokształtnych, powiedzmy, potrafią wytworzyć społeczność. Znaczy, są tam jakieś hierarchie społeczne, panuje jakiś rodzaj. I to znaczy, że one mają empatię rozwiniętą bardzo silnie. I one ją rozwijają w ogóle ewolucyjnie. A okazuje się, że człowiek tą zdolność do empatii coraz bardziej traci. Przez ten świat, który sobie wyhodowaliśmy, przez media społecznościowe, Wybory w Stanach, wybory Trumpa to jest efekt tego, co się dzieje, co wytworzył Internet i jak bardzo ludzie przestali się ze sobą komunikować. I być może to jest też trochę o tym, że nie trzeba jakichś bardzo dużych wydarzeń, żeby nie zrozumieć cierpienia innego człowieka. Wystarczy, że się nie rozmawia z drugim człowiekiem i nawet czasami nie wiemy, co się dzieje u sąsiada, jaką tragedię przeżywa, bo ludzie po prostu coraz mniej ze sobą rozmawiają. Nie wiem, być może to jest satysfakcjonująca odpowiedź na pytanie, bo... Dziękuję.
[54:59.61 → 55:35.70] B: Mnie się to zrymowało z billboardami, które na moim osiedlu się pojawiły, które brzmią bodajże, może państwo je widzieliście. Ja nie wiem, czego to jest reklama, ale czegoś na pewno. Dlaczego czujemy się obco wśród swoich własnych sąsiadów? Więc jeśli nawet sprzedaż jakiegoś produktu jest opatulana tym, o czym ty mówisz tutaj w kontekście swojego filmu, ale też tego, o czym rozmawiamy, to już naprawdę jest mocny sygnał, że nad empatią warto by było przeprowadzić jakiś trening. Kino jest tym miejscem, gdzie faktycznie ten trening empatii, twoim zdaniem, można przeprowadzić?
[55:36.50 → 57:09.06] A: Myślę, że kino staje się coraz bardziej ekskluzywną formą obcowania z myślami innych ludzi, może z rozrywką itd., bo kino ma coraz mniejszą oglądalność tak naprawdę na świecie. Są też tarapaty różnego rodzaju z finansowaniem filmów itd. Jeżdżę po Europie i świecie i rozmawiam z kolegami, koleżankami, producentami, reżyserami i wszędzie jest ta sama tendencja. Ta oglądalność bardzo spada od pandemii. I myślę, że kino zaczyna mieć taką ilość odbiorców jak teatr. To idzie w tysiące, w dziesiątki tysięcy osób. Czasem się zdarzy, że kilkaset tysięcy, to już są takie naprawdę gigantyczne sukcesy. Nie mówię oczywiście o takim kinie amerykańskim, czy panukleksie, bo to nie to zupełnie medium. Ale nawet jeśli te kilkadziesiąt tysięcy osób coś takiego zobaczy, ważnego i tak dalej, to wydaje mi się, że to jest jakaś tam forma, jakiś taki message dla ludzi, że można się w czymś spotkać, w jakimś tam wspólnym myśleniu o czymś. Ja lubię takie filmy, które oglądam i w których widzę po prostu empatię autora wobec ludzkiego losu i wtedy nie czuję się sam tak bardzo. I też staram się takie filmy robić.
[57:11.56 → 57:14.46] B: Piękny finał, powinna tylko zabrzmieć teraz jakaś muzyka.
[57:15.82 → 57:17.16] A: Może ktoś powinien zaśpiewać.
[57:17.24 → 57:26.10] B: Ale też ten motyw, że jesteśmy w teatrze, a jednocześnie teatr jest kinem, myślę, że to taki piękny powrót też do tego, z czego kino właściwie trochę wyrosło.
[57:26.30 → 57:40.38] A: To jest bardzo mała sala, ale państwo są wyjątkową publicznością, bo dwa lata temu też tutaj się odbyła bardzo ciekawa rozmowa a propos mojego, jakby przy okazji mojego debiutu i bardzo miło wspominam i to mi też będę miło wspominał, także bardzo dziękuję.
[57:40.79 → 58:37.55] B: No to świetnie, czyli jednak jest tutaj pole dla empatii, czegoś, co jest wspólnotowe, jakiegoś połączenia międzyludzkiego właśnie tutaj, w tym miejscu. Myślę, że możemy to ponieść wszyscy ze sobą w noc. Dziękujemy ci bardzo za tę rozmowę. Ja się bardzo cieszę, że za każdym razem rozmawiamy o czymś innym. Jest to dla mnie duża nagroda, bo nie z każdym twórcą tak się da. Czasami trzeba odbębnić te same tematy, Akurat Damian jest takim rozmówcą, do którego warto się ruszyć. Dziękujemy Państwu za to spotkanie. Dziękuję Damianie, dziękuję Aniu, dziękuję teatrze. Drodzy Państwo, do zobaczenia. Następnym razem będą kolejne projekcje filmowe, kolejne bitwy o kulturę, które zawsze są raczej w takich sytuacjach bardzo miłych, więc nikt się tu z nikim nie naparza o kulturę, tylko raczej wszystkich nas celem jest to, żeby ona się pięknie rozwijała. Dobranoc. Do zobaczenia.

Kino w Teatrze Starym: „Pod wulkanem” / po projekcji spotkanie z Damianem Kocurem

KINO

Wnikliwy obraz stanu emocjonalnego młodej, inteligenckiej ukraińskiej rodziny Kowalenków, którą wybuch wojny zastaje ostatniego dnia wakacji na Teneryfie. Ich powrót do Kijowa okazuje się niemożliwy.

W jednej chwili z turystów stają się uchodźcami. Jak poradzą sobie z poczuciem obowiązku, winą, strachem i sobą nawzajem? Czy ich rodzina przetrwa tę próbę?
Pod wulkanem to drugi pełnometrażowy film Damiana Kocura, który powstał w niespełna dwa lata po jego szeroko nagradzanym debiucie „Chleb i sól”. To historia ukraińskiej rodziny, która spędza ostatni dzień wakacji na Teneryfie. Jeszcze nie wiedzą, że za kilka godzin ich życie zmieni się bezpowrotnie, gdy Rosja rozpocznie wojnę na Ukrainie. W filmie nie spadają bomby, nie słychać strzałów z karabinu. Słońce nadal świeci, morze jest błękitne, a wokół panuje beztroska atmosfera kurortu i jego atrakcji. Na ulicach odbywa się właśnie największa w Europie parada świętująca koniec karnawału. Na tym tle wojna w Ukrainie staje się jeszcze bardziej abstrakcyjna.

Bohaterowie walczą z obezwładniającym poczuciem winy i bezsilności. Z perspektywy bezpiecznej rajskiej wyspy mogą tylko biernie patrzeć jak w ich rodzinnym Kijowie życie najbliższych i przyjaciół wali się w gruzy a ojcowie, synowie i mężowie z dnia na dzień muszą stać się żołnierzami. Wakacyjna atmosfera robi się coraz cięższa do zniesienia. Skrywane emocje i nierozwiązane problemy buzują jak gotująca się lawa uśpionego wulkanu, który góruje nad całą wyspą.

Wróć