[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.15 → 00:25.29] A: Dobry wieczór. Witam bardzo serdecznie na kolejnym wieczorze filmowym w Teatrze Starym w Lublinie. Naszym gościem jest Michał Bielawski, autor dokumentu Mundial gra o wszystko. Michale, zapraszam. Może państwo nie wiedzą, ale to jest twój debiut dokumentalny. [00:25.95 → 00:26.39] B: To prawda. [00:27.55 → 00:42.79] A: Powiedz, co było wcześniej? Czy to było tak, że zainteresował cię temat i postanowiłeś zrobić o tym film? Czy też szukałeś pomysłu na swój filmowy debiut i wpadłeś na to, że to właśnie to, że o tym chcesz opowiedzieć? [00:44.67 → 02:00.15] B: Wcześniej wyglądało to w ten sposób, że pracowałem w TVP Kultura. Chwilę wcześniej Chciałem studiować w szkole filmowej, ale się nie dostałem. Wcześniej jeszcze raz się nie dostałem do szkoły filmowej, a wcześniej pracowałem w radiu. Więc to tak w bardzo żołnierzskim skrócie. Natomiast po drodze, i myślę, że to zaważyło, po drodze poznałem festiwal warszawski Planet Doc, gdzie myślę, że był on dla mnie właściwie taką szkołą, dlatego że właśnie tam widziałem jedne z najciekawszych dokumentów i myślę, że to ten festiwal gdzieś spowodował, nakręcił mnie w pozytywnym sensie na to, żeby w ogóle chcieć robić pełny metraż i pełnometrażowym filmem rozpocząć. No oczywiście to rozpoczynanie w stosunku do wieku wydawało mi się, że dobrze by było od razu właśnie pełnym metrażem już... Na głęboką wodę. Na głęboką wodę. [02:00.65 → 02:11.55] A: Ale historia. Wybrałeś historię i to taki trudny kawałek i w dodatku z jednej strony sport, z drugiej strony polityka. Skąd taki wybór? [02:13.85 → 03:49.46] B: Historia jest, to już chyba jest kwestia jakiegoś zainteresowania ogólnego. Mnie rzeczywiście wydarzenia z przeszłości, takie powiedziałbym niezapielone grządki przeszłości interesują i jest wiele takich momentów w różnych momentach powojennej historii, szczególnie ta taka świeżo powojenne do dzisiaj, wydaje mi się ciekawa, ale to też dlatego, że jest najwięcej relacji z tego całego 60-lecia czy 70-lecia. Ten materiał czy temat piłkarski i polityczny to już jakby osobna sprawa. o tym przesądził jakiś zbieg okoliczności. Nie wiedziałem, że natrafię na taką informację o tym, że w Białe Łęce interesowano się sportem i piłką nożną, więc to właściwie zadecydował o tym przypadek, że wyczytałem taką informację, czytając dzienniki internowanych, więc jednak ta historia rzeczywiście tutaj wpadła mi w ręce. No i to zapaliło we mnie taką lampkę, dlatego że Ja zaraz po mundialu w Hiszpanii zacząłem trenować piłkę nożną w Warszawie w klubie Agrykola, bo chciałem być Zbigniewem Bońkiem i tak jak wielu moich kolegów. [03:50.94 → 03:52.40] A: A być może nawet koleżanek. [03:53.24 → 04:54.32] B: Kto wie. To prawda. Jak pokazałem zwiastun tego filmu koleżance Rudej, to powiedziała tak, to właśnie tylko Zbyszek Boniek, on był tą osobą, która przywracała sens w ogóle i wiarę w siebie, dodawała wiarę w siebie rudym, więc to było dość zabawne. Więc myślę, że taka mieszanka motywacji tutaj się pojawiła, dlatego że Kiedy właśnie przeczytałem ten dziennik i w nim znalazłem kilka ciekawych informacji, kontekst mundialu się z tego wyłonił, to mnie zdumiało to, że ten kontekst mundialu jest zupełnie od historii, to znaczy od historii tej toczącej się wtedy w Polsce. Nie mam blisko w głowie gdzieś złączonych tych faktów, że wtedy trwał stan wojenny. I wydało mi się, że to... Czyli [04:54.32 → 04:56.96] A: tak jakbyś miał dwie osobne przegródki w pamięci. [04:57.72 → 05:39.34] B: Tak, no bo trudno jest pogodzić ze sobą taką spełnioną piłkarską fiestę sąsiadów wybiegających na balkon w samych majtach i wołających jest po raz piąty danego dnia. Trudno jest to pogodzić z takim wyobrażeniem, no bo wizji tego nie mogłem mieć. ale z wyobrażeniem w ogóle stanu wojennego w Polsce. On myślę, że dla wielu, szczególnie dzieci, zakończył się niemal w momencie, kiedy się zaczął, a potem dopiero ucząc się, dowiadując się o nim, można było sobie uświadomić, co wtedy się wydarzyło, co wtedy trwało. [05:40.16 → 06:09.68] A: A to też trochę jest w tym filmie, są parę jest tu rzeczy, parę warstw. Myślę, że dlatego też tak dobrze się go ogląda. ale mam na myśli tą wieloaspektowość spojrzenia, że te same gesty, te same słowa, te same sceny są interpretowane w bardzo różny sposób i to przez ludzi z tej samej strony barykady. Choćby ta koszulka Bońka, czy parę jest tam takich motywów. [06:10.06 → 07:01.20] B: Jeśli o to chodzi, to wydaje mi się to podwójnie ciekawe, bo z jednej strony mam wrażenie, Bardzo wiele gestów w wykonaniu różnych sportowców, różnych narodowości ma swoje drugie życie. Tak naprawdę od momentu, kiedy zostają pokazane przez telewizję. I myślę, że znajdzie się przynajmniej kilka interpretacji każdego zachowania sportowca, ponieważ zawsze to jest wielka skala, zasięg globalny. Nie sposób, żeby wszyscy się ze sobą zgadzali, że zrobił to właśnie, a nie co innego. I myślę, że to miało wpływ. na pewno na tą wielość interpretacji. Wydaje mi się, że tak jest lepiej. Mówię teraz o opowiadaniu tego. Nie można tylko jednej wydaje mi się przyjąć wersji, tylko trzeba uwzględnić wiele. [07:01.78 → 07:19.12] A: Ale dla mnie właśnie zaletą tego filmu jest to, że pokazuje jak ta rzeczywistość jest migotliwa i że nasze sądy, do których jesteśmy przyzwyczajeni, które są dla nas oczywiste, nagle się okazuje, że one ani nie są oczywiste i że jakoś trzeba się na to zgodzić, że po prostu tak wygląda świat. [07:19.56 → 08:52.55] B: Nie chciałbym właśnie w jakiś patos tutaj już popadać, ale wydaje mi się, że taka jest rzeczywistość, znacznie bliżej rzeczywistości do migotania i do stykania się różnych poglądów i różnych wizji niż do jednowymiarowego talerza. który po prostu leży i wszystko jest takie samo. Co się tyczy jeszcze tego, tej interpretacji przez internowanych zachowania Zbigniewa Bońka, to to jest wydaje mi się w ogóle ciekawe, że z relacji bohaterów dowiedziałem się, że w tamtym czasie, w tym okresie, kiedy oni wszyscy przebywali w Białe Łęce, a myślę, że podobny mechanizm mógł się dokonywać też w innych internatach, Tam się bardzo wyraźnie klarowały też przyszłe podziały polityczne. Więc jeśli chodzi o interpretowanie różnych zachowań, to one z pewnością też miały wiele wspólnego z tym skąd ktoś był w sensie politycznie, jakby gdzie siebie widział na tej mapie. Tam przecież były bardzo różne środowiska internowane. Solidarność była bardzo takim pojemnym workiem w tamtym okresie. Wydaje mi się, że tam były te środowiska znacznie bardziej np. związane z KPN-em. Była Solidarność Rolnicza, była Solidarność, ale ten Solidarność i był KOR, prawda? No więc to naprawdę było szalenie wiele wizji wszystkiego właściwie. [08:54.82 → 09:20.70] A: Mamy sport i mamy politykę i to się wszystko miesza, ale też taki wątek wspólny w tym wszystkim to jest takie pytanie, czyją reprezentacją są naprawdę sportowcy, czy reprezentacją społeczeństwa, czy reprezentacją władzy. To właściwie jest pytanie, na którym trochę stoi cały film, że to było takie istotne wtedy. [09:22.59 → 10:58.65] B: Oczywiście, dlatego że, no ale tutaj wracamy znowu do tego, o czym powiedziałem chwilę temu. Wydaje mi się, że dla jednych mogło być tak, dla innych mogło być trochę inaczej. Tu przypomina mi się wypowiedź Jana Lityńskiego, który opowiadał mi o tym, a to nie znalazło się w filmie, jak któryś z polityków, przyszłych polityków już w wolnej Polsce, który bardzo się odcinał od wszystkiego w sensie takim, że nie, co ty będziesz reżimowe oglądał, reżimową telewizję w dniu, kiedy były, była Olimpiada w Moskwie. Przyszedł do niego do domu i mówi właśnie, co ty oglądasz te zawody? No jak ty możesz to robić? Po czym usiadł i oglądał z nim 4 godziny. I to jest właśnie w jakimś tam sensie, chociaż Mistrzostwa w Hiszpanii, to nie była Olimpiada w Moskwie, więc myślę, że tutaj trochę mniej to problematyczne jeszcze dodatkowo było, ale wydaje mi się, że właśnie to było ciekawe, że sport tu się tak naprawdę w ogóle wymknął. To znaczy on myślę, że się wymknął trochę temu takiemu, tej takiej protekcjonalnej opiece ze strony telewizji, a z drugiej strony też jakby nie można powiedzieć, że był faktem politycznym tylko i wyłącznie. On był w jakimś małym stopniu faktem politycznym. [10:59.01 → 11:17.27] A: No właśnie, to jest coś takiego, co się wymyka temu dwójpodziałowi. O tym przecież jest też ta scena w Hiszpanii, kiedy 80 tysięcy ludzi skanduje w Solidarności z Polską i o tym też jest Wałęsa na stadionie, gdzie właściwie no co, zamknąć wszystkich kibiców? [11:18.79 → 12:17.32] B: Ale wydaje mi się, że podobnie byłoby i gdzieś może nawet też podobną wieloznaczność miałyby zawody, w których w przeciągu najbliższych paru miesięcy doszłoby do międzypaństwowego spotkania piłkarskiego między Ukrainą a Rosją. Wydaje mi się, że to mówi któryś z dziennikarzy w filmie, że takie spotkania duże, sportowe, one zawsze mają taką terapeutyczną siłę i działają jak taki seans zbiorowy. Gdzieś trochę pomagają na pewno, coś na pewno dają. I wydaje mi się, że dzisiaj aż trudno sobie wyobrazić, jakby wyglądały te mistrzostwa bez meczu Polska ZSRR na przykład. Myślę, że to jest jeden z najbardziej zapamiętanych meczów z tego właśnie mundialu. [12:17.99 → 12:35.87] A: Ale ja też tak sobie ze smutkiem pomyślałam, patrząc na te zdjęcia z meczu, na którym Lech Wałęsa się pojawił, jak taka normalna publiczność siedziała na tych trybunach. Takie inne twarze, mam wrażenie, niż dzisiaj pojawiają się na meczach. [12:36.39 → 14:21.20] B: A ja nie wiem tego zupełnie. Lechia Gdańsk miała podobno zawsze, to był też szczególnie taki dość mocno rozpolitykowany klub. On miał takich kibiców, którzy zawsze pierwsi do demonstracji, w końcu to Gdańsk, więc tam wiele się działo. Na pewno nie tylko przy okazji tego meczu, ale myślę, że wiele miast w Polsce miało taki swój mecz, który nie miał aż takiego wyraźnego akcentu w postaci pojawienia się Lecha Wałęsy. Ale parę tygodni temu Stefan Szczepłek opowiadał mi o tym, jak w Warszawie odbywał się mecz Legii z Dynamo Tbilisi zdaje się, który był, wiadomo było, że to będzie poważne wydarzenie, będzie miało na pewno drugie dno, będzie wiele więcej znaczyło dla widzów, kibiców i dlatego nie zdziwiło go, choć przeraziło, że gdy wszedł na stadion Legii, to zobaczył, że miejsca w sektorach dla kibiców są przedzielone takimi rzędami siedzących tam żołnierzy. I można było się wbić tylko pomiędzy tych żołnierzy i siedzieć między nimi, jakby już w naturalny sposób pasować się w takie domino. Nie było wyjścia, no to znaczy było wiadomo, że nie można będzie właśnie wstać i na przykład skandować jakiś haseł. Tego już zresztą nie opowiadał, jak to się dalej toczyło, ale tam doszło zdaje się nawet jednak do jakiegoś właśnie takiego próby manifestacji. Więc wydaje mi się, że w wielu miastach takie akcenty mogły mieć miejsce. [14:21.94 → 14:41.16] A: Ale w tym kontekście jest bardzo ciekawe to, co mówi Boniek o sportowcach radzieckich i o tej swojej koszulce, że on w nich widzi takich samych ludzi w tej samej sytuacji, co nasza drużyna. Właściwie uwikłanych w taką rzeczywistość i niespecjalnie mających coś do powiedzenia. Poza tym, co robią. [14:41.90 → 15:22.38] B: Ja myślę, że w ogóle to zdanie, bardzo cieszę się, że właśnie wspomniałaś o tym zdaniu Zbigniewa Bońka, bo wydaje mi się, że to zdanie akurat jest trochę taką miarą jego formatu, bo to nie jest proste zdanie do wypowiedzenia. Na pewno z perspektywy, bo po 30 latach łatwiej to o tym myśleć i łatwiej na to tak spojrzeć, Bardzo mnie to cieszy, w kontekście jeszcze szczególnie tego faktu, że i prasa zachodnia też oddzieliła dwa wydarzenia. Osobno rozegrał się mecz Polska-Rosja, a osobno Solidarność ZSRR, prawda? [15:24.40 → 16:41.57] A: Zapraszam. Jeśli państwo mają ochotę włączyć się do rozmowy, to bardzo proszę. Mamy mikrofony na sali. Skoro na razie nie ma odważnych, to ja spytam o trochę spraw formalnych. Jeśli Państwo będą znudzeni, to proszę zadawać swoje pytania, bo inaczej ja tutaj prywatę odstawiam. Ten film ma bardzo ciekawą formę. Co prawda, jak go oglądałam pierwszy raz, to w pewnym momencie fakt, że z Białołęki oglądamy głównie rysunki, stał się przeźroczysty. Zdjęcia, ale zanimowane, wyglądające jak W każdym razie dużo tam jest animacji 3D. W pewnym momencie to się stało dla mnie przeźroczyste, bo podążałam za emocjami po prostu, ale teraz jak oglądam to widzę to drugi raz, to bardzo napawa mnie podziwem i szacunkiem skala wysiłku, jaki włożyliście współtwórcami w to, żeby to tak właśnie wyglądało. Też te animacje gazetowe, nie wiem czy inspiracją był Harry Potter, bo to tam się pojawiły te ożywione fotografie, które w gazetach. [16:41.59 → 19:16.38] B: Nie był Harry Potter motywacją, aczkolwiek później, jak pokazałem to którejś z koleżanek, żeby właśnie pokazać, o zobacz jak to fajnie wygląda, to powiedziała, o jak w Harrym Potterze, no i to mnie tak rozbawiło. Jeśli chodzi o animacje gazetowe, to najbardziej, to było bardzo pracochłonne, dlatego że to jest animacja z wędrującą maską, Aczkolwiek nie jest to animacja klasyczna, jest to komputerowa, więc to po prostu musi się wyliczyć. To nie jest takie trudne, ale wszystkie te gazety, one nie są w najlepszym stanie, bo to było tak, że to były mikrofilmy zeskanowane i później oczyszczone z takich zanieczyszczeń, brudów, które na mikrofilmach, na tej taśmie fotograficznej są. Więc tam były różne takie elementy po prostu rzeczywiście wymagające cierpliwości dużej. Cieszy mnie to, że wędrowałaś za emocją, a nie za tym, co tam jest w tej warstwie ikonograficznej. Natomiast oczywiście przewaga świata sportowego nad światem internowanych była taka, że choć podobno wszystko się udało przemycić, to jednak kamery się nie udało przemycić do Białołęki. No i od początku w związku z tym wiedziałem, że te fotografie, one nie mogą być takie po prostu płaskie. Tam musi być taka jakaś próba stworzenia alternatywnego świata i takiej równowagi dla tego bardzo dobrze zagospodarowanego przez telewizję świata piłkarskiego. No to jest kwestia już tego, że robili to po prostu bardzo dobrzy ludzie. Montażysta, z którym pracuję jest naprawdę ma dużo umie, jest naprawdę bardzo zdolnym człowiekiem i to wymagało też oczywiście od niego wymyślenia, które przede wszystkim trzeba było wybrać zdjęcia, zobaczyć takie, które mają w sobie taki potencjał filmowy. Podobnie zresztą wyglądała praca z rysownikiem, bo praca z rysownikiem to było coś na takie spotkanie między klatką filmową a rysunkiem komiksowym. Balansowaliśmy cały czas, żeby nie przesadzić w jedną ani w drugą stronę. Ale decyzja wzięła się właśnie stąd, że trzeba tę rzeczywistość wypełnić, bo inaczej będą tylko te gadające głowy. Ja chciałem, żeby nie było ich zbyt wiele. [19:18.30 → 19:25.96] A: Dużo miałeś materiałów archiwalnych albo inaczej, czy dużo materiałów obejrzałeś zanim wybrałeś te, które weszły do filmu? [19:27.66 → 20:34.84] B: Tak, dużo materiałów, nie przełożę tego na godziny ani na długość ile tych taśm przejrzałem, ale sporo. Myślę, że nie weszło do filmu sporo bardzo ciekawych materiałów. Na przykład coś, co znalazłem w archiwach, czyli moment, w którym tuż po wprowadzeniu stanu wojennego redaktor naczelny redakcji sportowej jest w mundurze lotniczym i mówi o tym, że już za dziewięć czy tam osiem miesięcy mundial w Hiszpanii, nawet mniej, tam siedem miesięcy do mundialu w Hiszpanii i jest pokazane, pierwszy raz pokazane logo. tej relacji telewizyjnej, jak będziemy Państwa informować, chcieliśmy się tutaj pochwalić. I to były takie drobiazgi, które jednak nie znalazły się w filmie, no bo ciężko było je wpleść w narrację. Było dużo bardzo takich smakołyków, o wiele więcej takich smakołyków, takich kuriozaliów, różnego typu [20:34.84 → 20:39.76] A: rzeczy... Ten człowiek-guma, który się gimnastykuje, Człowiek [20:39.76 → 22:22.42] B: guma, który się gimnastykuje. Było wiele innych takich sytuacji zaskakujących. Jakieś zupełnie chyba z punktu widzenia dzisiejszej emisji, co jest emisyjne i co od razu w naturalny sposób w ogóle poszłoby do kosza. To było dużo takich rzeczy właśnie nie do wzięcia, ale do filmu jak najbardziej i z wielkim bólem właśnie ich nie włączyłem. Na przykład rozmowy z wędkarzami nad Wisłą, którzy zupełnie niezainteresowani piłką po prostu poszli tam pomoczyć te kije i spróbowali coś złowić i nagle między nimi prezydent uzjazmowany dziennikarz pyta czy panowie nie oglądacie piłki nożnej dlatego, że chcecie odetchnąć od miejskiego zgiełku? Na co oni się odwracają? Tak. i dużo takich różnych, no właśnie zabawnych sytuacji. Był cały, między innymi też bardzo zabawne piosenki w wykonaniu nieznanej mi artystki, która na warszawskiej Legii też występowała w otoczeniu mężczyzn ubranych dziwnie w stroje wyglądające na stroje kąpielowe z końca wieku. w paski, a ona w stroju na przykład Carmen. I to była piosenka słowiańska Carmen. Naprawdę dużo, dużo absurdu. Jeszcze więcej absurdu niż w filmie. Natomiast to nie wszystko. Każdy taki materiał był problematyczny. Co z nim zrobić? Czy go zostawić? Czy nie będzie już rozsadzał trochę tej narracji? Więc z dużą ilością materiału musiałem się pożegnać. [22:22.54 → 22:27.22] A: Może to jest temat na następny dokument, telewizja w stanie wojennym. [22:27.32 → 22:28.78] B: Powstał taki dokument. [22:29.04 → 22:35.50] A: Ale mam na myśli nie telewizję, w sensie jak to funkcjonowało od środka, ale właśnie o takie smaczki. [22:36.56 → 22:36.94] B: No może. [22:37.84 → 22:47.50] A: Ja wtedy nie oglądałam telewizji, więc bardzo bym była zainteresowana, bo naprawdę te fragmenty, które są u ciebie w filmie, bardzo mnie zanęciły. [22:48.49 → 23:47.31] B: Dużo jest rzeczywiście takich właśnie materiałów. Trzeba byłoby się zastanowić oczywiście, ale to brzmi kusząco, bo ja bardzo lubię przeglądać archiwalia i wydaje mi się, że praca z archiwaliami może dostarczyć efekt tej pracy, jeżeli się odpowiednio długo, dużo nad nimi spędzi czasu, może być ciekawy i można zbudować właśnie biegnące w różne strony sensy. Pomimo tych usilnych prób, czynionych czy to przez np. redaktorów Kroniki Filmowej, która przecież narzuca nam od początku co mamy myśleć, czy też właśnie te takie telewizyjne różne pogadanki czy inne jakieś programy, które do niczego się jakby, które właściwie są zrobione tak, żeby niczego nie dotyczyły, ale równocześnie zapełniały, przyciągały uwagę. [23:47.89 → 23:49.69] A: Taka guma do rzucia dla wzroku. [23:49.73 → 23:58.49] B: Ja bym to nawet określił masa tabulette. To jest to coś, co wypełnia leki, prawda? Jest tym elementem, który to wszystko spaja. [24:00.04 → 24:09.26] A: to trochę tak jak Maciej Drygas, który też robi filmy, jak wiemy, nie tylko z materiałów archiwalnych, ale kilka zrobił właśnie takich. [24:11.20 → 24:58.06] B: Bo Maciej Drygas to jest bardzo wytrawny poszukiwacz tych archiwaliów. On jest znany z tego, czego dowiódł wieloma swoimi filmami, że właśnie cierpliwością można wiele zdziałać. Zresztą znaczące było spotkanie moje z Maciejem Drgasem na korytarzu w telewizji w tak zwanej mijance, kiedy to powiedziałem Maciejowi o tym, co jest moim tutaj celem, jaki chcę zrobić film, a on tak przyjrzał mi się i mówi, no to długo pan musi posiedzieć w archiwach. Ale wziąłem to sobie do serca i trochę czasu spędziłem. [24:59.02 → 25:11.18] A: Wyszło na dobre. No i do tego stopnia wyszło na dobre, że Twój następny film jest również, którego premiera już się odbyła, mogli go Państwo widzieć, 1989, również jest zmontowany z archiwaliów. [25:12.44 → 26:10.90] B: Ten pomysł, żeby zrobić ten film rzeczywiście zrodził się w trakcie montażu Mundialu. Ja gdzieś bardzo czułem, że chciałbym zrobić taki film o zawirowanej historii 89 roku i o pewnym w chaosie odczuwalnym społecznie bardzo mocno, a nie do końca obecnym w narracjach czy w opowieściach filmowych na temat tego roku, bo większość uwagi koncentruje się na, z tamtego czasu koncentruje się jednak tylko na tych wydarzeniach politycznych. Co prawda oczywiście to nie byłaby pełna prawda. Są filmy bardzo interesujące o 89 roku, ale w takim formie, które też jakby włączają tą perspektywę społeczną. ale w takim formacie, który ja zrobiłem, czyli 57 minut, nie widziałem. Więc to mnie zmotywowało do tego, żeby zrobić właśnie film złożony w całości z archiwaliów. [26:12.00 → 27:02.23] A: Wróćmy jeszcze do Mundialu. Dla mnie też jakimś takim mocnym akcentem tego filmu, czy mocnym kawałkiem jest to, Mówią zawodnicy i co widać też, co się przebija na ekran, to jak fantastyczna to była drużyna i jak silne były między nimi więzi. Rozumiem, że nie przypadkiem zacząłeś od tej afery na lotnisku, bo to jakby prowadzi cały ten wątek, wprowadzasz ten wątek tego, że oni byli, że tu z jednej strony jest Solidarność, w której jest 10 milionów ludzi, jak się okazuje potem nie do końca jednak solidarnych, a tutaj są koledzy, którzy nawet w takiej dosyć groteskowej sytuacji, że jeden z nich się upił bardziej, stają jak mur w jego obronie. [27:03.83 → 28:46.79] B: Oczywiście dlatego chciałem włączyć tę historię, bo wydawało mi się, że ona ma też w sobie taki chaos, takie zamieszanie widoczne w obrazie. Ale oczywiście dlatego właśnie z tego powodu, bo wydawało mi się, że to jest zapowiedź postawy, czy może refleks postawy całej drużyny. I to mi się bardzo podoba. Kiedy myślę właśnie o zespole, to myślę, że to jest zespół ludzi, którzy dużo ze sobą spędzają czasu. Później jakby dzielą się różnymi rzeczami ze sobą. Podobno to właśnie decyduje o tym, jaki jest później wynik, że ludzie w ogóle są jakoś zżyci ze sobą. W wywiadzie z Antonim Piechnickiem parę, jakieś dwa tygodnie temu przeczytałem właśnie o tym, że z jego punktu widzenia to jest największy feler naszych reprezentacji, tych współczesnych, że one są od siebie, że tam ludzie zjeżdżają się, I jakby nie są tak zintegrowani jak ta reprezentacja, która np. zaraz po przylocie do Polski to właśnie zrobiła wspólny bankiet i wszyscy siedzieli razem. I to podobno było bardzo ważne, ten element, takie poczucie zintegrowania. No ale z drugiej strony czasy są inne i jest o wiele więcej pokus. Świat jest inny po prostu i trudno powiedzieć, co decyduje o tym. [28:47.03 → 29:25.32] A: Jest więcej knajp, w których można zrobić bankiet, jeśli chcemy to ująć metaforycznie, ale mnie uderzyło to, co mówi Piechniczek i co mówi Boniek, co mówią o sobie nawzajem, o zaufaniu do siebie. I to też pada gdzieś tam w rozmowie, że Boniek był liderem i że to był taki lider, prawdziwy lider, nie szef, nie sztucznie wymyślony, tylko człowiek z charyzmą, który potrafił skupić wokół siebie zespół. I to widać potem i natychmiast zderzasz to ze scenami, w których na boisku to widać, jak oni są fantastycznie zgrani. [29:26.62 → 31:38.88] B: No tutaj też podobno, jeśli chodzi o to przełamanie meczowe i to jaki wynik, jak dobry wynik był w meczu z Peru, to podobno w dużej mierze zasługa w ogóle przesunięć tego, że rozgrywającym stał się przede wszystkim Janusz Kupcewicz. Ale bez wątpienia Bezbońka, znaczy wydaje mi się, że Bezbońka byłoby inaczej. Byłoby inaczej, może On miał rzeczywiście taką siłę oddziaływania na swoich kolegów, którą lata wcześniej w tej reprezentacji w 78 albo w 74 mieli inni też wybitni polscy piłkarze. Potrzeba jest takiego kogoś, wokół którego jakby organizują się myśli. Wydaje mi się, że moim zdaniem do dzisiaj Zbigniew Boniek ma jakiś rodzaj takiej charyzmy, a wtedy w tamtym czasie i nie wiem jak państwo to pamiętacie, panowie jak to pamiętają, którzy widzieli Bońka, dla mnie on był takim człowiekiem trochę z innej rzeczywistości, tak jakby pojawiał się, istniał w polskiej rzeczywistości, ale tak naprawdę na prawach gościa, w tym sensie, że może nie tyle na prawach gościa, co był obecny tutaj, ale równocześnie jakby czułem, że on jest trochę z innego świata i to bardzo w nim, on miał taki magnetyzm przez to, miał taki rodzaj, taką mocną indywidualność, która wykraczała trochę poza ramy tej rzeczywistości, w której żyliśmy. Może też to, że rzeczywiście on w pewnym momencie miał ten taki bardzo wyraźny sukces. To, że było wiadomo już bardzo w pewnym momencie, że pojedzie do tego Juventusu, że to jest naprawdę coś niezwykłego, bo przecież właściwie do tego transferu Piłkarze raczej wędrowali na zachód na taką sportową emeryturę. To znaczy, no to było na pewno, oni byli naprawdę na bardzo jeszcze dobrym poziomie, ale zatrzymywano ich w Polsce, żeby jednak nie jechali przed trzydziestką gdzieś grać na zachodzie, tylko żeby zostawali w Polsce. [31:39.94 → 31:40.92] A: A jego wypuszczono. [31:41.18 → 32:08.98] B: Jego wypuszczono. No oczywiście to też wokół tego też był szereg spekulacji. Też słyszałem taką wersję, że koszulkę Związku Radzieckiego założył dlatego, żeby móc wyjechać do Juwentusu. No bo ta rzeczywistość, każda rzeczywistość, w której są takie gesty wyraziste, ona... Wystarczy poczytać fora internetowe, żeby zobaczyć, jak wiele można mieć wizji tego, co ktoś powiedział. [32:09.23 → 33:16.71] A: No ale też opresyjna rzeczywistość i to taka opresyjna nie na żarty, bo też chwilami i tam ten przytomny głos mówiący, że no te wszystkie anegdoty o pędzeniu bimbru w internatach są bardzo zabawne, ale rzeczywistość jednak nie była aż tak zabawna. I ten moment, kiedy zajeżdżają budy i ładują internowanych i oni nie wiedzą właściwie, czy będą żyli, czy nie, bo to przecież nie było oczywiste. Są takie chwile grozy, ale też chciałam Cię zapytać, żeby jednak nie iść w taką czarną stronę, której w Twoim filmie jednak nie jest wiele. Chciałam Cię dopytać o jeszcze jakieś anegdoty, bo ta historia z przytruciem polskiej reprezentacji na meczu w NRD, to mnie po prostu powaliło i zdumiało. Ja nie wiem, czy to było w jakichś podziemnych gazetach wtedy publikowane, czy ktoś o tym wiedział, czy to jest wiedza, której nabyłeś dopiero w kontakcie z ludźmi, którzy w tym uczestniczyli. [33:18.37 → 33:28.51] B: Ja o tej historii usłyszałem dopiero w trakcie wywiadu, Tak podobno się zdarzyło po prostu. To jest to podobne. [33:28.91 → 33:30.35] A: Brzmi to bardzo wiarygodnie. [33:30.79 → 35:44.14] B: I to było nie w osiemdziesiątym roku tylko wcześniej. Natomiast wszyscy chyba słyszeli chociaż jedną przynajmniej legendę albo jeżeli nie legendę to wiedzą, że sportowcy z NRD to po prostu byli inni sportowcy niż z innych krajów. I ja byłem szalenie taki ciekawy tego, czy usłyszę coś na ten temat właśnie. I mam taką jedną anegdotę, która mi się strasznie podoba. Niestety ona nie weszła do filmu, dlatego że jakby nie do końca została tak opowiedziana, że dało ją się wmontować. Trochę tego żałuję, ale z drugiej strony to podtrucie i pamięć tego podtrucia wystarczająco mocno była. Natomiast jesteśmy tu i teraz i można ją opowiedzieć. Moja właśnie ulubiona anegdota dotycząca meczu Polska NRD była taka, opowiadał mi o tym Włodzimierz Smolarek, że w takim korytarzu, tunelu prowadzącym na boisko, piłkarze stali obok siebie i Włodzimierz Smolarek opowiadał, że jak spojrzał w bok i zobaczył oczy przeciwników, to wszystkie były czerwone, to znaczy Co to znaczy? To znaczy białka były czerwone, czyli próbowałem dojść o co mu chodzi. Jako metafora meczu rozgrywanego w tamtej rzeczywistości wydało mi się w ogóle fenomenalne. Teoria była taka, że oni po prostu mieli robione dla poprawienia wydolności transfuzję. jakieś tam dwa dni czy trzy dni wcześniej, nie wiem jak to się w profesjonalnym sporcie robi, takie rzeczy, żeby podpędzić trochę wydolność, ale podobno to był efekt właśnie transfuzji. I to też jakby trudno powiedzieć, czy to legenda, czy naprawdę tak było, czy po prostu tak to zapamiętał. Ale z każdego względu właściwie to, że właśnie reprezentant Polski w tunelu grając z bratnią drużyną z bloku, widzi czerwone oczy u przeciwnika, wydawało mi się doskonałe. [35:44.44 → 35:46.52] A: No rzeczywiście, szkoda może, że nie weszło. [35:47.04 → 36:56.94] B: No ale mówię, no niestety zostało to tak opowiedziane, że nie dało się ulepić z tego ciekawej wypowiedzi, więc... A poza tym trzeba było wycinać, no po prostu ten film nie mógł być, jakby nie wiadomo jak długi. Jeśli chodzi o anegdoty, które też gdzieś są miarą, mogłyby być miarą sprawności, z jaką w ówczesnej rzeczywistości różne rzeczy działały albo właśnie szwankowały, jest historia powrotu reprezentacji do Polski. Oni wylecieli z Madrytu i po kilkunastu minutach zawrócili, bo była awaria silnika i zaczął się palić jeden silnik, więc musieli wylądować i dlatego kibice w Warszawie czekali na nich 12 czy tam 8 albo 9 godzin. Chodziło o to, żeby przyleciał z Warszawy nowy samolot i ich zabrał i zawiózł. I to też jakby wydaje mi się taką, było taką próbą, czyli pokazuje, jak tam się pewne rzeczy trochę psuły. [36:57.50 → 36:59.20] A: Zgrzebnie było dosyć. [37:01.14 → 37:34.52] B: Tak, wydaje mi się. I to wydaje mi się też, że trochę widać też w tych materiałach. W tych materiałach szczególnie kleconych przez redakcję sportową, które są świetne jako materiał, ale są czasami właśnie takie trochę absurdalne. nie ma się co obrażać, no po prostu tak było. Na pewno nie było tylko tak, no ale na ten temat takie są materiały i szkoda byłoby z nich nie skorzystać. [37:35.78 → 37:39.40] A: Zapraszam Państwa, może ktoś ma teraz ochotę się włączyć. [37:41.48 → 40:36.85] B: Dość długo, dość długo to zajęło Kilkanaście miesięcy. Gdybym tak od samego początku to w 2009 powstał pomysł. W 2010 już miałem taki pierwszy pomysł wymyślony. Miałem wymyślone co będzie w tym filmie albo na czym się będę chciał skupić. I w połowie 2010 roku odbyłem pierwsze wywiady. Nagrałem pierwsze wywiady, bo wtedy się pojawiły pierwsze pieniądze na ten film. I to były najlepsze wywiady, jakie się udało wtedy nagrać, tam z piłkarzami. Wtedy po prostu było wiadomo, że trzeba wydać te środki, które są, na rzeczy, które na pewno muszą być w filmie. A potem były oczywiście, to znaczy w trakcie równolegle, ja cały czas tak skokowo robiłem dokumentację w telewizji. raz na jakiś czas kolejne próbowałem robić jakieś przeszukiwania archiwum i tak na pełnych obrotach w 2010 od połowy 2000, bo to było latem nagranie, gdzieś koniec 2010, 2011. Znowu były kolejne nagrania i film był montowany od listopada 2011 do lipca 2012. To też wynikało z tego, że brakowało materiałów, trzeba było szukać kolejnych. To był właśnie debiut mój, więc na pewno Udałoby się to zrobić szybciej, ale musieliśmy poruszać się po takim gruncie zupełnie dla nas nieznanym. Do końca właściwie realizacji nie było pieniędzy, brakowało nam większej części w ogóle pieniędzy na zamknięcie budżetu. Po drodze jeszcze wyrósł problem z wysokością kwoty, jaką trzeba było zapłacić Fifie za te tutaj archiwalia wykopiowania z meczów, co były jakieś gigantyczne pieniądze. Więc wiele rzeczy sprawiło, że to tyle trwało. A później po pokazie filmu w 2012 roku na festiwalu Solidarity of Arts jeszcze trzeba było właśnie dozbierać pieniędzy i zrobić taki już prawdziwy mastering dźwięku, bo my jeszcze pracowaliśmy później dwa miesiące nad dźwiękiem, żeby on był przestrzenny. Tam bardzo dużo materiałów archiwalnych z telewizji było w ogóle, to były bez dźwięku, więc trzeba było to wszystko dograć, wymyśleć jak to zrobić. Trochę, trochę czasu zajęło. [40:39.65 → 40:47.91] A: Zapraszam, kto z Państwa ma ochotę? Proszę, proszę zaczekać, mikrofon już do Pana idzie. [40:48.91 → 40:51.71] B: Dziękuję. [40:52.36 → 41:13.04] C: Chciałem panu pogratulować pomysł na ten film, ponieważ stan wojenny ja przynajmniej kojarzę z okresem zimowym, koksownikami. Natomiast mundial pamiętam jako wesołą imprezę letnią. Tu natomiast pan połączył te dwie imprezy cudownie. Dla mnie był to majstersztyk. Dziękuję. [41:13.62 → 41:14.42] B: Dziękuję bardzo. [41:17.40 → 42:58.33] C: Ponieważ jestem kibicem piłki nożnej od zawsze, Powiem panu, że dobrze się to ogląda, lekko się to ogląda. Natomiast jeżeli chodzi o ta kilka, na kilka aspektów postaram się zwrócić uwagę. Jeżeli chodzi o Mońka, prosty chłopak z Bydgoszczy, niezwykle utalentowany. Ja pamiętam jak Widzew Uć przyjechał w latach 80. na mecz tutaj Motor Lublin, gdy pierwszy raz za trenera, w którym? W 83 roku on przyjechał pierwszy raz z Widzewem na na meczu ligowej. Oczywiście wiemy, że Boniek miał ksywę murzyn. Była to postać ważna. Natomiast tutaj, wie pan, Piechniczek, on mówi właściwie, wie pan, to co chce. Oczywiście po latach. On w tych wywiadach w tej chwili, on tak bardziej stara się być takim bardziej radykalnym, dlatego że Wie pan, później wiemy, że awansował raz jeszcze do Meksyku w 86 roku, tak? No i tam już nie było tak wesoło w tej drużynie, a w czasie, kiedy pan kręcił film, Andrzej Iwan, czyli członek drużyny, pan wie co napisał, wydał książkę Spalony. Tam jest kopalnia wiedzy. Nie jest to miejsce i czas, żeby opowiadać o tych, że tak powiem, sekretach, Myślę, że można było zaczepić o wątek właśnie książkę, o wątek właśnie Iwana, o książkę Iwana w ogóle. A tak to fajna rzecz do oglądania. [42:58.33 → 42:59.79] B: Odniosę się oczywiście do tego. [42:59.85 → 43:00.55] C: Słucham? [43:00.81 → 43:04.15] B: Oczywiście się do tego odniosę. Zaraz powiem jak było z książką Iwana. [43:05.01 → 43:06.55] C: Jestem ciekaw. Dziękuję bardzo. [43:07.11 → 46:35.23] B: Dziękuję. Więc jeśli chodzi o właśnie tę książkę, o której pan powiedział, ona się ukazała w księgarniach właściwie w momencie, w którym było niemożliwe już zrobić dodatkowe nagranie i w chwili, kiedy film był już zmontowany w 90%. I ja wtedy oczywiście kupiłem tę książkę i bardzo się tym przejąłem, bo no wiadomo, przecież wiem kto to jest, wiem, że jaki też miał jaki miał dramatyczny ten swój mundial i bardzo mnie to interesowało, co tam znajdę, ale może pana rozczaruję, ale to, co tam znalazłem, przekonało mnie, czy właściwie sprawiło, że uznałem, że jednak nie stanie się nic złego, jeśli tej historii nie włączę, tej narracji, to tak już trochę na pocieszenie, skoro tak i tak wiedziałem, że nie bardzo będę mógł, bo nie ma na to już pieniędzy, żeby zrobić jeszcze dodatkowe zdjęcia. Ja po prostu myślę, że opowieść, która jest w książce spalony, to jest opowieść z innego porządku dla mnie. I dlatego jakby nie czułem straty wielkiej po tym, że nie znalazły się w filmie trochę takich od kuchni anegdot, które są zarazem bardzo mocno, mam wrażenie, One są bardzo mocno w kontrze do wszystkiego i wszystkich. I miałem wrażenie, że to w kontrze czasami nawet bierze górę nad wartością historii, które się tam pojawiają. Wie Pan, ale no właśnie to cieszy mnie, że mówi Pan, że są prawdziwe. No są prawdziwe zdaniem autora tej historii. One nie są prawdziwe obiektywnie. One są prawdziwe, tylko i wyłącznie dlatego, że zostało to wydrukowane i my tak traktujemy, że jest to prawdziwe. Natomiast tych narracji, wspomnień i relacji różnych, które się ze sobą krzyżują na ten temat może być bardzo wiele. Jakby to powoduje, że ja czuję się zwolniony z takiego obowiązku, żeby wszystkie te historie uwzględnić. Nie ukrywam oczywiście, że żałuję. Na pewno byłoby ciekawiej, gdyby się pojawił jeszcze tutaj właśnie Taki zawodnik jak Iwan, który miał, no bo to byłoby w ogóle podwójny dramatyzm jeszcze by do tego się wplątał. Natomiast tłumaczę dlaczego nie płaczę z tego powodu. Znacznie bardziej szkoda mi tego, że nie pojawiła się w filmie historia bardziej rozbudowana Terleckiego. który jako jedyny był, należał do NZS-u w całej tej drużynie, był jakoś zaangażowany w politykę i on po aferze na Okęciu wypadł. Ale no tutaj już takie względy, że pewnej nieosiągalności i niemożliwości nagrania tego wywiadu się wkradły, więc to dla mnie było Bardzo żałowałem tego, że tego się nie udało zrobić. [46:35.37 → 47:33.66] C: Ja chciałem tylko jeszcze jedno słowo odnośnie transferu Bońka, ponieważ tam trochę interesuje się, jak mówiłem wcześniej, piłko nożne, właściwie bardzo się interesuje i trochę, wie pan, wtedy ten transfer do Juventusu Turyn, proszę pana, zaangażowanych było wiele osób ze Świecznika, ze Świecznika, gdyż wiemy, to było milion siedemset dolarów, tak, milion siedemset tysięcy dolarów. Pamiętajmy, że za dolara kupowało się prawie dwie flaszki, tak, No wiemy w Peweksie, dwie butelki alkoholu, także trudno to przeliczać na dzisiejsze pieniądze, ale to była wtedy astronomiczna kwota, astronomiczna kwota. A Dariusz Jakanowski, który został sprzedany, który został kupiony właściwie z Gwardii Warszawa do Widzewa Łódź, prezes Sobolewski zapłacił za niego wtedy astronomiczne 21 milionów złotych. Tak to było. Dziękuję. [47:34.50 → 48:24.83] B: Od Zbigniewa Bońka wiem o tym, że w dniu, dzień po wprowadzeniu stanu wojennego miał kolejkę menadżerów kilku drużyn europejskich u siebie w hotelu. Był akurat na urlopie w czasach z żoną i to było jakieś zaskakujące dla niego wydarzenie, że miał kilku różnych przedstawicieli tych kluczowych europejskich zespołów, którzy chcieli mu załatwiać możliwość od razu zostania za granicą i właśnie przyjęcia do klubu na innych warunkach, bo po prostu wiedzieli, znali jego wartość. A jeśli chodzi o 1983 rok, to on już chyba wtedy grał w Juventusie. Przyjechał z Juventusem na mecz Lechii. [48:27.68 → 48:30.40] A: Zapraszamy. Kto jeszcze ma ochotę się włączyć? [48:39.96 → 49:23.83] D: Jako człowiek urodzony 4 lata po tym mundialu chciałem panu podziękować za to, że mogłem się przenieść w tamten czas, doświadczyć tamtych emocji. Zwłaszcza, że dzisiaj nie mogę tego z reprezentacją zrobić. Widząc biegającego Smolarka za piłkarzami we wszystkie strony, ten pot, ten trud, aż mi się łezka w oku zakręciła. Świetne udźwiękowienie w momencie drugiej połowy w meczu z Peru. Taki dramatyzm i też ekscytacja. Cieszę się, że mogłem tu być i wysłuchać Pana, zarówno też pytań i takiego powrotu do przeszłości trochę zażyć. Bardzo dobrego zresztą. [49:24.31 → 49:25.96] B: Dziękuję. Super, bardzo dziękuję. [49:29.64 → 49:43.74] A: Będziemy powoli kończyć, chyba że państwo jeszcze chcecie rozmawiać dalej, ale to jest dobry moment, myślę, żeby zareklamować następny film Michała za dwa miesiące premiera, tak? [49:44.76 → 50:24.84] B: Tak, ja pracuję już od roku nad dokumentem, który jest zupełnie inaczej realizowany, bo to jest dokument obserwacyjny, więc od ponad roku pracuję nad filmem Drużyna o reprezentacji siatkarskiej, o tym takim bardzo trudnym, ubiegłym roku, jaki przechodziła reprezentacja Andrei Anastasiego, o tym wszystkim, co tam się wtedy działo. No i on będzie właśnie niebawem, niebawem w kinach. Przerwę w montażu. [50:25.74 → 50:38.30] A: Zostajesz wierny sportowi. Czy to z twoich sportowych zainteresowań, czy też jest coś w tym, o czym opowiadasz, co jest uniwersalne? [50:40.05 → 51:42.63] B: Może najpierw o tym pozostawaniu wiernym sportowi. To jest dość zabawne, bo to jest z mojego punktu widzenia raczej zbieg okoliczności, ale na pewno gdybym się sportem kiedyś nie interesował, czy w ogóle nie zajmował, to uznałbym, że tematy takie nie są ciekawe, więc na pewno coś tu przesądziło. Wydaje mi się, że po prostu ciekawe historie. To jest klucz. To jest najważniejsza rzecz. Za parę miesięcy, jeszcze pod koniec tego roku, rozpocznę pracę nad dokumentem, który będzie się otoczył właściwie w całości na Podhalu i będzie dotyczył tego, jak Halny, który tam powraca i się cofa i powraca, jak on wpływa na ludzi. I to jest dokument zupełnie inny, niesportowy. Więc... Zdziwiłam się. Moim zdaniem będzie to bardzo ciekawe doświadczenie. [51:42.77 → 51:44.33] A: Niesportowy i niehistoryczny. [51:44.61 → 51:47.93] B: Historyczny, historyczny. Znaczy w tym sensie może nie tyle... [51:47.93 → 51:49.37] A: Zaczynasz od Chałubińskiego. [51:49.95 → 55:32.16] B: Nie, nie, ale myślę, że w takim zbiorowym zapisie tego, co się dzieje, w pewnym, w takim obiegu jest bardzo dużo ciekawych historii i dokument stwarza taką możliwość, żeby je ze sobą spotkać, złączyć, więc jestem otwarty całkowicie na wszystkie historie, które znajdę w trakcie dokumentacji, czy będą one dotyczyły tego okresu, o którym mówisz, czy wcześniejszego, czy późniejszego. No i interesują mnie legendy związane z tym okresem, znaczy w ogóle związane właśnie z obecnością Helnego i tego, jak ludzie postrzegali skutki jego działania. Jest masa historii na ten temat, więc to nie będzie sportowy dokument. I w planach mam też w przyszłości inne filmy, które może będą bardziej dotyczyły historii, ale niekoniecznie sportu. Natomiast gdyby się znalazła jeszcze jakaś ciekawa historia dotycząca sportu, to zrobiłbym to z wielką chęcią, bo wydaje mi się, właśnie przez to, że jest to zazwyczaj masowe wydarzenie, to jest bardzo dużo materiałów i problem oczywiście wtedy się pojawia, że one często są bardzo drogie, ale jest jakiś zbiór relacji na ten temat. To po pierwsze. A po drugie, trochę idąc krok dalej, wydaje mi się, że filmy o sporcie mają szansę, jeżeli się jakby tak odda im serce i spróbuje znaleźć to, to filmy o sporcie mają w sobie, poza tym, że mają taką natychmiastowość, czyli to, że my od razu widzimy efekty działania bohaterów. Mamy szansę śledzić napięcie, które ich prowadzi do tego jakiegoś ważnego dla nich, jakiejś ważnej próby i mamy szansę widzieć ich zaraz po. I w tym sensie wydaje mi się, że Każde wydarzenie sportowe i każde działanie sportowe jest metaforą w ogóle życia, bo każdy z nas doświadcza takich chwil, do których się jakoś przygotowuje i wkłada w to całe serce, a potem bardzo przeżywa to jak już jest w środku. Wydaje mi się, że w związku z tym jakby sport ma w sobie tą taką ogromną atrakcję, Tylko trzeba, jest to niezwykle trudnym i wielkim wyzwaniem, żeby wyłuskać z działania się sportu, żeby wyłuskać ten taki bardzo głęboki humanizm, który jest wpisany w sport, który jest, wydaje mi się, gdzieś znika. Trochę nie widzi się go tak wyraźnie w pogoni, tylko za wynikami, za wynikiem sportowym, za sensacją, która może towarzyszyć, czy doping, czy nie doping, A tymczasem to, co się dzieje w drodze do jakiejś próby, która jest na pewno zawsze próbą wielką i ważną dla wielu sportowców, to się tak jakby dzieje się coś wielkiego, coś wyjątkowego, a równocześnie coś strasznie tak jakby odległego nam wszystkim tym, którzy nie znają sportu i nigdy go nie uprawiali, czyli mozuł powtarzalności, i takiego zmagania się z rzeczywistością, z każdym dniem, czy boli, czy nie boli. To wszystko wydaje mi się z tego względu bardzo bliskie życiu. [55:33.16 → 56:05.53] A: Ale też wydaje mi się, że u ciebie w tych dotychczasowych filmach i myślę, że tak też będzie w drużynie, bo jak sam tytuł wskazuje, chodzi też o pewien portret zbiorowości. I mam wrażenie, że to, co cię jakoś interesuje, to też jest taki portret zbiorowy i portret pewnej wspólnoty. że to jest i w 1989 i w tym filmie, który obejrzeliśmy przed chwilą, że to się wydaje ważne, że to jest też jakoś twój temat. [56:07.63 → 57:15.64] B: Być może, to znaczy nie myślałem o tym w ten sposób, ale kiedy wyobrażam sobie, znaczy ja wiem po prostu, jakie obszary już zostały dotknięte w tym filmie, który powstaje, to myślę, że tutaj też będzie na pewno, będziemy mieli poza tym, że będziemy mieli do czynienia z indywidualnościami, to rzeczywiście będzie tam też portret na pewno jakiejś zbiorowości, tego na ile to przez co przechodzi jakaś zbiorowość na przykład ją rozbija, w jakim stopniu ona pozostaje zwarta. Tutaj w tym wypadku wydaje mi się, że ja bardzo dużo energii włożyłem w to, żeby właśnie śledzić proces. To, co wychodzi, jeżeli wyjdzie to, o czym mówisz, to dobrze. To dobrze. Jaka jest ta zbiorowość? Jest to też bardzo ciekawe. Tam jest wiele zbiorowości. Wielką zbiorowość tworzą kibice na przykład, którzy [57:15.64 → 57:19.90] A: są... Czyli to nie będzie film tylko o drużynie, ale również o tym, co dookoła. [57:20.68 → 57:49.99] B: No oczywiście dlatego, że każdy mecz to jest wielkie widowisko, to jest wielkie wydarzenie, więc ono w naturalny sposób robi coś z ludźmi, wpływa na nich. W filmie, jeżeli utrzyma się ten pomysł, będzie jeszcze poza sportowcami, będzie też kibic i komentator, czyli człowiek, który widzi, każdy widzi to inaczej, ale głównym tematem jest jednak reprezentacja i jej praca. [57:52.64 → 58:08.14] A: Czy państwo mają jeszcze ochotę na jakiś komentarz albo pytanie? To ostatnia szansa. O proszę, ostatnia szansa i od razu energia się uruchamia, jak z bońkiem. [58:08.36 → 58:19.56] C: Skoro pan się bierze teraz za siatkówkę, musi pan pamiętać, że ma pan bardzo wysoką poprzeczkę postawioną. Jest kultowy film o legendarnym kacie, wie pan. [58:19.72 → 58:20.84] B: Oczywiście, znam ten film. [58:22.55 → 58:53.81] C: No i właśnie zobaczy pan jak się pan zmierzy jaki będzie odmiór bo pan wie co powiedział przed wyjazdem na olimpiadę proszę pana legendarny trener powiedział że jedzie po złoto. Natomiast ta reprezentacja wydaje mi się że nie osiągnęła aż takich sukcesów do jakich była predysponowana. Aczkolwiek temat niezły temat ale boję się że pan ma bardzo wysoką poprzeczkę postawioną. Ciekawe jaka będzie konfrontacja. To mnie interesuje. Dziękuję. I jeszcze ostatnie zdanie. [58:53.99 → 58:57.85] B: Dziękuję. Ja się nie mogę bać. [58:58.49 → 59:01.49] C: Tylko [59:04.53 → 59:29.94] A: wysokie poprzeczki są interesujące. Górskiego drugiego też nie było, ale mam nadzieję, że Państwo obejrzeli ten film z przyjemnością, mimo że tylko piechniczek. To co? Dziękujemy bardzo.
Kino w Teatrze Starym: „Mundial. Gra o wszystko”
Mistrzostwa świata w piłce nożnej Espana 82 to ostatnie zawody, w których nasza reprezentacja odniosła spektakularny sukces. Nie było łatwo: rozgrywki odbywały się w ponurych dniach stanu wojennego, sytuacja w kraju była napięta, a stosunek opinii międzynarodowej do Polski nieprzychylny. Michał Bielawski pokazuje paradoksy sytuacji, w której piłkarze zastanawiają się jak uniknąć wykorzystania przez machinę reżimowej propagandy, a internowani opozycjoniści – czy i na jakie ustępstwa można pójść wobec służby więziennej, żeby obejrzeć emocjonujący mecz. Brawurowy, wysmakowany formalnie, a przy tym niezwykle emocjonujący dokument o piłce nożnej, polityce i historii.
Nagrody:
– MFF Planete Doc Review Warszawa 2013: Wyróżnienie Specjalne „za emocjonalny, intensywny obraz jednego wydarzenia oglądanego z dwóch perspektyw, który działa jak strzał w sam środek bramki”
– Kicking & Screening Soccer Film Festival Nowy Jork (USA) 2013: Grand Prix Złoty Gwizdek
– Festiwal Filmów Polskich Los Angeles (USA) 2013: Hollywood Eagle Documentary Award