Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:10.38 → 00:29.54] A: No i cóż, chyba zaczniemy od tego, jak w ogóle powstał pomysł tego filmu, bo wiem, że robiliście już w Akademii Teatralnej krótkie metraże z podobnym założeniem, żeby mogli się pokazać studenci chyba na czwartym roku, prawda? To są trzeci.
[00:30.02 → 09:24.86] B: Pracowaliśmy na trzecim, a nakręciliśmy, jak już byli na czwartym. To jest taki rocznik, jeden z tych jakoś okrutnie doświadczonych przez COVID, gdzie im wypadły dwa albo trzy semestry w ogóle w przypadku kształcenia aktorów, jakieś zajęcia przez komputer w ogóle są jakimś absurdem. Więc całe takie pokolenie studentów, miałem ogromne wrażenie, nie tylko ja, że się po prostu im krzywda stała straszna, znaczy pecha mieli potwornego. No i bardzo chciałem Wydawało mi się, że żeby coś skorzystali z tego, to trzeba im jakoś wynagrodzić i zrobić coś wyjątkowego. W tym sensie wyjątkowego, że muszą państwo wiedzieć, znaczy nie muszą, tylko państwu powiem, to i będziecie już państwo wiedzieć, że wyprodukowanie filmu tej długości w warunkach szkolnych to jest jak wyprawa z motyką na słońce. To jest po prostu właściwie niemożliwa sprawa. niesłychanie drogim przedsięwzięciem. Najmniejsza rzecz kosztuje wiele ziliony monet, których oczywiście nie mieliśmy, ale jeśli mogę ja im się na coś przydać, to po pierwsze podzielić się swoją wiedzą i doświadczeniem, po drugie spróbować im coś dać i zorganizować. ze swojej strony oraz moich przyjaciół, które przez te wszystkie lata pracy w filmie poznałem i których czasami mogę namówić na jakieś szaleństwo, jak chociażby to, żeby przez parę dni za darmo coś zrobili albo pożyczyli nam sprzętu trochę za darmo czy pół darmo. I tak skąd się wziął pomysł? Właściwie każda z naszych przygód filmowych, bo rzeczywiście to jest piąty nasz film, z tym, że poprzednie były 30-minutowe, takie zupełnie krótkometrażowe. Każdy z tych filmów powstawał w absolutnie jakiejś odwrotnej kolejności niż wszystkie filmy świata, albowiem zaczynał się od obsady. Zanim był pomysł, zanim o czym, jak, co, czy na śmiesznie, czy na smutno, to ja wiedziałem, że muszę obsadzić dziesięć, dwanaście, czy jak w przypadku filmu, który państwo przed chwilą widzieli, pewnie się nie doliczyliście, ale było ich osiemnaścioro młodych ludzi w tym samym wieku, właściwie z podobnych bardzo roczników, z podobnym PESEL-em. No i jak tutaj wymyślić jakąś historię, która by pozwalała im się zaprezentować w jakimś stopniu w miarę równym, bo to jeszcze jest szkoła, jakieś przynajmniej złudzenia demokracji czasami staramy się uzyskać. No więc to wiedziałem na początku, że chcemy zrobić film i że mam te 18 osób, na które trzeba wymyślić teraz jakąś historię. I oczywiście najpierw, tak jak wspomniałem, pracowaliśmy tyle, ile się dało w tych warunkach covidowych, ale na szczęście nam się troszkę udało popracować też twarzą w twarz. co w tym zawodzie jest niezbędne, no i ja ich jakoś poznałem, w związku z czym, jak postanowiłem im pomóc i spróbować rzucić się na to, co na początku wydawało mi się nierealne i nawet ich przez pewien czas odwodziłem od tego pomysłu, że nie damy rady zrobić filmu fabularnego w miarę pełnometrażowego, no powiedzmy, że można to już uznać za najkrótszy z pełnometrażowych filmów, żebyśmy to ogarnęli w naszym budżecie, w naszych możliwościach, ale oni mnie na to namówili, znaleźli nawet jakiś minimalny grant europejski, który nam pozwolił w ogóle mieć cokolwiek na tym planie. Mówię o sprzęcie oczywiście, bo ludzi prawie że mieliśmy za darmo, te parę osób, które nad tym filmem pracowało. No i tak, no i potem się zaczęło kombinowanie. Skoro ich już znałem z tych zajęć, no to teraz jaką wymyślić dla nich historię? Największą trudnością jest to, że mamy wiele osób w tym samym wieku. To jest dla scenarzysty kłopot, bo to jest zresztą kłopotem, nie wiem, czy państwo kiedyś widzieli dyplom szkoły aktorskiej, ale to jest właśnie kłopot, że oni są w tym samym wieku, bo większość sztuk mamy matkę, córkę, babcię, no i teraz jak to na tym dyplomie zrobić. Więc ta jedność wiekowa jest jakimś wyzwaniem dla historii, Od słowa do słowa z moim przyjacielem, którego poprosiłem o współnapisanie tego ze mną, co państwo przed chwilą widzieli. Najpierw od pomysłu, że to może jakaś terapia i to mi się coś zapaliło. Okej, no może rzeczywiście jakiś terapeuta mający kolejne przypadki daje możliwość obejrzenia nam wielu ludzi po kolei z jakimiś ciekawymi historiami. Ale jak zaczęliśmy nad tym pracować, no to stwierdziliśmy, OK, samo słuchanie tych historii nie wystarczy, żeby widza przytrzymać w napięciu. Potrzebujemy mieć jednak jakąś nić fabularną, która nam połączy te wszystkie historie w jedną, żebyśmy chcieli się czegoś dowiadywać. No więc może by tu zrobić jakiś kryminał, czy też jakiś zalążek sensacji, która by też widza i słuchacza przytrzymała. No i tak od słowa do słowa się ta historia rodziła, a był to czas dwa lata temu, w którym wybuchł kryzys na granicy białoruskiej, w którym w jakimś sensie zaangażowaliśmy się z żoną, jakimś elementarnym, ale jeździliśmy tam po prostu i coś próbowaliśmy zrobić, ponieważ niemoc patrzenia w telewizor codziennie nas przyprawiała o jakieś depresyjne momenty, a pojechanie tam dało nam namiastkę niesienia pomocy ludziom i wzięcia sprawy w swoje ręce. No więc i w tym samym czasie ci studenci do mnie mówią, panie profesorze, panie profesorze, ja mówię, słuchajcie, ja mogę spróbować coś napisać, dobrze, chcę wam pomóc, jestem z wami, kibicuję wam, tylko moja głowa jest tak zajęta tym podlasiem, że po prostu ja nie zrobię z wami komedii romantycznej w tej chwili, Nie jestem w stanie uwolnić swoich myśli od tych obrazów, które widziałem, od tych historii, które słyszę, które mi chodzą po głowie. Więc jeżeli chcecie, dajecie mi pozwolenie na to, to ja mogę was w taką historię zanurzyć, bo myślę, że na ten temat mógłbym coś napisać. A ze swojej strony spróbuję dołożyć wszelkich starań, żeby nie był to film jednoznaczny, propagandowy, ani taki, pod którym balibyście się podpisać, tylko spróbujemy jeżeli to ma dotknąć w ogóle tego tematu, zrobić to z bardzo wielu perspektyw, z różnymi bohaterami i pogubić tropy. To było naszym zadaniem ze scenarzystą, z którym sobie bardzo precyzyjnie określiliśmy, co się mogło wydarzyć, ale potem cała nasza praca to było mylenie tropów. I w ogóle zrobił się w pewnym momencie, ta przygoda się zrobiła dla mnie takim tematem, mówię o czysto fabule, o tym, co byśmy chcieli, poza tym, że chcieliśmy pokazać młodych ludzi w tym filmie, tych młodych ludzi, to o czym ten film jest? Dla mnie on jest o tym, że różni ludzie widzą te same sprawy w różny sposób. To jest wydaje mi się jakimś tematem w ogóle dzisiejszych czasów i to, że mamy trzech ludzi i cztery opinie z tego wynikają na ten sam temat. I to, co pan Jacek Żakowski, który zgodził się uświetnić Nasz film w pierwszej scenie mówi, to jest dla mnie modtem tego filmu. To, co myślicie, to mało kogo interesuje, bo to już wiadomo, a połowa ludzi wam nie uwierzy. I to się tyczy historii Marty Grall fikcyjnej oczywiście, ale to się tyczy też opowieści o występie kabareciarza. Widzieli ten sam występ, a jeden mówi, że nie dało się tego w ogóle oglądać. Panie, wyszedłem, paliłem papierosy pod knajpą, bo żenada. A drugie było genialne, genialne. No i takie życie właśnie. To mnie interesowało właśnie, żeby zrobić o tym jakąś opowiastkę, że różne rzeczy mogą różnie wyglądać z różnych perspektyw. I ta tytułowa Marta Grall dla jednych może być jakąś bardzo ciekawą, charyzmatyczną, dziewczyną, która ma wielką energię, która coś chce robić, a dla innych była podejrzaną jakąś koleżanką z roku, która właściwie nie bardzo się nawet chciało do niej zbliżać, bo to takie osoby nas nie interesują.
[09:25.24 → 09:50.20] A: Ale to nawet nie jest na poziomie opinii, ale właśnie faktów, bo ostatecznie nie wiemy, co się wydarzyło. a świadectwa, które dostajemy, są do podważenia. Mamy osoby, które są takim narratorem, któremu możemy nie uwierzyć właśnie. I w gruncie rzeczy nie wiemy, co się stało.
[09:50.94 → 11:50.22] B: Na tym mi bardzo zależało, żeby każdy z Państwa sobie w domu dopowiedział tę historię. Co tam się w tym lesie mogło stać? Może miał ten dziwny typek, którego gram, może to on miał rację, może to nie jest tak, jak nam się też wydaje. Ja lubię, zresztą na zajęciach ze studentami ćwiczymy często takie, dochodzimy często do takich wniosków, co staram się w nich obudzić, bo myślę, że to będzie na korzyść dla ich aktorstwa, żeby państwa jako widownie wyprowadzać z dobrego samopoczucia, w tym sensie, żeby zmuszać was do myślenia. I zawsze mówię tak, słuchajcie, jak zagracie tak, muszę już iść. Macie taki tekst, nie? Muszę już iść. Jak tak zagracie, jak ja to rozumiem, no to dobrze zagracie, no fajnie, fajnie zagracie, wszystko się będzie ludziom zgadzać. Ale jak zagracie na przykład tak, to od razu zarzucacie wędkę na tego widza i ten haczyk, bo ten widz, no to idzie czy nie idzie? Coś mu się nie zgadza. I już zaczyna w tym miękkim fotelu kombinować. I to jest to, na czym nam powinno zależeć jako aktorom. Żeby łapać was właśnie na to, żebyście z nami przeżywali to. A o co mu chodzi? Ale co już jest tak? Musi iść. Aha, czyli jakieś poczucie powinności. Ale nie może, bo jest zmęczony. No różnie, każdy sobie już będzie teraz opowiadał jakąś swoją historię patrząc na aktora. Będzie patrząc na niego, wyświetlał swój film. Będzie aktywnym tym widzem. Mało tego, to aktor zbierze potem recenzję, że świetnie gra. Bo widz tak przeżyje, że na aktora zrzuci te... Takich rzeczy szukamy, co nie zawsze nam się udaje oczywiście.
[11:50.55 → 11:53.39] A: No właśnie, ta postać, którą pan gra...
[11:53.39 → 12:00.20] B: Ja zagrałem tylko dlatego, że żadnego kolegi nie znalazłem, który miał parę dni wolnego, żeby za darmo zagrać.
[12:00.58 → 12:12.98] A: No dobrze, dobrze, ale myślę sobie, że tak, po pierwsze studia psychologiczne, po drugie rolę w beztajemnic serialu o psychoterapii, więc tak trochę się nie zdziwiłem.
[12:12.98 → 14:33.91] B: No właśnie ten temat, dziękuję, że pani to przypomniała, bo to mnie ośmieliło, bo wiecie państwo, bo teraz tak, jeszcze wrócę do tematu pomysłu na film i w jakiej kolejności się taki film robi, no to oprócz tego, że mam obsadę, to potem mam budżet, a raczej wiadomość o tym, że go nie mam. No i teraz to, że państwo oglądali 80% tej historii w jednej sali, to nie jest dlatego, że ja marzyłem o tym, żeby tak zrobić, tylko to jest jedyne, na co mnie było stać. Bo jakbym chciał na przykład jedną scenę zrobić w Lublinie, to bym musiał tym 18 aktorom plus 10 z ekipy zapłacić za benzynę, za hotel, za jedzenie. wynająć coś tu w Lublinie, hotel czy miejsce, gdzie kręcić i już nie miałem na to pieniędzy. Mogłem tylko w jednej z sali szkoły aktorskiej, do której nas za darmo wpuścili, wejść, ustawić tam tylko dwa ustawienia światła, dzień i noc i koniec. Najlepiej, żeby siedzieli się nie ruszali, bo każdy jak wstanie aktor, to ja już muszę zrobić dodatkowe ustawienie kamery na to, a nie mam czasu na to, bo mnie stać tylko na tyle, a tyle dni zdjęciowych i tyle, tyle godzin pracy, a nie więcej. Więc potem pisanie scenariusza to były same ograniczenia. Przeważnie tak jest, chociaż tacy zawodowi scenarzyści mają jednak odrobinę wolności. Piszą to, co by chcieli. A ja to, zanim to, co ja chciałem, to ja wiedziałem, że mam 18 osób, że mam tyle a tyle dni, że najlepiej, żeby cały film był w jednym pomieszczeniu. No, w jednym nie wytrzyma, ale no dobra, to na chwilę wejdą do klubu z kabaretem. No i jeszcze w mieszkaniu się muszą naradzić. No i tyle. Na więcej koniec, już nie muszę się zamknąć w tych miejscach. I to w tej sali najlepiej niech siedzą. I teraz, czy to wytrzyma gadanie przez godzinę dwójki, kolejnej dwójki dwójek, różnych dwójek ludzkich? Czy ludzie nie umrą z nudów po prostu? To mi spędzało spowiek. Ale przypomniałem sobie ten właśnie serial Beznajemnic i pomyślałem sobie, że trzeba to dobrze napisać i zagrać i wtedy jest szansa, że ludzie jednak nie zawsze potrzebują wybuchających samochodów i czasami Można, może nie każdą widownię, ale na pewno w Lublinie w Teatrze Starym można pokusić na to, żeby popatrzeć na ludzi, którzy rozmawiają ze sobą.
[14:34.70 → 14:36.05] A: No i pomaga też montaż.
[14:37.74 → 15:06.99] B: No tak, to już potem różne sztuczki, żeśmy zastanawiali się, jak to nakręcić. Nawet miałem taką szaloną myśl, ponieważ tak jak mówię, to nie było tak, że ja się bardzo garnąłem do tej roli. I nawet miałem szaloną myśl, żeby nie pokazać w ogóle jego twarzy. I tak kombinowaliśmy z operatorem, potem stwierdziliśmy, że nie wytrzyma to całej godziny, ale jak państwo zauważyli, całe wejście dopiero tam w trzeciej czy czwartej scenie, no w trzeciej pokazuje się, że to jestem jednak ja. Ja mówię, już się tam widzowie na moją twarz napatrzyli, patrzmy na tych młodych.
[15:07.73 → 15:18.83] A: No właśnie, wróćmy do tych młodych. Jak wyglądał ten casting? No bo rozumiem, że to trochę było tak, że poszczególne role były pisane dla konkretnych osób.
[15:18.97 → 18:54.24] B: W 90% tak. Ja mam, wiecie państwo, często jak spotykam kogoś, mówię o tych swoich studentach i często mnie państwo pytają, czy różni znajomi, jest tam ktoś dobry? Będzie coś z nich? I uczę w szkole chyba już, nie wiem, około 8-9 lat, coś takiego. I nigdy nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. To znaczy, to jest jeszcze za wcześnie na tym etapie, żeby powiedzieć. No są czasami z tym czy tym, zrobimy coś fajnego. Mało tego, wydaje mi się, że w pewnym sensie oni wszyscy są fajni, w pewnym sensie oni wszyscy jeszcze nie są fajni, bo jeszcze za mało umieją. Ale wszyscy mają jakiś tam potencjał, bo się dostali do szkoły i tak dalej. Jeden z nich będzie miał ten potencjał wąski, drugi szerszy. Ale jeszcze do tego potencjału oni muszą dołożyć jakąś wielką pracę i mieć mnóstwo, mnóstwo szczęścia. I to najczęściej jest tak, że potem to szczęście dostają niekoniecznie ci, co ja bym ich obstawiał. podczas pracy i ja w ogóle nie bardzo to daję się namówić na takie spekulacje. Natomiast wydaje mi się i tak myślę o swojej roli w tej szkole i przy tych filmach, że w dużej mierze to ode mnie zależy jak oni wypadną. Jeżeli ja ich wsadzę na zadanie, Krótko mówiąc, daję im zadania, które wiem, że im się sprawdzą, że będą okej. Dobrze, że pracujemy ze sobą wcześniej, więc pół roku je znam mniej więcej. No i wiem, komu co dać. Tu już mi oczywiście niezręcznie mówić, bo jestem bardzo subiektywnie w ten film i we wszystkie inne moje filmy zaangażowany. Ale mam wrażenie, protestujcie Państwo, jeśli się nie zgadzacie, śmiało. Ale mam wrażenie, że jak na... OK, powiem to, jak na polski film z młodymi aktorami, to ja nie mam poczucia, żebym na kogoś patrzył i mówić, no nie, ten to żenując. O nie, o nie, nie. Oczywiście, jedni lepiej, drudzy gorzej. No to nie są jeszcze Hopkinsowie sami i Meryl Streep. Ale mam wrażenie, że te 18 ról jakoś się to patrzy na to i oni sobie dają z tymi zadaniami radę. I tutaj... Wydaje mi się, że to jest moja największa satysfakcja, że te zadania, które napisałem z kolegą i im daliśmy, że po prostu były dobrze dobrane zadania do roli. To jest gdzieś też jakaś tajemnica tego zawodu, że po prostu, ja im to zresztą mówię, nie przejmujcie się przegranymi castingami, bo to nie zawsze znaczy, prawie rzadko, prawie nigdy to nie znaczy, żeby źle gracie. Nie pasujecie do roli. I mówię im, słuchajcie, jak jest potrzebny męski, przystojny men, to biorą Dorocińskiego, a jak inteligent arystokratycznej, to Sztura biorą, a jak z blokowiska, to Szyca. I koniec. Co my się mamy martwić, że ja z Szycem przegrałem? rolę blokersa albo z dorocińskim rosyjskiego mistrza szachowego. Takie jest życie. To aktorstwo jest tak związane z naszą fizycznością, że po prostu nie da się tego, nie trzeba się przeciwko temu buntować.
[18:55.44 → 19:04.64] A: No i też z przebiegami między postaciami, że może ktoś być świetny, ale nie ma chemii między, nie wiem, w duecie albo w trójce.
[19:06.03 → 20:25.70] B: A o chemii to im zawsze taką historię opowiadam. Mieliśmy kręcić jakąś komedię romantyczną, Planeta Singli to się nazywało. I ja czasami tych moich studentów, nie to, że im coś załatwiam czy wciskam, bo nie uznaję takich tych, ale jeżeli mogę gdzieś pomóc, coś podpowiedzieć, coś tego, to robię, bo im kibicuję i mówię, słuchajcie, jest fajny chłopak, weźcie go na casting, zobaczcie do tej jednej z ról. I ci reżyserzy i producenci wzięli tego chłopaka. I z moją partnerką, Agnieszką Biedłochą, oni na castingu zagrali scenę, bo oprócz tam ja z Agnieszką byliśmy taką parą w tym filmie, ale tam się miał kręcić taki jeszcze trzeci. Ja mówię, weźcie, jest fajny chłopak, zobaczcie go. No i po castingu nawet dzwonię do Agnieszki, mówię, jak tam on się sprawdził? Mówię, świetny, super, rzeczywiście bardzo fajny. Za parę dni spotykam producentów i mówię, co, wzięliście tego chłopaka? A oni mówią, wiesz co, nie. Znaczy, wzięliśmy go, ale do mniejszej roli, innej. Ja mówię, ale dlaczego? Podobno był świetny. No właśnie, był świetny. Za duża chemia z Agnieszką, wiesz? Widzowie by zaczęli tam im kibicować, a nie wam. To nie mogliśmy tego zrobić. Weź dobrze, zagraj na castingu i masz potem.
[20:26.94 → 20:43.97] A: Tutaj muszę przyznać, że ja wcześniej rozszyfrowałam postać psychologa rzekomego, ponieważ wydało mi się niemożliwe, żeby psycholog i psychoterapeuta tak się zachowywał w stosunku do swoich rozmówców.
[20:43.97 → 20:51.07] B: Jest tam kilka rzeczywiście, jak ktoś się zna na tajnikach terapii, to na parę stwierdzeń by sobie zawodowy terapeuta nie pozwolił.
[20:52.53 → 21:05.33] A: Ale rozumiem, że musieliście bardzo cienko to prząść, żeby nie za dużo zdradzić, a jednak zasugerować widowni, że coś jest z tym bohaterem nie do końca OK. Tak
[21:05.33 → 21:53.19] B: jak mówię, mylenie tropów z jednej strony. Z drugiej oczywiście trzeba było dać jakiś napęd tej historii. Wydawało mi się, że to będzie mocny punkt zwrotny, jak nagle zobaczymy, Znaczy, że nam się po prostu... Ja lubię w filmie, jak się sprawy dzieją i lubię te momenty, które byśmy mogli zacząć od konstrukcji zdania, aż tu nagle. Chyba to mi się w filmach zawsze bardzo podobało, jak żeśmy podejrzani, na przykład taki film z Kevinem Spacey, jak na końcu się okazywał kimś zupełnie innym. To są wspaniałe momenty. Szósty zmysł. I see dead people.
[21:54.71 → 22:03.25] A: Proszę Państwa, może macie już ochotę się włączyć do rozmowy, to zapraszamy. Tam z tyłu proszę o dostarczenie mikrofonu.
[22:22.23 → 22:23.36] C: Dobry wieczór.
[22:23.82 → 22:27.82] B: Może dlatego, że mieliśmy jednego dźwiękowca, a nie pięciu jak zwykle.
[22:28.63 → 23:41.19] C: Dobry wieczór. Ja też chciałam powiedzieć, że bardzo mi się podobał ten film i ten pomysł właśnie pisania roli do aktora. I chciałabym zapytać, tutaj pani Magda wspomniała już, że kończył pan studia psychologiczne. czy właśnie one przydały się też Panu do pisania scenariusza, czy też poszczególnych ról dla tych osób. Ja muszę powiedzieć, że tutaj bardzo mi się podobała rola, nie wiem czy nie przekręcę nazwiska Magdaleny Kekenmeister, bo świetnie, naprawdę świetnie zagrana. A jeszcze jedno pytanie mam, właśnie dotyczące może też przyszłości tych młodych aktorów. dyrektorka Teatru Dramatycznego powiedziała, że ma u siebie gromadę nieudaczników źle wykształconych przez Warszawską Akademię Teatralną. Jak tutaj właśnie można spojrzeć na przyszłość tych młodych aktorów, jeżeli dyrektor od razu skreśla aktorów jakiejś tam szkoły teatralnej?
[23:42.35 → 29:20.29] B: No cóż... Zaczynając może od tych przyjemniejszych rzeczy. Rzeczywiście Magda Kekenmeister jest bardzo ciekawą osobą. To ta, która rozpoznaje właśnie, że psycholog nie jest psychologiem. Jest tam charakterek w tej dziewczynie. Trochę mi się tylko nie udało jej namówić, żeby... Cały czas ją piłowałem, że za szybko mówi tylko. Dopiero na premierze mówię, panie profesorze, rzeczywiście za szybko mówię. Czemu mi pan nie powiedział? Ja codziennie mówiłem, ale ja nie wiedziałem, że aż tak szybko mówię. Teraz już wiesz. Natomiast bardzo trudno mi się odnieść do sytuacji w Teatrze Dramatycznym z bardzo wielu powodów. Po pierwsze, byłem aktorem Teatru Dramatycznego 20 lat temu, to był mój pierwszy teatr warszawski. I mam oczywiście wielki sentyment do tej sceny, do tego miejsca, ale też nieodparte wrażenie jak patrzę na losy tej sceny, że jakiś jest klątwa, za przeproszeniem, nad tą sceną od czasów legendarnej świetności w zespole Gustawa Cholołpka, która była jeszcze przed moją epoką, oczywiście dobrą może nawet dwie dekady. to potem wiele się tam działo na tej scenie i zawsze było coś nie tak. I każdy kolejny dyrektor, który tam przychodził po paru latach, wywołał jakąś wielką falę entuzjazmu i zawsze się wydawało, że na pewno nie będzie gorzej, a potem się okazywało, że znowu jest coś nie tak. To jest smutna historia, nie chciałbym nikogo winić osobiście, ponieważ też już nie jestem tam od wielu, wielu lat w środku, ani nawet nie bywam tam gościem, ponieważ z braku czasu, szczerze powiedziawszy. Ta historia jest też dla mnie smutna o tyle, że jak to, że wymienieni przez panią dyrektor to są też moi studenci z warszawskiej szkoły, więc poniekąd w pewnym sensie mogę powiedzieć, że jestem współwinny temu, chociaż ja jestem odpowiedzialny w szkole za, jak Państwo widzą, za pracę z kamerą, a nie za pracę w teatrze i zajmuję się zupełnie innymi rzeczami. Natomiast też tworzę teatr od wielu... jestem człowiekiem teatru od wielu lat i wiem, jak potwornie... Wiecie Państwo, mnie się wydaje, że to, że w teatrze czasami coś wychodzi, to jest cud w ogóle. To jest tak trudne, to jest po prostu... Już pomijam sam proces artystyczny, który jest niezwykle trudny, ale teatr jako instytucja jest... i to te teatry, które nam zostały jako relikt poprzedniej epoki, mówię tu o epoce sprzed 30 lat, z wielkimi zespołami, z ogromnym zapleczem technicznym, z pracowniami i tak dalej. Tych teatrów jest już dzisiaj oczywiście bardzo mało, ale wciąż są i teatr dramatyczny należy do jednych z takich molochów warszawskich, No i wiecie państwo, ja bym się na przykład w życiu nie podjął takiej próby bycia dyrektorem takiego miejsca, bo nie wiedziałbym kompletnie, jak to zrobić. No i strasznie kibicuję, żeby to się jakoś rozwiązało. Wydaje mi się, że sytuacja jest potwornie trudna. Ktoś przychodzi z wizją z powodów tego, że wpada do molocha, tej wizji mu trudno zrealizować. Są potworne jakieś napięcia psychologiczne. Nie chciałbym być w skórze ani tego zespołu, ani tej dyrekcji. Wydaje mi się też, że te emocje, które buzują w ludziach, zaczynają właśnie gdzieś kipieć na zewnątrz, w Facebookach, w prasie itd., co powoduje pewnie, że ta atmosfera w ogóle staje się już nie do zniesienia. Nie sądzę, żeby opinia, że warszawska szkoła coś tam, coś tam robi z aktorami jest słuszna. Myślę, że jest krzywdząca, że raczej bym skłaniał się ku teorii, że na każdego aktora można znaleźć pomysł. Teraz pytanie, co jest ważniejsze? Czy bycie dyrektorem teatru, w której próbujemy na każdego aktora znaleźć pomysł, to też jest karkołomne i właściwie niemożliwe zadanie? Czy też dyrektor ma prawe do swojej wizji i poszukiwań i chciałby, żeby ludzie za nim poszli. I nie wszyscy się do tego nadają. Ja sam byłem przez kilkanaście lat związany z Krzysztofem Warlikowskim, za którym trzeba było iść jak w ogień. Który był naszym przewodnikiem guru i oczywiście on otaczał nas jakąś wielką opieką. i bardzo wiele wszyscy z naszego zespołu mu zawdzięczają, ale to nie był teatr dla każdego i nie każdy się tam mieścił w tej formule. Więc to są właściwie, tak jak mówię, sprawy tak trudne, że czasami tylko za sprawą albo jakiegoś przypadku, albo naprawdę wybitnych, ale to absolutnie wybitnych jednostek artystycznych się udaje takie przygody mieć. Rozgadałem się, a nic właściwie nie powiedziałem ciekawego.
[29:21.77 → 29:33.52] A: Ale trochę oliwy na tam i potem tutaj bliżej środka. Najpierw z tyłu mikrofon, proszę. A potem tutaj pani... Dobry wieczór Państwu,
[29:33.63 → 30:18.70] D: bardzo się cieszę, że mogliśmy wspólnie zobaczyć seans tego wyjątkowego filmu. Panie Macieju, widzę Pana jako aktora, który realizuje się na tak wielu płaszczyznach okołoaktorskich, bo i napisze Pan scenariusz, jak w tym wypadku, stanie Pan po drugiej stronie kamery. Zastanawiam się, czy jest Pan w stanie usiąść w tym wspomnianym, wygodnym fotelu sali kinowej czy teatralnej jako widz? i podejść do filmu totalnie rozrywkowo. Czy jednak odzywa się z tyłu głos, tutaj dźwięk nie tak, tu bym trochę inaczej zagrał, może lepiej zagrałbym tego aktora od szachów, tutaj dźwięk na pewno bym poprawił, nie tego aktora obsadzili. Czy może pan tak podejść do filmu rozrywkowo jako widz jak my dzisiaj?
[30:18.86 → 32:52.89] B: Mogę, tak, mogę. Na szczęście mogę. Oczywiście nie jest to zawsze łatwe i jednak Ale to nie tylko ja jako, nazwijmy to, zawodowiec, ale też każdy z Państwa obserwujecie to z wiekiem, że już nie zakochujecie się we wszystkim, co widzicie, bo już po prostu sama ilość tego, którą się w życiu zobaczy, powoduje pewien odsiew. Na początku, bo już wiele widzieliśmy, to już było, to już było. Widzieliśmy ten film w zeszłym tygodniu. O czym to było? Czy ktoś tam gdzieś biegł? No dobra, nie pamiętam. Oczywiście, a jakbym was zapytał o 20 filmów, które widzieliście w liceum, to byście mogli pewnie do rana mi o nich opowiadać ze szczegółami, kto był w co ubrany, jaka była muzyka wtedy i słowo w słowo, co mówili, a cośmy widzieli przedwczoraj, to już tak trochę... Także oczywiście jest to kwestia doświadczeń naszych, ale jestem mimo wszystko, wydaje mi się, dość wdzięcznym widzem. I nawet obejrzeliśmy z żoną ostatnio, bo się okazało, że mamy jakąś platformę, w ogóle nie wiedzieliśmy, że ją mamy. Nie wiem właśnie, czy to synowie nam jej nie zainstalowali. W każdym razie obejrzałem film o absolutnie jednym z tych, wiecie państwo, koszmarnych tytułów polskich komedii romantycznych. Żona to włączyła, a ja mówię, nawet nie włączę, bo mi żal kolegów będzie znowu. Film się nazywał To tylko seks, chyba tak się to nazywało. Ja mówię, o Jezus, no dobra, chwilę obejrzymy. I muszę wam powiedzieć, że tak się dobrze bawiliśmy, tak okazało się tak ciekawie poprowadzone, wymyślonym, zagranym przez większość moich kolegów. Super. A jeden wątek mnie po prostu powalił. To jest tak wspaniały wątek. Państwu opowiem w dwóch słowach, żeby państwa, nie wiem, zespojleruję troszeczkę, ale głuchoniemy, Łączy się przez komputer z taką infolinią dla głuchoniemych, z dziewczyną, która miga. I on ją prosi, żeby zadzwoniła do takiej... seks-telefonu takiego, bo on nie może się z tym seks-telefonem porozumieć. I żeby ona zadzwoniła i mu tłumaczyła. No słuchajcie, taka sekwencja, no naprawdę... No coś... I to tak wspaniale grają Mateusz Więcławek z taką Wiktorią Filuś. Oboje znam dość dobrze, z jednym w BEL przegrałem, oboje zresztą w BEL przegrali. Super, no naprawdę świetna zabawa, także tak, potrafię być wdzięcznym widzem.
[32:54.03 → 33:01.99] A: Tu jest, ale wcześniej tam Pani na środku. Było zgłoszenie wcześniejsze.
[33:09.34 → 34:45.72] E: Dzień dobry. Podobnie jak moja przedmówczyni, dziękuję za film i od razu powiem, że udało się państwu złapać mnie. Bo ja gdzieś tak 10 minut zastanawiałam się, kurczę, to jest autentyczne i po staciu muszę to wygooglować. I tak sobie teraz myślę, że to musi być dla pana, dla państwa niezły komplement. Drugi, poważny, na samym końcu, już ta końcowa scena, Miałam taką myśl, że przypomniało mi się moje poruszenie podczas lektury, żeby nie było śladów, czyli sprawa Grzegorza Przemyka. Pamiętam, jak byłam wtedy w takim totalnym szoku. To były czasy mojej młodości, więc powinnam pamiętać dobrze. A ja sobie podczas lektury uświadomiłam ogrom fałszerstw, manipulacji i tego wszystkiego. Skąd taka refleksja? Bo gdzieś ta scena końcowa jest, jak można daleko pójść w manipulowaniu faktami. A teraz zmiana, więc to były komplementy o tym filmie, który obejrzałam. A teraz zmiana tematu, ale pan trochę mnie upoważnił, bo zaczął pan od Belfra. Przed chwilą się znów pojawiło nawiązanie do Belfra. Jestem po dwóch odcinkach trzeciego sezonu. I nie ukrywam, że kapitan Borchardt jest moją miłością, że oglądanie serialu w tamtym pomieszczeniu było dla mnie dużym wzruszeniem i jest nadal.
[34:46.60 → 34:48.46] B: Rozumiem, że była Pani na pokładzie, tak?
[34:48.76 → 35:16.11] E: Byłam dwukrotnie. Już się wzruszam, zaraz wyjaśnię dlaczego. A pytanie brzmi, jak się panu nagrywało w tych okolicznościach, no bo to nie jest jednak typowy plan. To jest prawdziwy żaglowiec, prawdziwe pomieszczenia, jest morze. No i jak się panu tam było? A wzruszenie tłumaczy, dziękuję za autograf dla mamy Bosmana.
[35:16.66 → 40:02.06] B: Teraz się wszystko więcej mi wyjaśniło. To po kolei. Ja jestem fanem gatunków filmowych i wszystkie te moje etiudy, które pierwsze kroki reżyserskie robiłem, każdy z nich postanowiłem zrobić w jakimś innym gatunku. Zacząłem od komedii oczywiście, bo to moje drugie imię, jak być może państwo wiedzą. Zrobiliśmy też horror, czy też parodię horroru, Krwawy Dziekan się nazywało. W szkole teatralnej jakiś tajemniczy Krwawy Dziekan. na aktorów klątwę rzuca i jak dobrze grają, jak źle grają, to ich zabija krwawy dziekan, a jak dobrze grają, to ktoś, kto ich słucha, umiera, serce mu pęka. Takie było. Potem żeśmy zrobili bardzo ciekawy, jeden z najciekawszych z tych naszych filmów, filmy Niemy do muzyki Pawła Mekietyna, drugi koncert na wiolonczeli i orkiestrze. Ten film nawet gdzieś tam czasami można zobaczyć w Kino Polska. No i teraz coś, co ja bym osobiście zakwalifikował, Amerykanie mają taki gatunek political fiction, że coś, co się nie stało naprawdę, ale możemy się wyobraźnią pobawić, że jakieś tajemnicze siły działają też nie tylko to, co widzimy w telewizji, ale też podskórnie, że tam jakieś montatury, jak mówią Włosi, się mogą odbywać, co myślę, Jestem daleki od spiskowych teorii dziejów, ale myślę, że nie trzeba dalekich spisków, żeby sobie wyobrazić, że nie takie... Nie wiem, czy nie takie, ale ja nawet miałem taki pomysł, szukałem tytułu na ten film. Najpierw scenariusz się nazywał Marta, to mi się wydawało takie zbyt infantylne. Potem wymyśliłem to nazwisko, z którego się ucieszyłem, bo ono jest takie fajne, filmowe. Gdzieś tam może się komuś ze świętym z poszukiwaniem Graala skojarzyć, a być może komuś z Hanną Kral, która, tak jak nasza bohaterka, chciała opisywać rzeczywistość. Nieważne. Każdy może mieć swoje skojarzenia, mówię o swoich inspiracjach, ale przez sekundę myślałem i to był najbliższy tytuł mojemu sercu, tylko on jest za długi i tak nie do końca dobrze brzmiał. Myślałem, czy by tego filmu nie nazwać Fikcyjny przypadek Marty Grall. Wydaje mi się, że takie wprost powiedzenie, że to jest fikcja, ale byłoby też wymowne, czy to aby fikcja. Rozumiecie, co miałem na myśli? No ale fikcja, oczywiście, że fikcja, no ale tak. Także political fiction. Natomiast co do kapitana Borcharda, rzeczywiście my w filmach mamy różne sztuczki. Rozmawiałem z kolegami, którzy prawie że równolegle kręcili film na łodzi podwodnej o RP Orzeł i oni potem spotkaliśmy się gdzieś tam na jakimś festiwalu i mówią, ej, ale wyście naprawdę w morze wyszli, bo my to ani razu. A ja mówię, no jak, myśmy dwa tygodnie szaleli. No powiem państwu, to nie było proste. Nie będę się wdawał w szczegóły, ale byłem jednym z niewielu członków ekipy, którzy nie pochorowali się podczas zdjęć. A najbardziej chorował reżyser, który leżał tak przed monitorem i mówił... Także on niewiele pamięta, znaczy pamięta, ale zupełnie nie to, co chciał pamiętać z tego wypadu. Nie było to łatwe. Także tam mieliśmy panią kapitan, która trzymała w mocnych rękach ekipę. I pierwszy raz w życiu... Nie, drugi raz. Drugi raz w życiu byłem świadkiem, że nie reżyser albo kierownik planu zakończył zdjęcie. Tylko pani kapitan, jak zobaczyła, że fala tam coś tego i zaraz nam port zamknął i całą noc będziemy musieli tam być, powiedziała, koniec zdjęć. A my to tak jeszcze w Polsce, wiecie, to tak zawsze, nie, zrób, jeszcze jedno zrobimy, jeszcze jedno. Koniec zdjęć. I do Polski. Także tak, było, dyscyplina musiała być. To było wspaniałe. Także, no, super, myślę, że dużo zyskał ten serial przez tę scenerię morską, kręconą w óstce, chociaż nie nazywamy tego w filmie óstką. bardzo manowniczą, jak na polskim wybrzeżu w ogóle zakochałem się, wreszcie się mogę powiedzieć, zakochałem w jakimś polskim nadmorskim mieście. No i ten nasz żeglowiec zrobił swoje. Aczkolwiek polecam pani dalsze odcinki, bo na przykład mnie się te pierwsze dwa trochę w sumie najmniej podobały. Dopiero tak od trzeciego, czwartego się zaczyna tam jeszcze działać mocno.
[40:03.50 → 40:07.56] A: Tutaj pan w drugim rzędzie.
[40:14.57 → 41:34.82] F: Dziękuję za udzielenie głosu. Nie potrafię rozstrzygnąć, czy pana film mi się podobał, czy też nie, ale doceniam jego walory dydaktyczne i uważam, że wszyscy studenci psychologii i kierunków pokrewnych powinni ten film obejrzeć i przeanalizować. doceniam wartości dydaktyczne. Dlaczego? Dlatego, że niezależnie od tego, czy grał pan psychologa, czy księdza, czy śledczego równocześnie, to wiem, że tacy psychologowie bywają, którzy łączą te trzy podejścia. I dlatego pana rola jest jak najbardziej autentyczna. Jak najbardziej autentyczna. Czego mi brakowało? Brakowało mi takiej terapii grupowej, kiedy Pan zebrałby tych wszystkich w kręgu i pozwolił każdemu z nich mówić. Dlatego, że dla mnie w tym filmie o wiele ciekawsze były relacje między tymi studentami niż sama bohaterka. A na koniec przypomniałem sobie, że ostatnio widziałem Pana w filmie Zielona granica, gdzie grał Pan pacjenta. Teraz dla pan terapeute. Zastanawiam się, która rola panu bardziej odpowiada. Dziękuję.
[41:36.12 → 45:38.15] B: Bardzo dziękuję. Sprawia mi pan dużą radość komplementem na temat dydaktyczności, bo ja też, będzie państwo, oczywiście ja bardzo lubię usłyszeć, jak każdy artysta, że się film podobał i na to jesteśmy kompletnie nieodporni, po to to robimy. Ale też muszę powiedzieć, że Ja bym był zadowolony z tego filmu, nawet gdyby on się nie udał, bo ja go zrobiłem dla tych młodych ludzi. Chciałem, żeby oni mieli parę dni zdjęciowych, jak każdy zawodowiec, żeby oni zobaczyli, jak to jest pracować 12 godzin dziennie nad rolą, jak to jest pracować szybko, że trzeba być gotowym za 15 minut do ujęcia, a nie tak, jak oni ćwiczą jedną piosenkę pół roku. potem pójdą na plan, będą musieli pracować szybko i długo i w mozole i ja chciałem im to dać. I to był główny, czy dobry film, czy nie, to już jest drugorzędna sprawa. Natomiast tak, rzeczywiście słusznie pan zauważył, z tą rolą pacjenta w tym filmie, zresztą pokrewnej jakoś tam tematy, miejscu akcji przynajmniej, może tak, No to jest coś, wiecie Państwo, dużo w życiu przeżyłem w sumie już, zwłaszcza w tych zawodowych sprawach, no przecież tych filmów zrobiłem kilkadziesiąt i wydawało mi się, że niewiele mnie w stanie jest zaskoczyć. No i się zaskoczyłem jednak, bo ja nawet muszę zadzwonić do montażysty tej Zielonej Granicy albo jak już wyjdzie na, będzie gdzieś na jakiejś platformie czy coś, to sobie to muszę sam obliczyć, ale obstawiałbym, że moja obecność ekranowa nie przekracza, zdziwiłbym się jakby 120 sekund przekroczyła, to jakby tak zliczyć już naprawdę wszystko. Tymczasem ciężko znaleźć komentarz, recenzję czy wypowiedź o tym filmie, żeby mnie tam w jednej linijce z panią reżyser, która poświęciła dwa lata życia i panią Ostaszewską, która niewiele mniej, żeby się tam nie znaleźć, co z jednej strony jest szalenie nobilitujące i odbieram to jako A z drugiej strony jednak zadziwiające, bo ja tam pojechałem na jeden dzień, ja ich odwiedziłem. Nie kosztowało mnie to po prostu, krótko mówiąc, dużo pracy, ani emocji, ani nic. Zrobiłem coś, co napisał scenarzysta, jeden do jeden, co też bardzo ciężko mi ludziom wytłumaczyć, że to nie ja tam powiedziałem. Ale się pan walnął tam, ja mówię, nie no, przeczytałem, nauczyłem się na pamięć, co mi tam... Nie, to nie pan tam gada od siebie? No nie, no to przecież tam jest napisane, że to jest pacjent, że to on jest pod wpływem środków jeszcze, to jest tam napisane. Tego pani Holecka w wiadomościach nie powiedziała, bo te trzy razy puszczała to i nie powiedziała, że to ja tam gram człowieka pod wpływem narkotyków, to umknęło jej, muszę jej to jakoś Kiedyś, jak ją spotkam, to jej powiem, bo to dość istotna informacja jest tutaj. No tak, ale to mnie zaskoczyło, że wiecie państwo, już tam kilka afer w życiu przeżyłem, poczynając od pokłosia, które było jakimś... Właśnie ostatnio mi Facebook przypomniał, 11 lat minęło parę dni temu od premiery tego filmu, czyli 12 lat od kręcenia. No i tam rzeczywiście też była jakaś burza, być może pamiętają państwo. No i wydawało mi się, że to mnie zahartowało jakoś, i zahartowało, i zmieniło moje życie w wielu aspektach, na lepsze, na gorsze, ale nie narzekam. I wydawało mi się, że po prostu mnie już tu nic nie zdziwi, żadna afera. Ta afera mnie właściwie nie zdziwiła, chociaż rozmach na skalę państwową był zdumiewający, ale to, że epizodystę tam wzięli znowu do pierwszego szeregu, to mnie mimo wszystko, nie mówię tego przez fałszywą skromność, mimo wszystko mnie to zdumiało.
[45:39.53 → 45:40.88] A: No ale może jednak to jest...
[45:40.88 → 45:50.24] B: Ale pacjenci ciekawsi, teoretycznie ciekawsi od terapeutów, no bo zawsze jest jakieś coś tam pod spodem. Oczywiście czasami terapeuci też mogą mieć coś za uszami, to też inna sprawa.
[45:50.51 → 46:04.39] A: Ale trzymają poker face. Muszą, tak, teoretycznie. To chyba jest o tym, że pan jest kojarzony z... jest pan człowiekiem zaangażowanym, nie jest pan artystą, który wyłącznie się...
[46:04.39 → 49:03.83] B: Ten człowiek, którego wspomniałem, przepraszam, że przerywam, Krzysztof Warlikowski, wspomniałem to nazwisko, to najważniejsze spotkanie chyba artystyczne w moim życiu. No i też najbardziej długotrwałe, bośmy w jednym teatrze, w zespole, kilkanaście lat mu poświęciłem, a on nam. I on nas tego nauczył. I to nie jest przypadek, że właśnie w tym zespole jest pani Ostaszewska, pani Cielecka, pan Chyra, pan Poniedziałek, a nawet pani Dałkowska z innej flanki też. To nie jest przypadek, że to z tego zespołu są ludzie, ponieważ Krzysztof nas nauczył, że to jest tak naprawdę... Ja nie chcę oceniać innych, którzy wybierają inną drogę, ja to szanuję, ale on nam... Myśmy wspólnie doszli do wniosku, że to jest jedyny dla nas sens uprawiania tego zawodu. Mówić o rzeczach istotnych. Jakbym to miał w jednym zdaniu powiedzieć, mówić o rzeczach istotnych. Można ten zawód uprawiać, że teraz zagram króla i sobie włożę koronę. Można i tak to też jest potrzebne. I my też wkładamy te korony, tylko nie o to nam chodzi, żeby wkładać koronę. Nam chodzi o to, żeby powiedzieć o tym królu coś, co nas wszystkich dotyczy, co nas boli, co nas wkurza, na co się nie zgadzamy, co ten król zrobił złego, co jemu się robi ktoś złego itd. Coś, co nas dotyczy, co boli mnie i mam nadzieję też widzów, którzy na to przyjdą i będą patrzeć. I on nas zaraził tym. I to nie jest, że my mamy jakąś pozę, że my szukamy na siłę, że nam ktoś kazał. Wiecie Państwo, jest tyle w tym show biznesie, tyle takich płytkich, bzdurnych, nieważnych, jak się patrzy na te serwisy plotkarskie, co kto jaką kieckę ma, co tego. Tak niewiele rzeczy ma sens w tym, co my robimy. My robimy też w tym zawodzie tak głupie rzeczy, że jakbyście Państwo zobaczyli kręcenie filmu, To jest wstyd opowiadać, jakie to jest głupie. To jest nie dla wykształconych, kulturalnych ludzi zadanie. Ja kiedyś jechałem windą, której nie było i tylko za taką sztuczną szybą ja musiałem zrobić tak, że niby dojeżdżam. Czy tak się zachowują ludzie z dwoma fakultetami? Przecież to jest uwłaczające godności ludzkiej często. Ale jeżeli czasem można mieć jakiś sens, coś powiedzieć ważnego, czy też do zastanowienia, czy się za kimś wstawić, czy namówić na przeszczep szpiku, żeby się ludzie zapisywali, czy żeby pomogli tu, czy tego. No to róbmy to, nie tylko sukienki i samochody i wygłupy. Też wygłupy są ważne i biznes sukienkowy też komuś jest nam potrzebny. Ja nie chcę tego deprecjonować totalnie. Ale jeśli od czasu do czasu coś można też szukać, to przecież każdy z nas szuka sensu, jak tu jesteśmy.
[49:05.75 → 49:38.83] A: No i na szczęście udało się to też w tym filmie, bo mówimy o tym, że to jest okazja do zaprezentowania się tych młodych ludzi, no ale mówicie o czymś bardzo ważnym i pokazujecie też, jak bardzo to jest niejednoznaczny problem, jak bardzo trudne są te postawy, I przecież to jest również o odwadze, o wycofywaniu się, o tym, że możemy mieć dobre chęci, ale żeby przejść do realizacji ich, to nie jest proste. Jest w tym bardzo wiele takich rzeczy, które mogą otwierać rozmowę.
[49:39.53 → 52:58.89] B: To prawda, ale też jeszcze raz chcę podkreślić, że czułem się za nich odpowiedzialny też nie tylko artystycznie i aktorsko, ale też światopoglądowo, ale w tym sensie, że ja czułem, że nie mam prawa jako ich nauczyciel i zwierzchnik wymagać od nich jakichkolwiek postaw światopoglądowych. Tym bardziej, że mieliśmy takie spotkanie, pamiętam je, bo oni mnie namawiali, żeby zrobić film. Ja nie sądziłem, że my w szkolnych warunkach jesteśmy w stanie zrobić dłuższy film niż pół godziny. Ja mówię, słuchajcie, to przynajmniej, to może zróbmy tak, weźmy sztukę i zróbmy teatr telewizji, będziemy przynajmniej mieli literaturę dobrą. No może, no dobra. I spotkaliśmy się, akurat znowu pandemia się zrobiła, na tym tam w komputerze, na tym Zoomie. Przeczytajmy. Znalazł mi przyjaciółka, znalazła sztukę współczesną, polską. Akurat było parę miesięcy po w czarnym proteście, słynnych marszach kobiecych. I sztukę napisała dziewczyna, odważną, mocną, współczesną, o młodych kobiety. To, co dzisiaj, tylko to było trzy lata temu, dzisiaj to ona już by nie była, ale wtedy była taka ostra. Z tym tematem aborcji gdzieś w tle, ale mnie takie tematy, trudne tematy, jak państwo jak już tu rozmawialiśmy nawet przed chwilą, że to nie jest dla mnie przeszkoda, no ale mówię, dobra, przeczytajmy, zobaczymy. Przeczytaliśmy i ja mówię, no można by to nakręcić, miałbym na to pomysł. Co wy na to? No i tam, o tak, tak, tak, ale jedna widzę, druga, trzecia, no co? A czy nie można by czegoś mniej kontrowersyjnego, No i wyczułem, oni bardzo delikatnie to powiedzieli, ale wyczułem, że ja bym mógł, gdybym był dyrektorem teatru albo reżyserem filmu, proszę bardzo, robię casting, no to wtedy proszę bardzo, idziesz do pracy czy nie idziesz. Ale ja jako nauczyciel nie mogę im powiedzieć, proszę, ty chodź do sztuki, do aborcji i teraz będziesz grać to. Znaczy mogę, ale moim zdaniem to by było nadużyć. Więc jak już się zdecydowałem, to już opowiadałem tę historię, ale z tym tłem chciałbym ją jeszcze w skrócie powtórzyć. Jak już się zdecydowałem, słuchajcie, ja mam w głowie to Podlasie. Nie chcieliście o aborcji, no to nie wiem co wy o tym Podlasiu, ale ja nie umiem teraz, jeżeli ja w ciągu miesiąca muszę napisać scenariusz, ja nie napiszę o niczym innym. Mogę wam obiecać, że zrobimy niejednoznaczny film, stąd to się wzięła ta niejednoznaczność też, żebym ja nie musiał, rozumiecie, żebym nie musiał tych studentów, ja nie wiem, co oni tam sobie myślą, co głosują, jak to jest ich sprawa. Ja nie mam, ja nie chciałem w żadnym wypadku w to wnikać i mówię, słuchajcie, no ja mogę, zrobię wszystko, żeby zamieszać te tropy tak, żeby to nie był jednoznaczny film. Czy to wam, czy to jest dla was okej, czy będziecie się czuć z tym komfortowo? No to niech pan napisze, zobaczymy. Napisałem, mówię, no dobra, może
[53:01.76 → 53:03.76] A: Tutaj mamy pytanie na środku.
[53:05.76 → 53:27.76] G: Ja mam dwa pytania. Chciałam zapytać pierwsze. Mówił pan o kamerze. Jest taka scena na samym początku, dziewczyna zamyka oczy na powiekach, ma coś napisane, to jest dla widzenia nieczytelne, to znaczy ja nie mogłam sobie przeczytać tego, tylko po minie pana Żakowskiego uśmiechniętej domyślałam się, że to jest jakaś sugestia.
[53:28.69 → 54:06.35] B: To była sugestia i cytat taki. Rzeczywiście nie patrzyłem tu z boczku, ale to tylko na tych takich największych kinowych ekranach widać albo jak ktoś ma to zupełnie przed nosem. A jest to trochę cytat, trochę żart, a trochę cytat z mojego pokolenia, to państwo będą kojarzyć, film Poszukiwacze Zaginionej Arki. I tam Indiana Jones jak miał wykład, to studentka w pierwszym rzędzie zamykała oczy i na powiekach miała love you napisane. No więc nasza studentka ma osiem gwiazdek na powiekach.
[54:09.63 → 54:12.63] E: Ale
[54:14.63 → 54:17.63] B: może i lepiej, że nie widać, bo jeszcze by była afera.
[54:18.25 → 55:17.28] G: Natomiast moje pytanie jest skierowane bardziej po wydźwięk tego filmu. Dla mnie jest bardzo taki pesymistyczny z tego względu, że pokazuje taką słabą kondycję tych ludzi młodych i po kilku tych sekwencjach ja sobie pomyślałam, że w gruncie rzeczy może moje życie dla nich też jest w jakiś sposób, oceniliby moje życie jako niezadowalające czy jakieś trudne, ale na przykład dzisiaj to ja po tych kilku sekwencjach ucieszyłam się, że nie jestem osobą młodą. I pomyślałam sobie, jakie to jest szczęście, że ja nie jestem osobą młodą i nie mam takich pokus, czy takich zagrożeń. I chciałam zapytać pana, ponieważ być może to środowisko artystyczne bardziej pokazuje, jaka jest kondycja ludzi młodych, bo pan ma kontakt właśnie z takimi dwudziestolatkami. Bo ten film jest bardzo, na tym poziomie, dla mnie przynajmniej, jest bardzo smutny, taki przygnębiający.
[55:17.94 → 55:31.28] B: Czy mógłaby pani rozumieć? Ja nie mam poczucia, że oni są w jakiejś słabej bardzo kondycji. Oczywiście tam są też różne osoby, to też jest trudno powiedzieć o pokoleniu.
[55:32.94 → 56:14.66] G: Nie mają wsparcia w rodzicach, nie mają wsparcia w rodzinie, są taką samotną wyspą, uciekają w narkotyki, w alkohol. To, że są nadwrażliwi, ta dziewczyna, która... Ja tak odebrałam, może to jest subiektywne. Ta dziewczyna, która mówi, jakie to piękne, patrząc na zachód słońca, a potem zniekształca rzeczywistość, że była na Białorusi. Czyli jakaś pogoń. Ta dziewczyna, która jest taka pewna siebie, a w gruncie rzeczy to jest być może jakaś maska. nie pokazuje siebie tak naprawdę. Nie wiem, dla mnie to było takie...
[56:14.66 → 01:00:36.73] B: No tak, ale wie pani, ja tak właśnie patrzę na tych studentów i tak jak mówię, ja na przykład nie mam poczucia, że oni są w bardzo złej kondycji. Wydaje mi się, że są mniej więcej w takiej samej kondycji, jak myśmy byli mimo wszystko wtedy. I to, co powiedziałem też pół godziny temu, wszystko się z nimi może wydarzyć. Z tymi moimi aktorami, Oni tam pewnie będą ze dwie osoby w porywach do pięciu, które zrobi karierę. Tam jest pewnie około pięciu, ośmiu następnych, którzy będą uprawiać ten zawód gdzieś w teatrach, w mniejszych rolach. I tam jest pewnie też, jeśli chodzi o statystyki, przynajmniej Krzywą Gałsa, z piątka, szóstka, którzy będą musieli poszukać innego zajęcia w życiu. nie ma nic bardziej okrutnego niż korytarze szkoły teatralnej, gdzie są wywieszone te listy absolwentów. I tam na każde 20 nazwisk, no to jak trzy pani skojarzy, o, Yanda, o Yanda, Szczepkowska, o fajnie. No i to tyle mniej więcej z tej listy pani kojarzy, tak? No więc to jest dość okrutne dla nich, bo łatwo przewidzieć, że z nimi może być niestety tak samo. Więc co ja mogę powiedzieć pani na to pytanie? Mam też córkę 23-letnią i bardzo właśnie pracuję nad sobą, żeby nie oceniać jej kondycji. Inaczej powiem, jeżeli miałbym zacząć oceniać jej kondycję, to nie miałbym z nią za dobrych stosunków. Bo jest inna, trochę jest inna niż ja byłem w jej wieku. Ja w jej wieku już grałem film, a już byłem samodzielny, już tego... Pracowałem, pracowałem, pracowałem, pracowałem, pracowałem. A teraz... potem myśmy się przez lata, moje pokolenie, mądrzyło w wywiadach do kolorowych gazet, że nie samą pracą człowiek żyje. Trzeba też jogę uprawiać, triatlon, A teraz przyszło pokolenie mojej córki, która mówi, gdzie ty idziesz? Ona mówi, no na jogę. Ja mówię, ale nic nie zrobiłaś. No ale przecież mówiłeś, że joga jest ważna. No ale... No co no, przecież kazałeś, żeby się zajmować jogą, to co ty się... Ale ja w twoim wieku... Sami żeśmy im kazali się skupić na jednym. Ale nie chciałbym popełniać tego błędu i mówić ja w twoim wieku. Ja to niestety oczywiście sobie myślę, ale nie mówię tego, bo z zaciekawieniem patrzę co z tego wyjdzie, bo może ona ma rację z tą jogą. Ja pracuję od pora 20 lat jak dziki osioł. Ja wam opowiem mój tydzień teraz. Dzisiaj rano odwiozłem syna do szkoły, pojechałem do teatru na przymiarkę kostiumów. Z przymiarki pojechałem nagrywać audiobooka. Zjadłem obiad z córką, przyjechałem do Was dzisiaj. Muszę wrócić dzisiaj do Warszawy, bo jutro rano znowu mam przymiarkę tam w tym teatrze, bo już coś krawiec uszył. I jadę do Poznania, bo będę miał premierę stand-upu w tym tygodniu. Mam teraz trzy dni, będę w Poznaniu, miał ostatnie próby. Muszę wszystko spiąć, odwiedzić iluzjonistę po drodze, żeby wziąć rekwizyty od niego. Kostiumografka tam przyjedzie, muzyka, kompozytor. Muszę to wszystko spiąć, mam premierę. Po czym w piątek sobie odpocznę w tym Poznaniu. W sobotę będę w łańcucie, miał jakiś tam wieczór i z łańcuta, która jest koło Rzeszowa, muszę się przerzucić do, uwaga, koszalina, gdzie następnego dnia gram dwa stand-upy. I tak wygląda moje życie. Może lepiej, żebym chodził na jogę, nie wiem.
[01:00:39.17 → 01:01:10.11] A: Dla nas na pewno gorzej, ale dla pana... Proszę Państwa, czy to jest czas, żebyśmy skończyli, bo spojrzałam na zegarek. Dobrze, to jeszcze możemy jakieś pytanie. Proszę bardzo, żeby tu nie zamęczyć Pana Maćka. Proszę tutaj na samym środku.
[01:01:18.39 → 01:01:29.21] B: A ja nie o film chciałam zapytać, bo pracuje Pan ze studentami, ale oglądam
[01:01:29.21 → 01:01:32.87] C: autentycznych i chciałam zapytać o takie krótkie
[01:01:32.87 → 01:01:36.39] G: refleksje z tego rodzaju pracy.
[01:01:37.49 → 01:05:31.46] B: Dla tych z Państwa, którzy nie wiedzą, o czym mowa, to jest taki program na TVN, gdzie osoby w spektrum autyzmu w liczbie około 40 osób, przepytują jakąś gwiazdę, jakby to dziennikarze robili, a ja tam jestem takim moderatorem, tylko właściwie drugoplanową postacią, która czuwa nad przebiegiem całości. Muszę powiedzieć, że jest to coś dla mnie wyjątkowego. Zgodziłem się na to, ponieważ zupełnie nie znam świata autyzmu i trochę mnie to zawstydza, że nie znam. Każdy taki brak można nadrobić, choć nie ma takiego obowiązku, ale z drugiej strony są niedaleko nas, nie wiem czy wśród nas, ale pewnie i wśród nas, albo bardzo niedaleko nas ludzie, którzy są trochę inni i przez tę swoją inność są w gorszej sytuacji, są izolowani, nie mają szans takich jak my mamy, a aspiracje, serce, uczucia, umysł też, nie zawsze w tym samym wymiarze, ale ogromne to wszystko jest. I ten program jakoś próbuje ten świat pokazać od bardzo nietypowej strony, pokazać ich w działaniu takim powiedzmy dziennikarskim, kiedy oni muszą przygotować pytania i mieć odwagę, siłę, wziąć mikrofon, stanąć przed Robertem Makłowiczem czy Natalią Kukulską i zadać to swoje wypracowane pytanie. To jest program, który został wymyślony we Francji przez twórców takiego filmu Nietykalni. Pamiętają państwo wspaniały film i ci twórcy poszli za ciosem i zaczęli zgłębiać różne nasze takie obszary problemów ze zdrowiem fizycznym czy psychicznym i uczestnictwem tych osób w rzeczywistości. I oni wymyślili. I we Francji jest to niesłychany sukces, Łącznie z tym, że chyba już powstały trzy sezony tego programu, tych spotkań i ostatnio nawet prezydent Macron sam się zgłosił, że chce pójść tam, bo już tak jest to popularne. Nie wiem, czy czeka nas ten sam los, ale wydaje mi się, że... Ale coś się... Oczywiście już jest jakaś dyskusja, już są głosy na za, za, przeciw, ale coś się dzieje. Wydaje mi się, że poznajemy ten świat, nakłuło się jakiś znowu balon. Można sobie pomyśleć coś też o inności, o poznać. Nie wiem, ja jestem... Niech powiedzą same fakty za siebie. Ja pierwszy raz w życiu się zgodziłem prowadzić w telewizji coś cyklicznego. I to właściwie w ciemno się zgodziłem. I dla tych z Państwa, którzy nie widzieli, w dobie tego blichtru, błysku, fleszy i tak dalej, ten program jest, ja go nazywam antytelewizyjny. Tam nie ma żadnej scenografii, żadnych świateł takich kolorowych, żadnych kostiumów. Właściwie nie ma czołówki, właściwie nie ma początku ani końca. Jest spotkanie. Spotkanie ludzi w spektrum autyzmu z gwiazdą. I tyle. Prostota tego programu jest czymś tak wyjątkowym w dzisiejszym świecie, że bardzo do mnie przemówię. A zobaczymy. Właśnie dzisiaj jakaś tam pani dyrektor telewizyjna do mnie dzwoniła, że bardzo będzie chciała w przyszłym roku kilka takich spotkań znowu nakręcić. Także jestem bardzo ciekawy, co to dalej z tego będzie. Bo mam wrażenie, że każdy kolejny program może być fajniejszy, Będziemy wszyscy luźniejsi i oni się już też poczują fajniej.
[01:05:33.74 → 01:05:43.74] A: Proszę bardzo. Chyba onieśmieliłam Państwa tym zbliżeniem się do końca.
[01:05:44.26 → 01:05:58.93] B: Dzień u Pana jest tak wypełniony... W imieniu żony bardzo dziękuję za to.
[01:06:00.61 → 01:06:02.17] A: Ja bardzo dziękuję.
[01:06:02.65 → 01:07:18.73] B: Bardzo państwu dziękuję. Naprawdę. Zaraz napiszę studentom, że państwo ich oglądali, bo to dla nich też jest ważne. I cieszę się, że z tym filmem się udało mi przyjechać. No i myślę, że przetarłem szlak do lubienia. Znaczy, ja już go przetarłem dawno, tylko mam taką traumę, bo raz właśnie w listopadzie, Jeszcze byłem w Dramatycznym. Skończyłem próbę w Dramatycznym o 14. My próby kończymy w teatrze i miałem występ w tak zwaną hałturę dla jakiejś firmy. Coś miałem poprowadzić wieczór tu w Lublinie. I był listopad, ile to mogło być? Kilkanaście lat temu co najmniej. I był listopad i jeszcze nie było tej wspaniałej drogi, którą dziś jechałem. Była ta droga stara i był pierwszy atak zimy. I jechałem z tego dramatycznego tu do Lublina 12 godzin. 12 godzin. Za darmo się jeszcze przejechałem, bo już przyjechałem po imprezę. O drugiej w nocy przyjechałem, przespałem się 3 godziny, o 7 wróciłem do Warszawy. Także mam traumę, ale ta droga już jest wspaniała. Przyjemność przyjechać do Lublina. Przyjadę ze stand-upem. Przyjdźcie.
[01:07:20.50 → 01:07:22.28] A: Dziękuję bardzo. Do zobaczenia.

Kino w Teatrze Starym „Marta Grall” / Spotkanie z Maciejem Stuhrem

Od kilku lat w szkołach teatralnych – łódzkiej i warszawskiej – powstają nie tylko dyplomy teatralne, ale też filmowe. Młodzi adepci zawodu mogą przećwiczyć i zaprezentować swoje umiejętności nie tylko na deskach scenicznych, ale też przed kamerą. Ale to nie tylko wprawki warsztatowe. Przy okazji powstają interesujące, godne uwagi wypowiedzi o współczesnej rzeczywistości. Dotykające żywych, aktualnych tematów. Tak też jest w wyreżyserowanej przez Macieja Stuhra etiudzie fabularnej z warszawskiej Akademii Teatralnej.

Rektor uczelni przerywa wykład, żeby poinformować grupę studentów, że jedna z ich koleżanek nie żyje. Z młodymi ludźmi będzie rozmawiał psycholog, który ma im pomóc przeżyć ten szok. Z rozmów, które obserwujemy, wyłania się nie tyle obraz nieżyjącej Marty, co tych, którzy o niej opowiadają. A także coraz wyraźniejszy obraz świata, w którym przyszło im żyć.

Magda Sendecka, kuratorka programu filmowego w Teatrze Starym w Lublinie

 

„MARTA GRALL”

Reżyseria: Maciej Stuhr
Scenariusz: Adam Kasjaniuk, Maciej Stuhr
Zdjęcia: Maciej Puczyński
Polska 2022
70 minut

 

Wróć