Tryb wiązania: soft

Pokazujemy wszystkie trafienia.

[pokaż transkrypt] [ukryj transkrypt]
[00:01.84 → 00:21.34] A: Dobry wieczór raz jeszcze. Witam państwa bardzo serdecznie na pierwszym w tym sezonie spotkaniu filmowym w Teatrze Starym. Naszymi gośćmi są reżyser i bohater odtwórca głównej roli w filmie Król Życia czyli Jerzy Zieliński i Robert Więckiewicz. Zapraszam serdecznie.
[00:25.12 → 00:28.12] B: Panowie.
[00:49.52 → 01:21.15] A: Bardzo nam jest miło, że tak dużo dzisiaj państwa z nami. Ja będę zadawać pytania, ale gdyby ktoś z państwa poczuł, że ma ochotę się włączyć do dyskusji, to proszę natychmiast sygnalizować. Ja próbuję jakoś tutaj ogarnąć tę sytuację. Jurku. Wybitny autor zdjęć filmowych, pracujący z najlepszymi i w Polsce i za granicą. Skąd taki pomysł, taka idea, żeby zrobić film jako reżyser?
[01:23.69 → 01:33.87] C: Dzięki za to wprowadzenie i te słowa o wybitności, zawsze one mnie wprowadzają w taki niepokój jakiś.
[01:34.82 → 02:19.66] A: Ale taka jest prawda. Nie będę tu cytować ile nagród dostałeś ostatnio na festiwalu w Gdyni i nie wymienię wszystkich tytułów filmu, ale choćby filmy Filipa Bajona, choćby Ucieczkę z kina Wolność tutaj państwo oglądali niedawno Wojtka Marczewskiego, filmy Agnieszki Holland. Pat O'Connor, reżyser brytyjski, lista reżyserów amerykańskich i aktorów, z którymi pracowałeś. Tutaj zdradzę Państwu, że o Jimmy Carey rozmawialiśmy przed wejściem tu na scenę, bo Jerzy pracował też z tym aktorem, więc już bez tej przesadnej skromności. Wróćmy do pytania.
[02:20.46 → 03:47.32] C: Dlaczego właściwie wpadłem na pomysł, żeby reżyserować. Wydaje mi się, że każdy czy większość autorów zdjęć gdzieś w pewnym momencie ma taki pomysł. I to nie dlatego, żeby wypełnić swoje jakieś niespełnione ambicje, tylko poprzez to, że pracujemy z wieloma reżyserami i fotografujemy ich filmy. I w pewnym momencie przychodzi taka myśl, ale chciałbym opowiedzieć może swój film, chciałbym zrobić swój film jako reżyser. I to gdzieś mi się kołatało po głowie. Nie miałem jakiegoś wielkiego ciśnienia, bo wiedziałem, że muszę mieć odpowiedni materiał. I ten materiał znalazłem w tym scenariuszu Król Życia. Tam były trzy elementy, które mnie interesowały, jeśli chodzi o wybór materiału. Taki warstwa humorystyczna, bo chciałem zrobić film, gdzie jest element humoru, element absurdu, bo tak widzę naszą rzeczywistość, to jest kombinacja absurdu z humorem, niekiedy czarnym. I później taki element przesłania, żeby w tym filmie było jakieś przesłanie i gdzieś ten materiał spełnia te wymogi.
[03:48.10 → 03:50.68] A: A jak to się stało, że ten scenariusz trafił do ciebie właśnie?
[03:52.16 → 04:47.31] C: Kompletny przypadek, taki przypadek. To jest długa opowieść, ale jakiś tam mój znajomy taki, którego znam słabo i on wynajmował jakieś mieszkanie ode mnie. W końcu mówi mi coś takiego, że wie pan co, ale ja sprawdziłem w internecie i wiem kim pan jest i tutaj mam scenariusz kolegi. No to ja się zmartwiłem, bo wiem, że to trzeba będzie przeczytać i trzeba będzie później mu coś powiedzieć. No tragedia po prostu. Będę musiał mówić, że interesujący, ale mam inne plany. W związku z tym odłożyłem to na miesiąc i zacząłem czytać i zacząłem czytać i to zaczęło mnie bawić, ten tekst. No i tak trafił do mnie ten tekst.
[04:48.12 → 04:56.50] A: Czy od razu pomyślałeś o bohaterze? Kto by mógł go zagrać? Czy to tak było, że pojawił ci się nasz przyjaciel Robert?
[04:56.88 → 05:02.18] C: Nie, to ja wiedziałem od razu. Tak, wiedziałem od razu.
[05:02.65 → 05:11.85] B: No myślę, że co on teraz ma odpowiedzieć po prostu na takie pytanie? Nie, oczywiście, że nie. To był przypadek. No po prostu takich pytań się nie zadaje w ogóle.
[05:12.09 → 05:20.59] A: Ale ja zadaję to pytanie, ponieważ Jurek już mówił wielokrotnie o tym, więc wiesz, to nie jest tak, że tutaj to jest pierwsza rozmowa po tym filmie.
[05:21.43 → 05:40.88] C: Nie, od razu wiedziałem i to co powtarzałem kilkakrotnie, gdyby Robert nie mógł, nie chciał, nie zagrałby tej roli, to prawdopodobnie bym tego filmu nie zrobił. I to jest, mówię totalnie poważnie, bez tutaj jakiegoś komplemenciarstwa takiego.
[05:42.02 → 06:01.14] A: Robert, to powiedz, jak to było, kiedy przeczytałeś ten scenariusz. Też pytam nie bez przyczyny, bo opowiadałeś o tym filmie, kiedy jeszcze był w zdjęciach i wtedy mówiłeś, że to właśnie taka niekonwencjonalna postać wykraczająca poza twoje dotychczasowe doświadczenia.
[06:01.87 → 09:28.25] B: No tak, rzeczywiście ona się różni od postaci, które zwykłem przynajmniej przez ostatnie lata grywać. Jerzy do mnie zadzwonił i powiedział, że ma taki tekst, spotkaliśmy się, ja to przeczytałem i później się spotykaliśmy jeszcze wiele razy, ponieważ musiałem o pewne rzeczy dopytać. Pracowaliśmy nad analizą tego tekstu i tego bohatera i ja się bardzo ucieszyłem z tej propozycji, dlatego że to było dla mnie coś, to był niewątpliwie challenge, to znaczy to było wyzwanie, ponieważ miałem przed oczami bohatera pozytywnego, to znaczy takiego pozytywnego w tym sensie, że to jest człowiek, który w tej drugiej części filmu, którą nam najbardziej chodzi, jest taki jasny, jest po prostu afirmujący życie. Uśmiecha się. Tak się bezinteresownie uśmiecha po prostu. Nie jest to uśmiech ani szyderczy, ani ironiczny. I oczywiście zadawałem sobie pytanie, dlaczego to ja? Dlaczego Jerzy akurat mnie zobaczył, znaczy tę postać zobaczył we mnie, co właśnie do dzisiaj jest tajemnicą dla mnie. Może tu się dowiemy. Może. Ale z drugiej strony to mnie jakoś tak... Z jednej strony mnie to jakoś połechtało, a z drugiej strony mnie zaniepokoiło, bo to znaczy, że on wie o mnie być może coś więcej I być może wie tego, czego ja sam o sobie nie wiem, że może ja taki trochę jestem. To by było okropne oczywiście, bo jednak taki prawdziwy, szczery uśmiech jest czymś bardzo intymnym. Nie zawsze chcemy dawać ludziom dostęp do siebie w taki sposób. No i to jakby później był cały proces, bo to trwało trochę od momentu, kiedy się po raz pierwszy spotkaliśmy przy okazji tego tekstu do zdjęć i moje jedyne wątpliwości dotyczyły tego, czy ja w ogóle będę w stanie dokonać w sobie takiej metamorfozy. Przyzwyczajony jednak do takiego gęstego, psychologicznego kina. do mroku, do eksplorowania mroku w sobie, jakiejś gęstwiny po prostu. No i oczywiście moje obawy nie były bezpodstawne. No ale to jest jakby temat na kolejne pytanie. Po prostu przeżywałem przez pierwsze tygodnie prawdziwą gehennę na tym planie, bo po prostu kompletnie nie umiałem, nie radziłem sobie. I gdyby nie Jerzy, to była jakaś katastrofa po prostu, bo ja tego nie umiałem zagrać po prostu. Ale to jest, tak jak mówię, inna opowieść. To jest inna opowieść. Na szczęście, jak to mówią, wiochy nie ma.
[09:30.14 → 09:36.74] A: I mamy niepowtarzalną okazję spytać Cię, co zobaczyłeś w Robercie, że widziałeś go w tej roli.
[09:36.86 → 09:40.16] B: Nie, ja bym wolał o tym nie mówić, to po prostu jest strasznie intymne.
[09:40.16 → 09:48.80] A: Ale jakbyś, słuchaj, na przykład zatkał sobie uszy na chwilę, albo nie wiem, no pomyśl o czymś przyjemnym, a my tutaj tymczasem wymienimy te informacje.
[09:50.60 → 12:15.49] C: Parę słów o jaką miałem jakby wizję tego filmu. Scenariusz jest bardzo nietypowy, jakby jeśli chodzi o takie nawet nie nasze warunki polskie, ponieważ jest takim scenariuszem mozaikowym. Składa się z takich jakby scen, trochę przypomina taką korkową tablicę, na której wieszamy różne rzeczy, jakąś tam widokówkę, ktoś nam przysłał jakiś wycięty ten i to mnie zafascynowało. Jednocześnie Tam jest element humoru i cała warstwa humoru. Wiedziałem jedną rzecz, że ta mozaikowość tego scenariusza musi być spięta głównym bohaterem i aktorem, który po prostu jest najwyższej klasy. I to mogę powiedzieć otwarcie. ponieważ wiedziałem, że tylko ten bohater i ten aktor będzie w stanie przeprowadzić nas przez tą mozaikowość, w sumie oderwanych trochę od siebie scen. I teraz chodziło mi o to również, jeśli chodzi o ten element humorystyczny, czy tą warstwę humorystyczną, chodziło mi o to, żeby nie grać komedii, że nie chciałem mieć aktora i w ogóle aktorów we wszystkich rolach, którzy będą puszczali oko do widowni mówiąc, że to jest komedia, to będzie śmiesznie i tak dalej. Odwrotnie, że sytuacja jest taka, że oni grają jakby na poważnie, natomiast element komediowy pojawia się z kontekstu, w którym się znajduje bohater. Także w tym sensie nie miałem wątpliwości. Bardzo chciałem, żeby Robert to zagrał, a wiedziałem, ponieważ wcześniej robiliśmy taki film, Baby są jakieś inne, Koterski reżyserował, a ja robiłem zdjęcia i wiedziałem, że w momencie, kiedy schodził Robert z planu i żeśmy tam byli prywatnie i tak dalej, że on ma tą drugą stronę. Ja nie miałem żadnych wątpliwości. że ma tą jasną stronę, tylko była teraz sprawa odkrycia tej jasnej strony.
[12:16.57 → 12:29.39] A: Ale chciałam ci, Robert, powiedzieć, że ta twoja jasna strona w poprzednich rolach też się pojawiała, bo momenty liryczne w filmie w ciemności są trudne do przeoczenia, więc...
[12:29.39 → 17:31.80] B: No tak, tylko że, wiesz, ważny jest kontekst, no tam jakby było się od czego odbić, tam jakby... Backgroundem tej postaci jednak był, znaczy można by powiedzieć właściwie o tym Sosze, że on od początku w ogóle jest dobry, tylko o tym zapomniał. Ale tam można było sobie zbudować całą tą jakby opozycję. Tutaj w gruncie rzeczy w jakimś sensie też, no bo jakby ta pierwsza część jest taką opozycją, jakby tutaj, ja tutaj się czułem jak ryba w wodzie, akurat to mi tutaj, że tak powiem, te sceny to były moje w ogóle takie, to były te deski, których się chwyta tonący. Ale mówiąc poważnie, to rzeczywiście ten bohater w pewnym momencie, znaczy ja w ogóle wierzę, że to co się dzieje, że wszystko właśnie co się dzieje, dzieje się jakby gdzieś nieprzypadkowo i po coś. Ja musiałem rzeczywiście i to Jerzy właśnie mnie tak jakby modulował, że jakby jakby modulował w tym sensie, jak szukamy stacji radiowej. Dzisiaj już jej nie szukamy, tam przyciskamy guzik, ona się sama znajduje, ale kiedyś dostrajaliśmy radio, żeby usłyszeć konkretną stację radiową i Jerzy mnie tak dostrajał właśnie na tego pozytywnego. To jest coś takiego, że ja z natury jestem człowiekiem, dla którego szczanka jest od połowy pusta. Jestem raczej takim, jakbym czarno widzę rzeczywistość i jakby też Jeśli mam być już tak absolutnie szczery przed państwem, no to raczej mam problem z takim, jakby to powiedzieć, samoakceptacją trochę, tak? Znaczy takim samo, taki self-confidence, taką pewnością siebie. I w gruncie rzeczy mało się też uśmiecham, tak? Może tam, albo jak się uśmiecham, to nie mam świadomości tego, że się uśmiecham. Niektórzy mówią, że nawet się sporo uśmiecham. Ale co innego jest jednak sytuacja prywatna, a co innego jest jakby generowanie pewnej sytuacji przed kamerą, którą trzeba poczuć. I myśmy po prostu toczyli taki spoisty pojedynek. Po prostu ja przychodziłem, Jerzy mi witał i mówi, no widzę, że jesteśmy w swoim ulubionym klimacie. Bo ja mówiłem, nie, nie, ta scena w ogóle nie, ta wczoraj ta scena to jakaś porażka. Ależ nie, było naprawdę dobrze. Więc jakby cały czas było coś takiego, dlatego że, teraz mówię poważnie, to naprawdę okazało się, że żeby to było, żeby to nie było, to o czym teraz Jerzy powiedział, żeby to nie było po prostu takie banalne, w tym sensie, że, że się hichramy z czegoś, czy, czy, czy, że wzbudzamy rechot, tylko żeby to było jakoś osadzone w tym bohaterze, taki rodzaj pozytywnego bardzo jakby nastawienia do rzeczywistości. Myśmy tu pokazali pewien wycinek rzeczywistości. Oczywiście, że oni mają swoje problemy i tak dalej i tak dalej, ale myśmy się chcieli skupić na tym, że można jakby zmienić kąt widzenia po prostu tej samej rzeczywistości. I teraz to było bardzo ciekawe wyzwanie. Co więcej, to było takie, jeżeli po prostu zasiął mi tam takie, takie ziarenko, które tam kiełkuje teraz, jest coś takiego. Ja czasami rzeczywiście łapię się na tym, że to mnie troszeczkę też zmieniło. Wydaje mi się, no nie tak diametralnie, że nagle się stałem Edwardem. Nie, nie stałem się Edwardem, ale dużo mi się z Edwarda podoba i czasami jak staję wobec jakiejś konkretnej sytuacji życiowej albo staję sam przed sobą, to złapałem się na tym kilka razy, że sobie zadawałem takie pytanie, a jakby Edward się zachował? I nagle aha, no dobrze. Nagle jakiś taki spokój się pojawiał. Więc nie chcę powiedzieć, że to był jakiś rodzaj terapii, ale bardzo interesującego dla mnie doświadczenia, nie tylko aktorskiego, o aktorskim już tam mniej więcej powiedziałem, że to była jednak zupełnie biegunowo inna sytuacja, prawda? taki właśnie pewnego rodzaju obecność, bycie tu i teraz, prawda? I też prywatnie, jakby dla mnie jako aktora też, poza tym to, co jakby Jerzy mi też powtarzał, że może warto też jakby trochę bardziej ujawnić tę drugą jakby stronę, w sensie takiej palety aktorskiej, nie? Że jakby to masz wyeksplorowane, jakby to wiemy, że tutaj jakby Dajesz radę. A może warto, żeby jakby się poszerzyć, jakby zobaczyć teraz innego Roberta trochę, jakby innego. I to było bardzo ciekawe dla mnie.
[17:32.80 → 17:34.56] A: To opowiedz jeszcze o czerwonych spodniach.
[17:35.58 → 17:44.90] B: No tak, to był taki moment, kiedy ja... Czerwone spodnie... Znaczy w ogóle nie ma takiego tematu, tak? Znaczy w ogóle gdyby ktoś... Magdalena Biedrzycka kostiumy, tak?
[17:45.12 → 17:45.46] A: Dobrze pamiętam.
[17:45.58 → 19:45.44] B: Nie, no ja powiedziałem, to jest wykluczone. Wykluczone. Bo nie dość, że mam się uśmiechać, to jeszcze mam mieć czerwone spodnie. Więc po prostu a ja no w jakichś najczarniejszych snach nie widziałem się nigdy w czerwonych spodniach i nie wiem czerwone co czerwone może być OK. Ferrari czerwone akceptujemy. Co jeszcze czerwonego. Proszę. No niestety ja nie. Nigdy nie byłem zwolennikiem lampki wina do obiadu. Ja lubiłem konkretny świder, więc tam się nie bawiłem w wina. Ale może się kiedyś zdarzy. W końcu człowiek też się rozwija, jakoś tam łagodnieje. Natomiast czerwone spodnie? No way. Mało tego, że czerwone spodnie. Kowbojskie buty ze szpicem. metalowym. Mało tego, baczki. Ale Jerzy jest przebiegłą bestią, bo on mi to tak po kolei wrzucał. I on jeszcze będzie miał to. Ach, jeszcze będzie miał to, kurczę, no nie wiem, to trochę tego. Na następnym spotkaniu, słuchaj, bo jeszcze chyba ci nie mówiłem, ale on jeszcze będzie miał to. I tak przez pół roku mi przemycał powoli te kolejne elementy. I w końcu mnie po prostu przekabacił na swoją stronę, ewidentnie. Tam było wiele takich elementów, ale dlaczego to było, spotykało się z taką moją reakcją? No bo ja jednak byłem przyzwyczajony do zupełnie jakby innego kombinowania. To zupełnie tym bardziej, że tutaj w gruncie rzeczy jako takiej psychologii nie ma, prawda? Że to jest jakby sytuacja apsychologiczna, dlatego że on znajduje się dokładnie w tym momencie po prostu. To jest coś takiego i on jakby reaguje tu i teraz, prawda? Nigdy więcej czerwonych spodni, to na pewno już.
[19:46.46 → 19:50.56] A: Ale rozumiem, że jakoś pozwoliło Ci to, czy pomogło Ci to zbudować tę postać?
[19:53.98 → 21:25.22] B: Wiesz, wszystko pomaga zbudować postać tak naprawdę. Wiesz, począwszy od scenariusza, jakby gdzie po prostu pewne elementy są zapisane tam już, jakby to jest kwestia tylko rozczytania ich. Poprzez nasze rozmowy wspólne, naszą wspólną pracę, jakby pewne ustalenie kierunków, wektorów i jakiejś motywacji bohatera, które były dla mnie szczególnie istotne, te rozmowy, no bo po prostu ja nie znałem takich bohaterów. Znaczy ja sobie mogłem ich wyobrażać, ale no taki rodzaj bez trosk, no nie wiem jak to nazwać nawet, aż po kostium, make-up, jakby wszystkie te elementy, które gdzieś tam, które w ogóle jakby są potrzebne, żeby zrobić film, więc jakby te wszystkie elementy, ale najważniejszym jednak elementem To było to spojrzenie reżysera, ponieważ Jerzy miał dokładnie wizję tego bohatera. I gdyby on nie miał tej wizji, to byśmy poszli w jakieś krzaczory totalne po prostu, bo ja bym stał naprawdę tutaj. Pewnie byś coś tam próbował wykrzesać z siebie, ale te codzienne nasze poranne takie przekomarzania i to nastawianie mnie takie pozytywne, ono bardzo dużo mi dało. bo ja musiałem w to uwierzyć po prostu. Nie wiem, czy miałbym taką... Nie wiem, czy umiałbym do końca znaleźć właśnie pewne barwy tego człowieka sam z siebie.
[21:26.59 → 21:34.83] A: Jerzy, jak to było siedzieć na fotelu reżysera, a nie za kamerą? Co było najtrudniejsze, a co było najprzyjemniejsze w tej sytuacji?
[21:36.71 → 24:55.42] C: Słuchaj, zanim odpowiem na to pytanie, chciałbym trochę wrócić do tego, co Robert mówił. Generalnie w naszych wczesnych rozmowach Robert mówił o drugiej części scenariusza wtedy, że nie chciałby, żeby powstała taka postać, która nagle ma jakiś wypadek i zmienia się wszystko i za dotknięciem ruszczki ten świat nagle, jak w jakiejś bajce, wszystko się fantastycznie dzieje. I to była jego podstawowa, główna obawa. Ja również nie chciałem iść w taką jakby pewnego rodzaju groteskę, prawda? I to było bardzo trudne utrzymanie pewnego balansu. Czyli wracając do tych czerwonych spodni, butów i tak dalej, ale potrzebowaliśmy jakichś takich wizualnych elementów, które będą zmieniały postać, ale jednocześnie, żeby to wszystko było organiczne. To było dla mnie piekielnie istotne, żeby to było organiczne. Na przykład cała historia z Indianami, jak możemy sobie wyobrazić w momencie, kiedy to zostałoby inaczej, zrobione, no to byłaby po prostu tragiczna scena w ogóle. Ja do tej sceny się dobierałem wielokrotnie zastanawiając się, że jak do tego podejść, żeby to była jednocześnie przejmująca i wiarygodna scena, to znaczy i organiczna, a nie żeby to nagle przerodziło się w jakąś groteskę. I takich elementów było dużo, łącznie na przykład właśnie z tymi czerwonymi spodniami. Czy czerwone spodnie to za dużo, czy nie za dużo. I tego typu kombinacje. Zależało bardzo nam również, żeby to nie było coś takiego, że on staje się takim cudotwórcą, i coś tam mu się wydarzyło w życiu i teraz czego nie dotknie, jak sprawę ojca, no to fantastycznie z ojcem, jak czegoś innego, że tam ma kumpla pijaka, a proszę bardzo i nagle. Mimo wszystko to ciągle jest, jak ktoś mi niedawno powiedział na jednym takim spotkaniu z publicznością, to są bardzo świetne w ogóle rzeczy, ktoś, kto mu się film bardzo podobał, powiedział mi coś takiego, To jest bajka dla dorosłych i ten film jest przypowieścią. On jest pewnego rodzaju przypowieścią, bo jednocześnie ktoś inny mnie pytał, wie pan, łatwo jest być królem życia, weźmy na ekranie, ale kto ma płacić moje rachunki? czy spłacać kredyt? Ten film nie odpowiada na takie pytania. On jest pewnego rodzaju przypowieścią i pewnego rodzaju, tak jak ktoś powiedział, bajką dla dorosłych. Natomiast twoje pytanie o... Mogę wejść jeszcze
[24:55.42 → 26:49.46] B: tylko za odpowiednie pytania? Przepraszam, że tak się wcina, ale Durek powiedział ważną rzecz. Moim podstawowym zadaniem zawsze w przypadku postaci jest uwierzyć w te postacie, że to się mogłoby zdarzyć naprawdę. I teraz z tymi czerwonymi, bo wracam do tych czerwonych spodni. Ja sobie pomyślałem i rozmawialiśmy w tym kierunku, że przecież to może być tak i pewnie tak jest, że zanim nastąpił ten Edward korporacyjny, zanim nastąpił ten Edward spięty, sfrustrowany, no był jakiś inny Edward, tak? Że jakby to nie od razu on był taki. Co więcej, nie od razu też ta relacja między nim a jego żoną tak wyglądała, no bo kiedyś sobie mogę wyobrazić, że oni z jakiegoś powodu razem są, prawda? I pomyślałem sobie, że być może to był taki facet, który inaczej żył, że mógł mieć takie buty kiedyś, jak był młodszy, że mógł się wygłupiać na jakichś festiwalach, fantazy i tak dalej, prawda? I to mi jakby też, to co Jerzy powiedział mi otworzyło jakby przestrzeń pewną, że tylko, że zapomniał. tylko że wlazł w jakieś kolejny, prawda? Bardziej świadomie, mniej świadomie i nagle się okazało, że on po prostu nie może się z tego wyzwolić, że sam jakby nie ma siły, tak? A gdzieś te atrybuty tego dawnego Edwarda gdzieś tam były porozrzucane i przykurzone. Żeby to dla mnie było istotne, też jakby uruchomiło moje myślenie o tym, co się z nim dzieje później. To jest jedna rzecz i ty powiedziałeś przed chwilą takie coś tutaj. No dobra, już zapomniałem, ale jak sobie przypomnę to wrócę jeszcze do tego. To wróćmy do mojego pytania, bo właściwie
[26:49.46 → 27:09.33] A: trochę na nie odpowiedziałeś, bo powiedziałeś na czym koncentrowałeś się, jak rozumiem, gdzie była uwaga. Czy to było tak, że głównie to była praca z aktorami, czy też inscenizacja była taką mocną, ściągającą twoją uwagę dziedziną?
[27:10.01 → 30:29.42] C: Ja od początku wiedziałem jedną rzecz, że to są dwa różne terytoria, czyli reżyserowanie filmu, a robienie zdjęć, czyli bycie autorem zdjęć, to są dwie, dwa różne terytoria. I przez wiele lat, jak pracowałem z naprawdę świetnymi reżyserami, to w jakimś sensie ich podglądałem. I mogę powiedzieć, że miałem wspaniałych mistrzów. Marczewski, Bayon, Holland, Koterski i tam ludzie, z którymi w Stanach pracowałem. I widziałem również jak, może powiem coś takiego, na początku jak byłem młodym autorem zdjęć, to wyłącznie mnie interesował obraz, wyłącznie obraz. I wtedy miałem taką też teorię, że to może zagrać każdy, byle w tym obrazie się zmieścił. Może to zagrać taki aktor albo taki aktor, to nie ma znaczenia. Ale później, jak zrobiłem mój pierwszy film w Anglii, zobaczyłem, że tam każde ustawienie kamery jest jakby funkcją opowiadania. Coś, czego u nas nie było, bo każdy miał jakiś tam własny jakby charakter pisma, każdy reżyser, a tam jest funkcją opowiadania, więc nagle to mnie zafascynowało. Zafascynowało, aha, to znaczy, że obraz, jak To znaczy jak opowiadamy, to jest bardzo ważna funkcja. A później było coś takiego, że ponieważ będąc za kamerą mam szansę obserwować aktorów. I naprawdę obserwowałem fenomenalnych aktorów. I pamiętam, że to było jakieś dla mnie odkrycie, żeby widzieć aktora czy aktorkę, która przed tym szklanym obiektywem, tam dokonuje jakby cudów. Pamiętam, że robiłem taki film Klucznik z Wojtkiem Marczewskim, telewizyjny i tam Tadeusz Łomnicki grał. I ja miałem możliwość obserwowania jak Łomnicki po prostu, co on tam wyczyniał aktorsko, było po prostu fascynujące. I to również mnie zafascynowało. Dlatego to jest trochę ta odpowiedź, dlaczego chciałem jakby wyreżyserować, dlatego że już teraz nie jestem na etapie po prostu jakichś pięknych zdjęć. A te zdjęcia i opowiadanie i kluczowa, kluczowy element aktor, to to jest to, co mnie fascynowało. W związku z tym tak to się jakby odbyło. I zdjęcia robił ktoś inny. Natomiast w naszej pierwszej rozmowie z Jankiem Cholubkiem, bo on robił zdjęcia, powiedziałem mu, słuchaj, ja wiem jak ten film chciałbym opowiedzieć. I w tym sensie to jest element inscenizacji, wiesz. Natomiast resztę zostawiam tobie.
[30:31.16 → 30:42.23] A: Czy państwo mają ochotę się włączyć do naszej rozmowy? Zapraszamy. Tam mamy pytanie. Proszę zaczekać na mikrofon, żeby panią wszyscy dobrze słyszeli, dobrze? Z tyłu za filarem.
[30:44.21 → 30:45.07] B: Przed filarem.
[30:45.55 → 30:47.35] A: No, obok filaru.
[30:50.19 → 30:50.93] B: Tuż przy filarze.
[30:50.95 → 30:53.19] A: Robert, ty chyba niedługo zaczniesz reżyserować.
[30:53.39 → 30:55.81] B: Oczywiście. Ja bym to wszystko inaczej wymyślił.
[30:56.08 → 31:06.48] A: Ja mam takie pytanie, przepraszam, że przerwałam. Czy nie miał pan takich momentów, że chciał pan wstać z tego fotela leżyskiego i stanąć za kamerą i zacząć filmować po swojemu?
[31:08.36 → 32:07.65] C: Nie, w ogóle nie miałem czegoś takiego. Oczywiście były takie momenty, ale pojedyncze, że mówiłem sobie, ja bym to zupełnie inaczej zaświecił. Dlaczego mu to zabiera tyle czasu? Ale to dusiłem w sobie i takich momentów było naprawdę niewiele. Janek Holoubek zrobił świetną robotę i to była bardzo gładka współpraca. Wydaje mi się, że gdybym miał takie myślenie, o którym pani mówi, to byłaby to porażka po prostu, bo tutaj ja szukałem współtwórcy, a nie chciałem dopuścić do sytuacji, że ja wiem dokładnie, jak ja owszem wiedziałem i w naszych rozmowach o postaciach i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej. Natomiast tutaj nie było problemu. Tutaj ja byłem jakby w stanie rozdzielić te dwa terytoria.
[32:09.73 → 32:14.55] A: Proszę bardzo, tu jest pytanie w trzecim rzędzie na środku mniej więcej.
[32:22.44 → 33:19.98] D: Ja mam pytanie do pana Roberta Wińskiewicza. Jak dalece film, który odbiegam w tym momencie, a jednocześnie połączymy te dwa filmy, może uda się te dwie role, pana rola pod Mocnym Aniołem, czy ta rola człowieka będącego na rauszu, będącego jakimś... Czy ta rola nie pomogła Panu, bo mówił Pan o trudności jakie sprawiły Panu stworzenie tej nowej roli w obecnym filmie. Czy w jaki sposób pomogła Panu w realizacji zamierzenia tego człowieka będącego w innym świecie poprzez zupełny przypadek, a jednocześnie będącego takiego happy dizzy.
[33:23.19 → 33:32.39] B: Wie Pan, być może w tym, znaczy co, że biegunowo i tak, że jakby taki rewers, tak?
[33:32.60 → 33:34.34] D: Tak, taki rewers, taki już upełny.
[33:35.58 → 34:49.88] B: Wie Pan co, nie wiem, szczerze mówiąc. Jeśli tak było, to raczej w sensie, w takim sensie, że jakby wszystkie te rzeczy, które gdzieś tam się pojawiają i te role, one, że to jest jakiś taki element procesu, tak? Natomiast nie, ja tego tak w ogóle nie widzę. Wręcz przeciwnie. To jest raczej kwestia, wie Pan... Ja sobie po prostu musiałem zadać jakby kilka pytań w przypadku tej roli. Takich pytań, których sobie zadawałem. Natomiast... I sobie na nie oczywiście odpowiadałem. Ale nadal... nieprzekonująco sobie odpowiadałem. Tu mam na myśli konkretnie mój stosunek do rzeczywistości. Czyli to, o czym powiedziałem wcześniej, szklanka jest pusta w połowie, a nie pełna. Subtelna różnica, ale jednak jakościowa. 100% po prostu jest biegunowo różna. W związku z tym, ja sobie zadałem pytanie takie, ale ona nadal jest w jednej dziesiątej pusta.
[34:50.95 → 34:52.18] A: Mam nalać z meniskiem?
[34:52.86 → 38:40.60] B: No to wtedy już przelejesz po prostu i koniec. W każdym razie. Nie, to nie jest tak, że się odbiłem od tamtej roli i dlatego wpadłem tutaj. To nie jest... Można by tak powiedzieć, że prawda, że to jest jakby dwie strony tego samego medalu, te dwie postaci. Bo tam jest jakaś dramatyczna, tragiczna sytuacja, a tutaj jest przeciwne. Ale to tak nie działa, przynajmniej u mnie. To trzeba konstruować na nowo. A jak to się konstruuje? To się konstruuje w ten sposób, że ja to muszę w sobie znaleźć. To nie jest tak, że u mnie ten proces wygląda w ten sposób, że to nie ja wkładam. To jest tak, że ja tej postaci, którą mam zagrać, szukam w sobie. I tym samym, tym samym to ja Obdarzam tę postać sobą, a nie ona mnie, dlatego że uważam, że ona już tam dawno jest, tak jak wszystkie inne tam są, tylko muszę ją znaleźć. To się wiąże z tym, o czym ja wielokrotnie już mówiłem, być może nawet tutaj, że ja po prostu jestem przekonany, że każdy z nas ma w sobie wszystkich innych. że jesteśmy wszyscy połączeni po prostu. Tylko nie zawsze sobie to uświadamiamy i nie zawsze tego używamy. I tak samo jest tutaj w przypadku tej postaci. Znaczy ja musiałem jakby dotknąć w sobie miejsc, o których zapomniałem już, prawda, albo których mało, które były mało używane. Pewien rodzaj, na przykład, dlaczego, dlaczego właśnie nie popatrzeć inaczej na coś? Dlaczego, na czym polega to, że jedni widzą to, a drudzy widzą pełne, a drudzy widzą tylko to puste? I to jest pytanie Edwarda. To jest pytanie Edwarda. Dlaczego przy tych wszystkich elementach, które się składają na życie, czyli, że na przykład ciągle pada, jestem przerażony, ja się budzę rano i widzę, że jest ołów, mam dość, że żyjemy w takim kraju, gdzie po prostu to nie jest Kalifornia, że jest cały czas słońce. że mamy mnóstwo problemów, że nie wiem, że jesteśmy niezadowolni z pracy albo z czegoś innego, albo z bliskich, kredyty, rachunki, to co o czym Jerzy powiedział. No dobra, ale być może byłoby trochę lżej albo lepiej, gdyby przy tym wszystkim jednak widzieć tę pełną jednak do połowy. Może by nam jakoś tak pomogło, tak? Nie zmieniłoby się to zupełnie. I teraz, dlaczego o tym mówię? Dlatego, że ja musiałem w sobie dokonać takiego odkrycia, Musiałem się wręcz z gwałt, dokonać gwałtu na sobie, żeby nagle przynajmniej spróbować myśleć pozytywnie przy całym oczywiście tym zbiorze, konglomeracie problemów jakie istnieją. I jakby to jest praca od nowa. To jest tak, że każdym razem przy kolejnej roli, jakby to się zaczyna od zera tak naprawdę. Oczywiście też się nie zaczyna od zera, bo ja się nie zaczynam od zera, bo ja już jestem. W związku z tym jakby, no co, muszą się urodzić tak, żeby ten... Natomiast to jest jakby wejście w jakiś proces. Oczywiście używa się pewnych elementów, które gdzieś tam już się użyło. Natomiast to jest lepienie czegoś, Po raz pierwszy tak naprawdę, przynajmniej ja to tak robię, bo to wtedy jest najbardziej interesujące.
[38:41.62 → 38:48.60] D: Dziękuję i wydaje mi się, że bardzo dobrze się to panu udało wykreować.
[38:48.96 → 38:50.16] B: Wyjątkowo, wyjątkowo.
[38:50.32 → 38:51.02] C: Wyjątkowo dobrze.
[38:52.68 → 39:14.31] B: Ale muszę panu podziękować za to, bo rzeczywiście jest pewien problem z tym, bo im więcej ludzi mi to mówi, tym ja zaczynam być podejrzliwy po prostu i zastanawiam się, Kurcze, czy naprawdę tak, Jurek, było? Bo on już tego nie powie. On już zawsze będzie mówił, że jest super. Ja już nie mogę mu ufać po prostu w tej kwestii.
[39:14.35 → 39:24.19] D: My siedzimy po drugiej stronie rampy i jesteśmy widzami. Zupełnie inaczej oceniamy to, co wydaje się trudnością wielką.
[39:24.31 → 39:33.81] B: Wierzę Panu. Wierzę Panu, bo zapłacił Pan, także spokojnie. Mógłby Pan powiedzieć, że mimo, że zapłaciłem, to jest beznadziejnie i po co ja zapłaciłem. A tak, jak Pan mówi, to już absolutnie wierzę.
[39:34.75 → 39:34.99] D: Dziękuję.
[39:35.99 → 40:13.17] A: Zapraszam proszę państwa kto ma ochotę. Może ktoś na balkonie bo państwo tam są poszkodowani bo ja nie patrzę w górę. Ale parter też zapraszamy proszę bardzo w pierwszym rzędzie. Mam pytanie do pana Więckiewicza bo mówi pan że dużo wysiłku pana ta rola kosztowała. Czy był taki moment w którym doszedł pan do wniosku że nie ja Nie, ja uciekam, ja mam dosyć, ja tego nie przerobię. Jeśli był taki moment, to co sprawiło, że pan jakby podjął to wyzwanie ponownie?
[40:13.45 → 40:17.99] B: Ja, jeśli pani pozwoli, poprosiłbym Jerzego Zielińskiego o odpowiedź na to pytanie.
[40:21.05 → 41:28.22] C: Każdy dzień zaczynał się od tego, że Robert przychodził i Zanim otworzył usta, już wiedziałem mniej więcej w jakiej energii jest. I w takiej był ciemnej energii zazwyczaj. I mówił coś takiego, słuchaj, masz ostatnią szansę, żeby zmienić głównego aktora. I od tego zaczynał się dzień. Później przy scenach, głównie z drugiej części filmu, prawda, gdzie rzeczywiście on walczył, żeby odnaleźć taką wiarygodną, tą jasną stronę umownie nazywając, czy tą jakby jasną energię. Ale też było parę razy tak, że rozmawiamy o jakiejś scenie, już nie pamiętam o której, i on mówi, słuchaj, Ja wiem dokładnie, co mi mówisz i wiem, o co, o czym mówisz, ale ja nie wiem, jak to zrobić.
[41:30.32 → 43:42.44] B: No tak, to była większość właściwie, myślę, że większość sytuacji właśnie tak wyglądała tutaj. Ja wszystko wiedziałem. Wiesz, że mi mówił fantastyczne uwagi. Ja wiedziałem, o co mu chodzi. Ja wiedziałem, jak ta postać ma wyglądać. Wiedziałem, kto to ma być. Tylko, że ja nie wiedziałem, jak to zrobić. Ja nie wiedziałem, jak do tego dojść, no bo tego już mi Jurek nie mógł powiedzieć, bo to musiałem zrobić ja. Gdyby to było takie proste, to on by po prostu zrobił, komputerowo by się tylko zmieniło twarz i by było z głowy. Natomiast wie Pani, to wcale nie jest takie śmieszne wbrew pozorom, co ja tu opowiadam. I to też nie jest kokieteria z mojej strony. Naprawdę. Ja nie umiem grać technicznie, to znaczy ja nie umiem odtwarzać czegoś. Że ktoś przychodzi, coś sobie wymyślił i technicznie to odtwarza, występuje, pokazuje, że gram. Ja nie umiem tak robić, po prostu nigdy tak nie umiałem robić. Ja to muszę zinternalizować jakoś, ja to muszę gdzieś upakować do środka, wyciągnąć te cechy bohatera na wierzch, po prostu muszę się nim stać. Więc naprawdę nie jest łatwo dzisiaj szczególnie, bo to też nie pomaga, mówię o dzisiejszych czasach, o tej rzeczywistości, która nas otacza, i jeszcze dla takiego kogoś jak ja, po prostu nagle poczuć taki rodzaj lekkości, znaczy takiego czegoś, że np. Ja sobie pomagałem takimi pytaniami. Co się może najgorszego stać w swoim życiu? No co? Okej, na przykład. Już nigdy nie zagrasz w żadnym filmie. No to, no dobra, no gdyby to się stało. No to co? No musiałbym coś innego zacząć robić, tak? Ale co? Żyłbym dalej?
[43:42.70 → 43:42.78] C: Tak.
[43:42.78 → 45:19.11] B: Może nawet bym był szczęśliwy. Może... Co może się jeszcze stać? Nie wiem. Może ci obciąć dwie nogi. No dobra, no ale są ludzie, którzy mają, nie mają dwóch nóg i sobie świetnie. I tak dalej, i tak dalej. Zadawałem sobie takie pytania, żeby dojść do jakiegoś, do jakiegoś muru. Coś, co nam się wydaje strasznie nieprawdopodobne albo potwornie bolesne, czy już byśmy sobie nie poradzili. I w ten sposób zacząłem rozumieć tego Edwarda. Co z tego, że tak jest? jak przecież mamy tylko niewielką chwilę jeszcze przed nami, żeby mieć ten moment takiego... moment radości. Chociaż w całym tym syfie. I jakby tego typu musiałem uruchamiać rzeczy z pomocą Jerzego, który po prostu mówi, ale men, przecież jest naprawdę dobrze. I po prostu jak on się uśmiechał i mówił mi, Daj spokój, jest dobrze. Uwierz mi, jest dobrze. No to wtedy ja po prostu mówię, tak, tak. I mi to wystarczało na chwilę, bo za chwilę się odwracałem, a już nie daj Boże, że się zobaczyłem w lustrze, o, albo po prostu gdzieś w monitorze, o, o Jezus, jaki fałsz, jaka nieprawda. Więc tak to mniej więcej wyglądało, ale żeby nie przesadzić, Przyznaję, że kilka momentów mi wyszło w tym filmie. Sam to nawet powiem.
[45:20.21 → 47:09.02] C: Jedna scena, może ja powiem o jednej scenie. Pierwsza scena po szpitalu, jak widzimy Edwarda, który patrzy w okno i mówi tam cielęcina i tak dalej. To była scena bardzo ważna, bo po raz pierwszy widzimy Edwarda, który jest kompletnie nowy i on zaczyna taki rozdział, który umownie żeśmy nazywali wariat czy nie wariat, prawda? I jak myśmy tą scenę kręcili, oczywiście było to, od początku było to samo, że masz szansę zmienić głównego aktora, dobra, i tak dalej. I wiedziałem, że ta scena, to co robi Robert, było fantastyczne w tej scenie. Ale on kompletnie nie wierzył w to, co zagrał i mówił, że to jest fatalne, że się źle czuje. I przez szereg dni w ogóle powracał i mówił o tym, że ta scena z tą cielęciną, no kurcze, to jest jakaś kompletna klęska. Ja wiedziałem, że ona jest fantastyczna i gdzieś tam szybko ją zmontowaliśmy i wiedziałem, że ona jest fantastyczna i pracuje i ma tą funkcję w filmie całym, jaką powinna mieć, a jednocześnie widziałem, to są taka opowieść o wahaniach twoich, wiesz, że nawet jeżeli zrobił tą fantastyczną scenę, to ciągle nie był gdzieś tam przekonany. I to była ta trudność wejścia na to terytorium, którego prawdopodobnie nie było Ci tak znane, jak to terytorium ciemnej energii.
[47:09.12 → 50:15.57] B: To prawda. I jeszcze bym dodał, że ta rola, jak się... No muszę tu się trochę odkryć. Ta rola jest za blisko mnie. To jest coś takiego, że strasznie trudno grać. Im bliżej jakby, im bliżej postać jest nas, aktora, przynajmniej ja tak mam, to mi jest trudniej. Dlatego, że to jest jakiś rodzaj, znaczy inaczej. Pan wspomniał o Podmocnym Aniołem. Ja się tam mogłem schować za tą postacią. To nie jestem w ogóle ja. Pewnie, no jestem ja, jestem, ale w mniejszym stopniu. Edward jest bliżej mnie, tak naprawdę jest bliżej mnie, dlatego trudniej mi go zagrać po prostu. I to było zmaganie się z sobą, na tym polegało. Już to od razu tu przeczuwałem, ale to jest też odpowiedź na twoje pierwsze pytanie zadane mi, że ja bardzo lubię ryzykować. Przy czym ja mogę się totalnie To mogła być katastrofa, żebym się do tego nie dopuścił, bo przecież to miałoby jakiś tam poziom przyzwoitości, ale w moich oczach to mogła być totalna katastrofa, ale jednak coś takiego było w tych naszych rozmowach i w tej postaci, jakby w tym, że jak widziałem, jak Jerzy do tego podchodzi, to co on mi opowiadał, jak on chce to zrobić, o co mu chodzi w tym, że ja powiem sobie, stary, musisz to zrobić, bo nie będziesz jakby sobą, Bo ja po prostu sobie nie wyobrażam, żeby nie eksplorować jakichś miejsc, których po prostu jakby w ogóle nigdy nie dotknąłem w takiej skali. Nawet kosztem tak zwanej porażki. I ja wiedziałem, że ten film, bez względu na recepcję tego filmu, na recenzję, na powodzenie w kinach i tak dalej, to dla mnie, ja już odebrałem swoją nagrodę. Dlatego, że dla mnie to jest dotknięcie zupełnie czegoś innego. I inny rodzaj doświadczenia, którego Znaczy musiałem jakby spojrzeć prawdzie w oczy trochę. I to jest jakby w kontekście tego, co Pan mówi i Pani, że nie tak łatwo jest się odkryć, że my nie chcemy sprzedawać... Ja nie chcę pokazywać Roberta Wińskiewicza. Nawet w najmniejszym stopniu. Ja zawsze chcę się schować po prostu za jakąś postacią. I być może, ja sobie teraz to tłumaczę, być może tak trudno było, bo Jurek coś zobaczył takiego, co niewiele... Wiesz kto jeszcze to zobaczył? Greg z Gliński zobaczył. I tam była podobna sytuacja, że on zobaczył coś, czego inni nie widzą, bo inni widzą mafia, gaj, wiesz.
[50:16.44 → 50:18.26] A: Ewentualnie prokurator szansy.
[50:18.28 → 50:40.85] B: Dobra twarz, taka wiesz, nie? Natomiast jak tam podrążyć troszeczkę, żeby teraz nie było, że jestem taki kizimizi, nie, nie. Ale rzeczywiście, że oni mieli jakiś rodzaj intuicji takiej, które gdzieś dotknęły i wiedzieli, że oni mnie tym rozdrażnią. No i udało się tylko mi rozdrażnić tą propozycją.
[50:40.93 → 51:06.55] A: A nie macie poczucia, że to jest trochę owoc waszej pracy u Marka Koterskiego, przy babach, które są jakieś inne? Bo ja pamiętam Robert, że rozmawiałam wtedy z tobą, zszedłeś z tego planu i że to była taka praca, która była po prostu niesamowita, bo nie dość, że siedzieliście w tych zielonych szmatach po całych dniach, to była taka, no jak z Koterskim, że na trzewiach się pracuje.
[51:07.55 → 51:26.97] B: Z mojej strony to wyglądało tak, że ja widziałem po prostu słynną księgę Jerzego, jego scenariusz, który po prostu ja nigdy nie widziałem tak opracowanego scenariusza przez operatora obrazu. To była jakaś dla mnie... On właśnie jest na równi współtwórcą tego filmu z Markiem.
[51:27.29 → 51:28.63] A: No bo tam efekty specjalne.
[51:28.79 → 53:09.01] B: To nie tylko, to nie chodzi też o efekty specjalne, ale to co Jerzy powiedział o funkcji ustawienia, o funkcji ujęcia, jakie przecież... Słuchaj, no, co tam można wymyślić? Jedzie samochód, dwóch facetów siedzi w środku. To, co oni robili, słuchaj, z kontami kamery i tak dalej, z pewnymi rozwiązaniami formalnymi, po prostu to się w głowie nie mieści. Powstała taka księga z tego. I ja wtedy zobaczyłem, po pierwsze, teraz będzie uważaj, że to jest naprawdę... Dobra, co ja tu będę mówił, przecież wiadomo, nie? Że przyjechał gościu, proszę pani, z Hollywood, który, wiesz, podjął się czegoś, co jest kompletnie było niemożliwe do zrobienia. Podjął się ekstremalnej sytuacji, jest najwyższej klasy fachowcem i nie tylko jest odpowiedzialny za to, jak pracuje kamera i ten, tylko że po prostu współtworzy ten film. I w przerwach myśmy gadali dużo, wiesz. Więc z mojej strony to wyglądało w ten sposób. Poza tym, wiesz... Ja, mi w życiu do głowy by nie przyszło, że my będziemy kiedyś robić film jakby w takich rolach, no, że wiesz, że ja będę, że Jerzy mi zaproponuje jako reżyser zagranie w jego filmie, więc ja nie miałem żadnych jakby w ogóle, wiesz, zresztą nigdy nie mam, ale myśmy zupełnie swobodnie funkcjonowali, wiesz, jakby też... i tam się jakieś takie nawiązała się pewnego rodzaju więź, ja po prostu bardzo szanowałem to, co on robi, wiesz, i tak to wyglądało z mojej strony. Na pewno ten poligon nam pomógł też.
[53:10.76 → 53:34.48] C: Nie wiem, czy Państwo widzieli ten film, Baby są jakieś inne, ale to jest dwóch facetów, co nocą jadą w samochodzie i całość była zrobiona w hali. Także samochód prowadził, kto tam prowadził? Woronowicz. I on właściwie jest kiepskim kierowcą. Nawet nie wiem, czy ma prawo jazdy, ale tam prowadził samochód.
[53:34.50 → 53:45.87] B: Jak mu tłumaczyli, że ma skręcić w lewo, to później Marek Mówi stop, jakiś chłopak podszedł, Adam, ta wajcha jest od wycieraczek.
[53:47.81 → 55:04.36] C: Czyli wszystko zostało zrobione na hali z użyciem tych wizualnych efektów i tak dalej. Natomiast do czego wrócę, jak pierwszy raz się spotkałem z Martkiem Koterskim i on mi zaproponował robienie zdjęć do tego filmu, Przeczytałem scenariusz, tam były same dialogy, wyłączne dialogi. I pamiętam spotkałem się u niego w mieszkaniu i on mówi, słuchaj, przeczytałeś? Ja mówię, tak. Słuchaj, wydaje mi się, że to jest niemożliwe do zrobienia i dlatego chcę zrobić ten film. I to jest jego podejście. On mówi, że ja nie zrobię Świra 2, który mi proponują i tak dalej. Nie ma możliwości. ale chce zrobić coś takiego, co wydaje się niemożliwe. To ja też lubię takie przedsięwzięcia i zrobiliśmy razem tą rzecz, która właściwie jest anty, taka cinematiczna, jeżeli mogę powiedzieć. No i z kolei jaka była sytuacja aktorów, co w Polsce jest dość rzadkie, ale nagle Ile miałeś tam stron dziennie? 4-5 do zapamiętania? 4-5 stron?
[55:04.48 → 55:15.70] B: W sumie było 100 stron tekstu, który się składał tylko i wyłącznie z dialogu. Po prostu oczywiście inkrustowany półtorastronicowymi monologami. W składni tak zwanej koterskiej.
[55:16.10 → 55:17.80] A: Czyli 13 zgłoskowiec.
[55:17.82 → 56:34.72] C: 13 zgłoskowej. I teraz tak, nie można zmienić ani jednego słowa. To nie jest tak, że improwizacja. Tam nie ma elementu improwizacji. u Koterskiego, czyli ten tekst musi być totalnie opanowany. I teraz mamy dwóch aktorów, którzy przychodzą na plan, a ten plan wygląda mniej więcej jak ten teatr, tylko jest zielony cylinder i jest w środku samochód porozcinany, powybebeszany itd. I oni siadają w tym samochodzie i mają mówić te 4 czy 5 stron tekstu, i grać fantastycznie do tego, bez zmiany nawet jednego słowa. Więc to było też piekielnie trudne dla aktorów, a jeszcze na dodatek muszą grać, że jadą, że wszystko jedzie i tak dalej, i tak dalej. Czy tam z tego wyniknęło coś? Zawsze coś wynika z czegoś. Teraz gdybym miał wyeksplikować co wyniknęło, to byłoby mi trudno powiedzieć, ale z jednych rzeczy wynikają inne rzeczy. No tak to jest.
[56:35.16 → 56:42.16] A: Ja usłyszałam, że Robert powiedział coś takiego, że widocznie wtedy w nim zobaczyłeś tę stronę, której on zwykle nie ujawnia.
[56:44.43 → 58:07.02] C: To powiedziałem wcześniej, ale powiedziałem jedną rzecz. Jak ten scenariusz na początku czytałem, to wiedziałem, że jest wypadek, taka dosyć filmowa sytuacja, bo to przecież nie musiałby być wypadek. Cokolwiek może spowodować, że nasza optyka się zmieni, jeżeli jesteśmy na to gotowi. Takie jest przesłanie tego filmu. Wypadek samochodowy jest takim zabiegiem filmowym bardziej. W związku z tym zobaczyłem, że w tych babach ja widziałem jedną rzecz, że Robert... Słuchaj, nie śmiej się teraz, ale ma niezwykły uśmiech. Oczywiście nie przed kamerą. Tak. Ja wiedziałem, że... Nie, nie, coś takiego, że ja muszę mieć tego Edwarda, który nagle, mimo tego, że rzeczywistość się wokół niego nie zmieniła, prawda, że musi się uśmiechać. Ja wiedziałem, że to Robert ma, jeżeli pytasz o baby i tak dalej. To była jedna z rzeczy, która wyniknęła z tamtego filmu.
[58:07.08 → 01:01:51.46] B: Ja od razu wskoczę tutaj w słowo i powiem o scenie wypadku, bo to była taka scena, jak ją przeczytałem, to wiedziałem, że ja... była jedna z takich scen, w których wiedziałem, że ja chcę grać w tym filmie. Dlatego, że mamy scenę wypadku. Mi się strasznie podobało to, że... On, że się czas rozciągnął w tej scenie. Mi się strasznie to podobało, że... Aha, to znaczy... Jurek to opowiadał wielokrotnie, że prawdopodobnie jest coś takiego, że jest ta sekunda, w której całe życie przelatuje człowiekowi. I tu jest coś takiego, że on się orientuje, aha, Czyli zaraz będzie boom. Czyli ja mam szansę, ale właściwie co teraz zrobić? No bo tam za chwilę i nie wiadomo jak się skończy. Wszystko wskazuje na to, że się skończy, że tam do Archanioła od razu. I to mi się tak spodobało, bo to jakby też ustawia to, co się później dzieje. To pokazuje nam, uwaga, bo my tutaj opowiadamy taką historię, która nie do końca być może, mimo że jest realistyczna, ale jest lekko zakrzywiona poprzez tę scenę, prawda? Później jest ten Sen Edwarda i tak dalej. Natomiast jest coś takiego, że już właściwie od początku, jak oni zaczynają mówić po francusku przy śniadaniu, ja mam takie, zaraz, zaraz, o co chodzi? Dlaczego oni nagle po francusku zaczynają? Później się to wyjaśnia. Ale ta scena była bardzo ważna i pomyślałem, że to jest super w ogóle zabieg, że on wysiada. Aha, ten ojciec i on tak się śmieje. To jest takie, ja nie wiedziałem w ogóle, co ja tam mam robić w ogóle aktorsko, bo... Bo co tam robić po prostu, no? To jest taki moment, że nie wiadomo takiego zawieszenia, tak? I mi się to strasznie spodobało, bo oczywiście w realu nie ma takich... To jest po prostu cyk i nie ma w ogóle czasu na to, nie? I teraz... Czy to jest, czy jakby, czy, czy to jest coś takiego, gdybyśmy mieli drugą szansę, to byśmy inaczej żyli? Może to jest coś takiego, czy gdybyśmy mieli drugą szansę, to może byśmy próbowali, to byśmy na przykład nie przejmowali się tak zwanymi duperelami codziennymi, tylko mieli jakiś horyzont, prawda? Może to jest jedno z tych pytań Edwarda, że on nagle mówi, no i co z tego? No ale przecież ojciec, matka dzwoniła, Boże, co by tam, przecież pił piwo. No bo chciał. Że może to jest coś takiego nagle, że może każdy z nas chciałby na chwilę takim Edwardem być. Mi strasznie się, wiesz, teraz takie mam asociacje z tego, co widziałaś ostatnio, te dzikie historie, wiesz. Że jest takie coś w nas, że każdy by w pewnym momencie chciał, wiesz, może jest coś takiego, że się trochę boimy takim Edwardem być po prostu w pewnym momencie. Przy zachowaniu tych wszystkich elementów, o których mówiliśmy, właśnie tych kredytów, tych rachunków, tego... Bo też takie były pytania, pamiętasz, no ale w końcu on nie pracuje, no to a oni żyją w takim apartamencie i w ogóle jak to jest, bo ona jest nauczycielką, czy... Tak, tylko to są pytania totalnie realistyczne, to są pytania, które jakby my to wiemy. Wiadomo, że tak jest, tylko my o tym nie opowiadamy. Mówimy o... My się skupiamy na człowieku, który nagle po prostu mówi, a dlaczego tak? A dlaczego nie tak? I teraz co z tego wynika? No dla niego wynikają dobre rzeczy, jak się okazuje dla nich w konsekwencji też.
[01:01:52.92 → 01:06:05.32] C: My nie chcieliśmy nigdy wejść w taki film obyczajowy. To jest coś takiego, że to co mnie zainteresowało i jak chciałem skonstruować ten film, to mianowicie było coś takiego, że on się dzieje w realu, ale ten real się czasami zagina, dotyka jakiejś magii czy jakiejś poezji i bardzo szybko później wraca do realu. I takich rzeczy, chociażby wypadek jest takim tym, ale nawet jego Edwarda w korporacji jak pali papierosa, to jest nagle jego jakieś marzenie, że kiedyś się przeciwstawię, zapalę i tak dalej. Czy cała Frania z jej pomysłem na języki obce, czyli taki element egzotyki, której nie rozumie, ale gdzieś fascynacji egzotyką i tak dalej. Czyli taka kombinacja takiej rzeczywistości, która dotyka czasami właśnie takiej magii czy jakiejś poezji, wraca do realu. Ale uciekaliśmy od od elementów obyczajowych, żeby w związku z tym te pytania na przykład o rachunek, o kredyt i tak dalej, to nie było celem filmu. Oczywiście, jakby państwo mnie zapytali, to co się dzieje, co się wydarzy później z Edwardem, co dalej się z nim dzieje. Prawdopodobnie musieli się z tego wyprowadzić, z tego mieszkania. Znaleźć mniejsze, ale pozostaje pytanie, ale czy w tym mniejszym Tak jak widzieliśmy ich w windzie, czy są happy, czy umieją ze sobą współpracować, bo może to duże mieszkanie do niczego im nie służyło, bo przecież żyli w tym wielkim mieszkaniu i po prostu strzekali na siebie. Taka była sytuacja na początku filmu. W związku z tym on nie odpowiada ten film na na te pytania pod tytułem rachunek i tak dalej, bo taki jest to film, to jest pewnego rodzaju przypowieść. Jeszcze dwa słowa. Ten film był pokazywany w południowej Korei kilka dni temu na takim festiwalu w Busan. Tam mieliśmy trzy projekcje i tam ciekaw byłem, jak publiczność tamtejsza, czyli koreańska, Azja i tak dalej, ale oni bardzo dużo kupili z tego, to znaczy, że to jest jakby uniwersalna story. I powiem Państwu dwie takie reakcje, bo mieliśmy też takie spotkania z publicznością, pytanie-odpowiedzi. I jeden gość, to był akurat reżyser koreański, on mi mówi coś takiego, bardzo mu się podobał film, dlatego, że jest prosty. Że jest prosty, simple. I coś takiego w naszym kraju nie zawsze, albo to jest rzadkie, dlatego że my musimy mieć sprawy skomplikowane. A to jest simple, to jest prosta przypowieść, tak jak ktoś inny powiedział, jakaś bajka dla dorosłych. Później miałem taką drugą sytuację, że tam młoda widownia była i oni tam proszą o autografy i tak dalej. I pojawia się dziewczyna, Koreanka, jakaś bledsza niż pozostałe i zaczyna, nie chce żadnego autografu, tylko mówi coś takiego, że dziękuję za film, ale kilka dni temu uczestniczyła, czy była w wypadku samochodowym i widziała martwe osoby i była roztrzęsiona naprawdę. I powiedziała coś takiego, ja nie byłem przygotowany na to wtedy i ona powiedziała, że ten film zmienił jej optykę. Tyle, taka mała komedia.
[01:06:06.78 → 01:06:28.93] A: Ja mam takie poczucie, że trochę tym filmem zapewniacie nam taką stłuczkę, którą ma Edward mniejszym kosztem za cenę biletu. można się skontaktować z taką zakrzywioną rzeczywistością i sprawdzić, czy przypadkiem nam samym nie jest potrzebny taki filtr, żeby spojrzeć trochę inaczej na rzeczywistość.
[01:06:30.53 → 01:08:19.78] C: Bo tak jak Państwo zastanawiają się, to przecież co się wydarzyło. Rzeczywistość wokół Edwarda w ogóle się nie zmieniła. Ona jest dokładnie taka sama jak wtedy, kiedy pracował w korporacji. tylko jego postrzeganie tej rzeczywistości się zmieniło. I to też było dla nas ważne, bo różni ludzie robią różne zmiany w swoim życiu. Pierwsza rzecz to jest też film o uzyskaniu pewnej wolności, że może warto czasami zrobić krok poza siebie, spojrzeć na siebie i zastanowić się, czy się czuje komfortowo w tym wszystkim, w tym całym uwikłaniu, obojętne, czy się ma 20 lat, 40 czy ileś tam. I to jest film o uzyskaniu pewnej wolności. Ale później od razu przychodzi takie pytanie, to co z tą wolnością? Trzeba, muszę coś zrobić z tą wolnością. I tutaj było poszukiwanie właśnie Edwarda. Edward szukał na początku chaotycznie, a później znalazł dla siebie takie rozwiązanie, że właściwie chce zrobić coś dla kogoś innego. Także to jest tego typu film. Uciekaliśmy od obyczajowości, od takiej linearności. Ale to jest taki film o próbie uzyskania wolności i zobaczenia rzeczywistości może z innego kąta, z innego punktu widzenia.
[01:08:21.06 → 01:08:34.48] A: Proszę Państwa, będziemy powoli kończyć, więc jeśli Państwo mają ochotę się włączyć jeszcze do rozmowy, to zapraszam. Ostatnia szansa. Proszę bardzo. To są dwa pytania nawet. To może Pan w pierwszym rzędzie, a potem Pan w drugim.
[01:08:38.46 → 01:09:45.07] E: To ja tak, przede wszystkim chciałem podziękować za wspaniały film. Myślę, że tu nie będę oryginalny i reprezentuję większość, jeśli powiem, że idąc do kina, idąc na film, oczekuję, że będę śmiał się do łez, wzruszę się do łez. Będzie tam wątek miłosny, szczęśliwej miłości oczywiście i dobre zakończenie. I to wszystko w tym filmie było. Ja wyjdę z kina i będę bardzo zadowolony i tu myślę, że nawet największy smutas i ponurak będzie pana szklankę widział pełną, chociaż tam jest parę kropel. No i takie pytanie, czy w następnym filmie równie dużo będzie znakomitego humoru? Tak, znakomitego humoru, bo bawiam się o zdrowie i życie mojej małżonki, bo może po prostu ze śmiechu tutaj mi niestety podupaść. No i czy też takie trochę przyziemne pytanie, czy Panowie nosicie długopisy zazwyczaj? Bo ja dzisiaj nie mam, a chciałbym autograf otrzymać.
[01:09:45.85 → 01:09:47.21] B: O tym Pan mówi później.
[01:09:48.03 → 01:09:48.85] E: Dziękuję bardzo.
[01:09:48.93 → 01:10:54.80] B: Jeszcze zastanowię, jeśli chodzi o autograf. Niestety muszę zmartwić Pana albo ucieszyć. Następny film niestety nie będzie śmieszny. Więc wracam do swojego naturalnego środowiska. Z utęsknieniem czekałem na ten moment, kiedy znowu będę mógł się zanurzyć po prostu w mroku i eksplorować potwornie czarne miejsca w swojej duszy. Aczkolwiek, jak już tutaj powiedziałem, okazuje się, że mój bohater na końcu staje po stronie dobra. Kończy się to dla niego źle, ale Nie daje się po prostu, nie daje się wessać przez czarną dziurę. Mówi nie. Ja chcę, żeby tak więcej nie było. Ale płaci za to wysoką cenę. Nie mam długopisu, ale zaraz pożyczymy, tutaj na pewno ktoś ma.
[01:10:57.29 → 01:11:01.79] A: Jerzy, planujesz następny film jako reżyser?
[01:11:03.25 → 01:11:19.35] C: Na razie nie mam żadnego materiału, który mnie jakby wciągnął i przyciągnął. Myślę, wydaje, że potrzebuję jakiegoś czasu i zobaczymy, co się wydarzy, naprawdę. Zobaczymy, jakie karty pojawią się na stole.
[01:11:20.81 → 01:11:22.05] A: Było jeszcze jedno pytanie.
[01:11:23.72 → 01:11:26.30] C: Czy pan Robert Wieckiewicz nie myślał o
[01:11:26.30 → 01:11:29.68] B: tym, żeby spojrzeć z innego punktu widzenia jako reżyser?
[01:11:30.34 → 01:11:37.60] A: Ja powtórzę, żeby w internecie nas usłyszano. Pytanie brzmi, czy Robert miałby ochotę spróbować swoich sił jako reżyser?
[01:11:40.86 → 01:13:48.06] B: Na dzisiaj nie. To najkrócej. Ja jeszcze mam wrażenie, że Nie powiedziałem ostatniego słowa jako aktor. Ciągle mnie to ekscytuje. Ciągle, jak widać, jest wiele miejsc, których jeszcze w sobie nie dotknąłem. I ciągle mam ochotę po prostu pracować i być aktorem. Właściwie nie, być aktorem to mi się nie chce, ale grać. Być aktorem już dawno nie chciałem być, bo to się wiąże z tymi wszystkimi pierdołami po prostu towarzyszącymi, które mnie irytują. Ale wie pan, jak ma pan dobry tekst, ludzi wokół inteligentnych, najlepszych w swoim zawodzie, to to jest przyjemność po prostu, nawet jeśli to nie jest łatwe. Ale jeśli się lubi to, co się robi, to w gruncie rzeczy wszystko jest łatwe w ostatecznym rozrachunku, mimo że nie jest łatwe. W związku z tym ja lubię ten moment, lubię ten moment, chociaż go jednocześnie też nienawidzę. Ale dla mnie to jest największe szczęście, że ja miałem okazję, mam okazję nadal i mam nadzieję, że jeszcze będę miał okazję robić coś, co w moim pojęciu jest ważne i co ma sens. W tym kontekście jestem absolutnym szczęściarzem, że tak mi się ułożyło w życiu, że robię to, co bardzo lubię robić i jeszcze widzę w tym sens, a na dodatek jeszcze mi za to płacą, a jeszcze na dodatek zdarzają mi się tzw. spotkania z ciekawym człowiekiem, gdzie mogę rozmawiać z państwem. To już w ogóle jest pełnia szczęścia.
[01:13:50.51 → 01:14:08.43] A: Proszę Państwa, naprawdę ostatnia szansa na zadanie pytania. Ale nie widzę. No to dziękujemy bardzo na dzisiaj to wszystko. I zapraszamy na następne spotkania.

Kino w Teatrze Starym „Król życia”

„Król życia”
Polska 2015
reżyseria: Jerzy Zieliński
scenariusz: Fadi Chakkour
występują: Robert Więckiewicz, Magdalena Popławska, Krzysztof Czeczot

Edward jest zgorzkniałym czterdziestolatkiem, wrogo nastawionym do rzeczywistości i do bliskich ludzi. Pewnego dnia dostaje prezent od losu. I zaczyna być szczęśliwy, życzliwie patrzeć na ludzi i rzeczy, które go otaczają, doceniać ich obecność. Odzyskuje miłość i radość życia. A jak się okazuje – szczęście jest zaraźliwe. Debiut reżyserski wybitnego operatora Jerzego Zielińskiego z Robertem Więckiewiczem w roli zupełnie innej niż te, z których go znamy…
Magda Sendecka, kurator programu filmowego w Teatrze Starym

Komedia o przytłoczonym codziennością Edwardzie – ojcu, mężu, pracowniku korporacji, który odnajduje w życiu to, co najpiękniejsze, staje się wolnym, szczęśliwym człowiekiem. Co więcej, udowadnia, że to, co najważniejsze, jest za darmo – miłość, radość, przyjaźń, czas spędzany z najbliższymi. Historia Edwarda to lekki, pozytywny film, który pokazuje, że szczęście jest zaraźliwe na 800 metrów!

Wróć